Dodaj do ulubionych

ambitna książka

11.08.04, 14:14
Gubię się już w tym prześcigiwaniu się co wypada , co nie wypada(może zbyt
drastycznie ujęłam)przeczytać ,bo jest dobre i ambitne . Proszę o kilka
wskazówek -prostych jak drut(choć pewnie wcale takie nie będą)-CO TO ZNACZY W
WASZYM SUBIEKTYWNYM ODCZUCIU- "AMBITNA KSIĄŻKA".Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: klip Re: ambitna książka IP: *.chello.pl 11.08.04, 15:14
      ...nie znaczy dokładnie nic. To takie ćwierćinteligenckie określenie, używane
      przez ludzi, którzy mają wprawdzie szacunek do słowa pisanego, ale żadnych
      głębszych doświadczeń w obcowaniu z literaturą. "Ambitność" czy "ambicja"
      definiuje ich samych, do książek ma się nijak.
      • bobofruit99 Re: ambitna książka 11.08.04, 17:12
        ale za to może być ambitna lektura i/lub ambitny czytelnik
      • Gość: mariano Re: ambitna książka IP: *.interkam.pl / *.interkam.pl 11.08.04, 17:52
        Moim skromnym zdaniem coś takiego jak literatura ambitna istnieje i dosyć łatwo
        ją zidentyfikować kierując się zasadą kontrastu. Na ten przykład
        porównanie "Wahadło Foucaulta" versus "Przygoda fryzjera damskiego", albo
        też "W poszukiwaniu straconego czasu" versus "Nigdy w życiu!". Książki ambitne
        poznać można po tym, że wymagają od czytelnika pewnego "intelektualnego
        poświęcenia", jeśli mogę tak to nazwać ;) a także pewnej atmosfery skupinia i
        refleksji, choćby dlatego że autorzy używają stylu jakim nie posługujemy się na
        codzień, vide język "fastfoodów" w czytadłach np. Pani Grocholi (nic krytykując
        jej oczywiście, bo pisze jak lubi i umie, ale różnica jak to mawiają
        wykształceni nie ulega frekwencji)

        Pozdrawiam
        m.
        • Gość: pszemcio Re: ambitna książka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.04, 17:56
          dla mnie ambitne lektury to te które nie poddaja sie jednoznacznej
          interpretacji.....to taki mój prywatny wyznacznik...zadne tam
          wskazówki...modelowym przykładem takiej ksiazki jest dla mnie Weiser Dawidek
        • braineater tyle, że powstaje problem 11.08.04, 19:38
          typu, że tego rodzaju gradację można ciągnąc w nieskończoność - vide
          porównanie "Człowieka bez właściwości" z Wahadłem, gdzie Wahadło ląduje na
          pozycji weekendowego czytadła, czy porównanie twórczości Roberta Walsera z
          pisarstwem Prousta, gdzie Proust staje się jednym z najbardziej przejrzystych i
          błahych pisarzy - tak więc chyba nie ma to żadnego sensu...
          Pozdrowienia:)
          • Gość: mariano Re: tyle, że powstaje problem IP: *.interkam.pl / *.interkam.pl 11.08.04, 21:15
            zgoda, tę "trudność" odbioru można stopniować, wachlarz stylów językowych jest
            szeroki, chodzi mi jednak o to, że - jak myślę - jesteśmy w stanie zgodzić się
            co do tego że można oddzielić dość wyraźnie czytadła lekkie łatwe i przyjemne
            od tych które wymagają refleksji, przygotowania czy wręcz wspomnianego
            intelektualnego wysiłku. Oczywiście ta granica może przebiegać w różnych
            miejscach w zależności od czytelnika, gdzie indziej dla Ciebie, gdzie inndzej
            dla mnie (takie książki jak Wahadło, czy choćby Imię Róży juz za ambitne będę
            uznawał, choćby z tej prostej przyczyny że nie są pisane językiem łatwym co ma
            wydaje mi się decydujące znaczenie w czasach kiedy listy bestsellerów zdobywaja
            kolejne mutacje perypetii polskich Bridget Jones a na rynku prasy codziennej
            dominują tabloidy). Jasne jest, że i Musil w tym gronie się znajdzie, jasne
            też, że to lektura jeszcze bardziej wymagająca, ale potwierdza to tylko
            konstatację że coś takiego jak literatura ambitna istnieje.
          • ada08 Re: tyle, że powstaje problem 11.08.04, 21:28
            braineater napisał:

            > typu, że tego rodzaju gradację można ciągnąc w nieskończoność - vide
            > porównanie "Człowieka bez właściwości" z Wahadłem, gdzie Wahadło ląduje na
            > pozycji weekendowego czytadła, czy porównanie twórczości Roberta Walsera z
            > pisarstwem Prousta, gdzie Proust staje się jednym z najbardziej przejrzystych
            i
            >
            > błahych pisarzy - tak więc chyba nie ma to żadnego sensu...

            A czy to zaraz musi być książka ?
            Ja bym sugerowała poczytać, na początek, ambitne posty.
            Napisane przez tutejszych, miejscowych.
            Na przykład posty sygnowane ''braineater''.
            Uwielbiam :-)
            a.
    • hrabalek Re: ambitna książka 11.08.04, 21:01
      Coś mi się wydaje ,że niepotrzebnie zabrnęliśmy w zaułek gradacji i porównań.
      Ambitna książka pewnie obroni się sama! Trzymam za nią kciuki! pozdrawiam!
      • hrabalek Re: ambitna książka 11.08.04, 21:38
        Zabawa wakacyjna ze słownikiem:
        książka:odpowiednio złożone i oprawione arkusze papieru, zadrukowane tekstem.
        ambitna: wymagająca wielkiego wysiłku,nakładu pracy , zdolności.
        Połączenie:"ambitna książka" to:

        ODPOWIEDNIO ZŁOŻONE I OPRAWIONE ARKUSZE PAPIERU, ZADRUKOWANE TEKSTEM,
        WYMAGAJĄCE WIELKIEGO WYSIŁKU, NAKŁADU PRACY , ZDOLNOŚCI.

        • Gość: kolo to jedyna wlasciwa definicja:) n/t IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.04, 09:45
          • braineater Re: to jedyna wlasciwa definicja:) acz nie całkiem 12.08.04, 18:47
            precyzyjna, gdyż jeśli za ambitną ksiązkę uznamy "ODPOWIEDNIO ZŁOŻONE I
            OPRAWIONE ARKUSZE PAPIERU, ZADRUKOWANE TEKSTEM, WYMAGAJĄCE WIELKIEGO WYSIŁKU,
            NAKŁADU PRACY , ZDOLNOŚCI." to pomijając pewne zawirowania gramtyczne powyższej
            definicji, to na fakt iż do ręki dostajemy dzieło 'ambitne' składa się po równi
            praca: introligatora - 'odpowiednio zlożone i oprawione'; drukarza -
            'zadrukowane tekstem'; panów wynoszących ksiązki z magazynu i wnoszących do
            księgarń - 'wymagające wielkiego wysiłku' (paczki z ksiązkami sporo ważą).
            Wszystkich wyżej wymienionych dotyczą oczywiście także dwa ostatnie moduły
            definicji, czyli 'nakład pracy' oraz 'zdolności' - tak więc, podług owego
            stwierdzenia, do ambitnej literatury zaliczamy zarówno 'Kodeks drogowy' jak i
            dowód osobisty czy legitmację studencką, a także wyklinane w tym wątku inedita
            autorstwa pani Grocholi czy innych pisarek obiegu podziemnego - QED.
            Pozdrowienia:)
            • hrabalek Re: to jedyna wlasciwa definicja:) acz nie całkie 12.08.04, 22:07
              Z typu-mała rzecz ,a cieszy......
              Myślałam,że w te upalne dni nikt już nie wyłapie mojego "zawirowania
              gramatycznego " jak to pięknie nazwano! Dzięki za udział w "przemyśleniach"!
    • biblomanka Re: ambitna książka 11.08.04, 21:48
      Ja czytam to na co akurat w danej chwili mam ochotę. Czasami są to tytuły
      z "wyższej półki" (lub jak kto woli - ambitne), innym razem sięgam po bardziej
      odprężająca lekturę. Ogólnie nie przejmuję się tym co wypada, a czego nie
      wypada czytać. Chociaż przyznaję zdarzało mi się już dać zapędzić w
      przysłowiowy "kozi róg" i męczyć jakąś książkę tylko dlatego, że uchodzi za
      ambitną i swoistym nietaktem byłoby przyznać się do jej nieprzeczytania.
      Ostatnio np. czytałam Harrego Pottera bo sama chciałam przekonać się czym to
      się tak miliony zachwycają. Przeczytałam i przynajmniej ze spokojnym sumieniem
      mogę teraz brać udział w dyskusji na ten temat.
      Tak więc gorąco polecam czytanie książek dla siebie a nie z absurdalnej
      konieczności "bo tak wypada".

      Pozdrawiam słonecznie
      • Gość: Myszor Re: ambitna książka IP: *.lesko.sdi.tpnet.pl 11.08.04, 21:58
        Ambitna książka to ksiażka, która stawia nam pewną poprzeczkę. Książek p.
        Grocholi, p. Sowy, Harlequin'ów i innych tego typu książek ambitnymi nie da się
        nijak nazwać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka