Dodaj do ulubionych

SULTAN GARDENS 4* Sharm el Sheikh

20.11.08, 13:15
Hotel nie robi zbyt dobrego wrażenia z autokaru. Kiedy dojeżdżaliśmy
pod hotel z lotniska, dało się słyszeć szepty „ale bieda”. Całe
szczęście po wejściu do recepcji, widok zmienia się diametralnie.
Hotel położony blisko lotniska, ale przylatujące samoloty nie były
szczególnie uciążliwe. Okolica spokojna, bez żadnych dodatkowych
atrakcji, barów, restauracji (z wyjątkiem hotelowych). Do Naama Bay
i Old Market można dojechać komfortową taksówką z hotelu za 10 $ w
obie strony (płatne po powrocie!). Na kompleks składają się pawilony
jednopiętrowe rozrzucone na bardzo dużej powierzchni. W zależności
od tego, gdzie się jest zakwaterowanym, daleko jest albo do morza,
albo do restauracji (ale na urlopie nigdzie się nam nie spieszyło,
nie było za gorąco, więc fajnie było się przejść).
Pokoje przytulne, raczej czyste. Łazienki schludne (ręczniki
wymieniane na życzenie, tzn. tylko te rzucone na podłogę). Woda
zafoliowana codziennie dostarczana do pokoju. W pokojach nie było
czajników elektrycznych (słyszałam, że w niektórych hotelach są),
ale my mieliśmy swój, więc gotowaliśmy sobie kranówkę do mycia zębów.
Jedzenia i picia bardzo dużo na każdym kroku. (w restauracji
głównej, w barach przy basenach i przy plaży). Mogłoby być bardziej
urozmaicone. Na śniadanie ciągle to samo (parówki, jajka na twardo,
ziemniaki i fasola, no oczywiście ser, wędliny i ciasta) – na
życzenie kucharz przyrządzał omlety na śniadanie i spaghetti na
lunch. Generalnie nikt głodny nie chodził, ale po tygodniu mogłoby
się znudzić. Dwa razy podczas pobytu można zapisać się na kolację w
restauracji włoskiej. Nam udało się tylko raz, ale może i lepiej, bo
oprócz naprawdę wspaniałego serwisu i kulturalnej obsługi, jedzenie
nie było nadzwyczajne (menu trzeba było ustalić przy zapisywaniu).
Dla osób lubiących owoce morza, polecam wieczór przy plaży z daniami
z grilla (zdaje się w środy) – kraby, kalmary, krewetki, ale również
mięsa. Niestety, dodatkowo płatny. „Zemsty” jako takiej nie
złapaliśmy, poza lekkim bólem brzucha, ale nie jedliśmy nigdzie poza
hotelem, a przez pierwsze dni nie jadaliśmy surowych warzyw i owoców.
Plaża przyhotelowa z piękną rafą. Wykupiliśmy sobie wycieczkę łodzią
do parku Ras Mohammed, ale wróciliśmy zawiedzeni, bo „nasza” rafa
prezentowała się równie efektownie. Dwa wejścia do wody po
specjalnie ułożonych płytach oraz z pomostu. Buty do wody
niepotrzebne, no chyba że ktoś ma ochotę stawać na rafie i ją deptać
(!). Niestety, wiele osób nieumiejących pływać, zamiast zaopatrzyć
się w kamizelki, łazi po rafie.
Mam nadzieję, że kiedyś tam jeszcze wrócimy.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka