peter_jurgen_boock
04.06.10, 23:52
Wam już raczej nic nie pomoże, ale pozwolę sobie przedstawić kilka zasad,
które może uratują kolejnych. Zasady te zostały opracowane naukowo i
zweryfikowane przez lata doświadczeń :D A więc słuchać!
1. Unikać jak ognia panien chcących szybko, za wszelką cenę wyprowadzić się z
domu rodzinnego. Obserwacja znajomych wskazuje, że oni, a także zapewne część
z was, ma rolę wyłącznie odskoczni.
2. Unikać jak ognia panien, których matka nie pracowała. Nawet jeśli one same
pracują zarobkowo to traktują to jako okres przejściowy. MATKI-POLKI powinny
być obecnie tylko nieprzyjemnym wspomnieniem, pracujmy nad tym... :P Z moich
znajomych, które miały takie warunki rodzinne tylko jedna ma inną filozofię
życia, reszta marzy o byciu "meduzą", spa na koszt mężusia i pstrykaniu w TV.
3. Unikać jak ognia kobiet ponadprzeciętnie często chodzących po lekarzach,
hipochondryczek, w tym wychudzonych okularnic o wyglądzie "pani z biblioteki",
unikających jakiegokolwiek wysiłku fizycznego.
Tu wyjątkowo wyraźnie objawi się problem z libido, szczególnie po urodzeniu
dziecka. Trudno się tym paniom dziwić i mieć pretensje, ale w końcu to nie wy
musicie się z nimi męczyć, prawda?
4. Dobrze też jest nie robić sobie nadziei względem kobiet, które w
przeszłości miały tylko uległych, nieciekawych partnerów. Wiele kobiet musi
"kogoś mieć", bo nie chcą być postrzegane jako samotne, to jedyna motywacja,
taki typek służy im do odwożenia na- i z imprez, noszenia torby z zakupami,
czy odbierania z pracy. Stawia je w komfortowej sytuacji, bo najczęściej z
racji sparowania nie są zaczepiane przez innych i nie ciągną się za nimi
komentarze jakich doznają singielki. To główna motywacja.
Nie jestem żadnym teoretykiem, NERDem ani też z drugiej strony jakimś nie
wiadomo jakim ogierem. Po prostu, liczę na swój zdrowy rozsądek i umiejętność
szczegółowej, trafnej obserwacji ludzi (którą wyrobiły we mnie studia i obecna
profesja).
A wnioski są takie, że partnerki was nie szanują i nie czują pociągu. A tak
szczerze, dziwicie się? A jak czuć pociąg do bezpłciowego, ugrzecznionego
korporacyjnego flusia, który od stresu i intensywnego tyrania na chwałę swoją
i jego pani łysieje w wieku 30 lat, niejednokrotnie nie trzyma prawidłowej
wagi etc.
Nie należy także inicjować znajomości, a przynajmniej nie w powszechnie
rozumiany sposób. Podobnie jest w sprzedaży, nachalny akwizytor wsadzi nogę w
drzwi, zaleje nas słowotokiem, oczaruje korzyściami i niektórzy z nas, z
ciekawości lub na odwal kupią od niego produkt. Potem zaś przyjdzie
ROZCZAROWANIE i ZNUDZENIE, bo kupiliśmy niepotrzebne gówno. O wiele trwalszą
zmianę postawy powoduje długotrwałe, konsekwentne wzbudzanie zainteresowania i
kreowanie potrzeb.
Tak więc jednym z elementów powodzenia w związku jest zaciekawienie sobą
kobiety. Tak, by to one same czuły chęć zainicjowania znajomości. Ale
zaciekawienie mądre, w sposób przewidujący. Skoro jedyne co masz do
zaoferowania to kasa i bycie "dojrzałym i odpowiedzialnym" wołem roboczym, to
nie dziw się idioto jeden z drugim, że będziesz jak magnes przyciągał panie
szukające bezpieczeństwa w ramionach bankomatu. Przecież sam chciałeś być tak
widzianym, prawda?
Można zaciekawić interesującym hobby, fantazją i pomysłowym miejscem spędzenia
wakacji (i wcale nie musi być to karnawał w Rio, w pracy wręcz zaimponowałem
tygodniem spędzonym w pewnym dużym europejskim mieście poza UE, które nie jest
znane z wielkiej turystyki, ale i tak przeżyło sporo zawieruch), sportem...
A, zapomniałem na koniec, kolejny typ to kobiety ponadprzeciętnie religijne.
Owszem, zawsze znajdzie się wyjątek, to w końcu ludzie, nie liczby, czy
wielkości fizyczne. Chodzi tylko o to, że są to tzw GRUPY RYZYKA.
Truizmy, banały? Owszem, tak jak truizmem jest szkodliwość palenia, gołodupcy
biorący kredyty, na które ich nie stać, pijani kierowcy. Wszyscy wiedzą, że
ładują się w gówno, ale wciąż znajdują następców...