mejson.e
03.01.05, 20:45
Zderzak. Dymek. Stop. Zderzak. Dymek...
Korek, jakich wiele.
Ogarnia nas znużenie, jedziemy jak automaty - ruszamy, dojeżdżamy do zderzaka,
hamujemy, stoimy.
Przejechanie odcinka dłuższego niż kilkanaście metrów to ulga.
Jak korek się kończy, przeluźnia sie, oddychamy głębiej i wreszcie jest lepiej.
Tylko, że nadal jedziemy dotąd, aż nie spotkamy zderzaka.
Rozpędzamy się i jedziemy z ulgą "rozprostowując" oczy.
Nie przestajemy przyspieszać po osiagnięciu przepisowej prędkości, bo
podświadomie czekamy aż drogę zagrodzi nam kolejny zderzak.
Pusty pas wsysa nas niezauważenie.
Pół biedy, gdy do refleksji zmusi nas rozmowa przy radiowozie z radarem,
gorzej, gdy zrobi to uciekająca z pasów staruszka.
Oj, chyba sztuka umiaru nie dotyczy tylko spraw kulinarnych...
Pozdrawiam,
Mejson
--
"Ruch jest przyczyną wszelkiego życia."
(Leonardo Da Vinci)