zonaty26
05.09.11, 12:24
Znowu to samo, żona z niskim libido. Małżeństwo z wieloletnim stażem, zmieniamy się a jednak ten problem zostaje bez zmian. Mimo moich starań, podejmowanych rozmów, efektów nie ma. (Nie jestem obleśny, nie jestem tyranem i uważam że partnerstwo w związku to podstawa, więc komentarze, że może za mało pomagam w domu przy dzieciach będą nietrafione.) Ona nie chce lub nie potrafi o tym rozmawiać. Twierdzi, że nie widzi problemu. Wspominałem jej nawet o wspólnej wizycie u seksuologa, nie podjęła tematu. Moja Frustracja narasta, aż sięga zenitu co kilka lat. Odnalazłem swoje poprzednie stare posty i samemu jest mi siebie żal. A może po prostu mam to, na co zasłużyłem. Przed ślubem nie było lepiej. Seks raz na tydzień. Brak inicjowania zbliżenia z jej strony. Kiedyś usłyszałem, że nie może być za często, bo się przyzwyczaję do dobrego. Mam wrażenie, że ona się zmusza do seksu i zawsze jest tak samo … ona leży. Leży, nic nie robi. Nie wiem, czy śpi, czy umarła. Mam już dość, już chyba mi się nie chce. Znajdę sobie jakieś inne zainteresowanie i będę pracował nocami.
Tylko żal mojego życia, mojej młodości. Seks jest taki wspaniały a ja mam go tak niewiele i w takim wydaniu.
Kocham ją, podoba mi się bardzo i strasznie na mnie pociąga ale mam dość tego towarzyszącego inicjowanej przeze mnie grze wstępnej uczucia … uczucia poniżenia, błagania o zbliżenie. Łapię się już na tym, że podczas gry wstępnej, zastanawiam się czy mi się rzeczywiście chce ... i to jest smutne. Tracę chęć na seks.
Tak chciałem się wygadać :)
Jakieś rady?