rozaola
19.10.03, 15:14
Mieszkam na niewielkim osiedlu ktore ma bardzo slabe polaczenie komunikacyjne
z miastem. Dlatego wiele ludzi ma samochody, nbie brakuje nawet maluchow
sluzacych najwidoczniej za rower z dachem i oparciem, byle moc dojechac do
centrum. Po wakacjach zrobilo sie ciasno na miejscach do parkowania,
zamozniejsi wykupili sobie za ciezka kase miejsca parkongowe na wlasnosc, a
reszta gniecie sie wzdluz kraweznikow i w kilku zatoczkach do parkowania. Ja
czesto wracam do domu poznym wieczorem i musze kilka razy nobjezdzac
nwszystko w kolko, zeby znalezc jakas waska luke i usilowac sie w nia
wcisnac. Czesto konczy sie na tym, ze parkuje wzdluz kraweznika, tak ze auta
ktore rano wyjezdzaja ze swoich luk musza uwazac (mam nadzieje) zeby mnie nie
trzasnac przy cofaniu. Ale inaczej sie nie da, musialabym parkowac po prostu
w lesie ktory jest za siatka. Oczywscie nie tatrasuje przejazu itepe. WKurza
mnie kiedy widze, ze ludzie ktorzy prewnie cwzesniej wracaja w pracy i maja
duzo miejsca do wyboru, parkuja jedno od drugich w odleglosci okolo 2 metrow -
kazdy kierowca moze swobodnie wysiasc otwierajac drzwi na osciez, jego
sasiad w tym samym czasie tak samo. W ten sposob kazde parkujace auto zajmuje
ok. poltora miejsca parkingowego, a reszta nie moze nic znalezc. Zastanawiam
sie, czy pomogloby wlozenie tym ludziom za wycieraczke kartki z uprzejma
prosba o bardzie solidarne czy ludzkie parkowanie. Bo przeciez nie bede sie
na nich zaczajac, zeby im osobiscie zwrocic uwage. Nikt nie ma obowiazku brac
pod uwage innych ludzi, no nie? :-( Co byscie zrobili na moim miejscu?
Osiedle jest zbiorowiskiem wspolnot mieszkaniowych, wiec nie ma zadnej
administracji, ktora moglaby wydac jakies rozporzadzenie i egzekwowac kary.