Dodaj do ulubionych

Skojarzenie

07.09.05, 18:33
Tak czytam o kolejnych coraz bardziej desperackich próbach przełamania
oziębłości tej drugiej strony (rozmowy, "zobacz kochanie nasz związek
cierpi", kuszenie, niedostępność pozorna, lekarz, awantury, szantaże,
wyparcie "już mnie nie interesuje, bez seksu można żyć") i zaczęło mi się
kojarzyć z terapią alkoholika.
Jeśli alkoholik nie chce się leczyć to nie będzie. Można go pewnie siłą
zaciągnąć do AA ale nic więcej. MOżna mu wykupić recepty, wspierać, opłacić
esperal, unikać pijacego towarzystwa i niczego to nie zmieni. Wymysli tysiąc
powodów dla których musi i chce się napić.
Czyli jeśli ten kto unika seksu nie będzie chciał czegoś zmienić to nasze
wysiłki można sobie...
Dobrze mi się wydaje?
Obserwuj wątek
    • candy74 Re: Skojarzenie 07.09.05, 18:44
      Dobrze to ujęłaś.
      Możemy sobie na tym forum pisać wierszem. Jak chcemy, to nawet białym. Ale nic
      nie pomożemy tym pisaniem, jeśli partnerzy nie będą chcieli się zmienić/leczyć.
      • dosia.samosia Re: Skojarzenie 07.09.05, 18:47
        Przynajmniej pożalić się można.:) Świadomość, że nie jestem jedyną w takiej
        sytuacji i że nie jestem dziwna, zboczona, napastliwa (wg. mojego męża) jakoś
        mi pomaga.
        • mis_fozzie Re: Skojarzenie 07.09.05, 19:35
          Tak. Ozieblosc to taki emocjonalny alkoholizm. Taka osoba za wszelka cene chce
          uniknac zblizenia (idzie wczesniej spac, znajduje miliony wymowek itp). I jesli
          ta osoba sama nie zauwazy problemu to mozemy sie nawet pochlastać i tak nasze
          prosby, grozby i starania psu na bude...
        • mis_fozzie Re: Skojarzenie 07.09.05, 19:42
          A z tym zaleniem to w sumie dobre...Mozna sie przynajmniej wygadac. A sama nie
          jestes na pewno (widzac po ilosci postow na forum). Jak tutaj trafilem to bylem
          zdziwiony ze ludzie potrafia nie kochac sie rok, dwa a czasami i dluzej.
          Myslalem ze moje 3 miesiace to cala wiecznosc a tutaj prosze...takie
          kwiatki...Czasami az mnie skreca tak bardzo chcialbym zeby moja partnerka
          zrobila cos w tym kierunku: ubrala sie jakos seksownie, czy po prostu sama
          zainincjowala...A tu dupa zbita...Przychodze do domu a ona w szlafroku w
          rozmemłanym łóżku oglada telewizje...Przy probie "dobrania sie do niej"
          oczywiscie dostaje milion wymowek w stylu nie mam ochoty, boli mnie tu, boli
          mnie tam, Ty znowu, jestem zmeczona itd (wszyscy na pewno znaja te sposoby ;-
          ) ). No to sie czlowiekowi po prostu zyc odechciewa...Ile mozna ogladac TV?
          Albo spac? Pamietacie taka scene w "Nic smiesznego" jak Miauczyński siedzi z
          zona i ogladaja film o talerzu? No to mniej wiecej to tak czasami
          wyglada...Czuje sie czasami jak stary, stetryczały pierdziel a mam dopiero 26
          lat! Chce zyc! Chce sie kochac z kobieta ktora kocham! Nie chce przespac zycia
          na kanapie przed TV!!! Ludzie!!! RATUNKU!!!!


          P.S.: ostatnie zdanie jest przejawem zlego dnia i prosze nie brac go
          doslownie ;-)
          • candy74 Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:17
            Mój mąż jest emocjonalnie oziębły. Oboje mamy po trzydzieści lat, a przestaję
            się przy nim czuć kobieco. Szukam potwierdzenia w oczach innych mężczyzn, że nie
            jest ze mną źle. Im bardziej on się oddala, tym więcej dbam o siebie. Przestałam
            to robić dla niego, robię to dla siebie. Noszę piękną, elegancką bieliznę,
            dzięki temu nawet w zwykłych dżinsach i koszulce czuję się atrakcyjna. Zdarzyło
            mi się szukać pocieszenia w ramionach innych mężczyzn. Gdyby jeszcze udało mi
            się wyłączyć sumienie, myślę, że byłabym szczęśliwa. Mój mąż nie jest wirtuozem
            seksu. Preferuje szybki, milczący numerek bez nadmiernej czułości. Dwie pozycje,
            żadnych ekstrawagancji. Seks oralny - jak najbardziej, ale tylko pod warunkiem,
            że w moim wykonaniu. On jest bierny. Twierdzi, że lubi aktywne kobiety. To
            fajnie, ale czasami przydałoby się jakieś urozmaicenie. Kiedy kończył przede mną
            nigdy nie obchodziło go, że czekam na więcej. Zasypiał, a ja płakałam z tęsknoty
            za dotykiem. Moje ciało płonęło przy boku zupełnie obojętnego faceta.
            Próbowałam różnych rozwiązań - fikuśnej bielizny, nietypowych miejsc, filmów.
            Lista jest długa, nie będę się rozpisywać. Czasami było całkiem nieźle, ale
            ciągle czułam, że on się powstrzymuje przed pełnym odczuwaniem radości z seksu.
            Nie stać go na spontaniczność. Po kilku latach przestałam się wygłupiać i
            zabiegać o niego. Pułapka nie lata za kotem. W tej chwili nie mam kochanka, ale
            gdybym ktoś stanął na mojej drodze, to pewnie bym uległa. Jestem młoda,
            atrakcyjna i coraz bardziej sfrustrowana. Seks jest dla mnie bardzo ważny, nie
            ślubowałam celibatu.
            Nie wiem jak to się wszystko skończy. Mam dość.
            • ewolwenta Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:25
              Pułapka nie lata za kotem. ???

              :)))
              A gdzie mysz się schowała?
              • candy74 Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:32
                Mysz się zgubiła :)))
                • mis_fozzie Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:34
                  Poszła spać :D
                  • ewolwenta Re: Skojarzenie 07.09.05, 22:01
                    Skumała się z komputerem!!!
                    • candy74 Re: Skojarzenie 07.09.05, 22:06
                      A to myszka wredna małpa :)
            • cranberry1 Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:47
              candy74 napisała:

              > seksu. Preferuje szybki, milczący numerek bez nadmiernej czułości. Dwie
              pozycje
              > ,
              > żadnych ekstrawagancji. Seks oralny - jak najbardziej, ale tylko pod
              warunkiem,
              > że w moim wykonaniu. On jest bierny. Twierdzi, że lubi aktywne kobiety. To
              > fajnie, ale czasami przydałoby się jakieś urozmaicenie. Kiedy kończył przede
              mn
              > ą
              > nigdy nie obchodziło go, że czekam na więcej. Zasypiał, a ja płakałam z
              tęsknot
              > y
              > za dotykiem. Moje ciało płonęło przy boku zupełnie obojętnego faceta.
              > Próbowałam różnych rozwiązań - fikuśnej bielizny, nietypowych miejsc, filmów.
              Tak mi przyszlo do glowy... moze on mysli, ze Tobie odpowiada taka sytuacja, w
              ktorej to Ty jestes bardziej aktywna? Moze nie zauwaza problemu - zwlaszcza, ze
              Ty sie staralas, wymyslalas nietypowe miejsca itd. Swoja droga w takiej
              sytuacji kiedy on "szybciej konczy i nie obchodzi go, ze Ty oczekujesz czegos
              wiecej" moglas go jakos sprowadzic z takiej drogi "seksualnego egozimu" - np.
              przerywajac calą zabawę kiedy widzisz, ze on juz zmierza skonczyc
              mowiac "kochanie, bedziemy kontynuowac jak sie troche postarasz" ;)
            • mis_fozzie Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:48
              Gdyby tylko moja chciala byc taka...Dalbym wszystko za cos takiego! Za kobiete
              ktora dla mnie chce byc atrakcyjna. Ktora po jakimkolwiek seksie (jesli juz
              jest) pragnelaby mojego dotyku. A tutaj niestety...jesli juz do czegos dojdzie
              to potem zaraz na bok i luli...
              Seks oralny? Z wielką checią! Moge to robic godzinami! :-) Ale coz skoro moja
              partnerka tylko raz...maksimum na miesiac...i to klasycznie...bez zadnych slow
              czy westchnien...

              (bedzie karny!!!!!)

              ...po prostu cichosc...

              (GOOOOOLLLLLL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!)

              Czasami zastanawia mnie jak 30 letni facet mozne byc oziebly. Jak mozna nie
              pragnac bliskosci drugiej osoby, czulosci, dotyku...Ja czuje tak niesamowity
              niedosyt dotyku mojej partnerki ze jak widze obejmujaca sie na ulicy pare to az
              mnie skreca.

              A co do wylaczania sumienia: gdyby mi sie je udalo wylaczyc to pewno tez juz
              bym dawno zdradzil. Nie szukalem i nie szukam pocieszenia w ramionach innych
              kobiet. Byloby to dla mnie zbyt stresujace bo potem nie moglbym spojrzec na
              siebie w lustrze. Kocham ja ale niestety taki niedosyt czulosci (jakiejkolwiek)
              dziala na mnie baaaardzo frustrujaco. Jestem nerwowy w pracy, nie potrafie na
              niczym dluzej skupic uwagi...Jestem tak nabuzowany testosteronem ze moglbym nim
              spokojnie obdzielic paru innych panow ;-) (albo oddac 1% ozieblemu dzieki
              ktoremu moglby on stac sie demonem seksu ;-) ).

              Ja tez nie wiem jak to sie wszystko skonczy. Mam nadzieje ze wszystko wroci do,
              że tak powiem, normy i przestane byc sfrustrowanym erotomanem-gawędziarzem ;-)

              Pozdrawiam wszystkich osamotnionych w swoich pragnieniach...
              mis_fozzie
              • candy74 Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:59
                Słowa Misia_Fozzie dały mi dużo do myślenia.
                Tak właściwie to brak mi dzikiego seksu, ale też (a może przede wszystkim)
                czułości, dotyku, bliskości. To chyba boli tak samo mocno jak frustracja
                wywołana brakiem seksu.

                Tysiąc razy dałam mojemu mężowi do zrozumienia, że potrzebuję czegoś innego. Mam
                dosyć kochania się w jednej pozycji, kiedy próbuję ją zmienić, to on leży jak
                kłoda i udaje, że nie wie, o co chodzi. Kiedy mówię wprost "kochanie, zmiana",
                on odpowiada, że jeszcze nie, albo że w ogóle nie, bo jemu się podoba tak jak
                jest. Kilka razy nie wytrzymałam i dość ostro powiedziałam, że uprawiamy seks
                jak emeryci. Pewnie go to zabolało. Ale zaraz uprzedzę komentarze forumowiczów,
                którzy stwierdzą, że tym właśnie go zniechęciłam do siebie. Nie, ja
                powiedziałam, że mi się coś nie podoba, dopiero wtedy gdy wymyślane przeze mnie
                baśnie z tysiąca i jednej nocy nie przynosiły skutku.
                Do diabła z tym wszystkim, czy dlatego, że mój mąż jest taki, mam się w wieku
                trzydziestu lat zestarzeć? Kobieta trzydziestoletnia jest najbardziej świadoma
                swojej seksualności. Wreszcie wie, czego chce, umie czerpać satysfakcję z seksu.
                I co? Jajco. Erotomanka - gawędziarka :)
                • cranberry1 Re: Skojarzenie 07.09.05, 22:07
                  > Tysiąc razy dałam mojemu mężowi do zrozumienia, że potrzebuję czegoś innego.
                  Ma
                  > m
                  > dosyć kochania się w jednej pozycji, kiedy próbuję ją zmienić, to on leży jak
                  > kłoda i udaje, że nie wie, o co chodzi. Kiedy mówię wprost "kochanie, zmiana",
                  > on odpowiada, że jeszcze nie, albo że w ogóle nie, bo jemu się podoba tak jak
                  I co, odpuscilas? ;) Ja bym nie dala za wygrana. ;) Skoro lubi aktywne kobiety
                  to niech robi to co TY wymyslasz, a nie to (nie tylko to) co mu najbardziej
                  pasuje. A tak szczerze mowiac to wspolczuje... :(
                • mis_fozzie Re: Skojarzenie 07.09.05, 22:35
                  > To chyba boli tak samo mocno jak frustracja wywołana brakiem seksu.
                  Zareczam Ci ze tak...Ze czekasz na poglaskanie po twarzy, wziecie za reke a
                  tu...Eeeee...Cisza ze slychac jak trawa rośnie...

                  > Tysiąc razy dałam mojemu mężowi do zrozumienia, że potrzebuję czegoś innego.
                  > Mam dosyć kochania się w jednej pozycji, kiedy próbuję ją zmienić, to on leży
                  > jak kłoda i udaje, że nie wie, o co chodzi. Kiedy mówię wprost "kochanie,
                  > zmiana", on odpowiada, że jeszcze nie, albo że w ogóle nie, bo jemu się
                  > podoba tak jak jest.
                  Przeca (ze tak uzyje regionalizmu) w jednej pozycji to mozna kota dostac (to
                  tak nawiazujac do tych pulapek i kotów ;-) )!! Nie potrafilbym ciagle w jednej!
                  Jesli tysiac razy dalas mu do zrozumienia ze potrzebujesz czegos innego to:
                  1 - nie obraz sie ale jest idiota ktory nie rozumie co sie do niego mowi
                  2 - jest leniem i mu sie po prostu nie chce i mysli "jak chcesz to sobie bierz"
                  3 - jest oziebly i ma gdzies Twoje pragnienia, a to ze kiedykolwiek uprawiacie
                  seks to jest i tak z jego strony zbyt wielkie poswiecenie (wedlug niego).

                  Rozwiazan nie dostarcze bo psychologiem (nawet amatorem) nie jestem. A co
                  starzenia sie w wieku 30 lat to nie ma mowy! Bo skoro teraz jest tak, że tak
                  powiem, chlodno to co bedzie za 10 lat jak on wejdzie w kryzys wieku
                  sredniego?? Wstapi do zakonu? Podda sie kastracji "bo to tylko sie majta miedzy
                  nogami" czy sam Bog wie co jeszcze? Nie wiem...Naprawde nie wiem co poczac z
                  takimi ludzmi. Moze spedzic ich w jedno miejsce i niech tam sobie zyja bez
                  seksu i czulosci? ;-) Bo wydaje mi sie ze tylko tam by chyba byli w pelni
                  szczesliwi. Nikt by ich nie namawial do niechcianego (przez nich) seksu, nikt
                  by nie dotykal, nie calowal, nie glaskal...

                  Pozdrawiam kolezanke erotomanke-gawedziarke ;-)
                  mis_fozzie - erotoman-gawedziarz ;-)
                  • candy74 Re: Skojarzenie 07.09.05, 22:46
                    Że się uśmiałam, to mało powiedziane. Rżałam radośnie jak stara kobyła. Misiu,
                    jesteś mistrzem klawiatury (i nie mam na myśli ilości znaków na minutę). To co
                    napisałeś jest bardziej niż trafne.
                    Pozwól, że się ustosunkuję (przepraszam wrażliwych) do Twoich słów:
                    Ad. 1. Coś w tym jest, sprawdzę w dowodzie jak ma na drugie.
                    Ad. 2. Jest leniem do potęgi. Co prawda w pracy jest go za dwóch, ale w domu nie
                    ma żadnego.
                    Ad. 3. Czasami myślę, że tak właśnie jest - że moje pragnienia i potrzeby się
                    nie liczą.

                    Boję się myśleć o wspólnej (?) przyszłości. Za dziesięć lat albo zostanę
                    wolontariuszką w Radiu Maryja, albo będę spikerką w telewizji TRWAM, albo
                    zostanę niewyżytą, puszczalską ryczącą czterdziestą. Jest jeszcze jakieś
                    albo?.......
                    A kastracji się nie podda, bo to przecież trzeba się wybrać do doktora...
                    eeee.... wyjść z domu, nieeee, to za bardzo skomplikowane. Samo mu uschnie, więc
                    się nie będzie miało co majtać.
                    • mis_fozzie Re: Skojarzenie 07.09.05, 22:57
                      > Za dziesięć lat albo zostanę
                      > wolontariuszką w Radiu Maryja, albo będę spikerką w telewizji TRWAM, albo
                      Sluchaj...To moze byc niezly sposob na rozpirzenie RM i TVT w drobne maki na
                      Monte Cassino! Taka niewyżyta kobieta...

                      > zostanę niewyżytą, puszczalską ryczącą czterdziestą.
                      Ale ja stanowczo bym wolal zebys stala sie ryczaca czterdziesta ;-D

                      P.S.: jak nas zaraz dyrektornia w osobie ewolwenty opieprzy za prowadzenie
                      prywatnych rozmow na forum ogolnym to sie nogami nakryjemy ;-)
                      • candy74 Re: Skojarzenie 07.09.05, 23:02
                        Taki sabotażyk to niezły pomysł. Upiekę dwie pieczenie w jednym ogniu, wyżyję
                        się w końcu, a i cel dla ludzkości będzie pozytywny. Może nawet dadzą mi medal.
                        E tam, zaraz dyrektoriat nas opieprzy :)Nie strasz! Dyrektoriat sympatyczny.
                        A zresztą prywatne rozmowy można też prowadzić i prywatnie :)
                        • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 00:11
                          > Taki sabotażyk to niezły pomysł. Upiekę dwie pieczenie w jednym ogniu, wyżyję
                          > się w końcu, a i cel dla ludzkości będzie pozytywny. Może nawet dadzą mi
                          > medal.
                          To tak jak w tym dowcipie:
                          "Szatan mial dość Stalina w Piekle, dzwoni wiec do Boga i mowi:
                          - Wiesz co Boże? Mam tutaj Stalina ale on mnie strasznie wkurza. Nie moglbys go
                          wziac na troche do siebie? Moze Twoja dobroc go zmieni?
                          - No dobra - powiedzial Bog - nie ma sprawy...
                          No i wzial Stalina do siebie.
                          Po jakims tygodniu Szatana zaczelo Ciekawic jak tam idzie Bogu ze Stalinem...No
                          i zadzwonil. Odebral Bog. Szatan pyta:
                          - No i jak tam Boze ze Stalinem?
                          A Bog na to:
                          - Po pierwsze to nie Bóg tylko Towarzysz Bóg a po drugie to Boga nie ma..."

                          Tak samo z Toba. Zważając na stan w jakim sie znajdujesz (albo bedziesz
                          znajdowala) sadze ze nawet sam ks. Rydzyk by zrzucil sutanne ;-)
                          • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 09:48
                            Mam wrażenie, że jednak ksiądz dyrektor bez sutanny nie jest kuszącą wizją... :)
                            • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 10:31
                              Dla mnie na pewno.

                              A wracajac do tematu watku:
                              Rozumiem ze ktos moze miec mniejsze potrzeby albo wieksze ale zeby nie miec
                              zadnych? Cos chorego...Dlugo u Ciebie juz trwa taki stan posuchy emocjonalnej i
                              lozkowej?
                              • lava71 Re: Skojarzenie 08.09.05, 10:42
                                choroba to wcale nie rzadka i chyba nieuleczalna...
                                • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 13:07
                                  Patrzac na ilosc postow widac ze faktycznie nierzadka. A przeciez zaprzecza
                                  naturze. W sumie chyba potrzeba prokreacji jest najniższą ze zwierzęcych...A
                                  zwierzętami w koncu jakby nie patrzec jestesmy.
                              • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 11:13
                                Oj dawno..... najstarsi górale nie pamiętają.
                                Dopóki nie zaczęłam wymagać i oczekiwać, kochaliśmy się częściej, ale co z tego? Potem chyba doszedł do wniosku, że jak się musi tyle starać, to się nie opłaca.
                                • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 13:10
                                  > ? Potem chyba doszedł do wniosku, że jak się musi tyle starać, to się nie
                                  > opłaca.
                                  Hmmm...Dla mnie byloby to jednoznaczne z "nie zalezy mi na Tobie"...
                                  • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 13:37
                                    No widzisz, nie do końca tak jest, bo jest wściekle zazdrosny. Wszelkie moje dyskusje na ww. temat albo inne równie drażliwe kończy cedząc słowa: to się wynoś do kogoś, z kim ci będzie lepiej.
                                    I widać przy tym, że zaraz ze złosci pęknie.

                                    A jak jest u Ciebie? Komu zależy bardziej? Czy w ogóle można tak powiedzieć?
                                    • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 15:04
                                      Nie wiem czy moge tu mowic o "zalezy mniej lub bardziej". Nigdy nie dostalem
                                      takiej odpowiedzi "To idz do kogos z kim Ci bedzie lepiej" bo po tym po prostu
                                      bym zabral zabawki i poszedl sobie. W moim zwiazku po prostu seksu nie ma a
                                      jesli juz jest to polgodzinny (niektorzy daliby sobie za polgodziny sekszenia
                                      obciac obie rece i wykluc oczy ;-) ) i bez inwencji. Nie ma zachety z jej
                                      strony, zalotów (jakże staromodne i zapomniane), uwodzenia...Chyba wyszla z
                                      zalozenia ze jesli juz mnie zdobyla (w sensie ze jestem z nia) to chyba czas
                                      przestac sie starac i nastawic sie tylko na branie. Poza tym czestotliwosc jest
                                      delikatnie mowiac niesatysfakcjonujaca. Obecnie jest juz prawie 2 miesiace
                                      posuchy (dla niektorych AŻ a dla niektorych TYLKO) a kazda moja proba wyjscia z
                                      inicjatywa zblizenia konczy sie przytuleniem i bolem w podbrzuszu (sie czlowiek
                                      napali a tu kicha...).
                                      • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 17:31
                                        "Pieczywo dotknięte uważa się za sprzedane." Jak zacznie się snuć po domu w
                                        papilotach, maseczce z twarogu i zwisającym w kąciku ust wygasłym papierosem to
                                        zmykaj, gdzie pieprz rośnie.
                                        A tak serio, to czarny humor może rozbawić na chwilę, a problem jest i nie
                                        znika, a tak właściwie z czasem jest coraz gorzej.
                                        Kiepsko to wszystko wygląda i smutno się czyta takie rzeczy.
                                        No i co z tym teraz chcesz zrobić?
                                        • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 19:28
                                          Ty mnie nie strasz! Mam nadzieje ze tak nie bedzie...
                                          A co zamierzam zrobic? Nie wiem co...Narazie cicho siedze i czekam...czy bedzie
                                          gorzej czy moze cos sie zmieni...Zapewne ktos zapyta: jak dlugo mozna czekac?
                                          Czasami czlowiek po prostu wie kiedy przychodzi ten moment...ta kropla ktora
                                          przepelnia czare. Kiedy frustracje, zlosci i niedopowiedzenia kumuluja sie tak
                                          bardzo ze osiagaja mase krytyczna i nastepuje eksplozja po ktorej jest
                                          gigantyczna awantura ktora moze miec dwa skutki:
                                          1 - rozstanie
                                          2 - zmiane dotychczasowego sposobu zycia (idziemy do lekarza i takie tam)
                                          (ale zdanie wytworzylem).

                                          U mnie do masy krytycznej jest jeszcze troche ale temperatura rdzenia juz
                                          osiaga temperature ostrzegawcza...Ale jak pier***nę to Czarnobyl to przy mnie
                                          petarda...
                                          • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 20:13
                                            Nie myślałeś nigdy, że może ona kogoś ma na boku?
                                            • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 20:30
                                              Ostatnio cos mi nawet przychodzilo do glowy ale raczej nie ma na to czasu.
                                              Chociaz teraz sa takie metody komunikacji (czaty, telefony itp) ze moze to
                                              wchodzic w rachube...
                                            • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 20:31
                                              Bo Ty nie masz sie nad czym zastanawiac...Twoj facet jest tak leniwy ze by mu
                                              sie po prostu nie chcialo...
                                              • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 21:33
                                                A kto go tam właściwie wie?
                                                • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 21:44
                                                  Z drugiej strony mozne wlasnie mu sie nie chce bo ktos inny go tak meczy? To
                                                  samo mozna powiedziec o mojej kobiecie...
                                                • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 21:55
                                                  A tak wogole to wyobrazasz sobie swojego meza-lozkowego fajtłapę z inna
                                                  kobieta? Przeciez ona umarlaby z nudow!
                                                  • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 22:12
                                                    A Ty wyobrażasz sobie swój domowy sopel lodu jak wije się w ekstazie w objęciach
                                                    jakiegoś macho? :)
                                                  • ewolwenta Re: Skojarzenie 08.09.05, 22:19
                                                    Alceście się rozbrykali. Czacik sobie zrobili normalnie.
                                                  • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 22:20
                                                    Jeszcze troszke...plizzz...Nie ciachaj...
                                                  • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 22:24
                                                    Patrzac na to jak jest teraz to nie wyobrazam sobie jej w objeciach
                                                    jakiegokolwiek innego faceta :-)
                                                    A wiesz co jest najgorsze? Ze jest naprawde piekna, atrakcyjna i cholernie
                                                    pociagajaca kobieta z ktora moglbym kochac sie i caly dzien bez przerwy. Na sam
                                                    jej widok robi mi sie goraco ale przy probie kontaktu jak sie slyszy "Misiek
                                                    przestan..." to az termometry pekaja z zimna...Siadam gdzies w fotelu i probuje
                                                    sie uspokoic ale...No ale ile mozna sie uspokajac? Ile mozna wiazac na supelek?
                                                  • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 22:37
                                                    Weź ją siłą. Może o to chodzi, że jesteś za delikatny? Ty do niej z kwiatami i
                                                    na kolanach, a ona marzy, żeby ktoś z niej bez słowa zdarł ciuchy i posiadł
                                                    natychmiast i bez żadnego cackania się. Niektóre kobiety tak lubią...
                                                  • ewolwenta Re: Skojarzenie 08.09.05, 23:22
                                                    Kurczę jak ja bym chciała żeby mój facet coś takiego o mnie napisał, powiedział
                                                    czy pomyślał!!!
                                                    Myślę, że wszystkie czytające to panie dostają skrętu z zazdrości.
                                                  • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 23:31
                                                    No widzisz...A na nia to nie dziala...Nic...Zero reakcji. A mowilem jej juz to
                                                    kilka razy.

                                                    W sumie to smutne ze tak malo facetow mowi cos takiego o swoich kobietach. Nie
                                                    wiem jak im ale mi to sprawia niesamowita radosc i przyjemnosc powiedziec
                                                    ukochanej kobiecie ze jest piekna i ze mnie pociaga...No coz...ale na nia to
                                                    nie dziala wiec chyba przestane...
                                                  • ewolwenta Re: Skojarzenie 08.09.05, 23:39
                                                    Niestety w słowa własnego faceta się nie wierzy L To jakiś rodzaj
                                                    przyzwyczajenia czy przekonania posiadania prawa do takich komplementów.

                                                    Pamiętam jak niedawno pewien mój znajmy skomplementwał mój nos. Ojej, jaka
                                                    byłam zadowolona. On to zrobił tak, że naprawdę uwierzyłam. Ucieszyłam się mimo
                                                    że wiem, że mój nos jest po prostu zwykłym nosem i nie ma w nim nic
                                                    szczególnego.

                                                    Ja wiem, że się mojemu mężczyźnie podobam. Ale wlałabym by to odkrywał z
                                                    zachwytem a nie traktował jak dobro posiadane..... Tak jak ja jego komplementy

                                                    „no ładne, ładne”, (kiedy oglądam moje pośladki w lustrze):/
                                                  • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 23:50
                                                    No wlasnie. W slowa swojego sie nie wierzy a w obcego (znaczy sie nieswojego)
                                                    faceta tak. To dla meskiej dumy moze byc niezly cios i moze byc uznane przez
                                                    niektorych za probe poderwania jego kobiety.

                                                    A co do odkrywania z zachwytem: tak wlasnie staram sie to robic. Ale i tak nie
                                                    dziala...

                                                    A teraz dziekuje serdecznie wszystkim za dyskusje. Ide spac. Dobranoc i
                                                    kolorowych snow wszystkim niewyżytym ;-)
                                                  • ewolwenta Re: Skojarzenie 08.09.05, 23:53
                                                    Nie można odkrywać tego samego w nieskończoność. Nie da się!
                                                    Dobrych snów.
                                                  • mis_fozzie Re: Skojarzenie 09.09.05, 13:12
                                                    Oczywiscie ze nie da sie odkrywac tego samego w nieskonczonosc. To nierealne.
                                                    Ale przeciez mozna podziwiac i chwalic na milion roznych sposobow...
                                    • ralphie Re: Skojarzenie 08.09.05, 19:37
                                      candy74 napisała:

                                      > to się wynoś do kogoś, z kim ci będzie lepiej.
                                      > I widać przy tym, że zaraz ze złosci pęknie.

                                      Czyli typ władcy... współczuje :(
                                      Zazdrość nie jest wyznacznikiem miłości, czy tego, że mu na Tobie zależy. Stawiałbym na "zrobię wszystko by nie zostać rogaczem". Mam znajomą, w której małżeństwie doszło do tego, że boi się męża...
                                      • candy74 Re: Skojarzenie 08.09.05, 20:12
                                        E tam, ja się nie muszę bać męża, ale masz rację, to typ władcy. Rządzi w pracy,
                                        tam mu nikt nie podskoczy, to i w domu ma takie zapędy, choć zapał słomiany.
                                        Zaangażowanie w sprawy domowe kończy się na awanturze raz w miesiącu, dlaczego
                                        tak dużo wydaję na życie.
                                        • ralphie Re: Skojarzenie 09.09.05, 09:41
                                          Nie daj się mu zatem... pokaż, że on jest głową rodziny, a Ty szyją!! :) Kurde, co ja wypisuję ;))))) Panowie, nie czytać!! ;) A skoro kłótnie są ile wydajesz, zrób jak moja żona... zostawiaj mu przed nosem rachunki, ile za co :) Już mnie nie dziwi, ze kasa idzie ;) Coprawda u nas było bez awantur :)
                      • ewolwenta Re: Skojarzenie 07.09.05, 23:39
                        Eeee nie taki straszny diabeł jakim go malują. Ja dziś ciąć nie będę, ale za
                        resztę stróżów prawa formowego nie odpowiadam. ;)
                        • mis_fozzie Re: Skojarzenie 08.09.05, 00:04
                          Ufff ;-)
          • abdulian Re: Skojarzenie 08.09.05, 21:14
            A mnie ten wątek zainspirował do powtórnego oglądnięcia "Nic śmiesznego"

            żeby oderwać się czasem od problemów tego forum proponuję mega abstrakcyjne
            podejście Adasia miauczyńskiego:

            "Boję się szczytowania z obawy prykania - i tak oto prykanie wpędza mnie w
            samotność"
    • ewolwenta Re: Skojarzenie 07.09.05, 21:25
      Obawiam się, że osoby nie mające (zbyt wielkich) potrzeb mogą odbierać to
      podobnie. Że to seksoholizm, że partner tylko o tym itp.
      • ralphie Re: Skojarzenie 08.09.05, 13:44
        I dokładnie tak jest... A na domiar złego nie wiem, czy wszelkie próby, namowy partnera na częstszy seks nie pogłębiają braku ochoty. Ot taka ludzka przekora...
    • cranberry1 Re: Skojarzenie 07.09.05, 22:31
      Oprocz wykupywania recept, starania sie, robienia awantur (awantury o brak
      seksu to chyba najgorsze co mozna zrobic), wyparcia itp. mozna zrobic jeszcze
      jedno - powiedziec wprost, ze to zbyt wazna sprawa i zwiazek bez seksu nie ma
      dla nas sensu. To jedno. Drugie - uswiadomic drugiej stronie, ze ponosi
      odpowiedzialnosc za to, co dzieje sie (i co dalej stanie sie) z naszym
      zwiazkiem.
      Oczywiscie stawianie ultimatum - "zrob cos z tym albo sie rozstaniemy" nie ma
      najmniejszego sensu, ale juz jasny przekaz "chodzmy razem na terapie i
      sprobujmy cos z tym zrobic - bo to nasz wspolny problem, inaczej nie wyobrazam
      sobie dalszego bycia razem" ma sens. Ja jednak wierzę w terapie - zadne rozmowy
      we dwojke nie daja gwarancji, ze to, co uslyszymy jest prawda.
      Zreszta - jestem przekonana, ze ozieblosc to raczej tylko objaw innych
      problemow - tej osoby, badz problomow w zwiazku. My we dwoje mozemy sie krecic
      w kolko nie widzac (nie chcac zobaczyc) sedna sprawy - podczas gdy ktos z
      zewnatrz zauwazy od razu w czym rzecz. Pytanie tylko, czy nie boimy sie tak
      gleboko drazyc (o co jesli okaze sie, ze np. ktos tu kogos nigdy nie kochal?).

      Podejscie do sprawy "bede cie wspierac, zebys sie zmienil i przestal byc
      oziebly" jest proste i bardzo wygodne. Tyle, ze do nikad nie prowadzi.
      • niezapominajka333 Re: Skojarzenie 08.09.05, 11:25
        Ale spróbujcie też zrozumiec osoby, które potrzebuja mniej seksu. Częśc z nich
        odczuwa rzeczywiście ochotę raz w tygodniu, czy raz w miesiącu. Dla nich to, co
        czuje partner to czysta abstrakcja. Jak można chciec częściej? Jak to się w
        ogóle czuje?
        I wtedy jako obrona przywoływany jest argument "No to co? Mam się zmuszac, bo on
        (ona)chce więcej?"
        Jest to taka obrona poprzez atak. Takie uświadomienie drugiej stronie, że jeśli
        chcesz, żebyśmy kochali sie częściej, to z mojej strony będzie to zmuszanie
        się. Czy to ci odpowiada, bo ja naprawdę inaczej nie mogę. A w domyśle: Czy
        będziesz na tyle podły i egoistyczny, żeby z takiej opcji skorzystac, skoro
        twierdzisz, ze mnie kochasz?
        Kiedy jedna strona chce wiecej, a druga mniej, najczęsciej wypracowuje się
        jakiś kompromis. I nie polega on tylko na pewnych uzgodnieniach słownych Ty
        chciałbyś się kochac codziennie, ja raz na dwa miesiące, to znaczy, że będziemy
        sie kochac raz w tygodniu.`Obie strony nie maja po tyle, po ile by chciały, ale
        w imię miłosci do partnera jakoś to wytrzymują.
        Często dla partnera o mniejszym libido sam fakt trwania związku, a nie jego
        rozpad jest dowodem na to, ze partner akceptuje ten kompromis. Ma co prawda
        pretensje, jest mu przykro, czasem zdarzy się jakaś awantura, ale nie pakuje
        walizek i nie odchodzi, to znaczy, że nie trzeba nic zmieniac. Gdy taki ukłd
        sił utrwali się, może trwac latami i partner o mniejszych potrzebach znajdzie
        sobie mnóstwo argumentów, które go usprawiedliwiają.
        To trochę tak jak z chorobą. Póki jeszcze dolegliwości nie sa uciążliwe, daja
        się znieśc, da się z nimi życ, to lepiej nie isc do lekarza, nawet jak rodzina
        przymusza i mobilizuje. Lepiej nie iśc, bo lekarz zawsze coś znajdzie, i
        jeszcze by się okazało, że powrót do zdrowia wymaga łażenia po specjalistach,
        robienia badań, czekania ze strachem na wyniki, może jakiejś kosztownej i
        uciążliwej kuracji, diety, rehabilitacji, zabiegów. I po co to wszystko, jak z
        tymi dolegliwościami dało się życ, a i rodzina jakoś z nami wytrzymywała. A
        ewentualna myśl o raku czy jakiejś innej poważnej chorobie daje sie zagłuszyc
        na tyle różnych sposobów....
        Oczywiście ten przykład nie dotyczy hipochondryków.

        W wielu związkach dopiero zdrada lub rozwód uświadamia partnerowi że problemu
        braku seksu nie da się dłuzej lekceważyc.I wtedy boli, ale niektórych musi
        bardzo zabolec, żeby dojrzeli do szukania pomocy i podjęcia leczenia. Tylko
        wtedy leczenie jest trudniejsze, czasem nie da się związku uratowac, czasem do
        końca zostaje świadomośc zdrady i brak zaufania do partnera.

        Tak często się mówi o szukaniu pomocy u specjalisty. Idźcie do seksuolologa,
        najlepiej razem.
        Ręka w góre ten, kto bez żadnych oporów pójdzie do seksuologa i będzie przed
        nim odkrywał tajniki małzeńskiej alkowy, jeszcze w dodatku przy partnerze. Ile
        to rzeczy można by się o sobie dowiedziec, seksuolog mógłby przytaknąc, że to
        nie są wymysły partnera, czy jego wygórowane naszym zdaniem potrzeby, ale
        bardzo istotna dla związku sfera, którą trzeba naprawic. Naprawic - a więc
        podjąc wysiłek, zrobic coś więcej, niż nam sie chce. I jeszcze na nasze barki
        wkłada się odpowiedzialnośc za losy związku, a przecież do tej pory skutecznie
        tłumaczylismy sobie, ze to nie nasz problem, że nie będziemy się zmuszac do
        seksu.
        Z reguły na pójście do specjalisty naciska strona, która odczuwa brak seksu lub
        jego kiepską jakośc.
        I tak żona, która chciałaby dwa razy w tygodniu, a dostaje raz na kwartał jest
        bardzo zdeterminowana zaciągnąc męza do specjalisty.
        Gdyby jednak mąż potrzebował minimum raz dziennie, a ona najwyżej dwa razy w
        tygodniu, to prawdopodobnie nie tak chętnie wybrałaby się po pomoc do
        seksuologa. Łatwiej powiedziec -ja nie mam takich potrzeb jak ty.
        Często można spotkac w postach opis takiego podejścia. On(ale częściej Ona)
        przeprowadza ostateczna rozmowę. Druga strona zgadza się z tym, że coś trzeba
        zmienic, że tak dalej byc nie może, że trzeba iśc do specjalisty, po czym mija
        jakiś czas i nic się nie zmienia. O specjaliście się nie wspomina.

        Ona myśli -widocznie mu nie zależy na poprawie sytuacji i na mnie. Już nie
        wiem co robic.
        A On przeczekuje - może Jej już przeszło, może miała zły dzień i stąd taki
        wielki wybuch, przeciez na codzień całkiem nieźle nam sie układa, rozumiemy
        się, dogadujemy sie w tylu sprawach, sytuacja nie jest chyba tak zła, żeby
        rzeczywiście trzeba było spowiadac sie z naszych problemów obcemu facetowi. Nie
        nalega, a wiec widocznie jej już przeszło. Przecież ja tylko mam mniejsze
        potrzeby niż ona, a jak pójdziemy do tego seksuologa, to kaze mi jakieś badania
        robic, pobieranie krwi, zastrzyki, a jak będę musiał iśc na operację!?
        Brrr....A może mi nawet powie, ze jestem impotentem? Eee...lepiej poczekac,
        może jej przejdzie. Wspominała coś o zdradzie? Pewnie to tylko takie gadanie.
        Czym by tu sobie poprawic nastrój, zagłuszyc złe myśli? Może piwo i jakis mecz
        albo film w telewizji. A może jakies fajne stronki w necie.....
        I na "trzeba będzie" się kończy, aż do następnego wybuchu.

        Ta strategia walki o własna strefę wygody jest stosowana przez obie strony,
        równiez przez tę, która chciałaby więcej.
        Póki jest znośnie ( najniższa akceptowalna granica potrzeb) nie trzeba się za
        bardzo starac. Rzeczywiscie trzeba będzie kiedyś obejrzec wspólnie jakiś
        mocniejszy film, trzeba będzie może jakieś urozmaicenia wprowadzic, coś mówiła
        o romantycznym wieczorze przy świecach, no i ciągle mi wypomina te papierosy,
        niby, że cuchnę, że mam zadyszkę, ale to moze jutro, moze w przyszłym tygodniu,
        teraz mam dużo roboty, człowiek taki zmęczony.
        I tak mija dzień za dniem pod hasłem "trzeba będzie"



        • cranberry1 Re: Skojarzenie 09.09.05, 01:11
          Reka w górę kto pójdzie do seksuologa?
          Ja byłam. Razem z partnerem.
          I była to totalna porażka - pewnie źle trafiliśmy, bo "pan lekarz" przesliznal
          sie po problemie i najbardziej był zainteresowany sprzedaniem nam viagry...
          Byliśmy tez razem u psychologa - tyle, ze duzo, duzo pozniej - niestety, bylo
          juz chyba za pozno na taka interwencje, w zasadzie to moj chlopak nie
          zdecydowal sie na terapie a ja juz nie nalegalam. Z tym, ze nawet ta jedna
          rozmowa bardzo duzo mi dala - poukladala pewne nienazwane dotad sprawy,
          pozwolila spojrzec na nas z innej perspektywy i - pozniej podjac decyzje.
          Gdybysmy poszli na takie spotkanie wczesniej, moze zdecydowalibysmy sie na
          terapie i w rezultacie moze nasz zwiazek by sie nie rozpadl?
          • wladek47 Re: Skojarzenie 09.09.05, 10:02
            Niezapominajko - dziękuję. Tak pięknie i mądrze to napisałaś. Szkoda tylko, że
            wnioski są mało optymistyczne. Żyję w takim utrwalonym układzie i tracę
            nadzieję, że coś może się jeszcze zmienić. Parę razy (w ostatnich latach) udało
            mi się doprowadzić do zbliżenia. Było na ogół marnie no bo jak miało być przy
            rzadkim sporadycznym i zawsze podejmowanym z mojej inicjatywy seksie. W
            awanturach, a moja ukochana żona unika otwartych rozmów na te obrzydliwe jej
            zdaniem tematy padł ostatnio argument, że chcę z niej zrobić dziwkę - nawet
            użyła mocniejszego słowa. W tym jest perfidia chyba jakaś no bo jak mam się
            zachować. Jeśli uszanuję jej stosunek (do braku stosunków) to kosztem własnej
            psychiki, z którą coraz gorzej dam dowód mojej do niej miłości. A jeśli będę
            nalegał to znaczy, że uważam ją za q. O seksuologu lub psychologu z poradni
            tzw. patologii więzi (prawie załatwiłem wizyty) nie ma mowy. Seks, erotyka itp
            stały się tematami tabu. Smutno mi i dlatego odwiedzam to forum ale wtedy
            jeszcze bardziej mi smutno bo widzę, że u coraz liczniejszych forumowiczów jest
            podobnie i podobnie beznadzejnie.
            • niezapominajka333 Re: Skojarzenie 09.09.05, 11:27
              Oj, chyba dużo ma zahamowań twoja żona.
              Wychowanie w przekonaniu, ze seks jest zły i grzeszny? Że wiecej seksu + jakaś
              zmiana pozycji zrobi z niej k... A może libido zerowe? A może brak
              przyjemności? A może się czymś zraziła , jakieś molestowanie w dzieciństwie
              zepchnięte do podświadomosci? Jak długo jesteście razem? Czy zawsze tak było?
              Czy macie dzieci?
              Trudno powiedziec, czy jest szansa na poprawę. Ja nie jestem zwolennikiem
              awantur, moze dlatego, ze w moim rodzinnym domu były na porządku dziennym.
              Nienawidzę kłótni i wymuszania (wpływ przeżyc z dzieciństwa + geny), wolę
              załatwiac sprawy przez tłumaczenie, użyc jakiegos fortelu czy sposobu. Kłótnie
              i awantury zdarzają mi się bardzo rzadko. Obawiam się, ze w twoim przypadku też
              raczej nie pomogą.
              Jak zmienic podejście żony do seksu, sprawic, żeby był dla niej przyjemnoscia,
              a nie przykrym obowiązkiem małżeńskim.
              Pamiętam taką anegdotę. Królowej Wiktorii skarżyła się któraś córka, czy
              wnuczka, że seks z mężem nie sprawia jej żadnej przyjemności, a wręcz
              przeciwnie.
              -Zamknij oczy i myśl o Anglii- poradziła jej królowa Wiktoria.

              To juz nie te czasy i nie to podejście do spraw łóżkowych.
              Zatem pozostaje ją jakoś przekonac, ale nie podejściem - ja chcę i potrzebuję,
              a ty powinnas, bo jesteś moja zoną.
              Bardziej trzeba sie skupic na tym, że :
              -miłośc fizyczna nie jest grzechem ani zboczeniem
              -jest to przyjemnośc, której chciałbyś jej nauczyc, jeśli tylko da ci na to
              szansę
              -jest to bardzo ważna dziedzina w małżeństwie. Dla ciebie i dla większości
              ludzi tak ważna, jak np. jedzenie, jak posiadanie dachu nad głową, nawet jak
              oddychanie.
              Można użyc porównania z inna dziedziną np z gotowaniem. Np. jeśli dobrze
              gotuje i uważa sie za dobra kucharkę, to zapytaj ja, co by powiedziała o żonie,
              która daje mężowi do jedzenia tylko suchy chleb i czasem jakiś kawałek twardego
              miesa na obiad. Możesz jej powiedziec, że w tej chwili w sprawach łóżkowych
              jest tak źle, że czujesz sie tak, jak ten mąż karmiony tak marnym jedzeniem. (
              to tylko taki wymyślony na poczekaniu przykład, na pewno znajdziesz lepszy)

              -Można dodac, że takie problemy trudno jest pokonac wam obojgu, bo nie umiecie
              swobodnie rozmawiac na te tematy, dlatego zaproponowałeś pójście do
              specjalisty. Żeby wam było łatwiej coś zmienic.(ale nie - żebyś ty się zmieniła
              i sypiała ze mną tak często, jak ja chcę)
              -No i oczywiście, że bardzo ja kochasz, bardzo ci sie podoba, i bardzo ci jest
              smutno, że ciebie nie pragnie, że nie pragnie twojego dotyku i pieszczot.Że nie
              pozwala, żebyś się nauczył, jak dawac jej jak najwiecej przyjemnosci, że
              chciałbyś, żeby choc raz poczuła tak cudowną rozkosz, jak ona ci daje.
              -I dopiero na końcu, że ty ją bardzo pragniesz, że z tego pragnienia aż bola
              cię jadra, czujesz, jakby ci miało je zaraz rozerwac, że chciałbyś, żeby tak
              bardzo na ciebie nie działała, bo byłoby ci łatwiej życ, ale nic na to nie
              poradzisz, bo jesteś od niej całkowicie uzależniony.
              Wykorzystaj z tego, co chcesz, ale twoje potrzeby niech nie będa na pierwszym
              miejscu. Na pewno forumowicze dorzucą jeszcze jakieś pomysły.

              Chodzi mi o głowie pewien sposób wyciągniecia od drugiej połowy informacji,
              które by nas interesowały, ale nie wiem, czy mogę go opisac na forum.
              • ewolwenta Re: Skojarzenie 09.09.05, 16:35
                Śmiało, czekam z zaintereswaniem.
                • wladek47 Re: Skojarzenie 09.09.05, 18:57
                  Rozumiem, że czekasz na "sposoby" niezapominajki, ja z resztą też. Nie mogę
                  teraz więcej napisać (z powodu sytuacji domowej). Dużo szczegółów napisałem w
                  zeszłorocznym wątku "zimna ryba - dziwka...". Pozdrawiam, odezwę się jutro.
                  Niezapominajce dziękuję mądry/a? jesteś. Wł
                • niezapominajka333 Re: Skojarzenie 09.09.05, 23:09
                  Trudno to nazwac sposobem, bo to na razie taka moja fantazja.To rodzaj gry w
                  zadawanie pytań. Oczywiście nie podziała na każdego, to oczywiste.
                  Jak to sobie wyobrażam, to nawet nieźle wygląda, ale z opisem sytuacji może byc
                  problem, zwłaszcza że zwięzłośc wypowiedzi nie jest moją mocną stroną.

                  Ale do rzeczy.
                  Jak zmusic partnera, żeby chciał z nami porozmawiac szczerze i odpowiedziec na
                  pytania, na które zwykle odpowiada wymijająco, albo wcale. Czasem trudno jest
                  zacząc jeszcze raz rozmowę, bo słyszymy, że już przecież tyle razy na ten temat
                  rozmawialiśmy, a ty ciągle od nowa. Jest to tez sposób na tych, co uciekają
                  przed dotykiem w obawie przed dalszym ciągiem.
                  Oto On i Ona.
                  On chciałby dowiedziec sie o niej czegoś więcej, poznac jej reakcje, Ona szuka
                  tysiąca wymówek, żeby się nie kochac, przy każdej próbie dotyku zaczyna ją coś
                  bolec.
                  On wykorzystuje jakąś okazję, żeby Ona była mu winna przysługę. Takie coś za
                  coś, na przykład za zaakceptowanie jakiegoś zakupu, który Ją uszczęśliwi, albo
                  załatwienie czegoś dla Jej znajomych lub rodziny. On wymusza na Niej obietnicę,
                  że na pewno zrobi to, o co Ją poprosi. Ona pewnie nie będzie chciała nic w
                  ciemno obiecywac, ale powinno Ją przekonac wyjaśnienie, że to nic takiego, że
                  chodzi tylko o kilka informacji. Wystarczy wiedza, która Ona już posiada,
                  tylko trzeba ja po prostu usystematyzowac.
                  On udziela wyjaśnień takim tonem, jakby chodziło o banalne zobowiązanie,
                  którym nie trzeba się specjalnie przejmowac. Najlepiej zero wyjasnień, po
                  prostu będziesz mi winna małą przysługę.
                  W sprzyjającym momencie On rzuca od niechcenia:
                  -Pamiętasz kochanie,że obiecałaś coś dla mnie zrobic. Mamy teraz spokojną
                  chwilę, nie zajmie ci to więcej niz pół godziny, najwyżej 40 minut.
                  Usiądź sobie wygodnie, zaraz powiem ci, o co mi chodzi. Potrzebuję informacji o
                  tobie. Widzę, że trudno jest się nam porozumiec w sprawach seksu, kochamy się,
                  ale jak dla mnie bardzo rzadko, widzę, ze mnie unikasz, że mój dotyk nie
                  sprawia ci przyjemności. Chciałbym, żeby ci było dobrze, ale nie wiem, jak to
                  zrobic. Tak mało o tobie wiem. Teraz będe zadawał pytania, a ty będziesz mi
                  szczerze odpowiadac. Tylko pamiętaj, całkowicie szczerze.

                  Chodzi o wytworzenie takiej atmosfery psychicznego zniewolenia (nie umiem
                  znaleźc lepszego określenia)Zalecana stanowcza łagodnośc.
                  Tu marzy mi się scena z zawiązywaniem oczu chustką, może z delikatnym
                  przywiązaniem rąk apaszką do poręczy fotela, ale to już taka moja fantazja.
                  Równie dobrze oboje mogą leżec w łóżku.
                  No i przystępujemy do zadawania pytań.
                  Oto kilka przykładowych:
                  Czy ja ci się podobam?
                  Czy mój dotyk cię drażni? Czy robię coś nie tak, jak byś chciała? Czy osiągasz
                  orgazm, gdy się kochamy? Czy taki dotyk jest dla ciebie nieprzyjemny?
                  (przydałoby się wcześniejsze zapewnienie, że ta cała sytuacja nie jest okazją
                  do zbliżenia, tylko do poznania i odkrywania partnera)

                  Takie podpytywanie o przeszłośc, o różne głęboko skrywane sekrety, nie dawanie
                  za wygrana, gdy druga strona próbuje się wykręcac od odpowiedzi, albo
                  przemilczac temat. Wszystko to przeplatane różnymi pieszczotami z pytaniem o
                  jakośc odbioru( oczywiście tylko w celach poznawczych.)

                  Wiedziałam, że to będzie trudne do opisania. Za to w mojej wyobraźni jest
                  znacznie bardziej ekscytujące. Chętnie bym się dała tak zniewolic.
                  Jest już późno, pora spac, niestety tylko spac, bo jutro wcześnie wstaję.




Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka