Dodaj do ulubionych

Mam dość posuchy!

19.02.11, 09:07
Potrzebuję napisać. Rad - lepszych, gorszych.. Nie wytrzymuję.
Nie układa się na - od A do Z. Właściwie, gdyby był seks, to i ja patrzyłabym na wszystko inaczej.
Tymczasem jestem sfrustrowana i samotna. I co z tego, że mam męża od niemal 9 lat ?!
Co z niego mam ? Nawet seks muszę uprawiać sama ze sobą. Mam tego serdecznie dość.

Od półtora roku zapisuję częstotliwość "spotkań'' w swoim kalendarzu, żeby mieć obiektywny osąd sytuacji. I tak, od początku tego roku - 3 stosunki: z czego dwa "wymuszone"(???) przeze mnie, a jeden na powitanie, kiedy nie było mnie tydzień w domu.
Kiedy rozpoczynam temat, to po raz n-ty słyszę, że: "on ze swojej strony zrobi wszystko, żeby nasze układy się poprawiły, łóżkowe znaczy".

I tak - wczorajszy wieczór. Dałam mu bardzo wyraźnie do zrozumienia, że mam chęć. Zarówno gestami, jak i werbalnie.
Przyszła pora kładzenia dziecka spać. Schodzę więc na dół i pytam grzecznie, czy "pójdzie ze mną na górę".
"Nie, posiedzę sobie dzisiaj przy kompie, pogadam z Tomkiem na gg"...

A mnie po raz kolejny opadły ręce. Znowu sama. Poszłam więc na górę, rozbeczałam się jak dziecko, zeszłam jeszcze tylko na ten moment, musiałam to powiedzieć.
Powiedziałam mu:
"Wiesz, głaz by nawet zrozumiał, tylko ty nie."
"No co ty. No, nie idź na górę, czekaj. Jak tak chcesz to ci dam..."

Wymiękłam po raz kolejny tego wieczoru. Nie chcę seksu z litości. Wróciłam do łóżka, jak zwykle sama, "zrobiłam"sama i poszłam spać. Inaczej energia seksualna wyszłaby mi uszami.

To zakrawa na ironię, że ja, kobieta, muszę skomleć o seks, podczas, gdy mój mąż zachowuje się jak dziewica orleańska. Mam tego serdecznie dość.
A ja tylko potrzebuje mężczyzny przy sobie, testosteronu, męskiej obecności.

Tymczasem mój mąż twierdzi.. że nie "nie jest królikiem".
Mój Boże! Czy seks 2 do 3 razy w tygodniu oznacza bycie królikiem ?!
Czy ja zbyt wiele chcę ?!

Właściwie już nie wiem, czy lepiej najpierw się rozwieść, a później kogoś szukać, czy znaleźć sobie kochanka i "używać" sobie gdzie indziej, skoro notorycznie nie dostaję tego w domu?
Czysta desperacja...:(
Obserwuj wątek
    • gomory Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 09:57
      > Wróciłam do łóżka, jak zwykle sama, "zrobiłam"sama i poszłam spać.

      Podziwiam stopien napalenia, bo nie wyobrazam sobie jak moglbym w zlosci zrobic wyrzuty, poplakac sie i w takim nastroju zabrac za samozaspokajanie.
      • sarunia21 Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 10:17
        skoro mąż Cie nie zaspakaja mimo tego ze mu wyraznie o tym mowisz, no to pewnie sie juz nie poprawi,
        czas pomyslec o kims innym do tego celu heh ;))
        • alicjann Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 11:59
          Domyślam się - wreszcie oświecona, że w tym "związku" tego nie będzie.
          I tera - katować się w imię "wyższych wartości", czy okazać się "egoistyczną szmatą", która pójdzie "w świat" poszukiwać swojego szczęścia... :(
          • surykatka3 Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 12:12
            Witaj,

            Twój post jest kalką tego, co sama mogłabym napisać o swoim związku i życiu intymnym.
            Ja podjęłam decyzję o odejściu od męża. Wyprowadziłam się miesiąc temu. Zabrałam ze sobą nasze 2-letnie dziecko. Teraz jestem w trakcie przygotowywania pozwu rozwodowego. Doszłam do punktu, w którym stwierdziłam, że mam dość takiego życia, zastanawiania się, co jest ze mną nie tak, czemu on mnie nie chce. Też uważam, że seks 2-3 razy w tygodniu nie jest niczym dziwnym, a normalnym pomiędzy dwojgiem trzydziestoparolatków. Mój jeszczemąż zadowalał się seksem 1-2 razy na miesiąc (wiem, niektórzy tutaj pewnie mi zazdroszczą), najczęściej inicjowanym przeze mnie.
            Jak chcesz porozmawiać, pisz na maila gazetowego.

            ps. swego czasu też zaczęłam zapisywać w kalendarzyku, kiedy do czegoś między nami doszło ;)
          • gomory Re: Mam dość posuchy! 20.02.11, 13:47
            > I tera - katować się w imię "wyższych wartości", czy okazać się "egoistyczną sz
            > matą", która pójdzie "w świat" poszukiwać swojego szczęścia... :(

            Tak trudno dokonac Tobie wyboru majac dwie sciezki? Skoro sama nie mozesz to moze nie lam sobie tym glowy tylko zdaj sie na los. Oczywiscie nie chodzi o to zeby czekac, bo jak sama widzisz czekac nie masz na co. Moja rada - rzuc sobie moneta.
            Orzelek -> odchodze szukac fajniejszego i bardziej ruchliwego mezczyzny.
            Reszka -> poszaleje jako sukowata egoistka, a staremu niech rogi szeleszcza liscmi na spacerach w parku.
            No i trzymaj sie tego wyboru mocno. Ja wierze w porzadek swiata, wiec kladac monete w ten a nie inny sposob los na pewno chcial Ci cos powiedziec. Chociazby, ze lepiej wybierac samemu niz zdawac sie na glupi fart ;).
            Patrz sie dziewczyno w swoj wymarzony cel, bo gdy on swieci dostatecznie jasno to okolicznosci sie znajda :).
      • sisi_kecz Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 13:21
        > Wróciłam do łóżka, jak zwykle sama, "zrobiłam"sama i poszłam spać.
        >
        > Podziwiam stopien napalenia, bo nie wyobrazam sobie jak moglbym w zlosci zrobic
        > wyrzuty, poplakac sie i w takim nastroju zabrac za samozaspokajanie.

        Jako ten przysłowiowy piecyk gazowy, to sobie nie wyobrazisz- kiedy kończy sie Wam- manom podnieta to gazicie loncik i w kimono.
        Napalona kobietka, czyli piecyk elektryczny, rozgrzewała sie cały dzień do temparatury wrzenia, a po awanturze została sama ze swoim nagrzaniem. Mogła zrobic dwie rzeczy- stygnąć z dwie godziny w totalnym wk..wie, albo wykorzystać swój żar, tak aby po zaspokojeniu juz nie meczył i dał zasnąć w rpzyjemnym ciepełku.

        Absolutnie rozumiem ten wybór, ponieważ taka jest konstrukcja typowej kobiecej seksualności.

        Do tematu: sądzę, że mąż Autorki ma duzo chęci by ona była szczęśliwa, tylko ma mniejszy temperament i trzeba mu właśnie tego SMS-a z propozycja wysyłać- jak zapodał grosz-ek.

        pozdro!
        • alicjann Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 13:38
          Sisi, czy po tym, co odpowiedziałam groszkowi, nadal widzisz tę "dobrą wolę" u mojego małżonka ? Bo ja nie widzę jej wcale.
          • sisi_kecz Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 10:27
            Sisi, czy po tym, co odpowiedziałam groszkowi, nadal widzisz tę "dobrą wolę" u
            > mojego małżonka ?'

            Nie widze Twojej dobrej woli, natomiast fakt, ze Toj mąż chce funkcjonowac na miare swoich możliwosci w tym malzenstwie, przyjmuje własnie za akt dobrej woli.

            Ale ja przeczytałam trochę wiecej Twoich wpisów niz te w tym watku;)

            pozdro
            • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:19
              Ciekawe, bo nie pisałam wiele na temat swojego małżeństwa.
              Ciekawi mnie więc, że nie zauważasz MOJEJ dobrej woli. A ponieważ chciałabym wiedzieć, co autor miał na myśli - pisz na priv - chętnie "wgłębię" się w temat.

              • sisi_kecz Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:27
                alicjann napisała:

                > Ciekawe, bo nie pisałam wiele na temat swojego małżeństwa.'

                oj, dosyć sporo napisałaś. Wyłania sie z tego Twoja pogmatwana osobowość i mało zrównoważony charakter.

                Ciekawi mnie więc, że nie zauważasz MOJEJ dobrej woli. '

                Generalnie to każdy cżlowiek jest w środku dobry i chce dobrze postepować, tak?
                W tym sensie masz dobrą wolę- ale nie grzebiąc aż do podszewki tylko patrząc na czyny i sposób bycia w małżeństwie to naprawdę mało kto by z Tobą wytrzymał.

                A ponieważ chciałabym wi
                > edzieć, co autor miał na myśli - pisz na priv - chętnie "wgłębię" się w temat.'

                Nie koresponduję na priv, z zasady.
                Potem zawsze sie okazuje, że rozmawiam z brodatym dziadem ;)

                Psycholog, alisjo- z nim rozmawiaj, jak najwięcej .

                duze pozdro!!!
                • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:49
                  Kag, trochę błędne wnioski wyciągasz, bowiem "wyciągasz" posty z różnych okresów( nieładnie), a na przestrzeni 2 lat wiele się zmienia. Sam człowiek też - i to bardzo :)

                  Psychologa zaliczyłam - całym ciągiem. I dużo więcej wiem o sobie, jak i innych,
                  Spojrzenie na pewno szerze.
                  • sisi_kecz Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:59
                    Kag jest niewinna! :)

                    tu sisi.
                    Czy jest nieładnie wyciągać posty? Nie, to publiczne fora-wszystko co na nich publikujesz jest automatyczną zgodą na cytowanie i "wyciąganie"
                    Nieładnie jest wciskać swoje nowe wcielenie, gdy sie nawet nie zrobi tego wysilku by zmienić nick'a.

                    pozdro!
    • grosz-ek Gdzieś, kiedyś przeczytałem fajną radę 19.02.11, 12:59
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,119490513,120010542,Re_8_lat_i_praktycznie_zero_seksu.html

      "[...]
      Był nawet list w wysokich obcasach ze dwa lata temu.

      Kobitka wzięła sprawę w swoje ręce i chadzała po domu (brak dzieci to ułatwia) bez majtek w kusej koszulince, w dodatku coś przed jego oczyma ciągle z podłogi podnosząc.

      Efekt był taki, że jak ją w końcu normalnie zerżnął jak sukę, to rżnie do dziś i oboje są bardzo zadowoleni.

      Nie w bieliźnie droga, bielizna to infantylizm, a ten zabija seks w mężczyznach. 100 razy bardziej skuteczny jest SMS wysłany z pracy o treści "wyruchasz mnie dzisiaj na stole?". Polecam, działa.
      [...]"

      Na mnie, jako mężczyznę, powyższe rady na pewno by poskutkowały. Jeśli na Twojego nie podziałają ... No cóż, szukaj szczęścia gdzie indziej. Ale może je najpierw wypróbuj?
      • alicjann Re: Gdzieś, kiedyś przeczytałem fajną radę 19.02.11, 13:37
        Nie wiem, mój mąż niczym dziewica orleańska, jeszcze się zgorszy.
        Już nie raz słyszałam, na to, że ja mam chęć na seks "jesteś zboczona".

        Acha, jestem zboczona, bo potrzebuję seksu. Miłe.

        Grosz-ek- na jeden raz może i zadziała, ale potem nadal będzie wielkie NIC.
        Zresztą, już dziś mi powiedział, uwaga, uwaga:
        "Ty sobie kołek kup, ja ci nie dam więcej niż raz w tygodniu. Powiedziałem, że jak będziesz chciała, to przyjdź. To cię chociaż wyliżę."
        I jeszcze: " A jak chcę ci dać z łaski, to nie chcesz!"

        Boże, trzymajcie mnie, bo ..bo...

        Oczywiście nie muszę dodawać, że kiedy przychodziłam, wynik był taki, jak wczoraj.
        Seks może być tylko wtedy, kiedy ON ma na to ochotę. Czyli jakiś raz w miesiącu.

        Właściwie teraz sobie myślę, że moje z tym człowiekiem to jakiś koszmar. I co ja tutaj jeszcze robię ? Temu facetowi potrzebna jest mama, a nie żona i poważny, partnerski związek :'(

        • grosz-ek Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwie. 19.02.11, 14:08
          I nie chodzi tu o seks, ale raczej o władzę. O to, czyje będzie na wierzchu. A seks jest tu instrumentem sprawowania kontroli. Myślę, że za nim zabierzesz się za naprawę pożycia małżeńskiego, spróbuj dociec skąd między Wami taka rywalizacja o swoje miejsce w małżeństwie. Kup butelkę winę i na spokojnie porozmawiajcie o swoim małżeństwie. Dlaczego tak między sobą rywalizujecie? Za dobrze w życiu macie, czy co?
          • alicjann Re: Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwi 19.02.11, 14:22
            Zanim spróbuję odpisać, możesz rozwinąć, groszku..?

          • alicjann Re: Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwi 19.02.11, 15:35
            Masz rację, groszku. To jest jakaś kompletna pomyłka.
            W skrócie rzecz biorąc - nie wiem, na ile o władzę chodzi, ale teksty mojego męża typu:
            " Byłaś dzisiaj niegrzeczna". "I potem mam cię stukać?"

            Dla niego to jak wymierzanie kary lub nagrody, zależnej od bieżących wydarzeń.
            Dla mnie to jest chore, zawsze było chore, próbowałam o tym mówić, ale obijam się od ściany.
            Seks jest dla mnie naturalną potrzebą, rozładowaniem emocji i - nawet gdybym była lekko wkurzona - z radością przyjęłabym próby czy chęć wspólnego pójścia do łóżka.

            Tymczasem to przybrało rolę jakiejś chorej gry pt. "Nie mogę wbić szpili tak, to wbiję ją inaczej". Vide - wczoraj, kiedy to chciałam, a nie miałam do kogo z tym pójść. I jego to nie obeszło, choć uważam, że powinno.

            Dlaczego rywalizujemy ? Ja naprawdę tej rywalizacji nie widzę.
            Widzę natomiast dwójkę ludzi, żyjących w bardzo toksycznym układzie.
            Widzę siebie, zajmującą się wszystkim, i tego przysłowiowego "cielaka", który bez tej żony to nigdzie i nic. Zmęczona jestem. I, groszku, obawiam się, że butelka wina podziałałaby może na dorosłych ludzi, a na szczeniactwo ukryte pod rzekomo dojrzałym peselem :(
            Rozmów było bez liku - i właściwie - wszystkie bezcelowe. Zawsze coś potem runęło z jednej lub drugiej strony. Odnoszę wrażenie, że mój mąż już się w tym zwyczajnie rozsmakował i nie umie żyć inaczej.

            A ja z kolei nie umiem już w taki sposób. :(
            • grosz-ek Są kobiece sposoby na przerost ambicji u mężczyzn 19.02.11, 16:07
              Jednym z tych bardziej skutecznych jest wystawienie mu walizek za drzwi na skutek jakiejś jego ostrej (w Twoim mniemaniu) przewiny. Na pewno coś na niego znajdziesz - strony porno, email od kobiety, telefon od znajomej, cokolwiek - robisz mu ostra awanturę i wystawiasz walizki za drzwi. Zmień sytuację, niech teraz on się stara o Ciebie ...

              Ale bez porządnej terapii małżeńskiej się nie obejdzie. Coś u Was szwankuje we wzajemnych relacjach, a problemy z seksem są ich skutkiem, a nie przyczyną. Przynajmniej, ja tak odbieram Twoja sytuację.
              • alicjann Re: Są kobiece sposoby na przerost ambicji u mężc 19.02.11, 16:36
                A wiesz, że przez te wszystkie lata, także kłótni i awantur, nigdy nie pomyślałam o tym, by wywalić mu walizki za drzwi...? Zawsze, ale to zawsze myślałam o tym, że to JA mam się wyprowadzić. I tak też myślę tym razem.

                Teraz dalej - nic na niego nie znajdę. Tym razem na pewno.
                Porno już przerabialiśmy, rok temu. Jeśli ogląda, ja o tym nie wiem.
                Inna kobieta, też zonk...

                I chyba raczej nie zechce się o mnie starać. A jeśli już - to tylko po to, by nie stracić swojej "opiekunki", a nie po to, by widzieć we mnie kobietę i partnera. Nie, on potrzebuje pomocy.
                We wszystkim - bo to ja całe życie "prowadziłam go za rękę". K..na, nawet pracę mu znajdowałam. Paranoja jakaś.

                To się skończy rozwodem.

              • vitek_1 Re: Są kobiece sposoby na przerost ambicji u mężc 20.02.11, 01:05
                grosz-ek napisał:

                > Jednym z tych bardziej skutecznych jest wystawienie mu walizek za drzwi

                A jeżeli to on płaci czynsz?
              • anabela333 Re: Są kobiece sposoby na przerost ambicji u mężc 21.02.11, 18:00
                nawet w dzisiejszych czasach facet to samiec i reaguje jak samiec , nawet nie zdając sobie z tego sprawy.Musi zdobywać , gonić , łowić , .jak mój kot , nie przymierzając.
                Sam fakt małżeństwa wcale sexu nie gwarantuje , to nie potrawa wyciągnięta z lodówki.Terapia na pewno nie pomoże. Trzeba sprowokować ciekawość twoją osobą,coś z tajemnicy ,niedługi wyjazd, trochę pogłówkować i powysilać się ,byle nie na zasadzie - należy mi się i już. A może jest mu z Tobą zwyczajnie nudno?

                • alicjann Re: Są kobiece sposoby na przerost ambicji u mężc 21.02.11, 18:54
                  Próbowałam. Istotnie, po tygodniu nieobecności "miałam" seks. Cóż za święto!
                  A tak poważniej, nie da się żyć w związku, w którym ja bez przerwy musiałabym wyjeżdżać albo kombinować, żeby wzniecić w nim cokolwiek.

                  A jeśli jest mu nudno ( przyjmuję do wiadomości, że i tak może oczywiście być ), to tym bardziej nie mam chyba już czego szukać w tym związku :-(
            • wilczypajak Re: Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwi 20.02.11, 12:16
              > W skrócie rzecz biorąc - nie wiem, na ile o władzę chodzi, ale teksty mojego mę
              > ża typu:
              > " Byłaś dzisiaj niegrzeczna". "I potem mam cię stukać?"

              Według mnie, to przed zawarciem małżeństwa powinno się wypełniać deklarację odnośnie swoich potrzeb seksualnych np. gdyby jeden partner napisał, że ma potrzeby seksu od 5-10 razy na miesiąc, a drugi od 1 do 3 razy na miesiąc, to nie powinni miec zgody na ślub.

              Niestety w wielu przypadkach te potrzeby się rozjeżdząją, ja np. tak mam, że chciałbym się seksić ok.10-20 razy na miesiąc a moja żona ok. 1 raz. I w tym przypadku ta osoba, która ma niższe potrzeby ma pewną władzę w związku, bo limituje seks. Jeśli dodatkowo traktuje to jako kartę przetargową, to już jest to trochę nieetyczne. A jak jeszcze czerpie z tego zadowolenie, że ma taką "wladzę" chyba tylko zasługuje na kopnięcię w d...
              Niestety ja nie widzę za bardzo mozliwości prostego rozwiązania, bo tak jak w moim przypadku, moje libido z dnia na dzień się raczej nie zmniejsza, tak samo żony raczej się nie zwiększa (nie spotkamy się nigdy w połowie drogi). Dostosowanie się jednej osoby do drugiej na dłuższą metę jest raczej niemożliwe. Ja przynajmniej nie widzę możliwości długotrwałego kompromisu.
              Jedyne pocieszenie jakie mogę Ci podać, to to, że nie jesteś sama z takim problemem, ale to chyba nie jest wielkie pocieszenie.

              • gomory Re: Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwi 20.02.11, 13:11
                > Według mnie, to przed zawarciem małżeństwa powinno się wypełniać deklarację odn
                > ośnie swoich potrzeb seksualnych

                Potrzeby seksualne nie funkcjonuja w oderwaniu od partnera (no moze poza fetyszystami). Przykladowo Twoja zona z Toba ma ochote raz na miesiac. Przyznasz chyba jednak, ze z podniecajacym ja kochankiem mialaby raczej chec kochac sie jak najczesciej. Wszak nikt nie unika tego co przyjemne, a nie jest szkodliwe ;).
                Wiec proponowana przez Ciebie deklaracje mozna o kant potluc. Niktorych kobiet i raz bys nie zechcial przeleciec mimo deklarowanych 10-20 numerkow miesiecznie. Ludziom ciezko idzie z przewidzeniem tego kto ich bedzie podniecal za kilka lat ;).
              • alicjann Re: Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwi 21.02.11, 11:04
                Dzięki, pająku.
                Marne to pocieszenie, ale zawsze jakieś...

                Widzę, że to droga donikąd, a pytanie, jakie sobie mogę zadać, to czy i kiedy pakować walizki - swoje. Nie chcę żyć w zgorzknieniu i w związku, w którym nie ma tego, co uważam za bardzo, bardzo ważny jego filar.
                A.
              • glamourous Re: Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwi 22.02.11, 22:14
                wilczypajak napisał:
                > Według mnie, to przed zawarciem małżeństwa powinno się wypełniać deklarację odn
                > ośnie swoich potrzeb seksualnych np. gdyby jeden partner napisał, że ma potrzeb
                > y seksu od 5-10 razy na miesiąc, a drugi od 1 do 3 razy na miesiąc, to nie powi
                > nni miec zgody na ślub.

                Ponoc kiedys Brad Pitt zapodal Gwyneth Paltrow taki punkt w slubnej umowie, w dawnych czasach kiedy tych dwoje nosilo sie z zamiarem wziecia slubu ;-) Miala mu zagwarantowac seks co drugi dzien czy jakos tak, juz nie pamietam dokladnie. Do slubu jak wiadomo w koncu nie doszlo, czyzby z powodu niemoznosci dostosowania sie do tego punktu ze strony GP? ;-)))
                A tak na powaznie, to nie da sie zadeklarowac takich rzeczy przed zawarciem malzenstwa. Bo po pierwsze libido ewoluuje w czasie i czestotliwosc do ktorej zobowiazal sie 30 latek moze byc dla niego srednio wykonalna 10 lat pozniej. Po drugie efekt Coolidge'a : ludzie maja rozna wrazliwosc na powtarzalnosc bodzcow. Jeden facet swietnie sie czuje w monogamii i bedzie bzykal te sama i starzejaca sie zone z niezmiennym (lub prawie) entuzjazmem przez 20 lat az do andropauzy (znam takich!!) Inny znudzi sie monogamia po 3 latach lub dopadnie go syndrom MiL czy jakies inne psychogenne diabelstwo. Poza tym rozne osoby roznie na nas dzialaja, ja np. z aktualnym mezem moge sie kochac codziennie po pare razy, ale bylam juz w zwiazku z facetem, z ktorymi seks byl dla mnie odrabianiem panszczyzny i raz na miesiac by mi z powodzeniem wystarczalo, pomimo ze reszta ukladala sie dobrze.
            • janznepomuka Re: Echh, jakieś dziwne relacje masz w małżeństwi 21.02.11, 15:57
              przykre, że przeżywasz to, co jakieś (zgaduję) 75% mężczyzn w swoich małżeństwach....

              zostaw go. po prostu. bez żalu.

              a potem w ramach "pokuty" pisz jak najczęściej o tym tam, gdzie zaglądają zadowolone z siebie żony. taką misję widać zaplanował Ci los.

              życzę szczęścia z kimś nareszcie właściwym!

              Jan
        • matka-zona-niekochanka Re: Gdzieś, kiedyś przeczytałem fajną radę 20.02.11, 20:20
          yyy...................
          i jak Ty reagujesz na takie teksty? to Wasz sposob porozumiewania czy tylko jego? a jak jest w innych dziedzinach zycia, czy tylko seks jest niefajny, lub go nie ma a inne graja czy wszystko jest ...takie?
    • monika_nylopl Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 13:30
      Próbowałaś urozamicenia? Jakaś bielizna, inne miejsce, pozycja? Może pokaż mu, jak to robisz sama...

      Uwierz mi, że jeśli pokażesz mu, że masz pod tym względem fantazję, to i on się zmieni.
      • edzia.6 Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 14:38
        Kochana Alicjann dla pocieszenia jesli chodzi o mój seks w zwizku,to jakis raz na poł roku i to od jakis siedmiu lat.Jednak pare dni temu otrzymałam propozycje od mojego serdecznego kolegi abyśmy co jakiś czas wyskoczyli na małe bzykanko,no i musze stwierdzi,że przyjęłam to z wielką radością.W przyszłym tygodniu biore wolne w pracy i On również.Mam głębokie przekonanie o słusznosci swojej decyzji i nie moge juz się doczekac.Szkoda życia na czekanie,aż naszym Panom się odmieni nie jesteśmy z kamienia i potrzebujemy czułości.Mam gdzieś poczucie winy.Mój Pan z całą pewnościa nic nie zauważy,poniewaz TV i PIWO jest dla Niego najwazniejsze.Przestań czekac,zacznij działac,lata lecą,a tego nam już nikt nie wróci.Pewnie ,że wolałabym robic to z moim mężem,ale cóż ile można się prosic.pozdro.
    • e_zonaty Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 16:19
      Kobieto - na co czekasz? Zakomunikuj swojemu partnerowi ze chyba zaczniesz sie rozglądać za jakims kochankiem jesli dalej tak bedzie. No i jesli dalej tak bedzie - zrób to. Zacznij dbać o swoją satysfakcje- zrób cos dla siebie
      • kag73 Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 17:46
        A zy zawsze tak bylo? czy dopiero od jakiegos czasu?
        Jezeli zawsze to moze ma mniejszy temperament, alebo robi sobie sam i dla Ciebie juz energii nie wystarcza. Jezeli dopiero niedano, to moze sie przejadl, seks mu sie znudzil. tak czy siak, facet zakojarzyl, ze Tobie zalezy na seksie i to wykorzystuje, na zasadzie "musisz sobie na niego zasluzyc". Moze warto sprobowac "udawac", ze seks z nim przestal Cie interesowac. W sytuacjach jak wczoraj, zamiast seksu mowi o kompie i Tomku, Ty mowisz " w takim razie wychodze". Robisz sie na bostwo i idziesz, niewazne dokad, mozesz do kolezanki, cioci, kina. Wracasz w dobrym humorze, zadowolona mowisz dobranoc i idziesz do lozka. Czasem warto "wymyslic" jak to jakis kolega z roboty sie dostawia.
        A jak juz nic nie pomoze...powiedziec, ze poszukasz kochanka.
        • alicjann Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 19:20
          Kag, z temperamentem chyba było tak od dawna, może od zawsze - raz z tendencją zwyżkową, raz gorzej, ale zawsze bez rewelacji.

          Tym razem wypad/kino/kawa etc. nie wchodził w grę. A jak mu tylko powiedziałam, że znajdę kogoś, kto zechce zaspokajać moje potrzeby, to jedyne, na co było go stać, to groźba w rodzaju "Jeśli przyprawisz mi rogi, to zobaczysz, pożałujesz."

          I tyle. A to, że z związku z tym jest psem ogrodnika, mówiłam już wielokrotnie.
          On chyba musi mnie nienawidzić. I pewnie nic już przy tym facecie nie wskóram.
          Szkoda mi tak wielu lat. :(
          • kag73 Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 20:52
            "Jeśli przyprawisz mi rogi, to zobaczysz, pożałujesz."

            A konkretnie to o co chodzi? rozwiedzie sie z Toba czy co zrobi? Konkrety, prosze. Albo niech sie postara troche, jezeli nie jest kompletnym egoista. Moze sam ma jakies fantazje, zycznia, chce czegos nowego.
          • kag73 Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 20:55
            Z drugiej strony chyba od poczatku wiedzialas co bierzech, skoro ma maly temperament od dawna.
            Warto jeszcze zapytac jak wyglada czy wygladal Wasz seks, jezeli juz do niego dochodzi? Ty dajesz znaki, sygnalizujesz, ale potem to juz tylko czekasz az Cie obsluzy niewiele sie wysilajac?
            Czy tez on jest typem, ktory w ogole nie lubi kobiecej inicjatywy i kobiet chcacych seksu.
    • tully.makker Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 19:40
      Facet wie, ze chcesz, wiec wie, ze ma mosliwosc kontroli. Chore -0 owszem, ale calkiem powszechne. Dostalas juz rade - ani slowa o sexie, kilka razy w tygodniu zrobiona na bostwo wytykaj z domu, a jak zaproponuje sex, powiedz mu NIE.

      Nie ceni sie tego, co jest dostepne i to w nadmiarze.
    • to.niemozliwe Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 20:24
      A probowalas sobie lekko podkpiwac? Brac go pod wlos, ze przyzwoity facet, to wie, jak w tych sprawach wie, jak zadbac o swoja kobiete?
    • taki_sobie_ludzik Re: Mam dość posuchy! 19.02.11, 21:47
      bierz nogi za pas i uciekaj(wygląda na to, z Ip że z danii), tu wielu mężczyzn czeka na Ciebie
      • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 11:17
        taki_sobie_ludzik napisał:

        > bierz nogi za pas i uciekaj(wygląda na to, z Ip że z danii), tu wielu mężczyzn
        > czeka na Ciebie

        Dziękuję.. to chyba nie głupia rada...
        I chciałabym, żeby tak było :)
        • gravedigger1 Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 11:42
          alicjann napisała:

          > Dziękuję.. to chyba nie głupia rada...
          > I chciałabym, żeby tak było :)

          A po co szukasz tu rady? Przecież wiesz lepiej niż wszyscy forumowicze razem wzięci, jak wygląda sytuacja w twoim związku. Nie szukaj usprawiedliwienia w wypowiedziach innych, tylko podejmij samodzielną decyzję.
    • triss_merigold6 Re: Mam dość posuchy! 20.02.11, 12:14
      KIlka lat temu byłam w podobnej sytuacji. W pewnym momencie lojalnie uprzedziłam, że poszukam sobie kochanka. Oczywiście eks mi nie uwierzył. Miałam romans, potem przerwę, odeszłam z niespełna dwulatkiem od męża. Z kochankiem się zeszliśmy, z lightowego romansu stała się wielka miłość w jasnych łanach, związek, mieszkanie razem, ciąża. Dziś jestem szczęśliwa, dowodów uczuć i seksu mam tyle ile chcę.
      Czego i Tobie życzę. Wystarczy podjąć decyzję i wziąć na klatę negatywną ocenę swego postępowania przez otoczenie.
      • to.niemozliwe Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 20:50
        I to jest wlasciwe podejscie!
        • zakletawmarmur Re: Mam dość posuchy! 22.02.11, 19:14
          Ale jak rozumiem swojej własnej żonie też byś polecił najpierw znaleźć sobie kochanka a jeśli on będzie nią zainteresowany "na dłużej" wtedy odejść?
          • to.niemozliwe Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 08:31
            Nie tak odebralem sens postu Triss_merigold6. Ona jak miala problem, to go przedstawila partnerowi i kiedy on jej problem zlekcewazyl, to poszukala rozwiazania na wlasna reke. To oczywiste i konsekwentne zachowanie. Z tego, co rozumiem, to jej sygnaly spotykaly sie z reakcja typu "twoja broszka". Jej sklonnosc do poswiecania sie jest umiarkowana, a zdolnosc do obiektywnej oceny sytuacji z punktu widzenia swojej korzysci - wysoka.
            Zreszta, ona na swoj postulat otrzymala od faceta sygnal pogardy.
            Nowojorski psychoterapeuta John Gottman, w oparciu o wieloletnie doswiadczenia, twierdzi, ze na podstawie obserwacji kilkunastominutowej rozmowy miedzy partnerami (takze na video) jest w stanie przewidziec z 90% prawdopodobienstwem, czy zwiazek sie rozpadnie. Kluczowe jest wystepowanie afektu pogardy w postawie wobec jednego z partnerow. Oczywiscie, ta pogarda ma ukryta forme i czasem kryje sie pod pozorem, nawet troski.
            Z wypowiedzi Triss rozumiem, ze kochanek okazal sie nie tylko lepszy w lozku, ale jako jej partner zyciowy. Ale nie wywnioskowalem, ze zmieniala kochankow, az trafila na tego OK.
            Zreszta, przypuszczam, ze tam w ogole bylo wiecej problemow niz tylko brak seksu.
            • alicjann Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 10:20
              I to samo tyczy się mnie.
              Co do pogardy - cóż, codzienność. I to z obu stron.
              Z mojej: bo jestem notorycznie wk..ona, już jakiś czas temu wymyśliłam termin "zespołu notorycznego niedorżnięcia", na który przewlekle cierpię. Tym samym, moja zdolność do obiektywnej oceny jego zachowania w wielu sytuacjach drastycznie maleje. On natomiast, zamiast sytuację odwracać, mówi "seksu nie będzie, bo byłaś niegrzeczna" (sic!), co w rezultacie skutkuje kłótniami na okrągło. I stąd już blisko do innych wątków, a przede wszystkim do tego, czym dla kogo jest seks w związku.
              Dla mnie związek bez seksu nie istnieje, dla mojego małżonka - niestety - tak.
              Bo, jak mówi, są "inne, ważniejsze sprawy".
              • to.niemozliwe Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 13:20
                To moze trzeba by zaproponowac mezowi spotkanie z terapeuta (terapii par) i w jego obecnosci przyblizyc sie do zrozumienia wzajemnie istoty stanowiska drugiej strony? Tzn. dopoki nie bedziesz miala pewnosci o co chodzi naprawde Twojemu mezowi, kiedy formuluje to, co mowi, to nie jestes w stanie sensownie sie do tego ustosunkowac i miec wlasny plan. Wstepem do "powiedziec" jest zawsze "wysluchac". Na pewno cos trzeba zmienic, tylko nie wiadomo jeszcze w jakim kierunku. Nie boj sie zmian o ile sa konieczne. :-)
    • candyca Re: Mam dość posuchy! 20.02.11, 17:01
      Jak czytam takie posty,to mi strasznie zal kobiet...i samej siebie. Szczesciara z Ciebie,ze masz sex 3 razy w tyg. Ja nawet tego wymuszonego tak czesto nie mialam. Po 6 latach malzenstwa gdzie tylko ja chcialam. Gdy za kazdym razem slyszalam o zmeczeniu,bolu glowy itp. postanowilam pol roku temu,ze poczekam,az sie mezowi zachce...No i czekam do dzis. Ale postanowilam sobie,ze juz nigdy wiecej nie bede zebrac o sex! W pewnym momencie przestalam czuc sie jak kobieta. Moja samoocena siegnela zera. Teraz po prostu nauczylam sie zyc bez sexu ale jak dlugo jeszcze wytrzymam? Nie wiem. U mnie nie wchodza w gre rozmowy,bo moj maz "nie ma problemu" tylko ja jestem niewyzyta.
    • ell-oko Re: Mam dość posuchy! 20.02.11, 20:09
      Współczuję panią i nie rozumiem waszych facetów .
      Ja mam podobny problem z żona ja chce i się do niej dobieram a ona nie chce .
      A brak seksu psuje związek i w moim już jest źle . Tez nie wiem czy szukać kochanki czy co. Jak macie jakieś rady jak obudzić w niej żądze to posłucham . Najlepszy tekst mojej żony to miesiąc bez sex u to przecież nic takiego , dla niej może tak, ale ja tego nie rozumiem .
    • zakletawmarmur Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 02:18
      A może facet jest po prostu znudzony Tobą lub Waszym pożyciem? Postaw się w jego sytuacji. Nie masz na faceta ochoty a on chodzi za Tobą i proponuje ciągle seks. I jeszcze wypadku odmowy urządza sceny:-) Nakręciłoby się to na niego?
      Tu moje stałe rady jak odświeżyć związek...

      https://forum.gazeta.pl/forum/w,15128,100387979,100454704,Re_On_nie_ma_ochoty_na_sex_8211_czuje_ze_nied.html?fb_xd_fragment#?=&cb=f1c9b581d9d0c7d&relation=parent.parent&transport=fragment&type=resize&height=20&width=90

      Oczywiście zawsze możesz się rozwieść i znaleźć sobie nowego. Rozumiem, że czasami bardziej opłaca się zainwestować w nowy model niż naprawiać stary...
    • zakletawmarmur Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 02:21
      Coś z tym linkiem nie wychodzi...

      2. Spróbuj ograniczyć ten wizerunek siebie jako dobrej mamy. Zmień tematy
      rozmów, staraj się, żeby jak najmniej widział Cię z tej stron.
      3. Zastanów się jak zwiększyć swoją atrakcyjność w jego oczach. Jednemu
      zaimponuje kurs nowego języka, inny doceni kurs fotografowania. Warto też zadbać
      o atrakcyjność fizyczną.
      4. Zainwestuj w niezależność. Wychodź z koleżankami do knajpy, kup sobie wibrator.
      5. Bądź bardziej egoistyczna, nie żałuj na siebie pieniędzy, poleń sie gdy masz
      ochotę...
      6. Przestań obrażać się o brak seksu, wymuszać, stosować szantaż emocjonalny
      (np. to terroryzowanie ciszą). W ten sposób przekazujesz komunikat, że na seks
      nie zasługujesz. Gdy Ci odmawia to nie rób problemu. Nie to nie łaski bzy...
      7. Powzbudzaj w nim zazdrość. Powychodźcie gdzieś razem i flirtuj na jego oczach
      z innymi. Niech zobaczy, że inni mężczyźni istnieją i są Tobą zainteresowani. To
      najsilniejszy afrodyzjak!
      8. Zamiast marudzenia, smęcenia pouśmiechaj się trochę i pochwal go gdy zasłuży.
      9. Zadbaj o to, zeby w waszym życiu było więcej zabawy. To możecie robić nawet z
      dzieckiem:-)
    • mgla_jedwabna Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 02:50
      Tak sobie czytam i dochodzę do wniosku, że tu nie o seks chodzi, a o władzę. Ses jest tylko metodą.

      Chodzi o to, że w aktualnym układzie, to Alicjann prosi, cierpi w razie odmowy, z napięciem czeka na decyzję męża. Jest na pozycji petenta. Mąż, nie ograniczony potrzebami biologicznymi (mniejsze libido), może wybierać, kiedy dać żonie, a kiedy jej odmówić.

      Zobaczcie, że powyższy akapit wcale nie musiałby się odnosić do seksu. Równie dobrze mogłyby to być limitowanie pieniądzy (gdyby to on zarabiał więcej), kontaktu ze światem (gdyby np. tylko on miał prawo jazdy i mieszkali na zadupiu bez komunikacji publicznej), kontaktów towarzyskich (gdyby np. mieli malutie dziecko) itp.

      Na kwestię kontroli/dominacji wskazuje też fakt, że na tekst o kochanku pan zareagował bliżej nieokreślonymi pogróżkami, a nie np, chłodnym, rzeczowym stwierdzeniem "to wtedy będzie rozwód z twojej winy" albo pełnym niepokoju pytaniem "ale co się stało?". Reakcja pogróżkowa ma na celu wywołanie u żony poczucia respektu i uznania swej zależności. Jednocześnie gdy jest taka niekonkretna, to uniemożliwia przemyślenie sytuacji na chłodno, ocenę ryzyka, ostatecznie uniemożliwia stwierdzenie "nie boję się takich konsekwencji".

      Tu chodzi o władzę jednego małżonka nad drugim i to jest realny problem, a brak seksu to tylko objaw. Może to banał, ale związek partnerski powinien być oparty na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Jeśli zamiast tego mamy mechanizmy kontroli i dominacji, to ogólnie kiepsko wróżę takiemu małżeństwu.
      • zakletawmarmur Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 03:23
        Dla mnie to zabrzmiało raczej jak kapitulacja... Facet nie daje rady. Baba naciska, wymusza, stosuje szantaż emocjonalny. Facet po prostu nie ma ochoty a czuje się osaczony co jeszcze bardziej odbiera mu ochotę na partnerkę. Próbuje tłumaczyć, bronić się. Mógłby się oczywiście zmuszać i udawać, że ubóstwia robić jej 3 razy w tygodniu godzinną minetę, jednak ma świadomość, że wytrwałby tak z pół roku... Później by kobitę zamordował a potem popełnił samobójstwo.

        Wyobraźcie sobie siebie w analogicznej sytuacji... Ile dałybyście się radę zmuszać do nudnego seksu z facetem, który Was nie pociąga?

        Niektórym się wydaje, że facet jest gotowy zawsze i wszędzie. To nie jest prawda. Jedni mają większe wymagania, inni mniejsze, różne zakresy tolerancji jednak nikt nie może zawsze, wszędzie i z każdą kobietą!

        Efekt coolidge robi swoje. Można próbować z tym walczyć ale nie tymi sposobami co autorka wątku... Po pierwsze trzeba zrozumieć, że partner nie robi nam na złość:-) Tolerancja jego seksualności to pierwszy krok. Trzeba zrozumieć, że on po prostu nie daje rady sprostać wysokim wymaganiom i przez to jeszcze bardziej się wycofuje. Później zastanowić się co zrobić, żeby znowu być dla niego sexy...

        Gdyby to był obcy facet to pewnie autorka wątku zachowywałaby się zupełnie inaczej. Nie uwodziłaby go wzbudzaniem poczucia winy:-) Na facetów świetnie działa świadomość konkurencji, brak pewności co do wspólnej przyszłości i atrakcyjność partnerki. O te rzeczy trzeba starać się regularnie dbać:-)
        • maga-3 Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 08:40
          Jak mój mąż nie chciał się ze mną kochać , to później okazało sie , że powodem była kochanka! I wierz mi , też mi trudno było w to uwierzyć, ale to była prawda.
        • stary-ogier Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 10:04
          > Gdyby to był obcy facet to pewnie autorka wątku zachowywałaby się zupełnie inac
          > zej. Nie uwodziłaby go wzbudzaniem poczucia winy:-) Na facetów świetnie działa
          > świadomość konkurencji, brak pewności co do wspólnej przyszłości i atrakcyjność
          > partnerki. O te rzeczy trzeba starać się regularnie dbać:-)

          Fakt, z tym się zgodzę, że robienie wymówek nie jest podniecające.
          Ale czy w tym przypadku konkurencja zrobi swoje? Nie sądzę.

          Świetny seks wymaga doskonałego porozumienia i zaufania, a tutaj tego brakuje, albo zupełnie umarło. Groszek ma rację, problemy są głębsze, przydałoby się: zaufanie, jakiś atrakcyjny cel w życiu, jednym słowem jakaś poważna zmiana.
          Porozmawiajcie poważnie ze sobą, czego on by chciał od życia? gdzie chciałby mieszkać, co robić? My z partnerką zmieniamy miejsce zamieszkania i sposób życia, będziemy się budować i to jest podniecające, są te emocje, a nie nuda. Ale gdyby nie było dzieci i zobowiązań, to może byśmy kupili sobie jacht i zaczęli zwiedzać świat, albo przeprowadzili się choćby do Indii.
          Nuda zabij seks, pamiętaj o tym.
        • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 11:15
          Zaklęta, nie przeczę, być może Twoje rady są dobre. Jednak nie w tym przypadku.
          Rację ma przedmówczyni, która pisała o kontroli i dominacji. Boże, z życia wzięte!

          A tak na marginesie, jestem całkiem atrakcyjna, podobam się innym i on doskonale o tym wie.
          Na niego nic nie działa. To znaczy - działam, ale tylko..no właśnie, sporadycznie. I co z tego, że ostatnio się doprosiłam i dziko mnie wziął na szafce w łazience, kiedy dzień później rozkosznie stwierdził, że seks to "wcale nie jest obowiązek małżeński".

          Na tym moje argumenty się skończyły.
          Nie zaakceptuję seksu raz w miesiącu, jestem tego pewna.
      • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 11:23
        mgla_jedwabna napisała:

        > Tak sobie czytam i dochodzę do wniosku, że tu nie o seks chodzi, a o władzę. Se
        > s jest tylko metodą.
        >
        > Chodzi o to, że w aktualnym układzie, to Alicjann prosi, cierpi w razie odmowy,
        > z napięciem czeka na decyzję męża. Jest na pozycji petenta. Mąż, nie ograniczo
        > ny potrzebami biologicznymi (mniejsze libido), może wybierać, kiedy dać żonie,
        > a kiedy jej odmówić.
        >
        > Zobaczcie, że powyższy akapit wcale nie musiałby się odnosić do seksu. Równie d
        > obrze mogłyby to być limitowanie pieniądzy (gdyby to on zarabiał więcej), konta
        > ktu ze światem (gdyby np. tylko on miał prawo jazdy i mieszkali na zadupiu bez
        > komunikacji publicznej), kontaktów towarzyskich (gdyby np. mieli malutie dzieck
        > o) itp.

        > Tu chodzi o władzę jednego małżonka nad drugim i to jest realny problem, a brak
        > seksu to tylko objaw. Może to banał, ale związek partnerski powinien być opart
        > y na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Jeśli zamiast tego mamy mechanizmy kontroli
        > i dominacji, to ogólnie kiepsko wróżę takiemu małżeństwu.

        A ja, po przeczytaniu Twojego posta złapałam się za głowę, jak dobre wnioski wyciągnęłaś w jednej chwili. Trafiłaś w samo sedno włącznie z mieszkaniem na zadupiu i komunikacją, jak i obcięciem kontaktów wtedy, gdy dziecko było małe..

        Tak sobie myślę, nie tylko po przeczytaniu Twojego posta, ale ogólnie są to luźne przemyślenia ostatnich miesięcy, że nigdy nie udało nam się stworzyć czegoś, co nazywa się "normalnym związkiem partnerskim".

        • zakletawmarmur Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 11:28
          Mnie to raczej wygląda jakbyś na siłę szukała w nim winy i złych chęci...
          Niby jakie korzyści daje facetowi wydzielanie Ci seksu?
          • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 11:42
            Dokładnie takie, o jakich pisze Mgła_Jedwabna parę postów wcześniej.
            Przeczytaj uważnie.
            • zakletawmarmur Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:07
              Brzmi to mało wiarygodnie. Naprawdę uważasz, że mąż chce w ten sposób mieć nad Tobą władze?Podobno to kobiety wykorzystują seks, żeby mieć kontrolę w związku:-) Z reguły chodzi o to, żeby facet coś tam zrobił wtedy one im dają. Co zyskuje Twój mąż? Poczucie władzy. Po co mu one jest potrzebne? Żeby wyciągnąć Twoją wypłatę? Żeby zagonić Cię do obowiązków domowych?

              Bez przesady... Brzmi to jak doszukiwanie się złych chęci... Mężczyźni lubią mieć seksualną przewagę w związku. Jeśli kobieta w tej sferze zbyt dominuje to to ich kastruje. Szczególnie jeśli przy tym sprawia wrażenie desperatki (płacz, szantaż emocjonalny).

              Zastanowiłabym się na Twoim miejscu o co Ci tak naprawdę chodzi...

              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,115481701,115550606,Quo_vadis_.html?&fb_xd_fragment#?=&cb=f3fcf5556a6b11e&relation=parent.parent&transport=fragment&type=resize&height=20&width=90
              • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:15
                O seks, napisałam przecież bardzo wyraźnie w pierwszym poście.
                Nie rozumiemy się zupełnie, droga "zakletawmarmur".

                Nie chce mi się więcej tłumaczyć, zaklęta, że nie jestem wielbłądem.
                A to, że coś brzmi mało wiarygodnie dla Ciebie, nie znaczy, że nie istnieje.
                • zakletawmarmur Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:57
                  Jak dla mnie wcale nie zostało to dokładnie opisane:-) Ludzie reglamentują jakieś dobra, żeby czerpać jakieś korzyści... Nie rozumiem co zyskuje Twój mąż? Poczucie, że nie zaspakaja swojej kobiety? Bo jak rozumiem nie chodzi o kasę i obowiązki domowe? Nie widzę, żeby mgła o tym pisała. Raczej rzuciła ogólnikami na tyle wygodnymi, że zarzucają Twojemu mężowi wszystko co najgorsze a Ciebie stawiają w pozycji tej biednej, skrzywdzonej żony. Oczywiście mi nic tłumaczyć nie musisz. Zresztą, już kilka osób Ci napisało, że to Twój mąż jest dla Ciebie niedobry i masz prawo do kochanka:-)
                  • killarney5 Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 19:01
                    Zaklęta, wierz mi, istnieją ludzie, dla których dominacja i władza nad innymi są celem same w sobie, a nie środkiem do celu. Do szczęścia jest im właśnie potrzebna świadomość, że ktoś jest pod jakimś względem na ich łasce - i mogą mu pokazywać, kto tu rządzi. Alicjann chyba trafiła na kogoś takiego - a takiej osoby się nie zmieni.
              • altz Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:36
                Zgadzam się z Tobą, zaklęta. Dziwne to i ma drugie dno.

                Alicjo,
                czy mąż się o coś obraził na Ciebie? Czy ma jakiś wielki żal o coś?
                Bo tak się zachowuje.
                • alicjann Re: Mam dość posuchy! 21.02.11, 16:46
                  Zapewne o codzienność. Zapewne o wszystko, co mu się nie udaje.
                  W ogóle chyba nienawidzi "mnie za żywota".. tak sobie teraz myślę.

                  Ma małe potrzeby, to i reglamentuje to, na co ma ochotę. "Mglista" napisała wcześniej wiele.
                  Właściwie wzajemnie odcięliśmy się od świata, koszmar jakiś. I o ile mnie to nie pasuje, to on zdaje się być w swoim żywiole :(
    • efi-efi Re: Mam dość posuchy! 22.02.11, 19:51
      alicjann napisała:
      >>Właściwie już nie wiem, czy lepiej najpierw się rozwieść, a później kogoś szukać, czy znaleźć >>sobie kochanka i "używać" sobie gdzie indziej, skoro notorycznie nie dostaję tego w domu?

      - A czemu rozwieść? Znajdź sobie kochanka i baw się dobrze. A jak już sobie kiedyś tam pan mąż przypomni ,że może by tak zadupczył sobie troszeczkę to spław go z pięć razy, a za szóstym- ze złością - oznajmij że jak mu się tak bardzo chce to mu możesz łaskawie wystawić tyłek i niech sobie weźmie tylko ma się sprężyć , a Ty w tym czasie sobie poczytaj gazetę znudzona.
      Czytając to co piszesz , uważam, że 'zapracował' sobie na takie traktowanie.
    • kingusi Re: Mam dość posuchy! 23.02.11, 10:56
      Moja koleżanka byla w takiej samej sytuacji i co zrobila? Otóz zakupila sobie wibrator w opcji mega tzn wiekszej niz mąż móglby jej zaoferowac i kiedy on kolejny raz odmowil i krecil nosem ze zmęczony ,zaczęła na jego oczach (!)piescic sie i odegrala taka scene ze ten koles omal nie zszedl z tego swiata, mial przez miesiac mega wkur...nie bo stal sie zazdrosny o wibrator i o wiecznie zadowoloną minę zony! Nawet dostala smsa o tresci"gratuluje, Ci jestes gwiazda porno!":D
      .Ona miala mega ubaw i kiedy kolejnym razem ostentacyjnie zaczęła szukac wibratora w miejscu gdzie maz wiedzial ze on jest "ukryty"-nagle stal sie gotowy i stał na bacznosc ze swoim twardzielem! Chyba go to nawet zaczęło jarac .Byc moze taki "konkurent "byl mu potrzebny"! Jesli zdecydujesz sie na te metode to pamietaj:
      1.musisz sie piescic w obecnosci męża
      2.efekty dźwiekowe musza byc takie jak nalezy-okaż maksimum samozadowolenia i krzycz ile tylko masz ochote
      3.z rozrzewnioną miną(wcale nie udawaną) i nie obrażona tylko wręcz przeciwnie jakby nigdy nic rozmawiaj z nim potem na wszelkie inne neutralne tematy:D
      Zastosuj najpierw zamist zdrady i przekonaj się!Zobaczysz ze zadziała!!!:)
      p.s.byc moze bedziesz sluchala komentarzy ze jestes zboczona itd ale zareczam ci ze męska duma będzie obrazona i będzie chcial ci udowodnic ze jest lepszy niz wibrator!
      • cyklista6 Re: Mam dość posuchy! 23.02.11, 11:22
        Kurczę blade - nie powiem, że ta porada kingusi bardzo mi się spodobała. Myślę, że gdyby moja żona coś takiego zrobiła, to bym ją od razu zerżnął jak dziwkę i to z obopólną przyjemnością...

        Ech, pomarzyć można... Kiedyś nawet jej kupiłem wibrator aby coś takiego odegrała, ale niestety - nawet nie chciała spróbować. Alicjo - ta porada nie jest zła, nic nie tracisz, nie zdradzasz (bo zdrada to już poważna sprawa) natomiast coś z tego może wyjść.

        Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.
    • extremely Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 03:14
      Czytam z zainteresowaniem ten wątek ponieważ w pewnym sensie jest moją historią.Piszę w pewnym sensie,bo u mnie też tak zawsze było a od..no kilu miesięcy już nie jest.
      Alicjann,u mnie pomogła rozmowa -uwierz że nie jedna,były i płacz i wściekłość i pakowanie walizek i groźba zdrady.Mój facet tak jak tu forumowicze piszą chyba postanowił ze względu na mniejsze libido wykorzystać je do "dominowania" nade mną ,nagradzania seksem,karania brakiem :( od kilkunastu lat zmagam się z nim z tym problemem,ostatnie 5 lat mnie dobiło kompletnie,do wydzielania seksu doszło wydzielanie kasy:( nie gwarantuję,że w tym kilkunastoletnim związku nie miał kogoś dowodów nie mam ale podejrzenia mam,zresztą co tu gadać ja też poszukałam na jakimś tam etapie pocieszenia w innych ramionach:(
      Moje rozmowy z nim na temat braku seksu były krótkimi konkretnymi pytaniami(tych rozmów były setki)
      Podniecam Cię,jeśli tak to dlaczego żebrzę o Twoją bliskość?
      Obrzydzam Cię?
      Może nie pasuje Ci zapach mój intymny,skóry,z ust?
      Może Ty masz problemy ze swoim zdrowiem,możemy iść wspólnie do lekarza jeśli sam się nie możesz przełamać?
      Może masz jakieś inne oczekiwania których nie spełniam,a ty tego byś chciał? (tu się lekko zaczął rozkręcać w rozmowie ale spoko spoko do małego sukcesu było jeszcze daaaaaleko:)"
      Później już wprost go pytałam czy podnieca go seks oralny,czy chce aby go pieścić tu tam,czy tak mu dobrze....ojjjj ciężka to droga była i żebym nie zapeszyła!:) i za bardzo go nie wyćwiczyła dla jakiejś młodszej atrakcyjniejszej panny:D Zaczęłam dbać o siebie..przekonałam się do pończoch,zaproponowałam "finał do moich ust",ogoliłam się w miejscu intymnym tak jak mi kiedyś w tych rozmowach powiedział że tak by chciał ,przy nim wybierałam bieliznę ,pytałam czy to by go kręciło? W ciągu dnia przytulam ,ot tak delikatnie po tyłeczku głaszczę(czasem gdzie indziej:),jak jest zmęczony wtulam się w niego i zasypiamy ,wprost mu powiedziałam że to że się przytulam nie oznacza że wymagam/żądam seksu chcę być blisko ,poczuć jego zapach i bezpiecznie zasnąć.Podsumowując ,nie kosztuje mnie to wiele wysiłku,samą mnie kręci cała ta sytuacja ,taka otwartość w tym temacie..... długa to droga ale dla mnie warto i na pewno nie poprzestanę na tym co sobie wypracowałam:D
      Aa ! Alicjann i jeszcze antykoncepcja,nie wiem jaką stosujecie i czy w ogóle.Faceci mają czasem lęk przed drugim,trzecim,piątym dzieckiem i to ich zniechęca do współżycia ,prezerwatywy mało który lubi no a ten co "mu się nie chce" to tym bardziej nie lubi:) Zabezpieczenie w postaci (no niestety to znowu na nas kobiety i nasze zdrowie spada) tabletek,spirali daje komfort ,że właściwie zawsze i wszędzie można..taka moja mała sugestia.
      A się rozpisałam:)
      • alicjann Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 10:24
        Przeczytałam i... zatkało mnie, autentycznie.
        Nie jestem na tyle usłużna, by pytać chłopa, czy "lubi mój zapach", "co mu przeszkadza" i inne takie. Oż Ty w życiu!
        Nie chce, to nie.. znajdę inne rozwiązanie..
        • matka-zona-niekochanka Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 21:18
          a dlaczego mialoby sieo to nie pytac? akurat pytanie co Ci przeszkadza moze byc dosc pozyteczne, moze przeciez partner nie lubic sposobu obejmowania, tego ze mu sie jezykiem knebluje buzie, ze drapie sie go itp itd - takie pytania nawet po x lat pozycia maja sens, zwlaszcza w obliczu problemow. To samo z zapachem - nie kazdego kreca intymne aromaty ;-) a czasem wystarczy inny zel do mycia czy niejedzenie cebuli 2 dni przed seksem ;-) serio, serio to wcale nie takie niecodzienne, nie rozumiem Twojego zdumienia, to nie kosztuje wiele a zmiana takich drobnostek moze sie okazac pomocna.
          • alicjann Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 21:38
            I padłam tym samym...;0
            • matka-zona-niekochanka Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 22:24
              i tym samym pada Twoje malzenstwo...
              moze wzajemnych pytan o upodobania, antypatie, cele itp zabraklo juz od poczatku.

        • extremely Re: Mam dość posuchy! 25.02.11, 00:37
          alicjann napisała:

          > Przeczytałam i... zatkało mnie, autentycznie.
          > Nie jestem na tyle usłużna, by pytać chłopa, czy "lubi mój zapach", "co mu prze
          > szkadza" i inne takie. Oż Ty w życiu!
          > Nie chce, to nie.. znajdę inne rozwiązanie..

          Usłużność powiadasz?...hmmmm....mnie też zatkało ,autentycznie nigdy o tym w takiej kategorii nie myślałam:)a może boisz się tych jego odpowiedzi,że śmierdzi ci z buzi,że kwaśno smakujesz,że niedokładnie się podmywasz i dlatego cię szokują takie rozmowy(nie oceniam snuję domysły)??Po drugie przykładami w moim poście próbowałam Ci pokazać jak z facetem można porozmawiać,namówić go do rozmowy-proste komunikaty,pytania bez zagłębiania" bo ja bym tak chciała a ty nie chcesz ale może kiedyś zechcesz,a jak nie zechcesz to ja nie rozumiem czemu i jak nie zechcesz to ja się rozwiodę albo zdradzę jeszcze nie wiem co ale chyba coś zrobię bo ty ciągle nie chcesz a dziecko widzi że ma nieszczęśliwą matkę a matka nieszczęśliwa to nieszczęśliwe dziecko bla bla bla" ...
          W sumie nic nie piszesz o uczuciach,o nim o jego zainteresowaniach,napisałaś tylko tyle tylko że masz posuchę i chyba wspomniałaś o dziecku,o stażu małżeńskim..a on ?Czy on Cię interesuje? Potrzebujesz członka czy kochającego ciepłego męża który daje Ci zaufanie, szacunek,miłość i spełnienie nie tylko w seksie?
      • glamourous :-)) 24.02.11, 10:42
        Rozczulaja mnie takie porado-zwierzenia, jak to po kilkunastu (sic!) latach zwiazku pani zaproponowala panu lodzika z finalem do ust, zaoferowala wydepilowanie cipki i fajna bielizne, zaczela przytulac i pan wreszcie zaskoczyl ;-)
        No, tu przynajmniej niechec faceta do seksu przez te kilkanascie lat jest calkowicie zrozumiala i czyms konkretnym usprawiedliwiona ;-))
        Niby wiadomo, ze jedni musza dojrzewac latami do tego, co dla innych jest standardem, pomimo ze mamy niby 21 wiek, ere porno i wszedzie pelno jest instrukcji co kreci facetow. Ale bawi mnie, ze kobiety potrafia narzekac latami na bezseksie i dopiero po kilkunastu latach odkryc Ameryke, ze ich facet z takich, co to tylko poglaskac go wystarczy po tylku czy zalozyc koronkowe gatki, a on juz jest gotowy i chetny.
        Heh, lezka wzruszenia w oku sie kreci ;-)
        • extremely Re: :-)) 25.02.11, 01:11
          glamourous napisała:

          > Rozczulaja mnie takie porado-zwierzenia, jak to po kilkunastu (sic!) latach

          Niech Cię rozczulają,serio cieszę się ,że się rozczuliłeś nad moim postem:)


          zw
          > iazku pani zaproponowala panu lodzika z finalem do ust, zaoferowala wydepilowan
          > ie cipki i fajna bielizne, zaczela przytulac i pan wreszcie zaskoczyl ;-)

          Odniosłam się TYLKO do seksu ,ponieważ taki charakter ma to forum i autorka prosiła o porady w tym temacie.Nie znasz mojego życia i nie traktuj moich doświadczeń jakby pisała to gimnazjalistka-jestem dorosłą kobietą i mój post tylko i wyłącznie miał na celu udzielenie rad autorce jak to było w moim życiu seksualnym i TAK! zdaję sobie sprawę,że założenie koronkowych majtek sprawy nie rozwiązuje ,nie traktuj mnie jak debila.Właśnie po to było nam kilkanaście lat ,żebyśmy dojrzeli ,otworzyli gęby zaczęli ze sobą rozmawiać nawet o tych najintymniejszych sprawach.


          > No, tu przynajmniej niechec faceta do seksu przez te kilkanascie lat jest calko
          > wicie zrozumiala i czyms konkretnym usprawiedliwiona ;-))

          A nie nie! Chęć była zawsze tylko jak dla mnie za rzadko i za mało...ale to moje życie i nie będę się zagłębiać w szczegóły:) Zapytam tylko,czym według Ciebie była usprawiedliwiona ta niechęć? Tym że dostosowałam dbanie o swoje ciało o które i tak dbam zawsze do upodobań faceta? Mi jest serio wsjo rawno czy sobie cipkę ogolę w kółko czy w krzyżyk.Ja goliłam w kółko ,gdybyśmy nie pogadali nie wiedziałabym że on woli w krzyżyk:D Finał do ust to akurat moja fantazja,zawsze tak chciałam a wstydziłam się powiedzieć,powiedziałam i okazało się że on też się wstydził powiedzieć...(i jeszcze raz podkreślam to nie jest wynik rozmów przez tydzień docieranie i nabieranie odwagi w mówieniu pewnych rzeczy trwało latami)


          > Niby wiadomo, ze jedni musza dojrzewac latami do tego, co dla innych jest stand
          > ardem, pomimo ze mamy niby 21 wiek, ere porno i wszedzie pelno jest instrukcji
          > co kreci facetow. Ale bawi mnie, ze kobiety potrafia narzekac latami na bezseks
          > ie i dopiero po kilkunastu latach odkryc Ameryke, ze ich facet z takich, co to
          > tylko poglaskac go wystarczy po tylku czy zalozyc koronkowe gatki, a on juz jes
          > t gotowy i chetny.

          Tak wiemy co to internet,porno i że mamy 21 wiek:P Instrukcji obsługi faceta też się naczytałam i całkiem nieźle sobie radzę w tym temacie.Nie rozumiesz..... Mam Faceta najukochańszego w życiu(nawet jak nie całował nie przytulał nie pieścił zawsze był dla mnie najważniejszy najwspanialszy najukochańszy-pomijając ten moment mojego totalnego załamania kiedy ktoś inny dał mi to o czym marzyłam w swoim związku)Ja się nauczyłam rozmawiać,w którymś momencie życia doszłam do wniosku ,że nie mogę tego faceta stracić,z seksem czy bez (gdyby Ci głupota przyszła do głowy to odpowiadam: nie nie chodziło o kasę:P) i...nauczyłam się rozmawiać,pytać ,dociekać milczeć jak trzeba ....jeszcze nie jest idealnie (w związku ,bo seksualnie już jest super-zawsze było tylko za rzadko:D:D)
          > Heh, lezka wzruszenia w oku sie kreci ;-)

          Cieszę się,że wzruszyła Cię moja historia:P Może scenariusze do filmów zacznę pisać:D
          >
          >
        • extremely Re: :-)) 25.02.11, 03:34
          Glamou "finał do ust" dla mnie oznaczał normalny stosunek z orgazmem i wytryskiem do ust:P a nie jakaś tam marna minetka,czy jak wolisz robienie loda:P:P Jakaś taka nie doświadczonaś?:D:D:D (to nie złośliwość,rozśmieszyło mnie to Twoje "panienka zrobi loda" i szczęśliwa...nie nie nie...moja droga ja zbyt duże wymagania mam aby się cieszyć tym że mężowi zrobiłam dobrze:P)
          • glamourous Extremely.... 25.02.11, 09:59
            Doskonale rozumiem, co znaczy "final do ust", zapewniam Cie ;-)
            Za to Ty kompletnie nie zrozumialas wydzwieku mojego posta. Otoz zdumialo mnie po prostu, ze mnie tylko ze ludzie moga przezyc ze soba KILKANASCIE LAT podczas ktorych kobieta cierpi na niedobory seksu i DOPIERO po tych kilkunastu latach przychodzi jej do glowy olsnienie, zeby wyprobowac takie standardy jak bielizna, depilacja, dbanie o siebie czy ten nieszczesny final do ust. Oraz zwykle spytanie meza o to co lubi i jak lubi.
            Nie opisane przez Ciebie zabiegi mnie zdziwily, czy rozsmieszyly, tylko fakt, ze zajeclo Ci to az kilkanascie lat, zeby odkryc Ameryke i zaprezentowac mezowi - w sumie - standard.

            • gomory Re: Extremely.... 25.02.11, 16:08
              > i zaprezentowac mezowi w sumie - standard.

              Moje doswiadczenia wskazuje, zeby byc ostrozniejszym w osadach o tym co jest lozkowym standardem. Opisywane przez extremely zachowania wcale nie wydaja mi sie codziennoscia dla wiekszosci populacji. W pewnych kregach byc moze, ale biorac po uwage ogol Polakow uprawiajacych seks juz niekoniecznie. Wrecz uznalbym, ze to cechy osob przejawiajacych dbalosc do urozmaicania swojego pozycia :).
              Co i jak jest w lozku powszeche pewnie moznaby wygrzebac w raporcie dotyczacym zycia seksualnego Polakow, ale mi sie nie chce ;).
              • zyg_zyg_zyg Re: Extremely.... 25.02.11, 17:18
                Przeginać w żadną stronę nie jest dobrze.

                Na drugim końcu nadmiernego dozowania jest rozlożenie od razu całego wachlarza seksualnych zachowań. Wtedy może się okazać, że "wszystko" szybko staje się standardem i niczym zaskoczyć już nie można. Z dwojga złego to chyba już lepiej tego lodzika zrobić po dziesięciu latach :-)

                Szczerze mówiąc to ja po pierwszym poście Extremely też z lekka oniemiałam. Ale to pewnie z powodu własnych - przeszłych na szczęście - doświadczeń. Nie posunęłam się tak daleko jak ona w samodzielnych staraniach, żeby częstość zbliżeń przestała być powodem moich frustracji. Ale i tak wystarczyło, żebym poczuła się jak wał, kiedy on w końcu postawiony pod ścianą wydusił z siebie, że raz na miesiąc mu bardzo pasuje, że nie chce i nie zamierza niczego w tym temacie zmieniać. I mimo pozytywnych efektów, o których pisze Extremely, chyba nie zdecydowałabym się na taką strategię ewentualnym (tfu tfu!) następnym razem, tylko zmyłabym się dużo wcześniej.
                • alicjann Re: Extremely.... 25.02.11, 20:33
                  O, to tak jakbym słyszała mojego. "Nie dam ci więcej, mnie tyle pasuje..aaaa, a jak myślisz c.ipą, to już nie mój problem, przykro mi".
                  ...To był cytat, niestety :-(
                  • kag73 Re: Extremely.... 25.02.11, 20:40
                    Hmm, no to trafilas na jakiegos swietoje..wego, albo aseksualnego, albo z problemami. A moze on jest zwyklym onanista albo innej orientacji?
                    Ale tak czy siak chyba czuje sie dosc pewnie w tym malzenstwie, skoro mysli, ze mu nic nie grozi.
                • sisi_kecz Extremely.... 25.02.11, 20:51
                  Na drugim końcu nadmiernego dozowania jest rozlożenie od razu całego wachlarza
                  > seksualnych zachowań. Wtedy może się okazać, że "wszystko" szybko staje się sta
                  > ndardem i niczym zaskoczyć już nie można. Z dwojga złego to chyba już lepiej te
                  > go lodzika zrobić po dziesięciu latach :-)'

                  też tak uważam.
                  Musi być aperitif, przystawka, I i i II danie, no i deserek, że tak spozywczo porównam życie seksualne do delektowania się smakami.
                  Wiadomo,że na zmysły działa` tajemnica, nie odsłanianie wszystkiego, ciągły niedosyt i przekraczanie kolejnych granic.

                  A co to niby jest ten standard?
                  Wielkie żarcie w pierwszym roku związku, a potem rozpaczliwe szukanie ekscytujących doznań na dnie pustego kuferka stojącego na małżeńskim łóżku.

                  Nie ma takiego schematu, który sprawdzi sie u każdej pary i nie ma takiego standardu, który obowiązuje niczym wzorzec z Sevres.

                  Zgadzam sie z zyg_zyg_zyg, no i jak zwykle podziwaim gomory'ego za permanentną "rodzynkowość" ;)

                  duze pozdro!!!
                  • glamourous Re: Extremely.... 25.02.11, 21:10
                    Nie no, ja wszystko rozumiem i wiem, ze od razu nie mozna chlopu calej d*** pokazywac.
                    Zdumialo mnie tylko te, bagatela, kilkanascie lat ktore autorka postu strawila na bezskuteczne pukanie do zamknietych drzwi, zanim doznala objawienia, ze mozna spytac meza co lubi oraz wprowadzic do sypialni dosc powszechne w sumie tricki na wskrzeszenie pozadania.
                    Chodzilo mi tylko o ten kontekst kilkunastu lat dochodzenia do pewnych wnioskow, a nie o samo meritum. No, ale dobra, przyznaje, moze za bardzo pojechalam. Po tylu latach czytania tego forum zrobilam sie chyba zbyt radykalna i obcesowa.
                  • alicjann Re: Extremely.... 26.02.11, 14:27
                    Dobrze, skoro tak pięknie.. to jak rozłożyć życie seksualne, na dajmy na to - 30 lat.

                    Przez pierwsze 10 tylko pozycja misjonarska, buzi na dobranoc, zero perwersji, zero tematu ?
                    A może lepiej dozować przez 10 lat kolejno, a potem przez kolejnych 20 "szukanie w pustym małżeńskim kuferku" ?
                    Z Twoich postów wynika, że raczej nie ma tabu w Twoim życiu seksualnym, co więc zaproponujesz swojemu panu za kolejnych 10 lat..? Jak proponujesz dozowanie, gdzie ta przystawka, gdzie I i II danie na przestrzeni wielu lat, które mamy przed sobą wchodząc w związek małżeński..
                    Pytam czysto hipotetycznie :-)
                    • sisi_kecz Alicjann, daj se na luz. 28.02.11, 09:50
                      Z Twoich postów wynika, że raczej nie ma tabu w Twoim życiu seksualnym, co więc
                      > zaproponujesz swojemu panu za kolejnych 10 lat..? '

                      Mojemu wystarcza jakaś nowość raz do roku.
                      Więc mam jeszcze tyle opcji.
                      Na koniec zostawiam seks w maskach tlenowych i całą gamę medical fetish ;-)
                      -----------------------------------------


                      Naprawdę zastanów sie, gdzie jest meritum Twojego sporu z mężem,bo toksyczni jesteście tak, że w atmosferze Waszego domu, można aluminium topić.
                      Pomyśl o dzieciaku, ile rykoszetów z Waszej wojny trafia w niego...

                      pozdro!
                      • alicjann Re: Alicjann, daj se na luz. 28.02.11, 11:52
                        > Naprawdę zastanów sie, gdzie jest meritum Twojego sporu z mężem,bo toksyczni je
                        > steście tak, że w atmosferze Waszego domu, można aluminium topić.
                        > Pomyśl o dzieciaku, ile rykoszetów z Waszej wojny trafia w niego...
                        >
                        > pozdro!

                        I masz rację....Tylko dziwię się, że to tak widać :-(
                        Zgadza się, że problemy z brakiem seksu są skutkiem innych problemów, a te inne z kolei wynikiem jeszcze innych...Zamknięte, martwe koło...Próbowałam przerwać, nie dało rady.. nikt nie walnął łapą w stół, że "dość tego" - albo w jedną stronę, albo w drugą - ale tak dalej być nie może. Próbowałam - spełzło na niczym.
                        Podobno mój facet się obawia. Podobno tego, że zdaje sobie sprawę, że jest słabszy ode mnie, czuje się gorszy,ma gorsze "warunki", ja go przytłaczam.
                        Nie widzę już możliwości wyjścia z tego obronną ręką.. przełamania impasu.. zmian prowadzących do normalnego życia. Normalnego, a z ta samą osobą.
                        Jestem kłębkiem nerwów. Kłębkiem nerwów, który ucieka z domu, kiedy tylko może, bo wspólne życie jest nie do wytrzymania.
                        A on dalej "wali, tłucze pięścią na oślep"..po tylu latach znamy na wylot swoje słabe strony.
                        I rani. Tym czym może - więc brak seksu jest wedle niego świetną karą. Co mnie nakręca dodatkowo, bo zdaję sobie sprawę, jak chore jest to zachowanie.

                        Oczywiście - w tym wszystkim jest dziecko. Młody, rozwijający się człowiek, płaczący po raz kolejny nad zupą, że rodzice się kłócą.
                        Już nie mogę...

                        • sisi_kecz Re: Alicjann, daj se na luz. 28.02.11, 12:56
                          masz rację....Tylko dziwię się, że to tak widać :-('

                          Alicjann, no i co mam Ci odpisać?
                          Potakujesz każdemu, kto sie nad Tobą nachyli i poświęci chwilę. Biedna jesteś, duża dziewczynko.
                          Inteligencja pozwala Ci na manipulację wpisami, tak aby raz wypaść jak ofiara, raz jak zimna sucz, tak by dostać te pożądane "głaski" od obcych anonimowych ludzi- substytut akceptacji i ukojenia, którego szukasz.
                          Wiadomo, ze Twoje problemy przekraczają zakres tematyczny tego forum.
                          Chodzisz do psychologa, masz terapię, nie grozi Ci kompletny madness.
                          Polecam terapie NLP, behawioralną.

                          Co mogę jeszcze dodać, to to, że Ty jako osoba dorosła MUSISZ uchronić swoje dziecko przed niezawinioną karą od losu- bagażem doświadczeń z domu na całe życie, które go unieszczęśliwią.
                          NIE MOŻESZ pozwolić na to, by płakał z Waszej winy.

                          Może tutaj poszukaj swojej motywacji do odmiany: w miłości do dzieciaka, który ma tylko Was i akceptuje Was jakimi jesteście.
                          Nie funduj mu życia w piekle- nigdy sie nie wywiniesz z odpowiedzialności, jak to spieprzysz.
                          Stan na wysokości zadania- niech ta jedna rzecz będzie dla Ciebie nietykalna: spokój w głowie Twojego dziecka.
                          Od teraz, od zaraz, bez wymówek i dlatego, że tego jednego naprawdę chcesz.

                          Niech on już nigdy nie płacze- cokolwiek by sie działo.
                          OK?

                          pozdro!
        • urquhart Re: :-)) 25.02.11, 19:36
          glamourous napisała:

          > Rozczulaja mnie takie porado-zwierzenia, jak to po kilkunastu (sic!) latach zw
          > iazku pani zaproponowala panu lodzika z finalem do ust, zaoferowala wydepilowan
          > ie cipki i fajna bielizne, zaczela przytulac i pan wreszcie zaskoczyl ;-) (...)
          > Heh, lezka wzruszenia w oku sie kreci ;-)

          Bingo Glam !!!
          P.S.
          A przejście z mielonego na schabowy po ilu latach??
          • glamourous Re: :-)) 25.02.11, 21:15
            urquhart napisał:
            > P.S.
            > A przejście z mielonego na schabowy po ilu latach??

            ;-)
            • extremely Re: :-)) 26.02.11, 03:02
              glamourous napisała:

              > urquhart napisał:
              > > P.S.
              > > A przejście z mielonego na schabowy po ilu latach??
              >
              > ;-)
              >
              No tu akurat problemów nie mieliśmy:P Mąż ani schabowych ani mielonych nie toleruje,a gusta kulinarne mamy identyczne:P Nie wiem czemu się uczepiliście tych "kilkunastu lat" :( Ja może źle się wyraziłam ..przez kilkanaście lat wszystko było pięknie i wspaniale ale od początku z seksem było oszczędnie i przez te kilkanaście lat się " dopasowywaliśmy"
              Ale według Was?? Seksu niet to zwijam żagle i żegnaj luby? Nie! Dla mnie nie bo ja kocham swego Misia:) i za wszelką cenę w momencie kiedy nam się popsuło coś walczyłam,dopytywałam o przyczynę tego stanu,to takie dziwne??? Serio nienormalna jestem?:D:D Nienormalne jest to,że poza dupą w normalnym związku jest jeszcze coś innego,miłość się nazywa? Boszszszsz mnie zabijają śmiechem takie posty jak Wasze....(nie chce mi się nicków cytować,adresaci wiedzą że o nich chodzi:()
              Moim zdaniem Alicjanna szuka powodu i usprawiedliwienia do tego aby zdradzić ,bo na rozwód raczej się nie odważy:)
              • alicjann Re: :-)) 26.02.11, 14:31
                Nie szukam ani powodu, ani usprawiedliwienia, ani oceny tego mojego zachowania, ani tym bardziej oceniania czy "odważę" (hehe) się na rozwód. A może zaczniesz przyjmowac zakłady..? - jeśli zechcę - zdradzę, jeśli zechcę - odejdę, jeśli zechcę stworzę trójkąt.
                I nic ci do tego. Miziaj "swojego Misia", żeby nie uciekł i zostaw cudze problemy innym, nie mając nic do powiedzenia poza dywagacjami w stylu: "nie odejdzie, bo się nie odważy".
                • alicjann Re: :-)) PS. 26.02.11, 14:32
                  PS. I wierz mi, nie potrzebuję żadnego usprawiedliwienia dla tego, co będę czynić.
                  Nigdy :-)
                  • songo3000 Większość twoich postów tutaj 27.02.11, 00:45
                    przeczy temu (z gruntu utopijnemu) twierdzeniu. A trzeba było nie smarować płaczliwych postów.
                • extremely Re: :-)) 27.02.11, 01:41
                  alicjann napisała:

                  > Nie szukam ani powodu, ani usprawiedliwienia, ani oceny tego mojego zachowania,
                  > ani tym bardziej oceniania czy "odważę" (hehe) się na rozwód. A może zaczniesz
                  > przyjmowac zakłady..? - jeśli zechcę - zdradzę, jeśli zechcę - odejdę, je
                  > śli zechcę stworzę trójkąt.
                  > I nic ci do tego. Miziaj "swojego Misia", żeby nie uciekł i zostaw cudze proble
                  > my innym, nie mając nic do powiedzenia poza dywagacjami w stylu: "nie odejdzie,
                  > bo się nie odważy".

                  To czego szukasz?Po co był ten wątek? Po to aby wszyscy przyklasnęli i napisali "tat tak Alicjann,to drań,jak można z takim żyć idź poszukaj sobie kochanka,albo rozwód weź":P Mi nic do Twojego życia...po przeczytaniu Twojego wątku zrobiło mi się żal bo wiem jak to jest czuć się odrzuconą ,szczerze opisałam swoje relacje ale widzę ,że nie jesteś poradami zainteresowana więc popełniłam niejako faux pas tymi swoimi poradami swoimi postami.Rób jak chcesz,ja w takiej sytuacji bym proponowała rozwód ale forum "Kochanki" też fajne jest:D
                  Poważnie,przepraszam jeśli gdzieś cię uraziłam-chciałam dobrze nie wyszło,myślałam że chcesz ratować mimo wszystko ten związek...Twoje życie Twoja sprawa.Powodzenia życzę(szczerze bez złośliwości)
              • zyg_zyg_zyg Re: :-)) 26.02.11, 18:49
                > Ale według Was?? Seksu niet to zwijam żagle i żegnaj luby? Nie! Dla mnie nie bo
                > ja kocham swego Misia:) i za wszelką cenę w momencie kiedy nam się popsuło coś
                > walczyłam,dopytywałam o przyczynę tego stanu,to takie dziwne??? Serio nienorma
                > lna jestem?:D:D Nienormalne jest to,że poza dupą w normalnym związku jest jeszc
                > ze coś innego,miłość się nazywa? Boszszszsz mnie zabijają śmiechem takie posty
                > jak Wasze....(nie chce mi się nicków cytować,adresaci wiedzą że o nich chodzi:(
                > )

                Mam wrażenie, że czując się zaatakowana sama przeszłaś do ataku. Ja mogę Ci szczerze pogratulować. Zazdrościć nie zazdroszczę, bo gdyby nie moje tamte odejście, nie byłoby mojej nowej miłości. I związku, w którym czuję się zaspokojona bez szczególnych starań i zabiegów. Mała w tym moja zasługa - tak po prostu jest. Natomiast z tego co piszesz, Twoją zasługą - w przeważającej części, jeśli nie w całości - jest poprawa w Waszym związku.

                Odpowiadając na Twoje pytanie

                > Ale według Was?? Seksu niet to zwijam żagle i żegnaj luby?

                - nie, nie tak od razu. Ale u mnie starania o zmianę poszły w lata. I na nic się zdały, bo nie było chęci zmian z drugiej strony. Walczenie, dopytywanie o przyczynę - jak najbardziej. Ale nie powieliłabym błędu - bo to był zdecydowanie mój błąd - wzięcia wyłącznie na swoje barki całego problemu. Szybciej zadałabym pytanie wprost "Czy zamierzasz mi pomóc żeby coś zmienić?", szybciej żądałabym odpowiedzi na nie oraz bardzo konkretnych deklaracji. A gdyby padło "Nie", to owszem - zwinęłabym żagle. Ale to ja. Ty przyjęłaś inną straregię i u Ciebie właśnie ona zadziałała. I tego naprawdę szczerze Ci gratuluję. Bo moim zdaniem każdy powinien się trzymać tego, co działa w jego przypadku, nie oglądając się na sposoby innych.

                W moim poprzednim związku była miłość. Była jedność dusz, "pasowanie" ciał, była przyjaźń, podobne poczucie humoru, podobna wrażliwość na świat. No właściwie wszystko - poza "dupą", jak to nazwałaś. I brak tego jednego spowodował, że zamiast w tej miłości wzrastać i rozwijać się, więdłam i marniałam. Ten jeden brak przypłaciłam depresją, nienawiścią do swojego ciała, które nie chciało przestać pożądać, nienawiścią do własnej seksualności. A tak w miłości być po prostu nie powinno.
                • extremely Re: :-)) 27.02.11, 01:18
                  Zyg i takie podejście rozumiem,masz rację...zjeżyłam się trochę na niektóre posty ale cóż ,ja toleruję że ktoś może nie pojmować tego ,że ja tak sobie poradziłam,że tak zaczęłam z mężem rozmawiać ,a ktoś inny po prostu kpi z tego...śmieszy go to bo zawsze łatwiej jest wziąć rozwód,iść z innym,a nie tam jakieś duperele smerele o pończochach i koronkowych majtkach:):) Ehhhh szkoda gadać:) Tobie życzę powodzenia i wielu orgazmów:D:D Z Twojego posta "czuć" że jest Ci dobrze w nowym związku i oby tak dalej .
    • alicjann Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 10:26
      Uwaga, nastąpiła zmiana taktyki. Teraz słyszę, że: "Jeśli mnie zdradzisz..wiesz, to twoje sumienie."

      To nic, że on nie chce. Pewnie mnie nawet nie kocha. Ale żeby inny dostał.. o nie, co to to nie..
      Czym jest męska duma..ludzie..:-(
      • sisi_kecz Masz dość ? 24.02.11, 10:54
        alicjann napisała:

        > Uwaga, nastąpiła zmiana taktyki. Teraz słyszę, że: "Jeśli mnie zdradzisz..wiesz
        > , to twoje sumienie."
        >
        > To nic, że on nie chce. Pewnie mnie nawet nie kocha. Ale żeby inny dostał.. o n
        > ie, co to to nie..
        > Czym jest męska duma..ludzie..:-('

        wiesz co? bręczysz juz o tym, że jest CI źle i sobie pójdziesz od niego od X czasu.

        Tak naprawdę to sobie nie pójdziesz, bo jesteś uzależniona od tego bręczenia.
        Twój men sobie pójdzie i wtedy sie zdziwisz.

        Piszę z doświadczenia- też miałam zespół permanentnego wk...wa i znalazła sie pani, która była miła dla mojego faceta, rozumiała go i chwaliła.
        Po 7 latach zakończyliśmy związek, ale dostałam dużo nauki.
        Ciosanie kołków na głowie w końcu sprowokuje tą głowę do ucieczki, a nie sądzę abyś była gotowa do tego faktu.

        Ja nie byłam, chociaż tego chciałam.
        Ale może dla takich popapranych osobowości to jest jedyna droga...

        Trzymając sie tej strategii, trzaśnięcie o podłogę masz jak w banku.

        duze pozdro!!
      • brak.polskich.liter Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 15:53
        Duma? Raczej syndrom psa ogrodnika. Z duma ma toto niewiele wspolnego.
        • kag73 Re: Mam dość posuchy! 24.02.11, 19:23
          Ale sluchaj, nie grozi Ci rozwodem tylko Twoim sumieniem. Hmm, z tym powinnas sobie poradzic, nie zeby Ci jeszzce wmawial wyrzuty sumienia ;)
      • mgla_jedwabna Re: Mam dość posuchy! 25.02.11, 01:52

        Czyli manipulacje poczuciem winy? Jeśli chce ci się odpowiadać, możesz mu coś powiedzieć o zaniedbywaniu żony. No cóż, nie musi myśleć o tobie...ale to jego sumienie...
    • songo3000 Łojezu, rence opadają... 24.02.11, 22:26
      Wiesz, jeżeli byś zeszła dziś do mnie z tekstem "czy pójdę z Tobą na górę" to (zakładając choć jako-taką prezencję ;) seks by był...
      Gdybyś jednak była moją wieloletnią żoną, która budowanie napięcia seksualnego sprowadza do 'dawania do zrozumienia' to wybacz - po prostu bym Cię wyśmiał. A jak już by mi śmiechy przeszły to i pewnie kopa na do widzenia sprzedał ;D

      Bez obrazy, po prostu w Twoich postach jakoś nie wyczytałem śladu dbania i podgrzewania wzajemnej atrakcyjności seksualnej. Za to sama się przyznajesz do 'wielkiego zdziwienia' na sugestię, że kobieta w końcu się POSTARAŁA to i seks zaczął wracać.
      Generalnie z takim nastawieniem czy też idiotyczną wizją świata to Ty się w dłuższe związki nie baw. Bo w dłuższych związkach panna, która 'tylko jest' a cała tą erotyczną grę sprowadza do wypięcia się... nawet na taką spojrzeć nie warto.

      Jeśli chcesz rad, to zastanów się szczerze i napisz najpierw CO konkretnego do tej pory robiłaś aby nie znudzić się swojemu facetowi (bo on najwyraźniej Ci jeszcze nie obrzydł).
      • alicjann Re: Łojezu, rence opadają... 25.02.11, 20:31
        Weź Ty songo weź sobie porządny prysznic, lejnij kubeł zimnej wody na łeb, a potem PRZECZYTAJ jeszcze raz, kurna mać. A na koniec, w ramach skruchy, zasadź no sobie tego kopniaka, jak już "kawusia37" radziła.

        Nie obrażaj mnie, przeżyłam sporo, a i gó..no na temat budowania napięcia to Ty wiesz.I nie umiesz czytać. Ja nie będę pytała chłopa, czy mam pieć pi..zdę ogoloną tak ,czy śmak, bo dobrze to wiem. Nie jestem panną, która tylko "jest i się wypina", a panią, która to sama dbała o to, by przywrócić życie erotyczne do związku. I tak były gorące weekendy, na które zabierałam małżonka w góry, niezakładanie majtek w nieoczekiwanych sytuacjach, inne sprawy, o których na forum mówić nie będę... aż po ten stripteas, którego nigdy nie udało mi się zaprezentować... bo on nie chciał...
        I to było chyba na tyle..
        • songo3000 Re: Łojezu, rence opadają... 25.02.11, 22:55
          Widzę, że ciśnienie skoczyło więc całkiem pudła nie zaliczyłem, hehe. Zimny prysznic faktycznie dobra rzecz, m.in. umysł odświeża więc polecam :) Co do propozycji skruchy to raczej nie skorzystam. Na takie perwersyjne zabawy namawiaj raczej swoje klakierki, od razu zrobi ci się 'lepiej'.

          > tem PRZECZYTAJ jeszcze raz, kurna mać.
          W tym sęk: CO miałem przeczytać skoroś aż do tego postu NIC w tym temacie nie napisała??? Pretensje miej do siebie a z fochami to raczej do przedszkolaków, którzy się tu pętają czasami :)

          No, skoro już raczyłaś rzucić światło na poruszone zagadnienie to rozwiń jak na Twoje działania mężulo reagował i jak to się (zapewne) zmieniało w czasie.
          • anital36 Re: Łojezu, rence opadają... 26.02.11, 18:35
            alicjann nie przejmuj sie tym sango300 to jakiś pedziu hahah a ja ci doradzę jak będziesz mieć okazje to sobie nie żałuj bo żaden mężczyzna nie jest werdny i nie jest tego wart !!!!
            pozdrawiam cie serdecznie !!! i życzę udanego weekendu :):)
            • songo3000 Re: Łojezu, rence opadają... 27.02.11, 00:41
              Z tymi nic nie wartymi facetami to masz rację ale głowa do góry! Na naszych pedzioskich spotkaniach czasami pojawiają się les-koleżanki więc już będziesz rozpaczliwie potrzebować jakiś namiar to śmiało :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka