Dodaj do ulubionych

Trochę przymejsoniłem :-)

20.02.06, 18:06
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=72&w=37115757&a=37167340
Obserwuj wątek
    • bassooner Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 18:12
      Normalnie tak zaczęliście poniedziałek na forum,że mam stracha wsiadać do fury.
    • mejson.e Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 21:36
      Tylko Mejson może nawoływać do rozwagi?

      Szacunek za wyważone słowa.
      Wejść między takie gorące głowy to niezły wyczyn.
      Nawet nikt Cię nie zwyzywał...

      A wypadek faktycznie przerażający.

      I jak zawsze u mnie huśtawka nastrojów - bandyta się rozwalił -> szkoda
      chłopaków i ich rodziców.

      Mamy tendencje do upraszczania problemów - czarne i białe - szczególnie na drodze.
      Od linczu do współczucia.
      Niestety na refleksję na drodze z reguły mamy mało czasu.
      Pierwszy jest lincz, współczucie przychodzi dużo później.
      Z reguły za późno.


      (No - to jest prawdziwe mejsonowanie, nie? ;-))

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • tomek854 Re: Trochę przymejsoniłem :-) 21.02.06, 03:42
        > (No - to jest prawdziwe mejsonowanie, nie? ;-))

        Kudy mi tam do mistrza :-)
    • lexus400 Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 21:45
      Śmierć na własne życzenie
    • pizza987 Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 21:53
      Masz rację. W takich sytuacjach różnymi kumplami ofiar/sprawców jak w tym wypadku trzeba wstrząsnąć bo chyba nic innego do nich nie trafi. Na pewno nie jest łatwo powiedzieć w sposób delikatny tego, że powinna to być przestroga dla innych. Gwałtowność wypowiedzi moze wynikać z tego, że odczuwamy ulgę że nikogo z nas ani naszych bliskich/przyjaciół/znajomych to nie dotknęło. Ale świadomość że było blisko do tego żeby ktoś zupełnie postronny był poszkodowany musi w nich się obudzić. Jeżeli ktoś decyduje się na przejażdżkę z kolesiem, który mimo niesprzyjających warunków i niesprawnym samochodem będzie tak zasuwał to w pewien sposób się godzi na ewentualne konsekwencje. Brutalne i bolesne ale mam takie zdanie.
      • typson Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 22:19
        odmowienie jazdy z kolesiem - kierowcą bombowca nie jest takie latwe. Musalbys
        dac mu w pysk, by zrozumial, ze nie zalewasz i ze nie chcesz narazac zycia.
        Pamietam, jak moj ojciec jechal na jakas konferencje z w-wy do gdanska (nota
        bene pozniej sam na tej drodze zginął). Byl pasazerem a kierowca byl jakis
        stefan. Auto to byla felicja a stefan byl inwalida. Niektorzy inwalidzi maja to
        do siebie, ze nadrabiaja miną i mniej szanuja wlasne zycie. Moj stary, czlowiek
        ktory przejechal masekilometrow i do "leszczy" nie nalezal po prostu kupil bilet
        na pociag powrotny. Tylko, ze byl dorosly i w miare rozwazny. Jak sie ma 18 lat
        to sie siedzi w takim starym fordzie z tylu i z wypiekami patrzy na
        predkosciomierz. Tyle.
        • pizza987 Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 22:36
          To co napisałem to piszę z mojej pozycji w chwili obecnej kidy widziałem to co widziałem na drogach. I powtarzam po raz kolejny, że to że żyję, że nie zrobiłem nikomu krzywdy samochodem (sobie też nie) w czasach młodzieńczej ułańskiej fantazji to jednak bardzo dużo szczęścia a umiejętności to jednak mały ułamek. Wiadomo ze jak się ma te 17-20 lat to kumple są najważniejsi i są wyroczniami. I każda możliwość wyrwania się z domu jest super. Ale trzeba im uzmysłowić ewentualne konsekwencje.
          • typson Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 22:38
            > to że żyję, że nie zrobiłe
            > m nikomu krzywdy samochodem (sobie też nie) w czasach młodzieńczej ułańskiej fa
            > ntazji to jednak bardzo dużo szczęścia a umiejętności to jednak mały ułamek.

            z tymi umiejetnosciami to bym nie przesadzal. Mam wrazenie, ze kiedys mialem
            wyzsze a teraz zdziadzialem. Ale nazwijmy to rozsądkiem
            • pizza987 Re: Trochę przymejsoniłem :-) 20.02.06, 22:42
              Wiesz ostatnia podróż Warszawa-Gdańsk-Toruń(ale nie do ojca derechtora)-Warszawa była spokojnym przetoczeniem się z prędkością max 110 (no chwilami 130, ale to było rano, byłem wyspany, było pusto i dobre warunki). I co ciekawsze przejechałem coś w okolicach 900 km (kręciłem się jeszcze trochę koło Trójmiasta) i nie byłem za bardzo zmęczony jak to bywało kiedyś gdy przejeżdżałem podobne dystanse ale szybciej.
              • mejson.e Wolniej zmęczony... 20.02.06, 22:53
                pizza987 napisał:

                "Wiesz ostatnia podróż Warszawa-Gdańsk-Toruń(ale nie do ojca
                derechtora)-Warszawa była spokojnym przetoczeniem się z prędkością max 110 (no
                chwilami 130, ale to było rano, byłem wyspany, było pusto i dobre warunki). I co
                ciekawsze przejechałem coś w okolicach 900 km (kręciłem się jeszcze trochę koło
                Trójmiasta) i nie byłem za bardzo zmęczony jak to bywało kiedyś gdy
                przejeżdżałem podobne dystanse ale szybciej."

                Witaj w klubie!

                Kiedyś narzekałem na ból w karku po kilku godzinach jazdy.
                Winiłem za to demoludowe fotele i drżącą kierownicę.

                Aż kiedyś musiałem w ciągu 1 doby zrobić 2x500 km plus cały dzień w biurze.

                Drugie 500 jechałem spokojnie - 90-100 zamiast poprzednich 120-130 (!? - dawno
                to było :-P).

                W efekcie dojechałem w tym samym czasie i bez bólu w karku - okazało się że przy
                wolniejszej jeździe nie musiałem tak mocno ściskać kierownicy i ból zniknął na
                zawsze.
                A i sił na mecie miałem więcej - wykorzystałem je potem właściwie...

                Pozdrawiam,
                Mejson
                --
                Automobil
                Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • tomek854 Re: Trochę przymejsoniłem :-) 21.02.06, 03:43
              Masz takie wrażenie. Dobrze to ująłeś :-)
            • plawski Re: Trochę przymejsoniłem :-) 21.02.06, 10:03
              typson napisał:
              z tymi umiejetnosciami to bym nie przesadzal. Mam wrazenie, ze kiedys mialem
              wyzsze a teraz zdziadzialem. Ale nazwijmy to rozsądkiem

              Dziwne, jestem co prawda deko starszy od Ciebie ale ostatnio mam takie samo
              wrażenie.
          • mejson.e Fart 20.02.06, 22:45
            pizza987 napisał:

            "I powtarzam po raz kolejny, że to że żyję, że nie zrobiłem nikomu krzywdy
            samochodem (sobie też nie) w czasach młodzieńczej ułańskiej fantazji to jednak
            bardzo dużo szczęścia a umiejętności to jednak mały ułamek. Wiadomo ze jak się
            ma te 17-20 lat to kumple są najważniejsi i są wyroczniami. I każda możliwość
            wyrwania się z domu jest super. Ale trzeba im uzmysłowić ewentualne konsekwencje."

            No właśnie - giną i zabijają nie urodzeni modercy ale nierozważni gówniarze,
            którzy jeśli będą mieli fart to przeżyją, może zmądrzeją i doczekają się
            własnych dzieci, których potrafią powstrzymać od głupich śmiercionośnych zabaw.

            A może niektórzy będą prawić kazania na forach internetowych o
            bezzpieczenstwie... ;-)

            Nikt z nas chyba nie może powiedzieć, że zawsze był rozsądny i odpowiedzialny.

            Różnica jest taka, że starsi z nas mieli do dyspozycji WSK albo wartburga i
            puuuste drogi.
            Młodzi mają teraz kilkaset koni za kilka tysięcy zł, mało forsy na benzynę a
            dużo na piwo, więc piją dużo i jeżdżą krótko, ale z fasonem.

            Ostrzegajmy, uciekajmy ale nie linczujmy.
            Dajmy dobry przykład, to może kiedyś ich wychowamy.

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • pizza987 Re: Fart 20.02.06, 23:02
              Tylko co zrobić z tymi starszymi nieco co mają dużo kasy, dużo koni pod maską i mało wyobraźni??
              Ostatnio zauważyłem że bardzo chamsko jeżdżą głównie ci lepiej ubrani w niezłych, nowych samochodach. Im zawsze się strasznie spieszy, nie mogą spokojnie poczekać aż inni wyprzedzą autobus jadąc w kolumnie 80 km/h, a oni musieli zwolnić ze 130 km/h i nie było takiego gamonia za mna jak zaczynałem wyprzedzanie. I dawaj długimi, niech spada, bo jadę, a to że nie ma gdzie (no chyba że w przegub ikarusa) to nieistotne.

              Dzisiaj rano w tej pięknej mgle jaka spowijała Warszawę przeleciał mi przed nosem na swoim czerwonym i był zdziwiony jak na niego zatrąbiłem. I nie był to napalony gówniarz w starej sierrze, tylko elegancko ubrany jegomość w wieku 45-50 lat w nowym avensisie. I nie przejechał na żółtym/czerwonym tylko ewidentnie na czerwonym i musiał ominąć kilku zatrzymujących się już przed światłami. Trochę zimno mi się zrobiło w drodze do firmy.
              • typson Re: Fart 20.02.06, 23:07
                > Ostatnio zauważyłem że bardzo chamsko jeżdżą głównie ci lepiej ubrani w niezłyc
                > h, nowych samochodach. Im zawsze się strasznie spieszy, nie mogą spokojnie pocz
                > ekać aż inni wyprzedzą autobus jadąc w kolumnie 80 km/h, a oni musieli zwolnić
                > ze 130 km/h i nie było takiego gamonia za mna jak zaczynałem wyprzedzanie. I da
                > waj długimi, niech spada, bo jadę, a to że nie ma gdzie (no chyba że w przegub
                > ikarusa) to nieistotne.

                to normalne. W tym kraju tylko takie chujki mogą sie szybko dorobic, wiec jak
                żyja i pracują tak jeżdza. Tyle
                • pizza987 Re: Fart 20.02.06, 23:19
                  typson napisał:


                  > to normalne. W tym kraju tylko takie chujki mogą sie szybko dorobic, wiec jak
                  > żyja i pracują tak jeżdza. Tyle

                  Tylko że mnie to cholernie wkurza. Lubiłem zawsze takiego buca podpuścić jeszcze jak miałem Volvo. Stałem na światłach koło takiego w nowej Toyocie, słychać było "umc, umc!" i głupia morda rozglądająca się dookoła czy wszyscy widzą i słyszą. Wtedy wstępowało we mnie ZŁE! Odpalałem dosyć głośno Metallikę (kaseta zawsze w radiu), sprzęt grający miałem tam niezły (2x150W Pioneera w tylnej półce plus przód ale słabszy) i lekk przegazówka. Jak się światło zmieniało to deptałem na szybki start żeby buca wkurzyć. Mi wystarczyło dynamiczne rozpędzenie się do 60-70 km/h a taki mosiek zostawał z tyłu i nie wiedział co go wyprzedziło. A z tyłu maiłem takie małe literki: VOLVO 440GLE i pod lampą 2.0i. A to oznaczało że fabrycznie to autko miało ok. 110 KM pezy aerodynamice bryły betonu.... Ale te czasy też już minęły, teraz jeżdżę grzecznie radia słucham w miarę cicho a i samochodzik mam sporo słabszy ;-P
                  • tomek854 Re: Fart 21.02.06, 03:59
                    Hehe, rozumiem. Ja miałem kiedyś przyjemność śmigać po Wrocławiu jako pasażer malucha z silnikiem od syreny ;-) Też nieźle się paru zdziwiło.

                    Natomiast przypomnniała mi się inna anegdota apropos muzyki. Miałem kiedyś przyjemnoć być w kadrze na obozie harcerskim nieopodal swiebodzina. Dzieciaki obsmarowaly mi calego fiata plakatówką - OBOŹNY PATROL. Mysmy dla jaj koguta z butelki po pepsi dorobili (nawet zarowke mial w srodku) a akurat trzeba bylo jechac do Swiebodzina. Kumple prosto z jakiejs gry wojskowej wrocili, wiec zabrali dzieciakom jakies kaski plastikowe, i tak w moro, w siatce maskujacej, z upackanymi mordami i w kretynskich kaskach sie laduja. Idzie kumpela od zuchow z jakichs zajec i w reku niesie jamnika, to jej zabrali - radia nie mialem, a muzyka w aucie musi byc, nie?

                    Traf chcial, ze kaseta w srodku to byly jakies fasolki (jak to dla zuchow), ale za to w drugiej kieszeni bylo cos naprawde niepowtarzalnego. Muzyka aborygenow australisjkich. Brzmi to mniej wiecej tak, jakby ktos uderzal patykiem o kamien i darl sie (z tendencja spadkowa) A UGUGUGAGAGABUGAGAGAGUGUGUBAGBAGBAGAGAGABUGUGUGUGugugagagaugagu...

                    No i jedziemy. Przed swiebodzinem doganiamy grupe dresikow w golfach jadacych niezbyt szybko. Dwoch wyprzedzilem, a reszty nie dalem rady, bo sie miasto zaczelo. I tak wjezdzamy. Oni sie lannsuja - po dwoch w samochodzie, UMC UMC UMC, zimne lokcie, alusy, spojlery.a my miedzy nimi my, w ubloconym duzym fiacie (3 km przez las do obozu) wysmarowanym plakatowka, pieciu kretynow w moro, wszyscy tez zimne lokcie, tylko ci z tylu na wysokosci 1/3 szyby, bo nizej sie nie nie otwieraly w duzym fiacie. Ubaw mielismy, przelansowalismy sie przez cala wioske az dojechalismy na parking muszkieterow, gdzie na kolegow z golfa czekala wieksza banda. Jakos nie zapalali do nas miloscia i dwoch kolesi w sirocco ruszylo nam na spotkanie...

                    Poniewaz strach podwaja sily to byl jedyny raz, co udalo mi sie zrobic jak amerykanscy policjanci - jechac tylem potem zrobic cos dziwnego z piskiem opon i dalej jechac przodem. Zgubilismy ich przelatujac na czerwonym przez skrzyzowanie i nurkujac w jakies podworka...

                    Poza czerwonym nie bylo tam zadnego wariactwa od strony kierowania pojazdem, ale cala sytuacja byla debilna i do dzis sie niezle smieje, jak to sobie przypomne :-)
                    • tomek854 Re: Fart 21.02.06, 04:05
                      A,. jeszcze z tego obozu.

                      1 sierpnia, w rocznice powstania mielismy calodniowa gre wojenna. Dzieci byly powstancami z Szarych Szeregow a ja bylem kierowca admirala Kutchery - jezdzilem w te i we w te po lesie, a oni mieli na nas zamach zrobic. Nie udalo sie, ale to inna para kaloszy. Samochod byl oczywiscie odpowiednio wystylizowany. Tuz przed obiadem dzieci udaly sie pieszo do obozu, a my, korzystajac z wolnej chwili postanowilismy pocisnac do sklepu do wsi. Wyjechalem na glowna droge (tez gruntowa, ale autokary na oboz dojezdzaly) i wypadlwszy zza zakretu nadzialem sie na...


                      CAŁY AUTOKAR SKAUTÓW NIEMIECKICH PRZYJEŻDŻAJĄCY DO NAS W GOŚCI.

                      Wyobraźcie sobie miny kierowcy, pilota i pierwszych rzędów siedzeń, jak stanęli nosem w nos z piękną białą limuzyną z faszystowskimi flagami na masce w której siedział hitlerowski generał i kierowca oraz (zabrani do sklepu, ale wciąż odpowiednio ucharakteryzowani i z karabinami) hitlerowiec i powstaniec...

                      chyba z 500 metrow na wstecznym zasuwalem, zanim mi sie udalo zawrocic i schowac samochod do namiotu w obozie. Ale co sie komentdant za nas natlumaczyl, to nasze :-)

                      Ech, to byly czasy - i jakos obylo sie bez bezmyslnego grzania na wyscigi (choc moj rekord predkosci - 155 czterobiegowym FSO 1500 (na liczniku bylo 170, ale bore 10% poprawki) to tez z tego obozu - ale to bylo usprawiedliwione - wyrostek robaczkowy do szpitala wiozlem...
                      • pizza987 Re: Fart 21.02.06, 09:08
                        No to nieźle daliście ;-) Przypomina mi to nasze zabawy jak to z kumplami jeździliśmy fiatm uno mojej mamusi w 5, z czego 4 miało kaski motocyklowe na głowach( bo jechaliśmy na gokarty), piaty jechał bez "nakrycia" głowy. I stwirdziliśmy ze robimy za 4 pancernych, a ten bez kasku robił za psa.... Ludzie dziwnie się na nas patrzyli na skrzyżowanich, pozatym któryś wytrzasnął skądś kasetę z piosenką z początku czterech pancernych którą to głośno puszczaliśmy przy otwartych oknach.
              • wulfila Re: Fart 20.02.06, 23:18
                w mojej starej firmie zawsze szła licytacja kto w jakim czasie Warszawa-Poznan
                zrobil a kto jak szybko autostrade Katowice-Krakow zrobil itp. itd. aż jeden
                się zabił(przy 180km/h na trasie Lublin-Piaski) i się skończylo - tzn na tyle
                wszyscy firmowi kamikaze się przestraszyli, albo byli w gruncie wrażliwi, że
                sobie odpuścili. Pytanie, czy ktoś się musial zabic? Widocznie tak !
                (ci kamikaze nie byli to przedstawiciele handlowi, ktorych gnoi szef i musza
                byc na czas u kolejnego klienta tylko menedzerowie sredniego i wyzszego stopnia)




Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka