Dodaj do ulubionych

Zostać? Odejść?

31.07.10, 03:54
Mój związek się rozpada. Ciągle kłócę się z żoną i praktycznie nie
jesteśmy w stanie powiedzieć do siebie kilku słów żeby nie doszło do
kłótni z wyzwiskami, przepychaniem się...

Próbka:
ona: ja na takim poziomie dyskutować nie będę
ja: to podskutujmy na takim poziomie jaki ty chcesz
ona: ale ja nie mam żadnego poziomu

i tak w kółko... rozmowa głuchego z głupim.

Dzisiaj miałem wolny dzień, ona też, myślę - posiedzimy razem, coś
obejrzymy, poprzytulamy się i pójdziemy do łóżka na porządny seks.
Żona wzieła córkę i wyszły bez słowa ok. drugiej, wróciły o 7 z
jakimiś zakupami, bez słowa do mnie poszły na górę słyszę
przymierzają kupione szmatki, po jakimś czasie żona zeszła,
pokręciła się trochę, i ok. 9 stwierdziła że jest zmęczona i idzie
się położyć. Na to ja pytam co ja mam do cholery robić gdy ona mnie
przez cały dzień nie zauważa, a ona na to jest wolna i może robić co
chce i nie będę jej śledził. I zgadnijcie co potem? Oczywiście
kłótnia.

Czy ja naprawdę jestem dziwny że jak mamy 1 wolny dzień to chciałbym
żebyśmy wspólnie spędzili wieczór a potem mieli seks? Czy to że ona
znika na kilka godzin (była u kosmetyczki i na zakupach, ale mogła
iść w każdy inny dzień tygodnia gdy ja jestem w pracy) a gdy wróci
konsekwentnie mnie ignoruje to jest normalne, czy ja rzeczywiście
się czepiam?

Co mam zrobić, udawać że jest ok czy spakować walizkę i wyjść?
Jeżeli się wyprowadzę to strzelę sobie w stopę bo obecnie nie
dostaję dość seksu (dlatego tak się wściekam) a po wyprowadzce nie
będe miał nawet tego. Wiem że i tak po tygodniu wrócę i (odczuwając
wstręt do siebie samego) będę próbował ją udobruchać żeby tylko dała
mi się przelecieć.

Jestem w pułapce bez wyjścia.
Obserwuj wątek
    • gacusia1 Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 05:37
      Czy ty jestes taki malodomyslny czy tylko takiego udajesz? Przeciez
      zona cie wcale nawet nie lubi. Ona specjalenie poszla w twoj dzien
      wolny do kosmetyczki,zeby z toba nie siedziec w domu,zeby sie nie
      kochac. Moze czas na pytanie-rozchodzimy sie czy naprawiamy?
    • sloik-konfitur Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 08:39
      vitek_1 napisał:

      > Dzisiaj miałem wolny dzień, ona też, myślę - posiedzimy razem, coś
      > obejrzymy, poprzytulamy się i pójdziemy do łóżka na porządny seks.
      > Żona wzieła córkę i wyszły bez słowa

      "Dziś miałam wolny dzień, on też, myślę - pójdę z córką na zakupy, bo jak
      zostaniemy w domu, to znowu będzie kłótnia. Wróciłyśmy wieczorem i co? Nie
      myliłam się, była kłótnia."

      Może warto czasami żonę poinformować o zamierzeniach, bez tego nigdy nie
      znajdziecie wspólnego pierwiastka.
    • sisi_kecz Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 09:48
      Co słychać vitek?

      zakładasz kolejny wątek z tym samym opisem beznadziei w Twoim lajfie?

      chociaż tu na forum sobie ulżysz, cos na kształt rozmowy, jakiś
      substytut zainteresowania, chwila bycia zauważonym.

      rozumiem, ale nie współczuję.
      Rzadko kiedy są sytuacje, że ktoś jest sam sobie winien, ale Ty
      jesteś ewidentnym przykładem.

      Z punktu widzenia kobiety, jak pomyślę, co czuje Twoja żona, to
      myślę podobnie jak gacusia- ona Cię nie znosi.
      Ostatnie co wytrzymywała to był seks, bo jak wspominałeś rządziła ta
      sferą, ale teraz i tu zatrzasnęła dzrwi przed Twoja wiecznie
      niezadowoloną, zgorzkniałą i pełną pretensji facjatą.
      Długo wytrzymała kobita, ale sie doczekałeś.

      żal.pl
      • vitek_1 Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 11:43
        Mylisz się sisi, to nie moja facjata jest wiecznie zgorzkniała i
        niezadowolona, ale jej (choć na mnie też to się w jakiś sposób
        przenosi, wiadomo kto z kim przestaje..)

        Przypomniałem sobie jak kiedyś miałem odnaleźć żonę w tłumie na
        głównej ulicy i wpatrywałem się w twarze przechodzących ludzi, to
        znaczy głównie kobiet. Obawiałem się że nie wypatrzę żony wzrokiem,
        ale bez trudu zauważyłem wśród uśmiechniętych buzi jedną z której
        biło jakieś takie niezadowolenie, wkurzenie, zmęczenie, pustka?
        Pamiętam tę scenę do dziś.

        Oczywiście odpowiedź będzie że to ja jestem winien że ona jest taka,
        ale jak, co ja takiego zrobiłem? Że mamy problemy finansowe? A co,
        inni ich nie mają? Głodem nie przymieramy. Pracuję, zarabiam, płacę
        wszystkie rachunki, staram się uatrakcyjnić jej życie, zabieram ją i
        dzieci na wycieczki, wakacje, i regularnie doprowadzam do orgazmu,
        przy czym ona nie musi kiwnąć palcem, bo zawsze to ja przychodzę do
        niej, łaszę się, pieszczę, liżę, i dbam żeby doszła zanim ja sobie
        ulżę.
        Co robię nie tak, że "ona mnie nie znosi", dlaczego jestem winien?

        Mamy uzgadniać swoje plany, ale ona nie jest zainteresowana moimi, a
        swoich ze mną nie uzgadnia tylko mi je oznajmia, albo i to nie.

        Ja naprawdę jestem fajnym facetem i np. w pracy wszscy mnie lubią -
        tak mi się przynajmniej wydaje, ostatnio może mniej bo prawie się
        nie odzywam do nikogo, to przez depresję wywołaną sytuacją w domu.

        Zostanę w domu to zwariuję przez to wszystko, odejdę to też zwariuję
        przez to że zbankrutuję i z braku baby, nie mam pojęcia jak miałbym
        sobie jakąś kobitkę przygruchać, od 20 lat tego nie robiłem to i
        wyszedłem z wprawy ;)
        • m00nlight Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 17:41
          Ha! Ciekawe co by powiedziała na to Twoja żona?

          Podejrzewam że to samo co Ty- znaczy to wszystko nie jej wina, tylko
          Twoja, bo ona też jest 'fajna' i wszyscy ją lubią.

          Powinieneś zrozumieć że jest to was wspolny problem i zapewne jak w
          większosci przypadkow wina za to lezy pośrodku. A wy zamiast wziąć
          za łeb obwiniacie się nawzajem. 'To on! To ona!' W taki sposob na
          pewno do niczego nie dojdziecie.

          Zacznij od siebie, zastanow się- ale bez oszukiwania- czy naprawdę
          jesteś takim dobrym mężem jak utrzymujesz? Wiesz,wypłata i orgazmy
          to nie wszystko. Czy potrafisz WYSŁUCHAĆ swojej żony? Wiesz jakie ma
          problemy? Dajesz jej psychiczne i emocjonalne wsprcie? Tego jest
          sporo, skoro żona Cię nie znosi- znaczy że coś jednak robisz źle, a
          może po prostu miłość wygasła. Trudno powiedzieć sądząc po takich
          strzępkach informacji, do tego jednostronnych
    • killarney5 Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 11:28
      Sorry, ale brzmisz żałośnie. Żona Cie totalnie olewa, a ty się łasisz o seks?
      Znajdź sobie do seksu inną i olewaj żonę - jej absolutnie na tobie nie zależy -
      chyba, że pełnisz rolę bankomatu.
      • vitek_1 Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 11:49
        Wiem że jestem żałosny, wiem że jestem tm co mam w podpisie, a co do
        znalezienia innej patrz wyżej
    • glamourous Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 12:12
      Daleka jestem od wyrokowania kto tu jest "ten dobry" a kto "ten zly" i kto jest
      winny tej sytuacji. Zwiazek jest w glebokim kryzysie, to pewne. Wydaje mi sie
      jednak, ze co by nie mowic, to wlasnie autor watku dazy do porozumienia,
      bliskosci i normalnosci, zona zas ma to wszystko gdzies. Wygladaja mi na typowa
      pare z rozbieznymi oczekiwaniami typu on "in", ona "out". On dazy do zycia
      bardziej "razem", czyli dzielac to i owo, do skupienia sie na zwiazku, jej zas
      nie zalezy juz na wspolnym spedzaniu czasu, jest emocjonalnie niezaleznie od
      meza. I ja tam sie wcale nie dziwie, ze maz sie wkurza. Tez bym sie wkurzyla,
      gdyby maz mi oznajmil "jestem wolny, moge robic co chce, wychodze". Tu nie
      chodzi przeciez o samo wyjscie, tylko o takie cyniczne, olewcze stawianie sprawy
      i nie liczenie sie z uczuciami partnera. Nie wiem, co tam ten maz zrobil, ze tak
      sobie nagrabil, ale zona najwyrazniej sabotuje zwiazek i zupelnie jest
      pozbawiona empatii. Uczuc do meza chyba juz takze.

      Zupelnie natomiast nie rozumiem podejscia Vitka do sprawy rozstania i
      wyprowadzki. Dlaczego zaklada, ze wyprowadzajac sie strzeli sobie w stope?
      Dlaczego jezeli jezeli zachce mu sie seksu to "bedzie musial wrocic do zony"?
      Dlaczego nie bierze pod uwage, ze wlasnie seksu bedzie mial wtedy wiecej, bo
      uniezalezni sie emocjonalnie od niezinteresowanej nim zony i da sobie szanse na
      nowe znajomosci? Najwidoczniej postrzega rozstanie nie jako uwolnienie sie i
      danie sobie szansy na ewentualny lepszy zwiazek, a tylko jako ukaranie zony, od
      ktorej trudno mu sie odpępnic.
      Z takim podejsciem to rzeczywiscie trudno bedzie coskolwiek tu zmienic i takie
      poddanczo-olewcze granie sobie nawzajem na nerwach bedzie trwalo i trwalo. Zona
      czuje sie (zbyt) silna na swojej pozycji, on niezdolny do wyobrazenia sobie
      zycia bez niej. Bez przelamania tego schematu nie ma widokow na mile, pelne
      seksu wieczorki. W takim ukladzie nie da rady.
      • zakletawmarmur Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 13:04

        > meza. I ja tam sie wcale nie dziwie, ze maz sie wkurza. Tez bym
        sie wkurzyla,
        > gdyby maz mi oznajmil "jestem wolny, moge robic co chce,
        wychodze". Tu nie
        > chodzi przeciez o samo wyjscie, tylko o takie cyniczne, olewcze
        stawianie spraw
        > y
        > i nie liczenie sie z uczuciami partnera.

        Zauważ Glam, że mąż wcale nie umawiał się z żoną na spędzenie
        wspólnego wieczoru. Myślał o tym ale nic nie powiedział. Zdarzały mi
        się sytuacje, że też coś zaplanowałam a okazało się, że mój facet
        już się wcześniej umówił z kolegami. Nie widziałam powodu żeby się
        obrażać...

        IMO tu chodzi raczej o coś innego. Ona ma swoje życie, swoje sprawy,
        ma z kim spędzać czas. A on? On ma tylko ją. Powinien zainwestować w
        niezależność. Znaleźć sobie koleżankę, częściej wychodzić ze
        znajomymi bez żony. Teraz uwiesił się na niej i oczekuje, że ona się
        dostosuje. A dlaczego właściwie by miała? Żeby spędzać czas z skorym
        do kłótni/nudnym mężem? Może alternatywa jest dla niej bardziej
        atrakcyjna? Co można zrobić? Można zabronić alternatywy lub po
        prostu starać się być bardziej interesującym.

        Swoją drogą "niezależność" w długim związku to wcale nie jest taki
        zły pomysł. Może, gdyby byli dla siebie tacy mili, gdyby spędzali ze
        sobą sympatyczne wieczorki dbając o bliskość emocjonalną to seksu
        wcale by nie było? Może wtedy facet byłby dla odmiany znudzony
        żoną/nie patrzyłby na nią jak na obiekt seksualny?

        > Dlaczego jezeli jezeli zachce mu sie seksu to "bedzie musial
        wrocic do zony"?
        > Dlaczego nie bierze pod uwage, ze wlasnie seksu bedzie mial wtedy
        wiecej, bo
        > uniezalezni sie emocjonalnie od niezinteresowanej nim zony i da
        sobie szanse na
        > nowe znajomosci?

        Może facet boi się, że już nic ciekawego nie poderwie? Może po
        prostu ma zbyt duże wymagania i ma świadomość, że przy tym co sam
        oferuje, ciężko będzie mu znaleźć kogoś odpowiedniego? Może żona
        pomimo, że o niego nie dba, nie pociąga emocjonalnie jest atrakcyjną
        kobietą?
    • m00nlight Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 17:34
      Cóż, to proste.

      Ona też nie lubi tych kłótni i dlatego Cię unika.

      Naiwnym było sądzić że skoro na codzień drzecie koty nagle ni stąd
      ni z owąd spędzicie przemiy wolny dzień na przytulaniu i seksie,
      dlatego że TY tak chcesz. Widać ona miała inne plany- skoro będziesz
      caly dzień w domu i pewnie znowu wyniknie kłótnia- lepiej się
      ewakuować co też zrobiła.

      Myślę że powinniście pomyśleć o terapii z trzecią osobą, która
      poprowadzi rozmowe na odpowiednie tory i uspokoi zbyt napiętą
      atmosferę, przywoła do porządku kiedy trzeba i pomoże Wam dotrzeć do
      sedna sprawy. Często kłotnie o pierdoły są tylko 'przykrywką'
      głębszych problemów- dopóki ich nie odkryjecie- nie ruszycie z
      miejsca. Najpierw diagnoza- potem leczenie.

      To nie 'przejdzie' samo, to głęboki kryzys w Waszym związku. Nie
      oznacza to żeby spisywać go od razu na straty, ale bez terapii się
      raczej nie obejdzie. Oczywiscie-do tego potrzebna jest wola obu
      stron. Zapytaj żony czy ma ochotę na naprawiania waszego małżeństwa,
      bo jeśli męczysię z Tobą tylko ze względu na dzieci to już raczej
      nie da się tego uratować...
      • vitek_1 Re: Zostać? Odejść? 01.08.10, 01:35
        Żona oficjalnie oczywiście nie znosi kłótni, ale de facto je
        prowokuje. I robi to w tak cwany sposób że to zawsze ja pierwszy
        krzyknę, po prostu idealnie opanowała sztukę wkur..nia mnie swoimi
        głupimi tekstami lub zachowaniem. Chodzi w tym o to żeby było że to
        niby ja się kłócę a ona jest niewinną ofiarą. Poza tym ma to
        udowodnić jej tezę że jestem psychicznie chory i powinienem
        zostać leczony najlepiej w czymś takim jak kiedyś Jack Nicholson.
        Podkreślam - to JA mam się leczyć, o jakiejkolwiek wspólnej terapii
        nie ma mowy bo przecież to ja jestem wariatem.

        Ukryte problemy... mój polega na tym że mam za mało intymności,
        znaczy seksu, ale także po prostu przebywania we dwoje, przytulenia,
        rozmowy, zrobienia czegoś razem. Jesteśmy jak koledzy z pracy, cześć
        cześć, jak leci, no to nara (a często nawet tego nie ma). To mi nie
        wystarcza. Ja taki misiek jestem :)

        Co do jej problemów to mogę się domyślać że z sobie tylko znanych
        powodów zaczęła mieć mnie serdecznie dość i marzy o tym żeby szlag
        mnie trafił a ona mogła rozpocząć nowe wspaniałe życie z córką
        (przez 20 lat nie zauważała że ją mamy, aż tu nagle zrobiły się
        najlepsze koleżanki, połączone nienawiścią do mnie). Jako kobieta
        nie musi mieć seksu więc nie będzie problemem gdy to wraz ze mną
        straci. Nie wiem dlaczego mnie nie cierpi, dlaczego unika.

        Ona chodzi do kościoła (ja nie) i mam taką teorię że wzięła na
        poważnie to że niby na ziemi musi cierpieć żeby dostać nagrodę w
        niebie. I ta właśnie wygląda, jakby każdy krok sprawiał jej ból,
        buzia bez choćby śladu uśmiechu, taka cierpiętnica. A ja chcę żeby
        była szczęśliwa tu, ze mną!
        Powiedziałem jej o tej teorii, opowiedź była (a jakże) że
        zwariowałem.
        • m00nlight Re: Zostać? Odejść? 01.08.10, 23:42

          Bo troche wymyślasz.

          Nie dość że żona się na Ciebie 'uwzięła' to jeszcze córka :P

          Heh, wiesz, ja bym chciala żeby moja matka ze mną łaziła po sklepach
          itd, więc powinieneś się cieszyć że maja dobry kontakt...

          Sprobuj raz nie dać się sprowokować 'głupimi tekstami i zachowaniem'

          Może się okazać że ona wcale nie robi nic wykraczającego poza norme,
          a Ty jestes nastawiony z góry negatywnie i wszystko Cię wkurza.

          Powiedz jej normalnie że to wasze wspolne małżeństwo i wasz wspolny
          problem, nawet jeśli to Ty jesteś ten wariat to może na terapi się
          nauczy jak z takim żyć i się nie pochlastać :P
        • ambx Ostatnia szansa Vitek, by uratować trochę zycia 05.08.10, 21:49
          Nic nikomu nie mów. Koniec kłótni! Spakuj się, wynajmij jakąś
          kawalerkę, zmień komórkę. Wyślij jej pozew rozwodowy. Córce
          przesyłaj na konto jakąś kwotę na utrzymanie. Możesz się z córunią
          umówić na kawę i powiedzieć szczerze co spowodowało tą sytuację.
          Korzystaj z życia. Randkowanie po 20 - latach przerwy ma swój urok.
          Żadnych dyskusji, odsyłaj do prawnika. Może jak się jej skończy
          kaska - zacznie inaczej mówić. Jeśli wrócisz - to na próbe i na
          swoich, twardo ustalonych warunkach. Ale wiesz co? Jak spotkasz
          NORMALNĄ kobietę to nie będziesz chciał wracać do tego chodzącego
          klimakterium.
          • jesod Re: Ostatnia szansa Vitek, by uratować trochę zyc 05.08.10, 22:54
            Rewelacja! :-)
            To prawie święta rada, ale..... przebija przez nią niesamowita
            gorycz.
            Twardziel i macho nie może postępować inaczej.

            NORMALNA kobieta jest nieosiągalna, a tutaj trzeba korzystać z
            życia.....


            ambx napisał:
            > Randkowanie po 20 - latach przerwy ma swój urok.

            Jasne! Bo młodość przychodzi z wiekiem.
    • ditchdoc Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 22:48
      vitek_1 napisał:

      jak jej tak zle niech ona sie wyprowadzi, nie Ty...

      olewaj ja kompletnie, traktuj gorzej jak ona Ciebie, za free nie ma nic. Nie
      pros (sic!) o seks, o nic ale tez nic nie dawaj. Ja bym rachunki na pol
      podzielil jak taka pyskata jest.

      Utrzymuj dobry kontakt z dzieciakiem. Zone miej w dupie, tak jak ona Ciebie.
      Teraz im bardziej bedziesz sie staral tym gorzej ona bedzie Cie traktowac.

      Chujowo to wyglada, zacznij ukrywac majatek.
      • ditchdoc Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 23:10
        jeszcze zwroce uwage na to ze jak zwykle mialem racje

        kolejny polski rycerz ktory placi, rucha, wpedzil sie w depresje bo chcialby
        lepiej a nie wychodzi, stara sie rozmawiac a szanowna zonka ma kompletnie
        wyjebane :)

        dobroc i szacunek w stosunku do egoistow jak pani vitek_1 do tego prowadzi.
        Zasadniczo malzonka moze Ci nasrac na twarz i nawet jej powieka nie drgnie,
        przeciez taka Twoja rola w tej rodzinie. Frajer i glab ktory daje wszystko za free.
        Po co sie starac, zabiegac o cos co jest za free? Brak twojej reakcji to
        przyzwolenie na wiecej, Ty doszedles do momentu kiedy zonka uznala ze jej sie
        wszystko nalezy a Ciebie moze miec kompletnie w dupie. Jeszcze sie seksu
        domagasz ;). Wiekszosc ksiezniczek tak ma, sprawdzaja jak daleko moga sie
        posunac, jak pozwolasz to konczy sie to tak jak u Ciebie. Dominacja nad mezczyzna.

        Zacznij myslec o sobie i dzieciaku, zone miej w dupie. Za pyskowki czy nie daj
        Boze rekoczyny traktuj ja tak samo. Rownouprawnienie jest, przestan szanowac
        ludzi ktorzy nie szanuja Ciebie.

        I powtarzam, jak jej zle niech ona sie wyprowadza, nie Ty. Nie ustepuj jej w
        niczym. Twoja jedyna szansa.
      • lavenders27 Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 23:10
        ditchdoc napisał:

        > Chujowo to wyglada, zacznij ukrywac majatek.

        Jak zwykle, same mądrości i rzeka jadu.
        Zauważ choć tyle, że to jemu jest źle, a nie żonie.

        Co do autora, to zamiast czekać cały dzień na żonkę, trzeba było zamówić stolik
        i zaaranżować miły wieczór, a nie czekać na cud. Albo jesteś głupi, albo bardzo
        naiwny, skoro myślisz że po awanturach żona ochoczo wskoczy Ci do łóżka i spełni
        Twoje erotyczne fantazje. Seks jest przeciez barometrem związku, jak Wam się nie
        układa nawet zwykła rozmowa, to co dopiero mówić o super seksie...
        • ditchdoc Re: Zostać? Odejść? 31.07.10, 23:15
          lavenders27 napisała:


          > Jak zwykle, same mądrości i rzeka jadu.
          > Zauważ choć tyle, że to jemu jest źle, a nie żonie.

          oczywiscie ze tak, inaczej by sie tak nie zachowywala

          i przestan pierdolic o tym jadzie, niech dalej placi i siedzi cicho, ewentualnie
          ma pretensje o brak rozmow, doprowadzilo go to do wspanialego miejsca -,-'
          • zamysloneniebo Re: Zostać? Odejść? 01.08.10, 03:42
            Ja uważam, że mógłbyś poprosić żonę (miło, bez pretensji) o rozmowę. Umówić się
            na konkretny termin nawet, byle coś zostało ustalone. Podczas rozmowy, poprosić
            ją, żeby opowiedziała o swoich odczuciach, żeby zdecydowała się na całkowitą
            szczerość i wyjaśniła, dlaczego tak ją wkurzasz, dlaczego nie ma ochoty na
            spędzanie z Tobą czasu, na bliskość... Powiedzcie sobie, co czujecie, zaproponuj
            jej terapię. Mogę się domyślać, że z jej nastawieniem do Ciebie, może to
            zupełnie olać i odmówić, odbić piłeczkę, zrzucając winę na Ciebie, informując
            Cię o tym, że to Ty masz problem itd. Jednak jeśli tak będzie, powinieneś ją
            poinformować, czym to skutkuje- wyprowadzasz się, jesteście w separacji, czy
            bierzecie rozwód. Niech ma świadomość, że w końcu powiesz dość. Jeśli to
            zrobisz, musisz oczywiście dotrzymać słowa, a nie tylko grozić, wiec wypowiedz
            to tylko wtedy, kiedy będziesz gotowy na poniesienie konsekwencji tych słów.
            Nie widzę tu jej szacunku do Ciebie, raczej traktuje Cię jak upierdliwego
            zrzędę, od którego trzeba się opędzać i z którym nie trzeba się liczyć. Z czegoś
            się to na pewno wzięło, nic się nie dzieje bez przyczyny... Zastanawiałeś się,
            dlaczego tak jest?

            Z drugiej strony, Twoje podejście do sprawy również nie zdradza wielkiej miłości
            do niej, raczej, niestety... trzymanie się jej, bo nie masz żadnych lepszych
            opcji. Odpowiedz (możesz tylko sobie, albo mi) szczerze: co czujesz do żony,
            jakie widzisz plusy Waszego związku?
            Wymieniłeś tutaj tylko te parę stosunków, co jakiś czas... to trochę mało.
            Boisz się to stracić, pytanie, ile to jest tak naprawdę warte... wygląda jak
            ochłapy.
            A co Ty jej dajesz? Co ona dostaje w tym związku?

            Kurczowo trzymasz się kobiety, która ma Cię gdzieś, owszem, zapewne sam się do
            tego przyczyniłeś, ustawiłeś się w pozycji wykorzystywanego, jak ona ma ochotę
            (na seks, czy zakupy, czy tak??), to korzysta, i... Ty korzystasz z tego, co
            łaskawie chce od Ciebie wziąć i Ci dać... ale to nie zmienia faktu, że ma Cię
            gdzieś.
            Masz ogromne kompleksy i nie masz powodzenia u kobiet, a przynajmniej tak Ci się
            wydaje?
            • niezapominajka333 Re: Zostać? Odejść? 01.08.10, 15:00
              Vitek
              Akurat miałam chwilę czasu i wpadł mi w oko twój wątek

              Muszę przyznać, że przy czytaniu twoich postów nóż się sam w
              kieszeni otwiera.
              I gdyby nie to, że moim zdaniem masz depresję i patrzysz na swoje
              życie przez bardzo czarne okulary, pomyślałabym że zachowujesz się
              jak przysłowiowa, histeryczna baba, która wchodzi na forum, żeby
              sobie ponarzekać jaka to jest biedna i nieszczęśliwa, nikt jej nie
              kocha, nie przytula i całe życie ma spieprzone.

              W tym wydaniu jesteś totalnym zrzędą.
              Musisz się zdecydować, czy szukasz pomocy, czy potrzebujesz się
              wyżalić i hodować swoje frustracje.
              Sam udzielasz mnóstwo rad, ale jeszcze nie zauważyłam, żebyś
              skorzystał, chociaż z jednej podpowiedzi, jakiej udzielili ci
              forumowicze.
              Każda propozycja została pominięta milczeniem.
              Zwróć uwagę na jeden szczegół.
              Jak duże poparcie dla swojej postawy masz u facetów na forum?
              Ilu napisało z zaangażowaniem coś w twojej obronie?
              Jeśli woleli się nie wypowiadać, to chyba o czymś świadczy.
              Ale, jak wspomniałam, tłumaczy cię depresja, przynajmniej ja tak to
              widzę.
              Pozwolę sobie podsumować twoje pretensje.

              "...Mój problem polega na tym że jestem totalnie (sorry) zjebany
              ciągłą
              harówką która nie przynosi absolutnie żadnych efektów, moje życie
              jest puste, męczące i nudne..."
              Twoja ciągła harówka przynosi efekty. Mianowicie masz z czego
              zapłacić rachunki.
              Twoje życie jest puste, męczące i nudne, bo ty taki jesteś.
              Człowiek ciekawy świata rzadko ma okazję się nudzić. Jakie masz
              pasje? Co robisz w wolnym czasie? Świat jest pełen ciekawych ludzi,
              nie tylko żona jest na świecie.
              Co robisz w wolnym czasie poza pielęgnowaniem w sobie poczucia
              odrzucenia i kłótniami o każdą bzdurę?
              Żona ma rodziców, koleżanki, rodzeństwo. To pomaga jej przetrwać
              trudne czasy walki o byt. Ty zachowujesz się jak mały chłopczyk,
              który też chciałby się pobawić z dziećmi, ale nie bardzo umie się
              wśród nich odnaleźć.
              Gdzie jest twoja grupa wsparcia? Gdzie są koledzy, z którymi mógłbyś
              się wybrać na jakąś męską wyprawę? Podyskutować na interesujące
              tematy, skoro nie chcesz się zniżać do poziomu rozmów twojej żony?
              Ile godzin dziennie zajmuje ci praca i jak wykorzystujesz pozostały
              czas?

              "... Np. wczoraj oznajmiła że
              szef kazał jej przyjść do pracy dziś i jutro, i ona oczywiście
              radośnie się podporządkowała, więc siedzę w domu i nudzę się. Ale po
              prawdzie to gdyby była w domu niewiele by to zmienło bo zamknęła by
              się w kuchni i dziobała dziabli wiedzą co, a ja tak samo siedziałbym
              sam i się nudził..."
              No właśnie, teraz druga sprawa.
              Zwróć uwagę na sposób w jaki przedstawiasz zajęcia żony.
              Pracujecie oboje, a jak wygląda podział obowiązków domowych?

              Jak czytam twoje posty, to dochodzę do wniosku, że macie
              niewidzialną służbę domową, albo wszystko w domu SAMO SIĘ
              Twoja żona powinna napisać poradnik pt: "Jak dziobać w kuchni i jak
              się kręcić po domu, żeby było posprzątane i ugotowane "

              Tak się jakoś utarło, że to żona zajmuje się praniem, prasowaniem i
              innymi prozaicznymi czynnościami, które ty oczywiście potrafisz
              robić, bo nie jesteś ostatnia ciapa, ale jakoś nie robisz.A może
              powinieneś spróbować? Miałbyś mniej czasu na nudę :)

              "...Widzę że embargo na pranie to pomysł nie tylko mojej żony :-)
              Na jakie jeszcze inne sposoby dokuczają wam wasze dziewczyny?
              (embargo na seks pomijamy jako zbyt oczywiste)..."
              Embargo na pranie, powiadasz. Nie będziesz prał oddzielnie swoich
              rzeczy, bo jakby każdy chciał prać oddzielnie, to kosmiczne rachunki
              itd...
              Ale dlaczego zaraz każdy ma prać oddzielnie?
              Ty miałeś prać oddzielnie. Albo jak ci szkoda kasy, to trzeba było
              dorzucić rzeczy dzieciaków do swojego prania.
              Tak sobie myślę, dlaczego twoja żona nałożyła ci embargo na pranie?
              Wiadomo, że ucierpi na tym rodzinny budżet. I tak ni stąd ni zowąd
              bez powodu przestała prać twoje rzeczy? Na pewno nie masz nic na
              sumieniu?
              A teraz zobacz, jak opisujesz wkład żony we wspólne gospodarstwo.
              Żona pracuje, ale to ja haruję, ja płacę rachunki, ja utrzymuję dom
              i dzieci, ja zabieram ich na wakacje i na wycieczki itd itp...
              Czyli rozumiem, że twoja żona idzie do pracy charytatywnie lub za
              tak niewielkie pieniądze, że praktycznie nie mają znaczenia dla
              domowego budżetu. Z racji swojej ograniczonej i nieskomplikowanej
              natury nie podlega stresom, Po pracy wraca do domu radosna i
              wypoczęta, po drodze coś tam kupi, jak przyjdzie pokręci się po
              domu, podziobie w kuchni, postawi ci miskę z obiadem na stole i
              idzie obejrzeć serial. A potem spać bo rano trzeba znów iśc
              pracować na waciki.
              No i jeszcze seks.
              Często podkreślasz, że spełniasz rolę wibratora i bankomatu.
              "...Moja pani wyznaczyła mi rolę taką jak mam w podpisie, to znaczy
              mam ją wygrzmocić żeby dostała orgazmu, i płacić rachunki..."

              Tak mi się jakoś skojarzyło, że obawiasz się obniżenia libido, bo
              wtedy nie mógłbyś wygrzmocić swojej żony i miałbyś dodatkowe
              awantury spowodowane brakiem seksu.
              Ale doczytałam, że to nie żona inicjuje seks, to nie ona łasi się do
              ciebie ignorując wcześniejsze kłótnie.
              To ty tego potrzebujesz. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że seks
              jest dla ciebie nie tylko rozładowaniem napięcia, ale sposobem na
              uzyskanie tej bliskości i czułości której tak potrzebujesz. Poza
              tym, jest to dziedzina w której się sprawdzasz, bo zadowalasz żonę.

              Tylko wygląda na to, że jej na funkcji wibratora nie za specjalnie
              zależy.
              To ty potrzebujesz seksu bardziej.
              "... Ta sytuacja ma oczywiście przełożenie na seks, bo trudno mi
              się dobierać do niej po tym gdy spędzieliśmy cały dzień kłócąc sie,
              krzycząc na siebie i wyzywając. W efekcie nie dość że jestem
              sfrustrowany próżnymi kłótniami to jeszcze brakiem seksu. A nie po
              to mam żonę żeby po kryjomu walić konia oglądając klipy z youporn..."

              Więc kim jest dla ciebie żona? Kucharką, sprzątaczką, opiekunką do
              dzieci i jeszcze maszynką do seksu.?

              Zwróć uwagę na jedną rzecz.
              Praktycznie w każdej dziedzinie szukasz winy na zewnątrz.
              Czasy sa trudne, żona głupia i prowokująca kłótnie, dzieciaki
              zajmują cały dom i są kosztowne, życie jest nudne i stresujące,
              tylko ja jeden bez winy.
              Moim zdaniem żona lepiej radzi sobie z sytuacją niż ty. Problem w
              tym, że to, co jej pomaga, nie pomaga tobie.
              Świat się nie zmieni tylko dlatego, że tobie jest źle.
              Ty musisz się zmienić.
              To ty wykazujesz pewnego rodzaju nadreaktywność w kontaktach z żoną.
              Właśnie leki przeciwdepresyjne mogą to zmienić. Poprawią się twoje
              kontakty z rodziną, zmniejszy się podatność na kłótnie. Nawet jak
              nie będziesz miał ochoty na seks to nie odczujesz jego braku, żona
              zdaje się też ci o to głowy nie urwie. Poprawi się za to na innych
              frontach. To, co cię teraz wkurwia, nie będzie miało takiego
              znaczenia.
              Ale leki nie załatwią wszystkiego. One tylko pomogą zmienić twoje
              nastawienie i reakcje, a problemy, które nawarstwiły się przez lata,
              to już sprawa na terapię.
              Pozdrawiam.
              N.

              • niebopodsufitem niezapominajka AMEN 01.08.10, 22:30
                :)
                • maniek_queen Re: niezapominajka AMEN 02.08.10, 23:07
                  Tak krótko - bądź mężczyzną, a nie bankomatem i wibratorem. Dziewczynki nie
                  kochają się w zabawkach.
              • vitek_1 Re: Zostać? Odejść? 10.08.10, 17:08
                Nie sądzę żebyś przypadkiem natrafiła na ten wątek bo zbyt
                detalicznie mnie analizujesz jak na przypadek.

                Nie odpowiadam na każdego posta bo wtedy wątek składałby się w
                połowie z moich postów. Inni piszący też tego nie robią. Nie znaczy
                to że nie czytam i analizuję odpoiwedzi.

                Żona pracuje ale zarabia bardzo mało a to co zarobi wydaje na
                jedzenie (90%) i zakupy dla siebie (do których ma absolutne prawo).

                Embargo na pranie jest wynikiem tego o co rzecz cała w dużym stopniu
                się toczy czyli jej niezauważania i ignorowania mojej osoby, a
                przenosi się to jak widać także na moje ciuchy :)

                Moja harówka owszem przynosi efekty w postaci zapłaconych rachunków.
                A harówka moich znajomch przynosi efekty w postaci
                pobudowanych/kupionych wyjechanych domów, błyszczących samochodów,
                drogich hobby, dalekich wyjazdów.

                W wolnym czasie owszem mam swoje zajęcia, nie są to jakieś
                wyrafinowane hobbies bo na takie nigdy nie było mnie stać (pochodzę
                z bardzo biednej wielodzietnej rodziny) i nie mam sił po pracy, ale
                nie jest tak że nic nie robię. Za to do żadnej "grupy wsparcia" nie
                należę, i małe szanse żebym się do takiej zapisał.

                Żona oczywiście potrzebuje seksu tak samo jak ja, ale potrzebuje po
                kobiecemu, tzn. nie jest dla niej problemem np. 2 tygodnie się nie
                kochać, nawet na mnie nie spojrzeć, bo np. pokłóciliśmy się. A ja
                potrzebuję po męsku tzn. po 48 godzinach mam jaja tak ciężkie że
                szoruję workiem po ziemi. I trafia mnie szlag. I dlatego ona ma
                mocniejszą pozycję niż ja (ale odkrycie, co?)
                • milamia Re: Zostać? Odejść? 10.08.10, 18:48
                  potrzebuje seksu tak samo jak ja, ale potrzebuje po
                  > kobiecemu, tzn. nie jest dla niej problemem np. 2 tygodnie się nie
                  > kochać, nawet na mnie nie spojrzeć, bo np. pokłóciliśmy się. A ja
                  > potrzebuję po męsku tzn. po 48 godzinach mam jaja tak ciężkie że
                  > szoruję workiem po ziemi. I trafia mnie szlag. I dlatego ona ma
                  > mocniejszą pozycję niż ja (ale odkrycie, co?)
                  >

                  haha no nie każda kobieta tak ma. niektóre mają po 48h jaja do ziemi;-) ogólnie
                  kobiety mają duże potrzeby tylko nie wszystkie je manifestują a niektóre sobie
                  pewnie nie uświadamiają tego ;-)
                  tak czy inaczej trzymam za Was kciuki,
                  jest ciężko z 5 dzieci Tobie i jej (ktoś tą gromadkę musi ogarnąć)
                  pozdro!
              • milamia Re: Zostać? Odejść? 10.08.10, 18:58
                niezapominajka nieźle to ujęłaś...
      • titta swietne rady, tak trzymac... 07.08.10, 00:17
        swietne rady. Jak ktos warczy to najlepiej ugryzc. Pewnie...niech
        sie zagryza.

        Moze nich dla odmiany zacznie byc mily...pomimo jej zachowania. Jak
        chce mily wieczor, to zamiast siedziec na kanapie niech posprzata,
        moze fajna kolacje zrobi. I...sie nie zraza jak za pierwszym razem
        wyladuje mu na lbie lub zostanie zignorowany.
        Jesli mu zalezy, to cos czeba zrobic, rownie dobrze to on moze
        pierwszy wyciagnac reke.
        I terapia rodzinna. Bez mediatora i kogos kto pomoze przedyskutowac
        zdanie i zmienic postawy OBU stron sie nie obedzie.
        ale jesli "to ona jest tylko winna" to nie ma o czym mowic...
        Odejdz, tylko przysluge jej wyrzadzisz.
        • titta Swietne rady 07.08.10, 00:27
          Niezapominajka ma calkowita racje
    • sara.pl Re: Zostać? Odejść? 02.08.10, 14:53
      vitek_1 napisał:

      > Co mam zrobić, udawać że jest ok czy spakować walizkę i wyjść?
      > Jeżeli się wyprowadzę to strzelę sobie w stopę bo obecnie nie
      > dostaję dość seksu (dlatego tak się wściekam) a po wyprowadzce nie
      > będe miał nawet tego. Wiem że i tak po tygodniu wrócę i
      (odczuwając
      > wstręt do siebie samego) będę próbował ją udobruchać żeby tylko
      dała
      > mi się przelecieć.
      >
      > Jestem w pułapce bez wyjścia.
      >
      Vitek,

      czy zwróciłeś uwagę, jaki powód podajesz pozostania w tym związku?

      Ponieważ jak odejdziesz, będziesz miał mniejszy dostęp do seksu
      (pomijam poprawność takiego rozumowania). A może własnie to Twoja
      zona wyczuwa...i się instynkownie zamyka.Ponieważ nie o nią tu
      chodzi. Ona jest narzędziem, niezbędnym do seksu. Zabawką. A z
      Twojego opisu wywnioskowac łatwo, że Tobie chodzi o seks. Który
      gdyby tylko był dla Ciebie dostepny po odejściu od żony, to zapewne
      nie bylibyście już razem...Ale niestety wydaje Ci się, że nie będzie
      dostępny i kurczowo trzymasz sie tej jednej Pani, która ma tego już
      dość (bo takie rzeczy się wyczuwa) i jako rekompensatę funduje sobie
      nowe ciuszki...

      Zastanów się może, czy zachowania żony nie są odpowiedzią na Twoje
      przedmiotowe jej traktowanie.

      Może tak, może nie, ale to było pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w
      Twoim opisie.

      pozdrawiam,
      Sara
    • skarpetka_szara Re: Zostać? Odejść? 02.08.10, 20:03

      Jeszcze raz ci powiem: powinienes pojsc na terapie sam, a potem,
      gdy zona zobaczy zmiany, gdy zobaczy ze jej sie posluchales, ze
      Tobie zalezy - to ja wtedy zaprosisz na sesjie. Mozesz potem
      powiecdziec chytrze tak: Moj psycholog, aby mi pomoc, chce poznac
      co Ty o mnie myslisz, Twoje obserwacjie, aby mozna mi bylo lepiej
      pomoc. I juz, zona chetnie na skrzydlach poleci, a na takich
      sesjach wiele mozecie dobrego o sobie sie dowiedziec (przynajmniej
      TY sie dowiesz dlaczego zona Cie nienawidzi)

      Wiesz... gdybys byl dobrym ojcem to na 100% nie byloby sily aby
      matka zrobila pranie mozgu corce. Cos jednak musisz robic nie tak,
      skoro OBIE ciebie nie lubia.

      I bardzo wazne: czasami nie jest wazne co mowimy, ale JAK mowimy,
      JAK sie komunikujemy. Wazny jest ton glosu, czy mowimy cos z
      miloscia czy cos z wyrzutem, z pretensjia, jakich slow uzywamy, czy
      duzo tam nakazow, czy wiecej
      slowa "prosze", "przepraszam", "dziekuje", itd... wypowiedziane
      ladnie, z wdziekiem.

      A jak dziewczyny szly na zakupy nie mogles powiedziec ze idziesz z
      nimi??? A jezeli wiedziales ze bedziesz mial dzien wolny, to pare
      dni przed nie mogles usiasc z dziewczynami Twoimi i
      powiedziec; "kochani, wiem ze ostatnio nastruj tutaj w domu jest
      ciezki, i napewno duzo sam sie do tego przyczynilem, wiec aby
      rozweselic nas wszyskich moze bysmy tego dnia pojechali ...., albo
      poszli do restauracji,... albo poszli do wesolego miasteczka...
      itd..
      Nawet jezeli powiedza ze Twoje pomysly sa glupie, to powiedz aby
      cos zasugerowaly, i zgodz sie, co ci tam.

      Czuje ze ty z zona gracie w taka gre: Kto wygra. "A ja jej pokaze
      ze nie ma racji... " a ona tak samo o tobie. A w malzenstwie gdy
      jedna osoba przegrywa, to tak naprawde malzenstwo przegrywa. Wiec
      lepiej zamiast udowadniac jej cos, albo miec pretensjie -
      skoncentruj sie na tym aby ja wspierac.
    • proto Re: Zostać? Odejść? 04.08.10, 08:52
      Witaj,

      Moja żona powiedziała, że najlepszą grą wstępną jest jak pozmywam gary, wykąpię i uśpię dzieci i nie warczę cały dzień.

      Kiedyś wydawało mi się, że jak będę cały dzień chodził za nią i ją nakręcał na wieczorny seks to wieczorem wpadnie do łóżka i będzie miała wielką ochotę na seks.
      Jeżeli cały dzień chodzisz po domu i tylko czekasz żeby ją przelecieć wieczorem to nie tędy droga.
      Pomyśl sobie, że przez cały dzień Ona za tobą łazi i cię męczy.
      Długo mi zajęło zanim to zrozumiałem:)
      Z tego co przeczytałem to macie córkę, więc ja Ty masz wolne to jest jedyny czas kiedy ona może wyjść np. do kosmetyczki.

      Moja rada jest taka,
      Porozmawiaj z nią na spokojnie. Powiedz, że Twoim zdaniem nie jest OK między Wami. Że zależy Ci na tym, aby być dalej razem ale chcesz, żeby było normalnie. Jeżeli ona też chce być z Tobą dalej to patrz pkt 2.
      Jeżeli chcecie być razem i coś zmienić to obowiązkowo na terapię małżeńską. Byłem i polecam.
      Jeżeli nie zależy Wam na sobie to możecie wziąć rozwód i każdy idzie w swoją stronę.
      Jeżeli nie chcecie brać rozwodu, to możecie mieszkać razem np. bo kochacie córkę, wtedy każdy znajduje sobie innych partnerów do seksu a obowiązki w domu dzielicie między siebie.
      Mam nadzieję, że sobie poradzisz i Twoje życie domowe nabierze „tępa”


      • izabella9.0 Re: Zostać? Odejść? 04.08.10, 13:00
        "Jeżeli nie chcecie brać rozwodu, to możecie mieszkać razem np. bo
        kochacie córkę, wtedy każdy znajduje sobie innych partnerów do seksu a
        obowiązki w domu dzielicie między siebie.
        Mam nadzieję, że sobie poradzisz i Twoje życie domowe nabierze „tępa”"

        taa cudowne rozwiązanie, wszak dzieci są takie tępe i nic nie skumają.
        Wspaniałe tez wzorce wyniosą z domu.
        • proto Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 08:21
          >
          > taa cudowne rozwiązanie, wszak dzieci są takie tępe i nic nie skumają.
          > Wspaniałe tez wzorce wyniosą z domu.

          A zastanowiłaś się jakie teraz wyniosą wzorce z domu. Jak rodzice nie są razem
          tylko cały czas są na siebie wk....wieni?

          Twoim zdaniem te są lepsze?
          • izabella9.0 Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 14:24
            jakbyś nie zauważył skomentowałam tylko to jedno rozwiązanie bo jest
            dla mnie oderwane od rzeczywistości. Czy skomentowanie tylko tej jednej opcji moim zdaniem najgłupszej z możliwych = moja aprobata
            dla tkwienia w tym gów..e które ma teraz ??????

            Sytuacja wygląda jak wygląda i to jest teraźniejszość którą TRZEBA
            zmieniać i to nie ulga żadnej dyskusji.

            sprawa jest prosta ratują małżeństwo albo się rozwodzą - czarne albo
            białe , decyzja tu i teraz.Im szybciej podejmą decyzję tym lepiej dla
            nich samych i dla dziecka.

            Tylko te opcję wchodzą w grę, nie żadne układziki, zabawa w farsy,
            udawania itd To "niby" rozwiązanie będzie siało taką sama
            destrukcje jaką sieje stan obecny.
            • sisi_kecz Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 14:28
              trójka dzieci u vitka jest- gwoli ścisłości.
      • ditchdoc Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 00:17
        proto napisał:

        > Jeżeli nie chcecie brać rozwodu, to możecie mieszkać razem np. bo
        > kochacie córkę, wtedy każdy znajduje sobie innych partnerów do seksu > a
        obowiązki w domu dzielicie między siebie.

        x)

        "poczekaj synku/coreczko, mamusia sie pruje ze swoim przyjacielem, do tatusia
        przyjdzie kolezanka za okolo godzinke"
        • proto Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 08:23

          > "poczekaj synku/coreczko, mamusia sie pruje ze swoim przyjacielem, do tatusia
          > przyjdzie kolezanka za okolo godzinke"

          Nie wiem, czy Ty masz dzieci, ale jeśli masz to domyślam się, że tak samo się
          teraz do nich odzywasz np. "Kochanie zaraz zrobię Ci śniadanko, tylko mamusia,
          która minie bardzo kocha i którą ja bardzo kocham skończy obciągać mi loda"
          • ditchdoc Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 08:28
            proto napisał:

            >
            > Nie wiem, czy Ty masz dzieci, ale jeśli masz to domyślam się, że tak samo się
            > teraz do nich odzywasz np. "Kochanie zaraz zrobię Ci śniadanko, tylko mamusia,
            > która minie bardzo kocha i którą ja bardzo kocham skończy obciągać mi loda"

            to byla skrajnosc

            za czasow kiedy bylem jeszcze w lo kolezanka miala rozwiedziona rodzine,
            mieszkala z matka i mlodszym bratem. Mamusia przyjmowala "kolegow" wieczorami,
            synek mimo kilku lat raczej wiedzial po co, widok byl to tragiczny.

            To jest po prostu bardzo chujowe rozwiazanie kiedy sa dzieci w domu.
            • proto Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 08:56
              Bo na dzieci to powinny być papiery.

              A tak na poważnie to:

              Moja odpowiedź też była skrajnością, bez urazy, ale propozycja dla vitek_1 jest
              jak najbardziej poważna. Tylko nie w takie formie, jak to opisałeś.

              Kiedyś, czyli powiedzmy ok wiek temu, małżeństwo było układem czysto
              ekonomicznym, którego jednym z głównych celów było zapewnienie wychowania
              dzieciom i nikt wówczas nie oczekiwał miedzy małżonkami wielkiej namiętności.
              Jeżeli była to mieli szczęście, jeżeli nie było to też nikt nie robił problemu.
              Namiętności były realizowane poza związkiem i nikt z tego nie robił problemu.

              W obecnych ( trudnych dla związków) czasach w głównej mierze relacje w parach
              oparte są na uczuciach, które niestety nie trwają wiecznie. Średnio licząc
              chemia miedzy partnerami trwa do 4 lat.
              Potem to jest układ, który para musi zbudować.
              Jeżeli chcą być razem dla dzieci, dla wspólnych dóbr materialnych to mogą. Nie
              wiedze w takim przypadku problemu, żeby każdy miał możliwość wyjścia wieczorem
              do kochanka. Jeżeli chcą to mogą.

              • proto Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 09:09
                Oczywiście tylko i wyłącznie kiedy OBYDWIE strony akceptują taki układ.
              • izabella9.0 Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 14:46
                kiedyś palono ludzi na stosach
                kiedyś nie było antykoncepcji hormonalnej
                kiedyś kobiety nie miały prawa głosu
                kiedyś to a kiedyś "tamto"

                Co to ma za znaczenie ?

                Dziś jest dziś a nie kiedyś i człowiek ma prawo do tego, żeby być szczęśliwym, a nie tkwić w chorym związku i jeszcze bogu ducha winne
                dziecko krzywdzić.

                Poza tym weź pod uwagę jak to rozwiązanie będzie wyglądać w rzeczywistości :

                a) Czy skoro para dwojga ludzi tu i teraz nie może przestać się kłócić, to czy aby na pewno nie będą się kłócić kiedy ulegnie
                zmianie charakter ich relacji? Masz jakaś gwarancje? Jaki ma sens
                więc ta chora relacja?

                b) Czy kiedy jedno znajdzie sobie partnera, czy to drugie nie będzie
                psem ogrodnika? ( nie jest powiedziane, ze oboje w tym samym czasie
                sobie kogoś znajdą) i nie będzie zatruwał życia drugiemu wciągając w
                to dziecko ? Jaki to ma cel ?

                c) kiedy ludzie się rozwodzą bo kończy się uczucie często pojawia się nienawiść, niechęć która objawia się przy każdym spotkaniu, jak wiec
                wyobrażasz sobie dwoje ludzi miedzy którymi * skończyło się uczucie,
                między którymi jest tyle negatywnych emocji mieszkających pod jednym
                dachem i udających ? Ile można udawać ? i po co ?

                * jeśli wejdą w taki układ to uczucie raczej na pewno się skończyło

                c) czy można założyć z góry ze obydwoje znajdą sobie kogoś do kogo
                nie będą nic czuć i z kim będą tylko uprawiać seks? A jak pojawi się
                uczucie myślisz że dalej będą tkwić w tym chorym układzie i któreś prędzej czy później nie wystąpi o rozwód? skoro istnieje taka możliwość po co pchać się w taki chory układ i robić dziecku sieczkę
                z mózgu a siebie katować ?

                Czy nie prościej usiać i dać sobie tydzień ażeby podjąć decyzje jedna
                z dwóch możliwych:

                a) rozwód i układamy sobie życie żeby być jeszcze szczęśliwym i żeby
                nasze dziecko jak najmniej ucierpiało na tym co się miedzy nami stało

                b)ratujemy małżeństwo , miłość - terapia te sprawy.
                • proto Re: Zostać? Odejść? 05.08.10, 16:21
                  Tak, mają dwie możliwości.
                  albo terapia albo rozwód
                  Obecny stan jest kiepski.

    • ele_gancki Re: Zostać? Odejść? 06.08.10, 13:25
      Nie jestem ani psychologiem ani seksuologiem. Jestem ekonomistą. Moja rada jest prosta - przykręcić kurek z pieniędzmi. Zadziała jak katalizator na poziom i merytorykę waszej dyskusji.
      Pozdrawiam.
      • proto Re: Zostać? Odejść? 06.08.10, 16:35
        Kiepski i nieuczciwy sposób.
        W takim przypadku na jej miejscu chciałbym kasę za opiekowanie się dziećmi albo
        równy podział pracy przy dzieciach i w domu.
        Jeden dzień Ty, jeden dzień ja.

        • wypedzonyzziemodzyskanych Porada 07.08.10, 10:24
          Oto porada pewnego doświadczonego faceta.

          Jego skróty z bloga - najwazniejsze a dotykajace twego problemu

          CYTATY:
          Kobieta najczęściej zachowuje się oraz działa jak dziwka, rozgrywając kolejne
          partie czasu swoją pizdą w celu osiągnięcia postawionych celów; dzieci, domu,
          samochodu, kasy na kosmetyki albo ciuchy, rauty albo biznes. Cel nie jest
          istotny tak bardzo jak się wydaje, bo sposób rozgrywki jest zwykle podobny.
          Dostanę to i to, to oddam na krótki czas swoją dupę lub pizdę we władanie
          kutasa. Oddanie jest tylko i wyłącznie czasowe i trwa do następnego celu,
          wyznaczonego do osiągnięcia.

          A facet co? Facet nie roślina, od czasu do czasu musi poruchać, aby żyć, więc
          spełnia te głupawe i durnawe życzenia, aby nie zostać odstawiony na czas dłuższy
          dokonany od pizdy.

          Jest zdolna do zamknięcia w pasie cnoty swojej pizdy na czas bliżej
          nieokreślony, by tym sposobem spowodować skruszenie faceta do ostatniej kostki i
          postawić na swoich popierdolonym pomyśle lub celu. Jest gotowa na separację od
          kutasa, bo wie że tym sposobem dopnie swego. I tu prawda smutna i bolesna; facet
          poświęci siebie i swoje światy, aby tylko sięgnąć kutasem pizdy i mieć znowu
          święty spokój. Facet tak zrobi, bo myśli chujem a nie mózgownicą w której
          komórki uległy całkowitej hipoplazji.

          Mężczyzna zrobi to co powinno zostać zrobione w tak chorej i schizoidalnej
          sytuacji. Mężczyzna kopnie taką pizdę, czytaj dziwkę bez honoru, w dupę i karze
          się jej spakować albo wypierdoli jej graty przez okno i z honorem zapłaci
          grzywnę za zanieczyszczanie środowiska szmatami i substancjami, których rozkład
          w glebie wieki trwa. Ale, aby mieć moc i wolę postawienia na swoim, mężczyzną
          trzeba się stać.

          Kobiety marzą z rękami na pizdach podczas nocnych wycieczek pod kołdrami o
          prawdziwych kowbojach, którzy porwą je do przepięknego życia, poczują twardość
          ramienia i ich kutasa, ale jak się obudzą, to dochodzą do przyziemnego wniosku,
          że lepszy jest facet nijaki, rozmemłany, bez swojego zdania, bo takim
          powszechnie panującym osobnikiem można sterować i manipulować do woli, gdyż nie
          zdecyduje się na odejście od podstawionego koryta, w zębach będzie przynosił
          forsę a od czasu do czasu jeszcze chce mu się zaruchać.

          Kobiety wymagają od facetów aby mieli spodnie, ale aby w tych spodniach nie było
          prawdziwych jaj. Oczywiście na wszelakich forach, sympatiach, pierwszych
          randkach chrzanią pitu pitu jak to by chciały związać się z prawdziwym mężczyzną
          do końca życia, ale jak tylko wyczują już pewnie, że poznany osobnik ma swoje
          zdanie i mówi je głośno i stanowczo, zwyczajnie spierdalają pod byle pretekstem
          gdzie pieprz rośnie i jeszcze jedno ziarnko dalej.

          Jeżeli kobieta wyczuje, że z poznanego kowboja nie uda się w żaden sposób
          uczynić bezmyślnego poganiacza bydła z atrapami męskości, nie ma takiej siły aby
          go na stałe dopuściła do swojej dupy, bo tak naprawdę to kobiety nie chcą, aby
          męska ręka i głowa decydowały o wszystkim. W tym miejscu pisząc o ręce w żadnym
          wypadku nie mam na myśli jakiejkolwiek przemocy fizycznej, bo dla mnie jest to
          chujostwo do entej potegi i świadczy jedynie o prymitywizmie ale o umiejętności
          skutecznego wprowadzania w życie tego co pomyśli męska głowa. Prawdziwy
          mężczyzna nie pozwoli sobie, aby nawet najpiękniej pachnąca pizda rozsiadła się
          trwale na jego głowie.

          Ja także byłem facetem i także byłem totalnym palantem.Palantem, bo tylko taka
          sieczkarnia we łbie pozwala dziwkom rządzić. Także pozwalałem dziwkom haniebnym
          orać swoje szare komórki i deptać swoją mózgownicę. Ja także pierdolnąłem
          pewnego dnia na betonową posadzkę i poprzez doznane wstrząsnienie czerepu,
          wstałem, otrzepałem się niczym feniks ze spopielenia, zapaliłem papierosa i
          kopnąłem aktualną dziwkę w jej chuderlawą dupę. I co więcej tą dziwką nie była
          moja ex, ale kochanka. To otrzeźwienie i powrót sił witalnych, zezwoliło mi na
          przypatrzenie się ex. I odkryłem ku swojemu zdumieniu, ale już nie przerażeniu,
          że prawie dwie dekady żyłem i w pewien sposób dzieliłem łoże z dziwką.

          Nie było wyjścia i trzeba było odwrócić się plecami i w milczeniu ustanowić
          fakty, po których jest jedynie spalona ziemia. Ale ziemia spalona jest
          jednocześnie ziemią dobrze nawożoną i pozwala spojrzeć na świat i babeczki bez
          emocji, aczkolwiek z pożądaniem. Wykonując tych kilka kopów w dupę, z faceta i
          palanta stałem się mężczyzną, który wie czego chce i wie jak to osiągnąć, nie
          zdając się na durne gry pizdowe.

          Dzięki temu mogę być szczęśliwy z kobietą, dla której bycie ze mną nie jest grą
          o cele ale przyjemnością życia i bycia.Bo tak naprawdę pod każdym względem
          najwspanialsze, najcudowniejsze i najbardziej ponętne sexualnie są babeczki
          zgrabne, powabne, swoiście urokliwe i które wiedzą jak brać i odwzajemnić
          przyjemność z ruchania.
          To babeczki, które żyją pełnią życia, używają pizdy wyłącznie dla przyjemności
          ruchania a mózgu dla pozyskania mężczyzny. I właśnie takie babeczki są
          największą przyjemnością i przepięknością prawdziwego życia. Jedynie wielką
          szkodą jest, że tak trudno jest je znaleźć w tym zalewie kobiecej tandetności.
          Ale można je wyłuskać i trzeba szukać by cieszyć się pełnią życia.
          • sisi_kecz Re: Porada 07.08.10, 11:28
            to nie blog- to bluzg ;)

            poziom słownictwa żenujący, a zawarte dogmaty i sposób wyjaśniania
            świata męsko-damskiego totalnie dziecinny, ale skoro jemu sie
            sprawdziło, to gut:)

            Tyle, że nasz vitek nie skorzysta, bo on w ogóle tych rad nie
            potrzebuje. Vitek woli grzebać sie w swoim dobrze znanym gó...nku
            (używam vitka nomenklatury, żeby nie było) aż do samoistnego
            wyczerpania się jego materii- bo lepsze gó..no, ale dobrze poznane
            niż niewiadoma, która czai sie na nieosr...nej przestrzeni.
            Każdy, kto tu sie wpisał, jedynie poeksploatował swoją klawiaturę.

            Niech Wam bozia w dzieciach wynagrodzi dobrzy ludzie ;))
          • grazyna510 Biedny Ty jesteś wypędzony 09.08.10, 21:12
            z takimi poglądami to mi tylko...Ciebie żal
            chyba nie sprawdziłeś się w związkach i teraz
            wylewasz frustrację i żal ( do samego siebie)
            • sisi_kecz Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 09.08.10, 21:29
              taaa, żal vitka.

              pewnie teraz męczy się na wakacjach ze swoją najokropniejsza pod
              słońcem rodziną:
              codziennie liczy, ile na nich wydał,
              cały dzień warczy na dzieci i żonę,
              a co wieczór czeka, aby żona wykonała taniec brzucha w seksownej
              bieliźnie, albo przynajmniej wyznawała dozgonną wdzięczność i
              miłość, że może spędzać czas z tak wspaniałym człowiekiem jak On ;)))
              • vitek_1 Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 10.08.10, 13:18
                Nie, raczej się nie męczę. I nie liczę wydatków - żona to robi, ale
                prosiłem żeby na razie oszczędziła mi szczegółów. I tak wyjdą na jaw
                po powrocie gdy przyjdą wyciągi z banku :)

                Fakt że nieco dokłada się do wydatków - czyżby nieśmiała oznaka
                jakichś zmian?

                Kłócimy się mniej niż zwykle ale to raczej dlatego że na wakacjach
                mamy mniej spornych tematów i decyzji do podjęcia.

                Pozdrawiam wszystkich piszących. Myślałem że ten wątek dawno umarł.
              • ditchdoc Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 10.08.10, 13:24
                sisi_kecz napisała:

                > taaa, żal vitka.
                >
                > pewnie teraz męczy się na wakacjach ze swoją najokropniejsza pod
                > słońcem rodziną:
                > codziennie liczy, ile na nich wydał,
                > cały dzień warczy na dzieci i żonę,
                > a co wieczór czeka, aby żona wykonała taniec brzucha w seksownej
                > bieliźnie, albo przynajmniej wyznawała dozgonną wdzięczność i
                > miłość, że może spędzać czas z tak wspaniałym człowiekiem jak On ;)))
                >
                >
                >

                tak i ty wiesz jak to u nich jest... ;)

                poza tym skoro zonie tak zle, niech odejdzie..., wyprowadzi sie. Po co sie meczyc?

                ale oboje wiemy ze tego nie zrobi :)
                • sisi_kecz Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 10.08.10, 14:01
                  nikt nie siedzi w ich domu, każdy pisze swoje zdanie na podstawie
                  tego, co vitek tu napisał, więc o co Ci chodzi?
                • aneta-skarpeta Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 10.08.10, 16:02
                  ditchdoc napisał:

                  > ale oboje wiemy ze tego nie zrobi :)

                  widocznie nie jest jej na tyle źle, żeby sie wyprowadzać:)
                  • ditchdoc Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 10.08.10, 16:06
                    aneta-skarpeta napisała:

                    > ditchdoc napisał:
                    >
                    > > ale oboje wiemy ze tego nie zrobi :)
                    >
                    > widocznie nie jest jej na tyle źle, żeby sie wyprowadzać:)

                    oczywiscie ze nie

                    przeciez ma robotnika w domu ktory zarobi, posprzata i ktoremu mozna nasrac na
                    klate :)
                    • vitek_1 Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 10.08.10, 16:49
                      Nie kłóćcie się :) Zrozumcie, jak się przeżyło razem 20+ lat,
                      dorobiło 3 dzieci i majątku w postaci używanego samochodu to wiadomo
                      że nie rzuca się tego ot tak i nie odchodzi. Ale sama świadomość że
                      partner rozważał taką możliwość jest nieprzyjemna.

                      W naszym domu nie dzieje się nic strasznego, nie biję ani nie gwałcę
                      żony - ale nie jest dobrze. To podobnie jak z moim zdrowiem -
                      cierpię na pewną przewlekłą i mocno uciążliwą ale niestety nie
                      śmiertelną dolegliwość. I wierzcie mi czasem zazdroszczę tym co mają
                      raka albo nie mają ręki/nogi, bo fakt mają przesrane, ale
                      przynajmniej wszyscy im pomagają, współczują, ułatwiają życie jak
                      mogą. Ja też mam przesrane ale nikt mi nie pomoże, ręki nie poda, bo
                      przecież sam chodzę a nawet biegam. Gdybym przypadkiem chciał czegoś
                      więcej - znaczy marudzę, dąsam się, i nie doceniam tego co mam.
                      Gdyby w domu dochodziło do bójek albo gwałtów od razu znalazłoby się
                      500 instytucji gotowych otoczyć opieką i pomocą. A tak - jestem sam,
                      sorry, mam was na forum.
                      • ditchdoc Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 10.08.10, 17:22
                        vitek_1 napisał:

                        > Gdybym przypadkiem chciał czegoś
                        > więcej - znaczy marudzę, dąsam się, i nie doceniam tego co mam.

                        Ty przez swoje depresje po prostu nie odpyskujesz a niestety dla wiekszosci
                        babek to nie oznaka tego ze jestes chamski, tylko ze Ci nie zalezy, ze jestes
                        slaby, nie masz wlasnego zdania itd. Jestes po prostu niegodny szacunku.

                        Mowie, traktuj ja odrobinke gorzej niz ona Ciebie. Niech sprobuje wlasnego
                        lekarstwa, szybko jej sie odmieni.

                        I zadbaj o siebie, "zona" widac tego nie zrobi. Badz samolubny, zobaczysz jak
                        szybko jej sie odwidza fochy i marudzenie. Pamietaj ze o rzeczy ktore ma sie za
                        darmo nikt nie zabiega. Placisz, polke naprawisz a niczego nie żądasz spowrotem.
                        Robiac to odpowiednio dlugo konczysz tak jak Ty. Ze statusem ponizej psa w swoim
                        wlasnym domu.
                        • mieta_pieprzowa Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 11.08.10, 10:33
                          ditchdoc napisał:

                          > Ty przez swoje depresje po prostu nie odpyskujesz a niestety dla wiekszosci
                          > babek to nie oznaka tego ze jestes chamski, tylko ze Ci nie zalezy, ze jestes
                          > slaby, nie masz wlasnego zdania itd. Jestes po prostu niegodny szacunku.
                          >
                          > Mowie, traktuj ja odrobinke gorzej niz ona Ciebie. Niech sprobuje wlasnego
                          > lekarstwa, szybko jej sie odmieni.
                          >
                          > I zadbaj o siebie, "zona" widac tego nie zrobi. Badz samolubny, zobaczysz jak
                          > szybko jej sie odwidza fochy i marudzenie. Pamietaj ze o rzeczy ktore ma sie za
                          > darmo nikt nie zabiega. Placisz, polke naprawisz a niczego nie żądasz spowrotem


                          TO niech zona wystawi witkowi rachunek za lozko, opieke nad dziecmi i
                          prowadzenie domu.
                          Ditchoc jak zwykle swoje seksitowskie porady, wspolczuje twojej partnerce (o ile
                          takowa masz) to musi byc jakas masochistka albo muzulmanka.
                          • ditchdoc Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 11.08.10, 10:58
                            mieta_pieprzowa napisała:

                            >
                            > TO niech zona wystawi witkowi rachunek za lozko, opieke nad dziecmi i
                            > prowadzenie domu.
                            > Ditchoc jak zwykle swoje seksitowskie porady, wspolczuje twojej partnerce (o il
                            > e
                            > takowa masz) to musi byc jakas masochistka albo muzulmanka.

                            doktorantka prawa ;D

                            drzwi otwarte, jestem pewien ze jak jest jej zle to mi powie czy odejdzie ;)

                            szkoda ze jak kobiety jebia po mezczyznach tutaj to nikt ich seksistkami nie
                            nazywa.
                            Jakby kobieta mnie traktowala jak zona vitka to byloby dawno po malzenstwie. Bez
                            szans. Zastanow sie co bys napisala gdyby na odwrot, gdyby to maz tak traktowal
                            zone ;)
                            Bylyby 3 strony napierdalania jaki to niewdzieczny chuj.

                            I niech wystawi rachunek za scielenie lozka, vitek niech wystawi jej za cale
                            zycie utrzymywania ;D
                            • zamysloneniebo Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 18.08.10, 14:34
                              Vitek, jeśli pisząc o pewnej swojej przypadłości, masz na myśli
                              depresję, to tu mogę się zgodzić, że wielu ludzi nie rozumie w ogóle
                              tej choroby. Twierdzą po prostu, że człowiek z depresją to leń,
                              który ciągle marudzi. Że przecież nie ma większych problemów i
                              powinien spojrzeć na tych, co mają gorzej, bo mu się w dupie
                              poprzewracało.

                              Ważne, żeby mieć wsparcie w bliskich osobach, nieważny cały świat,
                              jeśli ktoś, kto kocha, rozumie, że to choroba i wspiera... Jeśli
                              tego nie masz, to bardzo współczuję oczywiście i uważam, że jedynym
                              w tej sytuacji rozwiązaniem, jest zapisanie się do jakiejś grupy
                              wsparcia dla chorych na depresję. Powinieneś otrzymać wsparcie,
                              które jest bardzo ważne. Terapia jest Ci bardzo potrzebna.
                              Przestaniesz wtedy pałać nienawiścią do całego świata, w tym do
                              swojej rodziny (to okropne, że traktujesz jak wroga kogoś, kto
                              powinien i mógłby być najbliższą i najważniejszą osobą). Zdajesz
                              sobie sprawę, że swoim zachowaniem nie zaczęcasz żony do obcowania z
                              Tobą...? I sam traktujesz ją bardzo źle, jesteś koszmarnie
                              sfrustrowany...
                              • vergaa Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 18.08.10, 14:45
                                hellooo, a od kiedy czlowiek z depresja pala nienawiscia do calego
                                swiata?
                                czy jeszcze musimy dyskutowac o tym, ze ten Pan to jakis fatalny
                                egzemplarz meski, ktory powolal do zycia dzieciaki, ktorych
                                nienawidzi, zwiazal sie z kobieta, ktorej niszczy zycie swoja
                                postawa, gdzie tu depresja???
                                jakby mial depresje siedzialby zastraszony w kacie i plakal a nie
                                pluj jadem w swoje gniazdo
                                • vitek_1 Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 19.08.10, 00:20
                                  Ty nie musisz dyskutować o niczym. Zadania domowe odrobiłaś?

                                  Nie miałem na myśli depresji, oprócz niej mam też "normalną", 100%
                                  fizyczną dolegliwość.
                            • hatepinu Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 19.08.10, 14:49
                              Jestem kobietą,ale mnie też się nie podoba takie wyżywanie się na autorach
                              wątku,którzy proszą o pomoc.
                              Obojętnie czy są to kobiety czy mężczyźni.
                              Te osoby,które to robią, mają albo same nieczyste sumienia,albo własne
                              problemy,z którymi sobie nie radzą i taka napaść na Bogu ducha winnego
                              człowieka, pomaga im rozładować swoją wściekłość i dać upust swojej złości
                              do świata.
                              Niektórzy uważają,że jak piszą anonimowo,to mogą pokazać swoją prawdziwą
                              twarz.Na co dzień, muszą nosić maski.
                              • songo3000 Re: Biedny Ty jesteś wypędzony 20.08.10, 00:58
                                Eee, niektóry to zwyczajnie lubią ;)))
    • tucik Re: Zostać? Odejść? 09.08.10, 23:14
      vitek, masz dokładnie taki problem jak ja, tylko ze ja mam takiego męza
      który moze po 2 m-ce nie uprawiac seksu, nie całowac sie, po prostu
      mnie olewac; brak słów... Najwidoczniej po prostu źle się dobralismy.
      To jakiś pech...
    • simon_r Musisz obejrzeć film :)) 18.08.10, 15:20
      Pewien konkretny... być może kolejny już raz i wyciągnąć wnioski.
      Film ten nazywa się "American Beauty" :)))
      • vitek_1 Re: Musisz obejrzeć film :)) 19.08.10, 00:14
        Oczywiście że widziałem ten film. Nie mieszkam na księżycu ;)
        Wbrew dobrym recenzjom i zdaje się Oskarowi, mi niespecjalnie się
        podobał (bycie w opozycji do tzw. powszechnej opinii to jedno z moich
        ulubionych zajęć).
        Nie zauważyłem też żadnego przełożenia filmu na moją sytuację. Nie
        romansuję z koleżankami córki, nie mam też sąsiada geja :)
        • songo3000 Re: Musisz obejrzeć film :)) 19.08.10, 01:47
          To czy któryś z sąsiadów to gej czy nie, tego nie wiesz :) Za to brak wystarczającej atencji dla koleżanek córki podpada już pod świadome zaniedbanie - niewybaczalne :PPP
        • simon_r Re: Musisz obejrzeć film :)) 19.08.10, 11:58
          widzisz... nie chodzi o dosłowne branie tego co oglądasz czyli zakochiwanie się
          w koleżance córki czy szukanie sąsiada geja.

          Ja mam tu bardziej na myśli ogólne przesłanie filmu polegające na tym, aby
          ruszyć doopę i zacząć żyć po swojemu a nie realizować scenariusz narzucony nam
          przez środowisko/społeczeństwo/media... itd.. jedyny słuszny i politycznie poprawny.
          • vitek_1 Re: Musisz obejrzeć film :)) 20.08.10, 00:44
            Praca u McDonalda też odpada.
    • ore.ona Re: Zostać? Odejść? 18.08.10, 15:37
      Myślisz że kłótnia ją podnieci??
      Słyszałam o takich przypadkach ale to chyba nie wasz przypadek.
      Zastanów się co przynosiło skutek, popróbuj adoracji:) przez pół
      dnia to może zaowocuje wieczornym seksem. Jeśli żona będzie czuła że
      chodzi tylko i wyłącznie o seks /bo cały dzień kłótnie/ to nie
      wypali. Jeśli chodzi o kłótnie to na mnie świetny wpływ ma zdanie-
      kochanie nie kłóćmy się, przecież Cię kocham. I po sprawie:)
      Uwielbiam. Spróbuj.
      Zastanów się też czy dbasz o siebie.
      • ore.ona Re: Zostać? Odejść? 18.08.10, 15:42
        Wyświetlił mi się tylko jeden Twój post/?/, i na niego
        odpowiedziałam. Teraz widzę że jest tego dużo więcej/Twoich też/
        więc mój nie uwzględnia wszystkiego o czym potem napisałeś.
    • tequil.a Re: Zostać? Odejść? 19.08.10, 10:18
      Zmień się chłopie i to diametralnie. Albo przynajmniej udawaj, że
      się zmieniłeś.

      Z tego, co widzę, Twoja babka ma silny charakter. I jeśli myślisz,
      że babom z silnym charakterem się podobają ciapowaci (za
      przeproszeniem) faceci to się mylisz. Nie sądzę, żeby adoracja,
      błaganie, proszenie, płaszczenie się, pomogły.
      Zresztą dla Ciebie to jest "ratowanie związku", "wychodzenie
      naprzeciw" - dla niej to i tak będzie żałosne płaszczenie się.

      Niestety tak to działa - jeśli ci na kimś nie zależy to wszystkie
      jego próby naprawienia tego, co między wami, starania się, będą po
      prostu żałosne (mówię z autopsji). Osoba, której bardziej zależy
      jest zawsze na przegranej pozycji.

      Jak już ktoś napisał: obejrzyj "American Beauty";), organizuj sobie
      czas ze znajomymi, często wychodź, używaj życia (nie zdradzaj!) i
      najważniejsze: odbuduj więź z córką. Zobaczysz, że żonka zmieni
      stosunek szybciej, niż Ci się wydaje. A póki co - jedź na ręcznym,
      może żonka zatęskni i sama przyjdzie ;) Ale to już opcjonalnie ;)

      I najlepiej to znajdź sobie przyjaciela w realu żebyś mógł
      odreagować.
      Pozdro!
      • vitek_1 Re: Zostać? Odejść? 20.08.10, 00:41
        Babka wcale nie ma silnego charakteru. A ja nie jestem ciapowaty
        bynajmniej. I nie zamierzam jedzić na ręcznym. Więzi z córką nie
        zamierzam odbudować w tym sensie że jest ona już dorosła co
        przekłada się w naturalny sposób na osłabienie więzi z rodzicami.
        • ore.ona Re: Zostać? Odejść? 20.08.10, 12:20
          Przeczytałam wszystko. Najbardziej IMO, trafne jest to co napisała
          niezapominajka, glam, mOOnlight.
          Walka jest na całego, ona sabotuje, Ty wymagasz uczucia i seksu,
          inicjatywy z jej strony, poza tym podczepiłeś się emocjonalnie pod
          nią. Uzależniłeś się, IMO. Nie dojdziecie do porozumienia. Idź na
          terapię, pomoże Ci spojrzeć na wasz problem. Spróbuj oddzielić się
          od żony- mieszkać gdzieś osobno, może nabierzesz wiary w to że sam
          dasz radę i uda się jeszcze z inną kobietą zbudować partnerstwo.
          Może żona przy okazji doceni Cię. Mógłbyś też trochę poudzielać się
          w życiu rodziny/sprzątanie, gotowanie, inicjatywa wyjścia/oraz
          zadbać o swoje życie zainteresowania-i tu to Ciebie nie ma w domu
          pół dnia, Twoi znajomi. To jej chodzenie do kościoła też nie wróży
          dobrze dla waszego pożycia.
          Ale zacznij od siebie i pomyśl o terapii.
        • tequil.a Re: Zostać? Odejść? 20.08.10, 13:01
          vitek_1 napisał:
          > Więzi z córką nie
          > zamierzam odbudować w tym sensie że jest ona już dorosła co
          > przekłada się w naturalny sposób na osłabienie więzi z rodzicami.

          No to GRATULUJĘ Twojej córce tatusia. Po prostu brak mi słów jak
          bardzo jej gratuluję.
        • izabella9.0 jessu ale jesteś cudownym tatusiem 22.08.10, 21:27
          po co to dziecko robiłeś skoro żadnej więzi nie masz zamiaru tworzyć od
          nowa o ile w ogolę kiedykolwiek była..z doświadczenie wiem, że takie coś zostaje na całe życie i rzutuje na całe życie ;/

    • tautschinsky Re: Zostać? Odejść? 22.08.10, 19:36
      vitek_1 napisał:

      > Co mam zrobić, udawać że jest ok czy spakować walizkę i wyjść?
      > Jeżeli się wyprowadzę to strzelę sobie w stopę bo obecnie nie
      > dostaję dość seksu (dlatego tak się wściekam) a po wyprowadzce nie
      > będe miał nawet tego.



      Najgłupsze chyba co mógłbyś zrobić to się wyprowadzić
      a potem oczywiście "honornie" zostawić jej dom i zgodzić się
      na takie alimenty, by nie żyło się jej
      gorzej niż wtedy, kiedy byliście małżeństwem.



      > Jestem w pułapce bez wyjścia.


      Rozmowa. Spróbuj tego. Powiedz, że nie tworzycie
      małżeństwa. Zaproponuj jakąś terapię małżeńską.
      Dalej nic - to co ci pozostaje? Rozwód. Póki co
      daj sobie spokój z szukaniem kobiet na boku. Potem
      zobaczysz, że on (świat) jest ich pełen a twoja żona...
      ech... jedną z wielu tylko i zołza.







    • ditchdoc Re: Zostać? Odejść? 22.08.10, 21:10
      vitek przeczytaj sobie w temacie september36 jak sie zachowala oziebla zona gdy
      nagle okazalo sie ze jest pani na boku ktora chetnie przykleknie przed jej mezem

      ;)
    • she_angel Re: Zostać? Odejść? 25.08.10, 21:07
      Nawet nie próbowałam czytać wypowiedzi poprzedników by nie sugerować
      się ich zdaniem.Widzę dysproporcje priorytetów Twoich i Twojej
      żony,czy tak było od zawsze czy to kwestia wypalenia się emocji to
      juz sprawa drugorzędna.Nie wiem dlaczego nie chcesz spróbować metody
      małych kroków,myślisz,że atakując żone pytaniem czy TO będzie
      dzisiaj zyskasz jej przychylność? Może warto pomyśleć nad wspólnym
      wieczorem gdzieś w restauracji...lampka wina skruszy Wasze agresywne
      nastawienie a delikatne muśnięcia np.w taksówce w drodze powrotnej
      dadzą przyzwolenie na coś więcej w domu......
    • potwor_z_piccadilly Re: Zostać? Odejść? 25.08.10, 21:47
      No to wtrace swoje trzy grosze.
      Przeczytalem vitek_1 Twoje wpisy i sadze ze jestes normalnym facetem.
      Teoretycznie wszystko powinno u Ciebie grac. Fakt ze nie gra wynika zapewne ze
      zlego doboru partnerki zyciowej. Wybacz, lecz ozeniles sie z pustakiem, osoba
      niezdolna do uczuc wyzszych w naszym ziemskim pojeciu. Ona nigdy Cie jek sadze
      nie kochala. Jak wiele kobiet zlapala faceta by miec i by nie zostac na lodzie.
      To nie moglo sie dobrze skonczyc i sie skonczylo. Tak, to sie skonczylo.
      Przyjmij to do wiadomosci i kombinuj nad ulozeniem sobie nowej, lub zastepczej
      drogi. Zony juz nie zmienisz. Ona pokochala innego, Pana Boga. Tam sa jej
      fantazje, uczucia i tam zostana na wieki wiekow amen.
    • ore.ona Re: Zostać? Odejść? 25.08.10, 21:55

      > kłótni z wyzwiskami, przepychaniem się...

      co to "przepychanie się", jak to Was wygląda?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka