dosia.samosia
07.09.05, 18:33
Tak czytam o kolejnych coraz bardziej desperackich próbach przełamania
oziębłości tej drugiej strony (rozmowy, "zobacz kochanie nasz związek
cierpi", kuszenie, niedostępność pozorna, lekarz, awantury, szantaże,
wyparcie "już mnie nie interesuje, bez seksu można żyć") i zaczęło mi się
kojarzyć z terapią alkoholika.
Jeśli alkoholik nie chce się leczyć to nie będzie. Można go pewnie siłą
zaciągnąć do AA ale nic więcej. MOżna mu wykupić recepty, wspierać, opłacić
esperal, unikać pijacego towarzystwa i niczego to nie zmieni. Wymysli tysiąc
powodów dla których musi i chce się napić.
Czyli jeśli ten kto unika seksu nie będzie chciał czegoś zmienić to nasze
wysiłki można sobie...
Dobrze mi się wydaje?