Dodaj do ulubionych

coś za coś

16.02.16, 22:34
czytam i czytam przeróżne wątki na tym (i nie tylko na tym forum) i zwykle w każdym związku czegoś brakuje - albo facet nie zarabia i się do pracy nie garnie, albo dużo zarabia, ale nie interesuje się rodziną, albo jest kiepski w łóżku, albo nie chce sypiać ze swoją żoną, albo jest babiarzem. i zastanawiam się co jest dla mnie większą wartością - czy rzeczywiście ten seks za 5,10,15 lat będzie aż tak istotny.

jestem na etapie, na którym chciałabym postarać się o dzieci i tak sobie myślę, że przy tym moim aseksualnym w stosunku do mnie mężu to mam przynajmniej pewność, że będzie dobrym ojcem, i będzie mnie traktował z szacunkiem i będziemy w stanie miło "rodzinnie" spędzać razem czas (to nam akurat wychodzi wspaniale). a może jak urodzę to mi się nagle odechce tej seksualności, może ja tak wariuję bo podświadomie dążę do posiadania potomstwa? jeśli się rozwiodę to znalezienie partnera, z którym mogę mieć dzieci zajmie mi pewnie kolejnych kilka lat i obawiam się, że może być na to za późno. i wiem, że zabrzmi to okropnie, ale zastanawiam się czy wybór aktualnego partnera na ojca moich dzieci nie jest jednak najbardziej rozsądnym rozwiązaniem.
Obserwuj wątek
    • potwor_z_piccadilly Re: coś za coś 16.02.16, 23:18
      Co znaczy aktualnego partnera, ilu było tych już nieaktualnych i czy ten partner to mąż, czy partner tymczasowy, czyli do zdezaktualizowania.
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 19:20
        Mąż od ładnych paru lat. Nieaktualnych seksualnych nie było. Nieaktualnych nieseksualnych było za czasów nastoletnich mnóstwo, ale tych znaczących, którzy nie nudziliby się po miesiącu (lub kilku miesiącach) oprócz męża nie było.
    • sea.sea Re: coś za coś 17.02.16, 00:21
      A jaka metoda on Ci siostro sprokuruje te dzieciątka? Będzie sobie trzepal do słoiczka a Ty potem sobie będziesz inputowac, czy liczysz, że zajdziesz od jednego strzału na miesiąc, czy też może ze jak będzie szło o dziecko, to pan się nagle zmobilizuje i będzie mlocil na zawołanie ile będzie trzeba? :)
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 19:26
        No bez przesady. Seks jednak czasem występuje. Gdyby go na te dni płodne wywieźć do Hiszpanii na przykład, w której wszystko pachnie seksem, to może by się ze dwa razy dał namówić :).
    • a-rebours Re: coś za coś 17.02.16, 01:19
      Jesteś pewna, że Twój mąż jest w stosunku do Ciebie aseksualny? Bo o ile pamiętam Twoją historię, to on raczej nie był aseksualny (ani w ogóle, ani w stosunku do Ciebie), tylko po prostu miał małe libido.
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 19:27
        Kwestia doboru słów. Jest raczej odporny na moje wdzięki i woli pornografię ode mnie, ale masz rację - do zbliżeń jednak raz na jakiś czas dochodzi.
        • a-rebours Re: coś za coś 17.02.16, 22:25
          Co to znaczy "odporny na Twoje wdzięki"? Czy on w ogóle wysyła jakieś sygnały tego, że jesteś dla niego atrakcyjna seksualnie? Dla mnie to jest w tej historii kluczowe: czy jesteś z człowiekiem, którego po prostu nie pociągasz seksualnie, czy z takim, którego pociągasz, ale z jakiegoś powodu seksu jest za mało jak na Twoje potrzeby.
          • triss_merigold6 Re: coś za coś 17.02.16, 22:30
            OMG, po prostu jej nie dyma, bo jest nałogowym koniobijcą.
            • a-rebours Re: coś za coś 17.02.16, 22:38
              Kilka miesięcy temu czytałem, że owszem dyma (tylko rzadko), i że jeśli już dyma, to nawet z ochotą i przyjemnością. Poza tym koniobijstwo to nie jest wytłumaczenie; ciekawa jest właśnie przyczyna, która sprawia, że zamiast seksu z kobietą, która go podnieca (o ile go podnieca), przeważnie wybiera masturbację.
              • triss_merigold6 Re: coś za coś 17.02.16, 22:41
                Bo nawykł do autostymulacji.
                Między "dyma rzadko", a "nie dyma" jest tylko taka róznica, że w drugim wypadku łatwiej typa zostawić, bo nie podkarmia złudną nadzieją.
                • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 22:45
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Bo nawykł do autostymulacji.
                  > Między "dyma rzadko", a "nie dyma" jest tylko taka róznica, że w drugim wypadku
                  > łatwiej typa zostawić, bo nie podkarmia złudną nadzieją.

                  Hmmm... ja tam do autostymulacji nawykłem przez lata, hydraulika pada, przyzwyczajenia fizyczne się porobiły, ale seks uważam za fizycznie przyjemniejsze doświadczenie niż bicie konia. Chyba że... miałbym opory co do samej pani. Gdyby budziła we mnie wstręt - oj mogłoby być różnie.
                  • notyouraveragegirl Re: coś za coś 18.02.16, 22:30
                    Nie wiem z jakiego powodu miałabym budzić w nim wstręt. Moje największe przewinienie z kategorii "obleśnych" to chodzenie na boso po mieszkaniu i siadanie na kanapie bez otrzepania stóp :).

                    Btw. on też twierdzi, że seks jest fizycznie przyjemniejszy. I jak twierdzi "chciałby częściej chcieć". Tak czy inaczej, w seksie to się jednak musi bardziej wysilić. Może jest więc w tej kwestii leniem, a dodatkowo, panienki z filmów wyglądają lepiej ode mnie i nie trzeba martwić się o ich przyjemność.
                    • marek.zak1 Re: coś za coś 18.02.16, 23:20
                      notyouraveragegirl napisała:


                      > Btw. on też twierdzi, że seks jest fizycznie przyjemniejszy. I jak twierdzi "chciałby częściej chcieć". Tak czy inaczej, w seksie to się jednak musi bardziej wysilić. Może jest więc w tej kwestii leniem, a dodatkowo, panienki z filmów wyglądają lepiej ode mnie i nie trzeba martwić się o ich przyjemność.
                      ====================================================
                      A to fragment jednej z moich książek. W temacie.

                      – Co prostytutka może dać więcej mężczyźnie niż normalna kobieta?
                      Patrzył na nią z góry zaskoczony pytaniem.
                      – Dlaczego chcesz wiedzieć?
                      – Nie chcę być od niej gorsza.
                      – Mężczyzna nie musi się starać, żeby kobieta była zadowolona. Może skupić się wyłącznie na swoich przyjemnościach.
                      – Nie staraj się proszę. Nie chcę, żeby ze mną było ci gorzej. Myśl tylko o swoim zadowoleniu. Proszę. Zadecyduj, jak chcesz to robić. Ja też tak chcę.
                • a-rebours Re: coś za coś 17.02.16, 22:46
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Bo nawykł do autostymulacji.

                  Podejrzanie dobrze znasz tego faceta.

                  > Między "dyma rzadko", a "nie dyma" jest tylko taka róznica, że w drugim wypadku
                  > łatwiej typa zostawić, bo nie podkarmia złudną nadzieją.

                  "Nie dyma" oznacza brak zainteresowania seksualnego. "Dyma rzadko [ale chętnie]" może oznaczać szereg różnych problemów, z których część da się rozwiązać i tym samym uratować związek, który bardzo dobrze funkcjonuje we wszystkich pozałóżkowych aspektach.
                  • triss_merigold6 Re: coś za coś 17.02.16, 22:55
                    Autorka sama pisała.

                    Jeśli mamy dwoje zdrowych, młodych bezdzietnych ludzi, którym teoretycznie zależy na sobie, to nie wiem jakie mogą być problemy skłaniające pana ku wersji "nie dyma".

                    W sumie to w tym momencie dyskusja zmierza w kierunku dookreslania sobie systemu wartości i potrzeb - ja bym związku nie ratowała, bo nawet jeśli wszystko dobrze funkcjonuje w pozałóżkowych aspektach, to ten łóżkowy byłby kluczowy. Bez tego reszta traci na znaczeniu.
                    • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 23:02
                      Ale są ludzie którzy potrafią zachować czy zbudować bliskość bez seksu. Ja nie potrafię, mam takiego wkurwa, że rozpieprzę najlepsze intencje.
              • notyouraveragegirl Re: coś za coś 18.02.16, 22:12
                Nie wiem na ile podniecam. Kiedy jesteśmy w sytuacjach łóżkowych to brzmi i zachowuje się jakby był podniecony, ale generalnie chyba moje ciało uważa za raczej przeciętne. W sytuacjach pozałóżkowych podoba mu się twarz, skóra, brzuch, włosy, dłonie i to, że jestem zadbana. I to chyba tyle.
    • zombi135 Re: coś za coś 17.02.16, 01:29
      notyouraveragegirl napisała:
      > to mam przynajmniej pewność, że będzie dobrym ojcem...
      Myślę że ciężko o taką pewność, dziecko to inny świat którego nie da się zaplanować, przewidzieć, przećwiczyć. Po prostu się nie da.

      > jeśli się rozwiodę to znalezienie
      > partnera, z którym mogę mieć dzieci zajmie mi pewnie kolejnych kilka lat i oba
      > wiam się, że może być na to za późno. i wiem, że zabrzmi to okropnie, ale zasta
      > nawiam się czy wybór aktualnego partnera na ojca moich dzieci nie jest jednak n
      > ajbardziej rozsądnym rozwiązaniem.

      Wydaje mi się że sami nie jesteśmy w stanie przewidzieć jacy będziemy za 5-10 lat. Załóżmy że parę kilo zostanie ci po ciąży, z wiekiem znowu możesz zacząć chcieć poczuć się atrakcyjna pociągając, wtedy może to być problem dla was.
      A dzieci potrafią rozpierniczyć niejedno małżeństwo więc jeśli nie jesteś pewna swojego męża zastanów się jeszcze kilka razy. Libido może ci spadnie przez kilka pierwszy lat ale potem może znowu poskoczyć więc może być kłopot.
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 19:30
        Pod kątem tego, że jest troskliwym, empatycznym, kochającym, dobrym człowiekiem - jestem pewna. Kiedy już dochodzi do seksu, zwykle jestem bardzo zadowolona. Jedyny problem to jego niskie zainteresowanie seksem ze mną i to, że moim zdaniem jestem z wyższej półki niż jemu się wydaje, a co za tym idzie, jako kobieta czuję się niedoceniona.
        • sea.sea Re: coś za coś 17.02.16, 19:36
          No mamy mocno inne definicje miłości. W mojej się nie mieści torturowanie człowieka przez niespelnianie jego jasno deklarowanych potrzeb, połączone z utrudnianiem mu odejścia i zaspokojenia tych potrzeb gdzie indziej. No, ale to moja definicja, podzielac jej nikt nie musi.
          • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 19:43
            Ja się bardzo cieszę, że nie torturuje siebie zmuszając się do seksu ze mną. To dopiero byłoby dla mnie upokarzające. Wiem, że kwestia mojego braku zaspokojenia seksualnego nie jest mu obojętna. Od kilku miesięcy chodzi na terapię do seksuologa. Nie widzę poprawy w życiu seksualnym, ale widzę, że mu ta terapie dużo daje. Lepiej się komunikuje - bardziej otwarcie rozmawia o swoich potrzebach, chętniej podejmuje decyzje - zrobił duży krok w kierunku akceptacji samego siebie.
            • sea.sea Re: coś za coś 17.02.16, 19:57
              Czyli już przestal robić Ci sceny zazdrości i zwalac na Ciebie winę, że Cię nie bzyka bo niby jesteś niekobieca i nieodpowiednio się zachowujesz? Kłamać, że sobie nie walił, kiedy walił, też przestał, czuly misiaczek?

              Wiesz ja się nie upieram, że powinnas go zostawić, ale wydaje mi się, że decyzje w którąkolwiek stronę łatwiej podjąć, jak się przestaje uparcie lukrowac rzeczywistość. A Ty nadal jesteś rozdarta i nadal niezdecydowana - zastanawiam się, czy gdybyś w miedzyczasie poznała interesującego gościa bez wyeksponowanych wad, który byłby skłonny Cię bzykac i mieć z Tobą dzieci, to byś się tak trzymała tego meza prawie idealnego, czy też rozwiodla się z prędkością światła. Weź się zdecyduj na coś, bo aż boli czytać :/
              • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 20:08
                Przestał zwalać na mnie winę. Wysyła mnie do psychologa, żebym przepracowała moje traumy, ale nie uważa, że to moja wina, że nie ma seksu. Nie wiem czy kłamie - chyba nie kłamie. Jak się masturbuje, a ja zapytam to odpowiada, że tak, albo, że nie, więc chyba lepiej mu wychodzi mówienie prawdy.

                Nie lukruję rzeczywistości - chyba od kilku lat już tego nie robię. To, że sobie tu popisuję raz na jakiś czas pomaga mi uporządkować myśli, więc będę sobie pisywać. A że to najtrudniejsza decyzja, jaką mam do podjęcia w życiu, to niestety będę się miotać z prawej na lewą i z lewej na prawą.
    • that.bitch.is.sick Re: coś za coś 17.02.16, 07:49
      Nareszcie coś mądrego na tym forum ktoś napisał, a nie bunt podstarzałych nastolatków. Proponuję: jeśli możesz, nie pozbawiaj się szansy na dzieci z kimś dobrym, jeśli to jedynie różnica temperamentów. Wszyscy się starzejemy, zaczynamy pieprzyć te same androny, ważne by mieć kogoś dobrego, kto jest po twojej stronie.
      • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 08:00
        Bitch..ile Ty masz lat? Ja to zauważyłam gdy libido spadło mi do poziomu zerowego z racji pewnych hormonalnych niedoborów.
      • wont2 Re: coś za coś 17.02.16, 08:13
        that.bitch.is.sick napisała:

        > Nareszcie coś mądrego na tym forum ktoś napisał, a nie bunt podstarzałych nasto
        > latków. Proponuję: jeśli możesz, nie pozbawiaj się szansy na dzieci z kimś dobr
        > ym, jeśli to jedynie różnica temperamentów. Wszyscy się starzejemy, zaczynamy p
        > ieprzyć te same androny, ważne by mieć kogoś dobrego, kto jest po twojej stroni
        > e.
        -----
        A czytała wcześniejsze wpisy autorki czy znowu o sobie pisze?
        • wont2 Re: coś za coś 17.02.16, 08:17
          wont2 napisał:

          > A czytała wcześniejsze wpisy autorki czy znowu o sobie pisze?
          -----
          W sensie - się już naruchałam, czas na bejbi i feedera.
          • wont2 Re: coś za coś 17.02.16, 08:27
            wont2 napisał:

            > wont2 napisał:
            >
            > > A czytała wcześniejsze wpisy autorki czy znowu o sobie pisze?
            > -----
            > W sensie - się już naruchałam, czas na bejbi i feedera.

            I jeszcze jedno :) Naprawdę, nie widzisz sprzeczności w jednoczesnym składaniu życzeń kitty i namawianiu notyouraveragegirl do popełnienia dokładnie takiego samego błędu jak kitty dekadę temu? Błędu polegającego nie na posiadaniu dzieci (wyjaśniam, żeby mnie zawle wnukiem nie poszczuła) tylko na zdecydowaniu się na posiadanie dzieci z niewłaściwym mężczyzną.
            • that.bitch.is.sick Re: coś za coś 17.02.16, 08:41
              wont2 napisał:

              > >
              > I jeszcze jedno :) Naprawdę, nie widzisz sprzeczności w jednoczesnym składaniu
              > życzeń kitty i namawianiu notyouraveragegirl do popełnienia dokładnie takiego s
              > amego błędu jak kitty dekadę temu? Błędu polegającego nie na posiadaniu dzieci
              > (wyjaśniam, żeby mnie zawle wnukiem nie poszczuła) tylko na zdecydowaniu się na
              > posiadanie dzieci z niewłaściwym mężczyzną.
              >

              A to zagadka:).primo ludzie są różni. Secundo.pochwalam kitty tylko za rzucenie forum. O jej decyzjach nic nie wiem. Ona ma dziecko. Spytaj czy by to cofnęła. I zastanów się zanim napiszesz bzdurę.
              • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 08:51
                that.bitch.is.sick napisała:

                > Secundo.pochwalam kitty tylko za rzucenie
                > forum. O jej decyzjach nic nie wiem. Ona ma dziecko. Spytaj czy by to cofnęła.
                > I zastanów się zanim napiszesz bzdurę.

                Kitty byloby ciezko cos takiego napisac, bo automatycznie klasyfikuje sie jako wyrodna matka. To jakby facet przyznal sie ze mu nie staje. Rzadko ktog stac Na takie wyznania. Ale w praktyce niekiedy kobiety posuwaja sie do topienia dzieci w beczce po kapuscie czy duszenia ich poduszka, wiec takich, ktorym tylko chodza po glowie takie rzeczy musi byc wiecej.
                • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 09:20
                  sabat777 napisał:
                  > Kitty byloby ciezko cos takiego napisac, bo automatycznie klasyfikuje sie jako
                  > wyrodna matka. To jakby facet przyznal sie ze mu nie staje. Rzadko ktog stac N
                  > a takie wyznania. Ale w praktyce niekiedy kobiety posuwaja sie do topienia dzi
                  > eci w beczce po kapuscie czy duszenia ich poduszka, wiec takich, ktorym tylko
                  > chodza po glowie takie rzeczy musi byc wiecej.

                  Kitka to akurat nie miałaby problemu z prawdą, więc nie mów że wizja wyrodnej matki wpłynęłaby na to. Jak widzisz inne panie topią dzieci w beczkach i nie przeszkadza im opinia społeczna. Ja dzieci nigdy nie chciałam. Nie byłam typową dziewczyna która śmiga z wózeczkiem wypchanym lalkami, więc i nie miałam jak się rozmiłować. Zaliczyłam wpadówkę ( dwie) o czym moje dzieci wiedzą. I nigdy bym ich nie oddała i nie cofnęła czasu. Nie wiem kim bym się stała bez nich. A Ty sabat? Cofnąłbyś czas?
                  • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 09:47
                    zawle napisała:
                    > Kitka to akurat nie miałaby problemu z prawdą, więc nie mów że wizja wyrodnej m
                    > atki wpłynęłaby na to. Jak widzisz inne panie topią dzieci w beczkach i nie prz
                    > eszkadza im opinia społeczna. Ja dzieci nigdy nie chciałam. Nie byłam typową dz
                    > iewczyna która śmiga z wózeczkiem wypchanym lalkami, więc i nie miałam jak się
                    > rozmiłować. Zaliczyłam wpadówkę ( dwie) o czym moje dzieci wiedzą. I nigdy bym
                    > ich nie oddała i nie cofnęła czasu. Nie wiem kim bym się stała bez nich. A Ty s
                    > abat? Cofnąłbyś czas?

                    Gdybym tylko mogl, to bym cofnal. Nie chcialem miec dzieci, nie nadaje sie na ojca i zyje z poczuciem, ze gdyby nie oni, to moje zycie mogloby wygladac inaczej. Przelewam na bogu ducha winne istoty moja gorycz niespelnienia, a kompletnie na to nie zasluzyli. Gdyby ich nie bylo, to nie musialbym sie probowac oszukiwac, ze jest fajnie w ukladzie, w ktorym fajnie nie jest. Moja zona tez nie musialaby udawac, ze czuje do mnie bliskosc, chociaz tak naprawde po prostu obawia sie samotnego wychowywania dzieci i jest ubezwlasnowolniona ukladem tak samo jak ja. Ta sytuacja to ekstremalne bagno i obawiam sie, ze autorka moze za pare lat wyladowac w czyms podobnym.
                    Nie ma nic gorszego niz poczucie ze wlasne dziecko jest kula u nogi. Z moralnego punktu widzenia zrownalem sie z mama malej Madzi z Sosnowca.
                    • wont2 Re: coś za coś 17.02.16, 10:02
                      Pal licho matke Madzi ale z Sosnowca? SOSNOWCA? :)
                      • sea.sea Re: coś za coś 17.02.16, 10:08
                        Widziałam Sosnowiec przejazdem i uznałam, że to ładne miasto. Ale ja w ogóle uwielbiam Śląsk i fabryczne klimaty, co paradoksalne, bo kocham też las i słuchanie jak drą się ptaki, kiedy siedzi się na tarasie leśniczówki z pierwszą kawą. Story of my life: chcenie rzeczy sprzecznych, chcenie wszystkiego i najlepiej naraz.

                        A tak mi sie ulało, siedzę właśnie na dworcu w pewnym pięknym mieście (nie Sosnowcu ;) i cholernie mi się nie chce wracać do stolicy.
                        • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 10:15
                          Sosnowiec to Zaglebie a nie Slask ;)
                          Ja tam nawet pare lat pracowalem. Masz racje, ze jest spoko. I dziewczyny fajne ;) Animozje wynikaja z podzialu na rozbior rosyjski i niemiecki.
                        • marek.zak1 Re: coś za coś 17.02.16, 10:51
                          sea.sea napisała:

                          > Widziałam Sosnowiec przejazdem i uznałam, że to ładne miasto.

                          Naprzeciwko dworca jest pomnik Jana Kiepury, Napis (z pamięci) Sosnowiczanin, talentem obywatel świata.
                          -----------------------------------------
                          > A tak mi sie ulało, siedzę właśnie na dworcu w pewnym pięknym mieście (nie Sosnowcu ;) i cholernie mi się nie chce wracać do stolicy.
                          -------------------------------------------
                          Tez jestem daleko i to bardzo. Pozdrawiam :)
                          >
                        • wont2 Re: coś za coś 17.02.16, 14:15
                          Sluchanie jak dra sie ptaki? Chyba za duzo giercujesz w Angry Birds :) Ptaszki cwierkaja.
                          • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 16:04
                            wont2 napisał:

                            > Sluchanie jak dra sie ptaki? Chyba za duzo giercujesz w Angry Birds :) Ptaszki
                            > cwierkaja.

                            Ale jak ptak zaczepi sie o cos to moze sie zaczac drzec. Albo moze chodzic o czynnosc darcia ptakow, ktorej dokonuje kat na wiezniach poddanych torturom. "Zakapturzony osilek darl skrepowanym jencom ptaki."
                            Nie zaprzeczysz, ze przysluchiwanie sie odglosom tej kazni byloby literalnie "sluchaniem jak dra sie ptaki"?
                            • wont2 Re: coś za coś 17.02.16, 16:45
                              sabat777 napisał:

                              > Nie zaprzeczysz, ze przysluchiwanie sie odglosom tej kazni byloby literalnie "s
                              > luchaniem jak dra sie ptaki"?
                              -----------
                              Nie zaprzeczam. Ale robie to tylko dlatego, zebys nie wpadl na pomysl, ze drzemy miedzy soba koty.
                              • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 17:03
                                wont2 napisał:

                                > Nie zaprzeczam. Ale robie to tylko dlatego, zebys nie wpadl na pomysl, ze drzem
                                > y miedzy soba koty.

                                Ani dzemy ani powidla.
                                A koty dra sie calkiem doslownie, szczegolnie kocice. Mam pod oknem niezle koncerty, osiedle jest skrajnie zakocone :)
                      • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 10:12
                        wont2 napisał:

                        > Pal licho matke Madzi ale z Sosnowca? SOSNOWCA? :)

                        No masz racje, uwlaczylem sobie nader przesadnie ta raza:) Bez przesady z tym Sosnowcem.
                        I nie zebym kompletnie ich nie kochal, skoro juz sa. Ale moglbym z powodzeniem egzystowac w rownoleglej rzeczywistosci, w ktorej by ich nie bylo i nie odczuwalbym ich przeszywajacego braku obok mnie. Jednakowoz - jest to fizycznie niemozliwe.
                    • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 10:14
                      To smutne, zwłaszcza że do końca nie wiesz czy nie tkwiłbyś w tym układzie, nawet gdybyście dzieci nie mieli. Nie wiesz tego NA PEWNO.
                      • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 10:20
                        zawle napisała:

                        > To smutne, zwłaszcza że do końca nie wiesz czy nie tkwiłbyś w tym układzie, naw
                        > et gdybyście dzieci nie mieli. Nie wiesz tego NA PEWNO.

                        Gdyby nigdy ich nie bylo - pewnie nie mialbym dosc sily by sie odbic od dna. Gdyby TERAZ ich nie bylo, z cala moja wiedza i ogladem na sytuacje - nie tkwilbym. Na pewno.
                        Moge sie probowac chwilowo oszukiwac, grac dobrego tate i meza, ale to strasznie falszywa nuta.
                        I zgadzam sie, ze to cholernie smutne.
                        • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 10:31
                          Dzieci są trochę zakładnikami....
                    • that.bitch.is.sick Re: coś za coś 18.02.16, 08:10
                      sabat777 napisał:

                      > > Gdybym tylko mogl, to bym cofnal. Nie chcialem miec dzieci, nie nadaje sie na o
                      > jca i zyje z poczuciem, ze gdyby nie oni, to moje zycie mogloby wygladac inacze
                      > j. Przelewam na bogu ducha winne istoty moja gorycz niespelnienia, a kompletnie
                      > na to nie zasluzyli.

                      Aha, ale seks chcesz nadal uprawiać, mimo że nie od ciebie do konca zależy ewentualne zaciążenie;)?
                      Jest tu pewna logiczna niespójność, skoro na tym forum ludziom w związkach seksualnie wypalonych odradza się dzieci, to ludziom którzy nie chcą dzieci powinno się się analogicznie odradzać seks;). Zdaje się że jest tu jakaś panienka po kilku wpadkach ale zero refleksji - dalej chce się ruchać najlepiej z przypadkowo poznanym facetem. Refleksja z tego taka że ludzie uporczywie powtarzają te same błędy czy te same zachowania - czy jedne miałyby być lepsze od innych? Na jakiej podstawie?
                      Kierowanie się dupą jest ok. a macicą już niemodne. Trochę to głupie;).
                      • zawle Re: coś za coś 18.02.16, 08:20
                        Podobnie ja gdy nie chcę mieć nadkwasoty żołądka to powinnam nie jeść?
                      • sabat777 Re: coś za coś 18.02.16, 08:51
                        that.bitch.is.sick napisała

                        > Aha, ale seks chcesz nadal uprawiać, mimo że nie od ciebie do konca zależy ewen
                        > tualne zaciążenie;)?
                        > Jest tu pewna logiczna niespójność, skoro na tym forum ludziom w związkach seks
                        > ualnie wypalonych odradza się dzieci, to ludziom którzy nie chcą dzieci powinno
                        > się się analogicznie odradzać seks;). Zdaje się że jest tu jakaś panienka po k
                        > ilku wpadkach ale zero refleksji - dalej chce się ruchać najlepiej z przypadkow
                        > o poznanym facetem. Refleksja z tego taka że ludzie uporczywie powtarzają te sa
                        > me błędy czy te same zachowania - czy jedne miałyby być lepsze od innych? Na ja
                        > kiej podstawie?
                        > Kierowanie się dupą jest ok. a macicą już niemodne. Trochę to głupie;).
                        >

                        Dzieki za troske kochanie, ale zona jest na tabletksch anty. A nawet gdyby zdazyla sie wpadka, to z ta kobieta nawet piatka dodatkowych dzieci jakos drastycznie sytuacji zwiazkowej nie zmieni , co najwyzej pogorszy lokalowa ;)
          • that.bitch.is.sick Re: coś za coś 17.02.16, 08:34
            Ciężko się w wontowym łbie mieści możliwość bezinteresownego wpisu bez skrzywienia własną sytuacją. Jestem na poziomie, na którym nie muszę bronić swego statusu dobrowolnej singielki i wypierać możliwości rodzinnego szczęścia u innych, i co mu pan zrobisz? Jestem też tzw.kobietą niezależną która nie żywi pretensji do gospodyń domowych, księży i cyklistów. Jestem szczęśliwym człowiekiem tak ogólnie.
            • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 08:43
              that.bitch.is.sick napisała:

              > Ciężko się w wontowym łbie mieści możliwość bezinteresownego wpisu bez skrzywie
              > nia własną sytuacją. Jestem na poziomie, na którym nie muszę bronić swego statu
              > su dobrowolnej singielki i wypierać możliwości rodzinnego szczęścia u innych, i
              > co mu pan zrobisz? Jestem też tzw.kobietą niezależną która nie żywi pretensji
              > do gospodyń domowych, księży i cyklistów. Jestem szczęśliwym człowiekiem tak og
              > ólnie.

              Cieszymy sie Twoim szczesciem. Tylko ta laska niestety z partnerem szczesliwa nie jest, a dziecko ja dodatkowo zakotwiczy w ukladzie.
              Wiesz co? Piszesz ze czujesz sie szczesliwa, a ja mam wrazenie, ze stalo Ci sie cos niedobrego z glowa. Wciagneli Cie do jakiejs sekty religijnej?
              • sea.sea Re: coś za coś 17.02.16, 08:59
                Tej lasce to bym zalecala zdecydowanie się wreszcie na coś i trzymanie się tego. Jak pamiętam jeszcze przed listopadem była wersja, że odchodzi od gościa po wspólnym, z góry oplaconym urlopie. Jak widać nie odeszła. No i spoko, ale skoro tak, to pora faktycznie robić tego dzidziusia, a nie nadal rozkminiac na forum.

                Najgorzej jak ktoś usiłuje znaleźć rozwiązanie z gwarantowanym szczesciem. No sorry forum ani w ogóle nikt nie jest w stanie odpowiedzieć czy po odejściu autorka spotka lepszego faceta i zdąży mieć z nim dzieci, czy też może po dziecku z tym gościem libido jej zejdzie do pożądanego zera. A mam wrażenie, że autorka się tak będzie miotac w poszukiwaniu gwarancji na szczęśliwy scenariusz życiowy jeszcze dluuugo.
                • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 09:06
                  sea.sea napisała:

                  > Tej lasce to bym zalecala zdecydowanie się wreszcie na coś i trzymanie się tego
                  > . Jak pamiętam jeszcze przed listopadem była wersja, że odchodzi od gościa po w
                  > spólnym, z góry oplaconym urlopie. Jak widać nie odeszła. No i spoko, ale skoro
                  > tak, to pora faktycznie robić tego dzidziusia, a nie nadal rozkminiac na forum
                  > .
                  >
                  > Najgorzej jak ktoś usiłuje znaleźć rozwiązanie z gwarantowanym szczesciem. No s
                  > orry forum ani w ogóle nikt nie jest w stanie odpowiedzieć czy po odejściu auto
                  > rka spotka lepszego faceta i zdąży mieć z nim dzieci, czy też może po dziecku z
                  > tym gościem libido jej zejdzie do pożądanego zera. A mam wrażenie, że autorka
                  > się tak będzie miotac w poszukiwaniu gwarancji na szczęśliwy scenariusz życiowy
                  > jeszcze dluuugo.

                  Co tu rozkimniac. Typowy zgnily kompromis, gdzie jest forsa, wygoda, nie trzeba nic robic tylko kurde, brak milosci i seksu na tych Hawajach. Bez tego drinki z palemka nie smakuja juz tak fajnie. Na tle tego Kitty, ktora uciekla w mroki nocy z pustymi kieszeniami targnieta porywem uczuc jawi mi sie jak bohater romantyczny ;)
                  Pieczetowanie takiego gowna dzieckiem jest juz objawem kompletnego skorumpowania umyslu. Wiem co mowie, sam przez to przeszedlem. To cos czego nalezaloby sie wstydzic. A dzidziusiowi w takim ukladzie za dobrze nie bedzie, powolywanie nowego czlowieka na swiat w takim domu rodzinnym to skrajne skurwysynstwo.
                  • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 20:00
                    Mi się Sabat wydaje, że moja sytuacja jest jednak trochę inna od Twojej. Nie znam Twoich wpisów na tyle dobrze, żeby wydawać sądy, ale brzmisz jakbyś nie odchodził tylko dlatego, że czujesz się za słaby. Nie mam poczucia, że kochasz swoją rodzinę i jesteś o tym silnie przekonany. Ja mojego męża bardzo kocham i... pomimo braku seksu czuję się przez niego kochana. Nie powiedziałabym, że w moim związku nie ma miłości. Jestem za to ja - z nieco księżniczkowym podejściem - wychowana w przekonaniu o własnej wysokiej wartości, która w zderzeniu z niewielkim zachwytem mojego męża nad moimi wdziękami, bardzo chwiejnie tą swoją wartość oceniam i mój mąż - który czuje się zdominowany, ma bardzo złe zdanie o sobie, czuje się słaby i "niemęski", a mnie postrzega jako silną i niezależną. Słabe połączenie.
                    • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 20:16
                      notyouraveragegirl napisała:

                      > Mi się Sabat wydaje, że moja sytuacja jest jednak trochę inna od Twojej. Nie zn
                      > am Twoich wpisów na tyle dobrze, żeby wydawać sądy, ale brzmisz jakbyś nie odch
                      > odził tylko dlatego, że czujesz się za słaby. Nie mam poczucia, że kochasz swoj
                      > ą rodzinę i jesteś o tym silnie przekonany.

                      Nie slaby tylko brak mi srodkow finansowych. Chociaz to tez rodzaj slabosci. Nikogo nie kocham, nawet siebie. Ale ja jestem sceptyczny co do uczucia milosci w ogole. Moim zdaniem zdecydowana wiekszosc odpierdala jakis teatrzyk a w rzeczywistosci malo co czuja. Mi sie tak zdarza w kazdym razie, wcale nie tak rzadko. Jak mam lepsze chwile to staram sie nad tym panowac.
                      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 23.02.16, 19:00
                        sabat777 napisał:

                        > Nie slaby tylko brak mi srodkow finansowych. Chociaz to tez rodzaj slabosci.

                        Hmmm... Ciekawe czy gdyby mąż zarabiał więcej ode mnie to byłby bardziej chętny żeby się wyprowadzić, kiedy w gorących awanturach mieszałam go z błotem z powodu braku seksu.
                • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 19:51
                  sea.sea - masz rację - nie odeszłam. W grudniu-styczniu z seksem było odrobinę lepiej, magia świąt, choroba, bardzo gorący okres w pracy - nawet nie było kiedy nad tym myśleć.

                  Bardzo boję się stracić to co mam tylko dlatego, że być może tego nie doceniam. Może seks kiedyś przestanie być dla mnie ważny... Niestety nie znam żadnej osoby, która znalazła ten "szczęśliwy scenariusz życiowy" - dlatego tak bardzo niemożliwe mi się wydaje, że mogę znaleźć kogoś z kim mogłabym taki napisać. Może skoro nie jest możliwe pełne szczęście to powinnam zrewidować swoje oczekiwania i przeprowadzić surową kalkulację? Właśnie się do niej przymierzam.
        • that.bitch.is.sick Re: coś za coś 17.02.16, 08:36
          wont2 napisał:

          > that.> A czytała wcześniejsze wpisy autorki czy znowu o sobie pisze?
          >
          Wypraszam sobie. Monopol na pisanie o sobie seriali masz ty, więc to ty piszesz o sobie w tym momencie.
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 19:38
        Dzięki Bitch (jakkolwiek niedobrze to brzmi :)). Powoli chyba dojrzewam do tego, że nie mogę mieć wszystkiego i na coś muszę się zdecydować.
        • that.bitch.is.sick Re: coś za coś 20.02.16, 13:28
          notyouraveragegirl napisała:

          > Dzięki Bitch (jakkolwiek niedobrze to brzmi :)). Powoli chyba dojrzewam do tego
          > , że nie mogę mieć wszystkiego i na coś muszę się zdecydować.

          Widziałam ostatnio zajebisty wywiad Ophry z Alanis Morissette, w którym Alanis mówi dość mądrze o buncie, poszukiwaniach łatwych dowartościowań, kobiecości. Powiedziała też o uzależnieniu od burzliwych namiętnych związków, seksu które prowadzą do kolejnych rozczarowań, chwilowego zaspokojenia, obsesyjnego poszukiwania endorfinowego haju które można traktować jako etap dorastania, poszukiwań ale nigdy jako cel. Związek, relacja która trwale uszczęśliwi ciebie i pozwoli na macierzyństwo będzie się opierała na misternym trudzie budowania porozumienia z drugą osobą, tolerancji, sztuki lojalności, zaufania i zgrania na wielu płaszczyznach. Nie wierz proszę w to że istnieje magiczne dopasowanie seksualne które zepchnie w niebyt pozostałe sfery. To co pociąga najsilniej to relacje chore, toksyczne. Relacje zdrowe, uszczęśliwiające są BUDOWANE przy pełnym udziale twojej woli i władzy decyzyjnej by odejść. Jeśli ta relacja pozwala ci na racjonalne rozumowanie, zastanowienie - to znaczy że jest ok. Jeśli wciąga i mąci w głowie - uciekaj. Uwierz mi ja przeżyłam wiele motyli w brzuchu. I co? To nic nie daje, chwilowa satysfakcja. Ci co dla chwilowej satysfakcji łamią sobie życie są naprawdę przegrani. Natomiast rodzina, trwała pozytywna więź to rzeczy które są trwałą, dobrą inwestycją.
          Smutne gdy osoby (zwłaszcza na forum), które nie wyszumiały się dostatecznie, są już za stare na błędy młodości,żałują i ten żal próbują sprzedać innym. Owszem wartość wyszumienia się jest o tyle istotna żeby go potem nie idealizować i nie zbabrać sobie życia.
          Wybór należy do Ciebie;)
          • zawle Re: coś za coś 20.02.16, 13:39
            Z tym że prawda leży dokładnie pośrodku. Nie warto inwestować z coś co sprawdzone i nie gra. Nie warto szukać górki, bo ani ona dostępna całe życie, ani górka nie jest, gdy dolin nie ma. Wszystko jest jedną z prawd, ale optimium jest celem.
            • that.bitch.is.sick Re: coś za coś 20.02.16, 13:51
              zawle napisała:

              > Z tym że prawda leży dokładnie pośrodku. Nie warto inwestować z coś co sprawdzo
              > ne i nie gra. Nie warto szukać górki, bo ani ona dostępna całe życie, ani górka
              > nie jest, gdy dolin nie ma. Wszystko jest jedną z prawd, ale optimium jest cel
              > em.

              Nie wiadomo czy to, co nie gra- wynika z relacji czy z naszych sprzecznych oczekiwań wobec siebie i życia. To nie jest takie proste: gra-nie gra. Jeśli raz gra, a raz nie gra - to ewidentnie problem leży w percepcji osoby oceniającej. Mamy różne oceny rzeczywistości - te oceny ją wykrzywiają bo nie istnieje ocena obiektywna. Istnieją wartości obiektywne - lecz nasza subiektywna ocena uniemożliwia ich rozpoznanie. Dlatego najlepszym kryterium oceny sytuacji jest jak powiedziałam - poczucie kontroli nad sobą, swoboda decyzyjna. Sytuacja w której jest autorka pozwala jej na rozważanie opcji, wątpliwości. To uważam za dobry objaw, w przeciwieństwie do różowych okularów i ocen emocjonalnych.
              >
              • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 14:00
                Sytuacja w której jest autorka ma to do siebie, że jak dalej miesiącami będzie rozważać i mieć wątpliwości, to skończy się na tym, że nie będzie miała ani haju wynikającego z bycia pożądana kobietą, ani rodziny, której również pragnie. Tu nie ma co myśleć, tu trzeba wszcząć konkretne kroki, w którąkolwiek stronę, ale konkretne, nakierowane na któryś z określonych celów. Żaden z wyborów niestety nie gwarantuje jej sukcesu i dlatego ta sytuacja jest tak słaba. No ale ja tam prywatnie jestem zdania, że lepiej coś robić ze swoim życiem niż stać w bagienku i narzekać, że zimno i mokro.
                • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 14:12
                  Dokładnie.
                  Laska jest niedecyzyjna (co w sumie nie jest niczym wyjątkowym czy oryginalnym) i dorabia do lęków pomieszanych z wygodnictwem jakieś ideolo.
                  W dodatku, rozważając dzieci, nawet nie wie czy facet nie ma jeszcze większego feleru i czy jest zdolny jej te dzieci zrobic.
              • zawle Re: coś za coś 20.02.16, 14:14
                that.bitch.is.sick napisała: > Nie wiadomo czy to, co nie gra- wynika z relacji czy z naszych sprzecznych ocze
                > kiwań wobec siebie i życia. To nie jest takie proste: gra-nie gra. Jeśli raz gr
                > a, a raz nie gra - to ewidentnie problem leży w percepcji osoby oceniającej.

                Są ludzie którzy lubią takie sprzeczności. Tylko w nich i niepokoju czują że żyją. Jednak zaakceptowanie tego lub wybór innej, dużo spokojniejszej i nudniejszej drogi jest poza ich samoświadomością.

                Ma
                > my różne oceny rzeczywistości - te oceny ją wykrzywiają bo nie istnieje ocena o
                > biektywna. Istnieją wartości obiektywne - lecz nasza subiektywna ocena uniemożl
                > iwia ich rozpoznanie.
                Dlatego najlepszym kryterium oceny sytuacji jest jak powi
                > edziałam - poczucie kontroli nad sobą, swoboda decyzyjna. Sytuacja w której jes
                > t autorka pozwala jej na rozważanie opcji, wątpliwości. To uważam za dobry obja
                > w, w przeciwieństwie do różowych okularów i ocen emocjonalnych.

                Każdy pisze o sobie. Ty piszesz o sobie, co dla ciebie ważne. Inni, pragnący seksu piszą o sobie, o jego braku. Jeszcze inni- odczuwający dotkliwy brak wsparcia napiszą o sobie- że to dobra inwestycja. A życie może i tak nas zaskoczy. Więc czy nie jest dobrym pomysłem podryfować sobie w jakims obranym kierunku?
          • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 13:59
            Problem polega na tym, że ten akurat związek autorki nie uszczęśliwia ani trwale, ani chwilowo.

            No, ja postawiłam na endorfinowy haj i ani przez chwilę nie żałowałam, a ten związek trwa od ładnych paru lat.
            Autorka nie wyszumiała się nigdy, bo od jakichś wczesnonastoletnich lat tkwi z tym samym typem.
          • sabat777 Re: coś za coś 20.02.16, 14:19
            Bardzo ladnie, tylko my mowimy najprawdopodobniej o silnie toksycznej relacji, w ktorej jest autorka. I to takiej, ktora ja ewidentnie unieszczesliwia. Czy tak faktycznie jest wie tylko autorka, dlatego decyzje pozostawmy jej rozwadze. Masz racje Bitch, ze nie istnieje magiczne dopasowanie. Ale z drugiej strony co innego, kiedy jest niedosyt i kiedy czasem cos zazgrzyta, a co innego gdy przez 99% czasu cos zazgrzyta.
            I - na Boga - zmiluj sie troche z tym bicziwaniem :p forumowych "poznych nastolatkow", ktorzy sie nie wyszumieli.
            Chyba kazdy zdaje sobie sprawe z tego, ze na szczycie tej piramidy relacji damsko-meskich jest fajny, madry uklad milosny. Ale na forum jest troche ludzi na tyle ogarnietych by rozumiec, ze szanse na ten rarytas sa juz za nimi i musza sobie od czasu do czasu poszumiec, zeby nie zwariowac. Nawet skazancom daje sie czasem szanse na "mokre widzenia", nie badz okrutna wobec zyciowych rozbitkow. My swietnie wiemy jak bardzo to wszystko jest chujowe, ale czasem nic wiecej nie pozostalo.
            • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 14:32
              Etam. To nie jest żadna wyjątkowa toksyczna relacja z uwikłaniem w zależności finansowe, przemocą, wieloletnim poniżaniem i gromadką drobnych głodnych dzieci w tle.
              Jest młoda zdrowa pracująca baba z samooceną na poziomie dna i zerowymi wymaganiami.
              Wolno jej.
              Wolno jej mieć gównianą samoocenę i wmawiac sobie, że coś tam zrekompensuje jej fakt, że mąż ją ignoruje. Ale, na litość boską, niech przestanie to rozkminiać i uskarżać sie. Widziały gały, co brały więc albo zostawia pana albo niech się nareszcie zamknie. Tu nie ma nad czym się zastanawiać - jest jeszcze młoda, ma pracę, jest zdrowa i bezdzietna. Ale nie, czepiła się koniobijcy jak pijany płotu i będzie go leczyć na wszelkie sposoby.
              • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 14:35
                Jak pragnę zdrowia, gdyby moja córka wdepnęła w taki kanał i miesiącami roztrząsała co dalej, to bym ją osobiście skopała werbalnie za tchórzostwo i niedecyzyjność, czyli coś co mnie organicznie brzydzi.
              • notyouraveragegirl Re: coś za coś 23.02.16, 19:40
                Triss - uroczyście oświadczam, że będę nadal rozkminiać i uskarżać się i będę to robić tak długo aż dojdę do miejsca, w którym coś postanowię. Masz oczywiście prawo nie czytać i nie udzielać się w moich wątkach - szkoda Twoich nerwów, a i litość boska, jest w tej kwestii niepotrzebna :).
            • wont2 Re: coś za coś 20.02.16, 15:44
              Bo, sam rozumiesz, w swiecie Bitch proces jest odwrotny niz u owadow. Najpierw motyle, a pozniej gasienice, ktore przewioza przez zycie.
            • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 17:21
              Mnie ostatnio pyknął rok od rozstania. No nie powiem, na początku było słabo. Ja generalnie znakomicie robię wrażenie twardej - także przed sobą - więc się zajęłam wszystkim, żeby nie myśleć, ale organizm odreagowywał spięcie i czasami łapałam się na tym, że wracam z roboty, nic się nie stało, o niczym konkretnym nie myślę, a łzy same lecą. Ciągnęło się to jakoś do wakacji. Faktem jest, że parę jeszcze czynników się nałożyło, no ale przez chwilę było dość smutno.

              Teraz też mi czasami smutno, ale znacznie mniej smutno, niż jak byłam w tym tak zwanym związku. Okazuje się, że szukanie wymówek, usprawiedliwień, tłumienie nadziei i oczekiwań względem partnera, byle się to tylko jakoś bujało, zeżera jakieś nieprawdopodobne ilości energii życiowej. Ja wytrzymałam w stanie kryzysu rok - tylko dlatego, że założyłam, że może on ma tak incydentalnie, że może ma właśnie jakiś kryzys, ale się ogarniemy i to się jakoś rozejdzie. Nie rozeszło się. A pamiętam, też sobie tłumaczyłam, że na pewno mnie kocha, tylko ma jakiś problem - czepiając się rozpaczliwie każdego przejawu codziennej życzliwości czy sympatii. Mając porównanie, stwierdzam, że stanowczo lepiej jest nie mieć faceta i zaspokajać potrzeby socjalne w kręgu bliższych i dalszych przyjaciół/znajomych, niż być samotnym w związku. Teraz przynajmniej każdy dzień jest naprawdę szansą, że może mi się zdarzyć coś miłego :)
              • ninek04 Re: coś za coś 20.02.16, 18:00
                sea.sea napisała
                >Mając porównanie, stwierdzam, że stanowczo lepiej jest nie mieć faceta i zaspokajać potrzeby socjalne w kręgu bliższych i dalszych przyjaciół/znajomych, niż być samotnym w związku. Teraz przynajmniej każdy dzień jest naprawdę szansą, że może mi się zdarzyć coś miłego :)<

                I tego się trzymaj,a prawdopodobieństwo szansy w Twoim przypadku z pewnością nie jest małe. Bo samotność w związku,który trwa już bardzo długo, jest naprawdę bardzo, ale to bardzo dołująca i nie rokująca na przyszłość.
              • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 18:03
                sea.sea napisała:

                > Mając porównanie, stwierdzam, że stanowczo lepiej jest nie mieć faceta i zaspokajać
                > potrzeby socjalne w kręgu bliższych i dalszych przyjaciół/znajomych, niż być samotnym
                > w związku. Teraz przynajmniej każdy dzień jest naprawdę szansą, że może mi się
                > zdarzyć coś miłego :)

                Rzecz w tym, że Notyouraveragegirl nie jest samotna w tym związku. Ona ma - zakładając, że nie próbuje tutaj oszukiwać samej siebie i nas przy okazji - bardzo satysfakcjonujący związek z wartościowym człowiekiem, w którym kuleje wyłącznie sfera seksualna. Czyli realizuje w tym związku takie potrzeby, których nie da się zrealizować w kręgu bliższych i dalszych znajomych. Co więcej, znalezienie kogoś, z kim będzie mogła realizować te - oraz dodatkowo seksualne - potrzeby na takim poziomie, jak robi to obecnie z mężem, może być niezwykle trudne, zwłaszcza przy jej dużych wymaganiach, o których sama pisała. Do tego dochodzą uczucia wobec męża, poczucie obowiązku (bo jednak coś sobie kiedyś obiecali) oraz świadomość, że mąż jednak podejmuje jakiś wysiłek, aby poprawić sytuację (wizyty u seksuologa). Dlatego ja jej nie będę potępiał za niedecyzyjność.
                • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 18:16
                  Ja nie wiem, czy jest samotna w związku, czy nie jest. Ale coś ją boli jednak, bo wraca na forum systematycznie od września 2014, a wtedy pisała, że już od 7 lat w kwestiach łóżkowych jest do dupy. Oni są dla siebie pierwszymi i jedynymi partnerami, związali się jako nastolatkowie. Trudno powiedzieć, ile w tym wszystkim miłości, a ile poczucia potrzeby zwrotu inwestycji i lęków przed samotnością. Pewnie nawet oni sami nie są w stanie tego dookreślić. Prywatnie uważam, że związek z pierwszym partnerem to jest spory potencjał do katastrofy, bo człowiek nie ma porównania i nie wie, jakie zachowania czy odczucia są "normalne", jakie nie. I nie jest w stanie docenić tego, co ma, lub też zauważyć, że dostaje znacznie mniej, niż może dostać.
                • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 18:30
                  Ona ma duże co?! Koło wymagań to nawet nie stało. Z tego co pisała wynika, że z mężem różni ją model spędzania czasu, podejście do finansów i - wisienka na torciku - niedopasowanie seksualne od samego początku związku.
                  Sorry, laska - podkreslam, młoda, zdrowa, wyględna i bez obciążeń - która toleruje takie traktowanie, prosi, pisze jakieś rzewne listy, błaga, poniża się, pilnuje gościa czy przypadkiem sobie nie strzepał etc. tylko we własnych rojeniach ma wymagania.
                  • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 19:30
                    Skoro - jeśli mnie pamięć nie myli - sama pisała, że w dorosłym życiu duża wrażenie wywarło na niej tylko dwóch mężczyzn (w tym mąż), to to całkiem mocno uwiarygadnia jej słowa o wymaganiach. Nie podoba Ci się słowo "wymagania", to możemy je zamienić np. na "duża wybiórczość". Jak zwał, tak zwał - w znalezieniu nowego partnera raczej jej to nie pomoże.
                    • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 20:01
                      To kolejny dowód na jej niskie libido, a ta rzekoma wybiórczość to nic innego jak brak doświadczenia. Nikt jej porządnie nie bzykał więc skąd ma wiedzieć, co i kto robi na niej wrażenie.
                      Aczkolwiek byc może ta "wybiórczość" to świetny pretekst, żeby niczego w swoim zyciu nie zmieniać, tkwić w niesatysfakcjonującym związku i narzekac. Zawsze to bezpieczniejsze niż działanie i zaryzykowanie.
                  • notyouraveragegirl Re: coś za coś 23.02.16, 19:45
                    Triss, chyba pomieszałaś wątki. Model spędzania czasu mamy właśnie bardzo spójny, podejście do finansów też podobne (tyle, że ja więcej zarabiam). Problemem jest niedopasowanie seksualne.
                • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 18:40
                  Poza tym zacytuję siebie sprzed roku, też z topiku autorki:

                  "Fascynują mnie te idealne pary w idealnych związkach, których jedynym problemem jest brak seksu.

                  Nigdy nie macie focha na męża, że znowu nie chciał, nigdy się nie kłócicie z nim o coś pozornie niezwiązanego z seksem, kiedy Wam wali na głowę z niedorżnięcia, nigdy nie macie i nie realizujecie chęci odwetu, że "ty wuju, nie chcesz mnie, to ja Ci też zepsuję coś dla Ciebie ważnego, zepsuleś mi humor, też będziesz miał zepsuty"? Takie jesteście pomniki wielkoduszności i Wy i mężowie, mężowie też nie reagują w życiu codziennym w żaden sposób na okołóżkowe żale, choćby "znowu się czepia kobieta, nie chce mi się z nią gadać?" Wcale, naprawdę wcale Wam się ten brak seksu w ogóle nie odbija na tym Waszym perfekcyjnym i cudownym życiu codziennym w takim cudownym, pełnym zrozumienia i porozumienia związku? Serio, serio?"

                  Podtrzymuję, nie kupuję tych idealnych związków wysokolibidowca z niskolibidowcem, sorry.
                  • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 18:46
                    Również nie kupuję.
                    Natomiast podtrzymuję to, co napisałam też kiedyś wcześniej - nie wierzę w wysokie libido autorki. Gdyby miała przynajmniej cień libido, to najpierw mąż nosiłby imponujące poroże, a potem by go zostawiła. Gdyby jej rzeczywiście waliło na głowę z niedorżnięcia, to prędzej czy później załatwiłaby sprawę doraźnie pierwszym samotnym wyjściem do pubu czy klubu.
                    • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 19:24
                      Wprawdzie jestem chyba średniolibidowcem, ale jednak muszę stanąć w obronie wysokolibidowców: wysokie libido nie jest tożsame z brakiem elementarnej przyzwoitości i kręgosłupa moralnego.
                      • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 19:33
                        To nie jest brak kręgosłupa moralnego, to jest załatwienie pewnych istotnych potrzeb we własnym zakresie. Pan jej nie rucha, nie adoruje, nie pożąda etc. więc naprawdę lepiej przestać się go uporczywie czepiac i wymuszać tylko poszukac poza domem i tym konkretnym małżeństwem. Małżeństwo to nie wyrok dożywocia, jeszcze są młodzi i bezdzietni.
                        • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 20:06
                          Małżeństwo to nie jest wyrok dożywocia - zgoda. Z nieudanego małżeństwa, którego nie da się naprawić, należy uciekać. Ale Ty jej proponujesz, żeby ona sobie najpierw znalazła kochanka a potem być może zakończyła związek z mężem. Dla mnie takie zachowanie świadczyłoby o braku kręgosłupa moralnego. Najpierw rozwód (symboliczny, niekoniecznie oficjalny), potem hulaj dusza, piekła nie ma. W sprawie wartości to my się chyba nie dogadamy.
                          • aandzia43 Re: coś za coś 24.02.16, 19:42
                            Ale Ty jej proponujesz, żeby ona sobie n
                            > ajpierw znalazła kochanka a potem być może zakończyła związek z mężem. Dla mnie
                            > takie zachowanie świadczyłoby o braku kręgosłupa moralnego. Najp

                            Niedorżnięte przez swojego chłopa panny z wysokim libido nawet jeśli nie idą w tango bo im morale nie pozawala przeżywają gwałtowne fascynacje innymi mężczyznami. Fantazjują, mają erotyczne sny, zakochują się myląc miłość z seksem. Dają radę nie puścić się, ale nie dają rady blokować reakcji emocjonalnych.
                            • notyouraveragegirl Re: coś za coś 27.02.16, 07:50
                              aandzia43 napisała:
                              > Niedorżnięte przez swojego chłopa panny z wysokim libido nawet jeśli nie idą w
                              > tango bo im morale nie pozawala przeżywają gwałtowne fascynacje innymi mężczyzn
                              > ami. Fantazjują, mają erotyczne sny, zakochują się myląc miłość z seksem. Dają
                              > radę nie puścić się, ale nie dają rady blokować reakcji emocjonalnych.

                              To prawda. Jestem w stanie sobie przypomnieć kilka takich bardzo krótkotrwałych fascynacji i jedną, która z przerwami na moje małżeńskie wzloty, trwała dwa lata. Niestety - każdego z tych facetów, którzy zauroczyli mnie sobą krótkotrwale tuż po otrzeźwieniu uważałam albo za głupków, albo za chamów, albo za nudziarzy. Tylko w odniesieniu do tego jednego od dwuletniego zauroczenia nie mam w głowie "O mój Boże, jak on mógł mi się kiedykolwiek spodobać?"
                  • ninek04 Re: coś za coś 20.02.16, 19:03
                    >Podtrzymuję, nie kupuję tych idealnych związków wysokolibidowca z niskolibidowcem, sorry. }

                    Ja też nie wiem, czego idealnego upatrywać w tym, gdy on idzie chrapać przed telewizorem na przykład, albo po wielce wyczerpującej pracy nie ma siły na cokolwiek, nawet na to,by wymienić myśli, a ona taka wyrozumiała i odpuszczająca wszystkie jego grzechy i pogodzona z sytuacją.
                    • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 19:10
                      Ale w innym wątku było, że przynosi zakupy, sprząta i się nie szlaja z kolegami. Sama rozumiesz.
                      • ninek04 Re: coś za coś 20.02.16, 19:16
                        Ja pamiętam, że pobiegł po prezent na Mikołaja, i że nawet seks był z tej okazji, no czyli jednak chłop stara się, jak może, nie każda tak ma ;)
                        • wont2 Re: coś za coś 21.02.16, 05:23
                          ninek04 napisała:

                          > Ja pamiętam, że pobiegł po prezent na Mikołaja, i że nawet seks był z tej okazj
                          > i, no czyli jednak chłop stara się, jak może, nie każda tak ma ;)
                          ----------
                          Ale pamietam, ze musiala mu o tym ze dzisiaj jest Mikolaj przypomniec. Wiec moze on ma po prostu slaba pamiec i wystarczy mu co kilka dni przypominac, ze siurek sluzy nie tylko do siusiania :)
                          • zawle Re: coś za coś 21.02.16, 08:45
                            > ninek04 napisała:
                            >
                            > > Ja pamiętam, że pobiegł po prezent na Mikołaja, i że nawet seks był z tej
                            > okazj
                            > > i, no czyli jednak chłop stara się, jak może, nie każda tak ma ;)

                            Pooglądaj sobie ninek filmy o facetach którzy laski porywali, więzili, bili i gwałcili latami. Oni też mają takie gesty. Babki to mają tendencję do aportowania ochłapów.
                  • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 19:22
                    Gdyby ten cytat sprzed roku dotyczył relacji, w której jedna ze stron seksu w ogóle nie chce i nie pożąda swojego partnera, to ja bym się pod nim oczywiście podpisał. Natomiast jeśli chodzi o związek, w którym seks się pojawia, nie jest wymuszony i dwie strony jednoznacznie chcą go uprawiać, ale jedna ze stron chciałaby, aby tego seksu było znacznie więcej, to uważam (również na podstawie własnych doświadczeń), że taka sytuacja nie musi istotnie przekładać się na jakość pozałóżkowych aspektów związku.
                    • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 19:28
                      Słowo klucz "pojawia się". To bardzo słabe jeśli seks tylko się pojawia. Meteor, normalnie.

                      Skoro laska od dawna zastanawia się nad zostawieniem typa, grozi mu rozstaniem, czeka az on się wyprowadzi, daje mu jakieś durne deadliny, to jak sądzisz - walenie konia przez pana i unikanie seksu z małzonką przekłada się na jakość pozałóżkowych aspektów zwiazku, czy nie?
                      • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 19:33
                        Ale przecież te wszystkie jej działania są motywowane tylko tym, że rzadko uprawiają seks, a nie tym, że nie między nimi bliskości, że pan olewa jakieś jej inne potrzeby, nie troszczy się o nią, nie okazuje wsparcia itp.
                        • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 19:35
                          Jeśli od wielu lat, praktycznie od początku seks uprawiająjakoś żenująco rzadko, to o jakiej bliskości może być mowa? Olewa jej kluczową potrzebę, to wystarczy do całkowitego zaniku innych więzi.
                          • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 20:02
                            Może wystarczyłoby w przypadku wielu osób, ale w tym konkretnie przypadku do takiego zaniku więzi nie doszło, jeśli oczywiście wierzyć słowom autorki.
                    • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 19:31
                      Poczytaj sobie stare posty. Autorka policzyła, że przez dobrych naście lat seks był raz na miesiąc - poznała po zużyciu prezerwatyw. BTW koleś się ożenił z panną, która nie jest w jego typie fizycznym (patrz stare posty), ani charakterologicznym (patrz stare posty, on lubi delikatne, a ona ma temperamencik, stara się jak może udawać owieczkę, żeby pan się nie czuł niemęski). Sensu w tym nijak nie widzę, jak taki, że panu się chyba miłość popieprzyła z sympatią do człowieka.
                      • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 19:33
                        Miało być "naście miesięcy", a problem z masturbacją i kłamstwami był przez lat 7 - teraz to już prawie 9.
                        • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 19:37
                          Nie widzę innego wytłumaczenia jak to, że autorka lubi taki upodlający, masochistyczny klimat z żebraniem, udawaniem, kontrolą pana, łaszeniem się i uskarżaniem na złe traktowanie.
                          • burzowa.kejt Re: coś za coś 20.02.16, 20:17

                            > Nie widzę innego wytłumaczenia jak to, że autorka lubi taki upodlający, masochi
                            > styczny klimat z żebraniem, udawaniem, kontrolą pana, łaszeniem się i uskarżani
                            > em na złe traktowanie.

                            Wszystko to prawda, ale wydaje mi się że tutaj przed szereg wychodzi jednak hipokryzja.
                            Sama pisała że udają przed całym światem wspaniałe małżeństwo aż koleżanki jej zazdroszczą.
                            Pytanie tylko po co?

                            • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 20:31
                              Z moich doświadczeń wynika ze jeśli się ktoś nie związał z ludzkim burakiem, który np upokarza partnera w towarzystwie, to wszyscy myślą, że to idealna para.

                              Gdyby autorka poszła po rozum wtedy kiedy należało czyli te 7-8 lat temu to wtedy jako 20paroletni kwiatuszek by mogła przebierać w normalnych facetach bez grozy, że zegar tyka i szanse na rodzinę maleją. Teraz jest w coraz większej dupie na własne zyczenie ale będzie się trzymać tej dupy, żeby nie przyjąć do wiadomości, że zmarnowala tyle lat, i mimo tych wszystkich nakladow inwestycja jej się może i tak nie zwrócić.
                      • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 20:00
                        Czytałem tamte posty. Pamiętam też, że były okresy, w których do seksu dochodziło np. dziesięć razy w miesiącu. Co do tego, że autorka nie jest w typie fizycznym męża - OK, wydusiła z niego taką deklarację, ale przecież stąd nie wynika, że ona go nie podnieca.
                        • sea.sea Re: coś za coś 20.02.16, 20:10
                          Bo jak ona mu zaczyna grozić, że go rzuci, to nagle mu się odblokowuje na parę tygodni. Skoro ona go pociąga i ją kocha, to czemu nie chce jej bzykać, tylko woli sobie zwalić pod porno z pannami w innym typie fizycznym? Jesli chodzi o walenie, to magicznym sposobem nagle się okazuje, że potrzeby ma. Tylko nie w kierunku żony. Za to nie miał oporów, żeby obarczać żonę faktem, że to ona winna, że on jej nie bzyka. A kiedy ona zaczęła próbować się dostosowywać do jego preferencji, okazało się, że to i tak za mało.
                          • a-rebours Re: coś za coś 20.02.16, 20:38
                            sea.sea napisała:

                            > Skoro ona go pociąga i ją kocha, to czemu nie chce jej bzykać, tylko
                            > woli sobie zwalić pod porno z pannami w innym typie fizycznym?

                            No i to jest kluczowe pytanie, na które powinien odpowiedzieć seksuolog. Nie jest wykluczone, że przyczyna jest możliwa do usunięcia i wtedy cała relacja ulegnie uzdrowieniu, ale brak efektów terapii jest bardzo niepokojący.
                            • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 20:47
                              Na tym właśnie polega tkanie iluzji.
                              Ten konkretny facet zawsze wolał walić pod porno, po chwilowych rzutach wiekszej aktywności wracał do porno i częstotliwości sporadycznej. W dodatku małżonka nie do końca w jego typie, czasem ją stuknie, bo jest zbyt leniwy żeby poszukac kobiety fizycznie dla niego bardziej pociągającej.
                              Co za różnica, co jest przyczyną wieloletnich i utrwalonych preferencji pana? To jego problem, nie jej. Jak zacznie czekać na efekty terapii, to zmarnuje kolejne lata, a nawet dzieci nie będzie miała, bo z taką częstotliwością trudno o ciążę - nie ma 18 lat, a pan ma płodność nie sprawdzoną.
                  • notyouraveragegirl Re: coś za coś 23.02.16, 19:55
                    Focha miałam bardzo często, kłóciłam się z nim o wszystko, generalnie byłam wielokrotnie wredną wymagającą babą, co jak sądzę, doprowadziło do znaczącego pogorszenia naszych relacji seksualnych, a raczej ich częstotliwości. Błędne koło - ja z niską samooceną potrzebowałam dowartościowania ze strony męża, który mi go nie dawał w odpowiedniej dla mnie ilości, to z kolei, spowodowało moją rosnącą frustrację, robienie jemu wyrzutów i rosnące wymagania, którym z kolei on nie dawał rady sprostać i czuł się coraz gorszy, bardziej upodlony i myślał o sobie coraz gorzej zwłaszcza o sobie jako o mężczyźnie. Całe nasze życie to jedna wielka sinusoida - albo sielanka, seks, radość, śmiech, długie rozmowy, wspólne podróże, spacery albo kłótnie, mój płacz, jego ucieczka w pornografię, rozbite talerze itp. Co ważne, nawet w "dole" jeśli komuś z nas przydarzyło się cokolwiek złego, zawsze byliśmy dla siebie wsparciem, nigdy nie odmówiliśmy sobie pomocy i staliśmy za sobą murem.
                    • marek.zak1 Re: coś za coś 24.02.16, 08:23
                      notyouraveragegirl napisała:

                      > Focha miałam bardzo często, kłóciłam się z nim o wszystko, generalnie byłam wielokrotnie wredną wymagającą babą, co jak sądzę, doprowadziło do znaczącego pogorszenia naszych relacji seksualnych, a raczej ich częstotliwości.
                      =================================================
                      Cechy charakteru są niezmienne. Sorry. Pewne rzeczy można ukryć, wyciszyć, ale one i tak wyjdą.
          • notyouraveragegirl Re: coś za coś 23.02.16, 19:35
            Obejrzałam sobie ten wywiad :). Często mam wrażenie, że jestem z właściwym facetem, ale spotkaliśmy się za wcześnie, zanim udało się nam powalczyć z własnymi demonami... I przez nie, niszczyliśmy siebie nawzajem i naszą relację. To, co bardzo doceniam w moim mężu to jego gotowość by się rozwijać i zmieniać i chęć do naprawiania tego, co między nami funkcjonuje źle.
    • marek.zak1 Re: coś za coś 17.02.16, 09:32
      notyouraveragegirl napisała:

      >
      > jestem na etapie, na którym chciałabym postarać się o dzieci i tak sobie myślę, że przy tym moim aseksualnym w stosunku do mnie mężu to mam przynajmniej pewność, że będzie dobrym ojcem, i będzie mnie traktował z szacunkiem i będziemy w stanie miło "rodzinnie" spędzać razem czas (to nam akurat wychodzi wspaniale). a może jak urodzę to mi się nagle odechce tej seksualności, może ja tak wariuję bo podświadomie dążę do posiadania potomstwa? jeśli się rozwiodę to znalezienie partnera, z którym mogę mieć dzieci zajmie mi pewnie kolejnych kilka lat i obawiam się, że może być na to za późno. i wiem, że zabrzmi to okropnie, ale zastanawiam się czy wybór aktualnego partnera na ojca moich dzieci nie jest jednak najbardziej rozsądnym rozwiązaniem.
      ==================================================

      W życiu rzadko jest tak, że się ma wszystko, a jak się nie ma trzeba wybierać, co jest ważniejsze. Czas leci.
      Jeśli baaardzo chcesz mieć dzieci, to tak. facet jest dobry, przyjazny, czujesz, że będzie dobrym ojcem, oddanym partnerem, przyjacielem, to jest to opcja na te 80%. To wcale nie jest mało, a może lepsze niż samotność i czekanie.
      Sabat pisze o zgniłym kompromisie. A jednak on ma rodzinę i nie wiadomo co by było, gdyby był sam. Może s=dostałby depresji, a może wpadłby w alkoholizm z samotności.

      • triss_merigold6 Re: coś za coś 17.02.16, 11:13
        Ciekawe jak jej to dziecko zrobi skoro bzykają się z baaardzo rzadka albo wcale.
        Laska ryzykuje, że następne 5 lat będzie próbowała zajść w ciążę współżyjąc raz na miesiąc i obudzi się za stara na założenie rodziny.
    • triss_merigold6 Re: coś za coś 17.02.16, 11:16
      Zawsze jest opcja, że jakimś cudem (wiatropylnie?) zajdziesz w ciąże, urodzisz, poczujesz się kobietą i wtedy zbierzesz się na odwagę, żeby wyjść z niesatysfakcjonującego związku.

      Btw, nie przyszło Ci do głowy, że możesz nowego partnera szukać bez rozwodzenia się?
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 18.02.16, 22:15
        triss_merigold6 napisała:
        > Btw, nie przyszło Ci do głowy, że możesz nowego partnera szukać bez rozwodzenia
        > się

        Przyszło - ale ponieważ nigdy nie chciałabym być zostawiona w ten sposób, raczej nie jestem w stanie wyrządzić takiej krzywdy komuś, kogo kocham. Poza niewinnym flirtem, z którego czerpię przyjemność, chyba nie jestem zdolna do zdrady.
        • triss_merigold6 Re: coś za coś 19.02.16, 09:22
          Cóż, dopóki nie zadbasz o siebie, nikt o Ciebie nie zadba.
          Starasz się tłumaczyć i osłaniać męża, a jednocześnie czujesz niezaspokojenie potrzeb.
          • zawle Re: coś za coś 19.02.16, 11:11
            Osłania siebie.
            • kruche_ciacho Re: coś za coś 19.02.16, 16:17
              Boi sie zostac sama ?
              • notyouraveragegirl Re: coś za coś 19.02.16, 18:31
                A jest ktoś kto nie boi się samotności?
                • zawle Re: coś za coś 19.02.16, 18:53
                  jakiej samotności?
                  bez dziecka?
                  bez męża?
                  w czarnym lesie?
                  w pustym dwupokojowym mieszkaniu na 12 pietrze wieżowca w warszawie?
                • sea.sea Re: coś za coś 19.02.16, 19:25
                  Ty się zastanów nad tym, czy nie warto aby policzyć mężowi żołnierzyków zawczasu.
                  Żeby się nie okazało, że siedzisz z chłopem, co nie dość, że cię nie bzyka, to i dziecka by ci nie zrobił, nawet gdyby bzykał. Bo to dopiero byłby czarny scenariusz i dodatkowe parę lat w plecy, bez żadnej rekompensaty.
                  • sabat777 Re: coś za coś 19.02.16, 23:04
                    sea.sea napisała:

                    > Ty się zastanów nad tym, czy nie warto aby policzyć mężowi żołnierzyków zawczas
                    > u.
                    > Żeby się nie okazało, że siedzisz z chłopem, co nie dość, że cię nie bzyka, to
                    > i dziecka by ci nie zrobił, nawet gdyby bzykał. Bo to dopiero byłby czarny scen
                    > ariusz i dodatkowe parę lat w plecy, bez żadnej rekompensaty.

                    Jak zacznie liczyć po jednej sztuce, może jej to zabrać kilka następnych tysiącleci i problem dziecięcego dylematu rozwiąże się sam :)
    • ninek04 Re: coś za coś 17.02.16, 18:36
      Zastanawia mnie, na czym opierasz swoją pewność, że po zrobieniu dzidziusia od szczęścia rodzinnego będzie aż kipiało, a mąż będzie darzył szacunkiem -z samej racji urodzenia dziecka niby? To trochę słabe argumenty,przy czym nie wiadomo, czy mąż również jest na tym samym etapie odnośnie postarania się o dzieci,co Ty.Może to tylko Twoje gdybania, że on też by chciał.
      • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 18:41
        kogo obchodzi mąż ?;)
        • ninek04 Re: coś za coś 17.02.16, 19:25
          zawle napisała
          >kogo obchodzi mąż ?;)<

          No na początku to chyba każdą, a już zwłaszcza wtedy, jak pili potrzeba zostania mamusią ;)
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 17.02.16, 20:04
        Rozmawialiśmy o tym. On chyba bardziej chciałby być ojcem niż ja mamą. To on zachwyca się dziećmi w rodzinie i chętniej się z nimi bawi.

        Nie twierdzę, że od szczęścia rodzinnego będzie aż kipiało, ale skoro darzy mnie szacunkiem teraz, umiemy się razem dobrze bawić i śmiać, a i wspólne stawianie czoła problemom (oprócz naszych wlasnych) też wychodzi nam nieźle, to nie wiem dlaczego nagle wszystko miałoby się zmienić.
        • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 20:49
          notyouraveragegirl napisała:

          > Rozmawialiśmy o tym. On chyba bardziej chciałby być ojcem niż ja mamą. To on za
          > chwyca się dziećmi w rodzinie i chętniej się z nimi bawi.
          >
          > Nie twierdzę, że od szczęścia rodzinnego będzie aż kipiało, ale skoro darzy mni
          > e szacunkiem teraz, umiemy się razem dobrze bawić i śmiać, a i wspólne stawiani
          > e czoła problemom (oprócz naszych wlasnych) też wychodzi nam nieźle, to nie wie
          > m dlaczego nagle wszystko miałoby się zmienić.

          Moze dlatego ze rzeczywistosc wychowywania dziecka to niezly zapierdol, frustracja i orka na ugorze. To nie tylko dobre momenty ale i mnostwo zlych. A wasza dwojka wydaje mi sie tak karykatiralna, ze az dupa boli. Jak Barbie i Ken w domku dla lalek. Jestescie tak bardzo zajeci soba nawzajem, tak infantylni, ze az na swoj sposob do siebie pasujecie. Ale dziecko to nie zabawka czy maly piesek, ktorego gdy jest sie niezbyt dobrym czlowiekiem mozna bez konsekwencji przerzucic przez plot schroniska.
          Niestety, bywa krnabrne, chamskie, na przekor wulgarne i niegrzeczne - i bedzie bawic go Twoja rosnaca frustracja. Bedzie mialo goraczki, calonocne srania i rzygania. Po prostu dobrze sie zastanow czy faktycznie widzisz dziecko w waszym swiecie z dupy wzietych problemow i zmartwien.
          Wlasnie polozylem dzieci spac. Jeden chodzil dla zabawy z siurem na wierzchu i nim potrzasal a jak probowalem go napominac to wybaluszal oczy jak talerze i udawal szympansa. Normalka, dzien jak co dzien.
          • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 20:55
            sabat777 napisał: Jeden chodzil dla zabawy z siurem na wierzchu i
            > nim potrzasal a jak probowalem go napominac to wybaluszal oczy jak talerze i ud
            > awal szympansa. Normalka, dzien jak co dzien.

            Musisz się bardziej kontrolować w domu Sabat:)
            • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 21:14
              zawle
              > Musisz się bardziej kontrolować w domu Sabat:)

              Nie wiem jak reagowac, kiedy rzucaja mi wyzwanie w otwarty sposob. Ojciec reagowal agresja, ja nie chcialbym byc taki jak on, ale z trudem powstrzymuje zlosc.
              • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 21:26
                Miałam na myśli żebyś mniej latał z fiutem i udawał szympansa. Co do reakcji...zastanów się co ten gościu chciał osiągnąć. Mówisz o wyzwaniu....nie daj się sprowokować. Udawaj że nie widzisz ( nie zrobiło to na Tobie wrażenia) i zajmuj go czymś innym ( odwróć jego uwagę). Nigdy nie okazuj słabości, dzieci to zapamiętują. Lepiej obróć w żart ( to da wrażenie kontroli)
                • sabat777 Re: coś za coś 17.02.16, 21:36
                  zawle napisała:

                  > Miałam na myśli żebyś mniej latał z fiutem i udawał szympansa.

                  Domyslilem sie ;) Nie demonstruje nagosci w obecnosci dzieci. Nie uwazam tego za zbyt madre.

                  o do reakcji...
                  > zastanów się co ten gościu chciał osiągnąć. Mówisz o wyzwaniu....nie daj się sp
                  > rowokować. Udawaj że nie widzisz ( nie zrobiło to na Tobie wrażenia) i zajmuj g
                  > o czymś innym ( odwróć jego uwagę). Nigdy nie okazuj słabości, dzieci to zapami
                  > ętują. Lepiej obróć w żart ( to da wrażenie kontroli)
                  >

                  Dzieki.
                  • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 21:43
                    sabat777 napisał: Nie demonstruje nagosci w obecnosci dzieci. Nie uwazam tego z
                    > a zbyt madre.

                    Gdyby nagość w twoim domu była czymś normalnym to syn by Ciebie nią nie atakował. Wymyśliłby skurczybyk coś innego;)
              • sea.sea Re: coś za coś 17.02.16, 21:37
                To w ogóle jest ciekawe, moi dzietni znajomi często stwierdzają ze zdziwieniem, że przy dziecku wylazły z nich te cechy, których nie znosili u swoich rodziców.
                • triss_merigold6 Re: coś za coś 17.02.16, 22:20
                  Norma. My jesteśmy już dość starzy i łapiemy się na mówieniu tekstami własnych rodziców. Oczywiście tymi tekstami, których nie lubiliśmy jako nastolatki. Straszymy mojego syna, że najgorsze tj. dojrzewanie jeszcze przed nim. :P
                  Mój stary filozoficznie twierdzi, że wszystkie fochy młodszej to karma, która do niego wróciła za numery, jakie odwalał matce.
                  • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 22:22
                    Moja córa w wieku około 5 lat strofowała swojego 3 letniego brata że je w łóżku i kruszy. Po czym powiedziała zaskoczona: Gadam jak moja matka:)))
                • ninek04 Re: coś za coś 17.02.16, 22:36
                  sea.sea napisała >To w ogóle jest ciekawe, moi dzietni znajomi często stwierdzają ze zdziwieniem, że przy dziecku wylazły z nich te cechy, których nie znosili u swoich rodziców.<

                  Ja próbuję wychowywać je inaczej, niż sama byłam wychowywana, a i tak córka mówi mi czasem, że ona to chce do babi, bo babi jest najlepsza na świecie ;)
              • druginudziarz Re: coś za coś 20.02.16, 09:48
                sabat777 napisał:

                > zawle
                > > Musisz się bardziej kontrolować w domu Sabat:)
                >
                > Nie wiem jak reagowac, kiedy rzucaja mi wyzwanie w otwarty sposob. Ojciec reago
                > wal agresja, ja nie chcialbym byc taki jak on, ale z trudem powstrzymuje zlosc.

                Kochaj lecz kontroluj.
                Np. urządź "polowanie na szympansa" z finałem w postaci streczowania "ofiary", albo go rozbawisz albo przerazisz, jedno i drugie nie będzie złe ;)
          • notyouraveragegirl Re: coś za coś 18.02.16, 22:25
            Sabat, ciekawa jestem na czym opierasz swoją wizję mojego związku. Mnie, możesz jeszcze oceniać na podstawie tego, co piszę i przyznam sama, że mam wrażenie, że często poziomem wypowiedzi przypomina to listy do bravo girl. Ale jakim cudem z mojego męża zrobiłeś infantylnego Kena to nie mam pojęcia. Znam parę osób, które mają dzieci i nasłuchałam się już o trudach rodzicielstwa, więc kiedy myślę o macierzyństwie to nie mam na myśli tylko obrazków jak razem spacerujemy nad brzegiem morza (najlepiej wszyscy ubrani w białe, lniane, ciuszki) i śmiejemy się w niebogłosy jakbyśmy pozowali do katalogu, ale myślę o porannym wstawaniu, o tym, że non stop musze przerywać to co robię, że nie będę w stanie pięciu stron przeczytać spokojnie, a w dodatku czeka mnie kilka miesięcy siedzenia z dzieckiem w domu, a główną rozrywką będzie zgadywanie jaką dziecko zrobiło kupkę. Jestem pewna, że dopóki nie ma się dzieci to nie jest się w stanie wyobrazić sobie ani tej radości, ani tego zmęczenia, które rodzicielstwu towarzyszy. Nie szukam maskotki.
        • ninek04 Re: coś za coś 17.02.16, 21:07
          >Rozmawialiśmy o tym. On chyba bardziej chciałby być ojcem niż ja mamą. To on zachwyca się dziećmi w rodzinie i chętniej się z nimi bawi.

          Właśnie o tym mówię, że on chciałby bardziej, a Ty już niekoniecznie, i wcale nie musi być tak, że jak już będziesz je mieć, to nagle poczujesz pełnię szczęścia.

          >Nie twierdzę, że od szczęścia rodzinnego będzie aż kipiało, ale skoro darzy mnie szacunkiem teraz, umiemy się razem dobrze bawić i śmiać, a i wspólne stawianie czoła problemom (oprócz naszych wlasnych) też wychodzi nam nieźle, to nie wiem dlaczego nagle wszystko miałoby się zmienić.<

          To zawsze jest pewna niewiadoma, nie da się stwierdzić, że wszystko jest pewne i na stałe, a skoro masz wątpliwości,,pisząc, że bralas pod uwagę nawet rozstanie, to nie wiem, czy dziecko zmieni waszą relacją na lepsze, czy w ogóle ją zmieni.

          • notyouraveragegirl Re: coś za coś 18.02.16, 22:07
            Nie chcę dziecka, żeby ratowało naszą relację. Jeśli miałoby ją zmienić na lepsze to tylko dlatego, że może na jakiś czas nie będę zainteresowana seksem, a co za tym idzie, nie będę marudna gdy będzie mnie dopadać jego brak. Chcę dziecko, bo ogólnie chcę mieć dzieci, czas mnie goni, uważam też, że mój mąż nadaje się na ojca. Dodatkowo, szanse na znalezienie lepszego od niego faceta pod względem związkowym oceniam bardzo nisko.
        • zawle Re: coś za coś 17.02.16, 21:11
          notyouraveragegirl napisała:

          > Rozmawialiśmy o tym. On chyba bardziej chciałby być ojcem niż ja mamą. To on za
          > chwyca się dziećmi w rodzinie i chętniej się z nimi bawi.

          Mam taką przyjaciółkę, która miała męża co się podobnie zachowywał. Uwielbiał i zajmował się cudownie wszystkimi dziećmi w rodzinie. Była pewna że będzie świetnym ojcem. Gdy urodziły się jego własne okazało się że nie tak sobie tacierzyństwo wyobrażał. Dla dzieci był podły, koleżankę zdradzał . Teraz w ogóle nie utrzymuje z nimi kontaktu
          • druginudziarz Re: coś za coś 20.02.16, 09:54
            zawle napisała:

            > Mam taką przyjaciółkę, która miała męża co się podobnie zachowywał. Uwielbiał i
            > zajmował się cudownie wszystkimi dziećmi w rodzinie. Była pewna że będzie świe
            > tnym ojcem. Gdy urodziły się jego własne okazało się że nie tak sobie tacierzyń
            > stwo wyobrażał. Dla dzieci był podły, koleżankę zdradzał . Teraz w ogóle nie ut
            > rzymuje z nimi kontaktu

            Życie, zawle, życie. Ludzie straszne rzeczy robią z lęków. Są okropni, dla najbliższych, dla przełożonych, wobec obcych na ulicy. Awanturują się, są drażliwi, niecierpliwi, krzywdzą. Czasem też krzywdzą tylko siebie, epidemia neurotyczności nie jest z niczego.
            • zawle Re: coś za coś 20.02.16, 11:56
              druginudziarz napisał:
              > Życie, zawle, życie. Ludzie straszne rzeczy robią z lęków. Są okropni, dla najb
              > liższych, dla przełożonych, wobec obcych na ulicy. Awanturują się, są drażliwi,
              > niecierpliwi, krzywdzą. Czasem też krzywdzą tylko siebie, epidemia neurotyczno

              Mnie w moim prywatnym życiu gówno obchodzą cudze lęki które rozpieprzają mi życie. To że sobie potem kogoś zgrabnie wytłumaczę nie umniejsza skutków. Bardziej skupiam się na tym żeby po "lubi bawić się z dziećmi" nie wysnuwać wniosków "będzie dobrym ojcem", czy po "ma psa" nie wyrokować "to dobry człowiek".
              • druginudziarz Re: coś za coś 20.02.16, 22:01
                zawle napisała:

                > druginudziarz napisał:
                > > Życie, zawle, życie. Ludzie straszne rzeczy robią z lęków. Są okropni, dl
                > a najb
                > > liższych, dla przełożonych, wobec obcych na ulicy. Awanturują się, są dra
                > żliwi,
                > > niecierpliwi, krzywdzą. Czasem też krzywdzą tylko siebie, epidemia neurot
                > yczno
                >
                > Mnie w moim prywatnym życiu gówno obchodzą cudze lęki które rozpieprzają mi życ
                > ie. To że sobie potem kogoś zgrabnie wytłumaczę nie umniejsza skutków.

                Poczekaj zawle, nie spiesz się tak, usiądź na chwilę...
                Zobacz, jesteś z kimś w związku, małżeństwie, czy jego emocje nie są też Twoimi emocjami? Jeśli się śmieje, cieszy, nie pożywisz się tym? ja z chęcią. Z cjęcią tez nakarmię kogoś swoją radością. A teraz lęki, wiem, też bym wolał uciec, ale czy związek to nie dobrodziejstwo inwentarza?

                > Bardziej
                > skupiam się na tym żeby po "lubi bawić się z dziećmi" nie wysnuwać wniosków "b
                > ędzie dobrym ojcem", czy po "ma psa" nie wyrokować "to dobry człowiek".

                Wiesz co, jeśli ktoś się lubi bawić z dziećmi i potrafi to robić, a dzieci się to niego garną i nie dlatego ze sa przekupywane np. słodyczami, to to nie może być zły człowiek.
                • zawle Re: coś za coś 21.02.16, 08:43
                  druginudziarz napisał: > Poczekaj zawle, nie spiesz się tak, usiądź na chwilę...
                  > Zobacz, jesteś z kimś w związku, małżeństwie, czy jego emocje nie są też Twoimi
                  > emocjami? Jeśli się śmieje, cieszy, nie pożywisz się tym? ja z chęcią. Z cjęci
                  > ą tez nakarmię kogoś swoją radością. A teraz lęki, wiem, też bym wolał uciec, a
                  > le czy związek to nie dobrodziejstwo inwentarza?

                  Nie drugi. Moja wielka empatia pociągnęłaby mnie z takim człowiekiem na dno. Ja mam to w pracy, dom musi być dla mnie ostoją i spokojem. Nie nadaję się na terapeutkę własnego faceta. Poza tym wszystko by padło, ja muszę mieć mądrego, silnego i optymistycznego mężczyznę przy sobie. Na matkę Teresę się nie nadaję. Niech sobie go biorą inne altruistki.

                  > Wiesz co, jeśli ktoś się lubi bawić z dziećmi i potrafi to robić, a dzieci się
                  > to niego garną i nie dlatego ze sa przekupywane np. słodyczami, to to nie może
                  > być zły człowiek.

                  Niestety to korelacja z dupy. Pedofile bardzo sprawnie zyskują akceptację dzieci.
                  • druginudziarz Re: coś za coś 25.02.16, 13:24
                    zawle napisała:

                    > druginudziarz napisał: > Poczekaj zawle, nie spiesz się tak, usiądź na chwi
                    > lę...
                    > > Zobacz, jesteś z kimś w związku, małżeństwie, czy jego emocje nie są też
                    > Twoimi
                    > > emocjami? Jeśli się śmieje, cieszy, nie pożywisz się tym? ja z chęcią. Z
                    > cjęci
                    > > ą tez nakarmię kogoś swoją radością. A teraz lęki, wiem, też bym wolał uc
                    > iec, a
                    > > le czy związek to nie dobrodziejstwo inwentarza?
                    >
                    > Nie drugi. Moja wielka empatia pociągnęłaby mnie z takim człowiekiem na dno. Ja
                    > mam to w pracy, dom musi być dla mnie ostoją i spokojem. Nie nadaję się na ter
                    > apeutkę własnego faceta. Poza tym wszystko by padło, ja muszę mieć mądrego, sil
                    > nego i optymistycznego mężczyznę przy sobie. Na matkę Teresę się nie nadaję. Ni
                    > ech sobie go biorą inne altruistki.

                    Optymizm mężczyzny to w 90% wpływ jego kobiety. Zadowolona?

                    > > Wiesz co, jeśli ktoś się lubi bawić z dziećmi i potrafi to robić, a dziec
                    > i się
                    > > to niego garną i nie dlatego ze sa przekupywane np. słodyczami, to to nie
                    > może
                    > > być zły człowiek.
                    >
                    > Niestety to korelacja z dupy. Pedofile bardzo sprawnie zyskują akceptację dziec
                    > i.

                    Ludożercy również.
                    Zawle, no nie pisz mi to o patologi z marginesu społecznego, bo generalnie jasne, kazuistyka to ciekawe zajęcie, ale bez sensu jest nastawiać się, że ma się męża/żonę pedofila.
                    Poza tym pedofil ma elementarne problemy w relacjach interpersonalnych, więc nie potrafi się bawić z dzieckiem, tylko bawi się z dzieckiem. Tak, owszem, łatwo pozyska dziecko, ale przekupstwem co przecież byłoby widać w domu, nie?
                    • zawle Re: coś za coś 25.02.16, 13:54
                      druginudziarz napisał: > Optymizm mężczyzny to w 90% wpływ jego kobiety. Zadowolona?

                      No właśnie nie bardzo. Przerażona.

                      > Ludożercy również.
                      > Zawle, no nie pisz mi to o patologi z marginesu społecznego, bo generalnie jasn
                      > e, kazuistyka to ciekawe zajęcie, ale bez sensu jest nastawiać się, że ma się m
                      > ęża/żonę pedofila.
                      > Poza tym pedofil ma elementarne problemy w relacjach interpersonalnych, więc ni
                      > e potrafi się bawić z dzieckiem, tylko bawi się z dzieckiem. Tak, owszem, łatwo
                      > pozyska dziecko, ale przekupstwem co przecież byłoby widać w domu, nie?

                      No właśnie nie. Ja nie twierdzę że żadnej korelacji nie ma, twierdzę że myślenie że facet lubiący bawić się z dziećmi siostry/sąsiadów będzie dobrym ojcem.
                • aandzia43 Re: coś za coś 25.02.16, 00:16
                  Wiesz co, jeśli ktoś się lubi bawić z dziećmi i potrafi to robić, a dzieci się
                  > to niego garną i nie dlatego ze sa przekupywane np. słodyczami, to to nie może
                  > być zły człowiek.

                  Owszem, może. Wielu narcyzów tak ma. Nie twierdzę, że na pewno mąż naszej bohaterki nie nadaje się na ojca, ale zachwyty nad cudzymi dziecmi i bawienie się z nimi to słaba przesłanka.
                  • druginudziarz Re: coś za coś 25.02.16, 13:17
                    aandzia43 napisała:

                    > Wiesz co, jeśli ktoś się lubi bawić z dziećmi i potrafi to robić, a dzieci się
                    > > to niego garną i nie dlatego ze sa przekupywane np. słodyczami, to to nie
                    > może
                    > > być zły człowiek.
                    >
                    > Owszem, może. Wielu narcyzów tak ma. Nie twierdzę, że na pewno mąż naszej bohat
                    > erki nie nadaje się na ojca, ale zachwyty nad cudzymi dziecmi i bawienie się z
                    > nimi to słaba przesłanka.

                    Narcyz bawiący się z dziećmi? a po co? no chyba że masz na myśli przedszkolankę, która potrzebuje sobie udowodnić swoją zajebistość (?) to tak, to będzie się bawiła ale nie z dziećmi tylko dziećmi. Te zabawy są schematyczne, też trudno powiedzieć, że one lubią te zabawy, moja kumpela jest najnormalniej zmęczona pracą w przedszkolu, chodzi bo chodzi, bo ma z tego jakieś pieniądze.
                    Natomiast narcyz w domu absolutnie nie będzie się bawił z dziećmi!
                    • rumpa Re: coś za coś 14.03.16, 06:04
                      Dokładnie o tym mówimy. W domu nie będzie. Ale cudze dzieci to nie dom i tu popisówa odchodzi na całego.
                      I uwierz mi, i ty i droga chętna do rozmnażania, że nie ma gorszej wściekłości, goryczy i bezsilności, jak widzisz, że twoje dziecko usiłuje porozmawiać ze swoim ojcem, a ten nawet nie odwraca łba od monitora i coś tam odburkuje. Nie, nawet nie pracuje , tylko Pudelka ogląda. Jedyne co myślisz to - ty skurwielu, mam nadzieję, że ci dzieciaki odpłacą, jak będziesz stary i oślepniesz od tego gapienia się w ekran.
                      A przy rodzinie, znajomych, a raczej ich dzieciach - cóż, pewnie nikt by mi nie uwierzył, że ze swoim siostrzeńcem na jednej wizycie rozmawia więcej - i przyjemniej - niż z własnymi synami przez miesiąc. Mówię wam , miodzio, jak nie ten sam facet. Ostatnio stwierdził wzniośle przy swoim kumplu - bo najważniejsze, aby dzieci po prostu kochać. Ja odporna jestem i chichot histeryczny powstrzymałam tudzież pragnienie pierdolnięcia w łeb.
                      • kruche_ciacho Re: coś za coś 14.03.16, 21:46
                        po co z nim jestes?
              • potwor_z_piccadilly Re: coś za coś 21.02.16, 10:15
                zawle napisała:

                > Mnie w moim prywatnym życiu gówno obchodzą cudze lęki które rozpieprzają mi życ
                > ie.

                Nawet jeśli do powstania tych lęków, Ty walnie się przyczyniłaś?
                Bo nie masz zamiaru być terapeutką i gotowca oczekujesz?
                Koleżanko zawle, oczywiście, dom powinien być enklawą, od lat to głoszę. Ale enklawy same z siebie nie powstają. Stworzyć je trzeba.
                Nawet będąc na rajskiej wyspie bogatej we wszystkie dary natury, niezbędna jest logistyka dodatkowa. Nie przeprowadzisz jej, to strujesz się jakąś bakterią, sraczki dostaniesz, mocno osłabniesz i kraby Cię pożrą na żywca.
                • zawle Re: coś za coś 21.02.16, 20:48
                  potwor_z_piccadilly napisał:
                  > Nawet jeśli do powstania tych lęków, Ty walnie się przyczyniłaś?

                  ??? Że o swoim życiu mówisz?

                  > Bo nie masz zamiaru być terapeutką i gotowca oczekujesz?
                  > Koleżanko zawle, oczywiście, dom powinien być enklawą, od lat to głoszę. Ale en
                  > klawy same z siebie nie powstają. Stworzyć je trzeba.

                  To teraz powiedz o jakich lekach i problemach mówisz, a ja powiem ci i jakich ja myślę. Bo może nie są kompatybilne?

                  > Nawet będąc na rajskiej wyspie bogatej we wszystkie dary natury, niezbędna jest
                  > logistyka dodatkowa. Nie przeprowadzisz jej, to strujesz się jakąś bakterią, s
                  > raczki dostaniesz, mocno osłabniesz i kraby Cię pożrą na żywca.
    • burzowa.kejt Re: coś za coś 19.02.16, 22:21
      notyouraveragegirl napisała:
      > albo nie chce sypiać ze swoją żoną, albo jest babiarzem. i zastanawiam się co j
      > est dla mnie większą wartością - czy rzeczywiście ten seks za 5,10,15 lat będzi
      > e aż tak istotny.

      ale żeś wymyśliła teraz...
      za 5, 10 i więcej lat to będziesz miała poczucie że najfajniejsze lata przeminęły Ci na zamartwianiu że mąż Cię nie pożąda i nie pragnie.
      będziesz nieszczęśliwą i smutną kobietą.
      a w takiej sytuacji powoływanie dziecka na świat to egoizm i głupota, oględnie mówiąc.
      dzieci powinny rodzić się w szczęśliwych, zdrowych związkach.



    • amyfarrahfowler Re: coś za coś 20.02.16, 04:42
      Jeden z hipotetycznych scenariuszy, ktory moze sie zdarzyc w Twoim zyciu w przyszlosci (na podstawie mojej, calkiem podobnej sytuacji, ale z dluzszym stazem malzenskim) - brak seksu i zainteresowania ze strony męża Twoją kobiecą stroną (potrzebą bycia adorowaną, pożądaną, czyli de facto docenianą za urodę i seksapil) w końcu wpędzi Cię we frustrację i obsesję, każde spojrzenie obcego mężczyzny łaskawszym okiem w Twoją stronę sprawi, że będziesz fantazjować jak to jest uprawiać z seks z kimś, kto jest do tego nastawiony entuzjastycznie i pragnie Ciebie tu i teraz (będziesz jak ktoś, kto nie jadł dwa dni, idzie ulicą i pełną piersią wciąga wszystkie zapachy, które ulatują z knajp i mieszkań). Każdy taki mężczyzna będzie urastał do rangi super samca (niezależnie od przymiotów osobistych), tylko dlatego, że Ciebie chce. Jednocześnie Twój mąż w Twoich oczach bedzie degradowany do miękkiej pipy, która nawet nie jest w stanie porządnie przelecieć własnej żony. Fizycznie brak seksu nie będzie aż tak doskwierać (bo w końcu trochę go jednak masz, poza tym można sobie z tym radzic inaczej - masturbacją, antykoncepcją obniżającą libido, moze po dziecku rzeczywiscie ochota zmaleje), ale to ta "psychiczna" strona, czyli brak pożądania Ciebie wpędzi Cię w piekło wiecznego upokorzenia, że dla wlasnego męża nie jestes wystarczająco atrakcyjna. Weź pod uwagę, że to, że teraz jeszcze wytrzymujesz, to może dlatego, że ta sytuacja aż tak długo nie trwa i jeszcze ?jedziesz" na swojej cierpliwości i nadziei, że coś się zmieni. Po latach cierpliwość może się skończyć, dodatkowo dojdzie ten aspekt wiszący Ci gdzieś tam nad głową, że swoje najlepsze lata już zmarnowałaś i Twoje szanse na szczęście z kimś innym zmalały drastycznie. Może ktoś się ze mną nie zgodzi, ale ja uważam, ze milosc nie ma szans przetrwac w takich warunkach - skutecznie bedzie ją zabijal ten Twoj wieczny ?wkurw? na męża. Jeśli do powyższej sytuacji dojdzie dziecko - możesz z jednej strony przelewać na nie swoją frustrację, a z drugiej strony - może ono stanie sie Twoim sensem życia i najbliższą osobą, i zachłyśniesz się tym, bo mąż to będzie ten, który Ciebie ?nie akceptuje? i zejdzie na drugi plan, a dziecko wręcz przeciwnie. Wg mnie, w obu przypadkach chora sytuacja.
      Nie znam dokładnie Twojej sytuacji, więc tak tu sobie teoretyzuję trochę, ale ogolnie w takich przypadkach decyzja jest niewyobrazalnie trudna - przychodza mi na mysl 4 mozliwosci: 1. zostac z mezem i miec dziecko i bedzie coraz gorzej (frustracja, etc), 2. zostac z mezem, miec dziecko i sie sytuacja jakos cudem uzdrowi (ja w cuda nie wierzę), 3. zostawic męza i ryzykowac samotnoscią lub zwiazaniem z kims jeszcze gorszym, 4. zostawic meza i znalezc szczescie gdzie indziej. Myslę, że w tej chwili Twoja sytuacja zmierza w złą stronę, więc zalezy od Twojej determinacji i odwagi osobistej, czy bylabys w stanie zaryzykowac opcję 3 lub 4. Zyczę powodzenia, cokolwiek nie postanowisz.
      • marek.zak1 Re: coś za coś 20.02.16, 09:06
        Nic dodać, nic ująć. Dla mnie jest jeden decydujący czynnik: paniczny strach przed samotnością. To powoduje, ze najbardziej logiczna decyzja o natychmiastowym wymiksowaniu się z układu jest odrzucana.
        • ninek04 Re: coś za coś 20.02.16, 19:42
          marek.żak 1napusal
          >Nic dodać, nic ująć. Dla mnie jest jeden decydujący czynnik: paniczny strach przed samotnością. To powoduje, ze najbardziej logiczna decyzja o natychmiastowym wymiksowaniu się z układu jest odrzucana. <

          Mimo wszystko, nie sądzę,żeby strach przed samotnością był czynnikiem decydującym przed wymiksowaniem się z układu nie rokującego. W sumie to samotność jest nieodłączną częśćia egzystencji człowieka, również tą końcową, gdy przychodzi żegnać się ze światem. W większości przypadków rzadkością jest liczyć na to,by to porozumienie fizyczne i duchowe było pełne i odczuwalne przez obie strony, by ten ktoś drugi podzielał i odczytywał w sposób bezbłędny i zgodny z naszymi oczekiwaniami myśli, wrażenia, sposób patrzenia na rzeczywistość, świat, oczekiwania. Lepiej wybrać samotność, niż opcję naginania się,czy próby sprostania oczekiwaniom drugiej osoby,bo to jest dopiero bezproduktywne.
      • sabat777 Re: coś za coś 20.02.16, 09:15
        Fantastycznie napisane. Moge tylko dodac, ze z meskiego punktu widzenua sytuacja az tak bardzo sie nie rozni.
        • amyfarrahfowler Re: coś za coś 20.02.16, 12:03
          wow, dziękuję! ależ to miłe dostać taki feedback od zacnych uczestników forum :) i to za mój "debiut poradniczy" :)

          jeszcze do autorki - Twoja sytuacja skojarzyła mi się z klasycznym przykładem uzależnienia od "wzmacniania sporadycznego" - mąż od czasu do czasu rzuca Ci jakis "ochłap", czy to w postaci fajnego seksu, obietnicy poprawy, czy podjęcia jakiegoś działania, np wybrania się na terapię. Mechanizm opisany na szczurach :)

          "Nic tak nie karmi wytrwałości jak "wzmacnianie sporadyczne?. Słynny eksperyment profesora Skinnera pokazał, na czym polega to zjawisko. Trzy szczury umieszczono w osobnych klatkach wyposażonych w dźwignie. W pierwszej szczur naciskał dźwignię i za każdym razem dostawał karmę. W drugiej naciskał i nic nie dostawał, więc szybko zrezygnował i sam zaczął szukać jedzenia. W trzeciej klatce szczur naciskał dźwignię i raz dostawał pokarm, raz nie. Nigdy nie wiedział, kiedy to nastąpi. Był zdezorientowany, sfrustrowany, ale warował przy dźwigni dzień i noc.

          Ten mechanizm często ma miejsce w związkach, w których ktoś jest źle traktowany przez partnera czy partnerkę. Wystarczy, że ta osoba raz zachowa się inaczej, i już dajemy jej kolejną szansę. I kolejną. I kolejną. Jeśli chciałaby pani kogoś silnie ze sobą związać, to jest to przepis idealny - w ten sposób wyhoduje się wiernego niewolnika"


          Jak ktos ma dostęp, to polecam cały artykuł w Wysokich Obcasach: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,19361244,a-co-masz-do-stracenia-trwanie-w-sytuacji-ktora-nas-unieszczesliwia.html
          • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 12:29
            Dorzuciłabym klasyczne uwikłanie gracza giełdowego (hazardzisty, kredytobiorcy), który zainwestował dużo i kurs akcji spada, ale on czeka że kiedyś odbije w górę.

            Osobiście uważam, że laska traci czas, za chwilę będzie za stara na to, żeby z kimś innym założyć rodzinę. Utrata libido po porodzie czasem się zdarza, ale na jej miejscu bym na to nie liczyła, zwłaszcza że jest permanentnie niedopchnięta i niedowartościowywana przez męża.
            Skądinąd o tym jak słabo o sobie myśli świadczy fakt, że mąż, jego oceny i jego zachowanie są dla niej głównym punktem odniesienia.
          • aandzia43 Re: coś za coś 25.02.16, 00:28
            Ten mechanizm często ma miejsce w związkach, w których ktoś jest źle traktowany
            > przez partnera czy partnerkę.

            Przemocowcy i różnej maści manipulanci na tym bazują.
      • triss_merigold6 Re: coś za coś 20.02.16, 11:06
        Bardzo dobrze napisane.
      • notyouraveragegirl Re: coś za coś 23.02.16, 20:04
        Bardzo dziękuję Amy. Ja też w cuda nie wierzę. Jeśli miałabym zostać to tylko przy ciężkiej pracy nas obojga. Zbyt wiele lat pozwalałam na to, by nic się nie zmieniało. Mąż zaczął terapię - rozważam to czy też nie udać się do psychologa i popracować nad samooceną i przepracować kilka innych traum. Wchodzenie w jakąkolwiek relację bez pozałatwiania moich osobistych problemów, nie jest rozsądne.
        • potwor_z_piccadilly Re: coś za coś 23.02.16, 23:32
          notyouraveragegirl napisała:

          > Ja też w cuda nie wierzę.

          A kto Ci każe w cuda wierzyć? Ty wierz w rozum.

          >Jeśli miałabym zostać to tylko p
          > rzy ciężkiej pracy nas obojga.

          Masz biznes plan?
          Pytam, bo to samo narobienie się, nie musi dać gwarancji na zysk, czy sukces, jak kto woli.

          >Zbyt wiele lat pozwalałam na to, by nic się nie
          > zmieniało.

          Przecież sama napisałaś, że tak chłopu dowalałaś, że się wycofał. No to w takim razie co ma się zmienić? Może, mimo, że widząc niezgodność Waszego pożycia z ogólnie przyjętymi, a raczej do łbów ludziom wciśniętymi szablonami, Ty dobrodusznie przestaniesz mu dowalać i myśleć o głupotach w rodzaju zerwania związku?

          > Mąż zaczął terapię - rozważam to czy też nie udać się do psychologa
          > i popracować nad samooceną i przepracować kilka innych traum.

          Daremna Wasza fatyga.
          Wam nie psycholodzy, terapeuci, czy inni widrwigrosze są potrzebni. Wam jest potrzebna tylko solidna miotła, by z Waszego domu, pożycia, powymiatać stosy śmieci, które to śmiecie pozwoliliście sobie wetknąć. Lgnęły do Was one jak do gąbek. Powiedzcie krótkie wypierdalać, reklamodawcom, lobbystom, doradcom od siedmiu boleści i wszelkiej maści moralizatorom, bo oni Wam tylko szkodzą. Im nie zależy na Waszym szczęściu. Przeciwnie, oni tylko chcą Was mieć, a żeby Was mieć, to Wy musicie być nieszczęśliwi, bo nieszczęśliwi, szukając ratunku, jakiejś odmiany, pogłaskania po główce, sami do nich przyjdą. A do czego jesteście im potrzebni? Odpowiedź jest prosta. Oni chcą władzy i pieniędzy. Im więcej ludzi do siebie przygarną, tym więcej tej władzy i pieniędzy mają.
          Czyli?
          Żyjcie swoim życiem. Pisałem kiedyś, że tworzenie związku podobne powinno być do przeprowadzki. Siadacie i skrupulatnie typujecie, co zabieracie na nowe, a co ma wylądować w śmietniku. Ci co właściwie robotę wykonali, maja w domu ład. Natomiast ci, co bronili swojego badziewia i zabrali je ze sobą, mają graciarnie i potykają się nieustannie o elementy tej graciarni i wkurw gotowy.
          Czy szczegółowo mogę coś doradzić?
          Tylko trzy punkty.
          1 - Pornografia wcale nie musi być szkodliwa dla związku. Mądre z niej czerpanie wiedzy, może bardzo skutecznie rozwiązywać problemy wynikające z rutyny. Może do zjednoczenia dusz, pomóc dołączyć zjednoczenie ciał, pełną ich akceptację. No i zrozumienie pozytywnej roli pornografii, pozwala uniknąć, kastrujących faceta (psychicznie wykastrowani wycofują się) tekstów w rodzaju: naoglądasz się tego porno i głupoty ci w głowie, czy: kurwę ze mnie robisz?
          Rada. W tych kwestiach nie należy słuchać księdza proboszcza. Seks wyłącznie w formie po bożemu, przeważnie nie wytrzymuje próby czasu.
          2 - Pamiętaj, że piękni, wartościowi i sprawni faceci oglądani z dystansu, wcale nie muszą być piękni, wartościowi i sprawni. To przeważnie jest ułuda, bo tamtych widzisz oczami wyobraźni, a męża, czy jak wolisz, aktualnego partnera, widzisz w realu.
          To zjawisko nazywam syndromem Tesi.
          Tesię taką znałem. Podobny przypadek do Twojego. Zadziałała ostro, a gdy po czasie zobaczyła byłego jak wózeczek popycha idąc pod rączkę z nową panią, to szlag ja trafił. Dotarło, że po prawdzie całkiem całkiem chłopa miała, a nie ma.
          3 - Pieniądze mają małe znaczenie. Znaczenie ma umiejętne operowanie nimi i unikanie wywyższania się z przyczyny posiadania większej ich ilości niż mają inni. Szczególnie to dotyczy bliskich. Uzewnętrzniasz swoją większą zaradność i stan posiadania, automatycznie dołujesz tego o mniejszej zaradności. Skutek jest do przewidzenia. Dystans się powiększa.



    • karol100xxx Re: coś za coś 23.02.16, 20:01
      Związek bez seksu = upadek uczucia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka