ydorius
01.11.07, 14:43
No dobrze, parę dni już minęło, na pewno wszyscy ci, którzy nazwisko Lessing
usłyszeli pierwszy raz w życiu z ust sekretarza Akademii Noblowskiej zdążyli
już pobieżyć do księgarń. Nabyli zapewne tam,drogą kupna, lub w jakiś mniej
cywilizowany sposób, dwie książki: "piąte dziecko" oraz "podróż bena"
(zboczeńców, którzy nabyli i skonsumowali również "pamiętnik przetrwania"
pomijamy. Nie będziemy przecież dyskutować z ludźmi, którzy są w stanie
przebić się przez niełatwą prozę w ciągu trzech dni od wydania).
Tak więc na świeżo: warta ta proza waszym zdaniem czytania? Jest w niej to
coś, co w pamięć zapada? Nobla słusznie Doris przytuliła do piersi swej, czy
przeszacowali Lessingową akademicy sztokholmscy?
Zanim wybuchnie burzliwa dyskusja, to przyznam pierwszy bez bicia, że
zachwycać to mnie raczej nie zachwyca, ale czuję że ostro odchoruję tę krwią i
innymi soki płynącą prozę. I wydaje mi się, że jakkolwiek nieco naciągana
(zwłaszcza pod koniec "podróży Bena") fabuła w pełni usprawiedliwiona jest
przesłaniem, ze normalni ludzie mogą znieść normalne warunki, lecz to, co poza
nie wykracza, często też sprawia, że się łamią. Ciekawe też jest zestawienie
dwóch perspektyw (być może dlatego też "podróż bena" zdaje mi się być słabszą
niż "piąte dziecko") - w ten sposób Lessing pozwala na wyrobienie sobie
opinii, kto tu tak naprawdę jest pokrzywdzony.
I jak sobie patrzę na stworzone postacie, to nie mogę wyzbyć się przekonania,
że jeśli człowiek trzciną jest, mówi pani Lessing, to jednak wątłą. I nie
zawsze myślącą.
A teraz dyskusja. :-))
m,
.y.
P.S. Dzień dobry.