Dodaj do ulubionych

Poezja nonsensu

IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 12:52
The sun was shining on the sea,
Shining with all his might:
He did his very best to make
The billows smooth and bright -
And this was odd, because it was
The middle of the night.

Słońce rzucało blask na morze,
Rzucało z całej mocy,
Starając się go przy tym rzucać
Prosto jak strzelił z procy:
Było to dziwne, bo skądinąd
Był właśnie środek nocy.
Obserwuj wątek
    • Gość: Marianna Re: Poezja nonsensu IP: 195.117.227.* 25.02.04, 13:28
      Brzdęśniało już; ślimonne prztowie
      Wyrło i warło się w gulbieży;
      Zmimszałe ćwiły borogowie
      I rcie grdypały z mrzerzy.

      "O, strzeż się synu, Dziaberłaka!
      Łap pazurzastych, zębnej paszczy!
      Omiń Dziupdziupa, złego ptaka,
      Z którym się Brutrwiel piastrzy!"....
      (przekład S.Barańczak)

      • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 15:44
        BEKAS

        Gdy przy okienku staje bekas,
        Pragnąc pieniężny nadać przekaz,
        Otwiera dziób - i w tym momencie
        Miast słów rozlega się beknięcie.
        Trudno się dziwić, że poczciarza
        Trochę to do bekasów zraża.
        Nazajutrz lamentuje prasa:
        "KOLEJNA NAPAŚĆ NA BEKASA";
        "QUO VADIS, POCZTO?!";"SCENA Z KAFKI:
        URZĄD CIEMIĘZCĄ CZKAWKI KAWKI"
        (Typowe, że masowy przekaz
        Nie dba, co kawka, a co bekas);
        "ZNÓW PRAWO PIĘŚCI: PTAK OFIARĄ";
        "STOSUNEK DO BEKASA MIARĄ
        SPOŁECZNEJ DOJRZAŁOŚCI"; lub
        Bardziej do śmiechu:"STEMPLEM - W DZIÓB";
        "PTAK BŁOTNY W... GIPSIE";"PRZYJĄŁ PACZKĘ -"
        (Znów błąd faktyczny)"- DAŁ W JADACZKĘ";
        "Z POCZTY WYSYŁKA DO... KLINIKI" -
        I tym podobne tytuliki.
        Nikt z malkontentów nie pamięta,
        Że hasło FRONTEM DO KLIENTA
        Pracownikowi poczty każe,
        Aby za śmiechu wartą gażę
        Sześć dni w tygodniu bez szemrania
        Zosił niekulturalne czkania,
        Bekasów obsługując hordę.
        Święty by w końcu strzelił w mordę.

        (oczywiście - Barańczak)
    • Gość: broch niech zyje Edward Lear! IP: *.mcg.edu 25.02.04, 16:25
    • Gość: broch Niech zyje Edward Lear! IP: *.mcg.edu 25.02.04, 16:57
      na stronie ponizej znajdziecie oryginal Jabberwocky" plus parodie i objasnienia
      jednego z najwazniejszych wierszy napisanych w jezyku angielskim z
      nieocenionymi uwagami Humpty Dumpty.
      www76.pair.com/keithlim/jabberwocky/
      Oto dramatyczny wiersz E. Lear'a pt:
      "Who or why, or which, or what, Is the Akond of Swat?"

      Is he tall or short, or dark or fair?
      Does he sit on a stool or a sofa or chair,
      or SQUAT,
      The Akond of Swat?

      Is he wise or foolish, young or old?
      Does he drink his soup and his coffee cold,
      or HOT,
      The Akond of Swat?

      Does he sing or whistle, jabber or talk
      And when riding abroad does he gallop or walk,
      or TROT,
      The Akond of Swat?

      Does he wear a turban, a fez, or a hat?
      Does he sleep on a mattress, a bed, or a mat,
      or a COT,
      The Akond of Swat?

      When he writes a copy in round-hand size,
      Does he cross his T's and finish his I's
      with a DOT,
      The Akond of Swat?

      Can he write a letter concisely clear
      Without a speck or a smudge or smear
      or BLOT,
      The Akond of Swat!

      Do his people like him extremely well?
      Or do they, whenever they can, rebel,
      or PLOT,
      At the Akond of Swat?

      If he catches then then, either old or young,
      Does he have them chopped in pieces or hung,
      or SHOT,
      The Akond of Swat?

      Do his people prig in the lanes or park?
      Or even at times, when days are dark,
      GAROTTE?
      O the Akond of Swat!

      Does he study the wants of his own dominion?
      Or doesn't he care for public opinion
      a JOT,
      The Akond of Swat?

      To amuse his mind do his people show him
      Pictures, or anyone's last new poem,
      or WHAT,
      For the Akond of Swat?

      At night, if he suddenly screams and wakes,
      Do they bring him only a few small cakes,
      or a LOT,
      For the Akond of Swat?

      Does he live on turnips, tea or tripe?
      Does he like his shawl to be marked with a stripe,
      or a DOT,
      The Akond of Swat?

      Does he like to lie on his back in a boat,
      Like the lady who lived in that isle remote,
      SHALLOTT,
      The Akond of Swat?

      Is he quiet, or always making a fuss?
      Is his steward a Swiss or a Swede or a Russ,
      or a SCOT,
      The Akond of Swat?

      Does he like to sit by the calm blue wave?
      Or to sleep and snore in a dark green cave,
      or a GROTT,
      The Akond of Swat?

      Does he drink small beer from a silver jug?
      Or a bowl? or a glass? or a cup? or a mug?
      or a POT,
      The Akond of Swat?

      Does he beat his wife with a gold-topped pipe
      When she lets the gooseberries grow too ripe,
      or ROT,
      The Akond of Swat?

      Does he wear a white tie when he dines with friends,
      And tie it neat in a bow with ends,
      or a KNOT,
      The Akond of Swat?

      Does he like new cream, and hate mince-pies?
      When he looks at the sun does he wink his eyes,
      or NOT,
      The Akond of Swat?

      Does he teach his subjects to roast and bake?
      Does he sail about on an inland lake
      in a YACHT,
      The Akond of Swat?

      Someone, or nobody, knows, I wot,
      Who or which or why or what
      Is the Akond of Swat!
      • Gość: robert Re: Niech zyje Edward Lear! IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 19:21
        Mróweczka z nóg sześciu złożona chorobą
        Leżała w łóżeczku z poduszką pod głową.
        Do chorej z wizytą wpadł Pan Pasikonik
        I rzecze: "I warto to było tak gonić
        Bez przerwy i targać na grzbiecie sosnowe
        Igiełki i drążyć tunele wciąż nowe?
        Przemęczasz się! Pracy zbyt dużo, snu mało
        I popatrz co w końcu cię przez to spotkało!
        Półżywa tu leżysz, pot czułki ci zrosił,
        Doigrasz się w końcu mróweczko karoshi*!
        Bierz lepiej wzór ze mnie i żyj bezstresowo,
        Mróweczko w łóżeczku z poduszką pod głową.
        Nie kłopocz się jutrem, beztrosko leż bykiem,
        A tak przy okazji to pożycz mi dychę..."

        *karoshi - po japońsku: śmierć z przepracowania
      • staua Re: Niech zyje Edward Lear! 26.02.04, 23:46
        Mam niezle tlumaczenie tego wiersza, wrzuce wieczorem. Oryginalu nie znalam :-)
        • staua tlumaczenie 27.02.04, 04:34
          dosc dowolne, jak widac (przelozyl Andrzej Nowicki)

          Kto to czy co to? Skad, gdzie i jak? wzial sie
          Akond ze Skwak?

          Czy jest wysoki, rudy, chudy?
          Czy lubi lezec w chwilach nudy
          na wznak,
          Akond ze Skwak?

          Czy mysli? A gdy mysli - o czym?
          Czy zawsze, gdzie utarty - kroczy -
          jest szlak,
          Akond ze Skwak?

          Czy spiewa, gwizdze, mamle i czy
          Jak lew, czy raczej ciszej ryczy
          jak Yak,
          Akond ze Skwak?

          Czy syty zwykle jest, czy glodny?
          Czy wiosna czuje sie swobodny
          jak ptak,
          Akond ze Skwak?

          Czy czyni, co mu zabroniono,
          Czy nosi mundur, czy kimono,
          czy frak,
          Akond ze Skwak?

          Czy woli barszcz, czy zur, czy rosol?
          Czy pieprz wsypuje do bigosu
          czy mak,
          Akond ze Skwak?

          Czy bracia z nim sie czesto kloca?
          I czy sie zlosci, kiedy mu co
          nie w smak,
          Akond ze Skwak?

          A gdy sie zlosci, to sie pieni,
          Czy blednie, czy tez sie czerwieni
          jak rak,
          Akond ze Skwak?

          Kiedy go w czegos prosza imie,
          To odpowiada wtedy im "nie"
          czy "tak"
          Akond ze Skwak?

          Gdy ze swym koresponduje wujem,
          to lize list swoj czy stempluje
          na lak,
          Akond ze Skwak?

          Czy sie do spraw nie swoich miesza?
          A palto swe na gwozdz czy wiesza
          na hak,
          Akond ze Skwak?

          Czy lubi w ciastkach duzo kremu,
          Czy tez uwaza raczej, ze mu
          go brak,
          Akond ze Skwak?

          Gdy komus jakas zrobi szkode,
          To wstydzi sie jak dziewcze mlode,
          czy zak
          Akond ze Skwak?

          Czy jakis w czyms osiagnal wyczyn?
          Czy do trzydziestu umie liczyc
          na wspak,
          Akond ze Skwak?

          Czy nawet gdy ma zmartwien wiele,
          Jest wesolutki jak wrobelek
          lub szpak,
          Akond ze Skwak?

          Lubi czy nie, kiedy go strzyga?
          A przeciez winien o swoj wyglad
          dbac wszak!
          Akond ze Skwak?

          Czy kiedy widzi wieloryba,
          To mysli, ze to wielka ryba,
          czy ssak,
          Akond ze Skwak?

          A gdyby smoka gdzie zobaczyl,
          to ucieklby czyby z nim walczyl
          jak Krak,
          Akond ze Skwak?

          Czy zawsze do drzwi pierwszy pcha sie,
          Czy czeka, az do wejscia da sie
          mu znak,
          Akond ze Skwak?

          Czy glowa zwykl przebijac mury?
          Czy woli ptaszat spiew, czy kury
          gdak-gdak,
          Akond ze Skwak?

          Gdy w waznej sprawie go szukaja,
          To wowczas kryje sie jak zajac
          za krzak,
          Akond ze Skwak?

          I czy w decyzji swej minutach
          Mowi, ze wszystko jedno mu: tak
          czy siak,
          Akond ze Skwak?

          Ja nie wiem, moze ktos to wie,
          Skad, kiedy, na co, po co, gdzie i jak
          wzial sie Akond ze Skwak?
    • yukka skrzat, czyli wierszyk absurdalny 25.02.04, 19:14

      ps,
      YH

      --

      Skrzat, czyli wierszyk absurdalny

      pewnego razu jedna dama
      stwierdziwszy, że jest w domu sama
      (gdyż obok smacznie chrapał mąż
      lecz gdy nie chrapał i tak wciąż
      mąż nieobecnym duchem był
      choć istnieć starał się co sił)
      pobiegła boso w kuchni progi,
      chłód klepki srodze ziębił nogi,
      głód jednak gorszy jest niż chłód
      a wytrzymały ludzki ród
      tę słabość jedną zawsze żywił
      więc jęk lodówki nas nie dziwi.

      z lodówki zaś, i w tym zdziwienie,
      drąc mordę, siejąc przerażenie
      na damę skacze mały skrzat
      i się odzywa wielce rad
      (rad z zamieszania, jasna sprawa
      boć dam strach dlań to jest zabawa)

      wielmożna pani sobie życzy
      coś na przekąskę, czy słodyczy
      a może jednak - tu rzut okiem -
      marchwiowym nie pogardzi sokiem?
      lub – łajdak krzywi się i miota
      widać, że bawi to huncwota –
      też powideł bądź dżemiku?
      talerzyk pysznych naleśników?
      kaczka na dziko w sosie słodkim?
      frutti di mare? Eskalopki?

      i tak zachwalał, przekonywał
      iż dama, w strachu ledwie żywa,
      próbować jęła wszystkich dań
      (przestrogą będzie to dla pań)

      gdy próbowała potraw wciąż
      w drzwiach nieobecny stanął mąż
      (mężowie brzydką cechę mają
      że w drzwiach znienacka czasem stają)
      i gdy zobaczył co się święci
      szybko obrócił się na pięcie,
      zaś dama pół zajmując kuchni
      już, (a cielsko dalej puchnie)
      do skrzata rzecze ciepłym głosem
      by z łaski swojej, winnym sosem
      roladę podlać jeszcze raczył
      skoro małżonek ją zobaczył...

      małżonek czasu nie marnował
      nocy nie zeszła mu połowa
      na sporządzeniu dokumentu
      w którym opisał nie bez wstrętu
      postępowanie swojej żony
      dodając "szczerze zasmucony
      zmuszony jestem z tych powodów
      zażądać z panią tą rozwodu.
      lecz nie z powodu żarłoczności
      lecz zdrady oraz lubieżności.
      ta, co po kuchni się wyciera
      w złym towarzystwie (kawalera
      nie dość, że nikczemnego wzrostu
      i szkaradnego, prosto z mostu
      rzecz opisując), niegodna być
      małżonką mą, na bruku gnić
      winna w porubstwie oraz chuci
      i tam też pragnę ją porzucić".

      sąd rację przyznał mu niezwłocznie
      i rozwiódł państwa tych – zaocznie
      zaś damą przez kuchenne okno,
      dźwig fatygując, o bruk grzmotnął
      mąż i teraz sam nocami
      gorzałę żłopie ze skrzatami.
      • Gość: robert Re: skrzat, czyli wierszyk absurdalny IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 20:18

        --------------------------------------------------------------------------------
        DZIWNA ŚWINKA

        Była raz dziwna świnka mała
        Co gdy siedziała to nie stała
        Kiedy pościła to nie jadła
        A tyjąc nie traciła sadła

        Nikt patrząc na nią nie mógł orzec
        Że świnka ta to nosorożec
        I nie udało się nikomu
        Gdy wyszła zastać świnki w domu

        Gdy miała świnka ta zmartwienie
        To nie cieszyła się szalenie
        Nie była rzeczną będąc morską
        Nie była grzeczną będąc szorstką

        Gdy się starzała świnka mała
        To wcale przez to nie młodniała
        I do ostatka dziwna była
        Bo kiedy zmarła to nie żyła
        • Gość: robert Re: skrzat, czyli wierszyk absurdalny IP: *.net.autocom.pl 25.02.04, 20:25
          --------------------------------------------------------------------------------
          LEĆ W DUET (LET'S DO IT)

          Gdy w Kornwalii drwi drozd i śniegowi śpiewa wprost:
          "Dość mam zim
          Spłyń, spłyń",
          Gdy w konwalii drży pąk i wydzwania trawom łąk
          Hymnu rym:
          "Dzyń, dzyń",
          Gdy w skroń wali się zbiór biuralistów z burych biur:
          "Dość tych bzdur!
          Chór w d-dur
          Wiosno, pieść!"-
          To natura tak dba,
          By przemnażać w nas przez dwa
          Serc treść.

          Dlatego skleć duet,
          Spleć w duet
          Twój i jej osobny piruet,
          Wzleć w duet
          Z dwu serc jak z twierdz.
          U pszczółek,
          Jaskółek,
          Pustułek
          Szukaj prostych szczęścia formułek
          O mocy
          Dwa mega-hertz.

          Znam Amsterdam - tam ten sam duet
          Brzmi znad tam i znad wód;
          Sjam? - w kwartet tam duet
          Sjamskich bliźniąt się splótł.
          W Hamburgu cham:"Ja wam dam duet!",
          Lima? - lama z lamą tam ma lam duet:
          "Leć w duet"
          Brzmi hymn dwu serc.
          Ukwiały
          Też schwiały
          Się w duet.
          Morski jeż potwierdza regułę:
          Leźć w duet
          Chce, choćby kłuł.
          Wśród żabich rzesz
          Pierwsza rzecz -
          Duet;
          Ryba-piła z rybą-miecz - duet;
          Leszcz w duet
          Rwie się przez muł.
          Wszedł z małżem małż - to nie fałsz - w duet,
          Aż małżonkiem się stał;
          "Przytulę brzydulę",
          Rzekł, gdy szkwał wiał w wał skał.

          Dlatego skleć duet...

          Mors tąca w tors morsa, fok duet
          Bok o bok trąc, mokrą wzrok krą raduje;
          "Leć w duet",
          Rży w biegu muł.
          Hiszpański
          Don wdziękom
          Dam ulec
          Mógłby, lecz naciska hamulec:
          "Wlecz duet,
          Póki się da".
          Krzyż Pański
          Z tą Niemką:
          Menuet
          Furt w Erfurcie solo tańczy mit ruhe,
          Lecz duet -
          Tego jej trza.
          Mieszkaniec Chin z Chinką, Fin z Finką
          Dłuższy duet chce wieść,
          I Łotysz wziął to tyż
          Za swych snów treść.
          W kafejce Pigmejce niedużej
          Szepcze Pigmej:"W mig mej śmigłej posturce
          Skleć duet,
          Pigmejko ma!"

          Dlatego skleć duet...

          Żyrafi
          Też trafi
          Się duet,
          Hipopotam, choć z chlupotem, lecz w duet
          Ląduje
          Na Nilu dnie.
          Gdy czapla
          Się tapla,
          Leźć w duet
          Usiłuje i strofuje niezgułę:
          "Klekcz duet
          I nie dręcz mnie!"
          Węgorze stąd może prąd w morze
          Z elektronicznych ślą ciał,
          Że węgorz też tęgo-ż
          Węgorzycy by chciał.
          Rzekł lekarz:"Wciąż zwlekasz? Lecz duet!"
          Lecz poeta Lec poleca regułę:
          "Leć w duet
          I nie mów "nie"!"
    • Gość: Marianna Re: Poezja nonsensu IP: 195.117.227.* 26.02.04, 10:51
      „Dziesięcioro Murzyniątek”

      Dziesięcioro Murzyniątek
      Figlowało ranną porą.
      Jedno z nich ze śmiechu pękło
      I zostało dziewięcioro.

      Dziewięcioro do teatru
      Poszło kiedyś zgrają całą.
      Jedno tak się zagapiło,
      Że ośmioro pozostało.

      A z ośmiorga Murzyniątek
      Wnet siedmioro było, bo się
      Jedno całkiem przewierciło
      Dłubiąc sobie palcem w nosie.

      Tych siedmioro raz czytało
      Bajki bardzo, bardzo nudne
      I to szóste tak ziewało,
      Że połknęło w mig to siódme.

      Zaś sześciorgu do obiadu
      Ktoś kiszoną dał kapustę
      Więc pięcioro pozostało,
      Bo się zakwasiło szóste.

      W chowanego się bawiła
      Murzyniątek cała piątka
      Nigdy już nie znaleziono
      Schowanego Murzyniątka

      Czworo kąpiel brało w wannie,
      Baraszkując, że aż miło,
      Pozostało tylko troje
      Bo się jedno wymydliło.

      Z trojga małych Murzyniątek
      Drugie grało na klarnecie
      I tak strasznie fałszowało
      Że nie zniosło tego trzecie.

      Dwoje z nich zawędrowało
      W pewien wiejski raz zakątek,
      Lecz niestety gęś kopnęła
      Przedostatnie z Murzyniątek.

      A ostatnie Murzyniątko
      Wzięło sobie żonę małą
      I w ten sposób z Murzyniątek
      Żadne już nie pozostało.

      (tym razem Marianowicz)
      Pozdrawiam :)
      Marianna
      • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 26.02.04, 15:09
        HISTORIA FRANIA (KTÓRY MIMIO PILNOWANIA PRZEZ NIANIĘ WYMKNĄŁ SIĘ JEJ I ZOSTAŁ
        POŻARTY PRZEZ LWA):

        Był sobie chłopczyk zwany Franiem:
        Rodzina jego, moim zdaniem,
        Wokoło brzdąca wręcz skakała,
        To dolewając mu kakaa,
        To podsuwając plastry szynek
        Lub wydłubany z ciast rodzynek,
        To zapewniając uciech szereg,
        A to: sadzanie na rowerek,
        Pokazywanie:"Sójka! O! O!",
        Lub nawet branie go do zoo -
        Gdzie właśnie z życiem oraz zdrowiem
        Rozstał się Franio, co opowiem.

        Trzeba Wam wiedzieć - trudno zresztą
        Nie wiedzieć, skoro uszy rzesz tą
        Przestrogą karmię nieprzerwanie,
        I to odlat - że kiedy nianię
        Bez pozwolenia się opuszcza
        (Zwłaszcza gdy wokół tłum lub tłuszcza),
        Złe to zazwyczaj ma następstwa.
        Takiego Franio się przestępstwa
        Dopuszczał nie raz i nie dwa:
        Tego zaś fatalnego dnia
        Starczyła nieuwagi chwila
        Ze strony niani, a dał dyla.
        Nie ubiegł wszakże nawet jarda,
        Kiedy wyrosła przed nim harda
        Paszcza lwa, którą król pustyni
        Rozwarł - i, jak to zwykle czyni,
        W tempie tak szybkim, aż furczało,
        Pożerać jął dziecięce ciało
        Z mlaskaniem (prymitywny żłób!):
        Posiłek zaczął zaś od stóp.

        Nietrudno wczuć się w to napięcie,
        Z jakim o palcach swych i pięcie,
        Kostce, kolanie i goleni
        Myślą ci, którzy są jedzeni.
        Nie dziwi więc, że te doznania
        Wzbudziły opór w duszy Frania
        I że wykrzyknął nawet "Hola!"
        Gorsza byłaby jego dola,
        Gdyby okrzyku nie dosłyszał
        Dozorca, który chociaż dyszał
        Z trudem, był bowiem nader tłusty,
        Dobiegł ze zbielałymi usty
        Do klatki i zawołał:"Mruczek!"
        (Tak lew się wabił)."Dość tych sztuczek!
        Wstyd mi, że tak się zachowujesz!
        Wypluj natychmiast to co żujesz!
        Proszę otworzyć zaraz paszczę,
        Bo już cię nigdy nie pogłaszczę!"

        Lew, czując snadź, że kara bliska,
        Wypuścił smaczny kąsek z pyska
        I, choć wypadek to dość rzadki,
        Z gniewnym pomrukiem wpełzł do klatki.
        Dozorca, poskromiwszy zwierzę,
        Już-już udzielić miał ofierze
        Pierwszej pomocy, gdy fakt srogi
        Pojął: lew zjadł nie tylko nogi.
        Pomoce drugie, nawet trzecie,
        Na nic już były: hoże dziecię
        Leżało bez tchu i bez słowa,
        Gdyż pozostała tylko głowa.

        Gdy z wieścią tą wróciła niania,
        Rodzice ze zdenerwowania
        O mało nie podnieśli głosu;
        Matka, słaniając się od ciosu,
        Chusteczką łzy otarła z ócz
        I rzekła:"Zawsze mówię ucz
        Takiego, a on nie słucha!" -
        Ojciec zaś z męską siłą ducha
        Skłonił rodzinę do zebrania,
        W trakcie którego przykład Frania
        W całej żałości i mizerii
        Dał pod rozwagę smarkaterii
        Jako przestrogę. Co do niani,
        Rodzice, choć zbulwersowani
        Z początku, po namyśle chwili
        Zatrzymać ją postanowili.
        Ktoś musiał pieczę mieć nad dziatwą,
        A dziś o ludzi nie jest łatwo.
    • staua Re: Poezja nonsensu 27.02.04, 04:40
      Mam taka bardzo stara ksiazke (moja mama ja dostala na maturze) - "Nastolatki
      nie lubia wierszy". Jest tam wiele absurdow. Powyzsze tlumaczenie Edwarda Leara
      tez stamtad pochodzi.
      Dam jeszcze dwa przyklady:
      Kozma Prutkow (???)(tlum. Julian Tuwim) "Pastuch, mleko i czytelnik":

      Pewnego razu niosl pastuch mleko.
      Ale tak strasznie daleko,
      ze juz nie wrocil wiecej. Zginal.
      Czytelniku! Czy ci sie gdzie po drodze nie nawinal?

      Daniel Charms (przel. Wiktor Woroszylski)"Polowanie":

      Pan Janusz raz wybral sie na polowanie,
      Azorek przez plot za Januszem hoc-hoc!
      Wpadl Azor do rzeki - i na dno jak kamien,
      Pan Janusz zas w bagnie utonal jak kloc.

      Pan Janusz raz wybral sie na polowanie,
      Azorek przez plot za Januszem jak kloc.
      Pan Janusz do rzeki - i na dno jak kamien,
      Azorek przez bagno przeskoczyl hoc-hoc!

      Pan Janusz raz wybral sie na polowanie,
      Azorek zas w plocie utonal jak kloc.
      Pan Janusz przez rzeke przeskoczyl jak kamien,
      Azorek przez bagno i na dno hoc-hoc!
      • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 27.02.04, 11:06
        ŻMIJA

        Pochopny sąd, że każda żmija
        Jest jadowita, całkiem mija
        Się z prawdą, gdyż istnieją też
        Żmije niegroźne. Jeśli chcesz
        Poznać różnicę, weź dwie żmije
        I pozwól się ukąsić w szyję.
        Ten eksperyment cię przekona:
        Tylko po jednej z nich się kona.
        • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 27.02.04, 11:16
          LEW AFRYKAŃSKI

          Przegryźć chłopcem niegrzecznym gdzieś w pustynnych wydm cieniu -
          To zachcianka lwu nigdy nie obca;
          Lecz stanowcze obiekcje budzi w dumnym stworzeniu
          Obrzydliwy smak grzecznego chłopca.

          Gdy kawałek takiego lew odgryzie chłopięcia,
          Kęs natychmiast z paszczęki wypluwa
          I, wydając wzgardliwe, zniechęcone prychnięcia,
          Za najbliższą się wydmę usuwa.

          Chłopiec grzeczny jest zatem niejadalny, lecz za to
          Nie ogarnia go popłoch nerwowy:
          Wie, że lwu ujdzie cało, co najwyżej ze stratą
          Ręki, nogi, pośladka lub głowy.
          • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 27.02.04, 11:43
            PANDA

            Od Samarkandy aż po Andy -
            Nikt nie jest anty- wobec pandy.
            Glissando lżej się gra big-bandom
            W rytm samby "Sam bym chciał być pandą".
            W Normandii Normand przy Normandzie
            L'amour na mur ślubuje pandzie.
            W centrum Murmańska, murmurando,
            Chór "Cór Amuru":"Wpieriod z pandą!"
            Bonn: zbir, bier sącząc na werandzie,
            "Komm zu mir" - szepcze, śniąc o pandzie.
            Burma: brzmi surma z biur marszanda,
            Że grawiur zbiór ma :"Jurna panda".
            W Spit Point (Australia) Marlon Brando
            Sponsorem spędu "Społem z pandą"
            (Co znów, żurnalistyczna bando,
            Przekręcisz w: BRANDO: "SPAŁEM Z PANDĄ").
            Blondyn w Londynie i drwal w Rwandzie
            Rwie kwiecie w lecie, plecie pandzie
            W hołdzie girlandy (gdy girlanda
            Dynda, spogląda chętniej panda).
            Dandys z Ostendy tran do brandy
            Doda, by zyskać względy pandy.
            W dżungli w Ugandzie - na wokandzie
            Plan zmian: stan lian nie sprzyja pandzie.
            Niesie fal klangor wieść Falklandom:
            Miejscowy klan dom fundnął pandzie.
            W Finlandii skandal: trend finlandy-
            zacji to granda (zdaniem pandy).
            Film Wajdy "Bajdy Chateaubrianda" -
            Obsada: Janda jako panda.
            Bestseller (wydawnictwo Random
            House):"W pierwszym życiu byłam pandą".
            Rządy ślą tajne memoranda:
            "Panda a sprawna propaganda".
            Dziatwa się gmatwa, pod dyktando
            Gryzmoląc:"Pandą. W pandzie. Pando".
            Gdy ery emblematem sztanda-
            rowym - sentymentalna panda,
            Przez jakie pandemonium wanda-
            lizmu przejść jeszcze światu Pan da?
    • Gość: Marianna Re: Poezja nonsensu IP: 195.117.227.* 27.02.04, 13:37
      Harry Graham

      MIĘKIE SERCE

      Józio tak brykał, że aż swego dopiął:
      Wpadł do kominka i spłonął na popiół.
      Choć nie mam serca chwytać za pogrzebacz
      W salonie coraz zimniej. Józiu, przebacz.


      Harry Graham

      NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ PARAMI

      Robiąc na ogniu parę grzanek,
      Spalił się żywcem kuchcik Franek.
      Fakt już sam w sobie dość niemiły,
      A jeszcze grzanki się spaliły.
      • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 27.02.04, 15:52
        ALFABET ZWIERZĄT NIESŁUSZNIE LEKCEWAŻONYCH

        Ampuć ma trąbkę, wsysa w nią okruszki;
        Główkę ma drobną, podobnie jak nóżki.

        Biargluch zalega sennie i leniwie
        Dna niedomytych butelek po piwie.

        Cupak nie razi podrygiem drastycznym,
        Jeśli go ściągnąć paskiem elastycznym.

        Drdałczyk w nieśmiałość zapada się co dnia:
        Unika nawet spojrzenia przechodnia.

        Epitylica daje upust nerwom:
        Wybuchy furii w końcu ją rozerwą.

        Fichłacz wyraźnie o sekretach bytu
        Nic nie chce wiedzieć, gdy zwisa z sufitu.

        O Gołdziołusze mówi się, że czyni
        Zupełny chlewik ze swojej jaskini.

        Hęchołaj pełznie tak cicho po świecie,
        Że robi tylko "chrup", gdy się go zgniecie.

        Ippa je tylko, jeśli jej się leje
        W miskę oleje, ukleje i kleje.

        Jeloryp nigdzie ukradkiem nie znika,
        Bo się go trzyma we wnętrzu słoika.

        Kwongdzu ma duże, sękate pazury
        I liczne skazy w ramach swej natury.

        Limpczyk za główne życiowe zadanie
        Uznałby - gdyby go nie budzić - spanie.

        Łępiech wysyła z gardła pisk wysoki,
        Wgryza się w kostki nóg i ssie z nich soki.

        Mąpież posuwa się zgrabnie, lecz z wolna:
        Dręczy go autorefleksja namolna.

        Nerdź cierpi ciągłe bóle i w zasadzie
        Żyje wyłącznie dzięki lemoniadzie.

        Oćwuch jest biały, więc gdy nocna pora,
        Widać go dobrze bez noktowizora.

        Podsiebek wpada często w trans taneczny,
        W którym się staje zgoła niebezpieczny.

        Rżęgierz zaczepia się końcem ogona
        O gwóźdź i wisi tak, póki nie skona.

        Szwurdź ma pozory nieczułego drania
        I nie nadaje się do gotowania.

        Ściąpiel, zupełnie pozbawiony dumy
        Oraz godności, czyni dziwne szumy.

        Tłyżek, gdy zamknąć go w niewielkiej salce,
        Zaraz potyka się o własne palce.

        Ulp, skrajnie mały, musi sobie przydać
        Manię wielkości, by go było widać.

        Wambół używa uszu jak wachlarzy
        I nimi także ociera łzy z twarzy.

        Zęźlarz pod koniec dnia na nogi wstaje
        I z ich pomocą dokądś się udaje.

        Żepeta gapi się, gapi i gapi,
        A gdy się skończy gapić, znów się gapi.

        A najsłynniejszy z nich wszystkich Ździżymar,
        Był tylko jeden, lecz stopniowo wymarł.
        • staua Robert, 27.02.04, 20:44

          • staua ojej 27.02.04, 20:45
            samo mi wyslalo...
            chce zapytac, czyjego autorstwa sa te wiersze, ktore nam tutaj podajesz?
            • Gość: robert Re: ojej IP: *.net.autocom.pl 28.02.04, 09:08
              "The sun was shining..." to pierwszy wers wiersza pt."The Walrus and the
              Carpenter" ("Mors i cieśla") Lewisa Carrolla. Przytoczyłem tylko jedną zwrotkę
              bo wiersz jest bardzo długi (tłum. S.Barańczak).
              "Brzdęśniało już..." - tak zaczyna się "Dziaberliada", czyli "Jabberwocky"
              tego samego autora.
              "Żmiję" napisał Hillaire Belloc,"Lwa afrykańskiego" A.E.Housman,"Alfabet..."
              Edward Gorey (tłum. S.Barańczak).
              "Bekas" i "Panda" są autorstwa Barańczaka.
              Co do wiersza "The Akond of Swat" ("Jakąd ze Wszczot") to, z całym szacunkiem
              dla A.Nowickiego, ale w tej dziedzinie klasą samą dla siebie jest przytaczany
              tu bez przerwy Stanisław Barańczak.
              "Historię Frania..." ("Jim") - jeden z moich ulubionych wierszyków - napisał
              Hillaire Belloc (tłum. - wiadomo).
              "Leć w duet" ("Let's do it") przepisałem sobie dawno temu z pisma, które
              ukazywało się na początku lat 90-ych "OK!America" (wychodziło chyba tylko
              przez rok). Tłumaczył Barańczak, ale kto jest autorem? Tego nie wiem.
              Podobnie nie znam autora "Dziwnej świnki" i "Mrówki i pasikonika".
              Kiedyś, gdzieś natknąłem się na nie i tak mi się spodobały, że je sobie
              przepisałem. "Mrówka..." jest napisana w stylu Barańczaka, więc może to on.
              Polecam następujące pozycje z poezją nonsensu:
              "44 opowiastki" z serii: Biblioteka poetów języka angielskiego pod redakcją
              Stanisława Barańczaka, tom 15 (Lear, Carroll, Gilbert, Housman, Belloc), wyd.
              Znak 1998
              "Żegnam cię nosorożcze" S.Barańczaka, wyd. Świat książki 1995
              "Alicja w krainie czarów" L.Carrolla.
              "Pegaz zdębiał","Fioletowa krowa", "Geografioły" - S.Barańczak.
              Pozdrowienia i miłej lektury.
              • Gość: robert Re: ojej IP: *.net.autocom.pl 28.02.04, 09:35
                Od czterech tygodni w sobotniej Gazecie Wyborczej zamieszczany jest cykl pt.
                "Mielona gęś albo w orkanach abdsurdu" S.Barańczaka. Wystarczy kliknąć na
                "opinie, świąteczna" z pierwszej strony portalu.
                • Gość: robert Re: ojej IP: *.net.autocom.pl 28.02.04, 11:53
                  To może teraz z innej beczki: wierszyki lekko figlarne.

                  Nie szata zdobi człeka,
                  Więc na co pani czeka?
                  (Karol Kord)

                  Prawdziwa elegantka wyzna
                  (Gdy jest szczera),
                  Że się dla kobiet stroi,
                  Dla mężczyzn rozbiera.
                  (Gabriel Karski)

                  Gdyś już pan zaliczył
                  Swą kolejną dychę,
                  Patrz - eros ci zmalał,
                  Rozdęła się psyche!
                  (Szymon Kobyliński)

                  By równowaga nie była zwichnięta,
                  Podnosząc suknię spuszczała oczęta.
                  (Jan Sztaudynger)

                  Pramatka Ewa zimą i latem
                  Nosiła dekolt... i nic pozatem.
                  (Karol Kord)

                  Z mą żoną znakomicie
                  Dopełniamy się wzajem:
                  Ja jej daję na życie,
                  Ona mi żyć nie daje.
                  (Wiesław Brudziński)

                  On stracił dla niej rozum -
                  Ona dla niego cnotę...
                  Niestety - potem rozum
                  Zjawił się z powrotem.
                  (Marian Załucki)

                  On był stały -
                  Tylko one się zmieniały.
                  (Jan Sztaudynger)

                  Raz Mozarta bawiącego w Pradze
                  Obsypały z komina sadze.
                  Fakt, że potem, w ciągu godziny,
                  Wymorusał aż cztery hrabiny,
                  Jakoś uszedł biografów uwadze.
                  (Wisława Szymborska)

                  Nierówno im chęci służą:
                  Ta chce smacznie, ten chce dużo...
                  (Szymon Kobyliński)
    • Gość: Xara Re: Poezja nonsensu IP: 82.160.26.* 28.02.04, 11:58
      Na zamku

      "Milordzie, wrota znów nowego
      Na pół przecięły odźwiernego!"
      "Od lat już uczę was i uczę:
      Tę część przynoście, gdzie są klucze!"

      Harry Graham
    • Gość: Xara Re: Poezja nonsensu IP: 82.160.26.* 28.02.04, 12:11
      Dumny ojciec

      „Mój synek ma ogromne poczucie humoru,
      Żarty stroi od rana do późnego wieczoru.
      Raz na ulicy na przykład, pamiętam,
      Jakiś pan go zapytał, jak trafić na cmentarz.
      I wiecie, co zrobił mój miły łobuz? –
      Pchnął go pod przejeżdżający autobus”.

      ********
      Raz czterej mędrcy...

      Raz czterej sławni uczeni z Peru
      Płynęli morzem w łódce z papieru.
      Gdyby ich łódkę zrobiono z drzewa,
      Dłużej bym podróż mędrców opiewał.

      ********
      Krzesło

      Siadłem na krześle od niechcenia,
      Wiedząc, że krzesłu brak siedzenia.
      Nóg ni oparcia też nie było,
      Ale siedziało się dość miło.

      (autorzy anonimowi, tł. A. Marianowicz)

      Lord Cleeve

      Podoba mi się w lordzie Cleeve
      To, że już dłużej nie jest żyw;
      Wiele powiedzieć za tym da się,
      Kto umarł we właściwym czasie.

      (E.C. Bentley, tł. A. Nowicki)
      • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 28.02.04, 12:34
        Dobre.
        Zwłaszcza "Dumny ojciec" i "Lord Cleeve".
        • Gość: robert Re: Poezja nonsensu IP: *.net.autocom.pl 28.02.04, 13:05
          Przemyślność Zuzi, albo: uszło jej płazem

          A.E.Housman (tłum. S.Barańczak)

          Gdy przed Rózią przez ogródek uciekała mała Zuzia,
          Słysząc z tyłu wrzask "Zabiję!", "Głupia małpa!" oraz "Huzia!",
          Nadepnęła - co bynajmniej nie dodało jej otuchy -
          Na leżący na jej drodze przedmiot, co miał kształt ropuchy.

          Przedmiot ten miał kształt ropuchy i - nikt temu nie zaprzeczy -
          Miał do tego prawo, bowiem był ropuchą w samej rzeczy;
          A co więcej, gdy nacisku zaprzestała stópka tycia,
          Miał ów przedmiot kształt ropuchy pozbawionej całkiem życia.

          W materiale tak plastycznym odcisnąwszy ślad z precyzją,
          Zuzia biegła, jakby niosło w dal na skrzydłach tysiąc bryz ją,
          Wkrótce zaś narządy zmysłów - w tym przypadku głównie ucho -
          Znać jej dały, że i Rózia weszła w kontakt z tąż ropuchą.

          Pełną pewność co do tego można było zdobyć dzięki
          Temu, że tuż po łomocie nastąpiły głuche jęki:
          Najwidoczniej skutkiem wstrząsu Rózia padła wprost na buzię
          W to, w czym trwał ślad odciśnięty przez uciekającą Zuzię.

          Ocalona, rzekłbym, mocą stopy raczej niźli dłoni,
          Zuzia, mimo gniewu Rózi, uszła zatem jej pogoni;
          Odtąd zaś, ilekroć siostrę czymś rozjuszy dziewczę słabe,
          Dba, by blisko mieć ropuchę lub, w jej braku, chocby żabę.
          • staua Poezja nonsensu-Lewis Carroll 29.02.04, 01:28
            "Z piesni szalonego ogrodnika" (tlum. Andrzej Nowicki)

            Myslal, ze ujrzal slonia, co
            na fujareczce swistal;
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze mu listonosz list dal
            Od zony. "Zycie - smutno rzekl -
            Jest jak komedia czysta".

            Myslal, ze ujrzal zubra, co
            siadl cicho u kominka;
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze byla to kuzynka
            Ciotecznej babki. "Niech stad - rzekl -
            Odejdzie ta szatynka".

            Myslal, ze ujrzal weza, co
            Po grecku rzekl "dobry dzien";
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze to byl Zeszly Tydzien.
            "Przepraszam bardzo - cicho rzekl -
            Lecz z greka mi nie idzie".

            Myslal, ze to pan z banku byl,
            Ze ujrzal przedtem go tam;
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze byl to hipopotam.
            "Na obiad go nie prosmy - rzekl -
            Wszystko nam zje, niecnota"

            Myslal, ze w lozko pojazd wpadl,
            W dwa konie wspiete deba;
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze to byl niedzwiedz bez lba.
            "Biedne stworzenie, glodne - rzekl -
            az krzywi mu sie geba".

            Myslal, ze ujrzal mewe, co
            W kroag lampy sie kolacze;
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze to pocztowy znaczek.
            "Noc dzis wilgotna, zatem - rzekl -
            Do domu wrocmy raczej".

            Myslal, ze ujrzal brame, do
            Ogrodu, ktory strzegl;
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze to Regula Trzech.
            "Reguly Trzech tajniki juz
            sa jasne dla mnie" - rzekl.

            Myslal, ze ujrzal dowod na
            To, ze sam jest Papiezem;
            Gdy spojrzal znow, przekonal sie,
            Ze to mydelko lezy.
            "Straszna to mysl - cichutko rzekl -
            Lecz nikt w to nie uwierzy".

            ----------------------------------
            All you ever see or seem
            is just a dream within a dream
            • Gość: kopernik Re: Poezja nonsensu-Lewis Carroll IP: *.is.pw.edu.pl 29.02.04, 12:11
              Ruszyłeś ziemie, wstrzymałeś słonće
              Powiedz - niepoparzyło ci rąk?
              wszak ono takie gorące.

              Mikołajowi Kopernikowi popracy (po pracy razem z premedytacja - czytac jednym
              tchem)
            • Gość: kopernik Nie Poezja nonsensu -ale tez Lewis Carroll IP: *.is.pw.edu.pl 29.02.04, 12:30
              Dziewczynka miala tak duze stopy, ze
              musiala zdejmowac spodnie przez glowe.

              Jakie to szczescie, ze nie lubie szparagow,
              bo gdybm je lubila to bym je jadla,
              a strasznie ich nie lubie.
      • Gość: Xara Re: Poezja nonsensu IP: 82.160.26.* 29.02.04, 13:03
        Gdyby...

        Gdyby wszystkie morza w jedno morze się zlały,
        Co by to za morze było!
        Gdyby wszystkie drzewa jednym drzewem się stały,
        Co by to za drzewo było!

        Gdyby wszystkie topory w jeden topór się zrosły,
        Gdyby jeden miał człowiek siłę wszystkich dorosłych,
        Gdyby chwycił ten topór i to drzewo nim zrąbał,
        Gdyby drzewo to wpadło w to morze jak bomba –
        Wszystkie mózgi na świecie w jeden zrośnięte mózg
        Nie odgadłyby, jaki by to straszny był plusk!

        (autor anonimowy)


      • Gość: Xara Re: Poezja nonsensu IP: 82.160.26.* 29.02.04, 13:05
        Gdybym miał jedenaście kapeluszy

        Gdybym miał jedenaście kapeluszy,
        pierwszy schowałbym w szafie, żeby się nie kurzył.

        Drugi nadałbym przez pocztę w postaci paczki.
        Trzeci byłby na drobnostki i drobiażdżki.

        Czwartego używałbym wyłącznie do sztuk magicznych et cetera
        Piąty zamiast klosza, do przykrywania sera.

        Szósty kapelusz - dla Jadwisi.
        Siódmy bym powiesił. Niech wisi.

        Ósmy przerobiłbym na nastrojowy abażurek.
        W dziewiątym hodowałbym jeża lub coś z zoologii w ogóle.

        Co do dziesiątego, to jeszcze nie mam pomysłu:
        A jedenasty kapelusz porwałby mi wiatr nad Wisłą.

        Bo powiedziała o mnie jedna poetka z Krakowa:
        "To głowa nie do kapeluszy! To taka posągowa głowa!"

        ***

        BALLADA O TRZĘSĄCYCH SIĘ PORTKACH

        Posłuchajcie, o dziatki,
        bardzo ślicznej balladki:

        Był sobie pewien pan,
        na twarzy kwaśny i wklęsły,
        miał portek z piętnaście par
        ( a może i szesnaście)
        i wszystkie mu się trzęsły;

        włoży szare: jak w febrze;
        włoży granatowe: też;
        od ślubu: jeszcze lepsze!
        Marengo: wzdłuż i wszerz.

        Krótko mówiąc, w którekolwiek portki
        kończyny dolne wtykał,
        to trzęsły mu się one
        jak nie przymierzając osika.

        W ten sposób, przez trzęsienie,
        pan żywot miał bardzo lichy,
        bo wszędzie, gdzie wszedł, zdziwienie,
        a potem śmichy i chichy.

        W końcu babcia czy ciocia,
        już nie pamiętam kto,
        powiedziała do tego pana:
        "Chłopcze, ty uschniesz, bo

        nad portek sprawą przedziwną
        wylałeś trzy morza łez,
        a znowu nie jest tak zimno,
        więc spróbuj chodzić bez.

        Toć są materiały urocze.
        Toć są, kochanie. Toć.
        Ty kup sobie jakiś szlafroczek
        i w tym szlafroczku chodź;

        lub od razu na zadek
        kup sobie spódnic troszkę,
        a na wszelki wypadek
        parasolkę. I broszkę;

        też innych rzeczy mnóstwo,
        kociackie ochędóstwo,

        rzęsy z drutu, najlony -
        i już będziesz urządzony,
        a wąs sobie wyskub.
        I tak wyglądasz jak biskup".

        Kupił pan sobie szlafroczek,
        chodził w szlafroczku roczek,
        ale tylko w ciemności,
        bo i szlafroczek trząsł mu się cości;

        a portki schowane w kredensie
        też nie zrzekły się tych trzęsień;

        trzęsło się całe mieszkanko,
        kanapy i futryny,
        bo to był dom melancho
        i bardzo cyko ryjny.

        Tutaj się kończy ballada
        o portkach się trzęsących,
        z ballady morał gada,
        morał następujący:

        GDY WIEJE WIATR HISTORII,
        LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM
        ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST
        TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM.

        (K.I. Gałczyński)
    • Gość: kopernik Na Zdzislawa i Walentego IP: *.is.pw.edu.pl 29.02.04, 12:15
      W Zdzislawiska na lotniskach
      wszyscy piora sie po pyskach.
      Takie swieto lotniskowe
      zawsze ma swoja wymowe
      Jak nie lubisz pana Zdzisia
      mozesz mu przetrzepac pysia.
      W Walentynki co innego -
      wszyscy kochaja blizniego!
    • Gość: Xara Re: Poezja nonsensu IP: 82.160.26.* 29.02.04, 13:24
      Bajeczki Babci Pimpusiowej
      Andrzej Waligórski

      Napadł na turystkę
      Jeden niedźwiedź dziki.
      Trafił na artystkę,
      Musi brać zastrzyki.


      Siedziały raz dwie myszy popod polną miedzą.
      Siedzą tak sobie, siedzą, siedzą, siedzą, siedzą,
      Siedzą, siedzą, wtem nagle w srogi wigor wpadły!
      Jak nie hycną do góry... i z powrotem siadły.


      Latał sobie z radarem pewien gacek młody
      I po drodze omijał przeróżne przeszkody,
      Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija,
      Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja.


      Kiedyś pijany zając włóczył się po rżysku,
      A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku.
      Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: - Leokadio!
      Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!

      Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę:
      - Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude...
      - Ha! - krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach -
      Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia!

      Prosiła glizda słonia raz w nietrzeźwym stanie:
      - Strasznie mnie plecy swędzą, podrap mnie kochanie.
      Słoń podrapał i ryknął śmiechem jak armała:
      - Stara, co się wygłupiasz, coś taka plaskata?

      Złapał niedźwiedź świstaka idąc raz pod górkę,
      A pragnąc na nim świstać, chciał mu dmuchać w dziurkę.
      Świstak chodu, lecz zanim schował się do chaty,
      Pisnął: - Mógłbyś przynajmniej chamie przynieść kwiaty!

      Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda,
      Wtem patrzy - z drugiej strony sterczy druga glizda.
      Dalejże ją uwodzić, a ta rzecze srogo:
      - Odwal się żeż kretynko, ja jestem twój ogon!

      Przeniósł się szczur do miasta, rozejrzał się z wolna,
      Patrzy - a za nim drepcze mała myszka polna.
      Wtedy szczur oburzony rozdarł na nią pyska:
      - To straszne, jak ta wiocha do miasta się wciska!

      Wraca zając po balu w dość nietrzeźwym stanie
      I patrzy, a zajęczyca z niedźwiedziem na sianie!
      Skoczył zając, lecz zaraz z wściekłości ochłonął:
      - Niestety - rzekł - niedźwiedzie u nas pod ochroną...

      Spotkał raz pancernika pancernik wśród mięty
      I pyta go: a cożeś ty taki wyrośnięty?
      Na to ten duży wydał ryk okropnie gromki
      I odrzekł: tażesz ja jestem pancernik Patiomkin!

      Zniosła strusica jajo, całe na zielono
      Struś w krzyk: z kim mnie zdradzasz ty niewierna żono!
      Skąd mam wiedzieć - odparła - pytasz jak głuptasek
      Wszak wiesz, że jak na mnie krzykną, chowam głowę w piasek


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka