yola_d
23.07.18, 15:16
Nie bedzie o seksie - moze to temat nie na to forum, ale jest tutaj wielu panow, a ja chcialabym poznac rowniez ich opinie o sytuacji.
Maz ma przyjaciolke od prawie30 lat (nie jestesmy mlodzi). Byl w niej zakochany bardzo mocno przez kilka lat, chociaz ona od poczatku poinformowala go, ze z nim w zaden zwiazek wchodzic nie chce. Razem czasem gdzies wychodzili, a ona bardzo chetnie korzystala z roznych form pomocy ze strony mojego meza.
Gdy sie poznalismy, maz twierdzil, ze juz w Izie zakochany nie jest, ale lubi ja i chce zachowac ich przyjazn - dla mnie w porzadku, nie mam nic przeciwko kolezenskim zwiazkom damsko-meskim.
Ale gdy juz bylam w ciazy, maz zaskoczyl mnie stwierdzenie "jestes dla mnie tak samo wazna jak Iza" - zapieklo; potem bylo spokojnie, bo Iza zwiazala sie z pewnym panem i przyjazn z moim mezem z jej strony prawie wygasla (nie miala czasu)
I pewnego dnia odkrylam maz mi nic nie powiedzial), ze Iza sie ze swoim partnerem rozstala juz od pewnego czasu i znow nasilila przyjacielskie kontakty z moim mezem: telefony, sms-y, meza wizyty u niej. Nie spedzaloby mi to snu z powiek, gdyby nie sposob pisania meza o niej lub do niej : za kazdym razem tekst, nawet krotki, podkresla, jak bardzo ona jest dla niego wazna ! Nie chce podawac wielu przykladow, zeby nie rozwlekac, ale np. w sprawie naprawy samochodu z innymi negocjuje termin, a do nie pisze "przyjdz, kiedy chcesz, kiedy ci najlepiej pasuje, zawsze jestes mile widziana"; lub do jej corki, gdy Iza byla chora "opiekuj sie mama, bo ona jest najlepsza mama na swiecie" (naszej corce nigdy tak nie powiedzial ). Testy brzmia niegroznie, ale trzeba wiedziec, ze on pisze w ten sposob TYLKO do niej; poza tym jest na kazde jej zawolanie : biegnie jej pomagac, nawet gdy jest zmeczony, nawet w niedziele o bardzo wczesnym poranku, o ile wiem, jeszcze jej nigdy nie odmowil. Inne osoby, znajomych, swoja rodzinei mnie krytykuje, o niej nigdy nie slyszalam ZADNEJ negatywnej opinii (jestesmy razem od 16 lat). Malo tego, zdarza mu sie mowic mi: "ale dlaczego ty robisz to tak ? Iza robi to inaczej"
Przy tym wszystkim dba o nas: zawsze moge na niego liczyc ja i nasza corka, jesli cos rodzinnego koliduje z pomoca dla Izy, organizuje sie tak, zeby zalatwic obie sprawy; w domu natomiast jest dosc leniwy i na haslo "trzeba zrobic to i to" reaguje niechecia, ale wczesniej czy pozniej robi co trzeba. Wlasciwie gdyby nie Iza gdzies w tle, jako zona nie mam sie do czego "przyczepic" w naszym wspolnym zyciu.
Jakis czas temu uslyszalam ponownie : " dla mnie Iza jest tak samo wazna jak ty" - zabolalo; czuje, ze jest to po prostu z jego strony bardzo niesprawiedliwe, bo wspolnie "pchamy wozek" naszej rodziny ,a ona praktycznie poza tym, ze laskawie przyjmuje jego wizyty i pomoc, nic dla niego nie robi w rewanzu.
Juz jakis czas temu probowalam porozmawiac o tym, ze to ciagle podkreslanie waznosc Izy i jej idealizownie mnie bola - wiele razy klocilismy sie z tego powodu - on ciagle powtarza, ze w Izie zakochany nie jest, ze kocha mnie, ze Iza to tylko bliska kolezanka, ze lubi po prostu z nia pogadac, a poniewaz ja lubi i ceni jako przyjaciolke, to troszczy sie o nia, zwlaszcza , gdy ona ma klopoty i chce jej pomagac, gdy ona tego potrzebuje.
Maz twierdzi, ze jestem patologicznie zazdrosna i nasze klotnie to wina tej zazdrosci, bo on nie ma sobie nic do zarzucenia. Ona traktuje mojego meza jako kolege i - z mojego punktu widzenia - jako kogos do "przynies, wynies, pozamiataj". Nie sypiaja razem na pewno.
Jestem zazdrosna i to coraz bardziej. Powinnam odpuscic? Powinnam oddzielic satysfakcjonujace mnie zycie rodzinne od prywatnej czesci zycia mojego partnera? Klotni mam dosc, bo atmosfera w domu staje sie coraz bardziej napieta, a najbardziej cierpi na tym nasza corka :(
Kto dotrwal do konca, dziekuje za cierpliwosc :)