Dodaj do ulubionych

Skok w bok... panaceum na małżeńską frustrację?

02.12.12, 17:24
Myśleliście kiedyś nad tym? Zdaję sobie sprawę że większość z forumowiczów z braku seksu w związku zapewne fantazjowało o tym, pewnie się onanizowało... ale mnie chodzi o to czy poważnie to rozważaliście jako opcję... może próbowaliście? Nie chodzi mi o romans, bo ten łączę z jakimś głebszym uczuciem, przynajmniej przywiązaniem do kochanki, czy kochanka w przypadku braku czułości w zwiazku.... Myślę raczej o seksie jako takim. akcie czysto fizycznym dajacym namiastkę emocji, i doznań których nie dostajemy od partnerów.... adrenalinę... ale nie rujnujacym twgo co mamy... czasem jednorazowy numerek gdzies w biurze czy na miescie... ktoś próbował? pomogło?
a jeśli juz to z kim? jakaś małolata z sieci? mężatka, mąż? isć na zywiol i się bać czy dokladnie zaplanować i mieć może trochę mniej frajdy? może to glupie pytania, ale.... sam już nie wiem.... wydaje mi sie że cisnienie mi czasem łeb rozsadzi, ale z drugiej strony obawiam się konsekwencji skoku w bok.... cholera... chyba za duzo myślę.....
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 02.12.12, 17:33
      tomaszysko1980 napisał:

      > ? Nie chodzi mi o romans, bo ten łączę z jakimś głebszym uczuciem, przynajmnie
      > j przywiązaniem do kochanki, czy kochanka w przypadku braku czułości w zwiazku.

      Czy to znaczy, ze czulosc w zwiazku masz?
      • tomaszysko1980 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 02.12.12, 17:43
        mało. ale chodziło mi raczej o to że w romans, jako związek długoterminowy, wikłamy sie chyba z reguły jeśli gasną nasze uczucia do partnera. w końcuą kochance też trzeba poświecać wiecej czasu, często takie osoby zapewniają się
        o uczuciach itd... tak myśle bo w żaden romans się jeszcze nigdy nie uwikłałem... a ty?
        • puszka_pandory1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 11:06
          Posłuchaj mojej historii:
          od 4 miesięcy jestem kochanką żonatego mężczyzny. Nie będę się tutaj rozpisywać, jak do tego doszło, bo nie o to w tej chwili chodzi. Jesteśmy w bardzo klarownym układzie, on na początku postawił konkretne warunki, a ja je zaakceptowałam. Obojgu nam chodzi o seks, ale nie chcieliśmy mieć za każdym razem innego partnera-zależało nam na jednej i tej samej osobie. Dlatego zanim do czegokolwiek doszło, uzgodniliśmy zasady. On ma żonę i dziecko i nie zamierza ich zostawiać. W związku z tym to on inicjuje nasze spotkania i kontaktuje się ze mną. Widujemy się kilka razy w miesiącu. Po kilku spotkaniach dowiedzieliśmy się o swoich potrzebach i upodobaniach i z każdym razem seks jest coraz lepszy. Ale na tym się kończy. Chociaż lubimy swoje towarzystwo, dobrze się razem czujemy, to nie ma żadnych wspólnych wyjść, wyjazdów itp.-on ma żonę i nie chce jej stracić. A ja (co dziwne) nie jestem w nim zakochana. To jest chyba coś w rodzaju koleżeńskiego seksu. Ja bardzo go lubię i szanuję i nigdy nie zrobię niczego, co mogłoby skomplikować mu życie. On o tym wie i mi ufa, bo przez te 4 miesiące przekonał się, że jestem tego zaufania godna. Wiem, że to kiedyś musi się skończyć, czasem zastanawiam się, w jaki sposób to zrobić, aby poczucie straty było jak najmniejsze, ale póki co oboje chcemy to kontynuować. Ja nie wymagam od niego więcej czasu, rozumiem jego obawy i na nic nie nalegam-podstawą tego, aby nasze spotkania były udane, jest jego komfort psychiczny (brak stresu związanego z ryzykiem wspólnego wyjścia gdzieś). Jeśli uda znaleźć Ci się taką kobietę, jak ja - będziesz miał problem rozwiązany. Warunek jest jeden - ona musi dostawać w seksie to, co lubi i czego potrzebuje, aby opłacało się jej żyć w cieniu Twojego rodzinnego życia. Mnie się opłaca.
          • sabat-77 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 11:33
            Nick masz zachecajacy, nie pogadasz :>
            ale i tak pewnie dostaniesz duzo maili, znajomosc mitologii w spoleczenstwie jest zaskakujaco slaba.

            W razie gdyby to jednak byla prawda, to co takiego z tego masz ? Nie rozumiiem sytuacji, wydaje sie malo prawdopodobna.
            • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 11:39
              sabat-77 napisał(a):

              > Nick masz zachecajacy, nie pogadasz :>
              > ale i tak pewnie dostaniesz duzo maili, znajomosc mitologii w spoleczenstwie je
              > st zaskakujaco slaba.
              >
              > W razie gdyby to jednak byla prawda, to co takiego z tego masz ? Nie rozumiiem
              > sytuacji, wydaje sie malo prawdopodobna.

              Sabat here you go again :) Niedowiarek. Przeciez to akurat wyjanila:

              "Warunek jest jeden - ona musi dostawać w seksie to, co lubi i czego potrzebuje, aby opłacało się jej żyć w cieniu Twojego rodzinnego życia. Mnie się opłaca."

              A przy okazji do autorki: w jakim jestescie wieku z kochankiem?
              • sabat-77 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 12:55
                hello-kitty2 napisała:

                > Sabat here you go again :) Niedowiarek.

                Mało wiarygodna to przecież nie znaczy niemożliwa. Jednak takie są moje doświadczenia. W swoim życiu spotkałem osobiście może z kilka dziewczyn na serio zainteresowanych seksem dla seksu, bez żadnego dodatkowego warunku. Dla całej przytłaczającej pozostałej części to był jedynie dodatek do związku i zaangażowania uczuciowego. Biorąc pod uwagę wnioski chłopaków od PUA, to wygląda na to, że nie tylko ja mam takie spostrzeżenia. Zapytaj innych panów czy nie potwierdzą mojej obserwacji.
                • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 13:09
                  Potwierdzam.
                  Marek
                  • 3rd_sin Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 13:31
                    Jeśli chodzi o takie podejście do seksu, tj. bez zaangażowania emocjonalnego - to osobiście nigdy nie miałam z tym problemu. Jakkolwiek to brzmi, dla mnie seks może być wyłącznie dla "sportu". Wynikało to jak sądzę z bardzo dużego libido i faktu, że nie zawsze miałam ochotę wiązać się z mężczyznami, których postrzegałam jako atrakcyjnych seksualnie. (Nie)stety seks bez zobowiązań jest bardzo piętnowany w naszej kulturze i kobiety, które reflektują na seks "dla sportu" ;)postrzegane są jako "rozwiązłe". Ale sądzę, że sporo jest kobiet, które lubią seks dla seksu.
                    • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 13:47
                      Ja nie kwestionuję, że wiele kobiet lubi sex dla sexu, jedynie zgodzilem się z kolegą Sabatem, że z moich doświadczeń wynika, że większość jest za powiązaniem go z uczuciem.
                      • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 14:00
                        marek.zak1 napisał:

                        > Ja nie kwestionuję, że wiele kobiet lubi sex dla sexu, jedynie zgodzilem się z
                        > kolegą Sabatem, że z moich doświadczeń wynika, że większość jest za powiązaniem
                        > go z uczuciem.

                        A ja sie moge tez z Wami zgodzic. Pytanie czy seks w zonatym eliminuje obecnosc uczucia. A malo to kochanek jest zakochanych w swoich zonatych kochankach?
                        • sabat-77 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 14:09
                          hello-kitty2 napisała:

                          > A ja sie moge tez z Wami zgodzic. Pytanie czy seks w zonatym eliminuje obecnosc
                          > uczucia. A malo to kochanek jest zakochanych w swoich zonatych kochankach?

                          A to już zupełnie coś innego. Jasne, że są takie związki, pewnie niemało. Przecież naiwnych dziewczyn mało nie jest. Ale gdzieś w tle zawsze ten przyszły, nawet hipotetyczny związek jest. A tu puszka pandory pisze, że on tylko sobie przyjeżdża i się pieprzą. Nic o wspólnym spędzaniu czasu, prezentach, adoracji. I że wie, że nic z tego nie będzie, bo on i tak żony nie rzuci. To mnie dziwi, tylko tyle.
                          • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 14:17
                            sabat-77 napisał(a):

                            > A to już zupełnie coś innego. Jasne, że są takie związki, pewnie niemało. Przec
                            > ież naiwnych dziewczyn mało nie jest. Ale gdzieś w tle zawsze ten przyszły, naw
                            > et hipotetyczny związek jest. A tu puszka pandory pisze, że on tylko sobie przy
                            > jeżdża i się pieprzą. Nic o wspólnym spędzaniu czasu, prezentach, adoracji. I ż
                            > e wie, że nic z tego nie będzie, bo on i tak żony nie rzuci. To mnie dziwi, tyl
                            > ko tyle.

                            Sabat przeceniasz wartosc zwiazku. Czy zwiazek jest az taka wartoscia dla kobiety, ktora zrealizowala swoje potrzeby bycia matka? I dlatego nazywasz takie panie naiwnymi, bo nie dostana zwiazku? Rzecz w tym, ze zwykle Ci z ktorymi sie pieprza do zwiazkow sie nie nadaja, z prostego powodu, bo sa niewierni :) I kolko sie zamyka.

                            Rasumujac: przeceniasz wartosc zwiazku.
                            • jesod Wartość związku 13.01.13, 22:35
                              hello-kitty2 napisała:
                              > Sabat przeceniasz wartosc zwiazku.

                              Dlaczego uważasz, że przecenia wartość związku? Każdy związek ma inną wartość, ale zawsze swoją indywidualną. Dlatego nie da się tego sklasyfikować tak, że każdy związek jest wartościowy.
                              Jednak mówiąc o związku, często mamy na myśli właśnie tylko ten najlepszy jego wymiar, czyli ten, który nam najwięcej daje i spełnia nasze oczekiwania, ale... wcale nie musi to być związek małżeński.

                              hello-kitty2 napisała:
                              > Czy zwiazek jest az taka wartoscia dla kobiety, ktora zrealizowala swoje potrzeby bycia matka?

                              Każdy udany związek jest taką samą wartością, samą w sobie - najlepszą, tak samo dla kobiety jak i mężczyzny.
                              Nie uważam też, że macierzyństwo niszczy związek - ono zmienia jego funkcjonowanie. Natomiast bycie matką nie zastąpi nigdy dobrych relacji z partnerem. Inaczej kocha się dziecko, a inaczej mężczyznę - to są zupełnie dwie różne sprawy i inny rodzaj więzi - nie da się zastąpić jednej drugą, ani postawić między nimi znaku równości.

                              Dlaczego tak powszechnie uważa się, że rolą życiową dziewczynki jest zostać kobietą po to, by być jedynie matką i żoną? To z założenia ma kobietę uszczęśliwiać.
                              A tak wielu zbulwersował artykuł o tym, że kiedy zostajemy matkami umieramy.
                              Ja w nim widzę bardzo dużo prawdy, do której kobiety nie mają odwagi głośno się przyznać.
                              • marek.zak1 Re: Wartość związku 14.01.13, 08:47
                                O Jezu, Moja żona więc umarła już 3 razy. Ciągle jednak żyje i ma się dobrze. Jak w grze komputerowej :)
                          • 24roza Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.01.13, 12:59
                            sabat-77 napisał(a):

                            > hello-kitty2 napisała:
                            >
                            > > A ja sie moge tez z Wami zgodzic. Pytanie czy seks w zonatym eliminuje ob
                            > ecnosc
                            > > uczucia. A malo to kochanek jest zakochanych w swoich zonatych kochankac
                            > h?
                            >
                            Ale gdzieś w tle zawsze ten przyszły, naw
                            > et hipotetyczny związek jest. A tu puszka pandory pisze, że on tylko sobie przy
                            > jeżdża i się pieprzą. Nic o wspólnym spędzaniu czasu, prezentach, adoracji. I ż
                            > e wie, że nic z tego nie będzie, bo on i tak żony nie rzuci. To mnie dziwi, tyl
                            > ko tyle.

                            Mowi sie ze kobieta zawsze w takiej sytuacji angazuje sie emocjonalnie...
                            Ale ja pogodze moze te dwa stwierdzenia; Przy jednym do kilku numerkow kobieta fakt moze sie nie angazowac uczuciowo ale gdy uklad taki trwa dluzej praktycznie na 100% moze zaczac myslec o czyms wiecej niz seks.
                    • sabat-77 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 13:50
                      Wiesz, jednak dobieramy sobie podobnych jako znajomych i przyjaciół, potem przenosimy dużo własnych poglądów na szersze grupy. Mnie też się wydawało, że każdy facet może i chce po 4 razy dziennie, a jak przez więcej niż tydzień omija chętną kobietę szerokim łukiem to musi na 100% być gejem. Taki jestem ja, tacy są moi znajomi.
                      Owszem, raz w liceum kolega przyznał się, że onanizuje się dwa razy w tygodniu, to wszyscy popatrzyli na niego jakby był chory. Ale on tak miał. I pewnie jego żona może z czasem też mieć podobny problem jak dziewczyny tutaj. Tylko to był jeden na ponad 15 chłopa ...
                    • jesod Seks dla sportu, a duże libido 13.01.13, 16:13
                      3rd_sin napisał(a):
                      > Jakkolwiek to brzmi, dla mnie seks
                      > może być wyłącznie dla "sportu". Wynikało to jak sądzę z bardzo dużego libido
                      > i faktu, że nie zawsze miałam ochotę wiązać się z mężczyznami,

                      Twoje określenie dla sportu wynika z Twoich potrzeb, ale nie przekłada się na wynik, że to jest zależne oraz uwarunkowane tylko i wyłącznie dużym libido.
                      Przecież nie seksisz dla osiągania określonych wyników i udowadniania sobie, że jesteś w tym dobra lub o wiele lepsza od innych. To nie jest działanie na akord... No, chyba, że ktoś coś chce tym sobie sam udowodnić.

                      Tak, siak, czy owak robisz to dla siebie, a to że związek emocjonalny z partnerem nie jest Ci potrzebny - może oznaczać, że ten typ tak ma. Pod warunkiem, że jednak nie oszukujesz samej siebie, bo innego wyjścia w danej chwili nie ma, albo... do końca sama sobie jeszcze nie uświadomiłaś swoich potrzeb ( poza fizycznymi) do końca. Tak też może być.

                      3rd_sin napisał(a):
                      > (Nie)stety seks bez zobowiązań jest bardzo
                      > piętnowany w naszej kulturze i kobiety, które reflektują na seks "dla sportu" ;)
                      > postrzegane są jako "rozwiązłe".

                      Każdy ze swoim życiem może zrobić to co uważa za stosowne. O jakim napiętnowaniu piszesz. Chłosta...? Szkarłatna litera...?
                      Sfera intymna, nie jest sferą publiczną, więc co...? Same siebie napiętnują? Same siebie tak postrzegają, bo jednak gdzieś w głębi siebie czują, że coś jest nie tak, jakby tego naprawdę chciały? Czy też świadomie godzą się właśnie na to, co dostają, bo więcej mieć nie mogą i najzwyczajniej w świecie się okłamują?

                      Zawsze jest jakiś wybór i zawsze można dorobić do niego pasującą ideologię.
                      Tak samo, jak można twierdzić, że seks w związku uczuciowym jest idealny.
                      Ale... jaki jest tak naprawdę idealny? Bo moim zdaniem taki, który satysfakcjonuje obydwie strony wielopłaszczyznowo i wcale nie musi być wyrażany wynikiem sportowym.

                      3rd_sin napisał(a):
                      > Ale sądzę, że sporo jest kobiet, które lubią seks dla seksu.

                      Z pewnością. W związku przecież seks też nie jest tylko dla związku, ale głównie dla seksu.
                      Do przeżywania siebie razem fizycznie, bo seks jest radością - tak jak miłość.
                    • sea.sea Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 16:44
                      Ta jest, a nawet jak przy okazji seksu się przydarzy jakieś emocjonalne zaangażowanie, to wcale nie oznacza, że chciałoby się z tym osobnikiem prać skarpetki w jednej pralce i generalnie dzielić szarą część rzeczywistości/wiązać się na poważnie.
                    • 24roza Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.01.13, 12:52
                      3rd_sin napisał(a):

                      > Jeśli chodzi o takie podejście do seksu, tj. bez zaangażowania emocjonalnego -
                      > to osobiście nigdy nie miałam z tym problemu. Jakkolwiek to brzmi, dla mnie sek
                      > s może być wyłącznie dla "sportu". Wynikało to jak sądzę z bardzo dużego libido
                      > i faktu, że nie zawsze miałam ochotę wiązać się z mężczyznami, których postrze
                      > gałam jako atrakcyjnych seksualnie. (Nie)stety seks bez zobowiązań jest bardzo
                      > piętnowany w naszej kulturze i kobiety, które reflektują na seks "dla sportu" ;
                      > )postrzegane są jako "rozwiązłe". Ale sądzę, że sporo jest kobiet, które lubią
                      > seks dla seksu.

                      Nazywane są nimfomankami lub przykleja się im etykietę: k....
                • jesod Mało wiarygodna to... 13.01.13, 13:26
                  sabat-77 napisał(a):
                  > Mało wiarygodna to przecież nie znaczy niemożliwa. Jednak takie są moje doświad
                  > czenia. W swoim życiu spotkałem osobiście może z kilka dziewczyn na serio zaint
                  > eresowanych seksem dla seksu, bez żadnego dodatkowego warunku.

                  Dobry wniosek i bardzo wiarygodny.
                  Nie jesteśmy z plastiku (kobiety/mężczyźni) - określają nas emocje, uczucia, pragnienia i wola działania w wybranym przez siebie kierunku.
                  Seks dla seksu to tylko połowa seksu...
                  Niemniej, na pewno części populacji to w zupełności wystarcza dla zrealizowania swoich potrzeb w tym zakresie - tych psychicznych i fizycznych.
                  To przecież kwestia indywidualnej konstrukcji.
                  • 24roza Re: Mało wiarygodna to... 14.01.13, 13:09
                    jesod napisała:

                    > sabat-77 napisał(a)
                    >
                    > Seks dla seksu to tylko połowa seksu...
                    > Niemniej, na pewno części populacji to w zupełności wystarcza dla zrealizowania
                    > swoich potrzeb w tym zakresie - tych psychicznych i fizycznych.
                    > To przecież kwestia indywidualnej konstrukcji.
                    >
                    Racja.
                • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 13:47
                  sabat-77 napisał(a):

                  > Mało wiarygodna to przecież nie znaczy niemożliwa. Jednak takie są moje doświad
                  > czenia. W swoim życiu spotkałem osobiście może z kilka dziewczyn na serio zaint
                  > eresowanych seksem dla seksu, bez żadnego dodatkowego warunku. Dla całej przytł
                  > aczającej pozostałej części to był jedynie dodatek do związku i zaangażowania u
                  > czuciowego. Biorąc pod uwagę wnioski chłopaków od PUA, to wygląda na to, że nie
                  > tylko ja mam takie spostrzeżenia. Zapytaj innych panów czy nie potwierdzą moje
                  > j obserwacji.

                  Sluchaj trzeba rozgraniczyc dwie rzeczy: ty poddajesz w watpliwosc, ze to, co opisala puszka pandory dzieje sie naprawde + poddajesz w watpliwosc, ze ona cos (w sensie wartosciowego, co sie jej oplaca) z tego ma, argumentujac jak powyzej. Czyli Ty masz 2 watpliwosci i to sa 2 rozne rzeczy, ktore ja rozpatruje odrebnie. Bo ja wierze/wiem/mam pewnosc, ze takie uklady maja miejsce, nie poddaje tego w watpliwosc. Natomiast druga Twoja watpliwosc moge z Toba dzielic. Ale podkreslam to sa 2 rozne rzeczy. I ludzie z reguly koncentruja sie na tej drugiej. A po co?

                  Druga sprawa: bo Ty w calym swoim zyciu nie spotkales. Sluchaj spotkales ale poniewaz nie jestes wlaczony do gry to nie wiesz, ze ona dookola Ciebie ma miejsce. Co Ty myslisz, ze jestes taki cwany i kobiety beda Ci sie zwierzac, jak to zaliczaja naokolo facetow na boku. A po co? Gdybys byl ich objektem zainteresowan ujawnilyby sie NA PEWNO. Rozumiesz? Innymi slowy swoj ciagnie do swego :)
                  • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 13:56
                    > Druga sprawa: bo Ty w calym swoim zyciu nie spotkales.

                    Sorry, korekta nie doczytalam: spotkales ale malo. No to moze jest ich malo i co z tego ile jest, to przeciez nie znaczy, ze ich nie ma w ogole. Pewnie, ze mozna kopac w ich motywacji, bo powiedzenie seks dla seks jest bardzo ogolnikowe i oczywiscie, ze chodzi z reguly o inne rzeczy ale podkreslam to nie zmienia faktu, ze takie panie daja dupy zonatym panom az milo i na odwrot tez.
                    • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 14:01
                      Z tymi żonatymi to dla sexu jako takiego, czy dla fajnych wycieczek do Paryża/Rzymu/Keniii i extra ciuchów? Znasz proporcje?
                      • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 14:09
                        marek.zak1 napisał:

                        > Z tymi żonatymi to dla sexu jako takiego, czy dla fajnych wycieczek do Paryża/R
                        > zymu/Keniii i extra ciuchów? Znasz proporcje?

                        Czekaj czekaj Marek, tu pani pisze, ze nie spedzaja razem czasu. Chcesz powiedziec, ze jest jego utrzymanka? On jej daje kase, a ona sama na te wycieczki jezdzi?
                        • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 15:00
                          Nie wiem, bo te dane nie zostały ujawnione, ale znam sporo takich przypadków z autopsji. Ona to nazywa ,,korzystaniem z życia". Jeżdżą razem, jak facet jedzie na business trip., albo na ,,samotne" wakacje. To jest trudne do zdefiniowania, ale skoro obie strony są zadowolone.
                  • sabat-77 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 13:59
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Gdybys byl ich objektem zainteresowa
                    > n ujawnilyby sie NA PEWNO. Rozumiesz? Innymi slowy swoj ciagnie do swego :)

                    To akurat rozumiem, być może jest to kluczowa kwestia. Trudno mi to sprawdzić, nie umiem wyskoczyć ze swojej skóry i wskoczyć w ciało Brada Pitta w nowiuśkim Porshe, kartkującym z lekką ironią na twarzy jakiegoś Sartre'a albo Kierkegaarda :D Wtedy mógłbym się przekonać, ale to głupawe teoretyzowanie, bo jak tygrysek w innym poście wspomniał, trochę kurwa trudno przeskoczyć siebie samego i stanąć obok.
                    • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 14:06
                      sabat-77 napisał(a):

                      > hello-kitty2 napisała:
                      >
                      > > Gdybys byl ich objektem zainteresowa
                      > > n ujawnilyby sie NA PEWNO. Rozumiesz? Innymi slowy swoj ciagnie do swego
                      > :)
                      >
                      > To akurat rozumiem, być może jest to kluczowa kwestia. Trudno mi to sprawdzić,
                      > nie umiem wyskoczyć ze swojej skóry i wskoczyć w ciało Brada Pitta w nowiuśkim
                      > Porshe, kartkującym z lekką ironią na twarzy jakiegoś Sartre'a albo Kierkegaard
                      > a :D Wtedy mógłbym się przekonać, ale to głupawe teoretyzowanie, bo jak tygryse
                      > k w innym poście wspomniał, trochę kurwa trudno przeskoczyć siebie samego i sta
                      > nąć obok.

                      Tak, tak. Dlatego dobrze dowiedziec sie u zrodla jak to sie robi, zamiast kwestionowac, ze to nie moze byc prawda :) Np w innym watku pan pisze, ze jego zona ma dwoch facetow. Ja pieprze to dopiero klawe zycie. Na legalu dwa fiuty. O! Ja tam sie chce wywiedziec jak mozna sie tak ustawic :)
                • gomory Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 14:45
                  > spotkałem osobiście może z kilka dziewczyn na serio zainteresowanych seksem dla seksu, bez żadnego dodatkowego warunku. Dla całej przytłaczającej pozostałej części to był jedynie dodatek do związku i zaangażowania uczuciowego.

                  Zgadzam sie z Toba polowicznie.
                  Faktycznie niewiele kobiet jest chetnych na seks z tak niskim progiem uczuciowej wybrednosci jak mezczyzna. Niewatpliwie singielki idac do lozka licza, ze z tego jednak wyrosnie jakis zwiazek. Dla przecietnej kobiety raczej ma znaczenie zaangazowanie partnera seksualnego. Dlatego zigolak w arsenale seksualnym musi miec wiekszy zestaw atrybutow niz prostytutka.
                  Wprawdzie Kitty sie pewnie ze mna nie zgodzi ;), ale poczucie bezpieczenstwa ma tez niebagatelne znaczenie dla kobiety. Zagrozenia jakie moze odczuwac dziewczyna czestokroc nawet w mglisty sposob nie zarysowuja sie w naszych myslach.
                  Mniej wiecej dotad sie zgadzam z Toba.
                  Jednakze one tez w pewnych okolicznosciach sa spragnione zabawy, erotycznych doznan i przygod bez wspolnego domu, dzieci i kredytu. Bedac malolatem zdarzylo mi sie romansowac ze starszymi, mezatkami. One absolutnie nie byly zainteresowane zmiana swojego status quo. Nie chcialy by to wyszlo poza sfere czysto seksualna. Wtedy nie potrafilem dostrzec jednak tego, jak istotna byla MOJA NIA erotyczna fascynacja. My czesto nie lamiemy sobie glowy czy sie podobamy. Wystarczy, ze jest okazja ;). Kobietom jednak dobrze robi swiadomosc, ze sa bardzo podniecajace, a do tego swietnie wyczuwaja, ze sie podobaja. Z reguly niezle rozpoznaja, czy masz wielka ochote wlasnie na nia, czy tez po prostu wielka ochote ;).
                  Jesli jestes gotow przeskoczyc fose z krokodylami, przejsc przez plot pod napieciem, wdrapac sie po pionowej scianie i zmylic zazdrosnego meza z rewolwerem, to mozesz wydac sie na tyle intrygujacy, ze okienko do sypialni bedzie uchylone. Gdy na koncu znikniesz, nie bedzie miala przykrego uczucia, ze dala doopy po calosci. Bo w seksie i owszem maja byc uczucia, ale niekoniecznie zaraz te prowadczace do oltarza. Laski lubia sie po prostu pieprzyc nie mniej niz my. A moze i bardziej? Tylko my nie mamy ich wyrafinowania i przebieglosci, dlatego nasze wizje jak to powinno byc czesto sie nam rozjezdzaja.
                  • sabat-77 Kupowanie bez portfela 13.01.13, 17:29
                    Gomory.
                    Przecież wiesz lepiej niż ja, że dopóki fizycznie progów tego rzekomo uchylonego okienka nie przekroczysz, to nigdy do końca nie wiesz czy nie jest to tylko zjawisko klasycznego "kupowania bez portfela". Żeby poczuć, że wciąż potrafi, jest atrakcyjną kobietą, wabi do siebie mężczyzn, także tych młodych. Ale przecież to jest działanie, które imo się nawet nie kwalifikuje do uznania za jakąkolwiek aktywność seksualną, raczej ma oparcie psychologiczne.
                    Jaki jest cel tego ? Zwykły flirt, zabawa. Przecież to nie na poważnie.
                    • hello-kitty2 Re: Kupowanie bez portfela 13.01.13, 17:55
                      sabat-77 napisał(a):

                      > Gomory.
                      > Przecież wiesz lepiej niż ja, że dopóki fizycznie progów tego rzekomo uchyloneg
                      > o okienka nie przekroczysz, to nigdy do końca nie wiesz czy nie jest to tylko z
                      > jawisko klasycznego "kupowania bez portfela". Żeby poczuć, że wciąż potrafi, je
                      > st atrakcyjną kobietą, wabi do siebie mężczyzn, także tych młodych. Ale przecie
                      > ż to jest działanie, które imo się nawet nie kwalifikuje do uznania za jakąkolw
                      > iek aktywność seksualną, raczej ma oparcie psychologiczne.
                      > Jaki jest cel tego ? Zwykły flirt, zabawa. Przecież to nie na poważnie.

                      No co Ty Sabat przeciez Gomory odpowiedzial:
                      " Laski lubia sie po prostu pieprzyc nie mniej niz my. A moze i bardziej?"

                      Gomory wyjasnil sensownie: masz pokonac tor przeszkod, tak zeby widziala, ze jestes wystarczajaco meski i zdecydowany/zdeterminowany, bo to ja podnieca.
                      • sabat-77 Re: Kupowanie bez portfela 13.01.13, 18:19
                        hello-kitty2 napisała:

                        > No co Ty Sabat przeciez Gomory odpowiedzial:
                        > " Laski lubia sie po prostu pieprzyc nie mniej niz my. A moze i bardziej?"

                        To teraz moja kolej was oboje upomnieć :D A mówcie za siebie, Gomory za Gomorego a ty Kitty za Kitty. Wszyscy lubią seks, pieprzą się jak powaleni, tylko ilość tematów na necie o braku seksu podnosi włosy na głowie z przerażenia.
                        Bo wiesz, każdy lubi Boogie, ale czasem tych co z którymi by to robili nie ma w świecie realnie istniejących osobników. :D

                        > Gomory wyjasnil sensownie: masz pokonac tor przeszkod, tak zeby widziala, ze je
                        > stes wystarczajaco meski i zdecydowany/zdeterminowany, bo to ja podnieca.

                        Tak myśli przeciętny licealista. Yoric tyle razy to tłumaczył, że aż strach tego słuchać. Ten tor wyścigowy to atrapa, na nim zawsze się przegrywa. Prawdziwi zainteresowani są wpuszczani tylnym wejściem.

                        Dobra, bez metafor, bo potem nadinterpretujecie.
                        Jak ktoś ma odpowiednie atrybuty atrakcyjności, to nie potrzebuje zdawać żadnych egzaminów. Jak w tym kawale:

                        Siedzi sobie chamski Jasio rozparty na ławie i żłopie wino z butelki. Obok skromnie na boczku siedzi Małgosia, oczy spuszczone i kręci nóżką w piasku. W pewnym momencie Jasio przeciąga się i pyta rzeczowo:
                        - Gocha, dupy dasz ?
                        A Małgosia na to:
                        - Oj ! Prosił, prosił, aż wyprosił !!
                        • hello-kitty2 Re: Kupowanie bez portfela 13.01.13, 18:48
                          sabat-77 napisał(a):

                          > Bo wiesz, każdy lubi Boogie, ale czasem tych co z którymi by to robili nie ma w
                          > świecie realnie istniejących osobników. :D

                          Tego nie rozumiem.

                          > Tak myśli przeciętny licealista. Yoric tyle razy to tłumaczył, że aż strach teg
                          > o słuchać. Ten tor wyścigowy to atrapa, na nim zawsze się przegrywa. Prawdziwi
                          > zainteresowani są wpuszczani tylnym wejściem.
                          >
                          > Dobra, bez metafor, bo potem nadinterpretujecie.
                          > Jak ktoś ma odpowiednie atrybuty atrakcyjności, to nie potrzebuje zdawać żadnyc
                          > h egzaminów. Jak w tym kawale:
                          >
                          > Siedzi sobie chamski Jasio rozparty na ławie i żłopie wino z butelki. Obok skro
                          > mnie na boczku siedzi Małgosia, oczy spuszczone i kręci nóżką w piasku. W pewny
                          > m momencie Jasio przeciąga się i pyta rzeczowo:
                          > - Gocha, dupy dasz ?
                          > A Małgosia na to:
                          > - Oj ! Prosił, prosił, aż wyprosił !!

                          Juz sie pogubilam do czego zmierzamy w tej rozmowie. Moze skupic sie na czym nam obecnie zalezy. Mnie zalezy wywiedziec sie jak funkcjonuje zwiazek tego goscia, ktorego zona ma 2 facetow. A Ciebie co obecnie interesuje?
                        • aandzia43 Re: Kupowanie bez portfela 14.01.13, 14:33
                          Tak myśli przeciętny licealista. Yoric tyle razy to tłumaczył, że aż strach teg
                          > o słuchać. Ten tor wyścigowy to atrapa, na nim zawsze się przegrywa. Prawdziwi
                          > zainteresowani są wpuszczani tylnym wejściem.

                          Aleś się uparł! ;-) Ten tor wyścigowy to nie jest atrapa - żeby na niego wejść trzeba mieć jaja i odwagę, a potem trzeba mieć jaja i odwagę, by na nim wytrwać. No i jeszcze umiejętność poruszania się po nim też nie zawadzi. I to jest właśnie jeden z atrybutów atrakcyjności. Myślę, że Yoric troszeczkę się ze mną zgodzi ;-) Nie wierzysz mi oczywiście? No cóż, trudno, skoro wolisz wsłuchiwać się w siebie miast słuchać głosu kobiety, która seksiła się z własnej, nieprzymuszonej ochoty.... ;-)
                          • jesod Atrakcyjność 14.01.13, 14:47
                            aandzia43 napisała:
                            >I to jest właśnie jeden z atrybutów atrakcyjności.

                            Manie w dupie atrakcyjności też cholernie dodaje atrakcyjności, a wtedy ... wcale nie trzeba wylatać na żaden tor. :)
                    • gomory Re: Kupowanie bez portfela 13.01.13, 21:08
                      > Przecież wiesz lepiej niż ja, że dopóki fizycznie progów tego rzekomo uchylonego okienka nie przekroczysz...

                      Ja nie pisalem o jakichs wyimaginowanych sytuacjach wzietych z ksiezyca, ktore mi sie wydawaly. Nie traktuje jako seksu macanek na baletach, lizania w bramie czy dotykania cyckow na imprezie. Oczywiscie nie uwazam by takie zachowania nie byly jakas forma nielojalnosci jesli jest sie w zwiazku! Pisze o tym tylko tak, no dla stastystyki. Bylo pieprzenie = byl seks.
                      Nigdy nie czulem sie swobodnie jako wyrywacz lasek i nigdy tego nie robilem. To pisze zebys nie myslal, ze jestem wygadanym, urodzonym podrywaczem o powalajacej urodzie. Tak nie jest. Klade to raczej na karb szczesliwego zbiegu okolicznosci. Ot znalazlem sie we wlasciwym omencie, we wlasciwym miejscu. To wszystko.
                      Nie uciekam przed rozmowami, lubie czasem gawedzic ot tak, zeby pogadac, pozartowac. I zawsze bylo dla mnie totalnym zakoczeniem, ze kobieta juz flirtuje, bo dla mnie to bylo niedostrzegalne. Wtedy nie wiedzialem, ze warto probowac i siegac po kobiete, bo nie mialem wielkiego mniemania o swojej atrakcyjnosci. Dzisiaj jako stary lis widze ile okazji przepuscilem, a ile razy niepotrzebnie sobie robilem nadzieje ;).
                      Wiem o czym piszesz z tymi zabawami kobiet. Wiem jak im latwo w to faceta wmanewrowac, i mozna poczuc sie jak duren. Na spotkaniu NK kumpela moscila mi sie na kolanach i tak pstrykala fotki zeby pokazywac majtki i ponczochy. Chodzilo jej o to by wkurwic starego, a nie by romansowac ze mna. Nie traktuje tego jako zadnego uchylonego okienka. Z nia bym tylko sie nameczyl i naskakal po plotach bez sukcesu, sprawiajac jej pewnie spora frajde swoim zziajaniem i wywalonym jezorem ;).
                      Spytam sie wprost: uwazasz, ze dla kobiet nie jest pociagajce przezycie nawet bardzo smialej, podszytej erotyzmem przygody ktora nie konczy sie slubem? Sadzisz, ze lubieznym spojrzeniem moze obdarzyc tylko tego, ktory jej obraczke na palec naklada? Bo ja na ten przyklad uwazam, ze moze i mowiacego "zdejmij ja razem z majtkami" ;).
                      • kag73 Re: Kupowanie bez portfela 13.01.13, 21:58
                        Rozumiem, ze puszka_pandory1 chciala pokazac nam, ze skok w bok jest rzeczywiscie panaceum na malzenska frustracje. Wie to pewnie od kochanka. Nie wiemy tylko dlaczego kochanek nie ma seksu w domu, bo zona nie chce czy on z zona nie chce. Tak czy siak, znalazl rozwiazanie, ktore zadowala wszystkich zainteresowanych :)
                        • hello-kitty2 Re: Kupowanie bez portfela 13.01.13, 22:30
                          kag73 napisała:

                          > Rozumiem, ze puszka_pandory1 chciala pokazac nam, ze skok w bok jest rzeczywisc
                          > ie panaceum na malzenska frustracje. Wie to pewnie od kochanka. Nie wiemy tylko
                          > dlaczego kochanek nie ma seksu w domu, bo zona nie chce czy on z zona nie chce
                          > . Tak czy siak, znalazl rozwiazanie, ktore zadowala wszystkich zainteresowanych
                          > :)

                          Tez sie nad tym zastanawialam. Moze puszka pandory odpowie. Teoretycznie nie musi wiedziec, bo nie spadzaja razem czasu. Moze nie rozmawiaja. Facet tez moze ukrywac takie rzeczy.

                          Puszka wiesz dlaczego on w domu nie ma seksu?
                      • aandzia43 Re: Kupowanie bez portfela 14.01.13, 14:39
                        > Spytam sie wprost: uwazasz, ze dla kobiet nie jest pociagajce przezycie nawet b
                        > ardzo smialej, podszytej erotyzmem przygody ktora nie konczy sie slubem? Sadzis
                        > z, ze lubieznym spojrzeniem moze obdarzyc tylko tego, ktory jej obraczke na pal
                        > ec naklada? Bo ja na ten przyklad uwazam, ze moze i mowiacego "zdejmij ja razem
                        > z majtkami" ;).

                        Ja tam nie wiem, co Sabat sobie uważa, ale mnie tekst o zdejmowaniu obrączki razem z majtkami przyczepiony do jakiegoś niebrzydkiego faceta uwiódłby, ach uwiódł ;-)
                        • gomory Re: Kupowanie bez portfela 15.01.13, 14:46
                          > mnie tekst o zdejmowaniu obrączki razem z majtkami przyczepiony do jakiegoś niebrzydkiego faceta uwiódłby, ach uwiódł ;-)

                          Wiec modl sie, by nasze sciezki sie ze soba nie splotly, bo ja to sie jakos przemkne, ale Ciebie to do raju nie wpuszcza ;).
                  • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 17:46
                    gomory napisał:

                    > Wprawdzie Kitty sie pewnie ze mna nie zgodzi ;), ale poczucie bezpieczenstwa ma
                    > tez niebagatelne znaczenie dla kobiety.

                    Gomory jesli uargumentujesz to twierdzenie i do kazdego argumentu podasz conajmniej jeden przyklad to bede miala okazje sie z tym twierdzeniem zgodzic albo nie zgodzic. Bo narazie to przedstawia sie to jak zadagnienie z dziedziny wiary. Moge to wierzyc alno nie wierzyc, bo argumentow brak.

                    Zagrozenia jakie moze odczuwac dziewcz
                    > yna czestokroc nawet w mglisty sposob nie zarysowuja sie w naszych myslach.

                    To jakim cudem o nich wiesz? Mozesz je wymienic w punktach.

                    • gomory Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 20:04
                      > jesli uargumentujesz to twierdzenie

                      W tej nieco zartobliwej formie pilem do najintensywniejszych doznan jakich doswiadczylas, a podszyte byly strachem. Przykladu Ci nie podam, bo niewatpliwie sama go najlepiej pamietasz :).
                      Absolutnie nie mialem zamiaru Cie urazic. Mam nadzieje, ze nie przekroczylem granicy za ktora zlosc z kapusta Ci w mozgu bulgocza :).

                      > Zagrozenia jakie moze odczuwac dziewczyna czestokroc nawet w mglisty sposob nie zarysowuja sie w naszych myslach.
                      > To jakim cudem o nich wiesz? Mozesz je wymienic w punktach.

                      Nie moge, nie lubie punktowania ;)

                      Skad wiem? Dowiedzialem sie u zrodla. Ale od razu donosze, ze to sie tyczy Polski. Wiem, ze arabka w Holandii sie nie musi bac o swoja reputacje, bo brat jej gardla nie poderznie skoro kultywowania jest wolnosc jednostki ;).
                      Ale mowily mi np. o obawach stania sie ofiara przemocy, gwaltu, szantazu. To zenujace jesli kobieta pojdzie sie bzykac, a kochanek jej podpieprzy komore, kolczyki nie tykajac nawet gumki od majtek.
                      Zreszta takich kwestii jest wiecej. Laska ktora splawia mega ciacho, bo nie miala akurat wydepilowanych nog.
                      Zaden facet nie kombinuje, ze np. kobieta z ktora sie wlasnie caluje moze miec okres i dlatego odsuwa jego reke, a nie z powodu niecheci do niego.
                      • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 20:42
                        gomory napisał:

                        > > jesli uargumentujesz to twierdzenie
                        >
                        > W tej nieco zartobliwej formie pilem do najintensywniejszych doznan jakich dosw
                        > iadczylas, a podszyte byly strachem. Przykladu Ci nie podam, bo niewatpliwie sa
                        > ma go najlepiej pamietasz :).
                        > Absolutnie nie mialem zamiaru Cie urazic. Mam nadzieje, ze nie przekroczylem gr
                        > anicy za ktora zlosc z kapusta Ci w mozgu bulgocza :).

                        Haha no cos Ty w ogole nie jestem zla ani urazona. Jutro mam egzamin z pisania i to jak sie Ciebie odnioslam typu: uargumentuj, podaj conajmniej jeden przyklad do kazdego argumentu ect to bylo dokladne tlumaczenie tego co nas ucza o pisaniu swojej opinii. Jest tam taki prosty, konkretny schemat. Jak sie do niego nie zastosujesz oblewasz. Nic personalnego :)

                        Przychodzi mi na mysl Gomory, jak my sie nie roznimy i jak sie nie znamy swoich reakcji, mimo tak dlugiego pobytu na forum. Przydaloby sie spotkac :) Ups czy ja sie nie narazam, znowu.
                        >
                        > > Zagrozenia jakie moze odczuwac dziewczyna czestokroc nawet w mglisty spos
                        > ob nie zarysowuja sie w naszych myslach.
                        > > To jakim cudem o nich wiesz? Mozesz je wymienic w punktach.
                        >
                        > Nie moge, nie lubie punktowania ;)

                        A ja tak. Nie moge przebrnac przez ksiazke fabularna, tak mi sie nudzi, a slowniki namietnie czytam od deski do deski.
                        >
                        > Skad wiem? Dowiedzialem sie u zrodla. Ale od razu donosze, ze to sie tyczy Pols
                        > ki. Wiem, ze arabka w Holandii sie nie musi bac o swoja reputacje, bo brat jej
                        > gardla nie poderznie skoro kultywowania jest wolnosc jednostki ;).
                        > Ale mowily mi np. o obawach stania sie ofiara przemocy, gwaltu, szantazu. To ze
                        > nujace jesli kobieta pojdzie sie bzykac, a kochanek jej podpieprzy komore, kolc
                        > zyki nie tykajac nawet gumki od majtek.
                        > Zreszta takich kwestii jest wiecej. Laska ktora splawia mega ciacho, bo nie mia
                        > la akurat wydepilowanych nog.
                        > Zaden facet nie kombinuje, ze np. kobieta z ktora sie wlasnie caluje moze miec
                        > okres i dlatego odsuwa jego reke, a nie z powodu niecheci do niego.

                        Nie pomyslalam o tym. Ale faktycznie przypomina mi sie jak umawialam sie na randke z facetem poznanym w necie, a on mi sie pyta 'nie boisz sie spotkania z facetem z internetu'? Zachodzilam w glowe co on ma na mysli? Dlaczego mialabym sie go obawiac? No tak jakby mi cos podpieprzyc :) Tutaj kradna tylko mniejszosci, jak sie od nich trzymasz z daleka to jest szansa, ze ci w zyciu nic nie zginie :) Kumpel wrocil sie po dlugopis, ktory zostawil w jakiejs sali pare dni temu, bo ulubiony, smialam sie, zeby nie zawracal sobie glowy, zdziwil sie i poszedl, oczywiscie, ze tam lezal i czekal na niego. I takie tam. Masz racje.
                        • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 20:46
                          > Przychodzi mi na mysl Gomory, jak my sie nie roznimy i jak sie nie znamy swoich
                          > reakcji, mimo tak dlugiego pobytu na forum. Przydaloby sie spotkac :) Ups czy
                          > ja sie nie narazam, znowu.

                          Korekta mialo byc: jak my sie roznimy i jak nie znamy swoich reakcji...
                          • 24roza Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.01.13, 13:39
                            hello-kitty2 napisała:

                            > > Przychodzi mi na mysl Gomory, jak my sie nie roznimy i jak sie nie znamy
                            > swoich
                            > > reakcji, mimo tak dlugiego pobytu na forum. Przydaloby sie spotkac :)
                            >
                            > Korekta mialo byc: jak my sie roznimy i jak nie znamy swoich reakcji...

                            Wy jestescie niemożliwi! :)
                  • 24roza Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.01.13, 13:23
                    My czesto nie lamiemy sobie glowy czy sie podobamy. Wystarczy, ze jest okazja ;). Kobietom jednak dobrze robi swiadomosc, ze sa bardzo podniecajace, a do tego swietnie wyczuwaja, ze sie podobaja. Z reguly niezle rozpoznaja, czy masz wielka ochote wlasnie na nia, czy tez po prostu wielka ochote ;).

                    Tu tez mądrze napisane.
                  • aandzia43 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.01.13, 14:41
                    Bo w seksie i owszem maja byc uczucia, ale niekoniecznie zaraz te prowa
                    > dczace do oltarza. Laski lubia sie po prostu pieprzyc nie mniej niz my. A moze
                    > i bardziej?

                    No cóż, samo sedno :-)
                • puszka_pandory1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 20:24
                  Sabat, rzecz w tym, że ja się w nim nie zakochałam. Sama jestem tym zdziwiona, ale naprawdę nie czuję niczego głębszego do tego mężczyzny. Może po nieudanej próbie ułożenia sobie z kimś życia nie jestem już w stanie nikogo pokochać? Lubię nasze spotkania, lubię, jak mnie odwiedza, ale traktuję to raczej jako ekscytujący "przerywnik" pomiędzy kolejnymi obowiązkami/rzeczami do zrobienia. Na pewno nie wyrządzę mu żadnej krzywdy (w sensie: nie wydam go przed jego znajomymi itp.). Temat zakończenia romansu też przerobiliśmy: jak jedno będzie chciało to skończyć, to drugie musi się z tym pogodzić i nie stawiać przeszkód. Sytuacja jest klarowna: on robi dobrze mi, ja robię dobrze jemu. I naprawdę sama się sobie dziwię, że mi to pasuje (tzn. że niczego więcej od niego nie wymagam).
                  • 24roza Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.01.13, 12:40
                    Czasem i ja zaczynam myśleć o skoku w bok
                  • t1000m Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 16.01.13, 17:01
                    pytanie w temacie watku w sumie chyba jest bez sensu - co dla jednych ludzi bedzie dobre, dla innych moze okazac sie porazka…
                    przypadek puszki_pandory jest mimo wszystko chyba najblizej sensownemu wykonaniu seksu poza malzenstwem - jest to w sumie wlasnie seks kolezenski, sa powiedzmy takim "friends with benefits", jak ktos moze oddzielic takie spotkania od reszty zycia (ich atrakcyjnosc wlasnie bazuje na tym m.in. ze sa oderwane - nie ma prania/gotowania itp - czysta namietnosc), to jest to uklad idealny…
                    z tego co widac duzo ludzi cierpi - niestety w seksie chyba duzo w nas jeszcze ze zwierzat i nie da sie tego calkowicie kontrolowac umyslem - zona/maz jest wspanialym czlowiekiem i partnerem, ale z seksem jest slabo (moze byc tez odwrotnie, ale to tez widac niedobrze)… czyli czesto jeden czlowiek nie jest na tyle "wielofunkcyjny", zeby temu sprostac… wiec dyskretny uklad z kims innym pewnie wyszedl by na dobre…
                    przyczyn jest duzo - lata leca, jedno np sie rozwija, dba o siebie, drugie z czasem ma inne priorytety (oczywiscie ludzi sa rozni, moze dla kobiet inaczej, chociaz "miesien piwny" u faceta tez nie jest powodem do dumy, ale faceci sa wzrokowcami, wiec niestety, dla kobiety figura to podstawa), mowie tu o zmianach z wiekiem, jak ktos byl taki w dniu slubu, to nie mozna miec pretensji…
                    w takim ukladzie pozamalzenskim oczywiscie kazde cos dostaje, inaczej by go nie bylo…
                    widze to tak: miliony kobiet i mezczyzn jest poprostu samotnych - brakuje im poprostu wszystkiego - rozmow, dotyku, pocalunkow, oczywiscie seksu najbardziej… wiec czeka sie na tego idealnego, lata leca, nic sie nie dzieje… wiec jesli akurat dostaja to w takim, a nie innym ukladzie, to czemu nie… ale MUSI bys dyskretny, bo inaczej komus dzieje sie krzywda, a to juz niefajnie…
                    takie to moje skromne zdanie, zycie nie jest czarno-biale, wiec nie sadzmy latwo, jesli pare ludzi jest szczesliwszych, nikogo sie nie rani i nie zmusza, to chyba jest dobrze i chyba mozna tylko sie cieszyc…
                    choc jak mowilem, nie ma jednej odpowiedzi i jednej recepty dla wszystkich…
              • puszka_pandory1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 20:13
                Ja mam prawie 32 lata, on jest 9 lat starszy.
            • puszka_pandory1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 20:11
              Ale czego dokładnie nie rozumiesz?
              Facet ma żonę i dziecko, ale nie miał seksu. Ja nie mam ani męża, ani chłopaka, więc w związku z tym też nie miałam seksu. Teraz go mam i to taki, jak lubię, bo przez 4 ostatnie miesiące oboje byliśmy zainteresowani szczegółowym poznaniem wzajemnych upodobań. On się stara, ja się staram, oboje jesteśmy zadowoleni i spełnieni. Co jeszcze mam wyjaśnić?

              Nick jak nick, pierwszy lepszy, który mi przyszedł do głowy. Dlatego odradzam utożsamianie nicków z ich posiadaczami :)
          • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 13.01.13, 11:36
            puszka_pandory1 napisała:

            > Posłuchaj mojej historii:
            > od 4 miesięcy jestem kochanką żonatego mężczyzny.

            A nie napisalas dlaczego on potrzebuje kochanki. Z tych samych powodow co autor watku? Ty jestes wolna? Bedziesz to kontunuowac jak zwiazesz sie z innym mezczyzna?
            • puszka_pandory1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 15.01.13, 11:25
              On jest mężczyzną z wysokim libido, a żona kompletnie straciła ochotę na seks. Poza tym niechętnie mówi o relacjach pomiędzy nimi, a ja nie naciskam. Wiem tylko tyle, że rozstanie z nią (z jakichś powodów) zupełnie nie wchodzi w rachubę. Jestem młodsza od żony, atrakcyjniejsza, wiem, że bardzo mu się podobam i pociągam go. Wspomniałam, że uzgodniliśmy warunki naszych spotkań, ale jednej rzeczy (jeszcze) mu nie powiedziałam:
              Jestem w tej chwili wolna, ale jeśli spotkam kogoś, z kim mogłabym ułożyć sobie życie, to nie ma mowy o kontynuacji naszych spotkań. Nie wyobrażam sobie kontaktów fizycznych z wieloma partnerami w tym samym czasie, zresztą po co miałabym to robić mając u boku mężczyznę? A białe związki z kimś na boku totalnie mnie nie interesują. Jestem monogamistką w każdym calu.
      • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 02.12.12, 17:56
        Do bcde napisales:

        tomaszysko1980 napisał:

        jeżeli dla ciebie miłośc jest równoznaczna tylko z seksem to również o
        > n w Twoim wykonaniu jest pewnie raczej mechaniczny i niewiele ma wspólnego z da
        > waniem przyjemnosci a jedynie braniem. szkoda mi Twoich partnerek w takim razie

        Po czym sam zastanawiasz sie nad seksem "mechanicznym i niewiele majacym wspólnego z dawaniem przyjemnosci a jedynie braniem.":

        > ? Nie chodzi mi o romans, bo ten łączę z jakimś głebszym uczuciem, przynajmnie
        > j przywiązaniem do kochanki, czy kochanka w przypadku braku czułości w zwiazku.
        > ... Myślę raczej o seksie jako takim. akcie czysto fizycznym dajacym namiastkę
        > emocji, i doznań których nie dostajemy od partnerów.... adrenalinę... ale nie
        > rujnujacym twgo co mamy... czasem jednorazowy numerek gdzies w biurze czy na
        > miescie... (...)
        > a jeśli juz to z kim? jakaś małolata z sieci? mężatka, mąż? isć na zywiol i si
        > ę bać czy dokladnie zaplanować i mieć może trochę mniej frajdy?

        Wiec Twoimi slowami Ci odpowiem: "szkoda mi Twoich partnerek w takim razie". Bedzisz musial niezle sie naklamac, zeby jakas kobieta poszla z Toba do lozka na boku. Zadna nie zasluguje przeciez na takie traktowanie. Zostaja Ci prostytutki albo klamstwa.

        • tomaszysko1980 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 02.12.12, 18:04
          gdyby wszystko bylo białe albo czarne pewnie by mnie ty nie bylo. gdybym był prosty i niepokrecony w swoim mysleniu pewnie sak bym znalazł potrzebne mi odpowiedzi. kłamać nie chce, prostytutki mnie nie krecą, więc pewnie pozostanie mi stary, zaprzyjaźniony celiba6....
          ale jest coś keszcze... w watku ktory cytujesz odnosiłem się do czegoś innego.. przeczytaj jeszcze raz, proszę... albo podaj skype to ci wyluszczę... może pożniej i tu rozwinę....
          • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 02.12.12, 18:54
            tomaszysko1980 napisał:

            > gdyby wszystko bylo białe albo czarne pewnie by mnie ty nie bylo. gdybym był pr
            > osty i niepokrecony w swoim mysleniu pewnie sak bym znalazł potrzebne mi odpowi
            > edzi. kłamać nie chce, prostytutki mnie nie krecą, więc pewnie pozostanie mi st
            > ary, zaprzyjaźniony celiba6....
            > ale jest coś keszcze... w watku ktory cytujesz odnosiłem się do czegoś innego..
            > przeczytaj jeszcze raz, proszę... albo podaj skype to ci wyluszczę... może p
            > ożniej i tu rozwinę....

            Dla mnie swiat tez nie jest bialo - czarny. Wiekszosc ludzi tu przerabiala temat zdrady, wiec prawie kazdy ma jakies doswiadcznie. Nie teoretyzujemy. Wiemy o czym mowisz.

            Piszesz - nie chcesz klamac? Przeciez bedziesz musial, conajmniej zonie.

            Poza tym strasznie malo oferujesz kochance. Bo co mozej jej dac? Skoro to co najwazniejsze i najbardziej wartosciowe masz dla zony.
          • gomory Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 02.12.12, 19:57
            > kłamać nie chce, prostytutki mnie nie krecą, więc pewnie pozostanie mi stary, zaprzyjaźniony celiba6....

            To sie nazywa wlasciwa prorodzinna postawa :). I tego sie trzymaj!
            Skok w bok to wiesz... Moglbys wejsc do lazienki, popatrzec w lusto, wsadzic lape w gacie i powiedziec "ja i Ty jestesmy tacy sami" I wcale nie chce Cie obrazic. Po prostu pisze na co musialbys byc gotowy.
            Pomysl o swoich dzieciach, zonie. Albo nie, o zonie lepiej za duzo nie mysl bo jednak moze Ci przyjsc do glowy, zeby sie zabawic w zimnego skoorwiela ;).
            Byl taki film "Kobieta, która pragnęła mężczyzny" w ktorym Dorocinski odpowiedzial na pytanie: - ale dlaczego Ty to robisz? bo moge i lubie.
            A Ty ani mozesz, ani lubisz. Masz swoje rozterki, wkrety moralne, wiec odpusc sobie jakies lewe romanse. Zafundujesz sobie tylko pieklo. I to pewnie nie warte tego, bo masz pecha i pewnie pociagnalbys nastepnego bozego pomazanca.
    • system_nagrody Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 02.12.12, 18:53
      Skok w bok to panaceum na małżeństwo. Skutecznie Ci je zlikwiduje. Zresztą sam chcesz żeby się już skończyło, tylko boisz się przed sobą samym do tego przyznać.
    • 40cztery Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 03.12.12, 12:07
      Jeżeli skok w bok w celu czystego fizycznego seksu, to się poonanizuj. Znasz swoje ciało lepiej niż jakakolwiek kobieta i zrobisz to najlepiej. Jeżeli wyjdziesz poza czysty onanizm to już angażujesz jakieś uczucia. Nawet onanizowanie się w ustach prostytutki już powoduje, że uruchamiasz myślenie o jakimś układzie Ty i kobieta

      Poza tym jak większość osób tu pisze - jeżeli chcesz tylko fizycznego seksu nie dając nic, to przygotuj się na wydatek pieniędzy i odbiór usługi o nazwie "wypożyczenie ust, pochwy albo dupy do wstrzyknięcia tam swojej spermy". Jeśli chcesz czegoś więcej (a uważam, że mało któremu facetowi wystarczają powyższe usługi) musisz dać coś od siebie. Z reguły kobieta za ciało chce zainteresowanie, inteligencję, słowa, pieszczoty, czas. Niektóre chcą wszystko, inne tylko jedną z tych rzeczy. Wybierz to, co lubisz dawać a żona nie lubi odbierać i dostaniesz za darmo w znacznie wyższej klasie to, czego nie dostaniesz za żadne pieniądze. I wierz mi - można to robić nie przestając kochać żony, tylko trzeba umiejętnie obdzielać żonę i kochankę
      • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 03.12.12, 12:30
        Z lektury wiemy, że żona bierze wszystko, co wymieniłeś, a nie daje. Stąd uzasadnione zdenerwowanie naszego kolegi.
        Z doświadczenia wiem, ze każdy pozwala sobie na to, co może, skoro koleżanka żona może, to sobie pozwala. Tak więc istnieje problem wewnętrzny, który nasz kolega powinien rozwiązać, a nie umie.
        • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 03.12.12, 18:43
          W jednej z moich książek znalazlem odpowiedź dla założyciela tematu, zresztą także dla wielu innych, którym żony dawkuja seks, bądź go w ogóle odmawiają. Tu jest kolego pies pogrzebany. Pozdrawiam. M

          – Chyba rzeczywiście z nią nie spałeś. Ja z Talbottem też nie. Mam nad nim władzę, a jak kobieta ma władzę nad mężczyzną, nie musi z nim spać, żeby zrobił to, co chce. Wiesz o tym?
          – Nie. Nade mną też masz władzę?
          – Nie i dlatego z tobą śpię. Idź się wykąp. Będę czekać.
          • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 03.12.12, 18:58
            marek.zak1 napisał:

            > W jednej z moich książek znalazlem odpowiedź dla założyciela tematu, zresztą ta
            > kże dla wielu innych, którym żony dawkuja seks, bądź go w ogóle odmawiają. Tu j
            > est kolego pies pogrzebany. Pozdrawiam. M
            >
            > – Chyba rzeczywiście z nią nie spałeś. Ja z Talbottem też nie. Mam nad ni
            > m władzę, a jak kobieta ma władzę nad mężczyzną, nie musi z nim spać, żeby zrob
            > ił to, co chce. Wiesz o tym?
            > – Nie. Nade mną też masz władzę?
            > – Nie i dlatego z tobą śpię. Idź się wykąp. Będę czekać.

            Watkotworca zastanawia sie czy bierze wystarczajaca liczbe kapieli :), a ja w miedzyczasie zapytam. Panie Marku, a w jakim sensie mezczyzna ma wladze nad kobieta? W jakich wymiarach zycia?
            • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 03.12.12, 19:30
              Tam gdzie dwóch żołnierzy, zawsze jeden jest dowódcą. Jeśli dowodcą w związku jest kobieta, ona rządzi i decyduje, co i jak w najważniejszych sprawach.
              • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 03.12.12, 23:30
                marek.zak1 napisał:

                > Tam gdzie dwóch żołnierzy, zawsze jeden jest dowódcą. Jeśli dowodcą w związku j
                > est kobieta, ona rządzi i decyduje, co i jak w najważniejszych sprawach.

                Nie bylam w wojsku, wiec mi to nic nie mowi. A moze jakis przyklad z zycia?
                • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 08:35
                  Dojeżdżasz do ważnego zyciowego skrzyżowania. Ty masz argumenty za skrętem w lewo, twój partner w prawo. Argumenty są o podobnej wadze. Co wtedy? Ktoś musi podjąć decyzje, a druga osoba się jej podporządkować. Decyzję podejmuje osoba o silniejszym charakterze. Seks, jak sadzę, należy do istotnych spraw życia.
                  Alternatywa jest walka do końca, ale to juz nie jest małżeństwo, ale koszmar.
                  • zawle Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 09:25
                    Dziwny sposób na traktowanie małżeństwa. Dla mnie brzmi to jak układanie klaczy.
                  • kag73 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 10:03
                    marek.zak1 napisał:

                    > Dojeżdżasz do ważnego zyciowego skrzyżowania. Ty masz argumenty za skrętem w le
                    > wo, twój partner w prawo. Argumenty są o podobnej wadze. Co wtedy? Ktoś musi po
                    > djąć decyzje, a druga osoba się jej podporządkować. Decyzję podejmuje osoba o s
                    > ilniejszym charakterze. Seks, jak sadzę, należy do istotnych spraw życia.
                    > Alternatywa jest walka do końca, ale to juz nie jest małżeństwo, ale koszmar."

                    W moim rozumieniu malzenstwa w spawach istotnych podejmujemy decyzje razem a przekonac potrafi ten kto ma lepsze argumenty. Rzecz w tym, zeby byc elastycznym i nie obstawac na sile i za wszelka cene przy swoim, jezeli argumenty drugiej strony sa zdecydowanie bardziej przekonywujace. I raz moze to byc jedna, innym razem druga strona, zalezy o jaka kwestie chodzi i o subiektywne odczucia, co dla kogo jest bardziej lub mniej wazne. Oczywiste bardzo ulatwia sprawe dobranie sie, podobne priorytety, podobny system wartosci i podejscie do wielu spraw. Jezeli ktos od poczatku zdecydowal sie na kogos kto kompletnie do niego nie pasuje, bedzie walczyl cale zycie ;)
                    Seks nie jest zadna zyciowa decyzja, seks po prostu jest albo go nie ma, w zaleznosci od dobrania sie i innych okolicznosci. Chyba nie sadzisz, ze ktos bedzie sypial z kims, bo ten drugi ma silny charakter i tak zadecyduje?
                    • strach.na.wroble Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 13:08
                      kag73 napisała:

                      > Seks nie jest zadna zyciowa decyzja, seks po prostu jest albo go nie ma, w zale
                      > znosci od dobrania sie i innych okolicznosci. Chyba nie sadzisz, ze ktos bedzie
                      > sypial z kims, bo ten drugi ma silny charakter i tak zadecyduje?

                      Jeśli dla partnerki / partnera seks jest wartością samą w sobie, istotnym elementem życia dającym satysfakcję, to mało prawdopodobne by wygasł tak po prostu.
                      Jeśli jest tylko uzupełnieniem pozostałych elementów relacji i nie istnieje jako wartość samoistnie, to wtedy może być tak, że seksualność w związku będzie istnieć tak długo, jak będzie to przynosić jakieś dodatkowe korzyści dla tego partnera, który seksem per se zainteresowany nie jest.
                      Klasycznym przykładem jest to, co tutaj na forum zwykliście określać mianem "wersji demo".
                      Może być tak, że wersja demo będzie trwała do ślubu, może być i tak, że (co bardziej prawdopodobne) do poczęcia ilości potomków, którą niezainteresowany seksem partner uzna za wystarczającą.
                      Chodzi o to, że w tym wypadku więziotwórcza rola seksu traci rację bytu, gdyż więź formalna jest podtrzymywana przez okoliczności zewnętrzne (koszty społeczne i materialne związane z zerwaniem relacji). Im wyższe relatywnie do możliwości drugiego partnera są te koszty (alimenty, niekorzystny podział majątku) i im mniejsza strata związana z zakończeniem relacji (zależna od statusu społecznego i materialnego partnera) tym mniej prawdopodobne wydaje się naprawienie relacji pod kątem życia seksualnego.
                      Krótko mówiąc, im większe profity z relacji czerpie partner niskolibidowy, tym bardziej będzie się starać. Im te profity niższe, a prawdopodobieństwo zerwania relacji mniej wiarygodne, tym jego starania będą analogicznie mniejsze.

                      Uważam, że korzystniej jest odrzeć to wszystko z emocjonalnej powłoki i analizować sprawę głównie pod kątem wzajemnych psychologicznych transakcji.

                      I to co mówi pan Żak w jakimś stopniu się pokrywa z tym co ja napisałem, z tą różnicą, że jedno nie wypływa z drugiego, tak jak pan Marek sugeruje. Oba czynniki wypływają ze wspólnego mianownika, jakim jest status partnera w związku. A tenże status zależy od charakteru partnerów w niewielkim jedynie stopniu, raczej od konkretnych argumentów jakimi się dysponuje. Przez argumenty w związku rozumiem urodę, siłę, władzę, dobra materialne, koneksje społeczne.

                      Panie Żak, gdzie spotyka się dwóch żołnierzy, tam dowodzi ten co ma sumarycznie większe pięści, więcej nabojów w plecaku, większe doświadczenie i wuja generała. Chyba że faktycznie jest totalną dupą wołową, ale to się zdarza wbrew pozorom dość rzadko :)
                      • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 13:19
                        strach.na.wroble napisał(a):

                        A t
                        > enże status zależy od charakteru partnerów w niewielkim jedynie stopniu, raczej
                        > od konkretnych argumentów jakimi się dysponuje. Przez argumenty w związku rozu
                        > miem urodę, siłę, władzę, dobra materialne, koneksje społeczne.

                        A sile i wladze w czym wyrazasz? W jakich jednostkach? Co to znaczy, ze ktos ma wieksza wladze czy sile w zwiazku?
                        • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 13:37
                          Władza, czy pozycja zależy od charakteru. W większości znanych mi związków, rządza w nim kobiety. Czy sa przez to, czyli , ze maja słabych facetów, zadowolone, nie wiem.
                          Przypominam że temat jest ,Seks w małżeństwie". Kobieta przysięga, że ,,zrobi wszystko, żeby małżeństwo było szczęśliwe i udane". Jesli zapytasz faceta, co znaczy ,,wszystko" na pierwszym miejscu odniesie się do mozliwości regularnego uprawiania seksu. That's it.
                          • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 13:56
                            marek.zak1 napisał:

                            > Przypominam że temat jest ,Seks w małżeństwie". Kobieta przysięga, że ,,zrobi
                            > wszystko, żeby małżeństwo było szczęśliwe i udane". Jesli zapytasz faceta, co z
                            > naczy ,,wszystko" na pierwszym miejscu odniesie się do mozliwości regularnego u
                            > prawiania seksu. That's it.

                            Ta nazwa to tylko symbol. Forum odnosi sie do (braku) seksu w zwiazku. Przeciez jest masa zwiazkow nie bedacych malzenstwami. Nie mam tam przysiegania.

                            Ale rozumiem, ze Twoj przepis na udany zwiazek to znalezc slabsza od siebie kobiete i zwiazac ja przysiega :) Taki rodzaj przysposobienia.
                            • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 14:31
                              Spójrz miła kitty na temat. Jest wyraźnie ,,w małżeństwie" a nie ,,w zwiazku". Jest to bardzo, bardzo wielka różnica, a nie symbol. Jak napisałem w jednej z moich książek ,,żona jest częścią mnie" i to robi kolosalną różnicę.
                              Jestem 35 lat po ślubie i coś wiem na ten temat.
                              Pozdrawiam
                              Marek
                              • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 14:49
                                marek.zak1 napisał:

                                > Spójrz miła kitty na temat. Jest wyraźnie ,,w małżeństwie" a nie ,,w zwiazku".
                                > Jest to bardzo, bardzo wielka różnica, a nie symbol. Jak napisałem w jednej z m
                                > oich książek ,,żona jest częścią mnie" i to robi kolosalną różnicę.
                                > Jestem 35 lat po ślubie i coś wiem na ten temat.

                                A Ty spojrz na ludzi, ktorzy opisuja tu swoje problemy w zwiazkach. Czy to sa wylacznie zony i mezowie? Tytul forum jest symbolem.

                                I tak wiem powtarzasz do znudzenia swoja kwestie ,,żona jest częścią mnie". Dla mnie to sa puste slowa. Bo co jak umrzesz to ona tez umrze? A jak zlozy wniosek o rozwod to sie rozpadniesz na kawalki? A jak da dupy innemu to pieprzyles sie z innym facetem?

                                Wiem, ze upajasz sie swoja tworczoscia niestetyto co twierdzisz mija sie to z podstawowa prawda, ze zaden czlowiek nie jest wlasnoscia drugiego czlowieka.
                                • marek.zak1 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 14:59
                                  Rozmawiamy w temacie, założonym przez mężczyznę żonatego.
                                  Żona jest częścią mnie, a nie moja własnością. Częścią, oznacza to że jej radość jest moją radoscią, a jej smutek -moim smutkiem. Skoro dla Ciebie sa to puste słowa, oznacza , ze Cie i tak nie przekonam.
                                  Jako, że dyskusja weszła w osobiste inwektywy i wulgarność, pozwolisz, że ją zakonczę.
                                  M
                                  • gomory Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 15:12
                                    > Żona jest częścią mnie, a nie moja własnością. Częścią, oznacza to że jej radość jest moją radoscią

                                    Czy to oznacza, ze moglbys np. cieszyc sie jej radoscia gdyby spelniala sie w ramionach innego? Czy musialaby jednak Cie oklamywac i ukrywac swoja radosc?
                                  • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 15:16
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Żona jest częścią mnie, a nie moja własnością. Częścią, oznacza to że jej radoś
                                    > ć jest moją radoscią, a jej smutek -moim smutkiem. Skoro dla Ciebie sa to puste
                                    > słowa, oznacza , ze Cie i tak nie przekonam.

                                    Dla mnie moja reka czy noga jest moja wlasnoscia, nalezy do mnie. Nie uwazam, zeby zdrowa osoba, nalezaca do innej osoby mogla byc szczesliwa.
                                • that.bitch.is.sick Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 15:08
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  >
                                  > Wiem, ze upajasz sie swoja tworczoscia niestetyto co twierdzisz mija sie to z
                                  > podstawowa prawda, ze zaden czlowiek nie jest wlasnoscia drugiego czlowieka.

                                  Czyżby? A to nie Ty w innym wątku twierdziłaś że dziecko jest Twoją własnoścą:)?
                                  • hello-kitty2 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 15:22
                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                    > hello-kitty2 napisała:
                                    >
                                    > >
                                    > > Wiem, ze upajasz sie swoja tworczoscia niestetyto co twierdzisz mija sie
                                    > to z
                                    > > podstawowa prawda, ze zaden czlowiek nie jest wlasnoscia drugiego czlowie
                                    > ka.
                                    >
                                    > Czyżby? A to nie Ty w innym wątku twierdziłaś że dziecko jest Twoją własnoścą:
                                    > )?

                                    Oczywiscie, ze moje dziecko nalezy do mnie, bo nie moze odpowiadac za siebie. Natomiast tutaj pan twierdzi, ze dorosla, zdrowa osoba nalezy do niego (jest jego czescia).

                  • aandzia43 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 06.12.12, 20:45
                    Ktoś musi po
                    > djąć decyzje, a druga osoba się jej podporządkować. Decyzję podejmuje osoba o s
                    > ilniejszym charakterze. Seks, jak sadzę, należy do istotnych spraw życia.
                    > Alternatywa jest walka do końca, ale to juz nie jest małżeństwo, ale koszmar.

                    Hłehłehłe, jako osoba o charakterze nie słabszym od męża (niektórzy są skłonni twierdzić, że silniejszym) podjęłam decyzję: "seks będzie! i już!" No i jest. Bo cóż on biedak może zrobić? Tylko się podporządkować i mnie bzykać. Biedaczek. Walczyć "do końca" przecież nie będzie, bo to już koszmar będzie ;-P
    • jakniejatokto Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 00:31
      Chcesz miec romans?
      Bedziesz musial rano calowac zone a potem wychodzic do kochanki. Caly dzien myslec o tym, co bedziecie robic, w jakich pozycjach. Po seksie z kochanka bedziesz musial sie ubierac i wracac do domu, byc moze po drodze odwozac kochanke do jej meza.
      Bedziesz musial w tajemnnicy przed zona wysylac seksowne smsy, kupowac kosmetyki (bo bedziesz bardziej o siebie dbal), planowac wypady i potajemne spotkania.
      I nigdy, przenigdy, nie miec wyrzutow sumienia, bo inaczej zona sie od razu polapie.
      Bedziesz musial sam sobie dac przyzwolenie na zdrade i liczyc sie z tym, ze jak zdrada sie wyda, to sie zacznie male pieklo na ziemi i bedziesz mogl sobie spokojnie zapomniec o dzieciach i malzenstwie.
      To jak jestes na to gotowy i jestes w stanie podjac ryzyko i wziac odpowiedzialnosc, to do dziela ;)
    • ambro113 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 04.12.12, 08:02
      raczej twoja zona będzie innego zdania ;)
    • al9 dziwka pomoże (na chwilkę) 06.12.12, 14:04
      Musisz się wyluzować czyli nie bać wpadki.
      Pojedź do innego miasta - setki kilometrów od domu.
      Na 3 dni.
      Nie oszczędzaj -bierz dziewczynę na całą noc - bzykaj do upojenia.
      Codziennie inną dupę - chudą, grubą, z cyckami, bez.

      Wrócisz wzmocniony psychicznie.
      Załatw opiekę dla dzieci - wyskocz z żoną na tydzień - tylko we dwoje.
      Jesli seksu nie będzie -nie proś i nie płacz . Nie to nie.
      Zacznij MYŚLEĆ O ROZSTANIU.
      Dziś mamy XXI wiek - dzieci nie stracisz.

      A na następną panią - nie czekaj 6 lat - bo znowu wpadniesz w kłopoty...
      al
      • marek.zak1 Re: dziwka pomoże (na chwilkę) 06.12.12, 22:40
        Kolego. Błąd. Parftnerka założyciela forum po prostu nie lubi seksu, skoro przez 6 lat nie chciała go uprawiać. poza tym cały czas panuje nad sytuacją i nad swoim (pseudo) partnerem.
    • kerkyra81 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 07.12.12, 13:22
      Hej, kiedyś się na to zdecydowałam, nie żałuję niczego, poczułam się -paradoksalnie-lepiej. Może jestem zła, a może po prostu nieszczęśliwa..w każdym razie co do sposobu-po prostu w pewnym momencie skorzystałam z propozycji spotkania. Tyle. Pozdrawiam ciepło.
    • malalajza Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.12.12, 06:56
      Jeżeli Twoja partnerka ma Cię gdzieś, odmawia seksu, czy unika go (nie jestem zorientowana w Twojej sytuacji), to nad czym tu się zastanawiać?
      Życie jest za krótkie na frustracje. Znajdź jakąś chętną mężatkę i jazda. Ja żyłam przez lata w chorym związku, czułam się jak ostatni śmieć przy "kochającym", kompletnie obojętnym mężu. Kilka lat straciłam na prośby, rozmowy, psychologa, błaganie wreszcie... Wreszcie dałam sobie spokój. Żyłam jakby od rzeczywistości oddzielała mnie jakaś szklana ściana.
      Krótkie przygody świetnie robiły mi na psychikę i samoocenę, inaczej wylądowałabym w zakładzie zamkniętym.
      Aż w końcu spotkałam miłość swojego życia i rzuciłam tamtego typa w pieruny.
      Łatwo nie było, ale w końcu jestem szczęśliwa.
      • kerkyra81 Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 17.12.12, 00:40
        Gratuluję Ci, fajnie że teraz jesteś naprawdę szczęśliwa. Poza tym zakończeniem to jakbym o sobie czytała....niestety. Pozdrawiam
    • huculka Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 14.12.12, 08:01
      Tomasz, miałam podobną sytuację.
      Odpisze na priva
    • yayami Re: Skok w bok... panaceum na małżeńską frustracj 16.12.12, 23:38
      tomuś, masz 30 lat, życie przed sobą - po co ci to, chłopie? masz nadzieję, że żona się zmieni? że, kiedy znajdziesz kochankę, to życie stanie się znośne? bo ryzyko jest takie, że będziesz miał rozwód z orzeczeniem o winie - bo wiesz, żona może się zachować jak "pies ogrodnika".
      masz jakiś powód, dla którego chcesz ciągnąć ten związek i drugi na boku?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka