gudzowata
12.07.10, 02:11
Jestem osobą 23 letnią, mam syna 4 letniego.
przeczytalam pierwsze zdanie i az mnie odrzucilo 23 latka z 4 letnim
dzieckiem, to ile ona miala..??
Miałam 19 lat jak sie urodził. Zakochana byłam w jego tacie przez 3
lata przed... Nadal jestem. Bardzo lubie jego tatę, ale niestety tata
po wspolnym zamieszkaniu bardzo sie zmeinil. Nie ma miłości miedzy
nami. Tej cielesnej też. Jest moja gorycz, moj smutek. Nie chodzi mi
o seks, ale o to, by mnie Kochal. On ma 25 lat! Traktuje mnie jak
matkę swojego dziecka. Nie przytula nie całuje. Śpimy osobno w 2
pokojach, na zmianę raz ja, raz on z dzieckiem. Nie chce sie
przenieść do mojego! Mowi, ze jestem cytuje: slabo zabezpieczona-ale
tak naprawdę to nigdy mnie nie namawial do tego ,bym sie
zabezpieczająla. Zresztą, zacznę brak tabletki i okaże sie, ze
nadaremno.. bo on nawet na mnie nie spojrzy, a mi nie chodzi o seks,
tylko o czułość. Zachowuje sie tak od 3 lat. Jak byśmy byli
ordzenstwem. Jesteśmy zgodni, aczkolwiek, on bardzo łatwo się o
wszystko obraza. Teraz o to, ze wybrałam sie odsyc późno na spacer i
przez to o pol godziny później dziecko zjadlo kolacje!!! Podobno
ciagle tak robie! Wg. niego nie jestem dobrą matką. Przyznam sie, ze
dziecko jest dla mnie wazne, ale nie najważniejsze, a on mi ciagle
glowe truje tym, ze nie tworzymy pełnej rodziny (nie jesteśmy
małżeństwem, bo ja watpie w tą instytucje)
Wiem, ze to dziecinne, ale ja jestem bardzo smutna, mnie to boli.
Ciągle płaczę (nie pokazuje mu). Nie widze sensu w naszym związku,
nie wiem co ratowac, jak ratować, czy odejść? To mój pierwszy
związek. Pierwszy chłopak, wszystko pierwsze. Gdyby nie dziecko juz
bym odeszła, ale.. tak... Ja go toksycznie, śmiercionośnie (dla
siebie) kiedys kochałam. Ale on jest taki zimny. Bylismy na wspolnym
rodzinnym wyjezdzie. Nic sie nie zmeinilo. Stawia mi warunkispelniam
je, ale on mnie wcale bardziej nie kcoha? Co jest grane?? Nikogo
niema.. jest tylko ze mną. Dlaczego tak sie zachowuje. Dodam, ze rok
temu bylam w ciązy, ale poroniłam (świadomie), bo nie chcialam isc do
lekarza na podtrzymanie ciąży, gdyz czulam sie zle z tym, że.. on
taki jest.. ze kolejne dziecko przyjdzie na swiat.. ze miedzy nami
tak jest.. On na to moje postepowanie przystał. Zaakceptowal wyrok
natury, ale... nie wiem czy w nmi to nie siedzi.. chociaz nie
sadze.. los zadecydował..
Jest taki obojetny. Wczoraj uderzyl mnie PRZEZ PRZYPDEK w nos.
Poleciala krew. Nie bylo nawet przepraszam! Ma w d.. moje urodziny,
imeiny. Pamieta jedynie o dziecku.
Jest obcy. Rozmnwia ze mna o ksiazkach, filmach, studiach, ale
trkatuej mnie jak kzlenke. Przeslzismy milion rozmow i ciagle lszye
ze jak ja sie zmienie, to bedzie lepiej, bo jak na razie sie nie
staram! Tlumacze mu, ze staram sie, ale miekszamy z jego siostrą. On
chce z nia dlaej meiskzac, a ja czuje sie tu zle...
Po utrodzeniu dizecka bylo ok, nawet tyu, a teraz jest zminy. Jezu,
co ja mam zorbic. Nic nie pomaga, che kogos kto mnie kcoha, a nie
tylko gada: kocham.