frax1
03.04.07, 01:05
A więc tak... dawno nic nie pisałem więc naskrobię parę linijek.
Przywiozłem audi do Polski. Bardzo sympatyczna podróż mimo cieknącego
wspomagania... w sumie raz musiałem robić tylko dolewkę zielonego płynu. Ale
po kolei, wyruszyłem od siebie do Rosslare rano z kolegą po 4 godzinach
byliśmy na miejscu... jakieś 3h za wcześnie... ale lepiej wcześniej niż za
późno, w sumie biorąc pod uwagę irlandzkie drogi i dystans 280km całkiem
nieźle. Wsiedliśmy na prom, od razu odwiedziliśmy bar pierwszy guinness był
okej bo jeszcze w porcie... z drugim już było ciężej... trzeciego nie było...
ledwo doszliśmy do kabiny bo tak bujało... i tak było całą noc. Po prostu
koszmar, prom miał 8h opóźnienia, nawet na koi nie można było leżeć bo się po
niej jeździło razem w prześcieradłem.... Szczęśliwie parę godzin przed
Cherbourgiem uspokoiło się i można było się przespać. Zacumowaliśmy w
Cherbourgu, kontrola płynów i długa... mieliśmy nawigację palm + tomtom
pierwsza pomyłka była zaraz po zjeździe ze statku. Wsiadłem ja i jechałem
praktycznie bez przerwy przez 600km... skończyło się paliwo. O dziwno
wysiadłem bez bólu pleców i nie zmęczony. Chyba dzięki siedzeniom recaro i
temu że akurat w A4 mam idealną pozycję za kierownicą. A przepraszam była
jedna przerwa bo zauważyłem że w jednej wycieraczce odrywa się pióro więc
stwierdziłem że kupie nową championa... a że było to zaraz po starcie to
przyznam że po tych 600km znowu zakładałem tą starą valeo, która została do
końca... dodam że kupiłem z nią auto... do końca nie mazała. Co do autostrad
we francji... zupełnie puste... fakt jechałem w nocy ale aut brak. Drogie...
cała trasa ok. 30 euro. Za to super jakości. Natomiast nie płatne drogi
ekspresowe - najpierw jedzie się nim z Cherbourga - są koszmarne... no może
przesadzam ale zero pobocza, dwa pasy w jedną stronę i ZERO malunków... z
marzącą nową wycieraczką ;) i przy maksymalnym deszczu naprawde jest
nieciekawie... 120 i strach szybciej jechać. W Belgii jechałem przez kawałek,
dziury jak na łazienkowskiej, do tego za dużo latarni, wystarczyła by im
połowa... potem tankowanie (niestety nie tak tanio jak w Irlandii) i spanie...
wsiadam ponownie jakieś 450km od berlina. Po drodze jednak jest mały zonk...
nawigacja się zgubiła w Zagłębiu Ruhry... i jeżdziliśmy 150km w kółko...
musieliśmy kupić mapę ;) W tych okolicach dość wąskie autostrady i b.duży
ruch... niestety wpadliśmy w godziny szczytu. 450km do berlina w troszkę ponad
3h... praktycznie tam gdzie nie ma ograniczeń 180-210km/h bez przerwy...
spalanie rozsądne poniżej 10l. No i Polska... dojeżdżamy do granicy i zaraz za
nią się zaczyna... tiry miasteczka itd. Patrzę a tu spalanie 7.3l... nie
możliwe to przecież 6 cylindrów i stały napęd na 4 koła + pełen bagażnik i
dwie osoby w środku.... ale nie ma się czemu dziwić... 70km/h cały czas, jakoś
nie czułem się na siłach aby wyprzedzać na milimetry... Najciekawsze jest to
że rozmawialiśmy z kumplem bardzo długo jak to będzie fajnie jak już
dojedziemy do Polski... i jak już dojechaliśmy to jedyną osobą która mówiła
był pan z nawigacji... i tak przez prawie godzine... marzenia i wyobrażenia
oraz miłość w zderzeniu z rzeczywistością... dojazd na autostradę... możliwość
chwilowego nadgonienia... i potem Poznań i tragiczna droga do Ostródy...
prowadzi kolega... zna tą trasę pozatym ja jestem już zmęczony... zmieniliśmy
się w Poznaniu...co ciekawe spalanie identyczne jak jadąc ok.160-170km/h cały
czas. Ostróda - Warszawa już ja sam, tylko chwilowa zabawa z alfą 159 na
zakrętach za Ostróda... szybko...130-140 aż szyja mnie bolała... puściutko
noc... to było moje pożegnanie z audi... i dalej spokojnie do domu bo
zmęczenie daje się we znaki. Auto spisało się na medal ... zero problemów
(oprócz wspomagania), nigdy mnie nie zawiodło... eh wspomnienie... już sprzedane.
Ale to nie koniec... za dwa dni trasa... Warszawa - Zillertal. Auto mondeo 2.0
'97 + 3 osoby + trumna. Wyjazd Warszawa o 23... potem Częstochowa... pusta
gierkówka można było utrzymać wysoką prędkość... Częstochowa-Opole najgorszy
kawałek ale pusto więc nie ma co narzekać... od Opola do prawie samej granicy
autostrada... co ciekawe mimo trumny i mimo pełnego załadowanie auto idzie
bardzo dobrze 160 można utrzymywać prawie cały czas - pusta autostrada pomaga.
A właśnie za Wrockiem straszaki o których wspominał mrzagi... komedia
tymbardziej że wszędzie ciemno i głucho. Tankowanie przy granicy średnia 8,9,
prędkość średnia b.wysoka - nigdy przez Polskę takiej nie osiągnąłem. Potem
niemcy i austria ... 1200km w 12h licząc postojem, tankowanie i granice -
super. Zillertal piękna pogoda i b.dobre warunki... słoneczny tydzień z
mnóstwem śniegu, nawet nie trzeba było jeździć na lodowiec... co ciekawe, nasi
rodacy upodobali sobie właśnie hintertux... co trzecie auto polskie ;) Ja
głównie jeździłem na Zillertal Arena... większe zróżnicowanie i mniejszy tłok.
Powrót był równie dobry choć z racji jechania w dzień już troszkę
wolniejszy... ale również nie można go uznać za długi... Jednak największe
zaskoczenie to ww. mondeo 97. Niby zwykłe auto... a dość szybkie, stabilne
przy wysokich prędkościach(nie przekraczałem 180 bo bagażnik na dachu nie
wiadomo jak się zachowa), ekonomiczne - powrót spalił ciut ponad 8, może nie
specjalne w środku ale komfortowe, pakowne itd. Zaskoczenie .... lubię ten
samochód ale nie spodziewałem się że będzie aż tak uniwersalne. A i jeszcze
spostrzeżenie z autostrady w PL... lewopasmowcy są nieśmiertelnie...
szczególnie ci którzy jadą lewym pasem równo z tirem na prawym ... i blokują
cały ruch... nasi rodacy chyba myślą że jak tablica ma PL to ich konie liczą
się podwójnie.. to samo w Niemczech... patrze jedzie jakaś ofiara środkowym
pasem... myślę na pewno krajan... i oczywiście... omega super diesel mega
tuning... prawy pas nie istnieje... eh ... naprawdę brak myślenie o innych,
czy jeżdżenie lewym pasem dodaje jakiegoś szacunku czy co? Choć przyznam że
irlandczycy są jeszcze gorsi.. tylko że oni jeżdżą prawym ;)
Pozdrawiam