16.01.09, 17:15
- O Matko! Plama!!! – Janusz Kowalczuk poderwał się z fotela i z autentycznym niepokojem w oczach podbiegł do ściany salonu, w którym właśnie prowadził pertraktacje na temat sprzedaży swojego mieszkania.
Potencjalny kupiec, młody prawnik Jacek Gasparczyk uśmiechnął się pobłażliwie i sięgnął do eleganckiej czarnej teczki, by jeszcze raz zerknąć na warunki proponowanego kredytu, który zamierzał zaciągnąć na zakup lokalu. Właścicielka agencji nieruchomości Twoje Gniazdko, Alicja Baczyńska-Mazur wzniosła oczy do nieba, a raczej do nieskalanego sufitu ozdobionego gustownym żyrandolem sprowadzonym przez Janusza z Włoch. Nie była to jej pierwsza wizyta w domu kapryśnego klienta i spodziewała się dalszego ciągu.
- To pan! To pan zrobił plamę! – palec Janusza z pasją zatoczył łuk i niemal dotknął piersi młodego mecenasa in spe.
- Jak to ja? Czym niby? – ocknął się Jacek
- Jak to czym! Teczką czarną pan pojechałeś po ścianie! Z toalety wychodząc! Czarna smuga została! Czym ja to teraz...cholera, ślad będzie! A dopiero co malowane – biadolił nieszczęśliwy właściciel lokalu.
- Może gumeczką panie Januszu? – świetnie zorganizowana Alicja sięgnęła do szykownej torebki z najnowszej kolekcji Furli wprawnym ruchem wydobywając z jej czeluści gumkę i podając ją swojemu klientowi.
Janusz natychmiast przystąpił do energicznego wycierania.
- Wracając do naszych spraw. Rozumiem, że cena dziewięćset dziesięć tysięcy jest nadal aktualna? – gładko podjęła temat Alicja
- Co? A, nie, nie, dziś sprzedaję za dziewięćset trzydzieści – mruknął Janusz nie odwracając się, całkowicie pochłonięty usuwaniem ledwo widocznej plamy.
- Jak to? Przecież pan sam wyznaczył cenę i ja się zgodziłem! – zdenerwował się Jacek – zgodziłem się przecież! Mówił pan w zeszłym tygodniu, że dziewięćset dziesięć...
- Dziś jest dziewięćset trzydzieści – bezceremonialnie przerwał mu Janusz – i tak się muszę zastanowić, czy nie za mało. Ja kocham to mieszkanie, to jest, proszę pana, w ogóle najpiękniejszy lokal w tym budynku, a położenie genialne, sami państwo widzą! Ileż to ja pracy włożyłem w to mieszkanko, ile uczucia! Te lampy proszę pana z Włoch mi sprowadzono! A stół, przepraszam, proszę nie dotykać stołu, więc stół został na specjalne zamówienie wykonany z drewna tekowego w Senegalu. W Senegalu! Gdyby mógł pan te papiery zabrać...dziękuję...dywan w przedpokoju jest z Iranu, kolega z ambasady swoimi kanałami załatwił, oczywiście nie do chodzenia, powiesiłem na ścianie. Sprzedaję z całym wyposażeniem i to jest tyle warte!Conajmniej tyle! – dodał z mocą.
Alicja poczuła się w obowiązku przejąć ster konwersacji.
- Panie Januszu, nie możemy za każdym razem zmieniać ceny – zaczęła łagodnie jak lekarz do krnąbrnego pacjenta – musi się pan zastanowić, ile to mieszkanie naprawdę jest dla pana warte i czy... – zrobiła pełną napięcia przerwę – czy jest pan naprawdę zdecydowany sprzedać?
Janusz wyraźnie posmutniał, opadł na skórzany fotel (ekskluzywny model marki Benz), poderwał się, obejrzał i znów ostrożnie usiadł.
- Żona nie chce tu mieszkać. – powiedział markotnie – Pies też się jakoś nie mógł przyzwyczaić.
- Ach, to dlatego... - Alicja wskazała głową na sztucznego białego pudla siedzącego w kojcu w przedpokoju.
- No – Janusz pociągnął nosem – zresztą może i lepiej, wie pani...żona chciała tu gotować, to wszystko kipi, rozlewa się, a kuchnia ceramiczna jest wrażliwa, zaraz wszystko zasycha. Whirlpool tani nie jest, a tu całe wyposażenie w Whirpoolu robione, rozumie pani...
Alicja pokiwała ze zrozumieniem głową ignorując rozbawione spojrzenie Jacka.
- Oczywiście, jasne. Naprawdę najlepiej będzie sprzedać, na pewno wkrótce znajdziecie państwo lokum, w którym oboje będziecie się dobrze czuć. A co do ceny...
- Dziewięćset piętnaście to moja ostatnia propozycja – przerwał ponuro Jacek.
- Spotkajcie się panowie po środku – zaproponowała Alicja – pan Jacek dorzuci jeszcze pięć, a pan spuści dziesięć i będzie dobrze.
- Mmm, nie wiem, nie wiem – Janusz w zamyśleniu pogładził czule marmurowy parapet – muszę się jeszcze zastanowić. Sprzedam za bezcen i co potem zrobię? A w ogóle to chciałbym zaznaczyć, proszę pani Alu to do umowy koniecznie włączyć, że wyprowadzę się w dziewięćdziesiąt dni po zawarciu umowy ostatecznej i wypłacie całej sumy.
Jacka zatkało z oburzenia i już otwierał usta, by je głośno wyrazić, ale napotkawszy ostrzegawcze spojrzenie Alicji ponownie je zamknął.
- O tym porozmawiamy po uzgodnieniu ostatecznej ceny i wyznaczeniu terminu podpisania umowy w notariacie – odpowiedziała szybko wstając z fotela – pan Jacek też przemyśli moją propozycję i wierzę, że uda nam się dojść do porozumienia. Jeśli panowie podejmą ostateczne decyzje, spotkamy się w środę w moim biurze i dogramy szczegóły – tu obdarzyła obu klientów lekkim, acz profesjonalnym uśmiechem i zdecydowanie dotknęła rękawa Jacka.
- My już pójdziemy, a pana proszę o gruntowne przemyślenie mojego pomysłu – dodała zwracając się w stronę wciąż smutnego Janusza, którego wzrok melancholijnie błądził po pomalowanych w stylu włoskim ścianach, drogich markowych meblach i obrazach modnego warszawskiego twórcy zasugerowanych przez bardzo drogiego, lecz równie modnego architekta wnętrz.
Jacek przycisnął do siebie czarną aktówkę i starając się nie dotykać żadnego sprzętu niemal na palcach zaczął przemieszczać się za Alicją w stronę obszernego hallu zakończonego szerokimi podwójnymi drzwiami. Oboje z widoczną ulgą ściągnęli z butów specjalne ochraniacze uszyte z białego kretonu w małe czerwone krasnoludki przez żonę pana Kowalczuka na jego wyraźne życzenie i według jego projektu.
- Zaparowało! - wrzasnął Janusz, jak ukąszony poderwał się i popędził w stronę ścianki z luksferów oddzielającej kuchnię od jadalni.
- Ooo, to już na pewno nie ja! – zaczął obronnie Jacek, ale wypchnięty energicznym ruchem za drzwi przez przytomną agentkę nie miał czasu na rozwinięcie myśli.
- Niech go pan nie drażni. Teraz najważniejsze jest doprowadzenie do umowy przedwstępnej, wtedy się nie wycofa. Zresztą musi sprzedać, bo żona grozi rozwodem – pouczyła go Alicja.
- To walnięty czubek – gorączkował się Jacek –chyba trzeba będzie zamki zmienić, bo gotów mnie odwiedzać, żeby sobie postać przy lodówce! A myśli pani, że się nie wycofa? Bo ja już niemal wszystko mam dopięte z kredytem...
- Nie wycofa się. – odparła z mocą Alicja – Proszę pozostawić to w moich rękach.
- Dobrze, że pani jest. – westchnął głęboko Jacek, gdy wyszli przed budynek i skierowali się w stronę parkingu – Wiem, że pani znajdzie na niego sposób. Będę w kontakcie.
Pożegnali się uściskiem dłoni i Alicja wsiadła do swojej małej toyoty, ale nie odjechała od razu. Dzień był długi i wyczerpujący. Przytknęła dłonie do pulsujących skroni. Najpierw awantura w notariacie, bo kupujący zapomniał pieniędzy na opłatę notarialną, potem dwie godziny spędzone na pokazywaniu trzech lokali niezwykle wybrednej klientce z Francji, kontrola z inspekcji pracy, a na deser Janusz i jego fobie. Alicja uświadomiła sobie, że poza pospiesznie wypitym gorącym kubkiem od siedmiu godzin nic nie jadła. Za to odebrała conajmniej piętnaście telefonów, a gdy tylko choć na kilka minut wyłączała komórkę, mogła być pewna, że klienci pozostawią jej minimum pięć ponaglających wiadomości.
- Muszę koniecznie kogoś zatrudnić – pomyślała po raz kolejny tego dnia – bo się wykończę. Włączyła silnik po raz ostatni obrzucając wzrokiem strzeżone osiedle i niemal automatycznie obliczając wzrost cen na metrze kwadratowym w ciągu następnych kilku lat. Otrząsnąła się i wyprowadziła samochód z parkingu.
- Punkt drugi: nauczyć się kończyć pracę, bo zwariuję – zanotowała w myślach.
Obserwuj wątek
    • aramea Re: do oceny 16.01.09, 17:17
      To walcie.
      Wszelkie uwagi krytyczne (byle konstruktywne) bardzo mile widziane.

      Dzięki.
      • mysia-mysia Re: do oceny 16.01.09, 18:41
        nie mam uwag konstruktywnych ani niekonstruktywnych bo mi się bardzo podobało,
        napisane odpowiednim językiem i w ogóle
        jak masz ciąg dalszy to możesz śmiało wysyłać do wydawców
        • anabella72 Re: do oceny 16.01.09, 21:01
          ja też tak uważam.
          • mysia-mysia Re: do oceny 16.01.09, 21:45
            anabella72 napisała:

            > ja też tak uważam.

            :-)))

            A, to Ty jesteś od zakładania wydawnictwa :-) Naprawdę nikt tego nie chciał?
            Jeszcze pozostaje pytanie, czy jest odpowiednia intryga dalej, ja zakładam, że
            tak, ale jednak wydawnictwa bym nie zakładała. Po pierwsze wolę pisać niż użerać
            się z biznesem, po drugie wolę żeby inni inwestowali w moją twórczość a nie ja sama.
            Do wydawnictwa Szwai wysyłałaś? Ona szybko ocenia, cierpi na niedobór talentów i
            lubi jak jest z humorem.
            • nobullshit Re: do oceny 16.01.09, 22:01
              mysia-mysia napisała:
              > A, to Ty jesteś od zakładania wydawnictwa :-) Naprawdę nikt tego
              > nie chciał?
              Anabella jest od zakładania wydawnictwa, ale to nie jej próbka :)
              Jest w innym wątku:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=86743&w=89927103
              • mysia-mysia Re: do oceny 16.01.09, 22:12
                byty się mnożą to i o pomyłkę nie trudno, ehh :-)
            • aramea Mysiu 06.02.09, 11:39
              wyslalam tylko do Szwai (mam juz surowa wersje calosci, wyslalam
              dluzszy fragment), odpowiedzieli nastepnego dnia, ale nie chca...

              I cholernie sie zniechecilam, prawde mowiac.

              P.S. Przepraszam, ze pisze bez polskich znakow, sama mnie to
              denerwuje, ale nadaje z pracy, a jako, ze znajduje sie obecnie poza
              krajem, nie mam polskiej klawiatury.
              • mysia-mysia Re: Mysiu 06.02.09, 15:07
                arameo, napiszę ci maila na pocztę gazetową
              • nobullshit Re: Mysiu 06.02.09, 22:47
                aramea napisała:
                > wyslalam tylko do Szwai (mam juz surowa wersje calosci, wyslalam
                > dluzszy fragment), odpowiedzieli nastepnego dnia, ale nie chca...
                > I cholernie sie zniechecilam, prawde mowiac.
                1. Patrz odezwa programowa Skaja:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=86743&w=90972885
                Dodam - twardym trzeba być, nie miętkim :)
                2. Z jednej strony miło, że odpowiedzieli tak szybko, ale z drugiej, może to
                znaczyć, że w ogóle nie przeczytali - tylko mają już zamknięty plan wydawniczy i
                tyle. A to, co nam pokazałaś, imho nie jest gorsze od rzeczy, które pani Szwaja
                wydaje. Więc nie pękaj.
                • ojuciasan Re: Mysiu 07.02.09, 14:02
                  "A to, co nam pokazałaś, imho nie jest gorsze od rzeczy, które pani Szwaja
                  wydaje. Więc nie pękaj."

                  Co najmniej ;-) Dodałabym nawet: od tego, co Pani Szwaja sama pisze.
                  Absolutnie nie pękaj!
              • isa1001 Re: Mysiu 09.02.09, 13:36
                Opinią Pani M. Szwai nie przejmowałabym się na twoim miejscu wcale.
                Mnie też odpowiedziała na drugi dzień i też negatywnie. Dodam, że
                trzech innych wydawców uznało przesłany fragment za nader udany.
                Widocznie nie każdy, kto jest dobry w pisaniu (?) sprawdza się jako
                wydawca.

                PS. Czy tobie też Pani Monika S. zarzuciła "braki warsztatowe"?
                • aramea Iso 09.02.09, 14:01
                  odpowiedziala mi pani redaktor z wydawnictwa, ale nie wiem, czy po
                  konsultacjach czy nie.
                  Odpowiedz byla jednozdaniowa, tzn. napisala tylko "Pani tekst nie
                  zafrapowal nas wystarczajaco, abysmy mysleli o jego wydaniu", ale
                  rozumiem, ze nie musi uzasadniac, ani sie rozpisywac.

                  Bede probowac dalej, teraz czytam tekst jeszcze raz pod katem
                  Waszych uwag, robie poprawki i bede probowac.
                  Nie pekne;-)
    • ojuciasan Re: do oceny 16.01.09, 20:59
      Jest w porządku, dowcipnie, staranny język - tylko te marki wywal (Whirlpool
      np.) bo to reklama ;-)
      • nobullshit Re: do oceny 16.01.09, 21:40
        ojuciasan napisała:
        > Jest w porządku, dowcipnie, staranny język - tylko te marki wywal (Whirlpool
        np.) bo to reklama ;-)
        Żartujesz? Przecież one są potrzebne do opisu rzeczywistości i bohaterów - jeśli
        są to bohaterowie, dla których marki i metki mają znaczenie. Można się
        ewentualnie zastanawiać, czy rzeczywiście Whirpool by temu panu wystarczył.
        Chyba są lepsze i droższe kuchenki.
    • nobullshit Re: do oceny 16.01.09, 21:58
      Dla mnie bardzo w porządku. Zaczyna się żwawo, od dialogu. Zabawne, wciągające,
      bohaterowie żywi i zręcznie scharakteryzowani bardziej przez dialog i działanie
      niż opis. Językowo niemal bez zarzutu.

      Parę drobnych uwag "redakcyjnych":
      1. by jeszcze raz zerknąć na warunki proponowanego kredytu, który zamierzał
      zaciągnąć na zakup lokalu.
      Wyrzuciłabym "proponowanego", bo nasuwa się pytanie "komu", a poza tym ten
      imiesłów nie jest potrzebny, wiemy, że J. jeszcze kredytu nie wziął, dopiero
      zamierza.
      2. młodego mecenasa in spe
      Wyrzuciłabym "młodego" - że Jacek jest młody, wiemy z drugiego akapitu. I jakoś
      źle to brzmi z dwoma określeniami, tak jakby mlody też był in spe.
      3. sięgnęła do szykownej torebki z najnowszej kolekcji Furli wprawnym ruchem
      wydobywając z jej czeluści gumkę i podając ją swojemu klientowi.
      Imiesłowy - trzeba poprawić, bo te czynności (sięganie, wydobywanie i
      podawanie), nie są równoczesne
      4. zaczęła łagodnie jak lekarz do krnąbrnego pacjenta
      Powiedziała łagodnie / Przemówiła łagodnie albo coś w tym rodzaju, jakiś
      czasownik oznaczający mówienie, ale nie może być "zaczęła ... jak lekarz do
      pacjenta"
      5. sztucznego białego pudla
      Żywy ten pudel, tylko wystrzyżony itd? Bo trochę niejasne. W pierwszej chwili
      pomyślałam, że pluszowy albo wypchany.
      6. awantura w notariacie, bo kupujący zapomniał pieniędzy na
      opłatę notarialną,
      Imho "notarialna" jest niepotrzebnym powtórzeniem.
      7. nauczyć się kończyć pracę, bo zwariuję
      "kończyć pracę" niejasne. Rozumiem, o co chodzi, ale napisane niejasno.

      • nobullshit Re: do oceny 16.01.09, 22:16
        Długie mi te uwagi wyszły, ale to naprawdę są drobiazgi. I gdybym nie uważała,
        że tekst jest bardzo dobry, nie chciałoby mi się tego wszystkiego pisać :)
      • mysia-mysia Re: do oceny 16.01.09, 22:22
        nobullshit, to już by w wydawnictwie poprawili :-) (albo i nie)
        ale ja też mam poprozycję:
        ...zaczął przemieszczać się za Alicją w stronę obszernego hallu zakończonego
        szerokimi podwójnymi drzwiami.

        słowo "zaczął" mi nie pasuje bo chyba także skończył więc może po prostu
        przemieszczał się albo sunął
        i nie "zakończonego drzwiami" tylko w stronę hallu i do drzwi wyjściowych
        • nobullshit Re: do oceny 16.01.09, 23:29
          mysia-mysia napisała:
          > nobullshit, to już by w wydawnictwie poprawili :-) (albo i nie)
          Masz rację. Nawet podwójną, tzn. z tym "albo i nie". Ale chciałam napisać coś
          konkretnego :)

          > ...zaczął przemieszczać się za Alicją w stronę obszernego hallu zakończonego
          szerokimi podwójnymi drzwiami.
          > słowo "zaczął" mi nie pasuje bo chyba także skończył więc może po prostu
          przemieszczał się albo sunął
          Dla mnie jest okay. Bo "zaczął się przemieszczać", kiedy "przycisnął aktówkę",
          więc i logicznie i gramatycznie jest imho okay, a potem mieli jeszcze przerwę na
          zdjęcie tych cudnych ochraniaczy.

          > i nie "zakończonego drzwiami" tylko w stronę hallu i do drzwi wyjściowych
          Tu rzeczywiście można by jakoś poprawić.
    • czepialska Re: do oceny 17.01.09, 07:54
      Trochę przegadane... No i widać "nierówny" język...
      Nie wiem też kto jest głównym bohaterem - zgaduję, że to ta kobieta?
      Mocniej bym zaznaczyła "dziwactwa" sprzedającego i atmosferę
      napięcia - nie czuje się jej, a powinno bo sprzedaż/kupno mieszkania
      to wyjatkowo stresująca systuacja.
      A propos Whirlpoola - ja tam wolę Siemensa ale najlepsze będzie
      wykasowanie tej nazwy :)
      • agi40 Bardzo dziękuję 17.01.09, 12:07
        że zechcieliście przeczytać i jeszcze skomentować.
        Dzięki, dla mnie to bardzo ważne.
        • agi40 Re: Bardzo dziękuję 17.01.09, 12:33
          To byłam ja, Aramea, teraz już będę pod swoim stałym nickiem, przepraszam za
          zamieszanie.
      • sufrasufra Re: do oceny 20.01.09, 11:18
        HMM A czy konieczne jest zaznaczenie glownego bohatera? Moze bedzie nim bohater
        zbiorowy ;-)

        Ogolnie utwor spodobal mi sie, czyta sie szybko i wartko.
    • niepopowa Re: do oceny 18.01.09, 20:53
      Ładny, "giętki" styl, odpowiednie proporcje między zarysem tła i charakterystyką
      bohaterów, ogólnie ciekawie napisane. Jak rozumiem, będzie to chick-lit?
    • lunatica ;-) 18.01.09, 22:09
      Poproszę o więcej :-)
    • anabella72 Re: do oceny 20.01.09, 17:19
      Ja się na tym chiba specjalnie nie znam, ale czy używanie nazw znanych marek to
      nie jest kryptoreklama? A w ogóle to tekst mi się podoba. Taki trochę z humorem.
      • nobullshit Re: do oceny 21.01.09, 00:53
        anabella72 napisała:
        > Ja się na tym chiba specjalnie nie znam, ale czy używanie nazw
        > znanych marek to nie jest kryptoreklama?
        Nie. Ten powieściowy świat musi być przecież osadzony w jakiejś rzeczywistości.
        Oczywiście nie będziemy podawać marki kawy, ilekroć bohaterowie piją kawę, ale
        jeśli "metki" służą do charakterystyki bohaterów, nie można ich ominąć.
        Sformułowanie, że kobieta miała "drogą i elegancką torebkę z najnowsze kolekcji
        znanej firmy" będzie brzmiało sztucznie. Jeśli facet chwali się kuchenką, trzeba
        wymienić topową markę. Itd. Poczytajcie "Seks w wielkim mieście", "Diabeł ubiera
        się u Prady" albo inną "Bridget Jones".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka