zirael1
22.07.05, 18:56
Zamieściłam go już na forum SF & Fantasy, ale przedstawię również tutaj.
"Qoei Shinah"
Dotarła na miejsce.
Rozciągał się przed nią widok, który niewielu mogło oglądać. A jeżeli w ogóle,
to zwykle tylko raz. Nad niewielką pustą polaną korony drzew zamykały leśne
sklepienie. Na drzewach - tylko uważny i doświadczony obserwator mógł to
dostrzec - wisiały lub stały na większych koranach szałasy i hamaki.
Ruszyła przed siebie. Nie przeszła dwóch kroków, kiedy tuż przed nią pojawiła
się wysoka kobieta. Driada. Miała włosy tak czarne, że niemal granatowe, oczy
orzechowe. Ubrana była w szytą skórę, najwyraźniej niedźwiedzią. Na plecach
wisiał kołczan, a łuk trzymała w rękach.
- Czego tu szukasz? - zapytała po elficku. Raczej z zaciekawieniem, niż z
wrogością.
Dziewczyna cofnęła się o krok.
- Szukam Laei Shealty - odpowiedziała.
Kobieta zmrużyła oczy, napięła lekko łuk.
- Skąd o niej wiesz?
Młoda myślała chwilę
- Mam swoje źródła - oświadczyła wreszcie.
- Tak? - spojrzała podejrzliwie - A po co ci ona?
- Jej to powiem.
Driada rozejrzała się nerwowo. Nikt jej nie powiedział, co zrobić w takiej
sytuacji. Po chwili gorączkowego zastanawiania się skineła na dziewczynę i
ruszyła w stronę największego, spróchniałego drzewa. Doskonale sobie radziła ze
wspinaczką i zdumiało ją to, że towarzyszka niemal jej dorównywała. Kiedy
znalazły się przy wejściu do wielkiej dziury, rzekła:
- Tu jest wejście. Radź sobie sama.
I zeszła na ziemię.
Dzewczyna zajrzała do środka. Spróchniały pień był odpowiednio umocniony, a w
środku zbudowano niewielkie dwupoziomowe mieszkanie. Zaraz za wejściem była
sień, w której czekały dwie kobiety. Weszła, usiadła obok. Spojrzały na nią
zdumione, ale nie skomentowały. Po kilku minutach jedna znich weszła do
kolejnego, zamkniętego pomieszczenia.
- Kim jesteś? - zapytała niespodziewanie, lecz bez śladu złości druga.
Dziewczyna zawachała się.
- Nazywam się Shinah - rzekła po chwili - Shinah z Eisthine
- Nie wiem gdzie to jest - odparła rozmówczyni z uśmiechem - Dobrze mówisz po
elficku...
- W Eisthine to drugi język.
Pierwsza driada wyszła z drugiego pomieszczenia, po chwili opuściła drzewo.
Druga wstała, skinęła Shinah głową i weszła do pokoju zamykając za sobą drzwi.
Dziewczyna została sama. Pezpośrednio na ścianach widniały malowidła, w
większości przedstawiające walkę człowiek - elf. Elfy, naturalnie, zawsze
zwyciężały. Na kilku widniały portrety, na jednym pejzaż. Na dworze robiło się
ciemno. Na gałęzi przysiadła wiewiórka i z zaciekawieniem patrzyła na Shinah. Po
chwili odbiegła.
Drzwi do zamkniętego pokoju otwarły się. Wyszła z nich uśmiechnięta driada.
Ruchem głowy wskazała dziewczynie drzwi.
- Powodzenia - rzuciła, zanim wyszła.
Shinah podeszła do drzwi i ostrożnie przez nie zajrzała.
Na ziemi przed hebanowym biurkiem leżała niedźwiedzia skóra. Na całej
rozciągłości ściany widniał pejzaż - las. Pod równoległą do niego ścianą stało
kilka regałów z książkami, obok na haku wisiał piękny łuk i kołczan pełen
strzał. W ścianie naprzeciw drzwi była okrągła dziura, służyła zapewne z okno.
Za biurkiem siedziała drobna, ciemnowłosa kobieta. Ubrana była, jak pozostałe, w
skórę. Tu jednak była zszyta w prostą suknię. Przeglądała i porządkowała jakieś
dokumenty.
- No, wejść! - rzuciła kobieta niecierpliwie, unosząc głowę znad papierów -
Kim jesteś?
- Shinah z Eisthine - odparła dziewczyna.
- Skąd się tu wzięłaś? Czemu nikt cię nie zatrzymał? - wstała. Nie dało się
rozpoznać wyrazu zacienionej teraz twarzy.
- Przyszłam tu z Eisthine - odpowiedziała szybko Shinah - Kiedy tu dotarłam,
zaprowadziła mnie tu jedna z driad!
- Czego tu szukasz? Nie boisz się?
- Czego miałabym się bać? - wzruszyła ramionami - Nie mam nic do stracenia.
- Więc czego chcesz?
- Uczyć się.
Driada podeszła bliżej. Można było zobaczyć mieszaninę złości i podziwu na jej
twarzy.
- Ale czego? Po co?
- Od pięciu lat uczono mnie w szkole w mieście. Umiem czytać i pisać, trochę
liczyć. I to wszystko. Uciekłam, gdy zaatakowano Eisthine. Nie miałam zielonego
pojęcia jak się bronić. W dodatku nic nie wiedziałam o wrogach...
- Kto zaatakował?
- Elfy.
- I chcesz się tego wszystkiego nauczyć?
Przytaknęła. Driada zaczęła chodzić dookoła biurka. Trwało to może minutę,
może dziesięć.
- Czemu nie - stwierdziła wreszcie - ale nie będzie lekko. Jestem Laei
Shealta, pani tego lasu.
Dziesięć minut później Shinah stanęła przed rozłożystym dębem. Shealta stała
obok.
- Ten jest dobry - oświadczyła Shinah.
- Na nim chcesz mieszkać? - spytała driada.
- Tak.
- Proszę bardzo - rzekła i odeszła na bok.
- Zaraz - dogoniła ją Shinah - Co mam zrobić?
- Co chcesz. Mieszkaj tam sobie, to teraz twój dom! - zawołała wesoło -
Blieai'sa da ci łuk - wskazała ruchem głowy wspomnianą driadę.
Shinah podeszła do niej ostrożnie. Blieai'sa właśnie wypróbowywała łuk.
Lepiej było nie wchodzić między nią a drzewo. Driada napięła łuk, lekko
naciągając cięciwę i celując nieco w górę. Wypuszczona strzała trafiła o kilka
centymetrów za nisko.
- Przepraszam... - zaczęła Shinah - miałam dostać łuk...
Driada zmierzyła ją wzrokiem.
- Kim ty właściwie jesteś? - spytała - Nie wyglądasz na driadę.
- Bo nią nie jestem - Blieai'sa cofnęła się o dwa kroki i odszukała wzrokiem
Shealtę. Gdy ta skinęła głową, spojrzała podejrzliwie na dziewczynę.
- Ile masz lat?
- Piętnaście.
- Wzrostu? - spróbowała ocenić na oko - jakiś metr osiemdziesiąt?
- Metr sześćdziesiąd pięć - poprawiła ją Shinah - inne proporcje.
- Spróbuj tego - rzekła driada, wręczając jej łuk - strzel w to drzewo.
- Pewnie i tak nie trafię...
Dziewczyna założyła strzałę, naciągnęła łuk. Cięciwa zatrzymała się kilka
centymetrów przed twarzą. Wypuściła strzałę, która chybiła - poleciała za daleko
w bok. A może to wiatr...
- Może być - oceniła driada.
Podeszła do nich Laei Shealta. Blieai'sa skłoniła głowę.
- Masz dom, masz broń. Odtąd radzisz sobie sama - zwróciła się do Shinah - z
czasem wszystkiego się nauczysz.
Z góry dzięki za rzetelną ocenę.