25.07.16, 20:04
Zawierając stałe związki zazwyczaj godzimy się na monogamię oraz na wyłączność seksualną partnerów. Wierność seksualna jest traktowana jako ważny komponent a nawet fundament związku.

Jednak kiedy rozmawiam z osobami pozostającymi w związkach nieco dłużej okazuje się, że ich podejście się z czasem zmienia. Przede wszystkim kwestię zdrady partnera/ki przestają traktować jako zawalenie się świata. Część ma za sobą doświadczenie zakochania i świadomej decyzji o pozostaniu w związku i utrzymania wierności. Albo doświadczenie romansu. Część chętnie otworzyłaby związek w sferze seksualnej, ale boi się konsekwencji takich jak rozpad związku, albo jest zbyt zazdrosna o drugą stronę. Znam też pary w których niewiele się zmienia, a wierność seksualna jest zakrojona bardzo szeroko - to także "zakaz" masturbacji, oglądania materiałów erotycznych itp.

Osobiście wierzę, że związek nie powinien zawłaszczać całej sfery seksualnej człowieka i że można dochować wierności partnerowi/ce sypiając z innymi osobami i realizując się seksualnie poza związkiem, ale można także zdradzać partnera/kę korzystając z pornografii. Wszystko jest kwestią otwartości, wzajemnego szacunku, respektowania uczuć drugiej strony. Wyznacznikiem raczej powinna być ta strona, która jest gotowa zaakceptować mniej - gdyż w przeciwnym razie będzie się godzić wbrew sobie i zwyczajnie cierpieć. Miałam okazję spotkać trochę kobiet, które "zgodziły się" na trójkąt, albo na romans męża. Bardziej przypominało to wymuszenie zdrady przez mężczyznę w sytuacji, w której w relacji seksualnej w ramach związku działo się źle. Otwieranie związku jako recepta na kryzys to nie jest dobry pomysł.

Z drugiej strony wierzę także, że jest możliwe realizowanie się seksualne w ramach pary, bez sięgania po bodźce z zewnątrz i że jest to dobra droga rozwoju - ale tylko dla tych, którzy decydują się na to w zgodzie ze sobą. I naprawdę o relację seksualną i o jej rozwój dbają.

Co sądzicie o monogamii, poliamorii czy otwartych związkach?
Obserwuj wątek
    • zawle Re: monogamia 25.07.16, 21:08
      Powiedz mi bogini czy w twoim świecie kobieta jest za siebie odpowiedzialna?
      • twojabogini Re: monogamia 26.07.16, 13:59
        Nie widzę związku między monogamią/swingiem/poliamorią moimi poglądami na zagadnienie "odpowiedzialności kobiet za siebie". Generalnie w moim idealnym świecie każdy powinien być odpowiedzialny sam za siebie. W całości.

        W realnym świecie spotykam wiele osób, które zrzucają z siebie odpowiedzialność lub jej część powierzając ją komuś innemu. Mężczyźni powierzają swoim partnerkom odpowiedzialność wspólny dom i wspólne dzieci oraz własne czyste gacie. Kobiety powierzają swoim partnerom odpowiedzialność za finanse rodziny. Albo za swoją seksualność. Mężczyźni zrzucają na kobiety odpowiedzialność za swoje zachowania seksualne (bzykam się z innymi kobietami, ale tak w ogóle to wina mojej żony). To najbardziej typowe przypadki w ramach relacji damsko męskich - choć bywają odwrotne. Jednak w dużej mierze to co kto i na kogo zrzuca generują uwarunkowania kulturowe (mężczyzna zarabia, kobieta pielęgnuje + podwójne standardy seksualne dla płci).

        Stąd pewnie tyle zestresowanych lasek, które "zgadzają się" na trójkąty, a drugie tyle w środowiskach swingersów. Co nie znaczy, że nie spotykam kobiet, które się w takie układy nie dają manewrować.
        • zawle Re: monogamia 27.07.16, 09:54
          twojabogini napisała:

          > Nie widzę związku między monogamią/swingiem/poliamorią moimi poglądami na zagad
          > nienie "odpowiedzialności kobiet za siebie". Generalnie w moim idealnym świecie
          > każdy powinien być odpowiedzialny sam za siebie. W całości.

          Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Lub nie- ale to jego wybór i odpowiedzialność. Gdy kobieta zgadza się na coś bo będzie z tego czerpać korzyści ( status mężatki, posiadanie rodziny, kasa, mieszkanie, ojciec dla dzieci itp) to jest jej wybór. Nie są przymuszane, tylko tak wybrały. Stawianie takich ludzi w butach ofiar mnie niepokoi. A to dość popularne. Bo wybór mają. I to ich odróżnia od tych które wyboru nie mają.
          • twojabogini Re: monogamia 27.07.16, 11:58
            zawle napisała:

            > Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Lub nie- ale to jego wybór i odpowiedzialność.
            >Stawianie takich ludzi w butach ofiar mnie niepokoi. A to dość popularne. Bo wybór mają. I to ich odróżnia od tych które wyboru nie mają.

            Myślę, że w ogóle stawianie kogokolwiek w roli ofiary nie jest za fajne. Ofiara seksizmu, ofiara gwałtu, ofiara patriarchatu...(prawie każdy odruchowo zobaczy tu kobiety...a g. prawda, mężczyźni tak samo doświadczają seksizmu gwałtów i ujemnych skutków patriarchatu). Niemniej jednak nasze schematy myślowe każą tak nam to postrzegać i takim językiem o podobnych zjawiskach pisać. A mężczyzn nie stawiamy w roli "ofiar".

            Nie postrzegam kobiety ani mężczyzny, którzy cedują część odpowiedzialności za siebie i swoje życie na rzecz partnera - w zamian za spodziewane korzyści. Jako problemową widzę sytuację, w której ktoś chce swoją decyzję zmienić i napotyka mur.

            Swoją drogą im bardziej wgłębiam się w temat, tym bardziej widzę, że każda nierówność jest mieczem obosiecznym. Uparcie dostrzegamy tylko jedno ostrze, wymierzone w tą grupę, którą zdecydowaliśmy się postrzegać jako ofiarę (najczęściej kobiety, w ostateczności niewinne dziatki). Nie widzimy, że druga strona nie obrywa płazem, tylko jest tak samo siekana.

            Tak są konstruowane nawet proste relacje ze zdarzeń w których śmierć poniosło wiele osób: "Zginęło 30 osób, w tym sześć kobiet i siedmioro dzieci". Mężczyzn nawet się nie nazywa, są zbagatelizowaną "resztą". Ich śmierć jest oczywista (no K..., dla mnie nie jest!). Nie rozumiem dlaczego przypadkowa śmierć mężczyzny w zamachu czy katastrofie jest mniej dramatyczna niż śmierć kobiety czy dziecka.
            Jest jeden wyjątek - śmierć syna. Obraz w kulturze bardzo mocny. Nie ma analogicznie mocnego obrazu śmierci córki. Może w relacjach z katastrof powinno się pisać: sześć kobiet, siedmioro dzieci i siedmiu synów?
            Czy mężczyzna ma wartość tylko w roli syna?Bo z kolei napisanie siedmiu mężów skieruje uwagę publiczności na dramatyczną sytuację ich rodzin po śmierci mężczyzny, znów stawiając mężczyznę w roli "oczywistej ofiary".
    • marek.zak1 Re: monogamia 25.07.16, 21:41
      twojabogini napisała:

      > Osobiście wierzę, że związek nie powinien zawłaszczać całej sfery seksualnej człowieka i że można dochować wierności partnerowi/ce sypiając z innymi osobami i realizując się seksualnie poza związkiem,
      ----------------------------------------------------
      A ja w to nie wierzę. Wydaje mi się, że po prostu nie spotkałaś faceta swojego życia, przy którym te sprawy, czy poliamoria wydałyby Ci się czymś idiotycznym.
      W sprawie poliamorii jestem za:
      www.facebook.com/406806132780423/photos/a.406810542779982.1073741828.406806132780423/907600709367627/?type=3&theater
      • twojabogini Re: monogamia 26.07.16, 14:12
        Kulą w płot Marku. Przez wiele lat spotykałam facetów, aż w końcu poznałam mężczyznę. Mężczyznę mojego życia. Dlatego napisałam, że:

        "wierzę także, że jest możliwe realizowanie się seksualne w ramach pary, bez sięgania po bodźce z zewnątrz i że jest to dobra droga rozwoju - ale tylko dla tych, którzy decydują się na to w zgodzie ze sobą. I naprawdę o relację seksualną i o jej rozwój dbają".

        Monogamia to była jedna z moich największych obaw przed wejściem w monogamiczny związek. Nie miałam pojęcia jak to może wyglądać i dość obiegowo obawiałam się, że życie seksualne z jedną i tą samą osobą może prowadzić do nudy, wypalenia seksualnego, rutyny. Widziałam to w tylu parach... Moje wcześniejsze relacje miały charakter poliamoryczny, choć nikt ich tak jeszcze wtedy nie nazywał.

        Nie mogę się pochwalić tak jak ty, tym, że przez cały związek życie seksualne wciąż jest na najwyższych obrotach. Mieliśmy trudne okresy - np. w okresie około ciążowym i okołoporodowym i około połogowym. I w okresach około stresowych. Nasza relacja wciąż ulega przeobrażeniom, my jako jednostki także. Jednak wzajemna fascynacja, miłość i więź powodują, że takie trudności pokonujemy - a relacja także na płaszczyźnie seksualnej się pogłębia. Kiedyś na wykładzie o seksualność małżeńskiej pewien rabin powiedział, że seks w małżeństwie, w którym stanowi on element troski małżonków, z każdym rokiem staje się coraz lepszy. Sądziłam wtedy, że to taka agitacja na rzecz małżeństwa. Teraz wiem, że miał rację.
        • marek.zak1 Re: monogamia 26.07.16, 14:23
          twojabogini napisała:


          Jednak wzajemna fascynacja, miłość i więź powodują, że takie trudności pokonujemy - a relacja także na płaszczyźnie seksualnej się pogłębia. Kiedyś na wykładzie o seksualno ść małżeńskiej pewien rabin powiedział, że seks w małżeństwie, w którym stanowi on element troski małżonków, z każdym rokiem staje się coraz lepszy.
          ------------------------------------------------
          Tak trzymaj. Mam nadzieję, twój małżonek uważa tak samo.
          • twojabogini Re: monogamia 26.07.16, 14:30
            To nie jest kwestia tego co się uważa. To kwestia tego co się czuje. Oboje czujemy to samo.

            Choć wcale nie wykluczam, że kiedyś relacja i to co czujemy może ulec zmianie. Co wcale nie oznacza, że z automatu należy w takiej sytuacji zakończyć związek. Dwie bliskie mi pary właśnie na moich oczach rozpadają się na tle problemów okołomonogamicznych. Wydaje mi się, że zafiksowanie na alternatywę "monogamia v. koniec relacji" jest trochę irracjonalne. Brakuje pola do otwartej rozmowy o potrzebach, pragnieniach. I kończy się na liście idiotycznych zarzutów i wzajemnych oskarżeń. Tylko dlatego, że brakuje odwagi by złamać tabu monogamii, choćby w rozmowie.
        • twojabogini Re: monogamia 26.07.16, 14:23
          Swoją drogą monogamia nie oznacza zawłaszczenia całej seksualności partnerów przez związek. Jest np. autoerotyzm i nie uważam, że powinno się z niego rezygnować na rzecz monogamii. Są fantazje seksualne, których nie warto cenzurować w celu "dochowania wierności" i wcale nie wszystkimi trzeba się zaraz dzielić z partnerem. Są stany fascynacji innymi osobami i także nie oznaczają, że trzeba coś z tymi stanami robić, można się nimi po prostu cieszyć, bez naruszania lojalności wobec partnera, czy zdradzania nawet "myślą". Ja np. jestem kochliwa, zakochuję się w autorach książek (uwielbiam kiedy książka odsłania fascynującą umysłowość), w dobrym winie, w koleżankach, w swoich pasjach, w pięknych widokach. I wciąż pozostaję w monogamicznym związku.

          Są też relacje w których wierność seksualna nie jest istotna. Byłam w takich i wiem, że to możliwe. Choć sądzę, że raczej mało prawdopodobne byłoby ustalenie takiej relacji w parze, która ma małe dzieci, walczy o kawałek swojego miejsca na świecie (dachu nad głową, pozycji zawodowej), czy stara się stworzyć długotrwałą opartą na mocnych fundamentach relację. Wszystko to wymaga ścisłego współdziałania w parze, budowania zaufania, wzajemnej uwagi. relacja na tych etapach ulega też wielu przeobrażeniom, co jest dość absorbujące. Poświęcanie na tym etapie dużej dawki energii poza związkiem samo w sobie może mieć charakter zdrady, nawet bez kontekstu seksualnego. Choć nie wykluczam, że być może są osoby, które są na tyle dojrzałe, żeby umieć to wszystko sobie jakoś ułożyć.


    • hateuall Re: monogamia 26.07.16, 08:54
      Ja jak każdy facet chętnie bzykał bym bez zobowiązań inne "otwarte" kobiety (może być po kilka na raz), ale jakby ktoś miał bzykać moja kobietę gdy do niej czuję coś poważnego, to wtedy to już nie.

      To chyba oddaje istotę tej całej idei.

      • twojabogini Re: monogamia 27.07.16, 12:08
        A jeśli czujesz coś poważnego do kobiety, nadal odczuwasz chęć bzykania innych kobiet? Czy wtedy chęć bzykania odnosi się do tej jedynej?
        • hateuall Re: monogamia 28.07.16, 08:47
          Odczuwam, ale w myśl prastarej idei "nie rób drugiemy co tobie niemiłe" do czynów nie przechodzę ani ich nie prowokuję.
    • triss_merigold6 Re: monogamia 26.07.16, 09:00
      Sądzę, że każdemu jego porno.
      Otwarty związek to oksymoron.
      Nie byłabym w stanie na tyle "respektować uczuć drugiej strony", żeby dać przyzwolenie na realizowanie się seksualne lub/i emocjonalne poza związkiem. Faceta, który wyraziłby taką zgodę tzn. na romans żony, prędzej czy później zaczęłabym głęboko lekceważyć (to w wersji oględnej).

      Poliamoria to bullshit, nie da się tworzyć więzi emocjonalnych z kilkoma osobami przy ich pełnej akceptacji i innych bzdurach. To zwykłe dorabianie eleganckiej nazwy do promiskuityzmu, który jest w porzo, pod warunkiem, że ludzie potrafią panować nad okazywaniem uczuć.
      • twojabogini Re: monogamia 26.07.16, 14:44
        Promiskuityzm to całkowity brak reguł życia seksualnego. Znam trochę promiskuitycznych osób, większość z nich ma poważne problemy ze sobą, a sposób w jaki realizują się seksualnie krzywdzi wiele osób, gdyż posługują się oszustwami, zatajaniem równoległych związków, wymuszaniem na partnerach/partnerkach "zgody" itp.

        Poliamoria jest oparta na regułach, ale nie regułach społecznych, a wypracowanych w ramach relacji. Jest to możliwe, ale wymaga otwartości i uważności na potrzeby innych, nie wykorzystywania innych i nie oszukiwania. Daje ogromną bliskość i otwartość. Dla wielu osób nie jest to możliwe - np. dla tych, dla których partner/ka po stosunku z inną osobą wydają się "brudni". Dla wielu osób seks poza związkiem ma moc "kalania".

        Sądzę jednak, że poliamoria nie sprawdzi się w relacji, gdy para wychowuje wspólnie potomstwo, realizuje wspólne cele, plany zawodowe - wymaga to tak dużego zaangażowania, że każde zaangażowanie poza relacją kradnie to co powinno się inwestować w związek.

        Inna sprawa, że każdy związek jest w jakiejś sferze otwarty. Nie jest możliwe, aby jedna osoba zaspokoiła wszystkie potrzeby. Czasem chodzi o potrzeby emocjonalne, czasem o bliskość, czasem o sposób spędzania czasu albo fascynacje, albo wsparcie określonych planów. To ważne, aby umieć znajdować inspiracje i radość także w relacjach poza związkiem - z innymi członkami rodziny, z przyjaciółmi, z dziećmi.

        • obrotowy My sie z tris... 27.07.16, 06:57
          posrednio znamy.
          Taka juz ona jest...
          - "wszystko - albo nic".

          ale takie zony sie wlasnie oszukuje (miewajac kochanki)
          - problem w tym, zeby umiec to niepostrzezenie robic.
          - mnie sie to udawalo.
          • twojabogini Re: My sie z tris... 27.07.16, 12:06
            obrotowy napisał:

            > ale takie zony sie wlasnie oszukuje (miewajac kochanki)
            > - problem w tym, zeby umiec to niepostrzezenie robic.
            > - mnie sie to udawalo.

            Oj obrotowy obrotowy... Jestem za stawianiem spraw otwarcie i nie oszukiwaniem. Związanie się z kobietą lub mężczyzną jednoznacznie oczekującą/ym monogamii i potem odgrywanie monogamicznego związku to kiepskie zagranie. Chociaż znam relacje w których kobieta niespecjalnie lubi seks, mężczyzna zatem angażuje się w akcje poza związkiem, a kobieta formalnie "nie wie".
            Jasne, że jest to teoretycznie jakieś wyjście. Ja jednak wolę opcję bardziej romantyczną - w której para wspólnie rozwiązuje problem, rozwija się seksualnie.
            Otwieranie związku jest dobre na etapie, kiedy para wiedzie satysfakcjonujące życie seksualne. Na każdym innym etapie takie otwarcie to (krótkotrwałe) remedium na nudę, na problemy i zahamowania. Jasne, że przyjemne (dla tego kto otwiera). Ale krótkowzroczne.
            • mabelle2000 Re: My sie z tris... 27.07.16, 12:21
              twojabogini napisała:

              > Chociaz znam relacje w których kobieta niespecjalnie lubi seks, mężczyzna zatem angażuje się w a
              > kcje poza związkiem, a kobieta formalnie "nie wie".

              A mnie sie ta pokretnosc szalenie podoba, bo daje mezczyznie ulude bycia bohaterem :-) Taki dzielny, poswiecajacy sie dla zony, ktora mu dupy nie daje, ale jej nie zostawi, bo mu kregoslup moralny nie pozwala. I rucha biedaczek na boku, ukrywac sie musi, bo innego wyjscia nie ma. Tymczasem zdaje sie nie widziec, ze zonie to tylko przy nim ta cipka sie osusza. Calkiem tez mozliwe, ze przy innym mezczyznie kobieta by odzyla, zaczela sie cieszyc seksem na maksa i zyciem przy okazji tez.
              • twojabogini Re: My sie z tris... 27.07.16, 12:36
                Zdarzają się panowie, którzy generalnie "osuszają" kobiety. Albo mają problem M/L i w zasadzie wręcz wymagają żeby żona była osuszona. Wtedy bez problemu wchodzą w relacje seksualne poza związkiem - krótkoterminowe, w których biorą sobie swoją przyjemność, w taki czy inny sposób ja kupując (jako usługi seksualne, sponsorując kobiety lub spotykając się z kobietami, które seksem są gotowe płacić za uwagę i czas).
                Rzecz w tym, że taki mężczyzna tak naprawdę nigdy nie wchodzi w relacje seksualną. Ale tak jak piszesz - jest bohaterem - w swoich oczach bohatersko znosi żonę, która nie chce (i ją przy tym szanuje), a do tego zaspokaja tabuny kobiet.
                • mabelle2000 Re: My sie z tris... 27.07.16, 13:47
                  twojabogini napisała:

                  > Ale tak jak piszesz - jest bohaterem - w swoich oczach bohatersko znosi żon
                  > ę, która nie chce (i ją przy tym szanuje), a do tego zaspokaja tabuny kobiet.

                  Czy szanuje- tego nie wiem. Zreszta to dziala podobnie w analogicznym ukladzie, kiedy to mezczyzna odmawia seksu, a kobieta trwa przy nim czerpiac sile do trwania wlasnie z wizji wlasnej dobroci, wspanialosci i poswiecenia. I za cholere nie pusci go wolno, bo a nuz z inna doznalby erotycznego spelnienia. To taki wyzszy poziom psa ogrodnika, nie zezre z mezem , bo maz nie daje, ale tez i mezowi nie pozwoli zezrec z inna i nie pusci go wolno.
                  • zawle Re: My sie z tris... 27.07.16, 21:33
                    No mabelle ...teraz to przegięłaś. Ja swojego psa też puściłam wolno, gdy zobaczyłam że on żreć zwyczajnie nie lubi:)))
                • mynia_pynia Re: My sie z tris... 07.08.16, 22:07
                  Dlaczego znowu kobieta jest przedstawiona jako ta głupia istota która daje? Czyli facet rucha na boku albo te które lecą na prezenty albo takie którym wystarczy dobre słowo, a gdzie te co mają ochotę na niezobowiązujący seks? A zapomniałam, my tylko się bzykamy za bluzeczkę i kocham Cię.... ehhhh życie.... kurwa.... życie.
    • obrotowy Poligamia to czesc natury czlowieka 27.07.16, 06:50
      twojabogini napisała:
      > Zawierając stałe związki zazwyczaj godzimy się na monogamię oraz na wyłączność
      > seksualną partnerów. Wierność seksualna jest traktowana jako ważny komponent a
      > nawet fundament związku.


      Cale szczescie nie przez wszystkich.
      Chec posiadania domu, rodziny, wspolnych dzieci itd...
      nie oznacza wylacznosci seksualnej.
      Zonie sie tego nie tlumaczy, bo nie od tego ona jest - tylko od powyzszych oczekiwan.

      Ale jest problem z tlumaczeniem tego kochankom.
      Nie wszystkie rozumieja, ze mozna miec udane zycie rodzinne i seksualne,
      a mimo to pragnac innych kobiet.
      • twojabogini Re: Poligamia to czesc natury czlowieka 27.07.16, 12:50
        Rozumiem twój punkt widzenia, chociaż go nie podzielam. Aczkolwiek nie rozumiem jednej rzeczy:
        czy w relacji, gdy żona domaga się monogamii, więc formalnie ją otrzymuje,życie seksualne jest udane w ramach pary? A jeśli jest udane skąd bierze się potrzeba seksu z innymi kobietami? A co z kobietami, które w ramach relacji seksualnej tworzą sobie nadzieję, że coś z tego wyjdzie "więcej" - pozwala się im żyć w takiej ułudzie, czy otwarcie stawia się sprawę - chodzi o seks.

        Zdarza mi się zakochać - ale nie uważam, że jest to powód dla którego miałabym dążyć do seksu z osobą w której się zakochałam. Właśnie dlatego, że zobowiązałam się do monogamii. Ale samo zakochanie jest bardzo przyjemne. Zwłaszcza jeśli zakochuję się w mężu.
        Zdarza mi się spotkać kogoś, kto po prostu budzi moje pożądanie. Znów nie uważam, że jest to powód do tego, aby z ta osobą uprawiać seks. Jak wyżej.
        Pomimo, że fascynują lub podniecają mnie inne osoby - nie odczuwam potrzeby nawiązywania z nimi relacji seksualnej.
        Jasne, że kiedy w związku jest dołek, pokusa zaspokojenia potrzeb (nie tylko seksualnych) poza związkiem się pojawia. No ale ja traktuję to jako sygnał alarmowy dla związku, a nie otworzenie się furtki na zewnątrz związku.

        Nie oznacza to, że cię potępiam, czy uważam, że moje podejście jest lepsze niż twoje. Ja zdecydowałam się na monogamię, ty nie. Każde z nas jest zadowolone. Zastanawiam się tylko czy taka "udawana" monogamia jest satysfakcjonująca dla pozostałych "osób dramatu", żony, kochanek?
        Czy w takiej sytuacji nie byłaby lepsza poliamoria?





        • zawle Re: Poligamia to czesc natury czlowieka 28.07.16, 08:53
          twojabogini napisała: > Nie oznacza to, że cię potępiam, czy uważam, że moje podejście jest lepsze niż
          > twoje.

          Czy wyście się powściekali z tym głaskaniem? Oczywiście że robisz żle. Kłamiesz, oszukujesz- robisz żle. To już żadnych zasad nie ma?
        • obrotowy Re: Poligamia to czesc natury czlowieka 28.07.16, 12:08
          Aczkolwiek nie rozumiem jednej rzeczy:
          > czy w relacji, gdy żona domaga się monogamii, więc formalnie ją otrzymuje,
          życie seksualne jest udane w ramach pary?

          - owszem, w miare...

          A jeśli jest udane skąd bierze się potrzeba seksu z innymi kobietami?

          - musialabys byc mezczyzna, by to zrozumiec.
          - ze sklonnosci poligamicznych wielu mezczyzn.

          A co z kobietami, które w ramach relacji seksualne
          > j tworzą sobie nadzieję, że coś z tego wyjdzie "więcej" - pozwala się im żyć w
          > takiej ułudzie, czy otwarcie stawia się sprawę - chodzi o seks.

          - otwarcie statawia sie sprawe. zawsze bylem za szczeroscia wobec kochanek.
          - chociaz mimo to niektore "hollery" sie z tym nie godza i probuja kombinowac.

          Czy w takiej sytuacji nie byłaby lepsza poliamoria?

          - jestem chyba konserwatysta :)
          zakladam posiadanie dzieci z JEDNA TYLKO kobieta.
          mam dwoch znajomych:
          - kazdy z nich ma dzieci z trzema kobietami (bylymi zonami)
          nie sa to relacje dla tych dzieci i tych kobiet udane.
          • twojabogini Re: Poligamia to czesc natury czlowieka 29.07.16, 16:24
            obrotowy napisał:

            > - musialabys byc mezczyzna, by to zrozumiec.
            > - ze sklonnosci poligamicznych wielu mezczyzn.

            Nie wiem jak wyglądają "skłonności poligamiczne" mężczyzn... Poligamia to wielożeństwo - czyli pozostawanie w związku z kilkoma kobietami równocześnie, przy zgodzie wszystkich zainteresowanych.
            Stosunki seksualne podejmowane z kolejnymi osobami bez nawiązywania relacji, w tym relacji emocjonalnej, to promiskuityzm. Realizowany za wiedzą i akceptacją stałego partnera, albo bez takiej akceptacji. Myślę, że wielu znanych mi mężczyzn i kobiet ma skłonność do promiskuityzmu - nie są zainteresowani tworzeniem więzi, raczej seksem z wieloma różnymi osobami.
            W sumie określenie promiskuityzm brzmi jakoś tak nagannie i wartościująco. A to przecież jedna z form realizacji popędu seksualnego. Osobiście nie widzę w tym nic złego, niemniej jednak wydaje mi się, że jednak lepiej, kiedy wszystkie zainteresowane strony wiedzą o co chodzi. Chociaż znam żony i mężów, którzy wolą "nie wiedzieć". I co wtedy?

            > Czy w takiej sytuacji nie byłaby lepsza poliamoria?

            > - jestem chyba konserwatysta :)
            > zakladam posiadanie dzieci z JEDNA TYLKO kobieta.

            Poliamoria nie wyklucza posiadania dzieci w ramach tylko jednej relacji. Na dłuższa metę w kontekście życia poliamoria wydaje mi się jednak zbyt angażująca. Monogamia w związku w którym seks jest wysoko na liście priorytetów wydaje mi się fajniejsza.

            Tak czy siak szacun dla ciebie, że swoje realizacje poza związkiem uważasz za realizacje swoich potrzeb. Dużo znanych mi osób ma z tym problem i za swoje potrzeby i sposób realizacji wini swoje żony/albo mężów (bo jakby lepsza/milsza/młodsza/ładniejsza była...).
            • obrotowy odwdziecze Ci sie rowniez...:) 30.07.16, 11:29
              komplementem.
              - jako ze reprezentuje nauki scisle - powinienem sie scisle wyrazac...
              ale nie jestesmy na foro naukowym.

              w sensie formalnym (terminologia) masz racje - a slowo "poligamia" ujalem w znaczeniu potocznym, gdyz termin "promiskuityzm" wielu jest nieznany.

              Chociaz tez nie do konca pasuje do sytuacji.
              LUBILEM moje kochanki, darzac je sympatia i nigdy nie byly to przypadkowe,
              lecz WYPRACOWANE kontakty.
              • twojabogini Re: odwdziecze Ci sie rowniez...:) 30.07.16, 12:33
                Wychodzi na to, że mamy poważne braki w języku.

                Monogamia - sformalizowany lub nie związek dwóch osób, nie obejmuje seksu poza monozwiązkiem, nie ma znaczenia kryterium płci i orientacji.

                Poligamia i androgamia obejmują sformalizowane lub nie związki, w których znaczenie ma płeć i orientacja, w których jednak seks odbywa się w ramach relacji, nie obejmuje seksu poza wielozwiązkiem.

                Poliamoria oznacza związek wielu osób - od poliamorii i poligamii różni się brakiem kryterium płci i orientacji, nie obejmuje seksu poza wielozwiązkiem.

                Wszystkie te pojęcia kręcą się wokół osi relacja erotyczna/związek/więź/reguły. Wszystkie te przymioty są przypisane związkom - niezaleznie od kombinacji płci, orientacji, ilości osób tworzących związek. Związki mają też jedną (przypisywaną im raczej na wyrost) cechę - trwałość. Trwałości przypisuje się przy tym wartość pozytywną. W ramach tych relacji każdy wie kto z kim sypia.

                Na drugim biegunie jest jedynie promiskuityzm dotyczy postawy jednej osoby, która wchodzi wyłącznie w relacje seksualne, nie tworząc więzi (być może z tego względu ma negatywne konotacje, ponieważ może się to łączyć z wykorzystywaniem innych osób i ich przedmiotowym traktowaniem). W dużej mierze kojarzy się też z kompulsywnym seksem.

                Każda relacja seksualna odbywająca się poza związkiem z automatu ma przypisane cechy przeciwne do cech przypisywanych związkom - brak reguł, brak więzi/brak relacji emocjonalnej.

                W sumie ten brak w języku - zarówno potocznym jak i naukowym oznacza, że w myśleniu o relacjach seksualnych wszyscy z góry i bezrefleksyjnie zakładamy, że "pozytywny" seks może mieć miejsce jedynie w ramach związku, a do tego istotna jest wiedza kto z kim sypia. Relacja seksualna poza związkiem jest silnie stygmatyzowana i traktowana jako zagrożenie dla związku.


                Moje doświadczenia, jak również doświadczenia wielu osób, wskazują na coś zupełnie przeciwnego. Relacje seksualne nie obejmujące informowania świata o tym, że łączy nas relacja seksualna, czy zakładania jakiejkolwiek formy związku, mogą łączyć się z szacunkiem dla drugiej osoby, pozytywnymi emocjami, radością - zarówno dla osób z którymi pozostajemy w związku, jak i osób z którymi wchodzimy w relacje seksualne. Nie ma na to żadnej nazwy. Brak nazwy oznacza, że wielu ludzi nie myśli o tym, że to możliwe.

                Jestem w stanie wyobrazić sobie związek w którym osoby (bez znaczenia ile ich jest, jakiej są płci i orientacji) w nim pozostające kochają się, dbają o siebie wspierają się i łączy je relacja seksualna. Nie zakładają przy tym, że osoby pozostające w związku muszą być zmonopolizowane na polu seksualnym. Nie uważam też, że seks z osoba poza związkiem oznacza, ze automatycznie mniej wkłada się w relację w ramach związku.

                Aczkolwiek większość znanych mi osób angażując się seksualnie poza związkiem automatycznie zmniejsza zaangażowanie w związek, także erotycznego zaangażowania (co w sumie dziwne, bo wiele osób twierdzi, że nawiązując romans tak rozkręcało sobie libido, że byliby bez problemu być aktywne/aktywni w obu relacjach - a w związku nie byli aktywni z powodu wyrzutów sumienia...albo obwiniania partnera/partnerki za swój romans). Ale nie jest to kwestia konieczności, raczej bezrefleksyjności.

                Jestem w stanie sobie wyobrazić, że w ramach (dla uproszczenie hetero i monogamicznej) relacji mąż jak również żona miewają kontakty seksualne poza związkiem. Jeśli przy tym dbają nawzajem o siebie, nie zaniedbują siebie i swoich potrzeb, dbają o potrzeby związku i własną relację erotyczną - to jakie ma to znaczenie?
                Przykładowo - żona jedzie w delegację i ma tam przygodę erotyczną? I co takiego się dzieje? Mniej kocha męża? Przestanie o niego dbać, czy rzuci pracę? Mąż jedzie z dzieciakami na wakacje i nawiązuje sobie wakacyjny romans. Żona od tego zbrzydnie? Mąż będzie mniej łożył na rodzinę?
                Przy tym nie widzę potrzeby wzajemnego informowania się o wszystkim, ale też nie chodzi o ukrywanie. Można przecież założyć, że w związku pozostają osoby, które chcą w nim być i są na tyle zaangażowane, że nie będą robić niczego kosztem związku (przeznaczać wspólnych oszczędności życia na jakieś urocze ciasteczko, czy spędzać urlopu z kimś innym niż partner). I w tym momencie nie ma znaczenia, czy czasem zjedzą na mieście, prześpią się z kimś, czy uznają, że ktoś jest atrakcyjny/pociągający/uroczy.
                • marek.zak1 Re: odwdziecze Ci sie rowniez...:) 30.07.16, 15:07
                  twojabogini napisała:
                  I w tym momencie nie ma znaczenia, czy czasem zjedzą na mieście, prześpią się z kimś, czy uznają, że ktoś jest atrakcyjny/pociągający/uroczy.
                  -------------------------------------------------------------
                  Rozumiem, że piszesz w swoim imieniu. Masz pełne prawo tak uważać, ale nie narzucaj Twojego zdania innym.
                  • twojabogini Re: odwdziecze Ci sie rowniez...:) 30.07.16, 15:22
                    marek.zak1 napisał:

                    > Rozumiem, że piszesz w swoim imieniu. Masz pełne prawo tak uważać, ale nie narz
                    > ucaj Twojego zdania innym.

                    Teoretyzuję. W ramach dyskusji analizowałam z obrotowym pojęcia jakie opisują typy relacji ludzkich: mamy związki i zły niedobry promiskuityzm na drugim biegunie. W jednych jest miłość, w drugich samo zło.

                    To, ze napisałam, że miłosna przygoda może być neutralna dla związku nie oznacza, że wybiegnę zaraz na miasto tej przygody poszukiwać. Ani że chcę żeby szukali jej inni.

                    Decyzja o życiu w monogamii wyklucza takie opcje - więc tym bardziej nie namawiam nikogo kto żyje w monogamii do takich eksperymentów. To inny typ związku opierający się na innych wartościach i dający inne korzyści, równie wartościowe, także w sferze seksu.

                    Z doświadczenia wiem jednak, że możliwe są bliskie relacje obejmujące seksualność, nie będące związkami i nie polegające na wyłączności seksualnej. Przykład:
                    Kobieta i mężczyzna których łączy wzajemna fascynacja, pożądanie, bliskość. Żadne z nich jednak nie chce zakładać ze sobą związku - różne tryby życia, potrzeby. Mają wtedy długoletni - no właśnie co? związek? romans?. Nie zawłaszczają się, żyją swoim życiem, mają swoje związki, romanse, przygody, cieszą się sobą wtedy kiedy się spotykają i mogą spędzić jakiś czas razem. Co w tym złego?
                    • marek.zak1 Re: odwdziecze Ci sie rowniez...:) 30.07.16, 15:32
                      twojabogini napisała:
                      Z doświadczenia wiem jednak, że możliwe są bliskie relacje obejmujące seksualność, nie będące związkami i nie polegające na wyłączności seksualnej. Przykład:
                      > Kobieta i mężczyzna których łączy wzajemna fascynacja, pożądanie, bliskość. Żadne z nich jednak nie chce zakładać ze sobą związku - różne tryby życia, potrzeby. Mają wtedy długoletni - no właśnie co? związek? romans?. Nie zawłaszczają się, żyją swoim życiem, mają swoje związki, romanse, przygody, cieszą się sobą wtedy kiedy się spotykają i mogą spędzić jakiś czas razem. Co w tym złego?
                      -----------------------------------------
                      Skoro mają swoje związki i ich partnerzy nie mają nic przeciwko temu, to OK. Skoro są niezwiązani, to w ogóle nie ma problemu.
                      Tutaj wydaje mi się, że trzeba zorientować się, jakie są oczekiwania drugiej strony, aby jej zwyczajnie nie zranić / skrzywdzić.
                      Zacytuję tytuł książki ,,Nie igra się z miłością".
                      • twojabogini Re: odwdziecze Ci sie rowniez...:) 31.07.16, 00:33
                        marek.zak1 napisał:

                        > Tutaj wydaje mi się, że trzeba zorientować się, jakie są oczekiwania drugiej st
                        > rony, aby jej zwyczajnie nie zranić / skrzywdzić.

                        Zgadzam się. Natomiast problematyczne są sytuacje graniczne, kiedy partner "nie chce wiedzieć". Ciężko to odczytać - czy to forma zgody? A może forma strachu - wolę nie wiedzieć bo się rozstaniemy jeśli coś powiem? Mimo wszystko uważam, że w takich razach zgoda wyrażona wprost i bez przymusu czy nacisku rozwiązuje sprawę.
                        • marek.zak1 Re: odwdziecze Ci sie rowniez...:) 31.07.16, 08:30
                          twojabogini napisała:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > Tutaj wydaje mi się, że trzeba zorientować się, jakie są oczekiwania drugiej strony, aby jej zwyczajnie nie zranić / skrzywdzić.
                          ----------------------------------------------------->
                          > Zgadzam się. Natomiast problematyczne są sytuacje graniczne, kiedy partner "nie chce wiedzieć". Ciężko to odczytać - czy to forma zgody? wiem?
                          --------------------------------------------------------
                          Nie mylmy pojęć. Jak druga osoba nie chce wiedzieć, nie jest żadnym partnerem, tylko, póki co, koleżanka, kolegą, który sie podoba, czy któremu sie (może) podobamy..
        • glamourous Re: Poligamia to czesc natury czlowieka 31.07.16, 00:23
          Tez tak to teraz widze. Po co psuc fajne iskrzenie trywialnym dazeniem do konsumpcji ? Jezeli nie ma sie kompulsywnej potrzeby "zaliczenia" tego konkretnego kogos, to w moim pojeciu nawet fajnie jest tak zawiesic relacje na poziomie "ciag dalszy moze ewentualnie nastapi, ale wcale niekoniecznie" i po prostu dac sie poniesc motylom w czystej postaci.
    • grecki.miod Re: monogamia 04.08.16, 22:43
      Trochę dziwny i trochę ciekawy wątek
      • twojabogini Re: monogamia 05.08.16, 00:30
        Czemu dziwny?
    • midnight_lightning Re: monogamia 13.08.16, 22:08

      @twojabogini
      "Zawierając stałe związki zazwyczaj godzimy się na monogamię oraz na wyłączność seksualną partnerów. Wierność seksualna jest traktowana jako ważny komponent a nawet fundament związku."


      Monogamia już nie istnieje. Kobiety rozpirzyły ją w drobny mak ru..jąc się jak króliki tylko z tępymi, zwierzęcymi troglodytami, a pozbawiając szans tych dobrych, miłych, de facto mordując na raty tych potencjalnych frajerów do roli mężusiów - jeleni. Jak na pasożyty to głupia strategia. Oni jeszcze nie raz zrewanżują się polkom za pogardę.

      I z wielkim zaciekawieniem przyjmą oni żarty samotnych szmat. które coś tam jęczą, ze "przecież każdy ma prawo do szczęścia" :).

      No, nie kazdy. Tylko 20 %. I tego się trzymajmy.

      Zużyte szmaciska po ziomalach, kibolach, karkach na sterydach niech szukają sobie "monogamii" wśród tej swojej cudnej patologii.

      A my, wzgardzeni inteligenci, geeki, z przykrością będziemy posuwać córeczki tych, które nami gardziły, bo za dobrzy byliśmy:)

      Tyle w temacie "boskosci" sprzedajnych i nagradzających ZŁO kobiet, które na starość dotyka skleroza. My, dobrzy, mądrzy i ceniący dobro udowodnimy, że hasło Zła pt

      "i tak jakiś frajer bedzie musiał ciebie wziąć, bo zostanie sam" ma niewiele wspólnego z waszymi marzeniami. Lepiej być samotnym niż z łajdaczką i morderczynią, cynicznie pozbawiającą swojego przyszłego żywiciela szans rozwoju.

      Kobieta jako bogini? bogini ZŁA wyłącznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka