Dodaj do ulubionych

leśna żona

06.08.09, 17:08
normalnie co to mi się dzisiaj przytrafiło?!! normalnie podwiozłem do pracy leśną żonę, jak jakiś alfons... czy jak? może nawet i na alfonsa wyglądałem: dwudniowy zarost, lniana biała koszula i ciemne okularki...

jadę se, patrzę se, a tu stoi normalnie baba na poboczu z takimi trzema wielkimi tytami. no fakt do baby to jej trochę brakowało, a nawet bardzo, bo była całkiem, całkiem:
- wiek na oko bliżej nieokreślony, ale młoda była,
- włosy długie, jasne ale upięte - zapewne aby w pracy jej nie przeszkadzały,
- lekkie spodenki i sandałki,
- paznokcie u stóp wymalowane na typowy dla kobiet wschodu kolor, do którego to słabość mają od czasu jak szturmówki się tam nosiło, czyli "szturmowo czerwony",

no i stoi se normalnie na poboczu, wef tym skwarze, z tymi tytami pełnymi sprawunków, biedna taka. a ja klimka, muzyczka, bujanka... no to mi się jej żal zrobiło, a nawet zdało przez moment, że to jakaś znajoma twarz z mojego grodu. no to stanąłem.
wsiada. pytam się: dokąd? czy może tam gdzie ja? to znaczy do kresu mojej podróży?
na to ona: "nie ja tolka tutaj, troszku, do lasu, wot tam" - i mi pokazuje, brodą, że "wot tam"...

no to już wszytko wiedziałem. leśna żona jak nic! strażniczka lasu! pani co to jest w posiadaniu kluczy, do drzwi do lasu...

nie powiem - długo nie gadaliśmy, bo to tylko z pięć, sześć kilometrów było. a to, że „upał jak smok”, a to że „za dwa dni znowu pewnie zimno będzie”. no, nie powiem w warunkach atmosferycznych zorientowana była, bardziej niż chmurka z telewizji. i to na bieżąco!!! bo kto jak kto, ale pogoda oraz jaj wpływ na psychikę kierowców, czyli tak zwane warunki biometeo to dla nie podstawa. już samo powiedzenie „nie chce mi się jak kurwie w deszcz” obrazuje to kolosalne przywiązanie leśnych żon do matki natury.

ledwie wsiadła, naopowiadała o tej całej pogodzie, no to już ją wysadzić musiałem. w lesie oczywiście. podbródkiem pokazała, że „wot tu” no to stanąłem. wzięła te całe tyty z zakupami, a wysiadając nie omieszkała wyrazić swojej wdzięczności, za podwózkę do pracy, wef tym upale:
„seks, lasku???” - zapytała uśmiechając się ładnie i zdradzając wciąż gorszą jakość usług dentystycznych na wschodzie Jewropy.
„nie, nie... dziękuję” - odpowiedziałem. „pacziemu” - zdziwiona zapytała, a ja jej na to, że „żonę kocham”...
Obserwuj wątek
    • mrzagi01 Re: leśna żona 06.08.09, 17:14
      Maładiec!
    • rapid130 Re: leśna żona 06.08.09, 18:09
      Z Kwilcza do Pniew jechałeś??? :P
      • bassooner Re: leśna żona 06.08.09, 18:44
        bynajmniej... z Poznania do sie... ;-)))
        • rapid130 Re: leśna żona 06.08.09, 19:01
          O, to na autostradzie Poznań - Szamoni też już stoją! :P
          • bassooner Re: leśna żona 06.08.09, 19:20
            tak - na ausfarcie nach las... ;-)))
            • rapid130 Re: leśna żona 06.08.09, 19:53
              Oj, musze se w strassenatlas nowy dammen-platz zaznaczyć... :P

              Anschluss-stelle "Pamiątkowo Wald" ???
              • wujaszek_joe Re: leśna żona 06.08.09, 23:22
                luśka luśka! ach luśka ! Na grzyby do łóżka!
                nabiera to nieco innego znaczenia
                • strongwaz dowcip.... 07.08.09, 08:52
                  Jarosław Kaczyński zginął w tragicznym wypadku. Jest przyjęty w
                  niebie przez Św. Piotra, który rzekł:
                  "Witamy! Ale najpierw musimy załatwić drobny problem... Tak rzadko
                  widujemy tu premierów, że nie jesteśmy pewni, co mamy z Tobą zrobić.
                  Szef chce, żebyś spędził jeden dzień w piekle i jeden dzień w
                  niebie. Potem musisz wybrać miejsce, w którym będziesz chciał
                  spędzić wieczność."
                  "Ależ ja już zdecydowałem, chcę zostać w niebie"
                  "Żałuję, ale mamy swój regulamin."
                  Św. Piotr prowadzi Jarosława do windy, która wiezie go do piekła.
                  Gdy drzwi otworzyły się, znalazł się na znakomitym, zielonym polu
                  golfowym. Słońce świeci na bezchmurnym niebie i jest łagodne 25°C. W
                  dali rysuje się wspaniały pawilon klubowy. Przed budynkiem jest jego
                  ojciec, ksiądz Rydzyk i premier Jan Olszewski. Jest tu także znaczna
                  część prawicy. Wszystkie te piękne postacie zabawiają się,
                  szczęśliwi, ubrani elegancko, choć swobodnie (Dior, Versace, Armani,
                  etc.). Podążają na jego spotkanie, ściskają go serdecznie i
                  rozpoczynają się wspomnienia z przeszłości i homeryckie debaty (ha!
                  ha!). Zagrali przyjacielską partię golfa, potem zjedli wystawny
                  obiad z kawiorem i homarem. Diabeł oferuje także lody...
                  "Wypij jeszcze Margharitę i wypocznij sobie, Jarku"
                  "Och, no ... nie mogę pić, złożyłem przysięgę"
                  "E tam, mój drogi, tu jest piekło. Możesz jeść i pić wszystko co
                  chcesz bez obawy. Od tej chwili będzie tylko coraz lepiej !"
                  Kaczyński wypija swój koktajl i zaczyna nabierać przekonania, że
                  diabeł nie jest tak straszny, jak go malują. Jest grzeczny, opowiada
                  niezłe kawały, lubi zabawne sytuacje itd. Bawili się tak dobrze, że
                  nawet nie zauważyli kiedy minął im czas... W końcu nadeszła godzina
                  odejścia. Wszyscy przyjaciele uścisnęli go i Kaczyński wsiadł do
                  windy wiodącej do nieba.
                  Święty Piotr oczekiwał go przy wyjściu.
                  "Teraz pora na wizytę w niebie"
    • edek40 Re: leśna żona 07.08.09, 12:20
      Napisz, kolego, od razu, ze "cos" kazalo Ci sie zatrzymac, a potem jakos wstyd
      Ci sie zrobilo i rozmysliles sie. A teraz jakies takie nieporadne alibi sobie
      robisz :) Ze zone kochasz na przyklad. A noz przeczyta, albo sasiad widzial te
      "podwozke" :)))))
      • bassooner Re: leśna żona 07.08.09, 12:24
        do żony to od razu zadzwoniłem. przecież jak ją wysadzałem w lesie to minęło
        mnie trochę samochodów, a nóż ktoś znajomy jechał - pół biedy jakby mój ale
        jakby żony... ;-(((

        zapewniłem sobie w ten sposób alibi, bo przecież wszyscy w okolicy wiedzą, że na
        tamtym parkingu to siku się ludzie nie zatrzymują... ;-)))
        • edek40 Re: leśna żona 07.08.09, 12:41
          He, he. Na Twoim miejscu przez jakis miesiac bylbym przykladnym mezem. Ot tak,
          aby nie wywolac cholery z lasu :) Innymi slowy nie mozesz tak hardo stawiac sie
          malzonce, jak to ja, nie chwalac sie, czynie. W ciagu tego tygodnia
          przymocowalem 1 obrazek z czterech. Ale ja mam czyste sumienie :)))))
        • arletapp Re: leśna żona 10.08.09, 15:03
          >a nóż ktoś znajomy jechał

          albo ktos znajomy przeczytal. :D :D :D Miesiac jako przykladny maz to w tej
          sytuacji malo :D :D :D
          • typson Re: leśna żona 10.08.09, 16:19
            oo, chyba bass został przez rodzine namierzony :)
            • bassooner Re: leśna żona 10.08.09, 16:30
              chyba tak... ;-)))
    • sven_b Re: leśna żona 07.08.09, 14:38
      He, he, litość rzecz zgubna. Wczoraj na koncercie U2 szturcha mnie kolega i
      pokazuje drobne dziewcze, które wkłada sobie rękę w otwarty rozporek i co
      wyjmuje? Obiektyw 18-200. Podaje lubemu i sesja rusza:) Gdzie to się zmieściło,
      nie wiem:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka