edek40
12.01.11, 13:04
Moj sasiad mial "wypadek". Zaparkowal samochod na lekkiej pochylosci obok innego auta. Na litym lodzie. No i wysiadl z samochodu. A potem zadzwonil po mnie. Zalecil zabranie liny z wyciagarka poniewaz auto bezwladnie ssunelo sie na to stojace obok. Bokiem. Szkod wielkich nie zrobilo, ale powstal problem wyjazdu, ktory zrealizowalismy za pomoca wyciagarki, ktora odciagnelismy auto "pod gorke", za to bokiem. Zabezpieczylismy go uzywajac duzej ilosci zuzlu pod kola. Dodal rowniez, ze nie ma kartki i dlugopisu, aby podpisac sie na oswiadczeniu dla poszkodowanego.
Swoja droga, gdy jechalem go odbic rowniez o maly wlos nie zahaczylem o slup. Diabli, u nas wciaz lezy calkiem gruba warstwa lodu, wypolerowanego roztopami i polanego woda. Na nogach ciezko ustac...
I teraz sasiad ma dylemat. Zastanawia sie bowiem czy tego typu zsuniecie sie jest szkoda komunikacyjna. Wszak samochod nie byl w ruchu w powszechnym rozumieniu tego slowa w odniesieniu do aut. Moze niech lepiej gosciowi napisze, ze auto wpadlo w poslizg?