Dodaj do ulubionych

The Battle Rages On!

19.02.14, 18:55
Że pozwolę sobie zacytować Deep Purple :)

A będzie o ubezpieczeniach.
Z racji, że mój bark doszedł już jako tako do siebie, zakończyłem rehabilitacje, a i sezon się zbliża, wiec trzeba Suzi pozbierać do kupy - rozpocząłem starania o wypłatę odszkodowań z OC sprawcy finalnie.
W ciągu dwóch tygodni grzeczna wymiana maili z ubezpieczalnia dot. wyceny motocykla, szkody oraz dokumentacji medycznej i wydatków na leczenie przerodziła się w szaloną bitwę na paragrafy, ustawy, kruczki prawne, haczyki, luki w przepisach, interpretacje, wyłączenia odpowiedzialności, etc.

Generalna konkluzja jest taka, że ubezpieczalnie to zorganizowana grupa przestępcza trudniąca się oszustwami, ale to chyba żadna nowość dla każdego, kto kiedyś miał z nimi kontakt. Poziom bezprawia, który stosują te firmy przechodzi ludzkie pojęcie. Z drugiej strony, dręczenie ich powoli staje się moim hobby chyba, a na pewno już moje zdjęcie jest przypięte na samym środku tarczy do gry w rzutki u nich.

W tej chwili szanowne MTU:
1. Po raz 3 poprawia wycenę motocykla i szkody, a jeszcze kilka kolejnych mam w zanadrzu, tak z premedytacja, żeby rzeczoznawca się nie nudził. A co lepsze, im więcej drążę i czytam, tym więcej miejsc do przyczepienia się znajduję.
2. Kwestionuje mi część leków przepisanych przez lekarzy ortopedów - brak jakichkolwiek uzasadnień czy wyjaśnień na jakiej podstawie je kwestionują.
3. Kwestionuje mi ponad 600 złotych kosztów rehabilitacji, gdyż nie odbyłem jej w publicznej, finansowanej przez NFZ służbie zdrowia, gdzie czas oczekiwania na zabiegi wynosi 2 miesiące.
4. Kwestionuje mi zasadność wykonania pomiarów geometrii ramy argumentując to szkodą całkowitą i tym, że oni NIE ZGADZAJĄ się na naprawę motocykla.
5. Przywalili mi jakieś śmieszne współczynniki amortyzacji na ubiór motocyklowy, m.in. kask, co jest działaniem bezprawnym.
6. Kwestionują mi w ogóle paragony jako dowód zakupu leków czy skorzystania z usług rehabilitacyjnych, żądając imiennych faktur - tu już część przepchnąłem, ale pogrozili mi palcem, że bez faktur mi nic więcej nie zwrócą.

Generalnie wszystkie powyższe punkty, studiując interpretacje Rzecznika Ubezpieczonych oraz orzecznictwo sądów, z Sądem Najwyższym włącznie, są całkowicie bezprawne. Naprawdę, jestem zafascynowany, wprost nie mogę się doczekać każdego kolejnego maila od nich z nowymi pomysłami, aby móc powiedzieć "sprawdzam". A wszystko zaczęło się od tego, że wypłacili mi 2x większe odszkodowanie za bark, niż sam się spodziewałem, ale zakwestionowali rehabilitacje. Wystarczyło dać mniej odszkodowania i nie rzucać sie o rehabilitację, a pewnie nawet bym zadowolony z kasy zapomniał o sprawie :) Koncertowy strzał w kolano :)

Jeszcze trochę i będę tak otrzaskany w temacie, że zacznę się chyba doradztwem zajmować :D
Obserwuj wątek
    • tomek854 Re: The Battle Rages On! 19.02.14, 19:26
      O, muszę powiedzieć, że ta gra wciąga. Ja po tym jak rozwaliłem Daihatsu złego słowa na temat ubezpieczyciela (Zurich) powiedzieć nie mogę, poza tym, że gdzieś tam na czterdziestym ósmym levelu jedna pani poszła na urlop a druga pani myślała, że tamta mi już wysłała co miała wysłać. Generalnie tańcowali wokół mnie i przepraszali.

      Moja wojna natomiast dotyczyła partackich warsztatów, ci co nie czytali mogą znaleźć sobie na forum. Trwało to wszystko jakieś 27 miesięcy a kosztowało Zurich tyle, że w sumie ze wszystkimi autami zastępczymi, odszkodowaniami-przeprosinami (takie dodatkowe 150 czy 200 funtów które mi wypłacali za każdym razem, jak znowu były jakieś jaja, "za wszelkie niedogodności") to wyszło na to, że chyba mógłbym sobie za to kupić podobne auto z tego samego rocznika i to nie Daihatsu, ale Subaru 4x4...

      Jeśli zaś chodzi o mój wcześniejszy wypadek w którym ucierpiało zdrowie dostałem od mojego ubezpieczyciela (bo byłem osobą poszkodowaną) opiekę kancelarii prawnej, która mi przydzieliła jakąś przygłupią stażystkę która wszystko miała w dupie. Dopiero jak poszedłem tam kiedyś i zrobiłem wielką awanturę w sekretariacie zajął się sprawą jeden z partnerów kancelarii i zakończył ciągnące się od kilku miesięcy kwestie w tydzień. Ale już do sądzenia się z pracodawcą, który wykorzystał ładnie moment w którym leżałem w łóżku i nie mogłem się ruszyć do wywalenia mnie z pracy fałszywie oskarżając o spowodowanie wypadku i "zapomniał" zapłacić mi ponad tysiąca funtów rzekomo na pokrycie zniszczeń do tej kancelarii nie miałem zaufania. Zamiast tego skorzystałem z pogotowia prawnego na uniwersytecie, też miałem studentki, ale takie, które się przejmowały - sędzie powiedział, że od lat nie widział tak dobrze przygotowanej sprawy jak moja, wygrałem z hukiem.

      Więc kończąc już moje przynudzanie, chciałem tylko powiedzieć, że wiem, jak taka gra potrafi wciągnąć :)

      Mam nadzieję, że u Ciebie będzie szybciej.
    • sven_b Re: The Battle Rages On! 19.02.14, 20:54
      No cóż, współczuję i życzę wytrwałości. Miałem dawno temu podobne przeboje. Sprawą kręcili tak, że poczułem się winny bycia poszkodowanym. Naprodukowali pism, ekspertyz i orzeczeń, a że szło o konkretny pieniądz z musu sięgnąłem po pomoc prawnika. On to wszystko do kupy przejrzał, podważył i na koniec wyśmiał pytając biegłych, kto im dał tytuł inżyniera. Niemniej nie chciałbym jeszcze raz przez to przechodzić. Całość tych działań opiera się na zniechęceniu klienta by na koniec, gdy już oprze się o sąd, zaproponować Ci ugodę.
      • ballbreaker Re: The Battle Rages On! 19.02.14, 22:27
        Nie ma powodów do współczucia :) To co najważniejsze z mojego punktu widzenia już uzyskałem: motocykl naprawie w kwocie, do której odpowiadają a odszkodowanie za bark i tak dostałem większe niż się spodziewałem. Teraz gra się toczy o pierdoły, na kwestionowanie rehabilitacji byłem przygotowany, reszta to są groszowe sprawy. Jak napisał Tomek - ta gra wciąga. A że mam czas, to gram :)
        Setny ubaw mam z kilku kwestii: kobieta, która prowadziła szkodę osobową zaordynowała w zeszłym tygodniu wypłatę odszkodowania i w tym tygodniu dziwnym trafem nie ma jej w pracy - przerzuciłem się na nową ofiarę, do której kontakt nieopatrznie zostawiła w autoodpowiedzi mailowej. Gość, który prowadzi szkodę majątkową dziś oschle napisał, że dalszą korespondencję mam kierować na adres ogólnofirmowy a nie bezpośrednio do niego. Oczywiście nie zastosowałem się i nadal obrzucam go mailami. Rzeczoznawca, który poprawia wycenę i kosztorys wysłał mi dziś maila bezpośrednio, że wycena została poprawiona i zostanie przekazana mi osobną wiadomością od likwidatora. Mam wrażenie, że to im należy życzyć wytrwałości :)
        • tomek854 Re: The Battle Rages On! 20.02.14, 00:10
          A, to skoro Cię to tak bawi, to życze, żeby jak najdłużej :D
          • ballbreaker Re: The Battle Rages On! 22.02.14, 13:17
            Nie no, nie popadajmy już w takie skrajności.
            Póki co odwołali focha z naprawa, już się zgadzają do kwoty określonej wartością motocykla sprzed szkody. Ale strzelili za to milczącego i już nic nie odpisują. Czuje się samotny i nie kochany :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka