Pragnienie posiadania potomstwa

21.05.12, 19:06
Powiedzcie mi, ale tak szczerze, która z płci statystycznie (średnio, zaznaczam, nie chodzi mi o indywidualne wyjątki):
- ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę posiadania potomka?
- ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę uprawiania seksu bez zobowiązań?
    • sabat77 Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 19:38
      Ale skad mamy to wiedziec ? Przeciez mozemy mowic wylacznie za siebie.
      Interesuje cie jak to wyglada u forumowiczow w kazdym indywidualnym wypadku czy mamy moze wrozyc z fusow, czy tez przeprowadzic szeroko zakrojone badania statystyczne ?
    • kutuzow Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 20:14
      yoric ---> moje osobiste zdanie pewnie znasz.

      Zastawiałem się czy nie używasz przypadkiem nicka Steve ;-)

      au.answers.yahoo.com/question/index?qid=20100401063229AACwsKg
      Co do ankiet -to wszystko zależy od tego jak postawione jest pytanie. Przykładem jest ankieta o to czy ludzie chcą pracowac do 67 roku życia. Jak zapytasz czy chcą pracowac dłużej odpowiedź jest jedna. Gdy jednak poda się za i przeciw (np. czy chcesz pracować do 67 roku wiedząc że dzięki temu Twoja emerytura będzie większa o ponad 30%, to już rozkład odpowiedzi jest zupełnie inny.

      Moim zdaniem tak samo jest z pytaniem mężczyzn o chęć posiadania dziecka. Do póki statystyczny facet spędza z dzieckiem pół godziny to odpowiedź jest jasna "tak -czemu nie". gdyby jednak zapytać także o to czy planują oni aktywnie opiekować się nim i go wychowywać, to już odpowiedzi byłyby pewnie bardziej stonowane.
    • mujer_bonita Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 20:16
      A dlaczego pytasz tylko i wyłącznie o część 'świadomie odczuwalną'? Toż to czysta manipulacja... Czego ma dowieść takie wyrwanie fregmenty dyskusji z kontekstu?

      Odpowiedź jest prosta - kierujcie pretensje do Matki Natury, że Wam potrzeb nie przenosi na poziom 'świadomy' :P
      • mujer_bonita Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 20:19
        I jeszcze - pretensje do Matki Natury, że macie 'uświadomioną potrzebę' czegoś, co nie jest zgodne ze skuteczną strategią osiągnięcia tego, czemu służy :)
      • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 21:45
        Ależ Mujer, skąd ta nerwowa reakcja? Przecież o ile pamiętam utrzymujesz, że faceci odczuwają taką samą potrzebę posiadania potomstwa? Wstawiłaś nawet jakieś opracowanie sondażu - to stanowisko już nieaktualne?

        I dwa, absurdalne tezy mają absurdalne konsekwencje. Nie jest tak, że można powiedzieć bzdurę i potem przeczyć faktom w żywe oczy i koniec, bo konsekwencje tej bzdury wyłażą drzwiami i oknami na wszystkie strony i nie da się ich zamieść pod dywan. I ja Ci te konsekwencje pokażę, co nie jest specjalnie trudne, bo mam już w tym niejaką wprawę, w dużej mierze dzięki Tobie.

        Twierdzisz, że męska ochota na seks to 'potrzeba posiadania potmostwa' - tyle, że nieuświadomiona. Bo w końcu temu ewolucyjnie służy. Analogicznie, ludzka potrzeba spożycia słodkiego to nic innego jak 'nieuświadomiona potrzeba rozbudowania tkanki tłuszczowej'. W końcu temu ewolucyjnie służy. Jeśli tak, to potrzebę spożycia pączka zaspokajałoby operacyjne powiekszenie tkanki tłuszczowej (gdyby było możliwe), lub wstrzyknięcie do krwi syropu glukozowo-fruktozowego. O ile mi wiadomo, tkankę tłuszczową raczej operacyjnie się usuwa, o dziwo wbrew nieuświadomionej potrzebie...
        Podobnie, potrzebę posiadania potomstwa zaspokaja adopcja, a potrzebę posiadania własnego potomstwa zaspokaja zapłodnienie in vitro. Spróbuj wytłumaczyć przeciętnemu facetowi, że po takim zabiegu nie musi on już uprawiać seksu, ponieważ jego potrzeba jest już zaspokojona.
        • mujer_bonita Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 22:04
          yoric napisał:
          > bo konsekwencje tej
          > bzdury wyłażą drzwiami i oknami na wszystkie strony i nie da się ich zamieść
          > pod dywan.

          No właśnie Yoric. Próbujesz zamieść pod dywan przyczyny konsekwentnie ograniczając analizę do rzeczy 'uświadomionych'. Jak zakładasz bzdurę to bzdura Ci wyjdzie. Szczerze powiedziawszy akurat po Tobie ograniczania problemu do powierzchowności się zupełnie nie spodziewałam a to proszę...

          > Twierdzisz, że męska ochota na seks to 'potrzeba posiadania potmostwa' - tyle,
          > że nieuświadomiona. Bo w końcu temu ewolucyjnie służy.

          A i owszem. Matka Natura głupia nie jest. Jeżeli chcesz udowodnić, że dała mężczyznom ochotę na seks tylko dla ochoty na seks to niestety ale z powyższym ograniczeniem jest gorzej niż myślałam. Naprawdę wierzysz w taką bzdurę?

          > Analogicznie

          Nie - nie analogicznie. Przykład z d... wzięty i nagięty do granic możliwości.

          > Podobnie, potrzebę posiadania potomstwa zaspokaja adopcja, a potrzebę posiadani
          > a własnego potomstwa zaspokaja zapłodnienie in vitro. Spróbuj wytłumaczyć przec
          > iętnemu facetowi, że po takim zabiegu nie musi on już uprawiać seksu, ponieważ
          > jego potrzeba jest już zaspokojona.

          Ale przecież już była o tym mowa. Zmiksowałeś 2 różne kwestie i hajda obalamy wszystko co się da :) Sam pisałeś o strategii mężczyzn - rozsiewanie genów (które chcą się rozsiewa same :D :D:D). Już zapomniałeś?

          Swoją drogą znów sam sobie przeczysz. Skoro mężczyźni nie posiadają potrzeby posiadania dzieci to czemu decydują się na adopcję czy in vitro? No czemu?
          • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 22:13
            > Podobnie, potrzebę posiadania potomstwa zaspokaja adopcja, a potrzebę posiadania własnego potomstwa zaspokaja zapłodnienie in vitro. Spróbuj wytłumaczyć przeciętnemu facetowi, że po takim zabiegu nie musi on już uprawiać seksu, ponieważ jego potrzeba jest już zaspokojona.

            czekam... :))
            • mujer_bonita Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 22:17
              yoric napisał:
              > > Podobnie, potrzebę posiadania potomstwa zaspokaja adopcja, a potrzebę pos
              > iadania własnego potomstwa zaspokaja zapłodnienie in vitro. Spróbuj wytłumaczyć
              > przeciętnemu facetowi, że po takim zabiegu nie musi on już uprawiać seksu, pon
              > ieważ jego potrzeba jest już zaspokojona.

              No to wytłumacz to przeciętnej kobiecie to będziesz wiedział. Kobiety rezygnują z seksu po urodzeniu dziecka, bo mają zaspokojoną potrzebę?

              Znów pudło :D
              • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 23:01
                > Kobiety rezygnują z seksu po urodzeniu dziecka, bo mają zaspokojoną potrzebę?

                ???
                Przecież to Twoja autorska bzdura, że potrzeba *seksu* jest jedynie nieuświadomioną potrzebą posiadania potomstwa. Twojaż Ci ona, krew z krwi Twojej i to tu Twój hmmm... intelekt odcisnął swoje piętno. I ja mam teraz to tłumaczyć? O nie, teraz to ja mam zabawę, a swoją własną bzdurę tłumacz sama :).
                • mujer_bonita Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 23:06
                  yoric napisał:
                  > Przecież to Twoja autorska bzdura, że potrzeba *seksu* jest jedynie nieuświadom
                  > ioną potrzebą posiadania potomstwa.

                  No to akurat Twoja autorska bzdura. Nigdzie nie użyłam słowa *jedynie*.

                  Natomiast Twoja próba udowodnienia, że ciśnienie na seks u mężczyzn nie ma nic wspólnego z biologiczną potrzebą przekazywania genów nie jest nawet zabawna.
                  • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 23:23
                    Twoja próba udowodnienia, że ciśnienie na seks u mężczyzn nie ma nic
                    > wspólnego z biologiczną potrzebą przekazywania genów nie jest nawet zabawna.

                    ma wszystko wspólnego, ale *nie jest tym samym*. Drobna różnica.

                    I co z tym tłumaczeniem, tak szybko dałaś za wygraną?

                    To podsumujmy.
                    Na początku stwierdziłaś, że potrzeba posiadania potomstwa u kobiet i 'rozmnażania' u mężczyzn to to samo.
                    Kiedy to z oczywistych względów nie dało się utrzymać, stwierdziłaś, że świadomie odczuwana potrzeba posiadania potomstwa wcale nie jest większa u kobiet, niż u mężczyzn.
                    Kiedy to się nie dało utrzymać, stwierdziłaś, że co prawda potrzeba kobieca i męska są różne, ale generalnie różnią się tylko tym, że kobieca jest świadoma, męska nie.
                    Co jak widać wyżej było szczególnie zabawne, ale niestety nie dało się utrzymać.
                    Nastąpił więc kolejny etap, tak zwany straw man, czyli przypisywanie mi autorstwa różnych niedorzecznych tez, typu powyższe 'nic wspólnego'.
                    Ponieważ trochę Cię znam, znam również dalszy rozwój wypowiedzi, czyli drukowane litery, wielokrotnie powtarzane słowo 'manipulacja' oraz 'czytanie ze zrozumieniem', szczególnie jak ktoś Cię zacytuje verbatim.
                    Oznacza to, że co miało być smakowitego (do jakich niedorzeczności posuniesz się, żeby tylko utrzymać swoją tezę), to już poszło... teraz będzie tylko przekręcanie wypowiedzi innych. Szkoda. Ale może lepiej, bo i czas na rozrywkę mi się kończy.
                    • mujer_bonita Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 23:34
                      yoric napisał:
                      > ma wszystko wspólnego, ale *nie jest tym samym*. Drobna różnica.

                      No no no... a gdzie ja napisałam, że 'jest tym samym'?? Konkretnie proszę bo w widzeniu w moich wypowiedziach tego co chcesz masz mistrzostwo.

                      > Na początku stwierdziłaś, że potrzeba posiadania potomstwa u kobiet i 'rozmnaża
                      > nia' u mężczyzn to to samo.

                      Nigdzie nie napisałam 'to samo'. Ba! Na początku jak nic nawet nie porównywałam! Napisałam konkretnie, że biologiczna chęć posiadania potmomstwa u mężczyzn ISTNIEJE:
                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,136012254,136018437,Re_Kupiles_osla_to_jezdzij_na_osle_.html
                      > Kiedy to się nie dało utrzymać, stwierdziłaś, że co prawda potrzeba kobieca i m
                      > ęska są różne, ale generalnie różnią się tylko tym, że kobieca jest świadoma, m
                      > ęska nie.

                      Zacytuj gdzie niby tak napisałam. Kolejny wymysł. Wychodzi na to, że nie czytasz tego, co się pisze i potem boksujesz się z własnymi urojeniami.

                      Swoją drogą - drugie mistrzostwo masz w przypisywaniu mi swoich czynów :)
        • glamourous To nie do konca tak wyglada 21.05.12, 22:55
          yoric napisał:

          > Twierdzisz, że męska ochota na seks to 'potrzeba posiadania potmostwa' -


          Erratum : to moze nie tyle "potrzeba posiadania potomstwa", ile potrzeba rozsiewania genow. Produkt koncowy niby podobny, ale roznica jest diametralna.

          > Podobnie, potrzebę posiadania potomstwa zaspokaja adopcja, a potrzebę posiadani
          > a własnego potomstwa zaspokaja zapłodnienie in vitro. Spróbuj wytłumaczyć przec
          > iętnemu facetowi, że po takim zabiegu nie musi on już uprawiać seksu, ponieważ
          > jego potrzeba jest już zaspokojona.


          Ten przyklad bardzo dobrze to ilustruje. Chodzi o rozsiewanie jego genow - adopcja czy in vitro w tym kontescie sa do doopy, bo zupelnie nie zaspokajaja tej podswiadomej potrzeby.
          • yoric Re: To nie do konca tak wyglada 21.05.12, 23:04
            Glam, dla mnie też to oczywistość i trochę nawet nerki bolą, że takie rzeczy trzeba pisać, ale to nie żadne erratum. Zajrzyj do wątku obok i zobacz, co tam twierdzi Mujer.
            • glamourous Re: To nie do konca tak wyglada 21.05.12, 23:08
              No, Yoric, ja wiem, ze Ty wiesz ;)
              Stad erratum bylo nie do Ciebie, tylko do konkretnego twierdzenia.
    • kutuzow Estrogen Levels Influence How Many Kids Women Want 21.05.12, 20:20
      Może to rzuci pewne światło dlaczego nasze wojownicze koleżanki nie chcą uwierzyć że to jednak kobiety bardziej chcą dziecka.

      Researchers asked college women, “Ideally, how many children would you like to have?”, and either (a) assessed their peak estrogen levels by collecting weekly urine samples for 4-6 weeks (Study 1), or (b) asked strangers to rate how feminine (vs. masculine) the women’s faces were (Study 2; note: prenatal and pubertal estrogen feminizes faces). Women with higher peak levels of estrogen, or with more feminine faces, reported wanting more children.

      źródło:
      Smith, M. J. L., Deady, D. K., Moore, F. R., et al. (2012). Maternal tendencies in women are associated with estrogen levels and facial femininity. Hormones and Behavior, 61, 12-16.
      www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21983237
      • yoric Re: Estrogen Levels Influence How Many Kids Women 21.05.12, 23:09
        > Może to rzuci pewne światło dlaczego nasze wojownicze koleżanki nie chcą uwierzyć że to jednak kobiety bardziej chcą dziecka.

        ależ skąd ta liczba mnoga. Naprawdę ktoś więcej tak uważa? Mamy wojowniczą koleżankę sztuk jeden, która pewnie sama nawet w to nie wierzy, ale tak jej wyszło w dyskusji, że teraz musi tego bronić :).
      • aandzia43 Re: Estrogen Levels Influence How Many Kids Women 22.05.12, 10:01
        kutuzow napisał:

        > Może to rzuci pewne światło dlaczego nasze wojownicze koleżanki nie chcą uwierz
        > yć że to jednak kobiety bardziej chcą dziecka.

        Koleżanki wierzą, że kobiety bardziej niż mężczyźni chcą dziecka do niańczenia, przytulania, opiekowania się nim. Ale w swoich rozważaniach nie ograniczają się do tego aspektu rodzicielstwa, jak to czynią wojowniczy koledzy. Męska ochota na potomstwo inne ma podłoże i inaczej się wyraża. Samcza duma, dowód na zdrowie i męskość, radość i duma z budowania i otaczania opieką rodziny, krew z krwi, kość z kości, przedłużenie siebie, radość z patrzenia na małe repliki siebie i członków swojej rodziny. Rodzicielstwo to rodzaj twórczości. W rodzicielstwie kobiet więcej jest elementu emocjonalnej więzi i twórczości opartej w dużym stopniu na intuicji, w rodzicielstwie mężczyzn - elementu budowania, konstruowania.
        • kutuzow Re: Estrogen Levels Influence How Many Kids Women 22.05.12, 10:45
          andzia43 napisała:

          > Koleżanki wierzą, że kobiety bardziej niż mężczyźni chcą dziecka do niańczenia,
          > przytulania, opiekowania się nim. Ale w swoich rozważaniach nie ograniczają si
          > ę do tego aspektu rodzicielstwa, jak to czynią wojowniczy koledzy. Męska ochota
          > na potomstwo inne ma podłoże i inaczej się wyraża. Samcza duma, dowód na zdrow
          > ie i męskość, radość i duma z budowania i otaczania opieką rodziny, krew z krwi
          > , kość z kości, przedłużenie siebie, radość z patrzenia na małe repliki siebie
          > i członków swojej rodziny. Rodzicielstwo to rodzaj twórczości. W rodzicielstwie
          > kobiet więcej jest elementu emocjonalnej więzi i twórczości opartej w dużym st
          > opniu na intuicji, w rodzicielstwie mężczyzn - elementu budowania, konstruowani


          Fajnie napisane aandzia. Mogę się pod tym spokojnie podpisać.
          • abrigado Re: Estrogen Levels Influence How Many Kids Women 22.05.12, 14:13
            kutuzow dobre i ciekawe
            fakt fajnie sie ogląda swoje małe, ładniejsze repliki- tyle, ze to nie są repliki :P
            • kutuzow Re: Estrogen Levels Influence How Many Kids Women 22.05.12, 21:40
              abrigado napisał:

              > kutuzow dobre i ciekawe
              > fakt fajnie sie ogląda swoje małe, ładniejsze repliki- tyle, ze to nie są repl
              > iki :P

              Mnie nie ciągnie wcale do "klonowania".
              Jestem nastawiony na nie.
              Biorę jednak pod uwagę że "tylko krowa nie zmienia zdania" -więc nie zarzekam się na 100%. Może za lat 10 coś się zmieni. Choć liczę na to że nie.
    • glamourous Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 22:38
      Odpowiem przewrotnie : wszystko zalezy od tego czy i w jakiej liczbie owa plec potomstwo juz posiada.
      Kobieta z jednym czy dwojgiem dzieci bedzie miala zapewne mniejsza potrzebe posiadania takowego oraz wieksza potrzebe seksu bez zobowiazan, niz facet okolo 30 ktory sie jeszcze nie prokreowal ;P

      Zas jesli chodzi o bezdzietnych, to nie wiem jak wyglada statystyka, i jak ma sie ona (bo IMO ma sie i to bardzo) do wielu waznych czynnikow, np. statusu materialnego zainteresowanych oraz aktualnej sytuacji spoleczno-ekonomicznej w kraju w jakim im sie zyje, ale : widzialam juz i kobiety nie chcace miec zupelnie dzieci i stosujace 3 metody antykoncepcyjne na raz zeby nie zaciazyc, oraz facetow, ktorzy chodzili z uszami permanentnie w szpic i swiadomie kalkulowali ktora kobieta bedzie dla nich najlepsza jako samica rozplodowa, bo tak bardzo tykal im biologiczny zegar.

      Generalnie przeklamaniem byloby twierdzenie, ze mezczyzn interesuje tylko seks dla samego wsadu i funu. Bo nawet, jezeli faktycznie interesuje ich sam wsad, to istnieje jednak ewidentna i golym okiem widoczna podswiadoma warstwa, gdzie kopulacja jest erzatzem aktu rozsiewania genow. Pomimo, ze swiadomie facet moze bronic sie rekami i nogami przed ojcostwem.
      Dowod : gdyby tak nie bylo, faceci swietnie zadowalaliby sie lodzikiem w ramach seksu. W sumie bylaby to dla nich calkiem wygodna forma zaspokojenia, zero problemow z antykoncepcja (pomijajac juz casus Beckera i jego coreczki Anny), z chorobami STD - jednym slowem optimum. Faceci jednak jak szaleni rwa sie do do penetracji, najlepiej w dodatku bezgumkowej ;) Bardzo latwo traca glowe i beztrosko zapominaja sie zabezpieczyc. Do tego z moich obserwacji wynika, iz im partnerka ladniejsza i ponetniejsza, tym wieksza maja tendencje do tracenia glowy i zapominania o antykoncepcji, oraz wieksza ochote do jazdy na zywca i na calosc.
      Ciekawe dlaczego? ;)
      • mujer_bonita Re: Pragnienie posiadania potomstwa 21.05.12, 22:44
        glamourous napisała:
        > Generalnie przeklamaniem byloby twierdzenie, ze mezczyzn interesuje tylko seks
        > dla samego wsadu i funu. Bo nawet, jezeli faktycznie interesuje ich sam wsad, t
        > o istnieje jednak ewidentna i golym okiem widoczna podswiadoma warstwa, gdzie k
        > opulacja jest erzatzem aktu rozsiewania genow. Pomimo, ze swiadomie facet moze

        :)
      • kutuzow przykład z lodem 22.05.12, 09:45
        glamourous napisała:

        > Pomimo, ze swiadomie facet moze
        > bronic sie rekami i nogami przed ojcostwem.
        > Dowod : gdyby tak nie bylo, faceci swietnie zadowalaliby sie lodzikiem w ramach
        > seksu. W sumie bylaby to dla nich calkiem wygodna forma zaspokojenia, zero pro
        > blemow z antykoncepcja (pomijajac juz casus Beckera i jego coreczki Anny), z ch
        > orobami STD - jednym slowem optimum.

        glamourous --> Jeśli dla Ciebie lód byłby dowodem na to że facetów interesuje seks dla samego seksu, to jak wyjaśnisz modę na seks analny oraz jeszcze większa modę na finał na twarzy partnerki? Zauważ że filmy porno dostosowują swój "repertuar" do tego co się podoba/ tego co się dobrze sprzedaje. Właśnie anal i facial królują w ostatnich produkcjach. Co ciekawe wcześniej (produkcje z lat 70-tych) tego nie było. Jeszcze wcześniej zaś sam lód był wydarzeniem. Idąc Twoim tropem (o lodzie) można dojśc do wniosku że upodobanie facetów do innych technik niż "klasyczna" może świadczyć o ich rosnącej ostrożności i myśleniu o konsekwencjach (co oczywiście jest zbyt daleko idącym twierdzeniem).
        • glamourous Re: przykład z lodem 22.05.12, 20:10
          kutuzow napisał:

          > jeśli dla Ciebie lód byłby dowodem na to że facetów interesu
          > je seks dla samego seksu, to jak wyjaśnisz modę na seks analny oraz jeszcze wię
          > ksza modę na finał na twarzy partnerki?

          Bardzo prosto : to po prostu zwykle, ludzkie dazenie do urozmaicenia. Im partnerka bardziej znana, wyeskploatowana i "wielokrotnie przelozona", tym bardziej jest to urozmaicenie potrzebne. Zas z nowa, swieza i postrzegana jako b. atrakcyjna kobieta faceci wlasnie paradoksalnie najbardziej sie garna do zwyklego, tradycyjnego i przasnego rzniecia, najchetniej z wytryskiem w srodku i bez gumki. I wlasnie to im sprawia najwieksza frajde. Zas wytryski na twarz i te wszystkie inne fanaberie zostawiaja sobie wlasnie "na potem", kiedy juz zaspokoja zew natury i przeleca partnerke na wszystkie strony.
          Analogicznie jest z dlugoscia stosunku : im patrnerka jest swiezsza i dla faceta atrakcyjniejsza, tym szybciej ma on ochote dojsc. Jak myslisz, dlaczego? Z tego samego powodu : nie tracic czasu, tylko szybko przekazac geny.
          Wyobraz sobie, ze masz w lozku najseksowniejsza i najbardziej apetyczna laske jaka mozesz sobie wyobrazic. Piekna, zgrabna, mloda, jedrna - chodzacy afrodyzjak, a do tego podchodzi ci jeszcze intelektualnie. Nie czulbys sie sfrustrowany, gdybys mial do dyspozycji tylko zestaw lodzikowo-analowy oraz wytrysk na twarz w bonusie? Nie mialbys ochoty jej po prostu tak zwyczajnie, nieprzytomnie zerznac ? Ja np. zaobserwowalam, ze przy pierwszym seksie facet jest o wiele bardziej rozczarowany, kiedy kobieta odmowi mu penetracji niz lodzika czy innych erzatzow stosunku ;)
          • kutuzow Re: przykład z lodem 22.05.12, 21:43
            glamourous napisała:

            > Wyobraz sobie, ze masz w lozku najseksowniejsza i najbardziej apetyczna laske j
            > aka mozesz sobie wyobrazic. Piekna, zgrabna, mloda, jedrna - chodzacy afrodyzja
            > k, a do tego podchodzi ci jeszcze intelektualnie. Nie czulbys sie sfrustrowany,
            > gdybys mial do dyspozycji tylko zestaw lodzikowo-analowy oraz wytrysk na twarz
            > w bonusie? Nie mialbys ochoty jej po prostu tak zwyczajnie, nieprzytomnie zerz
            > nac ? Ja np. zaobserwowalam, ze przy pierwszym seksie facet jest o wiele bardzi
            > ej rozczarowany, kiedy kobieta odmowi mu penetracji niz lodzika czy innych erza
            > tzow stosunku ;)

            Zacznę od tego, że nie muszę sobie tego wyobrażać. Moja partnerka to 10-tka (do tego podchodzi mi jak to napisałaś intelektualnie), więc trafiłaś z przykładem.
            Przekonałaś mnie nim. Brawo. Przyznaje Ci rację.
      • loppe Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 19:23
        Świete słowa, są kobiety do których aż się nie chce założyć tej gumki
    • sabat77 Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 09:20
      Samce nie podazajace za sciezka pozadliwosci wyginely w ewolucyjnym tancu. Musimy ustalic, czy jako chec posiadania dzieci okreslamy uswiadomiona potrzebe.
      Kobieta jest uwarunkowana hormonalnie, prolaktyna. Mezczyzna ma jakis odpowiednik ? Na poziomie czysto intelektualnym obie plcie moga miec podobna chec posiadania dzieci. Na poziomie biologicznych instynktow silniej do rozmnazania dazy samiec, silniej do sprawowania opieki samica. Testosteron vs prolaktyna.
      Oto klucz do konfliktu miedzy plciami.
      Sam akt seksualny jest wynikiem ewolucji. Te osobniki, ktore do niego nie dazyly - wymieraly i nie przekazywaly swoich niedostosowanych genow.
      Przeciez seks jest tylko jedna i wcale nie pierwsza forma replikacji genow. Podlegal dlugotrwalej ewolucji. Obserwujac zwierzeta mozna dojsc do bardziej oczywistych wnioskow niz obserwujac ludzi, bo wylacza sie nasz wewnetrzny cenzor, ktory zaciemnia rozumienie wlasnego gatunku. Atrakcyjny seksualnie osobnik u wiekszosci zwierzat ma podobne cechy, skojarzone w najwiekszym stopniu z przetrwaniem i ekspansja. Zdrowie, sila, dorodnosc - to widac golym okiem. Reszta to spoleczne mambo dzambo, ktore mimo belkotu pseudointelektualistow ma duzo mniejsze znaczenie, bo wlaczylo sie pozniej.
      Seks jako strategia silnie odrozniajaca sie od rozrodu zaczal sie gdzies na poziomie zblizonym do Bonobo, pelniac w stadzie takze funkcje spoleczne i wieziotworcze.
      Ale zachowania seksualne rozumiane jako rozrodcze tkwia w naszych genach od czasow kiedy jeszcze nasi przodkowie swiezo wydzielili sie ze swiata roslin, na najpierwotniejszym etapie rozwoju ukladu nerwowego, wiec trudno odmowic im palmy pierwszenstwa.


      Trudno powiedziec, ktora z plci bardziej zabiega o posiadanie potomka. Biorac pod uwage sile popedu seksualnego, ktory jest przeciez instynktem w pelni ukierunkowanym biologicznie na rozrod - byliby to mezczyzni. Chec posiadania potomstwa jest jednak w ich przypadku silniej pacyfikowana przez spoleczne uwarunkowania. Gdyby nie bylo koniecznosci placenia alimentow i spolecznego odium zwiazanego z plodzeniem licznych bekartow, ta sklonnosc do posiadania licznego potomstwa objawilaby sie w pelnej krasie.
      Jest natomiast zupelnie inna sprawa, ktora z plci ma wieksza sklonnosc do opiekowania sie swoim potomstwem. I tutaj rzeczywiscie sa to kobiety. Natura wlasnie je wyposazyla w piersi, ktore przeciez oprocz bycia atrakcyjna seksualna zabawka maja przede wszystkim karmic potomstwo.
      To proste. Obie plcie daza do rozrodu, ale na swoj sposob.
      • anty-cialo Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 09:44
        Obie płcie dążą do rozrodu i opieki nad potomstwem, bo
        1) takie tendencje się wzmacniają na poziomie biologicznym - nieświadoma motywacja, proporcje skłonności opieki i ochoty do bzykania różne u obu płci i u poszczególnych osobników
        2) do niedawna dzieci były jedynym zabezpieczeniem rodziców na starość - świadoma motywacja
      • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 10:40
        Sabat, a weź mi powiedz, też szczerze, czemu na pytanie o "wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę posiadania potomka", piszesz mi o pożądliwości, zachowaniach seksualnych, popędzie, jednym słowie potrzebie seksu, która na rozród ma przełożenie nieświadome, a którą specjalnie dałem jako drugi element rozróżnienia. Serio, stary...?
    • anty-cialo Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 09:54
      Wewnętrzni, organicznie i statystycznie nie da rady. W moim otoczeniu na ogól niezależnie od płci w okolicach 20+ każdy wiedział że chce mieć dziecko lub dzieci kiedyś w życiu jak się ustabilizuje,ale nie zaraz, a wcześniej, później i pomiędzy seks dla przyjemności

      > seksu bez zobowiązań?

      Czy chodzi o konsekwencje w postaci dziecka czy o zobowiązania wobec partnera typu wierność czy troska

      I tak szczerze Yoric dlaczego tak przeraża cie dziecko: alimenty, konieczność opieki czy przykucie do jednej kobiety?
      • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 10:28
        > I tak szczerze Yoric dlaczego tak przeraża cie dziecko: alimenty, konieczność o
        > pieki czy przykucie do jednej kobiety?

        ???
        • anty-cialo Re: Pragnienie posiadania potomstwa u Yoric'a :) 22.05.12, 10:30
          Czy chcesz mieć dziecko?
    • that.bitch.is.sick Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 12:26
      yoric napisał:

      > Powiedzcie mi, ale tak szczerze, która z płci statystycznie (średnio, zaznaczam
      > , nie chodzi mi o indywidualne wyjątki):
      > - ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę posiadania
      > potomka?
      > - ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę uprawiania
      > seksu bez zobowiązań?

      Świadomie odczuwaną? I po co się w taką ślepą uliczkę wkopujesz yoric? Wszystko po to żeby utrzymać wizerunek mężczyzny-kobieciarza i moc stereotypu? To coś daje Twojemu ego?
      Nie wiesz tego że świadome potrzeby posiadania potomstwa zmieniają się w zależności od warunków życia i obyczajowości? Powołując się na świadome potrzeby to przegrasz z feministkami raz dwa, bo teraz kobiety uprawiają seks bez zobowiązań a mężczyźni chodzą z wózeczkami.

      "Wśród badanych od 25 do 39 lat, to mężczyźni częściej twierdzą, że zamierzają jeszcze mieć potomstwo. Chęć posiadania potomstwa deklaruje 68 proc. mężczyzn w wieku 25-29 lat (kobiet - 56 proc.) W grupie wiekowej 30-34 lat dzieci chce mieć 48 proc. mężczyzn (kobiet - 27 proc.) W grupie wiekowej 35-39 lat mężczyźni ponad dwukrotnie częściej (20 proc.) niż kobiety (8 proc.) planują jeszcze mieć dzieci. Może to świadczyć o tym, że częściej odkładają oni realizację swoich planów prokreacyjnych. "

      Sondaż przeprowadzono od września do listopada 2007 r. na liczącej 38 866 osób reprezentatywnej próbie dorosłych
      • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 14:13
        > To coś daje Twojemu ego?

        ???

        > teraz kobiety uprawiają seks bez zobowiązań a mężczyźni chodzą z wózeczkami

        ba, więcej powiem, teraz faceci laktują i karmią małe :)))

        > zamierzają jeszcze mieć potomstwo

        tak, Mujer już wklejała te dane. Ja wklejałem inne. Zauważ tylko konstrukcję pytania. Np. czy ja w przyszłości planuję mieć dziecko? Tak. Czy odczuwam wewnętrzną, organiczną potrzebę posiadania potmostwa - na pewno nie. Specjalnie po to w pierwszym wpisie starannie sformułowałem pytania, ale zamiast odpowiedzi dowiaduję się o pociągu seksualnym w naturze oraz o swoim ego...
        • hello-kitty2 Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 14:51
          yoric napisał:

          czy ja w przyszłości planuję mieć dziecko? Tak. Czy odczuwam wewnętr
          > zną, organiczną potrzebę posiadania potmostwa - na pewno nie.

          Jesli nie masz potrzeby posiadania dziecka, to lepiej nic jeszcze nie planowac. Wydaje mi sie, ze oczekiwanie na dziecko/planowanie dziecka bez odczuwania wewnetrznej potrzeby jego posiadania to ograbywanie sie ze szczescia.

          Skoro tego nie czujesz, czekaj, to moze przyjsc, samo przyjdzie. Wtedy czekanie na 'to', czego bardzo chcemy jest super. Nie ma sobie co odbierac tej przyjemnosci.

          Jestes jeszcze taki mlody (szczerze, bez spouchwalania sie).
          • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 22:15
            > Jesli nie masz potrzeby posiadania dziecka, to lepiej nic jeszcze nie planowac.

            ale ja nie planuję :)

            Sorry, ale czuję się trochę jak tzw. 'celebryta' z telenoweli - zadałem proste pytanie, a w odpowiedzi połowa Forumowiczów (wiczek) robi mi psychoanalizę i symulację planów życiowych :).
        • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 14:55
          Organiczną, powiadasz, potrzebę? Różnych ludzi w różnym czasie ona nachodzi. Niektórych nie nachodzi nigdy. Większość dwudziestoletnich kobiet nie ma tej potrzeby, natomiast czują, że mieć ją kiedyś być może będą, w związku z tym nie wykluczają ze swoich życiowych planów potomstwa. Podobnie mężczyźni. Około trzydziestki wygląda to już inaczej: duża grupa kobiet ma potrzebę, mężczyzn mniej. Cały czas mówię o organicznej potrzebie, nie o zdroworosądkowych planach i poczynaniach, zarówno tych powstrzymujących, jak i tych decydujących się na dziecko niezależnie od głębokiej, organicznej potrzeby. Myślę, że różnica jest nie tylko w grupach wiekowych, ale również w sile i rodzaju tego pociągu. Jak kobietę najdzie żądza trzymania w ramionach dzidziusia to nie ma pomiłuj! Zżera ją ta żądza i świat cały przesłania, a niezaspokojona niszczy jej życie. Mężczyzn raczej ta żądza nie spala :-)
          • that.bitch.is.sick Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 15:30
            aandzia43 napisała:

            . Myślę, że różnica jest nie tylko
            > w grupach wiekowych, ale również w sile i rodzaju tego pociągu. Jak kobietę na
            > jdzie żądza trzymania w ramionach dzidziusia to nie ma pomiłuj! Zżera ją ta żąd
            > za i świat cały przesłania, a niezaspokojona niszczy jej życie. Mężczyzn raczej
            > ta żądza nie spala :-)

            A dla mnie to jest totalny humbug, imputowanie kobietom jakiejś ekstraordynaryjnej potrzeby posiadania potomstwa i całkowity wymysł rozmaitych indoktrynerów. Tak jak imputowanie syndromu postaborcyjnego. Kobietę zżerają różne infantylne żądze bo jest przyzwolenie społeczne na ten typ ekspresji u kobiety, który mężczyznom pozwala zarzucać nam irracjonalność. Ja na przykład obserwowałam jak kobiety "zżerały" inne żądze. Gdybyś wiedziała ile kobieta jest w stanie wycierpieć dla torebki, albo wystać w kolejce na otwarciu modnego butiku. Widziałaś fanki justina biebera? Kojarzysz ten rodzaj histerii? Czy to świadczy że każda kobieta ma organiczną potrzebę posiadania swojego biebiera? Nie.
            Ten typ posiadania dzidziusia to wdrukowany rodzaj infantylnej żądzy posiadania tego co koleżanki, zagrożony społecznymi sankcjami. Wejdź na forum e-mama, tam stwórz wątek, że jesteś z różnymi facetami, pieprzysz się z nimi bez zobowiązań, jesteś bogata i masz w zadzie potrzebę potomstwa. Kangurzyce zjedzą Cię z wściekłości. I będziesz cytuję: "niedojrzała", "egoistyczna", "nadpobudliwa" oraz nie zasługujesz na emeryturę.
            Mam w rodzinię ciotkę, normalną kobietę tyle że bezpłodną. Po tym jak to odkryła zaczęła sypiać z facetami. Robi to do dziś i jest szczęśliwą, życiowo spełnioną kobietą. Ale w rodzinie pokutuje mit że ta biedna obłąkana wariatka ma wściekliznę macicy puszcza się z rozpaczy że nie miała dzidziusia. No kurwa! W którą stronę nie pójść i tak swoje udowodnią.
            • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 23:35
              > A dla mnie to jest totalny humbug, imputowanie kobietom jakiejś ekstraordynaryj
              > nej potrzeby posiadania potomstwa i całkowity wymysł rozmaitych indoktrynerów.

              Ależ spokojnie, kobieto ;-) Ja akurat niczego nie imputuję i imputowanie mnie wkurwia, stąd np. niektóre moje posty w stronę Urquharta, któremu wydaje się, że przeczytawszy kilka książek i zrozumiawszy kilka mechanizmów posiadł również klucz do psychiki poszczególnych kobiet ;-)
              Napisałam, ni mniej ni więcej, tylko tyle, że JAK KOBIETĘ ŻĄDZA DZIDZIUSIA NAJDZIE, to dostaje pierdolca. Nie napisałam, że nachodzi każdą, że nachodzi jakąś zdecydowaną większość. Są kobiety, które dzieci w ogóle nie chcą mieć, są takie, które decydują się wiedzione nienachalnej mocy instynktem lub namówione przez męża i środowisko. I jak najbardziej zgadzam się z tym, że różne inne poza macierzyństwem idee wypełniają głowy kobiet.
          • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 22:32
            > Cały czas mówię o organicznej potrzebie, nie o zdroworosądkowych planach i poczynaniach, zarówno tych powstrzymujących, jak i tych decydujących się na dziecko niezależnie od głębokiej, organicznej potrzeby....

            i o taki rodzaj zwierza chodzi.
        • that.bitch.is.sick Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 15:09
          yoric napisał:


          > tak, Mujer już wklejała te dane. Ja wklejałem inne. Zauważ tylko konstrukcję py
          > tania. Np. czy ja w przyszłości planuję mieć dziecko? Tak. Czy odczuwam wewnętr
          > zną, organiczną potrzebę posiadania potmostwa - na pewno nie. Specjalnie po to
          > w pierwszym wpisie starannie sformułowałem pytania, ale zamiast odpowiedzi dowi
          > aduję się o pociągu seksualnym w naturze oraz o swoim ego...

          To ja się nie powinnam wypowiadać bo skoro nawet nie rozumiem cóż to za dziwoląg organiczna i świadoma potrzeba posiadania potomstwa? A jestem kobietą. Yoric tylko jak zamierzasz tą organiczność tej potrzeby udowodnić? Nawet jeśli ja jestem wyjątkiem i nie wiem co ta za mistyka pragnienia dzidziusia to wydaje mi się że najlepszymi ekspertami od tej mistyki macierzyństwa są księża. Oni to wiedzą najlepiej, o przemożnej wyrywającej serce potrzebie macierzyństwa i syndromie postaborcyjnym. Do nich się zwróć bo wydaje mi się że wchodzimy w jakieś meandry myślenia życzeniowego.
          Skoro "planuję" i "świadomie chcę" dziecka to za mało dla Ciebie, to może wariografem przebadamy? hę?
          • glamourous Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 18:23
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Skoro "planuję" i "świadomie chcę" dziecka to za mało dla Ciebie, to może wari
            > ografem przebadamy? hę?


            Dokladnie, organicznego chcenia chyba nie da sie niestety udowodnic czy oszacowac statystycznie. Gdyby ktos sie nawet i pokusil o zrobienie takich badan, to okaze sie ze wyniki sa bardzo wzgledne i niemiarodajne. Organicznosc to bardzo osobista sprawa. Kazdy inaczej ja odczuwa. Sa kobiety, ktore organicznie potrzebuja miec dziecko tu, teraz, zaraz i natychmiast, bo wszystkie kolezanki ze studiow juz chodza z wozkami. Zwykly owczy ped, ale one beda to odczuwaly jako "organicznosc". Podobnie jest z facetami. Znalam takich, co to bardzo organicznie chcieli, bo dom zbudowany i drzewo posadzone, a tak w ogole to fajnie by bylo miec dziedzica nazwiska. Presja spoleczna to tez rodzaj "organicznego chcenia" ;) Tak, ze co czlowiek, to motywacja. Do "mania" a takze do niemania dziecka, niezaleznie od plci. Z tym tylko, ze kobiety sa poddawane wiekszemu spolecznemu praniu mozgu i kobiecie nie wypada nie chciec, za to facetowi jak najbardziej i nikt do niego o to pretensji nie ma. Ot i cala filozofia.

            Natomiast zauwazylam b. ciekawa rzecz, o ktorej wspomnialam juz w poscie powyzej. Otoz, im wieksze i bardziej totalne zauroczenie partnerem, tym faceci i babki czuja wieksza ochote na rozmnozenie sie z nim. Znam to z autopsji ze tak powiem aktywnej oraz pasywnej :), a takze z rozmow ze znajomymi plci obojga. To, czy ktos ma jazde na dziecko lub jej brak moze sie brac rowniez z chemiczno/biologicznego oddzialywania na nas aktualnego partnera/ki. Na zasadzie : im bardziej partner/ka nas podswiadomie kreci tym wieksza czujemy "organiczna" chec prokreacji. Chocby dla samej dzikiej przyjemnosci, jaka wywoluje w nas mysl o wymieszaniu z nim/nia naszych genow. I odwrotnie - srednie czy znikome krecenie wywoluje u nas neutralny stosunek lub wrecz niechec do prokreacji. Organiczna, oczywiscie ;) Czyli jak najbardziej subiektywna ;) Tak jak napisalam wyzej, im badziej partner nam sie organoleptycznie podoba, tym wieksza mamy tendencje do penetracji bez zabezpieczenia, zapominania o pigulkach, gumkach i takich tam. Po prostu biologia rzadzi sie swoimi prawami i sama sobie droge toruje.
            • kutuzow Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 21:51
              glamourous napisała:

              > Tak jak napisalam wyzej, im badzi
              > ej partner nam sie organoleptycznie podoba, tym wieksza mamy tendencje do penet
              > racji bez zabezpieczenia, zapominania o pigulkach, gumkach i takich tam. Po pr
              > ostu biologia rzadzi sie swoimi prawami i sama sobie droge toruje.

              W poście wyżej przyznałem Ci rację. Tutaj zaś osobiście jestem zaprzeczeniem tej teorii.
              Niezależnie od skali "kręcenia" partnerek ZAWSZE bezpieczeństwo było na pierwszym miejscu.
              • sea.sea Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 22:25
                Ja też czynnie zaprzeczam tejże.
              • niezapominajka333 Re: Pragnienie posiadania potomstwa 25.05.12, 15:59
                Niezależnie od skali "kręcenia" partnerek ZAWSZE bezpieczeństwo było na pierwsz
                > ym miejscu.


                To każe domniemywać, że gdyby nie było skutecznej antykoncepcji, nie uprawiałbyś seksu w ogóle... ;)


            • yoric Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 22:10
              > Dokladnie, organicznego chcenia chyba nie da sie niestety udowodnic czy oszacow
              > ac statystycznie.

              owszem, ale przynajmniej okazuje się, że jak się chce to można to oddzielić i zgadzamy się, że co innego:
              - planować potomstwo,
              - co innego go organicznie pragnąć,
              - a co innego pragnąć seksu (ewolucyjnie obliczonego na spłodzenie potomstwa).

              Pół wątku to zajęło... dojście do prostej konkluzji, że te trzy rzeczy to nie jedna rzecz i że nie można sobie między nimi swobodnie przeskakiwać jak wygodniej w dyskusji.

              Oczywiście miedzy tymi poziomami są bardzo interesujące zależności. Na przykład ta, o której pisałaśjest wyjątkowo ciekawa i tak intuicyjnie to ma sens (w tym tonie pisał też Baker w Sperm Wars). Co zmienia faktu, że to trzy różne poziomy opisu i na klasówce z biologii byłaby dwója za ich mieszanie, a na forum wychodzą jedynie takie absurdy jak wyżej, że "męska potrzeba seksu to potrzeba posiadania potomstwa, tyle że nieuświadomiona".

              > wyniki sa bardzo wzgledne i niemiarodajne. Organicznosc to bardzo o
              > sobista sprawa. Kazdy inaczej ja odczuwa.

              zgadza się, jednak z badań, rozmów, obserwacji, wzorców konfliktów w związkach, dyskusji naforach, itd. itp. wyłania się bardzo jasny obraz, że jeśli ktoś o takiej 'organicznej' potrzebie mówi, to praktycznie zawsze jest to kobieta.
            • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania potomstwa 22.05.12, 23:48
              > Natomiast zauwazylam b. ciekawa rzecz, o ktorej wspomnialam juz w poscie powyze
              > j. Otoz, im wieksze i bardziej totalne zauroczenie partnerem, tym faceci i babk
              > i czuja wieksza ochote na rozmnozenie sie z nim.

              Też zaobserwowałam. To, czy się ktoś podda urokowi wyjątkowo kompatybilnego partnera i mniej lub bardziej świadomie pocznie, czy rozsądek będzie silniejszy, to już inna sprawa. Jedyny mężczyzna, o którego ewentualnym potomstwie ze mnie zrodzonym roiłam mocno hipotetycznie, był wyjątkowo mocno pożądanym przeze mnie samcem. Dodam, że było to w czasach, kiedy dzieci były dla mnie jakimś kompletnie obcym bytem z innej planety, a małżeństwo samo w sobie czymś niepojętym. Rozsądek zwyciężył i nie poczęłam ;-) Myśl jednak, zupełnie nie wiadomo skąd, zalęgła się na chwilkę, by zniknąć i nigdy nie powrócić.
            • that.bitch.is.sick to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 11:13
              glamourous napisała:


              > Natomiast zauwazylam b. ciekawa rzecz, o ktorej wspomnialam juz w poscie powyze
              > j. Otoz, im wieksze i bardziej totalne zauroczenie partnerem, tym faceci i babk
              > i czuja wieksza ochote na rozmnozenie sie z nim. Znam to z autopsji ze tak powi
              > em aktywnej oraz pasywnej :), a takze z rozmow ze znajomymi plci obojga. To, cz
              > y ktos ma jazde na dziecko lub jej brak moze sie brac rowniez z chemiczno/biolo
              > gicznego oddzialywania na nas aktualnego partnera/ki. Na zasadzie : im bardziej
              > partner/ka nas podswiadomie kreci tym wieksza czujemy "organiczna" chec prokre
              > acji. Chocby dla samej dzikiej przyjemnosci, jaka wywoluje w nas mysl o wymiesz
              > aniu z nim/nia naszych genow. I odwrotnie - srednie czy znikome krecenie wywolu
              > je u nas neutralny stosunek lub wrecz niechec do prokreacji. Organiczna, oczyw
              > iscie ;) Czyli jak najbardziej subiektywna ;) Tak jak napisalam wyzej, im badzi
              > ej partner nam sie organoleptycznie podoba, tym wieksza mamy tendencje do penet
              > racji bez zabezpieczenia, zapominania o pigulkach, gumkach i takich tam. Po pr
              > ostu biologia rzadzi sie swoimi prawami i sama sobie droge toruje.

              To jest złe. To przestawia nam priorytety. Powoduje że rezygnujemy z rzeczy dla nas ważnych. Nakładamy różowe okulary ale rzeczy przez nie widziane nie są niestety prawdziwe. Walczymy z każdym kto nam to odradza, tracimy przyjaciół lub wywołujemy na ich twarzach uśmiech chemika:). To powoduje że podpisujemy cyrografy, oddajemy się radosnej prokreacji bez oglądania się na skutki. Ustawicznie i kompulsywnie uprawiamy seks z tym partnerem nie widząc że on jest chujowy(o czym przekonamy się potem) tzn. i seks i partner. Czasem nawet ranimy własną matkę. Tak działa samolubna biologia. A skutki tego ilustruje forum. Dokładnie jak w tej piosence Jacka White'a:)

              "I want love to grab my fingers gently slam them in a doorway put my face into the ground.
              I want love to murder my own mother and take her off to somewhere like hell or up above.
              I want love to change my friends to enemies, change my friends to enemies and show me how it's all my fault"

              www.youtube.com/watch?v=iErNRBTPbEc
              Dlatego ja się na to nabrać nie dam.I życzę Abrigado też wytrwania w postanowieniach Nie ma głupich.

              "Yeah I wont let love disrupt, corrupt, or interrupt me anymore."
              • hello-kitty2 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 12:55
                that.bitch.is.sick napisała:

                > To jest złe. To przestawia nam priorytety. Powoduje że rezygnujemy z rzeczy dla
                > nas ważnych. Nakładamy różowe okulary ale rzeczy przez nie widziane nie są nie
                > stety prawdziwe. (...) To powoduje że podpisujemy cyrogra
                > fy, oddajemy się radosnej prokreacji bez oglądania się na skutki. Ustawicznie i
                > kompulsywnie uprawiamy seks z tym partnerem nie widząc że on jest chujowy(o cz
                > ym przekonamy się potem) tzn. i seks i partner. (..)
                > Tak działa samolubna biologia.

                Tak to dziala, podstepny instynkt macierzynski oslepia. Partner i sex z nim chujowy. Ale ojciec dziecku i czlowiek dobry (w moim przypadku). Trzeba dobierac takiego, zeby sie 'dogadac' i dalej to juz moving on ze swoim zyciem.

                Zazdroszcze tym, co tej "organicznej potrzeby" posiadania potomstwa nie maja, moga sie skupic na sobie. Jesli jednak takie uczucie sie pojawia to jak amen w paciezu, z kims to dziecko trzeba miec :)

                > Dlatego ja się na to nabrać nie dam.I życzę Abrigado też wytrwania w postanowie
                > niach Nie ma głupich.

                Jesli jestes pewna bitch, ze nie masz takich potrzeb i nie oklamujesz sie, to pewno, trzeba stawiac na swoim. Nie ma sensu sie pod nikogo ukladac.

                Co do abrigado to nie rozumiem, o jakie postanowienia chodzi? Zeby nie miec seksu do konca zycia? To akurat brzmi jak kara w przypadku 34 letniego faceta. Raczej powinien myslec, jak sie naprawic, bo cos z nim jest powaznie nie tak. Depresja?
                • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 13:12
                  hello-kitty2 napisała:

                  >
                  > Jesli jestes pewna bitch, ze nie masz takich potrzeb i nie oklamujesz sie, to p
                  > ewno, trzeba stawiac na swoim. Nie ma sensu sie pod nikogo ukladac.

                  ojoj, zaraz pewna? Każdego może biologia pokonać nawet ortodoksyjnego chasyda. Jednak dobrze mieć świadomość tych mechanizmów, wówczas człowiek nie jest tak bezbronny.
                  >
                  > Co do abrigado to nie rozumiem, o jakie postanowienia chodzi? Zeby nie miec sek
                  > su do konca zycia? To akurat brzmi jak kara w przypadku 34 letniego faceta. Rac
                  > zej powinien myslec, jak sie naprawic, bo cos z nim jest powaznie nie tak. Depr
                  > esja?

                  W niektórych momentach to nie wiadomo o co pacjentowi chodzi.:) Ale tak wnioskuję z tego buntu, że nie chce facet utracić kontroli nad swoim życiem z powodu ciśnienia w majtkach. Ja przynajmniej tak mam. Chociaż ja nie widzę powodu rezygnowania z seksu. A on może się nie czuje na siłach. A bo ja wiem?
                • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 13:26
                  hello-kitty2 napisała:

                  > that.bitch.is.sick napisała:

                  >
                  > Tak to dziala, podstepny instynkt macierzynski oslepia. Partner i sex z nim chu
                  > jowy. Ale ojciec dziecku i czlowiek dobry (w moim przypadku). Trzeba dobierac t
                  > akiego, zeby sie 'dogadac' i dalej to juz moving on ze swoim zyciem.
                  >
                  Instynkt rozsiewu genów bardziej;). Instynkt macierzyński to Ci każe opiekować się potomstwem i nie wyrzucić przez okno jak piłuje ryło.
                  A jak mnie proszę Ciebie instynkt pcha jak na ostatnim weselu do pewnego irlandzkiego brukarza, który ma wprawdzie piękny biceps, triceps i mięśnie klaty ale jak zaobserwowałam wyszczał się do doniczki na dziedzińcu, to coś trzeba z tym zrobić a nie majtki zdejmować, jak josef nadmienił.
                • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 13:27
                  Bitch:

                  > > Dlatego ja się na to nabrać nie dam.I życzę Abrigado też wytrwania w post
                  > anowie
                  > > niach Nie ma głupich

                  bitch, dzięki za wsparcie. dokładnie-mnie chodzi tylko o nieukladanie zycia pod kogoś. a zeby nie było, ze taki ze mnie cierpiętnik:

                  - nie postanowiłem nie mieć seksu tylko postanowiłem nie mieć seksu w sytuacjach sugerujcych, że może być on narzedziem manipulacji ( świadomej lub nie- zwisa mi to).
                  postanowilem nie dac sie złapać na seks jakiemukolwiek 1)bluszczowi, 2)niedowartościowanej babce chćacej mieć kogokolwiek, czy 3_komus dość wyrachowanemu szukajacemu sponsora.
                  - moje poglądy są dość spójne- z racji wieku, dotychczasowych doświadczeń i sytuacji rodzinnej liczę się z tym, że jeśli w ogóle to jestem brany na celownik kobiet z punktów 1)-3)

                  a bardzo mało prawdopodobny jest scenariusz, że trafię na kogoś w kim faktycznie wzbudzę pożądanie, i za którym nie kryje się, któraś z tych trzech opcji.

                  Hello Kitty- wiem, ze wsód kobiet powszechne jest przekonanie, że dla facetów jesteście świętym graalem i celem samym w sobie i jsli faceci na was złorzeczą to tylko z frustracji, ze nie moga was przeleciec wszystkich i z częstotliwością 50 hz , ale w moim przypadku to raczej nie jest rozżalenie z powodu niepowodzęń i nie depresja

                  po pierwsze nie wierzę w depresję ;P- osobiście uwazam, ze wiekszość manifestacji depresji to mazgajenie się nad soba i postawa w stylu "na złość mamie odmrożę sobie uszy"- bo świat nie potwierdził czyjejs wyjatkowości wiec ta osoba obraża się na swiat.

                  po drugie nie jestem rozżalony- najwidoczniej nie posiadam potencjału do samorealizacji w związku- tak samo jak nie nadaję się na przedszkolankę, czy kierowcę formuły 1 oraz solistę zespołu piesni i i tańca mazowsze. t
                  bitch już zauwazyla, ze do okreslonych zajeć i aktywności trzeba mieć predyspozycje a sam upór nie wystarczy.

                  Ja po prostu nie mam złudzeń. I przykład bitch i paru innych pokazuje mi ,ze wcale nie jestem w tym odosobniony

                  • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 13:33
                    i jak już o mnie rozmawiacie- to musze powiedzieć, że pobyt na forum i zwierzenia pań co je faktycznie kręci i kręciło w facetach uświadomiło mi jak bardzo z tymi oczekiwaniami jestem niekompatybilny- np kompletnie nie przypominam irlandzkiego a zwłaszcza brukarza ;P

                    tak więc mam dzieki wam, silną swiadomość ,że nic nie straciłem bo i tak niewiele mnie czekało, dzięki :P
                    • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 13:50
                      abrigado napisał:

                      > i jak już o mnie rozmawiacie- to musze powiedzieć, że pobyt na forum i zwierzen
                      > ia pań co je faktycznie kręci i kręciło w facetach uświadomiło mi jak bardzo z
                      > tymi oczekiwaniami jestem niekompatybilny- np kompletnie nie przypominam irlan
                      > dzkiego a zwłaszcza brukarza ;P
                      >
                      Żeby pójść do łóżka z kimś i to nie po pijaku, to musi być pewna zgodność świadomych upodobań i ciśnienia w majtkach. I to najlepiej żeby ciśnienie w majtkach nie było tą dużą częścią całości. A Ty od razu dramatyzujesz. Bidul. Kompleksy to małe piwo gorzej z ich konswkwencjami teraz się nie bój, jak znajdziesz się po pijaku w łóżku z odpowiednikiem joli rutowicz: wtedy się bój prosiaczku:)
                      • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:00
                        jakie komleksy!?

                        chyba nie rozumiesz definicji kompleksu. Czy jak facet bez nogi mówi, ze ma trudności w dostaniu sie do kadry narodowej w piłce nożnej to stwierdzisz, że ma kompleksy ?

                        skad ci przyszła do głowy jola rutowicz- aż musiałem wyguglać. to juz wolałbym bzykać tego brukarza
                        btw włąsnie sobie przypomniałem, ze jednak mam coś z samca- też sikałem do doniczki :P
                        • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:12
                          Ale czy seks albo zwiazek z kobieta to jest osiagniecie na miare gry w reprezentacji narodowej ?
                          • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:16
                            jesli patrzec na to z puntu widzenia ewolucji, to nawet większe :P

                            człowieku, taki mam styl pisania-z przesadą i z użyciem przejaskrawionych, obrazowych porównań- taka maniera,,,:)
                            • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:24
                              To tak jak ja :)
                              Taka maniera... Masz racje.
                          • tygrys-bez-rys zwiazek na poziomie internacjonalnym 26.05.12, 04:11
                            Jak zwykle ciekawe pytnie, drogi kolego. Ja sie zastanawiam nad aspektem kwantyfikacja tego zagadnienia. Bo grac w pilke moze kazdy. W druzynie narodowej juz nie. Z kobieto zwiazku, jak rownierz i odwrotnie, probowac moze kazdy, natomiast na poziomie mistrzowskim... sam rozumiesz.

                            Zalaczam przysiady.
                            P.O.
                            TBR
                        • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:17
                          abrigado napisał:

                          > jakie komleksy!?
                          >
                          > chyba nie rozumiesz definicji kompleksu. Czy jak facet bez nogi mówi, ze ma tru
                          > dności w dostaniu sie do kadry narodowej w piłce nożnej to stwierdzisz, że ma k
                          > ompleksy ?
                          >

                          Zara. Wmawiasz sobie że nie jesteś w stanie wzbudzić realnego, szczerego pożądania w kobiecie i chcesz mi wmówić że Cię te kwestie nie martwią ani trochę, mimo że konsekwencją ich będzie brak seksu bo postawiłeś wcześniej pewne rygorystyczne kryteria? To co, do dziwki jednak planujesz chodzić?:)
                          • hello-kitty2 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:36
                            that.bitch.is.sick napisała:
                            > Zara. Wmawiasz sobie że nie jesteś w stanie wzbudzić realnego, szczerego pożąda
                            > nia w kobiecie i chcesz mi wmówić że Cię te kwestie nie martwią ani trochę, mim
                            > o że konsekwencją ich będzie brak seksu bo postawiłeś wcześniej pewne rygorysty
                            > czne kryteria?

                            Idac dalej, poniewaz powiedzialam abrigado komplement, ze jest facetem do lozka czyli wzbudzil moje seksualne zainteresowanie to automatem zakwalifikowal mnie do grupy kobiet 1-3 i podsumowal parafrazujac ze calymi dniami wlocze sie po silowniach i wyleguje na kanapie od dziecinstwa :) Czy to nie jest dziwne?
                            • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:47
                              Kitty to nie jest dziwne- jest takie zaburzenie seksualności- dość typowe zreszta, że facet uwaza, ze nie zasługuje na zadną kobietę, a jak jakaś sie nim zainteresuje to to z nia coś jest nie tak i jest jakas niewartosciowa.
                              biorę pod uwagę mozliwość, ze cała ta moja teoria jest projekcja tego zaburzenia, ale jeszcze mnie nie zdiagnozowano :P- widzisz jaki potrafie być do siebie zdystansowany?

                              ale w twoim przypadku Kitty- to nie tak! ty nie wyraziłaś zainteresowania mna tylko swoim wyobrażeniem po przecztaniu kilkunastu moich postów na forum internetowym. na 99% nie mam nic wspólnego z twoim wyobrażeniem.- bo po pierwsze przekaz internetowy pada ofiara nieuniknionej autokreacji ( nie napisałem np ,ze biję, zone, mocze się do łózka i śpię z misiem)

                              dodatkowo moja fizyczność jest w całosci wytworem twojej wyobraźni.

                              • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 18:56
                                abrigado napisał:

                                > Kitty to nie jest dziwne- jest takie zaburzenie seksualności- dość typowe zresz
                                > ta, że facet uwaza, ze nie zasługuje na zadną kobietę, a jak jakaś sie nim zain
                                > teresuje to to z nia coś jest nie tak i jest jakas niewartosciowa.
                                > biorę pod uwagę mozliwość, ze cała ta moja teoria jest projekcja tego zaburzen
                                > ia, ale jeszcze mnie nie zdiagnozowano :P- widzisz jaki potrafie być do siebie
                                > zdystansowany?

                                Cieszę się, że bierzesz pod uwagę taką możliwość. Jesteś na dobrym tropie.
                              • trzydziestoletnia Re: to się nazywa love interruption:) 25.05.12, 16:42
                                abrigado napisał:

                                > jest takie zaburzenie seksualności- dość typowe zresz
                                > ta, że facet uwaza, ze nie zasługuje na zadną kobietę, a jak jakaś sie nim zain
                                > teresuje to to z nia coś jest nie tak i jest jakas niewartosciowa.

                                A to sie czasem nie nazywa niska samoocena, a nie zaburzenie seksualnosci?
                                • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 25.05.12, 21:05
                                  Ale niska samoocena moze byc trafna. Co wiecej, moze zostac racjonalnie wykorzystana do rozsadnego zagospodarowania zasobami jakie sie posiada, nawet jesli sa skromne.
                                  Nizsze oczekiwania - mniej rozczarowan.
                          • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 14:37
                            nie planuje i nie wykluczam.
                            dla mnie wazna jest minimalna estetyka-seks z dziwką, trochę się z tym kłóci- ale nie są to pryncypia z kategorii sabatowych.


                            > Zara. Wmawiasz sobie że nie jesteś w stanie wzbudzić realnego, szczerego pożąda
                            > nia w kobiecie i chcesz mi wmówić że Cię te kwestie nie martwią ani trochę, mim
                            > o że konsekwencją ich będzie brak seksu bo postawiłeś wcześniej pewne rygorysty
                            > czne kryteria? To co, do dziwki jednak planujesz chodzić?:)
                            >
                            przerabiałem to już z kitty- już nie martwia - mam troche latek i zdałem sobie sprawę, że nigdy nie było lepiej a mimo to żyję i to całkiem nieźle- w zasadzie poza sfera seksu szczęściarz ze mnie.

                            mam taki typ osobowości, ze nigdy nie martwią mnie rzeczy na które nie mam wpływu- pogoda, śmierć . brak zadowalającego poziomu seksu też do nich należy.

                            teraz ja się dziwię ,że ty nie rozumiesz po tym co napisałaś. Mam świadomość, że zapewnienie sobie częstego seksu z chetną partnerką wymagałoby ode mnie zrezygnowania z wielu spraw , ktore sa dla mnie wazne i traktuje je jako immanentną część siebie.

                            dodatkowo ( to przecież sama napisałaś) mam świadomość, że po takiej zmianie polepszenie trwało by pewnie krótko- dopóki znow nie wkradłoby się poczucie niespełnienia, rutyny

                            to jest najlepszy mozliwy scenariusz, a zgodzisz się chyba, że nie są to powalajace perspektywy?

                            dodatkowo, jego prawdopodobieństwo też jest nikłe. wiec to jest tak jak napisałem- nie uznałabyś za normalnego kogoś kogo strategia zyciowa opiera sie na załozeniu ,że wygra w totka? no to jak włansie tego nie zakładam.

                            Taki świadmoy stan trwa u mnie juz ponad dwa lata ( jeszcze nie miałem 32 wtedy) i jakoś nie odczuwam go jako gorszy niż poprzedni. Miewam czysto powierzchowne relacje z kobietami, które szybko kończę- nie zauważyłem żebym ranił czyjeś uczucia- w najlepszym razie ambicje. więc na pewno co do tych kobiet, które poznałem moje podejście było prawidłowe.

                            Gdybym, zabujał się, czy zaangażował, w którejkolwiek z nich dopiero byłbym w żąłosnej sytuacji.
                            • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 15:05
                              szczerze mówiąc ciężko nie ulec urokowi tego kompleksu:). Jednak smutne by było że wszystkie Twoje chwilami błyskotliwe racjonalizacje opierały się na czymś tak przyziemnym jak zazdroszczenie osiłkom tego że jakimś tam babom na ich widok mokro. Atrakcyjność seksualna jest mechanizmem całkiem skomplikowanym, nota bene jesteśmy ludźmi nie małpami - prawie robi różnicę. Niestety Ty upraszczając całą sprawę do kilku uniwersalnych stwierdzeń, tworzysz na tym sobie całą filozofię życiową która choć mi się podoba to niestety jest czystą hipokryzją bo można przypuszczać że mając wygląd umięśnionego buraka rąbał byś co się rusza. A to mi już mniej imponuje.
                              • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 15:31
                                sorry bitch- ale bezpodstawnie zakładasz, ze bęąc inteligentnym nie moge być osiłkiem. Jestem nim- tylko, ze na takiego nie wyglądam. fakt, nie mam ogromnych muskułów i tylko ci , ktorzy widzieli mnie rozebranego wiedzą, że mam mięsnie.

                                My podobno mamy syndrom MiL a wy? Syndrom MaI? (mięsniak albo intelektualista?).

                                miałem mozliwość "rąbania " znacznie częsciej, tylko z powodów, ktore tu wyłozyłem, "nie wszedłem w to" :P
                                zresztą, gdzie ty widzisz tu hipokryzję? czy ja potepiam umięsnionego buraka, albo kobietę, która na niego leci? dopóki nie jest to sytuacja, gdzie "robi jej się mokro" na widok umięsnionych buraków" a otoczeniu nie wmawia, że woli intelektualistów, nie widze powodu do jakiejkolwiek krytyki.
                                • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 18:19
                                  abrigado napisał:

                                  > sorry bitch- ale bezpodstawnie zakładasz, ze bęąc inteligentnym nie moge być os
                                  > iłkiem. Jestem nim- tylko, ze na takiego nie wyglądam. fakt, nie mam ogromnych
                                  > muskułów i tylko ci , ktorzy widzieli mnie rozebranego wiedzą, że mam mięsnie.
                                  >
                                  > My podobno mamy syndrom MiL a wy? Syndrom MaI? (mięsniak albo intelektualista?)

                                  Ale co za różnica skoro bez przerwy biadolisz jak to nie spełniasz kryteriów określonych atrakcyjności? Co mnie interesuje jak jest naprawdę?

                                  > miałem mozliwość "rąbania " znacznie częsciej, tylko z powodów, ktore tu wyłozy
                                  > łem, "nie wszedłem w to" :P
                                  > zresztą, gdzie ty widzisz tu hipokryzję? czy ja potepiam umięsnionego buraka, a
                                  > lbo kobietę, która na niego leci? dopóki nie jest to sytuacja, gdzie "robi jej
                                  > się mokro" na widok umięsnionych buraków" a otoczeniu nie wmawia, że woli intel
                                  > ektualistów, nie widze powodu do jakiejkolwiek krytyki.

                                  Czy Ty jesteś głupi czy takiego udajesz? Bo zaczynasz mnie już irytować w kółko tym brakiem dialogu. Tłumaczę że nie należy wszystkiego upraszczać a ten znowu swoje. Gadał dziad do obrazu.
                                  To nie jest tak że jak się lasce raz zrobiło mokro na widok mięśniaka, to nie może jej się zrobić mokro w wyniku intelektualno-komediowych popisów woody allena, czy też żałosnego zawodzenia justina biebera który broni się niewinnością i chłopięcym wdziękiem. W przypadku mężczyzny akurat cech które mogą imponować kobietom jest wyjątkowo dużo. Można sobie dobrać jakiś swój indywidualny wabik. Przeczytaj też co pisała Glamorous na temat indywidualnych upodobań a potrzeby posiadania potomstwa w tym wątku. Można się komuś podobać na zasadzie indywidualnego dobrania a nie obiektywnych zalet. Nie mam czasu ani ochoty streszczać tutaj książek ani ciekawych spostrzeżeń które padły na ten temat na forum. Polecam poczytać trochę na ten temat i skorzystać z wyszukiwarki. Bo niestety jak pasuje mi Twój pragmatyzm życiowy to muszę przyznać że w kwestii wyobrażeń na temat wzajemnej atrakcyjności męsko-damskiej pierdzielisz wyjątkowe bzdury.
                                  • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 22:49
                                    > Gadał dziad do obrazu.

                                    a obraz do niego "spieprzaj, dziadu"!
                            • hello-kitty2 Re: minimalna estetyka 23.05.12, 15:08
                              abrigado napisał:

                              > dla mnie wazna jest minimalna estetyka-seks z dziwką, trochę się z tym kłóci- a
                              > le nie są to pryncypia z kategorii sabatowych.

                              Mozesz rozwinac kwestie "minimalnej estetyki" w kontekscie seksu z dziwka?
                              • abrigado Re: minimalna estetyka 23.05.12, 15:24
                                Mozesz rozwinac kwestie "minimalnej estetyki" w kontekscie seksu z dziwka?

                                są lepsi ode mnie w przekazywaniu tego- proponuję-Zwrotnik Raka Henry Millera, albo fragment "chłopaki nie płaczą" rozmowa Maćka Stuhra z prostytutką.
                            • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 16:06
                              Pryncypia z kategorii sabatowych ?
                              Przepraszam, czy ty uwazasz, ze ja jestem moralny ?
                              I czy powinienem taki byc ?
                    • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 18:52
                      abrigado napisał:

                      > i jak już o mnie rozmawiacie- to musze powiedzieć, że pobyt na forum i zwierzen
                      > ia pań co je faktycznie kręci i kręciło w facetach uświadomiło mi jak bardzo z
                      > tymi oczekiwaniami jestem niekompatybilny- np kompletnie nie przypominam irlan
                      > dzkiego a zwłaszcza brukarza ;P
                      >
                      > tak więc mam dzieki wam, silną swiadomość ,że nic nie straciłem bo i tak niewie
                      > le mnie czekało, dzięki :P

                      Blaaa blaa blaaa... Ale smęty. Mój najlepszy kochanek był tylko odrobinę ładniejszy od diabła (chociaż nie jestem tego tak do końca pewna ;-)), koleżanki z błyskiem w oku opowiadały mi o swoich żądzach w kierunku okazów, co ja bym z nimi zdecydowanie nie teges, a wokół krążyło kilku "obiektywnie" przystojniejszych i też chętnych. Pierdzielisz jak zawsze na ten temat. Guzik wiesz, zapamiętujesz z postów tylko to, co chcesz zapamiętać, a potem się tym masochistycznie brandzlujesz
                      • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 19:09
                        Z naciskiem na masochistycznie andziu :)
                        Przeciez to wcale nie takie rzadkie.
                        Ot niektorzy realizuja swoja seksualnosc nie realizujac jej :)
                        Ideologia jaka sie do tego dorabia jest bez znaczenia.
                        Czy to jest ksiadz proboszcz chlostajacy wizja piekla, czy domina chlostajaca tylek pejczem, czy wreszcie z braku laku samobiczowanko przed lustrem, ze nie, juz nigdy, juz wcale...
                        W sumie jeden kit...
                  • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 19:05
                    > postanowilem nie dac sie złapać na seks jakiemukolwiek 1)bluszczowi, 2)niedowa
                    > rtościowanej babce chćacej mieć kogokolwiek, czy 3_komus dość wyrachowanemu szu
                    > kajacemu sponsora.
                    > - moje poglądy są dość spójne- z racji wieku, dotychczasowych doświadczeń i syt
                    > uacji rodzinnej liczę się z tym, że jeśli w ogóle to jestem brany na celownik k
                    > obiet z punktów 1)-3)

                    No dobra, to znaczy że kobiety z którymi teraz sypiasz liczą na załapanie się na którąś z trzech opcji? Czyli co, prostytuują się dla ewentualnych przyszłych korzyści, jakie by mogły z ciebie mieć? Jak ci to współgra z niechęcią (póki co) do seksu za pieniądze? Bzykasz te panie, co bzykają się z tobą wyłącznie (?) dla profitów z pełną świadomością ich żadnej ochoty na ciebie? A może ja czegoś nie zrozumiałam? Nie to, żebym miała coś przeciwko takiemu rozwiązaniu, tak tylko pytam.
                    • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 22:22
                      ja pitolę- liczyłem, że się znudzicie...
                      no dobra- aktualnie czytam serię "pamiętnik adriana mole'a "i się inspiruję jego stylem narracji :P
              • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 22:56
                that.bitch.is.sick napisała:

                > To jest złe. To przestawia nam priorytety (...)

                To jest złe i to jest też piękne. I każda laska (i pewnie co drugi facet) chce to przeżyć nie patrząc na koszty... a już na pewno jak pójść do kina, to tylko na film o czymś takim właśnie :).

                > Dlatego ja się na to nabrać nie dam.

                na to się nie da nie nabrać...
                • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 23:07
                  zależy co masz na mysli.

                  oczywiście, że ochota będzie i skłonność pozostanie ale wystarczy pomyślec co będzie po mięsiącu i...można się powstrzymać, z pewnym żalem, że to jednak nie produkt , o ktorym marzymy

                  poniewaz lubię porównania- to troche jak z reklamą- mozna bezstresowo oglądac jak sie wie, że to co nas zachęca to gruba przesada
                  • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 23:18
                    Wiesz abrigado czemu wydajesz się taki interesujący dla forumowiczek ?
                    Bo te twoje poglądy to coś w rodzaju babskiego - ja nie jestem taka łatwa.
                    Wiem że chodzi Ci o coś innego, ale tu działa mechanizm niedostępności :)
                    Dla kobiety facet, który twierdzi że żadna go nie ruszy jest wyzwaniem. No bo jak żadna nie ruszy, ale ona tak - no to cóż to za gratyfikacja i pogłaskanie ego.
                    Jak rzeczywiście chcesz spokoju, to powiedz im że przespałbyś się z pierwszą lepszą :D
                    Ale ty nie chcesz spokoju, tak czuję... ;)
                    Wszędzie rozpowszechniasz taką propagandę ? :D
                    Niezły myk. Szacun.
                    • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 23:24
                      Sabat, moze nie wypowiadaj sie za "forumowiczki". Dla mnie on nie jest interesujacy absolutnie. Dla mnie to cienias co sie zycia boi a ja jestem "przygodowa"!!

                      Po drugie mysle, ze on jest typem "miec ciasto i zjesc ciastko" a tak sie nie da.
                      Dobrze, ze mu ze swoim zycie wygodnie, najwaniejsze to byc szczesliwym, nie wazne czy z kobieta/mezczyzna czy bez.
                      • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 23:39
                        Życia boją się ci co je poznali :)
                        Zazdroszczę Ci bycia kobietą w dzisiejszych czasach i w kulturze american way of life. Kiedyś miałyście gorzej, to fakt, więc może jakaś rekompensata się za to należała.
                        Od razu zaznaczam, że moja zazdrość nie idzie tak daleko żeby zmieniać płeć, ale z daleka mogę popodziwiać.
                      • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 23:45
                        kag73 podziwiam twoją przenikliwośc w ocenie przy tak niewielkim materiale badawczym. może podasz mi także typy na wyniki gonitw na służewcu, w przyszłym tygodniu?

                        tak więc nie zgadzam się z tobą ,ale oddam życie broniąc twojego prawa do wyrażania swojego zdania!
                        • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 23:59
                          Dziekuje za slowa podziwu. Wynikow gonitw Ci nie powiem, bo nic na ten temat nie wiem, niestety :))
                          "Materialu badwaczego" bylo sporo, zeby wysunac wnioski, moze Ty jeszcze o tym nie wiesz, ale jest wlasnie tak jak napisalam ;))
                          Ja wcale Cie nie chce przekonywac do zycia we dwoje i seksu i zebys dal szanse milosci, bo nic mi do tego i wcale nie twierdze, ze Twoja "droga" jest zla, skoro jestes w tym wszystkim szczesliwy. Ale tchorzliwy jestes, panicznie boisz sie, ze Cie ktos wykorzysta albo Twoje "zalety"/zasoby w taki czy inny sposob i boisz sie zainwestowac uczuc, bo ktos mogly to wykorzystac do swoich celow.
                          • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 00:21
                            Ale tchorzliwy jestes, panicznie boisz si
                            > e, ze Cie ktos wykorzysta albo Twoje "zalety"/zasoby w taki czy inny sposob i boisz sie zainwestowac uczuc, bo ktos mogly to wykorzystac do swoich celow.


                            dla ciebie mogę być tchórzem- widocznie wygodniej ci z prosta wizją ,że facet, co nie dąży do związku to tchórz. ewidentnie nadinterpretowujesz fragmenty moich wypowiedzi, ae co tam

                            dla mnie jest różnica między "boję się"- a "nie widzę sensu".

                            mamy tu świeżutki kazus Proto, który fruwa ponad chodnikami bo wreszcie znalazł wyjście z bezseksia- sama dostepnośc seksu tak go dowartościowała bo poczuł sie pożądany.

                            wiem małostkowy ze mnie gość- ale mnie nie kręci perspektywa relacji, w której będę potraktowany instrumentalnie. to jest twoim zdaniem tchórzostwo?

                            no tak i boję sie ,że ktoś skradnie mi mój sssssskaaarb :P- ciekawe czy to skrzynka z klejnotami?












                            • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 00:45
                              > dla ciebie mogę być tchórzem- widocznie wygodniej ci z prosta wizją ,że facet,
                              > co nie dąży do związku to tchórz. ewidentnie nadinterpretowujesz fragmenty moic
                              > h wypowiedzi, ae co tam

                              Wyjaśnię czy jeszcze raz: dla mnie twoje tchórzostwo nie polega na niedążeniu do związku, tylko na tym: "mnie nie kręci perspektywa relacji, w której będę potraktowany instrumentalnie" W domyśle: każda relacja na pewno, zawsze i nieodwołalnie będzie tylko taka. Nawet gdybyś spotkał szczerze ci oddaną i kochającą cię kobietę nie byłbyś w stanie zauważyć jej uczuć. Właściwie nei wiem, czy to jest tchórzostwo - chyba bardziej defekt. W związku z powyższym dla świata jest bezpieczniej, kiedy nei dążysz do związku.
                              • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 01:05
                                Nawet gdybyś spotkał szczerze ci oddaną i kochającą cię kobietę nie byłbyś w stanie zauważyć jej uczuć. Właściwie nei wiem, czy to jest tchórzostwo - chyba bardziej defekt. W związku z powyższym dla świata jest bezpieczniej, kiedy nei dążysz do związku.

                                nie, gdybym taką kiedykolwiek spotkał na pewno bym zauważył
                                • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 12:06

                                  > nie, gdybym taką kiedykolwiek spotkał na pewno bym zauważył

                                  "Spotkanie" w tym kontekście oznacza połączenie dwóch elementów: osoba o takich walorach i nastawieniu do ciebie znalazła się fizycznie w zasięgu twoich zmysłów plus DOŚWIADCZYŁEŚ świadomie przyjemnych skutków jej nastawienia i zainteresowania. Bardzo możliwe, że nigdy nie miałeś w sferze swoich oddziaływań takiej kobiety (przyciąganie się podobieństw i funkcjonowanie wśród ludzi o podobnej mentalności), możliwe też, że nie dotarła do ciebie zajawka o możliwym szczęściu. Jak by nie było, teraz, nawet gdyby pod nogi wlazła ci księżniczka, przeszedł byś po niej jak taran. A tak z ciekawości spytam: czy w bliższym i dalszym otoczeniu spotkałeś kiedykolwiek jakąś fajną, dobrą i mądrą kobietę pozytywnie nastawioną do swojego mężczyzny? Czy wszystkie wredne są? Tylko plizzz... nie zaczynaj ględzić o swojej nadzwyczajnej przenikliwości, której reszta śmiertelników nie doświadcza i błądzi we mgle naiwnych wyobrażeń ;-P
                                  • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 12:18
                                    Tylko plizzz... nie zacz
                                    > ynaj ględzić o swojej nadzwyczajnej przenikliwości, której reszta śmiertelników
                                    > nie doświadcza i błądzi we mgle naiwnych wyobrażeń ;-P
                                    >
                                    wiesz, jestem na tyle przenikliwy, że ... ;P

                                    dobra, no pewnie, że spotkałem i spotykam w swoim otoczeniu fajne, mądre kobiety ( czy dobre to nie wiem- nie jestem trędowatym, którego trzeba napoić, opatrzyć) i z pewnością pozytywnie nastawione do swojego meżczyzny.

                                    i niektóre nawet w związkach długoletnich- bo w krótkoterminowych relacjach to w ogóle dość częste.

                                    kobieto wiem, ze cieżko ci przyjąć do wiadomości, ze ktoś możę was lubić, nie być gejem i jednoczesnie i=uznać waszą bliższa obecność w swoim życiu za coś niekoniecznego..

                                    zajmijmy się czymś innym , ok?
                                    • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 12:48
                                      >
                                      > kobieto wiem, ze cieżko ci przyjąć do wiadomości, ze ktoś możę was lubić, nie b
                                      > yć gejem i jednoczesnie i=uznać waszą bliższa obecność w swoim życiu za coś nie
                                      > koniecznego..

                                      Już pisałam, że to akurat jest mi bardzo łatwo zrozumieć, bo otwartość na różnorodność rozwiązań mam akurat dużą. Nie wyważaj demonstracyjnie otwartych drzwi i nie przypisuj mi (i nie tylko mi) poglądów, od których jestem daleka. I nie sądzę, byś nas lubił.
                                      • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 13:10
                                        I nie s
                                        > ądzę, byś nas lubił.
                                        >
                                        Was, towarzyszko oddziałowa, to może rzecyzwiście , nie , lae tego kwiatu pół swiatu i jest troche sympatycznych, fajnych i mądrych kobiet.
                                        • hello-kitty2 Re: kocha,lubi,szanuje,nie chce,nie dba,zartuje 24.05.12, 13:49
                                          abrigado napisał:

                                          > I nie sądzę, byś nas lubił.
                                          > >
                                          > Was, towarzyszko oddziałowa, to może rzecyzwiście , nie , lae tego kwiatu pół s
                                          > wiatu i jest troche sympatycznych, fajnych i mądrych kobiet.

                                          A dlaczego mnie nie lubisz? (wal szczerze)
                                          • abrigado Re: kocha,lubi,szanuje,nie chce,nie dba,zartuje 24.05.12, 14:30
                                            Kitty- ciebie nie lubić? :P jesteś jedna z moichu lubionych forumek...
                                            • trzydziestoletnia Re: kocha,lubi,szanuje,nie chce,nie dba,zartuje 25.05.12, 16:55
                                              abrigado napisał:

                                              > Kitty- ciebie nie lubić? :P jesteś jedna z moichu lubionych forumek...

                                              Znowu stchorzyles :)
                      • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 00:04
                        Sabat, moze nie wypowiadaj sie za "forumowiczki". Dla mnie on nie jest interesu
                        > jacy absolutnie. Dla mnie to cienias co sie zycia boi a ja jestem "przygodowa"!
                        > !

                        Tak Sabat, nie wypowiadaj się za "forumowiczki". Jestem zdrową dziewuchą, lubię ten emocjonalny, żywiołowy aspekt życia, niezdrowe klimaty mnie nei kręcą, więc Abrigado nie jest dla mnie pociągająco niedostępny - jest odpychająco zimny i zimno odpychający. Zarówno w tej, jak i w swojej poprzedniej postaci sprzed lat (prawdopodobieństwo, że to nie on, oczywiscie istnieje). Zawsze unikałam wchodzenia w relacje z mężczyznami tego typu, co na dobre mi wyszło - rozpaczliwe próby udowodnienia paranoikowi, że się go kocha, lubi czy po prostu nei czyha na jego życie to z góry skazana na niepowodzenie akcja. Ja (i Kag pewnie też) nie jestem zainteresowana beznadziejnymi przedsięwzięciami.
                        Ale tekścik ładny wysmażyłeś :-)
                    • abrigado Re: to się nazywa love interruption:) 23.05.12, 23:41
                      > Wszędzie rozpowszechniasz taką propagandę ? :D
                      > Niezły myk. Szacun.


                      no co ty? :P nie jestem aż takim samobójcą- wersja na co dzien jest sporo ugrzeczniona :P

                      fakt, czuje się sprawdzany, jak kleryk co się właśnie w parafii pojawił :P

                      to forum jest okazją do powiedzenia co myslę. Dopóki tego nie napisałem, większośc rzeczy byla chyba nawet niewyartykułowana- stąd błędy metodologiczne wytknięte przez Yorica.

                      masz rację- kompletnie, nie chodzi mi o podrażenienie babskiego ego w sensie jaki opisałeś.

                      raczej o sprawdzenie, gdzie ewentualnie mam jeszcze niedoróbki w swoim spojrzeniu na świat relacji międzypłciowych.. Natomiast akceptacja pań z forum jest mi obojętna- interesuje mnie ewentualnie czy są jakies argumenty przeciw temu co piszę-ale krzykacze w rodzaju andzi niespecjalnie mnie obchodzą.

                      poza tym je drażni to ,że ja w sumie ich nie atakuję, nie zarzucam, że niedobre, zdradliwe i złe,

                      a poza tym lubię pisac, więc czasem bawię się formą :)

                      Ty natomiast , mam wrażenie, że doszedłeś wreszcie do wniosku, ze łaszenie się do odbiorców ( zwłaszcza płci żeńskiej) ma krótkie nogi- a tak przecież zacząłeś? :P

                      no i co z tym zrobisz? polecam pomysły proto na początek- tylko z zastrzeżeniem- nie wchodzimy w żadna trwałą relację. złapiesz dystans będziesz mógł podjąć swoją decyzję.
                      • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 00:11
                        > poza tym je drażni to ,że ja w sumie ich nie atakuję, nie zarzucam, że niedobre
                        > , zdradliwe i złe,

                        Oooo, doprawdy, nie zarzucasz?! heheehe ;-P
                      • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 00:21
                        abrigado napisał:

                        > no i co z tym zrobisz? polecam pomysły proto na początek- tylko z zastrzeżeniem
                        > - nie wchodzimy w żadna trwałą relację. złapiesz dystans będziesz mógł podjąć s
                        > woją decyzję.

                        Obawiam się że między Sabatem i Proto jest intelektualna przepaść, doradzanie mu spostrzeżeń osoby która nie opanowała języka ojczystego, świadczy o Twoim intelekcie że go nadmiernie już nadwyrężyłeś..ja myślę abrigado że niepotrzebnie się tak na nas eksploatujesz, skończysz jako niedoceniany geniusz, prawiący swoje teorie jakiejś tańszej podróbce Joli Rutowicz;)
                        • abrigado jassssnee 24.05.12, 00:26
                          a;e raczej, eee tam...

                          wrócimy wreszcie do tematu? kwestie yorica były o niebo ciekawsze i prawdę mówiąc miałem nadzieję, że skręcimy znów ku sprawom związanym z potrzebami każdej płci
                          • that.bitch.is.sick Re: jassssnee 24.05.12, 01:15
                            abrigado napisał:

                            > a;e raczej, eee tam...
                            >
                            > wrócimy wreszcie do tematu? kwestie yorica były o niebo ciekawsze i prawdę mówi
                            > ąc miałem nadzieję, że skręcimy znów ku sprawom związanym z potrzebami każdej p
                            > łcie
                            Ja miałam takiego kolegę jak Ty. Lubiłam go, zanim nie próbował mnie przelecieć, świnia jedna. Ach te młodzieńcze sentymenty...
                            a jednak, jakbyś w punktach wypisał te wszystkie racjonalizacje to by było pysznie. Oczywiście pomijając Twoją dość typową wizję kobiety i relacji męsko-damskich:). Bardzo by mi się przydały te racjonalizacje, żeby już nigdy żaden nawet najlepszy seks mnie nie skorumpował;). Wiem, że część tej recepty to pogarda i pomniejszanie płci przeciwnej, ale ja bym to pominęła. Skupmy się na aspekcie utraty kontroli i negatywnych tego konsekwencjach - to na mnie działa. Ostrzegam że jak nie założysz swojego wątku, to ja to zrobię:)
                            Pchły na noc:)
                            • hello-kitty2 Re: jassssnee 24.05.12, 01:32
                              that.bitch.is.sick napisała:

                              > a jednak, jakbyś w punktach wypisał te wszystkie racjonalizacje to by było pysz
                              > nie. Oczywiście pomijając Twoją dość typową wizję kobiety i relacji męsko-damsk
                              > ich:). Bardzo by mi się przydały te racjonalizacje, żeby już nigdy żaden nawet
                              > najlepszy seks mnie nie skorumpował;). Wiem, że część tej recepty to pogarda i
                              > pomniejszanie płci przeciwnej, ale ja bym to pominęła. Skupmy się na aspekcie u
                              > traty kontroli i negatywnych tego konsekwencjach - to na mnie działa. Ostrzegam
                              > że jak nie założysz swojego wątku, to ja to zrobię:)
                              > Pchły na noc:)

                              hehe abrigado rznie glupa bo udaje, ze nie widzi, jak go 'zachecamy' zeby wreszcie sie porzadnie przedstawil = zalozyl swoj watek
                              • abrigado Re: jassssnee 24.05.12, 09:00
                                bitch świetny pomysł żebyś sama to opisała, w punktach.
                                1) nie mam misji ewangelizacyjnej ( prawdę mówiąc jestem zawiedziony, ze nikt mnie nie przekonał, że jednak jest inczaj i ,ze czeka na mnie księżniczka zamieniona w złotowłosego nieżwiedzia- czy jakoś tak...)

                                2) to będzie fantastyczny sprawdzian na ile moje tezy są zrozumiałe dla otoczenia ;
                                (wcale nie moje- Yoric pisze np bardzo podobnie tylko nieco bardziej hermetycznym językiem- jak LEM na przykład)
                                3) nawet jeśli je strywializuesz to co napisałem (spodizewam, się, że do tego zmierza cały pomysł) to przynajmniej moze wyjdzie z tego ciekawy pastisz :)
                                • that.bitch.is.sick Re: jassssnee 24.05.12, 11:38
                                  abrigado napisał:

                                  > bitch świetny pomysł żebyś sama to opisała, w punktach.
                                  > 1) nie mam misji ewangelizacyjnej ( prawdę mówiąc jestem zawiedziony, ze nikt m
                                  > nie nie przekonał, że jednak jest inczaj i ,ze czeka na mnie księżniczka zamien
                                  > iona w złotowłosego nieżwiedzia- czy jakoś tak...)
                                  >
                                  Jassne już pędzę;) Ale wątek może kiedyś założę. W takiej formie jaką ja uznam za stosowne.
                      • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 01:21
                        abrigado napisał:

                        > no i co z tym zrobisz? polecam pomysły proto na początek- tylko z zastrzeżeniem
                        > - nie wchodzimy w żadna trwałą relację. złapiesz dystans będziesz mógł podjąć s
                        > woją decyzję.

                        Ty mi chyba źle życzysz chłopie :)
                        Sam pisałeś wcześniej, że nie obrałbyś tej drogi.

                        Poza tym - może zaskoczę - gdyby to rzeczywiście miało działać na zasadzie: hej spotkały się dwa debile, oboje chcemy się popieprzyć na sianie, w sumie to z byle kim i byle jak, a właściwie to mam wszy i pierdolca, ale nie przejmuj się tylko ściągaj majtki...
                        Yhh...
                        To chyba już wolałbym jednak ostatecznie iść i zapłacić w agencji, jak za kilo kiełbasy.
                        Przynajmniej jakiś klimat - chory bo chory, ale jest.

                        Z dwojga złego wolałbym ponurą dekadencję niż kliniczną głupotę :)
                        Pewnie się nie zrozumiemy, ale cóż...

                        I sam widzisz jaka ze mnie kapryśna kreatura :D
                • hello-kitty2 Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 01:22
                  yoric napisał:

                  > To jest złe i to jest też piękne. I każda laska (i pewnie co drugi facet) chce
                  > to przeżyć nie patrząc na koszty... a już na pewno jak pójść do kina, to tylko
                  > na film o czymś takim właśnie :).
                  >
                  > > Dlatego ja się na to nabrać nie dam.
                  >
                  > na to się nie da nie nabrać...


                  Oh Yoric, co ty kombinujesz? :)

                  Co do kina to sie nie zgodzimy, to nie moje klimaty.
                • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 11:35
                  yoric napisał:

                  > To jest złe i to jest też piękne. I każda laska (i pewnie co drugi facet) chce
                  > to przeżyć nie patrząc na koszty... a już na pewno jak pójść do kina, to tylko
                  > na film o czymś takim właśnie :).

                  Każda laska oprócz tej co się na tym sparzyła drogi Yoricu. A potem można sobie wypracować metody postępowania w przypadku gdy człowiek wdepnie w takie badziewie. Ja jestem zdania że możliwe są pod słońcem ciekawsze relacje.

                  > na to się nie da nie nabrać...

                  Tak, ale jeśli chodzi o to o czym pisała Glamorous, to nie da się takiego efektu wypracować metodami uwodzenia, gotowymi sztuczkami itd...
                  • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 13:15
                    > nie da się takiego efekt u wypracować metodami uwodzenia, gotowymi sztuczkami itd...

                    here we go again... czym w takim razie - według Ciebie - można wywołać taki efekt i czym się to coś różni od 'metod uwodzenia' tak jak je pojmujesz?
                    • eudajmonika Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 13:23
                      yoric napisał:

                      > > nie da się takiego efekt u wypracować metodami uwodzenia, gotowymi sztucz
                      > kami itd...
                      >
                      > here we go again... czym w takim razie - według Ciebie - można wywołać taki efe
                      > kt i czym się to coś różni od 'metod uwodzenia' tak jak je pojmujesz?

                      Autorka miała z całą pewnością na myśli piorun sycylijski.
                      Byłeś już na Sycylii, Y.?
                      • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 14:07
                        eudajmonika napisała:

                        > Autorka miała z całą pewnością na myśli piorun sycylijski.
                        > Byłeś już na Sycylii, Y.?

                        Blisko kurza stopa ciociu dobra rada.
                    • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 24.05.12, 14:14
                      yoric napisał:


                      > here we go again... czym w takim razie - według Ciebie - można wywołać taki efe
                      > kt i czym się to coś różni od 'metod uwodzenia' tak jak je pojmujesz?

                      Według mnie i mojej szklanej kuli...nie da się tego wywołać, ale nie bój jeża to się samo wywołuje, biologia to tak dla nas zaplanowała, że spotykasz dziołchę zdrową, jędrną i czerstwą, z wielkim tyłkiem w który masz ochotę wbić zęby. Potem głupiejesz, robisz dziwne rzeczy - do czasu zapłodnienia oczywiście. A jeszcze potem marudzisz na forum jaka ona głupia i jaki ma wielki tyłek, odbierając apetyt postronnym.

                      Co do sztuczek: solarium, mercedes z białym wnętrzem, perfumy adidas po przecenie, dużo sałaty w kieszeni oraz śmieszny kapelusz w stylu Jan Nowicki przed powstaniem zmarszczek, to oczywiście na zaliczenie laski może się sprawdzić ale czy to było wywołanie efektu interruption? Czy wzajemne oszukiwanie?
                      • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 26.05.12, 21:35
                        Dobra, dobra, mądrale :). Spytałem co wywołuje ten efekt :).
                        • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 26.05.12, 22:28
                          ależ miłość, zauroczenie, jak zwał - da się wywołać technikami uwodzenia. Sam raz padłem ofiarą takiego zjawiska :) Z drugiej strony - pomny tego doświadczenia, kolejne ileś tam razy - już nie padłem.
                          Największy problem ze świadomym uwodzeniem jest taki, że gra staje się bezcelowa, gdy wyjdzie na światło dzienne.
                          Ciężko ślizgać się wciąż na tej samej skórce od banana.
                          Dlatego według mnie najskuteczniej zdobywać serce wybranki stawiając na inteligentną spontaniczność, mając oczywiście w pamięci pewne żelazne zasady.
                          Tak czy owak - flirt to raczej bieg przełajowy niż mechaniczne ruchy na bieżni.

                          Ale - wywołać miłość umyślnie się niezaprzeczalnie da.
                          • hello-kitty2 Re: to się nazywa love interruption:) 26.05.12, 23:08
                            sabat77 napisał:

                            > Ale - wywołać miłość umyślnie się niezaprzeczalnie da.

                            To uwodzicielom zalezy na seksie czy milosci?
                            • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 26.05.12, 23:23
                              hello-kitty2 napisała:

                              > To uwodzicielom zalezy na seksie czy milosci?

                              To przecież zależy od ostatecznego celu jaki obrał uwodziciel. Jeśli źródłem zainteresowania jest np. majątek ofiary, albo uzyskanie zależności emocjonalnej jest celem samo w sobie, to może zależeć na wywołaniu miłości. Chociaż wg słowników słowo uwodzić rzeczywiście jest związane raczej z wywołaniem pożądania lub wprost doprowadzeniem do współżycia seksualnego.
                              • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 00:58
                                > lub wprost doprowadzeniem do współżycia seksualnego.

                                żeby nie powiedzieć: "do immisji prącia do dróg rodnych kobiety" ;)
                                • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 09:02
                                  Z tymi drogami rodnymi to bym taki zasadniczy nie byl, mozliwosci jest wiecej. :) Ale generalnie zgadzam sie z przedmowca, i concur :)
                        • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 00:23
                          yoric napisał:

                          > Dobra, dobra, mądrale :). Spytałem co wywołuje ten efekt :).

                          Według mnie jakiś rodzaj dopasowania ale na poziomie fizycznym. Nie wiem za diabła jak to nazwać, wiem tylko że tego doświadczyłam. To jakiś rodzaj "chemii ciała", czy to jest zapach, czy jakieś bodźce wizualne, a może jak pisze Gomory w sąsiednim wątku że to wszystko bujda i to jest przypadkowy obiekt wpisujący się w jakiś chwilowy brak i tyle.
                          Ale żeby przypadkowy obiekt wywołał seksualne uzależnienie to mi się coś wierzyć nie chce. W każdym razie to nie jest żadna miłość (tylko tak niektórzy na to mówią żeby się usprawiedliwić). To można co najwyżej nazwać transem narządów płciowych:). To się może przydarzyć z osobą całkowicie intelektualnie i na każdym innym polu Ci obcą. Może to napotkanie znakomicie dopasowanego materiału genetycznego? A bo ja wiem?
                          Ja byłam w stanie wówczas nieciekawym, wolałabym już tego nigdy nie doświadczyć. Nie chce się spać ani jeść, praca przeszkadza, nauka wydaje się bez sensu, inne aktywności są niemal niemożliwe, w głowie kołacze Ci się obsesyjnie słowo: Seks.
                          Seks uprawia się w dziwnych miejscach i z narażeniem się na śmieszność oraz nierzadko mandat od władz. :) Generalnie człowiek się ośmiesza. Można zacząć gadać o dzieciach i ślubie, ubierać w kolor różowy albo tak jak Salvador Dali wyszykował się na spotkanie ze swoją przyszłą żoną:
                          „Początkowo nie myślał o tym, żeby zrobić wrażenie specjalnie właśnie na Gali, miał na myśli wszystkich swoich gości. Pociął swoją jedwabną koszulę i założył kostium kąpielowy na lewą stronę. Rzut oka w lustro przekonał go, że to za mało. Wygolił sobie włosy pod pachami zacinając się do’ krwi i pomalował pachy na niebiesko. Jako męskiej wody kolońskiej użył mieszaniny rybiego kleju i koziego łajna. Za ucho zatknął sobie czerwone geranium(…)”
                          /z książki Salvador Dali i jego szalona muza T. Mcgrick/;-)
                          • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 02:30
                            Widzisz, to moim zdaniem tu się nie zgadzamy co do treści i dodatkowo co do terminów.

                            Co do treści, bo jak już nie raz pisałem moim zdaniem pożądanie, również to z gatunku najbardziej spalających, wywołuje przede wszystkim zachowanie. Zwłaszcza u kobiet. Oczywiście jestem bardzo daleki od ignorowania tych pierwotnych rzeczy typu zapach, ale umówmy się, że u kobiet tym głównym zapalnikiem jest zachowanie faceta.

                            Co do pojęć, bo po raz kolejny mam wrażenie, że przez 'metody uwodzenia' itd. wszyscy rozumiecie kompletnie co innego niż ja (i oczywiście nie będzie zaskoczeniem jak powiem, że Wasza koncepcja jest całkowicie błędna). Wam się chyba wydaje, że 'metody uwodzenia' polegają na tym, że facet podchodzi do kobiety i recytuje jakąś uprzednio wyuczoną na pamięć formułkę, potem powie, że kocha i laska jest jego :).
                            • that.bitch.is.sick Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 10:00
                              yoric napisał:

                              > Widzisz, to moim zdaniem tu się nie zgadzamy co do treści i dodatkowo co do ter
                              > minów.
                              >
                              > Co do treści, bo jak już nie raz pisałem moim zdaniem pożądanie, również to z g
                              > atunku najbardziej spalających, wywołuje przede wszystkim zachowanie. Zwłaszcza
                              > u kobiet. Oczywiście jestem bardzo daleki od ignorowania tych pierwotnych rzec
                              > zy typu zapach, ale umówmy się, że u kobiet tym głównym zapalnikiem jest zachow
                              > anie faceta.

                              A możesz sobie uważać co chcesz. Ja nie piszę o tym na co z grubsza lecą kobiety. Nie rozumiemy się zupełnie. Ja piszę o konkretnym zjawisku które nie zdarza się za każdym razem gdy podoba Ci się kobiecie facet i idzie z ona z nim do łóżka, tylko wtedy kiedy głupieje, rzuca szkołę i zachodzi w ciążę na przykład. Nie trzeba się domyślać, że z drugiej strony najczęściej występuje to samo.

                              > Co do pojęć, bo po raz kolejny mam wrażenie, że przez 'metody uwodzenia' itd. w
                              > szyscy rozumiecie kompletnie co innego niż ja (i oczywiście nie będzie zaskocze
                              > niem jak powiem, że Wasza koncepcja jest całkowicie błędna). Wam się chyba wyda
                              > je, że 'metody uwodzenia' polegają na tym, że facet podchodzi do kobiety i recy
                              > tuje jakąś uprzednio wyuczoną na pamięć formułkę, potem powie, że kocha i laska
                              > jest jego :).

                              Och tak smętne mądrości pick up artists. Zdecydowanie świetny sposób na zarabianie kasy. Tylko znowu ja nie piszę o świadomym sterowaniu zachowaniem i innymi czynnikami żeby wzbudzić emocje w kobiecie. Wybacz, mówimy o czym innym.
                              • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 16:10
                                P...rzycie aż miło :). NIC nie wiecie o 'metodach uwodzenia', ale na 100% wiecie, że nie działają; chociaż odrobina intelektualnej uczciwości kazałaby Wam zmienić to na "*mam nadzieję*, że nie działają, ponieważ gdyby działały, kłóciłoby się to z moim światopoglądem".

                                Sabat i TBiS, to że wiele osób coś twierdzi, to doprawdy dziwny argument za tym, że to nieprawda. Wiele osób twierdzi, że aspiryna to świenty lek, i spora część z nich chce na tym zarobić i jedyny problem w tym, że aspiryna to naprawdę świetny lek :). Ja się nie przyłączyłem, nie zapłaciłem, ale sprawdziłem te twierdzenia że tak powiem za darmo i wyszło, że ci goście mają rację!

                                Fiksujecie na wyglądzie zewnętrznym, jak powszechnie wiadomo, że na ocenę atrakcyjności mężczyn mocno wpływają inne cechy i relacja może być odwrócona, tj. facet może być oceniany jako 'przystojny' właśnie dlatego, że jest dobrze ubrany, pewny siebie i otoczony aurą sukcesu. Standardy męskiej urody są w ogóle dużo bardziej rozmyte, właśnie z ww. względów. A do tego powszechnie wiadomo, że 'mężczyzna wystatrczy, żeby był niewiele ładniejszy od diabła', jak to Andzia pisała w kontekście swoim i licznych koleżanek.
                                I naprawdę przestańcie mi wkręcać takie historie, bo przecież *każdy* ma wśród swoich zanjomych co najmniej kilka przykładów faceta, który nie jest obiektywnie 'ładny', a laski za nim szaleją i ludzie nie mogą się nadziwić, jak on to robi (a dziwią się, bo fiksują na wyglądzie i nie mogą tego przebić). Naprawdę wystarczy się rozejrzeć i otworzyć oczy.

                                Fiksujecie na 'chemii' i dopasowaniu, co mi przypoimina stary dowcip o sali rozwodowej, gdzie mąż oświadcza, że żona mu seksualnie nie odpowiada, co szept z sali komentuje "patrzcie jaki wybredny, wszystkim odpowiada, tylko jemu nie".
                                Jakoś tak się dziwnie składa, że 90% kobiet pasuje jakieś 5-10% mężczyzn. MOże ważne jest odpowiednie miejsce i czas w życiu kobiety, ale jakoś tak się składa, że właśnie najczęściej w tym czasie i miejscu znajduje się wąska grupa mężczyzn. Są tacy kolesie, którzy z każdej imprezy wyjdą z laską i tacy, co nigdy nie wyjdą, albo raz w życiu. Jak to się ma do 'dopasowania'? A jak się ma ten cytat z TBiS?
                                > To się może przydarzyć z osobą całkowicie intelektualnie i na każdym innym polu Ci obcą.


                                > zeby w ogole mogli sie wykazac humorem, zachowaniem, polotem musza najpierw dostac w ogole szanse, czyli tzw. pierwsza radke czy pierwsze spotkanie

                                po pierwsze zachowaniem wykazujesz się od razu - sposób w jaki funkcjonujesz w otoczeniu zanim jeszcze podejdziesz do kobiety, a jak już to robisz, to postawa, mimika, kontakt wzrokowy, itd. Po drugie czasem zdarza się, że do konsumpcji dochodzi od razu, bez żadnych randek. Może to faktycznie nie reguła, ale piękne podsumowanie zjawiska. Dla mnie świetna była ta wypowiedź Beckera o jego 'znajomości' z Ermakovą - jasne, on miał z górki będąc celebrytą, ale są takie przypadki gości, którzy mieli setki kobiet i doskonale wiedzą o co chodzi i im zdarza się zaliczyć zdobycz w pół godziny. Oczywiście nie zawsze i nie z każdą laską, bla bla bla, ale takie rzeczy się dzieją i są realne i co najważniejsze, tego nie dokona samym wyglądem choćby najbardziej przystojny facet świata.

                                > Przyklad z mojego zycia.

                                fajnie sobie tak poprawiać ego, ale z perspektywy faceta takie wyznania można spokojnie przewinąć. Warto za to nadstawić ucha jak laska wyjmie kij z d... i zwierzy się z tych sytuacji, kiedy poszła nagle do łóżka z kimś przypadkowo poznanym w barze, w pociągu, na imprezie...

                                > Mnie tutaj w zadnym wypadku nie chodzi o to, ze facet musi byc "lalka", tylko o to cos co mi sie nim spodoba

                                i tu mamy sedno: dla wielu kobiet to są te same rzeczy i można się ich nauczyć.
                                • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 16:21
                                  Skad mamy wiedziec, ze nic nie wiemy, a ty wiesz, skoro wszystko sprowadzasz do "wy nie wiecie, a ja wiem" :) skoro ty wiesz to moze nas oswiec ?
                                  Rownie dobrze moge zaczac twierdzic, ze wiem (ale nie powiem) jak zdobyc kobiete za pomoca prostej sztuczki z ekierka i pudelkiem szprotek... Ale co wam do tego, sprawdzilem i wiem :)
                                  • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 17:19
                                    O nie, spryciarzu, już 100x o tym pisałem, chcesz to sobie poszukaj w wyszukiwarce, albo po prostu sprawdź Davida DeAngelo. A póki co niech będzie słowo przeciwko słowu - kogoś kto sprawdził i wie kontra kogoś, kto nie sprawdził i wie :).
                                    • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 19:46
                                      No dobra, zalozmy ze masz racje.
                                      Pozostaje jeszcze kwestia czy w ogole warto.
                                      Powoli zaczynam dochodzic do tego samego wniosku co abrigado - ze niekoniecznie.
                                      W koncu - jak juz zostalo powiedziane - nie kazdy sie nadaje do zwiazku.
                                      Na to zeby uprawiac seks moze tez nie kazdy.
                                      • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 20:02
                                        Wymiękasz, Sabat? Nie musisz, masz predyspozycje :-)
                                        • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 20:19
                                          aandzia43 napisała:

                                          > Wymiękasz, Sabat? Nie musisz, masz predyspozycje :-)

                                          z seksu to byloby mi ciezko zrezygnowac tak na zawsze, jako urodzonemu sybarycie. Ale kobiet i ich relacji z mezczyznami to ja aandziu43 nie rozumiem i zaczynam watpic czy kiedykolwiek to nastapi...
                                          • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 20:46
                                            Sabat, wyciagasz wnioski na podstawie jednego zwiazku i jednej kobiety, Twojej zony. Z seksu praktyczynie juz rezygnujesz, bo 2x w ciagu 3 lat, to dla mnie jest "brak seksu". Uwierz, bywaja naprawde fajne/udane zwiazki. Mysle, ze Ty z odpowiednia kobieta zdecydowanie mialbys szanse, bo niby dlaczego nie? Bo rzecz w tym czy sie ludzie dobrali czy nie, znam takich co mowia po ponad 20 stu latach, ze dobrali sie jak w korcu maku i sa szczesliwi.
                                            Sama jestem szczesliwa w swoim malzenstwie, maz, mysle, tez.
                                          • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 20:48
                                            Sabat, weź zawiąż z Josefem jakiś klub pokrzywdzonych prze los :o.
                                            • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 21:00
                                              Ty sie z niego nie wysmiewaj, bo nie chcialbys byc w jego skorze :)
                                              Ja zreszat tez nie.
                                              • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 23:43
                                                Mają to, na co zasłużyli. Wpadają w depresję, bo chociaż dobrze wiedzą, gdzie jest pstryczek, to nie chce im się dupy ruszyć z łóżka:

                                                thumbpress.com/25-pictures-of-the-most-comfortably-uncomfortable-first-world-problems/bed-is-too-comfortable/
                                                • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 28.05.12, 06:11
                                                  josef_to_ja może nie być realną postacią, ale jeśli chodzi o mnie, to zwyczajnie bezpodstawnie obrażasz. IRL nie mamrocze i nie mam spuszczonych ramion. Jestem wesoły, żartuję, utrzymuję kontakt wzrokowy i często bywam minimalnie zaczepny wobec kobiet - ale w granicach dobrego smaku. Dla śmiechu. Mam niestety taką cechę - której tutaj mi brakuje na forum - że świetnie czytam mowę ciała, mimikę, gesty. Pracowałem lata w handlu i to też nie jest bez znaczenia. Handlowcem byłem dobrym, podrywacz ze mnie żaden.
                                                  To co ty mówisz, świadczy o tym że spełniasz "minimalne wymagania techniczne" większości kobiet. I w takim zakresie pewność siebie, kontakt wzrokowy i "kawa na ławę" pomaga jak diabli. To co by się i tak mogło stać, po prostu dzieje się szybciej.
                                                  Przyjmij jednak do wiadomości, że ja z 30-40 kg nadwagą jednak w generalnej większości wypadków tych technicznych minimalnych wymagań nie spełniałem, co wręcz można było zaobserwować. Bycie odrzucanym w organiczny sposób to dość niemiła sprawa. Ale jak się jest dobrym obserwatorem to to po prostu widać.
                                                  Żebyś mógł się wypowiadać - przytyj 40 kg i idź na podryw. Zobaczymy jak będziesz rwać, ja chętnie poobserwuję :D Może nawet pokibicuję, tak z życzliwości.
                                • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 18:45
                                  po pierwsze zachowaniem wykazujesz się od razu - sposób w jaki funkcjonujesz w otoczeniu zanim jeszcze podejdziesz do kobiety, a jak już to robisz, to postawa, mimika, kontakt wzrokowy, itd. Po drugie czasem zdarza się, że do konsumpcji dochodzi od razu, bez żadnych randek. Może to faktycznie nie reguła, ale piękne podsumowanie zjawiska. Dla mnie świetna była ta wypowiedź Beckera o jego 'znajomości' z Ermakovą - jasne, on miał z górki będąc celebrytą, ale są takie przypadki gości, którzy mieli setki kobiet i doskonale wiedzą o co chodzi i im zdarza się zaliczyć zdobycz w pół godziny. Oczywiście nie zawsze i nie z każdą laską, bla bla bla, ale takie rzeczy się dzieją i są realne i co najważniejsze, tego nie dokona samym wyglądem choćby najbardziej przystojny facet świata."

                                  Nie rozsmieszaj mnie, Ty mozesz nie wiem jakiego pewniaka udawac zanim do mnie podejdziesz, jezeli nie wpadniesz mi w oko ze wzgledu na wyglad, to Twojego zachowania nawet nie zauwaze, bo nie bede na Ciebie patrzyla, zwyczajnie :)
                                  Nie ludz sie, wyglad jest wazniejszy niz myslisz.
                                  I nie ma to nic wspolnego z moim ego czy dobrym samopoczuciem. Po prostu nie mam zamiaru marnowac czasu swojego i faceta kiedy jego fizycznosc kompletnie mi nie odpowiada i kropka.
                                  I w ogole nie wiem o czym mowisz: o seksie z nowo poznanym, o zwaizku, znajomosci, malzenstwie?
                                  Skad to przekonanie, ze kazda kobieta wezmie kazdego faceta tylko dlatego, ze ten odpowiednio sie zachowuje. No prosze Cie!
                                  Ty pie...rz!
                                  • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 20:47
                                    > Skad to przekonanie, ze kazda kobieta wezmie kazdego faceta tylko dlatego, ze t
                                    > en odpowiednio sie zachowuje. No prosze Cie!

                                    Skąd w ogóle taki pomysł, że ja mam takie przekonanie. To tak, jak bym twierdził, że facet mierzący 1,60 może być najlepszym koszykarzem świata. Oczywiście, że będzie miał pod górkę, oczywiście nie zagra w NBA, ale może znacząco poprawić swoje umiejętności i być dużo lepszym od przeciętnego dwumetrowca, a nawet grać w lidze zawodowej.
                                    Inaczej rzecz ujmując, jeśli pragniesz szacunku dyskutanta to ja Cię bardzo proszę, nie zamieniaj się w Bonitę :).

                                    > Nie ludz sie, wyglad jest wazniejszy niz myslisz.

                                    tak Ci się wydaje. I ja Cię nie winię, że tak Ci się wydaje, bo większości ludzi tak się wydaje, ale winię Cię, że dogmatycznie trwasz przy swoim błędzie, mimo wszelkich danych świadczących przeciw temu, które traktujesz jakby ich nie było. W szczególności Beckera. Becker by się obraził :).
                                    • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 20:56
                                      "tak Ci się wydaje. I ja Cię nie winię, że tak Ci się wydaje, bo większości ludzi tak się wydaje, ale winię Cię, że dogmatycznie trwasz przy swoim błędzie, mimo wszelkich danych świadczących przeciw temu, które traktujesz jakby ich nie było. W szczególności Beckera. Becker by się obraził :)."

                                      Nie wydaje mi sie, dla mnie wyglad jest wazny, nic na to nie poradze.
                                      I co do tego ma Becker? W przypadku Beckera jest pare milionow albo kilkanascie MILIONOW powodow dlaczego mozna zaryzykowac z nim dziecko. To zupelnie inna liga i okolicznosci do konca nie poznamy.
                                      Borys w sumie pieknoscia nie jest(jezeli chodzi o oblicze), czasami wyglada lepiej czasami gorzej, ale jest wysoki i wysportowany, w koncu byl tenisista. A ja budowe faceta podciagam pod "wyglad", nie chodzi mi tylko o buziunie, chodzi mi rowniez o miesnie, klate, brzuch, tylek i inne proporcje.
                                      Co nie zmienia faktu, ze dla niektorych kobiet w roznych okolicznosciah wazne jest cos innego i kreci je cos innego typu slawa, pieniadze, osiagniecia zyciowe, ale wtedy konkretne. No i w ogole chodzi o to czego wlasnie chcai szukaja.
                                      Ty sam serwujesz swoje zdanie jak prawdy objawione, wiec nie zarzucaj innym (mnie), ze tak sie zachowuja :)
                                      • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 21:43
                                        > ze dla niektorych kobiet w roznych okolicznosciah wazne j
                                        > est cos innego i kreci je cos innego

                                        a ja twierdzę, że tak Wam się wydaje, ale rozumiem, pozostaniemy przy swoich stanowiskach :)

                                        > > Ty sam serwujesz swoje zdanie jak prawdy objawione, wiec nie zarzucaj innym (mn
                                        > ie), ze tak sie zachowuja :)

                                        ale zarzucam, że boją się rozejrzeć wkoło, bo mogą zobaczyć coś niewygodnego :)

                                        Becker pomaga nam uświadomić wiele rzeczy, tj. że nie liczy się tylko wygląd, a jeśli już się liczy, to może być różnie definiowany i mogą istnieć różne standardy piękna. Ale to tylko wstęp. Dalej w kolejce są obcokrajowcy. W Polsce nadal tak jest, że 'natywny' angielski działa jak dzwonek Pawłowa - jak na komendę milkną rozmowy i laski wykręcają szyje w stronę źródła tego dźwięku. Powodzenie np. Brytyjczyków jest kilkunastokrotnie wyższe od powodzenia Polaków o podobnych warunkach fizycznych itd. Jak to wyjaśnić?
                                        • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 21:58
                                          > ale zarzucam, że boją się rozejrzeć wkoło, bo mogą zobaczyć coś niewygodnego :)

                                          A o czym ty się do nas rozmawiasz, Yoric? ;-P Rozejrzenie się wkoło daje mi obraz ZRÓŻNICOWANY. Pewnie Kag też. Nie wiem dlaczego zakładasz, że któraś składowa tego obrazu miałaby być dla nas niewygodna. Trochę za stare wróble jesteśmy ;-) Nie zaprzeczamy, a nawet to my piszemy ci, że kobiety są różne i mają różnego momenty w życiu. I że samo danie dupy przedsiębiorczemu facetowi nie jest tożsame z głęboką żądzą w jego kierunku, a tym bardziej z satysfakcją z aktu. Tobie natomiast zdaje się być niewygodne istnienie zachowań kobiecych nie pasujących do jedynie słusznej tezy.
                                        • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:05
                                          A coz ja pisze? Napisalam, ze nie chodzi mi o faceta chodzaca doskonalosc tylko o takiego, ktory ma to cos, co zadziala na mnie, ma to co mnie sie podoba i dla mnie ladne.
                                          Borys ma konkretna kase, dzieciak urzadzony do konca zycia, poza tym nie jest otyly, maly i az taki szkaradny, smierdzacy, zepsute zeby.
                                          Angole na mnie nie dzialaja, chyba, ze byly jakis przystojny to moze byc i Angol, ale co do reszty kobiet sie nie wypowiadam. W Polsce nie mieszkam, obcorajowcow mialam i mam pod nosem na peczki, dlatego nie sa dla mnie zadna atrakcja. Byc moze dziewcyzny mysla "aa, obcokrajowiec ma co nieco wiecej kasy niz Polak, warto zerknac". Ale tutaj znow porownujemy rozne rzeczy i rozne cele.Bo nagle nie chodzi o chemie i motylki, tylko o "wyrachowanie" albo nadzieje na lepsza przyszlosc. Okolicznosci sa bardzo istotne i czesto decyduja o tym kto z kim do lozka pojdzie i jeszcze w jakim celu: dla czystej przyjemnosci i z zauroczenia czy dla innych "zyskow".
                                          • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:20
                                            Ale tutaj znow porownujemy rozne rzeczy i rozne cele.Bo nagle n
                                            > ie chodzi o chemie i motylki, tylko o "wyrachowanie" albo nadzieje na lepsza pr
                                            > zyszlosc. Okolicznosci sa bardzo istotne i czesto decyduja o tym kto z kim do l
                                            > ozka pojdzie i jeszcze w jakim celu: dla czystej przyjemnosci i z zauroczenia c
                                            > zy dla innych "zyskow".


                                            Kag, Yoricowi chodziło o to, że to nie uświadomione wyrachowanie kieruje paniami oddającymi się mężczyznom brzydkim, tylko autentyczne zauroczenie. Zgadzam się z nim w tej kwestii, bo odpowiednie zachowania mężczyzny to potężny afrodyzjak. Nie zgadzam się natomiast, że te zachowania są w stanie pokryć brak warunków fizycznych wymaganych przez biologię tej pani na tyle, by seks z nim był satysfakcjonujący. Nawet jeśli pierwszy bzyczek podkolorowany będzie motylkami, to przy następnych wyjdzie szydło z worka. Ty jesteś świadomą siebie babką i nei wdajesz się niepotrzebnie w akcje bez nadziei na powodzenie, czyli bez nadziei satysfakcjonujący seks. Znasz siebie i swoej pierwotne potrzeby. Dużo kobiet nie zna. Z tymi PUA-owcy mogą naprawdę dużo zrobić ;-) Jeśli priorytetem dla tych panów jest samo bzyknięcie babki, to faktycznie mają duże szanse.
                                            • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:23
                                              Czyli cały sekret polega na "wy nie wiecie kto ja jestem ?" ??

                                              WY NIE WIECIE KTO JA JESTEM.
                                              BEJBE.


                                              czy jakoś tak...
                                              • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:32
                                                Czyli cały sekret polega na "wy nie wiecie kto ja jestem ?" ??
                                                >
                                                > WY NIE WIECIE KTO JA JESTEM.
                                                > BEJBE.
                                                >
                                                >
                                                > czy jakoś tak...

                                                Ale sekret czego?
                                            • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:35
                                              Oczywiscie, ze zachowanie mezczyzny to ogromny afrodyzjak i niektorzy zyskuja przy blizszym poznaniu i moga naprawde okazac sie kochanymi i kochajacymi parnerami i moze wtedy nawet seks z nimi moze byc przyjemny. Maja tez inne atuty/musza miec. Ja tego w ogole nie wykluczam. Zaznaczam tylko, ze czy Ci panowie maja szanse zalezy od konkretnej sytuacji zyciowej danej kobiety, czas i okolicznosci w jakich sie poznali.
                                              • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 23:34
                                                > Oczywiscie, ze zachowanie mezczyzny to ogromny afrodyzjak i niektorzy zyskuja p
                                                > rzy blizszym poznaniu

                                                zachowanie to tak samo kwestia 'bliższego poznania', jak i pierwszych 30 sekund, nawet 5 sekund. Chyba już o tym wpsominałem...
                                                • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 23:38
                                                  No ale trzeba komus dac szanse, zeby go blizej poznac ;)
                                        • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:15
                                          yoric napisał:

                                          > Powodzenie
                                          > np. Brytyjczyków jest kilkunastokrotnie wyższe od powodzenia Polaków o podobny
                                          > ch warunkach fizycznych itd. Jak to wyjaśnić?

                                          Brytyjczycy są bardziej obznajomieni z PUA.

                                          Stary, co mi daje ta wiedza ? Że kobiety lecą na status społeczny ? Że lecą na pieniądze ? Że chcą wygodnego życia ?
                                          Ja wiem, że gdybym wygrał w totka, to byłbym na forum: jak wyleczyć kaca i opędzić się od namolnych bab.
                                          Tylko będąc realistą zastanawiam się CO MOGĘ zmienić - a nie co teoretycznie może kogoś nakręcić na mnie. Z naciskiem na teoretycznie - bo nie zmienię swojego statusu społecznego, nie zarobię z dnia na dzień milionów, ani nie zaproszę panienek do 500 metrowej willi z jacuzzi. Nie jeżdżę najnowszym maserati, ani nawet alfą - to znaczy że mam się rzucić z wieżowca ? Bez jaj, jest jakaś śmietanka, która ma życie jak w Madrycie, a cała reszta toczy taczki przed sobą - no co na to poradzisz ? To nie znaczy, że nie można NIC zmienić - ale im więcej się nad tym zastanawiam, to tym bardziej kombinuję że to jednak o wygląd chodzi, bo jest dość istotną sprawą, a w zasięgu prawie każdego, w odróżnieniu od luksusowego auta albo statusu konsula w ważnym państwie EU.
                                          • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:26
                                            Wyglad i / albo chemia/feromony, zeby tak naprawde ktos na nas "zwierzeco"/fizycznie dzialal.
                                            Zeby isc z kims do lozka te warunki nie sa konieczne, moza i bez tego, tyle, ze moze nie byc fajerwerkow i dazenia do powtorki :((
                                            No chyba, ze trzeba, bo....zycie jest ciezkie, latka leca, matka marudzi itd...wtedy sie powtorzy i nawet wejdzie w zwiazek.
                                            jest tez szansa, ze sie przyzwyczai i spodoba. Albo od poczatku nie mialo sie takich wymagan.
                                          • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:30
                                            To nie znaczy, że nie można NIC zmienić - ale im więcej się
                                            > nad tym zastanawiam, to tym bardziej kombinuję że to jednak o wygląd chodzi, bo
                                            > jest dość istotną sprawą,

                                            Wygląd istotną sprawą jest. Zaiste. Ale zmiany w zachowaniu in plus: odzyskane poczucie wartości, radość życia, spełnienie, nastrój na dobrym poziomie (żadnych depresji) są nie do przecenienia w odbiorze bliźnich. Tak między nami: zaobserwowałam, że ludzie stają się trwale atrakcyjniejsi dla płci przeciwnej (ale i jako towarzystwo dla swojej płci też) po pozytywnym zakończeniu psychoterapii, po jakimś czasie zażywania dobrze dobranych antydepresantów, lub po prostu po szczęśliwie przeprowadzonym remanencie w życiu. Pomyśl o tym.
                                            • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:40
                                              Wygląd istotną sprawą jest. Zaiste. Ale zmiany w zachowaniu in plus: odzyskane poczucie wartości, radość życia, spełnienie, nastrój na dobrym poziomie (żadnych depresji) są nie do przecenienia w odbiorze bliźnich. Tak między nami: zaobserwowałam, że ludzie stają się trwale atrakcyjniejsi dla płci przeciwnej (ale i jako towarzystwo dla swojej płci też) po pozytywnym zakończeniu psychoterapii, po jakimś czasie zażywania dobrze dobranych antydepresantów, lub po prostu po szczęśliwie przeprowadzonym remanencie w życiu. Pomyśl o tym."

                                              Cos w tym jest, andzia. Zauwazylam, ze czesto mezczyni bedacy w udanych zwiazkach/malzenstwach nagle staja sie atrakcyjniejsi dla innych kobiet ;)
                                              Moze to tak jak z butami, Hmm, ogladas, wahasz sie az do momentu kiedy zainteresuje sie nimi inna babka...wtedy...oj, tak, chcesz je miec, kupujesz;)
                                              • sabat77 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 22:54
                                                Ale społeczny dowód ufności akurat może być stosowany jako technika uwodzenia, dużo starsza od ruchu PUA i - między nami mówiąc - bardzo skuteczna. Tu się zgodzę.
                                                Dodałbym jeszcze huśtawkę emocjonalną, też działa.

                                                Problem z manipulacyjnymi technikami uwodzenia jest taki, że ciężko na nich zbudować coś trwałego. Na jeden raz mogą starczyć, może na parę razy - kto wie...
                                                • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 23:11
                                                  "Problem z manipulacyjnymi technikami uwodzenia jest taki, że ciężko na nich zbudować coś trwałego. Na jeden raz mogą starczyć, może na parę razy - kto wie... "

                                                  Ach, tutaj mam szczegolne podejscie, mysle sobie "co ma wisiec nie utonie", czyli jak cos ma byc to bedzie. Kobiety wcale nie sa takie naiwne i czesto zdaja sobie sprawe, ze polowa to tylko manipulacja ale jezeli facet im sie podoba i czuja miete...spoko, wchodza.
                                                  Zalezy oczywicie jak daleko kto sie w tych manipulacjach posuwa, co za duzo to ie zdrowo.
                                                  • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 23:40
                                                    > "Problem z manipulacyjnymi technikami uwodzenia

                                                    a wydłużony kontakt wzrokowy plus uśmiech to jest 'manipulacyjna technika uwodzenia'? Czy jak miałem tak od małego, to jest dozwolone, a jak nauczyłem się tego później (bo od małego spuszczałem oczy i ręce mi się trzęsły), to manipulacja?

                                                    A jak lasce powiesz "słuchaj, nie mam ochoty na związek, ale strasznie mnie kręcisz i mam ochotę po prostu na seks z tobą" - to jest to manipulacja? Bo wiesz, jak działa? :)
                                                  • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 23:52
                                                    Mozesz sobie patrzec i sie usmiechac jak dlugo chcesz, ale jak kobieta nie bedzie "otwarta" i jej sie nie spodobasz to niestety nic to nie pomoze ;)
                                                    "krecisz mnie i chce seksu z Toba" moze zadzialac, jezeli kobieta w tym momencie tez tego szuka. Lepsze to niz udawanie zakochanego.
                                                  • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 28.05.12, 00:23
                                                    Tu nie jest pytanie, co pomoże, tylko co jest manipulacją, bo jak ludzie słyszą 'metody uwodzenia', to im się od razu włącza manipulacja i weź tu walcz z wiatrakami.
                                            • yoric Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 23:58
                                              W ogóle z antydepresantami nowa teoria jest podobna taka, że one zmieniają naszą percepcję innych - widzimy ich jako bardziej przyjaznych, przez co sami stajemy się bardziej przyjaźni i kółko się napędza, a poprawa nastroju jest tylko odroczonym w czasie efektem ubocznym :).
                                              • aandzia43 Re: to się nazywa love interruption:) 28.05.12, 00:52
                                                Poprawa nastroju nie jest żadnym efektem ubocznym. Jest podstawowym oddziaływaniem antydepresantów, a oddziaływanie to zaczyna się już na poziomie fizjologicznym. Możesz mi wierzyć, że nie jest potrzebna publika i interakcje z nią, żeby zaobserwować u siebie większy napęd (ruchy, refleks, pewność ruchów, koordynacja, brak męczliwości, wyprostowana postawa), przyjaźniejszy, nie samą czarną kredką rysowany obraz świata, brak rozkładających na łopatki irracjonalnych lęków, możliwość planowania czegokolwiek, energia i wydolność niezbędne do przeprowadzenia tych planów (choćby to miało być wyjście do sklepu). W zaciszu domowym, przed próbą generalną na żywym organizmie, czyli wśród ludzi, już się wie, czy jest dobrze, czy jeszcze nie. No i chyba nie muszę mówić, jak świetnie może nagle zacząć wyglądać (mówić, ruszać się, uśmiechać, błyszczeć w rozmowie) człowiek nagle odmieniony lekami. Nie wiem, skąd wziąłeś swoją "nową teorię".
                                • that.bitch.is.sick yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 12:17
                                  yoric napisał:

                                  > fajnie sobie tak poprawiać ego, ale z perspektywy faceta takie wyznania można s
                                  > pokojnie przewinąć. Warto za to nadstawić ucha jak laska wyjmie kij z d... i zw
                                  > ierzy się z tych sytuacji, kiedy poszła nagle do łóżka z kimś przypadkowo pozna
                                  > nym w barze, w pociągu, na imprezie...
                                  o to cos co mi sie nim spodoba
                                  >
                                  > i tu mamy sedno: dla wielu kobiet to są te same rzeczy i można się ich nauczyć.

                                  Możesz się nauczyć jak być zrobionym w chujka;), cytat z sąsiedniego wątku
                                  7flowers napisał(a):

                                  ... Przecież nie mogę po tylu latach przyznać się n
                                  > agle mężowi, że nigdy nie było mi z nim dobrze, że przez tyle lat go okłamywała
                                  > m, bo to już by doszczętnie wszystko zrujnowało. Jak wyplątać się z sytuacji, k
                                  > tórą stworzyłam? Jak nauczyć go co tak naprawdę sprawia mi przyjemność??? Pomóż
                                  > cie mi proszę, bo tak bardzo chciałabym żeby było jeszcze między nami dobrze...
                                  >

                                  I co nadal będziesz twierdził że obserwacja tego z kim kobiety chodzą do łóżka, daje pełny obraz tego co kobiety kręci? Nie rób se jaj yoric..
                                  • abrigado Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 13:04
                                    bitch

                                    +1- wyciągasz wnioski jak mądry facet normalnie :P
                                    • that.bitch.is.sick Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 13:08
                                      abrigado napisał:

                                      > bitch
                                      >
                                      > +1- wyciągasz wnioski jak mądry facet normalnie :P

                                      ej:) Jest jakiś konkretny powód dla którego mi słodzisz:)?
                                      • abrigado Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 13:11
                                        > ej:) Jest jakiś konkretny powód dla którego mi słodzisz:)?

                                        no ,co ty? nie jestem kobietą, robię to bezinteresownie ;P
                                        • that.bitch.is.sick Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 13:30
                                          abrigado napisał:

                                          >
                                          > no ,co ty? nie jestem kobietą, robię to bezinteresownie ;P

                                          Ulżyło mi, majtki mam na swoim miejscu. Już myślałam że chcesz zostać pszczołą robotnicą dla moich przyszłych dzieci w zamian za udawanie że chcę iść z Tobą do łóżka jak tylko zdejmiesz beret:)
                                          • abrigado Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 13:43
                                            > Ulżyło mi, majtki mam na swoim miejscu. Już myślałam że chcesz zostać pszczołą
                                            > robotnicą dla moich przyszłych dzieci w zamian za udawanie że chcę iść z Tobą d
                                            > o łóżka jak tylko zdejmiesz beret:)

                                            zdążyłaś zdjąc majtki- szybka niunia z ciebie ;)

                                            w zasadzie tę obawę powinienem odebrać jako komplement.

                                            koko-spoko- do opisanej przez ciebie funkcji jest już kolejka a kandydatek mam...po uszy ;P
                                            • that.bitch.is.sick Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 13:52
                                              abrigado napisał:

                                              >
                                              > w zasadzie tę obawę powinienem odebrać jako komplement.
                                              >
                                              > koko-spoko- do opisanej przez ciebie funkcji jest już kolejka a kandydatek mam.
                                              > ..po uszy ;P

                                              Optymista z Ciebie, wszystko odbierasz jako komplement i też tak interpretujesz. Skoro mnie wziąłeś mylnie za kandydatkę, to pewnie ta kolejka do Ciebie to też wynik podobnych urojeń:).
                                              • abrigado Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 14:08
                                                > Optymista z Ciebie, wszystko odbierasz jako komplement i też tak interpretujesz
                                                > . Skoro mnie wziąłeś mylnie za kandydatkę, to pewnie ta kolejka do Ciebie to te
                                                > ż wynik podobnych urojeń:).

                                                a skąd ty to mozesz wiedzieć?

                                                dobra spadam na partię warcabów z moim wymyślonym przyjacielem ;)
                                                • that.bitch.is.sick Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 14:39
                                                  abrigado napisał:

                                                  > a skąd ty to mozesz wiedzieć?

                                                  Bo dość łatwo przypisujesz sobie sukcesy.
                                                  >
                                                  > dobra spadam na partię warcabów z moim wymyślonym przyjacielem ;)

                                                  Pewnie, zawsze można powiedzieć że się wygrało wszystkie partie, a przyjaciel to potwierdzi;)

                                                  P.S. Inseminatora nie potrzebuję ale zawsze Cię mogę wychłostać, jak masz za mało wrażeń;)
                                                  • abrigado Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 14:43
                                                    > P.S. Inseminatora nie potrzebuję ale zawsze Cię mogę wychłostać, jak masz za ma
                                                    > ło wrażeń;)


                                                    czy to "wiążąca" propozycja ? :)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 14:48
                                                    abrigado napisał:

                                                    > czy to "wiążąca" propozycja ? :)

                                                    hmm, bardziej "wiązana";)
                                                  • abrigado Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 14:54
                                                    fuck...zawsze trafiam na wielbicielki bdsm..." jak można robić kloakę ze swojego życia intymnego?", że aż zadam niemal teologicnze pytanie retoryczne?
                                                  • that.bitch.is.sick Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 15:04
                                                    abrigado napisał:

                                                    > fuck...zawsze trafiam na wielbicielki bdsm..." jak można robić kloakę ze swojeg
                                                    > o życia intymnego?", że aż zadam niemal teologicnze pytanie retoryczne?

                                                    o już myślałam że dasz się podpuścić żeby można Cię było potem obśmiewać i Twoją "niezłomność", ale widzę że jeszcze coś Pan czaisz. punkt:). Myślę że maruda Twojego pokroju potrafi zrobić kloakę z każdej czynności lubieżnej, więc wcale się nie dziwię:), kwestia optyki:)
                                                  • aandzia43 Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 21:26
                                                    > o już myślałam że dasz się podpuścić żeby można Cię było potem obśmiewać i Twoj
                                                    > ą "niezłomność", ale widzę że jeszcze coś Pan czaisz. punkt:). Myślę że maruda
                                                    > Twojego pokroju potrafi zrobić kloakę z każdej czynności lubieżnej, więc wcale
                                                    > się nie dziwię:), kwestia optyki:)

                                                    Droga pani Bitch, nie opuszczaj nas, wielbię twe poczucie humoru. I nie tylko wtedy, gdy jeździsz po Abrigado ;-p Aha, i mówię to całkiem bezinteresownie, bo jestem Aandzia ;-p
                                                  • that.bitch.is.sick Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 23:38
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    I nie tylko w
                                                    > tedy, gdy jeździsz po Abrigado ;-p Aha, i mówię to całkiem bezinteresownie, bo
                                                    > jestem Aandzia ;-p

                                                    Czemu nie, czasem z nudów mogę pojeździć na Abrigado. Na oklep jeśli już. Na tym jeszcze nie jeździłam:). Na miotle ponoć jeździ się na golasa, a na Abrigado, jak? Wypadałoby w odzieży, nie wiadomo gdzie się chłop szlajał...:)

                                                    >
                                                  • kag73 Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 23:43
                                                    Zapomnij, Bitch, on ma paranoje, jeszcze pomysli, ze chcesz go za "robotnice" albo co, nie ma co, szkoda czasu i energii ;))
                                      • aandzia43 Re: yoric czegoś nie rozumiesz..:) 28.05.12, 21:23
                                        > ej:) Jest jakiś konkretny powód dla którego mi słodzisz:)?


                                        To był transkomplement. Przez most zwodzony rzucony w mym kierunku ;-P Nie mógł przecież przyznać, że zgadza się ze mną, więc zgodził się z tobą (bo postawiałaś rozumowaniu Yorica ten sam zarzut ci ja) i ci przysłodził. A kuku, Abrigado vel J-jakośtam, to ja, siostra oddziałowa ;-D
                            • kag73 Re: to się nazywa love interruption:) 27.05.12, 10:02
                              yoric napisał:

                              > Widzisz, to moim zdaniem tu się nie zgadzamy co do treści i dodatkowo co do ter
                              > minów.
                              >
                              > Co do treści, bo jak już nie raz pisałem moim zdaniem pożądanie, również to z g
                              > atunku najbardziej spalających, wywołuje przede wszystkim zachowanie. Zwłaszcza
                              > u kobiet. Oczywiście jestem bardzo daleki od ignorowania tych pierwotnych rzec
                              > zy typu zapach, ale umówmy się, że u kobiet tym głównym zapalnikiem jest zachow
                              > anie faceta.
                              >
                              > Co do pojęć, bo po raz kolejny mam wrażenie, że przez 'metody uwodzenia' itd. w
                              > szyscy rozumiecie kompletnie co innego niż ja (i oczywiście nie będzie zaskocze
                              > niem jak powiem, że Wasza koncepcja jest całkowicie błędna). Wam się chyba wyda
                              > je, że 'metody uwodzenia' polegają na tym, że facet podchodzi do kobiety i recy
                              > tuje jakąś uprzednio wyuczoną na pamięć formułkę, potem powie, że kocha i laska
                              > jest jego :).

                              Mysle, ze przecaniasz znaczenie "zachowania" i niekoniecznie znasz kobiety, bo sam kobieta nie jestes:) Nie wiem jak to jest u mezczyn, mysle, ze podobnie, ale u kobiet najistotniejsze sa jednak feromony/chemia, cos co trudno zdefiniowac ale dziala i nakreca.Dla porownania nozna by postawic dwoch facetow niech kazdy z nich sie zachowuje identycznie tak samo i zaloze sie, ze nie oboje wywolaja u kobiety pozadanie, albo nie w takim samym stopniu, wlasnie ze wzgleu na chemie i do tego wyglad.

                              O czym jeszce zapominacie w wywodzie o uwodzeniu to fakt, ze bardzo wazna jest "otwartosc" kobiety na jakies tam "zaloty", czyli okolicznosci. Czasem wystarczy byc w odpowiednim momencie w odpowiednim miejscu, by miec duzo wieksze szanse. Kobieta musi w ogole chciec/byc zainteresowana jakimkolwiek typem.
                              Ale i tutaj nie wystarcza odpowiednie zachowanie, bo licza sie rowniez inne czynniki, abstahujac od "chemii" jeszcze np. wygad zewnetrzny. Mysle, ze kazda kobieta (mezczyna zreszta tez) wie prawie natychmiast, z ktorym facetem zdecydowanie "NIE", z ktorym ewentualnie tak, moze sie okazac z czasem ale niektorzy sa juz skreslani na stracie i o tym decyduje podobno pierwszych 30 sekund.
                              • sabat77 dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 10:50
                                Dlaczego PUA przypisuja wieksze znaczenie zachowaniom niz wygladowi fizycznemu ? Otoz chodzi o pieniadze zarabiane na ruchu. Klamstwo powtarzane tysiac razy ponoc staje sie prawda, chociaz niekoniecznie tak jest w tym wypadku. Na pewno wiekszosc adeptow PUA, przynajmniej ci, z ktorymi ja mialem stycznosc, klepie jak mantre to, ze wyglad ma drugorzedne znaczenie, o ile jakies ma - a najbardziej licza sie zachowania.
                                Lansujac ta teze ich idole maja szerszy target. Moga probowac przekonac dwustukilowego grubasa, ze nie jest tak wazne czy schudnie, jak to, ze musi byc cocky and funny :)
                                Inaczej grubas nie zaplaci za ich kursy, bo po co mu ta wiedza, skoro i tak musialby schudnac i zadbac o siebie :)
                                Chodzi wylacznie o chciwosc i pieniadze idoli. Przylacz sie do PUA, naucz sie naszych metod i tedchnik, a bedziesz odnosil sukcesy. Tylko najpierw zaplac za to wszystko.

                                Yoric, nie musisz mnie przekonywac, ze nie mam racji. Ja to juz wiem :)

                                A co do roli zachowania - to moge sie zgodzic, ze jest wazna. Jednak - jak pisal abrigado - ludzie lubia wrzucic kogos do danego wzorca i potem racjonalizowac dysonans wynikajacy z zachowan nie pasujacych do schematu, poki ktos nie zrobi czegos faktycznie drastycznie odbiegajacego od schematu. Potem mowia, ze jakby luski opadly im z oczu :)

                                Wazne to wbic sie we wlasciwy model u danej osoby. To najwazniesze wrecz. A wyglad i wizerunek maja w tym kluczowe znaczenie. Sa warunkiem koniecznym lecz takim, ktory nie zawsze starcza. Wtedy wlacza sie zachowanie i jego rola.
                                • kag73 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 12:51
                                  Sabat, badzmy szczerzy, mozliwe jest wszystko, rozne okolicznosci, etapy znajomosci, itd. Generalnie zarowno w przypadku kobiet jak i mezczyzn, zeby sie kims nowym/nieznanym zainteresowac musi nam odpowiadac jego optyka. Jasne, niektorzy zyskuja przy blizszym poznaniu, ale zeby w ogole mogli sie wykazac humorem, zachowaniem, polotem musza najpierw dostac w ogole szanse, czyli tzw. pierwsza radke czy pierwsze spotkanie. Okilicznosci tez sa wazne. Jezeli nie odpowiada nam optymalnie optyka, ale facet jest szramacki, zabwany, inteligentny...mozna sie z nim umowic i milo spedzic czas i jest szansa, ze cos jednak z tego bedzie, bo kobiety czesto kochaja mezczyn za caloksztalt, czyli mezczyzna to jego wyglad, osobowosc, jego zycie(kim jest co osiagnal). Mozna, owszem, ale nie ma gwarancji, ze mezczyna te szanse dostanie, zalezy od kobiety, jej kryteriow i aktualnych okolicznosci.
                                  Przyklad z mojego zycia. Impreza, siedze sobie przy barze, mily gosc, sypatyczny, niezla twarz, niezle nam sie rozmawia, fajno. Facet wstaje. A ja widze dluuuugie, chude nogi....pozamiatane, gosciu nie ma szans, nie podoba mi sie, co z tego, ze wysoki, nie te proporcje. On do mnie "moze bysmy na kawe kiedys wyszli razem?", ja na to "ach, wszyscy mowia o kawie a jak przy chodzi co do czego nikt jednak tej kawy nie zamawia tylko zupelnie cos innego". To byla moja odpowiedz na jego pytanie, oczywiscie, ze z nim sie nie umowilam. Prozna jestem, wiem, ale coz na to poradze. I teraz gdyby chcial sie ze mna umowic facet z nadwaga 30 kilo i z brzuchem, nie ma szans, bo jak takich nie lubie, po co mi to, zawracanie glowy, do lozka z brzuchatym albo z wielkim tylkiem(szerokimi biodrami) nie pojde. Strata czasu. Dobra, zalezy od kobiety, inne pewnie potrafia.
                                  • sabat77 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 14:14
                                    kag73 napisała:

                                    Jezeli nie odpowiada nam
                                    > optymalnie optyka, ale facet jest szramacki, zabwany, inteligentny...mozna sie
                                    > z nim umowic i milo spedzic czas i jest szansa, ze cos jednak z tego bedzie

                                    Otóż to - OPTYMALNIE. Optymalnie optyka rzadko odpowiada w takim stopniu, żeby kłaść na kolana. Czasem się zdarza, z reguły jeśli sami prezentujemy niezłe walory.
                                    ALE
                                    Według mnie ważniejszy jest brak oczywistych wad jako suma wszystkiego, od potężnych walorów ale zupełnie jednostronnie rozwiniętych.
                                    Dlatego robiąc rachunek sumienia swojej wizualnej manifestacji na tym padole łez lepiej skupić się na rozwoju lub maskowaniu swoich najsłabszych stron niż skrajnie rozwijać mocne. Podejść całościowo.
                                    My jako gatunek mamy ochotę się rozmnażać. Seks jest fajny, wchodzenie w relacje jest fajne. Chcą tego zarówno najgorsze paszczury jak i najpiękniejsi przedstawiciele homo sapiens. To co jest największą przeszkodą to jakiś oczywisty, rzucający się w oczy BRAK ze strony obserwowanego obiektu potencjalnych łowów.
                                    Brak w sferze zachowań, manifestowanego potencjału intelektualnego, zdrowia i potencjału fizycznego. Jeśli go przekroczymy - zwiększymy wielokrotnie swoje szanse.

                                    > Przyklad z mojego zycia. Impreza, siedze sobie przy barze, mily gosc, sypatyczn
                                    > y, niezla twarz, niezle nam sie rozmawia, fajno. Facet wstaje. A ja widze dluuu
                                    > ugie, chude nogi....pozamiatane, gosciu nie ma szans, nie podoba mi sie, co z t
                                    > ego, ze wysoki, nie te proporcje. On do mnie "moze bysmy na kawe kiedys wyszli
                                    > razem?", ja na to "ach, wszyscy mowia o kawie a jak przy chodzi co do czego nik
                                    > t jednak tej kawy nie zamawia tylko zupelnie cos innego". To byla moja odpowied
                                    > z na jego pytanie, oczywiscie, ze z nim sie nie umowilam. Prozna jestem, wiem,
                                    > ale coz na to poradze.

                                    Nie jesteś próżna, tylko szczera z nami i ze sobą samą.
                                    Odrzuciłaś faceta, bo twój organizm dokonał oceny cechy jako nisko przydatnej do skojarzenia z własnym kodem genetycznym. Uznał że osobniki spłodzone przez tego partnera będą mało wartościowe. Nie ma w tym grama próżności, to głos natury.
                                    Każdy go ma.
                                    Każda ocena partnera seksualnego pod względem jego atrakcyjności przebiega w tym samym kryterium - dobór pod kątem rozmnażania. Podświadomie oceniamy się nawzajem jak samce i samice, a na innym szczeblu - jako przyjaciół, znajomych, współpracowników, współmieszkańców. To są zupełnie inne poziomy gry społecznej, i rolę grają w nich inne kryteria.

                                    > I teraz gdyby chcial sie ze mna umowic facet z nadwaga 3
                                    > 0 kilo i z brzuchem, nie ma szans, bo jak takich nie lubie, po co mi to, zawrac
                                    > anie glowy, do lozka z brzuchatym albo z wielkim tylkiem(szerokimi biodrami) ni
                                    > e pojde. Strata czasu. Dobra, zalezy od kobiety, inne pewnie potrafia.

                                    Inne też nie potrafią. Tested ;)
                                    Przynajmniej jeśli mowa o nadwadze - tyłek mam o dziwo dość wąski.
                                    Odrzucenie takiego delikwenta następuje na bardzo niskim poziomie świadomości. To co piszesz - " nie ma szans, bo jak takich nie lubie, po co mi to, zawracanie glowy" to jedynie świadoma manifestacja tego procesu.
                                    Mózg bardzo przypomina komputer w działaniu. Tutaj kryteria są oczywiste. Dobór do rozrodu. Nawet jeśli kora mózgowa ostatecznie podejmuje decyzję, że nie - bo jestem żonata, mam małe dzieci, co powiedzą sąsiedzi, nie mogę sobie pozwolić, ble ble ble - to i tak to niskopoziomowe kryterium zawsze jest rozstrzygane na korzyść - bądź nie.

                                    Imho sranie w banie z tym uwodzeniem, technikami i innymi bzdetami. Liczą się asy w łapie, a jak się ich nie ma to się w zabawę w doktora nie pogra, chyba że za pieniądze.
                                    Czasem to się nazywa małżeństwem, czasem prostytucją, ale w sumie jeden kit.
                                    Oczywiście - nie każde małżeństwo takie jest - ale w tym konkretnym wypadku (gdy seks otrzymuje się w zamian za inne dobra) - tak.
                                    I tak dochodzimy do punktu wyjścia czyli:
                                    (Brak) Seks(u) w małżeństwie.

                                    Bo gdy dobra się kończą, bądź można je uzyskać w sposób inny niż za seks, np. wymuszenie sytuacją społeczną (nie odejdziesz, bo łączą nas dzieci, kredyty, pieniądze - beze mnie jesteś pariasem, więc na kolana), to pojawia się taka piękna niebieska czcionka na białym tle, na górze strony na której właśnie się znajdujemy :)
                                    All secrets revealed. The End.
                                    • kag73 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 14:52
                                      > Otóż to - OPTYMALNIE. Optymalnie optyka rzadko odpowiada w takim stopniu, żeby
                                      > kłaść na kolana. Czasem się zdarza, z reguły jeśli sami prezentujemy niezłe wal
                                      > ory.

                                      Mnie tutaj w zadnym wypadku nie chodzi o to, ze facet musi byc "lalka", tylko o to cos co mi sie nim spodoba, co spowoduje ze mi facet wpadnie w oku, mimo jakichs tam niedoskonalosci a to juz wystarcza. Mialam tak czesto, zwrocilam na kogos uwage, bo mi sie spodobal i wtedy kiedy on rowniez sie mna zainteresowal, nic nie stalo na przeszkodzie, zeby sie spotakac i dac sie rozkrecic sytuacji.

                                      > Imho sranie w banie z tym uwodzeniem, technikami i innymi bzdetami. Liczą się a
                                      > sy w łapie, a jak się ich nie ma to się w zabawę w doktora nie pogra, chyba że
                                      > za pieniądze.
                                      > Czasem to się nazywa małżeństwem, czasem prostytucją, ale w sumie jeden kit.
                                      > Oczywiście - nie każde małżeństwo takie jest - ale w tym konkretnym wypadku (gd
                                      > y seks otrzymuje się w zamian za inne dobra) - tak.
                                      > I tak dochodzimy do punktu wyjścia czyli:
                                      > (Brak) Seks(u) w małżeństwie.

                                      Nie wiem co masz na mysli piszac "asy w lapie", bo asami w zaleznosci od wieku/planow/oczekiwan TEJ KONKRETNEJ(bo nie wszystkich kobiet)kobiety moga byc bardzo rozne. A zatem uwodzenie, techniki itd. moga byc/sa istotne, ale to (w zaleznosci od celow) nie wszystko. Rzecz bardzo zlozona/indywidualna.
                                      Aaaa i niektore potrafia z brzuchatymi, widzimy to setki tysiecy razy na polskich ulicach ;)
                                      Niektorym kobietom wystarcza, ze jest wysoki, brzuch wtedy nie przeszkadza, lubia "misiowatych"/duzych, potwierdzone przez moje niektore znajome :)
                                      Aha, druga osoba zawsze powinna sobie zdawac sprawe, ze partner moze odejsc bez wzgledu na to co ich laczy dzieci kredyty czy jeszcze co, nic nie jest nam gwarantowane na wielu.
                                      • sabat77 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 15:11
                                        kag73 napisała:

                                        > Aha, druga osoba zawsze powinna sobie zdawac sprawe, ze partner moze odejsc bez
                                        > wzgledu na to co ich laczy dzieci kredyty czy jeszcze co, nic nie jest nam gwa
                                        > rantowane na wielu.

                                        Nie. Po prostu nie.
                                        To zależy od sytuacji życiowej. Znam kobietę, która wprost wydziera się na swojego męża, że chce żeby już zdechł, bo będzie po nim przynajmniej renta. Ale nie odejdzie, bo nie ma pracy i nigdy nie pracowała, a on ma dobrą emeryturkę i nią dysponuje jak chce. Ta kobieta nie ma realnego wyboru, dlatego nie odejdzie.
                                        Podobnie młoda matka z dziećmi, gdy jest na garnuszku faceta, mieszka w jego domu i przejada jego pieniądze.
                                        Tak samo młody, słabo zarabiający mężczyzna, nie odejdzie od żony z dziećmi, bo po odejściu musiałbym zacząć mieszkać w kartonie pod mostem i żreć trawę.
                                        Są sytuacje kiedy odejść się da i kiedy się nie da. To nie jest niestety tak trudno zrozumieć, dlatego jedna strona może mieć drugą w przysłowiowej garści.
                                        • yoric Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 16:12
                                          Kurczę, miałem dać tu odpowiedź, ale weszła na górze :).
                                          • aandzia43 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 17:44
                                            Na moje oko (bardzo naukowa metoda, prawdaż ;-)) mężczyzna może zintensyfikować swoje moce oddziaływania na panie. Praca nad zachowaniami mająca na celu przesunięcie ich w stronę bardziej "samczych" wskazana. Czemu nie. Na pewno będzie lepiej niż poprzednio. Ale są uwarunkowania, których nawet najbardziej pilny adept PUA nie przeskoczy.
                                            Poza tym kobiety są różne i w różnych momentach życia, cyklu, doby, roku szkolnego ;-) są uwodzone. Im bardziej świadoma siebie i swobodnie dysponująca sobą kobieta, tym większe prawdopodobieństwo, że poleci na to, co ją naprawdę, biologicznie, organicznie, z głębi trzewi kręci. Wyłuska jak ziarenko ze strąka najsmaczniejszy dla swoich emocji i ciała kąsek. Innymi słowy: im więcej świadomości, tym łatwiej pójść na to, co nieświadome ;-)
                                            • kag73 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 18:46
                                              aandzia43 napisała:

                                              > Na moje oko (bardzo naukowa metoda, prawdaż ;-)) mężczyzna może zintensyfikować
                                              > swoje moce oddziaływania na panie. Praca nad zachowaniami mająca na celu przes
                                              > unięcie ich w stronę bardziej "samczych" wskazana. Czemu nie. Na pewno będzie l
                                              > epiej niż poprzednio. Ale są uwarunkowania, których nawet najbardziej pilny ade
                                              > pt PUA nie przeskoczy.
                                              > Poza tym kobiety są różne i w różnych momentach życia, cyklu, doby, roku szkoln
                                              > ego ;-) są uwodzone. Im bardziej świadoma siebie i swobodnie dysponująca sobą k
                                              > obieta, tym większe prawdopodobieństwo, że poleci na to, co ją naprawdę, biolog
                                              > icznie, organicznie, z głębi trzewi kręci. Wyłuska jak ziarenko ze strąka najsm
                                              > aczniejszy dla swoich emocji i ciała kąsek. Innymi słowy: im więcej świadomości
                                              > , tym łatwiej pójść na to, co nieświadome ;-)
                                              >
                                              Amen. Swiete slowa, lepiej bym tego nie ujela.
                                            • yoric Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 21:00
                                              > Ale są uwarunkowania, których nawet najbardziej pilny adept PUA nie przeskoczy.

                                              zgadzam się, z taką uwagą, że tych uwarunkowań okazuje się być zaskakująco mało.

                                              > mężczyzna może zintensyfikować swoje moce oddziaływania na panie

                                              tu oczywiście też, bo to truizm, ale warto zauważyć, jak bardzo już ta prosta prawda jest niewygodna i z jaką siłą jest powszechnie wypierana i kontestowana. I bynajmniej nie mam na myśli (jedynie) tego Forum, tylko ogólne przekonanie 'w narodzie'.

                                              > że poleci na to, co ją naprawdę, biologicznie, organicznie, z głębi trzewi kręci.

                                              i tu znowu dochodzimy do sedna, czyli do przekonania, że "to, co naprawdę, biologicznie, organicznie, z głębi trzewi kręci" musi być wrodzone i że nie może być w żaden sposób nabyte. Nic bardziej błędnego. Powiedzmy, że faceta kręci gładka cera, białe zęby, czarne oczy i duże cycki. Wszystkie te rzeczy da się osiągnąć w gabinecie kosmetycznym, za pomocą makijażu, chemii, soczewek i skalpela. Robota chirurga może być rzecz jasna lepsza lub gorsza, ale jeśli jest wykonana perfekcyjnie, to przekonanie, że sztuczne cycki nie będą kręcić tak jak prawdziwe to już myślenie magiczne. To już nie będą fakty, tylko ideologia.
                                              • kag73 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 21:15
                                                i tu znowu dochodzimy do sedna, czyli do przekonania, że "to, co naprawdę, biologicznie, organicznie, z głębi trzewi kręci" musi być wrodzone i że nie może być w żaden sposób nabyte. Nic bardziej błędnego. Powiedzmy, że faceta kręci gładka cera, białe zęby, czarne oczy i duże cycki. Wszystkie te rzeczy da się osiągnąć w gabinecie kosmetycznym, za pomocą makijażu, chemii, soczewek i skalpela. Robota chirurga może być rzecz jasna lepsza lub gorsza, ale jeśli jest wykonana perfekcyjnie, to przekonanie, że sztuczne cycki nie będą kręcić tak jak prawdziwe to już myślenie magiczne. To już nie będą fakty, tylko ideologia."

                                                oczywicie, jasne, sporo mozna, mozna schudnac 20 kilo, dopakowac miesni, wybielic zeby, przeszczepic wlosy an glowie. Nie mozna dorobic sobie paru centymetrow do wzrostu i do penisa, albo skrocic dlugich pajakowatych nog.
                                                Niktnie twierdzi, ze cos nie moze byc nabyte, ale najpierw trzeba nabyc. Do tego momentu nie warto sobie wmawiac, ze mimo wygladu kazda na faceta poleci, bo sie ladnie bedzie zachowywal.
                                                • aandzia43 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 21:30
                                                  > Niktnie twierdzi, ze cos nie moze byc nabyte, ale najpierw trzeba nabyc. Do teg
                                                  > o momentu nie warto sobie wmawiac, ze mimo wygladu kazda na faceta poleci, bo s
                                                  > ie ladnie bedzie zachowywal.

                                                  O właśnie!
                                                • yoric Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 21:50
                                                  > Do tego momentu nie warto sobie wmawiac, ze mimo wygladu kazda na faceta poleci, bo s
                                                  > ie ladnie bedzie zachowywal.

                                                  halooo... co ja pisałem wyżej? Tak mamy rozmawiać?

                                                  > oczywicie, jasne, sporo mozna, mozna schudnac 20 kilo

                                                  tyle, że wracamy do kwestii wyglądu, który ma stosunkowo mniejsze znaczenie dla powodzenia faceta. Z czym się oczywiście nie zgadzasz, i na co masz jeden argument, mianowicie "tak mi się wydaje", a moje co najmniej pięć argumentów łaskawa byłaś zignorować...
                                                  • aandzia43 Yoric, skup się chłopie 27.05.12, 22:06
                                                    > tyle, że wracamy do kwestii wyglądu, który ma stosunkowo mniejsze znaczenie dla
                                                    > powodzenia faceta.

                                                    Yoric, czy rozumiesz, co staramy ci się wytłumaczyć? Wygląd ma stosunkowo mniejsze znaczenie dla powodzenia faceta niż dla powodzenia kobiety. Zgadza się? Zgadza się, nie podlega dyskusji. Ale - skup się - wygląd mężczyzny MA ZNACZENIE dla jego powodzenia u kobiety. MA ZNACZENIE. I to on dla wielu kobiet (lub w wielu momentach życia kobiety i wielu sytuacjach) jest czynnikiem decydującym o przyzwoleniu na seks. A dla całej reszty, co się dała bzyknąć wiedziona innymi przesłankami chłopu niespełniającemu JEJ podstawowych kryteriów biologicznych, jest czynnikiem sprawiającym, że seks z tym panem nie jest dla niej szczególnie satysfakcjonujący.
                                                  • yoric Re: Yoric, skup się chłopie 28.05.12, 00:10
                                                    > wygląd mężczyzny MA ZNACZENIE

                                                    jak już mówiłem, nie, dziękuję. Tak to sobie możesz z Bonitą pogadać ;).
                                                    Bronienie nie moich tez nie jest dla mnie interesujące.
                                                  • aandzia43 Re: Yoric, skup się chłopie 28.05.12, 01:25
                                                    Wyjęte z kontekstu. Całość mojej wypowiedzi nijak twoim tezom nie zaprzecza. Po co to robisz?
                                              • aandzia43 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 21:26
                                                > zgadzam się, z taką uwagą, że tych uwarunkowań okazuje się być zaskakująco mało

                                                Wyraźna nadwaga, brak mięśni, brzydkie zęby, bardzo brzydka cera, nieodpowiedni zapach itd. to nie jest zaskakująco mało uwarunkowań. To są czynniki dyskwalifikujące faceta w oczach wielu kobiet. Oczywiście każda ma swoje preferencje (Kag brzydzą brzuchaci, mnie brzusio nie przeszkadza, mam innego hopla), ale każda jakieś ma. No, chyba że nie ma żadnego hopla, ma za to tak wielką i niezaspokojoną potrzebę obcowania z mężczyzną sprawiającym wrażenie silnego, pewnego siebie, dobrze ustawionego, że tylko ten miraż się liczy. Wtedy rzeczywiście może wyłączyć preferencje i dać się bzyknąć nawet komuś, kogo w innych okolicznościach uznałaby za maszkarona. Tylko co potem? Trwające chwilę szczęście, że się schodami dla służby weszło na salony? Że się poobcowało z Herosem? Czemu nie, skoro dziewczynę to uszczęśliwi. Ale niechęć do pożycia pojawi się bardzo szybko (o ile panna będzie miała propozycję dalszego pożycia). Przyjdzie wstręt. Maskowany, jeśli profity będą, ale będzie obecny.
                                                To, na co laska leci i czemu w końcu ulegnie (bo to nie to samo) jest kwestią osobowości, momentu w życiu i w rozwoju itd. Ja piszę o kobietach z grubsza mających rozeznanie w sobie których nie zadowala łechtanie czy drażnienie warstw, do których mają dostęp. To się nazywa dobry wgląd w siebie. Ty piszesz o jakichś innych. I obydwoje mamy rację, tylko do innych grup stosują się opisywane przez nas mechanizmy :-)
                                              • aandzia43 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 21:48

                                                > i tu znowu dochodzimy do sedna, czyli do przekonania, że "to, co naprawdę, biol
                                                > ogicznie, organicznie, z głębi trzewi kręci" musi być wrodzone i że nie może by
                                                > ć w żaden sposób nabyte. Nic bardziej błędnego. Powiedzmy, że faceta kręci gład
                                                > ka cera, białe zęby, czarne oczy i duże cycki. Wszystkie te rzeczy da się osiąg
                                                > nąć w gabinecie kosmetycznym, za pomocą makijażu, chemii, soczewek i skalpela

                                                No ale co z tego dla ciebie wynika? Dla mnie to, że mężczyźnie wszystko jedno, czy uroda spod skalpela czy od bozi. Ale uroda musi być! W drugą stronę: mnie też wszystko jedno, czy facet schudł 40 kilo i wyrobił sobie piękną muskulaturę w wieku trzydziestu lat, czy szczupły był od poczęcia - muskulatura musi być! Tak samo nie interesuje mnie, czy ma zęby swoje, czy zrobione ręką dobrego protetyka i technika dentystycznego zusamendokupy - ładne zęby mają być!


                                                > > mężczyzna może zintensyfikować swoje moce oddziaływania na panie
                                                >
                                                > tu oczywiście też, bo to truizm, ale warto zauważyć, jak bardzo już ta prosta p
                                                > rawda jest niewygodna i z jaką siłą jest powszechnie wypierana i kontestowana.

                                                Ja nie wypieram i nie kontestuję, bo dobrze wiem, jak zmiany w naszym zachowaniu zmieniają stosunek ludzi do nas. Pewnych rzeczy jednak nie przeskoczymy.
                                                • yoric Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 00:04
                                                  > ładne zęby mają być!

                                                  i tak sobie możemy gadać. Laski w kółko gadają o swoich wielkich i szczegółowych wymaganiach wobec faceta, a potem jak przyjdzie co do czego wszystkie te wymagania idą na bok. Żeby nie było - faceci też, czego sam jestem najlepszym przykładem. Dlatego wszelkie zarzekanie się na temat warunków koniecznych uważam za niepoważną, a dalszą dyskusję za bezcelową, bo Ty uważasz jedno, ja drugie, rozstrzygnąc nie bardzo jest jak, a nawet jak by było to jak widać i tak nie zmieni stanowiska :). Dobrej nocy.
                                                  • yoric Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 00:35
                                                    I w ogóle mówię goodbye na jakiś czas, bo dobiliśmy do ściany. W niektórych kwestiach mam wrażenie, że się powtarzam w kółko, ale dyskutanci nie są gotowi przyjąć moich argumentów, więc co za różnica, że zamiast powtórzyć 120 razy skończę na 100.
                                                    W innych kwestiach się całkowicie zgadzamy, albo zgadzalibyśmy się gdyby tylko z przypisywanych mi tez wyjąć znaczniki logiczne 'zawsze', 'każdy', 'wszyscy', 'wyłącznie', itd. :)
                                                    W jeszcze innych zaistniały tak zwane niepokonywalne różnice zdań, tj. ewidentnie mamy rozbieżne opinie na temat zjawisk, których nie da się sprawdzić, więc możemy się co najwyżej przekrzykiwać, kto głośniej. To już lepiej podać sobie ręce i ładnie się rozejść. Tym bardziej że znowu zmarnowałem tu kupę czasu :/. Ale było miło.
                                                  • aandzia43 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 01:22
                                                    >
                                                    > i tak sobie możemy gadać. Laski w kółko gadają o swoich wielkich i szczegółowyc
                                                    > h wymaganiach wobec faceta, a potem jak przyjdzie co do czego wszystkie te wyma
                                                    > gania idą na bok.

                                                    Ty naprawdę nei chcesz zrozumieć, o czym ja piszę :-) Jakie laski, jakie wielkie, szczegółowe wymagania i jakie "jak co do czego"? Mógłbyś mnie nie obrażać? Nie wystarczy ci informacja, że PEWNE kobiety mają PEWNE bazowe wymagania, których trzymają się bez względu na okoliczności i siłę oddziaływania startujących do nich menów na inne kobiety? Bo mają ten luksus, że mogą sobie pozwolić na konsekwencję? ;-) Konsekwencję zdrową dla nich, bo zapewniającą im udany seksik. Kurcze, Yoric, wkurza cię to, czy jak? Nie kąsam, o co ci chodzi.

                                                    Powtarzam: masz rację i ja mam rację. Ale do różnych sytuacji i różnych kobiet (w różnych momentach ich życia) mają zastosowanie twoja i moja teoria. Zresztą, ja twojej absolutnie nie neguję - chyba by mnie odmóżdżyć musiało, żebym się miała zarzekać. Ty zaś skrzętnie pomijasz clou moich (i Kag) wypowiedzi i nie ustosunkowujesz się do niego. Więc pytam raz jeszcze: DLACZEGO NIE CHCESZ PRZYJĄĆ DO WIADOMOŚCI, ŻE ISTNIEJE ZNACZNA GRUPA KOBIET, KTÓRE SĄ NA TYLE ŚWIADOME SWOICH ORGANICZNYCH POTRZEB SEKSUALNYCH, ŻE "MOGĄ SOBIE POZWOLIĆ" NA OLEWANIE KARESÓW PANÓW DOBRYCH W PODRYWIE, ALE NIE SPEŁNIAJĄCYCH STANDARDÓW ZAPEWNIAJĄCYCH IM DOBRY SEKS? Yoric, my wiemy, co lubimy. Naprawdę wiemy, co lubimy i jaki musi być gość, który nam to zapewni. I, jak napisała Kag, szkoda czasu naszego i czasu drugiej strony, szkoda wysiłku obu stron, jeśli wiemy, że w tym układzie nei dostaniemy tego, czego chcemy. Co cię złości? Że MY (czyli jakaś grupa kobiet) dostajemy od życia to, czego chcemy (czy raczej nie wystawiamy się na sytuacje takiego sobie seksu) odmawiając mężczyznom w sytuacjach, w których spora część nie odmawia? Urażona męska ambicja w imieniu całego męskeigo rodu? ;-P
                                                    Dobranoc
                                        • kag73 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 18:37
                                          "Podobnie młoda matka z dziećmi, gdy jest na garnuszku faceta, mieszka w jego domu i przejada jego pieniądze."
                                          Abstrahujac od tego, ze to nie jego, tylko ICH pieniadze, bo w koncu to rowniez JEGO czyli ich dziecmi zajmuje sie, przyznaje Ci racje, sa sytuacje, ze jedno drugiego ma w garsci i zdaje sobie z tego sprawe. W przypadku tej matki, moze niekoniecznie, jezeli ma papier w kieszeni, moglaby, na upartego, gdyby musiala, zostawic dzieci z kims, pojsc do pracy i faceta zostawic. teoretycznie mozliwe. W innych przez Ciebie podanych przypadkach, trudniej.
                                        • aandzia43 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 18:45

                                          > Nie. Po prostu nie.
                                          > To zależy od sytuacji życiowej.

                                          Od sytuacji życiowej zależy, czy człowiek odejdzie od drugiego człowieka oficjalnie, materialnie, formalnie. Ale złapany w sidła (a przynajmniej tak odbierający sytuację) może w tych sidłach tkwić i tak umilić żywot drugiej stronie, że właściwie możemy zacząć mówić o odejściu. I o tym strona dzierżąca dobra materialne, czy po prostu klucz do sytuacji, w dłoni też powinna pamiętać.
                                          • sabat77 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 19:11
                                            Tylko ze wtedy bedzie winny rozpadu malzenstwa i bedzie miec jeszcze bardziej przerypane.
                                            Wlasciwie - orientuje sie ktos - jakbym np. ja sparl sie i nie chcial dac rozwodu zonie, to ona jest w stanie sama go jakos wywalczyc ?
                                            • aandzia43 Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 27.05.12, 19:32
                                              Z konkretnymi pytaniami na temat rozwodu udaj się na forum "Rozwód i co dalej" czy jakoś tak. Kompetentni i na bieżąco w temacie siedzący ludzie tam siedzą :-)


                                              > Tylko ze wtedy bedzie winny rozpadu malzenstwa i bedzie miec jeszcze bardziej p
                                              > rzerypane.

                                              No coś ty! Sposoby i sposobiki na umilenie życia bliźniemu są różne ;-p
                                            • gomory Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 12:15
                                              > jakbym np. ja sparl sie i nie chcial dac rozwodu zonie, to ona jest w stanie sama go jakos wywalczyc ?

                                              Strona nie moze zablokowac rozwodu, moze tylko odwlekac go w czasie. Wystarczyloby np. zeznanie zony, ze nie wspolzyjecie seksualnie przez pol roku. Sad moglby ewentualnie sie przychylic do prosby i np. dac Tobie czas na przekonanie zony. Poniewaz jednak rozklad pozycia bylby faktem to kolejnej polubownej rozprawy by (raczej) nie bylo. Najwyzej w kolejnych wyklocalibyscie sie o podzial majatku. Moglbys sie migac, dostarczac zwolnienia lekarskie i troche pozerowac na opieszalosci aparatu sadowniczego.
                                              Ale lepsze bystrzaki od sadow rodzinnych siedza niewatpliwie na forach rozwodowych ;).
                                              • abrigado Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 13:02
                                                sorry, gomory, ale mówisz takei pólprawdy, że aż boli

                                                w Polsce obowiązuje jedno ograniczenie dopuszczalności rozwodu- strona wyłącznie winna rozkładu pożycia nie moze żadać rozwodu.

                                                Czyli jęsli kogoś sąd uzna za sk- syna- ( np bije, pije, zdradza) to w przypadku, gdy drugi partner nie wnosi o rozwód, sąd ma obowiązek oddalic powództwo o rozwód.

                                                rozkład pozycia musi być a) trwały, b) dotyczyć wszystkich (3) sfer pożycia-więzi intymnej, fizycznej i gospodarczej.

                                                wystarczy ,ze razem utrzymujecie dom, robicie obiady i macie dzieci a sąd moze nie dać wam rozwodu.

                                                faktem jest, ze przez ostatnie 10 lat praktyka si nieco poluźniła i sądy łatwiej daja rozwód ( na zasadzie- na siłe ich nikt nie bedzie trzymał)
                                                • gomory Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 15:25
                                                  Sąd każdy przypadek rozpatruje indywidualnie i może różnie interpretować fakty.
                                                  Sabat się spytał czy może zablokować rozwód. Więc odpisałem jak uważam - nie może. Najwyżej mógłby odwlec go w czasie.
                                                  Wystarczy, że ona pracuje (ma własne źródło utrzymania) i nie sypia z mężem (brak więzi emocjonalnej i fizycznej). Pozostanie wtedy tylko ustalenie podziału majątku i wysokości alimentów na dzieci.
                                                  Sam przyznałeś, że sądy teraz nie mnożą problemów przy rozwodach.
                                                  Gdy żadna ze stron nie wnosi obiekcji, wszystko wręcz załatwia się już na pierwszej rozprawie.
                                              • kutuzow Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 13:27
                                                gomory napisał:
                                                > Sad moglb
                                                > y ewentualnie sie przychylic do prosby i np. dac Tobie czas na przekonanie zony
                                                > . Poniewaz jednak rozklad pozycia bylby faktem to kolejnej polubownej rozprawy

                                                Zaużmy (dla analizy) że tak jak pisałeś żona Sabata składa wniosek o rozwód z jego winy i jako przyczynę podaje rozkład pożycia. Sabat zaś wkurzony zaparł się że rozwodu jej nie da.

                                                Moim zdaniem wystarczy żeby był w stanie udowodnić iż z jego strony jest chęć do współżycia (może jakieś nagranie video z kilku "romantycznych wieczorów" które on chce zakończyć w sypialni), a to ONA nie chce współżyć. W tej sytuacji:
                                                a) pada główny argument jego żony -że ON nie chce współżyć (jest winny rozpadu ble ble ble)
                                                b) Ona jako osoba potencjalnie winna rozpadu NIE MOŻE wnosić o rozwód (Sabat mógłby się powołać na ten zapis). art 56 par 2 i 3 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego
                                                źródło prawne na końcu postu.

                                                Moim zdaniem gdyby Sabat chciał zrobić na złośc żonie i nie dać jej rozwodu (czego osobiście bym nei rozumiał) to wystarczy żeby w sądzie zeznawał o tym jak bardzo ją kocha, jak jest oddany jej itp. Jeśli nie ma nic na sumieniu -co żona mogłaby przedstawić jako jego winę rozpadu związku to sąd na pewno da im kolejną szansę. Jeśli zaś dodatkowo mógłby pokazać że on jest tym "dobrym" a żona jest winna rozpadu, to ona jako winna nie może wnosić o rozwód. Mogą albo oboje (wspólnie) wnieść, albo on sam. Więc ona jest zablokowana.


                                                Art 56 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego:

                                                § 1. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód.

                                                § 2. Jednakże mimo zupełnego i trwałego rozkładu pożycia rozwód nie jest dopuszczalny, jeżeli wskutek niego miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków albo jeżeli z innych względów orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

                                                § 3. Rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo że odmowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.
                                                • gomory Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 15:03
                                                  > Zaużmy (dla analizy) że tak jak pisałeś żona Sabata składa wniosek o rozwód z j
                                                  > ego winy

                                                  Załóżmy więc, że nie chce orzekania winy Sabata (bo wtedy faktycznie sprawa by się mogła wlec). Przed sądem żona stwierdzi, że ma pracę i z jego alimentami to luzik - dzieci nie poniosą finansowego uszczerbku.
                                                  Ponieważ nie sypiają ze sobą dłużej niż 6 miechów więzów uczuciowych i fizycznych między nimi już nie ma.
                                                  Wybacz, ale powątpiewam by sędzina (bo w większości w rodzinym to kobiety) łyknęła Twoją interpretację co do seksu. Nie jesteśmy krajem islamskim, sąd to nie alfons i nie może nikomu nakazać seksu. Mąż ma charakter nieznośny dla żony i ona sypiać z nim nie musi. Jej ciało jest jej własnością i sama nim zarządza. Podobnie jak mąż swoim charakterem ;).
                                                  Pół roku bezseksia i dla sądu jedyne co ich łączy to majątek oraz dzieci.
                                                  To jak nam sie wydaje, że być powinno nie ma znaczenia - sędzia podejmuje decyzję. Obecnie sądy nie starają się utrzymywać na siłę małżeńskiej fikcji.
                                                  • kutuzow Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 28.05.12, 16:14
                                                    gomory napisał:
                                                    > Załóżmy więc, że nie chce orzekania winy Sabata (bo wtedy faktycznie sprawa by
                                                    > się mogła wlec).

                                                    Gomory ---> wystarczy żeby Sabat na złość żonie nie chciał jej dać rozwodu. Wtedy opowiada w sądzie jak to kocha (nadal) swoją żonę, opiekuje się dzieckiem i do tego AKTYWNIE się zmienia (odchudza) bo wierzy że znów się będzie podobał swej ukochanej żonie i będą żyli szczęśliwi jak wcześniej.

                                                    i co w tedy? Żona jest ugotowana.
                                                    Nie powie sędziemu że ma męża w nosie -bo wtedy jako winna rozpadu nie ma prawa wnosić o rozwód (co Sabat mógłby skrzętnie wykorzystać jeśli nie chce tego rozwodu).
                                                    Sąd w takiej sytuacji na pewno odroczy sprawę i da "czas" temu związkowi.

                                                    Rozwieść szybko można się tylko wtedy gdy OBIE strony tego chcą.
                                                  • gomory Re: dlaczego PUA umniejszaja role wygladu 29.05.12, 00:33
                                                    Wokol mnie znajomi sie rozwodzili w roznych okolicznosciach. Byli tacy co polubownie ale i tacy co to na na noze i toporki szli.
                                                    Nie znam zadnego przypadku by komus udalo sie powstrzymac rozwod w sadzie. Znam takie przypadki, ale to sie odbylo poza sala i jedna ze stron wycofala pozew.
                                                    Nie wiem gdzie mieszkasz i moze u was w rodzinny inaczej interpretuje. Wiadomo, co sedzia to sedzia.
                                                    Nie kumam tylko dlaczego nie chcesz przyjac tego: jesli zona zezna, ze nie spali ze soba 6 miesiecy to w oczach sadu rozklad pozycia JUZ NASTAPIL. Nie ma wtedy znaczenia, ze jej maz zacznie opowiadac o jakichs terapiach, zmianie swojego stylu zycia czy cokolwiek innego. Bo te wiezy juz nie istnieja. Gdyby skupial sie na tym temacie to nie odroczylby rozwodu, wiec to bylaby kiepska linia uprzykrzania zycia.
                                                    IMO tylko manipulacje dziecmi i majatkiem odwlekalyby w czasie. Oczywiscie przy zalozeniu, ze zona w sadzie twardo obstaje przy tym, iz do meza nic nie czuje. To, ze on dla niej jest nieodpowiednim kochankiem wiec sypiac z nim nie chce, nie musi byc przeslanka by to ja okreslic winna rozpadu. Ot najslynniejsza niezgodnosc charakterow ;).
                                                    Masz racje, ze szybko mozna sie rozwiesc tylko gdy obie strony chca. Mozna rzucac sobie wzajemnie klody pod nogi i wynajdywac haki na siebie. Mozna zaczac od orzeczenia o separacji co jest latwiejsze do uzyskania (sad wtedy nie bada winy). Trwa to dluzej ale otrzymanie rozwodu po orzeczonej separacji jest latwiejsze. Ale strategie rozwodowe to juz nie na to forum.
    • urquhart Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 07:43
      yoric napisał:
      > - ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę posiadania
      > potomka?
      > - ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę uprawiania
      > seksu bez zobowiązań?

      O ile zadane przez Ciebie Yoric pytanie jest truizmem w odniesieniu do typowych oczekiwań płci, to ciekawe jest sprecyzowanie "potrzeby posiadania potomka".
      To znowu jak z samochodami.
      Kobieta potrzebuje samochodu po to by był estetyczny, niezawodny i przewiózł ją z punktu A do B. Mężczyzna zaś deklarując potrzebę samochodu traktuję to jako poczucie mocy, rywalizacji podziwu innych, podkreślenia indywidualności, jest w stanie poświecać przy nim czas, ulepszać itp, co dla kobiet jest niezrozumiałe i irracjonalne (pomijając wyjąteki od reguły jak Martyna Wojciechowska).
      Podobnie mężczyzna deklarując potrzebę dziecka wymienia ją jako jedną z wielu potrzeb społecznej realizacji, ale nawet nie podejrzewając że jego biologia partnerki będzie odczuwała to jako potrzebę odsuwającą wszystkie inne dotychczasowe potrzeby w dalekie tło.
      Można wiec liczyć ile z kobiet i mężczyzn DEKLARUJE potrzebę posiadania samochodu a ile dziecka, a potem sprawdzić statystycznie na forum motoryzacyjnym i n.p. etata na ile ta potrzeba jest związana z jakimś zaangażowaniem.

      Swoją drogą wystarczy poczytać Badiner że ta powszechność potrzeby realizacji w macierzyństwie, sielanka mama i tata skupieni na dziecku , to w pewnej mierze sztuczny efekt społeczny którego przedtem nie było, stworzony przez presje po demograficznych katastrofach Europy.
      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,7993971,Jak_wynaleziono_milosc_macierzynska.html
      Jak czytałem kiedyś w 19 wiecznej Warszawie na paręset tysięcy mieszkańców było kilkadziesiąt tysiecy podrzutków w sierocińcach (pierwotna nazwa żłobka), wiec to świadczy o "potrzebach"
      www.rp.pl/artykul/721966.html?print=tak&p=0
      Jak zaobserwować biologie, wśród pierwotnych plemion, prymitywnych społeczności, czy nawet społecznych długowiecznych ssaków jak słonie i wieloryby to drugie pokolenie czyli dziadkowie realizują się opiekując, ucząc i przewodząc dzieciom czyli wnuczkom, a matka spędza krótki stosunkowo czas z niemowlęciem.
      Stąd poniekąd Adzia ma rację że mężczyznom doskwiera pod koniec życia dopiero brak potomstwa.
      • niezapominajka333 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 09:09
        yoric napisał:
        > > - ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę posi
        > adania
        > > potomka?
        > > - ma większą wewnętrznie, organicznie i świadomie odczuwaną potrzebę upra
        > wiania
        > > seksu bez zobowiązań?

        Żyjemy w tych szczęśliwych czasach, że możemy sobie pozwolić na ,w miarę świadome, podjęcie decyzji o posiadaniu dzieci. Czasy skutecznej antykoncepcji to ledwie moment w dziejach ludzkości.
        Jeśli facet uprawia seks bez żadnego zabezpieczenia, to może sobie szczerze i zdecydowanie deklarować dziesięć razy przed i dwadzieścia razy po seksie, że on świadomie nie chce mieć dzieci, ale jego postępowanie raczej mnie nie przekonuje.
        Tak jak nałogowy palacz dwóch paczek papierosów dziennie świadomie nie chce zachorować na raka, alkoholik nie chce mieć marskości wątroby, amator skoków na główkę do wody nie chce skończyć z porażeniem czterokończynowym. A jednak, mimo wspołczucia kołacze się myśl, że mają to niejako na własne życzenie

        Panowie, co stałoby się z waszym życiem seksualnym, gdyby do dyspozycji były metody antykoncepcyjne o niewielkiej lub żadnej skuteczności? A przecież do tej pory tak było.
        • abrigado Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 11:06
          dawno mnie tu nie było.
          wchodzę, i ...co ja paczę?!?

          Panie andzia, kag 73 i parę innych, ktoryuch nie chce mi sie szukać - które miały mnie za paranoika niemal idealnie oddały tezy przeze mnie przedstawiane wczęsniej.

          Yoric , Sabat- mieliście rację- agresję budziło tylko to, ze w ich głowach nie mieści się, że facet znając kryteria doboru i swoje miejsce na półce sklepowej może w ogóle wycofać się z rywalizacji o nie- stwierdzajac, ze nie są tego warte.
          a dlaczego?

          tego wątku dotad nie poruszaliśmy, skupiając się na "samcu idealnym", "idealnym obiekcie pożadania"- czyli tym, z ktorym w ciagu 30 sekund się wie czy sie chce pójśc do łóżka, który "wystarczy ,że zdejmie beret" :P

          a tych jest 5-10 % populacji

          pozostała reszta facetów to robotnice- mają stac w kolejce na jakiś ochłap- w zamian za tę nadizeje mają być na kazde zawołanie.

          ten pominięty wątek dotyczy włąsnie tego ,że kobiety, jesli nie mają powodów do zahamowań ( są młode , pewne siebie) lubią ustawiać wokół siebie grono adoratorów- takich rezerwowych na wypadek, gdy akurat "supersamca" nie ma w okolicy, albo dostep do neigo jest utrudniony.

          Biorac pod uwage, ze "supersamiec" ze swej istoty nie jest zbyt skłonny do wyręcznia swojej księzniczki w zyciu codziennym, tylko "robotnice" moga być używane w kwestiach praktycznych "wbij gwóźdż, przywież, szafę, napraw samochód".

          najbardziej idealna z punktu widzenia kobiety jest sytuacja, gdy sama jej obecvność i chwila uwagi przy wydawaniu poleceń wystarcza robotnicy do działania i nie musi mu płacić seksem - ale nie zawsze sie tak da.

          dlatego robotnice mają jakąs tam wartośc i nie mozan zaakceptować możliwej sytuacji, ze zdałyby sobie sprawę, że są liczna kasta drugiej kategorii, z definicji i po 30 sekundach skresloną jako obiekty seksualne.

          przypuszczam, że to dlatego postawa robotnicy abrigado jest cierniem w oku pań- bo przeciez nie jego poglądy- panie mówią niemala dokładnie to samo!


          • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 13:21
            tego wątku dotad nie poruszaliśmy, skupiając się na "samcu idealnym", "idealnym obiekcie pożadania"- czyli tym, z ktorym w ciagu 30 sekund się wie czy sie chce pójśc do łóżka, który "wystarczy ,że zdejmie beret" :P

            Ja twierdze i napisalam, ze w ciagu 30 sekund rozstrzga sie z kim z cala pewnoscia sie do lozka NIE pojdzie a to ronica. Wszyscy inni maja szanse ;), bo moga urzec przy blizszym poznaniu, poniewaz dostana szanse.
            Poza tym nie istotne, ze idealow pod wzgledem fizyczynym jest 5-10% populacji. Rzecz w tym, ze to mnie konkretnej kobiecie facet sie ma podobac i na mnie ma dzialac, chociaz nie jest idealem. O to tylko chodzi.
            I dla mnie moj "samiec" to "supersamiec" i co mnie obchodzi czy podoba sie reszcie. Mnie sie podoba, mnie kreci i do tego jeszcze oczywiscie prybija gwozdzie i nosi walizki a w nocy jest niezym kochankiem ;) Jedno drugiego nie wyklucza, dlugo szukalam, ale znalazlam, warto bylo:)
            Wiec nie rozumiem Twoich rozsterek i nieufnosci.
            • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 21:38
              > Wiec nie rozumiem Twoich rozsterek i nieufnosci.

              A kto je rozumie, droga Kag? Są takie irracjonalne i rozdmuchane... Mimo przekonania autora o żelaznej logice swojego rozumowania ;-p
          • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 22:57
            > Yoric , Sabat- mieliście rację- agresję budziło tylko to, ze w ich głowach nie
            > mieści się, że facet znając kryteria doboru i swoje miejsce na półce sklepowej
            > może w ogóle wycofać się z rywalizacji o nie- stwierdzajac, ze nie są tego war
            > te.

            Oczywiście, że masz paranoję. I powtarzasz się bezsensownie - tłumaczyłyśmy ci chyba, że nie budzi agresji twoje wycofanie się z rywalizacji (co to kogo obchodzi, poza tobą są rzesze fajnych facetów nie wycofujących się z relacji). Masz tak wredny i pokręcony stosunek do kobiet i związków, że byłbyś nie do zniesienia w jakiejkolwiek roli. "Robotnica" czy samiec alfa - nei ma znaczenia, nie wiem, jak inne panie, ja sobie cenię święty spokój i komfort psychiczny. Budzisz po prostu niechęć, a nie agresję swoim wycofaniem się.


            > przypuszczam, że to dlatego postawa robotnicy abrigado jest cierniem w oku pań-
            > bo przeciez nie jego poglądy- panie mówią niemala dokładnie to samo!

            Wiesz jaka jest definicja paranoi (jedna z wielu)? Łączenie odległych i niezwiązanych ze sobą (lub bardzo luźno związanych) faktów i nadawanie im rangi odkrycia wszechczasów. Paranoja to taka brzydka i ułomna siostra wizjonerstwa, co jej się wydaje, że piękna i mądra jest.
            Panie nie piszą tego samego. Panie bowiem pisząc o szybkich, intuicyjnych wyborach samców do ostrego i dobrego jakościowo rżnięcia zaznaczyły, że te samce niekoniecznie są pożądane przez wszystkie samice z taką samą mocą. Co mnie rusza, nie musi ruszać moich koleżanek. Mój chłop, co go wielbię okrutnie od stu lat, podoba się, i owszem, paniom, ale bez przesady - nie każda by przed nim majtki zdjęła. One mają swoje rewiry.
            Prawie każdy normalny na umyśle i nie ciężko uszkodzony na ciele facet może znaleźć swoją księżniczkę, co go będzie wielbić i mieć z nim orgazmy. Tylko, no cóż, niekoniecznie będzie ona piękna jak Marylin Monroe. Aha, to o to chodzi?! ;-p hehehe
            • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 23:00
              Budzisz
              > po prostu niechęć, a nie agresję swoim wycofaniem się.

              Miało być: "Budzisz po prostu niechęć swoją ledwie powstrzymywaną agresją, a nie agresję swoim wycofaniem"
              • abrigado Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 29.05.12, 11:05
                idziesz do ignora...nie chce mi się tracić czasu na twoje pseudointelektualne bzdety
        • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 11:50
          niezapominajka333 napisała:

          > Jeśli facet uprawia seks bez żadnego zabezpieczenia, to może sobie szczerze i z
          > decydowanie deklarować dziesięć razy przed i dwadzieścia razy po seksie, że on
          > świadomie nie chce mieć dzieci, ale jego postępowanie raczej mnie nie przekonuj
          > e.

          niezapominajka ---> zauważ że temat antykoncepcji jest bardzo niesymetryczny. Kobiety mają wiele różnych środków, facet ma tylko prezerwatywę. Czy uważasz, że facet który uprawia seks bez prezerwatywy ze swoją długoletnią partnerką (która deklaruje że jest na pigułkach), chce mieć dzieci? Ciekawy jestem jakby zareagowała jego partnerka, gdyby mimo tego że ona bierze pigułki on się UPIERAŁ przy pozostaniu w gumce. Sądzę że posądzenie o zdradę (i jakąś infekcję byłoby najlżejszym pomysłem który by jej przyszedł do głowy).

          >Panowie, co stałoby się z waszym życiem seksualnym, gdyby do dyspozycji były me
          > tody antykoncepcyjne o niewielkiej lub żadnej skuteczności? A przecież do tej p
          > ory tak było.

          Odpowiedź na to pytanie daje historia. Seks byłby nadal, tylko nie przejmowano by się ew. ciążą (w takim stopniu jak obecnie). Zobacz co było wcześniej np,. w starożytnym Rzymie. Niechciane dzieci po prostu umierały pozostawione na pastwę losu. Trochę później także dzieci nie były problemem (oddawane pod opiekę innych kobiet, lub starszego rodzeństwa). Zobacz że szaleństwo macierzyństwa z wieloma fobiami itp to "osiągnięcia" ostatnich dziesiątków lat. Czytałem art o tym że robiono badania jak skórczył się świat eksplorowany samodzielnie przez dzieci. 20 lat temu był to promień kilku kilometrów od domu. Obecnie dzieci są wszędzie wożone przez rodziców i same poznają przestrzeń w promieniu kilkuset metrów od domu.
          • niezapominajka333 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 12:13
            Niezbyt precyzyjnie sformułowałam pytanie. Dywagacje jak wpłynęłoby to na ludzkość globalnie to odrębna kwestia.
            Pytam konkretnie Ciebie i innych forumowiczów,( niekoniecznie płci męskiej).

            Załóżmy, że do dyspozycji jest tylko kalendarzyk i to dość zawodny.
            Nie ma pigulek, nie ma gumek, nie ma globulek itp.
            Jak zmieniłoby się wasze życie seksualne?
            • gomory Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 12:57
              > Jak zmieniłoby się wasze życie seksualne?

              Oral i anal mocno zyskuja na znaczeniu.
              • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 13:40
                gomory napisał:

                > > Jak zmieniłoby się wasze życie seksualne?
                >
                > Oral i anal mocno zyskuja na znaczeniu.

                od siebie dodałbym jeszcze "profesjonalistki" - tam w cenie wliczone już jest niejako ryzyko problemów z ew ciążą. Klient płaci i się nie przejmuje.
                • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 13:44
                  od siebie dodałbym jeszcze "profesjonalistki" - tam w cenie wliczone już jest niejako ryzyko problemów z ew ciążą. Klient płaci i się nie przejmuje"

                  Otoz. Najwaniejsze, ze nie ma placenia i zobowiazan wobec nie chcianego dziecka. To juz zdecydowanie lepiej zachorowac na AIDS :)
                  • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 14:11
                    kag73 napisała:

                    > Otoz. Najwaniejsze, ze nie ma placenia i zobowiazan wobec nie chcianego dziecka
                    > . To juz zdecydowanie lepiej zachorowac na AIDS :)

                    Kag---> zauważ że mówimy tu o HIPOTETYCZNEJ sytuacji gdzie na świecie nie ma ŻĄDNYCH metod antykoncepcji. Więc z dużym prawdopodobieństwem Twoje zdanie powinno brzmieć:
                    "Najwaniejsze, ze nie ma placenia i zobowiazan wobec nie chcianych dzieci" (liczba mnoga jest tu na miejscu jak najbardziej).
                    Jak cofniesz się do czasów sprzed rewolucji seksualnej (gdy nie było jeszcze pigułki) to zobacz że rodziny były wielodzietne. Nie to co dzisiaj 2+1.
                    Do tego wtedy bycie rodzicem wiązało się ze znacznie mniejszymi wyzwaniami niż dzisiaj (przypomnij sobie choćby puszczanie dzieciaków do szkoły z kluczem na szyi -dzisiaj potrzebny jest jeden rodzić w roli szofera itp itd).

                    • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 14:22
                      Ja rowniez mowie o sytuacji HIPOTETYCZNEJ.
                      Aha, no i niby po co mam cofnac w przeszlosc? Mnie terazniejszosc jak najbardziej odpowiada, uwielbiam mojego dzieciaka i spedzanie z nim czasu i w ogole zycie rodzinne, ale 8 porodow bym przechodzic nie chciala.
                      "dziecka" czy "dzieci" chodzi mi o sam fakt, ze bywaja rzeczy i zdarzenia gorsze niz "dziecko" czy "dzieci".
                      • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 14:38
                        kag73 napisała:
                        > Mnie terazniejszosc jak najbardzi
                        > ej odpowiada, uwielbiam mojego dzieciaka i spedzanie z nim czasu i w ogole zyci
                        > e rodzinne, ale 8 porodow bym przechodzic nie chciala.

                        Kag -->Ta sytuacja hipotetyczna (brak jakiejkolwiek antykoncepcji) powoduje że mogłabyś własnie być w ciąży z tą 8-ką dzieciaków. Skoro rozmawiamy o hipotetycznej sytuacji musisz wziac to pod uwage (tak samo jak to jakby to zmieniło Twoją sytuację na rynku pracy (wychowanie np. piątki dzieci, zwolnienia gdy chorują itp) jak by to zmieniło Twój wygląd (te kilka ciąż) i to jakby to zmieniło Twój związek.
                        Nie ma sensu analizować hipotetycznych sytuacji tylko w jednym wąskim zakresie bo takie zdarzenie (jak bark antykoncepcji) zmieniłoby całkowicie życie zarówno mężczyzn jak i kobiet.

                        To trochę tak jakby twierdzić że wygranie w Totka 30 mln nic nie zmieni w naszym życiu -no moze poza kupnem lepszego mieszkania i auta. Ludzie którzy ak twierdzą pomijają zupełnie fakt że posiadanie takiej kasy zmienia postrzeganie tego co jest cenne. Posiadając kasę cenną bo rzadką wartością staje się czas.
                        • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 14:45
                          No ty tez pislas o hipotetycznym rozwiazaniu z profesjonalistkami, ale tez tylko o jednym aspekcie, to ja dorzucilam inny :)
                          • abrigado Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 14:46
                            jakby babciam iała kółka byłaby tramwajem...wyobraźni wam nie staje...
                          • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 14:58
                            kag73 napisała:

                            > No ty tez pislas o hipotetycznym rozwiazaniu z profesjonalistkami, ale tez tylk
                            > o o jednym aspekcie, to ja dorzucilam inny :)

                            Kag --> powiedzmy że byłby cały pakiet rozwiązań. Na "codzień" internet i pornografia i prace ręczne, od święta jakiś oral, a jak natura przyciśnie to jakieś co zdrowsze (czyli pewnie droższe) profesjonalistki. Już teraz jest tak, że miłośnik płatnego seksu nie musi się wybierać do agencji -która jest teraz odpowiednikiem dyskontu, a może wejść na jedną z wielu stron sponsoraszukam i rozejrzeć się za dziewczynami w wieku 18-20 lat (dla hardkorowców nawet 16-18 lat). Jakość lepsza, ryzyko mniejsze itp.
                            Co do chorób wenerycznych - jak najbardziej biorę je pod uwagę w tym scenariuszu.
                            • abrigado Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 15:06
                              sorry ale jak juz eksplorujemy wątek chorób wenwerycznych- to przy strategii "samoświadomych" kobiet ryzyko złapania przez nie rzeżączki lub syfilis ( duzo wieksze niz HIV- nie piszcie o aids bo to nieporozumenie) jest bardzo duże.

                              jak już ustailismy tu na forum, kobiety po trzydziestce niem ające róznych ideologicznych zahamowań mają "przebieg" - 20-490 partnerów. Biorac pod uwagę, że najczesciej ich partnerami jest ta wąska grupa najbardziej atrakcyjnych, to ich partnerami sa panowie majacy co njamniej kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset partnerek. Ryzyko , ze któryś z nich coś złapł jest bardzo realne

                              zatem do pań wskazujacych na ryzyko zdrowotne zwiazane z prostytucją można powiedziec "przyganiał kocioł garnkowi " :P

                              • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 15:18
                                jak już ustailismy tu na forum, kobiety po trzydziestce niem ające róznych ideo
                                > logicznych zahamowań mają "przebieg" - 20-490 partnerów. Biorac pod uwagę, że n
                                > ajczesciej ich partnerami jest ta wąska grupa najbardziej atrakcyjnych, to ich
                                > partnerami sa panowie majacy co njamniej kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset part
                                > nerek. Ryzyko , ze któryś z nich coś złapł jest bardzo realne

                                Skad te dane? Mowimy o normalnych/przecietnych ludziach a nie o jakichs playboyach i panienkach na jedna noc.
                                Kilkaset!
                              • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 15:21
                                abrigado napisał:
                                > jak już ustailismy tu na forum, kobiety po trzydziestce niem ające róznych ideo
                                > logicznych zahamowań mają "przebieg" - 20-490 partnerów. Biorac pod uwagę, że n
                                > ajczesciej ich partnerami jest ta wąska grupa najbardziej atrakcyjnych, to ich
                                > partnerami sa panowie majacy co njamniej kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset part
                                > nerek. Ryzyko , ze któryś z nich coś złapł jest bardzo realne
                                >
                                > zatem do pań wskazujacych na ryzyko zdrowotne zwiazane z prostytucją można powi
                                > edziec "przyganiał kocioł garnkowi " :P
                                >

                                Też chciałem zwrócić uwagę na to, że w sytuacji gdy zakładamy że nie ma prezerwatyw (to też antykoncepcja), to tak na prawdę "w cenie" byłyby tylko dziewice, bo nawet przy "amatorkach" ryzyko byłoby spore. Jak to opisał powyżej Abrigado. Oczywiście przy "profesjonalistkach" pewnie większe -wszystko zależałoby od "przebiegu".
                                Poza tym obecnie większość chorób wenerycznych (poza AIDS) jest stosunkowo łatwo wyleczalna.

                                Jak dla mnie (w tym hipotetycznym scenariuszu braku antykoncepcji) będąc facetem wolałbym narazić się "od święta" na ew. ryzyko choroby wenerycznej (która jest uleczalna -poza AIDS) niż wylądować z 8-ką (wspomnianych przez Kag) dzieciaków i być totalnej finansowej i życiowej d**ie.
                              • hello-kitty2 Re: HIV Test 29.05.12, 01:30
                                abrigado napisał:

                                > sorry ale jak juz eksplorujemy wątek chorób wenwerycznych- to przy strategii "s
                                > amoświadomych" kobiet ryzyko złapania przez nie rzeżączki lub syfilis ( duzo w
                                > ieksze niz HIV- nie piszcie o aids bo to nieporozumenie) jest bardzo duże.
                                >
                                > jak już ustailismy tu na forum, kobiety po trzydziestce niem ające róznych ideo
                                > logicznych zahamowań mają "przebieg" - 20-490 partnerów. Biorac pod uwagę, że n
                                > ajczesciej ich partnerami jest ta wąska grupa najbardziej atrakcyjnych, to ich
                                > partnerami sa panowie majacy co njamniej kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset part
                                > nerek. Ryzyko , ze któryś z nich coś złapł jest bardzo realne

                                Tak czytam o powracajacym temacie HIV.

                                U mnie bardzo popularne sa domowe testy HIV (do wyboru: krew, mocz) + testy na inne choroby weneryczne. Mozna kupic przez internet, zaplacic karta kredytowa, anonimowo zrobic sobie z partnerem zanim dojdzie do seksu. Jesli zamowi sie od dostawcy z tego samego kraju to przychodza nastepnego dnia.

                                Kwestia tylko czy ma sie odpowiednio dlugi 'window period' i ufa partnerowi czy nie ma kogos na boku. Sa specjalne kliniki gdzie mozna sie przebadac za friko anonimowo jesli ma sie 'cos' na sumieniu. Dodatkowo powiem, ze ludzie z ''przebiegiem'' robia sobie regularnie takie testy i normalnym jest w rozmowie przed seksem pytanie: "kiedy ostatni raz robiles/as HIV test?, itd"

                                Ja robilam wielokrotnie.

                                • urquhart Re: HIV Test 29.05.12, 07:53
                                  Czytałaś kitty jakie jest prawdopodobieństwo załapania hiv przy normalnym nawilżonym stosunku?
                                  I jak i gdzie dziś ludzie się zarażają typowo?
                                  Znacznie realniejszym zagrożeniem jest hpv.
                                  • hello-kitty2 Re: HIV Test 29.05.12, 09:46
                                    urquhart napisał:

                                    > Czytałaś kitty jakie jest prawdopodobieństwo załapania hiv przy normalnym nawil
                                    > żonym stosunku?
                                    > I jak i gdzie dziś ludzie się zarażają typowo?
                                    > Znacznie realniejszym zagrożeniem jest hpv.

                                    Oczywiscie, ze czytalam. Czytalam tez opowiesci dziwnej tresci ludzi fiksujacych na tym punkcie np o mikrouszkodzeniach w jamie ustnej po myciu zebow, nastepnie lodziku i zarazeniu HIV, itd.

                                    Odnosze sie do wirusa HIV, bo zarazenie sie jest rownoznaczne z wyrokiem smierci, ale czytalam tez, ze w dzisiejszych czasach ludzie zyja z wirusem po 35 lat bez zachorowania na AIDS. Zakladajac ze zaraze sie dzisiaj majac 37 lat + te przykladowe 35 lat = w wieku 72 lat zachoruje na AIDS. W zasadzie to i tak nie planuje dluzej zyc :)

                                    Powiem tak, jak powiedziano mi w klinice testujacej przypadki wysokiego ryzyka: za niebezpieczny seks uwaza sie seks bez zabezpieczenia (bez prezerwatywy) z osoba, ktorej HIV status jest nieznany.
                                    • hello-kitty2 Re: HIV Test 29.05.12, 09:56
                                      > Odnosze sie do wirusa HIV, bo zarazenie sie jest rownoznaczne z wyrokiem smierci

                                      Aha i zapomnialam dodac, ze robie te testy, bo zakazenie moze przebiegac bezobjawowo lub miec objawy zwyklej grypy czy przeziebienia i moza je zwyczajnie przegapic.

                                      ps. w Polsce tez robilam pare lat temu, w zwyklej przychodni, tylko odplatnie, na zyczenie.
                                    • urquhart Re: HIV Test 29.05.12, 10:14
                                      > Oczywiscie, ze czytalam. Czytalam tez opowiesci dziwnej tresci ludzi fiksujacyc
                                      > h na tym punkcie np o mikrouszkodzeniach w jamie ustnej po myciu zebow, nastepn
                                      > ie lodziku i zarazeniu HIV, itd.

                                      Fiksujących to dobre określemnie.
                                      Dobrze jest ocenić zagrożenie tych mikrouszkodzeń. O ile łatwo zarazic sie przy analu ,to w praktyce ludzie nieświadmonie zarażają sie dzis najcześciej kosmetyczki, dentysty i przy gwałtownych młodocianych seksach na wiejskiej dyskotece po pijaku bez nawilżenia, tymczasem robią łaczą jak w średniwieczu dżume z karą za grzechy i rozpustę
                                      • hello-kitty2 Re: HIV Test 29.05.12, 10:36
                                        urquhart napisał:

                                        O ile łatwo zarazic sie przy
                                        > analu ,to w praktyce ludzie nieświadmonie zarażają sie dzis najcześciej kosme
                                        > tyczki, dentysty i przy gwałtownych młodocianych seksach na wiejskiej dyskotece
                                        > po pijaku bez nawilżenia

                                        Wiedzialam, ze ten dentysta podejrzany, bo krew leje sie strumieniami np. przy usuwaniu kamienia, ale w dzisiejszych czasach (?!), no slyszalam, o jakis masowych zarazeniach w szpitalu w jednym z bylych krajow Zwiazku Radzieckiego, w ktorym to jednorazowe cewniki stosowali wielorazowo, itd. masakra.

                                        To, o co pytac dentyste po wejsciu do gabinetu? Czy wybierac najdrozszego w okolicy? :)

                                        A o co chodzi z tym nawilzeniem?

                            • niezapominajka333 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 15:12
                              Na "codzień" internet i p
                              > ornografia i prace ręczne, od święta jakiś oral, a jak natura przyciśnie to jak
                              > ieś co zdrowsze (czyli pewnie droższe) profesjonalistki. Już teraz jest tak, że
                              > miłośnik płatnego seksu nie musi się wybierać do agencji -która jest teraz odp
                              > owiednikiem dyskontu, a może wejść na jedną z wielu stron sponsoraszukam i roze
                              > jrzeć się za dziewczynami w wieku 18-20 lat (dla hardkorowców nawet 16-18 lat).
                              > Jakość lepsza, ryzyko mniejsze itp.

                              Kutuzow, masz oczywiscie świadomość, że nawet z profesjonalistką możesz zostać ojcem, najwyżej nie będziesz ponosił kosztów utrzymania dziecka. I jeszcze co na to Twoja "
                              Dziesiątka" ?
                              • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 15:27
                                niezapominajka333 napisała:
                                > Kutuzow, masz oczywiscie świadomość, że nawet z profesjonalistką możesz zostać
                                > ojcem, najwyżej nie będziesz ponosił kosztów utrzymania dziecka. I jeszcze co n
                                > a to Twoja "

                                niezapominajko ---> tego wariantu pt: "ojciec dziecka prostytutki" nie rozpatruję ponieważ:
                                a) nie wiedziałbym i tak o tym
                                b) małe szanse żeby mnie to obchodziło, bowiem "usługa" i płatność za nią zwalnia z ew. późniejszych problemów. Do tego dochodzi różnica w podejściu do niechcianego dziecka (casus różnego podejścia ojca i matki do dzieci "ułomnych" - np. niepełnosprawnych)


                                > I jeszcze co n> a to Twoja "Dziesiątka" ?

                                Sorry, ale pytanie jest trochę od czapy. Zakładasz bowiem że w całym świecie zmieni się tylko jeden element. Otóż taka hipotetyczna sytuacja jak całkowity brak antykoncepcji zmieni cały znany nam świat. Bardzo więc możliwe że i moja "Dziesiątka" byłaby już matką 5-tki dzieci zanim bym miał szansę ją w ogóle poznać. Nie sądzisz?
                            • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 15:12
                              Ale nie mysl, ze te 18 latki bez antykoncepcji by byly chetne, za duye ryzyko, moj drogi.
                              • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 15:30
                                kag73 napisała:

                                > Ale nie mysl, ze te 18 latki bez antykoncepcji by byly chetne, za duye ryzyko,
                                > moj drogi.

                                Pewnie byłoby ich mniej niż teraz, ale nadal by były. Nie doceniasz siły konsumpcji która jest wszechobecna. W końcu te Ipady i inne smartfony same się nie kupią.
                                Poza tym wspomnieliśmy o tym że nie ma antykoncepcji, pozostaje jeszcze (jak w PRL-u) aborcja.
                                • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 21:48
                                  "Poza tym wspomnieliśmy o tym że nie ma antykoncepcji, pozostaje jeszcze (jak w PRL-u) aborcja"

                                  Oj, kutuzow, ale zapunktowales. Z Ciebie jest po prostu zimny dran. To nie Ty dokonujesz aborcji, wiec latwo Ci podejmowac decyzje. Ty zapinasz rozporek i idziesz dalej. Ach, zapomnialam, Ty z tych szczodrych...zaplacisz za zabieg.
                                  Antykoncepcja czy nie, jak sie z kims idzie do lozka trzeba byc swiadomym, ze moga z tego byc dzieci. I jak 18-sto latka nie zechcialaby aborcji, to Ty mozesz placic troche wiecej i troche dluzej niz za zabieg. To minimum do jakiego jestes zobowiazany prawnie, bo kwestie moralnosci/etyki itd. pomijam.

                                  Z chorobami tez mnie rozbawiles "biore te inne weneryczne oprocz AIDS", dobre. Taa, to w koncu koncert zyczen jest ;)
                                  • sabat77 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 21:58
                                    Przynajmniej zimny drań, samiec alfa.
                                    Nie jakiś tam ciota, romantyk, co miałby rozterki aby zabić.
                                    • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 22:03
                                      sabat77 napisał:

                                      > Przynajmniej zimny drań, samiec alfa.
                                      > Nie jakiś tam ciota, romantyk, co miałby rozterki aby zabić.

                                      Kazdemu wedlug jego wlasnego uzania. Niektorym brakuje wyobrazni i empatii.
                                      • sabat77 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 22:22
                                        Szczegolnie wyobrazni i empatii brakuje tym, co porzucaja fajnego faceta (bo przestal krecic) dla przemocowca, bandziora i alkoholika - bo jaki to on meski, dostarcza adrenaliny i lowi mamuty. Widze takie zjawisko z zadziwiajaca regularnoscia.
                                        a moze w glebi duszy wy lubicie byc ponizane ?
                                        • kag73 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 22:29
                                          Nie wiem kto to jest "wy". Ja osobiscie nie lubie byc ponizana, ale czasem mysle sobie, ze niektore baby to gluuuupie sa. Niestety. Jak to mawiaja Niemcy "Es gibt nichts, was es nicht gibt".
                                          Czyli wszystko jest mozliwe, ale nie bralabym tego za norme :)
                                          • urquhart Poniżanie 29.05.12, 06:57
                                            kag73 napisała:

                                            > Nie wiem kto to jest "wy". Ja osobiscie nie lubie byc ponizana, ale czasem mysl
                                            > e sobie, ze niektore baby to gluuuupie sa.

                                            Kag akurat jest ta rzadka dominująca w sadomacho. :)

                                            A z tym poniżaniem to swoją drogą ciekawy efekt, kobiety zasadniczo jak dzieci rodziców testują podświadomie ciągle granice jak daleko mogą się posunąć z wchodzeniem na głowę samcowi. Jeżeli on daje sobie wejść na głowę zamiast wyznaczyć granice to cipa nie samiec, jest niewystarczająco męski i wilgotno w kroczu na jego widok nie będzie. Męski samiec to samiec kontrolujący. Ot dranie górą, a mili faceci do piachu.

                                            wyborcza.pl/odpowiedzialni/1,109089,8272726,Zabron_mi_wreszcie__Czyli_odpowiedzialnosc_rodzicow.html?as=2
                                            • sabat77 ... 29.05.12, 07:17
                                              No to co. Zamiast grac w gre znaczonymi kartami i zastanawiac sie jak wygrac, mozna dac sobie spokoj i machnac reka na te glupie ... Piiip.
                                              niech sobie kupia kota jak beda czuc sie samotne.
                                              • urquhart Re: ... 29.05.12, 08:20
                                                sabat77 napisał:

                                                > No to co. Zamiast grac w gre znaczonymi kartami i zastanawiac sie jak wygrac, m
                                                > ozna dac sobie spokoj i machnac reka na te glupie ... Piiip.
                                                > niech sobie kupia kota jak beda czuc sie samotne.

                                                Ciekawi mnie jedno, wiedząc jak bardzo te karty są znaczone i znając bardziej niż inni reguły jak nasze aktywistki wychowają kiedyś swoich dziubdziusiów kochanych syneczków na cipowatych miłych facetów, czy może na kontrolujących drani?
                                                :)
                                                • hello-kitty2 Re: Wychowanie 'na cipe' 29.05.12, 09:25
                                                  urquhart napisał:

                                                  jak nasze aktywistki wychowają kiedyś swoich dziubdziusiów kocha
                                                  > nych syneczków na cipowatych miłych facetów, czy może na kontrolujących drani?
                                                  > :)

                                                  OK urquhart, ja mam syna - lat 5. Nie chce zeby byl 'cipa'. Prosze o recepte na wychowanie 'drania' :) Powaznie pytam. Jakie sa bledy wychowania 'na cipe'?

                                                  Czy w ogole wychowanie ma az taki udzial w cipowatosci czy draniowatosci? Na ile to charakter, a na ile wychowanie decyduje o tym? Ja obstawiam charakter.
                                                  • urquhart Re: Wychowanie 'na cipe' 29.05.12, 10:27
                                                    ello-kitty2 napisała:
                                                    > Czy w ogole wychowanie ma az taki udzial w cipowatosci czy draniowatosci? Na il
                                                    > e to charakter, a na ile wychowanie decyduje o tym? Ja obstawiam charakter.

                                                    Czy zajęcia z PUA miałyby wtedy jakikolwiek sens i skuteczność?
                                                  • hello-kitty2 Re: Wychowanie 'na cipe' 29.05.12, 10:40
                                                    urquhart napisał:

                                                    > ello-kitty2 napisała:
                                                    > > Czy w ogole wychowanie ma az taki udzial w cipowatosci czy draniowatosci?
                                                    > Na il
                                                    > > e to charakter, a na ile wychowanie decyduje o tym? Ja obstawiam charakte
                                                    > r.
                                                    >
                                                    > Czy zajęcia z PUA miałyby wtedy jakikolwiek sens i skuteczność?
                                                    >

                                                    To mowisz od jakiego wieku mozna dzieciaka zapisac na te zajecia? :))))

                                                    Myslalam, ze podasz jakies rady z wlasnego doswiadczenia w wychowaniu dzieci. Jakies obserwacje. Masz syna/synow?
                                                  • abrigado Re: Wychowanie 'na cipe' 29.05.12, 11:03
                                                    nie odkryję ameryki- imho sporo jest w tym charakteru- np jednego dzieciaka przeciwnośc i wysiłek bęą motywowały a innego zniechęcały od danych aktywności i będzie przyjmowal okresloną postawę

                                                    ale z tego co obserwuje to najistotniejsze są skojarzenia i informacja zwrotna od otoczenia
                                                    Najłatwiej mają dość głupui chłopcy, ktorym po prostu do głowy nie przyjdzie, ze coś moze pójśc nie tak i często podchodzą życzeniowo do rzeczywistości- taki 6 latek widząc nadjeżdzający samochód wbiegnie przed niego za pilką bo jest przekonany , że zdąży,

                                                    informacja zwrotna od otoczenia- jeśli dzieciak dostaje uwagę i wspólczucie otoczenia jak się mazgai to bedzie się mazgaił, jak dostaje uwagę i pochwały jak nawet sie nie skrzywi przy zastrzyku to będzie twardzielem.

                                                    mam oba przypadki w domu - właśnie przyjechała babcia i twardziel nagle zrobil się mięczakiem i beczy i mazgai bo babcia biega jak kwoka na kazdy pisk

                                                    z kolei mazgaj i wieczny pesymista ("nie mooogęęę, nie daaaam radyyy, nie umiem") kiedys miał powazny wypadek przy ktorym okazał się dzielny bardziej niż niejeden dorosły a zmotywowany w odpowiedni sposób potrafi zrobić naprawdę niesamowiterzeczy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Wychowanie 'na cipe' 29.05.12, 11:39
                                                    Zaraz nas wysla na e-mamy, ale jeszcze dopytam oddnosnie fragmentu:

                                                    właśnie przyjechała babcia i twardziel nagle zrobil
                                                    > się mięczakiem i beczy i mazgai bo babcia biega jak kwoka na kazdy pisk

                                                    A pomiata babcia? Pokazuje jej ze on tu rzadzi? A ona moze mu najwyzej sluzyc, skoro zglosila sie na stanowisko kwoki?
                                                  • aandzia43 Re: Wychowanie 'na cipe' 29.05.12, 21:45
                                                    > OK urquhart, ja mam syna - lat 5. Nie chce zeby byl 'cipa'. Prosze o recepte na
                                                    > wychowanie 'drania' :) Powaznie pytam. Jakie sa bledy wychowania 'na cipe'?

                                                    Najprostsza recepta to załatwić dzieciakowi fajnego, dojrzałego mężczyznę do towarzystwa i nie przeszkadzać im swoją upierdliwością. Najlepiej tatusia lub ojczyma. Zaangażowani dziadek i wujek też mogą być. Nie wychowasz chłopaka na mężczyznę bez udziału Mężczyzny.
                                                    Jak nie ma sensownych tatusia, ojczyma czy dziadzia, to pozostaje nie czułostkowy (ale nadal troskliwy) wychów przez mamusię, nie osaczanie dzieciaka swoimi emocjami, własne, mocne życie poza macierzyństwem i otaczania chłopaka mężczyznami zdolnymi do bycia autorytetem (trener, nauczyciel, mistrz w jakiejś dziedzinie, ksiądz, ojciec bliskiego kolegi). Poza tym dbanie o to, by chłopak miał konkretne zajęcie i zorganizowany czas. I nie chodzi mi tu o czas poświęcany na opiekowanie się mamusią ;-P
                                  • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 23:25
                                    ag73 napisała:

                                    > "Poza tym wspomnieliśmy o tym że nie ma antykoncepcji, pozostaje jeszcze (jak w
                                    > PRL-u) aborcja"
                                    > Oj, kutuzow, ale zapunktowales. Z Ciebie jest po prostu zimny dran. To nie Ty d
                                    > okonujesz aborcji, wiec latwo Ci podejmowac decyzje.

                                    Kag -zauważ że pisałem to w akapicie dotyczącym dziewczyn szukających sponsora, a nie własnego podejścia -także trochę opacznie to zrozumiałaś. Ty twierdziłaś że w świecie bez antykoncepcji nie będzie cichodajek, ja zaś pokazałem tylko że prędzej wzrosłoby nielegalne podziemie aborcyjne, niż zniknęłaby prostytucja (w tej czy innej formie).
                                    Chyba się z tym zgodzisz? (PRL był podany nie bez przyczyny - wtedy dokładnie były takie warunki).
                                  • gomory Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 29.05.12, 01:10
                                    > Z Ciebie jest po prostu zimny dran. To nie Ty dokonujesz aborcji, (...) Ach, zapomnialam, Ty z tych szczodrych...zaplacisz za zabieg

                                    Przesadzasz. Gdyby był zimnym draniem zapłaciłby tylko połowę.
      • kutuzow Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 11:41
        urquhart napisał:
        > Podobnie mężczyzna deklarując potrzebę dziecka wymienia ją jako jedną z wielu p
        > otrzeb społecznej realizacji, ale nawet nie podejrzewając że jego biologia part
        > nerki będzie odczuwała to jako potrzebę odsuwającą wszystkie inne dotychczasow
        > e potrzeby w dalekie tło.
        > Można wiec liczyć ile z kobiet i mężczyzn DEKLARUJE potrzebę posiadania samocho
        > du a ile dziecka, a potem sprawdzić statystycznie na forum motoryzacyjnym i n.p
        > . etata na ile ta potrzeba jest związana z jakimś zaangażowaniem.

        Bardzo fajny przykład Urqu. Domyślam się że dość mało "popularny" (zaraz będą głosy, że jak można porównywać dziecko do samochodu), ale dobrze oddaje problem "deklaracji" w ankietach. Przykład z autem był już wcześniej nawet przywoływany jako ilustracja tezy, że ta strona się stara bardziej której to stronie bardziej zależało na danej sprawie/rzeczy.
      • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 22:01
        Stąd poniekąd Adzia ma rację że mężczyznom doskwiera pod koniec życia dopiero b
        > rak potomstwa.

        Ja to napisałam? Gdzie? Nie pamiętam co prawda, ale zgadzam się, że mężczyznom zaczyna doskwierać brak potomstwa później niż kobietom. Z tą starością to bym nie przesadzała - wcześniej ich dopada poczucie braku dziecięcia.

        > Jak zaobserwować biologie, wśród pierwotnych plemion, prymitywnych społeczności
        > , czy nawet społecznych długowiecznych ssaków jak słonie i wieloryby to drugie
        > pokolenie czyli dziadkowie realizują się opiekując, ucząc i przewodząc dzieciom
        > czyli wnuczkom, a matka spędza krótki stosunkowo czas z niemowlęciem.

        I dlatego dzieci ze społeczności bardzo pierwotnych, które miały aktywne, sprawne i najlepiej dobrze w hierarchii babskiej grupy ustawione babki i ciotki z linii żeńskiej, miały większą szansę na przeżycie niż pozostałe. Piszę o babskiej grupie, bo koszula bliższa ciału, niż kapota.
      • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 28.05.12, 22:32
        > Podobnie mężczyzna deklarując potrzebę dziecka wymienia ją jako jedną z wielu p
        > otrzeb społecznej realizacji,

        Zgadzam się, pisałam o tym parędziesiąt postów wyżej. Inny jest też model rodzicielstwa kobiety i mężczyzny. Przy czym potrzebę społecznej realizacji mężczyzny rozumiem tu również jako potrzebę osobistego kontaktu z potomkiem - małym człowieczkiem noszącym jego geny (chociaż niekoniecznie) i będącym dziedzicem jego myśli, dokonań, doświadczeń, pozycji, majątku itd.


        > Swoją drogą wystarczy poczytać Badiner że ta powszechność potrzeby realizacji w
        > macierzyństwie, sielanka mama i tata skupieni na dziecku , to w pewnej mierze
        > sztuczny efekt społeczny którego przedtem nie było, stworzony przez presje po
        > demograficznych katastrofach Europy.

        Wiesz, Badinter w swojej książce "Historia macierzyństwa" (nie wiem, czy czytałeś, czy tylko artykuł w Gazecie) opisuje (bardzo szczegółowo zresztą) realia Francji od XVI do XIX wieku. Sama pisze, że tak masowej praktyki oddawania noworodków do mamek na wiele miesięcy i lat nie odnotowano w wiekach wcześniejszych. Co nie znaczy, że wcześniej nad każdym dzieckiem rozczulano się jakoś nadzwyczajnie. Jak któraś i któryś mieli ochotę, czas i możliwości, to się rozczulali. Przykładem Kochanowski, co jak mu zmarła trzyletnia córeczka, jedna z kilku zresztą, to ciężko to odchorował i jeszcze Treny stworzył. Przykładów troski, miłości i zwykłego zainteresowania dzieckiem było trochę.
        Zainteresowanie dzieckiem, jako pełnoprawną istotą ludzką, szacunek dla niego i poszanowanie jego potrzeb zaczęło się wraz z Oświeceniem. Znamienne dla epoki i jej idei. Żadnych katastrof demograficznych wtedy raczej nie było. Był za to J.J. Rousseau, co się zresztą z choinki nie urwał, tylko dziecięciem swego wieku był. Postępowania Jacka Jakubka z własnymi dziećmi znamy i opisywać tu nie będziemy ;-p


        > Jak czytałem kiedyś w 19 wiecznej Warszawie na paręset tysięcy mieszkańców było
        > kilkadziesiąt tysiecy podrzutków w sierocińcach (pierwotna nazwa żłobka), wie
        > c to świadczy o "potrzebach"

        Sierocińce, podrzutki, noworodki porzucane w lasach i rzekach to niekoniecznie wynik permanentnego braku potrzeb macierzyńskich u ówczesnych kobiet. Ludzi nie żyli długo, często szlag ich trafiał nagle z tytułu zarazy, zapalenia wyrostka, porodu, sepsy czy gangreny po jakimś banalnym urazie itd.A że mnożyli się obficie to zostawały po nich sieroty, co nie zawsze dalszą rodzinę miały chętną do zaopiekowania się drobiazgiem. Poza tym prawie wszystkie bękarty, jeśli nei trafiły wcześniej do rzeki czy latryny, trafiały właśnie do sierocińców. Kto by chciał bękarta. I bynajmniej nie mówię tu o matce, co może by i chciała.
        • urquhart Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 29.05.12, 08:02
          > Zgadzam się, pisałam o tym parędziesiąt postów wyżej. Inny jest też model rodzi
          > cielstwa kobiety i mężczyzny. Przy czym potrzebę społecznej realizacji mężczyzn
          > y rozumiem tu również jako potrzebę osobistego kontaktu z potomkiem - małym czł
          > owieczkiem noszącym jego geny (chociaż niekoniecznie)

          Dobrze że dodałaś to niekoniecznie, bo wystarczy poczytać że większość równie dobrze realizuje się wcale nie ze swoimi genami o ile ma satysfakjonujacą relacje z partnerką. Kobieta macocha - to inna bajka.

          > jnie. Jak któraś i któryś mieli ochotę, czas i możliwości, to się rozczulali. P
          > rzykładem Kochanowski, co jak mu zmarła trzyletnia córeczka, jedna z kilku zres
          > ztą, to ciężko to odchorował i jeszcze Treny stworzył.

          Ile lat miał Kochanowski wtedy? Pod siedemdziesiąt? Na swoje czasy był zgrzybiałym starcem, co tylko potwierdza regułę.

          > afiły wcześniej do rzeki czy latryny, trafiały właśnie do sierocińców. Kto by c
          > hciał bękarta. I bynajmniej nie mówię tu o matce, co może by i chciała.

          NIe czytałaś uważnie większość brali "włościanie" na wychowanie do roboty na wieś bo rąk do pracy zawsze było za mało.
          • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 29.05.12, 22:04

            > Ile lat miał Kochanowski wtedy? Pod siedemdziesiąt? Na swoje czasy był zgrzybia
            > łym starcem, co tylko potwierdza regułę.

            Nie wiem jaką regułę. Tę o późnym dojrzewaniu mężczyzn do ojcostwa? No tak, bo Kochanowski ożenił się mając 45 lat, a Urszulkę pochował mając lat 49 (wystarczy zajrzeć do Wikipedii). Nie był to starzec, nawet na ówczesne standardy, raczej mocno dojrzały pan. Jeśli chodzi ci o to, co napisałam posługują się przykładem Kochanowskiego (o głębokiej i rozdzierającej miłości do dziecka), to nie wiem o jaką regułę ci chodzi. Mnei chodziło tylko o to, że miłość do dziecka, zainteresowanie nim i szacunek nie są wytworem naszych czasów. My po prostu mamy warunki, by tę miłość upowszechnić i uczynić z niej jeden z filarów humanizmu. W czasach Kochanowskeigo trzeba było mieć czas, pieniądze, zdrowie i święty spokój by móc kultywować cokolwiek poza walką o byt. Kochanowski to miał.


            > NIe czytałaś uważnie większość brali "włościanie" na wychowanie do roboty na wi
            > eś bo rąk do pracy zawsze było za mało.

            Ale czego nie czytałam uważnie? Bo czytałam na ten temat sporo. Chodzi ci o neiśłubne noworodki, o wychowanków sierocińców "niegdyś" i o sieroty? Noworodki chyba jednak najczęściej trafiały do lasów (a dużo ich było) i w inne odludne zakątki. Ślad wszelaki ginął po 99%. Dzieci w sierocińcach marły jak muchy i niewiele dożywało wieku odpowiedniego do wykorzystwyania ich jako siły roboczej (czyli wieku 7 lat). Poza tym słabe były i nie żyły długo w kieracie. A dizeciaki odchowane w miarę troskliwie przez rodziców, a potem osierocone? No pewnie, łakomy kąsek - jako tako odżywione, nie bardzo pokrzywione emocjonalnie, nauczone jakichś pożytecznych czynności ;-P
            • abrigado Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 30.05.12, 14:37
              przykład Kochanowskiego jest powszechnie uzywany jako dowód na brak miłości rodzicielskiej w ogólności a tacierzyńskiej w szczególności.

              Kochanowski napisał treny na zamówienie , długi czas ( z pamieci- jakieś dwa lata) po śmierci dziecka

              sam opis dizecka jest niesłychanie patetyczny a postac nierealistyczna - to nawet nasza polonistka w głębokich latach 90- tych podkreslała

              konstrukcja trenów jest tak przemyślana i odpowiadająca ówczesnej modzie, że ewidentnie był to celowo i w sposób planowy napisany przebój tamtych czasów.

              Kochanowskiemu zmarło kilkoro dzieci i nic nie wskazuje na wstrząs w jego życiu tym wywołany.

              więc poglądy o "o głębokiej i rozdzierającej miłości do dziecka" to mit

              kilka lat temu czytałem w charakterach chyba ( a moze w gazecie) artykuł , który powoływał sie na badania naukowe, ze "miłóść macierzyńska" ma jakieś 250 lat i najpierw rozwinęło się w wyższych sferach

              Mojej babci np zmarło troje rodzeństwa i nikogo to "nie rozdzierało"- dziś społeczeństwo oczekiwałoby od takeij matki wylądowania w psychiatryku
              • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 30.05.12, 23:25
                Pojęcia nie mam, dlaczego ustosunkowujesz się do mojego postu, skoro mnie wygasiłeś? :-O Pytanie retoryczne: odpowiadasz tylko na te, na które wydaje ci się, że możesz się odgryźć ;-P


                > więc poglądy o "o głębokiej i rozdzierającej miłości do dziecka" to mit

                A dowodem na to jest fakt (być może i fakt), że Kochanowski napisał Treny na zamówienie? A kto, że się tak spytam, to zamówienie złożył, hę? Jak może powstać zamówienie na zobrazowanie czegoś, co nie istnieje? Tak się pieklisz, że ci logika siada. Kochanowski piszący treny na zamówienie nie jest żadnym argumentem za kompletnym brakiem miłości rodzica do dziecka w tzw. "dawnych czasach". Jest dowodem tylko na to, że pisał na zamówienie, które wynikało z psychologicznych potrzeb jego współczesnych. Którzy zresztą gotowi byli zapłacić niezłą kasę za rozdzieranie ran zadanych nieistniejącym według ciebie uczuciem ;-P
                I jak ci się wydaje, wielbicielu psychologii ewolucyjnej (do której zresztą szacunek mam wielki, ale na pewno nie wybiórczą czołobitność ;-)), jakimż to sposobem (z grubsza) 200 000 lat istnienia w niezmienionej (z grubsza) postaci homo sapiens zaczął nagle wykazywać cechy jakościowo zupełnie odmienne od tych wcześniejszych? Że niby jakaś mutacja zaszła w całej populacji ludzkiej w okolicach XVIII wieku. Bo tylko takie może być wytłumaczenie pojawienie się w zachowaniach zwierząt (a więc i ludzi) nowego zachowania. Skąd ci do głowy takie kocopały przyszły? Ze złości?
                Powyżej napisałam (jakby ktoś nie wiedział czy nie pamiętał), skąd się wzięło UPOWSZECHNIENIE I WEJŚCIE DO KULTURY WYŻSZEJ cywilizacji europejskiej czułej miłości rodziców do swoich małych dzieci. Nie będę się powtarzać.
            • urquhart Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 02.06.12, 08:15
              aandzia43 napisała:
              > Nie wiem jaką regułę. Tę o późnym dojrzewaniu mężczyzn do ojcostwa? No tak, bo
              > Kochanowski ożenił się mając 45 lat, a Urszulkę pochował mając lat 49 (wystarcz
              > y zajrzeć do Wikipedii). Nie był to starzec, nawet na ówczesne standardy,

              A jego samego pochowali 5 lat później.
              Wrzuć w google średnia długość życia XVI wiek. Mnie wychodzi że podają 30-40 lat.
              Dla mnie wychodzi że na dzisiejsze przełożenie to był starzec.

              > Noworodki c
              > hyba jednak najczęściej trafiały do lasów (a dużo ich było) i w inne odludne za
              > kątki.

              To co piszesz to na moją wiedzę gruba przesada:
              historia.org.pl/index.php/publikacje/publikacje/przekrojowe-i-inne/2823-dzieckiem-by-w-dawnej-polsce.html
              I dzisiaj zdarza się że matka woli się dziecka pozbyć niż go oddać ale to margines i rzadkość:
              www.se.pl/wydarzenia/kraj/matka-madzi-cala-prawda-o-katarzynie-w-byla-zazdrosna-o-madzie-przez-ojca-chciala-sie-zabc_225862.html
              • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 02.06.12, 18:25
                A jego samego pochowali 5 lat później.
                > Wrzuć w google średnia długość życia XVI wiek. Mnie wychodzi że podają 30-40 la
                > t.
                > Dla mnie wychodzi że na dzisiejsze przełożenie to był starzec.

                Dziadek o chlebie, a babka o niebie ;-) Nie o to chodzi, że średnia długość życia była niska, tylko o to, że możliwości ludzkiego organizmu nie zmieniły się szczególnie na przestrzeni ostatnich tysięcy lat - genetycznie jesteśmy tacy sami. Więc i moce czterdziestolatka z XVI wieku, który miał dobry potencjał genetyczny, któremu udało się przeżyć choroby wieku dziecięcego, który był zamożny i dobrze odżywiony, który nie pracował ponad siły fizycznie są zbieżne z mocami czterdziestolatka współczesnego. Co z tego, że na tle współczesnych Kochanowski był jednym ze starszych - niewielu rówieśników dotrzymało mu kroku, ogromna większość zmarła w dzieciństwie, reszta w latach późniejszych. To nie był starzec w dzisiejszym rozumieniu starca. Nie był zdziecinniały, zramolały i zesklerociały. Był absolutnie wydolny intelektualnie (pisał, korespondował, sądził się z sąsiadami, zarządzał majątkiem), nieźle wydolny fizycznie (podróżował po okolicy nie tylko), kutas mu stawał (natrzaskał gromadkę dzieciaków). Więc o co ci chodzi? Średnia wieku w epoce nie określa możliwości człowieka w poszczególnych okresach jego życia. Gatunek ludzki ma geny, jakie ma. Nic się w tej kwestii nie zmieniło chyba od początku jego istnienia.
              • aandzia43 Re: Pragnienie posiadania Samochodu a podrzutki 02.06.12, 18:27

                > To co piszesz to na moją wiedzę gruba przesada:
                > historia.org.pl/index.php/publikacje/publikacje/przekrojowe-i-inne/2823-> dzieckiem-by-w-dawne

                Ja nawet nie o dawnej Polsce, tylko o historii gatunku ludzkiego w ogóle i innych kulturach współistniejących w czasie z dawną Polską.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja