5chantal
29.10.14, 18:58
Taka sytuacja. Po ślubie 11 lat, razem od 14. Od samego początku bardzo słabo z seksem. Przez dłuższy czas byłam na to ślepa. Po pierwsze dlatego, że mój poprzedni związek był toksyczny i ten w porównaniu z tamtym wydawał się super (komunikacja, zaangażowanie itd.). Po drugie mąż był zapatrzony we mnie jak w obrazek, więc byłam przekonana, że i z tym jakoś się ułoży – odblokuje się, otworzy i będzie dobrze. Taaaaaaa….
To teraz opis sytuacji. Podaję różne fakty. Ostrzegam, że sytuacja jest dziwna, bardzo dziwna i raczej rzadko spotykana. Ciężko włożyć ją do jakiejś szufladki z nazwą „choroby”. Ale może? Wiele tu łebskich osób.
- Przez pierwsze dwa lata znajomości w ogóle nie inicjował seksu. Całowanie, przytulanie jak najbardziej, ale nic poza tym. Facet 25-letni, kiedy hormony szaleją???
- W końcu ja zainicjowałam, parę razy. Czy ucieszył się? Nie, miał minę jakby połknął żabę. Więc odpuściłam aż do ślubu.
- Po ślubie – zero zmian (bo i skąd niby). Wiedział, że jako małżeństwo musimy współżyć, więc robiliśmy to (moja inicjatywa), ale robił to jakby za karę. Praktycznie wcale mnie nie dotykał, nie przeprowadzał gry wstępnej, raczej całował, obejmował, robił swoje i po sprawie. Próbowałam to zmienić, mówiłam, czego chcę, ale on tego nie robił. Może moim błędem było to, że go stymulowałam, bo gdybym tego nie robiła, prawdopodobnie nie miałby wzwodu i szybciej bym się pokapowała, jak bardzo jest źle.
- Zero spontaniczności. Zawsze wieczorem w łóżku, pod kołdrą, z zamkniętymi oczami. A podobno faceci to wzrokowcy? Tu jeszcze nadmienię, że nie jestem odrażająca, wyglądam młodziej niż wskazuje metryka, dbam o sobie, jestem szczupła, lubię szpilki, eleganckie ubrania i ładną bieliznę.
- Gdyby pokazać mu zdjęcia kilku kobiet, w tym moje „poniżej pępka” – nie rozpoznałby mnie. On naprawdę nie wie, jak tam wyglądam, nigdy nie patrzył.
- Nie chce seksu oralnego, w żadną stronę. Z mojej strony – bo to wymagałoby wzajemności. Kilka razy na samym początku na moją prośbę zrobił to dla mnie, ale widziałam, że jest niezadowolony, że o to proszę, więc przestałam. Kilka razy wracałam do tego tematu, obiecywał, że tak, tak, nie ma spawy, ale nic się nie zmieniało. Ostatnio znów wróciłam do tego tematu i tym razem uparłam się i nie dałam za wygraną, myśląc, że może coś w końcu powie, jakoś to wytłumaczy, więc przemógł się i zrobił to, przy czym trwało to jakieś… 15 sekund. Nigdy więcej takich upokorzeń, już niczego od niego nie chcę.
- Kilka razy zaobserwowałam, że przeciąga w nieskończoność etap całowania się i przytulania, kiedy jesteśmy w ubraniach. Nie chce iść „dalej”.
- Nie interesuje go ani ciało kobiety ani seks jako taki. I to nie chodzi o to, że ja go nie kręcę. Żadna kobieta w sensie erotycznym go nie pociąga. Za żadną się nie obejrzy. Pornografia dla niego w ogóle nie istnieje. Kiedyś trafiliśmy na wystawę, gdzie ktoś miał zamysł artystyczny i okleił całą wielką ścianę czystą pornografią, wszystko pokazane w całej okazałości. To przyciągało wzrok! A co zrobił mój mąż? Wpadł, rzucił okiem i po minucie już oglądał pejzaże w sali obok.
- Stara się maskować swój brak zainteresowania urokami płci przeciwnej i przy każdej okazji w męskim gronie rzuca uwagi nt. „dużych cycków”. Kiedy jednak znalazłam mu w necie stronę z dużymi biustami, ofuknął mnie, że przeszkadzam mu czytać książkę.
- Najdłuższa przerwa w pożyciu wynosiła 2 lata. Po prostu się wkurzyłam, że to wygląda jak wygląda. Jak myślicie, kto ją przerwał? On w tym czasie nawet raz nie próbował niczego inicjować. Przez cały ten czas uważał oczywiście, że jesteśmy idealną parą.
- Odczuwa napięcie seksualnie, które sam wyładowuje – przyłapałam go na tym kilka razy (oczywiście nie potrzebuje do tego żadnego porno). Ale absolutnie nie jest typem masturbatora. Zresztą chyba każdy masturbator zanim mu się znudziło, kiedyś interesował się kobietą, uprawiał normalny seks (albo jest w stanie robić to od czasu do czasu) – mój mąż nigdy.
- Jakieś 2 lata temu postanowiłam coś zmienić. Zaczęłam tłumaczyć, inicjować, mieć pretensje itd. Doprowadziłam w końcu do tego, że jest skłonny dotykać mnie, oczywiście pod kołdrą, bo bodźców wzrokowych nie potrzebuje i wykonać szybki numerek (jest krótkodystansowcem, ale to akurat nie problem, bo da się leczyć, problemem jest dla mnie brak pożądania z jego strony). Seks to nie jest jego żywioł, w tym momencie po tylu latach znajomości, nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie go normalnie zachowującego się w łóżku, to jakby do niego nie pasuje….
- Co znamienne, już jak się poznaliśmy (a miał wtedy mniej niż 30 lat) nie był w stanie mieć wzwodu 2 x, zawsze tylko raz i po sprawie. To mizianie pod kołdrą przebiega zawsze wg tego samego schematu, w nim czuje się bezpiecznie i pewnie dlatego chce to robić. Nie ma mowy, żeby ten facet coś w łóżku zaproponował, nigdy, przenigdy nie wykazał żadnej inicjatywy. Ale ja już nie chcę takiej namiastki seksu. Chce mi się płakać z żalu, przed, po i w trakcie (nieraz zresztą płakałam). Ja już tak dłużej nie mogę, odmawiam, uważam, że to uwłacza mojej godności jako kobiety. Więc teraz – uwaga! - w jego wersji, to ja nie chcę seksu!!!
- Sprawę komplikuje fakt, że on bardzo lubi bliskość fizyczną, dotyk, całowanie, tylko nie prowadzi to w jego przypadku do pożądania i seksu, co jest normalną koleją rzeczy w związku kobiety i mężczyzny.
- Pomijając ten „defekt”, facet jest całkowicie normalny, a nawet fajny - inteligentny, ogarnięty życiowo, dobry ojciec, bardzo wspiera mnie, jest stale przy mnie, kocha mnie jakąś przedziwną miłością.
Pytanie za 100 punktów - co mu dolega?
Jak w przypadku ewentualnego rozwodu udowodnić, że coś z nim jest nie tak?