siedem_tecz
27.08.10, 20:07
witam. byłam tzw. "szczęśliwą mężatką" przez wiele lat aż poznałam JEGO. W
moim (byłym) małżeństwie seks prawie nie istniał - raz na kilka miesięcy,
prawie wyłącznie jeśli to ja go zainicjowałam, żadnych fajerwerków, bo dla
męża wszystko - nawet pocałunek z języczkiem - było perwersją. Dopiero ON
pokazał mi jak może wyglądać sex i uświadomiłam sobie, jak bardzo jest dla
mnie ważny. Z mężem zawsze byliśmy papużki-nierozłączki - tyle, że on po
prostu miał bardzo niskie libido a ja byłam przekonana, że moim obowiązkiem
jest to znosić przez te wszystkie lata. Mój obecny partner jest maszyną do
seksu ;-) Nasz związek trwa od 10 miesięcy i kochamy się 3-5 razy dziennie. I
pomyśleć, ile mogło by mnie ominąć, gdybym nie zdecydowała się na ten
związek.... ;-)) a zrobiłam to tylko z powodu braku seksu w małżeństwie -
wszystkie pozostałe sfery były OK... w moim przypadku okazało się, że jeśli
seks jest OK, to wszystkie pozostałe niedociągnięcia o wiele łatwiej znieść.
Myślę, że zawsze lepiej zmienić nieodpowiadający nam stan rzeczy, niż być
wiecznie nieszczęśliwym ;-))