lina.jansson
30.09.12, 22:54
Witam forumowiczów. Jestem tu 1 raz, więc może powtórzę czyjś wcześniejszy temat, ale bądźcie wyrozumiali. Mam problem z moim mężem, on ze mną, a opowiem, jak to widzę z mojej strony. Z grubsza rzecz biorąc seks stał się dla mnie zmorą. Nigdy nie byłam demonem seksu, mój mąż również, ale teraz jesteśmy w tym momencie, że on się naprasza od miesiąca, a ja zwiewam jak od ataku pająków. Wszystko siedzi w mojej głowie.
Po pierwsze mój mąż często jest dla mnie niemiły w ciągu dnia. Kiedy mu się coś nie spodoba, zamiast jakoś kulturalnie zwrócić uwagę, opieprza mnie jak dziecko, często podniesionym głosem. Na zwróconą (grzecznie) uwagę, że nie jestem głucha i żeby nie krzyczał, krzyczy, że nie krzyczy i mam go przestać wnerwiać, bo on może dopiero zacząć krzyczeć. Po wtóre wrzeszczy na nasze dzieci, w większości wypadków bez powodu. Włącza mi się wtedy mechanizm samicy- kto krzywdzi moje dzieci, ten mój wróg. Oczywiście kiedy zapytam, jaki miał właściwie powód, żeby krzyczeć, krzyczy, że się wtrącam. Tłumaczę, proszę, ale im bardziej nie ma racji, tym bardziej się upiera przy swoim. Poza tym nie jest takim ciepłym tatą na co dzień. Głowa non stop w pracy, w finansach, ostatnim meczu, grze internetowej, we wszystkim, ale nie tu i teraz w rodzinie. Chyba nie widziałam go, żeby podszedł do dziecka i zagadnął: Hej, co słychać, co porabiasz, chodźmy gdzieś razem, zróbmy coś. No, może do córki czasem. Ale z synem- nastolatkiem stosunki ma napięte, bo obydwoje to taki sam charakter.
Inna rzecz- mąż uważa, że dom to moja domena. Trzeba go prosić, żeby coś zrobił, raz na 2 tygodnie domyśli się, że naczynia same nie wchodzą do zmywarki, ani z niej nie wychodzą. Nie wymagam wielkiego zaangażowania, bo on dużo pracuje, ja znacznie mniej, ale raz na dwa dni mógłby chyba czymś się zainteresować, choćby dla rozrywki.
Nigdy mnie nie pyta, kiedy dzwoni i jak przychodzi z pracy: co słychać, jak się czujesz, co robiłaś, tak, jakby go to w ogóle nie interesowało. I tak zawsze było, dawno temu, kiedy pisałam pracę dyplomową, chodziłam do pierwszej pracy, zostawałam w domu z niemowlakiem, skądś przyjechałam. On uważa, że mnie kocha i to wystarczy. Czasem to aż się zastanawiam, czy on mnie w ogóle lubi. No bo jak ja kogoś lubię, to z nim spędzam czas, rozmawiam, pytam co u niego. No ale on mnie kocha, kropka.
Kiedyś był seks i ochota na seks. Później dzieci, antykoncepcja, problemy, itp. Zaczęło mi przeszkadzać to, że mąż jak się przytula, to mnie obmacuje. Z czasem zaczęło mnie to doprowadzać do szału. Jestem w łóżku, czytam książkę, albo oglądam TV, a ten wchodzi do łóżka i bez ceregieli wkłada mi rękę między nogi. Ja już mam od tego normalnie nerwicę. Albo głaszcze mnie po plecach niby oglądając TV, ale czuję, że powoli zjeżdża mi z tych pleców. Myśli, że ja nie zauważę, a ja jestem na granicy wyskoczenia z łóżka. Na nic wyjaśnienia, prośby, parę razy dostał w łeb- nie działa. Uważa, że skoro już i tak seksu nie ma, to przynajmniej sobie na chwilę dotknie. A po takim zagraniu jestem tak urażona, że tracę ochotę na jakiekolwiek zbliżenie przez tydzień.
Teraz do łóżka zakradam się, kiedy on mocno śpi i kładę się na brzeżku (kiedy wyczuje mnie, przez sen wyciąga rękę i trafia zadziwiająco precyzyjnie) Kiedy zaczyna coś napomykać, czy może byśmy dziś coś... zaraz przypominam sobie, ile przykrości robił mi za dnia i ostatnią rzeczą jaką mi się chce z nim robić, to seks.
Teraz ja w jednym pokoju tu piszę, on siedzi w drugim i gra w grę internetową. Pół godziny temu nakrzyczał na mnie, że ma dość polityki w TV. Za godzinę przyjdzie z pretensją, że moja kolej ścielenia i dlaczego jeszcze nie pościelone a w ogóle to gdzie jest jego piżama. Potem weźmie prysznic, a w łóżku będzie puszczał z komórki piosenki, których w większości nie cierpię. Za kolejną godzinę ze słodkim uśmiechem będzie mnie głaskał po plecach i będzie zdziwiony, dlaczego ja znów nie mam na niego ochoty. Obrażony pójdzie spać, a rano znów będzie chodził zły jak osa- po seksie jest o niebo łagodniejszy.
Ostatnio dałam namówić się na seks, bez chęci, dla świętego spokoju. I powiem Wam, było to tak przykre dla mnie, że obiecałam sobie: nigdy w życiu.
No i pożaliłam się. Nic się nie poprawi, bo co się ma poprawić. Nie trzymam niczego w tajemnicy, otwarcie mówię mężowi, co mi przeszkadza, ale mąż uważa to za „psychologiczne pierdoły” i nie zamierza niczego zmieniać. Szkoda, że organ nieużywany nie zanika. Oszczędziłoby to nam paru problemów.