Dodaj do ulubionych

Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty

18.12.12, 22:38
...a jednak to robię. I źle się z tym czuję. To nawet nie kwestia tego, że nie potrafię, bo okazuje się, że całkiem dobrze sobie z tym radzę - ot, potrafię jak gdyby nigdy nic ze stałym partnerem prowadzić długie wieczorne czułe rozmowy, a za chwilę dzwonię do drugiego i coś mnie ściska, kiedy słyszę jego głos.
Więc potrafić potrafię, chociaż cholerna logistyka, planowanie na zapas, przejmowanie się jeszcze przed faktem jest upierdliwe ponad miarę, ale ja po prostu męczę się w takim stanie.
Ale jakie mam wyjście? Odbiło mi kompletnie, zauroczyłam się tym facetem, tęsknię za nim jak głupia, za jego dotykiem, głosem, obecnością, a niech to - za pierwszorzędnym rżnięciem, które stało się naszym udziałem.
I gdybym jeszcze nie miała nigdy dobrych kochanków, ale nie, zawsze trafiałam na świetnych, więc to nie to. Więc co? Tylko efekt świeżości?
Brakuje mi go tak bardzo, że to aż boli.
Wiem, sentymentalne głupstwa.
I jednocześnie patrzę stałemu prosto w oczy i kłamię. Kłamię, bo co mam powiedzieć? Bo jestem za dużą hipokrytką, żeby powiedzieć prawdę?
Zresztą, jaka jest ta prawda? Naprawdę chcę porzucić partnera dla nowej znajomości?
Ale kłamać muszę, bo gdybym miała powiedzieć prawdę, to musiałabym powiedzieć coś w stylu:
- nie potrafię zrezygnować z tego nowego faceta, nie żądaj tego ode mnie, muszę się z nim widywać, koste es was es wolle! Dla niego zmieniłam nawet swoje plany wakacyjne, tak, masz rację, dla ciebie pewnie bym nie zmieniła.
Ale świadomość, że miałabym go nie widzieć przez kilka tygodni po prostu mnie dobija.
Zaakceptujesz to, że oszalałam i poczekasz, aż mi przejdzie?

Nie chcę ranić człowieka, który mnie kocha i do którego ja też jestem bardzo przywiązana, ale mam teraz taki mess w głowie. I nie widzę żadnego dobrego rozwiązania.
Obserwuj wątek
    • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 10:27
      A po co Ci ten staly partner? Dla wygody? Cos Cie z nim wiaze? Dzieci? Kredyty? Seks? Przysiega? M4?

      A ten nowy tez ma kogos na stale? A z Toba tylko z doskoku?
      • loppe Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 10:53
        Przecież Billie kocha małżonka. A Ty tu takie...
    • loppe Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 10:39
      Zakochałaś się.

      • loppe Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 10:41
        Jeśli będziesz chciała sie odkochać - pomoże hiponoza
    • man_lucky Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 11:10
      Gratuluję hipokryzji. Żal mi starego, ale się puszczam i mu o tym nie powiem. Bo co?
      Lepiej niech żyje w kłamstwie i dowie się, że jego ukochana przyprawiała mu rogi całymi latami. Będzie to dla niego pewnie mniejszy cios. A może nie dowie się nigdy frajer.
      A może jak tutaj ktoś napisał chodzi o kasę i wygodne życie, które zapewnia stary?.
      Gdyby sytuacja się odwróciła i stary by cię zdradzał, pewnie byś chciała żyć ciągle w oszustwie kochając kogoś, kto jest zupełnie inny?.



      • billie.piper Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 12:18
        O kasę nie chodzi w najmniejszym stopniu. To ja zarabiam dużo więcej.
        Ale fakt, pewnie chodzi o przyzwoitość.
        Tylko, że to jest impas. Ja nie zrezygnuję z kochanka, partner może nie być w stanie zrezygnować ze mnie.
        Panowie, bylibyście w stanie coś takiego tolerować?
        • strach.na.wroble Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 14:28
          A ty byś tolerowała jego zabawy z innymi kobietami ?
          Mnie tzw. zdrada mniej rusza niż kłamstwo i robienie kogoś w bambuko dla własnej, szeroko rozumianej korzyści.
          Jakbyś się z nim umówiła, że robicie co chcecie, to nie mam zastrzeżeń. Ale tak ?
          Nie umiesz być uczciwa to nie pchaj się do związku.
        • lady.anna Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 21:19
          bilie,
          doskonale wiem o czym piszesz
          pomimo tego,
          że u mnie była odwrotna sytuacja -
          musiałam zrezygnować z mojej nawiększej namiętności (byłam kochanką)
          na rzecz fajnego i zdrowego związku
          z innym mężczyzną

          jeszcze niczego nie żałuję
          ale to nie na myśl o tym
          który jest przy mnie
          rozjeżdżają mi się nogi
          i zaczynam się jąkać
          i czerwienieć jak cnotka niemotka :)
          (czasem spotykam tego pierwszego zawodowo)

          wybrałam stabilizację
          zamiast "moc żądż" :)
          i długo tryzma
          ta chemia

          uklad
          "jeżdziec-koń"
          jest fatalny dla kogoś
          kto nie umie żyć podwójnym życiem
          i potwornie destrukcyjny
        • cat4 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 23.12.12, 19:48
          Nie o przyzwoitość Ci chodzi, ale o zabezpieczenie własnej doopy i tyle. Po co dorabiasz ideologię?
      • billie.piper Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 12:33
        A tak poza tym... ilu jest mężczyzn, którzy właśnie tak postępują.
        Ja tylko odwróciłam perspektywę.
        • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 13:09
          billie.piper napisała:

          > A tak poza tym... ilu jest mężczyzn, którzy właśnie tak postępują.
          > Ja tylko odwróciłam perspektywę.

          Mysle, ze wielu. Mnie fascynuje tylko zagadnienie jak takie osoby radza sobie z podwojnym zyciem psychicznie (nie logistycznie czy technicznie). Czy to Cie nie niszczy, nie rozwala? Czy jeden zwiazek nie wplywa negatywnie na drugi?
          • billie.piper Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 15:21
            Kitty, z tym nowym to jeszcze nie jest związek.
            A co do podwójnego życia, to jedni się do tego nadają, drudzy nie. Ja chyba należę do tych drugich.
        • gomory Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 13:27
          > A tak poza tym... ilu jest mężczyzn, którzy właśnie tak postępują.

          Eeee tam, zaden argument. Chyba tylko po to by sie rozgrzeszac. Bo powiedz sama dlaczego nie wziac jako przykladu mezczyzn ktorzy tak nie postepuja? Przeciez niewiernosc nie jest zadna norma i wielu mezczyzn tego nie robi. Wybor nalezy do kazdego czlowieka. No i badzmy szczerzy - zdrada postrzegana jest jako zachowanie niemoralne.
          Bynajmniej nie mam zamiaru Cie potepiac. Sama podejmujesz decyzje co przynosi Ci szczescie i zadowolenie. Ludzie ktorzy sie umartwiaja i niczego nie doswiadczaja medalu za to nie dostana. Tylko nie ma co udawac, ze malzenska nielojalnosc jest dobra. Jest to jednak bardzo powazny zgrzyt zwiazku, mowiacy o tym, ze nie wszystkie nasze potrzeby sa spelnione.
          Miej swiadomosc, ze nie da sie jechac dwoma drogami jednoczesnie. One kiedys rozjechac sie musza. Predzej czy pozniej cos lub ktos to spowoduje. Jesli obecny stan bedziesz przedluzala, przekonasz sie czy faktycznie Twoj maz nie moze z zrezygnowac ze zwiazku z Toba.
          Wspomnialas, ze zawsze mialas wspanialych kochankow. Moze wiec jestes nawykla do niezwykle intensywnych doznan lozkowych? A czas meza pod tym wzgledem juz troche przeminal ;).
          Poki co odmalowalas siebie jako osobe scisle powiazana ze swoja zadza. Niczym jezdziec i kon. Niby masz wodze w rece, ale jesli on sie szarpnie i poniesie, to juz nie wiadomo kto kieruje. Ty-jezdziec czy kon-pozadliwosc?
        • loppe Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 13:42
          Zamiast skupić się na bardziej pozytywnej perspektywie w watku, Autorka i my tutaj troje podłaczamy się pod najbardziej negatywną wypowiedź dotychczas... Niezrozumiałe dla mnie.
    • loppe Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 15:06
      Rozumiem, Świeta blisko, wątek pokutny.

      Pamietaj że miłość jest wieksza od zakochania.

      Bądź bardzo dobra dla Partnera i tak może odkupisz swoje winy. Własnie, jesteś bardzo dobra mimo romansu? Bo jak jestes to nie jesteś wcale gorsza od tych co nie romansują a są niedobrzy
      • billie.piper Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 15:18
        > Rozumiem, Świeta blisko, wątek pokutny.

        :-)

        No jestem bardzo dobra, to znaczy taka jak zwykle, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
        Gdybym nie była taką hipokrytką, to bym wyłożyła mu kawę na ławę i powiedziała, że bardzo mi zależy na utrzymaniu obecnego status quo. Tyle, że on takiej szczerości by nie wydzierżył.
        Więc będzie tak jak jest, ja będę się męczyć, aż któregoś razu to wszystko walnie z wielkim hukiem i wtedy mi chyba nawet ulży.
        • kag73 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 15:37
          "Tyle, że on takiej szcz
          > erości by nie wydzierżył."

          Dobre! Nie wiem skad przekonanie niektorych ludzi o swojej waznosci dla drugiej osoby.
          • cat4 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 23.12.12, 19:53
            Z gigantycznie wydmuchanego ego...
        • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 16:42
          billie.piper napisała:

          > No jestem bardzo dobra, to znaczy taka jak zwykle, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
          > Gdybym nie była taką hipokrytką, to bym wyłożyła mu kawę na ławę i powiedziała,
          > że bardzo mi zależy na utrzymaniu obecnego status quo. Tyle, że on takiej szcz
          > erości by nie wydzierżył.
          > Więc będzie tak jak jest, ja będę się męczyć, aż któregoś razu to wszystko waln
          > ie z wielkim hukiem i wtedy mi chyba nawet ulży.

          Tez bylam bliska pare razy w zyciu takiego stanu, kiedy chcialam zeby sie wszystko pierdolnelo ale najczesciej jednak sie tak nie dzialo i trzeba bylo czekac, a potem bylo uczucie narastajacego zniechecenia i flustracji wynikajace z czekania nie widomo na co? Poczucie dryfowania bez celu. Wydaje mi sie, ze to ucieczka przed podjeciem decyzji i odpowiedzialnosci za swoje zycie. Jestesmy slabi. Pisze tu glownie o sobie.

          Dobrze jest jednak samemu sterowac swoim zyciem. Wiedziec czego sie chce lub przez odwrotnosc - czego na pewno nie i w takim kierunku sterowac swoim zyciem. Czy Ty wiesz Bilie? Chcesz powiedziec, ze gdyby Twoj staly partner zaakceptowal twoj rownolegly romans to bylabys szczesliwa? Jestes pewna? Czy ci dwaj panowie sie uzupelniaja? Przeciez musi byc jakis glebszy powod dla ktorego sie na to zdecydowalas. Co to bylo?
          • strach.na.wroble Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 17:05
            Dobry kochanek nie musi być przecież od razu dobrym mężem i odwrotnie.
            • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 17:21
              strach.na.wroble napisał(a):

              > Dobry kochanek nie musi być przecież od razu dobrym mężem i odwrotnie.

              Przeciez o seks nie chodzi, autorka to przyznala w pierwszym poscie. Zawsze miala wspanialych kochankow, wlaczajac stalego partnera. Wiec co sugerujesz? Ze chodzi o posiadanie 'dobrego' meza? A do czego? Bo wszyscy maja? Dlatego pytalam co ja z nim laczy? Autorka przyznala, ze kasa na pewno nie. Wiec co?
              • billie.piper Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 18:51
                O co chodzi?
                O wiele rzeczy chyba.
                Raz, że o prokreację. Od prawie roku seks zadaniowy, na dodatek trudny, bo dochodzenie do jego ejakulacji coraz bardziej zaczyna przypominać walkę. Walkę zawsze w zasadzie wygraną, ale walkę. I jestem tym cholernie zmęczona. Na dodatek mam wrażenie, że on trochę przenosi odpowiedzialność za tę sytuację na mnie.

                Więc jak dooooooooobrze kochać się z kimś dla przyjemności, jak dobrze uprawiać seks pełen namiętności, bez myśli z tyłu głowy, czy to moja wina, że jest czasem tak trudno. Jak dobrze mieć potwierdzenie, że ze mną wszystko w porządku, ba więcej nawet, że jestem tak podniecająca, że kochanek musi raczej myśleć o zmarłej babci, by za szybko nie dochodzić;).
                Przy czym ja wiem, że jestem bardzo atrakcyjna, to nie to, że wątpię.

                Ale jeżeli jeszcze przez kilka miesięcy nie będzie zadowalających efektów prokreacyjnych, to trzeba będzie zacząć swoją przygodę z kliniką leczenia niepłodności i szczerze mówiąc nie wiem, czy mam na to siłę. Już nie wiem, czy chcę tego dziecka.

                Czy byłabym szczęśliwa mając ich obu? No pewnie byłabym, pod warunkiem, że nikt by o tym nie wiedział. Nawet ja musiałabym zapomnieć;). Ale partner na to nie pójdzie.
                Ja naprawdę chętnie przyjęłabym postawę: to ja zamknę oczy i niech to się samo jakoś rozwiąże.
                Co do kochanka... miałam na jego punkcie obsesję na wiele tygodni, zanim go poznałam. Zrobiłam kompletny research na jego temat, więc kiedy w końcu zadzwoniłam, to on był zdziwiony, że nie mam żadnych pytań. A jak miałam mieć jakiekolwiek pytania, skoro ja już wszystko wiedziałam?;).
                Partner coś tam się o nim dowiedział przypadkiem, ale z zimną krwią i patrząc mu prosto w oczy przedstawiłam mu swoją prawdę.
                Teraz bardziej mnie pilnuje, ale mnie to nie powstrzyma.
                Jak dojdzie do tego, że będę jednego wieczoru sypiać z jednym i drugim, to uznam, że właśnie osiągnęłam dno dna.
                • annamuzyka Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 19:04
                  Skoro o prokreacji mowa, to tak z czystej ciekawości zapytam: uprawiając seks z kochankiem zabezpieczacie się? Stosujecie jakąś formę antykoncepcji?
                  • billie.piper Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 19:17
                    Pytasz, czy podejrzewając niepłodność partnera (on nie ma dzieci, ja kiedyś byłam w ciąży z innym) chcę sobie zrobić dziecko z kochankiem?
                    Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Albo po prostu nie chcę.
                    • annamuzyka Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 19:29
                      Pytałam tylko czy stosujecie z kochankiem jakąś antykoncepcje?
                    • annamuzyka Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 19:47
                      billie.piper napisała:

                      > Pytasz, czy podejrzewając niepłodność partnera (on nie ma dzieci, ja kiedyś był
                      > am w ciąży z innym) chcę sobie zrobić dziecko z kochankiem?
                      > Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Albo po prostu nie chcę.

                      Chyba to jest właśnie podstawowe pytanie na które powinnaś sobie odpowiedzieć zanim (jak pisze hello kitty2) spieprzysz życie sobie, ewentualnemu dziecku i dwóm facetom.
                • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 19:35
                  > Jak dojdzie do tego, że będę jednego wieczoru sypiać z jednym i drugim, to uzna
                  > m, że właśnie osiągnęłam dno dna.

                  To rzeczywiscie jazda bez trzymanki. Sluchaj wg mnie to podstawowa kwestia jest teraz to:

                  "Już nie wiem, czy chcę tego
                  > dziecka."

                  I od tego trzeba zaczac, bo dziecko nieczego nie uprosci, a raczej skomplikuje. Bilie, zebys nie spieprzyla sobie zycia. Dbaj o swoje interesy. Nie wiem czy dziecko jest w tej chwili jest w Twoim interesie.

                  • strach.na.wroble Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 19:41
                    A w interesie dziecka ?

                    Powiem uczciwie, że mi ręce opadły. To jakaś paranoja.
                    • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 20:05
                      strach.na.wroble napisał(a):

                      > A w interesie dziecka ?
                      >
                      > Powiem uczciwie, że mi ręce opadły. To jakaś paranoja.

                      Na razie dziecka NIE ma, wiec NIE ma tez jego interesu. Jest interes tej kobiety i ona musi zadbac o niego (i pisze to w dobrej wierze).

                      A skoro Strach jestes taki racjonalny to moze pozostaw sprawy paranoikow paranoikom, bo i tak nie zrozumiesz. A jak chcesz potrenowac rozumienie spraw niezrozumialych to wez sobie Pieta Mondriana i przeanalizuj jego sztuke abstrakcyjna. Jak dojdziesz co chcial wyrazic w tryptyku Evolution (jeszcze nawet nie absolutny abstrakt) to byc moze otworzysz sie do tej rozmowy.
                      • strach.na.wroble Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 19.12.12, 23:25
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Na razie dziecka NIE ma, wiec NIE ma tez jego interesu. Jest interes tej kobiet
                        > y i ona musi zadbac o niego (i pisze to w dobrej wierze).

                        Na razie jest również i interes dziecka, taki mianowicie, żeby go w zaistniałej sytuacji nie było.
                        O interes kobiety bym się nie martwił, najwyraźniej ona umie o siebie zadbać lepiej niż większość z nas. Tyle że ona prosi nas o życie bez moralnych dylematów, wódkę co po niej nie ma kaca oraz przepis na sprawiedliwą i uczciwą miłość po kres dni swoich.
                        A o takie cuda, moja droga, to najlepiej prosić diabła Rokitę, co żyje w rosochatej wierzbie, bo z całym szacunkiem dla możliwości zgromadzonych tu frustratów, zjawisk nadprzyrodzonych one nie obejmują. W każdym razie mówię tutaj za siebie.

                        > A skoro Strach jestes taki racjonalny to moze pozostaw sprawy paranoikow parano
                        > ikom, bo i tak nie zrozumiesz. A jak chcesz potrenowac rozumienie spraw niezroz
                        > umialych to wez sobie Pieta Mondriana i przeanalizuj jego sztuke abstrakcyjna.
                        > Jak dojdziesz co chcial wyrazic w tryptyku Evolution (jeszcze nawet nie absolut
                        > ny abstrakt) to byc moze otworzysz sie do tej rozmowy.

                        O sztuce można rozmawiać długo, ale od czasu Duchampa stało się jasne, że lepiej rozegrać w tym czasie partyjkę szachów. Może odpowiem tylko odnośnie analizy obrazów, spróbuję to uczynić cytatem.

                        "ja nic nie chce powiedzieć, ani niczego przekazywać. Maluję to, co przychodzi mi do głowy. Mam takie sny, takie wizje i to przenosze na płótno. Moim celem nie jest ani straszyć, ani niczego przepowiadać. Malarstwo służy do ogladania, tak jak książki są do czytania a muzyka do słuchania, i tak należy je traktować".
                        • that.bitch.is.sick cytat nie wiem czy się zgadzam 20.12.12, 10:01
                          strach.na.wroble napisał(a):



                          >
                          > "ja nic nie chce powiedzieć, ani niczego przekazywać. Maluję to, co przychodzi
                          > mi do głowy. Mam takie sny, takie wizje i to przenosze na płótno. Moim celem ni
                          > e jest ani straszyć, ani niczego przepowiadać. Malarstwo służy do ogladania, ta
                          > k jak książki są do czytania a muzyka do słuchania, i tak należy je traktować".

                          Nie zgadzam się z tym, tylko z Teorią Czystej formy, sztuka odzwierciedla stan ludzkości i tym podobne subiektywne doznania - jest w tym najszczersza i najbardziej bezpośrednia, słusznie nie trzeba jej tłumaczyć, ale nie zgadzam się że nic nie przekazuje.
                          Coś się zrobiliście sztywni w tej dyspucie:) Witkacy miałby coś do podsumowania na temat autorki wątku. I to podsumowanie ku przestrodze. Ne wiem czy się zgadzam.

                          "Tylko ty myślisz, że z kobietą można być sobą, i w tym mylisz się bardzo. Kobieta potrzebuje, żeby ją okłamywać. Jedna chce tego w formie bardzo wyrafinowanej, inne, z typu kokot, potrzebują tego w formie jak najbardziej brutalnej. Jest inny typ mężczyzn, którzy nigdy nie robią z kobiet problemów istotnych. Ci kłamać nie potrzebują. Ale jeżeli ktoś z naszego gatunku chce mieć kobietę, prawdziwą kobietę, a nie nienormalną, skłamaną, jak mówisz, z samego początku histeryczkę, musi kłamać. Bo takim, jakim jest naprawdę, prawdziwa kobieta będzie zawsze pogardzać, zgubi go i uczyni nieszczęśliwym na całe życie."

                          Trzeba by cytat zaktualizować w odniesieniu do kobiet niezależnych, aczkolwiek nie jest nią autorka wątku:)
                          • strach.na.wroble Re: cytat nie wiem czy się zgadzam 20.12.12, 10:43
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            > Nie zgadzam się z tym, tylko z Teorią Czystej formy, sztuka odzwierciedla stan
                            > ludzkości i tym podobne subiektywne doznania - jest w tym najszczersza i najbar
                            > dziej bezpośrednia, słusznie nie trzeba jej tłumaczyć, ale nie zgadzam się że n
                            > ic nie przekazuje.

                            To ja znowu zacytuję mistrza :P
                            "Dla mnie to czym się zajmuję, jest po prostu tylko formą egzystencji.
                            Maluje z potrzeby i przyzwyczajenia. Potrzebę odczuwam jedynie w zakresie materializacji tego, co nie materialnie istnieje wewnątrz".

                            Nie sądzę, żeby Beksiński twierdził, że nic nie przekazuje. Materializuje swoje wnętrze w tej czy innej formie, nie zawsze w sposób pełni rozumowy i w ryzach kontroli świadomego umysłu. Raczej twierdzi, że nie zawsze da się to wyrazić w innej formie niż została dla danego dzieła obrana. Ja się z tym zgadzam. Ubieranie w słowa malarstwa, muzyki, rzeźby jest zadaniem karkołomnym, nie zawsze wykonalnym, a przede wszystkim zupełnie niepotrzebnym.

                            > "Tylko ty myślisz, że z kobietą można być sobą, i w tym mylisz się bardzo.
                            > Kobieta potrzebuje, żeby ją okłamywać. Jedna chce tego w formie bardzo wyrafino
                            > wanej, inne, z typu kokot, potrzebują tego w formie jak najbardziej brutalnej.
                            > Jest inny typ mężczyzn, którzy nigdy nie robią z kobiet problemów istotnych. Ci
                            > kłamać nie potrzebują. Ale jeżeli ktoś z naszego gatunku chce mieć kobietę, pr
                            > awdziwą kobietę, a nie nienormalną, skłamaną, jak mówisz, z samego początku his
                            > teryczkę, musi kłamać. Bo takim, jakim jest naprawdę, prawdziwa kobieta będzie
                            > zawsze pogardzać, zgubi go i uczyni nieszczęśliwym na całe życie."
                            >
                            > Trzeba by cytat zaktualizować w odniesieniu do kobiet niezależnych, aczkolwiek
                            > nie jest nią autorka wątku:)

                            To prawda. Ale i kobieta musi kłamać w związku, szczególnie z mocniejszym od siebie mężczyzną. Jednak, w przeciwieństwie do mężczyzn, kobiety zwykle świetnie to intuicyjnie rozumieją.
                            • hello-kitty2 Re: cytat nie wiem czy się zgadzam 20.12.12, 11:03
                              strach.na.wroble napisał(a):

                              Ubiera
                              > nie w słowa malarstwa, muzyki, rzeźby jest zadaniem karkołomnym, nie zawsze wyk
                              > onalnym, a przede wszystkim zupełnie niepotrzebnym.

                              A ja zacytuje mistrza Tygrysa bez rys (uklony dla naczelnego forumowego paranoika): jak nie potrafisz czegos wyrazic slowami, to to nie istnieje.

                              Dobra, a co u autorki?
                              • billie.piper Re: cytat nie wiem czy się zgadzam 20.12.12, 11:12
                                Co u autorki?
                                Jeden chory, drugi zakopany na wsi, a autorka chodzi z chucią na wierzchu. Właśnie paroma kliknięciami wydała 1,5 tysiaka na ciuchy w nadziei, że może to pomoże;).

                                Nie wiem, co mi się stało, nigdy nie ustawiałam seksu w centrum swojego wszechświata, kiedy to się stało, że on sam się tak ustawił? A może to nie tylko o seks chodzi?

                                Wczoraj po prawie godzinnej rozmowie z partnerem po prostu mnie zemdliło. Z obrzydzenia do samej siebie, bo on jest taki ufny, tak czekający, tak cholernie tęskniący, tak z sercem na wierzchu.
                                A ja chyba podświadomie próbuję doprowadzić do katastrofy, bo umówiłam jednego na jutro, a drugi ma własne klucze, więc i sam wejść zawsze może.
                                • hello-kitty2 Re: cytat nie wiem czy się zgadzam 20.12.12, 11:50
                                  billie.piper napisała:

                                  > A ja chyba podświadomie próbuję doprowadzić do katastrofy, bo umówiłam jednego
                                  > na jutro, a drugi ma własne klucze, więc i sam wejść zawsze może.

                                  I jak myslisz do czego Ci jest ta katastrofa potrzebna? Zeby w koncu oderwac sie od tego, ktorego nie kochasz przerzucajac czesc odpowiedzialnosci na drugiego? Bo drugi wie, ze jest drugim? Czy tez go oklamujesz?
                                  • billie.piper Re: cytat nie wiem czy się zgadzam 21.12.12, 22:40
                                    To zdecydowanie nadinterpretacja, że nie kocham partnera. Jestem do niego bardzo przywiązana i daje mi szczęście. Więc z jednej strony mamy spore problemy, które rzutują na kondycję tego związku (problemy z zajściem w ciążę), a z drugiej dobrze funkcjonujemy jako para. On jest takim moim wewnętrznym słońcem. Więc nie mogę go zostawić, po prostu nie mogę.
                                    Ale widocznie mi nie wystarcza.
                                    W sumie mimo, że jestem bardzo kobieca, nawet dziewczęca w wyglądzie, to czasem myślę, że mózg mam męski. Ewidentnie szukam wrażeń. Zdecydowanie zbyt szybka i niebezpieczna jazda samochodem, łatwość nawiązywania kontaktów seksualnych, i potrzeba poszukiwania wrażeń w seksie, choć najedzona przecież jestem. Czasem aż ponad miarę. Aczkolwiek to nie jest tak, że od lat doprawiam mu rogi. Ehh, może to jakiś kryzys, choć na midlife crisis zdecydowanie za wcześnie.
                                    W sumie skoro facetom od wieków było wolno, to dlaczego nie mnie.
                                    Wiem, okropna jestem.
                                    To się pewnie w końcu przewali w jedną stronę lub drugą, ale na razie jest jak jest.
                                    I znów na jutro dogrywanie terminów, żeby jeden zdążył wyjść, zanim przyjdzie drugi.

                                    A co do pytania, ten drugi już wie, że jest drugi, ale to na tym etapie jeszcze nie ma znaczenia.
                                    • tygrys-bez-rys "Faceta bylo wolno" 21.12.12, 22:55
                                      Myslisz z faceta "wolno"sie rozczulac sie nad swoimi rozterkami zwiazanymi z puszczaniem sie? Swoja droga bzykanie sie w mieszkaniu, ktore zajmujesz z tym pierwszym swiadczy o, albo duzym apetycie na ryzyko, albo braku doswiadczenia, albo beznadziejnym kochanku.
                                      • hello-kitty2 Re: "Faceta bylo wolno" 21.12.12, 23:13
                                        tygrys-bez-rys napisała:

                                        > Myslisz z faceta "wolno"sie rozczulac sie nad swoimi rozterkami zwiazanymi z pu
                                        > szczaniem sie? Swoja droga bzykanie sie w mieszkaniu, ktore zajmujesz z tym pie
                                        > rwszym swiadczy o, albo duzym apetycie na ryzyko, albo braku doswiadczenia, alb
                                        > o beznadziejnym kochanku.

                                        A mnie powiedziano kiedys, ze skoro staly partner/ka nie rozpoznaje, ze masz kochanka/ke to albo masz do dupy stalego partera/ke albo do dupy kochanka/ke.

                                        Wiec jesli oboje sa tacy, jak powinni byc, to to sie pierdolnie. Jestes przygotowana na konsekwencje? A moze nie bedzie zadnych?
                                        • billie.piper Re: "Faceta bylo wolno" 21.12.12, 23:35
                                          Spodziewam się, że prędzej czy później to pierdolnie, a czasem nawet mniej lub bardziej świadomie to prowokuję.
                                          Na konsekwencje nie jestem w stanie się przygotować.
                                          Wiem tylko, że zawsze jakieś są.
                                • swiete.jeze Re: cytat nie wiem czy się zgadzam 22.12.12, 13:45
                                  billie.piper napisała:

                                  > Co u autorki?
                                  > Jeden chory, drugi zakopany na wsi, a autorka chodzi z chucią na wierzchu. Właś
                                  > nie paroma kliknięciami wydała 1,5 tysiaka na ciuchy w nadziei, że może to pomo
                                  > że;).

                                  Ten czerwony płaszcz kupiłaś?
                            • that.bitch.is.sick Re: cytat nie wiem czy się zgadzam 20.12.12, 11:09
                              strach.na.wroble napisał(a):


                              >
                              > Nie sądzę, żeby Beksiński twierdził, że nic nie przekazuje. Materializuje swoje
                              > wnętrze w tej czy innej formie, nie zawsze w sposób pełni rozumowy i w ryzach
                              > kontroli świadomego umysłu. Raczej twierdzi, że nie zawsze da się to wyrazić w
                              > innej formie niż została dla danego dzieła obrana. Ja się z tym zgadzam. Ubiera
                              > nie w słowa malarstwa, muzyki, rzeźby jest zadaniem karkołomnym, nie zawsze wyk
                              > onalnym, a przede wszystkim zupełnie niepotrzebnym.
                              >

                              to nie tak, skoro stwierdziliśmy sztuka uosabia jakieś prawdy uniwersalne, ma coś do powiedzenia na temat rzeczywistości(nawet społecznej) a nie jest prezentacją indywidualności artysty, to ubieranie w słowa i reinterpretacje są jak najbardziej zasadne, recepcja dzieła i dialog artysty z odbiorcą czy też dyskusja odbiorców nad dziełem to też proces twórczy i tak samo ważny jak środki wyrazu którymi posługuje się artysta. A jakimi środkami wyrazu ma się posłużyć odbiorca w celu dialogu z twórcą, skoro analogicznych środków nie posiada, tylko słowo? Słowem oczywiście i wówczas nawet jeśli ta forma nie jest tak plastyczna, to ważniejszy jest proces.
                              Twórca którego nie obchodzi jak to zrozumiał odbiorca, lub ignorujący krytykę to przecież najbardziej negatywny stereotyp jaki można sobie wyobrazić. Nie podoba mi się stawianie na piedestale formy, tylko stawianie na piedestale procesu komunikacji i doskonalenia formy.
                              >
                              > To prawda. Ale i kobieta musi kłamać w związku, szczególnie z mocniejszym od si
                              > ebie mężczyzną. Jednak, w przeciwieństwie do mężczyzn, kobiety zwykle świetnie
                              > to intuicyjnie rozumieją.

                              Znowu nie zgadzam się. Kobieta jest takim stworzeniem, mój drogi, że kłamie sama sobie. Kobieta nie wie czym jest to co przeżywa, czy to co przeżywa jest prawdą czy kłamstwem, czy teatrem przedstawieniem które ma na celu przyciągnięcie uwagi. Kobieta jest performerką. Psychoanaliza określa kobietę jako "królową nieświadomości" lecz stwierdzenie że kobieta potrzebuje mężczyzny żeby jej powiedział kim jest zbyt mnie uwiera i zdanie klasyków, zdanie Lacana ciężko przechodzi mi przez gardło, choć dostrzegam wiele kobiet które określają siebie w odniesieniu do mężczyzny. I.. na tym koniec. Kristeva przywraca kobiecości miejsce i ona jedyna stworzyła perspektywę odpowiedzi na stanowisko Lacana jako kontynuatora tej niewygodnej pozycji w jakiej stawia kobietę klasyka. Ale o tym to już za bardzo by się trzeba wgłębiać. Dość że u mężczyzny kłamstwo jest niemoralne, u kobiety jest amoralne i gdzie indziej przebiega granica.
                              • that.bitch.is.sick korekta 20.12.12, 11:12
                                that.bitch.is.sick napisała:

                                > strach.na.wroble napisał(a):
                                >
                                >
                                > >
                                > > Nie sądzę, żeby Beksiński twierdził, że nic nie przekazuje. Materializuje
                                > swoje
                                > > wnętrze w tej czy innej formie, nie zawsze w sposób pełni rozumowy i w r
                                > yzach
                                > > kontroli świadomego umysłu. Raczej twierdzi, że nie zawsze da się to wyra
                                > zić w
                                > > innej formie niż została dla danego dzieła obrana. Ja się z tym zgadzam.
                                > Ubiera
                                > > nie w słowa malarstwa, muzyki, rzeźby jest zadaniem karkołomnym, nie zaws
                                > ze wyk
                                > > onalnym, a przede wszystkim zupełnie niepotrzebnym.
                                > >
                                >
                                > to nie tak, skoro stwierdziliśmy sztuka uosabia jakieś prawdy uniwersalne,

                                przepraszam ale w toku przerabiania nie zauważyłam. Nie uosabia, tylko próbuje przekazu prawd uniwersalnych, odwołuje się do doświadczenia zbiorowego, bo nie ma sztuki oderwanej od doświadczenia.
                        • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 20.12.12, 10:56
                          strach.na.wroble napisał(a):

                          > Na razie jest również i interes dziecka, taki mianowicie, żeby go w zaistniałej
                          > sytuacji nie było.

                          Przesadzasz. Jak slucham tu na forum opowiesci dlaczego rodza sie drugie dzieci to mi sie wlosy na glowie jeza, hehe, pierworodni zawsze maja cel istnienia, a ci drudzy to juz inna bajka. No ale mamy consensus w sprawie dziecka przeciez.

                          > O interes kobiety bym się nie martwił, najwyraźniej ona umie o siebie zadbać le
                          > piej niż większość z nas.

                          A skad wiesz jak my sobie radzimy? :) A co rozumiesz przez to, ze autorka potrafi o siebie zadbac lepiej? Ze potrafi sklamac prosto w oczy? A Ty nie potrafisz?

                          Tyle że ona prosi nas o życie bez moralnych dylematów
                          > , wódkę co po niej nie ma kaca oraz przepis na sprawiedliwą i uczciwą miłość po
                          > kres dni swoich.

                          Jeszcze nie prosi, tylko mowi co ja boli. Watek bardzo ciekawy, bo wreszcie o uczuciach jest, a nie o statystyce, ze zamiast 7 razy po 2 razy, jest raz w tygodniu :)

                          Co do sztuki zgadzam sie z Bitch. Jesli sztuka nie wyraza nic, to nie chce mi sie na nia nawet spojrzec. A mi sie chce, oj chce.

                        • kutuzow WTF? 20.12.12, 11:10
                          strach.na.wroble napisał(a):

                          > hello-kitty2 napisała:
                          >
                          > > Na razie dziecka NIE ma, wiec NIE ma tez jego interesu. Jest interes tej
                          > kobiet
                          > > y i ona musi zadbac o niego (i pisze to w dobrej wierze).
                          >

                          strach.na.wroble napisał(a):
                          > Na razie jest również i interes dziecka, taki mianowicie, żeby go w zaistniałej
                          > sytuacji nie było.


                          Ty tak na poważnie, czy dla jaj? Bo przyznam że nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać.
                          Nie wiem czy jesteś facetem czy kobietą (chyba nie podałeś/łaś tego info bo nawet cytowanie pokazuje "napisał(a)" a zazwyczaj jest dość precyzyjne.

                          Jeśli jesteś facetem:
                          Idąc dalej Twoim tokiem myślenia, co w przypadku gdy zakładasz prezerwatywę, też się zastanawiałeś (przez całe swoje życie od młodości) co z interesem potencjalnego dziecka (których w tym czasie mogło być już dziesiątki).
                          Co z onanizmem, gdy materiał genetyczny się marnuje, przecież to też potencjalne dzieciaki (można lepiej wykorzystać tą spermę).

                          Jeśli jesteś kobietą:
                          Co z pigułkami? Odstawiasz całkowicie antykoncepcję, bo "interes dziecka"?
                          Rozumiem że z takich samych względów odpada oral z połykiem i anal.

                          Zostaje więc (w sumie) tylko nauka KK i słuchanie Radia Maryja. Oni tam dość dobrze rozwineli tam doktrynę że celem seksu jest płodzenie dzieci (choć nawet oni tak jakby teraz troche się z tego wycofują).
                          • loppe Re: WTF? 20.12.12, 11:19
                            To znaczy nauczanie KK jest bogatsze niż piszesz - nie tylko o płodzenie dzieci chodzi, lecz przede wszystkim o więź małżeńską (z wykorzystaniem kalendarzyka antykoncepcyjnego etc.), a nawet o orgazm!!! Proszę - znakomity fragment z książki biskupa Karola Wojtyły z 1959!!! roku.

                            Organizm kobiety jest wyposażony w większą łatwość reagowania podnieceniem z
                            różnych miejsc ciała, co poniekąd kompensuje fakt, że podniecenie to narasta
                            u niej wolniej niż u mężczyzny. Z tego powinien sobie zdawać sprawę
                            mężczyzna, i to nie z uwagi na motyw hedonistyczny, lecz altruistyczny.
                            Mężczyzna musi liczyć się z tym, że kobieta jest jakimś "innym światem" niż
                            on, nie tylko w sensie fizjologicznym, ale także psychologicznym.

                            Jeśli kobieta nie znajduje we współżyciu płciowym naturalnego
                            uszczęśliwienia, wówczas wyłania się niebezpieczeństwo przeżywania przez nią
                            aktu małżeńskiego w sposób niepełnowartościowy, bez zaangażowania całej
                            osobowości. Taki zaś sposób przeżycia stwarza szczególną łatwośc wywołania
                            reakcji nerwicowej.

                            Oziębłość (frigiditas) najczęściej jest wynikiem egoizmu mężczyzny, który nie
                            uznaje subiektywnych pragnień kobiety we współżyciu oraz obiektywnych praw
                            procesu seksualnego, jaki w niej zachodzi, szukając w sposób czasem wręcz
                            brutalny własnego tylko zaspokojenia. U kobiety rodzi to niechęć do
                            współżycia i wstręt seksualny, który jest równie trudny do opanowania jak
                            popęd seksualny. Powoduje to również nerwice, a niekiedy także schorzenia
                            organiczne (które pochodzą stąd, że przekrwienie narządów rodnych w czasie
                            podniecenia płciowego doprowadza do stanów zapalnych w obrębie tzw. miednicy
                            małej, gdy podniecenie to nie kończy się rozkurczem, rozkurcz zaś ściśle
                            łączy się u kobiety z orgazmem). Psychologicznie biorąc, sytuacja taka
                            wywołuje nie tylko obojętność, ale często wręcz wrogość. Kobieta bardzo
                            trudno wybacza mężczyźnie brak uszczęśliwienia w seksualnym pożyciu
                            małżeńskim.

                            Wszystko to może prowadzić do rozpadu małżeństwa. Aby temu zapobiec, potrzeba
                            odpowiedniego wychowania seksualnego - nie tylko pouczenia o sprawach płci,
                            ale właśnie wychowania.
                            • loppe Miłość i odpowiedzialność 20.12.12, 11:31
                              pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87_i_odpowiedzialno%C5%9B%C4%87
                              Chyba jednak 1959 nie 1960r. jak podano w wikipedii
                          • strach.na.wroble Re: WTF? 20.12.12, 12:37
                            Przeczytaj cały wątek, bo widzę że wyrywkowo skomentowałeś mój wpis.
                            Nawet nie chce mi się zakładać ewentualności, że nie dostrzegasz różnicy pomiędzy ludźmi uprawiającymi w stanie euforycznego zakochania seks, licząc się z jakimś (niewielkim) ryzykiem wpadki, a ludźmi, którzy pomimo tego że w związku nic nie gra, na boku jest kochanek a kobieta czuje się w tym wszystkim podle, mimo to świadomie dążą do spłodzenia potomka. Nie zakładam, bo to obraża twój intelekt.

                            To jakby powiedzieć, że tym samym jest fakt prowadzenia pojazdu (z prawdopodobieństwem, zwykle niewielkim, że możesz spowodować wypadek), co świadoma jazda pod prąd autostradą.

                            Wodzu wybacz, litości.
    • prosty_facet poliamoria (wielomiłość) 19.12.12, 22:57
      billie.piper napisała:

      > ...a jednak to robię. I źle się z tym czuję.

      poczytaj tutaj :-)

      www.przekroj.pl/artykul/909584.html?p=1
      • kag73 Re: poliamoria (wielomiłość) 19.12.12, 23:42
        Mnie tam sie wydaje, ze byc moze kochanek nie jest do wziecia (ma zone, albo nie wyrazil checi zycia z billie) inaczej pewnie dawno by juz powiedziala mezowi "do widzenia".

        Co do dziecka...hmm...najpierw decyduja, ze chca dziecko a potem meczy, ze sie zadaniowo uprawia seks, bo inaczej z ciazy nici. Jak sie powiedzialo A to trza powiedziec B i tyle.
      • loppe Re: poliamoria (wielomiłość) 20.12.12, 11:20
        Tak, ciekawe. No ale poniekąd kultura polega własnie na zwalczaniu odruchów natury - o cholera, monogamia najkulturalniejszą formą seksualizmu?!!
        • loppe Re: poliamoria (wielomiłość) 20.12.12, 11:22
          loppe napisał:

          > Tak, ciekawe. No ale poniekąd kultura polega własnie na zwalczaniu odruchów nat
          > ury - o cholera, monogamia najkulturalniejszą formą seksualizmu?!!


          Panowaniu nad nimi - może ładniej napisać zamiast "zwalczaniu"
          • prosty_facet Re: poliamoria (wielomiłość) 20.12.12, 14:35
            > loppe napisał:
            > monogamia najkulturalniejszą formą seksualizmu?!!

            No właśnie z artykułu wynika, że niedługo "najkulturalniejszą" formą będzie wielomiłość. Ma to też plusy ekonomiczne - w komunie łatwiej wychować dzieci i opiekować się sobą nawzajem w chorobie ..... Mi chyba by się to podobało ;-)
    • orald Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 20.12.12, 08:36
      Źle się z tym czujesz, bo Cię wytresowano, że człowiek jest istotą monogamiczną. Nawrzucane mamy do mózgu dużo więcej takich zachowań. Niektóre są usankcjonowane prawnie, niektóre nie.
      Podobnie jak z mniemaniem, że rano należy zjeść posiłek. Nie jest ważne, czy jest się głodnym.
    • triss_merigold6 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 20.12.12, 13:50
      Organizm Ci podpowiada kto ma lepsze geny. Biologii nie oszukasz.
      Rzuć stałego i spróbuj budować związek z kochankiem.
      • prosty_facet Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 20.12.12, 14:32
        triss_merigold6 napisała:

        > Organizm Ci podpowiada kto ma lepsze geny. Biologii nie oszukasz.
        > Rzuć stałego i spróbuj budować związek z kochankiem.

        Ale dlaczego ma rzucać "stałego"? - może po prostu powinna sobie zrobić dziecko z kochankiem a wychowywać ze "stałym". To często biologicznie najlepsza strategia:
        dobre geny i dobry partner do wychowania. Ponieważ często dawca dobrych genów
        nie jest dobrym kandydatem na partnera ......
        • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 20.12.12, 14:45
          prosty_facet napisał:

          > triss_merigold6 napisała:
          >
          > > Organizm Ci podpowiada kto ma lepsze geny. Biologii nie oszukasz.
          > > Rzuć stałego i spróbuj budować związek z kochankiem.
          >
          > Ale dlaczego ma rzucać "stałego"? - może po prostu powinna sobie zrobić dziecko
          > z kochankiem a wychowywać ze "stałym". To często biologicznie najlepsza strate
          > gia:
          > dobre geny i dobry partner do wychowania. Ponieważ często dawca dobrych genów
          > nie jest dobrym kandydatem na partnera ......
          >

          Ale skad wiadomo, ze kochanek ma ''dobre'' geny? Albo, ze ma lepsze od stalego partnera? Przeciez ze stalym tez sie autorce chce rznac :)
        • tygrys-bez-rys survival is not mandatory 21.12.12, 19:49
          Nie przestaje mnie fascynowac ta z dupy wyssana teoria na temat ze "natura" zorganizowala sprawy tak ze samiec ktory nie nadaja sie na rodzina nadaje sie na dawce spermy. Byla by to jedna z najglopszych strategii o jakich slyszal swiat, w krotkim (w perspektywie kosmicznej) okresie czasu gatunek skladal by sie wylacznie z samcow nie nadajacych sie na rodzicow, co jak powszechnie wiadomo oznaczolo jego koniec.
          • urquhart domatorstwo i rodzicielstwo vs aktywność ryzyko 25.12.12, 23:07
            tygrys-bez-rys napisała:

            > Nie przestaje mnie fascynowac ta z dupy wyssana teoria na temat ze "natura" zor
            > ganizowala sprawy tak ze samiec ktory nie nadaja sie na rodzina nadaje sie na d
            > awce spermy.

            To zamiast rozmiękczać mózg lenistwem i wygodną pseudologiczną ignorancją i poetcką nowomową zainwestuj w edukację. Dlaczego to zmuszająca do rodzicielstwa istoty żywe prolaktyna powoduje jednocześnie nerwicę i depresję, i jest antagonistą testosteronu który z kolei cechuje aktywne i dominującce jednostki alfa ale powoduje że nie są zainteresowane rodzicielstwem a jedynie seksem. To prosto w kwestii przyczynowo skutkowej. W kwestii szerszych teorii psychoewolucyjnych i ich udowodnienia zajrzyj, o ile nieco wiecej niż 10 ston cię nie tekstu przeraża i nie wolisz wysysać własnych przemyśleń z dupy tygrysa.
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,82916995,134429278,_Ewolucja_pozadania_Buss_David_M_.html
            • tygrys-bez-rys ssanie tygrysa 31.12.12, 07:43
              Mociumpanie, rozumiem ze moja dupa jest dla pana niesłychanie łakomym kaskiem, nic to nowego, słyszę zewsząd apetyczne mlaskanie na temat mojej doopy, niestety musisz pan chęci possania mojego słodkiego tyłeczka pohamować narazie, choć być może dogadamy się. Oczekuje propozycji.

              Ponad edukacje przedkładam trening. Jeżeli pan nie wiesz, czym się jedno rożni od drugiego, to polecam pod rozwagę dylemat, czy Pan wolisz żeby pana dzieci poddawano edukacji czy treningowi seksualnej(emu) w placówkach oświaty, kore pan darzysz najwyraźniej wysoka estyma.

              Pomimo w/w w edukacje inwestuję bezustannie, płacąc daninę cezarowi, z czego jak rozumiem, finansowane są rożnego rodzaju przedsięwzięcia „naukowe”, mające na celu zapewnienie zatrudnienia absolwentom psychologii ewolucyjnej. Nie ma potrzeby dziękować, taki już jestem szczodry.

              Nie uważam natomiast za koniecznie wykazywać się znajomość radosnej twórczości w/w wspólnoty naukowej w dziedzinach pokrewnych chiromanci czy innej phrenologi. Jest Panu zapewne wiadome ze cala gałęź „nauki”(?) znana, jako psychologia obciążona jest niebywałym Systemic-Bias. Badanie z 2010 dokonane przez Fanelliego i Scalinego ukazało ze 91.5% psychiatrycznych i psychologicznych badan potwierdziło hipotezę, która poddawało testowi (!), co jest 5 razy więcej innych badaniach naukowych. Gdybyśmy w taki sam sposób budowali mosty czy komputery, 1 na 40 tysięcy byłby zdatny do użytku, ale tylko jeden raz po czym eksplodował z wielkim hukiem dostarczając wrażeń licznie zgromadzonej gawiedzi.

              Na zakończenie podeprę się tutaj cyctatem z Noam Chomskiego:
              "You find that people cooperate, you say, ‘Yeah, that contributes to their genes' perpetuating.’ You find that they fight, you say, ‘Sure, that’s obvious, because it means that their genes perpetuate and not somebody else's. In fact, just about anything you find, you can make up some story for it."
    • tygrys-bez-rys Jestes emocjonalnie niespojna. 21.12.12, 06:42
      Wytlumaczyc sobie jaka jestes i juz.
    • yoric Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 22.12.12, 07:56
      Dziękuję Forum za przypominanie od czasu do czasu ile jest na świecie k...stwa i jak bardzo trzeba uważać :)
      • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 22.12.12, 12:21
        yoric napisał:

        > Dziękuję Forum za przypominanie od czasu do czasu ile jest na świecie k...stwa
        > i jak bardzo trzeba uważać :)

        Patrzcie swiety yoric sie odezwal, co zalicza laski na lewo i na prawo, taki biedny jestes, bo w tym hurcie co przeleciales pewnie ci sie z pare kurew trafilo, tak bezwiednie, bo jak czlowiek rucha to i kurwa moze sie trafic, tyle tego dzidadostwa sie namnozylo. Sluchaj moze rob wywiad zanim jakas jednarozowo pukniesz czy ona przypadkiem sie nie kurwi, to wtedy sobie pukniesz inna, a moze bierz na jednorazowe numery dziewice to sie przed tym swinstwem uchronisz.
        • strach.na.wroble Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 23.12.12, 10:41
          W tym wypadku słowo "k...stwo" było użyte raczej jako synonim łajdactwa. Podobnie mówiąc, że ktoś kogoś ocyganił, niekoniecznie muszę odznaczać się brakiem sympatii do mniejszości romskiej w naszym kraju.

          Swoją drogą to ciekawe zagadnienie, napotkać na jakimś portalu schadzek zawodową prostytutkę. W zasadzie czemu nie, to całkiem prawdopodobne. Jako kobieta może przecież chcieć poczuć się adorowana i uwodzona, a jej zawód nie ma z tym nic wspólnego. To osobna sprawa.

          Wychodzi też hipokryzja ludzkiej mentalności.
          Dla większości facetów (chociaż dla mnie akurat nie) nawet w takiej krótkoterminowej znajomości, fakt że dziewczyna jest/była prostytutką, byłby obciążający. W zasadzie analogicznie u kobiet byłoby, gdyby facet aktualnie byłby żonaty/w stałym związku.

          Jeden prosty fakt a tak wiele zmienia. Hyh, dziwny z nas gatunek. W sieci dziwacznych, urojonych konwenansów.
        • yoric Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 23.12.12, 12:34
          A co ma piernik? Ja mówię o prawdziwym kurewstwie, prostytutek w to nie mieszaj!
      • appar Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 10.11.15, 04:57
        ...... ale to akurat kurestwo jest tylko i wylacznie wytworem wyobraźni pipera. Piper zjedz snickersa !
    • lidiastryjska Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 24.12.12, 22:39
      Myślę ze to kwestia sumienia . Po prostu trzeba sobie zadać pytanie czego tak naprawę chcemy. Bo jeśli chodzi tylko o sex to ciągnik to dalej a sama zobaczysz ze pożądanie minie i zostaniesz ze stalym partnerem i zaczniesz doceniać to co masz. Gorzej jeśli się wyda to juz decyzja należy do ciebie. Pozdrawiam
      • lidiastryjska Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 24.12.12, 22:42
        :-)
        • karolcia1114 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 25.12.12, 20:53
          Polecam
    • karol.charles Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 12.01.13, 17:36
      Jest cała masa mężczyzn, dla których nie jest problmem że ich żona/patnerka. Ma oprócz nich kogo innego. Ja do nich należę.
      To oczywiście żadne dla Cebie pocieszenie , bo co Ci z tego, że moja Żona ma de facto dwóch mężów,a Ty nie, ale piszę, żeby Ci powiedzieć, ze nie jesteś nienormalna, ani nie robisz nic złego.
      Cóż... jeśli partner tego nie akcpetuje, to może i nie jest to do końca ok, ale Twoja sytuacja jest zupełnie zrozumiała. Można kochać dwóch jednocześnie! Nie słuchaj mówiących o Twojej hipokryzji!
      Głowa do góry, problem sięjakoś rozwiąże!
      • loppe Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 12.01.13, 17:40
        Ergonomia (gr. εργον - praca + νομοσ - prawo) - nauka o pracy, czyli dyscyplina naukowa zajmująca się dostosowaniem pracy do możliwości psychofizycznych człowieka.

        Twórcą terminu "ergonomia" jest Wojciech Jastrzębowski, urodzony w 1799r. w Szczepkowie-Giewartach, parafia Janowiec Kościelny, który zdefiniował ergonomię jako naukę o używaniu nadanych człowiekowi od Stwórcy sił i zdolności.
      • hello-kitty2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 12.01.13, 19:26
        karol.charles napisał:

        > Jest cała masa mężczyzn, dla których nie jest problmem że ich żona/patnerka. Ma
        > oprócz nich kogo innego. Ja do nich należę.
        > To oczywiście żadne dla Cebie pocieszenie , bo co Ci z tego, że moja Żona ma de
        > facto dwóch mężów,a Ty nie, ale piszę, żeby Ci powiedzieć, ze nie jesteś nieno
        > rmalna, ani nie robisz nic złego.
        > Cóż... jeśli partner tego nie akcpetuje, to może i nie jest to do końca ok, ale
        > Twoja sytuacja jest zupełnie zrozumiała. Można kochać dwóch jednocześnie! Nie
        > słuchaj mówiących o Twojej hipokryzji!
        > Głowa do góry, problem sięjakoś rozwiąże!

        Szkoda, ze nie jestes moim mezem :) Sluchaj, a jak to wyszlo, ze zona ma dwoch facetow?
        • loppe Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 12.01.13, 20:20
          :))

          Żona Cezara powinna być poza wszelkimi podejrzeniami:))
        • karol.charles.2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 22.07.15, 13:47
          Rany, to ponad dwa lata! Żona zaszła w ciążę i nie było głowy do pisania na forach? Ciekaw jestem czy jest szansa że po dwóch latach sama wrócisz do dyskusji?
          Jak do tego doszło? Podaję link: forum.gazeta.pl/forum/w,46529,129245365,,Nie_umiem_wybaczyc_jej_zdrady_8230_.html?v=2, a jeśli faktycznie masz ochotę wrócić do rozmowy, to chętnie opowiem o emocjach, o tym co czułem itd.
          • karol.charles.2 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 22.07.15, 13:48
            Nie dopisałem, że "karol.charles" i "karol.charles.2" to ta sama osoba - to ciągle ja, tylko po 2 latach po prostu zapomniałem hasła do starego konta, więc założyłem nowe...
    • margarytka.margarytka Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 23.07.15, 07:24
      i jak tam? mąż się w końcu wyprowadził ? a kochanek wprowadził ?
      • socrates11 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 13.09.15, 11:43
        margarytka.margarytka napisał(a):

        > i jak tam? mąż się w końcu wyprowadził ?

        Właśnie, jak ta niezwykła sytuacja się rozwinęła??
        • agus-ia76 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 14.09.15, 17:34
          karol
          a z którym z was żona w ciąże zaszła?
          • socrates11 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 04.11.15, 15:16
            agus-ia76 napisała:

            > karol
            > a z którym z was żona w ciąże zaszła?

            ?
            • agus-ia76 Re: Nigdy nie chciałam grać na dwa fronty 04.11.15, 21:37
              socrates poczytaj powyżej a nie ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka