Dodaj do ulubionych

Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Łysiaka

IP: *.cstnet.pl 23.01.05, 00:06
i proszę o komentarze.
Obserwuj wątek
    • Gość: qwerty gniot IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.01.05, 10:50
      • stooper Re: gniot 23.01.05, 14:08
        Mialo byc o ksiazce, a Ty sie przedstawiasz. I to jednym slowem.
        • Gość: qwerty Re: gniot IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.01.05, 14:34
          To było o książce. Będę omijać ten wątek. Niby że pytają tu o zdanie, ale nic
          podobnego, żądają pochwał.
          • stooper Re: gniot 24.01.05, 04:33
            > Będę omijać ten wątek.

            Jakos to przezyjemy.

            > Niby że pytają tu o zdanie, ale nic
            > podobnego, żądają pochwał.

            Skad czepiesz swoja madrosc? Nawet poczciwy Holmes potrzebowal kilku poszlak na
            udowodnienie czegokolwiek. Ty po jednym zdaniu juz wiesz o co chodzi.
            Jasnowidz? Tacy nie musza uzasadniac. Swoja droga co za cholerny, bolszewicki
            obyczaj sie tu rozpanoszyl wsrod przeroznych "krytykow". Bluzgac i mielic
            jezorem kazdy bubek potrafi.
    • Gość: Handy Moja opinia. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 07:27
      Harlequin o tematyce political-fiction.
    • yaddo Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 11:59
      -----------------------
      Spróbuję przedstawić postać Waldemara Łysiaka widzianą poprzez metodologię
      stosowaną przez pana Waldemara Łysiaka. Nie zniżę się tylko do poziomu jego
      języka. Pewna kultura obowiązuje.
      ----------------------
      Pierwsza połowa lat osiemdziesiątych. Więzienia pełne ludzi sprzeciwiających
      się stanowi wojennemu. A co porabia nasz kochany pan Waldemar. Wydaje książki w
      dziesiątkach tysięcy egzemplarzy i spokojnie wykłada na uczelni. Skrobie swoją
      rzepkę.

      W roku 1984 wychodzi “MW” Wydawnictwo KAW Kraków, nakład 50 000 egzemplarzy.
      We wstępie agent ps. Lachowicz chwali „poetycki język” autora.
      W tekście natykamy się na następujące zdanie: „Uczymy się złodziejstwa tak jak
      kłamstwa, stopniowo, od dziecka”. Panie Waldku, w kłamstwie faktycznie osiągnął
      pan niebotyczne mistrzostwo. Chylimy czoła.

      W wydawnictwie Polonia w roku 1986 wychodzi „Asfaltowy Saloon” w nakładzie 100
      000 egzemplarzy. Ciekawe, komu i co, autor za to lizał. Ooo, może się mylimy,
      może tylko z tej naszej przebogatej czterowymiarowej przestrzeni wybrał tą
      jedną słuszną, czerwoną linię. Tę tezę potwierdza zdjęcie, na którym pan Waldek
      sfotografował się z czerwonoskórym. Panie Waldku, takie niedopatrzenie, taki
      dowód, że był pan czerwony.
      No i przejechał się pan po tych Stanach jak po „łysiakowatej kobyle”. Brawo!
      (Proszę jeszcze zwrócić uwagę na następujący dialog z tej książki:
      - „... czy Polska jest wolnym krajem?
      - Oczywiście!”). Przypomnijmy rok wydania: 1986.

      Jeszcze w roku 1984 w wydawnictwie PAX ukazał się „Empirowy pasjans”. Nakład
      tylko 30 000 egzemplarzy. Na obwolucie z jednej strony mały Walduńcio
      Napoleonik, a z drugiej pan Waldek w kurtce z wielkim kołnierzem futrzanym.
      Spójrzmy jeszcze na zdjęcie pana Waldka w „Asfaltowym saloonie” w
      stroju „dżinsowego kowboja”.
      Panie Waldeczku, no, no, no, takie przebieranki, bo jeszcze sobie coś pomyślimy.

      Teraz troszkę psychoanalizy. W tym czasie, gdy wydawano powyższe książki
      naszego bohatera, Adam Michnik siedział w więzieniu. Był poważany za swą
      działalność. Później w okresie przełomu znalazł się na świeczniku. A o panu
      Waldku ni słowa. A to przecież taki superbohater.
      A jeszcze, gdy Adam Michnik wybaczył swoim oprawcom, to miarka się przebrała.
      Taki ateista i lewus, a podąża śladami Chrystusa. Tego pan Waldek już nie
      zdzierżył. Jeszcze usłyszał śpiew:
      „Panie Waldku, pan się nie boi
      Całe KGB za panem stoi”.
      (Na marginesie: chodziły słuchy, że w Moskwie wszczepiono naszemu bohaterowi
      microchip, żeby był bardziej sterowalny, ale to wierutna bzdura, prawdziwy opis
      pobytu pan Waldka w Moskwie znajdziemy w przypisach.)
      I już wiedział, co trzeba zrobić. Taki Chrystusik z Michnika. Chrystus został
      ukrzyżowany za nasze grzechy, to niech Adam weźmie na swoje barki
      odpowiedzialność za całe zło, które wydarzyło się w naszym kraju.
      Co pan Waldek postanowił tak czyni. Skąd czerpie natchnienie? To ujawnili
      łysiomaniacy, tak tytułując ostatnie dzieło naszego bohatera: „Salon...
      kłamców - MŁOT NA RÓŻOWYCH!!!!”. Już wiemy, pan Waldemar czerpie duchowe wzorce
      z wielkopomnego średniowiecznego dzieła „Młot na czarownice”.

      P.S.1. Niedawno na stronach internetowych pojawiły się stenogramy z rozmów
      oficerów KGB z roku 1976. Pojawiły się i znikły. Widać w tym rękę KGB. Oficer
      Piutinko mówi o agencie „Łysiolu”:
      „Jest w tej chwili w Moskwie. Planowaliśmy zaangażować go w sposób jawny. Ale
      mam o wiele lepszy pomysł. Będzie nasz nie wiedząc o tym. Zwróćcie towarzysze
      uwagę, że to typowy polski warchoł o wyjątkowo wysokim współczynniku
      megalomaństwa. Trzeba by mu ten współczynnik „niemnożko” podwyższyć. Zamkniemy
      go na jakiś czas w więzieniu na Łubiance. A jak uczy historia, nic tak bardzo
      nie szkodzi polskiemu państwu jak taki warchoł”.

      P.S.2. Ta strona internetowa wyglądała na niewiarygodną. Żeby oficer KGB był
      taki mądry. No, nie. Pan Waldek był tylko agentem SB ps. „Łysik”. Parę znanych
      osób już o tym mówiło.
      I co na to pan Waldek. Napisał list otwarty do IPN’u, żeby zlustrować jego
      teczkę. Skąd taka hardość u pana Waldka. Tak, domyślacie się. Pan Waldek wie,
      że towarzysz Kiszczak zniszczył jego teczkę. Ale, agencik „Łysik” dostał
      ostatnie zadanie: niszczenie inteligencji polskiej (zdradza go tylko jego
      język). Nawet mu to nieźle idzie. Wystarczy spojrzeć na poziom naszego sejmu.
      Co było do dowiedzenia.

      Full Copyright: WŁ
      ---------------------------
      • daro15 Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 12:24
        He he, widz, że pod kopułką zaparowało dzisiaj ostro.

        > Niedawno na stronach internetowych pojawiły się stenogramy z rozmów
        > oficerów KGB z roku 1976. Pojawiły się i znikły. Widać w tym rękę KGB. Oficer
        > Piutinko mówi o agencie „Łysiolu”:

        Ta? A moze ci się przewidziało? I szybko zgasło jak kac minął?

        > Pan Waldek był tylko agentem SB ps. „Łysik”. P
        > arę znanych
        > osób już o tym mówiło.

        Jakich osób? Tych, podczas wódeczki, kiedy zlecenie brałeś na te brednie?
      • daro15 Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 12:34
        Tak mnie te brednie wypisywane przez yaddo w pierwszej chwili wprawiły w
        zdumienie, że przeoczyłem wstęp.

        > Nie zniżę się tylko do poziomu jego
        > języka. Pewna kultura obowiązuje.

        O kurczę. Co za artysta pióra nam tutaj wyrósł na forum! Ma tak samo
        giętki "język" jak każdą inną częśc ciała, łącznie z kręgosłupem.

        A tak naprawdę, to ci powiem, że to ani, w mordę, śmieszne było, ani ostre,
        takie byle co, jak dzisiejszy dzień. Już lepsze bywały paszkwile wypisywane
        przez różowych aktywistów o Łysiaku. Mogliście wystawić kogoś bardziej
        utalentowanego. Oddziały się przerzedziły, czy jak? No ale pracowity, to on
        jest, ten yaddo. Tak na mareginesie, płacili za słowa?
      • pampelune Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 24.01.05, 20:16
        tak. myślę, że tak. to właśnie jest pisarski warsztat WŁ. wyrazy uznania za
        umiejętne wstrzelenie się w styl i retorykę a raczej erystykę Mistrza. mój
        ulubiony moment:

        > I już wiedział, co trzeba zrobić. Taki Chrystusik z Michnika. Chrystus został
        > ukrzyżowany za nasze grzechy, to niech Adam weźmie na swoje barki
        > odpowiedzialność za całe zło, które wydarzyło się w naszym kraju.

        ukłony zasyłam.
        ps. nie czytałam salonu. czytałam, dawno temu, "Wyspy bezludne" które bardzo mi
        się podobały, ale potem nieopatrznie przeczytałam prawdziwie naukowe
        opracowanie tematu jednego z rozdziałów "Wysp" i -


        boleść moja była wielka.
        • Gość: Plastuś Re: Metody pana Waldemara Łysiaka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 09:25
          Ciekaw jestem co to był za rozdział "Wysp..." i to naukowe opracowanie tematu.
          Może pamiętasz co to było i podrzucisz tu jakiś namiar? Pozdrawiam.
          • pampelune Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 25.01.05, 14:03
            był to rozdział o bolesławie śmiałym i biskupie stanisławie. a ksiązka o tem
            to "Bolesław Śmiały-Szczodry i biskup Stanisław. Dzieje konfliktu" Tadeusza
            Grudzńskiego. Łysiak zresztą powoływał się na tę książkę, wykorzystując
            zgrabnie wycięte z niej cytaty. padłam ofiarą Łysiaczej propagandy i do dziś
            nie cierpię Stanisława (mimo że wg Grudzińskiego biskup nie był AŻ TAK
            potworny), nie mogę patrzeć na tę srebrną trumnę w katedrze wawelskiej,
            odwracam głowę jak przechodzę... ja wiem że to niesłuszne.

            • daro15 Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 25.01.05, 16:17
              pampelune napisała:

              > padłam ofiarą Łysiaczej propagandy i do dziś
              > nie cierpię Stanisława (mimo że wg Grudzińskiego biskup nie był AŻ TAK
              > potworny), nie mogę patrzeć na tę srebrną trumnę w katedrze wawelskiej,
              > odwracam głowę jak przechodzę...

              Biedatcwo. Nie czytaj broń Boże Jasienicy. Zawał murowany. Tam brat bratu oczy
              wydłubuje sztyletem.

              > ja wiem że to niesłuszne.

              Tak, masz rację. Jedyne słuszne zło, to zło czynione przez Łysiaka.
              • pampelune Re: Metody pana Waldemara Łysiaka 25.01.05, 19:21
                och człowieku, nie idzie mi o opisy tortur, nawet mi taki pomysł w głowie nie
                postał... chodziło mi o przedstawienie biskupa jako obmierzłego podleca. obraz
                stworzony przez Łysiaka był tak sugestywny, że nijak nie mogę się od niego
                wyzwolić, mimo że znam inne przekazy. moim zdaniem WŁ poprzykrawał fakty i
                materiały historyczne tak, żeby skomplikowany konflikt wyglądał na sytucję
                jednoznaczną. nie zamierzam drązyć tematu, bo nie mam przy sobie żadnej z w/w
                książek ani nie pamiętam szczegółów. przypominam sobie jeno, że Łysiakowy
                argument odpierający zarzut o porywczości króla Bolesława brzmiał: "To co, że
                targał za brodę [nie pamiętam kogo, jakowegoś księcia; przy oficjalnym
                powitaniu - sytuacja dyplomatyczna]? Też bym targał". no, rozumiecie, skoro sam
                Łysiak by targał, to nie mogło byc złe. takie są właśnie jego argumenty.

                > Tak, masz rację. Jedyne słuszne zło, to zło czynione przez Łysiaka.

                o rety. to nawet czynione przezeń zło jest jedynie słuszne?

                acha, a z Grzechem nie dyskutuję, nigdy bowiem nie jestem w stanie dobrnąć do
                końca jego komentarza.
            • Gość: Grzech Punkt widzenia IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:33
              Po pierwsze, Łysiak nie napisał, że biskup był "aż tak potworny". To był
              duchowny, ale w pewnym momencie okazał się zdrajcą - za to go sąd kapturowy
              skazał; brednią jest powtarzanie, że Śmiały osobiście ćwiartował biskupa.
              Po drugie, czy masz coś na wykazanie, że rząd polski w 1920 r. prosił
              ówczesnego papieża o skreślenie Św. Stanisława z listy świętych?
              Po trzecie, mam książkę Romana Grodeckiego "Sprawa Św. Stanisława" (napisana I
              wyd. w 1969 r. - owawiane sa tam: rozporawa prof. Władysława Semkowicza i
              studium Mieczysława Gębarowicza. Opracowanie dotyczy płaskorzeźb na szwedzkiej
              chrzcielnicy z II poł. XII, wieku oraz listu papieża Paschalisa II do
              arcybiskupa gnieźnieńskiego Marcina (rządził w latach 1092-1118), w którym
              papież chce złożenia przysięgi, gdy arcybiskup żąda od Stolicy Apostolskiej
              oznak swojej godności (paliasu arcybiskupiego). Papież uzasadniając swoją wolę
              napisał m.in. takie zdanie: "Czyż nie jest złem - odstępować od jedności
              Kościoła i sprzeciwiać się obdiencji papieżowi należnej? Czyż nie jest złem
              wykraczać przeciw statutom świętych kanonów? Czyż to nie twój poprzednik bez
              wiedzy rzymskiego papieża skazał sądownie biskupa?" Chodzi o poprzednika
              Marcina, metropiolitę (przełożony biskupa Stanisława, niestety nie wiadomo
              dokładnie kto to był), który stanął po stronie Śmiałego i skazał biskupa
              Stanisława poprzez sąd kościelny, jednak bez porozumienia z papieżem Grzegorzem
              VII (sprzymierzeńcem jego był Szczodry, ale za to z pewnością nie mógł liczyć
              na dobre słowo). Wykonanie wyroku pozostawiono władzy świeckiej.
    • Gość: Marek Superprzebój 2004 IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 24.01.05, 12:57
      Książka jest oczywiście super. Nie ma co sie przejmować zjadliwymi atakami, one
      tylko świadczą o sile książki. Zarzuty o służalczość Łysiaka dla PZPR czy ZSRR
      są tak groteskowe, że szkoda czasu na odpisywanie. Książkę "Salon" czytałem z
      zapartym tchem, zachwycony doskonałym stylem pisarza i zasmucony prawdą o III
      RP.
      • dr.krisk Superprzebój - megaokazja - tania prawda! 25.01.05, 14:36
        Rzeczywiście superprzebój. No i straszna taniocha!
        KrisK
        • daro15 Re: Superprzebój - megaokazja - tania prawda! 25.01.05, 16:28
          dr.krisk napisał:

          > Rzeczywiście superprzebój. No i straszna taniocha!

          A grubość książki? A połysk? A zapach farby drukarskiej, to co? Tylko co ma
          piernik do wiatraka?
          • dr.krisk Taniocha.... 25.01.05, 18:02
            Pisząc "taniocha" miałem na myśli treść panałysiakowej produkcji. Ktoś słusznie
            nazwał ją "harlequinem" - bo to ten poziom.
            KrisK
            • Gość: Grzech "błysk" ynteligenta IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:35
              Nie czytałeś, to siedź cicho, UB-awiony.
              • dr.krisk Ale tego nie da się czytać.... 25.01.05, 18:59
                Gość portalu: Grzech napisał(a):

                > Nie czytałeś, to siedź cicho, UB-awiony.
                Nie da rady. Jak widzę cały tekst upstrzony kursywą (że niby cytaty), a
                odnośników brak, to okropnej abominacji do autora nabieram. No i nici z
                czytania...
                Jabym chciał potarzać się w błocie i pomyjach, to wolałbym zaplecze baru "U
                Józka" w Bolejewie.
                Serdeczne pozdrowienia i ukłony!
                KrisK
                P.S. Czy ty naprawdę myślisz, że ktoś czyta te p[owieści w odcinkach co to je
                wklejasz wszędzie? Twoja odpowiedź da mi pewien pogląd na twój Ogólny Stan.
                • Gość: Grzech Każdy powód jest dobry... IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 19:09
                  To książka o charakterze publicystycznym, a nie naukowym. Podani są autorzy i
                  daty publikacji, więc jak ktoś już bardzo chce szukać, ślady są podane. Powód
                  jest wyssany z palca. Ale jakbyś miał ponownie tę książkę w rękach, zajrzyj
                  jeno tylko na rozdział poświęcony Michnikowi. Może czegoś się dowiesz.
                  Nie wklejam ich dla Ciebie, bo... nieważne.
                  A co tam jest niezgodne z faktami? No chyba to, że mowa tam o kolaborantach,
                  podczas gdy czerwoni i różowi nie mają problemów z kolaboracją i pełzaniem
                  przed silniejszym wszelakiej maści intelektualistów.
                  • dr.krisk Hm.... 25.01.05, 19:16
                    Inaczej rozumiem publicystykę. Tu tez trzeba podać źródło każdego cytowania. U
                    Łysiaka tak na oko 1/3 książki udaje cytaty, a są to często pojedyncze słowa!
                    W podobnym stylu jak Łysiak pisano agitki w latach 50-tych. Pamiętam też Urbana
                    jak ględził o "antypolskich działaniach" opozycji.
                    Metoda Łysiaka pozwala na przyprawienie każdemu dowolnej gęby.
                    Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka.
                    Tak uważam.
                    Howgh.
                    KrisK
                    • daro15 Re: Hm.... 01.02.05, 14:01
                      > Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka.

                      O Jezu! Kolejny autorytet moralny! Wskazał palcm, zaślinił się i myśli, źe zrobił wraźenie.

                      > Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka.

                      A gdzie ta Wasza tolerancja?

                      > Brzydkie to są zabawy, i niegodne porządnego człowieka.

                      To już twój problem. Ja np. sądzę, że Ty też lubisz się brzydko zabawić. Tylko czy starczyłoby ci
                      odwagi się do tego przyznać?

            • daro15 Re: Taniocha.... 01.02.05, 14:09
              > Pisząc "taniocha" miałem na myśli treść panałysiakowej produkcji. Ktoś słusznie
              > nazwał ją "harlequinem" - bo to ten poziom.

              Ja np. uwaźam Twój styl pisania za typowo harlequinowy, ciągle stylizujesz, ale treści tam nie znajduję,
              niczego odkrywczego. Taniocha to za mało powiedziane! Treścią zaś ksiąźki Łysiaka jest oszustwo
              salonu, którym się żywisz. I tylko o to tu chodzi. Powiedziałem i juź więcej nie dyskutuję z Tobą. Po
              prostu jesteś człowiekiem zakłamanym. To taka prosta prawda.
    • Gość: xxx Re: Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły IP: *.upc-j.chello.nl 24.01.05, 13:26
      Bardzo dobra ksiazka. Nieustannie poraza mnie eurydycja autora, jego znajomosc
      rzeczy, oczytanie. Jestem pod wrazeniem.
      Nie jest ksiazka literacka, to raczej esej polityczny, literatura zaangazowana.
      Na pewno potrzebna zeby spojrzec na sytuacje z innej strony.
      • Gość: kola Re: Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 16:42
        Choć "salonu" Łysiaka nie można porównywać z "Polactwem" Ziemkiewicza to
        zastanawiam się który z nich bardziej "pojechał" z różowymi w Polactwie zwanymi
        michnikowzszczyzną.


        www.rubikkon.pl
    • stooper Okragly Stol 25.01.05, 05:45
      Co tu sie bede rozpisywal? To trzeba koniecznie przeczytac!

      Nie wiem tego czy Lysiak byl agentem KGB. Jesli byl, powinien za to odpowiadac,
      tak samo jak Michnik wizyte w archiwum UB w 1989 i inne epizody z okresu PRL.
      Nie trzeba wielkich badan naukowych, zeby zrozumiec, ze to nie Lysiak, a
      Michnik pil wodke i zbratal sie (niegombrowiczowsko bynajmniej) z ludzmi,
      ktorzy przez 50 lat niewolili Polske. I robia to wspolnie przez 15 lat. O tym
      jest ta ksiazka.

      Czy Kiszczak spalil teczke Lysiaka? Brzmi to jak z gniota sensacyjnego lub z
      tygodnika "Nie". Jesli nawet to prawda, zalozmy dla wspolnej zabawy, i nie ma
      juz teczki Lysiaka, to jest po sprawie. Przykro. No ale nie mamy tez teczki
      Michnika, wiec jest remis. A jesli ocalaly jej resztki, to pan Lysiak powinien
      stanac przed sadem, ale wtedy koniec z gruba kreska. Cala alkoholowe
      towarzystwo Okraglego Stolu powinno zostac zlustrowane.

      Tylko po co agent KGB Lysiak mialby pisac taki "Salon"? To bezsensu. Czyzby
      jednak teoria spiskowa dziejow ...
      • yaddo Re: Okragly Stol 25.01.05, 11:42
        Chodzi mi o metody interpretacji faktów. Dobrą egzemplifikacją tej metodologii
        są odpowiedzi daro15. Nie mówi się o przedmiocie dyskusji, ale atakuje ad
        personam. Tak „dyskutowano” w okresie minionym z przeciwnikami jedynie
        słusznego „raju na ziemi”.
        Podobnie „dyskutuje” Waldemar Łysiak. Adwersarza pomawia się o najgorsze rzeczy
        i imputuje się jemu najnikczemniejsze motywacje.

        Dla mnie nie jest ważne czy pan Waldemar Łysiak był agentem.
        Chodzi o to, że szkalowanie najwybitniejszych Polaków na pewno szkodzi naszemu
        krajowi.
        Wystarczy przyjrzeć się jak obecnie wygląda nasz sejm. I co gorsze, trudno po
        nowych wyborach spodziewać się lepszego.

        • daro15 Re: Okragly Stol 25.01.05, 14:24
          yaddo napisał:

          > Chodzi mi o metody interpretacji faktów.

          Rozumiem, że dobra interpretacja, to taka, która prowadzi do oczekiwanych,
          poprawnych politycznie wniosków.

          > Dobrą egzemplifikacją tej metodologii są odpowiedzi daro15. Nie mówi się o
          > przedmiocie dyskusji, ale atakuje ad personam.

          Urwałeś się! Od miesięcy wałkowaliśmy fakty, powoływaliśmy się na źródła,
          których nie chcą uznać tacy jak Wy. Ty mówisz o interpretacji, a przecież nawet
          faktów nie chcecie uznać. Wobec tego nie ma sensu dyskusji. Albo uznamy, że
          podczas okrągłego stołu dogadano się, albo nie patrząc na fakty, wielbimy dalej
          A. Michnika jakby nic się nie stało. Poza tym, jeśli chcesz interpretować, to
          podaj wpierw fakty. U Ciebie fakty są już wnioskami. Bo dla Ciebie faktem jest
          to, że Michnik jest wielki i na podstawie tego "faktu" chcesz intrepretować
          rzeczywistość. Tak się nie da. Albo sam żyjesz w świecie iluzji, albo
          manipulujesz.

          > Tak „dyskutowano” w okresie minionym z przeciwnikami jedy
          > nie słusznego „raju na ziemi”.

          Znowu żarciki? Kiedy właśnie Twój styl mi to przypomina. Stawiasz przede mną
          Michnika jako wzór cnót, wielką postać, której nie można dotknąć. Już na
          szczęście coraz częściej dotykaną przez różnych odważnych publicystów i pisarzy.

          > Podobnie „dyskutuje” Waldemar Łysiak.

          Bzdura. Opiera się na udekumentowanych faktach. Zobacz co zrobił z Serbią.
          Opierał się wyłącznie na informacjach medialnych, zbieżnych ze sobą, zestawiał
          je i poakzywał manipulację. To samo zrobił w Salonie. Tylko, że to nie była
          praca naukowa, a publicystyka. Jak "Polactwo" RAZ'a. Czy RAZ też manipuluje wg.
          Ciebie?

          > Adwersarza pomawia się o najgorsze rzeczy
          > i imputuje się jemu najnikczemniejsze motywacje.

          Zgoda. W oparciu o fakty. Nie atakuje Geremka za wygląd, ani Michnika za
          pochodzenie. Gdyby tak zrobił, nie czytałbym Łysiaka. Tak jak nie czytam
          niejakiego Bubla czy Urbana. Moim zdaniem odwracasz teraz kota ogonem.

          > Dla mnie nie jest ważne czy pan Waldemar Łysiak był agentem.

          Nie jest ważne?!?! O rany, dla mnie jest! Nie tylko o Łysiaka chodzi, ale o
          Michnika, Kuronia czy Rokitę, czy kogo tam jeszcze! Przecież to jest
          najważniejsza sprawa dla naszego kraju! Kto był lub jest agentem!!!!! Jeśli dla
          Ciebie nie jest ważne, to jak chcesz mieć lepszą Polskę?

          > Chodzi o to, że szkalowanie najwybitniejszych Polaków na pewno szkodzi
          > naszemu krajowi.

          W oparciu o jakie fakty twierdzisz, że są oni najwybitniejsi??? To ma być
          argument, że Łysiak się myli? Widzisz, ja nie jestem tak łatwowierny jak Ty,
          więc wiarę zostawiłem dla sfery ducha. A do oceny sytuacji używam rozumu. Jak
          podczas jazdy samochodem. Owszem, kieruję się w życiu emocjami, sympatiami, ale
          życie zmusza mnie do ciągłej weryfikacji. A przecież prawdziwa cnota krytyki
          się nie boi...

          > Wystarczy przyjrzeć się jak obecnie wygląda nasz sejm.


          Przyczyna-skutek, skutek-przyczyna... Właśnie tak wygląda z powodów, o kórych
          Łysiak pisze od lat.

          > I co gorsze, trudno po
          > nowych wyborach spodziewać się lepszego.

          A tu się zgadzam w 100%. A to dlatego, że nic nie zrobiono w tym nadwiślańskim
          kurniku. Między innymi istnienie "salonu" jest dla Polski zgubne. Nie chcesz
          chyba publicznie powiedzieć, że w ciągu 15 lat III RP nastąpiła zmiana systemu,
          o którą podobno walczyli Michnik i Sp.? Bo ja twierdzę, że zmiana systemu nie
          nastąpiła. Tu nie chodzi o konkretne osoby, a o system, który uniemożliwia
          prawdziwe reformy, o które tak się podobno modlisz. Być moze Michnik byłby
          dobrym politykiem w innej konfiguracji dziejowej, nie wiem, ale w ciągu 15 lat
          ponosi odpowiedzialność razem z partnerami od kieliszka wypitego w Magdalence.
          • yaddo Re: Okragly Stol 25.01.05, 15:37
            Niestety, i w książce i na różnych forach widzę tylko interpretacje faktów.
            Proszę mi podać chociaż jeden fakt, który świadczyłby o tym, że macie rację.
            • daro15 Re: Okragly Stol 25.01.05, 16:24
              > Proszę mi podać chociaż jeden fakt, który świadczyłby o tym, że macie rację.

              Podam dwa.

              1989 - okrągły stół i pierwszy kabaret, w wyniku którego Jaruzelski zostaje
              prezydentem.

              1992 - JKM w Sejmie o lustracji... i reakcja różowych (plus Wałęsy).

              Może nie było Cię w kraju od 1989, ale łatwo sprawdziśz w BN, kto siedział przy
              okrągłym stole i co wtedy mówili Michnik i spółka.
              • yaddo Re: Okragly Stol 25.01.05, 16:46
                Akurat jesteśmy w temacie "Okrągły Stół". Więc możemy przy nim pozostać.
                Jaki był, każdy, kto chciał, widział i słyszał.
                Ja oceniam go pozytywnie. Nawet z dzisiejszej perspektywy trudno wyobrazić
                sobie inny sposób przejścia z poprzedniej epoki do III RP.
                Zatem, gdzie dostrzegacie to "zło"?
                • dr.krisk Jak to????? A partyzanci??? 25.01.05, 18:12
                  yaddo napisał:

                  > Ja oceniam go pozytywnie. Nawet z dzisiejszej perspektywy trudno wyobrazić
                  > sobie inny sposób przejścia z poprzedniej epoki do III RP.
                  > Zatem, gdzie dostrzegacie to "zło"?
                  Chyba żartujesz!!! Przecież wszyscy wiemy, że wtedy po lasach
                  partyzantka "Solidarności" stała w liczbie wielkiej, zaś przerażone komuchy
                  siedziały zabarykadowane po komitetach. I już, już mieliśmy wielkim narodowym
                  zrywem zerwać komusze kajdany i Ojczyznę miłą od jarzma wstrętnego uwolnić.. a
                  tu masz: paskudy michniki nóż zdradziecki w plecy Narodowi Polskiemu wbiły,
                  sprzedając Ojczyznę naszą w trakcie pijackiej libacji pod Okrągłym Stołem!!
                  Judasze jedne!
                  Ale Łysiak wszystko to widział w telewizorze, siedząc w swoim ulubionym fotelu,
                  ubrany w ulubioną bonżurkę w papugi, i aż kapciami o ścianę prasnął!!! Na
                  pohybel zdrajcom!
                  KrisK Wzdęty Patriotycznie
                  • Gość: Grzech Ad hominem IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:40
                    Ad Hominem.
                    Znaczy tyle co: „przeciwko człowiekowi” i jest to oczywiście nazwa łacińska.
                    Termin ten ukuli nasi starożytni przodkowie, co znaczy nie mniej nie więcej, iż
                    metoda ad hominem ma swoich zwolenników już od bardzo dawna.

                    Na czym zaś ona polega? Ano, w skrócie, chodzi o to, żeby w dyskusji, w debacie
                    lub na forum publicznym dyskredytować adwersarza a nie argumenty. Najczęściej
                    osoby używające ten rodzaj broni nie są po prostu w stanie obalić racji
                    przeciwnika ze względów logicznych czy też historycznych i jest to dla nich,
                    jak sądzą, jedyne wyjście z pułapki.

                    Żeby daleko nie szukać przykładów, niżej podpisany również spotykał się z taką
                    formą „dyskusji”. Kiedyś, pamiętam, chyba przy okazji naigrywania się z
                    Politycznej Poprawności, jakiś czytelnik Typola był uprzejmy napisać w liście
                    do redakcji, że się wyrwałem z zakładu psychiatrycznego. I od razu wszystko
                    jasne, nieprawdaż; wiadomo, Koreywo to wariat i w związku z tym wszystko, co
                    tam sobie wypisuje, nie ma najmniejszego znaczenia. I, jak powiadam, metoda ta
                    ma do siebie to, że nie trzeba się gimnastykować przy pro i kontra dyskusji,
                    wystarczy autorytatywnie oznajmić, że Koreywo to niedorozwinięty umysłowo
                    osobnik wobec czego wszystko to co mówi, musi być bzdurą. Było też kiedyś o
                    mnie, że absolwent Akademii Wychowania Fizycznego. No, a jak przecież wszyscy
                    wiedzą, już od początku świata nikt z inteligencją wyższą od przeciętnego
                    szympansa nie opuścił murów tej uczelni. I już, koniec, kropka, wiadomo - musi
                    być gamoń. Zresztą Zenon Laskowik, absolwent poznańskiej AWF, też w takiej
                    sytuacji musi być niedorozwinięty, choć założył i prowadził TEY, jeden z
                    najlepszych kabaretów w starym kraju.

                    Niemniej, trzeba to otwarcie przyznać, sztukę ad hominem znacznie udoskonalił w
                    Polsce niejaki Adaś Michnik, zresztą syn Ozjasza Szechtera. Już od początku
                    urzędowania na stanowisku redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, zwolenników
                    deratyzacji czyli dekomunizacji nazywał „oszołomami” i „dzikimi frustratami”.
                    Poza tym przez łamy tego szlachetnego pisma przewijały się epitety w
                    rodzaju „zwierzęcej nienawiści”, „ciemnogród” itd. a potem to był już tylko
                    bruderszaft z W. Jaruzelskim, osobnikiem odpowiedzialnym za śmierć wielu setek
                    Polaków plus popijawy z Jerzym Urbanem.

                    I znowu, problem, jaki miał i w dalszym ciągu miewa Michnik polega na tym, że
                    nie sposób zaprzeczyć racji tym, którzy mówią, iż system komunistyczny był do
                    szpiku kości zły i zbrodniczy – prawdopodobnie ponad 100 milionów ofiar, jeśli
                    wliczyć w to i Chiny. Zamordowano więc ponad dwa razy więcej ludzi niż liczy
                    ich sobie Polska i do dziś nikt nie został za to pociągnięty do
                    sprawiedliwości. Ba, za pomordowanych Żydów przepraszają wszyscy, włączając w
                    to prezydentów Polski a i Szwajcaria grubo beknęła dolarami, choć jak pamięć
                    sięga, zawsze była krajem neutralnym. A jak ktoś się chce upomnieć o
                    męczenników komunizmu, to zaraz Michnik wraz ze swą gromadką okrzykną
                    go „zdziczałym od nienawiści oszołomem” i już. Znaczy się, człowiek niby
                    przestaje się liczyć w towarzystwie po takiej klasyfikacji. Z drugiej strony
                    zdumiewające, jak bardzo wielu Polaków dało się nabrać na ten prosty chwyt i
                    podkuliło pod siebie ogony jak zbite psiaki. No, ale trzeba też przyznać, że
                    budowanie legendy KOR – owskim komsomolcom, w tym i Michnikowi, zaczęło się
                    bardzo wcześnie bo już w 1976 roku i co tu gadać, cała ta akcja została
                    przeprowadzona z militarną wręcz precyzją, o co zresztą nie tak trudno, mając
                    do dyspozycji milicję, służby bezpieczeństwa, wywiad, wojsko itd.
                    (fragment)

                    Zbigniew Koreywo
                  • Gość: Grzech Czas próby II IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:42
                    Andrzej Gwiazda – "Czas Próby II".

                    Zbyszek Koreywo: Panie Andrzeju, w poprzednim odcinku rozmowy ze mną wspomniał
                    pan o głodówce więziennej w Białołęce. O co panom wtedy chodziło?

                    Andrzej Gwiazda: Wie pan, były wtedy dwie głodówki. Pierwsza, zaledwie
                    czterodniowa, została sprowokowana przez władze więzienne i dotyczyła odmowy
                    celebracji Mszy Świętych. Trzeba powiedzieć, że czwartego dnia głodówki,
                    wieczorem, władze więzienne wydały pozwolenie na odbycie się Mszy, którą
                    zresztą celebrował ksiądz Sikorski. Był to kapłan niezwykły. Zjawił się tego
                    dnia rano przed więzienną bramą, zadzwonił i oznajmił, że on ma czas, żeby się
                    nie spieszyć z jego powodu bo on sobie tu poczeka, na ulicy, aż go wpuszczą
                    żeby odprawić Mszę Świętą. I tak czekał aż do zmroku. Myślę, że jego postawa i
                    nasza głodówka spowodowała zmianę decyzji i wieczorem zaprowadzono nas do
                    piwnicy, gdzie już czekał ksiądz Sikorski. Była to msza, którą będę pamiętał
                    już na zawsze – ciemno, piwnica, ksiądz celebruje z niezwykłym wyczuciem, nas
                    tylko czternastu i samotny kapłan, ołtarz zrobiony ze stolika przykrytego
                    prześcieradłem – jednym słowem, tak chyba wyglądały pierwsze nabożeństwa w
                    rzymskich katakumbach.

                    Ciekawa rzecz, ale ci, co deklarowali się jako niewierzący a więc Michnik,
                    Kuroń, Modzelewski nie tylko brali udział w Mszy ale znali także każde jej
                    szczegóły. Klękali kiedy trzeba, odpowiadali poprawnie, łącznie z wyznaniem
                    wiary, pełnym głosem tak, jakby co tydzień brali udział w nabożeństwach.

                    Druga głodówka trwała jedenaście dni i była sensu stricte polityczna, jako, że
                    otrzymaliśmy informację z zewnątrz, iż Tymczasowa Komisja Krajowa przygotowuje
                    strajk generalny. Początkowo plan był taki, że w momencie ogłoszenia strajku my
                    przestajemy przyjmować pokarmy. Natomiast ja sadziłem, że byłby to protest
                    znacznie spóźniony i nie mający większego sensu. Byłem zdania, że głodówkę
                    powinniśmy rozpocząć przed strajkiem, tak, by pobudzić ludzkie sumienia i
                    przekazać im znak, że jesteśmy z nimi, solidarni, pomimo iż za kratami. W takim
                    scenariuszu moglibyśmy przerwać nasz protest w momencie rozpoczęcia akcji
                    strajkowej ale nie przed. Po dłuższych deliberacjach koledzy zgodzili się z
                    moim punktem widzenia i rozpoczęliśmy głodówkę. No a później okazało się, że
                    TKK z jakichś powodów opóźnia strajk, że jeszcze niby nie są gotowi i że to my
                    wybiegliśmy przed orkiestrę, zamiast, tak jak wszyscy, iść za nią. Już po
                    wyjścia z więzienia dowiedziałem się, że tak naprawdę TKK nie zamierzała w
                    ogóle iść na całość i raczej koncentrowała się na negocjacjach z władzami.
                    Ponoć wyglądało to w ten sposób, że kiedy Solidarność była już gotowa do
                    strajku powszechnego, przychodziła propozycja rozmów ze strony rządu. Trochę
                    się to przeciągało ale w końcu ustalono, że rozmowy z WRON – ą (Wojskowa Rada
                    Ocalenia Narodowego) rozpoczną się w sierpniu. W związku z tym, całe podziemne
                    kierownictwo Solidarności udało się już w czerwcu do leśniczówek na Mazurach by
                    tam przygotować się psychicznie i fizycznie do trudów negocjacji. Kiedy 15
                    sierpnia zjawili się w Warszawie okazało się, że nikt z rządu nie będzie z nimi
                    rozmawiał bo wszystkie wcześniejsze rokowania prowadzone były tylko na szczeblu
                    kolegów doradców, którzy nie mieli ani kompetencji do podejmowania decyzji ani
                    należytej wiarygodności. Wtedy TKK w desperacji wezwała do demonstracji, które
                    zresztą w jakimś stopniu się powiodły. I znowu, już po wyjściu na wolność, w
                    rozmowie z wieloma osobami przewijał się ten sam wątek: mówiono im cały czas,
                    żeby czekali na sygnał z góry, od Tymczasowej Komisji Krajowej na rozpoczęcie
                    strajku powszechnego bo oni tam wiedzą najlepiej. Tyle tylko, że sygnał ten
                    nigdy nie nadszedł.

                    Strategia komunistów wtedy była prosta i do przewidzenia. Kiedy kocioł
                    niezadowolenia społecznego zaczynał kipieć, grożąc rozerwaniem ścian - rząd
                    niby gotów był do rozmów. Wtedy TKK wyciszała nastroje a jak już stan krytyczny
                    minął, wtedy okazywało się, że tak naprawdę nie ma o czym rozmawiać. No i taka
                    taktyka trwała do 1989 roku.

                    Natomiast my, w więzieniu, kiedy dostaliśmy informację, że strajku powszechnego
                    nie będzie bo TKK woli raczej negocjować, nie mieliśmy innego wyjścia jak tylko
                    zakończyć nasz protest.

                    ZK: Jak długo trwał pana pobyt w areszcie śledczym?

                    AG: Do września 82 roku. Po kolejnej wizycie Międzynarodowego Czerwonego
                    Krzyża, przeniesiono nas na oddział zewnętrzny. Baraki, duże okna bez blindy,
                    innymi słowy, ośrodek dla internowanych w Białołęce. Co prawda warunki nie były
                    znowu tak wspaniałe jak w reszcie kraju i na nasz oddział często przysyłano
                    ludzi z innych ośrodków internowania za karę, jak coś tam przeskrobali. Zresztą
                    po jakimś czasie zrobiliśmy się modni i należało do “dobrego tonu” posiedzieć z
                    nami. Z kolei dla nas było to o tyle dobre, że mieliśmy stosunkowo dobry dopływ
                    informacji z zewnątrz czyli byliśmy dobrze zorientowani w tym, co się dzieje na
                    wolności. Rzecz w tym, że koledzy, internowani w innych miejscach, mogli się
                    swobodnie komunikować między sobą a przy ich ilości, gdzie każdy miał widzenie
                    z rodziną raz na miesiąc, mieli dobry przekrój wydarzeń z całego kraju.

                    Nie bez znaczenia na ogólne samopoczucie miała też różnica w odbywaniu
                    spacerów; w areszcie śledczym było to malutkie, trójkątne podwórko przykryte
                    siatką, tak, że nawet trudno było zobaczyć niebo. W dodatku stale pilnował nas
                    strażnik z karabinem maszynowym, gotowym do strzału. Natomiast na oddziale
                    zewnętrznym, choć spacer odbywał się w tym samym czasie ale plac był duży,
                    gdzie można nawet było pobiegać, rozluźniona dyscyplina a więc mogliśmy pogadać
                    z kolegami z innych cel, jako, że wtedy wylegał cały obóz na te ćwiczenia
                    fizyczne. Po jakimś czasie pozwolono nam otwierać cele na krótki okres czasu a
                    na sam koniec to praktycznie cele w ogóle nie były zamykane pomiędzy ósmą rano
                    a szóstą wieczorem. W wyniku rozluźnienia tych rygorów więziennych natychmiast
                    zabraliśmy się do organizowania odczytów, narad, zebrań w różnych sprawach itd.
                    I, tak jak mówię, samo światło dzienne robiło ogromną różnicę. Pamiętam, jak
                    kiedyś, jeszcze na oddziale wewnętrznym, udało się nam zrobić maleńką dziurę w
                    blindzie, mniej więcej średnicy ołówka. No to spędzaliśmy przy tym otworze cały
                    dzień, by choć trochę popatrzyć sobie na taki nadwiślański krajobraz. Potem,
                    oczywiście, pracowicie powiększyliśmy sobie tę dziurkę.

                    No, i jak w każdych warunkach, zdarzały się sprawy humorystyczne. Pamiętam,
                    kiedyś dostaliśmy informację, że szykuje się kolejny kipisz czyli rewizja.
                    Wtedy koledzy przygotowali na to wydarzenie specjalną “buzałę”. Muszę tu
                    oczywiście wyjaśnić co to takiego ta “buzała”. Otóż w więzieniu dostawaliśmy
                    rano zupę mleczną, kawę i chleb; obiad zwykle składał się z zupy i kartofli a
                    kolacja to była zwykle porcja czegoś co szumnie nazywaliśmy kawą. Natomiast
                    przez cały dzień do picia nic nie było, w związku z czym trzeba było
                    zmajstrować grzałkę. Oczywiście trzeba było podłączyć ją do prądu. W praktyce
                    wyglądało to w ten sposób, że albo wydłubywaliśmy dziurę w ścianie na linii
                    przewodu elektrycznego i podłączaliśmy się do niego albo wykorzystywaliśmy
                    połączenia żarówki. Potem były dwa przewody, odchodzące od dwóch blaszek,
                    zwykle wyciętych z puszek po konserwach, związane nitką na odległość zapałki.
                    Po zanurzeniu w wodzie, prąd przepływał pomiędzy tymi dwoma blaszkami i wiadro
                    wody można było zagotować w stosunkowo krótkim czasie. I choć takie praktyki
                    były surowo zakazane to przecież pić też coś trzeba było, niemniej w czasie
                    rewizji klawisze starali się znaleźć, między innymi, właśnie te “buzały”. No i
                    na wiadomość o nadchodzącym kipiszu, koledzy raz zrobili specjalną grzałkę.
                    Specjalną, bo wykonaną z dwóch deseczek zamiast blaszek a w miejsce przewodów
                    elektrycznych był zwykły sznure
                    • Gość: Grzech Re: Czas próby II IP: *.cro.citynet.pl 25.01.05, 18:43
                      No i na wiadomość o nadchodzącym kipiszu, koledzy raz zrobili specjalną
                      grzałkę. Specjalną, bo wykonaną z dwóch deseczek zamiast blaszek a w miejsce
                      przewodów elektrycznych był zwykły sznurek, tyle, że zakończony dwoma
                      haczykami. No i proszę sobie wyobrazić, że “buzała” z drewna i na sznurkach też
                      została skonfiskowana.

                      ZK: Panie Andrzeju, mówił pan o czternastu osobach siedzących w areszcie
                      śledczym Białołęki. Kto, oprócz pana, był w tej grupie?

                      AG: O, wie pan, nie wiem czy będę wszystkich pamiętał. W każdym bądź razie ze
                      mną w celi był Sobieraj i Antek Pietkiewicz. A ze znanych osób to był Jacek
                      Kuroń, Adam Michnik, Heniek Wujec, Karol Modzelewski, Anatol Lawina, śp.
                      Grzegorz Palka, Jaworski, Lech Dymarski…. A reszty teraz nie mogę sobie
                      przypomnieć, ot, ludzka pamięć.

                      ZK: A jak, w świetle tego, co robili po 89 roku, zachowywali się w wiezieniu
                      Michnik i Kuroń?

                      AG: W więzieniu zachowywali się bez zarzutu. Dlatego uważam, że po 1989 roku
                      jakby zrobili zwrot o 180 stopni, stali się zaprzeczeniem tego wszystkiego,
                      czym byli wcześniej. Gdyby nie ich wygląd, a miałbym ich oceniać tylko na
                      podstawie tego co mówią, co robią to bym ich nie poznał. Pytanie oczywiście
                      brzmi: kiedy byli prawdziwi a kiedy udawali? My z nimi przecież nie podjęliśmy
                      współpracy na rozkaz a tylko dlatego, że podobało nam się to co mówili i robili.

                      Natomiast w wiezieniu, być może z wyłączeniem ostatniego okresu, kiedy
                      namawiano nas do podpisania “lojala”, to, jak mówię, byli tacy jak my. Co
                      prawda Kuroń od czasu do czasu coś tam bredził o konieczności porozumienia z
                      komunistami ale nie zwracaliśmy na to większej uwagi, bo każdy wiedział, że
                      Kuroniowi czasami coś odbija i ma jakieś pomysły nie z tej ziemi.

                      Zaś jeżeli chodzi o dwulicowość tych ludzi, to przekonaliśmy się o tym znacznie
                      później. Pamiętam, kiedyś byliśmy zaproszeni na serię odczytów, rozmów z
                      robotnikami z różnych zakładów itd. i pewien młody człowiek, który był uprzejmy
                      nas wozić swoim samochodem opowiadał nam, że Michnik kiedyś namawiał ich w
                      zakładzie do porozumiewania się z Sowietami ponad głową PZPR. Było to o tyle
                      dziwne, że z podobnymi poglądami wyskakiwał czasem Kuroń ale Michnik, zresztą
                      razem z nami w Gdańsku, też go zwalczał. Doszło do tego, że prosiliśmy naszego
                      kierowcę, żeby nam Michnika opisał, bo trudno nam było uwierzyć, że mógłby być
                      on aż tak dwulicowy. No i ten młody człowiek opisał nam go co do joty, włącznie
                      z jego zacinaniem się w mowie. Tak więc był to człowiek, który w Gdańsku
                      wyśmiewał i tłumił Kuronia a na Śląsku powtarzał jego pomysły. No, ale było to
                      już wtedy, kiedy nie mieliśmy wątpliwości, że Michnik przeszedł na stronę
                      wroga. (W tym momencie do rozmowy włączyła się pani Joanna Gwiazda, która
                      stwierdziła, że nigdzie on nie musiał przechodzić, bo zawsze tam był) No, tak,
                      jak się nad tym zastanowić to chyba rzeczywiście tak byo. Zresztą jak wiemy z
                      analiz dokonanych przez byłego Ministra Spraw Wewnętrznych, Antoniego
                      Macierewicza, Michnik był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa od 1968 roku.
                      Natomiast na liście, ogłoszonej w sejmie pamiętnego czerwca nie znalazł się z
                      tego prostego powodu, że nie był ani posłem, ani pracownikiem rządu czy też
                      kancelarii prezydenckiej, jako, że lista dotyczyła tylko agentów, znajdujących
                      się wtedy we władzach Rzeczpospolitej.

                      ZK: Panie Andrzeju, skąd ta informacja, że Adam Michnik był agentem bezpieki
                      już w 1968 roku?

                      AG: Dostałem tę informację stosunkowo wcześnie ale nawet teraz nie chciałbym
                      mówić od kogo jako, że była to informacja poufna. Niemniej na pierwszym
                      Zjeździe Noe-Solidarności krążyła wśród uczestników lista agentów SB z byłego
                      KOR-u, na której był Michnik, obok zresztą wielu innych, prominentnych nazwisk.
                      Podobną listę opublikowano swego czasu w piśmie “Poza Układem”. (Cdn)

                      Zbyszek Koreywo

                      • Gość: Wrruuum!! Re: Czas próby II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 10:48
                        Gość portalu: Grzech napisał(a):

                        > ZK: Panie Andrzeju, skąd ta informacja, że Adam Michnik był agentem bezpieki
                        > już w 1968 roku?
                        > AG: Dostałem tę informację stosunkowo wcześnie ale nawet teraz nie chciałbym
                        > mówić od kogo jako, że była to informacja poufna.

                        No i wicie rozumicie - wiem ale nie powiem od kogo wiem i mi uwierzcie - bo
                        wiem to od KOGOŚ KTO TO WIE ... tak można na okrągło ale skoro uznajesz, że to
                        cokolwiek wnosi to kopiuj dalej.
                        • Gość: daria13 Re: Halo, Grzechu???!!! IP: *.crowley.pl 26.01.05, 15:26
                          Wciąż nie mogę się doczekac odpowiedzi na moje posty, więc znając Twoją
                          skrupulatność w odpowiadaniu, pomyślałam, że może znudził Ci się wątek o
                          Szymborskiej i go opuściłeś, pozostawiając mnie bez odpowiedz. Dlatego pozwalam
                          sobie upomnieć się o odpowiedzi w nowo utworzonym, najbardziej przez Ciebie
                          lubianym wątku, którego pewnie szybko nie opuścisz.
                          Zważ proszę, że było tam kilka moich postów skierowanych do Ciebie, jak i do
                          Twoich zwolenników.
                          Niecierpliwie oczekująca D.
                        • Gość: pawel Re: Czas próby II-Wruuum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 12:04
                          Jak nie przekonuja Cie argumenty o Michniku na tym forum i w Salonie Łysiaka, to
                          wejdz na strone IPNu i przeczytaj sobie szyfrogramy z Moskwy. Moze to dla Ciebie
                          nie bedzie "wiem ale nie powiem". Poza tym wybacz, ale sam pamietam wystapienia
                          Michnika w obronie tych, ktorzy mieli byc zlustrowani i jak sie pokazywal z
                          Jaruzelem (o tym szeroko tez pisze RAZ w Polactwie), jak mowil ze Kiszczak to
                          czlowiek honoru. Nie dziwie sie, ze ludzie walczacy o obalenie komunizmu kopneli
                          Michnika w d... Nie dziwie sie, ze Herbert tez odcial sie od tej mendy. Poczytaj
                          cos wiecej niz GW i RzP a dowiesz sie jak rosnie fala niecheci do tego "bohatera".
                          • yaddo Re: Czas próby II-Wruuum 22.02.05, 14:45
                            A Chrystusa to nawet ukrzyżowano!!!
                          • Gość: Wruuum Re: Czas próby II-Wruuum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 15:47
                            Jeśli wiesz w jaki sposób mogę na stronie IPN przeczytać te szyfrogramy to
                            proszę o przepis - chętnie się z nimi zapoznam. Na razie udało mi się dotrzeć
                            tylko do opinii o tych szyfrogramach A. Dudka a to nie to samo.
                            • rychu_z_przemysla Re: Czas próby II-Wruuum 22.02.05, 16:55
                              Kwietniowy numer Biuletynu IPN:
                              www.ipn.gov.pl/
    • rychu_z_przemysla Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły 22.02.05, 17:00
      Kto zwolnil Lysiaka z pracy na Politechnice Warszawskiej?
      • Gość: daria13 Re: Polecam "Rzeczpospolita kłamców - Salon" W.Ły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 17:18
        W tej kwestii polecam ciekawe wypowiedzi i cytaty z forum na oficjalnej stronie
        Kaczmarskiego(www.kaczmarski.art.pl). Z tego co pamiętam, jakoś tak na początku
        dyskusji. Polecam wszystkim zafascynowanym postacią Łysiaka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka