Nie wiem już jaką drogą skojarzeń i przypomnień do tego się
dowlokłam, ale mam taki problem.
Na spotkaniu frywolitkowym tematów było mnogo a mrowie i po
poprawnej polszczyźnie jakoś na progeniturę zeszło. I ja
powiedziałam "ilość dzieci" a Xkropka poprawiła mnie na "liczba
dzieci" bo dzieci są policzalne. Ok, gębę zamknęłam. Ale teraz coś
mnie ruszyło, no bo jak to? Są liczby ujemne, są liczby niewymierne,
są liczby zespolone, są liczby nieskończone...
Staram się cicho stukać w klawisze, żeby tu MLP nie przytruchtał, bo
On w młodych latach przez rok matematykę studiował, i jak tu
wystartuje z liczbami, to się z radości nie pozbieramyu.
A, i są jeszcze liczby urojone

))
Więc jak?
Dlaczego liczba dzieci jest lepsza od ilości dzieci?
Zgadzam się, że nie ma liczby piasku, raczej ilość, w akrach,
wiaderkach, w zębach, ale ilość drzew w lesie? Czy koniecznie liczba?
Groha!
Mariurzka!
No, Poloniści! (bo może jeszcze jakowychś mamy)