Dodaj do ulubionych

"Piąte dziecko"...

18.06.11, 19:31
Czytaliście? Jakie refleksje? Podzielcie się.
Ja właśnie przeczytałam a refleksjami się podzielę potem.
Obserwuj wątek
    • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 19.06.11, 18:17

      Lektura obowiazkowa dla fanatycznych obroncow zycia poczetego.
      • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 19.06.11, 18:39
        wilma.flintstone napisała:

        >
        > Lektura obowiazkowa dla fanatycznych obroncow zycia poczetego.

        Interesujace podejscie ...
        Jak dla mnie lektura obowiazkowa dla tych, co nie potrafia byc rodzicami
        • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 19.06.11, 20:53
          maniaczytania napisała:


          > Jak dla mnie lektura obowiazkowa dla tych, co nie potrafia byc rodzicami


          Czyli niewiele z niej zrozumialas.
          • Gość: marajka Re: "Piąte dziecko"... IP: *.aster.pl 21.06.11, 16:47
            Znaczy dobrze rozumieją tylko ci, którzy rozumieją tak jak Ty? Ja nie rozumiem Twojej interpretacji, ale nigdy bym nie powiedziała, że niewiele zrozumiałaś. Nawet wykładowcy na polonistyce nigdy nie mówią tak studentom, każdy ma prawo do własnej interpretacji. Oczywiście, każdy jakoś naprowadza studenta na swój tor myślenia, ale NIGDY nie usłyszałam: nic pani nie rozumie, źle.

            Czytałam dawno, ale z tego co pamiętam, rodzice chcieli mieć 7 dzieci i dopiero, kiedy Ben się urodził, okazało się, że jest "inny"? Więc co ma piernik do wiatraka? A dla mnie to książka o odmienności i samotności wśród najbliższych. Niejeden człowiek nie potrafiłby być rodzicem dla Bena. I co, nie zrozumiałam?
        • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 19.06.11, 21:35
          A jak Twoim zdaniem powinni zareagować rodzice aby mogli się (Twoim zdaniem) nadawać?
          Wiesz, są takie dzieci na które żadne wychowawcze metody nie działają.
          Moim zdaniem dla dobra całej rodziny lepiej by było aby matka usunęła lub poroniła tę ciążę, ewentualnie aby go zostawiła na zawsze w tym ośrodku.
          Przypomniało mi się jak ktoś opowiadał o "urodzonych mordercach" , to ludzie którym bez względu na to ile miłości by się dało oni muszą zabić, mają jakiś rodzaj genu (?) , psychopaci są wśród nas i nie jest to wina ich rodziców.
          • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 19.06.11, 23:14
            Oj, bzdury obie piszecie. Widac, ze nie przeczytalyscie drugiej czesci to raz.
            Dwa, ze rodzice Bena kompletnie sie nie nadawali do bycia rodzicami. Oni sami byli dziecmi, ktorym zachcialo sie zabawic w dom. Skrajnie nieodpowiedzialni, zerujacy na swoich rodzicach, bez skrepowania ciagnac od nich pieniadze lub wymuszajac pomoc. Kiedy pojawily sie prawdziwe problemy ( z Benem) zamiast sprobowac mu pomoc, zrezygnowali z niego.

            Poza tym inna rzecz - niby jak mieli usunac? Na jakiej podstawie? Bo poza dziwnymi odczuciami matki zadnych oznak jakiegokolwiek uposledzenia dziecka nie bylo w czasie ciazy.

            Jezeli chcecie czegos jeszcze o moich odczuciach, to prosze tu moj wpis na blogu z konca 2009r. Na blogu jest tez recenzja kolejnej czesci, ale nie polecam przed przeczytaniem ksiazki.
            • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 20.06.11, 12:20
              Rodzice Bena byli normalnymi rodzicami, nie było w ich rodzinie żadnej patologii.
              Normalna duża pełna miłości rodzina.
              Potrafili być dobrymi rodzicami dla czworga swoich dzieci (do momentu pojawienia się Bena bo wtedy niestety popełnili błąd odbierając go z ośrodka kosztem całej rodziny, innych dzieci i mordowanych przez tę bestię zwierząt).
              Nikt im nie chciał fachowo pomóc a jeszcze lekarze nie będąc w stanie sami pomóc oskarżali i atakowali ich zarzucając odrzucenie zamiast pomóc bądź skoro sami nie potrafili poradzić sobie z diagnozą odesłać chociażby do innego specjalisty.

              >> Poza tym inna rzecz - niby jak mieli usunac? Na jakiej podstawie?

              Fakt, nie wiedzieli że urodzi im się psychopata, gdyby jednak mieli możliwość przewidzenia co im się urodzi najlepszym wyjściem z sytuacji byłaby aborcja.
              A co do tego (abstrahując już od powieści) na jakiej podstawie, zdaje się że za granicą nie trzeba żadnej podstawy aby usunąć ciążę bodaj do trzeciego miesiąca.


            • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 20.06.11, 22:18
              Nie czytalam drugiej czesci, to prawda, ale znam mniej wiecej tresc z recenzji i nie uwazam, zeby czesc druga byla niezbedna do zrozumienia pierwszej. Rownie dobrze historia Bena moglaby sie skonczyc tam, gdzie narrator zostawia czytelnika w "Piatym dziecku". Co wiecej, to wlasnie tej czesci dotyczy watek, czyz nie?

              Ksiazka zdecydowanie wpisuje sie w dyskurs (anty)aborcyjny i nie wiem doprawdy co ma wspolnego z byciem rodzicem w ogole (w tym temacie polecam znakomite "Matki" T. Dimowej). Fakt, ze pojawienie sie w rodzinie dziecka uposledzonego jest wywroceniem zycia tej rodziny do gory nogami, nie podlega dyskusji. Psychologowie i socjologowie pisza traktaty cale jak sobie z tym poradzic i nie dopuscic do calkowitej destrukcji zycia rodzinnego, bo rozluznienie wiezi miedzy rodzicami a zdrowymi dziecmi jest w takich sytuacjach niemal nieuchronne. Chociazby przez to, ze dziecko uposledzone wymaga wiecej czasu, opieki, wysilku, pracy i poswiecenia. I nawet jesli bohaterka nie wiedziala o uposledzeniu Bena, to akurat ten fakt uwazam za celowy zabieg unikania doslownosci przez autorke.

              Co do komentarza, ze rodzice zrezygnowali z Bena, to nie bardzo rozumiem co masz na mysli: oddanie go do zakladu? Nie zapominaj, ze akcja nie dzieje sie w dzisiejszej rzeczywistosci, kiedy podejscie, srodki i zycie z uposledzeniem wygladaja inaczej niz 30-50 lat temu. Co wiecej, to maz Harriet podejmuje te decyzje, bo Ben systematycznie rozmontowuje zycie calej rodziny. Ona jednak zabiera go z zakladu, mimo ze bez niego dom jest znow "normalny" . A jednak jedzie po niego, bo to jest JEJ DZIECKO. Nie wiem co tu swiadczy o nieumiejetnosci bycia rodzicem, bo matka Bena jest w sytuacji patowej - musi dokonac wyboru miedzy Benem i reszta rodziny. I cokolwiek zrobi, to nigdy nie bedzie wybor szczesliwy i optymalny. Lessing zreszta, moim zdaniem, DOKLADNIE to chciala pokazac, ze z takich sytuacji nie ma dobrego wyjscia. Dlatego uwazam, ze powinni ksiazke przeczytac fanatyczni pro-lifeowcy, zwlaszcza ci, ktorzy porobuja zmusic kobiety do rodzenia dzieci ciezko uposledzonych. I nie chce ci przypisywac czegos, czego byc moze nie mialas na mysli, ale pobrzmiewa mi w Twojej wypowiedzi tego typu besserwiserskie przeswiadczenie, ze ludzie w takiej sytuacji jak rodzice Bena powinni tak sprawe rozegrac, zeby go zrozumiec i pokochac, tak go prowadzic i z nim postepowac, zeby stal sie lagodnym barankiem, wlaczac pozostale dzieci w opieke i integracje uposledzonego brata, przy czym jeszcze miec mnostwo czasu na czytanie bajek, gre w Chinczyka i lepienie z plasteliny. Jesli tak, to pozwolisz, ze w odpowiedzi zacytuje klasyka i powiem:" wista wio!- latwo powiedziec!".
              • nioma Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 08:15
                moim zdeniem latwo jest teoretyzowac, mowic co rodzice powinni a co nie, latwo jest potepiac tych, ktorzy dziecko oddali, latwo jest wysnuwac wlasne opinie i wnisko.
                prawda jest taka, ze na ogol rodzina z uposledzonym dzieckiem jest sama.
                jedno z rodzicow musi zrezygnowac z pracy, pogarsza sie status materialny, droboazgi urastaja do wielkich problemow, jest ciagly stres i walka. niestety z gory skazana na niepowodzenie.
                nie oceniam, nie mowiec co i jak ale jestem pelna szacunku dla tych, ktorzy decyduja sie na ratowanie siebie i rodziny a nie na poswiecenie w imie nie wiadomo jakich hasel.
                jestem za takim wyborem.
                • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 19:45
                  nioma napisała:
                  > nie oceniam, nie mowiec co i jak ale jestem pelna szacunku dla tych, ktorzy decyduja sie na ratowanie siebie i rodziny a nie na poswiecenie w imie nie wiadomo jakich hasel.
                  > jestem za takim wyborem.
                  >

                  A ja jestem pelna szacunku dla tych, ktorzy dzieci uposledzone jednak wychowuja.
                  • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 21:51

                    A ja szanuje i tych, ktorzy wychowuja uposledzone dzieci i tych, ktorzy podejmuja decyzje o usunieciu ciazy. Uposledzenie dziecka moze byc potwornie obciazajace psychicznie dla rodzica i nie kazdy ma obowiazek miec sile, zeby to udzwignac. A juz ustawowe i prawem regulowane decyzje w tym zakresie podejmowane za rodzicow przez panstwo czy wladze....koszmar.
                  • abepe Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 22:00
                    Ależ Ben nie był ani dzieckiem z upośledzeniem, ani z autyzmem. Lessing wymyśliła sobie sprowadzenie do XX wieku człowieka prehistorycznego, naszego przodka, w osobie Bena (rozwija ten pomysł w "Podróży Bena").
                    Jeżeli chcecie przeczytać dobrą książkę o rodzinie z niepełnosprawnym dzieckiem - sięgnijcie po "Wszystko jest możliwe" Magdy Papuzińskiej. Tutaj także matka nie decyduje się na oddanie dziecka w imię spokoju rodziny.
                    • easz Re: "Piąte dziecko"... 27.06.11, 00:49
                      abepe napisała:

                      > Jeżeli chcecie przeczytać dobrą książkę o rodzinie z niepełnosprawnym dzieckiem
                      > - sięgnijcie po "Wszystko jest możliwe" Magdy Papuzińskiej. Tutaj także matka
                      > nie decyduje się na oddanie dziecka w imię spokoju rodziny.

                      To zupelnie inna, piekna i wzruszajaca ksiazka. I raczej doslowna, to znaczy prosta w interpretacji, nie tak jak w przypadku Lessing.
              • Gość: marajka Re: "Piąte dziecko"... IP: *.aster.pl 21.06.11, 16:50
                Ale Harriet nie wiedziała, że Ben będzie upośledzony.

                Dlatego uwazam, ze powinni ksiazke przeczyta
                > c fanatyczni pro-lifeowcy, zwlaszcza ci, ktorzy porobuja zmusic kobiety do rodz
                > enia dzieci ciezko uposledzonych.

                • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 17:14
                  Owszem, nie wiedziała, ale pro-lifowcy nawet gdy kobieta wie, że dziecko będzie ciężko chore lub upośledzone zabraniają innym aborcji.
                  • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 19:39
                    to dorzuce jeszcze garsc refleksji, troche nieuporzadkowanych, ale duzo ich mi sie klebi.

                    Owszem, rodzina Bena to nie patologia, ale to nie sa ludzie dojrzali. Tak to jest, ze dzieci moga miec wszyscy, bez szkol, egzaminow, kursow przygotowawczych, ale sprostac roli rodzica jest niezwykle ciezko. Jednak w sytuacji dziecko-rodzic, praktycznie zawsze stane po stronie dziecka. To rodzice, czy tego chca, czy nie, maja najwiekszy wplyw na wychowanie dziecka. I nie pomoze, nie usprawiedliwi ich zadne zrzucanie odpowiedzialnosci na szkole, towarzystwo, na to, ze "on taki juz jest", ani najbardziej absurdalnie na telewizje.

                    Ben, jak mozna wywnioskowac z oszczednych opisow, mogl cierpiec na jakas forme autyzmu, na pewno nie potrafil radzic sobie z emocjami. Ale co mu zafundowano od samego poczatku? Odrzucenie, odepchniecie, nawet niemowle wyczuwa takie rzeczy i gorzej sie wtedy rozwija.
                    Potrzeba mu bylo duzo milosci i walki o niego (co pokazala kolejna czesc). A jesli rodzice nie nadawali sie do tego, by z nim zyc? Trzeba bylo szukac lekarza, domu opieki, takiego, ktory umialby sobie z tym poradzic. Trudno powiedziec, kiedy toczy sie akcja, ksiazka zostala po raz pierwszy wydana w 1988r., wiec wcale nie tak dawno temu.

                    Osobna sprawa, to naprawde myslicie, ze da sie wrocic do sielanki i szczescia rodzinnego po odrzuceniu i wykluczeniu jednego z czlonkow rodziny?

                    Marajka ma racje - to ksiazka o strachu przed obcym, innym. Dziwne, jak latwo wszystkim przyszlo stanac po stronie Davida, zeby oddac Bena do zakladu. Nikt nie chcial pomoc, bo wtedy trzeba by sie bylo troche bardziej zaangazowac, a ludzie nie lubia sie wysilac.
                    • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 22:15
                      maniaczytania napisała:

                      Trudno powiedziec, k
                      > iedy toczy sie akcja, ksiazka zostala po raz pierwszy wydana w 1988r., wiec wca
                      > le nie tak dawno temu.

                      Coz, jak wiadomo, akcja "Faraona" nie toczy sie pod koniec XIX w., kiedy to ksiazka zostala wydana, prawda? Moim zdaniem "Piate dziecko" to lata 60'.

                      > Osobna sprawa, to naprawde myslicie, ze da sie wrocic do sielanki i szczescia r
                      > odzinnego po odrzuceniu i wykluczeniu jednego z czlonkow rodziny?

                      Nie i dlatego Harriet wraca po Bena, mimo ze ta decyzja tym bardziej do sielanki nie prowadzi. Jak juz mowilam - rozwiazanie bezbolesne tu nie istnieje.

                      > Marajka ma racje - to ksiazka o strachu przed obcym, innym.

                      Bo uposledzenie jest innoscia i obcoscia. Proste.
                      • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 22:19
                        wilma.flintstone napisała:

                        > Coz, jak wiadomo, akcja "Faraona" nie toczy sie pod koniec XIX w., kiedy to ksiazka zostala wydana, prawda? Moim zdaniem "Piate dziecko" to lata 60'.

                        A skad taki wniosek? Zdaje sie, w ksiazce nei ma zadnej daty. Rownie dobrze moglo sie rozgrywac w przyszlosci, np. w 2020r.

                        > Nie i dlatego Harriet wraca po Bena, mimo ze ta decyzja tym bardziej do sielanki nie prowadzi. Jak juz mowilam - rozwiazanie bezbolesne tu nie istnieje.

                        A kto powiedzial, ze zycie jest latwe, proste i bezbolesne? Niestety kosztuje nieraz duzo wysilku.


                        > Bo uposledzenie jest innoscia i obcoscia. Proste.

                        To przeciez tez o tym pisze.
                        • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 23:23
                          maniaczytania napisała:


                          > A skad taki wniosek? Zdaje sie, w ksiazce nei ma zadnej daty. Rownie dobrze mog
                          > lo sie rozgrywac w przyszlosci, np. w 2020r.

                          Moglaby, gdyby nie fakt iz na stronie 24 (PiW, 2005) jak wol stoi: "Latem-byl rok 1968 - dom wypelnil sie po strych (...)".
                          • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 23:28
                            Jesli tak, to zwracam honor.
                            Ale to i tak nie zmienia mojego podejscia do tematu.
                • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 22:01
                  Gość portalu: marajka napisał(a):

                  > Ale Harriet nie wiedziała, że Ben będzie upośledzony.

                  W poscie, pod ktory sie podpielas wyraznie sie do tego aspektu odnioslam piszac, ze uwazam to za celowy zabieg unikania doslownosci przez autorke. Ksiazka nie traktuje doslownie o dylematach zwiazanych z usunieciem uposledzonego plodu, ale poprzez pokazanie losow rodziny, w ktorej pojawia sie takie dziecko, zdecydowanie kwestii decyzji w takich sytacjach dotyka. Nie czytalas mojego postu (zeby juz nie dotykac bolesnego zagadnienia braku zrozumienia czytanych tresci...)?
                  • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 22:16
                    wilma.flintstone napisała:

                    > W poscie, pod ktory sie podpielas wyraznie sie do tego aspektu odnioslam piszac
                    > , ze uwazam to za celowy zabieg unikania doslownosci przez autorke. Ksiazka nie
                    > traktuje doslownie o dylematach zwiazanych z usunieciem uposledzonego plodu, a
                    > le poprzez pokazanie losow rodziny, w ktorej pojawia sie takie dziecko, zdecydo
                    > wanie kwestii decyzji w takich sytacjach dotyka. Nie czytalas mojego postu (zeb
                    > y juz nie dotykac bolesnego zagadnienia braku zrozumienia czytanych tresci...)?
                    >

                    O nie, nie, to jest Twoja interpretacja tej ksiazki, a nie jedyna mozliwa.
                    • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 23:25
                      maniaczytania napisała:


                      > O nie, nie, to jest Twoja interpretacja tej ksiazki, a nie jedyna mozliwa.

                      To, ze nie zgadzam sie z Twoja interpretacja nie oznacza od razu, ze swoja uwazam za jedyna mozliwa i o ile sie nie myle, nigdzie tego nie twierdze.
                      • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 23:28
                        Ale zarzucalas mi, ze nic nie zrozumialam z ksiazki.
                        • wilma.flintstone Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 23:52
                          maniaczytania napisała:

                          > Ale zarzucalas mi, ze nic nie zrozumialam z ksiazki.

                          Owszem, bo interpretacje iz jest to ksiazka o nieumiejetnosci bycia rodzicem uwazam za wlasnie za, powiefzmy, dosc plytkie zrozumienie tematu. Bycie rodzicem w ogole, a bycie rodzicem dziecka uposledzonego to nie to samo. Owszem, mozemy dywagowac na ile ta pierwsza umiejetnosc jest skorelowana z druga, czyli na ile ktos kto z rodzicielstwem sobie radzi w ogole, bedzie sobie lepiej radzil z todzicielstwem w przypadku uposledzenia dziecka. Pewnie jakis zwiazek jest, ake czy zawsze?

                          Zreszta co to znaczy "umiec byc rodzicem"? Pamietam, ze jak moj synek mial kilka miesiecy to strasznie plakal i mial wysypke, przy czym przez jakis czas nie bardzo wiedzielismy dlaczego. Chodzilam wiec ciagle zestresowana i podenerwowana, po czym jakas uprzejma kolezanka uswiadomila mi, ze to moja wina iz dziecko ciagle placze, bo taki maluch wyczuwa niepokoj matki i reaguje. Jak sie okazalo, przyczyna placzu byly mleko i jajka, ktore jadlam karmiac piersia, a na ktore synek ma alergie, no ale nie uniknelam etykietki nieporadnego rodzica. Wystarczy zreszta poczytac fora o tematyce dzieciowej, zeby sie przekonac iz owa etykieta ochoczo i za wszytsko jest rodzicom (a zwlaszcza matkom) przyczepiana. Zwlaszcza przez tych, ktorym rodza sie dzieci przesypiajace cale noce od 3 miesiaca zycia, bezbolesnie zabkujace i lubiace sie bawic grzechotkami miast zastawa stolowa.
                          • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 22.06.11, 23:23
                            A ja uwazam, ze interpretacja tej ksiazki jako glosu wypowiadajacego sie za aborcja, zwlaszcza w przypadku dziecka uposledzonego jest dziwna i dosc powierzchowna (bo jednak trzeba wejsc glebiej w relacje rodzinne i zobaczyc, ze to nie Ben tak naprawde jest winien rozpadowi, Ben byl tylko katalizatorem).

                            Bo tu wlasciwie to nie chodzilo o uposledzenie. Z tego, co pamietam, rodzina bez problemu zaakceptowala dziecko chyba siostry Harriet - dziewczynke z zespolem Downa (wedlug Waszych interpretacji powinni byli ja "usunac" - mieliby szacunek za nieposwiecanie sie w mysl nie wiadomo jakiej idei), wiec na pewno nie o to chodzilo.

                            Ciekawe tez, ze na stronach anglojezycznych wlasciwie w ogole nie pisze sie o tej ksiazce w kontekscie aborcji, z tym spotkalam sie tylko tu na forum. Na tych zagranicznych dominuje ona jako "gothic novel" z elementami "horror fiction". Podkresla sie pokazanie obcego, tego, jak ludzie boja sie nieznanego i jak latwo znajduja ujscie dla swego strachu, gniewu, cala wina obarczajac tylko sama matke - nosicielke.

                            P.S. abstrahujac od tego, czy sie zgadzamy, czy nie - to ciesze sie, ze dyskusja sie rozwija, tego mi wlasnie zawsze brakowalo na tym forum - poszerzonej dyskusji, a nie tylko - podobalo mi sie, nie podobalo mi sie.
                            Pozdrawiam :)
        • easz Re: "Piąte dziecko"... 20.06.11, 16:44
          maniaczytania napisała:

          > wilma.flintstone napisała:
          >
          > >
          > > Lektura obowiazkowa dla fanatycznych obroncow zycia poczetego.
          >
          > Interesujace podejscie ...
          > Jak dla mnie lektura obowiazkowa dla tych, co nie potrafia byc rodzicami

          Druga czesc, choc chyba nudniejsza, bardziej mi pozostala w pamieci i przez jej pryzmat postrzegam historie Bena. Dla mnie to nie jest ani o jednym, ani o drugim, przynajmniej nie w pierwszym planie, raczej o innosci, obcosci i osamotnieniu, niezrozumieniu. Przyznaje, ze moze nie do konca rozumiem o co autorce chodzilo, mialam takie wrazenie czytajac, moze nie od samego poczatku, ale do konca ksiazki/ksiazek. Jak gdyby w pewnym momencie zmienila zdanie i wykrecila fabule w inna strone.
          Ksiazka(i) taka sobie, imo dosc topornie, czy plytko opisujaca, wole niektore inne Lessing, o wiele bardziej.
          • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 22.06.11, 22:48
            A mniej więcej o czym jest druga część? Czy wyjaśnia coś w kwestii tego na co chorował Ben, skąd się brało jego zachowanie?
            • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 22.06.11, 23:15
              Druga czesc jest o Benie, jak sam tytul wskazuje. I Ben wlasciwie nie byl chory, to bylo z naszego dzisiejszego punktu widzenia jakies uposledzenie, ale nie o to chodzilo.
            • abepe Re: "Piąte dziecko"... 23.06.11, 09:20
              gazeta_mi_placi napisała:

              > A mniej więcej o czym jest druga część? Czy wyjaśnia coś w kwestii tego na co c
              > horował Ben, skąd się brało jego zachowanie?

              Pisałam wyżej, że Ben był postacią z prehistorii.
              Żadne ze znanych mi zaburzeń, a znam się na nich, nie manifestuje się takimi zachowaniami, jak zachowania Bena.

              Moim zdaniem Lessing w tej książce zupełnie nie bierze udziału w dyskusji o aborcji (więcej niechcianych ciąż i sposobów radzenia sobie jest w jej "Nieodpowiednim małżeństwie" - drugiej książce z serii "Dzieci przemocy").
              Lessing rzeczywiście pokazuję małżeństwo, które postanowiło zrealizować swoje marzenia kosztem całej rodziny. Pojawienie się Bena i trudności z tym związane zaburzają realizację tych marzeń. Wydaje mi się, że każdy problem (utrata pracy, zachorowanie któregoś z rodziców) mógł równie łatwo zburzyć ten porządek, jeżeli ktoś z zewnątrz by nie pomógł. Muszę wrócić do książki, czytałam ją z 2 lata temu.
              • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 24.06.11, 09:57
                Moim zdaniem teoria o "człowieku z prehistorii" jest mocno naciągana. Wydaje mi się, że prehistoryczne niemowlaki i małe dzieci potrafiły jednak nawiązać więź z matką i nie były agresywne (później) wobec członków własnego stada, ale mogę się mylić.
                • abepe Re: "Piąte dziecko"... 24.06.11, 15:51
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > Moim zdaniem teoria o "człowieku z prehistorii" jest mocno naciągana. Wydaje mi
                  > się, że prehistoryczne niemowlaki i małe dzieci potrafiły jednak nawiązać więź
                  > z matką i nie były agresywne (później) wobec członków własnego stada, ale mogę
                  > się mylić.

                  Wiesz, to fikcja literacka, nie literatura faktu. Trudno sie czepiać autorki, że wymyśliła sobiee taki typ nie stawiając mu żadnej medycznej diagnozy. Potrzebowała akurat takiego bohatera, my możemy się tylko domyślać w jakim celu. I, jak widać, domysły idą w różnych kierunkach.
                  • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 25.06.11, 20:07
                    Niby tak, ale fikcja osadzona w realiach, nie jest to powieść typu science-fiction.
                • easz Re: "Piąte dziecko"... 26.06.11, 21:33
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > Moim zdaniem teoria o "człowieku z prehistorii" jest mocno naciągana.

                  Nie w tym rzecz, to jest doslownie tak przedstwaione w ksiazce, tej drugiej czesci wlasnie - UWAGA! SPOILER! - pod koniec swojej podrozy Ben staje przed czyms w rodzaju malowidla naskalnego, jesli dobrze pamietam i okazuje sie, ze stanal naprzeciw lustra, bo wlasnie takie istoty jak on tam zostaly przedstawione, przed wiekami. To zapewne symboliczne, ale co oznacza? - 1ooo i jeden do/po/myslow. Imo nieprzystawalnosc, obcosc, jak wyzej pisalam, wyjecie z zupelnie innej bajki, ale paradoksalnie cala historia w tym momencie zatoczyla kolo - Ben okazal sie byc taki jak jego rodzice - inny, obcy, nienadajacy sie do zycia we wspolczesnym swiecie, z potrzebami, marzeniami itd. jak nie z tego swiata. Przeciez dzis na ludzi juz czasem z tylko trojgiem dzieci patrzy sie jak na dziwadla z innej epoki.
                  A to oznacza, ze i Ben, i jego rodzice, to moga byc figury kazdego z ludzi?
                  • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 26.06.11, 21:51
                    Chyba kupię i tę drugą część.
                    A czy jest tam też o tym co naprawdę robił za czasów nastoletnich? Matka przypuszczała, że brał udział w tych wszystkich kradzieżach i gwałtach.
                    • easz Re: "Piąte dziecko"... 26.06.11, 22:48
                      gazeta_mi_placi napisała:

                      > Chyba kupię i tę drugą część.
                      > A czy jest tam też o tym co naprawdę robił za czasów nastoletnich? Matka przypu
                      > szczała, że brał udział w tych wszystkich kradzieżach i gwałtach.

                      Nie pamietam juz zbyt dobrze, raczej nielewie. W ogole, to jest dla mnie o Benie i nie o Benie - on jest biernym swiadkiem, uczestniczy w wydarzeniach, ale jakby stal z boku, jak gdyby autorka/narratorka wykorzystala go do tego, zeby pokazac pare wspolczesnych problemow - nadal wspolczesnych, bo o dziwo dosyc to wszystko jest aktualne (np. bieda), podobnie zreszta jak w Lecie przed zmierzchem, a o dziwo, bo jednak w innych kwestiach i warstwach jej ksiazki sie zestarzaly, przynajmniej te niewiele, ktore czytalam.

                      Ja bym wypozyczyla, nie kupowalabym, choc kupilam, niestety;)
                      • easz Re: "Piąte dziecko"... 26.06.11, 23:07

                        Aha, jeszcze dwa slowa. Ben z pierwszej czesci i Ben z drugiej czesci, to dwie rozne osoby. W pierwszej jest tajemnica, no i ksiazka nie jest o nim, nie jemu jest poswiecona. W drugiej czesci wiemy juz na pewno, ze Ben, to duze dziecko - wciaz dziecko (nawet samotne wpoldzikie niewinne zwierzatko), stad tez moze skojarzenia z jakims rodzajem uposledzenia, opoznienia itp. Nie jest to czysta fantastyka, bo tacy osobnicy, z licznymi atawizmami juz sie rodzili, najbardziej chyba znana, to Julia Pastrana, o ktorej tez mozna poczytac w literackiej formie.

                        Ben - tak jak i Julia - nie byl uposledzony, nie byl tez dziecinny a tylko inny, ale inny tak bardzo, ze wydawal sie "niedorobiony" do i sam ze soba zagubiony tak bardzo, ze sprawiajacy wrazenie niedorozwinietego, czy jak jeszcze bysmy go nie nazwali, nie opisali.
      • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 19.06.11, 21:30
        >wilma.flintstone napisała:

        > Lektura obowiazkowa dla fanatycznych obroncow zycia poczetego.

        To racja.
    • mamalgosia Re: "Piąte dziecko"... 19.06.11, 19:39
      Czytałam dawno - jak tylko się ukazało w Polsce - żeby mieć własne zdanie. Ani nie zachwyciła, ani nie zniechęciła. Przeczytałam, choć bez entuzjazmu.
      Dziś nawet niespecjalnie pamiętam, o czym to:(
      • nioma Re: "Piąte dziecko"... 20.06.11, 14:57
        Przeczytalam juz dawno.
        Bylam pewna, ze zostawia dziecko w osrodku. Powinni.
        Powrot do domu oznacza rozpad calej rodziny i unieszczesliwienie reszty dzieci.
    • qw994 Re: "Piąte dziecko"... 21.06.11, 18:55
      Ja tę książkę przeczytałam już dość dawno temu, i w zasadzie jedyna refleksja, jaka mi pozostała, to taka, że Bena uznałam za karę za to beztroskie rozmnażanie wbrew zdrowemu rozsądkowi.
      • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 22.06.11, 22:46
        Dlaczego "wbrew zdrowemu rozsądkowi" ?
        Finansowych problemów nie mieli (duży dom, ewentualna pomoc finansowa rodziców), oboje młodzi i zdrowi, dotychczasowe dzieci zdrowe, bez chorób genetycznych, dzieci planowane.
        • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 22.06.11, 23:14
          Finansowych problemow nie mieli, bo zerowali na rodzicach. Oni po prostu chcieli miec duzo dzieci, bez zadnej refleksji na temat, jak je utrzymac.
          • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 22.06.11, 23:32
            Może dlatego właśnie decydowali się na kolejne dzieci bo wiedzieli, że w razie czego mają pomoc finansową rodziców?
            A z żerowaniem nie do końca się zgodzę, wszak ojciec rodziny cały czas pracował.
            • maniaczytania Re: "Piąte dziecko"... 22.06.11, 23:47
              No prosze, litosci! Decydowali sie, bo wiedzieli, ze rodzina im pomoze? Rodzina probowala wielokrotnie dac im do zrozumienia, ze moze juz czas powiedziec stop, ale za malo byli stanowczy. Bo oni sami chcieli tylko duzej rodziny, takie mieli marzenie. Ale o tym, ze robia to kosztem rodzicow (pieniedzy ojca Davida, czasu matki Harriet), kosztem swojego rodzenstwa (bo i pieniadze i czas rodzice mogliby dac innym swoim dzieciom) to juz nie pomysleli, bo tylko o sobie mysleli.
              Zreszta moze wlasnie dlatego, tak latwo i szybko rodzina sie od nich odwrocila i nie chciala pomoc, gdy urodzil sie Ben?
      • easz Re: "Piąte dziecko"... 27.06.11, 00:47
        qw994 napisała:

        > Ja tę książkę przeczytałam już dość dawno temu, i w zasadzie jedyna refleksja,
        > jaka mi pozostała, to taka, że Bena uznałam za karę za to beztroskie rozmnażani
        > e wbrew zdrowemu rozsądkowi.

        Rzeczywiscie, mialam podobne wrazenia podczas lektury, nawet zanim Ben sie urodzil - ze cos wisi w powietrzu, ze sie doigraja... Moze tak mialo byc, tak zostala ta ksiazka napisana po prostu? Dlatego pojawiaja sie te klasyfikacje gatunkowe typu"gothic novel", czy "horror fiction", jak ktos wczesniej cytowal. Podobnie jak blednie napisala wczesniej inna forumowiczka, ze matka nie wiedziala, ze urodzi uposledzone dziecko, bo wg mnie niezupelnie tak mozna powiedziec, wlasnie z powodu tak budowanego klimatu - ta jedna ciaza przebiegala wyraznie inaczej, 'nienormalnie' - cos wisialo w powietrzu, powtorze. Oczywiscie mowie to jako czytelniczka powiesci, ciezko powiedziec, czy dla prawdziwej osoby z krwi i kosci w realnym swiecie, w realnej ciazy tez takie wszystko byloby oczywiste;)

        A matka Bena, zupelnie jak on sam pozniej, chciala tylko miec to, czego brakowalo jej w jej wlasnym dziecinstwie, mlodosci zyciu. Ben znajdowal to chyba jedynie u kurew o zlotym sercu.
    • Gość: Magda Re: "Piąte dziecko"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.11, 08:04
      Dla mnie to byla ksiazka o egoizmie glownej bohaterki. Nie liczac sie z pozostalymi czlonkami rodziny, nie potrafiac poradzic sobie z wyrzutami wlasnego sumienia podjela decyzje katastrofalna dla calej rodziny. Przerazajace.
      • nioma Re: "Piąte dziecko"... 24.06.11, 09:43
        Magda> masz racje.
      • gazeta_mi_placi Re: "Piąte dziecko"... 25.06.11, 20:06
        A ojciec? Zdaje się, że kolejne dzieci były "robione" za jego wiedzą i pełną zgodą. W dodatku w odróżnieniu od matki zamiast spróbować pomóc w jakimkolwiek stopniu po prostu uciekł w pracę i to matka musiała opiekować się Benem i znosić różne jego nastroje.
        Ale w naszym społeczeństwie zawsze to matka winna (lub bardziej winna niż ojciec) mimo, że najczęściej bardziej się stara i ma więcej obowiązków niż ojciec. Szowinizm...
        • Gość: Ela Re: "Piąte dziecko"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.11, 20:21
          Chyba troche za bardzo odbieglas od tematyki poruszanej w ksiazce...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka