Dodaj do ulubionych

Czy mój chłopak jest konserwatywny?

28.10.13, 15:17
Czasem rozmawiam z moim chłopakiem o rzeczach, które tu przeczytam. Ostatnio też przewijało się tu coś o masturbacji kobiet. Powiedziałam, że ja raczej jestem wyjątkiem, bo nigdy mnie to nie pociągało i do tego czułam jakąś blokadę. Mój chłopak na to, że po co miałabym to robić, chyba seksu mi nie brakuje, i o co mi w ogóle chodzi.
Odpowiedziałam, że teoretycznie z ciekawości (i że tak tylko pytam). On, że to przecież byłoby okropne, nie miałby wcale ochoty na to patrzeć, bo czułby się jak impotent (!).
Gdy zapytałam, dlaczego jemu wolno, bo gdy np. ostatnio na 4 dni wyjechał na jakąś konferencję, to mi się przyznał, że musiał „sobie pomóc”, więc dlaczego mnie nie wolno by było?
No więc dowiedziałam się, że to zupełnie co innego! On to robi, bo musi, bo się po jakimś czasie nie może skoncentrować, i to jest coś totalnie fizjologicznego jedynie.
Dochodzę do wniosku, że mój chłopak jest właściwie strasznie konserwatywny! – czy zgadzacie się ze mną?
I myślę, że on tak jak Yoric uważa, że atrakcyjność mężczyzny to dla kobiet jakieś rozmyte idealistyczne bajery ;)
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:25
      Twój chłopak wydaje mi się nie jest hipsterem i owszem skłania się raczej ku konserwatywnym wartościom.
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:32
        :)
        A co do tego drugiego: oby nie za bardzo...
    • marek.zak1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:26
      Masturbacja dla faceta, jest moim zdaniem, prostą czynnością fizjologiczną, jak Ci opisał partner. Z braku laku, jak mówią. Przeciez Ciebie z Nim nie było.
      Co innego jesli facet to robi, a potem nie chce ze swoja kobietą. To jest patologia. On był 4 dni bez ciebie, zrobił to i uważał za zupełnie naturalne do tego stopnia, że Ci powiedział. Ceń szczerość :).
      Nie uważam, że ma to cokolwiek wspólnego z nowoczesnością ani konserwą.
      Wlaśnie przyleciałem do Budapesztu na 4 dni :).
      • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:30
        Ona nie ma do niego pretensji że się masturbuje, nawet go do tego zachęcała (znów burząc jego konserwatywny ład wewnętrzny), raczej o to że on krzywi się na jej masturbację.

        Podeślij jakiś fajny link z Węgierkami, miłego pobytu:)
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:37
        marek.zak1 napisał:

        > Co innego jesli facet to robi, a potem nie chce ze swoja kobietą. To jest patol
        > ogia. On był 4 dni bez ciebie, zrobił to i uważał za zupełnie naturalne do tego
        > stopnia, że Ci powiedział. Ceń szczerość :).

        Wtedy patologia, owszem. Szczerość cenię, zwłaszcza że on bardzo nie lubi mówić o masturbacji. Natomiast zastanawia to mierzenie kobiet inną miarą (a przynajmniej mnie).
        Udanego pobytu!
        • marek.zak1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:52
          Dlaczegi inna miarą? Przecież napisał Ci, że Ci seksu nie brakuje, natomiast nie odniósł się do tego, co się dzieje, gdy brakuje, bo jego choćby nie ma. Moze niedokładnie przedstawiłaś sprawę?.
          Dzieki za zy czenia. Ide sie przejść :)
    • rekreativa Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:39
      Nie wiem, czy to można nazwać konsewatyzmem.
      Dla mnie to raczej brak pojęcia o seksualności kobiet i kierowanie się streotypami w tym wzgledzie.
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:49
        rekreativa napisała:
        > Dla mnie to raczej brak pojęcia o seksualności kobiet

        Tyle że ona raczej z tych bardziej doświadczonych jest.

        > i kierowanie się streotypami w tym wzgledzie.
        No właśnie, o stereotypy (też) tutaj chodzi.
        • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:51
          kotoshi napisała:

          > rekreativa napisała:
          > > Dla mnie to raczej brak pojęcia o seksualności kobiet
          >
          > Tyle że ona raczej z tych bardziej doświadczonych jest.

          Ma wiedzę, ale ma również swoją wizję relacji.
          • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:58
            Coś w tej "wizji relacji" jest, a ja sama też widzę, że przy jednym partnerze ma się ochotę (lub nie ma) na to czy tamto, przy drugim ma się ochotę lub nie na zupełnie inne rzeczy.
            • kag73 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 17:49
              kotoshi napisała:

              > Coś w tej "wizji relacji" jest, a ja sama też widzę, że przy jednym partnerze m
              > a się ochotę (lub nie ma) na to czy tamto, przy drugim ma się ochotę lub nie na
              > zupełnie inne rzeczy.

              To, ze jest "doswiadczony", ze sypial z kiloka czy wielomo kobietami nie znaczy, ze wie sporo o seksualnosci kobiet.
              • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 18:50
                kag73 napisała:
                > To, ze jest "doswiadczony", ze sypial z kiloka czy wielomo kobietami nie znaczy
                > , ze wie sporo o seksualnosci kobiet.

                No tak, to znaczy właściwie podnosi to prawdopodobieństwo, że wie, ale ok, oczywiście nie musi tak być. Natomiast ja mam raczej wrażenie, że czasem chciałby mi narzucić jakąś wizję - seksualności (?), roli w związku (?).
                • rekreativa Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:10
                  Jeżeli wolno wyrazic swoje wrażenie - to ja też myślę, że Twój chłopak chce Ci narzucić swoją wizję Twojej roli w związku.
                  Tak przynajmniej mi wynika ze wszystkiego, co do tej pory pisałaś o tym facecie.
                  • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:29
                    No właśnie, lubi wszystkim zarządzać, więc to by pasowało.
                    Dodam, że "lubi" to nie znaczy, że ja się zgadzam na wszystko.
                    • jesod Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:38
                      kotoshi napisała:
                      > Dodam, że "lubi" to nie znaczy, że ja się zgadzam na wszystko.

                      Czyżby to oznaczało, że też masz w sobie coś ze wściekłego psa? Atakujesz? No, nie... Nie wierzę.
                    • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:42
                      skoro cie utrzymuje to jednak chyba duzo do powiedzenia nie masz....
                      • marek.zak1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:49
                        To jest bardzo nieeleganckie co napisałaś. Ja moją żonę utrzymywałem całe życie i nie miało to nigdy przełożenia na nasze wzajemne relacje.
                        • zawle Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:06
                          marek.zak1 napisał:

                          > To jest bardzo nieeleganckie co napisałaś. Ja moją żonę utrzymywałem całe życie
                          > i nie miało to nigdy przełożenia na nasze wzajemne relacje.

                          A nie było tak że ona zarabiała na swoje "utrzymanie" pracując w domu? N.ie zgadzam się również ze stwierdzeniem że to nie miało przełożenia na wasze wzajemne relacje. Może Ci się tak wydawać.
                          • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:51
                            Rowniez autorka watku nie jest jego zona - tylko dziewczyna. Ona nie "prowadzi domu" tylko mieszka u swojego chlopaka - za darmo.
                            Pan, (jak autorka twierdzi) ma tendencjie aby kontrolowac, wiec polozenie ich w sytuacji gdy pan ja utrzymuje calkowicie pasuje do obrazu calej sytuacji.
                            • zawle Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:55
                              xciekawax napisała:

                              > Rowniez autorka watku nie jest jego zona - tylko dziewczyna. Ona nie "prowadzi
                              > domu" tylko mieszka u swojego chlopaka - za darmo.
                              > Pan, (jak autorka twierdzi) ma tendencjie aby kontrolowac, wiec polozenie ich w
                              > sytuacji gdy pan ja utrzymuje calkowicie pasuje do obrazu calej sytuacji.

                              To chyba nie jest Twoja sprawa?
                              • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 21:09
                                nie rozumiem Twojego pytania. To moja opinia/wniosek. gdyby pani nie chciala byc omawiana tutaj to by tu nie opisywala ciagle swojego chlopaka.

                                Moja nastepna opinia: dziewczyna lubi gadac o swoim chlopaku. Ciagle o nim mysli, rozmysla obsesyjnie itd... Jej kolezanki pewnie jej unikaja bo juz sluchac o nim nie moga. Wiec autrka znalazla to forum aby sobie o nim pogadac.
                                Nie odbieram tego osobiscie - nie robie tego moja sprawa. Jest to moj punkt widzenia. Dziekuje za uwage.
                                • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 06:18
                                  xciekawax napisała:

                                  > Moja nastepna opinia: dziewczyna lubi gadac o swoim chlopaku. Ciagle o nim mys
                                  > li, rozmysla obsesyjnie itd... Jej kolezanki pewnie jej unikaja bo juz sluchac
                                  > o nim nie moga. Wiec autrka znalazla to forum aby sobie o nim pogadac.

                                  Ciekawe, skąd takie rzeczy w ogóle mogą przychodzić ci do głowy. Nie jest to aby jakaś projekcja Twoich własnych metod i doświadczeń życiowych?
                                  • jesod Ciekwawe skąd 29.10.13, 10:18
                                    kotoshi napisała:
                                    > Ciekawe, skąd takie rzeczy w ogóle mogą przychodzić ci do głowy. Nie jest to ab
                                    > y jakaś projekcja Twoich własnych metod i doświadczeń życiowych?

                                    Pewnie też ma coś w sobie ze wściekłego psa, ponieważ... ma odwagę mówić/pisać co o tym myśli.
                                    Niestety, ja ma, taki sam osąd sytuacji i bardzo podobne zdanie. Wygląda to po prostu naiwnie i ta Twoja wykreowana, nawet nie teatralna, uległość z niewiedzą jest wręcz śmieszna (o ile ktoś lubi ten rodzaj dowcipu) i sztuczna. Irytująco drażni zmysły.
                                    Jesteś nieprawdziwa i ktoś jeszcze o tym na pewno wie. Ja nawet wiem kto... :)
                                    • kotoshi Re: Ciekwawe skąd 29.10.13, 16:07
                                      Przeczytaj jeszcze raz swoje wpisy w tym wątku - to pokłady agresji pomieszanej z chaosem.
                                      • jesod Re: Ciekwawe skąd 29.10.13, 21:28
                                        kotoshi napisała:
                                        > Przeczytaj jeszcze raz swoje wpisy w tym wątku - to pokłady agresji pomieszanej
                                        > z chaosem.

                                        Chyba starasz się być bardzo dowcipna albo... jesteś zwyczajnie niekumata, w każdym tutejszym wcieleniu.
                                        Mało tego, wydaje się, że widzisz dokładnie to, co chcesz widzieć. Po prostu, ten typ tak ma - nieistotnie jest wcielenie, ponieważ jest to cecha dla nich wspólna, charakterystyczna, rozpoznawcza, a przez to łącząca. Od tego nie da się uciec. Nie uda się też tego, na dłuższą metę zakamuflować. Niestety.

                                        Jeśli chodzi o obiektywizm oceny moich wpisów, to pozostawia on wieeeele do życzenia, ale tak się składa, że ja życzeń tutaj nie mam żadnych. Stwierdzam jedynie, że chaos i agresja to tutaj porządek dzienny i nocny, ale.... bardzo chętnie przypisywany mi.

                                        A zresztą... nie ma o czym naprawdę mówić/pisać/ w tym temacie i paru innych, bo to i tak nie ma żadnego sensu.
                                        • zawle Re: a mówią że baby ciągle ględzą... 29.10.13, 22:35
                                          Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny?
                                          loppe 29.10.13, 14:47 Odpowiedz
                                          kaiser.blade napisał:

                                          > A brałaś może pod uwagę teorię, że on jest wypartym gejem ?

                                          Tę teorię bierzemy pod uwagę w każdym wątku Forum.
                                          Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny?
                                          kaiser.blade 29.10.13, 14:39 Odpowiedz
                                          A brałaś może pod uwagę teorię, że on jest wypartym gejem ?
                                        • kotoshi Re: Ciekwawe skąd 30.10.13, 06:44
                                          Twoje insynuacje o moich wcieleniach są zastanawiające (bo insynuacje, jak pisałam, biorą się przeważnie z własnych doświadczeń).
                                          Nie, nie zauważyłam, żeby chaos i agresja były tutaj na porządku dziennym. Twoje wpisy natomiast wyróżniają się tymi właśnie cechami. Wskakujesz gdzieś nagle wylewając na ludzi błoto, z agresją pozbawioną jakiegokolwiek uzasadnienia, potem produkujesz jakieś chaotyczne interpretacje i wyjaśnienia. Jeśli większa liczba osób mówi o Tobie to samo, to warto może się zastanowić. Jesteś niezrównoważona, zacznij to może staranniej kamuflować.
                                          Lej sobie dalej swoje błoto, tyle że ja nie zamierzam już z Tobą rozmawiać.
                                          • jesod Re: Ciekwawe skąd 30.10.13, 09:29
                                            kotoshi napisała:
                                            > Twoje insynuacje o moich wcieleniach są zastanawiające (bo insynuacje, jak pisa
                                            > łam, biorą się przeważnie z własnych doświadczeń).
                                            > Nie, nie zauważyłam, żeby chaos i agresja były tutaj na porządku dziennym. Twoj
                                            > e wpisy natomiast wyróżniają się tymi właśnie cechami. Wskakujesz gdzieś nagle
                                            > wylewając na ludzi błoto, z agresją pozbawioną jakiegokolwiek uzasadnienia, pot
                                            > em produkujesz jakieś chaotyczne interpretacje i wyjaśnienia. Jeśli większa lic
                                            > zba osób mówi o Tobie to samo, to warto może się zastanowić. Jesteś niezrównowa
                                            > żona, zacznij to może staranniej kamuflować.
                                            > Lej sobie dalej swoje błoto, tyle że ja nie zamierzam już z Tobą rozmawiać.

                                            Nic nowego.
                                            Reakcja i jej styl są mi już znane nie od dzisiaj...
                                            • kaiser.blade Re: Ciekwawe skąd 30.10.13, 12:16
                                              Jesod, ale takie bawienie sie w "wiem ale nie powiem", jest jeszcze bardziej irytujace niz otwieranie kolejnego watku pod 3 nickiem w tym tygodniu.
                                              • jesod Ale 30.10.13, 14:24
                                                kaiser.blade napisał:
                                                > Jesod, ale takie bawienie sie w "wiem ale nie powiem", jest jeszcze bardziej
                                                > irytujace niz otwieranie kolejnego watku pod 3 nickiem w tym tygodniu.

                                                Masz jeszcze jakieś "ale" w stosunku do mojej osoby?
                                                No, to proszę, wal śmiało.
                                                • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 14:53
                                                  jesod napisała:

                                                  > No, to proszę, wal śmiało.

                                                  Nie no, jak to, tak po prostu "wal śmiało" ?
                                                  A kawa, ciastko, jakieś buzi najpierw ? :)
                                                  O tempora, o mores...
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 15:10
                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > jesod napisała:
                                                    >
                                                    > > No, to proszę, wal śmiało.
                                                    >
                                                    > Nie no, jak to, tak po prostu "wal śmiało" ?
                                                    > A kawa, ciastko, jakieś buzi najpierw ? :)
                                                    > O tempora, o mores...

                                                    Ten mechanizm jest też mi znany. Metoda na rozmycie sprawy zasadniczej i obrócenie w żart.
                                                    Kobitka od razu to chwyci. Przynajmniej jest taka nadzieja, że ucieszy się i... zapomni o czym wcześniej gadała i o co w ogóle chodziło.
                                                    W końcu niczym nie można jej tak zdezorientować jak męskim uśmiechem, propozycją wspólnej kawy, ciasteczka i jeszcze jakimś efektownym szmerem bajerem by odpuściła i przestała się czepiać...
                                                    Temat zasadniczy zdycha. I o to chodziło. Nadchodzi upragniony święty spokój. Wystarczy tylko skutecznie odwrócić uwagę, a kobitce po prostu przechodzi i... nawet zmierza w kierunku nieba.
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 15:27
                                                    Nie wiem o co chodzi, ale winny jest jakis mezczyzna, zapewne przemocowiec :)
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 20:09
                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Nie wiem o co chodzi, ale winny jest jakis mezczyzna, zapewne przemocowiec :)

                                                    No i widzisz, tu bardzo się mylisz. :) Nie będę Ci opowiadać bajki mojego życia, ale Twoje wnioski są błędne.
                                                    Nie piszę tego, po to jedynie by się wypierać, że tak naprawdę nie jest - a rzeczywistość jest zupełnie inna. Nie mam powodu, by przekonywać Ciebie i kogokolwiek, że jest właśnie tak jak piszę, a nie inaczej.

                                                    To, że wyciągasz swoje wnioski o przemocowcach w moim życiu na podstawie tego, co tu od czasu do czasu pisuję, nie dają żadnej pewności, że masz w tym temacie rację.
                                                    Ale... Powiem Ci coś innego. A mianowicie to, że tak bardzo przypisujesz swoim wnioskom rację bezwzględną jest znacznie bardziej zastanawiające. Może to oznaczać, że... Ty zawsze masz rację i mylić się nie możesz. :) Natomiast, jeśli inni mówią coś zupełnie innego niż Ty traktujesz z pobłażliwym uśmiechem wyrażającym podsumowanie: "gadaj zdrów jak i tak wiem lepiej".
                                                    Ja po prostu nie znoszę i nie akceptuję przemocy, chamstwa i agresji. Taka jestem z natury i... to tyle w tym temacie.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Nie wiem o co chodzi, ale winny jest jakis mezczyzna, zapewne przemocowiec :)

                                                    A może to Ty jesteś tym przemocowcem? :)

                                                    Myślę, że doskonale wiesz, co miałam na myśli wcześniej Ci odpisując, ale... idziesz w zaparte.
                                                    :)
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 20:21
                                                    sluchaj, ja generalnie jestem ugodowy i krotko (ale bywa ze mocno) sie zloszcze. Poki co nie zrobilas nic takiego, zebym mial miec Ci to za zle. Prawda jest tez taka, ze moj kpiarsko chaotyczny styl moze byc roznie interpretowany. Ja tylko zwrocilem uwage, ze byc moze wiesz cos czego nie wiem, a ze jestem troche wscibski z natury to mnie to irytuje. Dalem temu wyraz, ale to jeszcze nie atak. Od kiedy rozszyfrowalas stracha zaczalem miec wiekszy respekt dla Twojej intuicji, ale generalnie uwazam, ze troche za bardzo doszukujesz sie dziury w calym. To forum nie jest chyba jednak spiskiem zydow, masonow i cyklistow, bardziej prawdopodobne, ze pisuja tu ludzie z rzeczywistymi problemami.
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 21:38

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > sluchaj, ja generalnie jestem ugodowy i krotko (ale bywa ze mocno) sie zloszcze

                                                    Reaguję bardzo podobnie, chociaż... potrafię się opanować. Czasem też wybucham, ale to jest ponoć zdrowsze i oczyszczające atmosferę, niż duszenie w sobie.
                                                    Jednak znacznie ważniejsze jest to, co tak naprawdę przeżywam w środku. Myślę, że to dotyczy każdego z nas.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > . Poki co nie zrobilas nic takiego, zebym mial miec Ci to za zle.

                                                    Ja też mam takie wrażenie. Nawet jestem o tym przekonana, choć przecież mogę się mylić - jak każdy człowiek.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Prawda jest tez taka, ze moj kpiarsko chaotyczny styl moze byc roznie interpretowany.

                                                    Ależ ja też stosuję/używam często takiego stylu, więc mogę być różnie interpretowana.
                                                    Poza tym, prawie nikt (?!) nie dostrzega tutaj mojej przekory, przewrotności, zaczepności, czy też złośliwo-cynicznej prowokacji lub... zwyczajnego poczucia humoru.
                                                    Naczytałam się trochę przykrych opinii na swój temat, przeczytałam wiele przykrych epitetów i... według wszystkich (brak jakiejkolwiek reakcji) miałam się z tym pogodzić i spokojnie to przełknąć. To chyba trochę nie tak, nie uważasz?

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > a ze jestem troche wscibski z natury to mnie to irytuje

                                                    Natomiast ja jestem dociekliwa z natury, więc.... chyba na jedno wychodzi. :)
                                                    Nie nazwę tego wścibstwem, bo aż takiego parcia nie posiadam na zdobywanie informacji, ale w zakresie, który przyciąga w jakiś sposób moją uwagę (czasem nawet sama nie wiem dlaczego) bywam dociekliwa. Jeśli zaś chodzi o irytację, to raczej irytuje i nurtuje mnie coś, czego nie mogę zrozumieć. To bywa problemem, czasem męczącym.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Od kiedy rozszyfrowalas stracha zaczalem miec wiekszy respekt dla Twojej intuic
                                                    > ji, ale generalnie uwazam, ze troche za bardzo doszukujesz sie dziury w calym.

                                                    Kobiety są z natury drobiazgowe. :) Akceptuję tę cechę u siebie, nawet jeśli to innym się nie podoba, czy w jakiś sposób drażni - mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo to ja muszę ze sobą żyć w zgodzie.

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > To forum nie jest chyba jednak spiskiem zydow, masonow i cyklistow, bardziej pr
                                                    > awdopodobne, ze pisuja tu ludzie z rzeczywistymi problemami.

                                                    Czasem odbieram je jako bardzo mroczne...
                                                    Obarczone jakimś balastem, problemem, urazą, goryczą, niepogodzeniem, samotnością, tęsknotą. Obciążone analizowaniem czegoś, co jednoznacznie nie da się wyjaśnić, podciągnąć pod jakiś schemat, ujednolicić, przyporządkować i ująć w jakieś racjonalne, wytłumaczalne ramy.

                                                    Poza tym, mało przychylności, uśmiechu, zwykłego prostego poczucia humoru i dystansu.
                                                    Za to jakieś zgorzknienie, cynizm i kąśliwość... Zupełnie niepotrzebna demonstracja wrogości wobec odmiennych racji i wypowiadanego własnego zdania, a nawet... agresja, wulgarność.

                                                    Czasem odnoszę wrażenie, że nad tym forum wisi jakaś czarna chmura... Coś posępnego, duszącego, jakby ktoś się z czymś tu męczył lub chciał przekonać, za wszelką cenę, sam siebie i wszystkich dookoła, że jest właśnie tak, jak on to widzi i przedstawia.
                                                    Takie są moje odczucia.
                                                    :)
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 22:00
                                                    ta czarna chmura ma imie. A tajemnica ? Ja tez musisz dostrzegac, dziecko indygo :)
                                                  • jesod Re: Ale 30.10.13, 22:23
                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > ta czarna chmura ma imie.

                                                    Tak sądzę, lecz nie chciałam napisać tego wprost. :)

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > A tajemnica ? Ja tez musisz dostrzegac,

                                                    Każdy z nas jest tajemnicą i nosi ją w sobie. :)
                                                    Czy ją dostrzegam? Chyba tak, chociaż nie jestem tak do końca pewna jej źródła... Chyba wiem, o co chodzi. To wygląda na splot kilku elementów. Zapętlenie i pułapkę. Więcej jednak czuję, nie potrafiąc tego precyzyjnie do końca nazwać.
                                                    Układa mi się to w czasie, o czym już kiedyś pisałam. Pamiętasz? Odpowiedzi przychodzą z czasem, jeśli ich bardzo poszukujemy...

                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > dziecko indygo :)

                                                    Może jednak przesadziłam z tym dzieckiem indygo. Sama nie wiem...
                                                    Nie jestem tego, wcale taka pewna. Przypuszczam, ale jednocześnie nie wszystko mi się układa, w tej mojej własnej mozaice. :)
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 22:28
                                                    kaiser.blade napisał:

                                                    > ta czarna chmura ma imie. A tajemnica ? Ja tez musisz dostrzegac, dziecko indyg
                                                    > o :)

                                                    Proszę mnie tu objaśnić a nie pisać enigmatycznie...
                                                    Coście się absyntem ochlali ? jakie indygo???

                                                    Jedyne skojarzenie mam takie:

                                                    "Przyleciały czaple, wyszły na mokradła
                                                    Jesień się zbudziła, twoja panna zbladła
                                                    Powój mój niebieski, mój dom wśród powoju
                                                    ściany moje, sufit i okna pokoju

                                                    Przyleciały ptaki koloru indygo
                                                    Siadły na badylach, nad żółtą łodygą
                                                    Kwilą coś do siebie, szemrzą coś do panny
                                                    Tuje pachną z okna i chłód jest poranny

                                                    Postoimy w mgle tej, popatrzymy jeszcze
                                                    Ptaki stąd odlecą i przeminą deszcze
                                                    Zawiąż węzełek z wiatru, napisz na suficie
                                                    Że my przeczekamy ten smutek jak życie

                                                    [sł. Kazimierz Wierzyński]
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 22:33
                                                    A tak, już doczytałam..."dzieci indygo"...bez sensu...na New Age mam alergię;-)
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 22:44
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > A tak, już doczytałam..."dzieci indygo"...bez sensu...na New Age mam alergię;-)

                                                    Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości. A terminu użyła sama Jesod swego czasu, stąd przywołałem. Ja tezę o nagłym rozwoju duchowości w naszej kulturze raczej uważam za mało wiarygodną, kiedyś ludzie byli o wiele bliżej doznań duchowych. Wystarczy prześledzić wierzenia, dawnych Słowian chociażby. W porównaniu z nimi, to stąpamy twardo po ziemi, nawet ci z New Age :)
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 22:51
                                                    kaiser.blade napisał:
                                                    > Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości.

                                                    Chyba rozwój nowego pogaństwa...

                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 22:55
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > kaiser.blade napisał:
                                                    > > Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości.
                                                    >
                                                    > Chyba rozwój nowego pogaństwa...

                                                    A to ma aż takie znacznie, którą stronę słonia się maca ?
                                                    Ważne, że jest się bliżej słonia.
                                                    Chyba, że upierać się, że moja strona słonia jest najmojsza.
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 23:04

                                                    > > kaiser.blade napisał:
                                                    > > > Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości.
                                                    > >
                                                    > > Chyba rozwój nowego pogaństwa...
                                                    >
                                                    > A to ma aż takie znacznie, którą stronę słonia się maca ?
                                                    > Ważne, że jest się bliżej słonia.
                                                    > Chyba, że upierać się, że moja strona słonia jest najmojsza.

                                                    Ja wiem, ja wiem, że to wszystko podobno mity i legendy...jednych przekonuje i ujmuje to, innych tamto, wolna wola...
                                                    Ale...dostałam kiedyś w prezencie od nawiedzonego ekologa następującą pozycję:" O czym mówią duchy natury" ( wydawnictwo Arche) no toż kurna tak szeroko wytrzeszczonych gałek ocznych nigdy nie miałam, a od dzieciństwa przecież lubuję się w mitach greckich ( ale to pewnie przez stylową zmysłowość tychże;-)
                                                  • kaiser.blade Re: Ale 30.10.13, 23:27
                                                    Ja słuchałem parę dni temu nagrania z tego forum, w którym bardzo ciekawe rzeczy opowiadała pani dzwoniąca do radia Maryja. Więc ludzi opowiadających ciekawe historie można znaleźć niezależnie od opcji :)
                                                    To jest w pewnym sensie wolna wola. Są tacy, co wolą być oszołomem-poganinem, bo bycie oszołomem-chrześcijaninem wydaje im się być zbyt przyziemne i trywialne.
                                                  • rekreativa Re: Ale 31.10.13, 00:09
                                                    "Są tacy, co wolą być oszołomem-poganinem, b
                                                    > o bycie oszołomem-chrześcijaninem wydaje im się być zbyt przyziemne i trywialne"

                                                    Ech, po prostu zbyt duża konkurencja w tej drugiej opcji.
                                                  • zawle Re: Ale 31.10.13, 04:05
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    >
                                                    > > > kaiser.blade napisał:
                                                    > > > > Ja to odczytuję jako rozwój pewnej duchowej wrażliwości.
                                                    > > >
                                                    > > > Chyba rozwój nowego pogaństwa...
                                                    > >
                                                    > > A to ma aż takie znacznie, którą stronę słonia się maca ?
                                                    > > Ważne, że jest się bliżej słonia.
                                                    > > Chyba, że upierać się, że moja strona słonia jest najmojsza.
                                                    >
                                                    > Ja wiem, ja wiem, że to wszystko podobno mity i legendy...jednych przekonuje i
                                                    > ujmuje to, innych tamto, wolna wola...
                                                    > Ale...dostałam kiedyś w prezencie od nawiedzonego ekologa następującą pozycję:"
                                                    > O czym mówią duchy natury" ( wydawnictwo Arche) no toż kurna tak szeroko wytrz
                                                    > eszczonych gałek ocznych nigdy nie miałam, a od dzieciństwa przecież lubuję się
                                                    > w mitach greckich ( ale to pewnie przez stylową zmysłowość tychże;-)

                                                    Brak magii. Brak magii. Moja nastoletnia córka w okresie absolutnego bezksiażkowia wróciła do czytania po lekturze "gdybym Ci kiedyś powiedziała". Właśnie o utracie magii jest. Podobnie jak "100 lat samotności". Kocham książki.
                                                  • mojemail3 Re: Ale 31.10.13, 09:59
                                                    zawle napisała:

                                                    > Brak magii. Brak magii. Moja nastoletnia córka w okresie absolutnego bezksiażko
                                                    > wia wróciła do czytania po lekturze "gdybym Ci kiedyś powiedziała". Właśnie o u
                                                    > tracie magii jest. Podobnie jak "100 lat samotności". Kocham książki.

                                                    Zawle, ale jednak Marquez to wielka literatura jest,a New Age...to jednak inna kategoria bajkopisania;-)
                                                  • zawle Re: Ale 31.10.13, 14:53
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Zawle, ale jednak Marquez to wielka literatura jest,a New Age...to jednak inna
                                                    > kategoria bajkopisania;-)

                                                    W mojej ocenie się grubo mylisz. Bo nie "bajkopisanie" chodzi, ale o coś czego nie pojmujemy, do czego dążymy. Magia i religia od zawsze się ze sobą splatały. Potrzeba innego, nieznanego wymiaru, nadzieja na lepsze jutro. Odświętność i rytuały.
                                                  • mojemail3 Re: Ale 31.10.13, 15:55
                                                    zawle napisała:

                                                    > W mojej ocenie się grubo mylisz. Bo nie "bajkopisanie" chodzi, ale o coś czego
                                                    > nie pojmujemy, do czego dążymy. Magia i religia od zawsze się ze sobą splatały.
                                                    > Potrzeba innego, nieznanego wymiaru, nadzieja na lepsze jutro. Odświętność i r
                                                    > ytuały.

                                                    Ok, jak uważasz.
                                                  • jesod Zawiąż węzełek 30.10.13, 22:39
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Zawiąż węzełek z wiatru, napisz na suficie
                                                    > Że my przeczekamy ten smutek jak życie
                                                    >
                                                    > [sł. Kazimierz Wierzyński]

                                                    Odys wraca jesienią
                                                    Kiedy myśli się w słowa zamienią
                                                    :)


                                                  • mojemail3 Re: Zawiąż węzełek 30.10.13, 22:46
                                                    jesod napisała:

                                                    > mojemail3 napisała:
                                                    > > Zawiąż węzełek z wiatru, napisz na suficie
                                                    > > Że my przeczekamy ten smutek jak życie
                                                    > >
                                                    > > [sł. Kazimierz Wierzyński]
                                                    >
                                                    > Odys wraca jesienią
                                                    > Kiedy myśli się w słowa zamienią
                                                    > :)
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                    Jesod, masz męża marynarza, który wraca po 3 m-cach pływania i stąd BSM ???
                                                  • rekreativa Re: Ale 30.10.13, 22:15
                                                    "Naczytałam się trochę przykrych opinii na swój temat, przeczytałam wiele przykr
                                                    > ych epitetów i... według wszystkich (brak jakiejkolwiek reakcji) miałam się z t
                                                    > ym pogodzić i spokojnie to przełknąć"

                                                    No to zacytuję sama siebie z jednego wątku:

                                                    "szczególnie mnie zastanawia ta nagonka na jesod, która się wyraźnie ostatnio nasiliła. Laska już nie może pierdnąć, żeby ktoś się nie przypieprzył"

                                                    Więc jednak nie wszyscy klaszczą, kiedy jesod dostaje w pupę.
                                                  • zawle Re: Ale 30.10.13, 22:32
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Więc jednak nie wszyscy klaszczą, kiedy jesod dostaje w pupę.

                                                    Ja tam nie widzę żeby ktokolwiek klaskał....to ona zaczyna Proszę Pani:)
                                                  • yoric Re: Ale 31.10.13, 00:32
                                                    > "szczególnie mnie zastanawia ta nagonka na jesod, która się wyraźnie ostatnio n
                                                    > asiliła. Laska już nie może pierdnąć, żeby ktoś się nie przypieprzył"

                                                    kto sieje wiatr, zbiera burzę...
                                                  • mojemail3 Re: Ale 30.10.13, 22:20
                                                    jesod napisała:

                                                    (...)"Czasem odnoszę wrażenie, że nad tym forum wisi jakaś czarna chmura... Coś posępnego, duszącego, jakby ktoś się z czymś tu męczył lub chciał przekonać, za wszelką cenę, sam siebie i wszystkich dookoła, że jest właśnie tak, jak on to widzi i przedstawia.
                                                    Takie są moje odczucia.
                                                    :)"

                                                    Jesod, a dziwisz się naprawdę? Skala problemów nieco inna niż na forum kulinarnym...
                                                    Prawie każdy człowiek tutaj jakiś bolesny bagaż doświadczeń wlecze,uwikłany w związek, rodzinę, brak związku i rodziny etc.
          • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 16:59
            Ma swoją wizję relacji, czyli jest asertywny
            • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 30.10.13, 11:09
              loppe napisał:

              > Ma swoją wizję relacji, czyli jest asertywny


              Przy tym widzimy wyraźny rys konserwatywny, włącznie z predylekcją do utrzymywania kobiety swoich marzeń (te rachunki za mieszkanie i jedzenie:)
    • bcde Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:50
      > Odpowiedziałam, że teoretycznie z ciekawości (i że tak tylko pytam). On, że to
      > przecież byłoby okropne, nie miałby wcale ochoty na to patrzeć, bo czułby się j
      > ak impotent (!).

      Nie jest konserwatywny, tylko ograniczony.
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:52
        Nie ma to jak miłe słówko na czyjegoś chłopaka ;)
        • jesod Miłe słówko 28.10.13, 16:08
          kotoshi napisała:
          > Nie ma to jak miłe słówko na czyjegoś chłopaka ;)

          Rycz Mała, rycz... w końcu to Twój chłopak, a tu chcą mu zrobić kuku w jego image. :)))))
      • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 15:53
        bcde napisał:

        >
        > Nie jest konserwatywny, tylko ograniczony.

        A może nie ograniczony, tylko wrażliwy
        • jesod Tylko wrażliwy 28.10.13, 16:05
          loppe napisał:
          > A może nie ograniczony, tylko wrażliwy

          Skąd wysnuwasz takie wnioski, Andy?
        • bigbadpig Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 16:08
          Może nie tyle wrażliwy co zahamowany, skoro jakiś aspekt kobiecej seksualności budzi jego niepokój.
          • jesod Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 16:17
            bigbadpig napisał:
            > Może nie tyle wrażliwy co zahamowany, skoro jakiś aspekt kobiecej seksualności
            > budzi jego niepokój.

            No, nie wiem, nie wiem czy zahamowany.... Raczej niephamowany Jan Rumba Trzepiekoński i do tego chwalipięta.... Cierpiętnik w imię męskości, a na konferencji trzeba się jednak skupić, żeby wiedzieć o czym gadają prelegenci. I jak tu żyć z takimi jajami?! To nie jest pytanie do premiera.

            Ale... Trąba siłą przewodnią związku! To jest przekaz i hasło przewodnie dla Kotoshi.
            • kotoshi Re: Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 16:27
              jesod napisała:
              > Ale... Trąba siłą przewodnią związku! To jest przekaz i hasło przewodnie dla Ko
              > toshi.

              Ale ty jesteś żałosna, Jesod.
              • jesod Re: Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 16:29
                kotoshi napisała:
                > Ale ty jesteś żałosna, Jesod.

                Nooo, strasznie! Aż się sama sobie dziwię.
                Za to Ty kwitniesz w swojej mądrości, dla mnie niepojętej, ale... to nie ma tutaj żadnego znaczenia.
                • kotoshi Re: Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 16:39
                  jesod napisała:

                  > Za to Ty kwitniesz w swojej mądrości, dla mnie niepojętej, ale... to nie ma tut
                  > aj żadnego znaczenia.

                  Skoro tak... to odsuń się może i nie zasłaniaj mi słońca ;)
                  • jesod Re: Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 16:51
                    kotoshi napisała:
                    > Skoro tak... to odsuń się może i nie zasłaniaj mi słońca ;)

                    Nie!!!
                    Słońce również świeci dla mnie, więc nie mam zamiaru się odsuwać, jeśli sama nie będę miała na to ochoty. :P
                    • rekreativa Re: Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 17:24
                      Słońce nie świeci dla nikogo.
                      Ono świeci, bo jemu sie tak podoba.
                      :P
                      • kaiser.blade Re: Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 17:31
                        rekreativa napisała:

                        > Ono świeci, bo jemu sie tak podoba.
                        > :P

                        Ono świeci, bo zachodzą w nim reakcje syntezy jądrowej :D
                        • rekreativa Re: Nie tyle wrażliwy co zahamowany 28.10.13, 17:35
                          Tak czy owak, kaiser, w Słońcu i jego świeceniu nie ma nic altruistycznego.
    • jesod Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:03
      kotoshi napisała:
      > ostatnio na 4 dni wyjechał na jakąś konferencję, to mi się przyznał, że musiał „sobie pomóc”,

      Srata-ta-ta z taką szczerością. :)

      kotoshi napisała:
      > No więc dowiedziałam się, że to zupełnie co innego! On to robi, bo musi, bo się
      > po jakimś czasie nie może skoncentrować, i to jest coś totalnie fizjologicznego
      > jedynie.

      I cio...??? Przekonał Cię?

      kotoshi napisała:
      > Dochodzę do wniosku, że mój chłopak jest właściwie strasznie konserwatywny! 
      > 211; czy zgadzacie się ze mną?

      Nie-e.
      Nie mogę Ci przecież napisać, że trąci nieco palantem, ale to nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem.

      kotoshi napisała:
      > I myślę, że on tak jak Yoric uważa, że atrakcyjność mężczyzny to dla kobiet jakieś rozmyte
      > idealistyczne bajery ;)

      A tu o co biega, bo naprawdę trudno pojąć, a z kolei filozofii życiowej Yorica nie chce mi się przerabiać? :)
      • kotoshi Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:26
        jesod napisała:
        > I cio...??? Przekonał Cię?

        Nie zauważyłam nigdy, żeby np. walił konia przy porno, więc czemu nie.

        > Nie mogę Ci przecież napisać, że trąci nieco palantem, ale to nie ma nic wspóln
        > ego z konserwatyzmem.

        Ja też nie mogę napisać, że trącisz rozdmuchanym poczuciem własnej wartości, więc nie napiszę.
        • jesod Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:48
          kotoshi napisała:
          > Nie zauważyłam nigdy, żeby np. walił konia przy porno, więc czemu nie.

          Pięknie się formułujesz, jak na kobietę w swoich wypowiedziach. Tak przekonująco, z wyczuciem wręcz subtelnie.... Taka jesteś dzidzia, tak potrzebujesz rady i w ogóle potrzebujesz mentora seksualnego np. w osobie Loppe'go, a gadasz całkiem dosadnie o tym wrażliwcu w delegacji i wiesz, co jest na rzeczy.

          kotoshi napisała:
          > Ja też nie mogę napisać, że trącisz rozdmuchanym poczuciem własnej wartości, wi
          > ęc nie napiszę.

          No, możesz... Tylko mnie generalnie zgrzewa co Ty tutaj wypisujesz. :)
          Mogę to podsumować, że "walisz konia", więc jednak po prostu musisz. A ja Ci w zaspokajaniu Twoich potrzeb przeszkadzać nie zamierzam. Wal więc dalej, a ja se poczytam i coś tam wtrącę od czasu do czasu, jak będę chciała stuknąć sobie w klawiaturkę, jako wolny, samorządny, samodzielny i niezawisły komentator.

          Aha, życzę Tobie, jako kobiecie(???) poczucia własnej wartości, bo bez tego żadna kobieta nie istnieje naprawdę.
          • zawle Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 16:55
            jesod napisała: > Aha, życzę Tobie, jako kobiecie(???) poczucia własnej wartości, bo bez tego żad
            > na kobieta nie istnieje naprawdę.

            To kim są te tysiące kobiet bez poczucia własnej wartości? Nie są prawdziwe, godne, istniejące na prawdę? Następna forumowa księżniczka do cholery....
            • jesod To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 17:03
              zawle napisała:
              > To kim są te tysiące kobiet bez poczucia własnej wartości?

              NIEWOLNICAMI!

              zawle napisała:
              > Nie są prawdziwe, godne, istniejące na prawdę?

              Fizycznie istnieją jako kobiety, ale znacznie ważniejsza jest ta cała reszta, której z zewnątrz nie widać.
              Ciekawe, że takiej doświadczonej, zaradnej ekspertce od związków muszę to wyjaśniać...

              zawle napisała:
              > Następna forumowa księżniczka do cholery....

              Chcesz, abym przeszła na poziom epitetów w rozmowie z Tobą? Nie ma żadnego problemu.
              • zawle Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 17:06
                jesod napisała:
                > NIEWOLNICAMI!
                > Fizycznie istnieją jako kobiety, ale znacznie ważniejsza jest ta cała reszta, k
                > tórej z zewnątrz nie widać.


                Masakra..........
                • jesod Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 18:40
                  zawle napisała:
                  > jesod napisała:
                  > > NIEWOLNICAMI!
                  > > Fizycznie istnieją jako kobiety, ale znacznie ważniejsza jest ta cała reszta,
                  > > której z zewnątrz nie widać.
                  >
                  >
                  > Masakra..........

                  Też tak myślę.
              • kaiser.blade Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 17:26
                jesod napisała:

                > NIEWOLNICAMI!

                Niektóre to nawet podnieca :)
                • kag73 Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 18:21
                  Kotoshi, moze zle go zrozumialas. Chodzilo mu moze o to, ze po mialabys sie masturbowac majac jego pod reka, bo on Cie moze zaspokoic. Co innego jak go nie ma 4 dni a Ty masz potrzebe fizjologiczna tak jak i on. Moze nie mialas, wiec nie potrzebowalas, ale powinien miec swiadomosc, ze kobiety tez maja swoje potrzeby, rowniez te fizjologiczne. Hmm, dziwne medyczny jest a takich podstawowych rzeczy nie wie:)
                  • marek.zak1 Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 18:43
                    To jest nieporozumienie. Dla niego masturbacja jest jako zastępcza OK, natomiast zrozumiał, że jego dziewczyna chce to robić, jak on jest pod ręką. Powiedział: po co ci, jak masz sex ze mną?
                  • kotoshi Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 18:47
                    kag73 napisała:

                    powinien miec swiadomosc, ze kobiety tez maja swoje potrzeb
                    > y, rowniez te fizjologiczne. Hmm, dziwne medyczny jest a takich podstawowych rz
                    > eczy nie wie:)

                    No myślę, że to wie co najmniej od czasów swojej poszerzonej biologii z LO :)
                    Być może jednak źle go zrozumiałam, i że jego niechęć sprowadza się do tego, że nie miałby ochoty patrzeć na to.
                    • marek.zak1 Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 19:00
                      Tak, bo w jego rozumieniu oznaczałoby, że on ci nie wystarcza/nie daje satysfakcji.
                      • xciekawax Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 19:48
                        Moze po prostu nie chcialby patrzec na NIA! bo dla niego ona musi swiecic jak aniolek, byc calkowicie pod skrzydlami jego. Byc moze na inne kobiety patrzylby sie z ochota.
                      • hello-kitty2 Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 21:10
                        marek.zak1 napisał:

                        > Tak, bo w jego rozumieniu oznaczałoby, że on ci nie wystarcza/nie daje satysfak
                        > cji.

                        A Twoja zona Marek sie nie masturbuje?
                        • kag73 Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 21:16
                          hello-kitty2 napisała:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > Tak, bo w jego rozumieniu oznaczałoby, że on ci nie wystarcza/nie daje sa
                          > tysfak
                          > > cji.
                          > A Twoja zona Marek sie nie masturbuje?

                          A skad, kitty, ipo co ona ma albo musi to wiedziec?
                          • kag73 Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 21:19
                            kag73 napisała:

                            > hello-kitty2 napisała:
                            >
                            > > marek.zak1 napisał:
                            > >
                            > > > Tak, bo w jego rozumieniu oznaczałoby, że on ci nie wystarcza/nie d
                            > aje sa
                            > > tysfak
                            > > > cji.
                            > > A Twoja zona Marek sie nie masturbuje?
                            >
                            > A skad, kitty, ipo co ona ma albo musi to wiedziec?
                            Ztn "on" nie ona
                            • marek.zak1 Re: To kim są te tysiące kobiet 28.10.13, 22:02
                              Skoro ukochany Mareczek daleko, może i tak jest. Zresztą jest zakochana w Sowie :).
                              zakbajka.blog.onet.pl/2013/10/27/w-przychodni/
          • kotoshi Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 18:38
            jesod napisała:

            > kotoshi napisała:
            > > Nie zauważyłam nigdy, żeby np. walił konia przy porno, więc czemu nie.
            >
            > Pięknie się formułujesz, jak na kobietę w swoich wypowiedziach. Tak przekonując
            > o, z wyczuciem wręcz subtelnie....

            Wylewasz pomyje, to pomyje dostajesz w odpowiedzi.

            > No, możesz... Tylko mnie generalnie zgrzewa co Ty tutaj wypisujesz. :)
            > Mogę to podsumować, że "walisz konia", więc jednak po prostu musisz. A ja Ci w
            > zaspokajaniu Twoich potrzeb przeszkadzać nie zamierzam. Wal więc dalej, a ja se
            > poczytam i coś tam wtrącę od czasu do czasu, jak będę chciała stuknąć sobie w
            > klawiaturkę, jako wolny, samorządny, samodzielny i niezawisły komentator.
            >
            > Aha, życzę Tobie, jako kobiecie(???) poczucia własnej wartości, bo bez tego żad
            > na kobieta nie istnieje naprawdę.

            Bierzesz coś, Jesod? Najpierw atakujesz jak wściekły pies, chwilę potem Twoje wpisy (nie tylko ten) robią się nagle totalnie chaotyczne.
            • kaiser.blade Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 18:46
              kotoshi napisała:

              > Bierzesz coś, Jesod? Najpierw atakujesz jak wściekły pies, chwilę potem Twoje w
              > pisy (nie tylko ten) robią się nagle totalnie chaotyczne.

              Ona chce być atakowana. Najpierw podpuszcza, podszczypuje a potem podnosi rwetes, że biją. Widać lubi być postrzegana jako ta pokrzywdzona.
              • jesod Ona chce być atakowana 28.10.13, 19:27
                kaiser.blade napisał:
                > Ona chce być atakowana. Najpierw podpuszcza, podszczypuje a potem podnosi rwete
                > s, że biją. Widać lubi być postrzegana jako ta pokrzywdzona.

                No, proszę. NIUNIUŚ PROWOKATOR się odezwał.
                Przyjmuję Twój wyrok (diagnozę) z pokorą Panie.
                Taaaaak! Pragnę być przez Ciebie, Ty Mój Bidululku, atakowana.
                Marzę o tym od rana do wieczora i od wieczora do rana. Dlatego tu przychodzę...
                Szczypać to Ty!
                Podszczypywać to Ty.
                I tylko Ty!
                Masz patent na szczypanie i podszczypywanie i... jeszcze na obcinanie głów. Do czego oficjalnie i głośno nie chcesz się przyznać, w ramach konwencji "Ą i Ę".
                Aha. Bić to też tylko Ty! Inaczej być nie może...

                Natomiast, mnie tam zupełnie wystarczy, że będę postrzegana jako ta pokrzywdzona, bo przecież to nieprawda bym mogła być pokrzywdzona przez takich dobrych ludzi, z którymi mam tutaj zaszczyt trochę pochaosić.
                Moje Wy Dziubaski ukochane, umiłowane i jedyne, niepowtarzalne... Balsamiki Fiki Miki.

                • kaiser.blade Re: Ona chce być atakowana 28.10.13, 20:27
                  Dlaczego ? Ja wcale nie ukrywam tego, ze jestem sadysta i psychopata, dla niepoznaki tylko zachowujacym sie czasem jak dobry i wrazliwy zuczek :)
                  Ale przed toba Jesod nie musze odgrywac niewiniatka, rozszyfrowalas mnie juz bardzo dawno. Buuuuu, idzie Buka !
                  • jesod Re: Ona chce być atakowana 28.10.13, 20:54
                    kaiser.blade napisał:
                    > Ale przed toba Jesod nie musze odgrywac niewiniatka, rozszyfrowalas mnie juz ba
                    > rdzo dawno.

                    Zapewniam Cię, że nic przede mną nie musisz i nigdy nie musiałeś.
                    Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś... To jedyna pociecha i wytłumaczenie sensu tego, co tak naprawdę trudno pojąć.
                    • kaiser.blade Re: Ona chce być atakowana 28.10.13, 21:16
                      Nie tylko trudno, ale chyba sie nie da. Moze smierc bedzie jakas odpowiedzia ?
                      Tak miejscami mi sie zdaje, ze za bardzo przyzwyczajamy sie do otoczenia, bierzemy jak leci, a za malo samodzielnie myslimy...
              • kotoshi Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 20:13
                A może jednak coś bierze - i do tego zanieczyszczony towar na przykład.
            • jesod Re: Przyznał, że musiał "sobie pomóc" 28.10.13, 19:06
              kotoshi napisała:
              > Wylewasz pomyje, to pomyje dostajesz w odpowiedzi.

              Naprawdę? Cóż za niesamowity obiektywizm.

              kotoshi napisała:
              > Bierzesz coś, Jesod?

              Biorę... Otwieram sobie forum (Brak)Seks(u) w małżeństwie i dostaję takiego haju, że hej.

              kotoshi napisała:
              > Najpierw atakujesz jak wściekły pies, chwilę potem Twoje wpisy (nie tylko ten) robią się
              > nagle totalnie chaotyczne.

              Nie rozśmieszaj mnie. Pomyliłaś płeć psa...
              To forum to jeden wielki chaos i masakra (cytuję za Szanowną Specjalistką Zawle).

              Potwierdzam moje wpisy są chaotyczne, z doskoku i przypadkowe, reszta jest za to THE BEST (!), co jakby wyrównuje moje niedostatki z powodu posiadanej wrodzonej wścieklizny. Jednak, na szczęście, nie jest to żaden przypadek - tylko wysublimowany poziom tego forum, które z pewnością powstało z sympatii, tęsknoty, a może nawet z miłości do kobiety. Kto to wie...?
              Mroczna jest męskość i jej ekspresja, poza tym, że wali konia...

              Tylu pierdół to ja się jeszcze w życiu nie naczytałam... Co też niniejszym czynię i nadrabiam sumiennie, w wolnych chwilach zaległości, od czasu do czasu włączając się do pseudodyskusji w panujących tu klimatach, dokładając małe co nieco od siebie.
    • yoric Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:25
      > tak jak Yoric uważa, że atrakcyjność mężczyzny to dla kobiet jak
      > ieś rozmyte idealistyczne bajery ;)

      błagam!!!
      Niedługo wyczytam, że wg mnie Księżyc jest z sera :).

      Co do meritum zgadzam się z tą wypowiedzią, że to pewnego rodzaju zahamowanie.

      Niech sobie poczyta 'My Secret Garden' Nancy Friday. I potem niech pomyśli, że takie rzeczy są w głowach kobiet. W tym jego matki, siostry... no i jego dziewczyny :).
      • jesod Niedługo wyczytam 28.10.13, 19:35
        yoric napisał:
        > Niedługo wyczytam, że wg mnie Księżyc jest z sera :).

        Przyjrzyj się dobrze!
        A nie jest?!
        Zahamował się w rozwoju, jak część atrakcyjnych mężczyzn dojrzewających do idealistycznych bajerów.
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:41
        yoric napisał:
        > błagam!!!
        > Niedługo wyczytam, że wg mnie Księżyc jest z sera :).

        Tak to zrozumiałam, ale dobrze, Yoric, już nie będę :)

        > Co do meritum zgadzam się z tą wypowiedzią, że to pewnego rodzaju zahamowanie.
        >
        > Niech sobie poczyta 'My Secret Garden' Nancy Friday. I potem niech pomyśli, że
        > takie rzeczy są w głowach kobiet. W tym jego matki, siostry... no i jego dziewc
        > zyny :).

        Marna szansa, tego nie przeczyta, niestety, bo jest zasypany własnymi lekturami, szkoda.
        • yoric Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 22:25
          Jakieś streszczenie albo ekranizacja, chociaż ta druga to wątpię, że jest bez cenzury, bo byłaby nielegalna wszędzie na świecie :).
    • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:38
      ach... to ty... teraz sobie kojarze ze chyba pisalas tu bo "kolezanka chlopaka krzywo sie na Ciebie popatrzyla". Fajnie miec takie "problemy". Podobno tak duzo sie uczysz, a jednak masz czas na takie bzdety.

      Nie, Twoj chlopak nie jest konserwatywny. Po prostu chociaz jest lekarzem to kompletnie nie ma pojecia o kobietach i ich seksualnosci. nazwalabym go inaczej, ale na forum lepiej nie bede.

      Jakos teraz wasz zwiazek ma dla mnie sens. Jestescie perfekcyjnie dla siebie stworzeni.
      • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:42
        To chyba dobrze, prawda?
        • xciekawax Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 19:49
          oczywiscie! to wspaniale! :)
          • jesod Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:07
            xciekawax napisała:
            > oczywiscie! to wspaniale! :)

            No! Jakbym czytała Pene-Loppe.
            Eh, chyba za dużo haju dzisiaj... Muszę sobie jakieś embargo nałożyć na to forum, bo nie wyrabiam już ze zdumienia to znaczy się chciałam chyba napisać "złudzenia"? Ale... sama już nie wiem.
        • marek.zak1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:04
          Nie przejmuj się złośliwosciami. W temacie medycyny i książek polecam Ci materiał źródłowy o farmacji:
          www.amazon.com/The-Truth-About-Drug-Companies/dp/0375760946
          • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 20:16
            Dzięki.
            A fiilm "Wierny ogrodnik" na pewno znasz, prawda? Też przygnębiający. A Twoja książka też niewesoło się skończyła :)
            • marek.zak1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 28.10.13, 21:57
              Tak, dawka cynizmu trochę za duża jak na młodą dziewczynę. ,,Wierny ogrodnik" to podobna bajka, a przytoczony link to najbadrziej znana książka z tej dziedziny, solidnie udokumentowana, napisana przez byłą naczelną ,,New England..." czyli jednego z najwazniejszych naukowych pism medycznych.
              Pozdrawiam i nie przejmuj sie złośliwosciami koleżanek w realu i wirtualnych.
              M
              • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 06:19
                Dziękuję :)
                • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 12:00
                  Tak sie zastanawiam kotoshi skoro masturbacja Cie nie kreci to po co wyciagac temat, jak plachte na byka i trzepac przed oczami chlopaka? Zeby mu pokazac jaka jestes bohaterka? Po co sie z nim scigac? Dla mnie jestes przykladem kobiety, o ktory pytala mnie Bitch 'ktora to?' :) z serii 'to nieprawda, a w ogole to my tez!' z przykladu Swini :)
                  Wg mnie to niepotrzebne, lepiej trzymaj sie konwencji, jak u Marka w chacie, przynajmniej pozadanie Ci nie siadzie. No chyba, ze to taki pomysl na podkrecenie go ale chyba z tym tancem brzucha lepiej dziala :)
                  I rada: korzystaj z niego ile sie da i nie draznij lwa, jak lew sra :), a jak w miedzyczasie zarobisz jakas kase to odkladaj na prywatne konto, tak, zebys, jak mu sie odwidzi, nie zostala na lodzie, miala kase na nowy start z jakiegos przyzwoitego poziomu.
                  • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 12:02
                    :))))))))
                  • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 12:11
                    hello-kitty2 napisała:
                    Wiesz kitty że Ty jesteś podobna do kotoschi? Dobrze zarządzacie swoją inteligencją. Tyle że Ty na koniec i tak się wygadasz, że jesteś mądrzejsza:))) A gdybyś tak odpuściła?
                  • kotoshi Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 16:27
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Tak sie zastanawiam kotoshi skoro masturbacja Cie nie kreci to po co wyciagac t
                    > emat, jak plachte na byka i trzepac przed oczami chlopaka? Zeby mu pokazac jaka
                    > jestes bohaterka? Po co sie z nim scigac? Dla mnie jestes przykladem kobiety,
                    > o ktory pytala mnie Bitch 'ktora to?' :) z serii 'to nieprawda, a w ogole to my
                    > tez!' z przykladu Swini :)

                    Być może to właśnie przekora - po prostu drażni mnie jego podejście do niektórych spraw. Nie miałabyś ochoty czasem "pomachać płachtą", gdy czujesz, że ktoś Ci chce coś narzucić?

                    > Wg mnie to niepotrzebne, lepiej trzymaj sie konwencji, jak u Marka w chacie, pr
                    > zynajmniej pozadanie Ci nie siadzie. No chyba, ze to taki pomysl na podkrecenie
                    > go ale chyba z tym tancem brzucha lepiej dziala :)
                    > I rada: korzystaj z niego ile sie da i nie draznij lwa, jak lew sra :), a jak w
                    > miedzyczasie zarobisz jakas kase to odkladaj na prywatne konto, tak, zebys, ja
                    > k mu sie odwidzi, nie zostala na lodzie, miala kase na nowy start z jakiegos pr
                    > zyzwoitego poziomu.

                    Nie, to nie był pomysł na podkręcenie.
                    Jakaś tam kasa, Kitty, to przez ten prawie rok sama mi się odłożyła, co jest normalne, jeśli są przychody, nawet niewielkie, a na mieszkanie nic się nie wydaje. Natomiast nie widzę się w roli "korzystającej ile się da" (jednak zawsze ktoś może stwierdzić, że to już robię, tylko nieświadomie).
                    • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 22:38
                      kotoshi napisała: > Jakaś tam kasa, Kitty, to przez ten prawie rok sama mi się odłożyła, co jest no
                      > rmalne, jeśli są przychody, nawet niewielkie, a na mieszkanie nic się nie wydaj
                      > e. Natomiast nie widzę się w roli "korzystającej ile się da" (jednak zawsze kto
                      > ś może stwierdzić, że to już robię, tylko nieświadomie).

                      :)))))
                      • kotoshi Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 30.10.13, 06:58
                        Zawle, dlaczego się śmiejesz? Zupełnie mnie nie stać, żeby dokładać się do mieszkania, tu są chore opłaty, przy tym mój chłopak twierdzi, że płaciłby tak czy inaczej, a jeśli ktoś nie chce od Ciebie dokładania się, to za bardzo nie da się robić tego na siłę! Na siłę nie da się nawet konkretniej dokładać do codziennego życia, jeśli jesteś z kimś, kto większość rzeczy, włącznie z zakupami spożywczymi, ściąga przez internet do domu.
                        Oczywiście mimo to jakieś zakupy staram się czasem robić, ale to w większości nie ma sensu, bo np. zapasy są cały czas. Rezultat: robię drobne zakupy, a do sprzeczek o to, żeby np. do zakupów dokładać się więcej, nie mam już motywacji ani siły.
                        • bigbadpig Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 30.10.13, 09:34
                          Ten temat pieniędzy który tu się wlecze jest niesmaczny. Niektórzy ludzie tak już mają, że dostają bólu dupy na samą myśl, że to ktoś inny coś dostał. Ktoś kto ma trochę więcej kasy niż na rachunki i może robić z nią co chce, choćby palić nią w piecu. Ja sam nie wiele znam sposobów dobrego wydania pieniędzy, niż na kobietę którą kocham i realizuję wtedy swoje egoistyczne cele - po prostu cieszy mnie to. Nie rozumiem dlaczego sposób w jaki ktokolwiek wydaje swoje pieniądze miałby być poddawany zewnętrznej ocenie, choć domyślam się motywacji tych których boli fakt, że autorka coś dostaje. To co ona wnosi do związku jest zapewne nieporównywalnie wartościowsze niż jakieś pieniądze za mieszkanie, bo taki jest zwykle potencjał osoby w związku. Jeśli są ze sobą blisko jej partner musiałby być kretynem, żeby się rozmieniać na drobne jeśli go stać aby to olać; a autorka nie mogła by zrobić mu gorszego prezentu niż zacząć się spinać o to, że jest "utrzymanką" - podejrzewam, że tak jak większość mężczyzn on chce ją widzieć wyluzowaną i bezpieczną.
                          • yoric Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 30.10.13, 13:23
                            To nie jest takie proste. Na pewnym podświadomym poziomie to jest jednak kwestia kontroli. Na pewnym podświadomym poziomie może włączać się myślenie - ja daję pieniądze, więc mam prawo więcej wymagać. To się absolutnie nie wyklucza z uczuciami, z partnerstwem, poważnym traktowaniem, itd. Każdy jednak prowadzi nieuświadomiony bilans kosztów i korzyści z każdej relacji, zwłaszcza tych najbliższych.
                            Ja bym na Twoim miejscu wyrównał ten bilans choćby symbolicznie. Znalazł kilka sfer, w których możesz zainwestować trochę czasu oraz pieniędzy (proporcjonalnie do swoich dochodów), np. planujecie podróż, Ty znajdziesz najkorzystniejszą ofertę, albo kupisz jakieś drobne rzeczy do kuchni, itd. itp. To wyrówna ten symboliczny rachunek. Zresztą może już funkcjonujecie na tej zasadzie.

                            Ja miałem trochę podobną sytuację, gdzie narzeczona mieszkała u mnie i nie płaciła, i przy dysproporcji dochodów to było oczywiste, ale denerwowało mnie, że wszystkimi sprawami związanymi z mieszkaniem musiałem się ja zajmować.
                            Tak więc był w naszym zwiazku konflikt o podział obowiązków :). Nie przekładał się jednak na BSM (właściwie BSZ), może dlatego, że ja miałem obowiązków więcej :).
                            • kotoshi Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 07:54
                              yoric napisał:
                              > Ja bym na Twoim miejscu wyrównał ten bilans choćby symbolicznie. Znalazł kilka
                              > sfer, w których możesz zainwestować trochę czasu oraz pieniędzy (proporcjonalni
                              > e do swoich dochodów), np. planujecie podróż, Ty znajdziesz najkorzystniejszą o
                              > fertę, albo kupisz jakieś drobne rzeczy do kuchni, itd. itp. To wyrówna ten sym
                              > boliczny rachunek. Zresztą może już funkcjonujecie na tej zasadzie.

                              Moim zdaniem tak właśnie funkcjonujemy, często np. gotuję, kupuję jakieś ozdoby do mieszkania, kwiaty (i dbam o te kwiaty). Nie siedzę z założonymi rękami w każdym razie. Tylko że może dla kogoś innego nie byłoby to nawet symboliczne "wyrównanie bilansu", a klucz jest w tym, żebyśmy my sami nie mieli poczucia takiego braku. Ja go nie mam, i nic nie nie wiadomo, żeby miał go mój chłopak, i raczej odbieram jego nastawienie w tym duchu, jak pisze wyżej Bidbagpig (gdy się ludzie kochają, to dawanie czegoś jest miłe i nie zwraca się uwagi na to, kto daje więcej).
                              Nie rozumiem, dlaczego nie mogliście się po prostu umówić z narzeczoną, że ona zajmuje się tym i tym (nie wiem, o co chodziło, czy o sprzątanie, czy o sprawy administracyjne w stylu chodzenie do zarządcy).
                              Domyslam się, że wtedy włączyło Ci się to myślenie, o którym piszesz ;)
                              • marek.zak1 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 08:16
                                Dawanie ukochanej kobiecie (prezentów, przyjemności) daje, jak napisał BigbadPig, facetowi wielką radość. Ale nie tylko to, także satysfakcję ze swojej dojrzałości i dorosłości, że potrafi sam utrzymać rodzinę. Dawanie nie musi musi być równe, Jesli kupisz kwiatki na stół on z pewnościa dostrzeże to i doceni. Liczy się sama chęć i radość dawania.
                              • loppe Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 08:20
                                "Daj" - śpiewa Jerzy Połomski

                                www.youtube.com/watch?v=_0-D3VAhwZ4
                                • loppe Daj 31.10.13, 08:22
                                  Daj czego Ci nie ubędzie byś najwięcej dała
                                  Daj czego widać żadna przedtem dać nie chciała
                                  Daj co mi wzrok zczerwieni i serce połechce
                                  Daj czego chce od Ciebie a od innej nie chce
                                  Daj mi to miejsce na dłoni którego nikt nie całuje
                                  Daj co zostało Ci po nim po tym którego żałujesz
                                  Daj mi to miejsce na twarzy gdzie szminki Ci nie starczyło
                                  mnie to zupełnie wystarczy ja z tego zrobię miłość
                                  Daj rankiem
                                  Daj niebieskim
                                  Daj wieczorem długim
                                  Daj przecież zawsze możesz nie dać już po raz drugi
                                  Daj czego już nie oddam
                                  Daj mi prosto w ręce
                                  Daj czego Ci nie zabraknie choć bym woził najwięcej
                                  Daj mi to miejsce przy sobie na które patrzysz po nocy
                                  Daj sobie czasem dopomóc choć byś nie chciała pomocy
                                  Daj mi to miejsce przy sobie które jest puste o świcie ja sobie z tego
                                  zrobię
                                  długie ciekawe życie
                                  Daj mi to miejsce przy Sobie
                                  • loppe Re: Daj 31.10.13, 08:26
                                    I odpowiedź Steni Kozłowskiej:

                                    www.youtube.com/watch?v=jBZwCfUmP_A
                                    Daj, daj, daj, nie odmawiaj, daj
                                    To, co masz najlepszego, daj
                                    Daj parę słów, uścisk dłoni i śmiech
                                    To tak niewiele jest
                                    To przecież nie jest źle

                                    Daj, daj, daj, nie odmawiaj, daj
                                    To, co masz tylko dla mnie daj
                                    Daj trochę snów, zawrót głowy i kwiat
                                    Daj mi po prostu świat

                                    Nie myśl długo nie trzeba,
                                    Trzeba nam trochę nieba, więc weźmy się póki czas
                                    Zapamiętaj me słowa będziesz potem żałował
                                    Nie dając siebie chciałam gnać

                                    Daj, daj, daj nie odmawiaj, daj
                                    To, co masz najlepszego daj
                                    Daj jasny dzień, ciemną noc, ciepło fal
                                    Daj mi po prostu świat
                              • mojemail3 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 10:25
                                kotoshi napisała:
                                > Moim zdaniem tak właśnie funkcjonujemy, często np. gotuję, kupuję jakieś ozdoby
                                > do mieszkania, kwiaty (i dbam o te kwiaty). Nie siedzę z założonymi rękami w k
                                > ażdym razie. Tylko że może dla kogoś innego nie byłoby to nawet symboliczne "wy
                                > równanie bilansu", a klucz jest w tym, żebyśmy my sami nie mieli poczucia takie
                                > go braku. Ja go nie mam, i nic nie nie wiadomo, żeby miał go mój chłopak, i rac
                                > zej odbieram jego nastawienie w tym duchu, jak pisze wyżej Bidbagpig (gdy się
                                > ludzie kochają, to dawanie czegoś jest miłe i nie zwraca się uwagi na to, kto d
                                > aje więcej).


                                Oj, Kotoshi, miałam się nie wtrącać, ale co tam pomoralizuję troszkę;-)
                                Nie bardzo rozumiem, dlaczego się w ogóle tłumaczysz, widocznie sprawia Ci to jednak pewien dyskomfort.
                                Też kiedys byłam biedną studentką, a dopiero na ostatnich latach miałam faceta, co już pracował( uczepiłam się go do teraz...) No ale nie mieszkaliśmy razem na studiach, on był w innym mieście. Kwestia kasy nie była problemem ani wtedy, ani teraz, kiedy on zarabia dokładnie 2 razy tyle co ja...Ale- kiedy on np. zabierał mnie na narty, płacąc za wszystko, ja w kolejny weekend zabierałam go do miłej knajpki w jednym z ładniejszych miast w Polsce, kiedy rozwaliły mi się buty narciarskie( pękły przy palenisku otwartym...) i on mi je szybko kupił, ja mu kupowałam nowe gogle itp. Każdy na miarę swych możliwości.
                                Ja z taką sytuacją jak Ty masz teraz miałabym jednak problem, mam dość konserwatywnych rodziców i nie do pomyślenia byłoby,żeby mnie ktoś utrzymywał, byłaby wojna. Co innego,skłaniać córki do samodzielności, niezależności, zdobywania wykształcenia. Można czasem przesadzić, bo moja siostrzyczka to super samodzielny, samowystarczalny singiel, co wciąż zmienia zagranicznych narzeczonych...
                                Pamiętaj jednak, zawsze trzeba ponieść kosekwencje swych wyborów, a z tego co pamiętam, w rodzinie Twojego chłopaka dość szczególne układy panują.
                                Pozdrawiam i życzę miłego dnia!!!

                                • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 31.10.13, 15:33
                                  Mojemail3 napisala:
                                  > Pamiętaj jednak, zawsze trzeba ponieść kosekwencje swych wyborów, a z tego co p
                                  > amiętam, w rodzinie Twojego chłopaka dość szczególne układy panują."

                                  "zawsze" trzeba poniesc konsekwencje...hmmm, niekoniecznie i nie do konca sie zgadzam i w ogole czy te kosekwencje to tylko negatywne. Bardzo duzo zalezy od samych ludzi, ich nastawienia do zycia i ich potrzeb. Najwazniejsze, zeby w tym wszystim nie zatracic siebie, nie dac sie wciagnac w cos czego tak naprawde sie nie chce. To wszystko.
                                  Co czlowiek to histotia. Mnie z kolei dluzyszy czas "utrzymywal" moj facet, placil za nasze skromniutkie mieszkanie. Potem on byl rok bezrobotny, ja utrzymywlam jego. Nigdy zadne nie powiedzialo "to moje pieniadze, utrzymuje Cie", o pieniadze nigdy nie bylo/nie ma klotni. Do tego jest duza szansa, ze ten typ faceta nigdy nie nazwie "pasozytem" zony na wychowawczym. I czy bedzie jej za wszelka cene chcial narzucac swoja wole...niekoniecznie. To ona musi wiedziec czego tak naprawde chce(i zapewne wie), reszta to juz kompromisy.


                                  • mojemail3 Re: konsekwencje;-) 31.10.13, 15:50
                                    kag73 napisała:

                                    (...)"zawsze" trzeba poniesc konsekwencje...hmmm, niekoniecznie i nie do konca sie zgadzam i w ogole czy te kosekwencje to tylko negatywne (...)"

                                    Pewnie nie zawsze negatywne,jak to w życiu;-)
                                    Jedni mają bardziej pod górkę, inni mniej, a wszystko względne, względne,aż do bólu...
                  • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 29.10.13, 22:53
                    hello-kitty2 napisała:
                    > Wg mnie to niepotrzebne, lepiej trzymaj sie konwencji, jak u Marka w chacie, pr
                    > zynajmniej pozadanie Ci nie siadzie. No chyba, ze to taki pomysl na podkrecenie
                    > go ale chyba z tym tancem brzucha lepiej dziala :)
                    > I rada: korzystaj z niego ile sie da i nie draznij lwa, jak lew sra :), a jak w
                    > miedzyczasie zarobisz jakas kase to odkladaj na prywatne konto, tak, zebys, ja
                    > k mu sie odwidzi, nie zostala na lodzie, miala kase na nowy start z jakiegos pr
                    > zyzwoitego poziomu.

                    To zupelnie niedorzeczne i nieadekwatne do sytuacji co wypisujesz, kitty. Ona jest mloda studentka, ktora wszystko ma prze soba, zaden "nowy start", tylko pierwszy start jeszcze przed nia, rowniez zarabianie wlasnej kasy za pomoca pracy zawodowej.
                    I mam wrazenie, ze co poniektorych na forum bardziej boli to wydawanie troche wiecej pieniedzy przez niego na nia, niz jego samego.Tymczasem on inwestuje w przyszlosc i robi to moim zdaniem bardzo rozsadnie majac przy okazji to na czym mu zalezy, dziewczyne, ktora kocha przy sobie co dzien i co noc i szanse na najlepsze jej poznanie. Ona rowniez ma szanse poznac jego od podszewki i spedzic z nim jak najwiecej czasu.
                    • marek.zak1 Zycie to długi bieg 29.10.13, 23:23
                      Życie to długi bieg. Raz jedna osoba pomaga/finansuje drugą, potem może być odwrotnie. Nie trzeba od razu unosić się honorem/ambicją, i zwracać za kino, lunch, czy inne rzeczy. Jak napisała KAG facet inwestuje w przyszłość, ma kochajacą dziewczynę u boku i oby im wyszło jak najlepiej :)
                      • kag73 Re: Zycie to długi bieg 29.10.13, 23:41
                        marek.zak1 napisał:

                        > Życie to długi bieg. Raz jedna osoba pomaga/finansuje drugą, potem może być odw
                        > rotnie. Nie trzeba od razu unosić się honorem/ambicją, i zwracać za kino, lunch
                        > , czy inne rzeczy. Jak napisała KAG facet inwestuje w przyszłość, ma kochajacą
                        > dziewczynę u boku i oby im wyszło jak najlepiej :)

                        Dokladnie tak samo to widze.
                      • loppe Re: Zycie to długi bieg 30.10.13, 21:44
                        marek.zak1 napisał:

                        > Życie to długi bieg. Raz jedna osoba pomaga/finansuje drugą, potem może być odw
                        > rotnie. Nie trzeba od razu unosić się honorem/ambicją, i zwracać za kino, lunch
                        > , czy inne rzeczy. Jak napisała KAG facet inwestuje w przyszłość, ma kochajacą
                        > dziewczynę u boku i oby im wyszło jak najlepiej :)

                        Absolutnie. Tu mi się przypomina jak byłem w depresji i żona mną się opiekowała, a potem niespodziewanie ona była w jeszcze cięższej depresji i ja ją woziłem do lekarza. Takie jest życie. Piękne. I niełatwe.
                    • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 00:00
                      kag73 napisała:

                      > I mam wrazenie, ze co poniektorych na forum bardziej boli to wydawanie troche w
                      > iecej pieniedzy przez niego na nia, niz jego samego.

                      Do kogo to piszesz? Do mnie? Jesli do mnie to chyba nie umiesz czytac, bo ja napisalam wyraznie: 'BIERZ i dbaj o to by chcial nadal dawac', a Zawle podsmiewa sie ze mnie, ze to odrywam :) To samo doradzilabym eks narzeczonej Yorica, zeby zadbala o to, zeby nie chodzil rozdrazniony. Nie podcina sie galezi, na ktorej sie siedzi, chyba, ze chcesz sie spierdolic to moge nawet wtedy pomoc podciac :)

                      Roznica miedzy nami jest taka: ja jej mowie jakie jest zycie, ze mozna wyladowac z golym tylkiem na ulicy z dnia na dzien wiec lepiej miec oczy szeroko otwarte i sie pilnowac, a Ty, ze to jej nie dotyczy, bo jest mloda i jeszcze wszystko przed nia i jakies inne banaly, a rzeczywistosc sobie :) Jaki start przed nia? Ona juz wystartowala. On nie ma wobec niej zadnych zobowiazan finansowych wiec twierdze, zeby o swoj tylek dbala, co robi i bardzo dobrze. Ona nie ma tych zabezpieczen, co Ty, ani tez calej ich/jego kasy na swoich rachunkach bankowych, cwaniaro :)
                      • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 00:19
                        Kitty, Ty moim zdaniem zachowalas sie nieladnie sugerujac, ze korzysta/ ma z niego korzystac ile popadnie.
                        "Ona nie ma tych zabezpieczen, co Ty, ani tez calej ich/jego kasy na swoich rachunkach bankowych, cwaniaro :)

                        Ale ona ma 21 czy 22 a ja 40 lat!!!! I to jest ten bol:(
                        Ale nie boj nic, moze w moim wieku tez bedzie miala, czego jej z calego serca zycze:))

                        A tak w ogole piszac to nie mialam na mysli Ciebie;)

                        Na ulicy z golym tylkiem mozna wyladowac prawie zawsze, zwlaszcza w tak mlodym wieku, bo za duzo uskubac sie nie da. I nie zapominaj: zawsze moze zamieszkac u mamy.
                        • kag73 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 00:56
                          Gwoli wyjasnienia dodam, ze tutaj nie mamy do czyniena z sytuacja, gdzie dziewczyna nic nie potrafi, nie skonczyla szkoly, nie mysli o przyszlej karierze/zyciu zawodowym, tylko zdaje sie na faceta. To roznica. Ona jest na poczatku, jest na studiach, wszystko przed nia i ma nawet szanse zarabiac tak samo dobrze jak on albo podobnie, to kwestia czasu. Ze teraz nie zarabia, albo niewiele, nie jest niczym dziwnym, bo studiuje czyli czasu na konkretna/dobrze platna prace na caly etat nie ma.
                          Gdyby musiala gdzies wynajmowac mieszkanie, placic za nie, miala by oczywiscie ciezej, albo musieli by zaplacic rodzice, albo ona bardzo sie sprezac i zajmowac sie czymkolwiek co by zarobic na czynszi z pewnoscia mieszkala by w gorszych warunkach niz teraz. Miala by zatem mnie czasu wolnego/mniej czasu na spedzenie go milo z facetem i zmeczona by byla bardziej a tak...przyjemne z pozytecznym, i wszyscy sa zadowolenia, to znaczy oni dwoje sa zadowoleni a to najwazniejsze. Uwazam, ze warto docenic faceta i jego gest, bo moglby byc skompiradlo albo nie myslacy a nie jest. Sam tez ma z tego korzysci, czyli poszkodowanych nie ma.
                          Czyli, kitty, gdyby jej sie zdarzylo, ze wyladuje golym tylkiem na bruku bedzie patrzyla co dalej i jak sobie poradzic. Na razie nie ma dziecka i jest zajeta zdobywaniem dyplomu, to bardzo wazne.
                          • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 09:15
                            kag73 napisała:

                            > Gwoli wyjasnienia dodam, ze tutaj nie mamy do czyniena z sytuacja, gdzie dziewc
                            > zyna nic nie potrafi, nie skonczyla szkoly, nie mysli o przyszlej karierze/zyci
                            > u zawodowym, tylko zdaje sie na faceta. To roznica. Ona jest na poczatku, jest
                            > na studiach, wszystko przed nia i ma nawet szanse zarabiac tak samo dobrze jak
                            > on albo podobnie, to kwestia czasu. Ze teraz nie zarabia, albo niewiele, nie je
                            > st niczym dziwnym, bo studiuje czyli czasu na konkretna/dobrze platna prace na
                            > caly etat nie ma.
                            > Gdyby musiala gdzies wynajmowac mieszkanie, placic za nie, miala by oczywiscie
                            > ciezej, albo musieli by zaplacic rodzice, albo ona bardzo sie sprezac i zajmowa
                            > c sie czymkolwiek co by zarobic na czynszi z pewnoscia mieszkala by w gorszych
                            > warunkach niz teraz. Miala by zatem mnie czasu wolnego/mniej czasu na spedzenie
                            > go milo z facetem i zmeczona by byla bardziej a tak...przyjemne z pozytecznym,
                            > i wszyscy sa zadowolenia, to znaczy oni dwoje sa zadowoleni a to najwazniejsze
                            > . Uwazam, ze warto docenic faceta i jego gest, bo moglby byc skompiradlo albo n
                            > ie myslacy a nie jest. Sam tez ma z tego korzysci, czyli poszkodowanych nie ma.

                            Wg mnie to my obie mowimy o tym samym, z ta roznica, ze Ty mowisz o tym 'ladnie' czyli za woalka, a ja 'nieladnie' czyli wprost :)

                            > Czyli, kitty, gdyby jej sie zdarzylo, ze wyladuje golym tylkiem na bruku bedzie
                            > patrzyla co dalej i jak sobie poradzic.

                            Nie. Wg mnie powinna myslec (ale nie umartwiac sie!) juz teraz. Tak samo jak biorac slub nalezy juz z gory myslec 'a co na wypadek rozwodu?', a nie dopiero potem, jak Cie juz wystawiono za drzwi (jak w przypadku tej cioci bodajze w jej rodzinie). Do matki moze pojsc jak matka bedzie jeszcze zyla i ja przyjmie. Czy jakas matka moze dac na to gwarancje? Moja matka np nie miala juz gdzie wrocic, a miala tez tylko dwadziescia pare lat.

                            Mowienie o czyms wprost nie jest rownoznaczne z czarnowidztwem albo ze zlym komus zyczeniem. Ja tez zycze dziewczynie, zeby jej sie ulozylo wspaniale w zyciu ale dodaje, zeby plan B miala w kazdym jego momencie, a nie od 30 czy dopiero od 40, bo zycie jest przewrotne. I nie wesze problemu, raczej radze, zeby sie w miare 'ukladala', 'dostosowywala' tak daleko, na ile sie sama w tym ukladzie w miare dobrze czuje.
                            • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:01
                              Ja Ciebie Kitty za to uwielbiam. Ale pamiętaj że jesteś w chwili obecnej "poza układem". Stąd Twoja prawda- czysta i bez znieczulenia. Ludzie będący w układzie będą go czynić ładniejszym dopinają kokardki i inne ozdoby. Ja mogę powiedzieć, bo mając małe dzieci nie pracowałam i dostałam za to w życiu w dupę, Ty możesz powiedzieć, bo walczysz o swoją samodzielność- wcale Ci się uzależnienie nie podoba. A tu nie chodzi o ocenę moralną- mnie osobiście nie bije po oczach bycie na czyimś utrzymaniu. Też w tym ckliwym obrazku o obdarowywaniu, braniu, miłości widzę czarne oko.
                            • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:01
                              Ja Ciebie Kitty za to uwielbiam. Ale pamiętaj że jesteś w chwili obecnej "poza układem". Stąd Twoja prawda- czysta i bez znieczulenia. Ludzie będący w układzie będą go czynić ładniejszym dopinają kokardki i inne ozdoby. Ja mogę powiedzieć, bo mając małe dzieci nie pracowałam i dostałam za to w życiu w dupę, Ty możesz powiedzieć, bo walczysz o swoją samodzielność- wcale Ci się uzależnienie nie podoba. A tu nie chodzi o ocenę moralną- mnie osobiście nie bije po oczach bycie na czyimś utrzymaniu. Ale też w tym ckliwym obrazku o obdarowywaniu, braniu, miłości widzę czarne oko.
                              • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:58
                                zawle napisała:

                                > Ja Ciebie Kitty za to uwielbiam. Ale pamiętaj że jesteś w chwili obecnej "poza
                                > układem". Stąd Twoja prawda- czysta i bez znieczulenia. Ludzie będący w układzi
                                > e będą go czynić ładniejszym dopinają kokardki i inne ozdoby. Ja mogę powiedzie
                                > ć, bo mając małe dzieci nie pracowałam i dostałam za to w życiu w dupę, Ty może
                                > sz powiedzieć, bo walczysz o swoją samodzielność- wcale Ci się uzależnienie nie
                                > podoba. A tu nie chodzi o ocenę moralną- mnie osobiście nie bije po oczach byc
                                > ie na czyimś utrzymaniu. Ale też w tym ckliwym obrazku o obdarowywaniu, braniu,
                                > miłości widzę czarne oko.

                                Ha! Ja jestem w ukladzie. Im bardziej sie ukladam tym mnie bardziej upija, piluje mnie w rowek jak obcisly dresik (z mojego ulubionego przykladu Rekreativii na inny temat ;). Masz racje nie podoba mi sie uzaleznienie w moim zyciu, organicznie nie cierpie zadnego poddania za sama jego twarz. Ale nie wiem, nie rozumiem siebie dlaczego? Czyz nie jest to zwracanie sie przeciwko naturze kobiety, ktora z zasady ma byc poddana mezczyznie i w takich ukladach sie spelnia najlepiej czuje? Czy moje (nie wiem skad pochodzace?) pragnienia to nie zawracanie Wisly kijem? Mnie tez nie razi moralnie nic w byciu na utrzymaniu, nie oceniam tego jako zla wrecz przeciwnie, biznesowo i ekonomicznie to oceniam jako niezla fuche. Ale to jest troche tak, jak to mi opowiadal moj eks kochanek: 'skonczylem licencjat, nie chcialo mi sie dalej uczyc, dostalem robote, wspialem sie po szczebelkach drabiny, jestem w firmie managerem, zarabiam kupe kasy, nie moga mnie zwolnic, jestem ustawiony, choc wiem, ze pode mna pracuja ludzie madrzejsi, lepiej wyksztalceni, zwyczajnie lepsi ode mnie to ja i tak bede nad nimi gorowal i oni mnie nie przeskocza, bo ja mam gadane'. Niby tak, biznesowo/ekonomicznie trudno nie przyznac mu racji ale NIESMAK pozostaje mi w uszach jak tego slucham. Czegos jednak brakuje w tym obrazku sukcesu, a czego? Nie wiem, jakis wartosci?
                                Niemniej ja mam problem z podporzadkowaniem sie i to jest moj duzy problem. Bo ja nie chce sie podporzadkowywac wprost, nie chce podporzadkowywac sie niewprost, nie chce rzadzic niewprost, bo mi to nie lezy, za cholere :)
                                • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:05
                                  hello-kitty2 napisała: > Ha! Ja jestem w ukladzie.Bo
                                  > ja nie chce sie podporzadkowywac wprost, nie chce podporzadkowywac sie niewpros
                                  > t, nie chce rzadzic niewprost, bo mi to nie lezy, za cholere :)

                                  Masz wrodzony brak pewnej funkcji...taka wada fabryczna;) Coś jak aspołeczność.
                                • marek.zak1 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:11
                                  Niesmak? Przesadzasz, facet ma dystans do siebie, a manager wcale nie musi być najmądrzejszy, tylko motywujący ludzi do pracy i sprawiedliwie ich oceniający. To jest mądrość managera. Czym jest mądrość, jak nie umiejetnością osiagania wyznaczonych celów.
                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:25
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Niesmak? Przesadzasz, facet ma dystans do siebie, a manager wcale nie musi być
                                    > najmądrzejszy, tylko motywujący ludzi do pracy i sprawiedliwie ich oceniający.
                                    > To jest mądrość managera. Czym jest mądrość, jak nie umiejetnością osiagania wy
                                    > znaczonych celów.

                                    Motywujacy ludzi do pracy, hehe, no przedwczoraj zaproponowal mi sponsoring (ma kochajaca zone na utrzymaniu i dziecko, o ktore sie starali kilkanascie, ze az otarlo sie dwukrotnie o adopcje). Madry facet jest, bo czymze jest madrosc, jak nie umiejetnoscia osiagania wyznaczonych celow :-) Chyba wezme ta fuche, bo to sama przyjemnosc 'pracowac' dla madrego managera. Wyroznienie :-)
                                    • marek.zak1 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:30
                                      O sponsoringu nie pochwaliłaś się, tylko o jego sukcesach zawodowych.
                                      Ty też się chwalisz, że racjonujesz sex facetom i nimi rządzisz, że jesteś atrakcyjna, wysportowana. Mnie to wcale nie przeszkadza.
                                      • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 12:38
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Ty też się chwalisz, że racjonujesz sex facetom i nimi rządzisz, że jesteś atra
                                        > kcyjna, wysportowana. Mnie to wcale nie przeszkadza.

                                        Jesli sie chwale, to nie po to, zeby ludzie mi zazdroscili, tylko po co? Jak myslisz?
                                        • marek.zak1 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 12:51
                                          Po to, zżby sie pzrzedstawic jaka jesteś, i po to żeby Twoje wypowiedzi były wiarygodne, podobnie jak ja.
                            • kotoshi Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:21
                              mojemail - moi rodzice przekazują mi od początku studiów ustaloną kwotę co miesiąc. Mam się za to utrzymać, a jak to sobie urządzę, moja sprawa (mieszkają od jakiegoś czasu w domu poza miastem, nasze mieszkanie, w którym się wychowałam, sprzedali. Nie mogę zamieszkać „u mamy” i dojeżdżać, to za daleko).
                              Chyba ostatnią rzeczą, którą można by im zarzucić, jest to, że nie wychowywali mnie do samodzielności czy niezależności. Zawsze powtarzali mi, że niezależność to najważniejsza rzecz w życiu, że mam się kształcić, żeby móc pracować i samodzielnie się utrzymać, i żebym nigdy nie liczyła na to, że kiedyś mąż mnie będzie utrzymywał i nigdy nie rezygnowała z pracy i własnego życia zawodowego.

                              Teraz tak ogólniej, tj. odniosę się do innych wypowiedzi.
                              Na razie uczę się tylko, bo na moich studiach nie ma możliwości, żeby jednocześnie pracować - to zawsze robiłam w wakacje. W tym roku tylko przez miesiąc, bo w sierpniu wyjechaliśmy. Tym razem mogłam sobie też pozwolić na to, żeby we wrześniu zająć się trochę pewnymi rzeczami naukowymi, które traktuję jako inwestycję w moją przyszłość. Gdybym pracowała we wrześniu, nie byłoby o tym mowy. Cały wolny czas poświęcam na tego rodzaju „inwestycje” właśnie - chodzi o to, że cały czas myślę o przyszłości. Może to jest pośrednio to, o czym pisze Kitty ;) nie wiem.
                              Owszem, nie mam pewnych problemów, które ma większość (?) studiujących (problemy z mieszkaniem, konieczność wyliczania kasy na życie), ale nie mam ich teraz, i nie wiem, co będzie za pół roku, rok itp. Plan B? - po prostu znajdę chatę i będę na spółkę mieszkać z innymi, jak wcześniej, i dalej się uczyć, tyle że żyć w gorszych warunkach. Ale też przeżyję :)
                              Na moją sytuację teraz można patrzeć jak dwie moje koleżanki, które ostatnio były u mnie. Powiedziały: „Ty to się potrafisz urządzić”. A można też inaczej: że raz jest lepiej, raz gorzej, jak się uda. Albo jak to robi Kag czy Bigpbadpig. Ja już, jak pisałam, zupełnie nie mam motywacji (ani czasu) na dylematy.
                              • marek.zak1 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:54
                                Tak trzymaj. Niech inni Ci zadroszczą. A złośliwości olewaj :).
                                • zawle Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 10:59
                                  marek.zak1 napisał:
                                  > Tak trzymaj. Niech inni Ci zadroszczą. A złośliwości olewaj :).

                                  No tak, bo jak ktoś żyje inaczej to albo zazdrości, albo jest złośliwy. Innej opcji nie ma. Następna kokardka do ozdoby...
                                • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 11:13
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > Tak trzymaj. Niech inni Ci zadroszczą. A złośliwości olewaj :).

                                  Dla mnie zazdrosc jest zlem i do zla prowadzi. Nalezy jej unikac. Ale Ty widocznie myslisz przeciwnie, co sie zreszta dobrze wkomponuje w Twoj profil: 'chwale sie, zeby inni mi zazdroscili', tym sie glownie w zyciu zajmujesz, cala ta 'kariera literacka', pobyt na forum to jedno wielkie chwalenie sie, nie moge sie nie nachwalic, chwale sie przed zona, chwale sie przed rodzina, chwale sie w pracy, chwale sie przed czytelnikami, przed internautami, chwale sie nawet psem na specjalnej www do chwalenia sie psem, a poniewaz zlosliwosci olewam to oleje tez komentarz Kitty i bede sie chwalil dalej :)
                              • mojemail3 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 10:59
                                kotoshi napisała:

                                (...)"moi rodzice przekazują mi od początku studiów ustaloną kwotę co miesiąc. Mam się za to utrzymać, a jak to sobie urządzę, moja sprawa (mieszkają od jakiegoś czasu w domu poza miastem, nasze mieszkanie, w którym się wychowałam, sprzedali. Nie mogę zamieszkać „u mamy” i dojeżdżać, to za daleko)"

                                Ależ ja Cię doskonale rozumiem, możesz pieniądze od rodziców zaoszczędzić;-)

                                Wcale się nie dziwię, tak jak nie dziwię się bratu męża, facetowi ok. 30 tki, który wciąż " doi kasę" od starych, ma już dom 200 m2, auta zawsze dostaje od rodziców, mamunia oddaje emeryturę a sama dalej tyra i jeszcze ma chłopiec opinię zaradnego mężczyzny.
                                Czy ja sama bym korzystała? pewnie byłoby mi strasznie wstyd, bo jemu jest wstyd, męczy się z tym nieco, ale co tam dylematy.
                                • kotoshi Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 11:39
                                  mojemail3 napisała:
                                  > Ależ ja Cię doskonale rozumiem, możesz pieniądze od rodziców zaoszczędzić;-)
                                  >
                                  > Wcale się nie dziwię, tak jak nie dziwię się bratu męża, facetowi ok. 30 tki, k
                                  > tóry wciąż " doi kasę" od starych, ma już dom 200 m2, auta zawsze dostaje od ro
                                  > dziców, mamunia oddaje emeryturę a sama dalej tyra i jeszcze ma chłopiec opinię
                                  > zaradnego mężczyzny.
                                  > Czy ja sama bym korzystała? pewnie byłoby mi strasznie wstyd, bo jemu jest wsty
                                  > d, męczy się z tym nieco, ale co tam dylematy.

                                  Nie mam 30 lat, tylko 10 lat mniej. Pomoc rodziców w stosunku do wszystkich w moim wieku jest standardem - nikt nie byłby w stanie sam się utrzymać.
                                  Postawa rodziców Twojego szwagra też jest godna potępienia, sami wychowali sobie i dalej wychowują "dorosłego dzieciaka". Do tego jeszcze inaczej traktują tego syna, inaczej drugiego. Nie wiem, tylko, co ja mam mieć z tym wspólnego.
                                  • marek.zak1 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 11:43
                                    Masz to, że masz fajne życie, a to drażni innych.
                                    • kotoshi Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 11:59
                                      Sama już nie wiem, o co niektórym chodzi.
                                      A, wyżej miałam na myśli oczywiście pomoc rodziców w odniesieniu do studiujących dzieci.
                                    • xciekawax Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 15:25
                                      Marek, nie wiem dlaczego atakujesz innych ze sa zazdrosni itd... Jakbys osobiscie odbieral opinie innych.

                                      W sumie nie wiem dlaczego myslisz ze autorka ma tak fajnie, albo ze jest to zycie ktore inni moga zazdroscic. Mieszka u kogos, w kazdej chwili jak jej chlopakowi zaimponuje inna dziewczyna - ona dostaje kopa w d... W sumie to nowy zwiazek i cokolwiek zrobi przeciw panu - ona dostanie krotrza strone kijka. Po prostu jest zalezna i tyle - co tu mowic.

                                      W sumie mysle ze niezalezne zycie tworzy silny charakter. (nie - nie zazdroszcze autorce - po prostu to moja osobista opinia). Wiec Ci, ktorzy darza do tego wczesnie w zyciu lepiej sobie radza pozniej. Tak jak autrka mowi: sa dobre chwile, potem sa zle, potem znowu dobre. To co robi teraz odbije sie potem. Dlatego mysle ze nie ma tu zazdrosci ktora przypisujesz innym - po prostu ludzie maja rozne doswiadczenia i inaczej widza autorke.
                                      • marek.zak1 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 15:55
                                        Ataki na Kotoshi biora się z zazdrosci. Czy w powiedzeniu kolezanek ,,ale ty sie urządziłaś" nie ma zazdrosci?
                                        Ma dobrze, bo:
                                        - jest mloda, zdrowa, ładna..
                                        - ma fajnego i pertspektywicznego partnera (lekarz),
                                        - mają wspólne mieszkanie o czym wiele par marzy.
                                        - nie mają problemów finansowych, kredytu do spłacenia itd.

                                        Ja nie jestem żadna stroną, ale ciesze sie, jak komuś coś się w życiu udaje i trzymam kciuki,aby tak się stało.
                                        • xciekawax Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 16:12
                                          Marke, nie ma czego zazdroscic bo ta "perspektywa" fajnego partnera i mieszkania i brak problemow finansowych bardzo szybko moze sie zmienic. nawet nie jest to zalezne od autorki ale od widzimisia jej chlopaka.
                                          Pozatym myslenie ze jak chlopak studiuje medycyne to jest to "fajny partner" jest mylne. Oczywiscie zalerzy to od osobowosci, ale facet wcale nie musi byc taki fajny. W sumie moze byc bardzo dolujacy. Juz wiemy ze autorce zabrania masturbacji. lol i brzydzilby sie gdyby autorka robila to przy nim. Dla mnie fajnie to nie brzmi.

                                          Wiec Marku, nie badz taki plytki.

                                          • marek.zak1 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 16:48
                                            Wszystko się może zmienić. Dla mnie przyszły lekarz jest potencjalnym i perspektywicznym partnerem, a skoro właśnie go wybrała, musi być dla niej interesujacy i fajny.
                                            Wszystko może sie wydarzyć, może być dołujacy, niewierny i zostać alkoholikiem, albo hazardzistą. Ale póki co tak nie jest.
                                            A używanie słowa ,,utrzymanka" jest nie na miejscu.
                                            • xciekawax Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 18:04
                                              Nie wiem dlaczego slowo utrzymanek, utrzymanka kojarzy sie negatywnie. Przeciez mezczyzna utrzymywany przez kobiete to utrzymanek. Kobieta utrzymywana przez mezczyzne to utrzymanka. O co chodzi? Przeciez to nie musi byc negatywne okreslenie. Sama sie dziewczyna nie utrzymuje przeciez.
                                              • kutuzow Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 18:12
                                                xciekawax napisała:

                                                > Kobieta utrzymywana przez
                                                > mezczyzne to utrzymanka

                                                Czy żona utrzymywana przez męża to utrzymanka?

                                                • marek.zak1 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 18:22
                                                  Wg definicji niektórych - na pewno. Nie wiem, czy to feminizm, komuna, czy coś innego, czy też może wprowadzenie idiotycznego określenia ,,niepracująca żona" wg których kobieta powinna rodzić dzieci i pracować zawodowo, nawet jeśli zarabia 10 razy mniej niz jej mąż. Gdy zawodowo nie pracuje = leń, zależna i posłuszna.
                                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 19:02
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Wg definicji niektórych - na pewno. Nie wiem, czy to feminizm, komuna, czy coś
                                                    > innego, czy też może wprowadzenie idiotycznego określenia ,,niepracująca żona"
                                                    > wg których kobieta powinna rodzić dzieci i pracować zawodowo, nawet jeśli zara
                                                    > bia 10 razy mniej niz jej mąż. Gdy zawodowo nie pracuje = leń, zależna i posłus
                                                    > zna.

                                                    Dlczego idiotyczne? Znaczy nie wiecej niz 'zona, ktora nie pracuje ZAWODOWO'. To 'bezrobotny' tez idiotycznie? Przeciez to znaczy 'czlowiek bez ROBOTY', co nie znaczy, ze nie ma sie czym zajac w ciagu dnia:) Jak Ci jakies okreslenie nie pasuje to uzywaj innego. Masz np. okreslenie 'gospodyni domowa' czyli kobieta, ktora zajmuje sie gospodarstwem domowym. Za duzo znaczen przypisujesz tym okresleniom wg mnie.
                                                  • marek.zak1 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 19:22
                                                    Jesli facet i kobieta są razem, razem ustalają jakie uklady u nich panują, natomiast cały witz polega w tej dyskusjji na tym, że część dyskutantów koniecznie chce wykazać, że Kotoshi jest utrzymanką swojego faceta, czyli za mieszkanie i utrzymanie odpłaca seksem.
                                                    Tymczasem jeśli dwoje ludzi jest ze soba RAZEM, slowo utrzymanek/utrzymanka nie ma ZADNEGO zastosowania. Czy moja zona jest moja utrzymanka, skoro ja zarabiam pieniadze? Nie, bo jestesmy RAZEM, a to slowo robi roznice.
                                                    Nie ma to ZADNEGO znaczenie czy para jest razem miesiac, czy 10 lat, bo w zyciu i tak nic nie jest wieczne.
                                                  • kutuzow Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 19:52
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Nie ma to ZADNEGO znaczenie czy para jest razem miesiac, czy 10 lat, bo w zyciu
                                                    > i tak nic nie jest wieczne.

                                                    Widzisz Marku,
                                                    Dla Ciebie nie ma to znaczenia, dla mnie nie ma to znaczenia, ale dla innych już (niestety) ma.

                                                    W pełni się z Tobą zgadzam co do tego:
                                                    "... część dyskutantów koniecznie
                                                    > chce wykazać, że Kotoshi jest utrzymanką swojego faceta, czyli za mieszkanie i
                                                    > utrzymanie odpłaca seksem. "

                                                    Co ciekawe, to inne kobiety mają z tym większy problem. Jakoś nie zauważyłem tutaj męskiego głosu pełnego oburzenia.
                                                  • zawle Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 20:07
                                                    kutuzow napisał:> Co ciekawe, to inne kobiety mają z tym większy problem. Jakoś nie zauważyłem t
                                                    > utaj męskiego głosu pełnego oburzenia.

                                                    Nie wiem jak inne kobiety, ale ja z tym problemu nie mam żadnego. Nie zauważyłam go też u innych, ale może ślepa jestem. irytuje mnie jednak sposób w jakim o tym pisze.
                                                    Zresztą, kotoshi jest nieoczywista. Rozważa problemy gimbusów, a pisze bardzo dojrzale. Jest samodzielną osobą, a jednak na cudzym utrzymaniu. Nie ma pieniędzy, a odkłada. A kto płaci za mieszkanie i jedzenie mnie kompletnie nie interesuje.
                                                    Bycie utrzymanką nie jest fajne. O wszystko trzeba prosić. No chyba że facet przelewa na konto jakąś konkretną sumę pieniędzy....
                                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 19:55
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Jesli facet i kobieta są razem, razem ustalają jakie uklady u nich panują, nato
                                                    > miast cały witz polega w tej dyskusjji na tym, że część dyskutantów koniecznie
                                                    > chce wykazać, że Kotoshi jest utrzymanką swojego faceta, czyli za mieszkanie i
                                                    > utrzymanie odpłaca seksem.

                                                    Ja tej dyskusji tak nie odebralam tj o seksie w jej trakcie nawet nie myslalam, eee :) tj nie bralam go pod uwage. Bo jesli przyjmiemy, jak tu na forum przyjmujemy, ze seks w dzisiejszych czasach jest tak tani, to czy mozna nim za cokolwiek zaplacic?
                                                  • zawle Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 19:56
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Jesli facet i kobieta są razem, razem ustalają jakie uklady u nich panują, nato
                                                    > miast cały witz polega w tej dyskusjji na tym, że część dyskutantów koniecznie
                                                    > chce wykazać, że Kotoshi jest utrzymanką swojego faceta, czyli za mieszkanie i
                                                    > utrzymanie odpłaca seksem.
                                                    > Tymczasem jeśli dwoje ludzi jest ze soba RAZEM, slowo utrzymanek/utrzymanka nie
                                                    > ma ZADNEGO zastosowania. Czy moja zona jest moja utrzymanka, skoro ja zarabiam
                                                    > pieniadze? Nie, bo jestesmy RAZEM, a to slowo robi roznice.
                                                    > Nie ma to ZADNEGO znaczenie czy para jest razem miesiac, czy 10 lat, bo w zyciu
                                                    > i tak nic nie jest wieczne.

                                                    Abstrahując od sytuacji kotoshi...za wszytko w życiu trzeba zapłacić Marek. I czy to jest bycie utrzymanką czy samodzielną...wszystko ma swoją cenę. Wiem o czym piszę bo byłam utrzymanką ( czyli ktoś, kto nie miał OBOWIĄZKU, mnie utrzymywał), teraz jestem osobą samodzielną.
                                                  • marek.zak1 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 20:02
                                                    Jesli dwoje ludzi się kocha, właśnie za nic płacić nie trzeba. Tworzą swoistą JEDNOŚĆ, w której nie ma kalkulacji, że jesli ja dzisiaj kupię ci płaszcz, to ty czujesz się w obowiązku kupić mi szalik. jak ktoś napisał.
                                                    Dorosły facet obdarowując ukochana kobietę SAM ma z tego radość. i największą przyjemność., co juz napisał BIGBadPig.
                                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 20:22
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Jesli dwoje ludzi się kocha, właśnie za nic płacić nie trzeba. Tworzą swoistą
                                                    > JEDNOŚĆ, w której nie ma kalkulacji, że jesli ja dzisiaj kupię ci płaszcz, to t
                                                    > y czujesz się w obowiązku kupić mi szalik. jak ktoś napisał.
                                                    > Dorosły facet obdarowując ukochana kobietę SAM ma z tego radość. i największą p
                                                    > rzyjemność., co juz napisał BIGBadPig.

                                                    Marek no to jest was trzech: Ty, BIGBadPig i maz Kag. Reszte prawdopodobnie nie stac na taka bezinteresowna milosc. Doslownie: NIE STAC, nie maja wystarczajacej kasy, zeby obdarowywac swoje ukochane bezwarunkowo i przez co sobie radosc odbieraja.
                                                    No wiesz jak ja powiem, ze facet nie moze byc bezrobotny to wiadomo o co chodzi, ze o prawdziwej milosci nie mam pojecia, do czego sie przeciez przyznaje oublicznie, a jak mowi to samo Twoja zona, to ja nie wiem co chce przez to powiedziec?
                                                  • marek.zak1 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 21:26
                                                    Każdy daje tyle, na ile go stać. Miałem znajomych, on świetnie ustawiony, po studiach, ona studiowała. Wg niektorych z Was - utrzymanka. I nagle okazało sie, ze on ma raka mózgu. Ta dziewczyna była przy nim 24 godziny przez ponad rok.
                                                    Każdy daje tyle ile ma i ile może. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro.
                                                  • kag73 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 21:47
                                                    > Marek no to jest was trzech: Ty, BIGBadPig i maz Kag. Reszte prawdopodobnie nie
                                                    > stac na taka bezinteresowna milosc. Doslownie: NIE STAC, nie maja wystarczajac
                                                    > ej kasy, zeby obdarowywac swoje ukochane bezwarunkowo i przez co sobie radosc o
                                                    > dbieraja.

                                                    Czterech ich jest, zapomnialas o chlopaku kotoshi:) I nawet sie okazuje, ze i yorica bylo kiedys stac i kutuzowa tez chyba kiedys, o ile dobrze kojarze. Mojego kiedys bylo stac, chociaz mial niewiele ale wiecej niz ja, teraz i tak wszystko wspolnie zarobione i wymieszane.
                                                    Inna rzecz co/ile dla kogo jest "wystarczajaca kasa" i jak ja wydaja, jezeli maja, albo jakby ja wydali gdyby mieli. Nie zapominaj o tym. Ja znam wielu, ktorzy by mogli i bylo by ich stac, ale NIE CHCA, zal im, wola wydac na cos innego. Co czlowiek to inny przypadek.
                                                    Chlopak kotoshi moglby chciec od niej czesci kasy za mieszkanie i za to kupic sobie jakies ciuchy, albo pojechac na wycieczke, albo kupic jakas setna techniczna zabaweczke, ale zamiast tego cieszy sie, ze ulatwia zycie dziewczynie i ze sobie razem mieszkaja. To kwestia priorytetow jest i nastawienia.
                                                    I owszem zdarzaja sie, jest duzo takich, ktorzy chcieliby ale ich rzeczywiscie nie stac. Wtedy sytuacja wyglada zupelnie inaczej.
                                                • xciekawax Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 18:58
                                                  mialo byc utrzymywana przez kochanka.....

                                                  wiec nie, utrzymywana przez meza nie pojawia sie w tej definicji slowa polskiego.
                                                  • kutuzow Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 19:48
                                                    xciekawax napisała:

                                                    > mialo byc utrzymywana przez kochanka.....
                                                    >
                                                    > wiec nie, utrzymywana przez meza nie pojawia sie w tej definicji slowa polskieg
                                                    > o.

                                                    Widzę, że wijesz się jak piskorz, żeby tylko nie przyznać że ta sama sytuacja jest inaczej oceniana gdy kobieta jest formalnie żoną i gdy jest formalnie konkubentką. Potwierdzasz tylko moja wcześniejszą tezę.
                                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 20:03
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Widzę, że wijesz się jak piskorz, żeby tylko nie przyznać że ta sama sytuacja j
                                                    > est inaczej oceniana gdy kobieta jest formalnie żoną i gdy jest formalnie konku
                                                    > bentką. Potwierdzasz tylko moja wcześniejszą tezę.

                                                    Kutuzow ale jakbys chcial to widziec w kraju katolickim? Gdyby bylo inaczej to by sie kosciolowi oberwalo przeciez.
                                                  • kutuzow Re: nie draznij lwa... 02.11.13, 01:33
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Kutuzow ale jakbys chcial to widziec w kraju katolickim? Gdyby bylo inaczej to
                                                    > by sie kosciolowi oberwalo przeciez.

                                                    To z kościołem ma niewiele wspólnego. Zobacz że KK zabrania antykoncepcji i kobiety sobie wiele z tego nie robią. To raczej rodzaj hipokryzji, podwójnej oceny tego samego zjawiska w zależności od "opakowania".
                                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa... 02.11.13, 02:01
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > To z kościołem ma niewiele wspólnego. Zobacz że KK zabrania antykoncepcji i kob
                                                    > iety sobie wiele z tego nie robią. To raczej rodzaj hipokryzji, podwójnej oceny
                                                    > tego samego zjawiska w zależności od "opakowania".

                                                    No bo antykoncepcja to cos pod koldra, nikt ci nie udowodni czy uzywasz, co uzywasz, a malzenstwo to cos na wierzchu. Poki ludzie beda sie zenic nic sie nie zmieni w postrzeganiu zony i nie-zony, a beda sie zenic dopoki KK bedzie mial wladze i prawo nie ureguluje zwiazkow nieformalnych w sposob korzystny dla nieformalnych zwiazkow np, jak u mnie: wspolne rozliczanie z partnerem mozliwe, dziedziczenie mozliwe, dzielenie kosztow zycia mozliwe, a i unikniecie alimentow w przypadku rozpadu zwiazku mozliwe oraz rozdzielnosc majatkowa mozliwa.
                                                  • zawle Re: nie draznij lwa... 02.11.13, 07:12
                                                    hello-kitty2 napisała: KK bedzie mial wl
                                                    > adze i prawo nie ureguluje zwiazkow nieformalnych w sposob korzystny dla niefor
                                                    > malnych zwiazkow np, jak u mnie: wspolne rozliczanie z partnerem mozliwe, dzied
                                                    > ziczenie mozliwe, dzielenie kosztow zycia mozliwe, a i unikniecie alimentow w p
                                                    > rzypadku rozpadu zwiazku mozliwe oraz rozdzielnosc majatkowa mozliwa.

                                                    No cóż...nie obarczałam kościoła winą za to. Można wszak wziąć ślub cywilny i być żoną. Jestem przeciwniczką legalizowania związków nieformalnych. Chcesz mieć przywileje? Weż ślub.
                                                  • hello-kitty2 Re: nie draznij lwa... 02.11.13, 11:02
                                                    zawle napisała:

                                                    > No cóż...nie obarczałam kościoła winą za to. Można wszak wziąć ślub cywilny i b
                                                    > yć żoną. Jestem przeciwniczką legalizowania związków nieformalnych. Chcesz mieć
                                                    > przywileje? Weż ślub.

                                                    A jak chcesz miec przywileje ale bez obowiazkow? :-) A co z gejami?
                                                  • zawle Re: nie draznij lwa... 02.11.13, 11:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    > A jak chcesz miec przywileje ale bez obowiazkow? :-) A co z gejami?

                                                    Geje niech też biorą ślub, a czemu mają mieć lepiej?;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Caly polski system wspiera malzenstwo, stad... 02.11.13, 11:51
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jestem przeciwniczką legalizowania związków nieformalnych. Chcesz mieć
                                                    > przywileje? Weż ślub.

                                                    Zawle dla mnie slub, malzenstwo to przede wszystkim obowiazki, a nie przywileje, bo z tych drugich to ja i tak nigdy nie korzystalam (jako niepracujaca zona np). Zatem malzenstwo nie pokrywa sie z moimi potrzebami. Dlaczego wiec nie mam prawa do alternatywnego rozwiazania prawnego legalizujacego zwiazek inny niz malzenski? (Tu mam, w Polsce nie). Skad ten monopol na malzenstwo? Ano wg mnie z tradycji chrzescijanskiej, ktora wspiera system prawny. Tylko teraz pytanie: czyje interesy ta tradycja teraz ma chronic? Skoro wiekszosc Katolikow to niewierni Kosciola Katolickiego, malo tego niewierzacy! :) Dlaczego ludziom chcacym pozostawac w zwiazkach ale niemalzenskich uniemozliwia sie korzystanie z ulg podatkowych (wspolne rozliczanie sie, zwolnienie z podatku od spadku, itp), ulg w ubezpieczniach, prawa do emerytury po partnerze, prawa do adopcji, uproszczen w uznawaniu dzieci, ect.
                                                    O negatywnej opini spolecznej, o ktorej pisze Kutuzow nie wspominajac, ktora przenosi sie rowniez na bekarty czyli dzieci ze zwiazkow pozamalzenskich. Jak rowniez nie wspominajac o spolecznosci gejow, ktora system polski skazuje na zycie na marginesie, bo oni zalegalizowac swoich zwiazkow nijak nie moga czyli ich partnerzy sa nikim dla prawa polskiego i dla spoleczenstwa, nawet dla rodziny.
                                                    Dla mnie to jest niesprawiedliwe. Powiem wiecej Polska bedzie sie musiala dostosowac do swiata zachodniego w tym zakresie czy sie podoba czy nie.

                                                    Jedynie z czym sie nie zgadzam w pelni z Kutuzowem to, ze on obarcza kobiety za propagowanie tej negatywnej postawy wartosciujacej podrzednie nie-zone. Wg mnie wspiera ta postawe caly system polski (prawo-tradycja-kosciol-opinia spoleczna-rodzina), a oczywiscie najglosniej krzycza najwieksi benificjenci czyli kobiety, ktore sa w swojej postawie produktami systemu wspierajacego malzenstwo.
                                                  • zawle Re: Caly polski system wspiera malzenstwo, stad.. 02.11.13, 11:57
                                                    hello-kitty2 napisała: > Zawle dla mnie slub, malzenstwo to przede wszystkim obowiazki, a nie przywileje
                                                    > , bo z tych drugich to ja i tak nigdy nie korzystalam (jako niepracujaca zona n
                                                    > p). Zatem malzenstwo nie pokrywa sie z moimi potrzebami.

                                                    A możesz mi wskazać te różnice? Poza rozwodem, który w Polsce jest doprowadzony do absurdu.
                                                  • hello-kitty2 Re: Caly polski system wspiera malzenstwo, stad.. 02.11.13, 12:17
                                                    zawle napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała: > Zawle dla mnie slub, malzenstwo to przede wszystki
                                                    > m obowiazki, a nie przywileje
                                                    > > , bo z tych drugich to ja i tak nigdy nie korzystalam (jako niepracujaca
                                                    > zona n
                                                    > > p). Zatem malzenstwo nie pokrywa sie z moimi potrzebami.
                                                    >
                                                    > A możesz mi wskazać te różnice? Poza rozwodem, który w Polsce jest doprowadzony
                                                    > do absurdu.

                                                    Sorrki a czy mozesz jasniej zapytac o roznice miedzy czym a czym pytasz, bo sie zgubilam :)
                                                  • zawle Re: Caly polski system wspiera malzenstwo, stad.. 02.11.13, 12:22
                                                    Czym tak badrdzo małżeństwo różni się od związku partnerskiego?
                                                  • marek.zak1 Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 12:39
                                                    Tym, że jak jestes w zwiazku partnerskim i Ci sie już nie podoba, wychodzisz i mówisz. Bye. Jak jesteś w małżeństwie jeszcze trzeba sie rozliczyć.
                                                  • zawle Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 12:46
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Tym, że jak jestes w zwiazku partnerskim i Ci sie już nie podoba, wychodzisz i
                                                    > mówisz. Bye. Jak jesteś w małżeństwie jeszcze trzeba sie rozliczyć.

                                                    No już wcześniej pisałam o uciążliwości rozwodu. Co do rozliczania....po to jest instytucja intercyzy. Jakieś inne konkrety?
                                                  • marek.zak1 Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 13:16
                                                    Intercyza mnie nie interesowała, bo jak brałem slub ani ja ani moja żona niczego nie mieliśmy. Rzeczy osobiste (ubrania itp.) NIE wchodza w sklad wspolnoty a innych nie mieliśmy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 14:00
                                                    zawle napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Tym, że jak jestes w zwiazku partnerskim i Ci sie już nie podoba, wychodz
                                                    > isz i
                                                    > > mówisz. Bye. Jak jesteś w małżeństwie jeszcze trzeba sie rozliczyć.
                                                    >
                                                    > No już wcześniej pisałam o uciążliwości rozwodu. Co do rozliczania....po to jes
                                                    > t instytucja intercyzy. Jakieś inne konkrety?

                                                    Tu odpowiem na pytanie o roznicach. I porownam tylko zalegalizowany zwiazek nieformalny z malzenstwem, bo niezalegalizowany to juz porownalam.

                                                    Czesciowo sama odpowiedzialas (wyjelas mi z ust): ''intercyza to rozdzielność majątkowa, obowiązki nadal pozostaja". Intercyza nie chroni np przed alimentami, na biedniejszego partnera. Ktore tu sa np zasadzane na okres 8 lat. Czyli ponosisz odpowiedzialnosc finansowa, za kogos (=utrzymujesz go) jeszcze prawie przez dekade, po tym jak zdecydowales sie juz go wiecej nie widziec i rowniez jak TA osoba zdecydowala sie juz ciebie wiecej nie widziec. Dalej malzenstwo podlega regulacji przez prawo i to prawo ustala obligatoryjnie na jakich zasadach jako malzonkowie zyjecie, a w zalegalizowanym zwiazku partnerskim to wy ustalacie miedzy soba i zapisujecie w akcie notralialnym. I teraz przyklady: intercyza zapewnia rodzielnosc majatkowa, zgoda ale nie reguluje jak rozliczaja sie w zyciu codziennym ludzie w zwiazku, kto i w jakim % i w jakim zakresie ponosi koszty zycia. Czyli reguluje przynaleznosc zasobow majatkowych ale nie reguluje przynaleznosci kosztow, nie reguluje przynaleznosci decyzji, a malzenstwo reguluje czyli jak zona nie pracuje to maz musi lozyc na jej utrzymanie, niezaleznie od rozdzielnosci majatkowej czy sie myle? A koszty zycia to sa przeciez najwyzsze koszty jakie ludzie ponosza (=zycie jest drogie). W nieformalnym zwiazku mozesz sobie to zapisac wg umowy miedzy Wami, procentowo. Malzenstwo to monogamiczna relacja, jesli chcesz w zwiazku otwartym to malzenstwo nie chroni twoich interesow. Dalej malzenstwo to przysiega, przyrzeczenie (tu bylo to czesto wyciagane przez panow na tapete), gdzie w lagodniejszej wersji (slub cywilny) przyrzekasz, ze zrobisz wszystko by malzenstwo bylo trwale (i cos tam jeszcze...nie pamietam :) Czyli tez przyrzekasz seks, przyrzekasz wiernosc (!), przyrzekasz, ze chcesz z tym czlowiekiem byc na stale (!) i w ogole przyrzekasz rzeczy, ktorych ja nie chce i nie moge przyrzec. W zyciu nie mialam nawet raz pewnosci, ze chce byc z kims zawsze. Dla mnie to jest wane, zeby nie przyrzekac zadnych rzeczy, ktorych nie jestem w stanie zagwarantowac, malo tego ja juz wiem, ze nie dotyrzymam slowa, eeh wiernosc?! come on czy ja moge ja zagwarantowac? I to nie jest tylko, ze jak ty tych rzeczy nie bedziesz robic, no to nie dotrzymales slowa. One moga byc wziete przeciwko tobie w postepowaniu sadowym i ty prawnie bedziesz za nie odpowiadac. To dla mnie za duza odpowiedzialnosc. Zwyczajnie w zwiazku nieformalnym nikt nie moze od Ciebie oczekiwac rzeczy, ktore nie byly Twoim pomyslem na ten zwiazek, tylko ktos inny to wymyslil i opatentowal, jak malzenstwo.

                                                    To tak najogolniej.


                                                  • hello-kitty2 Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 14:18
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Tu odpowiem na pytanie o roznicach. I porownam tylko zalegalizowany zwiazek nie
                                                    > formalny z malzenstwem, bo niezalegalizowany to juz porownalam.
                                                    >

                                                    Nie wiem czy ja tu nie popelnilam bledu leksykalnego mowiac o zalegalizowanym zwiazku nieformalnym. Bo jak nieformalny to nie regulowany przez prawo. A mi chodzi mi o taki, ktory okreslany jest jako np. 'partnership' czyli zalegalizowany zwiazek nie bedacy malzenstwem. My chyba nie mamy na takowy jeszcze terminu w jezyku polskim. Bo termin konkubinat to przeciez tez odnosi sie do niezalegalizowanego zwiazku.

                                                    Kutuzow no jak chcesz, zeby nie-zona = konkubina byla postrzegana na rowni z zona jesli w potocznym jezyku polskim konkubinat ma silne zabarwienie pejoratywne. To jest zywczajnie niemozliwe.
                                                  • marek.zak1 Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 15:50
                                                    Masz z racje z tym, że w Polsce partnerskich związków zalegalizowanych nie ma, tak więc wybór jest między konkubinatem i małżeństwem.
                                                    Małżeństwo ma wiele wad, z których część wymieniłaś. Największa jednak jest to, że człowiek przestaje się starać, no bo skoro ryba złowiona, to po co. O przysięganiu także masz wiele racji. Nie można przysięgać, że bedzie sie kochało, ale można przysiąc że jak się przestanie, powie sie o tym drugiej osobie.
                                                    Bardzo twięc trudno znaleźc szczęście w małżeństwie, natomiast poza nim ono nie istnieje. To mojaj osobista opinia.
                                                  • kutuzow Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 16:06
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Małżeństwo ma wiele wad, z których część wymieniłaś. Największa jednak jest to,
                                                    > że człowiek przestaje się starać, no bo skoro ryba złowiona, to po co. O przys
                                                    > ięganiu także masz wiele racji. Nie można przysięgać, że bedzie sie kochało, al
                                                    > e można przysiąc że jak się przestanie, powie sie o tym drugiej osobie.

                                                    Dochodzi jeszcze jeden element na który chciałem zwrócić uwagę przy okazji wykazania że sama zmiana związku partnerskiego na małżeństwo zmienia nazwę tej samej sytuacji (case pt "Utrzymanka"). Chodzi o docenienie starań partnera. W związku nieformalnym jest to jego dobra wola, w małżeństwie jak zauważyła Zawle jest to jego obowiązek. Nikt nie jest wdzięczny że spełniasz swój obowiązek. Obowiązek to obowiązek, robisz bo MUSISZ -na wdzięczność nie ma miejsca z czasem.

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,147755739,147835634,kiedy_wdziecznosc_zamienia_sie_w_roszczeniowosc.html

                                                    > Bardzo twięc trudno znaleźc szczęście w małżeństwie, natomiast poza nim ono nie
                                                    > istnieje. To mojaj osobista opinia.

                                                    Tutaj się nie zgodzę z Tobą. Zauważ że wiele osób które miały równie "konserwatywne" zapatrywania na małżeństwo jak Ty, zmienia podejście z chwilą rozwodu. Przewartościowuje niektóre ze swych poglądów i już w kolejnym związku nie dostrzega tak ważnej roli w formalizacji związku. Raczej koncentruje się na potrzebach obu stron, porozumieniu itp.

                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 20:01
                                                    Chodzi o docenienie starań partnera. W związ
                                                    > ku nieformalnym jest to jego dobra wola, w małżeństwie jak zauważyła Zawle jest
                                                    > to jego obowiązek. Nikt nie jest wdzięczny że spełniasz swój obowiązek. Obowią
                                                    > zek to obowiązek, robisz bo MUSISZ -na wdzięczność nie ma miejsca z czasem.

                                                    Kutuzow, małżeństwo dla Ciebie to jak godzina dwunasta dla Kopciuszka. Kiedy się pojawia, karoca zamienia się w dynię, a piękna sunknia w podarte łachy. A ja Ci mówię, że to guzik prawda. Wdzięczność dla partnera można pielęgnować i hodować również w małżeństwie, można o niej kompletnie z czasem zapomnieć również w związku patnerskim.
                                                  • hello-kitty2 Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 16:16
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Masz z racje z tym, że w Polsce partnerskich związków zalegalizowanych nie ma,
                                                    > tak więc wybór jest między konkubinatem i małżeństwem.

                                                    Dokladnie, dlatego nie dziwie sie kobietom, ze tego pragna. Malzenstwo wypada nieporownywalnie korzystniej w stosunku do konkubinatu.

                                                    > Małżeństwo ma wiele wad, z których część wymieniłaś. Największa jednak jest to,
                                                    > że człowiek przestaje się starać, no bo skoro ryba złowiona, to po co. O przys
                                                    > ięganiu także masz wiele racji. Nie można przysięgać, że bedzie sie kochało, al
                                                    > e można przysiąc że jak się przestanie, powie sie o tym drugiej osobie.
                                                    > Bardzo twięc trudno znaleźc szczęście w małżeństwie, natomiast poza nim ono nie
                                                    > istnieje. To mojaj osobista opinia.

                                                    Ja rozumiem zwolennikow malzenstwa, ktore powinno byc zawierane w dobrej wierze i ja wierze, ze w Twoim przypadku, Kag przypadku, ze tak bylo, tu nie mam zadnej watpliwosci. Natomiast czesto te przywileje staja sie bronia obosieczna. Cos co w zamysle ma sluzyc szczesciu zamienia sie w zrodlo zla i nieszczescia. Ja sie byc moze po prostu bardziej boje ryzykowac. Nie bez wkladu tu jest fakt, ze jestem po rozwodzie, ktorego nie chcialam.
                                                  • marek.zak1 Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 16:41
                                                    Masz złe doświadczenia, ktore zapewne wpływają na Twoją percepcję małżeństwa. W moim przypadku, byliśmy bardzo mlodzi, zapewne chcielismy się także wyrwać spod kurateli rodziców i, moja przyszła stwierdziła, że w konkubinacie żyć nie zamierza, więc dała mi szansę sie zdecydować.
                                                    Sprawy materialne były nieistotne, bo niczego nie mieliśmy. 3 listopada poszedłem do pracy, 19 - ślub.
                                                  • hello-kitty2 Re: Malżeństwo vs związek. 02.11.13, 16:51
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Masz złe doświadczenia, ktore zapewne wpływają na Twoją percepcję małżeństwa. W
                                                    > moim przypadku, byliśmy bardzo mlodzi, zapewne chcielismy się także wyrwać spo
                                                    > d kurateli rodziców i, moja przyszła stwierdziła, że w konkubinacie żyć nie zam
                                                    > ierza, więc dała mi szansę sie zdecydować.
                                                    > Sprawy materialne były nieistotne, bo niczego nie mieliśmy. 3 listopada poszedł
                                                    > em do pracy, 19 - ślub.

                                                    Nie no rozumiem, kiedys to sie by nawet mieszkania pewnie nie dostalo, jak nie malzenstwo. Ja tez wyszlam bardzo mlodo za maz, bo chcialam zamieszkac z facetem.
                                  • mojemail3 Re: nie draznij lwa... 01.11.13, 18:48
                                    kotoshi napisała:

                                    (...)"Nie mam 30 lat, tylko 10 lat mniej. Pomoc rodziców w stosunku do wszystkich w moim wieku jest standardem - nikt nie byłby w stanie sam się utrzymać(...)"

                                    Polemizowałabym, że nikt w wieku 20 lat nie umiałby się utrzymać, ale zgoda, studiując dziennie jest to prawie niemożliwe.

                                    kotoshi napisała:
                                    (...)"Postawa rodziców Twojego szwagra też jest godna potępienia, sami wychowali sobie i dalej wychowują "dorosłego dzieciaka". Do tego jeszcze inaczej traktują tego syna, inaczej drugiego. Nie wiem, tylko, co ja mam mieć z tym wspólnego(...)"

                                    Kotoshi, powiem szczerze, mało mnie obchodzi kto z kim żyje i jak, kto kogo utrzymuje, to nie moja sprawa, póki ja za to nie płacę;-)
                                    Co do szwagra, masz rację, co do oceny, ale też mam do tego dystans, rodzeństwo może mniejszy, ale...cena niezależności i wolności jest taka,że można mieć mniej w sensie materialnym ale nikt nie ma prawa wtrącać się i decydować o naszym życiu...
                                    Oczywiście nic nie masz z tym wspólnego, jedynie to napiszę,że szwagier już na studiach był przyzwyczajony do wyższego standardu życia, ze swoją dziewczyną zresztą, było wygodne mieszkanie na koszt rodziców, podczas gdy starsze rodzeństwo mieszkało w obskurnych akademikach ( uwierz, obskurnych: lata 90 te...).
                                    Powiem tak, korzystaj jak możesz, wiesz : " jak dają brać, jak biją uciekać", ale w kontekście tego co piszesz w temacie wątku,że twój facet posuwa się ( to też jak się okazuje;-) do sugestii, co Tobie wolno a co nie wolno, chce decydować o Twojej seksualności, to już widzisz jest mało zabawne,ale jak Tobie to odpowiada, to...co komu do domu, jak chałupa nie jego...
                                    Pozdrawiam!



                              • kutuzow Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Kotoshi 01.11.13, 13:22
                                kotoshi napisała:

                                > Na razie uczę się tylko, bo na moich studiach nie ma możliwości, żeby jednocześ
                                > nie pracować - to zawsze robiłam w wakacje.

                                Kotoshi ---> miałem się nie odzywać, ale jednak nie wytrzymałem i podzielę się swoimi obserwacjami. Nie oceniam Twojego związku. Kiedyś Ci pisałem że to czy jesteś utrzymanką czy nie zależy od Ciebie samej i TWEGO stosunku do tego związku, czy to wynik miłości czy wyrachowania. Tutaj odnoszę się tylko do wielkiego zamieszania i oceniania na forum Twego związku przez innych.

                                Mnie osobiście śmieszy to "czepianie" się Ciebie, że jesteś zbyt mało niezależna. Jest bowiem pewien czynnik który przy tej samej sytuacji jaką masz teraz zmieniłby oceny o 180 stopni. Tym czynnikiem jest DZIECKO. Gdybyś była matką która zamiast nauce poświęca się wychowaniu dziecka, żadna z Pań tutaj na forum złego słowa by nie rzekła. To co kole w oczy w wykonaniu studentki, jest jak najbardziej akceptowalne w zachowaniu młodej matki.
                                Każdy jeden element który teraz jest poddawany srogiej ocenie (może za mało się starasz, jesteś za mało samodzielna itp), nagle byłby zupełnie zrozumiały.
                                Czym bowiem różni się Twój związek od np. związku Kag jeśli chodzi o finanse?

                                (sorry Kag że tak osobiście -mam nadzieje że się nie gniewasz za ten przykład, tak jak ja nie gniewam się że przywoływanie mnie jako przykład w innych dyskusjach).
                                • kaiser.blade Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 13:26
                                  No, jeszcze jeden - czy milosc wytrzymalaby probe, gdyby facet stracil niezaleznosc finansowa :)
                                • kag73 Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 13:59
                                  Kutuzow, przyklad z matka w domu z dzieckiem jet od czapy i nie pasuje. Z dzieciakiem ktos musi zostac w domu, sie nim zajac, nie da sie go zostawic samego. Jak para to rozwiazuje, ich sprawa, ale jest to ich wspolne dziecko.
                                  Moj zwiazek tez niewiele ma tutaj do rzeczy, bo ja/my jestesmy na zupelnie innym etapie zycia(ze wzgeldu na wiek i okolicznosci). Oni oboje sa na poczatku, zarowno zwiazkowo jak i zyciowo, sporo przed nimi, przede mna juz mniej:(
                                  Oboje z mezem pracowalismy ciezko(i oszczedzalismy) na to, ze teraz oboje nie pracujemy. Ja do czasu urodzenia sie dziecka(to byl uklad dla nas wszystkich najlepszy), on trzy lata dluzej.
                                  I nie watpie, ze kotoshi po studiach zacznie rowniez pracowac zawodowo.
                                  • kag73 do Kitty 01.11.13, 14:05
                                    Mnie nie podoba sie Twoja propozycja siedzenia cicho i ciagniecia ile sie da. Bo to sie dlugoterminowo nie sprawdza. Uwazam, ze czlowiek powinien wiedzec co/kogo ma w domu.
                                    A nie, ona teraz bedzie przytakiwac i mowic zawsze "ta, tak, wlasnie tak", bo on placi za mieszkanie a jak sie pobiora albo zacznie zarabiac i sie dokladac to nagle pokaze swoje prawdziwe obilcze? Jak sie ma ropierdolic niech sie rozpierdala wczesniej niz pozniej.

                                    I sama jestes w ukladzie jaka jest zatem roznica miedzy Toba a kotoshi? Taka, ze Ciebie to cisnie a jej nie? Moze jednak taka, ze u niej to jakby nie bylo to zwiazek milosny a nie uklad?

                                    • zawle Re: do Kitty 01.11.13, 14:11
                                      kag73 napisała: Moze jednak taka, ze u niej to jakby nie bylo to
                                      > zwiazek milosny a nie uklad

                                      Z tego co tu pisała, to o miłości mowy nie było.
                                    • hello-kitty2 Re: do Kitty 01.11.13, 16:30
                                      kag73 napisała:

                                      > Mnie nie podoba sie Twoja propozycja siedzenia cicho i ciagniecia ile sie da. B
                                      > o to sie dlugoterminowo nie sprawdza. Uwazam, ze czlowiek powinien wiedzec co/k
                                      > ogo ma w domu.
                                      > A nie, ona teraz bedzie przytakiwac i mowic zawsze "ta, tak, wlasnie tak", bo o
                                      > n placi za mieszkanie a jak sie pobiora albo zacznie zarabiac i sie dokladac to
                                      > nagle pokaze swoje prawdziwe obilcze? Jak sie ma ropierdolic niech sie rozpier
                                      > dala wczesniej niz pozniej.

                                      Chwileczke, ten watek byl zalozony o masturbacji. Prosze kotoshi napisala:

                                      Ostatnio te
                                      > ż przewijało się tu coś o masturbacji kobiet. Powiedziałam, że ja raczej jestem
                                      > wyjątkiem, bo nigdy mnie to nie pociągało i do tego czułam jakąś blokadę. Mój
                                      > chłopak na to, że po co miałabym to robić, chyba seksu mi nie brakuje, i o co m
                                      > i w ogóle chodzi.
                                      > Odpowiedziałam, że teoretycznie z ciekawości (i że tak tylko pytam). On, że to
                                      > przecież byłoby okropne, nie miałby wcale ochoty na to patrzeć, bo czułby się j
                                      > ak impotent (!).
                                      > Gdy zapytałam, dlaczego jemu wolno, bo gdy np. ostatnio na 4 dni wyjechał na ja
                                      > kąś konferencję, to mi się przyznał, że musiał „sobie pomóc”, więc
                                      > dlaczego mnie nie wolno by było?

                                      Zdanie klucz "ja raczej jestem wyjątkiem, bo nigdy mnie to nie pociągało i do tego czułam jakąś blokadę". A nastepnie wchodzi z nim w klotnie na temat prawa do czegos, co ja w ogole nie dotyczy, na czym jej nie zalezy. Ja nie twierdze, ze ma siedziec cicho ale doprawdy postrzegam jako glupote wszczynanie walki, o cos, co nie jest warte swieczki. Zwyczajnie moje przeslanie jest proste: nie kasa sie reki, ktora karmi.

                                      > I sama jestes w ukladzie jaka jest zatem roznica miedzy Toba a kotoshi? Taka, z
                                      > e Ciebie to cisnie a jej nie? Moze jednak taka, ze u niej to jakby nie bylo to
                                      > zwiazek milosny a nie uklad?

                                      Jaka jest roznica? Moze taka, ze ja pracuje caly czas??? Jesli juz chcesz doszukiwac sie roznic. U mnie uklad polega na tym, ze ja nie zarabiam wystarczajaco duzo by pokryc w calosci albo z nawiazka koszty samodzielnego utrzymania wylacznie z synem i to mnie piluje niemilosiernie. A na takie luksusy jak kierowanie sie miloscia to ja sobie na razie w ogole nie moge pozwolic. Milosc ani mnie ani mojemu synowi jesc nie da.

                                      Jakbys jednak chciala mi przylozyc to pamietaj, ze nie mozesz przylozyc mi czyms do czego ja sie juz z gory przyznalam :) W takim ukladzie spowiedz nie mialaby sensu.
                                      • kag73 Re: do Kitty 01.11.13, 21:58
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        > Jaka jest roznica? Moze taka, ze ja pracuje caly czas??? Jesli juz chcesz doszu
                                        > kiwac sie roznic. U mnie uklad polega na tym, ze ja nie zarabiam wystarczajaco
                                        > duzo by pokryc w calosci albo z nawiazka koszty samodzielnego utrzymania wylacz
                                        > nie z synem i to mnie piluje niemilosiernie. A na takie luksusy jak kierowanie
                                        > sie miloscia to ja sobie na razie w ogole nie moge pozwolic. Milosc ani mnie an
                                        > i mojemu synowi jesc nie da.
                                        > Jakbys jednak chciala mi przylozyc to pamietaj, ze nie mozesz przylozyc mi czym
                                        > s do czego ja sie juz z gory przyznalam :) W takim ukladzie spowiedz nie mialab
                                        > y sensu.
                                        Kitty a Ty masz tyle lat co ona czy 16(czy jakos tak) wiecej? I mylisz sie, jakbym chciala Ci przylozyc napisalabym: to pracuj wiecej, znajdz lepsza prace, zebys zarabiala wystraczajaco duzo:)
                                        I jestem pewna, ze tata dziecka finansowo o nie zadba, wiec z glodu by na pewno nie umarl.
                                        • hello-kitty2 Re: do Kitty 01.11.13, 22:45
                                          kag73 napisała:

                                          > Kitty a Ty masz tyle lat co ona czy 16(czy jakos tak) wiecej?

                                          Sluchaj Kag, ja juz sie na temat tej dziewczyny juz nie bede wypowiadac. Powiedzialam co myslalam. Wg mnie bylysmy w tym zgodne. W sumie, az tak bardzo mnie jej temat nie interesuje.

                                          I mylisz sie, jak
                                          > bym chciala Ci przylozyc napisalabym: to pracuj wiecej, znajdz lepsza prace, ze
                                          > bys zarabiala wystraczajaco duzo:)

                                          Taki mam plan, a jak mi nie wyjdzie albo jednak nie wystarczy to sie bede kurwic za pieniadze, bo mam do tego warunki. Dam rade. Musze. Ja jej utrzymanka nie nazywam. Nie jestem w zadnym stopniu od niej lepsza.
                                          • marek.zak1 Re: do Kitty 01.11.13, 22:51
                                            Kitty. Sowa życzy ci dobrej nocy:
                                            zakbajka.blog.onet.pl/2013/11/01/jest-mi-smutno/
                                            • hello-kitty2 Re: do Kitty 02.11.13, 00:13
                                              marek.zak1 napisał:

                                              > Kitty. Sowa życzy ci dobrej nocy:
                                              > zakbajka.blog.onet.pl/2013/11/01/jest-mi-smutno/

                                              Och Ty dziadu, no :), ja lubie bardzo zwierzeta, a one lubia mnie, mam tam obiecane wypieszczenie sie z labradorem Zawle :), koty tez uwielbiam.
                                        • kaiser.blade Re: do Kitty 01.11.13, 22:50
                                          kag73 napisała:

                                          > I mylisz sie, jak
                                          > bym chciala Ci przylozyc napisalabym: to pracuj wiecej, znajdz lepsza prace, ze
                                          > bys zarabiala wystraczajaco duzo:)

                                          Przepraszam, że się wtrącę, ale...
                                          Czyli ci, co wcześniej tak do mnie pisali, chcieli mi przyłożyć ? Wyszło szydło z worka :D
                                  • kutuzow Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 14:31
                                    kag73 napisała:
                                    > Kutuzow, przyklad z matka w domu z dzieckiem jet od czapy i nie pasuje. Z dziec
                                    > iakiem ktos musi zostac w domu, sie nim zajac, nie da sie go zostawic samego

                                    kag,, dokładnie o to mi chodzi. To jest standardowa "wymówka" niezależnie od tego czy dziecko ma lat 2, 4 czy 7.
                                    Kotoshi pisała Ci że studiuje na dziennych (chyba medycynę) i są to studia na tyle absorbujące, że można je łatwo porównać do zajmowania się dzieckiem.

                                    ty tego nie widzisz bo wygodniej jest tego nie zauważyć. Juz raz tutaj pisałem że dziecko w Polsce często jest jak "joker" który bije w kartach każdą inną. Matka Polka zaś jest zawsze na pozycji wygranej bo może zawsze zagrać kartą "dziecko" i jego potrzeby.


                                    > Oboje z mezem pracowalismy ciezko(i oszczedzalismy) na to, ze teraz oboje nie p
                                    > racujemy. Ja do czasu urodzenia sie dziecka(to byl uklad dla nas wszystkich naj
                                    > lepszy), on trzy lata dluzej.

                                    Kag, a co gdybyście zaliczyli wpadkę duuużo wczesniej? Co jeśli Kotoshi nagle byłaby w ciąży?
                                    Nie chodzi mi o to KIEDY ale o to że nagle bycie matką powoduje ze inne kobiety patrząc i OCENIAJĄ zupełnie inaczej!
                                    • kag73 Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 14:40
                                      Kutuzow, ja jestem ostatnia, ktora tutaj sie czepia, ze on placi za mieszkanie a nie ona. Poczytaj moje posty.
                                      Ale nadal sie nie podzielam twoich pogladow odnosnie sytuacji kiedy pojawia sie dziecko. Jest to indywidualna decyzja kazdej pary, ludzie maja rozne priorytety, potrzeby i okolicznosci.

                                      Gdybysmy zaliczyli wpadke duzo wczesniej to tez decydowalibysmy co bedzie najlepszym wyjsciem. I prrzypuszcalnie nadal bylo by to zostanie z dzieckiem na wychowawczym. Przynajmniej z perspektywy czasu tak to widze.
                                      • kutuzow a gdyby była żoną?? 01.11.13, 14:58
                                        kag73 napisała:
                                        > Ale nadal sie nie podzielam twoich pogladow odnosnie sytuacji kiedy pojawia sie
                                        > dziecko. Jest to indywidualna decyzja kazdej pary, ludzie maja rozne priorytet
                                        > y, potrzeby i okolicznosci.

                                        Kag oto mi własnie chodzi że to wcale nie sa aż tak inne okoliczności jak postrzegają to kobiety.
                                        Zobacz, że nawet jak pominiemy dzieci. Sam fakt żeby była żoną i mieli wspólnotę majątkową, totalnie zmieniłby odbiór tej sytuacji w oczach innych kobiet. Teraz bowiem to ona żyje za JEGO pieniądze, ale gdyby mieli ślub, to by żyła za ICH pieniądze. Mimo, że cały czas to on je zarabia. Naprawdę nie dostrzegasz tych różnych standardów oceny działania kobiet w zależności od tego czy mają "status": konkubiny/narzeczonej czy żony czy żony i matki?
                                        • xciekawax Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 15:36
                                          Oni sa bardzo mloda para. Nie porownuj zwiazkow, gdzie jest bardzo powazne zobowiazanie do poczatkowych zwiazkow, bo to jak porownywac pomarancze do jablek. I nie chce przez to powiedziec ze jedno jest lepsze od drugiego (wcale tak nie mysle), ale chodzi mi o to ze porownujesz dwie zupelnie inne instancjie, ktorych porownywac sie nie powinno.
                                          • kutuzow Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 15:43
                                            xciekawax napisała:

                                            > Oni sa bardzo mloda para. Nie porownuj zwiazkow, gdzie jest bardzo powazne zob
                                            > owiazanie do poczatkowych zwiazkow, bo to jak porownywac pomarancze do jablek.
                                            > I nie chce przez to powiedziec ze jedno jest lepsze od drugiego (wcale tak nie
                                            > mysle), ale chodzi mi o to ze porownujesz dwie zupelnie inne instancjie, ktory
                                            > ch porownywac sie nie powinno.

                                            Wyjaśnij mi prosze czemu nie?
                                            Nie bo nie?
                                            Przecież są pary które żenią się na studiach. Co jeśli oni byliby taką parą?

                                            > porownujesz dwie zupelnie inne instancjie, ktory
                                            > ch porownywac sie nie powinno.

                                            To co tutaj napisałaś pokazuje że moja teoria jest prawdziwa.
                                            gdyby była żoną to byłoby INACZEJ (bo to różne instancje ble ble ble)
                                            • xciekawax Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 16:01
                                              > Przecież są pary które żenią się na studiach. Co jeśli oni byliby taką parą?

                                              Ale pan jakos nie oswiadczyl sie jej. Wiec nie sa narzeczenstwem.

                                              Tu zreszta nie chodzi o ten slub, bo jest wiele par bez slubu ktorzy maja prawdziwy, szczery zwiazek.

                                              Moze po prostu nie przezyles takiego uczucia ze wiedziales ze chcesz z ta osoba spedzic reszte zycia, wiec dlatego trudno ci to zrozumiec. Cos w rodziaju gdy pary dziwia sie znajomym z dziecmi ze tak malo wychodza sie bawic ;)

                                              Tu chodzi o swiadome zobowiazanie sie.
                                              • kutuzow Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 16:15
                                                xciekawax napisała:

                                                Twój post jest kwintesencją tego o czym tu pisze.

                                                > Tu zreszta nie chodzi o ten slub, bo jest wiele par bez slubu ktorzy maja prawd
                                                > ziwy, szczery zwiazek.

                                                Czyli w domyśle związek Kotoshi nie jest prawdziwy i szczery?
                                                Ty zaś oceniasz to na podstawie...?

                                                > Moze po prostu nie przezyles takiego uczucia ze wiedziales ze chcesz z ta osob
                                                > a spedzic reszte zycia, wiec dlatego trudno ci to zrozumiec. Cos w rodziaju gdy
                                                > pary dziwia sie znajomym z dziecmi ze tak malo wychodza sie bawic ;)

                                                Bardzo łatwo za to zrozumieć mi to jak jedni szybko przyczepiają łatkę innym. Jak ktoś tylko inaczej działa, niż oni sami to od razu: "pewnie nie przeżyłeś", "szczery związek", "trudno zrozumieć" itp.

                                                • xciekawax Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 17:58
                                                  > Czyli w domyśle związek Kotoshi nie jest prawdziwy i szczery?
                                                  > Ty zaś oceniasz to na podstawie...?

                                                  Nie o to chodzi - Po prostu jest to mlody zwiazek, wiec przez definicjie Ci ludzie dopiero sie poznaja. Np dopiero dowiaduja sie o swoich pogladach na seksualnosc itd....

                                                  To nie jest zwiazek gdzie ludzie decyduja sie ze z ta wlasnie osoba chca sie osiedlic, i jest to swiadoma decyzjia, biorac na siebie wszystkie konsekwencjie za ta druga osobe.
                                                  Mowie o tej wlasnie roznicy.
                                                  • kutuzow Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 18:11
                                                    xciekawax napisała:

                                                    > Nie o to chodzi - Po prostu jest to mlody zwiazek, wiec przez definicjie Ci lud
                                                    > zie dopiero sie poznaja.

                                                    przecież Ty nie krytykujesz tego że to "młody związek", tylko fakt że wg Ciebie jest utrzymanką.
                                                    Jeśli byliby ze sobą 3 lata i sytuacja wyglądałaby tak samo, to co zmienisz zdanie?


                                                    > To nie jest zwiazek gdzie ludzie decyduja sie ze z ta wlasnie osoba chca sie os
                                                    > iedlic, i jest to swiadoma decyzjia, biorac na siebie wszystkie konsekwencjie z
                                                    > a ta druga osobe.
                                                    > Mowie o tej wlasnie roznicy.

                                                    Zauważ że obecnie ponad 40 proc małżeństw kończy się rozwodem (plus trzeba dodać te które formalnie się nie rozwodzą, ale żyją "obok siebie" -mało przypominając związek).
                                                    Czy gdyby jej partner się jej oświadczył i wzięliby ślub, to nagle byś inaczej oceniła ta sytuację?
                                                    Już nie byłaby "utrzymanką"?
                                                  • xciekawax Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 19:02
                                                    Ja nie krytykuje ze jest utrzymanka. To Twoje zdanie. Przeciez pisalam ze w tym nie ma nic zlego.

                                                    Mysle ze jak jej chlopak jej sie oswiadczy, albo gdy ich zwiazek przejdzie w faze powazniejszego zwiazku, to tak, - ich zwiazek wtedy bedzie w tej powazniejszej fazie. Daaaa....
                                                  • kutuzow Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 19:57
                                                    xciekawax napisała:

                                                    > Mysle ze jak jej chlopak jej sie oswiadczy, albo gdy ich zwiazek przejdzie w fa
                                                    > ze powazniejszego zwiazku, to tak, - ich zwiazek wtedy bedzie w tej powazniejsz
                                                    > ej fazie. Daaaa....

                                                    Jak będzie padał deszcz to będzie mokro. Mniej więcej tak wyglądają Twoje odpowiedzi.
                                                    Przypomnę że pytanie było JASNE:

                                                    "Czy gdyby jej partner się jej oświadczył i wzięliby ślub, to nagle byś inaczej oceniła ta sytuację? Już nie byłaby "utrzymanką"?


                                                    odpowiedź na prawdę może być prosta. Nawet Ci napisze opcje żebyś mogła wybrac A czy B:
                                                    a) byłaby nadal utrzymanką wg mnie
                                                    b) nie, nie byłaby już utrzymanką

                                                    Więc A czy B?


                                                  • zawle Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 20:11
                                                    kutuzow napisał: > odpowiedź na prawdę może być prosta. Nawet Ci napisze opcje żebyś mogła wybrac
                                                    > A czy B:
                                                    > a) byłaby nadal utrzymanką wg mnie
                                                    > b) nie, nie byłaby już utrzymanką
                                                    >
                                                    > Więc A czy B?

                                                    B. wedle prawa....mąż ma obowiązki względem żony.
                                                  • marek.zak1 Re: Ale ona nie jest zona :) 01.11.13, 20:20
                                                    Wg prawa zarobki męża (oprócz nagród, patentów, wynikajacych z praw autorskich) są wspólną własnością.
                                                  • kutuzow a co przy intercyzie? 02.11.13, 01:29
                                                    zawle napisała:

                                                    > B. wedle prawa....mąż ma obowiązki względem żony.

                                                    Czyli miałem racje. To samo zachowanie, ale sie ma status żony, to od razu ładniej to się nazywa.

                                                    Drążąc temat dalej, a co gdy para ma podpisaną intercyzę i nie występuje wspólnota majątkowa. To żona która nie zarabia nadal powinna być nazywana utrzymanką (tak jak partnerka.narzeczona), czy może jednak status żony ja chroni przed takimi "łatkami"?


                                                    Śmieszy mnie także to, że mąż to ma obowiązki, a żona to może ale nie musi. Potem jeszcze na tym forum trafiają się próby wykazania, że to faceci korzystają na zmianie statusu z partnera/narzeczonego na męża. Zabawne.
                                                  • hello-kitty2 Re: a co przy intercyzie? 02.11.13, 01:51
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Śmieszy mnie także to, że mąż to ma obowiązki, a żona to może ale nie musi. Pot
                                                    > em jeszcze na tym forum trafiają się próby wykazania, że to faceci korzystają n
                                                    > a zmianie statusu z partnera/narzeczonego na męża. Zabawne.

                                                    A ja podchodze powaznie do zobowiazania jakim jest malzenstwo. O tym rzeczywiscie sie nie mowi na forum ale zona ma rowniez zobowiazania finansowe w stosunku do meza np mozna wziazc pod uwage ekstremalny przypadek ale przeciez nierzadki: zona partycypuje w dlugach meza. Wtedy to co mowi Marek ''kazdy daje ile moze'' musi przyjac wymiar liczbowy i zamienic sie w 'kazdy daje ile musi zeby splacic wierzycieli'. Nie sadze, zeby wierzycieli obchodzilo jak sie malzonkowie umowili, przed nimi sa w istocie jednym cialem. Najbardziej bogobojna Katoliczka rozwiedzie sie jak jej komornik wejdzie na pensje. Milosc nie jest bezwarunkowa. Mysle, ze Marka zona jednak miala jednak cos konkretnego na mysli twierdzac, ze facet nie moze byc bezrobotnym.
                                                  • marek.zak1 Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 08:28
                                                    Tak jak w sporcie. Przestajesz się starać i przegrywasz.
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 09:28
                                                    Powiedz to zonom tych facetow, ktorzy kochaja je mimo braku zaangazowania z ich strony. Powiedz to tez tym, ktore sie stroja, staraja, dbaja o sylwetke i makijaz, a ich maz i tak jezdzi na kurwy.
                                                  • marek.zak1 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 10:15
                                                    Zaangażowanie jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. Do układanki potrzeba jeszcze wielu innych czynników. Na tym forum jest to wszytko napisane. Trzeba uważnie czytać.
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 10:53
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Zaangażowanie jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. Do układanki po
                                                    > trzeba jeszcze wielu innych czynników. Na tym forum jest to wszytko napisane. T
                                                    > rzeba uważnie czytać.

                                                    No to chyba czytasz nieuważnie, Marek. Zobacz ile jest przypadków, w których jedna osoba kocha tą drugą mimo całkowitego braku zaangażowania z jej strony. Czyli praktyka pokazuje, że zaangażowanie nie jest warunkiem koniecznym, by zdobyć miłość partnera :) Zaangażowanie może być w związku nieomal jednostronne, i - co więcej - uczucie może występować wyłącznie po stronie angażującej się samemu, nie odwrotnie.
                                                    Znasz to: "kochamy tych, którzy nami gardzą, gardzimy tymi, którzy nas kochają" ? :)
                                                    To oczywiście żadna reguła, nawet nie schemat. Według mnie ludowy zapis pewnego, często występującego skryptu zachowań. Dysfunkcyjnego, żeby była jasność.

                                                    Oprócz prostego "zasługiwania na miłość" i prezentacji pawiego ogona, jest jeszcze masa zjawisk, które na forum cholernie upraszczamy. Mega cholernie. Ja też upraszczam ;)
                                                    Między ludźmi chcącymi stworzyć związek, nawiązać flirt, albo po prostu iść do łóżka się wesoło podupczyć musi nawiązać się swoista wymiana transakcji w sensie psychologicznym, będąca w istocie kwintesencją samej relacji.
                                                    Jak potrzeby po obu stronach się wzajemnie nie uzupełniają, to relacja nie zostanie nawiązana. Choćbyś był najatrakcyjniejszym samcem alfa na całym świecie, z pawim ogonem po horyzont i jajami do samej ziemi, to nic z tego nie będzie wynikało, jeśli kobieta nie ma aktualnie interesu się z Tobą związać albo pobrykać w łóżku dzisiejszej nocy :)
                                                    A jeśli ona taki interes ma, i Ty masz, to myślę, że często wystarczy jak ten Twój pawi ogon "ujdzie w tłumie". Jak się nikt lepszy nie trafi po drodze ;)
                                                  • rekreativa Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 20:57
                                                    Jak Ty potrafisz czasem dobrze ująć myśli w słowa, kaiser...
                                                  • hello-kitty2 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:09
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Zaangażowanie jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym. Do układanki po
                                                    > trzeba jeszcze wielu innych czynników. Na tym forum jest to wszytko napisane. T
                                                    > rzeba uważnie czytać.

                                                    Ale po co to podciagac pod milosc? Jak jest tylko 'milosc' to wszystko tam moze byc, kazdy deal sie da zrealizowac :-) Ty jej 'ja Cie kocham i chce Cie obdarowywac, tylko badz ze mna', a ona 'tez Cie kocham ale jak tylko skoncza Ci sie dochody to spierdalaj, bezrobotny nieudaczniku!' :)
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:32
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale po co to podciagac pod milosc? Jak jest tylko 'milosc' to wszystko tam moze
                                                    > byc, kazdy deal sie da zrealizowac :-) Ty jej 'ja Cie kocham i chce Cie obdaro
                                                    > wywac, tylko badz ze mna', a ona 'tez Cie kocham ale jak tylko skoncza Ci sie d
                                                    > ochody to spierdalaj, bezrobotny nieudaczniku!' :)

                                                    Błąd, Kitty :)
                                                    To leci tak:
                                                    ONA: "Kocham Cię, ale jak tylko skoncza Ci się dochody to spierdalaj, bezrobotny nieudaczniku!'
                                                    ON: "Kocham Cię, ale jak przestaniesz dawać mi dupy, to spierdalaj, bo kobiety to suki i lecą tylko na kasę!"
                                                  • zawle Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:40
                                                    kaiser.blade napisał:> ONA: "Kocham Cię, ale jak tylko skoncza Ci się dochody to spierdalaj, bezrobotn
                                                    > y nieudaczniku!'
                                                    > ON: "Kocham Cię, ale jak przestaniesz dawać mi dupy, to spierdalaj, bo kobiety
                                                    > to suki i lecą tylko na kasę!"

                                                    No...i wreszcie odrobinę uczciwości. A nie ckliwe teksty o miłości, obdarowywaniu i tak dalej...
                                                  • marek.zak1 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:47
                                                    Naprawde uważasz, że związek to tylko dupa za pieniądze? OK, ja uważam inaczej.
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:56
                                                    Dobrze, ze Twoja zona o tym nie wie :)
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:57
                                                    Ok, to bylo chamskie, sorry...
                                                  • zawle Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:58
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Naprawde uważasz, że związek to tylko dupa za pieniądze? OK, ja uważam inaczej.

                                                    Serio...zwolnij się z roboty....
                                                  • hello-kitty2 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:13
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Naprawde uważasz, że związek to tylko dupa za pieniądze? OK, ja uważam inaczej.

                                                    Nie sadze, zeby ktokolwiek tak uwazal ale prawda jest taka, ze Marek, ze w Twoja milosc z zona to trudno uwierzyc, poki Wasz zwiazek nie przejdzie z pare ciezkich prob. Zwiazek Kag i ich milosc to ja w ogole nie biore w rozwazaniach pod uwage, bo zwiazek ludzi, ktorzy nie musza w ogole pracowac to jakis kosmos, sytuacja tak ekstremalnie nietypowa, ze nie dajaca sie przelozyc nijak na zycie innych ludzi. Wiec Kag odbieram jako taka maskotke forum, moze tez to mial na mysli Abrigado nazywajac ja Hipopotamem w rozowej spodniczce czego wtedy nie rozumialam. Nie da sie jej zycia przelozyc na zycie przecietnego czlowieka wiec jej przyklad jest nieuzyteczny (odnosze sie do seksu w malzenstwe, ect). Kiedys ciekawie pisal Zorzyk o relacji dwojgaw obliczu prob zyciowych, tam np upatrywalabym wiecej przykladow dla zwyczajnych smiertelnikow. Wiecej przykladow zrozumialych.

                                                    Takze Marek to nie tyle zazdrosc co niedowierzanie, z mojej strony bynajmniej.
                                                  • zawle Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:20
                                                    hello-kitty2 napisała: > a milosc z zona to trudno uwierzyc, poki Wasz zwiazek nie przejdzie z pare ciez
                                                    > kich prob.

                                                    Ja myślę że te próby nie zniszczyłyby związku Marka. Ale póki co to on deklaruje że nie ma seksu- nie ma związku, nie ma kasy- nie ma związku. Taka dziecinada....Piaskowego Dziadka z Siuślandii
                                                  • marek.zak1 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:37
                                                    Ja napisałem że: brak seksu -> brak związku. Teza ,,nie ma kasy - nie ma zwiazku jest Twojego autorstwa. Podobnie jak ,,dupa za pieiądze".
                                                  • zawle Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:45
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ja napisałem że: brak seksu -> brak związku. Teza ,,nie ma kasy - nie ma z
                                                    > wiazku jest Twojego autorstwa. Podobnie jak ,,dupa za pieiądze".

                                                    Nie, nie Mareczku. Teza nie ma kasy- nie ma związku jest autorstwa twojej żony. Nie możesz być przecież bezrobotny? A już dupa za pieniądze to Twoje dywagacje na temat mojej wypowiedzi. Coś jak to co ja zrobiłam z wypowiedzią Twojej żony. I powiem Ci że świat opisywany przez Ciebie jest najbliżej tej tezy...żona nie chce dać? jak to? jest zmęczona? to tylko chwilka. kupi sobie coś w Zarze.
                                                    Myślę że się po prostu kochacie, ale czasami kreujesz inny obraz swojego związku. Swoimi własnymi słowami. Ich płytkością
                                                  • marek.zak1 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 13:12
                                                    Zacytowałem moja żonę, że grupa bezrobotnych nie byłaby w jej kręgu zainteresowań. Wszystko inne, a więc ze ,,nie ma kasy - nie ma zwiazku" i pochodne są konfabulacja. Gdy wychodziła za mnie miałem jedne jeansy i dwie koszule plus marynarka.
                                                  • kag73 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 17:55
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Zwiazek Kag i ich milosc to ja w ogole nie biore w rozwazaniach pod
                                                    > uwage, bo zwiazek ludzi, ktorzy nie musza w ogole pracowac to jakis kosmos, syt
                                                    > uacja tak ekstremalnie nietypowa, ze nie dajaca sie przelozyc nijak na zycie in
                                                    > nych ludzi. Wiec Kag odbieram jako taka maskotke forum, moze tez to mial na mys
                                                    > li Abrigado nazywajac ja Hipopotamem w rozowej spodniczce czego wtedy nie rozum
                                                    > ialam. Nie da sie jej zycia przelozyc na zycie przecietnego czlowieka wiec jej
                                                    > przyklad jest nieuzyteczny (odnosze sie do seksu w malzenstwe, ect).
                                                    > Takze Marek to nie tyle zazdrosc co niedowierzanie, z mojej strony bynajmniej.

                                                    Kitty, jaki "kosmos"? Pare dni temu spotkalas na swojej drodze faceta, ktory powiedzial Ci, ze nie pracuje, bo "nie potrzebuje" czy nie musi. I co? I od razu go przekreslilas. A jak widac zdarzaja sie takie przypadki. Czy myslisz, ze jest "utrzymankiem":)?
                                                    Owszem, nietypowe co nieco jest, ze ludzie nie pracuja. Niemniej jednak to nie jest tak, ze mnie/nam ktos na zlotej tacy podal i powiedziel "robaczki, srac na prace, sa lepsze rzeczy". Od jakichs 4,5 lat OBOJE nie pracujemy, ale jestesmy razem 13 i jak sie poznalismy mielismy niewiele. Ja pracowalam 90 dni w roku legalnie, reszte na czarno a maz nigdzie nie pracowal, konczyl studia.
                                                    A jak ma sie to do milosci? Nie bardzo rozumiem, owszem mysle, ze sie kochamy a przede wszystkim szczesliwym trafem oboje chcielismy/chcemy tego samego. Bo rzeczywsicie taki styl zycia nie wszystkim by odpowiadal.
                                                  • hello-kitty2 Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 18:59
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Kitty, jaki "kosmos"? Pare dni temu spotkalas na swojej drodze faceta, ktory po
                                                    > wiedzial Ci, ze nie pracuje, bo "nie potrzebuje" czy nie musi. I co? I od razu
                                                    > go przekreslilas. A jak widac zdarzaja sie takie przypadki. Czy myslisz, ze jes
                                                    > t "utrzymankiem":)?

                                                    :-) Powaznie to pomyslalam, ze sciemnia, zwyczajnie mu nie uwierzylam. Nie wiem dlaczego.

                                                    > Owszem, nietypowe co nieco jest, ze ludzie nie pracuja. Niemniej jednak to nie
                                                    > jest tak, ze mnie/nam ktos na zlotej tacy podal i powiedziel "robaczki, srac na
                                                    > prace, sa lepsze rzeczy". Od jakichs 4,5 lat OBOJE nie pracujemy, ale jestesmy
                                                    > razem 13 i jak sie poznalismy mielismy niewiele. Ja pracowalam 90 dni w roku l
                                                    > egalnie, reszte na czarno a maz nigdzie nie pracowal, konczyl studia.
                                                    > A jak ma sie to do milosci? Nie bardzo rozumiem, owszem mysle, ze sie kochamy a
                                                    > przede wszystkim szczesliwym trafem oboje chcielismy/chcemy tego samego. Bo rz
                                                    > eczywsicie taki styl zycia nie wszystkim by odpowiadal.

                                                    Rozumiem, moze za bardzo przykladam to do warunkow polskich typu jak np. u Kaizera. Ja pochodze z biednej rodziny, musialam pracowac od liceum, nie bylo mowy, zeby rodzice mi sfinansowali studia. Takie zycie, jak u Ciebie czy u Marka jest mi zupelnie nieznane. Nie znam ani jednej niepracujacej osoby, z mojego srodowiska. Nigdy zaden facet nie zaproponowal ani mnie ani zadnej z moich kolezanek utrzymania. Prawdopodobnie gdyby sie tak zdarzylo pomyslalabym, ze cos z nim jest nie tak albo chce cos ode mnie. W zwiazku, w ktorym jestem nigdy nie bylo mowy, ze moge nie pracowac, chociaz oczywiscie, ze facet ma nieporownywalnie wiecej kasy od przecietnego Polaka. Takie rzeczy jak napisalas o swoim mezu co Ci powiedzial to ja nigdy nie slyszalam, zeby tak ktos do kogos powiedzial. Ja Ci wierze, ze tak bylo ale to nadal dla mnie tak bajkowe jak film. Ja nie chce Cie tym urazic. Zwyczajnie miedzy nami jest przepasc swietlna. Biore ja pod uwage zwyczajnie. Niestety zycie odbija na nas swoje pietno, ja juz nie potrafie inaczej myslec niz przez pryzmat tego, co przezylam. A mialam srednie zycie.
                                                  • kag73 off top do Kitty 02.11.13, 19:58
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > :-) Powaznie to pomyslalam, ze sciemnia, zwyczajnie mu nie uwierzylam. Nie wiem
                                                    > dlaczego.
                                                    No widzisz a mowilam, daj mu szanse, poznaj blizej. Powiem Ci szczerze, ze my z mezem od jakiegos czasu zawsze klamiemy i mowimy, ze pracujemy: internetowe projekty, albo kiedy wyjezdzamy na Karaiby, to mowimy, ze tam pracujemy, a tam z kolei mowimy, ze pracujemy przez internet i na kmputerze itd.. Bo ludzie dziwnie sie patrza, nie moga sobie tego wyobrazic. No jest to odbierane jako "dziwne". Oczywiscie najblizsza rodzina wie i przyjaciele.

                                                    > Rozumiem, moze za bardzo przykladam to do warunkow polskich typu jak np. u Kaiz
                                                    > era. Ja pochodze z biednej rodziny, musialam pracowac od liceum, nie bylo mowy,
                                                    > zeby rodzice mi sfinansowali studia. Takie zycie, jak u Ciebie czy u Marka jes
                                                    > t mi zupelnie nieznane. Nie znam ani jednej niepracujacej osoby, z mojego srodo
                                                    > wiska. Nigdy zaden facet nie zaproponowal ani mnie ani zadnej z moich kolezanek
                                                    > utrzymania. Prawdopodobnie gdyby sie tak zdarzylo pomyslalabym, ze cos z nim j
                                                    > est nie tak albo chce cos ode mnie. W zwiazku, w ktorym jestem nigdy nie bylo m
                                                    > owy, ze moge nie pracowac, chociaz oczywiscie, ze facet ma nieporownywalnie wie
                                                    > cej kasy od przecietnego Polaka. Takie rzeczy jak napisalas o swoim mezu co Ci
                                                    > powiedzial to ja nigdy nie slyszalam, zeby tak ktos do kogos powiedzial. Ja Ci
                                                    > wierze, ze tak bylo ale to nadal dla mnie tak bajkowe jak film. Ja nie chce Cie
                                                    > tym urazic. Zwyczajnie miedzy nami jest przepasc swietlna. Biore ja pod uwage
                                                    > zwyczajnie. Niestety zycie odbija na nas swoje pietno, ja juz nie potrafie inac
                                                    > zej myslec niz przez pryzmat tego, co przezylam. A mialam srednie zycie.

                                                    Kitty, to tez ja zawsze mowie, ze mam nietuzinkowego meza;)
                                                    No i owszem on tez ode mnie cos chcial: chcial ze mna byc i ze mna sypiac, chcial dac nam szanse, hmm, tak standardowo czegoz mezczyzna moze chciec od kobiety? Zwlaszcza mlody mezczyzna od mlodej kobiety:)? A taki socjalny(najpierw dziecko, potem zona, na koncu on) to byl zawsze:)
                                                    I on rowniez mial swoje doswiadczenia i jezeli myslal, ze wygral szostke w totka, to wiadomo, ze potrzebny jakis atut w reku, co moge zaoferowac kobiecie, zeby ze mna zostala: bezpieczenstwo finansowe. Hmm, ale ja nigdy nie bylam materialistka i jakby przyszlo co do czego to gdzies mam jego pieniadze, sama se zarobie, zawsze zarabialam, potrafie. A on teraz juz o tym wie, za dobrze mnie zna.

                                                    Nie ma co dorabiac teorii do tego. Tez nie jestem z bogatej rodziny, zaczelam pracowac na studiach. 20 lat temu rodzice wyskrobali 600 marek na moj wyjazd na miesiac do Niemiec, zdecydowalam sie zostac dluzej, zrobic przerwe w studiach, pracowalam i zaraz jak moglam oddalam im to 600 marek, bo po pierwsze sami mieli niewiele, bo drugie nie chcialam byc nic dluzna. I od tego momentu bylam zdana na siebie, za wszystko musialm zaplacic sama i co z tego, ze bylam studentka bez papierow na zachodzie na czarno: sprzatalam, pilnowlam dzieciakow, pracowalam w fabryce, w knajpie, w sklepie, na targach, potem w roznych biurach, szkole jezykowej. A jak udalo sie zaoszczedzic, to wspieralam rodzine w Polsce.
                                                    Do dzis mi zostalo, nie jestem skapa, ale nie potrafie lekka reka wydawac pieniedzy, no nie potrafie... jezeli to tylko na dzieciaka. Nie uskarzam sie tak wybralam i bylam w tym wszystkim i tak szczesliwa. Meza to poznalam pare lat pozniej, do wtedy to sie juz zdazylam nazap..lac:) Nie powiem ex tez byl niczego, on pokrywal koszt mieszaknia, ja dokladlam sie do jedzenia, bo on na legalu zarabial wiecej niz ja na czarno. A jak on nie mial roboty, to ja pokrywalam wiekszosc kosztow.
                                                    Z obecnym pobralismy sie, zebym mogla legalnie zyc i pracowac na zachodzie i wtedy juz poszlo z gorki, mialam duzo lepsza prace i lepsze zarobki. I tez chcialam pracowac, co bysmy szybciej oboje nie musieli pracowac, bo inaczej co to za frajda;)) Przestalam jak urodzilo sie dziecko.
                                                  • kag73 Re: off top do Kitty 02.11.13, 20:20
                                                    O, kitty, ja mam kolezanke, ktorej maz calkiem dobrze zarabia, zachodniak. I ona jak dzieciak troche podrosl chciala isc do pracy a on "daj se spokoj, po co nam to? Wystarczy, ze mnie caly dzien w domu nie ma. Teraz kombinowac kto odbierze z przedszkola, bo za wczesnie, kto zaprowadzi, cala organizacja. Daj sobie na luz, pieniedzy nam wystarcza". Dobra, zrezygnowala, ale troche pozniej zaczela sobie po troszku just for fun pracowac, pare godzin, to co lubi. Musiec by nie musiala, ale chce. On jej absolutnie nie wyganial, pieniedzy wielkich tez z tego nie ma, ona chce dla siebie.
                                                  • hello-kitty2 Re: off top do Kitty 02.11.13, 21:34
                                                    kag73 napisała:

                                                    Powiem Ci szczerze, ze my z
                                                    > mezem od jakiegos czasu zawsze klamiemy i mowimy, ze pracujemy: internetowe pr
                                                    > ojekty, albo kiedy wyjezdzamy na Karaiby, to mowimy, ze tam pracujemy, a tam z
                                                    > kolei mowimy, ze pracujemy przez internet i na kmputerze itd.. Bo ludzie dziwni
                                                    > e sie patrza, nie moga sobie tego wyobrazic. No jest to odbierane jako "dziwne"
                                                    > . Oczywiscie najblizsza rodzina wie i przyjaciele.

                                                    I my :-) Fajnie, ze mowisz tu tak, jak jest.

                                                    > Kitty, to tez ja zawsze mowie, ze mam nietuzinkowego meza;)
                                                    (...)
                                                    > Z obecnym pobralismy sie, zebym mogla legalnie zyc i pracowac na zachodzie i wt
                                                    > edy juz poszlo z gorki, mialam duzo lepsza prace i lepsze zarobki. I tez chcial
                                                    > am pracowac, co bysmy szybciej oboje nie musieli pracowac, bo inaczej co to za
                                                    > frajda;)) Przestalam jak urodzilo sie dziecko.

                                                    Fajnie, ze Ci sie dobrze ulozylo, to wynagradza ten trud na poczatku. Wyobrazam sobie jak mialas, tu jak przyjechalam to tez nie byly granice otwarte, w sensie trzeba bylo wystapic o pozwolenie na pobyt i nie mozna bylo bez pozwolenia pracowac. Tez jechalam na czarno. Eeh tez moze kiedys w koncu odetchne, juz mnie zaczyna meczyc to ciagle inwestowanie w siebie/w nauke, zeby w koncu miec dobra prace i odbic sie po dziecku, bo te cwaniaki w agencjach pracy juz mi mowia, ze za dluga przerwe w zawodzie mialam, caly czas musze udowadniac, ze jednak sie nadaje, ze sobie poradze, a w Polsce to ja tego nie mialam, tu mi sie ucielo, bo na poczatku bez jezyka, bo w ciazy, bo po dziecku to nie wystarczajaco dyspozycyjna czasowo, bo za duza przerwa, bo to, bo sramto, a ja juz sie starzeje i juz mi sie nie chce walczyc o lepsze jutro. Jeszcze sobie daje czas do czterdziestki, a potem to nie wiem co? :-)
                                                  • zawle Re: off top do Kitty 02.11.13, 21:38
                                                    hello-kitty2 napisała: Jeszcze sobie daje czas do czterdzi
                                                    > estki, a potem to nie wiem co? :-)

                                                    Ja tak sobie dawałam czas gdy się przeprowadziłam z wawki do tej mojej mieściny. Trzy lata dojeżdżałam do pracy. Pomyślałam sobie że to ostatni rok. Biorę dzieciaki i wracam. Wtedy dostałam robotę. Ale być może i tak wrócę? Bo mnie tu uwiera.....i nudzi:)
                                                  • hello-kitty2 Re: off top do Kitty 02.11.13, 22:06
                                                    zawle napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała: Jeszcze sobie daje czas do czterdzi
                                                    > > estki, a potem to nie wiem co? :-)
                                                    >
                                                    > Ja tak sobie dawałam czas gdy się przeprowadziłam z wawki do tej mojej mieściny
                                                    > . Trzy lata dojeżdżałam do pracy. Pomyślałam sobie że to ostatni rok. Biorę dzi
                                                    > eciaki i wracam. Wtedy dostałam robotę. Ale być może i tak wrócę? Bo mnie tu uw
                                                    > iera.....i nudzi:)

                                                    hehe to moze jeszcze dwa lata i jak sie nie odbije to sie razem sprowadzimy, core oddelegujesz, a ja zajme jej miejsce :) ale bysmy zasiadaly do forum narabane w 3 dupy, to bylby czad. No chyba, ze w ciagu tych dwoch lat do czterdziestki osiagne taki sukces, ze nie przyjade :)
                                                  • zawle Re: off top do Kitty 02.11.13, 22:35
                                                    hello-kitty2 napisała: ale bysmy zasiadaly do forum naraban
                                                    > e w 3 dupy, to bylby czad.

                                                    No już to widzę że narąbane byśmy wchodziły na forum? ;))
                                                  • hello-kitty2 Re: off top do Kitty 02.11.13, 22:37
                                                    zawle napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała: ale bysmy zasiadaly do forum naraban
                                                    > > e w 3 dupy, to bylby czad.
                                                    >
                                                    > No już to widzę że narąbane byśmy wchodziły na forum? ;))

                                                    No a co Hello-Zawle bysmy sobie pierdzielnely :-)
                                                  • kag73 Re: off top do Kitty 02.11.13, 22:37
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Eeh tez moze kiedys w koncu odetchne, juz mnie
                                                    > zaczyna meczyc to ciagle inwestowanie w siebie/w nauke, zeby w koncu miec dobra
                                                    > prace i odbic sie po dziecku, bo te cwaniaki w agencjach pracy juz mi mowia, z
                                                    > e za dluga przerwe w zawodzie mialam, caly czas musze udowadniac, ze jednak sie
                                                    > nadaje, ze sobie poradze, a w Polsce to ja tego nie mialam, tu mi sie ucielo,
                                                    > bo na poczatku bez jezyka, bo w ciazy, bo po dziecku to nie wystarczajaco dyspo
                                                    > zycyjna czasowo, bo za duza przerwa, bo to, bo sramto, a ja juz sie starzeje i
                                                    > juz mi sie nie chce walczyc o lepsze jutro. Jeszcze sobie daje czas do czterdzi
                                                    > estki, a potem to nie wiem co? :-)

                                                    Posluchaj, czasem trzeba zakombinowac i czasem sie odwazyc. Pozmieniac troche zyciorys, co by nie bylo dlugiej przerwy po dziecku:) Jak sie wyda i Ci pogroza palcem "A Ty niedobra!" To powiesz "do widzenia" i wyjdziesz. Poza tym pamietam jak kiedys szukalm pracy, kumpel mi przez telefon po krotce opowiedzial, ze tam i tam kogos szukaja. Ja zupelnie zwatpiona, nic z tego nie potrafie a on "glupia nie jestes i tak Ci wszystko pokaza, Cie przyucza". OK, stwierdzilam i poszlam sie przedstawic. Robote dostalam a juz tam siedzac w tym biurze jak zobaczylam jakie mieli wymagania i co bylo wszystko potrzebne, zbaranialam, nigdy nie zglosilabym sie na to ogloszenie, gdybym je przeczytala:)
                                                    A innym razem IT, powazna fucha, super kasa, poszlam na rozmowe i opowiadlam o rzeczach, ktorych nigdy na oczy nie widzialam. Znalam tylko z opowiadan meza i co lepsze, on sam tez tego nie robil, znal z opowiadan brata:) I robote dostalam.
                                                    No co, najwyzej Cie wypierdola i tyle. Mam taka kolezanke, ciagle szuka wyzwan, idzie, probuje, bo jakby co, mowi, najwyzej ja wypieprza a tak ma szanse, przynajmniej nauczy sie czegos nowego i moze sobie poradzi.
                                                    Czesto decyduje ten pierwiastek miedzyludzki a reszty mozna sie nauczyc(oczywiscie jezeli to nie jakas medycyna czy inzynieria), bo i tak w kazdej robocie przyuczaja.
                                                    Ale owszem, czasem trza troche pofantazjowac i "wymyslic" doswiadczenie zawodowe:))

                                                  • hello-kitty2 Re: off top do Kitty 02.11.13, 22:56
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Posluchaj, czasem trzeba zakombinowac i czasem sie odwazyc. Pozmieniac troche z
                                                    > yciorys, co by nie bylo dlugiej przerwy po dziecku:)

                                                    :-) Tez mi mowila jedna dziewczyna, zebym sobia w ta przerwe cos wstawila lewego, bo oni tutaj nie rozliczaja ze swiadectw pracy, najwyzej prosza o referencje, ktore znajomy Ci moze napisac :-) Tak chyba zrobie, chce tylko zrobic sie dyspozycyjna. Z malym dzieckiem to nie dawalo rady, bo rodzice mojego partnera nie zyja, siostra sama ma 4 dzieci i mieszka na polnocy, a ja mam tylko mame, a caly dzien w przedszkolu, teraz liczylismy 71,50 euro. Dzien! Niby Ci z tego cos zwroca ale jak masz isc za najnizsza krajowa to sie nie oplaca. Ale dzieki za podpowiedz i szczere checi, jeszcze z rok, dopieszcze ten pieprzony jezyk i zrobie albo woz albo przewoz :-)
                                                  • kaiser.blade fantazjowanie w CV 03.11.13, 07:24
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Posluchaj, czasem trzeba zakombinowac i czasem sie odwazyc. Pozmieniac troche z
                                                    > yciorys, co by nie bylo dlugiej przerwy po dziecku:) Jak sie wyda i Ci pogroza
                                                    > palcem "A Ty niedobra!" To powiesz "do widzenia" i wyjdziesz.

                                                    Ale chyba wiesz, że doświadczenie zawodowe trzeba udokumentować ? Bez odpowiedniego świadectwa pracy możesz napisać nawet, że byłaś szachem perskim. To jest oczywiste, nie ma papieru - nie ma doświadczenia.
                                                    Fantazjowanie w CV ma strasznie krótkie nogi.

                                                    > Poza tym pamietam
                                                    > jak kiedys szukalm pracy, kumpel mi przez telefon po krotce opowiedzial, ze ta
                                                    > m i tam kogos szukaja. Ja zupelnie zwatpiona, nic z tego nie potrafie a on "glu
                                                    > pia nie jestes i tak Ci wszystko pokaza, Cie przyucza". OK, stwierdzilam i posz
                                                    > lam sie przedstawic. Robote dostalam a juz tam siedzac w tym biurze jak zobaczy
                                                    > lam jakie mieli wymagania i co bylo wszystko potrzebne, zbaranialam, nigdy nie
                                                    > zglosilabym sie na to ogloszenie, gdybym je przeczytala:)

                                                    Bo do 90% stanowisk można iść bez przygotowania. Praktycznie każde stanowisko wymagające powtarzalnych czynności jest do opanowania po instruktażu stanowiskowym i krótkiej praktyce. Jest to więcej stanowisk niż by się mogło wydawać. W zasadzie jedyne kompetencje twarde konieczne w sposób oczywisty są na szczeblu samodzielnego specjalisty w dziedzinach technicznych. Nie zgłosisz się na programistę w sektorze informatycznym bez znajomości programowania i jakichś języków programowania umożliwiających zastosowanie tego w praktyce. Zresztą IT jest właśnie fajnym przykładem - wymagania co do znajomości konkretnych środowisk są bardzo szczegółowo rozpisane.

                                                    > A innym razem IT, powazna fucha, super kasa, poszlam na rozmowe i opowiadlam o
                                                    > rzeczach, ktorych nigdy na oczy nie widzialam. Znalam tylko z opowiadan meza i
                                                    > co lepsze, on sam tez tego nie robil, znal z opowiadan brata:) I robote dostala
                                                    > m.
                                                    > No co, najwyzej Cie wypierdola i tyle. Mam taka kolezanke, ciagle szuka wyzwan,
                                                    > idzie, probuje, bo jakby co, mowi, najwyzej ja wypieprza a tak ma szanse, przy
                                                    > najmniej nauczy sie czegos nowego i moze sobie poradzi.

                                                    Szkoda, że potem trzeba będzie się z tego wypierdolenia z roboty tłumaczyć przed kolejnymi pracodawcami. A najzabawniej jak coś zdrowo przekombinujesz i wywalą cię z twojej winy, z adnotacją na świadectwie pracy...

                                                    > Czesto decyduje ten pierwiastek miedzyludzki a reszty mozna sie nauczyc(oczywis
                                                    > cie jezeli to nie jakas medycyna czy inzynieria), bo i tak w kazdej robocie prz
                                                    > yuczaja.
                                                    > Ale owszem, czasem trza troche pofantazjowac i "wymyslic" doswiadczenie zawodow
                                                    > e:))

                                                    Oj, to ma podstawowe znaczenie. Pamiętam jak w jednej mojej dawnej firmie organizowano przyjęcia na różne stanowiska. Były przesłuchania, kolejki do gabinetu, rozmowy kwalifikacyjne, ale na końcu i tak okazywało się, że wygrał jakiś znajomy dyrekcji :)
                                                    Powiem tak - zazwyczaj (z 70% przypadków) tak to wygląda, że kandydat już jest wybrany przed zorganizowaną rekrutacją. Rekrutację robi się po to, żeby stworzyć pozory, samo przyjmowanie kogoś po znajomości, bez całej tej otoczki, za bardzo by podpadało.
                                                    Jasne, nie zawsze. Trzeba wysyłać masę CV i liczyć, że trafi się na rozmowę w tych gdzie są te 3/10 nieustawione rekrutacje.
                                                    No i założyć, że w większości wypadków nasze dokumenty i tak nawet nie zostaną otwarte, bo teraz, w dobie kryzysu, praktycznie na każde stanowisko przychodzi taka masa papierów, że rekrutujący nie miałby fizycznie czasu na zobaczenie każdego z nich. 1000-1500 podań na jedno stanowisko jest normą przy tych ogólniejszych, nie wymagających specjalistycznych kompetencji.
                                                  • kag73 Re: fantazjowanie w CV 03.11.13, 13:36
                                                    Nie zawsze jest wymagane, czy dostaje sie swiadectwo pracy, przynajmniej w Niemczech, zwlaszcza nie, kiedy pracuje sie jako free lancer. Moze warto tego sprobowac, kitty. No nie wiem w jakim sektorze szukasz.
                                                    I wlasnie w IT jest caaala gama przeroznych rzeczy, ktorych mozna sie szybciutko nauczyc i
                                                    okazuje sie, ze nie taki diabel straszny...no oczywiscie za ciezkiem programowanie bym sie nie brala, ale wszelkie testy, roll outs, 1st level support...owszem odwazyc sie trzeba i miec gadane i troszke douczyc ale potem...Nikt mnie na szczescie nigdy nie wypierdolil ale jakby co to pewnie bym to w CV przemilaczala;))
                                                    Oczywiscie, ze najltwiej dostac prace po znajomosci. Ale piszac "pierwiastek miedzyludzki" mialam na mysli czy na rozmowie kwalifikacyjnej przypadniesz komus do gustu, tak po ludzku, czy nie. Wiadomo, ze jak z gory ustalone to psinco.
                                                    Ja tutaj podsuwam zwatpionej kitty rozne pomysly, bo co tu zrobic, na rynlu pracy latwo nie jest a jeszcze ci klada klody pod nogi.
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 11:53
                                                    a jednak zobacz ile ludzi ze soba trwa mimo bezrobocia i braku dupy w malzenstwie :) czy natura ludzka nie jest na swoj sposob fascynujaca ?
                                                  • zawle Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:02
                                                    kaiser.blade napisał:

                                                    > a jednak zobacz ile ludzi ze soba trwa mimo bezrobocia i braku dupy w malzenstw
                                                    > ie :) czy natura ludzka nie jest na swoj sposob fascynujaca ?

                                                    Nad tym wszystkim jest jeszcze strach i nadzieja że z tej drugiej strony można będzie coś jeszcze wycisnąć;) Jak się będzie miało kasę na ten przykład;)
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:19
                                                    Nie zawsze. Nadzieja jest matka glupcow. Kiedy pozostaje juz tylko nadzieja, to znaczy, ze nie ma juz nic.
                                                  • zawle Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:23
                                                    kaiser.blade napisał:

                                                    > Nie zawsze. Nadzieja jest matka glupcow. Kiedy pozostaje juz tylko nadzieja, to
                                                    > znaczy, ze nie ma juz nic.

                                                    Podsumowania?
                                                  • kaiser.blade Re: Miłośc nie jest bezwarunkowa. 02.11.13, 12:43
                                                    Podsumowania maja sens, jesli cos wnosza.
                                                  • zawle Re: a co przy intercyzie? 02.11.13, 07:06
                                                    kutuzow napisał:> Czyli miałem racje. To samo zachowanie, ale sie ma status żony, to od razu ładn
                                                    > iej to się nazywa.
                                                    >
                                                    > Drążąc temat dalej, a co gdy para ma podpisaną intercyzę i nie występuje wspóln
                                                    > ota majątkowa. To żona która nie zarabia nadal powinna być nazywana utrzymanką
                                                    > (tak jak partnerka.narzeczona), czy może jednak status żony ja chroni przed tak
                                                    > imi "łatkami"?
                                                    >
                                                    >
                                                    > Śmieszy mnie także to, że mąż to ma obowiązki, a żona to może ale nie musi. Pot
                                                    > em jeszcze na tym forum trafiają się próby wykazania, że to faceci korzystają n
                                                    > a zmianie statusu z partnera/narzeczonego na męża. Zabawne.

                                                    A mnie rozbawia że to samo zachowanie według Ciebie nie może być w różnych okolicznościach inaczej postrzegane. Przykład? 40 latek sypia z 20 letnią dziewczyną, a 40 latek sypia z własną córką. Absurd nie?

                                                    Intercyza to rozdzielność majątkowa, obowiązki nadal pozostają.

                                                    Co do obowiązków mężą a obowiązków żony, mnie też to rozwala. Znam też przypadki kobiet które z rodzenia dzieci zrobiły sobie zawód. I te, które muszą odprowadzać gimnazjalistę do szkoły i nie mogą iść do pracy.
                                                  • kutuzow kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowość 02.11.13, 15:43
                                                    zawle napisała:
                                                    > A mnie rozbawia że to samo zachowanie według Ciebie nie może być w różnych okol
                                                    > icznościach inaczej postrzegane. Przykład? 40 latek sypia z 20 letnią dziewczyn
                                                    > ą, a 40 latek sypia z własną córką. Absurd nie?

                                                    Naprawdę uważasz że to ta sama sytuacja?
                                                    W moim przypadku to mogą być dwie TE SAME osoby które rożni tylko fakt zawarcia małżeństwa.
                                                    Osoby się nie zmieniają, ich działania się nie zmieniają, a zmienia się totalnie OCENA zjawiska. Wcześniej to negatywnie nacechowana "utrzymanka", później zaś już "żona".

                                                    Jeśli znajdziesz przypadek w którym jednego dnia seks z własną córką jest negatywnie nacechowany, a drugiego dnia jest już OK, to przyznam Ci że przykład jest OK. Ja takiej opcji nie widzę. Kazirodztwo to kazirodztwo.

                                                    Jednak to co bardziej istotne to jak wraz z nazwą zmienia się totalnie samo podejście osoby zainteresowanej. Na etapie "utrzymanka" jest wdzięczność dla partnera, który sam z siebie dba o jej dobro. Angażuje się finansowo.

                                                    Na etapie "żona" wraz z nazwą często zmienia się także wdzięczność w roszczeniowość. Bo skoro już ustaliliśmy na forum powyżej, że żona (nawet ta bez pracy) jest na utrzymaniu męża, bo taki jest jego obowiązek prawny, to łatwo tutaj już o zmianę jej oczekiwań. Trudno być wdzięcznym za to, że ktoś wykonuje swoje OBOWIĄZKI, za to łatwo jest zacząć wymagać ich starannego wykonania (wspomniane przez Urqu "psie obowiązki").
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 16:35
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Osoby się nie zmieniają, ich działania się nie zmieniają, a zmienia się totalni
                                                    > e OCENA zjawiska. Wcześniej to negatywnie nacechowana "utrzymanka", później zaś
                                                    > już "żona".

                                                    Tak, zgadza sie ale to jest glebiej w kulturze, w kobietach to jest tylko odbicie tego co jest glebiej. Podam Ci przyklad: moj eks kochanek - zonaty facet (!) opowiadal mi o swoim bracie (nadal singlu, po trzydzistce), ze co z niego za pajac, bo przyprowadza do domu rodzinego - do rodzicow na Swieta co roku inna partnerke i mama i cala rodzina sie denerwuje. No glupek! :) A co w tym zlego pytam? A on, ze powinien sobie dac spokoj z takim niepowaznym zachowaniem, bo do domu rodzinnego to on powinien ZONE przyprowadzic, a ta cala reszte to niech sobie po cichu posuwa, a nie powaznym ludziom przedstawia. A sam lezal ze mna w lozku :-) Kutuzow faceci tez tak mysla. Zona to zona, a kochanka to kochanka, a utrzymanka to utrzymanka dla facetow tez.
                                                  • zawle Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 16:46
                                                    hello-kitty2 napisała: Kutuzow faceci tez tak mysla. Zona to zona, a kochanka to kochanka, a u
                                                    > trzymanka to utrzymanka dla facetow tez.

                                                    Gadaj sobie zdrów. No bo niby dlaczego?;) Skoro to to samo....
                                                  • kutuzow Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 17:23
                                                    zawle napisała:
                                                    > Gadaj sobie zdrów. No bo niby dlaczego?;) Skoro to to samo....

                                                    Nie no oczywiście łatwiej jest się nie zastanawiać i powielać podejście pełne hipokryzji z dziada pradziada. Tylko skoro tutaj jest to tak oczywiste, to ciekawe czemu w innych watkach panie dziwią się że jakiś facet ma syndrom MiL, Przecież gostek ma wszystko tak ładnie "poukładane". Żona to żona, kochanka to kochanka -więc w czym problem?

                                                    Ja wiem że jak się pokazuje niewygodne rzeczy to ciężko o oklaski. Mi na szczęście na nich nie zależy - będę jednak pokazywał tutaj na forum mechanizmy pewnych zjawisk, żeby nie popaść w pewne zafałszowanie które tutaj się pojawia na forum.

                                                    Dużo łatwiej jest ocenić młodą dziewczynę, pochylić się z szacunkiem dla kobiety w tej samej sytuacji która ma status żony i jeszcze stanąć na baczność przed inną która miałaby status matki. gdy jednak zacznie się człowiek zastanawiać to zaczynają uwierać pewne spostrzeżenia.
                                                  • kag73 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 17:42
                                                    Mysle, ze zrobila sie tu wielka burza w szklance wody wlasciwie o nic: o 20 sto latke mieszkajaca z facetem i nie dokladajaca do mieszkania. A rzecz tak naprawde jest blahostka. Wielu nie potrafi sie wczuc w sytuacje, bo jak sami bylismy mlodzi nie do pomyslenia bylo, zeby mieszkac z facetem bez slubu, rodzice by sie nie zgodzili(pisala o tym mojemail). Do tego 20 sto latkowie mieszkali u rodzicow, w akademiku albo na stancji. Ale wyobrazmy sobie, ze jestesmy mlodzi, jestesmy parka i chlopak mowi do dziewczyny: "Jolka, wpowadz sie do mnie, mam mieszkanko, fajnie bedzie". Jolka "No super, fajno ale, wiesz co, ja nie mam w ogole kasy a ten czynsz u Ciebie taki wysoki". "A co tam, tak place i tak place, dawaj, jak zaczniesz zarabiac sie dolozysz". A pomieszkac razem fajnie. Tak mniej wiecej, jezeli nie zaoponuja rodzice...szafa gra. Po prostu nie bylo takiej opcji. Jednak nie bylo nietypowe, ze chlopak chcial placic za dziewczyne. Pamietam brata sprzed 17 lat: wakcje, wyjezdzamy pod namioty, JA place za swoja dziewczyne. A dziewczyna "nie, bo ja sie chce dolozyc" i tak w kolo. A tak naprawde oboje nic nie mieli i kombinowanka. Albo chlopak za cos zaplacil, ona zrobila mu innym razem nalesniki i bylo milo. Zycie!
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 18:01
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Nie no oczywiście łatwiej jest się nie zastanawiać i powielać podejście pełne h
                                                    > ipokryzji z dziada pradziada.

                                                    Kutuzow ani ja ani Zawle (bo tylko my z kobiet sie dzisiaj wypowiadamy w tym watku, wiec moglam dobrze przesledzic) nie mamy skonnosci do pochywania w kierunku, ktory przypisujesz glownemu nurtowi Polek. My TYLKO zauwazamy zjawisko, ze ono istnieje. Ale przeciez ono siedzi w mentalnosci calego narodu, my w trojke tego nie wyrugujemy chocbysmy sie umowili, chocby sie cale forum umowilo.

                                                    I na Boga hold your horses, przeciez ja zyje w zwiazku partnerskim wiec jesli ta dziewczyna jest utrzymanka, jesli Twoja dziewczyna jest utrzymanka w opinii spolecznej to JA TEZ NIA JESTEM, a Zawle byla. Moja matka kryguje sie pytana notorycznie w Polsce przez znajomych i rodzine 'Z jakiej racji ja - Kitty zyje w nieformalnym zwiazku!?' Poniewaz nie zna odpowiedzi i jej nie podaje to jest atakowana slownie nastepnie tak: 'Czy ten facet nie moze sie ozenic, bo jest np juz zonaty????' itd, itp Wiec prosze dostrzez, ze jestesmy po tej samej stonie barykady. Pytanie natomiast jest: jaki sens jest walic glowa w mur?

                                                    Tylko skoro tutaj jest to tak oczywiste, to cieka
                                                    > we czemu w innych watkach panie dziwią się że jakiś facet ma syndrom MiL, Przec
                                                    > ież gostek ma wszystko tak ładnie "poukładane". Żona to żona, kochanka to kocha
                                                    > nka -więc w czym problem?

                                                    A tu nie rozumiem zwiazku. Wytlumacz prosze.
                                                  • kutuzow Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 19:34
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Kitty zacznę od końca. To o MiL było nawiązaniem do słów Zawle, która sugerowała że nie odróżniam różnicy między żoną/partnerką/kochanką:

                                                    hello-kitty2:
                                                    > Kutuzow faceci tez tak mysla. Zona to zona, a kochanka to kochanka, a u
                                                    > trzymanka to utrzymanka dla facetow tez.

                                                    Zawle:
                                                    Gadaj sobie zdrów. No bo niby dlaczego?;) Skoro to to samo....

                                                    To że taka różnica istnieje nie znaczy że taka sama aktywność (czy też raczej jej brak) ma być różnie nazywana i OCENIANIA w zależności od statusu związku.

                                                    >... przeciez ja zyje w zwiazku partnerskim wiec jesli t
                                                    > a dziewczyna jest utrzymanka, jesli Twoja dziewczyna jest utrzymanka w opinii s
                                                    > polecznej to JA TEZ NIA JESTEM, a Zawle byla.

                                                    Widzisz i tu się mylisz. Przecież Xciekawax i Zawle jasno zaznaczyły granicę. Partnerka/narzeczona może być utrzymanką, ale żona to żona. Ją mąż utrzymuje z ramienia prawa rodzinnego.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,147755739,147826833,Re_Ale_ona_nie_jest_zona_.html
                                                    Także moja narzeczona i Kotoshi może i są "utrzymankami" w oczach Pań tutaj piszących (bo na pewno nie w moich), ale żona to co innego. Żona to żona i nie można szargać tego statusu takimi określeniami.
                                                  • zawle Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 21:19
                                                    kutuzow napisał: > Widzisz i tu się mylisz. Przecież Xciekawax i Zawle jasno zaznaczyły granicę. P
                                                    > artnerka/narzeczona może być utrzymanką, ale żona to żona. Ją mąż utrzymuje z r
                                                    > amienia prawa rodzinnego.
                                                    > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,15128,147755739,147826833,Re_Ale_ona_nie_jest_zona_.html
                                                    > Także moja narzeczona i Kotoshi może i są "utrzymankami" w oczach Pań tutaj pis
                                                    > zących (bo na pewno nie w moich), ale żona to co innego. Żona to żona i nie moż
                                                    > na szargać tego statusu takimi określeniami.

                                                    Sorry kutuzow ale stanąłeś w środku pola i zacząłeś drzeć się : Gdzie jest granica??? To Ci powiedziałam że bramki leżą pod drzewem.... Kto granic szuka, ten je znajduje. Cała reszta to kolejne darcie...ja z Tobą już nie gadam, bo Ty rozhisteryzowany jesteś. EOT>
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 21:59
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Widzisz i tu się mylisz. Przecież Xciekawax i Zawle jasno zaznaczyły granicę. P
                                                    > artnerka/narzeczona może być utrzymanką, ale żona to żona. Ją mąż utrzymuje z r
                                                    > amienia prawa rodzinnego. (...)
                                                    > Także moja narzeczona i Kotoshi może i są "utrzymankami" w oczach Pań tutaj pis
                                                    > zących (bo na pewno nie w moich), ale żona to co innego. Żona to żona i nie moż
                                                    > na szargać tego statusu takimi określeniami.

                                                    Ja rozumiem Twoj bol, bo Ty go doswiadczasz kazdego dnia, ja to wiem, ja mam w Polsce to samo, bo ja mam jeszcze dodatkowo bekarta :) Tylko ja korzystam z tego, ze mnie tam nie ma i nie musze temu stawiac czola dzien w dzien ale nie boj nic dupsko mam tam obrobione, tak jak i Twoja pani. Nie przeskoczysz.

                                                    A w temacie: zeby wyrownac zone z nie-zona to by trzeba bylo:

                                                    1. albo zdegradowac zone, co nie przejdzie, bo przeciez od Sredniowiecza stoi tradycja za tym statusem i ludzie na to nie pozwola
                                                    2. albo wzmocnic (wyrownac) pozycje nie-zony, a tego nie da sie zrobic bez wzmocnienia prawem, dalej:
                                                    tutaj w Holandii niemala role odegrala tez sekularyzacja. Inna sprawa, ze wzbogacenie spoleczenstwa tez jest wazne, wtedy nastapi rozluznienie zaleznosci mlodzi - rodzice. Rodziny przestana wplywac, na to jak zyje nastepne pokolenie, bo wypadnie im z rak bicz w postaci pieniazkow na nowa droge zycia.

                                                    Sluchaj, moze glupie ale przyszlo mi na mysl, jak sie chronic przed takimi ocenami: czytales co pisala Kag, ze mowia przygodnym ludziom, ze pracuja, zeby sie wiecznie nie pieprzyc z opiniami ludzi/pytaniami/upierdliwstwami. Moze tez mow o swojej dziewczynie 'moja zona'. U mnie tak mowia (chociaz troche jest to uproszczone, bo slowo zona znaczy to samo co kobieta) i nikt nie grzebie, zeby sie doszukac w czyjes wypowiedzi czy to znaczy, ze slub byl czy nie bylo? Moze to jest jakies rozwiazanie? Nie sie spalisz walczac z wiatrakami. Chyba, ze sie przeprowadzicie po sasiedzku to Ci ten problem odpadnie na dzien dobry, jak Boga kocham :-)
                                                  • mojemail3 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:09
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    (...)"Moze tez mow o swojej dziewczynie 'moja zona'. U mnie tak mowia (chociaz troche jest to uproszczone, bo slowo zona znaczy to samo co kobieta) i nikt nie grzebie, zeby sie doszukac w czyjes wypowiedzi czy to znaczy, ze slub byl czy nie bylo? Moze to jest jakies rozwiazanie? Nie sie spalisz walczac z wiatrakami. Chyba, ze sie przeprowadzicie po sasiedzku to Ci ten problem odpadnie na dzien dobry, jak Boga kocham :-)"

                                                    Moja bliska znajoma, mieszkająca sobie ze swym facetem( poznali jak ona miała 44 on 40 i udało im się, są ze sobą już 8 lat, ona panna on rozwodnik;-) miała dość zabawną sytuację goszcząc księdza na wizycie duszpasterskiej ( no, tzw.kolęda;-) kiedy ksiądz ją pytał, kiedy ślub, odpowiedziała,że jak podejmą decyzję to ksiądz się pierwszy o tym dowie;-D
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:22
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Moja bliska znajoma, mieszkająca sobie ze swym facetem( poznali jak ona miała
                                                    > 44 on 40 i udało im się, są ze sobą już 8 lat, ona panna on rozwodnik;-) miała
                                                    > dość zabawną sytuację goszcząc księdza na wizycie duszpasterskiej ( no, tzw.kol
                                                    > ęda;-) kiedy ksiądz ją pytał, kiedy ślub, odpowiedziała,że jak podejmą decyzję
                                                    > to ksiądz się pierwszy o tym dowie;-D

                                                    hehe skojarzyly mi sie dwie historie:
                                                    1. Koleda u mojej eks tesciowej: wchodzi ksiadz i mowi 'Niech bedzie pochwalony...', a tesciowa odpowiada 'A dziekuje bardzo!' :-) Tesciowa myslala, ze ja pochwalil.
                                                    2. Mialam znajoma mloda pare, jak ich sie ktos pytal 'Kiedy slub?' to odpowidali bardzo pewnym glosem 'W sobote', a ludzie wierzyli i gratulowali :)
                                                  • zawle Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 18:06
                                                    kutuzow napisał: > Nie no oczywiście łatwiej jest się nie zastanawiać i powielać podejście pełne h
                                                    > ipokryzji z dziada pradziada.

                                                    Kutuzow...ja z Tobą nie dyskutuję nie dlatego że nie mam ochoty się nad tym zastanowić. Nie dyskutuję, bo jest to dyskusja bez sensu. Ty wiesz swoje, ja swoje. I hipokryzję widzimy w czym innym. Dla mnie bycie czyjąś utrzymanką/ na czyimś utrzymaniu nie jest naganne moralnie. Ale jest czymś innym niż bycie utrzymywaną przez męża, gdy rodzi się wspólne dziecko. Ty tego nie przyjmujesz i na tym kończy się nasza dyskusja.

                                                    Nie ma tu też żadnej nagannej oceny. Bycia na czyimś utrzymaniu. I nic mnie w związku z tym nie uwiera. Ale śmiesznie popatrzeć na kreację prawdziwego wojownika:)))
                                                  • kag73 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 18:21
                                                    zawle napisała:
                                                    "Dla mnie bycie czyjąś utrzymanką/ na czyimś utrzymaniu nie jest naganne moralnie. Ale jest czymś innym niż bycie utrzymywaną przez męża, gdy rodzi się wspólne dziecko. Ty tego nie przyjmujesz i na tym kończy się nasza dyskusja.

                                                    O, ja to widze dokladnie tak samo.
                                                    I tez nie potepiam i nie uwazam za naganne moralnie jezeli ktos jest na kogos utrzymaniu. Niemniej jednak widze roznice miedzy: czasowo, mlodzi ludzie, studentka, majaca wszystko przed soba i po jakims czasie papier w kieszeni i zarabiajaca wlasne pieniadze. A np. dzwieczyna, ktora mysli, jej sposob na zycie: spoko po co mi szkola i praca ozenie sie bede zona, maz na mnie zarobi. Tez nie potepiam, jej wybor, ale ostrzegam: bo staje sie zalezna od faceta i w razie czego nie ma mozliwosci przetwac bez niego, marne szanse na zarobienie na siebie sama i na dziecki.
                                                  • kutuzow zapytajmy samą zainteresowaną Kotoshi 02.11.13, 19:43
                                                    > zawle napisała:
                                                    > "Dla mnie bycie czyjąś utrzymanką/ na czyimś utrzymaniu nie jest naganne moraln
                                                    > ie.

                                                    kag73 napisała:
                                                    > O, ja to widze dokladnie tak samo.
                                                    > I tez nie potepiam i nie uwazam za naganne moralnie jezeli ktos jest na kogos u
                                                    > trzymaniu.

                                                    Może zapytamy Kotoshi, czy ona też tak neutralnie odebrała teksty w tym wątku o tym że jest utrzymanką. ciekawe czy równie neutralne były uwagi jej koleżanek o których pisała wcześniej w sąsiednim wątku. Kotoshi, jeśli czytasz, napisz proszę jak Ty to odebrałaś. Czy to są neutralne uwagi, czy może jednak mocno oceniające.
                                                  • rekreativa Re: zapytajmy samą zainteresowaną Kotoshi 02.11.13, 20:04
                                                    Troche jest śmieszna ta rozmowa.
                                                    Uzywa sie słowa, które ma pejoratywne znaczenie ("utrzymanka" to nie jest osoba na utrzymaniu, tylko kochanka na utrzymaniu - pani, której się daje wikt i opierunek, a ona się odwdzięcza w naturze, czyli ktos tylko troche wyżej od prostytutki) i jednocześnie sie odżegnuje od oceny moralnej.
                                                    No i fakt, nie musi się dodatkowo oceniać, skoro już się używa nacechowanego negatywnie rzeczownika na okreslenie dziewczyny.

                                                    Ja patrzę troche tak jak Ty, kutuzow. Przecież charakter tej sytuacji jest identyczny bez względu na to, czy pan z panią są zaobrączkowani czy nie: pan dostarcza pani środki materialne do życia.
                                                    Róznica tylko taka, że jako mąż ma prawny obowiązek to robić, a jako nie-mąż nie ma takiego obowiązku.
                                                    Ale i w jednym i w drugim przypadku ocena moralna zależy wyłącznie od intencji obu stron: w małżeństwie też może być układ, który jako żywo przypomina prostytucyjny sposnsoring. (aczkolwiek nie jest to raczej coś, co można ocenić patrząc z zewnątrz).
                                                  • kag73 Re: zapytajmy samą zainteresowaną Kotoshi 02.11.13, 20:07
                                                    Moim zdaniem tez tu nie ma roznicy czy to zona czy dziewczyn/partnerka. Uscislijmy: on/facet jest jedynym zarabiajacym pieniadze w tym zwiazku/malzenstwie.
                                                  • kutuzow Re: zapytajmy samą zainteresowaną Kotoshi 02.11.13, 21:39
                                                    rekreativa napisała:
                                                    > Troche jest śmieszna ta rozmowa.
                                                    > Uzywa sie słowa, które ma pejoratywne znaczenie ....
                                                    > No i fakt, nie musi się dodatkowo oceniać, skoro już się używa nacechowanego ne
                                                    > gatywnie rzeczownika na okreslenie dziewczyny.

                                                    Dokładnie o to mi chodziło. Używamy określeń pejoratywnych i jednocześnie udajemy że wszystko pięknie fajnie i o co chodzi.

                                                    > Ja patrzę troche tak jak Ty, kutuzow. Przecież charakter tej sytuacji jest iden
                                                    > tyczny bez względu na to, czy pan z panią są zaobrączkowani czy nie: pan dostar
                                                    > cza pani środki materialne do życia.

                                                    Tylko widzisz inni postrzegają to inaczej, a to rodzi kolejne konsekwencje (już mnie nie utrzymuje --> teraz to jego obowiązek ---> skoro obowiązek to mam prawo wymagać)

                                                  • kotoshi Re: zapytajmy samą zainteresowaną Kotoshi 03.11.13, 10:25
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Może zapytamy Kotoshi, czy ona też tak neutralnie odebrała teksty w tym wątku o
                                                    > tym że jest utrzymanką. ciekawe czy równie neutralne były uwagi jej koleżanek
                                                    > o których pisała wcześniej w sąsiednim wątku. Kotoshi, jeśli czytasz, napisz pr
                                                    > oszę jak Ty to odebrałaś. Czy to są neutralne uwagi, czy może jednak mocno ocen
                                                    > iające.

                                                    Cały wątek mnie przerósł, ale znalazłam to pytanie do mnie, więc odpowiadam.
                                                    Uwag o byciu utrzymanką nie można chyba odebrać neutralnie, dla mnie oczywiście były niemiłe, z tym że jedne bardziej, inne mniej, zależy jak wyrażone. No ale ostatecznie każdy ma prawo do wyrażenia własnego zdania, przecież liczę się z tym, gdy coś tu piszę na forum, że może być niemiło.
                                                    Natomiast niektórzy zeszli tu w wątku poniżej pewnego poziomu (chociaż akurat nie o dyskusje o "utrzymance" mi chodzi).
                                                  • marek.zak1 Re: zapytajmy samą zainteresowaną Kotoshi 03.11.13, 10:43
                                                    Wczoraj byłem z córką na wycieczce rowerowej i opisałem Twój przypadek. Odpowiedziała: są razem, ona studiuje, nie rozumiem, gdzie problem.
                                                  • kotoshi Re: zapytajmy samą zainteresowaną Kotoshi 03.11.13, 11:29
                                                    :)
                                                  • kutuzow Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 19:40
                                                    zawle napisała:
                                                    > Dla mnie bycie czyjąś utrzymanką/ na czyim
                                                    > ś utrzymaniu nie jest naganne moralnie. Ale jest czymś innym niż bycie utrzymyw
                                                    > aną przez męża, gdy rodzi się wspólne dziecko.

                                                    a gdy dziecka nie ma?

                                                    Poza tym skoro to jest takie "neutralne" moralnie dla Ciebie, to czemu nagle to coś innego gdy pojawia się dziecko. Pomijam okres 1-3. Powiedzmy dziecko ma 5-6 lat a matka nadal się nim opiekuje bo JEJ tak wygodniej. Czym to się rożni (poza lepszy alibi o którym wspominałem - gra "Jokerem" pt "jestem matką -opiekuję się dzieckiem').


                                                  • marek.zak1 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 19:52
                                                    Skoro jest jej wygodnie, a mąż dobrze zarabia, to dlaczego tak ma nie być? Moim skromnym zdaniem, jesli kobieta ma ochotę pracować, realizować się, why not. Tutaj praca kobiety dla wielu jest fetyszem, oznaką niezależności osobistej. Jakisśczas temu pracowałem w fabryce na zmianach i rozmawiałem z bardzo wieloma pracującymi ze mną kobietami. Każda z nich mówiła, że gdyby ich mąż lepiej zarabiał, od następnego dnia z pracy by zrezygnowały. 95% prac jest pracami prostymi i uciążliwymi. Taka praca nie ma nic wspólnego z rozwojem, jest otępiająca harówką, która kobiety wykonują żeby móc związać koniec z końcem. Starzeja się bardzo szybko i przeklinają swój los i własnych mężów. Zejdźcie na ziemię.
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:16
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Skoro jest jej wygodnie, a mąż dobrze zarabia, to dlaczego tak ma nie być? Moim
                                                    > skromnym zdaniem, jesli kobieta ma ochotę pracować, realizować się, why not. T
                                                    > utaj praca kobiety dla wielu jest fetyszem, oznaką niezależności osobistej. (...) Zejdźcie na ziemię.

                                                    Marek Ty zejdz :-) Moze dlatego na forum tak jest, bo wiekszosc uzytkownikow ma wyzsze wyksztalcenie wiec jesli romawiamy o pracy kobiety to nie o prace w fabryce chodzi :) Chociaz w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z inflacja dyplomu i o prace zgodna ze swoim wyksztalceniem trudno wiec i moze w fabryce przyjdzie zapieprzac. To oddzielny temat.
                                                  • mojemail3 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:22
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    (...)"Chociaz w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z inflacja dyplomu i o prace zgodna ze swoim wyksztalceniem trudno wiec i moze w fabryce przyjdzie zapieprzac. To oddzielny temat(...)"

                                                    No ja mam pracę zgodną ze swym wykształceniem, owszem bardzo koncepcyjną, wciąż się uczę i doszkalam, ale obawiam się,że zarabiam mniej niż w fabryce;-)
                                                    Z przykrością również napiszę, że fetysz to dla mnie nie jest, bo bez tej kasy skromniutko by było, poza tym...po jaką cholerę RP mi te studia dzienne sfinansowała, żebym w domu siedziała i kwiatki podlewała???
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:27
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > No ja mam pracę zgodną ze swym wykształceniem, owszem bardzo koncepcyjną, wciąż
                                                    > się uczę i doszkalam, ale obawiam się,że zarabiam mniej niż w fabryce;-)
                                                    > Z przykrością również napiszę, że fetysz to dla mnie nie jest, bo bez tej kasy
                                                    > skromniutko by było, poza tym...po jaką cholerę RP mi te studia dzienne sfinans
                                                    > owała, żebym w domu siedziała i kwiatki podlewała???

                                                    :-) Moze bys mogla na druga czy trzecia zmiane cos do tej umyslowej dorobic? :-)
                                                    Dajcie spokoj rynek pracy to oddzielna komedia (jak po winku) tudziez pain in ass (jak na trzezwo).
                                                  • mojemail3 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:31
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > :-) Moze bys mogla na druga czy trzecia zmiane cos do tej umyslowej dorobic? :-
                                                    > )
                                                    > Dajcie spokoj rynek pracy to oddzielna komedia (jak po winku) tudziez pain in a
                                                    > ss (jak na trzezwo).

                                                    Jak są możliwości to biorę prace zlecone itp, ale i w tej dziedzinie jakoś gorzej w tym roku...
                                                    Trzeba przejść na modny trend-minimalizm;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:35
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Jak są możliwości to biorę prace zlecone itp, ale i w tej dziedzinie jakoś gorz
                                                    > ej w tym roku...
                                                    > Trzeba przejść na modny trend-minimalizm;-)

                                                    A co za trend? Kojarzy mi sie, zeby mniej jesc :-)) Dobra zgrywam sie. Ty jestes fajna babka, zawsze podrzucisz co tam nowego w trawie piszczy.
                                                  • mojemail3 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:42
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > > Trzeba przejść na modny trend-minimalizm;-)
                                                    >
                                                    > A co za trend? Kojarzy mi sie, zeby mniej jesc :-)) Dobra zgrywam sie. Ty jeste
                                                    > s fajna babka, zawsze podrzucisz co tam nowego w trawie piszczy.

                                                    To taki trend na kryzys, mniej mieć rzeczy, wtedy nie trzeba mieć większej chaty itp.
                                                    Tylko mam jeden problem...buty...chyba,że z tego zrobię kolekcjonerstwo;-)
                                                  • zawle Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:47
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > To taki trend na kryzys, mniej mieć rzeczy, wtedy nie trzeba mieć większej chat
                                                    > y itp.
                                                    > Tylko mam jeden problem...buty...chyba,że z tego zrobię kolekcjonerstwo;-)

                                                    To tak nie działa. To rzeczy rozrastają się w przestrzeni. Z dziećmi, leżącą matką, dwoma kotami i psem mieściłam się w 37 metrach. Teraz mam swoją sypialnię, swoją garderobę, swój gabinet i miejsca mało. Ubrania, buty i torby to żywa materia....
                                                  • rekreativa Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:35
                                                    "Dajcie spokoj rynek pracy to oddzielna komedia (jak po winku) tudziez pain in a
                                                    > ss (jak na trzezwo)."

                                                    Ano własnie.
                                                    Bo my tu sobie rozmawiamy tak, jakby praca dla kobiet w wieku rozrodczym, tudzież już obarczonych przychówkiem leżała na ulicy i błagała "weź mnie". I tak, jakby kobieta, która nie pracuje, robiła to wyłącznie z lenistwa bądź z kaprysu.
                                                    Tymczasem chyba jednak większość kobiet, które nie pracują to dlatego, że nie moga znaleźć pracy, która by się choć troche opłacała rodzinie ekonomicznie.
                                                    Bo znowu iść do pracy, byle iść, oddać wszystko zarobione na niańkę, do tego mieć na głowie cały bałagan związany z logistyką przy dwójce nieobecnych w domu rodziców, do tego koszty emocjonalne tego braku obecności - to po chooj sie w coś takiego pchać?
                                                  • kag73 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 20:12
                                                    kutuzow napisał:
                                                    >
                                                    > Poza tym skoro to jest takie "neutralne" moralnie dla Ciebie, to czemu nagle to
                                                    > coś innego gdy pojawia się dziecko. Pomijam okres 1-3. Powiedzmy dziecko ma 5-
                                                    > 6 lat a matka nadal się nim opiekuje bo JEJ tak wygodniej. Czym to się rożni (p
                                                    > oza lepszy alibi o którym wspominałem - gra "Jokerem" pt "jestem matką -opiekuj
                                                    > ę się dzieckiem').

                                                    Mysle, ze to niebywale rzadkie przypadki, naprawde. A jezeli tak jest to byc moze, bo sie ludzie tak dogadali, robota zony do bani i niewiele kasy daje a chlop dobrze zarabia. Inaczej sa klotnie i sie musza jakos dagadac albo i nie.
                                                    >
                                                    >
                                                  • rekreativa Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 20:52
                                                    Chciałam tylko zauważyć, że czasem kobieta zostaje w domu, bo to facetowi tak jest wygodniej, albo obojgu tak jest najwygodniej.
                                                    Bo jeżeli facet bez względu na to, czy ma zone w domu czy pracującą zawodowo, sam i tak pracuje tyle samo i za te same pieniądze, to jemu zadna różnica, a korzyść z zony zajmującej się domem i dziećmi jest oczywista.
                                                    Co innego, jeśli facet niejako wbrew sobie zapiernicza na dwa etaty, bo potrzeby rodziny wysokie, a babka nie idzie do pracy, bo jej się nie chce - czyli sytuacja, kiedy niepracująca zawodowo żona ma wpływ na sytuację męzczyzny (bo np. w innym wypadku on by zmienił pracę, albo przeszedł na inne stanowisko, albo nie brał wyjazdów służbowych). To jest wykorzystywanie człowieka i dla mnie jest to naganne moralnie.

                                                    (oczywiście te wszystkie dywagacje to w założeniu, że żona posiada zawód i kwalifikacje, które umozliwiłyby jej znalezienie pracy lepiej płatnej i rozwojowej niż tyranie na kasie w markecie).
                                                  • marek.zak1 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 21:01
                                                    Ja zawsze zapieprzałem na 2 etaty i robiłem to z dobrej i nieprzymuszonej woli i proszę nie oceniać czy jest to naganne moralnie czy nie. Zadaniem faceta jest zapewnienie fajnego życia swojej kobiecie, natomiast niemoralnym jest wymaganie, aby rodząc i wychowując dzieci jeszcze zarabiała pieniądze.
                                                  • rekreativa Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 21:14
                                                    Czytaj ze zrozumieniem.
                                                    Przeciez wyraźnie piszę, że mówię o sytuacji, gdy facet nie ma najmniejszej ochoty tyrać, a tyra, bo żona go wpędza w poczucie winy, albo w inny sposób przymusza.
                                                    A Ty twierdzisz, że pracowałes z własnej woli i domyślam się, że bez uszczerbku na zdrowiu. No to o jakim wyzysku Ciebie miałaby byc mowa?
                                                  • marek.zak1 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 21:22
                                                    Nie ma ochoty? Ja nie napisałem, czy miałem ochotę, czy nie, ale uważałem to za swój obowiązek. Jak wyobrażasz sobie inaczej utrzymanie 5 osób? Praca na etacie do 16 i potem luz?
                                                  • rekreativa Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 21:54
                                                    Marku, ale czemu na mnie napadasz? Przecież ja nie pisałam o układzie, gdy w domu jest trójka dzieci, a zona zajmuje się nimi oraz wszystkimi obowiązkami domowymi - tutaj tyranie przez męża poza domem jest zrównoważone tyraniem żony w domu, więc oboje dają z siebie wszystko.
                                                    Pisałam o sytuacji, gdy praca żony w domu jest marna albo żadna, a wymagania materialne duże.
                                                    Chodzi mi o brak równowagi w tym, ile wysiłku i zdrowia kosztuje wkład w rodzinę faceta, a ile kobietę.
                                                  • marek.zak1 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:18
                                                    Nie napadam, sorry. Oboje dalismy z siebie wszystko i dlatego się udało :)
                                                  • mojemail3 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:28
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ja zawsze zapieprzałem na 2 etaty i robiłem to z dobrej i nieprzymuszonej woli
                                                    > i proszę nie oceniać czy jest to naganne moralnie czy nie. Zadaniem faceta jes
                                                    > t zapewnienie fajnego życia swojej kobiecie, natomiast niemoralnym jest wymagan
                                                    > ie, aby rodząc i wychowując dzieci jeszcze zarabiała pieniądze.

                                                    Coś się tak tej moralności uczepił...
                                                    Marek, a Twoja żona skończyła studia, a jeśli tak, to po co?

                                                    Ja Ci podam przykład moich znajomych, z trójką dzieciaków, ponieważ ona po urodzeniu dzieci musiała przerwać studia, mąż utrzymywał rodzinę przez ponad 8 lat, ona będąc w domu z dziećmi skończyła studia zaoczne, znalazła pracę, na szczęście, bo jemu się sytuacja w firmie pogorszyła, była choroba, depresja, przerwa w zarobkowaniu.
                                                    Wiesz, jak jest dobrze, to jest dobrze, jak jednak uważam,że za rodzinę obie strony powinny być współodpowiedzialne, bo różne są wyroki losu...
                                                  • rekreativa Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:40
                                                    "Wiesz, jak jest dobrze, to jest dobrze, jak jednak uważam,że za rodzinę obie st
                                                    > rony powinny być współodpowiedzialne, bo różne są wyroki losu..."

                                                    No właśnie, tu jest największe ryzyko.
                                                    Chyba że ten mąż zarabia takie kokosy, że w razie czego przez rok można jechać na samych oszczędnościach, ale to chyba jednak nieczęste przypadki.
                                                  • marek.zak1 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:40
                                                    Żona ukonczyła pedagogikę przedszkolną. Pracowała w przedszkolu. Jedna ciąża, druga, trzecia. Jak wyobrażacie sobie pracę zawodowa, czyli wychowywanie cudzych dzieci plus troje dzieci w domu?
                                                    Oczywiście, bBezpieczniej dla rodziny jeśli dwoje mogą pracować, ale przy trojgu jest to praktycznie niemożliwe. Na szczęście moja firma działała bez przeszkód, a do depresji było mi daleko.
                                                    Jestem fanem KAG i jej podróży na Karaiby. Good luck :)
                                                  • mojemail3 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:50
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Żona ukonczyła pedagogikę przedszkolną. Pracowała w przedszkolu. Jedna ciąża, d
                                                    > ruga, trzecia. Jak wyobrażacie sobie pracę zawodowa, czyli wychowywanie cudzych
                                                    > dzieci plus troje dzieci w domu?
                                                    > Oczywiście, bBezpieczniej dla rodziny jeśli dwoje mogą pracować, ale przy trojg
                                                    > u jest to praktycznie niemożliwe. Na szczęście moja firma działała bez przeszkó
                                                    > d, a do depresji było mi daleko.

                                                    Jest możliwe, kiedy dzieci podrosną. Widzisz, to szkoda, bo żona zdobyła wykształcenie i..." zakopała talent". Praca w przedszkolu, to praktycznie pół-wolontariat, nawet w publicznej placówce, jasne, lepiej wiedzę zdobytą wykorzystywać dla własnych dzieci.
                                                    A nie nudzi się żona w domu, nie myślała o otwarciu własnego przedszkola, czy innych dostępnych teraz alternatywnych form opieki: miniprzedszkola,kluby malucha, opiekunka dzienna itp.???
                                                    Ja chętnie bym w to poszła, ale brak mi kasy na inwestycję niestety.
                                                  • zawle Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 22:56
                                                    mojemail3 napisała:> Ja chętnie bym w to poszła, ale brak mi kasy na inwestycję niestety.

                                                    Znajdź zapaleńców i dostaniecie z Uni. Ja nie mogłabym pracować z maluchami. Nie przepadam za małymi dziećmi...swoje ledwie znosiłam;)
                                                  • mojemail3 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:03
                                                    zawle napisała:

                                                    > Znajdź zapaleńców i dostaniecie z Uni. Ja nie mogłabym pracować z maluchami. Ni
                                                    > e przepadam za małymi dziećmi...swoje ledwie znosiłam;)

                                                    Już trochę za póżno na moim terenie, dość dużo powstało placówek niepublicznych, a teraz kiedy urlop macierzyński trwa rok a 6 latki idą do szkoły,nie będzie aż tak dużo potrzebnych miejsc w przeszkolach i żłobkach.Ta histeria związana z brakiem miejsc dotyczy głównie placówek publicznych, bo są tańsze i zwykle lepsze.
                                                    Była taka możliwość parę lat temu,nawet był lokal, ale miałam akurat takie zawirowanie w życiu,że nie mogłam się tego podjąć.
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:20
                                                    zawle napisała:

                                                    > Znajdź zapaleńców i dostaniecie z Uni. Ja nie mogłabym pracować z maluchami. Ni
                                                    > e przepadam za małymi dziećmi...swoje ledwie znosiłam;)

                                                    :-) ja tez, pamietam, jak kiedys zadzwonilam do faceta do pracy i zazadalam zeby przyszedl i mnie zastapil przy dziecku (cos mi odbilo). Przyszedl, wzial go na rece (moze ze 3 miesiace mial) i mowi do mnie ''No i co teraz?'' i pokazuje mi wyrazem twarzy, ze co to za fun i co on ma z ta baryleczka niby teraz robic? :-) W ogole sie nie zajmowal wtedy. Teraz jak mysle o tym wczesnym okresie, to rzeczywiscie to tylko karmienie, przewijanie i noszenie tego dziecka, ogarnianie chaty jak spi i w kolko jak maszynka. Dobrze, ze dzieci rosna i jest jakis feedback.
                                                  • kag73 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:24
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Jedyny plus byl, ze mozna bylo z takim malym w spokoju objechac(wozkiem) wszystkie sklepy, bo sobie grzecznie spal. Przynajmniej moj, ledwo go wkladalam do wozka...zasypial:)
                                                    Gorzej, ze czlowiek taki niwyspany byl:(
                                                  • zawle Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:27
                                                    kag73 napisała:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > Jedyny plus byl, ze mozna bylo z takim malym w spokoju objechac(wozkiem) wszyst
                                                    > kie sklepy, bo sobie grzecznie spal. Przynajmniej moj, ledwo go wkladalam do wo
                                                    > zka...zasypial:)

                                                    To miałaś wypas. Moje od urodzenia chciały siedzieć i wszystko widzieć. Prężyły się i darły. Gdy podjeżdżałam z synem do piaskownicy, to moje przyszłe piaskownicowe koleżanki mówiły: Kurwa, znowu ta baba z tym drącym się dzieciarem idzie:)))
                                                  • zawle Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:30
                                                    Za to moja inna znajoma przejeżdżała samochodem pół pensji męża. Tylko w samochodzie milczał. Z wypiekami na twarzy opowiadała mi że ten gnój śpi nawet w korkach, ale jak stoi pod blokiem przy zapalonym silniku, to się drze. Dzieci są wstrętne i złośliwe...;)))
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:46
                                                    zawle napisała:

                                                    > Za to moja inna znajoma przejeżdżała samochodem pół pensji męża. Tylko w samoch
                                                    > odzie milczał. Z wypiekami na twarzy opowiadała mi że ten gnój śpi nawet w kork
                                                    > ach, ale jak stoi pod blokiem przy zapalonym silniku, to się drze. Dzieci są ws
                                                    > trętne i złośliwe...;)))

                                                    :-) Dzien swira 0:07:05
                                                    www.youtube.com/watch?v=i51Sg-HGT-E
                                                  • hello-kitty2 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:38
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Jedyny plus byl, ze mozna bylo z takim malym w spokoju objechac(wozkiem) wszyst
                                                    > kie sklepy, bo sobie grzecznie spal. Przynajmniej moj, ledwo go wkladalam do wo
                                                    > zka...zasypial:)
                                                    > Gorzej, ze czlowiek taki niwyspany byl:(

                                                    Ja mam wiekszy taras, nieraz krecilam kolka wozkiem, jak usnal to do srodka, nieraz niedziela 8 rano ludzie dopiero wstaja, a ja juz ze spaceru jade :) Jejciu Kutuzow nas zaraz pogoni.
                                                  • marek.zak1 Wybór 03.11.13, 09:29
                                                    Z drugiej strony wykorzystała swoją wiedzę i doświadczenie do wychowania naszych dzieci. Praca w przedszkolu czy w szkole to jest upierdliwe i slabo płatne zajęcie. Finansowo nie miało to żadnego sensu, a z dziećmi było zawsze co robić.
                                                    Byl poruszony temat niezależności. Oczywiscie pewien problem byłby gdybym wcześnie umarł, albo nie mógł pracować. Ale żyję :).

                                                  • mojemail3 Re: Wybór 03.11.13, 10:57
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Z drugiej strony wykorzystała swoją wiedzę i doświadczenie do wychowania naszyc
                                                    > h dzieci. Praca w przedszkolu czy w szkole to jest upierdliwe i slabo płatne z
                                                    > ajęcie. Finansowo nie miało to żadnego sensu, a z dziećmi było zawsze co robić.
                                                    >

                                                    No i bardzo ślicznie, dobrze,że pozostałe przedszkolanki mają jednak ochotę zajmowac się cudzymi dziećmi;-) Bo nie miałby się kto zająć moim...

                                                    Tylko jak to się ma do postulatów, aby płacić gospodyniom domowym emeryturę,za to że stać je na luksus siedzenia w domu z własnymi dziećmi? Co z kobietami ( znam takie) co mają po troje dzieci a mimo to pracują, bo niekoniecznie są karierowiczkami, tylko żeby się do budżetu domowego dołożyć...Może im podwójną emeryturę naliczać?
                                                  • marek.zak1 Re: Wybór 03.11.13, 11:13
                                                    Ten ,,luksus" bycia z dziećmi wynikał z mojego antyluksusu pracy na dwa etaty. Skoro partnerzy/mężowie innych kobiet nie mają chęci pracowac więcej, kobiety są zmuszone pracować, zeby, jak napisałaś, dołożyć się do domowego budżetu.
                                                  • mojemail3 Re: Wybór 03.11.13, 13:55
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Skoro partnerzy/mężowie innych kobiet nie mają chęci pracowac więcej, kobiety s
                                                    > ą zmuszone pracować, zeby, jak napisałaś, dołożyć się do domowego budżetu.

                                                    Marek, no proszę Cię, nie musisz od razu dyskredytowac innych mężów, tylko dlatego że ich wykształcone żony realizują swój potencjał nie tylko w domu...
                                                  • marek.zak1 Re: Wybór 03.11.13, 15:27
                                                    Jeśli chcą oczywiście. Powinny realizować swój potencjał, ale chcieć i musieć to co innego, większość MUSI.
                                                  • mojemail3 Re: Wybór 03.11.13, 15:31
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Jeśli chcą oczywiście. Powinny realizować swój potencjał, ale chcieć i musieć t
                                                    > o co innego, większość MUSI.

                                                    Nie Marek, nie zgadzam się, większość kobiet chciałaby rzeczywiście mieć więcej czasu dla dzieci i rodziny i wykorzystać np. urlop wychowawczy a nie posyłać 2 latki w pampersach do przedszkola, ale...rynek pracy nie sprzyja niestety. Co tu robić w domu, jak dzieci podrosną?
                                                  • kag73 Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 02.11.13, 23:01
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Jestem fanem KAG i jej podróży na Karaiby. Good luck :)

                                                    Dzieki, mareczku! Ja juz od paru tygodni jak zrobilo sie zimno o niczym innym nie moge myslec:) Nie szkodzi, ze tam czesto bez pradu i czasem bez wody w kranie, ale slonce i palmy sa zawsze i czuje, ze zyje!!
                                                  • urquhart Re: kiedy wdzięczność zamienia się w roszczeniowo 03.11.13, 12:01
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > o zmianę jej oczekiwań. Trudno być wdzięcznym za to, że ktoś wykonuje swoje OBO
                                                    > WIĄZKI, za to łatwo jest zacząć wymagać ich starannego wykonania (wspomniane pr
                                                    > zez Urqu "psie obowiązki").

                                                    O przepraszam, mam być wdzięczna za wypełnianie "psich obowiązków" to było określenie Mujer Bonity w odniesieniu do słów Starowicza o docenieniu i uznaniu do mężczyzny w związku, ja tylko podkreślałem tą "optykę" :)
                                        • hello-kitty2 Re: a gdyby była żoną?? 01.11.13, 16:42
                                          kutuzow napisał:

                                          > Kag oto mi własnie chodzi że to wcale nie sa aż tak inne okoliczności jak postr
                                          > zegają to kobiety.
                                          > Zobacz, że nawet jak pominiemy dzieci. Sam fakt żeby była żoną i mieli wspólnot
                                          > ę majątkową, totalnie zmieniłby odbiór tej sytuacji w oczach innych kobiet. Ter
                                          > az bowiem to ona żyje za JEGO pieniądze, ale gdyby mieli ślub, to by żyła za IC
                                          > H pieniądze. Mimo, że cały czas to on je zarabia. Naprawdę nie dostrzegasz tych
                                          > różnych standardów oceny działania kobiet w zależności od tego czy mają "statu
                                          > s": konkubiny/narzeczonej czy żony czy żony i matki?

                                          Kutuzow mala uwaga odnosnie wytluszczonych JEGO vs ICH, a mianowicie prawo tez tak majatek postrzega (odpowiednio: rozdzielny/wspolny), co wskazywaloby na praworzadnosc takiego tez postrzegania prezentowanego przez kobiety = zgodnego z prawem, bo to praworzadne kobiety sa :-) Zawle tylko bez chichrania :)
                                          • kutuzow Re: a gdyby była żoną?? 01.11.13, 16:48
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > Kutuzow mala uwaga odnosnie wytluszczonych JEGO vs ICH, a mianowicie prawo tez
                                            > tak majatek postrzega (odpowiednio: rozdzielny/wspolny), co wskazywaloby na pra
                                            > worzadnosc takiego tez postrzegania prezentowanego przez kobiety = zgodnego z p
                                            > rawem, bo to praworzadne kobiety sa :-) Zawle tylko bez chichrania :)

                                            Jasne, tylko w takim razie nie ściemniajmy na forum że małżeństwo 'to dla dobra dziecka", że ono "nic nie daje kobiecie" itp.
                                            Bo na tym przykładzie widać ile daje i jak bardzo zmienia się ocena działania wśród innych kobiet.
                                          • urquhart zgodnego z prawem, bo to praworzadne kobiety sa:-) 03.11.13, 12:13
                                            > Kutuzow mala uwaga odnosnie wytluszczonych JEGO vs ICH, a mianowicie prawo tez
                                            > tak majatek postrzega (odpowiednio: rozdzielny/wspolny), co wskazywaloby na pra
                                            > worzadnosc takiego tez postrzegania prezentowanego przez kobiety = zgodnego z p
                                            > rawem, bo to praworzadne kobiety sa :-) Zawle tylko bez chichrania :)

                                            Praworządne są :)
                                            No jasne dlatego jeżeli kobieta zarabia więcej to znacznie cześcięj naciska na intercyze i rozdzielność majątkową.
                                            >>>>
                                            Nikt nie robił badań nad małżeńskimi umowami majątkowymi. Nie ma statystyk dotyczących rodzaju zawieranych umów ani ich powodów. Notariusze zauważają jednak w swoich kancelariach pewne trendy.

                                            - Pokolenie 'pesel 72 i okolice' to połowa klientów. Młodzi, przedsiębiorczy. Z wyższą niż przeciętna świadomością prawną, a przede wszystkim z własnym majątkiem. Przychodzą najczęściej w drugim, trzecim roku małżeństwa, rzadko przed ślubem. Po rozdzielność - mówi notariusz Krzysztof Łaski.

                                            - Od pięciu-sześciu lat obserwuję, że w większości przypadków to kobiety są inicjatorkami majątkowych umów małżeńskich. Czasem mówią: 'To ja utrzymuję dom, ja zarabiam więcej' - mówi Grażyna Socha.

                                            www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,3483885.html?as=4
                                            • marek.zak1 Re: zgodnego z prawem, bo to praworzadne kobiety 03.11.13, 12:36
                                              Z przedsiebiorcami jest tak, że rozdzielność się robi, jak firma wchodzi w długi. Wtedy przychody na konto żony, a rosnące długi dla przedsiębiorcy i wierzycieli. O tym notariusze nie mówili?
                                • zawle Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 14:04
                                  kutuzow napisał: Gdybyś była matką która
                                  > zamiast nauce poświęca się wychowaniu dziecka, żadna z Pań tutaj na forum złeg
                                  > o słowa by nie rzekła. To co kole w oczy w wykonaniu studentki, jest jak najbar
                                  > dziej akceptowalne w zachowaniu młodej matki.

                                  To i ja pozwolę sobie wejść w tą dyskusję. Sytuacja kobiety która urodziła dziecko jest zgoła inna. Może do opieki wynająć opiekunkę i pójść do pracy, może zostać w domu z dzieckiem. Pierwszą opcję wybierają zazwyczaj panie mające na swoim koncie jakiś dorobek zawodowy i zrezygnowanie z pracy będzie dla nich przedsionkiem śmierci zawodowej. I będzie finansowo nieopłacalne ( pensja większa niż kasa dla opiekunki). Drugie wyjście wybierają panie których ewentualny zarobek byłby porównywalny z kosztami wynajęcia pani. Do tego one siedząc z tym domu posprzątają, ugotuję i będą ze swoim dzieckiem. Nie zajmę się już tutaj zakresem tej cudowności jakim jest pozostanie w domu.
                                  Do tego dziecko jest wspólną inwestycją, studia z związku z "chłopakiem" a nie mężem, już nie. Dla mnie to zupełnie nieporównywalne.
                                  Mnie to że kotoshi jest czyjąś utrzymanką/ na czyimś utrzymaniu w ogóle nie drażni. Ale czuje niesmak gdy o tym mówi w kategoriach "ach, pieniążki jakoś tak same mi się odkładają". Nie wiem czym to jest? Hipokryzją, udawanym naiwniactwem czy też "bo ja taka malutka jestem"? A może całkiem czymś innym, ale we mnie wywołuje takie właśnie wrażenie poirytowania.
                                  Co nie zmienia faktu że te odłożone pieniążki są wyciągnięte od rodziców. Bo źródło utrzymania kotoshi ma. I teraz analogia....dlaczego naganne moralnie jest pracowanie na czarno i branie zasiłku z opieki? Ale co tam....jak chcą dawać, niech dają. W końcu tak ją wychowali oraz wszyscy dają.
                                  • kotoshi Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 14:33
                                    zawle napisała:
                                    > Co nie zmienia faktu że te odłożone pieniążki są wyciągnięte od rodziców. Bo ź
                                    > ródło utrzymania kotoshi ma. I teraz analogia....dlaczego naganne moralnie jest
                                    > pracowanie na czarno i branie zasiłku z opieki? Ale co tam....jak chcą dawać,
                                    > niech dają. W końcu tak ją wychowali oraz wszyscy dają.

                                    Nie są "wyciągnięte", bo to ich decyzja, a o odkładaniu też doskonale wiedzą.
                                    To są prywatne pieniądze moich rodziców, ta analogia jest bez sensu. A idąc tym tropem to można by powiedzieć, że każde dziecko uczące się jest pasożytem.
                                  • kutuzow Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 14:41
                                    zawle napisała:

                                    > To i ja pozwolę sobie wejść w tą dyskusję. Sytuacja kobiety która urodziła dzie
                                    > cko jest zgoła inna. Może do opieki wynająć opiekunkę i pójść do pracy, może zo
                                    > stać w domu z dzieckiem. Pierwszą opcję wybierają zazwyczaj panie mające na swo
                                    > im koncie jakiś dorobek zawodowy i zrezygnowanie z pracy będzie dla nich przeds
                                    > ionkiem śmierci zawodowej. I będzie finansowo nieopłacalne ( pensja większa niż
                                    > kasa dla opiekunki). Drugie wyjście wybierają panie których ewentualny zarobek
                                    > byłby porównywalny z kosztami wynajęcia pani.

                                    Jeśli dobrze zrozumiałem to Kag jest z tej pierwszej grupy (co mogłaby pracować i zarabiać, ale MOŻE sobie pozwolić na to żeby zająć się dziećmi. Tak jak Kotoshi mogłaby żyć skromniej (coś za coś), ale MOŻE sobie pozwolić na to żeby żyć wygodniej. W obu przypadkach to na ich partnerów/mężów spada opieka o finanse związku/rodziny. W przypadku jednej "alibi" pt "Dzieci" jest wspomnianym Jokerem -bijącym ew. uwagi forumowiczów, w przypadku drugiej "alibi" w postaci ciężkich studiów już jest co najwyżej parą dziewiątek - niewystarczającym argumentem dla wielu na tym forum.

                                    > Do tego dziecko jest wspólną inwestycją, studia z związku z "chłopakiem" a nie
                                    > mężem, już nie. Dla mnie to zupełnie nieporównywalne.

                                    Widzisz znów wychodzi na to że DZIECKO jest najważniejsze. Marek pisał tutaj że dla niego (i wielu facetów) także inwestycja w partnerkę jest ważna. Kobiety zaś na tym forum widzą tylko to przez pryzmat ma/nie ma dzieci.
                                    O tym, że traktowanie dzieci jako INWESTYCJA ze strony partnera to spore uproszczenie nie wspomnę. Sporo kumpli z którymi rozmawiam wpisuje to raczej w pozycji "KOSZTY" (związku/małżeństwa).
                                    • kag73 Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 15:16
                                      Dla mnie rodzina to taka firma, w ktorej kazdy ma okreslone zadania, w zaleznosci jak sobie to pouklada. W dodatku nie wszystko da sie i warto przeliczac tylko na pieniadze i zimno kalkulowac. Tym bardziej, ze czesto teoria z praktyka sie mija:)

                                      Tutaj zawle pokazuje roznice: wspolna inwestycja: dziecko, ktore juz jest a studia: inwestycja idywidualna.
                                      I cos moze w tym byc, partner kotoshi podejmuje wieksze ryzyko, bo moze ze zwiazku/z malzenstwa nic nie wyjsc. Ale jezeli wyjdzie, no to spoko tez sie oplacalo, dobrze wyksztalcona zona moze ladnie zarabiac, co oznacza lepsze zycie. Poki co mu odpowiada tak i tak, bo on widzi w saoim postepowaniu plusy takiej sytuacji jaka ma.
                                      Ja sama mam takiego typa w domu, na poczatku zwiazku w zadnym wypadku nie chcial, zebym sie do czegokolwiek dokladala(a chcialam), bo mialam mniej niz on, wiec wolal, zeby w razie czego to on byl stratny a nie ja. Mieszkanie bylo na jego nazwisko, on przelewal pieniadze. Ja chcialam pracowac i byc niezalezna i to robilam, ale moglam, bo bylam po studiach i mialam na to czas i mozliwosci.
                                      Moj maz mial wkrecone/ma do dzis(no nie wiem, takie nastawienie) "moze nie jestem piekny( dla mnie owszem, inaczej bym w ogole z nim byla i nie zaczela sypiac) ale biedy nigdy ze mna klepala nie bedziesz. Zapewnie Ci finansowe bepieczenswto, nigdy nie bedziesz musiala martwic sie o pieniadze." Co nie zmienia faktu, ze sama pracowalam, mam wlasne pieniadze, jestem niezalezna, w kazdej chwili poradze sobie(finansowo) bez niego, bo pracowac moge. Z drugiej strony nigdy mnie nie ograniczal, nie zabranial realizowac swoich potrzeb zawodowych i podobalo mu sie, ze dziele jego marzenia o finasowej niezaleznosci i rezygnacji z pracy, im szybciej tym lepiej a wiadomo, ze we dwoje latwiej.
                                      Dlatego trudno tutaj cos osadzac, nie znamy ludzi i okolicznosci.
                                      • kutuzow Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 15:24
                                        kag73 napisała:
                                        >W dodatku nie wszystko da sie i warto przeliczac tylk
                                        > o na pieniadze i zimno kalkulowac. Tym bardziej, ze czesto teoria z praktyka si
                                        > e mija:)

                                        Kag, ale przecież to na tym forum piszący "podliczają" Kotoshi jak ma dobrze. To chyba do tych osób to powinnaś skierować.


                                        > I cos moze w tym byc, partner kotoshi podejmuje wieksze ryzyko, bo moze ze zwia
                                        > zku/z malzenstwa nic nie wyjsc.

                                        Kag, to nic innego jak wielka zasłona dymna z Twojej strony.
                                        Po pierwsze to partner Kotoshi nie żalił się na tym forum że ona jest jego utrzymanką, tylko taką "łatkę" starają się jej przypiąć forumowicze.
                                        Po drugie każdy związek jest ryzykiem, więc ten argument nic nie wnosi do dyskusji.
                                        Po trzecie jak pisałem powyżej wystarczy żeby była żoną i już jej sytuacja i ocena przez innych była zgoła odmienna.

                                        > Dlatego trudno tutaj cos osadzac, nie znamy ludzi i okolicznosci.

                                        Jak widzisz niektórym to nie przeszkadza w ocenianiu na forum. Łatwo z boku przypiąć "łatkę".
                                  • xciekawax Re: Jeden czynnik który zmieniłby postrzeganie Ko 01.11.13, 15:57
                                    Ja w ogole nie wiem dlaczego autrka ma problem z byciem postrzegana jako utrzymanka. To przeciez taki styl zycia - to wybor. Jak juz sie decyduje na to to powinna przynajmniej chodzic z podniesiona glowa i cieszyc sie ze przynajmniej ktos chce ja utrzymywac (bo napewno sa i takie ktore tez by tak chcialy, ale nikt ich nie chce).
                                    I niech ma gdzies opinie innych.

                                    Tracac prace i szukajac nastepnej przez ponad rok zuzylam prawie wszystkie swoje oszczednosci. Moj chlopak w tym czasie proponowal mi kilkakrotnie abym do niego na ten czas sie wprowadzila, abym nie musiala placic czynszu. Nie zrobilam tego. Nie moj styl/charakter. (zamieszkalismy razem jak juz bylismy na tej samej plaszczyznie, byla to nasza wspolna decyzjia bez presji czynnikow zewnetrznych) Ale wcale nie oceniam negatywnie takich ludzi jak autorka - kazdy jest inny. Sa w takim podejsciu pewne rzeczy ktore podziwiam. Jednak to co osobiscie drazni mnie to walsnie to ze autorka chce sie malowac jako bardzo niezalezna osobe - ktora nie jest. Mysle ze dostalaby wiecej szacunku od ludzi gdyby przestala sie malowac jako ktos kim nie jest.
                                    Samo to ze musi komus (nam) powiedziec jak to ona przekomarza sie z chlopakiem - mysle ze jest efekt uboczny tego ze czuje sie z tym zle. A tak jak juz mowilam wyzej - to jest wybor - i cokolwiek zadecyduje powinna to w pelni zaakceptowac i dobrze sie z tym czuc. A wtedy inni ludzie tez to uszanuja.
                      • kaiser.blade Re: nie draznij lwa, jak lew sra :) 01.11.13, 07:38
                        Ale nie Kitty, nie ma co się strzępić. Przecież tutaj wszyscy są super zaradni i ustawieni, oni tu tylko kwestie dylematów moralnych i psychologicznych rozstrzygają. Z dnia na dzień mogą sobie partnera zostawiać, znajdywać nowego, opłacać drugi, trzeci, piąty czynsz i zasponsorować utrzymanie całego rodzinnego domu dziecka. Takie dylematy żony miliardera mają :)
    • zapachlasu1 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 14:08
      Ja uwielbiam patrzeć, jak moja kobieta się masturbuje. Ja też to robię przy niej. Jest to dla nas podniecające. No, przynajmniej dla mnie.
    • kaiser.blade Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 14:39
      A brałaś może pod uwagę teorię, że on jest wypartym gejem ?
      • loppe Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 14:47
        kaiser.blade napisał:

        > A brałaś może pod uwagę teorię, że on jest wypartym gejem ?

        Tę teorię bierzemy pod uwagę w każdym wątku Forum.
        • kaiser.blade Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 29.10.13, 14:55
          loppe napisał:

          > Tę teorię bierzemy pod uwagę w każdym wątku Forum.

          To zacznie być niepokojące dopiero na etapie, jak przyjdzie jakiś facet narzekający na pożycie i ktoś dojdzie do wniosku, że jego małżonka jest wypartym gejem. A sytuacja skomplikuje się jeszcze bardziej, kiedy okaże się, że ta teoria jest słuszna.
    • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 09:19
      O „utrzymywaniu” pisać już nie będę, bo wszystko wyjaśniłam, moim zdaniem mój chłopak ma nastawienie takie (i w pewnym sensie podobne do faceta Kag): biorę na siebie ciężar utrzymania, ty się ucz. Moim zdaniem ma to w jakiś sposób wdrukowane (wydaje mi się tak, gdy patrzę na jego rodzinę). To taki typ człowieka / tak wychowany, i już. To nie oznacza z automatu sielskiego obrazka związku, co niektórzy mi zarzucają. Sprzeczki i problemy mamy także.
      Mojemail: w rodzinie Twojego męża problem leży chyba w nierównym traktowaniu dzieci przez rodziców.
      Na moim kierunku nie ma osoby, która by mogła sama się utrzymać. Jest za dużo zajęć, w tym trudnych ścisłych przedmiotów, gdzie często trzeba się długo przebijać przez zadanie, żeby dojść do rozwiązania. W weekendy bez końca ćwiczy się rysowanie i robi prace na kolejny tydzień. Na medycynie jest podobnie (właściwie jeszcze gorzej moim zdaniem), i nie ma szans, żeby zrobić trudne studia bez pomocy rodziny.
      Owszem, mój facet próbuje czasem coś mi dyktować, natomiast potrafię sobie z tym poradzić i spuścić go na ziemię. Nie znam związku bez problemów, ale nie wiem, co będzie, może kiedyś się okaże, że miałaś rację, może nie. Pozdrawiam również.
      Inna sprawa: bardzo podoba mi się zdanie Kutuzowa:
      „O tym, że traktowanie dzieci jako INWESTYCJA ze strony partnera to spore uproszczenie nie wspomnę. Sporo kumpli z którymi rozmawiam wpisuje to raczej w pozycji "KOSZTY" (związku/małżeństwa).”
      • mojemail3 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 09:25
        kotoshu napisała:

        (...)"Inna sprawa: bardzo podoba mi się zdanie Kutuzowa:
        „O tym, że traktowanie dzieci jako INWESTYCJA ze strony partnera to spore uproszczenie nie wspomnę. Sporo kumpli z którymi rozmawiam wpisuje to raczej w pozycji "KOSZTY" (związku/małżeństwa).”

        Mi się niestety nie podoba, z całą sympatią dla Kutuzowa...
        Chyba,że patrzymy na sprawę w kategorii wrabiania w dziecko,co się zdarza ja wiem,lub jeśli są kompletnie różne oczekiwania mężczyzny i kobiety co do związku.
        Wśród moich znajomych, dzieci, bez względu czy pojawiły się na studiach, czy po długich staraniach nie są kosztem są wartością.
        • kotoshi Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 09:39
          To zdanie podoba mi się, bo jest dla mnie jakimś głosem /spojrzeniem innym, niż te "politycznie poprawne", które się na ten temat (dzieci) słyszy. Wolę przyjmować do wiadomości, że faceci mają (też) takie podejście, niż wierzyć w to jedyne idealne.
        • kutuzow Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 15:55
          mojemail3 napisała:
          > Mi się niestety nie podoba, z całą sympatią dla Kutuzowa...
          > Chyba,że patrzymy na sprawę w kategorii wrabiania w dziecko,co się zdarza ja wi
          > em,lub jeśli są kompletnie różne oczekiwania mężczyzny i kobiety co do związku

          Jak już wcześniej pisaliśmy przypadki gdzie OBOJE chcą tak samo dziecka są jednak rzadkie . Wtedy oczywiście oboje chcieli = oboje traktują jak Inwestycję. Tutaj się zgadzam z Tobą. Te przypadki jednak są w mniejszości. To kobieta zazwyczaj bardziej chce dziecka. To ona dąży do tej decyzji. Choćby dla tego że ma mniej czasu.
          Sama widziałaś nagonkę na mnie tutaj na forum, gdy wprost pisałem że dziecka nie chce. Szantaż emocjonalny w stylu "jak byś naprawdę kochał to być sie zdecydował itp". To jest popularne podejście w wielu przypadkach. Pisanie wtedy o tym że dziecko było ich wspólną inwestycją, gdy facet który został "namówiony" i potem ponosi głównie koszty to już jest mocna nadinterpretacja. Sugeruje bowiem że oboje są tak samo zmotywowani i tak samo się cieszą z tej inwestycji.

          Spytaj np. Kaizera/Sabata czy jest równie szczęśliwy jak małżonka z tego że mają dzieciaki i czy teraz nie podszedłby inaczej do tamtej decyzji oraz czy oboje z żoną ponieśli takie same koszty (w rozumieniu zmiany w związku po dzieciach).
          • mojemail3 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 22:04
            kutuzow napisał:
            > Jak już wcześniej pisaliśmy przypadki gdzie OBOJE chcą tak samo dziecka są jedn
            > ak rzadkie . Wtedy oczywiście oboje chcieli = oboje traktują jak Inwestycję. Tu
            > taj się zgadzam z Tobą. Te przypadki jednak są w mniejszości. To kobieta zazwyc
            > zaj bardziej chce dziecka. To ona dąży do tej decyzji. Choćby dla tego że ma mn
            > iej czasu.

            Słuchaj, ja nie wiem dokładnie we wszystkich przypadkach jak tam wyglądały ustalenia co do tego kiedy i ile dzieci planowali nasi znajomi, ale mniej więcej widzę po skutkach, jak było...
            Wśród najbliższych znajomych i rodziny to wiem oczywiście, akurat tutaj priorytety były zgodne.
            Co od ilości, to jednak wiem,że ludzie się dogadują biorąc pod uwagę czysto pragmatyczne względy, wiadomo. Wiem też,że wbrew pozorom pojawienie się dzieci z tzw. czystej wpadki lepiej rokuje na przysżłość niż wymuszenie na partnerze zgody na dziecko.
            Jak się dobrze zastanowiłam, to mam dwa przykłady, kiedy strategia: " jak się urodzi to się jakoś ułoży" wzięła w łeb. W pierwszym przypadku ogromna potrzeba macierzyństwa była motorem do związku i małżeństwa, czego druga strona chyba jednak nie była do końca świadoma. Skończyło się zdradą i rozwodem, gdy mąż został odsunięty czy sam się odsunął po urodzeniu dziecka. W drugim przypadku, zbyt wczesne małżeństwo, zabawa w dom, skłanianie do posiadania dzieci faceta nieprzekonanego do sprawy, też skończyła się podwójną zdradą i jednak powrotem, ale małżeństwo jest bo jest, dla dobra dzieci.


            kutuzow napisał:
            > Spytaj np. Kaizera/Sabata czy jest równie szczęśliwy jak małżonka z tego że maj
            > ą dzieciaki i czy teraz nie podszedłby inaczej do tamtej decyzji oraz czy oboje
            > z żoną ponieśli takie same koszty (w rozumieniu zmiany w związku po dzieciach)
            > .

            No chyba nie muszę pytac, małżonka szczęśliwa, bo spełniona jak matka...
          • rekreativa Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 22:27
            " Spytaj np. Kaizera/Sabata czy jest równie szczęśliwy jak małżonka z tego że maj
            > ą dzieciaki i czy teraz nie podszedłby inaczej do tamtej decyzji oraz czy oboje
            > z żoną ponieśli takie same koszty (w rozumieniu zmiany w związku po dzieciach)"

            Zakładasz, że małżonka sabata jest szczęsliwa i niczego w związku z urodzeniem bliźniaków (chyba?) nie żałuje.
            Ja bym takich założeń nie robiła, bo w końcu o poczuciu szczęścia pani sabatowej oraz o kosztach, jakie ona ponosi w tym małżeństwie absolutnie nic nie wiemy.
            • mojemail3 Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 22:37
              rekreativa napisała:

              > Zakładasz, że małżonka sabata jest szczęsliwa i niczego w związku z urodzeniem
              > bliźniaków (chyba?) nie żałuje.
              > Ja bym takich założeń nie robiła, bo w końcu o poczuciu szczęścia pani sabatowe
              > j oraz o kosztach, jakie ona ponosi w tym małżeństwie absolutnie nic nie wiemy.
              >

              Dla niektórych kobiet bycie matką jest celem samym w sobie, ciężko tu mówić w kategoriach szcześcia czy spełnienia, raczej sposobu na życie.
              • rekreativa Re: Czy mój chłopak jest konserwatywny? 02.11.13, 22:44
                Nie neguję, że dla niektórych kobiet bycie matką jest celem życiowym i spełnieniem również.
                Ja tylko zauważam, że nie ma podstaw, ażeby i panią sabatową do tej kategorii zaliczać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka