25.01.09, 14:41
Nigdy o tym nie pisalam, ale M staral sie (zaczal zanim nawet sie poznalismy)
o stwierdzenie niewaznosci pierwszego slubu koscielnego. Sa to dla niego
bardzo wazne sprawy i swojego syna oczywiscie tez wychowuje blisko kosciola.
Ja jestem katoliczka raczej watpiaca i poszukujaca, ale nie o tym. Udalo sie -
dostal wyrok stwierdzajacy niewaznosc pierwszego slubu, na razie w pierwszej
instancji. Mlody przez caly czas nam kibicowal, martwil sie, ze jakby co tata
nie moglby przystepowac do sakramentow, nigdy nie okazywal mi niecheci.
Oczywiscie Mlody bardzo kocha swoja mame i pomimo, ze nawet nie pamieta, ze
kiedys byli wszyscy rodzina, na pewno tego by najbardziej pragnal. No wiec
przyszedl ten wyrok i... Mlody dostal histerii, plakal, zamknal sie w swoim
pokoju. Nie bylo mnie przy tym zdarzeniu, ale M zapewnia mnie, ze nie czytal
mu wyroku (kilanascie czy kilkadziesiat kartek, podobno ten wyrok momentami
brzmi okropnie), tylko poinforowal go jaki jest. Niestety, powiedzial mu, ze
dokument stwierdza wine mamy i prawdopodobnie stad taka reakcja. Jestem troche
zla, bo przeciez mogl mu tego nie mowic. Poza tym martwi mnie inna sprawa.
Jakis czas temu rozmawialismy o naszym slubie i chlopak powiedzial, ze wcale
mu nie zalezy, zeby na nim byc (chodzilo o jego wyjazd na wakacje). Wczesniej
zawsze podkreslal, ze bardzo mu zalezy. Co sie dzieje? Testuje nas, czy
rzeczywiscie nie chce byc na tym slubie, bo jest mu przykro? Szukalam
podobnych watkow, ale nie znalazlam odpowiedzi...
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Ach... 25.01.09, 19:26
      M jest bardzo wierzący, syna wychowuje blisko Kosciola. I uzyskał stwierdzenie
      niewaznosci małżeństwa, dzięki ktoremu przyszedl na świat.
      Wg mnie takie stwierdzenie nieważności automatycznie powoduje, ze dziecko w
      związku zrodzone jest dzieckiem nieślubnym - skoro sakramentu w ogole NIE BYŁO
      waznego.
      To podobno tak (jak ja myślę) nie działa, ale jak działa i w jaki sposób ślubu
      nie bylo, a dziecko jest ślubne, pozostaje dla mnie wielka tajemnicą.
      Byc moze mlody tez nie do konca rozumie, jak to jest, i byc moze - skoro chowany
      "blisko Kosciola" go to boli.
      • tricolour To tak nie działa tak jak piszesz.... 25.01.09, 21:34
        ... sakrament wyznaniowy nie decyduje o "ślubności" dziecka ponieważ dekret
        (wyrok) dotyczy tylko stron procesu i nie przenosi skutków prawnych na nikogo
        innego. Jest nawet stosowny zapis mówiący:

        "Dzieci (...) mimo prawomocnego wyroku Sądu Kościelnego są uznawane jako
        małżenskie i posiadają takie same prawa, jak dzieci zrodzone w ważnie zawartym
        małżenstwie."

        Jeśli chodzi o istotę sprawy: dziecku burzy się świat stwierdzając winę mamy.
        • nsc23 Re: To tak nie działa tak jak piszesz.... 25.01.09, 21:50
          > "Dzieci (...) mimo prawomocnego wyroku Sądu Kościelnego są uznawane jako
          > małżenskie i posiadają takie same prawa, jak dzieci zrodzone w ważnie zawartym
          > małżenstwie."

          Przepraszam, ze troche zaofftopuje, ale ten cytat mnie zaciekawil - jakie prawa
          maja dzieci ze zwiazku malzenskiego, ktorych nie maja te z poza malzenstwa?
          • tricolour A o co Ty pytasz? 25.01.09, 21:57
            Cytat nie mówi, że prawa są różne tylko stwierdza, że prawa są identyczne - to
            znaczy, że NIE dyskryminuje się dziecka na skutek stwierdzenia nieważności
            małżeństwa rodziców.
            • nsc23 Re: A o co Ty pytasz? 25.01.09, 21:59
              Cytat mowi, ze dzieci z malzenstw uznanych za niewazne maja takie same prawa jak
              dzieci w waznie zawartym malzenstwie, co sugeruje (przynajmniej mi), ze dzieci,
              ktore nie sa z waznie zawartego malzenstwa maja jakies inne prawa. I o ta
              roznice sie pytam.
              • tricolour Ja to widzę inaczej: 25.01.09, 22:05
                1. Mamy dziecko A ze związku katolickiego, sakramentalnego,
                2. Mamy dziecko B ze związku katolickiego, z sądownym stwierdzeniem nieważności
                małżeństwa kościelnego.

                Cytat mówi jednoznacznie, że "posiadają takie same prawa". Cytat niczego nie
                sugeruje tylko stwierdza równość zbiorów - w tym przypadku równość zbiorów
                praw. Z faktu, że dwa zbiory są równe nie wynika nic poza równością.
                • tricolour A tak poza tym... 25.01.09, 22:12
                  ... to zauważ, że cytat rozwiązuje problem Nangi, która nadaje dziecku status
                  "nieślubnego" bo rodzice mają orzeczoną nieważność małżeństwa kościelnego.
                  Dziecko tylko ze związku cywilnego (też nie było małżeństwa kościelnego)
                  nieślubne nie jest.

                  To dopiero!
                • nsc23 Re: Ja to widzę inaczej: 25.01.09, 22:35
                  Ok, niewazne, moze to tylko mi ten cytat tak sugeruje. Po prostu bylam ciekawa,
                  czy w oczach Kosciola dzieci ze zwiazkow sakramentalnych i niesakramentalnych
                  maja rozne prawa.
        • nangaparbat3 Re: To tak nie działa tak jak piszesz.... 26.01.09, 00:23
          Przecież piszę, ze wiem, ze to tak nie dziala - ale brak logiki w tym, ze nie
          dziala.
          • tricolour Czy dziecko ze związku cywilnego jest nieślubne? 26.01.09, 08:42
            A z innego związku wyznaniowego też jest nieślubne?
            • nangaparbat3 Re: Czy dziecko ze związku cywilnego jest nieślub 26.01.09, 19:28
              Gdyby nie bylo roznicy - po co ludzie zadawaliby sobie tyle trudu, by orzec
              nieważnosc poprzedniego i zawrzec nowy zwiazek?
              • tricolour Róznica jest dla małżonków... 26.01.09, 20:08
                ... nie dla dzieci.

                Naprawdę nie rozumiesz istoty rzeczy? Toż to proste: nieważność małżeństwa
                (nieważne jakiego, nawet cywilnego) nie pociąga żadnych skutków wstecz dla
                nikogo, nawet dla małżonków. Czyli do dnia orzeczenia nieważności byli
                małżonkami, a od dnia orzeczenia stwierdza się nieważność małżeństwa. Inaczej
                się nie da.

                Nie orzeka się przy tym w sprawach dzieci, nie każe zmieniać wspólnego
                rozliczenia z fiskusem na dwa osobne za wszystkie lata małżeństwa, którego było
                nieważne. Nie wypowiada kredytu, bo nagle "zmienia się" wstecz zdolność
                kredytowa, matka nie dostaje "zaległej" ulgi za samotne macierzyństwo itp.
                • nsc23 Nie masz racji Tricolour 26.01.09, 20:37
                  Otoz w Kosciele Katolickim potocznie mowi sie 'uniewaznienie malzenstwa', a tak
                  naprawde orzeka sie, ze malzenstwo zostalo zawarte w sposob niewazny - czyli tak
                  naprawde orzeka sie, ze nigdy nie istanialo. No chyba, ze zostalo niedopelnione,
                  wtedy mozna rozwiazac wezel malzenski, ale nie o tym tu mowa, prawda?
                  Dlatego nie dziwie sie, ze rozumowanie moze wydawac sie nielogiczne.
                  • tricolour A w czym nie mam racji? 26.01.09, 21:04
                    Co z mojej wypowiedzi jest sprzeczne i z czym?

                    Raczej Wy macie jakieś rasistowskie rozumowanie, które dzieli dzieci na ślubne i
                    nieślubne, co jest tym zaskakujące, że rodzice byli w związku cywilnym.

                    Gdy dziecko jest tylko ze związku cywilnego (znaczna część na tym forum), to
                    oczywiście jest ślubne, ale gdy jest ze związku cywilnego, ale z orzeczoną
                    nieważnością związku wyznaniowego, to nabiera cech nieślubności. Nazywasz to logiką?
                    • nsc23 Re: A w czym nie mam racji? 26.01.09, 21:45
                      Nie wiem dlaczego wszystkie posty maja wydzwiek jakbys traktowal mnie z gory.
                      W kazdym razie - czy nie widzisz, ze ja caly czas pisze o tym, jak sprawa
                      wyglada z punktu widzenia Kosciola? Slub cywilny w oczach Kosciola jest tylko
                      papierkiem i jezeli nie ma sie koscielnego to owszem, w oczach Kosciola dziecko
                      jest nieslubne. I ja o tym caly czas pisze.
                      • tricolour Nie, nie traktuję z góry... 26.01.09, 22:04
                        ... tylko się bardzo dziwię. Zacytowałem fragment, z którego jasno wynika
                        równość dzieci z małżeństw sakramentalnych i niesakramentalnych. Naprawdę nie
                        rozumiem powodów dorabiania ideologii do przepisu prawnego, który NIE rozróżnia
                        dzieci, a jednak z tego faktu wysnuwa się wniosek, że dzieci są różne, bo sie o
                        nich mówi.

                        Także w Konstytucji jest zapis o równości mężczyzny i kobiety nie po to, by
                        sugerować różnice, ale po to, by komuś, komu przyjdzie do głowy taka różnica,
                        pomysł raz na zawsze wybić z głowy.

                        Inaczej: z faktu, że A=B nie wynika podejrzenie, że z A lub B jest coś nie w
                        porządku.
                        smile))
                        • nsc23 Ja o niebie Ty o chlebie 26.01.09, 22:29
                          Przeciez teraz napisalam, na zupelnie inny temat. Konretnie to sprostowalam
                          Twoje stwierdzenie, ze malzenstwem sie jest do uniewaznienia, a potem juz sie
                          nie jest i nic nie dziala wstecz - otoz wlasnie uznanie malzenstwa za zawarte w
                          sposob niewazny oznacza, ze uznaje sie, ze sakrament miedzy tymi dwoma osobami
                          nie mial miejsca. Stad nie dziwie sie, ze nanga nie widzi sensu i logiki.

                          jak dla mnie ta dyskusja nie ma sensu i wylaczam sie z niej.
                          • tricolour Ja też zakończę dyskusję... 26.01.09, 22:51
                            ... a na sam koniec tylko zaznaczę jedną rzecz.

                            Otóż do dnia orzeczenia nieważności małżeństwa strony są małżonkami
                            sakramentalnymi. Gdyby sąd się spalił i nic nie orzekł, to zostaliby takimi
                            sakramentalnymi małżonkami jeszcze długo, może do śmierci.

                            Orzeczenie nieważności małżeństwa stwierdza, że sakramentu nigdy nie było. To są
                            dwie różne sprawy.

                            Naprawdę nie potrafię wytłumaczyć tego jaśniej, no może tak: do czasu zrobienia
                            badania DNA facet jest ojcem dziecka, zachowuje się jak ojciec, także dziecko
                            widzi w nim swego ojca. Gdy badanie wykluczy ojcostwo, oznacza to, że
                            biologicznie (analogia sakramentu) nigdy ojcem nie był, ale do ostatniego dnia
                            ojcem był.

                            Ponadto wykluczenie ojcostwa nie niesie dla dziecka żadnych prawnych konsekwencji.
                          • tricolour Jeszcze raz... 26.01.09, 23:26
                            ... może po raz ostatni.

                            Jeśli małżeństwo jest nieważne (co zostanie za jakiś czas udowodnione,
                            najczęściej po rozwodzie, ale jeszcze nie teraz), a strony tego nie wiedzą, to
                            uważają małżeństwo za ważne ze wszelkimi konsekwencjami. Po prostu nie ma
                            podstaw uważać inaczej. Podobnie z ojcostwem z mego poprzedniego postu.

                            Gdy na skutek jakichś perturbacji okaże się, że małżeństwo jest nieważne, to w
                            jednym punkcie spotykają się dwa, dotychczas rozłączne, wydarzenia: obiektywna
                            (ale nieznana) nieważność oraz realne życie, w którym małżeństwo uważano za ważne.

                            Co można zrobić w takim osobliwym punkcie, w którym spotkały się sprzeczne
                            wydarzenia? Tylko jedną rzecz: to, co działo się dotychczas potraktować tak, jak
                            było oraz DODATKOWO dołożyć wydarzenie drugie, działające wstecz, ale odebrać mu
                            wszelkie konsekwencje, bo przecież nikt o tym wcześniej nie wiedział.

                            Jeżeli jesteś matematykiem, to opisuje to ciągła funkcja mająca nieciągłe
                            pochodne w puncie osobliwości.

                            smile
                  • tricolour Aaaa już rozumiem... 26.01.09, 21:06
                    ... dla Was fakt niezaistnienia sakramentu jest równoważny nieślubności dziecka.

                    A to dwie różne rzeczy, bo sakrament dotyczył rodziców, a nie dziecka.
      • liz-beauty Re: Ach... 25.01.09, 21:39
        Kosciol nie uwaza dzieci urodzonych ze zwiazkow, gdzie uznano niewaznosc slubu,
        za nieslubne, tyle wiem. Nie wiem, czy akurat to go boli i nie pytam na razie,
        bo po dwoch dniach wszystko bylo juz w porzadku, razem ogladalismy film (ja i
        Mlody), nawet nie wspomnial o sprawie, ja tez nie poruszalam tematu. Ja mysle,
        ze zabolalo go stwierdzenie, ze to wina mamy, jest wobec niej niezwykle lojalny.
        Albo moze runal mu swiat, w ktorym mama i tata zakochali sie, wzieli slub i on
        sie urodzil. Wczoraj M odwozil go do mamy i Mlody ze lzami w oczach i drzacym
        glosem oswiadczyl, ze tata rozwiodl sie z mama, wiec teraz musi go wozic (M
        narzekal, ze chory i musi jechac). Bylo mi okropnie przykro, bo to Ex
        wyprowadzila sie z domu, a pozniej do innego miasta. Ale nic nie powiedzialam, M
        tez nie...
        • tricolour Też mam taki proces... 25.01.09, 21:50
          ... i też mi córka zadała pytanie, czy będzie nieślubna gdybym uzyskał
          stwierdzenie nieważności, a jest niewierząca (lub wierząca w takim stopniu, że
          prawie nie wierzy, co oficjalnie twierdzi).

          Widać sakrament jest istotny nawet wtedy gdy nie ma rangi sakramentu.
          • liz-beauty Re: Też mam taki proces... 26.01.09, 08:29
            Ile lat ma Twoja corka? Chlopak nie zadal takiego pytania, po prostu zareagowal
            w taki sposob, ze poczulismy sie winni. Nawet ja, choc, jak pisalam, nie znalam
            jeszcze mojego narzeczonego, gdy skladal dokumenty do tego procesu. Poczulam, ze
            cos mu zabieramy, rowniez wiare w to, ze mama jest idealem, a "tata sie z nia
            rozwiodl." Nie mialam sily zaprotestowac, ze przeciez rozwodzi sie dwoje ludzi,
            ze to mama sie wyprowadzila, nie wiem jak w ogole dalej postepowac.
            • tricolour Moja już jest dorosła... 27.01.09, 09:03
              ... a i tak potrzebuje delikatności w rozmowie na takie tematy tym bardziej, że
              ewentualne dzieci z nowego związku traktuje jak swoje rodzeństwo - tak wynika z
              rozmów.

              Zbytnia szczegółowość podczas rozmowy jest niepotrzebna, a jeśli jest konieczna
              (bo dziecko wypytuje i trudno kłamać czy bagatelizować) to warto zatroszczyć się
              o odpowiedni rozwój, chronologię, czy jak to nazwać - chodzi o to, by wypowiedź
              miała sens i proces, a nie tylko konkluzję, która zaskoczy (i może zrani) swoją
              przestrzenią.
    • liz-beauty Re: Ach... 26.01.09, 08:21
      Wszyscy sie skupili na tym, jak to dziala, ze "nieslubne" jest "slubne", a
      przeciez jest wiele takich spraw, ktore trudno przyjac, a jeszcze trudniej
      zrozumiec... Przyznam, ze tez mnie uderzylo stwierdzenie, ze dzieci maja rowne
      prawa, bo to tak, jakby zakladac, ze moglyby miec nierowne. Ale tak samo
      bulwersuje mnie punkt naszej konstytucji, gdzie napisano, ze kobiety maja takie
      same prawa jak mezczyzni (jakby to nie bylo oczywiste). Wracajac do wyroku - ja
      sie powinnam cieszyc, ze jest taki, a nie inny, a nie ciesze sie, bo dzieciak
      zaczal nam "swirowac". Poza tym sprawy sie pokomplikowaly - nie wiadomo teraz,
      czy brac cywilny, jak bylo zaplanowane, czy dalej czekac, moze wkrotce zapadnie
      wyrok w drugiej instancji. No i jeszcze - wiekszosc par czeka na wyrok bedac juz
      w nowych zwiazkach, a my razem nie zamieszkalismy, bo wciaz nam obiecywano, ze
      "za pol roku", "do dwoch miesiecy" itd. Ja sie w koncu wscieklam i zazadalam
      ustalenia daty slubu cywilnego, porozumielismy sie, zareczylismy i teraz znowu
      zgryz. Chyba to nie sa dylematy na to forum, przepraszam... Powinnam poszukac
      forum dla sfrustrowanych narzeczonych. wink
      • tricolour Mamy podobnie... 26.01.09, 08:40
        ... też nie mieszkamy razem, a data ślubu ustalona, by nie czekać nie wiadomo do
        kiedy. Weźmiemy cywilny, a później kościelny (jak wszystko pójdzie po myśli) i już.

        Jeśli Cię uderzył cytat, że dzieci mają równe prawa, to ja tego nie rozumiem.
        Powinien Cię raczej uderzyć wywód ze "nieślubnością" dzieci po stwierdzeniu
        nieważności małżeństwa, bo to ten wywód sugeruje utratę praw dziecka. Cytat
        zadaje kłam takiemu dyskryminującemu myśleniu.
      • annjen Re: Ach... 31.01.09, 00:14
        na wyrok drugiej instancji czeka się ok. pół roku od pierwszego wyroku. ja nawet
        szybciej dostałam.
    • marusia1 Liz 26.01.09, 22:57
      Pisałam kiedyś o moim ślubie w Paryżu (koszmarny dzień)...
      Opisywałam odczucia dziecka... Jak znałam M., jego syn chciał mówić do mnie
      mamo. Bardzo ostro zaoponowałam wtedy, bo jak mu powiedziałam: przecież ty masz
      mamę (mieszkał z nią przecież!) Później, żeby jakoś wybrnąć, tłumaczyiśmy
      Młodemu (10 lat), że często, gdy powstają nowe rodziny, to dzieci do nowych
      partnerów rodziców zwracają się "mamo", "tato" (po ślubie), bo tak jest
      wygodniej np. w szkole, w towarzystwie, gdy pojawi się nowe rodzeństwo... Młody
      wciąż się dopytywał, kiedy weźmiemy ślub. Rozmawialiśmy o unieważnieniu ślubu
      kościelnego mojego M. (byłyby podtawy, wina ex). Młody też tego chciał, żebyśmy
      mogli wszyscy przyjmować komunię (teraz on nas reprezentuje - jak mu mówię). W
      końcu Młody trafił do nas i zaczęły się problemy, bo matka zaczęła o nastawiać
      przeciwko mnie (wcześniej myślała, że jestem zmyślona przez syna). No i nastał
      dzień ślubu - sądny dzień. Zryczałam się strasznie tak dał mi popalić. Było
      później różnie. Podczas kolędy ksiądz zapytał, czy mąż może unieważnić porzedni
      ślub (każdy chyba chce mieć w swojej parafii porządnych katolików). Znowu
      powróciliśmy do tematu. Młody,u naszemu zaskoczeniu, wpadł w furię. Zaczął się
      wydzierać, że on się nie zgadza, że on nie chce, itd. W końcu to jego matka...
      By ślub, wesele, a później jego chrzciny... Na razie mój M. nic nie robiw tym
      kierunku. Zresztą jak widzę - jeszcze nie doszedł do siebie po rozwodzie, a samo
      wspomnienie exiary zostaje przez niego odchorowane.
      Dzieci żyją w iluzji. Nie pamiętają tego co było, rzeczy złych. Tak jak inne
      dzieci chcą mieć przy sobie mamę, tatę i resztę członków rodziny. Młody w nowej
      szkole nie powiedział nawet, że rodzice są porozwodzie. Matka jest tematem tabu.
      Czuje się dzieckiem odrzuconym, gorszej kategorii, odmieńcem.
      Bo co to z matka, która pozbywa się swojego dziecka (i to nie dla JEGO dobra)?
      • liz-beauty Re: Liz 26.01.09, 23:51
        Marusiu, a mozesz mi napisac dokladnie jak Ci dal popalic w dniu slubu? Czego
        moge sie spodziewac? Siedzial naburmuszony? Nie chcial wziac udzialu w
        ceremonii? "Nasz" ma wielki problem z werbalizacja uczuc, wiec ja sie np
        zlozenia zyczen w dniu slubu nie spodziewam. W wigilie nie zlozyl nikomu, choc
        podobno wszyscy do niego podchodzili z oplatkiem. Nie sklada zyczen tacie na
        Dzien Ojca czy urodziny (ale np pisze dla niego wiersze!), nie potrafi nijak
        odpowiedziec na "zycze Ci milego dnia" - ani "dziekuje", ani "ja Tobie tez".
        Spodziewam sie tez, ze bedzie sie alienowal i cos tam demonstrowal, czesto sie
        tak zachowuje, gdy swiat nie kreci sie wokol niego. wink Czy mam sie spodziewac
        czegos gorszego? Placzu? Histerii? Szantazu?
        • 333a13 Re: Liz 27.01.09, 08:57
          Ile lat ma Twój Młody??? zastanawia mnie jedna podstawowa rzecz...
          Dlaczego dziecko ze szczegółami jest informowane o kwestiach rozwodu
          rodziców??? Czy wystarczającym stresem dla niego nie jest sam fakt
          rozstania się ludzi, których kocha najbardziej na świecie??? Po co
          mu wiedza dodatkowa dotycząca procedur itd? Dlaczego powiedzieliście
          mu, że to wina jego matki??? Przecież matka to najważniejsza osoba w
          życiu dziecka i nagle ktoś mówi mu, że osoba którą kocha
          bezwarunkowo jest przyczyną całego zła które wszystkich spotkało!
          Uważam, że owszem dziecko ma prawo do informacji i poznania prawdy
          ale w wieku dorosłym kiedy nie będzie emocjonalnie tak zależne od
          rodziców i będzie mogło zrozumieć pobudki ich działania. Oczywiście
          nie wyklucza to mówienia prawdy młodszym dzieciom, o ile wiedza ta
          będzie dostosowana do wieku. Młody reaguje tak jak reaguje, gdyż nie
          potrafi się odnaleźć w sytuacji którą stworzyliście, nie potrafi
          pewnie poradzić sobie ze sprzecznymi uczuciami do matki... Wydaje mi
          się, że aby unormować sytuację należałoby z Młodym porozmawiać i
          utwierdzić go o miłości obojga rodziców i o tym że jest chcianym i
          kochanym dzieckiem. Wytłumaczyć mu, że jego matka (jaka by nie była)
          bardzo go kocha i nie jest zła (i np. to że tak sie to potoczyło
          jest spododowane tym, że sytuacja ją przerosła, że nie mogła sobie z
          czymś tam poradzić itd....). Kolejną kwestią jest Wasz ślub... Młody
          mojego NM też był zazdrosny o wszystkich w otoczeniu ojca, bo bał
          się że tato przestanie go kochać itd... Wystarczyło uświadamianie
          dziecku, że miłość do niego i do kobiety to 2 różne rzeczy... A poza
          tym jak on będzie już dorosły i z domu się wyprowadzi tato będzie
          samotny itd... Młody jest od jakiegoś czasu przyzwyczajany do myśli
          o ślubie rodziców z innymi partnerami i jak na razie chciałby
          tańczyć na ślubie taty... Chociaż wiadomo, bywa różnie... Mam
          nadzieję, że Wam się wszystko ułoży. Pozdrawiam
          • liz-beauty Re: Liz 27.01.09, 09:25
            Mlody ma prawie 12 lat. Nie informowalismy go o niczym ze szczegolami!!! O
            procesie nie wolno rozmawiac z nikim postronnym, ja tez nie wiem jak to
            wygladalo, nie znam zeznan swiadkow, nie czytalam wyroku (po co mi to?). Mlody
            bardzo czekal na decyzje sadu, codziennie zagladal do skrzynki i to on wyjal
            koperte. Pozniej M, nie zdazywszy nawet przeczytac calosci, zajrzal na koniec i
            odczytal wyrok, chyba niechcacy przeczytal na glos tez to zdanie, ktore
            stwierdza "wine kobiety", jest tam takie sformulowanie. Ja tez uwazam, ze to
            bylo zupelnie niepotrzebne i trzeba bylo sie ugryzc w jezyk, ale stalo sie.
            Oczywiscie caly czas zapewniamy go o milosci mamy i taty i ze ta sprawa nie ma z
            nim nic wspolnego. Mam nadzieje, ze bedzie dobrze. Jest zazdrosny! Ale to
            normalne, spodziewalam sie takich reakcji i M tez. Jesli chodzi o rozwod jako
            tragedie dziecka - zgadzam sie, ale w tym przypadku rozwod byl prawie 10 lat
            temu i on tego nie pamieta, w ogole nie pamieta, ze mama i tata byli kiedys
            rodzina. Ostatnio przyznal sie, ze boi sie sytuacji, gdy zamieszkamy we troje,
            bo on nie zna takiego ukladu. Nawet ja sie tego boje, a co dopiero dzieciak.
        • matie.skowron Re: Liz 27.01.09, 11:19
          Liz, u nas Młoda (11 lat) podczas slubnego obiadu praktycznie nie
          schodziła mojemu, juz wtedy M z kolan. A on ja głaskał i powtarzał
          jak bardzo jest dla niego wazna. Rozumiem ze pewnie tak trzeba było,
          ale jednak nie wspominam tego dnia najradosniej. A jak wzniosl
          toast "na moja czesc", w ktorym oczywiscie rowniez wspomnial o
          Mlodej to potem mnie pytal kilkanascie razy czy przypadkiem jej sie
          przykro nie zrobilo....ech...
          I BTW tez jestesmy w trakcie procesu. I tez ma byc wina Ex. Na razie
          jednak usłyszelismy "co łaska" o strasznych pieniadzach do
          zapłacenia, dosłownie kilkanascie tysiecy...
          • marusia1 Re: Liz 27.01.09, 12:06
            W Warszawie, jeszcze kilka lat temu nie było to takie drogie. Cennik był tylko
            na badanie psychologiczne (chyba 250 zł) i sąd II instancji (ok. 450 zł) - piszą
            jaką kwotę należy wpłacić. A tak można wpłacać po 50, 100 zł kiedy się chce.
            Podejrzewam, że może szybkość załatwienia formalności trwa odwrotnie
            proporcjonalnie do wpłaconej kwoty. smile
          • liz-beauty Re: Liz 27.01.09, 12:18
            M zaplacil tylko za bieglego i jeszcze jakas oplate procesowa, ale w sumie chyba
            1000zl.
          • liz-beauty Re: Liz 27.01.09, 12:29
            Kurcze, a ja wlasnie sie zastanawialam, gdzie Mlody powinien siedziec. Chyba sie
            go po prostu zapytamy, czy chce obok nas (miedzy nami?), czy np obok dziadkow.
            Na kolanach juz nie siada, na szczsescie. wink Ojej, my rzeczywiscie wszystkie
            mamy tego samego faceta... wink Moj tez na pewno bedzie przezywal glownie
            samopoczucie syna.
        • marusia1 Re: Liz 27.01.09, 12:03
          Nasz Młody skończył 13 lat. Niby wie, że wina była matki. Niby ma porównanie jak
          było kiedyś, jak jest teraz. On to wszystko wie. Ale... żyje w iluzji, zamknął
          się na to co było, stara się nie pamiętać, strasznie idealizuje matkę. A tamta
          rzeczy, które sama robiła przypisuje teraz mojemu M. i wciąż Młodemu powiada
          niestworzone historie. Ona się cieszy, bo zburzyła nasz świat, a my mamy problem
          z emocjami Młodego, które odreagowuje w sposób agresywny, zazwyczaj, niestety,
          ukierunkowany na mnie. Po ostatnim widzeniu z mamuśką (IX, 1,5 h) dopiero
          niedano doszło wszystko do normy. Jeszcze w zeszłym roku Młody chiał się bawić z
          babcią w chowanego, tak jak to robili, gdy miał 3 lata. Wasz Młody, jak
          napisałaś, nie pamięta, ale na pewno ma swój wymyślony świat. Ty mimo wszystko
          jesteś dla niego zagrożeniem. Tłumaczyliśmy wciąż, że nasze pozycje (mija i
          Młodego) są różne, że miłość jest inna. Oto wszystko wie, niby, ale zazdrostny
          jest do tej pory.

          Ślub... Nie chcę pamiętać, ale od rana była awantura, wyzwiska w moim kierunku.
          Nie chciał iść z nami do konsulatu, nie chciał się ubrać. Wykzyczał nam, że on
          nie chciał tego ślubu (a chciał, ja nie chciałam), że gdyby nie ja, to tata
          nadal byłby z mamą (a Młody wtedy jeszcze nienawidził swojej matki, zresztą
          poznaliśmy się już po rozwodzie), itd. Mieliśmy duży problem i wstyd. W
          konsulacie było jako tako, ale podczas sesji zdjęciowej (bo tu wszyscy robią...)
          wykrzywiał się strasznie, wyginał. Poszliśmy na spacer porobić zdjęcia. Okazało
          się, że wszystkie zrobił nam rozmazane, albo z uciętymi głowami. Kiedy później
          robiła nam zdjęcia koleżanka - zowu awantura, że nie on. Generalnie mamy z nim
          chyba tylko 1 zdjęcie. Ciuchy co miał na sobie poobszarpywał, pobrudził, krawat
          podarł na strzępy. Poza tym, że zepsuł wszystkim nastrój, nie brał udziału w niczym.
          Gdyby nie spokój, ciepło mojego M. - oszalałabym. I szlag mnie trafia, gdy
          znajomi z zazdrością mówią o naszym śubie w Paryżu. Miał to być nasz wieli
          dzień, cóż... Jedno jest pewne - o ile tam jeszcze kidyś pojadę, to tylko we
          dwoje.
          • liz-beauty Re: Liz 27.01.09, 12:40
            Hmmm... Rzeczywiscie, tego bym nie wymyslila... Tak tez moze byc - Mlody czesto
            uprawia taki sabotaz, jak czegos nie chce zrobic - powoli sie ubiera, powoli je.
            Prosisz go o zdjecie - nie zrobi, prosisz, zeby stanal z toba do zdjecia - nie.
            Z tego co sie zorientowalam czytajac forum, problemy z dziecmi sa podobne. Widac
            tak sie bronia przed tym, czego sie obawiaja. Mama chlopca na szczescie nie
            probuje mi jakos zaszkodzic, mam nadzieje, ze to sie nie zmieni...
            • 333a13 Re: Liz 27.01.09, 13:12
              Dziewczyny, nie przypuszczałam, że można tak komuś zepsuć ślub sad
              Jeśli chodzi o siedzenie na ślubie Młodego, to uważam że
              najodpowiedniejszym miejscem będą dziadkowie lub też inni członkowie
              rodziny, z którymi dziecko często przebywa i ich akceptuje. Sadzając
              go zaraz koło siebie bez opieki kogoś z rodziny narażacie się na
              ciągłe zajmowanie dzieckiem. To Wasz dzień i ewentualne "problemy"
              dot. kapsysów przy stole, marudzenia itd nie powinny Wam go
              przesłaniać. Nie umniejszam tu oczywiście potrzebom dziecka, które
              również powinny być w jakiś sposób zaspokojone... smile
              • liz-beauty Re: Liz 28.01.09, 19:19
                Ale jak widac z opisow powyzej dziecko nie koniecznie siedzi tam, gdzie je
                posadzimy i nie zawsze zachowuje sie tak, jakbysmy sobie tego zyczyli. Nawet
                wtedy, gdy wszyscy staraja sie dbac o jego samopoczucie. Relacja Marusi dla mnie
                wstrzasajaca, taki scenariusz tez musze brac pod uwage. Mloda Matie to jeszcze
                soft, jak dla mnie. A czy ktorejs Macoszce udalo sie zorganizowac slub i
                przyjecie weselne, na ktorym byly dzieci partnera (albo/i Wasze dzieci z
                poprzednich zwiazkow) i wszystko sie pieknie udalo, bez zadnych zgrzytow???
                • cleopa Re: Liz 29.01.09, 08:51
                  Nasz 13 latek mimo, ze ojciec go wychowuje bo mamusia miala w d**
                  (sytuacja jak u marusi..jak ja ja rozumiem), cała wine zwala na
                  ojca i na mnie. Powiedzial w oczy ze mnie nie lubi za to uwielbia
                  faceta mamusi ktorego widzial 2 razy. Nam rzuca wszelkie klody pod
                  nogi a mamusia ma go gdzieś a lgnie do niej i waruje na każdy znak.
                  To co moglby miec na codzien z nami
                  (basen,lodowisko,wycieczki,kino) torpeduje i olewa,histeryzuje ze
                  nie chce a z mamusia i jej chlopakiem pojechali do kina(!) sral
                  tydzien zachlystujac sie jak bylo super.. ja staram sie stac z boku-
                  dziewczyny mi tu pomagają ,naswietlaja i tłumaczą i jakos sie
                  trzymam ale mój NM ma zlamane serce, bywaja kłotnie miedzy nami na
                  tym tle i ...w ogole..Żałuję ze nie mam takiego charakteru jak
                  jedna z autorek watku aby zmusić faceta do oddania dzieciaka mamie
                  (na siłę),wyjechac i oleć i zając sie tylko soba ,moja córka i NM...
                  • liz-beauty Re: Liz 29.01.09, 15:03
                    Ja sie trzymam nadziei, ze u nas bedzie ciut latwiej, bo Mlody nie przezyl
                    rozwodu rodzicow, od poczatku jest z ojcem i innego ukladu nie zna. U mamy sa
                    obowiazki i dyscyplina, nie ma wyreczania ani nadskakiwania, wiec nie ma tu tez
                    modelu, ze jeden rodzic wymaga, a drugi rozpieszcza. Jesli ktos tu rozpieszcza,
                    to rodzic calodobowy.
    • liz-beauty Sa nowe wiesci 20.04.09, 20:23
      Druga instancja Sadu Biskupiego wydala ostateczna decyzje - pierwsze malzenstwo
      M uznano za niewazne. Boje sie reakcji Mlodego...
      • tricolour Dlaczego się boisz? 20.04.09, 20:41
        Przecież młody wie, że w pierwszej instancji uznano za nieważne. Czy
        zostawiliście mu jakąś nadzieję, że może drugi sąd sprawę odkręci i stąd
        niepokój, że jednak nie odkręcił?
        • liz-beauty Re: Dlaczego się boisz? 20.04.09, 21:55
          Tak, wie, za pierwszym razem strasznie plakal. Teraz sie naradzamy jak mu
          przekazac wiadomosc. Nie wiem, czy pozostawilismy mu taka nadzieje, swiadomie
          nie, ale czego dziecko nie potrafi sobie wymyslic...
          • adela38 Re: Dlaczego się boisz? 21.04.09, 19:35
            Nie rozumiem... co mlodemu do tego? To nie jego sprawa.Po co jemu na ten temat w
            ogole mowic? Jak sie mowi to mysli ze dla niego to wazne i sie przejmuje...a
            jakby nie wspominac to nie bedzie tym sobie glowy zawracal...
            • liz-beauty Re: Dlaczego się boisz? 21.04.09, 19:56
              Nic mu do tego? Wkrotce jego ojciec bierze slub, zamieszkamy we troje. Ty nie
              mowilas synowi, ze np z kims sie wiazesz? Nie zalezalo Ci na tym, jak sie z tym
              czuje, czy jest szczesliwy, albo przynajmniej czy akceptuje nowy uklad?
              • 13monique_n Re: Dlaczego się boisz? 22.04.09, 14:47
                Trzymam kciuki, Liz. Słusznie się zastanawiacie, jak dziecku to
                powiedzieć. Dzieci przeżywają wszystko czasem nie okazując tego na
                zewnątrz.
                • liz-beauty Poszlo dobrze 22.04.09, 16:04
                  Dzieki Monique. Tym razem Mlody zareagowal fajnie - zapytal po prostu: "Teraz
                  mozesz ozenic sie z Liz?" smile
      • szymon00 Re: Sa nowe wiesci 23.04.09, 15:01
        Liz bądź taka miła i zacytuj framgment Bibli; a może Twój mąż, dla
        którego sprawy Kościoła są tak ważne będzie potrafił, gdzie jest
        zapisany w Nowym Testamencie (kanon wiary chrześcijańskiej,
        katolickiej itp. odmian tej wiary) choć jedno zdanie, że można
        zawierać skramenty nieważnie, wogóle co to są sakramenty ważne lub
        nieważne albo gdzie jest zapis, że Kościół na ziemi ma prawo do
        stwierdzania takich rzeczy i rozrywania czegoś w niebie, gdzie
        wcześniej swoją powagą łączył tych ludzi przed Bogiem i przyjmował
        od nich przysięgę małżeńską.

        To nie jest pytanie złośliwe, tylko chcę coś stwierdzić.
        • tricolour Jeżei Cię to interesuje... 23.04.09, 15:41
          ... to nie zadawaj sugerujących pytań. Nikt nie twierdzi, że można zawierać
          sakramenty ważne i nieważne, albo że taki podział w ogóle istnieje. Nieważność
          sakramentu oznacza, że go nigdy nie było.

          "gdzie jest zapis, że Kościół na ziemi ma prawo do stwierdzania takich rzeczy i
          rozrywania czegoś w niebie" - stosowne zapisy są w prawie kanonicznym. Są także
          w Biblii: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie
          związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie."
          (Mt.18:15-18)

          Z faktu wypowiedzenia przysięgi małżeńskiej nie wynika sakrament.
          • szymon00 Re: Jeżei Cię to interesuje... 23.04.09, 16:10
            tricolour napisał:

            > ... to nie zadawaj sugerujących pytań. Nikt nie twierdzi, że można
            > zawierać sakramenty ważne i nieważne, albo że taki podział w ogóle
            > istnieje. Nieważność sakramentu oznacza, że go nigdy nie było.

            a co to oznacza, że nigdy go nie było? Była zgoda między małżonkami
            to sakrament był, nie ma zgody między małżonkami to sakramentu nie
            ma? Idzie się do spowiedzi to co spowiedzi tak naprawdę nie było.
            Chyba po to się ksiądz pyta 3 razy podczas ślubu aby mieć pewność,
            że taki sakrament można zawrzeć.


            > "gdzie jest zapis, że Kościół na ziemi ma prawo do stwierdzania
            > takich rzeczy i rozrywania czegoś w niebie" - stosowne zapisy są w
            > prawie kanonicznym. Są także w Biblii: Zaprawdę, powiadam wam:
            > Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co
            > rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie." (Mt.18:15-18)

            zacytowany przez Ciebie fragment Bibli dotyczy rozwiązywania
            konfliktów/grzechów a nie rozwiązywania małżeństw. Czemu wszyscy
            cytują ten fragment próbując zarazem udowadniać, że on dotyczy
            rozwiązywania małżeństw?smile

            > Z faktu wypowiedzenia przysięgi małżeńskiej nie wynika sakrament.

            wynika, przysięgasz poprawę sakrament pokuty jest ważny, przysięgasz
            uczyć w wierze: dają chrzest dziecka, jak zauważysz niektore
            sakramenty są poprzedzone jakąś przysięgą czy obietnicą.
            • tricolour Mylisz się... 23.04.09, 16:21
              ... a za przykład można wziąć sakrament pokuty, bo może to łatwiejsze. Jest on
              ważny wtedy (i tylko wtedy) gdy jest żal za grzechy, uczciwa spowiedź,
              postanowienie poprawy, pokuta i zadośćuczynienie.

              "Idzie się do spowiedzi to co spowiedzi tak naprawdę nie było" - z samego
              chodzenia nic nie wynika. Podobnie jest z każdym sakramentem, który jest
              szczegółowo opisany co do wymogów.

              Wpadasz we własną pułapkę spłycania, które prowadzi Cię do fałszywych wniosków.
            • jayin Re: Jeżei Cię to interesuje... 26.04.09, 15:32
              Stwierdzenie nieważności sakramentu oznacza, że został on zawarty na podstawie nieprawdziwych "danych". Czyli gdyby fakty były znane przed jego zawarciem - nigdy by nie doszło do tego sakramentu.

              Jednym słowem - stwierdzenie nieważności oznacza, że sakrament był "fałszywie udzielony". Czyli de facto go nie było - skutkującego prawnie i duchowo.
        • liz-beauty Re: Sa nowe wiesci 24.04.09, 07:27
          Ja nie znam takiego cytatu i nie mam na razie meza. Wiem jedynie, ze sakramentu
          malzenstwa udzielaja sobie nawzajem malzonkowie i ze w okreslonych
          okolicznosciach kosciol (a wlasciwie sad biskupi) moze stwierdzic niewaznosc
          sakramentu. A o co Ci chodzi? Masz jakas misje?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka