Dodaj do ulubionych

jeszcze jedna teoria

17.07.13, 12:06
Forum BSM jest pełne wyjaśnień dla zjawiska BSM, ale takiej teorii jak ostatnio przeze mnie zasłyszana tu chyba nie grano.
Tao. W uproszczeniu całość polega na wyrównywaniu przeciwieństw określanych jako jin żeńska i jang męska (każde z nich ma swoje atrybuty, męska: ruch, łączenie, płytki, żeńska: bezruch, separacja, głębokość - tych atrybutów jest o wiele więcej). Jeśli atrybutu jing jest mniej - automatycznie więcej jest jang (i odwrotnie). Ideałem jest stan równowagi, gdy obu jest tyle samo. Z drugiej strony wszelki ruch i zmiany, także napięcie seksualne wynikają z przepływów jin i jang - a więc z sytuacji nadmiaru i niedoboru.
Każdy człowiek stanowi indywidualną kombinację elementów jing i jang. Najprostszym zestawem ludzkim generującym pożądanie jest kombinacja kobiety z przewagą energii żeńskiej i mężczyzny z przewagą męskiej (króliczek i myśliwy, księżniczka w wieży i rycerz, zdobywana i zdobywca itp.). I tak zaczyna się większość związków - bardzo namiętnie.
Jednak koniec końców wieża pada, smok jest zabity, dziecko w drodze - i napięcie seksualne na tym etapie często spada. Spada także, gdy jedno z małżonków staje się zbyt jang (aktywne) w dziedzinie seksu - wtedy drugie automatycznie staje się jin (bierne).
Recepta taoisty: osoba nieotrzymująca seksu w związku pozostaje w związku, który jest w stanie stagnacji (jin i jang są wyrównane, ale w stanie skrajnej nierównowagi, np. większość jin po stronie mężczyzny, jang - kobiety). Inicjacja, aktywność, seksualne pragnienie jednego z małżonków są stanem kompensowanym przez bierność i wycofanie drugiego z partnerów. Inaczej się nie da - zasada wyrównywania jin i jang jest jak prawo fizyki i działa wewnątrz każdej całości.

Osoba taka powinna określić pola w których jest zbyt dominująca (nie tylko pole inicjowania seksu, ale także inne atrybuty) - i w tej sferze wycofać się, i w druga stronę - tam gdzie jest zbyt uległa, zacząć dominować. Jeśli zmiana będzie autentyczna - pociągnie za sobą zmianę przepływów wewnątrz związku.

W sumie ta teoria pasuje do teorii kastrujących samic (nadmiar ich jang spycha mężczyznę do roli osobnika jin, który w takim układzie nigdy nie zdobędzie się na zdominowanie partnerki, prędzej wycofa się z seksu w ogóle), także do księżniczek, które po zdobyciu przestały być zainteresowane seksem i do wielu innych teorii oraz układów opisanych w wielu wątkach na tym forum. Pasuje także do teorii Starowicza i w ogóle stanowi mistyczną podbudowę wszystkich teorii z którymi się nie zgadzam.

Typowy przebieg związku (najbardziej powszechny) w którym nie dochodzi do spadku namiętności:
1. Kobieta jin, mężczyzn jang - kobieta w roli zdobywanej, ale także uczennicy (nie musi być dziewicą, chodzi o bardziej jej sposób zachowania, roli). W tym układzie kobieta bardziej koncentruje się na daniu przyjemności, mężczyzna na braniu - i oboje czerpią z tego satysfakcję.
2. Kobieta rozbudza się (jeśli mężczyzna nie był dostatecznie jang, a kobieta była naprawdę jin - na tym etapie wszystko pada, dalej nic się nie wydarzy, bo mężczyzna nie spełnił swojej roli i nie rozbudził kobiety).
3. Następuje zmiana ról - to kobieta staje się stroną jang, a motorem seksualnym związku- jej rozbudzone pożądanie. Mężczyzna wchodzi w rolę dającego przyjemność, kobieta - strony ją biorącej. Na tym etapie odpada wielu mężczyzn, nie potrafią wejść w rolę jin, odczuwają to jako kastrację, ale jeśli tego nie zrobią, zgaszą pożądanie kobiety.
4. Dochodzi do wyrównania, każde było już zdobytym i zdobywcą. Partnerzy potrafią się już bawić przepływami energii, jeśli do tego istnieję sfery, w których on jest bardzo jang - ona może go podziwiać, ona jin - on może ją wielbić - namiętność utrzyma się długie lata.

Odpowiedzialnym za seks jest mężczyzna, który jakkolwiek by nie było będzie miał przewagę jang - z racji natury. Najpierw musi umieć być jang, potem jin - jeśli nie da rady z seksu nici.
I w tej mierze koncepcja tao potwierdza także moją teorię za którą tak często jestem tu krytykowana - za jakość seksu odpowiada mężczyzna. Co jednak nic nie znaczy - bo jak podałam wyżej - koncepcja ta uzasadnia także teorie z którymi się kompletnie nie zgadzam. Takie to kompletne i całościowe tao, co mieści w sobie tyle przeciwieństw w stanie równowagi :)
Obserwuj wątek
    • jesod Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 12:13
      Najbardziej z tej całej bajki podoba mi się smok.
    • triismegistos Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 12:13
      Ooo. punt trzeci mi się podoba. Wielokrotnie zaobserwowałam (na szczęście raczej w internetach niż życiu) zjawisko męskiego przerażenia kobiecym libido i oczekiwaniami.
      • twojabogini Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 12:24
        triismegistos napisała:

        > Ooo. punt trzeci mi się podoba. Wielokrotnie zaobserwowałam (na szczęście racze
        > j w internetach niż życiu) zjawisko męskiego przerażenia kobiecym libido i ocze
        > kiwaniami.

        Mam podobne obserwacje - także z życia. Receptą na takich panów jest być może bycie w tym wszystkim, z całym swoim pożądaniem nadal bardzo jin - ciepłą, wrażliwą, kruchą, delikatną, kobiecą? Z drugiej strony - gdybym musiała udawać kobiecą, żeby mężczyzna czuł się męski - to przestałby mnie pociągać, no bo co to za facet, który wymięka przy rozbudzonej w pełni kobiecości?
        (Zgadzam się ze Starowiczem, że zalecane przez niego udawanie głupszej i mniej rozbudzonej może posłużyć trwałości małżeństwa, ale na pewno nie jakości seksu kobiety w tym małżeństwie - co Starowicz pomija. Dlatego profesor jawi mi się bardziej jako doradca z poradni katolickiej, niż specjalista od zajebistego seksu).
        • zyg_zyg_zyg Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 12:37
          > Dlatego profesor jawi mi się b
          > ardziej jako doradca z poradni katolickiej, niż specjalista od zajebistego seksu

          To specjalista od zajebistego seksu dla mężczyzn. Bo po prostu dla kobiet co innego jest ważne.
          • twojabogini Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 12:44
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > To specjalista od zajebistego seksu dla mężczyzn. Bo po prostu dla kobiet co in
            > nego jest ważne.

            Ale jak seks z osobą, dla której ten sam seks nie jest zajebisty może być zajebisty? No i jak to dla kobiet (w seksie) co innego jest ważne? Mi się zdaje, ze jednak i kobietom i mężczyznom chodzi o przyjemność - i że jest to ostatecznie kompatybilna przyjemność.
            • zyg_zyg_zyg Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 13:19
              > Ale jak seks z osobą, dla której ten sam seks nie jest zajebisty może być zajeb
              > isty? No i jak to dla kobiet (w seksie) co innego jest ważne?

              Ja to nie wiem. Pan profesor wie :-)
      • capt_mendozza Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 12:35
        triismegistos napisała:

        > Ooo. punt trzeci mi się podoba. Wielokrotnie zaobserwowałam (na szczęście racze
        > j w internetach niż życiu) zjawisko męskiego przerażenia kobiecym libido i ocze
        > kiwaniami.

        Niektóre uwagi dość ciekawe ale po co te nawiedzone elementy taoistyczne?
        Nawet jeśli niejaka "bogini" ma właściwe poglądy to kto wytrzyma tą pretensjonalną egzotykę?
        • twojabogini Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 12:42
          > Niektóre uwagi dość ciekawe ale po co te nawiedzone elementy taoistyczne?
          > Nawet jeśli niejaka "bogini" ma właściwe poglądy to kto wytrzyma tą pretensjona
          > lną egzotykę?

          To nie jest moja teoria. Nie lubię ezoteryki, raczej trzymam się ziemi. To teoria, która została mi przedstawiona przez wyznawcę tao - ezoterycznego do bólu. Więc refleksje mam podobne do twoich.
          Z drugiej strony - skoro ta nawiedzona teoria tak wiele wyjaśnia i wydaje się całościowa, to może jednak coś w niej jest? Sama jeszcze nie wiem - jestem na etapie przemyśleń. Być może znajdzie się ktoś kto rozszarpie ją tu na strzępy, tak jak ja lubię rozszarpywać kłami i pazurami tak popularne tu teorie psychoewo.
    • marek.zak1 Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 13:15
      Wniosek: za jakość seksu (czytaj kobiecy orgazm) odpowiada mężczyzna. innymi słowy nie ma orgazmu - winien facet. Tematy for:
      - dlaczego on nie chce,
      - woli sen od seksu,
      - czy raz w miesiącu to normalne,
      - uzaleznił się od pornografii,
      - czy ja mu sie znudziłam
      - złapałam go na masturbacji.
      - dlaczego nie dochodzi,
      - brak wzwodu. Dlaczego?
      I setki podobnych.
      Sex jest czynnoscią spontaniczną i jeśli powiesz facetowi: ty jesteś odpowiedzialny za jakość seksu, w podtekscie, jak będzie słabo, to twoja wina, kłopoty murowane.
      • zyg_zyg_zyg Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 13:24
        Wiemy, wiemy, Marku. Masz zajebiste pożycie od trzydziestu pięciu lat, bo Twoja żona nie kwęka, kiedy nie dajesz jej orgazmu i nie oczekuje że jej go dasz. Po prostu czysty spontan... To jest chyba właśnie ten starowiczowski dobry seks.
        • sea.sea Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 13:36
          A mnie się wydaje, że znacznie łatwiej znosić, kolokwialnie mówiąc "dawanie dupy" jak się nie ma specjalnej ochoty na seks czy rozbujanego libido, niż mieć libido i współżyć z kimś, kto w łóżku jest cienki jak dupa węża i nie rokuje. Sposób "na nieroszczeniową żonę Marka" nie sprawdzi się u kobiet, które mają potrzeby seksualne - nietrudno się nie domagać zaspokajania, jak się nie ma potrzeb. Kobieta z potrzebami by nie wytrzymała z takim Markiem 3,5 miesiąca, a co dopiero 35 lat.
          • marek.zak1 Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 13:46
            Domagać się = żądać. Stwierdzenie, że facet jest odpowiedzialny za jakość seksu, a ja łaskawie ocenię, czy się sprawdził, zaakceptować może tylko facet całkowicie zdominowany przez kobietę, bądź taki, który się jej boi.
            • sea.sea Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 13:55
              A Ty nakłaniasz żonę do współżycia nawet jak nie ma ochoty, bo Ty akurat masz ochotę bardzo i MUSISZ. Też można to nazwać domaganiem się lub żądaniem. No to o co Ci chodzi, żona przy takim procederze podobno żyje i nie narzeka, to facet też nie powinien w ataku paniki wciągać sobie fiuta w głąb brzucha na widok damskich potrzeb :P
              • marek.zak1 Prosze nie domagam sie. 17.07.13, 14:00
                Nie widzisz różnicy miedzy ,,prosić" i ,,domagać się". Przecież to kosmiczna różnica. Ja mogę żonę prosić, a Ty się domagasz = żądasz. Żądanie niesie za soba groźbę, koleżanko SeaSea.
                • sea.sea Re: Prosze nie domagam sie. 17.07.13, 14:03
                  Czepiasz się słówek. Zamień sobie "domagać" na "oczekiwać" w takim razie.
                • zyg_zyg_zyg Re: Prosze nie domagam sie. 17.07.13, 14:05
                  Jeśli chodzi o kobiety, to nie ma różnicy między domagac się, a prosic:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141219459,141363702,Re_okragle_kolo.html
          • capt_mendozza Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 13:59
            Ha, Starowicz z pewnością by się ogromnie przejął krytyką ze strony zwolenniczek chińskiej metafizyki;). Koncepcja jing jang jest tak samo pomocna i skuteczna w seksuologii, jak medycyna chińska i teoria pięciu przemian dla medycyny zachodniej;). Rozbawiło mnie to dzisiaj. Warto jeszcze posłuchać dla porządku wróżek na kanale mango telezakupy, albo mojej żony co tam wyczytała w najnowszym horoskopie.
        • jesod bo Twoja żona nie kwęka 17.07.13, 16:58
          zyg_zyg_zyg napisała:
          > bo Twoja żona nie kwęka, kiedy nie dajesz jej orgazmu i nie oczekuje że jej go dasz.
          > Po prostu czysty spontan...

          To raczej nie ma zupełnie nic wspólnego ze spontanem.
          A to, że Marka żona być może nic nie mówi (nie wiemy dlaczego?), wcale nie oznacza, że nie oczekuje. Marek kiedyś napisał, że jest introwertyczką - przynajmniej wg Niego.
      • twojabogini Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 14:33
        marek.zak1 napisał:

        > Sex jest czynnoscią spontaniczną i jeśli powiesz facetowi: ty jesteś odpowiedz
        > ialny za jakość seksu, w podtekscie, jak będzie słabo, to twoja wina, kłopoty
        > murowane.

        Pozostając przy terminologii tao - niedobór jang, baba zażądała orgazmu i mu opadł? Miałam trochę mężczyzn i oni raczej byli nakręceni swoją "odpowiedzialnością", zwłaszcza gdy osiągali efekty.
        jak pisałam wyżej - spotkałam tez takich, którzy czuli się kastrowani żądaniami - takich wykopuje się z łózka. Do łózka chodzę po orgazm pochodzący od kochanka - a nie z reki własnej.
        • triismegistos Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 17:57
          To właśnie faceci, od lat kwękający na tym forum, ze żona im nie daje dupy, nazywaja postawą roszczeniową. A potem zakładają kolejne wątki i smęcą, że żona im dupy nie daje.
          Nie jestem z tego dumna, ale odczuwam wtedy coś na kształt złośliwej satysfakcji.
          • zawle Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 18:00
            triismegistos napisała:

            > To właśnie faceci, od lat kwękający na tym forum, ze żona im nie daje dupy, naz
            > ywaja postawą roszczeniową. A potem zakładają kolejne wątki i smęcą, że żona im
            > dupy nie daje.
            > Nie jestem z tego dumna, ale odczuwam wtedy coś na kształt złośliwej satysfakcj

            A dla mnie to form pełni funkcję antykoncepcyjną. Przeczytam kilka męskich postów i odechciewa mi się nawet seksu;)
          • rekreativa Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 18:03
            No bo oni chcą właśnie tego, żeby im dała.
            Nie żeby z nimi uprawiała seks, czy się z nimi kochała (nie wiem, czy takie sformułowanie w ogóle w postach jęczących się pojawia?), tylko żeby dała, czego sobie życzą i tyle, jej rola spełniona.
            • zawle Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 18:06
              rekreativa napisała:

              > No bo oni chcą właśnie tego, żeby im dała.
              > Nie żeby z nimi uprawiała seks, czy się z nimi kochała (nie wiem, czy takie sfo
              > rmułowanie w ogóle w postach jęczących się pojawia?), tylko żeby dała, czego so
              > bie życzą i tyle, jej rola spełniona.

              Ale może to wynika z przewagi Yin nad Yang? ;) Może doruchany facet zaczyna myśleć inaczej, płynniej, szerszą perspektywą? ;)
              • sea.sea Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 18:10
                Ale tu się nie ma z czego śmiać, na mnie osobiście to tak właśnie działa... :))
            • triismegistos Re: jeszcze jedna teoria 17.07.13, 18:41
              rekreativa napisała:

              > No bo oni chcą właśnie tego, żeby im dała

              To niech dupy (nomen omen) nie zawracają i idą do dam negocjowalnego afektu.
          • rafill Re: jeszcze jedna teoria 18.07.13, 11:55
            Ja przeciwnie. Przeciez kweka tutaj ostatnio sporo kobiet, i jakos nie lece do plota z rekami wcisnietymi z radosci pod boki, zeby rzec jak kon, bo sasiadowi plonie stodola.
    • capt_mendozza urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:07
      I oczywiście ja jestem odpowiedzialny za seks i co moja żona z niego wyniosła? Teorię o niedoborze jang ?:) Pieprzę, coraz lepiej. To się sprawdzało gdy mężczyźni wam mówili że orgazm mają tylko wariatki, zaczęłyście myśleć samodzielnie nawet zaczęłyście po swojemu niestety interpretować filozofię dalekiego wschodu, to chyba czas najwyższy o jakość swojego seksu się samodzielnie zatroszczyć.
      Nie mogę być odpowiedzialny za istotę która na własną rękę interpretuje taoizm i to w tak pocieszny sposób. To przeczyłoby ogólnemu kierunkowi przemian:)
      • zyg_zyg_zyg Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:12
        > I oczywiście ja jestem odpowiedzialny za seks i co moja żona z niego wyniosła?

        A Twoja żona ma jakiekolwiek potrzeby seskualne? Bo jeśli nie, to jesteś przez mnie zwolniony z odpowiedzialności.
        • capt_mendozza Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 19:45
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > > I oczywiście ja jestem odpowiedzialny za seks i co moja żona z niego wyni
          > osła?
          >
          > A Twoja żona ma jakiekolwiek potrzeby seskualne? Bo jeśli nie, to jesteś przez
          > mnie zwolniony z odpowiedzialności.

          Dzięki, a jesteś papieżem? Rabinem chociaż?:) Może ma potrzeby ale potrafi je wyartykułować jedynie w formie niewyraźnego roszczenia nieśmiałym półgębkiem, jej ciało zaś jest nieme jak stare kino.
          Po tak długim czasie dobrze aby polecenie poparte było bodźcem inaczej szału nie ma. Generalnie nie ma też powodu a sam ubój rytualny choć obowiązkowy wychodzi jakoś bez przekonania:).
      • sea.sea Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:16
        Jako że orgazmy są moim zdaniem wynikiem współdziałania, więc tak samo mnie do szału doprowadza twierdzenie Bogini, że facet jest całkowicie odpowiedzialny za jakość seksu i jeśli seks jest do bani, to znaczy, że sobie kobiety nie rozbudził - jak i twierdzenie Marka, że kobiecy orgazm to jest wyłącznie babska broszka i że zakładanie, że facet będzie w tym względzie współpracował, przyprawia go o impotencję.
        • marek.zak1 Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:26
          Kompromis jest jednak możliwy. Mój kontratak jest spowodowany atakiem feministek, żądajacych od faceta orgazmu.
          Jasne że jestem egoistą, ale nie aż takim. Współdziałanie jest ważne a sukces zawsze jest wynikiem ,,team work". (to z korpo)
          • zyg_zyg_zyg Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:33
            Zdradź mi jeszcze, Marku, co uważasz za sukces dla Twojej żony w seksie.
            • marek.zak1 Sukces w seksie 17.07.13, 14:40
              To proste. Jej facet ją kocha, pożąda i pragnie przez 36 lat.
              • zyg_zyg_zyg Re: Sukces w seksie 17.07.13, 14:44
                A dla Ciebie? Orgazm? Bo rozumiem, że Twoje kochanie, pożądanie i pragnienie żony przez 36 lat to za mało, żeby uznac seks za satysfakcjonujący.
                • marek.zak1 szczęście 17.07.13, 15:02
                  Miła koleżanko. Udane małżeństwo to związek magiczny, w ktorego skład wchodzą miłość, przyjaźń, wzajemny szacunek, pożądanie, spontaniczność. Tego się nie da rozbić na czynniki pierwsze. W rezultaciue tego związku człowiek osiąga SZCZĘŚCIE, które nie jest suma przyjemności. To tyle w temacie.
                  • zyg_zyg_zyg Re: szczęście 17.07.13, 15:33
                    > To tyle w temacie.

                    To kompletnie nie w temacie. Pytałam o wyznacznik satysfakcjonującego seksu dla Ciebie. Nie musiałeś długo się zastanawiac, czym on jest dla Twojej żony. Dlaczego tak Ci ciężko napisac, że dla Ciebie zajebisty seks = zajebisty orgazm?
                    • marek.zak1 Re: szczęście 17.07.13, 15:37
                      Nie. Zajebisty sex to zajebisty sex i odlotowy orgazm.
                      • sea.sea Re: szczęście 17.07.13, 17:41
                        To dlaczego odmawiasz tych zajebistych odczuć swej małżonce? :)
                        • zawle Re: szczęście 17.07.13, 17:58
                          sea.sea napisała:

                          > To dlaczego odmawiasz tych zajebistych odczuć swej małżonce? :)

                          Bo Marek chodzi do łóżka dla seksu, a jego żona dla Marka;) Wypowiedzi Marka są dla mnie bardzo ciekawe. Myślę że rozmowa z jego żoną mogłaby się okazać jeszcze ciekawsza. Ale ona nam nic nie powie bo jest introwertyczką.

                          Od razy przypomniał mi się artykuł z superekspresu. O dziecku wychowanym przez żmije. Nie potrafił chodzić, tylko się wił, miał języczek rozgałęziony i szybko się uczył. Zakładali że niedługo nauczy się mówić i wtedy nam wszystko opowie...;)))
                          • marek.zak1 Re: szczęście 17.07.13, 18:34
                            Skonsultowałem z żoną :)
                            Ja chodzę dla seksu z moją żoną, a moja żona dla seksu ze mną. Gdy wspomniałem o kochankach, o których wypowiedziała sie Bogini, odpowiedziała: ,,Marek, ja nie jestem kurwą".
                            To na tyle w temacie. Jadę na rower z jedna z córek.
                            • sea.sea Re: szczęście 17.07.13, 19:17
                              Aha. Czyli Tobie też jest wszystko jedno, czy masz z tą żoną orgazm, czy nie.
                              • marek.zak1 Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 20:02
                                Orgazm staje się widzę bogiem i wyznacznikiem udanego związku. Jeśi ktoś się seksi raz na miesiąc to może ma znaczenie, czy jest czy nie ma, ale jak kilka razy w tygodniu i raz jest a raz nie ma, to w ogóle nie ma tematu.
                                Jesli z takich, czyinnych względów nie ma u mnie, to nigdy nie obciążabym tym żony.
                                • sea.sea Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 20:14
                                  > Orgazm staje się widzę bogiem i wyznacznikiem udanego związku.

                                  Widzisz, co chcesz widzieć :)

                                  Częsty brak orgazmu, z powodu permanentnego zaniedbywania łóżkowego przez partnera będącego łóżkowym egoist(k)ą, w przypadku osoby posiadającej libido często bywa powodem spadku zadowolenia ze związku. Ot, co. I tego osobie posiadającej libido nie da się wynagrodzić nową torebunią, kaczką w pomarańczach na obiad, czy też pieskiem.

                                  Tyle, że Ty z uporem maniaka nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, że kobieta może odczuwać tak jak Ty: głęboki dyskomfort, kiedy sobie nie może porządnie spuścić z krzyża. Tobie masturbacja nie wystarcza do pełnej satysfakcji, więc zalecanie kobietom, że mają dawać dupy bez mrugnięcia żeby chłop nie marudził, a sobie kupić wibrator żeby same też nie marudziły, jest wyrazem głębokiego niezrozumienia i braku umiejętności wyjrzenia poza własny ogródek :)
                                  • marek.zak1 Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 20:42
                                    ,,Częsty brak orgazmu, z powodu permanentnego zaniedbywania łóżkowego przez partn
                                    era będącego łóżkowym egoist(k)ą, w przypadku osoby posiadającej libido często
                                    bywa powodem spadku zadowolenia ze związku".

                                    U mojej żony spadek zadowolenia ze zwiazku nie nastapił, a wręcz przeciwnie. Wydaje nam się, że gdybyśmy oboje byli tak bardzo skupieni na jej orgazmie, i przeżywali jego ewentualny brak, stresy i nerwy rozwaliłyby związek jeszcze za Gierka. Wtedy byłem biednym studentem i nosiłem polskie jeansy made by Odra.
                                    • sea.sea Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 21:37
                                      A libido żony oceniasz w skali od 1 do 10 na ile? :]
                                      Zaznaczam, że mam na myśli jej osobistą FIZJOLOGICZNĄ potrzebę seksu, a nie "zainicjuję, żeby mi Maruś nie kwękał, będzie mi miło a może i bluzeczka z Zary się trafi"? :)
                                      • zawle Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 21:50
                                        sea.sea napisała:

                                        > A libido żony oceniasz w skali od 1 do 10 na ile? :]
                                        > Zaznaczam, że mam na myśli jej osobistą FIZJOLOGICZNĄ potrzebę seksu, a nie "za
                                        > inicjuję, żeby mi Maruś nie kwękał, będzie mi miło a może i bluzeczka z Zary si
                                        > ę trafi"? :)


                                        Myślę że to nie tak. Żona kocha Marka z całą pewnością. Jest dla niej całym światem. Jest z niego dumna. Mało tego, myślę że cały czas go pożąda. I nieważne jaka jest nasza opinia na ten temat. Myślę że nawet jej potrzeby fizjologiczne współgrają z jego. To jest inny stan świadomości. Mi już od dawna niedostępny. Mnie pozbawiono niewinności. Ona tą niewinność nadal posiada. I nie martwi się o nic, bo ma swojego Mareczka. Przez chwilę też tak żyłam, dopóki nie skonfrontowałam się z prawdziwym życiem. Myślę że Marek nie będzie się starał ze wszystkich sił do tego nie dopuścić, bo wziął odpowiedzialność za swoją kobietę. Jeśli nawet marek ma wady ( a ma je niewątpliwie- nie jestem jego fanką), dla swojej żony to tylko drobne niedoskonałości. Bo to jej Marek.
                                        • sea.sea Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 22:01
                                          To nie zmienia faktu, że w przypadku kobiety mającej libido, rady Marka "dawaj dupy, skoro kochasz, a sobie kup wibrator i nie marudź" są do wsadzenia w kieszeń. I nie, ja naprawdę nie ciosam kołków chłopu na głowie jak mi się zdarzy nie mieć orgazmu, a zdarza się, bo nie mam aż takiej łatwości w osiąganiu rzeczonego, jak Kitty. Ale jakbym miała co piąty raz lub rzadziej, bo pan i władca uważa, że mnie orgazm niepotrzebny, więc nie musi wykonywać żadnych działań w kierunku tego, żebym go miała, za to z kolei on musi spuszczać z kręgosłupa kiedy chce, bo inaczej się udusi - to ów pan by spłynął z brudną wodą w brodziku, niezależnie od ilości bluzeczek z Zary, którymi by próbował mnie udobruchać. Wychodzi na to, że nigdy nie byłam niewinna, bo w łóżkowym egoiście bym nie była w stanie się zakochać, pożądać go, ani być z niego dumna.
                                          • zawle Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 22:25
                                            sea.sea napisała: Ale jakbym miała co piąty raz lub rzadziej, bo pan i władca uważ
                                            > a, że mnie orgazm niepotrzebny, więc nie musi wykonywać żadnych działań w kieru
                                            > nku tego, żebym go miała, za to z kolei on musi spuszczać z kręgosłupa kiedy ch
                                            > ce, bo inaczej się udusi - to ów pan by spłynął z brudną wodą w brodziku,

                                            pewnie też nie byłabyś w stanie się w takim kolesiu zakochać? Więc jak widać to nie przykład Marka. Marek jest osobą dość ograniczoną z uwagi własne przeżycia, wiec jego dobre rady należy traktować jak na to zasługuję. Ja wiem ze to trudne, sama mam w tym problemy;)
                                        • marek.zak1 Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 22:02
                                          Pzreczytałem żonie. Pozdrawia Was.
                                          • hello-kitty2 Re: szczęście i orgazm 17.07.13, 23:50
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Pzreczytałem żonie. Pozdrawia Was.

                                            A moze zona sie do nas przylaczy? :)
                                            • zawle Re: szczęście i orgazm 18.07.13, 00:33
                                              hello-kitty2 napisała: > A moze zona sie do nas przylaczy? :)

                                              Znam niejedną żonę Marka. Nawet takie które nie mają na bluzki w Zarze, tylko na chleb dla dzieci.
                                              • that.bitch.is.sick Re: szczęście i orgazm 18.07.13, 01:27
                                                zawle napisała:

                                                > hello-kitty2 napisała: > A moze zona sie do nas przylaczy? :)
                                                >
                                                > Znam niejedną żonę Marka. Nawet takie które nie mają na bluzki w Zarze, tylko n
                                                > a chleb dla dzieci.
                                                >

                                                Tak jak i niejedną bitch. A ja znam kogoś komu się robi kuku na muniu.
                                                • zawle Re: szczęście i orgazm 18.07.13, 09:34
                                                  that.bitch.is.sick napisała: > Tak jak i niejedną bitch. A ja znam kogoś komu się robi kuku na muniu.
                                                  >

                                                  Bitch...bardzo Cię proszę. Nie potwierdzaj tak szybko moich prymitywnych teoryjek na temat tego że nie masz własnych pomysłów i zdania. ja pierwsza rzuciłam hasło ze jesteś świrem, nie będziemy się chyba bawić w echo? Nie schodźmy poniżej dna?
                            • sea.sea Re: szczęście 17.07.13, 20:04
                              BTW "seks dla seksu" to wyjaśnienie jak "jem dla jedzenia" albo "drapię się po tyłku dla drapania się po tyłku". Jakby ludziom nie chodziło w tym seksie o coś konkretnego - np. prokreację, rozładowanie napięcia seksualnego czy zatrzymanie przy sobie partnera, powodów może być gazylion - to równie dobrze można by się tylko przytulać, bez umieszczania penisa w jakimkolwiek otworze. W końcu przytulanie to też kontakt fizyczny, a przynajmniej nie grozi ciążą, chorobami czy frustracją :P
                    • hello-kitty2 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 20:36
                      zyg_zyg_zyg napisała:

                      Dlac
                      > zego tak Ci ciężko napisac, że dla Ciebie zajebisty seks = zajebisty orgazm?

                      Pytanie nie do mnie ale mam przyklad z brzegu: pojechalam na wakacje z bylym, w druga noc usiadlam na jego wielkim pytonie, mialam zajebisty orgazm. Jaki byl seks? Chujowy. Przeciez zeby miec super orgazm mozna wykonac pare prostych ruchow przy pomocy przecietnego kutasa. Zeby miec go jeszcze raz mozna wykonac te czynnosci jeszcze raz. Co to ma za zwiazek z zajebistym seksem? To w takim ukladzie masturbujacy sie proteina z orgazmem, od ktorego leb urywa ma najlepszy seks w zyciu. Inny przyklad: ogladalam porno jakies domowe. Parka uprawia seks typu: siedzi babka na jezdzca na facecie i sie prawie nie rusza, po prostu siedzi, tak to wyglada, on cos tam sie rusza, a ona siedzi, zakres ruchu moze 2 cm i nagle ma orgazm (pewnie zajebisty). Pewnie miala zajebisty seks (no chyba po cos ten filmik wstawili), a nawet nie wygladalo.

                      Nie ma co upraszczac.
                      • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 20:57
                        hello-kitty2 napisała:

                        > zyg_zyg_zyg napisała:
                        >
                        > Dlac
                        > > zego tak Ci ciężko napisac, że dla Ciebie zajebisty seks = zajebisty orga
                        > zm?
                        >
                        > Pytanie nie do mnie ale mam przyklad z brzegu: pojechalam na wakacje z bylym, w
                        > druga noc usiadlam na jego wielkim pytonie, mialam zajebisty orgazm. Jaki byl
                        > seks? Chujowy.

                        Co?Ty generalnie sama wiesz czego chcesz? No związać się z taką babą to chyba szpital wariatów murowany. Może jeszcze introwertyczka? Taki króliczek z fochami?
                        • zawle Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 21:04
                          capt_mendozza napisał: > Co?Ty generalnie sama wiesz czego chcesz? No związać się z taką babą to chyba s
                          > zpital wariatów murowany. Może jeszcze introwertyczka? Taki króliczek z fochami
                          > ?

                          Zbyt skomplikowana? Czasami lepiej udawać że się rozumie;)
                          • zawle Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 21:06
                            Co do orgazmu to wszyscy mają rację. Gdy doświadcza się jego braku, to może boleć. Jeśli brak spowodowany jest tym że ma się w sypialni troglodytę, to troglodyta stanowi problem, nie brak orgazmu. Orgazm to jeden z elementów, na pewno nie najważniejszy. Ale dla głodnego bywa najważniejszy
                          • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 21:16
                            zawle napisała:

                            >
                            > Zbyt skomplikowana? Czasami lepiej udawać że się rozumie;)
                            >

                            Chyba wolałbym czytać ciebie. Wydajesz się sto razy bardziej skomplikowana;). Przynajmniej masz fajną sygnaturkę. Dobra poudaję. Mam wrażenie że twoja koleżanka nie jest skomplikowana, po prostu wyczuwa że wszystkie kobiety optują za orgazmem i chce wyróżnić odmienną opinią. Generalnie chce się poczuć od was wszystkich lepsza i bardziej wartościowa. I jak mnie oceniasz?:)
                            • zawle Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 21:24
                              capt_mendozza napisał: Mam wrażenie że twoja koleżan
                              > ka nie jest skomplikowana, po prostu wyczuwa że wszystkie kobiety optują za org
                              > azmem i chce wyróżnić odmienną opinią. Generalnie chce się poczuć od was wszyst
                              > kich lepsza i bardziej wartościowa. I jak mnie oceniasz?:)

                              Z orgazmem jest podobnie jak z kasą. Jeśli nie masz z nią problemu, nawet nie zauważasz że istnieje. No i mówisz ze kasa nie jest najważniejsza. To jakby następny level w grze. Myślę że Kitty jest na tyle świadoma własnej seksualności, że nie pojawiają jej się w głowie myśli o tym, że kobieta ten orgazm musi wywalczyć. Że musi o nim mówić, dawać sobie do niego prawo, epatować tą potrzebą. Lepsza od nas tu wszystkich jest bitch. Jeszcze ją poznasz, jak dostanie następną przepustkę z psychiatryka.
                              • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:10
                                zawle napisała:

                                >
                                > Z orgazmem jest podobnie jak z kasą. Jeśli nie masz z nią problemu, nawet nie z
                                > auważasz że istnieje. No i mówisz ze kasa nie jest najważniejsza. To jakby nast
                                > ępny level w grze. Myślę że Kitty jest na tyle świadoma własnej seksualności, ż
                                > e nie pojawiają jej się w głowie myśli o tym, że kobieta ten orgazm musi wywalc
                                > zyć. Że musi o nim mówić, dawać sobie do niego prawo, epatować tą potrzebą. Lep
                                > sza od nas tu wszystkich jest bitch. Jeszcze ją poznasz, jak dostanie następną
                                > przepustkę z psychiatryka.

                                W tych zawiłościach łatwo się pogubić, to samo przecież można powiedzieć o biedaku bez kasy który musi ograniczać swoje potrzeby. W drugim wątku w którym pisałem, pojawiła się chęć wejścia w rolę dziwki to może mówimy o drugiej skrajności u Hello Kitty? Dziwka może albo nienawidzić swojej pracy, albo nauczyć się czerpać przyjemność z tego że sprawia przyjemność klientowi.

                                Być może poznam aż tak się nie chcę rzucać w oczy, wolałbym dowiedzieć się jakie są Twoje kryteria oceny mężczyzny - poza orgazmem jak rozumiem? Też marzysz o roli ladacznicy?

                                • hello-kitty2 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:28
                                  capt_mendozza napisał:

                                  Dziwka może albo nienawidzić swojej pracy, albo nauczyć się cz
                                  > erpać przyjemność z tego że sprawia przyjemność klientowi.

                                  A nie znasz takich co to lubia, maja orgazmy, a kasa to tylko pretekst do puszczania sie?
                                  • zawle Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:35
                                    hello-kitty2 napisała:
                                    > A nie znasz takich co to lubia, maja orgazmy, a kasa to tylko pretekst do puszc
                                    > zania sie?
                                    Myślę że jest dużo takich kobiet, i chociaż to dziwki, są nadal kobietami i prawdy Ci nie powiedzą, bo co ludzie powiedzą?:)))
                                    • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 13:33
                                      zawle napisała:

                                      > hello-kitty2 napisała:
                                      > > A nie znasz takich co to lubia, maja orgazmy, a kasa to tylko pretekst do
                                      > puszc
                                      > > zania sie?
                                      > Myślę że jest dużo takich kobiet, i chociaż to dziwki, są nadal kobietami i pra
                                      > wdy Ci nie powiedzą, bo co ludzie powiedzą?:)))

                                      Krążą legendy o orgazmach dziwek i ich wielkich potrzebach seksualnych.
                                      Ta propaganda jest skierowana do męskich klientów, czemu wy dziewczyny dajecie się nabrać i jeszcze wam to imponuje? Chcecie być takie zajebiste?
                                      Te opowieści mają na celu odhumanizowanie tych kobiet żeby nie czuć się winnym że traktuje się je w kategoriach użytkowych. Takie same bzdury krążyły o carycy Katarzynie.
                                      Dziwka jest dziwką bo się ponadprzeciętnie lubi rżnąć więc jak ją rżniesz to jej robisz kurwa grzeczność. I jest porządek na świecie;). A pasją aktorek porno jest fisting.

                                      Z wiarą w takie bzdury lepiej się wali. Ale skąd u was, takie naiwniutkie opinie?
                                      Wmówił to wam jakiś prymitywny mąż czy kochanek?
                                      • marek.zak1 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 13:43
                                        Dużo czytałeś, ale ja raczej wierzę Kitty.
                                        • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 14:09
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Dużo czytałeś, ale ja raczej wierzę Kitty.

                                          Nie wiem do czego się odnosisz, możesz się rozwinąć?
                                          • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 14:15
                                            capt_mendozza napisał:

                                            > marek.zak1 napisał:
                                            >
                                            > > Dużo czytałeś, ale ja raczej wierzę Kitty.
                                            >
                                            > Nie wiem do czego się odnosisz, możesz się rozwinąć?

                                            Albo wiesz co? Nie rozwijaj. Przeczytałem Ci trochę i już wiem.
                                            Wierzysz. Z religią, jak z każdym przesądem nie da się dyskutować. Skoro wierzysz to domyślam się, nie masz żadnych argumentów tylko widziałeś krwawe stygmaty.
                                            • marek.zak1 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 14:30
                                              Chodzi o twój poglad na temat co lubią kobiety/dziwki a czego nie. W tej materii wierze bardziej w to, co mówi kobieta. Bez podtekstu.
                                              • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 14:52
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > Chodzi o twój poglad na temat co lubią kobiety/dziwki a czego nie. W tej materi
                                                > i wierze bardziej w to, co mówi kobieta. Bez podtekstu.


                                                Kobieta która nie była dziwką i pojęcie ma o tym takie że obejrzała jakieś naiwne porno kobiece.
                                                Ja wierzę w to co mówią mi moi koledzy z izby przyjęć o urazach z jakimi pojawiają się panie lekkich obyczajów. Złamania żeber, nosa, perforacje odbytu, jelita, rozdarcia genitaliów i ust, choroby weneryczne ust i gardła na własne oczy widziałem, to chyba od stosunków oralno-analnych, kłykciny przy okazji itd.

                                                Dziwki pracują dla przyjemności:-) Może takie są, a może czasami trafi im się dzień przyjaciół zwierząt.

                                                Myślę że żyjecie na tym forum w takim dobranockowym półświatku. Ktoś się kreuje na doświadczonego a nie wiadomo czy nie jest zakompleksionym grubaskiem w tłustym podkoszulku któremu trudno znaleźć partnera seksualnego i na bryluje na forum.
                                                • kag73 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 15:12
                                                  Nie wiem tak sumie dokladnie o co chodzi, ale wydaje mi sie, ze to porownywanie czy chec bycia traktowana jak "dziwka"/bycie dla kogos dziwka moze byc skutkiem panujacego przekonania i podwojnej moralnosci w niektorych srodowiskach/krajach. Czyli faceci tak naprawde boja sie kobiecej seksualnosci i kobiety otwartej na seks w swoim domu, chca takiej grzecznej, ktora stawiaja na piedestal. A wyuzdanego skesu i prawdziwych "wrazen" szukaja w burdelu/u dziwek, albo wierza, ze takie cos to tylko u nich. Albo tez szukaja na zone takiej swietojebliwej a potem dziwia sie, ze nie ma szalu w lozku. Do tego, mam wrazenie, wielu takich facetow dziwkami gardzi. Je mozna potraktowac jak sie chce, zrobic z nimi na co ma sie ochote, itd. Nie mowie, ze to dobrze(bo moim zdaniem niedobrze) ale ogolnie taki przekonanie zdaje sie byc powszechne wsrod tego typu mezczyzn.
                                                  Dziwka moze byc tutaj synonimem kobiety wyuzdanej/wyzwolnej, bez zahamowan i gotowej na roznosci(tak to odbieram). Oczywiscie pomija sie tutaj ciemna strone seksu za pieniadze.
                                                  • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 15:21
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Dziwka moze byc tutaj synonimem kobiety wyuzdanej/wyzwolnej, bez zahamowan i go
                                                    > towej na roznosci(tak to odbieram). Oczywiscie pomija sie tutaj ciemna strone s
                                                    > eksu za pieniadze.

                                                    I to mnie zastanowiło. Witaj - miło Cię poznać, ciekawie piszesz na forum.
                                                    Jestem ostrożny z kobietami które się domagają się żeby je źle traktować. Ten bezsens działanie nie w swoim interesie musi mieć powód. Kobiety takie jak Twoja bogini rozumiem, walczą o swoje, dziwki są w pracy, gwiazdy porno udają. A co z kobietami co twierdzą że są chodzącą darmową? Chcą się przypodobać facetom? Poczuć się lepsze od koleżanek? Gdzie tu jest haczyk?

                                                  • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 15:23
                                                    Z kobietami które twierdzą że są chodzącą darmową dziwką.
                                                    Przepraszam. Gdzie taka kobieta ma interes?
                                                    Udając na forum?
                                                    Masz jakiś inny pomysł?
                                                  • hello-kitty2 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 15:23
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Dziwka moze byc tutaj synonimem kobiety wyuzdanej/wyzwolnej, bez zahamowan i go
                                                    > towej na roznosci(tak to odbieram).

                                                    Tak, o tym mowimy z Zawle (wyraznie podkreslila: byc dziwka dla ukochanego mezczyzny) ale nowy kolega wskazuje, ze termin dziwka jest zarezerwowany dla prostytutek, a kto uzywa go w innym znaczeniu ten jest... i tu posypaly sie epitety o tlustch podkoszulkach itd (???)
                                                  • marek.zak1 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 15:50
                                                    Kittty, ja Cię rozumiem. Jak ma być swietny seks, musisz wyjść z roli matki/perfekcyjnej pani domu i zamienić się w dziwkę/dupę dla twojego faceta. Czy tak?
                                                    Już to sprzedałem na moim blogu :)
                                                  • kag73 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 16:03
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Kittty, ja Cię rozumiem. Jak ma być swietny seks, musisz wyjść z roli matki/per
                                                    > fekcyjnej pani domu i zamienić się w dziwkę/dupę dla twojego faceta. Czy tak?
                                                    > Już to sprzedałem na moim blogu :)

                                                    Dobre, dobre, dobre! Nie wiem jak kitty, ale ja sie niezle usmialam:))
                                                  • marek.zak1 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 16:09
                                                    Tak twierdzi Kitty i odbieram to z szacunkiem, cos na kształt prawdy objawionej.
                                                  • urquhart Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 16:14
                                                    Musisz sobie wpisać plusik do notatnika za to odkrycie :)
                                      • urquhart Krążą legendy o orgazmach dziwek i ich wielkich po 18.07.13, 15:27
                                        capt_mendozza napisał:
                                        > Krążą legendy o orgazmach dziwek i ich wielkich potrzebach seksualnych.
                                        > Ta propaganda jest skierowana do męskich klientów, czemu wy dziewczyny dajecie
                                        > się nabrać i jeszcze wam to imponuje? Chcecie być takie zajebiste? (...)
                                        > Z wiarą w takie bzdury lepiej się wali. Ale skąd u was, takie naiwniutkie opini
                                        > e? (...)
                                        > Wmówił to wam jakiś prymitywny mąż czy kochanek?

                                        Ja na przykład "wmawiam" bo się z takimi modelami spotkałem.
                                        Twoją percepcję też to przekracza bo znalazłeś się w tej przezroczystej podgrupie meżczyzn?
                                      • zawle Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 16:54
                                        capt_mendozza napisał: > Krążą legendy o orgazmach dziwek i ich wielkich potrzebach seksualnych.
                                        > Ta propaganda jest skierowana do męskich klientów, czemu wy dziewczyny dajecie
                                        > się nabrać i jeszcze wam to imponuje? Chcecie być takie zajebiste?

                                        jestem zajebista, chociaż czasami mi to ciąży;) Nie rób tu propagandy i nie rób scen, bo mnie cudza histeria rozśmiesza. Wyznajesz politykę chuchania na zimne, a ja poprawności politycznej nie dzierżę. Sa dziwki które to robią dlatego że nie mają innego wyjścia ( myślę że to większość w krajach seksturystyki, gdzie własne matki dzieci wypychają na ulicę), są też dziwki które to robią dla większych pieniędzy. Są też takie, które to robią bo lubią. Zwyczajnie. Uprawianie martyrologii na temat tego zawodu jest tak samo głupie w jedną i w drugą stronę. Jedyne co mnie razi to zwrot "łatwe pieniądze". Łatwe bywają jak mogą wybierać.
                                • zawle Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:34
                                  capt_mendozza napisał: to samo przecież można powiedzieć o bied
                                  > aku bez kasy który musi ograniczać swoje potrzeby

                                  Przeczytaj Wiwat Aspidistra, poznasz negowanie kasy przez biedaka. To wyparcie, a nie niezauważanie znaczenia.
                                  Teraz co do dziwek. Nie traktuj tego tak dosłownie. Tu dziwka jest traktowana jako rodzaj kreacji nadającej klimat. Kobiety bardzo często fantazjują o przemocy, gwałtach, służeniu. Dziej się to w zaciszu własnego umysłu, zawsze z pociągającym je mężczyzną i zawsze są napalone oraz bezpieczne. Z niektórymi panami te fantazje można wcielić w życie. Warunki: bezpieczeństwa, podniety i kontroli muszą być spełnione. Dlatego nie każdy Pan dostępuje zaszczytu współuczestniczenia w tym świecie. Nie każda kobieta ma taki świat, nie każda się się niego przyzna. Ja o roli ladacznicy nie marzę, bo jest dla mnie dostępna.
                                  • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 14:05
                                    zawle napisała:

                                    > capt_mendozza napisał: to samo przecież można powiedzieć o bied
                                    > > aku bez kasy który musi ograniczać swoje potrzeby
                                    >
                                    > Przeczytaj Wiwat Aspidistra, poznasz negowanie kasy przez biedaka. To wyparcie,
                                    > a nie niezauważanie znaczenia.

                                    To spróbuj nakłonić jakiegoś oligarchę żeby Ci jeden jacht odstąpił, skoro pieniądze dla bogaczy nie mają znaczenia:-).
                                    Szybko się przekonasz że są równie ważne jak dla biednego.
                                    Czy to jest wyparcie czy coś innego - łatwo się pomylić skoro te same daje objawy.
                                    Ciężko stwierdzić czy twoja przyjaciółka ma generalnie jakieś orgazmy czy nie ma i próbuje sobie wmówić że ważne jest co innego nie żeby poczuć się lepiej:-)
                                    To mi wyglądana na tak zwane kwaśne winogrona i słodkie cytryny. Orgazm jest kiepski:-). Niewiele potwierdzi taką opinię.

                                    > Teraz co do dziwek. Nie traktuj tego tak dosłownie. Tu dziwka jest traktowana j
                                    > ako rodzaj kreacji nadającej klimat. Kobiety bardzo często fantazjują o przemoc
                                    > y, gwałtach, służeniu. Dziej się to w zaciszu własnego umysłu, zawsze z pociąga
                                    > jącym je mężczyzną i zawsze są napalone oraz bezpieczne. Z niektórymi panami te
                                    > fantazje można wcielić w życie. Warunki: bezpieczeństwa, podniety i kontroli m
                                    > uszą być spełnione. Dlatego nie każdy Pan dostępuje zaszczytu współuczestniczen
                                    > ia w tym świecie. Nie każda kobieta ma taki świat, nie każda się się niego przy
                                    > zna. Ja o roli ladacznicy nie marzę, bo jest dla mnie dostępna.

                                    Zabawne że uważasz to za wyższy level. Może coś ci się już pomyliło. Wydawało mi się zawsze że fantazje o gwałcie i poniżeniu są charakterystyczne dla stłumionej seksualności u kobiet. Po pierwsze tłumaczy się je kulturą gwałtu a po drugie zdarzają się kobietom które czują się winne z powodu własnych potrzeb seksualnych i fantazje o przemocy pomagają im się uporać z poczuciem winy.

                                    Z otwartością seksualną taka postawa się raczej kłóci. Podobnie jak fantazje o byciu dziwką. Uważałem takie kobiety za istoty specjalnej troski ze zrytym berecie, po traumie czy indoktrynacji. Nie znam koleżanki, nie chcę osądzać.

                                    • zawle Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 17:03
                                      capt_mendozza napisał:> To spróbuj nakłonić jakiegoś oligarchę żeby Ci jeden jacht odstąpił, skoro pien
                                      > iądze dla bogaczy nie mają znaczenia:-).

                                      A do czego to jest argument? Bo ja piszę o tym że walką o orgazmy zajmują się osoby czujące że jest o co walczyć. Ja tego nie czuję. Bo nie są dla mnie problemem.

                                      Orgazm jest ki
                                      > epski:-).

                                      Bywają i takie...malutkie, wręcz bolesne. Dla mnie orgazm łechtaczkowy jest marny. Niepełny. Ale czy mam wpierać kobietom mającym tylko takie że ich orgazm jest głupi, bo mój jest lepszy? Dla mnie orgazm jest przereklamowany i skupianie się tylko na nim zuboża doznania. jak już mówiłam, lubię jeść z nie poczuć sytość.

                                      Wydawało m
                                      > i się zawsze że fantazje o gwałcie i poniżeniu są charakterystyczne dla stłumi
                                      > onej seksualności u kobiet. Po pierwsze tłumaczy się je kulturą gwałtu a po dru
                                      > gie zdarzają się kobietom które czują się winne z powodu własnych potrzeb seksu
                                      > alnych i fantazje o przemocy pomagają im się uporać z poczuciem winy.

                                      tak, tak teorii jak mrówków i jabków papierówków. Niestety kilka z nich jest tak samo prawdopodobnych, ale się wzajemnie wykluczają. Aczkolwiek ta o ukrytych pragnieniach seksualnych i poczuciu winy jest podkręcająca;) Niestety w tym samym temacie poddaństwa i dominacji. Gdybym była dziwką, utrzymanką, żoną dającą dupy niekochanemu mężowi byłabym pełna zrozumienia dla Twojej pisaniny. A tak, tylko powiem ze masz rację. Ale ja mam swoją.
                            • hello-kitty2 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:13
                              capt_mendozza napisał:

                              > Chyba wolałbym czytać ciebie. Wydajesz się sto razy bardziej skomplikowana;). P
                              > rzynajmniej masz fajną sygnaturkę. Dobra poudaję. Mam wrażenie że twoja koleżan
                              > ka nie jest skomplikowana, po prostu wyczuwa że wszystkie kobiety optują za org
                              > azmem i chce wyróżnić odmienną opinią. Generalnie chce się poczuć od was wszyst
                              > kich lepsza i bardziej wartościowa. I jak mnie oceniasz?:)

                              hehe nie uda Ci sie, za bradzo lubie Zawle i ona za bardzo lubi mnie :) Nie wejdziesz miedzy nas szatanie :)
                              • capt_mendozza Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:35
                                hello-kitty2 napisała:
                                >
                                > hehe nie uda Ci sie, za bradzo lubie Zawle i ona za bardzo lubi mnie :) Nie we
                                > jdziesz miedzy nas szatanie :)

                                Mogłoby być nieźle, nie musicie przestawać się lubić. Ty nie wiesz czego chcesz laluniu:).

                                Orgazm źle, z drugą pszczółeczką źle, ciągle kaprysisz.
                      • zyg_zyg_zyg Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:28
                        > Pytanie nie do mnie

                        No właśnie, Kitty, pytanie nie do Ciebie. Pytanie li i jedynie do Marka - specjalnie dla niego. Mało zresztą kogo, oprócz niego, podejrzewałabym o odpowiedź twierdzącą...
                        • hello-kitty2 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 22:56
                          zyg_zyg_zyg napisała:

                          > > Pytanie nie do mnie
                          >
                          > No właśnie, Kitty, pytanie nie do Ciebie. Pytanie li i jedynie do Marka - specj
                          > alnie dla niego. Mało zresztą kogo, oprócz niego, podejrzewałabym o odpowiedź t
                          > wierdzącą...

                          aha no to czekamy co odpowie ;)
                          • zyg_zyg_zyg Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 23:03
                            Oj, Kiciu, przecież już odpowiedział... :-)
                            • hello-kitty2 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 17.07.13, 23:10
                              zyg_zyg_zyg napisała:

                              > Oj, Kiciu, przecież już odpowiedział... :-)

                              ups, wyjdzie, ze nie czytam Marka ;)
                          • marek.zak1 Re: zajebisty seks = zajebisty orgazm? 18.07.13, 12:07
                            Nie moge znaleźć pytania, ale na pewno odpowiem.
                  • jesod Re: szczęście 17.07.13, 16:50
                    marek.zak1 napisał:
                    > Udane małżeństwo to związek magiczny,

                    Marek... ale nie wszyscy mają jakiekolwiek pojecie na temat magii, a co dopiero mówić o szczęściu.
              • twojabogini Re: Sukces w seksie 17.07.13, 15:05
                marek.zak1 napisał:

                > To proste. Jej facet ją kocha, pożąda i pragnie przez 36 lat.

                Nawet JEJ sukces jest związany z tym co JEJ FACET czuje (pragnie, kocha, pożąda). JEJ "sukces" nie polega na tym, co ona czuje, poza bezpieczeństwem - że on wciąż przy niej.

                Marek, obudź się - twoja żona od dawna ma kochanka (albo kilku) i dlatego tak gładko i bezproblemowo wam to idzie. Nie wierzę w kobiety, które po 36 latach współżycia seksualnego nadal nie mają potrzeb. Najpóźniej przebijają one po urodzeniu dzieci, w okolicach 30-35. Wtedy jednak kobiety są za mądre, że by dla seksu brać rozwód z kimś kto zapewnia wszystko poza dobrym seksem i jest najbliższa na świecie ukochaną osobą - bo dobry seks jest w dzisiejszych czasach dostępny od ręki, dyskretnie i w każdej pożądanej wersji.
                • marek.zak1 Re: Sukces w seksie 17.07.13, 15:36
                  Wszystko jest możliwe, równiez to, że moja żona ma niejednego kochanka. Mnie się z kolei wydaje, że Ty swoich facetów traktujesz przedmiotowo i zwyczajnie ich nie kochasz. Gdybyś swojego faceta kochała do szaleństwa, tak byś nie pisała.
                  • twojabogini Re: Sukces w seksie 17.07.13, 16:34
                    Mnie s
                    > ię z kolei wydaje, że Ty swoich facetów traktujesz przedmiotowo i zwyczajnie ic
                    > h nie kochasz. Gdybyś swojego faceta kochała do szaleństwa, tak byś nie pisała.
                    >

                    Rożnie bywało. Od paru ładnych lat kocham do szaleństwa. Co nie przeszkadza mi chodzić z obiektem szalonej miłości do łóżka po orgazm i odlotowy seks, a nie po to, żeby za ileś tam lat nadal mnie kochał, podziwiał i uwielbiał - czy jak to leciało. Co by mi było po miłości, gdybym po ścianach chodziła z seksualnej frustracji?
                    Czy mężczyzna, który nie dba o orgazm żony i uważa go za zbędny naprawdę ją kocha? Zazwyczaj na mojej satysfakcji zależało przede wszystkim tym kochankom, z którymi łączyła mnie więź emocjonalna.
                    • jesod Od paru ładnych lat kocham 17.07.13, 17:04
                      twojabogini napisała:
                      > Od paru ładnych lat kocham do szaleństwa. Co nie przeszkadza mi
                      > chodzić z obiektem szalonej miłości do łóżka po orgazm i odlotowy seks, a nie p
                      > o to, żeby za ileś tam lat nadal mnie kochał,

                      Raczej głupie by było, gdyby Ci to przeszkadzało. Ale też nie uwierzę w to, że zupełnie wisi Ci sprawa uczuć i wzajemnych emocji w przyszłości. To tylko demonstracja.
                      W końcu... "chwilo trwaj" jest jak modlitwa o dobre jutro.

                      • twojabogini Re: Od paru ładnych lat kocham 18.07.13, 17:39
                        jesod napisała:

                        > Raczej głupie by było, gdyby Ci to przeszkadzało. Ale też nie uwierzę w to, że
                        > zupełnie wisi Ci sprawa uczuć i wzajemnych emocji w przyszłości. To tylko demon
                        > stracja.
                        > W końcu... "chwilo trwaj" jest jak modlitwa o dobre jutro.

                        Oczywiście, że mi nie wisi. Ale wierzę w to, że jeśli tworzymy dobre dziś - jutro nie okaże się gorsze.
                    • hello-kitty2 Re: Sukces w seksie 17.07.13, 17:04
                      twojabogini napisała:

                      Tutaj tez sie rozjezdza:

                      > Co by mi było po miłości, gdybym po ścianach chodziła z seksualnej f
                      > rustracji?

                      Wtedy jednak kobiety są za mądre, że by dla sek
                      > su brać rozwód z kimś kto zapewnia wszystko poza dobrym seksem i jest najbliższ
                      > a na świecie ukochaną osobą - bo dobry seks jest w dzisiejszych czasach dostępn
                      > y od ręki, dyskretnie i w każdej pożądanej wersji.

                      Dla mnie Bogini jestes jedna z tych kobiet, ktore pisza duzo o milosci i pozadaniu w zwiazku, a tak naprawde chodzi im, zeby im przede wszystkim bylo dobrze, bo gdyby tylko nie bylo to wypad. Nie wierze ani w taka milosc ani w takie pozadanie. Lepiej pisac wprost: ja jestem najwazniejsza i jestem warta tego, czego chce, a jak sie nie podoba to wypad. Tak odbieram Triss i jest dla mnie wiarygodna.
                      • triismegistos Re: Sukces w seksie 17.07.13, 21:46
                        Po pierwsze nie triss, tylko triis. Drobiazg, ale gdzieś tu w pobliżu jest forowiczka, z którą już mnie mylono, a z którą mam diametralnie inne spojrzenie na rzeczywistość.
                        Po drugie nie przesadzaj. Między "ja jestem najważniejsza", a cierpiętnicą, która posłusznie daje dupy i nie wyskakuje z oczekiwaniami, by nie wykastrować misia jest całe stado innych możliwości. Serio serio.
                      • twojabogini Re: Sukces w seksie 18.07.13, 17:45
                        > Dla mnie Bogini jestes jedna z tych kobiet, ktore pisza duzo o milosci i pozada
                        > niu w zwiazku, a tak naprawde chodzi im, zeby im przede wszystkim bylo dobrze,
                        > bo gdyby tylko nie bylo to wypad. Nie wierze ani w taka milosc ani w takie poza
                        > danie. Lepiej pisac wprost: ja jestem najwazniejsza i jestem warta tego, czego
                        > chce, a jak sie nie podoba to wypad. Tak odbieram Triss i jest dla mnie wiarygo
                        > dna.

                        Jestem dla siebie równie ważna jak mój mąż, dzieci, rodzina. Z tego powodu wiele osób postrzega mnie właśnie tak jak ty. Nie przeszkadza mi to. Co do tego, gdy nie jest dobrze - jak to w małżeństwie - także i w moim nie zawsze jest. Rzecz w tym, że silna więź emocjonalna i seksualna daje motywację, żeby problemy rozwiązywać, a nie mówić wypad. Tyle, że jest to silna wewnętrzna motywacja, a nie jakieś tam ocalanie rodziny, refleksje mieszkaniowo-kredytowe, lęk przed samotnością.
                        W związkach w których tej więzi nie było - tak właśnie mówiłam - wypad. Bo po co mam się męczyć z kimś, na kim mi nie zależy, lub komu nie zależy na mnie?
                • zyg_zyg_zyg Re: Sukces w seksie 17.07.13, 15:40
                  Nie wierzę w kobiety, które po 36 latach ws
                  > półżycia seksualnego nadal nie mają potrzeb. Najpóźniej przebijają one po urodz
                  > eniu dzieci, w okolicach 30-35.

                  No to masz pierwsza sprzecznośc ze stwierdzeniem, że kobieta potrzebuje rozbudzenia przez mężczyznę.
                  • twojabogini Re: Sukces w seksie 17.07.13, 16:54
                    zyg_zyg_zyg napisała:

                    > Nie wierzę w kobiety, które po 36 latach ws
                    > > półżycia seksualnego nadal nie mają potrzeb. Najpóźniej przebijają one p
                    > o urodz
                    > > eniu dzieci, w okolicach 30-35.
                    >
                    > No to masz pierwsza sprzecznośc ze stwierdzeniem, że kobieta potrzebuje rozbudz
                    > enia przez mężczyznę.

                    Ależ mają one kontakt z mężczyzną. Regularnie współżyją. Mężczyzna super jang rozbudziłby je w pół roku, a taki mniej jang może potrzebować na to i 10-15 lat. A potem biedak nie wie co z tym fantem dalej zrobić...:) Za następne 10 nauczy się, gdzie leży łechtaczka? :)
        • twojabogini Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:56
          > Jako że orgazmy są moim zdaniem wynikiem współdziałania, więc tak samo mnie do
          > szału doprowadza twierdzenie Bogini, że facet jest całkowicie odpowiedzialny za
          > jakość seksu i jeśli seks jest do bani, to znaczy, że sobie kobiety nie rozbud
          > ził

          A jak ma współdziałać nierozbudzona osoba? Ja jestem zwolenniczką tezy, że można się rozbudzić samodzielnie (ileś tam postów w tym temacie napisałam, jak również napisałam, że kobiety czekające, aż je partner rozbudzi to idiotki - bo tak to można w nieskończoność i do grobowej dechy). Nie zmienia to faktu, że kobieta, która musi rozbudzać się sama - ma kochanka do niczego i nawet jak się już rozbudzi - to raczej powinna myśleć o zmianie kochanka, niż ekstatycznych doznaniach z dotychczasowym, który nie zaliczył nawet wstępu.

          Na etapie, gdy kobieta jest rozbudzona - sama, przez innego, albo aktualnego kochanka - nie da się uniknąć tego, że zacznie mieć oczekiwania i preferencje (bo jako osoba rozbudzona będzie ich świadoma) - i jeśli na tym polu mężczyzna się wystraszy, albo nie da rady - znów klapa.

          Współdziałanie jak najbardziej - jeśli rozumiemy pod nim gotowość kobiety do bycia rozbudzoną i mężczyzny do jej rozbudzenia oraz po rozbudzeniu - gotowość mężczyzny do uwzględnienia w seksie potrzeb partnerki oraz gotowość kobiety do jasnego ich wyrażenia w formie, która będzie dla mężczyzny przyjemna (na pewno nie ciągłej krytyki, lub krótkich komend a la szef brygady ss). Żyjemy w świecie, gdzie kobieca seksualność jest tłumiona - więc konieczność jej rozbudzania u zarania życia seksualnego kobiety, uwalniania od poczucia winy, budowania samoakceptacji - jest warunkiem wstępnym. Według mnie to społeczne - według tao - to w ogóle wrodzona cecha kobiet (nie zgadzam się z tym).
          Zacznijmy inaczej wychowywać dziewczynki, skończmy z podwójnymi standardami itp. - wtedy pomyślimy o kobiecej odpowiedzialności za seks. Według tao - to bajka i myślenie życzeniowe - bo kobiety jako jin zawsze będą wymagać rozbudzenia.
          I jeszcze jedno - ponieważ seksualność w naszej kulturze jest centrofalliczna - kobiety nawet młode i nierozbudzone mają dużą wiedzę o tym jak dać przyjemność fizyczną mężczyźnie - analogicznie - nawet bardzo rozbudzone seksualnie buhaje nie za wiele wiedzą o kobiecych potrzebach seksualnych (np. odpowiedniej stymulacji pochwy).
      • twojabogini Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:29
        capt_mendozza napisał:

        zaczęłyście myśleć samodzielnie
        > nawet zaczęłyście po swojemu niestety interpretować filozofię dalekiego wschodu
        > , to chyba czas najwyższy o jakość swojego seksu się samodzielnie zatroszczyć.

        To nie jest interpretacja własna. Jin - biernośc, jang - aktywność. Napięcie seksualne - przełamanie jin przez jang (mężczyzna aktywny, kobieta bierna). Mężczyzna dostatecznie jang rozbudza kobietę, niedostatecznie - nie rozbudza. Im mniej jin jest kobieta, tym mniej jang potrzebuje być mężczyzna.

        Przekładając to na moje - o jakość swojego seksu potrafię się zatroszczyć doskonale niezależnie od teorii. Jednak nie jestem w stanie zmienić faktu, że albo mężczyzna umie pieprzyć, albo nie - więc regulacja może następować tylko poprzez wymianę i odpowiedni dobór kochanków. I tu teoria tao okazuje się zaskakująco prawdziwa i życiowa.
        Nie da się mieć udanego seksu z nieumiejętnym kochankiem, a osiągniecie orgazmu przez kobietę jest zależne od mężczyzny. To, że wiem, gdzie mam punkt G, jak zrobić sobie sama wytrysk, wielokrotny orgazm łechtaczkowy lub mieszany, czy postymulować obszar analny lub poprowadzić stymulację wielopunktową do megaorgazmu - w ostatecznym rozrachunku się nie liczy. Moja wiedza przydaje się do samoobsługi, jesli nie wie tego kochanek - seks nie dostarczy mi przyjemności fizycznej (choć może zaspokoić ego, potrzebę bliskości, odprężyć).

        Z drugiej strony: mogłabym tego wszystkiego nie wiedzieć - ale wystarczyłby wiedzący to kochanek. Tak - z bólem przyznaję mój orgazm podczas stosunku z mężczyzną zależy od umiejętności seksualnych partnera i w tej mierze jestem zdana na niego. Albo od jego wiedzy i umiejętności - albo od chęci nauki - czyli zamiany ról, kiedy to ja i moje potrzeby będą priorytetem, a on będzie uczniem (ale naprawdę niewielu panów jest gotowych wyjść z roli ogiera i pana jang - o czym dziewczyny wyżej).
        Swoją ręką mogę sobie zrobić dobrze w trakcie - ale nie o to w tym biega. Więc hasło twój orgazm w twoich rękach pozostaje hasłem onanistów, zarówno męskich jak i żeńskich.




        • zyg_zyg_zyg Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:40
          > Przekładając to na moje - o jakość swojego seksu potrafię się zatroszczyć dosko
          > nale niezależnie od teorii. Jednak nie jestem w stanie zmienić faktu, że albo m
          > ężczyzna umie pieprzyć, albo nie - więc regulacja może następować tylko poprzez
          > wymianę i odpowiedni dobór kochanków. I tu teoria tao okazuje się zaskakująco
          > prawdziwa i życiowa.
          > Nie da się mieć udanego seksu z nieumiejętnym kochankiem, a osiągniecie orgazmu
          > przez kobietę jest zależne od mężczyzny. To, że wiem, gdzie mam punkt G, jak z
          > robić sobie sama wytrysk, wielokrotny orgazm łechtaczkowy lub mieszany, czy pos
          > tymulować obszar analny lub poprowadzić stymulację wielopunktową do megaorgazmu
          > - w ostatecznym rozrachunku się nie liczy. Moja wiedza przydaje się do samoobs
          > ługi, jesli nie wie tego kochanek - seks nie dostarczy mi przyjemności fizyczne
          > j (choć może zaspokoić ego, potrzebę bliskości, odprężyć).

          Oki - tu sie zgodzę. Ale z drugiej strony sa panowie, którzy obiektywnie (jeżeli w seksie w ogóle można mówi o obiektywnosci) są świetni, ale trafiaja na babki zwyczajnie nieodpowiednie. Czy poblokowane, czy niekompatybilne feromonowo, czy nielubiące seksu, czy kompletnie nieumiejące komunikowac swoich potrzeb, czy co tam jeszcze. I oczekiwanie, że mężczyzna sprawi, że seks stanie się zajebisty, w takim przypadku jest dla mnie zwyczajnie nie fiar.
          • rekreativa Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 14:51
            Jasne, ale z drugiej strony uważanie, że facet w seksie nie ma nic wspólnego z orgazmem kobiety, czyli niech ona się sama o ten orgazm postara (czyli jak? bo za cholerę tego nie rozumiem, mam się sama dotykać, czy o co chodzi?) jest jakimś nieporozumieniem.
            Bo w końcu po to idzie się do łóżka z drugą osobą, żeby ta osoba nas pieściła i stymulowała, a my ją, a nie po to, by sobie nadal samemu zrobić dobrze.
            • zyg_zyg_zyg Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 15:00
              Tak - ja się całkowicie zgadzam z Sea.sea, z koncepcją współdziałania i współodpowiedzialnosci za jakoś seksu i satysfakcję obojga.
              • capt_mendozza Lis i jaskóła 17.07.13, 19:38
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > Tak - ja się całkowicie zgadzam z Sea.sea, z koncepcją współdziałania i współod
                > powiedzialnosci za jakoś seksu i satysfakcję obojga.

                Na hasło współdziałanie i współodpowiedzialność jakoś mi nie staje. Kojarzy mi się z komunistycznym przymusem pracy. Spróbujcie może czegoś innego. Tańca brzucha?;)
                Taka spółka to jak lis i jaskółka. To tak się umówmy dziewczyny. Skoro wasz orgazm to NASZ orgazm - to mój wzwód naszym wzwodem;)
                • triismegistos Re: Lis i jaskóła 17.07.13, 19:57
                  Ale to właśnie tak działa. Czuję się odpowiedzialna, by mojemu partnerowi seks ze mną sprawiał jak najwięcej frajdy i wkładam w to dużo starań.
                  Ale gdyby jemu się nie chciało to mi tym bardziej.
                • zyg_zyg_zyg Re: Lis i jaskóła 17.07.13, 22:43
                  > Na hasło współdziałanie i współodpowiedzialność jakoś mi nie staje. Kojarzy mi
                  > się z komunistycznym przymusem pracy. Spróbujcie może czegoś innego. Tańca brzu
                  > cha?;)
                  > Taka spółka to jak lis i jaskółka. To tak się umówmy dziewczyny. Skoro wasz org
                  > azm to NASZ orgazm - to mój wzwód naszym wzwodem;)

                  Jeśli Ci nie staje i potrzebujesz wspomagania -np. orala do osiągnięcia pełni możliwości - to jak najbardziej Twój wzwód jest Waszym wzwodem ;-)
        • capt_mendozza Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 15:02
          twojabogini napisała:

          > capt_mendozza napisał:
          >
          > zaczęłyście myśleć samodzielnie
          > > nawet zaczęłyście po swojemu niestety interpretować filozofię dalekiego w
          > schodu
          > > , to chyba czas najwyższy o jakość swojego seksu się samodzielnie zatrosz
          > czyć.
          >
          > To nie jest interpretacja własna. Jin - biernośc, jang - aktywność. Napięcie se
          > ksualne - przełamanie jin przez jang (mężczyzna aktywny, kobieta bierna). Mężcz
          > yzna dostatecznie jang rozbudza kobietę, niedostatecznie - nie rozbudza. Im mni
          > ej jin jest kobieta, tym mniej jang potrzebuje być mężczyzna.

          Wiesz :) generalnie odniesienie tej symetrii do związku kobiety z mężczyzną jako swoistego systemu naczyń połączonych tj. że jemu coś wzrasta to automatycznie jej coś tam maleje, coś się automatycznie uzupełnia, niby czemu się uzupełnia? dla równowagi wszechświata?... to jest generalnie wyssane z palca. Zresztą czemu jang to akurat mężczyzna a nie urodzeni w latach parzystych ?;) Aktywność i bierność w odniesieniu do psychologii i relacji osobistych to bardzo ogólnikowe i niewiele mówiące określenia. Teoria jest piękna a ty jesteś bardzo oryginalnie i samodzielnie myślącą kobietą. Jestem przekonany, że twoja siła przekonywania w sytuacjach intymnych jest piorunująca.
          >
          • twojabogini Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 15:17
            Czemu sobie taoiści tak ułożyli świat nie wiem. Wiem, że ta wizja świata o tyle jest dla mnie interesująca, że analizuję i badam.
            Nie podoba mi się żadna teoria, według której kobieca bierność seksualna (do czasu rozbudzenia zewnętrznym jang) jest atrybutem przyrodzonym. Jak do tej pory jestem głęboko przekonana o tym, że jest to kwestia wychowania, tłumienia seksualności itp. Samej potrzeby rozbudzania seksualnego kobiet i "nauczenia się przyjemności" (i braku takiej potrzeby u mężczyzn) nie sposób zanegować. Byłabym jednak idiotką, odrzucając jakąkolwiek teorie tylko dlatego, ze nie pasuje do moich przekonań.
            Dlatego zastanawiam się nad wizją tao i teorią, że kobiety trzeba rozbudzać seksualnie, bo są kobietami, oraz że jest to rola mężczyzn - bo są mężczyznami. I jeśli mam ja odrzucić - to dlatego, że znajdę argumenty przeciw. Tak jak odrzuciłam psychoewo, które nie trzyma się kupy - ale potrafię powiedzieć dlaczego.
            Tao mi się na razie w tym względzie wymyka - dualizm kobieta mężczyzna jest oczywisty, w przeciwieństwie do rok parzysty-nieparzysty. Różnice także - a z powodu zamieszania pojęciowego i kulturowego czasem ciężko uznać gdzie te różnice faktycznie przebiegają i jak odmienny układ moczowo płciowy i system hormonalny dalece wpływają na to kim jesteśmy. Nadal twierdzę, że wiele różnic "płciowych" to kwestia wychowania, nie hormonów. Ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że jednak nie wszystkie.
            • yoric Re: urocze dziewczyny:) 17.07.13, 20:20
              Psychoewo ma swoje problemy i swoje bajki, ale to jednak za nią stoi obecnie autorytet nauki.

              Co stoi za taoizmem?
    • urquhart dziura - rozbudzanie biernego i wycofanego yin??? 18.07.13, 08:26
      twojabogini napisała:
      > o jin żeńska i jang męska (każde z nich ma swoje atrybuty, męska: ruch, łączeni
      > e, płytki, żeńska: bezruch, separacja, głębokość - tych atrybutów jest o wiele
      > więcej)

      Dla mnie wymieniłaś powierzchownie przeciwstawiając aktywność jang, bierność i wycofanie jin. A to sugestywne niesprawiedliwe uproszczenie sugerujące ocenianie. Jang to aktywność na zewnątrz często niszczycielka , płomień, gniew a jin to aktywność do wewnątrz łagodność , wilgoć, wilgotna ziemia, wilgotna pochwa, rodzenie życia.
      Jin to nie bierność i wycofanie to skumulowanie i wrażliwość która przyciąga mężczyzn i inspiruje do aktywności. Czyż tej energii brakuje w Europie o ujemnym przyroście naturalnym? :)
      Mężczyźni jin jeżeli pożytkują energię i żyją z nią w zgodzie to aktywni w tworzeniu artyści i muzycy, bierni i wycofani są jeżeli sobie z tym nie radzą i śnią brakującym o yang...
      Co z nimi czyż nie powinni być seksualnie zgodnie z twoją teorią rozbudzani przez kobiety yang (tak licznie nadreprezentowane na tym forum)?
      Czyż taka Kalina Jedrusik nie inspirowała i nie rozbudzała licznych literatów, aktorów i artystów swojego pokolenia, każdego dnia innego i nie była ich muzą?

      Co do układów yang-yin, to warto przypomnieć badania Hellen Fisher która badała związki i relacja par pod kontem neuroprzekaźników i wynikami badań podważyła paradygmat prostej zasady o przyciąganiu się przeciwieństw (aktywności i bierności jak yang i yin).
      Wyróżniła 4 typy osobowości na podstawie dominacji sterowanie mózgu neuroprzekaźnikami i sprawdziła z kim tworzą długie satysfakcjonujące związki.
      Dyrektorzy (napędzani przez testosteron) i Negocjatorzy (dominacja estrogenu) to typowy układ yang-yin i dopełnienie.
      Ale Odkrywców (układ nagrody zdominowany przez dopaminę-aktywność) i Budowniczych (układ nagrody zdominowany przez działanie serotoniny-bezpieczeństwo) dobrze się rozumieją tylko w swoim gronie i tworzą układy odkrywca-odkrywca, budowniczy-budowniczy.
      I tu jest miejsce na wzajemność.

      Oczywiście orgazm jest kluczowy nie tylko z powodu "super sesku" i gratyfikacji i pobudzenia zmysłów, ale pragmatycznie z powodu wydzielania oksytocyny i wazopresyny które to są neuroprzekaźnikami zespolenia, lojalności i przywiązania.

      Polecam
      www.ted.com/talks/helen_fisher_tells_us_why_we_love_cheat.html
      • hello-kitty2 Re: dziura - rozbudzanie biernego i wycofanego yi 18.07.13, 11:41
        urquhart napisał:

        > Mężczyźni jin jeżeli pożytkują energię i żyją z nią w zgodzie to aktywni w twor
        > zeniu artyści i muzycy, bierni i wycofani są jeżeli sobie z tym nie radzą i śni
        > ą brakującym o yang...
        > Co z nimi czyż nie powinni być seksualnie zgodnie z twoją teorią rozbudzani prz
        > ez kobiety yang (tak licznie nadreprezentowane na tym forum)?

        Seksualnie rozbudzani przez kobiety? Jak? Jak sie rozbudza seksualnie mezczyzne?
        • twojabogini Re: dziura - rozbudzanie biernego i wycofanego yi 18.07.13, 17:56
          hello-kitty2 napisała:

          > Seksualnie rozbudzani przez kobiety? Jak? Jak sie rozbudza seksualnie mezczyzne?

          Zdarza się nierozbudzony seksualnie mężczyzna. Nawet jeśli jest to mężczyzna seksualnie aktywny. Najczęściej są to mężczyźni, których hamują ich kompleksy lub przesądy w które wierzą, albo, którym ego zniszczyła kobieta, którą kochali...wariantów sporo. Jak się rozbudza? W sumie tak jak kobietę - uwodząc, otwierając, dowartościowując, dostarczając jak najwięcej zmysłowych doznań, budząc pożądanie bardziej długotrwałe, niż wystarczające na proste spuszczenie z krzyża.
          Tacy uśpieni kochankowie, to często także małżonkowie, w których małżeństwach seks jest od lat nijaki i którzy się z tym pogodzili (mężczyźni i kobiety) i czasem - często w formie impulsu, ktoś w nich budzi dawne emocje, euforie, magię - w sumie pożądanie właśnie. I dla tych rozbudzeń ludzie porzucają swoje nieraz bardzo udane związki.
    • aniuki Re: jeszcze jedna teoria 19.07.13, 03:57
      > Typowy przebieg związku (najbardziej powszechny) w którym nie dochodzi do spadk
      > u namiętności:
      > 1. Kobieta jin, mężczyzn jang - kobieta w roli zdobywanej, ale także uczennicy
      > (nie musi być dziewicą, chodzi o bardziej jej sposób zachowania, roli). W tym u
      > kładzie kobieta bardziej koncentruje się na daniu przyjemności, mężczyzna na br
      > aniu - i oboje czerpią z tego satysfakcję.
      > 2. Kobieta rozbudza się (jeśli mężczyzna nie był dostatecznie jang, a kobieta b
      > yła naprawdę jin - na tym etapie wszystko pada, dalej nic się nie wydarzy, bo m
      > ężczyzna nie spełnił swojej roli i nie rozbudził kobiety).
      > 3. Następuje zmiana ról - to kobieta staje się stroną jang, a motorem seksualny
      > m związku- jej rozbudzone pożądanie. Mężczyzna wchodzi w rolę dającego przyjemn
      > ość, kobieta - strony ją biorącej. Na tym etapie odpada wielu mężczyzn, nie pot
      > rafią wejść w rolę jin, odczuwają to jako kastrację, ale jeśli tego nie zrobią,
      > zgaszą pożądanie kobiety.
      > 4. Dochodzi do wyrównania, każde było już zdobytym i zdobywcą. Partnerzy potraf
      > ią się już bawić przepływami energii, jeśli do tego istnieję sfery, w których o
      > n jest bardzo jang - ona może go podziwiać, ona jin - on może ją wielbić - nami
      > ętność utrzyma się długie lata.

      Mój stosunek do tao nie jest jednoznacznie określony że się tak wyrażę (innymi słowy, nie zajmowałam się tym zbyt wnikliwie :P), ale przyznam, że schemat powyższy wydaje mi się dosyć trafiony w stosunku do mojego małżeńskiego seksu. Jak dotąd. Bo jestem (jesteśmy) na samym początku pt 3. Dość długo trwał sobie pt. 2, aż rozwinęła się piękna katastrofa małżeńska i rozjazd łóżkowy oraz omalże życiowy.
      Teraz sklejamy to z powrotem z różnym skutkiem, co można gdzieś tam na forum przeczytać.
      W każdym razie ja obudziłam w sobie coś takiego, co mnie samą zaskoczyło.
      Może faktycznie teraz jakieś tam role się odwrócą.
      Na pewno mam za sobą rozbudzanie przez męża, czas gdy dotarło do mnie, że "we mnie jest seks" tak w ogóle i że jednak jest co rozbudzać. I na pewno wchodzę teraz w jakiś nowy interesujący etap. Może to właśnie ten nr. 3

      Z ciekawości będę się przyglądać co się u nas dalej podzieje także pod tym tao-kątem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka