twojabogini
25.07.16, 20:04
Zawierając stałe związki zazwyczaj godzimy się na monogamię oraz na wyłączność seksualną partnerów. Wierność seksualna jest traktowana jako ważny komponent a nawet fundament związku.
Jednak kiedy rozmawiam z osobami pozostającymi w związkach nieco dłużej okazuje się, że ich podejście się z czasem zmienia. Przede wszystkim kwestię zdrady partnera/ki przestają traktować jako zawalenie się świata. Część ma za sobą doświadczenie zakochania i świadomej decyzji o pozostaniu w związku i utrzymania wierności. Albo doświadczenie romansu. Część chętnie otworzyłaby związek w sferze seksualnej, ale boi się konsekwencji takich jak rozpad związku, albo jest zbyt zazdrosna o drugą stronę. Znam też pary w których niewiele się zmienia, a wierność seksualna jest zakrojona bardzo szeroko - to także "zakaz" masturbacji, oglądania materiałów erotycznych itp.
Osobiście wierzę, że związek nie powinien zawłaszczać całej sfery seksualnej człowieka i że można dochować wierności partnerowi/ce sypiając z innymi osobami i realizując się seksualnie poza związkiem, ale można także zdradzać partnera/kę korzystając z pornografii. Wszystko jest kwestią otwartości, wzajemnego szacunku, respektowania uczuć drugiej strony. Wyznacznikiem raczej powinna być ta strona, która jest gotowa zaakceptować mniej - gdyż w przeciwnym razie będzie się godzić wbrew sobie i zwyczajnie cierpieć. Miałam okazję spotkać trochę kobiet, które "zgodziły się" na trójkąt, albo na romans męża. Bardziej przypominało to wymuszenie zdrady przez mężczyznę w sytuacji, w której w relacji seksualnej w ramach związku działo się źle. Otwieranie związku jako recepta na kryzys to nie jest dobry pomysł.
Z drugiej strony wierzę także, że jest możliwe realizowanie się seksualne w ramach pary, bez sięgania po bodźce z zewnątrz i że jest to dobra droga rozwoju - ale tylko dla tych, którzy decydują się na to w zgodzie ze sobą. I naprawdę o relację seksualną i o jej rozwój dbają.
Co sądzicie o monogamii, poliamorii czy otwartych związkach?