05.04.07, 13:04
Ufff... Byłam pod Halą Mirowską. Chyba cała Warszawa tam zjechała. Palca nie ma gdzie wcisnąć, że o zaparkowaniu nie wspomnę. Wysiadłam, mężydło usiłuje zaparkować. Przemaglowałam się aleją mięsno-rybną, stłukłam o taczki z paletami dopiero kupiony żurek, nabyłam drugi, zatchło mnie przy wędlinach, żebro wgniotłam przy pieczywie. Mam dość. Wracam. Nie mam łączności z dowództwem, bo nie wzięłam komórki (żeby mi nie ukradli). Nie wiem gdzie szukać samochodu i mężydła. Cudem jakimś spotykamy się przy bramie. -To ja z takim trudem zaparkowałem a ty już wracasz? Mówię, że nie mam już zdrowia do zakupów. Połowy rzeczy nie kupiłam, bo z tego ścisku zaćmienia dostałam. Mężydło: To i lepiej. I tak nie ma na czym świąt urządzić, bo stół spalony. smile
Obserwuj wątek
    • eulalija Re: Ale jajo! 05.04.07, 13:22
      Cudne, że mnie to omija. Mój Lepsza Połowa z tych bardziej szlachetnych, od
      dwóch lat robi osobiście wszystkie zakupy. Wprawdzie podejrzewam, że nie jest
      tym zachwycony i jedynie przekonanie, że on to robi szybciej, lepiej i taniej
      pozwala mu tkwić w tym wariactwie. Dziś koło 16-tej będzie walczył na bazarku
      przy Trockiej.

      A co Twojemu stół spalony przeszkadza? Jakąś szybę z regału na wierzch, żeby
      pasztet na podłogę nie spadł, śliczny obrus i już można do śniadania siadać.
      • lylika Re: Ale jajo! 05.04.07, 13:30
        Nie mam regału a stół reanimuję. Szlifuję, szpachluję, czekam, szlifuję, zalewam żywicą, czekam, szpachluję...
        Do Świąt nie zdążę. Potrwa jeszcze. smile))
        • ewa9717 Re: Ale jajo! 05.04.07, 14:16
          Trafia się niepowtarzalna okazja do wielkanocnego śniadania jak z Manetasmile))
          (Gdyby mnie się kataklizm przytrafił, z racj karnacji i gabarytów bez
          charakteryzacji mogłabym robić za tę nagą gropę tyłem...)
          • eulalija Re: Ale jajo! 05.04.07, 14:25
            Jakaś nadmierna ilość samokrytyki Ci sie zebrała, co, mazurek się nie udał czy
            baba nie urosła?

            Przejdź się do wątku z rankingiem, wypełnij, zaraz Ci samokrytyka minie.
    • groha Re: Ale jajo! 05.04.07, 14:28
      Po przedbożonarodzeniowej wizycie na bazarze, powiedziałam sobie - nigdy więcej!
      I twardo słowa dotrzymuję. Przeszłam sobie oto po zaprzyjaźnionych, osiedlowych
      sklepikach i spokojniutko mam wszystko załatwione: u pani Ani kupiłam jajeczka
      prosto od kury grzebiącej, u pani Basi - własnoręcznie wybierane jarzynki, a u
      pana Jurka śliczny kawał mięcha, który mi dodatkowo, elegancko zesznurował, żeby
      przypominał szyneczkę, dodajmy, haha - z własnej woli i gratisowo. I milutko
      sobie pogwarzyłam w dodatku, co lubię i cenię sobie bardziej od zakupów. A na
      jutro, pani Basia obiecała serek palce lizać i powiedziała, że nie muszę się
      śpieszyć, będzie na mnie czekał. Wsi spokojna, wsi wesoła... Mówię Wam, nie ma,
      jak na życie na prowincji smile
      P.S. Lyliko, nie chcę nic sugerować, ale pamiętam, że kiedyś, w podobnej
      sytuacji, czyli braku stołu, sięgnęłam po deskę do prasowania i nawet całkiem
      dobrze sprawdziła się w tej roli... wink)
      • lylika Re: Ale jajo! 05.04.07, 14:46
        groha napisała:
        > P.S. Lyliko, nie chcę nic sugerować, ale pamiętam, że kiedyś, w podobnej
        > sytuacji, czyli braku stołu, sięgnęłam po deskę do prasowania i nawet całkiem
        > dobrze sprawdziła się w tej roli... wink)
        ...
        smile)) Poradziłam sobie. Kupiłam 3 małe. smile))

        img257.imageshack.us/img257/2941/070405alejajo007qq9.jpg
        Zawsze chciałam takie mieć. No i będzie prawie śniadanie na trawie. smile))
          • dorka_31 Re: Ale jajo! 05.04.07, 14:52
            Mój brat cioteczny mieszkal kiedyś z zonką w małym mieszkanku, stołu nie było,
            ale była dyżurna deska za szafą. Jak przychodzili znajomi wyciągano deskę,
            kładziono na dwóch stołkach, żonka narzucała serwetę i było przyjecie smile
            Potrzeba matką wynalazków! wink)
            • groha Re: Ale jajo! 05.04.07, 15:18
              Ha ha, a my, żeby było na czym siedzieć... dzieliliśmy jeden taborecik na pół.
              Były kiedyś takie, w latach 70-tych epoki słusznie minionej: plastikowe, w
              kształcie klepsydry, które po rozłożeniu, tworzyły coś w rodzaju dwóch dużych
              kieliszków bez nogi. Wystarczyło tylko złapać równowagę i już się siedziało smile
            • minerwamcg Re: Ale jajo! 05.04.07, 16:38
              No ba. W ruskich mieszkaniach komunalno-komunistycznych jak miała być impreza,
              to się zdejmowało drzwi, kładło na dwóch oparciach, nakrywało prześcieradłem -
              i stół był. Tylko trzeba było uważać i nie stawiać wódki tam gdzie klamka, bo
              się rozlewało...

              Ja tam święta obchodzę jak totalny pasożyt. A co. W sobotę przedwczesne
              śniadanko wielkanocne u teściowej, potem wio do Krakowa do mojej mamy, gdzie
              też różne przysmaki czekają... Właściwie moje przygotowania świąteczne
              ograniczyły się do mycia okien smile Wędlinę sojową dla chłopa-wegetarianina
              nabyliśmy w carrefourze już przedwczoraj.
                • cytrynka6543 Re: Ale jajo! 05.04.07, 21:32
                  Ja w tym roku nie pasożytniczo; sama robię. Okna umyte,firanki wyprane i
                  powieszone,jeszcze przed samiutkimi świętami "przelecę" się ze szmatą i
                  elektryczną miotłą i będzie glanc. Zakupy też tak jakby zrobione,Małż. obiecał
                  zakupić wędlinki jutro w zaprzyjaźnionym sklepie koło miejsca pracy,a ja dziś
                  wyjeżdżałam pół godziny spod marketu. Dobrze,że kupiłam upragnioną lekturę
                  (czyt. "Zapalniczkę"!) bo było co czytać stojąc w korku.Przeczytałam 20
                  stron,resztę będę sobie dozowała przez całe święta. Ciekawe jak długo Małż.
                  wytrzyma moje wściekłe spojrzenia ku półce z książkami? I kto się prędzej
                  podda:ja czy On?!
                  • goonia Re: Ale jajo! 06.04.07, 03:55
                    wy mnie nie denerwujcie, bo mnie kurczki zaleje cos, albo ja siebie w
                    czarnooziem! Mial byc spokoj w tym roku, zadnych gosci, gotowania itp itd.
                    wyjezdzam, nie ma mnie, nic nie robie. Luzik. i co?!!!
                    Jutro jest dzien wolny od pracy, zatem wszelkie sklapy zamkniete, ludziom sie
                    nudzi. A z nudow, wiadomo, glupoty do glowy przychodza. To znaczy do mnie
                    przychodza, o roznych porach i diabli wiedza po co. Trudno, ale sklepy
                    zamkniete, zakupow nie robilam zadnych, bo mnie nie ma! I co ja mam im dac?
        • krowa_w_kropki Re: Ale jajo! 06.04.07, 22:39
          Ja jestemna forum cały czas tylko ostatnio biernie, bo w związku ze zmianą
          pracy zaczynam odczuwać żywą niechęć do komputera w czasie wolnym, którego też
          ostsanio tragicznie mi brak. Ale jak tylko opanuję potrzebne mi w pracy
          umiejętności komputerowe, to natychmiast wracam do pisania na forum. Bo książki
          Guruy były mi ostatnio ogromniastym wytchnieniem w nielicznych chwilkach
          relaksu. Zwłaszcza autobiografia i opowieści z czasów, kiedy sypiała po 4
          godziny na dobę smile
    • groha Re: Ale jajo! 06.04.07, 11:12
      Już sama nie wiem, czy bardzo do śmiechu mi dzisiaj, czy raczej średnio, hehe.
      Właśnie w rodzince, jak zwykle przed świętami, zaczął się straszliwy pomór: tu
      oparzona ręka, tam obrzęk kolanka, czyli niby wsio normalno. Ale żeby było
      jeszcze atrakcyjniej, to jakaś gorączkowa zaraza kładzie wszystkich równo, nie
      omijając kotów. Aż straszno mi trochę, gdy słyszę ten chór kaszlaków. Pastylki
      trzeba podawać trzem kotom jednocześnie, a tylko ten, co to kiedyś robił, wie o
      czym mówię. No, pięknie, po prostu cudnie, niech to licho porwie i wszyscy
      diabli. Ale nic, przeciwnościom łatwo się nie damy przecież, nie ma mowy. Szable
      w dłoń...
      • lylika Re: Ale jajo! 06.04.07, 12:07
        groha napisała:
        Pastylki trzeba podawać trzem kotom jednocześnie, a tylko ten, co to kiedyś robił, wie o czym mówię.

        ...
        Groszko, podać kotu tabletkę? Ależ to bardzo proste. smile))


        JAK PODAĆ KOTU TABLETKĘ ?
        1. Weź kota na ręce i otocz go lewym ramieniem tak, jak się trzyma niemowlę. Umieść palec wskazujący i kciuk prawej ręki po obu stronach pyska i naciśnij lekko trzymając tabletkę w pozostałych palcach ręki. Gdy kot otworzy pysk wpuść tabletkę, pozwól kotu zamknąć pysk i przełknąć.
        2. Podnieś tabletkę z podłogi i wyciągnij kota spod tapczanu. Ponownie otocz kota lewym ramieniem i powtórz cały proces jeszcze raz.
        3. Wyciągnij kota z sypialni i wyrzuć rozmamłaną już tabletkę.
        4. Wyjmij nową tabletkę z opakowania, otocz kota lewym ramieniem jednocześnie trzymając lewą ręką wierzgające tylne nogi. Rozewrzyj pysk kota i palcem wskazującym prawej ręki wepchnij tabletkę tak głęboko jak się da. Przytrzymaj kotu zamknięty pysk i policz do dziesięciu.
        5. Wyciągnij tabletkę z akwarium a kota z garderoby. Zawołaj żonę do pomocy.
        6. Przyduś kota do podłogi klinując go miedzy kolanami jednocześnie trzymając wierzgające przednie i tylnie łapy. Nie zwracaj uwagi na niskie warczące odgłosy wydawane w tym czasie przez kota. Niech żona przytrzyma głowę kota jednocześnie wpychając mu drewniana linijkę między zęby. Następnie wsuń tabletkę wzdłuż linijki miedzy rozwarte zęby i intensywnie pogłaszcz kota po gardle co skłoni go do przełknięcia.
        7. Wyciągnij kota siedzącego na karniszach i rozpakuj nową tabletkę. Zanotuj sobie, żeby wymienić firanki. Pozbieraj kawałki porcelany z potłuczonej wazy, możesz je posklejać później.
        8. Owiń kota w ręcznik kąpielowy, a następnie niech żona położy się na kocie tak, żeby tylko jego głowa wystawała spod jej pachy. Umieść tabletkę w środku plastikowej rurki do napojów. Przy pomocy ołówka otwórz kotu pysk i wcisnąwszy rurkę miedzy rozwarte zęby mocno wdmuchnij tabletkę do środka.
        9. Sprawdź na opakowaniu, czy tabletki nie są szkodliwe dla ludzi, a następnie wypij jedna butelkę piwa żeby pozbyć się nieprzyjemnego smaku w ustach. Zabandażuj żonie rozdrapane ramię, a następnie przy pomocy ciepłej wody z mydłem usuń plamy krwi z dywanu.
        10. Przynieś kota z altanki sąsiada. Rozpakuj następną tabletkę. Przygotuj następna butelkę piwa. Umieść kota w drzwiczkach od kredensu tak, żeby przez szczelinę wystawała tylko jego głowa. Rozewrzyj mu pysk łyżeczką od herbaty i przy pomocy gumki "recepturki" strzel tabletka między rozwarte zęby.
        11. Przynieś śrubokręt i przykręć wyrwane zawiasy z drzwiczek na swoje miejsce. Wypij piwo. Weź butelkę wódki. Nalej do kieliszka i wypij. Przyłóż zimny kompres do policzka i sprawdź, kiedy ostatnio byłeś szczepiony na tężec. Przemyj policzek wódka w celu zdezynfekowania rany i wypij kolejny kieliszek aby ukoić ból. Podarta koszule możesz już wyrzucić.
        12. Zadzwoń po straż pożarna, żeby ściągnęli tego pier... kota z drzewa. Przeproś sąsiada, który wjechał samochodem w płot próbując ominąć kota przebiegającego przez ulice. Wyjmij kolejna tabletkę z opakowania.
        13. Skrępuj tego drania przy pomocy sznurka od bielizny związując razem przednie i tylnie łapy, a następnie przywiąż go do nogi od stołu. Weź grube skórzane rękawice ogrodnicze. Wciśnij tabletkę kotu do gardła popychając dużym kawałkiem polędwicy wieprzowej. Już nie musisz być delikatny. Przytrzymaj głowę kota pionowo i wlej mu dwie szklanki wody wprost do gardła żeby spłukać tabletkę.
        14. Wypij pozostała wódkę z butelki. Pozwól żonie zawieźć się na pogotowie. Siedź spokojnie, żeby doktor mógł zaszyć ci ramię i wyjąć resztki tabletki z oka. Po drodze do domu wstąp do sklepu meblowego i kup nowy stół.
        15. Zadzwoń do schroniska dla zwierząt, żeby zabrali tego mutanta z piekła rodem i sprawdź, czy w pobliskim sklepie zoologicznym nie maja chomików.

        JAK ZAAPLIKOWAĆ PSU TABLETKĘ?
        1. Zawiń tabletkę w plaster szynki i zawołaj psa.
        • eulalija Re: Ale jajo! 06.04.07, 12:15
          lylika napisała:

          > JAK ZAAPLIKOWAĆ PSU TABLETKĘ?
          > 1. Zawiń tabletkę w plaster szynki i zawołaj psa.

          Szynka na moją psicę nie działa, no chyba, że taka prawdziwa, wiejska, jaka to
          drzewiej bywała. Bankową metodą jest kawałek piersi kurczaczej.



        • groha Re: Ale jajo! 06.04.07, 12:32
          Znam, znam ten prosty sposób doskonale, ale mam już wypracowane własne, trochę
          mniej dramatyczne i raczej bezkrwawe. Uważam, że mięczak jakiś straszny to
          napisał wink)
          • 36krzysiek Re: Ale jajo! 06.04.07, 13:23
            ha, ha, ha ! Tacyście sprytni? To może mi ktoś powie jak przekonać żółwia
            stepowego, żeby podał łapę do manicure ? smile))) Jak na razie nie odnalzałem
            żadnego guzika, który automatycznie wusywałby ze skorupy aktualnie potrzebne do
            zabiegów części ciała.
            • g0p0s Re: Ale jajo! 06.04.07, 13:28
              Przychodzi mi do głowy ścisk stolarski, ale to nie jest prawidłowa odpowiedźsmile
              Jak on jest stepowy, to może jakaś mjuzik do stepowania?
              • mzrr21 Re: Ale jajo! 06.04.07, 13:33
                Ostatnio z wiadomych powodów tabletek najróżniejszych jadam sporo. Czasami się
                zdarza, że któraś upadnie na ziemię i w tym momencie nawet nie mam po co się
                schylać, ponieważ kot jest pierwszy. Wpieprza dobrowolnie, niekoniecznie na
                zdrowie, ale co jej zrobię. Z pyska jej nie wydrę bo od razu łyka.
                Wczoraj wieczór pożarła tabletkę ketonalu i antybiotyk.
                Acha, nic jest dzisiaj nie jest.
          • lylika Re: Ale jajo!, 06.04.07, 15:40
            Jest jajo z bolcem. A jakże by mogło być inaczej. Brat był po zakupy na bazarku w okolicach Szpitala Bielańskiego i wymyślił, że co mu się będzie taki wyjazd marnował i skręcił do szpitala. Prawda też, że go bolało zamostkowo. Zgrabnie zaparkował i ostatkiem sił wlazł do Izby Przyjęć, zameldował, że ma zawał i się osunął. Lekarze stwierdzili, że owszem ma, zrobili koronografię, zainstalowali stend i położyli na OIOM. Zawiadomił mnie, ja się przedarłam przez kordony i zasieki i własnoocznie zobaczyłam, że żywy. Chyba ma się nieźle, bo na wstępie stwierdził: Martwiłaś się, że nie masz stołu na święta. Zrobimy święta na łóżku, zobacz ile miejsca.
              • groha Re: jajo z bolcem 06.04.07, 17:29
                Tak, zdrowia życzymy Twojemu bratu, Lyliko, bo szczęścia, co tu dużo gadać, to
                On ma kupę. Z tą błyskawiczną koronografią i w ogóle. Ale jaja, ja chrzanię...
                • cytrynka6543 Re: jajo z bolcem 06.04.07, 17:59
                  Jeszcze raz zdrowia dla brata Lyliko.
                  A tak a`propos to gdzie w końcu urządzisz te święta? Moja wyobraźnia rozwija
                  przede mną "czarowny" widok święconki na łóżku szpitalnym:te kolory,te zapachy!
                  No ale jak Ty przemycisz na OIOM te wszystkie niezdrowo-polskie przysmaki
                  świąteczne?!
                  • edeka5 Re: jajo z bolcem 06.04.07, 21:31
                    cytrynka6543 napisała:

                    > Moja wyobraźnia rozwija
                    > przede mną "czarowny" widok święconki na łóżku szpitalnym:te kolory,te zapachy!

                    W mojej pamięci jest obraz śniadania wielkanocnego z moją mamą na łóżku hotelowym, gdyż w malutkim pokoiku było tylko jedno krzesło, a był na tyle mały, że nie wchodziły w rachubę żadne manewry ze stolikiem.
            • eulalija Re: Ale jajo!, 06.04.07, 21:34
              Łoo matkoooo, Liliko, robisz w niedzielę rano grzankę na maszynce spirytusowej,
              Tobie pomoże, bratu zapach zdrowie przywróci. Najlepsza jest na gorzkiej
              czekoladzie.

              Pozdrów serdecznie Brata.
            • lylika Jajo z bolcem. 10.04.07, 09:37
              Święta się odbyły na stoliku oiomowym. smile))
              img179.imageshack.us/img179/663/kopia070408alleluja013xf5.jpg
              Po wszczepieniu pierwszego ustrojstwa, brat mówił, że jest "Stand-by". A teraz, to jest już "Stand-by habilitowany".

              P.S. Podziękowania za pozdrowienia. Przy czytaniu Waszych postów tak się śmiał, że aparatura zaczęła fiksować i przybiegła pielęgniarka. smile))
    • groha Re: Ale jajo! 06.04.07, 22:36
      Jeśli wszystko dobrze poszło, to podejrzewam, że jutro brat Lyliki już będzie na
      nogach, a pojutrze wtrząchnie porządne śniadanko, jak należy, czyli na siedząco
      i przy stole, jeśli jakiś się znajdzie, oczywiście smile Taka mądra jestem, bo
      doświadczenie w tym względzie mam bogate - trzy ostatnie Wielkanoce spędzałam z
      mamą w szpitalach, na kardiochirurgii właśnie. Nawet jedna Wigilia nam się tam
      kiedyś przydarzyła. Nic miłego, niestety, więc bardzo bym chciała tę nadchodzącą
      Wielkanoc spędzić wreszcie normalnie, w domu, bardzo. Czego i Tobie, Lyliko, i
      Twemu bratu, życzę z całego serducha.
      P.S. Ogłaszam, że ja już po robocie i zaczynam świętować. Nawet swoją pisankę
      pomalowałam ślicznie, a jak! Kto dobry do jedzenia, to i do roboty... wink
    • goonia Re: Ale jajo! 07.04.07, 05:58
      Uff, goscie poszli, klamoty z szaf powyciagane. jeszcze tylko upchnac do
      walizek, doprowadziec sie do stanu wyjsciowego i moge swietowac.
      • groha Re: Jaja w proszku 07.04.07, 18:04
        Pochwaliłam się wczoraj pisanką? Pochwaliłam. W sumie były trzy, przepięknej
        urody, każda inną techniką, a co jedna, to bardziej pracowita, bo mnie coś
        naszło na artyzm, pietyzm i kontynuowanie ludowych tradycji. Do dekoracji
        koszyczka też się przyłożyłam, jak rzadko. I wiedząc z kim mieszkam, na wszelki
        wypadek postawiłam go wysoko pod sufitem, poza zasięgiem kocich łapek. Ale dla
        naszego kochanego półdiablęcia weneckiego, czyli kota Frycka, nie ma miejsc
        niedostępnych. Jeśli jest taka potrzeba, to i lewitować skubaniec potrafi,
        jestem tego pewna. Rach ciach, jednym machnięciem pazurka, rozprawił się z
        koszyczkiem, którego zawartość nie przetrzymała pikowania w dół, niestety.
        Baranek stracił główkę, a jaja ornamencik. Zmiotłam sól, pogłaskałam
        wystraszonego kotka i powiedziałam rodzinie, że jak chcą, to proszę bardzo, mogą
        sobie iść to święcić, ja się nigdzie nie ruszam. Z taką ruiną? W życiu. Aha, bo
        nie dodałam, że jaja straciły fason przed właściwym występem, nie po. Moim
        zdaniem, jako potencjalna święconka zostały całkiem zdyskwalifikowane, lecz
        rodzina orzekła, że jest gotowa, hihi, się poświęcić, tylko trzeba to trochę
        odrestaurować. Jajek się nie dało, ale barankowi przykleiłam głowę i na powrót
        upchałam wszystko w koszyczku. Po konfrontacji z innymi, rodzina orzekła, że w
        żadnym nie było tyle święconej zieleniny i różnych badyli, co w naszym. No, cóż,
        przecież musiałam jakoś przykryć to jajeczne rumowisko, a barwinek, trawa i
        fiołki nadały się do tego świetnie. Niestety, zaraz potem Frycek je pogryzł i
        wypluł. Na świeży obrus. A koszyczek, oczywiście, znów zrzucił, tym razem tylko
        ze stołu, więc nawet daleko nie leciał. I po prawdzie, to już nie miało się w
        nim co tłuc. Nawet nie spojrzałam, słysząc mlaskanie. A co będę kochanemu
        koteczkowi święconego jajka żałować... Lubię święta smile
          • groha Re: Jaja w proszku 07.04.07, 18:50
            Ależ skąd! Ja tylko mam trochę cierpliwości, w dodatku wybiórczo. Do zwierząt
            mam masę, w tym do kotów szczególnie smile Co ciekawe, do ludzi czasem mi nerwów
            brakuje, a do kotów nigdy... A Frycek, to w ogóle szczególny egzemplarz. Każdego
            potrafi wyćwiczyć w świętej cierpliwości i przyprawić mu aureolkę, bez trudu.
            Okazję, żeby nas wypróbować, też zawsze znajdzie, żeby nie wiem co. Taki typek,
            że albo udusić, albo machnąć na wszystko ręką i kochać dalej. Więc kochamy, nie
            mamy wyjściasmile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka