Dodaj do ulubionych

McEwan - Pokuta

11.03.06, 10:02
Własnie skonczyłam drugą częśc. Jestem zachwycona. Dawno nie czytałam tak
dobrej ksiązki: budowanie napięcia, pokazywanie tej samej sceny różnych
perspektyw różnyh bohaterów, świetne portrety psychologiczne (ta egzaltowana
nastolatka - skąd McEwan wie jak to jest?? sama siebie pamietam z tamtych
czasów; irytujaca mamusia duchem zyjąca jeszcze w XIXw). Mam nadzieję, że sie
rozczaruję sie zakonczeniem.
ktoś jeszcze czytał tę ksiażke? jakie wrazenia?
Obserwuj wątek
    • ix Re: McEwan - Pokuta 11.03.06, 10:13
      Bardzo dobra, lecz zakończenie trochę mnie nie przekonało.
      Może tak miało być?
      Dusiła mnie i denerwowałem się, ale lubię tak ;-)
      Polecam wczesnego McEwana. "Pierwsza miłość, ostatnie posługi".
      To co napisał po "Pokucie" rozczarowuje mnie.
      Nie czytałem najnowszej.
      Pozdrawiam!
      • formaprzetrwalnikowa Re: McEwan - Pokuta 11.03.06, 12:21
        a co Cie 'dusiło i denerwowało'? mnie mamuska - jak ja niecierpię takich
        histerycznych matek, rozmyslających o tym, jaki ten jej syn wspaniały, bo nie
        podaje jej złych nowin w miejscu, w którym nie mogłaby zemdleć. itp. ale ta
        scena jest chyba moją ulubioną (jak na razie), chociaz wkurzającą.
        • Gość: monika_kot Re: McEwan - Pokuta IP: 212.126.17.* 13.03.06, 10:43
          A mnie się podobała zarówno "Pokuta" jak i najnowsza powieść "Sobota" ; lubię te
          napięcia i niepokje jakie pisarz doskonale umie wywoływać w Czytelniku w trakcie
          lektury.
    • nienietoperz Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 11:39
      Nizej przeklejam dwa swoje dawniejsze posty, a propos 'Pokuty' i a propos 'Soboty'.

      Post 1:

      'Atonementu' (to wiecej niz 'pokuta', to przeciez tez 'zadoscuczynienie') bede
      bronic jak cnoty, a nawet pewnie nieco mocniej.

      Wina vs odpowiedzialnosc; odpowiedzialnosc vs zadoscuczynienie; zadoscuczynienie
      vs nieodwracalnosc; nieodwracalnosc vs rzeczywistosc; rzeczywistosc vs fantazja;
      fantazja vs dzieciectwo; dzieciectwo vs tworczosc; tworczosc vs wina.
      I to na dobry poczatek:-)

      Post2:

      Nntpz potwierdza, ze 'Saturday' czytal, widzial ja zreszta tez po polsku juz w
      grudniu w ksiegarniach. To zdecydowanie najbardziej bezposrednio osobista
      ksiazka McEwana - bohater, Henry Perowne ma 48 lat, jest 'middle class
      professional' w Londynie roku panskiego 2003, z jego wszelkimi zaletami i
      dziwactwami. Historia tego dnia jest podana bez zadnych ozdobnikow, bez
      blyskotliwych zwrotow akcji; z wielu powodow jest to dzien jaki moglby sie
      przydarzyc (ewentualnie z drobnymi wariantami) tego dnia tysiacom ludzi w
      Londynie rzeczywistym. Bardzo szczegolny to uniwersalizm - z jednej strony jest
      to ewidentnie ksiazka o czlowieku w konkretnym wieku, o konkretnej pozycji
      spolecznej, w danym miejscu i czasie, z drugiej jest o kazdym takim czlowieku.
      I wlasnie uczciwosc, precyzja i nieefektownosc jest glownym zrodlem sily
      'Saturday'. McEwan szczerze mowi o momencie zycia, w ktorym nasz czas powoli
      odchodzi w przeszlosc. O pokoleniu, ktore z naturalnego poczucia obowiazku wciaz
      czyta gazety i analizy polityczne; czuje sie odpowiedzialne za los swiata, choc
      wie, ze nie ma nan prawie zadnego wplywu. O momencie, w ktorym jest sie
      zawieszonym miedzy doroslymi juz dziecmi, ich nowymi odrebnymi pragnieniami i
      srodowiskiem, a rodzicami (tutaj matka), ktorzy stracili juz jasnosc mysli i
      kontaktu ze swiatem zewnetrznym. O czasie, kiedy jeszcze gra sie z przyjaciolmi
      w squasha i biega co roku maraton, ale wiadomo, ze to juz sa pozegnalne gry, ze
      maraton wiosna bedzie ostatnim. O wydarzeniach, do ktorych wciaz staramy sie
      przykladac dawna miare, a ktorych juz nie rozumiemy (jak rozmawiac z
      czlowiekiem, ktory urodzil sie i wychowal pol mili od ciebie, a teraz chce
      wysadzic siebie i swoich sasiadow w powietrze); o stosunku do ludzi z innych
      grup spolecznych, o ktorych wiemy, ze nalezy sie im nasz szacunek i pomoc, ale
      ktorych po prostu sie boimy. Wreszcie o zyciu, ktore chcemy (chcielismy) przezyc
      dobrze, i choc nie umielibysmy tego formalnie zinterpretowac i przedstawic,
      wciaz jeszcze jestesmy z pokolenia, ktore gleboko w sercu czuje, ze to cos
      znaczy. O wielkiej sile i dobroczynnym wplywie nauki (tu medycyny), i o jej
      regularnej bezsilnosci wobec naszych mysli i uczuc. O sztuce, ktorej nie
      rozumiemy, a ktora jest wciaz tak wazna.


      Wielka ksiazka. Z uwagi na swoja specyfike niewatpliwie sie zestarzeje, i
      dlatego warto przeczytac ja teraz.
      Choc jesli za 20 lat (28+20 = 48) bede wciaz po tej stronie, i bedzie to czas
      mojej zyciowej 'soboty', na pewno przeczytam ja znowu.


      Uklony,
      i wyrazy glebokiego zachwytu zwiazane z faktem ponownego pojawienia sie
      CatMoniki:-),

      nienietoperz
      • kotmonika Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 14:20
        Witaj Nienietoperzu! Napisales:
        > Uklony, i wyrazy glebokiego zachwytu zwiazane z faktem ponownego pojawienia sie
        > CatMoniki:-),
        >
        Ja tu cały czas jestem, może od miesięcy bardziej duchowo niż jako uczestnik
        forum ale to miło że ktoś pamięta te dawne nieraz bardzo długie rozmowy o
        literaturze. Pozdrawiam serdecznie! A odnosząc sie do poprzedniego wpisu to
        rzeczywiście warto Sobote rzeczytac teraz ale myśle żemimo pewnch konkretnych
        odwołań powieś cnie starci na wartości i bedzie mozna do nej wracać. A dlaczego?
        Dla mnie odpowiedź jest krótka i prosta. Bo to McEwan. On jest poza czasem!
        • formaprzetrwalnikowa Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 14:28
          Szanowni Nienietoperzu - Twoje i stau'ej posty zachecily mnie do siegniecia po
          ksiazki McEwana. zaczelam od Atonement, ale Saturday i Pirst love list rites
          juz ida.
          dziekuje za inspiracje :)
          • formaprzetrwalnikowa Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 14:29
            ech, te literowki: First love - last rites
            • Gość: monika_kot Re: McEwan - Pokuta IP: 212.126.17.* 13.03.06, 14:39
              I tak trzymać!:) A poważnie to jestem ciekawa jak odbierzesz te ksiązki bo są
              bardzo różne i pochodzą z dość różnych okresów w twórczości McEwana, który
              obdarza nas swą prozą juz od lat 70. XX wieku. Ja bym dorzuciła do tego zestawu
              koniecznie The Cement Garden i Black Dogs albo Child in Time. Pozdrawiam!
              • formaprzetrwalnikowa Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 14:49
                dzieki. czytalam swietne recenzje Cement garden na stronie Timesa. dopisana do
                listy.
                ale pierwsza w kolejce po atonement jest Norwegian Wood Murakamiego.
                :)
              • nienietoperz McEwan - ogolnie 13.03.06, 15:34
                Moje czytanki McEwanowe odbywaly (odbywaja) sie w kolejnosci dosc eklektycznej;
                to znaczy czytalem obledny 'Cement Garden', opowiadania 'In Between the Sheets',
                a potem wszystko od 'Amsterdamu' w gore ('Atonement', 'Enduring Love',
                'Saturday'). Pokuta wciaz wygrywa, ale, moze z drobnym wyjatkiem Amsterdamu,
                wszystkie robily na mnie rewelacyjne wrazenie.

                Tak jak pisala Monika_kot, roznice w atmosferze sa dosc zasadnicze, ale
                niezmiennie pozostaje imponujaca precyzja jezyka, ktory bez zbednych ozdobnikow
                opisuje to, co zwykle, to co niezwykle i wszsytko pomiedzy.

                Uklony,
                nntpz

                P.S. W mojej McEwanowej kolejce teraz Comfort of Strangers. A wspomniana przez
                forme piosenka Beatlesow w wersji japonskiej zostala skonczona w zeszlym tygodniu.

                • staua Re: McEwan - ogolnie 17.03.06, 17:10
                  >
                  > P.S. W mojej McEwanowej kolejce teraz Comfort of Strangers. A wspomniana przez
                  > forme piosenka Beatlesow w wersji japonskiej zostala skonczona w zeszlym tygodn
                  > iu.

                  To bedziesz bral udzial w dyskusji rozpoczynajacej sie w poniedzialek? Bardzo jestem ciekawa Twojej
                  opini!
                  >
                  >
                  >
          • staua Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 16:48
            A ja wlasnie mam juz Atonement i zabiore sie za niego pewnie jutro, jak tylko skoncze "Kompleks
            Portnoya".
            Monika Kot napisala fajna recenzje "Soboty" do Pinezki, mam nadzieje, ze wkrotce sie ukaze (kwiecien?)
            • formaprzetrwalnikowa Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 18:29
              Kompleks Portnoya konczysz? masz siłe, kobieto. ja nie zdzierzyłam - aczkolwiek
              dotrwałam jakies 50 stron do konca ;-)
              • staua Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 19:38
                Mam jeszcze ok. 50 stron, ale fakt, mecze. Po pierwszych 150 stronach juz mnie znudzilo. Wydaje mi
                sie, ze ta ksiazka po prostu sie zestarzala, pewnie byla rewolucyjna, gdy wydano ja po raz pierwszy pod
                koniec lat 60., ale teraz - to juz bylo. Tyle jest analiz i dowcipow nt. Zydow w USA,
                psychoanaliza sama w sobie juz nie jest niczym nowym, o wyczynach seksualnych i masturbacji tez
                mozna napisac w jakims ciekawszym kontekscie i formie.Czasem mnie smieszy, czasem mnie
                denerwuje Alex i jego rodzice, ale po prostu czytam, bo zaczelam. Rozczarowalam sie w sumie. Moze
                powinnam byla przeczytac to w liceum. Nie znam innych ksiazek Rotha, ogladalam tylko film "The
                Human Stain", ktory zrobil na mnie duze wrazenie, a "Kompleks" wybralam po lekturze watkow na
                forum jako rzekomo jeden z lepszych utworow tego autora. Jeszcze zaryzykuje najnowsza, "The plot
                against America", ale jesli mnie nie przekona, to nie siegne juz po wiecej jego ksiazek.
                • formaprzetrwalnikowa Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 22:02
                  ja mysle, ze z ksiązkami rotha (probowałam przeczytac cos jeszcze - nie pomnę
                  tytułu) jest tak jak z filmami woodego allena - ilez mozna?! i chyba obaj
                  traktują swoją działalnosc artystyczną jako psychoterapię. cos z tymi zydami
                  jest chyba nie tak - i jeszcze zygmunt f. do kolekcji ;-)
                  a tak serio - to smieszą mnie i nudzą takie wywody yntelektualne i dorabianie
                  ideologii do fizjologii
                  ;)
                  • Gość: Aretha Re: McEwan - Pokuta IP: *.centertel.pl 13.03.06, 22:53
                    Ja czytałam "Betonowy ogród" i "Dziecko w czasie" McEwana i obie (a szczególnie
                    ta druga) bardzo mi sie podobały, więc z checią sięgnę po "Pokutę", jeśli jest
                    jeszcze lepsza. Kiedyś przeczytałam recenzję "Pokuty", ze jest "nudnawa", ale
                    jakoś nie chce mi się w to wierzyć...
                    • formaprzetrwalnikowa Re: McEwan - Pokuta 13.03.06, 23:18
                      Moim zdaniem absolutnie nie jest nudnawa, ale najlepiej sprawdzic samemu.
                      wlasnie probuje przemówic mojej checi skonczenia Atonement do rozsądku zdrowym
                      rozsądkiem pojscia spac, bo przeciez jutro rano do pracy. ;-)
                  • Gość: monika_kot Re: McEwan - Pokuta IP: 212.126.17.* 14.03.06, 08:25
                    To jeszcze ja króciutko o twórczości Rotha choc to watek o McEwanie, Kompleks
                    Portnioya przeczytałam bez problemu, nawet dość często mnie bawił ale
                    zecydowanie powiele tutaj zdanie jakie napisala chyba Staua: te ksiązki sie
                    niestety zestarzały.ja tak to odbieram, cos co mogło szokowac, byc nowością,
                    czyms świeżym w latach 50-60 teraz wydaje się juz przezytkiem, tematyka
                    zdeydoanie wtórną. Ale aby pozostać w temacie dyskusji dodam że róznica miezy
                    np, Rothem a McEwanem jest taka że pomimo iz np. czytałam jego twórczośc z lat
                    70 w II poł. lat 90 to proza McEwana nie starzeje się i mysle ze za 20 30 lat
                    jak ktoś siegnie po "Pokutę" czy "Sobotę" też odnajdzie w nich wciązaktualne
                    ludzkie dramaty i nurtujące nas sprawy.
    • formaprzetrwalnikowa wlasnie skonczylam ksiazke 14.03.06, 09:40
      przyznaje, ze troche mnie rozczarowalo zakonczenie, chociaz z drugiej strony
      (sprytny zabieg autora?) swietnie wpisuje sie onow koncepcje ksiazki - jest
      dokladnie takie (troche melodramatyczne, troche sentymentalne), jakim
      wymyslilaby je Briony. a przeciez to ona w roli boga tu wystepuje.
      juz nie moge sie doczekac nastepnych ksiazek McEwana
      :)
      • Gość: monika_kot Re: wlasnie skonczylam ksiazke IP: 212.126.17.* 14.03.06, 10:17
        Gratulacje! To masz pierwszego McEwana na swoim koncie! Co bedzie następne? Co
        wybrałaś?
        • formaprzetrwalnikowa Re: wlasnie skonczylam ksiazke 14.03.06, 10:18
          kupilam na ebayu Saturday - czekam na dostawe. zasadzam sie tez na First love
          last rites i Cement garden.
          ale najpierw czekajacy od dwoch tyg Norwegian wood Murakiego
    • staua juz skonczylam 17.03.06, 17:05
      i musze powiedziec, ze dawno nie czytalam tak swietnej ksiazki! Fabula jest skonstruowana doskolane
      - pierwsza czesc, obejmujaca przeciez zaledwie jeden dzien, daje nam szczegolowe portrety
      wszystkich bohaterow (praktycznie mozna sie poczuc kazdym z nich), buduje napiecie az do klimaksu,
      plastycznie opisuje otoczenie i czas. McEwan popycha czytelnika we wlasciwym kierunku subtelnie, lecz
      stanowczo (nie zadne wiedzenie za raczke i pokazywanie oczywistosci, niemniej jednak bardzo prosto
      jest, uwaznie czytajac, dostrzec wszystko, co chce nam pokazac). Jezyk jest bogaty, a jednoczesnie
      krystalicznie czysty, zadnych nadmiernych ornamentow, nic niepotrzebnego, wszystko sluzy albo
      fabule, albo budowaniu nastroju (w trakcie czytania pierwszej czesci tak sie zdenerwowalam, ze bylam
      autentycznie wsciekla na Briony za jej glupote i tez myslalam sobie, czy ja bylam taka sama?). Chociaz
      autor sam wydaje sie byc zdystansowany do swojej opowiesci (moze dlatego, ze to opowiesc Briony :-))
      Sama tresc, moralny problem i jego przedstawienie, juz jest swietnym punktem wyjscia do rozwazan i
      ciekawa lektura, ale forma (z wieloma - to sie powtarza w "Sobocie" - wtretami, jakby mimochodem, o
      tworzeniu literatury i literaturze generalnie, tutaj sa ta glownie rozwazania Briony o tym, co wart pisac,
      czego nie, no i list od redakcji "The Horizon").
      Nastepne rozdzialy sa swietna przeciwwaga, wyjasniaja, uspokajaja, wszystko przechodzi z
      koszmarnego nieuporzadkowania w stan bardziej statyczny (jak fala :-)). Koncowka mnie troche
      zaniepokoila, gdy Briony-staruszka mowi, ze mogla napisac, ze Robbie nie zyje, cokolwiek zmienic, to
      sprawia, ze oczywista prawda - to, co wlasnie skonczylismy czytac, to fikcja, pisarz (Briony? McEwan)?
      jest Bogiem, ktory moze sprawic, ze rzeczywistoscia w jego powiesci jest cokolwiek, i wcale, wraz z
      postepem w czytaniu, nie dowiadujemy sie nigdy, jak to bylo NAPRAWDE.
      Wydaje mi sie, ze "Pokuta" jest bardziej uniwersalna niz "Sobota" ale byc moze wpadam tu w pulapke
      spojrzenia na wydarzenia i czasy, ktore sama (i autor takze) pamietam, przeciwstawione tym, ktore
      znam z literatury i opowiesci, i stad ta opinia.
      I ostatnia sprawa, ktora mi sie nasunela, dwie powiesci McEwana, ktore mam teraz swiezo w pamieci -
      "Pokuta" i "Sobota" sa ZUPELNIE inne, oczywiscie, styl pisania w sensie jezyka, jest charakterystyczny,
      ale autro sie nie powtarza, obie ksiazki sa calkowicie oryginalne i niepowtarzalne (trzecia, przeczytana
      juz dawno, "Betonowy Ogrod", pamietam ogolnie, wiec nie bede tutaj o niej pisac - ale zamierzam ja
      przeczytac jeszcze raz; nastepny jednak bedzie "Amsterdam")
      Czy macie ochote na bardziej szczegolowa dyskusje, byc moze ze spoilerami? Co Ty na to, Formo
      Przetrwalnikowa?
      • formaprzetrwalnikowa Re: juz skonczylam 17.03.06, 17:38
        droga Stauo: oczywiscie, ze my, formaprzetrwalnikowa mamy ochotę na dyskusję.
        wielką ochotę mamy, albowiem dawno nie dyskutowałysmy o zadnej powaznej ksiazce
        (jak pisałam wczesniej: to moja pierwsza 'powazna' ksiazka od kilku lat).
        Mnie tez wkurzało myslenie Briony, ale na krótko - pamiętam siebie z tamtego
        okresu, te moje łzawe historyjki wymyslane w drodze do i ze szkoły (chociaz
        moja przygoda z romansami skonczyła sie duzo wczesniej - w wieku 13 lat byłam
        na etpaie nieszczesliwych miłosci i samobójstw). Bardziej wkurzyła mnie matka
        Briony - boszsz, co za samolubna histeryca dbająca o 'appearances'.
        przepiękny pomysł pokazania tej samej sceny z róznych perspektyw dosłownie: bo
        briony patrzy z okna i w przenosni (co, ty, k-wa, wiesz o milosci, smarkulo?!).
        trochę mnie znudził (jak zwykle, zresztą) fragment wojenny (czy chłopcy muszą
        tak zawsze o wojnie?) i nie bardzo widzę sens jego obecnosci w tej ksiązce (a
        Ty?). Zakonczenie jest trochę 'sztuczne', wg mnie odstaje od nastroju ksiązki a
        nawet od sposobu pisanie -jest zdecydowanie bardziej sentymentalne w tonie, co
        uwierygadnia autorstwo Briony.
        Sobota już lezy na kominku. Jestem ciekawa, czy reszty tworczosci McEwana
        • staua Re: juz skonczylam 17.03.06, 18:06
          Cos Ci ucielo...
          Piszac Wy mialam na mysli takze Monike, Nienietoperza (i mam nadal nadzieje, ze znow wlacza sie do
          rozmowy).
          Sama w wieku Briony mialam raczej faze na koncentracje na wlasnej osobie (wymyslalam tragiczna
          przeszlosc - porwane dziecko, nieszczesliwi prawdziwi rodzice, te klimaty). takie "molde"
          nastolatki chyba czesto eksperymentuja z klamstwami w sensie fikcji (sama w wieku lat 15
          przestalam fantazjowac w sposob otwarty, bo wtedy - dopiero - uswiadomilam sobie, ze ludzie uwierza
          w kazde klamstwo, jesli jest odpowiednio podane, bo niby dlaczego nie, i przestalo mnie to bawic, jak
          wszystko, co staje sie zbyt latwe). Jednak bylam uwazana za bardzo oderwana od rzeczywistosci
          dziewczynke, a czegos takiego jak Briony na pewno bym nie byla w stanie przeprowadzic, zastanawia
          mnie, w ktorym momencie zdala sobie ona sprawe z katastrofalnej wagi swojej manipulacji i wlasnych
          slow.
          Matka jakos mnie nie zdenerwowala az tak bardzo, takich osob jest cala masa nadal, oceniajacych ludzi
          wedlug urodzenia, nie rozumiejacych, co wlasciwie wokol nich sie dzieje. Juz gorszy jest nieobecny i
          chyba jeszcze bardziej dbajacy wylacznie o pozory ojciec...
          Bardzo podobalo mi sie, jak w ciagu tego jednego dnia Robbie i Cecilia uswiadomili sobie,
          zakomunikowali i rozpoczeli swoja milosc. Wydaje mi sie, ze taka spontaniczna burza uczuc jest
          bardzo prawdziwa. I Briony, ktora jest obiektywnie dobra obserwatorka, kompletnie, ze wzgledu na
          swoja niedojrzalosc, tego nie dostrzegajaca, tez jest bnardzo wiarygodna.
          Zaintrygowalo mnie, ze przeciez jest tak oczywiste, ze Marshall jest winny, a tymczsem (w drugiej
          czesci) z rozmyslan Robbiego dopiero wynika, ze za oczywista uwazana jest wina Danny Hardmana,
          niezbyt rozumiem ten zabieg, chyba, ze jest on potrzebny, aby postawic Briony w spotkaniu z Robbie i
          Cecilia jednak w pozycji osoby znajacej prawde.
          Wojenny fragment mnie, o dziwo, nie znuzyl, sama sie zdziwilam, bo duzo latwiej mi wchodzi wojna ( w
          sensie walki armii) w filmach, niz w ksiazkach. Moze dlatego, ze sluzy on blizszemu zaznajomieniu sie
          z Robbie. A fragment w szpitalu wywolal o mnie lzy w oczach, zupelnie niekontrolowane.
          • formaprzetrwalnikowa Re: juz skonczylam 17.03.06, 18:47
            a, ucięło. ale nie szkodzi - im więcej róznicy zdan, tym ciekawsza i gorętsza
            dyskusja :)

            co do 'obiektywnego widzenia rzeczywistosci' - ja jako nastolatka uzmysłowiłam
            sobie, ze im barzdiej opowiadam sobie jakąs hisotrię w pewnien sposob, tym
            bardzeij w te wersje wydarzen wierze - jesli wiesz, co mam na mysli. nie, nie
            kłamstwo! interpretację wydarzen. czyz widziana z pozycji niewinnej 13-lattki
            (poczatek XXw! 13-latki były jeszcze niewinne!) scena w bibliotece w kontekscie
            wczesniejszego listu nie jest jednoznaczna? a pozniejsza
            interpretacja 'gwałtu'? dla mnie wina marshalla tez od poczatku jest
            jednoznaczna. ale czy to w ogole był gwałt? bo ja cos podejrzewam Lolę - Lole
            uperfumowaną, z paznokciami polmalowanymi na czerwono - czyz nie pretendującą
            do dorosłego swiata? - o zgode, przynajmniej częsciową.
            uznanie winy Hardmanna za oczywistą jest oczywiste. jak u agaty christie -
            przeciez to musiał byc jakis zwyrodnialec albo przynajmniej ktos SPOZA naszej
            rodziny, przyjaciół. nie swietnie sie zapodwiadajacy przyjaciel syna, prawda?
            Kłopot z pozostaniem obiektywną w interpretacji zdarzen miałam tego samego
            dnia, keidy skonczyłam Atonement - pomyslałam o Briony
            :)
            • staua Re: juz skonczylam 17.03.06, 19:24
              Ja tez winie Lole, mala prowokatorke (zwlaszcza w kontekscie pozniejszego slubu), i mysle, ze zostala
              ona zaskoczona przez Briony, dlatego tylko zgodzila sie na te wersje wydarzen (moze bylo tez w tym
              troch jej ciagot do dramatyzowania?)
              Jeszcze przypomnialo mi sie, ze mimo moich wczesniejszych wyjasnien i zachwytow nad postacia
              autora/Boga, metatekstem itd, brak mi (tak organicznie, instynktownie) pewnosci, co sie tak naprawde
              stalo potem z Robbie i Cecilia, bo Briony prowadzi te gierke "moglam napisac tak, a moglam inaczej", z
              ktorej mozna wywnioskowac, ze napisala jednak prawdziwa wersje wydarzen i jej spotkanie w
              mieszkaniu Cecilii z ta dwojka bylo ostatnim, a moze to kolejna gra, cos jeszcze bylo, a nie mamy do
              tego, jak czytelnicy tego, co Briony/McEwan chce, dostepu (to jest kompletnie absurdalne oczywiscie,
              bo CO jest prawda w powiesci, ale jednak pozostalo we mnie to - oczywiscie wytworzone calkowicie
              swiadomie przez autora, za co jeszcze bardziej go cenie- uczucie niedosytu).
              • formaprzetrwalnikowa Re: juz skonczylam 17.03.06, 21:20
                w chwili przerwy na rozwój fizyczny (zwany takze torturami wielorybów ;-))
                pomyslałam, ze Atonement jest dla mnie (moje ulubione pytanie: o czym jest dla
                ciebie ta książka/ten film/sztuka/piosenka itp?) ksiązką o tym, że rzeczy nie
                zawsze są takie, jakimi wydają się być (jeden z dwóch moich ulubionych 'o
                czym').
                a dla Ciebie?
                • staua Re: juz skonczylam 17.03.06, 21:53
                  Owszem, to bardzo dobre podsumowanie- dla mnie tez! A nawet moze nigdy nie sa takie, jakimi
                  wydaja sie byc.
                  Boje sie teraz czytac ten "Amsteram", bo ma bardzo wysokie oczekiwanai w stosunku do McEwana, a
                  niechcace czytam chronologicznie wstecz, co chyba nie jest najlepszym pomyslem...
      • nienietoperz Re: juz skonczylam 17.03.06, 20:22
        Wlacze sie na pewno!
        Na razie jednak St Patrick's day, i irlandzcy przyjaciele nie darowali by
        zadnych opoznien.
        Wasz
        nntpz
        • staua Re: juz skonczylam 17.03.06, 21:54
          To czekam(y) a na razie milego wieczoru i swietowania (u nas tez jest swietowanie, ale oprocz
          wszechobecnej zieleni na razie nie widze wiele)
      • nienietoperz Re: juz skonczylam 20.03.06, 11:53
        Z opoznieniem dolaczam sie do dyskusji.

        Najpierw strona fabularna 'obiektywna': jak juz pisalyscie, wszystkie postacie
        przedstawione w zawiazaniu akcji sa osobami z krwi i kosci. Niezreczny Robbie,
        zagubiona Cecilia, caly wachlarz gosci i gospodarzy, wreszcie fantastyczna
        Briony, z jej dziewczeco-kobiecymi fantazjami i marzeniami o tworzeniu, o byciu
        w centrum uwagi. Padlo pytanie, kiedy Briony zdaje sobie sprawe z konsekwencji
        swojego swiadectwa - w pewnym sensie nieomal natychmiast,
        przeciez wyraznie szuka okazji, zeby moc swoje slowa wycofac, zaczyna sie bac
        rzeczywistosci doroslych, w ktorej w nieoczekiwany sposob sie znalazla. Nacisk
        ze strony Loli jest oczywisty - o ile mozna by miec watpliwosci co do
        niewinnosci jej kontaktow z Marshallem, o tyle nikt nie bedzie podejrzewal jej o
        uleglosc wzgledem dziwacznego Robbiego.

        Czesc Dunkierkowa wydawala mi sie do konstrukcji niezbedna (choc Nienietoperzowa
        rowniez znudzila), przez swoj (hiper)realizm, charakterystyke Robbiego, ktory
        podobnie jak Briony w szpitalu jest po prostu smiertelnie zmeczony historia
        swoja i swojego kraju. Skadinad pewnie z zewnatrz trudno nam docenic ciagly
        wplyw mitu Dunkierki na brytyjska swiadomosc - moj Northumbrianski
        przyjaciel uwazal opis ewakuacji za doskonala i najwazniejsza czesc ksiazki. Po
        wszystkim, co spotkalo C. i R., jedynym rozwiazaniem, jedynym odpoczynkiem moze
        byc tylko ucieczka od swiata, od wojny, od rzeczywistosci. I taka ucieczke,
        chocby czasowa jest im w stanie nasz narrator w podlondynskiej wsi zaoferowac
        (wiecej o tym w nastepnym poscie). Nic nie odda im straconego czasu, nigdy nie
        wroca do momentu w drzwiach, do pierwszych emocji, do swiezego spelnienia
        opisanego w liscie Robbiego. Ich uczucie bedzie do konca przerwane, okaleczone,
        oddalone od codziennosci.

        'Atonement' - czyli blizej zadoscuczynienia, niz pokuty. Briony tez ucieka,
        ucieka od siebie, od swoich dziewczecych marzen. Podobnie jak C i R, nasza
        narratorka wie, ze nie odwroci swojego zachowania, nie zmaze jego konsekwencji.
        W istocie nie jest w stanie absolutnie niczego zmienic, niemniej sprawiedliwosc
        nakazuje jej podjecie pokuty, probe ukarania siebie. To nie jest kara narzucona
        z zewnatrz, taka Briony przyjelaby zreszta z wielka ulga. Kara zewnetrzna nie ma
        jednak sensu - wszyscy postrzegaja Briony z pierwszej czesci historii jako mala
        dziewczynke, ktora moze i zrobila cos o powaznych konsekwencjach, ale trudno ja
        za to winic, sklonnosci dorastajacych dziewczat do fantazji sa dobrze znane i
        musza poniekad byc tolerowane. Jedyna droga, jaka Briony z okresu szpitalnego
        pozostaje, jest droga pokuty wobec siebie, szczerosci do bolu i unikania
        jakiegokolwiek ubarwiania rzeczywistosci (stad realizm opisu czasow wojennych).
        Wszystko to stoi dokladnie w poprzek aktualnej tendencji do usprawiedliwiania
        innych (i siebie) niewiedza, okolicznosciami, niedojrzaloscia. Podobnie jak idei
        'wybaczania sobie', godzenia sie ze swiadomoscia, ze 'stalo sie, trzeba zyc
        dalej'. Tu jest inaczej. Nic sie nie 'dzieje', wszystko jest konsekwencja slow
        i zachowan konkretnych ludzi. Warunkiem ubiegania sie o wybaczenie, czy to
        swoje, czy innych, jest zadoscuczynienie. Cokolwiek mialo by oznaczac.

        Warstwa kolejna w srode. Tymczasem uwaga i prosba do Stauy a propos
        'Amsterdamu'. Uwaga jest taka - warto go na pewno
        dobrze przemyslec i poprzewracac w glowie po przeczytaniu. Sam mialem podczas
        lektury duzo zarzutow (jakich - pozniej), i dopiero kiedy Nntpzowa zwrocila mi
        uwage na pewien zasadniczy aspekt interpretacyjny, bylem w stanie sie z
        Amsterdamem pogodzic i w efekcie go docenic.
        Prosba zas jest taka - jako, ze nasza ksiazka powedrowala jakis czas temu do
        Polski, czy moglabys sprawdzic przy okazji czytania, ktoredy dokladnie idzie
        na swoj 'walk' w Lake District jeden z glownych bohaterow? Mam jakies mgliste
        wspomnienia, ale teraz, kiedy raz na dwa tygodnie sami tam jestesmy, chcialoby
        sie wiedziec dokladnie.

        Uklony,
        nntpz
        • formaprzetrwalnikowa Re: juz skonczylam 20.03.06, 12:28
          czekam na ciąg dalszy.
          wakl zawarty jest w Amsterdamie, jak podejrzewam? niestety, nie posiadam tej
          ksiązki, nie koge więc sprawdzic.
          • mamarcela Re: juz skonczylam 20.03.06, 12:51
            nienietoperzu sprawdź swoją maupę.
            • ben-oni Re: juz skonczylam 20.03.06, 12:58
              Cześć Ci!
            • nienietoperz Re: juz skonczylam 20.03.06, 13:11
              Z podziekowaniami dla Mamarceli zalaczam (kiepsko zeskanowane, za to
              wlasnorecznie wykonane dwa tygodnie temu) ilustracje do Amsterdamu:

              Scafell i Scafell Pike z Bowfell
              (po drodze Eskdale, czyli dolina, ktora Clive wchodzi do gory)

              img95.imageshack.us/my.php?image=scafellr4mh.jpg
              Angle Tarn, blisko Stake Pass i Glaramara - potencjalne miejsce spotkania z...

              img158.imageshack.us/my.php?image=angletarnr4hd.jpg
              Na drugiej ilustracji wspomniany wczesniej Northumbrianski przyjaciel (z druga
              polowka).

              Uklony,
              nn
        • nienietoperz Czesc kolejna - warstwa 'pozafabularna' 22.03.06, 19:53
          Podobnie jak w 'Saturday', tak i w 'Atonement' McEwan fundamentalnie dotyka
          kwestii paralelnego istnienia swiata realizmu, nauki, konkretu historii i swiata
          fantazji, tworczosci, literatury. Techniki obecne w obu powiesciach sa
          diametralnie rozne - w 'Sobocie' poezja pojawia sie jako element zewnetrzny
          wzgledem akcji, dla glownego bohatera niespecjalnie zrozumialy, po czym okazuje
          sie miec zasadniczy wplyw na podstawowe wydarzenie budujace os opowiadanej, w
          pelni realistycznej, historii. W 'Pokucie' od pewnego momentu literatura wkracza
          w akcje w sposob fundamentalny, zanegowujac, a przynajmniej kwestionujac
          istnienie i tok opowiadanej historii. McEwan ludzi czytelnika misternie, po
          kolei prowadzac go w coraz bardziej watpliwe zaulki fabularne. Proces zaczyna
          sie po czesci ujawniac w momencie spotkania trojki bohaterow w podlondynskim
          ustroniu, miejscu ucieczki od przeszlosci, terazniejszosci i od realnosci jako
          takiej. Potem sugestie mnoza sie przez sumarycznie opisana historie Briony
          powojennej, wreszcie pozegnalne party, w ktorym kwestia falszywosci(?) opisanych
          wydarzen przedstawiona jest bezposrednio. Coz znaczy falszywosc? Coz znaczy
          nieprawda? Czy Briony moze opisywac falszywa wizje wydarzen, skoro tak czy
          inaczej sa to wydarzenia wykreowane przez Iana McEwana, rocznik 19..,
          zamieszkalego w ...? Pytanie jest poniekad absurdalne, ale obrazowosc i
          wiarygodnosc jezyka pierwszej czesci 'Atonementu' zmuszaja (przynajmniej mnie
          zmusily) do zadawania go sobie wciaz od nowa. Antycypujac 'Sobote', stajemy
          przed problemem: czy sztuka ma znaczenie? A raczej, obserwujac nieomal
          namacalnie, ze ma (w Sobocie przez jej wplyw na Baxtera, tu przez wplyw
          emocjonalny na nas jako czytelnikow), pytamy: dlaczego?

          Pytanie boczne - czy autor jest odpowiedzialny za to, co stworzyl? Czy moze za
          to odpokutowac? Czy tez zadoscuczynienie polegajace na wykreowaniu spotkania
          bohaterow jest 'za latwe'? I co wobec tego z odpowiedzialnoscia Boga za swiat?

          Podobne refleksje przychodzily mi do glowy po lekturze 'Elisabeth Costello'
          Coetzee. Proponuje niniejszym EC (by JC) jako nastepna lekture obowiazkowa dla
          zainteresowanych.

          Znow zdecydowanie Przydlugi Post.

          Uklony,
          nienietoperz
          • staua Re: Czesc kolejna - warstwa 'pozafabularna' 22.03.06, 20:13
            Chetnie zgadzam sie na EC.
            Co do tej warstwy meta, jest to wlasnie to, co lubie chyba u McEwana
            najbardziej...Autor-Bog, warstwa na warstwie, dla mnie to bylo czytelne
            uswiadomienie czytelnikowi, ze cala ksiazka (cala literatura?) to wylacznie
            zabawa autora z czyt., i autor ZAWSZE wygrywa. Podobne uczucia i wnioski mialam
            po lekturze "Maga".
            "Sobota" byla dla mnie pod tym wzgledem latwiejsza, bo mam zdecydowany poglad
            na problem wartosci i sensu istnienia sztuki, chyba dlatego, ze czesto
            uczestnicze w dyskusjach z osobami bardzo inteligentnymi, ktore uwazaja sztuke
            za niepotrzebna (gorzej niz Perowne, ktory sie chociaz STARA).
          • formaprzetrwalnikowa Re: Czesc kolejna - warstwa 'pozafabularna' 22.03.06, 20:19
            czy rekomendujesz EC? bo ja się bardzo zniechęciłam do pisarstwa Coetzee
            po 'Hanbie'
            • nienietoperz Re: Czesc kolejna - warstwa 'pozafabularna' 23.03.06, 09:40
              EC rekomenduje.
              'Hanbe' uwazam za powiesc rewelacyjna, odwracajaca w glowie wiele 'porzadnych'
              schematow i przez to nielatwa do przyjecia. Niemniej rewelacyjna, z ostatnia
              scena kwalifikujaca sie do listy kilku najlepszych znanych mi powiesciowych
              zakonczen.
              Wasz
              nntpz
          • formaprzetrwalnikowa odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 20:24
            a odpokutowanie (ogólnie)
            czy autor jest odpowiedzialny za swoje dzieło? odpowiedz: tak jest naturalna i
            odruchowa niemal, ale: czy jest odpwoiedzialny za to, co jego dzieło 'robi' z
            czytelnikiem? oj, ja jestem zdania, że nie, bo uwazam, ze kazdy buduje w sobie
            swoją interpretację.

            dzieło (książka, obraz, wiersz, etc) może być pokutą, tak samo jak moze byc
            próbą oczyszczenia, oddania hołdu, rozliczenia się z przeszłoscią, terapią.
            uwazam, ze takie traktowanie tworzonej przez siebie sztuki jest OK.

            nie wiem, czy własnie to miałes, Nienietoperzu na mysli.
            A jesli nie - to co?
            • staua Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 20:27
              Za dzielo pewnie jest, ale na pewno nie za to, co dzieje sie z odbiorca dziela
              po przeczytaniu, obejrzeniu, wysluchaniu. Tzn. autor chyba zawsze musi sobie
              stworzyc np. piszac - czyelnika modelowego, ale czytelnik rzeczywisty nie musi
              byc do modelowego zupelnie podobny ("Szesc przechadzek po lesie fikcji" bardzo
              to rozjasnia), wiec odbior dziela jest nieprzewidywalny, zatem -
              odpowiedzialnosc jest niemozliwa.
              • formaprzetrwalnikowa Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 20:53
                zgadzam sie z przedmówczynią, ze autor nie jest odpwoiedzialny za odbiór.
                myslisz, ze autor 'wyobraza sobie' modelowego czytelnika, do którego kieruje
                swoją opowiesc? hmm.. w sumie to nie mam pojęcia, jak to się dzieje (ja -
                bazując na moich ciagotach do grafomanii -mysle, ze jakas cześc pisarzy po
                prostu potrzebuje opwoiedziec jakąs historię - dla siebie, dla oczyszczenia,
                pokuty, zadoscuczynienia, w hołdzie, itp, itd - i w związku z czym niewiele
                mysli o tzw przeciętnym czytelniku- i tutaj dzieje sie cud interpretacji - ze
                taki pan a płacze czytając dzieło x a pani b popełnia samobójstwo po wierszu y).
                w sumie jestem ciekawa, czy ini piszą wyobrazajac sobie co jakiemu czytalnikowi
                chcą przekazac? takie 'pisanie z celem'?
                • staua Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 21:39
                  No, niekoniecznie swiadomie. Naprawde polecam "Szesc Przechadzek" Eco -
                  cieniutka ksiazeczka, a wiele wyjasnia. Mnie przynajmniej wiele wyjasnila...
                  • formaprzetrwalnikowa Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 21:51
                    podejrzewałam,z e to Eco.
                    ide poszukac
                    dzięki :)
                  • formaprzetrwalnikowa Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 21:52
                    by the way: znasz tytuł angielski?
                    ( nie zebym była jakos przesadnie ambitna, ale łatwiej mi zdobyc po angielsku)
                  • formaprzetrwalnikowa Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 21:55
                    i gdzie mogę to znależc, bo przypuszczam, ze to esej?
                    • itek1 Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 22:01
                      U.Eco-Six Walks in the Fictional Woods
                      Znajdziesz w Amazonie
                      • formaprzetrwalnikowa Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 22:20
                        dzięks. własnie znalazłam
                        :)
                        • staua Re: odpowiedzialnosc autora za dzieło 22.03.06, 22:30
                          No, to juz wiesz.
                          To taka mala ksiazeczka - zbior esejow (szesciu ;-))
                          • Gość: Mia pytanie do formyprzetrwalnikowej IP: *.centertel.pl 23.03.06, 14:41
                            <<Własnie skonczyłam drugą częśc>>to "Pokuta" ma 2 części???
                            • staua Re: pytanie do formyprzetrwalnikowej 23.03.06, 16:21
                              Ma czesci (cztery), w ktorych sa rozdzialy, wszystko jest w jednej ksiazce.
                              Pierwsza czesc jest najdluzsza i chyba najwazniejsza :-)
                              • Gość: Mia Re: pytanie do formyprzetrwalnikowej IP: *.centertel.pl 23.03.06, 16:27
                                dzięki:)
                              • formaprzetrwalnikowa Re: pytanie do formyprzetrwalnikowej 23.03.06, 17:59
                                dzięki :)
                                ;)
                                • daria13 Re: Pokuta 31.03.06, 14:38
                                  Czy ktoś z czytelników Pokuty miał, czytając część "szpitalną", cały czas
                                  przeczucie, że Briony spotka tam i będzie czule pielęgnowała Robbiego? Bardzo
                                  się obawiałam, że McEwan pójdzie na taką łatwiznę fabularną i byłam szczęśliwa,
                                  że tego nie zrobił. Chyba byłam niesprawiedliwa snując takie podejrzenia.
                                  W moim odczuciu największą karą i pokutą dla głównej bohaterki, jest diagnoza
                                  lekarska postawiona jej przez lekarzy w końcowej części książki. Dla każdego
                                  człowieka taki wyrok jest straszny, ale dla osoby pokroju Briony, dla pisarza,
                                  to chyba najbardziej dotkliwa wizja końca. Pomyślałam, czy autor nie poszedł w
                                  tym za daleko, czy nie jest wobec bohaterki aż nazbyt okrutny.
                                  Bardzo mnie rozstroiło, ale też wzbudziło mój podziw otwarte zakończenie
                                  historii Cecili i Robbiego. Myślę jednak, że tak właśnie miało być. W tej
                                  książce nie ma miejsca dla prostych i oczywistych wyjaśnień i zakończeń.
                                  Przyjęcie urodzinowe jest genialną klamrą. To jedna z lepszych książek, jakie
                                  ostatnio czytałam.
                                  P:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka