groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 07.07.05, 19:39 Był. Wprawdzie swoim widokiem niebyt zachęcający do konsumpcji, ale być może było to tylko moje odczucie, bo Tomek wyciągnął po niego rękę. - Aaaa! Serunio z jagódkami, pychotka! - Won z łapami! – wrzasnęłam, chowając za siebie kubek z paskudną bryją – To trucizna! Chyba, że chcesz sobie pospać? Ja się wyspałam. Dobrze, że udało mi się tylko trochę tego wychłeptać. - Zwariowałaś? – Tomek cofnął rękę, jak oparzony – Nie popatrzyłaś na datę ważności? Odruchowo postukałam się kubkiem w czoło, aż chlapnęło. Wybierając ostrożnie jagody z włosów i wrzucając je z powrotem do serka, który był ważnym dowodem kolejnego przestępstwa, tym razem popełnionego na mnie, zdążyłam podzielić się z Tomkiem swoimi podejrzeniami. - I rozumiesz, ona musiała widzieć, że zatrzymałam się na tej stacji! Podesłała tego małego szczyla, żeby mnie na niej zatrzymać! Niezła cholera z tej twojej Dorci. O pardon, nie twojej – poprawiłam się szybko, widząc jak złowrogo błysnął ślepiami. A miał te ślepia, że och!... – No więc, zapłaciła małemu, zaprawiła czymś te jagody i przysłała go do mnie. Innego rozwiązania nie widzę. Ja nie usypiam, ja zmuszały pień, ani nie mdleję na zawołanie. Zdrowa jestem raczej. - Taaa... szczególnie na umyśle. Dobra, nie bij! Żartowałem! – Tomek odsunął się na bezpieczną odległość – Ty wiesz, że możesz mieć rację? Ta ruda ku...kułka jej mać, może już iść na całość. Po śmierci Smalczyka grunt pali jej się pod obuwiem, więc pewnie chce już spylić, zostawiając po sobie pożary i zgliszcza. Pewnie jedzie do tej wytwórni, żeby... - Do jakiej wytwórni? - przerwałam - Do TEJ?? Od bobu?? - Jasne. A po co kazałem ci za nią jechać? Chciałem się upewnić, gdzie skręci. To jakieś półtorej godziny drogi stąd. Oficjalnie to elegancka chłodnia i pies z kulawą nogą się nie domyśli, czym naprawdę się zajmuje. Pamiętasz, opowiadałem ci? - Pamiętam. Mówiłeś coś o jakimś cudzie techniki farmaceutycznej. A skąd ty to wiesz? Byłeś tam? Tomek oparł się o kierownicę i zapatrzył w dal. Wyraźnie zbierał się w sobie, by wyznać mi jakąś, dotąd głęboko skrywaną, tajemnicę. Przestałam oddychać, żeby się nie rozmyślił... Widocznie uznał mnie za godną jej powierzenia, bo westchnął głęboko, podrapał się w czoło i wreszcie go odblokowało. Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 07.07.05, 19:57 - Byłem. Z tych pieprzonym, w czółko kopanym Smalczykiem. Świętej pamięci, znaczy. Gdy przyłapał mnie z Dorą... - zamilkł na chwilkę, pewnie ponownie przeżywając plamę na męskim honorze – Zwabił mnie, że niby chce mi pokazać nowoczesną linię technologiczną do mrożenia bobu, że dla dobra dalszej współpracy i tym podobne pierdoły. Słodki był, jak ulepek, a ja, durny palant, dałem się na to nabrać. Bo tu interes z dobrym biznesmenem, kurza morda, tu Dora... A on mnie gościnnie oprowadzał i sprytnie wmanewrował tam, gdzie trzeba, bo sam pewnie nie trafiłbym na to faszerowanie, tak genialnie to ukryli. No i wszystko stało się jasne, bo zaraz okazało się, że popstrykał parę zdjęć i miał mnie w garści: albo będę trzymał rączki z daleka od Dory i buźkę w kubełek, albo skończę w kiciu, jako narkotykowy boss. Dowodów będzie ile chcieć, w tym zdjęcia, gdy skrzętnie doglądam produkcji... Tym mnie trochę wystraszył, co będę owijał w bawełnę. Piłem dwa dni, a potem zdecydowałem się, że poużywam życia na full, przez tydzień i idę na policję. Resztę znasz. - Aha, czyli spotkanie z Aśką było w ramach używania życia – jednak pozwoliłam sobie na małą złośliwość, nie mogłam się oprzeć. - Nawet mi nie wspominaj o tej cholerze – zgrzytnął zębami i nagle się ożywił – Słuchaj, może ona też tam jest? Jedziemy! - Zaraz! Dokąd? Zaraz będzie wieczór – zaprotestowałam dość głupawo. - Do paszczy lwa, koteczku. Zamknij swój samochód i zostaw go tutaj, bo takiego grata i tak nikt nie ukradnie. Pojedziemy moim, on nie boi się ciemności. Ja też nie. Nie wiem, czemu bardziej nie mogłam się oprzeć: odwadze mężczyzny, czy własnej ciekawości, która zaczęła bujnie kiełkować, jak ziarno rzucone w kompost. Być może pchała mnie również wielka, paskudna niechęć do rudo-blond harpii i to ona w końcu przeważyła. Po chwili gnaliśmy przez sielski pejzaż, który swoim spokojnym pięknem, wyeksponowanym przez zachądzące słońce, stanowił całkowity kontrast z celem naszej podróży. Bo była nim, mówiąc krótko i bez przesady - fabryka śmierci. Ukrytej w małych, smakowitych ziarnkach bobu. cdn Odpowiedz Link
magdajeden Re:Dora 10.07.05, 00:47 Dora miała już serdecznie dosyć wszystkiego a szczególnie wydarzeń ostatnich dni. Nie dość, że wszystko wskazywało na to, że tak ciekawie zapowiadający się romans z Tomaszem właśnie się zakończył. I to kto ją pokonał?! Kto zabrał jej faceta?! Aśka! Ta Aśka, której nogi nie sięgały nawet do połowy nóg Dory, której włosy nigdy nie były i nie będą tak bujne, ta fałszywa żmija zabrała jej takiego faceta! Do tego wszystkiego ta dziwna teczka w jej szafie, teczka, w której zapisane były jakieś wierutne bzdury na jej temat. Teczka, która ewidentnie była jakimś cuchnącym dowodem na interesy Mikiego. O Boże! No i Mikie, gdzież on, do jasnej cholery, się podziewa!? Akurat teraz kiedy cały świat zwalił się na jej kształtną głowę! Od kilku dni nie pojawia się ani w domu, ani w jego mieszkaniu w centrum. Po co on to mieszkanie kupował? Reprezentacja. Co to, do cholery, jest ta reprezentacja? Zawsze ma idiotyczne pomysły na wydawanie pieniędzy, dał by je jej, już ona wiedziałaby co z nimi zrobić. Ale nie, skądże! „ty kochanie, nie zaprzątaj swojej pięknej główki takimi drobiazgami, idź do fryzjera złotko, skocz do kosmetyczki”, bla bla bla, myślałby kto, że on taki czuły, pewnie jakieś babska sprowadza sobie do tej swojej „reprezentacji”! Rozczulanie się nad własnym nieszczęśliwym i trudnym żywotem pochłonęło ją tak bardzo, że prawie zapomniała dlaczego pędzi samochodem w kierunku Katowic, zamiast korzystać z uroków aromaterapii w jacuzzi. Z zamyślenia wyrwał ją oślepiający blask świateł samochodu jadącego z przeciwka. Czego, tak mruga idiota!? Przecież nie jadę za szybko! A światła! Zaczęło już zmierzchać, z tego zdenerwowania zapomniała włączyć świateł. „Dobra, już dobra, nie mrugajcie” wycedziła przez zęby, gdy kolejny samochód z przeciwka oślepił ją długimi. Odpowiedz Link
magdajeden Re:Dora 10.07.05, 00:48 Ale jak tu nie być zdenerwowaną, jak całą drogę jedzie za nią ta baba z supermarketu i głowę by dała, że jeszcze jeden samochód. Swoją drogą, czego się babsko jej uczepiło? Oczywiście natychmiast ją poznała. Co jak co, ale pamięć wzrokową to Dorka ma. Dokładnie pamięta wieczór kiedy Tomaszkowi zebrało się na zwierzenia i pokazywał jej zdjęcia z jakiejś imprezy jego pożal się Boże „paczki”. I kobietę ze zdjęcia też dokładnie zapamiętała. Zapamiętała też błysk w oczach Tomaszka, jak gładząc palcem po zdjęciu (fuj, zostawił tłuste ślady po paluchach! Ale to w końcu jego zdjęcia), mówił, niby żartując, że to jest Anka, jedyna kobieta nieczuła na jego urok. Ten wzrok, to drżenie ręki, wystarczyło, żeby przyjrzała się babiszonowi dokładniej. I teraz ta „nieczuła” jedzie za nią do fabryki. Po jaką cholerę?! Odruchowo zerknęła w lusterko – samochodu baby z supermarketu nie było. Przyjrzała się uważniej, dobrze że nałożyła rano te zielone soczewki, pierwszy raz doceniła nie tylko ich urodę (wyglądała olśniewająco z zielonymi oczami) ale i praktyczność. Mogła bez trudu rozpoznać drugi z jadących za nią samochodów. Tak, stanowczo babsko już za nią nie jedzie, ale po co wlecze się za nią ten czarny Mercedes? Westchnęła. Niedługo dojedzie do fabryki, spotka tam Mikiego i zmusi go wreszcie do wyjaśnień. Dość tego! Nie może być tylko dodatkiem do jego garniturów Hugo Bossa, należy jej się coś więcej niż cotygodniowa kupka banknotów na śniadaniowym stoliku! Zapyta go o wszystko, i o czerwoną teczkę i o cudowne rozmnożenie pieniędzy na jej koncie i o interesy Mikiego z Tomeczkiem. O wszystko, w końcu jako żona ma swoje prawa, nie tylko te ciągłe obowiązki! cdn... Odpowiedz Link
magdajeden Re: Dora 10.07.05, 19:21 - jak to nie ma?!! Jak to się nie pokazał od tygodnia??!! Co ty mi tu, patafianie nierdzewny, wygadujesz??!! – wrzeszczała coraz bardziej histerycznie Dorcia na próbującego się wcisnąć między listki żaluzji mężczyznę postury co najmniej Salety – dlaczego nikt mi nic nie powiedział??! Dlaczego nikt nie raczył zadzwonić?!! – coraz bardziej „soczyście” wrzeszczała Dorcia. Saleta Bis nie dość, że kurczył się w oczach, to jeszcze starał się dyskretnie ocierać zroszoną „soczystością” Dorki twarz. - bo ja nigdy nie musiałem dzwonić, pse pani. To skąd miałem wiedzieć, ze mam dzwonić? Sef nie kazał dzwonić, zeby pani, tej, no, du.., znaczy głowy nie zawracać. - ja ci zaraz zawrócę! Ta niezobowiązująca pogawędka mogłaby jeszcze długo trwać, gdyby nie nagłe wtargnięcie do gabinetu Smalczyka, małego spoconego człowieczka z twarzą cherubinka. - Przemuś, wypad mi stąd! Ja z panią załatwię! – wysyczał dyszkantem. - tak jest, pse sefa – jęknęła kopia Salety i z nieukrywaną ulgą, pośpiesznie wyplątawszy się z żaluzji, zniknęła za drzwiami. - gdzie jest mój małżonek i kim pan jest ?! – już troszkę spokojniej ale nadal soczyście wysyczała Dora. - Dobrowieyski. Bartłomiej Dobrowieyski. – skłonił się szarmancko grubasek, jednocześnie z gracją cmokając Dorę w dłoń. – mąż musiał chwilowo wyjechać w interesach. Podczas jego nieobecności zajmuję się sprawami firmy, i dobrze, że panią widzę, bo akurat mam do pani sprawę.- mówił szybko, jakby starając się nie dopuścić do dalszych pytań Dorki. - jak to? Jak to wyjechał? A ja? Dlaczego nic mi nie powiedział? – zielone oczy Dory zaczęły powoli robić się jak spodki, co tam spodki, jak talerzyki deserowe i to świeżo po myciu. - to był nagły wyjazd w sprawie nie cierpiącej zwłoki, pani wybaczy, ale więcej szczegółów ujawnić nie mogę, to bardzo poufna sprawa – tajemnicze uniesienie lewej brwi podkreśliło powagę sytuacji – duże pieniądze, świetny interes. Dorka chlipnęła, siorbnęła, zaczęła nawet sięgać do torebki po chusteczkę, ale postanowiła jednak być twarda, w końcu jest żoną szefa, nie będzie odstawiać histerii przed tym śmiesznym facecikiem. - wspomniał pan o jakiejś sprawie? – powiedziała już prawie spokojnym głosem. - więc właśnie, pani Doro, przed wyjazdem mąż dokonał bardzo udanej transakcji, ale omyłkowo, w pośpiechu, zamiast konta firmowego, podał kontrahentowi numer pani konta. „A, to stąd te pieniądze! Jak to dobrze, że się wyjaśniło. Jak to dobrze, że to nic nielegalnego” z ulgą pomyślała Dorka. - I bardzo mi zależy, ze względu na dobro firmy – ciągnął Dobrowieyski – aby pani raczyła jak najprędzej przelać te pieniądze na odpowiednie konto – zakończył, bacznie przyglądając się Dorce. Jego lewa brew prawie niezauważalnie to unosiła się, to opadała. Kropelki potu na wysokim czole zaczęły się łączyć i już w postaci sporych kropli spływały powoli ze skroni. „że też go to nie łaskocze” pomyślała Dora i odruchowo otarła swoje czoło upierścienioną dłonią. Odpowiedz Link
magdajeden Re: Dora 10.07.05, 19:22 - No dobrze, panie, eeee…. - Bartłomiej, panie Bartłomieju – usłużnie podpowiedział spocony cherubinek – możemy to załatwić od razu, nie ukrywam, że spieszy mi się, bo jeszcze dziś muszę wyjechać do Niemiec zakończyć pewną bardzo korzystną dla pani męża transakcję. - Oj, ale dziś to już nie zdążymy, za późno, banki już chyba zamknięte – Dorka zerknęła na zegarek. Duża wskazówka właśnie zbliżała się do wielkiego diamencika na dwunastce, a mała, dyskretnie wskazywała nieco mniejszy na dziesiątce. – już dziesiąta, banki zamknięte. - pani Doro, proszę się nie martwić, tu niedaleko jest jeszcze jeden czynny bank…- dźwięk Kankana zagłuszył jego ostatnie słowa. Nerwowo wydłubał telefon z kieszeni spodni przerywając elektroniczną wersję arcydzieła Offenbacha – no? Tak, załatwione. Miałaś rację. Totalna. Pogadamy później. Zadzwoń do Wieśka, niech otwiera. Tak za 10 minut. Dobra. – rozłączył się. – to jak, możemy jechać pani Doro? Dora przytaknęła skinieniem bujnej koafiury. Chętnie pozbędzie się tych pieniędzy Mikiego ze swojego konta. - mój samochód stoi przed budynkiem, zapraszam panią, pojedziemy razem. Dorka chętnie przystała na tę propozycję, była już zmęczona prowadzeniem samochodu i chętnie, choć na chwilę usiądzie na miejscu pasażera. Przegrzany cherubinek szarmancko otworzył przed nią drzwi. Nagły przeciąg gwałtownie szarpnął niedawną kryjówką Przemcia, która z malowniczym szelestem żaluzji strąciła z parapetu czerwoną teczkę. Dora odruchowo spojrzała w tamtą stronę. Leżąca na tureckim dywanie teczka wydała jej się dziwnie znajoma. Dobrowieyski stanowczym ruchem objął ramieniem Dorkę i wymanewrował ją zwinnie z gabinetu. Natychmiast przed nimi zmaterializował się Saleta Bis. - sefie, wsystko gotowe, tylko psy wę… - zamknij dziobek, Przemuś! – syknął ze słodkim uśmiechem cherubinek kątem oka zerkając na Dorę, która wydawała się zupełnie nie zauważyć sepleniącego „goryla” – migiem do samochodu, jedziemy z panią do banku! - tak jest sefie! – służbiście wyprostował się sobowtór Salety i pośpiesznie pokłusował przodem, drapiąc się po ogolonej na zero czaszce. Cała trójka wyszła na parking przed budynkiem. Mimo ciemnej nocy, na parkingu było widno jak w dzień. Halogeny i szperacze rozświetlały mrok. „jak na spacerniaku więziennym” przeleciało Dorce przez głowę. Szybkim krokiem, nadal z dyskretnym wsparciem ramienia Dobrowieyskiego minęła swój samochód. Omiotła go czułym spojrzeniem i stukając obcasami poszła dalej. Cała trójka zatrzymała się przy czarnym Mercedesie. Przemuś szarmancko otworzył tylne drzwi, i zanim Dorka zdążyła cokolwiek pomyśleć, drzwi zatrzasnęły się za nią i spoconym cherubinkiem. Przerośnięty ochroniarz usiadł za kierownicą i czarny Mercedes zniknął w ciemnościach. cdn... Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 11.07.05, 15:15 Mrużyłam oczy, patrząc na tę iluminację w środku ciemnego lasu. Oświetlony wjazd bardziej przypominał lądowisko dla statków kosmicznych, niż zwykły parking, dlatego stojący na nim samochód wydawał się dziwnie samotny i mały. Samochód rudej harpii, tego byłam pewna. A poza tym – nikogo. Cisza i bezruch. Przynajmniej tak nam się wydawało. Tomek, który wcześniej porzucił samochód na jakimś kawałku kompletnego pustkowia, a następnie, z latarką w ręku, przegonił mnie po straszliwych ostępach leśnych, najpierw kazał mi się zamknąć, a następnie kompletnie ogłuchł na moje jęki. Szedł cicho i zwinnie, jakby się w tym lesie urodził. Indianin, jak babcię kocham! Tylko mu piórka zafundować i prawdziwa „Czarna Stopa”, w mordę jeża! Wściekła, bo nigdy nie znosiłam dzikich chaszczy, potykając się i tracąc odzież na krzakach, cwałowałam za nim, jak stado dzików. Aż zatrzymała nas ta feeria świateł, oświetlająca chyba pół świata, a na pewno wielki kawałek lasu, na brzegu którego stała, lśniąca metalicznie, gigantyczna hala. Ogrodzona siatką na wysokim murze, wydawała mi się raczej mało dostępna. Tomkowi widocznie też, bo pociągnął mnie za rękę i udaliśmy się w obchód całego interesu. Cichym truchtem, starając się chować w cieniu i w ogóle udając, że nas nie ma, jak zakomunikował mi Tomek prosto w ucho. Wleczona siłą, chwilowo zrezygnowałam z buntu i zdałam się na niego całkowicie. Z błyszczącymi w ciemności oczyma, wyglądał, jak młody harcerzyk na podchodach, więc doszłam do wniosku, że mogę robić za słabą druhenką, co mi zależy. Niech się wykaże odwagą i innymi sprawnościami. Chłopcy to lubią. Tymczasem chłopiec, z błyskiem w oczach, pokazał mi malutki fragment nieco potarganej siatki i syknął: - Tędy! I przepchnął mnie, zanim zdążyłam zaprotestować. Spadając po drugiej stronie muru, nawet nie narobiłam rumoru, bo wylądowałam w niskim, miękki, krzaku tui. Jej zapach, którego nie znoszę od dziecka, pozwolił mi natychmiast odzyskać sprawność umysłową. Tomek znowu szarpnął mnie za rękę, ale tym razem stawiłam zdecydowany opór. - Gdzie?! – wysyczałam – Po tej ścianie się nie wspinam! Odwal się! Ściana przed nami, wysoka na jakieś dwa piętra, była idealnie gładka, jak tafla lodu. Tomek zatkał mi gębę i wyszeptał do ucha: - Siedź tutaj. Ja zobaczę którędy. Ani się waż pisnąć! I bezszelestnie zniknął na tyłach budowli. A ja siedząc w tej cholernej tui, myślałam, że z nim, to chyba jednak dałabym radę wejść po tej ścianie. Nawet bez asekuracji... Dobra, a co w środku? I dlaczego, do diabła, to wszystko wygląda, jak wymarłe? Oganiając się od komarów, zamarzyłam o papierosie i filiżance gorącej kawy. Cholera! Tacy z nas śledczy, jak z papierowej serwetki chodaki! Pół życia przesiedzę w krzakach, a na końcu dostanę wilka. Z trzaskiem zabiłam kolejnego komara na czole i zaniepokojona rozejrzałam się dookoła. W tym momencie poczułam, jak mocna ręka chwyta mnie za bluzkę, a paniczny strach za gardło. Zanim zdążyłam wrzasnąć, głos Tomka zabrzmiał, jak krótki rozkaz: - Chodź! Jest wejście! Spłynął na mnie, jak sole trzeżwiące, więc znowu pozwoliłam się powlec jego właścicielowi. Bez protestu. Jak jagnię na rzeź. Wprost pod uchylone okno, które znajdowało się, mniej więcej 3 metry nad naszymi głowami. No, może trzy i pół. Dla Tomka chyba niżej, bo szepnął: - Wchodzisz pierwsza. Będę cię asekurował. Właź! Po jakiejś godzinie byliśmy oboje w środku. Może nawet szybciej, ale nie miałam głowy do spoglądania na zegarek. Po tej gimnastyce artystycznej siedziałam, bez sił, w środku eleganckiego pomieszczenia, które okazało się kibelkiem i zupełnie bezmyślnie patrzyłam, jak Tomek penetruje otoczenie. Pod jego okiem widniał efekt mojej wędrówki wzwyż - wielki, świeżutki siniak, a na głowie tkwił prawdziwy kołtun, spreparowany moim obuwiem. A ja byłam zdolna tylko do jednej myśli: jak dobrze, że dzisiaj nie mam na nogach szpilek!... Odpowiedz Link
magdajeden Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 13.07.05, 10:57 - pieniądze już są – męski głos wydobywał się spod ogromnych poduch, pledów i innych jasieczków, gdzieś z głębi przepastnego fotela – przelała, idiotka. - no to super, bilety już mam zarezerwowane – wydobył się damski głos spod drugiego składu miękkości i pluszów. W pokoju było ciemno, twarze siedzących rozświetlała tylko nikła, błękitna poświata włączonego telewizora. - nareszcie zakończymy sprawę, za bardzo się już namieszało, a teraz jeszcze Anka z Grześkiem jakieś swoje prywatne śledztwo robią. - a bo ja mówiłam od razu, że Grzesiek to jest coś nie tego, za uczciwy jakiś.- fotel numer dwa zafalował i podniosła się z niego drobna, szczupła szatynka. – chcesz jeszcze drinka? - przynieś, i weź no przełącz ten telewizor bo nie mogę już patrzeć na te gliny. W życiu gliny, w telewizji gliny, co to w ogóle jest?! Program propagandowy – „wstąp do policji, zrobimy o tobie film”, czy co?! Dźwięk dzwonka telefonu zmusił fotel numer jeden również do zafalowania. - halo? A Boluś, no siema. Załatwiłeś sprawę z Grześkiem? Jak to nie?! A kiedy masz zamiar załatwić!? Jak będzie za późno?!! Masz dwa dni na to. Tylko pamiętaj to musi wyglądać na wypadek! Żeby najbardziej bystremu „Zawadzie” nawet przez szczątek mózgu nie przeszło coś innego. A skąd ja mogę wiedzieć? To już twoja brocha, czy ja ci karzę za mnie myśleć? Dobra, dobra, pamiętaj dwa dni. Pozdrów Mańkę. Nara. Cześć. – poduszki zafalowały i spomiędzy nich wytoczył się niewysoki brunecik z lekką nadwagą i zarostem typu „moja broda ma trzy dni i jest bardzo sexy”. Drapiąc się za uchem poczłapał w kierunku kuchni, skąd dobywały się odgłosy pogoni za niesforną kostką lodu. - dzwonił Bolek, ma dwa dni na zakończenie sprawy. - i bardzo dobrze, jak dla mnie to im szybciej się zwiniemy tym lepiej. – stęknęło coś spod kuchennego stołu – o mam! Dlaczego ten lód zawsze jest taki śliski! Mężczyzna westchnął „ach te jej złote myśli, Boże, za co mnie pokarałeś taką lotną żoną”.- oj, kochanie, nie trzeba było się tarzać, sam by się rozpuścił, albo pies by zjadł. - właśnie co my z Urwisem zrobimy? Przecież nie weźmiemy go ze sobą? – wystękała czarna czupryna gramoląc się spod stołu. - zostawimy go twojej siostrze, później go jakoś odbierzemy, jak już trochę przycichnie. Kobieta westchnęła, chciała jeszcze coś powiedzieć, ale widząc spojrzenie męża, ugryzła się w język. Zaopatrzeni w nowe porcje drinków zanurzyli się z powrotem w stosy poduch. - a swoją drogą, szkoda, że Anka taka nieżyciowa, przydałaby nam się bardzo a tak… trochę szkoda, fajna dziewczyna, naprawdę ją lubię, ee, znaczy lubiłam. - lubię, nie lubię. Tu nie ma miejsca na takie słowa, kobieto. - nie mów do mnie „kobieto”, nienawidzę tego! Czuję się jak kobieta mafiosa – nerwowo zabrzęczał lód w szklance – idę spać, dobranoc – poduchy zafalowały i kobieta cmokając męża w czubek głowy, wyszła z ciemnego pokoju. - chyba się nie obraziłaś, Kotku? - bez przekonania próbował ją zatrzymać. Machnęła ręką ze zniecierpliwieniem i uśmiechnęła się przepraszająco jednocześnie szeroko ziewając. „i dobrze, niech idzie, jakoś działa mi na nerwy ostatnio. Schudła, zbrzydła i ta fryzura, co jej strzeliło do głowy, żeby się tak ostrzyc.” Zamyślił się, wpatrując się w wysoką okrągłą blondyneczkę wijącą się wokół rury w nocnym klubie. „to już tak późno? O której to takie cuda puszczają w telewizji?” zerknął na wiszący na ścianie zegar. „no tak północ”, wyłączył dźwięk w telewizorze i przez chwilę nasłuchiwał odgłosów dobiegających z drugiej części mieszkania. „Cisza, pewnie już zasnęła, jak można zasypiać jeszcze zanim się dobrze głowy na poduszce nie położy.” Zawsze był pełen podziwu dla żony za tę umiejętność. On musiał godzinami kręcić się w kółko, liczyć owce, barany, raz nawet liczył zające, na nic, swoje musiał przemyśleć i dopiero wtedy zmęczony mógł zasnąć. Wybrał numer. - to ja – wyszeptał – jak się czujesz? – pokiwał głową, jakby w odpowiedzi na to co usłyszał w słuchawce.- słyszałaś już? Bartek załatwił już sprawę. Tak, tak, ostatecznie, taką mam przynajmniej nadzieję. Bolek? Ma dwa dni. Myślę, że w przeciągu tygodnia. Będzie dobrze, znasz mnie, wszystko zapiąłem na ostatni guzik. Wiem, wiem, ja ciebie też. Słodkich snów, pa. – rozłączył rozmowę. Kątem oka zerknął w telewizor, teraz brunetka w typie jego żony w samym fartuszku serwowała drinki pożerającym ją wzrokiem mięśniakom poprzebieranym w garnitury. Wzdrygnął się i wyłączył telewizor. - Patryczku, kochanie mówiłeś coś? – zaspany głos z sypialni wtrącił go z zamyślenia. - nie, to w telewizorze, śpij, zaraz przyjdę, tylko pozmywam. - Gwałtownie wstał i szurając kapciami poszedł do kuchni umyć szklanki po drinkach. Odpowiedz Link
magdajeden Dora 16.07.05, 16:25 - słuchaj Wacek, a ty myślisz…. - pewnie, że myślę, jak nie mam domu, to co mózgu też od razu nie mam!? - ty mi, Wacek, nie przerywaj, pytałem co myślisz, o tym żebym ja się jej oświadczył? - komu? - jak rany, Wacek! Na jakim ty świecie żyjesz?! Halinie, no, tej Halinie co to ci ją wczoraj pod Biedronką pokazywałem. - a tej. Ale co ty chcesz o tej Haliny? Zrobiła ci coś, ukradała? - Wacek! Oświadczyć się chcę!! Wacek, gładko wygolony, elegancko ubrany w garnitur pamiętający czasy Gierka i buty „wsuwki z tajemniczą szyszką”, gwałtownie się zatrzymał. Oczywiście natychmiast w jego wyświecony zadek wjechał wózek dziecinny z lat pięćdziesiątych, zapakowany znacznie ponad normę i to bynajmniej nie dziećmi. - no, co jest!? – Wacek z trudem utrzymał równowagę. - ja się pytam, co jest? Czego stajesz? Towar przez ciebie pogubię! - coś ty powiedział? - że towar pogu… - nie! Nie o tym! O Helenie? - Halinie. - niech będzie Halina. A po co ty się chcesz jej oświadczać, Zygmuś? Mało masz swoich spraw, jeszcze baba ci potrzebna?! - Wacuś, ja ją kocham – drugi bezdomny, całkowite przeciwieństwo Wacka, westchnął i wzniósł rozmarzony wzrok ku niebu. – jak ja ją Wacuś kocham, to ty nawet nie wiesz. - niby skąd miałbym wiedzieć – spojrzenie Wacka odruchowo powędrowało za wzrokiem Zygmusia, nic ciekawego tam jednak nie zobaczywszy, Wacek wzruszył ramionami i bacznie przyjrzał się przyjacielowi. – a niby po co się jej masz oświadczać, jak wy oboje bezdomni jesteście, hę? - oj, ty Wacław, przyziemny taki jesteś. To już prawa do szczęścia nie mamy? To już miłość zabroniona? – wzburzony Zygmunt przysiadł na puszce po oleju silnikowym – niby co, niby takich jak my to do odstrzału, co?! - oj, Zygmuś, ty się nie nakręcaj. Kto ci żyć broni, ja się tylko pytam, jak ty to sobie wyobrażasz? – Wacek, patrząc na siedzącego kolegę, poczuł natychmiastową potrzebę pójścia w jego ślady. Tylko puszka była za mała, żeby obaj mogli wygodnie na niej przysiąść. Mniej wygodnie też by się nie dało. Rozejrzał się po wysypisku, próbując wyłuskać spośród sterty śmieci jakieś wygodne siedzisko. - no ale powiedz mi, Wacuś, dlaczego? Dlaczego nie miałbym się ożenić – drążył temat Zygmunt. - a kto wam da ślub? – burknął Wacek, nadal uważnie rozglądając się wokół. Wzrok jego padł na pokaźnych rozmiarów deskę. Uśmiechnął się szeroko i poczłapał w jej kierunku. Stanął nad nią, fachowym okiem ocenił jej przydatność i zaczął ją wydłubywać spod sterty śmieci. Zygmuś analizował pytanie Wacka obserwując jego szarpaninę z deską. - o żesz ku…, w morde lewym butem mojej teściowej świętej pamięci kopana! Zygmunt! Chodź szybko! - ee, sam se ciągnij, dasz radę, zmęczony jestem i myślę… - ty nie myśl, tylko migiem tu chodź! Zobacz co znalazłem! – wrzasnął zmienionym głosem Wacek. Słowo „znalazłem” jest ważnym słowem dla bezdomnych przeszukujących wysypiska śmieci – Zygmunt powoli podniósł się z puszki i poczłapał w kierunku przyjaciela. Przed oczami miał wizję pięknego, wytwornego ślubu. On w smokingu, Halina w pięknej sukni z trenem…rozmyślania przerwała mu noga wystająca spod niedoszłego siedziska Wacka, o którą mało się nie potknął. - co to, do jasnej, jest?!- wytrzeszczył oczy i natychmiast sam sobie odpowiedział – Boże, to trup! Mężczyźni dłuższą chwilę wpatrywali się w wystającą nogę. Następnie równocześnie zaczęli odciągać deskę na bok. Współpraca okazała się owocna, po krótkiej chwili udało im się przesunąć deskę i oczom ich ukazały się zwłoki kobiety. Mimo, że już wyraźnie naruszone upałem i działaniami wygłodniałych gryzoni i ptaków, widać było, że ciało należało do atrakcyjnej, niedawno jeszcze zgrabnej kobiety. Rudo-blond włosy, nieznacznie zmierzwione, malowniczo okrywały twarz kobiety i okoliczne worki z odpadkami. - o ku…a!! – jednocześnie wyszeptali mężczyźni. cdn Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 18.07.05, 17:28 Wszystko, co potem nastąpiło, było konsekwencją idiotycznych nawyków. Siedząc w tym ekstra ordynaryjnym przybytku, stwierdziłam, że należy wykorzystać go w sposób, do którego został stworzony. Korzystanie z eleganckich, pachnących toalet zawsze sprawiało mi większą przyjemność, niż wymuszone sytuacją kucanie pod krzaczkiem, więc ochoczo przystąpiłam do czynności czysto fizjologicznych. A po wszystkim, jak zwykle, odruchowo nacisnęłam guziczek... Kaskada wody zabrzmiała w tej ciszy, jak Niagara. Zdrętwiałam z wrażenia, ale nie na tyle, żeby nie poczuć, jak otacza mnie aromatyczny obłok płynący gdzieś z boku, a z góry spadają dodatkowe dźwięki, które w założeniu, zapewne miały być muzyką relaksacyjną. W innej sytuacji doceniłabym należycie ten wściekły luksus, ale teraz, zdenerwowana hałasem, wyprysnęłam stamtąd, nie czekając na dalsze niespodzianki. Tomek właśnie nadlatywał. Bez słowa złapał mnie za ramię i popychając w stronę jakiegoś korytarza, warczał mi do ucha, jak młody bulterier: - Coś narobiła, głupia! Już prawie miałem klucze w ręku. Żeby to cholera!... Spał, jak anioł! Nie umiesz sikać po cichu? Musisz z orkiestrą? Żeby to szlag!... - Kto spał? – udało mi się wyszeptać w ciemną przestrzeń przed sobą. - Goryl! Jednego zostawili, sprawdziłem. Już tu leci. Coś ty robiła w tym kiblu? Koncert? Cicho!! Przydusił mnie w jakimś ciemnym kącie i zamarliśmy oboje. Faktycznie, ktoś biegł po schodach. Po chwili kroki zginęły w miękkiej wykładzinie korytarza, a następnie usłyszeliśmy je na płytkach w toalecie. W tym momencie Tomek się zerwał i bezszelestnie zniknął w ciemnościach. Poczułam, że muszę coś ze sobą zrobić, bo za chwilę pęknę. Przeczołgałam się w stronę, skąd dochodziły szmery i wyjrzałam zza węgła. Z uchylonych drzwi przybytku luksusu płynął strumień światła. Zajrzałam. Ubrany na czarno, barczysty, podgolony byczek, stał obrócony tyłem do drzwi i... niech ja pierzem porosnę, sikał!! Odruchowo spuściłam wzrok i zobaczyłam piękny, błyszczący przedmiot. Masywny, elegancki, jak wszystko dookoła, stojak na papierowe ręczniki. W zasięgu mojej ręki. Nic nie myśląc, gnana wyłącznie negatywnym stosunkiem do łysych, umięśnionych byczków, sięgnęłam po narzędzie. I walnęłam. Bez wprawy, na oślep, nim ucichła kaskada dźwięków będących mieszaniną plusku wody i kojącej muzyki, do której dołączył głuchy łomot osuwającego się ciężkiego ciała. A wszystko spowił wonny aerozol odświeżacza powietrza o zapachu morskiej bryzy... Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 18.07.05, 17:35 Tomek zużył nieco siły, gdy zjawiwszy się z pękiem kluczy w ręku, zastał mnie klęczącą, tulącą do łona metalowy przedmiot i wpatrzoną tępo w to coś, co przed chwilą było żywym, sikającym facetem, a teraz - tylko kupą luźno rozrzuconych po podłodze mięśni. - Zabiłam go! Zabiłam go! – zajęczałam, gdy dotarła do mnie groza tego zjawiska. Mało brakowało, a rzuciłabym się na zwłoki z zawodzącym lamentem i łkaniem. - Zamknij się, do kuźwy nędzy ! I rusz się wreszcie, cholera jasna! Zostaw ten pałąk!! Tomek, wyraźnie się spieszył, więc usiłował podnieść mnie z podłogi i jednocześnie wyszarpać, z moich kurczowo zaciśniętych dłoni, wieszaczek. Słabo mu to szło, więc na chwilę zajął się leżącą kupą. - Ty! Uspokój się! On żyje! Takie zakute łby są odporne. Ale nieźle go walnęłaś, dzielna dziewczynka! – w jego głosie zabrzmiał leciutki podziw - Dobra, on jeszcze trochę poleży, a ty nie udawaj żałobnicy. Rusz się, mówię! Wstawaj i w nogi! Myśl, że jednak NIE ZABIŁAM człowieka, podziałała, jak balsam na otwartą ranę. Potężna ulga wyrwała mi z piersi westchnienie, a z ramion wieszaczek. Tomek wykorzystał tę chwilę, by wywlec mnie z nieszczęsnej toalety, po czym zgasił w niej światło, wyjął klucz i zamknął drzwi od zewnątrz. - Na dziś mam dość tego pomieszczenia – powiedział, chowając klucz do kieszeni. - A jak ci się zechce siku? – zapytałam bezwiednie. - To będę lał, gdzie popadnie – warknął. Penetracja pomieszczeń nie stwarzała teraz żadnych trudności. Tomek otwierał po kolei różne drzwi, zaglądał szybko do środka i nie znajdując niczego interesującego, zamykał je bezszelestnie. Domyślałam się, że wciąż znajdujemy się w biurowej części tego molocha, zmierzając w kierunku hali fabrycznej, która znajdowała się za wielką, przeszkloną ścianą. W ciemności majaczyły jakieś monstrualne urządzenia, które mnie z niczym się nie kojarzyły, a Tomkowi chyba przeciwnie, bo prowadząc pewnie, jak po sznurku, nagle przyspieszył kroku i z wyraźną emocją w głosie sapnął: - NO! Zaraz wszystko zobaczysz. I wtedy usłyszałam coś, jakby słaby pisk. Myszy? Tutaj? Przystanęłam i zaczęłam nasłuchiwać. Tomek znajdował się już pod szklaną ścianą i manipulował przy zamku w drzwiach, które dla odmiany, wyglądały, jak metalowe wierzeje w krzyżackich warowniach. Pisk się powtórzył. Teraz był nieco dłuższy i wyraźnie dolatywał gdzieś z dołu, spod podłogi. Tomek też usłyszał, bo zamarł na chwilę, przytrzymując brzęczący pęk kluczy. - Co to?? – spytałam, czując gęsią skórę na plecach. - Pewnie szczury – powiedział niepewnie. W tym momencie znowu pisnęło. Tym razem było słychać, coś w rodzaju przeciągłego: iiiiiii... Tomek podskoczył, jak polny konik i położył palec na ustach. Zupełnie zbytecznie, bo i tak nie byłam zdolna wykrztusić ani słowa, gdyż znowu do mnie dotarło przygłuszone, ale wyraźne: iiiii!... Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. Wstę 18.07.05, 17:47 Jakim cudem Tomek wypatrzył w ciemności drzwi ukryte pod schodami, znajdującymi się po drugiej stronie korytarza, pozostanie jego słodką tajemnicą. Jeden ze stu kluczy, które trzymał w ręku, pasował do nich idealnie. Zejście na niższą kondygnację budynku nawet w świetle latarki wydawało się eleganckie, jak wszystko dookoła i raczej nie przypominało podziemnych lochów. A właśnie stamtąd, gdzieś spod ziemi, znowu rozległ się jękliwy, żałosny pisk. Na palcach zaczęliśmy schodzić w dół. Kiedy stanęliśmy pod masywnymi drzwiami jednego z licznych pomieszczeń, dopłynęła do nas kolejna porcja pisków. Tomek natychmiast sięgnął po pęk kluczy. W pełnym świetle, na wielkim łożu, siedziała skulona, rozczochrana, drobna istota, tak zajęta ogryzaniem paznokci, że nawet na nas nie spojrzała. Przerwawszy na chwilę to absorbujące zajęcie, wydała z siebie przeciągłe, piskliwe wycie: - Piiiiiić! Piiiić! Serce stanęło mi kołkiem, a z gardła wydobył się niemal bliźniaczy skowyt: - Aaaśkaa! Stworzenie zostawiło w spokoju paznokcie i popatrzyło na nas z lekkim przerażeniem. Tak, to była ona, Aśka. Długo i bezowocnie poszukiwana przez ekipę złożoną ze sztokholmskiej Asi i Sybilli, którą to ekipę, telefonicznie i bez rezultatu, wciąż poganiał Tomek, plujący nienawiścią oraz chęcią zemsty za uszczerbek na honorze. A więc nie uciekła z jego forsą! Siedziała tutaj, w tych ekskluzywnych lochach, stanowiąc kontrast dla otoczenia i już w niczym nie przypominała wampa. Czułam, jak moją niechęć do niej zaczynają wypierać bardziej ludzkie uczucia. Tomek stał, jak tępy słup, ale w nim chyba też coś drgnęło, gdy usłyszał cichutkie pytanie: - Macie może coś do żarcia? Albo do picia? Popatrzyliśmy na siebie bez słowa, po czym Tomek potarł czoło znajomym ruchem, który świadczył o tym, że właśnie podjął decyzję nie podlegającą dyskusji. - Dobra Aśka, dość tych wczasów. Zbieraj się, idziemy, póki droga wolna. Na schodach nawet ją podtrzymywał, bo osuwała się wdzięcznie w kierunku jego ramion, co znowu zaczęło mnie lekko wkurzać. Ale nie zdążyłam podstawić jej nogi, bo kiedy byliśmy w korytarzu prowadzącym do głównego wyjścia, na dole rozległ się hałas otwieranych drzwi i jakiś męski, trochę piskliwy i bardzo podniesiony głos oznajmił: - Wypieprzę go, jak słowo daję, wypieprzę! Znowu pewnie śpi, jełop jeden! Natychmiast skręciliśmy w kierunku znanej toalety, w której znajdował się wspomniany, trochę uszkodzony wieszaczkiem, jełop oraz otwarte okno. Wprawdzie na wysokości 3 metrów nad ziemią, ale cóż znaczył skok z wysokiego piętra wobec uwolnienia Aśki z rąk oprawców i wyduszenia z niej całej prawdy. W końcu nawet ja wiedziałam, że za niewinność nie trafia się do kazamatów mafii. Można najwyżej dostać w łeb i po krzyku. Aśka nie dostała, więc czułam, jak rośnie we mnie ciekawość. Nawet większa niż pretensje o to, że wiesza się na Tomku, jak omdlała glista, przez którą w końcu nie zobaczyłam tego cudu techniki za szklaną ścianą. A tak byłam blisko! cdn. Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 19.07.05, 02:13 Jak wiadomo, opatrzność czuwa nad szaleńcami, więc i nam udało się dotrzeć cało do samochodu. W niepojęty sposób, nic sobie nie połamaliśmy skacząc z okna, nie zabłądziliśmy w ciemnych chaszczach, a co najważniejsze – uniknęliśmy spotkania z facetem, szalejącym za naszymi plecami. Chyba w końcu dotarł do luksusowego kibelka i leżącej w nim, nieszczęsnej ofiary wieszaka... Odgłosy pandemonium, jakie się tam rozszalało, goniły nas przez pół lasu. Jednym słowem, mieliśmy ślepy fart. No i Tomka, który ani na chwilę nie stracił fasonu. Najpierw łapał nas pod oknem, jak spadające łabędzice, potem wiódł przez ostępy, jak dwie potykające się ofiary, a na końcu wsadził do samochodu i ruszył bez słowa. Mój podziw przerastał zmęczenie. Mimo deszczu, który rozpadał się na dobre, zamazując resztki widocznego w światłach, obcego świata, nagle zaczęły mi się nie zgadzać jego kierunki. - Tomek, dokąd? – zapytałam krótko. - Do Grzegorza. Stąd najbliżej i najsensowniej. Przynajmniej taką mam nadzieję. Aśka, która siedziała z tyłu i dotąd udawała martwą, wydała z siebie jakiś dziwny dźwięk. Tomek popatrzył w lusterko i zacisnął zęby, a ja poczułam w sobie gejzer wzbierającej furii. Coś takiego ogarniało mnie wyłącznie wtedy, gdy dochodziłam do stanu krańcowego wyczerpania. Ta chwila chyba właśnie nadeszła. Odwróciłam się do tyłu i wrzasnęłam: - Ty bezdenna, ciężka, kosmiczna kretynko! Rozum ci odjęło? Ty wiesz, co się dzieje? Nie zdziwię się, gdy Grzesiek i Tomek wyręczą tę całą mafię i ukręcą ci łeb. Cicho bądź! – warknęłam do Tomka, który coś mamrotał pod nosem Kretynka kiwała się na siedzeniu, zwinięta w kulkę, milcząca i apatyczna, a mnie nagle odechciało się awantur. Niech oni sobie z nią głowy urywają, co mnie to wszystko obchodzi? Mało mi jeszcze? Bolą mnie wszystkie kości, od wieków nie miałam w nic w ustach, oprócz trującego serka, a na dodatek – prawie zakatrupiłam człowieka! Fakt, że w jaskini wroga, a więc prawie w obronie własnej, ale jednak. Walnęłam go! Ostatecznie, nic mi przecież nie zrobił, a ja go trachnęłam, jak knura w rzeźni... Nigdy nie widziałam, jak się uśmierca knura, pewnie dlatego mi nie wyszło. A jeśli nie wyżyje?! Wielki miał łeb, ale ten wieszak tak mi poleciał... Właściwie sam. Nawet się przecież bardzo nie zamachnęłam, sam się majtnął... Wyrzuty sumienia tak mnie dobiły, że w końcu usnęłam i przespałam całą drogę, aż do posiadłości Grześka, których nigdy wcześniej nie widziałam, ale słyszałam o nich mnóstwo ciekawych opowieści. Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 19.07.05, 02:31 Faktycznie, domostwo było, jak z pisma „Nowoczesność w domu i zagrodzie”. Włości pewnie też, ale póki co, nie mogłam ich ocenić, bo ginęły w ciemnościach. Za to dom był rzęsiście oświetlony, a nieco rozespany gospodarz, od progu czynił honory, okazując tylko odrobinę zaniepokojenia. Dopiero na widok Aśki zrobił wypad w przód jednonóż, jakby miał zamiar paść przed nią na kolana, albo się na nią rzucić. Ale przypatrzywszy się jej mizernej postaci, szybko zrezygnował z obu możliwości na rzecz typowej, polskiej gościnności. Wykąpani, odziani w szaty gospodarzy, bo nasze były w pożałowania godnym stanie, najpierw pożarliśmy wszystko, co pojawiło się na stole, w tym miednicę gotowanego bobu, wypiliśmy dwa dzbanki doskonałej kawy, poprawiliśmy równie przednim koniakiem i wreszcie poczuliśmy, że jesteśmy zdolni do kulturalnej rozmowy. - Ty, a gdzie podziałeś całą familię? – grzecznie zainteresował się Tomek. Faktycznie, wcześniej nawet nie zauważyliśmy, że Grzesiek pałęta się sam po komnatach, a jego babiniec, czyli Ewa i dwie urocze bliźniaczki, nie kwapią się zobaczyć, kto przyjechał w środku nocy. Co u bab jest raczej nie do pomyślenia. - Wysłałem na Kanary. Na cały miesiąc. Dopóki się wszystko nie wyklaruje, wolę je mieć tam, niż tu. Jak myślisz, zdąży się wyklarować? - A bób masz jeszcze na polu? – Tomek kontynuował konwersację, póki co, omijając sprawy zasadnicze. - Już koniec. Sprzedałem resztę pośrednikowi z Warszawy. Za grosze, ale teraz zaczynam żniwa i nie mam czasu na pierdoły. Pszenica mi się sypie, jak głupia, bo sucho. Bób też był już... - Grzesiek, zamknij się! – zażądałam gwałtownie, bo czułam, że mam już dość bobu – Nie po to uwolniliśmy Aśkę z lochów, żebyście teraz gadali o pierdołach. Który zaczyna przesłuchanie? Biegiem, ale już! Obaj popatrzyli niepewnie na siebie, potem na mnie, a na końcu na Aśkę, która najwyraźniej doszła już formy, bo siedziała wdzięcznie, owinięta w jakieś kolorowe szmaty i spokojnie ogryzała ostatni paznokieć, jaki jej został z eleganckich szponów, które zwykle nosiła. Nie zdradzała żadnych objawów niepokoju wobec czekającego ją śledztwa. Więc wizęłam jego ciężar na siebie, bo tych dwóch całkiem oniemiało. - Gadaj, co wiesz i co zrobiłaś Tomkowi. Tylko po kolei, jasno i bez kręcenia – powiedziałam głosem, jak spiż. - Nic nie zrobiłam, przecież żyje – popatrzyła na mnie z niewinnym uśmiechem, który wyprowadził mnie z równowagi. - To widzimy – wysyczałam – I oczywiście nie wiesz, kto i dlaczego chciał go rąbnąć, prawda? A z Dorą i resztą tego towarzystwa łączą cię jedynie więzy bezinteresownej przyjaźni, która najlepiej rozwija się w podziemiach trefnej fabryki, tak? Forsę Tomka widziałaś tylko na papierku, co? Słuchaj, nie doprowadzaj nie do szału! Ja dzisiaj już trachnęłam jednego faceta, ciebie też mogę! Grzesiek zakrztusił się koniakiem i zamarł wpatrzony we mnie, jak w Krwawą Lady. Tomek zaczął go walić w plecy, dopóki ten nie złapał oddechu i nie krzyknął: - Odwal się! Anka, trachnęłaś faceta?! Kogo? I czym, na litość boską? - Nie istotne - odparłam – Sikającego. Wieszakiem. Ale mam już wprawę i mogę czymś innym. Babę też. Aśka! Do ciebie mówię! Po jaką cholerę poszłaś do tej mafii? - Wcale nie poszłam. Oni sami przyszli – Aśkę wreszcie odblokowało, raczej ze znudzenia, niż ze strachu przede mną – Ja się naprawdę przyjaźniłam z Dorą i wcale nie wiedziałam, że ten jej Smalczyk, to mafia. W życiu nie widziałam żadnego gangstera, więc skąd miałam wiedzieć? A kiedy znalazłam nieżywego Tomka, to wtedy Smalczyk mi powiedział, że tak się wygląda, gdy się go nie słucha. I że to ja pójdę siedzieć za zabójstwo, bo wszystkie ślady są moje. Więc albo będę grzeczna, albo Dora będzie mi przysyłać paczki z cebulą. A jeśli przeleję forsę Tomka na wskazane konto, to wyjadę z Dorą na Karaiby, albo gdzie będę chciała i mogę się pluskać w morzu do końca życia. Aha, jeszcze mnie przekonał, że właśnie Tomek, to mafia... - Czym cię przekonał? – głos Tomka był, jak świst miecza. - Pokazał mi zdjęcia, na których robisz narkotyki. Prawdziwe, nie fotomontaż, ja się trochę na tym znam. No i przecież już nie żyłeś, więc twoje pieniądze i tak by przepadły... A ja się boję więzienia! Samo tak wyszło, wybacz. - Ty głupia krowo! Tyle lat mnie znasz, a uwierzyłaś takiej gnidzie? – Tomek patrzył na nią z prawdziwym obrzydzeniem. Trochę mnie zatchnęło przy jej opowieści, ale jednocześnie kamień spadł mi z serca i gruchnął o podłogę. Niech tak na nią patrzy! Niech ją nienawidzi, będę miała o jeden problem mniej. Bo czułam, że z samego rana wydarzenia ruszą z kopyta i mogę nie mieć czasu pilnować tej zarazy, żeby go na nowo nie omotała. Tylko Grzesiek siedział bez ruchu, wodząc oczami po Aśce i po mnie, jakby widział nas po raz pierwszy i nagle zaczął żałować, że przyjął dwie obce bestie pod własny, przyzwoity dach. cdn. Odpowiedz Link
marrtawu Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 19.07.05, 14:50 Cisze, jaka zapadla po tych wyznaniach, przerwal niepoprawnie optymistyczny piskliwy dzwiek dochodzacy gdzies z otchlani dlugiego, wylozonego ekstrawagancka boazeria hallu. Spojrzelismy na siebie ze zdumieniem, a potem nagle rozpoznalam melodyjke. Moj telefon! Popedzilam w kierunku wieszaka, na ktorym zawiesilam torebke. Nie zapalilam swiatla, po omacku wymacalam telefon i wcisnelam zielony guziczek zanim zdazylam spojrzec na ekranik i zastanowic sie co ja, u diabla, wyczyniam. - Czesc... zastanawialem sie, czy juz ochlonelas na tyle, ze mozemy spokojnie porozmawiac? Szalg by to! Archaniola mi tylko brakowalo do pelni szczescia. W ciagu minionych kilku dni zdradzil mnie facet, ja zdradzilam faceta, o malo mnie nie zabito, ja o malo nie zabilam... Czy kiedykolwiek przyszloby mi do glowy, ze bede prowadzic takie bujne, obfitujace w rozrywki, zycie? No i co ja mam mu powiedziec? Nie moge przeciez pirzgnac aparatu za siebie... - Chyba nawet musimy - westchnelam ponuro odzyskawszy glos. - Jest o czym. Duzo sie zadzialo. - Wiem. To co, moze przyjade do ciebie? On wie. Jak to wie, co wie i skad wie? Szpiegowal mnie? Nic mnie juz nie zdziwi po ostatniej probie zapuszkowania moich przyjaciol. Ale skoro mnie obstawial, to powinien tez wiedziec, ze mnie nie ma w domu...? - Nie wiem, czy to dobry pomysl - rzeklam ostroznie. - Po tym wszystkim nie jestem calkiem soba. - Domyslam sie, ze to bylo dla ciebie trudne, ale myslalem, ze juz zdazylas sie oswoic z mysla, ze tak sie wlasnie koncza takie afery. Poza tym, nawet jej nie znalas. - Nie znalam jej? - upewnilam sie. - No takie tam znanie. Z opowiesci i jednego zdjecia w gazecie? - W jakiej znowu gazecie? - No w tym dodatku, stu najbogatszych z zonami. Stala tam przeciez kolo Smalczyka, komentowalas jej fryzure. - Dora! - wykrzyknelam, nagle oswiecona. - No a ty myslalas, ze o kim ja mowie? Zaraz, zaraz... czy ty wiesz o jakichs nowych zwlokach, o ktorych nasi chlopcy jeszcze nie slyszeli? Przed oczami stanal mi widok wygolonego byczka, zwalonego na twarz w pieknej lazience. Ale co on w ogole mowi, nowe zwloki? I Dora? Matko kochana... - Kto ja trzasnal? - spytalam slabo. - To chyba ty powinnas wiedziec lepiej... Widziano twoj samochod, ktory prul za nia przez pol miasta. Ale co potem, to juz nie wiemy. - Gabrys - powiedzialam stanowczo. - Chyba naprawde musimy porozmawiac. Czy ty dzwonisz do mnie po calym cholernym tygodniu tylko po to, zeby mnie troche popodejrzewac przez telefon? - Popodej... Skad, niech mnie reka boska broni! Chcialem sie z toba spotkac, wyjasnic w koncu te cala afere, ktora tak mocno toba wstrzasnela, a teraz juz moge ci udzielic pewnych informacji... wczesniej sie nie odzywalem, bo wiedzialem, ze bys mi spokoju nie dala, poki bym sie nie sypnal. To co, bede za pol godziny? - Gabrys, jak mowilam naprawde duzo sie podzialo i... ja nie jestem w domu teraz - wyznalam. - U Tomka? - spytal po chwili zdlawionym glosem. - O nim tez porozmawiamy, ale teraz jestem za miastem. Znaczy, konkretnie to u Grzeska. Gabrys milczal przez chwile. Ja zastanawialm sie, jak mam powiedziec Tomkowi o smierci Dory, kiedy najszybciej uda mi sie dotrzec do domu, czy powinnam gadac o tym przy Asce i Grzesku i co dalej poczac z calym tym uczuciowym metlikiem? Po czesci Gabrys pomogl mi podjac decyzje. - Wsiadaj natychmiast w samochod i jutro o osmej jestem pod drzwiami, bede walic dotad, dopoki nie wstaniesz i mi nie otworzysz. Nie przyszlo ci do glowy, ze plantacje Grzeska nie sa teraz najbezpieczniejszym miejscem na posiadowy? Do jutra - i rozlaczyl sie. Mial racje, goryle na pewno uderza tu w pierwszej kolejnosci, cud boski, ze ich nie ma jeszcze. Popedzilam z powrotem do kuchni, zgarnelam oszolomione towarzystwo i ponaglajac ich niezbyt zrozumialymi okrzykami, ulokowalam w dwoch samochodach. Przycisnelam gaz i wyprulam na droge, majac nadzieje, ze Gabrys uzyje swoich srodkow, zebym chociaz nie musiala placic gigantycznego mandatu za przekroczenie predkosci, jesli spotkamy po drodze niebieskich... Odpowiedz Link
magdajeden Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 20.07.05, 01:58 - To ja. Popieprzyło się. Musimy się spotkać. - Tam gdzie zwykle? - Tak. O dziewiątej. - Ok. Patryk rozłączył telefon. - Za godzinę wychodzę. Umówiłem się z Cienkim w kasynie.- powiedział wychodząc z sypialni. - Słuchaj, martwię się. Słyszałeś o Dorce? – Kaja kończyła trzeciego drinka, nerwowo pstrykając pilotem. Przez moment zapatrzyła się na zamerykanizowanego reportera telewizji polskiej relacjonującego jakieś sensacyjne wydarzenie z Białego Domu – musimy jak najszybciej wyjechać. - Wiem, kochanie. Jeszcze kilka dni i będzie po wszystkim. Muszę lecieć. Właśnie to wszystko muszę obgadać z Bolkiem. Cholera by cię wzięła! – ta ostatnia czułość była skierowana do krawata, który w żaden ludzki sposób nie dawał się zawiązać porządnie. Ciągle wychodził albo przykrótki albo za cienki. najwyraźniej jemu też nie służyły nerwy ostatnich dni. – ktoś cały czas robi nam krecią robotę. Domyślam się kto to może być, obgadam to z Bolkiem i coś ustalimy. Trzymaj się, uciekam. – cmoknął żonę w czoło i wygładził krawat. - Już wychodzisz? Mówiłeś, że za godzinę się umówiliście? – Kaja spojrzała na niego z wyrzutem robiąc minę smutnego spaniela. (zawsze działało) - Mam jeszcze sprawę na mieście – tym razem wyglądało jakby Patryk nawet nie zauważył Kai, nie mówiąc już o jej minie numer 5. Odwrócił się na pięcie i wyszedł, zabierając po drodze kluczyki od samochodu z wieszaczka przy drzwiach. Trzasnęły drzwi i Kaja została sam na sam ze swoimi myślami i przystojnym reporterem, który najwyraźniej nie mógł przestać mówić. „płacą mu za ilość słów, czy co?” przemknęło jej przez myśl. Odpowiedz Link
magdajeden Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 20.07.05, 02:10 Patryk wsiadł do samochodu i wyjął telefon. Przez chwilę trzymał go w ręku oglądając z każdej strony. Westchnął i odłożył na siedzenie obok. Przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył w kierunku jedynego kasyna w mieście. Jechał prawie pustą ulicą zerkając co jakiś czas na leżący obok telefon. „no jasna cholera, wszystko było dokładnie zaplanowane, wszystko szło jak po maśle, po kiego ta głupia baba się w to wtrąciła?! Wszystko popsuła. Ha! I ma za swoje! A swoją drogą szkoda kobity, Bogu ducha winna…” Myślenie przerwało mu przeciągłe wycie syreny policyjnej. Zerknął w lusterku i zamarł. Za nim jechał radiowóz i jego kierowca wyraźnie dawał mu do zrozumienia, że to wycie było skierowane do Patryka. Włączył kierunkowskaz i zjechał na pobocze. W ułamku sekundy spocił się jak mysz. Palce nerwowo zaczęły same stukać w kierownicę. Nie zdążył nawet pomyśleć i już zobaczył z lewej strony poważną twarz mundurowego. - Aspirant Kowalik, dzień dobry panie kierowco, dokumenciki proszę. - Dzień dobry, a coś nie tak zrobiłem? – Patryk za wszelką cenę starał się opanować drżenie głosu, sięgając jednocześnie po dokumenty. - Się okaże. Pan zaczeka. – policjant wyciągnął rękę, na której Patryk złożył dowód rejestracyjny i prawo jazdy – proszę wyłączyć silnik i pozostać w samochodzie. – oficjalny ton policjanta przytwierdził Patryka do fotela a policjant oddalił się do radiowozu dzierżąc w wyprostowanej ręce dokumenty jak trofeum myśliwskie. „jakby chodziło im o >to<, to już bym leżał skuty na glebie” – pocieszał się, a właściwie swoje trzęsące ręce, Patryk zerkając w lusterko. „pewnie kontrola drogowa, nic takiego, rutynowa, tylko akurat teraz musiało na mnie trafić, cholera”. Zobaczył wracającego policjanta. - proszę wysiąść, zamknąć samochodzik i pozwoli pan do radiowozu – twarz policjanta była kamienna i Patryk nie był w stanie nic z niej wyczytać. A tak marzył, żeby zobaczyć w niej cokolwiek, co mogłoby go choć trochę uspokoić. Jego i jego roztrzęsione ręce. Powoli, dając sobie czas na wyciszenie oddechu, wysiadł z samochodu, zamknął go dokładnie i poszedł do radiowozu. - proszę, pan wsiądzie z tyłu. – otworzył drzwi aspirant Kowalik sam jednocześnie siadając z przodu na miejscu pasażera. „cholera, komórkę zostawiłem” przypomniał się Patrykowi jego własny fotel pasażera. W samochodzie było już dwóch innych mężczyzn. Mundurowy kierowca i cywil. „jaki on ma stopień? Dlaczego ja nigdy nie mogę zapamiętać tych belek i gwiazdek” kolejna myśl nie na miejscu utkwiła Patrykowi w głowie. Zważywszy na sytuację, była ona zupełnie abstrakcyjna. Usiadł obok mężczyzny na tylnym siedzeniu i nerwowo zerkając na zegarek rzucił od niechcenia – panowie, co jest? Ja się bardzo spieszę. Możemy to załatwić szybko? Czyżbym za szybko jechał – „jakoś ten słowotok wyszedł mało naturalnie”, pomyślał. - musimy coś sprawdzić – mruknął aspirant Kowalik a mężczyzna, obok którego usiadł Patryk sięgnął do kieszeni kurtki. „o katar ma” a chwilę później chusteczka szczelnie zakryła mu usta i nos. - co jest!!? Co się dzieje!!? – krzyknął, ale chusteczka przylegała mu do twarzy dociskana ręką mężczyzny. Robiła się coraz większa i większa, potem wszyscy mężczyźni w samochodzie stali się podobni do nauczyciela PO z podstawówki i zrobiło się ciemno… Odpowiedz Link
magdajeden Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 20.07.05, 02:14 Bolek siedział przed jednorękim bandytą i od niechcenia co jakiś czas wrzucał żeton i pociągał za wajchę. Ale bardziej od zmieniających się okienek interesował go własny zegarek „gdzie on się do cholery podziewa? Spóźnia się już pół godziny” rozejrzał się po sali. ”dlaczego nie odbiera komórki?” Bolek zaczął się nerwowo kręcić na krześle. Gdyby tylko mógł w tej chwili się zobaczyć, na pewno natychmiast przestałby się kręcić. Ba! Wstałby w ogóle z tego krzesła. Wyglądał jak cyrkowy słoń robiący piruety na własnym ogonie. Na szczęście dla niego, jak to bywa w kasynie, każdy zajęty był sobą i swoją rządzą wygrania. Co niewątpliwe uchroniło go przed niepotrzebnymi chichotami zwolenników słoni cyrkowych. „za dużo się dzieje, za dużo ludzi znika. Za gęsto się zrobiło. Najpierw ten facet w mieszkaniu Tomka. Ewidentnie wyglądał na żołnierza Smalczyka. Potem Smalczyk i Smalczykowi. Teraz Patryk. Boże! Jaki Patryk! Co ja plotę, przecież oni nie żyją a on się tylko spóźnia” – niedowierzając we własne czarnowidztwo Bolek pokręcił głową. „o co w tym wszystkim chodzi? Wszystko było przemyślane i dopięte na ostatni guzik. Mieliśmy bardzo dobry plan, dlaczego się sypnął? Czyżby ktoś się postarał, żeby Smalczyk się o nas dowiedział? Ale kto? Przecież nikt prawie nie wiedział co robiliśmy za plecami Tomka. A Może to nie Smalczyk? Przecież on nie żyje. Kto i po co go zabił? Tomek? Nie, niemożliwe. A może jednak? Może domyślił się, że jest dwustronnie wkręcany i postanowił sam …” - Co za bzdury! – prawie krzyknął Bolek i w tym momencie ciszę kasyna przerwał przeraźliwy pisk, brzdęk i melodyjki. Ze zdziwieniem spojrzał na swój automat, którego dokarmiał żetonami przez cały czas i zobaczył, że wylatuje z niego kaskada, niekończący się potok żetonów. - o! gratuluję - krzyknęła kobieta siedząca na krzesełku obok. Nagle Bolek stał się najważniejszą i za sprawą automatu – najgłośniejszą osobą w kasynie. - Tego mi akurat dzisiaj najbardziej potrzeba – wycedził przez zęby szczęśliwy zwycięzca. cdn Odpowiedz Link
marrtawu Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 20.07.05, 11:29 Towarzystwo uparlo sie na nocleg w mieszkaniu Aski, co mi zbytnio nie przeszkadzalo, bo chcialam pobyc sama i pomyslec nad cala afera. Zrobilam sobie mocna kawe, zeby doczekac jakos do bladego switu o osmej rano, kiedy to archaniol ma przybyc na rozmowe i usiadlam na kanapie. najwyrazniej bardzo dobrze mi kawa zrobila, bo obudzilam sie zaledwie trzy godziny pozniej, dochodzila siodma i bylo juz calkiem jasno, a nawet, jak na moj gust, za goraco. Nie bardzo mialam co zrobic z ta godzina, doprowadzilam sie wiec tylko jakos do porzadku i przypomnialam sobie o zakupach w bagazniku. Przytargalam siaty na gore i oczywiscie, pierwszym artykulem, na ktory sie natknelam, byly doprawione jagodki. Ze zloscia zaczelam wytrzasac je ze sloika nad zlewem. Wiekszosc ladowala tam, gdzie powinna, czesc jednak rozsypala sie po szafkach i podlodze. Nie mialo to teraz znaczenia, wytrzasalam z siebie wlasny strach i wscieklosc razem z tymi jagodami ze sloika, jakby od tego mialo zalezec moje zycie. Miotalam sie wsciekle, do taktu podrzucajac wlosami, az sloik byl pusty. Dla podkreslenia swojej irytacji tym faktem, telepnelam nim jeszcze kilka razy. Na sterte jagos w zlewie opadl z cichutkim mlasnieciem plastikowy zamykany woreczek, taki jak te, o ktorych wiedzialam, ze dealerzy rozprowadzaja w nich dzialki narkotykow. zastopowalo mnie to nieco w mojej galopujacej furii. Nieufnie obejrzalam woreczek pod swiatlo. W srodku tkwila niebieskawa, poskladana karteczka. Testament czy instrukcje zza grobu tej kretynki, jak to ja Cienki Bolek okreslil? Aha, kretynka wdowa do pilnowania... chyba jednak jej nie upilnowal. Wydlubalam niebieskie cos i rozlozylam na stole, wygladzajac piescia. Wygladalo bardzo znajomo na pierwszy rzut oka. Przyjrzalam sie podejrzliwie i az mnie zatchnelo. Kwit, na wielka sume, z imieniem i nazwiskiem Dory, odrecznie podpisany skomplikowanym zawijasem... Bolus sie pomylil, to nie byla kretynka, umiala schowac dowod rzeczowy! A wiec to musiala byc ta faktura, o ktora mu chodzilo...!!! Drzacymi rekami wlozylam fakture znowu do woreczka. Rozejrzalam sie nerwowo po kuchni i wreszcie, nie znajdujac lepszej kryjowki, wsunelam go sobie w stanik. Myslec, myslec, myslec! Przeciez jakby mnie zabila tymi jagodami, to bym tego nie znalazla! wtedy dostaloby sie w rece policji, a ja juz dawno bylabym w stanie nie do identyfikacji... tego chciala, czy chciala mi to dac? Ale dlaczego mnie? Musze zmusic Gabrysia, zeby sie dowiedzial, co jest w tych jagodach!!! Odpowiedz Link
marrtawu Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 20.07.05, 12:34 Moja rozmowa z Gabrysiem przebiegla bardzo przyzwoicie. Krazylismy glownie wokol tematow kryminalnych, powoli zahaczajac o prywatne. Noc z Tomkiem wydala mi sie odlegla o lata swietlne i przygladalam jej sie z dystansem, zupelnie jakby to nie mnie dotyczyla. Ustalilam z Gabrysiem, ze na razie nie podejmujemy ostatecznych decyzji, poczekamy przynajmniej, az cala afera sie wyjasni. Na pozegnanie czule sie usciskalismy, on zabral kilka jagodek ze zlewu i obiecal wpasc wieczorem z wynikami ekspertyzy. Ja uspokoilam sie znacznie po jego wizycie, spedzilam dzien na przyjemnosciach, wysypianiu sie, objadaniu i rozpakowywaniu kraciastej walizy. Wlasnie wrzucalam ja na pawlacz, kiedy zadzwonil telefon. Nie lecialam z drabiny na zlamanie karku, pozwolilam wlaczyc sie automatycznej sekretarce. - Tu Gunia... nie moge juz dluzej czekac na twoj telefon, przykro mi, ze sie nie spotkalismy. Na razie wracam na dwa tygodnie do Kanady, wlasnie zaczeli boardnig na moj samolot. Mialem tego nie mowic, ale pani przyjaciel jest ze mna, Tomek znaczy, on chce chyba znalezc cos w Ottawie, nie wiem zreszta. Odezwe sie jak bede znow w Polsce, do widzenia. Nie obeszlo mnie to ani troche. Chcialam odzyskac utracona rownowage, te, ktorej kiedys tak bardzo mialam dosyc. Tomek - meteor moze robic wielkie tajemnice z wyjazdu do Kanady i nadstawiac swojego glupiego karku, nie bede tu lez przeciez wylewac po nim, znam go az za dobrze, zeby wiedziec, czego moglabym oczekiwac. Niczego, wlasnie. Kiedy wieczorem otworzylam drzwi Gabrysiowi, ktory trzymal w rekach bukiet slonecznikow i butelke wina, mialam na sobie swoje nowe seksowne buty i staranny, wieczorny makijaz. Usiedlismy na kanapie i wznieslismy pierwszy toast, zyczac aferze rychlego konca. Nie wytrzymalam i spytalam: - Dlaczego przez caly ten czas nie powiedziales mi, ze jestes policjantem? - Bo nie jestem. Bylem kiedys, przez dluzszy czas, ale mialem tego dosyc. Potem poznalem ciebie i twoj stosunek do smerfow, ktory bylas uprzejma wyrazic juz na drugiej randce i uznalem, ze nie ma sensu wracac do przeszlosci. Stropilam sie. Faktycznie, kazdy znal moj malo przychylny stosunek do sluzb mundurowych, nigdy sie z tym nie krylam i moze faktycznie wykrzyczalam kiedys kilka epitetow pod adresem niebieskich ludzikow. Cos jednak nie dawalo mi spokoju. - No ale jak to? A wtedy, w mieszkaniu z tym trupem, kiedy aresztowales Tomka i Grzeska? - Znalazlem sie tam na wlasne zyczenie. To nie jest pierwsza afera narkotykowa zwiazana ze Smalczykiem. Wiele lat temu pracowalem nad taka sprawa, ale to byly zupelnie inne czasy i dla policji i dla bogatych szych i dla narkomanow nawet. Rozeszlo sie wszystko po kosciach, ale jak uslyszalem, co teraz jest grane, odnowilem swoje kontakty i zaczalem sie wtracac, bo bylem ciekaw tak jak i ty. - To nie jestes komisarzem? Gabrys rozesmial sie i pochylil w moja strone. - Wtedy, przy tym trupie, chcialem tylko zrobic wieksze wrazenie na Tomku i Grzesku. Ktorzy sa tak zamieszani w to wszystko, ze nawet jesli nie maja nic na sumieniu, w co dalej nie wierze, to moze bezpieczniej byloby dla nich, zeby posiedzieli troche w kiciu. Nie chcialo mi sie z nim klocic na ten temat. Zreszta, kto ich tam wie naprawde, jakie drobne grzeszki po drodze popelniali, ze wynily z tego takie konsekwencje. Znajomosc z mafiozami jest co najmniej lekkomyslna, nie mowiac o interesach. Archaniol patrzyl na mnie przez chwile blyszczacymi oczami. Katem oka spostrzeglam, ze wytrabilismy juz prawie cala butelke. Potem pocalowal mnie. Kto by sie oparl archaniolowi? Przyjelam wygodniejsza pozycje na kanapie, pozwalajac Gabrysiowi pochylic sie nad soba i zajac sprawami przyjemniejszymi niz trupy i fabryki smierci. Skupilam sie na jego zapachu i delikatnym szumie w mojej malo odpornej na alkohol glowie. Czesci mojej garderoby kolejno spadaly na podloge, poczawszy od butow. W pewnej chwli Gabrys jednak zamarl bez ruchu. Otworzylam jedno oko, zasnal, czy co? - Asiu, co to jest? - spytal z rozbawieniem. - Moim zdaniem nie potrzebujesz zadnych wypelniajacych wynalazkow.... Otworzylam drugie oko. A, prawda, w biegu wydarzen zapomnialam o celu jego wizyty, wynikach ekspertyzy, jagodach i tym nieszzcesnym kwicie... - To jest dowod rzeczowy w sprawie. Ale moze zaczekac - dodalam stanowczo widzac ciekawosc na jego twarzy i majtnelam kwitem niefrasobliwie za siebie. - Tez tak uwazam - usmiechnal sie anielsko Gabrys. Odpowiedz Link
kmsanczia Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. Wstę 21.07.05, 01:18 Po jakimś niesprecyzowanym, aczkolwiek dość miło spędzonym czasie wypoczywałam na własnym wygodnym łóżku we własnej sypialni, do której trafiliśmy wprost z niewygodnej kanapy (ach ten pragmatyzm Archanioła!). Mój własny detektyw trzymał mnie w ramionach i przyznam, że pierwszy raz od wielu dni poczułam się bezpieczna. Mimo to afera nadal nie dawała mi spokoju, a łóżko jest jak wiadomo najlepszym miejscem na wydębienie z faceta paru informacji. - Wytłumacz mi kochanie jakim cudem Tomkowi udało się wyjechać z kraju? Miałam wrażenie, że nasi dzielni mundurowi ograniczyli mu swobodę ruchów? - Owszem, ale udał mi się to załatwić - odparł Gabrys z szelmowskim błyskiem w oku. Przez chwilę nie rozumiałam o co mu chodzi. - Załatwić? Ale po co, czy on... czy ty... Gabryś, czy ty pozbyłeś się Tomka ze względu na mnie??! - On też na tym skorzysta, nie martw się. Dosyć już się naraził paru osobom. To nie jest zabawa, a Tomasz zdaje się o tym zapominać. Po namyśle doszłam do wniosku, że i mnie się przyda trochę urlopu od Tomka. Kilka dni spokoju z pewnością dobrze mi zrobi. *** W zaparkowanym na poboczu samochodzie wściekle dzwoniła komórka. Na podświetlonym ekranie widniało imię Sywia... Odpowiedz Link
kmsanczia Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. Wstę 21.07.05, 01:35 Dwudniowy wyjazd na Mazury dobrze nam zrobił. Szaleliśmy z Gabrysiem jak za dawnych lat i udało mi się całkiem zapomnieć o aferze. Nie stety afera nie zapomniała o mnie, o czym przekonałam się natychmiast po włączeniu komórki. "Dżoana, Tomek zniknął! Naprawdę nie udało nam się go upilnować. Powiedz Gabrielowi, że tu w Sztokholmie go nie ma, przeszukaliśmy wszystko. Gunia jest zrozpaczony, bo dostał Tomka niejako pod swoje skrzydła. Odezwijcie się, bo my tu wariujemy!". Odsłuchałam tą wiadomość w poczcie głosowej i gdyby nie to, że rozpoznałam głos mojej własnej przyjaciółki nigdy bym nie uwierzyła w to, co słyszę. Z rozpędu powtórzyłam wszystko Gabrielowi, a on tylko docisnął gaz i tak jechaliśmy w milczeniu aż do samej Warszawy. Nie miałam siły się odezwać, a w głowie miałam tylko jedną myśl: czego jeszcze mi nie powiedział?! Odpowiedz Link
marrtawu Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. Wstę 26.07.05, 11:11 Wpadlismy do mieszkania i jednoczesnie rzucilismy sie na telefon. Zadne takie, kobiety maja pierwszenstwo! Wyrwalam sluchawke z zacisnietych palcow Gabrysia i kazalam mu zejsc do samochodu po nasze bagaze i miedzy innymi, komorki, ktore tam zostawilismy. Sama zas zaczelam wystukiwac numer Asi w Sztokholmie.. Na szczescie szybciutko odebrala i moglam zaczac ja wypytywac o cale to kolejne zamieszanie z udzialem Tomka. Otoz okazalo sie, ze Tomek co prawda wybral sie z Gunia do Ottawy i spedzil tam cale dwa dni, po czym zniknal bez sladu. Gunia sprawdzil, wymeldowal sie z hotelu, zamowil taksowke na lotnisko i tyle go widzieli. Z lotniska skontaktowal sie z Asia i uprzedzil, ze wybiera sie do Skandynawii i prawdopodobnie zawita w jej progi, bo cos nie daje mu spokoju, nie chcial przez telefon powiedziec co. Nastepnie zadzwonil do niej z hotelu Renstierna w Sztokholmie i umowil sie na spotkanie, na ktore nie dotarl. Slad urywa sie na hotelu wlasnie, Tomek wywinal ten sam numer co w Ottawie. Chcialysmy wierzyc, ze udal sie na zwiedzanie Szwecji, ale jasne bylo, ze jesli zdobyl w Ottwie jakas informacje, ktora chcial przekazac Asce, po czym zapadl sie w podziemie w okolicach Södermalm, to albo naprawde ktos go dopadl i wyrzadzil mu krzywde, albo grunt na tyle zaczal mu sie palic pod nogami, ze zmuszony byl do ucieczki... Staralam sie uspokoic te wariatke, ktora zadala od nas natychmiastowego przyjazdu na polnoc, oferujac nam zalatwienie rezerwacji miejsca w samolocie, noclegu i czego tam jeszcze, nawet na miesiac, jesli zajdzie taka potrzeba. Nie usmiechala mi sie eskapada po dalekich krajach w pogoni za Tomkiem, skoro nawet nie mamy pojecia, w ktorym kierunku zaczal znikac, ale obiecalam jej, ze naradze sie z archaniolem i dam znac. Splawiwszy ja niejako tymi przyrzeczeniami, zdalam relacje Gabrysiowi... Odpowiedz Link
marrtawu Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. Wstę 28.07.05, 12:47 Gabrys, co bardzo mnie zdziwilo, uparl sie na poscigi za znikajacym Tomaszem. Mialam nadzieje, ze robi to bardziej sluzbowo lub z wlasnej ciekawosci niz z checi konfrontacji i uszkodzenia jego oblicza. Nakrecana dodatkowo jekliwymi blaganiami trzepnietej przyjaciolki zza morza i mamiona obietnica cudownej resztki urlopu blisko natury, tak jak lubie, grzyby, jagody... poddalam sie po argumencie z losiem na przystanku autobusowym. Jezeli on tam naprawde bedzie stal i nie trzeba bedzie za nim gonic przez pol Kampinosu z miernym skutkiem, to ostatecznie, moge jechac. Pod warunkiem, ze afere zepchniemy na plan dalszy i bedziemy spac pd namiotem, jak za studenckich lat. Asia czekala na nas pod Sztokholmem, w porcie o nazwie niemozliwej do wymowienia, aby pokazac nam droge na kemping. Nakazalam Gabrysiowi prowadzic nasz samochod, a sama wpakowalam sie obok Aski do jej Toyoty. - Wyjasnisz mi jeszcze raz, po co Tomek sie w ogole ruszal z tej Warszawy? Prychnelam ze zloscia. - Za dobrze mial chyba, bohatera chce z siebie robic, niewazne, jakim kosztem. Cos mi sie widzi, ze uparl sie dopasc tego miedzynarodowego blizniaka Guni i dlatego uczepil sie biednego Leszka, kazac sie wiezc do Ottawy. - Ale po diabla tutaj...? - Setny raz mowie, ze wiem tyle co i ty! Moze ten blizniak jest bardziej miedzynarodowy niz na sie wydawalo? - No ale musimy przeciez od czegos zaczac! - Zaczac co? - Poszukiwania! Westchnelam ponuro. - Wiem, ze nie odpuscicie i chcac, nie chcac, przemierzymy pol kraju bez zadnego celu. Ale ja dosyc mam juz Tomkowych zagrywek jak z komiksu i wcale mi sie nie usmiecha spotkanie z nim... przynajmniej na razie nie. Aska spojrzala na mnie podejrzliwie. - Czy jest cos co powinnam wiedziec o tobie i o nim? - Sadzilam, ze sie domyslasz... Asia nie spuszczala ze mnie wzroku a ja nie ufalam jej umiejetnosciom prowadzenia samochodu az do tego stopnia. - Blagam cie, patrz na droge, w przeciwienstwie do ciebie, nie wybralam sobe jeszcze zadnego cmentarza w okolicy... Odwrocila sie od mnie i poslusznie spojrzala przed siebie, ale nie bylam pewna, czy cos w ogole dostrzega przed maska samochodu, wzrok miala raczej nieobecny. - No, no - powiedziala w koncu, a w jej glosie zabrzmial i podziw i niedowierzanie. - No, no. No, no! Swoim irytujacym "no, no" raczyla mnie az do samego kempingu, ale postanowilam nie zwracac na to uwagi, koncentrujac sie na urokach zblizania sie do natury. Mialam ogromna chec jeszcze dzisiaj poplywac, a Asia obiecala mi, ze kemping Bredäng, na ktory ans zawiezie, bedzie dysponowal malutka plaza. Gdy tylko dojechalismy, pozwolilam Gabrysiowi na zajecie sie rozbijaniem namiotu, a wciaz oszolomiona Asie pociagnelam za soba w glab lasu, gdzie, jak obiecala pani w recepcji, powinna znajdowac sie plaza jeziora Mälaren. Cos tam niby bylo, ale zeby to szumnie plaza nazywac? Woda byla bardzo zimna, ale zaparlam sie na te wczasy blisko natury i krok po kroku zanurzalam sie w ten lod. Asia na brzegu pukala sie palcem w czolo, po czym odwrocila sie na piecie i pomaszerowala z powrotem do namiotu, zapewne nie mogac zniesc mojego widoku. Ja jednak zanurzylam sie, poplynelam wzdluz brzegu, zawrocilam, polozylam sie na wodzie, przymknelam powieki, rozkoszujac popoludniowym sloncem i postaralam zrelaksowac. Szum drzew, odglosy motorowek, krzyki plazowiczow... Nie dzialalo. Moj umysl obsesyjnie wracaal do niewyjasnionego - gdzie zaczac szukac Tomka? Co niby mamy zrobic, objezdzac kazde miasto z jego fotografia? Kazde duze miasto, czy male szwedzkie miasteczka tez? Male szwedzkie miasteczka... male szwedzkie miasteczka... cos zaczelo mi sie powoli przypominac i nie moglam sie oprzec wrazeniu, ze to moze byc istotne. Male... szwedzkie... male... uniwersyteckie!!!! Zatrzepotalam gwaltownie rekami i nogami, poszlam pod wode i zachlysnelam sie. Wynurzylam sie, z lomoczacym sercem. Wiem, gdzie mogl pojechac Tomek! Ale ze mnie kretynka, przeciez wtedy, na imprezie, podczas ogladania filmu z wesela, Tomek nachylil sie do mojego ucha i powiedzial:"ta kobieta wyglada zupelnie jak moja ciotka z... to takie male, uniwersyteckie miasteczko w Szwecji." Juz chcialam biec do Asi, zeby podpowiedziala mi nazwe owego miasteczka, ale sie powstrzymalam. Gabrys i ona gotowi od razu zwinac namiot i odjechac, a ja mam plan zobaczyc chociaz ten ratusz od Nobla! Powloklam sie do namiotu. Byl juz rozbity, Asia i gabrys siedzieli przed nim, objadajac sie krakersami. Pogrzebalam w mojej torbie, ktora stala obok, wyciagnelam przwodnik i rowniez usiadlam. Zaczelam przegladac ksiazeczke kartka po kartce. Dojechalam do polowy, zanim znalazlam to, czego szukalam. "Male uniwersyteckie maisteczko Lund, to miejsce, do ktorego powinien zajrzec kazdy turysta, jesli tylko..." Nie dowiedzialam sie, czy spelniam warunki, aby tam zajrzec, bo Gabrys zajrzal mi przez ramie i zamknelam przewodnik z trzaskiem. - Co tam znalazlas ciekawego? - Sprawdzalam tylko, jakie sa atrakcje turystyczne na calym tym starym miescie. - W zasadzie wszystko, co chcesz zobaczyc, znajduje sie na Gamla Stan, poza ratuszem - oswiecila mnie Asia i siegnela po nastepnego krakersa. Pokiwalam glowa w zadumie. Lund... Odpowiedz Link
magdajeden powieść bardzo sensacyjna, wątek polski 03.08.05, 20:02 - Patryk! Patryczku! Słyszysz mnie? Odezwij się, otwórz oczy. Przeraźliwy gwizd w uszach i głowie Patryka nie pozwalały mu na otwarcie czegokolwiek a oczu w szczególności. Z każdą próbą poruszenia jakimkolwiek mięśniem przeraźliwy ból przeszywał mu ciało. - Patryk, na litość boską, otwórz choć jedno oko! „kto to mówi?, czyj to głos? Co się dzieje?” myśli powoli przepływały po obolałej głowie a oczy w żaden sposób nie chciały się otworzyć. Nagłe, przeraźliwe zimno zmusiło oporne powieki do podniesienia się. W jednej chwili Patryk stracił oddech i poczuł że się topi – usiadł i zobaczył czyjąś głowę tuż przy swojej. - co jest kurna?! – chciał wrzasnąć ale tylko żałośnie zapiszczał. - musiałam polać cię wodą, bo wcale byś tych oczu nie otworzył. - dzięki, najpierw mnie zabili policjanci a teraz ktoś mnie chciał utopić! Dzięki! - po pierwsze nie policjanci, i nie zabili, bo jakby zabili to ja bym już nie musiała cię topić. A po drugie nie ktoś tylko ja i nie topić tylko cucić. Mógłbyś być odrobinę precyzyjniejszy. I wdzięczniejszy. Wzrok Patryka powoli wracał do normy i zamglona postać zmieniała się w znajomą twarz Sylfidy. - co ty tu robisz? – zapytał, już prawie swoim głosem. - co ja robię? co TY robisz na mojej werandzie!? Wszyscy szukają cię od wczoraj a ty tu do snu zimowego się układasz? – głos Sylfidy z zatroskanego powoli zaczynał stawać się oburzony. - na twojej werandzie? Co ja robię na twojej werandzie? - liczyłam, że ty mi to wyjaśnisz? Przeprowadzasz się do mnie? - no co ty! - dzięki – syknęła prawie mimo woli Sylwia. - zaczekaj, jechałem na spotkanie z Bolkiem i miałem kontrolę drogową i … dalej nie pamiętam. – Patryk pomasował obolałą głowę – Może zaprosisz gościa do środka, napiłbym się czegoś i jakoś wygodniej usiadł, bo tu, na tych deskach jakoś twardawo. - chodź – Sylfida przypomniała sobie o obowiązkach pani domu – Misiek pojechał do Poznania na targi, możesz nawet butów nie zdejmować. Patryk docenił zaszczyt jaki go kopnął, nie zdejmować butów w domu Sylfidy – chyba rzeczywiście kiepsko wygląda, trzeba jakieś lusterko złapać i obejrzeć co na tej głowie tak przeraźliwie pulsuje z tyłu. Sylwia pomogła mu wstać i założywszy sobie jego ramię na plecy wprowadziła do domu. Przypomniała sobie o kontynuowaniu obowiązków gospodyni jak już oboje wygodnie rozsiedli się na kanapie przed kominkiem. - oj, nadal cię boli? Znaczy nie weźmiesz sobie sam piwa z lodówki? Muszę ci przynieść? - jak byś była tak uprzejma – syknął chłodno. Po chwili znów siedzieli na kanapie, Patryk w suchym podkoszulku Miśka i z piwem w dłoni, Sylfida z piwem i ręcznikiem przygotowanym na ewentualne resztki wody spływające z głowy Patryka. Odpowiedz Link
magdajeden Re: powieść bardzo sensacyjna, wątek polski 03.08.05, 20:06 - no to, Złotko, po kolei, mów co pamiętasz. Zatrzymali cię do kontroli, tak? - no, tak. I dalej już nic nie pamiętam. – westchnął Patryk. - no, toś się naopowiadał. To ja ci powiem. Od wczoraj wieczorem wszyscy cię szukają, Kajka wydzwania do mnie co kwadrans, Bolek dzwoni akurat wtedy kiedy kończę rozmawiać z Kają. Odebrałam jeszcze ze dwa telefony od twojej teściowej, która poinformowała mnie uprzejmie, że jak będę cię ukrywać i przyczyniać się do rozpadu rodziny to ona już mnie coś tam, nie udało mi się zapamiętać co ona mnie tam, bo za szybko mówiła. - no tak, ona w momentach wzburzenia łapie przyspieszone obroty- wyjaśnił Patryk – ale zaraz, dlaczego ona do ciebie dzwoniła? Skąd wie? - a o to, to ja chciałabym się ciebie zapytać, Złotko. Ale zostawmy to na drugą puszkę piwa, teraz, skorzystamy z okazji, chwilowej ciszy na łączach telefonicznych i spróbujmy wyjaśnić twoje tajemnicze zniknięcie i cudowne odnalezienie na moim tarasie. - wygląda na to, że komuś w czymś przeszkadzałem i chciał mnie usunąć z drogi na chwilę… - albo delikatnie zasugerować, żebyś nie pchał palców między drzwi. - myślisz? – Patryk rozejrzał się nerwowo po pokoju – ale kto? Myślisz, że się kapnęli, że zrobiliśmy ich w konia? - na moje oko, na to wygląda. Weź ten ręcznik, bo mi kapiesz na kanapę. - nie trzeba było mi lać wiadra wody na łeb toby nie kapało- odburknął. Przeraźliwy dźwięk zardzewiałych pił łańcuchowych przeszył pokój. Patryczek wzdrygnął się i rozejrzał nerwowo. - ty weź wreszcie zmień ten dzwonek, bo ja kiedyś na zawał padnę! – wrzasnął próbując przekrzyczeć dzwoniący telefon. - gupiś! Nic nie zmienię, to jest stary telefon i ma mieć stary dzwonek. Jak to poszukiwacze, to odnalazłeś się już czy jeszcze nie? - nie, lepiej nie, trzeba jeszcze przemyśleć to i owo. Sylwia podniosła słuchawkę. - halo? Nie, Kajeczko, nic nie słyszałam, nie nic nie wiem. Tak oglądam wiadomości, nic nie mówią. Kaja, uspokój się, po co mieliby o nim w wiadomościach gadać?! No tak, rozumiem. Spokojnie, tak, wiem, ostrzegałaś, tak, tak, ale popraw mnie, jak się mylę, ale to ty chciałaś nowe Volvo? Dobra, nic nie mówię. Tak zadzwonię. Pa. Odłożyła słuchawkę. - żona cierpi, Złotko.- powiedziała z przekąsem. - a ty musisz ją wyrzutami dobijać jeszcze? - myślałby kto, że taka delikatna! Nie będę przypominać kto wpadł na pomysł zrobienia Tomka i Smalczyka na te lewe faktury na Dorkę i innych. - pomysł jej ale realizacja wspólna, żebyś nie próbowała się teraz wymigać. Bo do brania kasy to chętnych na pęczki a do obrywania w łeb tylko ja! - no, wybacz, że nie dałam ogłoszenia w Wyborczej, w łeb zarwę, bo mam za dużo pieniędzy. - brudnych pieniędzy, nie zapomnij dopisać. - żeby Skarbowy mi na obolały łeb jeszcze wszedł? - obolały łeb to na razie mam tylko ja i jeszcze jedno piwo poproszę bo mnie z tego bólu strasznie suszy. Sylfida westchnęła i poszła następne puszki do kuchni. Patryk w tym czasie postanowił zrobić przegląd swojego dobytku. Od razu zauważył brak komórki i samochodu. O ten drugi w pokoju Sylwii i tak byłoby trudno. Odpowiedz Link
magdajeden Re: powieść bardzo sensacyjna, wątek polski 03.08.05, 20:08 - a mojego samochodu to gdzieś nie widziałaś? – krzyknął do kuchni. - no wybacz, musieli dostarczyć cię tu w inny sposób niż własnym autem, bo jakoś nie zauważyłam na ogródku nic co mogłoby przypominać twój samochód. - cholera! Jeszcze samochód mi ukradli! - eee, wątpię, pewnie znajdzie się gdzieś w lesie albo na jakimś parkingu- powiedziała Sylwia wręczając mu kolejną puszkę piwa. Piekielny telefon znów zaczął dzwonić. - nadal zaginiony? Patryk skinął głową. - halo?- Sylwia lekko pobladła i przysiadła na oparciu kanapy – kto mówi? Jakim prawem….?! Tak. Tak. Dobrze. Odłożyła słuchawkę. - twoi policjanci – jej głos zaczął prawie niezauważalnie drżeć – dzwonili twoi policjanci – powtórzyła. - to już wiem, ale co chcieli?! – Patryk nie próbował nawet ukrywać zdenerwowania. - powiedział, bo to właściwie jeden facet mówił. - domyśliłem się, że nie robili duetu słuchawkowego! Mów! - powiedział, że tym razem tylko głowa cię boli i żebyś trzymał się z dala od nie swoich spraw, i że z szacunku dla naszego sprytu nie rozwalili ci tego łba doszczętnie, i że mamy przelać pieniądze z powrotem i że drugi raz nie będą powtarzać i że zadzwonią jeszcze w sprawie kwitów i że współczują Kajce. Oboje przez chwilę w milczeniu analizowali usłyszane słowa. - jak to przelać? Tyle ryzyka, tyle wysiłku, tyle … i teraz przelać ot tak!? – Sylwia pierwsza odzyskała mowę. - mądrala, to nie twoją głowę chcą doszczętnie – Patryk pokazał wiele mówiący gest przykładając dwa palce do skroni. - tyle wysiłku, tyle kłopotów – powtórzyła Sylfida. - a czego oni mogą współczuć Kajce? Że mnie zabiją i wdową będzie? - że ją zdradzasz, palancie, tego jej współczują! - dzwoń do Bolka, niech tu przyjeżdża, nie mów mu że jestem, tylko go tu migiem ściągnij. Musimy obgadać sprawę. Szybko, bo ja mu dopiero co kazałem grześkowe włości podpalać! - czyś ty już kompletnie rozum stracił?! Po co?! - bo to najlepszy sposób na pozbycie się tych kwitów. Wiesz jakby ktoś je dostał, to mogiła. a teraz mogiła jak nie dostanie. Dzwoń! Sylfida wybrała numer Cienkiego Bolka. cdn Odpowiedz Link
magdajeden Re: powieść bardzo sensacyjna, wątek polski 19.08.05, 23:10 - No i tak to wygląda – Patryk odstawił pustą butelkę po piwie. - Pięknie, kurna, pięknie. Tośmy sobie biznesik skręcili, w mordę jeża! – stęknął Bolek – a miało być pięknie i wszystko proste jak budowa cepa! Mówiłem od razu, że trzeba wiedzieć kogo okradać. Państwo – rozumiem. Zwykłych ciułaczy – rozumiem. Ale mafiosów??!! - Teraz to narzekasz, a jak dobrze szło, to sam łapy pchałeś po więcej! – ofuknęła go Sylfida. Było już grubo po północy, wypili wszystkie piwne zapasy, opróżnili lodówkę – to akurat nie było wielką sztuką – lodówka Sylfidzie służyła przede wszystkim do przechowywania kremów, tuszów do rzęs i innych, raczej niejadalnych, utensyliów. Kończyli dojadać orzeszki rozrzutnie kilka godzin wcześniej rozsypane na stole. - Słuchaj Bolek, spokojnie, wszystko ustaliliśmy, mamy dwa dni na zwinięcie się ze wszystkim i szukaj wiatru w polu, nikt nas nie namierzy. Kasa przelana, bilety kupione – przecież jakby wiedzieli coś o naszych planach, nie siedziałbym tu z wami teraz – Patrykiem aż trząchnęło na myśl o tym gdzie mógłby teraz siedzieć, a może leżeć. - Słuchajcie, a nie sądzicie, że warto byłoby porozmawiać z innymi? Znikniemy ot tak, z dnia na dzień bez słowa wyjaśnienia – Sylwia przypomniała sobie o reszcie przyjaciół. - Napiszemy do nich jak sprawy przycichną, teraz trzeba jak najszybciej się zwinąć z widoku. - Słusznie Bolek, teraz nie ma co ich drażnić, jeszcze ktoś mógłby się obrazić za te fakturki – zachichotał Patryk. Zza okna dobiegł dźwięk klaksonu. Patryk powoli wstał, zerkając na Sylfidę - Moja taksówka, to spadam na łono rodziny, będziemy się zdzwaniać, ale uważajcie, telefony mogą być na podsłuchu. - Spadaj już bo łapiesz manię prześladowczą – wysyczała Sylfida. Bolek zarechotał. * Odpowiedz Link
magdajeden Re: powieść bardzo sensacyjna, wątek polski 19.08.05, 23:11 Patryk wysiadł z taksówki i odruchowo zerknął w okna swojego mieszkania. Lampka w sypialni się świeciła „Kaja nie śpi jeszcze” pomyślał ciepło o żonie, pierwszy raz od wielu miesięcy. Wszedł do mieszkania, podświadomie oczekując jakiegoś komitetu powitalnego, w końcu nie co dzień człowieka porywają. - Kochanie! Wróciłem! Gdzie jesteś? Odpowiedziałoby mu echo, gdyby mieszkanie było o jakieś 200 metrów większe, a że miało standardowe wymiary budownictwa późnogierkowego – nie odpowiedziało mu nic. A tym bardziej nikt, tym nikim była jego żona, a właściwie to jej nie było. „Jak to możliwe, ja wróciłem z porwania, mogłem nie wrócić wcale, mogłem wrócić w worku, poćwiartowany a jej nie ma? Może ją też porwali? Może poćwiartowali?” wzdrygnął się i popukał w głowę. Przegalopował po całym mieszkaniu. Przewracając po drodze krzesło i strącając wazonik wparował do sypialni. „Uff!” Sapnął, „śpi, nie usłyszała jak wszedłem” z czułością zerknął na wybrzuszenie kołdry. Wybrzuszenie - dziwnie małych rozmiarów, nawet jak na Kajkę - zaczęło się poruszać coraz szybciej, kotłować i merdać ogonem. -Urwis! Co ty robisz na łóżku?! – krzyknął Patryk – Gdzie jest pani? – zapytał, osłaniając się jednocześnie przed atakami radości psa i kołdry, w którą dokumentnie zaplątany okazał się Urwis. Taniec psiej radości w połączeniu z wirującą puchową kołdrą w za dużej poszewce, spowodowały bliskie spotkanie twarzy Patryka z nocną szafką. - Żesz ty! – jęknął, chciał coś jeszcze dodać pikantnego bo czuł pulsujący ból w skroni ale jego wzrok padł na kopertę opartą o lampkę. Spacyfikował psa i kołdrę oparł się o łóżko i rozerwał kopertę. KOCHANY PATRYCZKU, MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDZIESZ ŻYWIŁ DO MNIE ŻALU, ALE WYJECHAŁAM Z KRAJU. CZEKAŁAM NA POTWIERDZENIE CZY WSZYSTKO Z TOBĄ W PORZĄDKU. WIEM, ŻE ŻYJESZ I MASZ SIĘ NIEŹLE. ZNUDZIŁO MI SIĘ UDAWANIE, ŻE WSZYSTKO JEST W PORZĄDKU, ŻE JESTEŚMY SZCZĘŚLIWYM MAŁŻEŃSTWEM. ŻYCZĘ CI SZCZĘŚCIA Z SYLWIĄ (TAK, WIEM OD DAWNA), JAKO ZADOŚĆUCZYNIENIE MOICH STRAT MORALNYCH POZWILIŁAM SOBIE WYPŁACIĆ Z KONTA PIENIĄDZE (o żesz, ku*wa!), O TO TEŻ NIE POWINIENEŚ MIEĆ ŻALU – W KOŃCU ZOSTAJE WAM JESZCZE CZĘŚĆ SYLWII. ZOSTAWIAM CI URWISA, WIEM JAK BARDZO JESTEŚ DO NIEGO PRZYWIĄZANY, A POZA TYM NIE UDAŁO MI SIĘ ZAŁATWIĆ W TAK KRÓTKIM CZASIE POZWOLENIA NA WYWÓZ GO Z KRAJU.BĘDĘ ZA NIM TĘSKNIĆ. POZDRÓW WSZYSTKICH NASZYCH PRZYAJCIÓŁ. WIERZĘ, ŻE W JAKIŚ SPRYTNY SPOSÓB WYTŁUMACZYSZ IM MÓJ NAGŁY WYJAZD. W KOŃCU W KŁAMSTWACH JESTEŚ MISTRZEM. TOMKA MOŻESZ NIE POZDRAWIAĆ – SAMA TO ZROBIĘ, PRAWDOPODOBNIE JUŻ JUTRO. CAŁUJĘ CIĘ I NIE BĘDĘ TĘSKNIĆ. TWOJA (PRAWIE) BYŁA ŻONA KAJA P.S. NA OTARCIE ŁEZ ZOSTAWIAM CI MIESZKANIE. K. Patryk jęknął rozdzierająco, spojrzał na psa i puścił wiązkę jakiej nie powstydziłby się niejeden recydywista. cdn Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 19.09.05, 22:23 - ... mówię ci, przyjeżdżaj natychmiast, bo ja nie wiem, co teraz.... – głos Krzyśka był dramatyczny i posępny, jak jęk puszczyka wśród nocnej ciszy – Wcale się nie zdziwię, jak ona mnie w końcu trzaśnie. I dobrze! Będę miał wreszcie spokój. Jezu, jaki ja jestem zmęczony... Anka, ja mówię poważnie! Już nie wyrabiam. Wracaj natychmiast! - Dobra, spokojnie. Będę pojutrze. Siedź na czterech literach i odpoczywaj w spokoju. Cześć. Wyłączyłam komórkę i zobaczyłam, że towarzystwo przy stoliku wpatruje się we mnie, oczekując wyjaśnień. Asia zamiast oczu miała dwa wielkie znaki zapytania, a Gabriel patrzył uważnie, z cieniem kpiącego uśmieszku w kącikach ust. O, żesz ty...! Prędzej wrosnę w tę skandynawską glebę i wypuszczę świeże pędy, niż przy nim puszczę parę z gęby. Najpierw muszę ochłonąć po rewelacjach usłyszanych od spanikowanego Krzyśka, a potem... Już ja cię przyduszę, ty moja słodka, tajemnicza cholero! Odechce ci się gruchania i albo zaczniesz gadać na temat, albo całkiem przestanę cię lubić. - Czego? – zapytałam ponuro i sięgnęłam po filiżankę z kawą, która w czasie rozmowy z Krzyśkiem zdążyła zmienić się w zimną lurkę. Fu! - Niczego. Słyszę, że wracacie do Warszawy? – zapytała Asia, taktownie pomijając wszystkie inne szczegóły podsłuchanej rozmowy. Jak ta dziewczyna potrafi wyczuć pismo nosem! Jakby czytała w moich myślach. - Wracamy – niespodziewanie Gabriel wyręczył mnie wodpowiedzi – Ale najpierw proponuję po jeszcze jednej filiżance kawy, bo twoja wystygła, a w Asi utopiła się mucha. Ja z przykrością muszę was na chwilę opuścić. Spotkamy się w namiocie za godzinę, ok.? I wtedy pogadamy poważnie. Zanim mnie zamordujesz oczu swych sztyletami. Kiwnął głową w moja stronę i poleciał, nim zdążyłam zaprotestować. Asia z obrzydzeniem patrzyła na resztki kawy, w której pływał dorodny owad. - Matko kochana, jak dobrze, że z tego wszystkiego zapomniałam o kawie. Przecież bym ją połknęła! – otrząsnęła się z obrzydzeniem – Przepraszam, czym ty go masz zamordować? - Wyjmij to stworzenie, niech się nie męczy, zamów następną i przestań zajmować się głupotami! Słuchaj, szwagier Krzyśka dorwał się do takich rewelacji, że skronie siwieją! Wreszcie zaczyna mi się krystalizować całość tej draki. Ale... - W tę całość uwierzę, jak usłyszę – przerwała mi cierpko Asia – O ile będzie się to w ogóle kupy trzymało. - Jak sama ruszysz tym pustym czerepem, zamiast się czepiać, to może wreszcie zacznie. Ale teraz bądź uprzejma zamknąć na chwilę swój szanowny dziób i zechciej przyjąć do wiadomości, że co najmniej dwie nasze przyjaciółki zostały najprawdopodobniej poślubione mafii i coś z tym trzeba zrobić. - Najlepiej żywcem zakopać, będzie pożytek dla robali. Ty?! Jakie dwie?! – Asia popatrzyła na mnie z błyskiem w oku – Która druga? Bo domyślam się, że pierwsza, to Aśka i jakoś dziwnie mnie to nie rusza. Ale jaka druga? Sylfida?? Nie gadaj głupot! - A jednak... Krzyś coś zwęszył na jej temat, ale bał się mówić przez telefon. On chce, żebym natychmiast wracała do Warszawy. I ja się z nim całkowicie zgadzam. A Gabriel może sobie siedzieć tutaj do uśmiechniętej śmierci i udawać, że trzyma rękę na pulsie. Wisi mi to. Posłuchaj, z grubsza ta cała chryja wygląda tak... Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 19.09.05, 22:53 Opowiedziałam jej wszystko, co wiedziałam od Krzyśka, a on od swego szwagra, a także w wielkim skrócie to, czego sama zdołałam się domyślić. O rozbiciu gangu, który wprowadził na nasz rynek super narkotyk, rozprowadzany w postaci niewinnego, mrożonego bobu, o powiązaniach tej bandy z drugim gangiem, trudniącym się wpuszczaniem Bogu ducha winnych biznesmenów w kanał, oskubywaniem ich z majątków i zostawianiem ich w samych skarpetkach, a także o mafijnej wojnie interesów, która zaowocowała licznymi, znanymi mi niejako osobiście, zwłokami. W tym samego herszta bandy od narkotyków, niejakiego Smalczyka i jego dwóch piesków, którzy, dziwnym trafem, zakończyli żywot w mieszkaniach naszych przyjaciół. Wspomniałam również o największej zgryzocie Krzyśkowego szwagra, czyli próbach tuszowania niektórych faktów i hamowaniu śledztwa z góry, na której niewątpliwie siedział ktoś, kto czerpał niezłe apanaże z tego całego bajzlu, zapewniając mu urzędową ochronę. Oraz o tym, że najważniejszy i wciąż nieuchwytny jest ten, kto zapragnął podporządkować sobie cały rynek narkotykowy w Polsce i ja chyba wiem, o kogo chodzi. Tomek też wie. I Tomek nie jest żadnym podejrzanym, tylko jako poszkodowany, oskubany z całego mienia i ciężko obrażony na cały świat, z Gabrielem na czele, sam postanowił wyręczyć wymiar sprawiedliwości i jak głupi pojechał szukać międzynarodowego guza. Aśka już siedzi, bo na jej bardzo czynny udział w życiu mafii istnieją ponoć niezbite dowody, a Krzysiek zaczął wpadać w obsesję i boi się własnego cienia. Doszedł do wniosku, że skoro Aśka, to i reszta jest umoczona po same uszy. Na pierwszy ogień poszła Sylfida, co mnie nie dziwi, bo on zawsze bał się jej panicznie, ale jednak coś mi się w tym wszystkim nie podoba i to trzeba sprawdzić na miejscu. Krzysiek woła o pomoc, bo inaczej zabarykaduje się w domu i zniknie nam z oczu, jak Grzesiek. Coś tam jeszcze miauczał o Patryczku, ale nic z tego nie zrozumiałam, więc nie umiem powtórzyć. Za Patryczkiem i jego żoną nigdy nie nadążałam. W każdym razie, trzeba wracać, bo coś się wreszcie zaczyna wyjaśniać i ja muszę przy tym być. - Faktycznie, jasność całej sprawy wręcz mnie oślepiła – powiedziała z goryczą Asia – Jeśli ci się zdaje, że to wszystko, co powiedziałaś, trzyma się kupy, to ja jestem hrabina Kunegunda Małokumska z Durnołazów. - A nie jesteś? – spytałam słodko – Jak ci się nie podoba, to poczekaj, aż cię Gabriel oświeci. Wtedy dopiero poczujesz się, jak prawdziwa hrabina z niepełnym, domowym wykształceniem. Idziemy? Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. Wstę 20.09.05, 14:47 Gorąca dyskusja zajęła nam całą drogę do pola namiotowego, co tak wyzuło nas z sił, że do namiotu dowlokłyśmy się już w całkowitym milczeniu. Było to zjawisko rzadsze, niż spotkanie ducha w biały dzień. Gabriel, zajęty szykowaniem jakiegoś jedzenia, popatrzył na nas z ciekawością. - Napadł was ktoś i zgwałcił, czy wy kogoś? – zapytał uprzejmie. Popatrzyłam na niego z politowaniem, a Asia popukała się wymownie w czoło. W milczeniu przeczekałyśmy całą kolację, w końcu przy kawie Gabriel nie wytrzymał cichej presji i pękł. - Dobra, macham białą płachtą. Wiem, że nie mam wyboru – albo powiem wszystko, co wiem, albo w końcu utopisz mnie w najbliższym bajorze, a ta harpia ci w tym pomoże z największą ochotą – machnął głową w stronę Asi, która prychnęła z dezaprobatą – Wybaczcie, ale musiałem mieć pewność, że moje podejrzenia co do niektórych naszych przyjaciół są uzasadnione. Nie lubię mieć wydrapywanych oczu, a obie robiłybyście to bez znieczulenia w ich obronie. Teraz już się nie boję, bo mam argumenty. Aśka siedzi. I nawet coś tam mówi, choć bardziej przypomina to zgrzytanie zębami i syczenie kłębowiska żmij. Wielka miłość do niejakiego Leszka Dobrowieyskiego, przez „y”, jeszcze jej nie opuściła. W przeciwieństwie do kochasia, który zrobił to bez mrugnięcia okiem, jak tylko grunt zaczął mu się tlić pod nogami. - Zwiał?! Tego można się było spodziewać. Patałachy. Tomek go złapie, spokojna głowa. A wiecie chociaż, gdzie jest Gunia, czyli jego lustrzane odbicie? - warknęłam - Przepraszam, pozwolisz, że powiem tyle, ile mogę. A jeśli będziesz czuła niedosyt, to Krzysiek cię doinformuje, zasięgając języka u swego szwagra, dobrze? – cierpko powiedział Gabriel, bo uwaga o Tomku dziabnęła go nieco. Nie przejęłam się tym wcale. - Odwal się. Każdy ma swoje kanały informacji, ja się twoich nie czepiam. A teraz, zamiast bezproduktywnie mleć ozorem, może podzielisz się swoją wiedzą na temat, który w tej chwili najbardziej mnie interesuje? Jak wyglądają wyniki śledztwa od twojej strony? Gabriel całym ciężarem ciała oparł się o maszt, przez co namiot zachwiał się niebezpiecznie, a my wrzasnęłyśmy jednocześnie: - Uważaj! Przestraszony, odsunął się od masztu, stracił równowagę i z rozpędu usiadł na kubku pełnym gorącej kawy. Usuwanie skutków katastrofy spowodowało, że niechęć do namiotowego szaleństwa, którą zawsze w sobie czułam, teraz ugruntowała się we mnie na mur. Nie dodało mi to łagodności, wręcz przeciwnie. Jednym ruchem wyrzuciłam zgnieciony kubek z namiotu, przykryłam mokrą plamę jakąś szmatą i niecierpliwie popchnęłam Gabriela. - Usiądź wreszcie spokojnie i przestań trzepać tymi portkami! Same ci wyschną na tyłku, ciepło jest! Potem się przebierzesz, teraz gadaj, co z tym śledztwem. Już! Odpowiedz Link
groha Re: Powieść (bardzo) sensacyjna w odcinkach. 20.09.05, 14:50 - No więc, śledztwo w sprawie potrwa pewnie dłużej niż lot na Marsa, co nie wydaje się dziwne, gdy weźmiemy pod uwagę ilość zwłok i wątków – zaczął rozwlekle - Mamy do czynienia ze sprawą wyjątkowo rozbudowaną o międzynarodowym zasięgu i powiązaniach... - Gabriel, błagam, nie zaczynaj od Adam i Ewy. My jesteśmy już na wyższym etapie rozwoju – przerwała mu niecierpliwie Asia. - Jemu się wydaje, że tym nas zniechęci – warknęłam – Do jasnej cholery! Natychmiast przestań motać i nie rób z siebie idioty. Co z tymi powiązaniami? Gabriel błysnął zębami w uśmiechu, powoli nalał sobie kawy do nowego kubka i powiedział normalnym głosem: - Proszę mnie nie poganiać, bo nic nie powiem. Nie lubię być popędzany, jak koń na wyścigach. A same wiecie tyle, co kot napłakał. Dobra, cicho! Może trochę więcej. Wiecie na przykład, co oficjalnie eksportowano od nas do Kanady, jako przebój sezonu? Mączkę z bobu, która miała być składnikiem rewelacyjnego kosmetyku, odmładzającego podstarzałe podlotki w trybie natychmiastowym. Przynajmniej taki plan przedstawiła pewna kanadyjska firma, która ręką pana Wielowieyskiego podpisała intratną umowę z kilkoma naszymi bossami, będącymi u steru. A co naprawdę znajdowało się w tej mączce i kto tutaj rozkręcił ten interes, chyba nie muszę wam mówić? Podobno na własne oczy widziałaś fabrykę niejakiego Smalczyka, a pewnego pana z Kanady, to nawet gościłaś u siebie w domu? – popatrzył na mnie złośliwie - To jedna strona medalu. Druga, to ci od podporządkowywania sobie niegrzecznych biznesmenów. Tomek nadział się na jednych i drugich jednocześnie, bo nie zauważył, że od dłuższego czasu wrabiają go, jak chcą, między innymi za pomocą Aśki. Cóż, lekkość bytu nie idzie w parze z czujnością... Anka, spokojnie! Bo nie powiem ani słowa o tym, że pan Wielowieyski własnymi rękami nie pozbywał się niewygodnej konkurencji, miał solidne zaplecze, a gdy musiał zwijać żagle, to na miejscu pozostawił kogoś do posprzątania. I wszystko wskazuje na to, że jest to kolejna kobieta, która uległa jego czarowi osobistemu, hehe. Musimy natychmiast wracać do Warszawy, bo obawiam się, że ten twój detektyw od siedmiu boleści naprawdę może dostać w czapkę. Jeśli wywęszył o kogo chodzi i chlapnie coś ozorem, to przepadł. A nawet jeśli ocaleje, to wtedy dobije go Sylfida, za bezpodstawne rzucanie na nią podejrzeń. Ale dopóki tego wszystkiego nie sprawdzę, nie powiem ani słowa. Choćbyście mnie obie całowały po stopach i dmuchały na mokre spodnie, teraz już nic ze mnie nie wydusicie. Odpowiedz Link