Dodaj do ulubionych

brak satysfakcji

23.11.05, 21:32
tak niechcacy nacisnelam enter a tu mial byc jeszcze tekst ;)No wiec jestem w
zwiazku od jakichs osmiu miesiecy i wszystko sie uklada znakomicie z jednym
wyjatkiem, w sferze erotycznej jestem nieusatysfakcjonowana. Mamy inne
potrzeby, a ja jakos nie potrafie zrozumiec, z czego wynikaja jego
ograniczone
potrzeby, dlaczego reaguje w roznych lozkowych sytuacjach inaczej niz ja i
tym
podobne. Kiedy ja mam ochote pofiglowac i wyprobowac co mozna zrobic, jak, co
poczuc, on wydaje sie juz znudzony. Mam wrazenie jakby standardowe zachowanie
sie w pelni go zaspokajalo. Troszke mnie to frustruje. Moj partner znowuz nie
bardzo potrafi zrozumiec te moja frustracje. Fajnie nam razem, ale czuje sie
jakas taka... zdolowana. Nie wiem, czy jestem pusta baba, czy co... Czy ktos
ma podobne doswiadczenia.
Obserwuj wątek
    • abdulian Re: brak satysfakcji 23.11.05, 21:48
      No to cieszę sie że tym razem pod wątkiem znalazł się tekst - teraz wiadomo o co
      chodzi :)

      A tak przechodząc do meritum, to zadam najprostsze i najbardziej elementarne
      pytanie - czy rozmawiałaś z nim na ten temat? Wiem, to banał, ale rozmowa to
      punkt wyjścia.
      • kolejny_brak_pomyslu Re: brak satysfakcji 23.11.05, 22:14
        :) Rozmawialismy o tym nie raz. I wlasnie w tym rzecz, ze pomimo rozmow, pomimo
        tego, ze jest juz ok, juz wszystko wiemy, to sytuacja sie nie zmienia. Nie
        potrafie juz tego uporzadkowac, bo mam wrazenie, ze temat sie wyczerpal.
        Ostatnio stwierdzilam, ze po prostu nie pasujemy do siebie pod tym wzgledem i
        dalam sobie luz. W koncu nie jest tak najgorzej. Tylko po kazdym kolejnym
        zblizeniu czuje niedosyt, jestem niezadowolona, nie potrafie tego ukryc,
        chcialabym czegos wiecej. Chyba musze to zaakceptowac, poniewaz go kocham i
        jakos nie wyobrazam sobie zerwac powodu takiej... wlasnie blahostki (?)
        Jednoczesnie czuje jakby jakas bardzo ciekawa sfera zwiazku zostala zubozona i
        podswiadomie sie z tym nie zgadzam. Bo choc mysle sobie "jest ok", to cos mi
        mowi "nie jest ok". Sama nie wiem. Zaczynam sie sama sobie dziwic, ze potrafie
        watpic w sens zwiazku z powodu niesatysfakcjonujacego pozycia seksualnego. To
        takie trywialne. A moze nie?
        • abdulian Re: brak satysfakcji 23.11.05, 22:30
          No widzisz, to ja mam problem podobny, tyle że z moją partnerką - ale mi nie
          chodzi o jakość, ale o ilość. Też były rozmowy etc.

          Powiem Ci tak, niedługo stukną nam 4 lata, problem jest od jakiegoś czasu, można
          powiedzieć, że od dawna. Są powazne plany, jesteśmy po zaręczynach. Pomyśl więc:
          wspaniale, że go kochasz, ale jak masz być wiecznie niezadowolona w łóżku, to
          wydaje mi się, że za jakiś czas zaczniesz odczuwać "dyskomfort" z tego tytułu i
          dobrze nie będzie... Gorzej, nigdy w życiu nie nzazwałbym tego problemu
          błahostką, to jest cholernie poważna sprawa. Mnie trochę czasu, powiedzmy dwa
          trzy lata, facet się oświadczy, ty oświadczyny przyjmiesz, pobędziecie razem,
          pojawią sie plany ślubu i...? No właśnie i uśiwadomisz sobie, że zdecydujesz się
          być z facetem, ale konsekwencją tego będzie to, że być może nie będziesz nigdy
          zadowolona z pożycia...

          Nie chcę straszyć, ale po prostu nie można tego bagatelizować. I nie dziw się
          sobie, bo powiem szczerze, że w takim "dziwieniu się" jest dużo rozsądku...
          • kolejny_brak_pomyslu Re: brak satysfakcji 23.11.05, 22:55
            Hm. A ja powiem tak: seks u mnie jest paradoksalnie bardzo wazny. Z jednej
            strony uwielbiam to robic duzo, czesto itp, z drugiej zylam przez 4 lata w
            celibacie czekajac na te odpowiednia osobe. Moze to kwestia priorytetow i
            nastawienia. Skoro jestesmy z osobami, ktore kochamy, myslimy o nich powaznie i
            nasze glowne problemy z nimi sprowadzaja sie do spraw lozkowych, to moze my
            powinnismy sie zmienic. Bo jak mozna, kochajac, wymagac od kogos, zeby robil
            cos, czego robic nie jest sklonny (mam na mysli zarowno czestotliwosc, jak i
            sposoby). Masz racje, ze istnieje ryzyko poglebiania sie frustracji, co bedzie
            prowadzilo nie do zlagodzenia problemu, zastapienia czyms innym, czy
            przewartosciowania swoich potrzeb, ale do rozpadu zwiazku. Nie potrafie tego
            przewidziec, bo nie mam odpowiedniego doswiadczenia (poza tym nie jestem
            jasnowidzem, a sytuacje i ludzie bywaja rozni). Pytanie: na ile mozemy od nich
            wymagac, a na ile oni "powinni" sie postarac. Gdzie jest kompromis, i czy w
            ogole kompromis w tych sprawach ma sens, bo tak czy owak tego typu dzialania
            usuwaja cala spontanicznosc i urok. Ciagle gadanie o tym, naklanianie /
            unikanie rozmow, zmuszanie sie do czegos. Nie potrafie rozwiazac tych kwestii.
            Chcialabym na niego wplynac ale w jakis taki sposob, zeby nie czul, ze to moje
            dzialanie, zeby zmienil sie sam z siebie. A z drugiej strony "nie chce mi sie"
            jakos szczegolnie wplywac, robic czegos na sile, wymyslac strategii. Frapuje
            mnie to, ktore z nas jest egoista. Ten kto oczekuje, czy ten kto nie daje.
            Ciekawe jest to, ze wcale nie jest powiedziane, ze to ja musze skonczyc z tego
            powodu, obawiam sie, ze on w koncu, czujac ze mnie nie zadowala, znajdzie sobie
            kogos z mniejszym temperamentem, przy kim bedzie czul, ze jest "dobry".
            • abdulian Re: brak satysfakcji 23.11.05, 23:21
              No widzisz, to sprawę postrzegamy dokładnie tak samo, żyjemy mając podobne problemy.

              Widzisz, kompromis to temat rzeka, ale bezapelacyjnie jest on zamknięty
              definicją, którą ja bym zamknął w dwóch ramach. Primo, kompromis musi wynikać z
              woli dówch stron. Fakt oświadczenia woli, co do zawarcia kompromisu jest
              warunkiem koniecznym, kompromisu po porstu trzeba chcieć. Secundo, kompromis, to
              pewien układ, w kórym obie zainteresowane strony godzą się na jakieś ustępstwa,
              czytaj: decydują się coś robić bądź nie robić, robić coś więcej, częściej, lub
              przeciwnie - mniej, rzadziej. Oba te warunki nie występują fakultatywnie, ale
              muszą wystąpić równocześnie.

              Można by długo dyskutować nad faktem zaistnienia dobrej woli obu stron, tak samo
              jak i nad naturą kompromisu w sensie ustępstw. Ważna jest cholernie ciężka
              pozytywistyczna, praca u podstaw (to tak w moim wydaniu) bo jeżeli dwoje ludzi
              chce być razem, to powinni wyciągać do siebie ręce niezależenie od niczego :)
              • kolejny_brak_pomyslu Re: brak satysfakcji 25.11.05, 19:09
                Nic dodac, nic ujac...
                Dzieki, ze dales sie wciagnac w dyskusje. Jako jeden z nielicznych ? Jedyny ;)
                Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka