Dodaj do ulubionych

Zdarzenia bardzo Chmielewskie

02.01.17, 00:46
Dzisiaj miałyśmy z Mamunią jedną z nich.
Stoimy na przystanku, czekamy na autobus. Na chodniku, blisko tej przystankowej wiaty stoi sobie policyjne auto, takie z tych większych. Rzecz się dzieje koło stadionu Cracovii, przed chwilą zakończył się trening z udziałem kibiców, więc trochę tej policji dookoła było.
Do przyjazdu autobusu jeszcze trochę. Ludzie sobie oczekują na przystanku i zachowują się mniej więcej normalnie - stoją wink Policjanci w aucie ( dwóch, jeden za kierownicą, drugi jako pasażer) patrzą przed siebie ze średnim zainteresowaniem, widać, że trochę im się nudzi. Stali dosyć blisko, dobrze widać było ich twarze.
Nam z Mamunią też się trochę zaczyna nużyć, rozmawiamy sobie, ale zaczynamy dostawać typowej dla nas głupawki. Mamunia wykonuje podskok nachodniku, jakby grała w klasy. Potem podskok z obrotem. Podoba mi się i robię to samo. " Nie nie nie", mówi moja Rodzicielka, "Nie tak, trzeba podskoczyć, obrócić się i zeskoczyć tak, żeby nie nadepnąćna łączenie płytek". "Aaaaa!", mówię ja, "Już wiem, o co chodzi, dobra!". Wykonuję podskok właściwy, zyskując aprobatę Mamuni. W przelocie łapiemi zainteresowane spojrzenia policjantów z auta, ale bawi nas to, bo myślimy sobie, że przynajmniej mają chłopaki rozrywkę. I oto nadjeżdża nasz autobus, wsiadamy. W szampańskich humorach coś tam sobie opowiadamy i jedna mówi do drugiej, że chyba chłopaki z policji są smutne, że wsiadłyśmy i pojechałyśmy, bo znowu im będzie nudno beznaszych wygłupów.
No i tak sobie jedziemy, rozmawiamy o czymś tam, jedziemy, w końcu docieramy do naszego przystanku końcowego na pętli. Wysiadamy, nadal cha cha cha, hi hi hi, wesoło nam jest ciągle. Wszyscy wysiadają, pusty już autobus rusza z przystanku, a za nim..... Za nim jedzie "nasza"policja!!! Mijają nas,zwalniają, przyglądają się nam, biorą zakręt,przyspieszają i odjeżdżają z pętli. Trochę nam uśmiech wtedy na chwilę zamarł. Oni za nami jechali! Jechali za tym autobusem, do którego wsiadłyśmy!!! Chyba uznali, że jesteśmy być może pod wpływem jakichś substancji albo cholera wie, co uznali, ale jechali do samego końca. I co, z oczu nam wycyztali, że jesteśmy trzeźwe? Może uznali, że wręcz przeciwnie, ale jednak niegroźnie, i postanowili nas nie spisywać. Anie nie kazać nam "dmuchać". Dopiero by się zdziwili!
Jak już ochłonęłyśmy, odegrałyśmy w wyobraźni scenę, w której alkomat uparcie pokazuje 0,0, a policjanci mówią do siebie "Daj drugi alkomat, ten jest zepsuty!"
No w każdym razie wyglądało to tak komicznie i ten ich powolny przejazd obok nas ze spojrzeniem w oczy był tak.... (szukam dobrego słowa, ale nie znajduję....), że długo tego nie zapomnimy.
I teraz pozostaje pytanie-można podskakiwać na przystanku czy nie? big_grin
Obserwuj wątek
    • ewa9717 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 02.01.17, 08:26
      Podskakiwać. Fachowa eskorta zawsze się przydaje wink
      • gat45 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 02.01.17, 09:01
        Oj Papużko, Papużko... To ja, banitka wieloletnia, mam Cię spoza gór i rzek oświecać pod względem skakać ?
        Że publiczne skakando oznacza opowiadanie się za czymś (za kimś) i stanowi część politycznej manifestacji ? "Kto nie skacze, ten jest ...."
        Chłopaki myślały, że trenujecie do manifestacji za albo przeciw. Albo że tamże na przystanku chciałyście takową zapoczątkować.
        Mam nadzieję, że nie mam racji. Bo to by była bardzo smętna racja.
        • eulalija Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 02.01.17, 10:33
          Mam tą samą teorię co Gat.
          Spiskową.
          To źle wróży temu Nowemu.
          A kysz!
          A może się im spodobałyście?
          Że takie pogodne, beztroskie, radosne...
          I tego się będę trzymać.
          • szkorbut-lumbago Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 02.01.17, 18:45
            Skakać, jak nie skakać jak bez skakania zimno i nudno smile
            • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 02.01.17, 23:54
              W kwestii 'kto nie skacze'.... to tu jest w sumie jeszcze dodatkowa okoliczność smile Otóż ja jestem kibicem (kibicką? No przecież nie "kibicią"!) Cracovii. Nasz odwieczny wróg z drugiej strony Błoń to Wisła. Wracałyśmy właśnie z treningu Cracovii i na stadionie mają miejsce takie różne rytualne "zabawy" kibiców, np między innymi jak ktoś z tzw. 'Oprawców' (dbających o oprawę artystyczną meczu, czyli coś a'la męskie cheerleaderki na trybunach) zakrzyknie "Kto nie skacze-jest za Wisłą!", to nie ma zmiłuj, trzeba wstać i zacząć skakać. 'Bycie za Wisłą' to największa możliwa obelga dla kibica Cracovii ( i vice versa).
              My skakałyśmy. Wnioski nasuwają się same. Panowie też są za Cracovią i chcieli sprawdzić, czy bezpiecznie dotarłyśmy do domu wink
              • ewa9717 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 03.01.17, 08:57
                Ależ pięknie, Papugo, bądź kibicią! Ja, nie tylko z powodu zanikania tej cielesnej, chętnie będę myśleć o sobie jako o kibici Wiktorka czy innego Bjoerndalena wink
                • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 04.01.17, 01:36
                  big_grin
    • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 10.01.17, 23:45
      Faaajne. Od razu przypomniał mi się mój brat, który wieki temu, bo jeszcze za komuny kupił był lampę do kuchni, z taaaakim wielkim blaszanym kloszem. No modne takie były wtedy, moja mama do dzisiaj tę lampę ma. Lampę sprzedano mu w kawałkach do samodzielnego montażu - flaki z oprawkami, przewodami, podciągami etc. osobno, i wyż wym klosz osobno. I Jędrek nie miał co mądrzejszego, tylko sobie ów klosz nadziać na łeb i tak przystrojony zasuwać po mieście, nb. tym samym.
      Wzbudził tym zainteresowanie wtedy jeszcze milicji, która najpierw kazała mu to ze łba zdjąć (dziś zapytalibyśmy jakim prawem, wtedy nikt o takie rzeczy nie pytał, bo jeszcze mógłby się boleśnie przekonać jakim), a potem wyjść z podziwu nie mogli, że właściciel lampelusza jest trzeźwy jak niemowlę.
      • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 12.01.17, 00:23
        Najkepsze jest to, że ja to dokładnie i z detalami widzę!!! big_grin
        • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 12.01.17, 10:17
          Tych zdziwionych milicjantów? Faktycznie, miny musieli mieć malownicze smile
          • ewa9717 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 12.01.17, 13:54
            A jeszcze lepsze, ze w kraju, w którym z dumą nosiło się korale z papieru do d..., mógł kogoś zdziwić trochę oryginlalniejszy kapelusz wink
            • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 12.01.17, 23:00
              Prawda? A swoją drogą to jest jakiś znak czasu i... ustroju. Dzisiaj gdybyśmy zobaczyli na ulicy chłopaka w dziwacznym nakryciu głowy, pomyślelibyśmy, że się wygłupia, wolno mu. Policja przyjrzałaby mu się badawczo, czy aby czegoś nie nadużył, ale ani by jej w głowie było go zaczepiać. Papugi z mamą też nie zaczepiali, przyglądali się intensywnie, ale z daleka.
              • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 25.01.17, 19:03
                Ta sprawa się trochę wyjaśniła, ponieważ okazało się, że oni jechali nie tyle z powodu że za nami dwiema wink, co za całym atobusem, bo wsiadło do niego trochę ludzi, którzy byli na stadionie. Faktycznie, w autobusie były przyśpiewki, ale poza tym wszystko elegancko. Przyśpiewki też w zasadzie z tych elegantszych wink
                No. A mój (nasz?) narcyzm kazał mi myśleć, że to my dwie byłyśmy przyczyną tej eskorty.
                Echchch..... A mogło być tak pięknie!
                • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 25.01.17, 19:12
                  A jeszcze w temacie przyśpiewek.
                  Po Finale Okrkiestry wracałam sobie metrem - dość przytulnie było, bo Narodu dużo brało udział - ale było miło, jak rzadko. Wszystkie buzie uśmiechnięte, naród taki jakby rozluźniony, mniej spięty i szary niż zwykle. Faktem jest, że Owsiak cuda czyni i chociaż raz w roku gdzie nie spojrzeć, to twarze jaśnieją i cieszą się, że są Polakami.
                  Ale do rzeczy.
                  No więc jedziemy i w pewnym momencie jeden młody człowiek (z lekka podhcmielony, ale kulturka pełna, ładny, czysty, zadbany i estetyczny) zawołał głośno:" Ludzie, zaśpiewajmy coś razem!" Cisza, lekka konsternacja, niepewne uśmiechy. " No proszę! Coś, co wszyscy znamy!" Ktoś rzucił hasło " Sto lat!" Ale pomysłodawca nie był kontent, chciał piosenki prawdziwej. Że nikt nie palił się do dalszych propozycji, sam zaintonował:" Co wyliczę, to wyliczę, lecz najbardziej mi żaaal..." Ładnie, czysto, przyjemnie dla ucha. Nastrój był w metrze wesoły, ale nikt się jednak nie przyłączył. Wszyscy patrzyli po sobie nieśmiało. Zabrakło jeszcze tego " czegoś", żebyśmy doszli do "kolorowych jarmarków". Szkoda.
                  Ale nie zapomnę tego wieczoru, tej energii i tej radości w narodize. Mimo braku jarmarków wink
                  • se_nka0 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 25.01.17, 19:45
                    ,, że to my dwie byłyśmy przyczyną tej eskorty.,, - Papuniu, ani nawet nie myśl inaczej smile

                    Aż żal, że Finał jest tylko raz. Tak ładnie/radośnie to częściej mogłoby być. Nie tylko w metrze.
                    • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 28.01.17, 00:41
                      Tak! smile
                  • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 28.01.17, 17:13
                    Hm. Gdyby ktoś zarzucił "Hej, hej, hej sokoły..." pewnie by poszło smile
                    • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 02.02.17, 23:00
                      Tak, 'Sokoły' chyba by dały radę smile
                      Mam chmielewskie z wczoraj. Jechałam do kina i kino zaczęło się już w drodze do.
                      Wsiadłam do tramwaju, czekamy, jedne światła, drugie, trzecie-nie jedzie. Ludzie zaczynają wysiadać,zwyczajowa dezorientacja w takich przypadkach. Ja poszłam do przodu, zapytać motorniczego, co się stało (spieszyłam się do tego kina....), a tu-motorniczego brak! Tramwaj stoi z włączonymi awaryjnymi (rzecz się działa na dużym skrzyżowaniu ul. Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi) , polpit sterowniczy świeci, wszystko włączone, ale nie ma motorniczego! Z jednym panem świeciliśmy latarką, czy gdzie nie padł, ale brak! Tak chyba wyglądają porwania przez UFO. Za nami zaczęła się robić kolejka tramwajów. Poszłam zapytać tego motorniczego za nami-mot2-może wie, co się stało z naszym motorniczym???
                      Ja:"Proszę pana, tam nie ma motorniczego!"
                      Mot2: (niechętnie) "Wiem, że niema!"
                      Ja:"Ale co się stało?"
                      Mot2sadzbiera się w sobie)"Poszedł za potrzebą..."
                      smile smile smile
                      Potem wrócił rzeczywiście bidaka kurcgalopkiem i żeśmy pojechali. Ale miny współpasażerów, jak im powiedziałam, dlaczego stoimy-bezcenne!
                      PS. Rzeczywiście trudna to robota, jak w nagłym przypadku nie ma gdzie ani jak skorzystać z łoter klozetu. A pod rondem w przejściu podziemnym są toalety, więc mądry motorniczy skorzystał.
                    • gat45 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 03.02.17, 10:15
                      minerwamcg napisała:

                      > Hm. Gdyby ktoś zarzucił "Hej, hej, hej sokoły..." pewnie by poszło smile
                      >

                      To mi przypomniało jakąś książkę autorstwa rdzennego mieszkańca zamorskiego departamentu Martyniki. Ktoś z jego wioski był w metropolii czyli we Francji kontynentalnej i opowieściom o tym dziwnym kraju nie było końca. Ale autor, wówczas dziecko, najlepiej zapamiętał niedowierzanie własne i całej społeczności na wieść: "wyobraźcie sobie, że tam ludzie, jak jadą autobusem, to wcale nie śpiewają !"
                      • ewa9717 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 03.02.17, 10:44
                        A to ja mam coś w guście tego nieśpiewania. Czasem nocą (najczęściej w czasie sesji) jeździliśmy do ukochanego kina dworcowego we Wrocławiu (to akurat nieistotne, ale korzystam z każdej okazji, zeby to cudo przypomnieć). No i siedzimy w mroku, film leci, a za nami gość żre cukierki w straszliwych papierkach. W końcu nie wytrzymałam i mówię szeptem: "Panie, przestań pan szeleścić!"
                        Na to facet z bezbrzeżnym zdumieniem: "Jak to, to ja już w ogóle mam nie jeść?"
                        No i było po filmie, wytoczyliśmy się z kina i jeszcze długo nie mogliśmy złapać oddechu.
                      • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 05.02.17, 22:37
                        gat45 napisała:

                        > minerwamcg napisała:
                        >
                        > > Hm. Gdyby ktoś zarzucił "Hej, hej, hej sokoły..." pewnie by poszło smile
                        > >
                        >
                        > najlepiej zapamiętał niedowierzanie własne i całej społeczności na wie
                        > ść: "wyobraźcie sobie, że tam ludzie, jak jadą autobusem, to wcale nie śpiewają!"

                        O mój Boże!!! Ja chcę do zamorskich departamentów Martyniki!!!
                        • groha Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 27.02.17, 10:02
                          Kurier dostarczył paczkę. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dołączył do niej pisma następującej treści, cytuję:
                          "Na adres zwózki... Oświadczam utworzonej zlecenie transportowe dnia..."
                          Być może nie jest to jakieś wielkie wydarzenie, ale musiałam podzielić się wrażeniem, bo strasznie mi zalata od gorme...
                          • ewa9717 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 27.02.17, 10:10
                            Usiłuję czytać, ale połączenie oko-mózg nie działa wink
                            • groha Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 27.02.17, 12:47
                              No i jaki z tego wniosek? Że telegramy dawno zniknęły, jak sen jaki złoty, a necko wciąż żywe i zalata od gorme wszędzie.
                              • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 27.02.17, 23:58
                                Cymesik! wink
                      • arana Pracowici Polacy 18.04.17, 07:08
                        gat45 napisała:

                        Ale autor, wówczas dziecko, najlepiej zapamiętał niedowierzanie własne i całej społeczności na wieść: "wyobraźcie sobie, że tam ludzie, jak jadą autobusem, to wcale nie śpiewają !"


                        To i ja się dorzucę do tematu.

                        Mam w pamięci zdanie z tekstu pisanego w czasach, gdy - jak to się wówczas często określało - Czarny Ląd wybijał się na niepodległość. Powstały wtedy dla dzieci dwie świetne reporterskie książki Mariana Brandysa: Śladami Stasia i Nel oraz Z panem Biegankiem w Abisynii. Obie utrwaliły mi się w głowie jako całość, więc nie pamiętam, z której z nich pochodzi wywiad z tuziemcem, wspominającego swój pobyt na studiach w Polsce i jeszcze wówczas, po latach, kręcącego głową z podziwem:
                        - Oni idą do pracy nawet wtedy, gdy pada deszcz!

                        Przyszłoby Wam do głowy, że Polacy z peerelu mogą być zapamiętani jako pracusie?

                        • bluzeczka.zamszowa Re: Pracowici Polacy 18.04.17, 15:46


                          >
                          > To i ja się dorzucę do tematu.
                          >
                          > Mam w pamięci zdanie z tekstu pisanego w czasach, gdy - jak to się wówczas częs
                          > to określało - Czarny Ląd wybijał się na niepodległość. Powstały wtedy d
                          > la dzieci dwie świetne reporterskie książki Mariana Brandysa: Śladami Stasia
                          > i Nel
                          oraz [i]Z panem Biegankiem w
                          > , kręcącego głową z podziwem:
                          > - Oni idą do pracy nawet wtedy, gdy pada
                          > ?
                          Mam Pana Bieganka w Abisynii!
                          Biblioteka pozbyła się tego "badziewia" za złotówkę, jak boa kocham!
                          Ja zaś z (też nie pamiętam której, choć świta mi, że chyba w Śladami..) - pamiętam moment, w którym siedząc na tarasie hotelu - chyba? - autor dowiedział się od pana Bieganka (?), do czego służą tabletki soli przy nakryciu.
                          Otóż w wyniku intensywnego pocenia się - sól zawarta w płynach ustrojowych organizmu - w pocie ponoć jej najwięcej - znika jak sen jaki złoty!

                          Przerażony, że już wypocił cały niezbędny organizmowi zapas soli, zaczął się lizać po przedramieniu, by przekonać się organoleptycznie!
                          Niezapomniana scena!
                          I biblioteki takie perełki wyprzedają po groszu, na ty miejsce zaś kupują różne kat.arzynymich.alak, i im podobne potworki!
                          Czas umierać! 😕
    • embepe Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 06.03.17, 16:31
      Kto powiedział, że szpital to smutne i ponure miejsce? Ja ostatnio uśmiałam się do wypęku na szpitalnym korytarzu.
      Otóż mój kol.małż po złamaniu ręki wylądował na oddziale ortopedycznym, gdzie elegancko poskręcano go śrubkami w całość. Zamieszkał sobie w sali wraz z czterema innymi nieszczęśnikami, ale tylko on jeden w tym gronie miał uszkodzoną rękę, cała reszta - połamane nogi lub biodra. Od czasu do czasu co bardziej zaawansowani w rekonwalescencji usiłowali na korytarzu ćwiczyć chodzenie ze wspieraniem się na balkonikach, na kulach - no jak to na ortopedii. Poszłam z wizytą, w tym samym czasie do innego pana także przyszła żona, ale zostałyśmy poproszone o chwilowe opuszczenie sali na czas czynności pielęgnacyjnych przy jednym z pacjentów. Na korytarz wyszedł także mój małż, który ogólnie trochę się nudził, więc postanowił pospacerować. Żona drugiego pana i ja pozostałyśmy sobie przy drzwiach sali na pogawędce. W pewnym momencie pani, patrząc na plecy mojego małża oddalającego się od nas długim korytarzem, stwierdziła "Och, pani mąż to już sobie znakomicie radzi z chodzeniem!" W pierwszej sekundzie nie zrozumiałam, co pani ma na myśli, a w drugiej sekundzie chichotałyśmy obie, bo mój połamany zrobił zwrot i doskonale było widać rękę na temblaku, która w żaden sposób nie utrudnia chodzenia na zdrowych nogach. big_grin
      • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 07.03.17, 01:10
        No piękne smile
        Ale co prawda, to prawda - dossssskonale chodzi! wink
      • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 07.03.17, 21:47
        W roku urodzenia Berrim


        W 1975 roku wybraliśmy się z grupą kolegów do enerdówka. Po pobieżnym zwiedzeniu Berlina( mieliśmy tam wrócić za parę dni) postanowiliśmy pojechać do Drezna a potem do Meissen.
        Pojechaliśmy na Ostbanhoff, nabyliśmy bilety i stanęliśmy na przykładowo piątym peronie czekając na pociąg.
        Na dworcu wiadomo, nerwowość, bieganina i ciągłe komunikaty przez liczne megafony. Stoimy sobie, znowu jakiś komunikat i mój mąż (wtedy in spe) mówi do nas: - Słuchajcie nasz pociąg odjeżdża za pięć minut z ósmego peronu! A my na piątym, z bambetlami i daleko od przejścia na ten ósmy.
        Jakimś cudem zdążyliśmy i nikt się nawet nie wywalił, odjechaliśmy do Drezna.
        A piszę to w zdarzeniach chmielewskich dlatego, że mój przyszły umiał po niemiecku liczyć do 10, słowo Bahnsteig przeczytał na tablicy z numerem peronu, zaś wszyscy poza nami uczestnicy zdarzenia byli studentami wyższych roczników filologii germańskiej.😉
        • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 07.03.17, 22:18
          Przepraszam, Berrin, pięć postów mi zeżarło, początek szóstego również uważałam za stracony i zonk - skontaminowały się. Nastąpiła kontaminacja i absorbcja, tyle zapamiętałam z wykładów prof.Dejny. 😉
          • babawikinga Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 06:35
            He! ☺☺☺😀 Lubię Twoje posty. A rokiem zdarzenia czuję się wyróżniona.
            • berrin Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 07:24
              Yyy. Ja nie kumam tej kuwety. To powyżej, to ja, Berrin. Z kompletnie zepsutego konta, na które nie mogłam się zalogować, bo coś tam, i którego w zasadzie użyłam, chyba ze dwa razy zanim się zepsuło. I pisząc z Urządzenia Które Budzi Obrzydzenie (a pierszą ich partię wysłano do Rygi) czyli mojego nowego smartfonia, logowałam się nowymi danymi, jak trzeba. dlaczego nagle Gazeta zalogowała mnie na stare konto, dalibosz nie wiem...Maszyna koniecznie chce po swojemu...
              Czy to podpada pod zdarzenia Chmielewskie?
              • asia.sthm Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 08:36
                O tak, chmielewskie jak najbardziej, bo tego nikt by nie wymyslil.
                Onegdaj odpisywalo sie na swoim forum w "Edytor zaawansowany" a post wskakiwal na Forum Testowym w jednym, konkretnym watku.
                Sporo ludzi tam wrzucilo i kazdy sie dziwil jakim cudem. Az sie tam, w tym obcym watku zaprzyjazniac zaczeli.
                Jak te guruowe , pomylkowe polaczenia telefoniczne. Piorun wiedzial gdzie sie trafilo i duzo z tego potrafilo wyniknac.
                • groha Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 14:56
                  Ludzie, oszczędzajmy siły i nie denerwujmy się drobiazgami, bowiem nie znamy miejsca, ani godziny. Dzisiaj, na przykład, wlazłam sobie pod ciepły prysznic goła i wesoła, jak zwykle, i nagle: rany boskie, nie widzę! Tylko sina mgła przed oczami i nic więcej... Nie umarłam z wrażenia wyłącznie dlatego, że resztką sił udało mi się unieść ciężko opadające ręce na wysokość oczu i dotknąć nimi przyczyny zjawiska. Okulary! Zapomniałam je zdjąć, więc zaparowały, normalka. Ale taki ułamek chwili może zmienić postrzeganie świata, naprawdę.
                  Oczywiście z mety mi się przypomniało:
                  - Dzieci, czy ja mam na głowie perukę?
                  Z tym, że to było pytanie po wyjściu z wody. O okulary jednak lepiej pytać przed.
                  • ewa9717 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 15:34
                    Ja, Groho, miewam zdarzenia odwrotne. Rano rzucam tusz na bezkolor rzęs, dokonuję ablucji zębnych i zdarza mi się po spojrzeniu w lustro skonstatować, że nie jest tragicznie.
                    Po czym uświadamiam sobie, że nie włozyłam okularów. Drugi rzut oka, już PO, nie jest taki optymistyczny...
                    • balamuk Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 16:18
                      ewa9717 napisała:

                      > Drugi rzut oka, już PO, nie jest taki optymistyczny...

                      Dlatego ja sobie coś tam na oko wrzucam, patrzę (bez okularów!), czy równo, a potem zgarniam okulary z pralki, wkładam na nos i wychodzę, wyniośle ignorując lustro. Co mam sobie od rana psuć humor. wink
                  • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 15:47
                    Cześć Groszko, ja bym padła na zawał z wrażenia!
                    Takie zdarzenia przewartościowują sposób postrzegania życia. Pozdrawiam. M.
                    • groha Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.03.17, 17:08
                      Może aż tak, to nie, ale na pewno uświadamiają istnienie pewnych luk w naszej pamięci.
                      A malowanie oczu bez okularów i prysznic w okularach, to jednak zupełnie inna para kaloszy, bo w pierwszym przypadku widzi się chociaż lustro, a w drugim nie widzi się nic.
                      Hej, hej, Bluzeczko smile
                      • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 12.03.17, 23:08
                        To taki trochę jakby sport ekstremalny.....
                  • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 14.03.17, 00:07
                    Okularom szczęśliwie taka operacja nie szkodzi, ale brońcie święci patroni wykonać ją w aparacie słuchowym... Raz mi się zdarzyło i mało nie zeszłam na herzklekot. Aparat przeżył, pół dnia sechł w specjalnym urządzeniu i w końcu dał się przeprosić.
                    • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 14.03.17, 01:23
                      Cześć Minerwo, wyobrażam to sobie!
                      Sama swego czasu takiego ustrojstwa używałam. Powinnam dalej nosić tę trąbkę dla głucholi, ale padła mi po jakimś czasie nieodwołalnie i ostatecznie.
                      Nie chciałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Pewnie trąby na sąd ostateczny plus młot do prucia asfaltu to łagodna kołysanka przy dźwiękach, które wydawało owo maleńkie urządzenie. A, zapomniałam - przecież ono gwiżdże jak fałszoskop na widok Parszywka! 😘


                      • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 14.03.17, 14:00
                        Gwiżdże jak się sprzęga. A potraktowane wodą wydaje jakieś dziwne, ciche dźwięki, i albo nie wzmacnia wcale, albo tylko trochę, albo jak ma ochotę. Nie muszę dodawać, że naprawa w razie czego do tanich nie należy sad Dlatego na basenie bywam małomówna... albo pływam z głową nad wodą smile
                        • berrin Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 17.03.17, 10:18
                          Pamiętacie, jak w "upiornym legacie" Joanna grozi synowi, że jak on nie zacznie mówić do rzeczy (w sprawie okradzenia państwa Lenarczyków) to ona mu nie powie, gdzie jest kurczak? Który to kurczak, upieczony, stoi na blacie, przykryty folią aluminiową, żeby nie obsychał i rzuca się w oczy. Syn oczywiście leci do kuchni, kurczaka nie znajduje i musi zacząć mówić do rzeczy.
                          Więc jako najlepsza z nieżon, by uczcić kochanego Osobistego, a takoż 17 rocznicę naszego bycia razem i częściowo moje urodziny, choć te czcimy zawsze w wielkim rozmazaniu czasoprzestrzennym, upolowawszy w biedronce Guinnessa w puszkach, zanabyłam liczne czteropaki tegoż i umieściłam je w naszej lodówce. Zapakowałam nimi całą dostępną przestrzeń i zablokowałam możliwość wetknięcia do niej czegokolwiek innego, poza tym utrudniłam tez dostęp do innych, zawartych w niej dóbr. O nabyciu napoju powiadomiłam Osobistego czatem, ucieszył się bardzo i nabrał stosownych planów.
                          Następnie Osobisty wrócił do domu, złożył mi życzenia, wręczył pomczka, zamówiliśmy sushi – jak czcić to czcić, a potem Osobisty po wielokroć udawał się do lodówki po różne rzeczy. Piwa nie brał, ale uznałam, ze mu do tatara z łososia nie pasuje.
                          Dziś rano zadzwonił, żeby zdać relację z poranka – wychodzimy z domu w 2-3 godzinnym odstępie, więc czasami coś się zdąży wydarzyć. Zapytałam go, czy zamierza dziś zabrać piwo na umówione spotkanie z kolegami po pracy (mają świętować w czyimś mieszkaniu, nie w pubie, bo w planach są planszówki). Zamyślił się i zapytał, jakie piwo. Przypomniałam mu o Guinnessie w lodówce. Zastanowił się głęboko, a potem wyznał: „Nie zauważyłem go, kochanie”.
                          Że zapomniał - zdarza się. Miewamy okres skupienia uwagi krótszy niz Kot Młodszy. Ale że grzebiąc w zapakowanej puszkami poza granicę przyzwoitości lodówce, ich nie zauważył - Guinnessa nie zauważył...
                          To gdzie jest ten kurczak?
                          • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 17.03.17, 13:27
                            Cześć Berrin, że facet nie zauważy nowej sukienki, fryzury czy zgoła fioletowych szpilek w żółte kurczątka, to jak wiadomo normalka. Ale piwa nie zauważył, w licznych czteropakach? To niemożliwe! Skoro jednak takie zdarzenie miało miejsce, wytłumaczenie jest tylko jedno! Po prostu Wasza lodówka miała własne plany związane z ambrozją. Może wszystkie Wasze sprzęty kuchenne zostały zaproszone na balangę w czasie Waszej nieobecności i lodówka widząc Osobistego sunącego ku niej, po prostu brała głęboki oddech, wciągając w głąb swych trzewi obiecane kumplom Guinessy, szczodrze eksponując serki, wędlinki i musztardę. 😅😘
                            • franula Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 17.03.17, 14:06
                              "A malowanie oczu bez okularów i prysznic w okularach, to jednak zupełnie inna para kaloszy, bo w pierwszym przypadku widzi się chociaż lustro, a w drugim nie widzi się nic. "

                              a ja wyobraziłam sobie malowanie oczu w okularach...
                              • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 18.04.17, 20:10
                                franula napisała:

                                > a ja wyobraziłam sobie malowanie oczu w okularach...

                                Franulu, co za wspaniała wyobraźnia, oczy malowane w o k u l a r a c h ! ! !

                                Hihihihihi....

                                Napisz, u Ciebie słychać!

                                Jak tam Florek, jego mamuńcia i kot(ka -?)ek.

                                Czy to Ty parę miesięcy temu kupiłaś sobie gacie (?) rowerowe?
                                Pozdrawiam Cię i buźka!
                                I proszę, pisz! 🐺🐶👓👀🚲 👖💌
                            • berrin Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 17.03.17, 14:21
                              Część, Zamszowa.
                              No... chyba tak. Inna rzecz, że rano piwo było, więc domowe AGD nie wychlało.
                              Ale wiesz, w zasadzie to Osobisty dostrzega, ze byłam u fryzjera. I zawartość lodówki też normalnie jest w stanie ogarnąć. Więc ja mam Teorię Męskiego Postrzegania. Otóż Oni (a w każdym razie Osobisty) zauważają rzeczy potrzebne im do czegoś w danej chwili. Świat jest za obszerny i by zwariowali, gdyby tak postrzegali wszystko, więc filtrują. Nie potrzebne W DANYM MOMENCIE - won.
                              Guinnessa nie potrzebował wczoraj, bo Guinness nie pasuje do sushi. Nie potrzebował rano, bo przed pracą i tak się nie napije. Na 100% zauważy wieczorkiem, jak będzie się wybierał na męską imprezę planszówkową.
                              Bo np. mam w lodówce domową nutellę. 50% uprażonych orzechów laskowych, reszta to kakao, miód, mleko migdałowe, olej kokosowy i odrobina nerkowców. Orzechowo-czekoladowa, gładka masa, lekko wytrawna, żeby MZT, która ma nie jeść słodyczy, ale jej nie wychodzi, wyżerała ze słoika coś, co nie jest mieszanką cukru z olejem, zabarwionego kakao, tylko jakiś szlachetniejszy produkt. Uczciwie zresztą zrobiłam dwa słoiki, bo jakoś głupio ufetować najlepszą przyjaciółkę, a odmówić mężczyźnie swojego życia. Jej nie eksponowałam, przeciwnie, wszystkie oba słoiczki ukryłam w głębi, miały się nie rzucać w oczy. I co? I jeden napoczęty (o ile napoczęciem można określić wyżarcie 80% zawartości) znalazłam dziś rano. Czemu? No, widać Osobistemu było potrzebne - to postrzegł!
                              No, chyba że to lodówka mu podsunęła, żeby się rzucił na nutellę i odczepił od Guinnessa. ... ?
                              • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 17.03.17, 15:46
                                Wiesz co, teoria przefiltrowanej pamięci chyba jest o niebo lepszym wytłumaczeniem niż teoria szczwanej lodówki. W dodatku wiele osób cierpi na tę odfiltrowującą pamięć. A Twoją lodówkę przepraszam! 😀😀😀
                                • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 04.04.17, 23:31
                                  "lodówka widząc Osobistego sunącego ku niej, po prostu brała głęboki oddech, wciągając w głąb swych trzewi obiecane kumplom Guinessy, szczodrze eksponując serki, wędlinki i musztardę. 😅😘" - Bluzeczko, przeczytałam dopiero teraz i ómarłam. I taka ómarnięta jestem teraz big_grin Coś pięknego!!!! I ja to widzę! big_grin
                                  • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 05.04.17, 01:20
                                    papuga_ara napisała:

                                    > "lodówka widząc Osobistego sunącego ku niej, po prostu brała głęboki oddech, wc
                                    > iągając w głąb swych trzewi obiecane kumplom Guinessy, szczodrze eksponując ser
                                    > ki, wędlinki i musztardę. 😅😘" - Bluzeczko, przeczytałam dopiero teraz i ómarł
                                    > am. I taka ómarnięta jestem teraz big_grin Coś pięknego!!!! I ja to widzę! big_grin

                                    Hihi...😜😘
      • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 18.04.17, 20:30
        embepe napisała:

        > Kto powiedział, że szpital to smutne i ponure miejsce? Ja ostatnio uśmiałam się
        > do wypęku na szpitalnym korytarzu.



        > Otóż mój kol.małż po złamaniu ręki wylądował na oddziale ortopedycznym.

        Embepe, wydawało się, że dopiero niedawno pisałaś ten post...

        Czy pan Małż Embepin już zdrów?
        Jak przebiega rehabilitacja?
        Czy r a d z i już sobie z c h o d z e n i e m ?

        Pozdrawiam Ciebie i męża!

        A jak tam uliczka trybkowa w Twoim miasteczku?
        Dawno jej nie widziałam! 😃💪👣👤
    • arana Pogrzeb za życia 19.04.17, 06:51
      Piłam kiedyś w kuchni kawę, jednocześnie zerkałam do gazety i rozmawiałam z synem, który szykował sobie śniadanie. W pewnym momencie prawie podskoczyłam z wrażenia na widok bulwersującej wiadomości, którą natychmiast podzieliłam się z dzieckiem.
      - Słyszałeś? Pogrzeby za życia. Wspaniały pomysł!
      Dziecko, choć zaspane, rozbudziło się natychmiast i spojrzało na mnie podejrzliwie.
      - Zwariowałaś?
      - Sam zobacz, właśnie proponują w ogłoszeniu. Bardzo mi się podoba. Urządzę sobie sama pogrzeb, a wy nie będziecie już mieli kłopotu – zachichotałam, bo z każdą chwilą nabierałam przekonania do tego pomysłu. Dziecko wzięło gazetę, chwilę postudiowało i wyjaśniło tonem łagodnym i wyrozumiałym.
      - Groby za życia, nie pogrzeby! Czytaj ze zrozumieniem.
      Cóż, musiałam mu przyznać rację. Ale były dwie informacje w bezpośrednim sąsiedztwie: o grobach i o pogrzebach. Widocznie moje oko coś przeskoczyło i stworzyło wiadomość, która przez swój surrealizm najbardziej mi się spodobała.
      • bluzeczka.zamszowa Re: Pogrzeb za życia 21.04.17, 23:56
        arana napisała:

        > Piłam kiedyś w kuchni kawę, jednocześnie zerkałam do gazety i rozmawiałam z syn
        > em, który szykował sobie śniadanie. W pewnym momencie prawie podskoczyłam z wra
        > żenia na widok bulwersującej wiadomości, którą natychmiast podzieliłam się z dz
        > ieckiem.
        > - Słyszałeś? Pogrzeby za życia. Wspaniały pomysł!

        Ale były dwie informacje w bezpośrednim sąsied
        > ztwie: o grobach i o pogrzebach. Widocznie moje oko coś przeskoczyło i stworzył
        > o wiadomość, która przez swój surrealizm najbardziej mi się spodobała.



        Aran, ja sie zabiję i sama sie pogrzebię!
        - coz za wspnialy pomysl!

        I poczucie humoru Twoje i Dziecka - najwyższej próby!

        Już nawet nie mam sily sie smiac - brzuch mnie rozbolał i tylko rzężę sobie ochryple, turlając się po kanapie!

        Cudo!

        Słuchaj, mam pytanie - przez łzy śmiechu ujrzałam godzinę o której post wysłałaś - czy o tej porze nocy
        (dla mnie - bom sowia emerytka!) - klepałaś w klawisze, czy to konserwa?
        Pozdrawiam z chichotem Ciebie i Dziecko!

        Dawno się tak nie uśmiałam! 😘
        • arana Jak zapragnęłam umrzeć 22.04.17, 10:42
          bluzeczka.zamszowa napisała:

          > Dawno się tak nie uśmiałam! 😘


          No to jeszcze jedna śmiertelna historyjka.

          Jak zapragnęłam umrzeć

          To było 12 listopada 2013 roku na koncercie Castrum doloris. Ów zamek boleści był symboliczny, bo tylko przestrzeń wyznaczona czterema świecami na postumentach. Żałobnicy zajęli miejsca dookoła. Wtedy zapalono świece, a z dali odezwał się długi głos bębna. Odzywał się głośno albo odbijał echem… Prowadził do właściwych obrzędów…

          Były nimi śpiewy okalające zmarłego. Jedne przy krzyżu, inne przy prawej lub lewej nodze, przy barkach... Otulały całego nieboszczyka i prowadziły go bezpiecznie w krainę wieczną... A na skraju, w przejściu między doczesnością i wiecznością odezwał się śpiew: Salve, Regina, Mater misericordiae...

          I to był koniec, który pamiętam z pogrzebów mojego dzieciństwa: Ksiądz i organista śpiewają, a o trumnę uderza piasek rzucany przez krewnych. I ponura perkusja łopaty kościelnego, który zakopuje grób.

          Na scenie zgaszono światła. Wszyscy uczestnicy ceremonii powoli wychodzą...
          Cisza... jeszcze cisza..
          Wreszcie oklaski.
          ...........................................................

          Wiele razy widziałam w pałacu wilanowskim wspaniałą kolekcję portretów trumiennych, ale nie miałam pojęcia (mimo różnych opisów książkowych), czym był taki pogrzeb staropolski. Dopiero dzięki muzyce zrozumiałam istotę theatrum funebris.

          Czy chciałabym taki dla siebie? Ach, nie! Jestem fanką nowoczesności w nauce i sztuce - w życiu. Co się nada, oddać do przeszczepu – resztę skremować i pozwolić, by jak dmuchawiec odfrunęła z wiatrem. A to, co zostanie, czyli wspomnienie o mnie, niech wyrazi mój ulubiony utwór, Kwintet „Pstrąg” Schuberta. Zawsze był dla mnie muzyczną kwintesencją istnienia, „krótką historią wszystkiego”, której poszukują naukowcy.

          • gat45 Re: Jak zapragnęłam umrzeć 22.04.17, 12:02
            Popatrz, a ja zupełnie niedawno komplementowałam twórczość Berrin za pomocą "Pstrąga" właśnie...
            I tak, dla mnie też on jest kwintesencją może nie życia, ale żywotności. Tak jak "Dziewczyna i śmierć" jest kwintesencją tego, co wprost przeciwne.
        • arana Skowronkowe ps 22.04.17, 11:20
          bluzeczka.zamszowa napisała:
          >
          > Słuchaj, mam pytanie - przez łzy śmiechu ujrzałam godzinę o której post wysłałaś - czy o tej porze nocy > (dla mnie - bom sowia emerytka!) - klepałaś w klawisze, czy to konserwa?

          6:51? To poranek, Bezetko, i to bardzo zaawansowany. Żałuj, że nie znasz (jako sówka) tych przepięknych chwil, które są obietnicą reszty dnia.Tak, jestem kobietą w porannym słońcu.
          • berrin Re: Skowronkowe ps 22.04.17, 12:23
            Zgadzam się z przedmówcą. 6.51 to "duże rano", jak mawia moja siostrzenica. Dzień startuje wtedy, kiedy sie odezwie pierwszy poranny ptak.
            Strasznie-m niemuzyczna, ale "Pstrąga" posłuchałam starannie, żeby ponapawać sie analogiami do mej twórczości. Jeśli komukolwiek ona sie skojarzyła tak... tak... perliście wodnie żywotnie płynnie, to jestem Wielki Pisarz!!!!
    • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.04.17, 00:31
      Też mam swoje chmielewskie zdarzenie, mam, mam, maaam!
      Pamiętacie, jak u Gurui przewijał się motyw kradzieży piasku z budowy. Dzisiaj osobiście takowy kradłam smile w okolicznościach iście chmielewskich.
      Wracaliśmy z Krakowa we czwórkę - my i George, gatunek:kot.
      Po wyjeździe z miasta zorientowaliśmy się, że wśród kocich akcesoriów znalazła się za przeproszeniem kuweta, ale żwirku niet.
      Centra handlowe zostały za nami, przed nami pięć godzin jazdy z koteckiem, którego jak przyciśnie...
      Niewiele myśląc postanowiliśmy ukraść piasek z jakiejś budowy. Okazja napatoczyła się zaraz, rozkopanych dróg ci u nas dostatek.
      Ta była w budowie. Het, het po horyzont księżycowy krajobraz - hałdy żwiru, niestety grubego, kamieni, wściekle czerwonej gliny (osobliwość geologiczna taka) i gdzieś w połowie tego dobrego nieduża kupka żółtego piasku.
      Z kuwetą i łopatką w ręce wyruszyłam na kradzież. Natychmiast okazało się, że teren budowy jest mniej podmokły niż u Berrin, ale i tak można na nim zostawić buty, utopić krowę i wpaść po pas. Wędrując koleinami po ciężkim sprzęcie (jak tędy jechał spychacz na gąsienicach, to może trochę ugniótł, nie?) dotarłam do upragnionej kupki piasku, dokonałam kradzieży i upaprawszy buty w czerwonej glinie wróciłam do auta.
      Oczywiście niewdzięczny zwierzak z takim trudem zdobytego piasku w ogóle nie użył, wytrzymał do samego domu, mając moje poświęcenie głęboko w ogonie.
      • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.04.17, 03:13
        minerwamcg napisała:

        > Też mam swoje chmielewskie zdarzenie, mam, mam, maaam!
        > Pamiętacie, jak u Gurui przewijał się motyw kradzieży piasku z budowy.

        wytrzymał do samego domu, mając moje poświęcenie głęboko w ogonie.
        >
        Cześć - Cudnie! Cudnie! i cudnie!

        A nie miałaś Minerwo głębokiego wózka dziecięcego i kubłów na piasek?

        Nie...???

        - Co za okropne niedopatrzenie!

        Na drugi raz weźcie do samochodu.
        Przecież jak moja imienniczka była maleńka, to się mieścił, nie?

        O mamo, jak mi się to przyśni....
        Może kuwetę sobie przy łóżku postawić?
        Że piasku nie mam a i kota też nie?
        Ale mam potłuczoną cegłę w szafce na balkonie...
        Osobiście ukradłam 1.sztukę z jakiejś zrujnowanej ruiny.
        Potłukłam ją młotkiem - łatwo było, bo ona - jako element budynku - istniała może ze 150 lat.
        A jako element niezależny, że tak powiem - pewnie jeszcze parę!
        Żeby wszystko było jasne - miała (rozdrobniona) - stanowić drenaż (można tak powiedzieć?) - do doniczek z kwiatkami.
        Nigdy nie dostąpiła tego zaszczytu, to może teraz...?
        😜😘🐱
      • arana Minerwa z ... kuwetą! 24.04.17, 05:56
        Nowy atrybut Minerwy: zamiast włóczni i tarczy trzymasz łopatkę i kuwetę! smile
        • bluzeczka.zamszowa Re: Minerwa z ... kuwetą! 24.04.17, 06:16
          arana napisała:

          > Nowy atrybut Minerwy: zamiast włóczni i tarczy trzymasz łopatkę i kuwetę! smile

          O Aran, skowroneczku, zawitaj majowa...
          Idę spać, wschód słońca zaliczyłam! 🌄
          • minerwamcg Re: Minerwa z ... kuwetą! 24.04.17, 09:03
            Cudnie! Przynajmniej mniej z tym kłopotu, niż ze staroświeckimi militariami smile
            • ewa9717 Re: Minerwa z ... kuwetą! 24.04.17, 09:07
              A może George miał to nie w ogonie, lecz w podogoniu? Brzmi... smaczniej wink
              • minerwamcg Re: Minerwa z ... kuwetą! 24.04.17, 13:00
                Tak czy owak - miał GDZIEŚ.
                • zaisa Re: Minerwa z ... kuwetą! 07.05.17, 22:33
                  Niewdzięcznik.
                  Jakieś 20 lat temu w sklepie fotograficznym na Świętokrzyskiej pani z namaszczeniem oglądała kuwety w różnych rozmiarach. W końcu sprzedawca zdecydował się podpowiedzieć: "Dla kotów te biorą."

                  Dla młodych niezorientowanych: kuwety w ciemni fotograficznej potrzebne były na wywoływacz, przerywacz i utrwalacz. Sklepy zoologiczne jeszcze takich akcesoriów nie miały w swoim asortymencie.
                  Swoją drogą to była magiczna chwila, gdy na naświetlonym papierze fotograficznym w kuwecie z wywoływaczem pojawiał się obraz
                  • papuga_ara Zdarzenia bardzo Chmielewskie 07.05.17, 23:52
                    Się rozmarzyłam. W kwestii tych kuwet i czasów wywoływania zdjęć w ciemniach.

                    Chmielewskie: Mama chciała w ogródku wsadzić różę. Nigdy róży tam nie było, ale teraz wszystko jest inaczej, czyli tak, jak nigdy. Poszła do ulubionego sklepu ogrodniczego Ojca przyglądała się krzewom. Jedna szczególnie jej się spodobała, nazywała się "Nostalgia". Pasowała do kontekstu. I tak się jakoś Mama zafrasowała widocznie nad tą "Nostalgią", bo podszedł jeden pan z obsługi i zapytała, czy nie trzeba w czymś pomóc. Mama zaczęła mówić, że właśnie chciałaby różę, ale nie wie, jaką. Bo do tej pory mąż się zajmował ogrodem, a ona teraz sama i nie wie, jak róże pielęgnować. I czego ta "Nostalgia" potrzebuje, żeby rosnąć? W tym samym czasie boczkiem boczkiem podsuwał się do Mamy inny pan z obsługi, który najwyraźniej podsłuchiwał od jakiegoś czasu. I jak już się podsunął wystarczająco blisko, to huknął Mamie nad uchem: "Co za nostalgię sobie pani wybrała? Mało pani ma nostalgii na co dzień? I jeszcze nie wie, jak pielęgnować. O! Róża parkowa tu jest, niewymagająca! Pięknie rośnie! Tą wziąć, a nie się umartwiać! Nostalgia!" - prychnął i odszedł.
                    Domyślacie się, co sobie rośnie od dwóch tygodni w ogródku? smile Tak, "piękna róża parkowa". Widziałam smile To znaczy na razie ma ładne patyki wink A tego pana to się powinno na receptę.....
                    • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.05.17, 00:03
                      Papugo, ptzecudne! A pan niczym Gruszka z "Daglezji", patrz Sprężyna Małgorzaty Musierowicz smile
                    • asia.sthm Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.05.17, 10:36
                      Ten pan to juz nasz jest.
                      • balamuk Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 08.05.17, 10:54
                        Na raz uśmiałam się i wzruszyłam. Jak najwięcej takich panów. smile
                      • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 09.05.17, 18:16


                        Cześć, pewnie że Ministerstwo Kultury, przecie powiedział "słucham", nie "s....m."
                        W sralni? Kultura najwyższa!
                        • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 11.05.17, 23:27
                          Dziewczyny, chyba pójdę do tego sklepu i tego pana i mu powiem, że on już nasz.... smile
                          A 'Sprężynę' sobie muszę odświeżyć.
    • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 17.05.17, 23:12
      Muszę, bo co sobie przypomnę, to prycham. Kilka dni temu Kocio rozmawiała ze mną przez komórkę w jakimś publicznym miejscu. I ugotowała stojących naokoło zadając pytanie: "Ile wzrostu ma twój Chomik?"
      Przepraszam za niedyskrecję, Kociu, ale to było cudowne smile
      • asia.sthm Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 18.05.17, 08:52
        Cudowne. Im wiecej sluchaczy tym lepiej.

        Podobnie, kiedy szwagierka dzwonila do mnie w poniedzialek: - Co robisz?
        - Zszywam majtki z sukienka.
        Uslyszalam zapowietrzone: - Coooo?
        Powtorzyc musialam.
        • dorka_31 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 18.05.17, 15:18
          Cudne smile

          A tak w temacie rozmów telefonicznych. Mój mąż swojego czasu (jakieś naście lat temu) miał coś takiego.
          Był w pracy. Tam wyjątkowo przeładowany dzień - upierdliwi klienci wydzwaniający z pretensjami, współpracownicy zawracający głowę, szef podrzucający wciąż coś pilnego do zrobienia itp. No i gdzieś w tym całym zamieszaniu dzwoni jego komórka. Odbiera, a tam głos kumpla, który mówi coś w tym stylu:
          - Słuchaj, mam takie nietypowe pytanko... Czy nowy komputer zaraz po podłączeniu do prądu może śmierdzieć?
          W tym momencie mój małżonek stwierdził, że chyba musi odpocząć, bo poziom absurdu go przerósł... wink
          • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 19.05.17, 00:02
            smile smile smile
      • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 20.05.17, 21:24
        minerwamcg napisała:

        >"Ile wzrostu ma twój Chomik?"
        > Przepraszam za niedyskrecję, Kociu, ale to było cudownemrugnięcia okiem.
        Cześć, gdyby spytała ile długoszcza on ma (ten Chomik), to ludzie by przepuścili taką informację bez mrugnięcia okiem.
        Pytanie o wzrost Chomika wprowadziło ludzkość w osłupienie, to chomiki mają wzrost? Hihi. 😃
        • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 20.05.17, 23:35
          A jak o telefonach mowa... Znacie, to posłuchajcie smile
          Chyba już Wam kiedyś opowiadałam, jak to znajomy dziennikarz jednocześnie opowiadał o burzy na swoim osiedlu i odbierał telefony. Rozmówca po drugiej stronie kabla usłyszał:
          - J**, d**, pierdut, Dział Miejski, słucham!
          • papuga_ara Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 22.05.17, 12:01
            Nie znałam, albo znałam, lecz nie pamiętałam.
            Piękne.
            Po takim wstępie zastanawiam się, co bym zrobiła, gdybym była na miejscu osoby dzwoniącej big_grin
            Ty znasz dalszy ciąg?
            • minerwamcg Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 22.05.17, 14:20
              Dalszego ciągu prawdę mówiąc nie było, rozmówca to o ile pamiętam też był dziennikarz, więc się nawet bardzo nie zdziwił.
              • groha Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.05.17, 01:30
                Przepraszam, mam news: Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu ze sceną w Kielcach. Czyż może być coś bardziej absurdalnego? Pomijając wszelkie okoliczności, sam pomysł jest tak abstrakcyjny i szalony, że Gurua na pewno nie odmówiłaby sobie przyjemności, by po chmielewsku go skomentować. A potrafiła tak, że ho ho.
                • asia.sthm Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.05.17, 06:51
                  Mnie sie ten pomysl podoba i wcale nie jest taki niedorzeczny na jaki wyglada. Dwa miasta w nazwie festiwalu- tego jeszcze nie bylo nigdzie na swiecie. Juz mi sie klei reklama: Opole w Kielcach, 2 w 1 . I nie trzeba sie rozdwoic aby miec Opole i Kielce na raz ..... jak ten caly wilk i syta owca czy koza.
                  Ja tam bym chetnie pojechala do Kielc na Opole
                • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.05.17, 07:09
                  by po chmielewsku go skomentować. A potrafiła tak, że ho ho.

                  Cześć, lepiej by było gdyby ta scena była w Pacanowie, tam jest pomnik Koziołka Matołka!
                  • ewa9717 Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.05.17, 09:05
                    W związku z zaistniałą sytuacją pomysł mi się podoba wink
                    Maksik
                    • groha Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.05.17, 13:26
                      Pomysł z Pacanowem niezły, ale chyba wolałabym nie mieszać do tego wariactwa niewinnych dzieciątek. Nie mówiąc o Koziołku Matołku, bo to była mądra głowa, a dla autora zaistniałej sytuacji, to absolutnie niezasłużony komplement. Myślę, że jednak Wąchock byłby lepszy, ale tam istnieje obawa, że zastrajkują wszystkie kury, które strasznie nie lubią, jak się z nich robi jaja wink
                      • bluzeczka.zamszowa Re: Zdarzenia bardzo Chmielewskie 24.05.17, 13:54
                        Może burza mózgów pomoże?
                        Ten Wąchock!
                        Kto jest za?
                        Ja tak.(bluzeczka, nie Bobek!)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka