Dodaj do ulubionych

Dlaczego....?

13.05.16, 16:09
Odczułem niemożliwą do opanowania potrzebę włożenia kija w mrowisko.
Piszę tutaj ponieważ w realu włożyłem tego kija we wszystkie możliwe mrowiska :-)

Pytanie:
Dlaczego kobiety są tak głupie?

Zaznaczam, ze przez głupotę rozumiem dosyć określoną cechę (czy też postawę)
Nie chodzi o to czy kobieta jest inteligentna, elokwentna, oczytana, błyskotliwa itd.

Przez głupotę w tym przypadku rozumiem posiadanie pewnych potrzeb, priorytetów, hierarchii wartości a jednocześnie działanie w kierunku uniemożliwiającym zaspokojenie tych potrzeb, uniemożliwiającym ułożenie sobie życia zgodnie z preferowaną hierarchią itd.

Dlaczego???

Czy kobiety mają to wrodzone czy nabierają takiego nawyku w trakcie procesu "dojrzewania"?
Ktoś ma jakieś sugestie?
Obserwuj wątek
    • bgz0702 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 16:19
      morrison9 napisał:

      > Odczułem niemożliwą do opanowania potrzebę włożenia kija w mrowisko.
      > Piszę tutaj ponieważ w realu włożyłem tego kija we wszystkie możliwe mrowiska :-)
      >
      > Pytanie:
      > Dlaczego kobiety są tak głupie?
      > Zaznaczam, ze przez głupotę rozumiem dosyć określoną cechę (czy też postawę)
      > Nie chodzi o to czy kobieta jest inteligentna, elokwentna, oczytana, błyskotliw
      > a itd.
      >
      > Przez głupotę w tym przypadku rozumiem posiadanie pewnych potrzeb, priorytetów,
      > hierarchii wartości a jednocześnie działanie w kierunku uniemożliwiającym zasp
      > okojenie tych potrzeb, uniemożliwiającym ułożenie sobie życia zgodnie z prefero
      > waną hierarchią itd.
      > Dlaczego???
      > Czy kobiety mają to wrodzone czy nabierają takiego nawyku w trakcie procesu "do
      > jrzewania"?
      > Ktoś ma jakieś sugestie?

      trochę nie fair, musiałabym zapytać dlaczego jesteś tak głupi? zaszokowałeś mnie, coś działa nie po twojej myśli? zlituj się, szukaj mądrych, może się uda, choć wątpie
      • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 16:25
        bgz0702 napisała:

        > trochę nie fair, musiałabym zapytać dlaczego jesteś tak głupi? zaszokowałeś mni
        > e, coś działa nie po twojej myśli? zlituj się, szukaj mądrych, może się uda, ch
        > oć wątpie
        No właśnie "szukam gdzie się da" :-)
        Czyli m. inn. na tym forum. :-)

        Złe miejsce??
        • bgz0702 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 16:27
          morrison9 napisał:

          > bgz0702 napisała:
          >
          > > trochę nie fair, musiałabym zapytać dlaczego jesteś tak głupi? zaszokował
          > eś mni
          > > e, coś działa nie po twojej myśli? zlituj się, szukaj mądrych, może się u
          > da, ch
          > > oć wątpie
          > No właśnie "szukam gdzie się da" :-)
          > Czyli m. inn. na tym forum. :-)
          >
          > Złe miejsce??

          ;) nie wiem, próbuj;)) wszystko się może zdarzyć
    • kag73 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 17:44
      "Przez głupotę w tym przypadku rozumiem posiadanie pewnych potrzeb, priorytetów, hierarchii wartości a jednocześnie działanie w kierunku uniemożliwiającym zaspokojenie tych potrzeb, uniemożliwiającym ułożenie sobie życia zgodnie z preferowaną hierarchią itd."

      A moze by tak na jakims przykladzie, jak to mowi Kitty, bo nie bardzo kumam, ja z tych "madrych" ale mniej blyskotliwych ;)
      Np., ze niby chca byc wybzykane ale nie chca z Toba do lozka pojsc. O takie cos chodzi?
      • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 18:30
        kag73 napisała:


        > Np., ze niby chca byc wybzykane ale nie chca z Toba do lozka pojsc. O takie cos
        > chodzi?
        No coś Ty.
        Gdyby tak było to w pierwszej kolejności szukałbym przyczyn w sobie. :-)
        W tej sferze akurat problemów nie ma.
        Ale na przykład płacze że jest samotna a jak jej mówię kawa na ławę które jej tekstów odstraszają facetów to się kłóci i wypiera bo "koleżanka jej mowiła, że te teksty są w porządku"
        To niech wejdzie w związek z tą koleżanką!!!

        Wrrr.
        • kag73 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 18:44
          A no to rzeczywiscie glupia, bo zamiast wierzyc Tobie, wierzy kolezance. A co kolezanka wie o mezczyznach? Nic, nawyzej nic!
          • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 18:49
            kag73 napisała:

            > A no to rzeczywiscie glupia, bo zamiast wierzyc Tobie, wierzy kolezance. A co k
            > olezanka wie o mezczyznach? Nic, nawyzej nic!
            Proszę bardzo.
            Tylko dlaczego jest sama skoro taka mądra?
            Jak można chcieć być z facetem i mieć centralnie w d... męskie oczekiwania?
            • kag73 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 18:52
              No mowie Ci, morrison, za kobietami nie nadazysz :)
              • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 18:57
                No ale oe za sobą też.
                Jeśli fajna laska zajebista w łóżku jest sama to ewidentnie głupia (w podanym tego powyżej słowa znaczeniu)

                A, że nie nadążam to swoją drogą.
                Starzeją się (ja zawsze lubiłem raczej dojrzałe bo inteligentniejsze i szersze horyzonty mają) ale z wiekiem znowu zaczyna przybywać tematów tabu i slów, których lepiej przy nich nie wypowiadać.
                No nie nadążam :-)
                • kag73 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:14
                  "Jeśli fajna laska zajebista w łóżku jest sama to ewidentnie głupia (w podanym tego powyżej słowa znaczeniu)"
                  A moze ma za wielkie wymagania.
                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:20
                    kag73 napisała:

                    > "Jeśli fajna laska zajebista w łóżku jest sama to ewidentnie głupia (w podanym
                    > tego powyżej słowa znaczeniu)"
                    > A moze ma za wielkie wymagania.
                    Ma za wielkie. To swoją drogą.
                    Ale, że odrzuca jakiekolwiek sugestie to już głupota.
                    Tu nie chodzi o postawę "Jestem jaka jestem" - to bym jeszcze zrozumiał
                    Tu chodzi o postawę (odnośnie róznych sytuacji): "Co Ty chrzanisz, że to facetów odstrasza. Przecież ja mam prawo tak mówić (i się zachowywać) !!"

                    Prawo - masz
                    Ale miej świadomość, ze odstraszasz.
                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:30
                      morrison9 napisał:

                      > Ale, że odrzuca jakiekolwiek sugestie to już głupota.
                      > Tu nie chodzi o postawę "Jestem jaka jestem" - to bym jeszcze zrozumiał
                      > Tu chodzi o postawę (odnośnie róznych sytuacji): "Co Ty chrzanisz, że to facetó
                      > w odstrasza. Przecież ja mam prawo tak mówić (i się zachowywać) !!"

                      > Prawo - masz
                      > Ale miej świadomość, ze odstraszasz.

                      A co tam takiego odstrasza? I czego nie mozesz mowic starszym?
                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:40
                        hello-kitty2 napisała:


                        > A co tam takiego odstrasza? I czego nie mozesz mowic starszym?

                        W skrócie:
                        Rozwiedziona, 39 lat.
                        Jej target: bogaty, no oczywiście raczej starszy
                        Starszy kawaler?
                        No, chyba malo prawdopodobne by w tym wieku nie był "wybrakowany"
                        Czyli druga opcja - rozwiedziony
                        Skoro bogaty i rozwiedziony to duże prawdopodobieństwo, że była żona finansowo "zaszła mu za skórę" przy rozwodzie.
                        I teraz ona takiemu facetowi jest w stanie powiedzieć: "Ach, mogłam złapać jakiegoś tam w przeszłości na dziecko bo miał kasę, ale się nie zdecydowałam bo nie było chemii"

                        Facetowi od razu się włącza alarm czerwony: "Rany boskie. Mam nadzieję, że chemii do mnie nie poczuje"

                        • sea.sea Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:44
                          Udławiłam się napojem :D

                          W ogóle fraza "łapać na dziecko" z damskich ust nie powinna wypadać NIGDY, chyba że po ślubie :D
                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 20:05
                          Nie wiem co powiedziec. Mocno sie zdziwilam, ze sie w ogole nad taka kobieta pochylasz i roztaczasz takie postawy na inne kobiety zamiast trzymac sie od babska z daleka.
                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 22:07
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Nie wiem co powiedziec. Mocno sie zdziwilam, ze sie w ogole nad taka kobieta po
                            > chylasz i roztaczasz takie postawy na inne kobiety zamiast trzymac sie od babsk
                            > a z daleka.
                            >
                            Co zrobić skoro się zajebiście pieprzy :-)
                            • sea.sea Re: Dlaczego....? 13.05.16, 22:24
                              No to pieprz i nie filozuj, rany, co to jest w ogóle za problem :D
                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 22:32
                                sea.sea napisała:

                                > No to pieprz i nie filozuj, rany, co to jest w ogóle za problem :D
                                No to pieprzę.
                                Ale pytanie nie przestaje mnie nurtować.
                                Poszukiwanie odpowiedzi na takie pytania zazwyczaj popycha ludzkość do przodu.
                                Ale w tym przypadku chyba nic z tego.

                                W każdym razie musiałem się jakoś rozładować.
                                Nie mogę kobiecie kolejny raz tłumaczyć, ze jest "głupia" bo to bez sensu.
                                • sea.sea Re: Dlaczego....? 13.05.16, 22:35
                                  No dobra, ta jedna jest "głupia", a pozostałe? Bo przecież rozszerzyłeś swoje żale na nieomal wszystkie posiadaczki chromosomów XX.
                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 22:44
                                    sea.sea napisała:

                                    > No dobra, ta jedna jest "głupia", a pozostałe? Bo przecież rozszerzyłeś swoje ż
                                    > ale na nieomal wszystkie posiadaczki chromosomów XX.

                                    No nie wiem.
                                    Może te mądre się kiepsko pieprzą. :-)
                                    I jako takie są mi obojętne.

                                    Poza tym mam tez inne przypadki "głupoty"
                                    Podzieliłem się tym, który aktualnie mnie najbardziej nurtuje

                                    A w ogóle to co w tym dziwnego, ze chciałbym sobie z kobietą po rżnięciu pogadać.
                                    To takie dziwne?
                                    Taka sama potrzeba jak rżnięcie.
                                    A tu się nie da bo co temat to żałuję, że zaczynałem dyskusję.
                                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 00:03
                                      morrison9 napisał:

                                      > No nie wiem.
                                      > Może te mądre się kiepsko pieprzą. :-)
                                      > I jako takie są mi obojętne.

                                      Inaczej: dla madrych nie jestes wystarczajaco atrakcyjny do pieprzenia, zostaja Ci same zrzuty ;)

                                      > Poza tym mam tez inne przypadki "głupoty"
                                      > Podzieliłem się tym, który aktualnie mnie najbardziej nurtuje

                                      Ja mysle ze u tej pani najwiekszym problemem nie jest to, co ona mowi tylko to, co ona mysli. Jakie poglady taki outcome. To znaczy dla mnie stanowiloby to problem ale ja jej nie posuwam. Mysle, ze nie potrzebnie sie angazujesz. Po co Ci to? Puknij i lec do domu ;-)

                                      > A w ogóle to co w tym dziwnego, ze chciałbym sobie z kobietą po rżnięciu pogada
                                      > ć.
                                      > To takie dziwne?
                                      > Taka sama potrzeba jak rżnięcie.
                                      > A tu się nie da bo co temat to żałuję, że zaczynałem dyskusję.

                                      Muzyki sobie posluchaj 'po', a porozmawiaj sobie z kumplem.
                                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 11:38
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > Inaczej: dla madrych nie jestes wystarczajaco atrakcyjny do pieprzenia, zostaja
                                        > Ci same zrzuty ;)
                                        Przemyślę także i to wytłumaczenie.
                                        Wychodzę z założenia, ze żadnej hipotezy nie należy odrzucać :-)

                                        > Ja mysle ze u tej pani najwiekszym problemem nie jest to, co ona mowi tylko to,
                                        > co ona mysli. Jakie poglady taki outcome.
                                        No to też właśnie mam na myśli.
                                        Nawet jej powiedziałem, ze zdecydowanie nie jest typem "kobiety niebezpiecznej"
                                        Raczej żadnego mężczyzny dysponującego elementarnym doświadczeniem życiowym i elementarnym zdrowym rozsądkiem wykorzystać czy zranić nie jest w wstanie
                                        Sama go wcześniej odstraszy.

                                        > To znaczy dla mnie stanowiloby to pr
                                        > oblem ale ja jej nie posuwam. Mysle, ze nie potrzebnie sie angazujesz. Po co Ci
                                        > to? Puknij i lec do domu ;-)
                                        Postaram sie zastosowac do Twojej rady :-)
                                        Ale ja dobre serce mam.
                                        Staram się ludziom pomagać.
                                        Inna sprawa, że najprzyjemniej pomaga się fajnym laskom, które się dobrze bzykają :-)


                                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:05
                                          Nagraj jej kogos dzianego ze swojego gang bangu z wlasnym trwalym dostepem do jej cipki. Chyba nie jest taka glupia ani niewdzieczna zeby sie za udana transakcje nie puscic raz drugi czy trzeci z tym co jej frajera nagral ;) A na powaznie jawna pomoc w naciaganiu finansowym wzamian za ruchanie to juz przekracza chcac niechcac moje morale. Dla mnie ona, Ty i ten niedoszly frajer to juz mega zepsucie. Szkoda ze sie tak stoczyles.
                                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:12
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > A na powazni
                                            > e jawna pomoc w naciaganiu finansowym wzamian za ruchanie to juz przekracza chc
                                            > ac niechcac moje morale. Dla mnie ona, Ty i ten niedoszly frajer to juz mega ze
                                            > psucie. Szkoda ze sie tak stoczyles.
                                            Phi.
                                            Akurat w tej kwestii ona wykazuje duże podobieństwo do Ciebie.
                                            A tego "niedoszłego frajera" to sobie najpierw sama wymyśliłaś a teraz oceniasz go jak istniejącą postać.
                                            • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:17
                                              morrison9 napisał:

                                              > Phi.
                                              > Akurat w tej kwestii ona wykazuje duże podobieństwo do Ciebie.

                                              W jakiej kwestii? Naciagania facetow na kase? He?

                                              > A tego "niedoszłego frajera" to sobie najpierw sama wymyśliłaś a teraz oceniasz
                                              > go jak istniejącą postać.

                                              Ten nieistniejacy frajer, to jak Sabat zauwazyl, to Ty i Ty dobrze o tym wiesz tylko jestes cwanszy niz sie przedstawiasz, hehe
                                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:27
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > morrison9 napisał:
                                                >
                                                > > Phi.
                                                > > Akurat w tej kwestii ona wykazuje duże podobieństwo do Ciebie.
                                                > W jakiej kwestii? Naciagania facetow na kase? He?
                                                Powiedzmy ze w kwestii bezceremonialnego okazywania , że liczy się głównie zasobność portfela.
                                                Dla mnie to normalne, ze w jakiś sposób zapewniam kobiecie wysoki standard życia jednak toporność w skupianiu się na tym aspekcie przez kobietę potrafi zrazić nawet niezbyt wyczulonego mężczyznę.


                                                > Ten nieistniejacy frajer, to jak Sabat zauwazyl, to Ty i Ty dobrze o tym wiesz
                                                > tylko jestes cwanszy niz sie przedstawiasz, hehe
                                                Oczywiście Kitty.
                                                Wykorzystuję Ciebie, Sabata, to forum w ściśle określonym celu.
                                                Masz rację (bez sarkazmu)
                                                Napisałem to praktycznie wprost w pierwszym poście.
                                                • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:50
                                                  morrison9 napisał:
                                                  > Powiedzmy ze w kwestii bezceremonialnego okazywania , że liczy się głównie zaso
                                                  > bność portfela.
                                                  > Dla mnie to normalne, ze w jakiś sposób zapewniam kobiecie wysoki standard życi
                                                  > a jednak toporność w skupianiu się na tym aspekcie przez kobietę potrafi zrazić
                                                  > nawet niezbyt wyczulonego mężczyznę.

                                                  Zaraz, zaraz, ale Ciebie przecież nie zraża, nadal ją pieprzysz. I co? Jesteś bezpłodny, czyli bezpieczny? Laska głupia, ale własnej głupoty nieświadoma. Ty świadom jej głupoty i mądry ponoć a jakby nie bardzo....
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:55
                                                    zawle napisała:

                                                    > Zaraz, zaraz, ale Ciebie przecież nie zraża, nadal ją pieprzysz. I co? Jesteś b
                                                    > ezpłodny, czyli bezpieczny? Laska głupia, ale własnej głupoty nieświadoma. Ty ś
                                                    > wiadom jej głupoty i mądry ponoć a jakby nie bardzo....
                                                    Aktualnie to piszę na forum a nie ją pieprzę.
                                                    Więc równie dobrze możemy się już nie spotkać.
                                                    Albo spotkać ale nie na seks.
                                                    Właśnie usiłuję doprowadzić do tego by mnie do niej nie ciągnęło.

                                                    A mądrość nie oznacza kompletnego braku głupoty.
                                                    Madrość oznacza, że ma się tej głupoty mniej niż inni :-)
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:14
                                                    Bleblasz i bleblasz. Nie wiem jak można wchodzić w jakiekolwiek bliższe relacje z kimś, o kim się tak myśli.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:21
                                                    zawle napisała:

                                                    > Bleblasz i bleblasz. Nie wiem jak można wchodzić w jakiekolwiek bliższe relacje
                                                    > z kimś, o kim się tak myśli.
                                                    To przeglądnij sobie wątki na tym forum w klimacie:
                                                    "Jest świetnym mężem ale mnie nie zwilża"
                                                    lub odwrotnie.
                                                    To żadna nowość.
                                                    Poza tym ona jest chętna na swing.
                                                    To cecha nie do zlekceważenia :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:37
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Poza tym ona jest chętna na swing.
                                                    > To cecha nie do zlekceważenia :-)

                                                    To sie ubezplodnij, bierz ja i korzystaj ile wlezie. Stocz sie maksymalnie ;) Zreszta nie ma innej drogi przed Toba, bo zadna madra babka Cie z zona na karku nie wezmie do kochania jako czlowieka, zadna nie zgodzi sie byc druga i ladowac w Ciebie uczucia/czas. Mozesz jej ewentualnie tymczasowo posluzyc do sponsoringu albo jako schodek do innego wolnego faceta.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 15:30
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Poza tym ona jest chętna na swing.
                                                    > To cecha nie do zlekceważenia :-)

                                                    Kogoś mi przypominasz...A, tą głupią laskę co leci na kasę i o tym gada.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 16:52
                                                    Dzięki.
                                                    To chyba oczywiste że wszedłem tu szukając spięcia.
                                                    I oczywiście się na Tobie nie zawiodłem:-)
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 15:51
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Poza tym ona jest chętna na swing.
                                                    To cecha nie do zlekceważenia :-)<

                                                    Jasne;) Twoja żona też była, w fazie deklaracji, sam o tym pisałeś, a praktyka pokazała, że już niekoniecznie jest dalej chętna ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 16:54
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > morrison 9 napisał
                                                    > >Poza tym ona jest chętna na swing.
                                                    > To cecha nie do zlekceważenia :-)<
                                                    >
                                                    > Jasne;) Twoja żona też była, w fazie deklaracji, sam o tym pisałeś, a praktyka
                                                    > pokazała, że już niekoniecznie jest dalej chętna ;)
                                                    To by ułatwiło sprawę.
                                                    Bo mnie porządne kobiety nie kręcą:-)
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 17:47
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >To by ułatwiło sprawę.
                                                    Bo mnie porządne kobiety nie kręcą:-)<

                                                    Wytłumacz mi tylko jedno: na jak długi czas emanowanie sexapilem i zajebistość łóżkowa jest w stanie zamaskować głupotę,tę szeroko rozumianą, o której piszesz i która na dłuższą metę jest chyba nie do przyjęcia dla w miarę racjonalnie myślącego człowieka? To na chuj dążyć do związku wraz z jego konsekwencjami, skoro można sobie pożyć i poużywać i bez niego, jeśli aż tak bardzo nas nie ciśnie? ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 17:26
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Wytłumacz mi tylko jedno: na jak długi czas emanowanie sexapilem i zajebistość
                                                    > łóżkowa jest w stanie zamaskować głupotę,tę szeroko rozumianą, o której piszesz
                                                    Stawia, że jakieś 2do 6 miesięcy :-)

                                                    > i która na dłuższą metę jest chyba nie do przyjęcia dla w miarę racjonalnie my
                                                    > ślącego człowieka? To na chuj dążyć do związku wraz z jego konsekwencjami, sko
                                                    > ro można sobie pożyć i poużywać i bez niego, jeśli aż tak bardzo nas nie ciśnie
                                                    > ? ;)
                                                    Przecież nie dążę.
                                                    Zadałem tylko pytanie na forum :-)
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 22:49
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > To by ułatwiło sprawę.
                                                    > Bo mnie porządne kobiety nie kręcą:-)

                                                    Marek już w wątku obok wyjaśnił że kręcą głusze, bez sukcesów i mniej zarabiające.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:02
                                                    zawle napisała:


                                                    > Marek już w wątku obok wyjaśnił że kręcą głusze, bez sukcesów i mniej zarabiające.
                                                    --------------------------------------------------------
                                                    Nie, faceta pewnego siebie sukces jego kobiety tylko cieszy. Niepewnego - stresuje.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:06
                                                    Ale tylko wtedy gdy nie są większe od jego? I gdy są ukrywane pod dywanem...żeby on mógł nadal ?
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:12
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ale tylko wtedy gdy nie są większe od jego? I gdy są ukrywane pod dywanem...żeby on mógł nadal ?
                                                    ------------------------------------------------------
                                                    Taka konkurencja (wśród ludzi wykonujących ten sam zawód) potrafi być niszcząca. Gdy są inne, nie ma bezpośredniej rywalizacji. Silniejsza osoba nie potrafi sie oprzeć chęci pokazaniu, jaka jest zajebista.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:15
                                                    To chyba Twoja definicja "siły".
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:34
                                                    zawle napisała:

                                                    > To chyba Twoja definicja "siły".
                                                    -------------------------------------
                                                    Ja nie mam z tym problemu.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:36
                                                    To dziwne, bo dość często ten wątek przewija się w Twoich wypowiedziach. O oczekiwaniach, wymaganiach, władzy i laptopie na ścianie.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:44
                                                    zawle napisała:

                                                    > To dziwne, bo dość często ten wątek przewija się w Twoich wypowiedziach. O oczekiwaniach, wymaganiach, władzy i laptopie na ścianie.
                                                    -------------------------------------------------------
                                                    To są moje opinie na temat poruszanych problemów. Można je akceptować albo ignorować.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 23:57
                                                    --------------------------------------------------
                                                    > To są moje opinie na temat poruszanych problemów. Można je akceptować albo igno
                                                    > rować

                                                    Ależ skąd, mozna z nimi dyskutowac. Nawet należy, jesteś wszak na forum, nei tam, gdzie trzeba cię akceptować. I moze jeszcze podziwiać, co? ;-)

                                                    "Silniejsza osoba nie potrafi sie oprzeć chęci pokazaniu, jaka jest zajebista."
                                                    No coś ty? Ty tak masz? Bo ja nie?
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 15.05.16, 07:54
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > --------------------------------------------------
                                                    > > To są moje opinie na temat poruszanych problemów. Można je akceptować alb
                                                    > o igno
                                                    > > rować
                                                    >
                                                    > Ależ skąd, mozna z nimi dyskutowac. Nawet należy, jesteś wszak na forum, nei ta
                                                    > m, gdzie trzeba cię akceptować. I moze jeszcze podziwiać, co? ;-)

                                                    Od podziwiania to ma żonę . Jak to się mówi? "Za to jej płacą".
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 09:34
                                                    zawle napisała:


                                                    > Od podziwiania to ma żonę . Jak to się mówi? "Za to jej płacą".
                                                    -------------------------------
                                                    Wraca stary watek.Kobieta, która nie pracuje zawodowa to służąca, niewolnica a właściwie prostytutka. I już te pracujące czuję się lepiej.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 15.05.16, 09:39
                                                    To już Twoja interpretacja Marek. Nigdy do głowy nie przyszło żeby o takich kobietach myśleć jako o niewolnicach, służących czy prostytutkach. Ale jako o osobach uzależnionych od innych to już absolutnie tak.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 15.05.16, 09:39
                                                    Lub zależnych.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 10:07
                                                    zawle napisała:

                                                    > To już Twoja interpretacja Marek. Nigdy do głowy nie przyszło żeby o takich kobietach myśleć jako o niewolnicach, służących czy prostytutkach. Ale jako o osobach uzależnionych od innych to już absolutnie tak.
                                                    -------------------------------------------
                                                    Uzależnionych, czyli zmuszanych (niekiedy) do robienia rzeczy, których ,,wolna, niezależna" osoba by nie zrobiła.
                                                    Może akurat Tobie do głowy by nie przyszło, ale było tyle tu dyskusji i takie sugestie padały nie raz.
                                                    Zależność jest związana najczęściej z kasą. Otóż w tym aspekcie moja żona była zawsze niezależna. Poza tym ;pisałem wiele razy, cały majątek w tym moje pensje należą w połowie do niej.
                                                    Czym innym jest zależność psychiczna. Otóż skoro ludzie się kochają, są od siebie uzależnieni.
                                                    Nara. Jade do szpitala.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 15.05.16, 10:20
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Uzależnionych, czyli zmuszanych (niekiedy) do robienia rzeczy, których ,,wolna,
                                                    > niezależna" osoba by nie zrobiła.

                                                    I tu znowu Twoja interpretacja. Dziwne rzeczy masz swoją drogą Marku w głowie.

                                                    > Może akurat Tobie do głowy by nie przyszło, ale było tyle tu dyskusji i takie s
                                                    > ugestie padały nie raz.

                                                    Zauważ że w większości z męskich ust.

                                                    > Zależność jest związana najczęściej z kasą. Otóż w tym aspekcie moja żona była
                                                    > zawsze niezależna. Poza tym ;pisałem wiele razy, cały majątek w tym moje pensje
                                                    > należą w połowie do niej.

                                                    Raz...nie każdy facet niepracującej żony ma do tego takie "hojne" podejście. Dwa- w jakiej sytuacji zmieniłbyś podejście do jej utrzymywania? Chce odejść do kogoś innego, nie chce w Tobą współżyć, roztrwania kasę na "głupoty"..... ?


                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 14:36
                                                    To jest prosciej, jak Ci sie wlacza chuc to Ci sie "madrosc" wylacza :)
                                                • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:30
                                                  morrison9 napisał:

                                                  > Powiedzmy ze w kwestii bezceremonialnego okazywania , że liczy się głównie zaso
                                                  > bność portfela.

                                                  No wiesz? Po tym jak w dyskusji co kreci babki wstawilam zdjecia kulturystow? ;)

                                                  > Dla mnie to normalne, ze w jakiś sposób zapewniam kobiecie wysoki standard życi
                                                  > a jednak toporność w skupianiu się na tym aspekcie przez kobietę potrafi zrazić
                                                  > nawet niezbyt wyczulonego mężczyznę.

                                                  To uwazaj, bo jesli sie koncentruje 'topornie' tzn ze jej nie krecisz fizycznie, a ewentualnie moze chciec probowac cos ugrac w miedzyczasie zanim sobie nie spotka tego, co jej sie spodoba. Generalnie uwazam, ze jesli sie sprzedawac to za najwyzsza cene. Tez probowalam w latach bardzo chudych (studiow, braku pracy na pelen etat) ale mi sie odbijalo rzygami, a teraz to juz nie musze, bo zarabiam sama. Natomiast cena 'naciagnac na dziecko' jest za wysoka, o wiele za wysoka. No chyba, ze pani jest bezdzietna i b.chce dziecka to wtedy dzialaja tez inne czynniki.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:50
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No wiesz? Po tym jak w dyskusji co kreci babki wstawilam zdjecia kulturystow? ;
                                                    No tym bardziej.
                                                    Czyli jednoczesne podkreślanie przywiązania do kwestii finansowych świadczy o wyrachowaniu.

                                                    > To uwazaj, bo jesli sie koncentruje 'topornie' tzn ze jej nie krecisz fizycznie
                                                    > , a ewentualnie moze chciec probowac cos ugrac w miedzyczasie zanim sobie nie s
                                                    > potka tego, co jej sie spodoba.
                                                    Oczywiście.
                                                    Sam ją namawiam do tego by kogoś sobie znalazła.
                                                    Ja jestem żonaty a ona nie jest typem kobiety dla której byłoby sens zostawiać żonę.
                                                    Tylko, że śmiem wątpić, by w relacji z facetem, z którym ma szansę ułożyc sobie życie potrafiła się powstrzymać od zniechęcających tekstów i zachowań.
                                                    > Generalnie uwazam, ze jesli sie sprzedawac to z
                                                    > a najwyzsza cene.
                                                    Za najlepszą cenę to mogą sie sprzedawać najlepsze.
                                                    Ona jest sexy, ma urok ale jeśli doszłoby do relacji mającej charakter "transakcji" to kryteria stosowane przez faceta są zupełnie inne. Przesuwają się.
                                                    Modelką nie jest.
                                                    Jeśli facet ma przeznaczyć na ten cel odpowiednio duże pieniądze to poszuka modelki.

                                                    > Natomiast cena 'naciagnac na dziecko' jest za wysoka, o wiele za wysok
                                                    > a. No chyba, ze pani jest bezdzietna i b.chce dziecka to wtedy dzialaja tez inne czynniki.
                                                    Ma dziecko.
                                                    I nie chodzi tu o to żeby teraz miała odruchy naciągania na dziecko.
                                                    Odwołałem się do tego tematu żeby pokazać jakąś kompletną aberrację w kobiecym sposobie postrzegania relacji damsko-męskich, miłości, związków, ocenie postaw dopuszczalnych z etycznego punktu widzenia itd.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 14:07
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > No wiesz? Po tym jak w dyskusji co kreci babki wstawilam zdjecia kulturys
                                                    > tow? ;
                                                    > No tym bardziej.
                                                    > Czyli jednoczesne podkreślanie przywiązania do kwestii finansowych świadczy o w
                                                    > yrachowaniu.

                                                    Nie przypominam sobie wlasnych wypowiedzi swiadczacych o topornym przywiazaniu do kwestii finansowych ale nie zaprzeczam ze takowe sie pojawialy, bo mysle, ze by mnie na takie wypowiedzi bylo spokojnie stac szczegolnie gdybym chciala potencjalnego adoratora zniechecic. Cos na zasadzie wytworzenia kwasu ;-)

                                                    > Ja jestem żonaty a ona nie jest typem kobiety dla której byłoby sens zostawiać
                                                    > żonę.

                                                    Taka sie jeszcze nie urodzila ;) I to nie dlatego, ze kobietom czegos brakuje.

                                                    > Tylko, że śmiem wątpić, by w relacji z facetem, z którym ma szansę ułożyc sobie
                                                    > życie potrafiła się powstrzymać od zniechęcających tekstów i zachowań.

                                                    Ale to Cie juz nie dotyczy wiec kladz lache.

                                                    > > Generalnie uwazam, ze jesli sie sprzedawac to z
                                                    > > a najwyzsza cene.
                                                    > Za najlepszą cenę to mogą sie sprzedawać najlepsze.

                                                    Mialam dodac ale myslalam, ze to oczywiste: 'za najwyzsza, dostepna na rynku cene'.

                                                    > Ona jest sexy, ma urok ale jeśli doszłoby do relacji mającej charakter "transak
                                                    > cji" to kryteria stosowane przez faceta są zupełnie inne. Przesuwają się.
                                                    > Modelką nie jest.
                                                    > Jeśli facet ma przeznaczyć na ten cel odpowiednio duże pieniądze to poszuka mod
                                                    > elki.

                                                    Ale Ty nie szukasz modelki ani transakcji Ty szukasz kobiety, ktora Cie pokocha, milosci.

                                                    > Ma dziecko.
                                                    > I nie chodzi tu o to żeby teraz miała odruchy naciągania na dziecko.
                                                    > Odwołałem się do tego tematu żeby pokazać jakąś kompletną aberrację w kobiecym
                                                    > sposobie postrzegania relacji damsko-męskich, miłości, związków, ocenie postaw
                                                    > dopuszczalnych z etycznego punktu widzenia itd.

                                                    Moze nie szuka zwiazku tylko seksu i darmowych rozrywek ;)

                                                    Skoro nie ma ryzyka zajscia w ciaze to nie bardzo rozumiem czemu od niej uciekasz???
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 17:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale to Cie juz nie dotyczy wiec kladz lache.
                                                    Dotyczy o tyle, że ona jest skrajnym przypadkiem podejścia, które ma wiele kobiet.

                                                    > > Za najlepszą cenę to mogą sie sprzedawać najlepsze.
                                                    > Mialam dodac ale myslalam, ze to oczywiste: 'za najwyzsza, dostepna na rynku ce
                                                    > ne'.
                                                    To nie takie proste.
                                                    Ta cena nie jest jednoznacznie określona w danym momencie.
                                                    Sam seks jest dosyć tani.
                                                    Kobieta może uzyskac znacznie więcej dóbr od mężczyzny darząc go uczuciem albo przynajmniej starannie to udając.
                                                    W momencie gdybyś chciala się tak po prostu sprzedać Twoja wartość by spadła.

                                                    > Ale Ty nie szukasz modelki ani transakcji Ty szukasz kobiety, ktora Cie pokocha
                                                    > , milosci.
                                                    Ale ona szuka faceta przy ktorym się ustawi.
                                                    I jednocześnie takich skutecznie odstrasza.
                                                    Wątek jest o niej. Nie o mnie.

                                                    > Moze nie szuka zwiazku tylko seksu i darmowych rozrywek ;)
                                                    No też.
                                                    Ale z gwarancji stałości tych rozrywek, seksu i paru innych rzeczy.
                                                    Czyli jednak szuka związku.

                                                    > Skoro nie ma ryzyka zajscia w ciaze to nie bardzo rozumiem czemu od niej ucieka
                                                    > sz???
                                                    Bo ja idealista jestem :-)
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 17:42
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > Skoro nie ma ryzyka zajscia w ciaze to nie bardzo rozumiem czemu od niej
                                                    > ucieka
                                                    > > sz???

                                                    > Bo ja idealista jestem :-)

                                                    ej;) morrison, jakim idealista?;) co to za idelay?;) tak z ciekawości pytam;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 17:58
                                                    bgz0702 napisała:


                                                    > > Bo ja idealista jestem :-)
                                                    >
                                                    > ej;) morrison, jakim idealista?;) co to za idelay?;) tak z ciekawości pytam;)
                                                    No akurat w tym momencie miałem na myśli bardzo konkretna rzecz.
                                                    Jesli widzę, że osoba w jakiś sposób mi bliska robi ewidentne głupstwa to próbuję ją od tego odwieść :-)
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 18:06
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > > Bo ja idealista jestem :-)
                                                    > >
                                                    > > ej;) morrison, jakim idealista?;) co to za idelay?;) tak z ciekawości pyt
                                                    > am;)
                                                    > No akurat w tym momencie miałem na myśli bardzo konkretna rzecz.
                                                    > Jesli widzę, że osoba w jakiś sposób mi bliska robi ewidentne głupstwa to próbu
                                                    > ję ją od tego odwieść :-)

                                                    a nie jest przypadkiem tak ze cie wkurza to ze robi z ciebie "głupka", nie szanuje cie a tobie zalezy? bo ty o sobie piszesz, prawda? czy się myle?;) jeśli tak, to przepraszam, nie doczytałam wszystkiego
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 18:42
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > a nie jest przypadkiem tak ze cie wkurza to ze robi z ciebie "głupka", nie szan
                                                    > uje cie a tobie zalezy? bo ty o sobie piszesz, prawda? czy się myle?;) jeśli ta
                                                    > k, to przepraszam, nie doczytałam wszystkiego
                                                    Nie.
                                                    Nie w tym rzecz.
                                                    Gdybym kierował się tylko własnym (nomen omen) interesem to jej zachowania odstraszające facetów byłyby mi na rękę.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 18:52
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > a nie jest przypadkiem tak ze cie wkurza to ze robi z ciebie "głupka", ni
                                                    > e szan
                                                    > > uje cie a tobie zalezy? bo ty o sobie piszesz, prawda? czy się myle?;) je
                                                    > śli ta
                                                    > > k, to przepraszam, nie doczytałam wszystkiego
                                                    > Nie.
                                                    > Nie w tym rzecz.
                                                    > Gdybym kierował się tylko własnym (nomen omen) interesem to jej zachowania ods
                                                    > traszające facetów byłyby mi na rękę.

                                                    taki altruizm toba kieruje? jak to ogarnąć, jesteś "dobrym wujkiem"? rozumiem ze dziewczyna jest bardzo fajna i w gruncie rzeczy nie taka glupia albo przynajmniej nie taka wredna zebys mogl ja zwyczajnie olewac bo troszczysz sie. Ale to dosyć dziwne jest. Taka chec niesienia pomocy, ok, stawiasz się ponad to?
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:04
                                                    >taki altruizm toba kieruje? jak to ogarnąć, jesteś "dobrym wujkiem"? rozumiem ze dziewczyna jest bardzo fajna i w gruncie rzeczy nie taka glupia albo przynajmniej nie taka wredna zebys mogl ja zwyczajnie olewac bo troszczysz sie. Ale to dosyć dziwne jest. Taka chec niesienia pomocy, ok, stawiasz się ponad to?<

                                                    Widocznie fajna i bardzo nieporządna przy tym, stąd może ta altruistyczna postawa ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:39
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > albo prz
                                                    > ynajmniej nie taka wredna zebys mogl ja zwyczajnie olewac bo troszczysz sie.
                                                    No właśnie na początku myślałem, że jest po prostu wyrachowaną suką i cwaniarą.
                                                    Ale to trochę bardziej skomplikowane.
                                                    Ma po prostu skopane odruchy.
                                                    A uciekający czas powoduje, że wykonuje nerwowe, chaotyczne ruchy i pogarsza swoją sytuację.

                                                    > Widocznie fajna i bardzo nieporządna przy tym, stąd może ta altruistyczna posta
                                                    > wa ;)
                                                    Owszem. Skłamałbym gdybym powiedział, ze to bez znaczenia.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 20:01
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > ninek04 napisała:
                                                    > > albo prz
                                                    > > ynajmniej nie taka wredna zebys mogl ja zwyczajnie olewac bo troszczysz s
                                                    > ie.
                                                    > No właśnie na początku myślałem, że jest po prostu wyrachowaną suką i cwaniarą.
                                                    > Ale to trochę bardziej skomplikowane.
                                                    > Ma po prostu skopane odruchy.
                                                    > A uciekający czas powoduje, że wykonuje nerwowe, chaotyczne ruchy i pogarsza sw
                                                    > oją sytuację.

                                                    ok;) tłumaczysz ja a wiec ci trochę zależy;) nie sadze jednak żeby takie stare panny mogly się pozbyć złych nawykow. Ludzie przechodza niesamowite pzremiany ale zwykle wpadają ze skrajności w skrajność. To co mocno zakorzenione odezwie się prędzej czy później, może się zmienić temat ale narracja/przekonania bez zmian;)

                                                    > > Widocznie fajna i bardzo nieporządna przy tym, stąd może ta altruistyczna
                                                    > posta
                                                    > > wa ;)
                                                    > Owszem. Skłamałbym gdybym powiedział, ze to bez znaczenia.

                                                    zadurzyles się;) nie wiem czy powinieneś jej takie rzeczy robic, "skopane odruchy" mogą się poglebic w akcie samoobrony;)
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 18:53
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Gdybym kierował się tylko własnym (nomen omen) interesem to jej zachowania odstraszające facetów byłyby mi na rękę.<

                                                    A jesteś w stanie policzyć z ołówkiem w ręku, ilu konkretnie już odstraszyła? Bo Ciebie jak na razie chyba nie była w stanie, skoro z ochotą ją nadal pieprzysz, a i ona się nie wymiguje ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:10
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A jesteś w stanie policzyć z ołówkiem w ręku, ilu konkretnie już odstraszyła?
                                                    A jeśli nie jestem w stanie "z ołówkiem w ręku" policzyć to będzie oznaczało, że nie odstrasza?
                                                    A moze powinienem wkleić tu korespondencję w której się żali, że jest sama?

                                                    > Bo Ciebie jak na razie chyba nie była w stanie, skoro z ochotą ją nadal pieprzy
                                                    > sz, a i ona się nie wymiguje ;)
                                                    Nic mi nie wiadomo o tym bym rozszedł się z żoną , zamieszkał z tamtą i byśmy stworzyli stały związek.
                                                    To, że ma chętnych na bzykanie to żaden wyczyn.
                                                    Ale jej też zależy na stałym związku a nie tylko seksie z doskoku.
                                                  • sea.sea Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:20
                                                    Może laska ma po prostu bardzo niską inteligencję emocjonalną. No zdarza się. Co zrobisz? Nic nie zrobisz.

                                                    Owszem, można wziąć na poważną rozmowę i powiedzieć. Raz. Tyle, że należy też przyswoić, że inni ludzie są dorośli i mają prawo robić dziwne rzeczy, inne niż te, które naszym zdaniem by były dla nich dobre. Słuchałbyś, gdyby Tobie autorytatywnie ktoś wykładał, co powinieneś robić, a co się nie zgadza z Twoim dotychczasowym światopoglądem? No właśnie.

                                                    Mnie notorycznie strzela na lekkomyślność moich przyjaciół/znajomych, ale to jest moje pojęcie lekkomyślności i oni naprawdę nie muszą go podzielać (choć czasem jest to dla mnie bardzo trudne do przyjęcia).
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:33
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Słuchałbyś, gdyby Tobie autory
                                                    > tatywnie ktoś wykładał, co powinieneś robić, a co się nie zgadza z Twoim dotych
                                                    > czasowym światopoglądem? No właśnie.
                                                    A jej się zdarzało słuchać.
                                                    Ale potem i tak odrzuca to co mówię.
                                                    Bo wygodniej jest wierzyc w księcia z bajki zamiast pojść na kompromis i uwzględnić realia życiowe
                                                    >
                                                    > Mnie notorycznie strzela na lekkomyślność moich przyjaciół/znajomych, ale to je
                                                    > st moje pojęcie lekkomyślności i oni naprawdę nie muszą go podzielać (choć czas
                                                    > em jest to dla mnie bardzo trudne do przyjęcia).
                                                    Aż mnie zaciekawiło.
                                                    Podaj przykład tej lekkomyślności :-)
                                                  • sea.sea Re: Dlaczego....? 15.05.16, 20:26
                                                    Np jak dajesz w rogi małżonkowi/małżonce bo mąż/żona Cię nie rozumie, to spróbuj tego nie robić z kolegą/koleżanką z pracy, a jeśli już musisz, to niech wspólni, zaprzyjaźnieni z całą trójką znajomi o tym nie wiedzą, bo po pierwsze: jest większa szansa, że się wyda, po drugie - to jest dla tych znajomych naprawdę bardzo krępujące.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 20:28
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Np jak dajesz w rogi małżonkowi/małżonce bo mąż/żona Cię nie rozumie, to spróbu
                                                    > j tego nie robić z kolegą/koleżanką z pracy, a jeśli już musisz, to niech wspól
                                                    > ni, zaprzyjaźnieni z całą trójką znajomi o tym nie wiedzą, bo po pierwsze: jest
                                                    > większa szansa, że się wyda, po drugie - to jest dla tych znajomych naprawdę b
                                                    > ardzo krępujące.
                                                    Aha.
                                                    To zgadzam się z Tobą.

                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:10
                                                    morrison9 napisał:

                                                    To nie takie proste.
                                                    > Ta cena nie jest jednoznacznie określona w danym momencie.
                                                    > Sam seks jest dosyć tani.
                                                    > Kobieta może uzyskac znacznie więcej dóbr od mężczyzny darząc go uczuciem albo
                                                    > przynajmniej starannie to udając.
                                                    > W momencie gdybyś chciala się tak po prostu sprzedać Twoja wartość by spadła.

                                                    Dlatego 'sprzedawanie sie' nie ma sensu. Jesli kogos darzysz uczuciem, podoba ci sie, jest dla ciebie wazny to nie myslisz o zadnych transakcjach tylko chcesz z nim po prostu byc. Za darmo. Problem w tym, ze takie sytuacje wraz z wiekiem sie coraz rzadziej zdarzaja, a potrzebe zwiazku mozesz miec stala wtedy kombinujesz gdzie tu i za ile sie sprzedac/cos kupic/utargowac/wymienic cos na cos ale to jest wszystko naciagane i sie odbija czkawka. Lepiej zdusisc w sobie potrzebe zwiazku, uitymnosci i byc samej. Jak pisal Proteinowy: w zyciu nie ma niezliczonej ilosci szans.

                                                    > Ale ona szuka faceta przy ktorym się ustawi.

                                                    No, to na co Ci taka kobieta? Do dupy jest.

                                                    > Wątek jest o niej. Nie o mnie.

                                                    Oczywiscie tylko kochanie za kazdym razem jak otwierasz usta opisujesz siebie. A ja czytam, bo lubie.

                                                    > Bo ja idealista jestem :-)

                                                    A nie widzisz, ze za swing probujesz sprzedac swoje idealy? Bo ona chetna na swing to trzeba przymknac oko na ewidentne niezainteresowanie Toba jako osoba? Zreszta nie wiem, nic lepszego i tak nie ugrasz. Masz za slaba pozycje, mimo pieniedzy. Plus ta potrzeba swingu Cie sprowadza na manowce. Nie wiem jak to rozwiazac.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dlatego 'sprzedawanie sie' nie ma sensu. Jesli kogos darzysz uczuciem, podoba c
                                                    > i sie, jest dla ciebie wazny to nie myslisz o zadnych transakcjach tylko chcesz
                                                    > z nim po prostu byc. Za darmo. Problem w tym, ze takie sytuacje wraz z wiekiem
                                                    > sie coraz rzadziej zdarzaja, a potrzebe zwiazku mozesz miec stala wtedy kombin
                                                    > ujesz gdzie tu i za ile sie sprzedac/cos kupic/utargowac/wymienic cos na cos al
                                                    > e to jest wszystko naciagane i sie odbija czkawka. Lepiej zdusisc w sobie potrz
                                                    > ebe zwiazku, uitymnosci i byc samej. Jak pisal Proteinowy: w zyciu nie ma niezl
                                                    > iczonej ilosci szans.
                                                    Czasem mnie zaskakujesz.
                                                    Tak. Zgadzam się z powyższym.

                                                    > > Ale ona szuka faceta przy ktorym się ustawi.
                                                    > No, to na co Ci taka kobieta? Do dupy jest.
                                                    Wiem.
                                                    Ale ma coś w sobie :-)

                                                    > Oczywiscie tylko kochanie za kazdym razem jak otwierasz usta opisujesz siebie.
                                                    > A ja czytam, bo lubie.
                                                    Będę bardziej uważny następnym razem :-)

                                                    > A nie widzisz, ze za swing probujesz sprzedac swoje idealy?
                                                    Owszem. Próbuję. Kombinuję jak koń pod górę i zastanawiam się jak to rozegrać, zeby to miało jeszcze jakiś sens.
                                                    > Bo ona chetna na sw
                                                    > ing to trzeba przymknac oko na ewidentne niezainteresowanie Toba jako osoba?
                                                    To trochę bardziej wg mnie skomplikowane.
                                                    Jej potrzeba posiadania bogatego faceta nie jest w niczym gorsza (ani lepsza) od mojej potrzeby posiadania atrakcyjnej kobiety.
                                                    Jedno i drugie mało wzniosłe i dosyć biologiczne, żeby nie powiedzieć - prymitywne.
                                                    Dlatego mam jakiś margines wyrozumiałości dla jej potrzeb.
                                                    Rzecz w tym, że ja cały czas główkuję jak tu znaleźć odpowiednią osobę nie odstraszając jej zbyt prostackim podejściem.
                                                    Ona się w takie niuanse nie zagłębia.
                                                    Ponosi porażki a mimo to jest odporna sugestie by skorygowała swoje podejście i zachowanie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 20:03
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To trochę bardziej wg mnie skomplikowane.
                                                    > Jej potrzeba posiadania bogatego faceta nie jest w niczym gorsza (ani lepsza) o
                                                    > d mojej potrzeby posiadania atrakcyjnej kobiety.
                                                    > Jedno i drugie mało wzniosłe i dosyć biologiczne, żeby nie powiedzieć - prymity
                                                    > wne.
                                                    > Dlatego mam jakiś margines wyrozumiałości dla jej potrzeb.
                                                    > Rzecz w tym, że ja cały czas główkuję jak tu znaleźć odpowiednią osobę nie odst
                                                    > raszając jej zbyt prostackim podejściem.
                                                    > Ona się w takie niuanse nie zagłębia.
                                                    > Ponosi porażki a mimo to jest odporna sugestie by skorygowała swoje podejście
                                                    > i zachowanie.

                                                    Aha. Rozumiem. Czyli chodzi o tzw. zdrowa hipokryzje. To ze ona tak wywala kawe na lawe jest odsteczajace dla Ciebie. A mozemy wrocic na chwile do tego Twojego porownania jej do mnie? Chcialbym zrozumiec z czego ta jej potrzeba posiadania bogatego faceta wynika. Bo np jesli Ci sie wydalam wyrachowana na kase wtedy kiedys, to w moim przypadku wynikalo to z biedy i jej konsekwencji (psychicznych, negatywnych). Teraz juz jestem wolna od tej biedy, bo dobrze zarabiam, mam fajna, ambitna robote wiec sie wyzwolilam z grajdolka garkotluka (pamietasz tez mi kiedys o to dosrales), a w jej przypadku z czego to wynika? Zmierzam do tego, ze moze jej sie to zmieni?
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 20:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Aha. Rozumiem. Czyli chodzi o tzw. zdrowa hipokryzje. To ze ona tak wywala kawe
                                                    > na lawe jest odsteczajace dla Ciebie.
                                                    Nie.
                                                    Nie chodzi o "zdrową hipokryzję"
                                                    Chodzi o wizję związku
                                                    Chodzi o to by szukając sobie partnera nie dawać drugiej osobie do zrozumienia, że jest się z nią tak długo jak długo wszystko się układa.
                                                    A kiedy jednej z osób noga się podwinie (np facet straci pracę) a kobieta się zestarzeje i nie będzie juz taka piękna to druga osoba odwraca się na pięcie i odchodzi.
                                                    Kobieta raczej nie chciałaby żyć w poczuciu zagrożenia opisanego powyżej więc dlaczego oczekuje, że facet powinien nie zwracać uwagi na analogiczne zagrożenie jego dotyczące.
                                                    > Chcialbym zrozumiec z czego ta jej potrzeba posiadani
                                                    > a bogatego faceta wynika. Bo np jesli Ci sie wydalam wyrachowana na kase wtedy
                                                    > kiedys, to w moim przypadku wynikalo to z biedy i jej konsekwencji (psychicznyc
                                                    > h, negatywnych).
                                                    Z jednej strony boi się o byt swój i swojego dziecka.
                                                    A z drugiej strony ma obsesję na punkcie ciuchów, kosmetyków itd. Potrzebę luksusu.
                                                    Twierdzi, że nigdy tego nie miała, wiązała się z gołodupcami i lekkoduchami i stąd takie tęsknoty.
                                                    Ale udziela też sprzecznych informacji na rozne tematy.
                                                    A ja niestety mam dobrą pamięć i pamiętam jej sprzeczne wypowiedzi.
                                                    > wyzwolilam z grajdolka garkotluka (pamietasz tez
                                                    > mi kiedys o to dosrales)
                                                    Nie przypominam sobie bym dosrywał Ci z tytułu bycia garkotłukiem.
                                                    Mogłem Ci wbić szpilę w odpowiedzi na Twoją agresję, wymądrzanie się i zarozumialstwo.
                                                    Sam fakt bycia "garkotłukiem" nie jest dla mnie powodem do dosrywania.
                                                    Powodem może być ew. życiowa "głupota" w takiej definicji jaką podałem w tym wątku.
                                                    > Zmierzam do tego, ze moze jej sie to zmieni?
                                                    Nie sądzę.
                                                    No chyba, że jak już będzie dużo starsza i będzie musiała drastycznie obniżyć oczekiwania.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 20:56
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Nie chodzi o "zdrową hipokryzję"
                                                    > Chodzi o wizję związku
                                                    > Chodzi o to by szukając sobie partnera nie dawać drugiej osobie do zrozumienia,
                                                    > że jest się z nią tak długo jak długo wszystko się układa.
                                                    > A kiedy jednej z osób noga się podwinie (np facet straci pracę) a kobieta się z
                                                    > estarzeje i nie będzie juz taka piękna to druga osoba odwraca się na pięcie i o
                                                    > dchodzi.
                                                    > Kobieta raczej nie chciałaby żyć w poczuciu zagrożenia opisanego powyżej więc d
                                                    > laczego oczekuje, że facet powinien nie zwracać uwagi na analogiczne zagrożenie
                                                    > jego dotyczące.

                                                    Rozumiem. Ale co jesli taka wizja zwiazku jest dla niej prawdziwa. Ja wymagam tego od Ciebie, a Ty nie wymagaj rownorzednej rzeczy ode mnie. Prawdopodobnie roznie wartosciuje pieniadz i urode.

                                                    > Z jednej strony boi się o byt swój i swojego dziecka.
                                                    > A z drugiej strony ma obsesję na punkcie ciuchów, kosmetyków itd. Potrzebę luks
                                                    > usu.
                                                    > Twierdzi, że nigdy tego nie miała, wiązała się z gołodupcami i lekkoduchami i s
                                                    > tąd takie tęsknoty.
                                                    > Ale udziela też sprzecznych informacji na rozne tematy.
                                                    > A ja niestety mam dobrą pamięć i pamiętam jej sprzeczne wypowiedzi.

                                                    Moze jest na etapie przewartosciowywania sie w wyniku czego stary z nowym systemem, jaki sobie narzuca walcza ze soba. Raz strzela ze starego to probuje poprawic po nowemu. Sama ze soba walczy. Swiadomosc z podswiadomoscia sie miesza, a z ust wylaza glupoty. Powinna sie najpierw ustabilizowac jakos/pozbierac do kupy.

                                                    Inna sprawa, ze czesto obserwujemy w ludziach jakies odpaly swiadczace o dazeniu do samozniszczenia, ukarania sie za cos, ect. To moze byc przejsciowe.

                                                    > Nie przypominam sobie bym dosrywał Ci z tytułu bycia garkotłukiem.
                                                    > Mogłem Ci wbić szpilę w odpowiedzi na Twoją agresję, wymądrzanie się i zarozumi
                                                    > alstwo.
                                                    > Sam fakt bycia "garkotłukiem" nie jest dla mnie powodem do dosrywania.
                                                    > Powodem może być ew. życiowa "głupota" w takiej definicji jaką podałem w tym wą
                                                    > tku.

                                                    Moze za szeroko tego garkotluka uzywam jako pojecia. Chodzilo mi o zaleznosc finansowa od mezczyzny. Niewazne zreszta.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 21:09
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Rozumiem. Ale co jesli taka wizja zwiazku jest dla niej prawdziwa. Ja wymagam t
                                                    > ego od Ciebie, a Ty nie wymagaj rownorzednej rzeczy ode mnie. Prawdopodobnie ro
                                                    > znie wartosciuje pieniadz i urode.
                                                    Odpowiem to co zawsze: To niech znajdzie sobie faceta, który będzie miał i wygląd i pieniądze. Kto jej broni.
                                                    Mi chodzi ogólnie o to, że ona oczekuje stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa ale sama go nie oferuje.

                                                    > Moze jest na etapie przewartosciowywania sie w wyniku czego stary z nowym syste
                                                    > mem, jaki sobie narzuca walcza ze soba. Raz strzela ze starego to probuje popra
                                                    > wic po nowemu. Sama ze soba walczy. Swiadomosc z podswiadomoscia sie miesza, a
                                                    > z ust wylaza glupoty. Powinna sie najpierw ustabilizowac jakos/pozbierac do kup
                                                    > y.
                                                    Trudno mi to ocenić.
                                                    Cały czas mówi o tym o czym napisałaś.
                                                    Ale zbyt krótko ją znam.
                                                    Być może mówi o tym od 15 lat.
                                                    > Inna sprawa, ze czesto obserwujemy w ludziach jakies odpaly swiadczace o dazeni
                                                    > u do samozniszczenia, ukarania sie za cos, ect. To moze byc przejsciowe.
                                                    I takie elementy też są :-)

                                                    > Moze za szeroko tego garkotluka uzywam jako pojecia. Chodzilo mi o zaleznosc fi
                                                    > nansowa od mezczyzny. Niewazne zreszta.
                                                    Suma sumarum sprowadza się to do życiowej głupoty połączonej z zachowywaniem się jakby się zjadło wszystkie rozumy.
                                                    Kurczę. Same podobieństwa :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 21:24
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Suma sumarum sprowadza się to do życiowej głupoty połączonej z zachowywaniem si
                                                    > ę jakby się zjadło wszystkie rozumy.
                                                    > Kurczę. Same podobieństwa :-)

                                                    Jakie podobienstwa? Patrzysz na mnie przez pryzmat naszych 'starych' rozmow. Ja sie troche przewartosciowalam, teraz jestem 'nowa' Kitty ;-) Musisz mnie poznac od nowa. Szkoda czasu.

                                                    Mam obserwacje: ciagnie Cie do kobiet na krawedzi. Ciekawe dlaczego? Jestes przeciwienstwem Wonta.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 21:45
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Jakie podobienstwa? Patrzysz na mnie przez pryzmat naszych 'starych' rozmow. Ja
                                                    > sie troche przewartosciowalam, teraz jestem 'nowa' Kitty ;-) Musisz mnie pozna
                                                    > c od nowa. Szkoda czasu.
                                                    Po prostu pewna sytuacja analogiczna mi się przypomniała i stąd skojarzenie o podobieństwie.
                                                    A ocenę czy się zmieniłaś sugerowałbym pozostawić komuś kto na Ciebie patrzy z boku.

                                                    > Mam obserwacje: ciagnie Cie do kobiet na krawedzi. Ciekawe dlaczego? Jestes prz
                                                    > eciwienstwem Wonta.
                                                    Ciągnie mnie do kobiet nieistniejących (a w każdym razie rzadko spotykanych)
                                                    Posiadających sprzeczny zestaw cech.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 22:00
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Po prostu pewna sytuacja analogiczna mi się przypomniała i stąd skojarzenie o p
                                                    > odobieństwie.
                                                    > A ocenę czy się zmieniłaś sugerowałbym pozostawić komuś kto na Ciebie patrzy z
                                                    > boku.

                                                    ;-) Ale nikt nie patrzy. Patrza teraz tylko jak rozpuszcze wlosy. Pracuje teraz troche z Portugalczykami. Oni ladnie wymawiaja moje imie. Tak po ichniemu. Jeden jak sie ze mna wital wolajac to tak sie ogladalam odsylajac usmiech, ze wlazlam na oczach calej hali na paleciaka. Ale wpadka. Od tego czasu plote ciasnego warkocza ;)

                                                    > Ciągnie mnie do kobiet nieistniejących (a w każdym razie rzadko spotykanych)
                                                    > Posiadających sprzeczny zestaw cech.

                                                    O to to. A czym to sie rozni od poszukiwania ksiecia na bialym koniu? ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 22:05
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > > Ciągnie mnie do kobiet nieistniejących (a w każdym razie rzadko spotykanych)
                                                    > > Posiadających sprzeczny zestaw cech.
                                                    >
                                                    > O to to. A czym to sie rozni od poszukiwania ksiecia na bialym koniu? ;)
                                                    Tym, że jak moja "księżniczka" pojawia się w pobliżu to staram się ją czymś do mnie zachęcić a nie odstraszyć :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 22:17
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > > O to to. A czym to sie rozni od poszukiwania ksiecia na bialym koniu? ;)
                                                    > Tym, że jak moja "księżniczka" pojawia się w pobliżu to staram się ją czymś do
                                                    > mnie zachęcić a nie odstraszyć :-)

                                                    No to sam sobie odpowiedziales: widocznie nie jestes JEJ ksieciem (albo jeszcze o tym nie wie), a jej zyciowa glupota tlumaczysz sobie odrzucenie. Moze jeszcze spotkasz swoja. Ide pakowac, wpadne pozniej, buzka! ;)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 23:36
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Jed
                                                    > en jak sie ze mna wital wolajac to tak sie ogladalam odsylajac usmiech, ze wlaz
                                                    > lam na oczach calej hali na paleciaka. Ale wpadka.

                                                    Ważna jest strategia i jak umiejętnie wybrnąć z krępującej sytuacji.
                                                    W takiej jak ta obracamy szybkim ruchem paleciaka kierownicą do przodu, po czym wskakujemy na niego, odpychamy się jedną nogą i pogwizdując jedziemy jak na hulajnodze :D
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 00:28

                                                    > Ciągnie mnie do kobiet nieistniejących (a w każdym razie rzadko spotykanych)
                                                    > Posiadających sprzeczny zestaw cech.

                                                    Jaki to zestaw?
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 16:23
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Tylko, że śmiem wątpić, by w relacji z facetem, z którym ma szansę ułożyc sobie życie potrafiła się powstrzymać od zniechęcających tekstów i zachowań.<

                                                    No ale czego Ty oczekujesz? Wątpię, by ktoś, kto już trochę lat na tym świecie przeżył, był w stanie przekonstruować się psychicznie, skoro wewnątrz czuje, że jego sposób postępowania,czy zespół cech osobowościowych jest w jakiś sposób spójny. Więc skoro jej priorytetem jest znalezienie i związanie się z ustawionym facetem, a przy tym jest przekonana o swoich autach, które działają na co poniektórych, to w taki target będzie celowała, licząc na to, że warunki, która ona stawia, zostaną zaakceptowane. Myślę, że część facetów weźmie ją z pocałowaniem ręki, mimo" zaawansowanego "wieku ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 17:42
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Myślę, że część facetów weźmie ją z pocałowanie
                                                    > m ręki, mimo" zaawansowanego "wieku ;)
                                                    Weźmie od niej seks. Takich na pewno znajdzie.
                                                    Nie dając jej tego czego oczekuje.
                                                    A w każdym razie nie dając na dłuższą metę.
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 18:48
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Weźmie od niej seks. Takich na pewno znajdzie.
                                                    Nie dając jej tego czego oczekuje.
                                                    A w każdym razie nie dając na dłuższą metę.<

                                                    No to wówczas, jak się parę razy sparzy, a nadal będzie jej zależało na osiągnięciu zamierzonego celu- być może zmieni optykę i taktykę, może weźmie sobie Twoje idealistyczne " sugestie "do serca, albo do głowy chociaż ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 18:51
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > No to wówczas, jak się parę razy sparzy, a nadal będzie jej zależało na osiągni
                                                    > ęciu zamierzonego celu- być może zmieni optykę i taktykę, może weźmie sobie Two
                                                    > je idealistyczne " sugestie "do serca, albo do głowy chociaż ;)
                                                    Wówczas????
                                                    Ona ma 39 lat.
                                                    Juz paru facetow w jej życiu przed nią uciekło.
                                                    Ale ona nadal wie lepiej.
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 19:09
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Wówczas????
                                                    Ona ma 39 lat.
                                                    Juz paru facetow w jej życiu przed nią uciekło.
                                                    Ale ona nadal wie lepiej.<

                                                    Tylko paru? ;) Co za problem. W tym wieku nadal może być niezłym kąskiem dla kasiastych 60- parolatków, przeżywających spóźniony kryzys wieku-to może w końcu trafi jej się taki ;)
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 16:46
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Tylko, że śmiem wątpić, by w relacji z facetem, z którym ma szansę ułożyc sobie życie potrafiła się powstrzymać od zniechęcających tekstów i zachowań<

                                                    No ale czego Ty oczekujesz? Wątpię, by ktoś, kto już paredziesiąt lat przeżył na świecie, będąc w pewien sposób skonstruowany psychicznie i mając określone nastawienie, co jest dla niego ważne, nagle mógł zacząć mówić całkowicie innym językiem, czy zmienić swój sposób myślenia. Skoro pani jest nastawiona na pewien target, będący w kręgu jej zainteresowań, to liczy na to, że chętni się znajdą, mimo jej "zaawansowanego" wieku,bo takie przekonania płyną z jej wewnętrznych przekonań.Gdyby je zmieniła, to nie byłaby sobą, czy działałaby wbrew sobie, więc pewnie nawet nie zawraca sobie tym głowy, tylko żyje i czeka, co przyniesie los ;)
                                        • zawle Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:19
                                          morrison9 napisał:
                                          > Nawet jej powiedziałem, ze zdecydowanie nie jest typem "kobiety niebezpiecznej"
                                          > Raczej żadnego mężczyzny dysponującego elementarnym doświadczeniem życiowym i e
                                          > lementarnym zdrowym rozsądkiem wykorzystać czy zranić nie jest w wstanie
                                          > Sama go wcześniej odstraszy.

                                          No pewnie. Ona stosuje zasłonę dymną...sypiam z Tobą, ale szukam bogatego. Gorzej jak się okaże że jest z Tobą w ciąży. Wpadka z biedniejszym. Brak seksu murowany, a alimenty płacić trzeba. Ja się boję ludzi którzy robię wrażenie głupich.
                                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:40
                                            zawle napisała:

                                            > No pewnie. Ona stosuje zasłonę dymną...sypiam z Tobą, ale szukam bogatego. Gorz
                                            > ej jak się okaże że jest z Tobą w ciąży. Wpadka z biedniejszym. Brak seksu muro
                                            > wany, a alimenty płacić trzeba. Ja się boję ludzi którzy robię wrażenie głupich
                                            Mylisz się co do okoliczności ale trudno by było inaczej skoro ich nie przedstawiłem zbyt szczegółowo.
                                            Niemniej jednak dziękuję za to co piszesz .

                                            Ona nie robi wrażenia głupiej.
                                            Ona jest głupia.
                                            Jest też towarzyska i jest sexy więc życie jej tą głupote wybaczało bo zawsze znalazła się jakaś cool koleżanka, która jej powiedziała, że jest odjechaną, zajebistą kumpela, jakiś facet, który powiedział jej to co ona chciała uslyszeć (żeby nie stracić szansy na ew seks z nią)

                                            A teraz latka lecą.
                                            I coraz mniej to działa.
                                            To częsty schemat: O co kaman?? Dlaczego mój sposób życia (i bycia) coraz gorzej działa skoro tyle lat świetnie się sprawdzał.

                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 22:52
                                    sea.sea napisała:

                                    > No dobra, ta jedna jest "głupia", a pozostałe? Bo przecież rozszerzyłeś swoje ż
                                    > ale na nieomal wszystkie posiadaczki chromosomów XX.
                                    Poza tym właśnie o to mi chodziło.
                                    O upewnienie się, że taki sposób myślenia nie jest normą u kobiet :-)
                                    Tak więc: dzięki sea :-)
                                    • sea.sea Re: Dlaczego....? 13.05.16, 22:56
                                      Prywatnie to ja mam poczucie, że kamienna głupota jest niezależna od płci. Serio.
                                      Czasami mi cycki opadają równo, ale nie lubię uogólniać na płci, bo uwielbiam facetów, a kobiety i wiedźmie kręgi co najmniej równie bardzo :)
                                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:24
                                        sea.sea napisała:

                                        > Prywatnie to ja mam poczucie, że kamienna głupota jest niezależna od płci. Seri
                                        > o.
                                        > Czasami mi cycki opadają równo, ale nie lubię uogólniać na płci, bo uwielbiam f
                                        > acetów, a kobiety i wiedźmie kręgi co najmniej równie bardzo :)
                                        Tyle, że przypadki analogicznej głupoty u mężczyzn nie powodują u mnie zazwyczaj glębokiej troski gdyż są mi zazwyczaj na rękę :-)
                            • sabat3 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 02:29
                              morrison9 napisał:
                              > Co zrobić skoro się zajebiście pieprzy :-)

                              Najwyrazniej jest bystrzejsza od Ciebie, skoro nie zorientowales sie, ze jestes daniem glowym w tym polowaniu na nadzianego goscia ;)
                              Przypuszczam tez, ze jej glupawe dylematy sluza temu, by moc wykazac jaki Ty jednak madry misiu jestes ;)
                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 11:25
                                sabat3 napisał:

                                > morrison9 napisał:
                                > > Co zrobić skoro się zajebiście pieprzy :-)
                                >
                                > Najwyrazniej jest bystrzejsza od Ciebie, skoro nie zorientowales sie, ze jestes
                                > daniem glowym w tym polowaniu na nadzianego goscia ;)
                                Oj takie rzeczy to ona mówi wprost.
                                > Przypuszczam tez, ze jej glupawe dylematy sluza temu, by moc wykazac jaki Ty je
                                > dnak madry misiu jestes ;)
                                No i tu dochodzimy do istoty problemu:
                                Skoro poluje na nadzianego gościa to dlaczego uporczywie takich odstrasza?
                                To jest właśnie ta "głupota" o którą mi chodzi.
                                • sabat3 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 11:34
                                  morrison9 napisał:
                                  > No i tu dochodzimy do istoty problemu:
                                  > Skoro poluje na nadzianego gościa to dlaczego uporczywie takich odstrasza?
                                  > To jest właśnie ta "głupota" o którą mi chodzi.

                                  Skoro ja pieprzysz i tak zawziecie zajmujesz sie jej przypadkiem, to najwyrazniej jest to dobra taktyka i nie ma potrzeby jej dlugo i uczenie rozwazac :)
                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 11:43
                                    sabat3 napisał:

                                    > Skoro ja pieprzysz i tak zawziecie zajmujesz sie jej przypadkiem, to najwyrazni
                                    > ej jest to dobra taktyka i nie ma potrzeby jej dlugo i uczenie rozwazac :)
                                    Ale któregoś dnia przeciągnie strunę, on się odwróci na pięcie i odejdzie.
                                    Tylko po co ma ta strunę przeciągać?
                                    Nie oczekuję od kobiety zmiany osobowości , postępowania wbrew sobie itd.
                                    Ale oczekuję by ta widząc kowadło i młotek nie kładła odruchowo palca na kowadło i i nie waliła w niego z całej siły młotkiem.
                                  • kviatoslav Re: Dlaczego....? 14.05.16, 11:51
                                    sabat3 napisał:
                                    >
                                    > Skoro ja pieprzysz i tak zawziecie zajmujesz sie jej przypadkiem, to najwyrazni
                                    > ej jest to dobra taktyka i nie ma potrzeby jej dlugo i uczenie rozwazac :)

                                    Facetowi wyraźnie łeb urywa, a przedstawia się jako mądry pochylony na luzie nad głupotą:)
                                    Co ten seks z ludzi robi:)
                                    • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 11:54
                                      kviatoslav napisał(a):

                                      > Facetowi wyraźnie łeb urywa, a przedstawia się jako mądry pochylony na luzie na
                                      > d głupotą:)
                                      > Co ten seks z ludzi robi:)
                                      Nie upieram się, ze pochylam się "na luzie"
                                      Pochylam się z przerażeniem :-)
                                      • kviatoslav Re: Dlaczego....? 14.05.16, 11:59
                                        morrison9 napisał:

                                        > kviatoslav napisał(a):
                                        >
                                        > > Facetowi wyraźnie łeb urywa, a przedstawia się jako mądry pochylony na lu
                                        > zie na
                                        > > d głupotą:)
                                        > > Co ten seks z ludzi robi:)
                                        > Nie upieram się, ze pochylam się "na luzie"
                                        > Pochylam się z przerażeniem :-)

                                        Odczuwasz silną ambiwalencję?:)
                                        • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:03
                                          kviatoslav napisał(a):

                                          > Odczuwasz silną ambiwalencję?:)
                                          Zdecydowanie.
                                          Miotam się pomiędzy jej magnetycznym sexappeal-em a życiowa głupotą i niedostosowaniem do życia w związku.
                                          • kviatoslav Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:09
                                            morrison9 napisał:

                                            > Miotam się pomiędzy jej magnetycznym sexappeal-em a życiowa głupotą i niedostos
                                            > owaniem do życia w związku.

                                            Zakochałeś się

                                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:14
                                              kviatoslav napisał(a):

                                              > morrison9 napisał:
                                              >
                                              > > Miotam się pomiędzy jej magnetycznym sexappeal-em a życiowa głupotą i nie
                                              > dostosowaniem do życia w związku.
                                              > Zakochałeś się
                                              Uprzejmie proszę o nie wkurwianie mnie :-)
                                              Fajne rżnięcie to nie miłość.
                                              • kviatoslav Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:18
                                                Ale zakochanie to nie miłość Morrison
                                          • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:13
                                            morrison9 napisał:

                                            > Miotam się pomiędzy jej magnetycznym sexappeal-em a życiowa głupotą i niedostos
                                            > owaniem do życia w związku.

                                            I tlumaczysz sobie 'tak na pewno maja wszystkie' wiec sobie tu jeszcze troche pouzywam, az Ci sie przeleje, a potem bedzie placz jakie to kobiety sa beznadziejne i jak to bardzo ich pragnac jestem taki samotny wsrod nich ;) Moze daj jej jakies pieniadze, lepiej sie poczujesz, ze spelniles choc czesciowo czyjes marzenia/oczekiwania.
                                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:20
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > wiec sobie tu jeszcze troche p
                                              > ouzywam, az Ci sie przeleje,
                                              Pytanie dlaczego często ona zachowuje się taak jakby chciała by mi się przejadło jak najszybciej.
                                              > a potem bedzie placz jakie to kobiety sa beznadzie
                                              > jne i jak to bardzo ich pragnac jestem taki samotny wsrod nich ;)
                                              Juz nie przesadzaj z tym "płaczem"
                                              Płacz to będzie z jej strony bo ona straci więcej.
                                              > Moze daj jej
                                              > jakies pieniadze, lepiej sie poczujesz, ze spelniles choc czesciowo czyjes marz
                                              > enia/oczekiwania.
                                              Wciskanie kobiecie pieniędzy po to by zachować dystans do niej?
                                              To jest jakieś rozwiązanie :-)
                                            • kviatoslav Re: Dlaczego....? 14.05.16, 12:20
                                              Kitty, czy wzięłaś już Love Test, badający zdolność osoby do miłości? Test pokazuje czy osoba jest w stanie miłować:

                                              illnessquiz.com/love-test/
                                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:41
                                                kviatoslav napisał(a):

                                                > Kitty, czy wzięłaś już Love Test, badający zdolność osoby do miłości? Test poka
                                                > zuje czy osoba jest w stanie miłować:

                                                Kwiecie moj, a Ty w jakim jezyku rozmawiasz na codzien?
                                                • kviatoslav Re: Dlaczego....? 14.05.16, 15:15
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > kviatoslav napisał(a):
                                                  >
                                                  > > Kitty, czy wzięłaś już Love Test, badający zdolność osoby do miłości? Tes
                                                  > t poka
                                                  > > zuje czy osoba jest w stanie miłować:
                                                  >
                                                  > Kwiecie moj, a Ty w jakim jezyku rozmawiasz na codzien?

                                                  Zapytałaś gdzie mieszkam. W Polsce. Ale tak jak Tuwim z Twojej sygnaturki, kilka lat spędziłem na obczyźnie. Ale nie chciałbym o sobie pisać na forum, raczej o wszystkich zjawiskach związanych z seksem i uczuciami. To bardzo ciekawa tematyka.
      • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:22
        kag73 napisała:

        > A moze by tak na jakims przykladzie, jak to mowi Kitty, bo nie bardzo kumam, ja
        > z tych "madrych" ale mniej blyskotliwych ;)
        > Np., ze niby chca byc wybzykane ale nie chca z Toba do lozka pojsc. O takie cos
        > chodzi?

        hehe Kag nie przeczytawszy Twojgo posta machnelam prosbe o przyklad.
        Sorry za powtorke Morrison.
    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:17
      morrison9 napisał:

      > Przez głupotę w tym przypadku rozumiem posiadanie pewnych potrzeb, priorytetów,
      > hierarchii wartości a jednocześnie działanie w kierunku uniemożliwiającym zasp
      > okojenie tych potrzeb, uniemożliwiającym ułożenie sobie życia zgodnie z prefero
      > waną hierarchią itd.

      A mozesz na chociaz pojedynczym przykladzie to wylozyc? Bo ja jestem tak glupia, ze dla mnie powyzszy opis glupoty jest zbyt abstrakcyjny i nie wiem o co Ci chodzi?

      Inna sprawa dlaczego Cie 'glupota' kobiet dotyka/rusza/zajmuje?
      • morrison9 Re: Dlaczego....? 13.05.16, 19:22
        hello-kitty2 napisała:

        > Inna sprawa dlaczego Cie 'glupota' kobiet dotyka/rusza/zajmuje?

        Bo ja kobiety uwielbiam.
        Seksualnie, intelektualnie, towarzysko, fizycznie, wizualnie itd.

        I jednocześnie mnie wkurzają :-)

        Więc jak najbardziej mnie to dotyczy :-)
    • zawle Re: Dlaczego....? 13.05.16, 20:06
      morrison9 napisał:
      > Piszę tutaj ponieważ w realu włożyłem tego kija we wszystkie możliwe mrowiska :
      > -)
      >
      > Pytanie:
      > Dlaczego kobiety są tak głupie?

      Wkłada swojego kija we wszystkie możliwe mrowiska a innych przezywa...litości.



    • midnight_lightning Re: Dlaczego....? 14.05.16, 02:22

      "Przez głupotę w tym przypadku rozumiem posiadanie pewnych potrzeb, priorytetów, hierarchii wartości a jednocześnie działanie w kierunku uniemożliwiającym zaspokojenie tych potrzeb, uniemożliwiającym ułożenie sobie życia zgodnie z preferowaną hierarchią itd."

      Kobiety biedne są.

      Było sobie królestwo, żyło się w nim źle, gdyż król tępy i chciwy był i głuchy na niesprawiedliwość, a jego doradcy skorumpowani i samolubni. Jednak król słynął z podbojów serc niewieścich, i każda panna w królestwie marzyła o nim. Każda biegła do zamku, by podbić serce króla, każda lądowała w jego łożu, by po 3-10 minutach maximum dostać kopa. I płakały niebożęta, jak to może być, by mężczyźni byli tacy niedobrzy. Potem każda z nich lądowała na jedną noc w łożu pierwszego ministra, następnie drugiego, by skończyć na królewskim koniuszym, a nawet, o zgrozo, na królewskim stajennym.

      A potem, zgorzkniałe, ale i pełne dumy, gdyż w końcu "otarły" się o wielki świat, wracały do swoich wiosek, rozmyślając, jaki to zachwyt wzbudzi powrót panien tak awansowanych, polegujących z najlepszymi wg nich.

      A po powrocie cisza jakaś, nikt nie zauważa tak zasłużonych dam, a i ich potomstwo omija. Panny po latach idą do tych Józków, Staśków, którzy je niegdyś kochali i mówią:

      - ale z was wredne typy, tyle żeście mówili, jak to mocno kochacie, jacy to dobrzy i stateczni jesteście, a teraz, po 20 latach jakbyście nas nie zauważali .... i do tego macie małe penisy !!!


      P.S. Żale biednych królewskich jednorazowych chusteczek do... wróc, królewskich faworyt niewiele we wsi rumoru robiły...
      Już dawno z braku laku Józek, najbardziej uzdolniony we wsi, z pnia brzózki wystrugał internet, i to od razu bezprzewodowy!
      • sabat3 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 08:55
        Ja znam inne zakonczenie tej bajki Midnight. Twoja - jak to w bajkach bywa - jest z moralem, ale w sumie dosc optymistyczna.
        W mojej jest tak, ze Jozek ze wsi czekal te 20 lat na swoja ukochana Maryne, ucieszyl sie ze po 20 latach ona go zapragnela, wzieli slub, a po slubie mieli pelno dzieci. Ale z czasem Maryna odwracala sie od Jozka coraz bardziej, az w koncu przestala z nim sypiac, zrobila sie zgorzkniala i ciosala mu na glowie kolki od rana do wieczora. Nigdy mu nie wybaczyla, ze nie jest chociaz krolewskim koniuszym ;)
        • sabat3 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 10:02
          sabat3 napisał:

          > Ja znam inne zakonczenie tej bajki Midnight. Twoja - jak to w bajkach bywa - je
          > st z moralem, ale w sumie dosc optymistyczna.
          > W mojej jest tak, ze Jozek ze wsi czekal te 20 lat na swoja ukochana Maryne, uc
          > ieszyl sie ze po 20 latach ona go zapragnela, wzieli slub, a po slubie mieli pe
          > lno dzieci. Ale z czasem Maryna odwracala sie od Jozka coraz bardziej, az w kon
          > cu przestala z nim sypiac, zrobila sie zgorzkniala i ciosala mu na glowie kolki
          > od rana do wieczora. Nigdy mu nie wybaczyla, ze nie jest chociaz krolewskim ko
          > niuszym ;)

          Ale nawet w takiej smutnej basni jest gdzies iskierka nadziei. Nikt bowiem nie wie, ze gdy ksiezyc jest w pelni, Jozek wymyka sie z chaty by przy umowionym jaworze spotkac sie z Baska, zona krolewskiego koniuszego, ktory juz dawno polozyl na nia kreske. I gdy kochankowie ida ku sobie, litosciwy stary miesiac plecie zmeczonej codziennoscia Basce piekne zlote warkocze, tka na niej swoim swiatlem jedwabna suknie i rozpromienia jej zmeczone i zafrasowane oblicze blaskiem dziewczecego uroku. A Jozkowi narzuca na ramiona ksiazecy plaszcz, kladzie na glowe korone i napelnia jego przygasle spojrzenie wladztwem i moca. I gdy sa ze soba, wygladaja tak pieknie jak niewzruszony pomnik milosci, ktorej nigdy nie bylo. Do czasu, na chwile, ale jednak...
          A gdy przychodzi polnoc, cuda koncza sie, jak konczy przesypujacy piasek w klepsydrze, karoca zmienia sie w dynie, konie arabskie rozbiegaja niespokojnymi zwawymi myszkami, a kochankowie okrywaja sie resztkami topniejacych w swietle gwiazd krolewskich szat i biegna tam, gdzie w gore bija dymy rodzinnych ognisk. Ich - nie ich... Magia rozplywa sie, tak jak przyszla. Az do nastepnego razu...
          Taka kolej rzeczy kolego Midnight ;)
          • aandzia43 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 13:20
            Rany, Sabat, naprawdę się wzruszyłam :-)
          • ninek04 Re: Dlaczego....? 14.05.16, 15:48
            sabat 3 napisał
            >Ale nawet w takiej smutnej basni jest gdzies iskierka nadziei. Nikt bowiem nie wie, ze gdy ksiezyc jest w pelni, Jozek wymyka sie z chaty by przy umowionym jaworze spotkac sie z Baska, zona krolewskiego koniuszego, ktory juz dawno polozyl na nia kreske. I gdy kochankowie ida ku sobie, litosciwy stary miesiac plecie zmeczonej codziennoscia Basce piekne zlote warkocze, tka na niej swoim swiatlem jedwabna suknie i rozpromienia jej zmeczone i zafrasowane oblicze blaskiem dziewczecego uroku. A Jozkowi narzuca na ramiona ksiazecy plaszcz, kladzie na glowe korone i napelnia jego przygasle spojrzenie wladztwem i moca. I gdy sa ze soba, wygladaja tak pieknie jak niewzruszony pomnik milosci, ktorej nigdy nie bylo. Do czasu, na chwile, ale jednak...
            A gdy przychodzi polnoc, cuda koncza sie, jak konczy przesypujacy piasek w klepsydrze, karoca zmienia sie w dynie, konie arabskie rozbiegaja niespokojnymi zwawymi myszkami, a kochankowie okrywaja sie resztkami topniejacych w swietle gwiazd krolewskich szat i biegna tam, gdzie w gore bija dymy rodzinnych ognisk. Ich - nie ich... Magia rozplywa sie, tak jak przyszla. Az do nastepnego razu...>

            Sabat, urzekła mnie Twoja historia (opowiedziana) Chcę takich więcej! ;) Pisz, nie tylko do poduszki ;)


    • wont2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 22:45
      Morrison, przejrzałem wątek i nadal nie rozumiem o co tak naprawdę chodzi... Chcesz się pochwalić, że stukasz mężatkę? Naprawdę, chcesz dawać dobre rady tej patologii i pomóc jej spieprzyć życie jakiemuś facetowi i jakiemuś, nie daj Boże, dziecku? A gdzie jakaś elementarna lojalność wobec gatunku? Ruchaj patola i licz plemniki! ;)
      • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 22:50
        wont2 napisał:

        > Morrison, przejrzałem wątek i nadal nie rozumiem o co tak naprawdę chodzi... Chcesz się pochwalić, że stukasz mężatkę? Naprawdę, chcesz dawać dobre rady tej patologii i pomóc jej spieprzyć życie jakiemuś facetowi i jakiemuś, nie daj Boże, dziecku? A gdzie jakaś elementarna lojalność wobec gatunku? Ruchaj patola i licz plemniki! ;)
        ----------------------------------------
        Ona jest mężatką? To M9 jest żonaty.
        >
        • wont2 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 23:06
          marek.zak1 napisał:

          > Ona jest mężatką? To M9 jest żonaty.
          -----
          Fakt. O ja pierdolę. Ktoś tu chyba podświadomie chce mieć nowego (?) dzidziusia :) I nową mamusię :)
      • kag73 Re: Dlaczego....? 15.05.16, 23:19
        "Morrison, przejrzałem wątek i nadal nie rozumiem o co tak naprawdę chodzi... Chcesz się pochwalić, że stukasz mężatkę? Naprawdę, chcesz dawać dobre rady tej patologii i pomóc jej spieprzyć życie jakiemuś facetowi i jakiemuś, nie daj Boże, dziecku? A gdzie jakaś elementarna lojalność wobec gatunku? Ruchaj patola i licz plemniki! ;)"

        No ale czemu? Przeciez napisal, ze ona/ja sie dobrze "stuka". A spierdolone zycie to maja tysiace factow i do tego w lozku, albo tylko pod swoim dachem, maja taka co sie w gole dobrze nie stuka, gorzej, nawet byle jak sie stukac nie daje i nie chce :)
      • zawle Re: Dlaczego....? 15.05.16, 23:48
        Wont ...a mógłbyś mi przybliżyć własną definicję patologii? Chodzi o to, że mężatka? O to, że nie związała się z bogatym facetem bo nie było pomiędzy nimi chemii? Medal jej dać. Niektóre bez chemii biednego biorą z pocałowaniem ręki. Tyle że szczere nie są i miłością to nazywają ( to jest dużo przyjemniejsze nie Morrison?). Ruchaj patologię - cudo.
        • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 05:52
          zawle napisała:

          > Wont ...a mógłbyś mi przybliżyć własną definicję patologii? Chodzi o to, że męż
          > atka? O to, że nie związała się z bogatym facetem bo nie było pomiędzy nimi che
          > mii? Medal jej dać. Niektóre bez chemii biednego biorą z pocałowaniem ręki. Tyl
          > e że szczere nie są i miłością to nazywają ( to jest dużo przyjemniejsze nie Mo
          > rrison?). Ruchaj patologię - cudo.
          --------
          "Ach, mogłam złapać jakiegoś tam w przeszłości na dziecko bo miał kasę, ale się nie zdecydowałam bo nie było chemii"

          "Ach, mogłem zerżnąć taką jedną w przeszłości jak spała pijana na imprezie, ale się nie zdecydowałem, bo się porzygała"
          • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 07:56
            wont2 napisał:
            > "Ach, mogłam złapać jakiegoś tam w przeszłości na dziecko bo miał kasę, ale się
            > nie zdecydowałam bo nie było chemii"
            >
            > "Ach, mogłem zerżnąć taką jedną w przeszłości jak spała pijana na imprezie, ale
            > się nie zdecydowałem, bo się porzygała"

            Obie postawy dosc czesto spotykane ;)
            • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 08:37
              sabat3 napisał:

              > Obie postawy dosc czesto spotykane ;)

              Chociaz... wroc! Jak mial kase, to jednak wiekszosc panien na wydaniu by sie chyba jednak zdecydowala :)
              Wiec to zadna patologia. Dziewczyna jest sentymentalna troszke, caly sekret.
              • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 08:57
                sabat3 napisał:

                > Chociaz... wroc! Jak mial kase, to jednak wiekszosc panien na wydaniu by sie ch
                > yba jednak zdecydowala :)
                > Wiec to zadna patologia. Dziewczyna jest sentymentalna troszke, caly sekret.
                I dlatego między innymi mimo, ze odniosłem się do jednego przykładu napisałem ogólnie o kobiecej głupocie.
                Powszechność akceptacji dla posługiwania się takimi zagraniami, uznawanie ich za dopuszczalne (wśród kobiet rzecz jasna) jest porażająca.
                • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:03
                  morrison9 napisał:

                  > I dlatego między innymi mimo, ze odniosłem się do jednego przykładu napisałem
                  > ogólnie o kobiecej głupocie.
                  > Powszechność akceptacji dla posługiwania się takimi zagraniami, uznawanie ich z
                  > a dopuszczalne (wśród kobiet rzecz jasna) jest porażająca.

                  To nie jest głupota, tylko taktyka. Wiązanie poprzez potomka jest najwyraźniej zachowaniem instynktownym i - jak pokazuje praktyka - często bardzo skutecznym. Czy uważasz, że pająk tkający sieć na muchy odznacza się głupotą?
                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:10
                    sabat3 napisał:


                    > To nie jest głupota, tylko taktyka.
                    Nieskuteczna taktyka ponieważ nie znalazła bogatego partnera.
                    • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:21
                      morrison9 napisał:

                      > Nieskuteczna taktyka ponieważ nie znalazła bogatego partnera.

                      Facepalm!
                      Nieskuteczna bo jej nie zastosowała :D
                      Taktyki niewprowadzone w życie nie mają prawa być skuteczne...
                    • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:49
                      "> To nie jest głupota, tylko taktyka.
                      Nieskuteczna taktyka ponieważ nie znalazła bogatego partnera."

                      A skad wiesz, ze z inna taktyka (i jaka?) by znalazla? Nie ma tylu bogatych, zeby starczylo dla wszystkich, zwlaszcza jezeli nie wygladaja jak modelki. Jak do tego dodasz, ze oprocz bogactwa chce miec babka jeszcze chemie albo milosc...nie ma lekko. Zycie, panie, zycie.
                • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:30
                  morrison9 napisał:

                  > Powszechność akceptacji dla posługiwania się takimi zagraniami, uznawanie ich z
                  > a dopuszczalne (wśród kobiet rzecz jasna) jest porażająca.

                  Jaka powszechnosc akceptacji ja sie pytam? To chyba Ty powszechnie akceptujesz, bo masz korzysc w postaci skukania pani. Gdyby ktoras z moich kolezanek walnela taki tekst lub co gorsza wyznawala takie zasady to ja koncze znajomosc. Nie chce byc z takimi osobami nawet kojarzona. A Ty jeszcze przypisujesz swoje postawy kobietom. To Ty to akceptujesz, a nie ja, hello?

                  Inna sprawa niekomentowana tu jeszcze: pani chce bogatego, bo chce luksusu i opieki dla swojego dzicka. Noz kurde czy ona sie w jakiejs bajce rodzila. Kto bedzie ladowal w czyjegos bachora, co to dziecko kogos obcego obchodzi? Chce luksusu, no sorry to niech sobie na ten luksus zarobi sama albo niech kradnie, nie wiem. Trudno oczekiwac, ze kase ktos przyniesie i da, bo ona chce. Chcesz to sobie zrob. Dorosla jestes. Ja to jakbym byla facetem to bym sie od razu na piecie odwrocila i wyszla na takie gadki albo bym wyjela jakas kaske, rzucila i powiedziala 'A teraz bierz i spierdalaj!' gdybym chciala ja upokorzyc. Ale nie Ty w to brniesz i od razu konkluzja 'takie glupie sa wszystkie'. Of course ;) Gdybys tego nie roztaczal na kobiety to bym sie nie denerwowala, eh.
                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:57
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Jaka powszechnosc akceptacji ja sie pytam?
                    Przykład 1:
                    Rozmawiam ze znajomą. Wykształcona, dobrze zarabiająca. Oczytana, elokwentna.
                    (Zreszta wtedy to się zapowiadało na coś więcej niż zwykłą znajomość)
                    Ona - dwójka dzieci.
                    Ona opowiada o swoim nieudanym małżeństwie. Opowiada, ze już po pierwszym dziecku jej mąż okazał się kompletnie nieodpowiedzialnym dupkiem bo zamiast zajmować się dzieckiem on wolał imprezować itd.
                    Ja się pytam: Zaraz zaraz. To skoro już przy pierwszym dziecku on nie sprawdził się jako ojciec to skąd się wzięło drugie?
                    A ona z rozbrajającą szczerością odpowiada: bo chciałam mieć dwójkę dzieci więc go namówiłam na drugie ale wiedziałam , ze i tak potem się rozwiedziemy. (Oczywiście mąż płaci teraz alimenty na dwoje dzieci)

                    Przykład 2.
                    Czytam sobie artykuł nt różnych problemów w relacjach damsko- męskich i autorka artykułu przekonuje w nim kobiety, ze jeśli partner nie chce dziecka to zeby się nie przejmować tylko po prostu w odpowiednim momencie przestać brać pigułki i nie informować o tym meżczyzny. Bo mężczyźni to takie głupiutkie niedojrzałe stworzenia i nie wiedzą co jest dla nich dobre.
                    Niby w XXI wieku każdy może pisać w internecie największe brednie jakie mu przyjdą do głowy ale tam pod tym artykułem była podpisana pani z tytułem naukowym!! Nie pamiętam czy doktorskim czy profesorskim.

                    > To chyba Ty powszechnie akceptujesz,
                    Kitty.
                    Ja wiem, ze nie wszystkie kobiety akceptują takie zachowania.
                    Ale poziom akceptacji dla takich zachowań jest na tyle wysoki, ze kobieta która tak postąpi bez problemu znajdzie akceptację zarówno w swoim otoczeniu jak i w mediach, środkach przekazu itd.


                    > Inna sprawa niekomentowana tu jeszcze: pani chce bogatego, bo chce luksusu i op
                    > ieki dla swojego dzicka. Noz kurde czy ona sie w jakiejs bajce rodzila. Kto bed
                    > zie ladowal w czyjegos bachora, co to dziecko kogos obcego obchodzi? Chce luksu
                    > su, no sorry to niech sobie na ten luksus zarobi sama albo niech kradnie, nie w
                    > iem. Trudno oczekiwac, ze kase ktos przyniesie i da, bo ona chce. Chcesz to sob
                    > ie zrob. Dorosla jestes. Ja to jakbym byla facetem to bym sie od razu na piecie
                    > odwrocila i wyszla na takie gadki albo bym wyjela jakas kaske, rzucila i powie
                    > dziala 'A teraz bierz i spierdalaj!' gdybym chciala ja upokorzyc.
                    I tak też się dzieje. Faceci od niej zwiewają ale ona tego nie widzi. I za żadne skarby nie pozwala sobie tego wytłumaczyć.


                    > Gdybys
                    > tego nie roztaczal na kobiety to bym sie nie denerwowala, eh.
                    Podałem jeden przykład głupoty życiowej.
                    Są też inne.
                    • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:02
                      morrison9 napisał:

                      > Podałem jeden przykład głupoty życiowej.
                      > Są też inne.

                      Ale ten mąż, który robi babie drugie dziecko, albo dający się wkręcić w nie branie pigułek facet to są mądrzejsi? To dość intrygujące, gdy kobieca głupota pozwala realizować swoje cele życiowe.
                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:22
                        sabat3 napisał:

                        > Ale ten mąż, który robi babie drugie dziecko, albo dający się wkręcić w nie bra
                        > nie pigułek facet to są mądrzejsi? To dość intrygujące, gdy kobieca głupota poz
                        > wala realizować swoje cele życiowe.
                        Tak.
                        Absolutnie głupi.
                        Rzecz w tym, ze ta głupota ma u męzczyzn zazwyczaj swój kres.
                        Stąd wiele moich rozwiedzionych koleżanek nie rozumie dlaczego rozwiedzeni męzczyźni nie chcą brać ponownie ślubu mimo o posiadaniu dzieci nie wspominając.
                        Z moich subiektywnych obserwacji wynika, zę największe szanse na ponowne ułożenie sobie życia mają kobiety , które się rozwiodły przed 30-tką.
                        Oraz takie, które są niezbyt urodziwe bo one potrafią iśc na kompromis i obniżyć wymagania.
                        Ale nie pytaj czy wynika to z jakiś żmudnych analiz.
                        Nie.
                        To moje ogólne spostrzeżenia.
                        • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:25
                          morrison9 napisał:

                          > Stąd wiele moich rozwiedzionych koleżanek nie rozumie dlaczego rozwiedzeni męzc
                          > zyźni nie chcą brać ponownie ślubu mimo o posiadaniu dzieci nie wspominając.

                          Stąd zapytanie dlaczego rozwiedzeni mężczyźni nie pomyślą o wazektomii? :)
                          Potem mogą się żenić i rozwodzić nawet i ze 20 razy.
                        • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:28
                          "Stąd wiele moich rozwiedzionych koleżanek nie rozumie dlaczego rozwiedzeni męzczyźni nie chcą brać ponownie ślubu mimo o posiadaniu dzieci nie wspominając."

                          Czytane pezeze mnie statystyki i wyniki badan mowia, ze jest odwrotnie, to czesto mezczyzni po rozwodzie chca drugi raz wchodzic w zwiazek malzenski, kobiety nie. Chdzilo w tym o to, ze tak naprawde na malzenstwie korzystaja mezczyzni, dlatego kobiety, jak juz dzieci maja za soba, nie chca znow wchodzic w gotowanie obiadkow i pranie skarpetek i pilnowania pana tabletek na starosc.. To sila rzeczy zaczyna sie dziac jak sie ludzie pobieraja, bo takie sa w wiekszosci oczekiwania.
                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:33
                            kag73 napisała:

                            > Czytane pezeze mnie statystyki i wyniki badan mowia, ze jest odwrotnie, to czes
                            > to mezczyzni po rozwodzie chca drugi raz wchodzic w zwiazek malzenski, kobiety
                            > nie. Chdzilo w tym o to, ze tak naprawde na malzenstwie korzystaja mezczyzni, d
                            > latego kobiety, jak juz dzieci maja za soba, nie chca znow wchodzic w gotowanie
                            > obiadkow i pranie skarpetek i pilnowania pana tabletek na starosc.. To sila rz
                            > eczy zaczyna sie dziac jak sie ludzie pobieraja, bo takie sa w wiekszosci oczek
                            > iwania.
                            Cóż.
                            Ja z kolei czytałem, że po rozwodzie status materialny męzczyzny się podnosi a kobiety spada.
                            Oczywiście w ujęciu statystycznym.
                            Bo pojedyncze przypadki oskubanie faceta do gołego się zdarzają.
                            • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:52
                              "Ja z kolei czytałem, że po rozwodzie status materialny męzczyzny się podnosi a kobiety spada.
                              Oczywiście w ujęciu statystycznym.
                              Bo pojedyncze przypadki oskubanie faceta do gołego się zdarzają."

                              O czym my tutaj mowimy. Spojrz na statyki o sciaglanosci i placeniu alimentow przez mezczyzn w Polsce. Jak ma kobiecie nie spasc status materialny jak zostaje z dziecmi a ich ojciec na nie nie placi, albo zaczyna zachowywac sie jakby byl wujkiem, ktory dzieci od czasu do czasu wezmie na pizze i raz zaplaci alimenty a 5x nie.
                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:38
                                kag73 napisała:

                                > O czym my tutaj mowimy. Spojrz na statyki o sciaglanosci i placeniu alimentow p
                                > rzez mezczyzn w Polsce. Jak ma kobiecie nie spasc status materialny jak zostaje
                                > z dziecmi a ich ojciec na nie nie placi, albo zaczyna zachowywac sie jakby byl
                                > wujkiem, ktory dzieci od czasu do czasu wezmie na pizze i raz zaplaci alimenty
                                > a 5x nie.
                                Nie jestem w stanie odwołać się do konkretnego źródła ale z tego co pamiętam wymieniany przeze mnie mechanizm dotyczy także sytuacji, kiedy męzczyzna płaci alimenty bez zarzutu.
                                Oczywiście dużo zalezy od grupy społecznej.
                                Przypuszczam, ze dziecioroby (tzn męzczyźni) z pensją 1500 PLN i dwójką dzieci raczej na rozwodzie nie skorzystają.
                                Ale w przypadku tych lepiej zarabiających jest już inaczej.
                                Są też statystyki mówiące o tym, ze w ostatnich latach to kobiety częściej występują o rozwód.
                                Ja z kolei spotkałem się z jeszcze jednym mechanizmem (wśród znajomych kobiet)
                                Ona za wszelką cenę chce "odzyskać wolność" składa pozew o rozwód, dostaje go, są zasądza alimenty, ojciec dzieci grzecznie płaci.
                                Jest jedno ale!!
                                Jeśli dzieci są małe to ona jest kompletnie uziemiona.
                                Wyrwanie się na 2-3 h w sobotni wieczór graniczy z cudem.
                                I czasem wymaga poniżającego proszenia przez nią byłego męża, które niejednokrotnie ma nad nią większą władzę niż w czasie zanim "odzyskała wolność"
                                Natomiast on może do woli szaleć.
                                Nie spotkałaś sie z takimi sytuacjami?
                                • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:45
                                  "I czasem wymaga poniżającego proszenia przez nią byłego męża, które niejednokrotnie ma nad nią większą władzę niż w czasie zanim "odzyskała wolność"
                                  Natomiast on może do woli szaleć.
                                  Nie spotkałaś sie z takimi sytuacjami?"

                                  Co tutaj nie gra to "ponizajace proszenie". To co on niby ich ojcem nie jest, ze proszenie go jest ponizajace albo, ze go w ogole prosic trzeba? Ja nie znam akurat po rozwodzie z taki malymi dziecmi.
                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:52
                                    kag73 napisała:

                                    > Co tutaj nie gra to "ponizajace proszenie". To co on niby ich ojcem nie jest, z
                                    > e proszenie go jest ponizajace albo, ze go w ogole prosic trzeba? Ja nie znam a
                                    > kurat po rozwodzie z taki malymi dziecmi.
                                    Czepiasz się słówek.
                                    Jeśli to nie jest akurat jego dzień opieki to ona go musi PROSIĆ, żeby się zajął dziećmi.
                                    To czy on odpowie bezczelnie: NIE, SAMA CHCIAŁAŚ MIEĆ WOLNOŚĆ TO MASZ
                                    Czy też może grzecznie i kulturalnie odpowie: "Sorry , akurat się umówiłem z kumplami na piwo więc nie dam rady ale próbuj, jak mi będzie pasowało to Ci pomogę"
                                    To już drugorzędna sprawa.
                                    Mechanizm jest ten sam:
                                    Przy małych dzieciach kobieta zazwyczaj na swoje osobiste życzenie znacznie ogranicza swoją wolność.
                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:53
                                    kag73 napisała:

                                    > "I czasem wymaga poniżającego proszenia przez nią byłego męża, które niejednokr
                                    > otnie ma nad nią większą władzę niż w czasie zanim "odzyskała wolność"
                                    > Natomiast on może do woli szaleć.
                                    > Nie spotkałaś sie z takimi sytuacjami?"
                                    >
                                    > Co tutaj nie gra to "ponizajace proszenie". To co on niby ich ojcem nie jest, ze proszenie go jest ponizajace albo, ze go w ogole prosic trzeba? Ja nie znam akurat po rozwodzie z taki malymi dziecmi.
                                    ------------------------------------------------------
                                    Moja córka z dwojgiem dzieci (alimenty tylko od jednego byłego) nikogo nie prosiła, tylko w razie potrzeby przywoziła dzieci do jednego z tatusiów, albo do nas i szła balować.
                                    • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:09
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Moja córka z dwojgiem dzieci (alimenty tylko od jednego byłego) nikogo nie pros
                                      > iła, tylko w razie potrzeby przywoziła dzieci do jednego z tatusiów, albo do na
                                      > s i szła balować.
                                      Marek.
                                      Nikt na tym forum nie wątpi, ze jesteś mistrzem w układaniu sobie życia dokładnie tak jak to życie ułożyć sobie trzeba (tylko dlaczego ciagle na tym forum siedzisz)

                                      Ja natomiast niejednokrotnie musiałem zrezygnować z randki czy wyjazdu bo "ona nie ma z kim dzieci zostawić"
                                      Mimo, ze jest rozwiedziona więc nie musi się przed nikim tłumaczyć z tego z kim się spotyka i gdzie bywa.

                                      Z drugiej strony moja "zniewolona" żona urządza sobie z koleżankami tygodniowe wycieczki po Europe a ustalenie terminu takiego wyjazdu ze mną nie zajmuje jej zazwyczaj dłużej niż 5 minut.

                                      Życie nie jest czarno-białe.
                                      • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:17
                                        morrison9 napisał:

                                        > marek.zak1 napisał:
                                        >
                                        > > Moja córka z dwojgiem dzieci (alimenty tylko od jednego byłego) nikogo nie prosiła, tylko w razie potrzeby przywoziła dzieci do jednego z tatusiów, albo do nas i szła balować.
                                        > Marek.
                                        > Nikt na tym forum nie wątpi, ze jesteś mistrzem w układaniu sobie życia dokładnie tak jak to życie ułożyć sobie trzeba (tylko dlaczego ciagle na tym forum siedzisz)
                                        -----------------------------------------------------
                                        Mój wpis dotyczył mojej córki, nie mnie. Jedni czytają książki a drudzy czytają fora. Można sie dużo dowiedzieć o życiu z pierwszej ręki.
                                        • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:21
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Mój wpis dotyczył mojej córki, nie mnie. Jedni czytają książki a drudzy czytają
                                          > fora. Można sie dużo dowiedzieć o życiu z pierwszej ręki.
                                          Przecież nie neguję, że sa kobiety, które są zadowolone z efektów rozwodu.
                                          Ale wiele jest takich, które dopiero po rozwodzie orientują się , ze nie wzięły pod uwagę wielu prozaicznych i nieuniknionych skutków rozwodu.
                                          • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:32
                                            morrison9 napisał:

                                            > Przecież nie neguję, że sa kobiety, które są zadowolone z efektów rozwodu.
                                            > Ale wiele jest takich, które dopiero po rozwodzie orientują się , ze nie wzięły
                                            > pod uwagę wielu prozaicznych i nieuniknionych skutków rozwodu.

                                            Oczywiscie. Wystarczy poczytac forum 'kochanki', na ktorym placza uziemnione zony, ze byli mezowie hulaja z kochankami, druga mlodosc, a one siedza na zwolnieniach na dzieci, bo jedno po drugim choruja, a nie ma z kim zostawic, ect. Tylko tam to mezowie chcieli rozwodu. Przesrane.
                                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:35
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > Oczywiscie. Wystarczy poczytac forum 'kochanki', na ktorym placza uziemnione zo
                                              > ny, ze byli mezowie hulaja z kochankami, druga mlodosc, a one siedza na zwolnie
                                              > niach na dzieci, bo jedno po drugim choruja, a nie ma z kim zostawic, ect. Tylk
                                              > o tam to mezowie chcieli rozwodu. Przesrane.
                                              No te, które same parły do rozwodu raczej nie mają do kogo mieć pretensji o taką sytuację.
                                              No chyba, ze w ramach wyparcia odwrócą kota ogonem.
                                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:46
                                                morrison9 napisał:

                                                > No te, które same parły do rozwodu raczej nie mają do kogo mieć pretensji o tak
                                                > ą sytuację.
                                                > No chyba, ze w ramach wyparcia odwrócą kota ogonem.

                                                Chyba, ze bylo juz tak zle, ze zycie w uziemnieniu i tak lepsze albo jest pomoc rodziny. W sumie uziemnienie tez przejsciowe ale zegar tyka i czas ucieka, jak babka chce sie jeszcze zwiazac to nie ma na co czekac chyba.
                                                • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:00
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > Chyba, ze bylo juz tak zle, ze zycie w uziemnieniu i tak lepsze albo jest pomoc
                                                  > rodziny. W sumie uziemnienie tez przejsciowe ale zegar tyka i czas ucieka, jak
                                                  > babka chce sie jeszcze zwiazac to nie ma na co czekac chyba.
                                                  Ja to rozumiem.
                                                  Chodzi mi jednak o to, ze ta wizja życia po rozwodzie jest zazwyczaj jednostronnie pozytywna.

                                                  Czytałem kiedyś taki artykuł:
                                                  "Nie ma nowego życia po rozwodzie. Jest to, które jest"
                                                  (nie wiem czy będzie ogólnodostępny, ja mam wykupione Piano)

                                                  www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,14515901,Nie_ma_nowego_zycia_po_rozwodzie__Jest_to__ktore_jest.html


                                                  A tak poza tym przypadki rozwodów w moim otoczeniu wynikające z patologii (alkohol, przemoc) to jednak margines.
                                                  W większości przypadków powodem były wygórowane oczekiwania.
                                                  (wygórowane bo po rozwodzie także nie zostały zaspokojone)
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:32
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > A tak poza tym przypadki rozwodów w moim otoczeniu wynikające z patologii (alko
                                                    > hol, przemoc) to jednak margines.
                                                    > W większości przypadków powodem były wygórowane oczekiwania.
                                                    > (wygórowane bo po rozwodzie także nie zostały zaspokojone)

                                                    No dobra, a skad sie biora w kobietach 'wygorowane oczekiwania'. Na ile my kobiety mamy na wlasne oczekiwania wplyw? Na ile mozemy je obnizyc?

                                                    Powiem Ci, ze ja tez probowalam obnizyc swoje. Ale pewne rzeczy sa biologiczne (chyba) i potem tylko narastajacy niesmak, obrzydzenie, ect. Nie chce mi sie juz na to narazac ani tych facetow. Po prostu nie da sie uniknac rozczarowania. Zreszta Ty tez nie potrafisz uniknac. One wszystkie Cie rozczarowuja, nie jest tak?
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:51
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No dobra, a skad sie biora w kobietach 'wygorowane oczekiwania'. Na ile my kobi
                                                    > ety mamy na wlasne oczekiwania wplyw? Na ile mozemy je obnizyc?
                                                    Mam swoje subiektywne zdanie na ten temat:
                                                    Z wychowania, przekazu kulturowego itd.
                                                    Dla mnie kobiety są bombardowane komunikatami, ze "im się należy", ze nalezy te oczekiwania mnożyć, podnosić poprzeczkę.
                                                    I nie chodzi o sam fakt posiadania oczekiwań.
                                                    Ja też je posiadam (wielu by powiedziało, ze nierealistyczne)
                                                    Ale dla mnie oczywistością jest to, ze jeśli chcę te moje oczekiwania zaspokoić to muszę kobiecie coś zaoferować.
                                                    Co?
                                                    To już szeroki temat.
                                                    Ale chodzi o sam fakt, ze zaoferowanie kobiecie czegoś swoją osobą jest dla mnie czymś oczywistym.
                                                    Zaspokojenie jej potrzeb, poznanie jej wnętrza itd

                                                    > Powiem Ci, ze ja tez probowalam obnizyc swoje. Ale pewne rzeczy sa biologiczne
                                                    > (chyba) i potem tylko narastajacy niesmak, obrzydzenie, ect. Nie chce mi sie ju
                                                    > z na to narazac ani tych facetow.
                                                    Nie wiem.
                                                    Jeśli chodzi o fizycznośc to nie jestem w stanie się odnieść.
                                                    Dla mnie atrakcyjne ciało ma może 2-3% populacji męzczyzn.
                                                    Tymczasem słyszałem od kobiet zachwyty wyglądem mężczyzn, którzy byli wg mnie obleśni.
                                                    Nie będę rzecz jasna polemizował z kobiecymi ocenami atrakcyjności meżczyzn bo to kobietom się ci męzczyźni mają podobac a nie mnie.
                                                    Po prostu stwierdzam, że w tej kwestii nie jestem w stanie wnieśc do tematu nić sensownego.

                                                    >Ty tez nie potrafisz uniknac. One wszystkie Cie rozczarowuja, nie jest t
                                                    > ak?
                                                    Ale ja mam wrażenie, że w przypadku niektórych kobiet spełnienie moich oczekiwań jest na wyciągnięcie ręki.
                                                    Wystarczy by tylko trochę zmieniły podejście do pewnych spraw.
                                                    Ale może się mylę.
                                                    Może to nie byłaby "nieznaczna zmiana podejścia" tylko "postępowanie wbrew sobie"
                                                    Trochę mnie to dziwi ale musze to uszanować.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:31
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale chodzi o sam fakt, ze zaoferowanie kobiecie czegoś swoją osobą jest dla mni
                                                    > e czymś oczywistym.
                                                    > Zaspokojenie jej potrzeb, poznanie jej wnętrza itd

                                                    A dla kobiet nie jest czyms oczywistym? Byc moze im trudno odgadnac te Twoje potrzeby. Zobacz tu w watku tez bylo trudno odgadnac, ze chcesz kochac.

                                                    > Nie wiem.
                                                    > Jeśli chodzi o fizycznośc to nie jestem w stanie się odnieść.

                                                    Nie chodzi tylko o fizycznosc. Zachowania, postawy tez u mnie budza obrzydzenie. I to nie jest zalezne ode mnie. Pojscie na daleki kompromis, sypianie z kims o zupelnie odmiennym podejsciu do zycia to wszystko budzi niechec. Mozna mnozyc. Konkluzja jest taka, ze nie da sie obnizyc wymagan i byc zadowolonym. Masz ciagle poczucie ze sie zaprzedalas za bele gowno.

                                                    > Ale ja mam wrażenie, że w przypadku niektórych kobiet spełnienie moich oczekiwa
                                                    > ń jest na wyciągnięcie ręki.
                                                    > Wystarczy by tylko trochę zmieniły podejście do pewnych spraw.
                                                    > Ale może się mylę.
                                                    > Może to nie byłaby "nieznaczna zmiana podejścia" tylko "postępowanie wbrew sobi
                                                    > e"
                                                    > Trochę mnie to dziwi ale musze to uszanować.

                                                    Moze im swoje potrzeby wyloz i obserwuj reakcje. Moze nie zdaja sobie sprawy, ze nieznacznie wystarczy sie zmienic by Cie zadowoli.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:51
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Byc moze im trudno odgadnac te Twoje potrzeby.
                                                    Tu nie chodzi konkretnie o moje potrzeby.
                                                    Ona jest sama.
                                                    Nie śpi po nocach.
                                                    I kompletnie nie rozumie dlaczego tak jest.
                                                    > Zobacz tu w watku tez bylo trudno odgadnac, ze chcesz kochac.
                                                    Bo to nie było tematem tego wątku.
                                                    Tematem była kobieca głupota.
                                                    To znacznie ciekawsze zagadnienie.

                                                    > Nie chodzi tylko o fizycznosc. Zachowania, postawy tez u mnie budza obrzydzenie
                                                    > . I to nie jest zalezne ode mnie. Pojscie na daleki kompromis, sypianie z kims
                                                    > o zupelnie odmiennym podejsciu do zycia to wszystko budzi niechec.
                                                    To tak jak ja.
                                                    Poniekąd stąd ten mój wątek.
                                                    Przynajmniej w początkowej wersji bo potem dyskusja poszła w swoją stronę

                                                    > . Konkluzja jest taka, ze nie da sie obnizyc wymagan i byc zadowolonym. Masz ci
                                                    > agle poczucie ze sie zaprzedalas za bele gowno.
                                                    Wiem

                                                    > Moze im swoje potrzeby wyloz i obserwuj reakcje. Moze nie zdaja sobie sprawy, z
                                                    > e nieznacznie wystarczy sie zmienic by Cie zadowoli.
                                                    No okazuje się , zę chyba zbyt dużo wymagam.
                                                    Zawsze można przyjąć robocze założenie, ze jestem popierdolony, mam dziwne oczekiwania czy coś w tym rodzaju.
                                                    No ale skoro to ja jestem lewy to dlaczego ona nie jest z innym?
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:00
                                                    Wiesz Morrison,.powodem większości rozwodów były rodzące się (lub uświadamiane) oczekiwania kobiet :D I chyba raczej nie wygórowane. Tak, panie o których myślę dokonały przewartościowania z wiekiem. Nie wiem tylko czy takiego, o jakim ty piszesz. I niedogodności życia porozwodowego znoszą ze spokojem - jest im i tak lepiej,niż było przedtem. Widocznie w różnych środowiskach żyjemy.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:05
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Wiesz Morrison,.powodem większości rozwodów były rodzące się (lub uświadamiane)
                                                    > oczekiwania kobiet :D I chyba raczej nie wygórowane.
                                                    A te oczekiwania zostały po rozwodzie zaspokojone?
                                                    Czy nie.
                                                    Bo jeśli zostały zaspokojone to jak najbardziej "raczej nie były wygórowane"
                                                    Ale jeśli nie zostały zaspokojone to "raczej były wygórowane"
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:28
                                                    Chesz zyc z kobietami, to mysl jak kobieta, spobuj ja zrozumiec. To jest roznica miec kogos pod jednym dachem, w jednym lozu i zasypiac z niespelnionymi oczekiwaniami, to wkurwia. Po rozwodzie sprawa jest jasna, nie ma od kogo oczekiwac wiec nie ma i rozczarowan. To wszystko.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:48
                                                    Często w następnych związkach tak, zostały zaspokojone. Poza tym życie w niby-związku bez satysfakcji na jakimś istotnym dla człowieka odcinku bywa tak.raniace, że samotność potem jest już tylko odpoczynkiem. Po takim "odpoczynku" następny partner jest już staranniej dobierany. Pod kątem zasadniczych potrzeb.
                                                    A ty dlaczego nie chcesz puścić gałęzi, której się trzymasz? Chyba że małżeństwo masz zasadniczo satysfakcjonujące, tylko czasem chce ci się deseru.
                                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:28
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Moja córka z dwojgiem dzieci (alimenty tylko od jednego byłego) nikogo nie pros
                                      > iła, tylko w razie potrzeby przywoziła dzieci do jednego z tatusiów, albo do na
                                      > s i szła balować.

                                      Sorry i ten jeden z tatusiow opiekowal sie tym jednym ekstra nie swoim dzieckiem tez? Trudno w to uwierzyc. Bo to ze dziadkowie (Wy) pomagaliscie to wierze, jak inaczej.
                                      • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:45
                                        hello-kitty2 napisała:


                                        > > s i szła balować.
                                        >
                                        > Sorry i ten jeden z tatusiow opiekowal sie tym jednym ekstra nie swoim dzieckiem tez? Trudno w to uwierzyc. Bo to ze dziadkowie (Wy) pomagaliscie to wierze, jak inaczej.
                                        -----------------------------------------------
                                        Moja córka odziedziczyła apodyktyczność po mnie. Wydawała polecenia tatusiom, a mnie informowała o terminie przywiezienia dzieci:)
                                • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:21
                                  morrison9 napisał:

                                  > Jest jedno ale!!
                                  > Jeśli dzieci są małe to ona jest kompletnie uziemiona.
                                  > Wyrwanie się na 2-3 h w sobotni wieczór graniczy z cudem.
                                  > I czasem wymaga poniżającego proszenia przez nią byłego męża, które niejednokro
                                  > tnie ma nad nią większą władzę niż w czasie zanim "odzyskała wolność"
                                  > Natomiast on może do woli szaleć.
                                  > Nie spotkałaś sie z takimi sytuacjami?

                                  Oooo to ja bym wlasnie nazwala ta zyciowa glupota. Ale dla mnie juz sama zyciowa glupota jest posiadanie wiecej niz jednego dziecka. Skoro masz jedno i widzisz, juz wiesz jaki to jest zapierdol i jakie masz wpadki, to po co ci drugie? Zeby wiecej zapierdalac? Wiecej sie uziemnic? Na dluzej? A jak ludzie maja 3,4 dzieci to dla mnie jest sci-fi ;-) Na tych to patrze jak na dziwakow. Ale to chyba skrzywienie jedynaka mi sie wlacza.
                    • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:33
                      Ona opowiada o swoim nieudanym małżeństwie. Opowiada, ze już po pierwszym dziecku jej mąż okazał się kompletnie nieodpowiedzialnym dupkiem bo zamiast zajmować się dzieckiem on wolał imprezować itd.
                      Ja się pytam: Zaraz zaraz. To skoro już przy pierwszym dziecku on nie sprawdził się jako ojciec to skąd się wzięło drugie?
                      A ona z rozbrajającą szczerością odpowiada: bo chciałam mieć dwójkę dzieci więc go namówiłam na drugie ale wiedziałam , ze i tak potem się rozwiedziemy. (Oczywiście mąż płaci teraz alimenty na dwoje dzieci)
                      A co bys chcial, zeby Ci odpowiedziala? Bajke? Tobie, osobie postronnej? Czy jestes rozczarowany, ze nie widziala w Tobie potencjalnego kandydata do lozka i na wszelki wypadek nie opowiedziala jakiejs nieprawdziwej historyjki? Po prostu powiedziala prawe, nielicza sie z tym, ze spojrzysz na nia surowym/potepiajacym wzrokiem :)
                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:37
                        kag73 napisała:

                        > A co bys chcial, zeby Ci odpowiedziala? Bajke? Tobie, osobie postronnej? Czy je
                        > stes rozczarowany, ze nie widziala w Tobie potencjalnego kandydata do lozka i n
                        > a wszelki wypadek nie opowiedziala jakiejs nieprawdziwej historyjki?
                        Ha ha. Pudło - widziała.
                        > Po prostu
                        > powiedziala prawe, nielicza sie z tym, ze spojrzysz na nia surowym/potepiajacym
                        > wzrokiem :)
                        Nie przyszło jej do głowy, że to w ogóle moze być powód do potępiania.
                        • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:44
                          Ale... tak dobrze zarlo i zdechlo jak Ci odpowiedziala prawde na Twoje pytanie? I z lozka nicic?
                          • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:15
                            kag73 napisała:

                            > Ale... tak dobrze zarlo i zdechlo jak Ci odpowiedziala prawde na Twoje pytanie?
                            > I z lozka nicic?

                            Kag nie rozumiesz. On je wszystkie przelecial. Seks (ich dostepnosc seksualna) dla niego nie stanowi problemu. Problem stanowi, ze one idiotycznie rzucaja mu klody pod nogi, by mogl sie zaangazowac uczuciowo i sie z nimi zwiazac. Ja podalam gdzie tkwi blad ale on udaje ze nie widzi, tudziez uwaza, ze go przeskoczy/ominie, hehe, niech probuje i niech sie pochwali na koniec cwaniak ;)
                            • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:30
                              "Kag nie rozumiesz. On je wszystkie przelecial. Seks (ich dostepnosc seksualna) dla niego nie stanowi problemu. Problem stanowi, ze one idiotycznie rzucaja mu klody pod nogi, by mogl sie zaangazowac uczuciowo i sie z nimi zwiazac".

                              a po co mu sie uczuciowo wiazac z nimi? A co on zony nie ma? Czy plan jest taki: znalezc zastepstwo/zwiazac sie uczuciowo i dopiero wtedy zostawic zone?
                              Nie rozumiem jednak czego on sie tak boi? Ze go babka w dziecko wrobi, jak sama ma juz dwa, albo jedno i prawie 40 che? Poza tym badzmy realistami, bez tej hipokyzji, jak dwoje ludzi hetero idzie ze soba do lozka na seks to moze wyjsc z tego dziecko, nawet jak zadna z tych osob tego nie planuje.. Kazdy powinien byc tego swiadomy.
                              W ogole zycie ryzykowne jest, bo powiedziec/ nie powiedziec mozna wszystko albo roznosci a co czlowiek mysli to jest inna bajka.
                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:34
                                kag73 napisała:

                                > a po co mu sie uczuciowo wiazac z nimi?

                                ;-) Bo ma taka potrzebe, no wiesz, jak kazdy, no prawie kazdy na tym swiecie.
                                • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:41
                                  hello-kitty2 napisała:


                                  > ;-) Bo ma taka potrzebe, no wiesz, jak kazdy, no prawie kazdy na tym swiecie.
                                  Kitty.
                                  Ty się chyba zmieniłaś :-)
                                  Usiłuję się doszukać szyderstwa w tym co powyżej napisałaś ale chyba nie ma go tam zbyt wiele.
                                  No. "Ten uśmieszek" może budzić wątpliwości.
                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:00
                                    Podsumowujac: w tym watku morrisonowi chodzi o to dlaczego ma takiego pecha i dobrze sie stujace sa takie glupie, ze nie mozna sie w nich zakochac i wejsc w zwiazek uczuciowy?
                                    Hmm, coz poradze, moge tylko odpowiedziec, ze nie latwo trafic na swojego/swoja. Kobietom, na pocieszanie napisze, tez latwo nie jest.
                                    Przy czym ja naprawde nie widze tego dramatu w przypadku opisanej przez niego przypadku. ta babka powinna celowac w 20+ starszych i kasiastych. Bo tym naprawde kasiastym zalezy na sporo mlodszej babce i nie boli ich wydawanie na nia pieniedzy. Z moich obserwacji tak wynika. Pewnie, ze sa i naiwni, ktorzy chca wierzyc w krasnoludki, ale jest tez sporo realistow. Inna rzecz to taka, ze ona potrzebuje, oprocz kasy, jeszcze chemii, co sprawy nie ulatwia.
                                    Pewnie powinna startowac do 20
                                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:10
                                      kag73 napisała:

                                      > Podsumowujac: w tym watku morrisonowi chodzi o to dlaczego ma takiego pecha i d
                                      > obrze sie stujace sa takie glupie, ze nie mozna sie w nich zakochac i wejsc w z
                                      > wiazek uczuciowy?
                                      > Hmm, coz poradze, moge tylko odpowiedziec, ze nie latwo trafic na swojego/swoja
                                      > . Kobietom, na pocieszanie napisze, tez latwo nie jest.
                                      > Przy czym ja naprawde nie widze tego dramatu w przypadku opisanej przez niego p
                                      > rzypadku. ta babka powinna celowac w 20+ starszych i kasiastych. Bo tym naprawd
                                      > e kasiastym zalezy na sporo mlodszej babce i nie boli ich wydawanie na nia pien
                                      > iedzy. Z moich obserwacji tak wynika. Pewnie, ze sa i naiwni, ktorzy chca wierz
                                      > yc w krasnoludki, ale jest tez sporo realistow. Inna rzecz to taka, ze ona potr
                                      > zebuje, oprocz kasy, jeszcze chemii, co sprawy nie ulatwia.
                                      > Pewnie powinna startowac do 20

                                      Otoz. Ale Morrison jest od niej starszy i to chyba sporo (kurcze nie pamietam wieku). Problem babek jest w fizycznosci, sama mam ten problem. Duzo starsi nie sa atrakcyjni fizycznie, a tego sie nie przeskoczy chyba ze na jakies szkolenia do prostytutek kurcze nie wiem ;-)
                                      • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:04
                                        "Duzo starsi nie sa atrakcyjni fizycznie, a tego sie nie przeskoczy chyba ze na jakies szkolenia do prostytutek kurcze nie wiem ;-)"

                                        No wlasnie niektore potrafia przeskoczyc jednak. Znam dwie. jedna mi szczerze powiedziala, ze dla niej nie jest najwazniejsza fizycznosc, inaczej nie moglaby byc z 22 lata starszym od siebie facetem. Liczy sie technika, jego umiejetnosci lozkowe a bardzo przyjemne luksusowe zycie jest dla niej bardzo duzo warte, docenia i cieszy sie z tego co ma.
                                        Inna babka, nowa znajomosc, ona 40, on 62. Ma obawy, pyta mnie czy znam zwiazki z taka roznica wieku itd. Podobna wzpowiedz: sama fizycznosc faceta to dla niej nic, mila wszystko miala, 10 lat mlodszego z super fizycznoscia rowniez i co i nic. Ok, jak sie da, to sie da. Dodam, ze ten jej 62 wyglada dobrze na swoj wiek oczywiscie, brzydki nie jest. I nie przypuszczala, ze 60+ moze byc taki jorny w lozku. Hmm, dzieki Bogu, albo i ku pechowi niektorych kobiet ;), mamy w razie w viagre.
                                        Wiadomo, ze czlowiek to nie tylko jego fizycznosc jezeli w gre chodza emocje i mozna dac szanse, jezli fizycznosc nie odstrasza a gosc sympatyczny i pieniazki ladne. Ta 40 tka mi jeszcze powiedziala, ze dla tego 60+ zawsze bedzie mloda/mlodsza ;)
                                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:49
                                          kag73 napisała:

                                          > No wlasnie niektore potrafia przeskoczyc jednak. Znam dwie.

                                          Ja w tym wieku to znam tylko Marka i mam do niego stosunek jak corka-ojciec + moja mame ale ona sie juz do (u)zycia nie nadaje wiec nie umiem sobie wyobrazic nawet sytuacji lozkowej z kims w takim wieku. Ostatnio widzialam jakis wywiad z Georgem Clooneyem i powiem, ze juz takim dziadekiem mi sie wydawal. Musialabym chyba bardzo taka relacje podlewac mocno alkoholem i myslec o kims innym w lozku chyba i tez nie wiem czy bym mogla. Po prostu nie ma sie czym podniecic z takim. Czym? Ale Glam tez tak pisala wiec chyba nie jestem jakas dziwna. Mojej mamy przyjaciolka to z kolei wychodzila za maz za dziadka chyba po 80 tce ale to typowo do przejecia majatku, bo on stal nad grobem i rzeczywiscie zaraz umarl. Ale sama byla juz przed 60 siatka. NIe wiem czy tam nastapilo skonsumowanie malzenstwa? Ja to w ogole sobie glowy nie zawracam.
                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:04
                                    morrison9 napisał:

                                    > Kitty.
                                    > Ty się chyba zmieniłaś :-)
                                    > Usiłuję się doszukać szyderstwa w tym co powyżej napisałaś ale chyba nie ma go
                                    > tam zbyt wiele.
                                    > No. "Ten uśmieszek" może budzić wątpliwości.

                                    A widzisz! Ten usmieszek jest niegrozny. Usmiechnelam sie do Kag za zadanie naiwnego pytania, bo bylo slodkie. Mam takiego kumpla w pracy, co w jakims momencie szkolenia mnie stwierdzil ''Na glupie pytania przestalem odpowiadac". Fundamentalnie sie z taka postawa nie zgadzam ;) Premiuje odpowiedziami kazde pytanie. Te najbardziej naiwne to pytania podstawowe w zyciu przeciez. Pytac mozna do smierci, nie ma limitu, jest nieskonczona liczba szans.
                                    • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:07
                                      Nie ma glupich pytana, sa tylko glupie odpowiedzi.
                • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:37
                  Ppowszechnosc akceptacji? W jakich kręgach ty się obracasz?
                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 12:48
                    aandzia43 napisała:

                    > Ppowszechnosc akceptacji? W jakich kręgach ty się obracasz?
                    Kręgi nie mają tu znaczenia.
                    To, ze ktoś takie zachowanie potępi nie robi wrażenia bo zbyt łatwo jest znaleźć kogoś kto je rozgrzeszy.

                    • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:23
                      Ja się pytałam o powszechność akceptacji działania typu "łapię z pełnym rozmysłem bogatego jelenia na ciążę, chociaż nie czuję do niego żadnej chemii", bo o tym zdaje się pisales. To grubszy kaliber. Nie mam w swoim otoczeniu kobiet akceptujących takie kurestwo.
                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:36
                        aandzia43 napisała:

                        > Ja się pytałam o powszechność akceptacji działania typu "łapię z pełnym rozmysł
                        > em bogatego jelenia na ciążę, chociaż nie czuję do niego żadnej chemii", bo o t
                        > ym zdaje się pisales. To grubszy kaliber. Nie mam w swoim otoczeniu kobiet akce
                        > ptujących takie kurestwo.
                        Dla mnie kurewstwo zaczyna się już wtedy kiedy kobieta uważa, ze ma prawo do tego by w zaplanowany sposób doprowadzić do ciąży wbrew woli i planom męzczyzny.
                        I fakt, ze akurat czuje do męzczyzny chemię wcale nie osłabia tej oceny.

                        Chodzi o sam fakt dopuszczenia takiego arsenału środków do myśli i jednoczesne przedstawianie siebie w związku z tym w korzystnym świetle "Bo jednak tego nie zrobiłam"

                        To coś w stylu: Nie jestem materialistą bo nie kradnę. Gdybym był materialistą to bym kradł.
                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:56
                          morrison9 napisał:

                          > Dla mnie kurewstwo zaczyna się już wtedy kiedy kobieta uważa, ze ma prawo do te
                          > go by w zaplanowany sposób doprowadzić do ciąży wbrew woli i planom męzczyzny.
                          > I fakt, ze akurat czuje do męzczyzny chemię wcale nie osłabia tej oceny.
                          >
                          > Chodzi o sam fakt dopuszczenia takiego arsenału środków do myśli i jednoczesne
                          > przedstawianie siebie w związku z tym w korzystnym świetle "Bo jednak tego nie
                          > zrobiłam"
                          >
                          > To coś w stylu: Nie jestem materialistą bo nie kradnę. Gdybym był materialistą
                          > to bym kradł.

                          To jej to powiedz WPROST, a nie Ty jej chcesz 'pomagac'. He? Przeciez jestes w chorej sytuacji, nie widzisz? Ty ja uwazasz za kurwe, a ona mysli o sobie, ze jest taka fajna, bo przeciez ja posuwasz i jej chcesz pomagac i myslisz o niej i co tylko. Jaki to ma sens? Bawi Cie udawanie? Robienie dobrej miny do zlej gry? Nie rozumiem Cie.
                          • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:08
                            "To jej to powiedz WPROST, a nie Ty jej chcesz 'pomagac'. He? Przeciez jestes w chorej sytuacji, nie widzisz? Ty ja uwazasz za kurwe, a ona mysli o sobie, ze jest taka fajna, bo przeciez ja posuwasz i jej chcesz pomagac i myslisz o niej i co tylko. Jaki to ma sens? Bawi Cie udawanie? Robienie dobrej miny do zlej gry? Nie rozumiem Cie."

                            Ale Ty jestes naiwna, kitty. Przeciez jak jej to powie to ona przestanie z nim sypiac a przeciez dobrze sie ja stuka. Nie ma obowiazku bycia szczerym. Ona jest i prosze co z tego ma....
                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:15
                              kag73 napisała:

                              > Ale Ty jestes naiwna, kitty. Przeciez jak jej to powie to ona przestanie z nim
                              > sypiac a przeciez dobrze sie ja stuka. Nie ma obowiazku bycia szczerym. Ona jes
                              > t i prosze co z tego ma....
                              Ja jej nie uważam za kurwę.
                              Więc nie mogę jej powiedzieć, że ją uważam bo to nieprawda.

                              Mnie jest jej żal.
                              I uważam , ze jest "głupia"
                              I to jej mówię na okrągło.
                              Juz muszę przystopować bo nasze spotkania nie mogą sprowadzać się do tego, ze przez godzinę jej tłukę do głowy, że jest "głupia". To chore.
                              Dlatego wszedłem na forum :-)
                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:34
                                Myslenie jak pani uwazam za kurestwo ale pani za kurwe nie uwazam, tak? W sumie to juz sie pogubilam. Dla mnie to w ogole rozmowy o szukaniu bogatego dla zycia w luskusie to jakis abstrakt. Nigdy w takiej rozmowie nie uczestniczylam na zywo ani nie slyszalam zeby ktos tak mowil otwartym tekstem. Zle rzeczy to sie raczej ukrywa a nie nimi dzieli. Juz predzej bym zrozumiala jak ktos sie chce wyrwac z biedy i zostaje jakims jebadelkiem, bo po prostu ludzki dramat za tym stoi. Natomiast kawal zdrowej niemlodej baby nie mogacej po nocy spac z samotnosci ale wymagajacej bogactwa na jej luksusy to jest dla mnie temat nie do ogarniecia. Nie ma jak wykrzesac litosci, nic, zadnych pozytywnych uczuc, nawet nici sympatii...
                                • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:39
                                  No ale przeciez u niej sie na gadaniu skonczylo, ona jeszcze nic zlego zadnemu panu nie zrobila, wiec o co tyle krzyku. Wbrew pozorom do tego trzeba dwoch.
                                  Tu nawet na plusie: Morrisonowi powiedziala konkret czego chce, sie przestraszyl, chce tylko pukac.
                      • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:51
                        aandzia43 napisała:

                        > Ja się pytałam o powszechność akceptacji działania typu "łapię z pełnym rozmysł
                        > em bogatego jelenia na ciążę, chociaż nie czuję do niego żadnej chemii", bo o t
                        > ym zdaje się pisales. To grubszy kaliber. Nie mam w swoim otoczeniu kobiet akce
                        > ptujących takie kurestwo.
                        ----------
                        To jest moim zdaniem trochę bardziej zniuansowane. Ja to rozumiem tak, że morissonowi chodzi nie o powszechność wśród kobiet akceptacji dla działania typu "łapię z pełnym rozmysłem bogatego jelenia na ciążę, chociaż nie czuję do niego żadnej chemii" tylko "łapię z pełnym rozmysłem bogatego jelenia na ciążę, skoro czuję do niego chemię". Koleżanka morissona mówiąc, że nie złapała bogatego jelenia na ciążę, bo nie poczuła chemii kompromituje się w oczach każdego normalnego mężczyzny, który raz na tydzień uprawia seks lub się masturbuje, i który potrafi myśleć w miarę rozsądnie. No bo skoro nie złapała bo nie poczuła, to gdyby poczuła, to by złapała :)
                        • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:57
                          wont2 napisał:

                          > To jest moim zdaniem trochę bardziej zniuansowane. Ja to rozumiem tak, że moris
                          > sonowi chodzi nie o powszechność wśród kobiet akceptacji dla działania typu "ła
                          > pię z pełnym rozmysłem bogatego jelenia na ciążę, chociaż nie czuję do niego ża
                          > dnej chemii" tylko "łapię z pełnym rozmysłem bogatego jelenia na ciążę, skoro c
                          > zuję do niego chemię". Koleżanka morissona mówiąc, że nie złapała bogatego jele
                          > nia na ciążę, bo nie poczuła chemii kompromituje się w oczach każdego normalneg
                          > o mężczyzny, który raz na tydzień uprawia seks lub się masturbuje, i który potr
                          > afi myśleć w miarę rozsądnie. No bo skoro nie złapała bo nie poczuła, to gdyby
                          > poczuła, to by złapała :)
                          Uff.
                          Dzięki wont.
                          Dlaczego coś co jest oczywiste dla większosci facetów jest takie ciężkie do zrozumienia dla kobiety.
                          Dziewczyny!
                          Jesteście w większosci hetero (ew może bi)
                          Wasze udane bądź nieudane próby stworzenia związku to próby stworzenia związku z MĘŻCZYZNĄ
                          Na litośc boską.
                          Spróbujcie się czasem wczuć w sytaucję mężczyzny.
                          Nie musicie dostosowywać się do niego, udawać, zmuszać do niczego, wypierać siebie itd.
                          Ale spróbujcie choć przez chwilę postawić się na ich miejscu.
                          • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:15
                            morrison9 napisał:

                            > Nie musicie dostosowywać się do niego, udawać, zmuszać do niczego, wypierać sie
                            > bie itd.

                            NIe musicie ALE MUSICIE, bo inaczej sie nie wkupicie w laski mezczyzny, ktorego chcecie naciagnac. Jakie ma znaczenie co ona mowi, znaczenie ma, ze ona tak mysli. Co Ty nawolujesz do umietnego klamania by sie spodobac? To nie wiem co jest wiekszym kurewstwem.
                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:28
                              hello-kitty2 napisała:

                              > morrison9 napisał:
                              >
                              > > Nie musicie dostosowywać się do niego, udawać, zmuszać do niczego, wypier
                              > ać sie
                              > > bie itd.
                              >
                              > NIe musicie ALE MUSICIE, bo inaczej sie nie wkupicie w laski mezczyzny, ktorego
                              > chcecie naciagnac. Jakie ma znaczenie co ona mowi, znaczenie ma, ze ona tak my
                              > sli. Co Ty nawolujesz do umietnego klamania by sie spodobac? To nie wiem co jes
                              > t wiekszym kurewstwem.
                              Mylisz sie kitty.
                              Kiedy kobieta jest młoda i piękna a męzczyźni naiwni i bez doświadczenia życiowego kobieta może ich potrzeby mieć głęboko w d.
                              Jeśli jest odpowiednio atrakcyjna zostanie jej to wybaczone. Zawsze znajdzie się jakiś adorator, zakochany, gotów przymknąć oko na jej francowaty charakter i egoizm.
                              Ale z czasem lata lecą, ciało już nie to a do tego męzczyźni jakby bardziej doświadczeni życiowo i ostrożni.
                              Ale ona już nie potrafi inaczej.
                              No przecież przez X lat można było mieć ich potrzeby w nosie a i tak się za mną uganiali.
                              To co mi tu będzie jeden z drugim jakieś farmazony opowiadał, ze powinnam się zmienić.

                              Nie.
                              Ja nie nawołuję do umiejętnego kłamania.
                              Ja nawołuję do przewartościowania pewnych rzeczy.
                              Wszyscy będziemy kiedyś starzy i brzydcy.
                              I może się okazać, ze nie zginiemy w katastrofie samolotu ani w wypadku drogowym czy zamachu terrorystycznym.
                              Tylko będziemy żyli dalej.
                              Sami.
                              Sfrustrowani.
                              Rozgoryczeni.
                              Nie rozumiejący gdzie popełniliśmy błąd.

                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:45
                                morrison9 napisał:

                                > Ja nie nawołuję do umiejętnego kłamania.
                                > Ja nawołuję do przewartościowania pewnych rzeczy.
                                > Wszyscy będziemy kiedyś starzy i brzydcy.
                                > I może się okazać, ze nie zginiemy w katastrofie samolotu ani w wypadku drogowy
                                > m czy zamachu terrorystycznym.
                                > Tylko będziemy żyli dalej.
                                > Sami.
                                > Sfrustrowani.
                                > Rozgoryczeni.
                                > Nie rozumiejący gdzie popełniliśmy błąd.

                                Ja sie juz przewartosciowalam. Tyle ze ja nie mam nic przeciwko samotnosci wiec chyba mnie ten temat nie dotyka, stad niezrozumienie. Zreszta jaka samotnosc? Przeciez masz syna, zone. A szczebelek wyzej sgladajac na samotnosc to czlowiek i tak jest cale zycie sam. Nawet teraz gadasz do nieznajomych w samotnosci swej ;) Natomiast jak jakas babka nie chce sie przewartosciowac, to niech idzie w pokoju. Daj jej spokoj i juz.
                                • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:24
                                  hello-kitty2 napisała:

                                  Natomiast jak jakas babka nie chce sie przewartosciowac, to niech idzie w
                                  > pokoju. Daj jej spokoj i juz.
                                  ----------
                                  Tak, jak nie chce się przewartościować to niech idzie w pokoju. Najlepiej w sypialni. W szpilkach i na golasa! :)

                                  Ruchaj morisson ile fabryka dała, korzystaj ile wlezie i nie przejmuj się tutejszym babskim pierdoleniem. Tylko nie dawaj jej dobrych rad żeby gryzła się w język, bo i ty sobie krócej poruchasz i bliźniego na minę wsadzisz. Tak w sumie to robisz dobry uczynek :)
                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:27
                                    wont2 napisał:
                                    > Tylko nie dawaj jej dobrych rad żeby gryzła się w ję
                                    > zyk, bo i ty sobie krócej poruchasz i bliźniego na minę wsadzisz. Tak w sumie t
                                    > o robisz dobry uczynek :)

                                    Wiem.

                                    Też miałem takie przemyślenia, że dając jej rady pakuję innego faceta na minę.
                                    Nie wiem co gorsze.
                                    • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:36
                                      "Też miałem takie przemyślenia, że dając jej rady pakuję innego faceta na minę.
                                      Nie wiem co gorsze."

                                      Ale o czym Wy pierdolice za przeproszeniem, to ze kiedys nie zlapala na dziecko a gdyby byla chemia to by lapala, nie zanczy, ze nie minelo 15 lat i ze nadal chce tego samego. Dziecko juz ma. Poza tym niektory kasiaty ucieszylby sie z dziecka, nie wszyscy sa na nie. Zgadzam sie z Markiem, niby dlaczego bogaty mialby byc bezwolny i dac sie zlapac na dziecko? Ludzie. Naiwnosc nie tylko jej ale i Wasze.
                                      Jeszcze morrison dolozyl gadke o wiernosci. Co opowiada faceto, ze jest niewierna?
                                      Nie pierdol, morrison, pukaj jak i ona chce i szafa gra. Niech ma chociaz troche frajdy skoro juz po nocach nie spi ta babka.
                                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:41
                                      morrison9 napisał:

                                      > Też miałem takie przemyślenia, że dając jej rady pakuję innego faceta na minę.
                                      > Nie wiem co gorsze.

                                      A ja wiem co lepsze: nagraj ja potem Wontowi albo jedzcie na 2 baciki. Powiesz, ze bogaty, motor ma albo dwa, cos tam sie wymysli. Chuj tam z przewartosciowaniem wazne ze dobrze ciagnie, a kobiety to pierdola wiesz, nie sluchaj. Wszystkie je wyjebcie, niech maja suki jedne jebane przewartosciowac sie im nie chce, chuj im wszystkim w dupe ;-)

                                      Kurna doradzil...
                                      • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 16:10
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > A ja wiem co lepsze: nagraj ja potem Wontowi albo jedzcie na 2 baciki. Powiesz,
                                        > ze bogaty, motor ma albo dwa, cos tam sie wymysli. Chuj tam z przewartosciowan
                                        > iem wazne ze dobrze ciagnie, a kobiety to pierdola wiesz, nie sluchaj. Wszystki
                                        > e je wyjebcie, niech maja suki jedne jebane przewartosciowac sie im nie chce, c
                                        > huj im wszystkim w dupe ;-)
                                        ------
                                        Jakim kurwa znowu "przewartościowaniem"? Ty myślisz, że my mamy chęć, czas i nerwy, żeby bawić się w "przewartościowywanie" starej, dojrzałej baby? A niech się sama przewartościuje :) Jeśli to w ogóle możliwe jest.

                                        Tymczasem, jeśli morisson jej nie ściemnia i nie obiecuje gruszek na wierzbie tylko porządnie grzmoci i zbiera wolne plemniki to ja widzę sytuację win-win.
                                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 16:18
                                          wont2 napisał:

                                          > Jakim kurwa znowu "przewartościowaniem"? Ty myślisz, że my mamy chęć, czas i ne
                                          > rwy, żeby bawić się w "przewartościowywanie" starej, dojrzałej baby? A niech si
                                          > ę sama przewartościuje :) Jeśli to w ogóle możliwe jest.

                                          Slucham? To Morrison pisze o potrzebie przewarosciowania sie przez konbiety, a nie ja. Ja tylko czytam to, o czym on pisze, hello?
                                          • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:23
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > Slucham? To Morrison pisze o potrzebie przewarosciowania sie przez konbiety, a
                                            > nie ja. Ja tylko czytam to, o czym on pisze, hello?
                                            -------
                                            A to przepraszam i zwracam honor.

                                            Morisson, ciulu jeden, nie filozuj i przewartosciowuj tylko ru..., znaczy sie - korzystaj! :) Wyobraz sobie, ze mamy teraz wiosne - swieci sloneczko, dziewczyny chodza w miniowach i wszedzie unosi sie zapach hormonow :)
                                            • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:31
                                              wont2 napisał:

                                              > A to przepraszam i zwracam honor.

                                              Prosze ;)

                                              > Morisson, ciulu jeden, nie filozuj i przewartosciowuj tylko ru..., znaczy sie -
                                              > korzystaj! :) Wyobraz sobie, ze mamy teraz wiosne - swieci sloneczko, dziewczy
                                              > ny chodza w miniowach i wszedzie unosi sie zapach hormonow :)

                                              Ale on chce kochac i byc kochanym, ruchanie to zawsze mial. Co radzisz w takim razie?
                                              • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:45
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > Ale on chce kochac i byc kochanym, ruchanie to zawsze mial. Co radzisz w takim
                                                > razie?
                                                ---------
                                                Ale co tu jest do radzenia? Jak sie chce kochac i byc kochanym, a nie sobie beztrosko pomoczyc, to trzeba sie najpierw rozwiesc.
                                                • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:54
                                                  wont2 napisał:

                                                  > Ale co tu jest do radzenia? Jak sie chce kochac i byc kochanym, a nie sobie bez
                                                  > trosko pomoczyc, to trzeba sie najpierw rozwiesc.

                                                  O o o! Mamy consensus. (zaraz wpadnie Morrison i nas rozgoni, ze watek nie jest o nim, hehe)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:02
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > O o o! Mamy consensus. (zaraz wpadnie Morrison i nas rozgoni, ze watek nie jest
                                                    > o nim, hehe)
                                                    Wątek nie jest o mnie tylko o kobiecie, która czegoś pragnie (konkretnie mężczyzny z pewnym zestawem cech) a jednocześnie robi wiele by takich odstraszyc!!!
                                                • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:55
                                                  Amen, Woncie. Najpierw trzeba się rozstać z poprzedniczką.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:04
                                                    Eee tam, latwo Ci pisac a tu lepszy wrobel w garsci niz golab na dachu.
                                                    Zreszta on taki skomplikowany z ta swoja miloscia bezwarunkowa, ze ciezko przechodzi. Nie kazdy sie pisze na swing i na sypiamy z kim chcemy, bo laczy nas milosc i zaufanie. Najwyzsza forma milosci. To sie marzy Morrisonowi. Nie latwo to znalezc :(
                                    • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 16:01
                                      Jesssuuu, Morison, ty już może niczego nie przemyśliwaj tylko po prostu bzykaj. Chyba to chciał ci powiedzieć Wont. I ja też się pod nim podpisuję.
                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:45
                                    wont2 napisał:

                                    > Ruchaj morisson ile fabryka dała, korzystaj ile wlezie i nie przejmuj się tutej
                                    > szym babskim pierdoleniem. Tylko nie dawaj jej dobrych rad żeby gryzła się w ję
                                    > zyk, bo i ty sobie krócej poruchasz i bliźniego na minę wsadzisz. Tak w sumie t
                                    > o robisz dobry uczynek :)

                                    Ladnie sie przedstawiles Wont. To Twoja prawdziwa twarz?
                                    • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:57
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > Ladnie sie przedstawiles Wont. To Twoja prawdziwa twarz?
                                      ---------
                                      Wydaje mi się, że tak. W prawdziwym życiu też raczej jestem empatyczny i nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym, jak ktoś komuś niewinnemu i bezbronnemu robi krzywdę.
                                      • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 16:12
                                        wont2 napisał:

                                        > hello-kitty2 napisała:
                                        >
                                        > > Ladnie sie przedstawiles Wont. To Twoja prawdziwa twarz?
                                        > ---------
                                        > Wydaje mi się, że tak. W prawdziwym życiu też raczej jestem empatyczny i nie po
                                        > trafię przejść do porządku dziennego nad tym, jak ktoś komuś niewinnemu i bezbr
                                        > onnemu robi krzywdę.

                                        A Ty na powaznie? Bo ja to 'Ladnie' to powinnam wstawic w cudzyslow, bo mnie ta Twoja rada zszokowala, a Ty sie jeszcze masz za empatycznego? Przeciez Ty go namawiasz by ta babke traktowac jak przedmiot, zreszta nas (kobiety w tym watku) tez nie lepiej traktujesz (nie przejmuj sie tutejszym kobiecym pierdoleniem (?!)). Dodatkowo robisz z Morrisona prawdziwego chuja (nie mysl, ruchaj). I jeszcze myslisz, ze chcialam Ci powiedziec komplement? Tyle Cie juz znam, a caly czas mnie zaskakujesz na minus.
                                        • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:17
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          >Tyle Cie juz znam, a caly cza
                                          > s mnie zaskakujesz na minus.
                                          -------
                                          Musisz zdecydowanie obnizyc dla mnie poprzeczke :)
                                          • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:26
                                            wont2 napisał:

                                            > Musisz zdecydowanie obnizyc dla mnie poprzeczke :)

                                            Ja po prostu nie wierze, ze jestes takim bezwzglednym potworem za jakiego sie przedstawiasz. Naczytales sie pewnie w watku 'kobiety wola dupkow' i zachlysnales sie zainteresowaniem kobiet ;)
                                            • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:43
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > Ja po prostu nie wierze, ze jestes takim bezwzglednym potworem za jakiego sie p
                                              > rzedstawiasz. Naczytales sie pewnie w watku 'kobiety wola dupkow' i zachlysnale
                                              > s sie zainteresowaniem kobiet ;)
                                              ---------
                                              Tym razem intuicja cie zawiodla, bo ja ani nie jestem bezwzgledny ani nie jestem potworem. Ale dzisiaj raz bylas bezbledna i to mnie zaciekawilo. Mam nadzieje, ze to tylko intuicja a nie ze mnie kurna szpiegujesz :)
                                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:52
                                                wont2 napisał:

                                                > hello-kitty2 napisała:
                                                >
                                                > > Ja po prostu NIE wierze, ze jestes takim bezwzglednym potworem za jakiego
                                                > sie p
                                                > > rzedstawiasz. Naczytales sie pewnie w watku 'kobiety wola dupkow' i zachl
                                                > ysnale
                                                > > s sie zainteresowaniem kobiet ;)
                                                > ---------
                                                > Tym razem intuicja cie zawiodla, bo ja ani NIE jestem bezwzgledny ani NIE jeste
                                                > m potworem.

                                                To chyba mnie NIE zawiodla ;) Powydrukowywalam przeczenia powyzej.

                                                Ale dzisiaj raz bylas bezbledna i to mnie zaciekawilo. Mam nadzieje
                                                > , ze to tylko intuicja a nie ze mnie kurna szpiegujesz :)

                                                He? A co masz na mysli? Widze, ze chcesz powiedziec ;)
                                                • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:02
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > He? A co masz na mysli? Widze, ze chcesz powiedziec ;)
                                                  ----
                                                  Tak, chce powiedziec. Ale tylko tobie :) Wyslalem ci maila, ale pisze z komory i automatycznie zalogowalo mnie na inne konto. Tak ze ten tego - to ja.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:12
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Tak, chce powiedziec. Ale tylko tobie :) Wyslalem ci maila, ale pisze z komory
                                                    > i automatycznie zalogowalo mnie na inne konto. Tak ze ten tego - to ja.

                                                    O kurka az sie boje, nie lubie niespodzianek :)
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:16
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > O kurka az sie boje, nie lubie niespodzianek :)
                                                    -------
                                                    Wyluzuj, nie wyslalem ci kutasa :)
                                  • zawle Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:47
                                    wont2 napisał:
                                    > Ruchaj morisson ile fabryka dała, korzystaj ile wlezie i nie przejmuj się tutej
                                    > szym babskim pierdoleniem. Tylko nie dawaj jej dobrych rad żeby gryzła się w ję
                                    > zyk, bo i ty sobie krócej poruchasz i bliźniego na minę wsadzisz. Tak w sumie t
                                    > o robisz dobry uczynek :)

                                    To ja mam radę dla tej patologii. Naciągaj na kasę facetów, kłam ile wlezie, jak trzeba zrób sobie bachora żeby stały dopływ kasy mieć. A jak morissonie ona zajdzie w ciążę to Ty zrobisz dwa dobre uczynki...wspomożesz biednego i dołożysz dwój rozum, ogarnięcie i romantyzm do puli genetycznej.
                                    Obrzydliwy ten wątek jest. Obrzydzenie mnie ogarnia...kloaka
                                    • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:04
                                      zawle napisała:
                                      > A jak morissonie ona
                                      > zajdzie w ciążę to Ty zrobisz dwa dobre uczynki...wspomożesz biednego i dołożys
                                      > z dwój rozum, ogarnięcie i romantyzm do puli genetycznej.
                                      Ja nie potrafię być spełniony.
                                      A bez tego moje geny nie są zbyt wiele warte.
                            • zawle Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:33
                              hello-kitty2 napisała:
                              > NIe musicie ALE MUSICIE, bo inaczej sie nie wkupicie w laski mezczyzny, ktorego
                              > chcecie naciagnac. Jakie ma znaczenie co ona mowi, znaczenie ma, ze ona tak my
                              > sli. Co Ty nawolujesz do umietnego klamania by sie spodobac? To nie wiem co jes
                              > t wiekszym kurewstwem.

                              Ale miłym dla ucha męskiego kurewstwem. Dzięki takim kłamstwom istnieje powszechna instytucja małżeńska. I kochanki. Wilk wylizany i owieczka syta;)
                        • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:01
                          wont2 napisał:

                          Koleżanka morissona mówiąc, że nie złapała bogatego jelenia na ciążę, bo nie poczuła chemii kompromituje się w oczach każdego normalnego mężczyzny, który raz na tydzień uprawia seks lub się masturbuje, i który potrafi myśleć w miarę rozsądnie. No bo skoro nie złapała bo nie poczuła, to gdyby poczuła, to by złapała :).
                          ---------------------------------------------------
                          Ach te okropne kobiety. Skoro on jest bogaty i chce, to się z nią zwiąże, a jak nie chce, to przecież się go nie zmusi. Może powiedzieć: dziecko OK, będę częściowo się nim zajmował i na nie płacił. Kolegom z forum dedykuję.

                          Groźne kobiety

                          Jakże groźne są kobiety,
                          Bardzo silnie uzbrojone.
                          Pistolety i rakiety?
                          Nie, zdradziecko przyczajone.

                          Z jednej strony taka babka
                          Związkiem grozi naiwnemu.
                          Strasznie groźna to pułapka.
                          Trudno wymknąć się żywemu.

                          Jeszcze inna broń straszliwa,
                          Uciec przed nią nikt nie zdąży.
                          Jakże klęska to dotkliwa,
                          Która zwie się ,,jestem w ciąży”.

                          Bardzo trudna jest obrona,
                          Przed kobietą uzbrojoną,
                          Która tego jest złakniona,
                          Żeby zostać twoja żoną.

                          Uważajcie więc panowie,
                          Groźba wisi wciąż nad wami.
                          Zawsze miejcie w swojej głowie,
                          Ze możecie być schwytani.







                          • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:24
                            marek.zak1 napisał:

                            > Ach te okropne kobiety. Skoro on jest bogaty i chce, to się z nią zwiąże, a ja
                            > k nie chce, to przecież się go nie zmusi. Może powiedzieć: dziecko OK, będę czę
                            > ściowo się nim zajmował i na nie płacił. Kolegom z forum dedykuję.
                            -------
                            W sumie fakt. Jak jesteś bogaty to jakie to ma znaczenie czy masz dwójkę dzieci, którym poświęcasz swój czas i energię, żeby je wychować na porządnych ludzi czy siedemnaście bachorów z różnymi lumpiarami? Ważne, że cię stać.
                            • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:32
                              wont2 napisał:

                              > marek.zak1 napisał:
                              >
                              > > Ach te okropne kobiety. Skoro on jest bogaty i chce, to się z nią zwiąże
                              > , a ja
                              > > k nie chce, to przecież się go nie zmusi. Może powiedzieć: dziecko OK, bę
                              > dę czę
                              > > ściowo się nim zajmował i na nie płacił. Kolegom z forum dedykuję.
                              > -------
                              > W sumie fakt. Jak jesteś bogaty to jakie to ma znaczenie czy masz dwójkę dzieci
                              > , którym poświęcasz swój czas i energię, żeby je wychować na porządnych ludzi c
                              > zy siedemnaście bachorów z różnymi lumpiarami? Ważne, że cię stać.
                              >
                              >
                              "dwójka dzieci" i "siedemnaście bachorów", rozumiem ze wartość dziecka zależy od stosunku do jego matki, lepiej nie być "lumpiarą". A lumpiara to ta co łatwo daje?
                              • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:52
                                bgz0702 napisała:

                                > "dwójka dzieci" i "siedemnaście bachorów", rozumiem ze wartość dziecka zależy o
                                > d stosunku do jego matki, lepiej nie być "lumpiarą".
                                -----
                                No chyba to nic dziwnego, że mężczyźnie jest nieco łatwiej pokochać swoje chciane dziecko, niż dziecko niechciane, z przygodną laską, z którym ma się kontakt ograniczony do pisania jego imienia w tytule przelewu.


                                A lumpiara to ta co łatwo
                                > daje?
                                -------
                                Chyba coś słabo śledzisz dyskusję. Lumpiara na potrzeby tego wątku to ta, co "z pełnym rozmysłem łapie bogatego jelenia na ciążę" :)
                                • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:23
                                  "No chyba to nic dziwnego, że mężczyźnie jest nieco łatwiej pokochać swoje chciane dziecko, niż dziecko niechciane, z przygodną laską, z którym ma się kontakt ograniczony do pisania jego imienia w tytule przelewu."

                                  No ja Cie przepraszam, jak komus zalez, to bedzie chcial budowac wiezi ze SWOIM dzieckiem nawet jezeli nie kocha matki. To jego prawo. Faktem jest, ze wielu woli tylko przelewac kase, ich wybor.
                                  Milosc sie rodzi od przebywania z kims, zainwestowania z nim czasu. Tak jak ty ze swoim psem :)
                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:38
                                    kag73 napisała:

                                    > Milosc sie rodzi od przebywania z kims, zainwestowania z nim czasu. Tak jak ty
                                    > ze swoim psem :)
                                    --------
                                    Ale to ja o posiadaniu psa zadecydowałem. I jednego i drugiego. Nikt mi ich nie wcisnął na siłę. Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy wspólnym podejmowaniem decyzji o odstawieniu środków antykoncepcyjnych i staraniu się o potomstwo albo nawet zwykłą wpadką, a jednostronnym podjęciem przez kobietę decyzji o odstawieniu środków antykoncepcyjnych i nieinformowaniu o tym partnera? :)

                                    Obawiam się, że w takiej sytuacji, gdybym padł ofiarą takiej intrygi, to nie chciałbym mieć nic wspólnego z ani z mamą ani z dzieckiem. I robiłbym wszystko, żeby się na takiej kobiecie zemścić. Miałaby we mnie dozgonnego wroga. W każdym razie, tak przynajmniej zawsze mówię, na wszelki wypadek, jak łóżkowe rozmowy zahaczają o niewygodne tematy niechcianej ciąży :)
                                    • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:42
                                      Ale dzieciak za to nic nie moze.
                                      Ja uwazma, ze owszem decyzja powinna byc wspolna i swiadoma. Niemniej jednak czasem mozna wpasc i bez decyzji.
                                      Ta baba tu nic takiego nie zrobila. Inna kolezanka morrisona, ktora chciala drugie dziecko owszem, szczegolow nie znamy. Mozna ja tez nazwac deyzyjna i asertywna, realizowala egoistycznie swoje plany. Ktos jest poszkodowany. Znam tez w inna strone poszkodowana: ona chce drugiego dziecka, on stanowczo mowi nie. Tu egoistycznie do rzeczy podchodzi on a ona jest poszkodowana, nie finansowo, ale emocjonalnie.
                                    • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 16:02
                                      wont2 napisał:

                                      > kag73 napisała:
                                      >
                                      > > Milosc sie rodzi od przebywania z kims, zainwestowania z nim czasu. Tak j
                                      > ak ty ze swoim psem :)
                                      > --------
                                      > Ale to ja o posiadaniu psa zadecydowałem. I jednego i drugiego. Nikt mi ich nie
                                      > wcisnął na siłę. Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy wspólnym podejmowaniem
                                      > decyzji o odstawieniu środków antykoncepcyjnych i staraniu się o potomstwo albo
                                      > nawet zwykłą wpadką, a jednostronnym podjęciem przez kobietę decyzji o odstawi
                                      > eniu środków antykoncepcyjnych i nieinformowaniu o tym partnera? :)
                                      >
                                      > Obawiam się, że w takiej sytuacji, gdybym padł ofiarą takiej intrygi, to nie ch
                                      > ciałbym mieć nic wspólnego z ani z mamą ani z dzieckiem. I robiłbym wszystko, żeby się na takiej kobiecie zemścić. Miałaby we mnie dozgonnego wroga. W każdym
                                      > razie, tak przynajmniej zawsze mówię, na wszelki wypadek, jak łóżkowe rozmowy zahaczają o niewygodne tematy niechcianej ciąży :)
                                      >

                                      jest róznica, skopałabym jej dupę niezle, a potem bym się zajęła bachorem żeby awansował na dzieciaka. Prawdopodobienstwo takich akcji jest ale czy bycie samotna matka jest az takim luksusem żeby laski drzwiami i oknami się pchały to nie wiem, chyba nie. No chyba ze je czas goni albo cudza kasa kusi, ale to tez margines. W każdym razie ci nie zycze. Dziecko to jednak dziecko, mam przekonanie ze trzeba dbac o nie
                            • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:17
                              wont2 napisał:

                              > marek.zak1 napisał:
                              >
                              > > Ach te okropne kobiety. Skoro on jest bogaty i chce, to się z nią zwiąże, a jak nie chce, to przecież się go nie zmusi. Może powiedzieć: dziecko OK, będę częściowo się nim zajmował i na nie płacił.
                              -------------------------------
                              > W sumie fakt. Jak jesteś bogaty to jakie to ma znaczenie czy masz dwójkę dzieci , którym poświęcasz swój czas i energię, żeby je wychować na porządnych ludzi czy siedemnaście bachorów z różnymi lumpiarami? Ważne, że cię stać.
                              ------------------------------------------------------------
                              Nie rozumiem. Jesteś z kobietą, i ona chce mieć z Tobą dziecko i zachodzi w ciążę. Robi to świadomie, albo pomaga instynktowi, może dlatego, żeby Cię ze sobą związać. Ktoś tu ją nazywa przebiegłą kurwą, a teraz Ty, że jeszcze siedemnaście innych będzie.
                              Moje przesłanie jest takie, że:
                              - jak nie chcesz - nie zwiążesz się, a kasa na dziecko, jak ją masz, nie jest aż taka istotna,
                              - jak chcesz - zwiążesz się, a jak masz kasę - dziecko i jego wychowanie ani nie obniży Twojego standardu, ani nie będzie aż takim problemem,
                              - posiadanie dzieci daje dużo radości.


                              • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:32
                                marek.zak1 napisał:

                                > Nie rozumiem. Jesteś z kobietą, i ona chce mieć z Tobą dziecko i zachodzi w cią
                                > żę. Robi to świadomie, albo pomaga instynktowi, może dlatego, żeby Cię ze sobą
                                > związać. Ktoś tu ją nazywa przebiegłą kurwą, a teraz Ty, że jeszcze siedemnaści
                                > e innych będzie.
                                > Moje przesłanie jest takie, że:
                                > - jak nie chcesz - nie zwiążesz się, a kasa na dziecko, jak ją masz, nie jest
                                > aż taka istotna,
                                > - jak chcesz - zwiążesz się, a jak masz kasę - dziecko i jego wychowanie ani ni
                                > e obniży Twojego standardu, ani nie będzie aż takim problemem,
                                > - posiadanie dzieci daje dużo radości.
                                ---
                                Podejrzewam, ze nawet jakbym byl zajebiscie bogaty to chcialbym miec jednak wplyw na to czy i ile dzieci posiadam. Juz nawet nie chodzi o mnie i moje dobro tylko o te dzieci. Kazde dziecko zasluguje na szanse urodzenia sie jako owoc milosci, tak sadze.
                                • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:47
                                  wont2 napisał:

                                  > Podejrzewam, ze nawet jakbym byl zajebiscie bogaty to chcialbym miec jednak wplyw na to czy i ile dzieci posiadam. Juz nawet nie chodzi o mnie i moje dobro tylko o te dzieci. Kazde dziecko zasluguje na szanse urodzenia sie jako owoc milosci, tak sadze.
                                  ------------------------------------------
                                  Miałeś wpływ bzykając. Ja miałem właśnie taki wpływ i pewnego dnia moja zona powiedziała mi , że jest w ciąży.
                                  Gdyby faceci planowali i mieli wpływ, to dzieci by się rodziło oj bardzo mało. Faceci boja się dzieci, odpowiedzialności i kłopotów. babki biorą sprawę w swoje ręce, czy inne organy..
                                  >
                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:57
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Miałeś wpływ bzykając. Ja miałem właśnie taki wpływ i pewnego dnia moja zona po
                                    > wiedziała mi , że jest w ciąży.
                                    > Gdyby faceci planowali i mieli wpływ, to dzieci by się rodziło oj bardzo mało.
                                    > Faceci boja się dzieci, odpowiedzialności i kłopotów. babki biorą sprawę w swo
                                    > je ręce, czy inne organy..
                                    -------
                                    Ja o jednym, ty o drugim. Ale wiesz co? Jak kiedys bede rznac mezatke w dni plodne i przed samym koncem zdejme gumke i dojde w srodku, to tez jej powiem - mialas wplyw na ciaze podejmujac decyzje o bzykaniu sie ze mna :)
                                    • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 19:37
                                      wont2 napisał:
                                      > -------
                                      > Ja o jednym, ty o drugim. Ale wiesz co? Jak kiedys bede rznac mezatke w dni plodne i przed samym koncem zdejme gumke i dojde w srodku, to tez jej powiem - mialas wplyw na ciaze podejmujac decyzje o bzykaniu sie ze mna :).
                                      ---------------------------------------
                                      E, jak kobieta nie chce to weźmie ,,pigułkę po" i po sprawie. Swoją drogą zegar Ci tez tyka i jak masz to zrobic to do roboty :)
                                      >
                                    • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:05
                                      wont 2 napisał
                                      >Ja o jednym, ty o drugim. Ale wiesz co? Jak kiedys bede rznac mezatke w dni plodne i przed samym koncem zdejme gumke i dojde w srodku, to tez jej powiem - mialas wplyw na ciaze podejmujac decyzje o bzykaniu sie ze mna :)<

                                      Oczywiście. Jakby nie chciała zajść, to by się zabezpieczyła, a nie leciała zaraz kupować test ciążowy. No ludzie, jak leci po test, to chyba wiadomo, że bierze pod uwagę możliwość, a nawet chęć zajścia. Bo kupując ten test, to przybiera taką rozanieloną, pełną nadziei minę, że wiadomo, na jaki wynik liczy ;) Ja tam rozgryzam ich intencje bezbłędnie ;) A facet nie ma wyjścia na ogół, przyjmuje wynik na klatę i tyle.
                                      • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:16
                                        Niedawno ja stara baba kupowlam taki test, wcale nie rozanielona, probowlam neutralnie a aptekarz mi zyczyl "szczescia". Podziekowalam a w duchu se myslalam "chlopie, szczescie tu dla roznych co innego oznaczaa".
                                        Co nie zmienia faktu, ze moj facet tez by przyjal naklate wynik i tyle. Donosic i urodzic i nie spac potem po nocach musialbym ja :)
                                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:26
                                          kag73 napisała:

                                          > Niedawno ja stara baba kupowlam taki test, wcale nie rozanielona, probowlam neu
                                          > tralnie a aptekarz mi zyczyl "szczescia". Podziekowalam a w duchu se myslalam "
                                          > chlopie, szczescie tu dla roznych co innego oznaczaa".
                                          > Co nie zmienia faktu, ze moj facet tez by przyjal naklate wynik i tyle. Donosic
                                          > i urodzic i nie spac potem po nocach musialbym ja :)

                                          Oj Ty podstepna! Chcialas go nacignac na dziecko, swojego wlasnego meza, jak moglas ;-)))) Ninek by Cie z miejsca przeswietlila, a tego aptekarza to trzeba podac do zwolnienia, jak sie smie cieszyc z potencjalnej ciazy, cham! ;-)))
                                        • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:33
                                          kag 73 napisała
                                          >Niedawno ja stara baba kupowlam taki test, wcale nie rozanielona, probowlam neutralnie a aptekarz mi zyczyl "szczescia". Podziekowalam a w duchu se myslalam "chlopie, szczescie tu dla roznych co innego oznaczaa".
                                          Co nie zmienia faktu, ze moj facet tez by przyjal naklate wynik i tyle. Donosic i urodzic i nie spac potem po nocach musialbym ja :)<

                                          To ten aptekarz wyszedł poza swoje kompetencje, widocznie był z frakcji pro life, co dla mnie jest niedopuszczalne ;) Ten zawód, podobnie jak zawód lekarza nie powinien kierować się względami światopoglądowymi. Jeśli komuś na przeszkodzie stoi własne sumienie, by utrudniać komuś innemu dostęp do szeroko rozumianych środków czy to antykoncepcyjnych, czy przerwania życia, to niech wybierze sobie inny zawód, zgodny z jego sumieniem,a niekoniecznie z sumieniem jego pacjentów.
                                      • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:22
                                        ninek04 napisała:

                                        > Oczywiście. Jakby nie chciała zajść, to by się zabezpieczyła, a nie leciała zar
                                        > az kupować test ciążowy. No ludzie, jak leci po test, to chyba wiadomo, że bier
                                        > ze pod uwagę możliwość, a nawet chęć zajścia. Bo kupując ten test, to przybiera
                                        > taką rozanieloną, pełną nadziei minę, że wiadomo, na jaki wynik liczy ;) Ja ta
                                        > m rozgryzam ich intencje bezbłędnie ;) A facet nie ma wyjścia na ogół, przyjmuj
                                        > e wynik na klatę i tyle.

                                        Oh te podle, podstepne mezatki przychodzace rozanielone po test do apteki! ;-) Boze Ninek sorry za zla wiadomosc ale wiesz czlowiek to sie cieszy jak chce dziecka i dowiaduje sie, ze jest w ciazy, naprawde ;) No w zyciu bym nie pomyslala, ze babka, ktora mi ten test sprzedaje przeswietla mi moje podle intencje posiadania dziecka hehe. Chyba Ci sie juz wszystko w glowie poprzestawialo przez to podwojne zycie. Normalnie to sie czlowiek cieszy z nowego zycia. Proponuje tego nie zatracac. Chyba ze przeswietlasz tez kto z kim zachodzi w ciaze i pietnujesz tylko te lewe ciaze ;-)
                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 19:54
                                    marek.zak1 napisał
                                    >Miałeś wpływ bzykając. Ja miałem właśnie taki wpływ i pewnego dnia moja zona powiedziała mi , że jest w ciąży.
                                    Gdyby faceci planowali i mieli wpływ, to dzieci by się rodziło oj bardzo mało. Faceci boja się dzieci, odpowiedzialności i kłopotów. babki biorą sprawę w swoje ręce, czy inne organy.. <

                                    I to jest bez sensu. Jak babka podejmuje decyzję za faceta, albo informuje go po fakcie, że zaszła, pomimo braku wcześniejszych uzgodnień to jest po prostu nieuczciwe i rodzi podejrzenie naciągnięcia na dziecko.Dla mnie to jest czysta kalkulacja, a nie potrzeba i taka postawa budzi mój sprzeciw, a nie akceptację.
                                    • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:01
                                      "I to jest bez sensu. Jak babka podejmuje decyzję za faceta, albo informuje go po fakcie, że zaszła, pomimo braku wcześniejszych uzgodnień to jest po prostu nieuczciwe i rodzi podejrzenie naciągnięcia na dziecko.Dla mnie to jest czysta kalkulacja, a nie potrzeba i taka postawa budzi mój sprzeciw, a nie akceptację."

                                      Co to znaczy "naciagniecie na dziecko" i jaka kalkulacja. Przeciez ona ryzykuje, ze bedzie samotna matka(nigdy takowa byc nie chcialam). Czy byla to kalkulacja, bo liczyla, ze zwiaze tym faceta, czy tez potrzeba/chec posiadania dziecka to juz inna bajka. Inne wersje tez sa, np. sa razem od lat 10, po 30 stce ona chce dziecka a on zwodzi: poczekaj, jeszcze nie teraz, nie jestem gotowy. A potem odchodzi z inna, ktora zaciaza po paru miesiacach a byla sie budzi z reka w nocniku, bo na dzieciaka sie zrobilo za pozno.
                                      Najlepiej jak sie wszyscy rozumieja i porozumieja, chca oboje mniej wiecej tego samego, ale czasem zdarza sie inaczej. Zycie ogolnie niebezpieczne jest.
                                      • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:16
                                        kag73 napisała:
                                        Zycie ogolnie niebezpieczne jest.

                                        to jest fajne!;))
                                • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:48
                                  wont2 napisał:

                                  > Podejrzewam, ze nawet jakbym byl zajebiscie bogaty to chcialbym miec jednak wpl
                                  > yw na to czy i ile dzieci posiadam. Juz nawet nie chodzi o mnie i moje dobro ty
                                  > lko o te dzieci. Kazde dziecko zasluguje na szanse urodzenia sie jako owoc milo
                                  > sci, tak sadze.
                                  >

                                  ;) przepraszam cie, na serio się nie czepiam;)) ale to idealizm jest niesamowity;) większość populacji to chyba nie "owoce", a wiele "owoców" ma popaprane zycie bo starzy się "kochają";) miłośc do dzieci to jest warunek konieczny ale bez innych można się obejść, wystarczy się dogadać i dogadywac;) Do niczego cie nie namawiam, zdziwiłam się tylko;)
                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:08
                          wont2 napisał:

                          > To jest moim zdaniem trochę bardziej zniuansowane. Ja to rozumiem tak, że moris
                          > sonowi chodzi nie o powszechność wśród kobiet akceptacji dla działania typu "ła
                          > pię z pełnym rozmysłem bogatego jelenia na ciążę, chociaż nie czuję do niego ża
                          > dnej chemii" tylko "łapię z pełnym rozmysłem bogatego jelenia na ciążę, skoro c
                          > zuję do niego chemię". Koleżanka morissona mówiąc, że nie złapała bogatego jele
                          > nia na ciążę, bo nie poczuła chemii kompromituje się w oczach każdego normalneg
                          > o mężczyzny, który raz na tydzień uprawia seks lub się masturbuje, i który potr
                          > afi myśleć w miarę rozsądnie. No bo skoro nie złapała bo nie poczuła, to gdyby
                          > poczuła, to by złapała :)

                          No ale uwazasz, ze to jest powszechne wsrod kobiet? I dalej: spotykasz sie z takimi kobietami? Pomagasz im?
                          • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:20
                            hello-kitty2 napisała:

                            > No ale uwazasz, ze to jest powszechne wsrod kobiet? I dalej: spotykasz sie z ta
                            > kimi kobietami? Pomagasz im?
                            --------
                            Naprawdę nie wiem czy to powszechne wśród kobiet. Na pewno jest trochę takich kobiet. Ile? Tego nie wiem. Ja się z takimi nie spotykam. Ale być może dlatego, że nie jestem bogaty :) Więc to raczej one się ze mną nie spotykają ;)
                        • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:24
                          Dzięki Wont. Albo to
                          ja kiepsko łapię narrację Morrisona, albo on jakoś pokrętnie pisze.
          • zawle Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:00
            wont2 napisał:
            > "Ach, mogłam złapać jakiegoś tam w przeszłości na dziecko bo miał kasę, ale się
            > nie zdecydowałam bo nie było chemii"
            >
            > "Ach, mogłem zerżnąć taką jedną w przeszłości jak spała pijana na imprezie, ale
            > się nie zdecydowałem, bo się porzygała"

            A Ty wont nie ruchasz pijanych? A to nie ty tu snułeś opowieści o jakiejś przyjezdnej mężatce co się najebała i macanko było? Sorry...ona była PRZYTOMNA. Ale czy to nie ona rzygała?
            • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 13:58
              zawle napisała:

              > A Ty wont nie ruchasz pijanych? A to nie ty tu snułeś opowieści o jakiejś przyj
              > ezdnej mężatce co się najebała i macanko było? Sorry...ona była PRZYTOMNA. Ale
              > czy to nie ona rzygała?
              --------
              Mi rzyganie nie przeszkadza. Zawsze można ominąć grę wstępną. Jedyne czego bym nie przebolał to jakby się zesrała. Nie, nie dałbym chyba rady.
        • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 08:57
          zawle napisała:

          Chodzi o to, że mężatka? O to, że nie związała się z bogatym facetem bo nie było pomiędzy nimi chemii? Medal jej dać. Niektóre bez chemii biednego biorą z pocałowaniem ręki. Tyle że szczere nie są i miłością to nazywają ( to jest dużo przyjemniejsze nie Morrison?). Ruchaj patologię - cudo.
          ---------------------------------------------
          Gdyby babki tak zupełnie nie chciały brać facetów, bo czekałyby na chemię, to ludzkość by dawno wymarła.
          • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:00
            marek.zak1 napisał:

            > Gdyby babki tak zupełnie nie chciały brać facetów, bo czekałyby na chemię, to l
            > udzkość by dawno wymarła.

            A z facetami jest niby inaczej? :D
            • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:07
              sabat3 napisał:

              > marek.zak1 napisał:
              >
              > > Gdyby babki tak zupełnie nie chciały brać facetów, bo czekałyby na chemię
              > , to l
              > > udzkość by dawno wymarła.
              >
              > A z facetami jest niby inaczej? :D

              Co więcej - przyganiał kocioł garnkowi. Kobiecie i tak zwykle potrzeba dużo solidniejszej dawki chemii by podjęła akcję niż facetowi.
              • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:21
                sabat3 napisał:

                > Co więcej - przyganiał kocioł garnkowi. Kobiecie i tak zwykle potrzeba dużo sol
                > idniejszej dawki chemii by podjęła akcję niż facetowi.
                Kobiety zazwyczaj nie podejmują akcji.
                Przynajmniej nie akcje ukierunkowane na jednego meżczyznę.
                Dopóki są młode i atrakcyjne wystarczy im, ze dbają o swoją urodę itd.
                Nie muszą się zagłebiać jakoś zbytnio w analizowane męskich oczekiwań.
                Chętni sami się znajdują więc po co to analizować.
                Po prostu wybiera sie tego, który najbardziej im odpowiada (na daną chwilę)
                A potem (np po rozwodzie w wieku dajmy na to 35+)następuje konsternacja, szok i niedowierzanie.
                • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:35
                  morrison9 napisał:

                  > Kobiety zazwyczaj nie podejmują akcji.
                  > Przynajmniej nie akcje ukierunkowane na jednego meżczyznę.

                  Kurcze, powiedziałbym, że jest dokładnie odwrotnie :)
                  Dziewczyny zwykle mają jakiegoś jednego, jedynego upatrzonego faceta (na dany moment), który - a jakże - jest dla nich w jakiś sposób niedostępny, za którym to panem uganiają się jak głupie, marzą i śnią o nim, z myślą o nim masturbują się pod prysznicem itd. ;)
                  Mocno nakręcona laska ugania się o wiele bardziej niż facet i ma przy tym chcicę jak nimfomanka.
                  Tylko - właśnie - jest to ukierunkowane na konkretnego pana, a danie dupy komuś z uganiającego się za nią peletonu jest co najwyżej działaniem zastępczym, po którym ma się moralnego kaca i posmak świeżo zjedzonej żaby o poranku :)
                • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:12
                  "Po prostu wybiera sie tego, który najbardziej im odpowiada (na daną chwilę)
                  A potem (np po rozwodzie w wieku dajmy na to 35+)następuje konsternacja, szok i niedowierzanie."

                  Szok i niedowierzanie dlatego, ze w pewnym wieku ilosc wchodzacych w rachube sie zmniejsza, to chyba jasne, iluz masz do rzeczy 35+ wolnych facetow? Nikt o tym nie mysli jak nie musi, bo jest w malzenstwie od lat.
                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:30
                    kag73 napisała:

                    > Szok i niedowierzanie dlatego, ze w pewnym wieku ilosc wchodzacych w rachube si
                    > e zmniejsza, to chyba jasne, iluz masz do rzeczy 35+ wolnych facetow? Nikt o ty
                    > m nie mysli jak nie musi, bo jest w malzenstwie od lat.
                    Wolnych facetów 35+ pewnie jest pewnie ilosc zbliżona do ilości wolnych kobiet.
                    Tylko się oczekiwania z możliwościami rozchodzą
                    Oczekiwania kobiet rosną a możliwości znalezienia partnera, który je spełnia maleją.
                    A jednocześnie możłiwości wyboru ze strony tej najatrakcyjniejszej grupy facetów (zamożni, inteligentni, zaradni, z pozycją społeczną itd) rosną.
                    Kiedys (powiedzmy w wieku 20 lat) nie chciało mi się w to wierzyć i uważałem taką tezę za mocno naciąganą.
                    Teraz spotykam się z tym zjawiskiem na każdym kroku.
            • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:16
              sabat3 napisał:

              > marek.zak1 napisał:
              >
              > > Gdyby babki tak zupełnie nie chciały brać facetów, bo czekałyby na chemię, to l> udzkość by dawno wymarła.
              >
              > A z facetami jest niby inaczej? :D
              -----------------------------------
              Oczywiście, że podobnie. Instynkt, seks, potrzeba bycia z kimś itd.
        • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:06
          zawle napisała:

          > Wont ...a mógłbyś mi przybliżyć własną definicję patologii? Chodzi o to, że męż
          > atka? O to, że nie związała się z bogatym facetem bo nie było pomiędzy nimi che
          > mii? Medal jej dać. Niektóre bez chemii biednego biorą z pocałowaniem ręki. Tyl
          > e że szczere nie są i miłością to nazywają ( to jest dużo przyjemniejsze nie Mo
          > rrison?). Ruchaj patologię - cudo.
          Właśnie to mnie przeraża w myśleniu znacznej częsci kobiet.
          Ona też tak zareagowała:
          "Ale o co chodzi? Przecież to dobrze, ze w końcu się nie zdecydowałam na taki ruch. To zaprzecza tezie jakobym była materialistką"

          To, ze dopuszcza w ogóle taki ruch jako jeden ze sposobów na układanie sobie życia i w ogóle nie budzi w niej żadnej refleksji.
          Wyobraź sobie, ze ja napisałbym, ze "Mógłbym mieć seks mnóstwem kobiet bo bywam na wielu imprezach i niejednej z nich mógłbym podać pigułkę gwałtu ale ja tak nie zrobiłem bo mi zalezy na miłości"
          • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:20
            morrison9 napisał:

            > Właśnie to mnie przeraża w myśleniu znacznej częsci kobiet.
            > Ona też tak zareagowała:
            > "Ale o co chodzi? Przecież to dobrze, ze w końcu się nie zdecydowałam na taki r
            > uch. To zaprzecza tezie jakobym była materialistką"

            No ale ma rację.

            > To, ze dopuszcza w ogóle taki ruch jako jeden ze sposobów na układanie sobie ży
            > cia i w ogóle nie budzi w niej żadnej refleksji.

            Czy ty się wczoraj urodziłeś Morrison? :D

            > Wyobraź sobie, ze ja napisałbym, ze "Mógłbym mieć seks mnóstwem kobiet bo bywam
            > na wielu imprezach i niejednej z nich mógłbym podać pigułkę gwałtu ale ja tak
            > nie zrobiłem bo mi zalezy na miłości"

            Nieadekwatne porównanie. Żeby takie było, ona musiałaby wymusić ślub szantażem, groźbą, gwałtem zadanym w jakiś sposób.
            Bliżej byłoby - Pójdę do baru, będę opowiadał dziewczynie, że żona mnie nie rozumie, że szukam miłości, jestem samotną latarnią morską uczuć, wypatrującą na widnokręgu jakiejś zagubionej łodzi, rozkocham naiwną gąskę, będę zabierał do hotelu, ruchał w cipę, usta i odbyt do kompletnego zeszmacenia, a w końcu zaśpiewam tak:
            www.youtube.com/watch?v=zU2ZWYWMr_0
            • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:32
              sabat3 napisał:

              > No ale ma rację.
              Więc dlaczego ciągle nie znalazła tego faceta, którego szuka?
              Ja uważam, ze odstrasza (m. inn. prymitywnym materializmem).
              Nasza wspólna znajoma ma na jej temat podobne zdanie.
              Ale Ty twierdzisz, ze ma rację.
              Czyli coś w stylu: "Operacja się udała tylko pacjent zmarł"
              > > To, ze dopuszcza w ogóle taki ruch jako jeden ze sposobów na układanie so
              > bie życia i w ogóle nie budzi w niej żadnej refleksji.

              > Czy ty się wczoraj urodziłeś Morrison? :D
              Ale w jakim sensie?
              Bo jestem zaskoczony tym, ze kobiety tak instrumentalnie i cynicznie podchodzą do tematu "łapania na dziecko"?
              Czy dlatego, ze jestem zaskoczony tym, ze tak się z tym podejściem oswoiły, że nawet się z tym nie kryją i nie są w stanie zdobyć się na refleksję i zastanowic się jak takie teksty odbiera mężczyzna (a zwłaszcza potencjalny partner)
              To pierwsze mnie już nie dziwi.
              To drugie - ciągle jednak tak.

              • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:51
                morrison9 napisał:

                > Więc dlaczego ciągle nie znalazła tego faceta, którego szuka?
                > Ja uważam, ze odstrasza (m. inn. prymitywnym materializmem).

                Oj, bo oprócz sentymentalności ma jeszcze potężniejszą wadę - szczerość. U kobiety to już strzał w stopę, faceci nie znoszą prawdy o sobie.

                > Nasza wspólna znajoma ma na jej temat podobne zdanie.

                "- Marysiu, uważasz że Joasia to materialistka?
                - Cieszę się, że to wreszcie zauważyłeś. Uważaj na tą wredną sukę, ona nigdy nie była Ciebie warta! Taki wspaniały mężczyzna jak ty musi mieć inną kobietę. Przyjdź kiedyś do mnie na kolację, pogadamy, pośmiejemy się razem, jakieś winko walniemy. Zobaczysz jak będzie fajnie, Morrisonku Ty!"

                > Ale Ty twierdzisz, ze ma rację.

                Ja nic nie twierdzę. Jedyne co widzę, to że ruchasz jakąś dziunię i wzruszasz się nad jej nieszczęśliwym losem, zupełnie jak ten radziecki sołdat, który poruszył się losem polskiej dziewczynki, jak ją gwałcił na śniegu :)

                > Bo jestem zaskoczony tym, ze kobiety tak instrumentalnie i cynicznie podchodzą
                > do tematu "łapania na dziecko"?

                Podobnie jak mężczyźni w temacie "ruchania bez zobowiązań".

                > Czy dlatego, ze jestem zaskoczony tym, ze tak się z tym podejściem oswoiły, że
                > nawet się z tym nie kryją i nie są w stanie zdobyć się na refleksję i zastanowi
                > c się jak takie teksty odbiera mężczyzna (a zwłaszcza potencjalny partner)
                > To pierwsze mnie już nie dziwi.
                > To drugie - ciągle jednak tak.

                To całkiem jak z PUA i podobnymi zjawiskami. Ciężko potem zjeść kiełbasę, gdy się widziało jak była robiona ;)
              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:00
                morrison9 napisał:

                > Bo jestem zaskoczony tym, ze kobiety tak instrumentalnie i cynicznie podchodzą
                > do tematu "łapania na dziecko"?
                > Czy dlatego, ze jestem zaskoczony tym, ze tak się z tym podejściem oswoiły, że
                > nawet się z tym nie kryją i nie są w stanie zdobyć się na refleksję i zastanowi
                > c się jak takie teksty odbiera mężczyzna (a zwłaszcza potencjalny partner)
                > To pierwsze mnie już nie dziwi.
                > To drugie - ciągle jednak tak.

                Przestan natychmiast idotyczna postawe tej konkretnej pani usprawiedliwiac innymi kobietami!!! Powiedz jej wprost co o tym myslisz i zachowaj sie zgodnie z tym co powiedziales. A skoro Ci na to nie stac to jestes sprzedajnym gnojkiem wiec trafil swoj na swego. Za kurwa jebanie jakies glupiej cipy sprzedajesz swoje idealy, o o wlasnie Urqu gdzies to tlumaczyl, ze to kurewstwo sie nazywa. Ale nie Ty jestes w swoich oczach czysty, to kobiety sa zle, wszystkie to powszechne jest, ehe. Nie moge tego czytac.
                • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:06
                  hello-kitty2 napisała:

                  >. Ale n
                  > ie Ty jestes w swoich oczach czysty, to kobiety sa zle, wszystkie to powszechne
                  > jest, ehe. Nie moge tego czytac.

                  No ale to już męski odpowiednik "głupoty". Gardzę nią, ale zrobię sobie z niej wygodny materac do jebania. Taka postawa to chyba u kobiet rzadkość, co? ;)
                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:23
                    sabat3 napisał:

                    > No ale to już męski odpowiednik "głupoty". Gardzę nią, ale zrobię sobie z niej
                    > wygodny materac do jebania. Taka postawa to chyba u kobiet rzadkość, co? ;)

                    Calosc stosunkow miedzy kobieta a mezczyzna jest wynikiem ich zgody na nie, obopolnej zgody. Kazdy niech bierze na siebie odpowiedzialnosc za swoje godzenie sie na cos. Niech Morrison tez wezmie na siebie konsekwencje zadawania sie z ta pania, a nie chce je dzielic z innymi kobietami czyli polowa populacji typu: jest na takie zachowania spoleczne przyzwolenie kobiet, ect. To on przywala, przymyka oko, bo na razie mu sie jeszcze oplaca, potem mu sie przeleje i zajmie sie juz jojczeniem na glupote kobiet na pelny etat ;-) To juz przeciez nie pierwszy raz. Po prostu zadne fajne babki (z poukladana glowa) sie z zonatym nie beda zadawac. Tu jest blad. Ale on ma wygodne wytlumaczenie, ze porzadne go nie kreca ;-) No trudno zeby krecily, dla nich jest przezroczysty. O tu bysmy mieli dla niego nasz Aandzie (poukladana fajnie), a nie jakies tam zrzuty ;)
                    • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:32
                      hello-kitty2 napisała:

                      > Po prostu zadne fajne babki (z poukladana glowa) sie z zonatym nie beda
                      > zadawac. Tu jest blad. Ale on ma wygodne wytlumaczenie, ze porzadne go nie krec
                      > a ;-) No trudno zeby krecily, dla nich jest przezroczysty. O tu bysmy mieli dla
                      > niego nasz Aandzie (poukladana fajnie), a nie jakies tam zrzuty ;)

                      Wiesz, my mężczyźni jesteśmy pragmatyczni i skoro żadna co jest z poukładaną głową nie chce żonatego, to w takich okolicznościach bierzemy te z niepoukładaną ;)
                      Tylko widzisz - siedzieć z łyżką, jeść zupę i kwękać jaka niedobra - no to już perwersja ;)
                      • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:06
                        sabat3 napisał:

                        > Wiesz, my mężczyźni jesteśmy pragmatyczni i skoro żadna co jest z poukładaną gł
                        > ową nie chce żonatego, to w takich okolicznościach bierzemy te z niepoukładaną
                        > ;)
                        > Tylko widzisz - siedzieć z łyżką, jeść zupę i kwękać jaka niedobra - no to już
                        > perwersja ;)

                        No wiem tylko nich sie Morrison przyzna (wystarczy ze sam przed soba ;).
                        Ale swoja droga ruchanie smieci (od Liroya, ktory spiewal 'nie pierdole smieci') to sie kazdemu na koniec czkawka odbija. Faceci tez nie sa od tego wolni, nawet jak twierdza, ze sa ponad to.(za smiecia podaje tu osobe, z ktora sie nie zgadzam w fundamentalnych sprawach).
                        • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:10
                          "Faceci tez nie sa od tego wolni, nawet jak twierdza, ze sa ponad to.(za smiecia podaje tu osobe, z ktora sie nie zgadzam w fundamentalnych sprawach)."

                          No ja Cie przepraszam, coz to jest za ocena. Dla mnie to za malo, zeby ktos byl "smieciem".
                          • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:18
                            kag73 napisała:

                            > "Faceci tez nie sa od tego wolni, nawet jak twierdza, ze sa ponad to.(za smieci
                            > a podaje tu osobe, z ktora sie nie zgadzam w fundamentalnych sprawach)."
                            >
                            > No ja Cie przepraszam, coz to jest za ocena. Dla mnie to za malo, zeby ktos byl
                            > "smieciem".

                            Przeciez pisze, ze podaje za Liroyem. Raperzy nie przebieraja w slowach. Wont nazwal 'patologia' to jeszcze Zawle powiedziala, ze 'cudo'. A smiec to nie cudo? ;-)
                        • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:21
                          hello-kitty2 napisała:

                          > No wiem tylko nich sie Morrison przyzna (wystarczy ze sam przed soba ;).
                          > Ale swoja droga ruchanie smieci (od Liroya, ktory spiewal 'nie pierdole smieci'
                          > ) to sie kazdemu na koniec czkawka odbija.

                          Tylko widzisz, to jest tak, że ja, żonaty i niezamożny mężczyzna, jestem w Twoich i wielu innych kobiet przez to śmieciem. Śmieciem - ponieważ bezwartościowym z waszego punktu widzenia. Zatem czy nie jest naturalne, że szukam i paruję się z kobietami, które Ty uznajesz za śmieci po damskiej stronie barykady? Ciągnie swój do swego, ja mam inną kategorię "wagową" i się w niej realizuję. Nie widzę w tym nic dziwacznego, po prostu nie próbuję się wynosić ponad stan.
                          Nie rozumiem stosunku Morrisona do swoich kochanek, z punktu widzenia kobiet to on jest tym pojebanym, nikczemnym i złym. Wyluzować z ocenami mistrz Yoda poleca ;)
                          • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:30
                            sabat3 napisał:

                            > Tylko widzisz, to jest tak, że ja, żonaty i niezamożny mężczyzna, jestem w Twoi
                            > ch i wielu innych kobiet przez to śmieciem. Śmieciem - ponieważ bezwartościowym
                            > z waszego punktu widzenia. Zatem czy nie jest naturalne, że szukam i paruję si
                            > ę z kobietami, które Ty uznajesz za śmieci po damskiej stronie barykady? Ciągni
                            > e swój do swego, ja mam inną kategorię "wagową" i się w niej realizuję. Nie wid
                            > zę w tym nic dziwacznego, po prostu nie próbuję się wynosić ponad stan.
                            > Nie rozumiem stosunku Morrisona do swoich kochanek, z punktu widzenia kobiet to
                            > on jest tym pojebanym, nikczemnym i złym. Wyluzować z ocenami mistrz Yoda pole
                            > ca ;)

                            E tam, naciagasz Sabat. Smieciem to bys byl gdybym Cie posuwala. Poniewaz Cie nie posuwam, to jestes normalnym, porzadnym facetem. Nie traktuj tego tak doslownie to tylko raperska nazwa na stosunek rodzacy sie do osoby, ktora ruchasz, a z ktorej postawa zyciowa sie fundamentalnie nie zgadzasz. Staje sie dla ciebie smieciem. To zadna opinia ot przydatna nazwa do opisania pewnego mechanizmu, ktory u Morrisona obserwuje, mechanizm narastajacego obrzydzenia/niecheci.
                            • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:35
                              hello-kitty2 napisała:
                              > E tam, naciagasz Sabat. Smieciem to bys byl gdybym Cie posuwala. Poniewaz Cie n
                              > ie posuwam, to jestes normalnym, porzadnym facetem. Nie traktuj tego tak doslow
                              > nie to tylko raperska nazwa na stosunek rodzacy sie do osoby, ktora ruchasz, a
                              > z ktorej postawa zyciowa sie fundamentalnie nie zgadzasz. Staje sie dla ciebie
                              > smieciem. To zadna opinia ot przydatna nazwa do opisania pewnego mechanizmu, kt
                              > ory u Morrisona obserwuje, mechanizm narastajacego obrzydzenia/niecheci.

                              Ależ jestem śmieciem. Śmieć to coś co uległo zużyciu, jest zepsute, generalnie w ten czy inny sposób nie pełni już funkcji użytkowej i tylko zajmuje miejsce. Śmieciem jest więc człowiek, który z punktu widzenia zaspokojenia Twoich potrzeb nie spełnia swojej roli. Jest bezużyteczny. Jeśli masz potrzebę związkowo-romantyczną, tak jak większość kobiet, to z Twojego punktu widzenia jestem bezużyteczny, ponieważ nie posiadam zdolności związkowej. Nie potrafię tym samym zaspokoić Twoich potrzeb, nie przydaję się do niczego - zatem jestem niczym innym jak śmieciem.
                              • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:49
                                sabat3 napisał:

                                > Ależ jestem śmieciem. Śmieć to coś co uległo zużyciu, jest zepsute, generalnie
                                > w ten czy inny sposób nie pełni już funkcji użytkowej i tylko zajmuje miejsce. Śmieciem jest więc człowiek, który z punktu widzenia zaspokojenia Twoich potrzeb nie spełnia swojej roli. Jest bezużyteczny. Jeśli masz potrzebę związkowo-romantyczną, tak jak większość kobiet, to z Twojego punktu widzenia jestem bezużyteczny, ponieważ nie posiadam zdolności związkowej. Nie potrafię tym samym zaspokoić Twoich potrzeb, nie przydaję się do niczego - zatem jestem niczym innym jak śmieciem.
                                --------------------------------
                                Sabat, co ty piszesz? Jesteś bezużyteczny albo transparentny tylko jako kandydat do relacji z kobietą. Tak samo jak kandydat na pilota.
                                • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:59
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > Sabat, co ty piszesz? Jesteś bezużyteczny albo transparentny tylko jako kandyd
                                  > at do relacji z kobietą. Tak samo jak kandydat na pilota.

                                  Wiadomo, piszę o sobie z punktu widzenia kobiety gotowej do relacji z mężczyzną, czyli gros wolnych babek :)
                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:58
                                sabat3 napisał:

                                > Ależ jestem śmieciem. Śmieć to coś co uległo zużyciu, jest zepsute, generalnie
                                > w ten czy inny sposób nie pełni już funkcji użytkowej i tylko zajmuje miejsce.
                                > Śmieciem jest więc człowiek, który z punktu widzenia zaspokojenia Twoich potrze
                                > b nie spełnia swojej roli. Jest bezużyteczny. Jeśli masz potrzebę związkowo-rom
                                > antyczną, tak jak większość kobiet, to z Twojego punktu widzenia jestem bezużyt
                                > eczny, ponieważ nie posiadam zdolności związkowej. Nie potrafię tym samym zaspo
                                > koić Twoich potrzeb, nie przydaję się do niczego - zatem jestem niczym innym ja
                                > k śmieciem.

                                A to juz jest Twoja definicja smiecia. Ja swoja podalam juz kilka razy wiec nie bede sie powtarzac. Tylko pilnuj zeby Kag mi Twojej nie przypisywala. Poza tym nie mam zastrzezen, mozesz myslec o sobie co tylko chcesz, wolna wola.
                              • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 19:43
                                sabat 3 napisał
                                >Ależ jestem śmieciem. Śmieć to coś co uległo zużyciu, jest zepsute, generalnie w ten czy inny sposób nie pełni już funkcji użytkowej i tylko zajmuje miejsce. Śmieciem jest więc człowiek, który z punktu widzenia zaspokojenia Twoich potrzeb nie spełnia swojej roli. Jest bezużyteczny. Jeśli masz potrzebę związkowo-romantyczną, tak jak większość kobiet, to z Twojego punktu widzenia jestem bezużyteczny, ponieważ nie posiadam zdolności związkowej. Nie potrafię tym samym zaspokoić Twoich potrzeb, nie przydaję się do niczego - zatem jestem niczym innym jak śmieciem.<

                                Sabat przestań! Bo Cię znielubię ;) Nie wiem, co trzeba mieć w sobie, by o innych ludziach wyrażać się w kategorii śmieci. Mogę się z kimś nie zgadzać, nie szanować go, nie popierać jego wyborów, czy światopoglądu, mogę umieszczać go na przeciwnej skali swoich przekonań, traktując jako kogoś obcego, z kim nie znajdę płaszczyzny porozumienia, ale traktować, czy postrzegać go jak śmiecia?Nie umiem i nie potrafię. Ten śmieć też ma swoje przekonania, czasem jego sytuacja życiowa zmusza go przyjęcia pewnych norm postępowania, odległych od tych mieszczących się w normie, i ja to rozumiem. No i co to znaczy, że ktoś przestaje pełnić funkcję użytkową? W sensie statusu? No daj spokój, od kiedy to status jest wyznacznikiem wartości człowieka? Nigdy się z tym nie zgodzę, podobnie, nie ma we mnie zgody na to, że nawet jeśli otoczenie traktuje, czy postrzega mnie za śmiecia,za zakałę, albo bezwartościowca, to ja nie myślę o sobie w tej kategorii, bo jestem człowiekiem, który ma prawo i sens cieszenia się światem, ludźmi, naturą, dopóki nie przyjdzie kres. Dlaczego myślisz w kategoriach, że musisz naginać się do czyichś oczekiwań i koniecznie im sprostać? Bo co, masz stracha, że ktoś Cię nazwie śmieciem i oceni Cię w sposób jednoznaczny? A jakie to ma znaczenie z Twojego punktu widzenia? To już każdy sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie,takie jest moje zdanie.
                                • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 23:01
                                  ninek04 napisała:

                                  > Sabat przestań! Bo Cię znielubię ;) Nie wiem, co trzeba mieć w sobie, by o inn
                                  > ych ludziach wyrażać się w kategorii śmieci. Mogę się z kimś nie zgadzać, nie s
                                  > zanować go, nie popierać jego wyborów, czy światopoglądu, mogę umieszczać go na
                                  > przeciwnej skali swoich przekonań, traktując jako kogoś obcego, z kim nie zna
                                  > jdę płaszczyzny porozumienia, ale traktować, czy postrzegać go jak śmiecia?Nie
                                  > umiem i nie potrafię. Ten śmieć też ma swoje przekonania, czasem jego sytuacja
                                  > życiowa zmusza go przyjęcia pewnych norm postępowania, odległych od tych mieszc
                                  > zących się w normie, i ja to rozumiem. No i co to znaczy, że ktoś przestaje peł
                                  > nić funkcję użytkową? W sensie statusu? No daj spokój, od kiedy to status jest
                                  > wyznacznikiem wartości człowieka? Nigdy się z tym nie zgodzę, podobnie, nie ma
                                  > we mnie zgody na to, że nawet jeśli otoczenie traktuje, czy postrzega mnie za
                                  > śmiecia,za zakałę, albo bezwartościowca, to ja nie myślę o sobie w tej kategori
                                  > i, bo jestem człowiekiem, który ma prawo i sens cieszenia się światem, ludźmi,
                                  > naturą, dopóki nie przyjdzie kres. Dlaczego myślisz w kategoriach, że musisz n
                                  > aginać się do czyichś oczekiwań i koniecznie im sprostać? Bo co, masz stracha,
                                  > że ktoś Cię nazwie śmieciem i oceni Cię w sposób jednoznaczny? A jakie to ma z
                                  > naczenie z Twojego punktu widzenia? To już każdy sam musi sobie odpowiedzieć n
                                  > a to pytanie,takie jest moje zdanie.

                                  Nie muszę się naginać do czyichś oczekiwań, ale na to jak jestem oceniany z punktu widzenia innych już mam wpływ niewielki, bądź wręcz żaden.
                                  Ja sam staram się trzymać jak najdalej od oceniania innych ludzi. Nie uważam za śmiecia nikogo. Przez to jak byłem traktowany przez innych w wielu sferach życia mam naturalną tendencję do utożsamiania się z małymi i słabymi, odtrąconymi i pogardzanymi, bo sam taki bywałem/bywam, wiem więc doskonale że to też są ludzie, często o bardzo głębokim świecie przeżyć.
                                  Od oceniania patologii też się wzdragam, bo wiele rzeczy i norm w życiu jest względne.
                                  Co nie zmienia faktu, że mam - myślę - dość dobre wyczucie tego jak jestem odbierany przez innych, i jeśli inni mną gardzą - to faktem jest, że w ich oczach jestem śmieciem. Pytanie czy mnie to rusza - niespecjalnie.
                                  No i sam siebie raczej lubię, więc z mojego punktu widzenia śmieciem nie jestem ;)
                                  Ale społecznie, w oczach wielu - pewnie tak. Takie życie ;)
                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 23:36
                                    sabat3 napisał:
                                    >
                                    > Nie muszę się naginać do czyichś oczekiwań, ale na to jak jestem oceniany z pun
                                    > ktu widzenia innych już mam wpływ niewielki, bądź wręcz żaden.
                                    > Ja sam staram się trzymać jak najdalej od oceniania innych ludzi. Nie uważam za
                                    > śmiecia nikogo. Przez to jak byłem traktowany przez innych w wielu sferach życ
                                    > ia mam naturalną tendencję do utożsamiania się z małymi i słabymi, odtrąconymi
                                    > i pogardzanymi, bo sam taki bywałem/bywam, wiem więc doskonale że to też są lud
                                    > zie, często o bardzo głębokim świecie przeżyć.
                                    > Od oceniania patologii też się wzdragam, bo wiele rzeczy i norm w życiu jest wz
                                    > ględne.
                                    > Co nie zmienia faktu, że mam - myślę - dość dobre wyczucie tego jak jestem odbi
                                    > erany przez innych, i jeśli inni mną gardzą - to faktem jest, że w ich oczach j
                                    > estem śmieciem. Pytanie czy mnie to rusza - niespecjalnie.
                                    > No i sam siebie raczej lubię, więc z mojego punktu widzenia śmieciem nie jestem
                                    > ;)
                                    > Ale społecznie, w oczach wielu - pewnie tak. Takie życie ;)


                                    nie obraz się, jesteś zniewolony przez "złych" ludzi, spetali cię? brzmisz jak bys był skazańcem pogodzonym z losem. Na serio, "zli" ludzie to krzykliwe pierdoly zazwyczaj, czasem wystarczy- trzeba im dac w ryja żeby nie mieli szansy przenieś swej głupoty na innych. Zgadzanie się na niektóre rzeczy, godzenie się z losem to brak odpowiedzialności. Co zrobisz jak wróg zapuka do drzwi? tez się pochylisz gotowy przyjąć ciosy? To oczywiście na wyrost, ale twoja postawa mnie zastanawia czesto
                                    • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 23:50
                                      bgz0702 napisała:

                                      > nie obraz się, jesteś zniewolony przez "złych" ludzi, spetali cię? brzmisz jak
                                      > bys był skazańcem pogodzonym z losem. Na serio, "zli" ludzie to krzykliwe pierd
                                      > oly zazwyczaj, czasem wystarczy- trzeba im dac w ryja żeby nie mieli szansy prz
                                      > enieś swej głupoty na innych.

                                      Mam komuś dać w ryja, bo mnie uważa za śmiecia? Kusząca perspektywa, myślisz, że bym się nadawał na kibola? :D

                                      > Zgadzanie się na niektóre rzeczy, godzenie się z
                                      > losem to brak odpowiedzialności.

                                      Ale czy można nie zgodzić się na to, że ktoś ma na Ciebie wyjebane? Ja się w sumie organicznie z tym nie zgadzam, chciałbym żeby kobiety z nagimi piersiami śpiewały mi hawajskie piosenki i przynosiły kokosy do hamaka rozciągniętego między palmami, ale niespecjalnie ta moja organiczna niezgoda się zgrywa z rzeczywistością :D

                                      > Co zrobisz jak wróg zapuka do drzwi?

                                      Powiem "nikto nie je doma!" :)))

                                      > tez się p
                                      > ochylisz gotowy przyjąć ciosy? To oczywiście na wyrost, ale twoja postawa mnie
                                      > zastanawia czesto

                                      To zależy od tego kto będzie chciał zadawać ciosy. Jak skurwysyny z baru u Grażyny, to ja daję dyla przez okno ;)
                                      www.youtube.com/watch?v=XC--D8BAas4
                                      • bgz0702 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:13
                                        sabat3 napisał:

                                        > bgz0702 napisała:
                                        >
                                        > > nie obraz się, jesteś zniewolony przez "złych" ludzi, spetali cię? brzmis
                                        > z jak
                                        > > bys był skazańcem pogodzonym z losem. Na serio, "zli" ludzie to krzykliwe
                                        > pierd
                                        > > oly zazwyczaj, czasem wystarczy- trzeba im dac w ryja żeby nie mieli szan
                                        > sy prz
                                        > > enieś swej głupoty na innych.
                                        >
                                        > Mam komuś dać w ryja, bo mnie uważa za śmiecia? Kusząca perspektywa, myślisz, ż
                                        > e bym się nadawał na kibola? :D
                                        >

                                        byłbyś rewelacja;)) kupie ci szalik;)
                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 00:41
                                    sabat3 16.05.16, 11:35
                                    "Ależ jestem śmieciem.(...) zatem jestem niczym innym jak śmieciem."

                                    sabat3 16.05.16, 23:01
                                    "z mojego punktu widzenia śmieciem nie jestem"

                                    Nie ma jak sobie pogadac samemu ze soba ;-)
                                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 00:48
                                      A nie, czekaj jeszcze to przerobie, bedzie pelnia ;-)

                                      sabat3 16.05.16, 11:35
                                      "Ależ jestem śmieciem.(...) zatem jestem niczym innym jak śmieciem."

                                      sabat3 16.05.16, 23:50
                                      "Mam komuś dać w ryja, bo mnie uważa za śmiecia?(...) Ale czy można nie zgodzić się na to, że ktoś ma na Ciebie wyjebane? Ja się w sumie organicznie z tym nie zgadzam )"

                                      sabat3 16.05.16, 23:01
                                      "z mojego punktu widzenia śmieciem nie jestem"

                                      hehe
                                      • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 01:28
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > A nie, czekaj jeszcze to przerobie, bedzie pelnia ;-)
                                        >
                                        > sabat3 16.05.16, 11:35
                                        > "Ależ jestem śmieciem.(...) zatem jestem niczym innym jak śmieciem."
                                        >
                                        > sabat3 16.05.16, 23:50
                                        > "Mam komuś dać w ryja, bo mnie uważa za śmiecia?(...) Ale czy można nie zgodzić
                                        > się na to, że ktoś ma na Ciebie wyjebane? Ja się w sumie organicznie z tym nie
                                        > zgadzam )"
                                        >
                                        > sabat3 16.05.16, 23:01
                                        > "z mojego punktu widzenia śmieciem nie jestem"
                                        >
                                        > hehe

                                        Nie "hehe" tylko wszystko dokładnie napisałem.
                                        Z mojego własnego punktu widzenia - nie jestem śmieciem.
                                        Z punktu widzenia laski szukającej męża - jestem śmieciem.
                                        No nie jest to oczywiste?
                                        Przecież takie wartościowanie nie istnieje obiektywnie, a więc zawsze zależy od tego jaki ustawisz kontekst.
                                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 07:58
                                          sabat3 napisał:

                                          > Nie "hehe" tylko wszystko dokładnie napisałem.
                                          > Z mojego własnego punktu widzenia - nie jestem śmieciem.
                                          > Z punktu widzenia laski szukającej męża - jestem śmieciem.
                                          > No nie jest to oczywiste?
                                          > Przecież takie wartościowanie nie istnieje obiektywnie, a więc zawsze zależy od
                                          > tego jaki ustawisz kontekst.

                                          Sabat ten watek nie jest o Tobie, nikt sie tutaj Twoim przypadkiem nie zajmuje.
                                          • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 08:43
                                            hello-kitty2 napisała:
                                            > Sabat ten watek nie jest o Tobie, nikt sie tutaj Twoim przypadkiem nie zajmuje.

                                            Odpowiadam na posty, w ktorych mnie cytujesz.
                                            • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:09
                                              sabat3 napisał:

                                              > hello-kitty2 napisała:
                                              > > Sabat ten watek nie jest o Tobie, nikt sie tutaj Twoim przypadkiem nie za
                                              > jmuje.
                                              >
                                              > Odpowiadam na posty, w ktorych mnie cytujesz.

                                              Och och raczej odpowiadasz na posty, ktore Ci pasuja by sobie o nich nazwijmy to pomedrkowac, zwrocic na siebie uwage. Po tylu latach na forum na tyle sie wycwaniles, ze juz dobrze wiesz, ze na niektore posty o Tobie lepiej nie odpowiadac, bo sa niewygodne. I to jest sluszna koncepcja. Niemniej jednak to na ktore posty uzytkownik decyduje sie odpowiedziec, a na ktore nie tez duzo mowi o uzytkowniku ;-)
                            • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 19:08

                              hello - kitty 2 napisała
                              >E tam, naciagasz Sabat. Smieciem to bys byl gdybym Cie posuwala. Poniewaz Cie nie posuwam, to jestes normalnym, porzadnym facetem. Nie traktuj tego tak doslownie to tylko raperska nazwa na stosunek rodzacy sie do osoby, ktora ruchasz, a z ktorej postawa zyciowa sie fundamentalnie nie zgadzasz. Staje sie dla ciebie smieciem. To zadna opinia ot przydatna nazwa do opisania pewnego mechanizmu, ktory u Morrisona obserwuje, mechanizm narastajacego obrzydzenia/niecheci.<

                              Skoro w ten sposób określasz śmieci ludzkie, to po co w ogóle zaczynasz relację z człowiekiem, którego w trakcie trwania uznajesz za śmiecia? No na chuja zaczynasz ruchać kogoś, do którego czujesz wzgardę, brak szacunku i niechęć oraz fundamentalny sprzeciw wobec jego postawy życiowej? Ja tego nie ogarniam, jak mi się coś nie zgadza, to omijam tego kogoś szerokim łukiem, a nie pozwalam sobie na wytworzenie niechęci i wstrętu, poprzez wejście z tym kimś w bliższą relację. A tego Liroya to może się za dużo nasluchalas, to zwykły koniunkturalista jest, nikt więcej.W każdym bądź razie, wiedział, co mówić, żeby się w życiu ustawić.
                              • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:07
                                ninek04 napisała:

                                > Skoro w ten sposób określasz śmieci ludzkie, to po co w ogóle zaczynasz relację
                                > z człowiekiem, którego w trakcie trwania uznajesz za śmiecia? No na chuja zacz
                                > ynasz ruchać kogoś, do którego czujesz wzgardę, brak szacunku i niechęć oraz fu
                                > ndamentalny sprzeciw wobec jego postawy życiowej? Ja tego nie ogarniam, jak mi
                                > się coś nie zgadza, to omijam tego kogoś szerokim łukiem, a nie pozwalam sobie
                                > na wytworzenie niechęci i wstrętu, poprzez wejście z tym kimś w bliższą relację
                                > .

                                Dobre pytania. Niech sobie Morrison na nie odpowie. A Ty przeciez odpowiedz generalna juz znasz: dla seksu/bo sie dobrze stuka ;)

                                A tego Liroya to może się za dużo nasluchalas, to zwykły koniunkturalista je
                                > st, nikt więcej.W każdym bądź razie, wiedział, co mówić, żeby się w życiu ustaw
                                > ić.

                                Ja juz o tym pisalam, nie bede sie powtarzac. W skrocie: korzystam z jego konstrukcji zdaniowych by wyrazic okresla rzecz, ktora chce przekazac. Nie interesuje mnie zycie Liroya. Tak samo jak mialam zajecia z literatury uczono mnie zeby nie utozsamic bohatera czy narratora w ksiazce z autorem ksiazki. To nie jest ta sama osoba. Nie wolno ich pogladow ze soba mieszac podczas interpretacji tekstu. Autor jest calkowicie niewazny z punktu widzenia interpretacji tekstu. Mieszanie konczylo sie niezaliczeniem ;)
                                • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:18
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  Tak samo jak mialam zajecia z literatury uczono mnie zeby nie utozsamic bohatera czy narratora w ksiazce z autorem ksiazki. To nie jest ta sama osoba. Nie wolno ich pogladow ze soba mieszac podczas interpretacji tekstu. Autor jest calkowicie niewazny z punktu widzenia interpretacji tekstu. Mieszanie konczylo sie niezaliczeniem ;)
                                  ---------------------------------
                                  Teraz mogę w pełni liczyć na Twoje wsparcie, gdy będę tłumaczyć że Jan Mróz (i inni) i jego kreator to zupełnie inne osoby, i oprócz grania w tenisa, nie mają ze sobą nic wspólnego. .
                                  >
                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:32
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > hello-kitty2 napisała:
                                    > Tak samo jak mialam zajecia z literatury uczono mnie zeby nie utozsamic bohate
                                    > ra czy narratora w ksiazce z autorem ksiazki. To nie jest ta sama osoba. Nie wo
                                    > lno ich pogladow ze soba mieszac podczas interpretacji tekstu. Autor jest calko
                                    > wicie niewazny z punktu widzenia interpretacji tekstu. Mieszanie konczylo sie n
                                    > iezaliczeniem ;)
                                    > ---------------------------------
                                    > Teraz mogę w pełni liczyć na Twoje wsparcie, gdy będę tłumaczyć że Jan Mróz (i
                                    > inni) i jego kreator to zupełnie inne osoby, i oprócz grania w tenisa, nie mają
                                    > ze sobą nic wspólnego. .

                                    Moje to raczej nie, bo niewiele wiem o literaturze ale nazwysko profesora moge odgrzebac i podac, jak Ci sie przyda, korzystaj ;) Aha, pamietaj: moga miec cos wspolnego ale nie musza. Natomiast przy interpretacji autor nie powinien byc kluczem. Tak mnie uczono ale pewnie istnieja antyszkoly do tego stanowiska.
                                    • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:39
                                      hello-kitty2 napisała:
                                      Aha, pamietaj: moga miec cos wspolnego ale nie musza. Natomiast przy interpretacji autor nie powinien byc kluczem. Tak mnie uczono
                                      -----------------------------------------------
                                      Dobrze uczono, bo tak właśnie jest.
                                • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 20:53
                                  ?
                                  10+??
                                  ?
                                  ?Zwiń dyskusję od najnowszego
                                  Dlaczego....?
                                  ?Re: Dlaczego....??Link ?Podziel się Cytuj ?Odpowiedz
                                  hello-kitty2 16.05.16, 20:32
                                  marek.zak1 napisał:

                                  > hello-kitty2 napisała:
                                  > Tak samo jak mialam zajecia z literatury uczono mnie zeby nie utozsamic bohate
                                  > ra czy narratora w ksiazce z autorem ksiazki. To nie jest ta sama osoba. Nie wo
                                  > lno ich pogladow ze soba mieszac podczas interpretacji tekstu. Autor jest calko
                                  > wicie niewazny z punktu widzenia interpretacji tekstu. Mieszanie konczylo sie n
                                  > iezaliczeniem ;)
                                  > ---------------------------------
                                  > Teraz mogę w pełni liczyć na Twoje wsparcie, gdy będę tłumaczyć że Jan Mróz (i
                                  > inni) i jego kreator to zupełnie inne osoby, i oprócz grania w tenisa, nie mają
                                  > ze sobą nic wspólnego. .

                                  Moje to raczej nie, bo niewiele wiem o literaturze ale nazwysko profesora moge odgrzebac i podac, jak Ci sie przyda, korzystaj ;) Aha, pamietaj: moga miec cos wspolnego ale nie musza. Natomiast przy interpretacji autor nie powinien byc kluczem. Tak mnie uczono ale pewnie istnieja antyszkoly do tego stanowiska.
                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:09
                                    Ja mam inne zdanie. Dla mnie autor jest decydujący w sensie chęci zapoznania się z jego dziełem. To znaczy jestem w stanie przeczytać wszystko, co wyszło spod pióra danego autora,jeśli jego wcześniejsze dzieła mnie zachwyciły. Nawet jeśli nie wszystko jest doskonałe i noga, albo ręka mu się powinie, to ja go wielbię i tak mimo wszystko, bo to mój ukochany writer jest ;) W tym sensie autor jest dla mnie bardzo ważny i znaczący, i zawsze będę zainteresowana, by zapoznać się z jego nową twórczością.
                                    -----------------------------------------
                                    Wiele osób tak ma ,a to dotyczy nie tylko literatury.
                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:21
                                    >Oh te podle, podstepne mezatki przychodzace rozanielone po test do apteki! ;-) Boze Ninek sorry za zla wiadomosc ale wiesz czlowiek to sie cieszy jak chce dziecka i dowiaduje sie, ze jest w ciazy, naprawde ;) No w zyciu bym nie pomyslala, ze babka, ktora mi ten test sprzedaje przeswietla mi moje podle intencje posiadania dziecka hehe. Chyba Ci sie juz wszystko w glowie poprzestawialo przez to podwojne zycie. Normalnie to sie czlowiek cieszy z nowego zycia. Proponuje tego nie zatracac. Chyba ze przeswietlasz tez kto z kim zachodzi w ciaze i pietnujesz tylko te lewe ciaze ;-)<

                                    Kto się cieszy, to się cieszy ;) Wiesz, jak przychodzi taka styrana życiem niepracująca mężatka, która po raz piąty albo szósty zachodzi w ciążę i robi dobrą minę do złej gry, to doprawdy, ale nie umiem dostrzec na jej twarzy choćby grama radości z nadziei na pojawienie się nowego życia. To znaczy ona jest pogodzona z losem, który zesłał jej Bóg, bo tak widocznie miało być, ale ja w tym wzięciu brzemienia na siebie nie widzę wielkiego sensu. Ale przecież nie zabraniam jej prawa do cieszenia się nowym życiem, które wkrótce przyjdzie na świat, no co ty, każdemu według potrzeb.
                                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:53
                                      ninek04 napisała:

                                      > Kto się cieszy, to się cieszy ;) Wiesz, jak przychodzi taka styrana życiem niep
                                      > racująca mężatka, która po raz piąty albo szósty zachodzi w ciążę i robi dobrą
                                      > minę do złej gry, to doprawdy, ale nie umiem dostrzec na jej twarzy choćby gram
                                      > a radości z nadziei na pojawienie się nowego życia. To znaczy ona jest pogodzon
                                      > a z losem, który zesłał jej Bóg, bo tak widocznie miało być, ale ja w tym wzięc
                                      > iu brzemienia na siebie nie widzę wielkiego sensu. Ale przecież nie zabraniam j
                                      > ej prawa do cieszenia się nowym życiem, które wkrótce przyjdzie na świat, no co
                                      > ty, każdemu według potrzeb.

                                      A Ty jej wtedy bach srodek poronny w jakiejs promocji ;-) Ja sie podsmiewam, ze Ty sie zajmujesz intencjami tych osob. Wg mnie zbednie zupelnie.
                                      • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:22
                                        hello - kitty 2 napisała>A Ty jej wtedy bach srodek poronny w jakiejs promocji ;-) Ja sie podsmiewam, ze Ty sie zajmujesz intencjami tych osob. Wg mnie zbednie zupelnie.<

                                        Och, w życiu ;) Jak ona z westchnieniem stwierdza, że " no trzeba się cieszyć kolejnym, nowym życiem, które zesłał Bóg", to co ja mam do gadania.Nie gadam, tylko mówię, które witaminy są najlepsze,żeby wszystko było ok dla niej i dla dziecka. Ja rozumiem, że każdy żyje według swoich wyborów i nic mi do tego.

                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:47
                                    "No dla seksu jak najbardziej. Ale nie tylko, bo ten, z którym się pieprzę, jest dla mnie NAJWAŻNIEJSZY I NAJPIĘKNIEJSZY, już o tym zresztą pisałam, a na pewno nie byłabym w stanie wejść w relację z kimś, kogo uznawałabym za śmiecia, bo mi się światopogląd nie zgadza. No sorry, nie dałabym rady ruchać się z facetem, do którego czułabym niechęć, czy brak szacunku, podziwu,w ogóle bym wtedy nie zaczynała relacji,bo po co? Żeby mu wytknac, że to nie moja bajka, bo nim pogardzam? Trochę chore."

                                    Ninek faceci robia to non stop. Czytasz wybiorczo? Przeciez o tym jest ten watek. Przypominam: 'Ruchaj patologie'. Moze nawet Twoj kochanek mysli tak o Tobie, nawet nie wiesz. Przeciez Ci nie powie, bo nie jest 'glupi zyciowo' jak bohaterka watku ;-)
                                    • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:03
                                      hello - kitty 2 napisała
                                      >
                                      Ninek faceci robia to non stop. Czytasz wybiorczo? Przeciez o tym jest ten watek. Przypominam: 'Ruchaj patologie'. Moze nawet Twoj kochanek mysli tak o Tobie, nawet nie wiesz. Przeciez Ci nie powie, bo nie jest 'glupi zyciowo' jak bohaterka watku ;-)>

                                      Wiesz co, ja się za patologię nie uważam, podobnie nigdy nie pomyslalabym w ten sposób o mężczyźnie, z którym się pieprzę. A że ogląd społeczny tego rodzaju stosunków jest jednoznaczny i inny nie będzie, to jakoś mnie nie rusza,ani nie wzburza. Bo jakie to ma znaczenie i w jaki sposób wpływa na moje życie? - no w żaden, skoro sama wiem, na co się decyduję i czego chcę.
                                      • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:38
                                        ninek04 napisała:

                                        > hello - kitty 2 napisała
                                        > >
                                        > Ninek faceci robia to non stop. Czytasz wybiorczo? Przeciez o tym jest ten wate
                                        > k. Przypominam: 'Ruchaj patologie'. Moze nawet Twoj kochanek mysli tak o Tobie,
                                        > nawet nie wiesz. Przeciez Ci nie powie, bo nie jest 'glupi zyciowo' jak bohate
                                        > rka watku ;-)>
                                        >
                                        > Wiesz co, ja się za patologię nie uważam, podobnie nigdy nie pomyslalabym w ten
                                        > sposób o mężczyźnie, z którym się pieprzę. A że ogląd społeczny tego rodzaju s
                                        > tosunków jest jednoznaczny i inny nie będzie, to jakoś mnie nie rusza,ani nie w
                                        > zburza. Bo jakie to ma znaczenie i w jaki sposób wpływa na moje życie? - no w ż
                                        > aden, skoro sama wiem, na co się decyduję i czego chcę.

                                        i chwała bogu;) mam nadzieje ze laska morrisona się tez dobrze bawi i daleko jej do patologii
                                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:43
                                          bgz0702 napisała:

                                          > i chwała bogu;) mam nadzieje ze laska morrisona się tez dobrze bawi i daleko je
                                          > j do patologii

                                          Nie spi po nocach z samotnosci ale na pewno sie dobrze bawi, nie ma jak logiczny wniosek z zapisow Morissona w tym watku ;-)
                                          • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:47
                                            "Nie spi po nocach z samotnosci ale na pewno sie dobrze bawi, nie ma jak logiczny wniosek z zapisow Morissona w tym watku ;-)"

                                            No ale chociaz podczas seksu sie dobrze bawi :) A moze chciala go zachecic, zeby zostawal na noc po prostu.
                                            • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:56
                                              kag73 napisała:

                                              > "Nie spi po nocach z samotnosci ale na pewno sie dobrze bawi, nie ma jak logicz
                                              > ny wniosek z zapisow Morissona w tym watku ;-)"
                                              >
                                              > No ale chociaz podczas seksu sie dobrze bawi :)

                                              i może o to jej tylko chodzi
                                          • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:54
                                            hello-kitty2 napisała:

                                            > bgz0702 napisała:
                                            >
                                            > > i chwała bogu;) mam nadzieje ze laska morrisona się tez dobrze bawi i dal
                                            > eko je
                                            > > j do patologii
                                            >
                                            > Nie spi po nocach z samotnosci ale na pewno sie dobrze bawi, nie ma jak logiczn
                                            > y wniosek z zapisow Morissona w tym watku ;-)
                                            >

                                            to ze nie spi po nocach nie znaczy ze się swietnie w dzień nie bawi;) logika tez nie jest moja mocna strona;) ale pomijając fakt, to ze morrison chce zmian nie znaczy ze ona tez jest tym zainteresowana
                                      • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:38
                                        ninek04 napisała:

                                        > hello - kitty 2 napisała
                                        > >
                                        > Ninek faceci robia to non stop. Czytasz wybiorczo? Przeciez o tym jest ten wate
                                        > k. Przypominam: 'Ruchaj patologie'. Moze nawet Twoj kochanek mysli tak o Tobie,
                                        > nawet nie wiesz. Przeciez Ci nie powie, bo nie jest 'glupi zyciowo' jak bohate
                                        > rka watku ;-)>
                                        >
                                        > Wiesz co, ja się za patologię nie uważam, podobnie nigdy nie pomyslalabym w ten
                                        > sposób o mężczyźnie, z którym się pieprzę. A że ogląd społeczny tego rodzaju s
                                        > tosunków jest jednoznaczny i inny nie będzie, to jakoś mnie nie rusza,ani nie w
                                        > zburza. Bo jakie to ma znaczenie i w jaki sposób wpływa na moje życie? - no w ż
                                        > aden, skoro sama wiem, na co się decyduję i czego chcę.

                                        Trudno sie z Toba rozmawia, bo jestes slepa i podstawiasz sobie wygodne dla siebie podmioty. Teraz nagle przestalo byc wygodne najwyrazniej uwazac, ze konktetni mezczyzni z tego watku potrafia z nieklamana przyjemnoscia posuwac osoby, o ktorej mysla w kategoriach patologii, to podstawilas sobie jakis tajemniczy podmiot 'oglad spoleczny' ;) Jaki oglad? W calym tym watku nie bylo mowy o zadnym ogladzie? Wytworzylas sobie jakis swoj idealistyczny swiat uwielbien i myslisz, ze tak wyglada prawdziwe zycie. To ze Ty czegos bys nie potrafila/nie pomyslalabys nie znaczy, ze inni tak nie robia. Malo tego. Oni robia to nagminnie i prawdopodobnie tez z Toba. Oni mowia o tym wprost, wystarczy poczytac, dopuscic do glosu rzeczywistosc. Zreszta jak chcesz, dla mnie mozesz zyc w swojej bance mydlanej. Ale ciezko sie rozmawia. Czy Ty czasem nie zyjesz w swiecie marzen, nie odlatujesz czasem do swiata tych ksiazek co je tak namietnie czytasz? Tamten swiat nie wydaje Ci sie lepszy? Probuje zrozumiec skad Ci sie to bierze to idealizowanie rzeczywistosci.
                                        • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 23:33
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          > to podstawilas sobie jakis tajemniczy pod
                                          > miot 'oglad spoleczny' ;) Jaki oglad? W calym tym watku nie bylo mowy o zadnym
                                          > ogladzie?

                                          Chodzi jej o wydźwięk moralny zdrady małżeńskiej, i to że ma w nosie konwenanse społeczne w tym zakresie.

                                          > Wytworzylas sobie jakis swoj idealistyczny swiat uwielbien i myslisz,
                                          > ze tak wyglada prawdziwe zycie. To ze Ty czegos bys nie potrafila/nie pomyslal
                                          > abys nie znaczy, ze inni tak nie robia. Malo tego. Oni robia to nagminnie i pra
                                          > wdopodobnie tez z Toba. Oni mowia o tym wprost, wystarczy poczytac, dopuscic do
                                          > glosu rzeczywistosc.

                                          Mężczyźni bywają zgorzkniali, czasem cyniczni, ale wiesz, generalnie to raczej lubią laski, które ruchają ;)

                                          > Zreszta jak chcesz, dla mnie mozesz zyc w swojej bance my
                                          > dlanej. Ale ciezko sie rozmawia. Czy Ty czasem nie zyjesz w swiecie marzen, nie
                                          > odlatujesz czasem do swiata tych ksiazek co je tak namietnie czytasz? Tamten s
                                          > wiat nie wydaje Ci sie lepszy? Probuje zrozumiec skad Ci sie to bierze to ideal
                                          > izowanie rzeczywistosci.

                                          Bo ludzie projektują swoje wnętrze na otoczenie :) Ninek to dobra dziewczyna jest...
                                          • zawle Re: Dlaczego....? 16.05.16, 23:40
                                            sabat3 napisał:
                                            > Chodzi jej o wydźwięk moralny zdrady małżeńskiej, i to że ma w nosie konwenanse
                                            > społeczne w tym zakresie.

                                            No chyba nie bardzo. Tylko tu chyba się tak prezentuje, nie? W swoim środowisku ( prawdziwym) nie ma w nosie konwenansów.

                                            > Mężczyźni bywają zgorzkniali, czasem cyniczni, ale wiesz, generalnie to raczej
                                            > lubią laski, które ruchają ;)

                                            Bo je ruchają?

                                            > Bo ludzie projektują swoje wnętrze na otoczenie :) Ninek to dobra dziewczyna je
                                            > st...

                                            hehe...
                                            • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 23:54
                                              zawle napisała:

                                              > > Mężczyźni bywają zgorzkniali, czasem cyniczni, ale wiesz, generalnie to r
                                              > aczej
                                              > > lubią laski, które ruchają ;)
                                              >
                                              > Bo je ruchają?

                                              Ruchają bo je lubią :)
                                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 09:31
                                                sabat3 napisał:


                                                > > Bo je ruchają?
                                                >
                                                > Ruchają bo je lubią :)

                                                "-Powiedz mi. Nie kochałeś wszystkich kobiet, z którymi się pieprzyłeś?
                                                - Baa. Niektórych wręcz nienawidziłem"
                                                Kevin Smith. "W pogoni za Amy"

                                                Nie żebym sie podpisywał.
                                                Po prostu mi się przypomniało :-)



                                              • wont2 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:35
                                                sabat3 napisał:

                                                > zawle napisała:
                                                >
                                                > > > Mężczyźni bywają zgorzkniali, czasem cyniczni, ale wiesz, generalni
                                                > e to r
                                                > > aczej
                                                > > > lubią laski, które ruchają ;)
                                                > >
                                                > > Bo je ruchają?
                                                >
                                                > Ruchają bo je lubią :)
                                                -----------
                                                No właśnie... Czy do ruchania trzeba lubienia? Dla mnie i dla większości pewnie mężczyzn (z wyjątkiem gogola, bo on przecież uwielbia wszystkie kobiety) - nie. A dla kobiet? Bo mam wrażenie, że koleżanki tutaj próbują nam przekazać unosząc się oburzeniem na mój postulat "ruchania pato", że do ruchania potrzebują lubienia. Ale potrzebują lubić czy być lubiane? Wydaje mi się, tak prawie na sto procent, że to chodzi o to drugie, o potrzebę przekonania o byciu lubianą.

                                                W sumie rozumiem, bo podobnie jest u mężczyzny - my też lubimy czuć się dla kobiety ważni. Tyle, że zamiast lubiani, wolimy czuć się pożądani. Dlatego zwierzęce "ruchanie pato", która nas pożąda, zaspokaja tę samą potrzebę czucia się dla drugiej strony kimś ważnym, którą wy zaspokajacie uprawiając powolny, romantyczny seks przy palących się świecach i na płatkach róż z całującym wasze stopy dżentelmentem. I to jest tylko kwestia społecznej konwencji, że to pierwsze jest w przekazie kulturowym "fuj" a to drugie "och i ach".
                                                • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:52
                                                  No właśnie... Czy do ruchania trzeba lubienia? Dla mnie i dla większości pewnie mężczyzn (z wyjątkiem gogola, bo on przecież uwielbia wszystkie kobiety) - nie. A dla kobiet? Bo mam wrażenie, że koleżanki tutaj próbują nam przekazać unosząc się oburzeniem na mój postulat "ruchania pato", że do ruchania potrzebują lubienia. Ale potrzebują lubić czy być lubiane? Wydaje mi się, tak prawie na sto procent, że to chodzi o to drugie, o potrzebę przekonania o byciu lubianą.

                                                  Nie jestem ta kelaezanka tutaj, ktora probuje cos takiego przekazac. Sama do seksu nie potrzebuje milosci ani bliskosci ale jakas sympatia do daceta musi byc.
                                                  I nigdzie tez Morrison nie napisla, ze tej laski nie lubi, on tylko napisal, ze jest "glupia". To roznica.
                                                  Pierdolenie tam ja tez chce bys pozadana, bo tu o seks chodzi a nie o picie herbatki, co nie wyklucza lubienia.
                                                  Moze nie miales takich doswiadczen ale ja znam facetow ktorzy mowili "taka strakcyjna babka a jak sie odezwla to Ci sie odechciewalo", bo byla tak wredna. No i co? Pewnie jacys nadwrazliwi byli ci faceci.

                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:01
                                                    kag73 napisała:

                                                    > I nigdzie tez Morrison nie napisla, ze tej laski nie lubi, on tylko napisal, ze
                                                    > jest "glupia". To roznica.
                                                    Nie lubi???
                                                    Ja ją uwielbiam :-)
                                                    Jak również nieustannie mnie irytuje :-)

                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:04
                                                    Ja osobiscie uwazam, ze duzo istotniejsz jest, ze ja uwielbiasz niz to ze jest "glupia".
                                                • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:32
                                                  wont2 napisał:

                                                  > No właśnie... Czy do ruchania trzeba lubienia? Dla mnie i dla większości pewnie
                                                  > mężczyzn (z wyjątkiem gogola, bo on przecież uwielbia wszystkie kobiety) - nie
                                                  > . A dla kobiet? Bo mam wrażenie, że koleżanki tutaj próbują nam przekazać unosz
                                                  > ąc się oburzeniem na mój postulat "ruchania pato", że do ruchania potrzebują lu
                                                  > bienia. Ale potrzebują lubić czy być lubiane? Wydaje mi się, tak prawie na sto
                                                  > procent, że to chodzi o to drugie, o potrzebę przekonania o byciu lubianą.
                                                  >
                                                  > W sumie rozumiem, bo podobnie jest u mężczyzny - my też lubimy czuć się dla kob
                                                  > iety ważni. Tyle, że zamiast lubiani, wolimy czuć się pożądani. Dlatego zwierzę
                                                  > ce "ruchanie pato", która nas pożąda, zaspokaja tę samą potrzebę czucia się dla
                                                  > drugiej strony kimś ważnym, którą wy zaspokajacie uprawiając powolny, romantyc
                                                  > zny seks przy palących się świecach i na płatkach róż z całującym wasze stopy d
                                                  > żentelmentem. I to jest tylko kwestia społecznej konwencji, że to pierwsze jest
                                                  > w przekazie kulturowym "fuj" a to drugie "och i ach".

                                                  Mogę odpowiedzieć za siebie - nie dałbym rady wyruchać laski, której nie lubię. Nie chodzi o jakieś wzniosłe idee, ale o prosty fakt, że jestem mocno znerwicowanym facetem, który ma dużą trudność w osiąganiu erekcji i chłodna, nieprzyjazna atmosfera w czasie seksu uniemożliwiłaby mi odbycie stosunku w czysto fizyczny sposób. Świadomość, że laska może mnie wyśmiać, nie będzie miała do mnie wymaganej dozy cierpliwości, albo tak po ludzku - jakiegoś bufora, minimalnej chociaż taryfy ulgowej - działałaby na mnie paraliżująco. Sorry, ale nie ma takiej opcji. Po prostu by mi nie stanął przy lasce, której nie lubię albo jest mi obca, czy nieprzychylna. Nie odwołując się do wzniosłości, potrzebuję przynajmniej obustronnej sympatii i akceptacji ze strony kobiety.
                                                  Świadomość że wystawiam swoje nagie ciało na widok osoby, która może bezlitośnie wypunktować moje niedoskonałości też nie pomaga.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:49
                                                    sabat3 napisał: > Mogę odpowiedzieć za siebie - nie dałbym rady wyruchać laski, której nie lubię.

                                                    Dla mnie to dziwne. Bo gdy czuję do kogoś niechęć ( nie obojętność), brak szacunku, uważam kogoś za idiotę, osobę o kurewskich zapędach to nigdy bym z kimś takim nawet do kina nie poszła, a co dopiero majtki ściągnęła. No ale ja zachodząc z takim frajerem w ciążę, to bym się raczej obrazić na fakt nie mogła i pójść sobie w siną dal z zamiarami zemsty. Może stąd moje spaczone podejście do seksu. Skrobanka lub ciąża działaby się na moim terenie.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:58
                                                    zawle napisała:

                                                    > Dla mnie to dziwne. Bo gdy czuję do kogoś niechęć ( nie obojętność), brak szacu
                                                    > nku, uważam kogoś za idiotę, osobę o kurewskich zapędach to nigdy bym z kimś ta
                                                    > kim nawet do kina nie poszła, a co dopiero majtki ściągnęła.

                                                    Seks to intymna czynność. Naruszanie mojej intymności przez osobę, do której odczuwam nieprzyjazne emocje byłoby zwyczajnie nieprzyjemne i wywoływało naturalny bunt.
                                                    Nie. Nawet ONS.
                                                    Puchaty kłujicek sto razy fajniejszy niż czarownica z piorunami w oczach ;)
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:59
                                                    Bo dla Ciebie sabat seks nie jest taki ważny;))
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:03
                                                    zawle napisała:

                                                    > Bo dla Ciebie sabat seks nie jest taki ważny;))

                                                    Jest, ale jedynie jako forma intymności i wzajemnej akceptacji. Seks jako taki, sam w sobie? Nie jest.
                                                  • gogol77 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 18:39
                                                    sabat3 napisał:

                                                    >..... nie dałbym rady wyruchać laski, której nie lubię. Po prostu by mi nie stanął przy lasce, której nie lubię....
                                                    .... potrzebuję przynajmniej obustronnej sympatii i akceptacji ze strony kobiety.

                                                    Sabat, mam tak samo i z pewnością tak ma większość facetów. Normalnych facetów a nie prymitywnych dupków.
                                                    Z powyższych, obiektywnych, technicznych względów nie byłbym w stanie np. zgwałcić kobiety. Ani skorzystać z usług kurew. A propos, czy można lubić kurwę?
                                                    PS: Wont, ta moja "ułomność" (nie staje mi jak jej nie lubię albo widzę, że ona była by skłonna rozłożyć mi nogi z innych pobudek niż co najmniej sympatia a jeszcze lepiej - pożądliwość) - przeczy temu, że ja uwielbiam wszystkie. Nie wszystkie!.
                                                    Tylko te, które ja lubię/kocham/uwielbiam. A one? One mają mnie co najmniej akceptować, lubić ale dużo, duuuużo!!! lepiej żeby miały na mnie ochotę.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 22:42
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > A propos, czy można lubić kurwę?

                                                    Właściwie to dlaczego nie?
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 22:45
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > gogol77 napisał:
                                                    >
                                                    > > A propos, czy można lubić kurwę?
                                                    >
                                                    > Właściwie to dlaczego nie?

                                                    Jak się ją bliżej pozna, to czemu nie?:))
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 08:48
                                                    zawle napisała:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > gogol77 napisał:
                                                    > >
                                                    > > > A propos, czy można lubić kurwę?
                                                    > >
                                                    > > Właściwie to dlaczego nie?
                                                    >
                                                    > Jak się ją bliżej pozna, to czemu nie?:))

                                                    Nie rozumiem skąd w ogóle takie pytanie. To tak jakbyś zapytał - czy można lubić manicurzystkę. Albo kosmetyczkę. Niektóre można lubić a niektóre nie.
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 08:35
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mogę odpowiedzieć za siebie - nie dałbym rady wyruchać laski, której nie lubię.
                                                    > Nie chodzi o jakieś wzniosłe idee, ale o prosty fakt, że jestem mocno znerwico
                                                    > wanym facetem, który ma dużą trudność w osiąganiu erekcji i chłodna, nieprzyjaz
                                                    > na atmosfera w czasie seksu uniemożliwiłaby mi odbycie stosunku w czysto fizycz
                                                    > ny sposób. Świadomość, że laska może mnie wyśmiać, nie będzie miała do mnie wym
                                                    > aganej dozy cierpliwości, albo tak po ludzku - jakiegoś bufora, minimalnej choc
                                                    > iaż taryfy ulgowej - działałaby na mnie paraliżująco. Sorry, ale nie ma takiej
                                                    > opcji. Po prostu by mi nie stanął przy lasce, której nie lubię albo jest mi obc
                                                    > a, czy nieprzychylna. Nie odwołując się do wzniosłości, potrzebuję przynajmniej
                                                    > obustronnej sympatii i akceptacji ze strony kobiety.
                                                    > Świadomość że wystawiam swoje nagie ciało na widok osoby, która może bezlitośni
                                                    > e wypunktować moje niedoskonałości też nie pomaga.
                                                    ----------
                                                    Ale ty piszesz o czymś innym. To co opisujesz to jest mechanizm obronny ego. I ja to rozumiem. Ale zostawiając to na boku, to czy jakbyś miał przed sobą na przykład napaloną na ciebie klasyczną atrakcyjną korporacyjną wredną sukę, której nie lubisz, ale która je ci z ręki i błaga żebyś ją zerżnął, to co? Nie zakutasiłbyś? No bez jaj...
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 18.05.16, 08:40
                                                    wont2 napisał: jakbyś miał przed sobą na pr
                                                    > zykład napaloną na ciebie klasyczną atrakcyjną korporacyjną wredną sukę, której
                                                    > nie lubisz, ale która je ci z ręki i błaga żebyś ją zerżnął, to co? Nie zakuta
                                                    > siłbyś? No bez jaj...

                                                    Aaa...bez jaj. No to rozumiem. A my bez cycków? Że na półkę, jak się kogoś nie lubi? To wiele wyjaśnia.
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 08:52
                                                    zawle napisała:

                                                    > Aaa...bez jaj. No to rozumiem. A my bez cycków? Że na półkę, jak się kogoś nie
                                                    > lubi? To wiele wyjaśnia.
                                                    -------
                                                    Aaa... a ja nie rozumiem. Z jajami czy bez. Możesz tak bardziej przystępnie? ;)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 09:37
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Ale ty piszesz o czymś innym. To co opisujesz to jest mechanizm obronny ego. I
                                                    > ja to rozumiem. Ale zostawiając to na boku, to czy jakbyś miał przed sobą na pr
                                                    > zykład napaloną na ciebie klasyczną atrakcyjną korporacyjną wredną sukę, której
                                                    > nie lubisz, ale która je ci z ręki i błaga żebyś ją zerżnął, to co? Nie zakuta
                                                    > siłbyś? No bez jaj...

                                                    Jest na mnie napalona? Je mi z reki? Blaga mnie, zebym ja zerznal? I ja jej NIE LUBIE??? :))))
                                                    Wont, ja nie mam az tak bujnej wyobrazni, ta sytuacja jest dla mnie calkowicie abstrakcyjna :)))
                                                    Jaki mialbym powod, zeby nie czuc sympatii do takiej fajnej laski? :D
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 09:53
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jest na mnie napalona? Je mi z reki? Blaga mnie, zebym ja zerznal? I ja jej NIE
                                                    > LUBIE??? :))))
                                                    > Wont, ja nie mam az tak bujnej wyobrazni, ta sytuacja jest dla mnie calkowicie
                                                    > abstrakcyjna :)))
                                                    > Jaki mialbym powod, zeby nie czuc sympatii do takiej fajnej laski? :D
                                                    ---------
                                                    He he, wreszcie gadasz jak człowiek! :) Żółwik :))
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 18.05.16, 12:58
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Jest na mnie napalona? Je mi z reki? Blaga mnie, zebym ja zerznal? I ja jej NIE
                                                    > LUBIE??? :))))
                                                    > Wont, ja nie mam az tak bujnej wyobrazni, ta sytuacja jest dla mnie calkowicie
                                                    > abstrakcyjna :)))
                                                    > Jaki mialbym powod, zeby nie czuc sympatii do takiej fajnej laski? :D

                                                    Porno i dziwki. Więcej porno i dziwek.
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 13:44
                                                    zawle napisała:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    > > Jest na mnie napalona? Je mi z reki? Blaga mnie, zebym ja zerznal? I ja j
                                                    > ej NIE
                                                    > > LUBIE??? :))))
                                                    > > Wont, ja nie mam az tak bujnej wyobrazni, ta sytuacja jest dla mnie calko
                                                    > wicie
                                                    > > abstrakcyjna :)))
                                                    > > Jaki mialbym powod, zeby nie czuc sympatii do takiej fajnej laski? :D
                                                    >
                                                    > Porno i dziwki. Więcej porno i dziwek.
                                                    -----
                                                    Zapomniałaś o koksie i wódzie! ;)
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 19:17
                                                    sabat 3 napisał >
                                                    >Jest na mnie napalona? Je mi z reki? Blaga mnie, zebym ja zerznal? I ja jej NIE LUBIE??? :))))
                                                    Wont, ja nie mam az tak bujnej wyobrazni, ta sytuacja jest dla mnie calkowicie abstrakcyjna :)))
                                                    Jaki mialbym powod, zeby nie czuc sympatii do takiej fajnej laski? :D <

                                                    Też bym się dziwiła ;) Nic, tylko brać i korzystać, póki chce jeść,z ręki, czy tam czegoś innego ;)
                                                • ninek04 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:44
                                                  wont 2 napisał
                                                  >No właśnie... Czy do ruchania trzeba lubienia? Dla mnie i dla większości pewnie mężczyzn (z wyjątkiem gogola, bo on przecież uwielbia wszystkie kobiety) - nie. A dla kobiet? Bo mam wrażenie, że koleżanki tutaj próbują nam przekazać unosząc się oburzeniem na mój postulat "ruchania pato", że do ruchania potrzebują lubienia. Ale potrzebują lubić czy być lubiane? Wydaje mi się, tak prawie na sto procent, że to chodzi o to drugie, o potrzebę przekonania o byciu lubianą. <

                                                  No a może to, o czym piszesz zależy od rodzaju relacji-, to znaczy jeśli chodzi o jednorazowe bzykanko to niespecjalnie pewnie jest czas na rozkminianie potrzeby lubienia i to z obu stron, bo liczy się wiadomo co. Ale jeśli ta relacja ma z założenia trwać dłużej, no to bez choćby cienia, czy nici sympatii(,albo całych jej pokładów), bez lubienia tego kogoś to sensu zbytniego nie widzę, by coś fajnego z takiego seksu wyszło,już nie mówiąc o pożądaniu, a raczej jego braku.

                                                  >W sumie rozumiem, bo podobnie jest u mężczyzny - my też lubimy czuć się dla kobiety ważni. Tyle, że zamiast lubiani, wolimy czuć się pożądani.<

                                                  Lubienie nie wyklucza zwierzęcego pożądania i dzikiej chuci ;)

                                                  >Dlatego zwierzęce "ruchanie pato", która nas pożąda, zaspokaja tę samą potrzebę czucia się dla drugiej strony kimś ważnym, którą wy zaspokajacie uprawiając powolny, romantyczny seks przy palących się świecach i na płatkach róż z całującym wasze stopy dżentelmentem. I to jest tylko kwestia społecznej konwencji, że to pierwsze jest w przekazie kulturowym "fuj" a to drugie "och i ach".<

                                                  A kto ma dzisiaj czas na taki slow sex? I bez przesady z tym romantyzmem ;)
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 08:43
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > No a może to, o czym piszesz zależy od rodzaju relacji-, to znaczy jeśli chodzi
                                                    > o jednorazowe bzykanko to niespecjalnie pewnie jest czas na rozkminianie potrz
                                                    > eby lubienia i to z obu stron, bo liczy się wiadomo co. Ale jeśli ta relacja ma
                                                    > z założenia trwać dłużej, no to bez choćby cienia, czy nici sympatii(,albo cał
                                                    > ych jej pokładów), bez lubienia tego kogoś to sensu zbytniego nie widzę, by coś
                                                    > fajnego z takiego seksu wyszło,już nie mówiąc o pożądaniu, a raczej jego braku
                                                    ------
                                                    Nie no, jasne że mówię o bzykanku (no, może nie jednorazowym, jeśli byłoby dla obu stron udane) ale na pewno nie mówię o trzymaniu się za rączkę spacerując piaszczystym brzegiem Bałtyku w stronę zachodzącego słońca.


                                                    > A kto ma dzisiaj czas na taki slow sex? I bez przesady z tym romantyzmem ;)
                                                    -----
                                                    Fakt, w dzisiejszych wyemancypowanych czasach to się już coraz rzadziej zdarza :( Człowiek by sobie jeszcze trochę pouprawiał gry wstępnej ale, nie, "wsadzaj!" albo "rżnij mnie!", tak jakby nie można było jeszcze się podelektować.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 09:49
                                                    "Człowiek by sobie jeszcze trochę pouprawiał gry wstępnej ale, nie, "wsadzaj!" albo "rżnij mnie!", tak jakby nie można było jeszcze się podelektować."

                                                    No to chcesz w koncu, zeby kobiety tak po "kobiecemu" chcialy tych wszystkich kwiatkow i przydlugiej gry wstepnej czy nie chcesz, do diabla? Bo podales to jako przeciwstawny przyklad do po "mesku" zwierzecego "zerzniecia". Wiec wychodzi mi, ze mezczyzni niby nie chca i niby psiocza na to "kobiece" podejscie ale z drugiej znowu takiego chca. Rozumiem: zalezy jak chca, jak wlsnie tak cha to jest wow a jak chca inaczej to psiocza, ze ona chce gry wstepnej :)
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 18:50
                                                    wont 2 napisał
                                                    >Nie no, jasne że mówię o bzykanku (no, może nie jednorazowym, jeśli byłoby dla obu stron udane) ale na pewno nie mówię o trzymaniu się za rączkę spacerując piaszczystym brzegiem Bałtyku w stronę zachodzącego słońca.<

                                                    A ktoś o tym mówi? Bo nie zauważyłam chyba. Zresztą w o czym tu mowa? W pewnym wieku to na tego typu spacery już raczej za późno, no chyba, że dla zdrowia, dziarskim krokiem ( i z kijkami u boku) ;)

                                                    -----
                                                    >Fakt, w dzisiejszych wyemancypowanych czasach to się już coraz rzadziej zdarza :( Człowiek by sobie jeszcze trochę pouprawiał gry wstępnej ale, nie, "wsadzaj!" albo "rżnij mnie!", tak jakby nie można było jeszcze się podelektować. <

                                                    Widocznie się niecierpliwi, bo jest napalona, a podelektować się można zawsze w trakcie,no już nie narzekaj tak ;)
                                            • ninek04 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 00:20
                                              zawle napisała
                                              >No chyba nie bardzo. Tylko tu chyba się tak prezentuje, nie? W swoim środowisku ( prawdziwym) nie ma w nosie konwenansów. <

                                              No wiesz, każdy prezentuje się na miarę swoich możliwości. Zawle, Ty prezentujesz się TU wręcz doskonale,perfekcyjnie i idealnie, a w swoim środowisku to już nie wiem, jak wypadasz. W każdym bądź razie, ja nie jestem w stanie powiedzieć z taką pewnością o Twojej reprezentatywnosci w społeczeństwie, w sensie konwenansow społecznych i takich tam, jak Ty o mnie ;)
                                              • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 09:27
                                                ninek04 napisała:
                                                > No wiesz, każdy prezentuje się na miarę swoich możliwości. Zawle, Ty prezentuje
                                                > sz się TU wręcz doskonale,perfekcyjnie i idealnie, a w swoim środowisku to już
                                                > nie wiem, jak wypadasz. W każdym bądź razie, ja nie jestem w stanie powiedzieć
                                                > z taką pewnością o Twojej reprezentatywnosci w społeczeństwie, w sensie konwena
                                                > nsow społecznych i takich tam, jak Ty o mnie ;)

                                                A to super....z tego wynika że każdy może zostać doskonałością:)) Popełniłam te same błędy co Ty, tyle że się nie oszukuję i nie nadmuchuję różowych baloników. Będąc w białym ( nie z mojej chęci) małżeństwie przez 7 lat, znalazłam sobie kogoś. Nie kryłam się z tym, nie chowałam po kątach. Gdy mąż zapytał- powiedziałam prawdę. Prosił żebym wróciła, żebyśmy spróbowali jeszcze raz. Wróciłam. Nie z pobudek Matko-Teresowych. Wróciłam bo chciałam mu udowodnić że to nie KOCHANEK był powodem mojego odejścia. W moim małżeństwie nic się nie zmieniło. Wyprowadziłam się kilka miesięcy później. Pozew złożyłam rok później. On w tym czasie nic nie zrobił żeby cokolwiek ratować. Jest mistrzem deklaracji.
                                                Więc skoro ja jestem taka wspaniała dla Ciebie- już wiesz co robić;) Tylko nie pierdol że masz w dupie konwenanse, bo to nieprawda. Nie masz ich w dupie, dlatego kłamiesz. Prawda nas wyzwoli. Tyle że za życie w niej trzeba płacić.
                                                • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 09:56
                                                  zawle napisała:
                                                  > Więc skoro ja jestem taka wspaniała dla Ciebie- już wiesz co robić;) Tylko nie
                                                  > pierdol że masz w dupie konwenanse, bo to nieprawda. Nie masz ich w dupie, dlat
                                                  > ego kłamiesz. Prawda nas wyzwoli. Tyle że za życie w niej trzeba płacić.

                                                  Mysle ze za bardzo upraszczasz Zawle. Dla mnie to nie tak jednoznaczne. Ktos przejmujacy sie konwenansem na tyle by go zaimplementowac we wlasny system wartosci, bedzie wzdragal sie przed czynem nawet bez obecnosci innych, na zasadzie kwestii wizerunkowych. Przypuszczam ze na tej zasadzie wiele kobiet jest wiernych. Spotykaja w zyciu wielu mezczyzn, przed ktorymi z wielka radoscia sciagnelyby majtki, ba - pewnie nawet fantazjuja sobie o takich figlach, ale w praktyce nie mialyby odwagi, no bo - jak to, ja? Cos takiego robic?
                                                  Natomiast obawa przed konsekwencjami nie jest wedlug mnie akceptowaniem norm, tylko unikaniem przykrosci.
                                                  Co do prawdy - mowimy o dwoch kwestiach. Zyc w prawdzie i manifestowac prawde. Na manifestowanie wlasnej prawdy stac niewielu, bo to wymaga sily. Zyc w prawdzie jest latwiej, to wymaga tylko uswiadominia sobie stanu faktycznego. Uswiadamiam sobie, ze z mojego ziazku nici, wiec zyje w prawdzie. Nie oznacza to, ze stac mnie na manifestowanie takiej prawdy.
                                                  Najwazniejszy jednak jest ten pierwszy element - glebokie uswiadomienie sobie stanu faktycznego.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:07
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Mysle ze za bardzo upraszczasz Zawle.

                                                    Bo ja lubię tak żyć. Prosto. A skąd mój pociąg do prostoty? Bo kombinacje to zazwyczaj przymus związany z racjonalizowaniem.

                                                    Dla mnie to nie tak jednoznaczne. Ktos p
                                                    > rzejmujacy sie konwenansem na tyle by go zaimplementowac we wlasny system warto
                                                    > sci, bedzie wzdragal sie przed czynem nawet bez obecnosci innych, na zasadzie k
                                                    > westii wizerunkowych.

                                                    Z tym że to z moralnością Dulskiej nie ma nic wspólnego. Zależy mi na wizerunku, więc tego nie robię. Nie okłamuję nikogo, chociaż chęci na grzech są. Rezygnuję z czegoś. Wiesz, mnie nie obchodzi czy osoba która robi masę dobrego robi to ze względów wizerunkowych ( charytatywna działalność) czy ze wzniosłych pobudek. Mówienie o cudzych intencjach mnie wkurwia, bo niczemu nie służy. Mnie interesują fakty, czyny a nie słowa czy intencje.

                                                    Przypuszczam ze na tej zasadzie wiele kobiet jest wiernyc
                                                    > h. Spotykaja w zyciu wielu mezczyzn, przed ktorymi z wielka radoscia sciagnelyb
                                                    > y majtki, ba - pewnie nawet fantazjuja sobie o takich figlach, ale w praktyce n
                                                    > ie mialyby odwagi, no bo - jak to, ja? Cos takiego robic?

                                                    I jaki problem? Fajnie że potrafią coś poświęcić dla dobra bliskiej osoby i tego co wspólne, a dobre.

                                                    > Natomiast obawa przed konsekwencjami nie jest wedlug mnie akceptowaniem norm, t
                                                    > ylko unikaniem przykrosci.

                                                    To jest moralność Pani Dulskiej. Róbta co chcesz, tylko po cichu. Ale na Boga co to ma wspólnego z maniem wyjebane na konwenanse to nie wiem.

                                                    > Co do prawdy - mowimy o dwoch kwestiach. Zyc w prawdzie i manifestowac prawde.
                                                    > Na manifestowanie wlasnej prawdy stac niewielu, bo to wymaga sily. Zyc w prawdz
                                                    > ie jest latwiej, to wymaga tylko uswiadominia sobie stanu faktycznego. Uswiadam
                                                    > iam sobie, ze z mojego ziazku nici, wiec zyje w prawdzie. Nie oznacza to, ze st
                                                    > ac mnie na manifestowanie takiej prawdy.

                                                    Tu mam odmienne zdanie. Żyć w prawdzie jest trudniej. A manifestujesz prawdę swoim życiem.

                                                    > Najwazniejszy jednak jest ten pierwszy element - glebokie uswiadomienie sobie s
                                                    > tanu faktycznego.

                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:43
                                                    zawle napisała:

                                                    > > Natomiast obawa przed konsekwencjami nie jest wedlug mnie akceptowaniem n
                                                    > orm, t
                                                    > > ylko unikaniem przykrosci.
                                                    >
                                                    > To jest moralność Pani Dulskiej. Róbta co chcesz, tylko po cichu. Ale na Boga c
                                                    > o to ma wspólnego z maniem wyjebane na konwenanse to nie wiem.

                                                    To NIE JEST moralność pani Dulskiej. Dulska właśnie skupiała się na kwestiach wizerunkowych, nie na lękach i obawach. Jej zależało, żeby inni postrzegali ją jako osobę doskonałą, a nie na tym by nie dostać kijem w łeb.
                                                    Gdyby Ninek miała moralność Dulskiej to nie przyznałaby się do różnych słabości na forum, tylko opisywała swoje sukcesy jako kobieta i głosiła, że żyje w prawdzie. I że zawsze żyła, nawet jak nie żyła ;)
                                                    Dulscy kreują swój wizerunek bezustannie, to jest integralny element ich psychiki. Nawet na forach internetowych sobie nie odpuszczają.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:54
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > To NIE JEST moralność pani Dulskiej. Dulska właśnie skupiała się na kwestiach w
                                                    > izerunkowych, nie na lękach i obawach. Jej zależało, żeby inni postrzegali ją j
                                                    > ako osobę doskonałą, a nie na tym by nie dostać kijem w łeb.
                                                    > Gdyby Ninek miała moralność Dulskiej to nie przyznałaby się do różnych słabości
                                                    > na forum, tylko opisywała swoje sukcesy jako kobieta i głosiła, że żyje w praw
                                                    > dzie. I że zawsze żyła, nawet jak nie żyła ;)
                                                    > Dulscy kreują swój wizerunek bezustannie, to jest integralny element ich psychi
                                                    > ki. Nawet na forach internetowych sobie nie odpuszczają.

                                                    ale my nie mówimy o życiu na forum, czy o życiu NA PRAWDĘ? Bo jak widzisz niektórym się te dwie płaszczyzny rozjeżdżają w chuj.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:01
                                                    zawle napisała:

                                                    > ale my nie mówimy o życiu na forum, czy o życiu NA PRAWDĘ? Bo jak widzisz niekt
                                                    > órym się te dwie płaszczyzny rozjeżdżają w chuj.

                                                    Widzisz, ja się utożsamiam z postawą Ninek. I nie zgadzam się, byś mnie nazywała Dulską.
                                                    Dulskim - to co innego. To jest biegunowo odmienna postawa. Dulski się bał. Ja też się boję. Taka prawda.
                                                    Ale Dulska to była według mnie wstrętna baba, której jedynie zależało na dbałości o świetny wizerunek. Nie była ucieczkowa, ale zakłamana. Według mnie to są inne kategorie zachowań.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:10
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > Ale Dulska to była według mnie wstrętna baba, której jedynie zależało na dbałości o świetny wizerunek. Nie była ucieczkowa, ale zakłamana. Według mnie to są inne kategorie zachowań.
                                                    -------------------------------------------------
                                                    Dulska to kobieta, zmuszona do bycia silną, wobec wycofanego męża i bujających w obłokach dzieci. To ona trzyma wszystko w kupie i nie może sobie pozwolić na słabość.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:29
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Widzisz, ja się utożsamiam z postawą Ninek. I nie zgadzam się, byś mnie nazywał
                                                    > a Dulską.

                                                    Jesteś gotowy sabat na zdradę i kłamstwa?
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 22:39
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jesteś gotowy sabat na zdradę i kłamstwa?

                                                    Alternatywy są jeszcze bardziej przygnębiające. Oczywiście trudno to nazwać życiowym sukcesem, może raczej - wyborem.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 22:44
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Alternatywy są jeszcze bardziej przygnębiające. Oczywiście trudno to nazwać życ
                                                    > iowym sukcesem, może raczej - wyborem.

                                                    Nie pieprz mi kocopołów....jesteś, czy nie?
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 22:48
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie pieprz mi kocopołów....jesteś, czy nie?

                                                    Jestem. A co to, przesłuchanie? :)
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 22:50
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Jestem. A co to, przesłuchanie? :)

                                                    hahaha...a jak ktoś ci na forum powie "sprawdzam", to Ty powiesz że najpierw ,musicie się polubić"? :))))
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 07:13
                                                    zawle napisała:
                                                    > hahaha...a jak ktoś ci na forum powie "sprawdzam", to Ty powiesz że najpierw ,m
                                                    > usicie się polubić"? :))))

                                                    Bez przesady. Chyba wiem kogo lubie a kogo nie ;)
                                                • ninek04 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 19:57
                                                  zawle napisała
                                                  >Więc skoro ja jestem taka wspaniała dla Ciebie- już wiesz co robić;) <

                                                  A.. tego to ja nigdzie nie napisałam i raczej nie napiszę. Wręcz przeciwnie, ten rodzaj wspaniałości jest mi całkowicie obcy.

                                                  >Tylko nie pierdol że masz w dupie konwenanse, bo to nieprawda. Nie masz ich w dupie, dlatego kłamiesz. Prawda nas wyzwoli. Tyle że za życie w niej trzeba płacić.<

                                                  Prawda. Każdy ma jakąś swoją prawdę, są ich setki, niekoniecznie od razu wielkich i uniwersalnych i wyłącznie obiektywnych. Te małe, osobiste prawdy, do których się dochodzi często są zdobyte poprzez doświadczenie, również to negatywne i to one wpasowują się w daną osobę.Wsrod tych prawd nie szukałabym nabożnej wiary w jedyną i obowiązującą wszystkich słuszność i rację. . Ale Ty, jak zwykle wiesz lepiej,bo Twoja prawda o innych musi wyjść na wierzch, być lepsza i musi błyszczeć. Wiesz lepiej ode mnie, że kłamię, że nie mam w dupie konwenansów, że żyję na pokaz, kreując swój lepszy wizerunek dla innych - ale wiesz co? Tak naprawdę to guzik wiesz, nawet jeśli Ci się wydaje, że wiesz.Niech każdy trzyma się swojej prawdy i tyle.

                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 20:15
                                                    nic innego nie robimy przez całe swoje życie
                                        • ninek04 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 00:44
                                          hello -kitty 2 napisała
                                          >Trudno sie z Toba rozmawia, bo jestes slepa i podstawiasz sobie wygodne dla siebie podmioty. Teraz nagle przestalo byc wygodne najwyrazniej uwazac, ze konktetni mezczyzni z tego watku potrafia z nieklamana przyjemnoscia posuwac osoby, o ktorej mysla w kategoriach patologii, to podstawilas sobie jakis tajemniczy podmiot 'oglad spoleczny' ;) Jaki oglad? W calym tym watku nie bylo mowy o zadnym ogladzie? Wytworzylas sobie jakis swoj idealistyczny swiat uwielbien i myslisz, ze tak wyglada prawdziwe zycie. To ze Ty czegos bys nie potrafila/nie pomyslalabys nie znaczy, ze inni tak nie robia. Malo tego. Oni robia to nagminnie i prawdopodobnie tez z Toba. Oni mowia o tym wprost, wystarczy poczytac, dopuscic do glosu rzeczywistosc. Zreszta jak chcesz, dla mnie mozesz zyc w swojej bance mydlanej. Ale ciezko sie rozmawia. Czy Ty czasem nie zyjesz w swiecie marzen, nie odlatujesz czasem do swiata tych ksiazek co je tak namietnie czytasz? Tamten swiat nie wydaje Ci sie lepszy? Probuje zrozumiec skad Ci sie to bierze to idealizowanie rzeczywistosci.<

                                          Kitty, zawsze ciężko będzie się rozmawiać z kimś, kto nie jest taki sam, albo chociaż podobny do nas,nie ma podobnego zestawu cech usposobienia i inaczej postrzega świat. No tak to już jest. Wiesz, ja już swoje życie przeżyłam i nie oczekuję więcej, sama przyznalaś, że powoli odchodzimy i że wszystko się z czasem kończy.Więc cóż mi po naginaniu się do rzeczywistości, otworzeniu oczu i próbie przystosowania się, skoro niewiele to dla mnie znaczy już na tym etapie życia? Żyję dniem dzisiejszym i chwilą, a jeśli już wchodzę w bliższą relację z mężczyzną, to podstawą dla mnie jest to,że go lubię, że mnie zainteresował, zauroczył, na pewno nie na zasadzie zadawania się z patologią, czy śmieciami.Moze jeśli chodziłoby mi o stworzenie nowego związku itp, itd, to bym inaczej zaczęła śpiewać , ale mnie już to nie dotyczy, więc wręcz przeciwnie,nie żyję w bańce mydlanej, bo ona już dawno, dawno pękła,a ja twardo trzymam się ziemi, póki co przynajmniej.
                          • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:33
                            "Tylko widzisz, to jest tak, że ja, żonaty i niezamożny mężczyzna, jestem w Twoich i wielu innych kobiet przez to śmieciem."

                            Nie, o ile w sprawach fundamentalnych masz takie poglady jak Kitty, to nie jestes smieciem ;)
                            Pol ludzi na swiecie musialoby byc smieciami.
                            • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:54
                              kag73 napisała:

                              > Nie, o ile w sprawach fundamentalnych masz takie poglady jak Kitty, to nie jest
                              > es smieciem ;)
                              > Pol ludzi na swiecie musialoby byc smieciami.

                              Kurwa Kag czytac umiesz czy nie umiesz????? To jest ten bol Yorica. Ostatni raz tlumacze za Liroyem: czlowiek, ktorego posuwasz ale w fundamentalnych sprawach sie z nim nie zgadzasz staje sie dla Ciebie czlowiekiem o wartosci smiecia. Ja NIGDY Sabata nie posune wlasnie dlatego, zeby mu nie nadac statusu smiecia. Ostatecznie czlowiek sam czyni z innych smieci.
                    • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:42
                      A mnie gdzieś umknęło, że.M. jest żonaty. Tak Kitty, babki z poukładaną zawartością czerepa nie będą się zadawaly z mocno żonatym facetem. Chyba że na szybkie, intensywne, niezobowiaujace ruchanko bez żadnych nocnych Polaków rozmów, bo akurat facet wyjątkowo dobrze bzyka. Więc M.z z góry określił sobie grupę, w której buszuje. I jakość relacji/pani go dziwi? Ja się dziwię,że inteligentnego faceta to dziwi.
                      • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:54
                        aandzia43 napisała:

                        > A mnie gdzieś umknęło, że.M. jest żonaty. Tak Kitty, babki z poukładaną zawarto
                        > ścią czerepa nie będą się zadawaly z mocno żonatym facetem. Chyba że na szybkie
                        > , intensywne, niezobowiaujace ruchanko bez żadnych nocnych Polaków rozmów, bo a
                        > kurat facet wyjątkowo dobrze bzyka. Więc M.z z góry określił sobie grupę, w któ
                        > rej buszuje. I jakość relacji/pani go dziwi? Ja się dziwię,że inteligentnego fa
                        > ceta to dziwi.

                        O to to. Szkoda faceta, bo i idealista i nieglupi i ogarniety zyciowo i uczuciowy (wierzy w milosc) ale zycie powienien najpierw sobie uporzadkowac zanim rozpocznie nowe. W nowym zyciu to ja bym go z Toba widziala. On pewnie kombinuje, ze najpierw znajdzie wybranke, a potem zycie posprzata ale to bajka, w ktora nie nalezy wierzyc. A poswingowalabys? Bo to u Morissona jedna z istotniejszych potrzeb do spelnienia. Pozostale to standardowe przypuszczam. W sumie nie przedlozyl konkretnie. Ale szuka mlosci wiec wiadomo o co chodzi.
                        • zawle Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:42
                          hello-kitty2 napisała:
                          > O to to. Szkoda faceta, bo i idealista i nieglupi i ogarniety zyciowo i uczucio
                          > wy (wierzy w milosc) ale zycie powienien najpierw sobie uporzadkowac zanim rozp
                          > ocznie nowe. W nowym zyciu to ja bym go z Toba widziala. On pewnie kombinuje, z
                          > e najpierw znajdzie wybranke, a potem zycie posprzata ale to bajka, w ktora nie
                          > nalezy wierzyc. A poswingowalabys? Bo to u Morissona jedna z istotniejszych po
                          > trzeb do spelnienia. Pozostale to standardowe przypuszczam. W sumie nie przedlo
                          > zyl konkretnie. Ale szuka mlosci wiec wiadomo o co chodzi.
                          >

                          Na serio to mówisz??? Sypia z kimś kogo uważa za kurwę i idiotkę Zdradza żonę. I szuka miłości...buachacha.
                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:10
                            zawle napisała:

                            > Zdradza żonę.
                            A skąd wiesz czy obiecywałem jej wierność?
                            Domyślam się, ze uważasz, ze pewne cechy i postawy mężczyzny należą się kobiecie ustawowo.
                            Ale mylisz się.
                            Jeśli kobieta oczekuje mężczyzny posiadającego określone cechy TO POWINNA SOBIE TAKIEGO ZNALEŹĆ.
                            • bgz0702 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:43
                              morrison9 napisał:

                              > zawle napisała:
                              >
                              > > Zdradza żonę.
                              > A skąd wiesz czy obiecywałem jej wierność?
                              > Domyślam się, ze uważasz, ze pewne cechy i postawy mężczyzny należą się kobieci
                              > e ustawowo.
                              > Ale mylisz się.
                              > Jeśli kobieta oczekuje mężczyzny posiadającego określone cechy TO POWINNA SOBIE
                              > TAKIEGO ZNALEŹĆ.

                              a ustawowo naleza się mężczyznom kobiety słuchające dobrych rad... gdzie sprawiedliwość?
                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 09:58
                                bgz0702 napisała:

                                > a ustawowo naleza się mężczyznom kobiety słuchające dobrych rad... gdzie sprawi
                                > edliwość?
                                Ja nie mam pretensji o to, ze kobiety w swej większości zachowują się irracjonalnie.
                                Ja się po prostu temu dziwię.
                                • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:15
                                  morrison9 napisał:
                                  > Ja nie mam pretensji o to, ze kobiety w swej większości zachowują się irracjona
                                  > lnie.
                                  > Ja się po prostu temu dziwię.

                                  Po co brałeś ślub? To coś jak domniemany katolicyzm naszego społeczeństwa. Przyrzeknę, krzyżyk zrobię z tyłu, że niby nieważne, przyjmą mnie i wezmę sobie co będę chciał. Ślub to przyrzeczenie wierności. Przecież mogłeś swoją "żoną" zaopiekować się inaczej.
                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:27
                                    Na pewno zona chciala slubu.
                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:34
                                    Ty tez sie zachowales irracjolnalnie, bo myslales, ze sie dotrzecie, zamiast pomyslec: pierdolic docieranie, musi pasowac juz teraz. Wielu ludzi (rowniez mezczyzn) tak sie zachowuje, iluz sie ozenilo myslac, ze po slubie sie rozkreci albo ze sie dotra. Jezeli chodzi o emocje wszyscy jestesmy dziecmi.
                                    • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:40
                                      kag73 napisała:

                                      > Ty tez sie zachowales irracjolnalnie, bo myslales, ze sie dotrzecie, zamiast pomyslec: pierdolic docieranie, musi pasowac juz teraz. Wielu ludzi (rowniez mezczyzn) tak sie zachowuje, iluz sie ozenilo myslac, ze po slubie sie rozkreci albo ze sie dotra.
                                      ------------------------------------
                                      W łóżku musi pasować i to bardzo, od razu, bo jak nie, bo jak nie to prosta droga to BSWM. Winnych rzeczach można się docierać dłużej.
                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:29
                                    zawle napisała:

                                    > Po co brałeś ślub?
                                    Mówiąc w skrócie - po to by ułatwić kwestie organizacyjne , majątkowe i inne tego typu z osobą, z którą wg posiadanego przeze mnie poczucia i wiedzy miałem nadzieję użłożyć sobie dalsze życie.

                                    Nie po to by przysięgać jej że nie wprowadzę penisa do pochwy innej kobiety.

                                    > Przecież mogłeś swoją "żoną" zaopiekować się inaczej.
                                    Tzn jak?
                                    • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:42
                                      morrison9 napisał:
                                      > Mówiąc w skrócie - po to by ułatwić kwestie organizacyjne , majątkowe i inne te
                                      > go typu z osobą, z którą wg posiadanego przeze mnie poczucia i wiedzy miałem na
                                      > dzieję użłożyć sobie dalsze życie.

                                      Nie rozumiem tego. Preferujesz seks z wieloma kobietami, a chcesz być monogamiczny. To masz to czego chyba chciałeś. Masz żonę i pukasz laski na boku. Za jej przyzwoleniem, tylko bez jej udziału. (?) Czy nie? Czy zwyczajnie kłamiesz i udajesz że nie masz? To chyba nie takie złe? Kwestie organizacyjne? Wszystko można załatwić umowami, darowiznami i innymi prawnymi zabiegami.

                                      > Nie po to by przysięgać jej że nie wprowadzę penisa do pochwy innej kobiety.

                                      miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci- dla przypomnienia. Tak przysięgałeś? No fakt, ona musiała być głupia myśląc że przysięgasz naprawdę. Podobnie Ty gdy uważałeś że ona z tego zrezygnuje. A przez ślubem oficjalnie ruchałeś inne, czy nie?

                                      > > Przecież mogłeś swoją "żoną" zaopiekować się inaczej.
                                      > Tzn jak?

                                      Przepisać jej coś, zawrzeć jakąś umowę na comiesięczną pensję...pewnie prawnik by Ci coś poradził. Zresztą, po chuj komuś zobowiązania prawne, gdy ludzie się tak kochają?:))
                                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:57
                                        zawle napisała:

                                        > Nie rozumiem tego. Preferujesz seks z wieloma kobietami, a chcesz być monogamic
                                        > zny.
                                        Nie odczuwam potrzeby zmiany partnerki życiowej co kilka lat.

                                        > Kwestie organizacyjne? Wszystko możn
                                        > a załatwić umowami, darowiznami i innymi prawnymi zabiegami.
                                        Przecież ślub jest dużo prostszy.
                                        A biorąc pod uwagę, ze państwo w jakiś tam sposób stara się lepiej lub gorzej promowac i pomagać małżeństwom i rodzinom zawarcie ślubu daje duze szanse, że jeśli w przyszłości pojawią się jakieś nowe uregulowania prawno-ustrojowe to skorzystanie z nich będzie łatwiejsze w przypadku małżeństw niż par nie będących małżeństwami.

                                        > miłość, wierność i uczciwość małżeńską
                                        Nie wypowiadałem takich słów w czasie ślubu.
                                        > oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierc
                                        Takich również w czasie ślubu nie wypowiadałem.
                                        Wypowiadałem nieco inne, przed ślubem.
                                        To było coś w stylu "Zapamiętaj sobie, ze choćby między nami źle się układało to ZAWSZE KURWA MOŻESZ NA MNIE LICZYĆ!!!"

                                        > i- dla przypomnienia. Tak przysięgałeś? No fakt, ona musiała być głupia myśląc
                                        > że przysięgasz naprawdę.
                                        Musisz być głupia zakładając, że w ogóle przysięgałem.

                                        > Przepisać jej coś, zawrzeć jakąś umowę na comiesięczną pensję...pewnie prawnik
                                        > by Ci coś poradził. Zresztą, po chuj komuś zobowiązania prawne, gdy ludzie się
                                        > tak kochają?:))
                                        A np jak chcesz dajmy na to policzyć krowy na pastwisku to najlepiej policzyć wszystkie nogi a potem podzielić przez cztery.
                                        Po co mam chodzić po prawnikach i organizowac każdą kwestię osobno skoro moge ją miec w pakiecie w postaci ślubu.
                                        • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:07
                                          morrison9 napisał: > Przecież ślub jest dużo prostszy.

                                          No pewnie że jest prostszy. Tyle że jak się chce żyć po swojemu, a nie po temu co obowiązuje, to trzeba się liczyć z tym, że będzie trudniej.

                                          > Nie wypowiadałem takich słów w czasie ślubu.
                                          > Takich również w czasie ślubu nie wypowiadałem.
                                          > Wypowiadałem nieco inne, przed ślubem.
                                          > To było coś w stylu "Zapamiętaj sobie, ze choćby między nami źle się układało t
                                          > o ZAWSZE KURWA MOŻESZ NA MNIE LICZYĆ!!!"

                                          Ale prawo znasz? Wiesz że zdrada jest niezgodna z założenia z instytucją małżeńską? Bo jednak o zdradzie tu mówimy, a nie o układzie pomiędzy wami? To chyba byłeś głupi że ślub brałeś w takiej sytuacji. Zadam pytanie jeszcze raz.....czy przed ślubem też za zgodą narzeczonej pieprzyłeś inne kobiety? Tak czy nie?


                                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:33
                                            zawle napisała:

                                            > morrison9 napisał: > Przecież ślub jest dużo prostszy.
                                            > No pewnie że jest prostszy. Tyle że jak się chce żyć po swojemu, a nie po temu
                                            > co obowiązuje, to trzeba się liczyć z tym, że będzie trudniej.
                                            Ale nie jest w niczym trudniej niż gdyby nie było ślubu.

                                            > Ale prawo znasz? Wiesz że zdrada jest niezgodna z założenia z instytucją małżeń
                                            > ską? Bo jednak o zdradzie tu mówimy, a nie o układzie pomiędzy wami? To chyba b
                                            > yłeś głupi że ślub brałeś w takiej sytuacji.
                                            Ale ja nie ponoszę negatywnych konsekwencji tego, ze wziąłem ślub.
                                            Ja ponosze negatywne konsekwencje tego, ze związałem się z niewłaściwą kobietą i mamy dziecko.
                                            Ślub nie ma tu specjalnego znaczenia.
                                            Nie wiem dlaczego tyle osób ma na punkcie ślubu jakiegoś dziwnego pierdolca.
                                            > Zadam pytanie jeszcze raz.....czy
                                            > przed ślubem też za zgodą narzeczonej pieprzyłeś inne kobiety? Tak czy nie?
                                            Z tego co pamietam to nie .
                                            Miałem uzasadnione podstawy by wierzyć, ze kiedyś będziemy to robić razem :-)
                                            I w sumie robiliśmy :-)
                            • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:57
                              morrison9 napisał:
                              > Jeśli kobieta oczekuje mężczyzny posiadającego określone cechy TO POWINNA SOBIE TAKIEGO ZNALEŹĆ.
                              -------------------------------------------------------------------------
                              To jest bardzo trafne spostrzeżenie. Jej się wydawało, że to Ty. Pomyliła się. Skoro tak, to przecież nie Twoja wina.
                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 09:37
                                marek.zak1 napisał:

                                > morrison9 napisał:
                                > > Jeśli kobieta oczekuje mężczyzny posiadającego określone cechy TO POWINNA
                                > SOBIE TAKIEGO ZNALEŹĆ.
                                > -------------------------------------------------------------------------
                                > To jest bardzo trafne spostrzeżenie. Jej się wydawało, że to Ty. Pomyliła się.
                                > Skoro tak, to przecież nie Twoja wina.
                                Nie pomyliła się bo nie szukała.
                                Uznała za oczywiste , że mężczyzna dostosowuje się do oczekiwań kobiety.
                                Inaczej "nie jest prawdziwym mężczyzną" i takie tam :-)
                                • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:40
                                  morrison9 napisał:

                                  > marek.zak1 napisał:
                                  >
                                  > > morrison9 napisał:
                                  > > > Jeśli kobieta oczekuje mężczyzny posiadającego określone cechy TO P
                                  > OWINNA SOBIE TAKIEGO ZNALEŹĆ.
                                  > > -------------------------------------------------------------------------
                                  > > To jest bardzo trafne spostrzeżenie. Jej się wydawało, że to Ty. Pomyliła
                                  > się. Skoro tak, to przecież nie Twoja wina.
                                  --------------------------------------
                                  > Nie pomyliła się bo nie szukała.
                                  > Uznała za oczywiste , że mężczyzna dostosowuje się do oczekiwań kobiety. Inaczej "nie jest prawdziwym mężczyzną" i takie tam :-)
                                  ----------------------------------------------
                                  A mnie się wydaje, że małżeństwo/żona Ci się zwyczajnie znudziły, chcesz zmiany i dorabiasz sobie do tego teorię. Jako inteligentny i wykształcony facet nie masz z tym problemu.
                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:49
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > A mnie się wydaje, że małżeństwo/żona Ci się zwyczajnie znudziły, chcesz zmiany
                                    > i dorabiasz sobie do tego teorię. Jako inteligentny i wykształcony facet nie m
                                    > asz z tym problemu.
                                    Masz rację: wydaje Ci się.
                                    • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:57
                                      "Tu się okaże, ze "lojalność i uczciwość małżeńska" można różnie rozumieć.
                                      A interpretacja tych sów w dużym stopniu zależy od płci interpretującego."

                                      I tuataj zapewne potrzebe nam sa konwencje i normy, albo wyluszczajmy sobie slowko po slowko i z detalami do dla kogo co co oznacza. Albo zatem podpisujemy sie pod tym oboje, albo wchodzimy w szczegoly i moze ktos sie jednak nie podpisze albo potrzebny bedzie kompromis jakis.
                                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:03
                                        kag73 napisała:

                                        > I tuataj zapewne potrzebe nam sa konwencje i normy, albo wyluszczajmy sobie slo
                                        > wko po slowko i z detalami do dla kogo co co oznacza. Albo zatem podpisujemy si
                                        > e pod tym oboje, albo wchodzimy w szczegoly i moze ktos sie jednak nie podpisze
                                        > albo potrzebny bedzie kompromis jakis.
                                        Pełna zgoda.
                                        Pod warunkiem, że ktoś chce jasno formułować swoje poglądy a nie uciekał we frazesy typu: "Najważniejsze to pójść za głosem serca" itp.
                                        • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:07
                                          "Pod warunkiem, że ktoś chce jasno formułować swoje poglądy a nie uciekał we frazesy typu: "Najważniejsze to pójść za głosem serca" itp."

                                          Bo gdyby nie poszla za glosem serca to by za Ciebie nie wyszla a nie chciala rezygnowac z milosci. Ja kiedys poszlam za glosem rozsadku, chociaz serce chcialo inaczej, ale...nie zaluje, dobrze zrobilam ;) Ale to duzo trudniejsze niz pojsc za glosem serca.
                                          • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:14
                                            kag73 napisała:
                                            Ja kiedys poszlam za glosem rozsadku, chociaz serce chcialo inaczej, ale...nie zaluje, dobrze zrobilam ;) Ale to duzo trudniejsze niz pojsc za glosem serca.
                                            ------------------------------------
                                            No to może też dla Ciebie :)
                                            marek-zak.blog.onet.pl/2016/04/26/kiedy-zamykam-oczy/
                                            • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:30
                                              Nie nie dla mnie albo po czesci dla mnie. Stara milosc nie rdzewieje(owszem rdzewieje) ale nowa tez zla nie jest :)
                                              • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:34
                                                kag73 napisała:

                                                > Nie nie dla mnie albo po czesci dla mnie. Stara milosc nie rdzewieje(owszem rdzewieje) ale nowa tez zla nie jest :)
                                                --------------------------------
                                                Czyli dobra decyzja. Gratuluję :)
                      • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 15:01
                        aandzia43 napisała:

                        > A mnie gdzieś umknęło, że.M. jest żonaty. Tak Kitty, babki z poukładaną zawarto
                        > ścią czerepa nie będą się zadawaly z mocno żonatym facetem. Chyba że na szybkie
                        > , intensywne, niezobowiaujace ruchanko bez żadnych nocnych Polaków rozmów, bo a
                        > kurat facet wyjątkowo dobrze bzyka. Więc M.z z góry określił sobie grupę, w któ
                        > rej buszuje. I jakość relacji/pani go dziwi? Ja się dziwię,że inteligentnego fa
                        > ceta to dziwi.
                        Andzia.
                        Ty już się przestań na mnie skupiać.
                        Bo Ci to problem przesłania.
                        Mam z nią wspólną znajomą, trochę wiem o jej przeszłości.
                        Przed nią faceci uciekają.

                        Ja jestem i tak przypadkiem dosyć rzadkim bo nie oczekuję wierności fizycznej.
                        Ale przeciętny facet z kompleksem waginy zwiewa gdzie pieprz rośnie
                        A jeśli w najbliższym czasie ona znajdzie sobie faceta na trwały związek i ułoży sobie z nim życie na dłużej to ja wejdę pod stół i jestem gotów moje słowa odszczekać :-)
                        • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 16:37
                          Sie nie.skupiam, ale zahaczam jak mi doszedł nowy element do układanki.No i zobą ostatecznie rozmawiam, nie.z.nią, więc mnie twoje motywacje interesują.
                          Abstrahując od wymogów odnośnie fizycznej wierności:
                          • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:41
                            Urwało mi posta. Kochasz żonę, macie układ na czysty, czyściutki, wyprany z jakiś niepotrzebnych emocji seks na boku - spoko (co prawda nie moje klimaty, ale jakoś mogę to ogarnąć). Dalej macie fajne małżeństwo i uczuciową więź. Nie kochasz żony, miłość ci się marzy, szukasz udając sam przed sobą, że przecież nie wcale szukasz tylko bzykasz sobie niezobowiązująco, bo przecież taki macie układ - nie spoko. Słabo jest. Nie czysto. Obojętnie czy jest przyzwolenie na bzykanko na boku, czy brak przyzwolenia - najpierw trzeba zerwać jedną wieź żeby miała możliwość pojawić się następna. Jeśli ma być istotna, ważna, cenna.
                            Nie mam pojęcia, czy powyższe dotyczy ciebie, bo nie wiem czego szukasz (Kitty rzuciła, że szukasz miłości). Dotyczy tych szukających i czekających.
                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 09:48
                              aandzia43 napisała:
                              > Obojętnie czy jest przyzwolenie na bzykan
                              > ko na boku, czy brak przyzwolenia - najpierw trzeba zerwać jedną wieź żeby miał
                              > a możliwość pojawić się następna.
                              Ja wiem. Tą tezę kobiety często podkreślają
                              Zauważyłem, że to dla kobiet ważny punkt na liście życzeń dotyczących tego jak powinien wyglądać świat: męzczyźni z etykietkami "wolny" lub "zajęty"
                              Ja rozumiem, ze jako żonaty mam marne szanse na miłość.
                              I nie mam żalu np do rozwiedzionych kobiet, ze z góry mnie skreślają.
                              Problem w tym, ze ja obserwując różne kobiety, słuchając ich deklaracji, wizji dotyczących związku i poznając je bliżej wcale nie chciałbym z nimi być.
                              Nawet gdybym był singlem.
                              Razi mnie udawanie, wciskanie "co prawdziwy męzczyzna powinien czuć, robić, jak się zachowywać".
                              Razi mnie utożsamianie udanego związku tylko z satysfakcją kobiety z tego związku.
                              Razi mnie przekonanie o wyższości kobiecych potrzeb i kobiecego systemu wartości nad męskim.
                              • sabat3 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:04
                                morrison9 napisał:

                                > Ja wiem. Tą tezę kobiety często podkreślają
                                > Zauważyłem, że to dla kobiet ważny punkt na liście życzeń dotyczących tego jak
                                > powinien wyglądać świat: męzczyźni z etykietkami "wolny" lub "zajęty"
                                > Ja rozumiem, ze jako żonaty mam marne szanse na miłość.
                                > I nie mam żalu np do rozwiedzionych kobiet, ze z góry mnie skreślają.

                                Nie ma sie co dziwic. Dla tych kobiet zonaty mezczyzna to tak, jak dla napalonych facetow nie dajaca dupy dziewczyna. Rzecz rozbija sie o brak mozliwosci zaspokojenia ich potrzeb.

                                > Problem w tym, ze ja obserwując różne kobiety, słuchając ich deklaracji, wizji
                                > dotyczących związku i poznając je bliżej wcale nie chciałbym z nimi być.
                                > Nawet gdybym był singlem.
                                > Razi mnie udawanie, wciskanie "co prawdziwy męzczyzna powinien czuć, robić, jak
                                > się zachowywać".
                                > Razi mnie utożsamianie udanego związku tylko z satysfakcją kobiety z tego związ
                                > ku.
                                > Razi mnie przekonanie o wyższości kobiecych potrzeb i kobiecego systemu wartośc
                                > i nad męskim.

                                To normalne ze druga strona probuje forsowac swoje racje. My tez tak robimy. Jak wojna plci to wojna :)
                                • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:19
                                  "Nie ma sie co dziwic. Dla tych kobiet zonaty mezczyzna to tak, jak dla napalonych facetow nie dajaca dupy dziewczyna. Rzecz rozbija sie o brak mozliwosci zaspokojenia ich potrzeb."

                                  Albo jak dla wolnego faceta mezatka. Nie kazdy facet, wbrew pozorom, bedzie chcial sie pakowac w relacje jakakolwiek z mezatka. Uwierz mi tak bardzo ludzie sie jednak od siebie nie roznia. Nawet taki Morrison niby nie szuka tylko stukania, milosci szuka. A jasne mozna kochac i mezatke, kazdego mozna kochac.
                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:27
                                    kag73 napisała:

                                    > Albo jak dla wolnego faceta mezatka. Nie kazdy facet, wbrew pozorom, bedzie chc
                                    > ial sie pakowac w relacje jakakolwiek z mezatka.
                                    Nie z "jakąkolwiek" tylko z fajną: atrakcyjną , inteligentną, fajną w łóżku itd. :-)
                                    Tak na logikę ilość zdradzajacych mężów nie powinna odbiegać znacząco od ilości niewiernych żon.
                                    Różnica tkwi w gotowości do zdrady.
                                    Wielu żonatych chętnie by skoczyło w bok ale nie mają okazji.

                                    • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:44
                                      Ja nie pisze o skoskach w bok, ja o milosci pisze, bo Ty milosci szukasz. Tak samo jak ta Twoja "glupia" zanjoma samotna jest czyli tez milosci/intymnosci/bliskosci szuka,. Tak mi wychodzi, bo seks to ma z Toba. A Ty masz seks z nia ale jestes "niespelniony".
                                • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:31
                                  sabat3 napisał:

                                  > To normalne ze druga strona probuje forsowac swoje racje. My tez tak robimy. Ja
                                  > k wojna plci to wojna :)
                                  Czy ja wiem?
                                  Ja próbuję rozpoznać preferencje, system wartości, oczekiwania itd.
                                  Szukam kobiety zgodnej ze mną w kwestiach zasadniczych, fundamentalnych (kwestie drugo- i trzecio-rzędne można dostosować)
                                  Kompletnie nie interesuje mnie żeby kobieta sie do mnie dostosowywała.
                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:38
                                    "Ja próbuję rozpoznać preferencje, system wartości, oczekiwania itd.
                                    Szukam kobiety zgodnej ze mną w kwestiach zasadniczych, fundamentalnych (kwestie drugo- i trzecio-rzędne można dostosować)
                                    Kompletnie nie interesuje mnie żeby kobieta sie do mnie dostosowywała."

                                    A jak wybierales zone to o tym nie wiedziales?
                                    Moim zdaniem kwestie fundamentalne i wartosci nie sa zalezne wylacznie od plci.
                                    Wezmy np. lojalnosc albo uczciwosc malzenska, moim zdaniem sa to kwestie istotne dla wiekszosci ludzi plci obojga. A jezeli istotne nie sa, to tez niezaleznie od plci.
                                    • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:48
                                      kag73 napisała:

                                      > "Ja próbuję rozpoznać preferencje, system wartości, oczekiwania itd.
                                      > Szukam kobiety zgodnej ze mną w kwestiach zasadniczych, fundamentalnych (kwesti
                                      > e drugo- i trzecio-rzędne można dostosować)
                                      > Kompletnie nie interesuje mnie żeby kobieta sie do mnie dostosowywała."
                                      >
                                      > A jak wybierales zone to o tym nie wiedziales?
                                      Miałem bardzo solidne podstawy by wierzyć, ze się dotrzemy.
                                      Deklarowałem swój system wartości w sposób całkowicie otwarty z pełną świadomością, że mogę ją odstraszyć.
                                      W druga stronę szło tą dużo ciężej. Musiałem wyciągać z niej pewne deklaracje.
                                      Ale miałem podstawy by wierzyć, że damy radę się dotrzeć.
                                      Podstawę nie wynikającą z naiwnej wiary , że "miłość przezwycięży wszystko" tylko z otrzymywanych od niej informacji.
                                      > Moim zdaniem kwestie fundamentalne i wartosci nie sa zalezne wylacznie od plci.
                                      > Wezmy np. lojalnosc albo uczciwosc malzenska, moim zdaniem sa to kwestie istotn
                                      > e dla wiekszosci ludzi plci obojga. A jezeli istotne nie sa, to tez niezaleznie
                                      > od plci.
                                      Na tym poziomie ogólności używanych przez Ciebie sformułowań to większość się pod tym podpisze.
                                      Gorzej jak zaczniemy wchodzić w szczegóły.
                                      Tu się okaże, ze "lojalność i uczciwość małżeńska" można różnie rozumieć.
                                      A interpretacja tych sów w dużym stopniu zależy od płci interpretującego.
                                      • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:00
                                        Tak zapewne Ty wierzyles, ze dotrzecie sie w Twoja strone a ona pewnie wierzyla, ze sie dotrzecie ale w jej strone. Niestety.
                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 10:42
                                    morrison9 napisał:

                                    > Ja próbuję rozpoznać preferencje, system wartości, oczekiwania itd. Szukam kobiety zgodnej ze mną w kwestiach zasadniczych, fundamentalnych
                                    ------------------------------
                                    Mógłbyś je wymienić?
                              • aandzia43 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:52
                                Nie, Morrison, nic nie.wiesz. Powiem nawet że.gowno wiesz. To nie jest jakiś "ważny punkt na liście oczekiwań kobiet i wizja świata według kobiet". To twarda reguła z półki "higiena psychiczna". Przygotowywująca grunt pod zmiany na lepsze w życiu człowieka. Jak masz zamiar znaleźć coś pięknego i cennego, jeśli dźwigasz smierdzącego trupa związku i siedzisz w niezdrowych wyziewach? Rozumiem twoją strategię polegającą na nie przyjmowaniu do wiadomości zasad dość oczywistych, bo są ci niewygodne i dopisywaniu im głupich twórców ;-) Wygodne jak każdy dziecinny unik mający na celu poprawienie sobie nastroju i podkrecenie ego. Na zdrowie :-D Nie masz szans na fajną babkę bo nie bardzo sciagasz do siebie fajne babki,. A nawet jak ci się taka trafi to jej nie rozpoznasz, bo zechce od ciebie czegoś, czego nie jesteś jej w stanie dac, więc automatycznie umiescisz ja w kategorii "głupia roszczeniowa".
                                • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 11:58
                                  aandzia43 napisała: Nie masz szans na fajną babkę bo nie bardzo sciagasz do siebie faj
                                  > ne babki,. A nawet jak ci się taka trafi to jej nie rozpoznasz, bo zechce od ci
                                  > ebie czegoś, czego nie jesteś jej w stanie dac, więc automatycznie umiescisz ja
                                  > w kategorii "głupia roszczeniowa".

                                  I to jest plus tej całej sytuacji. Ale zawsze może trafić na taką, która podkręci jego ego kłamstwem. I to jest jego target.
                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:14
                                    No to Morrison zapłaci za głupotę :-D A konkretnie zapłaci za kłamstwa, którymi sam się raczy :-D
                                    • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:31
                                      aandzia43 napisała:

                                      > No to Morrison zapłaci za głupotę :-D A konkretnie zapłaci za kłamstwa, którymi
                                      > sam się raczy :-D
                                      A jakie kłamstwa?
                                      Bo się pogubiłem.
                                      Jak sprecyzujesz co to za kłamstwa to się ustosunkuję.
                                • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:20
                                  aandzia43 napisała:

                                  > Nie, Morrison, nic nie.wiesz. Powiem nawet że.gowno wiesz. To nie jest jakiś "w
                                  > ażny punkt na liście oczekiwań kobiet i wizja świata według kobiet". To twarda
                                  > reguła z półki "higiena psychiczna". Przygotowywująca grunt pod zmiany na lepsz
                                  > e w życiu człowieka. Jak masz zamiar znaleźć coś pięknego i cennego, jeśli dźwi
                                  > gasz smierdzącego trupa związku i siedzisz w niezdrowych wyziewach? Rozumiem t
                                  > woją strategię polegającą na nie przyjmowaniu do wiadomości zasad dość oczywist
                                  > ych, bo są ci niewygodne i dopisywaniu im głupich twórców ;-) Wygodne jak każdy
                                  > dziecinny unik mający na celu poprawienie sobie nastroju i podkrecenie ego. Na
                                  > zdrowie :-D Nie masz szans na fajną babkę bo nie bardzo sciagasz do siebie faj
                                  > ne babki,. A nawet jak ci się taka trafi to jej nie rozpoznasz, bo zechce od ci
                                  > ebie czegoś, czego nie jesteś jej w stanie dac, więc automatycznie umiescisz ja
                                  > w kategorii "głupia roszczeniowa".
                                  Możesz się ze mną zgadzać lub nie ale jeśli błędnie interpretujesz moje słowa to pozwól mi tą błędną interpretację sprostować.
                                  Ja całkowicie rozumiem to, ze kobieta chce mieć jasną, klarowną sytuacje.
                                  Nie widzę w tym nic złego. Jest to absolutnie naturalne i nie mam pretensji o to , że takie są kobiece oczekiwania.

                                  Ja po prostu nie mogę powstrzymać się od złośliwości kiedy kobieta deklaruje, ze chciałaby mieć wyłożone wszystko "kawa na ławę" podczas gdy ona sama zwodzenie, trzymanie w niepewności, zmienność i inne tego typu zachowania i cechy postrzegają jako atrybut kobiecości, powód do dumy i wyrażają głebokie przekonanie, że "właśnie to wam się w nas podoba"
                                  Bo to takie fajne.
                                  Zaspokajać swoją próżnośc i egoizm i jeszcze do tego postrzegać to jako zaletę i powód do dumy.
                                  A tu się okazuje , ze lipa.
                                  Że to wcale nie takie fajne być trzymanym w niepewności i wodzonym za nos.

                                  Dla Twojej (i nie tylko wiadomości): nigdy nie zatajałem przed kobietą swojego stanu cywilnego. Okłamywanie kobiety po to by uzyskac od niej seks jest dla mnie czymś poniżającym, świadczącym o desperacji. Czymś żałosnym.
                                  Ale wiem, że wielu męzczyzn tak robi.

                                  Relacje damsko-męskie to nieustanny "wyścig zbrojeń"
                                  Na kobiecy "spryt" męzczyźni odpowiadają swoim "sprytem"
                                  Na kobiece sztuczki - męskimi.
                                  Kobieta "przetrzymuje" i trzyma w niepewności męzczyznę na początku znajomości żeby sprawdzić czy ma poważne zamiary?
                                  Więc on się pozwoli "sprawdzać" i umówi się równolegle z pięcioma innymi żeby nie tracić czasu w przypadku gdyby "sprawdzanie" wypadło negatywne.
                                  Kobieta ocenia czy on jest monogamiczny?
                                  Więc on będzie wysyłał mimochodem niby nieświadome sygnały, ze jest monogamiczny.
                                  Itepe, itede.

                                  Chcesz porozmawiać z facetem, z którego będziesz mogła czytać jak z karty?
                                  To umów się z 20-latkiem.
                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:47
                                    "Ja całkowicie rozumiem to, ze kobieta chce mieć jasną, klarowną sytuacje.
                                    Nie widzę w tym nic złego. Jest to absolutnie naturalne i nie mam pretensji o to , że takie są kobiece oczekiwania."

                                    Dla rownowagii zapytam: mezczyzna w podobnych okolicznosciach, wolny, szukajacy relacji z kobieta, nie chce jasnej, klarownej sytuacji? To nie sa oczekiwania jednak wiekszosci mezczyzn? Jezeli chodzi o sytuacje inne niz: dwoch sie poznalo, zapalali do siebie chucia, wyladowali w lozku? Przypisujesz kobietom cechy wlasciwie obu plciom, moim zdaniem. Moze to tylko Ty jestes wyjatkiem a rozciagasz to na wszystkich/wiekszosc mezczyzn?

                                    "Ja po prostu nie mogę powstrzymać się od złośliwości kiedy kobieta deklaruje, ze chciałaby mieć wyłożone wszystko "kawa na ławę" podczas....

                                    Chcialaby i dostaje? Sam piszesz, ze wiekszosc mezczyzn zataja, ze zonaci np.

                                    "Kobieta "przetrzymuje" i trzyma w niepewności męzczyznę na początku znajomości żeby sprawdzić czy ma poważne zamiary?"

                                    A nie jest to tak, ze czlowiek niepewny do konca uczuc drugiego boi sie wyrywac jak Filip z konopii. Nie chce sie tez nikogo przestraszac wielkimi deklaracjami na poczatku. No i swiata nie zmienisz, niektore zachowania to faktycznie forma gry miedzy kobieta a mezczyzna, tak juz jest w naturze. Samiec sie wysila, tance godowe, walki itd. a ona patrzy i obserwuje najpierw. Do tego dla wielu "co latwo przyszlo" mniej warte niz cos co nielatwo przyszlo, niektorym jest Herzschmerz i namietnosc potrzebna, bo bez smaku gorzkiego nie poznasz smaku slodkiego.

                                    "Więc on się pozwoli "sprawdzać" i umówi się równolegle z pięcioma innymi żeby nie tracić czasu w przypadku gdyby "sprawdzanie" wypadło negatywne."

                                    Tu nie widze przeszkod, zeby kobieta robila podobnie i niektore tak robia, podobnie jak niektorzy faceci tak robia a inni nie.

                                    "Kobieta ocenia czy on jest monogamiczny?
                                    Więc on będzie wysyłał mimochodem niby nieświadome sygnały, ze jest monogamiczny.
                                    Itepe, itede. "

                                    A dla przecietnego faceta, nie dla Ciebie, nie jest wazne, on nie ocenia czy ona jest monogamiczna?
                                    I owszem cale to babaskie gadanie, ze one potrzebuja wiezi, milosci i bliskosci do seksu jest rowniez gadka na potrzeby mezczyzn, bo ich to nieco uspokaja, wiadomo zakochac sie i czuc bliskosc z kims innym to nie tak hop siup. Sam pislales o swojej "glupiej" cos o dzieleniu sie wagina i jak to mezczyzn odstrasza.. Z choinki sie urwales? Moim zdaniem ludzie nie sa monogamiczni, oni decyduja sie na monogamie.
                                    • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:57
                                      kag73 napisała:
                                      Moim zdaniem ludzie nie sa monogamiczni, oni decyduja sie na monogamie.
                                      --
                                      Celne :)
                                    • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:23
                                      kag73 napisała:

                                      > Dla rownowagii zapytam: mezczyzna w podobnych okolicznosciach, wolny, szukajacy
                                      > relacji z kobieta, nie chce jasnej, klarownej sytuacji? To nie sa oczekiwania
                                      > jednak wiekszosci mezczyzn?
                                      Pewnie są.
                                      Ale nie spotkałem się z utyskiwaniem mężczyzn na to, że kobiety zatajają swój stan cywilny.
                                      Spotkałem się za to z utyskiwaniem na inne cechy (wady) kobiet, które wg kobiet nie są problemem.


                                      > A nie jest to tak, ze czlowiek niepewny do konca uczuc drugiego boi sie wyrywac
                                      > jak Filip z konopii.
                                      Przecież męzczyzna z założenia "wyrywa sie jak Filip z konopii"
                                      Ja wiem, że są wyjątki ale zazwyczaj to facet proponuje kawę, kolację, randkę czy kino.

                                      > No i swiata nie zmienisz, niektore zachowania to faktycznie form
                                      > a gry miedzy kobieta a mezczyzna, tak juz jest w naturze. Samiec sie wysila, ta
                                      > nce godowe, walki itd. a ona patrzy i obserwuje najpierw.
                                      I są tez inne elementy tej gry. I one się już kobiecie mniej podobają :-)

                                      > Do tego dla wielu "co
                                      > latwo przyszlo" mniej warte niz cos co nielatwo przyszlo, niektorym jest Herzs
                                      > chmerz i namietnosc potrzebna, bo bez smaku gorzkiego nie poznasz smaku slodkie
                                      > go.
                                      I to całe przetrzymywanie, trzymanie w niepewności to wynika z troski i to by męzczyźnie było przyjemniej.
                                      Popłakałem się ze wzruszenia. :-)

                                      > A dla przecietnego faceta, nie dla Ciebie, nie jest wazne, on nie ocenia czy on
                                      > a jest monogamiczna?
                                      Ocenia.
                                      To i wiele innych rzeczy.
                                      Mnie chodzi tylko o to, ze jeśli kobieta gra to jest "sprytna, inteligentna, a wręcz przez tą grę bardziej kobieca"
                                      Natomiast jeśli męzczyzna gra to jest skurwysynem, cynikiem i kłamcą.

                                      • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 14:56
                                        "I to całe przetrzymywanie, trzymanie w niepewności to wynika z troski i to by męzczyźnie było przyjemniej.
                                        Popłakałem się ze wzruszenia. :-) "

                                        To wyzwla namietnosc, buduje tesknote, marzenia, tesknisz, marzysz, masz nadzieje...Tesknota jest bardzo wazna, jest czas na myslenie, na marzenia, to podkreca atmosfere.
                                        Sa tez przeciez zasady: na poczatku nie spotykac sie za czesto i nie na za dlugo, dac komus czas, zeby mial szanse o Tobie pomyslec, za Toba zatesknic, nie zrobi tego jak bedziesz ciagle na miejscu, na wyciagniecie reki.
                                        A tak naprawde to wyglada to roznie. Ludzie czesto obserwuja i swoje reakcje/emocje okazuja bedz nie w zaleznosci od postawy drugiej osoby, tak mi sie wydaje. Mnie moj na poczatku ostrzegal: tylko sie we mnie jeszcze nie zakochuj, bo ja sam jeszcze nie wiem. Hmm, odpowiedzialam "Okay" a po cichu myslalam "o mnie sie nie martw, patrz, zebys Ty sie nie zakochal, niech sie kazdy o swoje zakochanie troszczy". I co? No i to on byl zakochany jak szczeniak, ale dobrze, ze mnie ostrzegal.
                                        Albo jak ktos za szybko wyleci z wyznaniem to ten drugi wcale nie zwodzi, tylko po prostu dla niego jest za wczesnie.

                                        "Mnie chodzi tylko o to, ze jeśli kobieta gra to jest "sprytna, inteligentna, a wręcz przez tą grę bardziej kobieca"
                                        Natomiast jeśli męzczyzna gra to jest skurwysynem, cynikiem i kłamcą."

                                        Aaa, Ty tak o sprawiedliwosci w ogole. Nie, sprawiedliwosci nie ma i nie bylo na tym swiecie.
                                        Podac Ci przyklady na :jak mezczyzna...to to i to, jak kobieta...to zupelnie co innego.
                                        • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:10
                                          "Mnie chodzi tylko o to, ze jeśli kobieta gra to jest "sprytna, inteligentna, a wręcz przez tą grę bardziej kobieca"
                                          Natomiast jeśli męzczyzna gra to jest skurwysynem, cynikiem i kłamcą."

                                          Dla kogo i kto tak mowi? Chyba zalezy jak kto to odbiera. Dla Ciebie np. nie jest, wnioskuje. A moze dla kogos innego jest. A fecet? tez sie moze niektorym to podobac, bo podkreca, daje motywacje do dzialania, babka se mysli: I tak go zdobede". W zaleznosci zapewne od potrzeb. Tzw. bad boy, podobno na takich tez niektore kobiety leca. Niektoryz lubia grac w kotka i myszke i niektorych to rajcuje.
                                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:16
                                            kag73 napisała:

                                            > Dla kogo i kto tak mowi? Chyba zalezy jak kto to odbiera. Dla Ciebie np. nie je
                                            > st, wnioskuje. A moze dla kogos innego jest. A fecet? tez sie moze niektorym to
                                            > podobac, bo podkreca, daje motywacje do dzialania, babka se mysli: I tak go zd
                                            > obede". W zaleznosci zapewne od potrzeb. Tzw. bad boy, podobno na takich tez ni
                                            > ektore kobiety leca. Niektoryz lubia grac w kotka i myszke i niektorych to rajc
                                            > uje.
                                            Dlatego ja nie usprawiedliwiam w najmniejszym stopniu facetów, którzy zatajają swój stan cywilny.
                                            A z opowiadań moich "poszukujących" koleżanek to jest prawdziwa plaga.
                                            Ja tylko tłumaczę mechanizm.
                                            "Rozumieć mechanizm" a "usprawiedliwiać" to dwie różne kwestie.

                                            • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:26
                                              Dlatego ja nie usprawiedliwiam w najmniejszym stopniu facetów, którzy zatajają swój stan cywilny.
                                              A z opowiadań moich "poszukujących" koleżanek to jest prawdziwa plaga.
                                              Ja tylko tłumaczę mechanizm.
                                              "Rozumieć mechanizm" a "usprawiedliwiać" to dwie różne kwestie.

                                              No to jest juz naprawde poza granicami dobrego smaku. Jako kobieta sypiajac z zonatym przyczyniam sie moze do rozpadu jego malzenstwa i jezeli to chce to robic swiadomie, dlatego jezeli pytam to chce znac odpowiedz, inaczej w dodatku to ja jestem ta glupia, ktora w dodatku moze inwestuje uczucia w faceta, ktory uczuc mnie da, bo on szuka numerku na boku. jest to nie fair. Chociazby dlatego, ze nie sypiam z zonatymi, oprocz wlasnego meza, oczywiscie ;)I oni tylko dlatego zatajaja, bo wiedza, ze wtedy beda mieli wieksze szanse na zamoczenie. Wiele kobiet nie chce sypiac z zonatymi, niektore bo maja takie zasady, inne, bo szukaja czegos wiecej niz seksu i to seksu wedle dyspozycyjnosci pana, ktory sie musi chowac przed zona.
                                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:36
                                                kag73 napisała:

                                                > No to jest juz naprawde poza granicami dobrego smaku. Jako kobieta sypiajac z z
                                                > onatym przyczyniam sie moze do rozpadu jego malzenstwa i jezeli to chce to robi
                                                > c swiadomie, dlatego jezeli pytam to chce znac odpowiedz, inaczej w dodatku to
                                                > ja jestem ta glupia,(CIACH)
                                                Ale ja to rozumiem. Nie musisz mi tego tłumaczyć.
                                                Ja tylko uważam, ze taka jest rzeczywistośc wynikająca z faktu, ze mezczyźni nie są monogamiczni.
                                                Kobieta może ten fakt ignorować i dziwić się czemu meżczyźni zachowują się inaczej niż kobiety by tego od nich oczekiwały albo może ten fakt uwzględniac w swojej wizji życia.
                                                Ale uwzględniać to nie znaczy wmawiać sobie: "Może inni mężczyźni nie są monogamiczni ale mój misiu na pewno jest"
                                                • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 20:36
                                                  Nie wszyscy faceci zachowuja sie w tym wzgledzie inaczej niz kobiety. Nie wszyscy faceci bedac w zwiazku chodza na boki. Tak samo jak nie wszystkie kobiety w zwiazku sa monogamiczne.
                                                  "Może inni mężczyźni nie są monogamiczni ale mój misiu na pewno jest". Tu nie ma co sobie wmawiac albo nie wmawiac, dla mnie monogamia to kwestia umowy, ja jej dotrzymuje i "moj misiu" rowniez. proste? Proste.
                                                  Doradzam Tobie zwiazek z ta "glupia", bo lubi swing a Ty swoje szczescie w zwiazku budujesz na poligamicznosci. Ona lubi sie stukac i dobrze sie ja stuka, uwielbiasz ja i w dodatku poszlaby na swing. Ale wiesz co, obiecac Ci nic nie moge, bo jak komus do kogos serducho nie puka, to on moze wiele i wiele nie ma znaczenia a jak mu serducho puka albo jednak zacznie pukac to zaczyna to wygladac inaczej. Ta przekleta wylacznosc seksualna i zaborczosc powodowana przekazana nam romantyczna wizja zwiazku dwojga ludzi, w dodatku kierowana strachem, by nie stracic tego co sie kocha i co nam najdrozsze. Nie latwo to przeskoczyc. Tobie latwo, innym niekoniecznie. Zwlaszcza nie latwo jak sie czlowiek zaczyna zastanawiac, bo to jedna wielka niewiadoma a im dluzej sie czlowiek zastanawia tym wiecej watpliwosci zazwyczaj.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 21:07
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Nie wszyscy faceci zachowuja sie w tym wzgledzie inaczej niz kobiety. Nie wszys
                                                    > cy faceci bedac w zwiazku chodza na boki.
                                                    Jedynym przejawem męskiej poligamiczności jest wg Ciebie "chodzenie na boki"???
                                                    kag.
                                                    Proszę Cię.
                                                    Miałem Cię za inteligentną osobę z wyobraźnią.
                                                    Tzn jak facet usilnie podrywa wszystkie laski na wyjeździe integracyjnym ale żadna mu nie da to znaczy, że jest monogamiczny :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 21:23
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Tzn jak facet usilnie podrywa wszystkie laski na wyjeździe integracyjnym ale żadna mu nie da to znaczy, że jest monogamiczny :-).
                                                    -------------------------------------
                                                    Mało atrakcyjny.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 21:27
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Tzn jak facet usilnie podrywa wszystkie laski na wyjeździe integracyjnym
                                                    > ale żadna mu nie da to znaczy, że jest monogamiczny :-).
                                                    > -------------------------------------
                                                    > Mało atrakcyjny.
                                                    Ale poligamiczny.
                                                    no chyba, ze kag doprecyzuje jak rozumie "chodzenie na boki"
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 21:49
                                                    morrison9 napisał:

                                                    Tzn jak facet usilnie podrywa wszystkie laski na wyjeździe integracyjnym
                                                    > > ale żadna mu nie da to znaczy, że jest monogamiczny :-).
                                                    > > -------------------------------------
                                                    > > Mało atrakcyjny.
                                                    > Ale poligamiczny.
                                                    ------------------------
                                                    KAG napisała, że jesteśmy poligamiczni z natury, a monogamia to nasza decyzja.
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 18:56
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >marek.zak1 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Tzn jak facet usilnie podrywa wszystkie laski na wyjeździe integracyjnym
                                                    > ale żadna mu nie da to znaczy, że jest monogamiczny :-).
                                                    > -------------------------------------
                                                    > Mało atrakcyjny.
                                                    Ale poligamiczny.
                                                    no chyba, ze kag doprecyzuje jak rozumie "chodzenie na boki"<

                                                    Ee,tam, widocznie za mało alkoholu się polało ;) Albo akurat się trafiły babki wierne, kochające swych partnerów i z zasadami ;)
                                        • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:11
                                          kag73 napisała:


                                          > To wyzwla namietnosc, buduje tesknote, marzenia, tesknisz, marzysz, masz nadzie
                                          > je...Tesknota jest bardzo wazna, jest czas na myslenie, na marzenia, to podkrec
                                          > a atmosfere.
                                          Kag.
                                          ja to sprawdzałem.
                                          Zachowywałem się jak kobieta.
                                          Zmieniałem zdanie, posługiwałem się niedopowiedzeniami, zbliżałem się po czym oddalałem, trzymałem w niepewności. Kiedy w sposób mniej lub bardziej otwarty sugerowały gotowość na seks ja mówiłem, że może lepiej umówmy się na kawę. Czasem proponowałem: "może lepiej zostańmy przyjaciółmi"
                                          Jakoś nie były zachwycone.
                                          I nie zarzucały mi, ze zachowuję się niemęsko.
                                          Zarzucały mi, ze zachowuję się nie w porządku.
                                          No kto by pomyślał :-)


                                          > Podac Ci przyklady na :jak mezczyzna...to to i to, jak kobieta...to zupelnie co
                                          > innego.
                                          To ja chcę tą kobietę :-)
                                          • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:21
                                            Ale wszyscy przeciez wiedza, ze "kobieta zmienna jest" a Ty jako facet chcesz robic za babke. No zlituj sie.
                                            Ja nie wiem czy to jest element gry czy rzeczywiscie niepewnosc, bo czasem decyzje sa trudne, zwlaszcza gdy spotyka sie trudne przypadki(Ty jeses dla mnie trudnmy przypadkiem) albo gdy okolicznosci sa trudne a okolicznosci moze byc roznych bardzo duzo.
                                            Poza tym kobiety z reguly zyja tak bardziej na zewnatrz, czesto glosno mysla, wyrazaja watpliwosci, chca sie wygadac. Faceci tak sobie po cichutku, ze samym soba to rozwazaja, nie dziela sie kazda emocja, niby nic a potem albo ogolnie robia swoje. To tez jest taka roznica mysle.
                                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:26
                                              kag73 napisała:

                                              > Ale wszyscy przeciez wiedza, ze "kobieta zmienna jest"
                                              I to jest bardzo kiepska cecha.
                                              Nie zaleta.
                                              Jeśli "kobieta zmienną jest" to trudno. Trzeba się z tym pogodzić.
                                              Ale używać za automatu tego powiedzenia jako usprawiedliwienia dla egoizmu?
                                              O nie.
                                              Na to się nie godzę.
                                              Ja Ci napiszę:
                                              Ale wszyscy wiedzą, ze "męzczyźni nie są monogamiczni"
                                              Uznasz to za wystarczające usprawiedliwienie dla ich zachowań z tym związanych?
                                              > a Ty jako facet chcesz r
                                              > obic za babke. No zlituj sie.
                                              Nie ma szans.
                                              Nie zlituję się :-)
                                              Jeśli A może się w określony sposób zachowywać w stosunku do B to znaczy, ze B moze się w ten sam sposób zachowywać w stotosunku do A.

                                              • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:28
                                                "Ja Ci napiszę:
                                                Ale wszyscy wiedzą, ze "męzczyźni nie są monogamiczni"
                                                Uznasz to za wystarczające usprawiedliwienie dla ich zachowań z tym związanych?"

                                                A ja Ci napisze, wszyscy wiedza, ze ludzie nie sa monogamiczni. I czy ich to usprawiedliwia jezeli chodza w bok a obiecali wiernosc?
                                                • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 15:41
                                                  kag73 napisała:

                                                  > "Ja Ci napiszę:
                                                  > Ale wszyscy wiedzą, ze "męzczyźni nie są monogamiczni"
                                                  > Uznasz to za wystarczające usprawiedliwienie dla ich zachowań z tym związanych?

                                                  > A ja Ci napisze, wszyscy wiedza, ze ludzie nie sa monogamiczni. I czy ich to us
                                                  > prawiedliwia jezeli chodza w bok a obiecali wiernosc?
                                                  Nie.
                                                  Bo umów (i obietnic) się dotrzymuje.
                                                  Ale to w niczym nie usprawiedliwia też głupoty osoby (kobiety), która na założeniu monogamicznosci oparła swoją wizję udanego związku.
                                                  I oparła tylko dlatego, ze przyjemniej było jej wierzyć w taką wizję rzeczywistości.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 20:41
                                                    "Ale to w niczym nie usprawiedliwia też głupoty osoby (kobiety), która na założeniu monogamicznosci oparła swoją wizję udanego związku.
                                                    I oparła tylko dlatego, ze przyjemniej było jej wierzyć w taką wizję rzeczywistości."

                                                    No i sie przejechala, Ludzie popelniaja bledy, tak jak Ty myslac, ze sie dotrze.Ludzila sie tak jak ludziles sie Ty. Czyli z twojej strony tez glupota ;)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 20:49
                                                    kag73 napisała:

                                                    > .Ludzila sie tak jak
                                                    Niezupełnie.
                                                    Ja pewne rzeczy wyłożyłem dosyć pecyzyjnie i jasno już na początku znajomości.

                                                    > ludziles sie Ty. Czyli z twojej strony tez glupota ;)
                                                    Ja się łudziłem na podstawie jej odpowiedzi na moje pytania.
                                                    Ona ludziła się wyłacznie na podstawie swojego myślenia życzeniowego.
                                                    To duża róznica.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:34
                                                    Zaraz wyjdzie, ze kobiety sa glupie zyciowo, ze sie nie puszczaja w tym samym czasie z wieloma ;-) Ludzie maja prawo opierac swoja wizje udanego zwiazku na monogamicznosci nawet jesli to jest nieosiagalne na dluzsza mete. Tak samo jak maja prawo opierac na milosci mimo, ze wielu wskazuje, ze milosc nie istnieje. Praktyka pokazuje, ze jak ludzie w zwiazku zaczynaja sie walic po rogach tzn ze ich zwiazki nie sa udane np Twoj. Wiec chyba monogamia jest bardziej skorelowana z udanym zwiazkiem niz poligamia.

                                                    Tu nie chodzi o to w co kobiety wierza, tylko czego chca. Jesli nie dostana tego czego chca, to beda nieszczesliwe lub samotne ale ze swoich fundamentalnych oczekiwan co do udanego zwiazku nie zmienia. Ja nie widze w tym nic niestosownego lub tym bardziej glupiego, jak to nazywasz.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:52
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Wiec chyba monogamia jest bardziej skorelowana z udanym zwiazkiem niz poligamia.
                                                    ----------------------------------------------------------
                                                    Monogamia jest skorelowana z udanym związkiem. Brak udanego związku wiązać sie może z szukaniem nowego, udanego, monogamicznego, a nie z poligamią. Poligamia, jako szukanie czegosśnowego.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 19.05.16, 07:29
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Tu nie chodzi o to w co kobiety wierza, tylko czego chca. Jesli nie dostana teg
                                                    > o czego chca, to beda nieszczesliwe lub samotne ale ze swoich fundamentalnych o
                                                    > czekiwan co do udanego zwiazku nie zmienia. Ja nie widze w tym nic niestosowneg
                                                    > o lub tym bardziej glupiego, jak to nazywasz.

                                                    Tylko czy kobiety mają prawo tego chcieć? Ty nie widzisz tego podziału na mądre- które wiedzą że nie mają, potrafią z czegoś zrezygnować ( monogamia), żeby dostać coś innego ( pomoc). Są też te głupie, które naiwnie wierzą że dostaną.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 07:46
                                                    Czyz by doszlo do tego, ze kobiety beda wysmiewane wkrotce za oczekiwanie monogamii (nawet seryjnej) tak jak za oczekiwanie ksiecia na bialym koniu? No ale do jakiego stopnia mozna sie nagiac do potrzeb mezczyzny? A jesli sie nie chce nagiac to jestem glupia? Ja juz jestem w takim wieku, ze wole inwestowac w samodzielnosc niz mezczyzne. Tylko dziecko/rodzina moze byc jeszcze jakims elementem przekonywujacym do jakis staran na potrzeby mezczyny ale i bez tych staran mozna jak widac, bo sam Morisson twierdzi, ze zona ma fajne zycie. Czyli mozna i bez staran.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 19.05.16, 07:56
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Czyz by doszlo do tego, ze kobiety beda wysmiewane wkrotce za oczekiwanie monog
                                                    > amii (nawet seryjnej) tak jak za oczekiwanie ksiecia na bialym koniu? No ale do
                                                    > jakiego stopnia mozna sie nagiac do potrzeb mezczyzny? A jesli sie nie chce na
                                                    > giac to jestem glupia? Ja juz jestem w takim wieku, ze wole inwestowac w samodz
                                                    > ielnosc niz mezczyzne. Tylko dziecko/rodzina moze byc jeszcze jakims elementem
                                                    > przekonywujacym do jakis staran na potrzeby mezczyny ale i bez tych staran mozn
                                                    > a jak widac, bo sam Morisson twierdzi, ze zona ma fajne zycie. Czyli mozna i be
                                                    > z staran.

                                                    Chyba nie. Walić sprzeczne oczekiwania, jeszcze damy ponieść się niepewności i staniemy się bardziej "kobiece"?;) Zona ma fajne życie bo podróżuje po Europie i zostawia w tym czasie z nim dzieci? Chcesz pójść na jej miejsce? Na serio pytam....jakie warunki musiałyby zostać spełnione ( dodatkowe) żebyś mogła czuć się w takim małżeństwie jak jego fajnie?
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 08:37
                                                    zawle napisała:

                                                    > Chyba nie. Walić sprzeczne oczekiwania, jeszcze damy ponieść się niepewności i
                                                    > staniemy się bardziej "kobiece"?;) Zona ma fajne życie bo podróżuje po Europie
                                                    > i zostawia w tym czasie z nim dzieci? Chcesz pójść na jej miejsce? Na serio pyt
                                                    > am....jakie warunki musiałyby zostać spełnione ( dodatkowe) żebyś mogła czuć si
                                                    > ę w takim małżeństwie jak jego fajnie?
                                                    Zawle.
                                                    Ja żyję dla siebie ew dla ludzi najbliższych, rodziny, znajomych.
                                                    To czy postępuję słusznie oceniam wg kryteriów moich oraz kryteriów ludzi na których mi zalezy.
                                                    Jakie znaczenie dla mnie ma czy Kitty by chciałaby tak żyć.
                                                    No nie chciałaby.
                                                    Można to wywnioskować z jej wypowiedzi.
                                                    I co w związku z tym?
                                                    Na tym świecie są miliony kobiet i większosc z nich nigdy nie poszłaby ze mną do łóżka, nie chciałaby ze mną żyć, nie chciałaby być na miejscu mojej żony itd.
                                                    Jak również nie chciałyby mieszkać tam gdzie ja, robić tego co ja, jeść tego co ja i spędzać wakacji tak jak ja (czy moją żona)
                                                    I co?
                                                    Mam się z tego powodu pochlastać?
                                                    Kompletnie mi to wisi.
                                                    Niby dlaczego miałbym się przejmować wizjami osoby, która jest dla mnie tylko nickiem na ekranie komputera.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:20
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Jakie znaczenie dla mnie ma czy Kitty by chciałaby tak żyć.
                                                    > No nie chciałaby.
                                                    > Można to wywnioskować z jej wypowiedzi.

                                                    Czekaj czekaj, z jakiej mojej wypowiedzi to wywnioskowujesz? Z tej powyzej? Przeciez ja w niej tylko powiedzialam, ze Twoja zona ma fajne zycie bez staran. Ja jej fajnosci zycia nie zakwestionowalam, ja Ci wierze, ze ona ma fajne. Ja w to nie powatpiewam. Powiem wiecej: jej zycie jest fajniejsze od zycia Twoich kochanek. Natomiast w odpowiedzi na Zawle pytanie: czy ja bym tak chciala zyc, jak ona to odpowiem: nie wiem. Ale gdybym miala wybierac tylko z dwoch opcji czy byc Twoja kochanka czy byc Twoja zona to wybralabym: byc zona.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:36
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Czekaj czekaj, z jakiej mojej wypowiedzi to wywnioskowujesz? Z tej powyzej?
                                                    Z wypowiedzi z przeszłości.
                                                    > Przeciez ja w niej tylko powiedzialam, ze Twoja zona ma fajne zycie bez staran.
                                                    Odebrałem to jako sarkazm.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:37
                                                    Morrison a Ty z zona sypiasz czy tylko z kochanka? Jeli wolno zapytac a nie musisz odpowiadac.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:14
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Odebrałem to jako sarkazm.

                                                    Zaden sarkazm. Ja Ci wierze. Mowisz, ze ma fajne wiec ja przyjmuje tak jak jest, ze ma fajne. No chyba, ze sam sie z niej podsmiewasz ale nie sadze.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:28
                                                    Musi miec fajne inaczej juz by sie dawno rozwiodla, znajac ped kobiet do rozwodow.
                                                  • urquhart jakis staran na potrzeby mezczyny ale i bez tych? 19.05.16, 08:08
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Czyz by doszlo do tego, ze kobiety beda wysmiewane wkrotce za oczekiwanie monog
                                                    > amii (nawet seryjnej) tak jak za oczekiwanie ksiecia na bialym koniu? No ale do
                                                    > jakiego stopnia mozna sie nagiac do potrzeb mezczyzny? A jesli sie nie chce na
                                                    > giac to jestem glupia?

                                                    Co to ta monogamia w relacji miłości?
                                                    Wykres wielokrotnie pokazywany przez Wojcieszke i 3 zmiennych gdzie namiętność leci na łeb automatycznie?
                                                    Intymnosc czyli romantyczna część która wymaga wielu starań i tez pada po paru latach bo sa typowo "ważniejsze" sprawy?
                                                    I statystycznie po dekadzie wiekszoac ludzi tkwi po dekadzie w związku pustym opartym na zaangażowaniu i zgorzknieniu że trzymaja się za jaja wspolnym kredytem i dziecmi wiedzac ze jest zle ale samemu będzie dużo gorzej?
                                                    Bez nastawienia mocnego wzajemnego obu stron i staran na pielegnacje i reanimacje namiętności i intymnosci przeciez to projekt skazany na porażkę z definicji!
                                                  • hello-kitty2 Re: jakis staran na potrzeby mezczyny ale i bez t 19.05.16, 10:40
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Wykres wielokrotnie pokazywany przez Wojcieszke i 3 zmiennych gdzie namiętność
                                                    > leci na łeb automatycznie?
                                                    > Intymnosc czyli romantyczna część która wymaga wielu starań i tez pada po paru
                                                    > latach bo sa typowo "ważniejsze" sprawy?
                                                    > I statystycznie po dekadzie wiekszoac ludzi tkwi po dekadzie w związku pustym o
                                                    > partym na zaangażowaniu i zgorzknieniu że trzymaja się za jaja wspolnym kredyte
                                                    > m i dziecmi wiedzac ze jest zle ale samemu będzie dużo gorzej?
                                                    > Bez nastawienia mocnego wzajemnego obu stron i staran na pielegnacje i reanimac
                                                    > je namiętności i intymnosci przeciez to projekt skazany na porażkę z definicji!

                                                    Wszystko prawda. A co na to psychoewo? Byc moze calkowicie naturalnym jest, ze zwiazek ma sie po dekadzie definitywnie rozpasc gdyz biologicznie nie ma powodow na jego trwanie. To po co dzialac wbrew naturze? Czy tutaj nie ulegasz/my sztucznie/swiatopogladowo presji kultury, ktora tak pietnujesz by milosc trwala do smierci? No ale jak ma trwac ja sie pytam jak nie trwa? ;-) To tak jak czlowiek sztucznie wydluza zycie mimo ze natura zycia jest smierc.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 08:50
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Czyz by doszlo do tego, ze kobiety beda wysmiewane wkrotce za oczekiwanie monog
                                                    > amii
                                                    Praktycznie w ogóle nie są wyśmiewane.
                                                    Takie oczekiwania są traktowane jako coś naturalnego.
                                                    Tylko to wcale nie znaczy, że te oczekiwania są zaspokajane.

                                                    > (nawet seryjnej)
                                                    A co jest fajnego w monogamii seryjnej.
                                                    Ja osobiście mam z takim podejściem kiepskie skojarzenia: Zostawie Cię w fatalnej kondycji życiowej, finansowej psychicznej ale jestem OK bo w czasie trwania naszego związku nie wprowadziłem penisa do pochwy innej kobiety.

                                                    > No ale do
                                                    > jakiego stopnia mozna sie nagiac do potrzeb mezczyzny?
                                                    W ogóle się nie naginaj.
                                                    Po prostu miej świadomość pewnych mechanizmów
                                                    > A jesli sie nie chce nagiac to jestem glupia?
                                                    Głupia jesteś jeśli masz określone potrzeby a działasz w kierunku przeciwnym do ich zaspokojenia.
                                                    Nie wiem jakie masz potrzeby. W każdym razie nie będe się wypowiadał bo opis Twoich potrzeb, oczekiwań itd jest bardzo zmienny.

                                                    > Ja juz jestem w takim wieku, ze wole inwestowac w samodz
                                                    > ielnosc niz mezczyzne.
                                                    Rychło w czas.
                                                    Oczywiście żyjąc w Holandii masz łatwiej ale z drugiej strony punkt odniesienia, próg frustracji/satysfakcji też jest inny niż np w Polsce.

                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:07
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > A co jest fajnego w monogamii seryjnej.
                                                    > Ja osobiście mam z takim podejściem kiepskie skojarzenia: Zostawie Cię w fataln
                                                    > ej kondycji życiowej, finansowej psychicznej ale jestem OK bo w czasie trwania
                                                    > naszego związku nie wprowadziłem penisa do pochwy innej kobiety.

                                                    Mam 2 uwagi/pytania do tego zapisu:
                                                    1. A dlaczego jestem w fatalnej kondycji życiowej, finansowej psychicznej? Co masz na mysli tak charakteryzujac kobiete/osobe w zwiazku?
                                                    2. Dla mnie mogogamia to nie tylko wprowadzanie jednego penisa do jedenj pochwy. Ma przede wszystkim wymiar psychiczny/emocjonalny. Ja chce byc pierwsza, nie chce sie dzielic. I to jest ten bol, z ktorym ja znajac siebie nie potrafilabym sobie poradzic. On by mnie zniszczyl do konca. Dlatego tez nie nadaje sie na kochanke. A probowalam. Nie dam rady. Jak mam to przeskoczyc? Racjionalnie to ja to ogarniam, ze mozna zyc poligamicznie ale co mam zrobic z negatywnymi uczuciami, ktore rodza sie automatem. Ja nie mam na nie wplywu. Co innego ogarniam rozumem, a co innego czuje. I co poradzisz? Jak to rozwiazac? Dlaczego tak czuje, nie wiem.

                                                    > Nie wiem jakie masz potrzeby. W każdym razie nie będe się wypowiadał bo opis Tw
                                                    > oich potrzeb, oczekiwań itd jest bardzo zmienny.

                                                    Jest zmienny. Zmienia sie zgodnie ze zmianami w moim zyciu.

                                                    > > Ja juz jestem w takim wieku, ze wole inwestowac w samodz
                                                    > > ielnosc niz mezczyzne.
                                                    > Rychło w czas.

                                                    A to jest przesmiewcze? Bo nie znam tego idiomu? NAtomiast jesli to ma charakter nieprzesmiewczy to odpowiadam. No tak, rychlo w czas (to znaczy just on time?), przeciez sam mowisz, ze kobieta starzejaca sie, w przypadku ktorej strategie stosowane w mlodosci przestaja sie sprawdzac musi po pierwsze:
                                                    1. obudzic sie i zauwazyc, ze sytuacja sie zmienila a strategie przestaly dzialac, tak?
                                                    2. przewartosciowac sie, tak?
                                                    3. zaczac stosowac nowe strategie, tak?

                                                    Jesli dobrze Cie zrozumialam. No wiec zastosowalam Twoja rade (po naszej ostatniej rozmowie prywatnej hen hen czasu temu, a ktora mnie dotknela wiec jak b.dobrze przemyslalam, jak to sie mowi wzielam do serca) w zyciu. Zdumiony?
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:13
                                                    2. Dla mnie mogogamia to nie tylko wprowadzanie jednego penisa do jedenj pochwy. Ma przede wszystkim wymiar psychiczny/emocjonalny. Ja chce byc pierwsza, nie chce sie dzielic. I to jest ten bol, z ktorym ja znajac siebie nie potrafilabym sobie poradzic. On by mnie zniszczyl do konca. Dlatego tez nie nadaje sie na kochanke. A probowalam. Nie dam rady. Jak mam to przeskoczyc? Racjionalnie to ja to ogarniam, ze mozna zyc poligamicznie ale co mam zrobic z negatywnymi uczuciami, ktore rodza sie automatem. Ja nie mam na nie wplywu. Co innego ogarniam rozumem, a co innego czuje. I co poradzisz? Jak to rozwiazac? Dlaczego tak czuje, nie wiem."

                                                    Nie roznisz sie specjalnie od wiekszosci LUDZI, bym powiedziala. Milosci towarzyszy zazdrosc, chec zatrzymania dla siebie, strach przez strata. Taka juz ludzka natura, rowniez facet, jezeli ma opcje: wpieprzyc caly pyszny tort samemu albo zjesc go razem/podzielic sie z innym/innymi wybierze opcje
                                                    nr 1.
                                                    To Morrison jest wyjatkiem, moi zdaniem.
                                                    Poza tym mamy taki przekaz kulurowy zakodowany: millosc/zwiazek, bycie razem wiaze sie z wylacznosci seksualna, to to co dla wielu z pary ludzi, robi pare, co ich wyroznia, taka ich przynaleznosc do siebie.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 13:53
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > 1. A dlaczego jestem w fatalnej kondycji życiowej, finansowej psychicznej? Co m
                                                    > asz na mysli tak charakteryzujac kobiete/osobe w zwiazku?
                                                    Nie twierdzę, ze jesteś.
                                                    Po prostu "seryjna monogamia" dopuszcza wg mnie takie postępowanie wobec partnera.

                                                    > Jest zmienny. Zmienia sie zgodnie ze zmianami w moim zyciu.
                                                    Ton Twoich wypowiedzi zmieniał się z dnia na dzień a nawet z godziny na godzinę.

                                                    > > Rychło w czas.
                                                    >
                                                    > A to jest przesmiewcze?
                                                    Tzn" Trochę późno"

                                                    > Jesli dobrze Cie zrozumialam. No wiec zastosowalam Twoja rade (po naszej ostatn
                                                    > iej rozmowie prywatnej hen hen czasu temu, a ktora mnie dotknela wiec jak b.dob
                                                    > rze przemyslalam, jak to sie mowi wzielam do serca) w zyciu. Zdumiony?
                                                    Tak.
                                                    Po pierwsze faktem, ze mogłem mieć taki wpływ.
                                                    Po drugie: nie wiem czym konkretnie dotknęło? Tym, ze skrytykowałem Twoją zależność od mężczyzny?
                                                    Nie mam dostępu do tamtych maili.

                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:08
                                                    > 1. A dlaczego jestem w fatalnej kondycji życiowej, finansowej psychicznej? Co m
                                                    > asz na mysli tak charakteryzujac kobiete/osobe w zwiazku?
                                                    Nie twierdzę, ze jesteś.

                                                    "Po prostu "seryjna monogamia" dopuszcza wg mnie takie postępowanie wobec partnera."

                                                    A poligamia nie dopuszcza? Wychodzi na to, ze zachowania poligamiczne sa recepta na udane zycie, na kondycje finansowa, psychiczna i jeszcze jakas. A ja myslala, ze to zalezy od zarobkow, zachowania, podejscia do zycia i zwiazku. Hmm, czlowiek sie kurna cale zycie uczy :)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:18
                                                    kag73 napisała:


                                                    > A poligamia nie dopuszcza?
                                                    Ja nie dopuszczam.

                                                    Tzn wiadomo, ze samo odejście dopuszczam.

                                                    Ale bardzo dużą wagę przywiązuję do tego co się dzieje z drugą stroną.
                                                    Raz musiałem rozstawałem się ( z mojej inicjatywy) z dziewczyną, która była ode mnie zależna emocjonalnie i życiowo (mieszkała ze mną)
                                                    I dużo uwagi poświęciłem by zapewnić jej w miarę możliwości miękkie lądowanie.

                                                    Brrr.
                                                    To nie było fajne uczucie zranić kogoś (szczególnie na tak zaawansowanym etapie)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:09
                                                    > A poligamia nie dopuszcza?
                                                    Ja nie dopuszczam.

                                                    Tzn wiadomo, ze samo odejście dopuszczam."

                                                    To jest zupelnie inna para kaloszy, zalezy od czlowieka i jego nastawienia, bo zyjacy monogamicznie gosc moze myslec dokladnie jak Ty.

                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:12
                                                    kag73 napisała:

                                                    > > A poligamia nie dopuszcza?
                                                    > Ja nie dopuszczam.
                                                    >
                                                    > Tzn wiadomo, ze samo odejście dopuszczam."
                                                    >
                                                    > To jest zupelnie inna para kaloszy, zalezy od czlowieka i jego nastawienia, bo
                                                    > zyjacy monogamicznie gosc moze myslec dokladnie jak Ty.
                                                    Ale ja poligamiczność rozumiem czysto seksualnie.
                                                    Życiowo jestem monogamiczny. Powtarzałem to już z siedemnaście razy.


                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:16
                                                    "Ale ja poligamiczność rozumiem czysto seksualnie.
                                                    Życiowo jestem monogamiczny. Powtarzałem to już z siedemnaście razy."

                                                    Alez ja to rozumiem. Probuje Ci tylko wytlumaczyc, ze inni ci zyjacy monogamicznie moga tak samo troszczyc sie o kondycje finansowa i psychiczna kobiety, jak Ty. Jedno drugiego nie wyklucza.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:22
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Alez ja to rozumiem. Probuje Ci tylko wytlumaczyc, ze inni ci zyjacy monogamicz
                                                    > nie moga tak samo troszczyc sie o kondycje finansowa i psychiczna kobiety, jak
                                                    > Ty. Jedno drugiego nie wyklucza.
                                                    A żyjący w "seryjnej monogamii"?
                                                    Nie wiem bo nikt nie doprecyzował co przez to rozumieć.
                                                    Ze słów Kitty wynika, ze tak długo jak długo partner nie uprawia seksu z inną kobietą tak długo "umowa" jest dotrzymywana.
                                                    Jeśli partner przyjdzie do niej i powie:
                                                    "Umawialiśmy się na seryjną monogamię.
                                                    Od dzisiaj nie jestem Twoim partnerem.
                                                    Ponieważ w międzyczasie nie kopulowałem z inną kobietą moje zachowanie jest jak najbardziej w porządku."
                                                    To ona powinna to wziąć na klatę.

                                                    Mnie taka "umowa" nie przekonuje.

                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:31
                                                    Wylacznosc seksualna dotyczy ludzi w zwiazku/ w malzenstwie. Jezeli ludzie sie rozstaja, maja innych parnerow, mieli ich tez wczesniej, ale w czasie gdy ze soba sa sypiaja tylko ze soba.
                                                    Przeciez jak mi maz powie, ze juz nie chce ze mna byc to moge albo wziac na klate albo walczyc, zeby jednak nie odchodzil, zalezy od sytuacji. Pierwsze slysze, zeby ktos odchodzac od kogos mowil: Umawialismy sie na seryjna monogamie. Od dzis nie jestem twoim partnerem.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:38
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Przeciez jak mi maz powie, ze juz nie chce ze mna byc to moge albo wziac na kla
                                                    > te albo walczyc, zeby jednak nie odchodzil, zalezy od sytuacji. Pierwsze slysze
                                                    > , zeby ktos odchodzac od kogos mowil: Umawialismy sie na seryjna monogamie. Od
                                                    > dzis nie jestem twoim partnerem.
                                                    Nie pytaj mnie.
                                                    Nie ja składam tutaj deklaracje typu: preferuję seryjną monogamię.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:43
                                                    Bo nazywa sie to: prefeuje monogamie, seryjna to nowy wytwor, bo wiadomo, ze wielu ludzi sie rozstaje i wtedy ma nowego partnera. Monogamia (nie seryjna) oznacza, ze ktos mial i ma w zyciu tylko jedna partnerke/jednego partnera seksualnego.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:36
                                                    A żyjący w "seryjnej monogamii"

                                                    To takie nowe pojecie a oznacza nic innego jak fakt, ze wiekszosc ludzi miala/ma wiecej niz jednego partnera seksualnego w zyciu. A zatem bylam 5 lat z Jankiem i tylko z nim sypialam. Rozstalam sie, bylam 2 lata z Zenkiem i jemu bylam wierna, zwiazek sie rozpadl. Potem poznalam Kazia i juz 15 lat sypiam tylko z nim a on tylko ze mna.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 16:06
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Ale ja poligamiczność rozumiem czysto seksualnie.
                                                    > Życiowo jestem monogamiczny. Powtarzałem to już z siedemnaście razy."

                                                    Skoro zyciowo jestes monogamiczny, a seryjnej monogamii nie dopuszczasz to wskazujesz, ze miejsce Twojej partnerki zyciowej jest juz zajete NA ZAWSZE. Prawda? Bo gdybys sie z nia rozstal i zwiazal z inna kobieta taka poszukiwana o nieistniejacych cechach to znaczy, ze dopuscilbys seryjna momogamie zyciowa. To po co te poszukiwania? Potrzeba poszukiwania milosci rozjezdza Ci sie ze swiatopogladem zycia w zyciowej monogamii.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 16:16
                                                    hello-kitty2 napisała:



                                                    > Potrzeba poszukiwania milosci rozjezdza Ci sie ze swiatopogla
                                                    > dem zycia w zyciowej monogamii.
                                                    Niestety tak.

                                                    Ale co do "seryjnej monogamii" mierzi mnie zakładanie na wstępie dużego prawdopodobieństwa, że związek jest tymczasowy.
                                                    Ja wiem, ze różnie się może życie potoczyć ale zakładanie tymczasowości na samym wstępie to coś co mnie zniechęca.
                                                    I uważam, ze jeśli ktoś z góry zakłada tymczasowość związku to zwiększa prawdopodobieństwo jego rozpadu.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 16:25
                                                    Ale co do "seryjnej monogamii" mierzi mnie zakładanie na wstępie dużego prawdopodobieństwa, że związek jest tymczasowy

                                                    A kto Ci powiedzial, ze tak wiekszosc zaklada? Ja nawet jestem przekonana, ze mniejszosc? Wiekszosc wchodzac w zwiazek malzenski chce zrobic wszystko, zeby bylo ono trwale i szczesliwe. Seryjna monogamia, bo nie jestes pierwszy. A reszta to zart, bo czesto sie okazje, ze jednak seryjna, bo sie zwiazek/malzenstwo rozlecialo.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 16:39
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale co do "seryjnej monogamii" mierzi mnie zakładanie na wstępie dużego prawdop
                                                    > odobieństwa, że związek jest tymczasowy.
                                                    > Ja wiem, ze różnie się może życie potoczyć ale zakładanie tymczasowości na samy
                                                    > m wstępie to coś co mnie zniechęca.
                                                    > I uważam, ze jeśli ktoś z góry zakłada tymczasowość związku to zwiększa prawdop
                                                    > odobieństwo jego rozpadu.

                                                    To jest zakladanie czegos co jak wskazuje zycie i tak sie zdarzy. Mnie tez zniechca mysl, ze rodzimy sie zeby umrzec ;-) Inymi slowy zakladac tymczasowosc to jak zakladac rzeczywistosc. Rzeczywistosc jaka jest kazdy widzi, a Ty namawiasz do slepoty, bo jako slepy sie lepiej ze soba czujesz. Tymczasowosc jest wpisana w zycie czlowieka. Trzeba ja akceptowac. Poza tym 'zakladanie czegos nie rowna sie 'mysleniu o tym'. Ja zakladam ale nie mysle. Zakladam, ze wkrotce umre ale nie mysle o tym.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 15:21
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To jest zakladanie czegos co jak wskazuje zycie i tak sie zdarzy.
                                                    OK.
                                                    To przyjmij na podobnej zasadzie, że większość meżczyzn nie jest monogamiczna.
                                                    A nawet jeśli sa monogamiczni to nie ma żadnej sensownej metody odróżniania monogamicznych od niemonogamicznych.
                                                    Bo mężczyźni od młodości mają wpajany odruch udawania monogamiczności zarówno przed samym sobą jak i przed partnerką
                                                    > Mnie tez zniechca mysl, ze rodzimy sie zeby umrzec ;-)
                                                    Ale na umieranie nie mamy wpływu.
                                                    Na trwałośc związków jednak jakiś wpływ mamy.
                                                  • urquhart Re: Dlaczego....? 21.05.16, 17:39
                                                    > To przyjmij na podobnej zasadzie, że większość meżczyzn nie jest monogamiczna.
                                                    > A nawet jeśli sa monogamiczni to nie ma żadnej sensownej metody odróżniania mon
                                                    > ogamicznych od niemonogamicznych.

                                                    No ale większość kobiet podobnie nie jest monogamiczna.
                                                    Monogamicznosc może się opłacać jedynie, jak to tłumaczy psychoewo ze chodzi o zasoby dla potomstwa.
                                                    Można Monogamicznosc zaszczepić społecznie obniżając poczucie wartości i deprecjonujac
                                                    Raczej smutne hak sobie zdasz z tego sprawę.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:44
                                                    "Życiowo jestem monogamiczny"? Czyli nie szukasz w relacjach z kobietmi z którymi sypiasz pozamałżeńsko emocji pozaseksualnych, uczuć, przyjaźni, miłości?
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:50
                                                    > Ton Twoich wypowiedzi zmieniał się z dnia na dzień a nawet z
                                                    > godziny na godzinę.

                                                    Doceniam zastosowanie czasu przeszlego ;)

                                                    > > Rychło w czas.
                                                    >
                                                    > A to jest przesmiewcze?
                                                    Tzn" Trochę późno"

                                                    A czemu pozno? Przeciez stracilam na atrakcyjnosci i nie moge juz oczekiwac, ze jakis mezczyzna sie mna zaopiekuje ;) Najgorzej ze w mlodosci zawsze sie wiazalam z takimi, co uwazali, ze powinnam sama na siebie zarabiac, nawet kredyt z mezem jaki mielismy sama splacilam ze swojej pensji ;) Ale nie winie ich, bo zawsze mnie do takich ciagnelo. U mnie kulenie finansowe w ostatnim 10cio leciu wynikalo z emigracji i urodzenia dziecka, a potem sie spietrzylo do gory lodowej tysiaca problemow emocjonalnych. Zarabianie odczopowalo ta gore i po trochu odmiekkam, uspokajam i stabilizuje, nie zaszkodzilo tez otrzec sie o smierc. Niby tak nie dawno rozmawialismy ale jednak dawno z uwagi na zdarzenia, ktore sie zdarzyly odtad.

                                                    > Tak.
                                                    > Po pierwsze faktem, ze mogłem mieć taki wpływ.
                                                    > Po drugie: nie wiem czym konkretnie dotknęło? Tym, ze
                                                    > skrytykowałem Twoją zależność od mężczyzny?
                                                    > Nie mam dostępu do tamtych maili.

                                                    Miales wplyw oczywiscie nie natychmiastowy ale saczacy sie, jak mawia Proteinowy generowales wkurw, najpierw sie zagotowalam, a potem wdrozylam w zycie, oczywiscie przypadek tez robi swoje. Krytka, ze co ja tam wiem o Twojej zonie skoro i tak sama jestem zalezna to tak zabolalo ale byla tez rozmowa o pracy zawodowej, dokladnie nasza ostatnia, dales mi do zrozumienia, ze z moich zachowaniem i tak mnie nikt nie bedzie chcial niezaleznie czy w biznesie czy w zyciu. Ale nie ma co analizowac. Bylo, minelo. Naprawilam sie troche. A w ogole to odczuwam do Ciebie jakies przywiazanie, nie wiem dlaczego. Pewnie umiesz rozmawiac z kobietami.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 16:13
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > ale byla tez rozmowa o pracy zawodowe
                                                    > j, dokladnie nasza ostatnia, dales mi do zrozumienia, ze z moich zachowaniem i
                                                    > tak mnie nikt nie bedzie chcial niezaleznie czy w biznesie czy w zyciu.
                                                    ha ha.
                                                    Tego się spodziewałem.
                                                    Jej tez to powiedziałem:
                                                    Wyjazd (powiedzmy, ze wakacje)
                                                    Ona imprezuje, odstawia numery, pyskuje, gra mi na nosie.
                                                    Ogólnie - przegina.
                                                    Do całości podchodzę na luzie bo to wakacje, plaża, imprezy więc całość wspominam mega-przyjemnie.
                                                    Wracamy do kraju a ona się w drodze powrotnej mnie pyta czy bym jej nie zatrudnił.
                                                    I jest zdziwiona tym, ze jej odpowiadam: ZAPOMNIJ!!!

                                                    Ty z kolei przegiełąś w jednym momencie.
                                                    Kiedy ujawniłaś na forum jakiś szczegół naszej prywatnej korespondencji (to jeszcze nie problem)
                                                    Kiedy okazałem Ci zdziwienie tym faktem nie wykonałaś kroku wstecz tylko zagrałaś mi na nosie, na bezczelnego:
                                                    "A co Ty sobie myślałeś? Że nie ujawnię naszej prywatnej korespondencji?"

                                                    "Uuuu" pomyślałem.
                                                    "Jakie to szczęście, ze znam ją tylko wirtualnie."

                                                    Nie pisze tego z wyrzutem. Pisze żebyś zrozumiała jak Cię widać z boku.

                                                    > A w ogole to odczuwam d
                                                    > o Ciebie jakies przywiazanie,
                                                    A to miłe :-)

                                                    > Pewnie umiesz rozmawiac z kobietami.
                                                    Bo ja lubię rozmawiać z kobietami. :-)

                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 16:27
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ty z kolei przegiełąś w jednym momencie.
                                                    > Kiedy ujawniłaś na forum jakiś szczegół naszej prywatnej korespondencji (to jes
                                                    > zcze nie problem)
                                                    > Kiedy okazałem Ci zdziwienie tym faktem nie wykonałaś kroku wstecz tylko zagrał
                                                    > aś mi na nosie, na bezczelnego:
                                                    > "A co Ty sobie myślałeś? Że nie ujawnię naszej prywatnej korespondencji?"
                                                    >
                                                    > "Uuuu" pomyślałem.
                                                    > "Jakie to szczęście, ze znam ją tylko wirtualnie."
                                                    >
                                                    > Nie pisze tego z wyrzutem. Pisze żebyś zrozumiała jak Cię widać z boku.

                                                    A tego nie pamietam. Musialo nie byc dla mnie wazne lub bylo wewnetrznie dla mnie zgodne, no i musiales cos naklamac, a ja znalam inna wersje ;) Teraz to ja mam juz wieksze doswiadczenie i w zwiazku z tym nie lubie za bardzo rozmawiac prywatnie juz, bo wtedy automatycznie musisz sie stac czyims powiernikiem, a np nie chcesz. A kazdy uwaza ze to jest oczywiste ze musisz chronic jego sekrety, w tym klamstwa, a dla mnie nie jest oczywiste, powiem wiecej: dla mnie to jest nie fair.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 18:28
                                                    "Do całości podchodzę na luzie bo to wakacje, plaża, imprezy więc całość wspominam mega-przyjemnie.
                                                    Wracamy do kraju a ona się w drodze powrotnej mnie pyta czy bym jej nie zatrudnił.
                                                    I jest zdziwiona tym, ze jej odpowiadam: ZAPOMNIJ!!!"

                                                    Ty to piszesz o tej "glupiej"? I udajesz takiego zatroskanego jej klopotami finansowymi a nie mozesz jej zatrudnic jezeli w ogole zatrudniasz innych ludzi? Dziwne. Do diabla zatem z takimi przyjaciolmi i kochankami.
                                                    A kto placil za te wakacje? Kazdy za siebie?
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 18:54
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ty to piszesz o tej "glupiej"? I udajesz takiego zatroskanego jej klopotami fin
                                                    > ansowymi a nie mozesz jej zatrudnic jezeli w ogole zatrudniasz innych ludzi? Dz
                                                    > iwne. Do diabla zatem z takimi przyjaciolmi i kochankami.
                                                    > A kto placil za te wakacje? Kazdy za siebie?

                                                    Jakby zatrudnil u siebie wszystkie swoje kochanki to dopiero by mial cyrk ;-) W zyciu preferuje zyciowa monogamie, a wsrod lozkowych znajomych to pewnie preferuje dosc szybkie zmiany. Po co mu taki ogon? Kochanka to kochanka, a nie zona. Z kochanka sie nie wiazesz nawet umowa o prace. Glupi nie jest.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 19.05.16, 18:56
                                                    Nie widzisz tu warunkowości pomagania. Po prostu jesteś głupia Kag ;)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 19:09
                                                    "Nie widzisz tu warunkowości pomagania. Po prostu jesteś głupia Kag ;)"

                                                    A dziwisz sie? Przeciez tez jestem kobieta a kobiety "glupie2 sa, taki byl przeciez temat watku :)
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 20:39
                                                    Akurat w tym Morrisona rozumiem. Jakby zaczął zatrudniać wszystkich potrzebujących znajomych i kochanki to by przestał być bogaty :-) Nie.z tego klucza należy dobierać sobie ludzi do pracy. Pomoc tak, ale inaczej. A już mieszanie pracy z ruchaniem to kaszana.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 21:05
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Akurat w tym Morrisona rozumiem. Jakby zaczął zatrudniać wszystkich potrzebujących znajomych i kochanki to by przestał być bogaty :-) Nie.z tego klucza należy dobierać sobie ludzi do pracy. Pomoc tak, ale inaczej. A już mieszanie pracy z ruchaniem to kaszana.
                                                    ---------------------------------
                                                    Tu się z Tobą i z M9 zgodzę. Jednak jest profesjonalistą.
                                                    >
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 22:23
                                                    A co myslicie o zatrudnianiu rodziny? Bo ja uwazam, ze to jeszcze wieksza kaszana ;-) A w Polsce to b.popularna kaszana.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 22:43
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A co myslicie o zatrudnianiu rodziny? Bo ja uwazam, ze to jeszcze wieksza kaszana ;-) A w Polsce to b.popularna kaszana.
                                                    -----------------------------------------------
                                                    Wszystko zależy od człowieka. Jak jest chętny do pracy i to dlaczego nie. Natomiast jeśli zatrudniasz tylko dlatego, że rodzina, a wiesz, że się nie nadaje to rzeczywiście kaszana. Wiem doskonale którego z członków rodziny zatrudniłbym, a którego nie. Wiele firm rodzinnych odnosi duże sukcesy.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 23:25
                                                    No tak, ale bogaci i w miarę wyglądający faceci są jak ładne laski. Mają duże doświadczenie z kobietami, są świadomi, że jak nie ta, to za chwilę będzie inna. Przebierają w propozycjach, nie chcą się wiązać na stałe, bo po pierwsze wiedzą, że to grozi ograniczeniem pozostałych opcji, a po drugie rozumieją, że mogą zostać "upolowani". Więc na ruchanie będą chętni, ale przez poważnym związkiem mogą się wzbraniać.
                                                    Moim zdaniem z takim gościem seksem i słodkim pierdzeniem nic się nie ugra, bo on ma obu rzeczy po kokardy.

                                                    Zapewne zalezy w jakim sa wieku i czego szukaja, po jakich doswiadczeniach/przygodach, na jakim etapie zycia. Zakochac/zauroczyc sie moze kazdy, rowniez bogaty i dobrze wygladajacy, rodziny tez moze chciec kazdy a wtedy rzecz zaczyna wygladac inaczej. I jak im babka przypadnie do gustu, to nie ma, ze na swicie sa jeszcze inne, skoro odpowiada wlasnie ta a zwiazek jest sposobem na "zarezerwowanie" jej dla siebie.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 23:35
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Zapewne zalezy w jakim sa wieku i czego szukaja, po jakich doswiadczeniach/przy
                                                    > godach, na jakim etapie zycia. Zakochac/zauroczyc sie moze kazdy, rowniez bogat
                                                    > y i dobrze wygladajacy, rodziny tez moze chciec kazdy a wtedy rzecz zaczyna wyg
                                                    > ladac inaczej. I jak im babka przypadnie do gustu, to nie ma, ze na swicie sa j
                                                    > eszcze inne, skoro odpowiada wlasnie ta a zwiazek jest sposobem na "zarezerwowa
                                                    > nie" jej dla siebie.

                                                    Bo ja wiem? Zakochać się i zauroczyć może każdy, ale z każdą kolejną przygodą człowiek się emocjonalnie dewaluuje i stawiam, że taki typ po przeruchaniu kilkunastu/kilkudziesięciu lasek patrzy już na sprawę mocno cynicznie. Brazylijski serial już nie cieszy tak jak dawniej :)
                                                    To wszystko już było, zachowania stają się schematyczne, mało przekonujące, tracą smak.
                                                    Jak nie dał się usidlić tyle lat, to po przekroczeniu pewnego progu doświadczenia będzie już na to zbyt cwany ;)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 23:49
                                                    "To wszystko już było, zachowania stają się schematyczne, mało przekonujące, tracą smak.
                                                    Jak nie dał się usidlić tyle lat, to po przekroczeniu pewnego progu doświadczenia będzie już na to zbyt cwany ;)"

                                                    A kto powiedzial, ze sie nie dal usidlic. Zalezy ile ma lat. Jacys tam bogaci po 50 tce na przyklad czesto maja za soba malzenstwa i dorosle dzieci i mimo wszystko wiaza sie znow, nawet sie zenia. Ci duzo mlodsi raczej tacy bogaci nie sa. Tu nie wiem.
                                                    Nawet taki Brad Pitt dal sie usidlic a co dopiero inni.
                                                    Akurat mialam/mam okazje obserwowac takie pary, oni 20 lat starsi niz one, i z konkretna kasa, no konkretna. I co? I zachowuja sie jak, jezeli chodzi o emocje, jak wszyscy inni pprzecietni ludzie. Serio. Np. jeden ma juz dorosle dzieci z pierwszego malzenstwa i jest po wazektomii. Obecna babaka, z ktora jest juz 15 lat koniecznie chciala miec dziecko, wiec on sprobowal co by sie udalo mu jednak plodnosc przywrocic, dla niej, nie udalo sie.
                                                    Nastepny zapomnial o urodzinach zony, ona obrazona zmyla sie z domu. On przejety, szuka, nie pamieta nadal o tych urodzinach ale przejety wszedzie jej szuka. Jak ja znajduje, se przypomnial, przeprasza, obiecuje, pyta dokad chce isc co chce zrobic, kupi jej to i to i tamto, pojada tam gdzie chciala. Emocje jak u wszystkich. A podono po rozwodzie singlem byl 10 lat i kobiet mial na peczki.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 23:57
                                                    A i jeszcze jedna historia. Znow roznica 20 lat, facect kasiasty, babka jak ta od Morrisona z dzieckiem i groszem nie smierdzi. On zagail ja. Cos sie zaczelo rozkrecac. Ona ma wielu znajomych, rowniez facetow. On robi scene zazdrosci. O co to to nie, zazdrosc bez powodu, ona do niego "A Ty do mie kto jestes, ze mi sceny zazdrosci robisz bez powodu? Tego nie potrzebuje. Z Toba nic do czynienia miec nie chce". Dobra cisza w eterze, po 3 tygodniach gostek znow sie pojawia, przeprasza, podkreca na nowo. Zaczyna sie przygoda. Co z tego wyjdzie nie wiem, ona tez jeszcze nie wie, wiem od niej. Czy on wie? Pewnie tez nie.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 00:08
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A i jeszcze jedna historia. Znow roznica 20 lat, facect kasiasty, babka jak ta
                                                    > od Morrisona z dzieckiem i groszem nie smierdzi. On zagail ja. Cos sie zaczelo
                                                    > rozkrecac. Ona ma wielu znajomych, rowniez facetow. On robi scene zazdrosci. O
                                                    > co to to nie, zazdrosc bez powodu, ona do niego "A Ty do mie kto jestes, ze mi
                                                    > sceny zazdrosci robisz bez powodu? Tego nie potrzebuje. Z Toba nic do czynienia
                                                    > miec nie chce". Dobra cisza w eterze, po 3 tygodniach gostek znow sie pojawia,
                                                    > przeprasza, podkreca na nowo. Zaczyna sie przygoda. Co z tego wyjdzie nie wiem
                                                    > , ona tez jeszcze nie wie, wiem od niej. Czy on wie? Pewnie tez nie.

                                                    No cóż, bo w tej sytuacji to ona ma najprawdopodobniej bardziej wyjebane. Nie zawsze ludzie zachowują się zgodnie z jakimś utartym schematem. Poza tym, skoro ma licznych męskich znajomych, to i ona by straciła na kolejnym związku. Może bardziej jej na ten moment odpowiada bycie w centrum uwagi i bycie uwodzona przez wielu?
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 00:16
                                                    Nie, ale babka ma 40 lat, kochany, czy ona musi znosci chorobliwa zazdrosc od gostka, ktory tak naprawde na razie jest nikim, zwyczajnie nikim, bo w zwiazku milosnym nie sa? Po co?
                                                    Alez znajomi to nie to samo co zwiazek, w dodaku facet jest dobrze kasiasty, mozna ma miec wiele w pakiecie. Leci na nia, podobno w lozku tez jorny, podoba jej sie, jest sympatyczny, bardzo lub jej corke. Ona ma za soba malzenstwo, dwojke dzieci(w tym jedno dorosle), rozne zwiazki i doswiadczenia z chorobliwa zazdroscia tez juz ma za soba, chorobliwa zazdrosc meczy.
                                                    A niby czemu on nie ma wyjebane? Ma kase, mial i moze miec babek na peczki, nawet mlodszych i ladniejszych i piszesz, ze ci kasiasci i z miare wygladem zwiazkow nie chca?
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 00:41
                                                    kag73 napisała:
                                                    > A niby czemu on nie ma wyjebane? Ma kase, mial i moze miec babek na peczki, naw
                                                    > et mlodszych i ladniejszych i piszesz, ze ci kasiasci i z miare wygladem zwiazk
                                                    > ow nie chca?

                                                    Nie wiem. Nie jestem nim. Czasem tak jest, że ktoś ma słabe karty, a mu nie zależy, a ktoś ma mocne i mimo to się podkłada. To nie jest zawsze aż tak oczywiste, jednak rzecz jasna pewne generalne zależności istnieją i wynikają z możliwości danej osoby. Czasem zdarzy się odważny mały pimpek, a czasem tchórzliwy pitbull, ale generalnie jest odwrotnie :)
                                                    www.youtube.com/watch?v=tbKejK2fDTo
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 09:36
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Nie wiem. Nie jestem nim. Czasem tak jest, że ktoś ma słabe karty, a mu nie zależy, a ktoś ma mocne i mimo to się podkłada. To nie jest zawsze aż tak oczywiste, jednak rzecz jasna pewne generalne zależności istnieją i wynikają z możliwości danej osoby. Czasem zdarzy się odważny mały pimpek, a czasem tchórzliwy pitbull, ale generalnie jest odwrotnie :)
                                                    ----------------------------------------------------------------------------
                                                    Możliwość możliwościami trzeba sobie odpowiedzieć, czego chcemy a więc seksu, czy związku,

                                                    Gdy celem jest seks, w zasadzie nie jest istotna sama osoba, bo ważniejsze jest ciało. Tutaj M9 ma rozwódkę z dziećmi i ja bzyka. Wyklucza z nią związek. Jeśli związek, warto zastanowić się, kogo tak naprawdę preferujemy i z tej grupy wybierać. Oczywiście warto wiedzieć jakie ma się karty.
                                                    No i miłość. Osobiście uważam, że związek bez miłości sensu nie ma. Niemniej jednak też warto nią sterować. Zasada wiek faceta : 2 + 7 jest sprawdzona do związku.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 00:04
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Np. jeden ma juz dorosle dzieci z
                                                    > pierwszego malzenstwa i jest po wazektomii. Obecna babaka, z ktora jest juz 15
                                                    > lat koniecznie chciala miec dziecko, wiec on sprobowal co by sie udalo mu jedn
                                                    > ak plodnosc przywrocic, dla niej, nie udalo sie.
                                                    > Nastepny zapomnial o urodzinach zony, ona obrazona zmyla sie z domu. On przejet
                                                    > y, szuka, nie pamieta nadal o tych urodzinach ale przejety wszedzie jej szuka.
                                                    > Jak ja znajduje, se przypomnial, przeprasza, obiecuje, pyta dokad chce isc co
                                                    > chce zrobic, kupi jej to i to i tamto, pojada tam gdzie chciala. Emocje jak u w
                                                    > szystkich. A podono po rozwodzie singlem byl 10 lat i kobiet mial na peczki.

                                                    No cóż. Amerykanie w takich sytuacjach zwykli mówić "some folks never learn" :D
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 09:32
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A kto placil za te wakacje? Kazdy za siebie?
                                                    Pytanie - pułapka.
                                                    Jeśli napiszę, ze każdy sam za siebie płacił to zareagujesz: "phi, taki kasiasty a nawet lasce wakacji nie postawi, żenada"
                                                    Jeśli napiszę, że ja postawiłem to napiszesz: "phi, to Ty sobie po prostu kupujesz jej sympatię, żenada"

                                                    Psa już masz. Teraz szukasz kija żeby go uderzyć?
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 09:39
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > A kto placil za te wakacje? Kazdy za siebie?
                                                    > Pytanie - pułapka.
                                                    > Jeśli napiszę, ze każdy sam za siebie płacił to zareagujesz: "phi, taki kasiasty a nawet lasce wakacji nie postawi, żenada"
                                                    ---------------------------------------
                                                    Nie w tym żadnej pułapki i na ten temat były tu dyskusje. Wszystko zależy od możliwości finansowych. W Twoim przypadku jest dla mnie oczywiste, że Ty zapłaciłeś, a ona zafundowała Ci drinka czy kolacje na miejscu dla lepszego samopoczucia.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:02
                                                    marek.zak1 napisał:


                                                    > Nie w tym żadnej pułapki i na ten temat były tu dyskusje. Wszystko zależy od mo
                                                    > żliwości finansowych. W Twoim przypadku jest dla mnie oczywiste, że Ty zapłacił
                                                    > eś, a ona zafundowała Ci drinka czy kolacje na miejscu dla lepszego samopoczuci
                                                    > a.
                                                    Skoro to oczywiste to po co kag73 pyta?
                                                    Ano pyta bo to pytanie na które nie ma dobrej odpowiedzi :-)
                                                    Tzn z tym sensie że nie jest tak, ze jeden rodzaj odpowiedzi lepiej o mnie świadczy a drugi gorzej.
                                                    Czyli pytanie - pułapka :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:06
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    Skoro to oczywiste to po co kag73 pyta?
                                                    > Ano pyta bo to pytanie na które nie ma dobrej odpowiedzi :-)
                                                    > Czyli pytanie - pułapka :-).
                                                    ------------------------------
                                                    Tutejsze hobby to wykazanie, że kobieta niepracująca zawodowa, korzystająca z kasy, zarabianej przez faceta, czy biorąca prezenty to ktoś bliski prostytutce. To podbudowuje ego wielu.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:16
                                                    "hobby to wykazanie, że kobieta niepracująca zawodowa, korzystająca z kasy, zarabianej przez faceta, czy biorąca prezenty to ktoś bliski prostytutce. To podbudowuje ego wielu.

                                                    To na pewno nie moje hobby. Sytuacja jest prosta, on chce spedzic z nia wakacja, ona z nim tez. Jej na nie nie stac, jego stac, wiec zaplaci on.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:17
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Tutejsze hobby to wykazanie, że kobieta niepracująca zawodowa, korzystająca z k
                                                    > asy, zarabianej przez faceta, czy biorąca prezenty to ktoś bliski prostytutce.
                                                    > To podbudowuje ego wielu.

                                                    Ale Ty Marek jestes stronniczy tj przeciwko pracujacym kobietom. Przeciez Wont sam manifestowal potrzebe zeby kobieta byla atrakcyjna dla mezczyzny to musi byc samodzielna finansowo. W jaki niby sposob by sobie mial tym ego podbudowywac? Nie rozumiem. Kag na pewno takich pogladow nie glosi. Wiec do kogo ten przytyk? A poza tym nic nie wiemy w temacie, ze kochanka Morrisona nie pracuje i takich pytan nawet nie bylo.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:29
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Tutejsze hobby to wykazanie, że kobieta niepracująca zawodowa, korzystają ca z kasy, zarabianej przez faceta, czy biorąca prezenty to ktoś bliski prostytutce.
                                                    > > To podbudowuje ego wielu.
                                                    >
                                                    > Ale Ty Marek jestes stronniczy tj przeciwko pracujacym kobietom. Przeciez Wont sam manifestowal potrzebe zeby kobieta byla atrakcyjna dla mezczyzny to musi byc samodzielna finansowo.
                                                    ------------------------
                                                    Przytyki n.t. mojej żony, jak to jest zależna i wszystko musi, były, co przyznasz. O bluzkach z Zary też chyba pamiętasz. Czy Wont był w długim związku, miał dzieci?


                                                    W jaki niby sposob by sobie mial tym ego podbudowywac?
                                                    > Nie rozumiem. Kag na pewno takich pogladow nie glosi.
                                                    ------------------------------------------------
                                                    -Kag na pewno nie, potwierdzam.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:40
                                                    > > marek.zak1 napisał:
                                                    > >
                                                    > > > Tutejsze hobby to wykazanie, że kobieta niepracująca zawodowa, korz
                                                    > ystają ca z kasy, zarabianej przez faceta, czy biorąca prezenty to ktoś bliski
                                                    > prostytutce.
                                                    > > > To podbudowuje ego wielu.
                                                    > >
                                                    > > Ale Ty Marek jestes stronniczy tj przeciwko pracujacym kobietom. Przeciez
                                                    > Wont sam manifestowal potrzebe zeby kobieta byla atrakcyjna dla mezczyzny to m
                                                    > usi byc
                                                    >

                                                    odradzm ci tak osobiste podejście do sprawy bo ocipniesz, co kogo obchodzi twoja zona, twój dom twoje zabawki. Jakby chciała krew burzyc to by dawno odeszla, a widać została- lepsza wersja;)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:47
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    odradzm ci tak osobiste podejście do sprawy bo ocipniesz, co kogo obchodzi twoja zona, twój dom twoje zabawki. Jakby chciała krew burzyc to by dawno odeszla, a widać została- lepsza wersja;).
                                                    --------------------------------------
                                                    Akurat tu na forum na temat prezentów, a zwłaszcza NIEZALEŻNOŚCI było całe,mnóstwo wypowiedzi. Mnie to o tyle dotyczy, że uwagi były pod moim adresem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:16
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Przytyki n.t. mojej żony, jak to jest zależna i wszystko musi, były, co przyzna
                                                    > sz. O bluzkach z Zary też chyba pamiętasz. Czy Wont był w długim związku, miał
                                                    > dzieci?

                                                    Ja wiem ze kazdy najchetniej by pierdzielil w kolko o sobie ale sorry to nie jest watek o Twojej zonie, o zadnej zonie nie jest, ani o malzenstwie ani o bluzkach z Zary nie jest i juz wyprzedzam z gory: o psie i o biegaczu tez nie ;-) Jeszcze raz: ta pani nie jest zona Morrisona, hello? Jest na innych prawach w jego zyciu. Ta pani nie ma nic wspolnego z Twoja zona ani z zadna zona. Temat zaleznosci finansowej nie istnieje w jej przypadku ani pewnie zadnej innej zaleznosci.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:24
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > marek.zak1 napisał:
                                                    > Skoro to oczywiste to po co kag73 pyta?
                                                    > > Ano pyta bo to pytanie na które nie ma dobrej odpowiedzi :-)
                                                    > > Czyli pytanie - pułapka :-).
                                                    > ------------------------------
                                                    > Tutejsze hobby to wykazanie, że kobieta niepracująca zawodowa, korzystająca z k
                                                    > asy, zarabianej przez faceta, czy biorąca prezenty to ktoś bliski prostytutce.
                                                    > To podbudowuje ego wielu.

                                                    ;))) przyjmę kazda ilość prezentów;)) nie mam problemów z gwiazdka, mikołajem, urodzinami i dniem powszednim również;) biore wszystko co daja;)) pazerność bez granic;) marek... love;)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:31
                                                    bgz0702 napisała:


                                                    > ;))) przyjmę kazda ilość prezentów;)) nie mam problemów z gwiazdka, mikołajem,
                                                    > urodzinami i dniem powszednim również;) biore wszystko co daja;)) pazerność bez granic;) marek... love;)
                                                    ---------------------------------------
                                                    Jak masz wspólne konto to sobie możesz sama kupić bo to z Twojego własnego.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:33
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > ;))) przyjmę kazda ilość prezentów;)) nie mam problemów z gwiazdka, mikoł
                                                    > ajem,
                                                    > > urodzinami i dniem powszednim również;) biore wszystko co daja;)) pazerno
                                                    > ść bez granic;) marek... love;)
                                                    > ---------------------------------------
                                                    > Jak masz wspólne konto to sobie możesz sama kupić bo to z Twojego własnego.

                                                    co innego sobie kupic a co innego dostać... wole wersje "dostać";))
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:37
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    o.
                                                    >
                                                    > co innego sobie kupic a co innego dostać... wole wersje "dostać";))
                                                    ----------------------------------------------
                                                    Moja żona też ale i tak dostanie zejście z konta. To jest jedna z wad wspólnego konta :).
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:46
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    > o.
                                                    > >
                                                    > > co innego sobie kupic a co innego dostać... wole wersje "dostać";))
                                                    > ----------------------------------------------
                                                    > Moja żona też ale i tak dostanie zejście z konta. To jest jedna z wad wspólnego
                                                    > konta :).

                                                    tez mam wspólne, zejścia mnie nie interesują- caly czas cos schodzi, interesuje mnie przychód kierowany do mnie;) co cie będę czarować, fajnie jest cos dostawac, choćby czas;))- tu już nie ma zejścia z konta;)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:50
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > tez mam wspólne, zejścia mnie nie interesują- caly czas cos schodzi, interesuje mnie przychód kierowany do mnie;) co cie będę czarować, fajnie jest cos dostawac, choćby czas;))- tu już nie ma zejścia z konta;).
                                                    -------------------------------------------
                                                    Wczoraj przywiozłem żonę ze szpitala. Musiałem w domu wszystko [przygotować, materace, wsporniki i sporo innych. Rano zrobiłem i podałem śniadanie. Zaraz będę pomagać przy rehabilitacji. To ten czas i zaangażowanie - przychód do niej.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:58
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > tez mam wspólne, zejścia mnie nie interesują- caly czas cos schodzi, inte
                                                    > resuje mnie przychód kierowany do mnie;) co cie będę czarować, fajnie jest cos
                                                    > dostawac, choćby czas;))- tu już nie ma zejścia z konta;).
                                                    > -------------------------------------------
                                                    > Wczoraj przywiozłem żonę ze szpitala. Musiałem w domu wszystko [przygotować, ma
                                                    > terace, wsporniki i sporo innych. Rano zrobiłem i podałem śniadanie. Zaraz będę
                                                    > pomagać przy rehabilitacji. To ten czas i zaangażowanie - przychód do niej.

                                                    fajne, pozdrów Ją ode mnie;) Wszystkiego dobrego wam życzę
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 10:24
                                                    Probuje po prostu zrozumiec te "zyciowa monogamicznosc". Bo skoro np. placisz za wakacje czy cokolwiek innego kochance to dla mnie nie jestes monogamiczny zyciowo, wydajesz Wasze (Twoje i zony) wspolne pieniadze, rodzinne pieniadze. A to jest nielojalnosc, w moim odczuciu. Wiem, wiem, macie ich tak duzo, ze zonie i tak niczego nie brakuje. Niemniej jednak nie jestem pewna czy zona bylaby chetna sie podzielic gdybys ucziwie zapytal: dorzucisz sie na wakacje "glupiej"? Od przybutku mianowicie glowa nie boli i nawet jezeli zona ma duzo, nie zanaczy, ze nie chcilaby jeszcze wiecej :) albo, ze wolalaby wydac te pieniadze na kogos/cos innego.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:34
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Probuje po prostu zrozumiec te "zyciowa monogamicznosc". Bo skoro np. placisz z
                                                    > a wakacje czy cokolwiek innego kochance to dla mnie nie jestes monogamiczny zyc
                                                    > iowo, wydajesz Wasze (Twoje i zony) wspolne pieniadze, rodzinne pieniadze. A to
                                                    > jest nielojalnosc, w moim odczuciu. Wiem, wiem, macie ich tak duzo, ze zonie i
                                                    > tak niczego nie brakuje. Niemniej jednak nie jestem pewna czy zona bylaby chet
                                                    > na sie podzielic gdybys ucziwie zapytal: dorzucisz sie na wakacje "glupiej"? Od
                                                    > przybutku mianowicie glowa nie boli i nawet jezeli zona ma duzo, nie zanaczy,
                                                    > ze nie chcilaby jeszcze wiecej :) albo, ze wolalaby wydac te pieniadze na kogos
                                                    > /cos innego.

                                                    Kag przeciez w wielu malzenstwach nie ma czegos takiego jak wspolne pieniadze. Wspolne to musisz miec jak sama nie zarabiasz, bo z czego bedziesz zyc, a jak masz swoje to te wspolne ci wisza. Jak juz chcecie pogadac o kasie to wrzuce cos od siebie. Otoz ja mialam i mam dostep do konta partnera (swoje zamknelam jak mi sie przywiezione z Polski pieniadze skonczyly). Wiec moje marne pieniadze z biezacych wyplat wplywaly na jego konto przez caly okres jak ledwo przedlam. Ja oczywiscie podbieralam na siebie z jego, bo moje mi nie starczaly z mysla zeby kiedys oddac tj podladowac to jego konto na fulla. I uwaga: jak zaczelam zarabiac na tego fulla to od razu moja przyjaciolka zazadala (taki ton wypowiedzi miala :) zebym w tej chwili otworzyla SWOJE konto i zeby tam wplywaly MOJE pieniadze i zeby ta kasa sie nie mieszala. Dobre, co? Czy to nie jest najpepszy przyklad na to co napisalam w drugim zdaniu? ;-)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:41
                                                    "Z chwilą zawarcia małżeństwa powstają 3 masy majątkowe: majątek wspólny małżonków i 2 majątki osobiste. Materia ta została uregulowana w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym (KRO). Art. 31 jednoznacznie przesądza o tym, że z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje między małżonkami z mocy ustawy wspólność majątkowa (wspólność ustawowa), która obejmuje przedmioty majątkowe nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków. Przedmioty majątkowe nieobjęte wspólnością ustawową należą do majątku osobistego każdego z małżonków.
                                                    Majątek wspólny
                                                    Do majątku wspólnego małżonków wchodzą te prawa i przedmioty, które nie należą do majątku osobistego. Aby nie było w tym miejscu żadnych wątpliwości, w art. 31 przeczytamy, że do majątku wspólnego należą przede wszystkim:
                                                    pobrane wynagrodzenie za pracę i dochody z innej działalności zarobkowej każdego z małżonków;
                                                    dochody z majątku wspólnego, jak również z majątku osobistego każdego z małżonków;
                                                    środki zgromadzone na rachunku otwartego lub pracowniczego funduszu emerytalnego każdego z małżonków;
                                                    Kwoty składek zapisane na subkoncie prowadzonym przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych
                                                    Do majątku wspólnego należą przedmioty nabyte zarówno przez jednego małżonka, jak i przez nich oboje."
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:54
                                                    No dobra ale Ty wklilas co wchodzi do majatku wspolnego malzonkow (w przypadku malzenstwa zawartego Polsce jak rozumiem, bo juz u mnie obowiazuje inne prawo np, Ciebie tez chyba inne, nie?) a my o tym nie rozmawiamy tylko rozmawiamy o ZARZADZANIU tym majatkiem. O zarzadzaniu nie ma tu nic nic.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:01
                                                    W Niemczech jest tak samo jak w Polsce. W UK nie wiem.
                                                    Malzenstwo jest jak firma, dochody sa wspolne.
                                                    Kto jak zarzadza albo kto sie jak daje wykiwac, zmanipulowac, wierzyc w bajki to jest inna para kaloszy. W obiliczu prawa i uczciwosci wobec samego siebie i drugiego czlowieka, majatek w malzenstwie jest wspolny. To, ze facet mowi babce nie pracujacej zawodowo, tylko zajmujacej sie dziecmi "moje pieniedze" nie znaczy, ze one rzeczywiscie sa tylko jego, bo gdyby ona poszla do sadu to sad by mu wytlumaczyl czyje one sa. Kapito?
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:09
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Malzenstwo jest jak firma, dochody sa wspolne.
                                                    To, ze facet mowi babce
                                                    > nie pracujacej zawodowo, tylko zajmujacej sie dziecmi "moje pieniedze" nie znaczy, ze one rzeczywiscie sa tylko jego, bo gdyby ona poszla do sadu to sad by mu wytlumaczyl czyje one sa. Kapito?
                                                    ------------------------------------
                                                    KAG, pisałem to już ze 20 razy. Mało kto wierzy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:17
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > Malzenstwo jest jak firma, dochody sa wspolne.
                                                    > To, ze facet mowi babce
                                                    > > nie pracujacej zawodowo, tylko zajmujacej sie dziecmi "moje pieniedze" ni
                                                    > e znaczy, ze one rzeczywiscie sa tylko jego, bo gdyby ona poszla do sadu to sad
                                                    > by mu wytlumaczyl czyje one sa. Kapito?
                                                    > ------------------------------------
                                                    > KAG, pisałem to już ze 20 razy. Mało kto wierzy.

                                                    NIE NA TEMAT! Na cholere w temacie tego watku bezrobotne babki wystepuja, no nie lapie za chuja pana???? Ciezko sie rozmawia.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:20
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > NIE NA TEMAT! Na cholere w temacie tego watku bezrobotne babki wystepuja, no nie lapie za chuja pana???? Ciezko sie rozmawia.
                                                    -------------------------------
                                                    Nie bezrobotne tylko pracujące nieopłacane.
                                                    >
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:29
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > no nie lapie za chuja pana????

                                                    To dobrze, że nie łapiesz tego pana za chuja, on ma żonę i jest dzielnie monogamiczny :D
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:38
                                                    Kitty, Ty zaczelas o tym, ze pieniadze w malzenstwie nie sa wspolne i o zarzadzaniu nimi, wiec Ci na przykladzie pokazalam jak wyglada sytuacja prawna.
                                                    A dociec probuje co tez to jest ta "zyciowa monogamia". Pewnie oznacza, ze Morrison raz sie ozenil i teraz zona zostanie zona, bedzie mila status zony na cale zycie? Chociaz jej nie kocha ( a moze kocha ale i tak szuka innej/drugiej do kochania?), nie wiem czy z nia sypia, szuka na boku nie tylko umawianego seksu ale i milosci. Nie chwytam. I jeszcze wydaje mu sie, ze nie serwujej jej psychicznego dyskomfortu(tak jak Ci inni wielce monigamiczni), bo przeciez od poczatku mowil kto i jaki on.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:47
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Kitty, Ty zaczelas o tym, ze pieniadze w malzenstwie nie sa wspolne i o zarzadz
                                                    > aniu nimi, wiec Ci na przykladzie pokazalam jak wyglada sytuacja prawna.
                                                    > A dociec probuje co tez to jest ta "zyciowa monogamia". Pewnie oznacza, ze Morr
                                                    > ison raz sie ozenil i teraz zona zostanie zona, bedzie mila status zony na cale
                                                    > zycie? Chociaz jej nie kocha ( a moze kocha ale i tak szuka innej/drugiej do k
                                                    > ochania?), nie wiem czy z nia sypia, szuka na boku nie tylko umawianego seksu a
                                                    > le i milosci. Nie chwytam. I jeszcze wydaje mu sie, ze nie serwujej jej psychic
                                                    > znego dyskomfortu(tak jak Ci inni wielce monigamiczni), bo przeciez od poczatku
                                                    > mowil kto i jaki on.

                                                    nie znam morrisona, ale nie wiemy przecież kim jest jego zona, co lubi, co jej pasuje, co jej nie pzreszkadza czy na co ma ochote. Moze interesują ja tylko pieniądze i w tym układzie widzi dla siebie korzyść, przecież ona może być absolutnie szczesliwa ze ma swiety spokoj od chlopa. Miłosc może jej nie interesować, wierność, lojalność- abstrakcja, a wręcz sytuacja która ja ogranicza, babka moze wcale nie mieć problemu a wręcz radoche ze ma fajne zycie
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:52
                                                    "nie znam morrisona, ale nie wiemy przecież kim jest jego zona, co lubi, co jej pasuje, co jej nie pzreszkadza czy na co ma ochote. Moze interesują ja tylko pieniądze i w tym układzie widzi dla siebie korzyść, przecież ona może być absolutnie szczesliwa ze ma swiety spokoj od chlopa. Miłosc może jej nie interesować, wierność, lojalność- abstrakcja, a wręcz sytuacja która ja ogranicza, babka moze wcale nie mieć problemu a wręcz radoche ze ma fajne zycie"

                                                    Tez prawda!
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:01
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Kitty, Ty zaczelas o tym, ze pieniadze w malzenstwie nie sa wspolne i o zarzadz
                                                    > aniu nimi, wiec Ci na przykladzie pokazalam jak wyglada sytuacja prawna.

                                                    Sytuacja prawna sytuacja prawna, a zycie zyciem. W zyciu najczesciej kazdy z malzonkow zarzadza na codzien tylko okreslona czescia majatku, czesto odrebna od siebie, bo tak jest najwygodniej i tak sie kazdemu oplaca nie wchodzic sobie w parade. Prawa pozostaja bez zmian. Dochodzenie, dopytywanie sie na co dokladnie kto co wydal implikuje nierzyjemna konsekwencje, ze sami bedziemy przepytywani. Ludzie wola sobie tego oszczedzic tj ludzie ktorzy nie musza sie szarpac o kazda zlotowke i ktorzy nie sa dla siebie zlosliwi.

                                                    > A dociec probuje co tez to jest ta "zyciowa monogamia". Pewnie oznacza, ze Morr
                                                    > ison raz sie ozenil i teraz zona zostanie zona, bedzie mila status zony na cale
                                                    > zycie? Chociaz jej nie kocha ( a moze kocha ale i tak szuka innej/drugiej do k
                                                    > ochania?), nie wiem czy z nia sypia, szuka na boku nie tylko umawianego seksu a
                                                    > le i milosci. Nie chwytam.

                                                    To jest rozjechane wiec trudno to zrozumiec.

                                                    I jeszcze wydaje mu sie, ze nie serwujej jej psychic
                                                    > znego dyskomfortu(tak jak Ci inni wielce monigamiczni), bo przeciez od poczatku
                                                    > mowil kto i jaki on.

                                                    A nie mozesz przyjac, ze ona zyje tak, jak chce = ma fajne zycie, skoro tak twierdzo Morrison.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:13
                                                    kag73 napisała:

                                                    > W Niemczech jest tak samo jak w Polsce. W UK nie wiem.
                                                    > Malzenstwo jest jak firma, dochody sa wspolne.
                                                    > Kto jak zarzadza albo kto sie jak daje wykiwac, zmanipulowac, wierzyc w bajki t
                                                    > o jest inna para kaloszy. W obiliczu prawa i uczciwosci wobec samego siebie i d
                                                    > rugiego czlowieka, majatek w malzenstwie jest wspolny. To, ze facet mowi babce
                                                    > nie pracujacej zawodowo, tylko zajmujacej sie dziecmi "moje pieniedze" nie znac
                                                    > zy, ze one rzeczywiscie sa tylko jego, bo gdyby ona poszla do sadu to sad by mu
                                                    > wytlumaczyl czyje one sa. Kapito?

                                                    Ale po co zmieniasz temat na niepracujace zawodowo wykiwane babki? Dyskusja byla na temat, ze uwazasz, ze Morrisona zona moze nie chciec zeby on wydawal kase na kochanke. Ja nie podwazam zadna wypowiedzia, ze ona nie ma prawa do wspolnego majatku. Mowie, ze wspolnota nie gwarantuje, ze on ma sie jej pytac o zgode na wydanie kazdej zlotowki czy tam kazdego tysiaca. On robi tak jak Marek przykazal: bierze ze wspolnego konta i wydaje na co chce. Czy cos Ci sie nie zgadza?
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:18
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    On robi tak jak Marek przykazal: bierze ze wspolnego konta i wydaje na co chce. Czy cos Ci sie nie zgadza?
                                                    -------------------------------------------------
                                                    Toi już za bandą. On wydaje na inne kobiety. Nie widzisz różnicy?
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:45
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > On robi tak jak Marek przykazal: bierze ze wspolnego konta i wydaje na co chce
                                                    > . Czy cos Ci sie nie zgadza?
                                                    > -------------------------------------------------
                                                    > Toi już za bandą. On wydaje na inne kobiety. Nie widzisz różnicy?

                                                    Za czyja 'banda' to stoi? A Ty jak zona wydaje z konta to kontrolujesz na co? Bo ja rozumiem, ze jak to sa moje pieniadze to wydaje na to co chce. 'Moje' nie podlega kontroli, a jak podlega to 'nie moje'. No to sie zdecyduj czy to sa jej pieniadze czy tylko WARUNKOWO jej czyli nie do konca jej ;-)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:50
                                                    No ale czy wydawanie, zapewne nie z umowa z zona, na inna kobiete pieniedzy to nadal ta "zyciowa monogamicznosc" jest? Ja sie pytam?
                                                    Przeciez sie nazywalo, ze tylko w seksie nie jest monogamiczny, w zyciu tak.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:08
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No ale czy wydawanie, zapewne nie z umowa z zona, na inna kobiete pieniedzy to
                                                    > nadal ta "zyciowa monogamicznosc" jest? Ja sie pytam?
                                                    > Przeciez sie nazywalo, ze tylko w seksie nie jest monogamiczny, w zyciu tak.

                                                    No ale przeciez wydaje na seks. Niemongamicznosc w seksie kosztuje, tak jak wszystko w zyciu. Zyciowa mogonamicznosc oznacza, ze ona bedzie jego partnerka zyciowa na zawsze i ze jej nie opusci, zawsze jej pomoze, ze moze na niego liczyc. Co maja do tego jego wydatki? A kondomy do seksu z inna sobie moze kupic czy to juz 'za banda' ;-)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A kondomy do seksu z inna sobie moze kupic czy to juz 'za banda' ;-)

                                                    Kondomy do seksu z kochanką to żona sama powinna mu kupić. I przykazać, żeby się ciepło ubierał, z gołą dupą za bardzo nie latał, bo jak się zaziębi to kto poprowadzi firmę?
                                                    Niech rucha relaksacyjnie pod kołderką, zabezpieczony-zawsze ubezpieczony, a potem w zębach do domu wypłatę, luźnym kłusem ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:29
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Za czyja 'banda' to stoi? A Ty jak zona wydaje z konta to kontrolujesz na co? Bo ja rozumiem, ze jak to sa moje pieniadze to wydaje na to co chce. 'Moje' nie podlega kontroli, a jak podlega to 'nie moje'. No to sie zdecyduj czy to sa jej pieniadze czy tylko WARUNKOWO jej czyli nie do konca jej ;-) .
                                                    ----------------------------------
                                                    Nie kontroluję. Banda stoi, że się pieniądze wydaje na swoje/ rodzinne potrzeby i nie wydaje sie na kochanki / kochanka.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:32
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Nie kontroluję. Banda stoi, że się pieniądze wydaje na swoje/ rodzinne potrzeb
                                                    > y i nie wydaje sie na kochanki / kochanka.

                                                    To jedno z moich podejść do pieniędzy w związku. Drugie to oddzielność. Wszystkie miksy tych dwóch podejść mnie by zamęczyły.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:33
                                                    W temacie....:))

                                                    paplalala.com/2016/05/otwarta/
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale po co zmieniasz temat na niepracujace zawodowo wykiwane babki? Dyskusja byl
                                                    > a na temat, ze uwazasz, ze Morrisona zona moze nie chciec zeby on wydawal kase
                                                    > na kochanke.
                                                    > Mowie, ze wspolnota nie gwarantuje, ze on ma sie jej pytac o zgode n
                                                    > a wydanie kazdej zlotowki czy tam kazdego tysiaca. On robi tak jak Marek przyka
                                                    > zal: bierze ze wspolnego konta i wydaje na co chce. Czy cos Ci sie nie zgadza?
                                                    Krępujące są te dyskusje na mój temat.
                                                    Nie wnikając w szczegóły sytuacja może wyglądać tak
                                                    1) Kobieta może mieć formalnie prawo do połowy majątku.
                                                    2) Majątek jest obciążony kredytem wiec ma także obowiązek uczestniczenia w spłacie kredytu.
                                                    3) Dochód ze spółki sprawia, ze spłata kredytu to pestka.
                                                    4) Spółka będąca źródłem dochodu jest osobowa a nie kapitałowa. Nie ma akcji czy udziałów, których żona mogłaby się domagać.
                                              • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 20:47
                                                "Jeśli "kobieta zmienną jest" to trudno. Trzeba się z tym pogodzić.
                                                Ale używać za automatu tego powiedzenia jako usprawiedliwienia dla egoizmu?
                                                O nie.
                                                Na to się nie godzę."

                                                Chlopie jeczysz jakbys zycia nie znal. Ludzie sa egoistami, czasem trafia mezczyn czasem kobiety, przyklady meskiego egoizmu, chociaz mezczyzna zmiennym nie jest, rowniez mozna mnozyc. Dawac? czy sam pomyslisz?
                                                Jak one krzywdza tych biednych mezczyzn te kobiety ;) Az zaplakalam nad ich ciezkim losem :)
                                                • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 21:01
                                                  kag73 napisała:

                                                  > Chlopie jeczysz jakbys zycia nie znal.
                                                  A skąd pomysł , że jęczę?
                                                  Słyszysz to gdzieś?

                                                  Ludzie sa egoistami, czasem trafia mezcz
                                                  > yn czasem kobiety, przyklady meskiego egoizmu, chociaz mezczyzna zmiennym nie j
                                                  > est, rowniez mozna mnozyc. Dawac? czy sam pomyslisz?
                                                  Dawaj.
                                                  Poproszę o przykład analogiczny do podanego przeze mnie wcześniej:

                                                  Na poczytnym portalu (bodajże onet ale głowy nie dam) pani z tytułem naukowym doradza kobietom by nie przejmowały sie rozterkami męczyzny dotyczącymi posiadania dziecka tylko po prostu doprowadziły do ciąży bez wdawania sie w dyskusję.

                                                  Jak miałby wyglądać analogiczny przypadek w przeciwnym (męskim) wydaniu?

                                                  > Jak one krzywdza tych biednych mezczyzn te kobiety ;) Az zaplakalam nad ich cie
                                                  > zkim losem :)
                                                  Punktem wyjścia do tej dyskusji nie była teza, ze krzywdzą męzczyzn.
                                                  Punktem wyjścia była teza, że są głupie.
                                                  To, że w rozmowie zasugerowałem, ze głupota wynika z kobiecego egoizmu i wmawiania im, że im się coś od mężczyzn z definicji należy a ich, kobiece potrzeby są z gruntu lepsze i ważniejsze od męskich to już teza, która wynikła w trakcie późniejszych rozważań.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Dlaczego....? 17.05.16, 21:09
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > > Ludzie sa egoistami, czasem trafia mezcz
                                                    > > yn czasem kobiety, przyklady meskiego egoizmu, chociaz mezczyzna zmiennym
                                                    > nie j
                                                    > > est, rowniez mozna mnozyc. Dawac? czy sam pomyslisz?
                                                    > Dawaj.
                                                    > Poproszę o przykład analogiczny do podanego przeze mnie wcześniej:
                                                    >
                                                    > Na poczytnym portalu (bodajże onet ale głowy nie dam) pani z tytułem naukowym d
                                                    > oradza kobietom by nie przejmowały sie rozterkami męczyzny dotyczącymi posiadan
                                                    > ia dziecka tylko po prostu doprowadziły do ciąży bez wdawania sie w dyskusję.
                                                    >
                                                    > Jak miałby wyglądać analogiczny przypadek w przeciwnym (męskim) wydaniu?
                                                    >
                                                    >

                                                    zwolennicy całkowitego zakazu aborcji. Do wyboru, ci w czarnych sukienkach, czy ci z frondy? Z radia maryja?
                                                    Śmiesz to porównywać z jedną głupia babą ?
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 22:48
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Śmiesz to porównywać z jedną głupia babą ?

                                                    Baby są głupie wszystkie.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Dlaczego....? 18.05.16, 07:39
                                                    zawle napisała:


                                                    >
                                                    > Baby są głupie wszystkie.

                                                    A tak, zapomniałam. I wszystkie to kurwy.
                                                    Ale mniej mnie to wkurwia niż te pierdoły o monogamicznych i dążących do dziecka samicach.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 18.05.16, 07:52
                                                    chwilunia, one są również aseksualne i wierne- te samice monogamiczne i żądne dzieci. Taka druga odmiana tego tępego zwierzęcia którym trzeba się opiekować.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 08:24
                                                    Nie sa ani monogamiczne, ani wierne, niekoniecznie chca miec dzieci. Natura wyksztalcila tylko instynkty, nie swiadome intencje. To dziala na innym poziomie.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Dlaczego....? 18.05.16, 18:54
                                                    zawle napisała:

                                                    > chwilunia, one są również aseksualne i wierne- te samice monogamiczne i żądne d
                                                    > zieci. Taka druga odmiana tego tępego zwierzęcia którym trzeba się opiekować.

                                                    No i główny mityczny wróg tego forum, co tu kryć :D
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 08:54
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Ale mniej mnie to wkurwia niż te pierdoły o monogamicznych i dążących do dzieck
                                                    > a samicach.
                                                    Na pewno nie wszystkie kobiety są monogamiczne ale moim skromnym zdaniem jeśli ktoś (tzn męzczyzna) uprze się, że monogamicznosc kobiety jest dla niego najważniejszą cechą to przy odrobinie wysiłku taką kobietę sobie znajdzie.
                                                    To, że w pakiecie dostanie też mnóstwo mało ciekawych cech to osobna sprawa.

                                                    Uważam, że w przypadku męzczyzn tak nie jest.
                                                    Nawet nerdowaty, zakompleksiony inteligencik z nosem w książkach będzie marzył o ruchaniu wielu lasek.
                                                    Tylko szybko zorientuje się, ze absolutnie nie może sobie pozwolić na okazywanie tego przed kobietą.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 09:45
                                                    morrison9
                                                    > Uważam, że w przypadku męzczyzn tak nie jest.
                                                    > Nawet nerdowaty, zakompleksiony inteligencik z nosem w książkach będzie marzył
                                                    > o ruchaniu wielu lasek.
                                                    > Tylko szybko zorientuje się, ze absolutnie nie może sobie pozwolić na okazywani
                                                    > e tego przed kobietą.

                                                    No co Ty :)
                                                    A nigdy nie spotkales zakochanego nastolatka z postawa "jak nie ta, to zadna"?
                                                    Mysle ze w sferze marzen i idealow mnostwo facetow szuka "tej jedynej". Dopiero z czasem zaczynamy rozmieniac sie na drobne, widzac jak malo jest to prawdopodobne.
                                                    Mimo to niektorym sie udaje.
                                                    Monogamia to fajny stan. Uspokojenie, poczucie odnalezienia sie w zyciu. Niestety bywa to bardzo zludne. Ale poczucie, ze nie musisz juz dluzej szukac to wedlug mnie najwyzszy poziom szczescia.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 09:51
                                                    "Ale poczucie, ze nie musisz juz dluzej szukac to wedlug mnie najwyzszy poziom szczescia."

                                                    Widze to dokladnie tak samo i wielu ludzi widzi to podobnie, pod warunkiem oczywiscie, ze w zwiazku wszystko dobrze/w miare (to wystrarcza wiekszosci mezczyzn) sie kreci.
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 19:24
                                                    kag 73 napisała
                                                    >Widze to dokladnie tak samo i wielu ludzi widzi to podobnie, pod warunkiem oczywiscie, ze w zwiazku wszystko dobrze/w miare (to wystrarcza wiekszosci mezczyzn) sie kreci.<

                                                    Pod warunkiem - to jest to słowo kluczowe, które nie zawsze, albo nie często udaje się zastosować w związku.I wtedy już wszystko przestaje się kręcić w tymże związku.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 10:36
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > No co Ty :)
                                                    > A nigdy nie spotkales zakochanego nastolatka z postawa "jak nie ta, to zadna"?
                                                    Czy nie spotkałem??
                                                    Ja sam taki byłem :-)
                                                    Ale z dzisiejszej perspektywy inaczej na to patrzę.
                                                    Widzę, że była to chęć znalezienia kobiety, która zaspokoi wszystkie moje potrzeby seksualne i uczyni mnie 'ślepym" na te wszystkie te zajebiste laski, które widze na ulicy, a których nigdy zdobyć nie mam szans.
                                                    Wg mnie to coś zupełnie innego niż monogamia.

                                                    > Mimo to niektorym sie udaje.
                                                    > Monogamia to fajny stan. Uspokojenie, poczucie odnalezienia sie w zyciu. Nieste
                                                    > ty bywa to bardzo zludne.
                                                    Może to kwestia definicji monogamii.
                                                    Pytanie. Czy męzczyzna, który np do 25 roku życia jest absolutnie monogamiczny, w wieku 25 lat żeni się a po 5 latach małżeństwa zaczyna chodzić na dziwki albo ma romans to męzczyzna monogamiczny czy poligamiczny.
                                                    Jeśli wytniesz jakiś fragment jego życia to na pewno tak.
                                                    Ale chyba kobiety nie satysfakcjonuje to, że męzczyzna w jakimś fragmencie jest monogamiczny.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 10:46
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Czy nie spotkałem??
                                                    > Ja sam taki byłem :-)
                                                    > Ale z dzisiejszej perspektywy inaczej na to patrzę.
                                                    > Widzę, że była to chęć znalezienia kobiety, która zaspokoi wszystkie moje potrz
                                                    > eby seksualne i uczyni mnie 'ślepym" na te wszystkie te zajebiste laski, które
                                                    > widze na ulicy, a których nigdy zdobyć nie mam szans.
                                                    > Wg mnie to coś zupełnie innego niż monogamia.

                                                    A nie poczucia odnalezienia właściwego miejsca w świecie, spokojnej bezpiecznej przystani?

                                                    > Pytanie. Czy męzczyzna, który np do 25 roku życia jest absolutnie monogamiczny,
                                                    > w wieku 25 lat żeni się a po 5 latach małżeństwa zaczyna chodzić na dziwki alb
                                                    > o ma romans to męzczyzna monogamiczny czy poligamiczny.
                                                    > Jeśli wytniesz jakiś fragment jego życia to na pewno tak.
                                                    > Ale chyba kobiety nie satysfakcjonuje to, że męzczyzna w jakimś fragmencie jest
                                                    > monogamiczny.

                                                    Według mnie mężczyzna szczerze usatysfakcjonowany ze swojego związku nie będzie chodził na dziwki albo romansował. Jeśli to robi, to znaczy że czegoś mu brakuje.
                                                    Poza tym - umówmy się, że jednak na dziwki chodzą mężowie dość głęboko nieusatysfakcjonowani. Romans to już większa pokusa, bo mocno łechce ego ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:47
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale chyba kobiety nie satysfakcjonuje to, że męzczyzna w jakimś fragmencie jest
                                                    > monogamiczny.

                                                    Mnie satysfakcjonuje calkowicie. Byleby byl monogamiczny gdy utrzymuje relacje seksualna ze mna, a przed i po mnie to mnie nie obchodzi.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 09:55
                                                    "Nawet nerdowaty, zakompleksiony inteligencik z nosem w książkach będzie marzył o ruchaniu wielu lasek.
                                                    Tylko szybko zorientuje się, ze absolutnie nie może sobie pozwolić na okazywanie tego przed kobietą."

                                                    A kobieta moglaby sobie pozwolic na okazywanie tego przed mezczyzna? Mezczyzna innym niz Ty? Bardzo watpie. Tym bardziej iz wielu mysli podobnie jak Ty: my mezczyzni mozemy, nie jestesmy monogamiczni ale kobieta to kobieta.


                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 10:22
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A kobieta moglaby sobie pozwolic na okazywanie tego przed mezczyzna? Mezczyzna
                                                    > innym niz Ty? Bardzo watpie. Tym bardziej iz wielu mysli podobnie jak Ty: my me
                                                    > zczyzni mozemy, nie jestesmy monogamiczni ale kobieta to kobieta.
                                                    Czyli uważasz np za prawdopodobne ,ze żona dajmy na to Sabata nie jest monogamiczna? :-)
                                                    Do tego dołożyłbym kilka przykładów spośród moich znajomych z realu tyle, ze te przykłady nic Ci nie powiedzą.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 11:03
                                                    "Czyli uważasz np za prawdopodobne ,ze żona dajmy na to Sabata nie jest monogamiczna? :-)
                                                    Do tego dołożyłbym kilka przykładów spośród moich znajomych z realu tyle, ze te przykłady nic Ci nie powiedzą."

                                                    Czy to jest odpowiedz na moje pytanie? Nie odpowiedziales na moje pytanie.
                                                    Co do zony Sabata nie znam jest. Moze jest aseksualna, moze jest zwyczajnie, ze tak to nazwe seksualna analfabetka, stad seks nic jej nie daje. Nie moge tez wykluczyc, ze po cichu marzy o jakims innym facecie, z ktorym przezylaby upojne chwile. Moze tak naprawde lepiej odnalazla by sie w ukladzie z kobieta. Trudno wyciagac wnioski o czlowieku, ktory seksem zainteresowany nie jest a do tego ma powazne schorzenie i w dodatku moze zryty beret przez wychowanie i KK. Ona moze byc aseksualna to jak to rozpatrywac w kategorii monogamiccznosci albo poligamicznosci? I w jej przypadku rowniez moze zgadzac sie wersja: nie poszla w bok, bo nie bylo jednoznacznej okazji, nie bylo okolicznosci. Ale moze zgadzac sie wersja, jest monogamiczna, bo jest w stalym zwiazku i slubowala wiernosc.
                                                    To, ze zony Twoich kolegow czy u znajomych nie chca z nimi seksu albo sa wierne wcale nie musi oznaczac, ze nie marza o tabunach przystojnych facetow w swoim lozku, zwlaszcza jak seks z mezem je nudzi do bolu albo jest byle jaki. Co nie znaczy, ze chodza w bok. Tak jak ten inteligencik z Twojego przykladu. Ale czy moga pozwolic sobie na okazywanie tego przed facetem? Poczytaj wyniki badan: chyba tylko 10% kobiet chce sypiac ze swoimi partnerami po 10 i wiecej latach zwiazku(urqu chyba serwowal kiedys te dane). Co nie zmienia faktu, ze seksu owszem by chcialy, ale...z innym. Mimo wszystko jednak zyja w monogamii, bo tak sie umawialy.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 11:56
                                                    kag73 napisała:
                                                    Poczytaj wyniki badan: chyba tylko 10% kobiet chce sypiac ze swoimi partnerami po 10 i wiecej latach zwiazku(urqu chyba serwowal kiedys te dane). Co nie zmienia faktu, ze seksu owszem by chcialy, ale...z innym. Mimo wszystko jednak zyja w monogamii, bo tak sie umawialy.
                                                    -----------------------------------------------------------------------------
                                                    Kiedy zamykam oczy....:)
                                                    Umawiały się, a może nie chcą stracić swojego bezpiecznego portu, dzieci, rodziny.... Orgazm jest krótki a kłopoty ciągną się latami.
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 19:36
                                                    marek. żak 1 napisał
                                                    >Kiedy zamykam oczy....:)<

                                                    Kiedy zamykam oczy...no.. to właśnie widzę tego drugiego, a nie tego( niby) pierwszego, który całkowicie znikł mi z oczu ;)


                                                    >Umawiały się, a może nie chcą stracić swojego bezpiecznego portu, dzieci, rodziny.... Orgazm jest krótki a kłopoty ciągną się latami.<

                                                    To też jest względne, pod warunkiem, że czujesz potrzebę tego bezpieczeństwa i jesteś zdana wyłącznie na tę drugą osobę. A nie zawsze jesteś.


                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 19:50
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > marek. żak 1 napisał
                                                    > >Kiedy zamykam oczy....:)<
                                                    >
                                                    > Kiedy zamykam oczy...no.. to właśnie widzę tego drugiego, a nie tego( niby) pierwszego, który całkowicie znikł mi z oczu ;).
                                                    -----------------------------------
                                                    W każdym razie innego, kogoś z przeszłości albo z teraźniejszości, z którym byłoby fajnie.
                                                    >
                                                    >
                                                    > >Umawiały się, a może nie chcą stracić swojego bezpiecznego portu, dzieci, rodziny.... Orgazm jest krótki a kłopoty ciągną się latami.<
                                                    >
                                                    > To też jest względne, pod warunkiem, że czujesz potrzebę tego bezpieczeństwa i jesteś zdana wyłącznie na tę drugą osobę. A nie zawsze jesteś.
                                                    -----------------------------------------------------------
                                                    Niekoniecznie. Wielu ludzi obawia się zmian jako takich. Nikt nie czy nie będzie gorzej a tu jakoś się kręci.
                                                    >
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 20:17
                                                    -----------------------------------
                                                    marek. żak 1 napisał
                                                    >W każdym razie innego, kogoś z przeszłości albo z teraźniejszości, z którym byłoby fajnie.<

                                                    Ale Ciebie Marku, to chyba nie dotyczy, bo tak skwapliwie przytaknąłęś - u Ciebie to wyłącznie tyczy się teraźniejszości, prawda,? Nie może być inaczej.
                                                    >
                                                    >
                                                    > >Umawiały się, a może nie chcą stracić swojego bezpiecznego portu, dzieci, rodziny.... Orgazm jest krótki a kłopoty ciągną się latami.<
                                                    >
                                                    > To też jest względne, pod warunkiem, że czujesz potrzebę tego bezpieczeństwa i jesteś zdana wyłącznie na tę drugą osobę. A nie zawsze jesteś.
                                                    -----------------------------------------------------------
                                                    >Niekoniecznie. Wielu ludzi obawia się zmian jako takich. Nikt nie czy nie będzie gorzej a tu jakoś się kręci.
                                                    >

                                                    No nie zawsze jakoś się kręci. Kręci się, bo sami pozwalamy na to, by się kręciło, jakoś, choć przeważnie kręci się już gorzej, niż źle.No tak ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 20:23
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > -----------------------------------
                                                    > marek. żak 1 napisał
                                                    > >W każdym razie innego, kogoś z przeszłości albo z teraźniejszości, z którym byłoby fajnie.
                                                    >
                                                    > Ale Ciebie Marku, to chyba nie dotyczy, bo tak skwapliwie przytaknąłęś - u Ciebie to wyłącznie tyczy się teraźniejszości, prawda,? Nie może być inaczej.
                                                    --------------------------------------------------------------
                                                    Nie, mój wiersz dotyczy fundamentalnego poczucia niespełnienia, niezrealizowania marzeń,. Ja tego poczucia nie mam. Moje życie było i jest ciekawe.
                                                    > >

                                                    > -----------------------------------------------------------
                                                    > >Niekoniecznie. Wielu ludzi obawia się zmian jako takich. Nikt nie czy nie będzie gorzej a tu jakoś się kręci.
                                                    > >
                                                    >
                                                    > No nie zawsze jakoś się kręci. Kręci się, bo sami pozwalamy na to, by się kręciło, jakoś, choć przeważnie kręci się już gorzej, niż źle.No tak ;).
                                                    -----------------------------------------------
                                                    Wiele rzeczy w życiu dzieje się z rozpędu. Aby to zmienić trzeba pewnej woli politycznej, determinacji, a i tak nie wiadomo, czy będzie lepiej, nawet jeśli będzie inaczej.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 12:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > To, ze zony Twoich kolegow czy u znajomych nie chca z nimi seksu albo sa wierne
                                                    > wcale nie musi oznaczac, ze nie marza o tabunach przystojnych facetow w swoim
                                                    > lozku, zwlaszcza jak seks z mezem je nudzi do bolu albo jest byle jaki. Co nie
                                                    > znaczy, ze chodza w bok. Tak jak ten inteligencik z Twojego przykladu. Ale czy
                                                    > moga pozwolic sobie na okazywanie tego przed facetem? Poczytaj wyniki badan: ch
                                                    > yba tylko 10% kobiet chce sypiac ze swoimi partnerami po 10 i wiecej latach zw
                                                    > iazku(urqu chyba serwowal kiedys te dane). Co nie zmienia faktu, ze seksu owsze
                                                    > m by chcialy, ale...z innym. Mimo wszystko jednak zyja w monogamii, bo tak sie
                                                    > umawialy.
                                                    Kag.
                                                    Jestem w pracy więc nie mam czasu na długie wywody.
                                                    Ten temat (lub pokrewne) był już wałkowany na forum wielokorotnie: kobiety mają strasznie duże potrzeby seksualne tylko nie chce im się palcem kiwnąc, zeby ja zaspokoić ale jednak je mają bo tak zadeklarowały w ankiecie.
                                                    Miarą "chcenia" dla mnie jest gotowośc do wysiłków by daną potrzebę zaspokoić.
                                                    Nie mam ochoty na taką samą dyskusję po raz n-ty.

                                                    Te kobiety, które żyją w monogamii "bo tak się umów" nie mają niejednokrotnie skrupułów przed łamaniem innych umów.

                                                    Żony bliższych i dalszych znajomych nie dlatego są monogamiczne bo z nimi nie sypiają tylko dlatego, ze nie kiwną palcem by sypiać z kimś innym mimo kompletnego odcięcia od seksu przez partnera, który jednocześnie robi na lewo i prawo.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 13:00
                                                    "Żony bliższych i dalszych znajomych nie dlatego są monogamiczne bo z nimi nie sypiają tylko dlatego, ze nie kiwną palcem by sypiać z kimś innym mimo kompletnego odcięcia od seksu przez partnera, który jednocześnie robi na lewo i prawo."

                                                    Jak dla mnie to one nie sa monogamiczne, tylko aseksualne/ bierne albo wyciszyly swoja seksualnosc, bo pod reka nie ma obiektu i w dodatku maja wieksze problemy niz te. Poza tym moze szarpia sie z depresja, bo posypalo im sie zycie. Od czego sie zaczelo? Od tego, ze seksu z mezami nie chcialy czy od tego, ze ich faceci chadzali na boki, bo tak maja?
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 13:07
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Jak dla mnie to one nie sa monogamiczne, tylko aseksualne/ bierne albo wyciszyl
                                                    > y swoja seksualnosc, bo pod reka nie ma obiektu i w dodatku maja wieksze proble
                                                    > my niz te. Poza tym moze szarpia sie z depresja, bo posypalo im sie zycie. Od c
                                                    > zego sie zaczelo? Od tego, ze seksu z mezami nie chcialy czy od tego, ze ich fa
                                                    > ceci chadzali na boki, bo tak maja?
                                                    Czy 73 w Twoim nicku to rok urodzenia?
                                                    Pytam bo sobie próbuję oszacować na jakim etapie rozwoju mentalno-emocjonalnego jesteś.
                                                    Pytam absolutnie bez złośliwości. Na prawdę mnie to ciekawi.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 13:15
                                                    "Czy 73 w Twoim nicku to rok urodzenia?"

                                                    Tak.
                                                    Dla mnie monogamicznie zachowuje sie ktos kto sypia z jednym parnerem. Jak ktos seksu nie ma w ogole to on dla mnie monogamiczny nie jest. On zwyczajnie zyje w bezseksiu. Jakie pobudki nim kieruja? Kiedy sie obudzi? Czy w ogole sie obudzi? Nie wiem. Ja znam facetow, ktorzy od lat sa singlami i wiem na 100%, ze nie chodza na dziwki. Ja nazywam ich "samowystarczalnymi". Po prostu przyzwyczaili sie do swojego zycia w pojedynke i nawet nie kiwna palcem zeby zamoczyc.
                                                    Da sie, da sie. Zreszta nie wszyscy musza lubic seks a niektorym, z braku laku, wystacza przylozyc wlasna dlon.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 13:31
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Dla mnie monogamicznie zachowuje sie ktos kto sypia z jednym parnerem. Jak ktos
                                                    > seksu nie ma w ogole to on dla mnie monogamiczny nie jest.
                                                    A jak kobieta sypia z jednym partnerem ale tylko dlatego, ze ten partner tego chce?
                                                    Kag.
                                                    Nie mówimy o pojedynczych przypadkach.
                                                    Mówimy o szerszej skali.
                                                    Na pojedynczym przypadku to można udowodnić np., ze męczyźni wolą siedziec w domu, bawić dzieci , gotować i unikają seksu a kobiety poszukują ciągle nowych partnerów, robią karierę i płacą żigolakom za towarzystwo.

                                                    Wejdź na Zbiornik i poczytaj: single (w tym również żonaci) szukający znajomości są jak szarańcza od której się nie można opędzić.
                                                    Singielki gotowe na zabawy sa jak jednorożce. Wszyscy ich szukają a nikt (niewielu) udaje się je znaleźć.
                                                    (oczywiście określenie "singiel", "singielka" dotyczy statusu na Zbiorniku a nie stanu cywilnego)

                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 13:42
                                                    kag73 napisała:

                                                    Zreszta nie wszyscy musza lubic seks a niektorym, z braku laku, wystacza przylozyc wlasna dlon.
                                                    -------------------------

                                                    ..On i jego penetrator,
                                                    Facet jutra - masturbator.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 13:09
                                                    Poza tym moze one palcem kiwaja ale przy wielkich wymaganiach zaden odpowiedni kandytat sie nie pojawia? Skad Ty chcesz to wiedziec? Albo wlasnie z przyzwyczajenia czekaja az sie jakis sam nadazy i tak trwoni sie zycie.
                                                    A one wiedza, ze on je zdradza na prawo i lewo?
                                                    A moze maja wersje jak u gogola, zona przekonana, ze maz impotent a on bzyka radosnie taka "Jedna" ;) A ona obiecala z nim na dobre i na zle. Tak jak bylo u fajnegoschatza, az sie nie okazalo, ze zona tez znalazla wielbiciela i to o 10 lat mlodszego. To mu sie zara zone zachcialo bzykac. Tak sie chlop przestraszyl ;) Jedna mi znajoma opowiadala, ze jak jej maz zaczal niedomagac w lozku to jej mowil "przeciez nasz zwiazek to nie tylko seks", no fakt, coz tu odpowiedziec, coz zrobic. Z perspektywy czasu wie, ze wiele rzeczy z jego strony to byl czysty egoizm. I tak to czesto bywa, w obie strony bywa.

                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 20:04
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Ten temat (lub pokrewne) był już wałkowany na forum wielokorotnie: kobiety mają strasznie duże potrzeby seksualne tylko nie chce im się palcem kiwnąc, zeby ja zaspokoić ale jednak je mają bo tak zadeklarowały w ankiecie.<

                                                    Czasami jednak się chce, kiwnąć i nie tylko, już bez przesady ;)

                                                    >Miarą "chcenia" dla mnie jest gotowośc do wysiłków by daną potrzebę zaspokoić.
                                                    Nie mam ochoty na taką samą dyskusję po raz n-ty.

                                                    >Te kobiety, które żyją w monogamii "bo tak się umów" nie mają niejednokrotnie skrupułów przed łamaniem innych umów<.

                                                    <

                                                    >Żony bliższych i dalszych znajomych nie dlatego są monogamiczne bo z nimi nie sypiają tylko dlatego, ze nie kiwną palcem by sypiać z kimś innym mimo kompletnego odcięcia od seksu przez partnera, który jednocześnie robi na lewo i prawo.<

                                                    Wiesz co, myślę, że jednak są dysproporcje w tym temacie między kobietami a mężczyznami, już z racji tego, że kobiety, którym przypisano rolę matek, a więc z gruntu pewną postawę poświęcającą się, będą oceniane w zupełnie w inny sposób, niż mężczyźni, jeśli zdecydują się na złamanie pewnych umownych, ale jednak ocenianych społecznie norm. One tym palcem pewnie kiwną, jeśli zobaczą i poczują, że partner kompletnie odciął się od nich, tylko tu znowu wchodzą w grę kwestie głównie światopoglądowe i wizerunkowe myślę. Bo te czasy, gdy kobieta czeka biernie, na to, co może przynieść jej los, albo że facet sam ją znajdzie, to już chyba powoli odchodzą w przeszłość. Choć bywa różnie -ja z kolei mam do czynienia tak na codzień z kobietami,które nadal hołdują romantycznym wizjom i z góry przydzielonym i akceptowanym rolom społecznym, więc gdzie tu mowa o jakimkolwiek kiwaniu palcem i wychodzeniu z inicjatywą, skoro takie postawy są niedopuszczalne, już z góry?
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 21:47
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Czasami jednak się chce, kiwnąć i nie tylko, już bez przesady ;)
                                                    Ależ oczywiście.
                                                    Przeciez ja nigdzie nie pisałem, że nie ma kobiet aktywnie poszukujących seksu czy takich o poligamicznej naturze.
                                                    Ja tylko twierdzę, że jest ich znacznie mniej niż wykazujących podobne cechy mężczyzn.


                                                    > Wiesz co, myślę, że jednak są dysproporcje w tym temacie między kobietami a męż
                                                    > czyznami, już z racji tego, że kobiety, którym przypisano rolę matek, a więc z
                                                    > gruntu pewną postawę poświęcającą się, będą oceniane w zupełnie w inny sposób,
                                                    > niż mężczyźni, jeśli zdecydują się na złamanie pewnych umownych, ale jednak oc
                                                    > enianych społecznie norm.
                                                    Tak to odbierasz jako kobieta bo nie wyczuwasz jak oceniani sa męzczyźni (bo nim nie jesteś):

                                                    MĘŻCZYZNA: Zdradza.
                                                    KOBIETA: Przeżywa przygodę.

                                                    MĘŻCZYZNA: Rozwodząc się rozbija rodzinę.
                                                    KOBIETA: Kończy związek bez perspektyw.

                                                    MĘŻCZYZNA: Jest niezdarą.
                                                    KOBIETA: Bywa zagubiona.

                                                    MĘŻCZYZNA: Jest pracoholikiem.
                                                    KOBIETA: Dba o niezależność.

                                                    MĘŻCZYZNA: Kłamie.
                                                    KOBIETA: Jest sprytna.

                                                    Itp, itd.

                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 22:25
                                                    Morrison 9 napisał
                                                    >Tak to odbierasz jako kobieta bo nie wyczuwasz jak oceniani sa męzczyźni (bo nim nie jesteś):

                                                    >MĘŻCZYZNA: Zdradza.
                                                    KOBIETA: Przeżywa przygodę.<

                                                    Mężczyzna ma zdradę w naturze a kobieta się puszcza.

                                                    >MĘŻCZYZNA: Rozwodząc się rozbija rodzinę.
                                                    KOBIETA: Kończy związek bez perspektyw.<

                                                    Mężczyznie odbija w pewnym wieku, a kobieta się poświęca, bo jest przecież matką i musi dla dobra dzieci.

                                                    >MĘŻCZYZNA: Jest niezdarą.
                                                    KOBIETA: Bywa zagubiona.<

                                                    Na jedno wychodzi, nie widzę zbytniej różnicy.

                                                    >MĘŻCZYZNA: Jest pracoholikiem.
                                                    KOBIETA: Dba o niezależność<

                                                    Od pracoholików wyzywają zazwyczaj te,które żadną pracą się w swoim życiu nie skalały, dla mnie to zupełnie obca postawa.

                                                    >MĘŻCZYZNA: Kłamie.
                                                    KOBIETA: Jest sprytna.<
                                                    Itp, itd.>

                                                    Mężczyzna się wymiguje, a kobieta wie, jak się w życiu ustawić.

                                                    Dla mnie takie podziały i wypunktowywanie są trochę dziwne i z góry nakierowane na zaznaczenie wyraźnych podziałów co do oceny postaw kobiet i mężczyzn.To trąci stereotypem, a przecież jednej miary nie da się przyłożyć do każdego przypadku, wszystko bowiem zależy od okoliczności, charakteru, sposobu myślenia i światopoglądu poszczególnych osób, niezależnie od płci.

                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 10:03
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Na pewno nie wszystkie kobiety są monogamiczne ale moim skromnym zdaniem jeśli
                                                    > ktoś (tzn męzczyzna) uprze się, że monogamicznosc kobiety jest dla niego najważniejszą cechą to przy odrobinie wysiłku taką kobietę sobie znajdzie.
                                                    > To, że w pakiecie dostanie też mnóstwo mało ciekawych cech to osobna sprawa.
                                                    -------------------------------------------
                                                    Inne cechy, dobre czy niekoniecznie, nie mają nic wspólnego z mono czy poligamicznością. Natomiast o monogamiczności kobiety mam autorską teorię, mianowicie, że kobieta jest pooligamiczna, jeśli w głębi duszy czuje że jej wybrany to nie ten i szuka innego. Jak czuje że to ten to nie szuka, bo jest zadowolona i nie chce go stracić.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 10:38
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Inne cechy, dobre czy niekoniecznie, nie mają nic wspólnego z mono czy poligami
                                                    > cznością. Natomiast o monogamiczności kobiety mam autorską teorię, mianowicie,
                                                    > że kobieta jest pooligamiczna, jeśli w głębi duszy czuje że jej wybrany to nie
                                                    > ten i szuka innego. Jak czuje że to ten to nie szuka, bo jest zadowolona i nie
                                                    > chce go stracić.
                                                    Otóż meżczyzna potrafi z przyjemnością iśc do łóżka z inną kobietą nawet jeśli ta, z którą jest całkowicie go satysfakcjonuje :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 10:45
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Otóż meżczyzna potrafi z przyjemnością iśc do łóżka z inną kobietą nawet jeśli ta, z którą jest całkowicie go satysfakcjonuje :-).
                                                    -----------------------------------------------------------------------
                                                    Widzisz można iść drogą szukania przyjemności seksualnych z coraz to nowymi babkami albo zdecydować się bycie (przynajmniej okresowo) z jedną. Nie ma trzeciej drogi. Tak więc można iść do łóżka na boku i mieć fun, ale to rozwala psychicznie istniejący związek. Takie jest moje zdanie.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 10:48
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Otóż meżczyzna potrafi z przyjemnością iśc do łóżka z inną kobietą nawet jeśli
                                                    > ta, z którą jest całkowicie go satysfakcjonuje :-)

                                                    To znaczy, że sam mężczyzna ma niedostatek, który próbuje sobie zrekompensować promiskuityzmem. Leczenie kompleksów poprzez pompowanie ego.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 11:25
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > To znaczy, że sam mężczyzna ma niedostatek, który próbuje sobie zrekompensować
                                                    > promiskuityzmem. Leczenie kompleksów poprzez pompowanie ego.
                                                    To jakimi słowami określisz takie podejście ma drugorzędne znaczenie.
                                                    Pytanie czy tacy męzczyźni to np 5-10% populacji czy raczej 80-90%.
                                                    Bo ja uważam, ze raczej ta druga opcja.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 11:35
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To jakimi słowami określisz takie podejście ma drugorzędne znaczenie.
                                                    > Pytanie czy tacy męzczyźni to np 5-10% populacji czy raczej 80-90%.
                                                    > Bo ja uważam, ze raczej ta druga opcja.

                                                    Oczywiście, jest wielu takich mężczyzn. Jednak chyba nie aż tylu. Sporo facetów ceni sobie udane związki, zdrada to jednak dość drastyczny krok, wręcz ostateczność. W sytuacji, gdy ktoś ma bardzo udane życie małżeńskie, nazwałbym to po imieniu - głupotą. Gdy nie - no cóż. Podejmowane ryzyko zaczyna mieć sens.
                                                    Rozumiesz - być z kochającą, dobrą, otwartą erotycznie kobietą i przesrać to sobie pod wpływem jednego głupiego impulsu? Trzeba mieć coś nie w porządku z głową.
                                                    To jest pewien bilans, a fajny związek z kobietą jest ogromną wartością. Jasne - męczenie się z bezustannie gderającą, złośliwą i zimną szantrapą - niekoniecznie.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 12:19
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Oczywiście, jest wielu takich mężczyzn. Jednak chyba nie aż tylu.
                                                    Pamiętaj, ze kobiety mają też inne oczekiwania wobec męzczyzn.
                                                    Często te oczekiwania są co najmniej lekko kolidujące z monogamią.
                                                    Niby teoretycznie inteligentny, przebojowy, przystojny, zaradny i bogaty mężczyzna może być jednocześnie monogamiczny ale ja bym na jego monogamię nie postawił złamanego grosza.

                                                    > Sporo facetów ceni sobie udane związki,
                                                    No ba.
                                                    Ja sądzę ,ze większość sobie ceni :-)
                                                    > zdrada to jednak dość drastyczny krok,
                                                    No i jeszcze w dodatku trzeba albo poszukać chętnej do romansu (a te nie pchają się drzwiami i oknami, zazwyczaj trzeba się wysilić by taką znaleźć) albo wręcz za seks zapłacić.
                                                    Jeśli więc w efekcie tego męzczyzna nie zamoczy to wg Ciebie jest monogamiczny.
                                                    Wg mnie nie.
                                                    > wręcz ostateczność.
                                                    Coś co jest "ostatecznością" w 2-3 lata po ślubie stanie się pestką 5, 7 czy 10 lat po ślubie.

                                                    > W sytuacji, gdy ktoś ma bardzo udane życie małżeńskie, nazwałbym to po i
                                                    > mieniu - głupotą.
                                                    To o czym piszesz to rezygnacja z zachowań poligamicznych a nie monogamia.

                                                    > Rozumiesz - być z kochającą, dobrą, otwartą erotycznie kobietą i przesrać to s
                                                    > obie pod wpływem jednego głupiego impulsu? Trzeba mieć coś nie w porządku z gło
                                                    > wą.
                                                    "przesranie" lub "nie przesranie" to wynik okoliczności po zdradzie a nie samej zdrady.
                                                    Faceci często idą "na dziwki" wkurwieni na żonę po jakiejś kłótni: "To ja frajer byłem jej wierny chociaż mnie rozsadzało a ona mi za to tak odpłaca. Szybko muszę się pozbyć poczucia że niepotrzebnie byłem wierny."
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 09:09
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > zwolennicy całkowitego zakazu aborcji. Do wyboru, ci w czarnych sukienkach, cz
                                                    > y ci z frondy? Z radia maryja?
                                                    > Śmiesz to porównywać z jedną głupia babą ?
                                                    Uczciwie mówiąc muszę przyznać, ze przykład całkiem niezły.
                                                    Jedyne co budzi moje wątpliwości to pytanie czy rzeczywiscie jest przeciwstawianie interesu kobiet vs interes mezczyzn.
                                                    Oczywiście większość prawicowych polityków czy kleru to męzczyźni ale oni zajmują swoją pozycję dzięki silnemu wsparciu kobiet, które zarówno w profesjonalnych badaniach jak i w obserwacjach mojego bliższego czy dalszego otoczenia są znacznie bardziej religijne, konserwatywne i przywiązane do nauki kościoła w tej kwestii.

                                                    Ujmę to w ten sposób:
                                                    Mężczyzn - zwolenników zakazu aborcji (zwłaszcza w najbardziej rygorystycznej formie) znam tylko z mediów
                                                    Kobiety - zwolenniczki kategorycznego zakazu aborcji znam osobiście i realnie.
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 19:10
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Oczywiście większość prawicowych polityków czy kleru to męzczyźni ale oni zajmują swoją pozycję dzięki silnemu wsparciu kobiet, które zarówno w profesjonalnych badaniach jak i w obserwacjach mojego bliższego czy dalszego otoczenia są znacznie bardziej religijne, konserwatywne i przywiązane do nauki kościoła w tej kwestii.<

                                                    Politycy, i to niezależnie od płci to osobny temat, bo oni są niezrównani w sprzedawaniu swoich poglądów pod publiczkę, a już mężczyźni zwłaszcza mają wybitne zdolności ku temu.

                                                    >Ujmę to w ten sposób:
                                                    Mężczyzn - zwolenników zakazu aborcji (zwłaszcza w najbardziej rygorystycznej formie) znam tylko z mediów
                                                    Kobiety - zwolenniczki kategorycznego zakazu aborcji znam osobiście i realnie.<

                                                    W praktyce różnie bywa, zależy co tam Kościół nakładzie do głowy, ale ogólnie ciężko chyba generalizować, kto za, kto przeciw.

                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 20:57

                                                    > Mężczyzn - zwolenników zakazu aborcji (zwłaszcza w najbardziej rygorystycznej f
                                                    > ormie) znam tylko z mediów
                                                    > Kobiety - zwolenniczki kategorycznego zakazu aborcji znam osobiście i realnie.

                                                    A to dziwne. Nie wiem jakie są sposoby na dobieranie się w pary w twoich kręgach, bo u mnie to się ludzie parują kompatybilnie mentalnie i z grubsza po linii światopoglądowej. Więc jeśli moja popierdolona katolicko kuzynka znalazła sobie chłopa to wiadomo że z takiej samej jak ona parafii. A cała reszta moich znajomych i członków rodziny płci obojga z mojej "lewackiej" parafii ma partnerów poglądami nie odbiegających za bardzo od swoich poglądów. Nie jest to może daleko posunięta homogeniczność, ale zgodność poglądów w sprawach fundamentalnych jest w tych parach. Więc ciekawi mnie jak się twoi znajomi i rodzina dobrali w stadła, że im aż takie rozpadliny światopoglądowe wyszły. Panowie wolnomyśliciele z natury, ale poczęci świątobliwie w kręgach obecnie dostających orgazmu na okoliczność dobrej zmiany, w młodości trzymani krótko za mordę przez przykruchtowe mamusie, zakochiwali się w oazowych pannach, bo tylko takie znali, a potem oni coraz bardziej wolnomyśleli a one coraz bardziej się modliły?
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 18.05.16, 21:03
                                                    No pewnie...one po poczęciu dziecka przestawały widzieć sens w ruchach prokreacyjnych a oni z racji "niedoruchania" zaczynali myśleć:)) Hehe...jak się jakiś będzie przy mnie wymądrzał to mu powiem "ale niedoruchany jesteś";)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 21:38
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    >

                                                    > A to dziwne. Nie wiem jakie są sposoby na dobieranie się w pary w twoich kręgach
                                                    To nie są najbliższe kręgi (Ci świętojebliwi)
                                                    To raczej znajomi sprzed lat odnalezieni na FB
                                                    Obserwując co kto lajkuje i udostępnia można się czasem dowiedzieć więcej o człowieku niż znając go w realu :-)
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 22:07
                                                    nalezieni na FB
                                                    > Obserwując co kto lajkuje i udostępnia można się czasem dowiedzieć więcej o czł
                                                    > owieku niż znając go w realu :-)

                                                    To prawda :-) No dobrze, ale mężowie tych świętojebliwych koleżanek z fb maja inne niż zony poglądy? Panie tak sobie uprawiają prolajfyzm opozycji do mężów?
                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 12:53
                                    Twój elaborat Morrison jest kompletnie nie na temat, to znaczy nie jest odpowiedzią na mój post. Nie zrozumiałeś o co mi chodzi. Swoją drogą coraz bardziej wydaje mi się że to nie zaprzeczenie z twojej strony, tylko po prostu niemożność zrozumienia pewnych zagadnień. Ale jeszcze raz, żebym miała czyste sumienie. W byciu wolnym w momencie szukania nowego partnera, miłości, szczęścia nie chodzi o jakieś międzyludzkie gierki (do których starasz się.wszystko prowadzić, rozumiem, to jest własne twój świat), tylko wewnętrzną przestrzeń i czyste konto na zaistnienie czegoś pięknego w człowieku. Od tego się wszystko zaczyna.
                                    • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:05
                                      aandzia43 napisała:
                                      > W byciu wolnym w momencie szukania nowego partnera, miłości, szczęścia nie chodzi
                                      > o jakieś międzyludzkie gierki (do których starasz się.wszystko prowadzić, rozu
                                      > miem, to jest własne twój świat), tylko wewnętrzną przestrzeń i czyste konto na
                                      > zaistnienie czegoś pięknego w człowieku. Od tego się wszystko zaczyna.
                                      Alez ja to rozumiem.
                                      Ja tylko zaznaczam, ze to, ze kobieta ma takie oczekiwania nie oznacza, ze meżczyźni się do tych oczekiwań dostosują.
                                      Tak samo jak to, że fakt posiadania określonych potrzeb przez męzczyzn nie oznacza, ze kobiety się do nich dostosują.
                                      • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:10
                                        Tu chodzi o to, ze Morrison szuka babki, ktora zainwestuje uczucia, pokocha go mimo jego stanu cywilnego, bo to nie bedzie dla niej istotne. To chyba proste do zrozumienia, prawda?
                                        • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:11
                                          kag73 napisała:

                                          > Tu chodzi o to, ze Morrison szuka babki, ktora zainwestuje uczucia, pokocha go
                                          > mimo jego stanu cywilnego, bo to nie bedzie dla niej istotne. To chyba proste d
                                          > o zrozumienia, prawda?

                                          To jest kurewsko proste:)))
                                          • aandzia43 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 22:03
                                            Tak Zawle, to jest kurewsko proste :-D Ja się poniżej rozpisałam na temat, a ty ujęłaś to jak zwykle zwięźle i po żołniersku.
                                        • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:38
                                          kag73 napisała:

                                          > Tu chodzi o to, ze Morrison szuka babki, ktora zainwestuje uczucia, pokocha go
                                          > mimo jego stanu cywilnego, bo to nie bedzie dla niej istotne. To chyba proste d
                                          > o zrozumienia, prawda?
                                          Tu chodzi o to, ze ja "szukam" kobiety , którą obserwując ją z boku sam chciałbym pokochać.
                                          I fakt, ze akurat w danym przypadku jestem "spalony" ze względu na stan cywilny nie ma znaczenia.
                                          Bo gdybym spalony nie był to też bym się na nią nie pisał.
                                          I wcale nie dlatego, ze oczekuję modelki 90-60-90.
                                          • kag73 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 14:45
                                            "Tu chodzi o to, ze ja "szukam" kobiety , którą obserwując ją z boku sam chciałbym pokochać."

                                            I jeszcze sie pewnie taka nie urodzila ;)
                                            Patrzac z boku widzialbys tylko wycinek tego kim ona jest. Tez se czasem myslalam, ze chcialbym byc mala myszka, przyczaic sie w konciku w szkole mojego dziecka i zobaczyc co tez oni i on jak tam oni sie zachowuja i co robia. Ale powierzchownie widzisz wiele Ty z boku, starczylo by moze do zakochania sie/pokochania ale niekoniecznie do zycia razem.
                                            Ze tu nie o modelke chodzi, tylko o podejscie do zycia i istotnych spraw, jak np. wylacznosc seksualna i te wszystkie "kobiece" oczekiwania np. to ja zrozumialam. Ale nikt nie mowil, ze bedzie latwo. Chesz miec latwiej... przerzuc sie na mezczyzn, oni zapewne maja oczekiwania podobne do Twoich :) Podobno prawdziwa milosc to tylko miedzy mezczyznami ;))
                                            • morrison9 Re: Dlaczego....? 17.05.16, 14:51
                                              kag73 napisała:

                                              > I jeszcze sie pewnie taka nie urodzila ;)
                                              To już się nie urodzi bo ja zbyt młodej nie chcę :-)
                                              I tego, ze nie znajdę jestem absolutnie świadom.
                                              Dlatego słowo "szukam" dałem w cudzysłów.
                                              Bo nie szukam.
                                              Siedzę sobie na forum i dyskutuję.
                                              Ot co.
                                        • aandzia43 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 21:57

                                          > Tu chodzi o to, ze Morrison szuka babki, ktora zainwestuje uczucia, pokocha go
                                          > mimo jego stanu cywilnego, bo to nie bedzie dla niej istotne. To chyba proste d
                                          > o zrozumienia, prawda?

                                          Owszem Kag, to jest proste do zrozumienia. Czytać umiem. Chodzi mi tylko o to, że pewien stan ducha ludzi żonatych/zamężnych niby nieszczęśliwie, niby niesatysfakcjonująco ale na tyle wygodnie, że NIE MA NAWET W PLANACH rozstania się z drugą połówką jest ciut nieatrakcyjny i nieładny. A tam, jeszcze se posiedzę, chociaż bardzo łatwo byłoby mi się wymiksować, kasa jest, nikt głowy nie urwie, dzieci nei zabierze, ale tak mi cieplutko i wygodniutko że się ruszać nei będę. Z PREMEDYTACJĄ, nie z przyczyn losowych, nei z zagubienia emocjonalnego czy życiowego. Nie przyciąga się w tym stanie ducha fajnych ludzi. Raczej. Jaki pan, taki kram. Nasze otoczenie jest odzwierciedleniem naszego wnętrza. Banał. Smrodek pieczołowicie pudrowanego małżeńskiego trupa jest jak najbardziej wyczuwalny.
                                          A nawet jak się czasem przyciągnie, to tylko z krzywdą dla tego przyciągniętego. Znałam taką jedną niby nieszczęśliwą z mężem, co jak znalazła wielką miłość i nasyciła się emocjami to przemyślała sprawę dogłębnie i została jednak z mężem. Z mężem miała dwa domy i wakacje za granicą cztery razy do roku, z miłością miałaby tylko jeden dom i wakacje dwa razy. Bida panie, no bida aż piszczy, jak żyć. Miłość jak na konkretnego faceta przystało zrobiła porządek w swoim zyciu w try miga i poszła za głosem serca na całość - rozwiązała swoje nieciekawe małżeństwo, poniosła wszelkie tego konsekwencje i... została na lodzie. Z propozycją życia w trójkącie. Zgnilizna. Przykład małpy trzymającej długotrwale dwie gałęzie naraz. Przykład był rodzaju żeńskiego, ale w moim świecie częściej zachowują się tak panowie.
                                          Czasem ludzie faktycznie przeskakują z jednego związku w drugi i ten drugi okazuje się fajny a uczucia piękne. Ale dzieje się tak wtedy gdy uczucie zaskakuje ich nagle bez wcześniejszych boków i pokątnego "poszukiwania" albo gdy są już mocno na wylocie ze związku pierwszego. Nie pudrują trupa.
                                          Zwykłe pozamałżeńskie rżnięcie, proste i na temat, nie wzbudza we mnie takiej niechęci jak permanentne granie na dwa fronty.
                                          • zawle Re: Dlaczego....? 18.05.16, 22:04
                                            Ale trupa można ubrać w ładne ubranie od Armaniego. Po perfumować i wtedy lepiej pachnie. Znam kobiety które odchodziły do domów samotnych matek. Brały dzieciaki pod pachę i zostawiały wszystko. I te które miały do czego odejść, które wręcz odchodząc miałyby lepiej ( niepracujący) a tego nie robiły. Nie ma lepszych i gorszych sytuacji, bo każdy ma inną konstrukcję psychiczną. Ściema mnie z tego mierzi najbardziej i dla mnie najbardziej cuchnie.
                                            • aandzia43 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 22:22
                                              Tak, kazdy ma jakąś tam konstrukcję, pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Albo się nie chce przeskakiwać. Czasem lubi się komforcik ponad wszystko. Ok, dla mnei spoko. Ściema mnie jednak odstręcza mocno. A jeszcze mocniej wciąganie bliźnich płci przeciwnej w swoje pokrętne i nieco śliskie życie uczuciowe. Jakby nie można było po prostu ruchać na boku. Bez gadek "o życiu" i zwierzania się ;-)
                                              Wiesz, w swoich podróżach po świecie mężczyzn poszukujących miałam o wiele więcej sympatii (no, w kazdym razie nie reagowałam antypatią) dla żonatych proponujących po prostu seks niż do tych, co się chcieli "zaprzyjaźniać". Brrr!
                                            • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 22:55
                                              zawle napisała:

                                              > Ale trupa można ubrać w ładne ubranie od Armaniego. Po perfumować i wtedy lepie
                                              > j pachnie. Znam kobiety które odchodziły do domów samotnych matek.

                                              Domu samotnego ojca nie zbudowali. Spisek kurna.

                                              > Brały dzieciaki pod pachę i zostawiały wszystko.

                                              Ja byłbym lepszy. Wziąłbym pod pachę dzieciaki, dom, samochód, RTV i AGD, elektronikę, przytulił domowy sejfik, karty kredytowe z pinami i z obłędem w oku zostawił wszystko.
                                          • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:03
                                            aandzia43 napisała:

                                            > Owszem Kag, to jest proste do zrozumienia. Czytać umiem. Chodzi mi tylko o to,
                                            > że pewien stan ducha ludzi żonatych/zamężnych niby nieszczęśliwie, niby niesaty
                                            > sfakcjonująco ale na tyle wygodnie, że NIE MA NAWET W PLANACH rozstania się z d
                                            > rugą połówką jest ciut nieatrakcyjny i nieładny. A tam, jeszcze se posiedzę, ch
                                            > ociaż bardzo łatwo byłoby mi się wymiksować, kasa jest, nikt głowy nie urwie, d
                                            > zieci nei zabierze, ale tak mi cieplutko i wygodniutko że się ruszać nei będę.
                                            > Z PREMEDYTACJĄ, nie z przyczyn losowych, nei z zagubienia emocjonalnego czy życ
                                            > iowego.

                                            Oj, to chyba jednak dość rzadki przypadek, że ktoś gnuśnieje w nieudanym małżeństwie mając kasę, będąc pewnym że dzieci zostaną przy nim i mając dużą łatwość wymiksowania się z relacji.
                                            Miałem kiedyś nawet taką teoryjkę, że plaga rozwodów wśród celebrytów wynika właśnie z tego, że oni mają na te rozwody warunki techniczne i nie muszą iść na kompromisy.
                                            • aandzia43 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:11

                                              > Oj, to chyba jednak dość rzadki przypadek, że ktoś gnuśnieje w nieudanym małżeń
                                              > stwie mając kasę, będąc pewnym że dzieci zostaną przy nim i mając dużą łatwość
                                              > wymiksowania się z relacji

                                              Wcale nie tak rzadko mając warunki zewnętrzne (jakaś tam kasa, brak zagrożenia że urwie się kontakt z dziećmi) i wewnętrzne (umiejętność życia samemu) ludzie siedzą sobie bo im tak wygodnie. I nic mi do tego. Tylko ta ściema i "poszukiwania"... ;-)
                                              • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:19
                                                aandzia43 napisała:

                                                > Wcale nie tak rzadko mając warunki zewnętrzne (jakaś tam kasa, brak zagrożenia
                                                > że urwie się kontakt z dziećmi) i wewnętrzne (umiejętność życia samemu) ludzie
                                                > siedzą sobie bo im tak wygodnie. I nic mi do tego. Tylko ta ściema i "poszukiwa
                                                > nia"... ;-)

                                                No dobra. Szczerze? Biorąc pod uwagę jakie mamy warunki finansowe w kraju, uważam to za dość mało prawdopodobne. Jak oboje zarabiają ok. 2 tysie do ręki, to od biedy da się wspólnie utrzymać jeden dom. Po rozdzieleniu tego na dwa domy i dołączeniu związanych z tym wydatków robi się niezbyt różowo... Wielu ludzi po prostu nie stać na rozwody, sorry.
                                                • aandzia43 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:24
                                                  Wielu naprawdę nie stać, to fakt. Ale ja o takich co zarabiają więcej, czasem nei mają żadnych wspólnych dzieci, itd.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 18.05.16, 23:27
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Wielu naprawdę nie stać, to fakt. Ale ja o takich co zarabiają więcej, czasem n
                                                    > ei mają żadnych wspólnych dzieci, itd.

                                                    A nie, to ci niech się rozwiodą ;)
                                                • zawle Re: Dlaczego....? 19.05.16, 07:25
                                                  sabat3 napisał:
                                                  > No dobra. Szczerze? Biorąc pod uwagę jakie mamy warunki finansowe w kraju, uważ
                                                  > am to za dość mało prawdopodobne. Jak oboje zarabiają ok. 2 tysie do ręki, to o
                                                  > d biedy da się wspólnie utrzymać jeden dom. Po rozdzieleniu tego na dwa domy i
                                                  > dołączeniu związanych z tym wydatków robi się niezbyt różowo... Wielu ludzi po
                                                  > prostu nie stać na rozwody, sorry.

                                                  Ci co zarabiają po 1300 mówią tak o tych co mają po 2 tysi:)) Wszystko jest względne..
                                                  • urquhart Re: Dlaczego....? 19.05.16, 07:47
                                                    Jestem teraz na Cyprze i rozmawialem ze znajomymi facetami przy drinku co zostawili za sobą komornikow i tzw psie obowiazki żeby zaczynac tu wszystko od nowa.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 19.05.16, 07:58
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Jestem teraz na Cyprze i rozmawialem ze znajomymi facetami przy drinku co zosta
                                                    > wili za sobą komornikow i tzw psie obowiazki żeby zaczynac tu wszystko od nowa.

                                                    To pewnie przez dzieci musieli uciekać z kraju...jak wypomniał sabat, w Polsce nie mam domów samotnych ojców. Gdzie się mieli z ty drobiazgiem podziać?:)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 08:52
                                                    zawle napisała:

                                                    > To pewnie przez dzieci musieli uciekać z kraju...jak wypomniał sabat, w Polsce
                                                    > nie mam domów samotnych ojców. Gdzie się mieli z ty drobiazgiem podziać?:)

                                                    Ja tylko podkpiwałem z Twojego "zostawiły wszystko". Jak wszystko to i dzieci też.
                                                    Zauważ, że jeśli mówimy o kobiecie skupionej na dzieciach i nimi zafascynowanej, to nie jest "zostawiła wszystko". To jest "pozbyła się wszystkiego, poza tym co dla niej najważniejsze".
                                                    Ale ciepłe, fascynujące kluseczki, na które można przelać całą miłość tego świata, są w jej rękach. A co do reszty - jakoś to będzie. I zwykle - jakoś jest.
                                                  • urquhart Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:18
                                                    > Zauważ, że jeśli mówimy o kobiecie skupionej na dzieciach i nimi zafascynowanej
                                                    > , to nie jest "zostawiła wszystko". To jest "pozbyła się wszystkiego, poza tym
                                                    > co dla niej najważniejsze".
                                                    > Ale ciepłe, fascynujące kluseczki, na które można przelać całą miłość tego świa
                                                    > ta, są w jej rękach. A co do reszty - jakoś to będzie. I zwykle - jakoś jest.

                                                    Ale to jest OK bo zgodne z interesem spolecznym . Demografia jestb w interesie kazdego państwa i musi ono wytworzyc kulturę co ja wspiera inaczej zapada się.
                                                    Realizacja jednostki jest w sprzecznosci z interesem panstwa bo zarzadzac spolecznie mozna poprzez deficyt i dystrybucję oraz zwiekszanie lękow i zapewnianie bezpieczeństwa.

                                                    Natomiast faktyczne kobiece baby majace gratyfikacje od oksytocyny przy zajmowaniu sie dziećmi nie doceniaja dziś zupełnie wkladu facetow w dzieci którzy tej gratyfikacjii od natury nie maja i deprecjonuja to jako obowiazki, podobnie kiedys faceci nie brali pod uwagę ze kobiety nie mialy gratyfikacji z malzenskiego seku a oni mieli.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:26
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Ale to jest OK bo zgodne z interesem spolecznym . Demografia jestb w interesie
                                                    > kazdego państwa i musi ono wytworzyc kulturę co ja wspiera inaczej zapada się.
                                                    > Realizacja jednostki jest w sprzecznosci z interesem panstwa bo zarzadzac spole
                                                    > cznie mozna poprzez deficyt i dystrybucję oraz zwiekszanie lękow i zapewnianie
                                                    > bezpieczeństwa.

                                                    To dobry patent z tym interesem społecznym.
                                                    Wchodzisz na zbiornik i wbijasz na kanał murzyna od Kombiego.
                                                    Rzucasz od niechcenia: -Mam większy interes od tego faceta.
                                                    Jak się dziewczyny zainteresują, to wyjaśniasz: -Społeczny!
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:35
                                                    "Natomiast faktyczne kobiece baby majace gratyfikacje od oksytocyny przy zajmowaniu sie dziećmi nie doceniaja dziś zupełnie wkladu facetow w dzieci którzy tej gratyfikacjii od natury nie maja i deprecjonuja to jako obowiazki, podobnie kiedys faceci nie brali pod uwagę ze kobiety nie mialy gratyfikacji z malzenskiego seku a oni mieli."

                                                    Ja tam jestem zdania, ze wielu mezczyzm ma jednak grtyfikacje z zajmowania sie/spedzania czasu ze swoimi dziecmi. Kiedys nie mieli, bo sie nimi nie zajmowali, podejscie bylo zupelnie inne. Tak jak kobiety nie mialy gratyfikacji z seksu, bo sie ich potrzebami nikt nie przejmowal i nie zajmowal.
                                                    A jezeli faceci gratyfikacji z zajmowania sie dziecmi nie maja, nie dziwi, ze po rozstaniu z zona dzieci brac nie chca albo to nie oni je dostaja, czyli egoizm w czystej formie z ich strony i racjonalne decyzje ze strony tych, ktorzy sie na rzeczy znaja. Tyle w temacie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:44
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ja tylko podkpiwałem z Twojego "zostawiły wszystko". Jak wszystko to i dzieci t
                                                    > eż.
                                                    > Zauważ, że jeśli mówimy o kobiecie skupionej na dzieciach i nimi zafascynowanej
                                                    > , to nie jest "zostawiła wszystko". To jest "pozbyła się wszystkiego, poza tym
                                                    > co dla niej najważniejsze".
                                                    > Ale ciepłe, fascynujące kluseczki, na które można przelać całą miłość tego świa
                                                    > ta, są w jej rękach. A co do reszty - jakoś to będzie. I zwykle - jakoś jest.

                                                    W moim odczuciu nie 'kluszeczki' tylko 'garby', zabrala ze soba garby ;-) Jak widac nie jestem gratyfikowana oksytocyna. Ale jestem sobie tez w stanie wyobrazic, ze kobieta uciekajaca jest gratyfikowana np poczuciem spelnienia powinnosci gdy pozostawanie w zwiazku stwarzalo zagrozenie dla dzieci. Natomiast we wszystkich innych przypadkach uciekajaca kobieta wg mnie realizuje przede wszystkim swoj interes, tak jak realizuje go kobieta pozostajaca. W koncu dzieci glosu nie maja.
                                                • mimfa Re: Dlaczego....? 27.05.16, 10:32
                                                  Tobie byłoby pewnie gorzej. Twoja zona dostałaby znaczną część z Twoich 2 tysi na dzieci. ;)
                                                  • urquhart Re: Dlaczego....? 27.05.16, 10:50
                                                    mimfa napisała:

                                                    > Tobie byłoby pewnie gorzej. Twoja zona dostałaby znaczną część z Twoich 2 tysi
                                                    > na dzieci. ;)

                                                    Potencjalnie tylko. Inaczej by pewnie postępowała jakby była przekonana że rzuci robotę, spakuje walizę i wyjedzie gdzie żadni komornicy go nie dosięgną, na przykład na Cypr :)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 12:28
                                                    urquhart napisał:

                                                    > na przykład na Cypr :)

                                                    Na cipr ;)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 12:37
                                                    mimfa napisała:

                                                    > Tobie byłoby pewnie gorzej. Twoja zona dostałaby znaczną część z Twoich 2 tysi
                                                    > na dzieci. ;)

                                                    Nie mozna dac wiecej niz sie ma. Dlatego w takich biednych ukladach traca ostatecznie oboje. On zostaje z niemozliwym do splacenia dlugiem i komornikami na karku, ona z dziecmi zajmujacymi mnostwo czasu, logistyka i swoja gola pensja, ktora teraz musi uciagnac dwa razy wiecej. Takie rozwiazanie jest dla obojga funta klakow warte. Faceci w Polsce nie placa alimentow nie dlatego ze sa wiekszymi chujami niz ojcowie z innych krajow, tylko dlatego ze jestesmy biednym krajem, ktory probuje zyc jak bogatsi krewni.
                                                    I straszenie wiekszymi restrykcjami niewiele zmieni, bo przypominam ze za uporczywe unikanie placenia alimentow w naszym kraju grozi kara wiezienia. Moznaby zastrzyc prawo juz tylko poprzez uchwalenie rozstrzelania.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 14:58
                                                    "Faceci w Polsce nie placa alimentow nie dlatego ze sa wiekszymi chujami niz ojcowie z innych krajow, tylko dlatego ze jestesmy biednym krajem, ktory probuje zyc jak bogatsi krewni."

                                                    Istotne jest tutaj, czy ten pojedynczy czlowiek w tym przypadku chce zyc jak "bogatsi krewni".
                                                    Przypadki sa zapewne rozne. jednak uwzglednic nalezy, ze taki "biedny" ojciec nie bierze pod uwage, ze jego zona(byla zona) matka dzieci tez ma tak malo, tylko, ze z roznica do niego, jak "bogatsi krewni" nie zyje, bo musi sama wyzywic dzieciaki. Ja znam sama takie przypadki, serio. Kazda matka zostajaca z dziecmi w domu w pierwszej kolejnosci pomysli: co dam dzieciom jesc i co one potrzebuja. Dopiero potem jest ona. Natomiast ojciec, ktory sie wyprowadzil: nie wie, ze dzieci musza jesc i inne takie bzdety, no nie wie, bo nie widzi, tak mi wychodzi. A jak czasem przyjedzie po dzieciaki to widzi, ze zyja, czyli jesc co maja, szafa gra.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 15:11
                                                    kag73 napisała:

                                                    >Ja znam sama takie przypadki, serio. Kazda matka zostajaca z dziecmi
                                                    > w domu w pierwszej kolejnosci pomysli: co dam dzieciom jesc i co one potrzebuja
                                                    > . Dopiero potem jest ona. Natomiast ojciec, ktory sie wyprowadzil: nie wie, ze
                                                    > dzieci musza jesc i inne takie bzdety, no nie wie, bo nie widzi, tak mi wychodz
                                                    > i. A jak czasem przyjedzie po dzieciaki to widzi, ze zyja, czyli jesc co maja,
                                                    > szafa gra.

                                                    No to mowie, ze oboje maja przewalone. Z punktu widzenia faceta - wyprowadza sie, wynajmuje kawalerke z 1000 pln i jakby mial placic zasadzone alimenty 600-800 pln to nie mialby za co jesc, nie mowiac o paliwie, ubraniu, czy artykulach pierwszej potrzeby. Zwyczajnie sie nie da, tutaj nie ma filozofii.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 15:17
                                                    A to jeszcze wychodzisz z zalozenia, ze mieli/maja mieszkanie wlasnosciowe albo wlasny dom, tymczasem wielu zyje na czynszowym, czyli taka matka tez czynsz musi zaplacic, albo wprowadzic sie do mamy, jest taniej, ale sie pociska i jest zalezna od osob trzecich. On tez teoretycznie moze gdzies mieszkac katem, np. u mamy.
                                                    Ale wyjechac na Cypr co by mu komornik nie wszedl i nie placic na wlasne dzieci....najnizsza polka!
                                                    Paliwo? paliwo to jest jeszcze inna kwestia, bo jak nie mam na jedzenie dla dzieci to dlaczego mam na samochod i na paliwo? No chyba, ze musze miec ten samochod, bo to narzedzie pracy.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 15:48
                                                    kag73 napisała:

                                                    ? No chyba, ze musze miec ten samoch
                                                    > od, bo to narzedzie pracy.
                                                    No a do roboty to na bosaka biegac? Kto dzis ma prace pod nosem. Jasne ze da sie racjonalizowac wydatki. Ale wydatki zracjonalizujesz, a zasadzonego wyroku juz nie. Kwota i koniec.
                                                    Oczywiscie - nie mowie ze jest latwo. Ale moim zdaniem facet po rozwodzie zwykle jednak ma troche gorzej, chociaz oboje maja przewalone.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 17:13
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > ? No chyba, ze musze miec ten samoch
                                                    > > od, bo to narzedzie pracy.

                                                    > No a do roboty to na bosaka biegac?

                                                    na bosaka nie musisz, bez przesady... Nawet Cejrowski zakłada japonki czasami. "Boso do pracy"- reportaż Michała Olszańskiego;)) - miałby temat, ale cos go nie widać, nie wiem czy jeszcze pracuje w tvp...
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 12:54
                                                    Nawiasem mowiac... Aktualnie nie mam na reke nawet tych 2 tysi, tylko 250 pln mniej ;)
                                                    Ale jest robota i to dobrze. Na poczatku roku zmienialem i dobrze ogarniam warunki jakie sa na rynku. Na stanowisko doradcy bankowego proponowali mi dokladnie tyle co mam teraz, ale za masakrycznie stresujace warunki. Co mnie zaszokowalo, to liczne oferty w firmach consultingowych i outsourcingu realizowane przez posredniaki jako formalnego pracodawce. Kopara opada. Kiedys w ten sposob rekrutowali na zbiory truskawek, teraz na umowy smieciowe zatrudniaja juz white-collars ;p
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 27.05.16, 14:47
                                                    "Co mnie zaszokowalo, to liczne oferty w firmach consultingowych i outsourcingu realizowane przez posredniaki jako formalnego pracodawce. Kopara opada. Kiedys w ten sposob rekrutowali na zbiory truskawek, teraz na umowy smieciowe zatrudniaja juz white-collars ;p"

                                                    Z Niemiec tez to znam, nazywaja sie tylko inaczej ale tak naprawde sa posrednikami, ktorzy na Tobie zarabiaja. Na bardzo szeroka skale.
                                                    Dalej, jest jeszcze tendencja, ze rowniez wynajmowac mieszkanie i tak dalej mozna w niektorych miastach prawie tylko przez maklera. Ogolnie swiat sie robi asocjalny.
                                              • zawle Re: Dlaczego....? 19.05.16, 07:23
                                                aandzia43 napisała:
                                                > Wcale nie tak rzadko mając warunki zewnętrzne (jakaś tam kasa, brak zagrożenia
                                                > że urwie się kontakt z dziećmi) i wewnętrzne (umiejętność życia samemu) ludzie
                                                > siedzą sobie bo im tak wygodnie. I nic mi do tego. Tylko ta ściema i "poszukiwa
                                                > nia"... ;-)

                                                Ale do tych decyzji dopięta jest niemała racjonalizacja. Jak u każdego. I to jest ok, o ile dzieci nie robimy zakładnikami tej sytuacji a partnera jak śmiecia.
                                          • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 08:28
                                            aandzia43 napisała:

                                            > Owszem Kag, to jest proste do zrozumienia. Czytać umiem. Chodzi mi tylko o to,
                                            > że pewien stan ducha ludzi żonatych/zamężnych niby nieszczęśliwie, niby niesaty
                                            > sfakcjonująco ale na tyle wygodnie, że NIE MA NAWET W PLANACH rozstania się z d
                                            > rugą połówką jest ciut nieatrakcyjny i nieładny. (CIACH)

                                            Wow.
                                            Super.
                                            Mogę prosić o dedykacje specjalnie dla mnie? :-)
                                            A będziesz zaraz mieszać z błotem moją żonę?
                                            Bo Kitty jak już się wyżyła na mnie to wsiadła na moją żonę.
                                            Trochę to sprzeczne bo już nie wiem czy moja żona jest ofiarą czy współuczestnikiem :-)

                                            Podoba mi się ten pęd kobiet do rozwodu.
                                            Ta presja.
                                            To dostarcza mnóstwa znakomitego towaru do bzykania.
                                            Czasem w całkiem przyzwoitym gatunku :-)
                                            Oczywiście nie od razu po rozwodzie.
                                            Tak mniej więcej po 2-3 latach.
                                            Kiedy kobieta zorientuje się że są marne szanse by oferując mniej niz miała do zaoferowania 15 lat wcześniej (przynajmniej w sensie fizycznym) znalazła coś lepszego.
                                            Wtedy pójdzie do łóżka nawet z żonatym.
                                            I jeszcze będzie się upierała, ze to jest właśnie takie życie o jakie jej chodziło. Że chce seksu bez zobowiązań itd.
                                            Bo za cholerę nie przyzna się przed samą sobą (ani tym bardziej przed mężczyzną), że sama siebie wykiwała. W najlepszym razie nic nie zmieniła a w najgorszym razie zrobiła sobie na złość.
                                            A facet z którym idzie do łóżka ma czyste sumienie: no bo ona sama tego chce i jeszcze się wykłóca kiedy próbuje się jej sugerować coś innego :-)
                                            • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 08:48
                                              morrison9 napisał:

                                              > Podoba mi się ten pęd kobiet do rozwodu.
                                              > Ta presja.
                                              > To dostarcza mnóstwa znakomitego towaru do bzykania.
                                              > Czasem w całkiem przyzwoitym gatunku :-)
                                              > Oczywiście nie od razu po rozwodzie.
                                              > Tak mniej więcej po 2-3 latach.
                                              > Kiedy kobieta zorientuje się że są marne szanse by oferując mniej niz miała do
                                              > zaoferowania 15 lat wcześniej (przynajmniej w sensie fizycznym) znalazła coś le
                                              > pszego.
                                              > Wtedy pójdzie do łóżka nawet z żonatym.
                                              > I jeszcze będzie się upierała, ze to jest właśnie takie życie o jakie jej chodz
                                              > iło. Że chce seksu bez zobowiązań itd.
                                              > Bo za cholerę nie przyzna się przed samą sobą (ani tym bardziej przed mężczyzną
                                              > ), że sama siebie wykiwała. W najlepszym razie nic nie zmieniła a w najgorszym
                                              > razie zrobiła sobie na złość.
                                              > A facet z którym idzie do łóżka ma czyste sumienie: no bo ona sama tego chce i
                                              > jeszcze się wykłóca kiedy próbuje się jej sugerować coś innego :-)

                                              Wczesny Abrigado, realizm fantastyczny.
                                              • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 08:53
                                                sabat3 napisał:

                                                > Wczesny Abrigado, realizm fantastyczny.
                                                Możesz wyjaśnić?
                                                • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:03
                                                  morrison9 napisał:

                                                  > sabat3 napisał:
                                                  >
                                                  > > Wczesny Abrigado, realizm fantastyczny.
                                                  > Możesz wyjaśnić?

                                                  To skomplikowane :D
                                                  Twoje ostatnie wypowiedzi o kobietach przypominają mi specyficzny, cyniczny ton jakim raczył nas pewien od dawna nieobecny uczestnik forum. Takie charakterystyczne połączenie pogadanek smutnego diabła Rokity z "wy nie wiecie, a ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem".
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > sabat3 napisał:
                                                    > >
                                                    > > > Wczesny Abrigado, realizm fantastyczny.
                                                    > > Możesz wyjaśnić?
                                                    >
                                                    > To skomplikowane :D
                                                    > Twoje ostatnie wypowiedzi o kobietach przypominają mi specyficzny, cyniczny ton
                                                    > jakim raczył nas pewien od dawna nieobecny uczestnik forum. Takie charakteryst
                                                    > yczne połączenie pogadanek smutnego diabła Rokity z "wy nie wiecie, a ja wiem,
                                                    > jak rozmawiać trzeba z psem".
                                                    Po prostu chcę spokojnie podyskutować.
                                                    Jeśli ktoś chce poprawić sobie humor atakując mnie pogardliwymi epitetami to pokazuję, że też się potrafię tym zrewanżować i kopnąć w kostkę.
                                                    A żeby sie zbytnio nie wysilać do rewanżu używam impetu przeciwnika (oponenta).
                                                    W tym przypadku chodzi o kobiecy pęd do rozwodu :-)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:17
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Po prostu chcę spokojnie podyskutować.
                                                    > Jeśli ktoś chce poprawić sobie humor atakując mnie pogardliwymi epitetami to po
                                                    > kazuję, że też się potrafię tym zrewanżować i kopnąć w kostkę.
                                                    > A żeby sie zbytnio nie wysilać do rewanżu używam impetu przeciwnika (oponenta).
                                                    > W tym przypadku chodzi o kobiecy pęd do rozwodu :-)

                                                    Mówi się, żeby nie pluć do studni, z której trzeba będzie się napić kiedyś wody :)
                                                    Nie mam na myśli dziewczyn z forum ;) ale ogólnie wchodzenie w pewną antykobiecą narrację. Myślę, że mniej przyjemnie będzie Ci się ruchało te wszystkie mężatki i rozwódki, jeśli nabijesz sobie głowę takim wrogim podejściem.
                                                    Świat można interpretować na rozmaite sposoby, ludzie mają też różne powody dla których robią tak czy siak. Po co się zatruwać, nie lepiej korzystać z uroku chwili i przyjąć, że babka, która daje Ci dupy rzeczywiście Cię lubi i jej się po prostu podobasz? A nie że robi to bo... (i tu długa lista niezbyt przyjemnych zjawisk i okoliczności). Raaany... Po co?
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:31
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Po co się zatruwać, nie lepiej korzystać z uroku c
                                                    > hwili i przyjąć, że babka, która daje Ci dupy rzeczywiście Cię lubi i jej się p
                                                    > o prostu podobasz?
                                                    Ależ ona mnie lubi.
                                                    A ja lubię ją.
                                                    I dobrze jej życzę.
                                                    Ale nie pomogę jej jeśli ona nie pomoże sobie.
                                                    I nie chodzi o to, ze oczekuję od niej "zdrowej hipokryzji" jak sugeruje Kitty.
                                                    Chodzi o to, żeby przewartościować swoje podejście.
                                                    Dwoje ludzi jest ze sobą bo wzajemnie zaspokajają swoje potrzeby. A przynajmniej znaczną ich część.
                                                    Jeśli z definicji masz w dupie potrzeby i oczekiwania faceta to się nie dziw, ze jesteś sama.
                                                    15-20 lat temu mogłaś sobie na to pozwolić bo Ty byłaś młoda a faceci głupi.
                                                    Teraz faceci, w których celujesz nabrali życiowego doświadczenia.
                                                    Nie kupisz ich samym seksem i słodkimi słówkami.

                                                    Gdybym nie życzył jej dobrze nie byłoby mnie tutaj bo nie odczuwałbym żadnych emocji z nią związanych.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:41
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Teraz faceci, w których celujesz nabrali życiowego doświadczenia.
                                                    > Nie kupisz ich samym seksem i słodkimi słówkami.

                                                    No to czym kupisz? Oni nie chcą się wiązać. To w jej wypadku nie jest kwestia złej taktyki, tylko celowania w niewłaściwą grupę facetów. Owszem, wyruchają ją, ale nie będą mieli zamiaru płacić zaangażowaniem.
                                                    I według mnie, jeśli kobiety mają jakąś główną wadę, to nie jest nią głupota, ale pycha. Skłonność do przelicytowywania samej siebie i stanowczo zbyt wysokie oczekiwania wobec otoczenia, proporcjonalnie do tego co same mogą zaoferować. I to jest główny powód, dla którego często pozostają same, o ile tego oczywiście nie chcą.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 09:55
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > I według mnie, jeśli kobiety mają jakąś główną wadę, to nie jest nią głupota, ale pycha. Skłonność do przelicytowywania samej siebie i stanowczo zbyt wysokie oczekiwania wobec otoczenia, proporcjonalnie do tego co same mogą zaoferować. I to jest główny powód, dla którego często pozostają same, o ile tego oczywiście nie chcą.
                                                    -----------------------------------------------------------------------
                                                    Wydaje mi się, że główna przyczyna są jednak złe wybory, nieumiejętność rozpoznania faceta, nabieranie się na bajer, czarowanie i męskie sztuczki. Poza tym miłość jest ślepa a ślepi słabo widzą, z kim się wiążą. Zobacz KAG, napisała , że kierowała się rozsądkiem i dobrze na tym wyszła.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:07
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Wydaje mi się, że główna przyczyna są jednak złe wybory, nieumiejętność rozpozn
                                                    > ania faceta, nabieranie się na bajer, czarowanie i męskie sztuczki. Poza tym m
                                                    > iłość jest ślepa a ślepi słabo widzą, z kim się wiążą. Zobacz KAG, napisała ,
                                                    > że kierowała się rozsądkiem i dobrze na tym wyszła.

                                                    Mechanika jest według mnie taka, że dziewczyna długo licytuje zbyt wysoko, chce ustatkować się z facetem, który trzyma ją przy sobie jako kryzysową narzeczoną albo jako jedną z wielu. Tymczasem Ci, którzy są bardziej racjonalnymi kandydatami na partnera wiążą się z innymi, bardziej chłodno kalkulującymi kobietami. Potem rynek się drastycznie kurczy i laska zostaje sama. Przelicytowała.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:16
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mechanika jest według mnie taka, że dziewczyna długo licytuje zbyt wysoko, chce ustatkować się z facetem, który trzyma ją przy sobie jako kryzysową narzeczoną albo jako jedną z wielu. Tymczasem Ci, którzy są bardziej racjonalnymi kandydatami na partnera wiążą się z innymi, bardziej chłodno kalkulującymi kobietami. Potem rynek się drastycznie kurczy i laska zostaje sama. Przelicytowała.
                                                    --------------------------------
                                                    Wracamy więc do złych wyborów. Poza tym, ci kręcący, i ci perspektywiczni /rokujący to często zupełnie rozbieżne grupy.
                                                    Zacytuje moja żonę: trzeba wiedzieć w kim się zakochać, bo świat jest pełny nieszczęśliwych kobiet, które tego nie wiedziały.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 12:34
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Zacytuje moja żonę: trzeba wiedzieć w kim się zakochać, bo świat jest pełny nie
                                                    > szczęśliwych kobiet, które tego nie wiedziały.

                                                    Szczerze mowiac to nie bardzo to rozumiem. To mozna sterowac zakochaniem? Mozna stwierdzic: o! w tym by sie warto bylo zakochac i po stwierdzeniu to zakochanie zrealizowac??? A kto w ogole tak potrafi? Chyba tylko czarownice w bajkach za pomca zaczarowanego likieru ;-)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:30
                                                    "Mechanika jest według mnie taka, że dziewczyna długo licytuje zbyt wysoko, chce ustatkować się z facetem, który trzyma ją przy sobie jako kryzysową narzeczoną albo jako jedną z wielu. Tymczasem Ci, którzy są bardziej racjonalnymi kandydatami na partnera wiążą się z innymi, bardziej chłodno kalkulującymi kobietami. Potem rynek się drastycznie kurczy i laska zostaje sama. Przelicytowała."

                                                    Moim zdaniem to w wiekszosci tak nie dziala. Przyczyna jest duzo prostszaa albo powod dlaczego ona sie tego jednego trzyma. Milosc nie jest racjonalna, emocje uzalezniaja, wiaza z drugim czlowiekiem, czasem potrzeba lat, zeby sie uwolnic. Stad czesto cala szarpanika, bo niby jest kicha, bo niby sie cierpi, ale sie kocha. Nie kazda zaangazowana emocjonalnie rozpozna i wie, ze jest kryzysowa narzeczona. To jedno. Drugie: nawet jak nia nie jest to nie zawsze ludzie do siebie pasuja a mimo wszystko sie siebie trzymja, bo lacza ich emocje. Nie latwo powiedziec "kocham go ale nie potrafie z nim zyc/byc" i sie rozstac. Zajmuje to czasem cale lata. Inna rzecz, ze w miare uplywu lat razem wychodza rozne rzeczy, ktore sa powodem niezadowolenia i rozsterek.
                                                    I jeszcze ludzie wierza czesto w co chca wierzyc.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:38
                                                    kag73 napisała:
                                                    Moim zdaniem to w wiekszosci tak nie dziala. Przyczyna jest duzo prostszaa albo powod dlaczego ona sie tego jednego trzyma. Milosc nie jest racjonalna, emocje uzalezniaja, wiaza z drugim czlowiekiem,
                                                    ----------------------------------------------------
                                                    Oprócz tego dobry kandydat na romans/ seks może być fatalnym do związku. Jak napisałem, te grupy się bardzo rozjeżdżają.
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 13:30
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Wydaje mi się, że główna przyczyna są jednak złe wybory, nieumiejętność r
                                                    > ozpozn
                                                    > > ania faceta, nabieranie się na bajer, czarowanie i męskie sztuczki. Poza
                                                    > tym m
                                                    > > iłość jest ślepa a ślepi słabo widzą, z kim się wiążą. Zobacz KAG, napis
                                                    > ała ,
                                                    > > że kierowała się rozsądkiem i dobrze na tym wyszła.
                                                    >
                                                    > Mechanika jest według mnie taka, że dziewczyna długo licytuje zbyt wysoko, chce
                                                    > ustatkować się z facetem, który trzyma ją przy sobie jako kryzysową narzeczoną
                                                    > albo jako jedną z wielu. Tymczasem Ci, którzy są bardziej racjonalnymi kandyda
                                                    > tami na partnera wiążą się z innymi, bardziej chłodno kalkulującymi kobietami.
                                                    > Potem rynek się drastycznie kurczy i laska zostaje sama. Przelicytowała.
                                                    -----------
                                                    A ja mam inne wytlumaczenie. Wydaje mi sie, ze wartosciowe dziewczyny czesto zostaja same nie dlatego, ze nabieraja sie na meskie sztuczki i zle inwestuja uczucia (hipoteza marka) albo przelicytowuja (hipoteza sabata) tylko dlatego, ze nie umieja i nie chca uwodzic mezczyzn. Wydaje im sie, ze to cale trzepotanie rzesami, to "moj ty tygrysie", to udawanie glupszej niz w rzeczywistosci, a na co my sie lapiemy jak muchy na mucholep, to to jest ponizajace, zenujace, tak jak my uwazamy za zenujace te niektore meskie strategie podrywania na padlinozerce poprzez dopieszczanie niedopieszczonych. No i zanim sie zorientuja, ze zasady gry sa takie jakie sa, to wiekszosc normalnych chlopow zaklepia w czasach studenckich te, ktore nie maja takich obiekcji, a im zostana tylko odpady atomowe. No i niektore polykaja zabe i wchodza w romanse z zonatymi liczac na cud a cala reszta bierze sobie kota.
                                                  • sea.sea Re: Dlaczego....? 19.05.16, 19:19
                                                    Typowa ja. No bez kitu. Pomijając łapanie żonatych i liczenie na cud.
                                                    Jestem monumentalnie głupia w te klocki. Jak nie znajduję przy codziennych czynnościach - w stylu facet poznany na studiach, przy okazji uprawiania jakiegoś hobby etc, albo z wstępnym rozpoznaniem via net - ale tylko na forach czy społecznościówkach, przez przypadek - bo portale randkowe to jednak nie dla mnie - to dupa blada, nie wiem co robić z obiektem. Gierki w stylu "ja psy panu jestem taka mala" w ogóle mi nie wychodzą, bo mam niestety tę monumentalną wadę, że sobie radzę i wiem rzeczy i średnio mi wychodzi granie słodkiego, zagubionego półgłówka, przeciwnie, jestem przepotwornie zawstydzona sama przed sobą, kiedy mi coś nie wychodzi. Ja to chyba powinnam być z dziewczyną, czy coś, tylko co ja poradzę, że testosteron tak dobrze pachnie ;)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 19:32
                                                    Uwierz mi, to zalezy na kogo sie trafi. Nigdy niczego nie gralam a juz zwlaszcza nie gaski balbinki. Sa rowniez faceci, ktorzy lubia zdecydowane, rezolutne i silne kobiety. A takiego co to potrzebuje tylko jakiejs glupszej od siebie i nieporadnej to bym w ogole nie chciala.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 19:52
                                                    A szkoda, bo mezczyzni lubia byc uwodzeni, lubia byc potrzebni, lubia udzielac rad i w ogole lubia sie zajmowac kobietami, a najbardziej lubia przekazywac swoja wiedze. Bardzo sie wkrecaja jak moga w czyms pomoc. Ja tam zawsze pytam o wszystko: o droge, o to jak najlepiej cos zrobic, co kto o czym mysli i co radzi. Ostatnio nawet zapytalam uroczego neurologa o jego ulubiona chorobe hehe oczywiscie ze mial swoj top 3 (!) az sie do mnie przysiadl zamknawszy drzwi, zmienil jezyk na angielski zeby mi bylo latwiej zrozumiec i uprzejmie wygonil pielegniarke jak sie przyplatala. Naprawde nie trzeba udawac glupa, w koncu co przecietny czlowiek wie o Stawrdnieniu Rozsianym. Sluchalam z otwarta buzia. Mezczyzni sa jak chodzace USB sticki tylko downloadowac. To bywa naprawde przyjemne. Zosie Samosie, kobiety czolgi nie przyciagaja. Mezczyzna czuje sie niepotrzebny.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 19:59
                                                    Ale to ze zapytasz kogos kto sie w tym specjalizuje o to czy tamto nie robi jeszcze z Ciebie Polglowka i nie znaczy, ze sama nic nie wiesz ipotrzebujesz do WSZYSTKIEGO misia, bo se nie poradzisz.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 20:08
                                                    Aaa i trzeba sie duzo usmiechac ale tez zmieniac wyraz twarzy dac sie zaskakiwac, dac sie zmartwic, dac sie rozsmieszyc, generalnie reagowac, dac sie w rozmowie poprowadzic mezczyznie. No i wiele osob niestety nie kontroluje swojego wyrazu twarzy, az sie sama dziwilam jak na randce niebrzydki facet mial non stop wyraz twarzy jak srajacy kot na puszczy. Twarz musi byc przyjemna, lagodna, spojrzenie bystre, ciekawskie. Wiele kobiet ma niestety odpychajacy zacisk szczek albo takie szydercze odchylenie glowy.
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 21:07
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Aaa i trzeba sie duzo usmiechac ale tez zmieniac wyraz twarzy dac sie zaskakiwac, dac sie zmartwic, dac sie rozsmieszyc, generalnie reagowac,
                                                    ---------------------------------
                                                    Active listening :)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > No to czym kupisz?
                                                    Niczym nie kupi.
                                                    Już ma przerąbane ze względu na wiek, przebieg itd a ona jeszcze do tego dokłada cechy, które czynią ją idealną kochanką na doraźny seks i fatalną partnerką na dłuższy związek.
                                                    Ale nie mam już serca jej dowalać.
                                                    Już mi się żali że mówię jej rzeczy, które sprawiają, ze czuje się źle.
                                                    Więc wpadłem na forum się wygadać.

                                                    > I według mnie, jeśli kobiety mają jakąś główną wadę, to nie jest nią głupota, a
                                                    > le pycha.
                                                    To ten sam zespól cech.
                                                    Głupota, pycha, krytyka racjonalizmu, pochwała irracjonalizmu, kierowania sie instynktami i odruchami, niechęć do planowania, analizowania i patrzenia na życie w dłuższej perspektywie, feminocentryzm (tzn: dobre jest to co jest dobre dla kobiety)

                                                    > Skłonność do przelicytowywania samej siebie i stanowczo zbyt wysokie
                                                    > oczekiwania wobec otoczenia,
                                                    Jakbyś ja znał osobiście :-)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:52
                                                    Niczym nie kupi.
                                                    Już ma przerąbane ze względu na wiek, przebieg itd a ona jeszcze do tego dokłada cechy, które czynią ją idealną kochanką na doraźny seks i fatalną partnerką na dłuższy związek.
                                                    Ale nie mam już serca jej dowalać.
                                                    Już mi się żali że mówię jej rzeczy, które sprawiają, ze czuje się źle."


                                                    Juz pisalam, doradz jej, zeby sie rozejrzalau tych 20+ starszych z konkretna kasa, tam bedzie miala szanse, ale o kasie niech im nie wspomina. niektorzy z nich sa realistami i wiedza, ze kasa podnosci ich szanse, on kase, ona atrakcyjnosc, inni chca zyc w iluzji, ze chcialaby ich, 20 lat starszych, nawet gdyby tej kasy nie mieli.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 12:43
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > No to czym kupisz?
                                                    > Niczym nie kupi.
                                                    > Już ma przerąbane ze względu na wiek, przebieg itd a ona jeszcze do tego dokład
                                                    > a cechy, które czynią ją idealną kochanką na doraźny seks i fatalną partnerką n
                                                    > a dłuższy związek.

                                                    Mam pytanie techniczne: co to jest ten 'przebieg'?
                                                    Kurcze nawet nie ma 40stki, hm, przykre podsumowanie. Cale szczescie, ze nie jestem na jej miejscu. Chyba jednak mam troche instynktu samochowawczego :)
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 13:40
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Mam pytanie techniczne: co to jest ten 'przebieg'?
                                                    Przebieg?
                                                    Np. emocjonalny.
                                                    Kiedy kolejnej kobiecie (mężczyźnie) mówi się "kocham Cię", "tęsknię", "jesteś najwspanialsza(-y) na świecie" to te słowa zaczynają podlegać inflacji
                                                    Coraz mniej znaczą.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:02
                                                    Słowa wypowiadane do odpowiedmich osób w odpowiedeniej chwili nie podlegają inflacji. Nadal mają swój ciężar gatunkowy. To nie blona dziewicza. Kocham Cię wypowiedziane przez 50-ciolatka jest piękne i wiążące jeśli do tej pory mówił tego każdej swojej kochance, tylko jednej, dwwóm kobietom.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:10
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Słowa wypowiadane do odpowiedmich osób w odpowiedeniej chwili nie podlegają inf
                                                    > lacji. Nadal mają swój ciężar gatunkowy. To nie blona dziewicza. Kocham Cię wyp
                                                    > owiedziane przez 50-ciolatka jest piękne i wiążące jeśli do tej pory mówił tego
                                                    > każdej swojej kochance, tylko jednej, dwwóm kobietom.
                                                    >
                                                    No ale mówimy o sytuacji kiedy wypowiada się te słowa wierząc szczerze w powodzenie związku a związek się rozsypuje w stosunkowo krótkim czasie a potem znowu i znowu.
                                                    Słowa mogą być wypowiadane szczerze i w dobrej wierze.
                                                    Ale inflacji wg mnie jednak podlegają.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:17
                                                    "No ale mówimy o sytuacji kiedy wypowiada się te słowa wierząc szczerze w powodzenie związku a związek się rozsypuje w stosunkowo krótkim czasie a potem znowu i znowu.
                                                    Słowa mogą być wypowiadane szczerze i w dobrej wierze.
                                                    Ale inflacji wg mnie jednak podlegają."

                                                    Eee tam, slowa zreszta niewiele znacza jezeli nie ida za nimi czyny. Czyny mowia czesto wiecej niz slowa. Bo powiedziec mozna wszystko, nie jest to trudne.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:11
                                                    Wiesz, są ludzie których słowa niewiele znaczą nawet wtedy, gdy wypowiadają je pierwszy raz ;-) I oczywiście oni tak całkiem szczerze. W moim odczuciu wielkie słowa się nie "wycierają". A nawet nabierają mocy, bo człowiek dojrzewa zna siebie, swoje uczucia i nie robi z gęby cholewy (w porywach emocji, które uczuciami nie są). O ile oczywiście dojrzewa ;-) Ale ja z tych, co "kocham Cię" powiedziały dwóm mężczyznom. Na 50 lat życia i ... kochanków.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:11
                                                    Hmm, oczekiwac od ludzi po 40, ze nigdy nie kochali, nie byli zaangazowanie, nie sa dziewicami, nie maja dzieci? Ja bym bardziej sie obawiala tych co tego wszystkiego nie mieli.
                                                    nie jestem pewna, czy te slowa mniej znacza. Pamietaj: milosc zostaje, zmieniaja sie tylko obiekty ;)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:12
                                                    Zreszta sami szukajacy maja za soba czesto bagaz doswiadczen, emocjonalnych i nie tylko.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:03
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Zreszta sami szukajacy maja za soba czesto bagaz doswiadczen, emocjonalnych i n
                                                    > ie tylko.
                                                    Dlatego nie jest tak łatwo znaleźć miłość w pewnym wieku i z pewnym bagażem doświadczeń.
                                                    Obie strony są nieufne.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:11
                                                    Dlatego nie jest tak łatwo znaleźć miłość w pewnym wieku i z pewnym bagażem doświadczeń.
                                                    Obie strony są nieufne.

                                                    No Ameryki nie odkryles ;)
                                                    A rzecz utrudnia mniejszy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 12:29
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Teraz faceci, w których celujesz nabrali życiowego doświadczenia.
                                                    > > Nie kupisz ich samym seksem i słodkimi słówkami.
                                                    >
                                                    > No to czym kupisz? Oni nie chcą się wiązać. To w jej wypadku nie jest kwestia z
                                                    > łej taktyki, tylko celowania w niewłaściwą grupę facetów. Owszem, wyruchają ją,
                                                    > ale nie będą mieli zamiaru płacić zaangażowaniem.
                                                    > I według mnie, jeśli kobiety mają jakąś główną wadę, to nie jest nią głupota, a
                                                    > le pycha. Skłonność do przelicytowywania samej siebie i stanowczo zbyt wysokie
                                                    > oczekiwania wobec otoczenia, proporcjonalnie do tego co same mogą zaoferować. I
                                                    > to jest główny powód, dla którego często pozostają same, o ile tego oczywiście
                                                    > nie chcą.

                                                    Nie chce tu wszczynac nagonki na kochanki ale przede wszystkim jesli ta kobieta (rozwiedziona) celuje w Morrisona (zonatego) to na pewno seksem i slowkami go nie ugra. Ale jakby przycelowala w samotnego faceta to tak, czemu nie. A co samotnemu zalezy? Przeciez moze sprobowac. Po co sie pchac gdzie jest juz zajete?
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 13:44
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie chce tu wszczynac nagonki na kochanki ale przede wszystkim jesli ta kobieta
                                                    > (rozwiedziona) celuje w Morrisona (zonatego) to na pewno seksem i slowkami go
                                                    > nie ugra. Ale jakby przycelowala w samotnego faceta to tak, czemu nie. A co sam
                                                    > otnemu zalezy? Przeciez moze sprobowac. Po co sie pchac gdzie jest juz zajete?
                                                    Żartujesz sobie??
                                                    Oczywiście, ze celuje w samotnego.
                                                    Tylko, ze to nie jest jedyne kryterium.
                                                    Podobno fajnie faceci są zajęci.
                                                    Ponadto niezależnie od tego faceci kłamią jak z nut podając się za singli.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 14:04
                                                    No to skoro samotnego nie zlapie na seks i slowka, bo tak naprawde on wcale samotny nie jest, tylko udaje...to ona se moze gadac, niegadac co chce i robic co chce, bo oni i tak sie tylko z nia chca bzykac a nie zwiazek budowac. Okolicznosci nie takie. Jak fajni zajeci to skad wziac fajnych?
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 23:13
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie chce tu wszczynac nagonki na kochanki ale przede wszystkim jesli ta kobieta
                                                    > (rozwiedziona) celuje w Morrisona (zonatego) to na pewno seksem i slowkami go
                                                    > nie ugra. Ale jakby przycelowala w samotnego faceta to tak, czemu nie. A co sam
                                                    > otnemu zalezy? Przeciez moze sprobowac. Po co sie pchac gdzie jest juz zajete?

                                                    No tak, ale bogaci i w miarę wyglądający faceci są jak ładne laski. Mają duże doświadczenie z kobietami, są świadomi, że jak nie ta, to za chwilę będzie inna. Przebierają w propozycjach, nie chcą się wiązać na stałe, bo po pierwsze wiedzą, że to grozi ograniczeniem pozostałych opcji, a po drugie rozumieją, że mogą zostać "upolowani". Więc na ruchanie będą chętni, ale przez poważnym związkiem mogą się wzbraniać.
                                                    Moim zdaniem z takim gościem seksem i słodkim pierdzeniem nic się nie ugra, bo on ma obu rzeczy po kokardy.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:16
                                                    "Chodzi o to, żeby przewartościować swoje podejście.
                                                    Dwoje ludzi jest ze sobą bo wzajemnie zaspokajają swoje potrzeby. A przynajmniej znaczną ich część.
                                                    Jeśli z definicji masz w dupie potrzeby i oczekiwania faceta to się nie dziw, ze jesteś sama.
                                                    15-20 lat temu mogłaś sobie na to pozwolić bo Ty byłaś młoda a faceci głupi.
                                                    Teraz faceci, w których celujesz nabrali życiowego doświadczenia.
                                                    Nie kupisz ich samym seksem i słodkimi słówkami."

                                                    Rozumiem, ona ma przewartpsciowac swoje podejscie a jednoczesnie wspominasz o zaspokajaniu potrzeb. Jej potrzeba jest facet z kasa, bo ma potrzeby finansowe. Wiec jak ma to przewartosciowac? Ciekawie sie robi: seks i slodkie slowka nie wystarcza". To co jeszcze obiad zrobic?
                                                    Sugerujesz, ze teraz faceci nie sa "glupi", 20 lat temu byli? No fakt, 20 lat temu mieli wiecej testosteronu i wieksze potrzeby seksualne. A zatem oswiec mnie: czego chca teraz? Bo ja mam wrazenie, ze moj po 15 latach nadal chce tego samego: seksu i slodkich slowek, no moze dobre jedzenie nabralo troche na wartosci. A inni? Nie seksu, nie slodkich slowek? Czego zatem? I w jakich ona celuje? I co sie zmienilo, bo niby tak wiele a jednak sam piszesz, ze na zbiorniku mnostwo szukajacych facetow a chetnych babek jak na lekarstwo. Ona przynajmniej jest chetna. A faceci teraz glupi nie sa i czym ich kupic? Tym, ze sie zgodze na swing? czy na ich bzykanie wszystkiego co sie rusza, podczas kiedy ich wiekszosc, jak sam napisales, o dzieleniu sie wagina slyszec nie chce?
                                                    Jedyne co ona musi zmienic to trzymac buzinie na klodka i nie mowic glosno kogo szuka (kasiastego, ktory sie podzieli).
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:33
                                                    kag73 napisała:
                                                    Bo ja mam wrazenie, ze moj po 15 latach nadal chce tego samego: seksu i slodkich slowek, no moze dobre jedzenie nabralo troche na wartosci.
                                                    ---------------------------------------------------------------
                                                    To się nie zmienia, tylko z wiekiem babki odkrywają, że to jednak prawda , że to tylko 10% facetów jest wartych grzechu, a oni są przeważnie zajęci.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 12:22
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Rozumiem, ona ma przewartpsciowac swoje podejscie a jednoczesnie wspominasz o z
                                                    > aspokajaniu potrzeb. Jej potrzeba jest facet z kasa, bo ma potrzeby finansowe.
                                                    > Wiec jak ma to przewartosciowac?
                                                    A to już jej problem.
                                                    Ja jestem od doradztwa strategicznego :-)
                                                    Ja ci mogę powiedzieć na przykład jak uczyłem się nie odstraszać kobiet zbytnim naciskaniem na seks :-)
                                                    > Ciekawie sie robi: seks i slodkie slowka nie wystarcza". To co jeszcze obiad zrobic?
                                                    Obiad mnie akurat nie interesuje.
                                                    Nie mogę się wypowiadać w imieniu wszystkich meżczyzn.
                                                    Mogę się wypowiadać w swoim.
                                                    Co oprócz "seksu i słodkich słówek"?
                                                    Np podejście, zachowania, postawa budzące u męzczyzny zaufanie.
                                                    To ogólnie. Bo zawsze powinno się przechodzić od ogółu do szczegółu :-)

                                                    > . A inni? Nie seksu, nie slodkich slowek?
                                                    Nie rżnij głupa. Nie napisałem, że nie chcą seksu i słodkich słówek.
                                                    Napisałem, ze to już nie wystarcza.

                                                    > Czego zatem? I w jakich ona celuje?
                                                    Hmm. Jakby to ując skrótowo:
                                                    Celuje w mądrych (inteligentnych, przewidujących, z pozycją społeczną i zasobami itd)
                                                    I tu jest pułapka bo mądry będzie ostrożny.
                                                    > I co sie zmienilo, bo niby tak wiele a jednak sam piszesz, ze na zbiorniku mnost
                                                    > wo szukajacych facetow a chetnych babek jak na lekarstwo.
                                                    Mało babek chętnych na poligamiczne zachowania. Tamten argument dotyczył tezy o tym, że rzekomo "kobiety też są poligamiczne"

                                                    > Ona przynajmniej jest
                                                    > chetna. A faceci teraz glupi nie sa i czym ich kupic? Tym, ze sie zgodze na swing?
                                                    Nie wiem.
                                                    To zależy czy ten facet ma ochotę na swing.

                                                    > czy na ich bzykanie wszystkiego co sie rusza, podczas kiedy ich wiekszosc,
                                                    > jak sam napisales, o dzieleniu sie wagina slyszec nie chce?
                                                    Wiec, mówiąc językiem handlowym: niech rozpozna potrzeby męzczyzny i się zastanowi czy jest w stanie je zaspokoić.
                                                    Na razie jest tak, ze po zwróceniu jej uwagi, że pewne teksty "odstraszają" facetów ta powtarza ten tekst koleżance i koleżanka stwierdza, że "ten tekst jest w porządku". To w zupełności utwierdza rzeczoną osobę w przekonaniu, że wszystko co robi i mówi jest w porządku.
                                                    Hmm. To może niech się zwiąże z tą koleżanką?

                                                    Na razie jest tak, ze odstrasza.
                                                    Jak przestanie odstraszać to będzie się można zastanowić nad przyciąganiem (do związku, bo do seksu przyciąga skutecznie)

                                                    > Jedyne co ona musi zmienic to trzymac buzinie na klodka i nie mowic glosno kogo
                                                    > szuka (kasiastego, ktory sie podzieli).
                                                    Nawet jeśli tego nie powie i tak będzie odstraszać.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:26
                                                    "Celuje w mądrych (inteligentnych, przewidujących, z pozycją społeczną i zasobami itd)
                                                    I tu jest pułapka bo mądry będzie ostrożny."

                                                    Hmm a przed czym taki ostrozny bedzie? Co mu grozi z jej strony? W dzieciaka go wrobi?
                                                    trudnosci w znalezieniu moga polegac na tym, ze nie ma az tylu "madrych, inteligentnych, z pozycja spoleczna i zasobami". A pewnie wiekszosc z nich zajeta i statusu zmieniac nie chce. Moze to nie ona wszystko robi zle, tylko trafia na takich, ktorzy zwiazku nie chca, bo juz maja, zataili, ze zonaci.Moze oni tylko seksu szukaja i na rzesach by mogla stawac i niec z tego niedzie.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:34
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Hmm a przed czym taki ostrozny bedzie? Co mu grozi z jej strony? W dzieciaka go
                                                    > wrobi?
                                                    Kag.
                                                    Czy Ty mnie wodzisz za nos?
                                                    Przecież nie będę pisał po raz n-ty tego samego.
                                                    "Wrobienie w dziecko" to tylko jedno z zagrań mieszczących się w ramach myślenia kobiety typu "Interes, potrzeby i plany kobiety są najważniejsze"
                                                    > trudnosci w znalezieniu moga polegac na tym, ze nie ma az tylu "madrych, inteli
                                                    > gentnych, z pozycja spoleczna i zasobami".
                                                    No to niech zrewiduje wymagania.
                                                    Niech szuka takiego , który się stara, pracuje, troszczy.
                                                    Nawet jeśli nie ma zbyt dużo pieniędzy.

                                                    > A pewnie wiekszosc z nich zajeta i statusu zmieniac nie chce.
                                                    No to raczej oczywiste.
                                                    > Moze to nie ona wszystko robi zle,
                                                    Oczywiście, ze "nie wszystko robi źle"
                                                    Przecież pisałem: Nawet jeśli będzie robić dobrze to i tak ma pod górkę.
                                                    Trzeba było myśleć jak się miało 20-25 lat i kształtowały się oczekiwania i postawy życiowe.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:41
                                                    "No to niech zrewiduje wymagania.
                                                    Niech szuka takiego , który się stara, pracuje, troszczy.
                                                    Nawet jeśli nie ma zbyt dużo pieniędzy."

                                                    Ale ona nie chce. To tak jakbym Tobie doradzala zrewidowac i zadowolic sie tym zaufaniem, dobrym seksem a zrezygnowac z poligamicznosci.

                                                    "Przecież pisałem: Nawet jeśli będzie robić dobrze to i tak ma pod górkę.
                                                    Trzeba było myśleć jak się miało 20-25 lat i kształtowały się oczekiwania i postawy życiowe."

                                                    Ale czasu nie wroci. Ty tez masz pod gorke ale nie chcesz sie zadowolic tym co moglbyc dostac latwiej. zrozum ja, ma dokladnie tak jak Ty.
                                                  • morrison9 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 15:51
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "No to niech zrewiduje wymagania.
                                                    > Niech szuka takiego , który się stara, pracuje, troszczy.
                                                    > Nawet jeśli nie ma zbyt dużo pieniędzy."
                                                    >
                                                    > Ale ona nie chce.
                                                    No i ma zajebisty problem w związku z tym.
                                                    A moze jeszcze jest czas. Bo może kiedyś będzie miała 45 lat i będzie żałowała, że nie zrewidowała oczekiwań w wieku 40 lat.

                                                    > Ale czasu nie wroci. Ty tez masz pod gorke ale nie chcesz sie zadowolic tym co
                                                    > moglbyc dostac latwiej. zrozum ja, ma dokladnie tak jak Ty.
                                                    Świetnie to rozumiem.
                                                    Różnica jest taka, ze kiedy coś mi nie wychodziło dużo energii poświęcałem na zastanawianie się "co zrobiłem źle"
                                                    Małżeństwo mi nie wyszło.
                                                    Ale przynajmniej nie boję się o to czy stracę pracę i nie przeliczam cen w sklepie na zakupach.
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 16:21
                                                    "Różnica jest taka, ze kiedy coś mi nie wychodziło dużo energii poświęcałem na zastanawianie się "co zrobiłem źle"
                                                    Małżeństwo mi nie wyszło."

                                                    Ona tez sie zastanawiala i zna odpowiedz, nawet sie nia z Toba podzielila. Mogla byla zlapac kasiastego ma dziecko i by byla ustawiona a tak nie jest. W jej ocenie.
                                                    A ze sie zastanawia czy jej starczy na zakupy...wielu sie zastanawia, nie kazdy swietnie zarabia. I wielu, rowniez mezczyzn, boi sie, ze straci prace. Ona nie jest tutaj wielkim wyjatkiem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 12:08
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ależ ona mnie lubi.
                                                    > A ja lubię ją.
                                                    > I dobrze jej życzę.
                                                    (...)> Gdybym nie życzył jej dobrze nie byłoby mnie tutaj bo nie odczuwałbym żadnych e
                                                    > mocji z nią związanych.

                                                    Eee a mnie sie wydaje, ze Ty zawsze cos wymyslisz przeciwko aktualnie isteniejacej w Twoim zyciu kobiecie zeby utrzymaywac stan dzisiejszy na reszte zycia, bo tak naprawde nie wiesz jakby to Twoje przyszle zycie mialoby wygladac po Twojemu. Mam wrazenie, ze nie wiesz. Wiesz?
                                                  • urquhart ogólnie wchodzenie w pewną antykobiecą narrację 19.05.16, 09:35
                                                    > Nie mam na myśli dziewczyn z forum ;) ale ogólnie wchodzenie w pewną antykobiec
                                                    > ą narrację. Myślę, że mniej przyjemnie będzie Ci się ruchało te wszystkie mężat
                                                    > ki i rozwódki, jeśli nabijesz sobie głowę takim wrogim podejściem.
                                                    > Świat można interpretować na rozmaite sposoby, ludzie mają też różne powody

                                                    Wiesz Sabat emocjonalnie masz punkt, ale logicznie to ja bym ujął tak.
                                                    Trzeba pamiętać żeby nie stac sie wrogami ale nie zapomnieć ze bedac sojusznikami mamy sprzeczne interesy płciowe i determinacje neuroprzekaźnikami miedzy którymi wypracowuje sie kompromis. Asertywnie bronic swojego kpunku widzenia i nie dać sobie wcisnąć ze męski punkt widzenia i oczekiwania sa niedojrzałe . I nie obrażać się na rzeczywistość tylko wykorzystac to co o niej wiemy.
                                                  • sabat3 Re: ogólnie wchodzenie w pewną antykobiecą narrac 19.05.16, 09:50
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Wiesz Sabat emocjonalnie masz punkt, ale logicznie to ja bym ujął tak.
                                                    > Trzeba pamiętać żeby nie stac sie wrogami ale nie zapomnieć ze bedac sojusznika
                                                    > mi mamy sprzeczne interesy płciowe i determinacje neuroprzekaźnikami miedzy któ
                                                    > rymi wypracowuje sie kompromis. Asertywnie bronic swojego kpunku widzenia i nie
                                                    > dać sobie wcisnąć ze męski punkt widzenia i oczekiwania sa niedojrzałe . I nie
                                                    > obrażać się na rzeczywistość tylko wykorzystac to co o niej wiemy.

                                                    Jasne. Podobnie jak nie są niedojrzałe instynkty kobiet. Najlepiej w ogóle uciec od emocjonalnego rozgraniczania, tylko chłodno zaakceptować rzeczywistość, a jest ona taka, że zestawy zachowań instynktownych u kobiet i mężczyzn są nieco inne. Warto je znać, by być po prostu skutecznym.
                                                    Wojna jest dobrą analogią do niemal każdego konfliktu. Nie ma powodu dla którego można by twierdzić, że piechota jest lepsza lub gorsza od konnicy, ale warto zastanowić się, czy rozsądniej jest atakować piechotą konnicę na otwartym polu, czy może lepiej wciągnąć ją do lasu albo naprowadzić na wilcze doły. Nie zmienimy wiele jeśli chodzi o to jakie służą pod nami chorągwie, ale szyk bojowy i strategię możemy zmienić z łatwością.
                                                    "Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem."
                                            • aandzia43 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 10:59
                                              Nie histeryzuj Morrison, nie zajmujemnie osoba twojej żony. Jako i twoje małżeństwo. Skoro bardzo chcesz dedykację, to ci ją mogę dac. Skoro prosisz....
                                              Co do dalszej części twojej wypowiedzi to raczej nie do mnie ona już skierowana. Jak zapewne zauważyłeś nigdzie nie nawołuję do rozwodów, tylko do pewnej uczciwości względem siebie i ewentualnych napotkanych na naszej drodze uczuciowych partnerów. Żyję na tyle długo i świadomie, że mam tę bolesną świadomość, iż nie zawsze możemy pozwolić sobie na luksus czystego konta. Na różnych płaszczyznach i różnych przyczyn. BardZo często z przyczyny własnej słabości. Z pokorą przyjmuję taki stan rzeczy. Dotyczy również mnie. Czasami. Rzecz w tym żeby nie dorabiać pizdzie uszu i nie roić sobie, że się jest w stanie podskoczyć wyżej nerek, jeśli się z własnej woli odjęło sobie nogi. No dobra, roić sobie można, byle nie obiecywać ludziom wycieczek ;-)
                                              Spotykasz się z kobietami, na jakie cię stać i jakie do ciebie pasują. Taki jest twój świat. I spoko, mnie nic do tego. Nie rób z praw rządzących w twoim świecie reguł dla innych światów.
                                              Aha, jestem sama od 2-3 lat i nie spotykam się z żonatymi. Ale ja się nigdy nie spotyklam.
                                              • sabat3 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 23:25
                                                aandzia43 napisała:

                                                > Aha, jestem sama od 2-3 lat i nie spotykam się z żonatymi. Ale ja się nigdy nie
                                                > spotyklam.

                                                To jest racjonalne podejście. Osobiście jestem zdania, że żonaci powinni ruchać tylko mężatki. Żonaty facet ma dużo mniej wolnego czasu niż rozwiedziona czy singielka. Ona wiecznie jak na rozżarzonych węglach by się spotkać, a on nie może, robi coś innego, ma coś zaplanowane, coś wypada. Porąbany układ. Nie mówiąc o innych oczekiwaniach, poziomie zaangażowania emocjonalnego. Eeee... bez sensu. Niech singielki i rozwódki faktycznie dają szansę (i nie tylko) chłopakom ze swojej ligi ;)
                                                • aandzia43 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:08
                                                  klam.
                                                  >
                                                  > To jest racjonalne podejście. Osobiście jestem zdania, że żonaci powinni ruchać
                                                  > tylko mężatki. Żonaty facet ma dużo mniej wolnego czasu niż rozwiedziona czy s
                                                  > ingielka.

                                                  Permanentny brak czasu, konieczność krycia się po kątach, niemożność objawienia takiego nieprawomyślnego kochanka pewnym osobom*, brak luzu i spontana w związku z powyższym - nie do przyjęcia. Nie szukam jeszcze związku, sama nie wiem jeszcze czego szukam, na razie poznaję rynek i siebie, więc nie o szybkie usidlenie faceta mi chodzi. Po prostu konto ma być czyste na początek i już. Żona/związek/stała partnerka - nie, poszukiwania/przymierzanie się do tej czy innej pani - ok.
                                                  Bo pomijając kwestie organizacyjne przede wszystkim nie leży mi, dogłębnie mi nie leży, bycie czyjąś "drugą". Jak się facet jeszcze nie może zdecydować na rozstanie ze swoją partnerką (to nie musi być od razu rozwód), z którą mu źle na tyle, że SZUKA NOWYCH ZNAJOMOŚCI i z premedytacją w nie wchodzi, to znaczy że niewiele ma nowej do zaproponowania. I to nawet nei w sensie czasowym czy finansowym. O wiele łatwiej mi zrozumieć i zaakceptować szukanie seksu, czystego seksu.

                                                  * Nie chodzi o chwalenie się nowym nabytkiem czy przestawianie u cioci na imieninach. Ale zwykłe ujawnienie np. mamie, dzieciom, znajomym o bardziej konserwatywnych poglądach. A na pewnym etapie znajomosci zwykłe kwestie organizacyjne wymagają ujawnienia istnienia partnera do spotkań. No oczywiście mozna cały czas kłamac, ale mnie to nie lezy.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:14
                                                    Trochę tego nie rozumiem Andzia. Bo skoro zakładasz że ludzie mają prawo szukać seksu poza związkiem, to czemu odmawiasz im prawa szukania miłości/bliskości? Mnie od bycia drugą odstręcza kłamstwo. To coś czego nie jestem w stanie przeskoczyć. Ludzie którzy kłamią innych ( w tak fundamentalnych sprawach) nie są w obszarze moich zainteresowań.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:49
                                                    zawle napisała:

                                                    > Trochę tego nie rozumiem Andzia. Bo skoro zakładasz że ludzie mają prawo szukać
                                                    > seksu poza związkiem, to czemu odmawiasz im prawa szukania miłości/bliskości?
                                                    > Mnie od bycia drugą odstręcza kłamstwo. To coś czego nie jestem w stanie przesk
                                                    > oczyć. Ludzie którzy kłamią innych ( w tak fundamentalnych sprawach) nie są w o
                                                    > bszarze moich zainteresowań.

                                                    to ze ludzie zyja w związkach małżeńskich, nie znaczy ze łacza ich jakiekolwiek emocje. Mogę sobie wyobrazić ze to układ, forma zabezpieczenia ale bez wzajemnych oczekiwan (już), i nie widze powodu żeby taki układ przerywac jeśli jest bezpieczny, wygodny dla obu stron. Nie ma tu kłamstwa w mojej opinii, jest rezygnacja i sa niedopowiedzenia- cicha zgoda/ "niewiedza" ale to wynika z egoizmu każdej ze stron. Żona morrisona mnie nie dziwi, morrison mnie nie dziwi, ninek wcale- samo zycie. "Prawda" niekoniecznie wyzwala, ludzie lubia złudzenia i wola nie wiedzieć. Po co komu ta wiedza jak już emocji nie ma, a zyc można miło i spokojnie albo milo i w luksusie;) Wiecej szkody czyni ta "prawda" czasem
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:55
                                                    > Mnie od bycia drugą odstręcza kłamstwo. To coś czego nie jestem w stanie przesk
                                                    > oczyć. Ludzie którzy kłamią innych ( w tak fundamentalnych sprawach) nie są w o
                                                    > bszarze moich zainteresowań.

                                                    W przypadku Morrisona by tak nie bylo, bo on nie klamie, ze jest singlem. Zony tez nie klamie, ze sypia tylko z nia, bo jej wylacznosci seksualnej nie obiecywal, wrecz przeciwnie powiedzial, ze nie chce zyc w monogamii seksualnej. Tak zrozumialam. A zona pewnie wierzyla w co chciala, myslala, ze jakos to bedzie, bo go kochala i nie miala tyle sil, zeby sie rozstac :(
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:00
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > "Prawda" niekoniecznie wyzwala, ludzie lubia złudzenia i wola
                                                    > nie wiedzieć. Po co komu ta wiedza jak już emocji nie ma, a zyc można miło i sp
                                                    > okojnie albo milo i w luksusie;) Wiecej szkody czyni ta "prawda" czasem

                                                    Prawda jest przywilejem mocy. Przykładowo - weźmy dworek książęcy. Książę może mówić prawdę, co mu ślina na język przyniesie. Hrabia - już może mówić prawdę o tych, którzy są ponad nim, ale przed Księciem musi się szczerzyć i zamiatać kapeluszem po podłodze. Sługa musi uśmiechać się głupawo przed wszystkimi i miętolić nerwowo czapę, w ukłonach. On kłamie cały czas. Bo jest słaby. Gdyby zaczął mówić prawdę, szybko skróciliby go o głowę.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:11
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > "Prawda" niekoniecznie wyzwala, ludzie lubia złudzenia i wola
                                                    > > nie wiedzieć. Po co komu ta wiedza jak już emocji nie ma, a zyc można mił
                                                    > o i sp
                                                    > > okojnie albo milo i w luksusie;) Wiecej szkody czyni ta "prawda" czasem
                                                    >
                                                    > Prawda jest przywilejem mocy. Przykładowo - weźmy dworek książęcy. Książę może
                                                    > mówić prawdę, co mu ślina na język przyniesie. Hrabia - już może mówić prawdę o
                                                    > tych, którzy są ponad nim, ale przed Księciem musi się szczerzyć i zamiatać ka
                                                    > peluszem po podłodze. Sługa musi uśmiechać się głupawo przed wszystkimi i mięto
                                                    > lić nerwowo czapę, w ukłonach. On kłamie cały czas. Bo jest słaby. Gdyby zaczął
                                                    > mówić prawdę, szybko skróciliby go o głowę.

                                                    samo zycie, po co komus cokolwiek udowadniać? tak frajda dla frajdy? prawda dla prawdy;) dziekuje postoje, nie wszystkie prawdy mnie interesują, czasem wole pozyc w niewiedzy, nie musze wiedzie/zarzadzac/panować/kontrolować, nie kazda prawda naprawdę mnie wyzwala
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    >
                                                    > Prawda jest przywilejem mocy. Przykładowo - weźmy dworek książęcy. Książę może mówić prawdę, co mu ślina na język przyniesie.
                                                    -----------------------------------------------
                                                    Książe jako polityk mówi tylko to co jest pożyteczne dla państwa i niego. Machiavelli.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:27
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Książe jako polityk mówi tylko to co jest pożyteczne dla państwa i niego. Machi
                                                    > avelli.

                                                    Na przykład: "Chce mi się zeżreć pieczonego bażanta, wyjebać tą nową, złotowłosą, młodziuchną kuchtę, a tamtych dwóch kmieci pod murem należy skrócić o głowę, bo brzydko spojrzeli." ;)
                                                    Machiavelli przedstawiał sytuację idealną, w swoim mniemaniu. Polityka, który będzie potrafił być okrutny, niemoralny i niegodziwy w służbie stanu. Współczesna historia zna kilku polityków, którzy w swoim mniemaniu dążyli do tego ideału - przykładowo Józef Stalin, Adolf Hitler, Pol Pot, Mao Zedong. Problem takiego podejścia to obiektywna ocena, co rzeczywiście jest racją stanu.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:53
                                                    Prawda niekoniecznie wyzwala. To prawda ;-) Bardzo dobrze o tym wiem. I niewiele mnie już dziwi. A Morrison najmniej, jest w gruncie rzeczy bardzo banalny. Mam tylko swoje ścieżki i preferencje. Sprawdzone przez lata i ugruntowane. Kwestia ceny, jaką się w stanie zapłacić, mniejszego i większego zła. Ja mogę płacić samotnością, długim oczekiwaniem, nie mogę półśrodkami i zawieszeniem miedzy kilkoma panami.


                                                    > to ze ludzie zyja w związkach małżeńskich, nie znaczy ze łacza ich jakiekolwiek
                                                    > emocje.

                                                    A to jest akurat bardzo często bardzo poważne złudzenie ;-) Więcej w tym stwierdzeniu chciejstwa i pobożnych życzeń.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:24
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    > to ze ludzie zyja w związkach małżeńskich, nie znaczy ze łacza ich jakiekolwiek
                                                    > emocje.

                                                    To oczywiste.

                                                    Mogę sobie wyobrazić ze to układ, forma zabezpieczenia ale bez wzajemn
                                                    > ych oczekiwan (już), i nie widze powodu żeby taki układ przerywac jeśli jest be
                                                    > zpieczny, wygodny dla obu stron.

                                                    Zaraz, zaraz...tu mi właśnie zgrzyta. Tzn...weszli w układ małżeński z jakiego powodu? Mieli po połowie tego samego pola?;)
                                                    Tak świetnie oboje się dogadali w sprawie udawania że nic nie widzą/ukrywania, a nie potrafią się dogadać w sprawach zabezpieczeń siebie nawzajem?

                                                    Nie ma tu kłamstwa w mojej opinii, jest rezygn
                                                    > acja i sa niedopowiedzenia- cicha zgoda/ "niewiedza" ale to wynika z egoizmu ka
                                                    > żdej ze stron.

                                                    Nie zgadzam się. Takich "czystych" związków raczej nie ma. Ktoś rezygnuje z czegoś na rzecz tego co mu pozostaje i w czym może wybierać. U zwykłych ludzi. Bo zakładam że są też takie osoby które miały oczekiwania tylko te na "mieć", wtedy rzeczywiście nie muszą kłamać. One mają w dupie, bo "mieć" zawsze było u nich najważniejsze.

                                                    Żona morrisona mnie nie dziwi, morrison mnie nie dziwi, ninek wc
                                                    > ale- samo zycie.

                                                    Mnie też nie dziwi. Znam takie pary. Nie widzę w nich nic...nie wiem jakiego słowa użyć....prawego, dobrego, wzniosłego, szczęśliwego, spełnionego? W większości tych par jest malizna, niespełnienie, rezygnacja.

                                                    "Prawda" niekoniecznie wyzwala, ludzie lubia złudzenia i wola
                                                    > nie wiedzieć. Po co komu ta wiedza jak już emocji nie ma, a zyc można miło i sp
                                                    > okojnie albo milo i w luksusie;) Wiecej szkody czyni ta "prawda" czasem

                                                    To widać kłamstwo tam jednak jest.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:29
                                                    zawle napisała:
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    > to ze ludzie zyja w związkach małżeńskich, nie znaczy ze łacza ich jakiekolwiek
                                                    > emocje.

                                                    >To oczywiste.

                                                    Mogę sobie wyobrazić ze to układ, forma zabezpieczenia ale bez wzajemn
                                                    > ych oczekiwan (już), i nie widze powodu żeby taki układ przerywac jeśli jest be
                                                    > zpieczny, wygodny dla obu stron.

                                                    > Zaraz, zaraz...tu mi właśnie zgrzyta. Tzn...weszli w układ małżeński z jakiego powodu? Mieli po połowie tego samego pola?;)
                                                    tak chyba tak, mieli na poczatek cos co im się wydawalo fajne i niezniszczalne nawet pewnie;) ?mieli po polowie tego samego pola? bo mieli uczucie, to wystarczy żeby mieć wrazenie ze jest ? po polowie?
                                                    ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    > Tak świetnie oboje się dogadali w sprawie udawania że nic nie widzą/ukrywania, a nie potrafią się dogadać w sprawach zabezpieczeń siebie nawzajem?
                                                    Mówimy o sytuacjach roznych? Ja mowie o związku z milosci, ty tez? A nawet jeśli nie, to spokoj daje pewien solidny, nawet ?zakłamany? układ, który powstaje czasem po latach. Niewazne co ludzi sklonilo żeby powstal/żeby istnial
                                                    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    >Nie ma tu kłamstwa w mojej opinii, jest rezygn
                                                    > acja i sa niedopowiedzenia- cicha zgoda/ "niewiedza" ale to wynika z egoizmu ka
                                                    > żdej ze stron.

                                                    > Nie zgadzam się. Takich "czystych" związków raczej nie ma. Ktoś rezygnuje z czegoś na rzecz tego co mu pozostaje i w czym może wybierać. U zwykłych ludzi.
                                                    Zgoda i taka decyzje podjal na jaka mogl sobie pozwolić, albo jaka dyktowala sytuacja. I to nie jest ważne czy to pobudki moralne/etyczne go sklonily do podjęcia wyboru (?slubowana wierność po grób?), czy ?dobro dzieci?, czy względy finasowe, niechęć do zmian, wygoda. To nie ma znaczenia, każdy wybiera dla siebie najodpowiedniejsza wersje zycia, bo to jego zycie, jego instynkty. A druga strona jeśli nie wykazuje gotowości do zmian, tzn ze się z tym godzi. Mowimy o ludziach dokonujacych wyboru, to jest wybor, możesz zawsze odejść w poszukiwaniu ?prawdy?. Laski uciekają z małymi dziecmi pod pacha, faceci spieprzaja do wulgarnej kochanki żeby się pieprzyc nie martwiac się o los pozostawionego potomstwa, każdy wybiera
                                                    --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    >Bo zakładam że są też takie osoby które miały oczekiwania > tylko te na "mieć", wtedy rzeczywiście nie muszą kłamać. One mają w dupie, bo "mieć" zawsze było u nich najważniejsze.

                                                    Chyba tak, raczej tak, sa tez takie, wiec nie ma problemu i mogą mieć w dupie;)
                                                    ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    Żona morrisona mnie nie dziwi, morrison mnie nie dziwi, ninek wc
                                                    > ale- samo zycie.

                                                    >Mnie też nie dziwi. Znam takie pary. Nie widzę w nich nic...nie wiem jakiego słowa użyć....prawego, dobrego, wzniosłego, szczęśliwego, spełnionego? W większości tych par jest malizna, niespełnienie, rezygnacja.
                                                    Pewnie tak jest jak mówisz, trzeba się jakos zabezpieczyć przed tym powyżej, nie wiem jak ale znaleźć sobie jakies swiatelko w tunelu, nie mam na to recepty, wybierasz akceptuj swój los, zrob cos z tym zyciem
                                                    ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                                    "Prawda" niekoniecznie wyzwala, ludzie lubia złudzenia i wola
                                                    > nie wiedzieć. Po co komu ta wiedza jak już emocji nie ma, a zyc można miło i sp
                                                    > okojnie albo milo i w luksusie;) Wiecej szkody czyni ta "prawda" czasem

                                                    >To widać kłamstwo tam jednak jest.
                                                    Jest pół prawdy;) brednia wiem, ale wielu takie pół prawdy wystarcza, nie potrzebują zbawienia i wyrywania z letargu, maja swoje zamienniki bo żyja dla innej idei i to im wystarcza albo chcą być kochani nawet na pół gwizdka. Nie wiem, jest tylu ludzi, wszystkich nie poznasz

                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:34
                                                    z jakiegoś powodu mam tu 5tys znakow zapytania;)) nie wszytkie zaistanialy dzięki mojej woli, niektóre wbrew;) może doczytasz, może się uda;)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:07
                                                    zawle napisała:

                                                    > Trochę tego nie rozumiem Andzia. Bo skoro zakładasz że ludzie mają prawo szukać
                                                    > seksu poza związkiem, to czemu odmawiasz im prawa szukania miłości/bliskości?
                                                    > Mnie od bycia drugą odstręcza kłamstwo. To coś czego nie jestem w stanie przesk
                                                    > oczyć. Ludzie którzy kłamią innych ( w tak fundamentalnych sprawach) nie są w o
                                                    > bszarze moich zainteresowań.

                                                    Nie odmawia, tylko nie chce w tym uczestniczyć. W pełni to rozumiem. Bycie odstręczaną przez kłamstwo też. Kłamanie nie jest łatwe. Podobnie jak konspiracja. No i trzeba się pilnować, a czasem może coś pójść nie tak :D
                                                    www.youtube.com/watch?v=VELwHII6jqM
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:34
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > No i trzeba się pilnować, a czasem może coś pójść nie tak :D
                                                    > www.youtube.com/watch?v=VELwHII6jqM

                                                    hehe ale na nia spojrzal. Najbardziej krepujace to jest w przypadku nowych znajomosci. Wtedy zalecam osmielacz. Kiedys wyszlam z facetem zapalic skreta i po jakims czasie pytam czy mu nie przeszkodzi w kontemplacji tego pieknego wieczoru jak sobie prykne. Powiedzial uwazaj, bo wprawdzie sluch mam juz powaznie przytepiony ale wech jeszcze dobry ;-)
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:43

                                                    > Trochę tego nie rozumiem Andzia. Bo skoro zakładasz że ludzie mają prawo szukać
                                                    > seksu poza związkiem, to czemu odmawiasz im prawa szukania miłości/bliskości?

                                                    Tak jak napisał Sabat: nie odmawiam, nic mi do tego, tylko mnie osobiście ci męzczyźni jako mężczyźni do ewentualnych damsko-męskich układów nie interesują. Tak jak dalej napisałaś, odstręcza cię kłamstwo. Mnie też. I... słabość. Bo, znowu Sabat :-), prawda jest przywilejem silnych. Pewien poziom siły z drugiej strony muszę mieć, żeby zainteresować się i chcieć wejść w układ. Żeby mi w ogóle emocjonalnie drgnęło.
                                                  • aandzia43 I jeszcze jedno 20.05.16, 13:43
                                                    Jeszcze coś mi się nasunęło a propos tego poszukiwania miłości na boku a nie z otwartą przyłbicą żeby żony czy męża "nie krzywdzić" jednoznacznym uprzednim rozejściem się. Jak taki jeden z drugim i jedna z drugą w końcu tę miłość znajdą, to zapewne (a w swoim obecnym dobrym na swój temat mniemaniu na pewno) wejść zechcą z tą miłością w jawny związek. I co wtedy, małżonek mniej będzie cierpieć, mniej będzie zamieszania i korowodów niż było by nieco wcześniej? No chyba nie. Więc mamy kolejne cienkie kłamstwo. Jeśli zaś mamy zamiar tę miłość ukrywać po kątach w hotelach na godziny, to co to kurwa za miłość? Zaznaczam raz jeszcze, że nie piszę o ludziach biednych, uwikłanych w poważne zobowiązania życiowe. Piszę o ludziach, których stać na rozstanie finansowo, emocjonalnie i społecznie. Argument "bo ja nie chcę żony i dzieci krzywdzić" brzmi tak naprawdę "bo mi się nie chce teraz ryzykować dyskomfortem i złą opinią, ale potem może zaryzykuję, może". No, z dziecmi jest tak że rosną i faktycznie przeczekanie paru lat może miec sens.
                                                  • sabat3 Re: I jeszcze jedno 20.05.16, 13:54
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Jeśli zaś mamy zamiar tę miłość ukrywać
                                                    > po kątach w hotelach na godziny, to co to kurwa za miłość?

                                                    E tam. Po co w ogóle mówić o miłości. Pewnie gdzieś tam jest, jak UFO. Miłość to dyżurna szmata do wycierania sobie nią gęby, nie lepiej zostawić w spokoju, na boku? :)

                                                    > Zaznaczam raz jeszcz
                                                    > e, że nie piszę o ludziach biednych, uwikłanych w poważne zobowiązania życiowe.
                                                    > Piszę o ludziach, których stać na rozstanie finansowo, emocjonalnie i społeczn
                                                    > ie.

                                                    Czyli o bardzo niewielkiej grupie osób, ale ok, przyjmujemy takie założenia.

                                                    > Argument "bo ja nie chcę żony i dzieci krzywdzić" brzmi tak naprawdę "bo mi
                                                    > się nie chce teraz ryzykować dyskomfortem i złą opinią, ale potem może zaryzyk
                                                    > uję, może". No, z dziecmi jest tak że rosną i faktycznie przeczekanie paru lat
                                                    > może miec sens.

                                                    To jest argument trochę z sufitu. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że ktoś może uznał, że z drugą osobą pewno też się szybko układ posypie i wtedy będzie miał w efekcie jeszcze gorzej niż teraz. To całkiem rzeczowa kalkulacja, brak skłonności do ryzyka.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:26
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Jeszcze coś mi się nasunęło a propos tego poszukiwania miłości na boku a nie z
                                                    > otwartą przyłbicą żeby żony czy męża "nie krzywdzić" jednoznacznym uprzednim ro
                                                    > zejściem się.

                                                    To tez tu wrzuce moja konkluzje na temat Morrisona i jego zwiazkow z kobietami. Zmienialam tytul zeby nie przegapil i sobie doczytal.

                                                    Wydaje mi sie Aandzia, ze Morrison sie tym nie kieruje (zeby nie krzywdzic zony) przy trwaniu w tym zwiazku. Wydaje mi sie, ze on dokonuje ewaluacji tych kochanek pod katem czy jest szansa na milosc. Z jego strony to jak pisal jest trudno sie zakochac, slowa sie dewaluuja, on jest starszy, ostrozniejszy, zwraca uwage na swoje potrzeby, ect ALE to nie jest decydujace dla utrzymania stanu bez zmian. To co decyduje, to mianowicie wychodzi mu, ze ZONA ze wszystkich napotkanych/testowanych/przelecianych kobiet KOCHA GO NAJBADZIEJ. A on nie potrafi, nie chce zyc bez uczucia ze strony kobiety, moze co najwyzej (ale to tez nie jest pewne) zamienic uczucie zony na uczucie innej kobiety ale taka sie nie trafia. Po prostu wychodzi mu, ze te kochanki go nie kochaja.

                                                    Mam racje? ;)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:34
                                                    mianowicie wychodzi mu, ze ZONA ze wszystkich napotkan
                                                    > ych/testowanych/przelecianych kobiet KOCHA GO NAJBADZIEJ. A on nie potrafi, nie
                                                    > chce zyc bez uczucia ze strony kobiety, moze co najwyzej (ale to tez nie jest
                                                    > pewne) zamienic uczucie zony na uczucie innej kobiety ale taka sie nie trafia.
                                                    > Po prostu wychodzi mu, ze te kochanki go nie kochaja.
                                                    >
                                                    > Mam racje? ;)

                                                    Bardzo możliwe, że masz rację Kicia :-) Nad Morrisonem nie rozmyślam za bardzo. Ale postawa "pokarmię się jeszcze trochę tą jej/jego miłością do mnie (czy jego resztkami), a jak się trafi coś lepszego (znajdę nową miłość) to kopnę w dupę" jest dość powszechna.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:34
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Wydaje mi sie Aandzia, ze Morrison sie tym nie kieruje (zeby nie krzywdzic zony
                                                    > ) przy trwaniu w tym zwiazku. Wydaje mi sie, ze on dokonuje ewaluacji tych koch
                                                    > anek pod katem czy jest szansa na milosc. Z jego strony to jak pisal jest trudn
                                                    > o sie zakochac, slowa sie dewaluuja, on jest starszy, ostrozniejszy, zwraca uwa
                                                    > ge na swoje potrzeby, ect ALE to nie jest decydujace dla utrzymania stanu bez z
                                                    > mian. To co decyduje, to mianowicie wychodzi mu, ze ZONA ze wszystkich napotkan
                                                    > ych/testowanych/przelecianych kobiet KOCHA GO NAJBADZIEJ. A on nie potrafi, nie
                                                    > chce zyc bez uczucia ze strony kobiety, moze co najwyzej (ale to tez nie jest
                                                    > pewne) zamienic uczucie zony na uczucie innej kobiety ale taka sie nie trafia.
                                                    > Po prostu wychodzi mu, ze te kochanki go nie kochaja.

                                                    Ach, ten Dizma! Jaka spaniała mencizna :D

                                                    Ja mam taką teorię, że on sprawdza zawartość cukru w cukrze. Wychodzi mu zawsze, że coś tego cukru za mało, więc sprawdza jeszcze raz...
                                                    A najebany w knajpie nie chleje (nono!) tylko... degustuje. Ale dużo tego musi wypić, bo smak jakiś taki nieczytelny. Trochę się przy tym najebie, ale to efekt uboczny. Skomplikowane i kręte są ścieżki poszukiwania prawdy!
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:53
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > A najebany w knajpie nie chleje (nono!) tylko... degustuje. Ale dużo tego musi
                                                    > wypić, bo smak jakiś taki nieczytelny. Trochę się przy tym najebie, ale to efek
                                                    > t uboczny. Skomplikowane i kręte są ścieżki poszukiwania prawdy!

                                                    Smak nieczytelny hehe, pracowalam troche w kuchni, bo ja miedzy innymi po gastronomiku i zauwazylam, ze czesto sie zdarza, ze szef kuchni przesala dania. Wlasnie bo juz sie tyle naprobuje, ze za cholere juz nie czuje smaku. Jak nie czujesz smaku to trzeba dosolic ;) Sciezki skomplikowane, a my to w ogole mamy przerabane, bo nas meczy znajomosc mechanizmow, my uswiadamiamy Was, wy nas, no i jak tu sie zakochac? Jak przejsc na poziom uczucia skoro wiemy jakie za tym stoja mechanizmy i kto co moze chciec. On juz te kobiety tak zna, ze juz go nic nie zaskoczy na plus, przeswietla jak rentgen ;-)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:55

                                                    > Ja mam taką teorię, że on sprawdza zawartość cukru w cukrze. Wychodzi mu zawsze
                                                    > , że coś tego cukru za mało, więc sprawdza jeszcze raz...

                                                    Uwielbiam cię, Sabat! :-D Chyba ci jeszcze tego dzisiaj nie mówiłam, prawda? :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 15:01
                                                    "Ja mam taką teorię, że on sprawdza zawartość cukru w cukrze. Wychodzi mu zawsze, że coś tego cukru za mało, więc sprawdza jeszcze raz...
                                                    A najebany w knajpie nie chleje (nono!) tylko... degustuje. Ale dużo tego musi wypić, bo smak jakiś taki nieczytelny. Trochę się przy tym najebie, ale to efekt uboczny. Skomplikowane i kręte są ścieżki poszukiwania prawdy!"

                                                    Ta ocena sytuacji mi sie nawet calkiem podoba. Cos w tym jest
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:38
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    ONA ze wszystkich napotkanych/testowanych/przelecianych kobiet KOCHA GO NAJBADZIEJ. A on nie potrafi, nie chce zyc bez uczucia ze strony kobiety, moze co najwyzej (ale to tez nie jest pewne) zamienic uczucie zony na uczucie innej kobiety ale taka sie nie trafia.
                                                    > Po prostu wychodzi mu, ze te kochanki go nie kochaja.
                                                    >
                                                    > Mam racje? ;)
                                                    ------------------------------------------
                                                    Nie wie, czy kochają jego, czy jego kasę. Ten temat zawsze mnie interesował , a narzeczone - milionerki nie wiedziały do końca czy Janek Mróz leci na nie czy na ich kasę. Jak wiesz, ja jako autor na to pytanie nie odpowiem :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:46
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Wydaje mi sie Aandzia, ze Morrison sie tym nie kieruje (zeby nie krzywdzic zony
                                                    > ) przy trwaniu w tym zwiazku. Wydaje mi sie, ze on dokonuje ewaluacji tych koch
                                                    > anek pod katem czy jest szansa na milosc. Z jego strony to jak pisal jest trudn
                                                    > o sie zakochac, slowa sie dewaluuja, on jest starszy, ostrozniejszy, zwraca uwa
                                                    > ge na swoje potrzeby, ect ALE to nie jest decydujace dla utrzymania stanu bez z
                                                    > mian. To co decyduje, to mianowicie wychodzi mu, ze ZONA ze wszystkich napotkan
                                                    > ych/testowanych/przelecianych kobiet KOCHA GO NAJBADZIEJ. A on nie potrafi, nie
                                                    > chce zyc bez uczucia ze strony kobiety, moze co najwyzej (ale to tez nie jest
                                                    > pewne) zamienic uczucie zony na uczucie innej kobiety ale taka sie nie trafia.
                                                    > Po prostu wychodzi mu, ze te kochanki go nie kochaja.

                                                    Kitty.

                                                    Jestem osobą, która przyznałaby Ci rację gdybyś napisała nawet coś stawiającego mnie w niekorzystnym świetle ale byłoby to zgodne z prawdą.
                                                    Niestety to co powyzej napisałaś prawda nie jest.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 14:59
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Kitty.
                                                    >
                                                    > Jestem osobą, która przyznałaby Ci rację gdybyś napisała nawet coś stawiającego
                                                    > mnie w niekorzystnym świetle ale byłoby to zgodne z prawdą.
                                                    > Niestety to co powyzej napisałaś prawda nie jest.

                                                    Piszesz tak ladnie jak list ;) Toz ja Cie zawolalam (tytulem) do kontroli, ze dwa razy uzylam zwrotu 'wydaje mi sie' i grzecznie zapytalam czy mam racje. Zmiekkczylam wystarczajaco-ubezpieczajaco ;) Wskaz zatem droge w strone prawdy, jesli ja znasz, czyz prawda nie frapuje Cie?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 15:58
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Piszesz tak ladnie jak list ;) Toz ja Cie zawolalam (tytulem) do kontroli, ze d
                                                    > wa razy uzylam zwrotu 'wydaje mi sie' i grzecznie zapytalam czy mam racje. Zmie
                                                    > kkczylam wystarczajaco-ubezpieczajaco ;) Wskaz zatem droge w strone prawdy, jes
                                                    > li ja znasz, czyz prawda nie frapuje Cie?
                                                    Kitty.

                                                    Mam zasady.
                                                    To utrudnia życie.

                                                    Ale.
                                                    Teoretycznie mogę sobie wyobrazić sytuację, w której poznaję kobietę i chcę z nią być.
                                                    Podejmuję wówczas negocjacje z żoną by w jakiś sposób doprowadzić do rozstania na warunkach w których ona nie poczuje się skrzywdzona, wykorzystana. Będzie miała poczucie, że coś na tym rozstaniu zyskuje, Że stan "po" jest lepszy niż stan "przed" itd.

                                                    Ale nie spotkałem kobiety, dla której warto byłoby to robić.
                                                    I nie chodzi o wymiary 90-60-90 tylko o wizję związku.

                                                    Uprzedzając oklepane argumenty:Jak najbardziej spotkałem kobiety ,które chciały ze mną być, chciały bym się rozwiódł , same chciały się dla mnie rozwieść, nie leciały na kasę bo same dobrze zarabiały itd.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 17:38
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Kitty.
                                                    >
                                                    > Mam zasady.
                                                    > To utrudnia życie.
                                                    >
                                                    > Ale.
                                                    > Teoretycznie mogę sobie wyobrazić sytuację, w której poznaję kobietę i chcę z n
                                                    > ią być.
                                                    > Podejmuję wówczas negocjacje z żoną by w jakiś sposób doprowadzić do rozstania
                                                    > na warunkach w których ona nie poczuje się skrzywdzona, wykorzystana. Będzie mi
                                                    > ała poczucie, że coś na tym rozstaniu zyskuje, Że stan "po" jest lepszy niż sta
                                                    > n "przed" itd.
                                                    >
                                                    > Ale nie spotkałem kobiety, dla której warto byłoby to robić.
                                                    > I nie chodzi o wymiary 90-60-90 tylko o wizję związku.
                                                    >
                                                    > Uprzedzając oklepane argumenty:Jak najbardziej spotkałem kobiety ,które chciały
                                                    > ze mną być, chciały bym się rozwiódł , same chciały się dla mnie rozwieść, nie
                                                    > leciały na kasę bo same dobrze zarabiały itd.

                                                    Oki doki.

                                                    ps. ja tez nie spotkalam kobiety o wymiarach 90-60-90, a z pare tysiecy dziennikow treningowych juz pewnie przejrzalam, oczywiscie ze chodzi o milosc, tez bym sie chciala zakochac jeszcze chociaz z raz ale nie mamy juz po 20 pare lat...

                                                    Buziak!
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 18:13
                                                    Jakie zasady, chlopie o czym Ty piszesz? A jak bedzie warto to o zasadach zapomnisz i bedziesz negocjowal z zona? Teoretycznie to Ty mozesz negocjowac juz teraz i jej perswadowac, ze "po" rozstaniu bedzie dla niej lepiej niz "przed", np., ze jej dasz wiecej pieniedzy, wiec bedzie miala lepiej.
                                                    To co robisz to sie nazywa pragmatyzm i asekuracja. Nie warto byc zlym i rozwalac malzenstwa, dziecko pewnie macie tez, jak nie ma sie czegos nowego w garsci.
                                                    Dlaczego mialaby czuc sie skrzywdzona teraz a nie czuc sie skrzywdzona pozniej? Ja zrozumialam, ze zony nie kochasz, bo milosci szukasz. No chyba, ze klopoczesz sie, ze ona "straci" milosc swojego zycia, Ciebie. No ale jezeli tak to starci tez jak sie zakochasz w innej i bedziesz odejsc.
                                                    Ale rozumiem im dluzej ma Ciebie pod jednym dachem tym lepiej dla niej.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 13:46
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Jakie zasady, chlopie o czym Ty piszesz? A jak bedzie warto to o zasadach zapom
                                                    > nisz i bedziesz negocjowal z zona? Teoretycznie to Ty mozesz negocjowac juz ter
                                                    > az i jej perswadowac, ze "po" rozstaniu bedzie dla niej lepiej niz "przed", np.
                                                    > , ze jej dasz wiecej pieniedzy, wiec bedzie miala lepiej.
                                                    > To co robisz to sie nazywa pragmatyzm i asekuracja.
                                                    Dobrze.
                                                    To się nazywa pragmatyzm i asekuracja natomiast dążenie do rozwodu za wszelką cenę to postawa ideowa i "pójście za głosem serca".
                                                    Nie będę się sprzeczał o kwestie semantyczne.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 14:06
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To się nazywa pragmatyzm i asekuracja natomiast dążenie do rozwodu za wszelką c
                                                    > enę to postawa ideowa i "pójście za głosem serca".
                                                    > Nie będę się sprzeczał o kwestie semantyczne.

                                                    Mam nadzieje Morrison, ze dopuszczasz do siebie mysl, ze ludzie nie biora rozwodu tylko w przypadku kiedy maja juz "zaklepany" nastepny zwiazek. To jest wlasnie ta uczciwosc wobec siebie samego, ze koncze to co bolesne, to co uwiera. I robie to, aby zmienic swoje zycie na lepsze, a nie dlatego, ze trafil sie nowy kutas/nowa cipka na horyzoncie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 14:55
                                                    mabelle2000 napisała:


                                                    > Mam nadzieje Morrison, ze dopuszczasz do siebie mysl, ze ludzie nie biora rozwo
                                                    > du tylko w przypadku kiedy maja juz "zaklepany" nastepny zwiazek. To jest wlasn
                                                    > ie ta uczciwosc wobec siebie samego, ze koncze to co bolesne, to co uwiera. I r
                                                    > obie to, aby zmienic swoje zycie na lepsze, a nie dlatego, ze trafil sie nowy k
                                                    > utas/nowa cipka na horyzoncie.
                                                    No ja mam wrażenie, że w wiekszości przypadków z mojego otoczenia jest tak, ze ludzie się rozwodzą nie mając zaklepanego żadnego nowego związku.
                                                    A na pewno tak jest, w przypadku większości rozwiedzionych kobiet z mojego otoczenia.
                                                    Nie zmienia to faktu, ze większość z nich była głęboko przekonana, ze znalezienie nowego partnera będzie łatwe.
                                                    Albo nawet inaczej.
                                                    Że nowy partner sam się zjawi tak jak się zjawił poprzedni.
                                                    Trudno mi więc mówić o tym, by ich postępowanie było lepsze z etycznego punktu widzenia.
                                                    Aspekt etyczny to jedno.
                                                    Aspekt... hmm. jak by to nazwać.... przyczynowo-skutkowy? (Zrozumienie mechanizmów: dlaczego sie związaliśmy, dlaczego się rozeszliśmy, dlaczego nie mogę znaleźć partnera spełniającego moje wymagania itd.) - to drugie.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 15:11
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Nie zmienia to faktu, ze większość z nich była głęboko przekonana, ze znalezien
                                                    > ie nowego partnera będzie łatwe.
                                                    > Albo nawet inaczej.
                                                    > Że nowy partner sam się zjawi tak jak się zjawił poprzedni.

                                                    Na jakiej podstawie formulujesz taki wniosek i skad ta wiedza, ze kobiety oczekuja kolejngo zwiazku ? Bo ja mam doswiadczenia wrecz przeciwne- zycie po rozwodzie jest jak radosne singielstwo z wyboru, z kazdym miesiacem/rokiem czlowiek coraz mocniej sie przekonuje co znaczy zyc pelnia zycia, co to znaczy byc tak zwyczajnie wolnym i szczesliwym.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 15:37
                                                    mabelle2000 napisała:


                                                    > Na jakiej podstawie formulujesz taki wniosek i skad ta wiedza, ze kobiety oczek
                                                    > uja kolejngo zwiazku ? Bo ja mam doswiadczenia wrecz przeciwne- zycie po rozwod
                                                    > zie jest jak radosne singielstwo z wyboru, z kazdym miesiacem/rokiem czlowiek
                                                    > coraz mocniej sie przekonuje co znaczy zyc pelnia zycia, co to znaczy byc tak z
                                                    > wyczajnie wolnym i szczesliwym.
                                                    Zaznaczyłem, że to moje obserwacje z kręgu znajomych.
                                                    Możesz oczywiście kwestionowac wiarygodność takich obserwacji ale uwierz mi, ze nie oceniam pochopnie po 1 wypowiedzi.
                                                    Obserwowałem ewolucję postaw i poglądów w dłuższym okresie
                                                    Od: "rozwiodę się i będę swobodnie mogła się z kims związać" po " to nic, że jest żonaty. I tak mi nie zależy na małzeństwie"
                                                    Mam w bliskim otoczeniu rozwiedzioną, która była w związku z żonatym. Rzuciła go a teraz są znowu razem.
                                                    Kłócą się jak włoskie małżeństwo, mają do siebie pretensje, on kombinuje coś za plecami jej (i za plecami żony też) ale ani on nie ma swobody wyboru (bo żonaty) ani ona (bo ma ponad 40 lat i urody ubywa z każdym rokiem)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 16:51
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Nie zmienia to faktu, ze większość z nich była głęboko przekonana, ze znalezienie nowego partnera będzie łatwe.
                                                    Albo nawet inaczej.
                                                    Że nowy partner sam się zjawi tak jak się zjawił poprzedni.
                                                    Trudno mi więc mówić o tym, by ich postępowanie było lepsze z etycznego punktu widzenia.
                                                    Aspekt etyczny to jedno.
                                                    Aspekt... hmm. jak by to nazwać.... przyczynowo-skutkowy? (Zrozumienie mechanizmów: dlaczego sie związaliśmy, dlaczego się rozeszliśmy, dlaczego nie mogę znaleźć partnera spełniającego moje wymagania itd.) - to drugie.<

                                                    Tu się podpiszę pod Mabelle. I takie też jest moje zdanie - rozwód nie wiąże się z oczekiwaniem i chęcią szukania, czy wejścia w kolejny związek. W ogóle nie o to chodzi, nie po to wyrywam się z " okowów " małżeństwa, by zaraz rozglądać się czy szukać kolejnego kogoś do związku, bo inaczej co? Nie przeżyję, stracę sens istnienia, zgnuśnieję żyjąc bez mężczyzny,albo rozczaruję, nie widząc chętnych? No nie, w ogóle nie identyfikuję się z taką postawą, że wzięcie rozwodu jest warunkiem koniecznym do zyskania czystej karty, by ewentualnie móc coś zaczynać, skoro nie o to chodzi.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 14:23
                                                    "To się nazywa pragmatyzm i asekuracja natomiast dążenie do rozwodu za wszelką cenę to postawa ideowa i "pójście za głosem serca".
                                                    Nie będę się sprzeczał o kwestie semantyczne."

                                                    Rozwod, albo zwyczajnie rozstanie fizyczne, oznacza dla wielu zamkniecie pewnego rozdzialu w zyciu i rozpoczecie innego. Zaleznie od okolicznosci dla wielu ulga jest nie musiec ogladac czlowieka, ktory jest przyczyna jego niezadowolenia i frustracji.
                                                    Ty jestes zadnia: po co cos zmieniac, jak nie ma takiej koniecznosci, nikt tego nie wymaga, nikogo nowego nie ma na horyzoncie a zatem po co, po co rezygnowac z "zasad" kiedy nie warto. Jak bedzie warto, dla innej/dla innego, to sie zrezygnuje, na to zawsze bedzie czas. I jezeli "Twoje zasady" oznaczaja: zabezpiecze zone finansowo(chwala Ci za to, serio), to rzeczywiscie warto poczekac, bedzie taniej, lepiej placic pozniej niz juz teraz. W dodatku zonie tez moze zalezec na utrzymaniu status quo, dla dziecka (blad wielu ludzi), nie wiem nie znam przypadku. Poki co stwarzamy pozory normalnego malzenstwa i normalnej rodziny a na boku szukamy nowego szczescia. Kazdemu wedlug uznania i potrzeb, ale nie dorabiajmy do tego zasad albo wielkiej troski o partnera. Jak wielu innym, nie wyszlo Ci malzenstwo ale mimo wszystko w nim twkwisz, jak wielu innych, masz swoje powody, jak wielu innych. To wszystko. Roznica jest moze taka, ze aktywnie szukasz seksu i szczescia na boku, inni nie szukaja, polozyli na to laske, bo ....powody kazdy zna.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 15:03
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "To się nazywa pragmatyzm i asekuracja natomiast dążenie do rozwodu za wszelką
                                                    > cenę to postawa ideowa i "pójście za głosem serca".
                                                    > Nie będę się sprzeczał o kwestie semantyczne."
                                                    >
                                                    > Rozwod, albo zwyczajnie rozstanie fizyczne, oznacza dla wielu zamkniecie pewneg
                                                    > o rozdzialu w zyciu i rozpoczecie innego.
                                                    No właśnie rzecz w tym, że nie jestem przekonany co do tego stwierdzenia.
                                                    To nie ja wymyśliłem cytowane przeze mnie sformułowanie: "Nie ma nowego życia po rozwodzie Jest to, które jest"
                                                    To powiedziała kobieta.
                                                    Wystarczająco uczciwa by przyznać to przed samą sobą.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 16:45

                                                    > >
                                                    > > Rozwod, albo zwyczajnie rozstanie fizyczne, oznacza dla wielu zamkniecie
                                                    > pewneg
                                                    > > o rozdzialu w zyciu i rozpoczecie innego.
                                                    > No właśnie rzecz w tym, że nie jestem przekonany co do tego stwierdzenia.
                                                    > To nie ja wymyśliłem cytowane przeze mnie sformułowanie: "Nie ma nowego życia p
                                                    > o rozwodzie Jest to, które jest"
                                                    > To powiedziała kobieta.
                                                    > Wystarczająco uczciwa by przyznać to przed samą sobą.

                                                    Blablabla, a wszystkie kobiety (poza tymi zwyrodniałymi rzecz jasna) mają syndrom poaborcyjny, antykoncepcja zawsze niszczy związek między kobieta a mężczyzną, dzieci z in vitro sa mniej kochane, i szereg innych pierdów na tematy dotyczace kobiety (tym razem z obozu przeciwnego). Morrison, to że jakaś laska napisała, jak jej źle po rozwodzie i jak się przeliczyła z siłami, ma oznaczać, że jej odczucia to jakaś prawda uniwersalna? To, ze ona pisząc to była uczciwa wobec siebie ma w domyśle oznaczać, że jak któraś ma inne doświadzenia i odczucia to nie jest uczciwa? Bardzo uczciwa z twojej strony sugestia :-P
                                                    Tak, rozwód czy ostateczne rozstanie jest zamknięciem jednego etapu życia. I otwarciem się na nowe. Niekoniecznie od razu na nowy związek. Biedne te i ci, którym się wydaje się, że nastąpi to od razu, natychmiast, że będzie cudownie i kolorowo. Twoje znajome to takie właśnei naiwne biedaczki? ;-) Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Natomiast na pewno będzie łatwiej na istotnych odcinkach. Istotnych.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:11
                                                    > Blablabla, a wszystkie kobiety (poza tymi zwyrodniałymi rzecz jasna) mają syndr
                                                    > om poaborcyjny, antykoncepcja zawsze niszczy związek między kobieta a mężczyzną
                                                    > , dzieci z in vitro sa mniej kochane, i szereg innych

                                                    Wiesz co , wypierasz jednocześnie że kobiece hormony to po prostu znacznie wyższy poziom lęku . Nie liczenie się z tym kończy się typowo nerwicą u kobiet pozbawionych jak ty kag czy triss ponadprzecietnego testosteronu .
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:27

                                                    >
                                                    > Wiesz co , wypierasz jednocześnie że kobiece hormony to po prostu znacznie wyż
                                                    > szy poziom lęku . Nie liczenie się z tym kończy się typowo nerwicą u kobiet po
                                                    > zbawionych jak ty kag czy triss ponadprzecietnego testosteronu


                                                    Yyyyyy??? Ale o co chodzi? Skupiłam tylko w jednym miejscu kilka bzdurnych uogólnień "pod tezę" na temat kobiet. Możesz wytłumaczyć o co kaman?

                                                    Poza tym tłumaczę ci całymi latami, ze nei jestem testosteronowa. Mam tę kwestię omówioną z fachowcami w realu i twoje internetowe wyobrażenia, pod tezę, na mój temat są delikanie mówiąc z dupy wzięte. Bo pod tezę ;-) Naprawdę tak trudno zrozumieć, że mimo delikatnej konstrukcji, typowo kobiecej neurologii, typowo kobiecych przypadłości psychicznych, typowo kobiecych zainteresowań, zawodu, sposobu bycia i życia można mieć nieco charakteru? A właściwie prędzej poczucia pionu i przymusu pędu (czasem straceńczego) do trzymania tego pionu. W koncu poczytałeś coś o neuropsychologii i ciągle popełniasz te same błędy?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:32
                                                    "No właśnie rzecz w tym, że nie jestem przekonany co do tego stwierdzenia.
                                                    To nie ja wymyśliłem cytowane przeze mnie sformułowanie: "Nie ma nowego życia po rozwodzie Jest to, które jest"
                                                    To powiedziała kobieta.
                                                    Wystarczająco uczciwa by przyznać to przed samą sobą."

                                                    Dobrze, zatem doprecyzuje: zycie jest to samo, ale jednak okolicznosci / warunki zycia inne. Zasadnicza roznica jest taka, ze goscia nie ogladam/nie musze ogladac. Nie wkurzja mnie jego zachowania, nie przypomina mi kazdego dnia co mnie frustruje itd, nie musze udawac i zbierac sie do kupy silac na uprzejmosc, chociazby przed dziecmi, albo wreszcie nie dziala mi na nerwy a zatem nie serwuje dzieciom ogladania scen i walki na noze miedzy rodzicami. Dla mnie to jest wielka roznica. Oczywiscie wszystko zalezy od ludzi, od okolicznosci, od powodow oddalenie sie od siebie, bezseksia albo emocjonalnej lodowki. I zapewne niektorzy potrafia sie wziac w gars i grac te szopke dalej, ale innych ona meczy. Zapewne u Ciebie sytuajca nie wyglada tak dramartycznie, sfrustrowany nie jestes, bo seks masz fajny poza malzenstwem, moze i w malzenstwie, a wszystko inne potrafisz/potraficie przeskoczyc. Spoko.



                                                  • gogol77 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:27
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Zaleznie od okolicznosci dla wielu ulga jest nie musiec ogladac czlowieka, ktory jest przyczyna jego niezadowolenia i frustracji.
                                                    > ... ale nie dorabiajmy do tego zasad albo wielkiej troski o partnera. Jak wielu innym, nie wyszlo Ci malzenstwo ale mimo wszystko w nim tkwisz, jak wielu innych, masz swoje powody, jak wielu innych.
                                                    To wszystko.

                                                    Nie wszystko.
                                                    A co jeśli to ja i te moje podłe niewierności stoją za tym, że moje małżeństwo nie jest na miarę małżeństwa np. marka.
                                                    Więc nie było by żadnej ulgi bo to wartościowa i dobra kobieta. A było by poczucie winy. Że zrobiłem komuś świństwo. Kładące się pewnie cieniem na nowym związku. Z tą, która też jest wartościowa i dobra. Mimo tego, że daje żonatemu! A że ona mi lepiej daje to żyję w tej powszechnie potępianej bigamii. Bo podobnie jak Ty kag - wysoko sobie cenię w życiu seks a życie mam tylko jedno.
                                                    I jeśli by dorobić do tego jakąś zasadę kag, to może taką, że jeśli już się komuś robi świństwo, to niech to będzie świństwo jak najmniej bolesne.
                                                    Morrison, a może Ty też tak masz? Że nie umiesz byś świnią wobec tej, która jest Ci jeszcze mimo wszystko bliska?


                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:34
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Więc nie było by żadnej ulgi bo to wartościowa i dobra kobieta. A było by poczu
                                                    > cie winy. Że zrobiłem komuś świństwo.

                                                    Zaraz sie poplacze Gogol. Naprawde bys nie chcial, zeby Twoja zone ktos tak porzadnie wyruchal, zeby nareszcie byla szczesliwa z kims innym ? Ejze. Bo ja bym sie cieszyla, gdyby moj byly maz nareszcie znalazl laske, ktora by jeczala z rozkoszy na sam jego widok. Nalezy mu sie po tylu latach malzenstwa ze mna :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:01
                                                    Gogel ja sie nie pytam co dla Ciebie jest najlepsze. ja sie pytam co jest najlepsze dla niej, dla Twojej zony. Powalajace jest przekonanie niektorych ludzi o ich waznosci i wartosci w zyciu drugiego czlowieka. Raz juz Cie pytalam czy zona nadal uwazalaby ze ma fajnego meza gdyby wiedziala ze masz od lat zwiazek milosny i erotyczny z inna kobieta? Bo teraz to ona moze myslec biedaczek dopadla go impotencja coz zrobic nic za to nie moze, na dobre i na zle. Mam tylko nadzieje ze i ona bzyka kogos na boku, bo inaczej, jezeli nie jest aseksualna, marnuje najlepsze lata zycia na bezseksiu. I jeses pewnien, ze teraz nie jestes dla niej swina?
                                                    Zapewne Twoja zona popelnilaby samobojstwo gdybys ja zostawil, bo Ty jestes taki fajny. Ale czy popelnilaby samobojstwo gdyby wiedziala w jakich okolicznosciach/dlaczego ja opuszczasz i co sie dzialo lata przedtem? Kto wie, moze nawet sama chcialby odejsc od Ciebie gdyby sie dowiedziala, ze jestes zaagazowany uczuciowo i bzykasz radosnie inna. Serio nie przeceniaj waznosci Twojej skromnej osoby w tej kwestii.
                                                    Morrison nie obiecywal wiernosci, wrecz przeciwnie, ale zona myslala, ze jakos to bedzie, poszla za glosem serca, niestety.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:58
                                                    oby w tej kwestii.
                                                    Morrison nie obiecywal wiernosci, wrecz przeciwnie, ale zona myslala, > ze jakos to bedzie, poszla za glosem serca, niestety.

                                                    Czy myślisz, że zamiłowanie do swingu jest naważniejszą przyczyna rozpadu więzi między Morrisonem i jego zoną?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:27
                                                    "Czy myślisz, że zamiłowanie do swingu jest naważniejszą przyczyna rozpadu więzi między Morrisonem i jego zoną?"

                                                    No on sam napisal gdzies, ze zona udany zwiazek budowala na wylacznosci seksualnej. Tak zrozumialam. Ona sie po prostu pomylila myslac, ze podola, bo kochala. A potem jeden chce, drugi nie, zaczna sie szopka. Morrison ma wizje taka: kochamy sie, kobieta pasuje do mnie w kazdym punkcie, nie musze sie naginac, nie potrzebne kompomisy, kochamy sie, ufamy sobie, mozemy sypiac z innymi, bo nas to nie oddali i nie rozdzieli, bo seks bez milosci to tylko seks. Tak rozumiem jego wizje.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:52
                                                    No i jezeli jego zona jednak za swingiem nie przepada a Morrison z zachowan poligamicznych zrezygnowac nie chce, o czym jej mowil przed slubem, czyli jest fair, nie klamal. A jej sie wydawalo, ze w koncu milosc wszystko potrafi, poszla za glosem sreca. I no i pozniej dalej z tym sercem, rozum moze podpowiadal, ze to przeciez tylko seks dla Morrisona, ale serce, serce bolalo i boli. Tak to sobie wyobrazam.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:18
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No on sam napisal gdzies, ze zona udany zwiazek budowala na wylacznosci seksual
                                                    > nej. Tak zrozumialam. Ona sie po prostu pomylila myslac, ze podola, bo kochala.
                                                    > A potem jeden chce, drugi nie, zaczna sie szopka. Morrison ma wizje taka: koch
                                                    > amy sie, kobieta pasuje do mnie w kazdym punkcie, nie musze sie naginac, nie po
                                                    > trzebne kompomisy, kochamy sie, ufamy sobie, mozemy sypiac z innymi, bo nas to
                                                    > nie oddali i nie rozdzieli, bo seks bez milosci to tylko seks. Tak rozumiem jeg
                                                    > o wizje.
                                                    Tak było.
                                                    Już to pisałem dawno temu.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,121263455,121263455,2_2_czy_ktos_probowal_i_jak_to_sie_skonczylo_.html#p121486274
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:21
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    > > No on sam napisal gdzies, ze zona udany zwiazek budowala na wylacznosci seksual
                                                    > > nej. Tak zrozumialam. Ona sie po prostu pomylila myslac, ze podola, bo kochala.
                                                    > > A potem jeden chce, drugi nie, zaczna sie szopka. Morrison ma wizje taka: koch
                                                    > > amy sie, kobieta pasuje do mnie w kazdym punkcie, nie musze sie naginac, nie po
                                                    > > trzebne kompomisy, kochamy sie, ufamy sobie, mozemy sypiac z innymi, bo nas to
                                                    > > nie oddali i nie rozdzieli, bo seks bez milosci to tylko seks. Tak rozumiem jeg o wizje.
                                                    > Tak było.
                                                    > Już to pisałem dawno temu.
                                                    > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,121263455,121263455,2_2_czy_ktos_probowal_i_jak_to_sie_skonczylo_.html#p121486274

                                                    i tu:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,121263455,121263455,2_2_czy_ktos_probowal_i_jak_to_sie_skonczylo_.html#p121486274
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:25
                                                    Morrison:
                                                    "Ochota na swing może być oczywiście przejawem braku miłości.
                                                    Ale moze równie dobrze być przejawem miłości pełnej i absolutnego zaufania do partnera."

                                                    Zgadzam sie z tym w calej rozciaglosci. Widze to podobnie, tylko, ze swing taki planowany mnie nie interesuje, cala ta logstyka wydaje mi sie zbyt uciazliwa, takie to wszystko sztuczne jest. Co innego jakby wyszlo tak samo z siebie. Do tego dochodzi trudnosc, ze by te dwie osoby sie podobaly, bo moze byc tak, ze babka fajna a facet nie albo odwtotnie.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:33
                                                    Aa i jak tam jeden taki napisal, latwiej o takie wymiany w malzestwach z dlugim stazem, bezkonfliktowychm udanych, gdzie ludzie sobie ufaja i tak dalej. Tak mnie sie wydaje tez.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:10
                                                    kag73 napisała:

                                                    > tylko, ze swing taki
                                                    > planowany mnie nie interesuje, cala ta logstyka wydaje mi sie zbyt uciazliwa,
                                                    > takie to wszystko sztuczne jest. Co innego jakby wyszlo tak samo z siebie. Do t
                                                    > ego dochodzi trudnosc, ze by te dwie osoby sie podobaly, bo moze byc tak, ze ba
                                                    > bka fajna a facet nie albo odwtotnie.
                                                    Idealny sposób by powiedziec NIE pozornie mówiąc TAK
                                                    "Jestem ZA ale niech to będzie spontaniczne"
                                                    Oczywiście masz prawo mieć takie podejście.
                                                    Ale mnie kręci właśnie wtedy kiedy kobieta angażuję się w tą stronę logistyczną.
                                                    Pokazuje, że ją to na prawdę kręci a nie tylko skwapliwie wyraza zgodę na poddanie się chwilowemu impulsowi który może się wydarzyć równie dobrze jutro jak i za 50 lat.

                                                    Gdybym ja czekał aż seks "wyjdzie sam z siebie" to do dzisiaj byłbym prawiczkiem.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 00:03
                                                    Ja tam jestem z tych za duzo myslacych i analizujacych, a czesto im dluzej sie mysli tym gorzej, coraz wiecej obaw i watpliwosci.

                                                    "Gdybym ja czekał aż seks "wyjdzie sam z siebie" to do dzisiaj byłbym prawiczkiem."

                                                    Ano bo Ty jestes facetem i Twoja rola jest podejmowac inicjatywe, ja czekalam az "wyjdzie sam z siebie" i dziewica nie jestem juz dawno :))
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:59
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ano bo Ty jestes facetem i Twoja rola jest podejmowac inicjatywe, ja czekalam a
                                                    > z "wyjdzie sam z siebie" i dziewica nie jestem juz dawno :))
                                                    Słuszne słowa.
                                                    Tylko, ze to nie sprowadza się tylko do stwierdzenia "rolą mezczyzny jest podejmowanie inicjatywy"
                                                    I kobiety na takiej konstatacji poprzestają.
                                                    Nie sięgają głębiej. Nie zastanawiają się nad dalszymi konsekwencjami tego faktu.
                                                    Poligamiczność mężczyzn jest uwarunkowana ewolucyjnie.
                                                    Ale nawet gdyby te uwarunkowania ewolucyjne na chwile odłożyć to i tak pozostałby silny czynnik psychologiczny.
                                                    Przeciętna kobieta a 2, 3 może 4 lub 5 związków zanim zanim zwiąże sie małżeństwem
                                                    I tak to wygląda z jej strony.
                                                    Przeciętny mężczyzna ma 2, 3 może 4 lub 5 związków zanim zwiąże się małżeństwem
                                                    Oraz kilkadziesiąt porażek w próbach zdobycia kobiety o których kobiety nawet nie wiedzą bo ich nie zauważyły.
                                                    To zmienia.

                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:20
                                                    "Przeciętny mężczyzna ma 2, 3 może 4 lub 5 związków zanim zwiąże się małżeństwem
                                                    Oraz kilkadziesiąt porażek w próbach zdobycia kobiety o których kobiety nawet nie wiedzą bo ich nie zauważyły.
                                                    To zmienia."

                                                    Chlopie, jestes facet to sie zachowuj jak facet, na razie to sie tylko chcesz tak zachowywac w kwestii poligamicznosci a nie w innych kwestiach. Taka rola faceta, zbieranie koszy. Kobity tez nie maja lekko, nawet nie probuja, zeby kosza nie zaliczyc. Co nie znaczy, ze nie dotyka ich fakt braku szans u wielu, ktorzy na nie zwyczajnie nie zwracaja uwagi. Tego jednak Ty jako mezczyzna nie wiesz, bo nie zauwazyles. Jak widzisz, latwo nie jest. Kazda plec ma swoj krzyz do dzwigania.

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:44
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Przeciętny mężczyzna ma 2, 3 może 4 lub 5 związków zanim zwiąże się małżeństwem
                                                    > Oraz kilkadziesiąt porażek w próbach zdobycia kobiety o których kobiety nawet n
                                                    > ie wiedzą bo ich nie zauważyły.
                                                    > To zmienia.

                                                    A w jaki sposob to zmienia mezczyzne? Jakim sie staje? Zaczyna sie zastanawiac i?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:47
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Przeciętny mężczyzna ma 2, 3 może 4 lub 5 związków zanim zwiąże się małżeństwem
                                                    > > Oraz kilkadziesiąt porażek w próbach zdobycia kobiety o których kobiety nawet nie wiedzą bo ich nie zauważyły.
                                                    > > To zmienia.
                                                    > A w jaki sposob to zmienia mezczyzne? Jakim sie staje? Zaczyna sie zastanawiac i?
                                                    W wielkoraki sposób.
                                                    Na przykład:
                                                    1) wyrabia się odruch korzystania z okazji do seksu jeśli tylko się nadarzy bo nie wiadomo kiedy będzie następna
                                                    2) akceptuje się fakt, że uprawianie seksu wymaga poniesienia relatywnie dużych nakładów: emocjonalnych (kosz), czasowych, organizacyjnych, finansowych a ew. porażka zostaje wkalkulowana w ryzyko jako coś nieuniknionego.
                                                    3) wyrabia się odruch małpy, która nie puści się gałęzi zanim nie chwyci następnej
                                                    4) wyrabia się odruch grania na kilka frontów i zabezpieczania sobie pogotowia seksualnego
                                                    itp, itd.

                                                    Kitty.
                                                    Świat, rzeczywistość, życie widziane oczami przeciętnego mężczyzny wygląda zupełnie inaczej
                                                    nić oczami przecietnej kobiety.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 19:41
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > > A w jaki sposob to zmienia mezczyzne? Jakim sie staje? Zaczyna sie zastan
                                                    > awiac i?
                                                    > W wielkoraki sposób.
                                                    > Na przykład:
                                                    > 1) wyrabia się odruch korzystania z okazji do seksu jeśli tylko się nadarzy bo
                                                    > nie wiadomo kiedy będzie następna
                                                    > 2) akceptuje się fakt, że uprawianie seksu wymaga poniesienia relatywnie dużych
                                                    > nakładów: emocjonalnych (kosz), czasowych, organizacyjnych, finansowych a ew.
                                                    > porażka zostaje wkalkulowana w ryzyko jako coś nieuniknionego.
                                                    > 3) wyrabia się odruch małpy, która nie puści się gałęzi zanim nie chwyci następ
                                                    > nej
                                                    > 4) wyrabia się odruch grania na kilka frontów i zabezpieczania sobie pogotowia
                                                    > seksualnego
                                                    > itp, itd.

                                                    Ja sie tak troche zastanawiam...
                                                    Nie mam zamiaru kwestionowac tego ci piszesz Morrison, sam wielokrotnie pisalem w ten sposob, tylko...
                                                    No wlasnie. A moze jednak musze zakwestionowac?
                                                    Moze to wcale nie do konca tak?
                                                    Moze w wypadku wiekszosci facetow scenariusz wyglada mniej wiecej tak, ze oni szturmuja w zyciu kilkanascie lasek, ktore ich zlewaja, ale jednoczesnie kilkanascie lasek szturmuje ich, a oni olewaja je, bo uwazaja ze sa za grube, za malo lubiane, zbytnie kujonki, Ule Brzydule z aparacikiem na zabkach, za ciche i niesmiale, malo przebojowe itp.
                                                    Czyli w wypadku obu plci to moze w sumie wygladac podobnie - jestesmy olewani przez osoby poza naszym zasiegiem, a jednoczesnie olewamy te potencjalne kontakty, dla ktorych my sami stanowimy zbyt wysokie progi?
                                                    Mechanizm podobny, moze tylko nieco inne proporcje.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:05
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Moze w wypadku wiekszosci facetow scenariusz wyglada mniej wiecej tak, ze oni szturmuja w zyciu kilkanascie lasek, ktore ich zlewaja, ale jednoczesnie kilkanascie lasek szturmuje ich, a oni olewaja je, bo uwazaja ze sa za grube, za malo lubiane, zbytnie kujonki, Ule Brzydule z aparacikiem na zabkach, za ciche i niesmiale, malo przebojowe itp.
                                                    > Czyli w wypadku obu plci to moze w sumie wygladac podobnie - jestesmy olewani przez osoby poza naszym zasiegiem, a jednoczesnie olewamy te potencjalne kontakty, dla ktorych my sami stanowimy zbyt wysokie progi?
                                                    ---------------------------------
                                                    A skąd mamy wiedzieć, kto jest w naszym zasięgu, a kto poza? To się nazywa rozpoznanie walką :). Przegrasz kilka potyczek i już wiesz, gdzie twoje miejsce :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:43
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > A skąd mamy wiedzieć, kto jest w naszym zasięgu, a kto poza? To się nazywa rozp
                                                    > oznanie walką :). Przegrasz kilka potyczek i już wiesz, gdzie twoje miejsce :)

                                                    ...albo wygrasz ;)
                                                    Ale troche nie na temat. Odnosilem sie do tezy, ze faceci to w kolko dotkliwe porazki i orka na ugorze, a babki - wszechobecna adoracja i przebieranie w ofertach. To chyba dosc duze przeklamanie jednak.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:49
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > Ale troche nie na temat. Odnosilem sie do tezy, ze faceci to w kolko dotkliwe p
                                                    > orazki i orka na ugorze, a babki - wszechobecna adoracja i przebieranie w ofert
                                                    > ach. To chyba dosc duze przeklamanie jednak.
                                                    Nie wszechobecna adoracja ale poczucie, że co jak co ale seks jest w miarę łatwo dostępny a martwic to się należy ew o inne rzeczy (np miłość)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:24
                                                    Wypowiem się jako kobieta zainteresowana seksem: cóż mi po tym, że być może jest dla mnie jako dla kobiety łatwo dostępny, skoro nie z każdym mam w ogóle jakąkolwiek przyjemność? :) Tak samo jest o co się martwić :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:51
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Wypowiem się jako kobieta zainteresowana seksem: cóż mi po tym, że być może jes
                                                    > t dla mnie jako dla kobiety łatwo dostępny, skoro nie z każdym mam w ogóle jaką
                                                    > kolwiek przyjemność? :) Tak samo jest o co się martwić :)
                                                    A ile masz lat?
                                                    I kiedy zaczęłaś się "martwić o seks"?
                                                    Bo z tego co mi wiadomo na tym forum nie ma 20-25 letnich kobiet.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 22:34

                                                    > Nie wszechobecna adoracja ale poczucie, że co jak co ale seks jest w miarę łatw
                                                    > o dostępny a martwic to się należy ew o inne rzeczy (np miłość)

                                                    Seks żeby spełniał swoje zadanie musi sprawiać przyjemność, prawda? Kobieta ma w tej materii wymagania ciut inne niż mężczyzna. No, niech będzie że większe. Więc jeśli weźmie się to pod uwagę, to wychodzi nam, że znaleźć seks na podobnym poziomie satysfakcji jest tak samo łatwo/trudno kobiecie jak i mężczyźnie. Dla jasności dodam, że nie piszę tu o kobietach, dla których seks musi łączyć się z jakimś zaangażowaniem.
                                                    Część ludzi trawi laktozę, część nie. Ci co trawią to mężczyźni, ci co nie trawią to kobiety. A na rynku tylko mleko. Możesz oczywiście powiedzieć, że wapń którego źródłem jest mleko jest tak samo dostępny dla mężczyzn jak i dla kobiet, no możesz. Więc niech się ci z brakiem enzymu cieszą i nei narzekają, bo mają dostęp do wapnia ;-) Ale nie mają. Mleko jest dla wszystkich, wapń nie. Ruchanko z dostępną laską, która była zupełnie nei w typie i średnio się bzykała mężczyzna może uznać za satysfakcjonujące, kobieta z analogicznie nie pasującym jej (a dostępnym na wyciąnięcie reki) raczej nie.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 23:31
                                                    O, to to.
                                                    W dodatku wcale nie jest tak, że jak kobieta uchyli pierożka, to się automatycznie tarza w adoracji i wdzięczności. Mianowicie: nie. Dlaczego tyle kobiet jest łóżkowo zakompleksionych? Bo prawie każdej się zdarzył jakiś burak, który skomentował negatywnie jej biust, biodra chłopięce lub zbyt obfite, wygląd narządów płciowych, sposób w jaki osiąga orgazm, to, że nie miała orgazmu, itp itd. My też wcale nie mamy tak różowo, jak się niektórym wydaje.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 23:45
                                                    To prawda nie mamy rozowo, chociazby dlatego, ze seks to nie z automatu dobry seks. Istotne co sie z tego seksu ma, facet ma minimum orgazm. A kobieta? No wlasnie czasem nic :(
                                                    A na szczescie zaden taki burak mnie sie nie zdarzyl, ale nie watpie, ze bywaja.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 09:39
                                                    > To prawda nie mamy rozowo, chociazby dlatego, ze seks to nie z automatu dobry s
                                                    > eks. Istotne co sie z tego seksu ma, facet ma minimum orgazm. A kobieta? No wla
                                                    > snie czasem nic :(

                                                    No masz punkt Kag.
                                                    Tylko w drugą stronę kogo obchodzi ze facet nie ma gratyfikacji z opieki i bliskości z dziećmi jak typowa kobieta?
                                                    Ma się angażować niezależnie od ochoty i gratyfikacji.
                                                    Jak sama napisałaś rolą jest wykazywać inicjatywę i dostawać kosza w większości przypadków: )
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 10:44
                                                    Urquhart napisał
                                                    >Tylko w drugą stronę kogo obchodzi ze facet nie ma gratyfikacji z opieki i bliskości z dziećmi jak typowa kobieta?
                                                    Ma się angażować niezależnie od ochoty i gratyfikacji.
                                                    Jak sama napisałaś rolą jest wykazywać inicjatywę i dostawać kosza w większości przypadków: )<

                                                    A Ty znowu wracasz do swoich obsesji ;)Jest wielu facetów, którzy stopniem gratyfikacji z opieki nad dziećmi przewyższają o wiele bardziej kobiety, a niekoniecznie potrzebują mieć gratyfikację z seksu, daleko przecież szukać nie muszę, bo temat znam z autopsji.No i co? I kogo to obchodzi, że w drugą stronę też się zdarza? ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 10:50
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A Ty znowu wracasz do swoich obsesji ;)Jest wielu facetów, którzy stopniem grat
                                                    > yfikacji z opieki nad dziećmi przewyższają o wiele bardziej kobiety,
                                                    Może wielu w sensie liczbowym (no bo ludzi na świecie w ogóle jest sporo) ale w sensie procentowym zdecydowana mniejszosć.
                                                    > a niekonie
                                                    > cznie potrzebują mieć gratyfikację z seksu, daleko przecież szukać nie muszę, b
                                                    > o temat znam z autopsji.No i co? I kogo to obchodzi, że w drugą stronę też się
                                                    > zdarza? ;)
                                                    Zdarza się.
                                                    Jesteś przypadkiem należącym do mniejszości.
                                                    Wiem, że Cię to nie pociesza ale to nie zmienia faktu, że tak jest.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 12:05
                                                    Owszem maz ninek moze byc wyjatkiem, bo ma gratyfikacje z opieki nad dziecmi a z seksu gratyfikacji nie ma. Alee jest cale mnistwo facetow(kobiet zrezta tez), ktorzy maja gratyfikacje z przebywaniem z dziecmi i z seksu. Moze nie? Ja jestem zdania, ze tak. W dodatku bledne jest zalozenie, ze kobiety maja zawsze gratyfikacje z opieki nad dzieckiem. Wiele rzeczy to zwyczajnie odpowiedzialnosc i troska, musi byc zobione, albo robie dla dobra dziecka.
                                                    Ale skoro mezczyzni grtyfikacji z opieki/spedzania czasu z wlasnym dzieckiem nie maja to o co sie rzucaja, ze dzieciaki zostaja z matka, ze sad je przyznaje matce? Zeby dowalic kobiecie, czy zeby nie placic alimenow? Tak jakby mieszkanie kobiety z dziecmi pod jednym dachem nie kosztowlao jej ani grosza a calosc pokrywalaby z alimentow.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 10:47
                                                    Urquhart napisał
                                                    >Tylko w drugą stronę kogo obchodzi ze facet nie ma gratyfikacji z opieki i bliskości z dziećmi jak typowa kobieta?
                                                    Ma się angażować niezależnie od ochoty i gratyfikacji.
                                                    Jak sama napisałaś rolą jest wykazywać inicjatywę i dostawać kosza w większości przypadków: )<

                                                    A Ty znowu powracasz do swoich obsesji;) Jest wielu facetów, którzy pod względem gratyfikacji i poświęcania się dzieciom przewyższają w znacznym stopniu kobiety, a z kolei gratyfikacja z seksu przestaje im być potrzebna. Nie trzeba wcale daleko szukać takich przypadków, bo temat znam z autopsji. No i co?Kogo to obchodzi, że w drugą stronę też się zdarza? ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 12:18
                                                    No masz punkt Kag.
                                                    "Tylko w drugą stronę kogo obchodzi ze facet nie ma gratyfikacji z opieki i bliskości z dziećmi jak typowa kobieta?
                                                    Ma się angażować niezależnie od ochoty i gratyfikacji.
                                                    Jak sama napisałaś rolą jest wykazywać inicjatywę i dostawać kosza w większości przypadków: )"

                                                    Urqu, nie wiem w jakim swiecie Ty zyjesz, ale w moim jak kobieta rowniez chce miec i mam gratyfikacje z seksu. Czyli decyduje sie chadzac do lozka z tym, ktory mi dobry seks zapewnia. A nie z kazdym.
                                                    Ty tez masz albo mozesz miec gratyfikacje z obcowania z wlasnymi dziecmi, z wszystkim dziecmi nie musisz i pewnie nie masz.
                                                    A angazowac sie ma, bo to jego odpowiedzialnosc, bral czynny udzial w ich plodzeniu.
                                                    Ja jednak z kazdym facetem sie w seks angazowac nie musze, bo nie mam obowiazku i odpowiezialnosci. Facet nie majacy gratyfikacji z opieki i blskosci z dziecmi robi tylko minimum i sie miga jak moze. Podobnie kobieta nie majaca gratyfikacji z seksu miga sie jak moze, ale od czasu do czasu jednak dupy daje, dla swietego spokoju.
                                                    Dla Ciebie ciagle jest podzial: kobiety chca dzieci, mezczyzni chca seksu. A to, moj drogi, w wiekszosci przypadkow sie nie zgdza. Kobiety rowniez chce seksu, pod warunkiem, ze ten seks im smakuje. Zapamietaj to sobie!
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 13:40
                                                    Ja też się od lat zastanawiam, w jak makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie Urqu zyje :-D Z nas, kobiet z jakimś tam temperamentem czyni białe kruki, a z kruchej istoty jaką jestem usiłuje zrobić wysokotestosteronową laskę :-P I nie ustaje chłopak w wysiłkach od lat. Chyba ma jakiś poważny, nieuswiadomiony ból w temacie. Ale nie chce mi się grzebać. Generalnie jest wesoło :-D
                                                  • urquhart makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 07:37
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Ja też się od lat zastanawiam, w jak makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świe
                                                    > cie Urqu zyje :-D Z nas, kobiet z jakimś tam temperamentem czyni białe kruki, a
                                                    > z kruchej istoty jaką jestem usiłuje zrobić wysokotestosteronową laskę :-P I n
                                                    > ie ustaje chłopak w wysiłkach od lat. Chyba ma jakiś poważny, nieuswiadomiony b
                                                    > ól w temacie. Ale nie chce mi się grzebać. Generalnie jest wesoło :-D

                                                    To ty Andzia określasz i wartościujesz że te inne kobiety niż ty i są straszne nie ja :)
                                                    A to że takie kobiety co bardziej interesują sie seksem niż dziećmi i że to są antagonistyczne potrzeby to Starowicza niedawno wystawiałem który dopiero zauważył że to że takie kobiety istnieją jako mniejszość to norma która niedawno przebiła się do seksuologii :)
                                                    29 minuta
                                                    www.youtube.com/watch?v=uPS-xf1JI8g
                                                  • sabat3 Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 08:07
                                                    Cos musza zrobic z kobieca seksualnoscia. Kiedy nie da sie juz dluzej negowac, trzeba zakrzyknac "wyjatek!".
                                                    Nie lepiej przyjac ze osobniki aseksualne obojga plci stanowia mniejszosc, a kobiety faktycznie nieco inaczej realizuja swoja seksualnosc, niemniej generalnie zainteresowane seksem sa w znacznym stopniu. Po prostu dla nich udany seks oznacza co innego.
                                                  • urquhart Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 08:24
                                                    Calkowicie rozumiem oburzenie Kitty "my jestesmy inne wiec nie do nas te żale."
                                                    Jestem slkonny afirmowac, emablowac te inne z serdecznym dluzszym czy równym.
                                                    Nasze forumowe dziewczyny. Ale to tworzy zyczeniowy nieprawdziwy obraz zeby im bylo milo.
                                                    Bo To po prostu mniejszość.
                                                    Bo projektując na reszte kobiet jak kag i andzia jako typowe swoje zachowania nie pomaga zrozumiec jak dzialaja relacje i maja sobie poradzić ci faceci co sa z ta większością kobiecych kobiet w zwiazkach z serdecznym krotszym jadących na babskich typowo hormonach estrogenach i antyseksualnej prolaktynie .
                                                  • sabat3 Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 08:36
                                                    Ciekawy zbieg okolicznosci. 10-15% kobiet zainteresowanych seksem i 10-15% mezczyzn atrakcyjnych seksualnie dla kobiet. No niesamowite ;)
                                                  • marek.zak1 Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 09:17
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ciekawy zbieg okolicznosci. 10-15% kobiet zainteresowanych seksem
                                                    ------------------------------------------
                                                    Skąd masz te dane? Moja autorska opinia jest taka, że % kobiet zainteresowanych seksem zależy głównie od obiektu. Otóż z Braderm Pittem jest ten % znacznie większy, aniżeli ze wspomnianym Cześkiem. Tak więc kobieta niezainteresowana seksem z X, może być niesamowicie zainteresowana z Y. To jest manipulacja, czyli statystyka.
                                                    Czy to jest związane z tymi 15%, które kręcą (zaznacz wszystkie) kobiety, może i tak jest.
                                                  • kviatoslav Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 09:36
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > Ciekawy zbieg okolicznosci. 10-15% kobiet zainteresowanych seksem
                                                    > ------------------------------------------
                                                    > Skąd masz te dane? Moja autorska opinia jest taka, że % kobiet zainteresowanych
                                                    > seksem zależy głównie od obiektu. Otóż z Braderm Pittem jest ten % znacznie wi
                                                    > ększy, aniżeli ze wspomnianym Cześkiem. Tak więc kobieta niezainteresowana seks
                                                    > em z X, może być niesamowicie zainteresowana z Y. To jest manipulacja, czyli st
                                                    > atystyka.
                                                    > Czy to jest związane z tymi 15%, które kręcą (zaznacz wszystkie) kobiety, może
                                                    > i tak jest.

                                                    Może można oceniać siłę zainteresowania seksem przyjmując średnioatrakcyjne, czyli całkiem atrakcyjne ale nie bardzo, obiekty do pożądania. I wtedy jednak widać, że ktoś ma wyższe, a ktoś niższe zainteresowanie seksem. Bo 15% będzie współżyć chętnie i często ze średnioatrakcyjnymi, a inne/inni nie będzie chętnie i często?
                                                  • aandzia43 Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 11:59
                                                    Jeszcze raz, Urquharcie: nie projektuję na wszystkie kobiety swoich zachowań sekasualnych. Natomiast ty, od lat,bez żadnej refleksji po drodze, przypisujesz kobietom z temperamentem cechy, których zazwyczaj nie posiadaji odmawiasz przyjęcia do wiadomości,że posiadają one najczęściej cechy kobiet bez temperamentu, których to cech nie lubisz. A dlaczego tak jest, to zostawiam na inną dyskusję.
                                                  • kviatoslav Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 09:17
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Cos musza zrobic z kobieca seksualnoscia. Kiedy nie da sie juz dluzej negowac,
                                                    > trzeba zakrzyknac "wyjatek!".
                                                    > Nie lepiej przyjac ze osobniki aseksualne obojga plci stanowia mniejszosc, a ko
                                                    > biety faktycznie nieco inaczej realizuja swoja seksualnosc, niemniej generalnie
                                                    > zainteresowane seksem sa w znacznym stopniu. Po prostu dla nich udany seks ozn
                                                    > acza co innego.

                                                    Ja nie wiem, czy seksuologia zbadała dokładniej różnice postaw tych kobiet chyba pożądliwszych, z wyższym testosteronem (dłuższy palec serdeczny, silna żuchwa, brunatne wargi sromowe) i tych jakby bardziej kobiecych (krótszy palec, delikatna żuchwa, różowy srom). Na przykład czy te pierwsze wolą częstsze i dłuższe stosunki, a te drugie rzadsze i krótsze. Czy orgazm jest celem dla tych pierwszych, a niekoniecznie dla tych drugich? Czy ich zamiłowanie do seksu oralnego jest podobne, czy różni się istotnie?
                                                  • zawle Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 09:11
                                                    urquhart napisał:
                                                    > A to że takie kobiety co bardziej interesują sie seksem niż dziećmi i że to są
                                                    > antagonistyczne potrzeby to Starowicza niedawno wystawiałem który dopiero zauwa
                                                    > żył że to że takie kobiety istnieją jako mniejszość to norma która niedawno prz
                                                    > ebiła się do seksuologii :)

                                                    Dzieci i seks to antagonistyczne potrzeby? Coś jak głód i jedzenie?;)
                                                    Bzdety. Ja uwielbiam swoje dzieci, a bzykać się lubię. Nigdy mi dzieci w sprzeczności nie były. I nigdy nie musiałam wybierać pomiędzy nimi a seksem. Gdybym jednak musiała dokonać takiego wyboru, to zmieniłabym faceta, bo dzieci to mam fajne:))
                                                  • kviatoslav Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 09:23
                                                    zawle napisała:
                                                    >
                                                    > Dzieci i seks to antagonistyczne potrzeby? Coś jak głód i jedzenie?;)
                                                    > Bzdety. Ja uwielbiam swoje dzieci, a bzykać się lubię. Nigdy mi dzieci w sprzec
                                                    > zności nie były. I nigdy nie musiałam wybierać pomiędzy nimi a seksem. Gdybym j
                                                    > ednak musiała dokonać takiego wyboru, to zmieniłabym faceta, bo dzieci to mam f
                                                    > ajne:))

                                                    A to i Wasze geny chyba ładnie się dobrały, bo dzieciaki nieraz "wybierają" co lepsze kąski z genotypu rodziców, a niekiedy to wychodzą np. mniej urodziwe niż rodzice, ale chyba rzadziej. Plus oczywiście zdolności matematyczne i inne takie dobrodziejstwa genotypu.
                                                  • urquhart Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 11:13
                                                    > Dzieci i seks to antagonistyczne potrzeby? Coś jak głód i jedzenie?;)
                                                    > Bzdety. Ja uwielbiam swoje dzieci, a bzykać się lubię. Nigdy mi dzieci w sprzec

                                                    To opowieści jak babki z tego forum zaklinaja się ze spadek libido po tabletkach anty to brednie bo im nic się nie zmieniło .
                                                    Ty sobie a badania sobie : )
                                                  • zawle Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 11:19
                                                    Tabletki ANTYKONCEPCYJNE, mają powodować niepłodność. To jak chcesz mieć niepłodną babę, to po co Ci bzykanie? Korelacja urgu, korelacja.
                                                  • kviatoslav Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 11:57
                                                    Mnie się wydaje, że te wszystkie badania i klasyfikacje są bardzo przydatne. Pomagają zrozumieć i jak ktoś na przykład ma niskie potrzeby seksualne, partner się z nią morduje, więc i ta kobieta się niewątpliwie jakoś tam męczy że coś jest z ich związkiem bardzo niedobrze... I ona wtedy czyta że jest 25% kobiet z bardzo małymi potrzebami seksualnymi i wtedy: a/czuje się raźniej że nie jest wcale taka sama niskolibidówka kuriozum, b/może nie winić partnera że jej nie rozpala, c/partner może się nie podłamywać że jej nie rozpala... Wiedzą na czym stoją, jakim są związkiem, wiedzą że się źle dobrali i mogą np. się rozstać wspólną decyzją, albo jakąś muchę hiszpańską kupić może.
                                                  • ninek04 Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 19:50
                                                    urquhart napisał
                                                    >To opowieści jak babki z tego forum zaklinaja się ze spadek libido po tabletkach anty to brednie bo im nic się nie zmieniło .
                                                    Ty sobie a badania sobie : )<

                                                    Ale Ty Urqu chciałbyś chyba, żeby każdy nieomal przypadek podpasować pod swoją z góry założoną tezę. A weź pod uwagę, że jeden wyjątek, drugi, trzeci, czyli ziarnko do ziarnka i zbierze się całkiem pokaźna miarka- również i takich kobiet, które nie odczuły spadku libido w wyniku zażywania tabletek. I to niezależnie od ich rodzaju - czy to starszych, czy nowszych generacji - teraz na przykład popularne są Madinette, których producent wprost deklaruje brak wpływu na libido, no ale wszystko jak zwykle zależy od konkretnej kobiety i odpowiedzi organizmu na dany środek. Ale po co zaklinać rzeczywistość w drugą stronę - że spadek libido to na mur beton musi nastąpić, no po co tak się upierać przy swoim? ;)
                                                  • aandzia43 Re: makabrycznym, pełnym okropnych kobiet świecie 24.05.16, 11:25
                                                    Niczego nie wartościuję, żartujeę sobie z twojego twardogłowia :-) A przede wszystkim nie antagonizuję, co ty czynisz przeprowadzając jakies sztywne, nie opisujące rzeczywistości linie podziałów kobiet. Robisz to nieustająco od lat. Ja nie.zaprzeczam,że kobiety różnią się od sobie potrzebami seksualnymi i w ogóle postrzeganiem seksu, więc nie musisz wywazac otwartych drzwi. Usiłuje tylko.wzbogacić twój ogląd rzeczywistości ;-) Z jakichś przyczyn nie chcesz przyjąć do wiadomości, że kobieta z temperamentem może mieć i bardzo bardzo często ma kupę cech, które mają kobiety bez temperamentu. Cech, których generalnie u kobiet nie lubisz (nie chce mi się wnikac dlaczego).
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 10:58
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > O, to to.
                                                    > W dodatku wcale nie jest tak, że jak kobieta uchyli pierożka, to się automatycz
                                                    > nie tarza w adoracji i wdzięczności.
                                                    Nie z automatu.
                                                    Ale prędzej niż facet.


                                                    > My
                                                    > też wcale nie mamy tak różowo, jak się niektórym wydaje.
                                                    Nie twierdzę, ze "macie różowo" tylko że przeciętny męzczyzna ma silniejsze poczucie trudnego dostępu do seksu (jakikolwiek by on nie był) niż kobieta.
                                                    I nie chodzi o użalanie się nad rodzajem męskim tylko o zauważanie dalekosiężnych konsekwencji.
                                                    Z mojej perspektywy mogę powiedzieć równie dobrze, że "kobiety mając w dłuższej perspektywie gorzej" bo to na przykład motywuje męzczyzn do działania, zarabiania pieniędzy, podnoszenia statusu społecznego itd
                                                    I te pieniądze można jeszcze do późnych lat skutecznie pomnażać a status podnosić.
                                                    A z szeroko rozumianym sexapealem to już trudniej.
                                                    Nie czepiaj się słówek i nie interpretuj tego co piszę jako narzekania "jacy my mężczyźni jesteśmy biedni"
                                                    Po prostu wskazuję na mechanizmy.
                                                    Mnie się one nawet z czasem coraz bardziej podobają choć z drugiej strony pozbawiają mnie resztek idealizmu.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 12:09
                                                    Nie twierdzę, ze "macie różowo" tylko że przeciętny męzczyzna ma silniejsze poczucie trudnego dostępu do seksu (jakikolwiek by on nie był) niż kobieta.

                                                    Co nam po dostepie do seksu jezeli nawet obiekt sie w ogole nie podona, nie pociaga a w dodatku nie ma gwaracji na satysfakcje. Jakikolwiek by ten seks natomisat dla faceta nie byl, dla "normalnego" faceta oznacza on orgazm a to juz bardzo duzo.
                                                    I oczywiscie o tym czy bedzie seks czy nie bedzie decyduje kobieta, to jasne. Ciesz sie, ze chociaz masz prawo probowac i dostac szanse ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 13:39
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Co nam po dostepie do seksu jezeli nawet obiekt sie w ogole nie podona, nie poc
                                                    > iaga a w dodatku nie ma gwaracji na satysfakcje.
                                                    Hello.
                                                    Kag.
                                                    Huston.
                                                    Słyszycie nas?
                                                    Połowa ludzkości?
                                                    Mężczyźni.
                                                    Interesuje Cię chociaż trochę co czują, co ich kształtuje itd?
                                                    W temacie "co kształtuje mężczyzn" masz do powiedzenia tylko: "Co nam kobietom po byle jakim seksie"


                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 13:51
                                                    Odnioslam wrażenie, że Kag wypowiedziała się w temacie "wam kobietom jest fajniej w kwestii dostępności seksu, bo zawsze jakiś paszczur was przeleci". Nie uwzględniłeś po prostu że dla nas seks z paszxzurem jest poza granicą dostępności, jego po prostu nie ma.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 13:52
                                                    "Odnioslam wrażenie, że Kag wypowiedziała się w temacie "wam kobietom jest fajniej w kwestii dostępności seksu, bo zawsze jakiś paszczur was przeleci". Nie uwzględniłeś po prostu że dla nas seks z paszxzurem jest poza granicą dostępności, jego po prostu nie ma."

                                                    No dokladnie tak.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 14:39
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Odnioslam wrażenie, że Kag wypowiedziała się w temacie "wam kobietom jest fajni
                                                    > ej w kwestii dostępności seksu, bo zawsze jakiś paszczur was przeleci". Nie uwz
                                                    > ględniłeś po prostu że dla nas seks z paszxzurem jest poza granicą dostępności,
                                                    > jego po prostu nie ma.

                                                    Tylko ze ja nie pisałem: "wam kobietom jest fajniej w kwestii dostępności seksu, bo zawsze jakiś paszczur was przeleci"
                                                    Ja pisałem, ze mezczyźni kształtują się w poczuciu deficytu seksu.
                                                    Nawet takiego kiepskiego jak ten seks, który kobiety nie interesuje.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 14:52
                                                    Kobiety tez moga miec deficyt seksu, bo na horyzoncie nie ma pociagajacego obiektu a co za tym idzie nie ma seksu, bo wielu do seksu potrzebny jest obiekt, ktory pociaga. I w dodatku nie ma pewnosci, ze ten pociagajacy obiekt, jak juz sie go znajdzie akurat z ta kobieta zechce, kiedy ona dla niego jest np. transparentna i w dodatku obiekt zajety i w przeciwienstwie do Ciebie zachowujacy sie monogamicznie.
                                                    A jak jeszcze dodasz do tego normy spoleczne ograniczajace kobiety to juz sie w ogole robi deficyt.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 14:53
                                                    morrison9 napisał:


                                                    > Ja pisałem, ze mezczyźni kształtują się w poczuciu deficytu seksu.
                                                    -----------
                                                    Ale też napisałeś, z czym się zgadzam, że to ich (no nie wszystkich) motywuje to podniesienia statusu, kasy i pracy nad sobą i dzięki temu ten deficyt szybko znika, jak śnieg w maju. Tak więc może i lepiej że ten deficyt jakiś czas jest :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:22
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ale też napisałeś, z czym się zgadzam, że to ich (no nie wszystkich) motywuje t
                                                    > o podniesienia statusu, kasy i pracy nad sobą i dzięki temu ten deficyt szybko
                                                    > znika, jak śnieg w maju.
                                                    Znika tym, którym się udaje ten status podnieść.
                                                    Tych , którym się nie udaje kobiety zazwyczaj nie biorą pod uwagę w ocenie.

                                                    > Tak więc może i lepiej że ten deficyt jakiś czas jest :)
                                                    Ale przecież tak napisałem.
                                                    Na dłuższą metę to wychodzi na dobre. (przynajmniej tym, którym się udało)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:32
                                                    "Znika tym, którym się udaje ten status podnieść.
                                                    Tych , którym się nie udaje kobiety zazwyczaj nie biorą pod uwagę w ocenie."

                                                    Za prosto by bylo. Mnie podniesiony status nie pomoze jak fizycznosc nie taka, tego nie przeskocze, ale inne przeskocza. Choc mam tutaj swoje watpliwosci czy im o seks chodzi czy o "lepsze" zycie. Chociaz sa i takie, dla ktorych liczy sie technika a wyglad nie jest taki wazny, jezeli w zamian maja ten status. Ja z facetem a nie ze statusem do lozka ide, nic nie zrobie, jak mnie nie pociaga to mnie nie pociaga.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:45
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Znika tym, którym się udaje ten status podnieść.
                                                    > Tych , którym się nie udaje kobiety zazwyczaj nie biorą pod uwagę w ocenie."
                                                    >
                                                    > Za prosto by bylo. Mnie podniesiony status nie pomoze jak fizycznosc nie taka,
                                                    > tego nie przeskocze, ale inne przeskocza.
                                                    No i teraz będziemy mieli 20 postów po których:
                                                    1) ustalimy wreszcie, ze "status" to pojęcie dosyć szerokie i nie sprowadza się do Merola i złotego łańcucha na szyi
                                                    2) ustalimy, ze świat nie kręci się wokół kag73

                                                    Przy czym nie mam przekonania co do powodzenia w punkcie drugim.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:55
                                                    2) ustalimy, ze świat nie kręci się wokół kag73

                                                    Ja nie jestem jedyna taka, jest takich wiecej, serio. kto wie, moze nawet pol na pol. Co nie znaczy, ze nie lubie "statusu" ale sprawa sie komplikuje, bo sam status nie wystraczy a na pewno nie wystraczy jak nie ma pociagajacej fizycznosci. W dodatku rozroznic nalezy czy mowimy o seksie i facecie do seksu czy tez o faceci do zycia, bo to, ze wiele kobiet poleci na status nie znaczy, ze seks jest dla nich kwestia priorytetowa. Dla mnie byl/jest, ale wiadomo, ze seks do za malo do zwiazku udanego.
                                                    Dobra stare nudy w kolko o tym samym.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 16:01
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ja nie jestem jedyna taka, jest takich wiecej, serio. kto wie, moze nawet pol n
                                                    > a pol. Co nie znaczy, ze nie lubie "statusu" ale sprawa sie komplikuje, bo sam
                                                    > status nie wystraczy a na pewno nie wystraczy jak nie ma pociagajacej fizycznos
                                                    > ci. (CIACH)
                                                    Chodziło mi o to, że po raz kolejny formułujesz tezy w stylu "problemu nie ma bo ja go nie mam"

                                                    Ja czasem piszę z mojej perspektywy ale czasem wychodzę poza nią.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 16:10
                                                    Co to znaczy nie ma problemu, bo ja go nie mam, przeciez Ci napisalam, ze problem jest, bo skad wziac tylko takich, ktorzy pociagaja albo co zrobic, zeby dostrzegl mnie gostek, ktory jest taki seksowny, ze ma babek na peczki. Albo skad wziac tylu ze "statusem". problem jest
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 18:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Co to znaczy nie ma problemu, bo ja go nie mam, przeciez Ci napisalam, ze probl
                                                    > em jest, bo skad wziac tylko takich, ktorzy pociagaja albo co zrobic, zeby dost
                                                    > rzegl mnie gostek, ktory jest taki seksowny, ze ma babek na peczki. Albo skad w
                                                    > ziac tylu ze "statusem". problem jest
                                                    Napisałem to co napisałem bo nawet jak jest jakiś temat o charakterze ogólnym, nazwijmy go w jakimś sensie społecznym, to Ty koniecznie musisz zaznaczyć, że "Ty tak nie masz"
                                                    Wszyscy wiemy jaka jesteś perfekcyjna.
                                                    Podejmowałaś w życiu same słuszne decyzje, dokonywałaś samych słusznych wyborów.
                                                    Twój mężczyzna ma wszystkie cechy, których od niego oczekujesz.
                                                    (i oczywiście jest monogamiczny) :-)
                                                    W ogóle jeśli czegoś oczekujesz to to dostajesz a jeśli czegoś nie dostajesz to i tak Ci na tym nie zależy.
                                                    Po prostu życie idealne.
                                                    Wiemy już to.
                                                    Nie musisz tego tak podkreślać.
                                                    Moje życie idealne nie jest. Zdecydowanie nie jest.
                                                    Choć mam świadomość, że i tak jest niezłe bo mam porównanie z okresem kiedy było jeszcze gorsze.
                                                    Pozwól nam, amatorom w dziedzinie układania sobie życia pograć w swojej lidze i nie porównuj nas z takimi zawodowcami jak Ty :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 18:22
                                                    Czy myślisz, że ten syndrom bezseksia, czy małej na niego szansy we wczesnej młodości, wpłynął na Ciebie, na Twoje życie, postrzeganie kobiet, ich roli w Twoim życiu? Na mnie wpłynął zdecydowanie, bardzo mnie motywując , a jak napisałeś, pozycja rosła. Z Twoich postów wyczuwam żal do dziewczyn, że one wtedy mogły mieć seks bez problemu, a ten młody, przeciętny niekoniecznie i dopiero ta praca...
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 18:32
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Czy myślisz, że ten syndrom bezseksia, czy małej na niego szansy we wczesnej mł
                                                    > odości, wpłynął na Ciebie, na Twoje życie, postrzeganie kobiet, ich roli w Twoi
                                                    > m życiu? Na mnie wpłynął zdecydowanie, bardzo mnie motywując , a jak napisałeś,
                                                    > pozycja rosła. Z Twoich postów wyczuwam żal do dziewczyn, że one wtedy mogły m
                                                    > ieć seks bez problemu, a ten młody, przeciętny niekoniecznie i dopiero ta praca
                                                    > ...
                                                    Żal, że mogły?
                                                    Nie.
                                                    Co najwyżej poirytowanie, ze nie chcą przyjąć do wiadomości pewnych mechanizmów.
                                                    Wolą to wypierać.
                                                    Pal licho kiedy chodzi o panie z forum.
                                                    To dyskusja z nimi to tylko intelektualna rozrywka i rozładowanie emocji.
                                                    Ale kiedy chodzi o kogoś z mojego otoczenia realnego to już gorzej.
                                                    Zadają mi różne pytania zaczynające się od słów: Dlaczego....?
                                                    A kiedy próbuje im odpowiedzieć to reagują tak jakby chciały mi powiedzieć: KŁAM, OSZUKUJ MNIE, POWIEDZ MI TO CO CHCĘ USŁYSZEĆ!!!
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:35
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Nie.
                                                    > Co najwyżej poirytowanie, ze nie chcą przyjąć do wiadomości pewnych mechanizmów
                                                    > .
                                                    > Wolą to wypierać.

                                                    Mylisz sie Morrison i wbrew temu co piszesz kobiety glupie nie sa. I niczego nie wypieraja. Cos Ci powiem. Jestem przecietna kobieta, zwykla. Taka w strefie stanow srednich. Dupy nie urywa w kazdym razie i na ulicy pewnie bys sie za mna nie obejrzal. Ale mezczyzni mnie lubia i okazuja to. Co Twoim zdaniem powinnam zrobic ? Udostepniac sie kazdemu, ktory okazal mi sympatie ? Powiedz mi, w ktorym momencie cos wypieram ? No bo chyba nie w tym, ze wiem ze moge miec seks, a oni musza o niego zabiegac ? Czy sadzisz, ze daje mi to jakas przewage nad nimi, jakies profity ? Co moglabym ugrac w takiej sytuacji, bo jakos nic mi do glowy nie przychodzi.

                                                    > Zadają mi różne pytania zaczynające się od słów: Dlaczego....?
                                                    > A kiedy próbuje im odpowiedzieć to reagują tak jakby chciały mi powiedzieć: KŁA
                                                    > M, OSZUKUJ MNIE, POWIEDZ MI TO CO CHCĘ USŁYSZEĆ!!!

                                                    Tego nie rozumiem przyznaje. Moglbys wyjasnic blizej ?
                                                  • bgz0702 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:41
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Mylisz sie Morrison i wbrew temu co piszesz kobiety glupie nie sa. I niczego ni
                                                    > e wypieraja. Cos Ci powiem. Jestem przecietna kobieta, zwykla. Taka w strefie s
                                                    > tanow srednich. Dupy nie urywa w kazdym razie i na ulicy pewnie bys sie za mna
                                                    > nie obejrzal. Ale mezczyzni mnie lubia i okazuja to. Co Twoim zdaniem powinnam
                                                    > zrobic ? Udostepniac sie kazdemu, ktory okazal mi sympatie ? Powiedz mi, w ktor
                                                    > ym momencie cos wypieram ? No bo chyba nie w tym, ze wiem ze moge miec seks, a
                                                    > oni musza o niego zabiegac ? Czy sadzisz, ze daje mi to jakas przewage nad nimi
                                                    > , jakies profity ? Co moglabym ugrac w takiej sytuacji, bo jakos nic mi do glow
                                                    > y nie przychodzi.
                                                    >

                                                    fajna jesteś, ten seks to za dużo czasu ludziom zajmuje w sensie rozwazan, kto na co dzień koncentruje się ciagle na tym co może ugrac? chyba jacys niezrealizowani;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:58
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > kto
                                                    > na co dzień koncentruje się ciagle na tym co może ugrac? chyba jacys niezrealiz
                                                    > owani;)

                                                    No. My tu na forum ;)
                                                    Mam wrazenie, ze ludzie zwykle nie przywiazuja az tak duzej wagi do seksu. Wiele osob sie prawie wcale nie koncentruje na tym temacie/nie ma zadnych dazen, ambicji, przemyslen...
                                                  • bgz0702 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 20:09
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > kto
                                                    > > na co dzień koncentruje się ciagle na tym co może ugrac? chyba jacys niez
                                                    > realiz
                                                    > > owani;)
                                                    >
                                                    > No. My tu na forum ;)
                                                    > Mam wrazenie, ze ludzie zwykle nie przywiazuja az tak duzej wagi do seksu. Wiel
                                                    > e osob sie prawie wcale nie koncentruje na tym temacie/nie ma zadnych dazen, am
                                                    > bicji, przemyslen...

                                                    nie wiem czy to smutne czy optymistyczne info;) jak myślisz?;)) lepiej znasz autora
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 20:16
                                                    bgz0702 napisała:
                                                    > nie wiem czy to smutne czy optymistyczne info;) jak myślisz?;)) lepiej znasz au
                                                    > tora

                                                    To w wiekszosci wypadkow zalezy juz tylko od nas samych :)
                                                    W pewnym sensie optymistyczne, ze jesli seks jest dla nas taki wazny, to mozemy sie nim zajmowac i sobie o nim rozmawiac ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:22
                                                    mabelle2000 napisała:


                                                    > Mylisz sie Morrison i wbrew temu co piszesz kobiety glupie nie sa. I niczego ni
                                                    > e wypieraja. Cos Ci powiem. Jestem przecietna kobieta, zwykla. Taka w strefie s
                                                    > tanow srednich. Dupy nie urywa w kazdym razie i na ulicy pewnie bys sie za mna
                                                    > nie obejrzal. Ale mezczyzni mnie lubia i okazuja to. Co Twoim zdaniem powinnam
                                                    > zrobic ?
                                                    A skąd w ogóle myśl, ze to sugeruję??
                                                    Ten temat zaczął się od tego, ze zacząłem wskazywać mechanizmy, które (niezależnie od czynników ewolucyjnych) powodują wzmacnianie zachowań poligamicznych u męzczyzn.
                                                    I nagle się się zrobiła wielka dyskusja nad tezą, która jest oczywista; że męzczyźni wyrastają w poczuciu większej niedostępności seksu
                                                    I wielkie mecyje się robią z powodu takiego banału.

                                                    > > Zadają mi różne pytania zaczynające się od słów: Dlaczego....?
                                                    > > A kiedy próbuje im odpowiedzieć to reagują tak jakby chciały mi powiedzie
                                                    > ć: KŁA
                                                    > > M, OSZUKUJ MNIE, POWIEDZ MI TO CO CHCĘ USŁYSZEĆ!!!
                                                    >
                                                    > Tego nie rozumiem przyznaje. Moglbys wyjasnic blizej ?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:29
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > > Zadają mi różne pytania zaczynające się od słów: Dlaczego....?
                                                    > > A kiedy próbuje im odpowiedzieć to reagują tak jakby chciały mi powiedzie
                                                    > ć: KŁA
                                                    > > M, OSZUKUJ MNIE, POWIEDZ MI TO CO CHCĘ USŁYSZEĆ!!!
                                                    >
                                                    > Tego nie rozumiem przyznaje. Moglbys wyjasnic blizej ?
                                                    Chodzi o kilka moich realnych znajomych.
                                                    Problemy sa róznego rodzaju i wszystkie trudno mi tu opisywac ale na przykład często oczekują potwierdzenia , że mężczyźni dzielą się na monogamicznych i niewiernych. I akurat ten ich męzczyzna mimo, że ma trudny charakter to na pewno jest monogamiczny.
                                                    I słucham opisów sytuacji, z których widać , ze facet ewidentnie zachowuje się tak jak opisałem (szuka okazji, zabezpiecza sobie seksualne pogotowie, wypomina kobiecie jakieś pseudo-poligamiczne zachowania podczas gdy tak na prawdę szuka usprawiedliwienia dla swojej niewiernosci itd)
                                                    Ale nie mam serca kłamac przyjaciółce.
                                                    Kiepski w tym jestem.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 18:54
                                                    Cos Ci sie kreci, podobne problemzy do moich maja i miewalo wiele kobiet.
                                                    Ja rozumiem meskie problemy ale Ty za Chiny tych baskich nie rozumiesz, nie potrafisz sobie tego wyobrazic.
                                                    Ja nigdzie nie pisze o swoich slusznych decyzjach, ja pisze o trudnosciach kobiet w dziedzinie seksu, czlowieku.
                                                    Tobie sie wydaje, ze dla kobiet to jest proste ale stoja sobie same w drodze, taka dostepnosc do seksu, zyc nie umierac. Zapominasz jednak, ze wiekszosc mezczyzn startuje do kobiet, ktore im sie podobaja a nie do kobiet jak leci, tylko dlatego, ze sa kobietami. Co niektorzy moze po jakims czasie nieco obnizaja loty i startuja rowniez do tych z drugiej ligii, nie przecze. Ale nie oczekuj, ze kobiety beda kazdemu, ktory do nich startuje mowily "tak, bardzo chetnie". Same maja nieco utrudnione startowanie, ze wzgledu na utarte normy i jakies tam wymagania, bo wiecej potrzeba im, zeby cos z seksu mialy. Nie ma to nic wspolnego z moim "idealnym" zyciem i nigdzie tego nie napisalam.
                                                    Tobie sie wydaje, ze wiesz o kobietach wszystko, tym czasem wiesz to co Ci sie wydaje.
                                                    Dam Ci rade: przewartosciuj sie troche, moze wtedy Twoje zycie stanie sie idealne. Proste? Proste! ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:10
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ja rozumiem meskie problemy ale Ty za Chiny tych baskich nie rozumiesz, nie pot
                                                    > rafisz sobie tego wyobrazic.
                                                    No właśnie jest odwrotnie.
                                                    Ja doskonale rozumiem kobiece problemy.
                                                    O tym, że "kobiety potrzebują znacznie więcej by miec ochotę na seks" itd to kładziono mi do głowy od najmłodszych lat.
                                                    Przeciętny mężczyzna nie jest w stanie normalnie przeżyć życia nie będąc bombardowanym takimi komunikatami.
                                                    A Ty myślisz, że Ty mi prawdę objawioną oznajmiasz??
                                                    Nie żartuj.
                                                    Sorry ale pozwolę sobie przypisać minimum inteligencji i umiejętności obserwacji życia by to co próbujesz mi "wytłumaczyć" wiedzieć doskonale bez Twojego oznajmiania.
                                                    Ja tylko określam innymi słowami prawdy znane i mnie i Tobie.
                                                    Słowami nie zawierającymi zawoalowanych pochlebstw.

                                                    > Tobie sie wydaje, ze dla kobiet to jest proste ale stoja sobie same w drodze, t
                                                    > aka dostepnosc do seksu, zyc nie umierac.
                                                    To odpowiesz mi dlaczego na forum nie ma 20-25 latek? :-)


                                                    > Tobie sie wydaje, ze wiesz o kobietach wszystko, tym czasem wiesz to co Ci sie
                                                    > wydaje.
                                                    Mnie to się wydaje, ze Ty nie rozumiesz co mnie się wydaje :-)
                                                    Ale mógłbym do Ciebie odesłać niektóre moje realne znajome, które zadają mi kłopotliwe pytania:
                                                    Dlaczego?
                                                    Co zrobiłam źle?
                                                    Dlaczego on tak się zachował?
                                                    Dlaczego ty sprawdzało się 15 lat temu a teraz już nie działa?
                                                    "Mógłbym"
                                                    Teoretycznie.
                                                    Bo w praktyce jak miałbym to zrobić.

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:23
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > To odpowiesz mi dlaczego na forum nie ma 20-25 latek? :-)

                                                    Byla jedna. Ale dwudziestoparolatkow tez nie ma.
                                                    To jeszcze nie ten wiek, by doswiadczac problemow z seksem w dlugoterminowych zwiazkach ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:27
                                                    Siedzą na Wizażu, Bez Tabu i jeszcze w paru innych podobnych miejscach.
                                                    Potwierdzone info.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:31
                                                    "To odpowiesz mi dlaczego na forum nie ma 20-25 latek? :-)"

                                                    A faceci w tym wieku tu sa? Tacy mlodzi ludzie to sa zajeci studiami, imprezowaniem i stukaniem ale nie w klawiature ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:40
                                                    "O tym, że "kobiety potrzebują znacznie więcej by miec ochotę na seks" itd to kładziono mi do głowy od najmłodszych lat."

                                                    Scislej to mnie chodzi o to, ze kobiety potrzebuje troche wiecej, zeby cos z tego seksu miec, bo seks sie uprawia dla przyjemnosci i satysfakcji a niekoniecznie TYLKO dla zabicia czasu.


                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:08
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "O tym, że "kobiety potrzebują znacznie więcej by miec ochotę na seks" itd to k
                                                    > ładziono mi do głowy od najmłodszych lat."
                                                    >
                                                    > Scislej to mnie chodzi o to, ze kobiety potrzebuje troche wiecej, zeby cos z te
                                                    > go seksu miec, bo seks sie uprawia dla przyjemnosci i satysfakcji a niekonieczn
                                                    > ie TYLKO dla zabicia czasu.
                                                    No i to też kładziono mi do głowy.
                                                    Taki przekaz jest wszędzie.
                                                    Nie da się go nie zauważyć.

                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 22:32
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "O tym, że "kobiety potrzebują znacznie więcej by miec ochotę na seks" itd to k
                                                    > ładziono mi do głowy od najmłodszych lat."
                                                    >
                                                    > Scislej to mnie chodzi o to, ze kobiety potrzebuje troche wiecej, zeby cos z te
                                                    > go seksu miec, bo seks sie uprawia dla przyjemnosci i satysfakcji a niekonieczn
                                                    > ie TYLKO dla zabicia czasu.


                                                    Jak się myli wytrysk z orgazmem oraz kompulsywne rozładowanie napięcia z jego nieśpiesznym budowaniem to nie tylko różnic ale wręcz antagonizmów między płciami można się dopatrzeć. To się nazywa ssanie z kciuka albo czegoś tam.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 20:04
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To odpowiesz mi dlaczego na forum nie ma 20-25 latek? :-)

                                                    Ja juz odpwiedzialam gdzies nawet tego pytania nie czytajac. Odpowiedz: bo seks (bez zwiazku) nie jest dla nich wazny. Seks jest w tym wieku tylko pochodna zwiazku/relacji jmilosne, a nie jest zadna wartoscia sama w sobie nawet jak sie go lubi i ma orgazmy. Przynajmniej ja tak zylam, a poniewaz zawsze bylam w jakims zwiazku to nie bylo mowy o zadnym deficycie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:03
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > To odpowiesz mi dlaczego na forum nie ma 20-25 latek? :-)
                                                    >
                                                    > Ja juz odpwiedzialam gdzies nawet tego pytania nie czytajac. Odpowiedz: bo seks
                                                    > (bez zwiazku) nie jest dla nich wazny. Seks jest w tym wieku tylko pochodna zw
                                                    > iazku/relacji jmilosne, a nie jest zadna wartoscia sama w sobie nawet jak sie g
                                                    > o lubi i ma orgazmy.
                                                    A dla 20-25 latków (mężczyzn) sam seks nawet jeśli nie ma związku jest wartością.
                                                    Ba. Jest dla nich wartością nawet w wieku 13-14 lat
                                                    I skończmy już to dreptanie w miejscu bo ja po prostu stwierdzam fakty ale bez tego idiotycznego wartościującego podtekstu, be którego kobiecie trudno się obyć.

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:34
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > I skończmy już to dreptanie w miejscu bo ja po prostu stwierdzam fakty ale bez
                                                    > tego idiotycznego wartościującego podtekstu, be którego kobiecie trudno się oby
                                                    > ć.

                                                    Przy czym zauwaz, ze o tym, ze seks bez zwiazku nie byl dla niej wazny napisala kobieta, ktora swoj pierwszy raz przezyla poza zwiazkiem :) zadeklarowala tez, ze mialy miejsce w jej mlodosci zdrady (chyba) jak i przygody. Ale ze nie byly az tak istotne. I to jest dla mnie dosc jasne i klarowne.

                                                    Wedlug mnie prawda lezy chyba bardzo blisko odkryć psychoewo. U kobiet istotnie funkcjonuja rownolegle dwa podstawowe schematy zachowan, z czego tylko jeden (seks ze stalym partnerem) jest spolecznie akceptowany i dlatego jest wszechobecny w warstwie deklaratywnej. Jednoczesnie praktyka pokazuje ze wiele kobiet uprawia seks, ma przelotne przygody z partnerami, ktorych geny w ich oczach sa uznawane za wybitnie wartosciowe. Ale - faktycznie - nie to jest priorytetem, a raczej stala relacja z "feederem". Dopiero gdy ta jest zaspokojona, mozna pozwolic sobie czasem na male kupowanie genow na boku ;)
                                                    Ilosc dzieci, ktore nie sa biologicznymi potomkami swojego formalnego ojca daje do myslenia, a przeciez obecnie kobiety swiadomie raczej nie daza do poczecia z kochankami/meskimi przygodami. Raczej sie zabezpieczaja, a "owoc milosci" to w tym wypadku o wiele czesciej wpadka, niz dziecko prawowitego tatusia ;) Zatem skala ruchania na boku musi byc wprost potezna, co stawia oficjalne deklaracje dziewczyn co do wrodzonej monogamicznosci i trwaniu przy jednym az po grob w mocno niejasnym swietle. Byc moze chodzi o trwanie razem po linii oficjalnej, bo po erotycznej juz niekoniecznie. Nasz gatunek uprawia monogamicznosc+
                                                    Taka z malym drukiem pod gwiazdka ;)
                                                    No ale z natura nie bedzimy sie kopac chyba ;) Tak mysle...
                                                  • bgz0702 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:48
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Wedlug mnie prawda lezy chyba bardzo blisko odkryć psychoewo. U kobiet istotnie
                                                    > funkcjonuja rownolegle dwa podstawowe schematy zachowan, z czego tylko jeden (
                                                    > seks ze stalym partnerem) jest spolecznie akceptowany i dlatego jest wszechobec
                                                    > ny w warstwie deklaratywnej. Jednoczesnie praktyka pokazuje ze wiele kobiet upr
                                                    > awia seks, ma przelotne przygody z partnerami, ktorych geny w ich oczach sa uzn
                                                    > awane za wybitnie wartosciowe. Ale - faktycznie - nie to jest priorytetem, a ra
                                                    > czej stala relacja z "feederem". Dopiero gdy ta jest zaspokojona, mozna pozwoli
                                                    > c sobie czasem na male kupowanie genow na boku ;)
                                                    > Ilosc dzieci, ktore nie sa biologicznymi potomkami swojego formalnego ojca daje
                                                    > do myslenia, a przeciez obecnie kobiety swiadomie raczej nie daza do poczecia
                                                    > z kochankami/meskimi przygodami. Raczej sie zabezpieczaja, a "owoc milosci" to
                                                    > w tym wypadku o wiele czesciej wpadka, niz dziecko prawowitego tatusia ;) Zatem
                                                    > skala ruchania na boku musi byc wprost potezna, co stawia oficjalne deklaracje
                                                    > dziewczyn co do wrodzonej monogamicznosci i trwaniu przy jednym az po grob w m
                                                    > ocno niejasnym swietle. Byc moze chodzi o trwanie razem po linii oficjalnej, bo
                                                    > po erotycznej juz niekoniecznie. Nasz gatunek uprawia monogamicznosc+
                                                    > Taka z malym drukiem pod gwiazdka ;)
                                                    > No ale z natura nie bedzimy sie kopac chyba ;) Tak mysle...

                                                    ;) och już nie przesadzaj, miałam podobnie jak zawle, najpierw seks później "związek", a tzw stały partner raczej zazwyczaj był meczacy i chciałam od niego mniej niż on chciał mi dawac. A jednak... z obserwacji moich wynika, ze bez deklarowania "milosci" byłam dłużej lojalna i mam mniejszy przebieg niż te panny które uprawialy seks TYLKO z miłości;) kochliwe;))
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:51
                                                    bgz0702 napisała: A jednak... z obserwacji moich wynika, ze bez dekla
                                                    > rowania "milosci" byłam dłużej lojalna i mam mniejszy przebieg niż te panny któ
                                                    > re uprawialy seks TYLKO z miłości;)

                                                    Co-to-jest??? Buachacha.....
                                                  • bgz0702 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:58
                                                    zawle napisała:

                                                    > bgz0702 napisała: A jednak... z obserwacji moich wynika, ze bez dekla
                                                    > > rowania "milosci" byłam dłużej lojalna i mam mniejszy przebieg niż te pan
                                                    > ny któ
                                                    > > re uprawialy seks TYLKO z miłości;)
                                                    >
                                                    > Co-to-jest??? Buachacha.....

                                                    w sensie?
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 22:21
                                                    sabat3 napisał:

                                                    Raczej sie zabezpieczaja, a "owoc milosci" to
                                                    > w tym wypadku o wiele czesciej wpadka, niz dziecko prawowitego tatusia ;)

                                                    To wywnioskowales z mojego przykladu? ;)

                                                    Zatem
                                                    > skala ruchania na boku musi byc wprost potezna, co stawia oficjalne deklaracje
                                                    > dziewczyn co do wrodzonej monogamicznosci i trwaniu przy jednym az po grob w m
                                                    > ocno niejasnym swietle. Byc moze chodzi o trwanie razem po linii oficjalnej, bo
                                                    > po erotycznej juz niekoniecznie. Nasz gatunek uprawia monogamicznosc+
                                                    > Taka z malym drukiem pod gwiazdka ;)
                                                    > No ale z natura nie bedzimy sie kopac chyba ;) Tak mysle...

                                                    Nie bardzo rozumiem caly wywod ale tu to sie zapedziles, bo o 'WRODZONEJ monogamicznosci' to nie mowil absolutnie nikt, raczej o monogamicznosci z wyboru i tez jakiejs tam scislej dookreslonej, np ja o preferowanej seryjnej. O trwaniu po grob to tez chyba nikt nie mowil.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 22:50
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To wywnioskowales z mojego przykladu? ;)

                                                    Kompletnie nie zastanawiałem się nad Twoim przykładem. Ja nic nie wiem, to Ciebie jakoś dotyczy?
                                                    Moje rozumowanie było takie:
                                                    Badania wykazują, że odsetek dzieci nie będących biologicznym potomstwem mężczyzny, który jest oficjalnie mężem i ojcem w danej rodzinie jest znaczny. Czasem może przekraczać kilkanaście procent, w zależności od badanego środowiska.
                                                    Ponieważ posiadanie dzieci z innym mężczyzną niż oficjalny partner może być kłopotliwe, to kobiety - jak sądzę - raczej będą dążyć do tego, żeby się zabezpieczyć przed niechcianą ciążą.
                                                    Można więc wywnioskować, że w rzeczywistości taki epizodyczny seks z innymi facetami niż oficjalny partner uprawia odsetek kobiet znaczniejszy niż by na to wskazywała tylko liczba dzieci spłodzonych w takich sytuacjach.

                                                    > Nie bardzo rozumiem caly wywod ale tu to sie zapedziles, bo o 'WRODZONEJ monoga
                                                    > micznosci' to nie mowil absolutnie nikt, raczej o monogamicznosci z wyboru i te
                                                    > z jakiejs tam scislej dookreslonej, np ja o preferowanej seryjnej. O trwaniu po
                                                    > grob to tez chyba nikt nie mowil.

                                                    Chodzi oczywiście o pewne formatowanie społeczne. Przekaz w kulturze masowej. "Żyli długo i szczęśliwie", "Szukanie drugiej połówki" itd. Może nie tyle wrodzonej właśnie, ile zaindukowanej.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 22:54
                                                    Wychodzi na to, ze wszyscy klamia, nie tylko mezczyzni obiecujac monogamie(jak donosci Morrison). Wszyscy klamia, kobiety klamia, mezczyzni klamia, telwizja klamie, radio klamie. Jak zyc panie premierze?
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 23:05
                                                    Rastaman nie kłamie.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 23:06
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Rastaman nie kłamie.

                                                    Harcerz też nie :D
                                                  • bgz0702 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 23:22
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Rastaman nie kłamie.

                                                    ;)
                                                    www.youtube.com/watch?v=AqBLYbPD15Q
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 23:52
                                                    "Kompletnie nie zastanawiałem się nad Twoim przykładem. Ja nic nie wiem, to Ciebie jakoś dotyczy?
                                                    Moje rozumowanie było takie:
                                                    Badania wykazują, że odsetek dzieci nie będących biologicznym potomstwem mężczyzny, który jest oficjalnie mężem i ojcem w danej rodzinie jest znaczny."

                                                    W ogole mnie to nie dotyczy, stad moje zdziwienie. Poza tym w mojej rodzinie nie ma 'oficjalnego meza' jest tylko ojciec dziecka, ktory jest 'ojcem oficjalnym' ;-)

                                                    "Można więc wywnioskować, że w rzeczywistości taki epizodyczny seks z innymi facetami niż oficjalny partner uprawia odsetek kobiet znaczniejszy niż by na to wskazywała tylko liczba dzieci spłodzonych w takich sytuacjach."

                                                    Sorry ale az 3 razy to czytalam, bo to jeden z glupszych wnioskow jakie zdarzylo mi sie przeczytac, w sensie czy naprawde bylo tu cos do wywnioskowywania? To tak jakby na postawie badan wywnioskowac, ze ludzie odbywaja wiecej stosunkow seksualnych niz rodzi sie z nich dzieci ;-) (chyba, ze czegos nie zlapalam)

                                                    Ty sie zastanawiasz nad potencjalna ciaza z kochanka moze? Bo nie nadazam skad takie zainteresowanie tematem dzieci ze zdrad?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 07:25
                                                    Najwyrazniej nie zalapalas. Zalozylem, ze czlowiek wchodzacy w relacje pozamalzenskie jest niemal zawsze zabezpieczony przed niechciana ciaza. Za to w malzenstwach wiele par "stara sie o dzieci". Prawdopodobienstwo zajscia w ciaze przy seksie niezabezpieczonym (czyli w czasie "starania sie") jest wieksze o kilkadziesiat razy. Jesli w praktyce te pozamalzenskie przygody wciaz generuja 10-20% ogolnej ilosci dzieci, mimo ze kobiety i mezczyzni w nie wchodzacy sa prawie zawsze dobrze zabezpieczeni, to skala zjawiska musi byc wrecz niesamowita.
                                                    Wychodzi wrecz, ze ilosc seksu pozamalzenskiego, z czysto matematycznych przeslanek, musialaby przerastac ilosc pozycia malzenskiego. Jest tez mozliwe, ze w rzeczywistosci srodki anty sa mniej skuteczne niz podaja badania, lub te badania dotyczace dzieci z "nieprawego loza" byly robione dawno, gdy antykoncepcja nie byla tak rozpowszechniona.
                                                    Nie chce mi sie wierzyc, zeby pary kochankow swiadomie staraly sie o dzieci, pozostajac w zwiazkach z innymi osobami.

                                                    Jesli chodzi o mozliwosc zajscia w ciaze potencjalnej kochanki, to moje obawy sa marginalne. Kwestia doboru partnerki i jej celow. Jestem malo atrakcyjnym kandydatem na tate czyichs dzieci. Przgnajmniej na ta chwile ;)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 10:21
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Najwyrazniej nie zalapalas. Zalozylem, ze czlowiek wchodzacy w relacje pozamalz
                                                    > enskie jest niemal zawsze zabezpieczony przed niechciana ciaza. Za to w malzens
                                                    > twach wiele par "stara sie o dzieci". Prawdopodobienstwo zajscia w ciaze przy s
                                                    > eksie niezabezpieczonym (czyli w czasie "starania sie") jest wieksze o kilkadzi
                                                    > esiat razy. Jesli w praktyce te pozamalzenskie przygody wciaz generuja 10-20% o
                                                    > golnej ilosci dzieci, mimo ze kobiety i mezczyzni w nie wchodzacy sa prawie zaw
                                                    > sze dobrze zabezpieczeni, to skala zjawiska musi byc wrecz niesamowita.
                                                    > Wychodzi wrecz, ze ilosc seksu pozamalzenskiego, z czysto matematycznych przesl
                                                    > anek, musialaby przerastac ilosc pozycia malzenskiego. Jest tez mozliwe, ze w r
                                                    > zeczywistosci srodki anty sa mniej skuteczne niz podaja badania, lub te badania
                                                    > dotyczace dzieci z "nieprawego loza" byly robione dawno, gdy antykoncepcja nie
                                                    > byla tak rozpowszechniona.
                                                    > Nie chce mi sie wierzyc, zeby pary kochankow swiadomie staraly sie o dzieci, po
                                                    > zostajac w zwiazkach z innymi osobami.
                                                    >
                                                    > Jesli chodzi o mozliwosc zajscia w ciaze potencjalnej kochanki, to moje obawy s
                                                    > a marginalne. Kwestia doboru partnerki i jej celow. Jestem malo atrakcyjnym kan
                                                    > dydatem na tate czyichs dzieci. Przgnajmniej na ta chwile ;)
                                                    -----------
                                                    Bo mężczyźni dzielą się na predestynowanych do robienia dzieci i na predestynowanych do robienia na dzieci ;)

                                                    Najprawdopodobniej kobieta, która wyszła za mąż nie w wyniku gorącego, pełnego namiętności uczucia, tylko w celu zrealizowania skryptu społecznego, ma dużo większą trudność z zajściem w ciążę ze swoim poczciwym, dobrotliwym mężem, niż podczas potajemnej schadzki w motelu z mężczyzną, do którego po prostu czuje olbrzymi fizyczny pociąg. Natura. To ona dba, żeby geny łączyły się w odpowiednich konfiguracjach. Można zatem powiedzieć, że w przypadku związków/małżeństw nie opartych na wielkim, sterowanym przez naturę pożądaniu, kobieta wierna, niezdradzająca męża i rodząca mu dzieci, popełnia zbrodnię wobec ludzkości. No, na pewno zachowuje się co najmniej nieetycznie wobec swoich dzieci i wobec przyszłych pokoleń...
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 10:32
                                                    "Najprawdopodobniej kobieta, która wyszła za mąż nie w wyniku gorącego, pełnego namiętności uczucia, tylko w celu zrealizowania skryptu społecznego, ma dużo większą trudność z zajściem w ciążę ze swoim poczciwym, dobrotliwym mężem, niż podczas potajemnej schadzki w motelu z mężczyzną, do którego po prostu czuje olbrzymi fizyczny pociąg. Natura."

                                                    Serio, zabawna teoria, moim zdaniem. Niektorzy sa bardzo plodni, inni moze mniej i jeszcze odpowiednia konstelacja: tych dwoch razem: ciaza murowana, oni z innymi juz niekoniecznie. Sa ludzie bardzo plodni, moim zdaniem i mniej plodni i nie wydaje mi sie, zeby mialo to zwiazek z wieka namietnoscia lub nie. Tesciowa moja zawsze ostrzegala swoich synow, ze sie maja dobrze zabezpieczac jezeli nie chca dzieci, bo jezeli maja plodnosc po ojcu to...jej wystarczylo, ze popatrzyla na gacie meza i juz byla w ciazy;) I rzeczywiscie u nas ciaza planowana wyszla za pierwszym podejsciem(ja siebie za szczegolnie plodna nie uwazam) a brat meza z dziewczyna planowali, ze no teraz zaczna robic bobaska a sie okazalo, ze dzieciak juz byl w drodze.
                                                    Pomijam, ze im czesciej ma sie seks w dni plodne tym wieksze prawdopodobienstwo zajscia w ciaze, wiadomo.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 14:25
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Serio, zabawna teoria, moim zdaniem. Niektorzy sa bardzo plodni, inni moze mnie
                                                    > j i jeszcze odpowiednia konstelacja: tych dwoch razem: ciaza murowana, oni z in
                                                    > nymi juz niekoniecznie. Sa ludzie bardzo plodni, moim zdaniem i mniej plodni i
                                                    > nie wydaje mi sie, zeby mialo to zwiazek z wieka namietnoscia lub nie.
                                                    --------
                                                    Z naturą to jest trochę tak jak ze służbami specjalnymi, illuminati, grupą bilderberg czy rządem światowym. Niby wszystko jest puszczone na żywioł ale jest jednak sekretny mechanizm, który ten chaos próbuje uporządkować i kontrolować ;)

                                                    No bo skoro zakochujemy się i czujemy olbrzymi pociąg fizyczny oraz namiętność akurat wobec osób bardziej z nami genetycznie kompatybilnymi, zwiększając prawdopodobieństwo licznego i zdrowego potomstwa, to dlaczegóżby natura nie miała wyposażyć nas w bliźniaczy mechanizm większego prawdopodobieństwa zapłodnienia przy stosunku z osobą genetycznie bardziej kompatybilną w porównaniu z prawdopodobieństwem zapłodnienia przy stosunku z osobą genetycznie mniej kompatybilną? Nie wiem czy są na to jakiekolwiek dowody naukowe, ale ja w przypadku natury, tak jak w przypadku wspomnianych wcześniej służb specjalnych, wychodzę z następującego założenia: czy coś jest teoretycznie możliwe? czy ktoś może na tym coś zyskać? tak? to znaczy, że to już od dawna jest robione ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 15:03
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Z naturą to jest trochę tak jak ze służbami specjalnymi, illuminati, grupą bilderberg czy rządem światowym. Niby wszystko jest puszczone na żywioł ale jest je> dnak sekretny mechanizm, który ten chaos próbuje uporządkować i kontrolować ;)
                                                    ---------------------------
                                                    Ale teraz natura mniej nas kontroluje niż my naturę. Weźmy dwoje bardzo atrakcyjnych, inteligentnych młodych ludzi, pałających do siebie uczuciem i namiętnością. Natura powinna zadbać aby potomstwo było liczne, a tymczasem oni spełniają się zawodowo, cieszą się życiem, fitness, sport, fajne urlopy i albo dzieci nie mają, albo też najwyżej jedno. U mojej pracującej warszawskiej inteligencji to standard.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 18:13
                                                    lubimyczytac.pl/ksiazka/53682/wojny-plemnikow
                                                    Poważnie nikt na forum tego nie czytał??? Przecież to klasyk.
                                                    Urqu?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 19:35
                                                    >Serio, zabawna teoria, moim zdaniem. Niektorzy sa bardzo plodni, inni moze mniej i jeszcze odpowiednia konstelacja: tych dwoch razem: ciaza murowana, oni z innymi juz niekoniecznie. Sa ludzie bardzo plodni, moim zdaniem i mniej plodni i nie wydaje mi sie, zeby mialo to zwiazek z wieka namietnoscia lub nie.<

                                                    Taa, z tą płodnością albo jej deklaracją to może być różnie. Mój mąż od początku mi powtarzał, że ma obniżoną płodność( małą liczbę wartościowych plemników) udokumentowaną stosowanymi badaniami i że bez wspomagania z jego strony poprzez zastosowanie różnych medykamentów nie ma szans na zapłodnienie, ale cholera jakimś dziwnym trafem wystarczył jeden strzał i było po wszystkim ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 19:43
                                                    "Taa, z tą płodnością albo jej deklaracją to może być różnie. Mój mąż od początku mi powtarzał, że ma obniżoną płodność( małą liczbę wartościowych plemników) udokumentowaną stosowanymi badaniami i że bez wspomagania z jego strony poprzez zastosowanie różnych medykamentów nie ma szans na zapłodnienie, ale cholera jakimś dziwnym trafem wystarczył jeden strzał i było po wszystkim ;)"

                                                    Bo Ty bylas plodna za Was dwoch :)
                                                    A te dzieciaki to tylko tak czyhaja.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 22:52
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Taa, z tą płodnością albo jej deklaracją to może być różnie. Mój mąż od początk
                                                    > u mi powtarzał, że ma obniżoną płodność( małą liczbę wartościowych plemników) u
                                                    > dokumentowaną stosowanymi badaniami i że bez wspomagania z jego strony poprzez
                                                    > zastosowanie różnych medykamentów nie ma szans na zapłodnienie, ale cholera jak
                                                    > imś dziwnym trafem wystarczył jeden strzał i było po wszystkim ;)

                                                    Klasycznie złapał Cię na dziecko.

                                                    `Kochanie do owulacji pozostało 7 dni.' Tia, tylko pewnie plemniki reinkarnują.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 06:45
                                                    lybbla napisał
                                                    >Klasycznie złapał Cię na dziecko.

                                                    Tak jakby ;) A jak to szło w tej piosence :"Nie wierz nigdy kobiecie"..- w tym wypadku inną śpiewkę trzeba by było zanucić ;)

                                                    >`Kochanie do owulacji pozostało 7 dni.' Tia, tylko pewnie plemniki reinkarnują.<
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 10:45
                                                    "Zalozylem, ze czlowiek wchodzacy w relacje pozamalzenskie jest niemal zawsze zabezpieczony przed niechciana ciaza."

                                                    Oprocz tych przypadkow gdy jednak, nierozsadnie, zabezpieczony nie jest :) Patrz np. Boris Becker, raz krotki numerek bez zabezpiecznia i wyszedl dzieciak. Czy babka w tym momencie wiedziala, ze ma dni plodne i moze wyjsc z tego dzieciak, czy pomyslala o zabezpieczniu, albo wrecz przeciwnie zaplanowala? Czy wreszcie on pomyslal o zabezpieczniu?
                                                    A jeszcze opcja: moze z mezem nie wychodzi a dziecka sie chce, to mozna do pomocy wziac innego.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 11:11
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Oprocz tych przypadkow gdy jednak, nierozsadnie, zabezpieczony nie jest :) Patr
                                                    > z np. Boris Becker, raz krotki numerek bez zabezpiecznia i wyszedl dzieciak. Cz
                                                    > y babka w tym momencie wiedziala, ze ma dni plodne i moze wyjsc z tego dzieciak
                                                    > , czy pomyslala o zabezpieczniu, albo wrecz przeciwnie zaplanowala? Czy wreszci
                                                    > e on pomyslal o zabezpieczniu?

                                                    W przypadku BB czytałem, że w sądzie był pewny swego, jeśli chodzi o ustalenie ojcostwa, bo ona uprawiała z nim tylko seks oralny. Po wszystkim przenosiła spermę "do środka", o czym on nie wiedział ;) Inseminacja.

                                                    > A jeszcze opcja: moze z mezem nie wychodzi a dziecka sie chce, to mozna do pomo
                                                    > cy wziac innego.

                                                    To jest prawdopodobne, a jednocześnie podstępne i dość makabryczne. Urqu pewnie określiłby to mianem oksytocynowego sposobu myślenia, ja bym powiedział, że to pewien rodzaj makiawelizmu.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 11:24
                                                    "W przypadku BB czytałem, że w sądzie był pewny swego, jeśli chodzi o ustalenie ojcostwa, bo ona uprawiała z nim tylko seks oralny. Po wszystkim przenosiła spermę "do środka", o czym on nie wiedział ;) Inseminacja."

                                                    Bullshit, ta sprawa jest dawno wyjasniona. Boris zwyczajnie probowal ratowac swoje malzenstwo, najpierw twierdzac, ze to nie jego dziecko, przy czym mala jakby go zzarla, wykapany ojciec ;) Ratuje sie co sie da twierdzac, ze to "tylko" seks oralny byl.
                                                    Tymczasem w swojej biografii napisal prawde. I ta pani zreszta w swojej relacji rowniez przedstawila jak bylo, byl to krotki akt, szybko bylo po sprawie a wyszla z tego ciaza. Pewnie dlatego nie mogl uwierzyc, ze tak latwo zajsc w ciaze, jeden krotki raz a okazuje sie, ze czasem latwo ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 11:19
                                                    wont2 napisał:


                                                    >
                                                    > Najprawdopodobniej kobieta, która wyszła za mąż nie w wyniku gorącego, pełnego namiętności uczucia, tylko w celu zrealizowania skryptu społecznego, ma dużo większą trudność z zajściem w ciążę ze swoim poczciwym, dobrotliwym mężem, niż podczas potajemnej schadzki w motelu z mężczyzną, do którego po prostu czuje olbrzymi fizyczny pociąg. Natura.
                                                    ------------------------------
                                                    Wont, matematyka a więc liczba tzw szybkich plemników X liczba kotłowań X prawdopodobieństwo owulacji x prawdopodobieństwo skuteczności zabezpieczenia.
                                                    Jak dobrotliwy mąż kotłuje się bez zabezpieczeń i ma dobrze plemniki może być superdobrotliwy, a prawdopodobieństwo ciąży będzie dużo większe niż ogier i zakochana w nim kobieta,która założyła sobie wkładkę, albo też uważa, że ciąża zniechęci kochanka, który w dodatku się nie deklaruje.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 11:29
                                                    wont2 napisał: > Najprawdopodobniej kobieta, która wyszła za mąż nie w wyniku gorącego, pełnego
                                                    > namiętności uczucia, tylko w celu zrealizowania skryptu społecznego, ma dużo wi
                                                    > ększą trudność z zajściem w ciążę ze swoim poczciwym, dobrotliwym mężem, niż po
                                                    > dczas potajemnej schadzki w motelu z mężczyzną, do którego po prostu czuje olbr
                                                    > zymi fizyczny pociąg. Natura.

                                                    Mój mąż był z tych z półki "dobrze rokuje". Brunet, jasne oczy- nie mój typ. Zaszłam z nim w ciążę w niesprzyjających okolicznościach przyrody ( zdiagnozowane bezowulacyjne cykle miesiączkowe), drugie dziecko pojawiło się po bzyknięciu, gdy po porodzie nadal miesiączki nie miałam. Cuda niemalże. Po nim byłam w bardzo wysoko erotyczno-miłosnym związku. Żadnych ciąż.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 19:14
                                                    "drugie dziecko pojawiło się po bzyknięciu, gdy po porodzie nadal miesiączki nie miałam. Cuda niemalże."

                                                    No prosze Cie ;) Zadne cuda tylko klasyk. W kazdej ksiazce o pologu to jest opisane, tak jak to, ze karmienie piersia nie chroni przed zajsciem w kolejna ciaze. NIe doczytalo sie ;) U mnie to polozna kontrolujaca krocze po porodzie od razu umawia wizyte u ginekologa w sprawie antykoncepcji. NIe mija tydzien od porodu, a juz deklarujesz jakim zabezpieczeniem jestes zainteresowana. System sprawnie dziala zeby "cuda'' sie nie zdarzaly ;-) Dziecko po dziecku to czeste ''wpadki''.

                                                    Tak samo jak dziewczyna ma zaburzenia miesiaczkowania to nie znaczy, ze mozna ja bzykac bez zabezpieczenia, bo w ciaze nie zajdzie. Jak nie ma miesiaczki to w praktyce tylko gorzej, bo juz nie ma nad cyklem zadnej widocznej kontroli. To tym bardziej trzeba sie zabezpieczac. Bo niby po czym stwierdzic potencjalna ciaze?
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 21:32
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > No prosze Cie ;) Zadne cuda tylko klasyk. W kazdej ksiazce o pologu to jest opi
                                                    > sane, tak jak to, ze karmienie piersia nie chroni przed zajsciem w kolejna ciaz
                                                    > e. NIe doczytalo sie ;) U mnie to polozna kontrolujaca krocze po porodzie od ra
                                                    > zu umawia wizyte u ginekologa w sprawie antykoncepcji. NIe mija tydzien od poro
                                                    > du, a juz deklarujesz jakim zabezpieczeniem jestes zainteresowana. System spraw
                                                    > nie dziala zeby "cuda'' sie nie zdarzaly ;-) Dziecko po dziecku to czeste ''wpa
                                                    > dki''.


                                                    Zapomniałam że Ty nie wychwytujesz pewnych niuansów:) Cudowność zapłodnienia przez faceta który nie jest szczytem seksualnych marzeń. Bo do tego się odnosiłam. I do tego że później przy kim był szał, ciąż nie było, pomimo jakichkolwiek zabezpieczeń ( z mężem uważaliśmy).
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 21:34
                                                    A Ty masz tendencję do argumentów z dowodu anegdotycznego. Ja tak nie miałam = bullshit, nie teoria :D
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 22:27
                                                    E, nie o to chodzi. Ja lubię zaprzeczać. To świetny sposób na wyciąganie dodatkowych informacji:)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 22:52
                                                    zawle napisała:

                                                    > E, nie o to chodzi. Ja lubię zaprzeczać. To świetny sposób na wyciąganie dodatk
                                                    > owych informacji:)
                                                    -----
                                                    Oj, no nie wiem. Zaprzeczanie to świetny sposób na zamknięcie się w sobie rozmówcy. Jak lubisz wyciągać dodatkowe informacje to lepiej potwierdzaj :)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 22:58
                                                    Jak będę potwierdzać to ktoś mnie na pewno będzie lubił;) Ponieważ jestem po paru piwach, nie będę argumentować...możesz, ale nie musisz mi wierzyć na słowo. Wolą mieć rację. Dlatego powiedzą Ci więcej.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:17
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jak będę potwierdzać to ktoś mnie na pewno będzie lubił;) Ponieważ jestem po pa
                                                    > ru piwach, nie będę argumentować...możesz, ale nie musisz mi wierzyć na słowo.
                                                    > Wolą mieć rację. Dlatego powiedzą Ci więcej.
                                                    -----
                                                    Wierzę. Ale spróbuj raz być miła i potwierdzać, dodając coś od siebie, co świadczyć ma o tym, że wnikliwie słuchasz. I uśmiechać się patrząc rozmówcy w oczy. I otrzeć się przechodząc obok. I dotknąć od czasu do czasu. Będą cię wielbić, a przede wszystkim powiedzą ci wszystko (bo rozumiem, że nie o wielbienie a o wiedzę ci chodzi).
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:20
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Ale spróbuj raz być miła i potwierdzać, dodając coś od siebie, co świad
                                                    > czyć ma o tym, że wnikliwie słuchasz.

                                                    ... byle nie było to "Ty chuju!" :D
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:23
                                                    Oj...raz mi się wyrwało. Słuchałam pewnej opowieści i skomentowałam "ale Ty jesteś łajza"
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:21
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Wierzę. Ale spróbuj raz być miła i potwierdzać, dodając coś od siebie, co świad
                                                    > czyć ma o tym, że wnikliwie słuchasz. I uśmiechać się patrząc rozmówcy w oczy.
                                                    > I otrzeć się przechodząc obok. I dotknąć od czasu do czasu. Będą cię wielbić, a
                                                    > przede wszystkim powiedzą ci wszystko (bo rozumiem, że nie o wielbienie a o wi
                                                    > edzę ci chodzi).

                                                    Zostawię to Kitce...do niej pasuje.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 19:18
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Jest tez mozliwe, ze w rzeczywistosci srodki anty sa mniej skuteczne niz podaja badania, lub te badania dotyczace dzieci z "nieprawego loza" byly robione dawno, gdy antykoncepcja nie byla tak rozpowszechniona.>




                                                    Nie, środki antykoncepcyjne nie są w żadnej mierze mniej skuteczne, niż podają badania, z tym się nie zgodzę, zarówno jako teoretyk i praktyk ;)Natomiast to,że czasem, pomimo ich stosowania zdarza się wpadka, to już zależy od szeregu przeróżnych okoliczności - wystarczy zwykła niedyspozycja żołądkowo - jelitowa, czy infekcja wymagająca zastosowania antybiotyku, czy innych leków i, czy zmiana pory zażywania wh jiprzypadku tabletek lub zwyczajne (lub celowe) zapomnienie i wtedy owszem, skuteczność może być mniejsza ( dotyczy to głównie tabletek).

                                                    >Nie chce mi sie wierzyc, zeby pary kochankow świadomie staraly sie o dzieci, pozostajac w zwiazkach z innymi osobami >

                                                    To trochę złudna wiara, jak sądzę, bo jeśli kochanka zagięła parol na kochanka, to najprostszym sposobem na usidlenie go będzie właśnie świadome wkręcenie go w dziecko - zawsze można zwalić winę na tabletki, że nie zadziałały.Oczywiscie to nie norma i zachowanie powszechne, ale takie działanie z premedytacją i zaplanowane z nadzieją na ugranie czegokolwiek u mnie budzi odrazę.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:04
                                                    U mnie zupełnie inaczej. Seks był zajebiście ważny, sam dla siebie. Związek to był dodatek do seksu, dla bezpieczeństwa i spokoju. Z czasem chcica malała, tak od 40? A może to ma związek z moją tarczycą?:))
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:10
                                                    zawle napisała:

                                                    > U mnie zupełnie inaczej. Seks był zajebiście ważny, sam dla siebie. Związek to
                                                    > był dodatek do seksu, dla bezpieczeństwa i spokoju. Z czasem chcica malała, tak
                                                    > od 40? A może to ma związek z moją tarczycą?:))
                                                    A jaka mogłaby być korelacja pomiędzy tarczycą a libido?
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:34
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > A jaka mogłaby być korelacja pomiędzy tarczycą a libido?

                                                    portal.abczdrowie.pl/niedoczynnosc-tarczycy
                                                    Teraz wystarczy kliknąć na ten napis na górze.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:32
                                                    zawle napisała:

                                                    > U mnie zupełnie inaczej. Seks był zajebiście ważny, sam dla siebie. Związek to
                                                    > był dodatek do seksu, dla bezpieczeństwa i spokoju.

                                                    Dla mnie nadal seks dla seksu nie jest wartosciowy. Oczywiscie zeszlam z budowania nowych, kolejnych zwiazkow, bo ile mozna, juz jestem zmeczona ale seks musi byc wyrazem jakis emocji, fascynacji, zakochania, uwodzenia, milosci. Oczywiscie to wszystko mozna udac czy sobie dospiewac (tez probowalalm, probowalam chyba wszystkiego od strony emocjonalnej ;) ale po co odbierac autentycznosc emocjom? Seks bez emocji to dla mnie krepujaca gimnastyka i poczucie co ja tu robie?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > ale seks musi byc wyrazem jakis emocji
                                                    I zapewniam Cię, ze dla większości mężczyzn też musi.
                                                    Nieco innych emocji ale tez emocji.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 22:02
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > I zapewniam Cię, ze dla większości mężczyzn też musi.
                                                    > Nieco innych emocji ale tez emocji.

                                                    A jakich emocji np skoro twierdzisz, ze nieco innych?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:38
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Dla mnie nadal seks dla seksu nie jest wartosciowy. Oczywiscie zeszlam z budowa
                                                    > nia nowych, kolejnych zwiazkow, bo ile mozna, juz jestem zmeczona ale seks musi
                                                    > byc wyrazem jakis emocji, fascynacji, zakochania, uwodzenia, milosci. Oczywisc
                                                    > ie to wszystko mozna udac czy sobie dospiewac (tez probowalalm, probowalam chyb
                                                    > a wszystkiego od strony emocjonalnej ;) ale po co odbierac autentycznosc emocjo
                                                    > m? Seks bez emocji to dla mnie krepujaca gimnastyka i poczucie co ja tu robie?

                                                    Ja mam dokladnie tak samo, tylko z ta miloscia nie szarzuje. Bo slyszalem piosenke zespolu Big Cyc "nie mow o milosci gdy masz mieso w zebach" i mi sie spodobala ;)
                                                    Bez emocji to jest bez sensu, czy ktos jest innego zdania? ;)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:41
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Bez emocji to jest bez sensu, czy ktos jest innego zdania? ;)

                                                    Na szkoleniach mówią...rozbierz się, daj dotykać a emocje się pojawią:)))
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 22:19
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > Dla mnie nadal seks dla seksu nie jest wartosciowy. ... jestem zmeczona ale seks musi ... Seks bez emocji to dla mnie krepujaca gimnastyka i poczucie co ja tu r
                                                    > obie?
                                                    >
                                                    > Ja mam dokladnie tak samo, tylko z ta miloscia nie szarzuje. Bo slyszalem piose
                                                    > nke zespolu Big Cyc "nie mow o milosci gdy masz mieso w zebach" i mi sie spodob
                                                    > ala ;)
                                                    > Bez emocji to jest bez sensu, czy ktos jest innego zdania? ;)

                                                    Jak tak sobie pomyślę to na tej skali jestem całkiem blisko Johna Lenona.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 06:58
                                                    lybbla napisał
                                                    >Jak tak sobie pomyślę to na tej skali jestem całkiem blisko Johna Lenona.<

                                                    W sensie Make love not war na przykład? ;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 21:51
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > lybbla napisał
                                                    > >Jak tak sobie pomyślę to na tej skali jestem całkiem blisko Johna Lenona.&
                                                    > #60;
                                                    >
                                                    > W sensie Make love not war na przykład? ;)

                                                    Klawisz podwójne n mi nie działa.

                                                    W sensie, że czytając z wypiekami na twarzy perypetie Kituli w poszukiwaniu wielkiej miłości (jakich to Ona stworzeń się naspotykała) doszedłem do wniosku, że zawężając perspektywę jestem nudnym monogamistą.

                                                    Ale to o `love' jak najbardziej może być nawet z elementami `war' np
                                                    z walkami w kisielu.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 22:36
                                                    Oj tam Lybbla, odloz wypieki, prowadzimy tu rozmowy o roznych odcieniach monogamii typu na raz nigdy nie mialam dwoch a jeden po drugim to nie na raz, nie? ;-) A Morrison poszukujacy milosci w wieku 44 Cie nie emocjonuje? Ja bym na jego miejscu prowadzila pamietnik pt. ''Na fali mechanizmow''. Cos zamilkl, pewnie rura mu zmiekla i oddzwonil do 'glupiej'. Gorzej, ze Proteinowy nic nie pisze. Moze sie zakochal w programistce z jelenimi oczami? Mam pytanie Lybbla: czy bylbys w stanie wymienic z nazwiska wszystkie swoje kochanki, no dobra z imienia?
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 22:58
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    A Morrison poszukujacy milosci w wieku 44 Cie nie emocjonuje?
                                                    ------------------------------------------------
                                                    Ponad 1000 postów świadczy, ze interesuje. W tym wieku obawiam się, że kalkulacje zysków strat przeważają, zwłaszcza, jak się ma dużo na koncie.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:01
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Gorzej, ze Proteinowy nic nie pisze. M
                                                    > oze sie zakochal w programistce z jelenimi oczami?

                                                    W łosicy?
                                                    www.youtube.com/watch?v=9JkcUVfCEyg
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:14
                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > Gorzej, ze Proteinowy nic nie pisze. M
                                                    > > oze sie zakochal w programistce z jelenimi oczami?

                                                    imgur.com/pg1LvMZ
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:16
                                                    Kto tu jest kim urgu?:))
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:23
                                                    I to jest chyba, urqu, najlepsza ilustracja, że kobiety są wybredne :) A mężczyźni wręcz przeciwnie :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:26
                                                    wont2 napisał:

                                                    > I to jest chyba, urqu, najlepsza ilustracja, że kobiety są wybredne :) A mężczy
                                                    > źni wręcz przeciwnie :)

                                                    A może ta z brodą to krasnoludzka kobieta?
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 07:00
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > > A może ta z brodą to krasnoludzka kobieta?
                                                    ------
                                                    W takim przypadku zwracam honor. Brienne zareagowała i tak bardzo oszczędnie na awanse tej pedałki. Mogła przecież, po katolicku, uderzyć w prawy policzek :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 07:32
                                                    wont2 napisał:

                                                    > W takim przypadku zwracam honor. Brienne zareagowała i tak bardzo oszczędnie na
                                                    > awanse tej pedałki. Mogła przecież, po katolicku, uderzyć w prawy policzek :)

                                                    A, słuchaj, kto wie... kto wie... ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:32
                                                    I to jest chyba, urqu, najlepsza ilustracja, że kobiety są wybredne :) A mężczyźni wręcz przeciwnie :)

                                                    Na bezrybiu i rak ryba. Widziales ile tam facetow a ile babek, babek jak na lekarstwo. Jedna lady, siostra Jona, ni ma szans, druga ta czerwona tez nic z tego. Ktora zostaje? Zreszta czy ona taka brzydka, on wielki to i do duzej sie dostawiac moze.
                                                    Apropo tez wlasnie skonczylam oglada ten odcinek ;)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 07:04
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Na bezrybiu i rak ryba. Widziales ile tam facetow a ile babek, babek jak na lek
                                                    > arstwo. Jedna lady, siostra Jona, ni ma szans, druga ta czerwona tez nic z tego
                                                    > . Ktora zostaje? Zreszta czy ona taka brzydka, on wielki to i do duzej sie dost
                                                    > awiac moze.
                                                    ------
                                                    No nie wiem, mi się Brienne nic a nic nie podoba. Ale to pewnie tylko dlatego, że jestem ponadstandardowo wybredny... Na pewno na co dzień ma dziewczyna dziesiątki absztyfikantów.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 07:30
                                                    wont2 napisał:

                                                    > No nie wiem, mi się Brienne nic a nic nie podoba. Ale to pewnie tylko dlatego,
                                                    > że jestem ponadstandardowo wybredny... Na pewno na co dzień ma dziewczyna dzies
                                                    > iątki absztyfikantów.

                                                    stylesweekly.com/wp-content/uploads/2014/06/Gwendoline-Christie-Cute-Short-Side-Parted-Straight-Cut-with-Bangs.jpg
                                                    Rly?
                                                    Bez makeupu pozostałe aktorki mogą wyglądać podobnie ;)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 08:56
                                                    > Bez makeupu pozostałe aktorki mogą wyglądać podobnie ;)

                                                    Z makeupem i dłuższymi włosami wygląda trochę jak Sonia Bohosiewicz

                                                    www4.pictures.zimbio.com/mp/WSV5sECNunyl.jpg
                                                    s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/10/57/f2/1057f24d67f4e266902a155e5ad1ca93.jpg
                                                    Oczywiście nie trzeba dodawać że palec serdeczny zdecydowanie dłuższy ma należąc do tych wyjątków, nasza Sonia też zresztą :)

                                                    cdn02.cdn.justjared.com/wp-content/uploads/2015/01/got-sagguys/game-of-thrones-studs-suit-up-on-sag-awards-red-carpet-05.jpg
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 09:34
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > stylesweekly.com/wp-content/uploads/2014/06/Gwendoline-Christie-Cute-Short-Side-Parted-Straight-Cut-with-Bangs.jpg
                                                    > Rly?
                                                    > Bez makeupu pozostałe aktorki mogą wyglądać podobnie ;)
                                                    --------
                                                    No nie wiem... Ja ją kojarzę tylko z tego filmu i przez ten właśnie pryzmat na nią patrzę. Zero kobiecości. Jakbym ją zobaczył w jakiejś innej roli, w której grałaby rolę kobiecą, to może bym zmienił zdanie. A tak, to ja ją odbieram na tym zdjęciu, które zalinkowałeś, jak krowę w zalotach :(
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 09:51
                                                    "No nie wiem, mi się Brienne nic a nic nie podoba. Ale to pewnie tylko dlatego, że jestem ponadstandardowo wybredny... Na pewno na co dzień ma dziewczyna dziesiątki absztyfikantów."

                                                    A jetes pewien jaki jest standard? To tylko takie sobie gadanie, ze faceci wybredni nie sa i poszliby z kazda, no, moze jeden by poszedl a cale tlumy jednak nie.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 10:15
                                                    > A jetes pewien jaki jest standard? To tylko takie sobie gadanie, ze faceci wybr
                                                    > edni nie sa i poszliby z kazda, no, moze jeden by poszedl a cale tlumy jednak n
                                                    > ie.

                                                    Ja jestem pewien i pisaliśmy tu nie raz o badaniach że jest zarówno znany standardu postrzegania piękna i gratyfikacji neuroprzekaźnikami mózgu gdy je oglądamy (klepsydra, symetria , proporcje tzw złote inaczej klasyczne, w ogólności ciąg fibbonacieciego) jak i jest dywersyfikacji genetyczna i dzięki niej procent osobników zafiksowanych na jakieś detale i szczegóły, które są ważniejsze dla nich niż całość.

                                                    Inna sprawa że nie ma prostej korelacji z rzekomymi babochłopami rzekomego typu testosteronowym z którego naśmiewa się Andzia, morze być mózg męski, palec serdeczny dłuższy a kobiecość 100% jak u naszej temperamentnej Soni :)
                                                    youtu.be/YlitRvRyadg?t=4245
                                                    scenaatm.pl/wp-content/gallery/chodz/sonia_medialna_05.jpg
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 10:23
                                                    Urgu, a wiesz, ze to jest nawet zabawne, podczas kiedy inni faceci gapia sie na tylki albo cyce, Ty gapisz sie na place :)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 10:24
                                                    na palce, mialo byc
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 10:58
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Inna sprawa że nie ma prostej korelacji z rzekomymi babochłopami rzekomego typu
                                                    > testosteronowym z którego naśmiewa się Andzia, morze być mózg męski, palec ser
                                                    > deczny dłuższy a kobiecość 100% jak u naszej temperamentnej Soni :)
                                                    > youtu.be/YlitRvRyadg?t=4245
                                                    > scenaatm.pl/wp-content/gallery/chodz/sonia_medialna_05.jpg

                                                    Po prostu trzeba mieć świadomość, że na sposób zachowania i kreowanie wizerunku społecznego potężny wpływ ma formatowanie kulturowe. Ale nie na instynkty i główną strukturę układu nerwowego, która rzeczywiście może być ukształtowana z grubsza w pierwszym okresie życia.
                                                    Więc ja też uważam, że ta teoria z dłońmi i formatowaniem mózgu w okresie płodowym może być w dużej mierze słuszna, tylko trzeba zachować odpowiedni dystans. Kobieta o strukturze umysłu typowej dla mężczyzny może w sferze zachowań narzuconych kulturowo być zwiewną królewną, ale na niskim poziomie - popędy, sposób myślenia, percepcja - czyli generalnie to co jest efektem struktury układu nerwowego, może mieć typowo męski charakter. Trzeba uważać, żeby za bardzo nie pójść w stereotypy.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 13:17
                                                    Dobrze że wspomniałes.Sabat o tym,że należy zachowac ostrożność w temacie testostronowych kobiet :-) Wpływ kultury i innych czynników formujących osobowość kobiety jest tak duży, że należdałoby przyjrzeć się.palcom np. świątobliwych aniołków prawicy. Suchocka, obecna premier, kilka aktywistów. Dawno już o tym pisała. Ale Urqu testostron u kobiet kojarzy tylko z ruchaniem.
                                                  • urquhart ta 5 kolumna 25.05.16, 15:03
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Dobrze że wspomniałes.Sabat o tym,że należy zachowac ostrożność w temacie testo
                                                    > stronowych kobiet :-) Wpływ kultury i innych czynników formujących osobowość ko
                                                    > biety jest tak duży, że należdałoby przyjrzeć się.palcom np. świątobliwych anio
                                                    > łków prawicy. Suchocka, obecna premier, kilka aktywistów. Dawno już o tym pisał
                                                    > a. Ale Urqu testostron u kobiet kojarzy tylko z ruchaniem.

                                                    Oj tam, oj tam że wyszło szydło...
                                                    Ostrożność, ostrożnością, a już nie będę się powtarzał że parę publikowano badania że powyżej 95 % feministycznych aktywistek to serdeczny palec dłuższy na testosteronie, wiec nic dziwnego że postulują że kobiety nie róznia się od mężczyzn . Pomijając że to dla nich temat działa płachta na byka jak żydowskie geny u Hitlera :)
                                                    Ale w skali populacji są niewielkim odsetkiem.

                                                    Ba, czynnik kulturowy, ale motywacja do działań jest taka niemal wszystkie cytowane na tym form kobiety jako autorytety zajmujące sie badaniami nad relacjami i seksem mają palce świadczące o testosteronowej gratyfikacji , dla tego ten temat to ich także zawodwa pasja: Hellen Fisher, Esther Perel, Anne Moire czy Badinter

                                                    youtu.be/P2AUat93a8Q?t=484
                                                    intelligencesquaredus.org/images/100%20Debates/Barbara_DonaldTober.jpg
                                                    No, wyjątkiem jest najbardziej zaciekle atakowana przez środowiska feministyczne Louann Brizendine która cały czas bada i dokumentuje odmienność działania mózgu kobiety kobiecych hormonów.
                                                    youtu.be/deJUY8CmdNQ?t=103
                                                  • aandzia43 Re: ta 5 kolumna 25.05.16, 15:32
                                                    Masz mnie za idiotkę czy to twój normalny sposób dyskutowanych? Znowu rzucasz nazwiska i ustalenia, które są nam.znane od wieków, i z którymi nikt nie zamierza z nimi polemizować i nie ustosunkowujesz się do postu, na który niby odpowiadasz. Wyraźnie napisałam, żebyś zwrócił uwagę na to, że testostron u kobiet to nie tylko ruchanie i że przede wszystkim daje ond parę do działania, wytrzymałość i agresję. Mają go w nadmiarze wszystkie działaczki, nie tylko feministyczne. Energiczne prolajfowiczki i energiczne zakonnice też. Nie mają go za dużo takie temperamentne delikatesy jak ja. Długo masz jeszcze zamiqr unikać.tego tematu i szczuć mnie nazwiskiem Perel? :-P
                                                  • urquhart Re: ta 5 kolumna 25.05.16, 16:16

                                                    > Masz mnie za idiotkę czy to twój normalny sposób dyskutowanych? Znowu rzucasz n
                                                    > azwiska i ustalenia, które są nam.znane od wieków, i z którymi nikt nie zamier
                                                    > za z nimi polemizować (...)
                                                    > . Energiczne prolajfowiczki i energiczne zakonnice też. Nie mają go za dużo tak
                                                    > ie temperamentne delikatesy jak ja. Długo masz jeszcze zamiqr unikać.tego temat
                                                    > u i szczuć mnie nazwiskiem Perel? :-P

                                                    No jak to przecież ustaliśmy że jesteś z pogranicza, androgyniczna wiec nie przesadzaj z tym temperamentnym delikatesem.
                                                    To ty unikasz tematu jak te inne żeńskie w przewadze hormony motywują i gratyfikują tą największa grupę kobiecych kobiet która nie ma tu reprezentacji wcale, bo to one robią ta statystkę kontaktów świata związków miedzy mężczyznami i kobietami.
                                                    Co wpływa ta pojawienie się i zanik tego temperamentu?
                                                    Bo co jedynie bezsprzecznie się zgadzamy tam gdzie testosteron to jest temperament stały i silny, a do tego potrzeba okryć i wyzwań (pozytywnie: podróżne, osiągnięcia naukowe) i przywództwa (dyrektorki, polityka, władza).
                                                    A co do reszty motywacji i gratyfikacji większości żeńskiej populacji?
                                                  • aandzia43 Re: ta 5 kolumna 25.05.16, 17:17
                                                    Androgynicznosc kształtuje wiele czynników, testosteronu może być w tym zespole czynników najmniej. Moja androgynicznosc jest średniejmiary. A testostronu chciałabym mieć więcej niż mam. Ewentualnie żeby kiedyś tw przeszłości mocniej zadziałał namój mózg. Wiele bymi to ułatwiło.
                                                    Żeńskie hormony kształtują niejedno (a zafiksowanie ma.rozmnażaniu się na pewni), ale za dużo znam szalenie macierzyńskich, delikatnych i nie realizujących się na zewnątrz domu ze zbyt wielką energią kobiet ze stałym i znacznym temperamentem sesksualnym i za.dużo twardych jak głaz, ambitnych i silnych jak tury, niepochłoniętych (lub wręcz w ogóle niezainteresowanych rozmnażaniem lub matkowaniem komukolwiek), realizujących "dzieło boże" też kobiet, żeby mi taki prostacki obraz tych spraw pasował. Nie wiem, jak te Beaty i Krystyny oraz inne pełne.pary zakonnice radzą sobie z popędem seksualnym, podejrzewam, że mają tak duże gratyfikacje z tytułu realizacji na polu idei i realizacji ambicji zawodowych, że ten, może nawet.silny ale.raczej czysto fizjologiczny poped, są w.stanie odstawic na na bocznicę. Dokładnie tak, jak setki tysięcy facetów - księży ;-)
                                                  • sabat3 Re: ta 5 kolumna 25.05.16, 22:40
                                                    Żeby jeszcze skomplikować sytuację, warto zadać sobie pytanie, czy popęd płciowy danego osobnika jest stały przez całe życie. Łatwo sobie wyobrazić, że mężczyzna poddany kastracji w młodości nie będzie odczuwał popędu płciowego, mimo że jego umysł mógł zostać w okresie płodowym skrajnie samczo sformatowany.
                                                    Co zatem będzie działo się z popędem płciowym kobiety o "męskim umyśle", jeśli w jej żyłach nie będzie więcej testosteronu niż u kolegi mężczyzny-kastrata?
                                                    Jasne, za popęd u kobiety odpowiadają inne hormony, prawdopodobnie estrogen pobudza a progesteron go hamuje. Ale czy uruchamiają one te same szlaki neuronalne co testosteron? A może budzą nieco inne zachowania instynktowne?
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 11:03
                                                    Po raz kolejny, enty, uprzejmie (jeszcze uprzejmie) proszę żebyś nie przekrecal moich slow. Nie wysmiewam tematu kobiet testostronowych, wysmiewam się z twojej obsesji i płaskiego obrazu tej kwestii, jaki masz. Nie wchodziaz ze mną w dyskusję, nie odpowiadasz namoje posty w temacie, natomiast podgryzasz ciągle jakimiś glupawymi zarzutami. Weź się chłopie ustosunkuj rzetelnie. Albo się odstosunkuj.
                                                  • bgz0702 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 13:11
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Inna sprawa że nie ma prostej korelacji z rzekomymi babochłopami rzekomego typu
                                                    > testosteronowym z którego naśmiewa się Andzia, morze być mózg męski, palec ser
                                                    > deczny dłuższy a kobiecość 100% jak u naszej temperamentnej Soni :)
                                                    > youtu.be/YlitRvRyadg?t=4245
                                                    > scenaatm.pl/wp-content/gallery/chodz/sonia_medialna_05.jpg


                                                    to za każdym razem kreacja, wiesz o tym nie?;) dla opozycji:

                                                    www.youtube.com/watch?v=Cr5xLSzrRoo
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:17
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A Morrison poszukujacy milosci w wieku 44 Cie nie emocjonuje? Ja bym na jego
                                                    > miejscu prowadzila pamietnik pt. ''Na fali mechanizmow''. Cos zamilkl, pewnie r
                                                    > ura mu zmiekla i oddzwonil do 'glupiej'.

                                                    A tam, wcale nie zamilkł. Wiewiórki z krakowskich plantów doniosły mi, że właśnie pali cygaro, pije absynt prosto z butelki i zrobił sobie na desce do wałkowania ciasta dwie pierdolne ścieżki kokainy, które zaraz wciągnie rurą od odkurzacza. A o północy wyrosną mu na głowie rogi, na plecach skrzydła króla nietoperza, będzie ział ogniem i strzelał laserami, aż szczęśliwa żona obudzi się, stanie zaspana w drzwiach sypialni z papilotami na głowie i załamie ręce: "Henryk, znowu się najebałeś, jak tak można, w zwykły wtorek? Weź idź już spać..."
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:50
                                                    Moze maja iT's YoU moment. Zazdraszczam ;)
                                                    Slucham tego Arabusa jakiegos Zayn ale ma piekny glos.
                                                    www.youtube.com/watch?v=1seDBXvGYcc
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 00:32
                                                    To i ja od siebie feminine power szamański co mnie wkręca
                                                    www.youtube.com/watch?v=GfUMvkWZ7bg
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 00:57
                                                    Fajne, moje mentalnie klimaty. Jest moc. A nie boisz się Urqu tego żywiołu podszytego boginią Kali, co jedną ręką daje życie a drugą odbiera? Jakże daleko od tego bezpiecznego żeńskiego eunucha Matki Boskiej ;-)
                                                    Lubię "Żywiołak"
                                                    www.youtube.com/watch?v=ymV-jEG9s5o
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 02:17
                                                    Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa :)
                                                    Żywiołak do mnie akurat nie trafia, coś mnie w nim mrocznego odrzuca, ale Kapela ze Wsi Warszawa już bardzo tak, moc wkręca.
                                                    youtu.be/Avp5g6lchUU?t=200
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 06:34
                                                    youtu.be/oe_fBLvqR3A

                                                    Ona też ma siłę i moc - co za głos! No i ta warstwa słowna, fajnie się słucha ;)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 01:05
                                                    > pije absynt prosto z butelki i zrobił sobie na desce do wałkowania >ciasta dwie pierdolne ścieżki kokainy, które zaraz wciągnie rurą od odkurzacza. A o północy wyrosną mu na głowie rogi, na plecach skrzydła króla nietoperza, będzie ział ogniem i strzelał laserami, aż

                                                    Jeśli pofrunie na tych skrzydłach, to ja polecę na miotle obok :-D W zwykły wtorek.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 23:42
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Oj tam Lybbla, odloz wypieki, prowadzimy tu rozmowy o roznych odcieniach monogamii typu na raz nigdy nie mialam dwoch a jeden po drugim to nie na raz, nie? ;-

                                                    Wypieki niech zostaną bo na cerę dobrze robią. A jak następuje próba wskrzeszenia trupa związku po epizodzie, który okazał się pomyłką to starego traktujemy jako nowy byt? Coś mi mętnie wyszło. Jeśli po
                                                    panu A nastąpił pan B to powrót do pana A nie jest powrotem do pana A tylko do
                                                    A', czy tak? Tak się pytam bo można w mózgu zrobić obejście i zawsze wychodząc i zamykając za sobą drzwi rozpoczynać nowy etap życia.


                                                    > ) A Morrison poszukujacy milosci w wieku 44 Cie nie emocjonuje?

                                                    Gdzie tam jego `jednej głupiej' do menażerii Twoich freaków.
                                                    Z tego maseczki nie będzie.

                                                    > Gorzej, ze Proteinowy nic nie pisze. Moze sie zakochal w programistce z jelenimi oczami?

                                                    Może się zakochał i ma dobry seks tzn. ręce mu odpoczywają.

                                                    > Mam pytanie Lybbla: czy bylb
                                                    > ys w stanie wymienic z nazwiska wszystkie swoje kochanki, no dobra z imienia?

                                                    Jeśli to nazwisko poznałem to tak. Cytując klasykę forum: jeśli ktoś miał setki kobiet to widocznie je nienawidzi. Chyba mnie o to nie podejrzewasz?

                                                    I tak poza tym co to znaczy kochanka? To ktoś z kim tworzyło się osobny język, którym posługiwało się tylko dwoje ludzi? Wciąż mówię tymi językami.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 00:20
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Wypieki niech zostaną bo na cerę dobrze robią. A jak następuje próba wskrzeszen
                                                    > ia trupa związku po epizodzie, który okazał się pomyłką to starego traktujemy j
                                                    > ako nowy byt? Coś mi mętnie wyszło. Jeśli po
                                                    > panu A nastąpił pan B to powrót do pana A nie jest powrotem do pana A tylko do
                                                    > A', czy tak? Tak się pytam bo można w mózgu zrobić obejście i zawsze wychodząc
                                                    > i zamykając za sobą drzwi rozpoczynać nowy etap życia.

                                                    JUz sie zgubilam ;) W kazdym razie ja juz rozpoczynac nic nie bede, tylko konczyc.

                                                    > Gdzie tam jego `jednej głupiej' do menażerii Twoich freaków.
                                                    > Z tego maseczki nie będzie.

                                                    'Cos tam bylo' jak to mawiala moja kumpela po egzaminie kiedy ja wciaz sie emocjonowalam. Dla mnie egzamin nie konczyl sie z chwila oddania kartki, tak jak relacja/epizod nie konczyla sie dla mnie z chwila wypowiedzenia ostatniego slowa.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 01:13
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > JUz sie zgubilam ;)

                                                    Ale poniżej rozwijasz temat ;)
                                                    Jak próbujesz wrócić do byłego to o monogamii nie ma mowy.
                                                    To jeszcze bardziej Cię zagubię.

                                                    > W kazdym razie ja juz rozpoczynac nic nie bede, tylko konczyc.

                                                    Co wyryć na ciemnej granitowej płycie?

                                                    > 'Cos tam bylo' jak to mawiala moja kumpela po egzaminie kiedy ja wciaz sie emoc
                                                    > jonowalam. Dla mnie egzamin nie konczyl sie z chwila oddania kartki, tak jak re
                                                    > lacja/epizod nie konczyla sie dla mnie z chwila wypowiedzenia ostatniego slowa.

                                                    Czyli, żadna tam monogamia. A i poczciwej seryjności trudno się dopatrzyć. Jeno chaotyczny ogród, w którym nie będziesz już dosadzać drzew. Pomimo, że próbujesz
                                                    go wyrąbywać w Tobie `wciąż tkwi ten sad' minionych kochanków i odrasta na nowo. Nie lepiej było zostawić siekierę zaakceptować tę niezwykłą kolekcję
                                                    drzew i przede wszystkim nie mieć pretensji do tych, którzy swoje sady pielęgnują.

                                                    W płot ? ;) Co objaśnić ? :P

                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 09:24
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A Morrison poszukujacy milosci w wieku 44 Cie nie emocjonuje? Ja bym na jego
                                                    > miejscu prowadzila pamietnik pt. ''Na fali mechanizmow''. Cos zamilkl, pewnie r
                                                    > ura mu zmiekla i oddzwonil do 'glupiej'.
                                                    No właśnie nie zmiękła.
                                                    Maksimum kryzysu było w poniedziałek.
                                                    Wczoraj obudziłem się w zupełnie innym stanie.
                                                    Chyba najgorsze mam za sobą :-)
                                                    Na kobiety z tego forum zawsze można liczyć.
                                                    Kilka manewrów i operacji na własnej psyche da się nad tym wszystkim zapanować :-)


                                                    Mam tylko jakieś niejasne podejrzenia, ze ktoś realizuje plan mający doprowadzić do "przypadkowego" spotkania.
                                                    Ale może się mylę.

                                                    Wracam do pracy bo znowu zaczęła mnie rajcować :-)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 09:41
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > No właśnie nie zmiękła.
                                                    > Maksimum kryzysu było w poniedziałek.
                                                    > Wczoraj obudziłem się w zupełnie innym stanie.
                                                    > Chyba najgorsze mam za sobą :-)
                                                    > Na kobiety z tego forum zawsze można liczyć.
                                                    > Kilka manewrów i operacji na własnej psyche da się nad tym wszystkim zapanować
                                                    > :-)
                                                    >
                                                    >
                                                    > Mam tylko jakieś niejasne podejrzenia, ze ktoś realizuje plan mający doprowadzi
                                                    > ć do "przypadkowego" spotkania.
                                                    > Ale może się mylę.
                                                    >
                                                    > Wracam do pracy bo znowu zaczęła mnie rajcować :-)
                                                    -----------
                                                    Możesz mi wyjaśnić, bo chyba jakoś ominąłem - z jakiego powodu nie chcesz już "ruchać patola"? Zakochałeś się? O co chodzi? Bo miałeś przecież, z tego co pisałeś, fajny układ. Co się zmieniło? Przepraszam za pytanie jeśli to już gdzieś w przystępny sposób wyjaśniałeś ale jakoś mi to umknęło.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 10:06
                                                    "Możesz mi wyjaśnić, bo chyba jakoś ominąłem - z jakiego powodu nie chcesz już "ruchać patola"? Zakochałeś się? O co chodzi? Bo miałeś przecież, z tego co pisałeś, fajny układ. Co się zmieniło? Przepraszam za pytanie jeśli to już gdzieś w przystępny sposób wyjaśniałeś ale jakoś mi to umknęło.

                                                    "Do zakochania jeden krok, do zakochania jeden krok, nic wiecej..."
                                                    Wont z choinki spadles? Nie widziales, ze rowniez mezczyzni sei zakochuja? Przez seks sie zakochuja? ta oksytocyna i tak dalej a jeszcze jak babka jest w lozku zajefajna i sie ja "uwielbia"? Wiec po co sie zakochiwac i cierpiec? Lepiej sie w to nie pakowac.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 10:07
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Możesz mi wyjaśnić, bo chyba jakoś ominąłem - z jakiego powodu nie chcesz już "
                                                    > ruchać patola"? Zakochałeś się? O co chodzi? Bo miałeś przecież, z tego co pisa
                                                    > łeś, fajny układ. Co się zmieniło? Przepraszam za pytanie jeśli to już gdzieś w
                                                    > przystępny sposób wyjaśniałeś ale jakoś mi to umknęło.

                                                    Pewnie laska ujawnila sie z uczuciami ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 11:59
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Możesz mi wyjaśnić, bo chyba jakoś ominąłem - z jakiego powodu nie chcesz już "
                                                    > ruchać patola"? Zakochałeś się? O co chodzi? Bo miałeś przecież, z tego co pisa
                                                    > łeś, fajny układ. Co się zmieniło? Przepraszam za pytanie jeśli to już gdzieś w
                                                    > przystępny sposób wyjaśniałeś ale jakoś mi to umknęło.
                                                    Bilans zysków i strat wychodził na niekorzyść. :-)
                                                    Średnio jedno spotkanie na trzy kończyło się kłótnią (ale nigdy nie wiedziałem z góry które)

                                                    Dla samego ruchania, nawet najlepszego, nie warto sobie szarpać nerwów :-)

                                                    Nie wiem czy Ci takie porównanie coś powie ale to jest kobieta w stylu Audrey Hepburn w "Śniadaniu u Tiffaniego".
                                                    To stary film ale wiem, ze wiele kobiet go lubi i do tego utożsamia się z główną bohaterką, co było dla mnie szokiem.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 10:46
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Bilans zysków i strat wychodził na niekorzyść. :-)
                                                    > Średnio jedno spotkanie na trzy kończyło się kłótnią (ale nigdy nie wiedziałem
                                                    > z góry które)
                                                    ------
                                                    Ale to ty prowokowałeś kłótnie czy ona? Ja to widzę tak, że na siłę próbowałeś nauczyć świnię śpiewu, to się denerwowała. I stąd te kłótnie. A może jakbyś z nią mniej rozmawiał? Albo na neutralne, banalne tematy...

                                                    > Dla samego ruchania, nawet najlepszego, nie warto sobie szarpać nerwów :-)
                                                    ------
                                                    True. Bo nam pikawa wysiądzie i summa summarum mniej sobie w życiu poruchamy! ;)

                                                    > Nie wiem czy Ci takie porównanie coś powie ale to jest kobieta w stylu Audrey H
                                                    > epburn w "Śniadaniu u Tiffaniego".
                                                    > To stary film ale wiem, ze wiele kobiet go lubi i do tego utożsamia się z główn
                                                    > ą bohaterką, co było dla mnie szokiem.
                                                    ------
                                                    Zabawne. Ale żeby móc lecieć na kasę jak Audrey Hepburn to trzeba jeszcze wyglądać jak Audrey Hepburn ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 10:53
                                                    "Zabawne. Ale żeby móc lecieć na kasę jak Audrey Hepburn to trzeba jeszcze wyglądać jak Audrey Hepburn ;)"
                                                    ....i/albo sie dobrze stukac ;)
                                                    Skoro Morrison, ktory sie od kandydtek do lozka ognac nie moze (sam tak napislaes, Morrison) sypia wlasnie z nia, to musi byc cos na rzeczy, bym powiedziala.
                                                    Zresza gusta sa rozne, no nie.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 10:56
                                                    "Ale to ty prowokowałeś kłótnie czy ona? Ja to widzę tak, że na siłę próbowałeś nauczyć świnię śpiewu, to się denerwowała. I stąd te kłótnie. A może jakbyś z nią mniej rozmawiał? Albo na neutralne, banalne tematy..."

                                                    Bo Morrison to jest taka dobra dusza, nie tylko chce stukac, chce byc rowniez przyjacielem i pomoc kolezance pooukladac sobie zycie. Co zrobisz :)
                                                    Zreszta dla jednych nala dyskusja to bedzie wymiana zdan a dla innych juz klotnia, serio.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 06:55
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >hello-kitty2 napisała:
                                                    > Dla mnie nadal seks dla seksu nie jest wartosciowy. Oczywiscie zeszlam z budowa
                                                    > nia nowych, kolejnych zwiazkow, bo ile mozna, juz jestem zmeczona ale seks musi
                                                    > byc wyrazem jakis emocji, fascynacji, zakochania, uwodzenia, milosci. Oczywisc
                                                    > ie to wszystko mozna udac czy sobie dospiewac (tez probowalalm, probowalam chyb
                                                    > a wszystkiego od strony emocjonalnej ;) ale po co odbierac autentycznosc emocjo
                                                    > m? Seks bez emocji to dla mnie krepujaca gimnastyka i poczucie co ja tu robie?

                                                    >Ja mam dokladnie tak samo, tylko z ta miloscia nie szarzuje. Bo slyszalem piosenke zespolu Big Cyc "nie mow o milosci gdy masz mieso w zebach" i mi sie spodobala ;)
                                                    Bez emocji to jest bez sensu, czy ktos jest innego zdania? ;)<

                                                    Bez emocji jest nie tylko bez sensu, ale i bez seksu, bo odczucia są takie, jakby tego seksu w ogóle nie było ;) Dopiero gdy są emocje i to często dość głębokie, to wówczas ta ekspresja,ten zachwyt, to uwolnione podniecenie, pożądanie przekłada się na namiętność, która pochłania całe ciało, umysł, duszę i wszystkie zmysły.No więc one muszą być! - bez emocji się nie da ;)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 21:38
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Dla mnie nadal seks dla seksu nie jest wartosciowy. Oczywiscie zeszlam z budowa
                                                    > nia nowych, kolejnych zwiazkow, bo ile mozna, juz jestem zmeczona ale seks musi
                                                    > byc wyrazem jakis emocji, fascynacji, zakochania, uwodzenia, milosci. Oczywisc
                                                    > ie to wszystko mozna udac czy sobie dospiewac (tez probowalalm, probowalam chyb
                                                    > a wszystkiego od strony emocjonalnej ;) ale po co odbierac autentycznosc emocjo
                                                    > m? Seks bez emocji to dla mnie krepujaca gimnastyka i poczucie co ja tu robie?

                                                    Wielkie napięcie seksualne czułam już w IV-V klasie szkoły podstawowej. Bardzo intensywne, z fantazjami seksualnymi. Podobnie jak Ty, wcześnie zaczęłam współżyć i miałam chęć na poziomie mojego ówczesnego chłopaka ( równolatek). W zasadzie każda okazja była wykorzystana. Z czasem nauczyłam się nad tym bardziej panować:))
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 22:09
                                                    Miałam Zawle tak samo - seks był ważny i bez związków. Bywałam sama, nie.zawsze.byłam sparowana. I czasem brak seksu bywał bardzo przykry. Ale tak sobie z pierwszym lepszym, bez jakiejś wystarczająco ekscytującej gry? Nawet jak mnie nie interesowały dalsze ciągi, to bez emocji (erotycznej li tylko natury) być nie mogło, żeby miało być fajnie.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 23:05
                                                    > To odpowiesz mi dlaczego na forum nie ma 20-25 latek? :-)

                                                    Kilka lat temu było kilka fajnych dziewczyn niewiele ponad 25. Eeela, Mujer bonita i jeszcze ze dwie, których nicków nie pamiętam. Zaklętawmarmur i Glam jak zaczynały pisać też miały coś koło trzydziestki. Pisały dużo. Z tego co pamiętam miały seks i to całkiem zadowalający. Pisały, bo interesowała je tematyka. Co jakis czas wpadały też jakieś młodzizny po poradę. Nie spinaj się, nie piszę tego pod jakąś tezę i nie nawołuję do dyskusji, tylko snuję wspomnienia.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 08:13
                                                    Starydziadyga jak przyszła, miała chyba przed 30tką, ja też :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:09
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Ja pisałem, ze mezczyźni kształtują się w poczuciu deficytu seksu.
                                                    > Nawet takiego kiepskiego jak ten seks, który kobiety nie interesuje.

                                                    Bez przesady. Kiepski seks jest w zasiegu reki kazdego, kto ma te 200 pln w portfelu. Placisz i ruchasz.
                                                    Dlatego moim zdaniem, jesli juz, to mezczyzni ksztaltuja sie w deficycie poczucia wlasnej wartosci, niz w deficycie seksu, bo tego to jest wokol po kokarde.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:19
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > Bez przesady. Kiepski seks jest w zasiegu reki kazdego, kto ma te 200 pln w por
                                                    > tfelu. Placisz i ruchasz.
                                                    A ile musi mieć w portfelu kobieta by mieć byle jaki seks?

                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:31
                                                    Nie ma.znaczenia, ile musi mieć w.portfelu. Porównanie gruszek z jabłkoami. Istotne jest to, że.seks, który facet uznaje za taki sobie (osoba partnerki np.) dla zdecydowanej większości kobiet jest absolutnie nie.do przyjęcia. Nie jest seksem w znaczeniu działania dającego jakieś seksualne zaspokojenie, jest masakrą.
                                                    Zgadzam się.z tym, że ksztaltujecie się (poza ewidentnymi samcami alfa) w pocuciu wiecznego niedosytu seksu. Ostatecznie wiek ostatecznego formowania się.osobowości przypada u was na czas najwyższego popędu :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:35
                                                    "Ostatecznie wiek ostatecznego formowania się.osobowości przypada u was na czas najwyższego popędu :-)"
                                                    Tez prawda. A kiedy facetom kolo 30 stki zaczyna spadac testosteron, babki sie rozkrecaja ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Tez prawda. A kiedy facetom kolo 30 stki zaczyna spadac testosteron, babki sie
                                                    > rozkrecaja ;)
                                                    Wielu spada testosteron ale tylko przy własnej żonie :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:48
                                                    "Wielu spada testosteron ale tylko przy własnej żonie :-)"

                                                    Tak, teraz jeszcze chcesz mi wmawiac, ze medycyna i wyniki badan sie myla :)
                                                    A to, ze najbardziej fascynuje nowe to nic nowego. Mimo wszystko badania mowia, ze wielu mezow po latach nadal chce i sypia z zona ale wiele zon nie ma juz takiej ochoty sypiac z mezami.
                                                    Bylam kiedys porazona wynikami ankiety przeprowadzonej w Niemczech, wiele kobiet wolalo by zrezygnowac przez rok z seksu ze swoim partnerem niz z ogladania telewizji! Bylam w szoku. Wiekszosc mezczyzn/mezow wola by jednak nie ogladac telewizji niz zrezygnowac z seksu przez rok. Hmm i co to mowi o jakosci seksu parnerskiego dla kobiet? Dla facetow te 3 minuty to zaawsze cos, dla babek, jak wiedac, lepiej obejrzec telweizje ;) Co nie znacz, ze one seksu by nie chcialy, ale pewni z jakims nowym, bo z wlasnym to im tez spadl testosteron.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:51
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Co nie znacz, ze one seksu by nie chcialy, ale pewni z jakims nowym,
                                                    To niech sobie go znajdą.




                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:59
                                                    "To niech sobie go znajdą."

                                                    Co niektore zapewne robia, tak jak i niektorzy faceci. No w koncu z kims ci ludzie musza zdradzac swoich partnerow, co nie? Hmm a jak juz sobie znajduja to niekoniecznie wraca im chec sypiania z mezem;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 16:03
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "To niech sobie go znajdą."
                                                    >
                                                    > Co niektore zapewne robia, tak jak i niektorzy faceci. No w koncu z kims ci lud
                                                    > zie musza zdradzac swoich partnerow, co nie? Hmm a jak juz sobie znajduja to ni
                                                    > ekoniecznie wraca im chec sypiania z mezem;)
                                                    A pozostałe?
                                                    Co robią?

                                                    Tzn mam na myśli te pozostałe, którym brakuje seksu
                                                    (Nie te, które go nie potrzebują)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 16:07
                                                    "Tzn mam na myśli te pozostałe, którym brakuje seksu
                                                    (Nie te, które go nie potrzebują)"

                                                    A skad ja mam to wiedziec? Przykladja wlasna reke albo ida pod prysznic :)

                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 16:55
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Tzn mam na myśli te pozostałe, którym brakuje seksu
                                                    > (Nie te, które go nie potrzebują)"
                                                    >
                                                    > A skad ja mam to wiedziec? Przykladja wlasna reke albo ida pod prysznic :)
                                                    To Ci odpowiem:
                                                    Siedzą na tyłku i czekają.
                                                    Bo im się w głowie nie mieści , ze o seks można w jakiś aktywny sposób zabiegać.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:38
                                                    "Siedzą na tyłku i czekają.
                                                    Bo im się w głowie nie mieści , ze o seks można w jakiś aktywny sposób zabiegać."

                                                    Skoro nie zostaly uksztaltowane w poczuciu deficytu seksu to nie wyksztalcily odruchu/umiejetnosci zabiegania w jakis aktywny sposob o seks. Mam wrazenie, ze pomimo iz znasz mechanizmy to i tak sie z podmiotow rzadzonych tymi mechanizmami wysmiewasz. To tak jakby sie wysmiewac z kury, ze nie umie latac doskonale wiedzac dlaczego nie umie i ze nie moze umiec.

                                                    Oczywiscie, ze kobiety nie ksztaltowaly sie w mlodosci w deficycie seksu. Dla mnie w mlodosci seks w nie istnial bez zwiazku. Trudno zatem mowic o jakims jego deficycie. Seks sam dla siebie nie byl mi w ogole do niczego potrzebny. Jeszcze raz: NIE ISTNIAL w ogole. Nawet mi przez glowe nie przeszlo, ze ktos ktokolwiek moze odczywac deficyt seksu. A tym bardziej ja sama 20 lat pozniej ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 20:08
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Oczywiscie, ze kobiety nie ksztaltowaly sie w mlodosci w deficycie seksu. Dla m
                                                    > nie w mlodosci seks w nie istnial bez zwiazku. Trudno zatem mowic o jakims jego
                                                    > deficycie. Seks sam dla siebie nie byl mi w ogole do niczego potrzebny. Jeszcz
                                                    > e raz: NIE ISTNIAL w ogole. Nawet mi przez glowe nie przeszlo, ze ktos ktokolwi
                                                    > ek moze odczywac deficyt seksu. A tym bardziej ja sama 20 lat pozniej ;)

                                                    Zdaje sie, ze pisalas o jakims mega szybkim utracie dziewictwa (12-13 lat.) i fascynacji "plynami"/sperma. Troche mi to zgrzyta/nie umiem mentalnie powiazac z tym co napisalas. Ale generalnie rozumiem o czym mowisz, mysle ze czesc kobiet jest w takim stanie emocjonalnym przez cale zycie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 20:42
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Zdaje sie, ze pisalas o jakims mega szybkim utracie dziewictwa (12-13 lat.) i f
                                                    > ascynacji "plynami"/sperma. Troche mi to zgrzyta/nie umiem mentalnie powiazac z
                                                    > tym co napisalas. Ale generalnie rozumiem o czym mowisz, mysle ze czesc kobie
                                                    > t jest w takim stanie emocjonalnym przez cale zycie.

                                                    Bylam w 8 klasie podstawowki, rocznikowo mialam 15 lat i rzeczywiscie z tym chlopakiem nie stworzylam zwiazku ale sekretnie marzylam, ze sie pobierzemy pamietam, hehe wiem jak to brzmi. Ja nie mowie, ze nie zdrzylo mi sie puscic ale ten seks nie byl wartosciowy ani poszukiwany raczej przypadkowy po prostu na zasadzie what the hell...a co mi tam. Natomiast wazne byly relacje uczuciowe i seks im towarzyszacy. Pierwszy raz singielka stalam sie po rozwodzie. A tak bylam zawsze w jakis krotszych/dluzszych zwiazkach + jakies przygody + jakies zdrady chyba byly. Pisze o swoich latach 20stych. Po trzydziestce sie zmienialam, a dokladnie po urodzeniu dziecka.

                                                    Nie wiem czy to Cie pocieszy ale mnie tez duzo we mnie zgrzyta (nadal).
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:55
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Wielu spada testosteron ale tylko przy własnej żonie :-)"
                                                    >
                                                    > Tak, teraz jeszcze chcesz mi wmawiac, ze medycyna i wyniki badan sie myla :)
                                                    > A to, ze najbardziej fascynuje nowe to nic nowego. Mimo wszystko badania mowia, ze wielu mezow po latach nadal chce i sypia z zona ale wiele zon nie ma juz takiej ochoty sypiac z mezami.
                                                    ---------------------------------

                                                    Seks małżeński


                                                    Wielki to dramat każdej kobiety,
                                                    Gdy on za szybko zmierza do mety.
                                                    A jego hobby to penetracja,
                                                    Pierwsza, jedyna, ostatnia, stacja.

                                                    Babka jest zimna i nierozgrzana,
                                                    A już jest mocno penetrowana.
                                                    Facet miętosi i podskakuje,
                                                    Więcej go mało interesuje.

                                                    Wreszcie usłyszy krzyk zachrypiony,
                                                    Znaczy, że spektakl już zakończony..
                                                    Całym opada na nią ciężarem,
                                                    Strasznie zmęczony miłości żarem.

                                                    A ona wściekła, rozczarowana,
                                                    Takim wyczynem swojego pana.
                                                    Chciałaby więcej, a on nie może,
                                                    Może się Viagrą facet wspomoże?

                                                    Leży koło niej mocno zmęczony,
                                                    Ale szczęśliwy, zaspokojony.
                                                    Do snu skonany się już szykuje,
                                                    Tego mu teraz właśnie brakuje.

                                                    Ona też leży i wciąż żałuje,
                                                    Przypomnieć sobie ciągle próbuje.
                                                    Czemu go sobie kiedyś wybrała,
                                                    I jego żoną wtedy została.




                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:40
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Zgadzam się.z tym, że ksztaltujecie się (poza ewidentnymi samcami alfa) w pocuc
                                                    > iu wiecznego niedosytu seksu. Ostatecznie wiek ostatecznego formowania się.osob
                                                    > owości przypada u was na czas najwyższego popędu :-)
                                                    No i o to mi mniej więcej chodzi.
                                                    Nie wiem po co było to uporczywe zaprzeczanie i wykręcanie mojej tezy na lewą stronę.
                                                    Ja (i moi rówieśnicy) w wieku 13-14 lat miałem ukształtowany b. silny popęd płciowy.
                                                    Jaka była wtedy podaż tego seksu, na którą mogłem liczyć??
                                                    Aaa.
                                                    No tak.
                                                    Pewnie podaż była ogromna tylko ja nie byłem w stanie zagwarantować odpowiednio "dobrego seksu" co? :-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:50
                                                    morrison9
                                                    > Ja (i moi rówieśnicy) w wieku 13-14 lat miałem ukształtowany b. silny popęd płc
                                                    > iowy.
                                                    > Jaka była wtedy podaż tego seksu, na którą mogłem liczyć??
                                                    > Aaa.
                                                    > No tak.
                                                    > Pewnie podaż była ogromna tylko ja nie byłem w stanie zagwarantować odpowiednio
                                                    > "dobrego seksu" co? :-)

                                                    Moze sie slabo rozgladales? ;)
                                                    Na moje oko, troche okazji na zabawe juz wtedy bylo. W kazdym razie na jakies pierwsze jej formy ;) A 2-3 lata potem to juz w ogole nie ma o czym gadac. Tylko ze majac 13-14 lat wiekszosc chlopcow adoruje jedna-dwie miss klasowe, a wobec dziewczyn rownorzednych atrakcyjnoscia sa wredni i napastliwi.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 16:05
                                                    W dodatku wiadomo, ze w tym wieku dziewczynki sa troche do przodu wola raczej nieco starszych. A 13 czy 14 sto letni chlopaczek niekoniecznie bedzie chcial 10 cio czy 11 sto latke. niedawno zagailam takiego 13 sto latka na temat 10 cio latki, ze no fajna jest a on mnie na to "to jest larwa a ja szukam motyla". Aaa, rzecz w tym, ze motyl moze wolec starszego. Zreszta w tym wieku sie dzieciakow pilnuje, kiedy i gdzie ten seks ma sie odbywac? Nie sadzicie?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 16:53
                                                    kag73 napisała:

                                                    > W dodatku wiadomo, ze w tym wieku dziewczynki sa troche do przodu wola raczej n
                                                    > ieco starszych. A 13 czy 14 sto letni chlopaczek niekoniecznie bedzie chcial 10
                                                    > cio czy 11 sto latke. niedawno zagailam takiego 13 sto latka na temat 10 cio l
                                                    > atki, ze no fajna jest a on mnie na to "to jest larwa a ja szukam motyla".
                                                    Czyli potwierdzasz moją tezę.
                                                    Dziękuję.
                                                    Więcej mi nie trzeba.

                                                    PS.
                                                    "Dziewczynki" są zazwyczaj "do przodu". Nie tylko w tym wieku. Zazwyczaj wolą starszych. Dzięki temu facet mający 44 lata może mieć znacznie młodsze od niego :-)
                                                    To ciągle ten sam "kij", którym "dostają po tyłku" "chłopcy" w młodości.
                                                    Tylko, że drugi koniec tego "kija" :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:06
                                                    "Dziewczynki" są zazwyczaj "do przodu". Nie tylko w tym wieku. Zazwyczaj wolą starszych. Dzięki temu facet mający 44 lata może mieć znacznie młodsze od niego :-)

                                                    Wydaje mi sie, ze z wiekiem to sie zmienia. Duzo ludzi wiaze sie z rownolatkami, albo tylko nieco starszymi/mlodszymi od siebie, bo poznawaja sie na studiach, w szkole, na jakichs imprezach.
                                                    W dodatku chlopcy nadrabiaja, wiec nie znasz sie, widac porownanie np. szkola podstawa i wieksze dziewczynki (musza zdazyc urosnac bo za chwile beda miec okres) szkola srednia gdzie nagle zaczynaja rosnac chlopaki.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:15
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Wydaje mi sie, ze z wiekiem to sie zmienia. Duzo ludzi wiaze sie z rownolatkam
                                                    > i, albo tylko nieco starszymi/mlodszymi od siebie, bo poznawaja sie na studiach
                                                    > , w szkole, na jakichs imprezach.
                                                    > W dodatku chlopcy nadrabiaja, wiec nie znasz sie, widac porownanie np. szkola p
                                                    > odstawa i wieksze dziewczynki (musza zdazyc urosnac bo za chwile beda miec okre
                                                    > s) szkola srednia gdzie nagle zaczynaja rosnac chlopaki.
                                                    Nie znam się, nie rozumiem kobiet a jednocześnie dosptępność seksu systematycznie w moim przypadku rośnie :-)
                                                    To ja tak mogę się "nie znać i nie rozumieć" w nieskończoność.
                                                    Bardzo chętnie tą ignorancję w sobie pogłębię :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:26
                                                    "Nie znam się, nie rozumiem kobiet a jednocześnie dosptępność seksu systematycznie w moim przypadku rośnie :-)
                                                    To ja tak mogę się "nie znać i nie rozumieć" w nieskończoność.
                                                    Bardzo chętnie tą ignorancję w sobie pogłębię :-)"

                                                    Bo Ty jestes zajefajny. Znow wszystko sie kreci wokol Ciebie ale ten swiat to nie tylko Ty :) Ale ciesz sie nadrabiasz deficyty z mlodosci!
                                                    W dodatku jestes na natepnym etapie: ludzie po rozwodach i po rozstaniach, nieudanych zwiazkach i kazdy orze jak moze.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:26
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Nie znam się, nie rozumiem kobiet a jednocześnie dosptępność seksu systematyczn
                                                    > ie w moim przypadku rośnie :-)
                                                    > To ja tak mogę się "nie znać i nie rozumieć" w nieskończoność.
                                                    > Bardzo chętnie tą ignorancję w sobie pogłębię :-)

                                                    Ale w Twoim przypadku nie chodzi o wiek, tylko o pieniadze i dostepnosc zwiazkowa. Kobiety widza w Tobie okazje na rozpoczecie od nowa.
                                                  • bgz0702 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 19:28
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Nie znam się, nie rozumiem kobiet a jednocześnie dosptępność seksu systematyczn
                                                    > ie w moim przypadku rośnie :-)
                                                    > To ja tak mogę się "nie znać i nie rozumieć" w nieskończoność.
                                                    > Bardzo chętnie tą ignorancję w sobie pogłębię :-)

                                                    jak to oceniasz, dlaczego rośnie i kim są te laski mniej więcej co to za grupa "zywo zainteresowana"?;) pytam z ciekawosci
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 23:46
                                                    e zaczynaja rosnac chlopaki. ,
                                                    > Nie znam się, nie rozumiem kobiet a jednocześnie dosptępność seksu systematyczn
                                                    > ie w moim przypadku rośnie :-)

                                                    Zarobiłes kasę, ustawiłeś się w zyciu, zyskałeś pewność siebie, spełniłeś na istotnych dla siebie polach - urosłeś, to robi wrażenie na ludziach. Tych z cyckami też. Nawet gdybyś się nie znał na kobietach i tak miałbyś nowy wabik na nie. Z tym powodzeniem u płci przeciwnej jest jakoś tak, że nie ma potrzeby się "znać" na tej płci, żeby je mieć. Mnie na przestrzeni życia rosło i malało, a to tylko i wyłącznie z przyczyny różnych poziomów samopoczucia, poczucia wartości, dobrego osadzenia w ciele, radości życia. Moja wiedza na temat mężczyzn nie miał nic do rzeczy.
                                                    A czy sie znasz czy nie znasz na kobietach to ja nie wiem. Na pewno dobrze orientujesz sie w niszy, w której żerujesz.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 18:21
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Zarobiłes kasę, ustawiłeś się w zyciu, zyskałeś pewność siebie, spełniłeś na is
                                                    > totnych dla siebie polach - urosłeś, to robi wrażenie na ludziach. Tych z cycka
                                                    > mi też.
                                                    A gdzie tam.
                                                    No przecież kag73 pisała, ze u niej status męzczyzny ne powoduje wzrostu pożądania do niego.
                                                    A tak poważniej: same zasoby oczywiście pomagają ale nie czynią cudów.
                                                    A ja po prostu lubię kobiety (chociaż mnie wkurzają ) :-)
                                                    > Nawet gdybyś się nie znał na kobietach i tak miałbyś nowy wabik na nie.
                                                    "Gdybym się nie znał".
                                                    Prawidłowe sformułowanie :-)
                                                    Dziękuję :-)

                                                    > Na pewno dobrze orientujesz sie w niszy, w której żerujesz.
                                                    No. Oczywiście musi być: "żerujesz"
                                                    To określenie więcej mówi o Tobie niż o mnie :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 24.05.16, 18:58
                                                    "No przecież kag73 pisała, ze u niej status męzczyzny ne powoduje wzrostu pożądania do niego.
                                                    A tak poważniej: same zasoby oczywiście pomagają ale nie czynią cudów."

                                                    Kag zawsze podkreslala i podkresla, ze sa kobiety, ktore fizycznosci nie przeskocza i bedzie to dla nich pierwsze kryterium oraz takie, dla ktorych najwazniejszym z kryteriow bedzie ststus. Indywidulane upodobania i do tego jeszcze oczekiwania i okolicznosci zyciowe. Chociaz, o tym tez kag pisla juz nie raz, to, ze ktos sypia z kims kto ma status nie znaczy, ze robi to poniewaz go bardziej pozada, robi to, bo ma motywacje do sypiania z nim, czasem ma nawet MILION powodow, zeby to robic :))

                                                    "A tak poważniej: same zasoby oczywiście pomagają ale nie czynią cudów."

                                                    Ano, zeby czynily to trzeba by bylo ich miec jeszcze wiecej i sie chciec nimi dzielic i w dodatku trafiac wylacznie na kandadatki ukierunkowane na zasoby.
                                                    Jak wygladasz albo jak wygladales kiedys, nie wiem, wiec trudno powiedziec co pomaga najbardziej. Bo kobiety to lubiles chyba zawsze a nie zawsze chcialy z Toba sypiac. A moze to kwestia zmiany ich priorytetow a nie Twoich? Ktoz to tak do konca wie ;) Pewnie wszystko po trochu.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 00:40
                                                    Po mojemu podsumowując. Luz i spokojna pewność siebie jaką dają zasoby i szacun u ludzi za osiągi przyciągają i fascynują. Pomagają. Lubienie płci przeciwnej pomaga bardzo. Lubienie siebie (zdrowe, nie narcystyczne podkręcanie) czyni cuda. "Znanie się na" trochę się przydaje, ale nei jest wymagane.


                                                    > > Na pewno dobrze orientujesz sie w niszy, w której żerujesz.
                                                    > No. Oczywiście musi być: "żerujesz"
                                                    > To określenie więcej mówi o Tobie niż o mnie :-)

                                                    Jak mogłam, przecież ty trawkę skubiesz subtelnie od niechcenia ;-) Oglądasz ze skrzywionymi chrapkami, kopytkiem trącasz w te i wewte. Zeżresz (ups, sorry, spożyjesz) pół ździebełka, uszkami zastrzyżesz, ogonkiem gza przepędzisz, zadumasz się, stwierdzisz że głupie ono jakieś. To ździebełko :-P No faktycznie, moje tygrysie upodobania muszą cię odrobinę mierzić ;-) Czytała Krystyna Czubówna ;-)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 06:03
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Jak mogłam, przecież ty trawkę skubiesz subtelnie od niechcenia ;-) Oglądasz ze
                                                    > skrzywionymi chrapkami, kopytkiem trącasz w te i wewte. Zeżresz (ups, sorry, s
                                                    > pożyjesz) pół ździebełka, uszkami zastrzyżesz, ogonkiem gza przepędzisz, zaduma
                                                    > sz się, stwierdzisz że głupie ono jakieś. To ździebełko :-P No faktycznie, moje
                                                    > tygrysie upodobania muszą cię odrobinę mierzić ;-) Czytała Krystyna Czubówna ;
                                                    > -)

                                                    te...Czubówna, o miłości nic nie było;)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 09:04
                                                    Widocznie amatorki tygrysów to dzikuski są bez cienia finezji ;-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 09:14
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Lubienie płci przeciwnej
                                                    > pomaga bardzo. Lubienie siebie (zdrowe, nie narcystyczne podkręcanie) czyni cuda.
                                                    To ja bardziej kobiety lubię niż siebie :-)
                                                    > "Znanie się na" trochę się przydaje, ale nie jest wymagane.
                                                    No ale jak się ma braki w innych sferach to trzeba to nadrobić analizą. :-)


                                                    > > > Na pewno dobrze orientujesz sie w niszy, w której żerujesz.
                                                    > > No. Oczywiście musi być: "żerujesz"
                                                    > > To określenie więcej mówi o Tobie niż o mnie :-)
                                                    >
                                                    > Jak mogłam, przecież ty trawkę skubiesz subtelnie od niechcenia ;-) Oglądasz ze
                                                    > skrzywionymi chrapkami, kopytkiem trącasz w te i wewte. Zeżresz (ups, sorry, s
                                                    > pożyjesz) pół ździebełka, uszkami zastrzyżesz, ogonkiem gza przepędzisz, zaduma
                                                    > sz się, stwierdzisz że głupie ono jakieś. To ździebełko :-P No faktycznie, moje
                                                    > tygrysie upodobania muszą cię odrobinę mierzić ;-) Czytała Krystyna Czubówna ;

                                                    Eee tam.
                                                    Po prostu założenie jest takie, ze albo ja jestem cynicznym, wrednym skurwielem, manipulatorem okłamującym i bawiącym się biednymi kobietami i wykorzystującym je albo te kobiety są wątpliwej reputacji i kiepskiej kondycji moralne i są tego samego sortu co ja ("dziunie" - jak to któraś z pań na forum określiła)
                                                    Opcja, że najzwyczajniej tak po ludzku mogę mieć w pewnych kwestiach rację (rację w sensie diagnozy pewnych mechanizmów) w grę absolutnie nie wchodzi. :-)

                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 09:41
                                                    Oj tam oj tam, wredny manipulator ALBO dziunie. Zazwyczaj jedno warte drugiego ;-)

                                                    Ależ ja nie zaprzeczam, że w pewnych sprawach możesz mieć rację. W pewnych na pewnym obszarze ;-)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 10:46
                                                    morrison9 napisał: Opcja, że najzwyczajniej tak po ludzku mogę mieć w pewnych kwestiach rację (rac
                                                    > ję w sensie diagnozy pewnych mechanizmów) w grę absolutnie nie wchodzi. :-)

                                                    Ależ masz. Jeśli kiedyś będę czuła się przeogromną potrzebę, żeby mnie ktoś przygarnął, będę miła i nigdy nie powiem oficjalnie że lecę na kasę.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 13:26
                                                    zawle napisała:

                                                    > morrison9 napisał: Opcja, że najzwyczajniej tak po ludzku mogę mieć w pewnych k
                                                    > westiach rację (rac
                                                    > > ję w sensie diagnozy pewnych mechanizmów) w grę absolutnie nie wchodzi. :
                                                    > -)
                                                    >
                                                    > Ależ masz. Jeśli kiedyś będę czuła się przeogromną potrzebę, żeby mnie ktoś prz
                                                    > ygarnął, będę miła i nigdy nie powiem oficjalnie że lecę na kasę.
                                                    Dobre i to :-)
                                                    Przynajmniej jest jakiś postęp :-)
                                                    Jeszcze 20 lat i zrozumiesz mężczyzn :-)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 15:10
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Jeszcze 20 lat i zrozumiesz mężczyzn :-)

                                                    W domu z powodzeniem korzystam w pralki a w ogóle jej nie rozumiem.
                                                    www.youtube.com/watch?v=_hCEqag0dbM
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 16:20
                                                    zawle napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Jeszcze 20 lat i zrozumiesz mężczyzn :-)
                                                    >
                                                    > W domu z powodzeniem korzystam w pralki a w ogóle jej nie rozumiem.
                                                    I zapewne jednocześnie jesteś aktywną uczestniczką dyskusji na forum dotyczącym nie działających pralek :-)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 16:55
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > I zapewne jednocześnie jesteś aktywną uczestniczką dyskusji na forum dotyczącym
                                                    > nie działających pralek :-)

                                                    Za naprawę nigdy bym się sama nie zabierała...może kopać prądem. Podobnie mam z facetami.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 22:43
                                                    zawle napisała:

                                                    > Za naprawę nigdy bym się sama nie zabierała...może kopać prądem.

                                                    Postulowałbym wyjęcie wtyczki z gniazdka ;)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 22:50
                                                    Boszzz..co za dosłowność:))
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 22:59
                                                    zawle napisała:

                                                    > Boszzz..co za dosłowność:))

                                                    Wybacz, mam małego pierdolca na punkcie "ciekawe co jest w środku", stąd koncepcja wyjęcia z wtyczki z prądu jest jak najbardziej sensowna :) I stąd dosłowność, chociaż rozumiem przenośnię.
                                                    Wkrętak w łapę i rozbieramy. Kiedyś rozebrałem lampkę nocną i odkryłem, że w bardzo estetycznej lampce w środku był... kamień :)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 23:03
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Kiedyś rozebrałem lampkę nocną i odkryłem, że w ba
                                                    > rdzo estetycznej lampce w środku był... kamień :)

                                                    W pralce tez jest i to nawet calkiem spory, betonowy, zeby nie latala podczas wirowania :-P
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 25.05.16, 23:10
                                                    Potwierdzam...może być jeszcze jeden..wyhodowany;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 15:28
                                                    "Bez przesady. Kiepski seks jest w zasiegu reki kazdego, kto ma te 200 pln w portfelu. Placisz i ruchasz. "
                                                    To fakt.

                                                    "Dlatego moim zdaniem, jesli juz, to mezczyzni ksztaltuja sie w deficycie poczucia wlasnej wartosci, niz w deficycie seksu, bo tego to jest wokol po kokarde."

                                                    Moim zdaniem to, ze ktos ma deficyt seksu nie znaczy, ze musi czuc sie mniej warty. Po prostu nie ma tak, ze mam ochote na seks, wychodze sobie na ulice i tak hop siup zagajam albo biore sobie jakas upatrzona babke, bo tak nie ma. Nawet ja kobieta tak nie mam, bo mnie tez obowiazuja jakies normy i poczucie przyzwoitosci. A nawet jakbym sprobowala to niekoniecznie zawsze uslysze "tak".
                                                    Obowiazuja nas normy, jestesmy cywilizowani, respektujemy drugiego czlowieka. Nie masz szczescia, bo sie zadna chetna nie pojawila na tapecie. Albo chetna by moze i byla ale potrzebuje chwilki by stwierdzic czy z Toba warto i w ogole nie wypada jej. Nawet jakbys byl przystojniacha i mial super poczucie wlasnej wartosci nie znaczy to, ze zawsze kiedy zapragniesz seksu bedziesz go mial, jezeli nie jestes w zwiazku/relacji z jakas chetna na Ciebie babka. A i tutaj mozesz miec deficyt jezli roznicie sie w libido. A baby tez nie lepsze: chcialaby a boi sie, potem chcialaby ale jej nie wypada, chcialaby tu i teraz, ale nie moze, bo ja wezmie za "latwa", chcialaby ale nie ma z kim.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 13:51
                                                    Chlopie, alez ja wiem co kosztuje mezczyzn przelamanie sie, zbieranie koszy itd. Dlatego robie to w spsobo najmniej dla nich bolesny, ale poswiecac sie i przespac z byle kim(z mojego punktu wiezenia), zeby im nie bylo przykro niestety nie chce i bede. Nic nie poradze.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:00
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > ...albo wygrasz ;)
                                                    > Ale troche nie na temat. Odnosilem sie do tezy, ze faceci to w kolko dotkliwe porazki i orka na ugorze, a babki - wszechobecna adoracja i przebieranie w ofertach. To chyba dosc duze przeklamanie jednak.
                                                    -----------------------
                                                    Oczywiście, że tak. Facet może znacznie bardziej nadrobić swoje niedostatki aniżeli kobieta. . Moja poezja sie i do tego odniosła:

                                                    ...Bo faceci kochają kobiety,
                                                    Ale nie te brzydkie, niestety.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:11
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    >. Moja poezja sie i do tego odniosła:
                                                    >
                                                    > ...Bo faceci kochają kobiety,
                                                    > Ale nie te brzydkie, niestety.

                                                    Poezja Wolka byla bardziej laskawa... ;)
                                                    "Brzydka ona, brzydki on
                                                    A taka ladna milosc"
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:23
                                                    Mezczyzni nie kochaja brzydkich kobiet, bo te ktore kochaja w ich oczach zawsze beda ladne :)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:37
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Mezczyzni nie kochaja brzydkich kobiet, bo te ktore kochaja w ich oczach zawsze beda ladne :)
                                                    -------------------------------------------
                                                    Niektórzy, którzy jeździli Trabantami / Maluchami, też uważali, że są super. Mieli wybór?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:51
                                                    .marek.zak1,napisał
                                                    >..Bo faceci kochają kobiety,
                                                    Ale nie te brzydkie, niestety.<

                                                    No ale to trochę truizm jest, nieprawdaż? Po latach, jak ta uroda już trochę blednie, marszczy się i obwisa, to liczy się fakt,żeby ta dziurka, w którą można wsadzić co nieco nadal była chętna i gotowa, uroda tejże dziurki bywa wieczna niemalże i niekiedy ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 22:24
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > .marek.zak1,napisał
                                                    > >..Bo faceci kochają kobiety,
                                                    > Ale nie te brzydkie, niestety.<
                                                    >
                                                    > No ale to trochę truizm jest, nieprawdaż?
                                                    ----------------------------------------------------------------
                                                    Prawda jest truizmem z definicji.

                                                  • gogol77 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:01
                                                    kag73 napisała:
                                                    > .. Raz juz Cie pytalam czy zona nadal uwazalaby ze ma fajnego meza gdyby wiedziala ze masz od lat zwiazek milosny i erotyczny z inna kobieta?>
                                                    Odpowiadam: z całą pewnością nie!!!! Choć nie mogę wykluczyć, że ona coś jednak wie czy się domyśla ale wychodzi jej, że "lepiej gówna nie tykać bo będzie smród"

                                                    >...I jestes pewien, ze teraz nie jestes dla niej swinia?>
                                                    Jestem świnią, ale nie taką jaką bym był gdybym ją zostawił.

                                                    > Zapewne Twoja zona popelnilaby samobojstwo gdybys ja zostawil, bo Ty jestes taki fajny. Serio nie przeceniaj waznosci Twojej skromnej osoby w tej kwestii>.
                                                    Trudno mi samemu oceniać czy jestem fajny. Zarówno żona jak i kochanka mówią, że tak

                                                    > Morrison nie obiecywal wiernosci, wrecz przeciwnie, ale zona myslala, ze jakos to bedzie, poszla za glosem serca, niestety>.
                                                    Wierność niby obiecywałem, ale to było pod przymusem. Zakochanie to stan trochę chorobliwy i w tym stanie różne rzeczy się obiecuje. Też myślałem, że jakoś to będzie. I długo nawet było. Ale nie przewidziałem, że potem tak wychudnie. Mnie wychudnie. A przecież poszedłem za głosem serca. I nie umiem nawet powiedzieć, czy.... niestety. Raczej nie.
                                                    Sabatowej też wychudło na skutek czego Sabat ma celibat.
                                                    Life is brutal and full of zasadzkas.
                                                    Bo:
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    >Jak sie trafia na niezwyklego czlowieka, otwartego, pelnego fantazji, empatii, to otwieraja sie takie erotyczne mozliwosci, o ktorych do tej pory mozna bylo tylko pomarzyc (to moj przypadek).>

                                                    No właśnie, mój też. I niech to robi za moje alibi. Że chujowe? wiem, ale nie mam lepszego.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:15
                                                    "Wierność niby obiecywałem, ale to było pod przymusem. Zakochanie to stan trochę chorobliwy i w tym stanie różne rzeczy się obiecuje. Też myślałem, że jakoś to będzie. I długo nawet było. Ale nie przewidziałem, że potem tak wychudnie. Mnie wychudnie. A przecież poszedłem za głosem serca. I nie umiem nawet powiedzieć, czy.... niestety. Raczej nie.

                                                    A dobrze zrozumialal, ze takiej "Jednej" teraz jestes seksualnie wierny?
                                                    Co do reszyt to opisywales kiedys jak to sie zaczelo co spowodowalo brak checi seksu z zona.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:21
                                                    > Zapewne Twoja zona popelnilaby samobojstwo gdybys ja zostawil, bo Ty jestes taki fajny. Serio nie przeceniaj waznosci Twojej skromnej osoby w tej kwestii>.
                                                    Trudno mi samemu oceniać czy jestem fajny. Zarówno żona jak i kochanka mówią, że tak.

                                                    Nie watpie, przy obecnym stanie wiedzy dla zony jestes fajny.
                                                    Mam taka kolezanke, rzadko widuje, bo mieszka daleko. Kiedys ja spotkalam miala nowego faceta, nowy zwiazek, byla taka szczesliwa, facet taki fajny. Po roku czy dwoch ja spotykam i mowi, ze jest po rozwodzie. Ja zdziwniona, jak to no facet fajny, szczescie itd. a ona mi na, ze robila jakies studia czy szkolenia w weekendy a on w tym w te weekendy spotykal sie z inna. No i kurna nagle ten fajny facet zaniefajnial. No czyz baby nie sa glupie? Zostawic fajnego faceta, bo prowadzi podwojne zycie? Idiotka!Morrison ma racje baby sa glupie :)
                                                    No zona twoja moze sie domysla, moze jej i tak na reke, moze tez ma kogos na boku, kto to tam wie, nie moj problem.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 17:38
                                                    gogol 77 napisał
                                                    kag 73 napisała

                                                    >Odpowiadam: z całą pewnością nie!!!! Choć nie mogę wykluczyć, że ona coś jednak wie czy się domyśla ale wychodzi jej, że "lepiej gówna nie tykać bo będzie smród"

                                                    >...I jestes pewien, ze teraz nie jestes dla niej swinia?>
                                                    >Jestem świnią, ale nie taką jaką bym był gdybym ją zostawił.<

                                                    > Zapewne Twoja zona popelnilaby samobojstwo gdybys ja zostawil, bo Ty jestes taki fajny. Serio nie przeceniaj waznosci Twojej skromnej osoby w tej kwestii>.
                                                    >Trudno mi samemu oceniać czy jestem fajny. Zarówno żona jak i kochanka mówią, że tak<

                                                    Mogę się mylić, ale raczej nie wydaje mi się możliwe, żeby po tylu latach( i to ilu!) prowadzenia podwójnego życia, żona nadal żyłaby w błogiej nieświadomości posiadania cudownego, oddanego i wiernego jej męża. No mimo najszczerszych chęci nie bardzo mogę sobie wyobrazić, że nie wie, raczej bardziej prawdopodobne jest, że wie i pogodziła się po prostu z tym faktem. Możliwe, że rzeczywiście nie odczuwa żadnych potrzeb seksualnych i wystarcza jej Twoje zaangażowanie na innych polach- przynajmniej tak zrozumiałam, że od tylu lat nie współżyjesz z żoną, czy jednak od czasu do czasu się zdarza? ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 17:46
                                                    "No mimo najszczerszych chęci nie bardzo mogę sobie wyobrazić, że nie wie, raczej bardziej prawdopodobne jest, że wie i pogodziła się po prostu z tym faktem. Możliwe, że rzeczywiście nie odczuwa żadnych potrzeb seksualnych i wystarcza jej Twoje zaangażowanie na innych polach- przynajmniej tak zrozumiałam, że od tylu lat nie współżyjesz z żoną, czy jednak od czasu do czasu się zdarza? ;)"

                                                    Jest jeszcze opcja, ze ona rowniez seks znalazla/znajduje poza zwiazkiem i poza tym szafa gra.
                                                  • gogol77 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:44
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Możliwe, że rzeczywiście nie odczuwa żadnych potrzeb seksualnych i wystarcza jej Twoje zaangażowanie na innych polach- przynajmniej tak zrozumiałam, że od tylu lat nie współżyjesz z żoną, czy jednak od czasu do czasu się zdarza? ;)

                                                    Chyba 2 lata temu, w walentynki (specjalnie wybrałem ten dzień) w wieczornej rozmowie powiedziałem coś w stylu: a może byśmy tak spróbowali? Odpowiedziała, że chyba już by nie mogła. To była przyjazna rozmowa. Bo my żyjemy w przyjaźni a nawet jest u mnie w tym jakiś element miłości. Ale już nie erotycznej.
                                                    Rodzina funkcjonuje w miarę poprawnie choć zdarza się, że ja czasem nadmiernie drę mordę ale zwalam to na nadczynność tarczycy i wszystko wraca do normy:-)
                                                    Może to potwierdza niektóre teorie, że mężczyźni to mogą kochać więcej niż jedną kobietę. Powiesz pewnie, że w takim razie prawdziwie to nie kocham żadnej. Kiedyś zadałem sobie pytanie: a jakby którejś z nich brakło? I nie umiałem sobie odpowiedzieć - brak której by bardziej bolał.
                                                    Ale nie będę też ukrywał, że taki efekt tej rozmowy był mi na rękę.



                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:55
                                                    gogol77 napisał:

                                                    > Chyba 2 lata temu, w walentynki (specjalnie wybrałem ten dzień) w wieczornej ro
                                                    > zmowie powiedziałem coś w stylu: a może byśmy tak spróbowali? Odpowiedziała, że
                                                    > chyba już by nie mogła.

                                                    A gdyby sie zgodzila? Co wtedy z Taka Jedna?
                                                    Nie rozumiem po co pytales...
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:02
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > gogol77 napisał:
                                                    >
                                                    > > Chyba 2 lata temu, w walentynki (specjalnie wybrałem ten dzień) w wieczornej rozmowie powiedziałem coś w stylu: a może byśmy tak spróbowali? Odpowiedziała, że chyba już by nie mogła.
                                                    ----------------------------
                                                    Jak coś się kończy to albo obojętność albo wrogość.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:39
                                                    marek. żak 1 napisał
                                                    >Jak coś się kończy to albo obojętność albo wrogość.<

                                                    No niekoniecznie, bo u Gogola jest przyjaźń i życzliwość i to wzajemna ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 22:21
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > marek. żak 1 napisał
                                                    > >Jak coś się kończy to albo obojętność albo wrogość.<
                                                    >
                                                    > No niekoniecznie, bo u Gogola jest przyjaźń i życzliwość i to wzajemna ;)
                                                    -----------------------------------------
                                                    U zranionej i olanej kobiety takie cechy? Nie wierzę, sorry.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 22:32
                                                    marek.zak1 napisał
                                                    >U zranionej i olanej kobiety takie cechy? Nie wierzę, sorry. <

                                                    No jak nie, jak tak?;) Już pomijając fakt, że to zranienie i olanie to sobie sam dośpiewałeś, bo Gogol nigdzie nie napisał, by jego żona tak właśnie się czuła, a wręcz przeciwnie chyba.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 22:35
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał
                                                    > >U zranionej i olanej kobiety takie cechy? Nie wierzę, sorry. <
                                                    >
                                                    > No jak nie, jak tak?;) Już pomijając fakt, że to zranienie i olanie to sobie sam dośpiewałeś, bo Gogol nigdzie nie napisał, by jego żona tak właśnie się czuła, a wręcz przeciwnie chyba.
                                                    ------------------------------------------------
                                                    Ninek, co ty piszesz. Kobieta, żona, która nie interesuje męża jako kobieta, jest olewana i przeżywa gorycz odrzucenia, jest mu przyjazna? Ona go w najlepszym wypadku olewa mając kogoś, albo nienawidzi.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 23:13
                                                    "Ninek, co ty piszesz. Kobieta, żona, która nie interesuje męża jako kobieta, jest olewana i przeżywa gorycz odrzucenia, jest mu przyjazna? Ona go w najlepszym wypadku olewa mając kogoś, albo nienawidzi."

                                                    No ja kojarze, ze oficjalnie dla zony Gogola sie nazywalo, ze on nie domaga. Samo zycie, no, kazdemu moze sie zdarzyc impotencja ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 23:22
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Ninek, co ty piszesz. Kobieta, żona, która nie interesuje męża jako kobieta, jest olewana i przeżywa gorycz odrzucenia, jest mu przyjazna? Ona go w najlepszym wypadku olewa mając kogoś, albo nienawidzi."
                                                    >
                                                    > No ja kojarze, ze oficjalnie dla zony Gogola sie nazywalo, ze on nie domaga. Samo zycie, no, kazdemu moze sie zdarzyc impotencja ;)
                                                    ------------------------------------------
                                                    Choroba nie wybiera :). Ona dobrze wie, o co chodzi. Tak mi się wydaje.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 23:25
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No ja kojarze, ze oficjalnie dla zony Gogola sie nazywalo, ze on nie domaga. Samo zycie, no, kazdemu moze sie zdarzyc impotencja ;).
                                                    -------------------------------------------------
                                                    Ona wie, w co on gra, sorry.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 21:32
                                                    gogol 77 napisał
                                                    >Chyba 2 lata temu, w walentynki (specjalnie wybrałem ten dzień) w wieczornej rozmowie powiedziałem coś w stylu: a może byśmy tak spróbowali? Odpowiedziała, że chyba już by nie mogła<


                                                    No właśnie, a Ty byś mógł, po kilku latach "niemożności"? Bez obiekcji, bez zmuszania się, z chęcią i zaangażowaniem, no kurczę, nie widzę za bardzo sensu i powodu ;)
                                                    .
                                                    >Może to potwierdza niektóre teorie, że mężczyźni to mogą kochać więcej niż jedną kobietę. Powiesz pewnie, że w takim razie prawdziwie to nie kocham żadnej. Kiedyś zadałem sobie pytanie: a jakby którejś z nich brakło? I nie umiałem sobie odpowiedzieć - brak której by bardziej bolał.
                                                    Ale nie będę też ukrywał, że taki efekt tej rozmowy był mi na rękę.<

                                                    Boszzz, no po prostu ideał, matko, skąd Ty się chłopie urwałeś, bo chyba jednak nie z choinki,no i jak Cię nie lubić ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 18:28
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Uprzedzając oklepane argumenty:Jak najbardziej spotkałem kobiety ,które chciały ze mną być, chciały bym się rozwiódł , same chciały się dla mnie rozwieść, nie leciały na kasę bo same dobrze zarabiały itd.
                                                    -------------------------------
                                                    Uważały, że jesteś zajebisty . Piszę bez żadnych złośliwości. Ja takich nie spotkałem, bo albo ich nie było, albo nie dawałem im sposobności tego zakomunikowania. Zresztą jest mi to obojętne.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 21:11
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Uważały, że jesteś zajebisty . Piszę bez żadnych złośliwości. Ja takich nie sp
                                                    > otkałem, bo albo ich nie było, albo nie dawałem im sposobności tego zakomuniko
                                                    > wania. Zresztą jest mi to obojętne.

                                                    Chyba nie do konca, skoro tak o tym mowisz. Obojetne w sensie statusu, bo masz kochajaca zone, ale nieobojetne wizerunkowo. Czyli - mimo ze nie skorzystalbys z propozycji, to zbudowalaby Cie wewnetrznie.
                                                    Ta zona bardzo Cie wzmacnia Marek. Powinienes byc jej dozgonnie wdzieczny. Bez zony bylbys polowa tego, kim jestes teraz.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 20.05.16, 21:54
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Chyba nie do konca, skoro tak o tym mowisz. Obojetne w sensie statusu, bo masz kochajaca zone, ale nieobojetne wizerunkowo. Czyli - mimo ze nie skorzystalbys z propozycji, to zbudowalaby Cie wewnetrznie.Ta zona bardzo Cie wzmacnia Marek. Powinienes byc jej dozgonnie wdzieczny. Bez zony bylbys polowa tego, kim jestes teraz.
                                                    --------------------------------------------
                                                    Nie przeczę, bo pozwoliło mi to zbudować całą sieć życzliwych mi ludzi, w rodzinie, firmie, a ten wizerunek, o którym piszesz, miał wpływ na moją pozycję także za granicą, w centrali i nie tylko.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 13:55
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Uprzedzając oklepane argumenty:Jak najbardziej spotkałem kobiety ,które c
                                                    > hciały ze mną być, chciały bym się rozwiódł , same chciały się dla mnie rozwie
                                                    > ść, nie leciały na kasę bo same dobrze zarabiały itd.
                                                    > -------------------------------
                                                    > Uważały, że jesteś zajebisty . Piszę bez żadnych złośliwości. Ja takich nie sp
                                                    > otkałem, bo albo ich nie było, albo nie dawałem im sposobności tego zakomuniko
                                                    > wania. Zresztą jest mi to obojętne.
                                                    Nie przesadzajmy.
                                                    Rozwód dla mnie chciała brać jedna (która kilkanaście lat wcześniej mogła mnie mieć bez rozwodu)
                                                    Nie chodzi o to żeby sie za mną uganiały.
                                                    Po prostu chciałem zaznaczyć, że wytłumaczenia niektórych pań na tym forum w stylu "żadna wartościowa Cię nie zechce a jeśli Cię zechce to znaczy, ze nie wartościowa" są bez sensu.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 15:16
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Nie chodzi o to żeby sie za mną uganiały.
                                                    > Po prostu chciałem zaznaczyć, że wytłumaczenia niektórych pań na tym forum w stylu "żadna wartościowa Cię nie zechce a jeśli Cię zechce to znaczy, ze nie wartościowa" są bez sensu.
                                                    --------------------------------
                                                    Tu się z Tobą zgadzam. Zresztą samo pojecie ,,wartościowa" jest mało precyzyjne.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 15:26
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Tu się z Tobą zgadzam. Zresztą samo pojecie ,,wartościowa" jest mało precyzyjne
                                                    Bo w stwierdzeniu "żadna wartościowa Cię nie zechce" nie chodzi wcale o mnie tylko o dobre samopoczucie pań z tego forum, które bardzo chcą wierzyć, że meżczyźni dzielą się na "dobrych" i "złych" a ja jestem ten "zły" więc dla spójności obrazu świata trzeba formułować tezy jak ta powyżej.

                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 15:50
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Tu się z Tobą zgadzam. Zresztą samo pojecie ,,wartościowa" jest mało prec
                                                    > yzyjne
                                                    > Bo w stwierdzeniu "żadna wartościowa Cię nie zechce" nie chodzi wcale o mnie tylko o dobre samopoczucie pań z tego forum, które bardzo chcą wierzyć, że meżczyźni dzielą się na "dobrych" i "złych" a ja jestem ten "zły" więc dla spójności obrazu świata trzeba formułować tezy jak ta powyżej.
                                                    ----------------------------------------------------------
                                                    No tak ale w kilku wątkach obok babki przyznawały, że ci dobrzy to jak gdyby mniej kręcą.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:30
                                                    Ty Morrison ne jestes zly, tylko nie wspaowujesz sie w wyobrazenia wiekszosci kobiet i mezczyzn o zwiazku: ten punkt z wylacznoscia seksualna, co jest bardzo trudne, bo wielu dopada towarzyszaca milosci zazdrosc i strach, ze sie straci co sie kocha. Nie kazdy potrafi to przskoczyc i ryzykowac. Tak mnie sie wydaje. Poza tym wartosciowa czy nie, ona ma odpowidac wyobrazeniem, kochac i dawac szczescie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:53
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ty Morrison ne jestes zly, tylko nie wspaowujesz sie w wyobrazenia wiekszosci k
                                                    > obiet i mezczyzn o zwiazku: ten punkt z wylacznoscia seksualna, co jest bardzo
                                                    > trudne, bo wielu dopada towarzyszaca milosci zazdrosc i strach, ze sie straci c
                                                    > o sie kocha. Nie kazdy potrafi to przskoczyc i ryzykowac.
                                                    Wiem.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 16:23

                                                    > Bo w stwierdzeniu "żadna wartościowa Cię nie zechce" nie chodzi wcale o mnie ty
                                                    > lko o dobre samopoczucie pań z tego forum, które bardzo chcą wierzyć, że meżczy
                                                    > źni dzielą się na "dobrych" i "złych" a ja jestem ten "zły" więc dla spójności
                                                    > obrazu świata trzeba formułować tezy jak ta powyżej.

                                                    No to jeszcze raz. Nie dla ciebie tylko dla pozostały uczestników forum - dla pełnej jasności, żeby się nie przykleiły do mnie jakieś wygodne dla ciebie wersje mojego poglądu na sprawę. Nie zechce cię żadna wartościowa w znaczeniu żadna pozbawiona tych wad, które mają twoje obiekty znajdowane podczas twoich "poszukiwań". A które to wady podobno ci przeszkadzają. Ponieważ jesteś mocno posuniętym w swoim asekuranctwie asekurantem, jak chytra małpa trzymającym w kurczowo zaciśniętej piąstce dwie gałęzie (albo i więcej), napotykasz na swojej drodze same podobnej proweniencji panie. Jaki pan taki kram. Nawet gdyby wydarzył się cud i spotkałbyś panią z innej półki mentalnej to przypuszczalnie potknąłbyś się o nią, ale jej nie zauważył. Ale jakbyś jednak mimo wszystko jakimś cudem wszedł z nią w relację i zachwycił się, to biedna ona - szybciutko wytłumaczyłbyś sobie, że una ma jakiś tam feler i nie będziesz jednak dla niej zmieniał swojego wygodnego życia. Że to może jednak nie ona. Pisałam już w tym wątku o takiej żeńskiej odmianie ciebie, która ostatecznie nei zdecydowała się na odejście od tego strrrasznego, unieszczęśliwiającego ją męża do miłości swoejgo zycia, bo miałaby nie cztery a dwa razy w roku wakacje i nie dwa a tylko jeden dom. Trochę trywializuję jej przypadek, ale sprawa generalnie rozbiła się o szeroko pojętą, ale dość prostacką wygodę życia (m.in. finanse, "niedobry" ale olewający, dający po sobie jeździć i dający wolną rękę mąż). U ciebie może chodzić o inne profity. Marzycie o miłości, ale jak wam się przytrafi jak ziarnko ślepej kurze to szybciutko wracacie do starego wygodnego smrodku. W starym smrodku nei ma niczego złego, wybór jak wybór, ale moglibyście nei zawracać dupy otoczneiu mędzeniem, że chcecie "czegoś innego" i nie unieszczęśliwiać tego innego, jak wam się jakimś cudem trafi. Amen.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:39
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Ponieważ jesteś mocno posuniętym w swoim asekuranctwie asekurantem, jak chytra małpa > trzymającym w kurczowo zaciśniętej piąstce dwie gałęzie (albo i więcej),
                                                    Ale to akurat cecha większości mężczyzn. Ja się co najwyżej moge do niej w przeciwieństwie do tej większości przyznać.
                                                    Wg mnie to cecha będąca efektem postawy kobiet wykształconej ewolucyjnie, (która to postawa z kolei ukształtowała się na skutek określonych zachowań męzczyzn itp, itd i tak się to kręci od milionów lat)
                                                    Chodzi mianowicie o strategię przetrzymania męzczyzny (samca) w ramach całego rytuału godowego tak aby musiał zainwestowac sporo czasu i energii w zdobycie kobiety. Wówczas istnieje prawdopodobieństwo, że nawet gdy ten się zorientuje, ze "to nie ta kobieta" to żal mu będzie poniesionych nakładów i będzie trwał przy kobiecie mimo jej ujawnionych wad.
                                                    Rzecz w tym, że ja niewątpliwie dawałem się kobietom wodzić za nos i trzymać w niepewności w przeszłości. I to był bardzo chujowy okres w moim życiu.
                                                    I nie mam na to ochoty teraz.
                                                    Oczywiście żal mi także czasu i energii zainwestowanej w związek z żoną. A ona potrafiła przetrzymac mnie w niepewności (szeroko rozumianej i dotyczącej wielu kwestii) poniekąd aż 10 lat.
                                                    I dlatego skwapliwie korzystam z tego, ze gdy nowopoznana kobieta próbuje mi dyktować warunki, narzucać co powinienem czuć to mam możliwość obrócenia się na pięcie i wrócenia do domu. Nie do żony w sensie emocjonalnym bo tego sam unikam ale przynajmniej do domu jako miejsca zaczepienia.
                                                    I tak różnie mi z tym idzie bo ja się dosyć angażuję i ogólnie słaby jestem czego dowodem jest moja aktualna obecnośc na forum, na które wszedłem żeby zaangażować się emocjonalnie w jakieś spory i zmniejszyć pokusę wykonania telefonu do niej (tzn do tej "głupiej" )

                                                    > napotykasz na swojej drodze same podobnej proweniencji panie.
                                                    Tu się nie zgodzę.
                                                    Ja mam wrażenie, ze napotykam panie, które są głeboko przekonane (a raczej mają tak wykształcone odruchy), że pokierują mną klasycznymi mechanizmami oddzialywania na mężczyznę, które świetnie się sprawdzały gdy mieliśmy po 20-25 lat.
                                                    Powiedzmy sobie szczerze:
                                                    Samcem alfa nie jestem. Większość mężczyzn nim nie jest.
                                                    Udało mi się jednak działając metodą prób i błędów, analizując zachowania swoje i kobiet doprowadzić do sytuacji w której mogę sobie pozwolić na zachowania typowe dla samca alfa: Coś na zasadzie: "nie ma sprawy - nie ta to tamta"
                                                    Ale nie udawane tylko w miarę wiarygodne.
                                                    I cenię sobie ten stan bardzo.
                                                    > Jaki pan taki kram. Nawet gdyby wydarzył się cu
                                                    > d i spotkałbyś panią z innej półki mentalnej to przypuszczalnie potknąłbyś się
                                                    > o nią, ale jej nie zauważył.
                                                    Pewnie bym nie zauważył bo skupiam się na forum na cechach charakteru a przecież ciągle ona powinna mi się podobać i mnie kręcić.
                                                    > Ale jakbyś jednak mimo wszystko jakimś cudem wszed
                                                    > ł z nią w relację i zachwycił się, to biedna ona - szybciutko wytłumaczyłbyś so
                                                    > bie, że una ma jakiś tam feler i nie będziesz jednak dla niej zmieniał swojego
                                                    > wygodnego życia.
                                                    Nie.
                                                    Nie chodzi o samo wygodne życie.
                                                    Raczej jest jeszcze inny mechanizm.
                                                    Inflacja, o której pisałem. Skoro poniosłem de facto 100 porażek (przez porażkę rozumiem nie tylko klasycznego "kosza" ale także zainwestowanie w kobietę, która mnie rozczarowała)
                                                    To co mi szkodzi spróbowac po raz sto pierwszy z następną.
                                                    Może będzie lepsza.

                                                    Tak więc obnażylem powyżej wszystkie swoje egoistyczne pobudki i mechanizmy i nie zostaje nic do obnażenia :-)
                                                    Moim skromnym zdaniem takie podejście cechuje większość mężczyzn.
                                                    Tyle, że ja mam skłonność do analizowania więc jestem w stanie to u siebie dostrzec a inni działają podobnie ale nie do końca świadomie.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:45
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Udało mi się jednak działając metodą prób i błędów, analizując zachowania swoje
                                                    > i kobiet doprowadzić do sytuacji w której mogę sobie pozwolić na zachowania ty
                                                    > powe dla samca alfa: Coś na zasadzie: "nie ma sprawy - nie ta to tamta"

                                                    To znaczy Morrison, ze nie trafiles jeszcze na samice alfa ;-) Jak trafisz, to bedziesz urobiony jak plastelinka i wszystko wezmie w leb, czego serdecznie Ci zycze :-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:31
                                                    mabelle2000 napisała:


                                                    > To znaczy Morrison, ze nie trafiles jeszcze na samice alfa ;-) Jak trafisz, to
                                                    > bedziesz urobiony jak plastelinka i wszystko wezmie w leb, czego serdecznie Ci
                                                    > zycze :-)
                                                    W jakim sensie urobiony????
                                                    Bo dostanę kosza?
                                                    Przeciez kosz jest wkalkulowany w ryzyko i jest czymś naturalnym.
                                                    Nigdy nie rzucałem tezami typu: żadna mi się nie oprze.
                                                    To byłoby idiotyczne.
                                                    Pisałem tylko o rosnącej skuteczności i znacznie lepszym kontrolowaniu sytuacji niż kiedyś.
                                                    Widzę, ze to co piszę i tak żyje potem swoim życiem
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:59
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > W jakim sensie urobiony????

                                                    W takim sensie urobiony, ze przez trzy dni i trzy noce nie zamykasz oczu, bo zal ci czasu na sen. Wtedy nie myslisz o kontrolowaniu sytuacji. W ogole nie myslisz, za to caly czas zachwycasz osoba, z ktora jestes i uwazasz, ze wlasnie teraz, to co Cie spotkalo, jest najlepsza rzecza z mozliwych. Tak bez kombinowania, porownywania, oceniania. Chcesz wylacznie ja zadowolic. To jest Twoje marzenie. A jedyne o co sie modlisz, to zeby czas stanal w miejscu.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:07
                                                    Zapomnij, fantastko :-D
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:07
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > W takim sensie urobiony, ze przez trzy dni i trzy noce nie zamykasz oczu, bo za
                                                    > l ci czasu na sen. Wtedy nie myslisz o kontrolowaniu sytuacji. W ogole nie mysl
                                                    > isz, za to caly czas zachwycasz osoba, z ktora jestes i uwazasz, ze wlasnie ter
                                                    > az, to co Cie spotkalo, jest najlepsza rzecza z mozliwych.
                                                    Obawiam się, że z moim podejściem już chwilę później będę się przygotowywał na wszystkie możliwe negatywne scenariusze :-)

                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:16
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Obawiam się, że z moim podejściem już chwilę później będę się przygotowywał na
                                                    > wszystkie możliwe negatywne scenariusze :-)

                                                    Nawet wtedy gdy ona czuje dokladnie to samo ?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:00
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Obawiam się, że z moim podejściem już chwilę później będę się przygotowywał na
                                                    > > wszystkie możliwe negatywne scenariusze :-)
                                                    > Nawet wtedy gdy ona czuje dokladnie to samo ?
                                                    Przecież nie wiem co czuje.
                                                    To po pierwsze.
                                                    A poza tym jak kobieta mi mówi "ja żyję dniem dzisiejszym, nieważne co jutro" to wg niej to bardzo fajny tekst.
                                                    A mnie się to kojarzy z komunikatem: jutro może mi się odwrócić o 180 stopni.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:20
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Przecież nie wiem co czuje.
                                                    > To po pierwsze.

                                                    Nie wiesz, ale ludzie nie sa zawieszeni w prozni. Funkcjonuja w jakims swiecie, w ktorym lepiej lub gorzej sie odnajduja. I nie tylko skladaja deklaracje slowne, ale czesto przechodza od slow do czynow. Na tym bym sie skupila. Dlatego obserwujac uwaznie, a wlasnie niekonicznie sluchajac, mozna wyciagnac najwiecej ciekawych wnioskow. Zgadzasz sie ze mna ?

                                                    > A poza tym jak kobieta mi mówi "ja żyję dniem dzisiejszym, nieważne co jutro" t
                                                    > o wg niej to bardzo fajny tekst.
                                                    > A mnie się to kojarzy z komunikatem: jutro może mi się odwrócić o 180 stopni.

                                                    Rozumiem Twoja obawe, ale takie ryzyko istnieje zawsze i dotyczy rowniez Twojej osoby. Tobie rowniez moze sie odmienic.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:40
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Nie wiesz, ale ludzie nie sa zawieszeni w prozni. Funkcjonuja w jakims swiecie,
                                                    > w ktorym lepiej lub gorzej sie odnajduja. I nie tylko skladaja deklaracje slow
                                                    > ne, ale czesto przechodza od slow do czynow. Na tym bym sie skupila. Dlatego ob
                                                    > serwujac uwaznie, a wlasnie niekonicznie sluchajac, mozna wyciagnac najwiecej c
                                                    > iekawych wnioskow. Zgadzasz sie ze mna ?
                                                    Ależ oczywiście.
                                                    Dlatego ja bacznie obserwuję
                                                    Większośc ludzi nie jest a ni z gruntu dobra ani z gruntu zła
                                                    Ale sa ludzie, którzy mają odruchy zachowań, które krzywdzą innych.
                                                    I fakt, ze są to odruchy spontaniczne a nie zaplanowane niewiele zmienia.
                                                    >
                                                    > > A poza tym jak kobieta mi mówi "ja żyję dniem dzisiejszym, nieważne co ju
                                                    > tro" to wg niej to bardzo fajny tekst.
                                                    > > A mnie się to kojarzy z komunikatem: jutro może mi się odwrócić o 180 stopni.
                                                    >
                                                    > Rozumiem Twoja obawe, ale takie ryzyko istnieje zawsze i dotyczy rowniez Twojej
                                                    > osoby. Tobie rowniez moze sie odmienic.
                                                    Może się odwrócić każdemuu.
                                                    Ale ja waże słowa. Nie szastam nimi na lewo i prawo tylko dlatego, ze akurat mam chwilowy nastrój.
                                                    Nie zmieniam na okrągło zdania w różnych kwestiach o 180 stopni.
                                                    A jeśli już zmienię to przyznają się do tego otwarcie zamiast odwracać kota ogonem.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:57
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale ja waże słowa. Nie szastam nimi na lewo i prawo tylko dlatego, ze akurat ma
                                                    > m chwilowy nastrój.
                                                    > Nie zmieniam na okrągło zdania w różnych kwestiach o 180 stopni.
                                                    > A jeśli już zmienię to przyznają się do tego otwarcie zamiast odwracać kota ogo
                                                    > nem.

                                                    I slusznie robisz. Natomiast kobiety (niektore, wiele?) sobie same klamia, bo nie sa w stanie zniesc prawdy, nie bylyby w stanie jej uniesc. Taki mechanizm ochronny. Widze to po mojej matce czarno na bialym (i pewnie sama stosuje niewidzac ;). Wlasciwie taka postawa wymusza na obserwatorze tylko grzecznosciowe potakiwanie, bo jakiekolwiek proba przerwania tego samooklamywania odbija sie rykoszetem ze zdwojona sila w ryja, bo to samooklamywanie sie jest obudowane kupa emocji i jak to sie ruszy to jakby sie obudzilo wulkan. Teraz dochodze do wniosku, ze trzeba taka osobe wspierac emocjonalnie z domieszka zlewu i tyle.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:03
                                                    A jeśli już zmienię to przyznają się do tego otwarcie zamiast odwracać ko
                                                    > ta ogo
                                                    > > nem.
                                                    >
                                                    > I slusznie robisz. Natomiast kobiety (niektore, wiele?) sobie same klamia, bo n
                                                    > ie sa w stanie zniesc prawdy, nie bylyby w stanie jej uniesc. Taki mechanizm oc
                                                    > hronny.

                                                    Dlaczego ograniczasz się do kobiet? Wiesz ilu znam facetów tkwiących w okowach tego wygodnego mechanizmu? A spróbuj przerwać im ten łańcuch samooszukiwania się ;-) Jesteś wrogiem nr 1.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:26
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Wlasciwie taka postawa wymusza na obserwatorze tylko grzecznosciowe pota
                                                    > kiwanie, bo jakiekolwiek proba przerwania tego samooklamywania odbija sie rykos
                                                    > zetem ze zdwojona sila w ryja, bo to samooklamywanie sie jest obudowane kupa em
                                                    > ocji i jak to sie ruszy to jakby sie obudzilo wulkan. Teraz dochodze do wniosku
                                                    > , ze trzeba taka osobe wspierac emocjonalnie z domieszka zlewu i tyle.
                                                    Ty Kitty niegłupia jesteś.
                                                    Jakbyś mi to z ust wyjęła :-)

                                                    Tyle, że w przypadku więzi emocjonalnej trudno o zachowanie dystansu.
                                                    Jedyna możliwość to totalne odcięcie połączone najlepiej z jakimś klinem :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:30
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Tyle, że w przypadku więzi emocjonalnej trudno o zachowanie dystansu.
                                                    > Jedyna możliwość to totalne odcięcie połączone najlepiej z jakimś klinem :-)

                                                    Daj spokoj ;) Jak sie odciac od wlasnej matki? To nieetyczne, zreszta nie chce, nie moge. Ty masz luksus, nie ta to inna...
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:35
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    >
                                                    > Daj spokoj ;) Jak sie odciac od wlasnej matki? To nieetyczne, zreszta nie chce,
                                                    > nie moge. Ty masz luksus, nie ta to inna...
                                                    No tak.
                                                    Jakoś odruchowo załozyłem, ze chodzi o relacje damsko-męskie :-)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:53
                                                    hello -kitty 2 napisała
                                                    >Daj spokoj ;) Jak sie odciac od wlasnej matki? To nieetyczne, zreszta nie chce, nie moge. <

                                                    Ja mam takie podejście, że z czasem wszelkie emocje, również te negatywne, niedobre w stosunku do rodziców przysychają, rozwadniają się i nawet jeśli nie zamieniają się w pełne wyrażanie miłości,bo za wiele może nas dzieli, to jednak w coś w rodzaju życzliwości, wzajemnej troski i akceptacji da się z tych trudnych niekiedy relacji wysmażyć, zwłaszcza w sytuacji, gdy dzieli nas większa odległość i brak codziennego kontaktu.Bo w sumie człowiek łapie się na myśli, że oni chcieli dobrze, a że nie za bardzo wychodziło, to już pewnie znak czasów.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:30
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Większośc ludzi nie jest a ni z gruntu dobra ani z gruntu zła
                                                    > Ale sa ludzie, którzy mają odruchy zachowań, które krzywdzą innych.
                                                    > I fakt, ze są to odruchy spontaniczne a nie zaplanowane niewiele zmienia.

                                                    Owszem zmienia, bo istnieje rowniez cos takiego jak sklonnosc do refleksji. Jesli zaplanujesz sobie zabawic sie cudzym kosztem/ skrzywdzic/ wykorzystac, to raczej prozno szukac potem przeblysku wyrzutow sumienia. Natomiast u tych sterowanych nadmiernymi emocjami, a ktorzy pod wplywem tych emocji czynia rozne dziwne rzeczy, zwykle maja potem cos w rodzaju moralnego kaca. Takie sa moje obserwacje. Wiec dla mnie licza sie przede wszystkim intencje.

                                                    > Ale ja waże słowa. Nie szastam nimi na lewo i prawo tylko dlatego, ze akurat ma
                                                    > m chwilowy nastrój.
                                                    > Nie zmieniam na okrągło zdania w różnych kwestiach o 180 stopni.

                                                    Bardzo Ci sie to chwali, ale musisz zrozumiec, ze ludzie sa rozni. Ci, ktorzy tak zmieniaja zdanie po prostu sa sterowani emocjami. I tyle. Zgadzam sie, ze branie na klate na dluzsza mete takich spolaryzowanych emocjii, jest bardzo meczace, ale jednak nalezy uznac, ze skoro sa one autentyczne, to znaczy ze nie w naszej gestii lezy ocenianie ich. Mnie tez sie czasem wydaje, ze czyjas rozpacz, entuzjazm, smutek, rozczarowanie, euforia, zlosc sa nieadekwatne do sytuacji, ale nauczylam sie te emocje u innych uznawac i akceptowac. Przynajmniej sa szczere :-) Jesli mecza mnie za bardzo, to po prostu ograniczam kontakt, nie wpadam jednak na genialny pomysl, zeby probowac to u tej osoby zmienic.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:15
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Owszem zmienia, bo istnieje rowniez cos takiego jak sklonnosc do refleksji. Jes
                                                    > li zaplanujesz sobie zabawic sie cudzym kosztem/ skrzywdzic/ wykorzystac, to ra
                                                    > czej prozno szukac potem przeblysku wyrzutow sumienia. Natomiast u tych sterowa
                                                    > nych nadmiernymi emocjami, a ktorzy pod wplywem tych emocji czynia rozne dziwne
                                                    > rzeczy, zwykle maja potem cos w rodzaju moralnego kaca. Takie sa moje obserwac
                                                    > je. Wiec dla mnie licza sie przede wszystkim intencje.
                                                    To niewiele zmienia.
                                                    Jeśli ktoś ma 39 lat to jest dorosłym człowiekiem.
                                                    Można mieć cierpliwość do znoszenia różnych "odpałów" ale posiadanie takiej cierpliwości nie jest niczyim moralnym obowiązkiem.
                                                    Każdy ma prawo po którymś razie odwrócić się na pięcie i odejść.

                                                    > Bardzo Ci sie to chwali, ale musisz zrozumiec, ze ludzie sa rozni. Ci, ktorzy t
                                                    > ak zmieniaja zdanie po prostu sa sterowani emocjami.
                                                    Rozumiem.
                                                    Ale oni muszą zrozumieć, że to na dłuższą metę ich problem.
                                                    Nie można komuś pomagać na siłę.
                                                    > I tyle. Zgadzam sie, ze branie na klate na dluzsza mete takich spolaryzowanych emocjii, jest > bardzo meczace, ale jednak nalezy uznac, ze skoro sa one autentyczne, to znaczy ze nie w > naszej gestii lezy ocenianie ich.
                                                    Do oceny zawsze mamy prawo.
                                                    Możemy co najwyżej powstrzymać się od jej wyrażania.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:27
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Do oceny zawsze mamy prawo.
                                                    > Możemy co najwyżej powstrzymać się od jej wyrażania.

                                                    Z ciekawosci dopytam: a powstrzymales sie i po prostu zniknales z jej zycia? Czy zapodales jakies wyjasnienie na zakonczenie? Bo wiesz takie znikniecie bez wyjasnienia to moze jednak bolec, nawet jak sie komus nalezalo. Dobrze jest wiedziec co bylo przyczyna rozstania chocby po to by sie na przyszlosc moc skorygowac.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:30
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Z ciekawosci dopytam: a powstrzymales sie i po prostu zniknales z jej zycia? Cz
                                                    > y zapodales jakies wyjasnienie na zakonczenie? Bo wiesz takie znikniecie bez wy
                                                    > jasnienia to moze jednak bolec, nawet jak sie komus nalezalo. Dobrze jest wiedz
                                                    > iec co bylo przyczyna rozstania chocby po to by sie na przyszlosc moc skorygowa
                                                    > c.
                                                    Powstrzymuję się od czwartku.
                                                    Więc wyczyn póki co żaden.
                                                    Ale będę twardy :-)
                                                    Wyjaśnienia próbowałem udzielać we wcześniejszych rozmowach.

                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:09
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Można mieć cierpliwość do znoszenia różnych "odpałów" ale posiadanie takiej cie
                                                    > rpliwości nie jest niczyim moralnym obowiązkiem.
                                                    > Każdy ma prawo po którymś razie odwrócić się na pięcie i odejść.

                                                    Oczywiscie, ze masz prawo odejsc, to samo Ci przeciez napisalam. W ten sposob mozemy zrezygnowac ze wszystkich kontaktow, ktore nas nudza/ denerwuja/ irytuja. Po czasie zostanie garstka tych najbardziej do nas podobnych (= takich co nie wkurwiaja). A gdzie sie pytam miejsce na roznorodnosc, na tolerancje dla ludzkich slabosci, na uznanie, ze jednak czesto rzadza nami emocje ?

                                                    > Do oceny zawsze mamy prawo.
                                                    > Możemy co najwyżej powstrzymać się od jej wyrażania.

                                                    Do oceny tak, ale Ciebie ogromnie irytuje, ze one nie chca sie zmienic, tutaj widze problem :-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:45
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > A gdzie sie pytam miejsce na roznorodnosc, na tolerancje dla ludzki
                                                    > ch slabosci, na uznanie, ze jednak czesto rzadza nami emocje ?
                                                    Oj miejsca na emocje jest wiele pomiędzy skrajnościami.
                                                    Emocje?
                                                    Rządzą nami znacznie bardziej niż nam się wydaje.
                                                    I wg mnie wygrywa ten, kto potrafi je czasem opanować.

                                                    > Do oceny tak, ale Ciebie ogromnie irytuje, ze one nie chca sie zmienic, tutaj w
                                                    > idze problem :-)
                                                    Co najmniej w takim stopniu mnie irytuje jak je irytuje dlaczego ja nie chcę się zmienić.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:51

                                                    > To znaczy Morrison, ze nie trafiles jeszcze na samice alfa ;-) Jak trafisz, to
                                                    > bedziesz urobiony jak plastelinka i wszystko wezmie w leb, czego serdecznie Ci
                                                    > zycze :-)

                                                    Nie sądzę, Mabelle :-)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:05

                                                    > > Ponieważ jesteś mocno posuniętym w swoim asekuranctwie asekurantem, jak c
                                                    > hytra małpa > trzymającym w kurczowo zaciśniętej piąstce dwie gałęzie (albo
                                                    > i więcej),
                                                    > Ale to akurat cecha większości mężczyzn. Ja się co najwyżej moge do niej w prze
                                                    > ciwieństwie do tej większości przyznać.

                                                    Powiedz to Urquhartowi :-D On już wie o co chodzi.



                                                    >
                                                    > > napotykasz na swojej drodze same podobnej proweniencji panie.
                                                    > Tu się nie zgodzę.
                                                    > Ja mam wrażenie, ze napotykam panie, które są głeboko przekonane (a raczej mają
                                                    > tak wykształcone odruchy), że pokierują mną klasycznymi mechanizmami oddzialyw
                                                    > ania na mężczyznę, które świetnie się sprawdzały gdy mieliśmy po 20-25 lat

                                                    Sądząc po tej ostatniej to ta sama liga co ty. W sensie asekuranctwa i upodobania dla bocznych krętych ścieżek.



                                                    > > Jaki pan taki kram. Nawet gdyby wydarzył się cu
                                                    > > d i spotkałbyś panią z innej półki mentalnej to przypuszczalnie potknąłby
                                                    > ś się
                                                    > > o nią, ale jej nie zauważył.
                                                    > Pewnie bym nie zauważył bo skupiam się na forum na cechach charakteru a przecie
                                                    > ż ciągle ona powinna mi się podobać i mnie kręcić.

                                                    Nie rozumiem. Mnie chodzi o to, że całym sobą tkwiąc w swoim świecie nie jesteśmy w stanie zauwazyć i otworzyć się na wartosci, do których niby tęsknimy. Dziewczyna która całe życie spędziła wśród znętów i pijaków będzie się z takimi wiązała na okrągło, mimo płaczów i tęsknot za kimś lepszym. Dokąd nei podejmie wysiłku wyjścia poza swój zaklęty krąg.



                                                    > To co mi szkodzi spróbowac po raz sto pierwszy z następną.
                                                    > Może będzie lepsza.

                                                    Czyli że co, że jak spotkasz swoją królową elfów to nie rzucisz jej jak moja koleżanka swojego wyśnionego kochanka dla wygodnego w gruncie rzeczy męża? Albo Adaś Miauczyński swojej miłości w ostatnich scenach "Dnia świra" dla bezpiecznej masturbacji. Bo nie rozumiem. "Co mi zaszkodzi spróbować" w tym sensie czyli że sądzisz, że się odwazysz jednak? Czy co mi zależy kopnąć ja i "próbować" dalej?



                                                    > Tak więc obnażylem powyżej wszystkie swoje egoistyczne pobudki i mechanizmy i n
                                                    > ie zostaje nic do obnażenia :-)
                                                    > Moim skromnym zdaniem takie podejście cechuje większość mężczyzn.
                                                    > Tyle, że ja mam skłonność do analizowania więc jestem w stanie to u siebie dost
                                                    > rzec a inni działają podobnie ale nie do końca świadomie.

                                                    Ja nie mam juz nic do dodania. Niech się z toba rozprawią chłopaki :-P
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:27
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > > Ale to akurat cecha większości mężczyzn. Ja się co najwyżej moge do niej
                                                    > w przeciwieństwie do tej większości przyznać.
                                                    >
                                                    > Powiedz to Urquhartowi :-D On już wie o co chodzi.
                                                    Ale ja nie wiem o co chodzi.


                                                    > Sądząc po tej ostatniej to ta sama liga co ty. W sensie asekuranctwa i upodoban
                                                    > ia dla bocznych krętych ścieżek.
                                                    Charakterologicznie moje przeciwieństwo.
                                                    Chyba, ze masz na myśłi upodobania seksualne.

                                                    > > Pewnie bym nie zauważył bo skupiam się na forum na cechach charakteru a przecie
                                                    > > ż ciągle ona powinna mi się podobać i mnie kręcić.
                                                    >
                                                    > Nie rozumiem. Mnie chodzi o to, że całym sobą tkwiąc w swoim świecie nie jesteś
                                                    > my w stanie zauwazyć i otworzyć się na wartosci, do których niby tęsknimy.
                                                    A ja po prostu wiem, ze takie są ale mnie nie kręcą.
                                                    Poszukuję cech sprzecznych w jednej kobiecie.

                                                    > > To co mi szkodzi spróbowac po raz sto pierwszy z następną.
                                                    > > Może będzie lepsza.
                                                    >
                                                    > Czy co mi zależy kopnąć ja i "próbować" dalej?
                                                    No właśnie to drugie.
                                                    Kiedyś sądziłem, ze wytrwałośc w tej kwestii to dobra cecha.
                                                    Nie pomyślałem o efekcie inflacji i przyzwyczajenia do porażek.

                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:45
                                                    Asekuranctwo i pokrętne ścieżki was łączą choć charakterem możecie byc różni.
                                                    Jakie "drugie"? Czyli kopiesz w dupę dla zasady chociaz to ta wyśniona (czy prawie wyśniona) i "próbujesz" dalej bo taki masz sposób na zabicie czasu? Na nudę i "sam nie wiem czego chcę", chociaż zestaw cech wyśnionej ustaliłem i tępię z ołówkiem w ręku kazde odstępstowo? A jak nie ma odstępstwa to je sobie znajduję?
                                                    Możesz w końcu wyjaśnic o jakie cechy sprzeczne w jednej kobiecie ci chodzi to będzie wiadomo czy masz na myśli jednorozca czy żywą babę?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:51
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Możesz w końcu wyjaśnic o jakie cechy sprzeczne w jednej kobiecie ci chodzi to
                                                    > będzie wiadomo czy masz na myśli jednorozca czy żywą babę?
                                                    Ale ja już o tym pisałem wielokrotnie.
                                                    Wyuzdanie i poligamiczne podejście do seksu połączone z lojalnością i potrzebą stałego związku.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:56
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Wyuzdanie i poligamiczne podejście do seksu połączone z lojalnością i potrzebą stałego związku.
                                                    ----------------------------------
                                                    Na moją wiedzę to zbiór pusty.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:04
                                                    Nie, to zbiór z jednym elementem: Valerią z którejs powieści Houellebecqa ;-) Ale H. to stary fantasta i masturbant, jego pozytywne bohaterki są stopniem wiarygodności na miarę bohaterek Sienkiewicza. więc powodzenia :-D
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:17
                                                    Znam trzy takie na żywo.
                                                    Jedna ma staż związku na tyle długi, że już ma dorosłe dziecko.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:20
                                                    To ciekawe. I jest zrównoważona, mądra, z klasą, lojalna, oddana, nie pokrętna i śliska dla swojego męża? Czy raczej zwykłe pokręcone puszczadło z półświatka? ;-) Pytam całkiem serio.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:27
                                                    Nie mieszkam z nimi, skąd mogę znać aż takie szczegóły? :) Na zewnątrz wszystko wygląda ok.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:36
                                                    Pytam o charakter tej kobiety. Bo te co znałam skłonne do zdrad bez większych wyrzutów sumienia i jednocześnie oddane mocno męzowi i rodzinie to nie były panie zrównoważone, dystyngowane (choć ze środowisk akademickich), skłonne spokojnie patrzeć na analogiczne wyczyny mężów ;-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:41
                                                    Ale co innego zdrada a co innego mamy uwowe, pozwolenie na sypianie z innymi poza zwiazkiem, czy to swing czy co tam sobie ludzie wspolnie ustala.
                                                    Bo to, ze niektore kobiety i niektorzy mezczyni zdradzaja to tam zadna nowosc, powody sa rozne i skutki tez.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:52
                                                    Nie o umowach czy zdradach mówię, tylko o występowaniu różnych cech w jednym człowieku. Te moje panie skłonne do bardzo lekkiego traktowania seksu pozamałżeńskiego wszystkie jak jeden mąż ;-) były osobowościowo ułomne. Chociaż jednocześnie bardzo rodzinne i otaczające rodzinę i męża troską. Mówię tylko o tych nieskażonych w toku wychowania patologią społeczną. Nie wiem czy o to Morrisonowi chodzi w jego upodobaniach.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:54
                                                    No dokładnie, swing to nie zdrada, a oni swingują razem.

                                                    A przypomniała mi się jeszcze jedna para, ze sporym, choć krótszym, niż ta poprzednia, stażem i z dziećmi nawet, która wg wszystkich przesłanek żyje od paru lat w trójkącie, choć osoba trzecia z nimi nie mieszka. Tej osoby trzeciej to ja za dobrze nie znam, ale tę parę od wielu lat i są bardzo kulturalni, ogarnięci i bardzo w sobie zakochani, serio, obydwoje wyglądają na bardzo zadowolonych z sytuacji.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:34
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > No dokładnie, swing to nie zdrada, a oni swingują razem.

                                                    Z jakichś względów swing wydaje mi się obleśny, a zdrada nie. Właściwie nie sam fakt, że ktoś kogoś dyma na boku jest tu obleśny, ale nakładanie na to działanie na siłę powłoczki jakiejś politycznej poprawności, ubieranie to w normę, tworzenie atmosfery akceptacji, twierdzenie że to właśnie objaw miłości, zaufania i takie tam pierdolenie kotka za pomocą młotka.
                                                    Nie wiem, czy ludzie muszą wszystko sobie racjonalizować i uzasadniać, jak Żyd wkładający pod dupę termofor, żeby w Szabas podróżować wyłącznie na wodzie? Ruchanie to ruchanie, koniec i kropka.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:55
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Z jakichś względów swing wydaje mi się obleśny, a zdrada nie. Właściwie nie sam
                                                    > fakt, że ktoś kogoś dyma na boku jest tu obleśny, ale nakładanie na to działan
                                                    > ie na siłę powłoczki jakiejś politycznej poprawności, ubieranie to w normę, two
                                                    > rzenie atmosfery akceptacji, twierdzenie że to właśnie objaw miłości, zaufania
                                                    > i takie tam pierdolenie kotka za pomocą młotka.
                                                    > Nie wiem, czy ludzie muszą wszystko sobie racjonalizować i uzasadniać, jak Żyd
                                                    > wkładający pod dupę termofor, żeby w Szabas podróżować wyłącznie na wodzie? Ruc
                                                    > hanie to ruchanie, koniec i kropka.
                                                    -------
                                                    A mi w zdradzie bliskiego człowieka najbardziej przeszkadza, że to jest zdrada bliskiego człowieka właśnie. Uważam to za olbrzymie, niewyobrażalne skurwysyństwo. Ale jak ktoś żyje w związku jak pies z kotem i jest bswm, to w jego sytuacji ruchanie na boku ma tyle wspólnego ze zdradą, co dorabianie na oficjalnym etacie na boku w latach 80-tych ze zdradą ideałów socjalizmu (ona udaje że daje, a ja udaję że jestem wierny).
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:25
                                                    wont 2 napisał
                                                    >A mi w zdradzie bliskiego człowieka najbardziej przeszkadza, że to jest zdrada bliskiego człowieka właśnie. Uważam to za olbrzymie, niewyobrażalne skurwysyństwo. Ale jak ktoś żyje w związku jak pies z kotem i jest bswm, to w jego sytuacji ruchanie na boku ma tyle wspólnego ze zdradą, co dorabianie na oficjalnym etacie na boku w latach 80-tych ze zdradą ideałów socjalizmu (ona udaje że daje, a ja udaję że jestem wierny).<

                                                    Właśnie o to chodzi, że ten człowiek nie jest już bliski pod jakimkolwiek względem, ta bliskość, poczucie więzi, poczucie bycia ważnym dla siebie obojga, ba, nawet poczucie sympatii zostało już dawno przecięte emocjonalnym chłodem i obcością, więc o jakiej zdradzie de facto tu mowa i kto kogo zdradził?- może właśnie ten, który żyje niby obok, ale zdradził i zabił wcześniej w tej drugiej osobie wszystko, w co dotąd wierzyła i co było dla niej ważne.Więc niech się nie czuje taki pokrzywdzony i powalony kłamstwem, bo sam może w podobny sposób postępował, tyle że to się oczywiście zdradą nie nazywa, no bo zdradą może być wyłącznie ruchanie poza oficjalnym związkiem. To jest dopiero ta zbrodnia niesłychana, kiedy pani zdradziła pana, albo na odwrót.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:05
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Z jakichś względów swing wydaje mi się obleśny, a zdrada nie. Właściwie nie sam fakt, że ktoś kogoś dyma na boku jest tu obleśny, ale nakładanie na to działanie na siłę powłoczki jakiejś politycznej poprawności, ubieranie to w normę, tworzenie atmosfery akceptacji, twierdzenie że to właśnie objaw miłości, zaufania i takie tam pierdolenie kotka za pomocą młotka.
                                                    Nie wiem, czy ludzie muszą wszystko sobie racjonalizować i uzasadniać, jak Żyd wk<

                                                    Ja widzę to inaczej. Po prostu jeśli potrzeba swingu staje się jakąś być może częścią seksualności człowieka, właśnie taka preferencja przynosi pełnię satysfakcji seksualnej i spełnienie,a jeszcze przy tym obie strony będące ze sobą czują równie głęboko ową potrzebę i dążą obopólnie do jej zaspokojenia, to nie ma w tym nic dziwnego, obleśnego, nienormalnego, czy wykraczającego poza normę. Bo dla nich taki rodzaj seksualnej aktywności jest właśnie normą, a brak możliwości jej realizowania przynosi frustrację i niespełnienie. I oczywiście swing w żaden sposób nie podważa zaufania jednego partnera do drugiego, czy nie przekreśla miłości, która jest między nimi, a wręcz przeciwnie -właśnie może ją wzmacniać, jak i utrzymywać poziom namiętności między nimi na najwyższym poziomie.Dlatego odnosząc się tu akurat do Morrisona i czytając te różne kontropinie ja rozumiem jego argumenty, poszukiwania i takie poczucie bycia niespełnionym do końca, tak to rozumiem przynajmniej.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:26
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ja widzę to inaczej. Po prostu jeśli potrzeba swingu staje się jakąś być może c
                                                    > zęścią seksualności człowieka, właśnie taka preferencja przynosi pełnię satysfa
                                                    > kcji seksualnej i spełnienie,a jeszcze przy tym obie strony będące ze sobą czuj
                                                    > ą równie głęboko ową potrzebę i dążą obopólnie do jej zaspokojenia, to nie ma
                                                    > w tym nic dziwnego, obleśnego, nienormalnego, czy wykraczającego poza normę. Bo
                                                    > dla nich taki rodzaj seksualnej aktywności jest właśnie normą, a brak możliwoś
                                                    > ci jej realizowania przynosi frustrację i niespełnienie. I oczywiście swing w ż
                                                    > aden sposób nie podważa zaufania jednego partnera do drugiego, czy nie przekreś
                                                    > la miłości, która jest między nimi, a wręcz przeciwnie -właśnie może ją wzmacni
                                                    > ać, jak i utrzymywać poziom namiętności między nimi na najwyższym poziomie.Dlat
                                                    > ego odnosząc się tu akurat do Morrisona i czytając te różne kontropinie ja rozu
                                                    > miem jego argumenty, poszukiwania i takie poczucie bycia niespełnionym do końca
                                                    > , tak to rozumiem przynajmniej.

                                                    Jasne, kazdy ma prawo do wlasnego zdania, jakie jest moje - opisalem. Sam bym sie zle czul w takim ukladzie, pewnie to dlatego mam taki a nie inny odbior. Wiem ze to wynika z faktu bycia zakompleksionym zazdrosnikiem, ale nic na to nie poradze, nie przeskocze siebie w tym wzgledzie :)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:42
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jasne, kazdy ma prawo do wlasnego zdania, jakie jest moje - opisalem. Sam bym s
                                                    > ie zle czul w takim ukladzie, pewnie to dlatego mam taki a nie inny odbior. Wie
                                                    > m ze to wynika z faktu bycia zakompleksionym zazdrosnikiem, ale nic na to nie p
                                                    > oradze, nie przeskocze siebie w tym wzgledzie :)

                                                    A dlaczego zaraz tak ponuro ? :-) Moze sie jeszcze po prostu nie najadles do syta z jedna osoba. Jak sie trafia na niezwyklego czlowieka, otwartego, pelnego fantazji, empatii, to otwieraja sie takie erotyczne mozliwosci, o ktorych do tej pory mozna bylo tylko pomarzyc ( to moj przypadek). Wiec zanim nastapi efekt przesytu, to troche to potrwa. A jesli nie zanosi sie, zeby to nacycenie niebawem nastapilo, to moze tez i nie ma palacej potrzeby swingu.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:44
                                                    > Ja widzę to inaczej. Po prostu jeśli potrzeba swingu staje się jakąś być może c
                                                    > zęścią seksualności człowieka, właśnie taka preferencja przynosi pełnię satysfa
                                                    > kcji seksualnej i spełnienie,a jeszcze przy tym obie strony będące ze sobą czuj
                                                    > ą równie głęboko ową potrzebę i dążą obopólnie do jej zaspokojenia, to nie ma
                                                    > w tym nic dziwnego, obleśnego, nienormalnego, czy wykraczającego poza nor

                                                    W przypadku Sabata to na kilometr pachnie mechanzmem obronnym kwasnych winogron czyli deprecjacji celu ktory jest nieosiagalny.
                                                    Andiza ktora twierdzi ze kobiety promiskultywne ale i lojalne to jak na swoj wiek malo widocznie miała okazji inny dwiat poobserwowac, chociaz jak rozumiem mieszka niedakeko polskiej stolicy swingu na wybrzeżu.
                                                    Chociaż przyznam ze te kotore znam wyróżnia palec serdeczny dłuższy i najczeciej mocna żuchwa. I sa bardzo atrakcyjne nic wspolnego z przejaskrawionym i osmieszanym typem testoronowym.
                                                    Dodam ze przecież samo pojecie jest mylone, jedni chodza popatrzec i byc ogladanymi take porno na żywo inni dopuszczają kontakty tylko miedzy biseksuanymi kobietamiido wzajemnego nakrecenia, inni dotykaja sie czy kontakty oralne dopuszczaja, a inni sie wymieniaja w pełni.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 11:17
                                                    urquhart napisał:
                                                    > W przypadku Sabata to na kilometr pachnie mechanzmem obronnym kwasnych winogron
                                                    > czyli deprecjacji celu ktory jest nieosiagalny.

                                                    Czy twierdze, ze jest inaczej? Po prostu nie umialbym opanowac wewnetrznego poczucia bolu, wszystko we mnie by krzyczalo, gdybym widzial jak obcy facet posuwa babke, z ktora jestem emocjonalnie zwiazany. Czy mam udawac, ze jest inaczej, nawet jesli jestem w stanie zaakceptowac intelektualnie fakt, ze ludzie moga takie uklady akceptowac i w nie z roznych przyczyn akceptowac? Nie potrafilbym sie emocjonalnie odciac, stad oceniam zjawisko subiektywnie. Nie odpowiadam za te emocje, sa silniejsze od mnie. I masz, racje, wynika to z mojej slabosci. To ma jakies znaczenie dla faktow? Zadne.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 11:21
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > i w nie z roznych przyczyn akceptowac?

                                                    I w nie z roznych przyczyn wchodzic.

                                                    Jak czytam, ze od kiedy maz stal sie cuckoldem, to zona juz z nim nie sypia i szydzi z jego malego fiuta, to jakos nie widze w tym ukladzie milosci i zaufania. Taki jestem malo nowoczesny.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 11:30
                                                    Szydzenie z małego fiuta jest częścią kreacji w cuckoldowych układach S/M
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 11:55
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Szydzenie z małego fiuta jest częścią kreacji w cuckoldowych układach S/M

                                                    "Kreacji" czy tresci relacji.
                                                    Rozumiesz - kocham zone ale przyjebalem jej z piesci w ryj. To element kreacji, a ona jest zadowolona, ze o nia dbam i ja dostrzegam.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:00
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Szydzenie z małego fiuta jest częścią kreacji w cuckoldowych układach S/M

                                                    ?
                                                    ujarani.com/341072
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 11:58
                                                    > Czy twierdze, ze jest inaczej? Po prostu nie umialbym opanowac wewnetrznego poc
                                                    > zucia bolu, wszystko we mnie by krzyczalo, gdybym widzial jak obcy facet posuwa
                                                    > babke, z ktora jestem emocjonalnie zwiazany.

                                                    Masz poczucie braku i patrzysz to by bylo jeszcze bardziej bolesne ze komus da z chęcią, ktos ja podnieci, zrozumiałe. Ale to wtedy cuckold nie swing .
                                                    Ale jednoczenie z calego wachlarza zachowań ktory przedstawilem wybrałeś akurat te zeby zracjonalizowac i jednoczenie zdeprecjonowac wewnetrznie cale zjawisko.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:19
                                                    urquhart napisał
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Czy twierdze, ze jest inaczej? Po prostu nie umialbym opanowac wewnetrznego poc
                                                    > zucia bolu, wszystko we mnie by krzyczalo, gdybym widzial jak obcy facet posuwa
                                                    > babke, z ktora jestem emocjonalnie zwiazany.

                                                    >Masz poczucie braku i patrzysz to by bylo jeszcze bardziej bolesne ze komus da z chęcią, ktos ja podnieci, zrozumiałe. Ale to wtedy cuckold nie swing .
                                                    Ale jednoczenie z calego wachlarza zachowań ktory przedstawilem wybrałeś akurat te zeby zracjonalizowac i jednoczenie zdeprecjonowac wewnetrznie cale zjawisko.<

                                                    A dla mnie to, co by mnie w swingu najbardziej chyba podniecało i kręciło to właśnie obserwacja tego " bólu " w szerokim tego słowa znaczeniu,zarówno gdy pieprzą się oboje z kim innym, ale też gdy kobietę pieprzy ten inny, czy na odwrót, a mój facet patrzy, czy ja patrzę na niego - to wzajemne poszukiwanie się wzrokiem, wyrażane w tych spojrzeniach porozumienie, zaufanie, ale też pewien rodzaj zazdrości i czułości zarazem. Tak, takie zachowania zdecydowanie zwiększałyby u mnie poziom napalenia na faceta, z którym bym była związana ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:41
                                                    ninek04
                                                    > A dla mnie to, co by mnie w swingu najbardziej chyba podniecało i kręciło to wł
                                                    > aśnie obserwacja tego " bólu " w szerokim tego słowa znaczeniu,zarówno gdy piep
                                                    > rzą się oboje z kim innym, ale też gdy kobietę pieprzy ten inny, czy na odwrót,
                                                    > a mój facet patrzy, czy ja patrzę na niego - to wzajemne poszukiwanie się wzro
                                                    > kiem, wyrażane w tych spojrzeniach porozumienie, zaufanie, ale też pewien rodz
                                                    > aj zazdrości i czułości zarazem. Tak, takie zachowania zdecydowanie zwiększałyb
                                                    > y u mnie poziom napalenia na faceta, z którym bym była związana ;)

                                                    Jesli o mnie chodzi, to moj poziom nasycenia bolem jest juz wystarczajaco wysoki, zeby go jeszcze dodatkowo poszukiwac. Niemniej, kazdy jest panem swego losu i pragnien. Nie oceniam.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:15
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Jesli o mnie chodzi, to moj poziom nasycenia bolem jest juz wystarczajaco wysoki, zeby go jeszcze dodatkowo poszukiwac. <

                                                    No niestety, to poczucie nasycenia bólem potrafi być bardzo uciążliwe, i to nie tylko dla Ciebie. Na szczęście są różnego rodzaju środki, nie tylko w dosłownym ich znaczeniu, które ten ból choć na chwilę potrafią uśmierzyć, bo czy wyleczyć na dobre , to chyba nie bardzo.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:52
                                                    > No niestety, to poczucie nasycenia bólem potrafi być bardzo uciążliwe, i to nie
                                                    > tylko dla Ciebie. Na szczęście są różnego rodzaju środki, nie tylko w dosłowny
                                                    > m ich znaczeni

                                                    Siedze nad basenem na Cyprze, wieczorami spotykamy sie ze znajomymi znajomych na grilu, jakos wszystkie pary to rozwodnicy ktorzy tu zaczeli nowe zycie od nowa , ciekawe sporo to pary polak i rosjanka wylaszczona z dziecmi z poprzedniego związku ktore uciekly z Rosjii.
                                                    Nie kryja wysokolibidowosci w nowych związkach : )
                                                    Nie tez musza usmierzac bólu, lubia sie naic zeby sie lepiej bawic ale nie upić.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:02
                                                    Siedze nad basenem na Cyprze, wieczorami spotykamy sie ze znajomymi znajomych n
                                                    > a grilu, jakos wszystkie pary to rozwodnicy ktorzy tu zaczeli nowe zycie od now
                                                    > a

                                                    To ci, co komorników zostawili na garbie starym żonom? ;-)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:26
                                                    > To ci, co komorników zostawili na garbie starym żonom? ;-)

                                                    Też. Ale i sa babki co przyjechaly z dziecmi zamiast liczyc na alimenty i im tu latwiej , koszty zycia podobne, zarobki duzo wyższe, pracy duzo bo miejscowi lenleniwi.
                                                    PS
                                                    Slyszalem: Polski mąż adoptuje dzieci rosjanki i mają one obywatelstwo UE.A to skarb.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:40

                                                    > > To ci, co komorników zostawili na garbie starym żonom? ;-)
                                                    >
                                                    > Też.

                                                    A to tak z zemsty, że nei dbały o związek i dzieciątkami się tylko podniecały? Czy z innych powodów zostawili żony w czarnej dupie? Kurwa, zajebałabym. Gołymi ręcami rozerwałabym tętnice szyjne. Bo ja wiem, co się dzieje z kobietami w takich sytuacjach. Niech zgadnę - panowie poza tym ze szachraje i nieudacznicy to dodatkowo alkoholicy? Wysokofunkcjonujący, a jakże ;-(
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:50
                                                    Akurat odwrotnie,panowie pracuja jako zlote rączki od wszystkiego zbierajac na rozkrecenie biznesu.
                                                    Panie za to po studiach z duzymi kwalifikacjami.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:55
                                                    Ja się pytam czy panowie narobiwszy długów zostawili żony z ogromnymi długami. To ze sobie coś tam dłubią i zarabiają (za interesa to może niech sie już nie biora, bo?) to mnie nei dziwi - zyć jakoś trzeba. I co mają do rzeczy kwalifikacje pań? Ja się pytam o to, czy nabroili i wzięli nogi za pas.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:29
                                                    "Slyszalem: Polski mąż adoptuje dzieci rosjanki i mają one obywatelstwo UE.A to skarb."

                                                    Aaa czyli Rosjankom oplaca sie byc wysokolibidowymi ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:05
                                                    W nowych zwiazakach to na poczatku zazwyczaj jest goraco. Tym bardziej, ze te drugie albo trzecie nowe zaczynalja sie czesto inaczej niz te pierwsze w bardzo mlodym wieku.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:15
                                                    urquhart napisał
                                                    >Siedze nad basenem na Cyprze, wieczorami spotykamy sie ze znajomymi znajomych na grilu, jakos wszystkie pary to rozwodnicy ktorzy tu zaczeli nowe zycie od nowa , ciekawe sporo to pary polak i rosjanka wylaszczona z dziecmi z poprzedniego związku ktore uciekly z Rosjii.
                                                    Nie kryja wysokolibidowosci w nowych związkach : )
                                                    Nie tez musza usmierzac bólu, lubia sie naic zeby sie lepiej bawic ale nie upić.<

                                                    No ale Ty chyba nie zaczynasz życia od nowa na tym Cyprze, tylko pewnie wypoczywasz i kusisz tym rzuceniem wszystkiego w diabły i bycia gotowym na nowe otwarcie? Oj chciałoby się, nawet niekoniecznie na Cyprze ;)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:44
                                                    > A dla mnie to, co by mnie w swingu najbardziej chyba podniecało i kręciło to wł
                                                    > aśnie obserwacja tego " bólu " w szerokim tego słowa znaczeniu,zarówno gdy piep
                                                    > rzą się oboje z kim innym, ale też gdy kobietę pieprzy ten inny, czy na odwrót,

                                                    Zazdrość w malej dawce jest podniecajaca, rywalizacja dziala na poziomie podswiadomym, dopóki nie zagraza poczuciu wartosci ,a namietnosc udziela sie nawet tym malolobidowmym jak apetyt po wejsciu do restauracjii w ktorej wszycy palaszuja ze smakiem.
                                                    Dlatego nie nazwabyl tego bólem.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:49
                                                    urquhart napisał
                                                    >Zazdrość w malej dawce jest podniecajaca, rywalizacja dziala na poziomie podswiadomym, dopóki nie zagraza poczuciu wartosci ,a namietnosc udziela sie nawet tym malolobidowmym jak apetyt po wejsciu do restauracjii w ktorej wszycy palaszuja ze smakiem.
                                                    Dlatego nie nazwabyl tego bólem<

                                                    Dlatego "ból" dałam w cudzysłowie. No przecież wiadomym jest, że gdyby swing wiązał się z bólem w tym sensie duchowym, z dyskomfortem,zarówno dla mnie, jak i partnera , to gdzie tu mówić o jakiejkolwim przeżyciu satysfakcji z tego typu aktywności seksualnej. Chodzi właśnie o wzajemne dostrzeżenie i uchwycenie tej całej gamy odczuć, które są tego bólu przeciwieństwem. Wtedy dopiero można mieć fun ze swingu, wiedząc, że na pierwszym miejscu i tak jesteśmy my, ja i on,a nie ci inni- ja przynajmniej tak bym odbierała główny sens tej całej sytuacji.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:53
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A dla mnie to, co by mnie w swingu najbardziej chyba podniecało i kręciło to wł
                                                    > aśnie obserwacja tego " bólu " w szerokim tego słowa znaczeniu,zarówno gdy piep
                                                    > rzą się oboje z kim innym, ale też gdy kobietę pieprzy ten inny, czy na odwrót,
                                                    > a mój facet patrzy, czy ja patrzę na niego - to wzajemne poszukiwanie się wzro
                                                    > kiem, wyrażane w tych spojrzeniach porozumienie, zaufanie, ale też pewien rodz
                                                    > aj zazdrości i czułości zarazem. Tak, takie zachowania zdecydowanie zwiększałyb
                                                    > y u mnie poziom napalenia na faceta, z którym bym była związana ;)

                                                    Nie wiem o jakim bolu mowicie, bo mi sie wydaje, ze ludzie swingujacy nie przezywaja zadnego bolu ale mysle, ze gdybym w to weszla to na takiej swingujacej imprezie by mnie moj partner w ogole nie zajmowal. W koncu jak spuszczenie z lancucha to dawaj chulac, bo czas leci, ewentualnie 'po' mozna podlac opowiesciami, kto co robil, bo nie bylo czasu zeby sie obserwowac nawet ;-) Ale moze mam nieprawidlowe wyobrazenie o swingu.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:55
                                                    hello - kitty 2 napisała
                                                    >Nie wiem o jakim bolu mowicie, bo mi sie wydaje, ze ludzie swingujacy nie przezywaja zadnego bolu ale mysle, ze gdybym w to weszla to na takiej swingujacej imprezie by mnie moj partner w ogole nie zajmowal. W koncu jak spuszczenie z lancucha to dawaj chulac, bo czas leci, ewentualnie 'po' mozna podlac opowiesciami, kto co robil, bo nie bylo czasu zeby sie obserwowac nawet ;-) Ale moze mam nieprawidlowe wyobrazenie o swingu<

                                                    Mnie wręcz przeciwnie - mnie by bardzo zajmował ;) A to, co bym zobaczyła w jego wykonaniu podczas pieprzenia z innymi kobietami z pewnością przełożyłoby się na wzrost namiętności później już w sytuacji sam na sam. Takie tam wyobrażenia i luźne rojenia właśnie mi się plątają po głowie ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:32
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Mnie wręcz przeciwnie - mnie by bardzo zajmował ;) A to, co bym zobaczyła w jeg
                                                    > o wykonaniu podczas pieprzenia z innymi kobietami z pewnością przełożyłoby się
                                                    > na wzrost namiętności później już w sytuacji sam na sam. Takie tam wyobrażenia
                                                    > i luźne rojenia właśnie mi się plątają po głowie ;)

                                                    Z mezem to raczej nie wyjdzie, o ile rozumiem, ale mozesz pogadac z kochankiem, zeby udawal meza ;) Kto to sprawdzi... ;p Poza tym - para to para, formalnosci nie musza byc dopelnione urzedowo.
                                                    Facetow chetnych na role kochanka to raczej nie byloby trudno wam znalezc...
                                                    O ile kochanek sie oczywiscie zgodzi na role patrzacego...
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 16:26
                                                    Dokladnie, Ninek, masz najlepsze warunki, zeby sprobowac swingu. Nie musisz sie bac, ze faceta stracisz, zazdrosci tez nie ma, bo bez milosci nie ma zazdrosci. Nie wiaze Was wylacznosc seksualna, bo on pewnie tez sypia jeszcze z zona. No chyba, ze jemu swing nie podchodzi, bo nie lubi tloku, albo sie prezentowac przed ludzmi nie lubi albo takie tam, ale sprobowac warto.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 16:44
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Z mezem to raczej nie wyjdzie, o ile rozumiem, ale mozesz pogadac z kochankiem, zeby udawal meza ;) Kto to sprawdzi... ;p Poza tym - para to para, formalnosci nie musza byc dopelnione urzedowo.
                                                    O ile kochanek sie oczywiscie zgodzi na role patrzacego...>

                                                    W ogóle nie wiem, do czego w takim układzie byłby mi potrzebny mąż, wystarczyłby partner, z którym łączyłaby mnie więź emocjonalna, a nie formalna w sensie podpisu złożonego na jakimś papierku;) Ale kochankowi to raczej nie będę wspominać o tego typu swawolach, bo jeszcze mnie rzuci, albo mu się odechce, choć przecież z drugiej strony, w ramach wzajemnej otwartości i zwierzania się dlaczego nie rozmawiać o swoich fantazjach, również tych seksualnych, które przecież nie są tożsame z chęcią zrealizowania ich w rzeczywistości, ale które istnieją w wyobraźni- bo każdy chyba ma jakieś swoje fantazje,sam nawet zakładałeś wątek w tym temacie nie tak dawno ;) Czy mowa o tym, co może podniecać jest równoznaczna z wcieleniem tego w czyn? No chyba nie. Podobnie jak oglądanie danego typu porno -to,że lubię oglądać między innymi filmiki typu swing, orgy, albo stepfather with stepdaughter, czy old &young nie oznacza zaraz, że w rzeczywistości chciałabym taką wizję zrealizować, przeciwnie nawet bym powiedziała, bo ci bardzo, bardzo young są dla mnie aseksualni właściwie ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 17:30
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > W ogóle nie wiem, do czego w takim układzie byłby mi potrzebny mąż, wystarczyłb
                                                    > y partner, z którym łączyłaby mnie więź emocjonalna, a nie formalna w sensie po
                                                    > dpisu złożonego na jakimś papierku;) Ale kochankowi to raczej nie będę wspomina
                                                    > ć o tego typu swawolach, bo jeszcze mnie rzuci, albo mu się odechce, choć przec
                                                    > ież z drugiej strony, w ramach wzajemnej otwartości i zwierzania się dlaczego n
                                                    > ie rozmawiać o swoich fantazjach, również tych seksualnych, które przecież nie
                                                    > są tożsame z chęcią zrealizowania ich w rzeczywistości, ale które istnieją w wy
                                                    > obraźni- bo każdy chyba ma jakieś swoje fantazje,sam nawet zakładałeś wątek w t
                                                    > ym temacie nie tak dawno ;) Czy mowa o tym, co może podniecać jest równoznaczna
                                                    > z wcieleniem tego w czyn? No chyba nie. Podobnie jak oglądanie danego typu po
                                                    > rno -to,że lubię oglądać między innymi filmiki typu swing, orgy, albo stepfathe
                                                    > r with stepdaughter, czy old &young nie oznacza zaraz, że w rzeczywistości chci
                                                    > ałabym taką wizję zrealizować, przeciwnie nawet bym powiedziała, bo ci bardzo,
                                                    > bardzo young są dla mnie aseksualni właściwie ;)

                                                    Lepsza jest komunikacja niz jej brak ;) To wlasnie wzajemna szczerosc i otwartosc.
                                                    Co do pragnienia - rozumiem, ze swing to cos co Cie podnieca, lecz nie jestes pewna, czy w praktyce czulabys sie z tym komfortowo?
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 17:52
                                                    Nie Sabat. Ninek boi sie, ze kochanek by ja rzucil albo by mu sie odechcialo:
                                                    "Ale kochankowi to raczej nie będę wspomina
                                                    > ć o tego typu swawolach, bo jeszcze mnie rzuci, albo mu się odechce"
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:22
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Lepsza jest komunikacja niz jej brak ;) To wlasnie wzajemna szczerosc i otwartosc.
                                                    Co do pragnienia - rozumiem, ze swing to cos co Cie podnieca, lecz nie jestes pewna, czy w praktyce czulabys sie z tym komfortowo?<

                                                    Nie wiem, czy tu w ogóle można mówić o chęci zastosowania danej fantazji w realu i już nie chodzi tylko o sam swing. Bo to,co jest w mojej wyobraźni niekoniecznie przekłada się na potrzebę jej realizacji, bo inaczej czuję się niespełniona.Absolutnie nie myślę o tym w ten sposób i nie zajmuje się takimi wyobrażeniami na codzień. Podnieca mnie wiele rzeczy(na przykład świadomość bycia podglądaną przez kogoś obcego w czasie ruchania,choć gdyby taka sytuacja zaistniała, to pewnie poczucie wstydu wzięłoby górę, co tylko świadczy o tym, jak fantazje mają się do rzeczywistości ;),które są i pozostaną tylko w sferze wyobrażeń, bez żadnych właściwie chęci , by je urzeczywistnić i bez poczucia straty, że się nie da , no na tym właśnie polegają fantazje-że tymi fantazjami pozostają.O to mi chodziło, rozumiesz? ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:57
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > O to mi chodziło, rozumiesz? ;)

                                                    Rozumiem kotku ;)
                                                    Sam mam kilka takich fantazji, ze prawie sie ich boje, nie mowiac o wprowadzeniu w zycie. Chociaz jak do tej pory moja zyciowa praktyka pokazala, ze najwieksze leki dotykaja mnie na etapie wlasnie fantazjowania, a wcielanie rozmaitych bezecenstw w zycie przychodzi mi nadzwyczaj latwo. Niemniej - nie moge wykluczyc, ze na jakims etapie moje wnetrze powiedzialoby "dosc". A moze nie? Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 19:32
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Sam mam kilka takich fantazji, ze prawie sie ich boje, nie mowiac o wprowadzeniu w zycie. Chociaz jak do tej pory moja zyciowa praktyka pokazala, ze najwieksze leki dotykaja mnie na etapie wlasnie fantazjowania, a wcielanie rozmaitych bezecenstw w zycie przychodzi mi nadzwyczaj latwo. Niemniej - nie moge wykluczyc, ze na jakims etapie moje wnetrze powiedzialoby "dosc". A moze nie? Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono ;)<

                                                    Ale fantazji nie trzeba się bać, nawet jeśli okazałyby się nie wiadomo jak zboczone ;) Zresztą kwestia tego, co dla kogo jest zboczone jest mocno dyskusyjna. Najważniejsze, wydaje mi się, jest dojście do takiego poziomu wzajemnej akceptacji,który pozwala na wyzwolenie się z krępującego gorsetu myślowego co wypada, a co nie, bo wówczas liczy się tylko to otwarcie na drugiego człowieka, ta ciekawość poznawania jego ciała, zachwyt nad jego zmysłowością, pięknem, czerpanie rozkoszy, które to chętne, otwarte ciało nam się całe oddaje, a wtedy to poszerzanie granic erotyki, próbowanie tego, co dotąd było w sferze marzeń staje się tak bardzo naturalne, właściwe i przynależne obojgu. No ciary same przechodzą, na samą myśl, że tak może być ;))
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 17:48
                                                    Widzisz ninek, bo my tu o prawdziwym realnym swingu a Ty o fantazjach a niektore fantazje maja to do siebie, ze czesto zostaja w obrebie fantazji i nie sa realizowane. To roznica jest kolosalna co Ty sobie wyobrazasz a co sie dzieje naprawde :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:05
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Czy twierdze, ze jest inaczej? Po prostu nie umialbym opanowac wewnetrznego poc
                                                    > zucia bolu, wszystko we mnie by krzyczalo, gdybym widzial jak obcy facet posuwa
                                                    > babke, z ktora jestem emocjonalnie zwiazany. Czy mam udawac, ze jest inaczej,
                                                    > nawet jesli jestem w stanie zaakceptowac intelektualnie fakt, ze ludzie moga ta
                                                    > kie uklady akceptowac i w nie z roznych przyczyn akceptowac? Nie potrafilbym si
                                                    > e emocjonalnie odciac, stad oceniam zjawisko subiektywnie. Nie odpowiadam za te
                                                    > emocje, sa silniejsze od mnie. I masz, racje, wynika to z mojej slabosci. To m
                                                    > a jakies znaczenie dla faktow? Zadne.
                                                    A zdajesz sobie sprawę, ze prawdopodobnie takie a nie inne podejście spowodowało, ze związałeś się z kobietą, która nie uprawia z Tobą seksu?
                                                    Przy czym nie pamiętam, czy jesteś przypadkiem typu: Ty chcesz ona nie chce
                                                    Czy też przypadkiem: Ona stała się tak odpychająca i aseksualna, ze teraz sam już nie chcesz bo ona Cię nie pociąga.
                                                    Zresztą to bez znaczenia.
                                                    Ambiwalencja w postrzeganiu kobiecej seksualności przez mężczyzn i lęk przed nią jest tak silny, że wielu mężczyzn podświadomie wybiera oziębłe lub przynajmniej niskolibidowe kobiety a potem czują się sfrustrowani ich temperamentem (czy też jego brakiem)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:46

                                                    > A zdajesz sobie sprawę, ze prawdopodobnie takie a nie inne podejście spowodowa
                                                    > ło, ze związałeś się z kobietą, która nie uprawia z Tobą seksu?
                                                    > Przy czym nie pamiętam, czy jesteś przypadkiem typu: Ty chcesz ona nie chce
                                                    > Czy też przypadkiem: Ona stała się tak odpychająca i aseksualna, ze teraz sam j
                                                    > uż nie chcesz bo ona Cię nie pociąga.
                                                    > Zresztą to bez znaczenia.
                                                    > Ambiwalencja w postrzeganiu kobiecej seksualności przez mężczyzn i lęk przed ni
                                                    > ą jest tak silny, że wielu mężczyzn podświadomie wybiera oziębłe lub przynajmni
                                                    > ej niskolibidowe kobiety a potem czują się sfrustrowani ich temperamentem (czy
                                                    > też jego brakiem)

                                                    Ja nie wybralem swiadomie niskolibidowej, pojebalo Cie? Bylem gruby i skrajnie nieatrakcyjny, wzialem ta, ktora mnie chciala. Nad charakterem bardzo sie nie zastanawialem, wrecz mi jej podejscie do seksu mocno nie lezalo, ale uwierzylem, ze uda mi sie ja zmienic/przekonac.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:50
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ja nie wybralem swiadomie niskolibidowej, pojebalo Cie? Bylem gruby i skrajnie
                                                    > nieatrakcyjny, wzialem ta, ktora mnie chciala. Nad charakterem bardzo sie nie z
                                                    > astanawialem, wrecz mi jej podejscie do seksu mocno nie lezalo, ale uwierzylem,
                                                    > ze uda mi sie ja zmienic/przekonac.
                                                    Czyli niezależnie od możliwości zdobycia takiej wysokolibidowej po prostu już wtedy sie takiej bałeś.
                                                    Postrzegając się jako nieatrakcyjny miałbyś świadomość, ze ona będąc kobietą miałaby większe możliwości zaspokajania swego libido poza waszym związkiem.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:55
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > Ja nie wybralem swiadomie niskolibidowej, pojebalo Cie? Bylem gruby i skr
                                                    > ajnie
                                                    > > nieatrakcyjny, wzialem ta, ktora mnie chciala. Nad charakterem bardzo sie
                                                    > nie z
                                                    > > astanawialem, wrecz mi jej podejscie do seksu mocno nie lezalo, ale uwier
                                                    > zylem,
                                                    > > ze uda mi sie ja zmienic/przekonac.
                                                    > Czyli niezależnie od możliwości zdobycia takiej wysokolibidowej po prostu już w
                                                    > tedy sie takiej bałeś.
                                                    > Postrzegając się jako nieatrakcyjny miałbyś świadomość, ze ona będąc kobietą mi
                                                    > ałaby większe możliwości zaspokajania swego libido poza waszym związkiem.

                                                    Czy ty czytasz to co pisze? Wzialbym wysokolibidowa z pocalowaniem reki, ale sie nie napatoczyla w zasiegu. Rozumiesz? Nie lubie wmawiania mi bzdur.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:06
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Czy ty czytasz to co pisze? Wzialbym wysokolibidowa z pocalowaniem reki, ale si
                                                    > e nie napatoczyla w zasiegu. Rozumiesz? Nie lubie wmawiania mi bzdur.
                                                    I żylbyś w ciągłym strachu, że się puści.
                                                    Mnie takie kręcą.
                                                    Ale Ciebie nie :-)

                                                    A Ty miałbyś poczucie, ze nie możesz się jej tym samym zrewanżować.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:18
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > Czy ty czytasz to co pisze? Wzialbym wysokolibidowa z pocalowaniem reki,
                                                    > ale si
                                                    > > e nie napatoczyla w zasiegu. Rozumiesz? Nie lubie wmawiania mi bzdur.
                                                    > I żylbyś w ciągłym strachu, że się puści.
                                                    > Mnie takie kręcą.
                                                    > Ale Ciebie nie :-)
                                                    >
                                                    > A Ty miałbyś poczucie, ze nie możesz się jej tym samym zrewanżować.

                                                    Czlowieku, ja sie wtedy nie zastanawialem co bedzie za pol roku, nie mowiac o perspektywie dozywotniego zwiazku. To miala byc pierwsza dziewczyna i wcale niekoniecznie ostatnia. Nie dorabiaj do tego filozofii, mialem kurde 21 lat :)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:25
                                                    I żylbyś w ciągłym strachu, że się puści.
                                                    Mnie takie kręcą.
                                                    Ale Ciebie nie :-)

                                                    A skad zalozenie, ze wysokolibidowa sie musi puszczac? Jezeli kocha, ma dobrego seksu pod dostatkiem, nieczego jej nie brakuje, swiadoma jest konsekwencji "puszczania sie". Wysokolibidowy facet rowniez nie musi sie puszczac.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:47
                                                    >A skad zalozenie, ze wysokolibidowa sie musi puszczac? Jezeli kocha, ma dobrego seksu pod dostatkiem, nieczego jej nie brakuje, swiadoma jest konsekwencji "puszczania sie". Wysokolibidowy facet rowniez nie musi sie puszczac.<

                                                    No ale tu jest mowa o odwrotnej sytuacji - gdy wysokolibidowej brakuje tego wszystkiego, o czym piszesz. No więc jak skacze w bok, to się przecież puszcza, no bo jak Inaczej to nazwać?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:36
                                                    > Konflikt jest nieunikniony i tyko pozostaje pytanie w jakiej formie się ujawni.
                                                    > Zdrady?
                                                    > Rozwodu?
                                                    > Czy trwania w toksycznym związku?
                                                    > Dlatego ja do udanego związku potrzebuję wyuzdanej, poligamicznej seksualnie ni
                                                    > mfomanki.
                                                    > Wtedy z taką bedę mógł chodzić na romantyczne spacery, zachwycać się zachodem s
                                                    > łońca, i dyskutować godzinami o filmie, teatrze czy filozofii.

                                                    Ty jestes Morrison niekumaty. Sam piszesz ile facet ma porazek za soba zanim wejdzie w zwiazek a teraz wypisujesz farmazony, tak jakby znalezienie fajnej babki, ktora Cie w dodatku zechce, mimo Twoich brakow atrakcyjnosci, to by bylo male piwko z duza pianka. Tu nie trzeba miec jakichs tam swiadomosci, obudz sie, jak ja jestem maloatrakcyjna kobieta jak myslisz jakie mam szanse na znalezienie fajnego faceta?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:37
                                                    "Ty jestes Morrison niekumaty. Sam piszesz ile facet ma porazek za soba zanim wejdzie w zwiazek a teraz wypisujesz farmazony, tak jakby znalezienie fajnej babki, ktora Cie w dodatku zechce, mimo Twoich brakow atrakcyjnosci, to by bylo male piwko z duza pianka. Tu nie trzeba miec jakichs tam swiadomosci, obudz sie, jak ja jestem maloatrakcyjna kobieta jak myslisz jakie mam szanse na znalezienie fajnego faceta?

                                                    To miala byc odpowiedz na temat sabatowego strachu przed wyskolibidowymi.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 16:00
                                                    "Ambiwalencja w postrzeganiu kobiecej seksualności przez mężczyzn i lęk przed nią jest tak silny, że wielu mężczyzn podświadomie wybiera oziębłe lub przynajmniej niskolibidowe kobiety a potem czują się sfrustrowani ich temperamentem (czy też jego brakiem)"

                                                    Morrison Tobie trudno to zrozumiec, ale wielu facetow boi sie wysokolibidowych kobiet, bo obawia sie, ze beda je walic po rogach a wyglada na to, ze oni jednak oczekuja od kobiety monogamii, bo po pierwsze obawiaja sie, ze babka zwinie zagle i odejdzie w sina dal z konkurentem, a nie latwo znalezc taka fajna nastepna, po drugie nie chca dzielic sie zasobami i wychowywac cudzych dzieci. A zatem hipokryzja byloby chciec od kobiet by zachowyway sie monogamicznie a samemu bzykac co popadnie.
                                                    Z tego tez powodu, bo tak do konca nie wiadomo jak to z tymi kobitami jest, czy one monogamiczne czy jednak poligamiczne, nie mozna ryzykowac i lepiej samemu zdecydowac sie na monogamie, stad malzenstwo i umowa o wylacznosci seksualnej.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:01
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Morrison Tobie trudno to zrozumiec, ale wielu facetow boi sie wysokolibidowych
                                                    > kobiet, bo obawia sie, ze beda je walic po rogach
                                                    Żartujesz?
                                                    Mnie jest trudno to zrozumieć?
                                                    Ja mam doskonałą świadomośc tego faktu.

                                                    > A zatem hipokryzja byloby chciec od kobiet by zachowyway sie monogamicznie a samemu b
                                                    > zykac co popadnie.
                                                    Ależ oczywiście.
                                                    I pomyśl, że taki hipokryta jest dużo lepiej odbierany przez kobiety (oczywiście o ile nie wiedzą o jego hipokryzji)
                                                    A niejeden z nich był mi podawany jako przykład :-)

                                                    > Z tego tez powodu, bo tak do konca nie wiadomo jak to z tymi kobitami jest, czy
                                                    > one monogamiczne czy jednak poligamiczne, nie mozna ryzykowac i lepiej samemu
                                                    > zdecydowac sie na monogamie, stad malzenstwo i umowa o wylacznosci seksualnej.
                                                    A jak odróżnisz tego, który się decyduje od tego który udaje?
                                                    Jak odróżnisz tego, który w swej monogamii wytrzyma od tego, który podda się tendencjom odśrodkowym?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 22:47
                                                    "A jak odróżnisz tego, który się decyduje od tego który udaje?
                                                    Jak odróżnisz tego, który w swej monogamii wytrzyma od tego, który podda się tendencjom odśrodkowym?"

                                                    Na cale szczescie ja nic juz odrozniac nie musze:) A interesowal/interesuje mnie w tym wzgladzie tylko ten jednen konkretny, "moj" :) i nie mam powodu mu nie ufac albo nie wierzyc. Jakbym miala podejrzewac, rozmyslac, zastanawiac sie to juz dawno bym zwariowala, tym bardziej, ze powodow do nieufania mu w tym wzgledzie nie mam. Co zycie przyniesie tego nie wie nikt, wtedy bede sie zastanawiac, na zapas nie musze.
                                                  • gogol77 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:22
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    > > W przypadku Sabata to na kilometr pachnie mechanzmem obronnym kwasnych wi
                                                    > nogron
                                                    > > czyli deprecjacji celu ktory jest nieosiagalny.
                                                    >
                                                    > Czy twierdze, ze jest inaczej? Po prostu nie umialbym opanowac wewnetrznego poc
                                                    > zucia bolu, wszystko we mnie by krzyczalo, gdybym widzial jak obcy facet posuwa
                                                    > babke, z ktora jestem emocjonalnie zwiazany. Czy mam udawac, ze jest inaczej,
                                                    > nawet jesli jestem w stanie zaakceptowac intelektualnie fakt, ze ludzie moga ta
                                                    > kie uklady akceptowac i w nie z roznych przyczyn akceptowac? Nie potrafilbym si
                                                    > e emocjonalnie odciac, stad oceniam zjawisko subiektywnie. Nie odpowiadam za te
                                                    > emocje, sa silniejsze od mnie. I masz, racje, wynika to z mojej slabosci. To m
                                                    > a jakies znaczenie dla faktow? Zadne.

                                                    Sabat, podpisuję cię pod całością za wyjątkiem ostatniego zdania. To że nie jestem w stanie tolerować obcego fiuta w cipce która jest "moja" - to żadna słabość!. I wcale nie chodzi o obawę, że on może być lepszy!
                                                    Żaden samiec alfa tego by nie tolerował.
                                                    Idź do ZOO, do pawianów. Alfa siedzi na pieńku na środku i toczy ponurym wzrokiem wokół.
                                                    A młodzież coraz to próbuje podjebać mu jakąś z haremu chowając się z nią gdzieś tam. Gdy alfa to wyczai - z rykiem wymierza sprawiedliwość.
                                                    A samica by go udobruchać, nadstawia mu się ostentacyjnie.
                                                    Sabat, a może swing to by był sposób by Ci żona tą cipkę nadstawiła?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:28
                                                    "Sabat, podpisuję cię pod całością za wyjątkiem ostatniego zdania. To że nie jestem w stanie tolerować obcego fiuta w cipce która jest "moja" - to żadna słabość!. I wcale nie chodzi o obawę, że on może być lepszy!
                                                    Żaden samiec alfa tego by nie tolerował. "

                                                    jak to nie, zobacz Morrisona, chce i w dodtku pisze, ze zachowuje sie jak afla "jak nie ta to inna".
                                                    A co do reszty to jestesmy w domu: wiekszosc facetow decyduje sie na zachowania monogamiczne, bo sama nie akceptuje, nie toleruje obcego chuja w "jego" cipce.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A co do reszty to jestesmy w domu: wiekszosc facetow decyduje sie na zachowania
                                                    > monogamiczne, bo sama nie akceptuje, nie toleruje obcego chuja w "jego" cipce.

                                                    Jak w domu jestesmy? Jak Gogol jest hipokryta z przykladu Morrisona ;-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:19
                                                    kag73 napisała:

                                                    > jak to nie, zobacz Morrisona, chce i w dodtku pisze, ze zachowuje sie jak afla
                                                    > "jak nie ta to inna".
                                                    Nie pisałem, ze jestem samcem alfa.
                                                    Pisałem, ze na skutek długich lat pracy mogę sobie na takie zachowania pozwolić.
                                                    > A co do reszty to jestesmy w domu: wiekszosc facetow decyduje sie na zachowania
                                                    > monogamiczne, bo sama nie akceptuje, nie toleruje obcego chuja w "jego" cipce.
                                                    Że co proszę?????
                                                    Większość facetów zdecyduje się obiecać monogamię z powyzszych powodów ale to nie znaczy, że sami pozostaną monogamiczni.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 08:05
                                                    gogol77 napisał:
                                                    > Sabat, a może swing to by był sposób by Ci żona tą cipkę nadstawiła?

                                                    Długo zastanawiałem się, czy Ci odpowiedzieć, bo - tak jak wspomniała Kitty - na niektóre pytania nauczyłem się już sprytnie nie odpowiadać :P
                                                    To jedno z nich, znam już na tyle osoby przebywające na forum, by móc przewidzieć kpiarsko-oskarżycielskie wypowiedzi skierowane w moją stronę.
                                                    Ale mimo wszystko odpowiem - nie miałbym nic przeciwko temu, by sypiała z innymi facetami. Nie chodzi to, że zaczęłaby mi dawać, ale mogłoby to uzdrowić sytuację w moim domu na wielu polach. Niestety jest to mniej więcej tak prawdopodobne jak spotkanie pogującego księdza katolickiego na koncercie Behemotha.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 08:29
                                                    O co chodzi z tym swingiem? Z męskiej strony. Podkręca fakt, że ktoś inny bierze moją kobietę za moim przyzwoleniem? Chęć posiadania wielu kobiet? Podniecanie się inną, by móc z własną?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 08:57
                                                    zawle napisała:

                                                    > O co chodzi z tym swingiem? Z męskiej strony. Podkręca fakt, że ktoś inny bierz
                                                    > e moją kobietę za moim przyzwoleniem? Chęć posiadania wielu kobiet? Podniecanie
                                                    > się inną, by móc z własną?

                                                    Nie mam pojecia, zielonego.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:27
                                                    zawle napisała:

                                                    > O co chodzi z tym swingiem? Z męskiej strony. Podkręca fakt, że ktoś inny bierz e moją kobietę za moim przyzwoleniem? Chęć posiadania wielu kobiet? Podniecanie się inną, by móc z własną?
                                                    ------------------------------------------------------
                                                    Wszystko to + seks zbiorowy, czyli 2 na jedną, czy 2 na jednego.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:29
                                                    A mówisz od siebie, czy to twoja autorska wizja?
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:35
                                                    zawle napisała:

                                                    > A mówisz od siebie, czy to twoja autorska wizja?
                                                    ---------------------------------------------------------
                                                    Ja po prostu wiem, co kręci facetów. Zgadzam się z KAG, że monogamia to świadoma decyzja podyktowana rozumem. Jak ktoś kieruje się innymi częściami ciała i seks jest absolutnym priorytetem, nawet kosztem rozwalenia związku, to zmienia partnerki, swinguje, uwodzi nowe kobiety itp. Każdy podejmuje decyzje i za nie odpowiada.

                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:39
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Ja po prostu wiem, co kręci facetów.

                                                    Ty wiesz co podnieca Ciebie jako faceta, a nie co wszystkich na świecie.

                                                    Zgadzam się z KAG, że monogamia to świadom
                                                    > a decyzja podyktowana rozumem.

                                                    Może po paru latach, gdy partner spowszednieje. Na początku to chyba całkiem naturalne?

                                                    Jak ktoś kieruje się innymi częściami ciała i se
                                                    > ks jest absolutnym priorytetem, nawet kosztem rozwalenia związku, to zmienia pa
                                                    > rtnerki, swinguje, uwodzi nowe kobiety itp. Każdy podejmuje decyzje i za nie od
                                                    > powiada.

                                                    Tu nawet nie będę dyskutować, zrobią to za mnie pewnie inni:))
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:52
                                                    zawle napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Ja po prostu wiem, co kręci facetów.
                                                    >
                                                    > Ty wiesz co podnieca Ciebie jako faceta, a nie co wszystkich na świecie.
                                                    --------------------------
                                                    Wiesz lepiej? Niech tak będzie.

                                                    --------------------------------------------------------
                                                    >
                                                    > Zgadzam się z KAG, że monogamia to świadom a decyzja podyktowana rozumem.
                                                    >
                                                    > Może po paru latach, gdy partner spowszednieje. Na początku to chyba całkiem naturalne?
                                                    ----------------------------------------------------------------
                                                    Tu też wiesz lepiej, jak to widzi facet.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:47
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > A mówisz od siebie, czy to twoja autorska wizja?
                                                    > ---------------------------------------------------------
                                                    > Ja po prostu wiem, co kręci facetów. Zgadzam się z KAG, że monogamia to świadom
                                                    > a decyzja podyktowana rozumem. Jak ktoś kieruje się innymi częściami ciała i se
                                                    > ks jest absolutnym priorytetem, nawet kosztem rozwalenia związku, to zmienia pa
                                                    > rtnerki, swinguje, uwodzi nowe kobiety itp. Każdy podejmuje decyzje i za nie od
                                                    > powiada.
                                                    Ja nie bardzo mogę potwierdzić, ze seks jest dla mnie priorytetem.
                                                    Jest gdzieś w pierwszej piątce potrzeb.
                                                    Przy czym układanie hierarchii ważności w ramach tej pierwszej piątki byłoby karkołomne.
                                                    Po prostu jest kilka potrzeb priorytetowych w moim życiu i zadawanie pytania o kolejność
                                                    jest bez sensu podobnie jak zamęczanie dziecka pytaniami "A kogo kochasz bardziej: mamę czy tatę"?
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:55
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ja nie bardzo mogę potwierdzić, ze seks jest dla mnie priorytetem. Jest gdzieś w pierwszej piątce potrzeb.
                                                    -----------------------
                                                    Ale wyżej niż związek i rodzina, które posiadasz.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:31
                                                    zawle napisała:

                                                    > O co chodzi z tym swingiem? Z męskiej strony. Podkręca fakt, że ktoś inny bierz
                                                    > e moją kobietę za moim przyzwoleniem? Chęć posiadania wielu kobiet? Podniecanie
                                                    > się inną, by móc z własną?
                                                    W moim przypadku ( nie przypisuję sobie prawa do wypowiadania się w imieniu innych mężczyzn):
                                                    1) Usankcjonowanie zachowań poligamicznych bez konieczności wybierania pomiędzy nimi a innymi potrzebami i wartościami.
                                                    2) Zwiększenie do maksimum poczucia dostępności seksu z innymi kobietami na warunkach partnerskich (tzn takich w których żadna ze stron nie musi ukrywać, że celem jest wylądowanie w łóżku i obydwu stronom zależy na tym w mniej więcej podobnym stopniu)
                                                    3) Poczucie, że żona (czy ogólnie stała partnerka) jest mi osoba najbliższą, z którą mogę być otwarty w każdej dziedzinie. Poczucie braku konieczności udawania i ukrywania swoich odczuć także w innych sferach nie związanych z seksem.
                                                    4) Odreagowanie "traumy" z młodości kiedy przyciągałem same porządne dziewczyny, oazówki i tego typu element podczas gdy te nieprzyzwoite leciały na moich kolegów (czy w ogóle innych mężczyzn) :-)

                                                    Kolejność powyższych punktów przypadkowa.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:37
                                                    Ale czemu chcesz być poligamiczny? Co Cię w tym pociąga? I do czego potrzebny Ci jest związek z jakąś kobietą? Przecież wont uprawia seks z wieloma osobami. Nie możesz tak jak on? Potrzeba Ci akceptacji drugiej osoby? Podkręca Cię oglądanie? Oddawanie kogoś kto jest dla Ciebie bliski? Czy taka forma "zabezpiecza Cię" przez zakusami związkowymi innych kobiet? Coś głębiej poproszę.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:43
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ale czemu chcesz być poligamiczny? Co Cię w tym pociąga? I do czego potrzebny C
                                                    > i jest związek z jakąś kobietą? Przecież wont uprawia seks z wieloma osobami. N
                                                    > ie możesz tak jak on? Potrzeba Ci akceptacji drugiej osoby? Podkręca Cię ogląda
                                                    > nie? Oddawanie kogoś kto jest dla Ciebie bliski? Czy taka forma "zabezpiecza Ci
                                                    > ę" przez zakusami związkowymi innych kobiet? Coś głębiej poproszę.

                                                    Chyba tylko wspolne wychowywanie dzieci uzasadnia taki nowotwor emocjonalny jak swingujace malzenstwo. Jestem przeciwko malzenstwom w ogole, ale to to juz sie zupelnie mija z celem. Nie wiem co sobie wzajemnie slubuja. Ze bede splacac twoje kredyty az do smierci? ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:51
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Chyba tylko wspolne wychowywanie dzieci uzasadnia taki nowotwor emocjonalny jak
                                                    > swingujace malzenstwo. Jestem przeciwko malzenstwom w ogole, ale to to juz sie
                                                    > zupelnie mija z celem. Nie wiem co sobie wzajemnie slubuja. Ze bede splacac tw
                                                    > oje kredyty az do smierci? ;)
                                                    Czasem mnie sabat zaskakujesz pozytywnie swoją inteligencją a czasem załamujesz.
                                                    Ja nie muszę podzielać pewnych zainteresowań by korzystając z wyobrażni i inteligencji poprzez pewne analogie wczuć się w odczuwanie i potrzeby osób trzecich.
                                                    Ty czasem sprawiasz wrażenie jakby taka umiejętność była Ci obca.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:20
                                                    Czemu zaraz nowotwór? I czemu taka potrzeba nie miałaby być realizowana w małżeństwie, zwłaszcza udanym? Skoro oboje są tym zainteresowani, ufają sobie i na którymś etapie czują , że chcą otworzyć się na nowe doświadczenia, czy świadomie przełamać pewne tabu, osiągając przy tym spełnienie,to może być to wzmacniające dla związku i zbliżające, a niekoniecznie oddalające. Ja sobie to wyobrażam w ten sposób, że dzieląc się sobą z innymi mają coraz większą ochotę na siebie, co jest między innymi tym elementem umacniającym związek. Nie dziwi mnie w ogóle, że takie pary istnieją i w ten sposób realizują swoją seksualność.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:35
                                                    Dla mnie jedynym uczuciem jakie mogloby uzasadniac zwiazanie sie z kims na stale jest milosc. Dopoki ona trwa, dopoty zwiazek ma sens. A milosc, taj jak ja ja odczuwam i rozumiem, jednak pragnie wylacznosci.
                                                    To nowoczesne, ladne i politycznie poprawne dawac sobie wolnosc w zwiazku i grzecznie przytakiwac, jak ktos ma poligamiczne potrzeby, ale kloci sie to z moim systemem emocjonalnym. Moge sobie wyobrazic pare fajnie dogadujacych sie przyjaciol, ktorzy bzykaja sie z kim popadnie, ale po co sankcjonowac to wezlem malzenskim. Milosc erotyczna w moim rozumieniu jest pozadliwa, goraca i zaborcza. To wcale nie jest takie piekne uczucie jak sie zdaje.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:41
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Dla mnie jedynym uczuciem jakie mogloby uzasadniac zwiazanie sie z kims na stale jest milosc. Dopoki ona trwa, dopoty zwiazek ma sens. A milosc, taj jak ja ja odczuwam i rozumiem, jednak pragnie wylacznosci.
                                                    --------------------------
                                                    Całkowicie się zgadzam.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:05
                                                    Miłość.. to takie słowo wytrych. Na jak długo tej miłości wystarczy, żeby móc powiedzieć o drugiej osobie, że staje się dla ciebie wszystkim i zasłania ci cały świat? To romantyczne, idealistyczne mrzonki, które owszem potrafią omamić do tego stopnia, że wiążesz się z tym, albo tą, których uważasz za swoje bezkresne dopełnienie, a co z tego zostaje po czasie? Miłość? Czy aby na pewno i czy taka, jak była na początku? -Prędzej zaangażowanie, przyjaźń, przyzwyczajenie, obojętna akceptacja, albo nie wchodzenie sobie w drogę przy wypełnianiu codziennych obowiązków.
                                                    Poza tym, ja nie odnosiłam się do Twojego, ani niczyjego systemu emocjonalnego, bo każdy ma prawo do swojej oceny, tylko do tego, że swing może być realistyczną i konieczną potrzebą okazywania pełni swoich potrzeb, i nie ma nic wspólnego z bzykaniem kogo i gdzie popadnie, to nie musi być żadna przykrywka do tego, by móc pobzykać sobie bez skrępowania kogoś za przyzwoleniem, i jak najbardziej można realizować taką potrzebę, będąc w małżeństwie -udanym i ufającym sobie i pożądającym siebie dwojgiem ludzi. Co absolutnie nie wyklucza gorącej i namiętnej miłości między tymi dwojga, mimo dzielenia się ciałem z innymi.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:13
                                                    Wedlug mnie wlasnie dlatego najlepiej sie nie wiazac i nie obiecywac niczego, zeby potem nie trzeba bylo ubierac przyzwyczajenia czy tam obojetnosci w komunijne szatki przyzwolenia i akceptacji.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:32
                                                    "Wedlug mnie wlasnie dlatego najlepiej sie nie wiazac i nie obiecywac niczego, zeby potem nie trzeba bylo ubierac przyzwyczajenia czy tam obojetnosci w komunijne szatki przyzwolenia i akceptacji."

                                                    Ale co to ma do rzeczy wiazanie sie? Mozesz kochac i nie byc zwiazany i co wtedy? Dwoch sie kocha i chce ze soba byc, nawet jezeli sie nie pobieraja nie znaczy to, ze nic ich nie laczy, nie obowiazuje, nic nie dotyka, nic nie rani. A z "przyzwyczajeniem" czy obojetnoscia trzeba i mozna sobie radzic albo nie radzic nawet jezeli nie jest sie malzenstwem. Na plaszczynie emocjonalnej, rozstanie to jest rozstanie. Boli gdy konczy sie milosc, rozwod to formalnosc, najbardziej boli, ze skonczyla sie milosc, ze sie posypalo to co mielismy i rozstanie fizyczne. Bo nikt sie wiazal z byle kim, nie kochal byle kogo, te uczucia byly, bez wzgledu na to czy wzial slub czy nie.
                                                    I tutaj Morrison jest przypadkiem, ktory wylacznosci nie obiecywal i obiecywac nie chce, bo zna swoje preferencje i szuka babki o podobnych preferencjach, juz z gory. Rzecz utrudnia mu fakt, ze tacy ludzie sa mniejszoscia, przynajmniej na poczatku gdzie jest zakochanie i strach, ze sie straci co sie kocha
                                                    (z eczlowiek ufa, jest pewniejszy swego, tak mysle, zbudowal mocne wiezi). A ze oprocz tej kwestii zgadzac sie maja jeszcze o pokochanie kogos bedzie trudno.


                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:49
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Wedlug mnie wlasnie dlatego najlepiej sie nie wiazac i nie obiecywac niczego, zeby potem nie trzeba bylo ubierac przyzwyczajenia czy tam obojetnosci w komunijne szatki przyzwolenia i akceptacji<

                                                    Sabat, tylko jakie to ma znaczenie teraz, jak większość, czy mniejszość, no ale jednak jest uwiklana w te często poronione związki, zależności, układy, korelacje .Każdy mądry po szkodzie,w moim przynajmniej przypadku to się sprawdziło, szkoda jest straszna, ale nie do cofnięcia i nie do wymazania.Ta szkoda przekłada się w codziennym życiu na przyjęcie ultraostrożnej i zdystansowanej,cynicznej wręcz postawy, choć staram się z tym walczyć, mimo wszystko.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:55
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Sabat, tylko jakie to ma znaczenie teraz, jak większość, czy mniejszość, no ale
                                                    > jednak jest uwiklana w te często poronione związki, zależności, układy, korela
                                                    > cje .Każdy mądry po szkodzie,w moim przynajmniej przypadku to się sprawdziło,
                                                    > szkoda jest straszna, ale nie do cofnięcia i nie do wymazania.Ta szkoda przekła
                                                    > da się w codziennym życiu na przyjęcie ultraostrożnej i zdystansowanej,cyniczne
                                                    > j wręcz postawy, choć staram się z tym walczyć, mimo wszystko.

                                                    Jasne, teraz, dla mnie, nie ma to juz zadnego znaczenia. A zyc trzeba, to tez fakt. No chyba, ze ktos wybierze inaczej ;)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:22
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > można realizować taką potrzebę, będąc w małżeństwie -udanym i ufającym sobie i
                                                    > pożądającym siebie dwojgiem ludzi. Co absolutnie nie wyklucza gorącej i namiętn
                                                    > ej miłości między tymi dwojga, mimo dzielenia się ciałem z innymi

                                                    "Dzielenie się", czy współdzielenie uczuciami, marzeniami, inspiracjami, odkryciami tym co dla ciebie najważniejsze z bratnią ci duszą to przecież słowo klucz ideału miłości. A libido to najsilniejsze z uczuć determinujące życiową energię...
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:29
                                                    Ostatecznie wykladnia jest jedna. Rob co chcesz, oto cale twoje prawo. I ja jestem zdecydowanie "za".
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:37
                                                    "Ostatecznie wykladnia jest jedna. Rob co chcesz, oto cale twoje prawo. I ja jestem zdecydowanie "za"."

                                                    Zawsze, jestes wolnym czlowiekiem, ale...licz sie z konsekwencjami, bo to gra we dwoje, nie wszystko jest w Twoim reku. Ten drugi czlowiek tez ma prawo robic co chce.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:56
                                                    Urquhart napisał
                                                    >Dzielenie się", czy współdzielenie uczuciami, marzeniami, inspiracjami, odkryciami tym co dla ciebie najważniejsze z bratnią ci duszą to przecież słowo klucz ideału miłości. A libido to najsilniejsze z uczuć determinujące życiową energię... <

                                                    Urqu, popieram ;) Ale wiesz, słowo klucz to trafił swój na swego, czyli na tę bratnią duszę, o której piszesz, no ale weź i traf, a nawet jeśli myślisz, że trafiłaś /eś to już jest zwyczajnie za późno, za późno, no taka prawda;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:42
                                                    "nie musi być żadna przykrywka do tego, by móc pobzykać sobie bez skrępowania kogoś za przyzwoleniem,"

                                                    Nie jest przykrywka, jest bzykaniem bez skrepowania kogos innego.

                                                    " i jak najbardziej można realizować taką potrzebę, będąc w małżeństwie -udanym i ufającym sobie i pożądającym siebie dwojgiem ludzi. Co absolutnie nie wyklucza gorącej i namiętnej miłości między tymi dwojga, mimo dzielenia się ciałem z innymi."

                                                    Jejciu jaka bajka, tyle zapewnien, ze tak pieknie mozna, tylko skad ta pewnosc?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:58
                                                    hello -kitty2,napisała
                                                    >Jejciu jaka bajka, tyle zapewnien, ze tak pieknie mozna, tylko skad ta pewnosc?<


                                                    Bajka według Ciebie, bo się nie wczuwasz i nie wyobrażasz ;) Ja tam potrafię sobie wyobrazić, że tak może być i pewnie jest u części par, które praktykują swing .

                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:17
                                                    No bo wykladnia jest taka i kulurowy przekaz, ze milosc oznacza wylacznosc seksualna. Do tego milosci towarzyszy zazdrosc. Ale jezeli ktos potrafi byc ponadto, to przeskoczyc, to jak najbardzije moze sypiac z innym, jednoczesnie kochajac i sypiaja z ta wybrana swoja/wybranym swoim. Potrzeba tutaj duzo zaufania i troche odwagi, bo, moim zdaniem, zdarzyc moze sie wszystko. Dlatego ci, ktorzy sie zbyt dlugo zastanawiaja jednak maja duzo watpliwosci.
                                                    U Morrisona wydaje mi sie "problem" jest taki, ze on do seksualnego spelnienia potrzebuje ciagle nowych kobiet, taki fetysz, bo wbrew pozorom i tym co on twierdzi, nie potrzebuja tego wszyscy/wiekszosc mezczyzn. Wielu satysfakcjonuje dobry seks z jedna i ta sama partnerka, ewntualnie urozmaicenie w seksie, rozne techniki, gry, cos tam. Natomiast, tak mi sie wydaje, dla Morrisona seks jest urozmaicony, jezli ma sie rozne partnerki a nie ciagle te sama, to go nudzi, on potrzebuje nowosci.
                                                    Moim zdaniem wszystko inne mozna przeskoczyc, serio Morrison. Po co sie rozczulac nad tym co bylo, porzadne nie dajace, swietojebliwe, bylo minelo. Tez zaluje, ze bylam "porzadna" ale takie byly warunki i przekaz w katolickiej Polsce naszej mlodosci, ja w dodatku w malym miescie. Takich dziewczyn to byla nawet wiekszosc.
                                                    I po co az tyle dowodow na pelne zaufanie i milosc? Bez tego mozna zyc, ale nie mozna zyc jezeli seks z jedna tylko kobieta nie daje satysfakcji, Tobie moim zdaniem nie daje a Ty te satysfakcje chcesz miec. Dlatego nie da Ci sie pomoc ;)) Bo wszystko inne mozna przeskoczyc, mozna zmienic nastawinie, tak jak oczekujesz tego od napotykanych kobiet.

                                                  • urquhart zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 12:34
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No bo wykladnia jest taka i kulurowy przekaz, ze milosc oznacza wylacznosc seks
                                                    > ualna. Do tego milosci towarzyszy zazdrosc. Ale jezeli ktos potrafi byc ponadto
                                                    > , to przeskoczyc, to jak najbardzije moze sypiac z innym, jednoczesnie kochajac
                                                    > i sypiaja z ta wybrana swoja/wybranym swoim.

                                                    Nie miłość tylko zakochanie wymaga wyłaczności , i tu już kiedyś też gadaliśmy o przykładach że u zakochanych wrażliwość na poniecanie sie innymi atrakcyjnymi osobnikami spada co widać wyraźnie na obrazowaniu mózgu. I jest to warunkowanie produkcją konkretnych neuroprzekaźników nie kulturowo.
                                                    Z identycznego powodu ten sam mechanizm powoduje że po urodzeniu dziecka kobieca uczucie zakochania w dziecku i wyłączności powoduje że mąż z kochanka staje się intruzem który przeszkadza w nowej relacji.
                                                    Miłość to bardziej złożona relacja niż zakochanie, gdzie zamiast ślepego spontanicznego uczuć zakochania znaczenie ma wybór i świadoma decyzja.
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 12:48
                                                    "Nie miłość tylko zakochanie wymaga wyłaczności , i tu już kiedyś też gadaliśmy o przykładach że u zakochanych wrażliwość na poniecanie sie innymi atrakcyjnymi osobnikami spada co widać wyraźnie na obrazowaniu mózgu.
                                                    W to wcale nie watpie, wiec trudno nie trafic na niechec jezeli zakochanemu/zakochanej mowi sie o bzykaniu sie na swingu ;)
                                                    "Z identycznego powodu ten sam mechanizm powoduje że po urodzeniu dziecka kobieca uczucie zakochania w dziecku i wyłączności powoduje że mąż z kochanka staje się intruzem który przeszkadza w nowej relacji."

                                                    To jest zupelnie inna relacja.

                                                    "Miłość to bardziej złożona relacja niż zakochanie, gdzie zamiast ślepego spontanicznego uczuć zakochania znaczenie ma wybór i świadoma decyzja."

                                                    No dokladnie. Co nie zmienia faktu, ze slubuje sie: milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska. I wiekszosc ja sobie obiecuje, jej oczekuje i dla wiekszosci wlasnie to oznacza staly zwiazek, wylacznosc seksualna.
                                                  • urquhart Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 12:59
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No dokladnie. Co nie zmienia faktu, ze slubuje sie: milosc, wiernosc i uczciwos
                                                    > c malzenska. I wiekszosc ja sobie obiecuje, jej oczekuje i dla wiekszosci wlasn
                                                    > ie to oznacza staly zwiazek, wylacznosc seksualna.

                                                    He, he , wpadłaś jak śliwka w kompot. Cywilna przysięga idzie całkiem inaczej :)
                                                    (...) przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
                                                    A badania satysfakcji w wieloletnich związkach są takie że zapewniają wtedy więcej satysfakcji :)

                                                    "In conclusion, the findings of this study are consistent with those of previous research on swinging that suggest that swingers have high marital and sexual satisfaction. Although there is still a strong societal disapproval of swinging and a belief that swingers have unsatisfactory marriages and are unhappy with their primary relationships, there is no evidence to support such a claim"
                                                    www.psychologytoday.com/files/attachments/134956/the-swinging-paradigm.pdf
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 13:10
                                                    A Ty cywilnie slubowales? Dla mnie i tak najbardziej sie liczy co ludzie sobie obiecuja i jak sie umawiaja.
                                                    Nie watpie, ze swingujacy sa zadowoleni i szczesliwi, ja do nich nic nie mam. Ale sama za duzo mysle, co bedzie gdy... wiec nie dla psa kielbasa, sie nie nadaje. No chyba wlasnie, ze by mnie wziela instyktowna zadza, ale Morrison mowi, ze to sie nie liczy, bo ja am chciec swingowac a nie czekac i mowic "gdyby sie zdarzylo" :) No nie nadaje sie po prostu chyba. Zresza kto by sie w moim wieku nad swingiem zastanawial i w dodatku go planowal(chociaz czas mam), ja juz o wnukach mysle ;)
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 13:47
                                                    ag73 napisała:

                                                    > Nie watpie, ze swingujacy sa zadowoleni i szczesliwi, ja do nich nic nie mam. A
                                                    > le sama za duzo mysle, co bedzie gdy... wiec nie dla psa kielbasa, sie nie nada
                                                    > je. No chyba wlasnie, ze by mnie wziela instyktowna zadza, ale Morrison mowi, z
                                                    > e to sie nie liczy, bo ja am chciec swingowac a nie czekac i mowic "gdyby sie z
                                                    > darzylo" :) No nie nadaje sie po prostu chyba.

                                                    Morrison ulegl naiwnej wizji, ze erotyka w zwiazku jest constans i zada podpisania cyrografu na praktyki, ktore jemu wydaja sie atrakcyjne w tej wlasnie chwili. Nie wzial jednak pod uwage faktu, ze seksualnosc ludzka raczej ma tendencje do ewolucji i nigdy nie stoi w miejscu. Nie da sie wiec zabezpieczyc przed zmiana poczatkowych zalozen, podobnie nie da sie zabezpieczyc przed odmowa czy tez przed wycofaniem seksualnego zaangazowania. On chcalby miec PEWNOSC, ze jego pomysly beda realizowane. Mrzonka. Podobnie naiwne jest gdy ktos wyobraza siebie, ze jego seks w wieku czterdziestu lat bedzie dokladnie taki jak przed laty dwudziestoma. Znaczy to mniej wiecej tyle, ze dwadziescia lat przespal.
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 14:47
                                                    "Morrison ulegl naiwnej wizji, ze erotyka w zwiazku jest constans i zada podpisania cyrografu na praktyki, ktore jemu wydaja sie atrakcyjne w tej wlasnie chwili. Nie wzial jednak pod uwage faktu, ze seksualnosc ludzka raczej ma tendencje do ewolucji i nigdy nie stoi w miejscu. Nie da sie wiec zabezpieczyc przed zmiana poczatkowych zalozen, podobnie nie da sie zabezpieczyc przed odmowa czy tez przed wycofaniem seksualnego zaangazowania. On chcalby miec PEWNOSC, ze jego pomysly beda realizowane. Mrzonka."

                                                    Jasne, ladnie jak wszystko przebiega po naszej mysli, ale wiadomo, ze pewnosci nie ma. Niemniej jednak on sam chce byc uczciwy wobec siebie i drugiej osoby i mowi o swoich poligamicznych zachowaniach, szuka akceptacji swojej osoby i mysli, ze podobne poglady i nastawienie w rzeczach istotnych sa podstwa i daja najwieksza szanse na udany zwiazek. Rozumuje zupelnie dobrz, moim zdaniem. No bo od czegos trzeba wyjsc i sie czyms kierowac.
                                                  • urquhart Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 15:02
                                                    kag73 napisała:
                                                    > "Morrison ulegl naiwnej wizji, ze erotyka w zwiazku jest constans i zada podpis
                                                    > ania cyrografu na praktyki, ktore jemu wydaja sie atrakcyjne w tej wlasnie chwi

                                                    Ale w ogóle jakim cyrografem zobowiązań jest zwiazek małżeński w ujęciu historycznym i jakim zakresie jest anachroniczny i na ile historycznie się zmienia i nie jest constans?
                                                    - kiedyś nie było alimentacji dzieci pozamałżeńskich żadnej, tylko były przytułki, związek jest przyjęciem na siebie zobowiązań na zapewnienie zasobów kobiecie i potomstwu jakie urodzi małżonka, wierność była chroniona z tego powodu prawnie - dziś już anachroniczne.
                                                    - kiedyś zakładało obowiązek współżycia, dziś już nie , jest prawo odmowy - anachroniczne
                                                    - ludzie żyli krótko i przysięga po grób była znacznie bardziej relana bo połowa kobiet nie przeżywała któregoś z porodów, jak i przeważnie mężczyźni ginęli i obronie dobytku i rodziny, choroby zaberały sporą cześc populacji - anachroniczne.
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 15:27
                                                    "- ludzie żyli krótko i przysięga po grób była znacznie bardziej relana bo połowa kobiet nie przeżywała któregoś z porodów, jak i przeważnie mężczyźni ginęli i obronie dobytku i rodziny, choroby zaberały sporą cześc populacji - anachroniczne. "

                                                    Tak, ale wczesniej zaczynali, czyli ten poslubiony byl moze czesto pierwszy, ale czy ostatni. Natomiast teraz wyglada to inaczej, wieksza wolnosc seksulana, malzenstwa zawierane pozniej, a zatem ten slubny moze i bywa ostatni ale niekoniecznie pierwszy. Troche sie poodwracalo.
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 15:40

                                                    Urquhart napisał
                                                    >Ale w ogóle jakim cyrografem zobowiązań jest zwiazek małżeński w ujęciu historycznym i jakim zakresie jest anachroniczny i na ile historycznie się zmienia i nie jest constans?
                                                    - kiedyś nie było alimentacji dzieci pozamałżeńskich żadnej, tylko były przytułki, związek jest przyjęciem na siebie zobowiązań na zapewnienie zasobów kobiecie i potomstwu jakie urodzi małżonka, wierność była chroniona z tego powodu prawnie - dziś już anachroniczne.
                                                    - kiedyś zakładało obowiązek współżycia, dziś już nie , jest prawo odmowy - anachroniczne
                                                    - ludzie żyli krótko i przysięga po grób była znacznie bardziej relana bo połowa kobiet nie przeżywała któregoś z porodów, jak i przeważnie mężczyźni ginęli i obronie dobytku i rodziny, choroby zaberały sporą cześc populacji - anachroniczne. <

                                                    Wiesz co Urqu, ja mam akurat w dupie jakiś cyrograf zobowiązań i to z obu stron. Skoro powołałam swoje dzieci na świat, kocham je, pragnę, by w życiu im się powiodło, by były szczęśliwe, w przeciwieństwie do mnie, bo mój los jest już z góry określony,to będę im wkładać do głowy, żeby w w miarę możliwości dobrze wybrały, bez napinki, bez oczekiwań ze strony dalszej rodziny, czy wręcz obcych, niech idą za głosem swojego serca, jeśli nawet okaże się, że tego typu wybór był zły, czy chybiony.Niech biorą swój los w swoje ręce i żyją pełnią życia,ale ja,pomimo nawet tego, że dzieci, które powołałam na swiat, nie są w pełni odzwierciedleniem moich pragnień i oczekiwań, to jednak zawsze będą na pierwszym miejscu, no zawsze. Tak bardzo czekam, by już były ze mną, bo nie widziałam ich ponad tydzień, tej tęsknoty, tej świadomości, że one są, mimo, że ich nie widzę, nie da się tak łatwo wyprzeć ze świadomości, mimo tego, że dzieci, tak na co dzień, nie dadzą się umieścić w centrum mojego wszechświata, ale jednak, jeśli już są, to ogląd innych rzeczy zmienia się od razu.
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 15:47
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > . Skoro powołałam swoje dzieci na świat, kocham je, pragnę, by w życiu im się p
                                                    > owiodło, by były szczęśliwe (...)to będę im wkładać do głowy, żeby w w miarę możliwości dobrze wyb
                                                    > rały

                                                    To dokladnie tak samo jakbys sama jarala szlugi i opowadala im o szkodliwosci palenia.
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 16:08
                                                    mabelle 2000 napisała
                                                    >To dokladnie tak samo jakbys sama jarala szlugi i opowadala im o szkodliwosci palenia.<

                                                    Aktualnie nie jaram, bo nie mam przyjemności.;)
                                                    A jeśli chodzi o stosunek do dzieci i wkładanie im mądrości to wszystko przyjmę na klatę. I zaakceptuję. W imię miłości do moich dzieci, bo one zawsze będą i pozostaną moje.No zawsze. Nie będę ingerować w ich wybory, nie będę napierać,że powinny inaczej zadecydować, czy wybrać,bo w końcu to nie moje życie, ale ich,nawet jeśli ich wybory nie będą w stanie wpisać mi się w mój system wartości, to zawsze pozostawię im wolną rękę i możliwość decyzji. Bo przecież każdy jest kowalem swojego losu, lepszego, gorszego, ale jednak swojego losu.
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 16:17
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A jeśli chodzi o stosunek do dzieci i wkładanie im mądrości to wszystko przyjmę
                                                    > na klatę. I zaakceptuję.

                                                    Widze tu pewna nielogicznosc, bo po co *wkladac do glowy*, skoro i tak " przyjmiesz na klate i zaakceptujesz". Nie zrozum mnie zle Ninek, ja sie nie czepiam, ale naprawde niewiele jest warte gadanie po proznicy, jesli samemu robi sie dokladnie odwrotnie. To lepiej juz nic nie mowic.
                                                    Poza tym nie bardzo wierze, ze zaakceptujesz np. lamanie prawa, czy popadanie w niebezpieczne nalogi, bo co do ich wyborow zyciowych/wyborow partnera, to akurat niewiele masz do powiedzenia. Jak kazdy rodzic zreszta.
                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 16:30
                                                    Rozpatrujac wylacznie "dobro dzieci" sa argumenty zarowno za jak i przeciw pozostaniu w nieudanym ukladzie. Kazdy rozsadzi sam, co dla kogo lepsze.
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 16:44
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Rozpatrujac wylacznie "dobro dzieci" sa argumenty zarowno za jak i przeciw pozo
                                                    > staniu w nieudanym ukladzie. Kazdy rozsadzi sam, co dla kogo lepsze.

                                                    Caly bol polega na tym, ze kazdy sadzi co DLA NIEGO jest lepsze, a nie jest lepsze dla dzieci. Chociaz dziecmi i owszem chetnie sie zaslania. Wiem, bo sama to przerabialam.
                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 16:52
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Caly bol polega na tym, ze kazdy sadzi co DLA NIEGO jest lepsze, a nie jest lep
                                                    > sze dla dzieci. Chociaz dziecmi i owszem chetnie sie zaslania. Wiem, bo sama to
                                                    > przerabialam.

                                                    W obliczu konkurencyjnych argumentow za i przeciw wybiera sie wariant korzystniejszy dla nas samych i racjonalizuje sobie, ze tak bylo lepiej :)
                                                  • zawle Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 20:52
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Rozpatrujac wylacznie "dobro dzieci" sa argumenty zarowno za jak i przeciw pozo
                                                    > staniu w nieudanym ukladzie. Kazdy rozsadzi sam, co dla kogo lepsze.

                                                    Pewnie....dlatego lepiej się nie wymądrzać;)
                                                    www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 17:23
                                                    Mabelle, zaakceptuję naprawdę wszystko, co będzie wyborem moich dzieci, mimo rozmów, sugerowania, czy nakierorywania ich na to,co według mnie wydaje się najlepszą opcją. Właśnie, bo to, że według mnie takie wybory wydają się być najlepsze nie oznacza, że dzieci sądzą tak samo- one mogą mieć zupełnie, ale to zupełnie inne zdanie i osąd i ja nie będę im w tym przeszkadzać,ja będę starała się te wybory zaakceptować i wspierać je w miarę możliwości, bo sama nigdy wsparcia nie otrzymałam, od nikogo, więc wiem jakie to ważne.
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 17:38
                                                    A na czym mialaby polegac ta akceptacja lub nieakceptacja ? Serio pytam. Dorosle dzieci sa ... dorosle, wiec robia to co uwazaja za stosowne, nie pytajac o zdanie matki czy ojca. Zauwaz, ze ja nie odnosze sie do Twojego zyczenia czy chcenia, tylko to realnej sytuacji, kiedy mlody czlowiek opuszczajac dom rodziny ma w glowie pewne wyobrazenie na temat tego jak wyglada zwiazek dwojga ludzi. I uwierz mi, ze jego oglad na sprawe wynika glownie z obserwacji. Przede wszystkim wlasnych rodzicow.
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 19:17
                                                    >A na czym mialaby polegac ta akceptacja lub nieakceptacja ? Serio pytam. Dorosle dzieci sa ... dorosle, wiec robia to co uwazaja za stosowne, nie pytajac o zdanie matki czy ojca. Zauwaz, ze ja nie odnosze sie do Twojego zyczenia czy chcenia, tylko to realnej sytuacji, kiedy mlody czlowiek opuszczajac dom rodziny ma w glowie pewne wyobrazenie na temat tego jak wyglada zwiazek dwojga ludzi. I uwierz mi, ze jego oglad na sprawe wynika glownie z obserwacji. Przede wszystkim wlasnych rodzicow.<

                                                    A chociażby na tym, że jeśli moje dzieci będą chciały zaangażować się w relację homoseksualną ( choć na to się nie zanosi), albo w taką konwencjonalną, z mężem, trójką dzieci, własnym domkiem i ogrodem, o jakiej marzy moja córka, to będę je wspierać, bez oceniania i krytyki. A jeśli im się nie uda, to też nic złego się nie stanie, życie naprawdę potrafi zaskoczyć z różnych stron.
                                                  • zawle Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 20:54
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > A chociażby na tym, że jeśli moje dzieci będą chciały zaangażować się w relację
                                                    > homoseksualną ( choć na to się nie zanosi), albo w taką konwencjonalną, z męże
                                                    > m, trójką dzieci, własnym domkiem i ogrodem, o jakiej marzy moja córka, to będę
                                                    > je wspierać, bez oceniania i krytyki. A jeśli im się nie uda, to też nic złego
                                                    > się nie stanie, życie naprawdę potrafi zaskoczyć z różnych stron.

                                                    Boże..jaka szlachetność;) A jeśli któreś z Twoich dzieci właduje się w związek taki jak Twój?
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 21:05
                                                    No to się właduje, a ja to zaakceptuję, bazując na tym, jak życie bywa nie zero jedynkowe, i że dzieci mogą powielać błędy rodziców, tylko czy to rzeczywiście są błędy, czy świadome wybory ;) Ło matko, no nie wiem co tam roi im się w głowach, bo są jeszcze dość małe i pełne wiary, że mogą wszystko, jak my te kilkanaście lat wcześniej. Mam je wyprowadzać z błędu? Już i teraz? No niech się jeszcze połudzą, że świat stoi przed nimi otworem ;)
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 15:13
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Niemniej jednak on sam chce byc uczciwy wobec siebie i drugiej osoby i
                                                    > mowi o swoich poligamicznych zachowaniach, szuka akceptacji swojej osoby i mysl
                                                    > i, ze podobne poglady i nastawienie w rzeczach istotnych sa podstwa i daja najw
                                                    > ieksza szanse na udany zwiazek. Rozumuje zupelnie dobrz, moim zdaniem.

                                                    Nie mnie oceniac czy rozumuje dobrze czy zle, niemniej jednak musi sie liczyc z tym, ze jako jeden z wielu w erotycznym ukladzie ( casus poligamicznej kobiety) bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjnalnego zaangazowania. A on chcialby calosc.
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 15:39
                                                    Nie mnie oceniac czy rozumuje dobrze czy zle, niemniej jednak musi sie liczyc z tym, ze jako jeden z wielu w erotycznym ukladzie ( casus poligamicznej kobiety) bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjnalnego zaangazowania. A on chcialby calosc.

                                                    Bardzo trafna mysl, Morrison patrzy na te kwestie z tylko wlasnej perspektywy, chociaz wiadomo, ze do konca nikt swoich emocji przewidziec nie moze. Dlatego tyle obaw, bo to niebezpieczne gierki sie moga okazac, o tyle niebezpieczne, ze popsuje sie cos "cennego"/szczegolnego co bylo miedzy ta para.
                                                    W dodatku komus moze sie wydawac, ze chce i potrafi a jak spobuje to mu jednak nie zasmakuje. A odwrotu nie ma? Bo partner rozczarowany, ze te drugi obiecal a skoro obiecal to...mozna by powiedziec, "Ok, da sie zyc, nie da sie to sie nie da, mamy co mamy, cieszmy sie i tym". Ale, jak ktos jednak nie potrafi sie pogodzic, bo sie czuje niespelniony, to jest przypadek Morrisona. I teraz nazywac ja egoistka, bo przeciez wiedzila na czym stoi i wie czego on pragnie a tego nie chce dac? Tu sie zaczynaja schody. I ktos zawsze bedzie niespleniony/nieszczesliwy. Mnie sie wydaje, ze w przypadku Morrisona oboje sa niespelnieni. Ona nic za to nie moze, ze jej sie swing nie podoba a on nic nie moze za to, ze bez swingu/poligamii czuje sie niespelniony :(
                                                  • urquhart Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 15:49
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Nie mnie oceniac czy rozumuje dobrze czy zle, niemniej jednak musi sie liczyc z
                                                    > tym, ze jako jeden z wielu w erotycznym ukladzie ( casus poligamicznej kobiety
                                                    > ) bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjnalnego zaangazowania.
                                                    > A on chcialby calosc.

                                                    He, he, fail Mabelle, "bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjnalnego zaangażowania" jak zgodzi się na wspólne dziecko, ale nie na swing, bo ten zakłada że dzieli sie namiętność i pożądanie jedynie, a uczuciowe zaangazowanie i intymność zostawia tylko dla dwojga. Mylisz z poliamoryzmem .
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 16:30
                                                    urquhart nspusalhe>
                                                    >, he, fail Mabelle, "bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjnalnego zaangażowania" jak zgodzi się na wspólne dziecko, ale nie na swing, bo ten zakłada że dzieli sie namiętność i pożądanie jedynie, a uczuciowe zaangazowanie i intymność zostawia tylko dla dwojga. Mylisz z poliamoryzmem .

                                                    Ale Urqu, musisz wziąć pod uwagę, że dziecko to czasem nie jest wynikiem pozwolenia jednej ze stron, tylko obopólną decyzją i pragnieniem. W dodatku swing dotyczy jakiego procenta par?No nie udawaj, że nie wiesz, więc nie sposób zauważyć, że tego typu zachowania są niszowe raczej, niż powszechne, stąd wszelkiego typu pretensje są nieuzasadnione, po prostu.
                                                    --
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 16:41
                                                    > He, he, fail Mabelle, "bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjna
                                                    > lnego zaangażowania" jak zgodzi się na wspólne dziecko, ale nie na swing, bo te
                                                    > n zakłada że dzieli sie namiętność i pożądanie jedynie, a uczuciowe zaangazowan
                                                    > ie i intymność zostawia tylko dla dwojga. Mylisz z poliamoryzmem .

                                                    Moze i myle :-) Ale powiedz tak szczerze, wiele znasz kobiet, ktore calkowicie zaangazuja sie z nim emocjonalnie i zapewnia mu uczuciowa wylacznosc, a w pakiecie zaoferuja jeszcze chec swingu ? No ja jestem realistka jednak.
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 19:44
                                                    "He, he, fail Mabelle, "bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjnalnego zaangażowania" jak zgodzi się na wspólne dziecko, ale nie na swing, bo ten zakłada że dzieli sie namiętność i pożądanie jedynie, a uczuciowe zaangazowanie i intymność zostawia tylko dla dwojga. Mylisz z poliamoryzmem .

                                                    Nie kazda kobieta majac dziecko odseperowuje sie od partnera. Ja mam tak wielkie serce (jak ta goralka z piosenki), ze angazu i emocji wystarcza dla dwoch. Malo tego, ojciec tez dzieli emocje: czesc dla mnie, czesc dla dzieciaka. Bo my rodzice, dorosli w tym ukladzie, jestesmy partnerami, to nie tak, ze ktos zaniedbuje drugie dziecko. Poza tym to zupelnie inny rodzaj relacji jest dziecko rodzic niz dwoje hetero ludzi w zwiazku. Czy chcesz mi teraz wmawiac, ze zaden ojciec nie kocha swoich dzieci i nie ma tu zadnego uczuciowego zaanazowania? No zlituj sie, chlopie.

                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 20:21
                                                    urquhart napisał:
                                                    > He, he, fail Mabelle, "bedzie otrzymywal zaledwie czesc jej uczuciowego/emocjna
                                                    > lnego zaangażowania" jak zgodzi się na wspólne dziecko, ale nie na swing, bo te
                                                    > n zakłada że dzieli sie namiętność i pożądanie jedynie, a uczuciowe zaangazowan
                                                    > ie i intymność zostawia tylko dla dwojga. Mylisz z poliamoryzmem .

                                                    Nowa definicja cuckolda:
                                                    Facet, ktory obserwujac jak kochanek rucha jego zone w odbyt splywajac siodmym potem, prycha w jego strone z wyzszoscia.
                                                    "Mozesz sobie ruchac a ja nie, lecz to ja mowie na nia "zono", place za jej wydatki, dziele sie z nia pensja i omawiam przyszlosc naszych wspolnych dzieci! Ha!" :)
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 20:48
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Nowa definicja cuckolda:
                                                    Facet, ktory obserwujac jak kochanek rucha jego zone w odbyt splywajac siodmym potem, prycha w jego strone z wyzszoscia.
                                                    "Mozesz sobie ruchac a ja nie, lecz to ja mowie na nia "zono", place za jej wydatki, dziele sie z nia pensja i omawiam przyszlosc naszych wspolnych dzieci! Ha!" :)<

                                                    Dla mnie taki facet byłby zerem, w tym sensie seksualnym. No kurwa mać, widzi i patrzy, jak inny gość stuka i obraca jego żonę na wszystkie strony, ona się wije z nieudawanej rozkoszy, a on, jak gdyby nic, z niewzruszoną,obojętną miną i z nie wzwiedzionym kutasem siedzi na tym krzesełku i tylko patrzy, przygląda się, bez najmniejszego grymasu i oznak podniecenia, no to wiadomo, że coś z nim nie tegos, jakby się rzucił w trakcie i wziął do prawdziwego ruchania to byłabym w stanie zrozumieć, ale że siedzi, patrzy i duma, to niestety, to nie facet tylko jakaś atrapa nieużyteczna chyba. Ja bym mu nie dała już, w każdym bądź razie, no nie.., ;)
                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 08:20
                                                    ninek04 napisała:

                                                    >ale że siedzi, patrzy i duma, to niestety, to nie facet ty
                                                    > lko jakaś atrapa nieużyteczna chyba. Ja bym mu nie dała już, w każdym bądź razi
                                                    > e, no nie.., ;)

                                                    A gdyby nie siedzial, tylko - z jak najbardziej wzwiedzionym kutasem - ruchal inna kobiete, przypatrujac sie jej cialu, sapiac z podniecenia i nie zwracajac na Ciebie najmniejszej uwagi? :)
                                                  • zawle Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 08:37
                                                    Zaraz, zaraz...umowa jest przecież że ma zwracać;) A może nie? No właśnie...kim jest w tym układzie stały partner?
                                                  • urquhart Cuckold a trzepanie pod porno 27.05.16, 08:42
                                                    > A gdyby nie siedzial, tylko - z jak najbardziej wzwiedzionym kutasem - ruchal i
                                                    > nna kobiete, przypatrujac sie jej cialu, sapiac z podniecenia i nie zwracajac n
                                                    > a Ciebie najmniejszej uwagi? :)

                                                    Sabat ten temat Cię ambiwalentnie męczy.
                                                    Spotkałem całkiem atrakcyjne małżeństwo cuckold i to wyczuwam polega na czym innym niż emocjonalne sadomacho i jest typowe dla tego forum, wynikające z wychowania przez dominujące kobiety.
                                                    Facet nie żadna pizda, ale ma schematy, zakodowane nawyki masturbacyjne wzrokowe i jednocześnie zablokowane społecznie podejmowanie aktywności seksualnej wobec realnej kobiety tzw grzecznego chłopca który blokuje seksualność. A żona normalnie to hotwife z potrzebami.
                                                    Forum jest pełne historii babek gdzie facet woli trzepać patrząc na porno, nie licząc się z potrzebami żony, tu przynajmniej jara go porno z żona na żywo do którego woli zdystansowany od własnej aktywności trzepać i jest jakiś kompromis.

                                                    Pewne w pierwszym etapie relacji taki facet pozornie lepiej rokuje, jako temperamentny, ale potrafiący się lepiej kontrolować seksualnie w odróżnieniu od reszty. :)
                                                  • zawle Re: Cuckold a trzepanie pod porno 27.05.16, 09:06
                                                    Normalnie katolickie nadstawianie drugiego policzka;)
                                                  • sabat3 Re: Cuckold a trzepanie pod porno 27.05.16, 09:06
                                                    Urquhart, w tym temacie nie ma dla mnie zadnej ambiwalencji. To jest skrajnie paskudne ze strony kija jaka jest cuckold. Nie trzeba geniuszu Einsteina, zeby odczytac jakie de facto mechanizmy emocjonalne za tym stoja. Dodatkowe praktyki, jak "posprzatanie" po wytrysku kochanka jezykiem wskazuja wyraznie, ze chodzi o upokorzenie. W duzym uproszczeniu - wykazanie niemocy, biernosci, niesprawnosci cuckolda, pograzenie go na dnie. Ta druga strona meskiej relacji juz jest bardziej interesujaca, jak mam byc szczery.
                                                  • kag73 Re: Cuckold a trzepanie pod porno 27.05.16, 10:05
                                                    Na moje to ten facet czerpie satysfakcje seksualna z bycia dominowanym przez kobiete, bo to rodzaj dominacji. W tej relacji on jest devot/ulegly, "sluzy2 swojej pani, taka ma seksualnosc, to go podnieca. Potrzebuje do tego dominujacej partnerki, ktora z kolei podnieca taka rola faceta i moze wyjsc z tego bardzo intensywny zwiazek. Tylko musi sie znalezc dwoch, ktorym taki uklad pasuje.
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 16:25

                                                    sabat 3 napisał
                                                    >A gdyby nie siedzial, tylko - z jak najbardziej wzwiedzionym kutasem - ruchal inna kobiete, przypatrujac sie jej cialu, sapiac z podniecenia i nie zwracajac na Ciebie najmniejszej uwagi? :)<

                                                    No to według tego opisu wracamy znowu do swingu chyba, a tu wiadomo o co chodzi, zaangażowane są obie strony ;) Natomiast w cuckoldingu przeszkadzałaby mi właśnie kompletna bierność faceta, brak wyrażania jakichkolwiek emocji, tylko to grzeczne siedzenie na swoim miejscu,w ubraniu, spoglądanie łagodnym wzrokiem, nie wyrażającym grama podniecenia na żonę pieprzoną przez innego.A jakby tak w trakcie widowiska poderwał się z tego krzesła, odsunął tamtego i sam zabrał się do akcji, to co innego. No niby wiadomo że nie całkiem na tym ten cucolding polega, ale właśnie dlatego zupełnie by mnie nie kręcił ten typ relacji, podobnie jak porno tego typu -trudno nie współczuć, czy nie żałować tego biernego, spokojnego bidula przycupniętego gdzieś z boku i tylko obserwującego. No i jeszcze te rozkazy na koniec, upokarzające do cna.Własciwie to ciężko wyobrazić sobie, że ta hot wife w domowych pieleszach czuje jeszcze jakąkolwiek chęć i potrzebę ruchania się z mężem, czy on ją dalej jest w stanie podniecać -a nie pogardę, czy politowanie.
                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 16:32
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Własciwie to ciężko wyobrazić sobie, że
                                                    > ta hot wife w domowych pieleszach czuje jeszcze jakąkolwiek chęć i potrzebę ru
                                                    > chania się z mężem, czy on ją dalej jest w stanie podniecać -a nie pogardę, cz
                                                    > y politowanie.

                                                    Z tego co wyczytalem na forach tematycznych, to bardzo czesto wlasnie zony przestaja sie bzykac z "rogaczami". Ewentualnie pozwalaja sie wylizac nie dopuszczajac do penetracji.
                                                  • wont2 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 16:44
                                                    ninek04 napisała:

                                                    trudno nie współczuć, czy nie żałować tego biernego, spokoj
                                                    > nego bidula przycupniętego gdzieś z boku i tylko obserwującego.
                                                    -------
                                                    A jakby mąż, z okazji urodzin żony, zorganizował mandingo party? :)

                                                    www.pornhub.com/view_video.php?viewkey=1606324815
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 17:04
                                                    ------
                                                    wont 2 napisał
                                                    >A jakby mąż, z okazji urodzin żony, zorganizował mandingo party? :)

                                                    www.pornhub.com/view_video.php?viewkey=1606324815<

                                                    Aaa,to co innego ;) A ten tutaj przynajmniej nie siedział, tylko ruszał się, uslużnie podsuwal napój, no i przede wszystkim śmiał się, wyraźnie ukontentowany z zaistniałej sytuacji. Przynajmniej jakieś emocje wyrażał, a nie straszył smutaśnym wyrazem twarzy ;)
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 17:16
                                                    A w ogóle to można sobie ćwierkać i nawijać, jakie to miałoby się fantazje,no łoo,czego to by się nie chciało spróbować i na co byłoby się gotowym, a tu rzeczywistość skrzeczy i piszczy, bo nawet zwykłego ( a jednak niezwykłego) ;)seksu ma się zdecydowanie, zdecydowanie mniej, niżby się chciało, więc o czym tu mowa ;))
                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 17:17
                                                    wont2 napisał:
                                                    > A jakby mąż, z okazji urodzin żony, zorganizował mandingo party? :)
                                                    >
                                                    > www.pornhub.com/view_video.php?viewkey=1606324815

                                                    A jak by tak kiedys jakas zona ruszyla dupe i cos takiego mezowi zorganizowala. Kurde, a podobno mezczyzni to egoisci. Dysproporcja miedzy cuckold a cuckqueen jest wrecz zatrwazajaca ;)
                                                  • zawle Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 20:09
                                                    Najlepiej codziennie..aż mu kurwa przestanie stawać. I wtedy można będzie pogadać jak z człowiekiem:))
                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 20:28
                                                    zawle napisała:

                                                    > Najlepiej codziennie..aż mu kurwa przestanie stawać. I wtedy można będzie pogad
                                                    > ać jak z człowiekiem:))

                                                    Dopiero by zaczął stawać ;)
                                                    Organizm w takich sytuacjach przestraja się na wyższe rejestry potencji :)
                                                    Odwrotnie też działa, można dostać syndromu wdowca.
                                                  • zawle Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 20:10
                                                    A swoją drogą..jak byś się czuł sabat jakby ci żona na urodziny kurwę zasponsorowała?
                                                  • sabat3 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 20:34
                                                    zawle napisała:

                                                    > A swoją drogą..jak byś się czuł sabat jakby ci żona na urodziny kurwę zasponsor
                                                    > owała?

                                                    A czy ci sympatyczni czarnoskórzy bracia są kurwami?
                                                  • zawle Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 20:35
                                                    Nie, to uchodźcy:))
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 20:47
                                                    >Nie, to uchodźcy:))<

                                                    Raczej bardzo chętni "wchodźcy" ;)
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 20:52
                                                    "Raczej bardzo chętni "wchodźcy" ;)"

                                                    A dziwisz sie, jak daja, to sie bierze ;)
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 21:11
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >A jak by tak kiedys jakas zona ruszyla dupe i cos takiego mezowi zorganizowala. Kurde, a podobno mezczyzni to egoisci. Dysproporcja miedzy cuckold a cuckqueen jest wrecz zatrwazajaca ;)<

                                                    Bo kobiety to są dopiero zazdrosne! ;) Mnie by chyba szlag jasnisty trafił, gdybym musiała tylko patrzeć, a nie uczestniczyć, nie ma opcji ;)
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 27.05.16, 21:12
                                                    No niby wiadomo że nie całkiem na tym ten cucolding polega, ale właśnie dlatego zupełnie by mnie nie kręcił ten typ relacji, podobnie jak porno tego typu -trudno nie współczuć, czy nie żałować tego biernego, spokojnego bidula przycupniętego gdzieś z boku i tylko obserwującego.

                                                    Ano, bo Ty masz inna seksualnosc, wiec trudno Tobie to sobie wyobrazic. Ty chcesz mu wspolczuc a on czerpie wlsnie z tego przyjemnosc i satysfakcje, bo takie ma preferencje.
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 13:16
                                                    >No dokladnie. Co nie zmienia faktu, ze slubuje sie: milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska. I wiekszosc ja sobie obiecuje, jej oczekuje i dla wiekszosci wlasnie to oznacza staly zwiazek, wylacznosc seksualna. <


                                                    Oj weź, większość klepie te słowa bez zastanowienia, chcąc dopełnić pewnej konwencji, czy oczekiwań ze strony rodziny, znajomych itp,albo sprostania zwykłemu pragmatyzmowi w sensie ułatwienia procedur urzędowych, bo życie wkrótce weryfikuje prawdziwość i szczerość takich przysiąg, zwłaszcza tych aż po grób ;)
                                                  • mabelle2000 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 13:33
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Oj weź, większość klepie te słowa bez zastanowienia, chcąc dopełnić pewnej konw
                                                    > encji, czy oczekiwań ze strony rodziny, znajomych itp,albo sprostania zwykłemu
                                                    > pragmatyzmowi w sensie ułatwienia procedur urzędowych, bo życie wkrótce weryfik
                                                    > uje prawdziwość i szczerość takich przysiąg, zwłaszcza tych aż po grób ;)

                                                    Jest dokladnie odwrotnie. Mysle, ze wiekszosc wierzy w slowa wypowiadane w chwili slubu. Inna sprawa, ze nikt nie ma swiadomosci z czym przyjdzie mu sie mierzyc i jak trudno jest to uczucie podtrzymywac przez lata.
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 14:04
                                                    mabelle napisała
                                                    >Jest dokladnie odwrotnie. Mysle, ze wiekszosc wierzy w slowa wypowiadane w chwili slubu. Inna sprawa, ze nikt nie ma swiadomosci z czym przyjdzie mu sie mierzyc i jak trudno jest to uczucie podtrzymywac przez lata.<

                                                    Większość pewnie tak. Ja oceniam to ze swojej strony - ślub nie był mi do niczego potrzebny, właściwie uległam życzeniu męża, który mnie nagabywał, żeby w końcu związek usankcjonować oficjalnie ; dzieci już były na świecie i ten papier nie był dla mnie ważny, no ale w końcu uległam, w imię czego? No chyba świętego spokoju, niczego więcej ;)
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 14:29
                                                    "Większość pewnie tak. Ja oceniam to ze swojej strony - ślub nie był mi do niczego potrzebny, właściwie uległam życzeniu męża, który mnie nagabywał, żeby w końcu związek usankcjonować oficjalnie ; dzieci już były na świecie i ten papier nie był dla mnie ważny, no ale w końcu uległam, w imię czego? No chyba świętego spokoju, niczego więcej ;)"

                                                    Ale gdybys nie wziela slubu a jednak zdecydowala sie zyc z mezem to nie oznaczalo by dla niego/dla Ciebie, ze to deklaracja i zobowiazanie? Bo dla mnie, slub czy nie, najwazniejsze jest to co dwoje kochajacych sie ludzi sobie obiecuje, jaka ma wizje zwiazku, rowniez w kwestiach seksualnych.
                                                  • ninek04 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 14:55
                                                    kag 73 napisała
                                                    >Ale gdybys nie wziela slubu a jednak zdecydowala sie zyc z mezem to nie oznaczalo by dla niego/dla Ciebie, ze to deklaracja i zobowiazanie? Bo dla mnie, slub czy nie, najwazniejsze jest to co dwoje kochajacych sie ludzi sobie obiecuje, jaka ma wizje zwiazku, rowniez w kwestiach seksualnych.<

                                                    Tak, bez zobowiązań oficjalnych ważność relacji byłaby dla mnie równie ważna i zobowiązująca, by wspólnie okazywać sobie miłość, przyjaźń,intymność, bliskość i chęć trwania w tym związku.Niestety, w moim przypadku nic się nie sprawdziło, bo człowiek, z którym się związałam, okazał się być największą pomyłką mojego życia, a ja jego pewnie też; czasami tak bywa, że sposób oglądu i oceny pewnych spraw pojawia się o wiele za późno, gdy już wszystko praktycznie jest postanowione.
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 14:18
                                                    "Jest dokladnie odwrotnie. Mysle, ze wiekszosc wierzy w slowa wypowiadane w chwili slubu. Inna sprawa, ze nikt nie ma swiadomosci z czym przyjdzie mu sie mierzyc i jak trudno jest to uczucie podtrzymywac przez lata."

                                                    Zalozenie jest takie, ze sie uda/ma sie udac, inaczej nie bralo by sie slubu. Tak mysle.
                                                  • kag73 Re: zakochanie wymaga wyłaczności 26.05.16, 14:08
                                                    Zapewne wiekszosc klepie wiec dla mnie najwazniejsze jest co my sobie samym i innym obiecujemy i jak sie umawiamy. A co zycie przyniesie to bedziemy patrzec dalej ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 20:39
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Czasem mnie sabat zaskakujesz pozytywnie swoją inteligencją a czasem załamujesz
                                                    > .
                                                    > Ja nie muszę podzielać pewnych zainteresowań by korzystając z wyobrażni i intel
                                                    > igencji poprzez pewne analogie wczuć się w odczuwanie i potrzeby osób trzecich.
                                                    > Ty czasem sprawiasz wrażenie jakby taka umiejętność była Ci obca.

                                                    Spoko. A Tobie Morrison starczyloby wyobrazni by odpowiedziec na pytanie o ile skurczylaby sie liczba kobiet zainteresowanych seksem dla samego seksu z Toba, gdybys deklarowal, ze to tylko zabawa w swingowanie? ;)
                                                    Po mojemu wekszosc babek chcacych sie z Toba ruchac robi to ze wzgledu na kase i niejasny status zwiazkowy, co otwiera perspektywe matrymonialnego klusownictwa.
                                                    Nie przyszlo Ci do glowy, ze na tym swingowaniu skorzystalaby glownie Twoja wyzwolona zona, a ty stalbys w kacie trzepiac pracie i spiewajac piesn o tym jak wolny i szczesliwy jestes realizujac swoje marzenia? ;)
                                                    Paradoksalnie - wedlug mnie - wrota do ruchania otwarl Ci ten znienawidzony przez Ciebie system monogamiczny i ze niektore kobiety chcialyby Twoich zasobow tylko dla siebie.
                                                    Przy swingu i otwartym ukladzie by tej perspektywy nie bylo - to oczywiste, ze od zony nie odejdziesz kupiony przez seks, bo masz go na legalu poza zwiazkiem, a zona o wszystkim wie.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:18
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > Spoko. A Tobie Morrison starczyloby wyobrazni by odpowiedziec na pytanie o ile skurczylaby sie liczba kobiet zainteresowanych seksem dla samego seksu z Toba, gdybys deklarowal, ze to tylko zabawa w swingowanie? ;)
                                                    > Po mojemu wekszosc babek chcacych sie z Toba ruchac robi to ze wzgledu na kase i niejasny status zwiazkowy, co otwiera perspektywe matrymonialnego klusownictwa.
                                                    --------------------------
                                                    Sabat, oczywiście, że tak jest a status/ kasa. niejasny status są wabikiem, trzeba przyznać skutecznym. Gadka o poszukiwaniu miłości uniwersalnej również.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:30
                                                    Dalej, Morrison, dawaj zdjecie to ocenimy tu po babsku czy to o kase i "niejasny status" chodzi czy o co innego! ;))

                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:36
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Dalej, Morrison, dawaj zdjecie to ocenimy tu po babsku czy to o kase i "niejasny status" chodzi czy o co innego! ;))
                                                    ---------------------------------
                                                    Na zdjęciu nie zobaczysz tej wewnętrznej pewności siebie, jaka dają sukces i kasa.
                                                    >
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:54
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Dalej, Morrison, dawaj zdjecie to ocenimy tu po babsku czy to o kase i "niejas
                                                    > ny status" chodzi czy o co innego! ;))
                                                    -----
                                                    Dawaj, kag, zdjęcie swojego męża, to my sobie ocenimy to tak po męsku ;))
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:00
                                                    "Dawaj, kag, zdjęcie swojego męża, to my sobie ocenimy to tak po męsku ;))"

                                                    Eee tam, wont, to nie to samo, bo morrison puka czesto i gesto rozne a moj od prawie 16 lat te sama, gdzie tu wyczyn? No chyba, ze jakies tam potajemnie jednak stuka, ale ja o tym nie wiem ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:15
                                                    kag 73 napisała
                                                    >Eee tam, wont, to nie to samo, bo morrison puka czesto i gesto rozne a moj od prawie 16 lat te sama, gdzie tu wyczyn? No chyba, ze jakies tam potajemnie jednak stuka, ale ja o tym nie wiem ;)<

                                                    Ee tam, Kag, gdzieżbyś Ty nie wiedziała? ;) To nierealne, że mogłabyś nie wiedzieć ;) Mieści się Ci to w ogóle w głowie, że Ty mogłabyś nie wyczuć,nie zauważyć i nie wiedzieć? ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 23:14
                                                    "Ee tam, Kag, gdzieżbyś Ty nie wiedziała? ;) To nierealne, że mogłabyś nie wiedzieć ;) Mieści się Ci to w ogóle w głowie, że Ty mogłabyś nie wyczuć,nie zauważyć i nie wiedzieć? ;)"

                                                    Idac tym tropem, tak z ciekawosci zapytam, myslisz, ze Twoj maz wie?
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 04:13
                                                    No właśnie dlatego się podśmiewa.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 09:53
                                                    "No właśnie dlatego się podśmiewa."

                                                    Kiedys ogladalam reportaz w telewizji niemieckiej, babka z agencji "skos w bok" czy cos w tym stylu i ona mowila, ze babki i faceci daja sobie rowno po rogach, ale kobiety duzo lepiej potrafia sie kamuflowac. Zachowuja zimna krew, potrafia lepiej klamac, sa lepiej poukladane. Faceci czesciej zapomna czegos schowac, wymazac, klamac dobrze to potrafia raczej tylko przez telefon, albo tez nie klamia zle, ale babka lepiej rozpoznaje klamstwo. I takie tam. To tylko taka ciekawostka,mi sie pryzpomnialo.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 10:01
                                                    To chyba kwestie osobnicze. Zareczam Ci, ze sa mezczyzni bedacy doskonalymi klamcami.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 10:08
                                                    "To chyba kwestie osobnicze. Zareczam Ci, ze sa mezczyzni bedacy doskonalymi klamcami."

                                                    No ja tylko pisze co baba mowila w telewizji z jej obserwacji, o tendencji. Klamcami moga byc dobrymi ale jednak sie zapominac. Jednej mojej znajomej facet mial w kieszeni rachunek ze sklepu za drogie perfumy, ona go znalazla a tu perfum ani widu ani slychu...hmm, co jest?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 10:15
                                                    Paragony to podstawa, latwo to sprawdzic i pokojarzyc. Zakodowany telefon - podobnie. Wlosy na ubraniu. Obcy zapach.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 10:22
                                                    No i tendencyjnie, moim zdaniem, kobiety sa lepszymi obserwatorami, generalnie pisze, bo zdarzaja sie i tacy mezczyzni. Czy mi sie wydaje?
                                                    Ta moja znajoma nic nie sprawdzala, tylko kieszenie spodni chcac je wrzucic do prania no i sprawa sie rypla.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 20:57
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No i tendencyjnie, moim zdaniem, kobiety sa lepszymi obserwatorami, generalnie
                                                    > pisze, bo zdarzaja sie i tacy mezczyzni. Czy mi sie wydaje?
                                                    > Ta moja znajoma nic nie sprawdzala, tylko kieszenie spodni chcac je wrzucic do
                                                    > prania no i sprawa sie rypla.
                                                    Wg mnie, o czym już pisałem, nie da sie na dłuższą metę ukryć stałego, trwającego przez dłuższy czas romansu przed partnerem, który chce ten romans odkryć.
                                                    Pojedynczy skok - tak.
                                                    Ale dłuższy romans?
                                                    Nie chce mi się wierzyć w tę kobiecą przebiegłość w ukrywaniu i spostrzegawczość w demaskowaniu zdrady.
                                                    Sądzę, ze to raczej kwestia chęci.
                                                    Ten, kto chce odkryć i zdemaskować zdradę zdemaskuje ją jeśli będzie chciał niezależnie od płci.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:22
                                                    "Ten, kto chce odkryć i zdemaskować zdradę zdemaskuje ją jeśli będzie chciał niezależnie od płci".

                                                    Szczerze to nie mam pojecia, ale znam ludzi, ktorzy byli bardzo zaskoczeni, wrecz przezyli szok dowiadujac sie o zdradzie, bo troche to trwalo zanim sie dowiedzieli/sie wydalo. Nie mieli podejrzen, dopiero po fakcie zaczeli skadac do kupy jakies fakty, ale wczesniej ich one nie zajmowaly, bo wiadomo, ze zaufanie to podstawa zwiazku, wiec nie sprawdza sie i nie szuka, w normalnych okolicznosciach.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:25
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Szczerze to nie mam pojecia, ale znam ludzi, ktorzy byli bardzo zaskoczeni, wre
                                                    > cz przezyli szok dowiadujac sie o zdradzie, bo troche to trwalo zanim sie dowie
                                                    > dzieli/sie wydalo. Nie mieli podejrzen, dopiero po fakcie zaczeli skadac do kup
                                                    > y jakies fakty, ale wczesniej ich one nie zajmowaly, bo wiadomo, ze zaufanie to
                                                    > podstawa zwiazku, wiec nie sprawdza sie i nie szuka, w normalnych okolicznosci
                                                    > ach.
                                                    Moje nie są normalne :-)
                                                    Poza tym już co najmniej 2 razy zdarzyło się, że kobiety poznane przez internet czyli "od zera" miały wspólną znajomą z moją żoną.
                                                    Zakładanie, ze jedynym akceptowalnym scenariuszem jest, "że się nie wyda" to wg mnie błąd.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:30
                                                    "Zakładanie, ze jedynym akceptowalnym scenariuszem jest, "że się nie wyda" to wg mnie błąd."

                                                    A mnie jeden facet powiedzial kiedys, ze mezczyzni tak nie mysla, jezeli chodza czy chca isc w bok, to znaczy ze im nie zajmuje glowy mysl, ze sie moze wydac".
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:33
                                                    kag73 napisała:

                                                    A mnie jeden facet powiedzial kiedys, ze mezczyzni tak nie mysla, jezeli chodza czy chca isc w bok, to znaczy ze im nie zajmuje glowy mysl, ze sie moze wydac".
                                                    -----------------------------------
                                                    A kobiety?
                                                    > .
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:44
                                                    marek. żak 1 napisał
                                                    >kag73 napisała: <

                                                    >A mnie jeden facet powiedzial kiedys, ze mezczyzni tak nie mysla, jezeli chodza czy chca isc w bok, to znaczy ze im nie zajmuje glowy mysl, ze sie moze wydac".<
                                                    -----------------------------------
                                                    >A kobiety?<

                                                    Wydaje mi się, że lęk przed wydaniem się faktu zdrady zależy w dużej mierze od stopnia relacji łączących oboje w oficjalnym związku. Jeśli jest w miarę dobrze, ciepło, czy nawet letnio to i poziom lęku jest dużo większy, a jeśli jest zimno, czy martwo już, to za wiele do stracenia nie zostaje, nawet w przypadku wydania się. Tak jak u mnie - jak to kiedyś stwierdziła Kitty - jak ktoś ma wyjebane na męża, mówiąc bez ogródek, to i obawa przed wyjściem na jaw zdrady jest nikła, bo więcej stracić się i tak nie da.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:48
                                                    ninek04 napisała:

                                                    jak ktoś ma wyjebane na męża, mówiąc bez ogródek, to i obawa przed wyjściem na jaw zdrady jest nikła, bo więcej stracić się i tak nie da.
                                                    ----------------------
                                                    Dobry adwokat zrobi rozwód z winy zdradzającego/ej. a z tym mogą być kłopoty.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:57
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Dobry adwokat zrobi rozwód z winy zdradzającego/ej. a z tym mogą być kłopoty.

                                                    Tak, ale jak dochodzisz w związku do ściany, przy której już wszystko jest Ci obojętne... zaczynasz rozważać czy nie poszukać sobie sznura i gałęzi w lesie, która utrzyma twoje ciało... to w pewnym momencie może najść cię błyskotliwa myśl - skoro i tak wszystko jedno, to przecież są fajniejsze metody rozpierdolenia tego wszystkiego w drobny mak, niż straszenie jakiegoś niewinnego leśnego przechodnia swoim trupem. A na to zawsze może przyjść czas później ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:29
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Tak, ale jak dochodzisz w związku do ściany, przy której już wszystko jest Ci obojętne... z
                                                    -----------------------------------
                                                    W takiej sytuacji wymiksuję się ze związku bez względu na konsekwencje.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:36
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > W takiej sytuacji wymiksuję się ze związku bez względu na konsekwencje.

                                                    Brysia mijam zaś z daleka, bo nie lubię gdy kto szczeka ;)

                                                    Zrozum, konsekwencje bywają różnego kalibru, Ty po prostu nie masz punktu odniesienia.
                                                    Załóżmy tak. Masz trzy wyjścia:
                                                    1) możesz umrzeć z głodu
                                                    2) możesz zjeść tort, z niedużym ryzykiem śmiertelnego zatrucia za każdym razem
                                                    3) ...albo od razu zażyć cyjanek.

                                                    Którą bramkę wybierzesz przyjacielu, zakładamy że innej drogi nie ma.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:25
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > W takiej sytuacji wymiksuję się ze związku bez względu na konsekwencje.

                                                    > Załóżmy tak. Masz trzy wyjścia:
                                                    > 1) możesz umrzeć z głodu
                                                    > 2) możesz zjeść tort, z niedużym ryzykiem śmiertelnego zatrucia za każdym razem
                                                    > 3) ...albo od razu zażyć cyjanek.
                                                    >
                                                    > Którą bramkę wybierzesz przyjacielu, zakładamy że innej drogi nie ma.
                                                    ----------------------------------------------------------------
                                                    Jeśli kobiecie na Tobie zależy, sama groźba wymiksowania jest wystarczająca to spacyfikowania otoczenia. W gruncie rzeczy kobiety kochają tych, którzy (nimi) rządzą. innych olewają i zdradzają.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:07
                                                    W gruncie rzeczy kobiety kochają tych, którzy (nimi)
                                                    > rządzą. innych olewają i zdradzają

                                                    Jesssu, następny "filozof" z ambicją "znania się na kobietach" i głoszenia prawd uogólnionych, za to bez ambicji przeskoczenia płotka swojego małego ogródka. To już jest nudne. Czy tylko Sabat i Wont w tym towarzystwie mają umiejętność wychodzenia poza paradygmat i sprawnego główkowania o schematach, które ich osobiście nei dotyczą?

                                                    ---------------------------------------------
                                                    > Jeśli kobiecie na Tobie zależy, sama groźba wymiksowania jest wystarczająca to
                                                    > spacyfikowania otoczenia.

                                                    Trudno nei zgodzić się z tym, że jeśli komus na kimś zależy (zmartwię cię, płeć nie ma znaczenia) , to w obliczu utraty obiektu skłonny jest do zastanowienia się, czy nie warto czasem spuścić z tonu i zastanowić się jeszcze raz (albo pierwszy raz) nad swoim postępowaniem. Natomiast używanie określenia "pacyfikacja otoczenia" w tym kontekście jest wyrazem fanfaronady, bufonady i skłonności do bycia małym despotą. Faszystowska wersja barona Munchausena :-P
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:06
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    Czy tylko Sabat i Wont w tym towarzystwie mają umiejętność w
                                                    > ychodzenia poza paradygmat i sprawnego główkowania o schematach, które ich osob
                                                    > iście nei dotyczą?
                                                    --------
                                                    Ech... Ale tylko sabatowi mówisz, że go kochasz... :(

                                                    www.youtube.com/watch?v=JskzAYySy3c&feature=youtu.be&t=15s
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:53

                                                    > Ech... Ale tylko sabatowi mówisz, że go kochasz... :(

                                                    Nie narzekaj że miłość okrutna jest - miałeś przyjemność poznać mnie w sensie biblijnym trzydzieści lat temu w środku środka komunikacji miejskiej :-P Miłość moja do Sabata wyraża się li tylko epistolarnie :-P Nie wiem, który bardziej uradowany ze swojej działki?
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 13:18
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie narzekaj że miłość okrutna jest - miałeś przyjemność poznać mnie w sensie b
                                                    > iblijnym trzydzieści lat temu w środku środka komunikacji miejskiej :-P Miłość
                                                    > moja do Sabata wyraża się li tylko epistolarnie :-P Nie wiem, który bardziej ur
                                                    > adowany ze swojej działki?
                                                    -----------
                                                    Jak nie jestes ta laska co mnie pogonila z trolejbusa na Al. Raclawickich to koniecznie musimy powtorzyc eksperyment! I koniecznie w trolejbusie. Mi chyba udziela sie to wysokie napiecie z tych dlugich, twardych, sztywnych, tryskajacych iskrami palakow. Jejku, jak ja dawno nie jechalem trolejbusem... :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:23
                                                    Dobry pomysł Wont. Wróć do źródeł, zacznij jeździć trolejbusami, tomoże mnie spotkasz :-)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 15:36
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Dobry pomysł Wont. Wróć do źródeł, zacznij jeździć trolejbusami, tomoże mnie sp
                                                    > otkasz :-)
                                                    ------
                                                    Stoi. Umowa. Jak bede wsiadac do trolejbusa, puszcze strzalke :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 20:03

                                                    > Stoi. Umowa. Jak bede wsiadac do trolejbusa, puszcze strzalke :)

                                                    Dobra. Celuj w czerwone włosy, zielone oczy i ciemne piegi.Tylko nei macaj od razu bez uprzedniego grzecznego zapytania "Aandzia?", bo się znowu ta z Racławickich po tobie przejedzie :-P A propos naszego pięknego miasta: akacje przed cmentarzem na Lipowej pachną w tym roku zajebiście :-)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:44
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Dobra. Celuj w czerwone włosy, zielone oczy i ciemne piegi.
                                                    ----
                                                    Pippi? ;)


                                                    Tylko nei macaj od r
                                                    > azu bez uprzedniego grzecznego zapytania "Aandzia?", bo się znowu ta z Racławic
                                                    > kich po tobie przejedzie :-P
                                                    ------
                                                    Jak tak będę wszystkie macane w trolejbusach laski pytać "Aandzia?" to mnie w końcu zwiną policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową :) Musimy się ustawić bardziej precyzyjnie.

                                                    www.youtube.com/watch?v=r-v2QLmAmOs

                                                    A propos naszego pięknego miasta: akacje przed cme
                                                    > ntarzem na Lipowej pachną w tym roku zajebiście :-)
                                                    ----
                                                    Zuzanna lubi je tylko jesienią? To jakiś szyfr? :) To nie lepiej umówić się standardowo, pod Baobabem? Tak się przynajmniej w liceum robiło :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 23:53
                                                    > > Dobra. Celuj w czerwone włosy, zielone oczy i ciemne piegi.
                                                    > ----
                                                    > Pippi? ;)

                                                    Krótsze siekacze i większe cycki ;-)


                                                    > ------
                                                    > Jak tak będę wszystkie macane w trolejbusach laski pytać "Aandzia?" to mnie w k
                                                    > ońcu zwiną policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową :) Musi
                                                    > my się ustawić bardziej precyzyjnie.
                                                    >
                                                    > www.youtube.com/watch?v=r-v2QLmAmOs

                                                    Moja ksywa od piosenki jest :-D Ale jak ci powiem, że mam na imię Maria, to będziesz miał jeszcze bardziej niebezpieczną misję :-P


                                                    > Zuzanna lubi je tylko jesienią? To jakiś szyfr? :) To nie lepiej umówić się sta
                                                    > ndardowo, pod Baobabem? Tak się przynajmniej w liceum robiło :)

                                                    Żadnego szyfru, z piersi mi się wyrwało bo ładnie dziś pachniały, nie ciągnę chłopów w katakumby ;-) A Baobab w remoncie, dzieciaki mlode i stare latają pod Bramę Krakowską. Studenty chyba cały czas pod (nomen omen ;-)) Maryśkę na miasteczku. Nuda, panie, nuda. Zostaję przy trolejbusach :-)

                                                    www.youtube.com/watch?v=riqRTrRKKJ8
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:16
                                                    No to jesteśmy, Marysiu, umówieni :)

                                                    Widzimy się pod Bramą, wskakujemy do jakiegoś trolejbusu i tak jeździmy sobie w te i we w te, robiąc masaż sfer intymnych - sobie nawzajem i innym pasażerom :) Jest "Bangbus", może być i "Macany Trolejbus"! :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:07

                                                    > No to jesteśmy, Marysiu, umówieni :)
                                                    >
                                                    > Widzimy się pod Bramą, wskakujemy do jakiegoś trolejbusu i tak jeździmy sobie w
                                                    > te i we w te, robiąc masaż sfer intymnych - sobie nawzajem i innym pasażerom :
                                                    > ) Jest "Bangbus", może być i "Macany Trolejbus"! :)

                                                    No to jesteśmy. Marysia. ;-) Czasem Macany Trolejbus przez ulice mego miasta mknie i nie ma tak, że zawsze w pochodzie gdy wiosna nad Ziemią szaleje od bzów ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:27
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Ten, kto chce odkryć i zdemaskować zdradę zdemaskuje ją jeśli będzie chciał ni
                                                    > ezależnie od płci".
                                                    >
                                                    > Szczerze to nie mam pojecia, ale znam ludzi, ktorzy byli bardzo zaskoczeni, wrecz przezyli szok dowiadujac sie o zdradzie, bo troche to trwalo zanim sie dowiedzieli/sie wydalo.
                                                    ----------------------------
                                                    A ja znam kilku facetów, którzy nie dowiedzieli się nigdy, chociaż ich babki miały wiele romansów. Wielu dookoła wiedziało, a oni nie.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:17
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Wg mnie, o czym już pisałem, nie da sie na dłuższą metę ukryć stałego, trwające
                                                    > go przez dłuższy czas romansu przed partnerem, który chce ten romans odkryć.
                                                    > Pojedynczy skok - tak.
                                                    > Ale dłuższy romans?
                                                    > Nie chce mi się wierzyć w tę kobiecą przebiegłość w ukrywaniu i spostrzegawczoś
                                                    > ć w demaskowaniu zdrady.
                                                    > Sądzę, ze to raczej kwestia chęci.
                                                    > Ten, kto chce odkryć i zdemaskować zdradę zdemaskuje ją jeśli będzie chciał ni
                                                    > ezależnie od płci.

                                                    Ej, ale weź pod uwagę jedną rzecz. Że partner w związku, w którym wygasł seks ma tendencję do postrzegania "tego drugiego" jako kompletnego nieudacznika.
                                                    Stąd też może udawać się sztuka ukrywania romansu stosunkowo długo, jako że nie dającej stronie może po prostu nie przyjść do głowy, że ktoś mógłby chcieć sypiać z taką pokraką.
                                                    To według mnie szczególnie dotyczy niechętnych żon, bo jednak facet nawet jak z babką nie sypia, to rozumie, że kobieta jako taka jest generalnie w kręgu seksualnego zainteresowania innych facetów per se, i dla jego żony żaden wyjątek raczej przewidziany tu nie jest.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:19
                                                    Co sugerujesz sabat? Że mżż zdradza ninka?:))
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:31
                                                    zawle napisała:

                                                    > Co sugerujesz sabat? Że mżż zdradza ninka?:))

                                                    W tym wypadku od żony odwrócił się mąż, więc powinien mieć świadomość jakie ryzyko ponosi. Natomiast czy on zdradza? To nie moja sprawa i średnio mnie to interesuje prawdę mówiąc. Zdaje się, że samą zainteresowaną również, więc mamy jasną sytuację.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 05:50
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >zawle napisała:

                                                    > Co sugerujesz sabat? Że mżż zdradza ninka?:))

                                                    >W tym wypadku od żony odwrócił się mąż, więc powinien mieć świadomość jakie ryzyko ponosi. Natomiast czy on zdradza? To nie moja sprawa i średnio mnie to interesuje prawdę mówiąc. Zdaje się, że samą zainteresowaną również, więc mamy jasną sytuację.<

                                                    Nie no, mąż mnie " zdradził " dużo, dużo wcześniej, oczywiście nie w tym konwencjonalnym, czysto seksualnym rozumieniu, ale to bez znaczenia,choć oczywiście doprowadziło do pustego związku. Dlatego teraz to już niewiele mnie obchodzi, czy będzie kogoś szukał, czy znajdzie, i czy będzie zdradzał, choć nie sądzę, by komuś obdarzonemu tak nikłym temperamentem było to do czegokolwiek potrzebne. Ale droga wolna, bo my już dawno nie jesteśmy w " związku ".
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:40
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ej, ale weź pod uwagę jedną rzecz. Że partner w związku, w którym wygasł seks m
                                                    > a tendencję do postrzegania "tego drugiego" jako kompletnego nieudacznika.
                                                    > Stąd też może udawać się sztuka ukrywania romansu stosunkowo długo, jako że nie
                                                    > dającej stronie może po prostu nie przyjść do głowy, że ktoś mógłby chcieć syp
                                                    > iać z taką pokraką.
                                                    > To według mnie szczególnie dotyczy niechętnych żon, bo jednak facet nawet jak z
                                                    > babką nie sypia, to rozumie, że kobieta jako taka jest generalnie w kręgu seks
                                                    > ualnego zainteresowania innych facetów per se, i dla jego żony żaden wyjątek ra
                                                    > czej przewidziany tu nie jest.
                                                    To odchodzi pod przypadek braku ciśnienia na wykrycie zdrady.
                                                    Regularny romans jest w przeciętnym małżeństwie nie do ukrycia jeśli tylko zdradzany(-a) chce go wykryć.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:44
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Regularny romans jest w przeciętnym małżeństwie nie do ukrycia jeśli tylko zdra
                                                    > dzany(-a) chce go wykryć.

                                                    Zatem należy sprawić, by przestał chcieć :>
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:48
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Regularny romans jest w przeciętnym małżeństwie nie do ukrycia jeśli tylko zdra
                                                    > > dzany(-a) chce go wykryć.
                                                    >
                                                    > Zatem należy sprawić, by przestał chcieć :>
                                                    Słuszna strategia.
                                                    Natomiast szczegóły realizacji zależą od konkretnej sytuacji, relacji w małżeństwie itd.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 06:01
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >To odchodzi pod przypadek braku ciśnienia na wykrycie zdrady.
                                                    Regularny romans jest w przeciętnym małżeństwie nie do ukrycia jeśli tylko zdradzany(-a) chce go wykryć.<

                                                    Bywa i tak, że zdradzany czuje się tak pewnie, dobrze i komfortowo w małżeństwie, że nawet przez myśl może mu / jej nie przejść, że jednak partner zdradza. Bywa i tak przecież. Przy takim podejściu to nie ma za bardzo co wykrywać, tym bardziej jeśli zachowanie partnera w stosunku do partnerki ( czy na odwrót) się nie zmieniło.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 07:54
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ej, ale weź pod uwagę jedną rzecz. Że partner w związku, w którym wygasł seks m
                                                    > a tendencję do postrzegania "tego drugiego" jako kompletnego nieudacznika.

                                                    Nie sadze, zeby to bylo regula. Nigdy swojego meza nie uwazalam za nieudacznika, wrecz przeciwnie. Ta hardosc, bezczelnosc, bezwzglednosc wrecz, ktora nabyl przez lata, mysle, ze moglaby byc niezlym wabikiem na pewien typ kobiet. To, ze ja mu dupy nie dawalam wcale nie oznacza, ze nie znajda sie takie, ktore zrobia to z ochota. Zawsze mialam tego pelna swiadomosc.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 08:00
                                                    Chyba jednak zwykle jest. To wynika z faktu, ze dziewczyna odrzucajac faceta w lozku przechodzi proces "zohydzania go sobie". Jawi sie jej jako nieatrakcyjny, a stad juz latwo o wiare, ze tak postrzegaja go wszystkie kobiety. To Ty bylas dosc nietypowa w swojej postawie moim zdaniem.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 08:19
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Chyba jednak zwykle jest. To wynika z faktu, ze dziewczyna odrzucajac faceta w
                                                    > lozku przechodzi proces "zohydzania go sobie". Jawi sie jej jako nieatrakcyjny,
                                                    > a stad juz latwo o wiare, ze tak postrzegaja go wszystkie kobiety. To Ty bylas
                                                    > dosc nietypowa w swojej postawie moim zdaniem.

                                                    Jesli ide do lozka z czlowiekem, to nie tylko z jego fizycznoscia, ale rowniez z pakietem jego zachowan, reakcji, przyzwyczajen. To, ze mnie one nie odpowiadaja, nie znaczy ze nie beda odpowiadac innej kobiecie. Co w tym jest niejasnego ?
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:31


                                                    > Chyba jednak zwykle jest. To wynika z faktu, ze dziewczyna odrzucajac faceta w
                                                    > lozku przechodzi proces "zohydzania go sobie". Jawi sie jej jako nieatrakcyjny,
                                                    > a stad juz latwo o wiare, ze tak postrzegaja go wszystkie kobiety. To Ty bylas
                                                    > dosc nietypowa w swojej postawie moim zdaniem

                                                    Oj tam Sabat, od wyobraźni i umiejętności oderwania w procesie oceniania sytuacji od swoich emocji zalezy, czy damy radę pomyśleć, czy tylko poczuć. Odrzuciłam chłopa po całości, duzo mnie to kosztowało, ale do głowy by mi nie przyszło, że on żadnej chętnej nei znajdzie. Ba, nawet wymyśliłam scenariusz dalszego ciągu jego życia osobistego, który sprawdził się co do joty :-D
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:32
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Chyba jednak zwykle jest. To wynika z faktu, ze dziewczyna odrzucajac faceta w lozku przechodzi proces "zohydzania go sobie". Jawi sie jej jako nieatrakcyjny, a stad juz latwo o wiare, ze tak postrzegaja go wszystkie kobiety. <

                                                    Też nie do końca. To,że facet staje się nieatrakcyjny dla mnie, obojętny, obcy, nie oznacza z automatu, że potrzebuję tej wiary, czy utwierdzenia się w przekonaniu, że inne też go tam będą postrzegać, to jakby nie ma większego znaczenia. Poza tym w tym procesie zohydzania też jakieś granice muszą być, żeby nie doszło na końcu do tego, że ta ohyda i wstręt do jednego przełożą się na cały męski świat, bo nie o to chodzi ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:04
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Eee tam, wont, to nie to samo, bo morrison puka czesto i gesto rozne
                                                    Proszę nie przeinaczać moich słów.
                                                    Nie wiem ile to jest "często i gęsto" ale raczej tak bym nie określił swojego życia seksualnego.
                                                    Choćby z tego powodu, ze spotkanie na 2-3 godziny w hotelu raz na 1-2 tygodnie to żadne tam "często i gęsto"
                                                    Wg mnie najlepsza kochanka z doskoku nie zastąpi legalnej partnerki, z którą spędza się całą noc, weekend urlop itd.


                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:09
                                                    "Wg mnie najlepsza kochanka z doskoku nie zastąpi legalnej partnerki, z którą spędza się całą noc, weekend urlop itd."

                                                    To nie podlega dyskusji, wiadomo, ale tematem nie bylo kto to najlepsza kochanka. Szlo o to, ze napsales, ze masz sporo chetnych do bzykania z Toba i do tego sie odnioslam, ze masz seks z roznymi. Czyli kazda kolejna musiales czyms "ujac".
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:19
                                                    kag73 napisała:

                                                    > To nie podlega dyskusji, wiadomo, ale tematem nie bylo kto to najlepsza kochan
                                                    > ka. Szlo o to, ze napsales, ze masz sporo chetnych do bzykania z Toba i do tego
                                                    > sie odnioslam, ze masz seks z roznymi. Czyli kazda kolejna musiales czyms "uj
                                                    > ac".
                                                    No nie.
                                                    Ja nigdy nie napisałem, że mam dużo chętnych.
                                                    Napisałęm, ze seks jest dla mnie znacznie bardziej dostępny niż kiedyś.
                                                    Niemniej jednak nie twierdzę, że kobiety mnie zaczepiają proponując seks.

                                                    Ponadto mam na tyle sprecyzowane oczekiwania dotyczące seksualności potencjalnej partnerki, że kobieta, która mi nie odpowiada pod tym względem nie budzi mojego nawet jeśli wiele wskazuje, ze byłaby gotowa wylądować ze mną w łóżku.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:26
                                                    "Ponadto mam na tyle sprecyzowane oczekiwania dotyczące seksualności potencjalnej partnerki, że kobieta, która mi nie odpowiada pod tym względem nie budzi mojego nawet jeśli wiele wskazuje, ze byłaby gotowa wylądować ze mną w łóżku."

                                                    No nie mow: to spotykasz babke i tak zaraz z grubej rury wykladsz/wypytujesz o jej preferencje seksualne? To chyba tak to sie robi na jakichs portalach erotycznych czy no nie wiem nie ma doswiadcznia, bo randki mam dawno za soba. Ja dowiadywalam sie, ze facet mi nie odpowiada jak juz wyladowalismy w lozku ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:11
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Wg mnie najlepsza kochanka z doskoku nie zastąpi legalnej partnerki, z którą sp
                                                    > ędza się całą noc, weekend urlop itd.

                                                    Z kochanką też się przecież może czasem udać ta sztuka? Ale oczywiście - niedosyt wrażeń zrozumiały.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:09
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Dawaj, kag, zdjęcie swojego męża, to my sobie ocenimy to tak po męsku ;))

                                                    Bój się Boga, niech lepiej swoje wstawia :D
                                                    A poza tym - mąż jako instytucja rządzi się innymi prawami niż kochanek do uciech cielesnych :)
                                                    Musiałaby dołączyć roczne zeznanie podatkowe i wyciąg z konta ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:35
                                                    >Paradoksalnie - wedlug mnie - wrota do ruchania otwarl Ci ten znienawidzony przez Ciebie system monogamiczny i ze niektore kobiety chcialyby Twoich zasobow tylko dla siebie.
                                                    Przy swingu i otwartym ukladzie by tej perspektywy nie bylo - to oczywiste, ze od zony nie odejdziesz kupiony przez seks, bo masz go na legalu poza zwiazkiem, a zona o wszystkim wie<

                                                    Ale przecież tu nie chodzi o samo ruchanie i dostępność do tegoż. Chodzi o to, by kobieta, z którą chciałby się związać, podzielałaby jego pasję do swingu, do wyuzdania i do zdolności wchodzenia w nieskrępowane relacje z innymi, to jest ten stopień relacji wart utrzymania, czy wejścia, otworzenia się na tę nową oczekiwaną relację.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 21:47
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Ale przecież tu nie chodzi o samo ruchanie i dostępność do tegoż. Chodzi o to,
                                                    > by kobieta, z którą chciałby się związać, podzielałaby jego pasję do swingu, do
                                                    > wyuzdania i do zdolności wchodzenia w nieskrępowane relacje z innymi, to jest
                                                    > ten stopień relacji wart utrzymania, czy wejścia, otworzenia się na tę nową oc
                                                    > zekiwaną relację.

                                                    Zatem dlaczego jej po prostu nie poszuka, zamiast eksploatowac system, ktory mu nieodpowiada i dymac kobiety, ktore uwaza za glupie?
                                                    A moze ma swiadomosc jak nierealistyczne sa jego oczekiwania?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:07
                                                    sabat 3?napisał
                                                    >Zatem dlaczego jej po prostu nie poszuka, zamiast eksploatowac system, ktory mu nieodpowiada i dymac kobiety, ktore uwaza za glupie?
                                                    A moze ma swiadomosc jak nierealistyczne sa jego oczekiwania?<

                                                    No toteż chyba szuka, ale łatwo nie jest znaleźć, jak się okazuje. A kobiety, które dyma nie uważa za głupie w tym powszechnym rozumieniu, tylko w takim, że nie umieją zmienić swojego sposobu postrzegania relacji damsko - męskich na tyle, żeby on mógł się w pełni zaangażować, ten brak szerszej perspektywy go chyba uwiera, dystansuje i wychładza, przynajmniej ja tak to rozumiem.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:15
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > No toteż chyba szuka, ale łatwo nie jest znaleźć, jak się okazuje. A kobiety, k
                                                    > tóre dyma nie uważa za głupie w tym powszechnym rozumieniu, tylko w takim, że n
                                                    > ie umieją zmienić swojego sposobu postrzegania relacji damsko - męskich na tyle
                                                    > , żeby on mógł się w pełni zaangażować, ten brak szerszej perspektywy go chyba
                                                    > uwiera, dystansuje i wychładza, przynajmniej ja tak to rozumiem.

                                                    Ale nie na tyle by nie skorzystać z okazji? :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:25
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Ale nie na tyle by nie skorzystać z okazji? :)<

                                                    Jak okazja sama się trafia, to trzeba brać i korzystać, a skąd wiesz, kiedy i czy w ogóle trafi się następna? W tym wieku, to wiesz, ryzyk, fizyk, albo rybki (gupiki dajmy na to), albo ruchanie,, no a co byś chciał więcej? ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > A moze ma swiadomosc jak nierealistyczne sa jego oczekiwania?
                                                    Ale w jakim sensie "nierealistyczne"?
                                                    W sensie prawdopodobieństwa połączenia róznych cech u jednej kobiety przy dodatkowym czynniku ograniczającym poznanie kobiet a wynikajacym z mojego stanu cywilnego ?

                                                    Czy w sensie samego spotkania kobiety chętnej na swing?

                                                    Bo to drugie udało mi się kilka razy.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 21:08
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ale przecież tu nie chodzi o samo ruchanie i dostępność do tegoż. Chodzi o to,
                                                    > by kobieta, z którą chciałby się związać, podzielałaby jego pasję do swingu, do
                                                    > wyuzdania i do zdolności wchodzenia w nieskrępowane relacje z innymi, to jest
                                                    > ten stopień relacji wart utrzymania, czy wejścia, otworzenia się na tę nową oc
                                                    > zekiwaną relację.
                                                    Dokładnie ninek.
                                                    Czy to tak trudno zrozumieć?
                                                    Czasem mam wrażenie, że niektóre panie z forum robią sobie jaja udając, ze nie rozumieją czegoś co przy odrobinie chęci zrozumiec i wyobrazić sobie jest niezwykle łatwo.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:11
                                                    To moze ja odpowiem dlaczego to sa wygorowane zyczenia. Ja wszystko rozumiem, docieraja do mnie Twoje wymagania Morrison tj rozumiem co oznaczaja w jezyku polskim ale jako kobiecie to mi sie w pale nie miesci, ze jakas babka moglaby na cos takiego pojsc. Sorry ale to wymaga nie wiem jakiego charakteru czy rysu emocjonalnego??? Nie umiem sobie tego nawet wyobrazic? MNie by takie zycie jakie Ty bys chcial miec z ta kobieta totalnie zniszczylo chyba bym sie stoczyla, zapila albo popelnila samobojstwo. To czego Ty wymagasz od tej potencjalnej kobiety to nie jest normalne. Sorry ale nie znajduje w ogole na to zadnego okreslenia. To jest wbrew psychoewolucyjnym uwarunkowaniom przeciez. Zadna kobieta nie chce sie puszczac z kim popadnie. To nie jest w jej interesie ani profilu emocjonalnym. Kobieta nie chce byc postrzegana jako kurwa.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:14
                                                    no zaraz....ja tu słyszę przychylne opinie...
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:26
                                                    zawle napisała:

                                                    > no zaraz....ja tu słyszę przychylne opinie...

                                                    Jakie? Co masz na mysli?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:26
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To czego Ty wymagasz od tej potencjalnej kobiety
                                                    > to nie jest normalne. Sorry ale nie znajduje w ogole na to zadnego okreslenia.
                                                    > To jest wbrew psychoewolucyjnym uwarunkowaniom przeciez. Zadna kobieta nie chce
                                                    > sie puszczac z kim popadnie. To nie jest w jej interesie ani profilu emocjonal
                                                    > nym. Kobieta nie chce byc postrzegana jako kurwa.

                                                    Ale uściślijmy Kitka, czego on właściwie oczekuje. Bo chyba nie tego, że jego żona będzie dawać dupy temu, którego on jej wyznaczy, tylko temu, na którego ona aktualnie ma ochotę.
                                                    Tylko to bardziej podchodzi pod związek otwarty. Bo taki klasyczny swing to chyba coś w stylu - przychodzą Potwory do Sabatów i Potwór rypie Panią Sabatową, a Sabat Panią Potworową. Ewentualnie w wersji light - podglądają się nawzajem w czasie dymania. W praktyce panie mogłyby zgłosić zastrzeżenia co do atrakcyjności partnerów. Co z tego, że znaleźli się chętni, jak niekoniecznie odpowiadają gustom... Pewnie w praktyce ciężko kogoś znaleźć.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:54
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Co z tego, że znaleźli się chętni, jak niekoniecznie odpowiadają
                                                    > gustom... Pewnie w praktyce ciężko kogoś znaleźć.
                                                    Różnica jest taka, ze relacje są partnerskie.
                                                    Skoro po jednej i po drugiej stronie jest para to nie ma strony, która mogłaby narzucać z definicji warunki seksu.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:56
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Skoro po jednej i po drugiej stronie jest para to nie ma strony, która mogłaby
                                                    > narzucać z definicji warunki seksu.

                                                    Sytuacja je narzuca. Wyobrażasz sobie, że jedna część pary się bzyka a druga nie? Ale poruta... To by się nazywało danie dupy z grzeczności XD
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:00
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Skoro po jednej i po drugiej stronie jest para to nie ma strony, która mo
                                                    > głaby
                                                    > > narzucać z definicji warunki seksu.
                                                    >
                                                    > Sytuacja je narzuca. Wyobrażasz sobie, że jedna część pary się bzyka a druga ni
                                                    > e? Ale poruta... To by się nazywało danie dupy z grzeczności XD
                                                    No założenie jest takie, że bzykanie jest wtedy jeśli wszyscy są "za" To chyba oczywiste.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:07
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > No założenie jest takie, że bzykanie jest wtedy jeśli wszyscy są "za" To chyba
                                                    > oczywiste.

                                                    Wcale nie. Sam dobrze wiesz, że w tych kwestiach mało co jest oczywiste.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:15
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > No założenie jest takie, że bzykanie jest wtedy jeśli wszyscy są "za" To
                                                    > chyba
                                                    > > oczywiste.
                                                    >
                                                    > Wcale nie. Sam dobrze wiesz, że w tych kwestiach mało co jest oczywiste.
                                                    No właśnie w tym rzecz, że jest oczywiste.
                                                    Oczywiście zawsze mogą się pojawić jakieś niedomówienia, nieporozumienia.
                                                    Ale ich ciężar emocjonalny jest znikomy w porównaniu z analogicznymi sytuacjami na linii kobieta-mężczyzna.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:23
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > No właśnie w tym rzecz, że jest oczywiste.
                                                    > Oczywiście zawsze mogą się pojawić jakieś niedomówienia, nieporozumienia.
                                                    > Ale ich ciężar emocjonalny jest znikomy w porównaniu z analogicznymi sytuacjami
                                                    > na linii kobieta-mężczyzna.

                                                    Jak to mowia cwiczacy na wspolny, umowiony trening: USTAWKA ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:31
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To moze ja odpowiem dlaczego to sa wygorowane zyczenia.
                                                    ----------------------
                                                    Nie wygórowane ale w praktyce nie do spełnienia i króliczka gonimy dalej. Przecież o to chodzi.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:35
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To moze ja odpowiem dlaczego to sa wygorowane zyczenia. Ja wszystko rozumiem, d
                                                    > ocieraja do mnie Twoje wymagania Morrison tj rozumiem co oznaczaja w jezyku pol
                                                    > skim ale jako kobiecie to mi sie w pale nie miesci, ze jakas babka moglaby na c
                                                    > os takiego pojsc.
                                                    Ale akurat spotkanie takiej kobiety czy raczej trudności z tym związane to raczej kwestia prozy życia i reguł poznawania się ludzi, udawania, gier.
                                                    Kilka lat temu poznałem na jednym z portali randkowych kobietę.
                                                    Po pierwszej randce (randka w sensie - spacer) założyła nam profil na zbiorniku, opowiadała swoich fantazjach i narzekała na męża, który jest typem zazdrosnego wiejskiego macho.
                                                    Kiedy umówiliśmy się pierwszy raz na seks sama znalazła hotel a potem upierała się, ze zapłaci połowę bo "przecież ona też miała z tego przyjemność"
                                                    > Sorry ale to wymaga nie wiem jakiego charakteru czy rysu emoc
                                                    > jonalnego??? Nie umiem sobie tego nawet wyobrazic? MNie by takie zycie jakie Ty
                                                    > bys chcial miec z ta kobieta totalnie zniszczylo chyba bym sie stoczyla, zapil
                                                    > a albo popelnila samobojstwo.
                                                    No popatrz.
                                                    Ja analogicznie postrzegam życie z taką kobietą jak Ty. Ciągłe ocenianie czy wystarczająco męski, czy wystarczająco silny. Zero pola dla słabości.
                                                    (Czy Ty sobie w ogóle cenisz czulość?)
                                                    Stoczyłbym się, zapił albo popełnił samobójstwo. :-)
                                                    >To nie jest w jej interesie ani profilu emocjonal
                                                    > nym. Kobieta nie chce byc postrzegana jako kurwa.
                                                    Dobrym materiałem na tego typu kobietę jest kobieta, która ma w miarę duże potrzeby, fantazję i temperament i jednocześnie jest ograniczana przez prymitywnego, zazdrosnego męża.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 22:59
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    > >To nie jest w jej interesie ani profilu emocjonal
                                                    > > nym. Kobieta nie chce byc postrzegana jako kurwa.
                                                    > Dobrym materiałem na tego typu kobietę jest kobieta, która ma w miarę duże potrzeby, fantazję i temperament i jednocześnie jest ograniczana przez prymitywnego
                                                    > , zazdrosnego męża.

                                                    Bo kobieta, która ma w miarę duże potrzeby, fantazję i temperament to od razu `kurwa' obniżająca cenę seksu. Otóż faceci z tego forum mają zupełnie inną nazwę
                                                    na taką kobietę. To `fajna babka'. Dwa baty? Proszę bardzo :P
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:31
                                                    lybbla napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > hello-kitty2 napisała:
                                                    > > >To nie jest w jej interesie ani profilu emocjonal
                                                    > > > nym. Kobieta nie chce byc postrzegana jako kurwa.
                                                    > > Dobrym materiałem na tego typu kobietę jest kobieta, która ma w miarę duż
                                                    > e potrzeby, fantazję i temperament i jednocześnie jest ograniczana przez prymit
                                                    > ywnego
                                                    > > , zazdrosnego męża.
                                                    >
                                                    > Bo kobieta, która ma w miarę duże potrzeby, fantazję i temperament to od razu `
                                                    > kurwa' obniżająca cenę seksu. Otóż faceci z tego forum mają zupełnie inną nazwę
                                                    > na taką kobietę. To `fajna babka'. Dwa baty? Proszę bardzo :P

                                                    Cytujesz moja wypowiedz, a dyskutujesz ze soba ;) 'Kobieta nie chce byc postrzegana jako kurwa.' Czy to jest tak trudne do zrozumienia? Czy chciales pojsc w off top, ktory z moja wypowiedzia laczy tylko jedno slowo, ktore najwyrazniej roznie definiujemy? To prosze bardzo.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:46
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Cytujesz moja wypowiedz, a dyskutujesz ze soba ;) 'Kobieta nie chce byc postrze
                                                    > gana jako kurwa.' Czy to jest tak trudne do zrozumienia? Czy chciales pojsc w o
                                                    > ff top, ktory z moja wypowiedzia laczy tylko jedno slowo, ktore najwyrazniej ro
                                                    > znie definiujemy? To prosze bardzo.

                                                    Gra słów. "Kurwa" to pewnie nie. Kurwy dają za pieniądze.
                                                    Ale "szmata"? Kitty, nie fantazjowałaś nigdy, że grupka mężczyzn (niech Ci będzie, kulturystów z pięknymi stojącymi kutasami) robi sobie z Ciebie totalną szmatę? Ruchają cię w dupę, w usta, w cipsko, mocno trzymają, wszędzie stojące, pulsujące kutasy i kapiąca z nich sperma ;)
                                                    Sama pisałaś że seks jest "dirty". No jest, dla mnie to bliskoznaczne z "zeszmacić się". Zejść do poziomu instynktownego zwierzęcia, odpuściwszy te wszystkie emocjonalne aniołki pierdzące tęczą i śpiewające infantylne piosenki :D
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:07
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ale "szmata"? Kitty, nie fantazjowałaś nigdy, że grupka mężczyzn (niech Ci będz
                                                    > ie, kulturystów z pięknymi stojącymi kutasami) robi sobie z Ciebie totalną szma
                                                    > tę? Ruchają cię w dupę, w usta, w cipsko, mocno trzymają, wszędzie stojące, pul
                                                    > sujące kutasy i kapiąca z nich sperma ;)
                                                    > Sama pisałaś że seks jest "dirty". No jest, dla mnie to bliskoznaczne z "zeszma
                                                    > cić się". Zejść do poziomu instynktownego zwierzęcia, odpuściwszy te wszystkie
                                                    > emocjonalne aniołki pierdzące tęczą i śpiewające infantylne piosenki :D

                                                    Nie. Raczej nie miewam fantazji na temat seksu grupowego. Ale kiedys skoro podpytujesz to przyznam sie fantazjowalam sobie podczas seksu z facetem, ze stal kolo nas Yoric ze stojacym kutasem z lekka przymarszczajac go i rzeczac: 'dobra spieprzaj, teraz ja' hehe ;-) I chyba mi nawet niezle szlo wtedy, jak zazwyczaj zreszta. Oczywiscie zainteresowany nie wiedzial o tym. Ale to bylo lata temu. Mam nadzieje, ze Yoric nie wlazi do takich dlugich watasow jak ten ;) A zeszmacenie to tak jak z upijaniem sie, jasne, ze sie chce od czasu do czasu ale to naprawde nic zdrowego i nie ma co dorabiac ideologii. Szkodliwe jest generalnie.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:20
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > Gra słów. "Kurwa" to pewnie nie. Kurwy dają za pieniądze.
                                                    > Ale "szmata"? Kitty, nie fantazjowałaś nigdy, że grupka mężczyzn (niech Ci będz
                                                    > ie, kulturystów z pięknymi stojącymi kutasami) robi sobie z Ciebie totalną szma
                                                    > tę? Ruchają cię w dupę, w usta, w cipsko, mocno trzymają, wszędzie stojące, pul
                                                    > sujące kutasy i kapiąca z nich sperma ;)
                                                    > Sama pisałaś że seks jest "dirty". No jest, dla mnie to bliskoznaczne z "zeszma
                                                    > cić się". Zejść do poziomu instynktownego zwierzęcia, odpuściwszy te wszystkie
                                                    > emocjonalne aniołki pierdzące tęczą i śpiewające infantylne piosenki :D

                                                    Z całą pewnością Kitula nie użyła tego słowa w sensie `prostytutka'.
                                                    U ciebie widzę Sabat jednak elementy schizofrenii. `Robi sobie z Ciebie totalną szmatę'. Nie Sabat, juz prędzej `Rżnie mnie tabun samców bo jestem wyjątkowa'. Kwestia doboru tabunu samców.

                                                    Brud? Cóż czystszego niż kobiecy śluz i męska sperma?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:27
                                                    lybbla napisał:
                                                    > U ciebie widzę Sabat jednak elementy schizofrenii.

                                                    Elementy?! Czuję się urażony! To znaczy on. Znaczy się ja. To znaczy, czujemy się... Whatever...
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:39
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    > > U ciebie widzę Sabat jednak elementy schizofrenii.
                                                    >
                                                    > Elementy?! Czuję się urażony! To znaczy on. Znaczy się ja. To znaczy, czujemy s
                                                    > ię... Whatever...

                                                    Sabat to niemożliwe byś był jedną osobą. Ilu Was tam pisze?

                                                    Lepiej? ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 01:54
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Sabat to niemożliwe byś był jedną osobą. Ilu Was tam pisze?

                                                    Legion.

                                                    > Lepiej? ;)

                                                    Naturalnie. Tak z szacunkiem :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 06:34
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Gra słów. "Kurwa" to pewnie nie. Kurwy dają za pieniądze.
                                                    Ale "szmata"? Kitty, nie fantazjowałaś nigdy, że grupka mężczyzn (niech Ci będzie, kulturystów z pięknymi stojącymi kutasami) robi sobie z Ciebie totalną szmatę? Ruchają cię w dupę, w usta, w cipsko, mocno trzymają, wszędzie stojące, pulsujące kutasy i kapiąca z nich sperma ;)
                                                    Sama pisałaś że seks jest "dirty". No jest, dla mnie to bliskoznaczne z "zeszmacić się". Zejść do poziomu instynktownego zwierzęcia, odpuściwszy te wszystkie emocjonalne aniołki pierdzące tęczą i śpiewające infantylne piosenki :D<

                                                    Wydźwięk i postrzeganie szmaty jest jeszcze gorsze niż kurwy. Szmata jest na samym dnie, niżej upaść się już nie da. I takimi określeniami szafują nie tylko kobiety, ale mężczyzni również, i to bardzo ochoczo.A do zostania szmatą wystarczy czasem bardzo, bardzo niewiele i łatka już przyklejona, na stałe. W seksie wszystko jest dozwolone, o ile obie strony godzą się na to,nawet i danie upustowi tym zwierzęcym, pierwotnym instynktom, czy nawet najbardziej odjechane fantazje, czy próba poszerzania granic, do których można się posunąć, ale w dalszym ciągu nie porównywałabym tego,ani nie określała terminem zeszmacenie - bo ono według mnie zakłada, że któraś ze stron (w domyśle kobieta) jest tą stroną stojącą niżej, a skoro dopuszcza do siebie takie " dziwne " zachowania i zachcianki, to można nią pogardzać, czy upodlić,bo szmata tego właśnie by chciała. Według mnie dirty nie stoi obok zeszmacenia, to dwa odrębne sposoby postrzegania. Dirty -jestem za, zeszmacenie - już samo słowo kłuje w oczy, więc nie,i nie chodzi o to, żeby uprawiając seks nie zostać nazwaną szmatą, suką, czy dziwką, bo czemu nie, to przecież tylko rodzaj gry, zabawy, chodzi mi o szerszy kontekst tego całego zeszmacenia - czyli w ogólnym zarysie - jak chętnie daje, to na mus musi być szmatą ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 07:32
                                                    A dla mnie slowa kurwa i szmata nie sa pejoratywne, moge byc kurwa i szmata do granic skurwienia. To dlatego, bo zauwazylem, ze impotenci, dewoci i stare prukwy uzywaja tych okreslen tam, gdzie dana osoba ma zestaw interesujacych z mojego punktu widzenia cech. Predzej pogardzam starymi dewotami i pierdzielami, ktorym juz calkiem przestal stawac i pozostalo wylacznie zazdrosne trzesienie sie z oburzenia.
                                                    Ja moglbym byc kurwa i szmata, to bylby dla mnie prawdziwy zaszczyt uslyszec taki zarzut od sliniacego sie starca wstrzasanego choroba Parkinsona ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 08:14
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Ja moglbym byc kurwa i szmata, to bylby dla mnie prawdziwy zaszczyt uslyszec taki zarzut od sliniacego sie starca wstrzasanego choroba Parkinsona ;)<

                                                    Ee,no rozczarowales mnie ;) Jak byś napisał, że zaszczytem byłoby usłyszenie takich słów z ust kobiety, zwłaszcza w sytuacji sam na sam, to bym jeszcze zrozumiała, ale że od starego dewota? ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 08:37
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Ee,no rozczarowales mnie ;) Jak byś napisał, że zaszczytem byłoby usłyszenie ta
                                                    > kich słów z ust kobiety, zwłaszcza w sytuacji sam na sam, to bym jeszcze zrozum
                                                    > iała, ale że od starego dewota? ;)

                                                    W praktyce oznacza to "dirty" ale nasycone negatywnymi emocjami niespelnienia. Resentyment w czystej formie :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:18
                                                    sabat 3 napisał >W praktyce oznacza to "dirty" ale nasycone negatywnymi emocjami niespelnienia. Resentyment w czystej formie :)<

                                                    Nigdy nie jest za późno, żeby negatywne emocje niespełnienia zamienić w pozytywne emocje spełnienia i nie(nasycenia) ;)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 08:12
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > I takimi określeniami szafują nie tylko
                                                    > kobiety, ale mężczyzni również, i to bardzo ochoczo.A do zostania szmatą wystar
                                                    > czy czasem bardzo, bardzo niewiele i łatka już przyklejona, na stałe.

                                                    No i co z tego, ze sie tak zapytam ? :-) W swoim zyciu bylam juz nie tylko nazwana kurwa, szmata, puszczalska, ale tez zimna ryba, niedotykalska cnota, czy oziebla suka. Tak szczerze to wszystkie te okreslenia serdecznie mnie bawia. Ba, widze tu nawet pewien pierwiastek genialnej utopii, zeby byc tym wszystkim po trochu ;-)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:00
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Cytujesz moja wypowiedz, a dyskutujesz ze soba ;) 'Kobieta nie chce byc postrze
                                                    > gana jako kurwa.' Czy to jest tak trudne do zrozumienia? Czy chciales pojsc w o
                                                    > ff top, ktory z moja wypowiedzia laczy tylko jedno slowo, ktore najwyrazniej ro
                                                    > znie definiujemy? To prosze bardzo.

                                                    Usiłuję Ci uzmysłowić, że w języku wielu facetów słowo `kurwa' nie istnieje.
                                                    Jest to dziwaczne słowo stosowane przez popieprzonych samców i reglamentujące samice.
                                                    Więc nie możesz być postrzegana jako kurwa (przynajmniej przez większość uczestników tego forum włączając Morrisona).
                                                    Użyj słowa `łatwa'. Łatwa to brzmi atrakcyjnie.
                                                    Sama Twoje podejście, że możesz postrzegać jakąś kobietę jako kurwę (włączając siebie samą) ujmuje Ci atrakcyjności, sytuuje w świecie z którym wolelibyśmy nie mieć nic wspólnego.

                                                    No gdzieś się te offtopy muszą zaczynać.

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:17
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Usiłuję Ci uzmysłowić, że w języku wielu facetów słowo `kurwa' nie istnieje.
                                                    > Jest to dziwaczne słowo stosowane przez popieprzonych samców i reglamentujące
                                                    > samice.
                                                    > Więc nie możesz być postrzegana jako kurwa (przynajmniej przez większość uczest
                                                    > ników tego forum włączając Morrisona).
                                                    > Użyj słowa `łatwa'. Łatwa to brzmi atrakcyjnie.

                                                    W porzadku, rozumiem. Niestety to u mnie nic nie zmienia. Nadal nie chce byc postrzegana jako kurwa.

                                                    > Sama Twoje podejście, że możesz postrzegać jakąś kobietę jako kurwę (włączając
                                                    > siebie samą) ujmuje Ci atrakcyjności, sytuuje w świecie z którym wolelibyśmy ni
                                                    > e mieć nic wspólnego.

                                                    Aaa nie szkodzi, mi po 40 stce odejmuje kazdy dzien wiecej z atrakcyjnosci wiec ze tak powiem fuck this shit ;-)

                                                    > No gdzieś się te offtopy muszą zaczynać.

                                                    Ano. W porzadku.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:36
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > W porzadku, rozumiem. Niestety to u mnie nic nie zmienia. Nadal nie chce byc postrzegana jako kurwa.

                                                    Dziwny jest ten Wasz świat. Tak bardzo zależy Ci na opinii tych, którzy
                                                    potrafią kobietę nazwać kurwą?

                                                    > Aaa nie szkodzi, mi po 40 stce odejmuje kazdy dzien wiecej z atrakcyjnosci wiec
                                                    > ze tak powiem fuck this shit ;-)

                                                    A mógłby Ci dodawać.

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:55
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Dziwny jest ten Wasz świat. Tak bardzo zależy Ci na opinii tych, którzy
                                                    > potrafią kobietę nazwać kurwą?

                                                    Na swojej Lybbla, na wlasnej opinii mi zalezy, a raczej na wlasnym samopoczuciu zeby nie czuc sie kurwa. Zrzuc to na moje wlasne ogranicznia, nie przeskocze tego, za stara jestem. Ale wiem, ze to jest silne i struga moja sekualnosc. I to, ze ktos mysli inaczej mnie nie wyzwala. I jeszcze do tego meskie demonstowanie poligamicznosci mnie skutecznie wysusza.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 01:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Na swojej Lybbla, na wlasnej opinii mi zalezy, a raczej na wlasnym samopoczuciu zeby nie czuc sie kurwa.

                                                    Rozumiem.
                                                    Innymi słowy masz na koncie dotkliwe pomyłki.

                                                    > Zrzuc to na moje wlasne ogranicznia, nie przeskocze t
                                                    > ego, za stara jestem.

                                                    Zbyt dojrzała;)

                                                    > Ale wiem, ze to jest silne i struga moja sekualnosc. I to
                                                    > , ze ktos mysli inaczej mnie nie wyzwala.

                                                    Bycia szympansicą nie przeskoczysz.

                                                    > I jeszcze do tego meskie demonstowanie poligamicznosci mnie skutecznie wysusza.

                                                    A to już z Yorikiem i Wontem roztrząsaj.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 06:43
                                                    lybbla napisał
                                                    >Dziwny jest ten Wasz świat. Tak bardzo zależy Ci na opinii tych, którzy
                                                    potrafią kobietę nazwać kurwą?<

                                                    Bo słowem upokorzyć jest łatwo. Rzuci jeden z drugim, albo jedna z drugą, żeś kurwa i szmata,no i już samopoczucie lepsze, i już można spokojnie, bez" nerw " na przykład pomodlić się i podziękować, że się jest porządnym/ ą;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:14
                                                    ninek04 napisała:


                                                    > Bo słowem upokorzyć jest łatwo. Rzuci jeden z drugim, albo jedna z drugą, żeś k
                                                    > urwa i szmata,no i już samopoczucie lepsze, i już można spokojnie, bez" nerw "
                                                    > na przykład pomodlić się i podziękować, że się jest porządnym/ ą;)

                                                    Jak ktoś tak rzuci to ja się wtedy modlę: jakie to szczęście, ze nie jestem porządny.

                                                    Zwróciłbym uwagę jednak na to o czym Sabat pisze, że jest mega na plus.
                                                    Jak Sabat nazywa szmatą to tylko dlatego, że mu jego wielka stojąca murzyńska pała przeszkadza.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 15:34
                                                    lybbla napisał
                                                    >Jak ktoś tak rzuci to ja się wtedy modlę: jakie to szczęście, ze nie jestem porządny.<

                                                    No bo po co strzępić sobie język po próżnicy, waląc porządnością na wszystkie strony;tylko po to, żeby się wyróżnić z tłumu tych niepożądnych i zepsutych? No tak,czyste sumienie przede wszystkim ;)

                                                    >Zwróciłbym uwagę jednak na to o czym Sabat pisze, że jest mega na plus.
                                                    Jak Sabat nazywa szmatą to tylko dlatego, że mu jego wielka stojąca murzyńska pała przeszkadza.<

                                                    Aa, bo wszystko zależy kto wyzywa od szmat i w jakich okolicznościach przyrody;)Jak dajmy na to taka profesor Pawłowicz i jej podobni, perorując z właściwą jej chamską swadą, że szmaty zachowały się jak szmaty, bo nie mają poczucia wstydu, pokazując swoje brzydkie ciała(podczas Marszu Szmat), to pozostaje się tylko roześmiać; a innym razem usłyszeć takie słowa z innych ust to wprost czysta poezja ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 23:17
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > No popatrz.
                                                    > Ja analogicznie postrzegam życie z taką kobietą jak Ty. Ciągłe ocenianie czy wy
                                                    > starczająco męski, czy wystarczająco silny. Zero pola dla słabości.

                                                    Ale przeciez ja nie formulowalam swoich wymagan w stosunku do mezczyzn. Skad sie to wzielo?

                                                    > (Czy Ty sobie w ogóle cenisz czulość?)

                                                    A jakie to ma znaczenie co ja sobie cenie? ;)

                                                    > Stoczyłbym się, zapił albo popełnił samobójstwo. :-)
                                                    > >To nie jest w jej interesie ani profilu emocjonal
                                                    > > nym. Kobieta nie chce byc postrzegana jako kurwa.
                                                    > Dobrym materiałem na tego typu kobietę jest kobieta, która ma w miarę duże potr
                                                    > zeby, fantazję i temperament i jednocześnie jest ograniczana przez prymitywnego
                                                    > , zazdrosnego męża.

                                                    Ja nie twierdze, ze takich kobiet nie ma ale sam wskazujesz, ze najprawdopodobniej beda pochodzic z jakiegos chorego ukladu co by sie pokrywalo z tym, co ja twierdze o tego typu wymaganiach.

                                                    JA po prostu podjelam sie odpwiedzi na pytanie: dlaczego Twoje wymagania sa wygorowane, gdyz zgadzam sie z Sabatem, ze sa. Dla mnie sa wrecz niespelnialne, nierealne, niewyobrazalne.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 00:55
                                                    > Dobrym materiałem na tego typu kobietę jest kobieta, która ma w miarę duże potr
                                                    > zeby, fantazję i temperament i jednocześnie jest ograniczana przez prymitywnego
                                                    > , zazdrosnego męża.
                                                    Po pierwsze to, ze kobieta ma fantazje i temperament nie znaczy z automatu, ze pojdzie na swing.
                                                    Po drugie Ty milosci szukasz i chcesz zapewne byc kochany i tutaj sie zaczyna maly problemik. Bo jak ktos tak tylko do seksu spotyka to nie ma dla niego czesto znacznia z kim ten ktos sie jeszcze stuka, albo mozna z nim i na swing i co tam jeszcze, ale...jak komus serducho puka...to wtedy nie jest mu obojetne co i z kim on robi i w dodatku chce sie tylko jego i tylko dla siebie, taka wlsciwosc zakochanych. Natomiast racja jezeli szukasz tylko seksu i swingu itd to jak najbardziej, tam gdzie nie ma milosci, tam nie ma zazwyczaj zazdrosci i zaborczosci.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 06:56
                                                    kag 73 napisała
                                                    >Natomiast racja jezeli szukasz tylko seksu i swingu itd to jak najbardziej, tam gdzie nie ma milosci, tam nie ma zazwyczaj zazdrosci i zaborczosci.<

                                                    Kag,ale przecież bez przerwy jest mowa, że właśnie szuka miłości,a nie tylko seksu i swingu, bo z dostępem do obu tych rzeczy nie ma większego problemu. Więc chodzi o takie właśnie połączenie, by znaleźć tą jedną, stałą,kochaną i kochającą kobietę,z którą będzie można robić to wszystko, między innymi swingować, z pasją, przyjemnością, a przy tym ufając sobie nawzajem,choć i na szczyptę- mniejszą lub większą -zazdrości miejsce się znajdzie, jak i w zwykłym związku,gdzie jest uczucie, tam i zazdrość przecież. Nie ma też co z góry zakładać, że nie ma takich kobiet w ogóle i że nie znajdzie. Trochę zrozumienia, że nie wszyscy potrzebują realizować się w monogamicznym związku.No już przeszło 1000 postów napisanych, a i tak jak grochem o ścianę ;)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 08:00
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Trochę zrozumienia, że nie wszyscy po
                                                    > trzebują realizować się w monogamicznym związku.No już przeszło 1000 postów nap
                                                    > isanych, a i tak jak grochem o ścianę ;)

                                                    To co Ninek, kiedy z kochankiem wyruszacie na swing-party ? ;-)
                                                    Zrozumienie, a wcielenie w zycie, to dwie rozne sprawy, a my tu raczej dyskutujemy o tym drugim :-)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:03
                                                    mabelle 2000 napisała
                                                    >To co Ninek, kiedy z kochankiem wyruszacie na swing-party ? ;-)
                                                    Zrozumienie, a wcielenie w zycie, to dwie rozne sprawy, a my tu raczej dyskutujemy o tym drugim :-)<

                                                    Serio? Dyskutujemy o wcieleniu w czyn? To znaczy, jest ktoś, oprócz Morrisona, kto rozważa taką możliwość, albo już czynnie swinguje? Ja próbuję zawsze spojrzeć, jak dana sprawa może wyglądać z tej drugiej strony, zrozumieć, co tam w kimś się kłębi w jego niespełnieniu na różnych polach życiowych, i to niezależnie od tego, czy akurat zrozumienie czegoś, czy kogoś jest wyrazem moich tęsknot,fantazji, czy preferencji. To,że popieram, nie oznacza, że sama chcę ;)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:14
                                                    Spokojnie, nie trzeba popierac, zeby byc cool. Wystarczy zajac pozycje umiarkowanie entuzjastyczna, albo sceptycznie powatpiewajaca, tez wystarczy ;-)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:51
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ja próbuję zawsze spoj
                                                    > rzeć, jak dana sprawa może wyglądać z tej drugiej strony, zrozumieć, co tam w k
                                                    > imś się kłębi w jego niespełnieniu na różnych polach życiowych, i to niezależni
                                                    > e od tego, czy akurat zrozumienie czegoś, czy kogoś jest wyrazem moich tęsknot,
                                                    > fantazji, czy preferencji. To,że popieram, nie oznacza, że sama chcę ;)

                                                    Super, a ja rozumiem i popieram kaprofilie, tylko co z tego, skoro sama nie chce ?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 12:02
                                                    >Super, a ja rozumiem i popieram kaprofilie, tylko co z tego, skoro sama nie chce ?<

                                                    Rozumiem, że popierasz i rozumiesz że nie chcesz, nie widzę tu sprzeczności ;)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 12:25
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Rozumiem, że popierasz i rozumiesz że nie chcesz, nie widzę tu sprzeczności ;)

                                                    Bo tu nie ma sprzecznosci. Chcialam Ci tylko pokazac, ze spektrum seksualnych zachowan jest bardzo szerokie, najciekawsza jest jednak dyskusja, czy ludzie wcielaja te zachowania w zycie, czy je realizuja. Ty nie uprawiasz swingu jak sama piszesz, a mimo to probujesz wplatac sugestie, ze reszta ma problemy ze zrozumieniem.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 12:32
                                                    Dostępność, dostępność i jeszcze raz dostępność.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:52
                                                    "Nie ma też co z góry zakładać, że nie ma takich kobiet w ogóle i że nie znajdzie. Trochę zrozumienia, że nie wszyscy potrzebują realizować się w monogamicznym związku.No już przeszło 1000 postów napisanych, a i tak jak grochem o ścianę ;)"

                                                    Ale o czym Ty do mnie piszesz, ja doskonale rozumiem o czym pisze morrison i nawet to juz gdzies napislam. Jasne, ze moze taka znalezc ja pisze jak jest generalnie, w wiekszosci, u wiekszosci zakochanych ludzi. A Ty wielkie wpisy a sama sie nie piszesz na swing, ja tez nie, kitty tez nie, andzia tez nie, zawle tez nie, sea.sea chyba tez nie. Czy kogos pominelam? Nawet wiekszosc facetow sie tutaj nie pisze na swing, jezeli mowimy o tej ukochanej.
                                                    Statystycznie trudniej znalezc w pakiecie: zakochanie/milosc i swing. Niektorzy sie na niego decyduja przezywszy wiele, majac wiezi, zaufanie itd. Wiec nie wmawiam mnie, ze to tak latwo znalezc, bo ja Ci pisze, ze moim zdaniem wcale nie tak latwo. A jak chce tylko do seksu, do swingu to moze latwiej, ale on o milosci pisze. Wiec pakiet: odpowiada zyciowo, mozna sie zakochac+ chetna na swing, moim zdaniem zadanie jest trudne, ale nie jest niemozliwe. I juz wystarczajaco trudne jest znalezc: odpowiadajaca zyciowo, atrakcyjna i zeby jeszcze gostka chciala.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:56
                                                    kag73 napisała:
                                                    Wiec pakiet: odpowiada zyciowo, mozna sie zakochac+ chetna na swing, moim zdaniem zadanie jest trudne, ale nie jest niemozliwe. I juz wystarczajaco trudne jest znalezc: odpowiadajaca zyciowo, atrakcyjna i zeby jeszcze gostka chciala.
                                                    ----------------------
                                                    500 postów temu napisałem że jest to zbiór pusty.













                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:56
                                                    "A Ty wielkie wpisy a sama sie nie piszesz na swing, ja tez nie, kitty tez nie, andzia tez nie, zawle tez nie, sea.sea chyba tez nie. Czy kogos pominelam?"

                                                    Oo, mabelle pominelam, ona tez sie nie pisze:)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:13
                                                    No i po co te nerwy? ;)Niech każdy zostanie przy swoim zdaniu i tyle.A i nie wmawiaj mi, że się nie piszę na swing, i nigdy pisać nie będę,bo sama jeszcze nie wiem o sobie, na co się w życiu będę pisać i co się przydarzy, a Ty piszesz w imieniu innych, że ta i ta i tamta to w życiu nigdy nie.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:16
                                                    "No i po co te nerwy? ;)Niech każdy zostanie przy swoim zdaniu i tyle. A i nie wmawiaj mi, że się nie piszę na swing, i nigdy pisać nie będę,bo sama jeszcze nie wiem o sobie, na co się w życiu będę pisać i co się przydarzy, a Ty piszesz w imieniu innych, że ta i ta i tamta to w życiu nigdy nie."

                                                    I po co te emocje? ;) Ja napislam, ze "sie nie pisze", czytaj: czas terazniejszy.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:24
                                                    a Ty piszesz w
                                                    > imieniu innych, że ta i ta i tamta to w życiu nigdy nie.

                                                    To ja też piszę, że nie ;-) W swoim imieniu. Trochę już na świecie żyję i coś na swój temat wiem, bo się otarłam o rózne sytuacje i w różnych w praktyce swój charakter i emocjonalność sprawdziłam. Nie interesuje mnie swing.
                                                    Puszczając wodze wyobraźni mogę sobie ostatecznie wyobrazić siebie w związku ze swingiem, ale tylko takim nastawionym na, nazwijmy to, wspólne intensywne używanie życia na różnych odcinkach. Taki związek musiałby być sytuacją przejściową, incydentem, bo na dłuższą metę zniszczyłby mnie. W związku cenniejszym uczuciowo i życiowo z mojego punktu widzenia nie ma miejsca na swing.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 13:35

                                                    > To ja też piszę, że nie ;-) W swoim imieniu. Trochę już na świecie żyję i coś n
                                                    > a swój temat wiem, bo się otarłam o rózne sytuacje i w różnych w praktyce swój
                                                    > charakter i emocjonalność sprawdziłam. Nie interesuje mnie swing.

                                                    O rany, przypomniało mnie się!!! Ponad trzydzieści lat temu, tuz po stanie wojennym, akademik. Miałam chłopaka, w którym byłam straszliwie, śmiertelnie zakochana. I w ramach tego zakochania seksiłam się z nim na potęgę (tak się u mnie objawia zakochanie). Ale otwarta na propozycje byłam też inne. Gorąca więź z ukochanym (jak to ktoś tu napisał) wcale nie przeszkadzała mi całować się na imprezach z innymi facetami, podczas gdy on całował się z innymi paniami. I zerkaliśmy na siebie, i było bardzo ekscytująco :-D Sytuacja była ekscytująca również dla osób obłapiających się z nami. Błykawice i piorunu latały w powietrzu bardziej, niż latałyby z samego obłapiania się. Rano nikt nikomu w mordę nie dawał, nie rozstawał się z hukiem , każdy wracał do swoich zajęć i satysfakcjonujących układów. Mieliśmy po dwadzieścia lat, każdy odebrał katolickie wychowanie (przynajmniej oficjalnie). Ach, te akademiki dawno, dawno temu. Jak się komuś z młodzieży wydaje, że nowe przyszło wraz z ich dojrzewaniem, to gotowa jestem zabić śmiechem :-D
                                                    Powracając do tematu: zabawne epizody, mieliśmy wtedy pstro w głowie i eksperymentowaliśmy. Nie byliśmy (to moje grono) jakimś wyjątkiem, inne koleżanki też zwierzały sie z podobnych akcji. Moja więź z moim chłopakiem była gorąca, ale była mocno niedojrzała (z mojej strony, o nim się nie wypowiadam). Było, minęło. Bardzo szybko zaczęłam mieć do takich "zabaw" stosunek taki, jaki mam teraz. Teraz znam swoją psychikę, znam swoje preferencje co do charakteru związków. Nie, krzywdy mi takie zabawy nie zrobiły, miło wspominam. To jest część mojej głupawej i wesołej młodości.
                                                    Kiedyś w podobnym tonie pisała o takich zabawach z młodości Triss (jeśli sobie dobrze przypominam). I podobnie jak ona jeszcze raz powtórzę: jak się ktoś satysfakcjonująco wyszalał za młodu, ma z głowy dziwne pomysły w wieku dojrzałym. Co nei przeszkadza mu uprawiać i na starość dzikiego seksu :-D
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:10
                                                    "powtórzę: jak się ktoś satysfakcjonująco wyszalał za młodu, ma z głowy dziwne pomysły w wieku dojrzałym. Co nei przeszkadza mu uprawiać i na starość dzikiego seksu :-D"

                                                    I to jest chyba dobre podsumowanie Aandzi w tym sensie, ze pokrywa sie ze stanowiskiem Morrisona, ktory twierdzi, ze na jego potrzeby miala m.in. wplyw trauma z mlodosci.

                                                    Z mojej strony podsumowanie Morrisona: fajny facet, super charakter, wyrozniajacy go na plus b. dobry kontakt z wlasnymi emocjami (najwieksza zaleta, wyjatkowe wsrod mezczyzn), potrzeby calkowicie do dupy (najwieksza wada) ;-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:28
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Z mojej strony podsumowanie Morrisona: fajny facet, super charakter, wyrozniaja
                                                    > cy go na plus b. dobry kontakt z wlasnymi emocjami (najwieksza zaleta, wyjatkow
                                                    > e wsrod mezczyzn), potrzeby calkowicie do dupy (najwieksza wada) ;-)
                                                    Kitty.
                                                    Dzięki za pozytywną opinię na mój temat.
                                                    Musiałaś pójść bardzo okrężną drogą (nie na skróty) w jej formułowaniu (a droga na skróty jest zazwyczaj wygodniejsza) :-)

                                                    Istotą mojej tezy nie jest tutaj moja propozycja swingowania skierowana wobec kobiet.
                                                    Istotą jest teza o poligamiczności natury męskiej.
                                                    Ja rozumiem całkowicie, że większość kobiet odrzuca swing.
                                                    I szanuje to absolutnie (bo niby jak miałbym "nie szanować'?)
                                                    Rzecz w tym, ze to zasadniczo w najmniejszym stopniu nie rozwiązuje kobiecych problemów w relacjach z mężczyznami.
                                                    Oni nadal nie są monogamiczni.
                                                    Czy ich kobiety tego chcą czy nie.
                                                    Poligamiczna natura objawia się w sposób dużo głebiej ukryty, zawoalowany i skomplikowany niż tylko w tendencjach do swingowania.
                                                    Jeśli jakaś para jest zainteresowana swingiem to mają o jeden problem mniej
                                                    Jeśli w tej parze takiego zainteresowania nie ma to w niczym nie rozwiązuje to problemów związanych z męską poligamią.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 18:04
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Kitty.
                                                    > Dzięki za pozytywną opinię na mój temat.
                                                    > Musiałaś pójść bardzo okrężną drogą (nie na skróty) w jej formułowaniu (a droga
                                                    > na skróty jest zazwyczaj wygodniejsza) :-)
                                                    >
                                                    > Istotą mojej tezy nie jest tutaj moja propozycja swingowania skierowana wobec k
                                                    > obiet.

                                                    A prosze opinie prosze, w calej mojej szczerosci ;) Wiem, ze nie przyszedles tu swingowac ale cos pobakiwales o klinie na ta Twoja niewygodna, aktualna sytuacje, lepiej zatem zajac pozycje i sie na niej okopac. Kag zrobila liste wiec tez sie na nia wpisalam w kolumnie na 'nie' ;) A poza tym to widze, ze sie Wont juz zaczal podsmiewywac z mojego stosunku do Ciebie tj z mojego 'bycia mila', co jak sam rozumiesz w przypadku Kitty jest mimo iz zalecane to niemile widziane, po prostu jakby sie czlowiek nie zachowal to jest to zachowanie negatywne. Mozesz sobie tez tlumaczyc, ze bylam mila, zgadzajaca sie, bo lecialam na pieniadze. Jak Ci wygodniej. A nie kurde teraz mam juz swoje ale w sumie to nie znaczy, ze nie lece na wiecej pieniedzy ;-) W kazdym razie cos tam negatywnego sobie dospiewaj jesli potrzebujesz zeby wyjsc na zero, na nie oplaca sie.

                                                    > Istotą jest teza o poligamiczności natury męskiej.
                                                    > Ja rozumiem całkowicie, że większość kobiet odrzuca swing.
                                                    > I szanuje to absolutnie (bo niby jak miałbym "nie szanować'?)
                                                    > Rzecz w tym, ze to zasadniczo w najmniejszym stopniu nie rozwiązuje kobiecych p
                                                    > roblemów w relacjach z mężczyznami.
                                                    > Oni nadal nie są monogamiczni.
                                                    > Czy ich kobiety tego chcą czy nie.
                                                    > Poligamiczna natura objawia się w sposób dużo głebiej ukryty, zawoalowany i sko
                                                    > mplikowany niż tylko w tendencjach do swingowania.
                                                    > Jeśli jakaś para jest zainteresowana swingiem to mają o jeden problem mniej
                                                    > Jeśli w tej parze takiego zainteresowania nie ma to w niczym nie rozwiązuje to
                                                    > problemów związanych z męską poligamią.

                                                    Wierze w 100%, niestety nie wiem jak to rozwiazac. Chyba poloze po prostu lache na to.

                                                    Jednak jak zawsze rozmowa z Toba mile widziana. Wiesz dlaczego mila? Bo sie nie kleisz i zachowujesz zdrowy dystans do pochlebstw. Ooo pierwszy raz mam okazje uzyc slowa: wydajesz sie byc dojrzaly (w przeciwienstwie do mnie). Klaniam sie.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 18:37
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    A poza tym to widze, ze sie Wont ju
                                                    > z zaczal podsmiewywac z mojego stosunku do Ciebie tj z mojego 'bycia mila', co
                                                    > jak sam rozumiesz w przypadku Kitty jest mimo iz zalecane to niemile widziane,
                                                    > po prostu jakby sie czlowiek nie zachowal to jest to zachowanie negatywne.
                                                    -------
                                                    Oj, nie pamiętam kiedy się podśmiewałem. Możesz przypomnieć? Bo ja mam tak, że jak się wyśpię to następnego dnia nie pamiętam co jadłem poprzedniego na śniadanie. A dzisiaj zjadłem zielone curry z podwójnym ryżem, poprawiłem kilogramem truskawek i z tak wypełnionym kałdunem zapadłem w popołudniową drzemkę. I właśnie się obudziłem i piję kawę. I już nie pamiętam nawet co dzisiaj pisałem :)

                                                    A z tym "miłym" to ja naprawdę już nie wiem jak ja mam tłumaczyć, że bycie miłym wcale nie oznacza bycia "mdłym", no :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:07
                                                    Wkurza mnie ta strona, bo mnie wciaz wylogowywuje i jest problem z cytowaniem.

                                                    "Oj, nie pamiętam kiedy się podśmiewałem. Możesz przypomnieć? Bo ja mam tak, że jak się wyśpię to następnego dnia nie pamiętam co jadłem poprzedniego na śniadanie. A dzisiaj zjadłem zielone curry z podwójnym ryżem, poprawiłem kilogramem truskawek i z tak wypełnionym kałdunem zapadłem w popołudniową drzemkę. I właśnie się obudziłem i piję kawę. I już nie pamiętam nawet co dzisiaj pisałem :)"

                                                    Niewazne, to nie bylo dzisiaj. Tez dzisiaj drzemalamjak nigdy ale to jest raczej wina spadajacego cisnienia. Z wypelnionym kaldunem to bym nie drzemala jak chcesz go zrzucic ;-)

                                                    "A z tym "miłym" to ja naprawdę już nie wiem jak ja mam tłumaczyć, że bycie miłym wcale nie oznacza bycia "mdłym", no :)"

                                                    Nawet Nudziarz mi nie wierzy, ze tak myslisz po watkach w stylu 'kobiety wola dupkow' itp. A w zyciu to ja uwazam sie za mila osoba wiec zwalam to na przepychanki na forum. Inna sprawa, ze prawda czesto jest niemila ale mozna tez o niej nie myslec. To akurat tez potrafie szczegolnie jak sie wyciszy emocje.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:03
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Mozesz sobie tez tlumaczyc, ze bylam mila, zgadzajaca sie, bo lecialam na pieniadze. Jak Ci wygodniej. A nie kurde teraz mam juz swoje ale w sumie to nie znaczy, ze nie lece na wiecej pieniedzy ;-)

                                                    Kitula co Cię gryzie? Kręcisz się wokół pieniędzy, że cały jestem skolowany.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:15
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Kitula co Cię gryzie? Kręcisz się wokół pieniędzy, że cały jestem skolowany.

                                                    A bo chce zaplacic za buty, ktore mi dzisiaj przyslali, a nie wiem ile? Nigdy mi sie tak wczesniej nie zdarzylo zebym zamowila cos online bez jednoczesnego zaplacenia (?) Teraz mam buty, pincet dokumentow, emaili i nie wiem jaka ostateczna kwota do zaplaty. Skolowali mnie tym, ze nie chcieli na wstepnie kasy. Jakos to nie po kolei. Minusem zarabiania pieniedzy jest to ze nie masz czasu ich wydawac standardowymi drogami wiec musisz zalatwiac wszystko przez neta, na koncu sie okazuje, ze potrzebujesz ksiegowego, ktory to ogarnie.

                                                    A inna sprawa, ze mnie koluje czemu jestes dla mnie taki mily i w ogole zwracasz na mnie uwage?

                                                    Aaa i plusem zarabiania pieniedzy jest, ze chudniesz bez chodzenia na silke. Dziwne to jest. A moze mam raka? ;-)

                                                    Takie luzne przemyslenia z soboty. A co tam u Ciebie?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:29
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Aaa i plusem zarabiania pieniedzy jest, ze chudniesz bez chodzenia na silke. Dz
                                                    > iwne to jest. A moze mam raka? ;-)

                                                    Chudniesz bez chodzenia na silke? Nie wiesz co to za dziwne umowy przyniosl kustykajacy jegomosc pachnacy siarka, w ktorych wciaz jest pokretnie opisywane, ze musisz w koncu zaplacic, ale ty nie wiesz ile i nie pamietasz dobrze za co. Kolacze ci sie, ze za obuwie. Moze chodzi o Adidasa? ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:41
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Chudniesz bez chodzenia na silke? Nie wiesz co to za dziwne umowy przyniosl kus
                                                    > tykajacy jegomosc pachnacy siarka, w ktorych wciaz jest pokretnie opisywane, ze
                                                    > musisz w koncu zaplacic, ale ty nie wiesz ile i nie pamietasz dobrze za co. Ko
                                                    > lacze ci sie, ze za obuwie. Moze chodzi o Adidasa? ;)

                                                    no, no, moja ulubiona scena z Meaning of life z Mr Ripper i kobieta testosteronowa w czerwonej sukience ;-)
                                                    www.youtube.com/watch?v=GzejK4-qZ2E
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:51
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A bo chce zaplacic za buty, ktore mi dzisiaj przyslali, a nie wiem ile?
                                                    Minusem zarabiania pieniedzy jest to ze nie masz czasu ich wy
                                                    > dawac standardowymi drogami wiec musisz zalatwiac wszystko przez neta, na koncu
                                                    > sie okazuje, ze potrzebujesz ksiegowego, ktory to ogarnie.

                                                    Witaj w klubie ja to nawet czasu nie mam by kupować w internecie.
                                                    I ta cholerna planned obsolescence znowu zostałem z dwiema parami spodni.

                                                    > A inna sprawa, ze mnie koluje czemu jestes dla mnie taki mily i w ogole zwracas
                                                    > z na mnie uwage?

                                                    A byłem kiedyś niemiły, bo chyba przychodzenia na forum z siekierą nie bierzesz pod uwagę? ;)

                                                    > Aaa i plusem zarabiania pieniedzy jest, ze chudniesz bez chodzenia na silke. Dz
                                                    > iwne to jest. A moze mam raka? ;-)

                                                    A to od siłki się chudnie?
                                                    No i jeszcze te Twoje terminalne klimaty.

                                                    > Takie luzne przemyslenia z soboty. A co tam u Ciebie?

                                                    To jest naprawdę cudowna wiosna.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 20:30
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Witaj w klubie ja to nawet czasu nie mam by kupować w internecie.
                                                    > I ta cholerna planned obsolescence znowu zostałem z dwiema parami spodni.

                                                    A da rade ratowac sie dresami? U mnie chlopaki jezdza na wozkach (wiem jak to brzmi ;) czasem w dresiorach to wodze za nimi oczami. Miekko ukladaja sie na tylku i nie tylko ;) Kiedys zdarzylo mi sie palete przeniesc tez z pardziesiat metrow i zgrabnie ja zarzucic na stosik. To tez sie gapili, a bylam tylko w jeansach. Takze nie wiem co sie u Ciebie sprawdzi? Podeslij fote to podpowiem ;-)

                                                    > > A inna sprawa, ze mnie koluje czemu jestes dla mnie taki mily i w ogole z
                                                    > wracas
                                                    > > z na mnie uwage?
                                                    >
                                                    > A byłem kiedyś niemiły, bo chyba przychodzenia na forum z siekierą nie bierzesz
                                                    > pod uwagę? ;)

                                                    Robiles co mogles ;)

                                                    > A to od siłki się chudnie?

                                                    Rekomponuje.

                                                    > To jest naprawdę cudowna wiosna.

                                                    Zauwazylam, ze ja zmian por roku nie zauwazam. Ale na lato mi sie cera psuje. A to u Ciebie tez jest wiosna?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:00
                                                    hello - Kitty 2 napisała
                                                    >Ale na lato mi sie cera psuje<

                                                    Tylko na lato? To i tak masz farta.Teraz,znaczy w tym wieku, moja droga, to cera psuje się niezależnie od pór roku,i jak się nie zbotoksujesz, nie zhialoronujesz, nie wypełnisz i nie zliftingujesz to nie masz co wymagać, że cera będzie tak piękna, jak wcześniej. Taka kolej rzeczy,czasu nie cofniesz,bo się nie da ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:01
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Kiedys zdarzylo mi sie palete przeniesc tez z pardziesiat met
                                                    > row i zgrabnie ja zarzucic na stosik. To tez sie gapili, a bylam tylko w jeansa
                                                    > ch.

                                                    Powinnaś mieć bana na wychodzenie na halę z gołymi cyckami! :D Jak tu się nie gapić, jak baba idzie tylko w jeansach. To grozi wypadkiem przy pracy, jeszcze kolega wjedzie wózkiem w słup :D
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 23:04
                                                    Uwierz mi Sabat, ze widzialam juz kilkakrotnie jak facet rozmawiajac ze mna wjechal w palete pudel ale dotychczas zrzucalalm to na nieskoordynowanie, a sprzedajemy bardzo drogie produkty medyczne czesto jadace na gwalt do operacji, a tu jeb rozsypuja sie jak puzle. Kiedys obklejalam morze palet jakimis naklejkami, a facet przyrabal wozkiem w jedna, ta w druga i tak pojechaly, a ja przed chwila miedzy mimi, juz dawno sie smialam ze wkrotce stane sie zmiazdzonym nalesnikiem, a ci jezdza jak wariaci, na poczatku to zupelnie nie wiedzialam jak sie po takiej hali poruszac, jak w mrowisku, wszystko sie non stop rusza, a ile tam testosteronu ;) Na szczescie siedze przy biurku w takiej jakby klatce chociaz juz widzialam jak przyrabala z kolei dziewczyna paleta w ta klatke, nie znasz dnia ani godziny ;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:36
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > A da rade ratowac sie dresami? U mnie chlopaki jezdza na wozkach (wiem jak to brzmi ;) czasem w dresiorach to wodze za nimi oczami. Miekko ukladaja sie na tyl
                                                    > ku i nie tylko ;) Kiedys zdarzylo mi sie palete przeniesc tez z pardziesiat met
                                                    > row i zgrabnie ja zarzucic na stosik. To tez sie gapili, a bylam tylko w jeansa
                                                    > ch. Takze nie wiem co sie u Ciebie sprawdzi? Podeslij fote to podpowiem ;-)

                                                    A nie to już zimą lepiej termojądrowe kalesony. I przedzieramy się przez zamiecie. Dresy? Na miasto? W życiu. Teraz to krótkie spodenki. No wiesz kobieta w samych jeansach przyciąga uwagę. Fota? Jeszcze dym po ujawnianiu korespondencji Morrisona nie opadł :P

                                                    > Robiles co mogles ;)

                                                    Należało Ci się jak ostre rżnięcie.

                                                    > > A to od siłki się chudnie?

                                                    > Rekomponuje.

                                                    To ja moze sie jednak przebiegnę.

                                                    > > To jest naprawdę cudowna wiosna.
                                                    >Zauwazylam, ze ja zmian por roku nie zauwazam. Ale na lato mi sie cera psuje. A >to u Ciebie tez jest wiosna?

                                                    W sensie meteorologicznym to tym razem nie zauważyłem, zauważyłem natomiast kłopoty z percepcją.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:50
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Jeszcze dym po ujawnianiu korespondencji
                                                    > Morrisona nie opadł :P
                                                    Dym??
                                                    Jaki dym??
                                                    Czy ja czegoś nie wiem??
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 23:19
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    > > Jeszcze dym po ujawnianiu korespondencji
                                                    > > Morrisona nie opadł :P
                                                    > Dym??
                                                    > Jaki dym??
                                                    > Czy ja czegoś nie wiem??

                                                    Ja tez nie wiem. Jak dotad to tylko Morrison ujawnil, ze jestem glupia cipa w Amsterdamie, co sie spotkac nie chciala na drinka. Foty to ja mam w klaserach i nie wrzucam na forum nawet nie do dokumentacji czy leca na kase czy na zestaw dyskotekowy czyli podpompowana klate + biceps :)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 23:48
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Czy ja czegoś nie wiem??

                                                    Wszystko wiesz nawet przypomniałeś w tym wątku.

                                                    > Ja tez nie wiem. Jak dotad to tylko Morrison ujawnil, ze jestem glupia cipa w A
                                                    > msterdamie, co sie spotkac nie chciala na drinka.

                                                    To przeoczyłem. więc te tyrady z wyjątkami z priva z Morrisonem to była zemsta?

                                                    > Foty to ja mam w klaserach i
                                                    > nie wrzucam na forum nawet nie do dokumentacji czy leca na kase czy na zestaw dyskotekowy czyli podpompowana klate + biceps :)

                                                    Jeśli lecą, a by to sprawdzić potrzebna jest grupa niezależnych ekspertów.


                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:17
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Jeśli lecą, a by to sprawdzić potrzebna jest grupa niezależnych ekspertów.

                                                    W skladzie: Kag i pomocnicy, hehe smialam sie jak zawolala o fote. Gorzej jakby wyszlo, ze leca na kase i co wtedy? Mechanizmy by sie Morrisonowi zrabaly ;-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:26
                                                    "Gorzej jakby wyszlo, ze leca na kase i co wtedy? Mechanizmy by sie Morrisonowi zrabaly ;-)"

                                                    Nie, nie, gorzej jakby wyszlo, ze w ogole nie leca ;) Bo zdaje sie, ze wlasnie to chce sprawdzac lybbla.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:14
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja tez nie wiem. Jak dotad to tylko Morrison ujawnil, ze jestem glupia cipa w A
                                                    > msterdamie, co sie spotkac nie chciala na drinka.
                                                    Oj tam.
                                                    Błąd w percepcji spowodowany zniekształceniem przekazu przez internet.
                                                    Tak zażartowałem sobie z tą cipą :-)

                                                    Poza tym ja tylko zareagowałem na Twój sygnał, że nie zamierzasz bawić się w dyskrecję odnośnie treści przekazywanych prywatnie.
                                                    Niespecjalnie mi to przeszkadza.
                                                    Ale mnie to dziwi.
                                                    Mam wrażenie, że jesteś typem osoby, która daje się podpuszczać i nakręcać.
                                                    A potem zostaje ze skutkami tego podpuszczania sama bo podpuszczajacy gdzieś się ulatniają.
                                                    Ale może się mylę.
                                                    To tylko ogólne wrażenie. Może być błędne.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:15
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Oj tam.
                                                    > Błąd w percepcji spowodowany zniekształceniem przekazu przez internet.
                                                    > Tak zażartowałem sobie z tą cipą :-)

                                                    Ladne, zgrabne zdanko o bledzie percepcji hehe skopiuje sobie, pewnie sie kiedys przyda. Ja sie za cipe nie obrazam, to przeciez idiom, a w ogole to ja mam b.duzy dystans do slow. Dla mnie liczy sie co rozmowca chcial przekazac i jakie emocje nim kierowaly. Jesli mu do tego moze posluzyc bluznierstwo czy jakis obrazliwy tekst, to ja to aprobuje jak najbardziej.

                                                    > Poza tym ja tylko zareagowałem na Twój sygnał, że nie zamierzasz bawić się w dy
                                                    > skrecję odnośnie treści przekazywanych prywatnie.
                                                    > Niespecjalnie mi to przeszkadza.
                                                    > Ale mnie to dziwi.
                                                    > Mam wrażenie, że jesteś typem osoby, która daje się podpuszczać i nakręcać.
                                                    > A potem zostaje ze skutkami tego podpuszczania sama bo podpuszczajacy gdzieś si
                                                    > ę ulatniają.
                                                    > Ale może się mylę.
                                                    > To tylko ogólne wrażenie. Może być błędne.

                                                    Nie zrozumiales mnie. Jesli chcialam cos dac to zrozumienia to to, ze nie interesuje mnie utrzymywanie prywatnych korespondecji z przecietnym uzytkownikiem forum, dlatego ze jest to petla, ktorej nie chce zakladac sobie na szyje, bo bedzie sie zaciskac (wyjasnilam wczesniej dlaczego uwazam to za petle). A w odpowiedzi na ''unoszacy sie na forum dym prywatnej korespondencji'' odpowiadam, ze jedyny dym jaki sie uniosl to ujawnienie przez Ciebie faktu, ze nie chcialam sie spotkac z Toba na drinka w Adamie. I co? Mam Ci to teraz rzucac tragicznie w twarz? Przeciez sie nie spotkalam wiec jestem czysta, nic o Tobie nie wiem i niczego nie rozpowszechniam, dodatkowo ostrzegam Cie uczciwie 'boisz sie ze cos rozpowszechnie? wiec trzymaj sie od prive z daleka, od drinkow tez z daleka'. Ja na niczym nie jestem stratna i z niczym nie zostaje. Nie wiem o czym mowisz? Chcesz mnie czyms zastraszyc? Czym? Jeszcze raz: ja sie nie spotkalam wiec nie mam nic do ukrycia. Nie wiem po co w ogole ta kwesie podnosisz. Rozstrzasasz potencjalne zagrozenie? Niczego sie nie boj, bo NIC SIE NIE WYDARZYLO, hello?

                                                    I jeszcze staraj sie czytac podteksty. Pomoge: skoro wychwyciles, ze nie zamierzam sie bawic w tajemnice prywatnej korespodencji tzn ze daje Ci do zrozumienia, ze mi na takowej nie zalezy, odstraszam Cie (!), bo gdyby mi zalezalo to: raz - mialbys juz ode mnie wiadomosc z konkretami, a dwa - ludzie z ktorymi sie spotykam nie musza sie bac ze cos o nich ujawnie. Tak jak i ja mam ten sam komfort z ich strony. Najbardziej sie boja ci, ktorych to ja odpycham. Zapamietaj ostatnie zdanie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:30
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie zrozumiales mnie. Jesli chcialam cos dac to zrozumienia to to, ze nie inter
                                                    > esuje mnie utrzymywanie prywatnych korespondecji z przecietnym uzytkownikiem fo
                                                    > rum, dlatego ze jest to petla, ktorej nie chce zakladac sobie na szyje,
                                                    Źle interpretujesz.
                                                    Nie ma tematu.
                                                    Ani korespondencji prywatnej ani nie wypitego drinka.
                                                    Interesuje mnie po prostu ludzka"głupota"
                                                    Ty po prostu wydajesz się być wdzięcznym obiektem do obserwacji :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:04
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Interesuje mnie po prostu ludzka"głupota"
                                                    > Ty po prostu wydajesz się być wdzięcznym obiektem do obserwacji :-)

                                                    No dobrze. To wytlumacz mi jak krowie na granicy w czym tkwi obserwowana przez Ciebie moja glupota? Najlepiej na przykladzie. Uwazasz mnie za wyjatkowo/wyrozniajaco sie glupia? Czy z innego powodu Cie przyciagam (w obserwacjach)? (sprobuje nasladowac podczas tego dyskursu mojego pracowego kolege - oceanA spokoju ;) Dawaj.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:15
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No dobrze. To wytlumacz mi jak krowie na granicy w czym tkwi obserwowana przez
                                                    > Ciebie moja glupota? Najlepiej na przykladzie. Uwazasz mnie za wyjatkowo/wyrozn
                                                    > iajaco sie glupia? Czy z innego powodu Cie przyciagam (w obserwacjach)? (sprobu
                                                    > je nasladowac podczas tego dyskursu mojego pracowego kolege - oceanA spokoju ;)
                                                    > Dawaj.
                                                    No już Ci sygnalizowałem:
                                                    Najpierw pokazałaś siebie jako osobę niegodną zaufania a potem byłaś zdziwiona, że napisałem, ze nigdy bym Cię nie zatrudnił.
                                                    (Abstrahuję od realności takiego zatrudnienia)
                                                    Mam wrażenie, że dałaś się wypuścić w sensie życiowym
                                                    Męskim odpowiednikiem takich osób są kolesie, którzy poklepywani po ramieniu i adorowani towarzysko budzą się w wieku 40-45 lat i okazuje się, ze ich jedyną umiejętnością jest umiejętność wypicia pół litra z gwinta i dar do rzucania świadczących o wyluzowaniu tekstów.
                                                    A Ci którzy ich tak wdzięcznie poklepywali po ramieniu i zagrzewali tekstami: "dawaj, super jesteś, podziwiam Cię" w tym samym czasie wcale nie poszli ich śladem tylko całkiem nieźle się ustawili życiowo.
                                                    Chciałem skonfrontować wrażenie wirtualne z realnym a Ty od razu dorobiłaś mi "gębę" kolesia, który napiera na prywatną korespondencję i realną znajomość.
                                                    A w nosie Cię mam jeśli tak masz reagować.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:25
                                                    morrison9
                                                    > Męskim odpowiednikiem takich osób są kolesie, którzy poklepywani po ramieniu i
                                                    > adorowani towarzysko budzą się w wieku 40-45 lat i okazuje się, ze ich jedyną u
                                                    > miejętnością jest umiejętność wypicia pół litra z gwinta i dar do rzucania świa
                                                    > dczących o wyluzowaniu tekstów.
                                                    > A Ci którzy ich tak wdzięcznie poklepywali po ramieniu i zagrzewali tekstami: "
                                                    > dawaj, super jesteś, podziwiam Cię" w tym samym czasie wcale nie poszli ich śla
                                                    > dem tylko całkiem nieźle się ustawili życiowo.

                                                    A mozesz wymienic jakies swoje umiejetnosci odrozniajace Cie od kolesia, ktory umie wypic pol litra z gwinta i rzucac wyluzowane teksty? I jak to przeklada sie na ustawienie zyciowe?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:28
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > A mozesz wymienic jakies swoje umiejetnosci odrozniajace Cie od kolesia, ktory
                                                    > umie wypic pol litra z gwinta i rzucac wyluzowane teksty? I jak to przeklada s
                                                    > ie na ustawienie zyciowe?
                                                    Nie mam nawet powyższych umiejętności :-)
                                                    Po prostu nikt mnie po plecach nie poklepywał.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:41

                                                    "A mozesz wymienic jakies swoje umiejetnosci odrozniajace Cie od kolesia, ktory umie wypic pol litra z gwinta i rzucac wyluzowane teksty? I jak to przeklada sie na ustawienie zyciowe?"

                                                    No jak to jakie, on potrafil sie zyciowo ustawic a to juz jest cos, bo czesto wiaze sie to z ciezka praca, co nie zmienia faktu, ze troche szczescia tez sie przydaje i przychylnych okolicznosci.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:51
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No jak to jakie, on potrafil sie zyciowo ustawic a to juz jest cos, bo czesto w
                                                    > iaze sie to z ciezka praca, co nie zmienia faktu, ze troche szczescia tez sie p
                                                    > rzydaje i przychylnych okolicznosci.

                                                    Trzeba wiedziec z kim pic z gwinta ;)
                                                    O sukcesie w korpo decyduje macierz powiazan interpersonalnych i kompetencje formalne (czytaj - papiery dokumentujace "cos").
                                                    Ale papiery mozna zdobyc/zalatwic, z ludzmi gorzej.
                                                    Mam przeswiadczenie graniczace z pewnoscia ze w biznesie ten nacisk na powiazania interpersonalne jest zdecydowanie wyzszy, a formalne kompetencje traca na znaczeniu. Musisz znac ludzi i metody skutecznego postepowania, ktorych swoja droga uczysz sie wlasnie od znanych sobie ludzi. Kolko sie zamyka ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 13:09
                                                    Jasne, jasne, ale do korpo jeszcze trzeba sie dostac. Zaczyna sie czesto juz od papierka, jak go nie masz, to juz mozesz byc pogrzebany. Badzo ulatwie jak znasz ludzi, ale jakas baze miec musisz.
                                                    Sama mam teraz chlopaczka w rodzinie, lat 17 i potencjal ale zero ochoty i ambicji, bo "to sa moje najlepsze lata, chce sie bawic a Ty mi sie kazesz uczyc", no i imprezki, koledzy, wagary, luzik. A potem sie tez moze okzac, ze ci jak on luzaccy koledzy jednak sie czegos nauczyli rownoczesnie, albo maja "ojca"/"wujka" i szanse na zarobienie pienidzy, zrobienie coz se swoim zyciem. Jak nie masz znajomosci to musisz ciezej pracowac, bo ci miejsca na studia nikt nie zalatwi. Studia nie daja gwarncji, ze bedziesz mial dobra kase, ale od czegos trzeba zaczac, nauczyc sie systematycznosci, pracy, dazenia do czegos. Miec jakis cel. No i cos w tej glowie czesto musisz miec, zeby te znajomosci pomogly, bo same moga nie wystarczyc.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 14:01
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Sama mam teraz chlopaczka w rodzinie, lat 17 i potencjal ale zero ochoty i ambicji, bo "to sa moje najlepsze lata, chce sie bawic a Ty mi sie kazesz uczyc",
                                                    --------------------------------------------------------------
                                                    Z moich obserwacji uczą się więcej ci, którzy nie odnoszą sukcesów towarzyskich / erotycznych. Zabawa jest bardziej atrakcyjna niż nauka.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 14:38
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Z moich obserwacji uczą się więcej ci, którzy nie odnoszą sukcesów towarzyskich
                                                    > / erotycznych. Zabawa jest bardziej atrakcyjna niż nauka.

                                                    Ci ktorzy nie odnosza sukcesow towarzyskich i erotycznych nigdy nie odniosa ich rowniez w biznesie. Brakuje im niezbednych umiejetnosci spolecznych/charakteru. W korporacjach moga osiagnac zwyczajowy awans o jeden szczebelek do gory - z czeladnika na rzemieslnika, ale zwykle nie wiecej. I pilna nauka wiele tu nie zmieni. Moga miec co najwyzej poczucie niespelnienia, przetraconej mlodosci.
                                                    Nie mowiac juz o tym, ze pilnosc/chec nauki jest w systemie szkolnictwa malo przekladalna na wyniki i stopnie :) W szczegolnosci jesli chodzi o szkolnictwo wyzsze. Jak wszyscy leza najebani w akademiku, ale sie nie boja bo maja pytania na kolokwium, a ty pilnie kujesz ale pytan nie masz, to w efekcie nie pobawisz sie, a kolokwium zdasz najgorzej z wszystkich ;)
                                                    W miejscach gdzie przyszlo mi studiowac taka sytuacja byla regula. I zwykle sie potwierdzalo, ze im wiecej sie uczylem, tym mialem gorsze stopnie.
                                                    Rekordzista byl pewien doktor, ktoremu narzucono zmiane programu z... pewnego przedmiotu, mniejsza o to :>
                                                    Bylem pierwszym rocznikiem, ktory jechal wedlug jego nowego skryptu. Kupilem ladnie wydany skrypt, bylem na prawie kazdym wykladzie, obrylem sie przyzwoicie z materialu.
                                                    Na tescie padl na mnie blady strach - o kurde, co to za pytania?! Nic z tego czego sie uczylem. Na 40 pytan wielokrotnego wyboru ogarnialem ledwie kilka. Oczywiscie dostalem pale. Dopiero wtedy zaczalem sie krecic wsrod znajomych w akademiku. W lapy wpadly mi testy z poprzednich lat. I wtedy zrozumialem - on material wykladowy zmienil, ale pytania egzaminacyjne - nie :)
                                                    80% pytan dotyczylo starego materialu wykladowego. No i zdaj tu, pilny, uczacy sie studencie.
                                                    Co do kolokwiow, to asysgenci tez tak sie powtarzali. Dlatego jak ktos mial chody w akademiku, to mial wyjebane na uczenie sie, przygotowywal tylko z tego co bylo na kolokwiach/egzaminach z poprzednich lat i mial sesje zdana na dobrych ocenach. A jak ktos nie mial testow to... mial pecha. I zwykle pale w indeksie :)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 15:00
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Z moich obserwacji uczą się więcej ci, którzy nie odnoszą sukcesów towarzyskich
                                                    > > / erotycznych. Zabawa jest bardziej atrakcyjna niż nauka.
                                                    >
                                                    > Ci ktorzy nie odnosza sukcesow towarzyskich i erotycznych nigdy nie odniosa ich rowniez w biznesie. Brakuje im niezbednych umiejetnosci spolecznych/charakteru . W korporacjach moga osiagnac zwyczajowy awans o jeden szczebelek do gory - z czeladnika na rzemieslnika, ale zwykle nie wiecej. I pilna nauka wiele tu nie zmieni. Moga miec co najwyzej poczucie niespelnienia, przetraconej mlodosci.
                                                    -----------------------------------------------------------
                                                    Najważniejszy podział to w latach liceum. W następstwie tego ci uczący się studiują medycynę, politechnikę, AGH, SGH po których jest dużo łatwiej o dobrą pracę. Jak jesteś już na elitarnych studiach stopnie już nie odgrywają dużej roli w dalszym życiu a umiejętności społeczne są ważne.
                                                    Mój wpis dotyczył 17-latka, o którym pisała KAG.
                                                    O korporacjach mógłbym wiele napisać, bo pracuję w nich 25 lat. Podsumuję - jest tam różnie a umiejętności społeczne sie przydają, jak wszędzie.

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 15:26
                                                    Wedlug mnie realnie oplacaja sie studia inzynierskie lub z dziedzin scislych, na studia humanistyczne/ekonomiczne po prostu szkoda czasu. I tak potem zapierdalasz na magazynie/hali produkcyjnej/galerii handlowej, a ludzie ktorzy nie studiowali sa juz o pare lat do przodu przed toba.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 15:43
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Wedlug mnie realnie oplacaja sie studia inzynierskie lub z dziedzin scislych, na studia humanistyczne/ekonomiczne po prostu szkoda czasu.
                                                    -------------------------------
                                                    Studia połączone z zawodem + języki i zawsze jesteś do przodu. To mnie nigdy nie zawiodło.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:48
                                                    "Najważniejszy podział to w latach liceum. W następstwie tego ci uczący się studiują medycynę, politechnikę, AGH, SGH po których jest dużo łatwiej o dobrą pracę. Jak jesteś już na elitarnych studiach stopnie już nie odgrywają dużej roli w dalszym życiu a umiejętności społeczne są ważne.
                                                    Mój wpis dotyczył 17-latka, o którym pisała KAG."

                                                    Dokladnie. Jak on ma cokolwiek studiowac jezeli nie bedzie mial matury. A on juz TERAZ mowi, ze do matury nie bedzie podchodzil. No ja tego nie rozumiem, to jak poddac sie bez walki! I jak takiemu to przetlumaczyc, jakich uzyc argumentow? No nic nie dziala, taki ma drewniany leb. Zabilabym :))
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:00
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Najważniejszy podział to w latach liceum. W następstwie tego ci uczący się studiują medycynę, politechnikę, AGH, SGH po których jest dużo łatwiej o dobrą pracę. Jak jesteś już na elitarnych studiach stopnie już nie odgrywają dużej roli w dalszym życiu a umiejętności społeczne są ważne. Mój wpis dotyczył 17-latka, o którym pisała KAG."
                                                    >
                                                    > Dokladnie. Jak on ma cokolwiek studiowac jezeli nie bedzie mial matury. A on juz TERAZ mowi, ze do matury nie bedzie podchodzil. No ja tego nie rozumiem, to jak poddac sie bez walki! I jak takiemu to przetlumaczyc, jakich uzyc argumentow ? No nic nie dziala, taki ma drewniany leb. Zabilabym :)).
                                                    ----------------------------------------------
                                                    Spox, niech się nie uczy. przyjadą lepiej wykształceni i chętni Polacy i będą jego szefami. Ludzie wykonujący proste prace są potrzebni. W moim korpo to standard.

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:05
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Spox, niech się nie uczy. przyjadą lepiej wykształceni i chętni Polacy i będą j
                                                    > ego szefami.

                                                    Teraz to przyjebales jak Hanka Mostowiak w kartony :))))
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:09
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Spox, niech się nie uczy. przyjadą lepiej wykształceni i chętni Polacy i
                                                    > będą jego szefami.
                                                    >
                                                    > Teraz to przyjebales jak Hanka Mostowiak w kartony :))))
                                                    -------------------------------
                                                    Mylisz się. Szefami kilku Business centers choćby w UK i Budapeszcie są Polacy. Nikogo to nie dziwi.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:16
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Mylisz się. Szefami kilku Business centers choćby w UK i Budapeszcie są Polacy.
                                                    > Nikogo to nie dziwi.

                                                    No patrz, nawet w parlamencie I radzie unii sie udalo.
                                                    Mowimy o roznych skalach Marek. Na ttej polce o ktorej mowisz, to faktycznie nie ma wielkiego znaczenia.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:25
                                                    No ale ten 17 sto latek to tez jest Polak ;)) Co tera? ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > No ale ten 17 sto latek to tez jest Polak ;)) Co tera? ;).
                                                    -------------------------
                                                    Zna to powiedzenie: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz?
                                                    Zreszta moze od tej strony :)

                                                    ...Czemu uczyć się należy,
                                                    Musisz synku mi uwierzyć.
                                                    Żadne przecież to sekrety,
                                                    Chodzi głównie o kobiety.

                                                    O nie nasze są starania,
                                                    Aby ich oczekiwania,
                                                    Były przez nas wypełniane.
                                                    Wtedy będą nam oddane.

                                                    Będą miłe, kochające,
                                                    Grzeczne i pociągające,
                                                    Zawsze do współpracy chętne,
                                                    Sympatyczne i ponętne.

                                                    Do amorów też gotowe,
                                                    Założone ciuszki nowe,
                                                    W łóżku zawsze nieznużone,
                                                    Jeśli są zadowolone.

                                                    Ale gdy rozczarowane,
                                                    To już nie są tak oddane.
                                                    Bo kobieta zawiedziona,
                                                    W dzień i w nocy jest wkurwiona.

                                                    Wierz mi synku, to kobiety,
                                                    Do nich stety, czy niestety.
                                                    Trzeba dotrzeć ciężką pracą,
                                                    Wtedy one się odpłacą.

                                                    Tak więc synku taty rada,
                                                    Do nauki zaraz siadaj.
                                                    Chcesz w przyszłości się kotłować,
                                                    Musisz w siebie inwestować.

                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:48
                                                    Wierz mi synku, to kobiety,
                                                    Do nich stety, czy niestety.
                                                    Trzeba dotrzeć ciężką pracą,
                                                    Wtedy one się odpłacą.

                                                    Tak więc synku taty rada,
                                                    Do nauki zaraz siadaj.
                                                    Chcesz w przyszłości się kotłować,
                                                    Musisz w siebie inwestować.

                                                    Wierz mi tego juz probowalam to powiedzial, ze takiej co leci tylko na kase to on nawet nie chce. A chlopaczek ma warunki, mily dzieciak, proporcje piekne, przystojniacha, no jak mlody Bog. Z dziewczynami problemu nie ma, ale...no wlasnie do czasu. Jak przyjdzie co do czego bedzie trudno konkutrowac z tymi, ktorzy oprocz wygladu beda jeszcze mieli leb na karku, perspektywe i cos wiecej do zaoferowania niz ladne oczy :(
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:00
                                                    kag73 napisała:

                                                    Wierz mi tego juz probowalam to powiedzial, ze takiej co leci tylko na kase to on nawet nie chce. A chlopaczek ma warunki, mily dzieciak, proporcje piekne, przystojniacha, no jak mlody Bog. Z dziewczynami problemu nie ma, ale...no wlasnie do czasu. Jak przyjdzie co do czego bedzie trudno konkutrowac z tymi, ktorzy oprocz wygladu beda jeszcze mieli leb na karku, perspektywe i cos wiecej do zaoferowania niz ladne oczy :(.
                                                    --------------------------------------------------------------
                                                    No własnie, Ty to wiesz, ja też. Lenistwo jest jednym z 7 grzechów głównych już wymienionym w Starym testamencie. Nihil novi :)

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:32
                                                    Rozumiem Morrison, ze ja wydaje Ci sie mniej intrygujacy niz Kitty. Kiedys bylem gotow pojsc z Toba na winiacza, zeby skonfrontowac ciekawego wirtualnego rozmowce z rzeczywistoscia. Wycofales sie od razu rakiem, rozmawialismy o tym na forum, wiec latwo to sprawdzic.
                                                    Zatem albo moja osoba jest mniej intrygujaca dla Ciebie, badz tez jestes klamca i hipokryta, ktory nawet nie potrafi sie przyznac, ze robil podchody zeby wyruchac laske ale zaliczyl kosza.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 13:26
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Rozumiem Morrison, ze ja wydaje Ci sie mniej intrygujacy niz Kitty. Kiedys byle
                                                    > m gotow pojsc z Toba na winiacza, zeby skonfrontowac ciekawego wirtualnego rozm
                                                    > owce z rzeczywistoscia. Wycofales sie od razu rakiem, rozmawialismy o tym na fo
                                                    > rum, wiec latwo to sprawdzic.
                                                    > Zatem albo moja osoba jest mniej intrygujaca dla Ciebie, badz tez jestes klamca
                                                    > i hipokryta, ktory nawet nie potrafi sie przyznac, ze robil podchody zeby wyru
                                                    > chac laske ale zaliczyl kosza.

                                                    Nie potrzeba zadnych przyznan, bez przesady Sabat, kazdy (prawie kazdy) przeciez probuje wyruchac kogos. Seks jako cel sam w sobie to nawet dla Wonta nie jest targetem,mimo ze spyca bezkrytycznie, bo nawet on deklaruje potrzebe 'milej atmosfery' wiec wiesz normalka. Ja tez tu kombinuje kogo by tu wyruchac i w jaki sposob ;-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 17:19
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Rozumiem Morrison, ze ja wydaje Ci sie mniej intrygujacy niz Kitty. Kiedys byle
                                                    > m gotow pojsc z Toba na winiacza, zeby skonfrontowac ciekawego wirtualnego rozm
                                                    > owce z rzeczywistoscia. Wycofales sie od razu rakiem, rozmawialismy o tym na fo
                                                    > rum, wiec latwo to sprawdzic.
                                                    > Zatem albo moja osoba jest mniej intrygujaca dla Ciebie, badz tez jestes klamca
                                                    > i hipokryta, ktory nawet nie potrafi sie przyznac, ze robil podchody zeby wyru
                                                    > chac laske ale zaliczyl kosza.
                                                    Pamiętam, że proponowałeś.
                                                    Ale Ty ze Śląska chyba jestes jeśli dobrze kojarzę.
                                                    To jak sobie to wyobrażasz technicznie?
                                                    To mnie zastanawiało.
                                                    Ale ogólnie jestem za.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 17:44
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Pamiętam, że proponowałeś.
                                                    > Ale Ty ze Śląska chyba jestes jeśli dobrze kojarzę.
                                                    > To jak sobie to wyobrażasz technicznie?
                                                    > To mnie zastanawiało.

                                                    A, to nie takie trudne.
                                                    Kiedy w ramach mich rozlicznych spotkan w interesach przybede do stolicy malopola, to mozna znalezc godzine czy dwie na kurtuazyjna sete ;)

                                                    > Ale ogólnie jestem za.

                                                    I chwala Ci za to ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 13:04
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > No już Ci sygnalizowałem:
                                                    > Najpierw pokazałaś siebie jako osobę niegodną zaufania a potem byłaś zdziwiona,
                                                    > że napisałem, ze nigdy bym Cię nie zatrudnił.
                                                    > (Abstrahuję od realności takiego zatrudnienia)

                                                    Jesli pokazalam sie jako osoba niegodna zaufania to znaczy, ze chcialam sie taka pokazac, byl to celowy zabieg odstraszajaco-chroniacy mnie przed Toba, ktory, zgoda, mogl mnie kosztowac niechec zatrudnienia mnie ale moglam sobie na to pozwolic z uwagi jak sam podkresliles nierealnosc takiego zatrudnienia. Natomiast jak to ma sie do rzeczywistosci to gdyby chodzilo o realne zatrudnienie to akurat tu Ty bylbys stratny, a nie ja, bo ja akurat jestem b.dobrym pracownikiem, godnym zaufania. Ja po prostu oddzielam zachowania bisnessowe od prywatnych. 'Stratny' w sumie w cudzyslowie, bo zaden pracodowca nie jest stratny, bo zaden pracownik nie jest niezastapialny. Cos tam udalam, a Ty sie na to nabrales. Tak mialo byc i tak bylo.

                                                    > Mam wrażenie, że dałaś się wypuścić w sensie życiowym

                                                    Tego nie rozumiem. Przykladu o kolesiach tez nie.

                                                    > Chciałem skonfrontować wrażenie wirtualne z realnym a Ty od razu dorobiłaś mi "
                                                    > gębę" kolesia, który napiera na prywatną korespondencję i realną znajomość.
                                                    > A w nosie Cię mam jeśli tak masz reagować.

                                                    E tam szukales zaczepki wiec wyciagnales kwestie prywatnej korespondencji i tak dlugo walkowales, Lybbla rozdmuchal, powieniens wiedziec, przewidziec, az Ci dolozylam. Tu z kolei sie sam wpakowales, bo mnie akurat kreca faceci, ktorzy maja wyjebane na ujawnienie prywatnej korespondencji, tak jak i ja mam wyjebane. Sla foty, przyjezdzaja i biora mnie jakbym byla ich i sie nie pierdola czy to wyjdzie czy nie. Jak ktos nie zrobil jeszcze NIC zdroznego ale juz trzesie gaciami o lojezu, ze to wyjdzie, no to sorry, sam rozumiesz, byl przeciez watek, ze kobiety wola dupkow. Dupek sie nie szczypie, dupek sie nie boi, dupkowi lata opinia, dupek ma wiele rzeczy w dupie. No ale rozumiem, ze masz zone i sie musisz bardziej szczypac dlatego ja generalnie nie lubuje sie w zonatych, bo oni wlasnie oczekuja z gory, ze bede sie z nimi WSPOLszczypac, a tu chuj! ;-)

                                                    No i co teraz Mr Bumbastic? ;-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 17:11
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Jesli pokazalam sie jako osoba niegodna zaufania to znaczy, ze chcialam sie tak
                                                    > a pokazac, byl to celowy zabieg odstraszajaco-chroniacy mnie przed Toba, ktory,
                                                    > zgoda, mogl mnie kosztowac niechec zatrudnienia mnie ale moglam sobie na to po
                                                    > zwolic z uwagi jak sam podkresliles nierealnosc takiego zatrudnienia.
                                                    Aha.
                                                    I ta Twoja świadoma postawa doprowadziła z mojej strony do skalkulowanej przez Ciebie reakcji (chodzi o moje słowa, że ani z facetem sobie życia nie ułozysz ani zawodowo), które to słowa z kolei skłoniły Cię do refleksji i przemyśleń i przewartościowań, o których niedawno pisałaś?
                                                    To po co ja tam byłem po drodze? :-)
                                                    Przecież mogłaś sama siebie sklonić do refleksji bez mojego pośrednictwa :-)
                                                    Oj Kitty.
                                                    Ale się plączesz. :-)


                                                    > > Mam wrażenie, że dałaś się wypuścić w sensie życiowym
                                                    >
                                                    > Tego nie rozumiem. Przykladu o kolesiach tez nie.
                                                    Szkoda.
                                                    Oszczedziło by mi to tłumaczenia.

                                                    > Sla foty, przyjezdzaja i biora mnie jakbym byla ich i sie nie pierdola czy to w
                                                    > yjdzie czy nie.
                                                    To się z takimi umawiaj :-)
                                                    Co ja mam z tym wspólnego?
                                                    Mam Ci takich szukać??? :-)

                                                    > Jak ktos nie zrobil jeszcze NIC zdroznego ale juz trzesie gacia
                                                    > mi o lojezu, ze to wyjdzie, no to sorry
                                                    Mylisz się.
                                                    To co dotyczy tylko mnie możesz ujawniać.
                                                    Ale prywatność osób trzecich to inna kategoria.

                                                    > No i co teraz Mr Bumbastic? ;-)
                                                    Nic.
                                                    Nie umówilismy się na drinka i nie pogadaliśmy.
                                                    Nie cierpię z tego powodu na bezsenność.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:28
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > I ta Twoja świadoma postawa doprowadziła z mojej strony do skalkulowanej przez
                                                    > Ciebie reakcji (chodzi o moje słowa, że ani z facetem sobie życia nie ułozysz a
                                                    > ni zawodowo), które to słowa z kolei skłoniły Cię do refleksji i przemyśleń i p
                                                    > rzewartościowań, o których niedawno pisałaś?
                                                    > To po co ja tam byłem po drodze? :-)
                                                    > Przecież mogłaś sama siebie sklonić do refleksji bez mojego pośrednictwa :-)
                                                    > Oj Kitty.
                                                    > Ale się plączesz. :-)

                                                    Jejciu przeciez nie zyjemy w prozni. Minelo duzo czasu, duzo przemyslen za mna, duzo zdarzen za mna a najwiecej dalo mi do myslenia otarcie sie o smierc, przeciez ja jestem po niedawnym wylewie, a bombe ktory go spowodowal nosze nadal w glowie. A na dowod moich przemyslen i przewartosciowania zadalam klam Twojemu twierdzeniu, ze zycia zawodowego sobie nie uloze, bo przeciez sobie wlasnie ulozylam, a z facetem nie bede juz zycia ukladac, bo i tak niedlugo pewnie umre wiec po co? Po cos tam jednak byles, Wystarczy Ci to wytlumaczenienie?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:36
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A na dowod moich przemyslen i przewartosciowania zadalam klam Twojemu t
                                                    > wierdzeniu, ze zycia zawodowego sobie nie uloze, bo przeciez sobie wlasnie uloz
                                                    > ylam,
                                                    O!
                                                    Bo ja specjalnie to tak napisałem żeby Cię zmobilizować :-)
                                                    To wszystko było przemyślane i zaplanowane :-)
                                                    > a z facetem nie bede juz zycia ukladac, bo i tak niedlugo pewnie umre wie
                                                    > c po co?
                                                    Hmm.
                                                    Nie chciałbym okazać się grubiański ale ja mam deja vu jak słyszę (czytam) takie informacje.

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:00
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > O!
                                                    > Bo ja specjalnie to tak napisałem żeby Cię zmobilizować :-)
                                                    > To wszystko było przemyślane i zaplanowane :-)

                                                    No i ok.

                                                    > Hmm.
                                                    > Nie chciałbym okazać się grubiański ale ja mam deja vu jak słyszę (czytam) taki
                                                    > e informacje.

                                                    Dobra. Przyznam sie: to mnie przerasta. Mam zle wzorce i nie umiem ich przelamac. Poza tym mam poczucie, ze powinnam najpierw wywiazac sie z wczesniejszych zobowiazan. Ja nie jestem mezatka zeby wziac polowe majatku i zaczac zycie po rozwodzie. Wrecz odwrotnie chce oddac kase za okres, w ktorym nie moglam pokryc swoich kosztow zycia w calosci, bo zajmowalam sie dzieckiem, uczylam sie jezyka, bylam w depresji, ogolnie zle mi sie powodzilo, dziadowalam i takie tam. Najpierw splace, potem sie zastanowie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:21
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dobra. Przyznam sie: to mnie przerasta. Mam zle wzorce i nie umiem ich przelama
                                                    > c. Poza tym mam poczucie, ze powinnam najpierw wywiazac sie z wczesniejszych zo
                                                    > bowiazan. Ja nie jestem mezatka zeby wziac polowe majatku i zaczac zycie po roz
                                                    > wodzie. Wrecz odwrotnie chce oddac kase za okres, w ktorym nie moglam pokryc sw
                                                    > oich kosztow zycia w calosci, bo zajmowalam sie dzieckiem, uczylam sie jezyka,
                                                    > bylam w depresji, ogolnie zle mi sie powodzilo, dziadowalam i takie tam. Najpie
                                                    > rw splace, potem sie zastanowie.
                                                    Trochę się czuję zakłopotany kiedy tak piszesz.
                                                    Jak jesteś pyskata to łatwiej mi Ci dowalić.
                                                    A w takiej sytuacji to nie wiem.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:37
                                                    Kitty, serio Ty mialas wylew, o Bozesz drogi. Byl tego jakis bezposredni powod, taki jednoznaczyn?
                                                    Bozesz wylew w tym wieku. jaka to "bomba" w Twojej glowie?
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:52
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Kitty, serio Ty mialas wylew, o Bozesz drogi. Byl tego jakis bezposredni powod,
                                                    > taki jednoznaczyn?
                                                    > Bozesz wylew w tym wieku. jaka to "bomba" w Twojej glowie?

                                                    NIe no spoko, nie ma co roztrzasac, pisalam juz o tym na forum, pewnie Ci umknelo i Morrisonowi tez, a wspominam o tym tylko po to zeby mu uzmyslowic, ze mialam powody i czas do przemyslen co ja jeszcze w tym zyciu chce. Bomba to wrodzony defekt, ktory sie odezwal, moze sie juz nie odezwie, a moze tak. Wkrotce oblicza mi lekarze jakie mam szanse na powtorke. Nie wiadomo jak to bedzie. Nie mysle o tym. Ty tez nie mysl ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:00
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Bomba to wrodzony defekt, ktory sie odezwal, moze sie juz nie odezwie, a moze tak. Wkrotce oblicza mi lekarze jakie mam szanse na powtorke. Nie wiadomo jak to bedzie. Nie mysle o tym. Ty tez nie mysl ;-)
                                                    ------------------------------
                                                    Więcej dystansu i pilnuj ciśnienia. Jak ćwiczysz też mierz tętno na stałe.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 17:38
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > E tam szukales zaczepki wiec wyciagnales kwestie prywatnej korespondencji i tak
                                                    > dlugo walkowales, Lybbla rozdmuchal, powieniens wiedziec, przewidziec, az Ci d
                                                    > olozylam. Tu z kolei sie sam wpakowales, bo mnie akurat kreca faceci, ktorzy ma
                                                    > ja wyjebane na ujawnienie prywatnej korespondencji, tak jak i ja mam wyjebane.
                                                    > Sla foty, przyjezdzaja i biora mnie jakbym byla ich i sie nie pierdola czy to w
                                                    > yjdzie czy nie. Jak ktos nie zrobil jeszcze NIC zdroznego ale juz trzesie gacia
                                                    > mi o lojezu, ze to wyjdzie, no to sorry, sam rozumiesz,

                                                    Dokładnie o tym pisze Morrison w tym wątku. Tylko nie nazywa tego monogamią tylko wprost przeciwnie. I on też poszukuje miłości w ten sposób.
                                                    Nie wiem czy to skuteczna strategia.

                                                    > byl przeciez watek, ze
                                                    > kobiety wola dupkow. Dupek sie nie szczypie,

                                                    I znowu odwrócenie nazewnictwa. Dupek to ten, który nie rucha.
                                                    Ten, który rucha to mężczyzna Twoich marzeń.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:07
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A prosze opinie prosze, w calej mojej szczerosci ;) Wiem, ze nie przyszedles tu
                                                    > swingowac ale cos pobakiwales o klinie na ta Twoja niewygodna,
                                                    Tak. Chodzi o klina.
                                                    Ale w sensie ogólnych emocji. Nie w sensie szukania relacji zy seksu.

                                                    > A poza tym to widze, ze sie Wont ju
                                                    > z zaczal podsmiewywac z mojego stosunku do Ciebie tj z mojego 'bycia mila', co
                                                    > jak sam rozumiesz w przypadku Kitty jest mimo iz zalecane to niemile widziane,
                                                    > po prostu jakby sie czlowiek nie zachowal to jest to zachowanie negatywne.
                                                    Nie. Dlaczego?
                                                    Jako facet uważam, ze lepiej uchodzić za zimnego skurwysyna, w którym po jakimś czasie kobieta z zacięciem i pasją będzie odkrywać wrażliwość i dobre serce niż być łajzą, która próbuje udawać twardziela :-)
                                                    Być może w przypadku kobiet jest podobnie.
                                                    Hmm. Jak sięgam pamięcią to na pewno w przypadku kobiet też tak jest.
                                                    > Mozesz sobie tez tlumaczyc, ze bylam mila, zgadzajaca sie, bo lecialam na pieniadze
                                                    > . Jak Ci wygodniej. A nie kurde teraz mam juz swoje ale w sumie to nie znaczy,
                                                    > ze nie lece na wiecej pieniedzy ;-) W kazdym razie cos tam negatywnego sobie do
                                                    > spiewaj jesli potrzebujesz zeby wyjsc na zero, na nie oplaca sie.
                                                    Nie obawiaj się.
                                                    Już ja tam o siebie zadbam.
                                                    Jestem to z czystego wyrachowania i wykorzystuję obecne tu kobiety w sposób niesłychanie egoistyczny ale jednocześnie taki, z którego trudno trudno czynić mi zarzut.
                                                    Mianowicie: rozmawiam z nimi.
                                                    W realu zresztą też.

                                                    > Jednak jak zawsze rozmowa z Toba mile widziana. Wiesz dlaczego mila? Bo sie nie
                                                    > kleisz i zachowujesz zdrowy dystans do pochlebstw.
                                                    Przecież Ci kilka razy napisałem, że miło było przeczytać to co o mnie napisałaś.
                                                    Więc nie wiem gdzie ten dystans do pochlebstw.


                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:36
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Tak. Chodzi o klina.
                                                    > Ale w sensie ogólnych emocji. Nie w sensie szukania relacji zy seksu.

                                                    Co to sa ''emocje ogolne''? ;-) hehe to cos tak jak ogladasz film, ktory wzbudza w Tobie jakies emocje niezwiazane z nikim z reala?

                                                    > Więc nie wiem gdzie ten dystans do pochlebstw.

                                                    Nie kleisz sie.
                                                    Przyklad: przedstawilam sie ostatnio jednemu chlopakowi w pracy, z ktorym wspolpracuje, a dokladnie zapytalam jak ma na imie. Przykleil sie potem swoja atencja do mnie w sposob uciazliwy wraz z zaproszeniem do siebie na grila tego samego dnia za samo pytanie jak ma na imie. Wyobrazasz sobie? ale ok znajac mechanizmy zawspolczulam mu, a nie wyszydzialm w duchu. Moze przechodzi traume jak Twoja z mlodosci? Uszanowalam to, a na grila nie poszlam ale pozostaje 'mila' dla niego. Rozumiem co go boli. Kobiety go bola, zycie bez nich.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:46
                                                    Kitty, bo ten kolega Cie widzial w realu i zwyczajnie bierze sprawy w soje rece, a noz sie uda, bardzo dobra strategia. Na co ma czekac, az sie zestarzeje? Po drugie gdyby Ci sie zajepodobal to bys na grilla poszla, taka jest prawda. A ze Ci sie nie podoba...ale przynajmniej spobowal.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:47
                                                    "Nie kleisz sie."

                                                    Po co Morrison mialby sie do Ciebie kleic jak Ty swingu nie chcesz? No kobito, masz Ty rozum?;))
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:30
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Nie kleisz sie."
                                                    >
                                                    > Po co Morrison mialby sie do Ciebie kleic jak Ty swingu nie chcesz? No kobito,
                                                    > masz Ty rozum?;))

                                                    Chodzilo mi, ze niektorzy kleja sie juz za jedno dobre slowo, za kawalek uwagi, niewazne od ktorej, od kazdej, a co dopiero komplement czy pozytywna ocene, to juz sie odkleic nie moga. To jest uciazliwe. Dlatego czasem wygodniej jako kobiecie byc niemila suka, bo nie trzeba sie ciagle odpedzac od tego uklejenia. Najgorzej, ze oni nie widza w tobie nic sensownego ani cennego tylko kawalek cipy, bez roznicy tej czy tamtej. To ja juz bardziej cenie jak ktos jest soba, nawet gdyby byl niemily. Nie ma wtedy tej nieszczerosci i falszu.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:34
                                                    "Dlatego czasem wygodniej jako kobiecie byc niemila suka, bo nie trzeba sie ciagle odpedzac od tego uklejenia."

                                                    To sie zgadza.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:52
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:

                                                    > Co to sa ''emocje ogolne''? ;-) hehe to cos tak jak ogladasz film, ktory wzbudz
                                                    > a w Tobie jakies emocje niezwiazane z nikim z reala?
                                                    No właśnie przykładowo emocje jakie wywiązują się w trakcie dyskusji.
                                                    Są w stanie zaangażować mnie i odciągnąć uwagę.
                                                    A np oglądanie filmu czy majsterkowanie w takich przypadkach nie pomaga :-)

                                                    > Przyklad: przedstawilam sie ostatnio jednemu chlopakowi w pracy, z ktorym wspol
                                                    > pracuje, a dokladnie zapytalam jak ma na imie. Przykleil sie potem swoja atencj
                                                    > a do mnie w sposob uciazliwy wraz z zaproszeniem do siebie na grila tego samego
                                                    > dnia za samo pytanie jak ma na imie. Wyobrazasz sobie? ale ok znajac mechanizm
                                                    > y zawspolczulam mu, a nie wyszydzialm w duchu. Moze przechodzi traume jak Twoja
                                                    > z mlodosci? Uszanowalam to, a na grila nie poszlam ale pozostaje 'mila' dla ni
                                                    > ego. Rozumiem co go boli. Kobiety go bola, zycie bez nich.
                                                    Ha.
                                                    Kolejny dowód na to, ze mężczyzna nie powinien pozwolić sobie na doprowadzenie siebie do stanu desperacji :-)
                                                    Powinien mieć jakąś "lekkość bytu" że się tak wyrażę :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:02
                                                    "Ha.
                                                    Kolejny dowód na to, ze mężczyzna nie powinien pozwolić sobie na doprowadzenie siebie do stanu desperacji :-)
                                                    Powinien mieć jakąś "lekkość bytu" że się tak wyrażę :-)"

                                                    Ja sie bede upierala, ze jak facet wpadnie w oko (sie spodoba) to moze nie wiem jak desperacko i opacznie, babka da mu szanse, jezeli jest wolna. Zaloze sie, ze ten tutaj kolega nie jest w typie kitty. To wszystko.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:08
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ja sie bede upierala, ze jak facet wpadnie w oko (sie spodoba) to moze nie wiem
                                                    > jak desperacko i opacznie, babka da mu szanse, jezeli jest wolna. Zaloze sie,
                                                    > ze ten tutaj kolega nie jest w typie kitty. To wszystko.
                                                    Ale on nie wie tego dopóki nie sprawdzi.
                                                    A jak sprawdzi i zostanie olany to jeszcze będzie próbował licząc, ze może Kitty zmieni zdanie.
                                                    Potem zaprosi na grilla (ew. drinka lub do kina) inną o której z góry też nie będzie wiedział z góry czy jest w jej typie więc też będzie to wymagało poniesienia jakiegoś ryzyka emocjonalnego i co najmniej ryzyka straty czasu.
                                                    I z czasem zorientuje się, że dla podniesienia efektywności powinien zagadywać do kilku kobiet niezależnie i z kilkoma się równolegle umawiać.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:13
                                                    "I z czasem zorientuje się, że dla podniesienia efektywności powinien zagadywać do kilku kobiet niezależnie i z kilkoma się równolegle umawiać."

                                                    A skad wiesz, ze tak nie robi?

                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:14
                                                    W dodatku, zeby sie z kilkoma rownoczesnie umawiac to jeszcze trzeba znalezc rownoczesnie pare takich, ktore mu sie podobaja albo chociaz w miare podobaja.
                                                    Tu z kitty byla spontaniczna sytuacja.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:17
                                                    kag73 napisała:

                                                    > W dodatku, zeby sie z kilkoma rownoczesnie umawiac to jeszcze trzeba znalezc ro
                                                    > wnoczesnie pare takich, ktore mu sie podobaja albo chociaz w miare podobaja.

                                                    W dobie internetu to aż taki problem? :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:23
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > W dobie internetu to aż taki problem? :)
                                                    Otóż to!
                                                    Uważam, że internet zrewolucjonizował relacje damsko-męskie (na niekorzyść kobiet)
                                                    Niby obydwie płcie mają ułatwione poszukiwania osobników płci przeciwnej ale internet znacznie obniżył "koszt" takich poszukiwań przez co zniszczył a w każdym razie poważnie utrudnił ewolucyjną strategię stosowaną przez samice: przetrzymaj go, spraw aby poszukiwanie innej samicy było obarczone zbyt dużym kosztem a możesz liczyć na monogamię z jego strony (przynajmniej przez kilka lat)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:32
                                                    "W dobie internetu to aż taki problem? :)"

                                                    No ale ona tez sie musi chciec z nim umowic, a sam pisales ze dla babek malo ktory jest atrakcyjny :(
                                                    Jak juz mu sie podoba, to...umowic sie nie chce, bo...w dobie internert to ona ma tam tylu gostkow do wyboru, podobno, ze tydzien za krotki.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A skad wiesz, ze tak nie robi?

                                                    Bo wtedy by się nie kleił, tak jak Morrison :>
                                                    Czy to nie jest oczywiste?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:17
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "I z czasem zorientuje się, że dla podniesienia efektywności powinien zagadywać
                                                    > do kilku kobiet niezależnie i z kilkoma się równolegle umawiać."
                                                    >
                                                    > A skad wiesz, ze tak nie robi?
                                                    Przyjąłem ostrożniejszy scenariusz.
                                                    Dodatkowo zacznie marzyć o "tej jedynej", wyjątkowej, która przetnie pasmo jego porażek i poprzez miłośc i udany zwiąązek uczyni go "ślepym" na te wszystkie kobiety, ktorych i tak nie ma szans zdobyć.
                                                    Będzie sobie wmawiał, ze jest monogamiczny. Tylko musi znaleźc do tej monogamii odpowiednią kobietę. A póki co życie zmusza go do zachowań nie do końca monogamicznych :-)

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:23
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Dodatkowo zacznie marzyć o "tej jedynej", wyjątkowej, która przetnie pasmo jego
                                                    > porażek i poprzez miłośc i udany zwiąązek uczyni go "ślepym" na te wszystkie k
                                                    > obiety, ktorych i tak nie ma szans zdobyć.
                                                    > Będzie sobie wmawiał, ze jest monogamiczny.

                                                    Ale ci mężczyźni to jednak głupi są... ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:26
                                                    "Ale ci mężczyźni to jednak głupi są... ;)"

                                                    Serio, nie, kto by pomyslal :))
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:25
                                                    "Tylko musi znaleźc do tej monogamii odpowiednią kobietę. A póki co życie zmusza go do zachowań nie do końca monogamicznych :-)"

                                                    Pierdu, pierdu, chlopie, tez sie spotykalam z trzema rownoczsenie i co i nic. Jak sie zakochalam to bylam monogamiczna i nie mialam zachowan poligamicznych, rowniez zakochani faceci nie zachowuja sie poligamicznie, no moze za wyjatkiem Ciebie ;))
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:27
                                                    kag73 napisała:
                                                    . J
                                                    > ak sie zakochalam to bylam monogamiczna i nie mialam zachowan poligamicznych, rowniez zakochani faceci nie zachowuja sie poligamicznie, no moze za wyjatkiem Ciebie ;)),
                                                    ---------------------------
                                                    Miłość + ta jedyna = szczęście :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:32
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Pierdu, pierdu, chlopie, tez sie spotykalam z trzema rownoczsenie i co i nic. J
                                                    > ak sie zakochalam to bylam monogamiczna i nie mialam zachowan poligamicznych,
                                                    A ja się na temat poli-, monogamii kobiet nie wypowiadam.
                                                    Mam w tym temacie znacznie mniej danych niż w przypadku męzczyzn :-)

                                                    > rowniez zakochani faceci nie zachowuja sie poligamicznie,
                                                    Do pierwszej większej kłótni, sprzeczki.
                                                    A jeśli nie do pierwszej to do drugiej , trzeciej lub czwartej.

                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:45

                                                    > > rowniez zakochani faceci nie zachowuja sie poligamicznie,
                                                    > Do pierwszej większej kłótni, sprzeczki.
                                                    > A jeśli nie do pierwszej to do drugiej , trzeciej lub czwartej.

                                                    A to już kwestia osobnicza. Jednemu wystarczy jedna kłótnia, drugiemu trzeba długotrwałego mażłeńskiego bezseksia, trzeciemu rozpad więzi. A innemu ciąża i poród żony lub inne banalne "utrudnienia". Każdy (bez względu na płeć) ma swój Rubikon ;-)
                                                    Obserwuję pewne zjawisko: zaangażowani mocno w jedną kobietę faceci bardzo często znikają z portali randkowych. Chociaż wcześneij umawiali się z kilkoma naraz. Oczywiscie nie ci żonaci ;-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:15
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > I z czasem zorientuje się, że dla podniesienia efektywności powinien zagadywać
                                                    > do kilku kobiet niezależnie i z kilkoma się równolegle umawiać.

                                                    Tu masz rację, to dobra taktyka będąc poszukującym, bo ma się poczucie kilku alternatyw i generalnie masz bardziej wyrąbane na wszystko, nie spinasz się. Jak nie ta, to inna.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:54
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Nie kleisz sie.
                                                    > Przyklad: przedstawilam sie ostatnio jednemu chlopakowi w pracy, z ktorym wspol
                                                    > pracuje, a dokladnie zapytalam jak ma na imie. Przykleil sie potem swoja atencj
                                                    > a do mnie w sposob uciazliwy wraz z zaproszeniem do siebie na grila tego samego
                                                    > dnia za samo pytanie jak ma na imie. Wyobrazasz sobie? ale ok znajac mechanizm
                                                    > y zawspolczulam mu, a nie wyszydzialm w duchu.

                                                    To dokładnie odwrotnie jak bardzo ładne dziewczyny, które zaczynają kleić się ze swoją atencją dopiero wtedy, kiedy się je olewa z góry na dół. I to dokładnie przeciwny koniec tego samego kija, opiera się na prostych zasadach układu nerwowego - silna reakcja na nietypowy bodziec.
                                                    W jego przypadku Twoja atencja była nietypowa, w przypadku ładnych dziewczyn brak atencji jest nietypowy ;)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:56
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    Wyobrazasz sobie? ale ok znajac mechanizm
                                                    > y zawspolczulam mu, a nie wyszydzialm w duchu.
                                                    ----
                                                    Ludzka pani. W duchu zawspółczuła a nie wyszydziła :)

                                                    Nie znam gościa, ale skoro lasce, która go zapytała o imię zaproponował jeszcze tego samego dnia grilla, a nie za tydzień, jąkając się, kawę, to chyba nie jest z nim tak najgorzej (pomijając kwestie taktyki). I coś mi się wydaje, że ty myślisz o tej całej sytuacji dużo więcej od niego. U facetów mechanizm jest prosty. My nie roztrząsamy, nie rozbieramy na czynniki pierwsze. Nie przyjęła zaproszenia na grilla? OK, pewnie nie jest głodna :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:58
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Nie przyjęła zaproszenia na grilla? OK, pewnie nie jest głodna :)

                                                    Nie chce wskoczyć na rożen :D
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 23:05
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > > Nie przyjęła zaproszenia na grilla? OK, pewnie nie jest głodna :)
                                                    >
                                                    > Nie chce wskoczyć na rożen :D
                                                    ------
                                                    A jeść się chce. Na szczęście, jak ktoś zajebiście głodny, jest KFC! :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:00
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Ludzka pani. W duchu zawspółczuła a nie wyszydziła :)

                                                    A co mialam wg Ciebie zrobic? Zrec kielbase z grila tego dnia? ;) Mam wrazenie, ze nie ma znaczenia co bym pomyslala czy zrobila to i tak w Twojej ocenie bedzie to negatywne, nie jest tak?

                                                    > Nie znam gościa, ale skoro lasce, która go zapytała o imię zaproponował jeszcze
                                                    > tego samego dnia grilla, a nie za tydzień, jąkając się, kawę, to chyba nie jes
                                                    > t z nim tak najgorzej (pomijając kwestie taktyki). I coś mi się wydaje, że ty m
                                                    > yślisz o tej całej sytuacji dużo więcej od niego. U facetów mechanizm jest pros
                                                    > ty. My nie roztrząsamy, nie rozbieramy na czynniki pierwsze. Nie przyjęła zapro
                                                    > szenia na grilla? OK, pewnie nie jest głodna :)


                                                    Ja tego nie roztrzasam, posluzylam sie tym wylacznie jako przykladem kontrastowym do postawy Morrisona. Poza tym rozmawiamy (my, bo Ty nie, Ty jestes tu TYLKO od flirtowania, bo Ci sie nie chce odpalic portalu randkowego, bo o jejciu ktos by Cie mogl tam zobaczyc, straszne) o mechanizmach w relacjach damsko-meskich wiec dawka analizy jest wskazana. Ty se glowy tym nie zawracaj, idz sie najesc sie i sie uwal. Jutro se dokonczysz flirtowanie. Zeby Ci sie zwoje nie przepalily od jakiegos roztrzasania. Aaa pierdolnij sobie jeszcze jaki serial na dobranoc i dzionek bedzie kompletny ;-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:09
                                                    "Ja tego nie roztrzasam, posluzylam sie tym wylacznie jako przykladem kontrastowym do postawy Morrisona."

                                                    A tu nie ma co porownywac, on se tutaj wirtulanie o glupotkach opieradla ten Morrison ;) a zycie zyciem, w dodatku dopiero co stukal "glupia" wiec cisnienia nie ma. A tamtem moze juz chwilke dluzej bez babki. Ja uwazam, ze spoko, strategia dobra, lepiej probowac interakcji z zywa kitti niz usiasc i walic konia do porno nawet nie sprobowawszy jakiejs babki zlapac, bo szansa, ze za ktoryms razem sie uda jest.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:55
                                                    kag73 napisała:

                                                    > a zycie zyciem, w dodatku dopiero co stukal "glupia" wiec cisnienia nie ma.
                                                    No do cholery jasnej!!!
                                                    Jak "dopiero co" jeśli od 10 dni się z nią nie kontaktuję i już mnie nosi.
                                                    Kpisz sobie czy chcesz mnie wkurzyć?

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:58
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > a zycie zyciem, w dodatku dopiero co stukal "glupia" wiec cisnienia nie m
                                                    > a.
                                                    > No do cholery jasnej!!!
                                                    > Jak "dopiero co" jeśli od 10 dni się z nią nie kontaktuję i już mnie nosi.
                                                    > Kpisz sobie czy chcesz mnie wkurzyć?

                                                    Nosi zeby sobie stuknac czy zeby sie poklocic czy z jakiego powodu? ;-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:01
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > kag73 napisała:
                                                    > > > a zycie zyciem, w dodatku dopiero co stukal "glupia" wiec cisnienia nie ma.
                                                    > > No do cholery jasnej!!!
                                                    > > Jak "dopiero co" jeśli od 10 dni się z nią nie kontaktuję i już mnie nosi
                                                    > > Kpisz sobie czy chcesz mnie wkurzyć?
                                                    >
                                                    > Nosi zeby sobie stuknac czy zeby sie poklocic czy z jakiego powodu? ;-)
                                                    Eee tam.
                                                    Stukanie to tylko pretekst.
                                                    Nam mężczyznom chodzi o uczucie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:14
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Eee tam.
                                                    > Stukanie to tylko pretekst.
                                                    > Nam mężczyznom chodzi o uczucie.

                                                    O o o a czyz nie chwalilam Cie za b.dobry kontakt z wlasnymi emocjami! Niech sie skurwysyny inne ucza od Ciebie ;-) Powiedz no tu ladnie cioci Kici jakiego uczucia Ci brakuje od niej? A jak nie chcesz to ide myc wlosy ale wole miec brudne, mow.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:21
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > O o o a czyz nie chwalilam Cie za b.dobry kontakt z wlasnymi emocjami! Niech si
                                                    > e skurwysyny inne ucza od Ciebie ;-) Powiedz no tu ladnie cioci Kici jakiego uc
                                                    > zucia Ci brakuje od niej? A jak nie chcesz to ide myc wlosy ale wole miec brudn
                                                    > e, mow.
                                                    Jest bardzo ekstrawertyczna i żywiołowa.
                                                    Potrafi być serdeczna i ujmująca ale też jeździć po mnie jak po łysej kobyle.
                                                    A brakuje mi tego pierwszego oczywiście.
                                                    Ale trochę tego drugiego za dużo się zebrało.
                                                    Mam chyba w końcu prawo do elementarnego komfortu psychicznego :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:31
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Jest bardzo ekstrawertyczna i żywiołowa.
                                                    > Potrafi być serdeczna i ujmująca ale też jeździć po mnie jak po łysej kobyle.
                                                    > A brakuje mi tego pierwszego oczywiście.
                                                    > Ale trochę tego drugiego za dużo się zebrało.
                                                    > Mam chyba w końcu prawo do elementarnego komfortu psychicznego :-)

                                                    No tak, rozumiem. Ale gdzie tu jest uczucie i jakie ono jest? A Ty przypadkiem nie jestes ekstrawertyczny i zywiolowy? Wydaje mi sie, ze nie masz problemu z otwartoscia ale moze brakuje Ci napedu? Hmm jak mawial Urqu jestesmy obdarzeni cechami, ktore niestety ida w parach (negatyw i pozytyw). Mozna przytemperowac negatyw ale wycisza sie i pozytyw tez przypuszczam.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale gdzie tu jest uczucie i jakie ono jest?

                                                    Nie wiem czy jest uczucie.
                                                    Pewnie nie ma.
                                                    Dlatego chcę to przetrzymać.
                                                    Niektóre kobiety maja w sobie coś pociągającego i już.
                                                    To w ograniczonym stopniu zależy od nich. Bardziej od cech wrodzonych i wykształconych odruchów.

                                                    > A Ty przypadkiem
                                                    > nie jestes ekstrawertyczny i zywiolowy?
                                                    Raczej nie jestem w ten sposób postrzegany.
                                                    Otwieram się w towarzystwie ludzi, z którymi nadaję na tej samej fali.
                                                    Z kolei mam dużą trudność w otwieraniu się i rozmawianiu z ludźmi obcymi mi mentalnie.
                                                    Piekło wyobrażam sobie jak jedną wielką imprezę typu "imieniny u cioci" na której znajdują się ludzie, ktorych towarzystwa nie wybralem sobie w sposób świadomy, każda minuta jest niewyobrażalną męczarnią a ja kompletnie nie mam umiejętności udawania, że się dobrze bawię.
                                                    Koszmar :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:38
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > > A Ty przypadkiem
                                                    > > nie jestes ekstrawertyczny i zywiolowy?
                                                    > Raczej nie jestem w ten sposób postrzegany.

                                                    Pewnie jestes burkiem ;-) Czyli czlowiekiem ktory w codziennym kontakcie cos tam najwyzej odburknie, hehe

                                                    Albo jestes oceanem spokoju (tego nie obstawiam). Mam kolege w pracy, do ktorego zauwazylam, ze mnie ciagnie, gdyz takim oceanem jest, ma niezmacona twarz spokoju. Ja poddenerwowana zakonczeniem miesiaca (nowa robota to wiesz sprawdzaja mnie czy ogarne pierwszy raz sama), co chwila mam buchniecia adrenaliny, ktore gdy opadna wyssysaja ze mnie energie i powoduja kolatanie sie jednego wyrazenia aaaa fuck this shit, I don't care anymore i tak na przemian, dobra ale chce sie sprawdzic, podjelam wyzwanie. A ten kolega idzie za mna, slysze, ze sie potknal i leci prawie jak dlugi, prawie sie wykopyrtnal, ogladam sie zatroskana na twarzy, nie wiem czy skoczyc do ratunku, a ten niewzruszony, ten sam wyraz twarzy niezmaconego spokoju, zadnej reakcji, zadnej kurwy rzuconej w emocjach, NIC. Dostalam na to takiej glupawki. No jak mozna byc tak opanowanym? Ujelo mnie to strasznie.

                                                    > Otwieram się w towarzystwie ludzi, z którymi nadaję na tej samej fali.
                                                    > Z kolei mam dużą trudność w otwieraniu się i rozmawianiu z ludźmi obcymi mi men
                                                    > talnie.
                                                    > Piekło wyobrażam sobie jak jedną wielką imprezę typu "imieniny u cioci" na któr
                                                    > ej znajdują się ludzie, ktorych towarzystwa nie wybralem sobie w sposób świadom
                                                    > y, każda minuta jest niewyobrażalną męczarnią a ja kompletnie nie mam umiejętno
                                                    > ści udawania, że się dobrze bawię.
                                                    > Koszmar :-)

                                                    No to popatrz. Musisz sie tu z nami czuc jak ryba w wodzie, co? ;-) Raj na ziemi, co?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:11
                                                    "Albo jestes oceanem spokoju (tego nie obstawiam). Mam kolege w pracy, do ktorego zauwazylam, ze mnie ciagnie, gdyz takim oceanem jest, ma niezmacona twarz spokoju. ..
                                                    A ten kolega idzie za mna, slysze, ze sie potknal i leci prawie jak dlugi, prawie sie wykopyrtnal, ogladam sie zatroskana na twarzy, nie wiem czy skoczyc do ratunku, a ten niewzruszony, ten sam wyraz twarzy niezmaconego spokoju, zadnej reakcji, zadnej kurwy rzuconej w emocjach, NIC. Dostalam na to takiej glupawki. No jak mozna byc tak opanowanym? Ujelo mnie to strasznie."

                                                    Apropos, ja mam wlasnie takiego meza, sila spokoju.
                                                    Kiedys sie wylozyl na nartach. Ja z kumpela szlam troche przed nim, nagle slyszymy pierdolniecie, ogladamy sie i ona w panice mowi "O kurde, twoj". A on potem do mnie tylko " nawet sobie czlowiek z minutke polezec nie moze jak juz sie wylozyl, bo zaraz sie jacys zlatuja, zeby mu szybko pomoc wstac".
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Apropos, ja mam wlasnie takiego meza, sila spokoju.
                                                    > Kiedys sie wylozyl na nartach. Ja z kumpela szlam troche przed nim, nagle slysz
                                                    > ymy pierdolniecie, ogladamy sie i ona w panice mowi "O kurde, twoj". A on potem
                                                    > do mnie tylko " nawet sobie czlowiek z minutke polezec nie moze jak juz sie wy
                                                    > lozyl, bo zaraz sie jacys zlatuja, zeby mu szybko pomoc wstac".

                                                    O to to dla zywiolowca to taki ocean spokoju jest bardzo pociagajacy. Dlatego ja lubie koty, bo one wywoluja ten sam czar.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No to popatrz. Musisz sie tu z nami czuc jak ryba w wodzie, co? ;-) Raj na ziem
                                                    > i, co?
                                                    Czuję się nieźle.
                                                    Ale mam świadomość, ze wirtualne kontakty to tylko namiastka normalnego życia.
                                                    Mam tu krótkie okresy wzmożonej aktywności, po których wracam do świata rzeczywistego.
                                                    Aktualnie na przykład z bezwzględną premedytacją i cynizmem wykorzystuję forumowiczów (z Tobą na czele) do rozwiązywania moich problemów emocjonalnych z kobietą.
                                                    O czym niniejszym lojalnie informuję :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:37
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Aktualnie na przykład z bezwzględną premedytacją i cynizmem wykorzystuję forumo
                                                    > wiczów (z Tobą na czele) do rozwiązywania moich problemów emocjonalnych z kobie
                                                    > tą.
                                                    > O czym niniejszym lojalnie informuję :-)

                                                    Wiem, wiem, informowales. Przeciez wiesz, ze czekalam na Ciebie. Katem oka szukam tez Proteinowego. Moje cipki jestescie ;) Moje faworyty. W realu pewnie poklepywalabym Was po pleckach. Ale sobie kadzimy, do nastepnengo zagotowania sie, hehe
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:36
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Eee tam.
                                                    > Stukanie to tylko pretekst.
                                                    > Nam mężczyznom chodzi o uczucie.
                                                    ----
                                                    Zgadzam się w 100%. Nam, mężczyznom, chodzi o to zajebiste uczucie podczas stukania :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:49
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Zgadzam się w 100%. Nam, mężczyznom, chodzi o to zajebiste uczucie podczas stuk
                                                    > ania :)

                                                    Ty sie lepiej od niego (albo od kogos innego) ucz nawiazac kontakt z wlasnymi emocjami zamiast szpanowac plytkoscia. Nie sluzy Ci to. Po co to robisz?
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:03
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ty sie lepiej od niego (albo od kogos innego) ucz nawiazac kontakt z wlasnymi e
                                                    > mocjami zamiast szpanowac plytkoscia. Nie sluzy Ci to. Po co to robisz?
                                                    -------
                                                    www.youtube.com/watch?v=nYXBtmJI1Qg
                                                    To z jakiegoś slasherka :)

                                                    W wolnym tłumaczeniu - jaja sobie robię. Łojezu, nadęłaś się jak purchawka, to mnie aż korci, żeby trochę ponakłuwać balonik :) Zaraz wychodzę, to będziesz mogła się dalej ponapawać... czymś tam, czymkolwiek tam się napawasz :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:25
                                                    wont2 napisał:

                                                    > W wolnym tłumaczeniu - jaja sobie robię. Łojezu, nadęłaś się jak purchawka, to
                                                    > mnie aż korci, żeby trochę ponakłuwać balonik :) Zaraz wychodzę, to będziesz mo
                                                    > gła się dalej ponapawać... czymś tam, czymkolwiek tam się napawasz :)

                                                    A potem placz, ze nawet nie ma mu kto psow wyprowadzic, nikt nie kocha i nie chce mu dzieci rodzic. Ja Ci dobrze radze a Ty bierz rady i rzucaj (wysmiewaj) w bloto albo przemysl, wolna Twoja wola.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:03
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A potem placz, ze nawet nie ma mu kto psow wyprowadzic, nikt nie kocha i nie ch
                                                    > ce mu dzieci rodzic. Ja Ci dobrze radze a Ty bierz rady i rzucaj (wysmiewaj) w
                                                    > bloto albo przemysl, wolna Twoja wola.
                                                    -------
                                                    Motyla noga, świetna rada, ciociu. Ożenię się i spłodzę dzieci, żeby miał kto z psami wychodzić! :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:34
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Zgadzam się w 100%. Nam, mężczyznom, chodzi o to zajebiste uczucie podczas stuk
                                                    > ania :)
                                                    Czyli odpowiednio zaawansowana technologicznie sexy-doll byłaby w stanie dać Ci stuprocentową satysfakcję seksualną?
                                                    Pitu pitu.
                                                    Takie kity to opowiadaj kobietom :-)
                                                    Zawsze liczy sie to co w głowie.
                                                    Nawet jeśli Ci się wydaje, że tak nie jest.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:47
                                                    Mnie chodzi o uczucia. To jest ta ladna strona.
                                                    Ta brzydsza jest taka, ze chodzi o MOJE uczucia :>
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:09
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Czyli odpowiednio zaawansowana technologicznie sexy-doll byłaby w stanie dać Ci
                                                    > stuprocentową satysfakcję seksualną?
                                                    -------
                                                    To zależy od stopnia zaawansowania technicznego. Jeśli potrafiłaby wychodzić z psami na spacer, mówić w sześciu językach "kocham cię" i aplikować podczas stosunku poprzez żołądź do mojego organizmu roztwór kokainy zwiększający podniecenie i euforię, to myślę, że dałbym sobie radę z instrukcją :)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:29
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A co mialam wg Ciebie zrobic? Zrec kielbase z grila tego dnia? ;)
                                                    -------
                                                    Jak brać do ust kiełbasę, to tylko polską! ;)


                                                    > Ja tego nie roztrzasam, posluzylam sie tym wylacznie jako przykladem kontrastow
                                                    > ym do postawy Morrisona.
                                                    --------
                                                    Jak nie roztrząsasz, jak roztrząsasz :)


                                                    Poza tym rozmawiamy (my, bo Ty nie, Ty jestes tu TYLKO
                                                    > od flirtowania, bo Ci sie nie chce odpalic portalu randkowego, bo o jejciu kto
                                                    > s by Cie mogl tam zobaczyc, straszne) o mechanizmach w relacjach damsko-meskich
                                                    > wiec dawka analizy jest wskazana.
                                                    --------
                                                    Bo mnie w kobiecie interesuje wnętrze. Nie ma nic piękniejszego niż zrozumieć sposób myślenia drugiego człowieka, kategorie w których spogląda na świat i ocenia rzeczywistość. Słowa, jakich używa. I tak, powoli, poznawać siebie nawzajem... He he, nie no, jaja sobie robię. Jasne, że chodzi o to, żeby sobie w miłej atmosferze zamoczyć. Jakoś po prostu nie mam czasu na te wszystkie portale randkowe etc, przecież to trzeba gadać i się spotykać z tabunami kobiet! Wolę poznawać w realu albo w necie, w innym niż "randkowy" kontekście.


                                                    Ty se glowy tym nie zawracaj, idz sie najesc
                                                    > sie i sie uwal. Jutro se dokonczysz flirtowanie. Zeby Ci sie zwoje nie przepal
                                                    > ily od jakiegos roztrzasania. Aaa pierdolnij sobie jeszcze jaki serial na dobra
                                                    > noc i dzionek bedzie kompletny ;-)
                                                    ------
                                                    Kurde, na kolejną, drugą serię "Expanse" będę musiał czekać do 2017 :( Póki co, ratuje mnie, Crime & Investigation Channel i ID HD. Coś tam sobie szwargoczą przed snem w tle o morderstwach, gwałtach, brutalnych pobiciach...
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:44
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Jasne, że chodzi o to, żeby sobie w miłej a
                                                    > tmosferze zamoczyć.

                                                    Dokladnie toz to kwincesencja Twojej osoby, lepiej tego nie mogles ujac. Gdybys mial profil na portalu randkowym czy facebooka to powienies ten tekst miec tam wyryty gruba czcionka. Potem dlugo dlugo nic, a potem lista seriali ;-)

                                                    Mam pytanie: czy babki chca sie wiazac/byc z takim czlowiekiem jw? Bo to ze udaje Ci sie wyrwac na jakis w miare krotki seks dawaniem atencji i podkrecaniem to wiem ale czy chca z Toba dzielic zycie/dzielic dzien? Czy to sie sprawdza w zyciu? (pewnie powiesz, ze niepotrzebnie roztrzasam)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:54
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dokladnie toz to kwincesencja Twojej osoby, lepiej tego nie mogles ujac. Gdybys
                                                    > mial profil na portalu randkowym czy facebooka to powienies ten tekst miec tam
                                                    > wyryty gruba czcionka. Potem dlugo dlugo nic, a potem lista seriali ;-)
                                                    -----
                                                    No nie mam niestety ani profilu na portalu randkowym ani fejsbuka, więc nie mam gdzie tego tekstu wyryć :(


                                                    > Mam pytanie: czy babki chca sie wiazac/byc z takim czlowiekiem jw? Bo to ze uda
                                                    > je Ci sie wyrwac na jakis w miare krotki seks dawaniem atencji i podkrecaniem t
                                                    > o wiem ale czy chca z Toba dzielic zycie/dzielic dzien? Czy to sie sprawdza w z
                                                    > yciu? (pewnie powiesz, ze niepotrzebnie roztrzasam)
                                                    ------
                                                    Trudno mi powiedzieć, bo skoro nie mam tego tekstu nigdzie wyrytego, to one o nim nie wiedzą, zatem nie mogę stwierdzić, że te dziewczyny, które chcą dzielić życie/dzień robią to pomimo tekstu, a te które nie chcą dzielić życia/dnia robią to z powodu tekstu.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:45
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Trudno mi powiedzieć, bo skoro nie mam tego tekstu nigdzie wyrytego, to one o n
                                                    > im nie wiedzą, zatem nie mogę stwierdzić, że te dziewczyny, które chcą dzielić
                                                    > życie/dzień robią to pomimo tekstu, a te które nie chcą dzielić życia/dnia robi
                                                    > ą to z powodu tekstu.

                                                    No dobra, a jak Ty sie sam z tym czujesz? (z ta kwintesencja zycia). Z tym, ze to jest max Twoich oczekiwan od zycia.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:12
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No dobra, a jak Ty sie sam z tym czujesz? (z ta kwintesencja zycia). Z tym, ze
                                                    > to jest max Twoich oczekiwan od zycia.
                                                    ---------
                                                    Ja? Ja się czuję fantastycznie. Bo chodzi o to, żeby było miło :)

                                                    www.youtube.com/watch?v=hWFvLjYs63M
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 18:43
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Rzecz w tym, ze to zasadniczo w najmniejszym stopniu nie rozwiązuje kobiecych p
                                                    > roblemów w relacjach z mężczyznami.
                                                    > Oni nadal nie są monogamiczni.
                                                    > Czy ich kobiety tego chcą czy nie.

                                                    Na szczescie mamy Morrisona, ktorego zyciowa misja jest uswiadamianie glupich cip w temacie skomplkowanej, poligamicznej meskiej natury. Chyba zrobie zrzute na honorarium dla Ciebie. Nalezy Ci sie, w koncu kaganek oswiaty nam niesiesz ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:19
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Rzecz w tym, ze to zasadniczo w najmniejszym stopniu nie rozwiązuje kobiecych problemów w relacjach z mężczyznami.
                                                    > > Oni nadal nie są monogamiczni.
                                                    > > Czy ich kobiety tego chcą czy nie.
                                                    >
                                                    > Na szczescie mamy Morrisona, ktorego zyciowa misja jest uswiadamianie glupich cip w temacie skomplkowanej, poligamicznej meskiej natury. Chyba zrobie zrzute na honorarium dla Ciebie. Nalezy Ci sie, w koncu kaganek oswiaty nam niesiesz ;- )..
                                                    ---------------------------------------------------------------------------
                                                    Morrison w jakimś sensie ma rację. Otóż jesteśmy poligamiczni, ale co nas, wg niego, powstrzymuje:
                                                    1. strach przed utratą kobiety / rodziny,
                                                    2.koszty (poligamia jest kosztowna p- vide tylko niewielu muzułmanów stać na więcej niż jedna zonę),
                                                    3. mała atrakcyjność żonatych (brak zdolności związkowej) dla wielu kobiet,
                                                    4. mała atrakcyjność 85% facetów (15% kręcących).

                                                    Tak więc Morrison należy do tej bardzo wąskiej męskiej elity, która stawia sobie bardzo ambitne cele realizacji poligamicznych predyspozycji. Ograniczenia w punktach 1-4 nie są dla niego przeszkodą i z tego korzysta.

                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:21
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Na szczescie mamy Morrisona, ktorego zyciowa misja jest uswiadamianie glupich c
                                                    > ip w temacie skomplkowanej, poligamicznej meskiej natury. Chyba zrobie zrzute n
                                                    > a honorarium dla Ciebie. Nalezy Ci sie, w koncu kaganek oswiaty nam niesiesz ;-
                                                    > )

                                                    Hehehe. A jedyną miarą monogamiczności/poligamiczności jest ilość partnerów
                                                    seksualnych. Sugerowałbym Morrisonowi wnikliwe badania zawartości forum,
                                                    podliczenie liczby partnerów piszących Pań i tedy fornułowanie tezy o niezrozumiałej dla Pań poligamiczności mężczyzn.
                                                    Tak, tak jedyne wyjaśnienie tkwi w nadreprezentacji tych z długimi palcami wskazującymi. Najprostsze rozwiązanie, że po prostu kobiety lubią dobry seks jakoś tak się nie przebija.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:34

                                                    > Hehehe. A jedyną miarą monogamiczności/poligamiczności jest ilość partnerów
                                                    > seksualnych. Sugerowałbym Morrisonowi wnikliwe badania zawartości forum,
                                                    > podliczenie liczby partnerów piszących Pań i tedy fornułowanie tezy o niezrozum
                                                    > iałej dla Pań poligamiczności mężczyzn.

                                                    No coś ty, nawet jak się okaże, że każda tutaj miała więcej panów niż panowie pań, to Morrison zakrzyknie że to sie nie liczy, bo to tylko monogamia seryjna :-P
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:38
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > No coś ty, nawet jak się okaże, że każda tutaj miała więcej panów niż panowie p
                                                    > ań, to Morrison zakrzyknie że to sie nie liczy, bo to tylko monogamia seryjna :
                                                    > -P

                                                    Jak odjac Wonta i Morrisona to bardzo prawdopodobne, ze wiekszosc pan z osobna miala wiecej partnerow niz pozostali forumowi panowie razem wzieci ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:10
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jak odjac Wonta i Morrisona to bardzo prawdopodobne, ze wiekszosc pan z osobna
                                                    > miala wiecej partnerow niz pozostali forumowi panowie razem wzieci ;)

                                                    Ej no, platnego seksu nie liczymy, prostytutke to kazdy moze sobie kupic (nie ublizajac Wontowi) ale to zupelnie inna kategoria. Ale nawet po odjeciu to i tak sie nie zgadza chociaz Wont to akurat przypuszczam spadnie na szary koniec tj za paniami, a prowadzi pewnie Yoric z tego co podawal, no i swingerzy na pewno, szczegolnie starzy wyjadacze. To jest tak jak z kulturystami im jestes starszy tym masz sila rzeczy wiecej masy miesniowej.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    To jest tak jak z kulturystami im jestes starszy tym masz sila rzeczy wiecej masy miesniowej.
                                                    ------------------------------
                                                    Jeśli jesz dużo białek, kreatyny i HMB. Bez tego masa rośnie bardzo umiarkowanie.
                                                    >
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:43
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ej no, platnego seksu nie liczymy, prostytutke to kazdy moze sobie kupic (nie u
                                                    > blizajac Wontowi) ale to zupelnie inna kategoria.
                                                    -------
                                                    O przepraszam. Jedną prostytutkę to może sobie kupić każdy. Ale, jak tak sobie podliczę, moje wydatki na dziwki na przestrzeni lat, to chyba taniej wyniosłaby mnie żona. Nawet sobie kiedyś pomyślałem, żeby ożenić się, dla oszczędności, z dziwką, ale ja jednak jestem niepoprawnym monogamistą i mam duszę romantyka - nie zniósłbym myśli, że moja ukochana daje komuś innemu. Nawet, jeśli w sposób istotny zasilałoby to domowy budżet :(
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:50
                                                    wont2 napisał:

                                                    > O przepraszam. Jedną prostytutkę to może sobie kupić każdy. Ale, jak tak sobie
                                                    > podliczę, moje wydatki na dziwki na przestrzeni lat, to chyba taniej wyniosłaby
                                                    > mnie żona. Nawet sobie kiedyś pomyślałem, żeby ożenić się, dla oszczędności, z
                                                    > dziwką, ale ja jednak jestem niepoprawnym monogamistą i mam duszę romantyka -
                                                    > nie zniósłbym myśli, że moja ukochana daje komuś innemu. Nawet, jeśli w sposób
                                                    > istotny zasilałoby to domowy budżet :(


                                                    Ale co chcesz powiedziec? Ze taniej, bo nie musialbys placic za seks ale ona nadal by musiala pracowac jako dziwka? I zona nie dziwka tez by musiala pracowac? To w zasadzie czemu z dziwka? To wtedy pewnie obojetnie z kim (z zawodu znaczy).
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:15
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale co chcesz powiedziec? Ze taniej, bo nie musialbys placic za seks ale ona na
                                                    > dal by musiala pracowac jako dziwka? I zona nie dziwka tez by musiala pracowac?
                                                    > To w zasadzie czemu z dziwka? To wtedy pewnie obojetnie z kim (z zawodu znaczy
                                                    > ).
                                                    --------
                                                    Czemu z dziwką? No bo chyba byłoby trochę bez sensu, mając w domu dziwkę, chodzić na dziwki :) Kolejna oszczędność.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:57
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    >
                                                    > No coś ty, nawet jak się okaże, że każda tutaj miała więcej panów niż panowie p
                                                    > ań, to Morrison zakrzyknie że to sie nie liczy, bo to tylko monogamia seryjna :
                                                    > -P

                                                    Ten argument o monogamii seryjnej najbardziej mnie rozkłada, bo to przecież kobiety myślą wielotorowo. Zaraz, zaraz, ale nie te z męskim mózgiem ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:35
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Hehehe. A jedyną miarą monogamiczności/poligamiczności jest ilość partnerów
                                                    > seksualnych. Sugerowałbym Morrisonowi wnikliwe badania zawartości forum,
                                                    > podliczenie liczby partnerów piszących Pań i tedy fornułowanie tezy o niezrozum
                                                    > iałej dla Pań poligamiczności mężczyzn.
                                                    > Tak, tak jedyne wyjaśnienie tkwi w nadreprezentacji tych z długimi palcami wska
                                                    > zującymi. Najprostsze rozwiązanie, że po prostu kobiety lubią dobry seks jakoś
                                                    > tak się nie przebija.

                                                    Trafna uwaga. Jak to monogamiczne kobiety co miesiac, dwa odhaczaja kolejnego samczyka, a mezczyzni w tym czasie poligamicznie wala konia ;)
                                                    Tak krawiec kraje, jak mu materialu staje... ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:45
                                                    mabelle napisała
                                                    >Na szczescie mamy Morrisona, ktorego zyciowa misja jest uswiadamianie glupich cip w temacie skomplkowanej, poligamicznej meskiej natury. Chyba zrobie zrzute na honorarium dla Ciebie. Nalezy Ci sie, w koncu kaganek oswiaty nam niesiesz ;-)<

                                                    A ja tam nie mam nic przeciwko bycia głupią cipą, czasem mi się marzy, żeby się wyłożyć, mieć wszystko w dupie,a facet jak chce, to niech zabiega,a jak nie chce, to mi to będzie zwisać. Ale nie, niestety, teraz to już tylko jak se pościelisz, to się wyśpisz, a i ze snem coraz gorzej tak po prawdzie, i lepiej nie będzie ;)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:55

                                                    >
                                                    > A ja tam nie mam nic przeciwko bycia głupią cipą, czasem mi się marzy, żeby się
                                                    > wyłożyć, mieć wszystko w dupie,a facet jak chce, to niech zabiega,a jak nie ch
                                                    > ce, to mi to będzie zwisać

                                                    Wcielam w życie bez robienia za głupią cipę. Zabiegają i bez tego ;-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:21
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Istotą mojej tezy nie jest tutaj moja propozycja swingowania skierowana wobec k
                                                    > obiet.
                                                    > Istotą jest teza o poligamiczności natury męskiej.
                                                    > Ja rozumiem całkowicie, że większość kobiet odrzuca swing.
                                                    > I szanuje to absolutnie (bo niby jak miałbym "nie szanować'?)
                                                    > Rzecz w tym, ze to zasadniczo w najmniejszym stopniu nie rozwiązuje kobiecych p
                                                    > roblemów w relacjach z mężczyznami.
                                                    > Oni nadal nie są monogamiczni.
                                                    > Czy ich kobiety tego chcą czy nie.

                                                    Alez moj drogi, poligamicznosc mezczyzn jest wylacznie ich wlasnym problemem. Zauwaz, ze wiekszosc moze uwazac sie za szczesliwych jesli ma przywilej spelnic sie chociaz w obsmiewanej przez Ciebie monogamii. Mezczyzni jako plec sa nieatrakcyjni seksualnie. Jestesmy w wiekszosci w sytuacji tego gorszego, zabiegajacego, dopraszajacego sie. Tak mowi praktyka a nie postulaty. Rzesze niespelnionych seksualnie facetow na sieci przypominaja mongolskie hordy, ktore ruszyly sie ze stepow wschodu. Czern, morze glow.
                                                    Wiec wybacz, ale uwazam Twoje poszukiwania za dosc egzotyczne. Ok, moze Ty sam czujesz sie na tyle mocny by uwazac sie za smakowitego rodzynka, ktorego kazda pani chce wyjac z ciasta i lakomie pozrec, ale nie przenos prosze swoich rozwazan na ogol mezczyzn, bo robi sie z tego tragifarsa. Poligamii sie zachciewa? W sytuacji gdy mozna sie cieszyc, jesli nie jest sie skazanym na samotne marszczenie freda? To jak marzenia o wykwintnych frykasach w wykonaniu etiopskiego dziecka dotknietego puchlina glodowa...
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:49

                                                    > Wiec wybacz, ale uwazam Twoje poszukiwania za dosc egzotyczne. Ok, moze Ty sam
                                                    > czujesz sie na tyle mocny by uwazac sie za smakowitego rodzynka, ktorego kazda
                                                    > pani chce wyjac z ciasta i lakomie pozrec, ale nie przenos prosze swoich rozwaz
                                                    > an na ogol mezczyzn, bo robi sie z tego tragifarsa. Poligamii sie zachciewa?

                                                    Aaaaa!!! Jak pięknie się po kolei rozprawiacie się chłopaki z nadętymi gadkami Morrisona! :-D "Mężczyźni są monogamiczni, czy ich kobiety tego chcą czy nie". No pewnie, że są (czy tam większość), ale co im po tym, buhaha :-D Jak wspomniał Marek: na więcej niż jedna kobieta stać mało którego faceta na Ziemi. Większość cieszy się, jeśli nei marszczy całe życie freda lub nie dyma owiec. A mnie to już naprawdę najmniej obchodzi. Małżonka miałam z tych mało poligamicznych, teraz poligamiczność napotykanych panów mam w nosie, a jak przyjdzie co do czego i się ustatkuję, to pewnie znowu trafię na monogamistę. Bo taki mam nieświadomy azymut.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 20:41
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Alez moj drogi, poligamicznosc mezczyzn jest wylacznie ich wlasnym problemem.
                                                    No właśnie w tym rzecz, że nie tylko.
                                                    Gdyby jedynym przejawem poligamiczności było kopulowanie z inną kobietą to większosć kobiet mogłaby spać spokojnie.
                                                    > Zauwaz, ze wiekszosc moze uwazac sie za szczesliwych jesli ma przywilej spelnic
                                                    > sie chociaz w obsmiewanej przez Ciebie monogamii.
                                                    Obśmiewanej?
                                                    Ja przez dlugi czas pragnąłem monogamii.
                                                    Pragnąłem w sensie - chciałem by była częścią mojej natury. I przez długi czas wierzyłem, że tak jest.
                                                    Dopiero długofalowa obserwacja zachowań zarówno moich jak i innych mężczyzn uświadomiła mi, że to oszukiwanie samego siebie.
                                                    > Mezczyzni jako plec sa nieatrakcyjni seksualnie.
                                                    Więc staramy się zdobyć zasoby i pozycję spoleczna by być atrakcyjniejszymi.
                                                    > Jestesmy w wiekszosci w sytuacji tego gorszego, zabiegajacego, dopraszajacego sie.
                                                    I to powoduje wyksztalcenie się odruchu korzystania z okazji do ruchania jesli tylko się nadarzy.
                                                    Świadomość, że partnerka, osoba, w szerokim tego słowa znaczeniu, słabsza, często młodsza, niejednokrotnie mniej doświadczona życiowo i często posiadająca niższą pozycję społeczną, mniej zarabiająca itd jednocześnie dyktuje nam warunki seksu powoduje wewnętrzny, głęboko skrywany bunt.
                                                    > Rzesze niespelnionych seksualnie facetow.
                                                    No popatrz.
                                                    A utrapieniem moich znajomych płci żeńskiej, które szukają sobie drugiej połówki np na Sympatii są żonaci faceci.
                                                    Jak mi to powiedziała jedna znajoma: jeśli facet jest inteligentny, przystojny itd to zaczynam się zastanawiać gdzie tkwi haczyk. I zazwyczaj haczyk jest jeden: jest żonaty.
                                                    > Ok, moze Ty sam czujesz sie na tyle mocny by uwazac sie za smakowitego rodzynka,
                                                    > ktorego kazda pani chce wyjac z ciasta i lakomie pozrec,
                                                    To nie ma nic do rzeczy. Ani teraz się nie uwazam ani tym bardziej nie uwazalem sie za takiego 20-25 lat temu.
                                                    Tylko, że wtedy pozwalałem kobietom wmawiać mi co powinienem czuć i jaki być.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:16

                                                    > > Rzesze niespelnionych seksualnie facetow.
                                                    > No popatrz.
                                                    > A utrapieniem moich znajomych płci żeńskiej, które szukają sobie drugiej połówk
                                                    > i np na Sympatii są żonaci faceci

                                                    A co ma jedno do drugiego? Porównujemy jabłka z gruszkami? Rzesze nie ruchających w ogóle (albo sporadycznie) facetów maja się jakoś do polujących na portalu randkowym żonatych? Ci co nie ruchają, mają tak z jakichś przyczyn i tyle. To, ze niektórzy żonaci dążą do bzykania ponadprzydziałowego (a niektórym się to nawet udaje), nijak nei zmienia sytuacji tych, co w ogóle nie bzykają.
                                                    Poza tym jakimś szczególnym utrapieniem żonaci nie są, bo są łatwo rozpoznawalni (często w ogóle się nei kryją ze swoim stanem cywilnym) i tym samym eliminowalni na wstępie. Chyba, że pani głupia jakaś i brnie w gadki nie rozeznawszy się na początku w sytuacji. Dobrym sposobem jest też zaporowy tekst na profilu - wyraźnie i po polsku, że żonaci mogą spadać. Co prawda czasem jakiś mimo to szczęścia próbuje, ale z rzadka.



                                                    > Tylko, że wtedy pozwalałem kobietom wmawiać mi co powinienem czuć i jaki być.

                                                    Serio??? :-O A nie konwencje społeczne, obyczaje, religia? Naprawdę kobiety wmówiły ci co masz czuć? Bo mnie chłopaki nie. No jakoś tak nie.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:32
                                                    W dodatku, moim zdaniem, bardzo czesto ci szukajacy na portalach zonaci sa tez "potrzebujacy", bo: zona nie daje, daje tylko po Bozemu, daje za rzadki, w ogole sie bzykac nie chce, nie daje jak sie obrazila i chce ukarac. To jedna grupa. Inna to "ten typ" tak ma, szuka okazji, bo chce bzykac sie z wieloma.
                                                    Ludzie z natury nie sa monogamiczni, ale ewolucyjnie i kulturowo utarla sie i najlepiej sprawadzila monogamia.
                                                    I ludzie dziela sie na mniej i bardziej poligamicznych, takich, ktorzy szukaja i potrzebuja seksu z wiecej niz jednym partnerem i na takich, ktorzy jak najbardziej maja satysfakcje sypiajac z tym samym partnerem, jak dlugo, ktoz to wie i czy im sie kiedys nie zmieni.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:59
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Serio??? :-O A nie konwencje społeczne, obyczaje, religia? Naprawdę kobiety wmó
                                                    > wiły ci co masz czuć? Bo mnie chłopaki nie. No jakoś tak nie.
                                                    No właśnie szkopuł w tym, że konwencje i normy obyczajowe i religia nie.
                                                    Przynajmniej nie bezpośrednio.
                                                    Jeśli już to pośredni przez fakt, że hołdowały tym normom kobiety, które mnie interesowały więc musiałem je uwzględniać.
                                                    Ale bezpośrednio - nie.
                                                    Nawet w okresie kiedy byłem wierzącym katolikiem opinie przysłowiowego księdza katechety i przysłowiowej ciotki chrzestnej w sprawach seksualno-obyczajowych miałem głęboko w d..

                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:19
                                                    "To nie ma nic do rzeczy. Ani teraz się nie uwazam ani tym bardziej nie uwazalem sie za takiego 20-25 lat temu.
                                                    Tylko, że wtedy pozwalałem kobietom wmawiać mi co powinienem czuć i jaki być."

                                                    No to chyba jasne, bo 20 lat temu byles mlody, zakochany, niedoruchany. Teraz: milosc juz znalazles, nawet odkochac sie zdazyles, dzieciaka masz, dom masz, masz dokad wracac, jakby co masz tzw. rodzine. Wiec po co masz sie naginac? Dla odrobiny seksu bez uczucia? Stary, no, dziwne by bylo gdybys mysla inaczej ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:36
                                                    > Mezczyzni jako plec sa nieatrakcyjni seksualnie."

                                                    Moze z Twojego punktu widzenia, sabat, ja tam uwazam mezczyzn za bardzo atrakcyjnych seksualnie ;))
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:49
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Moze z Twojego punktu widzenia, sabat, ja tam uwazam mezczyzn za bardzo atrakcy
                                                    > jnych seksualnie ;))

                                                    O ryly? A faceci na ulicach taaacy zaniedbani, a w porównaniu do nich laski taaaakie ładne. Czyż nie? Rzecz w tym ile procent facetów uważasz za bardzo atrakcyjnych ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 21:56
                                                    "O ryly? A faceci na ulicach taaacy zaniedbani, a w porównaniu do nich laski taaaakie ładne. Czyż nie? Rzecz w tym ile procent facetów uważasz za bardzo atrakcyjnych ;)"

                                                    A Ty myslisz, ze jak Ty bys poszedl z kazda prawie(bo jestes na glodzie) to wszyscy inni tez by poszli zkazda babka? ;)) Przeciez oni chca z tymi, ktore sa dla nich atrakcyjne a nie z kazda, zagajaja do tych, ktore im sie podobaja. Ja tez chce z tymi, ktorzy mnie pociagaja, z ktorymi sie sobie moglabym wyobrazic w lozku. Po drugie to: facet nie lalka, nie musi byc ladny! Ja nie mialam nigdy problemu, oprocz mlodych lat w Polsce, gdzie ci dla mnie atrakcyjni mnie nie zauwazali, ze znalezieniem atrakcyjnego faceta.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 22:06
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A Ty myslisz, ze jak Ty bys poszedl z kazda prawie(bo jestes na glodzie) to wsz
                                                    > yscy inni tez by poszli zkazda babka? ;))

                                                    To już sobie dośpiewujesz, nic takiego nie ma miejsca.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:39
                                                    Jakiś czas temu byłam okropnie zakochana w jednym osobniku, który był nieprawdopodobnie błyskotliwy i miał obłędne IMO poczucie humoru.

                                                    No i kiedyś, po szczególnie soczystej poincie, po której się prawie posikałam, mówię mu, że WOOOOW.
                                                    A on, że w ogóle nie miał na myśli, tego, co ja zrozumiałam i że pointa mu wyszła mimochodem, a ja sobie sama, siłą własnego umyslu dorozumiałam tę wielce pochlebną resztę.

                                                    Potem wyszło na jaw, że to było jakby w standardzie. Tzn, że on wcale nie był AŻ TAK lotny, tylko ja się notorycznie dopatrywałam siedmiu znaczeń i dopatrzywszy się, musiałam przytrzymywać majtki, żeby mi nie wskoczyły na głowę.

                                                    Tak mi się skojarzyło, zupełnie bez powodu :DDD
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 07:19
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Jakiś czas temu byłam okropnie zakochana w jednym osobniku, który był nieprawdo
                                                    > podobnie błyskotliwy i miał obłędne IMO poczucie humoru.
                                                    > No i kiedyś, po szczególnie soczystej poincie, po której się prawie posikałam,
                                                    > mówię mu, że WOOOOW.
                                                    > A on, że w ogóle nie miał na myśli, tego, co ja zrozumiałam i że pointa mu wysz
                                                    > ła mimochodem, a ja sobie sama, siłą własnego umyslu dorozumiałam tę wielce poc
                                                    > hlebną resztę.
                                                    > Potem wyszło na jaw, że to było jakby w standardzie. Tzn, że on wcale nie był A
                                                    > Ż TAK lotny, tylko ja się notorycznie dopatrywałam siedmiu znaczeń i dopatrzyws
                                                    > zy się, musiałam przytrzymywać majtki, żeby mi nie wskoczyły na głowę.
                                                    > Tak mi się skojarzyło, zupełnie bez powodu :DDD

                                                    A nie pomyślałaś sobie po tym: O Boże, a do tego jest taki szczery i skromny? Ja bym pomyślała. Jakiś czas tego. Teraz już takich osobników nie spotykam na swojej drodze;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:14
                                                    O, a w moim przypadku to dziala odwrotnie. Im bardziej sie sile na jakis wysublimowany zarcik, tym mocniej wzrasta prawdopodobienstwo, ze laska skrzywi sie i pomysli "te, kurwa, ale ten synek serio jezd taki gupi?". Wiem ze tak jest, bo czasem nie umieja sie powstrzymac przed werbalizacja swoich mysli.
                                                    Kiedys bylem przez pol imprezy obiektem kpin ze strony damskiej czesci zabawy, bo uzylem slowa "ambiwalentny". Musialo sie spodobac bo potem byly "ambiwalentne kanapki", "ambiwalentna wodka" itd. ;)
                                                    Dlatego z czasem przestalem sie silic na zarciki irl, ogolnie mniej mowic - i zadzalalo. Przynajmniej nikt sie nie napierdala.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:20
                                                    Hehe...przedobrzyłeś.
                                                    Jako studentka też miałam taki przypadek. Kumpela opowiadała mi jak dojść gdzieś tam....w lesie. No i okazało się że trzeba skręcić w "ewidentną" ścieżkę w prawo. Weszło to na stałe do naszego słownika:))
                                                    Zresztą była mistrzynią tekstów:) Gdy była na imprezie to wszyscy się popili i rzygali. Zapytałam: A ty?
                                                    Ona na to podniosłym tonem: JA WYMIOTOWAŁAM.
                                                    I moje najulubieńsze:
                                                    - Bo Zośka to puszczalska jest i zwykła kurwa. Chłopaka swojego zdradza.
                                                    - Ale Ty swojego też zdradzałaś.
                                                    - Ja to co innego. Ja myślałam że tego drugiego KOCHAM.
                                                    :))
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:32
                                                    zawle napisała:

                                                    > Hehe...przedobrzyłeś.

                                                    Nie sadze, uzylem tego slowa zupelnie przypadkowo.

                                                    > Jako studentka też miałam taki przypadek. Kumpela opowiadała mi jak dojść gdzie
                                                    > ś tam....w lesie. No i okazało się że trzeba skręcić w "ewidentną" ścieżkę w pr
                                                    > awo. Weszło to na stałe do naszego słownika:))

                                                    Ale rozbawilo was nieprawidlowe uzycie slowa, czy samo slowo, ktore bylo dla was obce? Stawiam raczej na to drugie ;)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:37
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    > Nie sadze, uzylem tego slowa zupelnie przypadkowo.

                                                    Celowość nie jest warunkiem zaistnienia przedobrzenia.;)

                                                    > Ale rozbawilo was nieprawidlowe uzycie slowa, czy samo slowo, ktore bylo dla wa
                                                    > s obce? Stawiam raczej na to drugie ;)

                                                    Błagam Cię....:))
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:15
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > I podobnie jak ona jeszcze raz powtórzę: jak się ktoś saty
                                                    > sfakcjonująco wyszalał za młodu, ma z głowy dziwne pomysły w wieku dojrzałym. C
                                                    > o nei przeszkadza mu uprawiać i na starość dzikiego seksu :-D
                                                    Pobożne życzenia
                                                    (przynajmniej w odniesieniu do mężczyzn)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:54
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > aandzia43 napisała:
                                                    >
                                                    > > I podobnie jak ona jeszcze raz powtórzę: jak się ktoś saty
                                                    > > sfakcjonująco wyszalał za młodu, ma z głowy dziwne pomysły w wieku dojrza
                                                    > łym. C
                                                    > > o nei przeszkadza mu uprawiać i na starość dzikiego seksu :-D
                                                    > Pobożne życzenia
                                                    > (przynajmniej w odniesieniu do mężczyzn)

                                                    U kobiet ten przełom następuje między 27 a 29 rokiem życia. W notesiku zostaje
                                                    odhaczone `już się wyszalałam'. Bezpiecznie przeprowadzamy Panie przez ten okres burzy i naporu. Mężczyźni natomiast mają `drugą młodość'. Albo `kryzys wieku średniego.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 12:28
                                                    kag73 napisała: A Ty wielkie wpisy a sama
                                                    > sie nie piszesz na swing, ja tez nie, kitty tez nie, andzia tez nie, zawle tez
                                                    > nie, sea.sea chyba tez nie. Czy kogos pominelam?

                                                    Swing..być może, ale bez pierdolenia o miłości.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 12:37

                                                    > Swing..być może, ale bez pierdolenia o miłości.

                                                    Och Zawle, to ja się rozpisałam na kilka linijek, a ty zwięźle ujęłaś jednym zdaniem mój również stosunek do swingu :-D
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 13:13
                                                    zawle napisała:

                                                    > Swing..być może, ale bez pierdolenia o miłości.
                                                    Swing bez miłosci?
                                                    Może być.
                                                    Ale to już nie to samo. :-)
                                                    (oczywiście mam na myśli do swojej partnerki i vice versa)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 17:34
                                                    zawle napisała:
                                                    > Swing..być może, ale bez pierdolenia o miłości.

                                                    Lepiej swing bez milosci, niz milosc bez pierdolenia ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:44
                                                    Czytam ten wąteczek i czytam i już nie wytrzymam po prostu, muszę.

                                                    Fantazja/potrzeba Morrisona nie jest jakaś odosobniona. No chyba, że to ja mam jakiś freakmagnet, ale spotkałam dwóch panów, którzy mieli identyczną. Co ciekawe, obydwaj byli bardzo męscy, dominujący, żaden tam typ, który się kojarzy z dającym się upokarzać cuckoldem siedzącym w kąciku.

                                                    Jako kobieta ciekawska, powiedziałam: sprawdzam. Efekt był, nie wdając się w szczegóły, odmienny od wstępnie zakładanych :D
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:53
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Jako kobieta ciekawska, powiedziałam: sprawdzam. Efekt był, nie wdając się w szczegóły, odmienny od wstępnie zakładanych :D
                                                    --------------------
                                                    Prosimy o pogłębienie informacji. Polska poezja musi na ten temat zabrać głos, ale musi mieć twarde dane :).
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:57
                                                    No to mnie skutecznie zdemotywowałeś do podawania danych jakichkolwiek na jakikolwiek temat :DD
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:17
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > No to mnie skutecznie zdemotywowałeś do podawania danych jakichkolwiek na jakikolwiek temat :DD.
                                                    -----------------------------------------
                                                    Poeci zawsze mieli pod górkę :)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:32
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Poeci zawsze mieli pod górkę :)

                                                    To moze jakis sprosny limeryk napiszesz Marek ? :-) Jezyk polski, jako silnie fleksyjny, nadaje sie do tego idealnie.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:51
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > To moze jakis sprosny limeryk napiszesz Marek ? :-) Jezyk polski, jako silnie
                                                    > fleksyjny, nadaje sie do tego idealnie.
                                                    -----------------------------------------------
                                                    Nie, jestem poruszony całą tę smutną historią. Oto odpowiedź - bez sprośności. To wersja robocza.

                                                    Zawiedziony

                                                    Jestem mocno zawiedziony,
                                                    Nie pożądam mojej żony.
                                                    Jak się stało, gdzie przyczyna?
                                                    Nie wiem czyja to jest wina.

                                                    Ona chętnie mi dawała,
                                                    Ale z czasem spowszedniała.
                                                    Chcę z innymi się kotłować,
                                                    Może swingu też spróbować.

                                                    Namawiałem wiele razy,
                                                    Bo małżeństwo, bez urazy,
                                                    To są żadne wielkie cuda,
                                                    Tylko w łóżku sama nuda.

                                                    Kiedy ona odmówiła,
                                                    I na swing się nie zgodziła,
                                                    Ja z innymi się kotłuję,
                                                    Ona winna – niech żałuje.





                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 12:31
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Jako kobieta ciekawska, powiedziałam: sprawdzam. Efekt był, nie wdając się w sz
                                                    > czegóły, odmienny od wstępnie zakładanych :D

                                                    Opadl panu, czy byl problem z zagospodarowaniem szesnastu par odnozy ? ;-)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 12:35
                                                    Szesnastu odnozy oczywiscie :-)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:22
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Jako kobieta ciekawska, powiedziałam: sprawdzam. Efekt był, nie wdając się w szczegóły, odmienny od wstępnie zakładanych :D

                                                    :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:41
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Fantazja/potrzeba Morrisona nie jest jakaś odosobniona. No chyba, że to ja mam
                                                    > jakiś freakmagnet, ale spotkałam dwóch panów, którzy mieli identyczną. Co cieka
                                                    > we, obydwaj byli bardzo męscy, dominujący, żaden tam typ, który się kojarzy z d
                                                    > ającym się upokarzać cuckoldem siedzącym w kąciku.
                                                    >
                                                    > Jako kobieta ciekawska, powiedziałam: sprawdzam. Efekt był, nie wdając się w sz
                                                    > czegóły, odmienny od wstępnie zakładanych :D
                                                    A pierwszy seks w Twoim życiu był fajny?
                                                    Bo mój był beznadziejny.
                                                    Seks może być sztuką. Można się w nim doskonalić, budować, rozwijać.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:50
                                                    Nie bardzo wiem, do czego pijesz, bo nigdzie nie sugerowałam, że zaistniały problem polegał na niestanięciu na wysokości zadania, ale ok :>
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 15:12
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Nie bardzo wiem, do czego pijesz, bo nigdzie nie sugerowałam, że zaistniały pro
                                                    > blem polegał na niestanięciu na wysokości zadania, ale ok :>
                                                    Nie no.
                                                    Po prostu chciałem się dowiedzieć co to znaczy, ze efekt był odmienny od zakładanego.
                                                    Wyraziłem przypuszczenie, że nastąpiło rozczarowanie ale może się mylę.
                                                    Więc jaki był ten efekt?
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 15:40
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Więc jaki był ten efekt?
                                                    -------
                                                    Lojej, zazdrosne zaczely byc chlopaki, ot co :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 15:47
                                                    >Więc jaki był ten efekt?
                                                    -------
                                                    Lojej, zazdrosne zaczely byc chlopaki, ot co :)<

                                                    Może nie mogli dojść do porozumienia, który ma być pierwszy ;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 15:58
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > >Więc jaki był ten efekt?
                                                    > -------
                                                    > Lojej, zazdrosne zaczely byc chlopaki, ot co :)<
                                                    >
                                                    > Może nie mogli dojść do porozumienia, który ma być pierwszy ;)

                                                    Znaczy, że co? Pchali się jednocześnie w to samo miejsce?
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 16:27
                                                    lybbla napisał:

                                                    > ninek04 napisała:

                                                    > > Może nie mogli dojść do porozumienia, który ma być pierwszy ;)
                                                    >
                                                    > Znaczy, że co? Pchali się jednocześnie w to samo miejsce?
                                                    ---------
                                                    He he, przypominacie mi moich kumpli z pracy, z ich rubasznym dowcipem :)

                                                    A tak na poważnie - to ja zrozumiałem, że sea spotkała w swojej karierze dwóch takich mężczyzn, ale to nie znaczy, że jednocześnie ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 16:37

                                                    wont 2 napisał>A tak na poważnie - to ja zrozumiałem, że sea spotkała w swojej karierze dwóch takich mężczyzn, ale to nie znaczy, że jednocześnie ;)<

                                                    Jak niejednocześnie? Że niby najpierw z jednym, a ten drugi grzecznie czekał za ścianą, albo za kotarą na swoją kolej? Czy że doświadczyła obcowania więcej niż z jednym więcej, niż raz w swoim życiu? No pisałbyś jaśniej, a nie tak jakoś pokrętnie, na odwyrkę ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 16:45
                                                    Na odwyrtkę, znaczy się ;)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 18:31
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Jak niejednocześnie? Że niby najpierw z jednym, a ten drugi grzecznie czekał za
                                                    > ścianą, albo za kotarą na swoją kolej? Czy że doświadczyła obcowania więcej n
                                                    > iż z jednym więcej, niż raz w swoim życiu? No pisałbyś jaśniej, a nie tak jako
                                                    > ś pokrętnie, na odwyrkę ;)
                                                    -------
                                                    Ja mogę tylko powiedzieć o swoim wrażeniu. Jak było naprawdę to może, jeśli jej nie spłoszyliście he he, wytłumaczyć jedynie sea. No więc ja jej wypowiedź zdekodowałem w sposób następujący - w swojej karierze spotkałam dwóch mężczyzn (nie w tej samej chwili, być może w odstępie kilkuletnim), którzy nie chcieli wyłączności seksualnej. No i i ich sprawdziłam. Czyli, też dawałam tyłka (a może tylko ostro flirtowałam) poza związkiem. No i szybko zmiękli. W sensie, że jednak głęboko w duszy nie chcieli, żeby ich samica dawała dupy innym samcom :)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:08
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Ja mogę tylko powiedzieć o swoim wrażeniu. Jak było naprawdę to może, jeśli jej
                                                    > nie spłoszyliście he he, wytłumaczyć jedynie sea. No więc ja jej wypowiedź zde
                                                    > kodowałem w sposób następujący - w swojej karierze spotkałam dwóch mężczyzn (ni
                                                    > e w tej samej chwili, być może w odstępie kilkuletnim), którzy nie chcieli wyłą
                                                    > czności seksualnej. No i i ich sprawdziłam. Czyli, też dawałam tyłka (a może ty
                                                    > lko ostro flirtowałam) poza związkiem. No i szybko zmiękli. W sensie, że jednak
                                                    > głęboko w duszy nie chcieli, żeby ich samica dawała dupy innym samcom :)

                                                    To na pewno było tak, podwójna morska uczyniła wspomnianych swymi lokajami i odtąd musieli ją obsługiwać. U rzeczonych niestety wystąpił błąd w oprogramowaniu. Nie byli przygotowani na tak burzliwe warunki.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 19:33
                                                    wont 2 napisał
                                                    >Ja mogę tylko powiedzieć o swoim wrażeniu. Jak było naprawdę to może, jeśli jej nie spłoszyliście he he, wytłumaczyć jedynie sea. No więc ja jej wypowiedź zdekodowałem w sposób następujący - w swojej karierze spotkałam dwóch mężczyzn (nie w tej samej chwili, być może w odstępie kilkuletnim), którzy nie chcieli wyłączności seksualnej. No i i ich sprawdziłam. Czyli, też dawałam tyłka (a może tylko ostro flirtowałam) poza związkiem. No i szybko zmiękli. W sensie, że jednak głęboko w duszy nie chcieli, żeby ich samica dawała dupy innym samcom :)<

                                                    To już nie wiem, jak było. Ja odczytałam to w stricte literalnym sensie, czyli klasyczny swing, albo trójkąt. W takie niuanse, jak Ty przedstawiłeś, to się nawet nie zagłębiam ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:32
                                                    :))) Jest to moment, w którym po raz kolejny nie dziwi mnie, że nas tu swatają/swatali :>

                                                    Jeden zmiękł jak powiedziałam, że ależ spoko. Zaczął stwarzać techniczne trudności nagle.

                                                    Drugiemu po trzech trójkątach, w różnym składzie, nagle wychłódło w kierunku mojej osoby. Nie wiem, o co mu chodziło. Ja nie narzekałam :>

                                                    Ogólnie mnie to wszystko ubawiło do nieprzytomności. Bo wiecie, szumne deklaracje, wizje, fantazje, pragnienia, wykładanie mi, jakimże to ideałem otwartości umysłu nie jestem. A potem taki zonk :>
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:48
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > :))) Jest to moment, w którym po raz kolejny nie dziwi mnie, że nas tu swatają/
                                                    > swatali :>
                                                    >
                                                    > Jeden zmiękł jak powiedziałam, że ależ spoko. Zaczął stwarzać techniczne trudno
                                                    > ści nagle.
                                                    >
                                                    > Drugiemu po trzech trójkątach, w różnym składzie, nagle wychłódło w kierunku mo
                                                    > jej osoby. Nie wiem, o co mu chodziło. Ja nie narzekałam :>
                                                    >
                                                    > Ogólnie mnie to wszystko ubawiło do nieprzytomności. Bo wiecie, szumne deklarac
                                                    > je, wizje, fantazje, pragnienia, wykładanie mi, jakimże to ideałem otwartości u
                                                    > mysłu nie jestem. A potem taki zonk :>

                                                    Sea.sea a jeszcze dopisz jaki to ma zwiazek z Morrisonem? Co chcialas przekazac, bo ja sie juz na poczatku zgubilam, ze on moze klamac czy tam bzdury gadac o meskiej poligamicznosci? Czy o co chodzi? Jak z tego wniosek?
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 00:54
                                                    Z tym, czy mężczyźni są poligamiczni, to ja zasadniczo się nie czuję na siłach dyskutować. Pewnie są. Kobiety też. Przynajmniej tak wnioskuję po zachowaniach znanych mi kobiet.

                                                    Ale tu się odniosłam do czegoś innego. Mianowicie autopsja mi wskazuje (i to nie tylko na tych przykładach), że ogólnie jest tak, że ludzie - w kontekście seksualnym czy związkowym - paszczą deklarują, że o czymś marzą, a potem, jak to dostają, to nie mają pojęcia, co z tym zrobić, albo się okazuje, że jednak chyba nie o to im chodziło. Taka obserwacja. Ciekawe, co Morrison by zrobił, gdyby spotkał tę wymarzoną, ot co :)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 01:07
                                                    No bo jak to mowi moja matka "teoria z praktyka sie mija" :)
                                                    Czyli komus sie moze wydawac i se moze wyobrazac, ze to jest i bedzie tak i tak a sie moze okazac, ze jednak nie wszystko mozna sobie tak do konca wyobrazic i ze rzeczywistosc moze zaskoczyc, odczucia/uczucia tez.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 01:10
                                                    "Ciekawe, co Morrison by zrobił, gdyby spotkał tę wymarzoną, ot co :)"

                                                    No Morrison nie jest tutaj teoretykiem, on to przezyl na zywo ze swoja zona i dopoki wierzyl, ze jej tez sie podoba, czul sie spelniony, osiagnal pelnie szczescia. Wiec jest to jak najbardziej mozliwe.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 01:22
                                                    www.youtube.com/watch?v=a4ZsA-XPUZI
                                                    Tak od 8'45'' do 9'30'' :-P
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:45
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > www.youtube.com/watch?v=a4ZsA-XPUZI
                                                    > Tak od 8'45'' do 9'30'' :-P

                                                    hehe dokladnie Aandzia, zawsze mozna poczekac na jeszcze lepsza, a jak wiadomo lepsze jest wrogiem dobrego ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:42
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Ale tu się odniosłam do czegoś innego. Mianowicie autopsja mi wskazuje (i to ni
                                                    > e tylko na tych przykładach), że ogólnie jest tak, że ludzie - w kontekście sek
                                                    > sualnym czy związkowym - paszczą deklarują, że o czymś marzą, a potem, jak to d
                                                    > ostają, to nie mają pojęcia, co z tym zrobić, albo się okazuje, że jednak chyba
                                                    > nie o to im chodziło. Taka obserwacja. Ciekawe, co Morrison by zrobił, gdyby s
                                                    > potkał tę wymarzoną, ot co :)
                                                    Nie wiem jakie są te Twoje doświadczenia (podzieliłaś się tylko częścią)
                                                    Ja jakoś "nie wymiękałem" w przeszłości.
                                                    Owszem.
                                                    Bywam zazdrosny o uczucia ale nie o seks.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:39
                                                    "Bywam zazdrosny o uczucia ale nie o seks."

                                                    Rzecz w tym, ze seks wyzwala/moze wyzwolic uczucia. To jest to co nie zawsze mozna przewidziec jakie emocje sie pojawia, jaka chemia zadziala i ludzi do siebie przyklei. Kto igra z ogniem moze sie poparzyc, ale nie musi.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:49
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Bywam zazdrosny o uczucia ale nie o seks."
                                                    >
                                                    > Rzecz w tym, ze seks wyzwala/moze wyzwolic uczucia.
                                                    No to dlaczego spotykam się z niedowierzaniem i tekstami "swing tak ale bez gadania o miłości"
                                                    Poza tym ja osobiście znam siebie i swoje reakcje całkiem nieźle.
                                                    Co innego druga strona.
                                                    Z tym bywa różnie.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:05
                                                    "No to dlaczego spotykam się z niedowierzaniem i tekstami "swing tak ale bez gadania o miłości"."

                                                    No wiec wlasnie o to chodzi, ze jak kogos kocham to sie boje, ze sie jednak przez ten seks w kims innym zakocha, albo, ze ten inny/ta inna zakocha sie w nim i bedzie gratka, no nie obejdzie sie bez bolu. Albo ze sama sie w kims zakocham. Za duzo do stracenia. Pomijam juz zazdrosc.

                                                    "Poza tym ja osobiście znam siebie i swoje reakcje całkiem nieźle.
                                                    Co innego druga strona.
                                                    Z tym bywa różnie."

                                                    No i tu jest sedno calej sprawy, nie kazdy chce ryzykowac, tym bardziej, ze w zabawie bierze udzial wiecej ludzi, to nie jest gra w pojedynka. Tu w gre wchodza feromony, chemia, inne takie, na ktore nie mamy wplywu. I sa ludzie, ktorych ta mysl odstrasza, budzi wtpliwosci a im dluzej sie zastanawiaja tym bardziej sa "przeciw". Zazwyczaj kazdy reczy tylko za siebie ale za innych reczyc nie moze. A jeszcze sie czasem okazuje, ze i za siebie reczyc nie mozna ;))
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:18
                                                    kag73 napisała:


                                                    > No wiec wlasnie o to chodzi, ze jak kogos kocham to sie boje, ze sie jednak prz
                                                    > ez ten seks w kims innym zakocha,
                                                    No ja się przez swing zakochałem w mojej żonie.
                                                    Ale dosyć szybko wybiła mi tą miłość z głowy :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:37
                                                    "No ja się przez swing zakochałem w mojej żonie.
                                                    Ale dosyć szybko wybiła mi tą miłość z głowy :-)"

                                                    To znaczy, ze ja na swingu poznales? Czy znaczy, ze zeniac sie z nia nie byles zakochany/nie kochales a uczucie pojawilo sie dopiero jak swingowaliscie? Bo nie rozumiem.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 17:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "No ja się przez swing zakochałem w mojej żonie.
                                                    > Ale dosyć szybko wybiła mi tą miłość z głowy :-)"
                                                    >
                                                    > To znaczy, ze ja na swingu poznales?
                                                    Nie.
                                                    > Czy znaczy, ze zeniac sie z nia nie byles
                                                    > zakochany/nie kochales a uczucie pojawilo sie dopiero jak swingowaliscie?
                                                    W baaardzo dużym uproszczeniu - tak.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:01
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > > Czy znaczy, ze zeniac sie z nia nie byles
                                                    > > zakochany/nie kochales a uczucie pojawilo sie dopiero jak swingowaliscie?
                                                    > W baaardzo dużym uproszczeniu - tak.

                                                    Poczules ze Ci zalezy ;) Normalka, baby tak czasem maja po zdradzie meza.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:08
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > > Czy znaczy, ze zeniac sie z nia nie byles
                                                    > > > zakochany/nie kochales a uczucie pojawilo sie dopiero jak swingowal
                                                    > iscie?
                                                    > > W baaardzo dużym uproszczeniu - tak.
                                                    >
                                                    > Poczules ze Ci zalezy ;) Normalka, baby tak czasem maja po zdradzie meza.
                                                    Nie wiem czy dobrze rozumiem.
                                                    Poczułem, że jest osobą numer jeden w moim życiu z która mogę rozmawiać o wszystkim.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:16
                                                    O wszystkim mozna rozmawiac tylko z lustrem ;) A juz zona to zdecydowanie nienajlepszy kandydat na mowienie prawdy i tylko prawdy.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:34
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >O wszystkim mozna rozmawiac tylko z lustrem ;) A juz zona to zdecydowanie nienajlepszy kandydat na mowienie prawdy i tylko prawdy<

                                                    No nie wiem ;) Mnie się zawsze wydawało, że jak się zaczyna rozmawiać z lustrem, to już czas na hospitalizację, co najmniej ;) Co nie zmienia faktu, że przeprowadzanie rozmów z samym sobą nie jest tak całkiem złe, w niektórych sytuacjach, na pewno ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:39
                                                    "Poczułem, że jest osobą numer jeden w moim życiu z która mogę rozmawiać o wszystkim."

                                                    A to akurat rozumiem, pelna akceptacja Twojej osoby i osobowosci, preferencji, oczekiwan i wizji zwiazku i bycia razem. Z niczego nie trzeba rezygnowac, niczego udawac, chodzic na komromis itd.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:03
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A to akurat rozumiem, pelna akceptacja Twojej osoby i osobowosci, preferencji,
                                                    > oczekiwan i wizji zwiazku i bycia razem. Z niczego nie trzeba rezygnowac, nicze
                                                    > go udawac, chodzic na komromis itd.
                                                    Dziękuję.
                                                    Mogę się "spinać" na forum ale odrobina zrozumienia też nie zaszkodzi :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:32
                                                    > Czy znaczy, ze zeniac sie z nia nie byles
                                                    > zakochany/nie kochales a uczucie pojawilo sie dopiero jak swingowaliscie?

                                                    >W baaardzo dużym uproszczeniu - tak.

                                                    Nie wiem co to teraz to "baaardzo duze uproszczene" ale wiedze, ze nie byles zatem przypadkiem zakochanego po uszy faceta, ktory wpada na pomysl swingu z ukochana babka. A to, ze przez swing sie w niej zakochales czy ze bylas najbardziej "spelniny", osiagnales pelnie uczuc wskazuje, jak dla mnie, na to, ze swing to Twoj fetysz, Twoja preferencja, cos co Cie bardzo kreci i daje satysfakcje, podobnie jak zachowania poligamiczne. Mozesz mi wierzyc na slowo, ze nie jestes w tym w wiekszoci, nie ma tak wiekszosc facetow i babek.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:00
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Nie wiem co to teraz to "baaardzo duze uproszczene" ale wiedze, ze nie byles za
                                                    > tem przypadkiem zakochanego po uszy faceta, ktory wpada na pomysl swingu z ukoc
                                                    > hana babka. A to, ze przez swing sie w niej zakochales czy ze bylas najbardziej
                                                    > "spelniny", osiagnales pelnie uczuc wskazuje, jak dla mnie, na to, ze swing to
                                                    > Twoj fetysz,
                                                    Nie przepadam za słowem "fetysz".
                                                    Równie dobrze można by powiedzieć, że fetyszem jest dla mnie rozmowa, dyskusja.
                                                    Brzmi idiotycznie.
                                                    Z tego co pamiętam definicję słowa "fetysz" z jakiejś książki sprzed lat to swing nie jest dla mnie fetyszem bo nie interesuje mnie w oderwaniu od partnerki jako wartość sama w sobie.
                                                    Oczywiście mogę się pobawić z kobietą, do której nic nie czuję i będę miał z tego przyjemność
                                                    Ale jako facet mogę te iśc do łóżka sam na sam z kobietą do której nic nie czuję i mieć z tego przyjemność.
                                                    Czy to znaczy że kobiety są dla mnie fetyszem? :-)

                                                    > dobnie jak zachowania poligamiczne. Mozesz mi wierzyc na slowo, ze nie jestes w
                                                    > tym w wiekszoci, nie ma tak wiekszosc facetow
                                                    Zastanawiam się czy sobie jaja ze mnie robisz czy po prostu to co piszę wzbudza jakieś rodzaje lęków, które musisz racjonalizować.
                                                    Poligamiczność nie sprowadza się do zachowań poligamicznych.
                                                    Wśród takich na przykład słoni morskich ponoć tylko 4% samców kopuluje.
                                                    Te samce są oczywiście poligamiczne.
                                                    A pozostałe 96%?
                                                    Aseksualni? :-)
                                                    > (nie ma tak wiekszosc) babek.
                                                    To wiem doskonale :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:06
                                                    morrison9 napisał:

                                                    Poligamiczność nie sprowadza się do zachowań poligamicznych.
                                                    > Wśród takich na przykład słoni morskich ponoć tylko 4% samców kopuluje.
                                                    > Te samce są oczywiście poligamiczne.
                                                    > A pozostałe 96%?
                                                    ------------------------------------------------
                                                    Właśnie. Poligamiczny system jest dla top 4 - 10% alf / machos / gwiazd itp, natomiast dzięki monogamii te 90% nas - szaraczków ma szanse na jakąś kobietę.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:11
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Właśnie. Poligamiczny system jest dla top 4 - 10% alf / machos / gwiazd itp, na
                                                    > tomiast dzięki monogamii te 90% nas - szaraczków ma szanse na jakąś kobietę.
                                                    A system sobie może być monogamiczny.
                                                    Ale mężczyźni w większości nie są :-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:12
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Właśnie. Poligamiczny system jest dla top 4 - 10% alf / machos / gwiazd itp, na
                                                    > tomiast dzięki monogamii te 90% nas - szaraczków ma szanse na jakąś kobietę.

                                                    Z ostatniej chwili - Alf nie wytrzymal i zjadl kota Tannerow, po czym wsiadl w Alfa Romeo i odjechal w kierunku planety Melmac. Zrobilo sie miejsce dla 90% szaraczkow, bierzmy poki daja ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:23
                                                    Nie jestes w wiekszosci facetow i babek, dla ktorych swing z ukochana partnerka/partnerem jest szczytem seksualnej satysfakcji i spelnienia. Tak samo jak zwiazek otwary, poligamiczny nie jest pelnia szczecia dla wiekszosci, ludzie swiadomie decyduja sie na monogamie. Maja swoje powody. Co im sie po drodze przydarzy to juz inna bajka. I w dodatku dziela sie na tych, ktorzy szukaja swiadomie okazji i na takich, ktorzy nie szukaja, bo zakladaja monogamie a nawet okazji unikaja, dla wlsnego dobra/spokoju i dobra zwiazku. Pisze tu o ludziach w stalych udanych zwiazkach.
                                                    To, ze ludzie sa poligamiczni ja pisze caly czas a monogamia jest decyzja. Zakochanie i wylacznosc seksualna to kwestia sprawdzona, zakochani maja to do siebie, ze swiata poza soba nie widza, taka jest regula, pisza o tym nawet ci co sie temetem zakochania i seksulanosci zajeli. Ja rozumiem, ze Ty tak nie masz, ale nie wmawiaj mi, ze wiekszosc tak nie ma.

                                                    P.s. Chlopie, ja mam 43 lata, czego ja mam sie, Twoim zdaniem, lekac/bac? Come on ;))
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:29
                                                    kag73 napisała:

                                                    >
                                                    > To, ze ludzie sa poligamiczni ja pisze caly czas a monogamia jest decyzja.
                                                    Po pierwsze: Niektóre decyzje sa podejmowane w sytuacji braku alternatywy lub ograniczonego wyboru
                                                    Po drugie: Decyzje można zmieniać. Rozpieprzenie związku i rozwód po to żeby moc uprawiać seks z inną partnerką jest już społecznie akceptowalne.

                                                    > P.s. Chlopie, ja mam 43 lata, czego ja mam sie, Twoim zdaniem, lekac/bac? Come
                                                    > on ;))
                                                    No nie żartuj.
                                                    Jakbyś napisała "ja mam 25 lat, czego ja Twoim zdaniem mam się bać?" to miałoby to sens.
                                                    A jeśli masz 43 to akurat powodów do obaw jest wiecej :-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:43
                                                    "Po drugie: Decyzje można zmieniać. Rozpieprzenie związku i rozwód po to żeby moc uprawiać seks z inną partnerką jest już społecznie akceptowalne."

                                                    Oczywiscie, ze decyzje mozna zmienic, zdanie mozna zmienic, wszystko mozliwe mozna zmienic i sie wtedy trzeba na nowo poukladac, zycie to wyzwania. Rozwod i zakonczenie zwiazku to nie to samo co jestesmy para, jestesmy razem ale sypiamy jeszcze z innymi. Zakonczyles cos jednego, zeby zaczac cos innego, zdarza sie. I ten rozwod, zeby moc miec seks z inna to znow pod presja? Bo ta inna sie nie zgadza sypiac z zonatym? Czy o co chodzi? O milosc?

                                                    "A jeśli masz 43 to akurat powodów do obaw jest wiecej :-)"

                                                    Ze mnie maz zostawi, bo jestesm stare pudlo? Przez on tez jest stary duren ;)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:40
                                                    A to, ze przez swing sie w niej zakochales czy ze bylas najbardziej
                                                    > "spelniny", osiagnales pelnie uczuc wskazuje, jak dla mnie, na to, ze swing to
                                                    > Twoj fetysz, Twoja preferencja, cos co Cie bardzo kreci i daje satysfakcje, po
                                                    > dobnie jak zachowania poligamiczne. Mozesz mi wierzyc na slowo, ze nie jestes w
                                                    > tym w wiekszoci, nie ma tak wiekszosc facetow i babek.


                                                    Z fetyszami jest ten problem, że do pewnego momentu urozmaicają życie, po przekroczeniu pewnej granicy komplikują. Jeśli zakochanie się (czy nawet miłość) facet uzależnia od zamiłowania kobiety do swingu (seksu analnego, seksu w miejscu publicznym, itd.) to znaczy że konkretna praktyka seksualna przesłoniła mu w znacznym stopniu świat damsko-męski i świat seksu, a czasem zawęziła go do tej jednej praktyki. Współczuję, trudno jest znaleźć w takiej sytuacji satysfakcjonujący obiekt. Tylko plizzzz, nie dorabiaj ideologii do hmmm.. parafilii - jesteś Morrison w mniejszości, twoje upodobania mają sie nijak do drzemiących w ludziach skłonności poligamicznych. No, mają się tak, jak podniecanie sie głównie lub tylko damską stopą do erotycznego zachwytu każdego heteroseksualnego mężczyzny dla kształtnej damskiej stopy. Więc nie dumaj więcej nad innymi facetami, bo oni jakoś niekoniecznie chcą szukać analogii. Masz swoje bardzo silne fetysze z rzeczy, które dla innych są ewentualnie dodatkowym smaczkiem, a jeśli ich zabraknie, seks i miłość są dalej zajebiste.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:00
                                                    "Masz swoje bardzo silne fetysze z rzeczy, które dla innych są ewentualnie dodatkowym smaczkiem, a jeśli ich zabraknie, seks i miłość są dalej zajebiste."

                                                    Amen.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:27
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Z fetyszami jest ten problem, że do pewnego momentu urozmaicają życie, po przek
                                                    > roczeniu pewnej granicy komplikują.
                                                    A kto decyduje o tym czy granica została przekroczona czy nie?
                                                    Niech zgadnę: kobieta.
                                                    > Jeśli zakochanie się (czy nawet miłość) fac
                                                    > et uzależnia od zamiłowania kobiety do swingu (seksu analnego, seksu w miejscu
                                                    > publicznym, itd.) to znaczy że konkretna praktyka seksualna przesłoniła mu w zn
                                                    > acznym stopniu świat damsko-męski i świat seksu, a czasem zawęziła go do tej je
                                                    > dnej praktyki.
                                                    A znasz kogoś takiego?
                                                    Daj mi jego namiary.
                                                    Moze z nim podyskutuję.

                                                    > Współczuję, trudno jest znaleźć w takiej sytuacji satysfakcjonuj
                                                    > ący obiekt.
                                                    Przecież znalazłem.
                                                    Tylko ten obiekt nie nadaje się do związku z zupełnie innych powodów nie związanych ze swingiem.

                                                    > Więc nie dumaj więcej nad innymi facetami, bo o
                                                    > ni jakoś niekoniecznie chcą szukać analogii.
                                                    No wiesz.
                                                    Mogę nie dumać nad facetami z tego forum czy mijanymi na ulicy.
                                                    Ale trudno nie dumać nad zadeklarowanymi monogamistami usiłującymi przeleciec:
                                                    a) moją żonę
                                                    b) mój aktualny "obiekt"
                                                    (Przypadki ze sobą nie związane)

                                                    Za bardzo mnie to jednak dotyczy :-)


                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:59
                                                    "A kto decyduje o tym czy granica została przekroczona czy nie?
                                                    Niech zgadnę: kobieta."

                                                    Tu masz odpowiedz, Ci juz andzia napisala wczesniej:
                                                    "Masz swoje bardzo silne fetysze z rzeczy, które dla innych są ewentualnie dodatkowym smaczkiem, a jeśli ich zabraknie, seks i miłość są dalej zajebiste."
                                                    Ty jeses sfiksowany na ten rodzaj seksualnych praktyk i nie chcesz/nie potrafisz z nich zrezygnowac, bo czujesz sie niespelniony.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:51

                                                    > > Z fetyszami jest ten problem, że do pewnego momentu urozmaicają życie, po
                                                    > przek
                                                    > > roczeniu pewnej granicy komplikują.
                                                    > A kto decyduje o tym czy granica została przekroczona czy nie?
                                                    > Niech zgadnę: kobieta

                                                    Płeć nei ma tu nic do rzeczy. Przedstawiciele psychologii i seksuologii płci obojga. Gdzieś jest granica w oddawaniu się jakiemus zajęciu gdy urozmaicenie i wzbogacenie przechodzi w fiksację, zawężenie podniet i odsunięcie innych wartości. Czaisz chyba różnicę między hobby (czy nawet pasją) motoryzacyjną człowieka rozgarniętego społecznie i emocjonalnie a koncentracją autystyka na kolekcjonowaniu samochodzików?




                                                    > > Współczuję, trudno jest znaleźć w takiej sytuacji satysfakcjonuj
                                                    > > ący obiekt.
                                                    > Przecież znalazłem.
                                                    > Tylko ten obiekt nie nadaje się do związku z zupełnie innych powodów nie związa
                                                    > nych ze swingiem.

                                                    No właśnie, znalazłeś, i...? Sorry za porównanie, ale fetyszysta butów też znajduje obiekty do współżycia, ale do związku emocjonalnego one się nei nadają.



                                                    > > publicznym, itd.) to znaczy że konkretna praktyka seksualna przesłoniła m
                                                    > u w zn
                                                    > > acznym stopniu świat damsko-męski i świat seksu, a czasem zawęziła go do
                                                    > tej je
                                                    > > dnej praktyki.
                                                    > A znasz kogoś takiego?
                                                    > Daj mi jego namiary.
                                                    > Moze z nim podyskutuję

                                                    Nawet jeśli znam, to nikt mi się do takiego obrotu sprawy w swoim zyciu prywatnym nie przyznał. Podręczniki seksuologii są za to pełnie przykładów.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:09
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > "Bywam zazdrosny o uczucia ale nie o seks."
                                                    > >
                                                    > > Rzecz w tym, ze seks wyzwala/moze wyzwolic uczucia.
                                                    > No to dlaczego spotykam się z niedowierzaniem i tekstami "swing tak ale bez gad
                                                    > ania o miłości"
                                                    > Poza tym ja osobiście znam siebie i swoje reakcje całkiem nieźle.
                                                    > Co innego druga strona.
                                                    > Z tym bywa różnie.

                                                    Moze slowo klucz to ''gadania''? Nie wiem. Ja siebie nie znam i na pewno by mi sie wyzwolilo cos, co by bylo nie do opanowania i lepiej sie bac z gory i nie tykac bomby, dmuchac na zimne i omijac lukiem ;)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 07:21
                                                    hello-kitty2 napisała: > Sea.sea a jeszcze dopisz jaki to ma zwiazek z Morrisonem? Co chcialas przekazac
                                                    > , bo ja sie juz na poczatku zgubilam, ze on moze klamac czy tam bzdury gadac o
                                                    > meskiej poligamicznosci? Czy o co chodzi? Jak z tego wniosek?

                                                    Wniosek z tego może być taki że morrison w domu ma monogamiczną żonkę, a wśród tych wyuzdanych do końca życia będzie grzebał w pośpiechu w poszukiwaniu "miłości". ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:40
                                                    zawle napisała:

                                                    > Wniosek z tego może być taki że morrison w domu ma monogamiczną żonkę, a wśród
                                                    > tych wyuzdanych do końca życia będzie grzebał w pośpiechu w poszukiwaniu "miłoś
                                                    > ci". ;)
                                                    No właśnie rzecz w tym, że nie "w pośpiechu"
                                                    Poza tym żona też miała być wyuzdana ale się okazało, że nie jest. Przynajmniej nie w tym sensie, którego bym oczekiwał.
                                                    I dlatego nieufny się zrobiłem :-)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:47
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Ogólnie mnie to wszystko ubawiło do nieprzytomności. Bo wiecie, szumne deklarac
                                                    > je, wizje, fantazje, pragnienia, wykładanie mi, jakimże to ideałem otwartości u
                                                    > mysłu nie jestem. A potem taki zonk :>
                                                    Wiesz.
                                                    W swingu jak bardzo chcesz zniechecić partnera to zniechęcisz.
                                                    Żadna sztuka.
                                                    Nie wiem co zniechęciło tego Twojego.
                                                    Jeśli zaczełaś mu pokazywać na zasadzie: "chcesz swingu? To już ja Ci dam taki swing, że Ci bokiem wyjdzie" to wiadomo, że mu tym bokiem wyjdzie skoro tak do tego dążysz.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:52
                                                    Możemy tak chwilowo na potrzebę dyskusji tutaj, założyć, że mam jakiś cień inteligencji emocjonalnej? Tak, wiem, nieprzyzwyczajony jesteś, ale jak się bardzo postarasz, to może Ci się uda? :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 09:57
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Możemy tak chwilowo na potrzebę dyskusji tutaj, założyć, że mam jakiś cień inte
                                                    > ligencji emocjonalnej? Tak, wiem, nieprzyzwyczajony jesteś, ale jak się bardzo
                                                    > postarasz, to może Ci się uda? :)
                                                    Postarałem się.
                                                    Czyli: nie wytrzymał konfrontacji z rzeczywistoscią mimo, że nie robiłas nic co byłoby skierowane przeciw niemu??
                                                    To cienias :-)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:02

                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Czyli: nie wytrzymał konfrontacji z rzeczywistoscią mimo, że nie robiłas nic co
                                                    > byłoby skierowane przeciw niemu??
                                                    > To cienias :-)

                                                    faceci dość często tak się nawzajem nazywają. To dość .... żenujące;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:16
                                                    zawle napisała:

                                                    > faceci dość często tak się nawzajem nazywają. To dość .... żenujące;)
                                                    To fakt.
                                                    Zgadzam się.
                                                    Żenujące.
                                                    Ale w tej sytuacji trudno mi znaleźć inne określenie.
                                                    No, może jeszcze "głupi"
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:23
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Czyli: nie wytrzymał konfrontacji z rzeczywistoscią mimo, że nie robiłas nic co
                                                    > byłoby skierowane przeciw niemu??

                                                    Ale co by mogla robic w tym swingu czy trojkacie co by moglo byc skierowane przeciwko jej facetowi? Jak widac wypadlam poza temat ale no nie ogarniam gdzie w swingu tkwia pulapki? Znam tylko jedna gdyz mialam b.mile zaproszenie do kochania sie z para ALE pan wyjasnil mi, ze normalnie to sie tak nie robi i klasyczny swing jest lepszy, bo trojkat jest nieparzysty i wtedy babkom sie wlacza rywalizacja o faceta, a dokladniej tej drugiej odbicie go tej pierwszej. O to to wiem, bo mi powiedziano. A co jeszcze w takim razie? Czy tam tez moga wystapic objawy tzw kobiecej glupoty zyciowej Morrison?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:36
                                                    "Nie wiem co zniechęciło tego Twojego.
                                                    Jeśli zaczełaś mu pokazywać na zasadzie: "chcesz swingu? To już ja Ci dam taki swing, że Ci bokiem wyjdzie" to wiadomo, że mu tym bokiem wyjdzie skoro tak do tego dążysz."

                                                    Lo Jezus, no widzisz, tera jeszcze trzeba w tym swingu tak jak facet se to wyobrazil, bo inaczej sie zniecheci. Bawmy sie we wsyzstko, ale tylko tak jak ja chce i jak ja sobie to wyobrazam. Najlepiej zatem ustalic punkt po punckie wszystkie reguly i zasady. Ale seks ma to do sibie, ze wyzwla rozne zachowania i potrzeby, tak w praniu:)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:46
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Lo Jezus, no widzisz, tera jeszcze trzeba w tym swingu tak jak facet se to wyob
                                                    > razil, bo inaczej sie zniecheci. Bawmy sie we wsyzstko, ale tylko tak jak ja ch
                                                    > ce i jak ja sobie to wyobrazam.
                                                    Nie wiem.
                                                    Nie mialem takich problemów.
                                                    Zazwyczaj to druga strona miała problem z zazdrością i tego typu reakcjami.
                                                    Albo mnożyła przeszkody techniczno-organizacyjne.
                                                    Po prostu rozwazam czysto teoretycznie.
                                                    Każde pragnienie partnera można tak zrealizaować, że mu bokiem wyjdzie.
                                                    Obojetne czy chodzi o swing czy o romantyczna kolację.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 10:34
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > :))) Jest to moment, w którym po raz kolejny nie dziwi mnie, że nas tu swatają/
                                                    > swatali :>
                                                    -------
                                                    Nie miej im tego za złe. Oni nie wiedzą bowiem tego, co wiemy my dwoje. Że jesteśmy ofiarami eksperymentu peerelowskich służb specjalnych - rozdzielonymi w dzieciństwie bliźniakami dwujajowymi (oba u mnie).
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 11:57
                                                    wont2 napisał:

                                                    > sea.sea napisała:
                                                    >
                                                    > > :))) Jest to moment, w którym po raz kolejny nie dziwi mnie, że nas tu sw
                                                    > atają/
                                                    > > swatali :>
                                                    > -------
                                                    > Nie miej im tego za złe. Oni nie wiedzą bowiem tego, co wiemy my dwoje. Że jest
                                                    > eśmy ofiarami eksperymentu peerelowskich służb specjalnych - rozdzielonymi w dz
                                                    > ieciństwie bliźniakami dwujajowymi (oba u mnie).

                                                    No wlasnie a skoro juz podniosicie tu ta kwestie to wlasciwie dlaczego to/Wam nie wyszlo? Gdzie tkwi blad swata? Nie ma chemii/zapachu? Bo nie kumam.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:05
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No wlasnie a skoro juz podniosicie tu ta kwestie to wlasciwie dlaczego to/Wam n
                                                    > ie wyszlo? Gdzie tkwi blad swata? Nie ma chemii/zapachu? Bo nie kumam.

                                                    Skad wiesz, ze nie wyszlo? ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:28
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Skad wiesz, ze nie wyszlo? ;)

                                                    Skoro 'swataja'. Nie mozna swatac zeswatanego ;)

                                                    Abstrachujac od tego konkretnego przypadku to moze jeszcze dodam dla wyjasnienia, ze przez 'wyszlo' nie rozumiem pukniecia kogos. Bo moze w meskim swiecie jak kogos facet zaliczy to ocenia, ze mu 'wyszlo' ;) A ja nie o to pytam.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:31
                                                    Helloł, oczywiście, że można, może my tu już dawno z Woncikiem po słowie i w trakcie pierwszego dzidziusia, a na forum się produkujemy tak o dla zgrywy, z przyzwyczajenia :D
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:21
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Helloł, oczywiście, że można, może my tu już dawno z Woncikiem po słowie i w tr
                                                    > akcie pierwszego dzidziusia, a na forum się produkujemy tak o dla zgrywy, z prz
                                                    > yzwyczajenia :D
                                                    --------
                                                    Kochanie, załatwiłem to in vitro na Słowacji! :)

                                                    A jak się rozmyślimy, to w pakiecie mamy 20-procentową zniżkę na aborcję w Czechach :)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:43
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Helloł, oczywiście, że można, może my tu już dawno z Woncikiem po słowie i w trakcie pierwszego dzidziusia, a na forum się produkujemy tak o dla zgrywy, z prz
                                                    > yzwyczajenia :D

                                                    Podwójna Ciebie ostatnio się dobrze czyta (made my day), zakochana po uszy czy co? A imię już wybraliście? :D

                                                    > sabat3
                                                    >Rozumiem Morrison, ze ja wydaje Ci sie mniej intrygujacy niz Kitty. Kiedys bylem >gotow pojsc z Toba na winiacza, zeby skonfrontowac ciekawego wirtualnego >rozmowce z rzeczywistoscia. Wycofales sie od razu rakiem, rozmawialismy o tym na forum, wiec latwo to sprawdzic.
                                                    >Zatem albo moja osoba jest mniej intrygujaca dla Ciebie, badz tez jestes klamca i hipokryta, ktory nawet nie potrafi sie przyznac, ze robil podchody zeby wyruchac
                                                    > laske ale zaliczyl kosza.

                                                    Sabat trzeba było wyjść z propozycją swingu (chociaż to nie jest adekwatne słowo bo kojarzy mi się z niemieckimi emerytami) a nie jakimś tam winem.
                                                    Gdyby się opierał trzeba było się odwołać do męskiej solidarności, że masz dwie napalone forumowiczki i boisz się, że nie dasz rady.

                                                    Po czym wnioskujesz, że Morrison dostał kosza? I skąd wiesz, do której startował?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:51
                                                    Czemu dostal kosza? Bo kitka nie chciala sie spotkac na drinka - uzylem tego w tym sensie. O pozostalej aktywnosci Morrisona wsrod forumowiczek nic mi nie wiadomo, wiecej - nic mi do tego, ponadto myslalem ze mamy tu na forum taka zasade, ze o tym co robimy z innymi uczestnikami poza forum to cicho sza? ;)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 16:58
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > ponadto myslalem ze mamy tu na forum taka zasade
                                                    > , ze o tym co robimy z innymi uczestnikami poza forum to cicho sza? ;)

                                                    Prawda, no chyba, ze sie dziecko urodzi, wtedy zapraszamy reszte forumowiczow na chlanie.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:18
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Czemu dostal kosza? Bo kitka nie chciala sie spotkac na drinka - uzylem tego w
                                                    > tym sensie.
                                                    > O pozostalej aktywnosci Morrisona wsrod forumowiczek nic mi nie wia
                                                    > domo, wiecej - nic mi do tego, ponadto myslalem ze mamy tu na forum taka zasade, ze o tym co robimy z innymi uczestnikami poza forum to cicho sza? ;)

                                                    Bo inne nie pisały czy dały Morrisonowi kosza.
                                                    Ale pochwalić się, że dałam Morrisonowi kosza to można?
                                                    I oczywiście to Zawle jest niezrównoważona? :P

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:29
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Bo inne nie pisały czy dały Morrisonowi kosza.
                                                    > Ale pochwalić się, że dałam Morrisonowi kosza to można?
                                                    > I oczywiście to Zawle jest niezrównoważona? :P

                                                    Lybbla, przeciez nie wiadomo, ktora dala a ktora nie - tylko wedlug mnie Morrison niepotrzebnie pisze o tym, ze chodzilo tylko o drinka i konfrontacje z rzeczywistoscia. Konfrotowac to on sie moze ze znajomym, w spotkanuach z laska zawsze jest jakis domniemany kontekst seksualny. Wiem, bo sam kiedys tak gadalem babkom, ale w pewnym momencie powiedzialem sobie, ze samym soba to jednak lepiej juz byc szczerym ;)
                                                    Konfrontacja konfrontacja, ale do ruchania moze dojsc ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:29
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Bo inne nie pisały czy dały Morrisonowi kosza.
                                                    Gwoli ścisłości to ja napisałem, że nie chciała się ze mną umówić na drinka.
                                                    Resztę pominę bo nie mam dostępu do tej poczty a na pewno się wyprze a ja nie będę mógł dowieść prawdy.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:40
                                                    lybbla napisał:
                                                    > Bo inne nie pisały czy dały Morrisonowi kosza.
                                                    > Ale pochwalić się, że dałam Morrisonowi kosza to można?
                                                    > I oczywiście to Zawle jest niezrównoważona? :P

                                                    No ludzie...wraca człowiek z roboty i co czyta? Ja niezrównoważona? To z prywatnej korespondencji?:))))
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:51
                                                    zawle napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    > > Bo inne nie pisały czy dały Morrisonowi kosza.
                                                    > > Ale pochwalić się, że dałam Morrisonowi kosza to można?
                                                    > > I oczywiście to Zawle jest niezrównoważona? :P
                                                    >
                                                    > No ludzie...wraca człowiek z roboty i co czyta? Ja niezrównoważona? To z prywat
                                                    > nej korespondencji?:))))

                                                    Zawle kontekstowe czytanie, please. Ganiam za Kitty z `siekierą widocznie nie jest mi obojętna' :P Temat jest w stylu `dwa nicki na forum kochanek i chęć na drugiego' a wszystko co wydarzyło się przedtem wymazujemy z pamięci ;)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:54
                                                    I co ja robię pomiędzy kochankami i siekierą? Nawet pod przymusem z kobietą.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:07
                                                    lybbla napisał:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > Czemu dostal kosza? Bo kitka nie chciala sie spotkac na drinka - uzylem t
                                                    > ego w
                                                    > > tym sensie.

                                                    E tam zaraz kosza. Polece mysleniem wontowskim. Jak nie chcialam drinka tzn ze mi sie nie chcialo pic analogicznie do kielbaski z grila od kolegi z pracy ;-)

                                                    > Bo inne nie pisały czy dały Morrisonowi kosza.
                                                    > Ale pochwalić się, że dałam Morrisonowi kosza to można?
                                                    > I oczywiście to Zawle jest niezrównoważona? :P

                                                    Ale Ty jestes mentalna baba - plotuch Lybbla i podkrecasz.

                                                    Ja tam wole czytac jak sea.sea chwali sie bobaskiem, a nie o koszach.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 00:34
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Ale Ty jestes mentalna baba

                                                    Ale za to jaka wielofunkcyjna baba

                                                    > - plotuch Lybbla i podkrecasz.

                                                    Łatam luki w Twojej wybiórczej pamięci.

                                                    > Ja tam wole czytac jak sea.sea chwali sie bobaskiem, a nie o koszach.

                                                    Warto latami było siedzieć na forum by to przczytać :P
                                                    Mniej więcej ten sam ciężar gatunkowy
                                                    www.youtube.com/watch?v=JL8gNBFF3qk
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:33
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > E tam zaraz kosza. Polece mysleniem wontowskim. Jak nie chcialam drinka tzn ze
                                                    > mi sie nie chcialo pic analogicznie do kielbaski z grila od kolegi z pracy ;-)
                                                    Nie no.
                                                    Dla mnie to chyba oczywiste.
                                                    Mogłabyś się umówić na drinka ale boisz się konfrontacji rzeczywistości ze swoimi oczekiwaniami wobec mężczyzn jakie ukształtowały ci się na siłowni.
                                                    Luzik.
                                                    Ja mam do tego większy dystans ale absolutnie rozumiem Twoje podejście i ten mechanizm :-)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 19:58
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Nie no.
                                                    > Dla mnie to chyba oczywiste.
                                                    > Mogłabyś się umówić na drinka ale boisz się konfrontacji rzeczywistości ze swoi
                                                    > mi oczekiwaniami wobec mężczyzn jakie ukształtowały ci się na siłowni.
                                                    > Luzik.
                                                    > Ja mam do tego większy dystans ale absolutnie rozumiem Twoje podejście i ten me
                                                    > chanizm :-)
                                                    ----------
                                                    Abstrahujac od tego konkretnego przypadku, zeby nikogo nie urazic, i rozmawiajac ogolnie, to ja tutaj widze podstawowe zrodlo problemow. Kompleksy. Laska nie chce umowic sie z toba na piwo i ty od razu dospiewujesz sobie do tego odpowiednia legende - ze to dlatego, ze nie wygladasz jak gosc z silowni. Tymczasem, powodow, dla ktorych dziewczyna nie przyjela twojej propozycji spotkania moze byc milion. Od prozaicznego powodu, ze jej to logistycznie nie pasuje do takiego ze czuje sie nieatrakcyjna, niezadbana i sie po prostu, najzwyczajniej wstydzi konfrontacji z toba. Albo jest po prostu glupia, ze nie chce poznac takiego zajebistego, usmiechnietego goscia jak ty i spedzic milo wieczor. Ja w kazdym razie do tego podchodze w ten sposob i to naprawde pomaga w "zarzadzaniu koszami". No drapiesz sie w glowe, tak jak ten Indianin, Magua mu chyba bylo, z Ostatniego Mohakinanina, co mu narzeczona, ktora porwal, rzucila sie w przepasc. Podrapal chlop, zdziwiony, irokeza i poszedl niewzruszony szukac kolejnej narzeczonej... :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:53
                                                    c mi nie wia
                                                    > domo, wiecej - nic mi do tego, ponadto myslalem ze mamy tu na forum taka zasade
                                                    > , ze o tym co robimy z innymi uczestnikami poza forum to cicho sza? ;)

                                                    To tu w ogóle ktoś z kimś? :-O /zamrugała oczkami/ Ja zawsze myślałam, że BSwM jest aseksualny i czysty jak lelija w swym wnętrzu. Żeby nie mącić niepotrzebnie istoty dyskusji i szumów nie wprowadzać ;-)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 18:52
                                                    Nie no, skąd. Aktualny obiekt drgnień mych mięśni Kegla okazał się zajęty. Bardzo mocno zajęty. Nic nie wskazywało na to, że jest zajęty (poza ogólną zajebistością, z której wnioskować można było, że jeśli nie zajęty, to po^bany jak kilo gwoździ).

                                                    Te całe kołowrotki damsko męskie mnie już nudzą. Ogólnie śmiertelnie się nudzę, więc się ze wszystkiego śmieję, żeby nie zwariować. W tym kwartale zapewniam sobie mnóstwo rozrywek, odwaliłam już dwie rewolucje, a szykuję trzecią oraz czeka mnie wyzwanie z gatunku "marzenie życia". Może to mnie wreszcie ruszy, bo czarno widzę. Nie to, że nie mam co robić, ale tak mnie wszystko nudzi, że mam ochotę walić łbem w biurko.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:21
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Te całe kołowrotki damsko męskie mnie już nudzą. Ogólnie śmiertelnie się nudzę,
                                                    > więc się ze wszystkiego śmieję, żeby nie zwariować. W tym kwartale zapewniam s
                                                    > obie mnóstwo rozrywek, odwaliłam już dwie rewolucje, a szykuję trzecią oraz cze
                                                    > ka mnie wyzwanie z gatunku "marzenie życia". Może to mnie wreszcie ruszy, bo cz
                                                    > arno widzę. Nie to, że nie mam co robić, ale tak mnie wszystko nudzi, że mam oc
                                                    > hotę walić łbem w biurko.

                                                    O kurcze, to chyba cos mocno osobniczego, bo ja np nie pamietam kiedy sie ostatnio nudzilam (w dziecinstwie?), a naprawde nie prowadze jakiegos zajmujacego zycia. Albo czegos Ci bardzo brak moze? Cholera wie skad bierze sie nuda? NIgdy jej nie odczuwam.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:29
                                                    Emocje mi nie nadążają za rozumem i za zdarzeniami.
                                                    Np zmieniłam robotę jakiś czas temu. Z potrzeby nowych wrażeń właśnie. Trochę mi zależało.
                                                    Ale jak w końcu po ciągnącej się rekrutacji zadzwonili, że mnie chcą, to rozsądkowo miałam takie "o kurde, a 5 lat temu bym nie pomyślała, że tu w ogóle mnie kiedykolwiek przyjmą" a emocjonalna reakcja była na poziomie "no, ok". Żadnej euforii, żadnego WOW. I tak ze wszystkim.

                                                    Przypuszczam, że mam dystymię, co się zasadniczo kwalifikuje do leczenia proszeczkami, tyle, że od proszeczków się nie robi weselej, a tylko trochę mniej smutno, co jakby nie do końca jest tym efektem, o który mi chodzi.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:39
                                                    To nie dystymia, tylko starość. Moją znajomą dopadła koło 30;) Ostatnio gadałyśmy i ona mówi: nawet jakbym wygrała miliona w totka, to cieszyłoby mnie to tylko chwilę.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:51
                                                    zawle napisała:

                                                    > To nie dystymia, tylko starość. Moją znajomą dopadła koło 30;) Ostatnio gadałyśmy i ona mówi: nawet jakbym wygrała miliona w totka, to cieszyłoby mnie to tylko chwilę.
                                                    --------------
                                                    Tak, starość to stan ducha, umysłu i ciała, a nie wiek.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:52
                                                    "Ostatnio gadałyśmy i ona mówi: nawet jakbym wygrała miliona w totka, to cieszyłoby mnie to tylko chwilę."

                                                    Matko Boska, w dupach sie ludziom poprzewracalo od tej starosci czy co? :))
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:56
                                                    A wnosisz to na jakiej podstawie? :)

                                                    (tzn, że na pewno starość, a nie dystymia)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:22
                                                    zawle napisała:

                                                    > To nie dystymia, tylko starość. Moją znajomą dopadła koło 30;) Ostatnio gadałyś
                                                    > my i ona mówi: nawet jakbym wygrała miliona w totka, to cieszyłoby mnie to tylk
                                                    > o chwilę.

                                                    A ja myślę, że jednak żałoba. Latami się potrafi ciągnąć.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:31
                                                    Żałoba to nie, serio, przeszło mi już dooobrych parę kwartałów temu.
                                                    Ale możliwe, że strach. Że to już wszystko. Że się już więcej nie zakocham i nie będę pokochana.
                                                    A bycie zakochanym jest jednak szalenie przyjemne. Znane mi rzeczy równie przyjemne są albo nielegalne, albo cholernie tuczące, względnie źle mi wpływają na urodę :)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:50
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Żałoba to nie, serio, przeszło mi już dooobrych parę kwartałów temu.
                                                    > Ale możliwe, że strach. Że to już wszystko. Że się już więcej nie zakocham i ni
                                                    > e będę pokochana.
                                                    > A bycie zakochanym jest jednak szalenie przyjemne. Znane mi rzeczy równie przyj
                                                    > emne są albo nielegalne, albo cholernie tuczące, względnie źle mi wpływają na u
                                                    > rodę :)

                                                    Między końcem żałoby (miewa nawroty!) a odrośnięciem skrzydeł jest stan w którym się znajdujesz.
                                                    Brak miłości ciężki stan. Starość z całą pewnością nie. Obiektu polowania brakuje.
                                                    Możemy zapolować na Wonta, poznamy go po tym, że będzie zaczepiał na Powiślu każdą rudą wrzeszcząc do niej `Aaaandzia?'.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:11
                                                    Ej, takie jak Andzia się opisała, to ja bym sama chciała zaczepiać!
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:27

                                                    > Ej, takie jak Andzia się opisała, to ja bym sama chciała zaczepiać!

                                                    Hihi, tak się w tej autoreklamie rozpędziłam, że istnieje niebezpieczeństwo, ze mnie Wont nie pozna ;-)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:37
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    >
                                                    > > Ej, takie jak Andzia się opisała, to ja bym sama chciała zaczepiać!

                                                    Jakiś taki niezręczny jestem, nawet odwracanie uwagi mi nie wychodzi.

                                                    > Hihi, tak się w tej autoreklamie rozpędziłam, że istnieje niebezpieczeństwo, ze
                                                    > mnie Wont nie pozna ;-)

                                                    Albo jeszcze gorzej, wstajesz rano i przed lustrem: `Aandzia'?
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:56
                                                    No nie Zawle zastrzelilas mnie ;) Juz sie smialam jak ocenilyscie z Kag, ze mam w domu 8 letniego nastolatka ale teraz ta starosc w okolicach 30 stki, hehe, nie moge, padlam ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:40
                                                    Zawle czasami jak coś powie, to się człowiekowi odechciewa z łóżka wychodzić - i to nie w tym miłym sensie :)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 23:04
                                                    Jak będziesz leżeć w łóżku to się nie przewrócisz;) A i łózko już rozścielone;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:18
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Nie no, skąd. Aktualny obiekt drgnień mych mięśni Kegla okazał się zajęty. Bard
                                                    > zo mocno zajęty. Nic nie wskazywało na to, że jest zajęty (poza ogólną zajebist
                                                    > ością, z której wnioskować można było, że jeśli nie zajęty, to po^bany jak kilo
                                                    > gwoździ).

                                                    Oślepłem przez te różowe okulary. Zupelnie inaczej odczytałem nastrój.
                                                    Ja się oznakowałem i wszędzie mam powypisywane `zajęty'.
                                                    Ale rozważam wymazanie bo efekt przeciwny do zamierzonego.

                                                    > Te całe kołowrotki damsko męskie mnie już nudzą. Ogólnie śmiertelnie się nudzę,
                                                    > więc się ze wszystkiego śmieję, żeby nie zwariować. W tym kwartale zapewniam s
                                                    > obie mnóstwo rozrywek, odwaliłam już dwie rewolucje, a szykuję trzecią oraz cze
                                                    > ka mnie wyzwanie z gatunku "marzenie życia". Może to mnie wreszcie ruszy, bo cz
                                                    > arno widzę. Nie to, że nie mam co robić, ale tak mnie wszystko nudzi, że mam oc
                                                    > hotę walić łbem w biurko.

                                                    Eksperyment z rewolucją mi nie wyszedł do starych zajęć nie mam ochoty wracać, nowe mnie trochę przerastają. Jeszcze męskie świnie się mi powykruszały i Powiślowanie śledziłem jedynie na forum. Rożnica jest jednak taka, że pieczołowicie układam piórka i szykuję się do latania.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:34
                                                    Tzn im bardziej jesteś zajęty, tym więcej turkaweczek się do Ciebie wdzięczy? :D

                                                    Leć!
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:03
                                                    Spodnie se kup Lybbla zebys z gola dupa nie latal ;-)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:16
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Spodnie se kup Lybbla zebys z gola dupa nie latal ;-)

                                                    Ubieraj coś na górę bo ktoś uszczerbku na zdrowiu dozna ;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:10
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Tzn im bardziej jesteś zajęty, tym więcej turkaweczek się do Ciebie wdzięczy? :
                                                    > D

                                                    A im bardziej jesteś niezajęty tym bardziej staczasz się w otchłań.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:35
                                                    Szukałam tego przez kwadrans (bo z jakiegoś powodu myślałam, że to polskie i że to Sztuczne Fiołki), bo mi się jakoś skojarzyło

                                                    images-cdn.9gag.com/photo/azjqpGq_700b.jpg
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:55
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Szukałam tego przez kwadrans (bo z jakiegoś powodu myślałam, że to polskie i że
                                                    > to Sztuczne Fiołki), bo mi się jakoś skojarzyło
                                                    >
                                                    > images-cdn.9gag.com/photo/azjqpGq_700b.jpg

                                                    Zamień `otchłań' na `cud dziewczę'. I gdzie z tymi klimatami u kresu maja.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 23:07
                                                    Sam zacząłeś! Użyłeś słowa otchłań, a ja mam na to odruch warunkowy i masz!
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 23:19
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Sam zacząłeś! Użyłeś słowa otchłań, a ja mam na to odruch warunkowy i masz!

                                                    Bo się cały czas zastanawiam czy organizować już ekspedycję ratunkową czy się zwleczesz o własnych siłach.

                                                    Otchłani puść oczko lub zwyzywaj od głupich cip.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 23:33
                                                    Codziennie się zwlekam, tylko czasami mam wrażenie, że zaraz mi się skończy mana i się położę tam, gdzie stoję. Na niepościelonym :D
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 23:51
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Codziennie się zwlekam, tylko czasami mam wrażenie, że zaraz mi się skończy mana i się położę tam, gdzie stoję. Na niepościelonym :D

                                                    Nie wiem z czego jesteś utkana ale może to nie wrażenie lecz po prostu masz wyciek. Albo za bardzo zaklinasz rzeczywistość.
                                                    A próbowałaś pościelić?
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 20:48
                                                    Jestem w trakcie ścielenia, cały czas.
                                                    Możliwe, że mam wyciek, w końcu kobiety to wilgotne stworzenia.

                                                    Na razie, cytując Rojka, wszystko, kurwa, skręca.
                                                    Nic mi nie idzie choćby w połowie tak dobrze, jak bym chciała. Praca, życie, cokolwiek, nic.
                                                    Jak mi się zaraz, wczoraj, natychmiast nie zdarzy coś dobrego, to pogonię w piętkę literalnie i każdy sąd mnie uniewinni.
                                                    Jutro jest szansa, trzymajcie kciuki, ktokolwiek mi tu dobrze życzy.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:22
                                                    sea.sea napisała:


                                                    > Jak mi się zaraz, wczoraj, natychmiast nie zdarzy coś dobrego, to pogonię w pię
                                                    > tkę literalnie i każdy sąd mnie uniewinni.
                                                    > Jutro jest szansa, trzymajcie kciuki, ktokolwiek mi tu dobrze życzy.
                                                    Tzn?
                                                    Randkę masz?
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:30
                                                    Nie :) Serio, brak chłopa to nie jest podstawowa moja dolegliwość życiowa, chociaż strzał z endorfin okołozakochaniowych zapewne uróżowiłby mi rzeczywistość tak ogólnie, przynajmniej na jakiś czas :)
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:41
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Jestem w trakcie ścielenia, cały czas.
                                                    > Możliwe, że mam wyciek, w końcu kobiety to wilgotne stworzenia.
                                                    >
                                                    > Na razie, cytując Rojka, wszystko, kurwa, skręca.
                                                    > Nic mi nie idzie choćby w połowie tak dobrze, jak bym chciała. Praca, życie, co
                                                    > kolwiek, nic.
                                                    > Jak mi się zaraz, wczoraj, natychmiast nie zdarzy coś dobrego, to pogonię w pię
                                                    > tkę literalnie i każdy sąd mnie uniewinni.
                                                    > Jutro jest szansa, trzymajcie kciuki, ktokolwiek mi tu dobrze życzy.

                                                    Oczywiscie, ze trzymam kciuki :-*

                                                    PS Mnie pomaga jak zaczynam myslec o innych, wtedy swiat od razu sie prostuje, bo jak k* ciagle tylko ja i ja, to rzeczywiscie mozna popadac w kolejne zjazdy. Bez konca.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:51
                                                    Ja całkiem sporo myślę o innych, i to jest trochę część problemu.
                                                    Bo bardzo staram się być OK dla innych, ale często mam poczucie, że robię za mało, mimo, że robię, ile mogę, naprawdę, staram się, kurde.
                                                    I że nikt by nie odczuł, gdybym znikła. Właśnie dlatego, że za mało robię.

                                                    p.s. dziękuję, za te kciuki :)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 23:25
                                                    Widzę, że dużo mnie dziś ominęło ;)

                                                    Wpadłam się pochwalić, że się UDAŁO. Tak nieprawdopodobnym fuksem, takim rzutem na taśmę, jakby opatrzność się wręcz uparła, żeby mi zrobić dobrze, bo gdybym była dziś w pewnym miejscu pół godziny później, to by nic z tego nie wyszło :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 23:28
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > jakby opatrzność się wręcz uparła, żeby mi zrobić dobrze

                                                    Hmmm... nawet opatrzność. To się nazywa mieć wzięcie :D
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 23:39
                                                    >
                                                    > Wpadłam się pochwalić, że się UDAŁO

                                                    No bo to wszystko przez nasze trzymanie kciuków :-) Siła umysłów sprzężonych wspólną myślą przewodnią i masz efekt :-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 23:47
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > No bo to wszystko przez nasze trzymanie kciuków :-)

                                                    I nie tylko kciuków ;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 23:47
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Widzę, że dużo mnie dziś ominęło ;)
                                                    >
                                                    > Wpadłam się pochwalić, że się UDAŁO. Tak nieprawdopodobnym fuksem, takim rzutem
                                                    > na taśmę, jakby opatrzność się wręcz uparła, żeby mi zrobić dobrze, bo gdybym
                                                    > była dziś w pewnym miejscu pół godziny później, to by nic z tego nie wyszło :)

                                                    Nic piękniejszego niż zadowolona kobieta :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:02
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Nic piękniejszego niż zadowolona kobieta :)

                                                    By kobieta była zadowolona, mężczyzna musi być zadowalający :)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:17
                                                    Dzisiejsze zdarzenia nie mają NIC wspólnego z jakąkolwiek osobą płci męskiej :P
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:23
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Dzisiejsze zdarzenia nie mają NIC wspólnego z jakąkolwiek osobą płci męskiej :P

                                                    Ale my jesteśmy nowocześni, nic się nie bój... :)
                                                    Poza tym - Żydzi niestety byli patriarchalnymi mizoginami, i tak się składa, że Opatrzność nie dość, że jest mężczyzną, to w dodatku Ojcem ;) Ale musowo Żydzi też tolerancyjni, bo został Ojcem nie będąc żonaty ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:25
                                                    www.youtube.com/watch?v=B7TW2KQYHfY

                                                    Musiałam :D
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:40
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Dzisiejsze zdarzenia nie mają NIC wspólnego z jakąkolwiek osobą płci męskiej :P

                                                    A to akurat ma drugorzędne zdarzenie jak do tego doszło. Dla potomnych, którzy będą się zastanawiać czy niniejszy wątek włączyć do kanonu, warto jednak spytać: kupiłaś nowa torebkę czy spotkałaś Jezusa Chrystusa?
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:28
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > By kobieta była zadowolona, mężczyzna musi być zadowalający :)

                                                    Sabat Ty masz taką pozycję, że wystarczy, że będziesz leżał i pachniał fiołkami. :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:34
                                                    lybbla napisał:

                                                    > Sabat Ty masz taką pozycję, że wystarczy, że będziesz leżał i pachniał fiołkami
                                                    > . :)

                                                    Z leżeniem to myślę, że ogarnę, gorzej z tymi fiołkami... Ale mógłbym ostentacyjnie dostać fioła, myślisz, że by przeszło?
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 00:47
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > > Sabat Ty masz taką pozycję, że wystarczy, że będziesz leżał i pachniał fi
                                                    > ołkami
                                                    > > . :)
                                                    >
                                                    > Z leżeniem to myślę, że ogarnę, gorzej z tymi fiołkami... Ale mógłbym ostentacy
                                                    > jnie dostać fioła, myślisz, że by przeszło?

                                                    Też mam problem z tymi fiołkami, najczęściej mi wychodzi oregano.
                                                    A do fioła to jesteśmy przyzwyczajeni nawet nie zauważymy :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 07:09
                                                    lybbla napisał
                                                    >Też mam problem z tymi fiołkami, najczęściej mi wychodzi oregano.<

                                                    Jak coś w stylu oregano blues, to też nieźle ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 07:04
                                                    lybbla napisał:
                                                    >sabat 3napisał

                                                    > Sabat Ty masz taką pozycję, że wystarczy, że będziesz leżał i pachniał fiołkami
                                                    > . :)

                                                    >Z leżeniem to myślę, że ogarnę, gorzej z tymi fiołkami... Ale mógłbym ostentacyjnie dostać fioła, myślisz, że by przeszło?<

                                                    Fiołki i fioł to może niekoniecznie, ale jakby do leżenia dołączyć kilka efektownych fikołków, to by dopiero była pozycja ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 07:27
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Fiołki i fioł to może niekoniecznie, ale jakby do leżenia dołączyć kilka efekto
                                                    > wnych fikołków, to by dopiero była pozycja ;)

                                                    Powiem Ci, ze wolalbym zwyczajne, standardowe ruchanie w paru pozycjach zamiast kwiatkow i figur gimnastycznych :)
                                                  • szopen_cn Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 07:54
                                                    Ufff.
                                                    Przeczytalem ten watek.
                                                    Wyjazd sluzbowy pozwolil.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 02.06.16, 07:45
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Wpadłam się pochwalić, że się UDAŁO. Tak nieprawdopodobnym fuksem, takim rzutem
                                                    > na taśmę, jakby opatrzność się wręcz uparła, żeby mi zrobić dobrze, bo gdybym
                                                    > była dziś w pewnym miejscu pół godziny później, to by nic z tego nie wyszło :)

                                                    Haha....a cóż to było? Pół godziny później i nici....ciekawe:) Jesteś w ciąży?;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:36
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Jestem w trakcie ścielenia, cały czas.

                                                    Bo nigdy nie wiadomo kiedy i jak się zdarzy.

                                                    > Możliwe, że mam wyciek, w końcu kobiety to wilgotne stworzenia.

                                                    No ale gdzie maną po ulicy. I tryskają taką pradawną energią.

                                                    > Na razie, cytując Rojka, wszystko, kurwa, skręca.
                                                    > Nic mi nie idzie choćby w połowie tak dobrze, jak bym chciała. Praca, życie, co
                                                    > kolwiek, nic.
                                                    > Jak mi się zaraz, wczoraj, natychmiast nie zdarzy coś dobrego, to pogonię w pię
                                                    > tkę literalnie i każdy sąd mnie uniewinni.

                                                    Ja widzę zakręt na którym mogę się wyłożyć za pół roku. A póki co oddaję
                                                    Ci część tego co pozbierałem na ulicy i co powoduje, że wszystko układa się idealnie, zbyt idealnie aż żyję w lęku od ponad roku. Przyda się ta karma zamiast kciuka.

                                                    > Jutro jest szansa, trzymajcie kciuki, ktokolwiek mi tu dobrze życzy.

                                                    Kciuki to się ssie ale jak chcesz by Ci potrzymać to nie ma sprawy.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 12:40
                                                    Jednorazowe puknoecie to moze nie, za to jak bylby okres - powiedzmy kilkumiesieczny - nieskrepowanego, fajnego ruchania, tak ze sie chcialo wracac i bylo o czym myslec w okresach miedzy osobistymi kontaktami, to moim zdaniem "wyszlo".
                                                    Po prostu nic nie jest na zawsze. Ale jesli trwa, jest dobrze, to trzeba sie cieszyc.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 13:52
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jednorazowe puknoecie to moze nie, za to jak bylby okres - powiedzmy kilkumiesi
                                                    > eczny - nieskrepowanego, fajnego ruchania, tak ze sie chcialo wracac i bylo o c
                                                    > zym myslec w okresach miedzy osobistymi kontaktami, to moim zdaniem "wyszlo".
                                                    > Po prostu nic nie jest na zawsze. Ale jesli trwa, jest dobrze, to trzeba sie ci
                                                    > eszyc.

                                                    A jak Ci dadza umowe na okres probny 3 miesieczny, w tym okresie chodzisz codziennie do pracy na full time, a potem Ci nie przedluza to 'wyszlo' Ci z ta praca, czy nie 'wyszlo'? ;-) Chodzi o to zeby dobrze zarlo i nie zdechlo.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 13:58
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > A jak Ci dadza umowe na okres probny 3 miesieczny, w tym okresie chodzisz codziennie do pracy na full time, a potem Ci nie przedluza to 'wyszlo' Ci z ta praca, czy nie 'wyszlo'? ;-) Chodzi o to zeby dobrze zarlo i nie zdechlo.
                                                    --------------------------------------
                                                    Zatrudnienie pracownika na okres próbny wymaga ze strony firmy sporo wysiłku na szkolenie i jeśli dobrze rokuje przeważnie się go zostawia. Oczywiście może przyjść przekaz z góry, że od teraz nie wolno nikogo przyjmować, ale to siła wyższa.
                                                    BTW żadnego z moich pracowników nie znałem ani nikt go/jej nie polecał.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 14:12
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > A jak Ci dadza umowe na okres probny 3 miesieczny, w tym okresie chodzisz codzi
                                                    > ennie do pracy na full time, a potem Ci nie przedluza to 'wyszlo' Ci z ta praca
                                                    > , czy nie 'wyszlo'? ;-) Chodzi o to zeby dobrze zarlo i nie zdechlo.

                                                    Praca?! O fuck, ale porownanie. Dla mnie to raczej jak fajna impreza, albo udane wakacje. Mam swiadomosc, ze to co fajne w koncu bedzie musialo sie skonczyc, ale dzisaj jest fajnie, chce dac po bandzie i wyciagnac z tego wszystko co najfajniejsze i najbardziej zajebiste. Carpe diem baby :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 16:28
                                                    >Więc jaki był ten efekt?
                                                    > -------
                                                    > Lojej, zazdrosne zaczely byc chlopaki, ot co :)<
                                                    >
                                                    > Może nie mogli dojść do porozumienia, który ma być pierwszy ;)

                                                    >Znaczy, że co? Pchali się jednocześnie w to samo miejsce?<

                                                    No bo jak TO miejsce wzięli za priorytet, to nie dziwne, że ten lepszy, kto pierwszy i się może pchali na chama, zamiast zagospodarować skrzętnie wszelkie dziurki obfitości ;) Przecież dla każdego by starczyło, ale może niecierpliwość wzięła górę, zwłaszcza jak obaj w typie macho ;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 18:23
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > No bo jak TO miejsce wzięli za priorytet, to nie dziwne, że ten lepszy, kto pie
                                                    > rwszy i się może pchali na chama, zamiast zagospodarować skrzętnie wszelkie dzi
                                                    > urki obfitości ;) Przecież dla każdego by starczyło, ale może niecierpliwość wz
                                                    > ięła górę, zwłaszcza jak obaj w typie macho ;)

                                                    No ale chyba podwójna morska ustawiła ich do pionu?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 18:50
                                                    lybbla napisał
                                                    >No ale chyba podwójna morska ustawiła ich do pionu?>

                                                    W założeniu tak powinno być ;) Ale morze to w końcu nie apteka, więc zboczenie z raz obranego kursu i nie przestrzeganie ścisłych reguł i kolejności zdarzeń być może nie wybije za bardzo z rytmu i pozwoli rozwinąć żagle ;) W końcu o to chyba chodzi ;)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:59
                                                    A w jakim sensie ten twój pierwszy seks był beznadziejny, Morrison? Bo mój technivznie też był śmieszny, ale nie miałam kaca moralnego, byłam uradowana, podniecona i chetna do dalszych razow. Ale jak ktoś poczuł się parszywie po takim zajściu, to może zrazić się do seksu w ogóle. Czy do jakiejś konkretnej formy seksu.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 15:08
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > A w jakim sensie ten twój pierwszy seks był beznadziejny, Morrison?
                                                    Daj spokój. :-)
                                                    Jakieś nieudolne zabawy po alkoholu z kobietą, ktorą z dzisiejszej perspektywy mogę nazwać "kiepska w łóżku" (ja zresztą też pewnie nie byłem lepszy)

                                                    > Ale jak ktoś poczuł się parszywie po takim zajściu, to może zrazić się do seksu w ogóle.
                                                    W ogóle by mi nie przyszło "zrażać się" do seksu z powodu niespecjalnie udanego pierwszego razu.
                                                    "Zrażanie się do seksu" to w moim odczuciu raczej reakcja typowa dla niektórych kobiet.
                                                    Dla mnie to trochę brzmi jak oksymoron :-)


                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 01:53
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Kilka lat temu poznałem na jednym z portali randkowych kobietę.
                                                    > Po pierwszej randce (randka w sensie - spacer) założyła nam profil na zbiorniku
                                                    > , opowiadała swoich fantazjach i narzekała na męża, który jest typem zazdrosneg
                                                    > o wiejskiego macho.
                                                    > Kiedy umówiliśmy się pierwszy raz na seks sama znalazła hotel a potem upierała
                                                    > się, ze zapłaci połowę bo "przecież ona też miała z tego przyjemność"

                                                    Mimo że generalnie swingu nie lubię (opieram się na przekonaniach, bo nie próbowałem), to podoba mi się ten rys emocjonalny opisywanej pani. Brzmi sensownie ;) Czuć że bardzo lubi seks, a to już mega na plus.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 02:06
                                                    sabat3 napisał:


                                                    > Mimo że generalnie swingu nie lubię (opieram się na przekonaniach, bo nie próbo
                                                    > wałem), to podoba mi się ten rys emocjonalny opisywanej pani. Brzmi sensownie ;
                                                    > ) Czuć że bardzo lubi seks, a to już mega na plus.

                                                    I choćby przyszło tysiąc midnightów i każdy nie wiem jak się wytężał i
                                                    zeszmacał i obrzucał kurwami to i tak
                                                    `mega' jest nie do usunięcia.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 10:40
                                                    "Mimo że generalnie swingu nie lubię (opieram się na przekonaniach, bo nie próbowałem), to podoba mi się ten rys emocjonalny opisywanej pani. Brzmi sensownie ;) Czuć że bardzo lubi seks, a to już mega na plus."
                                                    co wcale nie zanczy, ze poszla by na swing albo, ze jak by sie uczcuciowo zazangazowla to by sie chciala morrisonem dzielic. Znacie to: ludzie, ktorzy sami chodza w bok a sa chorobliwie zazdrosni?
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 11:07

                                                    > Ale akurat spotkanie takiej kobiety czy raczej trudności z tym związane to racz
                                                    > ej kwestia prozy życia i reguł poznawania się ludzi, udawania, gier.
                                                    > Kilka lat temu poznałem na jednym z portali randkowych kobietę.
                                                    > Po pierwszej randce (randka w sensie - spacer) założyła nam profil na zbiorniku
                                                    > , opowiadała swoich fantazjach i narzekała na męża, który jest typem zazdrosneg
                                                    > o wiejskiego macho.
                                                    > Kiedy umówiliśmy się pierwszy raz na seks sama znalazła hotel a potem upierała
                                                    > się, ze zapłaci połowę bo "przecież ona też miała z tego przyjemność"

                                                    Ta pani to mogłabym być ja w innych okolicznościach, czasie i przestrzeni. Temperament, energia, inicjatywa, dzielenie się fantazjami, propozycja pół na pół kasy. Nie interesuje mnie swing i nie interesuje mnie facet uprawiający seks z innymi kobietami podczas trwania naszego związku. Nie utożsamiaj pasji i odwagi w rzucaniu się w znajomość erotyczną ze skłonnością do dzielenia się partnerem. Jedno nie ma nic wspolnego z drugim. A zazdrosny mąż na stanie u takiej odwaznej pani? Też nie jest sam w sobie żadnym zapalnikiem.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 14:13
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Ta pani to mogłabym być ja w innych okolicznościach, czasie i przestrzeni. Temp
                                                    > erament, energia, inicjatywa, dzielenie się fantazjami, propozycja pół na pół k
                                                    > asy. Nie interesuje mnie swing i nie interesuje mnie facet uprawiający seks z i
                                                    > nnymi kobietami podczas trwania naszego związku.
                                                    Rozumiem.
                                                    I założyła nam obojgu konto na na Zbiorniku oraz opowiadała jednocześnie o swoich wizytach w swingers klubie.
                                                    To rzeczywiście nie świadczy o otwartości na swing.

                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 28.05.16, 05:38
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >Dokładnie ninek.
                                                    Czy to tak trudno zrozumieć?
                                                    Czasem mam wrażenie, że niektóre panie z forum robią sobie jaja udając, ze nie rozumieją czegoś co przy odrobinie chęci zrozumiec i wyobrazić sobie jest niezwykle łatwo.<

                                                    Piszę już któryś kolejny raz, że dla mnie zarówno w swingu, jak i w Twoich oczekiwaniach co do znalezienia kobiety obdarzonej określonym zestawem cech osobowościowych,nie ma niczego dziwnego, niezwykłego i nienormalnego.Też mnie dziwi ten opór przed zrozumieniem, że kobieta z własnej, nieprzymuszonej woli mogłaby chcieć wejść i widzieć się w takiej relacji, czując taką potrzebę, a nie z przymusu, czy z obawy przed zostawieniem jej przez faceta.Ją też to może kręcić, no co w tym dziwnego, że kocha i jest z jednym partnerem, a dzieli się ciałem z innymi, bo tak się wyraża pelnia jej seksualności.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:48
                                                    zawle napisała:

                                                    > Ale czemu chcesz być poligamiczny? Co Cię w tym pociąga?
                                                    Równie dobrze można by pytać "co mnie pociąga w seksie" w ogóle.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 10:40
                                                    zawle napisała:

                                                    Przecież wont uprawia seks z wieloma osobami. N
                                                    > ie możesz tak jak on?
                                                    -----
                                                    Bez przesady... Ostatnio to się tylko masturbuję. Na dziwki i masaże szkoda mi teraz kasy. Ale. W czerwcu mam zamiar zerwać dwa kwiatuszki, które już za długo podlewam koktajlem z mojej atencji, sympatii i seksualnego zainteresowania ;) I może coś z tego więcej będzie. I na dłużej :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 10:59
                                                    wont 2 napisał
                                                    >Ale. W czerwcu mam zamiar zerwać dwa kwiatuszki, które już za długo podlewam koktajlem z mojej atencji, sympatii i seksualnego zainteresowania ;) I może coś z tego więcej będzie. I na dłużej :)<

                                                    A jak już zerwiesz to będziesz przeskakiwał z jednego kwiatuszka na drugi, a raczej zapylał jak zwinna i uwijająca się pszczółka, żeby zebrać jak najwięcej nektaru, czy też może to ma być konfiguracja dwa kwiatuszki jednocześnie na jednego Wonta? ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:05
                                                    No a skad pewnosc, ze oba kwiatuszki daja sie zerwac? Trzeba zabezpieczac tyly, moja droga.
                                                    A nawet ja sie oba daja zerwac to trza obadac, ktory ladniej pachnie ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:28
                                                    >No a skad pewnosc, ze oba kwiatuszki daja sie zerwac? Trzeba zabezpieczac tyly, moja droga.
                                                    A nawet ja sie oba daja zerwac to trza obadac, ktory ladniej pachnie ;)<

                                                    A co, obydwa nie mogą pachnieć tak samo ładnie i nęcąco, już nie mówiąc o różnorodności barw, odcieni, kształtów i całej reszty? Nic tylko wąchać, zrywać i zachwycać się, nawet wszystkimi równocześnie ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:45
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > A co, obydwa nie mogą pachnieć tak samo ładnie i nęcąco, już nie mówiąc o różn
                                                    > orodności barw, odcieni, kształtów i całej reszty? Nic tylko wąchać, zrywać i
                                                    > zachwycać się, nawet wszystkimi równocześnie ;)

                                                    Albo jednoczesnie ;)
                                                    Bzykanie dwoch lasek naraz to marzenie wiekszosci facetow ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:03
                                                    "Albo jednoczesnie ;)
                                                    Bzykanie dwoch lasek naraz to marzenie wiekszosci facetow ;)"

                                                    Dokladnie, ale moze okazac sie, w zaleznosci od oczekiwan lasek, okazac sie wcale nie takie zadawalajace jak by sie myslalo. Mi jeden opowiadal, ze milaby z tego wiecej gdyby mial je jedna po drugiej a nie jednoczesnie, bo sie nachapal, co by jednej i drugiej dogodzic. Wiekszosci facetow bardzo podoba sie jak zajmuja sie soba dwie kobiety albo fajnie jak obie zajmuja sie nim. Jezeli natomiast one chca, zeby on zajmowal sie nimi rownoczesnie, no to ma co robic, nic se nie poglada i tez nie odpocznie ;))
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:10
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Albo jednoczesnie ;)
                                                    Bzykanie dwoch lasek naraz to marzenie wiekszosci facetow ;)<

                                                    No to przecież napisałam, że równocześnie ;)
                                                    Z kobietami może być podobnie -ona jedna i ich dwóch, to dość powszechna, myślę fantazja ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:34
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Z kobietami może być podobnie -ona jedna i ich dwóch, to dość powszechna, myślę
                                                    > fantazja ;)

                                                    Mysle ze kobiecie nie byloby bardzo trudno znalezc chetnych do takiego ukladu ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:39
                                                    "Mysle ze kobiecie nie byloby bardzo trudno znalezc chetnych do takiego ukladu ;)"

                                                    Mysle, ze nie trudno znalezc wszystko mozliwe, jezeli w gre nie wchodzi milosc i zazdrosc ;)
                                                    Bo tutaj sie zaczyna komplikowac...
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 13:34
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Mysle, ze nie trudno znalezc wszystko mozliwe, jezeli w gre nie wchodzi milosc
                                                    > i zazdrosc ;)
                                                    > Bo tutaj sie zaczyna komplikowac...

                                                    Czyli lepiej nie wchodzic w takie uklady odczywajac zazdrosc lub milosc ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 13:55
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >kag73 napisała:
                                                    > Mysle, ze nie trudno znalezc wszystko mozliwe, jezeli w gre nie wchodzi milosc
                                                    > i zazdrosc ;)
                                                    > Bo tutaj sie zaczyna komplikowac...

                                                    >Czyli lepiej nie wchodzic w takie uklady odczywajac zazdrosc lub milosc ;)<

                                                    Hola, hola, kto mówi o wchodzenie w tego typu relacje, tak na serio i jeden do jednego? ;) Nóż kurna mać,to już nie można zwalić na fantazje, no weźcie, przyznajcie się, jakie na przykład filmiki was kręcą ;) I co, od razu ten typ wyobraźni przekłada się na chęć realizacji danej fantazji w realu? Taa, sure, już to widzę ;) Och, wszyscy tacy nagle poprawni i grzeczni, tylko kurna, w sieci dają się spuszczać z łańcucha, a na codzień owieczki z niewinną miłością bliźniego w oczach ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 14:25

                                                    Ninek, bo Ty ciagle jeszcze nie zatrybilas, ze tutaj o realny swing chodzi a nie o fantazje, bo Morrisonowi fantazjujaca o swingu kobita nie wystarcza, no ilez razy Ci to tlumacyzc? Napij sie kawy, sie obudzisz ;))
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 14:41
                                                    >Czyli lepiej nie wchodzic w takie uklady odczywajac zazdrosc lub milosc ;)<

                                                    No to tez wiekszosc w takie uklady nie wchodzi.
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 14:26
                                                    ninek04 napisała:
                                                    >
                                                    > A jak już zerwiesz to będziesz przeskakiwał z jednego kwiatuszka na drugi, a ra
                                                    > czej zapylał jak zwinna i uwijająca się pszczółka, żeby zebrać jak najwięcej ne
                                                    > ktaru, czy też może to ma być konfiguracja dwa kwiatuszki jednocześnie na jedne
                                                    > go Wonta? ;)
                                                    ------
                                                    Na pewno moim zamiarem nie jest nikogo zapylać ;) I to jest jedyne co mam, a raczej czego nie mam, w planach. A cała reszta wyjdzie spontanicznie w praniu :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 14:42
                                                    wont 2?napisał
                                                    Na pewno moim zamiarem nie jest nikogo zapylać ;) I to jest jedyne co mam, a raczej czego nie mam, w planach. A cała reszta wyjdzie spontanicznie w praniu :)<

                                                    No przecież! Co Ty myślisz, że ja takie zapylanie miałam na myśli? No weź ;) A na co i po co? Bierz się za tę całą resztę i niech Ci się uda ;)
                                                  • gogol77 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:35
                                                    ninek04 napisała:
                                                    ...... czy też może to ma być konfiguracja dwa kwiatuszki jednocześnie na jednego Wonta? ;)

                                                    No właśnie, czy dwa kwiatuszki i ja jeden to już swing? Bo przed takim swingiem, to ja bym się jakoś specjalnie nie bronił. Ale nie było mi dane zakosztować.
                                                    Raz było o mało co a kwiatuszki były naprawdę bardzo apetyczne, ale jedna miała okres a druga była 3 miesiące po ślubie i miała skrupuły, wiec były ostre mizianki na golasa ale bez penetracji.
                                                    A Takiej Jednej kiedyś dawno coś w tym stylu podsuwałem (subtelnie!!) - miała przyjaciółkę z cyckami cudnej piękności (teraz strasznie utyła i już nie) - ale usłyszałem: w żżżżyciu! i więcej do tematu nie wracałem. Ma tak jak ja, zdecydowana hetero i nie wyobraża sobie relacji, kontaktu, z kimś ze swojej płci a tym bardziej mojego fiuta w cipce Andzi (aandziu, zbiezność imion absolutnie przypadkowa)
                                                    Bo jest pewnie u niej tak jak napisał Sabat: Milosc erotyczna w moim rozumieniu jest pozadliwa, goraca i zaborcza.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 19:52
                                                    "Bo jest pewnie u niej tak jak napisał Sabat: Milosc erotyczna w moim rozumieniu jest pozadliwa, goraca i zaborcza. "

                                                    Czyli sypiac z zona nie masz prawa ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:10
                                                    gogol77 napisał
                                                    > No właśnie, czy dwa kwiatuszki i ja jeden to już swing? Bo przed takim swingiem
                                                    > , to ja bym się jakoś specjalnie nie bronił. Ale nie było mi dane zakosztować.
                                                    > Raz było o mało co a kwiatuszki były naprawdę bardzo apetyczne, ale jedna miała
                                                    > okres a druga była 3 miesiące po ślubie i miała skrupuły, wiec były ostre mizi
                                                    > anki na golasa ale bez penetracji.
                                                    > A Takiej Jednej kiedyś dawno coś w tym stylu podsuwałem (subtelnie!!) - miała p
                                                    > rzyjaciółkę z cyckami cudnej piękności (teraz strasznie utyła i już nie) - ale
                                                    > usłyszałem: w żżżżyciu! i więcej do tematu nie wracałem. Ma tak jak ja, zdecydo
                                                    > wana hetero i nie wyobraża sobie relacji, kontaktu, z kimś ze swojej płci a tym
                                                    > bardziej mojego fiuta w cipce Andzi (aandziu, zbiezność imion absolutnie przyp
                                                    > adkowa)
                                                    > Bo jest pewnie u niej tak jak napisał Sabat: Milosc erotyczna w moim rozumieniu
                                                    > jest pozadliwa, goraca i zaborcza.

                                                    Gogol, bo ze swingiem z mojego punktu widzenia jest jak z moralnoscia Kalego. Jak Kalego okrasc - zle, jak Kali ukrasc - dobrze.
                                                    Wiesz facet moze sobie wyobrazac swing jako oblapianie dwoch lasek, ale tutaj mamy slynne zetkniecie expectations vs reality. W wyobrazni - oblapiasz dwie slicznotki, z czego jedna jest Twoja stala partnerka. Proponujesz i w praktyce konczy sie tak, ze caly ten swing polega na tym, ze twoja ukochana posuwa w dupe jakis koles, ktory ma wiekszego, musisz sie przepychac zeby sie w ogole dopchac do dziury, a po wszystkim twoja wybranka mowi ci, ze przeciez bardzo cie kocha, ale puszcza filuterne oko i porozumiewawcze spojrzenie do tego drugiego, pykajac mu po kryjomu smska ;)
                                                    To koniec koncow moze juz lepiej nie swingowac :>
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:17
                                                    "...ze twoja ukochana posuwa w dupe jakis koles, ktory ma wiekszego, musisz sie przepychac zeby sie w ogole dopchac do dziury, a po wszystkim twoja wybranka mowi ci, ze przeciez bardzo cie kocha, ale puszcza filuterne oko i porozumiewawcze spojrzenie do tego drugiego, pykajac mu po kryjomu smska ;)
                                                    To koniec koncow moze juz lepiej nie swingowac :>

                                                    Ale dlaczego zaraz tak negatywnie? Zona morrisona na ten przyklad wcale taka zachwycona nie byla a on owszem. No roznie moze byc, to kwestia rozmiau, moze morrison ma wiekszego ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:30
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Gogol, bo ze swingiem z mojego punktu widzenia jest jak z moralnoscia Kalego. J
                                                    > ak Kalego okrasc - zle, jak Kali ukrasc - dobrze.
                                                    Z moralnością Kalego to mi się akurat kojarzy postawa znacznej części facetów nie otwartych na swing: cudze bym ruchał ale swojej nie dam dotknąć.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:34
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Z moralnością Kalego to mi się akurat kojarzy postawa znacznej części facetów n
                                                    > ie otwartych na swing: cudze bym ruchał ale swojej nie dam dotknąć.

                                                    No to przeciez opisalem to w zartobliwy sposob, dokladnie podajac powody :)
                                                    Jako mezczyzna bylbym niepewny konfrontacji z konkurentem, mysle ze wielu facetow myslaloby o tym podobnie. Ryzyko utraty tego co bliskie byloby w tym momencie zbyt duze.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:44
                                                    Ogolnie to chyba trzeba byc cholernie pewnym siebie, miec poczucie bardzo mocnej, ugruntowanej pozycji, silnych kart, zeby decydowac sie na takie rzeczy jak swing.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:50
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ogolnie to chyba trzeba byc cholernie pewnym siebie, miec poczucie bardzo mocnej, ugruntowanej pozycji, silnych kart, zeby decydowac sie na takie rzeczy jak swing.
                                                    ----------------------------------
                                                    Taki jest Morrison. Stąd tyle wpisów, bo jest z jednej strony potepiany, z drugiej podziwiany.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 20:58
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Taki jest Morrison. Stąd tyle wpisów, bo jest z jednej strony potepiany, z drug
                                                    > iej podziwiany.

                                                    Fakt, jakis rodzaj podziwu czuje. Jak wobec kogos kto uprawia sport wyczynowy, albo sporty ekstremalne.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:14
                                                    "Ja nie jestem mezatka zeby wziac polowe majatku i zaczac zycie po rozwodzie. Wrecz odwrotnie chce oddac kase za okres, w ktorym nie moglam pokryc swoich kosztow zycia w calosci, bo zajmowalam sie dzieckiem, uczylam sie jezyka, bylam w depresji, ogolnie zle mi sie powodzilo, dziadowalam i takie tam. Najpierw splace, potem sie zastanowie."

                                                    No momencik, momencik. Czy druga strona sie domaga? Czy jest to dla niej istotne? Czy w istotny sposob zmieni jej warunki zycia/polepszy sytuacje zla sytuacje materialna? Dzieckiem sie zajmowalas Waszym, ktos sie zajac musial, moze nawet sprzatalas we wspolnej chalupie i gotowalas? To tez praca, za ktora nikt Ci nie zaplacil. Najpierw Ty sama docen i uszanuj Twoja prace, Twoj wklad we wspolne zycie.
                                                    No chyba, ze masz papierek ze spisanym ile jestes mu dluzna i chcesz sie wywiazac?
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:31
                                                    kag73 napisała:


                                                    > No momencik, momencik. Czy druga strona sie domaga? Czy jest to dla niej istotn e? Czy w istotny sposob zmieni jej warunki zycia/polepszy sytuacje zla sytuacje materialna? Dzieckiem sie zajmowalas Waszym, ktos sie zajac musial, moze nawet sprzatalas we wspolnej chalupie i gotowalas? To tez praca, za ktora nikt Ci ne zaplacil.
                                                    ------------------
                                                    Dokładnie. Pracująca - nieopłacana. Niech weźmie minimalna stawkę X liczba godzin i już. No mercy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 07:54
                                                    Druga strona sie 'domaga'. Argumentem jaki porzedstawia jest, ze gdybym zyla sama z dzieckiem to i tak bym to musiala robic (tj. zajmowac sie dzieckiem, sprzatac, gotowac) i nikt by mi za to nie placil (jak sugeruje Marek), bo to wynika z obowiazku rodzica wobec dziecka. Plusem takiego ukladu jest, ze nie musze placic za nic seksem i nie musze swingowac ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 08:48
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Druga strona sie 'domaga'. Argumentem jaki porzedstawia jest, ze gdybym zyla sama z dzieckiem to i tak bym to musiala robic (tj. zajmowac sie dzieckiem, sprzatac, gotowac) i nikt by mi za to nie placil (jak sugeruje Marek), bo to wynika z obowiazku rodzica wobec dziecka.
                                                    -----------------------------------------
                                                    Jak to nikt? Dostawałabyś od tatusia alimenty ew jeszcze socjał.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 11:16
                                                    "Druga strona sie 'domaga'. Argumentem jaki porzedstawia jest, ze gdybym zyla sama z dzieckiem to i tak bym to musiala robic (tj. zajmowac sie dzieckiem, sprzatac, gotowac) i nikt by mi za to nie placil (jak sugeruje Marek), bo to wynika z obowiazku rodzica wobec dziecka."

                                                    Ozesz. Gdybys byla sama z dzieckiem...ale nie bylas i bys nie byla, bo bez kandydata na partnera/ojca obecnego nie decydowalabys sie na dziecko, dziecka bys nie miala. Poza ty on jako rodzic tez ma/mialby obowiazek zajac sie dzieckiem ale zajmowalas sie Ty. Gdybys tego nie robila, on musialby zostac w domu i w tym momencie nie moglby zarobic pieniedzy albo tez musialby komus innemu zaplacic za zajmowanie sie dzieckiem (zlobek, niania). Gotowalas i sprzatalas rowniez dla niego? To mialas wiecej roboty, bo trzech brudzi wiecej niz dwoch, prania tez wiecej i gotowac tez trzeba wiecej.
                                                    Poza tym, jak napisal Marek, dostalabys alimenty i/albo social.
                                                    Alez trafilas egzemplarz, straaszny. Czy taki urazony, ze juz nie chcesz z nim byc? Nie moze zdzierzyc?
                                                    Zdarza sie. Moja jedna przyjaciola rozstala sie po 7 latch z facetem, bez dzieci, wielka milosc byla. Mieli razem kupione mieszkanie, wiekszosc pieniedzy na nie dawala nawet ona. On rozgoryczony, ze go nie chce nie chcial sie dzielic miezkaniem po polowie, bo nalezalo mu sie za to, ze ona zabrala mu 7 lat zycia a teraz go nie chce :(
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 11:31
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Druga strona sie 'domaga'. Argumentem jaki porzedstawia jest, ze gdybym zyla sa
                                                    > ma z dzieckiem to i tak bym to musiala robic (tj. zajmowac sie dzieckiem, sprza
                                                    > tac, gotowac) i nikt by mi za to nie placil (jak sugeruje Marek), bo to wynika
                                                    > z obowiazku rodzica wobec dziecka. Plusem takiego ukladu jest, ze nie musze pla
                                                    > cic za nic seksem i nie musze swingowac ;-)
                                                    Powiem tak.
                                                    Dziwi mnie głupota niektórych mężczyzn. Tak- mężczyzn.
                                                    Mnie doświadczenie życiowe nauczyło: lepiej kobiecie dać np 1000 PLN i powiedzieć: "nie musisz oddawać" niż pożyczyć 3000 PLN z założeniem, ze odda)
                                                    Pożyczyłem kiedyś (dawno temu) swojej dziewczynie pewne pieniądze a potem się rozstaliśmy a ja straciłem pracę.
                                                    Delikatne sugestie, ze może by mi oddała spotkały się z reakcją: chcesz się na mnie odegrać.
                                                    Dlatego teraz wolę wychodzić z założenia takiego jak powyższe.
                                                    Pożyczanie pieniędzy znajomym to śliski temat. A pożyczanie swojej partnerce to temat ekstremalnie śliski.
                                                    Wiem, ze w przypadku Kitty to nie byłą de facto pożyczka ale mechanizm jest podobny.
                                                    Nie znam tego jej faceta.
                                                    Na forum można mu każdą gębę przyprawić i zyskac poklask otoczenia.
                                                    A ja wiem z doświadczenia, ze życie nie jest takie proste i czarno-białe.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 12:22
                                                    "Nie znam tego jej faceta.
                                                    Na forum można mu każdą gębę przyprawić i zyskac poklask otoczenia.
                                                    A ja wiem z doświadczenia, ze życie nie jest takie proste i czarno-białe."

                                                    Prawda, prawda. Tym bardziej jezeli np. Kitty potrzebujac mowila mu: pozycz mi tysiaka, prosze, oddam ci jak bede miala. No i zrobila sie dluga lista.
                                                    Wiadomo, ze nie mozna oczekwiac od kogos, ze bedzie zarabial pieniadze jezeli zajmuje sie malym dzieckiem, wyjsc do pracy nie moze. Poza tym on wiedzial w co sie pakuje, bierze cudzoziemke, ktora musi nauczyc sie jezyka, zeby miec szanse na prace.

                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 12:59
                                                    Aha, jeszcze nie wiem jak jest w Holandii, ale w wielu krajach UE, np. w Niemczech, jezeli zyjesz w zwiazku podobnym do malzenstwa i jeszcze masz wspolne dziecko, to partnerzy maja prawa/obowiazki i sytuacje prawna taka jak w formalnie zawartym malzenstwie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:10
                                                    kag73 napisała:
                                                    > Poza tym on wiedzial w co
                                                    > sie pakuje, bierze cudzoziemke, ktora musi nauczyc sie jezyka, zeby miec szanse
                                                    > na prace.
                                                    No toż przecież piszę , ze głupi:-)
                                                    Znam też historię takich, którzy głupi nie byli i i powiedzieli, że w dziecko się pakować nie będą.
                                                    Jakoś nie zauważyłem u ich partnerek entuzjazmu dla tej życiowej mądrości.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:23
                                                    2No toż przecież piszę , ze głupi:-)
                                                    Znam też historię takich, którzy głupi nie byli i i powiedzieli, że w dziecko się pakować nie będą.
                                                    Jakoś nie zauważyłem u ich partnerek entuzjazmu dla tej życiowej mądrości."

                                                    Moze nie miesci Ci sie to w glowie, ale ojciec dziecka kitty jest ojcem z powolania, chcial dzieciaka, zajmuje sie nim, ma z nim dobry kontakt.
                                                    Poza tym, Ty myslisz, ze to koncert zyczen jest, stoja babki w rzadku a Ty wybierasz a kazda z nich na Ciebie leci? Moze w Twojej bajce, ale swiat ten nie kreci wokol Ciebie ;)
                                                    Ja znam tez historie takich babek, ktore sie w dziecko z partnerem X pakowac nie chcialy, sama jestem jedna z nim. O czym w ogole ta gadka? O musztardzie po obiedzie? Jak ktos powiedzial A to musi powiedziec B. Proste? Proste.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:41
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Ja znam tez historie takich babek, ktore sie w dziecko z partnerem X pakowac ni
                                                    > e chcialy, sama jestem jedna z nim.
                                                    Ale ja też znam takie historie.
                                                    Co nie zmienia faktu, ze dla większości mężczyzn to abstrakcyjny problem.
                                                    Jakie to ma znaczenie dla nich, ze sporadycznie zdarzają się sytuacje odwrotne.
                                                    Dla nas gotowość i chęc posiadania przez kobietę dziecka ze stałym partnerem jest czymś oczywistym.
                                                    Faceci nie zaprzątają sobie tym głowy.
                                                    Nawet jeśli sami bardzo chcą mieć dzieci.
                                                    Mogą sobie zaprzątać głowę tym jak znaleźć i przekonać do siebie i do stałego związku określoną kobietę ale nie tym jak ją potem przekonać do posiadania dzieci. To dostają w pakiecie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 22:38
                                                    Gdyby nie bylo dziecka to by mnie tu nie bylo gdyz polecialam na dziecko. Taki byl deal. Kosztowal obie strony wbrew temu co sugeruje Morrison. Powiedzialabym, ze mnie kosztowal wiecej, bo ja jednak stracilam 10 lat wylaczenia z zawodu, a jego troche kasy, ktora jenak dostanie spowrotem. Mi nikt tej dychy lat nie odda. Ale ok, benificjentem bedzie syn. A w sprawie splaty dlugu pisalam przeciez, ze mam poczucie splaty wczesniejszego zobowiazania, poczucie rzeczywiste a nie narzucone dlatego w sparwie, ze partner sie domaga wstawilam domaga w cudzyslow, bo tak naprawde by nic nie mogl mi zrobic gdybym swoich pieniedzy nie postawila teraz do jego dyspozycji ale ja chce. Inna konsekwencja tego splacania jest to, ze owo potrwa, a ja nie musze sie zastanawiac specjalnie nad swoim zyciem. Zarabiam - splacam - ide spac i tak kazdy dzien i zycie kreci sie do przodu a ja jestem zwolniona nad zastanawianiem sie nad jego sensem do czasu wyjscia na zero ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 23:42
                                                    " A w sprawie splaty dlugu pisalam przeciez, ze mam poczucie splaty wczesniejszego zobowiazania, poczucie rzeczywiste a nie narzucone dlatego w sparwie, ze partner sie domaga wstawilam domaga w cudzyslow, bo tak naprawde by nic nie mogl mi zrobic gdybym swoich pieniedzy nie postawila teraz do jego dyspozycji ale ja chce."

                                                    Rob jak uwazasz i jaka masz potrzebe.

                                                    "Inna konsekwencja tego splacania jest to, ze owo potrwa, a ja nie musze sie zastanawiac specjalnie nad swoim zyciem. Zarabiam - splacam - ide spac i tak kazdy dzien i zycie kreci sie do przodu a ja jestem zwolniona nad zastanawianiem sie nad jego sensem do czasu wyjscia na zero ;)"

                                                    Jak miliony ludzi na tym swiecie: zarabiaja -splacaja(kredyty, dlugi, leasingi) - ida spac. Nie jestes w tym odosobniona, jezeli Cie to pocieszy. Nie pisze tego zlosliwie, takie sa po prostu realia.
                                                    Nawiasem zastanawiac albo nie zastanawiac sie nad sensem zycia mozna w roznych okolicznosciach. Watpie, zeby wyjscie na zero dalo luksus przestania zarabiac, bo kasa i tak potrzebna jest zawsze.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 08:44
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Gdyby nie bylo dziecka to by mnie tu nie bylo gdyz polecialam na dziecko. Taki
                                                    > byl deal. Kosztowal obie strony wbrew temu co sugeruje Morrison.
                                                    Nie rozumiem, w którym miejscu sugerowałem i co sugerowałem.

                                                    > A w sprawie splaty dlugu pisalam przecie
                                                    > z, ze mam poczucie splaty wczesniejszego zobowiazania, poczucie rzeczywiste a n
                                                    > ie narzucone dlatego w sparwie, ze partner sie domaga wstawilam domaga w cudzy
                                                    > slow, bo tak naprawde by nic nie mogl mi zrobic gdybym swoich pieniedzy nie pos
                                                    > tawila teraz do jego dyspozycji ale ja chce.
                                                    Ty mnie czasem Kitty potrafisz zaskoczyć.
                                                    Nie wiem kiedy grasz a kiedy jesteś sobą.
                                                    Nie to co na przykład Aandzia w której można czytać jak w otwartej księdze :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:36
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ty mnie czasem Kitty potrafisz zaskoczyć.
                                                    > Nie wiem kiedy grasz a kiedy jesteś sobą.

                                                    Dlaczego klamie? NIe skladam Ci sie w jedna osobe? Moze za malo o mnie wiesz. Ty mi sie skladasz ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:51
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Ty mnie czasem Kitty potrafisz zaskoczyć.
                                                    > > Nie wiem kiedy grasz a kiedy jesteś sobą.
                                                    >
                                                    > Dlaczego klamie? NIe skladam Ci sie w jedna osobe? Moze za malo o mnie wiesz. T
                                                    > y mi sie skladasz ;)
                                                    Ale ja nie gram.
                                                    Nie zgrywam twardziela.
                                                    A już na pewno nie na forum.

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:29
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale ja nie gram.
                                                    > Nie zgrywam twardziela.
                                                    > A już na pewno nie na forum.


                                                    A w czym zgrywam twardziela? I czy to czesc mojej zyciowej glupoty?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:35
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > A w czym zgrywam twardziela? I czy to czesc mojej zyciowej glupoty?
                                                    Twardziela, cwaniarę.
                                                    Coś w ten deseń.
                                                    Czy to głupota?
                                                    Tak, czasami tak.
                                                    Bo ktoś przechodząc obok może mógłby Ci pomóc, wykonac życzliwy gest.
                                                    No ale skoro Ty jestes twarda, nie potrzebujesz tego no to po co się ma narzucac
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:52
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Twardziela, cwaniarę.
                                                    > Coś w ten deseń.
                                                    > Czy to głupota?
                                                    > Tak, czasami tak.
                                                    > Bo ktoś przechodząc obok może mógłby Ci pomóc, wykonac życzliwy gest.
                                                    > No ale skoro Ty jestes twarda, nie potrzebujesz tego no to po co się ma narzuca
                                                    > c

                                                    A moge Cie o cos zapytac? Czy Ty szczerze wierzysz, ze ktos przechodzac obok moglby/chialby w ogole Ci pomoc? Bo wiesz moje doswiadczenie zyciowe wskazuje na to, ze ja bedac w trudnej sytuacji zwrocilam sie o pomoc do osob, ktore w mojej ocenie spokojnie mogly mi pomoc, bylo to w ich zasiegu, jak najbardziej, a jednak wykorzystaly te okazje zeby mi celowo nie pomoc i jeszcze mnie kopnac. Ja to przyplacilam utrata zdrowia, w szpitalu wyladowalam. Myslisz, ze po takiej lekcji zycia ja w ogole poprosze kogos jeszcze o pomoc? Albo w ogole uwierze, ze ktos pomolby sam z siebie? Owszem stracilam troche na ufnosci i troche sie utwardzilam. Wiara w ludzi spadla mi prawie do zera. W koncu pomaga sie w biedzie. W biedzie, kiedy nie jest dobrze i kiedy nie ma pewnosci czy za pomoc ktos zdola sie w ogole odwdzieczyc. A nie ze pomaga sie bo jest tak ogolnie fajnie i mozna napasc tym swoje ego. W biedzie zostalam sama. No, to jestem sama tez kiedy Ci co mi odmowili pomocy sie teraz do mnie usmiechaja jak sie wygrzebalam. Sama. Czego oczekujesz zatem?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 11:07
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A moge Cie o cos zapytac? Czy Ty szczerze wierzysz, ze ktos przechodzac obok mo
                                                    > glby/chialby w ogole Ci pomoc? Bo wiesz moje doswiadczenie zyciowe wskazuje na
                                                    > to, ze ja bedac w trudnej sytuacji zwrocilam sie o pomoc do osob, ktore w mojej
                                                    > ocenie spokojnie mogly mi pomoc, bylo to w ich zasiegu, jak najbardziej, a jed
                                                    > nak wykorzystaly te okazje zeby mi celowo nie pomoc i jeszcze mnie kopnac. Wiara w ludzi > spadla mi prawie do zera. W koncu pomaga sie w biedzie.
                                                    > W biedzie, kiedy nie jest dobrze i kiedy nie ma pewnosci czy za pomoc ktos zdol
                                                    > a sie w ogole odwdzieczyc. A nie ze pomaga sie bo jest tak ogolnie fajnie i moz
                                                    > na napasc tym swoje ego. W biedzie zostalam sama. No, to jestem sama tez kiedy
                                                    > Ci co mi odmowili pomocy sie teraz do mnie usmiechaja jak sie wygrzebalam. Sama
                                                    > . Czego oczekujesz zatem?
                                                    No mam jakieś wyobrażenie Twojej osoby, mam jakieś przypuszczenia, jakieś wizje mechanizmów, które kształtują ludzi (a w tym przypadku kobiety i Ciebie) i dlatego chciałem to skonfrontować z rzeczywistością.
                                                    W sumie nie jest to jakaś specjalną obsesja by to robić ale byłem po prostu ciekaw.
                                                    Zresztą może to i dobrze, że do tego nie doszło.
                                                    Mam wrażenie, ze w ostatnim czasie tracę przyjaciółki.
                                                    Coraz trudniej jest mi mówić rzeczy, które chciałyby usłyszeć, które podniosłyby je na duchu a które jednocześnie mówiłbym szczerze.

                                                    A fakt, ze potrafię z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć pewne scenariusze życiowe, reakcje a nawet konkretne wypowiedzi jest mało satysfakcjonujący bo niestety są to scenariusze mało optymistyczne.
                                                    Wydaje mi się, że Twój przypadek nie odbiega od dziesiątków podobnych scenariuszy i schematów życiowych, z którymi dane mi było się zetknąć.
                                                    Ale zawsze mogę być w błędzie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 11:25
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > No mam jakieś wyobrażenie Twojej osoby, mam jakieś przypuszczenia, jakieś wizje
                                                    > mechanizmów, które kształtują ludzi (a w tym przypadku kobiety i Ciebie) i dla
                                                    > tego chciałem to skonfrontować z rzeczywistością.
                                                    > W sumie nie jest to jakaś specjalną obsesja by to robić ale byłem po prostu cie
                                                    > kaw.

                                                    Ok. Ale co myslisz, ze na zywo bys mnie rozgryzl, nie moglabym nic zagrac, bo bys mnie rozbroil ;-) A nie pomyslales, ze rozmowa nie bylaby mozliwa? Ze rozmawiac przez neta jest bezpieczniej?

                                                    > Zresztą może to i dobrze, że do tego nie doszło.
                                                    > Mam wrażenie, ze w ostatnim czasie tracę przyjaciółki.
                                                    > Coraz trudniej jest mi mówić rzeczy, które chciałyby usłyszeć, które podniosłyb
                                                    > y je na duchu a które jednocześnie mówiłbym szczerze.

                                                    Ja wiem, szczerosc znajacego mechanizmy jest w cenie.
                                                    (dobra przyznam sie, ze z tych 'mechanizmow' z tego slowa sie troche podsmiewam, jak Zawle z 'ewidentnej' sciezki w lesie, a goscie z sabatowej imprezy z 'ambiwalentej' wodki i kanapek)
                                                    Poza tym ja nawet nie wiem co bym chciala uslyszec, a Ty wiesz?

                                                    > A fakt, ze potrafię z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć pewne scenariusze ż
                                                    > yciowe, reakcje a nawet konkretne wypowiedzi jest mało satysfakcjonujący bo nie
                                                    > stety są to scenariusze mało optymistyczne.
                                                    > Wydaje mi się, że Twój przypadek nie odbiega od dziesiątków podobnych scenarius
                                                    > zy i schematów życiowych, z którymi dane mi było się zetknąć.
                                                    > Ale zawsze mogę być w błędzie.

                                                    A jaki ten scenariusz widzisz u mnie?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 17:50
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ok. Ale co myslisz, ze na zywo bys mnie rozgryzl, nie moglabym nic zagrac, bo b
                                                    > ys mnie rozbroil ;-)
                                                    Ale ja myślę, że już Cię rozgryzłem.
                                                    Chciałem to tylko potwierdzić :-)

                                                    > A nie pomyslales, ze rozmowa nie bylaby mozliwa?
                                                    Dlaczego?

                                                    > Ze rozmawiac przez neta jest bezpieczniej?
                                                    Dosypałabyś mi środki nasenne do drinka ukradła portfel?

                                                    > Ja wiem, szczerosc znajacego mechanizmy jest w cenie.
                                                    No właśnie nie jest w cenie.
                                                    W cenie są kłamstwa

                                                    > Poza tym ja nawet nie wiem co bym chciala uslyszec, a Ty wiesz?
                                                    W jakim sensie "co chciałbym usłyszeć"?
                                                    Nie miałem żądnych konkretnych oczekiwań co do tego co chciałbym usłyszeć.
                                                    Ot. Po prostu liczyłem na ciekawą rozmowę.
                                                    > A jaki ten scenariusz widzisz u mnie?
                                                    Nic nie napiszę.
                                                    Masz problemy ze zdrowiem więc nie mogę Cię stresować :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 18:33
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale ja myślę, że już Cię rozgryzłem.
                                                    > Chciałem to tylko potwierdzić :-)

                                                    Rozgryzles mnie na tamten moment, minal rok, poltora, ile? Dla mnie duzo, troche przeszlam. Zreszta ja sie smieje, bo ja nie gram, podobasz mi sie z charakteru, ciagnie mnie do Ciebie wiec sie nie chce tak odkrywac, nie chce sie zblizac zeby sie nie zaangazowac, bo wiem jak by bylo potem. Uczciwie? Zadowolony?

                                                    > > A nie pomyslales, ze rozmowa nie bylaby mozliwa?
                                                    > Dlaczego?

                                                    Napisalam wyzej. Plus jeszcze tam cos innego by sie znalazlo.

                                                    > > Ze rozmawiac przez neta jest bezpieczniej?
                                                    > Dosypałabyś mi środki nasenne do drinka ukradła portfel?

                                                    Haha myslalam o chronieniu siebie. Amsterdam noca jest wspanialy, nie sadze by Cie ktos okradl nawet jakys sie przespal ;)

                                                    > > Poza tym ja nawet nie wiem co bym chciala uslyszec, a Ty wiesz?
                                                    > W jakim sensie "co chciałbym usłyszeć"?

                                                    Czy wiesz co ja chcialabym uslyszec, bo ja nie wiem. A skoro nie wiem to nie trzeba mi tego mowic, bo nie wiadomo co to jest.

                                                    > Nie miałem żądnych konkretnych oczekiwań co do tego co chciałbym usłyszeć.
                                                    > Ot. Po prostu liczyłem na ciekawą rozmowę.

                                                    Jest ciekawa.

                                                    > Nic nie napiszę.
                                                    > Masz problemy ze zdrowiem więc nie mogę Cię stresować :-)

                                                    Eh ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 18:43
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Rozgryzles mnie na tamten moment, minal rok, poltora, ile? Dla mnie duzo, troch
                                                    > e przeszlam.
                                                    Nie chodzi tylko o rozgryzanie na dany moment.
                                                    Chodzi o "rozgryzanie" w dłuższej perspektywie.
                                                    Co Cię ukształtowało, jaka jesteś,dokąd zmierzasz.

                                                    > Zreszta ja sie smieje, bo ja nie gram, podobasz mi sie z charakter
                                                    > u, ciagnie mnie do Ciebie wiec sie nie chce tak odkrywac, nie chce sie zblizac
                                                    > zeby sie nie zaangazowac, bo wiem jak by bylo potem. Uczciwie? Zadowolony?
                                                    Nie no.
                                                    Masz 17 lat?
                                                    Nie masz dystansu do wrażenia jakie wywierają na Tobie ludzie przez internet?
                                                    Nie wierzę.
                                                    Prędzej się boisz rozczarować i to rozumiem choć , jak zaznaczałem, mam do tego dużo bardziej luźne podejście.

                                                    > Czy wiesz co ja chcialabym uslyszec, bo ja nie wiem. A skoro nie wiem to nie tr
                                                    > zeba mi tego mowic, bo nie wiadomo co to jest.
                                                    Wiem czego nie chciałabyś usłyszeć.
                                                    A być może to akurat byłaby prawda.

                                                    > > Ot. Po prostu liczyłem na ciekawą rozmowę.
                                                    > Jest ciekawa.
                                                    Czasem łatwiej jest pisac bo można formułować dłuższe wypowiedzi bez ryzyka przerwania wątku i dygresji ale czasem lepiej porozmawiac bo komunikacja jest szybsza.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 19:22
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Nie chodzi tylko o rozgryzanie na dany moment.
                                                    > Chodzi o "rozgryzanie" w dłuższej perspektywie.
                                                    > Co Cię ukształtowało, jaka jesteś,dokąd zmierzasz.

                                                    Dobra to mowisz, ze masz just outcome tego rozgryzienia to wrzuc. Ciekawa jestem.

                                                    > Nie no.
                                                    > Masz 17 lat?
                                                    > Nie masz dystansu do wrażenia jakie wywierają na Tobie ludzie przez internet?
                                                    > Nie wierzę.
                                                    > Prędzej się boisz rozczarować i to rozumiem choć , jak zaznaczałem, mam do tego
                                                    > dużo bardziej luźne podejście.

                                                    Jakiego dystansu? Jakiego rozczarowania? Chodzi o kulturystow? ;-) Tam juz Wont grzecznie prostowal Cie ale sie nie dales co mnie bawilo szczerze mowiac, nawt nie komentowalam. Ty naprawde myslisz, ze ja oczekuje ze przecietny facet jest kulturysta?

                                                    > Wiem czego nie chciałabyś usłyszeć.
                                                    > A być może to akurat byłaby prawda.

                                                    Dawaj. Ale tez daj intencje i emocje temu towarzyszace.

                                                    > Czasem łatwiej jest pisac bo można formułować dłuższe wypowiedzi bez ryzyka prz
                                                    > erwania wątku i dygresji ale czasem lepiej porozmawiac bo komunikacja jest szyb
                                                    > sza.

                                                    Ja mam czasem napady glupawek wtedy komunikacja nie idzie za bardzo, szczegolnie mnie lapia jak mi stres opadnie, najgorzej jak w robocie.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 12:27
                                                    Sliski temat, powiadasz? Jakieś śliskie te twoje kobiety. I znajomi, bo o pożyczeniu znajomym też piszesz ;-) Współczuję.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:03
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Sliski temat, powiadasz? Jakieś śliskie te twoje kobiety. I znajomi, bo o pożyc
                                                    > zeniu znajomym też piszesz ;-) Współczuję.
                                                    To chyba oczywiste.
                                                    Moi znajomi na co dzień zajmują się morderstwami na zlecenie, okradaniem staruszek, handlem narządami a wieczorami piją ludzka krew.
                                                    A wszystko to dla Ciebie.
                                                    Abyś mogła sobie poradzić ze swoim dysonansem poznawczym i utwierdzić się w przekonaniu, że "twój misio na szczęście nie jest taki jak Morrison"

                                                    Oj aandzia.
                                                    Każdym swoim postem się obnażasz.
                                                    Zasłoń się trochę.
                                                    Trzymaj gardę!
                                                    Komuś kto się nie broni głupio nawet dać prztyczka w nos.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:21
                                                    Jak koś wszędzie widzi białe glizdy, to może znaczyć, że ma delirkę. Albo że w jego kuchni zalęgły się mole. W jego - nie wszystkich kuchniach świata.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 22:24

                                                    > Abyś mogła sobie poradzić ze swoim dysonansem poznawczym i utwierdzić się w prz
                                                    > ekonaniu, że "twój misio na szczęście nie jest taki jak Morrison"

                                                    Nie mam misia. Przypominam, jeśli nei zauwazyłeś. A ten, który był popełnił wobec mnie różne grzechy w kwestiach materialnych, jako i ja wobec niego. Trudno ich nei mieć przez tyle lat wspólnego zycia, dojrzewania i upadków. Było, minęło, rozliczyłam się z przeszłością. Dysonansów poznawczych nie hoduję ;-)
                                                    Nie wiem, jakich masz znajomych, bo ja to mam różnych. Jednym bym pożyczyła, innym nie. Ci, którym pożyczałam zawsze oddawali. Kobiety też ;-) Ja też oddawałam. Może po prostu wiem, komu pożyczać? Właściwie to współczuję ci nie znajomych (bo przeciez wszyscy nie mogą być tacy źli) tylko generalizowania w kierunku... zła.



                                                    > Oj aandzia.
                                                    > Każdym swoim postem się obnażasz.
                                                    > Zasłoń się trochę.
                                                    > Trzymaj gardę!
                                                    > Komuś kto się nie broni głupio nawet dać prztyczka w nos.

                                                    Oj Morrison, Morrison, nie wyważaj otwartych drzwi. Komuś, kto się z impetem rzuca w czyste powietrze nie trzeba nawet podstawiać nogi ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 13:34
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Pożyczanie pieniędzy znajomym to śliski temat. A pożyczanie swojej partnerce to temat ekstremalnie śliski.
                                                    -------------------------------------
                                                    Partnerstwo dla mnie, z definicji, oznacza spólne łóżko i wspólną kasę.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 13:47
                                                    Dla ciebie Marku (w małżeństwie) pewnie tak, ale związki funkcjonują na różnych zasadach i różny mają charakter.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 13:51
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Dla ciebie Marku (w małżeństwie) pewnie tak, ale związki funkcjonują na różnych zasadach i różny mają charakter.
                                                    --------------------------
                                                    Jasne, ale mówisz jestem w związku czy jakoś tam. Dla mnie słowo ,,partnerstwo" oznacza po prostu coś więcej.

                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 17:55
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    > > Pożyczanie pieniędzy znajomym to śliski temat. A pożyczanie swojej partne
                                                    > rce to temat ekstremalnie śliski.
                                                    > -------------------------------------
                                                    > Partnerstwo dla mnie, z definicji, oznacza spólne łóżko i wspólną kasę.
                                                    Oj jakiś Ty poprawny politycznie.
                                                    Porzygać się można.
                                                    To dla mnie partnerką jest też kobieta, z która chodze do łóżka bez snucia dalekosiężnych planów.
                                                    Mam z nią z definicji dzielić kasę??
                                                    A po której randce?
                                                    Po pierwszej?
                                                    Czy dopiero po trzeciej?
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:08
                                                    No to chyba jest roznica czy mowilmy o partnertkach seksualnych czy o partnerkach/partnerach zyciowych. No to chyba wiadomo. Jak kitty i jej partner ze soba mieszkaja, maja wspolne dziecko, dziela loze i stol to sa partnerami zyciowymi a nie partnerami seksualnymi tylko.
                                                    Ja znam pare z dzieckiem, kolejne w drodze, sa ze soba chyba z 18 lat juz razem. Nie maja oficjalnego papierka, ale on o nie mowi "zona". Jak dzieciak byl maly, on pracowal i zarabial, ona zajmowala sie dzieckiem(nie zapisywaj jej ile ma dlugu, bo nie zarabia) Potem pracowali oboje. Zdarzylo sie rowniez, ze po przeprowadzce on dlugo nie mogl znalezc pracy, ona znalazla i to ona dluzszy czas utrzymywala rodzine, bo sa rodzina, sa razem i maja ze soba dziecko. Rodzina to firma, kazdy ma w niej jakies zadania do spelnienia. W tym nie widze nic dziwnego, czuja przynaleznosc do siebie, wspieraja sie, dbaja o to, zeby im bylo dobrze.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 18:27
                                                    morrison9 napisał:


                                                    > > -------------------------------------
                                                    > > Partnerstwo dla mnie, z definicji, oznacza spólne łóżko i wspólną kasę.
                                                    -----------------------
                                                    > Oj jakiś Ty poprawny politycznie.
                                                    > Porzygać się można.
                                                    > To dla mnie partnerką jest też kobieta, z która chodzę do łóżka bez snucia dalekosiężnych planów.
                                                    ------------------------
                                                    OK, różnica jest w definicji partnerstwa. Na studiach chodziłem do łóżka z koleżankami, czy, jak szło dalej, mówiło się z ,,moją dziewczyną". Poza tym i tak nikt praktycznie nie miał, więc mogłem się podzielić kasą na lody, czy w porywach na jeansy z Pewexu. Teraz kasa czyni Cię ostrożnym i ja to rozumiem. Łatwo stracić a trudno zarobić.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 23:05
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To dla mnie partnerką jest też kobieta, z która chodze do łóżka bez snucia dale
                                                    > kosiężnych planów.
                                                    > Mam z nią z definicji dzielić kasę??
                                                    > A po której randce?
                                                    > Po pierwszej?
                                                    > Czy dopiero po trzeciej?

                                                    NIe jest partnerka tylko kochanka, z ktora zdradzasz zone. Zona jest Twoja partnerka zyciowa z ktora dzielisz kase od dnia slubu az do smierci albo rozwodu. Polecam rozniez trzymac sie wczesniej zawartych a wciaz trwajacych zobowiazan.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 23:21
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > NIe jest partnerka tylko kochanka, z ktora zdradzasz zone. Zona jest Twoja part
                                                    > nerka zyciowa z ktora dzielisz kase od dnia slubu az do smierci albo rozwodu. P
                                                    > olecam rozniez trzymac sie wczesniej zawartych a wciaz trwajacych zobowiazan.

                                                    E tam, to nazewnictwo. Według mnie partnerka to kobieta, z którą mężczyzna ma aktualnie najsilniejszą więź uczuciową. Przecież są związki, gdzie jedno drugiemu życzy raka i syfa, albo rychłej śmierci w wypadku - mimo tego nazywać ich partnerami? Trochę nadużycie, to by było nieco niesmaczne.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 30.05.16, 23:43
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > > NIe jest partnerka tylko kochanka, z ktora zdradzasz zone. Zona jest Twoj
                                                    > a part
                                                    > > nerka zyciowa z ktora dzielisz kase od dnia slubu az do smierci albo rozw
                                                    > odu. P
                                                    > > olecam rozniez trzymac sie wczesniej zawartych a wciaz trwajacych zobowia
                                                    > zan.
                                                    >
                                                    > E tam, to nazewnictwo. Według mnie partnerka to kobieta, z którą mężczyzna ma a
                                                    > ktualnie najsilniejszą więź uczuciową. Przecież są związki, gdzie jedno drugiem
                                                    > u życzy raka i syfa, albo rychłej śmierci w wypadku - mimo tego nazywać ich par
                                                    > tnerami? Trochę nadużycie, to by było nieco niesmaczne.

                                                    Nazewnictwo mowa trawa. Licza sie zobowiazania, bo po cos sie je zawiera, nie? Wiez to mozesz miec nawet z Matka Boska albo z psem, Morrison jeszcze 10 dni temu mial wiez z kochanka, a teraz ma wiez tymczasowa z forum w zastepstwie ;) Aktualnosc jak chcesz mierzyc? W dniach, w razach ruchanek? Trzymajmy sie moze tego, co podpisywalismy, bo ten podpis tam nadal jest i nie uciekniesz przed konsekwencjami. A wiez to se mozesz w dupe wsadzic.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 06:54
                                                    >Żona jest twoja partnerka zyciowa z ktora dzielisz kase od dnia slubu az do smierci albo rozwodu. Polecam rowniez trzymac sie wczesniej zawartych a wciaz trwajacych zobowiazan "


                                                    >Nazewnictwo mowa trawa. Licza sie zobowiazania, bo po cos sie je zawiera, nie? Wiez to mozesz miec nawet z Matka Boska albo z psem, Morrison jeszcze 10 dni temu mial wiez z kochanka, a teraz ma wiez tymczasowa z forum w zastepstwie ;) Aktualnosc jak chcesz mierzyc? W dniach, w razach ruchanek? Trzymajmy sie moze tego, co podpisywalismy, bo ten podpis tam nadal jest i nie uciekniesz przed konsekwencjami. A wiez to se mozesz w dupe wsadzic.>

                                                    No, to zależy od przypadku, na jaki trafisz,wtedy zobowiązania, nawet w związku małżeńskim to taka mowa trawa.Bo wiesz, nawet jeśli jest ten papierek i obwarowania o wspólności i o dzieleniu się kasą, to można nim sobie właściwie tyłek podetrzeć, bo do niczego innego nie posłuży. Jak ktoś nie ma woli wykładać wspólnych pieniędzy na stół, czy łożenia na utrzymanie rodziny, to i papierek go nie zmusi.Owszem, można dochodzić w sądzie praw z tytułu obowiązku przyczyniania się do zaspokajania życiowych potrzeb rodziny, tylko nie bardzo sobie wyobrażam,jak ten człowiek, któremu sąd teoretycznie nakazalby spełnienie tego obowiązku,zachowywalby się później, w takim codziennym życiu, w stosunku do swojej rodziny, która ciągała go po sądach. Już to widzę,że nie miałby żalu, ani nie targała nim złość. To już lepiej od razu składać pozew o rozwód, a nie bawić się w egzekwowanie niby swoich praw. No,więc jeśli ktoś coś podpisał, a nie chce się tego trzymać, nie liczy się z konsekwencjami, to co mu zrobisz?-możesz mu jedynie nagwizdać.Ale nie nazywać partnerem, bo wszelkie zasady partnerstwa,i to nie tylko w kwestii obowiązków finansowych złamał już dużo, dużo wcześniej. Partner - bo podpisał papier? Mowa trawa, i tyle.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 07:39
                                                    Żona, którą się zdradza nie jest (już) partnerką.
                                                    Babka , z która się chadza do łóżka jest kochanką.
                                                    Partnerką jest kobieta, w stosunku do której jest się lojalny, gra fair i dzieli się życie, przynajmniej jest taka chęć.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 07:44
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Żona, którą się zdradza nie jest (już) partnerką.
                                                    > Babka , z która się chadza do łóżka jest kochanką.
                                                    > Partnerką jest kobieta, w stosunku do której jest się lojalny, gra fair i dziel
                                                    > i się życie, przynajmniej jest taka chęć.

                                                    ... i jeszcze ona musi byc lojalna, grac fair i chciec dzielic zycie :)
                                                    Dosc egzotyczny uklad, rzadko spotykany.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 07:49
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Żona, którą się zdradza nie jest (już) partnerką.
                                                    > > Babka , z która się chadza do łóżka jest kochanką.
                                                    > > Partnerką jest kobieta, w stosunku do której jest się lojalny, gra fair i dziel
                                                    > > i się życie, przynajmniej jest taka chęć.
                                                    >
                                                    > ... i jeszcze ona musi byc lojalna, grac fair i chciec dzielic zycie :) Dosc egzotyczny uklad, rzadko spotykany.
                                                    ------------------------------------------
                                                    Oczywiście, partnerstwo zakłada wzajemność. Częstotliwość nie znaczenia, tak samo jak nie jest istotne ile lwów biega w dżungli. Lew to lew :)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 08:38
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Żona, którą się zdradza nie jest (już) partnerką.
                                                    > Babka , z która się chadza do łóżka jest kochanką.
                                                    A kochanka, której długi się spłaca to partnerka czy nie partnerka?
                                                    Za bardzo skupiasz się na kwestiach semantycznych.
                                                    Życie jest dużo bardziej skomplikowane.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 10:41
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > A kochanka, której długi się spłaca to partnerka czy nie partnerka?
                                                    > Za bardzo skupiasz się na kwestiach semantycznych.
                                                    > Życie jest dużo bardziej skomplikowane.

                                                    Wręcz przeciwnie Morrison. Życie jest niesłychanie proste. Realnie istnieje tylko świat fizyczny.
                                                    Seks, wymiana dóbr, pomaganie sobie nawzajem, spotykanie się, działanie.
                                                    Sfera słów, przeżyć i deklaracji to bardzo piękna bajka, która rozgrywa się w naszych głowach w akompaniamencie emocji. Jednak - jak to w bajkach - każda ma swojego narratora, który decyduje co jest czym. Kogoś kto opowiada tą historię. I twoja bajka może mieć tylko jednego narratora - ciebie. Ktoś obcy nie zadecyduje co ma się dziać w twojej głowie. Jaką ty masz mapę pojęć, wartości, emocji itd.
                                                    Obiektywny jest świat fizyczny, a świat duchowy jest subiektywnym abstraktem. Na forum panuje kompletne niezrozumienie tego faktu. My tu na forum mamy tendencję do wykłócania się o to, czy w bajce ze smokiem pojedynkował się rycerz w niebieskiej czy może w czerwonej zbroi. Przecież jest tak, że w twojej był w niebieskiej, a w mojej mógł być w czerwonej, w czym problem.
                                                    Dla kitki możesz być chujem, dla kogoś innego bohaterem. Ostatecznie najważniejsze chyba kim jesteś dla siebie samego.
                                                    Marka świat duchowy jest prosty i jasny, a twój może być skomplikowany i kręty ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 11:32
                                                    "A kochanka, której długi się spłaca to partnerka czy nie partnerka?
                                                    Za bardzo skupiasz się na kwestiach semantycznych.
                                                    Życie jest dużo bardziej skomplikowane."

                                                    Kochanka, ktorej splacasz dlugi, to zwyczajnie kochanka, ktorej splacasz dlugi i partnerka seksualna ;) Dlaczego splacasz? Zeby miala motywacje dalej z Toba sypiac, bo sie dobrze stuka, wiec warto? Ona taka mila a Tobie nie szkodzi, nie zubozejesz jak sie dorzucisz? To zadne nowosc, ze kochanka kosztuje. I zadana nowosc, ze majac kochanke jestes nielojalny wobec zony/partenrki zyciowej i rodziny, wydajesz pieniadze rodzinne na kochanke. Tym bardziej, ze/kiedy zona czuje sie nadal zona, nie wie nic o tym, ze sie odkochales i cichutko szukasz szczescia gdzie indziej. Ale tego nie wiem, bo u Was w domu nie siedze ;)

                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 11:44
                                                    kag73 napisała:

                                                    > To zadne nowosc, ze kochanka kosztuje.

                                                    Kochanka, która oczekuje wsparcia finansowego to raczej utrzymanka. Według mnie prawdziwa kochanka nie będzie domagać się pieniędzy w zamian za spotkania z mężczyzną, przeciwnie - obciążenia finansowe wynikające z logistyki całego przedsięwzięcia będzie ponosić solidarnie z kochankiem, bo najważniejsza dla niej będzie przyjemność obcowania z drugim człowiekiem oraz idąca za tym namiętność.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 11:56
                                                    "Kochanka, która oczekuje wsparcia finansowego to raczej utrzymanka. Według mnie prawdziwa kochanka nie będzie domagać się pieniędzy w zamian za spotkania z mężczyzną, przeciwnie - obciążenia finansowe wynikające z logistyki całego przedsięwzięcia będzie ponosić solidarnie z kochankiem, bo najważniejsza dla niej będzie przyjemność obcowania z drugim człowiekiem oraz idąca za tym namiętność."

                                                    No momencik, momencik a gdzie tu gra damsko meska, jak poznajesz dziewczyne i na Ciebie leci a Ty na nia to tez chcesz jej nieba przychylic, na kolacje zaprosic, kwiatki przyniesc, bo masz z tego radoche. A ona Ci za to w zamian zrobi domowe nalesniki, albo dobre ciasto, tez ci cos ladnego sprezenuje albo doradzi w czym by Ci bylo do twarzy. I mimo wszystko najwieksza przyjemnosc to obcowanie z Toba i namietnosc. Roznica jest taka: niektorzy ludzie beda oczekiwac, przyjma pomoc finansowa, inni nie. Niektore babki bardzo chetnie: najdrozsze dania w restauracjach, spacerki pod okna jubilerskie, itd., inne nie, inne beda chcialy placic za siebie, zrewanzowac sie czym. Zalezy od czlowieka i okolicznosci i motywacji..
                                                    I jeszcze od proporcji/dysproporcji finansowych miedzy nimi. Niektore rzeczy niewiele kosztuja a sprawiaja radosc.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 12:03
                                                    "Kochanka, która oczekuje wsparcia finansowego to raczej utrzymanka. Według mnie prawdziwa kochanka nie będzie domagać się pieniędzy w zamian za spotkania z mężczyzną, przeciwnie - obciążenia finansowe wynikające z logistyki całego przedsięwzięcia będzie ponosić solidarnie z kochankiem, bo najważniejsza dla niej będzie przyjemność obcowania z drugim człowiekiem oraz idąca za tym namiętność."

                                                    Okolicznosci sa rozne w dodatku, nie badzmy drobiazgowi. Wezmy np. Morrisona i ta "gkupia", On, podobno, kasiasty, wiec go mniej boli za cos zaplacic, bo go stac, niz ja, bo ona sie w sklepie musi zastanawiac co tu dzis kupic, zeby straczylo do pierwszego. Wiec chyba troche nie na miejscu byloby oczekiwac po polowie, bo na koncu mogloby sie okazac, ze to dla niej jednak za droga impreza :(
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 12:06
                                                    Oczywiscie, moze to tez dzialac w druga strone i dziala: kasiata kobieta i "biedny" kochanek.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > Oczywiscie, moze to tez dzialac w druga strone i dziala: kasiata kobieta i "bie
                                                    > dny" kochanek.

                                                    Miałem na myśli zupełnie przeciętne okoliczności przyrody, a nie randkę Cristal z Blakiem Carringtonem bądź odwrotnie ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 19:11
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Kochanka, która oczekuje wsparcia finansowego to raczej utrzymanka. Według mnie prawdziwa kochanka nie będzie domagać się pieniędzy w zamian za spotkania z mężczyzną, przeciwnie - obciążenia finansowe wynikające z logistyki całego przedsięwzięcia będzie ponosić solidarnie z kochankiem, bo najważniejsza dla niej będzie przyjemność obcowania z drugim człowiekiem oraz idąca za tym namiętność.<

                                                    Dokładnie tak :) To nie zaloty,umizgi,czy randkowanie ,mające prowadzić do zdobycia przychylności drugiej strony, czy do trwałego związku,to nie ten typ relacji.Dlatego prezenciki, kolacyjki, kwiaty itp.nie są ani potrzebne, ani oczekiwane,lecz zwyczajnie zbędne. Nie na tym człowiekiem się skupia i nie tym żyje -ale tym, co wzajemnie można i chce się sobie dać i jednocześnie czerpać podczas tych wspólnych, dłuższych, lub krótszych chwil ; cóż wobec tej radości i przyjemności znaczą jakieś prezenty? ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 15:26
                                                    kag73 napisała:
                                                    > wydajesz pieniadze rodzinne na kochanke.
                                                    O!!
                                                    Brzmi ciekawie.
                                                    A co to są "pieniądze rodzinne"?

                                                    (uwaga proszę Państwa, zaraz będziemy mieli podręcznikowy przykład podwójnych standardów) :-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 14:20
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Żona, którą się zdradza nie jest (już) partnerką.
                                                    > > Babka , z która się chadza do łóżka jest kochanką.
                                                    > A kochanka, której długi się spłaca to partnerka czy nie partnerka?
                                                    > Za bardzo skupiasz się na kwestiach semantycznych.
                                                    > Życie jest dużo bardziej skomplikowane.
                                                    -----------------------------------------------
                                                    Jeśli spłacasz po to, żeby ją bzykać to sponsoring.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 15:39
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Jeśli spłacasz po to, żeby ją bzykać to sponsoring.
                                                    To czemu nie daję jej do ręki albo nie kupuję bielizny czy kosmetyków?
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 15:48
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Jeśli spłacasz po to, żeby ją bzykać to sponsoring.
                                                    > To czemu nie daję jej do ręki albo nie kupuję bielizny czy kosmetyków?
                                                    -------------------------------------------------------

                                                    Jak ktoś jest zadłużony, w kłopotach finansowych, ma nóż na gardle, te pieniądze są dla niego/niej o wiele ważniejsze niż na kosmetyki czy bieliznę, czyli na fun.

                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 15:55
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Jak ktoś jest zadłużony, w kłopotach finansowych, ma nóż na gardle, te pieniądz
                                                    > e są dla niego/niej o wiele ważniejsze niż na kosmetyki czy bieliznę, czyli na
                                                    > fun.
                                                    Na prawdę?
                                                    Poważnie?
                                                    Zdarza się też, że ktoś gotów jest wydać pieniądze na fun podczas gdy tonie w długach.
                                                    Czy takiej sytuacji Twoja wąska i poprawna definicja "partnerstwa w którym kasa jest wspólna" nie przewiduje?
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 16:12
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Jak ktoś jest zadłużony, w kłopotach finansowych, ma nóż na gardle, te pieniądze są dla niego/niej o wiele ważniejsze niż na kosmetyki czy bieliznę, czyli na fun.
                                                    > Na prawdę?
                                                    > Poważnie?
                                                    > Zdarza się też, że ktoś gotów jest wydać pieniądze na fun podczas gdy tonie w długach.
                                                    > Czy takiej sytuacji Twoja wąska i poprawna definicja "partnerstwa w którym kasa jest wspólna" nie przewiduje?
                                                    -------------------------------------------------------------
                                                    Zdarza się. Nie wiem, kim jest dla Ciebie ta Ktoś? Jak kochanką, to może wydawać na to, co chce. Może (ale nie musi) zostać partnerka jak się rozwiedziesz i z nią zwiążesz.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 16:18
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Zdarza się. Nie wiem, kim jest dla Ciebie ta Ktoś? Jak kochanką, to może wydawa
                                                    > ć na to, co chce. Może (ale nie musi) zostać partnerka jak się rozwiedziesz i z
                                                    > nią zwiążesz.
                                                    A nie prościej przyjąć, że partnerka to kobieta, z która jest się w relacji emocjonalno-seksualnej zamiast tak kluczyć i obnosić się ze swoimi wąsko rozumianymi definicjami i zasadami?
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 16:23
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Zdarza się. Nie wiem, kim jest dla Ciebie ta Ktoś? Jak kochanką, to może wydawa
                                                    > > ć na to, co chce. Może (ale nie musi) zostać partnerka jak się rozwiedziesz i z
                                                    > > nią zwiążesz.
                                                    > A nie prościej przyjąć, że partnerka to kobieta, z która jest się w relacji emocjonalno-seksualnej zamiast tak kluczyć i obnosić się ze swoimi wąsko rozumianymi definicjami i zasadami?
                                                    -----------------------------
                                                    To kochanka. Już Ci to dziewczyny pisały. Moim partnerem jest na przykład mój syn, żeby odejść od relacji z kobietami, a także moi współpracownicy.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 19:08
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > To kochanka. Już Ci to dziewczyny pisały. Moim partnerem jest na przykład mój s
                                                    > yn, żeby odejść od relacji z kobietami, a także moi współpracownicy.
                                                    To czego nie należy robić z kochanką i jakich granic nie przekraczać żeby móc mieć ją z czystym sumieniem w dupie i nie przejmować się co się z nią dzieje?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 19:28
                                                    morrison 9 napisał
                                                    >To czego nie należy robić z kochanką i jakich granic nie przekraczać żeby móc mieć ją z czystym sumieniem w dupie i nie przejmować się co się z nią dzieje?<

                                                    No jak to? To nie wiesz?Najlepiej w ogóle nie mieć kochanki i jest po sprawie ;) A według wykładni forumowej i nie tylko kochanka nie może być partnerką, już broń boze bliską w sensie emocjonalnym, bo partnerką jest ta,podpisana na papierku, która poprzez kontakty męża z kochanką traci przede wszystkim w sensie materialnym.A że mało co cię łączy niekiedy z partnerką, a więcej z kochanką, to mało istotne w tym wypadku.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:36
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > To czego nie należy robić z kochanką i jakich granic nie przekraczać żeby móc mieć ją z czystym sumieniem w dupie i nie przejmować się co się z nią dzieje?
                                                    ---------------------------------------------------------------------------
                                                    Polecam pamiętniki Casanovy. On kochał wszystkie swoje kochanki, ale żadnej nie miał w dupie i tez żadna nie była jego partnerką. W przeciwieństwie do Ciebie nie był żonaty. Nie raz kotłował się jednocześnie z dwiema.
                                                    Miedzy partnerstwem, przejmowaniem się i spłacaniem długów a mieniem w dupie jest cała przestrzeń. Ty masz, jak Casanova kochanki, i nie masz partnerki. To Twój wybór i wielu Ci może zazdrościć. Czy jesteś z tym zadowolony tylko sam ocenisz.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 07:44
                                                    "No,więc jeśli ktoś coś podpisał, a nie chce się tego trzymać, nie liczy się z konsekwencjami, to co mu zrobisz?-możesz mu jedynie nagwizdać.Ale nie nazywać partnerem, bo wszelkie zasady partnerstwa,i to nie tylko w kwestii obowiązków finansowych złamał już dużo, dużo wcześniej. Partner - bo podpisał papier? Mowa trawa, i tyle. "

                                                    Oj Ninek Ninek pamiec masz bardzo krotka, no to Ci przypomne: w domku sie mieszka z podworkiem, a czyj to domek? Kto partnersko go Tobie i Twoim dzieciom udostepnia? Kochanek czy maz? Dziecmi kto sie partnersko zajmuje, pokrywa ich koszty utrzymania? Kochanek czy maz? A jak Ci sie takie partnerstwo finansowe nie podoba to wytrzyj sobie tylek tym papierkiem i wont ze dwora do jednopokojowego mieszkania ;) Bohaterka, no to idz, zrob sama to podtarcie tylka, stac Cie? Jak mozna od kogos cos brac ale gownem to nazywac. W czyims domu zyjesz, kto sie Twoimi dziecmi sie zajmuje? Fajny ojciec dzieciom ulica nie chodzi. Myslisz ze kochanek Ci to da, co otrzymujesz teraz? Jak to moja matka mowi: 'najgorszy ptak co w swoje wlasne gniazdo sra'. Docen to, co masz, a wyzdrowiejesz emocjonalnie.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 07:53
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Oj Ninek Ninek pamiec masz bardzo krotka, no to Ci przypomne: w domku sie miesz
                                                    > ka z podworkiem, a czyj to domek? Kto partnersko go Tobie i Twoim dzieciom udos
                                                    > tepnia? Kochanek czy maz? Dziecmi kto sie partnersko zajmuje, pokrywa ich koszt
                                                    > y utrzymania? Kochanek czy maz? A jak Ci sie takie partnerstwo finansowe nie po
                                                    > doba to wytrzyj sobie tylek tym papierkiem i wont ze dwora do jednopokojowego m
                                                    > ieszkania ;) Bohaterka, no to idz, zrob sama to podtarcie tylka, stac Cie? Jak
                                                    > mozna od kogos cos brac ale gownem to nazywac. W czyims domu zyjesz, kto sie Tw
                                                    > oimi dziecmi sie zajmuje? Fajny ojciec dzieciom ulica nie chodzi. Myslisz ze ko
                                                    > chanek Ci to da, co otrzymujesz teraz? Jak to moja matka mowi: 'najgorszy ptak
                                                    > co w swoje wlasne gniazdo sra'. Docen to, co masz, a wyzdrowiejesz emocjonalnie

                                                    Ty jednak masz cos z glowa. Facet ma ja w dupie, jest wrogo wobec niej nastawiony, przestal widziec w niej kobiete, a ty kazesz jej doceniac to co ma....
                                                    Poza tym, skoro partnerstwo wedlug ciebie polega na dawaniu drugiej osobie dobr materialnych i zajmowania wlasnymi (!)) dziecmi, to ja bym sie na taki chujowy uklad nie pisal. Nie tylko, ze nie moge. Nawet bym nie chcial.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:19
                                                    "Ty jednak masz cos z glowa. Facet ma ja w dupie, jest wrogo wobec niej nastawiony, przestal widziec w niej kobiete, a ty kazesz jej doceniac to co ma...."

                                                    Sam ''masz cos z glowa" ;) Najbardziej podoba mi sie argument 'przestal widziec w niej kobiete', a to przepraszam jest karalne, jest jakims grzechem, przewinieniem? Wg jakiego prawa czy kodeksu to postrzegasz jako przewinienie? Ja tez nie widze w Tobie mezczyzny tylko Sabata, czy popelnilam jakies przewinienie? ;-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:12
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Sam ''masz cos z glowa" ;) Najbardziej podoba mi sie argument 'przestal widziec
                                                    > w niej kobiete', a to przepraszam jest karalne, jest jakims grzechem, przewini
                                                    > eniem? Wg jakiego prawa czy kodeksu to postrzegasz jako przewinienie?

                                                    Jakie znowu przewinienie, o czym ty piszesz? Co ma piernik do wiatraka? Napisałem że trudno doceniać taką postawę, a nie że jest przewinieniem albo że jest karalna.

                                                    > Ja tez ni
                                                    > e widze w Tobie mezczyzny tylko Sabata, czy popelnilam jakies przewinienie? ;-)

                                                    Nie. Ja też nie widzę w tobie kobiety, tylko szereg literek, które wyskakują mi na ekranie monitora. I to też nie jest karalne.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:36
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jakie znowu przewinienie, o czym ty piszesz? Co ma piernik do wiatraka? Napisał
                                                    > em że trudno doceniać taką postawę, a nie że jest przewinieniem albo że jest ka
                                                    > ralna.

                                                    To jak mozesz przeciwwstawiac brak docenienia (za to co dla niej robi i jej dzieci) tym ze on nie widzi w niej kobiety? To ja sie pytam co ma piernik do wiatraka? To ze ona mu sie nie podoba jako kobieta nie umniejsza jego zaslug w tym co robi. Jesli ja nie spodobam sie Tobie to juz wszystko co powiesz bedzie w mojej ocenie glupie? No prosze Cie to dziecinne.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 22:46
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To jak mozesz przeciwwstawiac brak docenienia (za to co dla niej robi i jej dzi
                                                    > eci) tym ze on nie widzi w niej kobiety? To ja sie pytam co ma piernik do wiatr
                                                    > aka? To ze ona mu sie nie podoba jako kobieta nie umniejsza jego zaslug w tym c
                                                    > o robi.

                                                    Ale co on takiego dla niej robi? O opiece nad dziećmi nie pisz, bo to nie jest "dla niej" tylko "dla dzieci".

                                                    > Jesli ja nie spodobam sie Tobie to juz wszystko co powiesz bedzie w moj
                                                    > ej ocenie glupie? No prosze Cie to dziecinne.

                                                    Staram się unikać tej postawy, ale jest dość powszechna.
                                                    Po prostu uważam, że nie masz racji. Wydaje mi się, że emocjonalnie przenosisz to na swój przypadek z tym Holendrem, ale on nie jest (chyba?) wobec Ciebie wrogo nastawiony i nie odciął Cię od swoich pieniędzy. U Ninek to mi niestety wygląda już na kompletny rozpad więzi, smutne to, ale co tu "doceniać"?
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:09
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ale co on takiego dla niej robi? O opiece nad dziećmi nie pisz, bo to nie jest
                                                    > "dla niej" tylko "dla dzieci".

                                                    No prosze Cie, spojrz realistycznie, a nie ideowo. Urqu tu trabi od lat i jak grochem o sciane. Ostatnio pisal wielokrotnie o Cyprze. Porownaj sobie 'postawe Cyprowa' do postawy meza Ninek. I zadaj sobie pytanie co on takiego robi? ;) Dalej udostepnienie komus swojego domu to pies? Przeciez mozesz zlac to i kupic sobie swoj. Mozesz? ;)

                                                    > Staram się unikać tej postawy, ale jest dość powszechna.
                                                    > Po prostu uważam, że nie masz racji. Wydaje mi się, że emocjonalnie przenosisz
                                                    > to na swój przypadek z tym Holendrem, ale on nie jest (chyba?) wobec Ciebie wro
                                                    > go nastawiony i nie odciął Cię od swoich pieniędzy. U Ninek to mi niestety wygl
                                                    > ąda już na kompletny rozpad więzi, smutne to, ale co tu "doceniać"?

                                                    Owszem przenosze ale nie na swoj zwiazek, a na zwiazek moich starych i ta moja wiecznie jadaca na ojca matke. Wypisz wymaluj Ninek. A tez sie go tak trzymala jak pijany plota.

                                                    Docenianie pomoze stworzyc przeciwwage do miedzy innymi 'nie widzi we mnie kobiety' i w konsekwencji do wyzbycia sie negatywnych emocji, dalej do akceptacji, dalej do zadowolenia ze swojego zycia. Trzeba po prostu znalezc w tej sytuacji (skoro nie moze byc zmieniona) pozytywy i patrzyc na cala sytuacje przez ich pryzmat. Wiec owszem nie widzi w niej kobiety ale jest fantastycznym ojcem, gdzie by takiego znalazla dla swoich dzieci. I juz duzy plus. Trzeba docenic i tak po kolei. Budowac pozytywy. Jesli on zobaczy docenianie byc moze sam odpowie pozytywem...
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:20
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No prosze Cie, spojrz realistycznie, a nie ideowo. Urqu tu trabi od lat i jak g
                                                    > rochem o sciane. Ostatnio pisal wielokrotnie o Cyprze. Porownaj sobie 'postawe
                                                    > Cyprowa' do postawy meza Ninek. I zadaj sobie pytanie co on takiego robi? ;) Da
                                                    > lej udostepnienie komus swojego domu to pies? Przeciez mozesz zlac to i kupic s
                                                    > obie swoj. Mozesz? ;)

                                                    A nie przyszło Ci do tej ślicznej główki, że on udostępnia dom i toleruje tam mamę dzieci, bo wie, że w Polsce wywalczenie sobie opieki nad dziećmi przez ojca jest równie prawdopodobne jak złapanie w rękawicy bokserskiej komara za lewe jądro? Dzieci, które ten facet kocha i które są dla niego ważne? Po rozwodzie zostaną mu puste cztery ściany.

                                                    > Docenianie pomoze stworzyc przeciwwage do miedzy innymi 'nie widzi we mnie kobi
                                                    > ety' i w konsekwencji do wyzbycia sie negatywnych emocji, dalej do akceptacji,
                                                    > dalej do zadowolenia ze swojego zycia. Trzeba po prostu znalezc w tej sytuacji
                                                    > (skoro nie moze byc zmieniona) pozytywy i patrzyc na cala sytuacje przez ich pr
                                                    > yzmat. Wiec owszem nie widzi w niej kobiety ale jest fantastycznym ojcem, gdzie
                                                    > by takiego znalazla dla swoich dzieci. I juz duzy plus. Trzeba docenic i tak p
                                                    > o kolei. Budowac pozytywy. Jesli on zobaczy docenianie byc moze sam odpowie poz
                                                    > ytywem...

                                                    Ale ona nigdy nie twierdziła, że jej mąż jest kiepskim ojcem. Przeciwnie, powtarzała to niezmiennie od kiedy pamiętam. Widzę w tym nawet jakiś rodzaj podziwu czy wdzięczności. Ale to po prostu trochę za mało na szczęście, nie uważasz?
                                                    W budowanie czegokolwiek na takim etapie zwyczajnie nie wierzę. Nie ma na czym.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:34
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Docenianie pomoze stworzyc przeciwwage do miedzy innymi 'nie widzi we mnie kobi
                                                    > ety' i w konsekwencji do wyzbycia sie negatywnych emocji, dalej do akceptacji,
                                                    > dalej do zadowolenia ze swojego zycia. Trzeba po prostu znalezc w tej sytuacji
                                                    > (skoro nie moze byc zmieniona) pozytywy i patrzyc na cala sytuacje przez ich pr
                                                    > yzmat.

                                                    Dlaczego nie stosowałaś sie do tych rad? Np gdy Twój partner uczył mlodego jak bekać (czy pierdzieć nie pamiętam dokładnie) zamiast lecieć z tym na forum
                                                    i żalić się z jakim to zjebem przyszło Ci żyć, mogłabyś docenić, że między młodym
                                                    a jego ojcem nawiązuje się pierwotna, prymitywna, plemienna więź. I już masz pozytyw. Ale nie przez lata litania z jaka to babą mieszkasz (pewnie jest specjalistą od minety) nawet roweru nie potrafi naprawić, a teraz do Ninka jakieś anse choć jej zarzuty mają większy ciężar gatunkowy.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:45
                                                    Z Taba BABSKIEM Lybbla nie mam ochoty gadac. Tylko szukasz zeby mieszac w czyis rozmowach. TO CIE NIE DOTYCZY. Na forum Ninek przedstawia swoje zycie, Sabat przedstawia swoje, ja swoje, Zawle swoje, Morrison swoje, ect i o wlasnych zyciach my rozmawiamy. Ty nie przedstawiasz zadnego wiec WYPAD.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:48
                                                    Upps, a dopiero co był wywód, że negatywne emocje niszczą siebie. No i od razu wypad musi być,skąd my to znamy ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:54
                                                    "Upps, a dopiero co był wywód, że negatywne emocje niszczą siebie. No i od razu wypad musi być,skąd my to znamy ;) "

                                                    Tylko ze Lybbla nie budzi we mnie zadnych emocji ani pozytywnych ani negatywnych, zwyczajnie mi przeszkadza w rozmowie wiec go przesuwam zeby mi nie zaslanial. Jest niewazny.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:06
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > "Upps, a dopiero co był wywód, że negatywne emocje niszczą siebie. No i od razu
                                                    > wypad musi być,skąd my to znamy ;) "
                                                    >
                                                    > Tylko ze Lybbla nie budzi we mnie zadnych emocji ani pozytywnych ani negatywnyc
                                                    > h, zwyczajnie mi przeszkadza w rozmowie wiec go przesuwam zeby mi nie zaslanial
                                                    > . Jest niewazny.

                                                    A ja Ciebie lubię. Rozmawiam z Ninkiem do Ciebie jedynie z siekierą podchodzę.
                                                    I niewygodnymi danymi. :P
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:04
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Upps, a dopiero co był wywód, że negatywne emocje niszczą siebie. No i od razu
                                                    > wypad musi być,skąd my to znamy ;)

                                                    Pamiec Kituli przywracam bo znowu gania z siekierą tym razem za Tobą.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:14
                                                    lybbla napisał
                                                    >Pamiec Kituli przywracam bo znowu gania z siekierą tym razem za Tobą.<

                                                    Widocznie za długo już nie latała, a może ją przypiliło, to za kimś musi- a że ja się nadaję, to już się przyzwyczaiłam ;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:57
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Z Taba BABSKIEM Lybbla nie mam ochoty gadac.

                                                    Od kobiet możesz wiele się nauczyć złotko.

                                                    > Tylko szukasz zeby mieszac w czyis rozmowach.

                                                    Konkretnie w Twoich bo odrywasz się od opisywnych przez siebie faktów.

                                                    > TO CIE NIE DOTYCZY. Na forum Ninek przedstawia swoje zycie, Sabat p
                                                    > rzedstawia swoje, ja swoje, Zawle swoje, Morrison swoje, ect i o wlasnych zycia
                                                    > ch my rozmawiamy. Ty nie przedstawiasz zadnego wiec WYPAD.

                                                    Oczywiście mylisz się. Przedstawiam mnóstwo faktów z mego życia.
                                                    Tyle że są one nudne jak flaki z olejem.
                                                    Nudzić na forum każdy może.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:22
                                                    lybbla napisał:

                                                    > > Tylko szukasz zeby mieszac w czyis rozmowach.
                                                    >
                                                    > Konkretnie w Twoich bo odrywasz się od opisywnych przez siebie faktów.
                                                    >
                                                    > > TO CIE NIE DOTYCZY. Na forum Ninek przedstawia swoje zycie, Sabat p
                                                    > > rzedstawia swoje, ja swoje, Zawle swoje, Morrison swoje, ect i o wlasnych
                                                    > zycia
                                                    > > ch my rozmawiamy. Ty nie przedstawiasz zadnego wiec WYPAD.
                                                    >
                                                    > Oczywiście mylisz się. Przedstawiam mnóstwo faktów z mego życia.
                                                    > Tyle że są one nudne jak flaki z olejem.
                                                    > Nudzić na forum każdy może.

                                                    Wlaczasz sie w rozmowy kiedy upatrujesz okazji zeby kogos podjudzic do napasci na kogos innego, jestes zwyczajnia szuja. Otoz my ludzie mozemy klocic sie miedzy soba sami, nie podtrzebujemy zeby ktos z boku nas na siebie szczul. W wiekszosci przypadkow Ci sie nie udaje podjudzic jednego przeciwko drugiemu, bo ludzie sa na tyle inteligentni zeby to wychwycic i na tyle odwazni zeby sie zrocic bezposrednio do zainteresowanego z krytyka czy co tam chca wyrazic, a nie wlazic w podadanki z podjudzaczem. Mi to sie kojarzy z babskiem-plotuchem, co napuszcza innych na siebie i to Cie jara. Dlatego mam niskie o Tobie zdanie, masz zjebany tym charakter. Rownie nienawidze kabli. Nie kablujesz przypadkiem wsrod wiekszej grupy, w pracy? Nie musisz odpowiadac.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:33
                                                    hello-kitty2 napisała:


                                                    > Wlaczasz sie w rozmowy kiedy upatrujesz okazji zeby kogos podjudzic do napasci na kogos innego, jestes zwyczajnia szuja.

                                                    Na kogo niby teraz szczuję. Dowalam Tobie prosto z mostu wyciągam Twoje wypowiedzi by pokazać jak absurdalny jest Twój atak na Ninka.

                                                    > Otoz my ludzie mozemy klocic sie mied
                                                    > zy soba sami, nie podtrzebujemy zeby ktos z boku nas na siebie szczul.

                                                    Ale jak jest rozpierducha to się przyłączam.

                                                    >W wieksz
                                                    > osci przypadkow Ci sie nie udaje podjudzic jednego przeciwko drugiemu, bo ludzi
                                                    > e sa na tyle inteligentni zeby to wychwycic i na tyle odwazni zeby sie zrocic

                                                    W tym konkretnym przypadku nie mówimy o judzeniu tylko o Twojej historii.


                                                    Mi to sie kojarzy z babskiem-plotuchem, co napuszc
                                                    > za innych na siebie i to Cie jara. Dlatego mam niskie o Tobie zdanie, masz zjeb
                                                    > any tym charakter.
                                                    >Rownie nienawidze kabli. Nie kablujesz przypadkiem wsrod wie
                                                    > kszej grupy, w pracy? Nie musisz odpowiadac.

                                                    Szczycisz się pamięcią i wypominasz ludziom nieścisłości sprzed lat.
                                                    Jestem babskiem, ktore ma lepszą pamięć od Ciebie.
                                                    Wywlokłem twoje wypowiedzi, niewygodne prawda?
                                                    Jestem Twoim lustrzanym odbiciem :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:51
                                                    hello -kitty2 napisała
                                                    >Wlaczasz sie w rozmowy kiedy upatrujesz okazji zeby kogos podjudzic do napasci na kogos innego, jestes zwyczajnia szuja. Otoz my ludzie mozemy klocic sie miedzy soba sami, nie podtrzebujemy zeby ktos z boku nas na siebie szczul. W wiekszosci przypadkow Ci sie nie udaje podjudzic jednego przeciwko drugiemu, bo ludzie sa na tyle inteligentni zeby to wychwycic i na tyle odwazni zeby sie zrocic bezposrednio do zainteresowanego z krytyka czy co tam chca wyrazic, a nie wlazic w podadanki z podjudzaczem. Mi to sie kojarzy z babskiem-plotuchem, co napuszcza innych na siebie i to Cie jara. Dlatego mam niskie o Tobie zdanie, masz zjebany tym charakter. Rownie nienawidze kabli. Nie kablujesz przypadkiem wsrod wiekszej grupy, w pracy? Nie musisz odpowiadac.<

                                                    Kitty, Ty słyszysz w ogóle siebie,albo widzisz, co piszesz? Do Lybbli takie słowa? O podjudzaniu,o szui, o kablowaniu? Chyba czytamy dwóch różnych ludzi, bo Lybbla od takich klimatów to trzyma się z daleka, jestem o tym przekonana.Więc Twoje słowa są trochę, a nawet bardzo nie na miejscu.
                                                    I jeszcze podzielę się taką obserwacją, bo już od dłuższego czasu rzuca mi się ona w oczy. Wydaje mi się, że z chwilą dostania pracy bardzo zhardziałaś, to znaczy jasne, ona dużo dla Ciebie znaczy, zwłaszcza że jest wysoko płatna, co bez przerwy podkreślasz,no i trafiła Ci się po tylu latach, ale wiesz, może za bardzo fiksujesz się na tym, że złapałas Pana Boga za nogi i stąd taka harda, czasami nawet wyniosła postawa, na minus w każdym razie. Tak to odbieram niekiedy, czytając Cię.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 01:03
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Kitty, Ty słyszysz w ogóle siebie,albo widzisz, co piszesz? Do Lybbli takie sło
                                                    > wa? O podjudzaniu,o szui, o kablowaniu? Chyba czytamy dwóch różnych ludzi, bo
                                                    > Lybbla od takich klimatów to trzyma się z daleka, jestem o tym przekonana.Więc
                                                    > Twoje słowa są trochę, a nawet bardzo nie na miejscu.

                                                    Niech zgadne? Jestes kobieca kobieta, prawda? ;) Nie musisz bronic kazdego, kto sie za Toba wstawia. Czestokroc jestes tylko pionkiem do wykorzystania zeby innemu dojebac. Innymi slowy: nie liczysz sie.
                                                    Ja mam swoje zdanie o nim o dawna. Z Toba to nie ma nic wspolnego.

                                                    > I jeszcze podzielę się taką obserwacją, bo już od dłuższego czasu rzuca mi się
                                                    > ona w oczy. Wydaje mi się, że z chwilą dostania pracy bardzo zhardziałaś, to z
                                                    > naczy jasne, ona dużo dla Ciebie znaczy, zwłaszcza że jest wysoko płatna, co be
                                                    > z przerwy podkreślasz,no i trafiła Ci się po tylu latach, ale wiesz, może za ba
                                                    > rdzo fiksujesz się na tym, że złapałas Pana Boga za nogi i stąd taka harda, cza
                                                    > sami nawet wyniosła postawa, na minus w każdym razie. Tak to odbieram niekiedy,
                                                    > czytając Cię.

                                                    No prosze Cie. Poczytaj sobie moje stare watki sprzed paru lat. Co ma moja praca do pisania na forum? Nic.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 01:31
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Niech zgadne? Jestes kobieca kobieta, prawda? ;) Nie musisz bronic kazdego, kto
                                                    > sie za Toba wstawia. Czestokroc jestes tylko pionkiem do wykorzystania zeby in
                                                    > nemu dojebac. Innymi slowy: nie liczysz sie.
                                                    > Ja mam swoje zdanie o nim o dawna. Z Toba to nie ma nic wspolnego.

                                                    Typowa Kitulowska megalomania. Ty jesteś pionkiem a ona pewnie królową i pewnie każdy `chciałby ciupciać królową. Ciupciać pewnie tak ale ożenić się to żaden'.

                                                    No ale jak się tak zastanowić to Kitty ma rację. Traktuję ją jak pionka.

                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 07:00
                                                    lybbla napisał
                                                    >hello-kitty2 napisała:

                                                    > Niech zgadne? Jestes kobieca kobieta, prawda? ;) Nie musisz bronic kazdego, kto
                                                    > sie za Toba wstawia. Czestokroc jestes tylko pionkiem do wykorzystania zeby in
                                                    > nemu dojebac. Innymi slowy: nie liczysz sie.
                                                    > Ja mam swoje zdanie o nim o dawna. Z Toba to nie ma nic wspolnego.

                                                    >Typowa Kitulowska megalomania. Ty jesteś pionkiem a ona pewnie królową i pewnie każdy `chciałby ciupciać królową. Ciupciać pewnie tak ale ożenić się to żaden'. <

                                                    Ja doskonale wiem, że królowa może być tylko jedna, góra dwie, o czym też już kiedyś pisałam i nie zamierzam wcinać się w jej kompetencje, czy ujmować cokolwiek z królewskiego anturażu, bo zwyczajnie mało mnie to interesuje i nie ma dla mnie znaczenia.
                                                    Kitty, ja znam swoje miejsce w szeregu, nie musisz mi o nim przypominać, nietrudno się domyślić, kto tu się liczy i z kim należy się liczyć, a nieistotne pionki co najwyżej się zbija, albo wykopuje.No rany, nihil novi sub sole, wyluzuj trochę w swym majestacie ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:34
                                                    hello - kitty 2 napisała
                                                    >Dalej udostępnienie swojego domu to pies? <

                                                    Myślałam, że jak się zaczyna budować rodzinę, to decyzję o zamieszkaniu podejmuje się też wspólnie. Nie o udostępnianiu, tylko o wspólnym dzieleniu miejsca do życia.Na początku mieszkaliśmy u mnie, potem on wręcz błagal mnie i przekonywał, żebyśmy przenieśli się do niego i to na długo przed pojawieniem się dzieci.Teraz mi udostępnia, no cóż, dom mi jeszcze udostępnia, choć siebie przestał juz dawno. No ale co tu porównywać w ogóle.,wiem, wiem.

                                                    >Owszem przenosze ale nie na swoj zwiazek, a na zwiazek moich starych i ta moja wiecznie jadaca na ojca matke. Wypisz wymaluj Ninek. A tez sie go tak trzymala jak pijany plota.

                                                    >Docenianie pomoze stworzyc przeciwwage do miedzy innymi 'nie widzi we mnie kobiety' i w konsekwencji do wyzbycia sie negatywnych emocji, dalej do akceptacji, dalej do zadowolenia ze swojego zycia. Trzeba po prostu znalezc w tej sytuacji (skoro nie moze byc zmieniona) pozytywy i patrzyc na cala sytuacje przez ich pryzmat. Wiec owszem nie widzi w niej kobiety ale jest fantastycznym ojcem, gdzie by takiego znalazla dla swoich dzieci. I juz duzy plus. Trzeba docenic i tak po kolei. Budowac pozytywy. Jesli on zobaczy docenianie byc moze sam odpowie pozytywem...<

                                                    Żeby budować pozytywy,albo w ogóle zacząć coś odbudowywac między sobą, to muszą być do tego podstawy, choć cień chęci, a nie ściana, przepaść i mur przez który ciężko się przebić. Gdy zostały już tylko mury i zasieki, to o odbudowie nie ma mowy, nie ma też skąd czerpać pozytywów. Ja w przeciwieństwie do Ciebie mam pewność, że w razie choroby, czy potrzeby pomocy, on nie kiwnie palcem, by mi jej udzielić, nie mówiąc o wsparciu psychicznym,więc to tez kolejny powód, że pozytywów brak. Poza tym, to Ty chyba pisałaś, że człowiek, u którego mieszkasz ( też Ci udostępnia lokum,?),nie wiem, czy to Twój partner, czy kto, stał się dla Ciebie aseksualny i powrót do intymnych relacji nie jest możliwy. Być może to się zmieniło, nie wiem, ale u mnie na samą myśl o dotyku, teraz, po tych latach odrzucenia, wieje grozą ;) Nie mam po prostu gdzie doszukiwać się tej wdzięcznosci, o której piszesz, nie znajduję takiego miejsca w sobie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:51
                                                    Widzisz Ninek caly czas nawiazujesz do rozpadu wiezi seksualnej slowami: ''no cóż, dom mi jeszcze udostępnia, choć siebie przestał juz dawno.", "stał się dla Ciebie aseksualny i powrót do intymnych relacji nie jest możliwy. Być może to się zmieniło, nie wiem, ale u mnie na samą myśl o dotyku, teraz, po tych latach odrzucenia, wieje grozą ".

                                                    Wg mnie musisz zapomniec o tym, ze jeszcze Cie cos bedzie z mezem lozkowo laczyc. Normalnie to zaakceptowac i pogodzic sie z tym budujac jakas dobra nieseksualna relacje. Wg mnie mozna. Zostac przyjaciolmi np.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 01:46
                                                    o dotyku, teraz, po tych latach
                                                    > odrzucenia, wieje grozą ".
                                                    >
                                                    > Wg mnie musisz zapomniec o tym, ze jeszcze Cie cos bedzie z mezem lozkowo laczy
                                                    > c. Normalnie to zaakceptowac i pogodzic sie z tym budujac jakas dobra nieseksua
                                                    > lna relacje. Wg mnie mozna. Zostac przyjaciolmi np.

                                                    Wiesz co Kitty, az się wetnę do nie mojej dyskusji bo mnie uderzyło jak możesz nie zauważać pewnej bardzo (dla mnie) istotnej sprawy w sytuacji Ninka. Ninek pisze, nie pierwszy raz, że w razie choroby czy innego nieszczęścia na pewno nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony męza i ojca swoich dzieci. Jeśli pisała o tym nie raz, to ty pewnie też zarejestrowałaś. I jeśli mimo to nadal apelujesz o pogodę ducha między małżonakmi, a nawet o zgrozo przyjaźń!, to kurwa mać pierdolisz kobieto jak rozjebana wieloletnim praniem mózgu, gnojeniem i waleniem po głowie ofiara przemocy, która przepięknie uwewnętrzniła system wartosci kata i teraz pieje na jego cześć peany. Jaka kurwa pytam się przyjaźń?! Z kim?! Spanie ze sobą czy nie spanie nie ma w tej sytuacji żadnego znaczenia. Facet z którym mam dzieci, wychowuję je z nim, mieszkam z nim i przeżyłam z nim kupę lat nie jest mi skłonny udzielić w razie Niemca pomocy, na którą normalny człowiek posiadający normalnych ludzi wokół siebie, może liczyc nawet od przyjaciół? Więc w tej sytuacji facet jest moim wrogiem. Gnojkiem i nieużytkiem. Bo pomocy w nieszczęściu to udziela nawet kolega czy przyjaciel. Tym bardzije wymaga się tego od człowieka, z którym łączą nas dzieci, dom, wspólnie spędzone lata. Ty naprawdę tak mało potrzebujesz żeby się przyjaźnić?
                                                    Swoją drogą Ninek, kto daje kasę na dzieciaki? Obydwoje?
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 06:43
                                                    aandzia43 napisała
                                                    >Gnojkiem i nieużytkiem. Bo pomocy w nieszczęściu to udziela nawet kolega czy przyjaciel. Tym bardzije wymaga się tego od człowieka, z którym łączą nas dzieci, dom, wspólnie spędzone lata. Ty naprawdę tak mało potrzebujesz żeby się przyjaźnić?
                                                    Swoją drogą Ninek, kto daje kasę na dzieciaki? Obydwoje?<

                                                    A gdzie tam. On opłaca tylko trening syna, resztę wydatków,wszelkiego typu i rodzaju ponoszę ja,jedzenie, ubrania, imprezy szkolne, jakieś wycieczki, no i zwyczajne "życie", które kosztuje niemało. To tylko mały wycinek rzeczywistości bo za dużo by opowiadać. W każdym bądź razie jego kasy nie oglądam już od dłuższego czasu, dlatego jak czytam te kategoryczne wpisy o wspólności i powinności współmałżonkow, zagwarantowanych przepisami prawa, to mnie zaczyna trafiać, jak niektórym łatwo jest przytaczać paragrafy i teoretyzować, gdy z praktyką ma to niewiele wspólnego niekiedy. No ale, trzeba szukać pozytywów i czuć wdzięczność, czego niniejszym czynić nie zamierzam.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 07:59
                                                    Aandzia, Kitka czepia sie Ninek z tego samego powodu, dla ktorego kiedys Bitch czepiala sie Kitki ;)
                                                    Widzi w niej seksmachine, ktora kradnie jej zainteresowanie mezczyzn z forum. Taka zwykla babska zazdrosc ;)
                                                    W sumie to sie nie dziwie ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 08:43
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Aandzia, Kitka czepia sie Ninek z tego samego powodu, dla ktorego kiedys Bitch
                                                    > czepiala sie Kitki ;)
                                                    > Widzi w niej seksmachine, ktora kradnie jej zainteresowanie mezczyzn z forum. T
                                                    > aka zwykla babska zazdrosc ;)
                                                    > W sumie to sie nie dziwie ;)

                                                    Ales pojechal Sabat ;) Ninek kradnie mi zainteresowanie szczegolnie Twoje, hehe tak pragne tego zainteresowania Twojego, Lybbly tez pragne, a tu chuj ;-)
                                                    Nic nie wiesz o moich stosunkach z Bitch ale se przemysl i przekalkuluj na zdrowy rozum: prawie 40 letnia wowczas grubsza dopakowana baba kradla zainteresowanie ponadprzecietnej inteligentnej, slicznej i szczuplutkiej 25 latce. No chyba sam w to nie wierzysz. Sorry ale czlowiek, kobieta funkcjonuje tez w innych wymiarach poza seksualnym i w tych wymiarach my sie tu glownie spotykamy i scieramy tez. MOze to Ty czy inni panowie zajmuja sie sledzeniem zapisow na forum z konikiem w dloni ale na pewno nie panie, na pewno nie Bitch i na pewno nie ja wiec moze nie przypisuj nam swojego spojrzenia na aktywnosc tutaj. Bierz se Ninek i ja rznij na zdrowie. W niczym to jednak nie zmienia faktu, ze dziewczyna ma zjebane zycie. W mojej opinii w tym temacie powinna zrobic u siebie porzadek, a nie kombinowac z kim tu sie dalej jeszcze puscic, gdyz na koniec dnia i tak wraca grzecznie do domu do swojego zycia z tym konkretnym facetem. Wiec lepiej sie poukladac z nim, bo reszta jak przyjdzie co do czego, to umyje rece i poucieka. Za darmo ruchali, nie? Sam bys spieprzal zeby nic od Ciebie Ninek nie chciala w potrzebie zeby zonka sie nie dowiedziala, bo trzeba chronic dupe przed kosztownym rozwodem, nie? ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:15
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Bierz se Ninek
                                                    > i ja rznij na zdrowie. W niczym to jednak nie zmienia faktu, ze dziewczyna ma z
                                                    > jebane zycie.

                                                    Nie bardziej niz Twoje. Jedno co was rozni to to, ze ty jestes jak spiewak co stracil glos, ale jak ledwo co odzyska, na poziomie chrypienia, to od razu probuje preorowac i wchodzic na wysokie "C". Jestes pyszna, to Twoja najbardziej wkurwiajaca cecha.

                                                    >Sam bys spieprzal zeby nic od Ciebie Ninek nie chciala
                                                    > w potrzebie zeby zonka sie nie dowiedziala, bo trzeba chronic dupe przed koszt
                                                    > ownym rozwodem, nie? ;)

                                                    Nie wiem. Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono. Mam nadzieje, ze znalazlbym w sobie na tyle sily, by jej jakos pomoc. Mam tez nadzieje, ze los bedzie na tyle laskawy, by nie pozostawiac Ninek w tak dramatycznej potrzebie, by wymagala naglej pomocy. Tego nikomu nie zycze. Ale oczywiscie zycie jest skomplikowane. Nie bylbym obojetny.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:37
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Nie bardziej niz Twoje. Jedno co was rozni to to, ze ty jestes jak spiewak co s
                                                    > tracil glos, ale jak ledwo co odzyska, na poziomie chrypienia, to od razu probu
                                                    > je preorowac i wchodzic na wysokie "C". Jestes pyszna, to Twoja najbardziej wku
                                                    > rwiajaca cecha.

                                                    Jedyne co nas rozni i jakis spiewak ;) Zadnych kwiecistych przykladow, anegdod i tak nie rozumiem. Zawsze je w Twoich wypowiedziach pomijam, nie niosa dla mnie zadnych informacji, sa bezwartosciowe.
                                                    Ja w sobie nie mam ani grama negatywnych emocji w stosunku do mojego partnera. O tym wlasnie pisze i to zalecam zamiast pielegnowania emocji negatywnych. To ze ktos nie chce z taba sypiac czy juz mu sie nie podobasz fizycznie/seksualnie nie jest powodem do pielegnowania z nim zlych stosunkow. A z drugiej strony ktos kto na Ciebie leci nie jest automatycznie twoim przyjacielem. Moze uwazac cie za wygodnego patola do ruchania. Lecenie i nielecenie na ciebie nie dzieli ludzi na pozytywnych i negatywnych. Tak samo jak ktos powie o Tobie cos milego nie znaczy, ze jest ci przychylny i taki dobry. Ninek zdaje sie tego nie rozumiec.
                                                    Pyszna to jest Triss, daleko mi do niej.

                                                    > Nie wiem. Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono. Mam nadzieje, ze znalazlbym
                                                    > w sobie na tyle sily, by jej jakos pomoc. Mam tez nadzieje, ze los bedzie na t
                                                    > yle laskawy, by nie pozostawiac Ninek w tak dramatycznej potrzebie, by wymagala
                                                    > naglej pomocy. Tego nikomu nie zycze. Ale oczywiscie zycie jest skomplikowane.
                                                    > Nie bylbym obojetny.

                                                    No i pojawila sie: nadzieja i los. W wolnym tlumaczeniu: 'na mnie nie licz' ;-)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:51
                                                    hello-kitty2 napisała: A z drugiej strony kto
                                                    > s kto na Ciebie leci nie jest automatycznie twoim przyjacielem. Moze uwazac cie
                                                    > za wygodnego patola do ruchania. Lecenie i nielecenie na ciebie nie dzieli lud
                                                    > zi na pozytywnych i negatywnych. Tak samo jak ktos powie o Tobie cos milego nie
                                                    > znaczy, ze jest ci przychylny i taki dobry. Ninek zdaje sie tego nie rozumiec.

                                                    To stara jak świat gra. Fast-food dla ego. Ja też w słoiki pakowałam komplementy i czułe słówka kolegów ze szkoły średniej na spotkaniu po niemała 30 latach;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:53
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Jedyne co nas rozni i jakis spiewak ;) Zadnych kwiecistych przykladow, anegdod
                                                    > i tak nie rozumiem. Zawsze je w Twoich wypowiedziach pomijam, nie niosa dla mni
                                                    > e zadnych informacji, sa bezwartosciowe.

                                                    Jak tylko cos Ci sie uda w zyciu (praca, nowy kochanek) to zaczynasz sie ekstremalnie szarogesic na forum. Da sie to zauwazyc golym okiem. Jak Ci nie idzie to jestes kundel z podwinietym ogonem. Ale nie daj boze cos wyjdzie, o - odzywa sie od razu paniusia i "wy nie wiecie kto ja jestem".

                                                    > Ja w sobie nie mam ani grama negatywnych emocji w stosunku do mojego partnera.
                                                    > O tym wlasnie pisze i to zalecam zamiast pielegnowania emocji negatywnych. To z
                                                    > e ktos nie chce z taba sypiac czy juz mu sie nie podobasz fizycznie/seksualnie
                                                    > nie jest powodem do pielegnowania z nim zlych stosunkow.

                                                    Z tym sie zgadzam. Musza byc inne powody. Ninek twierdzi, ze sa.

                                                    >A z drugiej strony kto
                                                    > s kto na Ciebie leci nie jest automatycznie twoim przyjacielem. Moze uwazac cie
                                                    > za wygodnego patola do ruchania. Lecenie i nielecenie na ciebie nie dzieli lud
                                                    > zi na pozytywnych i negatywnych. Tak samo jak ktos powie o Tobie cos milego nie
                                                    > znaczy, ze jest ci przychylny i taki dobry. Ninek zdaje sie tego nie rozumiec.

                                                    Wydaje mi sie, ze rozumie to bardzo dobrze.

                                                    > Pyszna to jest Triss, daleko mi do niej.

                                                    Ja mam odmienna ocene, bardzo blisko. Na jednej grzedzie (najwyzszej rzecz jasna) z Bitch :)

                                                    > No i pojawila sie: nadzieja i los. W wolnym tlumaczeniu: 'na mnie nie licz' ;-)

                                                    To Twoje tlumaczenie. Po prostu nie zycze nikomu sytuacji by wymagal pomocy. I jestem zbyt ostrozny by dawac glosne deklaracje, bo rzecz opiera sie na czynach nie slowach, a ci co zapewniaja najglosniej, dziwnym trafem w praktyce najszybciej spierdalaja. Niedawno sama moglas sie o tym przekonac.
                                                    Mowie - gdyby taka potrzeba zaistniala, siegnalbym do wszystkich pokladow szlachetnosci i odwagi, ktore w sobie mam. Ale jako ze u mnie obie cechy to towar deficytowy, nie reczylbym za efekt praktyczny. Zrobilbym co w mojej mocy, to pewne. Nic ponadto obiecac nie potrafie.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 10:02
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Jak tylko cos Ci sie uda w zyciu (praca, nowy kochanek) to zaczynasz sie ekstre
                                                    > malnie szarogesic na forum. Da sie to zauwazyc golym okiem. Jak Ci nie idzie to
                                                    > jestes kundel z podwinietym ogonem. Ale nie daj boze cos wyjdzie, o - odzywa s
                                                    > ie od razu paniusia i "wy nie wiecie kto ja jestem".

                                                    hehe...tu na forum wystarczy rzucić w kogoś gównem i już się muchy zlatują. Ja też chcę, mi daj...
                                                    Nie widzę żeby kitka się szarogęsiła gdy coś jej się w życiu uda. Kitka jest bezsprzecznie Dodą naszego forum, a jak wiadomo- królowa jest tylko jedna. I nikt jej tego nie zabierze. Bez złośliwości.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 10:25
                                                    zawle napisała:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    > > Jak tylko cos Ci sie uda w zyciu (praca, nowy kochanek) to zaczynasz sie
                                                    > ekstre
                                                    > > malnie szarogesic na forum. Da sie to zauwazyc golym okiem. Jak Ci nie id
                                                    > zie to
                                                    > > jestes kundel z podwinietym ogonem. Ale nie daj boze cos wyjdzie, o - odz
                                                    > ywa s
                                                    > > ie od razu paniusia i "wy nie wiecie kto ja jestem".

                                                    Nie zauwazylam zeby sie moj stosunek do Ninek zmienil z powodu otrzymania przeze mnie posady, zreszta do nikogo sie nie zmienil, nie jestesmy tu od wczoraj, sympatie i antypatie sie uksztaltowaly lata wczesniej przeciez, potem juz tylko dokonuje sie najwyzej jakies delikatnej korekty, ewentualnie sie je ujawnia, nie ujawnia w zaleznosci od okazji, potrzeby. O swojej posadzie to ja pisalam do Wonta zeby sobie odhaczyl, ze juz nie jestem garkotlukiem, bo lubil sie nad tym spuszczac, co tez uczynil tj odnotowal i mi jest milo, a tak to moja praca jest tu elementem bez znaczenia dla forumowych pogawedek.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:31
                                                    zawle napisała:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    > > Jak tylko cos Ci sie uda w zyciu (praca, nowy kochanek) to zaczynasz sie
                                                    > ekstre
                                                    > > malnie szarogesic na forum. Da sie to zauwazyc golym okiem. Jak Ci nie id
                                                    > zie to
                                                    > > jestes kundel z podwinietym ogonem. Ale nie daj boze cos wyjdzie, o - odz
                                                    > ywa s
                                                    > > ie od razu paniusia i "wy nie wiecie kto ja jestem".

                                                    > Nie widzę żeby kitka się szarogęsiła gdy coś jej się w życiu uda. Kitka jest be
                                                    > zsprzecznie Dodą naszego forum, a jak wiadomo- królowa jest tylko jedna. I nikt
                                                    > jej tego nie zabierze. Bez złośliwości.

                                                    Piszesz To do króla :)

                                                    Nikt tu nie neguje, że Kitula jest lewą nogą tego forum a Sabat prawą.
                                                    Jak kogoś z nich nie ma to forum jednokończyninguje.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 10:09
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > To Twoje tlumaczenie. Po prostu nie zycze nikomu sytuacji by wymagal pomocy. I
                                                    > jestem zbyt ostrozny by dawac glosne deklaracje, bo rzecz opiera sie na czynach
                                                    > nie slowach, a ci co zapewniaja najglosniej, dziwnym trafem w praktyce najszyb
                                                    > ciej spierdalaja. Niedawno sama moglas sie o tym przekonac.
                                                    > Mowie - gdyby taka potrzeba zaistniala, siegnalbym do wszystkich pokladow szlac
                                                    > hetnosci i odwagi, ktore w sobie mam. Ale jako ze u mnie obie cechy to towar de
                                                    > ficytowy, nie reczylbym za efekt praktyczny. Zrobilbym co w mojej mocy, to pewn
                                                    > e. Nic ponadto obiecac nie potrafie.

                                                    Siegnalbym do wszystkich pokladow ale tam jest deficyt ;-) Dzieki i to jest wystarczajacy przyklad postawy na dowod, ze nie ma co inwestowac w kochankow tylko trzeba ukladac sie z tym, z ktorym sie zyje, bo ostatecznie tylko ten/ta ci zostanie, tobie i dzieciom. Ewentualnie calkowicie zmienic i przeorganizowac zycie ale na to chyba Ninek nie stac. Ja wiem ze to jest trudne. Zreszta ona sobie zrobi jak chce.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 10:33
                                                    hello-kitty napisała
                                                    >Siegnalbym do wszystkich pokladow ale tam jest deficyt ;-) Dzieki i to jest wystarczajacy przyklad postawy na dowod, ze nie ma co inwestowac w kochankow tylko trzeba ukladac sie z tym, z ktorym sie zyje, bo ostatecznie tylko ten/ta ci zostanie, tobie i dzieciom. Ewentualnie calkowicie zmienic i przeorganizowac zycie ale na to chyba Ninek nie stac. Ja wiem ze to jest trudne. Zreszta ona sobie zrobi jak chce.<

                                                    Ale czemu się czepiasz akurat Sabata? I skąd jakieś TWoje gadki o pomocy? Najpierw, żeby oczekiwać pomocy, to trzeba o nią poprosić, albo wręcz zaasekurować się, że w razie potrzeby chcę na nią liczyć? gdzie Ty tu widzisz jakieś wołanie o pomoc, czy nawet w relacjach kochankowych? Daj spokój, to niby mam pchać się w ramiona kochanka, z góry zakładając jego pomoc? W ogóle nie o to chodzi, co Ty pleciesz.
                                                    --
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 18:17
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Jak tylko cos Ci sie uda w zyciu (praca, nowy kochanek) to zaczynasz sie ekstre
                                                    > malnie szarogesic na forum. Da sie to zauwazyc golym okiem. Jak Ci nie idzie to
                                                    > jestes kundel z podwinietym ogonem. Ale nie daj boze cos wyjdzie, o - odzywa s
                                                    > ie od razu paniusia i "wy nie wiecie kto ja jestem".

                                                    Tak sie zastanowilam Sabat co Ci ta moja nowa praca tak dotknela, normalnie to sie kazdy cieszy, ze ktos robote znajdzie, gratuluje, takie tam, a tu ze ja pyszna z tytulu pojedynczego powodzenia w zyciu, oczywiscie Ninek Ci zawtorowala, mysle he o co tu chodzi? No i przypomnialo mi sie. Jak to lecialo niech zacytuje:

                                                    "Według mnie różnica między nami jest jedna. Ja nie potrzebuję się na własnej skórze przekonać, że piec jest gorący. Tak się uczą trzyletnie dzieci.
                                                    Brak perspektyw nas łączy, chociaż nie umiesz tego zaakceptować - jednak zasadnicza różnica jest taka, że Ty dążysz bezustannie do zmian, a ja się poddałem. U Ciebie to takie szarpanie się pod lodem, bo masz wybujałe mniemanie o sobie i uważasz, że należy Ci się więcej od życia niż dostałaś. Nie umiesz pojąć, że jesteś dokładnie tam gdzie Cię na to stać. Decydują o tym w większości czynniki zewnętrzne, na które masz marginalny wpływ.
                                                    Ja w sumie tak samo, ale ja to dawno zrozumiałem. Tym samym oszczędzam sobie masę bezużytecznego wysiłku.
                                                    Ale powodzenia, i zdobywaj szczyty holenderskich korporacji, tuż po ukończeniu studiów wyższych :)" 3.04.2015 11:40

                                                    Brak perspektyw mial nas laczyc, a tu wziela i sie zbiesila i jeszcze sie Wontowi pochwalila i sie szarogesi i co tylko ;-) No nie sprawdzil sie czarny scenariusz, nie zaakceptowala braku perspektyw i to zmienila, czyz to nie jest pycha w czystej postaci? ;)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 18:32

                                                    > Tak sie zastanowilam Sabat co Ci ta moja nowa praca tak dotknela, normalnie to
                                                    > sie kazdy cieszy, ze ktos robote znajdzie, gratuluje.
                                                    --------------------------------------------
                                                    Gratuluję Ci. Cieszę się z sukcesów rodaków na obczyźnie, bo tam nikt im nie pomaga i następuje naturalna weryfikacja. Tak trzymaj.
                                                    To, że się cieszysz jest całkowicie zrozumiałe.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 19:02
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Gratuluję Ci. Cieszę się z sukcesów rodaków na obczyźnie, bo tam nikt im nie po
                                                    > maga i następuje naturalna weryfikacja. Tak trzymaj.
                                                    > To, że się cieszysz jest całkowicie zrozumiałe.

                                                    Ja tez Ci Kitka gratuluje :-) Zmiany w zyciu sa potrzebne, a jesli sa to zmany na dobre, to nic tylko sie cieszyc.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 19:09
                                                    hello - Kitty 2 napisała
                                                    >Tak sie zastanowilam Sabat co Ci ta moja nowa praca tak dotknela, normalnie to sie kazdy cieszy, ze ktos robote znajdzie, gratuluje, takie tam, a tu ze ja pyszna z tytulu pojedynczego powodzenia w zyciu, oczywiscie Ninek Ci zawtorowala, mysle he o co tu chodzi? No i przypomnialo mi sie. Jak to lecialo niech zacytuje: <

                                                    I jeszcze słówko, choć miałam już milczeć, nikt Ci nie ujmuje, ani nie zazdrości, że znalazłaś dobrą pracę, bo od większości zebrałas gratulacje, zresztą każdy chyba Ci kibicowal, by tak się stało i trzeba by chyba mieć nie pokolei w głowie, by myśleć z zawiścią o powodzeniu drugiego. Więc to zupełnie nie to.Ja tylko wspomniałam o moim wrażeniu,że odkąd tę pracę masz, to również zmienił się w bardzo znaczny sposób Twój sposób wypowiedzi na forum, napisałam, że zhardziałaś, że Twoja i tak duża pewność siebie i poczynania słowne dajmy na to w stosunku do innych poszły w tym negatywnym kierunku, że chcesz innych moralizowac, czy naprawiać na siłę, pokazując im słuszną drogę, że chcesz decydować, kto jest glupkiem, nie znającym życia i ze tylko Ty rozumiesz te gierki międzyosobnicze toczące się tu na forum, i dajesz sobie prawo, kto może się w nie włączyć, a kto ma robić wypad, bo i tak się nie liczy.Wczesniej rozmawiało się z Tobą lepiej, teraz mam wrażenie, brniesz w stronę jakiegoś purchowatego matroństwa.I tyle. A pracy gratuluję, szczerze.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 10:06
                                                    hello-kitty 2 napisała
                                                    >To ze ktos nie chce z taba sypiac czy juz mu sie nie podobasz fizycznie/seksualnie nie jest powodem do pielegnowania z nim zlych stosunkow. A z drugiej strony ktos kto na Ciebie leci nie jest automatycznie twoim przyjacielem. Moze uwazac cie za wygodnego patola do ruchania. Lecenie i nielecenie na ciebie nie dzieli ludzi na pozytywnych i negatywnych. Tak samo jak ktos powie o Tobie cos milego nie znaczy, ze jest ci przychylny i taki dobry. Ninek zdaje sie tego nie rozumiec.<

                                                    Znowu upraszczasz, wmawiając mi lecenie na pochlebstwa i karmienie się nimi. Przy moim poziomie nieufności i ostrożności to raczej ciężko byłoby się z tym zgodzić. Co więcej , nie muszę i nienawidzę podkręcać swojego ego przez miłe słowka, które od kogoś usłyszę, wręcz nie lubię tego, podobnie jak nie lubię wyrózniać sie z tłumu ani obrzucać ludzi gównem, nawet tych , z ktorymi się nie zgadzam.

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 11:03
                                                    ninek04 napisała:

                                                    Co więcej , nie muszę i nienawidzę podkręcać swojego ego przez miłe słowk
                                                    > a, które od kogoś usłyszę, wręcz nie lubię tego, podobnie jak nie lubię wyrózni
                                                    > ać sie z tłumu ani obrzucać ludzi gównem, nawet tych , z ktorymi się nie zgadza
                                                    > m.

                                                    Niech zgadne: a komplementy Cie denerwuja i na nie ostentacyjnie nie reagujesz? A w Katolikow nie rzucasz gownem mimo, ze sie z nimi nie zgadzasz?

                                                    Sorry Ninek ale Ty masz calkowicie odmienny obraz swojej osoby niz sie tu prezentujesz. Wobec tego nie widze sensu dalszych rozmow, bo nie wiem z kim rozmawiam. Mam wrazenie, ze z jedna osoba, ktora twierdzi co innego deklaracyjnie (manifesty o rownosci, zrozumieniu, akceptacji, cacy cacy), a co innego potem mowi i robi w praktyce, tak jak to ze uroda meska/fizycznosc sie nie liczy w ogole, a potem bach najdluzsza lista wylaczen ze wszystkich pan co Ci sie nie podoba w wygladzie mezczyzny. Dajmy se spokoj. Szkoda sensu.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:32
                                                    Oj tam Sabat, te forumowe danse reweranse mają wzbudzać zazdrośc? Te urocze gry salonowe pełne ozdobników i zawijasow? Proszę cię.. ;-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:39
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Oj tam Sabat, te forumowe danse reweranse mają wzbudzać zazdrośc? Te urocze gry
                                                    > salonowe pełne ozdobników i zawijasow? Proszę cię.. ;-)

                                                    W kims kto ma jakies zycie poza forum nie wzbudza...
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:58
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > W kims kto ma jakies zycie poza forum nie wzbudza...

                                                    Rozumiem, ze piszesz o sobie, bo np jak sobie podstawie Bitch to jakos nie widze zeby dziewczyna nie miala zycia poza forum. A moze inaczej: kto ma DRUGIE zycie na forum (to fajniejsze), bo w realu zyje udajac kogos innego niz jest, stad tu moze sobie prawdziwym soba, a w realu trzeba robic dobra mine do zlej gry i nie ujawniac tego, co sie rzeczywiscie mysli, bo wiadomo kosztowny rozwod i te sprawy... ;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 08:22
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Wiesz co Kitty, az się wetnę do nie mojej dyskusji bo mnie uderzyło jak możesz
                                                    > nie zauważać pewnej bardzo (dla mnie) istotnej sprawy w sytuacji Ninka. Ninek p
                                                    > isze, nie pierwszy raz, że w razie choroby czy innego nieszczęścia na pewno nie
                                                    > może liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony męza i ojca swoich dzieci. Jeśli pi
                                                    > sała o tym nie raz, to ty pewnie też zarejestrowałaś.

                                                    Zarejestrowalam ale w to zwyczajnie w to nie wierze. Niech sie najpierw zdarzy, niech sie stanie faktem, to wtedy uznam, ze tak jest.

                                                    I jeśli mimo to nadal ape
                                                    > lujesz o pogodę ducha między małżonakmi, a nawet o zgrozo przyjaźń!, to kurwa m
                                                    > ać pierdolisz kobieto jak rozjebana wieloletnim praniem mózgu, gnojeniem i wale
                                                    > niem po głowie ofiara przemocy, która przepięknie uwewnętrzniła system wartosci
                                                    > kata i teraz pieje na jego cześć peany.

                                                    Rozpisalas sie, rozumiem emocje ale ja nigdy nie bylam ofiara przemocy wiec to jest nie na temat.

                                                    Jaka kurwa pytam się przyjaźń?! Z kim?
                                                    > ! Spanie ze sobą czy nie spanie nie ma w tej sytuacji żadnego znaczenia. Facet
                                                    > z którym mam dzieci, wychowuję je z nim, mieszkam z nim i przeżyłam z nim kupę
                                                    > lat nie jest mi skłonny udzielić w razie Niemca pomocy, na którą normalny człow
                                                    > iek posiadający normalnych ludzi wokół siebie, może liczyc nawet od przyjaciół?
                                                    > Więc w tej sytuacji facet jest moim wrogiem. Gnojkiem i nieużytkiem. Bo pomocy
                                                    > w nieszczęściu to udziela nawet kolega czy przyjaciel. Tym bardzije wymaga się
                                                    > tego od człowieka, z którym łączą nas dzieci, dom, wspólnie spędzone lata. Ty
                                                    > naprawdę tak mało potrzebujesz żeby się przyjaźnić?

                                                    Ja w to nie wierze, ze by jej nie pomogl wiec to co przedstawiasz jest negatywnym nakrecaniem sie przeciwko drugiemu czlowiekowi.
                                                    Jesli jednak to jest prawda o nim to to dopiero jest chore mieszkac z wrogiem. Nie rozumiem tego.
                                                    Ja sie nauczylam w zyciu, ze nic od nikogo nie mozna wymagac, nic mi sie nie nalezy, a stosunek ludzi do mnie w realu jest w duzej czesci reakcja na moje traktowanie ich. Znam tez troche wiecej stanow emocjonalnych poza miloscia i nienawiscia.
                                                    Jezeli maz Ninka jest jednak jej wrogiem, z ktorym zamierza spedzic zycie mieszkajac to tym bardziej dbalabym o dobre stosunki, bo jak jej sie cos stanie, to bedzie musiala liczyc wlasnie na niego.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:02
                                                    Być może Ninek przesadza z i mąż w razie nieszczęcia odeodwiedził by ja w szpitalu i pomógł w chorobie, ja się opieram na tym, co.dwa razy napisała. Poza tym nie daje kasy na.dzecko, co ustawia go w kategorii panów do ostrzału. Chyba że jest aktualnie w trudnej sytuacji finansowej i aktywnie dąży do poprawy. Nie podoba mi się to, budzi jakiś mój atawistyczny wstręt, nie jest zdrowe, w tym masz rację. Spędziłam życie z człowiekiem nastawionym do mnie przyjaźnie, mimo wszystko. Może jestem rozpuszczoną babą.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:51
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Być może Ninek przesadza z i mąż w razie nieszczęcia odeodwiedził by ja w szpit
                                                    > alu i pomógł w chorobie, ja się opieram na tym, co.dwa razy napisała. Poza tym
                                                    > nie daje kasy na.dzecko, co ustawia go w kategorii panów do ostrzału. Chyba że
                                                    > jest aktualnie w trudnej sytuacji finansowej i aktywnie dąży do poprawy. Nie po
                                                    > doba mi się to, budzi jakiś mój atawistyczny wstręt, nie jest zdrowe, w tym mas
                                                    > z rację. Spędziłam życie z człowiekiem nastawionym do mnie przyjaźnie, mimo wsz
                                                    > ystko. Może jestem rozpuszczoną babą.

                                                    Ja tez patrze na ta sytuacje z punktu widzenia dziecka takiej matki wiec byc moze nie widze jasno. Wiem natomiast, ze kiedy matka miala wypadek samochodowy jadac z kochankiem (kochanek spodowowal ten wypadek) i trafila do szpitala z powaznymi objawami, to ojciec od razu polecial, zajmowal sie nia, mimo iz o kochanku wiedzial. Ale oczywiscie miala to w dupie. Zawsze interesowalo ja utrzymywanie wrogosci, nawet po jego smierci. Bzykala sie z mezem swojej przyjaciolki, ktora jej to wybaczyla po jego smierci. Mojej matki nie stac bylo na wybaczenie nikomu ani na zadna pozytywna emocje wobec nikogo. Wszyscy byli dla niej chujami. Ojciec ostatecznie sie wyprowadzil i umarl w samotnosci. Matka nadal uwaza, ze zostala skrzywdzona, bo jej sie tyle rzeczy nalezalo od niego: milosc, oddanie, zeby kase zarabial, ect, za malo dostala.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 10:25
                                                    hello-kitty napisała
                                                    < Zawsze interesowalo ja utrzymywanie wrogosci, nawet po jego smierci. Bzykala sie z mezem swojej przyjaciolki, ktora jej to wybaczyla po jego smierci. Mojej matki nie stac bylo na wybaczenie nikomu ani na zadna pozytywna emocje wobec nikogo. Wszyscy byli dla niej chujami. Ojciec ostatecznie sie wyprowadzil i umarl w samotnosci. Matka nadal uwaza, ze zostala skrzywdzona, bo jej sie tyle rzeczy nalezalo od niego: milosc, oddanie, zeby kase zarabial, ect, za malo dostawala<

                                                    Opisujesz emocje i postawę swojej matki, a moje są zgoła inne. Ja nie traktuję i nie wyzywam ludzi od chujów, tylko dlatego,że mi się życie nie ułożyło. Nie szukam winnego, by winę oddalić od siebie, bo tak nie jest.Nie narzekam,że za mało mi daje,w szerokim znaczeniu ,bo nic to nie da, skoro wcześniejsze próby naprawy sytuacji nie udały się.Staram się nie żyć negatywnymi emocjami, z wrogością na czele , bo chyba bym oszalała.Nie znoszę, gdy ludzie tak łatwo sączą jad dookoła, nie trawię tego.
                                                  • mabelle2000 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 18:56
                                                    ninek04 napisała:

                                                    >Nie narzekam,że za ma
                                                    > ło mi daje,w szerokim znaczeniu ,bo nic to nie da, skoro wcześniejsze próby nap
                                                    > rawy sytuacji nie udały się.Staram się nie żyć negatywnymi emocjami, z wrogości
                                                    > ą na czele , bo chyba bym oszalała.Nie znoszę, gdy ludzie tak łatwo sączą jad d
                                                    > ookoła, nie trawię tego.

                                                    * Bo bylam dla niego za dobra*. W dodatku jestem skromna.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:49
                                                    hello-kitty 2 napisała
                                                    >Ja w to nie wierze, ze by jej nie pomogl wiec to co przedstawiasz jest negatywnym nakrecaniem sie przeciwko drugiemu czlowiekowi.
                                                    Jesli jednak to jest prawda o nim to to dopiero jest chore mieszkac z wrogiem. Nie rozumiem tego.
                                                    Ja sie nauczylam w zyciu, ze nic od nikogo nie mozna wymagac, nic mi sie nie nalezy, a stosunek ludzi do mnie w realu jest w duzej czesci reakcja na moje traktowanie ich. Znam tez troche wiecej stanow emocjonalnych poza miloscia i nienawiscia.
                                                    Jezeli maz Ninka jest jednak jej wrogiem, z ktorym zamierza spedzic zycie mieszkajac to tym bardziej dbalabym o dobre stosunki, bo jak jej sie cos stanie, to bedzie musiala liczyc wlasnie na niego.<

                                                    TRudno kogoś przekonywać do zmiany wiary, czy żeby w ogóle uwierzył ,jeśli sam tego nie chce. Więc nie zamierzam, zastanawiam się tylko, skąd ta Twoja obrona mojego mężą, skoro to ja z nim mieszkam i żyję od lat, więc trudno,żebym nie wiedziała , czego mogę oczekiwać po nim w razie nieszczęścia.Próbkę, taką mniejszą miałam już w sytuacji, gdy rodziłam drugie dziecko, nie mówiąc o innych przykładach, które też już miały miejsce.Dlatego nie wmawiaj mi,że będę musiała liczyć na niego, i mam być grzeczna, bo pomocy od niego nie dostanę. Zresztą też całe życie musiałam liczyć tylko na siebie, i nie oglądałam się na innych,i tak mi zostało do dziś.Od niego też nie chcę i nie oczekuję niczego.Pracuję, będę pracować ,dopóki starczy mi sił i możliwości, a gdyby rzeczywiście doszło do nieszczęścia, to przynajmniej mam jasność , że on mi pomocy nie zaoferuje.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 03:02
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Widzisz Ninek caly czas nawiazujesz do rozpadu wiezi seksualnej slowami: ''no c
                                                    > óż, dom mi jeszcze udostępnia, choć siebie przestał juz dawno.", "stał się dla
                                                    > Ciebie aseksualny i powrót do intymnych relacji nie jest możliwy. Być może to s
                                                    > ię zmieniło, nie wiem, ale u mnie na samą myśl o dotyku, teraz, po tych latach
                                                    > odrzucenia, wieje grozą ".
                                                    >
                                                    > Wg mnie musisz zapomniec o tym, ze jeszcze Cie cos bedzie z mezem lozkowo laczy
                                                    > c. Normalnie to zaakceptowac i pogodzic sie z tym budujac jakas dobra nieseksua
                                                    > lna relacje. Wg mnie mozna. Zostac przyjaciolmi np.

                                                    Organizm ludzki ma taką cudowną właściwość, że w przypadku długotrwałej obecności smakowitego obiektu, którego nie można skonsumować, obiekt ten
                                                    sobie zniesmacza. To co smakowite przestaje smakować. Gdy ten mechanizm jest zaburzony pojawiają się rozmaite dysfunkcje.
                                                    Reakcje Ninka są klasyczne. Czy z niesmacznym obiektem można się przyjaźnić?
                                                    Ależ oczywiście pod warunkiem, że niesmaczny obiekt zaakceptuje smakowitość
                                                    innych kąsków. Co się zdarza bardzo rzadko.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 07:06
                                                    Lybbla napisał
                                                    >Ależ oczywiście pod warunkiem, że niesmaczny obiekt zaakceptuje smakowitość
                                                    innych kąsków. Co się zdarza bardzo rzadko.<
                                                    Smacznie to ująłęś.Że aż mi ślinka pociekła przed śniadaniem ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 07:40
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Lybbla napisał
                                                    > >Ależ oczywiście pod warunkiem, że niesmaczny obiekt zaakceptuje smakowitoś
                                                    > ć
                                                    > innych kąsków. Co się zdarza bardzo rzadko.<
                                                    > Smacznie to ująłęś.Że aż mi ślinka pociekła przed śniadaniem ;)

                                                    O, mnie tez pociekla :)
                                                    Zaraz...
                                                    Czy to slinka?.. ;o
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:23
                                                    Sabat 3 napisał
                                                    >O, mnie tez pociekla :)
                                                    Zaraz...
                                                    Czy to slinka?.. ;o <

                                                    Pociekła ,ale chyba nie zalała całkiem? Bo mnie na razie tylko pociekła ;))
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:34
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Sabat 3 napisał
                                                    > >O, mnie tez pociekla :)
                                                    > Zaraz...
                                                    > Czy to slinka?.. ;o <
                                                    >
                                                    > Pociekła ,ale chyba nie zalała całkiem? Bo mnie na razie tylko pociekła ;))

                                                    Zostawić Was samych w domu. Moglibyście zaczekać aż wrócę z pracy.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:58
                                                    Lybbla napisał
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Sabat 3 napisał
                                                    > >O, mnie tez pociekla :)
                                                    > Zaraz...
                                                    > Czy to slinka?.. ;o <
                                                    >
                                                    > Pociekła ,ale chyba nie zalała całkiem? Bo mnie na razie tylko pociekła ;))

                                                    >Zostawić Was samych w domu. Moglibyście zaczekać aż wrócę z pracy.<

                                                    Trzebabyło się zwolnić;) Jak cieknie, to nie ma na co czekać, trzeba zasadzać, albo uszczelniać niekontrolowany wyciek ;))
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 06:11
                                                    hello -kitty2 napisała
                                                    >Widzisz Ninek caly czas nawiazujesz do rozpadu wiezi seksualnej slowami: ''no cóż, dom mi jeszcze udostępnia, choć siebie przestał juz dawno.", "stał się dla Ciebie aseksualny i powrót do intymnych relacji nie jest możliwy. Być może to się zmieniło, nie wiem, ale u mnie na samą myśl o dotyku, teraz, po tych latach odrzucenia, wieje grozą ".

                                                    >Wg mnie musisz zapomniec o tym, ze jeszcze Cie cos bedzie z mezem lozkowo laczyc. Normalnie to zaakceptowac i pogodzic sie z tym budujac jakas dobra nieseksualna relacje. Wg mnie mozna. Zostac przyjaciolmi np.>

                                                    Kitty, nie wiem, o czym Ty piszesz, nie sądzę też, byś nie rozumiała,tego co piszę tu od początku :że powrót do odbudowy relacji,w tym tej łóżkowej jest niemożliwy, nierealny, bo ja tego nie chcę, nie oczekuję i nigdy, powtarzam, nigdy już nie będę chciała, by coś mnie łączyło z tym człowiekiem,a już na pewno nie w sensie fizycznym. Seks to tylko jeden z elementów spajających związek, gdy zaczyna szwankować, zaczyna robić się niefajnie, ale gdy inne elementy grają można jeszcze próbować coś sklejać, żyć w miarę przyjaźnie, tak jak masa ludzi to robi.Ale tu u mnie za dużo niedobrych słów padło, za wiele przykrych zachowań się zdarzyło, by mogło być to możliwe. Twoje nawoływanie do szukania pozytywów, doceniana i okazywania wdzięczności trafiają jak kula w płot, bo są nieadekwatne do mojej sytuacji.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:27
                                                    ninek04 napisała: Ja w przeciwieństwie do Ciebie mam
                                                    > pewność, że w razie choroby, czy potrzeby pomocy, on nie kiwnie palcem, by mi j
                                                    > ej udzielić, nie mówiąc o wsparciu psychicznym,więc to tez kolejny powód, że po
                                                    > zytywów brak.

                                                    Jakby tak się nad tym głębiej zastanowić....
                                                    Czemu pomaga? Czy dlatego że jest przyzwoitym facetem, a ona jest matką jego dziecka? Zostanie jest braniem. Zostaję z Tobą, bo w razie wojny mi coś dasz.
                                                    Może pomaga bo kocha. To fajnie, o ile kitula chcesz coś odbudować. Ale chyba tak się nie dzieje, bo coś tam o szukaniu ruchania czy cóś przebąkiwała. Więc znowu branie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 10:49
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jakby tak się nad tym głębiej zastanowić....
                                                    > Czemu pomaga? Czy dlatego że jest przyzwoitym facetem, a ona jest matką jego dz
                                                    > iecka? Zostanie jest braniem. Zostaję z Tobą, bo w razie wojny mi coś dasz.
                                                    > Może pomaga bo kocha. To fajnie, o ile kitula chcesz coś odbudować. Ale chyba t
                                                    > ak się nie dzieje, bo coś tam o szukaniu ruchania czy cóś przebąkiwała. Więc zn
                                                    > owu branie.

                                                    Juz sie zgubilam czy piszesz do Ninek czy do mnie ale odpowiem za siebie. Ja nic nie chce 'odbudowac' w sensie relacji romantyczno-seksualnej. Tego sie juz nie da odratowac. Nie traktujemy siebie w ogole w kategoriach obiektow seksulanych juz od lat. Ale to mi nie przeszkadza juz w ogole. Wrecz przeciwnie: nie rozumiem, ze dla ludzi jest takie wazne zeby podobac sie seksualnie swoim partnerom, a jak sie nie podobam, to nienawisc i zlosc i juz nigdy nie bedzie miedzynami dobrze. To tak jak mi powiedzial jeden facet o swojej bylej zonie: ona ma wybor tylko 2 rodzajow stosunkow ze mna: albo byc moja zona albo byc wrogiem. Nie ma nic innego dostepnego. Dla mnie to sa zbyt duze ekstrema. A nie mozna przejsc na inny etap: wlasnie przyjazni, wspolpracy, jakiegos porozumienia, pomagania sobie? Szczegolnie w przypadku gdy zyjemy razem. Po prostu stworzyc inny rodzaj relacji z czlowiekiem, z ktorym i tak zyjesz. O braniu nie skumalam, uwazam, ze to rodzaj wymiany.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:05
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > To jak mozesz przeciwwstawiac brak docenienia (za to co dla niej robi i jej dzi
                                                    > eci) tym ze on nie widzi w niej kobiety? To ja sie pytam co ma piernik do wiatr
                                                    > aka? To ze ona mu sie nie podoba jako kobieta nie umniejsza jego zaslug w tym c
                                                    > o robi. Jesli ja nie spodobam sie Tobie to juz wszystko co powiesz bedzie w moj
                                                    > ej ocenie glupie? No prosze Cie to dziecinne.

                                                    A może nie robi tego dla NIEJ? Może sobie myśli...Boże, gdyby ona nie była matką moich dzieci? Może chciałby się w tego wymiksować tak samo jak ona? Czy nadal jest za co dziękować? Nie każdy widzi w czymś takim powód do wdzięczności.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:13
                                                    zawle napisała:

                                                    > A może nie robi tego dla NIEJ? Może sobie myśli...Boże, gdyby ona nie była matk
                                                    > ą moich dzieci? Może chciałby się w tego wymiksować tak samo jak ona? Czy nadal
                                                    > jest za co dziękować? Nie każdy widzi w czymś takim powód do wdzięczności.

                                                    Dokładnie. Już pisałem - często na rozwodzie mocno tracą oboje, stąd żadne nie jest gotowe na ten krok. Ludzie są we wzajemnym szachu zobowiązań. Nie ma co dorabiać do tego ideologi, to są dość proste kwestie wbrew pozorom.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:15
                                                    Tyle że sabat robi się z tego taki syf że masakra....a to proste nie jest.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:36
                                                    Ja i tak uwazam, ze posiadanie przez dzieci kochajacego ojca to jak najbardziej powod do wdziecznosci, bo wiadomo jak jest w zyciu. Zreszta wdziecznosc ma dwie strony: odbiorce i obdarujacego. Tutaj osoba odczuwajaca pozytywna emocje lepiej sie czuje sama ze soba. Grunt to nie odczuwac/eliminowac negatywne emocje. Odczuwanie negatywnych emocji to niszczenie siebie. Zreszta wdziecznosc podalam jako jakikolwiek przyklad pozytywnych emocji, mozna rozwijac, szukac innych. Skoro i tak sa na siebie skazani trzeba szukac pozytywow tego i niemi zyc.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:45
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja i tak uwazam, ze posiadanie przez dzieci kochajacego ojca to jak najbardziej
                                                    > powod do wdziecznosci, bo wiadomo jak jest w zyciu. Zreszta wdziecznosc ma dwi
                                                    > e strony: odbiorce i obdarujacego. Tutaj osoba odczuwajaca pozytywna emocje lep
                                                    > iej sie czuje sama ze soba. Grunt to nie odczuwac/eliminowac negatywne emocje.
                                                    > Odczuwanie negatywnych emocji to niszczenie siebie. Zreszta wdziecznosc podalam
                                                    > jako jakikolwiek przyklad pozytywnych emocji, mozna rozwijac, szukac innych. S
                                                    > koro i tak sa na siebie skazani trzeba szukac pozytywow tego i niemi zyc.

                                                    Tutaj zgadzam się całkowicie. Powód jest prosty - negatywne emocje są szkodliwe dla zdrowia. Najlepiej nie dążyć do konfrontacji ponad miarę. Ale doceniać? Nie, raczej być ponad to. Odzyskać spokój.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:50
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Tutaj zgadzam się całkowicie. Powód jest prosty - negatywne emocje są szkodliwe
                                                    > dla zdrowia. Najlepiej nie dążyć do konfrontacji ponad miarę. Ale doceniać? Ni
                                                    > e, raczej być ponad to. Odzyskać spokój.

                                                    Ale bycie ponad to to nie jest pozytywna emocja. Wiec jaka inna? Wg mnie wdziecznosc jest w miare najlatwiejsza dlatego podalam. W koncu widzisz na codzien co robi dla dzieci wiec to chyba powinno rodzic sie w miare naturalnie. Mozna cos innego wymyslec/zauwazyc i rozwiajac.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale bycie ponad to to nie jest pozytywna emocja. Wiec jaka inna? Wg mnie wdziec
                                                    > znosc jest w miare najlatwiejsza dlatego podalam. W koncu widzisz na codzien co
                                                    > robi dla dzieci wiec to chyba powinno rodzic sie w miare naturalnie. Mozna cos
                                                    > innego wymyslec/zauwazyc i rozwiajac.

                                                    Bo Ty myślisz o innym byciu "ponad to" niż ja. Miałem na myśli raczej obojętność, odcięcie się niż poczucie wyższości/przewagi.
                                                    Zaczynam sądzić, że przechodzisz jakąś terapię stresu u psychologa. To co opisujesz w NLP nazywa się reframingiem, jest to jedna z metod, którą się stosuje gdy bodziec lękowy/stresogenny jest nie do wyeliminowania w normalnych warunkach (np. wkurwiający szef w pracy). Wtedy żeby się uspokoić możesz tylko zmienić sposób postrzegania go, np. dorabiając taką perspektywę, że drze się po ludziach i dokręca śrubę, bo zależy mu na zespole i ostatecznym wyniku. I zamiast pojebanego i niewychowanego skurwysyna widzisz w nim zaangażowanego w pracę menedżera ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:40
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Bo Ty myślisz o innym byciu "ponad to" niż ja. Miałem na myśli raczej obojętnoś
                                                    > ć, odcięcie się niż poczucie wyższości/przewagi.

                                                    A obojetnosc to pozytywna emocja? :)

                                                    > Zaczynam sądzić, że przechodzisz jakąś terapię stresu u psychologa.

                                                    Dobre ;) NIe przechodze zadnej terapii, nie byloby mnie stac na psychologa, kiedys dostalam skierowanie z uwagi na ilosci wypijanego alko, wizyta kosztowala wtedy 80 euro, jedna, a terapia to iles tygodni czy miesiecy. Szkoda kasy. Nigdy sie nie interesowalam psychologia jako nauka. Wszystko o czym pisze opisuje z wlasnych doswiadczen. Najciekawsze rzeczy wrzuca z psychologii Urqu tutaj, Morrison fajnie opisuje tez rozne zaleznosci, tyle co poczytam, przemysle i mi wystarczy.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:48
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    >Tutaj osoba odczuwajaca pozytywna emocje lep
                                                    > iej sie czuje sama ze soba. Grunt to nie odczuwac/eliminowac negatywne emocje.
                                                    > Odczuwanie negatywnych emocji to niszczenie siebie. Zreszta wdziecznosc podalam
                                                    > jako jakikolwiek przyklad pozytywnych emocji, mozna rozwijac, szukac innych. S
                                                    > koro i tak sa na siebie skazani trzeba szukac pozytywow tego i niemi zyc.

                                                    Dobrze prawisz. I przygód szukać gdzie indziej.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 08:38

                                                    hello -kitty2 napisała
                                                    ><Oj Ninek Ninek pamiec masz bardzo krotka, no to Ci przypomne: w domku sie mieszka z podworkiem, a czyj to domek? Kto partnersko go Tobie i Twoim dzieciom udostepnia? Kochanek czy maz? Dziecmi kto sie partnersko zajmuje, pokrywa ich koszty utrzymania? Kochanek czy maz? A jak Ci sie takie partnerstwo finansowe nie podoba to wytrzyj sobie tylek tym papierkiem i wont ze dwora do jednopokojowego mieszkania ;) Bohaterka, no to idz, zrob sama to podtarcie tylka, stac Cie? Jak mozna od kogos cos brac ale gownem to nazywac. W czyims domu zyjesz, kto sie Twoimi dziecmi sie zajmuje? Fajny ojciec dzieciom ulica nie chodzi. Myslisz ze kochanek Ci to da, co otrzymujesz teraz? Jak to moja matka mowi: 'najgorszy ptak co w swoje wlasne gniazdo sra'. Docen to, co masz, a wyzdrowiejesz emocjonalnie.<

                                                    Strasznie płytko to widzisz i jak zwykle podnosisz tylko aspekt materialny sprawy.Nie wiem też skąd wzięłas, że mąż łoży na dzieci i ich utrzymanie,nie mówiąc o dokladaniu się do wspólnych wydatków.Taa, muszę odprawić modły dziekczynne, że w ogóle jeszcze pozwala mi mieszkać w tym jego domu, nie " każąc" sobie płacić za wynajem takiej niedoceniającej jego dobroci niewdzięcznicy, jak ja,bo inne opłaty to już jednak muszę wnosić. . A resztę to sobie widź i oceniaj, jak chcesz." Docen, to co masz "- no nie, to już przegięłaś i to grubo.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 21:28
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > cesz." Docen, to co masz "- no nie, to już przegięłaś i to grubo.

                                                    Nie potrafisz docenic tego co masz (dobry ojciec dzieciom + masz gdzie mieszkac) stad zzerajaca Cie nienawisc i frustracja. To czyni Cie rowniez nieatrakcyjna dla innych ludzi, bo sie z Ciebie saczy negatywna energia mimo egzaltowanych ideowych manifestow. Oczywiscie jak Cie chce ktos puknac to Ci tego nie powie.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:11
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > ninek04 napisała:
                                                    >
                                                    > > cesz." Docen, to co masz "- no nie, to już przegięłaś i to grubo.
                                                    >
                                                    > Nie potrafisz docenic tego co masz (dobry ojciec dzieciom + masz gdzie mieszkac
                                                    > ) stad zzerajaca Cie nienawisc i frustracja. To czyni Cie rowniez nieatrakcyjna
                                                    > dla innych ludzi, bo sie z Ciebie saczy negatywna energia mimo egzaltowanych i
                                                    > deowych manifestow. Oczywiscie jak Cie chce ktos puknac to Ci tego nie powie.

                                                    Powiadasz, że Ninek jest nieatrakcyjna? Sieje nienawiścią i frustracją?
                                                    Jak Ty cudownie projektujesz :)
                                                    Jak to nie powie, że chce ją puknąć? Przecież karnie ustawiliśmy się w kolejce. :P

                                                    Twoja przygoda z ojcem Twego dziecka zakończyła się bo Ci on zaczął śmierdzieć,
                                                    nieprawdaż.






                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:16
                                                    A ja się z Kitką zgadzam, Ninek jest egzaltowana i ideowa. Ale czy ja wiem co się facetom podoba?;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 31.05.16, 23:22
                                                    zawle napisała:

                                                    > A ja się z Kitką zgadzam, Ninek jest egzaltowana i ideowa. Ale czy ja wiem co s
                                                    > ię facetom podoba?;)

                                                    I faceci na forum latają z wywieszonymi ... powiedzmy językami, zamiast ganiać
                                                    za Wami z siekierami. ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 00:56
                                                    Lybbla napisał
                                                    >I faceci na forum latają z wywieszonymi ... powiedzmy językami, zamiast ganiać
                                                    za Wami z siekierami. ;)<

                                                    Język też ważna rzecz, zwłaszcza ten wywieszony, mlaszczący, zwinny i trafiający w czułe punkty, byle nie tnący, jak siekiera, a już na pewno nie taka z tępym ostrzem ;))
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 02:42
                                                    ninek04 napisała:

                                                    Rozkoszujący się smakiem, buszujący na peryferiach, cierpliwy w budowaniu,
                                                    ukontentowany finiszem. :D

                                                    > Język też ważna rzecz, zwłaszcza ten wywieszony, mlaszczący, zwinny i trafiając
                                                    > y w czułe punkty, byle nie tnący, jak siekiera, a już na pewno nie taka z tępym
                                                    > ostrzem ;))
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:17
                                                    lybbla napisał:
                                                    > I faceci na forum latają z wywieszonymi ... powiedzmy językami, zamiast ganiać
                                                    > za Wami z siekierami. ;)

                                                    Nie pewnie, a ja siedzę i gryzę swoje tłuste, feministyczne paluszki z zazdrości;) Takie forumowe sztuki mi sprzed nosa uciekają;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:29
                                                    zawle napisała:
                                                    > Nie pewnie, a ja siedzę i gryzę swoje tłuste, feministyczne paluszki z zazdrośc
                                                    > i;) Takie forumowe sztuki mi sprzed nosa uciekają;)

                                                    My tu na forum jestesmy na podobnym poziomie atrakcyjnosci. Kobiety i mezczyzni. Roznica jest miedzy nami taka, ze baby generalnie zdzblo w naszym oku widza, ale belki w swoim nie. Sa oczywiscie chlubne wyjatki i mysle ze Ninek do nich nalezy. Nie jest zarozumiala, a to u dziewczyny jeden z najwiekszych atutow. Zarozumialstwo i pycha to prawdziwa plaga wsrod kobiet, a jest to cos, czego organicznie nienawidze.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 09:43
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > My tu na forum jestesmy na podobnym poziomie atrakcyjnosci. Kobiety i mezczyzni
                                                    > . Roznica jest miedzy nami taka, ze baby generalnie zdzblo w naszym oku widza,
                                                    > ale belki w swoim nie. Sa oczywiscie chlubne wyjatki i mysle ze Ninek do nich n
                                                    > alezy. Nie jest zarozumiala, a to u dziewczyny jeden z najwiekszych atutow. Zar
                                                    > ozumialstwo i pycha to prawdziwa plaga wsrod kobiet, a jest to cos, czego organ
                                                    > icznie nienawidze.

                                                    Błagam Cię...mam chrypę i duszności i śmiać się na głos nie mogę:))
                                                    Mnie do głowy pustej by nie przyszło że ktoś jest zazdrosny o moje atencje. NIGDY by mi nie przyszło. Może wynika to z mojego szacunku do was. Nie myślę o was jako o pustakach którzy się jarają miłymi słówkami na forum, że to pasie wasze ego.
                                                    Nie wpadłabym na to.
                                                    To pewnie z pychy wynika, na serio.
                                                    Do tego mam taką naturę że nie bawi mnie podkręcanie "na sucho" nikogo. Ja jak jadę z facetem nad morze, to po to, żeby się pieprzyć. Gdy gadam z facetem o pieprzeniu to po co, żeby się z nim pieprzyć. Gdy łechcę jego ego czułymi słówkami, to po to żeby się z nim pieprzyć. Gdy demonstruję swoją gotowość seksualną, to po to żeby się pieprzyć. A nie po to, żeby sobie popieprzyć.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 11:14
                                                    zawle napisała:

                                                    > Do tego mam taką naturę że nie bawi mnie podkręcanie "na sucho" nikogo. Ja jak
                                                    > jadę z facetem nad morze, to po to, żeby się pieprzyć. Gdy gadam z facetem o pi
                                                    > eprzeniu to po co, żeby się z nim pieprzyć. Gdy łechcę jego ego czułymi słówkam
                                                    > i, to po to żeby się z nim pieprzyć. Gdy demonstruję swoją gotowość seksualną,
                                                    > to po to żeby się pieprzyć. A nie po to, żeby sobie popieprzyć.

                                                    Oj bo Ty jestes baba o prostej konstrukcji cepa, jak i ja: jak cos chcesz to sie za to bierzesz, nie pierdolisz po proznicy. Ja tez jak sie spotykam na drinka to po to zeby sie po drinku pieprzyc, a nie po to zeby pilnowac by mi ostatni tramwaj nie uciekl ;-) A pewnie wysublimowany Sabat to potrzebuje z pare lat zalotow, podchodow i podkrecania slownego, z pincec razy zwalonego pod to konia do ekranu zeby ci zasadzic w realu. No Ninek sie dwoi i troi zeby go przeleciec, a ten ksiezniczka potrzebuje jeszcze wiecej atencji i adoracji, jeszcze z pare lat i sie pukna, jak los i nadzieja pozwola ;-)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 11:28
                                                    Kitty, pukasz się z każdym facetem, z którym idziesz na drinka? Pytam serio, bo może czegoś nie.zrozumiałam, albo zrozumiałam zbyt dosłownie. Ja się mam za prostą kobietę, ale aż tak prostą i zdeterminowaną na jedno, to nie. Idę na drinka z paru różnych powodów. Czasem zupełnie towarzysko, a czasem, kiedy zapowiada się, że może być nie tylko towarzysko, po to by ocenić, czy naprawdę tego chcemy i się sobie wystarczająco podobamy. Na drinku wiele się.wyjaśnia ;-) Za to jak facet chce się pukac/romasowac/żenić się ;-) a ja nie, to następnych drinków nie ma. Nie.zwodzę. Chyba prosto i uczciwie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 12:07
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Kitty, pukasz się z każdym facetem, z którym idziesz na drinka? Pytam serio, bo
                                                    > może czegoś nie.zrozumiałam, albo zrozumiałam zbyt dosłownie. Ja się mam za pr
                                                    > ostą kobietę, ale aż tak prostą i zdeterminowaną na jedno, to nie. Idę na drink
                                                    > a z paru różnych powodów. Czasem zupełnie towarzysko, a czasem, kiedy zapowiada
                                                    > się, że może być nie tylko towarzysko, po to by ocenić, czy naprawdę tego chce
                                                    > my i się sobie wystarczająco podobamy. Na drinku wiele się.wyjaśnia ;-) Za to j
                                                    > ak facet chce się pukac/romasowac/żenić się ;-) a ja nie, to następnych drinków
                                                    > nie ma. Nie.zwodzę. Chyba prosto i uczciwie.

                                                    Oczywiscie, rozumiem to, tylko Ty jestes wolna kobieta, na ile sie zorientowalam po Twoich wpisach. Wolna w sensie zobowiazaniowym. Ja to oprocz partnera mam na stanie chlopca (teraz 9 lat) i staram sie oszczedzac czas maksymalnie na randkowaniach/drinkach. Ale tez czas na inwestowanie w kogos, co do kogo nie jestem pewna, ze go chce do lozka np. Wiec umawiam sie z reguly jak mam ochote na wiecej, w przeciwnym razie szkoda mi czasu. Moze za pare lat jak troche sie ogarne ze swoim zyciem to pojde chociaz z raz na jakas normalna randke. Teraz to dla mnie luksus, na ktory mnie nie stac (czasowo, organizacyjnie, emocjonalnie). Moze tez by bylo inaczej gdybym mieszkala w duzym miescie, a nie na wsi, a teraz z uwagi na moje klopoty neurolgiczne to juz nigdy nie bede mogla nawet prowadzic samochodu (na wsi to tak jak bez reki, naprawde cud ze znalazlam prace bez potrzeby dojazdu samochodem) wiec pozostaje pociag/rower, wszystko pozera czas. W sumie randki dla randek tez moga byc fajne, nie randkowalam lata swietlne. Np. nowe szpile mam nie zalozone od 4 lat, nie bylo okazji ;( Zostawie sobie to na po piedziesiatce ;)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 13:35
                                                    Andzia, ale tu chyba o czymś innym. Mnie się zdaje że ludziom wystarczą namiastki. Deklaracje, słowa, intencje. Ja jestem z innej bajki.
                                                    Jak idę na drinka to idę na drinka. Jak wyjeżdżam z chłopem do hotelu to nie po to, żeby uciekać przed nim dookoła pokoju z pąsem na twarzy. Ja jestem marna w gierki, Włoszka ze mnie byłaby licha, flirtować lubię tylko w celach konsumpcyjnych. Bo jak flirtuję, to znaczy że:
                                                    1. facet mi się podoba,
                                                    2. jestem wolna,
                                                    3. jestem chętna.
                                                    Będąc młodą, ładną dziewczyną ukrzywdziłam już paru chłopów zachęcając ich kręcącym tyłkiem i wypinając się na nich potem, gdy dochodziło do "sprawdzam". I raz w knajpie dostałam kosza od faceta który wysyłał dzikie sygnały zainteresowania. Dlatego unikam.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 14:20
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jak idę na drinka to idę na drinka. Jak wyjeżdżam z chłopem do hotelu to nie po
                                                    > to, żeby uciekać przed nim dookoła pokoju z pąsem na twarzy. Ja jestem marna w
                                                    > gierki, Włoszka ze mnie byłaby licha, flirtować lubię tylko w celach konsumpcy
                                                    > jnych. Bo jak flirtuję, to znaczy że:
                                                    > 1. facet mi się podoba,
                                                    > 2. jestem wolna,
                                                    > 3. jestem chętna.
                                                    > Będąc młodą, ładną dziewczyną ukrzywdziłam już paru chłopów zachęcając ich kręc
                                                    > ącym tyłkiem i wypinając się na nich potem, gdy dochodziło do "sprawdzam". I ra
                                                    > z w knajpie dostałam kosza od faceta który wysyłał dzikie sygnały zainteresowan
                                                    > ia. Dlatego unikam.
                                                    Podejście bardzo OK.
                                                    Nie spodziewałem się, że mnie czymś pozytywnie zaskoczysz :-)
                                                    I do tego empatia i wysiłek by wyobrazić sobie jak sie czuje druga strona (tzn mężczyzna)
                                                    Myślałem, ze większość kobiet nie jest do tego zdolna.
                                                    Na prawdę pozytywne zaskoczenie (absolutnie bez sarkazmu)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:04
                                                    Spoko Zawle :-) ak idę do hotelu czy gdzieś jadę, to już konkretnie, na seks. Ale drinki,.kawy, obiady są dla rozpoznania terenu, czyli oceny obiektu i jego skłonności ku mnie, a przede wszystkim rozpoznania swoich reakcji i zamiarów. Szkoda mi czasu na inne rozwiązania, a drażnienie faceta, którym nie jestem zainteresowana nie sprawia mi satysfakcji. Nie mam 16 lat. Takoz satysfakcji nie.sprawia mi zabieganie o mężczyznę, który nie jest w pełni przekonamy do moich wdziekow.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:10
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    A
                                                    > le drinki,.kawy, obiady są dla rozpoznania terenu, czyli oceny obiektu i jego s
                                                    > kłonności ku mnie, a przede wszystkim rozpoznania swoich reakcji i zamiarów.

                                                    Alez oczywiscie, przeciez jakos trzeba sie poznac jak istnieje jakas szansa na dalszy ciag. Tez do tego kiedys wroce. To musi byc bardzo przyjemne i ekscytujace.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 19:10
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Spoko Zawle :-) ak idę do hotelu czy gdzieś jadę, to już konkretnie, na seks. A
                                                    > le drinki,.kawy, obiady są dla rozpoznania terenu, czyli oceny obiektu i jego s
                                                    > kłonności ku mnie, a przede wszystkim rozpoznania swoich reakcji i zamiarów. Sz
                                                    > koda mi czasu na inne rozwiązania, a drażnienie faceta, którym nie jestem zaint
                                                    > eresowana nie sprawia mi satysfakcji. Nie mam 16 lat. Takoz satysfakcji nie.spr
                                                    > awia mi zabieganie o mężczyznę, który nie jest w pełni przekonamy do moich wdzi
                                                    > ekow.

                                                    To chyba kitka nas pogodziła. Jak idę na drinka to nie z zamiarem łóżkowym. I jest to zawsze rozpoznanie terenu:))
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:04
                                                    zawle napisała:

                                                    > Andzia, ale tu chyba o czymś innym. Mnie się zdaje że ludziom wystarczą namiast
                                                    > ki. Deklaracje, słowa, intencje. Ja jestem z innej bajki.

                                                    NIe wiem czy to do mnie czy po prostu zmieniasz temat. Jak zmieniasz to zignoruj. Ale nie bardzo rozumiem jaka namiastke widzisz w tym, ze skoro nie zamierzam z facetem isc do lozka to nie umawiam sie nawet na drinka? Przeciez nawet tego drinka wtedy od niego nie biore. Wiec jaka namiastke niby biore? Nie rozumiem.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 18:42
                                                    hello - Kitty 2 napisała
                                                    >A pewnie wysublimowany Sabat to potrzebuje z pare lat zalotow, podchodow i podkrecania slownego, z pincec razy zwalonego pod to konia do ekranu zeby ci zasadzic w realu. No Ninek sie dwoi i troi zeby go przeleciec, a ten ksiezniczka potrzebuje jeszcze wiecej atencji i adoracji, jeszcze z pare lat i sie pukna, jak los i nadzieja pozwola ;-)<

                                                    Ale Ty nie zostaniesz o tym poinformowana, bo dopiero byłby siwy dym, skoro jesteś kobietą o tak zmiennych nastrojach, że nie za bardzo można Ci ufać ;) No bo właściwie nic, a nic Ci do tego.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 19:14
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Ale Ty nie zostaniesz o tym poinformowana, bo dopiero byłby siwy dym, skoro jes
                                                    > teś kobietą o tak zmiennych nastrojach, że nie za bardzo można Ci ufać ;) No bo
                                                    > właściwie nic, a nic Ci do tego.

                                                    Ninek..masz chęć przespać się z sabatem? A z wontem też? Z lybbą? Z kim jeszcze byś chciała?
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 22:11

                                                    > Ninek..masz chęć przespać się z sabatem? A z wontem też? Z lybbą? Z kim jeszcze
                                                    > byś chciała?

                                                    I ze mną, i ze mną! ;-)
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 22:15
                                                    Haha...Andzia jest bi? Masz dobrze...bez wybrzydzania cała planeta dla Ciebie;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 22:15
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > I ze mną, i ze mną! ;-)

                                                    To moze nie idzmy w detal, tylko wynajmijmy jakas, ekhem, sale konferencyjna i zrobmy toga party. Od biedy moze to byc toga party without toga ;) Odejdzie kombinowanie wymyslnego stroju.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 22:22
                                                    a ten zaraz coś chce ugrać. A potem jak zwykle...deklaracje uszczęśliwią na pół roku;)
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:25
                                                    zawle napisała:

                                                    > Do tego mam taką naturę że nie bawi mnie podkręcanie "na sucho" nikogo. Ja jak jadę z facetem nad morze, to po to, żeby się pieprzyć.
                                                    > Gdy gadam z facetem o pieprzeniu to po co, żeby się z nim pieprzyć.
                                                    > Gdy łechcę jego ego czułymi słówkam
                                                    > i, to po to żeby się z nim pieprzyć. Gdy demonstruję swoją gotowość seksualną,
                                                    > to po to żeby się pieprzyć. A nie po to, żeby sobie popieprzyć.

                                                    Ależ podoba mnie się ten opis naszych tradycyjnych zachowań.
                                                    Ujrzałem moje życie z drugiej strony :*
                                                    Tylko dlaczego jak Ninek pisze takie wypracowania to mówisz, ze To żałosne?
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 19:09
                                                    lybbla napisał:
                                                    >
                                                    > Ależ podoba mnie się ten opis naszych tradycyjnych zachowań.
                                                    > Ujrzałem moje życie z drugiej strony :*
                                                    > Tylko dlaczego jak Ninek pisze takie wypracowania to mówisz, ze To żałosne?

                                                    Nie wiem do czego się odnosisz, nie chce mi się domyślać.
                                                  • lybbla Re: Morrison rozgryziony ;-) 01.06.16, 15:08
                                                    zawle napisała:

                                                    > lybbla napisał:
                                                    > > I faceci na forum latają z wywieszonymi ... powiedzmy językami, zamiast g
                                                    > aniać za Wami z siekierami. ;)
                                                    >
                                                    > Nie pewnie, a ja siedzę i gryzę swoje tłuste, feministyczne paluszki z zazdrośc
                                                    > i;) Takie forumowe sztuki mi sprzed nosa uciekają;)

                                                    Nie tłusta tylko obżarta. Na sztuki nawet nie rzucisz okiem bo nocami intensywnie zajadasz. Czujemy się tu bezpiecznie ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 21:06
                                                    "Ogolnie to chyba trzeba byc cholernie pewnym siebie, miec poczucie bardzo mocnej, ugruntowanej pozycji, silnych kart, zeby decydowac sie na takie rzeczy jak swing."

                                                    Dokladnie a raczej pewnym drugiej osoby i jej uczuc do siebie.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:13
                                                    sabat3 napisał:

                                                    swing polega na tym, ze twoja ukochana posuwa w dupe j
                                                    > akis koles, ktory ma wiekszego, musisz sie przepychac zeby sie w ogole dopchac
                                                    > do dziury,

                                                    hehe mialam nie pisac choc myslalam juz wczesniej: a co jesli ten drugi posuwa cie lepiej z jakiegos tam nieprzewidzianego powodu, po prostu ci jest z nim lepiej i co wtedy? Kombinujesz zeby swingowac z ta konkretna para, bo tam jest ten lepszy kochanek? Zaczynasz sie z nim spotykac sam na sam, bo przeciez to nie zdrada, bo i tam to juz robiliscie? Ja bym sie takich rzeczy bala. Nie wiem czy sie zdarzaja ale wydaje mi sie to prawdopodobne.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 22:27
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > hehe mialam nie pisac choc myslalam juz wczesniej: a co jesli ten drugi posuwa
                                                    > cie lepiej z jakiegos tam nieprzewidzianego powodu, po prostu ci jest z nim lep
                                                    > iej i co wtedy? Kombinujesz zeby swingowac z ta konkretna para, bo tam jest ten
                                                    > lepszy kochanek? Zaczynasz sie z nim spotykac sam na sam, bo przeciez to nie z
                                                    > drada, bo i tam to juz robiliscie? Ja bym sie takich rzeczy bala. Nie wiem czy
                                                    > sie zdarzaja ale wydaje mi sie to prawdopodobne.

                                                    Patrzysz na to z drugiej strony barykady. Ładnie że miałabyś taki wewnętrzny dylemat, wiele osób patrzyłoby wyłącznie przez pryzmat własnej przyjemności. Według mnie też to całkiem możliwe, chociażby z samego faktu nowości - coś do czego jesteśmy mniej przyzwyczajeni kusi bardziej. Jeszcze się nie opatrzyło.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 23:20
                                                    "Zaczynasz sie z nim spotykac sam na sam, bo przeciez to nie z
                                                    > drada, bo i tam to juz robiliscie? "

                                                    Nie no, tak to to nie dziala, swing to swing, ida oboje, planuja oboje, jak chca oboje.
                                                    Ale snujmy to dalej w przypadku Morrisona, sam chce seksu z innymi a zatem nie moze byc takim hipokryta, zeby tego partnerce zabraniac, czy jej tej przyjemnosci pozbawiac. Typem zazdrosnego o sek nie jest. Najwaniejsze, ze zawsze do niego wroci, bo to oni sie kochaja, laczy ich cos wiecej, oni maja milosc i seks ze zoba, oddanie, zaufanie, intymnosc.
                                                    Albo tez swing po to, zeby wszystko dzialo sie jednak co nieco "pod kontrola", bo inaczej przy zwiazku otwartym mogloby sie okazac, ze zona puka i puka i puka sie z innymi czesto i gesto kobietom latwiej o kandydatow) a on moze tylko czasami. A tak, jest swing i jest po rowno :)

                                                    "Ja bym sie takich rzeczy bala. Nie wiem czy sie zdarzaja ale wydaje mi sie to prawdopodobne."

                                                    To sa rzeczy, ktorych boi sie wiekszosc. Morrison natomiast jest pondto: bo seks to tylko seks o niego nie jest zazdrosny, o uczucia bylby zazdrosny.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 29.05.16, 23:31
                                                    "Ja bym sie takich rzeczy bala. Nie wiem czy sie zdarzaja ale wydaje mi sie to prawdopodobne."

                                                    To sa rzeczy, ktorych boi sie wiekszosc. Morrison natomiast jest pondto: bo seks to tylko seks o niego nie jest zazdrosny, o uczucia bylby zazdrosny.

                                                    A, malo tego, rowniez on moze trafic na lepsza kochanke niz zona. Hmm no i wtedy jak najbardziej swing, swing, co nie znaczy, ze lepsza/lepszy w lozku oznacza lepsza/lepszy do zycia w zwiazku, no i poza tym ona/on juz/tez jest w zwiazku(i moze staly partner tez jest niezlym kochankiem), musieliby chciec burzyc wszystko co maja ze swoimi partnerami, a po co, seks maja w swingu a czlowieka, ktorego kochaja w domu. No chyba, ze sie ktos zakocha, dwoch zakocha...to juz nie wiem ;) Ryzyko zawodowe po prostu.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:00
                                                    "Przecież wont uprawia seks z wieloma osobami. N
                                                    > ie możesz tak jak on?

                                                    Zawle a Ty nadal nie rozumiesz: Morrison szuka milosci! I zwiazku idealnego, najwyzszej formy milosci gdzie seks i uczucia sie rozdziela i zyje wedlug swoich preferencji seksualnych, czyli poligamicznie.
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:42
                                                    >Morrison szuka milosci! I zwiazku idealnego, najwyzszej formy milosci gdzie seks i uczucia sie rozdziela i zyje wedlug swoich preferencji seksualnych, czyli poligamicznie.<

                                                    Co się rozdziela? Nic się nie musi rozdzielać, a przeciwnie -łączyć. Uczuciem darzy się tą jedną, ona o tym wie i odpowiada tym samym, natomiast ci inni, z którymi się dzieli ciało nie są kwintesencją istniejącej relacji, tylko może jej pewnym urozmaiceniem- a to może zbliżać do siebie i dawać satysfakcję z bycia ze sobą.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:59
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Co się rozdziela? Nic się nie musi rozdzielać, a przeciwnie -łączyć. Uczuciem
                                                    > darzy się tą jedną, ona o tym wie i odpowiada tym samym, natomiast ci inni, z k
                                                    > tórymi się dzieli ciało nie są kwintesencją istniejącej relacji, tylko może jej
                                                    > pewnym urozmaiceniem- a to może zbliżać do siebie i dawać satysfakcję z bycia
                                                    > ze sobą.

                                                    A nie jest tak, ze ludzie sie juz soba po prostu znudzili, brazylijski serial juz nie cieszy tak jak dawniej, a ani sie nie oplaca ani nie ma odwagi sie rozstac?
                                                    Bo wiesz, mowiac zlosliwie, to wspolne pozycie malzenskie moze sie na pewnym etapie zakonczyc juz wylacznie na "ubogacaniu" ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:33
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >A nie jest tak, ze ludzie sie juz soba po prostu znudzili, brazylijski serial juz nie cieszy tak jak dawniej, a ani sie nie oplaca ani nie ma odwagi sie rozstac?
                                                    Bo wiesz, mowiac zlosliwie, to wspolne pozycie malzenskie moze sie na pewnym etapie zakonczyc juz wylacznie na "ubogacaniu" ;)<

                                                    Ale ja się cały czas odnoszę do swingu, nie do czego innego. I stąd tę akurat potrzebę nie rozpatruję pod kątem znudzenia, tylko autentycznej potrzeby realizacji siebie, również w kontekście bycia w związku.
                                                    A abstrahując od swingu, to z mojego punktu widzenia, jeśli w związku wypali się wszystko, do cna, nieodwołalnie i nieodwracalnie, a zewnętrzne i wewnętrzne okoliczności nie pozwalają, by w prosty sposób wyplątać się z beznadziei, w której się tkwi, to ta potrzeba i pragnienie , by czegoś jeszcze zaznać, poznać, nacieszyć się,nie jest żadnym ubogaceniem się,żadnym konformizmem, tylko czystą, autentyczną, nie obliczoną na uzyskanie jakichś profitów, czy zysków potrzebą, pragnieniem, czystymi odczuciami płynącymi z wnętrza siebie,by temu komuś oddać część siebie zupełnie bezinteresownie, z czystego serca, tak po prostu, teraz, w danej chwili ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:40
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > A abstrahując od swingu, to z mojego punktu widzenia, jeśli w związku wypali
                                                    > się wszystko, do cna, nieodwołalnie i nieodwracalnie, a zewnętrzne i wewnętrzne
                                                    > okoliczności nie pozwalają, by w prosty sposób wyplątać się z beznadziei, w kt
                                                    > órej się tkwi, to ta potrzeba i pragnienie , by czegoś jeszcze zaznać, poznać,
                                                    > nacieszyć się,nie jest żadnym ubogaceniem się,żadnym konformizmem, tylko czystą
                                                    > , autentyczną, nie obliczoną na uzyskanie jakichś profitów, czy zysków potrzebą
                                                    > , pragnieniem, czystymi odczuciami płynącymi z wnętrza siebie,by temu komuś odd
                                                    > ać część siebie zupełnie bezinteresownie, z czystego serca, tak po prostu, tera
                                                    > z, w danej chwili ;)

                                                    Jasne, ale po pierwsze wtedy ten stary uklad nie jest juz prawdziwym malzenstwem i miloscia, a drugi nie jest miloscia malzenska, tylko nieskrepowana zadnymi wiezami obietnic relacja erotyczna, wiec moim zdaniem wolno wszystko i z wszystkimi - o ile oczywiscie ma sie na to ochote ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 13:40
                                                    sabat 3 napisał
                                                    >Jasne, ale po pierwsze wtedy ten stary uklad nie jest juz prawdziwym malzenstwem i miloscia, a drugi nie jest miloscia malzenska, tylko nieskrepowana zadnymi wiezami obietnic relacja erotyczna, wiec moim zdaniem wolno wszystko i z wszystkimi - o ile oczywiscie ma sie na to ochote ;)<

                                                    A do czego pijesz? ;))) Ja Ci powiem, jak jest ze strony kobiety, a właściwie jak to postrzegam z mojej strony, bo za inne kobiety nie odpowiadam ;)
                                                    Z chwilą, gdy w moim poronionym małżeństwie wypaliło się wszystko i męża nie postrzegam jako mężczyzny w sensie obiektu seksualnego, co więcej, nie wyobrażam sobie, gdyby miał mnie dotknąć, przytulić, bo od razu na samą myśl sztywnieję i po serii przeprowadzonych rozmów, że nie łączy nas nic, z wyjątkiem dzieci, to ja nie funkcjonuję już w układzie usankcjonowanym nawet przez podpis na papierze ( mam tylko ślub cywilny, bo szopki kościelnego bym nie przeżyła ;)),to jeśli wchodzę głęboko w tę drugą relację, to tylko z pełnym zaangażowaniem, ochotą i wyobrażeniem, że on też mnie chce, pragnie i potrzebuje. Inaczej, to trochę bez sensu, no bez jaj ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 18:42
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > to jeśl
                                                    > i wchodzę głęboko w tę drugą relację, to tylko z pełnym zaangażowaniem, ochotą
                                                    > i wyobrażeniem, że on też mnie chce, pragnie i potrzebuje. Inaczej, to trochę b
                                                    > ez sensu, no bez jaj ;)

                                                    Wiadomo i to oczywiste, przynajmniej dla mnie.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 11:04
                                                    "Ale. W czerwcu mam zamiar zerwać dwa kwiatuszki, które już za długo podlewam koktajlem z mojej atencji, sympatii i seksualnego zainteresowania ;) I może coś z tego więcej będzie. I na dłużej :)"

                                                    Trzymam Ci, kochaniutki, kciuki ! Bo kwiatki to ladne sa a szczegolnie ladnie prezentuja sie we wlasnym ogrodku ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 12:20
                                                    wont2 napisał:
                                                    > Bez przesady... Ostatnio to się tylko masturbuję. Na dziwki i masaże szkoda mi
                                                    > teraz kasy. Ale. W czerwcu mam zamiar zerwać dwa kwiatuszki, które już za długo
                                                    > podlewam koktajlem z mojej atencji, sympatii i seksualnego zainteresowania ;)
                                                    > I może coś z tego więcej będzie. I na dłużej :)

                                                    Zdecydydowanie kibicuje w Twoim przedsiewzieciu :)
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 14:23
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    > > Bez przesady... Ostatnio to się tylko masturbuję. Na dziwki i masaże szko
                                                    > da mi
                                                    > > teraz kasy. Ale. W czerwcu mam zamiar zerwać dwa kwiatuszki, które już za
                                                    > długo
                                                    > > podlewam koktajlem z mojej atencji, sympatii i seksualnego zainteresowan
                                                    > ia ;)
                                                    > > I może coś z tego więcej będzie. I na dłużej :)
                                                    >
                                                    > Zdecydydowanie kibicuje w Twoim przedsiewzieciu :)
                                                    ------
                                                    Dziękuję :) Ale to jest plan maksimum. Realistycznie oceniając, to w czerwcu zerwę tylko jeden kwiatuszek. Drugi w lipcu ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 14:37
                                                    wont 2,napisał
                                                    >Dziękuję :) Ale to jest plan maksimum. Realistycznie oceniając, to w czerwcu zerwę tylko jeden kwiatuszek. Drugi w lipcu ;)<

                                                    Wont, zrywaj, bo czas wegetacji kwiatuszków w naszej strefie klimatycznej jest bardzo,ale to bardzo ograniczony, więc korzystaj, póki się da ;)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 18:48
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Dziękuję :) Ale to jest plan maksimum. Realistycznie oceniając, to w czerwcu ze
                                                    > rwę tylko jeden kwiatuszek. Drugi w lipcu ;)

                                                    Nie ma co oceniac, zycie potrafi niezle zaskoczyc. Tak do konca nie mozna sie niczego spodziewac. No chyba ze hiszpanskiej inkwizycji ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:06
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Dziękuję :) Ale to jest plan maksimum. Realistycznie oceniając, to w czerwcu ze
                                                    > rwę tylko jeden kwiatuszek. Drugi w lipcu ;)

                                                    A kwiatuszki wiedza o sobie czy naiwnie wierza w meska monogamicznosc?
                                                  • wont2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 22:34
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > A kwiatuszki wiedza o sobie czy naiwnie wierza w meska monogamicznosc?
                                                    ---
                                                    W co one wierzą to ja nie wiem. Póki co nie pytają, zatem, póki co, nie odpowiadam ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 23:02
                                                    wont2 napisał:

                                                    > W co one wierzą to ja nie wiem. Póki co nie pytają, zatem, póki co, nie odpowia
                                                    > dam ;)

                                                    No tez prawda. Najgorzej to znac 'mechanizmy' (bedac uswiadomionym przez Morrisona), to juz sie czlowiek nie ma szans zakochac ;)
                                                  • kviatoslav Re: Morrison rozgryziony ;-) 27.05.16, 08:37
                                                    Podlewać póki pompki pozwalają.
                                                    Serca i penisy!
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:37
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > 4) Odreagowanie "traumy" z młodości kiedy przyciągałem same porządne dziewczyny
                                                    > , oazówki i tego typu element podczas gdy te nieprzyzwoite leciały na moich kolegów (czy w ogóle innych mężczyzn) :-)
                                                    --------------------------------------
                                                    Wydaje mi się, że Cie rozumiem, ale ja odreagowałem traumę żeniąc się z najładniejszą dziewczyna, jaka w życiu znałem i w ten sposób sprawę uważam za zakończoną.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 26.05.16, 09:29
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > gogol77 napisał:
                                                    > > Sabat, a może swing to by był sposób by Ci żona tą cipkę nadstawiła?
                                                    >
                                                    > Długo zastanawiałem się, czy Ci odpowiedzieć, bo - tak jak wspomniała Kitty - na niektóre pytania nauczyłem się już sprytnie nie odpowiadać :P To jedno z nich, znam już na tyle osoby przebywające na forum, by móc przewidzieć kpiarsko-oskarżycielskie wypowiedzi skierowane w moją stronę.
                                                    ---------------------------------------
                                                    Spox, podwyższenie ego w ten sposób to podstawa netu.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:29
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Ja widzę to inaczej. Po prostu jeśli potrzeba swingu staje się jakąś być może c
                                                    > zęścią seksualności człowieka, właśnie taka preferencja przynosi pełnię satysfa
                                                    > kcji seksualnej i spełnienie,a jeszcze przy tym obie strony będące ze sobą czuj
                                                    > ą równie głęboko ową potrzebę i dążą obopólnie do jej zaspokojenia, to nie ma
                                                    > w tym nic dziwnego, obleśnego, nienormalnego, czy wykraczającego poza normę.
                                                    Dla mnie swing nie jest priorytetem samym w sobie.
                                                    Z kobietą w towarzystwie której czuję się świetnie mogę robić inne ciekawe rzeczy dotyczące zarówno seksu sam na sam jak i czynności nie związanych z seksem.
                                                    Uwielbiam na przykład z kobietami rozmawiać.
                                                    Rozmowa z inteligentną, otwartą kobietą to dla mnie rozkosz sama w sobie a nie np. środek mający doprowadzić ja do mojego łóżka.
                                                    Ale kluczową dla mnie jest otwartosc intelektualna.
                                                    A z młodych lat wyniosłem poczucie bycia ciągle ograniczanym seksualnie przez kobiety.
                                                    W wieku bardzo młodym dotyczyło to w o ogóle seksu i rozmów o nim.
                                                    Potem na szczęście granice kobiet się przesuwają.
                                                    Aż zostaje tylko jedna: monogamia
                                                    To jest granica której większosc kobiet nie jest w stanie przesunąć.
                                                    A jednocześnie większość mężczyzn monogamiczna nie jest.
                                                    Konflikt jest nieunikniony i tyko pozostaje pytanie w jakiej formie się ujawni.
                                                    Zdrady?
                                                    Rozwodu?
                                                    Czy trwania w toksycznym związku?
                                                    Dlatego ja do udanego związku potrzebuję wyuzdanej, poligamicznej seksualnie nimfomanki.
                                                    Wtedy z taką bedę mógł chodzić na romantyczne spacery, zachwycać się zachodem słońca, i dyskutować godzinami o filmie, teatrze czy filozofii.

                                                    (dla jasności: słowa "nimfomanka" użyłem w znaczeniu potocznym, nie patologicznym, określajacym kobietę, która całą swą energię skupia na kolejnych doznaniach seksualnych i nie ma żadnych innych zainteresowań)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:09
                                                    > Konflikt jest nieunikniony i tyko pozostaje pytanie w jakiej formie się ujawni.
                                                    > Zdrady?
                                                    > Rozwodu?
                                                    > Czy trwania w toksycznym związku?
                                                    > Dlatego ja do udanego związku potrzebuję wyuzdanej, poligamicznej seksualnie ni
                                                    > mfomanki.
                                                    > Wtedy z taką bedę mógł chodzić na romantyczne spacery, zachwycać się zachodem s
                                                    > łońca, i dyskutować godzinami o filmie, teatrze czy filozofii.

                                                    Ja powiem tak. Zakochanie to zaaborczosc i wyłączność i monogamia jest dla niego naturalna jak i namiętność. Niestety nie trwa dluzej niz 4 lata. Jezeli na tym etapie ktoś szuka emocji w swingu to byloby dla mnie swiatelkiem ostrzegawczym.
                                                    W dluzszej perspektywie dopiero bym sie z toba zgodził.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:16
                                                    urquhart napisał:


                                                    > Ja powiem tak. Zakochanie to zaaborczosc i wyłączność i monogamia jest dla nieg
                                                    > o naturalna jak i namiętność. Niestety nie trwa dluzej niz 4 lata. Jezeli na ty
                                                    > m etapie ktoś szuka emocji w swingu to byloby dla mnie swiatelkiem ostrzegawczy
                                                    > m.
                                                    > W dluzszej perspektywie dopiero bym sie z toba zgodził.

                                                    Przecież ten ktoś na początku związku może mieć za sobą inny długi związek.
                                                    Więc wie z doświadczenia , że ten etap także przyjdzie.
                                                    I mówi o tym tak jak inni mówią o "seryjnej monogamii" już na początku związku.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:30
                                                    "I mówi o tym tak jak inni mówią o "seryjnej monogamii" już na początku związku."

                                                    Szczerze to nie zadarzylo mi sie mowic o "seryjnej monogamii" na poczatku zwiazku. Nikogo tez nie znam kto by o tym mowil. Na forum sobie ludzie wypisuja teoretyczne rozwazania co nie zanczy, ze w zyciu serwuja takie teksty.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:36
                                                    > Szczerze to nie zadarzylo mi sie mowic o "seryjnej monogamii" na poczatku zwiaz
                                                    > ku. Nikogo tez nie znam kto by o tym mowil. Na forum sobie ludzie wypisuja teor
                                                    > etyczne rozwazania co nie zanczy, ze w zyciu serwuja takie teksty.

                                                    Fakt ludzie obarczaja wina partnera patnerke, ze to byla pomylka jak namietnisc spontaniczna sie wypali i mają problem zracjoalizowany, szukaja dalej tego czy tą "jedyną" :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:54

                                                    >
                                                    > Fakt ludzie obarczaja wina partnera patnerke, ze to byla pomylka jak namietnis
                                                    > c spontaniczna sie wypali i mają problem zracjoalizowany, szukaja dalej tego cz
                                                    > y tą "jedyną" :)

                                                    Ludzie rozstają się ze stu pięćdziesięciu przyczyn innych niż wypalona namiętność. Ewoluują, idą w różnych kierunkach, wchodzą na różne ścieżki, zaliczają doły i wąwozy, czasem schodzą do jaskiń - takich zwrotów w podróży często i namiętność nei scali. Wierzysz, że Morrisonowi związek popsuł tylko brak entuzjazmu zony do swingu czy inne seksualne niedopasowania? ;-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:11
                                                    Moim zdaniem Morrisona mozna opisac: ten typ tak ma, jezeli chodzi o seksualnosc, po prostu nudzi sie i czuje niespelniony gdy musi/sypia ciagle z ta sama partnerka. Co nie znaczy, ze wszyscy mezczyzni tak maja. Niedpasownie seksualne tutaj bylo, ze jej sie swing nie podoba i ogolnie wazna dla niej jest wylacznosc seksualna. Czy jezeli w lozku byloby swietnie, Morrison nadal potrzebowalby bzykac innych? Moze nie a moze jednak tak, bo...ten typ tak ma :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:33
                                                    Za bardzo się Kag skupiasz na skłonnościach seksualnych Morrisona w analizie tych jego poszukiwań, smędzenie i niezadowolenia ;-)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 16:12
                                                    "Za bardzo się Kag skupiasz na skłonnościach seksualnych Morrisona w analizie tych jego poszukiwań, smędzenie i niezadowolenia ;-)"

                                                    Moze. No w kazdym razie on ma wizje zwiazku i nie chce sie naginac, ma pasowac, w kazdym wzgledzie, najlepiej, zeby babka na wszystkie jego slowa odpowiadala "Tak i AMEN". A jak nie to niech sie przewartosciuje troche, to duzo nie kosztuje a bedzie dobrze. Tymczasem on dosyc sie w zyciu nanaginal. Rzecz w tym, ze inni moze tez sie nie chca naginac. I tym sposobem im nie po drodze, czyli nic z tego nie bedzie. I slusznie przymusu nie ma, seks ma, rodzine/dom tez, co mu szkodzi szukac dalej. Niemniej jednak nie ma sie co dziwic kobietom, ktore sa same, bo odstraszaja, one tez sie nie chca naginac. Tyle w temacie.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:33
                                                    > Przecież ten ktoś na początku związku może mieć za sobą inny długi związek.
                                                    > Więc wie z doświadczenia , że ten etap także przyjdzie.
                                                    > I mówi o tym tak jak inni mówią o "seryjnej monogamii" już na początku związku.

                                                    Niby tak. Ale i rozumiem Kitty ktora łaknąć uczucia zakochania zniecheca i oburza taki postawienie sprawy .
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:31
                                                    urquhart napisał:

                                                    > > Przecież ten ktoś na początku związku może mieć za sobą inny długi związe
                                                    > k.
                                                    > > Więc wie z doświadczenia , że ten etap także przyjdzie.
                                                    > > I mówi o tym tak jak inni mówią o "seryjnej monogamii" już na początku zw
                                                    > iązku.
                                                    >
                                                    > Niby tak. Ale i rozumiem Kitty ktora łaknąć uczucia zakochania zniecheca i obur
                                                    > za taki postawienie sprawy .

                                                    Ludzie stawiaja sprawy roznie z roznych powodow. Nie wiadomo co jest sluszne a co nie. Mnie kiedys facet postawil ze sprawa tak: ''ODKOCHAJ SIE!". No wez i sie odkochaj ;-)))) Kurwa ale bolalo. Mordowac, palic wioske po wiosce i malo by bylo zeby ugasic wtedy ten ogien, ktory mnie trawil. A wizerunkowo musisz przeciez trzymac harde, ze po Tobie splywa jak po kaczce, tia, splywa, jak chooj ;)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:33
                                                    >Ja powiem tak. Zakochanie to zaaborczosc i wyłączność i monogamia jest dla nieg
                                                    > o naturalna jak i namiętność. Niestety nie trwa dluzej niz 4 lata. Jezeli na ty
                                                    > m etapie ktoś szuka emocji w swingu to byloby dla mnie swiatelkiem ostrzegawczy
                                                    > m.
                                                    > W dluzszej perspektywie dopiero bym sie z toba zgodził.

                                                    >Przecież ten ktoś na początku związku może mieć za sobą inny długi związek.
                                                    Więc wie z doświadczenia , że ten etap także przyjdzie.
                                                    I mówi o tym tak jak inni mówią o "seryjnej monogamii" już na początku związku.<

                                                    Dla mnie tą główną przeszkodą przed wejściem w kolejny związek byłoby przemożne poczucie nieautentyczności co do deklarowanych powiedzmy uczuć i to przekonanie, że przecież za jakiś czas, krótszy, czy dłuższy i tak się wszystko wypali, jak nie z jednej strony, to drugiej,więc w sumie to bezsensowne, by znowu się w coś poważniejszego angażować, a już zwłaszcza czując wewnętrznie wszelkie braki zdolności związkowej. Owszem, taką negatywną perspektywę narzuca mi doświadczenie nieudanej relacji, ale też obserwacje par wokół i tego, co się tam u nich dzieje.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:45
                                                    "Dla mnie tą główną przeszkodą przed wejściem w kolejny związek byłoby przemożne poczucie nieautentyczności co do deklarowanych powiedzmy uczuć i to przekonanie, że przecież za jakiś czas, krótszy, czy dłuższy i tak się wszystko wypali, jak nie z jednej strony, to drugiej,więc w sumie to bezsensowne, by znowu się w coś poważniejszego angażować, a już zwłaszcza czując wewnętrznie wszelkie braki zdolności związkowej. Owszem, taką negatywną perspektywę narzuca mi doświadczenie nieudanej relacji, ale też obserwacje par wokół i tego, co się tam u nich dzieje."

                                                    Moze dlatego, ze u Ciebie tak bylo, bo sie nie powiodlo. Mnie np. w ogole to nie odstrasza, ja wychodze od pozytywu jak jest wielkie uczucie i zdajemy sie byc bardzo dopasowani. Mnie nie obchodzi co maja inne pary, bo ja to ja i wierze, ze mnie sie uda, bo chce zeby mi/nam sie udalo. A jak sie jednak zawali, to sie zawali, to powiem "bylo pieknie, bylo warto, dopoki trwalo, mialam iles tam wspanialych lat, co przezylam to moje, nikt mi nie zabierze." No risk no fun!
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:56
                                                    kag73 napisała:


                                                    > Moze dlatego, ze u Ciebie tak bylo, bo sie nie powiodlo. Mnie np. w ogole to nie odstrasza, ja wychodze od pozytywu jak jest wielkie uczucie i zdajemy sie byc bardzo dopasowani. Mnie nie obchodzi co maja inne pary, bo ja to ja i wierze, ze mnie sie uda, bo chce zeby mi/nam sie udalo. A jak sie jednak zawali, to sie zawali, to powiem "bylo pieknie, bylo warto, dopoki trwalo, mialam iles tam wspanialych lat, co przezylam to moje, nikt mi nie zabierze." No risk no fun!
                                                    ----------------------
                                                    Ja też tak mam, czyli wychodzę od pozytywu. No i Janek Mróz mówi swoje znane już zdanie: żona jest ,,częścią mnie".
                                                    KAG nie zawali się.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:01
                                                    > Ja też tak mam, czyli wychodzę od pozytywu. No i Janek Mróz mówi swoje znane ju
                                                    > ż zdanie: żona jest ,,częścią mnie".
                                                    > KAG nie zawali się.

                                                    Dla mnie to jednoznaczna delkaracja toksycznej symbiotycznosci w związku.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:12
                                                    urquhart napisał:

                                                    > > Ja też tak mam, czyli wychodzę od pozytywu. No i Janek Mróz mówi swoje zn
                                                    > ane już zdanie: żona jest ,,częścią mnie".
                                                    > > KAG nie zawali się.
                                                    >
                                                    > Dla mnie to jednoznaczna delkaracja toksycznej symbiotycznosci w związku.
                                                    ---------------------------------------
                                                    Nie, to jest deklaracji ,miłości i spełnienia.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:59
                                                    www.youtube.com/watch?v=zDD4ELz2ZDY
                                                    "Nawet gdyby przez chwilę miało trwać, to niech się stanie". Ale sens tych słów czuje się dopiero wtedy, gdy... się już coś czuje :-)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:03
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > www.youtube.com/watch?v=zDD4ELz2ZDY
                                                    > "Nawet gdyby przez chwilę miało trwać, to niech się stanie". Al

                                                    Powiedz to osobie o wysokim poziomie lęku i neurotycznosci :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:31
                                                    >
                                                    > Powiedz to osobie o wysokim poziomie lęku i neurotycznosci :)

                                                    Ale ja jestem neurotyczna :-D W młodości bardzo, z wiekiem poziom neurotyzmu powoli mi maleje (dojrzewanie systemu nerwowego, terapie, leki). Teraz już prawie osiągnął stany średnie. Ale nawet gdy był wysoki miałam taką sama postawę. Tylko zdarzało mi sie płacić za nią ogromną cenę. Teraz już tylko dużą ;-) No fun no risk. Ja nie wierzę w życie pozagrobowe, więc staram się nachapać ile się tylko da na ziemskim padole. Nachapać emocji, uczuć, smaków, wymiarów, doznań duchowych, podróży do środka i do nieba (w sumie jedno i to samo, ale niech będzie).
                                                    Poziom lęku? Kiedyś dramatyczny. Teraz w normie. Postawa wobec otwarcia na nowe - taka sama. Dramaty, upadki z wysoka i rozpadanie sie na małe kawałki. Jak udaje mi się poskładać do kupy? Bo to zadziwiające dla mnei i postronnych, ale odradzam się jak feniks z popiołów. Chyba te kawałeczki mają wbudowaną pamięć całości konstrukcji ;-) Nie, nei jestem borderline, nie mam piekielnego charakterku zamęczającego bliźnich, nei jestem głośna i napastliwa i nei jestem udręką ducha dla otoczenia. Ale jestem w dużym stopniu nieprzewidywalna przy całym swoim opanowaniu, rzeczowości i uważności na otoczenie. Moja pogoda ducha, buddyjski spokój i hakuna matata to stan wypracowany. Bardzo je sobie cenię i pielęgnuję, bo przynoszą mnie i otoczeniu dużo szczęścia. Ale zawsze na pstryknięcie palcami mogę się rzucić głową w dół.
                                                    Coś się tak Urqu zawziął na wpędzanie mnie do zagrody "testosteronowe"? Ile mam jeszcze o sobie napisać, żebyś zbastował? ;-)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:10
                                                    Urquhart napisał
                                                    >Powiedz to osobie o wysokim poziomie lęku i neurotycznosci :)<


                                                    Oj tam, to wcale nie do końca jest aż tak destrukcyjne, jak się sądzi. Ja mam w sobie tak duży poziom pesymizmu i czarnowidztwa, że aż manifestuje się to u mnie życiowym optymizmem, poczuciem, że każda, nawet beznadziejna sytuacja może być rozwiązana, nawet jeśli nie w sposób do końca satysfakcjonujący, to chociaż zadowalający i nie ma co narzekać, bo zawsze mogło być gorzej. Poza tym ten pesymizm ma w sobie pewne pozytywy, bo jeśli udaje się coś, co nie miało prawa się udać, to jest dopiero sukces i radość, no a poza tym jeśli faktycznie coś pójdzie źle, to winy nie szukam w innych, tylko po prostu godzę się z porażką, której możliwość zaistnienia wcześniej założyłam. Może to i pokretne i nieprzekonujace, ale w moim przypadku się sprawdza.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:45

                                                    > Przecież ten ktoś na początku związku może mieć za sobą inny długi związek.
                                                    > Więc wie z doświadczenia , że ten etap także przyjdzie.
                                                    > I mówi o tym tak jak inni mówią o "seryjnej monogamii" już na początku związku

                                                    Ale ty też uprawiasz monogamie seryjną, tyle że związkowo (sam napisałeś że związkowo jesteś monogamistą). A seryjną dlatego, że jak znajdziesz bardziej odpowiednią od zony partnerkę na zycie to tę zostawisz. Nie jesteś uczciwszy. Kwestie seksu zupełnie tu pomijam.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 14:14
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Uwielbiam na przykład z kobietami rozmawiać(...)
                                                    > Konflikt jest nieunikniony i tyko pozostaje pytanie w jakiej formie się ujawni.
                                                    > Zdrady?
                                                    > Rozwodu?
                                                    > Czy trwania w toksycznym związku?
                                                    > Dlatego ja do udanego związku potrzebuję wyuzdanej, poligamicznej seksualnie ni
                                                    > mfomanki.
                                                    > Wtedy z taką bedę mógł chodzić na romantyczne spacery, zachwycać się zachodem s
                                                    > łońca, i dyskutować godzinami o filmie, teatrze czy filozofii.

                                                    Wiesz co? To jest godne podziwu, ze potrafiles w zyciu sie tak dalece zdiagnozowac w zakresie swoich potrzeb na firmamencie tak trzezwo ocenionych mechanizmow zachodzacych w relacjach miedzy plciami. Ja mysle, ze do smierci nie odgadne czego w ogole chce. Ok mechanizmy sciagne w formie gotowcow od Was z forum ale jak dojsc czego potrzeba mnie samej? Nie mam pojecia. Musialabym metoda prob i bledow ale to dopiero jest inwazyjna metoda. Probowalam szczerze mowiac ale wtedy bylam oceniana jako niezrownowazona wariatka. Teraz znowu siedze w katku i naprawde nie wiem o co w tych calych stosunkach damsko-meskich chodzi? A z drugiej strony czuje, ze zycie bez mezczyzny nie ma sensu. Wtorne zglupienie ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:13
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > To ciekawe. I jest zrównoważona, mądra, z klasą, lojalna, oddana, nie pokrętna
                                                    > i śliska dla swojego męża? Czy raczej zwykłe pokręcone puszczadło z półświatka?
                                                    > ;-) Pytam całkiem serio.

                                                    Puszczadlo ;-)))) (Aandzia Ty masz pioro ;)
                                                    W tym gronie to jak czarnuch do czarnucha Niger rzeknie. Sami swoi.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:18
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > To ciekawe. I jest zrównoważona, mądra, z klasą, lojalna, oddana, nie pokrętna
                                                    > i śliska dla swojego męża? Czy raczej zwykłe pokręcone puszczadło z półświatka?
                                                    > ;-) Pytam całkiem serio.
                                                    No to pierwsze oczywiście.

                                                    Zobacz jak Ty to postrzegasz (i nie tylko Ty)
                                                    Jak już jest seksualny promiskuityzm to z automatu musi być w pakiecie z zestaw innych cech.
                                                    Cech negatywnych.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 23:33

                                                    > Zobacz jak Ty to postrzegasz (i nie tylko Ty)
                                                    > Jak już jest seksualny promiskuityzm to z automatu musi być w pakiecie z zestaw
                                                    > innych cech.
                                                    > Cech negatywnych.

                                                    Wcale nie musi ale bardzo często tak jest. Więc pytam jak jest w tym przypadku.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:17
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > I dlatego skwapliwie korzystam z tego, ze gdy nowopoznana kobieta próbuje mi dy
                                                    > ktować warunki, narzucać co powinienem czuć to mam możliwość obrócenia się na p
                                                    > ięcie i wrócenia do domu. Nie do żony w sensie emocjonalnym bo tego sam unikam
                                                    > ale przynajmniej do domu jako miejsca zaczepienia.
                                                    > I tak różnie mi z tym idzie bo ja się dosyć angażuję i ogólnie słaby jestem cze
                                                    > go dowodem jest moja aktualna obecnośc na forum, na które wszedłem żeby zaangaż
                                                    > ować się emocjonalnie w jakieś spory i zmniejszyć pokusę wykonania telefonu do
                                                    > niej (tzn do tej "głupiej" )

                                                    Ale to co? Juz ja przekresliles? Definitywnie? A moge podpytac czym przegiela? Probowala cos narzucic piszesz? (dobrze wiedziec dokad mozna podskakiwac ;) Czy tylko ja chcesz przetrzymac jakis czas w ciszy w eterze, a potem znowu sie odezwiesz? Zdradz no strategie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:44
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ale to co? Juz ja przekresliles? Definitywnie? A moge podpytac czym przegiela?
                                                    > Probowala cos narzucic piszesz? (dobrze wiedziec dokad mozna podskakiwac ;) Czy
                                                    > tylko ja chcesz przetrzymac jakis czas w ciszy w eterze, a potem znowu sie ode
                                                    > zwiesz? Zdradz no strategie.
                                                    Hmmm.
                                                    Nie wypada pisać rzeczy, które mogłyby zidentyfikować personalnie osoby, które mogłyby sobie tego nie życzyć.
                                                    Pokłóciliśmy się, przegieła (jak zwykle). To, ze chcę jej pomoc obrócila przeciwko mnie. Pokazała, ze jest kompletnie nieprzewidywalna i nieodpowiedzialna, wręcz niezrównoważona.
                                                    (czyli nie nadaje się do związku)
                                                    Moją koncepcję mieszczącą sie w słowach "pomoge Ci jeśli sama sobie pomożesz" wyśmiała"bo wszyscy mówią jej że jest zajebista więc po co ma się zmieniać"

                                                    Zablokowałem odbieranie SMS-ów i połączeń od niej żeby mnie nie "złamała" przypadkiem jakąś wiadomością.
                                                    Przeczekam 1-2 miesiące i będzie mi obojętna.
                                                    Przeżyłem 44 lata a ją znam ledwo 3 miesiące.
                                                    Za jakiś czas będzie epizodem :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 15:58
                                                    morrison9 napisał:
                                                    > Nie chodzi o to żeby sie za mną uganiały.
                                                    > Po prostu chciałem zaznaczyć, że wytłumaczenia niektórych pań na tym forum w stylu "żadna wartościowa Cię nie zechce a jeśli Cię zechce to znaczy, ze nie wartościowa" są bez sensu.

                                                    A jak zamienisz nieprecyzyne 'wartosciowa' na 'ta, ktora mnie jest w stanie pokochac' to Ci wychodzi na to samo? Przeciez musisz przyznac, ze jako zonaty jestes o wiele, wiele mniej atrakcyjny, tak jak ja musze przyznac, ze jako kobieta po 40stce tez jestem o wiele, wiele mniej atrakcyjna, a wcale nie musimy tego zmieniac. Bo wystarczy, ze kobieta bedzie miala zasade/potrzebe, ze z zonatymi sie nie zadaje i juz jej nie bedziesz mial okazji poznac nawet blizej. A to moze byc ta, ktorej szukasz. Po prostu warto uznac, ze zajety ma z tego tytulu ograniczona mocno liczbe szans na poznanie kogos do wziecia. Co nie znaczy, ze to sie nie zdarzy ale sam przyznaj, jak spada prawdopodobienstwo. Kobiety tez przeciez nie robia tego zlosliwie, ze sie nie interesuja zonatymi, chronia sie. Przeciez to rozumiesz. Mozesz powiedziec co o tym myslisz? Po prostu powiedz swoje zdanie zamiast sie odganiac od potencjalnych kontrargumentow.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 16:10
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A jak zamienisz nieprecyzyne 'wartosciowa' na 'ta, ktora mnie jest w stanie pokochac' to Ci wychodzi na to samo? Przeciez musisz przyznac, ze jako zonaty jestes o wiele, wiele mniej atrakcyjny,
                                                    --------------------------------------------------
                                                    Że się tak wtrącę. Atrakcyjny to atrakcyjny, a o tym decyduje wg forum look status i kasa. To, że babki nie wchodzą w relacje z żonatymi, nie oznacza, że są mniej atrakcyjni, tylko uważają, że szkoda czasu i wysiłków + ideologia.
                                                    Gdybyś M9 nie uważała za trakcyjnego, (ale i tego złego), dyskusja by dawno zamarła :). Zło kusi i kręci, a dobrych sie lubi.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 17:02
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Że się tak wtrącę. Atrakcyjny to atrakcyjny, a o tym decyduje wg forum look sta
                                                    > tus i kasa. To, że babki nie wchodzą w relacje z żonatymi, nie oznacza, że są m
                                                    > niej atrakcyjni, tylko uważają, że szkoda czasu i wysiłków + ideologia.
                                                    > Gdybyś M9 nie uważała za trakcyjnego, (ale i tego złego), dyskusja by dawno zam
                                                    > arła :). Zło kusi i kręci, a dobrych sie lubi.

                                                    No popatrz. To jak teraz wybrniesz z tego gdy Ci Ci powiem: ze ja Morrisona lubie? Bardzo lubie jego emocje, zreszta pisalam podczas jego nieobecnsci na forum, ze tesknie za jego emocjami wiec nie jest tak, ze sobie to teraz napredce wymyslilam pod ten Twoj post. Czy uwazam go za atrakcyjnego to wolalabym sie tak nie odkrywac. W sumie nie ma znaczenia co ja o nim jako mezczyznie uwazam, bo ja i tak sie nie nadaje na jego kobiete. Przeciez tego nie ukrywam i on tez o tym wie. On tez nie kryje swoich potrzeb i to mi sie tez podoba. Ale najbardziej kreca mnie jego romantyczne cierpienia nawet jesli sa tylko jakas racjonalizacja wygodnictwa i asekuracji, jak dziewczyny pisza. I jeszcze lubie w nim, ze jest w stanie wyciagac trafne, logiczne wnioski z takich emocjonalnych, goracych sytuacji czyli miesci w sobie takie sprzecznosci: z jednej strony odlot, a z drugiej twarde stapanie po ziemi. Ej no kto potrafi przyznac, ze uwielbia kobiete, jest zafascynowany taka, ktora jednoczesnie podsumowuje jako glupia? Czyli on nie ucieka od swoich emocji, przezywa je, nawet jesli sa niezgodne z jego swiatopogladem. I jeszcze potrafi sie do tego szczerze przyznac. Uwielbiam to. Takich facetow sie nie spotyka. Inny by zaprzeczal swoim emocjom. Tego nie znosze. Dodatkowo nie jest wstydliwy, nie wybiela sie, b.fajny charakter, tylko te potrzeby...tragedia ;-)
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 17:14
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Że się tak wtrącę. Atrakcyjny to atrakcyjny, a o tym decyduje wg forum look status i kasa. To, że babki nie wchodzą w relacje z żonatymi, nie oznacza, że są mniej atrakcyjni, tylko uważają, że szkoda czasu i wysiłków + ideologia. Gdybyś M9 nie uważała za trakcyjnego, (ale i tego złego), dyskusja by dawno zamarła :). Zło kusi i kręci, a dobrych sie lubi.
                                                    >
                                                    > No popatrz. To jak teraz wybrniesz z tego gdy Ci Ci powiem: ze ja Morrisona lubie?
                                                    ------------------------
                                                    To widać, słychać i czuć.



                                                    Bardzo lubie jego emocje, zreszta pisalam podczas jego nieobecnsci na forum, ze tesknie za jego emocjami wiec nie jest tak, ze sobie to teraz napredce wymyslilam pod ten Twoj post. Czy uwazam go za atrakcyjnego to wolalabym sie tak nie odkrywac.
                                                    --------------------------------------------
                                                    Wydaje mi się,że go uważasz za trakcyjnego. Zresztą nie tylko Ty.
                                                    ------------------------------------------
                                                    W sumie nie ma znaczenia co ja o nim jako mezczyznie uwazam, bo ja i tak sie nie nadaje na jego kobiete.
                                                    -----------------------
                                                    Bo...

                                                    Przeciez tego nie ukrywam i on tez o tym wie. On tez nie kryje swoich potrzeb i to mi sie tez podoba. Ale najbardziej kreca mnie jego romantyczne cierpienia nawet jesli sa tylko jakas racjonalizacja wygodnictwa i asekuracji, jak dziewczyny pisza. I jeszcze lubie w nim, ze jest w stanie wyciagac trafne, logiczne wnioski z takich emocjonalnych, goracych sy
                                                    > tuacji czyli miesci w sobie takie sprzecznosci: z jednej strony odlot, a z drugiej twarde stapanie po ziemi. Ej no kto potrafi przyznac, ze uwielbia kobiete, jest zafascynowany taka, ktora jednoczesnie podsumowuje jako glupia? Czyli on nie ucieka od swoich emocji, przezywa je, nawet jesli sa niezgodne z jego swiatopogladem. I jeszcze potrafi sie do tego szczerze przyznac. Uwielbiam to. Takich facetow sie nie spotyka. Inny by zaprzeczal swoim emocjom. Tego nie znosze. Dodatkowo nie jest wstydliwy, nie wybiela sie, b.fajny charakter, tylko te potrzeby...tragedia ;-).
                                                    ----------------------------------------
                                                    Jest pełen sprzeczności, co jest ciekawe. Coś a la Hamlet. BTW bohaterowie moich książek także :)
                                                  • ninek04 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:04
                                                    marek. żak 1 napisał
                                                    >Jest pełen sprzeczności, co jest ciekawe. Coś a la Hamlet. BTW bohaterowie moich książek także :)<

                                                    Marek, ale ci bohaterowie mają sprawiać wrażenie, że są właśnie pełni sprzeczności, dziwności i niedopowiedzeń, na tym właśnie opiera się poczucie utożsamienia z bohaterem,gdy wchodzę w jego skórę i przeżywam te uczucia, które są jego i moim również wówczas udziałem.
                                                  • marek.zak1 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:15
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > marek. żak 1 napisał
                                                    > >Jest pełen sprzeczności, co jest ciekawe. Coś a la Hamlet. BTW bohaterowie
                                                    > moich książek także :)<
                                                    >
                                                    > Marek, ale ci bohaterowie mają sprawiać wrażenie, że są właśnie pełni sprzeczności, dziwności i niedopowiedzeń, na tym właśnie opiera się poczucie utożsamienia z bohaterem,gdy wchodzę w jego skórę i przeżywam te uczucia, które są jego i moim również wówczas udziałem.
                                                    -----------------------------
                                                    To też, ale bohaterowie kontrowersyjni, wewnętrznie sprzeczni są niebanalni i ciekawsi od tych jednoznacznie zdefiniowanych czyli dobrych, bądź złych. Fajnie jest jak te cechy sa zbalansowane, jak właśnie w Hamlecie. Ra wydaje się mądry, raz zupełnie odwrotnie. Tutaj własnie Morrson pełni taką rolę i stąd taka dyskusja o nim.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:19
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > --------------------------------------------
                                                    > Wydaje mi się,że go uważasz za trakcyjnego. Zresztą nie tylko Ty.
                                                    > ------------------------------------------
                                                    Nie wierzę w aż tak dalece posunięta naiwność.
                                                    Ja mam pełną świadomośc, że internet zmienia percepcje drugiej osoby.
                                                    Niby dlaczego kobiety miały bytakiej świadomości nie mieć?
                                                    To nie jest teza, która powodowałaby dyskomfort (tak jak na przykład teza o poligamiczności mężczyzn)
                                                    A jak już wspominałem uważam, mimo wszystkich sporów, obecne tu panie za osoby inteligentne.
                                                    Wszystko co o mnie wiedzą to literki na ekranie.
                                                    Nic więcej.

                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:08
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No popatrz. To jak teraz wybrniesz z tego gdy Ci Ci powiem: ze ja Morrisona lub
                                                    > ie? Bardzo lubie jego emocje, zreszta pisalam podczas jego nieobecnsci na forum
                                                    > , ze tesknie za jego emocjami wiec nie jest tak, ze sobie to teraz napredce wym
                                                    > yslilam pod ten Twoj post
                                                    Po pierwsze: To bardzo miłe. Na prawdę. Tego mi teraz potrzeba bardzo

                                                    Po drugie: To dlaczego się gł... c.. nie chciałaś umówic na drinka jak byłem w Holandii???
                                                    > Czy uwazam go za atrakcyjnego to wolalabym sie tak nie odkrywac.
                                                    Nie. Nie uważasz. Nie jestem kulturystą :-)

                                                    > Ej no kto potrafi przyznac, ze uwielbia kobiete,
                                                    > jest zafascynowany taka, ktora jednoczesnie podsumowuje jako glupia? Czyli on n
                                                    > ie ucieka od swoich emocji, przezywa je, nawet jesli sa niezgodne z jego swiato
                                                    > pogladem. I jeszcze potrafi sie do tego szczerze przyznac. Uwielbiam to. Takich
                                                    > facetow sie nie spotyka. Inny by zaprzeczal swoim emocjom. Tego nie znosze. Do
                                                    > datkowo nie jest wstydliwy, nie wybiela sie, b.fajny charakter.
                                                    Dzięki Kitty :-)
                                                    Bez ironii
                                                    Od razu mniej mnie ciągnie żeby do niej zadzwonić czy napisać.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:29
                                                    A co ja mam wszystkich przejezdzajacych przez Holandie witac i zegnac drinkami ;-) To moze wezta sie umowta jak bede przejezdzac przez Polske kto mnie wita i zegna w ktorym rejonie hehe.

                                                    Sam jestes pan gl...c... to ze sie nie jest kulturysta to nie znaczy, ze trzeba paplac jak to sie klata panu zapadla ;-) (chociaz jeszcze dzisiaj sie z tego podsmiewalam tzw szczerosc idioty, mam to samo).

                                                    Czekaj czekaj co Ty kombinujesz? Ze niby przerzucasz sie rach ciach na inny obiekt? To mezczyzni tez tak robia?
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:49
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A co ja mam wszystkich przejezdzajacych przez Holandie witac i zegnac drinkami
                                                    > ;-) To moze wezta sie umowta jak bede przejezdzac przez Polske kto mnie wita i
                                                    > zegna w ktorym rejonie hehe.
                                                    Aha.
                                                    Czyli odwracamy kota ogonem.
                                                    To, ze byłem w stanie dostosować się logistycznie to już wyparłaś?? :-)
                                                    >
                                                    > Sam jestes pan gl...c... to ze sie nie jest kulturysta to nie znaczy, ze trzeba
                                                    > paplac jak to sie klata panu zapadla ;-) (chociaz jeszcze dzisiaj sie z tego p
                                                    > odsmiewalam tzw szczerosc idioty, mam to samo).
                                                    No przeciez sama piszesz o konieczności plastyki biustu po redukcji.
                                                    > Czekaj czekaj co Ty kombinujesz? Ze niby przerzucasz sie rach ciach na inny obi
                                                    > ekt? To mezczyzni tez tak robia?
                                                    A to jakieś zastrzeżone dla kobiet jest?
                                                    A niby dlaczego?
                                                    Są problemy z tym "rach ciach" ale idea jak najbardziej słuszna.
                                                    Oczywiście mam na myśli jakiś nowy obiekt.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:48
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > No przeciez sama piszesz o konieczności plastyki biustu po redukcji.

                                                    O koniecznosci? ;-) A kiedy to bylo (mam poczucie rozjechania sie czasu odczyuwalnego z czasem faktycznym), bo ja teraz nosze niewypchane 75F, a wtedy chyba bylo D? Mistrzu szybkiej riposty rozpoczynam procedure odstraszania: A co chcesz sie dolozyc do plastyki biustu po redukcji? To powiedzmy w 2-3 miechy doredukuje do sflaczalego C ale z sixpackiem, pokrojonym udem tj widoczymi glowami czworoglowego i z pooranym ramieniem gratis. Za nowe, sportowe cycki w rozmiarze B Ci sie oddam w wybranej przez Ciebie konfiguracji. Wchodzisz w to? ;-)

                                                    Oczekiwane cycki zalaczam (fajne sobie zrobila nie?): www.youtube.com/watch?v=49lY0HqqUVc

                                                    > Są problemy z tym "rach ciach" ale idea jak najbardziej słuszna.
                                                    > Oczywiście mam na myśli jakiś nowy obiekt.

                                                    Lee przyspieszasz sztucznie dewaluacje uczuc. Ja bym jej (tej 'glupiej') nie przekreslala, nie przed tym zanim wyjawisz co nawywijala. Bylo tam cos konkretnego czy sie naburmuszyles tak in general ;)
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 20:59
                                                    A skad Ty masz takie wielkie cyce? Przytylo Ci sie?
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:02
                                                    Poszła do brafitterki zapewne.
                                                    Ja też mam 75 F, a uwierz mi, wcale nie mam wielkich cycków, w żadnych okolicznościach.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:06
                                                    jak to 75F to nie sa duze cyce? To mi nowosc.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:12
                                                    Bo się zafiksowałaś na rozmiarówce z PRL, gdzie maks to był DD zarezerwowany dla 45latek z trójką dzieci, pracujących na szkolnej stołówce :) W samym cycku mam 97, aż wstałam i się zmierzyłam, specjalnie dla Ciebie :>
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:18
                                                    Dziekuje Ci ;) No fakt moze to kwestia rozmiarowki
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:20
                                                    kag73 napisała:

                                                    > A skad Ty masz takie wielkie cyce? Przytylo Ci sie?

                                                    Zawsze bylam gruba i zawsze mialam duze cycki ;-) Marzy mi sie zeby sie tak jak to mowia kulturysci dojebac (=zejsc maksymalnie z tluszczu) i zrobic sobie male cycki jak linkowalam u Rihanny.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:25
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Zawsze bylam gruba i zawsze mialam duze cycki ;-) Marzy mi sie zeby sie tak jak
                                                    > to mowia kulturysci dojebac (=zejsc maksymalnie z tluszczu) i zrobic sobie mal
                                                    > e cycki jak linkowalam u Rihanny.

                                                    To wbrew Twojemu układowi hormonalnemu. Poza tym prawdopodobnie wyglądałabyś raczej jak Madonna a nie Rihanna :) Mam na myśli to, że efekt nawet dla samej siebie byłby prawdopodobnie niezadowalający.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 23:09
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > To wbrew Twojemu układowi hormonalnemu. Poza tym prawdopodobnie wyglądałabyś ra
                                                    > czej jak Madonna a nie Rihanna :) Mam na myśli to, że efekt nawet dla samej sie
                                                    > bie byłby prawdopodobnie niezadowalający.

                                                    Ale Rihanne to ja tylko podalam w sprawie cyckow, a nie, ze chce wygladac jak Rihanna. Ja tu ja czesto podaje w roznych przykladach, bo jej sporo slucham, dziewczyna produkuje nowe plyty jak kura jajka, to i sie tez jej naogladam. I mi sie podoba. Ale przeciez to jest jakas kolorowa laska, a ja jestem biala, a poza tym jestem mocno dopakowana. Od dopakowania to raczej juz nie ma powrotu, musialabym przestac zupelnie cwiczyc, a tego to sobie nawet nie wyobrazam. Wstawilabym tu jak bym chciala wygladac ale nie chce przerabiac watku na sportowy znowu, poza tym juz widze te komentarze ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 23:19
                                                    Jak się za bardzo odtłuścisz, z twarzy będziesz wyglądać jak własna prababka. Nie chcesz tego :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 23:47
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Jak się za bardzo odtłuścisz, z twarzy będziesz wyglądać jak własna prababka. N
                                                    > ie chcesz tego :)

                                                    ;-) Tez zauwazylam, ze kobiety dojrzale bardzo sie wyostrzaja na twarzy jak redukuja wage. A jednak pyzy to uroda mlodosci. Eh co innego mi sie podoba, a na co innego pozwalaja mi warunki genetyczne.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 00:34
                                                    > A jednak pyzy to uroda mlodosci. Eh co innego mi sie podoba, a na co innego pozwalaja mi warunki genetyczne.

                                                    Ech, mnie też. I nie mówię tego w kontekście ćwiczeń. Zawsze chciałam być klasyczną pięknością. A tak to muszę ją udawać :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 00:46
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Ech, mnie też. I nie mówię tego w kontekście ćwiczeń. Zawsze chciałam być klasy
                                                    > czną pięknością. A tak to muszę ją udawać :-)

                                                    Bys zdradzila Aandzia czy Ty jestes ruda? Czy brunetka? A jaka to jest klasyczna pieknosc? Co Ci sie podoba? Wstawisz jakas pania na fotce? Jakos blondynki sobie nie wyobrazam. Chyba tylko Zawle jest blondyna w tym towarzystwie.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 00:52
                                                    Andzia, napisz lepiej jak to sie "udaje" klasyczna pieknosc, przyda sie :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 00:56
                                                    Tak zasadniczo to ja jestem (byłam) szatynką o nieco śniadej cerze, kałmuckiej urodzie i żółtozielonych oczach. Z garścią ciemnych piegów na nosie. Kundel Europy :-D Ale włosy prawie zawsze wiśniowe albo inne ciemnorude. Klasyczna piękność to jest np. Kristin Scott Thomas.
                                                    www.google.pl/search?q=Kristin+Scott+Thomas&espv=2&biw=1600&bih=799&stick=H4sIAAAAAAAAAONgFuLQz9U3MIrPTlHiBLNyTIoytHh888syU0PyHZNL8osA3PrQSyUAAAA&site=webhp&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwi07fC6oezMAhWMB5oKHSp1AcoQ_AUIBigB#imgrc=CiQghkRI_R6S9M%3A
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:09
                                                    Z tego opisu, to ja bym Cię brała, żółtozielone oczy i ciemne piegi, no przecież to sam seks <3
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:24

                                                    > Z tego opisu, to ja bym Cię brała, żółtozielone oczy i ciemne piegi, no przecie
                                                    > ż to sam seks <

                                                    A to miło mi :-) Kolory mnie fascynują i są źródłem neizłej zabawy. Jestem chłodną kolorystycznie, pozbawioną różowości i ryżości, wersją Irlandki: oliwkowa skóra, ciemnoszare drobne piegi, wiśniowe włosy i oczy zielony bursztyn (ale z dużą ilością żółtych elementów). Przesunięcie na palecie wszystkich elementów urody równolegle :-) Tam gdzie Irlandki mają brzoskwinię i złoto ja mam indygo i srebro. A dla wtajemniczonych pań: jestem zimną zimą - obok zimnego lata najzimniejszym typem z 12. Czarne, srebrne i gołębioszare tkaniny, wypolerowane srebro, zimne perły, diamenty i kryształ górski. No tom se po babsku pogadała na koedukacyjnym forum :-D
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:10
                                                    Nie tylko :P Ja z natury mam ciemny blond.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 01:09
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A jednak pyzy to uroda mlodosci.

                                                    Ale tylko u kobiet chyba? :) Amatorów pyzatych dziewczyn jest całkiem sporo, ale są jakieś kobiety zainteresowane pyzatymi facetami? :P
                                                    Pyzaty pan może być ładny? :P
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 02:07
                                                    No, chłop może mieć twarz szeroką i z mięsem na kości (nie to żeby zawsze tylko sama żuchwa sucha i żylasta), ale miękkie puce nie wskazane, co to to nie. Raczej mięsiste poliki jeśli już.
                                                    Puce i dziewczynom nie zawsze dobrze robią. Ja jestem podobna do Stenki (usmiech, zęby, linia żuchwy, wysokie kości policzkowe, długi nos), ale jak mam czas zapasienia to przypominam chomika europejskiego. Rudy łepek i puce :-P Bo w przeciwieństwie do pani Danuty mam twarz bardziej kwadratową niż prostokątną. Wyglądam wtedy (w tym zapasieniu) tak macierzyńsko i dobrotliwie, nic tylko do mojej piersi obfitej skołataną głowę przytulać i spokoju zaznawać. Normalnie pokój na świecie i chata za wsią z dymem z komina. Ale żeby przeleciec to nie, no nie ;-)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 07:34
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > No, chłop może mieć twarz szeroką i z mięsem na kości (nie to żeby zawsze tylko
                                                    > sama żuchwa sucha i żylasta), ale miękkie puce nie wskazane, co to to nie. Rac
                                                    > zej mięsiste poliki jeśli już.

                                                    Pewnie cos jak Hafthor Bjornsson. Widzi mi sie, ze u mezczyzn atrakcyjny jest wysoki poziom testosteronu a u kobiet estrogenu. I niskie zuzycie biologiczne + dobry wizualnie stan zdrowia.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:55
                                                    "Pewnie cos jak Hafthor Bjornsson. Widzi mi sie, ze u mezczyzn atrakcyjny jest wysoki poziom testosteronu a u kobiet estrogenu."

                                                    No tutaj nie wiem z tym estrogenem, bo moze on ozaczac puszystosc i skonnosc do odkaldania sie tluszcz, owszem moze piersi duze ale innych rzeczy, typu brzuszek tez sporo. No zalezy co kto lubi.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:16
                                                    Dobrotliwosc i macierzynstwo wyrucham bez trudu, ale co do chomika europejskiego musze powiedziec "pas!". On ma ogromne siekacze i bardzo lubi marchewke.
                                                  • zawle Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:28
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    Ja jestem podobna do Stenki.

                                                    Hehe...a ja do Izy. W jakiej części kraju bym nie była, wszyscy mi mówią: Jezuuu..ale Ty do Izy jesteś podobna:)) Pozdrawiam Iżę, kimkolwiek jest:))
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 15:27
                                                    Hehe :-D Moze do Scorupco albo Trojanowskiej? ;-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:54
                                                    hehe ja mam zdjecie w paszporcie robione po porodzie, jak mnie ktos prosi o paszport to az mi sie niedobrze robi, ze tez twarz tak reaguje na tycie.
                                                    Zielone oczy i ogniste wlosy tez bym brala ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:16
                                                    Nie może :/ I dlatego jest nadreprezentacja takich na portalach randkowych, zwłaszcza jednym. Taka, wydaje mi się, typowo polska, cebulowa uroda: tłuściutka, zadowolona z siebie łysa główka z maleńkimi oczkami. Niżej zresztą też wszystko tłustawe, ale w opisie obowiązkowo "napisz pierwsza" albo "nie lubię grubych dziewczyn" :D

                                                    Co ciekawe, na ulicy tylu takich nie spotykam, na ulicy jest różnorodność, z czego sporo stanowią ostatnio mili oku memu nerdzi w okularach :)
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:24
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Taka, wydaje mi się, typowo polska, cebulowa uroda: tłuściutka,
                                                    > zadowolona z siebie łysa główka z maleńkimi oczkami. Niżej zresztą też wszystko
                                                    > tłustawe

                                                    Mozesz podac jakies przyklady foto, bo nie wiem jaka to jest?

                                                    > Co ciekawe, na ulicy tylu takich nie spotykam, na ulicy jest różnorodność, z cz
                                                    > ego sporo stanowią ostatnio mili oku memu nerdzi w okularach :)

                                                    "Nerdzi" to chyba chudzi, w okularach i wysocy?
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:47
                                                    Nie będę chamem i prostakiem i nie wrzucę realnych screenów :)
                                                    cdn11.se.smcloud.net/t/photos/t/508333/damian-rolnik-szuka-zony_25655649.jpg
                                                    Coś koło tego, tylko weź go jeszcze mentalnie ogol na łyso
                                                    Albo tego, tylko mentalnie mu zdejmij okulary
                                                    e5.pudelek.pl/70b209d753ed4cbb31b7a987320157d9bc4f57fe
                                                    Nadal nie jest to do końca to, o co mi chodzi, ale kurczę nie bardzo wiem pod jaką frazę szukać :/
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:13
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Nie będę chamem i prostakiem i nie wrzucę realnych screenów :)
                                                    > cdn11.se.smcloud.net/t/photos/t/508333/damian-rolnik-szuka-zony_25655649.jpg
                                                    > Coś koło tego, tylko weź go jeszcze mentalnie ogol na łyso
                                                    > Albo tego, tylko mentalnie mu zdejmij okulary
                                                    > e5.pudelek.pl/70b209d753ed4cbb31b7a987320157d9bc4f57fe
                                                    > Nadal nie jest to do końca to, o co mi chodzi, ale kurczę nie bardzo wiem pod j
                                                    > aką frazę szukać :/

                                                    Rozumiem. Nie lubisz lysych, niezbyt inteligentnie wygladajacych mezczyzn z lekka nadwaga.
                                                    No coz, wizualnie to zauwazalna czesc meskiego spoleczenstwa. Wsrod pracownikow fizycznych/w handlu nizszego szczebla jest ich sporo.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 08:48
                                                    A nerd nie musi być chudy, może być normalny, i nie musi być wysoki, bo przy moim wzroście prawie każdy jest wysoki ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:00
                                                    sea.sea napisała:

                                                    w opisie obowiązkowo "napisz pierwsza" albo "nie lubię grubych d
                                                    > ziewczyn" :D

                                                    ;-)

                                                    Ale dobrze, ze sie wzielas za te portale. W sumie sama bym sobie poprzegladala.
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:09
                                                    Słuchaj, dwa wieczory przeglądania profili i już chciałabym napisać poradnik dla tych biednych chłopaków, którzy cienia pojęcia nie mają o autoprezentacji zarówno w kontekście fotografii, jak i opisu, a potem są zdziwieni, że dziewczyny im nie odpisują :))
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:18
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Słuchaj, dwa wieczory przeglądania profili i już chciałabym napisać poradnik dl
                                                    > a tych biednych chłopaków, którzy cienia pojęcia nie mają o autoprezentacji zar
                                                    > ówno w kontekście fotografii, jak i opisu, a potem są zdziwieni, że dziewczyny
                                                    > im nie odpisują :))

                                                    Ciekawe co bys napisala... ;)
                                                    Schudnij, zapusc wlosy i wyciagaj jak kroliki z kapelusza dowcipne paradoksy, ktore moga wywolac w rozmowcach wrazenie, ze jestes inteligentny? I nie pisz, ze nie lubisz grubych dziewczyn, bo to twoj target? ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:29
                                                    To jest tak: ja na ulicy widuję sporo facetów, których uznaję za całkiem spoko. Tylko że na ulicy widzisz w trójwymiarze, wyraz twarzy, mimikę, aurę ogólną. Przypuszczam, że na przypadkowych fociach ci całkiem nieźli faceci mogliby wyglądać źle, bo nie każdy jest fotogeniczny. Ja na przykład na przypadkowych fociach wyglądam naprawdę fatalnie, zazwyczaj jakby mi ktoś właśnie umarł, albo jakbym miała twarz zalaną tłuszczem (nie mam).

                                                    Co bym napisała?
                                                    Nie rób sobie foci od dołu, bo dzięki temu wyglądasz, jakbyś miał sześć podbródków.
                                                    Nie wrzucaj wyłącznie foci w ciemnych okularach, bo wiele dziewczyn chce zobaczyć oczy.
                                                    Nie wrzucaj foci, na których wyglądasz, jakbyś miał żal do całego świata albo jakby właśnie zdechł ci ukochany piesek. Na bank sam się oglądasz głównie za uśmiechniętymi dziewczynami, więc się zastanów, czy na ich miejscu chciałbyś się zadawać z ponurakiem.
                                                    Nie wrzucaj foci o wymiarach 100x100, bo na takiej pikselozie wuja widać.
                                                    Nie miej w opisie "Szlachta nie pracuje".
                                                    Daruj sobie zdjęcia głupawek z kolegami, niewiele dziewczyn uznaje "college humor" za sexy.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:39
                                                    Rozumiem. Czyli - wstawiaj raczej pozowane zdjecia w sportowej marynarce, na ktorych robisz dlonmi "domek" i usmiechasz sie tajemniczo jak Leszek Balcerowicz. Zainwestuj w wysmakowane okulary, a jesli nie pracujesz to podkresl poprzednie doswiadczenia i wyksztalcenie, rzucajac od niechcenia "aktualnie szukam nowych wyzwan w biznesie" ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:47
                                                    Nie, misiu, możesz wrzucić nawet fotę z wakacji jak siedzisz w barze nad naleśnikami.
                                                    Tylko miej na niej sensowny wyraz twarzy, błysk w oku i jakaś emanacja radości życia mile widziana.

                                                    Przypuszczam, że zakładasz, że się przypieprzam. Aha.
                                                    Tylko, że zauważ, jakie są realia. Oczywiście każdy chce ładną dziewczynę. Ale ładna dziewczyna, jak idzie na portal, to ma do przebrania literalnie tysiące kolesi. Po czym ich oceni? Przeleci oczami fotki, a jak znajdzie jakąś ciekawszą, to wtedy może przeczyta opis. Jak konkurujesz z tysiącami kolesi, to jednak wypadałoby, żebyś się spróbował czymś wyróżnić. Bo inaczej dlaczego ona ma napisać właśnie do Ciebie? Dlaczego, przeglądając setki profili ma się zatrzymać właśnie na Tobie?
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:04
                                                    sea.sea napisała:
                                                    > Przypuszczam, że zakładasz, że się przypieprzam. Aha.
                                                    > Tylko, że zauważ, jakie są realia. Oczywiście każdy chce ładną dziewczynę.

                                                    Bez przesady :)
                                                    To niepowazne oczekiwac "ladnej dziewczyny" majac do zaprezentowania zdjecie z szescioma podbrodkami i "szlachta nie pracuje" :)
                                                    Oczywiscie, pewien poziom marketingu jest wskazany, ale cele powinny byc przede wszystkim realistyczne.
                                                    Prawda jest taka, ze ci kolesie nie maja zbyt wiele do zaproponowania kobiecie i zadne zabiegi kosmetyczne tego nie zmienia. Im bylaby potrzebna z dekada ciezkiej pracy nad soba, wtedy... no... moze cos by sie dalo zrobic... Ale to tez mocno niepewne.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 09:47
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Ja na przykład na przypadkowych fociac
                                                    > h wyglądam naprawdę fatalnie, zazwyczaj jakby mi ktoś właśnie umarł, albo jakby
                                                    > m miała twarz zalaną tłuszczem (nie mam).

                                                    Ja tak samo, z tym, ze ja akurat tak wygladam ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:21
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > sea.sea napisała:
                                                    >
                                                    > > Ja na przykład na przypadkowych fociac
                                                    > > h wyglądam naprawdę fatalnie, zazwyczaj jakby mi ktoś właśnie umarł, albo
                                                    > jakby
                                                    > > m miała twarz zalaną tłuszczem (nie mam).
                                                    >
                                                    > Ja tak samo, z tym, ze ja akurat tak wygladam ;)

                                                    haha kobieta to jeszcze moze zatuszowac cos wlosami. Sabat moze jakas poza od tylu czy z profilu, nie stawaj przodem do kamery. Podbrudki mozna ewentualnie szalikiem jakos zakryc albo dlonmi zaslonic - pamietacie te zdjecia komunijne chyba takie byly w zblizeniu, na ktorych mordke sie na raczkach opieralo ;)
                                                  • sea.sea Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:34
                                                    Dwa tipy co do robienia selfie przednia kamerka smartfona
                                                    1. Zdjęcie należy robić bardziej od góry, wtedy broda się odruchowo prostuje i znikają podbrodki. Warto spróbować z różnymi kątami ułożenia telefonu - dla kobiet optymalnie jest jak górną część fonu jest bliżej twarzy a dolna dalej (to optycznie powiększa oczy a zmniejsza dolna część twarzy)
                                                    2. Jeśli już naprawdę za nic nie wychodzi to należy spróbować strzelić selfie... Leżąc. Twarz się wtedy zupełnie inaczej układa i znacznie latwiej tak znaleźć atrakcyjniejsze ujęcie.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:41
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Dwa tipy co do robienia selfie przednia kamerka smartfona
                                                    > 1. Zdjęcie należy robić bardziej od góry, wtedy broda się odruchowo prostuje i
                                                    > znikają podbrodki. Warto spróbować z różnymi kątami ułożenia telefonu - dla kob
                                                    > iet optymalnie jest jak górną część fonu jest bliżej twarzy a dolna dalej (to o
                                                    > ptycznie powiększa oczy a zmniejsza dolna część twarzy)
                                                    > 2. Jeśli już naprawdę za nic nie wychodzi to należy spróbować strzelić selfie..
                                                    > . Leżąc. Twarz się wtedy zupełnie inaczej układa i znacznie latwiej tak znaleźć
                                                    > atrakcyjniejsze ujęcie.

                                                    Tylko u mezczyzny to zmniejsza optycznie szczeke i sprawia ze facet wyglada na bardziej uleglego i podporzadkowanego. Te tipy sa spoko dla lasek, facet musi po prostu sie odtluscic. Wtedy fajnie szczena i podbrodek sie odcinaja.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:43
                                                    Ja bym tez na miejscu babek nie podkrecala na samojebkach looku dziubkiem. Idiotycznie to wyglada jak babka ma waskie usta ale dziubek obowiazkowy. Podkresla wade. To juz lepiej eksponowac to, co jest ladne: oczy, wlosy, ramiona.
                                                  • sabat3 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:38
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > haha kobieta to jeszcze moze zatuszowac cos wlosami. Sabat moze jakas poza od t
                                                    > ylu czy z profilu, nie stawaj przodem do kamery. Podbrudki mozna ewentualnie sz
                                                    > alikiem jakos zakryc albo dlonmi zaslonic - pamietacie te zdjecia komunijne chy
                                                    > ba takie byly w zblizeniu, na ktorych mordke sie na raczkach opieralo ;)

                                                    Najlepiej schudnac. A zanim to sie stanie - po prostu nie stawac przed kamera.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 11:22
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Najlepiej schudnac. A zanim to sie stanie - po prostu nie stawac przed kamera.

                                                    No wiesz, przeciez Ty nie masz nadwagi zebys mial chudnac do zdjecia, chyba ze nie piszesz o sobie, bo juz sie zgubilam. Ja tam nie jestem szczupla, a zdjec mam natrzaskane, wybierasz najlepsze i jazda ;) Zauwazylam, ze osoby naprawde ladne - mezczyzni sie w ogole nie zastanawiaja jak wyszly. Ladnosc i tak przebija przez kazda glupia mine.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 10:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Ciekawe co bys napisala... ;)
                                                    > Schudnij, zapusc wlosy i wyciagaj jak kroliki z kapelusza dowcipne paradoksy, k
                                                    > tore moga wywolac w rozmowcach wrazenie, ze jestes inteligentny? I nie pisz, z
                                                    > e nie lubisz grubych dziewczyn, bo to twoj target? ;)

                                                    Przede wszystkim to jak ktos ma wlosy (zdrowe, normalne) to idiotyzmem jest je jechac na zero. To tak jak ja bym mogla miec dlugie, pomalowane paznokcie, a jednak wybierala obgryzanie ich na palke. Z kolei przy lysieniu golenie na zero swiadczy o zadbaniu. A ja mam wrazenie ze w Polsce to faceci mysla tak: nie chce mi sie chodzic do fryzjera to opitole sie maszynka czy mi pasuje czy nie.

                                                    W ogole demonstrowanie wygodnictwa typu 'nie chce mi sie' ponad inne zasady/zwyczaje jest nieatrakcyjne. Lepsze jest prezentowanie siebie od strony 'chce mi sie', najwyzej wtedy unikasz tematow, w ktorych ci sie nie chce ;)

                                                    Pisanie jak samemu sie jest grubym ze sie nie lubi grubych mimo, ze szczere jest samobojem. Bo to tak jakbys komunikowal 'sam siebie nie lubie'.
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:15
                                                    > dnak wybierala obgryzanie ich na palke. Z kolei przy lysieniu golenie na zero s
                                                    > wiadczy o zadbaniu. A ja mam wrazenie ze w Polsce to faceci mysla tak: nie chce
                                                    > mi sie chodzic do fryzjera to opitole sie maszynka czy mi pasuje czy nie.

                                                    To paradoks lysiejacy faceci z kompeksami robia cuda zeby zachowac ta resztke wlosow i to zenada, znam takich co laza z jakimis przeszczepami co sie nie przyjely ale sa dumi z tego cos, a ci z wlosami znow gola sie na minimetr mminimetrbo sa przekonani ze to bardziej mesko zdecydowanie wygląda. Fakt ze inni faceci maja respekt do lysego wiekszy :)
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:02

                                                    > Słuchaj, dwa wieczory przeglądania profili i już chciałabym napisać poradnik dl
                                                    > a tych biednych chłopaków, którzy cienia pojęcia nie mają o autoprezentacji zar
                                                    > ówno w kontekście fotografii, jak i opisu, a potem są zdziwieni, że dziewczyny
                                                    > im nie odpisują :)

                                                    A trzy wieczory pisania z nimi i chciałoby się napisać parafrazując Morrisona: dlaczego mężczyźni są tacy głupi? :-D Z premedytacja strzelający sobie w stopę i z upierający się przy swoich metodach.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:09
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > A trzy wieczory pisania z nimi i chciałoby się napisać parafrazując Morrisona:
                                                    > dlaczego mężczyźni są tacy głupi? :-D Z premedytacja strzelający sobie w stopę
                                                    > i z upierający się przy swoich metodach.
                                                    Otóż to.
                                                    Uwierz mi.
                                                    Akurat nigdy nie napisałem tego na forum ale już kilkukrotnie poruszałem ten temat w rozmowach w realu.
                                                    A masz na myśli "głupotę" w sensie wąsko rozumianym - nonszalancję w doborze zdjęć wrzucanych na portale randkowe?
                                                    Czy też coś szerszego: zachowania, którymi sami utrudniają sobie znalezienie drugiej połowy?

                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:34
                                                    Na początek profil zdradzający bylejakość i olewczy stosunek do czytelnika tego profilu. Literówki (nie mozna kuźwa przeczytać tego, co się napisało i poprawić?!), błędy ortograficzne (są słowniki), beznadziejne zdjęcie. Treść. Bez śladowych ilości wysiłku co by w ogóle przybliżyć czytelnikowi swoje preferencje. Lakoniczna i oszczędna to byłyby nieuzasadnione eufemizmy. Gdzie się da wpisane "powiem na spotkaniu". Czasem brak zdjęcia (chociaż tu powody mogą być inne niż olewczość i źle pojęta tajmniczość, żonaci i związani polują na portalach masowo, ale nie o nich tu mowa). Zaczepia cię taki, podaje swój numer telefonu, chce od razu twój numer (bezczelność) i chce się z tobą spotkać w realu. Tak bez zdjęcia, bez wcześniejszego przedstawienia się sobie, zagajenia. No, życzę powodzenia ;-) A dodam, że z info wynika że szuka partnerki, kobiety do spotkań, moze na coś poważnego. Nie na seks tylko.
                                                    Inny rodzaj to "literaci". Profil zarzucony mnóstwem słów, zdań i znaków interpunkcyjnych i żadnych konkretnych informacji poza jedną: spadać w podskokach z tego profilu.
                                                    To o portalach i pierwszych krokach przy polowaniu na nich.
                                                    Coś szerszego może kiedyś, dużo tego jest :-)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:54
                                                    A masz na myśli "głupotę" w sensie wąsko rozumianym - nonszalancję w doborze zd
                                                    > jęć wrzucanych na portale randkowe?
                                                    > Czy też coś szerszego: zachowania, którymi sami utrudniają sobie znalezienie dr
                                                    > ugiej połowy?

                                                    I to właśnie dlaczego warto sobie odpowiedzieć Morrison?
                                                    Po pierwsze bo wierza naiwnie ze powinno "liczyc sie wnętrze "
                                                    Po drugie bo nastawienie co moge zaoferować drugiej osobie czego ona naprawde oczekuja, czyli Obdarowanie jest rzadkie
                                                    Króluje Jałmużna czyla zamierzam dac z tegoco mi zbywa i co nie kosztuje zadnego wysilku.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 21:14
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > O koniecznosci? ;-) A kiedy to bylo (mam poczucie rozjechania sie czasu odczyuw
                                                    > alnego z czasem faktycznym),
                                                    Pojawiłem się tutaj ok lutego 2015.
                                                    Nieco ponad rok temu.
                                                    To musiało być w tzw międzyczasie.
                                                    > bo ja teraz nosze niewypchane 75F, a wtedy chyba b
                                                    > ylo D? Mistrzu szybkiej riposty rozpoczynam procedure odstraszania: A co chcesz
                                                    > sie dolozyc do plastyki biustu po redukcji? To powiedzmy w 2-3 miechy doreduku
                                                    > je do sflaczalego C ale z sixpackiem, pokrojonym udem tj widoczymi glowami czwo
                                                    > roglowego i z pooranym ramieniem gratis. Za nowe, sportowe cycki w rozmiarze B
                                                    > Ci sie oddam w wybranej przez Ciebie konfiguracji. Wchodzisz w to? ;-)
                                                    Swojej kobiecie bym się dołożył (to, dla jasności, nie jest propozycja)
                                                    Ale cudzej??
                                                    Niech się jej facet dołoży.

                                                    Aaa, zaraz, zaraz.
                                                    Ją "związek" nie interesuje.
                                                    No to niech się nie dziwi, ze nie ma kto dołożyć.

                                                    > Lee przyspieszasz sztucznie dewaluacje uczuc. Ja bym jej (tej 'glupiej') nie pr
                                                    > zekreslala, nie przed tym zanim wyjawisz co nawywijala. Bylo tam cos konkretneg
                                                    > o czy sie naburmuszyles tak in general ;)
                                                    Ja jej "nie skreślałem" poprzednie 17 razy :-)
                                                    Nie będę pisał bo za dużo by było opisywania tła wydarzeń.
                                                    Normalnie "głupia" jest.
                                                    W czarnej dupie jest i jeszcze mi się dostaje, że chcę jej pomóc.

                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:47
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Swojej kobiecie bym się dołożył (to, dla jasności, nie jest propozycja)
                                                    > Ale cudzej??
                                                    > Niech się jej facet dołoży.
                                                    >
                                                    > Aaa, zaraz, zaraz.
                                                    > Ją "związek" nie interesuje.
                                                    > No to niech się nie dziwi, ze nie ma kto dołożyć.

                                                    Nie dziwie sie, nie dziwie. Tymczasem doszlismy powoli do muru, na ktorym sie mniej wiecej zatrzymalismy ostatnio. Jednak zawsze milo z Toba porozmawiac. Klaniam sie ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 22:55
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Swojej kobiecie bym się dołożył (to, dla jasności, nie jest propozycja)
                                                    > > Ale cudzej??
                                                    > > Niech się jej facet dołoży.
                                                    > >
                                                    > > Aaa, zaraz, zaraz.
                                                    > > Ją "związek" nie interesuje.
                                                    > > No to niech się nie dziwi, ze nie ma kto dołożyć.
                                                    >
                                                    > Nie dziwie sie, nie dziwie. Tymczasem doszlismy powoli do muru, na ktorym sie m
                                                    > niej wiecej zatrzymalismy ostatnio. Jednak zawsze milo z Toba porozmawiac. Klan
                                                    > iam sie ;)
                                                    Ale w jakim sensie do muru???
                                                    Bo kompletnie nie rozumiem
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 23:18
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale w jakim sensie do muru???
                                                    > Bo kompletnie nie rozumiem

                                                    Kokietujesz ale uroczo ;) No chodzi, ze znowu liznelismy temat, w ktorym sie nie zgodzimy. A wiesz czego ja sie ostatnio nauczylam, ze takich tematow trzeba unikac.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 12:47
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > Ale w jakim sensie do muru???
                                                    > > Bo kompletnie nie rozumiem
                                                    >
                                                    > Kokietujesz ale uroczo ;) No chodzi, ze znowu liznelismy temat, w ktorym sie nie zgodzimy. > A wiesz czego ja sie ostatnio nauczylam, ze takich tematow trzeba unikac.
                                                    Nie zgodzimy?
                                                    Tzn jaki temat?
                                                    Bo kompletnie nie kumam.
                                                    Napisz łopatologicznie bo chyba mam niż intelektualny.

                                                    Masz na myśli "nie zgodzimy" czy raczej "nie przypadniemy sobie do gustu"?


                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 13:28
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Nie zgodzimy?
                                                    > Tzn jaki temat?
                                                    > Bo kompletnie nie kumam.
                                                    > Napisz łopatologicznie bo chyba mam niż intelektualny.
                                                    >
                                                    > Masz na myśli "nie zgodzimy" czy raczej "nie przypadniemy sobie do gustu"?

                                                    NIe przypadniemy sobie do gustu w temacie zwiazkow mimo tego, ze nasze zycia sa do siebie podobne, co pewnie zbliza.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 18:33
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > NIe przypadniemy sobie do gustu w temacie zwiazkow mimo tego, ze nasze zycia sa
                                                    > do siebie podobne, co pewnie zbliza.
                                                    Nie wierzę żeby to było problemem.
                                                    Dyskutujesz tylko z tymi, którzy mają podobne poglądy?
                                                    Sądzę, ze kręcisz coś.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 19:45
                                                    "Nie wierzę żeby to było problemem.
                                                    Dyskutujesz tylko z tymi, którzy mają podobne poglądy?
                                                    Sądzę, ze kręcisz coś."

                                                    W dyskusji na forum roznica pogladow nie bedzie problemem ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 22.05.16, 20:39
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > "Nie wierzę żeby to było problemem.
                                                    > Dyskutujesz tylko z tymi, którzy mają podobne poglądy?
                                                    > Sądzę, ze kręcisz coś."
                                                    >
                                                    > W dyskusji na forum roznica pogladow nie bedzie problemem ;)
                                                    A w czym będzie?
                                                    Przecież Ty i tak ujawniasz na forum szczegóły z prywatnych dyskusji. :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 00:26
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > A w czym będzie?
                                                    > Przecież Ty i tak ujawniasz na forum szczegóły z prywatnych dyskusji. :-)

                                                    W niczym nie bedzie, bo prywatnych dyskusji nie bedzie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 23.05.16, 08:33
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > morrison9 napisał:
                                                    >
                                                    > > A w czym będzie?
                                                    > > Przecież Ty i tak ujawniasz na forum szczegóły z prywatnych dyskusji. :-)
                                                    > W niczym nie bedzie, bo prywatnych dyskusji nie bedzie.
                                                    Czyli rzekoma ściana nie istnieje.


                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 16:13
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A jak zamienisz nieprecyzyne 'wartosciowa' na 'ta, ktora mnie jest w stanie pok
                                                    > ochac' to Ci wychodzi na to samo? Przeciez musisz przyznac, ze jako zonaty jest
                                                    > es o wiele, wiele mniej atrakcyjny,
                                                    Ależ oczywiście.
                                                    Mam absolutna świadomość, że jako żonaty od razu jestem skreślany przez większość potencjalnych partnerek.
                                                    Ale pamiętaj tez o drugiej części sformułowania: "jeśli jakaś zechce to znaczy, ze nie jest wartościowa"
                                                    Podejrzewam, ze tu chodzi o dokopanie mi bo mam czelność mówić (pisać) coś, czego kobiety bardzo nie chcą slyszeć.
                                                    Głownie chodzi o moje stwierdzenia dotyczące męskiej poligamiczności (ale nie tylko)
                                                    To się bardzo kłóci z tym jak rzeczywistość chciałyby postrzegać kobiety.
                                                    Więc trzeba sobie uprościć wizję rzeczywistości czyniąc ją czarno-białą.
                                                    Ja zostaję zakwalifikowany oczywiście do tej czarnej części.
                                                    Na zasadzie zabijania posła, który przynosi złe wieści :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 16:38
                                                    morrison9 napisał:

                                                    > Ale pamiętaj tez o drugiej części sformułowania: "jeśli jakaś zechce to znaczy,
                                                    > ze nie jest wartościowa"
                                                    > Podejrzewam, ze tu chodzi o dokopanie mi bo mam czelność mówić (pisać) coś, cze
                                                    > go kobiety bardzo nie chcą slyszeć.
                                                    > Głownie chodzi o moje stwierdzenia dotyczące męskiej poligamiczności (ale nie t
                                                    > ylko)
                                                    > To się bardzo kłóci z tym jak rzeczywistość chciałyby postrzegać kobiety.
                                                    > Więc trzeba sobie uprościć wizję rzeczywistości czyniąc ją czarno-białą.
                                                    > Ja zostaję zakwalifikowany oczywiście do tej czarnej części.
                                                    > Na zasadzie zabijania posła, który przynosi złe wieści :-)

                                                    Chwileczke. O tym kto Cie zechcial to Ty nam przynosisz tu wiesci, hello? To Ty robisz 'check' tego kto sie wokol Ciebie zakrecil. No i jakie ich tu podsumowanie nam wstawiasz? Ze glupie zyciowo, ze odstraszajace, ze niczym nie bedace w stanie Cie przekonac do zwiazania sie z nimi, ze nieprzewartosciowane, ze nie uczace sie na wlasnych bledach, ze nie mozna im nic powiedziec ect. Ty robisz te ewaluacje tych, ktore sie Toba interesuja i nam je tu przedkladasz. Ty. Nie jest tak?
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 16:52
                                                    Morrisonowi się wydaje (albo raczej stara się nas przekonac, że tak jest), że co poniektóre mają o nim kiepskie zdanie poniewaz on nam jakieś prawdy niewygodne wygłasza ;-) Typu: po rozwodzie dla kobiety nie ma życia. Bo jedna pani w gazecie tak napisała, a jego znajmome (ile?) tak zeznają. Nie może przyjąc do wiadomości, że i bez tych jego tez (do przyjęcia dla jakiejś częsci przypadków) każdy sądzi na jego temat co tam ma sobie sądzić.
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 17:16
                                                    Mierzi go, ze my mu wilkiem ;-) A moze mierzi, ze tak niewiele nam trzeba do fajnosci?

                                                    Forum sklada sie cale z niewygodnych prawd. Dla mnie najniewygodniejsza, ktorej za Chiny ludowe nie moglam zdzierzyc to byla ta, ze mezczyzni leca na moja urode, a nie na moje wnetrze. Ale zycie mi to rozwiazalo, przekroczylam 40che, postarzalam sie i juz sie tym nie musze martwic ;-) Takze prawdy rozwodowe mnie nie ruszaja, bo ja przeciez juz jestem 15 lat po rozwodzie i nie zaluje (aha to maz sie ze mna rozwiodl, ja nie jestem taka predka ani taka silna).
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 17:29
                                                    e my mu wilkiem ;-) A moze mierzi, ze tak niewiele nam trzeba do ? ? > fajnosci?

                                                    Co to znaczy "niewiele trzeba nam do fajności"?
                                                  • hello-kitty2 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 17:48
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > e my mu wilkiem ;-) A moze mierzi, ze tak niewiele nam trzeba do ? ? > fajn
                                                    > osci?
                                                    >
                                                    > Co to znaczy "niewiele trzeba nam do fajności"?

                                                    Tak jak tej bohaterce tego watku. Przeciez on jest rozczarowany, ze tak niewiele jej brakuje do bycia ta, ktorej szuka. Ze np masz wszystkie cechy z jego listy, a brakuje Ci tej jednej, a Ty tego nie widzisz lub nie przykladasz do tego wagi zeby sie w tej jednej skorygowac, sama. Ze jak mozesz byc taka glupia zeby nie dostrzec gdzie tkwi blad zeby Ci to musial wytknac. Jak wytknie to juz jest za pozno, itp. W tym sensie w ogole wielu kobietom niewiele brakuje dlatego on sie denerwuje, ze przegapiamy szczescie.
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:01
                                                    Przeciez on jest rozczarowany, ze tak niewiel
                                                    > e jej brakuje do bycia ta, ktorej szuka. Ze np masz wszystkie cechy z jego list
                                                    > y, a brakuje Ci tej jednej, a Ty tego nie widzisz lub nie przykladasz do t

                                                    Czyli nam kobietom ogólnie do bycia fajnymi dla Morrisona? Czy konkretnym jednostkom płci żeńskiej dla Morrisona?
                                                    Poza tym co w tym mierżącego, że ludzie mają niepowtarzalne zestawy cech i zawsze coś nam w nich nie będzie pasować. Jakieś ale się znajdzie. To takie nietypowe i straszne zarazem, ze aż musi mierzić? A może zaraz weltschmertzu albo jakiego globusa dostać można na tę okoliczność? :-P Weź nie rób z chłopa bohatera romantycznego, bo jego dylematy nie z tej parafii ;-)
                                                  • urquhart Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 17:53
                                                    > za Chiny ludowe nie moglam zdzierzyc to byla ta, ze mezczyzni leca na moja uro
                                                    > de, a nie na moje wnetrze. Ale zycie mi to rozwiazalo, przekroczylam 40che, pos

                                                    To dobrze że dotarło : )
                                                    Bo to naiwność która do dziś oburza na przykład ML że kobiety nie lecą na jego wnętrze a powinny.
                                                    Przecież to też podziw tyle że dla wyglądu .
                                                    To bardzo wymierna i mierzalna neuroprzekaźnikami gratyfikacji dla mózgu wzrokowcow.
                                                  • kag73 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:48
                                                    "mnie najniewygodniejsza, ktorej za Chiny ludowe nie moglam zdzierzyc to byla ta, ze mezczyzni leca na moja urode, a nie na moje wnetrze."

                                                    Kochana, to sa bzdury, bo jak przychodzi co do czego to sie okazuje, ze bez urody to sie w ogole nic nie zaczyna, co jest jasne, optyka w pierwszym rzedzie, ale ta uroda to troche samalo, zeby dluzej zarlo.
                                                    Zreszta dla Ciebie, kobiety, rowniez liczy sie meska optyka. Chcemy sobie wmawiac, ze optyka sie nie liczy? No ludzie...
                                                    "Ale zycie mi to rozwiazalo, przekroczylam 40che, postarzalam sie i juz sie tym nie musze martwic ;-)"

                                                    A kto Ci to powiedzial, zdarzaja sie rowniez atrakcyjne 40 stki, konkurowac z 20 latkami, jak mawia moj maz, nie musimy, ale na swoj wiek mozesz wygladac atrakcyjnie. Nie pociesze Cie ;)
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:00
                                                    aandzia43 napisała:
                                                    > Typu: po rozwodzie dla kobiety nie ma życia. Bo jedna pani w gaz
                                                    > ecie tak napisała, a jego znajmome (ile?) tak zeznają.
                                                    Ale w tym rzecz, ze one nie zeznają, ze są nieszczęsliwe.
                                                    Wręcz przeciwnie. Podkreślają jak bardzo są zadowolone z decyzji.
                                                    A jednocześnie widzę jak rozmieniają się na drobne: a w sumie może być i żonaty i to jest moja decyzja!

                                                    A niektóre z nich obserwowałem przez dosyć dlugi okres. Od udawania szczęśliwej, poprzez decyzję o rozwodzie, rozwód i układanie sobie życia po rozwodzie.
                                                  • morrison9 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 18:55
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Chwileczke. O tym kto Cie zechcial to Ty nam przynosisz tu wiesci, hello? To Ty
                                                    > robisz 'check' tego kto sie wokol Ciebie zakrecil.
                                                    Gwoli ścisłości: koło mnie się zasadniczo nie kręcą. Do łóżka mi nie wchodzą.
                                                    To ja się muszę zakręcić Tylko skuteczność jest nieporównywalnie większa niż 20 lat temu :-)
                                                    > No i jakie ich tu podsumowa
                                                    > nie nam wstawiasz? Ze glupie zyciowo, ze odstraszajace, ze niczym nie bedace w
                                                    > stanie Cie przekonac do zwiazania sie z nimi, ze nieprzewartosciowane, ze nie u
                                                    > czace sie na wlasnych bledach, ze nie mozna im nic powiedziec ect. Ty robisz te
                                                    > ewaluacje tych, ktore sie Toba interesuja i nam je tu przedkladasz. Ty. Nie jest tak?
                                                    Ogólnie postrzegam większość kobiet na tym forum jako kobiety z inteligencją powyżej przeciętnej. Już sam fakt, że tu są świadczy o pewnej otwartości, ciekawości, chęci zrozumienia pewnych mechanizmów.
                                                    A mimo to czasem jestem zszokowany odpornością na argumenty.

                                                    To co można powiedzieć o takiej z reala, której za całą psychologię związku starczą memy i obrazki udostępniane na FB?
                                                  • aandzia43 Re: Morrison rozgryziony ;-) 21.05.16, 19:28

                                                    > Ogólnie postrzegam większość kobiet na tym forum jako kobiety z inteligencją po
                                                    > wyżej przeciętnej. Już sam fakt, że tu są świadczy o pewnej otwartości, ciekawo
                                                    > ści, chęci zrozumienia pewnych mechanizmów.
                                                    > A mimo to czasem jestem zszokowany odpornością na argumenty

                                                    Bo masz kiepskie argumenty :-D
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 13:47
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Argument "bo ja nie chcę żony i dzieci krzywdzić" brzmi tak naprawdę "bo mi
                                                    > się nie chce teraz ryzykować dyskomfortem i złą opinią, ale potem może zaryzyk
                                                    > uję, może". No, z dziecmi jest tak że rosną i faktycznie przeczekanie paru lat
                                                    > może miec sens.

                                                    Dobrze Andzia, ze poruszylas kwestie dzieci, bo to ona wydaje mi sie tutaj tak naprawde kluczowa.
                                                    Nie wiem jak jest u innych, ale zawsze stawialam sobie za cel, aby moje dzieciaki widzialy, ze to co mowie jako matka i jako czlowiek mialo pokrycie w tym co czynie. Przyznaje z bolem, ze i tak mi sie to nie udalo, bo po latach uslyszalam, ze bylam bierna, za bardzo ustepliwa, ze dla idei utrzymania *pelnej rodziny* poswiecilam swoje szczescie. Taki byl sens wypowiedzi moich doroslych juz dzieciakow. Wiec w sumie o kant dupy mozna rozbic idee malzenstwa, w ktorym obie strony nie darza sie uczuciem, ale za to udaja dobrych i szlachetnych, bo realizuja powziete zobowiazania. Jest to najgorszy, najgorszy z mozliwych wzorzec dla dzieci.
                                                    Czasu cofnac sie nie da, ale wszyscy, ktorzy tak "bohatersko" trwaja w swoich malzenstwach, klepiac sie po ramieni jacy sa " w porzadku" powinni wziac mlotek i piedolnac sie zdrowo w leb, bo dzieciom odbieraja tym samym wiare w milosc, uczciwosc, odwage. Nie warto.
                                                  • urquhart Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 15:15
                                                    Czasu cofnac sie nie da, ale wszyscy, ktorzy tak "bohatersko" trwaja w swoich m
                                                    > alzenstwach, klepiac sie po ramieni jacy sa " w porzadku" powinni wziac mlotek
                                                    > i piedolnac sie zdrowo w leb, bo dzieciom odbieraja tym samym wiare w milosc, u
                                                    > czciwosc, odwage. Nie warto.

                                                    Z jednej strony nie sposob sie nie zgodzić Mabele
                                                    Z drugiej pamietam wnioski z krajow w ktorych zamiast alimentacji wprowadzono opieke naprzemienna lub rodziny zastepcze jesli rodzica nie stać na utrzymanie dziecka
                                                    Jak byla taka motywacja to okazywalo sie ze skonnasc kobiet do kompromisow i spelnania oczekiwan partnerow byla wieksza a i wtedy wzratala sklonnosc mezczyzn do zaspokajania oczekiwqn kobiet i ilosc satywakcjonujacychm i nie rozbitych malzenst byla wieksza
                                                    Wiec napierw musi sie chciec...
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 16:18
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Jak byla taka motywacja to okazywalo sie ze skonnasc kobiet do kompromisow i sp
                                                    > elnania oczekiwan partnerow byla wieksza a i wtedy wzratala sklonnosc mezczyzn
                                                    > do zaspokajania oczekiwqn kobiet i ilosc satywakcjonujacychm i nie rozbitych ma
                                                    > lzenst byla wieksza
                                                    > Wiec napierw musi sie chciec...

                                                    Opisujemy Urqu te sama sytuacje. Staramy sie i TRWAMY, idziemy na ustepstwa, zawieramy kompromisy i TRWAMY, probujemy zaspokajac potrzeby drugiej strony I TRWAMY. I mijaja lata, zwiazek istnieje, spada ilosc rozwodow, rozbitych rodzin, ale za cholere jakos nie da sie poczuc tego mitycznego szczescia :-(
                                                  • urquhart Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 17:08
                                                    > Opisujemy Urqu te sama sytuacje. Staramy sie i TRWAMY, idziemy na ustepstwa, za
                                                    > wieramy kompromisy i TRWAMY,

                                                    No właśnie gdzie kończy się nastawienie pozytywne a zaczyna to trwanie i rozliczanie?
                                                    Namiętność mija, intymność trzeba wytwarzać ale się nie chce i nie ma ochoty , dzieci praca wazniejsza to typowa równia pochyla nieuchronnie u większość ludzi, zostaje zaangażowanie które kończy się zgorzknieniem i rozliczaniem wzajemnym . Przecież to klasyka ze tzw brak ochoty jest początkiem końca
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 17:19
                                                    urquhart napisał:

                                                    > No właśnie gdzie kończy się nastawienie pozytywne a zaczyna to trwanie i rozlic
                                                    > zanie?

                                                    Rozliczanie nie, ale trwanie zaczyna sie wtedy (pisze wylacznie za siebie) kiedy sobie uswiadamiasz, ze obie strony sie nie kochaja, ale sa sobie przydatne. Przydatnosc jest bardzo kiepska motywacja jak dla mnie zeby pozostac w zwiazku.
                                                  • ninek04 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 17:41
                                                    urquhat napisał
                                                    >No właśnie gdzie kończy się nastawienie pozytywne a zaczyna to trwanie i rozliczanie?
                                                    Namiętność mija, intymność trzeba wytwarzać ale się nie chce i nie ma ochoty , dzieci praca wazniejsza to typowa równia pochyla nieuchronnie u większość ludzi, zostaje zaangażowanie które kończy się zgorzknieniem i rozliczaniem wzajemnym . Przecież to klasyka ze tzw brak ochoty jest początkiem końca <

                                                    Mija namiętność, intymność, miłość, mija zrozumienie, wtedy, gdy on przestaje odpowiadać na komunikaty, które mu się wysyła, a które on lekceważy i nie bierze pod uwagę.Wiesz, jak mówisz mu rzeczy, które dla ciebie są ważne, zwierzasz mu się z tego, co cię osobiście dotknęło, a on odwraca się plecami do ściany,zdobywając się na wypowiedzenie jedynie monosylab: no,no,wiem, to wkrótce odechciewa ci się wszystkiego, bo on nie zauważa tej drugiej osoby, skupiając się przede wszystkim na zauważeniu własnej osoby,wspaniałej i cudownej, ale tylko w swoim mniemaniu.Nie ma tak dobrze, że skoro jedna strona wysyła sygnały, to druga ma ochotę i wolę je odczytać, to tak nie działa, niestety.
                                                  • urquhart Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 18:22
                                                    No zgoda Ninek że wzajemności jest kluczowa.
                                                    Dlaczego faceci jak twój nie potrafią odpowiedzieć? Duma? Uprzedzenie? Destrukcyjne wzorce?
                                                    No ale na początku waszego związku była przecież spontaniczna namiętność chyba?
                                                  • sabat3 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 15:39
                                                    mabelle2000
                                                    > Dobrze Andzia, ze poruszylas kwestie dzieci, bo to ona wydaje mi sie tutaj tak
                                                    > naprawde kluczowa.
                                                    > Nie wiem jak jest u innych, ale zawsze stawialam sobie za cel, aby moje dziecia
                                                    > ki widzialy, ze to co mowie jako matka i jako czlowiek mialo pokrycie w tym co
                                                    > czynie. Przyznaje z bolem, ze i tak mi sie to nie udalo, bo po latach uslyszala
                                                    > m, ze bylam bierna, za bardzo ustepliwa, ze dla idei utrzymania *pelnej rodziny
                                                    > * poswiecilam swoje szczescie. Taki byl sens wypowiedzi moich doroslych juz dzi
                                                    > eciakow. Wiec w sumie o kant dupy mozna rozbic idee malzenstwa, w ktorym obie s
                                                    > trony nie darza sie uczuciem, ale za to udaja dobrych i szlachetnych, bo realiz
                                                    > uja powziete zobowiazania. Jest to najgorszy, najgorszy z mozliwych wzorzec dla
                                                    > dzieci.
                                                    > Czasu cofnac sie nie da, ale wszyscy, ktorzy tak "bohatersko" trwaja w swoich m
                                                    > alzenstwach, klepiac sie po ramieni jacy sa " w porzadku" powinni wziac mlotek
                                                    > i piedolnac sie zdrowo w leb, bo dzieciom odbieraja tym samym wiare w milosc, u
                                                    > czciwosc, odwage. Nie warto.

                                                    Kurcze, jestem zbyt wielkim egoista zeby sie rozwodzic. Mialbym poswiecic te resztke szczescia i niezaleznosci w imie jakiegos ideologicznego popisu przed dziecmi? Mnie sie to kompletnie nie oplaca, zupelnie nie kupuje poswiecalnictwa dla idei.
                                                    Tak jestem egoista, odbieram dzieciom wiare i odwage zyciowa nie strzelajac sobie z magnum we wlasne jaja. Hanba mi ;P
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 16:12
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Kurcze, jestem zbyt wielkim egoista zeby sie rozwodzic. Mialbym poswiecic te re
                                                    > sztke szczescia i niezaleznosci

                                                    Ale Ty nie jestes przeciez ani szczesliwy, ani niezalezny.

                                                    > Tak jestem egoista, odbieram dzieciom wiare i odwage zyciowa nie strzelajac sob
                                                    > ie z magnum we wlasne jaja. Hanba mi ;P

                                                    Na Twoim miejscu bym sie tak nie smiala. I pisze to ze smutkiem. Chyba, ze uczysz dzieci, ze to kasa musi sie w zyciu zgadzac, to wtedy tak, mozesz sobie tak trwac latami. Ja mam tego *pecha*, ze swoje dzieciaki od zawsze uczylam myslec, obserwowac i wyciagac wnioski. Dlatego wyczuwaja scieme na kilometr, zawsze ja wyczuwaly. A po latach mnie podsumowaly. I zapewniam Cie, ze to byl zimny prysznic dla mnie.
                                                  • hello-kitty2 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 16:19
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    Ja mam tego *pecha*, ze swoje dzieciaki od zawsze uczylam myslec,
                                                    > obserwowac i wyciagac wnioski. Dlatego wyczuwaja scieme na kilometr, zawsze ja
                                                    > wyczuwaly. A po latach mnie podsumowaly. I zapewniam Cie, ze to byl zimny prys
                                                    > znic dla mnie.

                                                    To trzeba bylo im nie sciemniac, tylko mowic tak, jak bylo. Przeciez one nie moga Cie wynic za Twoje wybory, tylko najwyzej za sciemnianie im.
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 16:30
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > To trzeba bylo im nie sciemniac, tylko mowic tak, jak bylo. Przeciez one nie mo
                                                    > ga Cie wynic za Twoje wybory, tylko najwyzej za sciemnianie im.

                                                    No, trzeba bylo, przeciez mowie :-) One mnie za nic nie winia, to ja sama siebie obwiniam. Najbardziej za to, ze nie stworzylam im kochajacego domu. Zreszta wszystko inne, z tych rzeczy materialnych oczywiscie, i tak chooj strzelil. Okazalo co jest naprawde w zyciu wazne.
                                                  • hello-kitty2 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 18:23
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    One mnie za nic nie winia, to ja sama siebi
                                                    > e obwiniam. Najbardziej za to, ze nie stworzylam im kochajacego domu. Zreszta w
                                                    > szystko inne, z tych rzeczy materialnych oczywiscie, i tak chooj strzelil. Okaz
                                                    > alo co jest naprawde w zyciu wazne.

                                                    Nie obwiniaj sie. Zrobilas najlepiej jak WTEDY potrafilas. A ze kochajacego domu nie bylo trudno, niech one takie stworza, niech Cie przebija, niech bedzie progres, przyznasz im wtedy pochwale, ze Cie przerosly i ze jestes z nich dumna. A jak im sie nie uda, to powiesz: trudno, niech sie nie martwia, Tobie tez sie nie udalo. Poza tym jeszcze sa mlodzi. Ja zauwazylam, ze matke tez dopiero z wiekiem zaczelam rozumiec (w tym glownie jej slabosci, lek, niepewnosc, ktora sprawila, ze sie nigdy nie rozwiodla i cierpiala, a ja na to patrzylam), ojciec musial umrzec, emocje musialy wystygnac zeby mozna bylo zrozumiec, samemu trzeba bylo urodzic, czasu trzeba bylo od cholery by uplynal ale zrozumienie przychodzi.
                                                  • sabat3 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 20:31
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Na Twoim miejscu bym sie tak nie smiala. I pisze to ze smutkiem. Chyba, ze uczy
                                                    > sz dzieci, ze to kasa musi sie w zyciu zgadzac, to wtedy tak, mozesz sobie tak
                                                    > trwac latami. Ja mam tego *pecha*, ze swoje dzieciaki od zawsze uczylam myslec,
                                                    > obserwowac i wyciagac wnioski. Dlatego wyczuwaja scieme na kilometr, zawsze ja
                                                    > wyczuwaly. A po latach mnie podsumowaly. I zapewniam Cie, ze to byl zimny prys
                                                    > znic dla mnie.

                                                    Wcale sie nie smieje.
                                                    Moje dzieci podsumuja mnie tak czy owak. To bez znaczenia czy zostane w nieudanym zwiazku uczac braku wiary i samodzielnosci, czy odejde od nich w sina dal, uczac? Czego, wlasnie? Chyba glupoty i autodestrukcji. Jak sie nie obrocisz to dupa bedzie z tylu. Oni juz przepadli, musze w tej sytuacji myslec przede wszystkim o sobie.
                                                  • hello-kitty2 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 16:13
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Kurcze, jestem zbyt wielkim egoista zeby sie rozwodzic. Mialbym poswiecic te re
                                                    > sztke szczescia i niezaleznosci w imie jakiegos ideologicznego popisu przed dzi
                                                    > ecmi? Mnie sie to kompletnie nie oplaca, zupelnie nie kupuje poswiecalnictwa dl
                                                    > a idei.
                                                    > Tak jestem egoista, odbieram dzieciom wiare i odwage zyciowa nie strzelajac sob
                                                    > ie z magnum we wlasne jaja. Hanba mi ;P

                                                    E tam. Prawda jest taka, ze chooj z dziecmi, kto by sie dziecmi jeszcze na kupe przejmowal. Kiedys ludzie nie mieli co chlac a teraz ludzie dla dzieci maja swoje zycie zmieniac/nie zmieniac? Bez przesady jaki juz jest postep w stosunku do poprzedniego wieku: czy ktores z naszych dzieci gloduje, czy nie ma ciuchow, komus ktos odmowil wyksztalcenia, lekarstw, wizyty u dentysty? Teraz rodzice doroslym dzieciom mieszkania kupuja. Czy tak bylo kiedys? To ile jeszcze mozna dla tych dzieci wiecej zrobic/ile oni jeszcze moga od nas chciec? Ja tez jak rylam ojcu, ze ktos tam ma to lepszego albo rodzice tak tamtemu zrobili albo to zagwarantowali czy zalatwili czy dal czy sie inaczej zachowali, to mi odpowiadal 'to idz i sobie znajdz takich rodzicow jakich potrzebujesz, tu takich nie ma!'. I to jest prawda. Rodzicow sie nie wybiera. A jak sie nie podoba to wypad.
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 16:22
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > E tam. Prawda jest taka, ze chooj z dziecmi, kto by sie dziecmi jeszcze na kupe
                                                    > przejmowal.

                                                    Ja sie przejmuje. Jak sie kogos kocha, to raczej normalne chyba. Sek w tym, ze nie zawsze potrafie odroznic, czy w imie tego uczucia robie im dobrze czy zle.
                                                  • ninek04 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 17:03
                                                    hello -kitty 2 napisała
                                                    >I to jest prawda. Rodzicow sie nie wybiera. A jak sie nie podoba to wypad.<

                                                    No ale ten wypad to możesz zapodać dziecku, które osiągnie zdolność do samodzielnego utrzymania się, nie wcześniej chyba. Więc jaki wypad, o czym Ty mówisz w ogóle.


                                                    --
                                                  • hello-kitty2 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 18:12
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > hello -kitty 2 napisała
                                                    > >I to jest prawda. Rodzicow sie nie wybiera. A jak sie nie podoba to wypad.
                                                    > <
                                                    >
                                                    > No ale ten wypad to możesz zapodać dziecku, które osiągnie zdolność do samodzie
                                                    > lnego utrzymania się, nie wcześniej chyba. Więc jaki wypad, o czym Ty mówisz w
                                                    > ogóle.

                                                    Ja nikomu nic nie zapodaje. Wszystko dokladnie opisalam. Czytaj z kontekstu. Jezeli mojemu dziecku nie podobaja sie MOJE wybory to sie MUSI dostosowac, bo innych rodzicow miec nie bedzie. Przeciez rozmawiamy o sytuacji kiedy to dzieciom Mabelle sie cos nie podobalo w niej, a nie ze jej sie cos nie podobalo w nich. 'Wypadu' nie traktujemy doslownie w tej wypowiedzi. Myslalas, ze moj ojciec mi kazal fizycznie chodzic i szukac innych rodzicow? ;-) Przeciez on mi tylko chcial uswiadomic to, co napisalam powyzej. To ja jako dziecko to lapalam w mig, a Ty teraz tego nie lapiesz? Czy udajesz? ;)
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 18:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja nikomu nic nie zapodaje. Wszystko dokladnie opisalam. Czytaj z kontekstu. Je
                                                    > zeli mojemu dziecku nie podobaja sie MOJE wybory to sie MUSI dostosowac, bo inn
                                                    > ych rodzicow miec nie bedzie.

                                                    Nie do konca masz racje. To Ty sprowadzasz swoje dzieci na swiat, wiec to Ty bierzesz odpowiedzialnosc za jakosc ich zycia. Dziecko przyjmie to co zostanie mu dane, bez dyskusji i bez protestu, bo nie umie odrozniac dobra od zla. Ale to od Ciebie zalezy co mu wpakujesz do plecaka na reszte zycia. Ono MUSI, zgadza sie, smutne jest tylko to, ze nie ma wyboru.
                                                  • hello-kitty2 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 18:53
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Nie do konca masz racje. To Ty sprowadzasz swoje dzieci na swiat, wiec to Ty bi
                                                    > erzesz odpowiedzialnosc za jakosc ich zycia. Dziecko przyjmie to co zostanie mu
                                                    > dane, bez dyskusji i bez protestu, bo nie umie odrozniac dobra od zla. Ale to
                                                    > od Ciebie zalezy co mu wpakujesz do plecaka na reszte zycia. Ono MUSI, zgadza s
                                                    > ie, smutne jest tylko to, ze nie ma wyboru.

                                                    Smuci Cie to, co ''wlozylas swojemu dziecku do plecaka", a nie smuci Cie, ze w Afryce dzieci umieraja z glodu, a dzieci uchodzcow topia sie w morzu? Zlap troche szersza perspektywe Mabelle.
                                                    Natomiast nie zgadzam sie, ze jako rodzice odpowiadamy za jakosc zycia (doroslego) swoich dzieci (jesli o to Ci chodzilo), natomiast jakosc terazniejszego zycia (dziecinstwa) mojego syna wystarczy, ze porownam do swojego i juz sie nie martwie o zaden plecak ;-)
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 19:12
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Smuci Cie to, co ''wlozylas swojemu dziecku do plecaka", a nie smuci Cie, ze w
                                                    > Afryce dzieci umieraja z glodu, a dzieci uchodzcow topia sie w morzu? Zlap troc
                                                    > he szersza perspektywe Mabelle.

                                                    Kicia, milosc jest nieracjonalna, nic na to nie poradzisz. I dlatego pewnie zwa to uczucie miloscia, bo pierwsza mysl jaka cie dopada jest o tym kogo kochasz. To jakby oczywiste przeciez.

                                                    > Natomiast nie zgadzam sie, ze jako rodzice odpowiadamy za jakosc zycia (dorosle
                                                    > go) swoich dzieci (jesli o to Ci chodzilo),

                                                    A kto odpowiada w takim razie ? Powolujac dziecko na swiat masz jedyna, niepowtarzalna okazje zabawic sie nie tylko w stworce, ale i w nauczyciela, w mentora. I zanim ten Twoj "produkt" pojdzie w swiat, mozesz go sobie kszaltowac na rozne sposoby.

                                                    >natomiast jakosc terazniejszego zyc
                                                    > ia (dziecinstwa) mojego syna wystarczy, ze porownam do swojego i juz sie nie ma
                                                    > rtwie o zaden plecak ;-)

                                                    Tak, jezeli porownam ten caly chlam materialny to tak, wychodzi rzeczywiscie mocno na plus, no ale ja nie o tym te moje wynurzenia przeciez.
                                                  • hello-kitty2 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 20:24
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > A kto odpowiada w takim razie ?

                                                    Sami odpowiadaja.

                                                    Powolujac dziecko na swiat masz jedyna, niepowt
                                                    > arzalna okazje zabawic sie nie tylko w stworce, ale i w nauczyciela, w mentora.
                                                    > I zanim ten Twoj "produkt" pojdzie w swiat, mozesz go sobie kszaltowac na rozn
                                                    > e sposoby. .

                                                    A to niebezpieczne jest. Jakbys wierzyla w Boga to bys wiedziala, ze jemu ta zabawa tez nie wyszla. To jest dopiero bol.
                                                    Ja tego tak nie odczuwam, mna kierowal instynkt, potem sie skonczyl i jest maly na swiecie. Kiedys obserwowalam swoja kotke. Jak urodzila to sie chwile opiekowala, a potem wyglupiala sie, ciekala, stratowala jednego malego, potem polozyla sie na nim i przyklepala go na placka. Wszystkie dzieci pomordowala na wesolo i dobra. Sobie mysle, Boze co ona glupia?
                                                    Ja swojego jestem ciekawa, obserwuje go z boku, poznaje, przygladam sie ale nie mam potrzeby zadnego ksztaltowania go, uczenia, owszem pomagam jak cos potrzebuje do szkoly albo pyta ale nie mam pojecia co mu trzeba, nie mam zadnej wizji ani koncepcji. Traktuje go zupelnie odrebnie od siebie, nawet nie ma uczenia z mojej strony tylko wymiana pogladow. W sumie to chyba traktuje go jak doroslego. Jestem pewna ze niczego go nie nauczylam, nawet mycia rak nie potrafilam, pilnowalam, prosilam, pilnowalam az mi sie po paru latach znudzilo i pomyslalam fuck this shit ;-) W koncu to jego zycie, a nie moje.

                                                    > Tak, jezeli porownam ten caly chlam materialny to tak, wychodzi rzeczywiscie mo
                                                    > cno na plus, no ale ja nie o tym te moje wynurzenia przeciez.

                                                    Chlam materialny to juz bardzo duzo, bo to znaczy, ze wszystkie drzwi maja otwarte. Gdyby teraz ojciec czy matka wreczyli Sabatowi kluczyki do mieszkania i powiedzieli zostaw ta suke to chyba lepszego prezentu by mu nie mogli zrobic, a tak to go kochaja na swoj sposob, a on sie meczy i co mu z tej milosci?
                                                  • kag73 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 20:45
                                                    !Ja swojego jestem ciekawa, obserwuje go z boku, poznaje, przygladam sie ale nie mam potrzeby zadnego ksztaltowania go, uczenia, owszem pomaga..."

                                                    Ale on Ciebie tez obserwuje, z boku. Czesto nie to co mowisz, ale to co robisz, to dziala na dziecko i to dziecko zapamietuje, tego sie uczy.
                                                    Ja tam mojego trenuje rowno ;)) A ojciec jeszcze doklada swoje, nie ma lekko ;)
                                                  • mabelle2000 Re: I jeszcze jedno 21.05.16, 21:04
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ja tego tak nie odczuwam, mna kierowal instynkt, potem sie skonczyl i jest maly
                                                    > na swiecie.

                                                    Tylko, ze ja nie jestem do konca pewna czy mna kierowal instynkt. Urodzilam dzieci majac niewiele ponad dwadziescia lat, sama wiec jeszcze bylam bardzo mloda, ale z tamtego czasu pamietam dokladnie swoje plany, ze bede im pokazywac swiat, przekaze cala te radosc i fantazje jaka wtedy mialam w sobie.

                                                    > Ja swojego jestem ciekawa, obserwuje go z boku, poznaje, przygladam sie ale nie
                                                    > mam potrzeby zadnego ksztaltowania go, uczenia, owszem pomagam jak cos potrzeb
                                                    > uje do szkoly albo pyta ale nie mam pojecia co mu trzeba, nie mam zadnej wizji
                                                    > ani koncepcji.

                                                    To chyba Kicia nie chodzi tak dokladnie o potrzebe ksztaltowania, ale o swiadomosc, ze dla swoich dzieci jestem kims bardzo waznym. A poniewaz jestem, to zawsze beda mnie obserwowac i czesto brac ze mnie przyklad. Dlatego wazne jest, zeby byc uczciwym wobec nich, nie deklarowac rzeczy, ktorych w praktyce sie nie robi.

                                                    > Chlam materialny to juz bardzo duzo, bo to znaczy, ze wszystkie drzwi maja otwa
                                                    > rte. Gdyby teraz ojciec czy matka wreczyli Sabatowi kluczyki do mieszkania i po
                                                    > wiedzieli zostaw ta suke to chyba lepszego prezentu by mu nie mogli zrobic, a t
                                                    > ak to go kochaja na swoj sposob, a on sie meczy i co mu z tej milosci?

                                                    Kicia, to Ty sie zdecyduj, czy niczego nie uczysz i zostawiasz samopas, czy jednak podtykasz kase i tym samym wplywasz na decyzje zyciowe swoich dzieci. No bo tu to jakby widze sprzecznosc :-)
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 12:59
                                                    Aha, nie odpowiedziałam dlaczego sam seks pozamałżeński mnie tak nie rusza (chociaż wcale niej jest tak do końca łatwy do przełknięcia) . Bo nastawieni tylko na seks (nawet mocno podkręcony emocjami, ale tymi z gatunku erotycznych) nie udają, mają do zaofiarowania, na ten moment życia przynajmniej, coś więcej.
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:30
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Aha, nie odpowiedziałam dlaczego sam seks pozamałżeński mnie tak nie rusza (cho
                                                    > ciaż wcale niej jest tak do końca łatwy do przełknięcia) . Bo nastawieni tylko
                                                    > na seks (nawet mocno podkręcony emocjami, ale tymi z gatunku erotycznych) nie u
                                                    > dają, mają do zaofiarowania, na ten moment życia przynajmniej, coś więcej.

                                                    Udają andzia, udają. Tyle że udają w innej przestrzeni. Seks wydawać się może mniej intymny/zajmujący niż uczucie. Ale czy tak dla nas kobiet jest? Oczywiście odrzućmy pierwsze razy dla zabawy. Potem pojawia się przywiązanie, chęć bliskości, poznania, dawania. Taka nasza konstrukcja. I może on mnie nie oszukuje, ale to równie niebezpieczne, zwłaszcza że nie ma na kogo przenieść tego kawałka winy:(
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:58
                                                    zawle napisała:

                                                    > Udają andzia, udają. Tyle że udają w innej przestrzeni. Seks wydawać się może m
                                                    > niej intymny/zajmujący niż uczucie. Ale czy tak dla nas kobiet jest? Oczywiście
                                                    > odrzućmy pierwsze razy dla zabawy. Potem pojawia się przywiązanie, chęć blisko
                                                    > ści, poznania, dawania. Taka nasza konstrukcja. I może on mnie nie oszukuje, al
                                                    > e to równie niebezpieczne, zwłaszcza że nie ma na kogo przenieść tego kawałka w
                                                    > iny:(

                                                    Przecież ludzie zazwyczaj udają nie tylko w związkach łamiących normy obyczajowe, ale i w tych jawnych :) Większą część naszego dnia przeznaczamy na różnego rodzaju ściemy i ruchy dyplomatyczne, więc czemu miałoby to nie dotyczyć seksu pozamałżeńskiego. Życie to jedna wielka ściema i teatr.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:06
                                                    Seks wydawać się może m
                                                    > niej intymny/zajmujący niż uczucie. Ale czy tak dla nas kobiet jest? Oczywiście
                                                    > odrzućmy pierwsze razy dla zabawy. Potem pojawia się przywiązanie, chęć blisko
                                                    > ści, poznania, dawania. Taka nasza konstrukcja.

                                                    Masz rację, Zawle, jest pułapka :-) Dlatego moja jedyna żonata przygoda była facetem z góry, od początku, rozpoznanym jako nie-do-zakochania-się. No i oczywiście okazją przez duże "O", żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia :-P Narcyz, narcyz, narcyz po wielokroć, wyobraźnia erotyczna i upodobania w moim stylu, temperament i nakręcenie na typ jaki ja reprezentuję, walory ciała i intelektu, męski zawód z tych, które mnie kręcą i powodują samoistny zjazd majtek, odwaga i przedsiębiorczość (on uwodził, ja się wzbraniałam ;-)) brak smętnych gadek o życiu, żonie i dzieciątkach - można wchodzić. Nie pomyliłam się w ocenach: było ruchanko może nie dekady ale pięciolatki pewnie tak i brak zaangażowania. Bo był narcyzem, na tyle silnym, że bardzo łatwym do rozgryzienia, a to jest dla mnie typ do odstrzału na jakiekolwiek relacje emocjonalne że o uczuciowych nie wspomnę. Sytuacja czysta i klarowna. Rada? Ruchać żonatych, którzy z lekka odstręczają nas charakterem, jednakowoż nei na tylei nie w ten sposób, zeby nam podniecenie wyparowało :-P
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:27
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Masz rację, Zawle, jest pułapka :-) Dlatego moja jedyna żonata przygoda była fa
                                                    > cetem z góry, od początku, rozpoznanym jako nie-do-zakochania-się. No i oczywiś
                                                    > cie okazją przez duże "O", żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia :-P

                                                    O ja pierdole...
                                                    Przed kwadransem byłem pewny, że się z żonatymi nigdy nie spotykałaś....

                                                    > Narcyz, narcyz,
                                                    > narcyz po wielokroć, wyobraźnia erotyczna i upodobania w moim stylu, temperamen
                                                    > t i nakręcenie na typ jaki ja reprezentuję, walory ciała i intelektu, męski zaw
                                                    > ód z tych, które mnie kręcą i powodują samoistny zjazd majtek, odwaga i przedsi
                                                    > ębiorczość (on uwodził, ja się wzbraniałam ;-)) brak smętnych gadek o życiu, żo
                                                    > nie i dzieciątkach - można wchodzić. Nie pomyliłam się w ocenach: było ruchanko
                                                    > może nie dekady ale pięciolatki pewnie tak i brak zaangażowania. Bo był narcyz
                                                    > em, na tyle silnym, że bardzo łatwym do rozgryzienia, a to jest dla mnie typ do
                                                    > odstrzału na jakiekolwiek relacje emocjonalne że o uczuciowych nie wspomnę. Sy
                                                    > tuacja czysta i klarowna. Rada? Ruchać żonatych, którzy z lekka odstręczają nas
                                                    > charakterem, jednakowoż nei na tylei nie w ten sposób, zeby nam podniecenie wy
                                                    > parowało :-P

                                                    No. To Wont mówił już. Jak to szło? "Ruchaj patola".
                                                    Kitty coś tam o śmieciach wspominała...
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:41
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > No. To Wont mówił już. Jak to szło? "Ruchaj patola".
                                                    > Kitty coś tam o śmieciach wspominała...

                                                    Oj juz mi bedziesz wypominal, dziadu Ty ;-) Zapomnialam wyniesc smieci, no...
                                                    A na powaznie: do zonatych trzeba miec konstrukcje psychiczna zeby sobie ich leciec po sportowemu. Jezeli tej konstrukcji nie ma to sie trzeba zabezpieczac na rozne sposoby miedzy innymi tak jak pisze Aandzia. Ja sie np w ogole nie nadaje, bo sie potrafie zaangazowac. Trzeba sie chronic.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:47
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Oj juz mi bedziesz wypominal, dziadu Ty ;-) Zapomnialam wyniesc smieci, no...
                                                    > A na powaznie: do zonatych trzeba miec konstrukcje psychiczna zeby sobie ich le
                                                    > ciec po sportowemu. Jezeli tej konstrukcji nie ma to sie trzeba zabezpieczac na
                                                    > rozne sposoby miedzy innymi tak jak pisze Aandzia. Ja sie np w ogole nie nadaj
                                                    > e, bo sie potrafie zaangazowac. Trzeba sie chronic.

                                                    Ale ja się po prostu z was napierdalam ;)
                                                    Trzeba umieć się odciąć emocjonalnie na wielu frontach. Przynajmniej w pewnym zakresie. Jasne, w przypadku romansu pozamałżeńskiego to absolutna oczywistość. Inaczej z czasem stanie się bardzo nieznośnie. Trzeba umieć wyznaczyć sobie nieprzekraczalne granice, a nie każdy to potrafi. Albo chce potrafić.
                                                    Według mnie, kobieta wolna, dysponująca czasem nie powinna zawracać sobie głowy żonatymi. To nierówny układ i będzie z tego bieda, prędzej czy później. Jest masa młodych, singli, rozwodników itd - to wasz teren, działajcie.
                                                    Za to mężatce będzie lepiej i po drodze z panem w podobnej sytuacji. "Brothers in arms" :)
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:48

                                                    >
                                                    > O ja pierdole...
                                                    > Przed kwadransem byłem pewny, że się z żonatymi nigdy nie spotykałaś....

                                                    Nie spotykałam się celem flirtów, rozmów, ewentualnych dalszych ciągów, poznawania się, obserwowania panów i swoich emocji. Z tym spotkałam się parę razy w konkretnym celu, na konkretnych zasadach, z wiedzą o jego zdecydowanej żonatości i z wiedzą na o sobie w kontekście panów tego typu. Bez ściemy. Wydarzenie bez precedensu i więcej takich nie będzie. Jednostkowe doświadczenie, skok w bok z obranej ścieżki ;-)


                                                    Ruchać żonatych, którzy z lekka odstręcza
                                                    > ją nas
                                                    > > charakterem, jednakowoż nei na tylei nie w ten sposób, zeby nam podniece
                                                    > nie wy
                                                    > > parowało :-P
                                                    >
                                                    > No. To Wont mówił już. Jak to szło? "Ruchaj patola".
                                                    > Kitty coś tam o śmieciach wspominała...

                                                    I ja się pod tym podpisałam. Chociaż słowo "patol" mię z lekka nie teged i nie pasuje mi. Proponuję (jeśli juz ktoś musi w małżeństwie pozostając lub z żonatym/mężatką) bzykać się z osobami nie-do-związku dla nas i takimi, których nie skrzywdzimy bzyknięciem ich. Mój pan skrzywdzon nie został, o nie. Wyobrażasz sobie skrzywdzonego, emocjonalnie zaangażowanego narcyza? ;-)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:06
                                                    aandzia43 napisała:

                                                    > Nie spotykałam się celem flirtów, rozmów, ewentualnych dalszych ciągów, poznawa
                                                    > nia się, obserwowania panów i swoich emocji. Z tym spotkałam się parę razy w ko
                                                    > nkretnym celu, na konkretnych zasadach, z wiedzą o jego zdecydowanej żonatości
                                                    > i z wiedzą na o sobie w kontekście panów tego typu. Bez ściemy. Wydarzenie bez
                                                    > precedensu i więcej takich nie będzie. Jednostkowe doświadczenie, skok w bok z
                                                    > obranej ścieżki ;-)

                                                    Rozumiem. Po prostu chodziło o ogromną namiętność a nie zaangażowanie emocjonalne. Według mnie nie ma co się lać żurem, że więcej nie będzie precedensu. Można przyjąć, że taki jest plan - a plany warto mieć - ale z drugiej strony, skoro jest się wolnym, wszystko można a nic nie trzeba, to jeśli przydarzy się jakiś monumentalny zew natury, to aż szkoda nie odpowiedzieć. Nie wiem nawet, czy od pewnego poziomu pożądania nieskrępowany zobowiązaniami i samostanowiący człowiek jest władny postawić sobie tamę przed jego realizacją ;) Możesz spotkać kogoś, kto obrazowo mówiąc rozpierdala Ci system i czujesz, że jak nie dasz mu teraz i tu, nawet na gołym kamieniu, to coś Ci się w głowę stanie...
                                                    Ale fakt jest taki, że tak monumentalne zewy natury nie zdarzają się codziennie. Bywa, że nie zdarzają się wcale, więc patrząc z tego punktu widzenia jesteś relatywnie bezpieczna ;)
                                                    Większość ludzi, których spotyka się na swojej drodze to takie "szare tło". Zdarzają się ludzie owszem - ciekawi - ale z jakimiś znakami zapytania. Wtedy jeśli są dostępni, można dać im szansę. Facetów przy których majtki same jadą na kolana - zakładam - kobiety spotykają raczej rzadko? Ale wtedy wszystko może się zdarzyć.

                                                    ... no to se pogadałem ;D
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 00:23

                                                    > Rozumiem. Po prostu chodziło o ogromną namiętność a nie zaangażowanie emocjonal
                                                    > ne.

                                                    Wiesz, namiętność to zbyt wiele powiedziane, bo dla mnie w określeniu namiętność zawierają sie tez jakieś uczucia. Jakieś. Tu nie było żadnych uczuć. Zawrót głowy, jazda bez trzymanki, erotyczne emocje podkręcone na maksa, swoiste teatrum i owszem, były. Karnawał w Rio z karnawałem w Wenecji ;-) Bez kaca za to ze stopami tańcem zmęczonymi.

                                                    ch spotyka się na swojej drodze to takie "szare tło". Zda
                                                    > rzają się ludzie owszem - ciekawi - ale z jakimiś znakami zapytania. Wtedy jeśl
                                                    > i są dostępni, można dać im szansę. Facetów przy których majtki same jadą na ko
                                                    > lana - zakładam - kobiety spotykają raczej rzadko? Ale wtedy wszystko może się
                                                    > zdarzyć.

                                                    Może się zdarzyć, ale nie musi bo dużo zależy od tego w jakim momencie zycia taki facet się nam objawi. Kiedyś oddaliłam pokusę wejścia w bliższą relację z okazją przez duże "O" bo byłam szczęśliwą mężatką. Okazja dyskretnie patrzyła tygryskiem i mięśnie żuchwy jej chodziły, mnie gacie same spadały, ale nie dałam sygnału do ataku. Nie żałowałam decyzji i nie żałuję do dziś. Może tylko mam pretensje do losu, że nei zesłała mi jej w innym czasie ;-)
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:08
                                                    mi się taka historia przypomniała;) siostra pracuje w służbie zdrowia, wchodzi kiedyś na oddzial, a tam pielęgniarki placza ostro w dyżurce. Zaniepokojona pyta co się dzieje i słyszy opowieść: bardzo starsza pani w stanie agonalnym po wylewie, całkowicie sparalizowana miewa gosci na zmiane, albo rodzina przychodzi w komplecie zazwyczaj albo jeden starszy pan samotnie- przychodzi wieczorem i siedzi do pozna. Pani nie ma kontaktu ze swiatem, pan ja glaszcze, mowi do niej, myje, siedzi przy niej trzyma ja za reke. Za każdym razem wita się grzecznie z personelem, pyta o stan pani, przynosi prezenty pielęgniarkom. Pewnego razu przyszedł w odwiedziny i zarzadal kategorycznie zmiany koszuli nocnej dla pani, która było swiezo przez personel umyta i przebrana, bo pani nie lubi koloru niebieskiego, a taka koszule zostawila jej rodzina. Oczywiście dziewczyny w szoku ale pan z oczami pelnymi lez prosi, żeby to jednak zrobily, bo on jest kochankiem tej pani od kilkudziesięciu lat i nie może się zgodzić na to żeby ktoś nie szanowal jej uczuc, dla niego to jest pogwałcenie jej! I on bardzo prosi...
                                                    Szok, sama się powylam jak to usłyszałam;)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:15
                                                    Grób mojego dziadka też porządkowały na zmianę babcia i kochanka, patrząc na siebie spod byka ;)
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:24
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > mi się taka historia przypomniała;) siostra pracuje w służbie zdrowia, wchodzi
                                                    > kiedyś na oddzial, a tam pielęgniarki placza ostro w dyżurce. Zaniepokojona pyt
                                                    > a co się dzieje i słyszy opowieść: bardzo starsza pani w stanie agonalnym po wy
                                                    > lewie, całkowicie sparalizowana miewa gosci na zmiane, albo rodzina przychodzi
                                                    > w komplecie zazwyczaj albo jeden starszy pan samotnie- przychodzi wieczorem i s
                                                    > iedzi do pozna. Pani nie ma kontaktu ze swiatem, pan ja glaszcze, mowi do niej,
                                                    > myje, siedzi przy niej trzyma ja za reke. Za każdym razem wita się grzecznie z
                                                    > personelem, pyta o stan pani, przynosi prezenty pielęgniarkom. Pewnego razu pr
                                                    > zyszedł w odwiedziny i zarzadal kategorycznie zmiany koszuli nocnej dla pani, k
                                                    > tóra było swiezo przez personel umyta i przebrana, bo pani nie lubi koloru nieb
                                                    > ieskiego, a taka koszule zostawila jej rodzina. Oczywiście dziewczyny w szoku a
                                                    > le pan z oczami pelnymi lez prosi, żeby to jednak zrobily, bo on jest kochankie
                                                    > m tej pani od kilkudziesięciu lat i nie może się zgodzić na to żeby ktoś nie sz
                                                    > anowal jej uczuc, dla niego to jest pogwałcenie jej! I on bardzo prosi...
                                                    > Szok, sama się powylam jak to usłyszałam;)
                                                    ---------
                                                    Wzruszajace. Az lze otarlem. Ale, tak juz na powaznie, to nie zdziwilbym sie jakby babcia byla zupelnie przypadkowa, nieznana mu osoba, a on mial ochote wyruchac jakas pielegniarke. No bo skoro przez tyle lat tak sie kochali to czemu po prostu...
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:28
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Wzruszajace. Az lze otarlem. Ale, tak juz na powaznie, to nie zdziwilbym sie ja
                                                    > kby babcia byla zupelnie przypadkowa, nieznana mu osoba, a on mial ochote wyruc
                                                    > hac jakas pielegniarke. No bo skoro przez tyle lat tak sie kochali to czemu po
                                                    > prostu...

                                                    Bo go nie było, kurwa, stać na alimenty, Ty nieczuły profanie. A na koniec dostał takiego Alzheimera, że zapomniał, że jego dzieci są już po czterdziestce.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:36
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > > Wzruszajace. Az lze otarlem. Ale, tak juz na powaznie, to nie zdziwilbym
                                                    > sie ja
                                                    > > kby babcia byla zupelnie przypadkowa, nieznana mu osoba, a on mial ochote
                                                    > wyruc
                                                    > > hac jakas pielegniarke. No bo skoro przez tyle lat tak sie kochali to cze
                                                    > mu po
                                                    > > prostu...
                                                    >
                                                    > Bo go nie było, kurwa, stać na alimenty, Ty nieczuły profanie. A na koniec dost
                                                    > ał takiego Alzheimera, że zapomniał, że jego dzieci są już po czterdziestce.

                                                    albo zapomnial po co przyszedł;) w każdym razie, historia fajna, mowcie co chcecie
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:40
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Bo go nie było, kurwa, stać na alimenty, Ty nieczuły profanie. A na koniec dost
                                                    > ał takiego Alzheimera, że zapomniał, że jego dzieci są już po czterdziestce.
                                                    ---------
                                                    Dobra, bez podsmiechujek, bo mi sie wlasnie zapalilo swiatelko. Czy to nie bylby zajebisty sposob, zeby w wieku szescdziesciu paru lat przeleciec jakas mloda gaske? No bo do tej pory to zgadzalismy sie, ze duza roznica wieku + ruchanie = kasa. A ruchanie i tak z musu, bez mokrych stringow. A co dziewczyny myslicie o takim starszym panu? Czy sadzicie, ze istnieja wsrod pielegniarek albo lekarek laski, ktore takie cos zwilza i po niechronnym odejsciu babci (no bo przeciez w stanie agonalnym...) umawiaja sie z panem, a koniec koncow laduja z nim w lozku. Fuck, to naprawde moze miec rece i nogi...
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:43
                                                    wont2 napisał:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    >
                                                    > > Bo go nie było, kurwa, stać na alimenty, Ty nieczuły profanie. A na konie
                                                    > c dost
                                                    > > ał takiego Alzheimera, że zapomniał, że jego dzieci są już po czterdziest
                                                    > ce.
                                                    > ---------
                                                    > Dobra, bez podsmiechujek, bo mi sie wlasnie zapalilo swiatelko. Czy to nie bylb
                                                    > y zajebisty sposob, zeby w wieku szescdziesciu paru lat przeleciec jakas mloda
                                                    > gaske? No bo do tej pory to zgadzalismy sie, ze duza roznica wieku + ruchanie =
                                                    > kasa. A ruchanie i tak z musu, bez mokrych stringow. A co dziewczyny myslicie
                                                    > o takim starszym panu? Czy sadzicie, ze istnieja wsrod pielegniarek albo lekare
                                                    > k laski, ktore takie cos zwilza i po niechronnym odejsciu babci (no bo przeciez
                                                    > w stanie agonalnym...) umawiaja sie z panem, a koniec koncow laduja z nim w lo
                                                    > zku. Fuck, to naprawde moze miec rece i nogi...
                                                    >

                                                    .....ale on mogł już tylko ja po rekach glaskac
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:52
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > .....ale on mogł już tylko ja po rekach glaskac
                                                    ------
                                                    A kto tu mowi o tej babince? Ona jest tylko rekwizytem. Dwudziestoletnia pielegniareczke, wzruszona uczuciem starszego pana, dziadek poglaskalby inna konczyna.

                                                    Wiem, jestem okropny. Ale to wszystko dlatego, ze moze nie musialbym na starosc emigrowac do Kambodzy. I stad te emocje.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 17:04
                                                    wont2 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > .....ale on mogł już tylko ja po rekach glaskac
                                                    > ------
                                                    > A kto tu mowi o tej babince? Ona jest tylko rekwizytem. Dwudziestoletnia pieleg
                                                    > niareczke, wzruszona uczuciem starszego pana, dziadek poglaskalby inna konczyna
                                                    > .
                                                    >
                                                    > Wiem, jestem okropny. Ale to wszystko dlatego, ze moze nie musialbym na starosc
                                                    > emigrowac do Kambodzy. I stad te emocje.
                                                    >

                                                    ale właśnie ta starość go ograniczala. Już pewnie ledwo ja głaskał, brak motoryki cie mocno ograniczy na starość, ale ta sześćdziesiątka to jeszcze nie wiek starczy wiec wykorzystaj kazda okazje która się nadarzy;)
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 17:06
                                                    A co jest starszemu, samotnemu mezczyznie potrzebne bardziej jeszcze niz ruchanko i jedrny cyc? Opieka. A istnieje ktos kto sie lepiej zaopiekuje niz pielegniarka z syndromem matki teresy? No wlasnie... Ja pierdole, ten gosc jest genialny.
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 17:11
                                                    wont2 napisał:

                                                    > A co jest starszemu, samotnemu mezczyznie potrzebne bardziej jeszcze niz ruchan
                                                    > ko i jedrny cyc? Opieka. A istnieje ktos kto sie lepiej zaopiekuje niz pielegni
                                                    > arka z syndromem matki teresy? No wlasnie... Ja pierdole, ten gosc jest genialn
                                                    > y.
                                                    >

                                                    ;)) ty jesteś chory;)
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 17:11
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > wont2 napisał:
                                                    >
                                                    > > A co jest starszemu, samotnemu mezczyznie potrzebne bardziej jeszcze niz
                                                    > ruchan
                                                    > > ko i jedrny cyc? Opieka. A istnieje ktos kto sie lepiej zaopiekuje niz pi
                                                    > elegni
                                                    > > arka z syndromem matki teresy? No wlasnie... Ja pierdole, ten gosc jest g
                                                    > enialn
                                                    > > y.
                                                    > >
                                                    >
                                                    > ;)) ty jesteś chory;)

                                                    na już ci potrzeba tej pielęgniarki;)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 17:23
                                                    "A co jest starszemu, samotnemu mezczyznie potrzebne bardziej jeszcze niz ruchanko i jedrny cyc? Opieka. A istnieje ktos kto sie lepiej zaopiekuje niz pielegniarka z syndromem matki teresy? No wlasnie... Ja pierdole, ten gosc jest genialny."

                                                    No chlopie dobrze kombinujesz, rzecz w tym, ze ta mloda pielegniarka moze oprocz tego opiekowania sie dziadkiem chcialaby sie jeszcze z kims pobzykac? No chyba, ze jakas swietojebliwa, aseksualna z syndromem matki Teresy. Ale jezeli ten gostek zamozny jest, to juz sie robi ciekawiej, bo mozna z zasobow skorzystac, dziadkiem sie opiekowac a ruchac innego na boku.
                                                    Tak czy siak, potrzebna troche szczescia co by znalezc taka aseksualna matke Tereske albo troche pieniedzy, zeby nie aseksualna na to poszla.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 21:26
                                                    wont2 napisał:

                                                    > A co jest starszemu, samotnemu mezczyznie potrzebne bardziej jeszcze niz ruchan
                                                    > ko i jedrny cyc?

                                                    Sens istnienia. Szukamy go wszyscy, desperacko, przez cale swoje trwanie w ludzkiej formie. Tak naprawde poprzez przebudzenie swiadomosci wlasnej egzystencji, a jednoczesnie przez bycie pozostawionym sam na sam z niezliczonymi pytaniami, na ktore prawdopodobnie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi jako gatunek, stalismy sie najbardziej zagubionymi istotami w znanym sobie wszechswiecie. Jak tonacy rozgladamy sie desperacko za czyms, czego moglibysmy sie uczepic, czemus co nadaloby naszej formie istnienia jakis uporzadkowany i zdatny do zaakceptowania wymiar. Bardzo czesto tym czyms jest uczucie milosci, poniewaz subiektywnie odbieramy je jako najpiekniejsze i najzwnioslejsze z uczuc jakie mozemy ogarnac swoja swiadomoscia. Kierujemy sie ku temu kruchemu ognikowi nadziei, ze to wszystko ma jakis, jakikolwiek sens... i ze nasza ograniczona egzystencja w wiezieniu z miesa, skory, kosci i wlosow nie bedzie tylko jalowym tchnieniem w wiecznosci, ktore rozplynie sie bezpotomnie w bialej, nieskonczonej ciszy.
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 08:03
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Sens istnienia. Szukamy go wszyscy, desperacko, przez cale swoje trwanie w ludz
                                                    > kiej formie. Tak naprawde poprzez przebudzenie swiadomosci wlasnej egzystencji,
                                                    > a jednoczesnie przez bycie pozostawionym sam na sam z niezliczonymi pytaniami,
                                                    > na ktore prawdopodobnie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi jako gatunek, stalismy
                                                    > sie najbardziej zagubionymi istotami w znanym sobie wszechswiecie. Jak tonacy
                                                    > rozgladamy sie desperacko za czyms, czego moglibysmy sie uczepic, czemus co nad
                                                    > aloby naszej formie istnienia jakis uporzadkowany i zdatny do zaakceptowania wy
                                                    > miar. Bardzo czesto tym czyms jest uczucie milosci, poniewaz subiektywnie odbie
                                                    > ramy je jako najpiekniejsze i najzwnioslejsze z uczuc jakie mozemy ogarnac swo
                                                    > ja swiadomoscia. Kierujemy sie ku temu kruchemu ognikowi nadziei, ze to wszystk
                                                    > o ma jakis, jakikolwiek sens... i ze nasza ograniczona egzystencja w wiezieniu
                                                    > z miesa, skory, kosci i wlosow nie bedzie tylko jalowym tchnieniem w wiecznosci
                                                    > , ktore rozplynie sie bezpotomnie w bialej, nieskonczonej ciszy.
                                                    -------
                                                    Pięknie to napisałeś. Ja jednak pozostaję przy swoim, że lepszy jędrny cyc i mokra cipka w garści niż miłość na dachu. Czym jest bowiem miłość? Hmmm. A cyc i cipka są wymierne, policzalne i użytkowe. To jest konkret proszę pana a nie jakieś dziewiętnastowieczne fiu bździu. Tym bardziej, że na moim akurat dachu ląduje najczęściej nie gołąbek miłości i pokoju, ale gołębie guano :)

                                                    A próbowanie odnalezienia sensu życia poprzez wejście w uczuciową relację z kobietą jest tylko trochę mniej nierozsądne niż szukanie sensu życia na dnie butelki, strzykawki czy dnie pięciolitrowego pojemnika pistacjowych lodów :)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 08:46
                                                    wont2 napisał:

                                                    > A próbowanie odnalezienia sensu życia poprzez wejście w uczuciową relację z kob
                                                    > ietą jest tylko trochę mniej nierozsądne niż szukanie sensu życia na dnie butel
                                                    > ki, strzykawki czy dnie pięciolitrowego pojemnika pistacjowych lodów :)

                                                    No pewno. Ale kiedy polapiesz sie, ze nie ma pewnych drog i jasnych drogowskazow, to w otaczajacym Cie bialym, matrixowym konstrukcie zaczynasz szukac odpowiedzi najbardziej prawdopodobnych, a nie tych skrajnych. Chociaz w rzeczywistosci moga sie one okazac rownowartosciowe.
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 09:16
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > No pewno. Ale kiedy polapiesz sie, ze nie ma pewnych drog i jasnych drogowskazo
                                                    > w, to w otaczajacym Cie bialym, matrixowym konstrukcie zaczynasz szukac odpowie
                                                    > dzi najbardziej prawdopodobnych, a nie tych skrajnych. Chociaz w rzeczywistosci
                                                    > moga sie one okazac rownowartosciowe.
                                                    -------
                                                    Jak się zorientujesz, że w gęstym lesie nie ma pewnych dróg i jasnych drogowskazów, to w końcu zatrzymasz się, przestaniesz iść bez celu, rozejrzysz dookoła i stwierdzisz, że ta polanka na której akurat jesteś, to jest całkiem zajebiste miejsce do życia :)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 09:08
                                                    wont2 napisał:
                                                    > A próbowanie odnalezienia sensu życia poprzez wejście w uczuciową relację z kobietą jest tylko trochę mniej nierozsądne niż szukanie sensu życia na dnie butelki, strzykawki czy dnie pięciolitrowego pojemnika pistacjowych lodów :).
                                                    ----------------------------------------------------------------
                                                    Ta relacja wymaga ciągłej pracy, i dlatego jest nieskończenie trudniejsza, podczas gdy ćpanie, obżeranie i picie daje Ci fun na wejściu. W. Tatarkiewicz dokładnie opisał czym jest szczęście, a czym przyjemności. Nie należy porównywać i mylić tych pojęć.
                                                  • wont2 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 09:18
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Ta relacja wymaga ciągłej pracy, i dlatego jest nieskończenie trudniejsza, podc
                                                    > zas gdy ćpanie, obżeranie i picie daje Ci fun na wejściu. W. Tatarkiewicz dokła
                                                    > dnie opisał czym jest szczęście, a czym przyjemności. Nie należy porównywać i m
                                                    > ylić tych pojęć.
                                                    ------
                                                    Nie czytałem, nie znam człowieka. Ale nie sądzę że pisał, żeby szukać szczęścia i sensu życia na zewnątrz :) A czy to jest kobieta, alko, narko czy lody pistacjowe to już detal :)
                                                  • marek.zak1 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 09:41
                                                    wont2 napisał:

                                                    Nie czytałem, nie znam człowieka. Ale nie sądzę że pisał, żeby szukać szczęścia i sensu życia na zewnątrz :) A czy to jest kobieta, alko, narko czy lody pistacjowe to już detal :).
                                                    ---------------------------------------------------------
                                                    ,,O szczęściu" W. Tatarkiewicz. Z grubsza, Piszesz o przyjemnościach, a nie o sensie życia czy szczęściu.
                                                  • ninek04 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 17:26
                                                    wont 2 napisał
                                                    >Pięknie to napisałeś. Ja jednak pozostaję przy swoim, że lepszy jędrny cyc i mokra cipka w garści niż miłość na dachu. Czym jest bowiem miłość? Hmmm. A cyc i cipka są wymierne, policzalne i użytkowe. To jest konkret proszę pana a nie jakieś dziewiętnastowieczne fiu bździu. Tym bardziej, że na moim akurat dachu ląduje najczęściej nie gołąbek miłości i pokoju, ale gołębie guano :)<

                                                    No nie? Miłości mu się zachciewa? W tym wieku? Jak już życie prawie że przeżyte, przeżute na wszystkie strony i wymemłane. Teraz to trzeba się skupić na tym, co pozostało, a nie na zagłębianiu się w sens życia, który jest nieuchwytny, zmienny i skończony, jakby nie było ;)

                                                    >A próbowanie odnalezienia sensu życia poprzez wejście w uczuciową relację z kobietą jest tylko trochę mniej nierozsądne niż szukanie sensu życia na dnie butelki, strzykawki czy dnie pięciolitrowego pojemnika pistacjowych lodów :)<

                                                    Dokładnie tak.A lody są pyszne, właściwie każde, byle nie czekoladowe ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 17:24
                                                    Co myslimy o starszym panu?

                                                    www.youtube.com/watch?v=ViBdy1y-Gkk
                                                  • zawle Re: Dlaczego....? 21.05.16, 07:02
                                                    sabat3 napisał:
                                                    > Bo go nie było, kurwa, stać na alimenty, Ty nieczuły profanie. A na koniec dost
                                                    > ał takiego Alzheimera, że zapomniał, że jego dzieci są już po czterdziestce.

                                                    Taaa...to taka zabawa seksualna. Babcia udaje stan agonalny, niby-kochanek rozpacza, pojawia się pielęgniarka. Pan martwi się co zrobi z pieniędzmi na konciei mieszkaniem, bo stary sam jest i że by je przepisał komuś dobremu. Pielęgniarka widzi w tym swoją szansę wyjścia z beznadziejnego małżeństwa. I tu pojawia się następna starcza dłoń spod kołderki.
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 07:49
                                                    Pieniadze to przeklenstwo ;)
                                                    Na bezludnej wyspie wkurwialibysmy sie o to, kto ma wiecej kokosow ;)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 07:57
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > Pieniadze to przeklenstwo ;)
                                                    > Na bezludnej wyspie wkurwialibysmy sie o to, kto ma wiecej kokosow ;)

                                                    W kazdym razie, nie myslcie, ja tam chetnie bym troche "piniendzy" przytulil :> Lubie przeklenstwa :D
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 21.05.16, 12:42
                                                    zawle napisała:

                                                    > sabat3 napisał:
                                                    > > Bo go nie było, kurwa, stać na alimenty, Ty nieczuły profanie. A na konie
                                                    > c dost
                                                    > > ał takiego Alzheimera, że zapomniał, że jego dzieci są już po czterdziest
                                                    > ce.
                                                    >
                                                    > Taaa...to taka zabawa seksualna. Babcia udaje stan agonalny, niby-kochanek rozp
                                                    > acza, pojawia się pielęgniarka. Pan martwi się co zrobi z pieniędzmi na konciei
                                                    > mieszkaniem, bo stary sam jest i że by je przepisał komuś dobremu. Pielęgniark
                                                    > a widzi w tym swoją szansę wyjścia z beznadziejnego małżeństwa. I tu pojawia si
                                                    > ę następna starcza dłoń spod kołderki.

                                                    ;)) widze to
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:35
                                                    wont2 napisał:

                                                    > Wzruszajace. Az lze otarlem. Ale, tak juz na powaznie, to nie zdziwilbym sie ja
                                                    > kby babcia byla zupelnie przypadkowa, nieznana mu osoba, a on mial ochote wyruc
                                                    > hac jakas pielegniarke. No bo skoro przez tyle lat tak sie kochali to czemu po
                                                    > prostu...
                                                    >

                                                    fajnie ze jesteś wrazliwy;)) poplacz trochę to ci dobrze zrobi, na szkoleniach nam mowia ze emocji nie należy blokować;)
                                                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:38
                                                    bgz0702 napisała:

                                                    > na szkoleniach nam mowia ze emocji nie należy blokować;)

                                                    Ja bym się upewnił, po czym rzucił na szkoleniowca z wrzaskiem i pianą na ustach :D
                                                  • bgz0702 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 16:41
                                                    sabat3 napisał:

                                                    > bgz0702 napisała:
                                                    >
                                                    > > na szkoleniach nam mowia ze emocji nie należy blokować;)
                                                    >
                                                    > Ja bym się upewnił, po czym rzucił na szkoleniowca z wrzaskiem i pianą na ustac
                                                    > h :D

                                                    i scyzorykiem w reku;) a on do ciebie z kwiatkiem;)
                                                  • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:34
                                                    "Jak się facet jeszcze nie może zdecydować na rozstanie ze swoją partnerką (to nie musi być od razu rozwód), z którą mu źle na tyle, że SZUKA NOWYCH ZNAJOMOŚCI i z premedytacją w nie wchodzi, to znaczy że niewiele ma nowej do zaproponowania. I to nawet nei w sensie czasowym czy finansowym. O wiele łatwiej mi zrozumieć i zaakceptować szukanie seksu, czystego seksu."

                                                    Ty moze nie pamietasz wizji Morrisona. On chce byc monogamiczny zyciowo ale nie seksualnie, czyli nawet jezeli zedcyduje sie na zwiazek z Toba, mozesz byc pierwsza a nie druga, ale nie jedyna, nie jedyna seksualnie, w zalozeniu, bo jak przychodzi co do czego to sie jednak okazuje czesto co innego.
                                                    Bo morrison szuka milosci, ktora dopuszcza seks z inymi partnerami, najlepiej na legalu, np. swing. Nie szuka zwiazku monogamicznego, bo monogamicznie sie zachowywac nie chce.
                                                    Takie bylo tez jego zalozenie na poczatku kiedy wiazal sie z zona. Nie wypalilo, bo zonie jednak sie taka forma zwiazku nie spodobala. Dlatego teraz szuka milosci, ktorej nie znalazl w malzenstwie. Chcial, zeby ich milosc byla ponad wszystko, bo seks z innymi to tylko seks a my sie kochamy i owszem tez seksimy. Tak to zrozumialam. A zatem jezeli morrison, zonaty czy nie, teraz szuka nowej milosci i zyciowej monogamii, to nastepna babka ma szanse byc ta jedyna w zyciu, ale nie w lozku. Rozumiesz?
                                                    Tylko trudno znalezc taka osobe, ktora nie dosc, ze jest dopasowana w lozku i w zyciu to jeszcze rowniez potrafi swingowac i lubic poligamiczne zachowania.
                                                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 11:48
                                                    kag73 napisała:

                                                    A zatem jezeli morrison, zonaty czy nie, teraz szuka nowej mil
                                                    > osci i zyciowej monogamii, to nastepna babka ma szanse byc ta jedyna w zyciu, a
                                                    > le nie w lozku. Rozumiesz?
                                                    > Tylko trudno znalezc taka osobe, ktora nie dosc, ze jest dopasowana w lozku i w
                                                    > zyciu to jeszcze rowniez potrafi swingowac i lubic poligamiczne zachowania.

                                                    Ale dlatego nie moze znalezc i nie znajdzie nowej partnerki na zyciowa milosc i monogamie, bo nie wiadomo co zrobic z zona??? Gdyz zasada zyciowej monogamii JUZ obowiazuje i to miejsce jest JUZ zajete niewlasciwa osoba. Wiec sa dwa wyjscia:
                                                    1. albo zlamac zasade, zwiazac sie z nowa, wlsaciwa osoba i wprowadzic ponownie zasade lub zasade olac
                                                    2. albo twierdzic ze i tak sie nie znajdzie wlasciwej parnerki, nie lamac zasady i utrzymywac stan dzisiejszy do konca.

                                                    hehe wychodzi mi ze Morrison jednak powienien sie przewartosciowac, bez tego swego zycia nie zmieni.
                                                  • aandzia43 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 13:06
                                                    Tak Kag, rozumiem czego szuka Morrison :-) Pomijając jego poligamiczne upodobania (nie przesłania mi to pola widzenia), szuka miłości. Tak jak wszyscy faceci pozostający z własnej nieprzymuszonej woli w związkach i szukający nowych uczuciowych podniet. Nie jest jakimś wyjątkiem czy białym krukiem. Jego poglądy na temat wierności fizycznej niczego tu nei zmieniają.
                                            • kag73 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:01
                                              "Podoba mi się ten pęd kobiet do rozwodu.
                                              Ta presja.
                                              To dostarcza mnóstwa znakomitego towaru do bzykania.
                                              Czasem w całkiem przyzwoitym gatunku :-)
                                              Oczywiście nie od razu po rozwodzie.
                                              Tak mniej więcej po 2-3 latach.
                                              Kiedy kobieta zorientuje się że są marne szanse by oferując mniej niz miała do zaoferowania 15 lat wcześniej (przynajmniej w sensie fizycznym) znalazła coś lepszego.
                                              Wtedy pójdzie do łóżka nawet z żonatym.
                                              I jeszcze będzie się upierała, ze to jest właśnie takie życie o jakie jej chodziło. Że chce seksu bez zobowiązań itd."

                                              Sugerujesz, ze priorytety w zyciu sie nie zmieniaja w ogole. Bo moi zdaniem kobieta lat 25 bedzie miala nieco inne niz 40+ po rozwodzie i z dziecmi np. to oczywiste. Bo to co wpisane w biologie juz ma, miala, wie wiecej niz 25, jak najbardziej moze byc zainteresowana seksem bez zobowiazan. Mnie to wcale nie dziwi.
                                              "Bo za cholerę nie przyzna się przed samą sobą (ani tym bardziej przed mężczyzną), że sama siebie wykiwała. W najlepszym razie nic nie zmieniła a w najgorszym razie zrobiła sobie na złość."

                                              Co Ty wiesz o zyciu, chlopie i o przezyciach duchowych innych ludzi? Chlopie, Ty za przeproszeniem, pierdolisz jak potluczony. Powody rozwodow sa rozne i dla wielu rozwod jest wybawieniem.

                                              A facet z którym idzie do łóżka ma czyste sumienie: no bo ona sama tego chce i jeszcze się wykłóca kiedy próbuje się jej sugerować coś innego :-)

                                              A dlaczego mialby nie miec, jezli nic nie obiecywal i powiedzial, ze jest zonaty?
                                            • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 19.05.16, 11:55
                                              morrison9 napisał:

                                              > A będziesz zaraz mieszać z błotem moją żonę?
                                              > Bo Kitty jak już się wyżyła na mnie to wsiadła na moją żonę.
                                              > Trochę to sprzeczne bo już nie wiem czy moja żona jest ofiarą czy współuczestni
                                              > kiem :-)

                                              Ooo a radziles zeby sie przewartosciowac. No to sie przewartosciowalam ale co z tego jak w tamtej postaci wydawalam Ci sie bardziej interesujaca, przyciagajaca uwage i godna zapamietania. A ledwo co pisalam, ze wierze, ze zona ma fajne zycie... Nawet jak czlowiek zmieni zdanie na dany temat nieukrywajac tego, to rozmowca bedzie holdowal staremu zdaniu i z wytrwaloscia je pielegnowal, niech to stare zdanie zyje wiecznie! ;-)
                                      • zawle Re: Dlaczego....? 17.05.16, 13:11
                                        morrison9 napisał:
                                        > Alez ja to rozumiem.
                                        > Ja tylko zaznaczam, ze to, ze kobieta ma takie oczekiwania nie oznacza, ze meżc
                                        > zyźni się do tych oczekiwań dostosują.
                                        > Tak samo jak to, że fakt posiadania określonych potrzeb przez męzczyzn nie ozna
                                        > cza, ze kobiety się do nich dostosują.

                                        Ja też uważam że jak ktoś o sobie mówi żle, to należy mu bezgranicznie wierzyć:))
                      • zawle Re: Dlaczego....? 16.05.16, 21:37
                        aandzia43 napisała:

                        > A mnie gdzieś umknęło, że.M. jest żonaty. Tak Kitty, babki z poukładaną zawarto
                        > ścią czerepa nie będą się zadawaly z mocno żonatym facetem. Chyba że na szybkie
                        > , intensywne, niezobowiaujace ruchanko bez żadnych nocnych Polaków rozmów, bo a
                        > kurat facet wyjątkowo dobrze bzyka. Więc M.z z góry określił sobie grupę, w któ
                        > rej buszuje. I jakość relacji/pani go dziwi? Ja się dziwię,że inteligentnego fa
                        > ceta to dziwi.

                        A mnie dziwi że panowie chcą miłości. Nie wiem czym to jest...lepem, dawaniem nadziei, wytłumaczeniem, czy opcją de lux?
                    • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 22:52
                      O tu bysmy mieli dla
                      > niego nasz Aandzie (poukladana fajnie), a nie jakies tam zrzuty ;)

                      www.youtube.com/watch?v=59Hj7bp38f8
                      :-D
                • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:19
                  Ale jakie on sprzedaje swoje idealy? Czy jego idealem/zasada jest nie ruchac takich, ktore uwarza za "glupie"? Przeoczylam cos?
                  Przeciez jego to nie dotyczy, on jest madry i sobie z nia zycia ukladac nie chce ani oferowac luksusu. A jezeli jednak chce to jego broszka.
                  • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:19
                    Jezuuuu "uwaza" oczywiscie.
                  • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:30
                    kag73 napisała:

                    > Ale jakie on sprzedaje swoje idealy? Czy jego idealem/zasada jest nie ruchac ta
                    > kich, ktore uwarza za "glupie"? Przeoczylam cos?
                    > Przeciez jego to nie dotyczy, on jest madry i sobie z nia zycia ukladac nie chc
                    > e ani oferowac luksusu. A jezeli jednak chce to jego broszka.

                    Przeciez on szuka babki do zwiazku na reszte zycia. Ta babka ma miec okreslone cechy, kompatybilne z jego cechami/pogladami. Jak bierze sobie kulawy zamiennik zaczynajac sie angazowac to sprzedaje ideal zycia, do jakiego zmierza.

                    Mi to szkoda, bo idealisci sa na wymarciu. A to takie romantyczne. Romantyzmu juz nie ma.
          • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:56
            "To, ze dopuszcza w ogóle taki ruch jako jeden ze sposobów na układanie sobie życia i w ogóle nie budzi w niej żadnej refleksji.
            Wyobraź sobie, ze ja napisałbym, ze "Mógłbym mieć seks mnóstwem kobiet bo bywam na wielu imprezach i niejednej z nich mógłbym podać pigułkę gwałtu ale ja tak nie zrobiłem bo mi zalezy na miłości"

            Moim zdaniem to porownanie jest do bani, bo ten bogaty to by z nia poszedl dobrowolnie i z ochota a Twoje kobiety nie, bo byly po pigulce.
            Chdzi o to, ze ona ma teraz tak udawac i nie mowic nic, ze to niby czysta i swieza jest jak ta lelija? Przeciez jak ona facetowi rzuci tekstem o chemii i nadal tego faceta chce to dla niego najlepszy dowod, ze ta chemia z nim jest, inaczej by go nie chciala, jak kiedys nie chcila lapac na dziecko bogatego, bo chemii nie bylo.
      • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 08:52
        wont2 napisał:

        > Morrison, przejrzałem wątek i nadal nie rozumiem o co tak naprawdę chodzi... Ch
        > cesz się pochwalić, że stukasz mężatkę? Naprawdę, chcesz dawać dobre rady tej p
        > atologii i pomóc jej spieprzyć życie jakiemuś facetowi i jakiemuś, nie daj Boże
        > , dziecku?
        Nie chcę i dlatego miotam się pomiedzy życzliwością wobec niej a lojalnością wobec innych męzczyzn.
        Gdzież tam tli się we mnie nadzieja, ze moze kiedyś ona zrozumie, że nie tędy droga a drogi "na skróty" bardzo często prowadzą na manowce.
        Z drugiej strony jeśli ją spotkam za 5 lat i ona nadal będzie samotna (ale 5 lat starsza) to co mi z tego, ze wyjdzie na moje?
        Schadenfreude to raczej kiepski rodzaj satysfakcji.
        • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 08:59
          morrison9 napisał:

          > Gdzież tam tli się we mnie nadzieja, ze moze kiedyś ona zrozumie, że nie tędy d
          > roga a drogi "na skróty" bardzo często prowadzą na manowce.

          A którędy wiedzie właściwa droga? Znasz ją? ;)

          > Z drugiej strony jeśli ją spotkam za 5 lat i ona nadal będzie samotna (ale 5 la
          > t starsza) to co mi z tego, ze wyjdzie na moje?
          > Schadenfreude to raczej kiepski rodzaj satysfakcji.

          Poznaj ją ze swoją żoną, ona jej opowie o miłości i lojalności w związku małżeńskim.
          • morrison9 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:14
            sabat3 napisał:

            > Poznaj ją ze swoją żoną, ona jej opowie o miłości i lojalności w związku małżeń
            > skim.
            O miłości jej nie opowie.
            O lojalności ona już dobrze wie bo ją to wkurza :-)
        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:46
          morrison9 napisał:

          > Z drugiej strony jeśli ją spotkam za 5 lat i ona nadal będzie samotna (ale 5 la
          > t starsza) to co mi z tego, ze wyjdzie na moje?
          > Schadenfreude to raczej kiepski rodzaj satysfakcji.

          Za 5 lat jak ona bedzie starsza o 5, to Ty tez bedziesz starszy o 5 ;-) Dobrze, ze ja juz nie przezywam takich rozsterek. 40stka zamknela u mnie definitywnie ten rozdzial i mam spokoj. Spokoju Ci tez zycze, pogodzenia sie z faktem, ze juz swojego zycia nie zmienisz. Czas na to minal, okno sie zamknelo.
          • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 09:57
            hello-kitty2 napisała:

            > Za 5 lat jak ona bedzie starsza o 5, to Ty tez bedziesz starszy o 5 ;-) Dobrze,
            > ze ja juz nie przezywam takich rozsterek. 40stka zamknela u mnie definitywnie
            > ten rozdzial i mam spokoj. Spokoju Ci tez zycze, pogodzenia sie z faktem, ze ju
            > z swojego zycia nie zmienisz. Czas na to minal, okno sie zamknelo.

            To smutne. Morrison, nie zmienisz już swojego nieszczęsnego losu robaka buszującego bez krępacji po połciu świeżej słoniny :D
            • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:10
              sabat3 napisał:

              > To smutne. Morrison, nie zmienisz już swojego nieszczęsnego losu robaka buszują
              > cego bez krępacji po połciu świeżej słoniny :D

              A Ty znowu piszesz swoimi marzeniami. Wyobraz sobie, ze my juz sie naruchali w zyciu za wszystkie czasy. Wiem trudno to ogarnac umyslem. Zaslepia na faktyczne problemy/rozterki czlowieka.
              • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:16
                "A Ty znowu piszesz swoimi marzeniami. Wyobraz sobie, ze my juz sie naruchali w zyciu za wszystkie czasy. Wiem trudno to ogarnac umyslem. Zaslepia na faktyczne problemy/rozterki czlowieka."

                Ale ruchac chcecie nadal;) Przynajmniej Morrison i nawet z tej wdziecznosci za dobre ruchanko kobiecie pomagac w ukladaniu sobie zycia. No, dobre serce ma, albo to ruchanko to nadal jakas wartosc dla niego.
              • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 10:19
                hello-kitty2 napisała:

                > A Ty znowu piszesz swoimi marzeniami. Wyobraz sobie, ze my juz sie naruchali w
                > zyciu za wszystkie czasy. Wiem trudno to ogarnac umyslem. Zaslepia na faktyczne
                > problemy/rozterki czlowieka.

                Wcale nie, ja to rozumiem. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i mimo żeście się oboje naruchali, to jednak jakoś sobie nie odpuszczacie, tylko smędzicie że chciałoby się coś więcej. Najlepiej jakieś skrzyżowanie "Mistrza i Małgorzaty" z "Domkiem na Prerii".
                No dobra, Ty może pierwsza odpuścisz ruchanie, bo hormonów nie oszukasz ;)
                Faktyczne problemy i rozterki człowieka to głód, ból, choroba, zagrożenie. I wcale nie tak trudno je ogarnąć umysłem ;)
                • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:00
                  sabat3 napisał:

                  > Wcale nie, ja to rozumiem. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i mimo żeście się obo
                  > je naruchali, to jednak jakoś sobie nie odpuszczacie, tylko smędzicie że chciał
                  > oby się coś więcej. Najlepiej jakieś skrzyżowanie "Mistrza i Małgorzaty" z "Dom
                  > kiem na Prerii".
                  > No dobra, Ty może pierwsza odpuścisz ruchanie, bo hormonów nie oszukasz ;)
                  > Faktyczne problemy i rozterki człowieka to głód, ból, choroba, zagrożenie. I wc
                  > ale nie tak trudno je ogarnąć umysłem ;)

                  Dobra, chodzilo mi, ze ruchanie nie jest problemem w tym watku. Zreszta w kazdym watku wylazi, ze nawet dobre ruchanie to za malo zeby czlowieka uszczesliwic. Taki tez jest outcome naruchania sie w zyciu ;)
                  • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:03
                    "Dobra, chodzilo mi, ze ruchanie nie jest problemem w tym watku. Zreszta w kazdym watku wylazi, ze nawet dobre ruchanie to za malo zeby czlowieka uszczesliwic. Taki tez jest outcome naruchania sie w zyciu ;)"

                    No, nie wiem, podobno w zyciu piekne sa tylko chwile. Mnie tam dobre ruchanie na chwile
                    uszczesliwia ;) A im wiecej tych chwil sie uzbiera, tym lepiej.
                    • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:08
                      I w dodatku na forum wylazi, ze zero ruchania albo liche ruchanie to wystarczajaco, zeby czlowieka unieszczesliwic.
                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:09
                      kag73 napisała:

                      > No, nie wiem, podobno w zyciu piekne sa tylko chwile. Mnie tam dobre ruchanie n
                      > a chwile
                      > uszczesliwia ;) A im wiecej tych chwil sie uzbiera, tym lepiej.

                      Bo masz cale zycie poukladane Kag. Jakbys miala w zyciu wieksze problemy, to by Ci fajne chwile z ruchanka zwisaly. A teraz zycie masz fajne, to i sie smietanka delektujesz (co popieram i rozumiem).
                  • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:15
                    hello-kitty2 napisała:

                    > Dobra, chodzilo mi, ze ruchanie nie jest problemem w tym watku. Zreszta w kazdy
                    > m watku wylazi, ze nawet dobre ruchanie to za malo zeby czlowieka uszczesliwic.
                    > Taki tez jest outcome naruchania sie w zyciu ;)

                    On jest przy okazji nieźle ustawiony finansowo, w razie gdybyś zapomniała.
                    Zgoda, ruchanie nie daje szczęścia jako takie, ale może być źródłem przyjemności i zaspokojenia. A człowiek niezaspokojony nigdy nie będzie w pełni szczęśliwy. Lepiej być wyżej w piramidzie potrzeb niż niżej ;)
                    Lepiej szukać uznania i szacunku, niż bujać się z brakiem seksu. Lepiej bujać się z brakiem seksu niż szukać kromki chleba i bezpiecznego schronienia przed kulami wroga.
                    • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:24
                      sabat3 napisał:

                      > On jest przy okazji nieźle ustawiony finansowo, w razie gdybyś zapomniała.
                      > Zgoda, ruchanie nie daje szczęścia jako takie, ale może być źródłem przyjemnośc
                      > i i zaspokojenia. A człowiek niezaspokojony nigdy nie będzie w pełni szczęśliwy
                      > . Lepiej być wyżej w piramidzie potrzeb niż niżej ;)
                      > Lepiej szukać uznania i szacunku, niż bujać się z brakiem seksu. Lepiej bujać s
                      > ię z brakiem seksu niż szukać kromki chleba i bezpiecznego schronienia przed ku
                      > lami wroga.

                      Zgoda ale mozna to odstawic na bok, ze jest ustawiony finansowo i analizowac problem, ktory ma. Mnie to wlasnie w nim ujmuje, ze jest syty ale nieszczesliwy. Moze mi sie wlacza jakis ewolucyjny mechanizm, hehe i tak naprawde chodzi mi tylko o ta kase alebo cholera wie o co? Rozgryziesz? Gdyz on jest romantyczny i to mnie rozbraja. Wczesniej mi sie wlaczalo do Abrigado, ze byl taki chlopiecy, to az Aandzia nade mna rece zalamywala ;) No mam jakies cholera skrzywienie czy cus?
                      • sabat3 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:28
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Zgoda ale mozna to odstawic na bok, ze jest ustawiony finansowo i analizowac pr
                        > oblem, ktory ma. Mnie to wlasnie w nim ujmuje, ze jest syty ale nieszczesliwy.
                        > Moze mi sie wlacza jakis ewolucyjny mechanizm, hehe i tak naprawde chodzi mi ty
                        > lko o ta kase alebo cholera wie o co? Rozgryziesz? Gdyz on jest romantyczny i t
                        > o mnie rozbraja. Wczesniej mi sie wlaczalo do Abrigado, ze byl taki chlopiecy,
                        > to az Aandzia nade mna rece zalamywala ;) No mam jakies cholera skrzywienie czy
                        > cus?

                        Żadne skrzywienie. To jest lep, na który lecą wszystkie jego kochanki. To że jest nieszczęśliwy daje kobietom sygnał, że brakuje mu związku, a to że jest ustawiony finansowo podkreśla, że ma na taki związek warunki.
                        Czyli On może zaoferować coś, czego Ty chcesz. Przynajmniej w teorii. W przypadku Abrigado była podobna historia. Niezależny finansowo i rozedrgany emocjonalnie mężczyzna uruchamia w kobiecie instynkty kłusownicze :)
                      • kag73 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 11:36
                        "Zgoda ale mozna to odstawic na bok, ze jest ustawiony finansowo i analizowac problem, ktory ma. Mnie to wlasnie w nim ujmuje, ze jest syty ale nieszczesliwy."

                        No ale przeciez on nie jest syty jak mu uczuc i emocji brakuje. Bo do pelni szczescia to potrzeba paru czynnikow, wychodzi, samo dobre ruchanko nie starczy, tak jak napislas niedawno.
                      • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 14:51
                        Kitty, Abrigado to był ten co go miałam za socjopatę? Nie pamiętam wszystkich nicków.
                        • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 17:47
                          aandzia43 napisała:

                          > Kitty, Abrigado to był ten co go miałam za socjopatę? Nie pamiętam wszystkich n
                          > icków.

                          Abrigado to byl ten, co robil masakryczne bledy w spellingu az nie mozna bylo tego czytac, mial zone i dwojke dzieci. Nie pamietam czy uwazalas go za socjopate ale nie podobal Ci sie, bo mial jakies odchyly emocjonalne, juz nie pamietam jakie. Potem wyjechal bodajze za granice i porzucil forum.
                          • aandzia43 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:09
                            A, to chyba ten o którym myślę. Nie tylko go nie lubilam, ale wywoływał swoimi deficytami zimny dreszcz na moich plecach. Taki powiew zgniłego chłodu, jak z krypty. Trupi smrodek. Zawsze tak mi się.robi, kiedy mam kontakt z osobą o mocno, mocno zaburzonych emocjach. Dzięki temu żaden socjopatyczny kleszcz płci obojętnej nie narobił mi syfu w życiu. Wystarczyło że sluchałam swojego ciała i brałam pod uwagę mdłości jakie pewne typy wywoływały. To w realu. Czy radar działa mi przez sieć - nie mam pewności.
                            • hello-kitty2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:18
                              aandzia43 napisała:

                              > A, to chyba ten o którym myślę. Nie tylko go nie lubilam, ale wywoływał swoimi
                              > deficytami zimny dreszcz na moich plecach. Taki powiew zgniłego chłodu, jak z k
                              > rypty. Trupi smrodek. Zawsze tak mi się.robi, kiedy mam kontakt z osobą o mocno
                              > , mocno zaburzonych emocjach. Dzięki temu żaden socjopatyczny kleszcz płci oboj
                              > ętnej nie narobił mi syfu w życiu. Wystarczyło że sluchałam swojego ciała i bra
                              > łam pod uwagę mdłości jakie pewne typy wywoływały. To w realu. Czy radar działa
                              > mi przez sieć - nie mam pewności.

                              hehe ale masz literackie pioro Aandzia! Nadaje przydomek: Abrigado kleszcz z krypty ;) Gorzej jak nas podczytuje z partyzanta i wlasnie wywolalas ducha ;-)
                              • wont2 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:23
                                hello-kitty2 napisala:
                                Gorzej jak nas podczytuje z partyzanta i wlasnie wywolalas ducha ;-)
                                -------
                                To jest wiecej niz prawdopodobne. Przeciez on tutaj byl z tydzien czy dwa temu :)
              • ninek04 Re: Dlaczego....? 16.05.16, 18:51
                hello -kitty2 napisała
                >A Ty znowu piszesz swoimi marzeniami. Wyobraz sobie, ze my juz sie naruchali w zyciu za wszystkie czasy. Wiem trudno to ogarnac umyslem. Zaslepia na faktyczne problemy/rozterki czlowieka.<

                Nic nie zaślepia. Bo każdy ma swój rozum,zwłaszcza będąc w pewnym wieku, by wiedzieć, na czym to całe życie polega. Co nie oznacza, by mając świadomość własnych problemów, wątpliwości i rozterek równocześnie dobrowolnie pozwolić sobie na wycofanie się i odegnanie swoich potrzeb, pragnień, bo to nie przystoi, albo niepoważne, albo nieprzyzwoite.
    • irism Re: Dlaczego....? 18.05.16, 12:40
      to określenie jest tak płytkie i żenujące chyba jak autor,
    • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:54
      Dobra, przebudzilam sie. Chyba juz wiem o co chodzi. Ta "zyciowa monogamicznosc" to byla w zalozeniu jak mrorrison sie decydowal zwiazac z zona. Okazalo sie jednak, ze malzenstwo nie wypalilo, bo zona jednak nie polubila modelu poligamicznosci seksualnej. Milosc sie skonczyla. I teraz kazdy orze jak moze i Morrison szuka na nowo kobiety, ktora pokocha i ktorej bedzie odpowiadala jego wizja zwiazku i milosci. Ona w zalozeniu wcale nie jest zla, tylko wiekszosc ludzi nie potrafi pewnych zakodowanych oczekiwan przeskoczyc. Milosc Morrisona ma byc ponad wszystko, nie zniszczy jej, nie zakloci jej seks z innymi, bo to tylko seks, podczas kiedy jego i te ukochana kobiete laczy duzo wiecej: seks, milosc i zaufanie i porozumienie dusz. Dobrze wreszcie zrozumialam, Morrison? Wizja nie jest zla, ale trudna do zrealizowania.
      • kag73 Re: Dlaczego....? 20.05.16, 14:59
        Przepraszam wpisuje sie gdziekolwiek, bo mi cos internet szwankuje.
        To z tym seksem dla seksu to nie zawsze jest tak hop siup, niezaleznie od plci. gdzies kiedys czytalam, ze romas nie powinien trwac dluzej niz szesc miesiecy(mnie sie i tak to za dlugo wydaje) a potem zmiana partnera, bo sie zaczyna jednak zaangazowanie itd. Moze to oznaczac klopoty. Ludzie sie do sibie przyzwyczajaja, rowniez mezczyzni, no i sie robi karuzela. No i trudniej jest rzeczywiscie jak sa innego stanu cywilnego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka