fragaria_eh
04.06.13, 12:56
Rok po ślubie. 34 i 31 lat. Ja myślę o dziecku, pewnie trochę panikuję - tzn. on to tak może odbierać. On dziecka nie chce raczej, jak chce to tylko dlatego, że ja chcę i tłumaczę, że może być za późno potem. Zawodowo - od kilku miesięcy spory stres u niego, bo ciągle w zawieszeniu. U mnie - też nie najlepiej, ale wg niego - jednak lepiej. No i seks - nigdy jakoś nazbyt często - tzn. przed ślubem to i owszem, nawet często, teraz - tak 2 - 1 raz na miesiąc. Jest mi przykro. Bo to tak, że on ma potrzebę zaspokojenia się - rzadko, ale ma i wtedy coś próbujemy. A ja się czuję jakbym była zbędnym kłopotem. Dla niego - wystarczy jak mu dobrze, dla mnie wtedy ma tylko - "przepraszam, nie powinienem był..." i koniec, dla niego to ok. Więc - dla mnie za rzadko, poza tym czuję się pomijana. Sugestie, że coś jest nie tak - zbywa. Przestałam być kobietą? Nie pragnie mnie? Mówi, że ma dużo stresu. Czy to faktycznie może być z powodu stresu, braku chęci posiadania dziecka, czy on nie ma po prostu potrzeb większych? A może coś ze mną nie tak, nie podobam się? Smutno... Jak rozmawiać?