Dodaj do ulubionych

Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera

02.08.12, 12:06
W związku z pytaniem Sabata i jakże ciekawym bo spontanicznym spostrzeżeniu.
forum.gazeta.pl/forum/w,15128,137841670,137888352,Re_znalazlem_milej_lektury_.html?wv.x=2
Niechęć do mężczyzn, negatywne nastawienie do mężczyzn, wiązane często i błędnie z feminizmem czy "byciem wojującą feministką", oczywiście jedno z drugim nie ma zbyt wiele wspólnego:), być może też kobiety z uprzedzeniami do mężczyzn z dzieciństwa chętniej odnajdują się w feministycznym światopoglądzie, może występuje sprzężenie zwrotne.

Pokusiłam się o przemyślenie sprawy;) i co sądzicie o możliwej wg mnie, jednej z przyczyn. Nie chce mi się własnymi słowami. Z lenistwa przeleję z Wikipedii, jednak zaznaczam, że wg mnie: chodzi o rodzaj rozpaczliwej "solidarności" dziewczynki z matką która z uwagi na krzywdy jakich w swoim mniemaniu doznała od mężczyzny(najczęściej ojca dziecka), funkcjonuje w stanie urazu? resentymentu? uprzedzenia i przelewa to na dziecko, jeśli jest ono płci żeńskiej, solidarność z matką wiąże się z też z rodzajem lęku przed doznaniem ze strony mężczyzny podobnej krzywdy jak matka.

"Zespół alienacji rodzicielskiej (inaczej PAS, ang. Parental alienation syndrome lub Zespół Gardnera) – problem zdefiniowany przez amerykańskiego psychiatrę sądowego - dr. Richarda Gardnera, nad którym później prowadzono dalsze badania m.in. w Polsce. Określa zaburzenie występujące u dziecka, które w trakcie rozwodu rodziców jest czynnie angażowane w potępianie i krytykowanie jednego z rodziców (zazwyczaj tego, który nie mieszka w domu). Krytyka ta jest najczęściej nieuzasadniona, zarzuty są albo nieprawdziwe, albo znacznie wyolbrzymione. W drastycznych przypadkach miłość, szacunek, przywiązanie do oczernianego ojca czy matki ulegają bezpowrotnie zniszczeniu. Zostają zastąpione przez wrogość, niechęć, pogardę. Stosowane wobec dziecka metody (pranie mózgu: manipulacja, szantaż emocjonalny, indoktrynacja) powodują daleko idące konsekwencje dla psychiki. Celem tych działań jest zaburzenie relacji dziecka z drugim rodzicem[1][2]. Dziecko ma poczucie wyobcowania, negatywną samoocenę, problemy z tożsamością i autonomią, a w życiu dorosłym - trudności z nawiązaniem bliskich relacji, depresje, stany lękowe, fobie, łatwo się uzależnia."

Ciekawi mnie czy będą z tego protesty, czy będzie jakaś dyskusja. Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • tygrys-bez-rys plachat na byka? 02.08.12, 12:13
      > Ciekawi mnie czy będą z tego protesty, czy będzie jakaś dyskusja. Co o tym sądzicie?

      Ja sadze ze bedzie i jedno i drugie. Na meritum sie nie znam, lecz podoba mi sie zaczepne zachecenie, samospelniajaca sie przepowiednia. Ladnie.
    • hello-kitty2 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 15:11
      that.bitch.is.sick napisała:

      Określa zaburzenie występujące u dziecka, które w trakcie
      > rozwodu rodziców jest czynnie angażowane w potępianie i krytykowanie jednego z
      > rodziców (zazwyczaj tego, który nie mieszka w domu). Krytyka ta jest najczęście
      > j nieuzasadniona, zarzuty są albo nieprawdziwe, albo znacznie wyolbrzymione. W
      > drastycznych przypadkach miłość, szacunek, przywiązanie do oczernianego ojca cz
      > y matki ulegają bezpowrotnie zniszczeniu. Zostają zastąpione przez wrogość, nie
      > chęć, pogardę.

      Ja bylam jako dziecko angazowana w takie praktyki, natomiast moje doswiadczenie wskazuje na to, ze do zniszczenia milosci, szacunku i przywiazania do jednego z rodzicow moze doprowadzic wylacznie on sam.

      Obserwacja Sabata: "Nie mam zielonego pojęcia skąd we współczesnych kobietach tyle nienawiści do mężczyzn. To jakaś masowa psychoza, mężczyzna twój wróg." jest mi obca. Byc moze pochodzi ona z tego myslenia: "Ja ciągle traktuję wiele kobiet jak kumpele, ale one w większości już tego nie chcą", ktore jest oszukiwaniem samego siebie, a kobiety sie na to nie nabieraja.

      Temat bardzo ciekawy.
      • that.bitch.is.sick Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 15:42
        hello-kitty2 napisała:


        > Ja bylam jako dziecko angazowana w takie praktyki, natomiast moje doswiadczenie
        > wskazuje na to, ze do zniszczenia milosci, szacunku i przywiazania do jednego
        > z rodzicow moze doprowadzic wylacznie on sam.


        Nie mogę się z tym zgodzić. Z moich obserwacji wynika że dzieci nawet odrzucane, zaniedbywane, doświadczające przemocy nadal kochają i idealizują swoich rodziców. Czytałaś "toksycznych rodziców"? Na czym polega ten mechanizm. Dopiero silna przemoc i równie silny autorytet kogoś kogo obdarza się równie silnym uczuciem może dziecko ukształtować. Dziecko jest naiwne i bezbronne a to co mówią rodzice jest święte. Jednak łatwo sobie daje coś wmówić i te często sprzeczne, nieprawdziwie przekonania zostają na całe życie - siła autorytetu. taki człowiek może sobie nie zdawać sprawy co ma wpojone: nienawiść, lęk, fobia, paranoja. Uprzedzenie działa tak że z otoczenia wybiera się wygodne i pasujące do swoich przekonań fakty nie widząc drugiej strony. Tak jest z wrogością do mężczyzn. Każdy napotkany podobny przypadek wzmacnia przekonanie.
        >
        • hello-kitty2 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 16:16
          that.bitch.is.sick napisała:

          > hello-kitty2 napisała:

          > > ze do zniszczenia milosci, szacunku i przywiazania do je
          > dnego
          > > z rodzicow moze doprowadzic wylacznie on sam.
          >
          >
          > Nie mogę się z tym zgodzić.

          Ja nie przecze, ze w corce moze zostac uksztaltowana nienawisc do mezczyzn. Chcialam tylko podkreslic, ze zaden z rodzicow nie ma takiej wladzy nad drugim, zeby doprowadzic do zniszczenia milosci, szacunku i przywiazania dziecka do drugiego rodzica, chyba, ze ten drugi swoim zachowaniem sam na to pozwoli, chocby przez zwykle unieaktywnienie sie/ wylaczenie sie z zycia dziecka. Wniosek: ojciec swoj wklad w nienawisc do mezczyzn kobiety wychowanej w takiej rodzinie ma, niezaleznie od dzialan matki.
        • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a przemocowcy 02.08.12, 17:49
          that.bitch.is.sick napisała:
          > oże sobie nie zdawać sprawy co ma wpojone: nienawiść, lęk, fobia, paranoja. Upr
          > zedzenie działa tak że z otoczenia wybiera się wygodne i pasujące do swoich prz
          > ekonań fakty nie widząc drugiej strony. Tak jest z wrogością do mężczyzn. Każdy
          > napotkany podobny przypadek wzmacnia przekonanie.

          Generalnie to przykre i pamietam że prostackie poradniki McDowela pisały: chcesz mieć szczęście małżeńskie, szacunek i miłość żony bierz tylko kandydatki które mają serdeczne relacje z ojcem. Inne są jak samospełniająca się przepowiednia że mężczyzna jest winny wszyskiemu złu które się zdarzy . Generalnie dzielniejsze badania statystyczne tylko taka determinacje potwierdzają.
          Pamiętam opisywane badania kiedy kobiety ofiary przemocy domowej i DDA wiązały się z KOLEJNYMI partnerami i prowokowały ich do przemocowych działań. Teorię że wybierają podświadomie takich kandydatów zdyskredytowały badania na mężczyznach bliźniakach z których jeden bliźniak wiązał sie z kobietą z destrukcyjnym schematem i zostawał przemocowcem a drugi taki sam nie wykazał w swoim związku żadnych podobnych cech.
          Tak ze to nie jest takie proste, problem ofiary to coś więcej niż pogonienie samca przemocowca, on siedzi w środku.
      • bluenote1 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 15:50
        Jestem takim dzieckiem. Ale...
        Kiedyś bardzo lubiłam facetów:) Uwielbiałam flirtować (takie staromodne słowo, ale tak właśnie bym to określiła), byłam adorowana i lubiana. Wtedy to były czasy, gdy singli nie było, a jak się zdarzył to z rzadka rozwodnik. Wszyscy faceci, ktorzy mnie adorowali, a gdybym pozwoliła na więcej, na pewno na adoracji by się nie skończyło, byli żonaci. We flirtowaniu tak bardzo mi to nie przeszkadzało, ale utwierdzało mnie w przekonaniu, że większość facetów to dziwkarze, jak mój tatuś, którego druga żona szukała u nas w sylwestra, jak jej zwiał do trzeciej:)
        No i był ten jeden, wierny, zakochany, oddany, ten co stał codziennie pod szkołą, który wszędzie za mną jeździł, facet, dla ktorego zdrada była największym złem. To, że był chorobliwie zazdrosny, to był dowód wielkiej milości. Jak mogłam go nie wybrać, skoro był jedynym gwarantem, że nie powielę "straszliwego" losu mojej mamy?
        Zdrada nie jest największym złem, dość szybko się o tym przekonałam, nie dopuszaczałam tego do świadomości, ale w końcu zrozumiałam. Przez to, co przeszłam, zgłębiłam bardzo dokładnie problem przemocy. Im więcej czytałam, im więcej pisalo do mnie pokrzywdzonych kobiet, im bardziej zagłębiałam się w problematykę przemocy w rodzinie, przemocy wobec kobiety, handlu żywym towarem, gwałtu, molestowania, zbrodni wojennych na ludności cywilnej, głównie na kobietach, tym częściej łapałam się na tym, że jednak w facetach jest coś, co mnie przeraża. Wśród znajomych i w rodzinie mam wiele przykładów złych małżeństw, fasadowych, zimnych, na pewno nie partnerskich.
        Doznałam od mężczyzny, który deklarował wielką miłość i to wiele, wiele jeszcze lat po ślubie bardzo dużo złego, zetknęłam się z bardzo wieloma przykładami przemocy w rodzinie, moje młodzieńcze lubienie facetów zniknęło, niestety. Mam powody.
        I teraz pytanie dla specjalisty: odbił się czkawką syndrom Gardnera czy moje doświadczenie życiowe spowodowało moje zniechęcenie wobec facetów?
        • bluenote1 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 15:55
          I jeszcze chciałam dodać, że nie dotyczy mnie w zasadzie żadna z tych rzeczy: "Dziecko ma poczucie wyobcowania, negatywną samoocenę, problemy z tożsamością i autonomią, a w życiu dorosłym - trudności z nawiązaniem bliskich relacji, depresje, stany lękowe, fobie, łatwo się uzależnia."
          No może jedynie nie tyle negatywna samoocena, ale brak prawdziwej pewności siebie, liczne kompleksy (kto ich nie ma?). Z autonomią w pewnym zakresie też nie jest idealnie, ale tylko w pewnym zakresie:) Nic z pozostałych rzeczy, czasami wręcz odwrotnie, aż za szybko nawiązuję bliskie kontakty, jestem mimo wszystko idealistką, lubię ludzi i na ogół vice versa:)
          • urquhart płciowość kobiety a zaszczepiona nienawiść do ojca 02.08.12, 16:10
            bluenote nie odnajdujesz się czasem w tym, bo ja tu widzę wszystkie elementy:

            Relacje córki z ojcem nierzadko stanowią o jej późniejszych relacjach
            z innymi przedstawicielami płci męskiej. Ojciec jest pierwszym mężczyzną
            w życiu dziewczynki, którego względy pragnie pozyskać, pierwszym, z którym flirtuje, pierwszym, który ją adoruje, dzięki czemu czuje się osobą szczęśliwą21.(...)
            Jednakże należy wspomnieć, że brak ojca ma szczególnie destrukcyjny wpływ na stosunek dziewczyny do własnej płciowości, ponieważ powoduje zagubienie w kształtowaniu kobiecej tożsamości. Efektem tego może być powstający zwykle w takiej sytuacji tzw. „neurotyczny głód uczuć”, przez co dziewczyna może stać się ofiarą wczesnej inicjacji seksualnej czy przedwczesnego rodzicielstwa. Z drugiej strony, córki wychowywane bez ojca bywają nieco „niezręczne” w kontaktach z mężczyznami, a nieśmiałość ich może przybrać formę chorobliwego skrępowania, przez co często czują się nieswojo w obecności chłopców i wykazują nadmierny niepokój przed bliższą z nimi zażyłością35. Brak ojca ma także wpływ na późniejszy wybór partnera życiowego, bardzo często porównywanego z wykreowanym przez córkę wizerunkiem idealnego mężczyzny. Poszukiwanie realnej doskonałości często prowadzi do gorzkich rozczarowań, ponieważ żaden mężczyzna nie ma szans sprostać jej nad wyraz dużym wymaganiom powstałym na skutek wyidealizowanego obrazu zmarłego ojca36.(...)
            Łatwiej jest pogodzić się córce z brakiem ojca z powodów losowych, niż z faktem bycia porzuconym przez niego30.(...) Bez względu jednak na różne przyczyny nieobecności ojca, niezwykle istotny jest jego obraz w świadomości dziecka. Nadzwyczaj ważną rolę pełni tu otoczenie i jego przekazywana opinia o ojcu. Dorośli pielęgnując dobre wspomnienia o nim, bardzo pomagają córce poradzić sobie z jego stratą, dzięki czemu ojciec zawsze będzie miał swoje miejsce w jej sercu. Ci z kolei, którzy robią wszystko, by zatrzeć w dziecku obraz ojca lub by był on negatywny, wyrządzają dziecku nieopisaną szkodę. Niszcząc obraz ojca, szacunek do niego i jego wartości w oczach córki, niszczą tym samym obraz jej własnej osoby, którego ojciec jest integralną częścią oraz jej poczucie własnej wartości, a także szacunek do siebie31. „Niezależnie od zastosowanych mechanizmów obronnych, jest ona jego dzieckiem i jego cechy będzie w sobie zawsze znajdować. Trudno natomiast swoje życie i swój rozwój budować na zaprzeczeniu temu, kim się jest (dzieckiem swojego ojca), skąd się jest (z rodziny ojca), do kogo się należy. Złamane drzewo genealogiczne to złamane życie psychiczne i duchowe dziecka”32.
            całość
            www.zycieiplodnosc.pl/kwartalnik/artykul/137/
            Można powiedzieć, że ojciec stanowi dla córki wzór, jak powinna być kochana,
            szanowana i traktowana przez innych mężczyzn, a także jak powinna się zachowywać
            wobec nich. Przejawiane przez ojca postawy zdystansowania lub jego nieobecność,
            które nie zaspakajają potrzeb córki, zwiększają prawdopodobieństwo
            szukania przez dorastającą kobietę mężczyzny zdolnego do zaspokojenia tych potrzeb.
            W niektórych przypadkach może to prowadzić do niekorzystnych konsekwencji
            psychospołecznych, np. związki nadmiernie zależne (...)
            Kobiety pozbawione wsparcia ze strony ojca mają trudności w akceptacji
            swojej kobiecości oraz nawiązywaniu prawidłowych i satysfakcjonujących
            relacji z mężczyznami, ponieważ nie zdołały wykształcić właściwej tożsamości
            płciowej.
            dfoz.pl/wp-content/uploads/2011/12/wp%C5%82yw-relacji-z-ojcem-na-percepcj%C4%99-wizerunku-u-kobiet-w-wieku-p%C3%B3%C5%BAnej-adolescencji.pdf
            • bluenote1 Re: płciowość kobiety a zaszczepiona nienawiść do 02.08.12, 16:32
              Ciekawe, ciekawe, w niektorych miejscach nietrafione, w niektórych trafione bardzo boleśnie. Nigdy nie czułam się niezręcznie w kontaktach z mężczynami. Nie miałam neurotycznego głodu uczuć. Wybór męża był wyborem przeciwieństwa ojca i to był bardzo zły wyznacznik, to na pewno.
              Ojciec mnie w zasadzie nie opuścił, bo odkąd sięgnę pamięcią najpierw tylko pomieszkiwał, potem wyniósł się na dobre. Jak pomieszkiwał, były awantury, jak się wyprowadził z domu, wreszcie zapanował spokój. Nie cierpiałam, ojciec przychodził co miesiąc z kasą, mieliśmy dobre, acz wybitnie powierzchowne kontakty i tak zostało do jego śmierci.
              Niemniej nie wybaczyłam mu nigdy tego, że matkę zdradzał i niszczył psychicznie, bo pamiętam sceny, gdy ona myła okna, a on stał i mówił, że dla niej byłoby lepiej, gdyby skoczyła:(
              Zaprzeczenie części siebie - tak, bardzo tak, dopiero niedawno to skonstatowałam. Boli.
              Za największy problem braku ojca uznałam brak wzorców związku, przez to nie umiałam rozpoznać patologii, jaka zagościła w moim. Skąd mogłam wiedzieć, że to nie zwykły burzliwy związek, ale przemoc w czystej postaci? Przecież nikt nie jest doskonały. Bardzo długo na tym jechałam. To nic, że wyzywa od suk, ale jak mu przejdzie, jaki jest oddany, jakie cudowne romantyczne kolacje robi, jaki wciąż po latach zakochany! Widocznie tak ma być: raz na wozie, raz pod wozem. Dopiero kiedyś padło to określenie: przemoc psychiczna, miodowe miesiące, szantaż emocjonalny, wszystko wskoczyło na swoje miejsce, wszystkie elementy układanki. To nie jest mój wykreowany obraz, to moje życie, nie wmówiłam sobie tego, że mąż mnie poniżał i opluwał, wyzywał i lżył, zastraszał i szarpał.
              Z drugiej strony, czyż brak wzorców jednak w pewnym sensie nie jest często lepszy, niż wzorce patologicznie złe? Jakim mężem będzie mój syn? Jak sobą może w przyszłości dać manipulować córka w związku? Będą potrafiły się odciąć? Są wszak dziećmi swojego ojca i na do dodatek nasiąkały atmosferą domu, choć chroniłam je z całych sił.
              Zostać z mężem za wszelką cenę dla dobra dzieci? Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zaleci tego bitej i poniżanej, często na oczach dzieci, kobiecie. Nieprawdaż?
        • that.bitch.is.sick Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 16:11
          bluenote1 napisała:

          > I teraz pytanie dla specjalisty: odbił się czkawką syndrom Gardnera czy moje do
          > świadczenie życiowe spowodowało moje zniechęcenie wobec facetów?

          Nie potrafię ja odpowiedzieć na to pytanie, nie będę próbować bo nie jestem specjalistą, ale też nie każdy kto się mieni specjalistą ci odpowie. I nie myśl że ktoś chce cie tu pognębić, wyśmiać czy w jakiś sposób odbiera negatywnie. Nie jest tak. Jednak to co mogę ci zasugerować: naprawdę relacje z facetami mogą być wspaniałe i seks też. nie jest tak że musisz się pilnować, bronić i uzbrajać w armaty jak było w tamtym wątku. szkoda tracić życie na przypisywanie mężczyznom odpowiedzialności zbiorowej za kulturę, zbrodnie wobec kobiet itd. mężczyźni też są ofiarami konkretnych wzorców wychowawczych i też nie są wolni od pułapek schematycznego myślenia. tak na to spójrz. tracisz dobre emocje których mogłabyś doświadczać w pełni ciesząc się byciem kobietą, a pełną satysfakcje z tego może ci dać mężczyzna. nie idź w złe emocje tyle ci powiem ode mnie.
          • bluenote1 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 16:39
            Dzięki, ja mimo wszystko, mimo kilku nieprzyjemnych wypowiedzi, nie odbieram tutejszych polemik jako ataku, pewne argumenty do mnie przemawiają, acz nie wszystkie.
            Wiem, że faceci potrafią dać wiele radości i frajdy, ale ciut tego mało wobec tak wielu jednak niefajnych zachowań. Faktycznie dużo energii tracę na zgłębianie problemu, zaangażowałam się, to fakt. Ale taką mam naturę, bardzo się przejmuję krzywdą innych. Pewnie za bardzo.
            A na cieszenie się kobiecością już trochę dla mnie późno, swoje lata mam;) Kompensuje sobie strojeniem się, kupowaniem ciuchów, torebek. Te ostatnie szczególnie są moją wielka słabością;)
            Tak, skłonność do uzależnień: poprawianie sobie humoru zakupami. Ciężko z tym walczyć;)
          • farrier Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 16:45
            nie idź w złe emocje, dobra rada:)
            zaciekawił mnie ten wątek, bo dostrzegam w nim pewne punkty odniesienia do siebie. z głębokiego dzieciństwa pamietam tylko jedną rzecz zwiazaną z ojcem - jego akwarium i plywające skalary:) nie powinienem tego pamiętać, ponieważ nie miałem nawet dwóch lat, kiedy ojciec przez jugosławię emigrował do RFN-u. Miał nas ściągnąć do Niemiec, ale matka przygruchała sobie amanta. Wiem, bo będąc pełnoleni pojechałem do "frankfurtu nad niemnem" (cytat: z placówki pocztowej, kiedy to na rozmowy miedzynarodowe trzeba było wybierać się na pocztę i telekomunikację). Ojciec, kiedy dowiedział się o amancie, walcząc o nią zapytał: "co mogę dać tobie na dowód przeprosin?" (moge tylko zgadywać, że wcześniej powiedział/napisał nazbyt przesycone emocjami słowa do matki). Matka zażyczyła sobie na przeprosiny samochód. dostała, a później śmiejąc się mu zaocznie w twarz, dała jemu jednoznacznie do zrozumienia, żeby spadał... a ja w tym czasie chodziłem po podwórku z amantem za rękę i wszystkim dzieciom na podwórku mówiłem podobno - to jest mój tata. to tyle tyłem wstępu.
            ...jak to ma się do mnie... po wizycie u niego, matka miała żal do mnie, że nie przytargałem telewizora, który chciała, żebym przytargał, a chwilę poźniej ojciec, ponieważ nie poszedłem na urodziny jego matki... matki, która oddała go do domu dziecka wychodząc ponownie za mąż... do tego doszły pretensje ojaca do mnie, że matka podała go alimenty, bo uczyłem się...
            zaprosilem ojca na ślub...nawet nie pofatygował się, żeby odmówić...do końca wyglądalem jego...
            ...mój związek jest jak ktos ladnie tu ujął - fasadowy. równia pochyła,już zaczęło się odliczanie do wygaśnięcia formalno-prawnych zobowiązań malżeńskich. ...mam dwójke dzieci... nie chciałbym, żeby musiały doświadczać tego co ja w dzieciństwie, ale chyba będa musiały przejść przez to samo bagno.
      • mujer_bonita Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 16:22
        hello-kitty2 napisała:
        > Ja bylam jako dziecko angazowana w takie praktyki, natomiast moje doswiadczenie
        > wskazuje na to, ze do zniszczenia milosci, szacunku i przywiazania do jednego
        > z rodzicow moze doprowadzic wylacznie on sam.

        Ja akurat alienowana nie byłam ale potwierdzam - dzieci ślepe nie są - po pewnym czasie same łapią co jest grane.
        • bluenote1 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 16:45
          > Ja akurat alienowana nie byłam ale potwierdzam - dzieci ślepe nie są - po pewny
          > m czasie same łapią co jest grane.
          Potwierdzam z całą mocą. Ponieważ mama odkąd sięgam pamięcią, obrzydzała mi ojca, a to nie było dla mnie przyjemne, obiecalam sobie , że nie zrobię tego dzieciom, choćby nie wiem co. Jak mąż dostawał szału, wrzeszczał, ciskał się, zawsze szłam do pokoju córki i tłumaczyłam, że tatuś taki nerwowy z natury, że ma ciężką, stresującą pracę, że nie chciał tak się zachować. Oczywiście córka, a potem syn szybko to rozpracowali, wyrobili sobie swoje zdanie. Teraz okropnie się czuję, jak po jakiejś awanturze, a mąż nigdy się nie mitygował przy dzieciach, syn do mnie podchodzi i mówi: mamo, nie przejmuj się, przecież to idiota. Mimo że ma rację, bardzo źle się czuję, jak on tak mówi:(
          • abrigado Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 17:24
            bluenote- rzuć okiem na watek farriera powyzej- to takie "po drugiej stronie lustra"

            i padaja tam takie słowa jak "fasadowy zwiazek"
            - coś ci to mówi?

            nikt tu nie twierdzi, ze jestes tylko i wyłacznie winna a facet jest jak bezwolne usprawiedliwione okolicznosciami zwierzę

            moim zdaniem już obnażyłaąś częśc swojego mechanizmu przez który sam wpieprzyłaś się w bagno ( kobiety bez zaburzęń tak okazywane przywiązanie i zazdrośc zmroziły by juz na poczatku znajomości)

            jak przyjmiesz swoja część odpowiedzialności ( nie winy!) będziesz w stanie bardziej rzeczowo okreslić odpowiedzialność partnera- bez uceiczek do gwałtu. moim zdaniem się znęca nad wami
            • bluenote1 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 18:30
              Bardzo się zafiksowaliśmy na tym gwałcie. Ja tego tak nie nazywałam, ale jak przeczytałam bloga dziewczyny, która była strasznie traktowana przez męża psychopatę, ktory na każdym kroku próbował nad nią dominować i ona może w sposób zbyt egzaltowany, ale jednak prawdziwy to opisała, coś we mnie drgnęło. Kto nie robił tego pod przymusem, nie łykal w trakcie łez i nie tłumil płaczu z bezsilności podczas stosunku, choć niby przecież nikt go do tego nie zmuszał (kluczowe słowoi "niby"), za żadne skarby nie zrozumie odczuć kobiety, która to odczuwała. Czy określenia "gwałt na kimś" nie używamy też w przenośni? Dokonał gwałtu na jej psychice, przecież takie określenie też funkcjonuje, czyż nie? I mi bardziej o to chodzilo, dlatego nie myślałam nigdy o zgłoszeniu tego gdziekolwiek. Myślę, że nawet gdybym się decydowała na rozwód z orzekaniem, nie użyłabym tego jako argumentu. Tu chodzi o złamanie ducha ofiary przez podporządkowanie jej swoje woli, wyrabiając w niej poczucie winy, że się nie sprawdza jako kobieta, ktora pownna zaspokoić potrzeby męża. I ja tak jak autorka fragmentu, który przytoczyłam, czułam, że moje ciało się buntuje, to okropne uczucie, kto go nie doznał, nie będzie umiał sobie tego wyobrazić.
              • sabat77 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 18:39
                A wiesz, że ktoś dorastający w poczuciu krzywdy, może nie znać innego świata i tylko w czymś takim będzie czuć się bezpiecznie ? Taka mentalna masturbacja własnym nieszczęściem.
                Ktoś kto przed samym sobą i innymi w gruncie rzeczy chce być ofiarą, bo nie zna innego świata.

                Powiem Ci tak od serca:
                Pi...dol to.
                Serio.
                Było, minęło, nie rozpamiętuj. No ch..j, stało się. Ludzie się wywracają ale się potem podnoszą. Tu na forum była diva, wyrwana z g...na spokojnie płodzi sobie dziecko z kochającym ją facetem, a ty będziesz rozpamiętywać jakiegoś gnoja ? Przecież nie jest tego wart, daj sobie siana już.

                Weź idź na spacer, jest fajne słońce, popatrz że ludzie są szczęśliwi i też taka bądź. Masz powód - koleś, który cię torturował psychicznie, teraz może cię pocałować w dupę, może cię bodnąć. O tak ! :D

                Żyj sobie jak chcesz, bo póki żyjesz jako ofiara, żyjesz tak jak on by tego chciał. Nie daj się ! :)
                • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 18:50
                  sabat77 napisał:
                  > Było, minęło, nie rozpamiętuj. No ch..j, stało się. Ludzie się wywracają ale si
                  > ę potem podnoszą. Tu na forum była diva, wyrwana z g...na spokojnie płodzi sobi
                  > e dziecko z kochającym ją facetem, a ty będziesz rozpamiętywać jakiegoś gnoja ?
                  > Przecież nie jest tego wart, daj sobie siana już.
                  > Weź idź na spacer, jest fajne słońce, popatrz że ludzie są szczęśliwi i też tak
                  > a bądź. Masz powód - koleś, który cię torturował psychicznie, teraz może cię po
                  > całować w dupę, może cię bodnąć. O tak ! :D
                  > Żyj sobie jak chcesz, bo póki żyjesz jako ofiara, żyjesz tak jak on by tego chc
                  > iał. Nie daj się ! :)

                  Chrzanisz Sabat. Nie da się tak bezkarnie dla spójnego ja wyprzeć i żyć szczęśliwe dalej.
                  Jak nie wyciągnie prawdziwej przyczyny z podświadomości na świadomy poziom będzie ją wewnętrznie niszczyć. A umysł juz wynajdzie sobie pozorna przyczynę i zracjonalizuje dla spójnego ja. To może być dobry impuls i motywacja.
                  Asertywnie zdecydowanie, nie agresywnie, najlepiej z punktu widzenia innej osoby, by kontrolować emocje.
                  • sabat77 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 19:01
                    urquhart napisał:

                    > Chrzanisz Sabat.

                    Ponieważ ostatnio nie pieprzę, to specjalizuje się w chrzanieniu :)

                    > Jak nie wyciągnie prawdziwej przyczyny z podświadomości na świadomy poziom będz
                    > ie ją wewnętrznie niszczyć.

                    Hmmm.... Prawdziwą przyczyną nie jest to że związała się z palantem ? Tak głupawo zapytam ?

                    Ludzie przecież nie realizują jednego schematu w życiu, skrypt życiowy jest grupą reakcji na bodźce. Jeśli zmienisz zestaw bodźców, to zmienią się reakcje. Cholera wie, może znalazłby się i taki chłop, dla którego ona stała by się przemocowcem ?
                    • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 19:16
                      sabat77 napisał:
                      > Hmmm.... Prawdziwą przyczyną nie jest to że związała się z palantem ? Tak głupa
                      > wo zapytam ?

                      Nie, dlaczego się związała i dlaczego zadziałał schemat samospełniającej sie przepowiedni.
                      Typowe dla tego schematu jest że z kolejnym partnerem będzie tak samo po krótkim czasie...

                      > Ludzie przecież nie realizują jednego schematu w życiu, skrypt życiowy jest gru
                      > pą reakcji na bodźce. Jeśli zmienisz zestaw bodźców, to zmienią się reakcje. Ch
                      > olera wie, może znalazłby się i taki chłop, dla którego ona stała by się przemo
                      > cowcem ?

                      No, to mamy tu pewne oczekiwania, określenia celu i wytyczenia skutecznej drogi?
                      Jeżeli poznajesz prawdziwe zasady przyczynowe skutkowe masz władzę kierowania swoim życiem.
          • mujer_bonita Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 22:23
            bluenote1 napisała:
            > Potwierdzam z całą mocą. Ponieważ mama odkąd sięgam pamięcią, obrzydzała mi ojc
            > a, a to nie było dla mnie przyjemne, obiecalam sobie , że nie zrobię tego dziec
            > iom, choćby nie wiem co

            Taka pułapka - starając się uniknąć błędów rodziców - popełniamy własne nowe :)

            > Jak mąż dostawał szału, wrzeszczał, ciskał się, zawsze
            > szłam do pokoju córki i tłumaczyłam, że tatuś taki nerwowy z natury, że ma cię
            > żką, stresującą pracę, że nie chciał tak się zachować. Oczywiście córka, a pote
            > m syn szybko to rozpracowali, wyrobili sobie swoje zdanie.

            Moja matka ciągle usprawiedliwiała nieobecność ojca, to, że jest zajęty, nie ma czasu bo pracuje. Ja to nawet rozumiałam i jakoś mi to specjalnie nie przeszkadzało. Tylko, że nigdy nie wytworzyła się między nami więź - na to potrzeba czasu, którego dla mnie nie miał. Ponoć gorsza od nienawiści jest obojętność a dla mnie mój ojciec był właśnie obojętny, obcy. Pomimo ogromnych starań mojej matki.
      • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 17:55
        hello-kitty2 napisała:
        > Ja bylam jako dziecko angazowana w takie praktyki, natomiast moje doswiadczenie
        > wskazuje na to, ze do zniszczenia milosci, szacunku i przywiazania do jednego
        > z rodzicow moze doprowadzic wylacznie on sam.

        Mój ojciec też sobie na szacunek i przywiązanie absolutnie nie zasłużył.
        Ale na nienawiść też nie.
      • sabat77 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 18:21
        Kitty, a kto powiedział że przyjaźń i seks się wzajemnie wykluczają :D
        Teraz zdaje się jest co raz częściej lansowany model fuck friend i nikt nie robi z tego wielkiego halo. No jak chłop ma żonę to jednak ten człon "fuck" może niekoniecznie się realizować w praktyce, ale "friend" jak najbardziej.
        Kobiety mogą bać się próby zawłaszczenia, tego że mężczyzna zechce "posiadać je" na własność. ON ! Pan i władca, obżerający się udźcem baranim sybaryta, walący maczugą aż trzęsie się ziemia i bekający tak głośno że przygasa od tego ognisko na środku jaskini :D
        Jaskinia jego, futro i maczuga jego, ognisko jego, to i baba też.

        Wierzę, że typ takiego palanta może wywoływać agresję.
        Rozumiem to.
        Seks to nie jest coś co się należy. To się bierze z czegoś, jest jak emocjonalny prezent, który się komuś chce ofiarować, coś z siebie. Wcale niekoniecznie motorem musi być miłość. Bla bla bla, wielkie słowo. Pieprzyć można się z kimś z chęci opieki, potrzeby bliskości z nim, silnej przyjaźni, takiego bardzo wielkiego lubienia też... :)
        To jest okazywanie emocji, tak jak w stadzie bonobo. Takie rozszerzone iskanie - bardzo cię lubię, zależy mi na tobie, czuję więź itd itp. Często - znaczy kocham, ale czasem tylko to co wcześniej. Jakiś poziom akceptacji fizyczności też musi być, ale myślę że poza przypadkami seksualnych sportsmenów i fanów prostytucji to jest jakieś wyrażenie uczuć stadnych, jakich - może być różnie :D

        A nienawiść kobiet do mężczyzn mnie przytłacza, bo zamyka masę drzwi, które nikomu nie wadziły, były otwarte, tak sobie stały... a tu *TRZASK*
        "Mężczyźni to świnie !"

        No jak to tak ? :)
        • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 18:36
          sabat77 napisał:
          > Seks to nie jest coś co się należy. To się bierze z czegoś, jest jak emocjonaln
          > y prezent, który się komuś chce ofiarować, coś z siebie. Wcale niekoniecznie mo
          > torem musi być miłość. Bla bla bla, wielkie słowo. Pieprzyć można się z kimś z
          > chęci opieki, potrzeby bliskości z nim, silnej przyjaźni, takiego bardzo wielki
          > ego lubienia też... :)

          To jes fajne w buddyźmie. Generalnie dawanie seksu przez kobietę to hojność, szczodrość i dar jak każdy inny, a nie brudna rozwiązłość, a abstynencja to egocentryzm i chciwość która sama z siebie nie prowadzi do niczego dobrego.
          Dlatego w Kucharach w namiotach słyszałem odchodzą niezłe grzmoty! :)

          > A nienawiść kobiet do mężczyzn mnie przytłacza, bo zamyka masę drzwi, które nik
          > omu nie wadziły, były otwarte, tak sobie stały... a tu *TRZASK*
          > "Mężczyźni to świnie !"

          Ba! mało, przecież to psychopaci, bydlaki i zboczeńcy! Jak nie przemocowcy to nieudacznicy!
          • sabat77 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 18:55
            urquhart napisał:

            > Dlatego w Kucharach w namiotach słyszałem odchodzą niezłe grzmoty! :)

            Oj tam, to żaden dowód :D
            Mnie zamurowało, jak kiedyś przeczytałem, że grupa buddystów zabiła chrześcijanina z powodów religijnych :) No to - myślę - buddyści pełną gębą.

            A wiesz, że kiedyś poszedłem na oazę ? :D Z ciekawości zobaczyć co tam robią. No, nawet się opłacało. Przyuważyłem taką blondynę, uch, mówię wam :) Oczy niebieskie niewinnie, lekko rozchylone usta, cycki wielkie ale jędrne :)
            Niestety szybko zorientowałem się, że panna już zajęta, bo oczy wbijała w przystojnego młodego kleryka.
            No i cóż. Samo życie - później okazało się, że kleryk zrobił jej pięknego syna :D
            Jak to napisał stary dobry Kurt - zdarza się i tak...
            • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 19:07
              > > Dlatego w Kucharach w namiotach słyszałem odchodzą niezłe grzmoty! :)
              > Oj tam, to żaden dowód :D

              jak te grzmoty wspominaja ci podbudowane ideowo buddystki, to jednak jakiś tam jest

              > A wiesz, że kiedyś poszedłem na oazę ? :D Z ciekawości zobaczyć co tam robią. N
              > o, nawet się opłacało. Przyuważyłem taką blondynę, uch, mówię wam :) Oczy niebi
              > eskie niewinnie, lekko rozchylone usta, cycki wielkie ale jędrne :)
              > Niestety szybko zorientowałem się, że panna już zajęta, bo oczy wbijała w przys
              > tojnego młodego kleryka.
              > No i cóż. Samo życie - później okazało się, że kleryk zrobił jej pięknego syna

              No popatrz, jakby cie olśniło i pisałbyś o mnie i mojej ślubnej, z seminarium tylko lekka przesada :)
          • farrier Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 19:02
            urquhart napisał:

            dobrze prawisz:) ale i Sabat ma pełne prawo do posiadania racji:) znam temat, nie z teorii:)

            > Dlatego w Kucharach w namiotach słyszałem odchodzą niezłe grzmoty! :)
            u mnie też zaczyna grzmieć... cholera, to tylko burza:-)

            > > A nienawiść kobiet do mężczyzn mnie przytłacza, bo zamyka masę drzwi, któ
            > re nik
            > > omu nie wadziły, były otwarte, tak sobie stały... a tu *TRZASK*
            > > "Mężczyźni to świnie !"
            >
            > Ba! mało, przecież to psychopaci, bydlaki i zboczeńcy! Jak nie przemocowcy to
            > nieudacznicy
            :-):-):-):-):-):-):-):-):-):-) taaa... a kobiety wszystkie jak jeden mąż mogłyby zostaś wyświęcone za życia:-) w tym kontekście, aż dziw bierze że na piotrowym tronie zasiadają wyłącznie tylko faceci:-) Kobiety wszystkich krajów łączcie się! niekoniecznie w biblijnym znaczeniu - kobieta na papieża! :-)
            • bluenote1 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 20:18
              >Seks to nie jest coś co się należy. To się bierze z czegoś, jest jak emocjonalny prezent, który się komuś chce ofiarować, coś z siebie.
              Nie sądziłam, że przeczytam tutaj takie zdanie napisane przez faceta. To wlaśnie jest clou problemu. Mój mąż nazywał to kupczeniem seksem. Znaczy to, że jak się nie dość starał, to ja nie chciałam. Znaczy to jego interpretacja. Moja to taka, że jak mnie wyzwał od suk w zasadzie bez powodu, ot napięcie w nim wzrosło, trzeba było na kimś odreagować, a ja na drugi dzień nie chciałam zbliżenia, to było karanie go brakiem seksu. Dlaczego facet nie rozumie, że to nie karanie, ale naturalna konsekwencja tego, jak on się zachował wobec kobiety, którą teoretycznie kocha. Słowami głównie. Jak dawać emocjonalny prezent komuś, kto nas nie szanuje, poniża, a czasami wyżywa się też na naszych oczach na dzieciach?
              Sabat, czasami naprawdę mądrze prawisz, szkoda że tak rozumujący faceci trafią na nieodpowiednie kobitki.
              Jestem wierząca, ale nic mnie tak nie drażni jak ortodoksyjni katolicy, a już zasłanianie się zasadami religijnymi, byle nie dać bliskości facetowi, to już zwykłe świństwo. Czytałam fragmenty Twojej historii i jeśli piszesz tam samą prawdę, to żeś chłopie słabo trafił.
              • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 20:33
                bluenote1 napisała:
                > Seks to nie jest coś co się należy. To się bierze z czegoś, jest jak emocj
                > onalny prezent, który się komuś chce ofiarować, coś z siebie.
                > Nie sądziłam, że przeczytam tutaj takie zdanie napisane przez faceta. To wlaśni
                > e jest clou problemu. Mój mąż nazywał to kupczeniem seksem.

                łatwo to pisać o emocjonalnych prezentach komuś kto ma niewielkie potrzeby
                ktoś kto ma wysoki poziom potrzeb napisze i o wkurwieniu i frustracji na głodzie i podstawowym poziomie piramidy Masłowa
                • sabat77 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 21:45
                  Heja banana, ale ja mam duże potrzeby !! I to ja napisałem :D
                  Bo co to za seks, jak ktoś ci jakąś padlinę w łóżku odstawia, daje na zasadzie - a weź sobie poruchaj mężu, a ja i tak za chwilę idę spać ? Hę ? Chciałbyś takiego seksu ? Ja nie.
              • aandzia43 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 02.08.12, 23:57
                interpretacja. Moja to t
                > aka, że jak mnie wyzwał od suk w zasadzie bez powodu, ot napięcie w nim wzrosło
                > , trzeba było na kimś odreagować, a ja na drugi dzień nie chciałam zbliżenia, t
                > o było karanie go brakiem seksu. Dlaczego facet nie rozumie, że to nie karanie,
                > ale naturalna konsekwencja tego, jak on się zachował wobec kobiety, którą teor
                > etycznie kocha

                Wiesz, choć faceci na tym forum to raczej nie psychole i przemocowcy jak twój mąż, to niektórzy z nich nijak zrozumieć nie mogą, że niechęć do seksu po awanturze zakończonej dla kobiety poczuciem zranienia NIE JEST MANIPULACJĄ SEKSEM TYLKO REAKCJĄ NA STRES I POCZUCIE KRZYWDY. Trudno im przyjąć do wiadomości, że czasem czymś zawinili? Że nawet jeśli nie zawinili, ale kobieta ma samopoczucie w tym momencie, jakie ma, to dla niej zwyczajnie jest ono wystarczającym powodem do szczerej niechęci do zbliżeń i nie potrzeba tu żadnej manipulacji? I nie tłumacz Urqu mężczyzn wysokim poziomem potrzeb, bo moje potrzeby były swego czasu wyższe od potrzeb niejednego mężczyzny, a jakoś nie zdarzyło mi się nie rozumieć punktu widzenia osoby odmawiającej seksu z powodu ciężkiej awantury czy napięcia z tytułu niewyjaśnionych problemów w związku.
                • songo3000 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 08:12
                  Andzia, mi się wydaje, że znakomitej większości różnicę tą pojąć jest bardzo łatwo, jest wręcz oczywista. Urq napisał co innego z punktu widzenia faceta ze znacznie większymi potrzebami - "Rozumiem żonuś, że po ostatniej awanturze, dogryzkach i wyzwiskach nie masz ochoty. Rozumiem, że masz to tego prawo. Jednak do kurwy nędzy te moje zrozumienie NIJAK mi potrzeby seksu nie zmniejsza!" :DDD

                  Bądźmy sprawiedliwi: babeczka ma prawo nie chcieć seksu ale i facet ma prawo być sfrustrowany brakiem jej ochoty. No i mamy pięknego pata... za to zgodnie z prawami człowieka, hehe
                  • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 08:20
                    > Bądźmy sprawiedliwi: babeczka ma prawo nie chcieć seksu ale i facet ma prawo by
                    > ć sfrustrowany brakiem jej ochoty. No i mamy pięknego pata... za to zgodnie z p
                    > rawami człowieka, hehe

                    On ma podobny "brak ochoty" "obdarowywania ją" tym do czego obliguje go związek. Bycia miłym życzliwym, udzielania emocjonalnego wsparcia. I spirala się nakręca.
                    Twu! pomyliłem się, wróć, znaczy wypełniania swoich psich obowiązków :)
                    • urquhart Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 08:25
                      zapomniałem napisać o kluczowym: materialnego wsparcia :)
                      Ale od karania takiej podłości samców "braku ochoty" mamy już od roku ustawę o przemocy ekonomicznej!
                      • songo3000 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 13:07
                        Noo, ustawa jest bardzo liberalna. Przecież wystarczy nie mieć dochodów i już psim swędem można się wymigać, hehe. Ale w nowelizacji i za nierobów na pewno się wezmą ;)))
                    • mujer_bonita Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 13:57
                      urquhart napisał:
                      > On ma podobny "brak ochoty" "obdarowywania ją" tym do czego obliguje go związek.
                      > Bycia miłym życzliwym, udzielania emocjonalnego wsparcia. I spirala się nakręca.
                      > Twu! pomyliłem się, wróć, znaczy wypełniania swoich psich obowiązków :)

                      Jak ekspedientka w sklepie nie da Ci dupy to też będziesz dla niej niemiły i nieżyczliwy?
                      • abrigado Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 14:04
                        > Jak ekspedientka w sklepie nie da Ci dupy to też będziesz dla niej niemiły i ni
                        > eżyczliwy?

                        ale jak nie sprzeda mi złosliwie bułki jagodzianki to chyba naturalne, ze będę żywił w stosunku do niej złe emocje?

                        oj z logika to ty na bakier jesteś
                        • mujer_bonita Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 14:46
                          abrigado napisał:
                          > ale jak nie sprzeda mi złosliwie bułki jagodzianki to chyba naturalne, ze będę
                          > żywił w stosunku do niej złe emocje?

                          A jak sprzeda Ci nie złośliwie, tylko dlatego, że byłeś dla niej niemiły? (mowa była o nakręcaniu spirali)

                          Tak na marginesie - zawsze wydawało mi się, że człowieka obowiązuje takie minimum kultury. Nic ekstra ale też nic na złość.
                  • aandzia43 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 13:47
                    songo3000 napisał:

                    > Andzia, mi się wydaje, że znakomitej większości różnicę tą pojąć jest bardzo ła
                    > two, jest wręcz oczywista. Urq napisał co innego z punktu widzenia faceta ze zn
                    > acznie większymi potrzebami -

                    Mam nadzieję, że znakomitej większości pojąć tę różnicę jest bardzo łatwo :-)


                    > Bądźmy sprawiedliwi: babeczka ma prawo nie chcieć seksu ale i facet ma prawo by
                    > ć sfrustrowany brakiem jej ochoty.

                    Jak najbardziej facet w opisywanej przeze mnie sytuacji ma prawo być sfrustrowany z powodu braku seksu. Z emocjami się nei dyskutuje, są i już. Emocja jednak nie zwalnia go z pamiętania, dlaczego seksu w tej sytuacji nie ma. Przypominam, bo Urquhart pewnie już zapomniał: nie z powodu braku miłości i permanentnego braku pożądania swojego mężczyzny, tylko z powodu konstrukcji psychicznej większości kobiet, która uniemożliwia aktywację pożądania w kierunku mężczyzny, który akurat zjebał ją za niewinność, zawalił po raz kolejny istotną sprawę, uchlał się jak świnia i śmierdział w salonie itd. Świadomość "dlaczego?" zmienia właściwie wszystko. Frustracja jest, ale spirala niechęci i nieporozumień nie zaczyna nakręcać się od razu. Przy dobrych wiatrach nie rozkręci się w ogóle. Rozwiążą problem i seks będzie dalej.
          • hello-kitty2 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 01:05
            urquhart napisał:

            > > A nienawiść kobiet do mężczyzn mnie przytłacza, bo zamyka masę drzwi, któ
            > re nik
            > > omu nie wadziły, były otwarte, tak sobie stały... a tu *TRZASK*
            > > "Mężczyźni to świnie !"
            >
            > Ba! mało, przecież to psychopaci, bydlaki i zboczeńcy! Jak nie przemocowcy to
            > nieudacznicy!

            Co ja tu widze i swoim oczom nie wierze? Chodzcie tu jeden z drugim poprzytulam was, come to mama :)
            A powaznie powiem tak: mezczyzna i meski fiut to najpiekniejsza i najbardziej pozadana 'rzecz' na swiecie (nie zeby mezczyzne sprowadzac do fiuta, no ale jedno bez drugiego nie funkcjonuje przeciez).

            ps. pieprze sie tylko z wybranymi ;-)
            • aandzia43 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 01:19
              A powaznie powiem tak: mezczyzna i meski fiut to najpiekniejsza i najbardziej p
              > ozadana 'rzecz' na swiecie


              Skłonna jestem podpisać się pod tym afirmacyjnym zawołaniem :-D
    • aandzia43 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 00:29
      > Niechęć do mężczyzn, negatywne nastawienie do mężczyzn, wiązane często i błędni
      > e z feminizmem czy "byciem wojującą feministką", oczywiście jedno z drugim nie
      > ma zbyt wiele wspólnego:), być może też kobiety z uprzedzeniami do mężczyzn z d
      > zieciństwa chętniej odnajdują się w feministycznym światopoglądzie, może występ
      > uje sprzężenie zwrotne.

      A wiązane, wiązane :-) Feminizm chłopcem do bicia! Trudno przyjąć do wiadomości, że silna niechęć do mężczyzn, a właściwie do męskości jako żywiołu, to problem pewnych obszarów społeczeństw patriarchalnych. Niechęć do żywiołu, nie do mężczyzn jako takich, bo na świadomą niechęć do grupy dzierżącej władzę kobieta pozwolić sobie nei może (syn to dobro najwyższe, bo utrzymuje na starość, męża trzeba mieć, bo się będzie miało miejsca dla siebie w społeczności itd.). Natomiast niechęć do żywiołu, do esencji męskości, czyli podskórne odreagowanie krzywd i poczucia bycia przedmiotem, może sobie płynąć wartką rzeką cholernie daleko od jakichkolwiek związków w tym strasznym feminizmem ;-) "Trzeba ci wiedzieć, drogie dziecko, że mężczyzna do zwierzę" - wypowiadane zbolałym głosem przez starsze kobiety dziewczętom na wydaniu w czasach i środowiskach zgoła niefeministycznych, bo szalenie TRADYCYJNYCH I BOGOBOJNYCH. Uciekanie w dewocję, kult maryjny (Maryja kobiecy kastrat, żeński eunuch, pozbawiona kobiecej siły i żywotności atrapa kobiecości). Demonizowanie mężczyzn, nienawiść do przejawów ich psychiki i emocjonalności przy jednoczesnym TRADYCYJNYM podejściu do roli i losu kobiety. Tak, wiem, trudno Polakowi-katolikowi uświadomić sobie, że nie feminizm z postulatem zmiany sił w układzie kobieta-mężczyzna ponosi winę za tak starą, jak patriarchat nienawiść kobiety do mężczyzny, czyli nienawiść niewolnika do pana ;-P

      Im bardziej stawałam się feministką, tym bardziej uwielbiałam męską energię :-) Mężczyźni goniący rozmodlonego, zimnego, pozornie słodkeigo króliczka nie byli moim targetem. Oni nawet gdyby dostali dla swojej męskości i fizyczności całe morze akceptacji i uwielbienia nie zauważyli by tego. Zaraz okrzyknęli by taką dawczynię dóbr dziwką. Nie wystarczy dostać, trzeba jeszcze umieć wziąć. Skąd wiem, jeśli nigdy nie spałam z takim panem? Nie wiem, skąd wiem, ale chyba nie mylę się szczególnie, prawda panowie?
      • urquhart komunizm tak, wypaczenia nie! 03.08.12, 07:45
        aandzia43 napisała:
        > A wiązane, wiązane :-) Feminizm chłopcem do bicia! Trudno przyjąć do wiadomości
        > , że silna niechęć do mężczyzn, a właściwie do męskości jako żywiołu, to proble
        > m pewnych obszarów społeczeństw patriarchalnych. Niechęć do żywiołu, nie do męż
        > czyzn jako takich(...)
        > Im bardziej stawałam się feministką, tym bardziej uwielbiałam męską energię :-)

        Przyznaję czyta się ciebie ciekawiej i innaczej niż większość feministycznych ideowych działaczek napędzanych czystą nienawiścią, mizoandrią i rewanżyzmem.
        Ale tym bardziej że jestej bardziej ogarnięta, mnie zastanawia kiedy wychwalając feminizm i udzielając mu moralnego popracia bez ostrzegania przez jego ważniejszą mroczną stroną zdasz sobie sprawę że służysz złej sprawie.
        Kiedy napiszesz swoją wersję "Fałszywej scieżki"?
        Przypominają mi się jako żywo dyskusje z czasów peerelu z kolegami tzw. lewicującymi inteligentami o "komunizmie z ludzką twarzą", "komunizm tak, wypaczenia nie!"
        • aandzia43 Niewolnictwo precz! Murzyn w kajdany i na plantacj 03.08.12, 14:19
          Twój abolicjonizm, Urquharcie, jest cieniutki, jak gacie Janka Muzykanta. A cieniutki on jest, bo kiedy się wyrosło w ideologii dającej poczucie przywileju, to chociaż ideologię się po jakimś czasie odrzuca z różnych wzlgędów, z odrzuceniem poczucia "należy mi się a priori" jest gorzej ;-) I wtedy kombinuje się, jak koń pod górę i szuka kozła ofiarnego, bo okazjue się, że kobiety hodowane na gruncie tej swojej rodzimej ideologii niesatysfakcjonujące są jakoś tak do końca dla wrażliwego, a jurnego przy tym chłopa. I znajduje się np. feminizm, przypisując kobietom z jego szeregów felery kobiet ze swoich szeregów. Felery, które się poczęły i utrwaliły właśnie na gruncie tej dającej mężczyźnie pełnię władzy ideologii. Zjeść ciastko i mieć ciastko, chciałoby się. Nie da się, panowie.
          Więc rozumiem, Urqu, że ciężko jest dopuścić do świadomości, że seks, jakiego by się chciało, dają bardzo często właśnie te wredne feministki (którejś tam fali). Ale ja mam zamiar przypominać o tym nieustająco, bo złośliwa ciut jestem ;-P

          Nie jestem ciekawa, kiedy ty zdasz sobie sprawę, czemu służysz mimo powierzchownego abolicjonizmu. Nie ma szczególnej nadziei na taki obrót sprawy. Jest ci wygodnie tak, jak jest, mimo pewnych niedogodności. I dlatego nie współczuję mężczyznom goniącym zimne, wykastrowane króliczyce ze swoich szeregów ;-P Każdy siedzi we własnym sosie i zjada, co sobie przyrządził. Amen.
          • that.bitch.is.sick Re: Niewolnictwo precz! Murzyn w kajdany i na pla 03.08.12, 14:30
            aandzia43 napisała:
            Urqu, że ciężko jest dopuścić do świadomości, że seks, jakiego b
            > y się chciało, dają bardzo często właśnie te wredne feministki (którejś tam fal
            > i). Ale ja mam zamiar przypominać o tym nieustająco, bo złośliwa ciut jestem ;-
            > P

            O! Patrzcie, to tylko feministki mają monopol na samodzielne myślenie, tylko feminizm jest drogą do wyzwolenia z oziębłości seksualnej i kobiecej bierności. I tylko feministki odkryły rozkosze stawiania się mężczyźnie władcy! Współczuję Ci Aandziu tego zaślepienia.
            Nie na darmo czarne kobiety, lesbijki, kobiety niewykształcone, czy feministki z krajów trzeciego świata zarzucały temu ruchowi że jest ruchem kobiet uprzywilejowanych, mogących sobie pozwolić na wybiórcze traktowanie kobiecej opresji i emancypacji.
            • abrigado Re: Niewolnictwo precz! Murzyn w kajdany i na pla 03.08.12, 14:36
              > Nie na darmo czarne kobiety, lesbijki, kobiety niewykształcone, czy feministki
              > z krajów trzeciego świata zarzucały temu ruchowi że jest ruchem kobiet uprzywil
              > ejowanych, mogących sobie pozwolić na wybiórcze traktowanie kobiecej opresji i
              > emancypacji.
              >

              dokładnie tak jak francuscy, czy angielscy "komuniści" z dobrych domów palący cygara w kawiarniach i rozprawiajacy o równości i sprawiedliwości społecznej, popisując się wiedzą zdobyta dzieki wykształceniu na prywatnych uczelniach opłacanych przez tatusiów kapitalistów- zamordystów ;P
            • aandzia43 Re: Niewolnictwo precz! Murzyn w kajdany i na pla 03.08.12, 15:01
              Bitch, znowu walisz na oślep, jak ruski oficer w knajpie z pistoletu do kandelabrów, bo przypominają mu błyski bagnetów. Weź na wstrzymanie, jak masz zamiar wyskakiwać z takimi pierdołami w charakterze odpowiedzi na moje posty. Albo przestań pić czy zjadać, co tam zjadasz.
              • abrigado Re: Niewolnictwo precz! Murzyn w kajdany i na pla 03.08.12, 15:12
                a co to za atak ad personam?
                przyganiał kociol garnkowi- akurat twoje programowe zwalczanie niewygodnego poglądu przypomina chlubne czekistowskie praktyki.

                zwłaszcza chamskie teksty o piciu i zajadaniu- takie techniki deprecjacji są ponizej pasa

                co jest niewygodne jest jak kobieta śmie rzeczowo podac wywód godżacy w programową "lepszość" i "pokrzywdzenie " kobiet, którę przecież maja być równe ale nie odpowiedzialne ;)

                • aandzia43 Re: Niewolnictwo precz! Murzyn w kajdany i na pla 03.08.12, 15:32
                  Jaka "lepszość" i jakie "pokrzywdzenie kobiet"? Czytasz uważnie, czy dostajesz sraczki na hasło "feminizm"?
                  Bitch nader często bywa nie tyle rzeczowa w argumetnacji, co machająca jakimiś "odpowiedziami" jak cepem na wszystkie strony. Ni z gruszki, ni z pietruszki. Trudno z nią wtedy dyskutować. Nawet nie próbuję. Przeczekuję, aż ochłonie.
    • yoric Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 01:27
      Horoskopy...
      • abrigado Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 07:49
        racja Yoricu ;P

        bitch zaczęła poważny rzeczowy wątek, a banda głosiciei ogólników rozjechała wątek sprowadzając do ogólników "alleluja i do przodu"

        • that.bitch.is.sick Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 09:24
          abrigado napisał:

          > racja Yoricu ;P
          >
          ma chyba ostatnio jakiś trudny okres..
        • hello-kitty2 Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 10:54
          abrigado napisał:

          > racja Yoricu ;P
          >
          > bitch zaczęła poważny rzeczowy wątek, a banda głosiciei ogólników rozjechała wą
          > tek sprowadzając do ogólników "alleluja i do przodu"

          Ja pierdole, to pisz w temacie. No tak ale to by trzeba bylo sie troche otworzyc, bo wiesz sciagnac cos z netu, zaobserwowac cos na schodach w sadzie (tu brak poliskich liter zemscil sie :) czy w zerowce to za malo.


          • that.bitch.is.sick Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 03.08.12, 10:58
            hello-kitty2 napisała:

            >
            > Ja pierdole, to pisz w temacie. No tak ale to by trzeba bylo sie troche otworzy
            > c, bo wiesz sciagnac cos z netu, zaobserwowac cos na schodach w sadzie (tu brak
            > poliskich liter zemscil sie :) czy w zerowce to za malo.

            Zaraz, zaraz ale Ty pisz do kogo to pijesz. bo luźna sugestia to za mało. do abrigado, do mnie, do obserwacji pana gardnera? Tak ciężko o konkrety?
      • urquhart yoric 03.08.12, 09:03
        yoric napisał:

        > Horoskopy...

        Dobre porównanie twojego podejścia, skupiając się na infantylnej symbolice i niedorzecznych obrazoburczych planetarnych związkach ucieka ci i wykazujesz ignorancje do niewątpliwej korelacji pewnych cech z czasem :)
        www.piotrowski_pawel.republika.pl/snz.html
        Prości ludzie potrzebują prostych przejrzystych zrozumiałych i emocjonalnych wyjaśnień.
        Jak pisali już starożytni Grecy, dla wykształconych i mędrców jest nauka i filozofia, a dla prostego ludu jej podsumowanie i wnioski zamknięte w opowieści religii.
        Inaczej masz tu cały czas na forum ignorancję i sprowadzanie matematyki wielkich liczb która zrewolucjonizowała naukę, logistykę i ekonomię, do wniosków że człowiek i pies mają statystycznie trzy nogi.
      • that.bitch.is.sick I kto to mówi 03.08.12, 09:17
        yoric napisał:

        > Horoskopy...

        Typologie kobiet wg DeAngelo są wg mnie bliższe wierze w horoskopy;)
        • bluenote1 Re: Refleksja 03.08.12, 10:59
          Taką mam refleksję. Doszliśmy do tezy, że lepiej nie wiązać się z kobietą, ktora wywodzi się z rozbitej rodziny, wychowywaną tylko przez matkę. W dobie tak powszechnych rozwodów może to być dla naszych synow nader trudne, bardzo ogranicza wybór;)
          Kobiety z rodzin, gdzie byla przemoc, nawet z tzw. dobrych domów, ale z przemocą psychiczną, też nie są dobrymi kandydatkami, bo albo będą się same kreowały perfidnie na ofiary, albo co gorsza to one będą agresywne. Kolejne sito.
          Z setek rozmów (wirtualnych tudzież realnych) z różnymi kobietami dowiaduję się, że zdecydowana większość z nich żywi żal do matek za toksyczne wpływy. Króluje nadmierna krytyka i wpędzanie w kompleksy. Takie kobiety to w zasadzie też nie najlepsze kandydatki na żony, pełne nieprzepracowanych kompleksów, zahamowań, traum.
          Do tego domy zimne, domy z zapracowanymi rodzicami zaniedbującymi dzieci, córki z rodzin, gdzie rodzice byli razem, ale osobno, "dla dobra dzieci" - kolejne wypaczone osobniki.
          Kurcze, jestem przerażona, na kogo z tej rzeszy trafi mój syn. Trzeba będzie prześwietlić każdą rodzinę, do 5 pokoleń wstecz najlepiej:)))
          Nie dajmy się zwariować, proponuję. I nadal stoję na stanowisku, że jednak z dwojga złego lepszy jest brak wzorca niż wzorzec patologiczny. Mój mąż wychował się w pełnej rodzinie, jego rodzice darli ze sobą koty do końca. On śmiał się, że oni się ciągle docierają, po osiemdziesiątce. Mnie wcale do śmiechu nie było, w tamtym domu były nieustające, niekończące się bitwy i batalie. Mnie wychowała mama może i w nienawiści do ojca, ale w milości do mnie, była wyrozumiałą i ciepłą osobą, byłyśmy zżyte, a po rozwodzie nasze życie przebiegało bez burz, bez wielkich stresów, spokojnie, choć skromnie. Mama nigdy nie wychowała mnie na jedynaczkę egoistkę. Nie oceniam swojego dzieciństwa jako złe, mimo wszystko.
          • that.bitch.is.sick Re: Refleksja 03.08.12, 11:04
            bluenote1 napisała:

            > Taką mam refleksję. Doszliśmy do tezy, że lepiej nie wiązać się z kobietą, ktor
            > a wywodzi się z rozbitej rodziny, wychowywaną tylko przez matkę. W dobie tak po
            > wszechnych rozwodów może to być dla naszych synow nader trudne, bardzo ogranicz
            > a wybór;)
            > Kobiety z rodzin, gdzie byla przemoc, nawet z tzw. dobrych domów, ale z przemoc
            > ą psychiczną, też nie są dobrymi kandydatkami, bo albo będą się same kreowały p
            > erfidnie na ofiary, albo co gorsza to one będą agresywne. Kolejne sito.

            Że co?!! My do czegoś takiego doszliśmy? Która laska się nadaje na żonę a która nie? I te dobre domy?! co za bzdura. To nie są zawody ani szermierka, no jak sobie ze swoim facetem tak dośpiewujesz to nic dziwnego...
            Ja do takiej refleksji nie doszłam.
            • bluenote1 Re: Refleksja 03.08.12, 11:40
              Bitch, ale czemu Ty się unosisz? Czy Urqu i inni panowie tutaj nie mają takiej koncepcji (Abrigado też przed chwilą potwierdził), że kobiety ze zrypanym dzieciństwem to i tamto, drugi sort i tak dalej? A już szczególnie te bez tatusiów, bo kreują się na ofiary, bo idealizują, bo nie potrafią nawiązać i tysiąc innych problemów? Tak to zrozumiałam.
              Zauważ, że w pierwszym zdaniu napisałam, że tak podsumowaliśmy (no nie wszyscy) kobiety z rozbitych rodzin. Resztę dośpiewałam, ale jak widzisz dla niektorych dość celnie, może niepotrzebnie z sarkazmem:P
              I fakt to było wszystko z sarkazmem, swojemu tego nie dośpiewałam, to było dedykowane (jak się okazuje celnie) panom, którzy lubią podsumowywać te wszystkie podłe, zimne i wyrachowane kobiety. Oczywiście teraz zaprzeczą, teraz będzie, że ja projektuję, ale czyż nie to właśnie przebija z niemal każdej wypowiedzi na tym forum? Kobiety nienawidzą mężczyzn, ale panowie tutaj za to uwielbiają wszystkie kobiety. Śmiechu warte. Oburzanie się na naszą nienawiść i podkreślanie na każdym kroku, jaki to wielki błąd robimy, a w rzeczywistości to przecież panowie tutaj większość z kobiet uważają za oziębłe, podstępne, wyrachowane, pasożytnicze, celowo kreujące się na ofiary i nieustanie obwiniające o wszystko co najgorsze ich, wspaniałych i mądrych, a tak podle potraktowanych:))))
              • urquhart Re: Refleksja 03.08.12, 11:57
                bluenote1 napisała:

                > Bitch, ale czemu Ty się unosisz? Czy Urqu i inni panowie tutaj nie mają takiej
                > koncepcji (Abrigado też przed chwilą potwierdził), że kobiety ze zrypanym dziec
                > iństwem to i tamto, drugi sort i tak dalej?Resztę dośpiewałam, ale jak widzisz dla niektorych
                > dość celnie, może niepotrzebnie z sarkazmem:P

                I ja sam i moja ślubna jest ze zrypanym dzieciństwem. Nie czuje się drugim sortem. Interesuje mnie bardzo jakie są to związane z tym typowe pułapki i jak je omijać.
                Zanim mina urwie nogę.
                Czytaj uważnie a nie dośpiewuj sobie.

                > stkie kobiety. Śmiechu warte. Oburzanie się na naszą nienawiść i podkreślanie n
                > a każdym kroku, jaki to wielki błąd robimy, a w rzeczywistości to przecież pano
                > wie tutaj większość z kobiet uważają za oziębłe, podstępne, wyrachowane, pasoży
                > tnicze, celowo kreujące się na ofiary i nieustanie obwiniające o wszystko co na
                > jgorsze ich, wspaniałych i mądrych, a tak podle potraktowanych:))))

                Jakieś konkrety poza insynuacjami możesz przytoczyć?
                • bluenote1 Re: Refleksja 03.08.12, 12:45
                  urquhart napisał:
                  > Jakieś konkrety poza insynuacjami możesz przytoczyć?

                  Nie mogę, wyssałam sobie to z palca.
                  • that.bitch.is.sick Re: Refleksja 03.08.12, 12:50
                    bluenote1 napisała:

                    >
                    > Nie mogę, wyssałam sobie to z palca.

                    Zresztą widać po rozmiarze tamtego wątku że z taką osobą jak Ty można się bez końca tłumaczyć że się nie jest wielbłądem bo jesteś manipulatorką faktami pierwszej wody. Nie pisałam o Twoim facecie ale o scenariuszu co robi normalny facet NORMALNY, rozumiesz? i kobieta też, kiedy jakaś pindzia przypisuje mu łatki z seriali i dorabia gęby strachów z dzieciństwa, przekazane przez mamusię i cholera wie co jeszcze. Niestety takimi interpretacjami też można skrzywdzić. Nie tylko wyzwiska krzywdzą. Szczerze mówiąc wyzwiska są lepsze (bo czystsze) niż pokrętne intrygowanie i nieuczciwość.
                    • abrigado Re: Refleksja 03.08.12, 12:59
                      dokładnie-znęcanie i patologia jest tedy kiedy jest przewaga jednej ze stron

                      ale jesli jedna strona stosuje przemoc fizyczna pod wpływem silnego wzburzenia wywołanego w plnowy sposób oprzez druga lepiej kontrolująca sie stronę- np w wyniku długotrwałego , szydzenia obmawiania, krytykowania, przewrotnosci i manipulacji, to ja tu nie widze przewagi stosującego przemoc fizyczną.

                      Spotkałem sie z sytuacją, gdy osoba silniejsza fiyzcznie byla traktowana jak zakładnik swojej siły- kobieta tłukła go i drapała do krwi ale to on był sprawca jak po pół godzinie stuknął ją powodując krwotok z nosa
                      • that.bitch.is.sick Re: Refleksja 03.08.12, 13:06
                        abrigado napisał:


                        > Spotkałem sie z sytuacją, gdy osoba silniejsza fiyzcznie byla traktowana jak za
                        > kładnik swojej siły- kobieta tłukła go i drapała do krwi ale to on był sprawca
                        > jak po pół godzinie stuknął ją powodując krwotok z nosa

                        nie drażnij jej bo jeszcze pomyśli że twierdzimy iż sprowokowała swojego faceta. A to nie o niego chodzi tylko o nią.
              • that.bitch.is.sick Re: Refleksja 03.08.12, 12:12
                bluenote1 napisała:

                > Bitch, ale czemu Ty się unosisz? Czy Urqu i inni panowie tutaj nie mają takiej
                > koncepcji (Abrigado też przed chwilą potwierdził), że kobiety ze zrypanym dziec
                > iństwem to i tamto, drugi sort i tak dalej? A już szczególnie te bez tatusiów,
                > bo kreują się na ofiary, bo idealizują, bo nie potrafią nawiązać i tysiąc innyc
                > h problemów? Tak to zrozumiałam.
                > Zauważ, że w pierwszym zdaniu napisałam, że tak podsumowaliśmy (no nie wszyscy)
                > kobiety z rozbitych rodzin. Resztę dośpiewałam, ale jak widzisz dla niektorych
                > dość celnie, może niepotrzebnie z sarkazmem:P

                Właśnie to jest Twoje niebezpieczeństwo, jak znajdziesz się w związku z facetem. Interpretujesz rzeczywistość w charakterystyczny sposób(nie twierdzę że panowie nie są skrzywieni ale u nich to tylko próba podtrzymania wizerunku, u Ciebie coś więcej). Jak znajdziesz się w związku z facetem normalnym, to niestety on też ma swoje za uszami i aniołem nie jest. Będzie się starał napinać bary żeby nie stracić jaj, a Ty będziesz interpretować i robić z niego wielbłąda. Facet będzie toczyć pianę z pyska, może wyzwie cię, może będzie dogryzał, Ty będziesz oskarżała go o agresję, to go z kolei rozwścieczy może rzuci jakimś wazonikiem. Ty już zrobisz z tego sprawę na miarę Niebieskiej Linii i ofiar przemocy to faceta doprowadzi do wariacji> I tak sobie będziecie eskalować aż to rozwalicie.
                Mężczyzna to nie jest kobieta co przytuli i otrze łzy. Mężczyźni inaczej funkcjonują i nie da się baby z nich zrobić bo wtedy się załamują.
                • abrigado Re: Refleksja 03.08.12, 12:16
                  > Mężczyzna to nie jest kobieta co przytuli i otrze łzy. Mężczyźni inaczej funkcj
                  > onują i nie da się baby z nich zrobić bo wtedy się załamują.

                  wzruszyłęm sie do łez... nareszcie ktoś kto mnie rozumie nawet jak rzucam wazonikiem...
                  bitch jakie masz plany na najbliższe 25 lat ;P
                  • that.bitch.is.sick Re: Refleksja 03.08.12, 12:20
                    abrigado napisał:

                    >
                    > wzruszyłęm sie do łez... nareszcie ktoś kto mnie rozumie nawet jak rzucam wazon
                    > ikiem...
                    > bitch jakie masz plany na najbliższe 25 lat ;P

                    Nie rozumiem, ty też robisz sprawę z wazonika? Po cóż ten sarkazm doprawdy...
                    • abrigado Re: Refleksja 03.08.12, 12:35
                      łoo jezu próbowałem zagrać na nosie tutejszym matkom- męczenniczkom -polkom

                      wazonik to naprawdę małe piwo, każdemu moze się zdarzyć- wyciagałem juz rzucone nozyczki z przedramienia ( to nie moja zona), sam teżn ie jestem lepszy- to taka forma ekspresji.
                      wk...wiam nie kabotyństwo tych, którzy później skupiaja sie na tym, ze "on rzucił" zamiast na powodach całej awantury
                      • songo3000 Re: Refleksja 03.08.12, 13:04
                        Kolego, nie przeginaj. On rzucił, ona nożyczki wbiła... świadczy to tylko o braku kontroli nad sobą a nie o 'ułańskiej ekspresji'. Mam znajomych, którzy przy jednej z ostatnich awantur zdemolowali kominek, laptopa i kij wie co jeszcze. Ekstrawertyczne małżeństwo? Nie, po prostu na konkretnych psychotropach jadą ale dzień wcześniej 'zapomnieli' wziąć.
                        • abrigado Re: Refleksja 03.08.12, 13:25
                          a ty mi tu z jakimiś psychotropami wyjeżdzasz - skrajne przypadki.
                          Powiem za siebie- jak wiedziałem, że moja slubna rozpuszcza jadaczke i będzie mi pieprzyć godzine ( nie wiem okres , albo lewą nogą z łózka wstała) to najpierw grzecznie prosiłem zeby przestała- klikukrotnie. potem nastepowało też kilkukrotne ostrzeżenie w stylu " zaczyna mnie denerwować to twoję mędzenie- prowokujesz mnie" , a nastepniwe szła konkretna kilkuzdaniowa wiazanka i pani sie zamykała

                          nie mozan było wczesniej?

                          w pewnym momencie kiedy na zasadzie psa pawłowa umiałem juz rozpoznać juz kiedy zaczyna się tyrada dla zaoszczędzenia sobie godziny nerwów i totatnie na spokojnie mowiłe "piiiii się ty piiiip"- pani wychodziła obrązona nie odzywając sie przez nastepne trzy dni

                          dla mnie bomba- z mojego punktu widzenia unikałem mędzenia przez te trzy dni, a i tak nauczony doświadczeniem wiem, że żadna z tych uwag nie byla konstruktywna.

                          dodam jeszcze, ze po trzech dniach pani przychodziła po seks ( o niebo fajniejsze zresztą niż w spokojnym okresie)

                          wię wyjasanijcie sobie sami, o co jej chodziło- o poprawne relacje, czy o danie sobie troche emocji w życiu.
                  • that.bitch.is.sick Re: Refleksja 03.08.12, 12:29
                    abrigado napisał:

                    > > Mężczyzna to nie jest kobieta co przytuli i otrze łzy. Mężczyźni inaczej
                    > funkcj
                    > > onują i nie da się baby z nich zrobić bo wtedy się załamują.
                    >
                    > wzruszyłęm sie do łez... nareszcie ktoś kto mnie rozumie nawet jak rzucam wazon
                    > ikiem...

                    Oczywiście każdy to na swój sposób interpretuje. I bluenote to zinterpretuje w sposób drastyczny i dramatyczny. Ale tu się kłania stare powiedzenie, że jakby babcia miała wąsy to była dziadkiem i vice versa. Ja uważam że tych rzeczy które chłopa od baby odróżniają to nie należy deptać na oślep jako przeżytki patriarchatu. Potem pretensje, że mój facet mnie nie kręci.
                    • bluenote1 Re: Refleksja 03.08.12, 12:40
                      Ale tak trudno zrozumieć, że nie każdą kobietę kręci, jak ją facet od suk wyzywa, jak nią szarpie, pluje jej w twarz, stoi pod drzwiami łazienki i wrzeszczy: już nie żyjesz!
                      Umniejszasz przemoc, bo rozumiesz ją jako żar związku. Bo Cię to kręci, ale to może kręcić tylko wtedy, gdy jest symetria. On lubi Cię wyzwać od suk, Ty lubisz go chwycić za ramiona i nim potrząsnąć, krzyknąć: pierd..ol się! Ale to jest wzajemne. Jesteście w tym partenerami, a nie ofiarą i katem. Jestem w stanie to zrozumieć, choć to nie moja bajka.
                      Ale ja piszę o niesymetrii. To jedna strona wyzywa, szarpie, pluje, deprecjonuje, wyżywa się, drugiej stronie to nie pasuje (i jasno o tym mówi), nie ma takich skłonności. A próby odwetu kończą się wielką eskalacją przemocy. Facet jednak głośniej krzyknie, jakby nie było jest silniejszy. Widzisz różnicę? Na pewno, nie wątpię w to.
                      • that.bitch.is.sick Re: Refleksja 03.08.12, 12:45
                        bluenote1 napisała:


                        > Ale ja piszę o niesymetrii. To jedna strona wyzywa, szarpie, pluje, deprecjonuj
                        > e, wyżywa się, drugiej stronie to nie pasuje (i jasno o tym mówi), nie ma takic
                        > h skłonności. A próby odwetu kończą się wielką eskalacją przemocy. Facet jednak
                        > głośniej krzyknie, jakby nie było jest silniejszy. Widzisz różnicę? Na pewno,
                        > nie wątpię w to.

                        Tak samo jak Ty nie widzisz co ludzi wkurza w Twoim zachowaniu. Jak potrafisz tu na forum szafować bezpodstawnymi insynuacjami i oskarżeniami których scenariusze sama sobie dośpiewujesz. Manipulacja to jest alternatywa dla przemocy. Przemocowiec i osoba stosująca przemoc bierną i manipulację się uzupełniają.
                        Nota bene zachowania które opisujesz...no nie są prawidłowe i każdy widzi że facet jest tak chamski że to przekracza granice "żaru w związku". To że Ty byłaś zaślepiona tylko świadczy o tym że Twoje oceny nie do końca mogą być miarodajne i nie powinnaś przy nich trwać z uporem maniaka.
          • abrigado Re: Refleksja 03.08.12, 11:10
            refleksja?
            jak refleksja? nadal skupiasz sie na udowadnianiu, że to ty jesteś lepsza, maiałaś lepszy model wychowania. to ma w sposób nieunikniony doprowadizć nas do wniosku, ze jego skrypt życiowy jeast bardziej popaprany niż twój.

            Tymczasem to nie o o chodzi, aby sie licytowac kto jwest gorszy. Nawet jęsli faktycznie to jest tym bardzioej winnym to nie rozwiąże to twoich problemów.

            natomaist poczatek twojego wywodu, gdyby pozbawić go sarkazmu, byłby dośc celny.
            Niestety tak to włąsnie wyglada- pozujące na niezłomne dziewice i światłe kobiethy laski ze zrypanymi wzorcami spotykają ( nie chce pisać nawet ze wyszukuja) facetów ze zrypanym skryptem zyciowym i maja tego dyzurnego winnego. Często facei rzeczywiście sa winni, ale tkwienie kobiety w takiej relacji wyjasnia tylko to, że taki włąsnie model zaspokaja jej wewnętrzna potrzebę.
            • urquhart refleksje??? 03.08.12, 11:32
              abrigado napisał:
              > facetów ze zrypanym skryptem zyciowym i maja tego dyzurnego winnego. Często f
              > acei rzeczywiście sa winni, ale tkwienie kobiety w takiej relacji wyjasnia tyl
              > ko to, że taki włąsnie model zaspokaja jej wewnętrzna potrzebę.

              Nie wiem czy panie załapały jedną zasadniczą różnicę.
              Nazwanie poczucia krzywdy gwałtem określa i definiuje jednoznacznie gwałciciela jako winnego i sprawcę.
              A przecież jak obok: "Gdy do psychologa przychodzi kobieta, która przeżywa problemy w małżeństwie albo nie może znaleźć właściwego mężczyzny, terapeuta nie pyta o jej obecnego partnera, ale o ojca. – Wiele pacjentek oburza się wtedy"
              O co komu chodzi? Szukanie winnych czy identyfikacja przyczyny?
              Niby różnica drobna a jak znaczące konsekwencje.
              Znając przyczynę można jej przeciwdziałać i wpływać na zmianę skutków!
              Rozbroić minę zanim się na nią nadepnie mając mapę pola minowego i znając budowę zapalnika.
              Szukająć winnego można go Ukarać i ukoić emocje ale to leczenie objawów, które i tak wrócą, bo przyczyna pozostanie.
              Ale takie rewolucyjne zmiany myślenia zaburzają poczucie bezpieczeństwa i uruchamia mechanizmy obronne...
              • that.bitch.is.sick Re: refleksje??? 03.08.12, 11:38
                urquhart napisał:


                > Rozbroić minę zanim się na nią nadepnie mając mapę pola minowego i znając budow
                > ę zapalnika.
                > Szukająć winnego można go Ukarać i ukoić emocje ale to leczenie objawów, które
                > i tak wrócą, bo przyczyna pozostanie.
                > Ale takie rewolucyjne zmiany myślenia zaburzają poczucie bezpieczeństwa i uruch
                > amia mechanizmy obronne...

                Nie wszyscy mają predyspozycje intelektualne. Trzeba też się ukorzyć przed samym sobą, czasem spuścić z tonu przed innymi. wyjąc kija z dupy...gdzie tam:)
                >
          • gomory Re: Refleksja 03.08.12, 11:58
            > Doszliśmy do tezy, że lepiej nie wiązać się z kobietą, ktora wywodzi się z rozbitej rodziny, wychowywaną tylko przez matkę

            Protestuje.
            Z punktu widzenia mezczyzny to wcale nie musi byc zla opcja. Kobieta ktorej brakowalo ojcowskiego ciepla moze byc go spragniona w wydaniu partnera. Jesli nie wpadnie w pulapke pt. "z ojcem sie nie sypia" to jest np. dobrym materialem na swietna kochanke. Moze byc chodzacym pragnieniem meskiej czulosci. Jesli trafi na grajacego fair, zainteresowanego nia, zmyslowego partnera to dla niego jak glowna wygrana w bingo.

            To nad nia wisi grozba, ze moze dokonywac niewlasciwych wyborow angazujac sie w uklady toksyczne i bez szans na trwalosc. Ale jesli los nie przeczolga ja przez niszczace zwiazki, moze byc okazja godna pozadania :).
            • phoibe Re: Refleksja 03.08.12, 12:34
              wiecie co - a może by tak nie skupiać się na analizie dzieciństwa? przecież właściwie chyba nie istnieją ludze, którzy mieli idealne dzieciństwo, bez jakichś traum związanych z rodzicami, przynajmniej ja takich nie znam. Moje też nie było bez skazy, ale nie posuwam się do tego, by tłumaczyć każde moje niepowodzenie w związku i w życiu dorosłym zrypanym dzieciństwem. bo to jest właśnie stawianie się w roli ofiary - świata, złych wzorców, rodziców - i uciekanie od odpowiedzialności.
              • gomory Re: Refleksja 03.08.12, 13:57
                > wiecie co - a może by tak nie skupiać się na analizie dzieciństwa?

                Jestesmy wszyscy wyposazeni w ucieczkowy mechanizm chroniacy nas przed przykra analiza dziecinstwa. Wiec nawolywac do tego w zasadzie nikogo specjalnie nie trzeba ;).
                Rozumienie (badz tez nie) istoty swoich lekow w zaden sposob nie zwalnia od odpowiedzialnosci. W koncu kazdy dojrzaly czlowiek odpowiada za swoje postepowanie sam.
                Nie zawsze wiedza skad pochodza jakies tam motywacje jest wartosciowa czy tez poprawiajaca zycie.
                • phoibe Re: Refleksja 03.08.12, 14:05
                  gomory napisał:

                  > > wiecie co - a może by tak nie skupiać się na analizie dzieciństwa?
                  >
                  > Jestesmy wszyscy wyposazeni w ucieczkowy mechanizm chroniacy nas przed przykra
                  > analiza dziecinstwa. Wiec nawolywac do tego w zasadzie nikogo specjalnie nie tr
                  > zeba ;).
                  > Rozumienie (badz tez nie) istoty swoich lekow w zaden sposob nie zwalnia od odp
                  > owiedzialnosci. W koncu kazdy dojrzaly czlowiek odpowiada za swoje postepowanie
                  > sam.
                  > Nie zawsze wiedza skad pochodza jakies tam motywacje jest wartosciowa czy tez
                  > poprawiajaca zycie.

                  tak, ale ja tu widzę tendencję do tłumaczenia swoich wyborów życiowych traumami z dzieciństwa, na zasadzie "jestem DDA, więc teraz wybieram pewien typ mężczyzn i w określony sposób zachowuję się w związkach, to silniejsze ode mnie i nie można mnie za to winić, ja jestem tylko ofiarą" - vide: bluenote. i uważam, że w ten sposób staramy się uciec od odpowiedzialności.
                  • gomory Re: Refleksja 03.08.12, 14:34
                    Jesli ktos uwaza, ze jest tylko bezwolnym badylkiem rzuconym w nurt rzeki zycia, to coz...
                    Akurat dla takich osob wykonanie pracy poznawczej w celu zrozumienia mechanizmow takiego postepowania powinno byc istotne :).
                    • phoibe Re: Refleksja 03.08.12, 14:51
                      gomory napisał:

                      > Jesli ktos uwaza, ze jest tylko bezwolnym badylkiem rzuconym w nurt rzeki zycia
                      > , to coz...
                      > Akurat dla takich osob wykonanie pracy poznawczej w celu zrozumienia mechanizmo
                      > w takiego postepowania powinno byc istotne :).

                      tego właśnie dotyczy moja główna wątpliwość. nieprzypadkowo podałam przykład DDA - mam przyjaciółkę, która dokonała w życiu mnóstwa dziwnych wyborów, które doprowadziły ją do dość niemiłych sytuacji. miała zawsze problem z ponoszeniem konsekwencji swoich decyzji i braniem odpowiedzialności na siebie - wszystko było zawsze czyjąś winą, a to jej partnera, a to szefa, w ostateczności całego świata. jakiś czas temu przeczytała artykuł o dda i ją olśniło, stwierdziła, że to właśnie o niej, pomimo że dzieckiem alkoholików nie jest. teraz wszystkiemu winni są jej rodzice.
                      • bluenote1 Re: Ale czemu do mnie? 03.08.12, 15:23
                        Phoibe, ja rozumiem doskonale Twój tok rozumowania i się z nim zgadzam, ale to akurat nie o mnie. Otóż. Oprócz problemów z mężem nie mam żadnych, słownie żadnym problemów międzyludzkich. Z każdej pracy byłam zadowolona, szefów miałam ok, a ostatniego wprost uwielbiam, lubię ludzi i na ogół ze wzajemnością, z dzieciakami mam najlepsze chyba z możliwych układy, ogólnie jest ok. Nie chcę, żeby to brzmialo jak przechwałki, ale zmierzam do tego, że człowiek zwalający winę na innych, najczęściej jest niezadowolony z życia, przyjaciół, rodziny, szefa i koleżanek. I to właśnie jest mój mąż. O pracy pisałam, że w każdej mu dokuczali, z dziećmi ma uklad nie najlepszy oględnie mówiąc, przyjaciele też zawsze nie to powiedzą czy zrobią. Studiów nie skończył, bo go nie dopingowałam. Zawsze, kurna, coś. Wszyscy przeciwko niemu. Jak zapytałam, czy wyszedł z psem na spacer, bo już wiekowy i nie chciałam go zmęczyć drugim spacerem, to obraza, że się czepiam. Znowu przeciwko niemu. Ja sobie tego nie wymyślam, nie zwalam na niego, to są fakty, no nie wiem, czemu mam o tym nie pisać albo go jakoś bronić, by nie być podejrzaną, że zwalam na niego.
                        • that.bitch.is.sick Re: Ale czemu do mnie? 03.08.12, 15:29
                          bluenote1 napisała:
                          . Jak zapytałam, czy wyszedł z psem na spacer
                          > , bo już wiekowy i nie chciałam go zmęczyć drugim spacerem, to obraza, że się c
                          > zepiam. Znowu przeciwko niemu. Ja sobie tego nie wymyślam, nie zwalam na niego,
                          > to są fakty, no nie wiem, czemu mam o tym nie pisać albo go jakoś bronić, by n
                          > ie być podejrzaną, że zwalam na niego.

                          Zrozum, choćbyś tu nawet napisała że jesteś ze złota a Twój mąż to najgorszy psychopata to nadal są tylko relacje jednej strony. Życia Ci w każdym razie nie zniszczył. To może jest jednak jakiś plus? To jednak że czujesz potrzebę obsmarowywania go też o czymś świadczy, tym bardziej że tu nie ma możliwości żeby się bronić.
                        • phoibe Re: Ale czemu do mnie? 03.08.12, 17:08
                          bluenote1 napisała:

                          > Phoibe, ja rozumiem doskonale Twój tok rozumowania i się z nim zgadzam, ale to
                          > akurat nie o mnie.

                          zgoda, przepraszam cię, nie jesteś DDA, musiałam coś źle zrozumieć. ale trochę to jednak o tobie, bo stosujesz podobny mechanizm - całą odpowiedzialność za wszystko zrzucasz na męża, piszesz o nim tylko źle, w dramatyczny sposób kreując jego na kata, siebie na cierpiącą, bezwolną ofiarę. i - nie obarczam cię odpowiedzialnością za jego przemoc wobec ciebie, ale za to, że zdawałaś sobie sprawę, że się znęca, ale trwałaś w tym związku (bo to wnioskuję z twoich opisów).
                          • bluenote1 Re: Ale czemu do mnie? 03.08.12, 19:59

                            > zgoda, przepraszam cię, nie jesteś DDA, musiałam coś źle zrozumieć. ale trochę
                            > to jednak o tobie, bo stosujesz podobny mechanizm - całą odpowiedzialność za ws
                            > zystko zrzucasz na męża, piszesz o nim tylko źle, w dramatyczny sposób kreując
                            > jego na kata, siebie na cierpiącą, bezwolną ofiarę. i - nie obarczam cię odpowi
                            > edzialnością za jego przemoc wobec ciebie, ale za to, że zdawałaś sobie sprawę,
                            > że się znęca, ale trwałaś w tym związku (bo to wnioskuję z twoich opisów).

                            Bardzo wiele nieporozumień i niezrozumień. Piszę w dwóch wątkach równolegle, Ty czytasz chyba tylko jeden albo czytasz nieuważnie i nie wszystko (czego nie mam za złe, bo strasznie dużo tego, a ja na dodatek nie umiem pisać zwięźle). Piszę o mężu też dobrze, a nawet bardzo dobrze, tłumacząc, dlaczego go wybrałam i dlaczego tak trudno było dojrzeć jego przemocowość. Mój mąż miał i ma jedną bardzo ważną cechę: jest uczciwy, nie zdradzał i nie zdradza, w przeciwieństwie do mojego śp. tatusia. Pisałam też o jego uroku i pewnych pozytywnych cechach przejawiających się głównie w okresach miesięcy miodowych. Zakładam, że wiesz, co to oznacza w związku przemocowym, jeśli nie wiesz, odsyłam do strony Niebieskiej linii chociażby.
                            I kolejny błąd, który wynika z nieuważności w czytaniu: nie zdawałam sobie z prawy z prawdziwego charakteru jego działań bardzo długo. A wiesz dlaczego głównie? Bo tkwiłam w przekonaniu, że w związku zawsze winne są dwie strony i ogromną część jego ataków tłumaczyłam tym, że może faktycznie coś źle zrobiłam, może powinnam bardziej uważać, by go nie drażnić, przecież on ma taką stesującą pracę, taki nerwowy biedaczek, ma tiki nerwowe, trzeba go zrozumieć, trzeba chodzić na palcach. Nie, nie mam już sił tego ciągle powtarzać, Andzia to wie: przemocowość na tym właśnie bazuje, na tej winie obu stron. I na tym, że naiwna osoba mówi sobie, nawet jak się wyrządzi jej prawdziwą krzywdę, nawet jak dostanie w twarz: nikt nie jest doskonały, trzeba go zrozumieć.
                            • that.bitch.is.sick znowu mi ręce opadły 03.08.12, 22:03
                              bluenote1 napisała:

                              > I kolejny błąd, który wynika z nieuważności w czytaniu: nie zdawałam sobie z pr
                              > awy z prawdziwego charakteru jego działań bardzo długo. A wiesz dlaczego główni
                              > e? Bo tkwiłam w przekonaniu, że w związku zawsze winne są dwie strony i ogromną
                              > część jego ataków tłumaczyłam tym, że może faktycznie coś źle zrobiłam, może p
                              > owinnam bardziej uważać, by go nie drażnić, przecież on ma taką stesującą pracę
                              > , taki nerwowy biedaczek, ma tiki nerwowe, trzeba go zrozumieć, trzeba chodzić
                              > na palcach. Nie, nie mam już sił tego ciągle powtarzać, Andzia to wie: przemoco
                              > wość na tym właśnie bazuje, na tej winie obu stron. I na tym, że naiwna osoba
                              > mówi sobie, nawet jak się wyrządzi jej prawdziwą krzywdę, nawet jak dostanie w
                              > twarz: nikt nie jest doskonały, trzeba go zrozumieć.

                              Ale uleganie, brak asertywności, bierna agresja, manipulacje i pozwalanie na robienie sobie kuku nie ma nic wspólnego z prawidłowym funkcjonowaniem. Nie ma to nic wspólnego z faktem że odpowiedzialne za relację są obie strony. Wszystko mieszasz, kompletnie jesteś bez sensu i obawiam się że nie masz predyspozycji intelektualnych żeby to rozwikłać że tak to grzecznie ujmę. Jak przesada i bycie totalnym zależnym dzieckiem w jedną stronę nie zadziałało to ty przesadzasz w drugą stronę i zwalasz całą winę na męża. Przeczytaj parę książek, pójdź na terapię bo słuchać się tych bzdur nie da kobieto które pleciesz. Mój wątek nie jest o Tobie. Proszę nie wtryniaj w wątek o którym chciałam poważnie podyskutować tych swoich toksycznych bzdur. Masz od swoich manipulacji swój wątek i nie uprawiaj chorej propagadny w moim.
                              • bluenote1 Re: znowu mi ręce opadły 03.08.12, 23:11
                                Masz od swoich manipulacji swój wątek i nie upraw
                                > iaj chorej propagadny w moim.

                                Ups, wybacz, nie wiedziałam, że można być zazdrosnym o odbieranie uwagi w dyskusji na forum. To ci heca:)))))
                                A tak na marginesie, książek przeczytałam na pewno więcej od Ciebie. Tak w ogóle. Bo literatury dotyczącej przemocy dużo, ale być może Ty przeczytałaś więcej, kto Cię tam wie, natomiast jeśli chodzi o liczbę przeczytanych książek ogółem - wątpię.
                                Na terapii byłam. Psycholożka mnie nie wyrzuciła, a byłam w ramach programu przeciwdziałania przemocy, za darmo, jakby uznała, że zmyślam, to raczej by mnie nie przyjmowała więcej.
                                Zresztą, po co ja się tłumaczę, tego właśnie chciałam uniknąć, zwłaszcza wobec kogoś takiego jak Ty. A o predyspozycjach intelektualnych to paradne było, szczególnie z Twojej strony:P Co do TWOJEGO wątku, tak się składa, że jestem naprawdę reprezentatywną osobą do dyskusji, tyle że duża grupa ludzi skupia się tutaj na tym, żeby mi udowodnić, że się wybielam, a męża mieszam z błotem, ale tak naprawdę to ja ponoszę winę za wszystko. Ja się tłumaczę, że nie jestem wielbłądem, a meritum ginie w pyskówkach. Tak to właśnie umiesz dyskutować. Zresztą jak Ci przeszkadzają moje wypowiedzi - nic prostszego, jak je zignorować:P
                            • phoibe Re: Ale czemu do mnie? 06.08.12, 12:48
                              bluenote1 napisała:

                              > Bardzo wiele nieporozumień i niezrozumień. Piszę w dwóch wątkach równolegle, Ty
                              > czytasz chyba tylko jeden albo czytasz nieuważnie i nie wszystko (czego nie ma
                              > m za złe, bo strasznie dużo tego, a ja na dodatek nie umiem pisać zwięźle).

                              przeczytałam wszystko jeszcze raz, w obu wątkach. Uważnie. I nie zmieniam zdania.
                              • bluenote1 Re: Ale czemu do mnie? 06.08.12, 13:16
                                > przeczytałam wszystko jeszcze raz, w obu wątkach. Uważnie. I nie zmieniam zdani
                                > a.

                                Albo nie czytasz uważnie, albo czytasz bez zrozumienia, albo masz swoją teorię i trzymasz się jej tak kurczowo, że nie przyjmujesz do wiadomości, że nie pasuję do Twojej wizji (ktora czasami w rzeczywistości występuje, nie przeczę). Popełniłaś trzy błędy co do mojej osoby, z jednego się wycofałaś, ale z dwóch pozostałych z uporem maniaka nie chcesz.
                                Nie jestem DDA, co już wiesz i przyznałaś. Ale też nie przedstawiam męża jednostronnie, pisałam o jego niezaprzeczalnych zaletach. Umkło?
                                I wyraźnie pisałam, nie odchodziłam, dopóki nie zdawałam sobie sprawy z rzeczywistego charakteru działań męża, dopóki część winy brałam na siebie w myśl zasady: w związku zawsze winne są obie strony. Z chwilą uświadomienia próbowałam jeszcze naprawiać związek, przez zmianę siebie, bo drugiej strony nie da się zmienić, ale ta zmiana wzmogła agresję, potem jeszcze próbowałam szukać wyjaśnienia, nawet rozważałam, czy mąż nie ma problemów osobowościowych (borderline), wreszcie przyszło zrozumienie, że nie da się brać odpowiedzialności za drugą dorosłą osobę, nie chcę być do końca życia workiem treningowym i odeszłam. Zatem zarzut, że zdawałam sobie sprawę, ale nic z tym nie robiłam jest chybiony w 100%, sorry. Nadal twierdzę, że uparcie nie rozumiesz, nie przyjmujesz do wiadomości pewnych faktów, impregnujesz się na rzeczowe argumenty, do tego przeinaczasz fakty. Tak się nie da dyskutować.
                  • bluenote1 Re: Refleksja 03.08.12, 14:45
                    > tak, ale ja tu widzę tendencję do tłumaczenia swoich wyborów życiowych traumami
                    > z dzieciństwa, na zasadzie "jestem DDA, więc teraz wybieram pewien typ mężczyz
                    > n i w określony sposób zachowuję się w związkach, to silniejsze ode mnie i nie
                    > można mnie za to winić, ja jestem tylko ofiarą" - vide: bluenote. i uważam, że
                    > w ten sposób staramy się uciec od odpowiedzialności.
                    Wątek jest zawiły, ja wiem, poprzedni zawiły i cholernie długi, ale to nie zwalnia z czytania ze zrozumieniem i z uwagą.
                    A. Nie jestem DDA i kilka razy to podkreślałam
                    B. Obecny wątek nie jest mojego autorstwa, więc z moim dzieciństwem nie ja wyjechałam.
                    C. Jestem wielką zwolenniczką niezasłaniania się dzieciństwem, bo od tego są lekarze, terapeuci i terapie, a jak trzeba leki, by zmierzyć się ze swoimi problemami, jeśli urastają do rangi problemu i coś z nimi zrobić.
                    Na mój związek o tyle miało wpływ dzieciństwo, że wytworzyło w mojej głowie wizję najgorszego nieszczęścia, jakim są zdrady małżeńskie. Uśpiło moją czujność co do innych zagrożeń, które się okazały milion razy gorsze. Wybrałam pod kątem uczciwości małżeńskiej i co ciekawe, tu się nie zawiodłam. Cała reszta: nierozpoznanie przemocy, brak asertywności, naiwność, idealizm - to już rzeczy na moje konto, nie na konto spapranego dzieciństwa. Podkreślę jeszcze na wszelki wypadek: nigdy nie miałam poczucia, że mam złe dzieciństwo, do tej pory tak nie uważam, może było niepełne przez brak ojca, ale nie było traumatyczne. Mama była w sumie spoko:)
    • yoric Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 08.08.12, 21:05
      A to nie tak czasami?

      en.wikipedia.org/wiki/Forer_effect
    • bylemrogaczem Re: Nienawiść do mężczyzn a syndrom gardnera 14.08.12, 18:16
      a ja to wszystko przeżywam ...... dzięki za temat bardzo mi to jest potrzebne
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka