Dodaj do ulubionych

"Fenomen" kochanki

23.11.05, 14:04
Polega na tym , ze rzadko która kochanka wie , jaką rolę odgrywa w zyciu
swojego kochanka.
On jej prawdy nie powie , bo nie chce lub długo nie wie czego tak naprawdę od
niej oczekuje.
Ona się nie pyta, aby go nie ponaglać i nie naciskać.
Komunikuja się, ale nie rozumieją , ze ona dla niego to niezobowiazująca
przygoda, a on dla niej to ten jedyny, na całe zycie.
Kiedy on zrywa i wraca do żony ona wierzy , ze to tylko "dla dzieci", ze,
gdyby nie one, żyliby razem długo i szczęśliwie.
Obserwuj wątek
    • dixia Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 14:06
      To po co bierze się za "zajętych"?
      • bertak59 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 16:48
        Mam wrażenie, że nie lubisz kobiet dixi, a jestem przekonana, że niewiele o
        nich wiesz.
    • matko74 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 14:58
      Dość sprytne uproszczenie, ale kochankowie też się różnią. Rozumiem, że to
      jednak przykład z Twego doświadczenia.

      cogita napisała:

      > Polega na tym , ze rzadko która kochanka wie , jaką rolę odgrywa w zyciu
      > swojego kochanka.
      > On jej prawdy nie powie , bo nie chce lub długo nie wie czego tak naprawdę od
      > niej oczekuje.
      > Ona się nie pyta, aby go nie ponaglać i nie naciskać.
      > Komunikuja się, ale nie rozumieją , ze ona dla niego to niezobowiazująca
      > przygoda, a on dla niej to ten jedyny, na całe zycie.
      > Kiedy on zrywa i wraca do żony ona wierzy , ze to tylko "dla dzieci", ze,
      > gdyby nie one, żyliby razem długo i szczęśliwie.
      • cogita Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 15:04
        matko74 napisał:
        > Dość sprytne uproszczenie, ale kochankowie też się różnią. Rozumiem, że to
        > jednak przykład z Twego doświadczenia.
        *******************************************
        nie , to z życia wzięte i literatury.
        • abdulian Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 21:20
          To widzę znaczące doświadczenie życiowe i jestem pod wrażeniem Twojego oczytania...
    • misssaigon Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 15:16
      cogita..facet oczekuje od swojej kochanki seksu seksu seksu , braku zobowiązań,
      nie zadawnia pytań "co dalej" i "czy mnie kochasz" , dopieszczania swego
      zmizerniałego w małżeństwie męskiego ego...Kochanka słuzy jeszce do tego żeby
      ja porzucić dla rodziny i żony- bo przecież facet nie unieszcześliwi zony z
      przyległosciami a sam się poświęci rezygnując z kochanki dla rodziny i bedzie
      szczerze wzruszony swoją bohaterską postawą. Nie wiadomo tylko czy kochanka
      zrozumie swoja role i odegra ją wg przeznaczonego jej scenariusza. Moja rada
      dla kochanek- nie dawać facetowi satysfakcji- nie płakać błagać szlochać, nie
      wypisywać rzewnych smsów, nie czekać pod pracą - najlepiej ostentacyjnie
      znaleźć sobie szybciutko nowego , młodszego i bogatszego kochanka (może byc
      sąsiad pedzio z tej samej klatki) i afiszować sie z nim na potęgę wychwalając
      pod niebiosa zalety jego ciała przy okazji dokonując odpowiednich porównać na
      niekorzyść "byłego"
      Lance w dłoń i do boju !!!!:))
      • petar2 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 15:22
        no no, to ta sławetna "wyższa samoświadomość kobiet".
        • misssaigon Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 15:49
          petar- i facet który zdradza i kochanka która romansuje zasługują w pełni na to
          co ich spotyka - więc nie żałujmy siebie nawzajem i nie poklepujmy sie
          pocieszająco po ramionach. Ja oczywiście w pełni świadomie i subiektywnie będe
          trzymać stronę kobiet - bo je po prostu rozumiem bardziej i dlatego wole
          wspierąć tę strone bo mi argumenty łatwiej przychodzą ....
          • petar2 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 16:03
            Daleki jestem od żałowania i poklepywania.
            Myślisz, że taka dziecinada z sąsiadem-pedziem daje jakąkolwiek satysfakcję?
            • petar2 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 16:06
              A może raczej przyniesie odwrotny skutek bo facetowi ulży gdy zobaczy, że
              dziewczyna szybko się pocieszyła i nie cierpi?
              • wiesia42 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 16:34
                W to ja nie uwierzę! A męska duma?
      • matko74 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 15:25
        tak,tak, nie ma to jak dopiec sssssss
        "oko za oko"

        misssaigon napisała:

        > cogita..facet oczekuje od swojej kochanki seksu seksu seksu , braku
        zobowiązań,
        >
        > nie zadawnia pytań "co dalej" i "czy mnie kochasz" , dopieszczania swego
        > zmizerniałego w małżeństwie męskiego ego...Kochanka słuzy jeszce do tego żeby
        > ja porzucić dla rodziny i żony- bo przecież facet nie unieszcześliwi zony z
        > przyległosciami a sam się poświęci rezygnując z kochanki dla rodziny i
        bedzie
        > szczerze wzruszony swoją bohaterską postawą. Nie wiadomo tylko czy kochanka
        > zrozumie swoja role i odegra ją wg przeznaczonego jej scenariusza. Moja rada
        > dla kochanek- nie dawać facetowi satysfakcji- nie płakać błagać szlochać, nie
        > wypisywać rzewnych smsów, nie czekać pod pracą - najlepiej ostentacyjnie
        > znaleźć sobie szybciutko nowego , młodszego i bogatszego kochanka (może byc
        > sąsiad pedzio z tej samej klatki) i afiszować sie z nim na potęgę wychwalając
        > pod niebiosa zalety jego ciała przy okazji dokonując odpowiednich porównać na
        > niekorzyść "byłego"
        > Lance w dłoń i do boju !!!!:))
        • bertak59 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 16:54
          Zapominamy, że kochankami najczęściej bywają kobiety, które też są żonami
          • tester3000 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 17:33
            Kochanka jest jak cholernie ostra przyprawa, uzywana w nadmiarze "piecze"
            podwójnie. Czy najczęściej kochankami bywają kobiety zamężne, tego nie wiem.
            Nie zmienia to faktu ze są i będą.
            • copex Re: "Fenomen" kochanki 25.02.06, 12:22
              Kochanki sa wspaniałe ale nie lubie zamężnych choć te nie wspominaja o
              rozwodzie.Panny z kolei po 3ch miesiacach każą rzucić zonę.Wytrzymać zatem z
              jedna dłużej jest trudno.Kobiety są wspaniałe i należy je kochać ale nie dac się
              usidlić przedwczesnie.
      • poor_kitty Re: "Fenomen" kochanki 20.02.06, 19:20
        missaigon, trafniej sama bym nie potrafila. Brawo!
      • remicius Re: "Fenomen" kochanki 24.02.06, 15:17
        A ja myślę, że naoglądałaś się zbyt wiele reklam kart kredytowych hyhy
      • copex Re: "Fenomen" kochanki 25.02.06, 12:16
        to ma sens.Mnie by szlag trafił bo na faceta to działa:)))))))
      • surykatka3 Do missaigon.. 25.02.06, 21:25
        ...bardzo trafna uwaga, podpisuje sie dwoma rękoma :-)
      • 50_lat_minelo Re: "Fenomen" kochanki 27.02.06, 10:14
        misssaigon ma rację i już
    • madainn Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 18:20
      najlepszymi kochankami są więc mężatki
      nie oczekują poświęceń ani obietnic,
      nie "wyczekują pod pracą", nie wydzwaniają natrętnie
      traktują romans jak przygodę
      jak na prawdziwych facetów przystało
      :)
      • wiesia42 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 19:10
        I niech tak zostanie.
        • woman-in-love Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 19:50
          w wątku "fenomen zony" napisałam jeden post, który został opacznie zrozumiany i
          zakrzyczany. Powtórze więc tutaj swoje zdanie: być kochanką to nie takie
          słodkie, to samo dotyczy płci przeciwnej. Być tą osoba, która uzupełnia braki
          małżonków (patrz:"wielki Gatsby") to w ostatecznym rozrachunku zmarnowane
          życie. Wiedzę swoją czerpię z zycia, epizod bycia kochanką zaliczałam. Na
          uniwersytecie życia mogłabym mieć conajmniej habilitację. Dlatego śmieszy mnie
          cokolwiek, gdy na tym forum pouczają mnie osoby, które pojawiły się dopiero
          przed chwilą :-)
          • anais_nin666 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 20:17
            Kochanką jest się na własne życzenie. Zdradzaną przez męża czesto jest się wbrew
            naszym chęciom (chocby kryzys wieku faceta).
            • anais_nin666 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 20:19
              A w tym wszystkim akurat najbardziej drazni mnie osoba zdradzająca, a nie
              kochanka czy osoba zdradzana.
              • woman-in-love Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 20:22
                anais, uważasz, ze miłośc to "sługa"? na własne życzenie można zostać (lub nie)
                kochanką lub kochankiem, mężem lub żoną. Ale nie do końca można zarządzać
                uczuciami.
                • anais_nin666 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 20:46
                  Uważam, że aby miłośc mogła się zacząc trzeba troche nad tym popracować. Nie
                  wierzę w milosc od 1 wejrzenia. Mezem, zona, kochanka/iem zostajemy jednak na
                  wlasne zyczenie.
                  Jesli zaczynamy z kims kto juz ma swoja 2 polowe to musimy liczyc sie, ze my
                  bedziemy tylko dodatkiem do czyjegos zycia. Daleka jestem od oceniania jako ze
                  mialam przyjemnosc/nieprzyjemnosc sprobowac wszystkich 3 rol. Uwazam jednak, ze
                  trzeba liczyc sie z konsekwencjami swoich wyborow.
          • wiesia42 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 20:34
            A kto Cię zakrzyczał? No i chyba nie będziemy się licytować kto miał więcej
            kochanków, ten zna lepiej życie?
            • tomek_abc Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 20:39
              im dłzuzej życje tym mniej znam życie....
              a już zrozumienie kobiet ....
              • wiesia42 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 21:03
                Z tą licytacją to może nie głupi pomysł? Zaczynamy? Ten co bedzie miał najwięcej
                kochanków, kochanek ten ma prawo do wyrażania prawd absolutnych.
            • woman-in-love Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 14:28
              wiesia42 napisała:

              > A kto Cię zakrzyczał? No i chyba nie będziemy się licytować kto miał więcej
              > kochanków, ten zna lepiej życie?

              co do 'zakrzyczenia" na watku o żonach: wyraziłam myśl, że wieloletnie
              pozostawanie w związku z kims "zamęznym" czyli zajętym to zmarnowane życie.
              Jednak miłośc to wielka siła i takie rzeczy sie zdarzaja. Zostało to zrozumiane
              jako osądzanie i potępianie w czambuł. Pewnie nie dośc jasno sie wyraziłam, ale
              nie mam siły i ochoty wchodzić w dywagacje.
          • madainn Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 20:56
            woman-in-love napisała:

            > Na uniwersytecie życia mogłabym mieć conajmniej habilitację. Dlatego śmieszy
            mnie
            > cokolwiek, gdy na tym forum pouczają mnie osoby, które pojawiły się dopiero
            > przed chwilą :-)
          • madainn Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 21:02
            cd.
            nie wiem kogo masz na myśli, ale ja z nowym nickiem pojawiłam się jakby całkiem
            niedawno (poprzedni skasowałam, tak jak wiele "poprzednich" tematów) i śmieszy
            mnie z kolei to, że doświadczenie życiowe uzależniasz od długości bycia
            zalogowanym na forum
            • bertak59 Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 21:08
              Zgadzam się z Women, rzadko zdarza się, by życie było czarno - białe.
              Zapewne wiele osób chętnie zdecydowałoby się na wynurzenie głowy ze swojej
              bezpiecznej szarości, ale nikt nie chciałby ich w roli kochanki/ka widzieć.
              Najlepiej im jednak do twarzy w roli żony, z papilotami na głowie.
              • madainn Re: "Fenomen" kochanki 23.11.05, 21:21
                życie nigdy nie jest czarno/białe, po prostu jedni dostrzegają tę pozostałą gamę
                barw wcześniej, inni później; absurdalnie ci, którzy widza więcej wcale się tym
                głośno i jednoznacznie nie chwalą, bo po co
                • necia100 Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 08:35
                  Wydaje mi się ,ze to absurdalne...dyskusje nad fenomenem żony czy też fenomenem
                  kochanki,gdyby takowy istniał to mąż albo by wiernie siedział z żoną w
                  domu,albo rozwiódł się z nią dla fenomenalnej kochanki.Problem jednak nie tkwi
                  w tym czy papiloty na głowie ma kochanka czy żona ( jakie proste
                  uogólnienie....) ale w tym ,że facet nie chce ich oglądąć.... Problemem są mało
                  fenomenalni faceci ....jak dla mnie.
                  • petar2 Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 08:48
                    A może problemem jest trudność w zrozumieniu facetów i ocenianie ich wg
                    wygodnych dla kobiet kryteriów?
                    • necia100 Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 09:01
                      a może odwrotnie - co poniektórzy mężczyżni ( nie mówię o Tobie Petar,bo akurat
                      Twój tok myślenia jest jak dla mnie -poprostu normalny - bez słodzenia ;))maja
                      problem w zrozumieniu kobiet ?
                      nie od dzisiaj wiemy ,ze kobiety i mężczyżnie są z innych planet ; ) więc co w
                      tym dziwnego,ze dogadać się często nie mogą? Ważne jest to żeby takie starania
                      jednak podejmować ,być może z czasem coś jednak sobie wytłumaczą.Natomiast brak
                      reakcji z żadenej ze stron - rozwiązania (dobrego-pożądanego) nie przyniesie...
                      • petar2 Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 09:18
                        Oczywiście, masz rację. Mężczyźni jeszcze mniej rozumieją kobiety niż odwrotnie.
                        Jesteśmy tak różni, stąd tyle problemów ale i przyciąganie.
                        • drobiazg Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 09:28
                          petar2 napisał:

                          > Oczywiście, masz rację. Mężczyźni jeszcze mniej rozumieją kobiety niż
                          odwrotnie
                          > .
                          > Jesteśmy tak różni, stąd tyle problemów ale i przyciąganie.

                          Tylko czy koniecznie wszystko trzeba zrozumieć...może czasem wystarczy
                          zaakceptować ;-) Ja też np. nie rozumiem jak ten idiota mógł zostac moim
                          przełozonym ale...no z trudem fakt ...akceptuje ...;-)
                          • dixia Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 09:38
                            A niektórzy mawiają: "są rzeczy, które nawet nie śniły się filozofom" ;)))
          • misssaigon Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 13:30
            każdy sam sobie wybrał "ścieżke edukacji zyciowej " - ja też przećwiczyłam i
            bycie kochanka (i to kilka razy) i bycie zdradzaną i bycie żona też nie raz -
            dlatego też w ogóle odważyłam się tu zabrać głos - a każdy "układ" poza
            małżenski jest to balansowanie na krawędzi i igranie z ogniem- zwykle
            prawdopodobieństwo że spadniesz i sie oparzysz jest większe niz 50% - jeśli
            taki układ wybierają osoby normalne , dorosłe i świadome - to same mają to co
            chciały. Ale....czasami wikłamy sie w takie związku w chwilach słabości,
            depresji, po zawiedzionej miłości itp. wtedy jednak nie oczekujmy, że z tego
            powodu nasz kochanek albo kochanka potraktuje nas lepiej - zwykle wyjdziemy z
            tego jeszce bardziej psychicznie zdruzgotani niż weszliśmy a zemścimy sie
            wyłacznie na sobie...środowisko nie bedzie miało również
            dla "kochanek" "kochanków" litości- tak jak my nie mamy - kiedy to my
            zostaniemy zdradzeni/zdradzone. Dlatego ja sama nie bedę sie domagać
            wyrozumiałości dla kochanek - bo potępiam siebie za to co robiłam krzywdząc i
            siebie i inne kobiety. Nie zmienię tych faktów chociaż mogłabym się
            usprawiedliwić na tysiąc sposobów. Nie traktuję tego jako próby ekspiacji -
            jest to próba "zmądrzenia"
            • dixia Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 19:04
              Mocne słowa! Pomimo, że jak napisałaś nie jest to próba ekspiacji widzę tu chęć
              wykrzyczenia, zwierzenia się wokół z jakiegoś bólu. Próba pogodzenia się ze
              sobą. Prawda li to?
            • ewakub Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 12:44
              Mocne i dobre słowa. Siedząć na forum Zdradzone żony kontra kochanki doszłam do
              wniosku, że baby dawno skretyniały. Teraz wiem,że te mądre i na poziomie są ,na
              BSwM.
    • madainn Re: "Fenomen" kochanki 24.11.05, 11:10
      a z innej jeszcze strony - fenomen kochanki/a polega na obcości połączonej z
      nowością, a to prawie każdego żyjącego sobie w poukładany i ustabilizowany
      sposób osobnika kręci, bo kto nie chciałby od nowa przeżyć takiego małoletniego
      wręcz zauroczenia
      • woman-in-love tak daleko - tak blisko 24.11.05, 14:06
        osoby zyjące w konspiracji (tzn. zyjące w stałych związkach i uprawiające
        podwójne życie) doznaja fenomenu bycia w skrajnosciach: sa bardzo blisko i
        zazwyczaj spełnia sie im to, o czym małzonkowie mogę tylko marzyć, a z drugiej
        strony sa obcymi ludżmi. Ogromny rozziew. To jest dla mnie fenomen. Zaznaczam,
        ze nie uzywam słowa "fenomen" w znaczeniu "fenomenalny" czyli niespotykanie
        wspaniały. Przeciwnie.
        • misssaigon Re: tak daleko - tak blisko 24.11.05, 15:08
          romans zwykle ma za zadanie skompensować nam a/ brak kontaktów fizycznych b/
          brak bliskości, uczuć w ogole. Zwykle te potrzeby są bardzo silne i
          zaspokojenie ich czesto odbywa sie w niekontrolowany "wybuchowy sposób" W
          romansie są niesamowite emocje, adrenalina, strach, nadzieja, wielkie wzloty i
          tragiczne upadki itd itp - to nam wypełnia zycie, zajmuje umysł i serce, w tym
          sie spalamy bo chcemy przeżyć w romansie prawie to wszystko co małżenstwie
          tylko szybciej i wszystko naraz. Zwykle pozwalamy sobie na wiekszą otwartość i
          szczerość i na różne eksperymenty erotyczne - na to czego byśmy sie wstydzili
          często przed małżonkiem. i to jest super..ale super przestaje być kiedy romans
          sie kończy.
          • petar2 Re: tak daleko - tak blisko 24.11.05, 15:12
            a słyszałaś o czymś co jest super i trwa wiecznie?
            • cogita Re: tak daleko - tak blisko 24.11.05, 15:15
              młodość daje wiarę, ze bedzie zawsze super.
            • misssaigon Re: tak daleko - tak blisko 24.11.05, 15:29
              litości - na takie pytanie ileż fantastycznych sloganów natychmiast się ciśnie
              na usta.
              a w romanse rzadko kiedy zaplatują sie pragmatycy , racjonaliści...
          • dixia Re: tak daleko - tak blisko 24.11.05, 19:02
            Gdy czytam twoje wypowiedzi to mam wrażenie, że tęsknisz za takimi "wzlotammi",
            że jesteś nispokojną duszą i raz zasmakowawszy w zdradzie ciągnie cie do tego.
            Boisz się jedynie tej końcowej fazy - odrzucenia. Czy jest tak w istocie?
            • misssaigon Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 09:10
              za lotami na Księżyc też mozna tęsknić - a tak na serio nic z tych rzeczy -
              szkoda zycia i młodości na "spalanie" się w takich związkach - i tak predzej
              czy poźniej obudzisz sie i zoabaczysz , ze masz czterdziestke na karku, w
              lodówce ćwiartka i piwo a wokół pustka - nikogo bliskiego a nawet
              dalszego. "szaleństwa " powinny byc domeną i przywilejem li tylko młodości
              • dixia Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 09:56
                Każdy człowiek się zarzeka, że "nigdy". A potem budzi się z ręka w nocniku...
                Moim zdaniem nie należy stwarzać szansy - nawet pozornie niewinnego flirtu. Sam
                wiem, że takie sytuacje trudno kontrolować...
                • drobiazg Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:10
                  dixia napisał:

                  > Moim zdaniem nie należy stwarzać szansy - nawet pozornie niewinnego flirtu.
                  Sam
                  > wiem, że takie sytuacje trudno kontrolować...

                  No tak ale to wogóle nie powinniśmy prowadzić rozmów, bo to co dla jednego jest
                  miłą i sympatyczna wymiana zdań po której nastrój się poprawia i jest miło dla
                  drugiego może być odebrane jako flirt i zachęta do czegoś więcej ...
                  • dixia Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:13
                    Zgadzam się! Problem jest jak zwykle w porozumieniu między ludzikami. Tak jak z
                    tą szklanką w połowie napełnioną wodą. Dla jednych będzie do połowy pusta - dla
                    innych do połowy pełna...
                    • drobiazg Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:25
                      dixia napisał:

                      > Zgadzam się! Problem jest jak zwykle w porozumieniu między ludzikami. Tak jak
                      > z tą szklanką w połowie napełnioną wodą. Dla jednych będzie do połowy pusta -
                      > dla innych do połowy pełna...

                      Tylko że czasem taki flirt powoduje, ze człowiekowi poprawia się nastrój, że
                      robi się lepszy dzień od razu i wraca się potem do domu w takim milszym
                      nastroju i już nie masz ochoty zabić za kubek nie wstawiony do zlewu czy pełna
                      popielniczkę na stole, a śpiewasz sobie jak smażysz naleśniki ...
                • petar2 Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:12
                  Dixia, nawet niewinnego flirtu nie???
                  No to jak będzie wyglądać nasze życie? kontakty towarzyskie??

                  Wczoraj uciąłem sobie miłą pogawędkę z fryzjerką na pograniczu bardzo
                  delikatnego flirtu, od razu zmarszczki na optymizmie życiowym mi się
                  wyprostowały.

                  Może zabronić też dekoltów, spódniczki tylko za kolano a najlepiej spodnie.
                  Tylko te kończące się w pasie a nie w połowiee bioder ze strungami na wierzchu
                  z tyłu !!!
                  • drobiazg Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:15
                    petar2 napisał:

                    > Może zabronić też dekoltów, spódniczki tylko za kolano a najlepiej spodnie.
                    > Tylko te kończące się w pasie a nie w połowiee bioder ze strungami na
                    wierzchu
                    > z tyłu !!!

                    a co jest nie tak ze stringami ??? (pomijając aure w tej chwili za oknem ale
                    tak ogólnie ?)
                    • petar2 Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:18
                      no prowokują, dekoncentrują i w ogóle ...
                      • dixia Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:18
                        i wchodzą w...
                        • petar2 Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:26
                          a poza tym wolę zaznaczające się pod spodniami klasyczne majteczki ...
                  • dixia Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:16
                    Petar, czy Ty musisz się tak czepiać szczegółów na tyle by każdą kwestię
                    wykręcić do absurdu??
                    Generalnie uważam, że jeśli sobie pozwalamy na flirt to musimy liczyć się z
                    sytuacją, która wymknie się spod kontroli! Nigdy nie zdarzyło Ci się obiecywać,
                    że chlapniesz tylko jednego - no góra dwa, po czym wracałeś z zerwaną kliszą???
                    • petar2 Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:22
                      ciiii .... nic o gorzałeczce bo nas wytną.
                      • wiesia42 Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 10:27
                        I wielorybach, czosnku, ojcu dyrektorze a juz napewno nic o kaczuszkach
                    • misssaigon Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 13:52
                      a czy to nie jest tak przypadkiem, ze flirtów unikają osoby o słabym
                      charakterze, które szybko i łatwo sie angażuja i boja sie że jak niepijący
                      alkoholik po lampce niewinnego szmpana przy pierwszej próbie flirtu popłyną.
                      jeśli się boisz to znaczy że się boisz sibie i tego nad czyms mógłbyś nie
                      zapanować - a silną wolę trzeba ćwiczyć , ćwiczyć i jescze raz ćwiczyć. Nic
                      łatwiejszego niz wyrzec sie pokus , które ci nie grożą....
                      • dixia Re: tak daleko - tak blisko 25.11.05, 13:58
                        Chyba wcale tak nie jest, wiesz? Po prostu uważam, że nie warto próbować tylko
                        dlatego by sie sprawdzić czy mam silną wolę. O upadek wynikający z naszej pychy
                        - wcale nietrudno! Ale skoro ty lubisz się sprawdzać... To może tez nie jesteś
                        siebie pewna, co?
    • cogita Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 10:07
      kobieta.interia.pl/psychologia/news?inf=363580
      • dixia Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 10:10
        Tia... - sam to raz wkleiłem :)))
    • madainn Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 10:54
      jak fajnie jest oceniać,krytykować, radzić i odradzać, kiedy samemu się już
      spróbowało, nie ?
      czy nie na tym polega ten "fenomen", że niby źle i grzech i takie tam różne
      podłe i płytkie, a jednak każdy sam też chce spróbować ?
      • dixia Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 12:40
        Czy lubienie ciastek i posiadanie chęci na wielka kremówkę jest karalne dla osób
        z cukrzycą, nawet jeśli go nie zjedzą????
        Od ochoty czy tez "myślenia" o zdradzie do niej samej droga dość daleka - co
        wcale nie znaczy, że nie do przejścia w szybkim tempie!
        • misssaigon Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 14:12
          oh dixia- a jeśli śni ci sie seks z inna osoba a nie małżonkiem to tez znaczy
          że myslisz o zdradzie i podświadomie do niej dążysz?? Zdrada jest wpleciona w
          zycie tak jak miłość , nienawiść itd itp- czasami się zdarza, najcześciej tym,
          którzy unikaja jej jak ognia ale kwestie notorycznie wałkują- w końcu nie
          wiadomo kogo i czego nie sa pewni - siebie , partnera. I do rangi problemu
          urasta coś co problemem nie jest - a potem to juz bardzo łatwo- bo myslimy
          sobie- skoro on/ona mnie podejrzew non stop to niech sie nie męczy - bedzie
          miała chociąz o co kruszyc kopie
          • dixia Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 14:15
            Trochę zupełnie nie na temat...
            Jak widać rozumujemy odmiennie i czytamy pomiędzy wierszami - co powoduje
            znajdywanie odmiennych treści niż te rzeczywiście zawarte.
            • misssaigon Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 15:16
              zapewne masz racje ale taki urok forumowych dyskusji i konatktów via internet,
              ale to nie tylko moja wada na tym forum ze się nie trzymam tematu
              • dixia Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 15:26
                Zapewne, zapewne :))
                Ale wcale nie mam ambicji mieć ostatniego słowa albo racji... :)))
    • zonaty26 Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 11:43
      wydaje mi sie, że kobiet które są kochankami a nie wiedzą o zobowiązaniach
      swoich kochanków jest mniejszość,
      moim zdaniem one wiedza i godzą sie na to, bo liczą że on odejdzie od żony i
      dzieci lecz moło kóry zostawi rodzine dla kochanki.
      • cogita Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 14:19
        oczywiscie, ze wiekszość kochanek wie o zobowiazaniach swoich kochankow i godzi
        sie na to mając złudną nadzieję, ze on porzuci rodzinę dla nich.
        Takie kochanki , ktore tego nie oczekują są FENOMENEM.
        • ankamk78 Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 15:44
          Mozna by wiec wysunac bardzo odwazny wniosek,ze kazda mezatka bedace rowniez
          kochanka jest fenomenem.........
    • madainn Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 19:44
      a sytuacja następująca:
      ona ma kochanka, który nie ma żony
      ona traktuje romans jako czystą przyjemność, bo nie ma zamiaru odejść od męża
      on traktuje to jako czystą przyjemność, bo nie ma zamiaru się żenić
      "fenomen" to czy sielanka czy igranie z uczuciami ?
      • woman-in-love Re: "Fenomen" kochanki 25.11.05, 19:50
        oczywiste igranie! życie samo rozwiązuje takie sytuacje. Komus sie znudzi albo
        mąż się dowie, albo ciąża wyskoczy...etc., etc.
        • dixia Re: "Fenomen" kochanki 26.11.05, 09:38
          Wyjątkowo zgadzam się z WiL! Taki związek to taniec na krawędzi a nikt z nas nie
          jest w stanie zaręczyć za nasze uczucia!!!
    • yogi.net Re: "Fenomen" kochanki 20.02.06, 22:27
      O ... Wątek który się mi "omsknął"

      > Kiedy on zrywa i wraca do żony .......

      Jest pewna zasada, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
      Mówiąc dosadniej, do dwóch rzeczy się nie wraca:
      Do byłej firmy oraz do kobiety, którą się opuściło.

      Ale to stosują jedynie mężczyźni odważni i z charakterem.
      Sorry
      Pozdr.
      • alibaba5 nie wraca się... 25.02.06, 01:42
        Ależ wraca się - choć nie każdy i nie do każdej! I czasami po kilka razy (z
        przerwami). Człowiek próbuje, szuka, błądzi, przewraca się i wstaje na nowo...
        Chyba, że jest upartym osłem
    • copex Re: "Fenomen" kochanki 25.02.06, 12:09
      To jest swięta prawda ale gdyby ten koleś naprawdę nie miał dzieci pewno by
      zostawił żonę.Wam kobietom sie wydaje,że facet to producent nasienia majacy
      kamień zamiast serca.Faceci kochaja własne dzieci na zabój i jezeli nie
      rozwodza sie z żona to tylko dlatego, że nie chcą dzieciom zabierać ojca!!!
      Kochanki to rozumieją ale tylko te , które same maja dzieci.Taki facet zawsze
      jest nieszczesliwy w zwiazku pozamałzeńskim bo nie dosć,że kochankę kocha i nie
      chce jej stracić to musi mieszkać z zona, której nie kocha.Ciosaja mu obie kołki
      na głowie i.........efektem tego jest nastepna kochanka.A wtedy to kolo ma
      naprawdę przechlapane choć jest mu z tymi kobietami do twarzy.Pozdrawiam
      • searena Re: "Fenomen" kochanki 25.02.06, 20:05
        No i błąd podstawowy - fikcyjne małżeństwo dla rzekomego dobra dzieci jest
        największym idiotyzmem jaki można zrobić. To nie jest dobre dla nikogo. Dzieci
        doskonale widzą że między rodzicami nie ma uczuć, a jesli się kłócą jest
        podwójnie źle, dzieci mają tendencję do czucia się winnymi za nieporozumienia
        rodziców. Znam dzieci z rozbitych małżeństw, wszystkie mówiły że wolały rozwód
        rodziców niż tworzenie rodziny na siłę. Ja myslę że ejst iny zupełnie powód
        tego, że faceci zostają przy "starych" żonach - potworne wygodnictwo i niechęć
        do zmian. I to jest dla nich silniejsze niż niepewność jutra z kochanką. Lepsze
        codzienne obiadki, ciepłe mieszkanko i pilot od tv :D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka