anna1_3
02.03.11, 09:25
Jestem z moim partnerem od 10 lat. Od kilku lat, mój mąż stroni od zwykłego seksu, na rzecz róznistych eksperymentów seksualnych ( cuckold, swing, femdom). Wiele z jego pomysłów zostało zrealizowane, do niczego mnie nie przymuszał. Mam nietypową seksualność ( a raczej miałam), więc jego propozycje trafiały na poddatny grunt. Jednak większość jego pomysłów po przetestowaniu okazywała sie przyjemniejsza w fantazjach niż w realu. Po pewnym czasie zrezygnowaliśmy z wprowadzania osób trzecich do naszej sypialni, siały one bowiem spustoszenie w mojej psychice. Mimo, że chciałam tego równie mocno jak mąż, okazało się jednak, że średnio się do tego nadaję.
Umówiliśmy się, że zabaw nietypowych w naszej alkowie, zostawimy femdom czyli kobiecą dominację. Jako odskocznie od rutyny. I na początku taki układ się sprawdzał. Był to po prostu dodatek do seksu, raz w miesiącu "lajtowe" sesje. Z czasem jednak bdsm zdominowało nasze życie seksualne. Przestało być pieprzną przyprawą, a stało sie normą. W takiej dawce stało się to dla mnie niestrawne. Nie mam w sobie krztyny sadyzmu, nie podnieca mnie uległy facet, z którym mogę zrobić wszystko co zechcę. Moja motywacja, żeby uprawiać tego typu seks jest zupełnie inna niż męża. On jest masochistą, mnie natomiast podobało się w tym łamanie tabu, przygotowania do sesji, atmosfera tajemniczości i jego podniecenie.
Niesłychanie kręci go, że to ja "decyduję" o jego orgazmie. Wywiera na mnie presję, żeby brak wytrysku przedłużać w nieskończoność. Potrafi wytrzymać 3 tygodnie bez finiszu i jeśli już jakimś cudem uda mi się go namówić na zwyczajną penetrację, jest to zwyczajnie żałosne, bo koncentruję się tylko na tym, żeby nie skończyć. Ja jestem już tym zmęczona, znużona. Nie cieszą mnie wspólne weekendy, bo jak pomyslę, że znowu wieczór skonczy się straponem, prowadzaniem go na smyczy i lizaniem mojej cipki, to mnie mdli wręcz. Tego typu seks na dłuższą metę, jest nudniejszy niż seks w klasycznej pozycji przez rok.
Rozmawiałam z nim wiele razy, obiecuje, że postara się to zmienić, a nie robi nic. Po tych rozmowach szanowny małżonek funduje mi posuchę, czasami i miesięczną czyli nie zaspakaja mnie w ogóle. Daję się ponownie namówić na sesję femdom, bo lepszy orgazm z lizania niż wcale:)
Zastanawiam się coraz częściej nad zakończeniem tego związku, bo jestem tym wszystkim wykończona. Boję się również, że się tak kolokwialnie wyraże, że ten facet ma jakieś odchyły psychiczne. Przepraszam za chaotyczny język, ale cięzko to wszystko sensownie opisać. Jesli zechcecie sie odnieść do tych moich wypocin, będę wdzięczna.