Gość: wypierdek mamuta
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
06.09.04, 19:54
W prozie Witolda Gombrowicza, emigracyjnego pisarza mieszkającego przez
blisko 23 lata w Argentynie mamy doczynienia z tak zwanymi gębami. Polega to
na tym, że każdy każdemu przyprawia gębę, czyli widzi go na swój własny
sposób, albo na sposób podsunięty mu przez innych. W tym momencie następuje
(lub nie) dramat osoby, której przyprawiana jest gęba. W pierwszym przypadku
(kiedy następuje) osoba ta nie może wyzwolić się z formy nadanej jej przez
otoczenie. Postępuje tak jak tego „oczekują” ci, którzy ją w tą
formę „wsadzili” (całe to „przyprawianie” i „wsadzanie” odbywa się mniej lub
bardziej świadomie). Za wszelką cenę próbuje uciec od formy, jak to ma
miejsce w „Ferdydurke”, ale za każdym razem otrzymuje od kolejnych
napotkanych ludzi kolejne gęby, aż w końcu okazuje się, że od gęby jako
takiej nie można w ogóle uciec, że zawsze dopadnie nas, gdziekolwiek byśmy
nie byli. Oto mamy w zakończeniu „Ferdydurke”: „(...) nie ma ucieczki przed
gębą, jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się można jedynie w
objęcia innego człowieka. (...)”
Gombrowicz poprzez swoje utwory próbował również pokazać, że
traktowanie siebie jako nic nie znaczącej jednostki wchodzącej w skład
większej zbiorowości, obniża drastycznie naszą wartość jako narodu
(vide „Trans-Atlantyk”). Pisał, że należy wpierw traktować siebie jako
człowieka, indywidualność, a dopiero później jako Polaka z całą wielowiekową
tradycją. Tradycją tą w rozumieniu Gombrowicza nie należy się szczycić,
chwalić i próbować dzięki niej wywyższać, ponieważ ośmiesza nas to tylko w
oczach świata. Ważne jest przede wszystkim to, co tu i teraz.
Z drugiej jednak strony w „Dzienniku” czytamy: „(...) nienawidziłem
narodu, ponieważ nie mogłem mu sprostać. Nie należałem niestety do odważnych.
Wrodzone tchórzostwo nie pozwalało mi walczyć za naród i zań umierać.
Niezdolny do służby wojskowej bardziej psychicznie, niż fizycznie, bo
niezdolny do odwagi, bez której jest nie do spełnienia akt najwyższej
afirmacji bytu narodowego - wojna. Jakże mogłem pogodzić się z narodem, gdy
mnie zmuszał do czynów niemożliwych dla mnie, wykraczających poza moją
pojemność? Nie mogłem sprostać mu, więc nie mogłem go znieść - musiałem
zaliczyć go do zjawisk w świecie wrogich memu człowieczeństwu, jak rozpalone
żelazo, lub tygrys. Był mi wrogi właśnie dlatego, że mój - ponieważ rościł
sobie do mnie prawo, był bardziej zaborczy niż jakikolwiek inny,
cudzoziemski, naród.”
Jakkolwiek powyższy cytat jest wyrwany z kontekstu (dalej mamy: „Ale
nie umiałem się od niego oderwać. Dopiero na obczyźnie człowiek widzi, jak
bardzo jest skazany na rodaków...” itd.), to można w dużym
prawdopodobieństwem (albo wręcz z pewnością) odgadnąć prawdziwe przyczyny
wyjazdu Gombrowicza w końcu sierpnia 1939 roku z Polski do Argentyny.
Wracając do gęby. Jak wcześniej wspomniałem, osoba, która znajdzie
się w pułapce formy (przyprawione gęba(y), kompletnie jej nie odpowiadają) -
„przeżywa dramat” (stwierdzenie dość bełkotliwe, ale - mam nadzieję -
zrozumiałe). Otóż nie jest to jedyny wariant formy.
„Wyobraźnia podpowiadała mi ludzi przyszłości, którzy świadomie będą
się między sobą kształtować: ktoś nieśmiały tak wybierze i ustali swoje
związki z otaczającymi go osobami, iż stanie się zgoła bezczelny”.
„Bezczelny, a zatem ustanawiający własne prawa, zdolny do przemocy i
terroru wobec innych.” Ten temat pojawia się u Gombrowicza np.
w „Ślubie”, „Trans-Atlantyku” i „Pornografii”.
Głowacki: „Programowo spontaniczne pisarstwo Gombrowicza przypomina
niekiedy po mistrzowsku rozgrywane partie szachów. W terminologii szachowej
istnieje pojęcie: „gra czarnymi”. Jak wiadomo, partię rozpoczynają pionki
białe. Czarne są spóźnione o jeden ruch. Odpowiadają, kontrują, dopiero
później mogą przejąć inicjatywę. „Ferdydurke” to pastisz wolteriańskiej
powiastki filozoficznej. „Trans-Atlantyk” kontruje „Pana Tadeusza”. „Ślub”
i „Iwona, księżniczka Burgunda”, parodystycznie odwołują się do Szekspira.
Gombrowicz zawsze gra czarnymi.”
Paradoksalnie, Gombrowicz próbując zmagać się z formą, sam stał się
jej niewolnikiem. Przyprawił sobie gębę na zawsze walczącego z nią artysty.