Dodaj do ulubionych

Żona-singielka

03.06.10, 10:16
Tak, tak jestem żoną singielką z 23-letnim stażem małżeńskim. Tak było od samego początku mojego małżeństwa. Mąż nigdy nie uczestniczył
w moim życiu. Mimo moich próśb nigdy nie robiliśmy nic razem tzn. osobna kasa, zero wyjazdów, seks (?) skończył się bardzo szybko-może po dwóch-trzech latach małżeństwa. Dzieci nie mamy. Jestem osobą zamkniętą, skrytą unikam ludzi bo czym się tu chwalić? Wszystko doprowadziło mnie do ciężkiej depresji od 20 lat jestem na antydepresantach. Nie znam mojego męża nie wiem nic o jego przeszłości. Mąż nie utrzymuje kontaktów z rodziną. Mój post zamieściłam tutaj bo najbardziej brakuje mi bliskości, seksu, tak bardzo chcę się przytulić do kogoś. Postanowiłam coś z tym zrobić chcę odejść od męża stanowimy toksyczne "małżeństwo". Nie mam pojęcia jak wyjść z tego. Przez te lata stałam się wielką samotniczką wstydziłam się mojej sytuacji nie chciałam żadnych pytań - ciągle byłam sama. Starałam się chodziłam do psychologa ale nic to mi nie dało. To były suche rozmowy. Teraz postanowiłam ma 46 lat i muszę coś zrobić z życiem. Nie będzie to łatwe- nie ufam nikomu.
Nic nie przychodzi mi do głowy.
Obserwuj wątek
    • efi-efi Re: Żona-singielka 03.06.10, 10:41
      Po 23 latach się dopiero obudziłaś??!
      Od 20 lat ma seksu (przynajmniej z mężem), dzieci nie posiadacie, nic nie
      robicie razem, nic nie wiesz o swoim mężu.

      No to co Was łączeło przez te wszystkie dłuuuuuugie lata?
      • zorka64 Re: Żona-singielka 03.06.10, 11:07
        Tak teraz się dopiero obudziłam, SZUKAŁAM POMOCY wcześniej ale nikt mi nie pomógł a ja z dnia na dzień bardziej zamykałam się w swojej skorupie. Teraz powoli budzę się z tego letargu czuję się jakbym
        z buszu nagle znalazła się w wielkim mieście. Uwierzcie to nie JEST łatwe.
    • deodyma Re: Żona-singielka 03.06.10, 10:43
      to jak Wy ze soba zyliscie przez tyle lat?
      co Was przy sobie trzymalo, jesli nic Was ze soba nawet nie laczy a
      wszystko wrecz dzieli?
      • anula36 Re: Żona-singielka 03.06.10, 10:50
        niby lepiej po 20 latach niz wcale,ale w tym wieku nie jest sie juz niestety chodliwym towarem.
        Moze to bedzie dobra przestroga dla tych co czekaja na cud, zeby cos zrobic ze swoim zyciem.
        • zorka64 Re: Żona-singielka 03.06.10, 11:11
          Ale człowiek zawsze ma nadzieję.......i czeka.
          • deodyma Re: Żona-singielka 03.06.10, 11:21
            a znasz powiedzenie "nadzieja matka glupich"?
            • fanka_poranka Re: Żona-singielka 03.06.10, 11:25
              deodyma napisała:

              > a znasz powiedzenie "nadzieja matka glupich"?

              ale zawsze to matka
            • zakletawmarmur Re: Żona-singielka 03.06.10, 11:32

              A każda matka kocha swoje dzieci:-)
          • zakletawmarmur Re: Żona-singielka 03.06.10, 11:59
            Masz prawo nie tracić nadziei. Na poprawę nastroju
            polecam "Spóźnionych kochanków" Whartona. Ta książka daje nadzieje,
            że w każdym wieku może przydażyć się coś pięknego.

            Ja wiem, że pewnie sporo rówieśników myśli jeszcze o zakładaniu
            rodziny. Odpuść sobie wszystkich starych, bezdzietnych kawalerów z
            kasą a dalej będziesz miała z czego wybierać:-)
            • kag73 Re: Żona-singielka 03.06.10, 12:11
              To juz nawet nie o to chodzi. Czasem mozna byc szczesliwsza samej niz bedac w
              zwiazku z nieodpowiednim partnerem, jak widac.
              Ja tam trzymam Ci kciuki, zebys sie odwazyla i zostawila te 20 lat za soba.
              Wyjdz do ludzi i zacznij zyc, bo zycie jest za krotkie, zeby je marnowac! Zrob
              to teraz, nie czekaj nastepnego roku!
            • zorka64 Re: Żona-singielka 03.06.10, 12:14
              Bardzo Wam dziękuję za wpisy i proszę o dalsze. Piszcie , piszcie rozwalcie tę
              moją skorupę. Trochę to nie tak jak myślicie ja jestem chyba atrakcyjną kobietą
              widzę to po reakcjach mężczyzn ale ja jestem jak skała nie do ruszenia. Mąż
              wyprał mi mózg, straciłam poczucie wartości, każdego człowieka mój mózg odbiera
              jak wroga. Ja nie potrafię się śmiać!!!
              • arronia Re: Żona-singielka 03.06.10, 13:10
                Nie wierzę, że forum może mieć moc rozwalania skorupy.
                Skorupę musisz rozbroić Ty sama.
                Może z pomocą dramatycznych wydarzeń. Dramatycznych, w sensie
                zmieniających rzeczywistość. Doprowadzających do ściany. Całkiem
                możliwe, że złożenie papierów rozwodowych byłoby takim wydarzeniem.
                Tylko z takimi wydarzeniami jest tak, że trudno przewidzieć, co będzie
                potem. Pod ścianą/za ścianą. Ale jeśli skorupa się rozleci, to
                cokolwiek będzie, będzie lepsze.
              • zakletawmarmur Re: Żona-singielka 03.06.10, 15:17
                Zorka wysłałam Ci wiadomość na priv:-)
              • aneta-skarpeta Re: Żona-singielka 03.06.10, 20:04
                wiekiem się nie przejmuj, znam babeczki po 40tce, które nie
                narzekają. wiadomo, ze meżczyźni przebrani, ale nic straconego.
                poza tym mozesz pobyc sama i pouzywac uroków zycia

    • grzeszna_marta Re: Żona-singielka 03.06.10, 18:53
      czytam chyba sama o sobie samej z małą różnicą nie jestem jeszcze w małżeństwie i jak na razie unikam tematu jak przysłowiowy diabeł święconej wody ale powoli mam juz tego dośc Jestem w 7 letnim związku i więdnę z dnia na dzień tez nic nie robimy wspólnie nawet nigdzie nie wychodzimy bo M jest a to zmęczony a to nie chce mu się :/ Juz się nie uśmiecham tak jak kiedyś nawet mało ze sobą rozmawiamy więc dobrze rozumiem o czy piszesz . U nas to chyba zadne z nas nie ma na tyle w sobie odwagi aby odejsć
      • zorka64 Re: Żona-singielka 03.06.10, 21:09
        Też nie potrafiłam i nie potrafię odejść. Muszę się jakoś zdobyć na odwagę,
        będzie to trudne bo muszę całkowicie zmienić środowisko, pracę a to się wiąże z
        kosztami. Nie wiem jak to będzie ale musi mi wyjść!!!
        Nie mam śmiałości Ci radzić bo sama doszłam do miejsca,
        z którego trudno wyjść ale uciekaj od takiego faceta jak najdalej jesteś młodą
        kobietą. Potem będzie tylko trudniej i gorzej.... uwierz nie ma na co liczyć.
        • superprawda Re: Żona-singielka 03.06.10, 22:12
          Wedlug mnie to jakas paranoja, zeby od niego odchodzic.Tak na prawde,
          masz swiety spokoj i masz sie do kogo odezwac. chyba nie liczysz ze
          ktos sie toba zaintersuje w wieku 46 lat. Puknij sie w glowe kobieto.
          MAsz idealna sytuacje!!!
    • gacusia1 Re: Żona-singielka 03.06.10, 22:57
      To fakt,trudno uwierzyc,ze mozna zyc w ten sposob. Szkoda,ze chociaz
      kilka lat wczesniej nie napisalas takiego posta na forum... no ale
      czasu nie cofniesz. Teraz zrob cos w koncu dla wlasnego szczescia.
      Rozwod dostaniesz pewnie bardzo szybko,bo calkowity rozpad nastapil
      dawno temu. Zycze Ci duzo sily i wiary w siebie!
      • superprawda Re: Żona-singielka 03.06.10, 23:02
        Nie wierz takim radom jak ta powyzej. ZOstaniesz samotna, stara kobieta
        - jesli o tym marzysz, to oczywiscie mozesz sie rozwiesc.
        • kag73 Re: Żona-singielka 03.06.10, 23:10
          A Ty, superprawda, dowiedz sie, ze mezczyna nie jest trescia zycia kobiety. A
          samotna i w depresji to ona jest juz teraz, czyli gorzej byc nie moze.
          • superprawda Re: Żona-singielka 03.06.10, 23:28
            A ty przestan wsyzstkim doradzac rozwod, bo pomysle, zes zlosliwa suka,
            ktora chce by wszystkie dziewczyny sie rozwiodly!
            • kag73 Re: Żona-singielka 04.06.10, 00:01
              Nie doradzam WSZYSTKIM rozwodu, nawet jej nie doradzilam, choc bylaby to jedyna
              madra rada.
              Za to Ty jestes zgorzknialym idiota, ktory zawiod sie na jednej kobiecie,
              przeczytal jedna ksiazke i wszystkim to samo doradza.
              Przestan w kolka pier..ic to samo, bo bede Ci zyczyla, zebys do konca zycia jadl
              tylko niesmaczna zupe pomidorowa!
              • superprawda Re: Żona-singielka 04.06.10, 16:47
                kag73 napisała:

                > Nie doradzam WSZYSTKIM rozwodu, nawet jej nie doradzilam, choc
                >bylaby to jedyna
                > madra rada.


                Ilekroc ciebie czytam, doradzasz rozwod. Moze nawet tego sama nie
                widzisz. Ja nie jestem za byciem z kims na sile, ale czesto kobiety
                mysla, ze rozwod bedzie dobrym posunieciem, tymczasem to jest
                koszmar. Jesli wiec autorka nie jest regularnie bita, to nie ma sensu
                sie rozwodzic. Niech sobie kupi psa.

                > Za to Ty jestes zgorzknialym idiota, ktory zawiod sie na jednej
                >kobiecie,
                > przeczytal jedna ksiazke i wszystkim to samo doradza.
                > Przestan w kolka pier..ic to samo, bo bede Ci zyczyla, zebys do

                haha :-)) chcialbym zeby tak bylo, niestety nie jestem dusza
                romantyczna. Generalnie to ja zawsze opuszczalem partnerki, potem
                stiwerdzilem, ze historia zawsze sie powtarza tzn bycie w zwiazku
                mnie dusi. A potem to juz rozumiesz, ze zeby napic sie piwa nie
                musisz kupowac browaru.
                • kag73 Re: Żona-singielka 04.06.10, 19:25
                  superprawda napisal:
                  "Ilekroc ciebie czytam, doradzasz rozwod. Moze nawet tego sama nie
                  > widzisz. Ja nie jestem za byciem z kims na sile, ale czesto
                  kobiety
                  > mysla, ze rozwod bedzie dobrym posunieciem, tymczasem to jest
                  > koszmar. Jesli wiec autorka nie jest regularnie bita, to nie ma
                  sensu
                  > sie rozwodzic. Niech sobie kupi psa."

                  Chyba mnie z kims mylisz, zacytuj mi prosze gdzie ja komu doradzlam
                  rozwod.
                  A czasy kiedy wystarczalo, ze chlop nie pije i nie bije juz dawno
                  minely.
                  Sam sie "dusisz" w zwiazku ale innym kazesz w nim tkwic na sile.
                  Dziwne, chyba stosujesz podwojne standarty.
                  • superprawda Re: Żona-singielka 04.06.10, 21:27
                    Oczywiscie ze stosuje podwojne standardy :-)
                    • superprawda Re: Żona-singielka 04.06.10, 21:30
                      superprawda napisał:

                      > Oczywiscie ze stosuje podwojne standardy :-)
                      Ja nie chce byc w zwiazku. Swiadomie.

                      A jak ktos chce, ale ma problemy, to nie radze mu ochodzic, bo sobie
                      zrobi tym krzywde zapewne.
                  • superprawda Re: Żona-singielka 04.06.10, 21:31
                    kag73 napisała:

                    > superprawda napisal:
                    > "Ilekroc ciebie czytam, doradzasz rozwod. Moze nawet tego sama nie
                    > > widzisz. Ja nie jestem za byciem z kims na sile, ale czesto
                    > kobiety
                    > > mysla, ze rozwod bedzie dobrym posunieciem, tymczasem to jest
                    > > koszmar. Jesli wiec autorka nie jest regularnie bita, to nie ma
                    > sensu
                    > > sie rozwodzic. Niech sobie kupi psa."
                    >
                    > Chyba mnie z kims mylisz, zacytuj mi prosze gdzie ja komu doradzlam
                    > rozwod.
                    > A czasy kiedy wystarczalo, ze chlop nie pije i nie bije juz dawno
                    > minely.
                    > Sam sie "dusisz" w zwiazku ale innym kazesz w nim tkwic na sile.
                    > Dziwne, chyba stosujesz podwojne standarty.

                    Prosze bardzo dlugo szukac nie trzeba:

                    " Czasem mozna byc szczesliwsza samej niz bedac w
                    zwiazku z nieodpowiednim partnerem, jak widac.
                    Ja tam trzymam Ci kciuki, zebys sie odwazyla i zostawila te 20 lat za
                    soba."
            • gacusia1 A moze to i dobry pomysl??? :-))))) n/t 04.06.10, 04:13

            • zakletawmarmur Re: Żona-singielka 04.06.10, 13:25

              Tak, to singielstwo to najgorsza rzecz, która się może kobiecie
              przydarzyć:-)
        • gacusia1 A teraz nie jest samotna???????? 04.06.10, 04:12
          Faktycznie,az tryska radoscia i pelnia zycia bije z jej postu,bo
          szczesliwa do bolu w chorym zwiazku jest!
    • zorka64 Re: Żona-singielka 04.06.10, 09:04
      Dziewczyny moje drogie bez kłótni proszę. Napisałam ten post po to, żeby poznać
      opinie innych. Wszystko analizuję i wszystkie ewentualności biorę pod uwagę.
      Rozwód....? Też o tym myślałam ale teraz jak zmarnowałam przy nim życie to mam
      mu podarować rozwód. Tak może emeryturę po nim dostanę bo ja zarabiam grosze.
      Myślałam nawet
      o unieważnieniu małżeństwa. Piszcie, piszcie dużo mi to daje - w końcu
      zastanawiam się co zrobić.
      • anula36 Re: Żona-singielka 04.06.10, 10:03
        a skad ta pewnosc ze to on umrze pierwszy>?
    • zorka64 Re: Żona-singielka 04.06.10, 10:17
      Tak tylko napisałam mimo wszystko niech żyje 100 lat.
    • eudajmonika Re: Żona-singielka 04.06.10, 12:50
      Zorka, rozumiem, że tęsknisz za bliskością, chcesz się przytulić, piszesz na forum o braku seksu w małżeństwie, bo szukasz wsparcia osób, które mają podobne problemy.
      Ale w Twojej sytuacji raczej zajęłabym się sobą, niż związkiem. Wróciłabym do psychologa, dołączyła do grupy terapeutycznej - tak chyba najlepiej zacząć wychodzenie ze skorupy. Potem powoli zaczęłabym odgrzebywać swoje zainteresowania - szukać innych osób, które się tym samym interesują - nie wiem, co Cię cieszy - śpiew? - to może jakiś amatorski lokalny chór?, ruch? - może jakieś warsztaty taneczne?, joga?, może jesteś ciekawa świata, zawsze marzyłaś o podróżach - może na początek zapisz się na kurs językowy, albo wykup wycieczkę - poza sezonem jeździe trochę samotnych osób - nie będziesz "dziwolągiem" wśród pełnych rodzin, poznasz innych ludzi - zaczniesz czerpać potrzebną Ci energię, potrzebną do ułożenia się najpierw ze sobą. A mąż? Cóż, najpierw pewnie będzie zaniepokojony, ale nie przejmowałabym się tym za bardzo - to naturalne, że po 20 lat zaskorupienia każda zmiana może wydawać się zagrożeniem, bądź cierpliwa - rób swoje, uprzejmie odpowiadaj na jego pytania i nie daj się zniechęcić, zobaczysz, po jakimś czasie on też zacznie się zmieniać - wtedy zobaczysz, czy te zmiany Ci odpowiadają i podejmiesz decyzję - czy chcesz się rozstać, czy chcesz w tę nową drogę wyruszyć z mężem.
      Życzę Ci powodzenia :-)
    • kobieta-praktyczna Re: Żona-singielka 04.06.10, 14:11
      Zgadzam się z tym, co napisała eudajmonika. Najpierw rozwiń siebie,
      a zobaczysz reakcję męża, może się zmieni, zainteresuje Tobą. Sama
      też upewnisz się czego chcesz. Bądź przy tym otwarta na znajomości z
      innymi mężczyznami. Jestem od Ciebie "trochę" starsza.
      Przyzwyczaiłam męża do pełnej obsługi, bo kiedyś miał ciężej niż ja.
      Dla unikania konfliktów pozwoliłam też sobie na aroganckie
      traktowanie mnie. Teraz, gdy syn opuścił już dom i mam więcej czasu,
      zajmuję się sobą, chodzę na aerobik, na siłownię, wyjeżdżam na
      turnusy zdrowotne, do rodziny i nie oglądam się na to, że on nie
      chce ze mną jechać i krzywo patrzy na moje wyjazdy.
      Dla mnie przestrogą, którą wciąż mam w głowie były poznane sytuacje
      dwóch małżeństw (już nieżyjących), które wychowały po czworo dzieci,
      a kobiety w nich czuły się krzywdzone przez całe życie. Jedno
      rozstało się po 60-tce, a żona do końca nie potrafiła się obsesyjnie
      wyzbyć żalu. W drugim żona na łożu śmierci z poczucia zawodu nie
      pozwalała mężowi wejść do swego pokoju, krzycząc zabierzcie go stąd.
      Nie chciałabym tak skończyć. Całe życie byłam zbyt lojalna, co nie
      było docenione. teraz przejrzałam. Ty też zrobiłaś pierwszy krok
      pisząc. Kontynuuj.
      • superprawda Re: Żona-singielka 04.06.10, 16:53
        Zaopiekuj sie psem na przyklad.
        • rosapulchra-0 Re: Żona-singielka 04.06.10, 19:39
          o tak, rada taka, że tylko ją do kosza wyrzucić panie superprawda..
          • superprawda Re: Żona-singielka 04.06.10, 21:29
            rosapulchra-0 napisała:

            > o tak, rada taka, że tylko ją do kosza wyrzucić panie superprawda..

            a niby dlaczego? Bardzo dobra rada.
    • zorka64 Re: Żona-singielka 05.06.10, 14:59
      "Trzeba mieć coś, co cieszy trwale, by móc się cieszyć przelotną chwilą"
      Czy ten cytat nie obala mitu by cieszyć się tym co mamy tylko doraźnie.
      Co Wy na to w odniesieniu do wypowiedzi.
      • anula36 Re: Żona-singielka 05.06.10, 18:18
        to wymyslil jakis wieczny malkontent:)
      • clavdia Re: Żona-singielka 07.06.10, 15:18
        W 100% zgadzam się z eudajmoniką. Jestem w podobnej sytuacji jak ty zorko. Od 25
        lat. Początkowo dałam się zmanipulować i uwierzyłam mojemu mężowi, że moje
        potrzeby bycia razem, spędzania razem czasu, bliskości, są nienormalne, bo
        miałam traumatyczne dzieciństwo. I z poczuciem winy, że go zamęczam -
        odpuściłam. Na zmianę miałam okresy histerycznego buntu i depresji. Też nie
        jestem otwarta i wizyta u psychologa była dla mnie aktem desperackiej odwagi. A
        zdobyłam się na nią, kiedy zobaczyłam jak ta nasza sytuacja małżeńska źle wpływa
        na dzieci. Bo jeszcze z okresu aktywności hormonów zdążyliśmy mieć 2 dzieci. Po
        drugim dziecku mąż jeszcze kilka razy dał się "wykorzystać" seksualnie,ale
        trudno to było nazwać bliskością. Potem oświadczył, że jestem dla niego
        aseksualna i że to normalne po tak długiej znajomości. Zatem można powiedzieć,
        że od 15 lat żyję w celibacie. Chodziły mi po głowie romanse, ale nigdy nie
        zdecydowałam się zdradzić męża. Jestem tak wychowana (po katolicku...), że boję
        się, że zamęczyłoby mnie moje własne sumienie. Musiałabym się rzeczywiście ślepo
        w kimś zakochać. A to się nie przydarzyło (albo sobie na to nie pozwoliłam?). W
        każdym razie po szukaniu właściwej dla mnie terapii, po kilku latach odważyłam
        się na udział w grupie rozwojowej. I to był strzał w dziesiątkę. Oczywiście
        początkowo byłam zablokowana, zawstydzona i niewiele mówiłam o sobie, ale
        historie innych poruszały mnie, pokazywały, że nie jestem odosobniona, że moje
        potrzeby nie są nienormalne, że mogę być zrozumiana, ale również być komuś
        potrzebna, coś wnosić do życia innych. Wcześniej myślałam, że moje życie nie ma
        sensu. W konfrontacji z innymi ludźmi w grupie zobaczyłam, że wszystko co się
        wydarza ma swój sens, a odczytywanie go może być wielką przygodą i radością,
        nawet jeśli to bolesne zdarzenia. Na codzień ludzie nie są całkiem szczerzy i
        trudno się odnaleźć w grze pozorów, ale w takiej grupie terapeutycznej czy
        rozwojowej spotykamy się wszyscy z takimi samymi ludzkimi problemami i nareszcie
        możemy się otworzyć i oczyścić,wylać bezpiecznie żal, wypłakać, przytulić...
        Teraz zajęłam się sobą. Świat jest piękniejszy, a moje życie ma sens. Czasem mi
        smutno i ciężko, że jestem samotna w moim małżeństwie, a każde z nas żyje
        całkowicie oddzielnym własnym życiem. Ale nie jestem samotna poza małżeństwem i
        tym się cieszę.

        "Trzeba mieć coś, co cieszy trwale, by móc się cieszyć przelotną chwilą" - to
        mądry cytat. Ja nauczyłam się, że to co cieszy trwale jest we mnie.

        Kiedy doceniam to co mam w sobie, co osiągnęłam w życiu, co zrobiłam dla siebie
        w danym dniu, w danej chwili,kiedy wybieram to co dobre i przyjemne dla mnie,
        kiedy dbam o siebie, staram się być dla siebie dobra i pamiętać, że to ja jestem
        dla siebie najważniejsza i to ja wybieram co robię, myślę i jak chcę się czuć -
        wtedy cieszę się sobą, chwilą i mam więcej życzliwości dla innych.
        Kiedy o tym wszystkim zapominam - tracę całą życiową energię i szukam winnych,
        żeby poczuć się lepiej. Ale zwykle nie czuję się przez to lepiej...
    • zorka64 Re: Żona-singielka 08.06.10, 11:57
      Wiem, że to co mi radzicie byłoby dla nie dobre - terapia, grupy wsparcia, bycie
      najważniejszą dla samej siebie. No cóż... na dzień dzisiejszy nie potrafię tak.
      Nie potrafię zrobić czegoś tylko dla samej siebie nie cieszy mnie to. Nie po to
      wychodziłam za mąż, żeby być samotną. Dlaczego ONI mam to robią???
      • clavdia Re: Żona-singielka 08.06.10, 13:17
        Mam wrażenie, że nie dociera do ciebie, że twoje małżeństwo nie istnieje.
        Między wami nie ma relacji, więzi. Zaakceptuj to, że on ma swoje życie, a ty
        zacznij swoje. Masz tylko siebie i swoje życie. Nie mów sobie nie umiem. To twój
        wybór - chcesz albo nie chcesz. Jeżeli wybierasz tkwienie w marazmie i depresji
        - masz do tego prawo. Ale badź świadoma, że to ty decydujesz co ze sobą robisz.
        A męża do tego nie mieszaj. On wybrał, że zajmuje się sobą.
    • olilala Re: Żona-singielka 08.06.10, 19:32
      Ja na Twoim miejscu rozwod zostawilabym na koniec. najpierw zajmij sie soba, jak
      juz wyzej pisano. zacznij zyc tak jak zawsze chcialas, rob to co zawsze chcialas
      i nie zwazaj na krytyke meza. Z Twojego postu wynika ze nie bylas wazna sama dla
      siebie. zmien to teraz. zapisz sie na jakies zajecia, spotykaj sie z ludzmi.
      Twoja lojalnosc nie poplacila, wiec nie unikaj spotkan z mezczyznami. a moze
      ktos zawroci Ci w glowie i wtedy sprawy potocza sie samoistnie? kto wie?
      rozwiesc sie zawsze zdazysz, a moze maz sie przebudzi? tak czy inaczej nic nie
      tracisz, a mozesz wiele zyskac. powodzenia i trzymaj sie!!!
      • zorka64 Re: Żona-singielka 09.06.10, 10:07
        Dziękuję za słowa otuchy. Zorka
        • drobinka11 Re: Żona-singielka 10.06.10, 12:15

          Zorka,

          Ja mam podobny problem jak Ty (wątek "rekord wytrwania", z grudnia), popatrz na to co mi mądre głowy wtedy doradziły. Postanowiłam wyleźć z mojej skorupy i to mi się udało, chociaż jeszcze nikogo nowego ( na stałe ani na boku) nie mam. Staram się jednak nie poddawać.

          Może skorzystasz z tego, co mnie pomogło zająć się sobą.

          1) zadbaj o kondycję fizyczną, chociaż trochę (maszeruj do pracy, gimnastykuj się co drugi dzień, jak wejdziesz w taki tryb, to już pódzie z górki)

          2)zapisz się na kurs tańca np.salsy; nie jest zbyt trudna, na zajęciach salsy zazwyczaj jest więcej facetów, wiekiem i brakiem umiejętności się nie zrażaj, baw się (są kursy raz w tygodniu jeśli nie masz czasu)

          3) spójrz krytycznie na swoją figurę, kup parę modnych ciuchów, ale nie udawaj nastolatki (ani starej cioci!)

          4) uśmiechaj się miło na ulicy, w tramwaju, w kolejce - to przyciąga ludzi (aż za bardzo ;-))

          5)oszczędź trochę i wyjedź na krótki urlop za granicę (Francja, Anglia, Włochy, Holandia); jeśli mówisz w jakimś obcym języku, to posiedź przy kawie i popatrz na ludzi - prędzej czy później "coś ciekawego" płci męskiej się przyplącze (do rozmowy), a to Ci podniesie samoocenę

          6) odśwież stare znajomości, spróbuj czasem gdzieś wyjść samej, daj niezobowiązujące ogłoszenie w internecie (ludzie z netu to nie tylko zboczeńcy!);nie przykładaj do ewentualnych znajomości dużej wagi, odrzucenie jest często niestety w pakiecie takiej "gry"

          7)nie daj sobie wmówić, że w wieku 46 lat jesteś za stara na nową znajomość; dużo zależy od usposobienia, błysku w oku, bijącej od kobiety energii (jak tego nie masz, to sobie wmów - działa!)

          Ja odkąd zajęłam się sobą jestem też milsza w domu; coś we mnie pękło, już się nie szamoczę, bo mam 100% pewność, że seksu w domowych warunkach nigdy nie będzie - i tak za długo się łudziłam.

          Trzymam kciuki!

          D.





    • lidia80 Re: Żona-singielka 23.06.10, 21:15
      Hej,

      Ja ta sytuacje bardzo dobrze rozumiem i wspolczuje Ci - przy czym moja dola jest nieco inna. Mianowicie to ja sie nie nadaje do zwiazku, zas moj partner sie do mnie lasi i potrzebuje czulosci, ktorej ja nie potrafie dac.. to wynika z wychowania, ciezkich przejsc, ktore mialam w 2004 roku i ktore omal nie skonczyly sie dla mnie samobojstwem... masz racje - wez zycie w swoje rece, ja jestem po ciezkich przezyciach i mam psychike emerytki, ale wierze w to, ze z kazdej sytuacji jest wyjscie... wiem, jak jest ciezko komus zaufac, ale czasem cuda sie zdarzaja...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka