pimot74
02.12.05, 10:50
Opisze to co przystrafiło się mnie:(( Jesteśmy małżeństwem od 3 lat. Żona
pochodzi z rodziny...powiedzmy, o konserwatywnym podejściu do życia (tzn.
zamknięte dośc środowisko, mocna wiara). Byliśmy swoimi pierwszymi
partnerami. Zaczęliśmy przed ślubem - dość rzadko bo przeszkadzały warunki
itp. Trochę sie martwiłem, że żona nie jest wulkanem seksu, że sporo czasu
bede musiał poświęcic żeby ja rozbudzić. Zapewniała że wszystko po ślubie sie
zmieni, że będzie ok. Niestety okazuje się żeśmy zupełnie sie rozminęli z
oczekiwaniami. Coraz rzadziej jest seks, powoli rezygnujemy ze wszystkiego za
jej sprawą. Okazało sie że nie wchodza w grę: pozycja od tyłu, 69, łyżeczka,
pieszczoty palcem i inne eksperymenty. Próbowałem niemalże wszystkiego żeby
urozmaicic pozycie kierując sie doświadczeniami kobiet z forum. Różne
sztuczki o których pisaly: oral (który też nie przynosi mojej kobiecie
satysfakcji), długa gra wstępna, stymulacja łechtaczki podczas stosunku też
nie przynoszą efektu a wręcz przeciwnie, odbierane są jako perwersje lub
pozycje nie dla niej. Okazuje się że jej potrzeby to co najwyżej raz na
tydzień. Zresztą co tu mowić o potzrzebach, możliwe ze ich nie ma bo to
zawsze ja jestem inicjatorem seksu. Przetrząsnąłem cały internet dochodząc do
wniosku że najlepszy efekt przyniesie wizyta u specjalisty i szczera rozmowa.
To pierwsze nie wchodzi w grę (żona nie chce) drugie przynosi raczej żale i
wyrzuty. Nie pozwala mi poznać swojego ciała - nie potrafi określic co jej
sprawia przyjemność więc błądze. W dodatku ta rutyna - wyobrazcie sobie ze
zawsze w niedziele i np. czwartek pomiędzy toaleta a pójściem spać...w ten
sam sposób (pozostały pozycje misjonarska ewentualnie na jeżdżca). Dodam ze
zona nigdy nie miała orgazmu, nie masturbowała się....Teraz nastąpi juz
zupełna klapa bo zaszła w ciążę - dodatkowy powód do kolejnych dowodów
oziębłości.Reasumujac przepraszając za chaotyczna wypowiedź - panowie,
głęboko się zastanówcie zanim zdecydujecie się na małżeństwo o ile sytuacja
choc troche przypomni moją.O ile nie chcecie mieć kochanki, chodzić do
burdelu albo niczym nastolatek zaspakajać się pod prysznicem.