bigbadpig
04.08.10, 22:05
temat nie bezpośrednio związany z forum, ale pośrednio jak
najbardziej:
często na forum pojawiają się sytuacja kiedy jeden z partnerów w
opisywanym związku jest najpierw opisywany jako potencjalnie
wypoczęty bo nie pracujący. kiedy jednak okaże się, że osoba ta ma w
domu dziecko, pojawiają się głosy, że należy taką sytuację traktować
jakby ta osoba pracowała, taka osoba ma prawo czuć się zatyrana,
zmęczona i wymagać równego podziału innych obowiązków już 'poza
pracą'.
otóż dla mnie jest to kompletnie niezrozumiałe i uważam, to za mit
podtrzymywany przez 'pewne grupy' :p
dziecko rzeczywiście wymaga sporo energii przez pierwsze pół roku a
później stopniowo, stopniowo opieka nad dzieckiem zamienia się w
nieustające wakacje, o czym wiem, bo przez dwa lata po moim dość
poważnym wypadku żona na mnie tyrała a ja rehabilitowałem się,
zajmując się równocześnie dzieckiem od 0,5 do 2,5 roku jego życia.
wspominam ten czas jako miks wypoczynku i poczucia winy wobec JEDYNEJ
PRACUJĄCEJ OSOBY - MOJEJ ŻONY.
dobija mnie za każdym razem kiedy słyszę o tym pracowaniu przy
dziecku. teraz pracuję jako freelancer zajmując się równocześnie 8
latkiem i jakoś to godzę. nie najlepiej ale dwóch etatów w jednym to
nie pogodziłbym w ogóle, prawda?
problemem może być kiedy jedna osoba jest obarczona całkowita
odpowiedzialnością za opiekę co pociąga za sobą sytuacje typu - pełne
przerzucenie odpowiedzialności za opanowanie każdego kryzysu (choroba
etc) czy sytuacja uwiązanie jednego z partnerów, 'opiekuna' na 24h -
wtedy brak czasu dla siebie jest dużym problemem
jednakże, jeżeli się siedzi w domu z dzieckiem chodzi na spacery,
czyta mu durne książeczki i wykonuje inne niewymagające czynności,
poświęcając dla siebie ten czas który dziecko poświęca sobie to jest
zwyczajną nieuczciwością porównywać to z prawdziwą pracą. tyle samo
się napracuje taki 'etatowy opiekun' co pracownik biurowy w sektorze
publicznym, ale to nie jest przecież w Polsce normą.
co sądzicie? wszyscy uważają, że praca przy dziecku i praca u
krwiożerczych kapitalistów, a jeszcze gorzej u krwiożerczego siebie
jest porównywalna w ilości wydatkowanej fizycznej i psychicznej
energii?