Dodaj do ulubionych

mężczyźni którzy są popychadłami swoich partnerek

20.05.11, 10:41
Zauważam takie zjawisko wśród znajomych mężczyzn, co ciekawe to ci sami mężczyźni najczęściej seksu nie mają wcale bądź nie tyle ile by chcieli. Ciekawi mnie czy fakt, że mężczyzna pozwoli kobiecie swojego życia na utratę szacunku do siebie, wiąże się z brakiem pożądania z jej strony?
Widzę wśród znajomych małżeństwa i związki, gdzie kobieta czasem cicho i niepostrzeżenie, czasem przy akompaniamencie wrzasków zmieniła się w rządnego władzy absolutnej wampira. Nie dość, że ONA przyssała się do jego kasy, to jeszcze nie czuje żadnej wdzięczności a żąda całkowitego posłuszeństwa. Znacie to? Ja to widzę ciągle. Ona rządzi w domu, rządzi budżetem, rządzi dziećmi, rządzi jego czasem, mówi mu w co ma się ubierać, z kim spotykać, jak spędzać czas i jeszcze ona decyduje kiedy mają się kochać. Na dodatek jest bezczelna i rozwrzeszczana jak nie przymierzając ta żona rybaka z bajki o złotej rybce. Nic co on zrobi nie jest dość dobre, ona ciągle jest niezadowolona. Nie rozumiem jak kobieta ma szanować faceta który pozwala sobie na takie traktowanie. Jak takiego faceta pożądać?
Dlaczego faceci boją się żon i stałych partnerek? Gdzie się podział mężczyzna?

Jeszcze pare lat temu wydawało mi się że na poziomie ogólnospołecznym kobiety są dyskryminowane, ale od kiedy większość ludzi których znam jest w stałych związkach widzę zgubny wpływ i amerykańskiego feminizmu. W sferze domowej rządzi kobieta, a wielu mężczyzn nawet nie piście, gdy są traktowani jak popychadła. Czy ktoś zauważył zjawisko?
Mój znajomy od roku nie widział swojej córeczki bo jego eks stwierdziła, że za mało jej płaci, natomiast on się na to biernie godzi.
Bliski przyjaciel mojego faceta przestał się z nim spotykać po ślubie, bo ONA mu zabroniła.
Znajomy starszy stażem małżeńskim, ucieka domu za który sam zapłacił bo nie ma tam nic do powiedzienia i nawet jednego własnego pokoju - rządzą tam żona i nastoletnie dzieci.
Czemu mężczyźni pozwalają wejść sobie na głowę i czy możliwy jest seks w takiej sytuacji?
Czy mężczyzna nie powinien odzyskać pełnoprawnej roli i szacunku w domu, żeby żona chciała z nim sypiać?
Obserwuj wątek
    • mali_kali Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 11:39
      > Dlaczego faceci boją się żon i stałych partnerek? Gdzie się podział mężczyzna?
      > Czemu mężczyźni pozwalają wejść sobie na głowę i czy możliwy jest seks w takiej
      > sytuacji?
      Wynika z kilku czynnikow.

      Po pierwsze wychowanie. Ogolna tendencja jest do mowienia o silnych kobietach, ktore sa niezalezne i sobie swietnie radza. Taka polityczna poprawnosc, ktora wrecz przesadza z podkreslaniem roli kobiety. W takiej sytuacji wiele mezczyzn ulega "klamstwu powtorzonemu 1000 razy" i mysli, ze rzeczywiscie tak trzeba.
      Po drugie same kobiety, ktore uwazaja, ze im sie nalezy. Ile juz artykulow widzialem pod tytulem: "Pomysl o sobie", "Zadbaj o siebie", etc. Zakladaja, ze kobieta to wspaniala altruistka, ktorej trzeba przypomniec o jej potrzebach. Tymczasem wiekszosc kobiet jest dalekich od altruizmu, a w takich postawach znajduje potwierdzenie swoich roszczen.
      Po trzecie kult dziecka i plodnosci. Dzieci sa najwazniejsze. Dla dzieci nalezy zrobic wszystko. Kto reprezentuje dziecko i jego potrzeby? Kobieta - Matka Polka. Jezeli dzieci sa najwazniejsze, to przeciez zrobisz wszystko dla kobiety, bo ona wie najlepiej czego potrzebuja dzieciaczki. Mezczyzna nigdy nie bedzie mial tak bliskiej wiezi emocjonalnej z dziecmi chociazby z tytulu ciazy i pierwszych miesiecy razem po porodzie.
      Po czwarte prawo. Orzecznictwo sadow rodzinnych nie pozostawia watpliwosci. Mezczyzna ma placic alimenty. Koniec. Opiekowac sie dziecmi? Ewentualnie w weekendy. Mieszkanie dla dzieci (czytaj: dla niej). Kto by sie zdecydowal na rozwod w takiej sytuacji? Lepiej sie podporzadkowac.
      • ryszard_mis_ochodzki nie sa mi znane takie przypadki 22.05.11, 15:52
        albo nie znam tych par na tyle dobrze aby to zauważyć

        paru gamoniowatych kolesi ktorych znam pewnie w kącie trzepie prącie bo kobiety nie maja
    • ururam-tururam Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 12:43
      Zauważam to zjawisko na co dzień. Także jako namiętnego widza "Kuchennych rewolucji" uderzyło mnie szczególnie w nawiedzanych przez M. Gessler restauracjach. W chyba wszystkich przypadkach gdy właścicielami była jakaś para, mężczyzna był absolutnym popychadłem. W jednym z odcinków właściciel nie potrafił nic zrobić z rozhisteryzowaną kelnerką uciekającą przed niezadowolonym gościem do toalety na tyłach domu i był w obecności tego gościa literalnie opieprzany przez żonę stojącą za barem niczym ksiądz na ambonie.
      To zjawisko na dużą skalę.
      Jestem całkowicie przekonany o tym że jeśli mężczyzna jest tak uwarunkowany charakterologicznie lub da się zepchnąć do omawianej pozycji ma to fatalne skutki na polu seksualnym.
      No chyba że znajduje upodobanie w układzie sado-maso z dominującą Panią. :)
    • nowaak Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 12:49
      Też zauważam takie zjawiska. Kilku kolegów, bystrych, pracowitych, szefów dużych, międzynarodowych firm, jak jeden mąż dało sobie wmówić, że wszystko zawdzięczają podstarzałym, zabotoksowanym żonom z plastikowymi biustami. Wrednym, pewnym siebie i zarozumiałym babom bez wykształcenia, które na dodatek żyją za miliony przez nich zarobione.A oni to tolerują, kornie spuszczają łepki i dają się rugać jak dzieci. Koszmar - na dodatek tak ciężko i dużo pracują, że mają kłopot z wyjściem bez żon, bo im mają za złe. Zadziwiające - jak można być człowiekiem sukcesu, świetnym szefem dużego zespołu, dowcipnym i błyskotliwym, a takim kapciem w domu.....
      • tomek_abc99 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 16:21
        > Też zauważam takie zjawiska. Kilku kolegów, bystrych, pracowitych, szefów dużyc
        > h, międzynarodowych firm, jak jeden mąż dało sobie wmówić, że wszystko zawdzię
        > czają podstarzałym, zabotoksowanym żonom z plastikowymi biustami.

        a kilku innych wymieniło na nowszy (młodszy o 20 lat) model
        • that.bitch.is.sick Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 18:57
          tomek_abc99 napisał:
          > a kilku innych wymieniło na nowszy (młodszy o 20 lat) model

          Aha, brawo! To rzeczywiście gwarancja, że laska która wiąże się bogatym "tatuśkiem" dla kasy pała szczerą miłością i namiętnością, nie będzie reglamentowała seksu za pieniądze, nie spróbuje faceta wyrolować, zdominować ani wykorzystać :-D.Gratuluję bystrzak jesteś
    • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 13:01
      Oczywiście TY jesteś inna :D :D :D
      • that.bitch.is.sick Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 14:34
        mujer_bonita napisała:

        > Oczywiście TY jesteś inna :D :D :D
        >
        Hę?
        Ale co to ma do rzeczy?
    • triss_merigold6 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 13:25
      Ilu mężczyzn uczyłaś, żeby wieszali ręcznik zamiast zwijać go w mokrą kulę?
      • ururam-tururam Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 16:21
        To tego trzeba uczyć? Ponieważ pierwszy raz słyszę o zwijaniu ręcznika w kulę, myślę że właśnie to wymaga specjalnego treningu.
        • triss_merigold6 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 21:45
          Jest jeszcze wersja z rzucaniem mokrego ręcznika na suche ciuchy leżące na krześle.

          Zapewne jesteś z innego, znacznie młodszego pokolenia, już stosownie wytresowanego przez matki, które miały dosyć ręczników zwijanych w mokrą kulę.
          • plodny Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 20:06
            Kwestia ręcznika jest raczej niezależna od płci. Ja chyba nigdy nie zwijałem w kulkę, a moja córcia jak najbardziej ma zwyczaju pieprznięcie mokrej szmaty byle gdzie.
    • loppe Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 16:44
      Nie rozumiem takich zjawisk, brak miłości z drugiej strony wydawałby mi się najsilniejszym antystymulantem. Masochizm?
    • mgla_jedwabna Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 17:57
      'Nie rozumiem jak kobieta ma szanować faceta który pozwala sobie na takie traktowanie."

      To nie taka kolejność. Odwrotnie: ona go nie szanuje od poczatku, więc on stał się pierdołą i pomiotłem. Gdyby nie stał się pierdołą i pomiotłem, byłyby ciągłe awantury, ale poziom jej szacunku nie wzrósłby ani o jotę.

      "od kiedy większość ludzi których znam jest w stałych związkach widzę zgubny wpływ i amerykańskiego feminizmu"

      Nie znam oczywiście twoich znajomych ;) ale z tego, co wiem o naturze ludzkiej, to kwestia charakteru, a nie postrzegania ról społecznych przez pryzmat konkretnej ideologii. Jak pokazuje twój własny przykład z żoną rybaka od złotej rybki, takie baby zawsze były i będą. Nie ma chyba kultury, w której nie byłoby bajek o "złej babie" - osobiście znam taką w wersji polsko-góralskiej, perskiej, kabardyńskiej (Kaukaz), japońskiej... Czy w "Baśniach z tysiąca i jednej nocy" też będziesz się doszukiwał wpływów feminizmu?

      Moim zdaniem mężczyźni pozwalają sobie wejść na głowę, ponieważ od początku mają niskie poczucie własnej wartości. Zamiast dać takiej kobiecie do zrozumienia "nie traktuj mnie jak śmiecia, bo wyjdę po papierosy i nie wrócę" (póki jeszcze nie ma dziecka, kredytu etc.) w skrajnych przypadkach jeszcze są szczęśliwi, że taka bogini zgodziła się byc z kimś takim, jak on. Podtrzymywanie takiego związku, oprócz spraw zewnętrznych (jw.), opiera się na grze w dobrego i złego policjanta, szantażu emocjonalnym itp.
      • ururam-tururam Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 20:05
        mgla_jedwabna napisała:

        > Czy w "Baśniach z tysiąca i jednej nocy" też będziesz się doszukiwał wpływów feminizmu?

        A czyja to robota te baśnie? Bardzo zły przykład. :)

        > Moim zdaniem mężczyźni pozwalają sobie wejść na głowę, ponieważ od początku mają niskie poczucie własnej wartości.

        Ale dawniej, gdy feminizmu nie było i w ogóle niczego prawie nie było, istny świat kononowiczowski, taki mężczyzna z niskim poczuciem wartości zawsze mógł zwyczajnie babie przylać przywracając naturalny porządek rzeczy.
        • mgla_jedwabna Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 23:53
          Uru, błagam, tylko nie pisz, że posłuszeństwo wymuszone pięścią to naturalny porządek rzeczy. Chyba że mówimy o takiej naturze, jak u zwierząt, czyli "poluj albo będą polować na ciebie". Ale od tego odeszliśmy bezpowrotnie.

          W świecie takim, jak kononowiczowski, związki typu "baba sekutnica i chłop ciapa" też były na porządku dziennym. I pewnie wszyscy się dziwili "czemu on jej nie przyleje" tak samo, jak teraz dziwią się "czemu on jej nie zostawi". A mimo to takie związki trwały.
          • ururam-tururam Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 19:18
            mgla_jedwabna napisała:

            > Uru, błagam, tylko nie pisz, że posłuszeństwo wymuszone pięścią to naturalny po
            > rządek rzeczy.

            Owszem, najnaturalniejszy z naturalnych. W końcu wszystko sprowadza się do przemocy. Zarówno w relacjach między dwoma osobami jak i w państwie.
            Owszem ktoś może sobie winszować żeby akurat nie za pomocą pięści się przejawiała.
            • sea.sea Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 19:55
              > W końcu wszystko sprowadza się do przemocy. Zarówno w relacjach między dwoma osobami > jak i w państwie.
              Nie siedź tyle na spankingtube, bo widzę, że doszło już do tego, że przemoc i dominacja to dla Ciebie są synonimy :)
              • ururam-tururam Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 20:54
                sea.sea napisała:

                > Nie siedź tyle na spankingtube

                Faktycznie, najwyższy czas przejść do praktyki!
            • zdzisiek66 a już myślałem, że zrobiliśmy jakiś postęp 23.05.11, 10:33
              od czasów używania maczugi jako głównego elementu komunikacji społecznej.
              Ja tam się cieszę, że nie żyjemy już w jaskiniach, ani nawet w carskiej lub stalinowskiej Rosji, i możemy stosować bardziej subtelne sposoby przymusu niż pięść i knut.
              I tak się zastanawiam, czy bardziej zasługuje na pogardę ciamciak terroryzowany przez żonę, czy też damski bokser.
      • rozbojnick dokładnie! 22.05.11, 23:34
        mgla_jedwabna napisała:
        > Moim zdaniem mężczyźni pozwalają sobie wejść na głowę, ponieważ od początku maj
        > ą niskie poczucie własnej wartości. Zamiast dać takiej kobiecie do zrozumienia
        > "nie traktuj mnie jak śmiecia, bo wyjdę po papierosy i nie wrócę" (póki jeszcze
        > nie ma dziecka, kredytu etc.) w skrajnych przypadkach jeszcze są szczęśliwi, ż
        > e taka bogini zgodziła się byc z kimś takim, jak on. Podtrzymywanie takiego zwi
        > ązku, oprócz spraw zewnętrznych (jw.), opiera się na grze w dobrego i złego pol
        > icjanta, szantażu emocjonalnym itp.
      • n.wataha Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 25.05.11, 13:10
        > Moim zdaniem mężczyźni pozwalają sobie wejść na głowę, ponieważ od początku maj
        > ą niskie poczucie własnej wartości. Zamiast dać takiej kobiecie do zrozumienia
        > "nie traktuj mnie jak śmiecia, bo wyjdę po papierosy i nie wrócę" (póki jeszcze
        > nie ma dziecka, kredytu etc.) w skrajnych przypadkach jeszcze są szczęśliwi, ż
        > e taka bogini zgodziła się byc z kimś takim, jak on. Podtrzymywanie takiego zwi
        > ązku, oprócz spraw zewnętrznych (jw.), opiera się na grze w dobrego i złego pol
        > icjanta, szantażu emocjonalnym itp.

        Hm, no i tutaj muszę dodać coś od siebie.
        W rozmowach z wieloma koleżankami (często moimi byłymi) wyłania się taki oto obraz -
        Kobieta do czasu urodzenia pierwszego dziecka jest erotycznie rozbudzona i ma ochotę na seks, jak również na dawanie mężczyźnie do zrozumienia, że "ma na niego ochotę".
        Po urodzeniu dziecka ta "ochota" gwałtownie spada i odradza się jedynie przy jakichś dłuższych rozłąkach (np. kilkutygodniowy wyjazd służbowy, czy praca w innym mieście), tylko po to by po pierwszym zaspokojeniu powrócić do "stanu uśpionego".

        Więc Twoja rada "dać takiej kobiecie do zrozumienia nie traktuj mnie jak śmiecia, bo wyjdę po papierosy i nie wrócę" na niewiele się zda, bo już są dzieci lub dziecko.

        Różne są przyczyny dla czego facet staje się takim "popychadłem". Miałem przyjaciela, który dla rodziny zrobiłby wszystko. Szczególnie dla syna, którego matka nawet nie zauważała, zajęta wizytami u kosmetyczek, masażystek, w butikach z ciuchami i wyjazdami zagranicznymi "bo we Włoszech to są dopiero ciuchy".
        Oczywiście jakikolwiek postawienie się faceta kończyło się ze strony zony karczemną awanturą (nawet przy gościach - byłem kilkakrotnie świadkiem takich scen).
        Co robił facet? Ano przyjął postawę Dulskiego. Do czasu aż miał dość i ...

        ... nie nie odszedł od zołzy - powiesił się.
        • that.bitch.is.sick Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 25.05.11, 13:55
          > Różne są przyczyny dla czego facet staje się takim "popychadłem". Miałem przyja
          > ciela, który dla rodziny zrobiłby wszystko. Szczególnie dla syna, którego matka
          > nawet nie zauważała, zajęta wizytami u kosmetyczek, masażystek, w butikach z c
          > iuchami i wyjazdami zagranicznymi "bo we Włoszech to są dopiero ciuchy".
          > Oczywiście jakikolwiek postawienie się faceta kończyło się ze strony zony karcz
          > emną awanturą (nawet przy gościach - byłem kilkakrotnie świadkiem takich scen).
          > Co robił facet? Ano przyjął postawę Dulskiego. Do czasu aż miał dość i ...

          Głupio się przyznać ale miałam w rodzinie (dalszej na szczęście) taki przypadek, że miał facet dość i ...to samo.

          Niestety czasami w związku przecenia się siły psychiczne (i fizyczne) faceta i ładuje na niego obciążenia i odpowiedzialność których nie jest w stanie znieść. To aspekt, którego się nie zauważa. To ona częściej jest chora, smutna, przestraszona no i ogólnie taka mala.. a tu się zdarza że koń pociągowy nie pociągnie dłużej.
    • malwina654 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 19:17
      > Bliski przyjaciel mojego faceta przestał się z nim spotykać po ślubie, bo ONA m
      > u zabroniła.

      E tam, po prostu nie wiedzial jak zakonczyc znajomosc. "Bo zona mi zabronila/powiedziala/ nie zyczy sobie" to czesta wymowka. W podobny sposob moja znajoma wymykala sie z kiepskich imprez firmowych - "bo maz sie nie potrafi dzieckiem zajac" albo "maz nie lubi kiedy ona sama po nocy lazi".
      • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 20.05.11, 22:13
        malwina654 napisała:
        > E tam, po prostu nie wiedzial jak zakonczyc znajomosc. "Bo zona mi zabronila/po
        > wiedziala/ nie zyczy sobie" to czesta wymowka. W podobny sposob moja znajoma wy
        > mykala sie z kiepskich imprez firmowych - "bo maz sie nie potrafi dzieckiem zaj
        > ac" albo "maz nie lubi kiedy ona sama po nocy lazi".

        Że też na to wcześniej nie wpadłam! Jak do tej pory podobną technikę ugodowy TŻ stosował wobec wszelkiej maści fachowców. 'Wie pan - jak dla mnie to może być ale żona...' ;)
        • konsta-is-me Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 00:28
          Aurat to jest klasyka!;)
      • that.bitch.is.sick Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 13:21
        malwina654 napisała:

        > E tam, po prostu nie wiedzial jak zakonczyc znajomosc. "Bo zona mi zabronila/po
        > wiedziala/ nie zyczy sobie" to czesta wymowka. W podobny sposob moja znajoma wy
        > mykala sie z kiepskich imprez firmowych - "bo maz sie nie potrafi dzieckiem zaj
        > ac" albo "maz nie lubi kiedy ona sama po nocy lazi".

        No właśnie w tym przypadku mylisz się, nie była to dyplomacja. Ich relacje nie były udawane, a małżonka już przed ślubem dała się poznać jako sekutnica i usiłowała zabronić mu wszelkich spotkań z jego przyjaciółmi. Podobno wyznaje zasadę, że facetowi należy zabronić kontaktów z kumplami raz i stanowczo, bo będzie bez przerwy znikał z domu :-) takie feministyczne pierdy z cyklu: nie ufaj nigdy mężczyźnie - czyli przekreślenie sobie szans na satysfakcjonujący związek.
        Takie i podobne rady sprzedawane przez mamusie i cioctki - przepis na nudne i wkurwiające wszystkich typowe małżeństwo, funkcjonują w naszym społeczeństwie podobnie jak stereotypy przedstawiające mężczyznę jako prymitywną owłosioną małpę, którą należy wytresować.
        Najbardziej wkurwiają mnie niunie, które nie potrafią niczego poza wydawaniem pieniędzy mężczyzny, ale porozmawiać z nimi to wydawałoby się wróżbitki, które najlepiej wiedzą co się dzieje w domu sąsiadów, a najczęściej co się dzieje w ich własnym związku nie mają zielonego pojęcia:)
        Natomiast bycie sflaczałym kapciem i podnóżkiem własnej żony to już wyłącznie wina mężczyzny który sobie na to pozwolił. Niech się potem nie dziwi czemu żona nie chce z nim sypiać.
        Howgh!
        • kag73 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 14:34
          that.bitch.is.sick , widzisz, roznie to pewnie wyglada, bo u nikogo w domu nie siedzisz i nie wiesz jak to dokladnie jest. Nie znalas klasyki pt.:"nie wiem co na to zona, ja tak, ale zona...musze sie zony zapytac". To ulubiona wymowka mojego meza. Ja tez tak postanowilam robic w niezrecznych sytuacjach, zwlac na meza. To dobra metoda, ale: stojacym z boku, nieznajacym tematu moze sie wydawac, ze ten biedny facet nie ma nic do powiedzenia.
          Poza tym piszesz, ze kobieta rzadzi domem, dziecmi i nie wiem czym jeszcze...bo: czesto MUSI, poniewaz facetowi to kompletnie ZWISA, wiec co sie bedzie wyrywal. Kiedys moj kolega z pracy powiedzial "a co mnie to obchodzi na jaki kolor pomalujemy sciany albo jakiego koloru mamy samochod, najwazniejsze, zebym mial w domu marke piwa, ktore lubie i tyle".
          Jeszcze jedna rzecz. Sa rzeczy, ktorych niektorzy mezczyzni nie potrafia zapamietac, niby drobiazgi (typu ten zmietolony mokry recznik), ale z czasem wku...ja. Na pocztaku o jak slodko, ale tak po kilku latch codziennego zycia i ogolnego zabiegania, po prostu zaczyna to draznic i powodowac ataki zlosci.
          Co nie zmienia faktu, ze ludzie czasem sie zapominaja i traktuja najblizsza mu osobe w sposob pozostawiajacy wiele do zyczenia. Ja to nazywam cena za intymnosc/bliskosc. W przypadku obcych nikt by sobie na takie zachowanie nie pozwolil. I zawsze staram sie w zwiazku o tym pamietac, choc czasem mam ochote mojego chlopa zmieszac z blotem, albo potraktowac nozem ;)
          No i poza tym, jezeli rzeczywiscie partnerka/partner za duzo i nieladnie sobie pozwala, trzeba walnac piescia i w stol i powiedziec "nie, nie ze mna".
          • kag73 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 15:50
            Sprostowanie do "facetowi ZWISA", niekoniecznie to negatyw. Po prostu facet sie nie wyrywa, bo wie, ze ktos(zona) sie zajmie, ma wszystko pod kontrola, gdyby nagle jej zabraklo, najczesciej facet potrafilby sie zmobilizowac i probowal ja "zastapic", ale skoro nie ma takiej koniecznosci...po co?
            Poza tym jest jeszcze przypadek typa, ktory chce swietego spokoju, dlatego zrobi co zechce zona, dla swietego spokoju. No i jeszcze przypadek nie przejawiajacy wiekszej inicjatywy, ale nie oponujacy i wspolpracujacy, na zasadzie: to nie jego pomysl, ale spoko, moze sie przylaczyc". I jeszcze: sam by na to nie wpadl, dobrze, ze zrobi jak powie mu zona, bo zrobic trzeba a wielu samych sie nie domysli, stad ta niby dominacja i wladczosc kobiet.
          • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 16:18
            kag73 napisała:
            > Nie znalas klasyki pt.:"nie wiem co na to zona,
            > ja tak, ale zona...musze sie zony zapytac". To ulubiona wymowka mojego meza.
            > Ja tez tak postanowilam robic w niezrecznych sytuacjach, zwlac na meza.

            Mój TŻ na przykład zawsze jak ktoś mu proponuje wyjście, spotkanie itp. mówi, że skonsultuje to ze mną. Nie - nie dlatego, że jestem heterą zabraniającą mu spotykać się z ludźmi - on po prostu nie ma pamięta, czy nie mamy w tym czasie innych planów ;) To ja jestem jego chodzącym terminarzem. Dla osoby z boku może to być ekstremum pantoflarstwa.

            > Poza tym piszesz, ze kobieta rzadzi domem, dziecmi i nie wiem czym jeszcze...bo
            > : czesto MUSI, poniewaz facetowi to kompletnie ZWISA, wiec co sie bedzie wyrywa
            > l. Kiedys moj kolega z pracy powiedzial "a co mnie to obchodzi na jaki kolor po
            > malujemy sciany albo jakiego koloru mamy samochod, najwazniejsze, zebym mial w
            > domu marke piwa, ktore lubie i tyle".

            Dodajmy jeszcze, że mimo, że współczesny świat gloryfikuje możliwość wyboru - ciągłe decydowanie jest po prostu męczące. Niektórzy wolą w sprawach na których im nie zależy zdać się na kogoś innego.
            • that.bitch.is.sick Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 01:38
              mujer_bonita napisała:

              > Mój TŻ na przykład zawsze jak ktoś mu proponuje wyjście, spotkanie itp. mówi, ż
              > e skonsultuje to ze mną. Nie - nie dlatego, że jestem heterą zabraniającą mu sp
              > otykać się z ludźmi - on po prostu nie ma pamięta, czy nie mamy w tym czasie in
              > nych planów ;) To ja jestem jego chodzącym terminarzem. Dla osoby z boku może t
              > o być ekstremum pantoflarstwa.
              >
              Kochana, może nie mieści ci się to w główce, ale fakt, że coś normalnego przytrafiło się Tobie i Twojemu TŻ, nie oznacza dla ludzi czytających twojego posta gwarancji że twój związek jest normalny ani, że ty jesteś normalna:)
              Słyszałam o mężczyźnie który bił żonę i dzieci ale bał się spóźnić na obiad. Czy rozpatrywanie tych zachowań rozłącznie daje nam jakikolwiek obraz jego dewiacji? Być może twój despotyzm dotyczy sfery której nie zdecydowałaś się ujawnić ?:D
              I jeszcze na dodatek ciągle ten TŻ i TŻ, zupełnie jak Telimena w Panu Tadeuszu, która plan miasta miała w biurku i każdy inny dowód na potwierdzenie swoich słów miała też w biurku. Odwoływanie się ciągle do przykładu zachowań u tych samych osób odbiera wiarygodność wywodom.
              • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 11:09
                Nie gorączkuje się tak - złość piękności szkodzi :)

                Jedyne co ja i inne osoby starają Ci się pokazać, to fakt, że nie siedzisz ludziom w domu i sypialni. Powierzchowne ocenianie ludzi prowadzi do mylnych wniosków. Nie masz podstaw oceniać, czyje życie jest 'normalne' a czyje nie. Rozumiem, że starasz się udowodnić, że to co inni ludzie robią odmiennie od Ciebie jest 'złe' - to często spotykany sposób na polepszenie własnej samooceny poprzez deprecjację zachowań innych ludzi. Te 'fe' baby co to xxx a ja przecież jestem lepsza!

                > Słyszałam o mężczyźnie który bił żonę i dzieci ale bał się spóźnić na obiad. Czy
                > rozpatrywanie tych zachowań rozłącznie daje nam jakikolwiek obraz jego dewiacji?

                Och... bardzo się wysiliłaś szukając przykładu logika siadła. Chyba, że dla Ciebie bicie żony to normalka a nie dewiacja?
                • that.bitch.is.sick Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 18:40
                  mujer_bonita napisała:

                  >
                  > Powierzchowne ocenianie ludzi prowadzi do mylnych wniosk
                  > ów.
                  I kto to mówi, dopiero powierzchownie oceniłaś moją wiedzę na temat feminizmu, opierając się na własnych wyobrażeniach . Hipokrytka:)

                  Nie masz podstaw oceniać, czyje życie jest 'normalne' a czyje nie. Rozumiem
                  > , że starasz się udowodnić, że to co inni ludzie robią odmiennie od Ciebie jest
                  > 'złe' - to często spotykany sposób na polepszenie własnej samooceny poprzez de
                  > precjację zachowań innych ludzi. Te 'fe' baby co to xxx a ja przecież jestem le
                  > psza!

                  Przepraszam to co tu piszesz to twoja czysta fantazja i spekulacja, a także to, czego innym bronisz udając poprawną politycznie - OCENIANIE i to bardzo powierzchowne. Co więcej mam powiedzieć? jak wyżej - hipokrytka.

                  > Och... bardzo się wysiliłaś szukając przykładu logika siadła. Chyba, że dla Cie
                  > bie bicie żony to normalka a nie dewiacja?

                  Kochanie, co ci po logice skoro mylisz pojęcia. Myślałam iż wynika to z kontekstu, skoro użyłam słowa dewiacja. Norma jako zachowanie typowe. Dewiacja to zachowanie pozornie sprzeczne tudzież nietypowe. Kategorie społeczne. Nie moralne, ani psychologiczne.
                  • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 18:45
                    that.bitch.is.sick napisała:
                    > I kto to mówi, dopiero powierzchownie oceniłaś moją wiedzę na temat feminizmu,
                    > opierając się na własnych wyobrażeniach . Hipokrytka:)

                    Oceniłam Twoją wiedzę na temat feminizmu na temat oklepanej bzdury, którą napisałaś. Mogłaś przeczytać i tysiąc książek o feminizmie ale Twoje słowa świadczą o tym, że nadal znaczenia tego słowa nie rozumiesz.

                    > Kochanie, co ci po logice skoro mylisz pojęcia. Myślałam iż wynika to z konteks
                    > tu, skoro użyłam słowa dewiacja. Norma jako zachowanie typowe. Dewiacja to zach
                    > owanie pozornie sprzeczne tudzież nietypowe. Kategorie społeczne. Nie moralne,
                    > ani psychologiczne.

                    Bicie żony i dzieci to zachowanie 'typowe' psychologicznie? Nieźle!

                    PS. Nie jestem Twoim 'kochaniem'.
        • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 16:11
          that.bitch.is.sick napisała:
          > takie feministyczne pierdy z cyklu: nie ufaj nigdy mężczyźnie

          Może nie używaj słów, których nie rozumiesz?
          • lonely.stoner Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 21.05.11, 21:19
            znam jedna taka pare, ale facet naprawde jest jelopem, zona tylko ze tak powiem wyeksponowala ta jego jolopowatosc na maxa.
          • that.bitch.is.sick Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 01:21
            mujer_bonita napisała:

            > that.bitch.is.sick napisała:
            > > takie feministyczne pierdy z cyklu: nie ufaj nigdy mężczyźnie
            >
            > Może nie używaj słów, których nie rozumiesz?

            Może nie zaczepiaj osób o których nie masz zielonego pojęcia. Ciekawe, czy cokolwiek czytałaś poza wysokimi obcasami z literatury feministycznej:)) szczerze wątpię analizując twoje dość monotematyczne wypociny. Wiesz chociaż kto to jest Judith Butler? Czy tylko bezmyślnie stukasz w klawiaturę? Jeśli nie, to a kysz...będę zmuszona ignorować twoje zaczepki.
            >
            • gruszkasia Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 15:12
              that.bitch.is.sick napisała:

              > mujer_bonita napisała:
              >
              > > that.bitch.is.sick napisała:
              > > > takie feministyczne pierdy z cyklu: nie ufaj nigdy mężczyźnie
              > >
              > > Może nie używaj słów, których nie rozumiesz?
              >
              > Może nie zaczepiaj osób o których nie masz zielonego pojęcia. Ciekawe, czy coko
              > lwiek czytałaś poza wysokimi obcasami z literatury feministycznej:)) szczerze w
              > ątpię analizując twoje dość monotematyczne wypociny. Wiesz chociaż kto to jest
              > Judith Butler? Czy tylko bezmyślnie stukasz w klawiaturę? Jeśli nie, to a kysz.
              > ..będę zmuszona ignorować twoje zaczepki.
              > >

              Skoro nie pojmujesz, na czym polega istota feminizmu, a to dośc proste, to na pewno nie czytałeś J. Butler, bo to lektura dla intelektualistek.
        • malwina654 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 07:37
          that.bitch.is.sick napisała:
          > No właśnie w tym przypadku mylisz się, nie była to dyplomacja. Ich relacje nie
          > były udawane, a małżonka już przed ślubem dała się poznać jako sekutnica i usił
          > owała zabronić mu wszelkich spotkań z jego przyjaciółmi.

          Jesli juz przed slubem dala sie poznac jako sekutnica, a kolega zdania co do slubu nie zmienil, to znaczy, ze mu taka sekutnica odpowiadala bardziej niz towarzystwo Twojego faceta. Wierze, ze relacje Twoj facet-ex przyjaciel nie byly udawane, ale byly i sie skonczyly. Przyjaciel poszedl swoja droga. Dosyc powszechne zjawiskowo.

          Podobno wyznaje zasadę
          > , że facetowi należy zabronić kontaktów z kumplami raz i stanowczo, bo będzie b
          > ez przerwy znikał z domu :-) takie feministyczne pierdy z cyklu: nie ufaj nigdy
          > mężczyźnie - czyli przekreślenie sobie szans na satysfakcjonujący związek.
          > Takie i podobne rady sprzedawane przez mamusie i cioctki - przepis na nudne i
          > wkurwiające wszystkich typowe małżeństwo,

          Tego zwiazku pomiedzy zabranianiem facetowi wychodzenia z domu i feminizmem nie kapuje. Twierdzisz, ze pokolenie naszych matek i ciotek to sa feministki? Po temperaturze Twoich wypowiedzi wnosze, ze jest miedzy nami jakas dekada roznicy wieku, ale mimo wszystko ani wasze ani nasze matki nie daly sie przeciagnac na ciemna strone feminizmu masowo.


          > Najbardziej wkurwiają mnie niunie, które nie potrafią niczego poza wydawaniem p
          > ieniędzy mężczyzny, ale porozmawiać z nimi to wydawałoby się wróżbitki, które n
          > ajlepiej wiedzą co się dzieje w domu sąsiadów, a najczęściej co się dzieje w ic
          > h własnym związku nie mają zielonego pojęcia:)

          Co Ty sie tak goraczkujesz tym, ze niunie wydaja pieniadze swoich facetow? Twoj zle zarabia? Sama nie zarabiasz? A w ogole, to jakos tak za duzo wiesz na temat zycia swoich znajomych i sasiadow.

          > Natomiast bycie sflaczałym kapciem i podnóżkiem własnej żony to już wyłącznie w
          > ina mężczyzny który sobie na to pozwolił. Niech się potem nie dziwi czemu żona
          > nie chce z nim sypiać.
          > Howgh!

          O, i w ten oto sposob wracamy do historii o bylym przyjacielu Twojego faceta.
          • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 11:03
            malwina654 napisała:
            > Tego zwiazku pomiedzy zabranianiem facetowi wychodzenia z domu i feminizmem nie
            > kapuje. Twierdzisz, ze pokolenie naszych matek i ciotek to sa feministki? Po t
            > emperaturze Twoich wypowiedzi wnosze, ze jest miedzy nami jakas dekada roznicy
            > wieku, ale mimo wszystko ani wasze ani nasze matki nie daly sie przeciagnac na
            > ciemna strone feminizmu masowo.

            Żadnego związku nie ma. Po prostu niektóre kobiety chcą uchodzić za ultrapostępowe wycierając sobie słowem 'feminizm' gębę :)
            • lia.13 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 17:54
              a najbardziej mnie zastanawia skąd też autorka wątku wie, że żona ex-kolegi jej męża, z którym przecież tenże nie utrzymuje już kontaktu, z nim nie sypia. Wróżka jakaś czy co?
              Może żoneczka zatrzymuje męża w domu właśnie po to by się miło pie.rzyć? :) W takiej sytuacji nie dziwi mnie, że wybiera towarzystwo jej a nie nudnego kolegi.
    • ururam-tururam Ankieta! 22.05.11, 11:16
      Proszę forumowiczki o odpowiedź na krótkie pytanie: czy wasi mężczyźni ubierają się sami (w sensie kupują ubrania i dobierają je na wyjścia :P) czy wy ich ubieracie?
      • sebalda Re: Dlaczego 22.05.11, 13:55
        Jak bardzo trzeba nie znać życia, żeby zadawać takie śmieszne pytania, dlaczego mężczyzna daje sobą rządzić. Jak to dlaczego? Dla wygody, zwyczajnie. Zrzekając się władzy, dostaje w bonusie święty spokój. Nie może podejmować decyzji, ale też nie musi się angażować w życie domu. Udaje mięczaka, wtedy żona nic mu nie każe robić w domu, bo i tak by zrobił źle, nie tak. Po zakupy go nie wyśle, bo kupi nie to, co trzeba, nie każe mu gotować, bo wszystko przypali. Żona zadowolona, bo to ona jest szeryfem i naiwna jest dumna ze swoje władzy, a mąż może spokojnie oglądać mecz za meczem z butelką ukochanego piwa. Obrasta taki w tłuszcz, piwo go usypia i otępia, to i kochać mu się nie chce, zresztą jak mu się zachce, to zawsze może poszukać wrażeń w internecie, z żoną za dużo wysiłku to kosztuje.
        Jestem ze starszego nieco pokolenia, ale najlepiej się dogaduję i najwięcej mam przyjaciół wśród trzydziestolatków. Mam naprawdę dużo znajomych, ale opisywaną wyżej parę znam jedną, druga od biedy podpadająca, nawzajem na siebie warczy, bez cienia wzajemnego szacunku, wśród reszty par przeważa albo model partnerski, ktory się sprawdza najlepiej, albo model ona z dziećmi, on sam, bo jej nie pasowało mieć w domu trutnia, leniwca kanapowego, wiecznego chłopczyka. Bez zbędnego balastu dziewczyny radzą sobie świetnie, dzieci niezestresowane, tatusiowie weekendowi też chętniej się wtedy dziećmi zajmują, bo jak mieszkali razem, to za duży byl wysiłek. Tak, takie schematy obserwuję najczęściej, a nie rządzące baby. Nie wiem, skąd autorka bierze tyle przykładów. Może jednak nie wszystkie wyglądają w rzeczywistości tak, jak jej się wydaje.
        • gruszkasia Re: Dlaczego 22.05.11, 15:18
          Na moje oko to autor, ten od suki.
          Ale mniejsza o to. Opisywane małżeństwo mam we własnej rodzinie, małżonek za dużo naobiecywał przed ślubem, potem dał plamę na całej linii, małżonka straciła do niego cały szacunek, przejęła stery i zaczęła sobie po nim jeździć. Moim zdaniem to żadna przyjemność żyć z kimś kogo się nie szanuje, nawet jak można sobie po nim pojeździć, ale oni się nie rozwiodą. Ich wybór.
          • sebalda Re: Dlaczego 22.05.11, 17:15
            Z pierwszego postu:
            >Bliski przyjaciel mojego faceta przestał się z nim spotykać po ślubie, bo ONA mu zabroniła.

            Autorka albo gej:)
            Stawiam na to, że to jednak kobieta założyła ten wątek. Kobieta chyba młoda, bo życia najwyraźniej jeszcze nie zna, leniwych panów Dulskich rozpoznać nie umi:) Nie rozumie też, na czym polega feminizm. Zawsze mnie śmieszą i budzą moje politowanie kobiety, ktore narzekają na feminizm. To tak, jakby facet narzekał, że wymyślono piwo:))))
            • wkkr Re: Dlaczego 22.05.11, 18:12
              sebalda napisała:
              Zawsze mnie śmieszą i budzą moje
              > politowanie kobiety, ktore narzekają na feminizm. To tak, jakby facet narzekał,
              > że wymyślono piwo:))))
              ======================
              Nie przeciętna kretynka jesteś skoro myślisz takim stereotypami.
              • sebalda Re: Dlaczego 22.05.11, 19:47
                wkkr napisał:

                > sebalda napisała:
                > Zawsze mnie śmieszą i budzą moje
                > > politowanie kobiety, ktore narzekają na feminizm. To tak, jakby facet nar
                > zekał,
                > > że wymyślono piwo:))))
                > ======================
                > Nie przeciętna kretynka jesteś skoro myślisz takim stereotypami.

                To właśnie kobiety myślące męskimi stereotypami narzekają na feminizm. Jak można narzekać na coś, co broni moich praw? To bezmyślne krytykowanie feminizmu, o ktorym ma się bardzo blade pojęcie, świadczy o głupocie i myśleniu stereotypami.
                A jeśli chodzi o kretynizm, to radziłabym sprawdzić zasady pisowni ojczystego języka. Jak się pisze nie z przymiotnikami:P
                Kultury też najwyraźniej nie staje.
      • leebanka Re: Ankieta! 22.05.11, 15:21
        Mój kupuje i ubiera się sam.
        Czasami,bardzo rzadko,prosi o radę.
        • llollobrygida Re: Ankieta! 23.05.11, 09:10
          leebanka napisała:

          > Mój kupuje i ubiera się sam.
          > Czasami,bardzo rzadko,prosi o radę.

          Ok, odpowiem i ja, chociaż jestem tu przejazdem.
          Mój kupuje i ubiera się sam, a co gorsza, dawniej miał jazdy z kupowaniem ciuchów dla mnie.Całe szczęście już tego nie robi.
          • ururam-tururam Re: Ankieta! 23.05.11, 09:20
            llollobrygida napisała:

            > dawniej miał jazdy z kupowaniem ciuchów dla mnie.

            Przynajmniej bieliznę facet powinien kobiecie kupować.
            Tfu, co ja gadam, jakiej znowu kobiecie, oczywiście sobie!
            Choć ona ją będzie nosić.
      • mujer_bonita Mierzysz pantoflarstwo czy gust? ;) n/t 22.05.11, 15:24
        • ururam-tururam Re: Mierzysz pantoflarstwo czy gust? ;) n/t 22.05.11, 16:54
          Tu istnieje ścisła korelacja!
          Pantoflarz z definicji nie ma gustu.
          • zakletawmarmur Re: Mierzysz pantoflarstwo czy gust? ;) n/t 23.05.11, 16:35
            Jak dla mnie to wręcz przeciwnie. To właśnie taki rasowy samiec ma pełne prawo nie mieć gustu. W końcu jest stworzony do walki a nie wąchania kwiatków i strojenia się...
      • kag73 Re: Ankieta! 22.05.11, 16:26
        Ja z doswiadczenia Ci powiem, ze wiekszosc mezczyzn(sa wyjatki, oprocz homoseksualistow, rowniez hetero) nie bardzo sie rozeznaje co z czym i do czego nie pasuje, nie lubi tez robienia zakupow i chetnie zdaje sie w tej kwestii na gust i upodobania kobiet. Sa tez tacy, ktorzy maja na skladzie swoje "komplety", bo jak nie mieli zony zapytali pania ekspedientke i zapamietali.
        Moj zazwyczaj pyta mnie, pod pretekstem chce sie mi podobac. A kiedy mowie "chodz do sklepu, kupisz se jakies spodenki". Odpowiada "przeciez ja mam spodenki", ja na to "taaa, dwie pary, to troche malo", on "hmm, a moze Ty jak bedziesz w miescie mi jakies kupisz".
        Zdecydowanie wie co mu sie nie podoba typu spodenki w kwiatki, albo cos rozowego, albo hipisowskiego, ale poza tym... trza sie ubrac, zaklada jak leci to co na wierzchu w szafie.
        Tak wiec krotko: Ja go ubieram.
        A jak zdarzy sie cud i jest w sklepie odziezowym to i tak pyta czy mnie sie podoba, jezeli tak, kupuje. A najczesciej "on nie potrzebuje, bo przeciez ma".
        • nikodem_73 Re: Ankieta! 22.05.11, 16:52
          > Ja z doswiadczenia Ci powiem, ze wiekszosc mezczyzn(sa wyjatki, oprocz homoseks
          > ualistow, rowniez hetero) nie bardzo sie rozeznaje co z czym i do czego nie pas
          > uje

          Dobre, dobre. No faceci po prostu "tak mają" - prawda? No przecież "on nie umie się ubrać". :D

          I tak się zastanawiam - jak zareagowałaś gdy kiedyś (na początku znajomości) on przyszedł z tymi ohydnymi bojówkami w kolorze khaki z plamami koloru ptasiego guana i z dumą je zaprezentował? Nie powiedziałaś aby czegoś w stylu "hmmm... nie leżą na tobie"? Lub coś w ten deseń? Jeżeli tak, to masz odpowiedź dlaczego woli NIE chodzić z Tobą na zakupy, lub wręcz abyś to Ty kupowała mu ciuchy. Tracić X godzin aby w końcu kupić coś co TOBIE się podoba? Bez sensu.

          Tak się składa, że sam się ubieram. I nie wynika to bynajmniej z jakiejś mojej ogólnej "maczowatości", lub poczucia smaku. Po prostu na samym początku związku na propozycję wymiany ubioru na bardziej "modny" i "dobrany" wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem i skomentowałem, że gdy będę chciał robić za clowna to poszukam pracy w cyrku. Poskutkowało to fochem i przysięgą "nigdy w życiu nie kupię Ci nic do ubrania". I tego się trzymam.
        • jacek226315 Re: Ankieta! 22.05.11, 20:22
          uwazasz,zee mezczyzna nie ma gustu i nie wie co do czego pasuje.
          Ile jest slynnych projektantek a ilu slynnnych projektantow mody?
          • ururam-tururam Re: Ankieta! 22.05.11, 20:53
            jacek226315 napisał:

            > Ile jest slynnych projektantek a ilu slynnnych projektantow mody?

            Z tą płcią projektantów byłbym bardzo ostrożny!
            Pozory mylą!
          • mujer_bonita Re: Ankieta! 22.05.11, 21:22
            jacek226315 napisał:
            > uwazasz,zee mezczyzna nie ma gustu i nie wie co do czego pasuje.
            > Ile jest slynnych projektantek a ilu slynnnych projektantow mody?

            A ilu z tych słynnych projektantów jest heteroseksualnych? ;)
            • jacek226315 Re: Ankieta! 23.05.11, 05:50
              a co to ma do rzeczy?
        • mgla_jedwabna Re: Ankieta! 23.05.11, 01:40
          Często też mężczyźni nie wierzą w swoje siły w temacie doboru ubrań, ponieważ nigdy nie pozwalano im podejmować decyzji. Często nawet zupełnie dorosłemu mężczyźnie mamusia potrafi wygarnąć, że źle się ubrał.

          Mam do czynienia z osobnikiem, który posiada wspaniały gust, jeśli chodzi o sztukę wysoką (malarstwo itd.), a także życie codzienne - wystrój wnętrz, przedmioty użytkowe, architektura miejska etc. I ten wyrobiony człowiek, mający swoje zdanie o Le Corbusierze, scenografii operowej itd. nie wierzy czasem we własne siły wybierając koszulki. (Gdy już dokona próby wyboru, prawie zawsze jest to strzał w dziesiątkę. Mimo to woli nie chodzić na zakupy beze mnie. Poza tym, że czaem mu coś podsunę, robię chyba bardziej za wsparcie psychiczne niż stylistyczne).
      • malwina654 Re: Ankieta! 22.05.11, 17:32
        Nie ubieram swojego. Nie kupuje mu ubran. Nie cierpie, kiedy mnie pyta czy cos tam do czegos pasuje, bo nie lubie, kiedy ktos zawraca mi glowe glupstwami. Wedlug mnie wyglada w porzadku. Poza wszystkim, nie slubowalam mu, dlatego, ze byl ikona mody. Sama chodze do sklepow od wielkiego dzwonu, wiec dobralismy sie.
      • mgla_jedwabna Re: Ankieta! 23.05.11, 01:32
        Hmm, to może sprecyzuj, co masz na myśli mówiąc o ubieraniu męża przez żonę. A konkretnie, czy chodzi o to, kto:

        - decyduje o ogólnym stylu ubioru
        - decyduje o rozmiarze ubioru
        - decyduje o zakupie konkretnej sztuki ubioru
        - jest osobą inicjującą zakupy ubraniowe dla niego
        - dokonuje fizycznej czynności kupienia, tzn. idzie do kasy, płaci, przynosi do domu itd.

        ...czy o jeszcze coś innego?

        U nas wygląda to tak: gdy się poznaliśmy, mąż miał już bardzo wyraźne preferencje w kwestii ubioru. Mnie się owe preferencje podobały, nieco denerwująca była jedynie monotonia. Po pewnym czasie luby stwierdził, że chętnie by nieco urozmaicił garderobę, ale brak mu umiejętności, nazwijmy to, stylistycznych, aby pozostać w zgodzie z dotychczasowymi preferencjami, a jednocześnie dokonać pewnych innowacji. Ponieważ ja ów know-how posiadam, na przestrzeni kilku lat wspólnego życia odbyliśmy niejedną wyprawę zakupową, zwykle inicjowaną przez męża. Poszukiwań stosownych ubiorów w sklepach dokonywaliśmy wspólnie, jeśli chodzi o dobranie stosownego rozmiaru, luby jest lepszy w te klocki ode mnie (również jeśli chodzi o moje kiecki, przysięgam!). Niejednokrotnie dokonywaliśmy zakupu ubrania "znalezionego" przeze mnie, we wskazanym przez najdroższego rozmiarze, oczywiście po wydaniu przez niego ostatecznej akceptacji. Nie zdarzyło nam sie nigdy kupić czegoś, czego kochanie nie przyjęłoby z entuzjazmem wykraczającym poza zwyczajowe "może być" w fazie pytań "a może to byś zmierzył"? Do kasy zmierzamy już wspólnie.

        Jedynym wyjątkiem od tej procedury są koszule, które luby zamawia przez internet samodzielnie, oraz kilka par bokserek, które wpadły mi w oko w sklepie bieliźniarskim podczas sprawunków pończoszniczych. Zaryzykowalam kupno, obdarowany wyraził zadowolenie po przetestowaniu prezentu.

        Tak więc mam silny głos doradczy - nie spotkał się on nigdy z wyraźnym sprzeciwem. Z jednej strony mogłoby to świadczyć o chorobliwym podporządkowaniu męża, z drugiej - o moim wyczuciu jego preferencji. Jako że małżonek potrafi wykazywać stanowczy sprzeciw w wielu innych kwestiach, a także artykułować swe potrzeby w zrozumiały sposób, skłaniam się ku tej drugiej interpretacji.

        Jeśli chodzi o dobór ubioru do wyjścia, czasem proszę o założenie krawata, do reszty się nie wtrącając. Luby często pyta "a ja mogę tak iść?" albo "a w co ja mam się ubrać", najczęstszymi odpowiedziami są odpowiednio: "tak, oczywiście" i "możesz iść tak, jak jesteś".
      • zakletawmarmur Re: Ankieta! 23.05.11, 16:25
        Tak, zdarza się, że kupuje mu ciuchy albo biorę na zakupy i coś mu kupuje. Mój facet nie przykłada zbyt dużej wagi do tego w co się ubiera. Faktycznie kupuje rzeczy pod mój gust a on cieszy się, gdy mi się w czymś podoba:-) Są to ciuchy "w jego stylu", wygodne.
        Ja mam podobnie. Ubrania co prawda kupuje sobie sama (trudniej kupić ciucha dla kobiety niż dla faceta) ale często ubieram coś w czym wiem, że mu się podobam... Czy to znaczy, że jestem damską wersją pantoflarza?

        Do tego dochodzi jeszcze taki mechanizm. Kiedy samemu trzeba wydać kasę to człowiekowi żal a cudzą to wydaje się łatwiej:-)
    • niceflower454 Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 22.05.11, 17:59
      Bo u nich w domu mam przez całe życie więcej zarabiała od ojca...I to jest powsód tych śmiesznych układów.A mężczyźni ci budza politowanie,bo przyzwyczaili sie w domu do wygody.
      Ale to jest beznadziejny układ.Sama w domu mam taki,tylko na znacznie mniejsza skale finansowa.Trudno zniesc takie malzenstw,dzieci maja problemu emocjonalne z takich malzenstw.

      W zwiazku z tym,ze u nas w domu matka byla strona utrzymujaca przez wiekszosc czasu nie chcialabym absolutnie powtorzyc takiego ukladu.Nie ejstem typewm kobiety,ktora da sie zdominowac facetowi (babki bez charakteru,wrecz przeciwnie!).
    • i.szarak Re: kobiety też są popychadłami!! 22.05.11, 18:27
      To o czym piszesz dotyczy zarówno mężczyn jak i kobiet! Bardzo przepraszam, ale facet który dużo zarabia z reguły jest 'panem i władcą'. Sam prosi sie o brak seksu! Uważa, że należy mu się szacunek i podziw. Skoro go nie dostaje (przepraszam, ale faceci są jak dzieci, które trzeba chwalić stąd już nigdy żadnego do domu nie wpuszczę!) to jest pokrzywdzony. W tym samym czasie żona/partnerka też czuje się pokrzywdzona - jej facet dużo czasu spędza w pracy i ją to w..qrwia. Robi nam się błędne koło 'pokrzywdzenia'. W takiej sytuacji jej nie chce się uprawiać z nim seksu. O.K. jest to forma 'kary' dla faceta. Ale kary, o którą sam się prosi
      • nikodem_73 Re: kobiety też są popychadłami!! 22.05.11, 19:02
        > Ale kary, o którą sam się prosi

        To wybacz, ale w takim razie albo seks nie sprawia kobietom przyjemności, albo karzą się same.
        • sebalda Re: kobiety też są popychadłami!! 22.05.11, 19:56
          nikodem_73 napisał:

          > > Ale kary, o którą sam się prosi
          >
          > To wybacz, ale w takim razie albo seks nie sprawia kobietom przyjemności, albo
          > karzą się same.
          A ci to za kara dla kobiety nie kochać się z facetem, którym gardzi i który przez wiele lat sam się prosił o to, by go nie szanować? Niektóre kobiety nie lubią się kochać z mężczyznami, ktorych już nie kochają, nawet ich już nie lubią, ktorych nie mają zwyczajnie za co szanować, bo ileż można prosić, by jeden z drugim nie darł mordy z byle powodu, żeby nie wyżywał się na dzieciach, żeby czasami wziął odpowiedzialność za wspólny dom (patrz: od czasu do czasu pomógł ogarnąć chałupę, wieczorem pomógł sprzątnąć po kolacji, a nie darł się z kanapy: co Ty tam jeszcze robisz w tej kuchni? Rano się oczywiście nie zastanowi, skąd czysty blat i czyste naczynia). To nie kara dla kobiety, to wielka ulga.
          Autorka wątku ma w jednym rację: nie da się pożądać mężczyzny, ktory sprawił wielki zawód, którego się nie szanuje, ktorego się nie znosi.
          • nikodem_73 Re: kobiety też są popychadłami!! 23.05.11, 03:43
            A co to za kara dla mężczyzny kochać się z kobietą, która go nie pociąga?

            Łapiemy już poziom absurdu, czy jeszcze podrążymy temat?

            Poprzedni wpis zrozumiałem jako przykład w temacie "brak seksu w zastosowaniach dydaktycznych" co jest wg mnie ostrym absurdem, choć ponoć dość powszechnie stosowanym.

            Ty zaś opisujesz przypadek, gdy seks kobiecie nie sprawia przyjemności. Więc w czym rzecz?
            • sebalda Re: kobiety też są popychadłami!! 23.05.11, 11:07
              > Ty zaś opisujesz przypadek, gdy seks kobiecie nie sprawia przyjemności. Więc w
              > czym rzecz?

              A Ty nie rozumiesz, że seks może kobiecie sprawiać przyjemność, ale niekoniecznie z mężem, ktorym gardzi? Zatem teoria, że odmawiając seksu mężowi, kobieta, ktora lubi seks jako taki, sama siebie karze, jest bez sensu. Może facetowi, ktorego żona jest pociągająca fizycznie, brak seksu z nią przeszkadza, natomiast żeby mąż był nie wiedzieć jakim adonisem, żeby inne kobiety się za nim oglądały, ale on swoimi zachowaniami, sprawia, że żona go zwyczajnie nie szanuje, gardzi nim, kobieta zwyczajnie nie będzie miała ochoty się z nim kochać. Brak seksu z pogardzanym mężem nie jest karą dla kobiety, nawet skądinąd gorącej. Nie wiem, jak to jaśniej napisać. Albo ja Ciebie nie rozumiem.
              To może zapytam: padło zdanie, że kobieta karze mężczyznę brakiem seksu, ale to dla niej też jest kara. Czy tak? Próbuję tę teorię obalić. Ale może nie zrozumiałam meritum i stąd ogólne niezrozumienie.
    • mama_myszkina to nie ma nic wspólnego z feminizmem! 22.05.11, 20:23
      To nie feminizm zakłada, że mężczyzna ma się zaharowywać łożąc na rodzinę. Nie zwalaj na coś, o czym nie masz zielonego pojęcia.

      To nie feminizm każe kobietom siedziec w domu z dziećmi i oczekiwac od faceta, że utrzyma rodzinę. To nie feminizm zakłada sztywny podział obowiązków.

      Te kobiety straciły szacunek do mężów nie dlatego, że są feministkami, ale dlatego,że nimi nie są. Mężczyzna w oczach TRADYCJONALISTKI nigdy nie zarobi wystarczajaco dużo, żeby go ta pani szanowała.

      Strażniczki patriarchatu nie patrzą na wnętrze.
      • ururam-tururam Re: to nie ma nic wspólnego z feminizmem! 22.05.11, 20:50
        A feministki to niby patrzą?
        Tradycjonalistki chcą wykończyć mężczyzn galopem czyli zabić ciało a feministki wykastrować męską duszę.
        • mama_myszkina Re: to nie ma nic wspólnego z feminizmem! 22.05.11, 23:51
          Niby patrzą.

          Bo jeśli ja uważam, że chcę więcej kasy to idę do roboty a nie kastruję męża siedząc w domu i zasłaniając się dzieckiem.

          Sami jesteście sobie winni, bo pielęgnując patriarchat hodujecie megiery.
      • that.bitch.is.sick Re: to nie ma nic wspólnego z feminizmem! 22.05.11, 21:15
        mama_myszkina napisała:

        > To nie feminizm zakłada, że mężczyzna ma się zaharowywać łożąc na rodzinę. Nie
        > zwalaj na coś, o czym nie masz zielonego pojęcia.
        >
        > To nie feminizm każe kobietom siedziec w domu z dziećmi i oczekiwac od faceta,
        > że utrzyma rodzinę. To nie feminizm zakłada sztywny podział obowiązków.
        >
        > Te kobiety straciły szacunek do mężów nie dlatego, że są feministkami, ale dlat
        > ego,że nimi nie są. Mężczyzna w oczach TRADYCJONALISTKI nigdy nie zarobi wysta
        > rczajaco dużo, żeby go ta pani szanowała.
        >
        > Strażniczki patriarchatu nie patrzą na wnętrze.

        Załamka. Ten ideologiczny bełkot przypomina mi wczesne przemówienia Duce Mussolinego.
        Kolejna specjalistka od feminizmu się znalazła która oprócz Gali przeczytała ze dwa numery wysokich obcasów i już feministka pełną gębą.
        • sebalda Re: to nie ma nic wspólnego z feminizmem! 22.05.11, 22:17
          That.bitch.is.sick, co Ty wiesz o feminizmie?
          Może zamiast dywagować, skąd Mama_myszkina wie o feminizmie, pochwal się na temat swojej wiedzy, źródeł, z jakich czerpiesz informacje. Faktycznie od razu widać, że nie z Wysockich obcasow. Myślałam, że tylko mój mąż nimi gardzi, jako facet.
          Kobieta, która wyśmiewa drugą kobietę, że czyta WO jest co najmniej dziwna. Co masz do zarzucenia tej gazecie?
          Czy Ty w ogóle masz pojęcie, gdzie byś dzisiaj byla, gdyby nie zdobycze feminizmu? Facet pomstujący na feminizm jest śmieszny, ale gdzieś go może trochę rozumiem, też bym wolała mieć służbę, tak jak traktują swoje kobiety faceci narzekający na feminizm, ale kobieta wyrzekająca na feminizm jest zwyczajnie....., nie nie zniżę się do poziomu niektórych tu obecnych, pozostawiam niedomówienie:P
          Podsumowanie Mamy_myszkina bardzo dobre, bardzo prawdzie, gratuluję i pozdrawiam:)
          • that.bitch.is.sick obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 23.05.11, 10:52
            sebalda napisała:

            > That.bitch.is.sick, co Ty wiesz o feminizmie?
            > Może zamiast dywagować, skąd Mama_myszkina wie o feminizmie, pochwal się na tem
            > at swojej wiedzy, źródeł, z jakich czerpiesz informacje. Faktycznie od razu wid
            > ać, że nie z Wysockich obcasow. Myślałam, że tylko mój mąż nimi gardzi, jako fa
            > cet.

            No i zaroiło się od takich jak powyżej i innych gorszych komentarzy. Jeszcze bardziej zajadle próbujących nas zdyskredytować, że wzorem niektórych feministek i foucaulta powiem "wykluczyć": jako autora, autorkę, geja, lesbijkę? osobę którą chciałyby niektóre panie nazwać ale nie nazwą:))
            Panowie jakoś zdołali meandrując osiągnąć meritum, większość pań tradycyjnie zrobiło offtop czepiając się szczegółów nieistotnych dla tematu i seksu aczkolwiek znamiennych.
            Jestem pewna, że wiem skąd napaść na mnie. Po prostu nie wolno w naszym kraju krytykować matki polki męczenniczki, podobnie jak papieża.

            Przeanalizujmy. Próbowaliśmy poddać pod dyskusję czy panowie i miłe panie zauważają zjawisko podporządkowania mężczyzn w życiu rodzinnym oraz czy brak szacunku do mężczyzny może osłabić pożądanie kobiety? Nie zwyczajny szacunek na miarę wiktoriańskich norm moralnych ale szacunek taki, że nam kobietom zwyczajnie dany gość zaimponuje, spowoduje miękkość w kolanach,co prowadzi do uznania takiego pana za atrakcyjnego a przebywanie z nim może być źródłem jouissance.
            Bo czy z ciapą, pierdołą i dulskim można mieć orgazm drogie panie? Oto jest pytanie na które nie uzyskałam odpowiedzi, wciąż czekam na dyskusję bez konotacji ideologicznych i zobaczymy.

            Argumenty rzeczowe były jeszcze takie, że kobiety rządzą w domu bo mężczyznom życie rodzinne zwisa i mają to gdzieś. Interesuje ich tylko piwo, ewentualnie seks. Czy panowie widzieli te wypowiedzi? Czy to możliwe żeby człowiek nie interesował się domem w którym mieszka i własnymi dziećmi?
            Mnie się wydaje, że to nie jest obojętność. Jest to bardziej męski bojkot i sprzeciw wobec takiej a nie innej organizacji życia rodzinnego, przeciwko rutynie, szarości, nudzie, braku przyjemności..


            • sebalda Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 23.05.11, 11:51
              > Jestem pewna, że wiem skąd napaść na mnie. Po prostu nie wolno w naszym kraju k
              > rytykować matki polki męczenniczki, podobnie jak papieża.

              Ja jednak nie ogarniam tego swoim rozumem. Z jednej strony krytyka amerykańskiego fenimizmu (dlaczego tylko amerykańskiego?), z drugiej przywoływanie matki polki męczenniczki? Toż z większości postów przebija teza, że to właśnie ta matka kastruje męża, ja tutaj widze właśnie krytykę takiej kobiety, to Ty krytykujesz feminizm, ktory męczenniczki wygania do pracy, co w rezultanie tez pomaga mężczyznom, bo zdejmuje z ich barków konieczność bycia jedynym żywicielem rodziny. Kompletna sieczka w tych Twoich postach, droga Bitch.

              Czy to możliwe żeby człowiek nie intere
              > sował się domem w którym mieszka i własnymi dziećmi?
              Czy Ty mieszkasz na księżycu? Naprawdę nie spotkałaś takich egzemplarzy? Kolesi, ktorzy po powrocie z pracy zalegają przed telewizorem z baterią puszek piwa, dzieci wyganiają do drugiego pokoju, bo im przeszkadzają w oglądaniu meczu, na żonę pokrzykują, że stuka wieczorem garami, jak potem ona nie ma ochoty się z takim śmierdzielem kochać, to lądują przed kompem i gruchę walą, oglądając pornola tudzież wymieniają gołe foty z debilnymi laskami i tak się zaspakajają? Stawiam, że takich sa miliony na całym świecie, pod wieloma szerokościami geograficznymi. Nie twierdzę, że takich znam osobiście (może w dalszej rodzinie), ale fora aż się roją od opowieści o takich.
              > Mnie się wydaje, że to nie jest obojętność. Jest to bardziej męski bojkot i spr
              > zeciw wobec takiej a nie innej organizacji życia rodzinnego, przeciwko rutynie,
              > szarości, nudzie, braku przyjemności..
              Może i takie scenariusze się zdarzają, ale czy taki jeden z drugim cokolwiek zrobi, by tę rutynę i nudę zmienić? Najłatwiej mieć pretensje do przemęczonej żony, ktora ciągnie dwa etaty, w pracy i w domu, że wieczorem nie przyjdzie i pana nie zabawi odpowiednio, dodam pana po pracy grającego w gierki rozmaite tudzież rozwalonego przed telewizorem. Facet zaangażowany w dom i dzieci, wspierający żonę, pomagający jej ogarnąć chałupę wieczorem, żeby szybciej wylądować w łóżku z mniej zmęczoną i zestresowaną, a doceniającą męża żoną, raczej nie stanie się dla niej godzien pogardy i będzie znacznie bardziej pociągający także seksualnie, co już dobrze rokuje w kwestii rutyny, nudy i szarości.
              Wyluzowana i nieprzemęczona żona jest znacznie bardziej chętna i znacznie mniej skora do podporządkowywania sobie męża.
              Uważam, że głównym powodem tego, że kobieta podporządkowuje sobie faceta (podkreślam głównym, nie jedynym) jest zwyczajnie lenistwo mężczyzny.
              Skądinąd faktycznie to ciekawe, że żaden z panów nie odniósł się do mojej pierwszej wypowiedzi. Albo prawie żaden, już nie pamiętam. Merytorycznie na pewno nie, wszyscy skupili się na tym nieszczęsnym feminizmie, ale to nie ja zaczęłam:P
              • mama_myszkina Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 23.05.11, 15:31
                Zgadzam się z Sebaldą.

                Problem polskiego mężczyny leży w tym,że prosto od mamusi leci w objęcia żony i wydaje mu się,że żona to mamusia plus seks. Na to naklada się 'tradycyjny obraz rodziny' i 'tradycyjna rola kobiety',z którą wiele kobiet się identyfikuje, ku własnej zgubie, niestety.

                I tak sobie wzajemnie wzmacniają te jazdy aż okazuje się,że żadnemu z nich to nie odpowiada. Są oczywiście kobiety, które to wykorzystują i się lenią, ale to nie ma nic wspólnego z feminizmem. Bo żadna jako tako wyedukowana feministka nie powie,że siedzi w domu i nie pracuje, bo od zarabiania jest mąż. To jest wbrew podstawom tego nurtu.

                Natomiast to Matka Polka kultywuje przekaz, że od zarabiania jest maż, zaś ona od dbania o rodzinę, cokolwiek to oznacza. A to z feminizmem nie ma NIC wspólnego.

                Poniewaz jednak większość kobiet nie potrafi wyzwolić się z kieratu i zasuwa na dwa etaty, są zwyczajnie zbyt zmęczone. Czasami trzeba tupnąć nogą i przestać wierzyć w farmazony o roli kobiety.

                U podstaw dobrego związku lezy porozumienie. Niezaleznie od tego,czy rpacuje mąż, czy żona, czy oboje, każda decyzja jest dobra pod warunkiem,ze jest ŚWIADOMA a nie wymuszona zachowaniem partnera czy okolicznościami. W Polsce tak nie jest. W Polsce dwoje ludzi bierze ślub i zaczyna bezmyślnie powielać stereotypy, co niestety kończy się tragedią.
                • that.bitch.is.sick Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 24.05.11, 09:15
                  mama_myszkina napisała:

                  > Zgadzam się z Sebaldą.
                  >
                  > Problem polskiego mężczyny leży w tym,że prosto od mamusi leci w objęcia żony i
                  > wydaje mu się,że żona to mamusia plus seks. Na to naklada się 'tradycyjny obra
                  > z rodziny' i 'tradycyjna rola kobiety',z którą wiele kobiet się identyfikuje,
                  > ku własnej zgubie, niestety.
                  >
                  > I tak sobie wzajemnie wzmacniają te jazdy aż okazuje się,że żadnemu z nich to n
                  > ie odpowiada. Są oczywiście kobiety, które to wykorzystują i się lenią, ale to
                  > nie ma nic wspólnego z feminizmem. Bo żadna jako tako wyedukowana feministka ni
                  > e powie,że siedzi w domu i nie pracuje, bo od zarabiania jest mąż. To jest wbre
                  > w podstawom tego nurtu.
                  >
                  > Natomiast to Matka Polka kultywuje przekaz, że od zarabiania jest maż, zaś ona
                  > od dbania o rodzinę, cokolwiek to oznacza. A to z feminizmem nie ma NIC wspólne
                  > go.

                  Tym co napisałaś wystawiasz sama świadectwo swojej bezmyślności i dowód, że w feminizmie zatrzymałaś się w ubiegłym wieku(albo twoja wiedzia pochodzi z gazetek typu viva) na "feminine mystique" Betty Friedan.

                  Twoje posty są tak oderwane od rzeczywistości, że ciężko na tym poziomie dyskutować, to nie szkoła, nie będę cię uczyła i uświadamiała. O Matce Polce przeczytaj u Janion i nie gadaj głupstw bo jesteś Polką, warto by coś wiedzieć o narodowych symbolach:)

                  Ponadto kobiety miały naprawdę niewiele okazji aby NIE pracować na swoje utrzymanie I "LENIĆ SIĘ" szkoda że wykazujesz się nieznajomością historii, a w naszym kraju podobnie jak w całym bloku komunistycznym kobiety musiały pracować (wcześniej też), a w Związku Radzieckim normalnie zasuwały w hutach, fabrykach i na budowach - tak jest do dziś na Ukrainie przy budowie Stadionu normalnie kobiety zasuwają. To co, Engelsowi zawdzięczają czy feministkom? :)

                  Zawsze praca kobiet była koniecznością ekonomiczną a nie fanaberią jak zdajesz się w swej głupocie sugerować, a zależność od mężczyzny ma zupełnie inne źródła. Tylko przez krótki okres New Deal i prosocjalnej Europie kobiety z klasy średniej miały jakieś ulgi związane z płcią i miały prawo wychowywać dzieci w spokoju (czasami).

                  Ale co ta praca zawodowa ogółowi kobiet daje? W naszym pięknym kraju ok 70 procent kobiet pracujących na etatach zarabia poniżej średniej krajowej. Pięknie się uniezależniły od facetów, co nie?;) I tak, niewiele kobiet jest w niezależna ekonomicznie biorąc pod uwagę dzieci, bo jak facet daje ci na dzieci, to nie jesteś niezależna, nie oszukujmy się.

                  Krótko mówiąc bzdety bzdety. A feminizm drugiej fali był ruchem białych kobiet z klasy średniej utrzymywanych przez ich mężów głównie. Nie muszę dodawać, że problemy tej grupy kobiet, dużej części kobiet nie dotyczą. Natomiast takie problemy jakie są przedstawiane w Wysokich Obcasach typu: czy wstrzyknąć sobie botoks czy pojechać do spa? Czy pójść na terapię czy rozstać się z partnerem? Czy ugotować kurczaka z trawą cytrynową, czy szalotki w sosie tysiąca wysp, to są problemy z dupy i nie dotyczą naszego społeczeństwa.
                  • mujer_bonita No no no... czego się człowiek nie dowie :) 24.05.11, 10:28
                    that.bitch.is.sick napisała:
                    > ię uniezależniły od facetów, co nie?;) I tak, niewiele kobiet jest w niezależna
                    > ekonomicznie biorąc pod uwagę dzieci, bo jak facet daje ci na dzieci, to nie j
                    > esteś niezależna, nie oszukujmy się.

                    Czego to się człowiek nie dowie :) Dziecko jest własnością kobiety, żeby facet JEJ na nie dawał? Daje na waciki to da i na dziecko? I kto to pisze?? KOBIETA?? Kobieta, która zrównuje feminizm z nienawiścią do mężczyzn i uważa bicie żony i dzieci za 'normę' społeczną?

                    Mało kto się tutaj tak ośmieszył :D :D :D
                    • ururam-tururam Re: No no no... czego się człowiek nie dowie :) 24.05.11, 10:41
                      mujer_bonita napisała:

                      > Czego to się człowiek nie dowie :) Dziecko jest własnością kobiety, żeby facet
                      > JEJ na nie dawał?

                      A jak może być inaczej, skoro feministki stanowczo głoszą że ręce precz od ich brzuchów (ciążowych), bo brzuch to ich sprawa ("wuj... to wuj!")?
                      Nie odnotowano ani jednego przypadku przepisania później owego "brzucha" na kogoś innego, więc tak, dziecko jest własnością kobiety.
                      • mujer_bonita Re: No no no... czego się człowiek nie dowie :) 24.05.11, 12:34
                        ururam-tururam napisał:
                        > A jak może być inaczej, skoro feministki stanowczo głoszą że ręce precz od ich
                        > brzuchów (ciążowych), bo brzuch to ich sprawa ("wuj... to wuj!")?

                        Może zacznijmy od tego, że kwestia opisywanego podejścia do aborcji nie jest tożsama z feminizmem - to poglądy konkretnej grupy kobiet.

                        To raz - dwa - jeżeli już o tym piszesz to jak najbardziej macica należy do kobiety. Mężczyźni z założenia jej nie mają. Dziecko natomiast oprócz jednego domniemanego przypadku niepokalanego poczęcia ma dwoje rodziców ;)
                    • that.bitch.is.sick Re: No no no... czego się człowiek nie dowie :) 25.05.11, 14:36
                      mujer_bonita napisała:
                      >
                      > Mało kto się tutaj tak ośmieszył :D :D :D

                      No wiesz, ty się nie ośmieszasz tylko dlatego, że jedni się boją otwierać twoje ziejące zajadłością i czepialstwem posty, a inni nie mają ochoty ich czytać.
                      Chyba kojarzę Cię z czasów kiedy to forum czytałam parę lat temu i była inna konfiguracja osobowa, co głównie ciebie tu rajcuje...Już wiem :D ty jesteś zajadłym prześladowcą facetów przyznających się do zdrady bingo! Zmieniłaś obszar zainteresowań? O mroczni bogowie trafiłam na wszechwiedzącą weterankę..:D Chylę czoła i bynajmniej nie zabiegam o Twoje uznanie..

                      >
                      • mujer_bonita Re: No no no... czego się człowiek nie dowie :) 25.05.11, 16:40
                        that.bitch.is.sick napisała:
                        > No wiesz, ty się nie ośmieszasz tylko dlatego, że jedni się boją otwierać twoje
                        > ziejące zajadłością i czepialstwem posty, a inni nie mają ochoty ich czytać.
                        > Chyba kojarzę Cię z czasów kiedy to forum czytałam parę lat temu i była inna ko
                        > nfiguracja osobowa, co głównie ciebie tu rajcuje...Już wiem :D ty jesteś zajadł
                        > ym prześladowcą facetów przyznających się do zdrady bingo! Zmieniłaś obszar zai
                        > nteresowań? O mroczni bogowie trafiłam na wszechwiedzącą weterankę..:D Chylę cz
                        > oła i bynajmniej nie zabiegam o Twoje uznanie..

                        Uwielbiam hipokrytów :) Połowę ludzkości mogłabyś swoim jadem wytłuc :D No ale w końcu jesteś 'sick bitch' :D :D :D
                  • mama_myszkina Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 24.05.11, 12:56
                    Ciężko jest dyskutować z kimś o tak małej wiedzy...

                    Ja wcale nie uwazam, że kobiety w domu się lenią. Ale ponieważ w swoich postach rozpisujesz się nad kobietami, które rządzą facetami i zaganiają ich do roboty, pokazuję Ci, skąd to się bierze. Na pewno nie z feminizmu.

                    Co do mojej znajomosci tematu, to nie martw się, jest ona dogłębna.

                    Może Ty się identyfikujesz z amerykańskim ruchem barbie doll albo lubisz potańczyć na rurze i uważasz to za ostatnią zdobycz feminizmu, ale mi to osobiście nie odpowiada. Bo to jest partiarchat opakowany w feministyczną bibułkę i wzmacnia stereotypy płciowe.

                    Poczytaj jakieś porządne książki a nie tylko artykuły w gazetach, bo widzę, że wiesz,że dzwoni,ale nie wiesz, w którym kosciele. Może zacznij od Judith Butler.

                    Nie wiem, jakim cudem nagle matka polka stała się dla Ciebie zdobyczą feminizmu. Myślę, że po prostu nie rozumiesz tego,co czytasz.
            • mama_myszkina Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 23.05.11, 15:23
              pie****sz jak potłuczona/y


              Co do Foucaulta to chyba tylko nazwisko znasz, bo sposób użycia w wypowiedzi wskazuje na nieznajomość lektur. Byłaby z tego pała na egzaminie, obiawiam się...

              Co do Matki Polki, to tak się składa,ze jest ona wymysłem patriarchatu. To patriarchat zakłada,że domeną kobiety jest dom, dzieci, rodzina itp. Tak więc nie przerzucaj odpowiedzialności na feminizm, bo gdyby Polki były feministkami to wzorem zachodnich kobiet już dawno zmieniłyby porządek rzeczy w tym kraju.

              Ale fajnie jest siedziec w chacie i nie robić nic zasłaniając się 'rolą kobiety'. Z tym,że to akurat z feminizmem nie ma NIC wspólnego.
              • kag73 Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 24.05.11, 03:28
                "Ale fajnie jest siedziec w chacie i nie robić nic zasłaniając się 'rolą kobiety
                > '. Z tym,że to akurat z feminizmem nie ma NIC wspólnego."

                Taaa, ciekawe tylko ile kobiet w Polsce siedzi w domu inie robi nic. Z pewnoscia bardzo niewiele!

                • mama_myszkina Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 24.05.11, 12:48
                  Odniosłam się do przykładu podanego przez Autora/Autorkę wątku, tzn z czego wynika ewentualne 'lenienie się'. ja też nie sądzę, że wiele kobiet to robi. myślę, że są raczej zgorzkniałe od nadmiaru obowiązków, nie od ich braku.
              • that.bitch.is.sick Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 24.05.11, 09:21
                Aha nie muszę mówić, że o feminizmie nawet nie masz zielonego pojęcia zatrzymałaś się na latach 70tych w Ameryce. Od tego czasu bardzo wiele się poglądach feministek zmieniło.
                Ale ja obstawiam, że nie czytałaś niczego poza gazetkami dla kobiet, więc szkoda mojego wysiłku. To nie szkoła.
                • mama_myszkina Re: obraza ciężka, oburzenie święte i skandal 24.05.11, 12:50
                  Nie, nie zatrzymałam się na latach 70'tych. Z tym,że Ty masz niezwykle powierzchowną wiedze na temat tego,co po latach 70'tych. Oczywiście, są ruchy propagujace podział ról pod płaszczykiem feminizmu, ale tego żadna powazna akademiczka (a za taką się uważam) nie bierze pod uwage, bo to nie jest feminizm tylko patriarchat w nowym opakowaniu.
        • mama_myszkina Re: to nie ma nic wspólnego z feminizmem! 22.05.11, 23:54
          that.bitch.is.sick napisała:

          > mama_myszkina napisała:
          >
          > > To nie feminizm zakłada, że mężczyzna ma się zaharowywać łożąc na rodzinę
          > . Nie
          > > zwalaj na coś, o czym nie masz zielonego pojęcia.
          > >
          > > To nie feminizm każe kobietom siedziec w domu z dziećmi i oczekiwac od fa
          > ceta,
          > > że utrzyma rodzinę. To nie feminizm zakłada sztywny podział obowiązków.
          > >
          > > Te kobiety straciły szacunek do mężów nie dlatego, że są feministkami, al
          > e dlat
          > > ego,że nimi nie są. Mężczyzna w oczach TRADYCJONALISTKI nigdy nie zarobi
          > wysta
          > > rczajaco dużo, żeby go ta pani szanowała.
          > >
          > > Strażniczki patriarchatu nie patrzą na wnętrze.
          >
          > Załamka. Ten ideologiczny bełkot przypomina mi wczesne przemówienia Duce Musso
          > linego.
          > Kolejna specjalistka od feminizmu się znalazła która oprócz Gali przeczytała ze
          > dwa numery wysokich obcasów i już feministka pełną gębą.
          >

          jeśli doktorat równa się przeczytaniu dwóch numerów Gali, to rzeczywiscie mało wiem.

          Natomiast Twoje personalne uwagi pozostawię bez komentarza. Wątpię, żebyś znał włoski na tyle dobrze, żeby komentować wczesne przemówienia Mussoliniego.

          Poza tym, Mussolini, podobnie jak Ty, tak naprawdę był wielkim mizoginem.

          Ciężko się przyznać do tego,że za leniwe, wymagające, kapryszące żony odpowiedzialny jest nie feminizm ale patriarchat, który każe kobietom siedzieć w domu, dbać o 'ognisko domowe' itp. Świetna wymówka dla leżenia do góry brzuchem i wysokich wymagań wobec męża. Ale to nie feminizm jest temu winny.
        • llollobrygida Re: to nie ma nic wspólnego z feminizmem! 23.05.11, 09:14
          that.bitch.is.sick napisała:

          > Załamka. Ten ideologiczny bełkot przypomina mi wczesne przemówienia Duce Musso
          > linego.
          > Kolejna specjalistka od feminizmu się znalazła która oprócz Gali przeczytała ze
          > dwa numery wysokich obcasów i już feministka pełną gębą.
          >

          Ty niczego nie przeczytałeś ani nie zrozumiałeś, dpdatkowo jesteś typowym męskim chamem.
          Tylko facet potrafi nie mając zielonego pojęcia o czymś wdawać się w dyskusje o tym i jeszcze upierać się że ma rację, w dodatku po chamsku. Nie dziwię się, ze żona nie chce z tobą sypiać ani cię nie szanuje.
    • yoko0202 oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 22.05.11, 22:29
      > Mój znajomy od roku nie widział swojej córeczki bo jego eks stwierdziła, że za
      > mało jej płaci, natomiast on się na to biernie godzi.
      > Bliski przyjaciel mojego faceta przestał się z nim spotykać po ślubie, bo ONA m
      > u zabroniła.
      > Znajomy starszy stażem małżeńskim, ucieka domu za który sam zapłacił bo nie ma
      > tam nic do powiedzienia i nawet jednego własnego pokoju - rządzą tam żona i nas
      > toletnie dzieci.

      dla mnie to nie mężczyzna tylko jakaś pi*zda
      • sebalda Re: oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 23.05.11, 09:38
        To w końcu bitch jest kobietą czy mężczyzną. Nie czytam tego forum, to nie wiem, ale w pierwszym poście było jak byk: kolega mojego faceta. Może mnie ktoś oświecić? Bo jeśli facet krytykuje feminizm (na ogół mając o nim bardzo mgliste pojęcie), to jest mimo wszystko zrozumiałe jakoś, ale kobieta narzekająca na feminizm, to jakieś nieporozumienie. Głównie brak wiedzy i kompletna sieczka w głowie. Jetem na to uczulona.
        • ururam-tururam Re: oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 23.05.11, 09:43
          sebalda napisała:

          > Bo jeśli facet krytykuje feminizm (na ogół mając o nim bardzo mgliste p
          > ojęcie)

          Tu nie trzeba mieć ani poprawnej płci ani specjalnych kwalifikacji umysłowych żeby trafnie ocenić zjawisko.
          Ile jest warta ideologia i ruch który zasadza się na tym co w majtkach?
          • sebalda Re: oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 23.05.11, 10:09
            ururam-tururam napisał:

            > sebalda napisała:
            >
            > > Bo jeśli facet krytykuje feminizm (na ogół mając o nim bardzo mgliste p
            > > ojęcie)
            >
            > Tu nie trzeba mieć ani poprawnej płci ani specjalnych kwalifikacji umysłowych ż
            > eby trafnie ocenić zjawisko.
            > Ile jest warta ideologia i ruch który zasadza się na tym co w majtkach?

            Właśnie sobie wystawiłeś świadectwo taką opinią na temat feminizmu. Wspólczuję Twoim kobietom i potomstwu, jeśli takie posiadasz lub będziesz posiadał, bo mieć ojca o takim poziomie inteligencji to prawdziwe nieszczęście.
            • ururam-tururam Re: oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 23.05.11, 10:45
              To nie opinia, to fakt.
              Ale ty do faktów masz najwyraźniej taki stosunek jak Hegel.
          • milkofamnesia Re: oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 23.05.11, 10:45
            Dzięki temu ruchowi, który Tobie kojarzy się z zawartością majtek ja mogłam chodzić do szkoły, skończyć studia, normalnie pracować i zarabiać własne pieniądze, mam prawa wyborcze i parę innych rzeczy. I to dzięki tym sufrażystkom, emancypantkom czy feministkom-jak zwał tak zwał. Jeśli komuś się wydaje, że kobiety mają takie prawa jak dziś "od zawsze" to uprzejmie informuję, że nie. I proponuję zerknąć na to jak mają się kobiety w krajach arabskich.
            • ururam-tururam Re: oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 23.05.11, 11:36
              milkofamnesia napisała:

              > Dzięki temu ruchowi, który Tobie kojarzy się z zawartością majtek ja mogłam ch
              > odzić do szkoły, skończyć studia, normalnie pracować i zarabiać własne pieniądz
              > e, mam prawa wyborcze i parę innych rzeczy.

              To wszystko co sobie tak zachwalasz nie ma nic wspólnego ze współczesnym feminizmem. Obecne feministki są złodziejkami szyldów. Gdybym żył w czasach emancypantek byłbym całym sercem i portfelem z nimi.
              Nawiasem mówiąc z tego zarabiania pieniędzy i praw wyborczych nie ma się co cieszyć. Mężczyzna z kobietę, oboje pracujący zarabiają (przeciętnie) mniej niż w starodawnych czasach gdy pracował tylko mężczyzna. No i czy ty naprawdę wierzysz że twoja kartka wrzucona do urny ma jakiekolwiek znaczenie?
              Oczywiście życie pozorami jest usprawiedliwione jeśli komuś tak żyje się lżej...
              • chrrr Re: oj tam, zaraz tam 'mężczyźni'... 24.05.11, 00:16
                Oooo, tu się powinna wypowiedzieć Aandzia:) Otóż kobiety jak najbardziej pracowały w tych starodawnych czasach. Pracowały na gospodarstwach rolnych, w warsztatach mężów, itp. Tylko że to się wtedy nie nazywało pracą. Darmozjada nikt nie utrzyma, ani nikt nie zrezygnuje z darmowej sił roboczej. Dzieciakami zajmowano się tylko tyle, by odchować co by przeżyło, a potem heja uczyć się fachu u ojca. Dzieciństwo to wymysł dopiero bodajże końca XVIII wieku.
                Oczywiście część kobiet nie pracowała, były to żony czy córki wystarczająco bogatych mężczyzn. Tychże wspaniałych samców nie było niestety zbyt wielu... Dziećmi też się nie zajmowały, od tego były opiekunki, guwernantki, mamki.
              • aandzia43 I znowu te brednie!!! 26.05.11, 19:34
                > Nawiasem mówiąc z tego zarabiania pieniędzy i praw wyborczych nie ma się co cie
                > szyć. Mężczyzna z kobietę, oboje pracujący zarabiają (przeciętnie) mniej niż w
                > starodawnych czasach gdy pracował tylko mężczyzna. No i czy ty naprawdę wierzy
                > sz że twoja kartka wrzucona do urny ma jakiekolwiek znaczenie?
                > Oczywiście życie pozorami jest usprawiedliwione jeśli komuś tak żyje się lżej..

                Jezusmaryja!!! Jak niesamowicie silnie ugruntowany w narodzie jest ten kłamliwy stereotyp, że "kiedyś" na utrzymanie pracowali tylko mężczyźni! Rozumiem natomiast dlaczego jest ugruntowany i pielęgnowany, hehe ;-/ Powtórzę cierpliwie po raz kolejny podważając te nadęte bzdury: nigdy nie było i nie będzie takich cudnych czasów, żeby połowa ludzkości nie musiała pracować na michę. Kobiety ZAWSZE, poza uprzywilejowanymi warstwami, pracowały, nazwijmy to, zarobkowo. Różnica pomiędzy tym, co było kiedyś i tym, co jest teraz w świecie zachodnim polega na tym, że teraz mają pełny i oficjalny dostęp do przynoszących porządną kasę zajęć i że same biorą w łapę, to co zarobią miast oddawać panu mężowi, jak kobiety np. w Afryce, lub Francuzki po Kodeksem Napoleona przez 150 lat. Czy wyraziłam się wystarczająco precyzyjnie? Czy może zaczniecie w końcu wyskakiwać poza wyobrażenia na temat "starodawnych czasów" budowane na obrazie warstw uprzywilejowanych? Bo to, sorry, zawężenie horyzontu niegodne ludzi z grubsza wykształconych.

                --
                Ja nie interpretuję Biblii. I nie mam zamiaru czytać jej w całości. Zbyt krwawa i pełna odrażających moralnie (jak dla mnie) opowiastek. I choć rozumiem zjawisko przenośni, i wiem, że nie należy starych tekstów traktować dosłownie, to sądzę, że nie wszystkie żenujące wygłupy przodków da się wytłumaczyć odległością w czasie i przestrzeni.
                • chrrr Re: I znowu te brednie!!! 26.05.11, 21:34
                  Dziękuje aandziu:) Ostatnio słyszę ten argument dosłownie wszędzie i tylko mi szczęka opada, jak można być tak naiwnym. Toż to czysta kpina, na prawdę ktoś myśli, że przez tyle lat faceci trzymali darmozjady w domu? Że nie korzystało się z tej siły roboczej mając pewność, że wszystkie profity będą dla nich?
                  I w sumie podobnie z dzieciakami, które było w stanie to do roboty, a nie zabawy. Z kolei panie z klasy uprzywilejowanej też się wychowywaniem nie zajmowały, bo nie wypadało. Więc ten mit o ciężko pracującym mężczyźnie i szczęśliwej kobiecie pielęgnującej gniazdko i pisklaki jest właśnie... mitem.
                  • urquhart pojecie pracy "nazwijmy to zarobkowej" 27.05.11, 06:46
                    chrrr napisała:
                    > bo nie wypadało. Więc ten mit o ciężko pracującym mężczyźnie i szczęśliwej kobi
                    > ecie pielęgnującej gniazdko i pisklaki jest właśnie... mitem.

                    Tu jest jakoby pomieszanie pojęć.
                    Nie ulega wątpliwości że kobiety maiły zawsze mnóstwo zajęć w domu, przy dzieciach i przy przygotowywaniu zapasów i posiłków dla rodziny.
                    Ale Andzia wprowadza pojecie pracy "nazwijmy to zarobkowej". Ta jest świadczona dla OSÓB TRZECICH w zamian za zasoby. Za zajmowanie się WŁASNYMI dziećmi, domem, rodziną nigdy nikt nie płacił i nie uznawał za pracę zarobkową a raczej za przywilej.
                    W tym sensie była duża grupa kobiet która pracą zarobkową się nigdy nie zajmowała.

                    Oczywiście w najliczniejszych i najbiedniejszych warstwach chłopskich kobiety zasuwały w żniwa z mężczyznami i dziećmi w polu przez wieki, ale były to prace pomocnicze, jak mężczyźni szli na wojnę i nie wracali na żniwa, to główne prace stały i nastawał głód, inwestycja zaś w dzieci zastępowała kiedyś system emerytalny, bo one miały w obowiązku utrzymywać potem rodziców.
                    • mujer_bonita Piękna manipulacja :) 27.05.11, 08:21
                      urquhart napisał:
                      > W tym sensie była duża grupa kobiet która pracą zarobkową się nigdy nie zajmowała.
                      > Oczywiście w najliczniejszych i najbiedniejszych warstwach chłopskich kobiety z
                      > asuwały w żniwa z mężczyznami i dziećmi w polu przez wieki,


                      Piękna manipulacja! 'Duża grupa kobiet' nie pracowała zarobkowo ale 'w najliczniejszych warstwach' zasuwała w polu :) Oprócz tego zasuwania mając jeszcze na głowie dom i dzieci :) No suuuuuper!

                      Znów większość to 40%? ;)
                      • n.wataha Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 09:21
                        mujer_bonita napisała:

                        > Piękna manipulacja! 'Duża grupa kobiet' nie pracowała zarobkowo ale 'w najliczn
                        > iejszych warstwach' zasuwała w polu :) Oprócz tego zasuwania mając jeszcze na g
                        > łowie dom i dzieci :) No suuuuuper!
                        >
                        > Znów większość to 40%? ;)

                        A gdzie we wcześniejszym poście widzisz manipulację?
                        Bo ja raczej widzę ją u Ciebie, gdyż cytujesz jedynie fragment postu, tak by wypaczyć jego sens.
                        Poprzednik napisał prawdę, że kobiety w polu pomagały w pracach, a nie pracowały na równi. Co nota bene w kolejnym zdaniu udowodnił, podając przykład, że gdy wybuchały wojny, w ogóle nie były prowadzone i nastawał głód.
                        Oczywistym jest, że w wiekach zamierzchłych kobiety ciężej pracowały niż obecnie, bo nawet te prace pomocnicze przy żniwach były bardzo ciężkie.
                        Ale na tej samej zasadzie (gwoli uczciwości) należy również podnieść kwestię, że i mężczyźni pracowali choćby właśnie w rolnictwie dużo ciężej niż obecnie.
                        Jedynie chyba za komuny w ZSRR ktoś wpadł na pomysł, żeby w zatrudnieniu również kierować się równouprawnieniem i dzięki temu kobiety pracowały jako murarki na budowach, kładły asfalt na drogach, czy kopały rowy.

                        Już ze względów fizycznej budowy ciała, kobieta jest mniej predystynowana do ciężkich prac od mężczyzny.
                        • mujer_bonita Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 10:52
                          n.wataha napisał:
                          > Poprzednik napisał prawdę, że kobiety w polu pomagały

                          Nie 'pomagały' tylko PRACOWAŁY. Często zasuwając z dzieckiem na plecach. W polu i w domu. I takich była WIĘKSZOŚĆ, bo uprzywilejowanych elit gdzie kobieta zarządzała służbą była garstka. Manipulacja polega na braku zachowania proporcji.

                          Mężczyźni pracowali ciężej? A ile tych cięższych prac było? Razem ze 3 miesiące? Kobiety zasuwały równo cały okrągły rok. Znów brak zachowania proporcji.

                          Zawsze śmieszy mnie jak mężczyźni chlubią się jak to w domu wbiją gwóźdź czy przykręcą śrubkę (raz na rok) i stawiają to na równi np. z codziennym gotowaniem :)
                          • n.wataha Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 11:59
                            Czy kobiety szły za pługiem? Bo raczej zbieranie plonów trudno tu porównywać z orką.

                            Nie mówię, że kobiety w polu nie pracowały, jednak najcięższe prace polowe wykonywali mężczyźni, z prostej przyczyny - kobiety były zbyt słabe fizycznie (choć zapewne nie wszystkie, ale nie dyskutujemy tu o wyjątkach), by orać ziemię (szczególnie jak to próbujesz podnieść -"z dzieckiem na plecach"). Weź również pod uwagę, że i dzieci tych kobiet (i mężczyzn) również bardzo ciężko pracowały na roli, ale chyba nie powiesz, że ciężej od ojców.
                            • mujer_bonita Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 12:17
                              n.wataha napisał:
                              > Czy kobiety szły za pługiem? Bo raczej zbieranie plonów trudno tu porównywać z orką.

                              Proporcje. Ile to jest więcej 1x10 czy 3x5?

                              Jeżeli mężczyzna pracuje ciężej ale krócej a kobieta lżej ale dłużej to kto pracuje więcej? Komu będzie w ostatecznym rozrachunku ciężej?
                            • aandzia43 Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 13:19
                              Znasz wieś od podszewki sprzed powiedzmy kilkudziesięciu lat, czy tak sobie tylko fantazjujesz? W skrócie: kobiety pracowały w polu wykonując prace na miarę swoje zdolności do jednorazowego, spektakularnego wysiłku, a więc prace nie tak siłowe, jak faceci. Fakt. Ale pracowały równie intensywnie. Potem zaś wracały do obejścia i robiły całą resztę, której facet się już raczej nie tykał: obrządek chudoby, pielenie warzywnika, gotowanie, przetwarzanie żywności, ogarnianie chałupy, przędzenie, tkanie i w międzyczasie doglądanie dzieciaków. Chłop zaś naprawiał sprzęty gospodarskie, a potem szedł do karczmy. Wiesz, rolnictwo to nie tylko spektakularna orka czy żwniwowanie ;-)
                              Udział kobiet-rolniczek w wytwarzaniu dóbr jest co najmniej równy udziałowi mężczyzn. Różnica polega na tym, że mężczyźni wykonują stosunkowo krótko trwające prace wymagające dużych, jednorazowych nakładów sił fizycznych, a kobiety w równym rytmie pracują od świtu do nocy. Obydwoje pracują ciężko i obydwoje wytwarzają dobra. Nie może być tu mowy o jakimś protekcjonalnym i obraźliwym określaniu pracy kobiet jako "pomaganie".

                              Przypominam też, że obliczenia antropologów obserwujących ludy tzw. pierwotne wskazują, że większość żywności w tych społecznościach jest wytwarzana/zbierana przez kobiety. No ale przecież nie samy chlebem człowiek zyje, facet do obrony wioski przed wrogiem i dzikim zwierzem też się przydaje ;-)
                              • urquhart feminizm kończy się kiedy trzeba wnieść szafę na p 27.05.11, 16:21
                                aandzia43 napisała:
                                > Udział kobiet-rolniczek w wytwarzaniu dóbr jest co najmniej równy udziałowi męż
                                > czyzn. Różnica polega na tym, że mężczyźni wykonują stosunkowo krótko trwające
                                > prace wymagające dużych, jednorazowych nakładów sił fizycznych, a kobiety w rów
                                > nym rytmie pracują od świtu do nocy. Obydwoje pracują ciężko i obydwoje wytwarz
                                > ają dobra. Nie może być tu mowy o jakimś protekcjonalnym i obraźliwym określani
                                > u pracy kobiet jako "pomaganie"

                                To propaganda i jawne deprecjonowanie męskiego wkładu.
                                Bez chłopa pola stały odłogiem, a niemal każda inna praca a wyjąwszy XIX i XX wiek polegała głównie na ciężkim fizycznym wysiłku.

                                > Przypominam też, że obliczenia antropologów obserwujących ludy tzw. pierwotne w
                                > skazują, że większość żywności w tych społecznościach jest wytwarzana/zbierana
                                > przez kobiety. No ale przecież nie samy chlebem człowiek zyje, facet do obrony
                                > wioski przed wrogiem i dzikim zwierzem też się przydaje ;-)

                                To często dyskutowany i wyśmiewany przykład feministycznej propagandy. Wystarczy skonfrontować te "gender obliczenia" z tym co stanie się z dzisiejszym "zbieraczem" z Amazoni który pozbawiony wysokobiałkowego pożywienia zwierzęcego i wsparcia plemienia próbuje przeżyć. Dopóki nie rozwinęła się agrykultura zbieractwo mogło doraźnie uzupełniać łowiectwo. Jak rozwinęło się rolnictwo też większość roboty odwalali faceci :)
                                • aandzia43 Re: feminizm kończy się kiedy trzeba wnieść szafę 27.05.11, 17:07
                                  > To propaganda i jawne deprecjonowanie męskiego wkładu.
                                  > Bez chłopa pola stały odłogiem, a niemal każda inna praca a wyjąwszy XIX i XX w
                                  > iek polegała głównie na ciężkim fizycznym wysiłku.

                                  Weź głęboki oddech, policz do dziesięciu i zastanów się: czy mój protest przeciwko twoim protekcjonalnym określeniom ("pomoc") na pracę kobiet w rolnictwie można nazwać propagandą feministyczną? Czy przywracanie świadomości wkładu jednej strony to deprecjonowanie wkładu drugiej? Co cię boli, że aż tak reagujesz na nieagresywne argumenty?
                                  Bez chłopa pola na dłuższą metę stały odłogiem, bo doraźnie to kobiety radziły sobie jako tako. Chociażby po i w trakcie wszelakich wojen, gdy chłopów wymiatało. Nikt natomiast nie sprawdził chyba, co dzieje się z rolnictwem, gdy zabraknie w nim baby ;-)

                                  Większość niegdysiejszych prac związana była rzeczywiscie z dużym wysiłkiem fizycznym, ale nie wiem, czy zauważyłeś, że kobiety też zdolne są do wysiłku fizycznego, tylko o innej dynamice. Pracują ciężko od rana do nocy i efekty ich wysiłku są ogromne, tylko jakoś tak programowo niezauważalne. Na przestrzeni historii i nadal na większości obszarów świata pracują ciężko jak juczne zwierzęta, a do tego całkiem nieźle ogarniają logistycznie najbliższe otoczenie. Faceci zaś jeśli nei pracują, to zawsze jednak firmują te poczynania. A kto rządzi, ten tworzy historię ;-)

                                  > To często dyskutowany i wyśmiewany przykład feministycznej propagandy. Wystarcz
                                  > y skonfrontować te "gender obliczenia" z tym co stanie się z dzisiejszym "zbier
                                  > aczem" z Amazoni który pozbawiony wysokobiałkowego pożywienia zwierzęcego i wsp
                                  > arcia plemienia próbuje przeżyć. Dopóki nie rozwinęła się agrykultura zbieractw
                                  > o mogło doraźnie uzupełniać łowiectwo. Jak rozwinęło się rolnictwo też większoś
                                  > ć roboty odwalali faceci :)

                                  To chyba nie są "gender obliczenia" tylko przez facetów liczone, ale pewności nie mam. Nieważne. Kto by nie policzył nie przyjmiesz do wiadomości, bo nie po twojej linii partyjnej ;-P I znowu nikt tu nei deprecjonuje wkładu mężczyzn, tylko zwraca w końcu uwagę na wkład kobiet w ramach walki ze stereotypem mężczyzny, jako jedynego żywiciela rodziny. Poza tym kobiety nie tylko zbierały, ale i przynosiły też pomniejsze białko zwierzęce. Krzątały się przy swojej robocie od rana do nocy, podczas gdy mężczyźni planowali polowania, polowali i świętowali udane lub nieudane łowy. Efekty działań kalorycznie mogły być większe po stronie kobiet, białkowo najpewniej po stronie mężczyzn. Pewnie bywało różnie, ale mit mężczyzny jako jedynego dostawcy paszy to niestety tylko mit. Chociaż jak widać ciężko się z nim rozstać ;-P
                                  A co do odwalania większości pracy w rolnictwie to powtórzę się: mężczyźni odwalają i odwalali pracę wymagającą jednorazowego dużego wysiłku fizycznego (orka, kopanie, zmaganie się z dużymi zwierzętami gospodarskimi i dużymi narzędziami). To nie jest całe rolnictwo, to chyba nawet nie jest połowa.
                                  • aandzia43 Re: feminizm kończy się kiedy trzeba wnieść szafę 27.05.11, 17:16
                                    I jeszcze jedno, a propos tytułu, jaki nadałeś swojemu postowi: czy utożsamiasz feminizm z wyobrażeniem, że kobieta WSZYSTKO może? Nawet zostać Pudzianem? ;-P Jesli tak, to chyba znowu mylisz pojęcia. Ja, feministka, oświadczam uroczyście, że nie sądzę, ażebym była zdolna do podnoszenia ciężarów ;-) Ale to jakoś nie powoduje automatycznie, żebym miała nie pamiętać o tym, do czego jednak jestem zdolna i co na co dzień robię. Brak pewnych możliwości nie implikuje od razu przekazywania władzy nade mną stronie silniejszej fizycznie. Świadomość feministyczna nie przeszkadza mi korzystać z pomocy mężczyzn i/lub wchodzić z nimi we współpracę.
                              • zakletawmarmur Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 18:29
                                Wiesz, rolnictwo to nie
                                > tylko spektakularna orka czy żwniwowanie ;-)

                                W "Konopielce" i baba w zaawansowanej ciąży w pole z mężem idzie:-) Nie ma lekko...
                            • arronia Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 18:10
                              Ostatnio (z rok temu) widziałam kobietę idącą za pługiem. Jeśli widziałam to teraz, trudno uwierzyć, żeby nie zdarzało się to i "kiedyś".
                          • n.wataha Re: Piękna manipulacja :) 27.05.11, 12:01
                            > Zawsze śmieszy mnie jak mężczyźni chlubią się jak to w domu wbiją gwóźdź czy pr
                            > zykręcą śrubkę (raz na rok) i stawiają to na równi np. z codziennym gotowaniem
                            > :)

                            Widzisz. w naszym domu to ja gotuję, bo potrafię to robić lepiej i lubię to. Ale gwoździe również wbijam i jakoś nie podnoszę tego, że więcej mam obowiązków domowych od żony.
                            Tylko po co ten tekst jeśli miał się odnosić do pracy na roli?
                            Taka mała zgryźliwość?
                        • mgla_jedwabna Re: Piękna manipulacja :) 02.06.11, 15:30
                          Głód podczas wojen nie brał się stąd, że nie było komu w polu pracować, tylko z niszczenia zasiewów/ upraw przez maszerujące wojska, paleniu wsi i miast wraz z ich spichrzami i spiżarniami, wreszcie z rabunku w wykonaniu tego samego wojska oraz rabunku nakazanego odgórnie, czyli obowiązku żywienia stacjonującego wojska przez wieśniaków.

                          Jeśli chodzi o żniwa, to tu akurat kobiety zasuwały z sierpem w polu nie gorzej od mężczyzn. Owszem, były prace polowe nie wykonywane przez kobiety (np. orka), ale były też prace nie wykonywane przez mężczyzn (całe obrządzanie inwentarza żywego, od wołu po kury).

                          Ponadto było to samo, co dzisiaj - chłop przyszedł z pola po robocie, to się rozsiadał na ławie i kurzył fajeczkę, a kobieta krzątała się po gospodarstwie do samej nocy, a wstawała wcześniej - jemu wystarczyło o wschodzie słońca w pole, ona nieraz musiała jeszcze po ciemku np. doić krowy.
                    • aandzia43 Praca zarobkowa kobiet 27.05.11, 13:04
                      > Tu jest jakoby pomieszanie pojęć.

                      Żadne pomieszanie pojęć. Jest mowa o PRACY ZAROBKOWEJ. Dosłownie. Pracy, w wyniku której wytwarza się dobra pozwalające wykarmić, odziać i ochronić przed zimnem i deszczem rodzinę. "Nie ulega wątpliwości, że kobiety miały zawsze mnóstwo zajęc w domu, przy dzieciach i przy przygotowywaniu posiłków dla rodziny" brzmi jak szyderstwo, jak policzek. Kobiety OD ZAWSZE na równi z facetami brały udział w utrzymywaniu rodziny. Zaczynając od rolnictwa:
                      >
                      > Oczywiście w najliczniejszych i najbiedniejszych warstwach chłopskich kobiety z
                      > asuwały w żniwa z mężczyznami i dziećmi w polu przez wieki, ale były to prace p
                      > omocnicze,

                      Nie znasz wsi, prawda? Nie twoje wina, miastowy jesteś pewnie od pokoleń. Ale nie chcieć przyswajać informacji powszechnie dostępnych, to już, sorry, nie uchodzi człowiekowi wykształconemu. Wiesz co, za taki tekst powinieneś dostać grabiami przez łeb od jakiejś rolniczki. Ignoranacja bywa cholernie obraźliwa. Wyjasnię cierpliwie po raz kolejny: kobiety pracujące w rolnictwie OD ZAWSZE WYTWARZAŁY DOBRA, PRZY POMOCY KTÓRYCH UTRZYMYWAŁA SIĘ RODZINA. Część była konsumowana przez domowników, część sprzedawana lub zamieniana na inne dobra. Pracowały w polu obok mężczyzn (choć nei wszystkei prace były na ich siły), zajmowały się zwierzętami domowymi, uprawiały warzywniki, przetwarzały żywność. To nie jest "zajmowanie się domem" we współczesnym wyobrażeniu. To jest ciężka robota, której efektem było UTRZYMYWANIE RODZINY. We współpracy z facetem, oczywiście. A tzw. zajęcia domowe... no cóż, jak starczało czasu, to się chałupę ogarnęło i dzieciaka w kołysce pohuśtało. Na razie mówimy o chłopstwie "na swoim", a przecież nie każdy parający się uprawą zimi człowiek miał ją na własność. Jeszcze więcej ludzi pracowało na cudzym. Ludzi płci obojga.
                      Potem (i równocześnie) były rzesze służących, pokojówek, praczek, tkaczek, handlarek, kobiet pracujacych w warsztatach oficjalnie należących do ich ojców i mężów. One NIE POMAGAŁY, ONE PRACOWAŁY. Albo przynosiły kasę do domu (z manufaktury, fabryki, kopalni, straganu, domu, w którym służyły), albo wytwarzały (w warsztacie) dobra, które były sprzedawane. Normą na świecie była, jest i będzie praca zarobkowa kobiet. Bo nie da się wyżywić całej ludzkości przy pomocy pracy niespełna połowy (bo odliczamy dizeci). Pierdoły Korwina-Mikke o paniach, które powinny siedzieć w domu i grać na fortepianie są niżej kreta. I niżej kreta, panowie, jest nabieranie się na nie. Ale może polskim mężczyznom naturalnie to przychodzi, bo etos szlachecki (czy też szlachciurski) mocny jest w narodzie i każden jeden,nie wiedzieć czemu, hehe, widzi się jako szlachcic z żoną i córkami haftującymi serwety i pobrzękujacymi na klawikordzie.

                      Nie chciałabym być źle zrozumiana - nie chodzi mi o martyrologiczne podejście do biednych, wykorzystywanych przez wieki kobiet. Ja po prostu wiem, że od pracy nie ma ucieczki. Nie jestem kretynką, która wyobraża sobie, że jakimś cudownym sposobem dane by mi było w razie czego znaleźć się w grupie uprzywilejowanej, w której mogłabym robić za referenta owocowego (chujem gruchy strącać). Cieszę sie więc, że żyję w czasach i w miejscu, gdzie niezależnie od płci mamy dostęp do wykształcenia i pracy dającej solidną kasę i gdzie panują prawa pozwalające mi gospodarować moimi zasobami. To daje mi niezależność i rzeczywisty wpływ na kształt mojego i mojej rodziny życia. Chodzi o to, że jako feministka, mam silne poczucie człowieczeństwa w wydaniu żeńskim i w związku z powyższym równie silną potrzebę pełnej realizacji tego człowieczeństwa. Realizacja np. poczucia odpowiedzialności (składowa człoweiczeństwa w moim ujęciu) za siebie, rodzinę i otoczenie wymaga szerokiego zakresu samostanowienia. Patriarchat mi tego nie daje. Nie będę już wspominała o innych potrzebach, których bym w jego ramach nei mogła realizować.
                      • chrrr Re: Praca zarobkowa kobiet 27.05.11, 13:54
                        W zasadzie cały post Aandzi, oprócz ostatniego akapitu to rozwinięcie jej poprzedniego postu i tego, co ja napisałam:
                        >Otóż kobiety jak najbardziej pracowały w tych starodawnych czasach. Pracowały na >gospodarstwach rolnych, w warsztatach mężów, itp.
                        Ty natomiast zauważyłeś tylko ten kawałek i do niego dopisałeś swoją interpretację mojej wypowiedzi:
                        > bo nie wypadało. Więc ten mit o ciężko pracującym mężczyźnie i szczęśliwej kobi
                        > ecie pielęgnującej gniazdko i pisklaki jest właśnie... mitem.
                        Nie chodziło mi o to, że zajmowanie się domem i dziećmi to ciężka praca. Tylko o to, że PRZEDE WSZYSTKIM babki zasuwały w typowej pracy zarobkowej, gdzie i jak tylko mogły. Na roli, w warsztatach mężów, jako praczki, itp. Dom był na drugim miejscu.
                        I co do tego wyobrażenia o szlachcicach. Hehe, w Polsce było bardzo dużo szlachty, tyle tylko, że lwia część z nich miała tylko tytuł. Tzw gołodupcy:P I to samo, jaśnie pan z jaśnie panią latami od świtu do nocy w robocie.
                        • triss_merigold6 Rotfl 27.05.11, 19:33
                          Zdeklasowana szlachta tym różniła się od pospolitego oczynszowanego chłopstwa, że panienki szlachcianki w mitenkach w pole szły, a dawne nadania gniły w kufrach.
                          Może Izabela Łęcka byłaby wzorem niepracującej ani zawodowo ani zarobkowo pani, gdyby po przepuszczeniu reszty majątku przez papę, udało jej się korzystnie wyjść za mąż.
                          Proponuję XIX -wieczną francuską literaturę obyczajową: Zola, Sue, Balzak, Hugo - realistycznie opisuje rodzaje pracy pozarolniczej wykonywanej powszechnie przez kobiety.
                          • aandzia43 Re: Rotfl 28.05.11, 01:06
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Zdeklasowana szlachta tym różniła się od pospolitego oczynszowanego chłopstwa,
                            > że panienki szlachcianki w mitenkach w pole szły, a dawne nadania gniły w kufra
                            > ch

                            Co nam pieknie opisała Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz w "Bożej podszewce", a film Cywińska nakręciła. A jak się środowiska repatriantów zapluwały z oburzenia, że tak po ludzku i siermiężnie przedstawiono ich raj utracony, ajwaj! ;-)

                            > Proponuję XIX -wieczną francuską literaturę obyczajową: Zola, Sue, Balzak, Hugo
                            > - realistycznie opisuje rodzaje pracy pozarolniczej wykonywanej powszechnie pr
                            > zez kobiety.

                            Łoj, panie, a kto by to tam czytał! Jakieś Dickensy, Zole, baby w kopalni, dzieci w fabryce! Czy nawet ten zdrajca Reymont. Obraza dobrych obyczajów. Sienkiewicza czas zacząć. "Hej kto szlachta, za Kmicicem, hajda na Wołmontowicze!" ;-P
                    • arronia Re: pojecie pracy "nazwijmy to zarobkowej" 27.05.11, 17:56
                      No to trzeba przyjąć, że i mężczyźni "kiedyś" nie pracowali - zwłaszcza jeśli robili na swoim.
    • grosz-ek Chłopak staje się meżczyzną, 23.05.11, 10:01
      gdy pierwszy raz mówi kobiecie - NIE.

      Widać, niektórzy nigdy nie osiągają tego etapu ....
      • ururam-tururam Re: Chłopak staje się meżczyzną, 23.05.11, 10:46
        grosz-ek napisał:

        > gdy pierwszy raz mówi kobiecie - NIE.

        Tyle że tą kobietą jest mama. :)
        Naprawdę mężczyzną staje się gdy powie NIE innej kobiecie.
        • grosz-ek Mama is mama, 23.05.11, 22:51
          podobnie jak siostra, babcia, itd.
          Kobiety to cała reszta, z którą można pójść do łóżka w wiadomym celu.
          • irutxeta Re: Mama is mama, 25.05.11, 14:43
            jest jeszcze następny stopień wtajemniczenia w mężczyznę -
            kiedy mówi NIE właśnie mamie, babci etc
            kiedy chroni swoja kobietę przed czasami zachłannym klanem,

            tyle, ze nie wszystkie kobiety potrafią docenić NIE powiedziane mamie...
    • urquhart na szacunek trzeba sobie zapracować 26.05.11, 08:02
      that.bitch.is.sick napisała:
      > Czemu mężczyźni pozwalają wejść sobie na głowę i czy możliwy jest seks w takiej
      > sytuacji?
      > Czy mężczyzna nie powinien odzyskać pełnoprawnej roli i szacunku w domu, żeby ż
      > ona chciała z nim sypiać?

      Ciekawe i trafne spostrzeżenia. Ale na szacunek trzeba sobie w każdej sytuacji zapracować. Cóż coraz większa grupa mężczyzn którzy wychodzą spod kiecki zaborczej mamusi która każdy objaw samodzielności postrzegają jako zamach na toksyczny układ mamusia-synuś zastępczy partner z którego czepią satysfakcję, nie ma na to po prostu na to szans. Są zależni od kobiet i wytresowani do posłuszeństwa, "bycia grzecznym".

      Co do reszty feministycznych dyskusji to ostatni czytałem trafny tekst Ziemkiewicza że feministkom trzeba głównie asertywnie współczuć, rekrutują się one z opuszczonych i odrzuconych córeczek przez tatusiów, które racjonalizując zaszczepioną nienawiść do mężczyzn swojej traumatycznej krzywdzie chcą nadać po prostu głębszy sens.
      • mujer_bonita I znów same półsieroty :) 26.05.11, 08:23
        urquhart napisał:
        > Ciekawe i trafne spostrzeżenia. Ale na szacunek trzeba sobie w każdej sytuacji
        > zapracować. Cóż coraz większa grupa mężczyzn którzy wychodzą spod kiecki zaborc
        > zej mamusi która każdy objaw samodzielności postrzegają jako zamach na toksyczn
        > y układ mamusia-synuś zastępczy partner z którego czepią satysfakcję, nie ma na
        > to po prostu na to szans. Są zależni od kobiet i wytresowani do posłuszeństwa,
        > "bycia grzecznym"

        Bo oczywiście znów mamy obraz milionów półsierot, bez ojców - własności matek :) Bezradne. bezwolne misie nie potrafiące nawet wychować własnego dziecka :) I oczywiście - to wina kobiet - a jak! Zawsze cokolwiek się dzieje - wina mamusi :)
        • urquhart Re: I znów same półsieroty :) 26.05.11, 09:46
          mujer_bonita napisała:
          > Bo oczywiście znów mamy obraz milionów półsierot, bez ojców - własności matek :
          > ) Bezradne. bezwolne misie nie potrafiące nawet wychować własnego dziecka :) I
          > oczywiście - to wina kobiet - a jak! Zawsze cokolwiek się dzieje - wina mamusi

          Wina? Determinacja natury. Kobiety do opieki nad potomstwem zmusza i tak prolaktyna jak przeważającej większości gatunków w przyrodzie. Mężczyzn prolaktyna nie zmusza , jak przeważającej większości samców iw przyrodzie. Piszą że im do rodzicielstwa potrzebny jest satysfakcjonujący związek i że sukces związku jest związany z sukcesem potomstwa. Ale inni upierają się wystarczy chwycenie za jaja :)
          Ale będąc samica trudno to zrozumieć że ktoś po drugiej stronie barykady ma inaczej, już to do mnie dotarło.
          • mujer_bonita Re: I znów same półsieroty :) 26.05.11, 10:05
            urquhart napisał:
            > Wina? Determinacja natury.

            No teraz wina natury :) Mężczyźni nie są nigdy za nic odpowiedzialni :D

            > Ale będąc samica trudno to zrozumieć że ktoś po drugiej stronie barykady ma ina
            > czej, już to do mnie dotarło.

            I kto to mówi? Człowiek który stawia znak równości między potrzebami mężczyzny i 'obiektywnymi' potrzebami związku? Przyganiał kocioł garnkowi Urqu - zacznij może od siebie i daj dobry przykład 'zrozumienia' zamiast poruszania się w zaklętym kręgu utartych schematów :)
            • urquhart Ty to nazywasz schematami, a ja mechanizmami 26.05.11, 10:22
              mujer_bonita napisała:
              > I kto to mówi? Człowiek który stawia znak równości między potrzebami mężczyzny
              > i 'obiektywnymi' potrzebami związku? Przyganiał kocioł garnkowi Urqu - zacznij
              > może od siebie i daj dobry przykład 'zrozumienia' zamiast poruszania się w zakl
              > ętym kręgu utartych schematów :)

              Ty to nazywasz schematami, a ja mechanizmami. Znając mechanizmy można na nie wpływać. Zaprzeczając ich istnieniu można polepszyć sobie samopoczucie i tworząc życzeniową iluzję , która w starciu z rzeczywistością kończy się rozczarowaniem i goryczą.

              Kolejny raz Mujerka przypomnę się że to co implikujesz jako mój pogląd to jedynie twoje lustrzane przeniesienie typowej kobiecej projekcji: moje potrzeby=wspólne obowiązki w związku.
              Ja uważam że jesteśmy bardzo różni, płciowa unifikacja utopii równouprawnienia prowadzić musi do katastrofy. Związek ma sens kiedy realizuje i inspiruje te potrzeby które są wspólne, uznając i szanując strefę rozłączna. Dążąc do jego sukcesu trzeba je znać i rozumieć zarówno po kobiecej jak i męskiej stronie. W czym właśnie bardzo kiedyś pomogło mi to forum. A Tobie nie?
              • mujer_bonita Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 26.05.11, 10:34
                urquhart napisał:
                > Ty to nazywasz schematami, a ja mechanizmami. Znając mechanizmy można na nie wp
                > ływać. Zaprzeczając ich istnieniu można polepszyć sobie samopoczucie i tworząc
                > życzeniową iluzję , która w starciu z rzeczywistością kończy się rozczarowaniem
                > i goryczą.

                I kto to mówi? Człowiek który zaspokajanie potrzeb mężczyzny nazywa 'wpływaniem na mechanizm' a zaspokajanie potrzeb kobiety - działaniem destrukcyjnym dla związku? Człowiek który potrzeby mężczyzny uważa za 'wspólne' a kobiety za 'strefę rozłączną', którą ma sobie zaspokajać sama?

                Sorry kolego - zacznij myśleć i wypowiadać się symetrycznie to może do jakichś rozsądnych wniosków dojdziesz. Na razie masz kierownicę skręconą i wózek Ci się kręci w kółko a WYDAJE CI SIĘ, że jedziesz prosto ;)
                • urquhart Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 26.05.11, 10:38
                  mujer_bonita napisała:
                  > Sorry kolego - zacznij myśleć i wypowiadać się symetrycznie to może do jakichś
                  > rozsądnych wniosków dojdziesz. Na razie masz kierownicę skręconą i wózek Ci się
                  > kręci w kółko a WYDAJE CI SIĘ, że jedziesz prosto ;)

                  A nie masz wrażenia że piszesz o SOBIE ???
                  :)
                  • mujer_bonita Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 26.05.11, 10:52
                    A czy ja kiedykolwiek twierdziłam, że jestem obiektywna? :D

                    Urqu w skrócie - idea rzecz jasna słuszna. Strefa wspólna, strefa indywidualna, potrzeby wspólne, potrzeby indywidualne.

                    Problem jednak polega na tym, że WYDAJE CI SIĘ, że opracowałeś podział idealnie obiektywny. To - potrzeba męska, to potrzeba kobieca. Guzik! Niestety Twoje granice potrzeb są mocno przesunięte. Zbyt dużo potrzeb męskich zaliczasz do wspólnych a zbyt dużo potrzeb kompletnie z mężczyzną czy kobietą nie związanych zaliczasz do potrzeb kobiety. Skrzywiona optyka.

                    Różnimy się - nie tylko między płciami a także w ich obrębie. Ja powoli dochodzę do wniosku, że praktycznie nie ma czegoś takiego jak 'potrzeby związku'. Jest tylko wzajemna wymiana na określonych przez dwoje ludzi zasadach. Ich własnych zasadach.
                    • n.wataha Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 26.05.11, 11:40
                      mujer_bonita napisała:

                      > A czy ja kiedykolwiek twierdziłam, że jestem obiektywna? :D
                      >
                      > Urqu w skrócie - idea rzecz jasna słuszna. Strefa wspólna, strefa indywidualna,
                      > potrzeby wspólne, potrzeby indywidualne.
                      >
                      > Problem jednak polega na tym, że WYDAJE CI SIĘ, że opracowałeś podział idealnie
                      > obiektywny. To - potrzeba męska, to potrzeba kobieca. Guzik! Niestety Twoje gr
                      > anice potrzeb są mocno przesunięte. Zbyt dużo potrzeb męskich zaliczasz do wspó
                      > lnych a zbyt dużo potrzeb kompletnie z mężczyzną czy kobietą nie związanych zal
                      > iczasz do potrzeb kobiety. Skrzywiona optyka.
                      >
                      > Różnimy się - nie tylko między płciami a także w ich obrębie. Ja powoli dochodz
                      > ę do wniosku, że praktycznie nie ma czegoś takiego jak 'potrzeby związku'. Jest
                      > tylko wzajemna wymiana na określonych przez dwoje ludzi zasadach. Ich własnych
                      > zasadach.

                      Całkiem słuszne.

                      Dobór partnerów powinien następować według ich wzajemnych od siebie oczekiwań. A przecież oczekiwania ludzkie są tak zróżnicowane, że naprawdę śmieszne byłaby próba ich generalizowania.

                      To, że ktoś wymienia obustronny szacunek już nie da sie zaszufladkować (a raczej jest to wyłącznie ekspozycja oczekiwań "szufladkującego"), bo znam pary, w których tylko jedna ze stron oczekuje okazywania szacunku, a druga raczej pomiatania sobą (bez względu czy świadomie, czy podświadomie).
                    • urquhart Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 26.05.11, 12:03
                      > Problem jednak polega na tym, że WYDAJE CI SIĘ, że opracowałeś podział idealnie
                      > obiektywny. To - potrzeba męska, to potrzeba kobieca. Guzik! Niestety Twoje gr
                      > anice potrzeb są mocno przesunięte. Zbyt dużo potrzeb męskich zaliczasz do wspó
                      > lnych a zbyt dużo potrzeb kompletnie z mężczyzną czy kobietą nie związanych zal
                      > iczasz do potrzeb kobiety. Skrzywiona optyka.

                      Ty bronisz kobiecego punktu widzenia ja bronie męskiego i próbuje go tłumaczyć.
                      Obiektywni po próbują być psycholodzy i wtedy im sie dostaje za mizoginie i ze nie bronią jedynie słusznego i dojrzałego kobiecego punktu widzenia :)
                      A gdzie jest ta granica to jak zauważyłaś podlega dyskusji.
                      Aż dziwie się się ze się wreszcie gdzieś tak zgadzamy :)

                      > Różnimy się - nie tylko między płciami a także w ich obrębie. Ja powoli dochodz
                      > ę do wniosku, że praktycznie nie ma czegoś takiego jak 'potrzeby związku'. Jest
                      > tylko wzajemna wymiana na określonych przez dwoje ludzi zasadach. Ich własnych
                      > zasadach.

                      Zgoda, dlatego wyśmiewam i naigrawam się kiedy mogę z feministycznych utopii rzekomej równości i równouprawnienia. Podobnie jak kiedyś z komunistycznych.

                      Pozdrawiam
                      • mujer_bonita Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 26.05.11, 12:09
                        urquhart napisał:
                        > Ty bronisz kobiecego punktu widzenia ja bronie męskiego i próbuje go tłumaczyć.

                        Stawianie znaku równości między męskim punktem widzenia a 'obiektywnymi' potrzebami związku nie jest tłumaczeniem. Pisanie 'tak jest' zamiast 'z męskiego punktu widzenia wygląda to tak' również nie ma nic z tym wspólnego ;)

                        > Zgoda, dlatego wyśmiewam i naigrawam się kiedy mogę z feministycznych utopii rz
                        > ekomej równości i równouprawnienia. Podobnie jak kiedyś z komunistycznych.

                        A szkoda :) Bo jesteśmy równi i powinno być równouprawnienie. Wiem - ciężko odróżnić równość od uśredniania ale myślę, że nie przekracza to Twoich zdolności umysłowych :)
                        • aandzia43 Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 27.05.11, 14:53
                          Też mi się wydaje, Urqu, że mylisz równość z jakimś zagrażającym ci uśrednianiem na siłę. Co masz przeciwko równości np. w dostępie do prawa wyborczego, wykształcenia czy równych zarobków? Boli cię to? Podobno szanujesz i akceptujesz jako zwierzchnika swoją szefową. O co ci właściwie chodzi?
                          • urquhart Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 27.05.11, 20:26
                            aandzia43 napisała:
                            > m na siłę. Co masz przeciwko równości np. w dostępie do prawa wyborczego, wyksz
                            > tałcenia czy równych zarobków?
                            >O co ci właściwie chodzi

                            O hipokryzję. Kiedy pod lukrowanym sztandarem równouprawnienia kryje się naprawdę roszczeniowość, nienawiść i dyskryminacja chłopów.
                            Powinnaś mnie dobrze rozumieć: sama jesteś czepliwa i krytyczna za to samo do KK :)
                            A do miłości bliźniego przecież nic nie masz chyba?

                            P.S.
                            Lubie kiedy zmuszasz do myślenia :)
                            • that.bitch.is.sick Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 27.05.11, 21:44
                              urquhart napisał:
                              >
                              > O hipokryzję. Kiedy pod lukrowanym sztandarem równouprawnienia kryje się napraw
                              > dę roszczeniowość, nienawiść i dyskryminacja chłopów.

                              Dużo w tym racji co napisałeś - z tego względu, że wolnościowe postulaty rozmaitych ruchów społecznych trafiają na różny grunt. Miałam okazję poznać parę kobiet znanych w środowiskach kobiecych, które bardziej interesowała własna kariera medialna niż zdziałanie czegokolwiek na rzecz ruchu który reprezentowały.
                              Mniejsza z tym. Ta cała dyskusja już nudzi. Który to już raz kobiety i mężczyźni kłócą się o pracę zawodową kobiet? O feminizm?

                              Zresztą to nie praca zawodowa dała kobietom niezależność tylko antykoncepcja. To przecież oczywiste. Łatwo o tym nie pamiętać jak się nie musi czekać w niepewności na okres jak nasze babki jeszcze bodajże :) ale żeby kobiety nie znały strachu przed niechcianą ciążą?

                              Ja chciałam dyskutować na temat paradoksalnej bezbronności mężczyzn wobec własnych kobiet. Zauważyłam, który to już raz nie tylko w tym wątku wobec mężczyzn i samego tematu przyjęta została przez panie postawa konfrontacyjna. Mężczyźni którzy zdominują kobiety? Może bardziej chcą imponować, być podziwiani. Graff pisała, że nie chce być dla mężczyzny lustrem, w którym odbija się jego wspaniałość, ale nie można robić tak, że kobieta nie potrafi zakceptować żadnej inności i indywidualności w mężczyźnie z którym jest i ustawicznie, obsesyjnie próbuje go zmienić.
                              Z moich obserwacji wynika, że to kobieta jest przecież główną MOTYWACJĄ mężczyzny:). Pozbawić go motywacji do rozwoju, albo odwrócić tą relację, to troszkę tak jakby go kastrować:)
                              • aandzia43 Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 28.05.11, 02:23
                                > Który to już raz kobiety i mężczyźni kłócą się o pracę zawodową kobiet? O feminizm?

                                No, przyznam, że też mnie czasem dziwi, że panowie, jak Marceli Szpak dziwią się światu nie odpowiadającemu ich wyobrażeniom z literatury boguojczyźnianej.

                                Zauważyłam, który to już raz nie tylko w tym wątku wobec mężczyzn i
                                > samego tematu przyjęta została przez panie postawa konfrontacyjna.


                                Jeśli o mnie chodzi, to czasem nie wytrzymuję i staram się konfrontować panów z niemiłym realem. A Durum czy jaku mu tam, wzmianką o starodawnych czasach pełnych kobiet pielęgnujących li tylko ognisko domowe, sprawił, że nie wytrzymałam.

                                > Z moich obserwacji wynika, że to kobieta jest przecież główną MOTYWACJĄ mężcz
                                > yzny:). Pozbawić go motywacji do rozwoju, albo odwrócić tą relację, to troszkę
                                > tak jakby go kastrować:)

                                Motywacja ma się najlepiej wtedy, kiedy nie jest z góry zaklepaną własnością. Czyli pazur posiada i dobrze rozgrywa swoją partię. Nie zamierzamy pozbawiać panów motywacji, ale wręcz przeciwnie - rączo pomykać, by mieli co gonić. Ale do tego potrzebujemy przestrzeni ;-P


                                Bezbronność mężczyzn wobec kobiet nie jest niczym nowym. Różnie wyrażała się ona w różnych epokach, bo różne miały kobiety dostępne środki nacisku. W okresach, kiedy kobiety dzielono na przyzwoite i nieprzyzwoite, i kiedy z powodu tego rozszczepienia bieguny kobiecości były bardzo od siebie oddalone, te przyzwoite były tak wielbione, że wręcz odcieleśniane. W przeciwieństwie do nieprzyzwoitych traktowanych jak szmaty - taki urok rozszczepiania wizerunku. Odrealnione damy często nie były przez skołowanych tą schizofrenią mężczyzn posądzane o posiadanie niepięknych ludzkich cech charakteru. Cwane, przebiegłe babsztyle potrafiły zręcznie manipulować ogłupiałymi facetami zgrywając szlachetne lelije. A faceci byli oczywiście bezbronni, bo, jak wiadomo, nieświadomość nie popłaca. "Żabusia" Zapolskiej to dobry przykład tego zjawiska. Jeszcze czym innym pogrywała Dulska, skoro jesteśmy przy Zapolskiej.

                                Nadal żyją w Polsce niedobitki dzielące kobiety na czyste i brudne, a więc skłonne do niezdrowej, zaciemniającej obraz partnerki, idealizacji. Pewnie spuścizna restrykcyjnej wobec płciowości moralności. Przegrywają ci panowie, no cóż. Jak trafią na kobietę szczerą i objawiającą im się w całej swojej osobie to uciekają przerażeni jej ziemskością i brakiem nimbu. Jak trafią na sprytne, zimne kobieciątko, to są narażeni na bycie wykołowanym na wszystkich frontach. Ale co sobie pożyją w słodkiej bajce zanim ich bóstwo zrobi w bambuko... ;-)



                                > Zresztą to nie praca zawodowa dała kobietom niezależność tylko antykoncepcja.
                                > To przecież oczywiste. Łatwo o tym nie pamiętać jak się nie musi czekać w niepe
                                > wności na okres jak nasze babki jeszcze bodajże :) ale żeby kobiety nie znały s
                                > trachu przed niechcianą ciążą?

                                Na "niezależność" wiele się złożyło. To przecież oczywiste, że sukces ma wielu ojców, nieprawdaż? ;-P
                              • mgla_jedwabna Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 02.06.11, 15:35
                                Nie przekreślam znaczenia antykoncepcji, ale jednak praca zawodowa daje im więcej. Kobieta, która pracuje zawodowo i samodzielnie rozporządza uzyskanym w ten sposób dochodem primo nie jest zmuszona do zawarcia małżeństwa, gdy rodzice nie chcą lub nie mogą jej utrzymywać, secundo w ostateczności może odejść od męża i jakkolwiek utrzymać siebie i dzieci. Jest to oczywiście trudne, ale bez pracy zawodowej (nawet z antykoncepcją) byłoby niemożliwe.

                                Ostatecznie kobiety zdobyły w większości krajów prawa wyborcze, gdy zyskały prawo do wykształcenia i usamodzielniły się zawodowo - nie czekały z tym na rewolucję seksualną lat 60tych.
                            • aandzia43 Re: Po raz kolejny - I KTO TO MÓWI? 28.05.11, 01:26
                              Równouprawnienie (dawanie prawa bliźnim do dążenia do tego, do czego się samemu ma prawo dążyć) jest jak miłosierdzie - nie ulega wątpliwości, że zmierzać ku niemu należy, jeśli się człowiek istotą myślącą i duchową mieni. Toteż ja z miłosierdzia nie kpię. Zostaw więc i ty w spokoju równouprawnienie jako takie. Lukrowany płaszczyk to z jednej strony KK, a z drugiej pewna frakcja feminizmu (wcale nie najliczniejsza). Jądro pozostaje nietknięte.

                              > Lubie kiedy zmuszasz do myślenia :)

                              Mówią: ludzie myślta, to nie boli. Nie prawda, boli. Ale potem nastaje ten satysfakcjonujący ból zmęczonych mięsni/spracowanego umysłu ;-P Chyba lubię gimnastykę.
        • n.wataha Re: I znów same półsieroty :) 26.05.11, 11:50
          mujer_bonita napisała:

          > Bo oczywiście znów mamy obraz milionów półsierot, bez ojców - własności matek :
          > ) Bezradne. bezwolne misie nie potrafiące nawet wychować własnego dziecka :) I
          > oczywiście - to wina kobiet - a jak! Zawsze cokolwiek się dzieje - wina mamusi
          > :)
          >

          Raczej kultury narodowej.
          Przykład z życia wzięty -

          Małżeństwo z dzieckiem. Żona robi karierę. Nie ma czasu na dom, dziecko, męża.
          Po 10 latach małżeństwo się rozpada. Do tej pory to ojciec głównie zajmował się dzieckiem i domem na ile potrafił.
          Oczywiście w sądzie dziecko zostaje przyznane matce. Na zasadzie psa ogrodnika żona nie zrezygnuje z dziecka, choć dobrze wie, że będzie dla niej kulą u nogi w karierze. Ale jak by to wyglądało gdyby zgodziła się pozostawić dziecko przy ojcu. Hehe, ależ sąd w tym kraju i tak by się zapewne na to nie zdecydował, więc o czym tu mowa.

          Dziecko mające bardzo dobre kontakty z ojcem zostaje go całkowicie pozbawione, bo matka wyjeżdża w świat/kraj nie informując b. męża gdzie obecnie przebywa.
          Ojciec po 5 latach całkowicie przypadkiem dowiaduje się, że dziecko wylądowało na odwyku narkotykowym w jakimś MONARze. A o ojcu nie chce słuchać, bo matka przez te lata "wyprała mu mózg" twierdzeniem, że to on nie chce znać dziecka i za rozpad małżeństwa odpowiada ojciec.
          Problem w tym, że dziecku nie powiedziała nigdy prawdy, że to matka złożyła wniosek rozwodowy, bo znalazła sobie młodszego od siebie kochanka i z nim uciekła. Tyle, że dziecko było wtedy małe, a po jakimś czasie kochanek dał nogę.

          I jak zapatrujesz się na zasadę sądową, że to głównie matka ma prawo do dziecka?
          • mujer_bonita Re: I znów same półsieroty :) 26.05.11, 12:16
            n.wataha napisał:
            > Przykład z życia wzięty -

            Naprawdę chcesz się licytować na przykłady? Bo ja mam całe mnóstwo 'z życia wziętych' i bynajmniej nie stawiających panów w dobrym świetle.

            Zdecydowana większość dzieci w naszym kraju wychowywanych jest przez dwoje rodziców. Mają ojca na pełen etat. A jak coś idzie nie tak to jest 'jak Cię MATKA wychowała' ;)
      • grosz-ek Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 10:12
        Szacunek szacunkiem, ale jak jego nadmiar albo brak przekłada się na udany związek? Spróbuję sformułować kilka konstatacji:

        1. Mężczyźni mogą się seksić z kobietami, których nie szanują i nie mieć z tego powodu wyrzutów.
        1. Mężczyźni żenią się praktycznie tylko z kobietami, które szanują. Z tymi, których nie szanują, prędzej, czy później zrywają.
        2. Szacunek wobec kobiety jest pochodną trudności w jej zdobyciu (nie tylko w znaczeniu zaciągnięcia do łóżka, ale także np. uzyskania zgody na ślub).
        3. Na ogól poziom szacunku wobec kobiety rośnie w miarę trwania związku.
        4. Zdarza się, że jego nadmiar może negatywnie rzutować na pożycie - szczególnie w sytuacji narodzin dziecka (syndrom MiL);
        5. Kobieta naprawdę mocno musi się napracować, aby mężczyzna przestał ją szanować.

        1. Kobiety mają poważne problemy emocjonalne, jeśli sekszą się z mężczyznami, których nie szanują.
        2. Mężczyźni wzbudzający szacunek są atrakcyjni i przez kobiety pożądani.
        3. Poziom szacunku wobec mężczyzny waha się w trakcie trwania związku.
        4. Mężczyzna bardzo łatwo może stracić swój szacunek u kobiety.
        5. Zadowolenie kobiety z związku jest pochodną jej szacunku wobec mężczyzny.
        • urquhart Re: Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 10:44
          Trafnie podsumowanie Groszek.
          To że szacunek i demokracja w zwiazku nie jest panaceum na relacje musi szkodzić seksowi to było kiedyś bardzo odkrywcze i nagłośnione kontrowersyjnie przez książkę i wywiady z Perel.
          • mujer_bonita Re: Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 11:26
            urquhart napisał:
            > Trafnie podsumowanie Groszek.
            > To że szacunek i demokracja w zwiazku nie jest panaceum na relacje musi szkodzi
            > ć seksowi to było kiedyś bardzo odkrywcze i nagłośnione kontrowersyjnie przez k
            > siążkę i wywiady z Perel.

            Przeczytałam jeszcze raz podsumowanie Groszka i nic takiego co napisałeś tam nie ma. Znów jakaś projekcja?
            • n.wataha Re: Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 11:35
              Czy "szacunek" jest sexi?

              Raczej powątpiewam by szacunek miał coś wspólnego z seksem.
              Szacunek na pewno potrzebny jest do budowania związku, więc pośrednio ma wpływ na seks, ale wyłącznie pośrednio. Bo wspaniały seks nie wymaga stałego związku, a powiem nawet, że zdarzają się związki, w których szacunek jest okazywany jednostronnie (z wyboru obu partnerów), a jednak seks jest dla nich udany. Czy masochista potrzebuje szacunku w oczach sadysty, by być pomiatanym? A przecież otrzymuje to czego pragnie.
              • mujer_bonita Re: Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 12:12
                n.wataha napisał:
                > Raczej powątpiewam by szacunek miał coś wspólnego z seksem.
                > Szacunek na pewno potrzebny jest do budowania związku, więc pośrednio ma wpływ
                > na seks, ale wyłącznie pośrednio.

                Cytując Groszka:
                '1. Kobiety mają poważne problemy emocjonalne, jeśli sekszą się z mężczyznami, których nie szanują.
                2. Mężczyźni wzbudzający szacunek są atrakcyjni i przez kobiety pożądani.'

                Tak - to generalizacja, jednak warta refleksji ;)
                • urquhart Re: Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 13:10
                  mujer_bonita napisała:
                  > '1. Kobiety mają poważne problemy emocjonalne, jeśli sekszą się z mężczyznami,
                  > których nie szanują.
                  > 2. Mężczyźni wzbudzający szacunek są atrakcyjni i przez kobiety pożądani.'

                  Odwieczny problem współczesnych "silnych kobiet", trafnie opisany przez Bidlulph'a.
                  Potrzebują jeszcze silniejszych od siebie mężczyzn, bo zdominowani tracą szacunek i żeby czuć do nich pożądanie a nie rozczarownie

                  -
                  Mężczyźni chcą partnerki, która nie będzie się z nimi kochała z litości, na odczep się. Chcą, by tak jak oni mocno przeżywała seksualne zespolenie. Nie ma silniejszej podniety niż jej pragnienie, jej pożądanie (E.Perel)
                  • mujer_bonita Re: Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 14:23
                    urquhart napisał:
                    > Odwieczny problem współczesnych "silnych kobiet", trafnie opisany przez Bidlulph'a.
                    > Potrzebują jeszcze silniejszych od siebie mężczyzn, bo zdominowani tracą szacun
                    > ek i żeby czuć do nich pożądanie a nie rozczarownie

                    Urqu - litości - znów cytujesz coś a potem piszesz coś zupełnie innego ;)

                    Od kiedy to szanujemy ludzi z faktu ich dominacji nad nami? Szanujesz szefową za fakt, że może Tobą rządzić czy za jej autorytet, doświadczenie, umiejętności itp. itd?

                    Ja na przykład mam naturę kota - nie da się mnie zdominować, rywalizacji mam wystarczająco w sferze zawodowej. Jako 'silna kobieta' szanuję mojego partnera właśnie za to, że zdominować mnie nie próbuje, za to potrafi być partnerem, umie współpracować zamiast na każdym polu udowadniać swoją 'lepszość'. Szanuję go za jego mądrość, która objawia się również tym, że nie próbuje wszystkiego sam i potrafi mi ustąpić pola kiedy trzeba.

                    Aż się chce zapytać co ty kolego wiesz o 'silnych kobietach'? ;)
                    • aandzia43 Re: Czy "szacunek" jest sexi? 27.05.11, 15:28
                      No tak Mujer, zgadzam się z twoim postem :-) Od kiedy to mamy szacunek do ludzi tylko dlatego, że nad nami dominują z tytułu np. większej siły fizycznej czy praw aktualnie obowiązujących w danej społeczności.

                      Urqu, "współczesne silne kobiety" tak samo tracą szacunek do swoich facetów, jak silne kobiety wszystkich czasów. To, że mężczyzna dominował nad żoną czy rodziną nie implikowało jeszcze faktu, że był rzeczywiście silną osobowością, że miał naprawdę coś do powiedzenia i że wywiązywał się z obowiązków nałożonych na niego przez obyczaj. Tak więc facet, jeśli miał wzbudzać szacunek, to go wzbudzał, albo nie wzbudzał. W każdych czasach. Kiedyś za to na pewno częściej wzbudzał strach, tu chyba nikt nie ma żadncyh wątpliwości. Czy kobiety kiedyś nei były silne? Były, tylko rezultaty ich siły szły na konto ich meżczyzn. Mężczyznom przypisywano efekty intelektu, wysiłku, mądrości ich kobiet, jeśli tak się złożyło, że to żona była architektem i szarą eminencją sukcesu pary. A jak wyglądały takie związki od środka? No cóż... Brak seksu częsty, chyba że mąż wymuszał, bo takie prawo przecież miał. Zaczęłam właśnie czytać biografię Jenny Churchill, matki Winstona. Kolejny przykład związku w/g powyższego schematu. No, chyba jednak Randolph miał głębszy od Jenny intelekt, ale sił, ambicji, konsekwencji, rozeznania w rzeczywistości, apetytu na życie - żadnych. A przede wszystkim sił witalnych. Jenny bardzo szybko zaczęła traktować go, jak matka synia i bynajmniej nei dlatego, że żyła w tych okropnych czasach urządzonych przez feministki ;-) Miała też kochanków. Facet po prostu był od niej słabszy, chociaż oficjalnie to on zrobił karierę w polityce. Sytuacja małżeńska Churchillów nie była niczym wyjątkowym. Aha, to było małżeństwo zawarte z miłości. Żeby być ze sobą musieli pokonać opory zarówno jednej, jak i drugiej rodziny.
                    • aandzia43 Re: Czy "szacunek" jest sexi? 27.05.11, 17:19
                      > Aż się chce zapytać co ty kolego wiesz o 'silnych kobietach'? ;)

                      Też się czasem zastanawiam ;-)
              • arronia Re: Czy "szacunek" jest sexi? 27.05.11, 17:35
                > Czy mas
                > ochista potrzebuje szacunku w oczach sadysty, by być pomiatanym?

                Własnych doświadczeń nie mam, więc mogę się odwołać jedynie do tego, co wyczytałam. Tak - uległy/a w związku BDSM również otrzymuje swoją porcję szacunku (albo nie, jak to w życiu). Szacunku za to, jak bierze na siebie swoją rolę, jak się w niej spełnia itd. Pamiętam wypowiedzi dominujących o swoich uległych - pełne uznania, podziwu nawet.

                To kraina gry, ale nie sądzę, żeby to było takie proste jak piszesz.
            • urquhart Re: Czy "szacunek" jest sexi? 26.05.11, 11:52
              mujer_bonita napisała:
              > Przeczytałam jeszcze raz podsumowanie Groszka i nic takiego co napisałeś tam ni
              > e ma. Znów jakaś projekcja?

              A tytuł podwątku zauważyłaś?
        • mgla_jedwabna Re: Czy "szacunek" jest sexi? 02.06.11, 15:38
          We wszystkich powyższych punktach pięknie zdefiniowałaś mentalnośc człowieka z syndromem MiL (do tego nie trzeba pojawienia się dziecka).

          A jeśli chodzi o pkt 5, to nie musi być to prawda - co powiesz o facetach, którzy w punkcie wyjścia szacunku dla kobiet po prostu nie mają?
      • arronia Re: na szacunek trzeba sobie zapracować 26.05.11, 14:07
        > asertywnie współczuć

        Co to za zwierz?
      • aandzia43 Re: na szacunek trzeba sobie zapracować 26.05.11, 19:20
        > Co do reszty feministycznych dyskusji to ostatni czytałem trafny tekst Ziemkiew
        > icza że feministkom trzeba głównie asertywnie współczuć, rekrutują się one z op
        > uszczonych i odrzuconych córeczek przez tatusiów, które racjonalizując zaszczep
        > ioną nienawiść do mężczyzn swojej traumatycznej krzywdzie chcą nadać po prostu
        > głębszy sens.

        Kolejna smętna ziemkiewiczowska brednia. Jako i ta, że wszystkie kobiety określające się jako feministki mają kiepskie życie uczuciowe i rodzinne.
      • lemon_curd Re: na szacunek trzeba sobie zapracować 28.05.11, 02:44
        Powiedz mi, mój drogi, czemu u Ciebie zawsze dzwoni, ale NIE W TYM KOŚCIELE? Od ewolucji poprzez biologię do feminizmu.

        Feminizm jest bardzo różnorodny. Zważywszy jednak na kontekst historyczny, w jakim budził się do życia (wiktoriańska Anglia i analogiczny czasowo okres w Stanach) był on walką z postrzeganiem kobiety jako delikatnej idei, niewinnej och ach anieliczki (którą oczywiście gwałciło się w noc poślubną i która nie wiedziała, na czym polega fizjologia ciała), która nie mogła pracować, myśleć, zajmować się swoim dzieckiem. Sama była dzieckiem, które czasami można było pieprzyć. A on chodzi na dziwki. Taki obraz był patologiczny, bo potrzebne w związku są dwa silne filary.

        Tym filarem jest silny, dojrzały, niezależny mężczyzna i silna, dojrzała i niezależna kobieta.

        I poprzez "niezależność" i "siłę" nie mamy na myśli określonego modelu związku czy określonego podziału obowiązków raczej (bo naprawdę nie ma znaczenia czy ona haruje na budowie a on jest przedszkolankiem, czy on gotuje świetnie a ona lubi się usmarować smarem) Mamy na myśli dwójkę ludzi, którzy znają siebie, swoją wartość oraz wiedzą, na czym polega relacja z drugą osobą. Feminizm nie wspiera (a przynajmniej nie powinien, przy trzeciej fali feminizmu bywa różnie) tego, żeby to nagle na barki kobiety spadła cała, chociażby pozorna odpowiedzialność, która wiąże się z dominacją i jakąś formą przemocy. Kluczem jest to, że związek tworzą DWIE osoby.
        • urquhart Feminizm realny a nie ideowe teorie 28.05.11, 11:43
          lemon_curd napisała:
          > Powiedz mi, mój drogi, czemu u Ciebie zawsze dzwoni, ale NIE W TYM KOŚCIELE? Od
          > ewolucji poprzez biologię do feminizmu.
          > Feminizm jest bardzo różnorodny.

          Znaczy Lemon nie w tym kościele w którym ci akurat pasuje? :)
          W praktyce z mojego punktu widzenia feminizm jest taki jaki dostanie wsparcie i pnie się do władzy i robi dzięki wsparciu ideowych i naiwnych feministek karierę. A ten który się dopnie do władzy jako przybudówka zakłamanych lewaków nie urywa już że chce dyskryminować mężczyzn i budować i umacniać kapitał na anty-męskich fobiach: jak w Szwecji. Sam tam się ośmiesza eksploatując jedyny słuszny dawno nieaktualny stereotyp wiecznie pokrzywdzonej kobiety pochlebiając uprzedzenia i roszczeniowość, doprowadzając do największej liczby rozwodów i niestabilności związków.
          Ot przypominają mi się szwedzkie absurdy ostatnio: walka o ustanowienie podatku od rzekomej typowo płciowej "męskiej przemocy" od każdego mężczyzny (nieprawdziwy stereotyp), czy parytety na uczelnie, po wywalczeniu których kobiety wygrywają odszkodowania w sądach że... są jako kobiety dyskryminowane, bo mimo lepszych ocen nie dostały się na typowo żeńskie wydziały. Wiadomo kobieta pokrzywdzona jest zawsze w feministycznej definicji. Dyskryminowani mężczyźni nikogo zaś absolutnie nie obchodzą.
          wyborcza.pl/1,76842,7595389,Dyskryminacja_po_szwedzku.html
          Przypinają mi się rozmowy z przeszłości z ideowymi lewakami: Komunizm tak, wypaczenia nie!
          Pozdr.
          • aandzia43 Re: Feminizm realny a nie ideowe teorie 30.05.11, 14:15
            > Przypinają mi się rozmowy z przeszłości z ideowymi lewakami: Komunizm tak, wypa
            > czenia nie!

            Drastyczne ograniczenie praw kobiet tak, wypaczenia nie! ;-P Ta myśl przyświecała większości mężczyzn w świecie zachodnim jeszcze 100 lat temu. "Po co kobietom prawo wyborcze, prawo do pracy itd. jeśli my je tak bardzo kochamy i damy im to, czego potrzebują, a te nieszczęścia kobiet to tylko jakieś smutne pojedyncze przypadki". Identycznie gadają mułłowie. Wyobrażenie, że znamy jedyny możliwy sposób na uszczęśliwienie drugiego człowieka, i co gorsza, że będziemy potrafili mając nad nim władzę absolutną nie zagalopować się w bylejakości czy wręcz okrucieństwie, jest nader powszechne w rodzie ludzkim. Dla mnie feminizm w praktyce jest nitką z myśli utkaną, ciągnącą się przez tysiąclecia, ideą bez pretensji do budowania utopii. Czasem widać ją bardziej, czasem mniej. Czasem zbacza na jakieś durne manowce (np. kiedy niektórzy zaczynają tworzyć utopie). Zresztą pisałam już o tym wielokrotnie. Nie mam nic przeciwko dekalogowi, a nie toleruję zapędów KK. Jestem przesiąknięta myślą feministyczną, a nie toleruję wredoty bab.

            Daj spokój Szwecji, sporo smutnych przykładów znaleźć tam można. Nic to nowego. Do nas nie dojdzie, bo nasz charakter narodowy jest, jaki jest i sytuacja społeczna też odbiega mocno od tego, co jest w Szwecji. Oni są inni i z innego punktu wychodzili do przemian ostatnich dziesięcioleci. Niedługo nastąpi jakiś przełom i ludzie przystopują z głupimi pomysłami. Szwedzi od czasu do czasu idą po rozum do głowy i robią (konsekwentnie!) porządek w swoim państewku.
          • lemon_curd Re: Feminizm realny a nie ideowe teorie 30.05.11, 17:37
            Czyli co to jest według Ciebie praktyka w przypadku polskim? No ile nazwisk osób, które nazywają się "feministkami" znasz? Kazię Szczukę? Wandę Nowicką? Gretkowską? Dunin? Toż to wszystko jeden określony nurt feminizmu i one faktycznie reprezentują poglądy lewicowe. Ale to naprawdę jest mały ułamek tego, czym feminizm jest, na szczęście.

            Jednak pojęcie "gender" w naukach społecznych czy feminizmu w tychże odnosi się do także innych teorii. Można być feministką i nie popierać aborcji, parytetów, lewicowych rozwiązań. I uznawać, że dyskryminacja mężczyzn też występuje i jest tak samo zła. Ale trudno uznawać, że pewne rzeczy nie wiążą się z płcią. Nadal kobiety to znaczna większość ofiar przemocy domowej na przykład. Nie oznacza to, że mężczyźni są straszni i trzeba się ich bać, bynajmniej. ;)

            Ja się deklaruję w tej chwili jako feministka. Bo to do mnie wyjeżdża się z tekstami "wspaniale, że jako kobieta umie pani", jakby ***** moja płeć powodowała jakieś zaburzenia mózgu. To ja będę słuchać od ćwierkających pań i panów: "jak godzę rolę matki z pracą" podczas gdy nikt nie pyta o to mężczyzn. Wreszcie będę musiała walczyć z nieszczęsnym "mąż pomaga pani przy dziecku", że nie, nie pomaga, tylko oboje wychowujemy, a to jak podzielimy się obowiązkami wynika z naszych prywatnych preferencji. ;)

            • grosz-ek Re: Feminizm realny a nie ideowe teorie 30.05.11, 22:41
              >> To ja będę słuchać od ćwierkających pań i panów: "jak
              > godzę rolę matki z pracą" podczas gdy nikt nie pyta o to mężczyzn.

              O, wybacz, mnie pytają - samodzielnego ojca 4 dzieci. W tych pytaniach pobrzmiewa przekonanie, że jeśli jest coś bardziej patologicznego od samotnej matki z 4 dzieci, to jest nim samotny ojciec z 4 dzieci.
    • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 26.05.11, 08:33
      Wiecie co jest najsmutniejsze w tym, wątku? Pokazuje on w jak bardzo schematycznym świecie żyjemy i że największymi przeciwniczkami przełamywania tych schematów są... kobiety :)

      Bo jak to - kobieta rządzi?!? No jak tak można! Kobieta nie ma z samego faktu jego istnienia szacunku do mężczyzny? No jak tak można! Kobieta ma władzę? No jak tak można! Kobieta decyduje? No jak tak można!

      Jak facet rządzi to jest ok. Potulna, drepcząca krok za nim kobieta - jest ok. Bicie żony jest niby społeczną 'normą'. Mężczyzna jest przecież od walenia pięścią w stół. Mężczyzna ma być 'mężczyzną' :)

      Oj wiele jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim zaczniemy naprawdę postrzegać człowieka a nie to jak bardzo wystaje on poza swoją szufladkę :)
      • urquhart Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 26.05.11, 09:59
        mujer_bonita napisała:
        > Bo jak to - kobieta rządzi?!? No jak tak można! Kobieta nie ma z samego faktu j
        > ego istnienia szacunku do mężczyzny? No jak tak można! Kobieta ma władzę? No ja
        > k tak można! Kobieta decyduje? No jak tak możn

        Moją prezes jest kobieta, jest świetna w tym co robi i mam do niej wielki szacunek, miedzy innymi dlatego że ma umiejętność inspirowania zespołu do współpracy zamiast tetstoronowo dominować

        Ale akurat rozmowa jest o tym jak dominacja kobiety w związku przekłada się na seks, co jest zupełnie innym zagadnieniem.

        > Jak facet rządzi to jest ok. Potulna, drepcząca krok za nim kobieta - jest ok.
        > Bicie żony jest niby społeczną 'normą'. Mężczyzna jest przecież od walenia pięś
        > cią w stół. Mężczyzna ma być 'mężczyzną' :)
        > Oj wiele jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim zaczniemy naprawdę postrzegać czło
        > wieka a nie to jak bardzo wystaje on poza swoją szufladkę :)

        Mężczyzna ma być mężczyzna bo kobiety typowo maja psychologicznie potrzebę bezpieczeństwa do zaspokojenia. To jak z polityką :potrzeba bezpieczeństwa powoduje że zrzekamy się wolności i zgadzamy na coraz większe uprawnienia policji i służb. Państwo ma być silne! :)
        Musiałyby się zmienić płciowe typowe potrzeby a nie "postrzeganie człowieka".
        Tobie to doskwiera Mujerka bo moim zdaniem nie pasujesz do typowej psychologii "kobiecej kobiety" i chciałabyś uszczęśliwiać tą kobiecą większość na sile :)
        • mujer_bonita Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 26.05.11, 10:08
          urquhart napisał:
          > Mężczyzna ma być mężczyzna bo kobiety typowo maja psychologicznie potrzebę bezp
          > ieczeństwa do zaspokojenia.

          Potrzeba bezpieczeństwa jest na samym dole piramidy Maslowa. Tak gdybyś zapomniał. Oczywiście mężczyźni wypierają to ze swojej świadomości - wszystkim wam się wydaje, że gdyby nie 'cośtam' to byście byli drugim Trumpem, Hefnerem i Kubicą w jednej osobie :)
          • urquhart Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 26.05.11, 10:36
            mujer_bonita napisała:
            > Potrzeba bezpieczeństwa jest na samym dole piramidy Maslowa. Tak gdybyś zapomni
            > ał. Oczywiście mężczyźni wypierają to ze swojej świadomości - wszystkim wam się
            > wydaje, że gdyby nie 'cośtam' to byście byli drugim Trumpem, Hefnerem i Kubicą
            > w jednej osobie :)

            Ja to akurat osobiście rozumiem i wiem ile mnie psychicznie kosztuje jeśli porwę sie na coś i przecenię swoje siły :)
            To jednak zależy bardzo od poczucia odpowiedzialności które nabywa się podczas wychowania.
            Bezkarnie zaś pokozaczyc w gadaniu nie że wszyscy inni są winni każdy lubi. Jak tu:
            www.youtube.com/watch?v=PtnF6_sM0Rk
        • chrrr Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 26.05.11, 15:15
          > Musiałyby się zmienić płciowe typowe potrzeby a nie "postrzeganie człowieka".
          > Tobie to doskwiera Mujerka bo moim zdaniem nie pasujesz do typowej psychologii
          > "kobiecej kobiety" i chciałabyś uszczęśliwiać tą kobiecą większość na sile :)
          >
          A na ile sam byś ocenił tą typowo "kobieco kobiecą" większość? Jest różnica miedzy 60% a choćby 80%. Bez żadnej złośliwości:)
          Jeszcze dodam od siebie - dla mnie facet, który mnie właśnie nie próbuje zdominować budzi szacunek. Bo nie musi, nie traci pewności siebie, gdy jestem lepsza, gdy to ja decyduję. Ani nie czuje się mniej męski. Wtedy ja nie próbuję podporządkować sobie jego. Do tego rywalizacja zawsze zabijała we mnie ochotę na seks. W łóżku zabawa w dominację jest jak najbardziej ok, ale też w dwie strony. I nie zawsze;) W innym przypadku zwyczajnie zaczynam się nudzić.
          • urquhart Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 26.05.11, 16:04
            chrrr napisała:
            > A na ile sam byś ocenił tą typowo "kobieco kobiecą" większość? Jest różnica mie
            > dzy 60% a choćby 80%. Bez żadnej złośliwości:)

            No poniekąd sugeruje się rożnymi badaniami które podają że to teraz ok 40%, czyli poprawiam się, jedynie niemal połowa, nie większość. Męskie kobiety które miałem na myśli to odwrotnie mniejszość co miałem na myśli.
            (10% męskie kobiety, reszta androgyniczna)
            Jak cie interesuje >
            jujitsu1.republika.pl/page12.html
            www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=108
            (dziś nie otwiera się ale kopia jest na: www.crossdressing.pl/main.php?lv1_id=2&lv2_id=55&lv3_id=562&lang=en)

            > Jeszcze dodam od siebie - dla mnie facet, który mnie właśnie nie próbuje zdomin
            > ować budzi szacunek. Bo nie musi, nie traci pewności siebie, gdy jestem lepsza,
            > gdy to ja decyduję.

            Jak najbardziej. Poczucie wartości, które nie wymaga ciągłego udowadniania.
        • lemon_curd Re: mężczyźni którzy są popychadłami swoich partn 28.05.11, 03:00
          Oczywiście, że większość kobiet pragnie poczucie bezpieczeństwa, opieki i siły. Ale z tego co obserwują to mężczyźni też mają bardzo silną potrzebę bycia wspieranym, bycia chwalonym. W sumie owszem, możemy poznęcać się nad kretynami wybierającymi sobie tępe sekutnice i kobitami których ciągnie do przyszłych damskich bokserów, ale z drugiej strony kiedy się otworzymy na drugiego człowieka widać, że druga osoba, jeżeli jest dobrze traktowana, może po prostu w związku rozkwitać. Zarówno mężczyzna, dla którego wsparcie żony jest zwykle niezmiernie ważne. Ja wśród moich męskich znajomych naprawdę widzę tę potrzebę pochwał, która jest dość naturalna. I uważam, że za mało kobiet chwali swoich mężczyzn. Bo czasami miast ględzić "a bo Ty taki śmaki owaki etc" lepiej pochwalić i w ten sposób motywować. Ludzie, dla których ciągle nic nie jest dość dobre są zwykle psychicznymi terrorystami, niezależnie od płci. Praktycznie każdy wymaga komunikatu: "tak, jesteś dość dobry". Mężczyźni pragną często potwierdzeń, że dają radę, są męscy, silni, dają opiekę, oparcie. Może gdyby częściej im to mówić to bardziej angażowaliby się w życie rodzinne? Kobiety często łakną potwierdzenia swojej atrakcyjności, nie tylko seksualnej, ale tego, że są godne miłości i troski.

          I wcale porównywałabym naprawdę relacji międzyludzkich do teorii państwa i prawa. Nie chodzi o to, by oddać swoją wolność. Nie chodzi o to, że mężczyzna jest uzależniony od opinii kobiety. A kobieta chce zrobić z siebie kruche jajo by poczuć bezpieczeństwo. Po prostu wśród napraw∂ę bliskich osób człowiek ma ochotę ukazać swoją delikatniejszą stronę. Taką, która wymaga wsparcia i opieki, żeby potem można było wyjść i zdobywać świat. Czy poprzez zarabianie pieniędzy, czy zajmowanie się domem - nieważne.

          Ja osobiście absolutnie oczekuję doceniania mojej pracy na rzecz związku. Weźmy klasykę - gotuję. Robię to właściwie codziennie, uwielbiam, zawsze jest w miarę dobre. I codziennie chciałaby usłyszeć "dziękuję" za obiad. Chociaż oczywiste, że go zrobię, bo chcę go zrobić. I odwrotnie. Dopóki ludzie nie nauczą się, że trzeba zaryzykować i spróbować dać coś od siebie dopóty nie będą tworzyć fajnych relacji. Moją największą nauką w związku jest chwila, w której mam ochotę wyciągnąć najlepszy nóż i po prostu pochlastać jego albo siebie. Wkurza mnie tryliard rzeczy. Ale zamiast być taką "bo Ty zawsze" umiem ugryźć się w język (oj, boli), powściągnąć emocje i głosem spokojnie wyjaśnić, dlaczego np. zrobiło mi się przykro albo nad czym popracować. Z drugiej strony wiem, że i on się gryzie w język.

          I zawsze szanowałam mojego faceta. W życiu nie chciałabym, by był pantoflem. Wybrałam go bo dzieli moje przekonania, moje wartości, moje zasady. Ja nie złamałabym pewnych zasad dla nikogo. On swoich też nie. Wspólnie tworzymy wspólny front, chociaż oczywiście czasem jakiś granat wybuchnie. Ale nie wyobrażam sobie braku szacunku w związku. Może być złość, mogą być kryzysy, bezradność, ale brak szacunku? U mnie były czasowe rozstania, niedawno nawet jedno, w zgodzie. Były też powroty. I nawet wtedy był szacunek, podczas silnych emocji. Brak szacunku? Dla mnie to tak irracjonalne jak przemoc. Gdybym kiedykolwiek przez sekundę bała się własnego mężczyzny to jaki to jest związek? Jak mogłabym mu ufać, czuć się bezpiecznie?
    • tully.makker Kulejecie z historii idei 27.05.11, 14:22
      Wladza kobiety nad sfera prywatna i dominacja mezczyzny w sferze publicznej (dla wiekszosci durniow bez talentow i ambocjie sprowadzona do pracy zawodowej) to klasyka patriarchatu. Femizm we wszystkich swoich nurtach walczy z takim podejsciem, domagajac sie prawa do wspoluczestniczenia w sferze publicznej dla kobiet i zwiekszenia zaangazowania mezczyzn w sfere prywatna.
      • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 27.05.11, 21:19
        tully.makker napisała:

        > Wladza kobiety nad sfera prywatna i dominacja mezczyzny w sferze publicznej (dl
        > a wiekszosci durniow bez talentow i ambocjie sprowadzona do pracy zawodowej) to
        > klasyka patriarchatu. Femizm we wszystkich swoich nurtach walczy z takim podej
        > sciem, domagajac sie prawa do wspoluczestniczenia w sferze publicznej dla kobie
        > t i zwiekszenia zaangazowania mezczyzn w sfere prywatna.

        Nareszcie ktoś kto czyta i mówi z sensem.
        Błagam wytłumacz proszę typowym czytelniczkom wysokich obcasów, że udział w życiu publicznym kobiet oznacza dla feministek udział we władzy i udział w tworzeniu prawa, a nie w pracy na najniższych stanowiskach lub za niższe od mężczyzn stawki.
        I kolejno udział mężczyzn w sferze prywatnej oznacza dla czytelniczek popularnej prasy szczyt szczęścia w postaci udziału mężczyzny w zmywaniu, odkurzaniu i pucowaniu kibla. Natomiast należy znowuż wytłumaczyć iż chodzi tu o dostępnego emocjonalnie, obecnego w życiu rodziny otwartego ojca i partnera - o to właśnie kobiecie chodzi. Tylko aby nawiązać ze swoim mężczyzną prawdziwą relację trzeba trochę się otworzyć na drugiego człowieka, a nie bezmyślnie powtarzać utarte slogany i przyjmować uparcie postawę konfrontacyjną.
        >
        • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 28.05.11, 01:30
          > Błagam wytłumacz proszę typowym czytelniczkom wysokich obcasów, że udział w życ
          > iu publicznym kobiet oznacza dla feministek udział we władzy i udział w tworzen
          > iu prawa, a nie w pracy na najniższych stanowiskach lub za niższe od mężczyzn s
          > tawki.

          A to trzeba tłumaczyć? Jak mam ci wytłumaczyć, ze nie musisz tego tłumaczyć? ;-)
        • tully.makker Re: Kulejecie z historii idei 29.05.11, 21:21
          Tylko aby nawiązać ze swoim mężczyzną prawdziwą relację trze
          > ba trochę się otworzyć na drugiego człowieka, a nie bezmyślnie powtarzać utarte
          > slogany i przyjmować uparcie postawę konfrontacyjną.

          Nie podzielam tego pogladu. Doswiadczenie zycowe poucza mnie, ze najlepsza recepta na szczesliwy zwiazek jest miec wytatuowane na czle "suka", zachowywac sie stosownie do tresci tatuazu i z zelazna konsekwencja egzekwowac swoje prawa i oczekiwania.
          • grosz-ek Re: Kulejecie z historii idei 29.05.11, 21:31
            > Doswiadczenie zycowe poucza mnie, ze najlepsza rece
            > pta na szczesliwy zwiazek jest miec wytatuowane na czle "suka", zachowywac sie
            > stosownie do tresci tatuazu i z zelazna konsekwencja egzekwowac swoje prawa i o
            > czekiwania.

            Każdy z nas wybiera kategorię problemów, z którymi chce mieć do czynienia. Ustawiając się w roli "suki", narażasz się na takie traktowanie przez innych ludzi. Z czym do ludzi wychodzisz, tym zostaniesz przez nich przywitana.
          • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 29.05.11, 22:00
            tully.makker napisała:

            > Nie podzielam tego pogladu. Doswiadczenie zycowe poucza mnie, ze najlepsza rece
            > pta na szczesliwy zwiazek jest miec wytatuowane na czle "suka", zachowywac sie
            > stosownie do tresci tatuazu i z zelazna konsekwencja egzekwowac swoje prawa i o
            > czekiwania.
            >
            Czekałam na Twój wpis:-). Coś tak czułam. Ja w gruncie rzeczy mam sentyment do "suk", takie kobiety miałam w domu swoim rodzinnym. A jednak z całym szacunkiem do twardych kobiet: ja byłam Szawłem, aż stałam się Pawłem:).
            Oczywiście wiesz, tym kobietom co mają mało seksu, poleciłabym poradnik "mężczyźni kochają zołzy", tym drugim jednak empatię:)
            Pozdrowienia.
            • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 30.05.11, 09:15
              > Oczywiście wiesz, tym kobietom co mają mało seksu, poleciłabym poradnik "mężczy
              > źni kochają zołzy", tym drugim jednak empatię:)

              Zołzy (w ujęciu książki, o której wspominasz) mają też niezłe życie związkowe :-) Nie wiem czemu zakładasz, że bycie zołzą przeszkadza w byciu empatyczną. Empatia jest OK, nie OK jest natomiast uleganie każdemu chciejstwu faceta.
              • n.wataha Re: Kulejecie z historii idei 30.05.11, 10:49
                Czemu wielu mężczyzn wybiera zołzy?
                Ponieważ łatwiej jest zaspokoić pragnienia zołzy, która wie czego chce i łatwiej artykułuje swoje potrzeby, aniżeli nieśmiałe, zamknięte w sobie niedowartościowane kobiety.

                W obu przypadkach to właśnie zołza będzie miała dobre relacje łóżkowe, zaś nieśmiała będzie jedynie marzyła, że kiedyś tam, niechcący facet odgadnie jej pragnienia (najczęściej nigdy).

                A w którym związku facet będzie zadowolony z seksu? Egocentryk będzie szczęśliwy z nieśmiałą, bo postara się by to ona jemu "dogadzała". Pozostały typ mężczyzn z nieśmiałą będzie rozczarowany, a z zołzą będzie zdany na jej łaskę.
                I tutaj takie pytanie do sea.sea. - nie sądzisz, że też należysz do grona zołz, różniących się jedynie od tych przeciętnych, że dla równowagi i spokoju ducha starasz się jednak coś tam robić dla swojego partnera, jak cesarz, który nie musi, ale chętnie okazuje łaskę poddanemu, bo to mu sprawia przyjemność?

                Moim zdaniem określenie "zołza" też ma wiele odcieni.
                • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 30.05.11, 13:42
                  > Moim zdaniem określenie "zołza" też ma wiele odcieni

                  Oczywiście :-) Koleżanka wspomniała o książce "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy", więc dopowiedziałam to, co moim zdaniem pominęła mówiąc o zołzach właśnie w ujęciu autorów tej książki. A zołza książkowa nie jest wredną harpią pozbawioną empatii i dobrej woli. Jest dbającą o swoje interesy dziewczyną, szanującą mężczyzn i czerpiącą przyjemność również z uszczęśliwiania ich. Byle nie swoim kosztem.
            • tully.makker Re: Kulejecie z historii idei 30.05.11, 16:40
              A czy bycia suka (bitch) o tym jest poradnik topornie po polsku przetlumaczony, bo wszak jak polka moglaby byc suka? nie mozna laczyc z byciem osoba kulturalna i generalnie zyczliwa? Ja nie widze w tym problemu. Silny czlowiek - takze kobieta - nie krzyczy, by cos osiagnac. Po prostu to osiaga.

              Opowiem ci historie z zycia wzieta. 17 lat temu tully makker dostala w swoje rece dowody potwierdzajace, ze owczesny maz ja zdradza. Przeplakala 3 dni, a 4 rano wstala z loza bolesci i wezwala slusarza. Kilka miesiecy pozniej, gdy jeszcze malzonek stwierdzil, ze alimenty ( na nia i na dziecko) stanowia zbyt duzy drenaz dla jego budzetu, zaproponowala mu spotkanie w sadzie. A tam zasolili mu alimenty znacznie wyzsze od kwoty, ktora na poczatku wydala mu sie zbyt wygorowana. Pewnie myslisz, ze po czyms takim tully.makker toczy z exem wojne na noze - i tu cie zdziwie - ex maz przez 17 lat ktore minely od tego czasu odnosi sie to tully z nieslabnacym szacunkiem, malo tego, uwaza ja za jedna ze swoich nielicznych przyjaciol ( sentyment nieodwzajemniony) i wciaz szuka u niej porad dotyczacych swojego zycia.

              Myslisz, ze tak samo traktowalby ofiare losu, ktora pozwala po sobie jezdzic? Bo ja watpie.
              • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 02.06.11, 12:54
                tully.makker napisała:

                > A czy bycia suka (bitch) o tym jest poradnik topornie po polsku przetlumaczony,
                > bo wszak jak polka moglaby byc suka? nie mozna laczyc z byciem osoba kulturaln
                > a i generalnie zyczliwa? Ja nie widze w tym problemu. Silny czlowiek - takze ko
                > bieta - nie krzyczy, by cos osiagnac. Po prostu to osiaga.

                Owszem ale jakoś w mojej definicji związku uczuciowego nie mieści się sięganie za wszelką cenę lub kosztem partnera po swoje korzyści. Nie mieszczą się dla mnie w sferze intymnej z bliską osobą wszelkie formy manipulacji, zakulisowych prób sterowania wolną wolą drugiego człowieka, głaskania pod włos, szantaże emocjonalne, nieszczere zachowanie i inne doradzane w tym poradniku praktyki.
                Nie chcę tak z prostej przyczyny: nie chcę wyrachowania, nie zamierzam się wstydzić uczuć, nie będę w życiu prywatnym odstawiać teatru. Wystarczy, że odstawiam teatr poza domem.
                Dlatego ja bym ten poradnik doradzała w ramach zarządzania kryzysowego.

                Ponadto co ważne, poradnik dla sympatycznych suk opiera się na fałszywych z gruntu założeniach, że kobieta jest dobra i naiwna więc trzeba żeby miała cojones, a facet to z natury złe i podstępne zwierzę i podobnie jak rottweiler wymaga konsekwetnego i stanowczego postępowania.
                W sumie podejście autorki poradnika "mężczyźni kochają zołzy" jest dużym postępem w stosunku do radykalnych tekstów feministycznych w których mężczyzna ma zło głęboko oświadomione, w naszym poradniku mężczyzna jest co prawda zły, ale to nie jego wina - taka już jego natura:))
                Z mojego punktu widzenia, aktualnie popularne "materiały edukacyjne" dla współczesnych kobiet, które są swoistym miksem rozmaitych stereotypów (nie winię tu tylko feminizmu) są nawet zabawne, biorąc pod uwagę, że trafiają najczęściej do osób (kobiet, kobiet)inteligentnych inaczej i k...a ewidentnie m jak miłość, cosmopolitan, poradniki o marsjanach,wenusjankach i inne badziewie mają misję popaprania tym osobom mózgów glutowatą paciają. Niestety skutki tego gluta odczuwają rodziny, związki ( jak powiem że żal mi mężczyzn zostanę zajadle zadziobana, powiem, że żal mi dzieci).
                Problem to może zewnątrzsterowność u pań, gdy już o tym mówimy?

                • tully.makker Re: Kulejecie z historii idei 02.06.11, 18:59
                  nie będę w życiu prywatnym odstawiać teatru. Wystarczy, że odstawia
                  > m teatr poza domem.

                  No coz, to wsolczuje. Dla mnie troska o siebie, zarowno w domu jak i poza nim jest naturalnym zachowaniem, wiec zadnego teatru odstawiac nie musze. Poradnik powstal jak sadze z mysla o tych ofiarach, kttorym patriarchalni rodzice do tego stopnie wyprli mozg, ze nie umieja sie o siebie zatroszczyc.
                  • mujer_bonita Re: Kulejecie z historii idei 03.06.11, 09:05
                    tully.makker napisała:
                    > Poradnik powstal jak sadze z mysla o tych ofiarach, kttorym patriarchalni rodzice
                    > do tego stopnie wyprli mozg, ze nie umieja sie o siebie zatroszczyc

                    A ja sądzę, że powstał z myślą o tych wszystkich kobietach, którym przez wieki wmawiano jakoby sensem ich istnienia było 'empatyczne otwieranie się' na potrzeby wszystkich dookoła i stawianie swoich potrzeb na samym końcu, w pokornej nadziei, że ktoś je dostrzeże :)
                    • tully.makker Re: Kulejecie z historii idei 03.06.11, 21:37
                      A ja sądzę, że powstał z myślą o tych wszystkich kobietach, którym przez wieki
                      > wmawiano jakoby sensem ich istnienia było 'empatyczne otwieranie się' na potrze
                      > by wszystkich dookoła i stawianie swoich potrzeb na samym końcu, w pokornej nad
                      > ziei, że ktoś je dostrzeże :)
                      >


                      No to chyba wlasnie jest patriarchalne pranie mozgu?
                      • mujer_bonita Re: Kulejecie z historii idei 03.06.11, 23:08
                        tully.makker napisała:
                        > No to chyba wlasnie jest patriarchalne pranie mozgu?

                        Nie koniecznie. Moja matka na przykład została wychowana w duchu partnerstwa a nie patriarchatu ale właśnie opartego na pomocy i empatii wobec drugiego człowieka. U niej w domu świetnie zdało to egzamin, bo obie strony miały podobne podejście. I tak ukształtowana trafiła na mojego ojca, który okazał się typowym 'biorcą' i utworzyła się poważna nierównowaga, której ona nie potrafiła się przeciwstawić, bo w domu nie nauczono jej upominać się o swoje (tam po prostu nie musiała).

                        Ja niestety taką postawę przejęłam i połowę życia wychodziłam jak Zabłocki na mydle pomagając wieeeelu ludziom sama zostając z niczym w potrzebie, aż w końcu nauczyłam się dbać o zachowanie zasady wzajemności. Empatia jest super ale tylko wtedy, kiedy działa w dwie strony.
                  • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 05.06.11, 18:26
                    tully.makker napisała:

                    > No coz, to wsolczuje. Dla mnie troska o siebie, zarowno w domu jak i poza nim j
                    > est naturalnym zachowaniem, wiec zadnego teatru odstawiac nie musze.

                    Jak to troska o siebie? W tych popularnych poradnikach amerykańskich występuje tylko troska o to jak znaleźć sobie faceta i potem go kontrolować. Wszak mimo feministycznych aspiracji jest to główną ambicją Amerykanek. W tym celu masowo wszczepiają sobie silikonowe implanty:) Jeśli te poradniki zajmują się zagadnieniem szacunku do siebie u kobiety to jest to obmyślanie strategii jak skuteczniej udawać zimną i obojętną, w jednym celu: manipulacji mężczyzną, antycypowania JEGO zachowań, analizy męskiej psychiki dla skuteczniejszej kontroli. To słodziutkie.
                    Ja jestem z natury człowiekiem prostodusznym, uczciwym i szczerym. Ciągłe analizowanie: co sądzi o mnie mój mężczyzna? mnie drażni i nudzi, manipulacją i udawaniem się brzydzę, a że jestem pyskata, radzę sobie jakoś w życiu bez psychotechnicznych sztuczek.


                    > powstal jak sadze z mysla o tych ofiarach, kttorym patriarchalni rodzice do teg
                    > o stopnie wyprli mozg, ze nie umieja sie o siebie zatroszczyc.

                    Już słyszałam ten argument o praniu mózgu i braku wychowania genderowego. Nie kupuję, no bez przesady z tym pokrzywdzeniem. Małym chłopcom też rodzice piorą mózg tak, że stają się oni nieświadomymi i bezbronnymi ofiarami manipulacji ze strony kobiet bo nie potrafią kompletnie analizować swojego zachowania.
                    Oczywiście możemy obwiniać o wszystko rodziców i zły system społeczny zwany patriarchatem ale sądzę że każdy dorosły człowiek powinien być indywidualnie odpowiedzialny za swój rozwój. To nie system jest winien, że niektórzy ludzie są i pozostaną próżni i głupi.
                    Niedługo może zaczniemy walczyć o sprawiedliwy i równy przydział dobrych genów dla wszystkich? Nie tędy droga. Żadna opresja nie usprawiedliwia braku pracy nad sobą.
                    świadomość ktoś mówił miarą doświadczenia, a doświadczenie możemy sobie dobierać rozmaite.
                    >
                    • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 06.06.11, 00:09
                      Ciągłe anali
                      > zowanie: co sądzi o mnie mój mężczyzna? mnie drażni i nudzi, manipulacją i udaw
                      > aniem się brzydzę, a że jestem pyskata, radzę sobie jakoś w życiu bez psychotec
                      > hnicznych sztuczek.


                      Radzisz sobie w życiu czy z mężczyznami?
                      Jeśli zaś chodzi o analizowanie, co sądzi o mnie meżczyzna, to nie tyle mnie to brzydzi, co nudzi, albowiem nieprzydatne jest to do niczego (analiza, nie to, co on tam sobie sądzi naprawdę).

                      > Oczywiście możemy obwiniać o wszystko rodziców i zły system społeczny zwany pat
                      > riarchatem ale sądzę że każdy dorosły człowiek powinien być indywidualnie odpow
                      > iedzialny za swój rozwój. To nie system jest winien, że niektórzy ludzie są i p
                      > ozostaną próżni i głupi.

                      Zgadzam się w całej rozciągłości: niektórzy ludzie pozostaną głupi.

                      Słuchaj, studiowałaś psychologię na KUL-u, czy wyskoczyłaś z jakiejś młodzieżówki LPR-owskiej? W porządku, można i tak, ale jeśli chcesz mieć fajnego mężczyznę na życie to zgol wąsik, zrób makijaż i przestań włazić w dupę facetom. Jeśli chcesz mieć pomnik za życia (w sercu swym tylko oczywiście, bo nei w realu), to proszciębardzo, jak sobie teściowa winszuje.

                      Choć możesz wątpić w szczerość mych intencji: pozdrawiam :-)
                      • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 10.06.11, 08:26

                        > Zgadzam >
                        > Słuchaj, studiowałaś psychologię na KUL-u, czy wyskoczyłaś z jakiejś młodzieżów
                        > ki LPR-owskiej? W porządku, można i tak, ale jeśli chcesz mieć fajnego mężczyzn
                        > ę na życie to zgol wąsik, zrób makijaż i przestań włazić w dupę facetom. Jeśli
                        > chcesz mieć pomnik za życia (w sercu swym tylko oczywiście, bo nei w realu), to
                        > proszciębardzo, jak sobie teściowa winszuje.
                        >
                        > Choć możesz wątpić w szczerość mych intencji: pozdrawiam :-)

                        No, tak mi dokopiecie z bonitą obiedwie, ża ja buty pogubię:) Jesteście straszne fanatyczki, wiesz? Ponieważ żywo strasznie reagujecie na próby podniesienia tematu rządzącej się baby. Dalsza dyskusja nie ma sensu, chyba że by tu temat seksu wpleść bo w tamtym wątku (e-dziecko?) temat pantoflarza został dogłębnie analizowany.

                        Ja powiem tyle. Nie mam ochoty na seks, kiedy czuję że się z moim partnerem zamieniliśmy rolami tj. ja jestem facet, a on baba.
                        I nie mam tu na myśli wbijanie gwoździ, działalność zarobkową, czy inne prace gospodarskie niepotrzebnie zboczyliśmy z dyskusji. Mam na myśli bardzie symboliczne i intymne, że się tak wyrażę ulotne sfery psyche. Niestety nie potrafię tego wyrazić słowami dosadniej.
                        • mujer_bonita Re: Kulejecie z historii idei 10.06.11, 09:28
                          that.bitch.is.sick napisała:
                          > No, tak mi dokopiecie z bonitą obiedwie, ża ja buty pogubię:) Jesteście straszn
                          > e fanatyczki, wiesz?

                          Zaliczenie mnie do jednej grupy z Andzią uważam za nie lada komplement :)

                          > kiedy czuję że się z moim partnerem zamieniliśmy rolami tj. ja jestem facet, a on baba.

                          I wyszło szydło z worka :) Jesteś po prostu ofiarą narzuconych ról społecznych - facet ma być taki a baba taka - jak jest inaczej to beeeeeee :) Baba ma być poddana facetowi bo nie daj Boże jak coś powie to zaraz 'się rządzi'. Rządząca baba jest beeeee... :D :D :D
                          • urquhart baba która "rządzi" znaczy pomiata a testosteron 10.06.11, 10:15
                            mujer_bonita napisała:
                            > oddana facetowi bo nie daj Boże jak coś powie to zaraz 'się rządzi'. Rządząca b
                            > aba jest beeeee

                            No, a dla ciebie to takie oczywiste że jak baba rządzi to pomiata i nie szanuje, traktuje gatunek męski z góry i z definicji upośledzony jak w tekstach poniżej ? :)

                            To nie męskie lub kobiece stereotypy i role społeczne. To działanie testosteronu. Poczytaj o eksperymentach opisywanych przez Moire. Wystarczy dowolnej samicy szczura wstrzyknąć dużą dawkę testosteronu zęby zaczęła ruchać od tyłu uległych samców być dla nich agresywna i dominować.

                            "Baba rządzi" czyli ikona feminizmu to, poniekąd w ogólności kastrowanie kobiecych cech i zakłócenie identyfikacji z własną płaci. Ale przecież mamy ten odsetek kobiet o męskiej psychice i wysokim testosteronie które walczą żeby zrobić reszcie "dobrze" :)
                            • mujer_bonita Re: baba która "rządzi" znaczy pomiata a testoste 10.06.11, 10:38
                              urquhart napisał:
                              > No, a dla ciebie to takie oczywiste że jak baba rządzi to pomiata i nie szanuje,
                              > traktuje gatunek męski z góry i z definicji upośledzony jak w tekstach poniżej ? :)

                              Wręcz przeciwnie. To Bitch utożsamia te dwie kwestie.
                            • that.bitch.is.sick Re: baba która "rządzi" znaczy pomiata a testoste 10.06.11, 11:44
                              urquhart napisał:
                              >
                              > "Baba rządzi" czyli ikona feminizmu to, poniekąd w ogólności kastrowanie kobiec
                              > ych cech i zakłócenie identyfikacji z własną płaci. Ale przecież mamy ten odset
                              > ek kobiet o męskiej psychice i wysokim testosteronie które walczą żeby zrobić r
                              > eszcie "dobrze" :)

                              Ja to inaczej widzę. Moim zdaniem kobiety pozbawione narzędzi realnej władzy w społeczeństwie wykształciły zdolności chytrej manipulacji, których to zdolności tzw. tradycyjny mężczyzna jest pozbawiony. "krzepki chłop co lekką ręką łamie sztaby, względem baby jest tak jak dziecko całkiem słaby":) - kobieta która rządzi swoim partnerem to naprawdę nie jest wynalazek feminizmu. Nie od dziś mężczyznę przedstawia się jako nieświadomego frajera dającego kasę "psiakrew do cholery futro mi kup! A potem biegnie do twej garsoniery i łka u twych stóp: bo ja jestem przy tobie taka mala...":)
                              Feminizm jednak dolał oliwy do ognia w kwesti płci bo znacznie łatwiej jest manipulować facetem gdy jest się wykształconą, pracującą przedstawicielką białych kołnierzyków w klasie średniej, zabezpieczoną przed ciążąf super turbo środkami. W takiej sytuacji kobiety mają w ręku wszystkie sznurki, może z wyjątkiem najwyższych szczebli władzy, gdzie mężczyźni stworzyli szklany sufit. Ale przeciętny kowalski na etacie, wobec kobiecej znajomości psychologii jak dziecko we mgle, to dla współczesnej kobiety pan pikuś. W tym momencie miotanie feministycznej wrogości, podsycanie wspomnień patriarchatu powoduje sytuację odreagowywania na statystycznym kowalskim wszelkich kompleksów.
                              howgh!:-D - pół żartem pół serio



                              • urquhart Re: baba która "rządzi" znaczy pomiata a testoste 10.06.11, 13:51
                                that.bitch.is.sick napisała:
                                > Ja to inaczej widzę. Moim zdaniem kobiety pozbawione narzędzi realnej władzy w
                                > społeczeństwie wykształciły zdolności chytrej manipulacji, których to zdolności
                                > tzw. tradycyjny mężczyzna jest pozbawiony. "krzepki chłop co lekką ręką łamie
                                > sztaby, względem baby jest tak jak dziecko całkiem słaby":) - kobieta która rzą
                                > dzi swoim partnerem to naprawdę nie jest wynalazek feminizmu.

                                Kobiety zawsze miały realną i niepodważalną władzę w domu. Jak nie jako żona żona to matka. Mężczyźni niby dominują i mają z tego poczucie męskości, ale kobiece kobiety z nimi nie rywalizują wprost siłowo i testosteronowo a jedynie manipulują, bo większość facetów jest na tym polu zaskakująco emocjonalnie bezbronna i zależna od kobiet. I jeżeli maja wspólny cel obie strony mogą być zadowolone, niekoniecznie trzeba facetowi obciąć jaja i przyprawiać je kobiecie
                                :)
                                Zobacz: forum.gazeta.pl/forum/w,15128,107831600,,Slaba_plec_a_manipulacja.html?v=2
                                • aandzia43 Re: baba która "rządzi" znaczy pomiata a testoste 10.06.11, 16:47
                                  > Kobiety zawsze miały realną i niepodważalną władzę w domu.

                                  "Realna i niepodważalna władza w domu" to śliskie określenie na niegdysiejszą sytuację kobiet. Realną i niepodważalną władzę ma ten, kto rządzi kasą, kto ma realne prawa do wydawania rozkazów i wyciągania konsekwencji i kto ma jaja, by przeforsować w ten czy w inny sposób swoją wolę. Twarda piłka. Jeśli kobiety miały tę władzę np. 200 lat temu w Polsce, to dlatego że: dziedziczyły po swoich przodkach i zarządzały swoim mieniem w przeciwieństwie do francuskich koleżanek pod Kodeksem Napoleona (krwawy kurdupel, że tak sobie ulżę ;-), miały jakieś tam oficjalnie zaklepane prawa (pisana i obyczajowe) do stanowienia swojej woli w rodzinie, a poza tym miały facetów, którzy bardzo chętnie, dla świętego spokoju im tę władzę przekazywali, bo zamiast zarządzać majątkiem wojowali lub szykowali spiski i zamachy. No, spore uproszczenie oczywiście z tymi spiskami, ale Polaków płci męskiej, przyznacie chyba, pozytywistyczna praca u podstaw nigdy nie pochłaniała aż tak, jak bardziej spektakularne i malownicze posunięcia ku chwale narodu polskiego prowadzić mające. Summa summarum Polki tę władzę faktycznie miały. I co za tym idzie szacunek, taki na twardszych podstawach stojący od fantasmagorycznego szacunku dla kobiet w kulturach bardziej patriarchalnych. Żeby cokolwiek ugrać dla siebie nie musiały uciekać się do wyjątkowo chytrych (i jak dla mnie obrzydliwych) manipulacji, jak np. kazirodcze przywiązywanie do siebie synów w celu utrzymania rządów w domu na zawsze, knucie i oszukiwanie. I dlatego zgadzam się koleżanką that.bitch.. Im mniej rzeczwistej władzy tym więcej manipulacji. Realne i niepodważalne jest to, co jest właśnie realne i niepodważalne, a nie patykiem na wodzie pisane, dziś wymanipulowane, jutro ręką pana zabrane, bo jak wiadomo: łaska pańska na pstrym koniu jeździ ;-) Im więcej realnego wpływu ma kobieta na kształt życia swojego i rodziny, tym mniej zwyrodniałych pomysłów musi się chwytać, by przetrwać. No chyba, że ktoś lubi, bo taka jego uroda i w każdych warunkach gnidą będzie.

                                  I jeżeli maja wspólny cel obie strony mogą być zadowolon
                                  > e, niekoniecznie trzeba facetowi obciąć jaja i przyprawiać je kobiecie

                                  Nie, aby obie strony były zadowolone niczego nie trzeba nikomu ucinać. Ani facetowi jaj, ani babie łechtaczki (jak to mają w zwyczaju niektóre ludy). Sęk w tym, że całe rzesze facetów podnoszą larum w obronie swoich jaj w sytuacjach, kiedy kobieta grzecznie o coś prosi, proponuje, albo zwyczajnie domaga się respektowania swoich ludzkich praw. I niekoniecznie ma to miejsce tylko w Bangladeszu czy Arabii Saudyjskiej ;-)
                                  Poza tym określenie "wspólny cel" brzmi pięknie, ale aby był on faktycznie wspólny dobrze byłoby go trochę przedyskutować przemawiając do siebie z tych samych poziomów i mając tyle samo do powiedzenia. To się chyba nazywa równouprawnienie?
                          • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 10.06.11, 11:13
                            mujer_bonita napisała:

                            > I wyszło szydło z worka :) Jesteś po prostu ofiarą narzuconych ról społecznych
                            > - facet ma być taki a baba taka - jak jest inaczej to beeeeeee :) Baba ma być p
                            > oddana facetowi bo nie daj Boże jak coś powie to zaraz 'się rządzi'. Rządząca b
                            > aba jest beeeee... :D :D :D

                            Tą interpretację ty dośpiewujesz albowiem jeśli ktoś jest ofiarą stereotypów to ty ze swoim zawziętym tropieniem przejawów patriarchalnych zaszłości. "Oddana facetowi", co to ma być? Kto Ciebie dziecko tak skrzywdził? To se ne wrati, bez obaw.
                            Ja używam języka mojej córki w wieku przedszkolnym w kontekście ironicznym gdzie "rządzi się" oznacza zarozumialstwo i próby narzucenia innym swojego zdania. Facet który się rządzi też może być przedmiotem kpinek, ale faceci nie reagują histerycznymi próbami obrony tego stanu rzeczy. "Co ty myślisz, że jesteś jakimś królem?" mówi moja córka gdy chce zasygnalizować że nadmiernie ją kontroluję.

                            Role płciowe..no tak ale bez nich ciężko. Kim mam być w łóżku wegług Ciebie jeśli nie babą, samicą itd.? Ja innej roli dla siebie nie widzę.
                            • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 11.06.11, 00:22
                              > Facet który się rządzi też może być przedmiotem kpinek, ale faceci nie reagują
                              > histerycznymi próbami obrony tego stanu rzeczy.

                              No nieeee, proszę, nie rozczulaj mnie ;-P
                        • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 10.06.11, 17:35
                          ) Jesteście straszn
                          > e fanatyczki, wiesz? Ponieważ żywo strasznie reagujecie na próby podniesienia t
                          > ematu rządzącej się baby.

                          Jak by ci tu powiedzieć... Nie, nie wiem. Żywe i pyskate jesteśmy z natury rzeczy, ja dodatkowo żywo reaguję na naiwność ludzką. Fanatyzmem zaś bym naszych poglądów nie nazywała. No chyba, że masz obyczaj nazywać fanatyzmem wyraźnie odmienne od twojego stanowisko w jakiejś sprawie.

                          > Ja powiem tyle. Nie mam ochoty na seks, kiedy czuję że się z moim partnerem zam
                          > ieniliśmy rolami tj. ja jestem facet, a on baba.
                          > I nie mam tu na myśli wbijanie gwoździ, działalność zarobkową, czy inne prace g
                          > ospodarskie niepotrzebnie zboczyliśmy z dyskusji. Mam na myśli bardzie symbolic
                          > zne i intymne, że się tak wyrażę ulotne sfery psyche. Niestety nie potrafię teg
                          > o wyrazić słowami dosadniej.

                          No to ja powiem dosadniej. Lubię, jak facet jest w łóżku i w okolicznościach okołółóżkowych facetem: zagada sprośnie, klepnie, obmaca, wycałuje, zaciągnie do gawry i zerżnie solidnie. Poza tym nie podnieca mnie mężczyzna kucharzący (Włoch w siatkowym podkoszulku, bleeee), tylko mężczyzna z młotem, wiertarką czy inną warczącą maszyną w łapie. Całe dzieciństwo i młodość patrzyłam na facetów wykonujących ekstra męskie zawody i takież pasje posiadających. Ja tych pasji nie podzielam co prawda (jestem kobietką delikatną, hihi ;-), ale mam dzięki temu zakodowany obraz faceta odważnego, inteligentnego, super sprawnego psychomotorycznie, twardego duchem i ciałem. No chyba trudno o bardziej męski wzorzec męzczyzny i bardziej spolaryzowaną wizję kobiecości i męskości? Ale, ale...

                          Mam na myśli bardzie symbolic
                          > zne i intymne, że się tak wyrażę ulotne sfery psyche.

                          No właśnie, w "sferze ulotnej" to ja jestem kobietką przesłodką i stosującą wszystkie babskie sztuczki bez szemrania, że jako feministce mi to nie przystoi ;-) Między innymi: stukam od czasu do czasu gniewnie pantofelkiem, strzelam focha, maluję się, mam ładne koszulki nocne, koronkowe gacie i czerwone pazurki, z upoodbaniem dogadzam chłopu na wszelkie sposoby, znowu strzelam focha, włażę na kolana, jestem ostra, czasem złośliwa i nie włażę mu w d... I inne takie pospolite nudziarstwa. No, proza życia po prostu.
                          Ale w kwestiach zasadniczych to już trochę inaczej to wygląda. Zdecydowanie wolę dzierżyć w łapie ster (swojego zycia i częściowo naszego wspólnego), po to, by właśnie w tej sferze ulotnej oddawać się rozkoszom bycia słodką Misiczką swojego Niedźwiedzia.
                • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 03.06.11, 15:38
                  > Owszem ale jakoś w mojej definicji związku uczuciowego nie mieści się sięganie
                  > za wszelką cenę lub kosztem partnera po swoje korzyści.

                  Za wszelką cenę i kosztem partnera, powiadasz? A gdzieś ty się tego dopatrzyła, kobieto? Naprawdę uważasz, że (cały czas odnosząc się do naszej książki) facet, który liczy się z czasem swojej kobiety, jej gustem i potrzebami, czyli po prostu wykazuje się wspomnianą przez ciebie empatią, jest jakoś szczególnie poszkodowany? A może masz złudną nadzieję, że będzie cię on na rękach nosił, nawet jeśli ty będzie super grzeczną dziewczynką (nomenklatura również z "Zołz"). Rozumiem, ty nie masz potrzeby być noszoną na rękach? Nie wiedziałabyś, jak się zachować w takiej sytuacji? A żałuj. Zaręczam ci, że to bardzo przyjemne uczucie. I może cię to zdziwi, ale faceci czerpią satysfakcję z ze sprawiania przyjemności swoim kobietom. Oczywiście jesli regularnie spotykają się z rewanżem z ich strony. A tego książka o zołzach przecież nei zabrania ;-P


                  > Ponadto co ważne, poradnik dla sympatycznych suk opiera się na fałszywych z gru
                  > ntu założeniach, że kobieta jest dobra i naiwna więc trzeba żeby miała cojones,
                  > a facet to z natury złe i podstępne zwierzę i po

                  Gdyby to był poradnik dla mężczyzn, to podejście byłoby podobne, tylko w drugą stronę. Poza tym nie zauwazyłam, ze facet z "Zołz" jest zły i podstępny. Facet z zołz jest praktyczny - jak mu dają, to bierze i idzie po linii najmiejszego oporu. Praktyczność mężczyzn jest przedmiotem mojej admiracji i wzorem do naśladowania. I autorka zdaje się mieć podobne podejście. Nie wietrzę też w książce jakiegoś braku szacunku do mężczyzn, wręcz przeciwnie - okazywanie szacunku ma mieć miejsce i wspominane jest o tym parę razy. Oraz wdzięczności za dobro, jakie mężczyzna nam okazuje.

                  Niestety skutki tego gluta odczu
                  > wają rodziny, związki ( jak powiem że żal mi mężczyzn zostanę zajadle zadzioban
                  > a, powiem, że żal mi dzieci).

                  Nikt cię dziobać nie będzie, możesz się wyluzować. Możesz sobie spokojnie poubolewać nad czym tylko zechcesz. Nawet nad wpływem o 10 cm za krótkiego hidżabu na szczęście małżeńskie pasterzy w płd. Iranie, albo oddziaływaniu różowych podeszew butów na tożsamość seksualną młodzieży płci męskiej na Mokotowie ;-P Skoro tak ci dyktuje twoja logika...

                  > Problem to może zewnątrzsterowność u pań, gdy już o tym mówimy?

                  Ohhh... taaak..., problem zewnątrzsterowności podnoszony jest zawsze wtedy, gdy jakaś grupa nie daje się sterować w kierunku jedynym słusznym z naszego punktu widzenia ;-P Szukamy wroga i znajdujemy. Nudne i przewidywalne zarzuty.
                  • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 05.06.11, 18:52
                    aandzia43 napisała:

                    >
                    > Za wszelką cenę i kosztem partnera, powiadasz? A gdzieś ty się tego dopatrzyła,
                    > kobieto? Naprawdę uważasz, że (cały czas odnosząc się do naszej książki) facet
                    > , który liczy się z czasem swojej kobiety, jej gustem i potrzebami, czyli po pr
                    > ostu wykazuje się wspomnianą przez ciebie empatią, jest jakoś szczególnie poszk
                    > odowany? A może masz złudną nadzieję, że będzie cię on na rękach nosił, nawet j
                    > eśli ty będzie super grzeczną dziewczynką (nomenklatura również z "Zołz"). Rozu
                    > miem, ty nie masz potrzeby być noszoną na rękach? Nie wiedziałabyś, jak się zac
                    > hować w takiej sytuacji? A żałuj. Zaręczam ci, że to bardzo przyjemne uczucie.
                    > I może cię to zdziwi, ale faceci czerpią satysfakcję z ze sprawiania przyjemnoś
                    > ci swoim kobietom. Oczywiście jesli regularnie spotykają się z rewanżem z ich s
                    > trony. A tego książka o zołzach przecież nei zabrania ;-P

                    Może Cię to zdziwi ale byłam już w życiu noszona na rękach przez mężczyzn i znam doskonale to przyjemne uczucie. Może cię to zdziwi ale bliskie twemu sercu feministki nazywają ten rodzaj relacji infantylizacją kobiety. Traktowanie kobiety jak księżniczki? Klasyka patriarchatu, przejaw opresji dotykającej kobiety. Marylin Monroe? To pusta kokietka. Lepsze partnerstwo i siłowanie się z facetami na rękę..Dita von Teese? Co za porażka. No nie została inżynierem. Czy mężczyźni trzepiący gruchę do jej zdjęć nie uprzedmiatawiają jej przypadkiem?
                    Można się zbłaźnić kiedy się nie wie czego chce..oj można. Zupełnie jak żona rybaka w rybaku i złotej rybce. I tak źle i tak niedobrze...jak tu dogodzić kobiecie?

                    >
                    > Gdyby to był poradnik dla mężczyzn, to podejście byłoby podobne, tylko w drugą
                    > stronę. Poza tym nie zauwazyłam, ze facet z "Zołz" jest zły i podstępny. Facet
                    > z zołz jest praktyczny - jak mu dają, to bierze i idzie po linii najmiejszego o
                    > poru.
                    No tak, mężczyźni idą po linii najmniejszego oporu, bezmyślni i prymitywni. Dziwne, ale ja spotkałam wielu wrażliwych i skomplikowanych, którzy bardzo się zastanawiali czy wziąść to co im daję. Takimi przekonaniami można krzywdzić bez końca.
                    NO PLIZZ! Na tym forum przewija się obraz mężczyzny jako osoby umysłowo upośledzonej. Na pewno wychowaniem się upośledza chłopców i emocjonalnie zubaża tępiąc odruchy wrażliwości, estetyki i delikatności - jednak wielu mężczyzn potrafi się wygrzebać z tego prania mózgu. I nie są to tylko geje..
                    >
                    > > Problem to może zewnątrzsterowność u pań, gdy już o tym mówimy?
                    >
                    > Ohhh... taaak..., problem zewnątrzsterowności podnoszony jest zawsze wtedy, gdy
                    > jakaś grupa nie daje się sterować w kierunku jedynym słusznym z naszego punktu
                    > widzenia ;-P Szukamy wroga i znajdujemy. Nudne i przewidywalne zarzuty.

                    Objawem nudy i próżności to jest oglądalność głupawych seriali nabijana przez kobiety, popularność portali typu kozaczek, bezmyślne kopiowanie trendów w modzie, chirurgiczne i chemiczne ustawiczne odmładzanie, odchudzanie i upiększanie wszelkich części ciała, narażając swój organizm na ryzyko i obciążenia. Jaką próżną, pustą i zewnątrzsterowną jednostką trzeba być nabijać popularność wróżbitom, serwisom plotkarskim, oraz salonom kosmetycznym. W Chinach łamano dziewczynkom stopy i kręgosłupy w celach przydania im atrakcyjności seksualnej dla mężczyzn. To co obecnie kobiety ze sobą wyrabiają w tym samym celu, stawia włosy dębem na głowie. To wg ciebie nie jest przejaw konformizmu, to piekło i rywalizacja kobiet między sobą o facetów?
                    • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 05.06.11, 23:55
                      > Objawem nudy i próżności to jest oglądalność głupawych seriali nabijana przez
                      > kobiety, popularność portali typu kozaczek, bezmyślne kopiowanie trendów w modz
                      > ie, chirurgiczne i chemiczne ustawiczne odmładzanie, odchudzanie i upiększanie
                      > wszelkich części ciała, narażając swój organizm na ryzyko i obciążenia. Jaką pr
                      > óżną, pustą i zewnątrzsterowną jednostką trzeba być nabijać popularność wróżbit
                      > om, serwisom plotkarskim, oraz salonom kosmetycznym. W Chinach łamano dziewczyn
                      > kom stopy i kręgosłupy w celach przydania im atrakcyjności seksualnej dla mężcz
                      > yzn. To co obecnie kobiety ze sobą wyrabiają w tym samym celu, stawia włosy dęb
                      > em na głowie. To wg ciebie nie jest przejaw konformizmu, to piekło i rywalizacj
                      > a kobiet między sobą o facetów?

                      No tak, dopóki nie przeczytałam tego akapitu skłonna byłam jakąś częścią swojego neiwątpliwie damskiego móżdżku podejrzewać, że jesteś facetem trollem. Teraz mam pewność (prawie), że jesteś głupiutką młodą dziewczyną. Bo każdy facet z tego forum będzie bronił ręcami nogami katowania się w imię atrkcyjności dla płci przeciwnej. Oczywiście katowania się kobiet ;-P Kumie Urqu, przybywaj. Dobrze gadam, nie? :-) Cokolwiek mi się więc rozjaśniło w moim sceptycznym, feministycznym mózgu.
                      Spadaj, kochanie, monopol na walkę o nie katowanie kobiet dla zboczonych męskich upodobań i o nie infatylizowanie w/w mam na tym forum ja. Tu żaden pan nie stanie po twojej stronie, jeśli będziesz ględzić o tym, jak to uwłacza kobiecie ściskanie się w pasie, hodowanie haluksów w szpilach i żylaków w pończochach. Prawda, panowie? ;-) Możesz liczyć tylko na kobiety.

                      Aha, co ty masz z tymi serialami? Oglądałaś kiedyś i teraz pokutujesz? Gorliwość neofitki, rozumiem... Nieś swój krzyż sama, my nie mamy tego problemu.

                      > Może cię to zdziwi ale bliskie twemu sercu fe
                      > ministki nazywają ten rodzaj relacji infantylizacją kobiety.

                      Co byś miała jasność w temacie: feministki nie są bliskie memu sercu, to ja jestem feministką.
                      Jesteś z Marsa, Wenus czy z Księżyca? Stawiam na to ostatnie.
                      • kutuzow Czemu mamy się litować? 10.06.11, 10:14
                        aandzia43 napisała:

                        "...katowanie kobiet dla zboczonych męskich upodobań i o nie infatylizowanie w/w mam na tym forum ja. Tu żaden pan nie stanie po twojej stronie, jeśli będziesz ględzić o tym, jak to uwłacza kobiecie ściskanie się w pasie, hodowanie haluksów w szpilach i żylaków w pończochach. Prawda, panowie? ;-) Możesz liczyć tylko na kobiety."

                        Aandzia nie rozumiem o co Ci chodzi - jakoś NIGDY nie widziałem także, żeby jakaś kobieta żaliła się nad losem facetów, którzy chcąć być atrakcyjni w oczach kobiet pną się po szczeblach kariery, pracują po godzinach powiększając swój majątek. Często efektem tego stanu rzeczy są komplikacje zdrowotne (częste zawały w młodym wieku, alkoholizm jako reakcja na stres itp). Obie strony robią to SAME DLA SIEBIE aby wygrać w wyściugo zbrojeń o atrakcyjnego partnera -wiec nie wiem czemu ktoś miałby się nad nimi litować

                        Co powiesz na ten cytat dotyczący zdrowia mężczyzn:

                        "Dorośli mężczyźni mają już tylko gorzej. Ponieważ ciężej pracują i mają mniej czasu na dbanie o własne zdrowie (kobiety chodzą do lekarza dwa razy częściej niż mężczyźni), trzykrotnie częściej zapadają na choroby serca i układu krążenia, prawie dwukrotnie częściej padają ofiarami raka płuc. W krajach rozwiniętych panie żyją przeciętnie o 6-7 lat dłużej niż mężczyźni (w Polsce - o osiem lat dłużej). Jeszcze w 1920 r. ta różnica wynosiła rok na korzyść kobiet. - Już widzę krzyk, jaki by się podniósł, gdyby ktoś publicznie ogłosił dofinansowanie z publicznych pieniędzy programów przedłużenia życia mężczyzn do wieku osiąganego przez kobiety. A przecież bez żadnych protestów przechodzą programy terapii hormonalnej dla kobiet po menopauzie czy programy zwalczania raka piersi - mówi Warren Farrell. Dane amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia wskazują, że na typowo kobiece choroby przeznacza się średnio dwukrotnie więcej środków publicznych niż na zwalczanie schorzeń będących męską domeną.

                        Mężczyźni umierają wcześniej niż kobiety, ale na emeryturę przechodzą pięć lat później niż one (w Europie jedynie w Niemczech przeforsowano zrównanie płci w tym względzie). Kobiety skarżą się, że są wynagradzane gorzej niż mężczyźni (w USA zarabiają o 24 proc. mniej, w Polsce - o ponad 30 proc.), jednak z danych Departamentu Pracy USA wynika, że powodem jest głównie to, iż mężczyźni pracują ciężej. W USA mężczyźni spędzają w pracy przeciętnie 22 godziny miesięcznie więcej niż kobiety. To pracownicy płci męskiej w 90 proc. biorą nadgodziny. To mężczyźni wykonują 87 proc. prac w szkodliwych warunkach, to oni w 93 proc. padają ofiarami wypadków w pracy.

                        Przepracowanym mężczyznom coraz trudniej też sprostać erotycznym pragnieniom kobiet. Na lęki na tle seksualnym cierpi 30 proc. Polaków (o jedną czwartą więcej niż Polek). - Nigdy wcześniej przez gabinety psychologów nie przewijało się tylu sfrustrowanych mężczyzn - twierdzi dr Zbigniew Izdebski, seksuolog. "

                        źródło: wielodzietni.org/comments.php?DiscussionID=702
                        • aandzia43 Re: Czemu mamy się litować? 10.06.11, 18:56
                          > Aandzia nie rozumiem o co Ci chodzi

                          Chodziło mi o to, że koleżanka That z pisała o niegodnych i uwłaczającym obu stronom picowaniu się kobiet w celu podniesienia swojej atrakcyjnosci fizycznej o oczach mężczyzn. Ja nie mam nic przeciwko malowaniu się, strojeniu, zlewaniu perfumami i wciskaniu tyłeczka w koronki - dyscyplina partyjna mi tego nie zabrania ;-P (nie posiadam innych niż koronkowe, gaci) Chodzi mi tylko o to, że hołubieni przez nią faceci (chociażby z tego forum) nie przyklasną jej z zapałem. Nawet kiedy wytoczy cięższe argumenty w postaci okaleczającego wpływu niektórych praktyk "upiększających". Tu może liczyć tylko na feministki, co ich w poważaniu nie ma ;-P

                          jakoś NIGDY nie widziałem także, żeby ja
                          > kaś kobieta żaliła się nad losem facetów, którzy chcąć być atrakcyjni w oczach
                          > kobiet pną się po szczeblach kariery, pracują po godzinach powiększając swój ma
                          > jątek.

                          Chyba żartujesz?! Widziałam zaskakująco dużo kobiet użalających się nad losem facetów, którzy niczego nadzwyczajnego nie dokonują, ponad siły nie pracują, za to potrafią robić zbolałe miny, dobre wrażenie i umięjetnie grać na emocjach skorych do włażenie w męski tyłek pań.


                          > "Dorośli mężczyźni mają już tylko gorzej. Ponieważ ciężej pracują i mają mniej
                          > czasu na dbanie o własne zdrowie

                          Sorry, ale widzę tu sporo niedomówień. Nie dlatego nie chodzą do lekarzy, że nie mają na to czasu, tylko dlatego, że im się nie chce/nie lubią/uważają, że im to nie przystoi/mają fobie (chociażby popularna męska fobia stomatologiczna). Poza tym, jeśli już zostaną zaciągnięci przez żonę, nie przestrzegają zaleceń. Są zazwyczaj bardzo trudnymi, nie współpracującymi pacjentami. Każdy lekarz ci to powie. No, przyparci do muru ciężką chorobą zachowują się już jak należy. Ale wtedy bywa czasem za późno.
                          Jednym słowem: dla dużej części facetów poddawanie się badaniu, leczeniu i rezygnacja z przyjemnych a niezdrowych przyzwyczajeń "bo lekarz kazał" to czysta kastracja.

                          A przecież bez żadnych protestów przechodzą programy terapii hor
                          > monalnej dla kobiet po menopauzie czy programy zwalczania raka piersi - mówi Wa
                          > rren Farrell. Dane amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia wskazują, że na
                          > typowo kobiece choroby przeznacza się średnio dwukrotnie więcej środków publicz
                          > nych niż na zwalczanie schorzeń będących męską domeną.

                          No nie wiem, czy na profilaktykę raka płuc (walka z paleniem nikotyny), który chyba jeszcze ciągle atakuje głównie mężczyzn przeznacza się tak mało kasy?
                          Poza tym już sobie wyobrażam sterczobusy lub colonobusy (odpowiedniki mammobusów), do których karnie ustawia się kolejka panów gotowych udostępnić swoje anusy ;-D aaaaaalem się ubawiła ;-D "Nadstawiajcie anusy, przyjechały colonobusy" Do grzebania w różnych otworach ciała jesteśmy bardziej niż wy zaprawione. I wychodzi nam to na zdrowie. Ale mam nadzieję, że doczekam czasów, kiedy to chłopa do lekarza nie trzeba zaganiać widłami, a dotyk stetoskopu nie jest odbierany jako próba kastracji :-)
                          • urquhart Re: Czemu mamy się litować? 10.06.11, 21:10
                            aandzia43 napisała:
                            > Chodziło mi o to, że koleżanka That z pisała o niegodnych i uwłaczającym obu st
                            > ronom picowaniu się kobiet w celu podniesienia swojej atrakcyjnosci fizycznej o
                            > oczach mężczyzn.

                            Dalej piszesz że wkręca cie jak chłop zapieprza przy robocie. To celne (Niektóre) Baby się picują, dostają haluksów od szpilek, ale i (niektóre) chłopy podobnie robią cuda i tracą zdrowie żeby się spodobać kobietom.
                            Otóż niedawno oglądałem program o antopologii, no i kopiąc starożytne i średniowieczne szkielety facet tłumaczy laikom: szkielet kobiety można poznać po miednicy niezawodnie, ale jak miednica sie niezachowana pozostaje badać pozostałe poszlaki długość palców (męskie hormony) plus wytarte kręgi kręgosłupa oraz zwyrodnienia stawów od ciężkiej pracy fizyczniej i noszenia ciężarów, typowe dla męskich szkieletów,bardzo rzadkie w kobiecych. Ot stygmaty rzekomej "władzy patriarchatu" nad kobietami :)
                            Cóż zbieranie zasobów i bycie atrakcyjnym dla kobiety też miało zawsze swoją cenę.

                            > acetów, którzy niczego nadzwyczajnego nie dokonują, ponad siły nie pracują, za
                            > to potrafią robić zbolałe miny, dobre wrażenie i umięjetnie grać na emocjach sk
                            > orych do włażenie w męski tyłek pań

                            Widuje to niemal codziennie w przedszkolu, córcie głównie odprowadzają tatusie, a synusiów mamusie, rozbierane marudzenie rozczulanie tych synusiów trwa tyle, że moja córa zdąży się sama rozebrać, zmienić buty i zostać pochwalona, w czasie kiedy mamusie zmieniają jeden z butów słuchając marudzenia. Generalnie robienie z syncia ofiary losu to jest pasja życiowa wielu kobiet i pewnie wiele z nich rozciąga ją na różnych podatnych mężczyzn. Ale tylko w przypadku syna zapału starcza na całe życie...

                            > odzi nam to na zdrowie. Ale mam nadzieję, że doczekam czasów, kiedy to chłopa d
                            > o lekarza nie trzeba zaganiać widłami, a dotyk stetoskopu nie jest odbierany ja
                            > ko próba kastracji :-)

                            Wiadomo roztkliwiają się nad sobą tylko baby i pedzie przecież. Facet twardy musi być :)
                            • aandzia43 Re: Czemu mamy się litować? 11.06.11, 01:09
                              > Dalej piszesz że wkręca cie jak chłop zapieprza przy robocie.

                              Nie wkręca mnie chłop przy robocie, tylko chłop przy typowo męskiej robocie. I to też nie każdej męskiej. Nie o tyranie tu chodzi, tylko o wyraz mocy sprawczej i tężyzny fizycznej.
                              Taka ciekawostka, mój facet lubi raczej drobne i zdecydowanie kobiece kobietki, ale jednocześnie silne i zadziorne. Np. wojowniczka Sorsha w "Willow". Nie, Lara Croft nie ;-) Czyżby charakter i moc u potencjalnego partnera podniecały nie tylko kobiety? Jak dla mnie to całkiem logiczne: im twardsza i bardziej przebiegła matka, tym lepsze jakościowo i lepiej zaopiekowane dzieci. Niedoceniana i niepropagowana prawda.


                              > Dalej piszesz że wkręca cie jak chłop zapieprza przy robocie. To celne (Niektór
                              > e) Baby się picują, dostają haluksów od szpilek, ale i (niektóre) chłopy podobn
                              > ie robią cuda i tracą zdrowie żeby się spodobać kobietom.
                              > Otóż niedawno oglądałem program o antopologii, no i kopiąc starożytne i średnio
                              > wieczne szkielety facet tłumaczy laikom: szkielet kobiety można poznać po miedn
                              > icy niezawodnie, ale jak miednica sie niezachowana pozostaje badać pozostałe po
                              > szlaki długość palców (męskie hormony) plus wytarte kręgi kręgosłupa oraz zwyro
                              > dnienia stawów od ciężkiej pracy fizyczniej i noszenia ciężarów, typowe dla męs
                              > kich szkieletów,bardzo rzadkie w kobiecych. Ot stygmaty rzekomej "władzy patria
                              > rchatu" nad kobietami :)

                              A to interesujące, bo "wróżenie ze szkieletów" też mnie kiedyś pasjonowało (to znaczy ksiązki i filmy na ten temat) i pamiętam zgoła inne wnioski. W skrócie: po szkieletach można było poznać, do jakiej warstwy społecznej należał człowiek i jaka była jego zdrowotna i zawodowa historia. Niezależnie od płci. Do tej pory pamiętam wstrząsający dla mnie opis stanu, w jakim znajdował się szkielet kobiety sprzed jakichś 2000 lat. Wiek około 20 lat, osteoporoza (ciąże i niedożywienie), ślady krzywicy przebytej w dzieciństwie (niedożywienie), stawy zniszczone od ciężkiej pracy, zwyrodnienia kręgów. Ustalono, że kobieta ta od dziecka pracowała między innymi przy dźwiganiu ciężarów i mieleniu zboża ręcznie na kolanach. Przypuszczalnie całymi dniami. Przede wszystkim to kolana miała nieźle skasowane. A jakich ciężarów, zapytasz? Chociażby noszenie wiader z wodą i paszą dla zwierząt. Kobiety w Afryce nadal robią to przez wiele godzin dziennie.
                              Dla porządku dodam, że tak samo wstrząsnęłoby mną, gdyby to był szkielet dwudziestoletniego chłopca. Większości ludziom na Ziemi nie żyło i nie żyje się rewelacyjnie. Płeć nie ma tu większego znaczenia.
                              Ale chyba nie będziesz znowu pisać, że staram się wrzaskliwie przedstawić kobiety jako uciemiężoną i zawsze przez mężczyzn wykorzystywaną grupę? ;-P Tu nikt nikogo nie wykorzystuje, Urqu, ludzie zapieprzają łeb w łeb, faceci wcale nie oszczędzają swoich kobiet, nie usypują im drogi płatkami róż i nie zdejmują im ciężarów z ramion. Faceci wykonują swoją robotę, to znaczy bronią grupy przed obcym, wykonują pracę fizyczną wymagającą dużego, jednorazowego "rwania" i czasem spektakularnego ryzyka. Kobiety mają swoją, na pewno nie lżejszą, działkę, która tak samo, jak mężczyzn męczy i wyniszcza. Pomyśl czasem o tych 99.99% ludzkości, która nie spędziła życia w białym dworku ;-P Aaaaaa, już wiem, zaraz powiesz, że jestem komunistka! ;-D Jak się nie obrócę, tak d... z tyłu ;-D

                              > Wiadomo roztkliwiają się nad sobą tylko baby i pedzie przecież. Facet twardy mu
                              > si być :)

                              Raczej niesfornym, zarozumiałym i nie lubiącym mierzyć się z nieprzyjemną prawdą i konsekwencjami niezdrowego trybu życia. Ale to tak tylko dla porządku :-)
                          • that.bitch.is.sick Re: Czemu mamy się litować? 10.06.11, 22:36
                            aandzia43 napisała:

                            > > Aandzia nie rozumiem o co Ci chodzi
                            >
                            > Chodziło mi o to, że koleżanka That z pisała o niegodnych i uwłaczającym obu st
                            > ronom picowaniu się kobiet w celu podniesienia swojej atrakcyjnosci fizycznej o
                            > oczach mężczyzn. Ja nie mam nic przeciwko malowaniu się, strojeniu, zlewaniu p
                            > erfumami i wciskaniu tyłeczka w koronki - dyscyplina partyjna mi tego nie zabra
                            > nia ;-P (nie posiadam innych niż koronkowe, gaci) Chodzi mi tylko o to, że hołu
                            > bieni przez nią faceci (chociażby z tego forum) nie przyklasną jej z zapałem. N
                            > awet kiedy wytoczy cięższe argumenty w postaci okaleczającego wpływu niektórych
                            > praktyk "upiększających". Tu może liczyć tylko na feministki, co ich w poważan
                            > iu nie ma ;-P

                            Moja droga kompletnie się nie zrozumiałyśmy. Ja jestem przeciwna i uważam za efekt głębokiej patologii wszelkie praktyki upiększające, odmładzające i odchudzające, które szkodzą zdrowiu oraz samopoczuciu, w tej liczbie i te których intensywność ma znamiona uzależnienia, próżności, pustoty i uprzykrzające życie innych (np. czterogodzinne przygotowywanie się do wyjścia niektórych kobiet podczas gdy po wykonaniu zabiegów upiększających wyglądają gorzej niż przed zabiegami:)), wyklucza inne wartościowsze aktywności życiowe i wartościowe więzi z innymi.
                            Jeśli chodzi o feministki, to tylko chyba u nas są smutnym przykładem, że brak botoksu i koronek daje opłakane skutki. Wzorujmy się na pozytywnej naturalności - jeśli już musisz na feministkach polecam panie z Ukrainy - Femen he-he.
                            Czy faceci z tego forum będą bronić mojej opinii? Nie wiem, mi to lata. Żyję w środowisku ludzi dla których atrakcyjność seksualna nie równa się jednemu wzorcowi narzuconemu przez hollywood, gale naśladujących to wszystko celebrytów polskich i gusta odbiorcy telewizyjnego. Ale fajnie czytać sobie opinie i coś naskrobać, pokłócić się, ja to popieram.
                            • aandzia43 Re: Czemu mamy się litować? 11.06.11, 01:23

                              > Moja droga kompletnie się nie zrozumiałyśmy. Ja jestem przeciwna i uważam za ef
                              > ekt głębokiej patologii wszelkie praktyki upiększające, odmładzające i odchudza
                              > jące, które szkodzą zdrowiu oraz samopoczuciu,

                              Ja też. I jeszcze za patologię uważam narzucanie kobietom jednego jedynego wzorca danej części ciała i obligatoryjne niemalże narazanie jej zdrowia przy zabiegach mających na celu doprowadzenie tej części ciała do "ideału". Np. operacje warg sromowych, by wyglądały jak u aktorek w pornosach. Była na ten temat dyskusja swego czasu.

                              > Jeśli chodzi o feministki, to tylko chyba u nas są smutnym przykładem, że brak
                              > botoksu i koronek daje opłakane skutki.

                              Eeeee... Nie zauważyłam. Ani u tych powszechnie znanych, ani u tych mnie znanych. A Kazia Szczuka zadbana jest i niebrzydka.
                        • that.bitch.is.sick Re: Czemu mamy się litować? 10.06.11, 21:52
                          Wy się nie litujecie? Czy mam rozumieć, że pan feldmarszałek wypowiada się w imieniu ogółu mężczyzn? Chyba chce się pan ośmieszyć nie po raz pierwszy na tym forum, och nie nie..
                          Sądzi Pan, że kobiety wypełnione sztucznymi substancjami o dziwacznym pochodzeniu, mają monopol na wzbudzanie męskiego pożądania?Zdecydowanie nie zgadzam się z poglądem jakoby atrakcyjność dla płci przeciwnej zależała od jakichś okupionych ryzykiem zdrowotnym i pracochłonnych praktyk. Tak jak stan posiadania nie zależy od nakładu pracy. I jedno i drugie jest skorelowane z poziomem inteligencji danej jednostki.

                          To co popycha tych dziwacznych ludzi do startowaniu w rankingach dup, przedsiębiorczości i wszelkich innych formach wybiórczej rywalizacji to próżność, chęć bycia podziwianymi przez maksymalną liczbę osób czyli krótko mówiąc: egoizm i kompleksy. A te dwie ostatnie cechy czynią z tych ludzi hujowych partnerów do..niczego.
                          • urquhart Re: Czemu mamy się litować? 10.06.11, 22:00
                            that.bitch.is.sick napisała:
                            > To co popycha tych dziwacznych ludzi do startowaniu w rankingach dup, przedsięb
                            > iorczości i wszelkich innych formach wybiórczej rywalizacji to próżność, chęć b
                            > ycia podziwianymi przez maksymalną liczbę osób czyli krótko mówiąc: egoizm i ko
                            > mpleksy. A te dwie ostatnie cechy czynią z tych ludzi hujowych partnerów do..ni
                            > czego.

                            No przesada, zawsze to lepsze od cierpiętnictwa i działania "umniejszaczy" którzy mając niskie poczucie wartości oczekują żeby cierpietniczo się do nich dostosować i pielegnować poczucie krzywdy i zawiść człowieka przegranego.
                          • kutuzow Re: Czemu mamy się litować? 10.06.11, 22:37
                            > Wy się nie litujecie? Czy mam rozumieć, że pan feldmarszałek wypowiada się w i
                            > mieniu ogółu mężczyzn? Chyba chce się pan ośmieszyć nie po raz pierwszy na tym
                            > forum, och nie nie..

                            To pomine -nie ma sensu. Jak dasz przykład/cytat co Tobie nie pasuje wtedy podyskutujemy.

                            idąc dalej:

                            "Sądzi Pan, że kobiety wypełnione sztucznymi substancjami o dziwacznym pochodzen
                            > iu, mają monopol na wzbudzanie męskiego pożądania?Zdecydowanie nie zgadzam się
                            > z poglądem jakoby atrakcyjność dla płci przeciwnej zależała od jakichś okupiony
                            > ch ryzykiem zdrowotnym i pracochłonnych praktyk. "

                            Widzisz poprawianie wyglądu to nie tylko sztuczne cycki, można zacząć od makijazu - to też jest przecież sztuczna substancja i np. od prozaicznego golenia pod pachami (jeszcze 30 lat temu było to uważane za fanaberie niczym obecnie botoks). Wg mnie zabiegi chirurgiczne są robione przez dorosłe osoby i jeśli ma to im poprawić pewnośc siebie, to czemu nie. Tak samo jak nie widzę powodu dla którego facet nie miałby sobie zrobić np. przeszczepu włosów jeśli przeszkadza mu jego własna łysina. Czemu Ty się tak tym przejmujesz?

                            "Tak jak stan posiadania nie zależy od nakładu pracy"

                            Stan posiadania od dawna nie jest zależny od nakładu pracy. Nie wiem czy wiesz ale nie żyjemy już w erze industrialnej. Teraz liczy się wiedza, popatrz sobie na listę najbogatrzych ludzi - nie znajdziesz tam ani jednego górnika ani hutnika.
                            Pomysły masz iście rodem z socjalizmu.

                            "> To co popycha tych dziwacznych ludzi do startowaniu w rankingach dup, przedsięb
                            > iorczości i wszelkich innych formach wybiórczej rywalizacji to próżność"

                            Jaką znasz formę NIEWYBIÓRCZEJ rywalizacji? Co wg Ciebie jest tak kompleksowe ze ocenia wszystko w człowieku: charakter, system wartości, cechy fizyczne, inteligencję itp? Oświeć mnie proszę.
                    • urquhart Re: Kulejecie z historii idei 06.06.11, 02:00
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > NO PLIZZ! Na tym forum przewija się obraz mężczyzny jako osoby umysłowo upośled
                      > zonej. Na pewno wychowaniem się upośledza chłopców i emocjonalnie zubaża tępiąc
                      > odruchy wrażliwości, estetyki i delikatności - jednak wielu mężczyzn potrafi s
                      > ię wygrzebać z tego prania mózgu. I nie są to tylko geje..

                      Celna uwaga.
                      Kiedyś widziałem jak babki ten niewątpliwy fakt zgłębiały:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,898,116181769,,Cemu_kobiety_nie_szanuja_mezczyn_.html?v=2
                      • aandzia43 Re: Kulejecie z historii idei 06.06.11, 11:02
                        Tak, fajny wątek był :-)
                      • that.bitch.is.sick Re: Kulejecie z historii idei 10.06.11, 08:17
                        > Celna uwaga.
                        > Kiedyś widziałem jak babki ten niewątpliwy fakt zgłębiały:
                        > forum.gazeta.pl/forum/w,898,116181769,,Cemu_kobiety_nie_szanuja_mezczyn_.html?v=2

                        O kurcze, to ja gryzmolę swoje rewelacje a to już temat dawno "zgłębiony". Wiedziałam, że to tully na to wpadła, coś tak czułam jakby nić sympatii do tej forumowej postaci..którą pozdrawiam.
      • mgla_jedwabna Re: Kulejecie z historii idei 02.06.11, 23:45
        Jak wyglądała ta słynna władza kobiety nad sferą prywatną, można się przekonać oglądając np. "Białą Wstążkę" Hannekego albo czytając choćby "Annę Kareninę".


        Chyba, że mówiąc o klasyce patriarchatu masz na myśli klasycznie wciskane kobietom kłamstwo w celu utrzymanie patriarchalnego porządku rzeczy. Zaś mając na myśli zwiększenie zaangażowania mężczyzn masz na myśli rzczywiście wykonywaną przez nich pracę, nie zakres władzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka