Dodaj do ulubionych

Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozwodzie

16.10.10, 19:28
Witajcie. Dluzszy czas temu pisalam, jako agag1313, ale nie umialam odzyskac swego konta, teraz taki mam login ( na wypadek gdyby ktos chcial poczytac o mojej historii). W sierpniu minela 7 rocznica slubu, rozwod odbyl sie 24 wrzesnia.
Poczatek konca malzenstwa rozpoczal sie w podrozy poslubnej, kiedy to "zostal zrobiony" potomek. Pozniej dlugie, gorzkie lata bezseksia, ratowania malzenstwa, wiary w to, ze ON sie zmieni. Szukanie terapii, lekarzy, psychologow, aranzacja wyjazdow, by byc sam na sam i... I dzisiaj wiem, ze ludzie sie tak latwo nie zmieniaja. Nie wiem czy jest gejem, moze jest...moze jest aseksualny...Kobiety, jesli Wasz facet unika seksu latami, a Wy myslicie, ze jestescie w stanie wplynac na to... ze on sie zmieni...ja nie wierze juz w cuda. Ale do rzeczy, myslalam, ze rozwod to bedzie koniec swiata, w koncu tak bardzo go kochalam, on mnie ponoc kochal nad zycie...i tylko ten, lub az ten seks ( namietnosc, pocalunki, przytulenia, adrenalina, lub po prostu seks- rozladowanie). Po 5 latach totalnej posuchy intymnej dalam ostatnia szanse, powiedzialam, ze ma czas pol roku wyprowadzajac sie ze wspolnego pokoju. Ze jesli mnie tak kocha jak mowi, to zrobi cos, cokolwiek, ze ja juz zrobilam wszytsko co moglam i Co... i NIC...Nie zrobil nic, zlozylam papiery w sadzie i dzisiaj jestem wolna. Mam synka, myslalam wczensiej, ze robie to dla niego- nic bardziej mylnego. Jesli mama jest nieszczesliwa w zwiazku dziecko to wie, to czuje, a poza tym jaki wzor zapodywalam synkowi, jaki model rodziny, malzenstwa..??? ...
Kamien z serca mi spadl. Trzeba myslec o tym co bedzie za kilka lat, zadac sobie pytanie czy chce tak zyc. Ja nie moglam, juz nie potrafilam, nie moglam zniesc, psdalam w dol pograzajac sie coraz bardziej i bardziej... Trzymam kciuki za ludzi w rozterce i za decyzje, ktore trzeba podjac, czesto z pozoru wbrew sobie. Pozdrawiam wszystkich sponiewieranych obojetnoscia i manipulacja z drugiej strony.
Agnieszka
Obserwuj wątek
    • lucyliu Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 16.10.10, 19:55
      Ciężko chwalić, ciężko ganić, ale "nie ma tego złego co na dobre nie wyjdzie" może czeka Cię lepsza przyszłość, może spotkasz kogoś kto będzie dla Ciebie idealną połówką? W każdym bądź razie trzymam kciuki za Twoje nowe życie :)
    • sisi_kecz Szacun 16.10.10, 20:56
      Podziwiam Twoją konsekwencję: "pół roku albo koniec" i zakończyłaś zgodnie z zapowiedzią.
      Wielki szacun, niewiele osób by dało radę, ja nie dałabym na pewno.

      Teraz czeka Cie pełen barw i niespodzianek czas- czas kiedy możesz wszystko, a zrobisz tylko to, co dobre dla Ciebie :)

      Jak wspaniale, że kobiety mogą dziś wyrywać sie z niekorzystnych dla siebie układów, bez otruwania mężów ;)))

      duze pozdro!!!
      • ag13ag13 Re: Szacun 17.10.10, 18:41
        Dziekuje Ci bardzo za zrozumienie, wiele mnie to kosztowalo, oj wiele...Ale jak napisalas, to wspaniale, ze kobiety moga sie wyrwac i...wyrywaja..
        Pozdrawiam
        Agnieszka
    • m00nlight Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 16.10.10, 21:03
      Podziwiam za konsekwencję i życzę najlepszego :)

      Trzymam kciuki, niech Ci się ułoży.
      • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:42
        Dzieki, trzymaj, bo chyba sa mi potrzebne, czuje sie czasem jak wypluta, wylaczona z rzeczywistosci. Mowia...czas leczy rany. Oby mieli racje, na to licze.
        Agnieszka
        • m00nlight Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 20:28
          Leczy leczy :) Sama jestem po rozwodzie to wiem że to nie koniec życia tylko początek :) Ot, zmiana jak każda inna, masz życie w swoich rękach, odpowiednio pokierujesz- będzie tylko lepiej :) Najważniejsze to iść do przodu, wyciągać wnioski i uczyć się na błędach- wtedy najtrudniejsze sytuacje będą cenne. Zobaczysz, przyjdzie czas że będziesz się cieszyć z tego rozwodu- bo to było najlepsze wyjscie i nie daj sobie wcisnąć kitu że jest inaczej.
    • ore.ona Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 16.10.10, 22:04
      Po 5 latach totalnej posuchy intymnej dalam ostatnia szanse<

      Po pięciu takich latach już by mnie nie było wśród zdrowych psychicznie.
      Jak to wytrzymałaś?
      Życie obok mężczyzny który zachowaniem potwierdza że nie pragnie to koszmar..
      • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:45
        Witaj, powiem tak...nie wytrzymalam, nie wiedzialam co sie dzieje, mialam wrazenie walki z wiatrakami., Na poczatku nie...pozniej juz tak, ale za bardzo kochalam chyba, nie widzialam pewnych nieuchronnych rzeczy...wierzylam , ze on sie zmieni, mowil jak bardzo kocha. Byly zalamania, byly depresje, byly epizody astmy, dzis wiem, ze to nadreaktownosc oskrzeli na tle nerwicowym. Duzo przyzylam tak mysle... w imie "milosci" Nie da sie wyjsc bez szwanku z chorej milosci, milosci bez wzajemnosci, platonicznej lub tez innej chorej. Ja tak uwazam... Ale temat na inne dyskusje...Dluuuugi temat.
    • olgalula Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 16.10.10, 22:18
      jakbym czytała o sobie. Też się rozwiodłam 24 września a 23 września minęło 9 lat bezseksia...Beznadzieja... Nie ma na co czekać, trzeba brać życie w ręce i zwiewać od takiego "partnera". Pozdrawiam
      • sq6unny Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 16.10.10, 23:04
        Kolejne potwierdzenie, że seks w związku jest jak zaprawa w murze.
        Bez zaprawy same cegły długo w nim nie postoją.
        Ja przeżyłem tak rok (bez seksu) i się okazało, że mam taaakie rogi, w pewnym sensie na własne życzenie.
        Życzę powodzenia w dążeniu do celu.
        P.S.
        Mam tylko nadzieję, że jestem już na prostej.
      • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:48
        Czasem po prostu trzeba czekac. Nie wiesz na co...Teraz mysle, ze kazdy dojrzewa do pewnych decyzji w innym czasie. Do waznych decyzji trzeba dojrzec, jednym zajmuje to rok, innym dwa lata, mnie ponad 5. Szkoda, a moze wlasnie nie, bo gdyby to sie stalo te 5 latemu nie mialabym sil, nie mialabym ochoty na nic, zadawalabym sobie pytanie, czy zrobilam wszystko co trzeba, co powinnam...?! A teraz wiem, ze zrobilam w swoim przekonaniu wszytsko... po prostu wszystko...
    • songo3000 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 12:31
      Powodzenia :) Nie myśl o tym, że straciłaś 7 lat. Pomyśl lepiej ile czasu zyskałaś!
      • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:49
        Hej, latwo tak mowic, na razie oplakuje, ale ...wiem, ze bedzie dzien, ze odetchne i pomysle, Kurde...cale zycie przede mna !!!!!!
    • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 15:32
      Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw

      Czyli robiłaś wszystko, żeby facet miał ochotę na seks:-) Nowych fagasów też tak wyrywasz?

      Szukanie terapii, lekarzy, psychologow, aranzacj
      > a wyjazdow, by byc sam na sam i...

      I szukanie tych specjalistów zajeło Ci tyle lat? A co z wizytami?

      Kobiety,
      > jesli Wasz facet unika seksu latami, a Wy myslicie, ze jestescie w stanie wply
      > nac na to... ze on sie zmieni...ja nie wierze juz w cuda.

      Ja też w cuda nie wierzę. Wiem też, że chcieć znaczy móc.

      Trzymam kciuki za
      > ludzi w rozterce i za decyzje, ktore trzeba podjac, czesto z pozoru wbrew sobie

      Czyli nie ma szansy na poprawę?
      To że Tobie się nie udało, nie oznacza, że jest to niemożliwe... Pokazuje co najwyżej czego robić się nie powinno:-)
      • kag73 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 15:44
        Zakleta, do tanga trzeba dwojga. Nie przyszlo Ci do glowy, ze moze jej maz nie chcial tanczyc.

        Ja w kazdym razie gratuluje, ze zdobyla sie na roztanie, chociaz troche jej to zajelo, ale jednak.
        Zycze powodzenia, z facetam czy bez!
        • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 16:01
          Może faktycznie Kag mam ostatnio problemy z rozumieniem:-)

          Regularnie na forum pojawia się ktoś oświecony i sprzedaje nam uniwersalną prawdę, czyli albo rozwód, albo kochanek:-) Nawołuje wręcz do zrobienia tego co on sam zrobił, bo "nie ma szans". Pomyślałam, że to jest w ten sam deseń.

          Pojawiła się nawet lista rzeczy, które autorka zrobiła, żeby naprawić małżeństwo, czyli:
          -SZUKANIE specjalistów. A co dalej? Samo szukanie to mało:-) Nie uważasz?
          - płacz
          - krzyk
          - wiele lat braku konsekwencji (poza tym "na koniec")

          I to ma mnie przekonać, że nie było możliwości, że nie można poprawić stanu rzeczy?
          • kobieta_z_polnocy Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 16:21
            Zaklęta, myślę, że siedem lat stawania na głowie i ciągłej frustracji to wystarczający dowód na to, że tylko jedna strona chciała coś zmienić.

            Walka ma sens jak się walczy ramię w ramię z mężem, a nie przeciwko niemu.
            • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:40

              Ale ja nigdzie nie piszę, że ktoś powinien walczyć do usranej śmierci:-) Ba, jestem nawet zadania, że jeśli mąż daje to kobieta ma prawo do rozwodu:-)

              Zwróciłam uwagę, że kobieta robiła wszystko, żeby facetowi się nie chciało... Ty masz ochotę na seks, gdy mąż krzyczy i płacze? SZUKANIE specjalisty by pomogło poprawić Twoją ochotę? A może płacz i krzyk to raczej kiepski afrodyzjak?

              > Walka ma sens jak się walczy ramię w ramię z mężem, a nie przeciwko niemu.

              Zgadzam się, gdybym była w związku z roszczeniowym gościem, któremu wszystko się należy a ja na wszystko muszę zasłużyć to nie widziałabym sensu walki. Nie widziałabym w ogóle sensu związku... Jestem zbyt leniwa no i skłonności do masochizmu też mam raczej wątłe:-)
          • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:56
            Wyciagasz mylne wnioski, placz i krzyk byl pozniej po latach....ech, nie chce mi sie nawet Tobie tlumaczyc, bo jesli tak pochopnie oceniasz to na nic opisy....Mysl co chcesz. Ktos kto przezyl cos takiego pewnie zrozumie...
            • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:59
              Może po prostu Ty kiepsko opisujesz. a dokładniej źle dobierasz fakty, które są warte napisania...
              • m00nlight Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 20:32
                Raczej Ty masz problemy z czytaniem z zrozumieniem.

                Ja (i nie tylko ja jak widac) od razu zalapalam o co chodzi w poscie a Ty musiałaś się doczepić przyklejając od razu Autorce odpowiednią 'łatkę' Może dlatego że nie doczytalas wszystkiego? W sumie po co, wystarczy wybrać te najbardziej 'interesujące fragmenty' ;)
                • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 18.10.10, 01:53
                  No widzisz Moon jakie to proste. Zakleta nie potrafi czytać ze zrozumieniem, dopowiada sobie treść i nie trzeba już myśleć o tym, żeby z facetem o pieniądzach pogadać... Na szczęście znalazło się kilka mądrych osób, które Cię wspierają:-)
            • m00nlight Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 20:30

              Nie ma sensu tlumaczyc, Zaklęta tworzy sobie zadziwiające 'skróty myślowe' i ma tendencję do baaardzo wybiórczego czytania postów. Olej, szkoda ścierać klawiatury.
      • prawdziweja Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 16:04
        Zakleta Twoje wypowiedzi przepełnione są niezrozumieniem, pretensjonalnością i nietrafnymi uwagami.

        Ciekawa jakie masz rady dla kobiety, która została oszukana przez mężczyznę aseksualnego bądź homoseksualnego i "zaciągnięta" przez ołtarz. Czy uważasz, że przebranie się w seksowne łaszki, bycie słodkim i usłużnym jest w stanie zmienić sopel lodu w ognistego ogiera, geja w konesera pipek...
        • m00nlight Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 16:31

          Nie zapominaj że 'chcieć to móc' ;)

          I jak się kobieta wystarczająco postara to i z homoseksualizmu wyleczy.

          Jak nie wyleczy- znaczy gdzies popelnila błąd (albo kilka) ;)
          • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:43
            Homoseksualisty nie wylecz, bo i po co?

            Widzisz Moon, czasami chodzi o coś ogólniejszego... Jeśli ktoś szuka miłości to związek z gejem potraktuje co najwyżej jako przystanek przed tą prawdziwą:-) Jeśli ktoś szuka sposobu na życie, to będzie mu to na rękę- mozna zrobić z tego użytek...
            • m00nlight Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 20:22
              Ty, widzisz, kurcze, nie wpadlam na to.

              Ale dzięki za radę. To wszystko zmienia, już otwieram szampana piccolo i zaczynam się cieszyć z tej zajefajnej sytuacji.
      • ore.ona Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 17:52
        Wiem też, że chcieć znaczy móc.<
        Ja chcę, ja mogę.
        On nie chce- ja go -przekonam?, zmuszę?, zachęcę?, zmanipuluję?
        Już wiem-
        -zaczaruję;)

        • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:45
          Moje rady są niezmienne:-)

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,100387979,100454704,Re_On_nie_ma_ochoty_na_sex_8211_czuje_ze_nied.html
          PS
          Nie, nie uważam, żeby kobieta miała obowiązek się starać. Ja świetnie rozumiem, że są mężczyźni dla których nie warto:-)
          • kag73 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 19:15
            A przyszlo Ci kiedys do glowy, ze Twoje "zlote rady" ewentualnie nie zawsze dzialaja? Jezeli ktos np. jest aseksualny albo innej orientacji, co pomoze robienie sie na bostwo i wzbudzanie zazdrosci i spedzanie wolnego czasu smemu? Przypuszczalnie NIC!
            • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 19:49

              > alaja? Jezeli ktos np. jest aseksualny albo innej orientacji, co pomoze robieni
              > e sie na bostwo i wzbudzanie zazdrosci i spedzanie wolnego czasu smemu?

              Trudno mi sobie wyobrazić, żeby gej mógł się na kobiety przeorientować ale przyznaje, że nie próbowałam.

              Nikt mi jednak nie wmówi, że płacze, krzyki i brak konsekwencji jest sposobem walki o związek. Jest raczej objawem bezsilności. Wbrew pozorom to też rozumiem, co nie oznacza, że polecam jako metodę na rozgrzanie partnera.

              Często piszą tu panowie używający stwierdzenia "zrobiłem już wszystko". A jak człowiek się pyta co to znaczy "wszystko" to okazuje się, że "szczere rozmowy" i branie na litość.

              No ale ok przyznaje, pojechałam stereotypowo. Autorka wątku faktycznie mogła robić inne rzeczy z listy tych, które zawsze polecam. Od razu założyłam, że nie robiła... Na usprawiedliwienie mam to, że w poście wymieniła właśnie te nieskuteczne a nie wspomniała o tych (IMO) skutecznych. No ale przecież ciężko o wszystkim napisać od razu, w jednym poście.
      • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 18:53
        Zalosnie czytalam ten mejl. Nie rozumiesz mnie chyba. Nie ma fagasow, nie bylo. Byly terapie, ale bezowocne. Nie napisalam by dawac rady, ale po to, by zdac relacje z moich losow...kiedys przed laty pislam o moich klopotach. Moj mejl byl kwintesencja finalu- czytaj rozwod. Tyle. Chciec znaczy moc... heh...demagogia dla mnie. Nie napisalam nic w temacie, ze mnei sie nie udalo, ze nie wierze ze innym sie nie uda. Mialo to znaczyc, ze mnie sie wlasnie udalo. Wyrwalam sie z pewnej niemocy, swego osobistego nieszczescia, z ktorego latami nie moglam wyjsc...och...czemu tak to odebralas... nie mam pojecia... moze wedel siebie...
        Chcialam napisac i facetom i kobietom, ze rozwod to nie koniec swiata...chociaz na poczatku tak sie wydaje...

        Zycze wspanialego zycia...
        • zakletawmarmur Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 19:03
          Wybacz ale Twój post skojarzył mi się z postami Superprawdy. Teraz po sprostowaniu bardziej rozumiem o co Ci chodzi...
        • malwa200 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 18.10.10, 10:56
          a napisz, jak znósł rozwód Twój mąż? zgodził się od razu?
          • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 25.10.10, 17:16
            No wiec myslalam do konca, ze cos sie zmieni ( o naiwnosci ludzka). W koncu mnie tak bardzo kochal i mowil, ze pragnie naszej bliskosci. Zlozylam pozew, powiedzialaM... zmartwil sie, powiedzial ze kocha i jak zawsze na slowach, pustych slowach sie konczylo. Zeby nie cierpiec jeszcze bardziej, poprosilam by sie wyprowadzil jak najszybciej. Wyprowadzil sie bez slowa, bardzo szybko. Plakal, co bolalo jeszcze bardziej, chyba nie byly to szczere lzy, bo w ogole nie powalczyl...w sumie nigdy o nasza milosc... Znalazl sobie szybko kwatere przy kosciele...Tam uczeszczal na tzw. kolko biblijne. Na wszystko sie zgadzal, tak jakbym mu pomogla kamien z serca zrzucic, moimi rekoma... jakbym dala mu jednoczesnie wolnosc. Kurde, ciagle plakac mi sie chce, chcociaz myslalam, ze juz bedzie ok. Tysiac razy bardziej wolalabym, by mnie zdradzil, niz zyc z nieswiadomoscia i milionem znakow zapytania.. Chcial udawac przyjaciela do konca...Mamil , ze kocha, moze kochal...ale coz to za destrukcyjna i toksyczna milosc. Jak mozna mowic, ze sie kogos kocha i jednoczesnie kogos deptac, ponizac moralnie, patrzec jak popada w choroby, unieszczesliwiac... patrzec na lzy, smutek i bezsilnosc. Czy to milosc...??? nie wiem, ja tak nie umiem oszukiwac... bo dla mnie to oszustwo...
            bez sensu to wszystko, liczyl na to , ze ja tez tak do tego podejde, ale ja nie umiem, jak napisalam wczesniej, za bardzo kochalam widocznie i nie potrafie sobie tego wszystkiego poukladac w glowie. Mysle, ze mu sie dobrze mieszka samemu, robi co chce, jak chce,
            kiedy chce. Nie ma obowiazkow domowych. Dzieckiem oczywiscie sie zajmuje, jest lepszym ojcem niz kiedykolwiek. Ech, do Du****
            Mam gorszxe dni od jakiegos czasu i wielki zal w sobie, ale taka ponoc kolej rzeczy, jak w zalobie, trzeba swoja droge krzyzowa przejsc. Moze czas na psychologA, PSYCHIATRE...
            Pozdrawiam wszystkich serdecznie i mimo iz moj mejl wyszedl upiornie...to mam nadzieje, ze w koncu sie usmiechne, ale tak swobodnie, bez grymasu i kontrolki, ze tak po prostu czasem trzeba sie usmiechac
            A.
            • chesterfield777 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 01.11.10, 01:13
              Witam ...

              Zainteresował mnie "temat" ... Przekornie i cyniczne "wszedłem" w temat jako osoba niejako z drugiej strony barykady ... acz z analogicznym problemem ...
              Poczytałem wypowiedzi (trudno w ciągu kilku minut zrozumieć kontekst i chronologię wypowiedzi) ... Coś mnie wkurzało ... z czymś się solidaryzowałem ... Nie wiem, która z Pań i co konkretnie napisała ... Acz w pewnym sensie bawią mnie wynikłe tak szybko antagonizmy ... Nie chcę zdradzać swoich typów ...
              Oto co myślę :
              1. Autorka wątku dość jednostronnie i powierzchownie przedstawiła sytuację ... jej niewątpliwa i uzasadniona emocja i ogromny ból nie jest bazą do tego aby cokolwiek komentować ... jestem przekonany że to nie jest całość obrazu "sprawy" ... choć prawdopodobnie chce się po prostu wygadać, bez oczekiwania na feedback ...
              2. Autorka pisze, że płakała, krzyczała etc etc ... może coś przegapiłem ... ale czy było miejsce na rozmowę ? rozmowę ... terapię etc etc ... słowem rozumne działanie ...?
              3. jest seks i seks ... diabeł tkwi szczegółach a tak na prawdę nikt nie wie co autorka ma na myśli ...jaki seks ... seks w ogóle ? seks misjonarski ? polinezyjski ? hiszpański ? grecki ?
              jestem wredny ale j.w. diabeł ... i tak na prawdę nie wiadomo o co chodzi a ja śmiem się domyślać, że jest parę "motywów", których czytelnicy wątku nie wiedzą i nie domyślają się
              4. gdzieś była mowa o homoseksualizmie męża ... jeśli tak jest w istocie, to w rzeczy samej, ów facet zasługuje na potępienie i chwała autorce że końcu zdecydowała się na działanie ... choć być może zbyt późno ... patrz pkt 2. ... gdyby wcześniej rozmowa i otwarcie - konstruktywne działanie , to być może mniej cierpień ...
              5. upraszam o wybaczenie - nie chciałbym ranić niczyich uczuć religijnych (w tym Autorki wątku) ... ale zestawienie takich a nie innych problemów małżeńskich z tzw. kółkiem biblijnym
              małżonka układa się w smutną całość ... nie kontynuuję, choć w każdej chwili mogę bezlitośnie rozwinąć temat ... choć to z kolei może dot. i jednej i drugiej strony
              6. Autorką targają emocje, ból, cierpienie ... trudno się dziwić ... jak sobie pomóc, w "tych terminach" ... czas zaciera ślady - uważam, że nie leczy ran - dodam : jak sobie pościelesz tak się wyśpisz ... pewnie jest jakaś analogia z drogą krzyżową ale na Boga : na terapię małżeńską był czas wcześniej ... a teraz ? czy terapia ? mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej .... ... ale do diaska : profesjonalista może pomóc - ale nie psychiatra !!!! nie każdy psycholog (znaleźć kogoś z rekomendacją!!!) i na pewno nie ksiądz proboszcz-spowiednik !!!
              Można by pokrętnie rozwinąć kwestię prawa naturalnego ... Mamy prawo do odczuć, potrzeb i ich realizacji ... Psychiatry potrzebują dewianci pozbawieni ludzkich odruchów ... Autorka do takowych ze wszechmiar nie należy ... noooo ... tego raczej jestem pewien ...
              6. autorka ma rację ... obraz nieszczęścia domowego ma ogromny wpływ na dziecko - dziecko znacznie więcej widzi i czuje aniżeli nam się wydaje ... to nie jest dobre
              7. autorka ma rację ... miłość bez bliskości, intymności, sensoryczności jest kaleka ... Autorka ma prawo oczekiwać od tej drugiej strony ... której przyrzekała, której zabezpieczyła sukces reprodukcyjny ... kompatybilności, interakcji, współpracy etc etc ...
              8. na koniec odrobina dziegciu : "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem" ...

              Pozdrawiam Autorkę i życzę jej przede wszystkim spokoju i ukojenia ... i dalej odrodzenia i siły aby nie popełniać dalej tych samych błędów ....
              • sisi_kecz Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 01.11.10, 09:28
                chesterfield777 napisał:

                > Zainteresował mnie "temat" ... Przekornie i cyniczne "wszedłem" w temat jako os
                > oba niejako z drugiej strony barykady ... acz z analogicznym problemem ...'

                tzn.? Jesteś aseksualnym mężem, który nie chce ruszyć dupy, aby coś polepszyć w związku?

                2. Autorka pisze, że płakała, krzyczała etc etc ... może coś przegapiłem ... al
                > e czy było miejsce na rozmowę ? rozmowę ... terapię etc etc ... słowem rozumne
                > działanie ...?,

                Autorka napisała na pierwszym miejscu: "RATOWAŁAM" w tym zawierają sie zapewne rozmowy, prośby o terapię, wszelkie "pokojowe" i polubowne próby RATUNKU.
                stoi jak byk, ale nie zauważasz, bo nie pasuje do wizji?

                > 8. na koniec odrobina dziegciu : "kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamien
                > iem"'

                W związku zawsze dwie strony pracuję na sukces i odpowiadają za klapę- dlatego to sie zowie związkiem- to oczywiste, a że pisze jedna strona to jest jednostronne ujęcie, nie ma innej możliwości, gdyby pisały osoby bez win, to nie byłoby żadnych wpisów ;)

                (na koniec od sisi: przestań nadużywać wielopkropka, bo to pretensjonalnie sie prezentuje.)

                duze pozdro!!!
                • chesterfield777 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 01.11.10, 13:45
                  Witam ponownie ...
                  Póki co, do mojej wizji nie pasuje fakt, że Szanowna sisi_kecz pokazujesz aksamitne pazurki ... zupełnie nieadekwatnie do intencji mojej wypowiedzi ... Nie wnikam dlaczego, bo i po co ...
                  to nie Twój wątek. Jeśli ponowna lektura mojej pierwszej wypowiedzi nic nie da ... śpieszę z wyjaśnieniem, streszczeniem i upraszam o chwilę skupienia ...
                  Moja wypowiedź, jeśli chodzi o meritum sprawy, jest pisana w trybie przypuszczającym - na inny się nie pokuszę, przy takim poziomie informacji od Autorki ... Niczego nie przesądzam i nie "wojuję" w imię którejś z opcji ... Choć zdecydowanie rozumiem i ubolewam nad traumą Autorki.
                  Twój argument dot. "ratowania" wydaje się mieć taki sam ciężar gatunkowy jak i moja wypowiedź - piszesz cyt. : "w tym zawierają się zapewne ...". Błądzisz we mgle w takim samym stopniu jak i ja ... Były takie czasy w historii hominidów kiedy "ratunkiem" na wszystko było upuszczanie krwi, a nieco później lewatywa (choć ta ostatnia wielu i po wielokroć mogłaby aktualnie pomóc). Deklaracje tego typu mają często charakter życzeniowy, i najczęściej to jest zbyt mało i dopiera głębsza analiza daje odpowiedź co, gdzie, dlaczego i jak nie zagrało... Tym bardziej to wszystko wydaje się "pomieszane" że problemy Autorki wydają się w pewnej warstwie pewnymi standardami (bez umniejszania ich wagi) w praktyce seksuologicznej czy psychologicznej.
                  "kto jest bez winy ..." - ależ Moja Droga sisi kecz : wyjęłaś mi to z ust - nie inaczej i na to między innymi chciałem zwrócić uwagę w mojej wypowiedzi ... Czyli zostało to dobrze zrozumiane ...:-))

                  Nie jestem aseksualnym mężem, nie jestem geyem ... Wręcz przeciwnie ... Moja cyt. "dupa" jest jeszcze, pomimo pewnej patyny wieku, dość "ruchliwa". I dalej : widziałem parę rzeczy w życiu, mam pewne doświadczenie, które daje mi powody zarówno do dumy jak i wstydu z kondycji ludzkiej w ogóle, w szczególe, męskiej, damskiej i oczywiście mojej i mojego najbliższego otoczenia ...
                  Acha ... jestem pretensjonalny. Licentia poetica ,,,

                  Również pozdrawiam ...
                  ... w szczególności Autorkę wątku ...
                  • sisi_kecz Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 01.11.10, 19:42
                    Sam uzyłes zwrotu, ze jestes osobą "niejako z drugiej strony barykady", który sugeruje bycie w opozycyjnej opcji wzgledem Autorki watku, czego ani nie potwierdziłes ,ani nie zaprzeczyłes po moim dopytaniu.

                    aga pisała w wątku o swoich różnych próbach RATOWANIA relacji z mężem, nic do goscia nie dotarło, nawet ostateczne ultimatum- nie wiem jak trzeba byc uprzedzonym do Autorki, aby mimo wszystko szukać dziury w całym po jej stronie- jesli chodzi o zarzut, ze tylko krzyczała na biednego misia.

                    a pretensjonalne wielokropki to stawiaj do woli, nikt Ci nie zabroni ;)

                    duze pozdro!!!
                    • chesterfield777 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 01.11.10, 21:49
                      ... nie potwierdziłem, ani nie zaprzeczyłem ... jak najbardziej. Co więcej, napisałem jeszcze parę innych rzeczy w pierwszym mailu, które zaprzeczają zarówno opozycji jak i pozbawionemu podstaw przytakiwaniu, które tyleż miłe dla uszu co szkodliwe ...
                      Cyt. : "aby mimo wszystko szukać dziury w całym po jej stronie" - a gdzie to Moja Droga wyczytałaś ? Hę ?
                      Poczytaj Moja Droga jeszcze raz moje maile, a ja się spróbuję wypisać z wątku.

                      Pozdrawiam ...


              • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 05.11.10, 17:32
                Czesc. To jest cytat mego mejla sprzed 2 lat, wtedy pierwszy raz juz zrozpaczona tu trafilam i tak sie ciagnelo... jesli chcesz poczytac o mojej ewaluacji poszukaj autora agag1313. Kurcze, sama to wbilam i nawet nie chcialam swoich postow czytac...bleeeee, a oto jeden z cytatow, jesli chodzi o terapie ( przypominam sprzed 2 lat- bylo w miedzyczasie wiecej prob naprawczych z mojej strony)- dodam ze procz psychologow i psychiatrow byl terapeta malzenski... ale oczywiscie z mojej strony, bo eks maz byl nadasany i nie widzial powodu i potrzeby. Acha, z dystansu wiem, ze leczenie eksa bylo na sile, spowodowane moimi naciskami, nic \z tego nie wynikalo, tabl. nie bral, mimo iz mial zaleca, wszystko oelwal, dlugo by opisywac wszystko, watkow, staran i prob i roznych podejsc do sprawy bylo milion, nawet na taniec brzucha sie zapisalam... a on powiedzial, ze to dla niego aseksualne, a ja go wtedy jeszcze tak bardzo kochalam.


                :

                Witam, po ponad 3 latach totalnego braku seksu, kryzysu, wizytach u terapetow
                malzenskich, wizytach u seksuologow (lacznie 3 roznych) ,
                terapii...sprobowalismy, nie wyszlo. Boje sie, ze maz juz totalnie sie zrazi.
                Widze, ze chce przerwac ten stan rzeczy, bo w koncu sie leczy, ale ... no nie
                stanal mu, mowiac kolokwialnie. Co robic. Pomocy!
    • vergaa Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 17.10.10, 20:16
      dluga droge przeszlas, teraz kolejna sie szykuje
      ale gratuluje decyzji, domyslam sie jak ciezko z upragnionym dzieckiem, dla ktorego chcesz rodziny, szczesliwej rodziny
      trzymam kciuki i wierze, ze tak bedzie lepiej, na pewno :)
      • drobinka11 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 18.10.10, 17:55

        Witam!

        Gratuluję zdecydowania, konsekwencji, porzucenia lęku przed samotnością i życzę, by trudna decyzja zaowocowała czymś wspaniałym i to na dłużej.

        Dobrze wiem, że fatałaszki, mizdrzenie się, praca nad super figurą, a nawet wrodzony urok i tzw.sex appeal na aseksualnych nie podziałają, choćbyśmy litanie i zdrowaśki na dodatek co dzień odmawiały. Naiwnością jest sądzić, że parę seksownych ciuchów i kolacja we dwoje coś w taki skomplikowanej relacji jak Twoja i moja cokolwiek pomogą. Powodzenia!
        • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 25.10.10, 17:20
          Masz calkowita racje, ale ja w swojej naiwnosci praktycznie do konca liczylam na to, ze cos wskoram. Dzisiaj wiem, ze to byla mzonka. A zrobilam chyba wszystko, tak w mojej ocenie. Pozdrawiam, Agu
    • yulija Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 18.10.10, 19:02
      tak sobie siedzę i czytam, Twój post, komentarze i w zasadzie tylko jeden wniosek przychodzi mi do głowy... nie potrafimy żyć bez ciepła, bliskości, namiętności... nie potrafimy przyjaźnić się z naszymi drugimi połówkami...
      Nie, nie... nie zrozumcie mnie źle... sama nie wiem czy seks jest dopełnieniem miłości czy miłość dopełnieniem seksu... czy BLISKOŚĆ, która sama w sobie jest już spełnieniem przychodzi po 30, 40 czy 100 latach związku...a wszystko co przed tym jest swoistego rodzaju uzależnieniem od dotyku, słów, oczu wpatrzonych w Ciebie... napięcia, które potrafi wzrastać godzinami albo osiągnąć apogeum w minutę...
      tego się nie wie, to się czuje...
      no bo czy można kochać kogoś tak bardzo żeby zrezygnować ze swoich potrzeb seksualnych? czy trzeba czasu, żeby te potrzeby wygasały wspólnie.... no i w końcu za co kogoś kochamy? za seks? czy za to jaki jest?
      Trudne to wszystko ....
      • sunrise2006 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 23.10.10, 20:16
        gratuluję decyzji i podziwiam, że Ty ją podjęłaś. Ja po latach posuchy zostalam raczje postawiona przed faktem dokonanym - pojawiła się zastępczyni . No więc się teraz zbieram.Ale tyle lat to zajęło. A teraz watpię, czy poznam jeszcze kogoś . wszyscy faceci mocno po 30 albo zajęci, albo dziwni jacyś...

        ehhh życie
      • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 25.10.10, 17:22
        Ja sobie przestalam calkiem z brakiem bliskosci radzic. I nie wierze teraz ze seks moze isc w parze obok milosci lub milosc obok seksu. oCZYWISCIE zbilansowane wszystko musi byc. kurcze, tak mi lza sie kreci po Twoim mejlu, ale ja mam teraz takie gorsze dni.
        Pozdrawiam, Agula
        • efi-efi Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 25.10.10, 17:37
          A jakie było orzeczenie sądu?
          • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 26.10.10, 18:29
            Czesc, nie bylo orezekania o winie. Chcialam szybko zamknac bolesny temat. Szybko, krotko, zwiezle i na temat, mialam wrazenie ze rozwod trawal 5 miniut. W rzeczywistosci bylo to moze ze wszystkim jakies 20 minut.Zadnych pytan, roztrzasania...
            • 0ldjoanna Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 26.10.10, 19:41
              Nie rozumiem jak można pisać, że 100 czy 1000 razy wolałoby się być zdradzoną, niż żyć z aseksualnym facetem ;/ Może on wcale nie oszukał cię świadomie ? A co jeśli wiążąc się z tobą nie zdawał sobie sprawy ze swojej aseksualności? Pewnie dobrze się stało, że się rozstaliście, może spotkacie bardziej odpowiednich dla siebie partnerów, choć to przecież nie jest pewne - życie to nie harlequin niestety...
              • ag13ag13 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 28.10.10, 17:46
                Nie rozumiesz i pewnie nigdy nie zrozumiesz. Od nikogo tego nie oczekuje.
                Agnieszka
                • olewka100procent Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 31.10.10, 21:54
                  no i dobrze zrobiłaś. Uważam że powinno być takie pytanie np na portalach matrymonialnych . Pytanie o temperament . Ile by to zaoszczędziło co niektórym czasu i nerwów
    • nimka12 Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 15.11.10, 00:00
      Bardzo się cieszę, że tutaj trafiłam :( teraz wiem, że nie jestem sama :(
    • forumowiecgwna Re: Ratowałam,krzyczałam,płakałam..jestem po rozw 15.11.10, 16:14
      Jak dla mnie to jestes przykladem kobiety myslacej "po" i tyle. Jak rozumiem z Twej ckliwej i jednostronnej opowiesci jestes jedynie pokrzywdzona kobieta, ktora nie wiadomo czemu 10lat byla w zwiazku a wczesniej byla tylko i wylaczenie slepo zakochana. Daj na luz kobieto.
      Z Twojej opowiesci wynika ze ten Twoj "eks" to jest jakis koszmar, facet chodzi na kolko biblijne (on naprawde to robi?????), Ty jestes super i wiecznie gotowa, a on Cie olewa. Szkoda ze znamy tylko koncowke - moim zdaniem oboje zapracowaliscie na taki stan rzeczy calymi latami, i to zapewne po rowno. Fakt tez ze seks jest powodem rozstania tylko i wylaczenie swiadczy o tym co spajalo wasz zwiazek - przynajmniej z Twojej strony. On zapewne ma inne zdanie na ten temat, on pewnie ceni w Tobie rozne cechy, do wielu sie przyzwyczail.

      Swoja droga ten motyw z kolkiem biblijnym uznalbym za zwykle forumowe "pisactwo", ale skoro masz w miare spojna historie uzytkownika to wyglada ze to prawda... sorki, ale kolko biblijne i dorosly facet... To tylko potwiedza fakt ze pewnie Twoj "eks" widzial w Tobie inne cechy niz zwykle takie, no brzydko to pisac, ordynarne czynnosci i fizjologia...
      Dziwi mnie Twoja decyzja, bo wiele malzenstw ma podobne problemy - ba jest to dosc naturalny proces. Jezeli oboje chca to zwykle dochodza do jakiegos rozwiazania - ja znam kilka przykladow "z zycia", ktore z ksiazkowymi bzdetami nie maja nic wspolnego. Np. znam swietna parke ktora wziela rozwod i po 3latach zeszla sie ponownie i dzis zyja razem i jest naprawde dobrze, znam tez parke ktora przy takim momencie z trudnosciami zmienila styl zycia - wiem, to glupie, ale facet zaczal wyjezdzac na tygodniowe delegacje. Smieszne? Raczej nie - oni dzis jak do siebie dopadna to az na dworcu iskrzy, a sam koles mi kiedys zdradzil ze to im naprawde pomoglo, bo jakos "nabrali odleglosci" a przy okazji wrocilo to co kiedys ich laczylo. Znam tez z obserwacji malzenstwo rolnicze, i wiem ze mimo niewielkiego stazu co zime pojawia sie ten sam problem. Taki ze w okolicach lutego oni nie moga juz ze soba wytrzymac w domu. A potem przychodzi okres ciezkiej roboty calymi dniami i tak kolo lata jak ich widzisz to wyglada ze nie chca byc bez siebie ani sekundy wolnego czasu... Nie mowie ze sa to wzory do kopiowania - po prostu, kazdy powinien patrzec na swoja sytuacje i odpowiednio reagowac,albo chociaz probowac bo to czesto juz wystarczy. Sama piszesz ze bylo duzo mowy a potem zero rzeczywiscie wykonanych czynnosci... Ty akurat poszlas na wojne, ale Twoj eks mogl to zle zrozumiec - on widzi tylko to ze Ty nie chcesz miec z nim nic wspolnego i tyle. Pewnie tez wymyslil sobie jakas projekcje, ktora pozwala mu z tym zyc - moze ze masz jakiegos lepszego na boku, a przeciez nie kazdy musi byc ogierem z opowiesci weselnych dam albo gejzerem godzinnych wytryskow. Widac jakos sie z tym pogodzil, albo na tym "kolku" jest jakas madonna ktora go bardziej pociaga.

      Czlowiek czasem musi spasc na samo dno zeby sie podniesc. Moze Twoj eks-facet po prostu potrzebuje zeby nim sieknac o glebe, bo srodki dydaktyczne zawiodly...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka